Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino bez manii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino bez manii. Pokaż wszystkie posty

niedziela, listopada 02, 2025

5931. Zaduszki… w kinie

Skontrum rodzinnych osobliwości. W kategorii słynny polski muzyk i Sadownik, i ja wnieśliśmy w wianie i posagu po równo, po jednej sztuce artysty. Ten sam stopień pokrewieństwa, niezaangażowania i braku relacji. I muzyka, której, nie licząc wy­jąt­ków, nie ro­zu­mie­my, nie słuchamy, nie znamy, przy której nasze słuch nie czuje się kom­for­to­wo, nie odpoczywa, wysiada. Pełna równowaga wkładów.

Ale na film w Zaduszki? Koniecznie. Piękny! On w tym filmie taki, jakim Go zna­li­śmy: Mistrz Puenty, który nigdy nie brał jeńców; Mimowolny Mistrz Niespotkania i Afer­ki, otoczony wysokim murem roli, którą wybierał ad hoc, by przetrwać. On w tym filmie, jakim Go nigdy nie zna­li­śmy, bo przypadła nam w udziale wyłącznie rola tych, których czasem spo­tykał przy stole obstawionym rodzinnym obo­wiąz­kiem.

Uruchamiał ludziom sny i nadzieje, uruchamiał szybko, uruchamiał przepięknie — o tym jest ten film. I nie ustawał w bawieniu się słowem. I. Piosenkę z kina przy­nio­słam sobie i ło­mo­lę… tym, co było w Nim najlepsze, czym karmił Świat.

Nie miałam wątpliwości, że nigdy się nie spotkaliśmy, choć wiele razy przy jednym stole siedzieliśmy (i cierpieliśmy albo nie), ale dotarło do mnie, że i On tylko zbliżał się do siebie samego. Jak my wszyscy? Jak my wszyscy albo nie.

Albo nie! Zapamiętaj, nie rodzisz się dla Rodziny, w której przysz_ł_ś na świat. Oni nie mu­szą Cię rozumieć. Więcej, mogą nie dać rady Cię zrozumieć mimo dobrych chę­ci. Urodził_ś się dla Świata, tak jak Budyń; dla Miłości, w którą musisz wierzyć, by ją odnaleźć. To do mnie dotarło po obejrzeniu te­go filmu.

Babu Król, Nie napinaj.

albo nie […]  albo nie, albo nie,
a a a albo nie

*

Szkoda, że nareszcie,
reż. Sebastian Juszczyk, 2025.

poniedziałek, lutego 17, 2025

5719. ⅗+ Klubiku „Świnka” (V)

Gdyby Młodość nie przycisnęła, pewnie odłożylibyśmy kinową wizytę na czas re­gu­lar­nych seansów. Poszłyśmy, bez panów, z Kaan gościnnie, wczoraj wieczorem.

Zdjęcia fenomenalne. Muzyka perfekcyjnie dobrana. Craig zagrał obłędnie, James Bond przy tej roli to nic. Ostatnia scena chwyta za serce i trzyma, dopóki nie opad­ną ostatnie fusy wrażeń, dopóki nie wytrąci się osad osobistych przemyśleń, z którymi pozostaje się już na zawsze ciut „miękciejszym” czyli poprawnie „mięk­szym”, choć to już nie oznacza tego samego w doświadczeniu.

🐷

Queer, reż. Luca Guadagnino, 2024.

Eros, który wedle Platona kieruje duszą, posiada władzę nad wszyst­ki­mi jej częściami: pożądaniem (epithymía), odwagą (thymos) i ro­zu­mem (logos). Każda część duszy ma swoje własne doświad­cze­nie rozkoszy i in­terpretuje piękno na swój sposób.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.

*

Prince, 17 Days, Piano & A Microphone 1983, 2018.

piątek, stycznia 17, 2025

5684. 17/365

filmy mojego życia, ich ścież­ki dźwiękowe znam na wyrywki. dziś dowiedziałam się o śmierci reżysera jednego z nich, więc ło­mo­li­łam. kompozytor muzyki do tego filmu, doczytałam, pięć dni przed Tobą, Biały Kruku, opuścił bardo — szklą mi się tak bardzo oczy, gdy słucham rose’s theme, gada do mnie o bez­brzeż­nej tęsknocie.

17/365

Angelo Badalamenti (1937–2022), Laurens Walking,
[z filmu:] Prosta historia, 1999.

