czwartek, lutego 28, 2019

3204. sprawdzam!

umiem obrazić się* na rzeczywistość. umiem być jej ofiarą*. ale umiem też stanąć naprzeciwko niej i powiedzieć: sprawdzam! wtedy jestem wojowniczką.

__________
* naprawdę dobrze mi szło przez prawie cztery ostatnie miesiące (z drobnymi przerwami).

wtorek, lutego 26, 2019

3203. jasność

     — nie robię tego przeciwko tobie — powiedziała do swojej choroby. — robię to dla siebie.


ilustr. Sharon Foster, źródło.

3202. Kwartet ekstraintrowertyczek (III)

Jabłoń:
(wczoraj szorowała dno, a dziś ma się dużo lepiej, więc czyta i pisze)
A czemu Kaan usuwa tekst, nim przeczytam?

Georginia:
No właśnie, też się nad tym zastanawiam…

Kaan:
Żeby to wyjaśnić, musiałabym napisać elaborat…

Gepardzica:
Namaluj!

Kaan:
(namalowała… kwartecik też, namalowała pięknie)

Jabłoń:
(w zachwycie kupiła na pniu)

Heniutka:
Widzisz, widzisz, jaka jestem tu szczuplutka?

niedziela, lutego 24, 2019

(3193+8). U Orzeszka i Białego Kruka (LIV)

Na chwilę przed rozpoczęciem powrotu do ula zobaczyłam to dzieło kudłatego Twórcy. Musiałam je mieć w pikselu. Cyk!

Jabłoń:
(do Białego Kruka)
Ale ładny puzzel będzie!

Jednych rozczulają niemowlęce skarpetki lub buciki. Mnie za serce chwyta kudłata, młoda nieustępliwość wobec rzeczywistości. Na szczęście były to wcześniej tylko stare buty Białego Kruka.

(3147+53). Wymiary miłości (III)

Sobota. Mała Dania. Po śniadaniu. Przed kominkiem. Tylko dwie machnę, resztę zostawię na potem — będę wydzielać, by przyjemność mieć na dłużej. Nie dałam rady, odłożyłam długopis, gdy skończyłam ostatnią. Cyk, nim skończone wylądowały w ogniu.

Z przyjemnością wracam do wspomnienia pierwszej paczuszki. Lubię „dwudenność” tytułów tego i tamtego wpisu.

sobota, lutego 23, 2019

3199. —

usunięty przez przypadek lub głupotę, bezmyślne kliknięcie tu, a nie tam; co zrobić, życie. :(((((

(3198+1). dwa (właściwe) słowa (II)

Nie obśmiałabym się tak bardzo przy tym fragmencie, gdyby nie czwartek — gdy pomyślisz te słowa, to będzie sztuka, a jeśli wypowiesz? (wszystko) zależy od kontekstu?

     — Bo to o przekaz chodzi — dodaje żona ojca.
     — Sztuka polega na tym — mówi ojciec
[Marek Rycharski, ojciec Daniela Rycharskiego] i stuka się z żoną kieliszkiem — żeby zastanowić się, podrapać po głowie i pomyśleć: o, kurwa!

Mariusz Szczygieł, Strachy na dziki, DF nr 7/1321, 2019.

czwartek, lutego 21, 2019

3198. dwa (właściwe) słowa

rozumiem cię. nie, nie rozumiesz. chcesz (?) zamknąć mi usta.
rozumiem cię. nie, nie rozumiesz. ja sama jeszcze nie rozumiem.

zamiast „rozumiem cię” bardziej adekwatne i na miejscu byłoby „o, kurwa!”.

3197. Nieuleczalne czytanie

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Każdy wybiera swoją drogę, ważne, żeby się nie poddać — przeczytałam — ładne! Od kilku dni włóczyłam się po pięciu książkach — każdy z pięciu różnych kawałków mnie czytał inną. Niby wróciłam już do siebie, prawie już tak, ale też jakoś nie do końca. Rzuciłam wszystkie pięć.

Dopadła mnie wczoraj w takim wróconym–niewróconym stanie ta książka, w dniu swojej premiery (nie zakładajcie konta na instagramie, nie obserwujcie ulubionych wydawnictw, jeśli nie chcecie, by tak się to kończyło). Wieczór, ranek i przeczytane. Ta książka pomogła ułożyć się tej części mnie, która wróciła ze szpitala z tą, która stała na progu domu od prawie dwóch tygodni i nie mogła wejść. Puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Od jednego marzenia się zaczyna — przeczytałam — i już. Śmiertelna powaga sytuacji spuściła z tonu.

Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy uznałam siebie za chorą, inną, a przy tym ani na sekundę nie odebrałam sobie praw do dokładnie tego samego co wcześniej. Dokładnie tego samego. Ani mniej, ani więcej.

*

Zależy ci tylko na tym, żeby nie zaliczyć się do chorych, słabszych, bo wtedy sobie odpuścisz i będziesz chciała, żeby i tobie odpuszczono. A przecież to się dzieje naprawdę, jesteś już inna, nie jesteś zdrowa, nie jesteś już tak zwyczajnie neutralna. I o to rozgrywa się walka, o bycie między odpuszczeniem a niedopuszczeniem.

*

A czy Wy umiecie być chorymi? Dostrzec słabość swojego ciała bez wartościowania tego stanu rzeczy, bez ucieczki w winę, karę i wstyd? I czy umiecie uznać chorobę innego, również bez zasłon dymnych z metafor?

*

Ale zanim się sobie pójdzie, myśli się, że każdy moment jest tak samo dobry na wszystko, a między „jeszcze nie teraz” a „już teraz” nie ma żadnej różnicy.

*

Mam ciało czy jestem ciałem? Jedność pojawia się w momencie bólu.

*

W tej jednej chwili wydarza się milion innych alternatywnych chwil, których nie wybrałam, które nie wybrały mnie.

*

Pierwsza zasada, jaka pojawiła się w mojej głowie zaraz po diagnozie: jakość, a nie długość życia. Pielęgnuję tę zasadę jak dziką roślinę uprawianą w domowych warunkach.

Autorka, fot. Karolina Sekuła, źródło.

W naszej cielesnej, mięsnej samotności nikt nie jest w stanie nam pomóc, jako ciało zawsze jesteśmy tylko i wyłącznie rozpaczliwie sami. Ta samotność dotyczy nas wszystkich, osoba chora doświadcza jej jednak dużo częściej.

*

Pragnę uznać siebie i świat. Uszanować to, co jest, i wyzwolić się z presji poszukiwań. Zmieniać, jeśli trzeba, ale tylko jeśli będę chciała.

*

I czuję, że znowu się zapomniałam. Że jeszcze może być pięknie.
     […] I jestem wtedy kimś mniej, niż mogłabym być. Gubię się, odpuszczam, zaczynam wierzyć w to, że „inaczej nie będzie”. Zniechęcona lub po prostu ukołysana do snu starym i już nieaktualnym poczuciem, że przecież robię rzeczy pożyteczne dla własnego przetrwania.

*

Sęk w tym, że jest tyle modeli życia, ile osób, podobnie jak nie ma lepszego i gorszego modelu chorowania. Mówi się, że z osobą chorą choruje całe jej otoczenie. Zgadzam się, jedno wpływa na drugie. Wszyscy jesteśmy za siebie współodpowiedzialni — ja za to, jak Wy czujecie się przy mnie; Wy za to, jak ja czuję się wśród Was w chorobie.

*

[…] chcę być ciałem, które wie, że minie, ale wie też, że jest, i czerpie z tego bycia największą z możliwych rozkoszy.

*

[…] przyjemność jest po prostu przyjemna — i tyle.

*

[A.Ż.] Można więc powiedzieć, że marzenia przedłużają życie. A jednocześnie, że nie ma żadnej reguły, jak więc żyć, Pani Doktor?
     [Małgorzata Chudzik] Hmm… mogę tylko powiedzieć, że życie jest piękne, ale zawsze za krótkie. Nie wolno swoich planów odraczać w nieskończoność, bo można ich nigdy nie zrealizować. A przy tym dostosowujmy je do swoich możliwości. Nie katujmy się tym, że coś musimy, że coś powinniśmy. Róbmy to, czego chcemy. Teraz.

*

[A.Ż.] Odmawiają sobie nawet zwykłego chcenia?
     [Katarzyna Grębecka-Romanowska] Boją się, że to jest nierealne. Jest to też lęk związany ze śmiercią. Że to się może nie udać. Jeżeli marzę, to ryzykuję, że nic z tego nie wyjdzie, więc lepiej nie marzyć. To dość logiczne, jednak wtedy odbieramy sobie wszelkie możliwości. A ja myślę, że marzenia i przyjemności bardzo napędzają pozytywną energię, która z kolei może uruchomić siły wspomagające leczenie.
     Czyli spełnianie pragnień może mieć wymiar terapeutyczny?
     Tak, jak najbardziej tak.
     Dla mnie to oczywiste. Spełnianie pragnień i realizowanie marzeń nakręca mnie do życia
.

*

Siedzą na krzesłach w ciszy, z własnymi myślami, pogrążeni w strachu przed tym, co zaraz usłyszą, i w lęku przed tym, czego nikt im nigdy nie powie. Poddani, pokorni, przepełnieni narzuconą sobie cierpliwością. Anielską wprost.

Aneta Żukowska, Mięcho,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

środa, lutego 20, 2019

3196. Męska perspektywa

Sadownik:
(stawia, zamówiony u Niego przez Drzewko,
kubek pysznej herbaty z malinami z Małej Danii
)
Wiesz, czym różni się pańszczyzna od małżeństwa?
(po teatralnej pauzie dodaje)
Chłop pracował u pana dwa dni w tygodniu, resztę miał dla siebie.
I nie musiał być szczęśliwy!

*

Jabłoń:
(po jakimś czasie wchodzi do gabinetu)

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nic. Tak sobie przyszłam do chłopa.

(20+3175). [*]

Tajgi już nie ma… powiedział mi Jej Pan. Coś we mnie wiedziało to ciut wcześniej, gdy szliśmy ku sobie.

To była moja ukochana kudłata Ciocia — jedyna taka. To była również jedyna przyszyta do psiego serca Ciocia Heniutki. Jedyny pies, przy którym Kudłata, pomimo płynącego czasu (mierzonego w latach), zawsze zachowywała się jak psie dziecię.

Psy odchodzą. Ludzie też. Ani na jedno, ani na drugie przygotować się nie można. Trzeba to przeżyć… zatrzymać się, pozbierać.

Pozostało (dziś już tylko) wspomnienie, trzy tysiące sto siedemdziesiąt pięć wpisów temu. Wróciłam do niego. To wydarzyło się naprawdę, a Heniutka i ja miałyśmy przywilej poznać Tajgę… naszą kudłatą Ciocię — pozostanie naszą kudłatą Ciocią już na zawsze, choć Jej już nie spotkamy po tej stronie tęczy.