Angelo Badalamenti, Rose's Theme, [z:] Prosta historia, 1999.

piątek, września 06, 2024

5572. ½ Klubiku „Świnka” (IV)

alternatywny tytuł wpisu:
5572. Panna cotta (CXXXIV)

Wiele osób mówiło: idź na ten film, będzie ci się podobał. Na drodze do kina stanęło dochodzenie do siebie po połamanej ręce, a gdy w końcu był już realny, osiągalny plan, dzień wcześniej rozwaliłam torebkę stawową palucha w stopie i znów trzeba było dojść do siebie, nim będzie można zamachać biletami na seans.

Po wyjeździe i powrocie, po ponownym zagnieżdzeniu się w ulu, pięciu dniach re­ha­bi­li­ta­cji, w ostatni week­end szkolnych wakacji, w ostatnim dniu sierpnia w duecie — jako klubikowa pół­tu­sza, czyli dusze dwie — z małymi przygodami dotarliśmy do na­sze­go ulubionego (jeśli chodzi o dostępność) kina, które gra ten film na szczęście dłuuugo.

Wiele osób mówiło: idź na ten film, będzie ci się podobał. Nie podobał mi się wcale! Zachwycił mnie! Pracuje we mnie wciąż. Przemienił tak, że w słowach nijak tego za­trzy­mać nie umiem. Będzie więc tylko o odpryskach wrażeń, które siódmego dnia „muuuszę” już zebrać w jednym miejscu jako element opróżniania filiżanki wrażeń, nim ruszymy na kilka dni urlopu.

W tym filmie nie ma ani jednej słabej sekundy. Muzyka dobrana jest perfekcyjnie. Pomysł na przedstawienie przemocy fizycznej w inny niż tępo bezpośredni sposób zasługuje na nagrodę filmową i zachwyca tę część mojego jestestwa, która w po­gar­dzie ma dosłowność. Wybuch jest dla mnie jedną z trzech „najnajulubieńszych” scen. Nie wspomniałam o języku włoskim, bo to jakby zbyt oczywiste źródło zachwytu.

Jakby było mało, ten film nie tylko zrobił mnie w konia, ale dokonał niemożliwego: stałam się kinomaniaczką, umiarkowaną, dość wybredną, ale jednak kinomaniczką.

🐷

Jutro będzie nasze, reż. Paola Cortellesi, 2023.

Niech

*

Paola Cortellesi [na rozdaniu nagród:]
David di Donatello 2018.

sobota, lutego 17, 2024

5355. Oni w kinie (III)  //  48/366

w swoim i Twoim imie­niu, Biały Kruku, poszliśmy do kina. ostatni konkurs, który śledziłeś, czy podobałby Ci się ten film*? mnie zachwycił.

47/366

__________
  *  pierwsze jego minuty moglibyśmy oglądać klatka po klat­ce, rozpoznałbyś każdego pianistę; ja wypatrzyłam tylko mło­dziutką Marthę Argerich.

Pianoforte [a coda], reż. Jakub Piątek, 2023.

Metallikę też umiem zagrać.
Leonora Armellini
(świętując, po przejściu do 2. etapu)

*


Leonora Armellini w 1. etapie.

niedziela, lutego 11, 2024

5351. Klubik „Świnka” (III)

Obiecałam. Słowa dotrzymałam. Nie złożyłam żadnej propozycji, nie lobbowałam, nie głosowałam. Wyboru dokonała najmłodsza osoba członkowska, a mamuciątka, każde ponad dwa i pół „raza” starsze od latorośli, wyraziły ochotę. Poszliśmy.

To, mimo kilku przekomicznych dialogów, nie jest łatwy kawałek kinematografii. Odpocząć się przy nim nie da. Film o nieprzeżytym lub niezałatwionym łatwy, lekki i przyjemny po prostu być nie może. Nieprzeżyte lub niezałatwione będzie nas trzy­mać, dopóki się tym na serio nie zajmiemy. Będzie trzymać długo i na serio. Niech was nie zmyli zwiastun.

🐷

Dobrzy nieznajomi, reż. Andrew Haigh, 2023.

Jestem na krańcu rodziny.

*

Byłem zbyt przerażony, by cię wpuścić.