Tajga
(2004–2019)

fot. Pani Tajgi.

wtorek, lutego 19, 2019

3194.

granica między dobrze znanym
a nieznanym wcale. gdzie jest dziś?

by przekroczyć tę granicę, trzeba do niej podejść.

zobaczyłam tę kobietę dziś. nim
autobus ruszył z przystanku.

[suplement pikselowy: 3.02.2022]

poniedziałek, lutego 18, 2019

3193. U Orzeszka i Białego Kruka (LIII)

Biały Kruk:
(napisał i zdjątko załączył)
Na tarasie
…oswajamy wiosnę.

fot. Biały Kruk, fragment.

Jabłoń:
(ciut niepocieszona, że cień Miśka nadgryziony,
i ciekawa, czy uszka jeszcze staną
)

Sadownik, Heniutka & Jabłoń:
(pierwszy raz spotkają to psie dziecię w piątek)

niedziela, lutego 17, 2019

(3190+2). Wystawa (III)

jaka „religia” uczyniła Cię mniejszością? w jakim zakresie?
jak to zrobiła? co Ty z tym zrobiłaś, zrobiłeś? kim teraz jesteś?

religia w cudzysłowie, bo nie oznacza dla mnie tylko zinstytucjonalizowanego wyznania, ale również reprezentuje zestaw przekonań, system wartości (społecznych i rodzinnych): kogo i co możesz kochać, jak masz kochać i w jakim celu — wszystko to, co wyklucza.



Daniel Rycharski, Strachy.

#msn

(3190+1). Wystawa od końca (II)

To miało być ostatnie zdjęcie, ale… zatrzymała mnie sztuka chwilowa — popłakałam się ze śmiechu, patrząc na mimowolnie utworzoną instalację złożoną z Autora i wykroku, który na tyle długo trwał, że mogłam wyjąć nieśpiesznie telefon, złapać co i jak chciałam, przestać się śmiać i zrobić cyk!

*

Podziwiałam Autora, że dzielnie ignorował prezentowaną mu po każdym pytaniu postawę ciała. Trzeba być artystą, by znieść to godnie.

#msn

3190. Wystawa od początku (I)

Daniel Rycharski, Piła.

#msn

3189. Winny tu jest

Jakiś czas temu… prawie się skusiłam. Kusił Szczygieł entuzjazmem Gepardzicy. Rozeszło się po kościach. Jakiś czas potem… byłam jeszcze bliższa skuszenia się, gdy Gepardzica opowiadała mi, że Szczygieł na wuefie też mocno ciśnie. Rozchodziło się po kościach ciut dłużej. I przyszedł dzień…

Winna wszystkiemu jest ta koszula. Namalowana dziesięć dni temu, przeniosła się na instagram. No to poszłam za nią jak w dym.

Autorka: Kaan.

I już mogłam poszczyglić, Dudiego tam nawiedzić, obserwować ulubionych książkożerców, ustosunkować się wewnętrznie do nowej formuły, przemyśleć to i owo, być za i przeciw.

Gdy w piątek szczygliłam, oglądając Stehlíka filmik z wystawy, wyrwało mi się: inny kadr bym chciała i zapadła decyzja — w niedzielę idziemy na wystawę. Poszliśmy… I było nam tam jak w MOCAKu.

#msn

sobota, lutego 16, 2019

3188. My w Jego magicznym domu

Bukowski powiedziałby o Nim z dumą: jebaka. Ja miałabym wówczas do wyboru, żachnąć się na użyte słowo, jakbym nigdy nie czytała Bukowskiego (“mind your words, Mr Bukowski!”) lub uściślić z dumą: panie Bukowski, jeśli już, to wrażliwy jebaka.

Panie Bukowski, mężczyźni nigdy
nie przestaną mnie zadziwiać.

Ich domy też nie.
Dusze Ich domów tym bardziej.

ciało opina kości
do środka
dają mózg i
czasem duszę

[…]
ciało szuka
czegoś więcej niż
ciało
.

*

uratowała mnie
przed wszystkim czego tu
nie ma
.

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies, przeł. Leszek Engelking, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2003.

3187. Znalazła mnie tam

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyszła do mnie w zeszłym tygodniu w szpitalu. Zatrzymała przy sobie słowami z opisu: kiedy chcesz zmienić czyjeś życie, zmieniasz swoje, a kiedy prosisz o pomoc innych, sam im pomagasz. Ostatnich osiem słów przykuło mnie do niej. Na szczęście, odkryłam to po powrocie do domu, książka była w ibuku, więc zrobiłam tylko klik, klik, klik.

To powieść, ale i dziecinnie prosta konstrucja dla całkiem dorosłego dziecka w nas. To właśnie ono popędza: no citaj! Wstajesz wcześniej, nie przeszkadza ci okienko w harmonogramie dnia, nie masz problemu, że trzeba poczekać — citasz.

Można powiedzieć krótko: infantylnie opowiedziany banał z kilkoma realistycznymi (bardzo) scenami, sportretowanych kilka mechanizmów społecznych, w które z lubością (zbyt często) ludzie dają się wkręcać. To też prawda, ale.

Ten moment, najpiękniejszy, gdy chcesz już rzucić tę książkę w kąt, bo zrobiło się w niej zbyt tłumnie i nie możesz już dalej z tymi kreaturami, ale nie rzucasz, bo trzyma cię nadzieja, że bohater porzuci ten tłum, nim ty to zrobisz, tracąc zainteresowanie opowieścią.

     — Nie mam na myśli niczego religijnego. Myślę o ufności w coś, czego się nie zna, i o dążeniu do tego. O wierze, że można coś zmienić.

*

Prawda jest taka — tutaj włożył palec do ucha — że wszyscy mamy przeszłość. Wszyscy mamy coś, co chcieliśmy zrobić lub czego nie zrobiliśmy. Życzę panu powodzenia.

*

Początek może się zdarzyć więcej niż raz i na różne sposoby. Można pomyśleć, że zaczęło się coś od nowa, gdy tak naprawdę kontynuuje się to, co robiło się wcześniej. Stawił czoło swym słabościom i pokonał je, a więc prawdziwa wyprawa zaczęła się dopiero teraz.

[…] bezbronność ludzi, a także ich samotność, napełniały go podziwem i czułością. Świat składa się z ludzi, którzy robią krok za krokiem, a życie może wydawać się zwyczajne tylko dlatego, że ktoś tak żył przez długi czas. Harold nie mógł już przejść obok nieznajomego, nie uznając prawdy, że każdy był taki sam, a jednocześnie wyjątkowy, i że taki jest paradoks ludzkiej natury.
     Szedł tak pewnie, jakby przez całe życie czekał, by wstać z krzesła
.

*

Jeśli nie będę komplikował sobie życia, wiem, że dam radę tam dojść.

*

Aby mu się powiodło, musi pozostać wierny uczuciu, które zainspirowało go na samym początku. Nie miało znaczenia, że inni ludzie zrobiliby to inaczej, w rzeczywistości było to nieuniknione.

*

Bardzo pragnął jej dotknąć, a jednocześnie trząsł się ze strachu.

*

Jak o tym wszystkim opowiedzieć? Tu chodziło o całe życie. Mógł próbować szukać słów, ale nigdy nie będą one miały takiego samego znaczenia dla niej, jak miały dla niego.

*

Wstałeś i zrobiłeś coś. Ale jeśli próba znalezienia drogi, gdy nawet nie wiesz, czy możesz się tam dostać, nie jest małym cudem, to co nim jest?

*

[…] przez krótką wspaniałą chwilę piękno napełniło Maureen uczuciem, które wydawało się jej radością. Pomyślała, że jeśli nie potrafimy otworzyć się na to, czego nie znamy, to naprawdę nie ma już dla nas nadziei.

Rachel Joyce, Niezwykła wędrówka Harolda Fry,
przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 14, 2019

3186. Powrót Walentyny

 wpis przeniesiony 14.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

uciekła od faceta z fejsbukiem w dłoni.
zignorowała gościa z przekleństwem w ustach.
ominęła życie, które przestała rozumieć.

w modlitwie własnej samotności i ciszy czekała na
impuls. przyszedł. uśmiechnęła się. mogła wrócić.

wysyć wszystkie kolory miłości.

Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego uważam, że mogę tam dojść, nawet jeśli wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Ale ja to zrobię. Nawet wtedy, gdy duża część mnie mówi, że powinienem zrezygnować, nie mogę tego zrobić. Nawet kiedy nie chce mi się iść dalej, nadal to robię.

*

To było tak, jakby chciał wytańczyć z siebie coś, co było w nim zamknięte. Nigdy nie widziała czegoś podobnego […]. Może poczuł, że mu się przygląda, nawet w tej ciemnej, pulsującej sali, ponieważ nagle się zatrzymał i napotkał jej wzrok. Nadal tańczył, a ona patrzyła. Zamurowało ją. Poruszyła ją jego dzika energia, wszystko to, czym był.

Rachel Joyce, Niezwykła wędrówka Harolda Fry,
przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

*

Leszek Możdżer, muz. Daniel Bloom, Lasting.

środa, lutego 13, 2019

3185. Powroty

Biały Kruk doniósł. że żurawie wróciły. a
Orzeszek posiała pomidory. wiosna
otwarta!
(po raz drugi)

wracam i ja. do
siebie. wiem, bo
wraca zachwyt.

wtorek, lutego 12, 2019

(3183+1). Czytane tam (II)

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bukowski Bukowskim. Naznaczony swoją płcią nawet nie otarł się o kobiecość, choć myślał pewnie, że zdarzyło mu się to miliony razy. I właśnie dlatego wiersze wierszami, ale to w tej książce znikałam szpitalnymi nocami.

Chodziła za mną latami, pojawiając się znienacka to tu, to tam. Argument miała mocny: czeski kawałek literatury. Lubię czeskie filmy, lubię czeskie książki, ostatnio uwielbiam jednego czeskiego neurologa. Wyjścia jakby nie było.

Dawno nie czytałam tak wspaniałej powieści — na początku toczy się wolno (prawie pożałujesz, że się za nią wzięłaś), potem nabiera tempa, ciarki są, przyspiesza, do ostatniej sceny dobiegasz, a potem już jesteś tylko ze sobą, w zamyśleniu, poruszeniu wewnętrznym i zadumie. I czekasz już tylko na siebie.

Ja wciąż czekam.

Mam ciarki ze strachu… Nic nie jest takie, jak wcześniej, bo ona nie jest taka, jak wcześniej.

*

Bo tak, jak jest teraz, wcale być nie musi.