(tamże)

wtorek, stycznia 23, 2024

5333. 23/366

najkrótsza recenzja. bie­ga i rozbija auta,
imponująco. a jaki zostawia ślad węglowy!

23/366

the function of man is
to live, not to exist.
[…]
I shall use my time.

No Time to Die, reż. Cary Joji Fukunaga, 2021.

środa, stycznia 03, 2024

5310. 3/366

ćwiczenia praktyczne z parytetu: po dam­skim wy­bo­rze męski wybór, damska próba cha­rak­te­ru. dobro, zło i super­bohater.

efekt: on odpoczywa, ona dziwi się jak.

3/366

     — Po co naprawiasz ten złom?
     — To moja terapia. Widzisz ten toster? — [Chrum, chrum. Pięknie „zrobiony” cza­sem, nareszcie przystojny Stallone zgnia­ta w dło­ni uten­sy­lium ku­chen­ne.] — Psucie jest łatwe, ale to na­pra­wa przy­nosi od­prę­że­nie. Niektóre złomy za­słu­gu­ją na dru­gą szansę.

Samarytanin, reż. Julius Avery, 2022.

[fragment klatki]

niedziela, grudnia 03, 2023

5277. Klubik „Świnka” (II)

Niebywale karkołomnym zadaniem jest znalezienie jednego wolnego popołudnia w miesiącu w stu­denckich, czterech różnych, kalendarzach czterech bardzo do­ro­słych osób. W li­sto­pa­dzie nam się nie udało. Dziś był jedyny grudniowy termin, gdy jesteśmy wszyscy na miejscu. Grze­chem byłoby nie skorzystać z tej okazji.

Mniej karkołomnym, ale bardziej czasochłonnym wyzwaniem jest dokonanie wy­bo­ru filmu. Wymagana jest aklamacja. Wygrały pszczoły. Trzy sceny w tym filmie są naprawdę war­te obejrzenia, wewnętrznego zatrzymania się i wchłonięcia. Są trzy wy­ra­ziste, wspaniałe role. W bo­nu­sie dłużyzna, wynikająca z jednego wą­tku, za­czę­tego, porzuconego i nijak nie­opo­wie­dzianego.

Wzięłam na klatę odpowiedzialność za zaproponowanie tego filmu. W związku z tym w przyszłym miesiącu pójdę bez kręcenia nosem na to, co wybiorą wszystkie, poza mną, osoby członkowskie. Obiecałam.

🐷

Dlaczego ty wiesz, kim jesteś, a ja nie?

*

Wymyśl dla siebie imię.

20 000 gatunków pszczół, 2023,
reż. Estibaliz Urresola Solaguren.

*

[suplement 5.12.2023]
[film] uczy, jak żądać dla siebie całego życia.
 //  słowa zasłyszane z radiowej reklamy filmu.

*

Lourdes Iriondo, Gaua.

niedziela, października 01, 2023

5213. Klubik „Świnka” (I)

Seans inauguracyjny za nami. Minister Kultury może być dumny z naszej lokalnej, przyjacielskiej inicjatywy.

Dotarło do mnie, że pogodzona jestem — nie mam pojęcia od jak długo — z tym, że ludzie mają zdanie na temat książek, których nie czytali, których nawet nie prze­kart­ko­wa­li. To, że seans w kinie może przerastać intelektualne możliwości, mnie zwy­czaj­nie przeraża. Uwzględniając ten fakt, Zielona granica to rzucanie pereł przed wieprze, które nie widziały filmu, ale zdanie mają zdecydowane.

A film? Jeśli kogokolwiek oskarża, to Unię Europejską. Piękny. Dotyka. Porusza. Z ma­są perełek i perełeczek.

🐷

Chciałbym zostać w Europie.

*

I znowu jesteśmy tu, jakby czas nas niczego nie nauczył.

Zielona granica, reż. Agnieszka Holland, 2023.


*


Autor grafiki bez odwagi ujawnienia się, fragment, źródło.

niedziela, lutego 26, 2023

4941. Oni w kinie (II)

Jabłoń:
(w zeszły weekend, wiedząc, że grozi jej
kino akcji, palone samochody i sporo mordobicia,
próbuje uniknąć tego, czego nie da rady obejrzeć na pewno
)
Proszę, tylko nie bierz mnie do kina na horror.

Sadownik:
Jak myślisz, Wieloryb to
co to dla mnie było?

(przeczesał repertuar i odwołał wyjście)

*

Ostatni weekend lutego to ostatni moment, by wypełnić plan na ten miesiąc. Wy­myśli­łam kinoterapię, to jazda! Wczoraj, zgodnie z umową, Sadownik wybrał film. Chcia­łam mieć pełnowymiarową siurpryzę, nie zapytałam jaki. Poszliśmy.

Demograficznie (I). Do końca chciałam mieć niespodziankę, więc nie rzuciłam okiem na szyldzik przy wejściu do sali kinowej nr 15. Nie było jednak siły, bym nie przyglądała się ludziom! Pod piętnastką stało zdecydowanie zbyt dużo kobiet, by było to mordobicie lub strzelanka, o czym nie omieszkałam poinformować kolegi-małżonka, co Sadownik skwitował serdecznym śmiechem, który, jak się okazało później, był tylko i wyłącznie przedskoczkiem wrażeń, które mi zgotował życiowy partner.

Neoliberalnie. Projekcja seansu ciut się opóźniła. Tłum gęstniał. Gdy w końcu otworzono drzwi, sala w ciągu kilku minut była PEŁNA, mimo że za kilka dni film zejdzie z afisza. Drzewko skomentowało demografię: Kotku, luka płacowa w Polsce wynosi ok. 20% na niekorzyść kobiet; skąd 80% widzów tego seansu (kobiety) miało na bilet, pepsi i popcorn? Sadownik wiedział — panie oszczędzały cały rok!

Demograficznie (II). Statystyka: nasza dwójka okrutnie zawyżyła średnią wieku widzów. Doświadczenie: w filmie jest scena, w trakcie której i ja, i Sadownik ry­cze­li­śmy ze śmiechu (nigdy nie śmiejemy się cicho) — wyłącznie my (!) ryczeliśmy! Żeby śmiać się z tej sceny trzeba mieć nie tylko poczucie humoru i dystans do siebie, lecz przede wszystkim przynajmniej kilkudziesięcioletni staż związkowy i niejedną w tej relacji wy­mia­nę zdań za sobą.

Kultura stołu. Na bieżąco scenę picia szampana Sadownik skomentował: ale piją z kieliszków dla biedoty. Ryknęłam śmiechem. Tylko my wiedzieliśmy dlaczego. Nie z powodu romantycznej sceny, lecz z powodu Sadowniczego refleksu komentowania filmowej rzeczywistości.

Ach, te relacje! Po seansie nie ruszaliśmy się z miejsc nie dla­te­go, że czekaliśmy na wyświetlenie nazwisk montażystów, ale dlatego, że li­czy­li­śmy, ilu mężczyzn było na sali podczas projekcji. Poza Sadownikiem było ich szesnastu — wszyscy w towa­rzy­stwie pań. Sposób, w jaki poruszały się te męskie ciała, nie pozostawiał złu­dzeń — one zostały przyciągnięte na ten seans. Sadownik był jedynym męż­czy­zną, który wybrał ten film. Ja byłam jedyną kobietą, która, gdyby do niej należał wybór, nigdy by tego filmu nie wybrała. Bawiliśmy się świetnie. Widzisz — skomentował Sadow­nik — po to się chodzi do kina, by się rozerwać! Ale był też drzewny akcencik: długo o tym filmie rozmawialiśmy, bo dla mnie miał on mimo wszystko kilka warstw, któ­rych obśmianie nie powoduje ich zniknięcia czy unieważnienia.

*

Jabłoń:
(po seansie, przy wyjściu z sali)
Gdzie jest moja strefa komfortu?

Sadownik:
To taka moja mała zemsta za Wieloryba.

Magic Mike. Ostatni taniec,
reż. Steven Soderbergh, 2023.

wtorek, lutego 07, 2023

4921. Oni w kinie (I)

Jabłoń:
(skutki „uboczne” rehabilitacji na własnej skórze uwielbia odczuwać
i zarządziła kinoterapię: zero kompromisów — raz w miesiącu Jabłoń
wybiera film, raz, w tym samym miesiącu, wybiera Sadownik i idą
razem bez dyskusji o tym, że gusta kinematograficzne mają różne
)

Sadownik:
(w niedzielę tuż po seansie)
Wiedziałem, że to nie będzie film
przyrodniczy, komedia czy kino akcji,
ale tym razem pojechałaś ostro!