*

Wciąż natykam się na kolejne kawałki układanki. Ale nie mają sensu, nie łączą się w całość. A ja nie mogę tak dalej, mam tego dość. Nie chcę już przypadkowo trafiać na strzępki informacji, chcę w końcu połączyć je ze sobą, posklejać tę kupkę skorup, przyjrzeć się temu i poczuć ulgę.

*

Nauka kończy się tam, gdzie zaczyna się j a.

*

Wszystko się toczy tak, jak żeś chciała, swoim tempem… Ino pamiętaj, życia nie da się zaplanować, uporządkować, co do dnia, co do tygodnia, tak samo, bez przerwy. Żyjesz, jakbyś już martwa była. Tak nie można, nie można.

*

Za murami obronnymi ładu i namacalnych, jednoznacznych spraw czuła coś jeszcze. Coś, co tliło się poza granicami niezaprzeczalnie logicznego świata.

*

[…] coś w niej pękło i zaczęło wibrować, nie była pewna, czy to uczucie przerodzi się w płacz, czy w rozpaczliwy wrzask.

*

[…] sama wisz, że tak to już jest z wróżbami, trzeba ich po prostu wysłuchać, boć sens otwiera się pomału, stopniowo, tak jak kwiat, aż się cały rozwinie, a i to zależy od tego, czy człowiek umi dobrze przyglądać się światu. I jak bardzo chce dotrzeć do celu.

*

Nagle się przestraszyła. Nie wiedziała dokładnie czego, nie wiedziała, z jakiego powodu, wiedziała tylko, że narodziło się w niej coś nowego, coś, czego już nie stłumi i co nie pozwoli jej żyć, jak dotąd żyła.

*

[…] wstaje, podchodzi i obejmuje ją od tyłu. Dora czuła jej przesycony wypalanką gorący oddech na swoim karku. Zamknęła oczy i skuliła się, jakby chcąc utonąć w rozłożystych ramionach Janigeny. Właśnie tego potrzebowała. Czyjegoś zaangażowania. Nie chciała już zawsze polegać tylko na sobie.

*

Nagle nie stał już przed nią człowiek, który bezczelnie nadużywał swojej pozycji w społeczności niewykształconych górali, ale samotny, niespełniony mężczyzna, niemający odwagi wziąć losu we własne ręce i żyć według własnych przekonań.

Kateřina Tučková, Boginie z Žítkovej, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2014.

poniedziałek, lutego 11, 2019

3183. Czytane tam (I)

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jakiś kawałek mnie zawsze pojawia się tam dużo wcześniej, nim fizycznie dostarczymy tam mój pesel i moją osobę. Jakiś kawałek mnie nigdy tam ze mną nie idzie. Choć fizycznie jestem tu od piątku wieczorem, jakaś część mnie nie wróciła jeszcze do domu. Czekam na nią — bez niej jest bardzo ciężko.

Panie Bukowski, byłeś tam ze mną. I złościłeś mnie troszkę, że wiele wierszy znałam z innego tomiku. Jednak im dalej w las, tym łatwiej było mi to panu wybaczyć.

nie bój się odmawiać, stary,
wiele razy
mi odmawiano
.

*

faktem jest
że powiedzenia domaga się
bardzo niewiele
.

*

co do van Gogha, Mozarta, Dostojewskiego etc.
to nie sądzę żeby wybrali swój ból i cierpienie
lub żeby mieli na nie ochotę
.

*

mamy tyle szczęścia
ile nam potrzeba

*

nie umiem znosić przeciwności ale muszę.
tak już mam,
grzęznę
.

*

w samym środku tego wszystkiego i kiedy zapyta:
mój boże, co tu się stało?
odpowiesz: nie wiem,
naprawdę nie wiem

*

wszyscy jesteśmy schwytani na zawsze w
tę samą pułapkę

*

życie może się zmienić w ułamku
sekundy
ale czasem może to zająć
70
lat
.

*

ona chciała tylko i potrzebowała
czego chce i potrzebuje większość ludzi:
szansy
.

*

to wymaga sporego wysiłku
i wielu lat żeby stać się cholernie dobrym
w czymkolwiek
nawet w byciu pijakiem,
i jeszcze jedno
jak dotąd
wśród tych młodych zreformowanych pijaków nie spotkałem
                                               żadnego
który stał się choć trochę lepszy
na trzeźwo
.

*

wszystko jak na dłoni

w słońcu i w deszczu i w mroku

psy suną szybko chodnikiem

patrz na nie patrz patrz patrz
okiem i sercem

kiedy psy suną szybko chodnikiem

wiedząc coś czego my nigdy nie pojmiemy
.

*

ale wiedziałem, że musi gdzieś być.
i wtedy się
zgubiłem
.

*

mamy wszystko i nie mamy nic

*

i zastanawiałem się kiedy i gdzie
zdołam odpocząć i
dopasować się
.

*

czasem gdy przebywasz w piekle
i ten pobyt się przedłuża
robisz się trochę narwany
a kiedy jesteś zmęczony ponad wszelkie
zmęczenie
czasem opanowuje cię jakieś
wariactwo
.

*

z wyjątkiem bogów
każdy się stara jak może
.

Charles Bukowski, Noce waniliowych myszy,
przeł. Leszek Engelking, Michał Kłobukowski, Piotr Madej,
Marcin Baran i Dobrosław Rodziewicz,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

piątek, lutego 08, 2019

3182. Tam (IV)

Zdjęcia. Nie robię, jeśli jeszcze niezrobione nie szarpną mnie za uczucia, nie zatrzymają, nie potrząsną mym jestestwem, nie przemienią czegoś we mnie. W poniedziałek wczesnym popołudniem nie wiedziałam, co z nimi będzie; czy w ogóle będą, bo to przecież już czwarty raz…

Za pierwszym razem leżałam na trzech różnych salach — ani razu nie wyściubiłam nosa z żadnej z nich bez diagnostycznego powodu. Za drugim nie zdążyłam dostać łóżka. Za trzecim pilnowałam dziennej kilometrówki. Raz, dwa, trzy, cztery…

Czwarty raz. Robiąc kilometrówkę pierwszego dnia wieczorem, zobaczyłam klapki przy łóżku nieznanej mi jeszcze wtedy pani — zobaczyłam inaczej i oniemiałam. Uderzyła mnie świadomość, jak wielkim przywilejem jest to, że przy łóżku stoją kapcie. Zobaczyłam i poczułam, jak wielki tkwi w nich potencjał możliwości.

Nie przy każdym łóżku na tym oddziale stoją kapcie, pantofle, klapki, buty…



Każde zdjęcie to
     żywa opowieść, osobista historia,
     karty od losu znaczone (kodem ICD-10),
     człowiek, życie, lęki i nadzieje.




Każde zdjęcie to również spotkanie. Każdą osobę poprosiłam o zgodę na zrobienie zdjęcia. O prywatność każdej osoby zadbałam, bo fisia na tym punkcie mam nie od wczoraj. Każdej osobie podziękowałam. Nie każde zrobione zdjęcie wykorzystałam, ale z każdą osobą dzieliłam jakiś czas na oddziale.

niedziela, lutego 03, 2019

3181. Panie Bukowski, nuda już, co?

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Panie Bukowski, rano było rano. Pakując się, zdecydowałam, że listonosz nie idzie ze mną planowo do szpitala. Twoje wiersze — te, które pokazał mi Smoku — idą, a listonosz nie. Trzeba było z nim skończyć dziś.

Rano było rano, a ja wciąż żyłem.
     Może napiszę powieść — pomyślałem.
     A potem to zrobiłem
.

Panie Bukowski, dobrze, że pan to zrobił nieraz. Pierwszy kawałek pana prozy za mną — umiem już pana czytać. Klucz, według którego bardzo ostrożnie wybierałam tytuł (miłość do pana literek młodziutka), był dość prosty.

Po pierwsze, Listonosza pożyczyłam od Gepardzicy i Smoku, a w zasadzie od Smoku przez Gepardzicę, jakieś dwa lata temu — pamiętam, że było ciepło. Pożyczyłam na tyle dawno, że Smoku uzupełnił swój „papierzowy” zbiór o nowe wydanie — widziałam (!), panie Bukowski, całą półkę, na której pan stoi.

Po drugie, uciekłam się do następującej sztuczki. Uwielbiam pana wiersze, już pan to wie… gdy pierwsze rozdziały Listonosza połamać na wersy i strofy… są to wspaniałe wiersze… wie pan o tym?

I tu zaczyna się znana opowieść o tym, jak kobiety zwalają się człowiekowi na kark. Myśli, że ma trochę wytchnienia, aż tu patrzy i zjawia się kolejna.

*

Było to jedno z moich najlepszych przeżyć w łóżku. Słyszałem szum wody, słyszałem wędrujące fale. Miałem wrażenie, że niesie mnie ocean, że to się nigdy nie skończy. Potem zsunąłem się na bok.
     — O Jezu Chryste — jęknąłem. — Jezu Chryste!
     Nie mam pojęcia, jakim cudem Jezus Chrystus zawsze wdawał się w takie sprawy
.

*

     — Słuchaj, chłopcze. Może zrezygnujesz z tej roboty? Idź do siebie i pisz. Popracuj nad tym.
     — TO MOŻE ZROBIĆ TAKI GOŚĆ JAK TY — odparł — BO MASZ WYGLĄD PIJACZYNY. LUDZIE BĘDĄ CIĘ ZATRUDNIAĆ, PONIEWAŻ MYŚLĄ, ŻE NIGDZIE INDZIEJ NIE DOSTANIESZ PRACY I ZOSTANIESZ U NICH. MNIE NIE ZATRUDNIĄ, BO PATRZĄC NA MNIE, DOSTRZEGAJĄ MOJĄ INTELIGENCJĘ I MYŚLĄ: NO CÓŻ, TAKI INTELIGENTNY CZŁOWIEK JAK ON NIE ZOSTANIE U NAS, WIĘC NIE MA SENSU GO ZATRUDNIAĆ.
     — Mimo to radzę ci, idź do siebie i pisz.
     — ALE JA MUSZĘ MIEĆ ZAPEWNIONY BYT!
     — Dobrze, że inni nie myśleli w ten sposób. Dobrze, że van Gogh tak nie myślał.
     — BRAT KUPOWAŁ MU FARBY! — odparł chłopak
.

*

     — Bracia i siostry! — mówiłem.
     — Bracie Hank!
     — Cześć, bracie Hank!
     Toczyliśmy ze sobą grę, grę czarnych z białymi, a oni lubili w niej uczestniczyć. Boyer podchodził do mnie, dotykał mojej ręki i mówił:
     — Człowieku, gdybym miał twoją karnację, byłbym milionerem!
     — Na pewno, Boyer. Tylko tego ci trzeba: białej skóry
.