*

Sadownik:
(wczoraj, gdy wracali po zabiegu do ula)
Powiedz mi, dlaczego
chciałaś obejrzeć ten film?

Jabłoń:
(wymieniła pięć istotnych społecznie powodów, dla których
zdecydowanie warto było ten film zobaczyć, poza tym,
co w poniższym minizwiastunie, znalezionym dziś
)

Wieloryb, reż. Darren Aronofsky, 2022.

people are amazing!

sobota, czerwca 04, 2022

4647. O długoterminowym związku

Relacja:
(ciut obita po wczorajszej wymianie
zdań i perspektyw podnosi się z desek
)

Sadownik:
Jaki bilet dla ciebie:
dziecko, student czy senior?

Jabłoń:
A dla Ciebie?

Sadownik:
Weteran!

Intrepid:
(„uśmiecha i Sadownika, i Jabłoń
od wielu, wielu lat
)

Sadownik & Jabłoń:
(kilka godzin później poszli
na „ich” film w najświeższej wersji
)

Top Gun 2 Maverick, 2022.

[miłość, love & l’amore]
it’s one of life’s mysteries, sir.

*  *  *

Nie mogliśmy doliczyć się, kiedy ostatni raz byliśmy w kinie. Jak zwykle sie­dzie­li­śmy blisko ekranu. „Tą razą” w czwartym rzędzie. Sadownik kupił bilety na jego brze­gu, by mieć gwa­ran­cję, że przy pomocy dwóch męskich dłoni dam radę dojść. Pod koniec reklam zna­la­złam siłę, by przemieścić się na środek tego rzędu (poza nami nikogo w nim nie było). Ludzie wcho­dzili i wchodzili. Z każdym widzem rosło ryzyko, że kogoś podsiedliśmy i bę­dzie­my musieli wrócić na swoje miejsca. Na szczę­ście wśród tych, którzy dzielili z nami seans, nie było takich, co studiowali w filmówce, bo jak jeden mąż, bez wzglę­du na płeć, lecieli do ostatnich rzędów. Ja też nie studiowałam w filmówce, ale znam takiego jednego, co studiował i wiedzą się podzielił.

Film? Fantastyczne zdjęcia. Fizyka w kilku scenach została wyproszona za drzwi, by historia mogła toczyć się dalej. Obśmialiśmy to tylko, bo dobrze wiedzieliśmy, że cho­dzi o bajkę, smo­ki i zwycięstwo nad złem. Nie poszliśmy przecież na film dokumentalny.

Tłumacze? Niechlujni, leniwi lub głupi. Nie po raz pierwszy albo nie umieją korzy­stać choćby z wikipedii, albo ogólnie są kiepsko rozgarnięci, albo jedynym ich hobby jest garncarstwo lub ho­dow­la przepiórek. Jak zobaczyłam kątem oka w napisach dia­lo­go­wych podbierz bak­sztag, to ryknęłam śmiechem nie tylko dlatego, że jacht płynął pod wiatr. Oboje z Sadownikiem odnotowaliśmy, że twórcy napisów prze­cią­że­nie mierzą w… gra­mach, np. 9g. Rozumiem, że tłumacz nie musi wiedzieć, ale wy­pa­da­łoby chociaż powąchać kontekst, w jakim padają słowa i litery.

No i mentalność! Zasadnicza, żeby nie powiedzieć chorobliwa różnica. Amerykanie mówią: make us proud, a Polacy? Po polsku zabrzmiało to tak: nie przynieś nam wstydu. I może właśnie dlatego, a nie z powodów technicznych, gdyby tę bajkę, z tymi smokami i oczywistym zwycięstwem nad złem wyprodukowano w Polsce, to byłaby straszna siara.

Są jeszcze dwie ciekawe rzeczy i jedna naciągana bardziej niż grawitacja, ale ja już padam. Niestety, zmęczenia w żadnej formie nie mogę wyprosić za drzwi. Życie to bajka (level master).

“I don’t know how.”
“You’ll find the way.”
Top Gun 2 Maverick. 

niedziela, lutego 20, 2022

4547. Złoto

Sadownik & Jabłoń:
(obejrzeli w tamtym tygodniu
trzy dokumenty i jeden film oparty na faktach
:
14 szczytów, Ikar, Upadek Boeinga i Everest)

Jabłoń:
(na wczorajszy wieczór zamówiła coś lekkiego,
bo historia Boeinga wciąż w niej siedziała
)

Bohater odmóżdżającego filmu:
Tylko pamiętaj, kto całował cię pierwszy.

Jabłoń:
(w wersji: fachura, sie wie)
Nie chodzi o to, kto był pierwszy,
ale kto był najlepszy.

Sadownik:
Łapię się na pudło?

Jabłoń:
(nienaturalnie długą chwilę trwało,
nim załapała sportowy żargon
)

Sadownik & Jabłoń:
(długo się śmiali, również z powodu
drzewkowego, intelektualnego lagu
)

wtorek, listopada 24, 2020

4041. Ale książka lepsza!

Widziałam zwiastun przysłany przez Kaan. Bez zachwytu — z Dziesiątą Muzą mam niełatwą relację — żadna postać mi nie pasowała, książka lepsza!

Wiadomo, że lepsza, ale dałam się namówić Sadownikowi i obejrzeliśmy. Film jest dobry, ale książka (o tym samym tytule) milion razy lepsza — samo tłumaczenie to maj­ster­sztyk. Na plus należy zaliczyć filmowi, że jest włoski (włączyliśmy sobie na­pi­sy). Nie zająknęłabym się tu na ten temat, ale wyjęłam z filmu piosenkę i muszę ją tu mieć, bo włoska, bo ładna. Ta, też z filmu, łazi za mną z premedytacją, choć wie, że nie jest z mojej bajki.

Laura Pausini, Io sì.

sto qui, sto qui

wtorek, września 01, 2020

3934. 245/366

     it’s over. let it go.”*
zarezonowało.

245/366

__________
* [w:] reż. Thomas Carter, Trener, 2005.

niedziela, października 28, 2018

3068.

 wpis przeniesiony 11.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

piątkowo-poranny przedskoczek. predykcję wieczornego stanu nierozumiejącemu Drzewku próbuje przekazać we wrażeniu, jakie na nim robi poniższa grafika. Jabłoń zanotowała:

jestem. zahipnotyzowana…
otwierają się historia, ale i marzenia.

Autor(ka) nie do ustalenia, źródło.

*

piątkowo-popołudniowa rozterka: rozum chce z ciałem na siłkę. serce chce z Sadownikiem być. rozum z ciałem argumentują, że przecież z siłki Drzewko wróci i cały wieczór będzie do wzięcia. sercu wieczór to mało. rozum w zachwycie, bo Sadownik powiózł na siłkę.

Sadownik:
A może poszlibyśmy jutro do kina?

Jabłoń:
Do osiemnastej jestem na zajęciach,
potem lecę na siłkę. Kino? Chętnie,
ale najwcześniej mogę od 20.30.

Sadownik & Jabłoń:
(znaleźli o odpowiedniej godzinie grany film*
i koniecznie nie „tą razą” dramat psychologiczny
!)

Jabłoń:
(jakiś czas potem o planie na sobotę donosi)

Biały Kruk:
Dziecko, hamuj!

Jabłoń:
(argumentuje rozumem)
Przesuwanie czasu da mi dodatkową godzinę na odespanie.

*

piątkowy wieczór. Drzewko po siłce, po kąpieli na skraju łóżka usiadła i zdziwiła się jak nigdy wcześniej w życiu, bo… była bezgranicznie szczęśliwa, szczęściem, którego kolorytu doświadczyła ostatni raz, mając kilkanaście lat, gdy wszystkie uczucia miały kłopot w utrzymaniu się na skali. bezgraniczne, fizycznie odczuwane w całym ciele szczęście, sens i tony endorfin.

__________________
*

Ocean ognia, reż. Donovan Marsh, 2018.

*

sobota była fantastyczna. brzmi banalnie. bo sobota nie była o dźwiękach, słowach lecz o czuciu — czuciu całą sobą. nie chcę hamować!

niedziela, października 07, 2018

3048. My wśród już ponad dwóch milionów

Wyczerpująca relacja z wczorajszego bytowania w kinie.

Film:
(idzie… kilka minut)

Jabłoń:
(nieprzyzwyczajona do takiej siebie na głos)
ja pierdolę…

Film:
(kilka kolejnych scen uchyla)

Jabłoń:
(na głos)
ja pierdolę…

Sadownik:
(też nie ma w zwyczaju ani formy, ani że na głos)
o, kurwa!