*

     — O cholera — odparłem. — Mogę mu załatwić pracę.
     — Gdzie? Jak?
     — Przyjmują do pracy na poczcie, we wszystkich działach. Nieźle płacą.
     — NA POCZCIE! ROBBY JEST ZBYT WRAŻLIWY, BY PRACOWAĆ NA POCZCIE!
     — Przepraszam, myślałem, że warto spróbować. Dobranoc
.

*

     — Jak mogę pracować w nocy przez dwanaście godzin, wyspać się, umyć, zjeść, dojechać i wrócić z pracy, odebrać pranie, zapłacić czynsz i za gaz, zmienić opony, załatwić wszystkie te drobne sprawy i jeszcze uczyć się do egzaminu? — zapytałem jednego z instruktorów w sali ćwiczeń.
     — Zrezygnuj ze snu — poradził.
     Spojrzałem na niego. Nie robił sobie jaj. Ten cholerny głupiec mówił zupełnie poważnie
.

*

Przypomniałem sobie, jak jeden ze starszych listonoszy wskazał na swoje serce i powiedział: „Chinaski, kiedyś to poczujesz, poczujesz dokładnie tutaj!”
     „Atak serca?”
     „Oddanie służbie. Zobaczysz. Będziesz z tego dumny”.
     „Bzdura!”
Ale ten człowiek mówił szczerze. Myślałem o nim teraz
.

*

     — Co facet taki jak ty robi w takim miejscu?
     — Wszystkie dziewczyny zadają mi to pytanie.
     — To naprawdę szczurza nora.
     — Nie pozwala mi zadzierać nosa
.

*

     — Historia jest po naszej stronie, dziecinko. Nie możemy być w błędzie!

*

Postawiłem klatkę na ziemi, otworzyłem drzwiczki i usiadłem na schodach.
     Ptaki spojrzały na drzwi klatki. Nie mogły tego zrozumieć, i mogły zarazem. Czułem, jak ich ptasie móżdżki próbują zaskoczyć. W klatce miały jedzenie i wodę, ale czym była ta otwarta przestrzeń
?
     Zielono-żółta papużka pierwsza ruszyła w nieznane. […]
     Potem nadeszła kolej na tę czerwoną z zieloną piersią. Wyglądała na o wiele bardziej niezdecydowaną. Nerwowo chodziła po dnie klatki. Piekielnie trudna decyzja. Muszą je podejmować ludzie, ptaki, wszystkie istoty. Ciężka sprawa.

Charles Bukowski, Listonosz,
przeł. Marek Fedyszak, wydanie czwarte,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

     — Dlaczego nie możesz się uczyć?
     — Właśnie dlatego tu przyszedłem. Żeby pana o to zapytać. Pewnie jestem stuknięty, ale wszystkie te ulice przecinają się w różnych miejscach. Proszę spojrzeć.
     I wręczałem mu schemat podziału na sześciu zszytych u góry kartkach, zapisanych z obu stron drobnym drukiem.
     Psychiatra przerzucał kartki.
     — I masz to wszystko zapamiętać?
     — Tak, doktorze.
     — Cóż, mój chłopcze — rzekł, oddając kartki — nie zwariowałeś, nie chcąc uczyć się tego. Byłbym raczej skłonny uznać, że zwariowałeś, gdybyś chciał się tego nauczyć. Należy się dwadzieścia pięć dolarów.
     Tak więc dalszej psychoanalizie poddałem się sam i zachowałem forsę dla siebie
.

*

No cóż, wziąłem schemat podziału na rejony i skojarzyłem wszystko z seksem i wiekiem. […]
Jestem pewien, że egzaminatorzy nie wpuściliby mnie do tej szklanej klatki, gdyby wiedzieli, o czym myślę, patrząc na otrzymane karty. Wszystkie wyglądały dla mnie jak starzy znajomi.
     Mimo to w paru orgiach coś poplątałem. Za pierwszym razem trafiłem dziewięćdziesiąt cztery razy.
     Dziesięć dni później, gdy tam wróciłem, dokładnie wiedziałem, kto komu co robi.
     W ciągu pięciu minut rozdzieliłem bezbłędnie sto procent kart.
     I dostałem list gratulacyjny od Naczelnika Poczty Miejskiej
.

(tamże)

sobota, lutego 02, 2019

(3179+1). Kwartet ekstraintrowertyczek (II)

wczoraj. otrzymała tak pięknie opakowany prezent, że nie zazdrościłam Jej
podejmowania decyzji o jego rozpakowaniu. zdążyłam zatrzymać w pikselu. cyk!

tomik. dopiero po kilku latach znajomości z Nią dowiedziałam się
o Jego istnieniu. ostatnie dwa lata, najpierw
nieśmiało, a potem na bezczela domagałam się
swojego egzemplarza. dostałam. wczoraj.

naucz mnie
na odwrót
naprzeciw
na przekór
mnie
im
sobie
naucz mnie
jeszcze raz
po raz
pierwszy

*

to z lewej
to z prawej
strony
czasem
w gardle
a czasem
na dłoni
uparcie wybija
z głowy rozsądek

i do znudzenia
tłumaczy się z miłości

*

otwieram szeroko
oczy
ramiona
uda
próbuję objąć to
czego
nie rozumiem

*

może jednak
zaryzykuję
kolejny dzień
bez
odpukań
w niemalowane
zapluwań
przez ramię
zarzekań
że nie tak do końca
mi zależy
może nawet
znów uwierzę
w marzeń obcowanie
snów spełnienie

Amen

Agata Gebhardt, Ona, ilustr. Kamil Targosz, Kraków 1999.
(wyróżnienie własne)

3179. Kwartet ekstraintrowertyczek (I)

właściwe miejsce.
właściwy czas.
najwłaściwsi ludzie.

wczoraj. to był wyjątkowo wspaniały wieczór.