Film:
(rozkręca się na dobre)

Jabłoń:
ja pierdolę…

Sadownik:
o kurwa!

Film & Jabłoń & Sadownik:
(bez zmian po ostatnie sceny)

byliśmy na filmie Kler, reż. Wojciech Smarzowski, 2018.

z filmu:
dobro kościoła jest najważniejsze,
a jeśli tak, to pamiętaj po ostatni oddech swój, że
dobro ludzi jest w nim co najwyżej drugoplanowe.

*

Sadownik & Jabłoń:
(dziś w stronę windy po siłce i zakupach idą)

Sadownik:
(komentuje stado dorosłych facetów ryczących ze śmiechu)
Mogę pojechać? Pewnie wyszli z „Kleru”…

Jabłoń:
(podchwyciła kolor żartu)
Księża w cywilu?
Tylko oni po całym filmie mogą rżeć.

sobota, września 01, 2018

2998. Nie sięga jej czas

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Edmund Brundish otrzymał tę książkę od Florence Green w filmie Księgarnia z marzeniami (tu w obrazku do piosenki Florence ją pakuje, 1min:17sek). W ten sposób prawie tydzień temu przytargałam do ula kolejną potrzebę przeczytania książki. Właśnie ona, ta książka, miała swoją premierę w 1953 roku i (niesamowite) nic a nic się nie zestarzała. Sześćdziesiąt pięć lat później wciąż brzmi okrutnie proroczo. A ja rozumiem, dlaczego pan Edmund się w niej zaczytywał.

kadr z filmu Księgarnia z marzeniami, fot. źródło.

     — Siadaj, Montag. Siadaj i patrz. Delikatnie, jak płatki kwiatu. Podpal pierwszą kartkę, potem drugą… Zmieniają się w czarne motyle. Piękne, prawda? Zapal trzecią kartkę od drugiej i dalej już pójdzie samo, rozdział po rozdziale, wszystkie te głupstwa wyrażone w słowach, wszystkie fałszywe obietnice, zużyte idee i skompromitowane filozofie.

*

     — Nie mieszać cię do tego? Proszę bardzo. Ale jak mam siebie do tego nie mieszać?! Nie można wiecznie do niczego się nie mieszać. Od czasu do czasu powinniśmy się w coś angażować. Czymś przejąć. Ile czasu minęło, odkąd na serio się czymś przejęłaś? Czymś ważnym? Czymś prawdziwym?

*

     — Jak to jest — zapytał za którymś razem przy zejściu do metra — że mam wrażenie, jakbym znał cię od lat?
     — To dlatego, że pana lubię — odparła — i nic od pana nie chcę
. I dlatego, że się znamy
.

*

     — […] Mówią, że jestem aspołeczna. Nietowarzyska. Właściwie to dziwne, bo tak naprawdę to ja jestem bardzo towarzyska. Chyba wszystko zależy od tego, jak rozumieć towarzyskość, nie uważa pan? Dla mnie to oznacza rozmawianie o takich rzeczach. — Zagrzechotała trzymanymi w garści kasztanami, wyzbieranymi z podwórka. — Albo o tym, jaki świat jest niezwykły. Przyjemnie jest być wśród ludzi, ale nie wydaje mi się, żeby towarzyskie było zbieranie mnóstwa dzieci w jednym miejscu, a potem zamykanie im ust.

*

Zauważył pan, jak często w naszych czasach ludzie krzywdzą innych?
     — Mówisz, jakbyś była bardzo stara.
     — Czasem czuję się prastara
.

*

W miarę jak szkoły produkowały coraz więcej biegaczy, skoczków, wyścigowców, majsterkowiczów, łapaczy, chwytaczy, lotników i pływaków zamiast egzaminatorów, krytyków, mędrców i obdarzonych wyobraźnią twórców, słowo „intelektualista” zasłużenie stało się obelgą. Zawsze boimy się tego, co nieznane.

*

Zamek błyskawiczny zastępuje guziki i człowiekowi nagle ubywa czasu na myślenie przy ubieraniu się o świcie, w godzinie filozofii i melancholii.

*

     — Posłuchaj — przemówił łagodnie staruszek. — Zachowaj spokój. Wiem. Rozumiem. Boisz się popełnić błąd. Więc się nie bój. Na błędach też można się uczyć.