Pobyć, ułożyć sobie, poczytać. Nie zapieprzać jak bączek na środku pokoju, bo grozi to rozpryśnięciem się na tysiące kawałków. Dlatego też, jeśli mogę być z kimś długo w jednym miejscu i czuć się dobrze, to wtedy wiem, że to jest właściwa osoba. Jest ich mało, ale lubię też takie, które rozumieją, że ja muszę sobie gdzieś pójść sama. Zniknąć i nie reagować na te wszystkie „ej no, zostań jeszcze”. Nie zostanę. Ale kiedy będę z wami wszystkimi, to na sto procent. Wezmę coś od was, wy coś weźmiecie ode mnie. I już, tak to działa.

Sylwia Chutnik, Lubię ludzi, ale bez przesady.
[manifest ekstraintrowertyczek]

piątek, lutego 01, 2019

3178. Historia pewnego prezentu

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyszła do mnie, gdy jakiś czas temu krążyłam myślami wokół prezentu, który miałam wybrać dla mądrej, wrażliwej osoby, której ulubionym (według mnie) pytaniem jest: kim jestem? Nie znam trudniejszego pytania, więc i wybór prezentu nie należał do najłatwiejszych.

Przyszła do mnie, uruchamiając pełen wachlarz negatywnych wrażeń: słodko-pierdząca okładka, słodko-pierdzący tytuł, uwłaczająca godności ludzkiej nazwa wydawnictwa, które, jak się potem okazało, niewprawione jest jeszcze w składaniu karty redakcyjnej książki.

Przyszła i mizdrzyła się do mnie nieprzyzwoicie niską ceną ibuka. Postanowiłam zaryzykować, by sprawdzić, czy warto zainwestować w papier, czy książka ta ma rzeczywiście moc kontaktowania nas z naszym najgłębszym „ja” (jakkolwiek je pojmujemy). Według mnie ma. A gdy dotarłam do miejsca, w którym pojawia się para w Paryżu, nie miałam wątpliwości — to jest ten prezent, którego szukałam.

Prezent wręczony. Mogę zająknąć się na temat tej książki. Pal sześć okładkę, tytuł… Najbardziej w niej cenię cytaty i pytania. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy.

To podróż, w którą musiałam wyruszyć sama.

*

Nasze plany mogą lec w gruzach. Niektóre są ważniejsze niż nasze. Mogą nie zostać zrealizowane w odpowiednim czasie, za to liczy się praca wykonana przez nas oraz przez tych, którzy po nas nadejdą.
     Nie przejmuj się własnymi problemami. Nie miałbyś ich, gdybyś ich nie potrzebował
.

*

Masz więcej siły na pokonanie przeszkód
niż przeszkód do pokonania
.

Paramahansa Yogananda
(1893–1952)

*

[…] nauczyłam się też, że gdy staję ze swoim lękiem twarzą w twarz, to lęk znika, a ja rosnę w siłę.

*

Bóg zaczyna się tam, gdzie ustaje ruch.

*

Kto otwiera na ciebie swoje serce i obdarza miłością, a przed kim ty otwierasz swoje?

*

Jakie umiejętności mógłbyś zaoferować jako wolontariusz w kraju, w którym nie znasz języka?

*

Czy świat się o nas troszczy i daje nadzieję?

*

Gdybyś mógł zmienić wszystkie negatywne myśli, to które by to były i na jakie byś je zamienił?

*

Budząc się rano, pomyśl, jaki to wspaniały skarb
żyć, oddychać i móc się radować
.

Marek Aureliusz
(121–180)

*

Jeśli znajdziesz chociaż pięć, dziesięć lub dwadzieścia minut, żeby usiąść w ciszy, z dala od zgiełku, i poprosisz Wszechświat o wskazanie drogi, On to uczyni. Uważaj tylko, o co prosisz, ponieważ możesz to dostać. To pewnik kwantowy.

*

Postępy pojawiają się dzięki cierpliwości i podejmowaniu prób. […] Wszystkie odpowiedzi znajdują się w tobie. Musisz jednak chcieć zrobić pierwszy krok.

*

Czasami nasz wewnętrzny ogień gaśnie
i zostaje na nowo wzniecony przez iskrę

innej osoby. Wszyscy mamy powody,
by żywić głęboką wdzięczność wobec tych,
którzy zapalili w nas płomień
.

Albert Schweitzer
(1875–1965)

*

Nigdy nie rezygnuj z czegoś, czego naprawdę pragniesz.

*

Najcenniejsza jest ta siła, która
pozwala ci podnieść się po stracie
.
Kyō Shirodaira

*

Dowiesz się, jak daleko zaszłaś, dopiero gdy spojrzysz w tył i zobaczysz, gdzie zaczynałaś.

*

Wszyscy potrzebujemy kogoś do pomocy w spełnianiu naszych marzeń.

*

Dokończ zdanie: Dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy, ponieważ

Roxana Bowgen, Współczesna bogini. Jak wiara w siebie
może zmienić wszystko
, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016.
(wyróżnienie własne)