*

Staruszek pokiwał głową.
     — Kto nie buduje, ten pali. Historia stara jak świat i młodociani przestępcy.
     — Czyli taki właśnie jestem.
     — Po części wszyscy tacy jesteśmy
.

*

Już w tej chwili czuł, że stoi u początku wielkiej podróży, wielkiego porzucenia, wielkiego odejścia od swojego poprzedniego „ja”.

*

Nie, nie, drogi panie, to nie książek panu brakuje, tylko czegoś, co można znaleźć w różnych miejscach: na starych płytach gramofonowych, w starych filmach, u starych przyjaciół; należy tego szukać w naturze i w sobie samym. Książki były zaledwie jednym z wielu rodzajów naczyń służących do przechowywania rzeczy, o których baliśmy się zapomnieć. Nie mają w sobie nic z magii. Magią było to, co mówiły; było nią to, w jaki sposób zszywały skrawki wszechświata w skrojone na naszą miarę okrycie.

*

     — Ja nie mówię o rzeczach jako takich, proszę pana — tłumaczył Faber. — Mówię o ich istocie. Siedzę tutaj i wiem, że żyję.

*

     — Próbowałem sobie przypomnieć! I nic!
     — Nie próbuj. To samo przyjdzie, kiedy będzie potrzebne
.

Ray Bradbury, 451 stopni Fahrenheita, przeł. Wojciech Szypuła,
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Wszystko ma swój czas. Tak. Jest czas burzenia i czas budowania. Tak. Czas milczenia i czas mówienia. To wszystko prawda. Ale co jeszcze? Co jeszcze? Coś, coś

*

Cisza opadała wraz z przesianym pyłem, a oni mieli tyle czasu, ile tylko zechcą, żeby się rozejrzeć, ogarnąć rzeczywistość tego dnia i przyswoić ją sobie wszystkimi zmysłami.

*

Nie cierpię Rzymianina o nazwisku Status Quo!”, wołał. „Chłoń otaczające cię cuda”, powtarzał. […] Oglądaj świat. Jest bardziej niezwykły od wszystkich marzeń wytwarzanych i kupowanych w fabrykach. Nie proś o gwarancje. Nie oczekuj bezpieczeństwa, takie zwierzę nigdy nie istniało.

*

     — Dziadek mawiał, że każdy, kto umiera, coś po sobie zostawia: dziecko, książkę, obraz, wybudowany dom, postawiony mur, uszyte buty. Zasadzony ogród. Zostawiasz coś, czego twoja ręka dotknęła w taki sposób, że twoja dusza ma dokąd odejść po śmierci, i kiedy ludzie patrzą na to coś, na posadzone przez ciebie drzewo czy kwiat, ona tam jest. Nie jest ważne, co dokładnie zrobiłeś, tłumaczył dziadek; liczy się to, że przetworzyłeś jakiś obiekt, przemieniłeś go ze stanu przed twoim dotykiem w inny, nowy stan, który w jakiś sposób cię przypomina i trwa już po tym, jak odsuniesz ręce. Różnica między człowiekiem, który po prostu przycina trawnik, a prawdziwym ogrodnikiem polega na dotyku, mawiał. Przystrzygacz mógłby w ogóle nie istnieć; ogrodnik będzie tam obecny przez całe życie.

*

Ale to właśnie jest w człowieku najpiękniejsze: nigdy nie jest aż tak zniechęcony ani aż tak zdegustowany, żeby się poddać i nie spróbować jeszcze raz, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, jakie to ważne i jak bardzo warte zachodu.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 27, 2018

(2987+1). Przegląd weekendu (II)

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Film wybrał Sadownik. Ja tylko zarezerwowałam bilety i dopilnowałam, by niedzielny seans nie kolidował mi z siłownią.

Georginia:
(na początku naszego rzędu w kinie)
Chcesz siedzieć koło męża?

Jabłoń:
Nieeee!!!

Georginia & Sadownik:
(ryknęli śmiechem)

Ryczałam jak bóbr, jakby mi w sobotę mało było łez. I znów z ostatniej sceny wyjęłam piękną melodię. Wyjęłam dzięki temu, że tercecik ma w zwyczaju oglądać filmy do ostatniej literki z napisów końcowych. Trzyma mnie w sobie ten film, jego powolność, światło, ostatnia scena… trzyma.

ALA.NI, Feeling Lonely on Sunday Afternoon,
[wyjęte z filmu] Księgarnia z marzeniami.