poniedziałek, czerwca 29, 2020

3859. 181/366

leje. mocno, głośno, bez umiaru, świata nie widać i nagle znikąd to. bądź jak woda — nie ustawaj, nie zatrzymuj się, znajdź sposób.

181/366

3858. Kromeczki (XI)

Gdy pierwszy raz zobaczyłam to zdjęcie, byłam pewna, że odwrócone jest do góry nogami. Musiałam przyjrzeć się, by zobaczyć, że nic z tego — wszystko z tym zdjęciem jest w najlepszym porządku, góra na górze, dół na dole. Osiem kaczych nóżek — jak pięknie rzeźbi powierzchnię wody.


fot. Kaan, fragment.

Może moje życie, podobnie jak to zdjęcie, wcale nie stoi do góry nogami? Może to tylko takie wrażenie, które utrzymuje się na tyle długo, bym prawie w to uwierzyła.

3857. Kromeczki (X)

Powrót do, czyli klasyczna kromeczka.



fot. Kaan, fragmenty.

Gapię się. I natychmiast przypominają mi się słowa, którymi Tollini podzielił się ze mną wczoraj. On sam został nimi poczęstowany przez przyjaciela:

Rozejrzyj się wokół. Niczego, co Cię otacza, nie stworzyłaś. Na nic nie zasłużyłaś, ani nie zapracowałaś. Wszystko jest darem. Dlatego każdą kolejną chwilę witaj i przyjmuj z wdzięcznością, bo jest Ci podarowana za darmo — bez Twojego udziału.

piątek, czerwca 26, 2020

3856. Zielnik (VI)

Kwietne dzwonki nie porywają mnie wcale. Róż i fiolet też już nie. Nigdy nie mów nigdy! Wyrwał mnie ten ozdobny badyl na plamki wewnątrz kielichów. Jakby było mało, bezczelnie w kwadrat nie dał się zamknąć. Ma wewnętrzne piękno i moc, choć nie jest owadożerny (chyba).

To jakieś ogrodowe, ugrzecznione przez człowieka zielsko, ale co ma wpisane w dokumenty rodowe, tylko Profesora zielnika wie.

Profesora Saxifraga:
(przeszła najśmielsze oczekiwania Jabłoni)
Naparstnica purpurowa

czwartek, czerwca 25, 2020

3855. 177/366

chwile i doświadczenia, których nie sposób zamienić na słowa bez utraty informacji. bezcenne drobiazgi. życiowe drogowskazy.

177/366

Lars Danielsson, Liberetto.

*

Zamknij oczy, żeby łatwiej ci było zbliżyć się do tego, co w tobie święte.

Judith Orloff, Błogość życia, przeł. Magdalena Witkowska,
Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2020.

3854. Opierzony zachwyt (III)

Za naszym oknem dojrzewa teraz wiśniowe drzewko. Miesiąc z jedno­dnio­wym haczykiem temu wrona nie pogardziła czereśnią — napisała w tamtym czasie Saxifraga.

Pamiętałam o szpaku, a ta piękność wypadła z mojej pamięci? Nie może tak być. Jak dobrze czasem zrobić odrobinę porządku w elektronicznej poczcie.

Pół kilograma piękna. Monochromatyczny ptak. Jeszcze nie lubisz wron?


fot. Saxifraga, fragment.

środa, czerwca 24, 2020

3853. Opierzony zachwyt (II)

Wrony mają szczególne miejsce w moim życiu. Uwielbiam te monochroma­tycz­ne ptaki od dziesiątek lat, gdy odkryłam, że są w mieście cały okrągły rok i… dają radę.

To zdjęcie, jedno z wielu, leczyło mnie zachwytem w pandetamczasie. Czekało na mnie, na moją decyzję — w prawo czy w lewo? Najpiękniejsze to zobaczyć, że szary ptak (a) różowe ma jak ja czy ty, (b) gdy po raz pierwszy coś robi, pewności nie ma wcale, ale próbuje jak ty czy ja. Ja pewnie bardziej panikuję.

To zdjęcie łaziło za mną miesiąc i dwa dni — te dzieciaki dziś to już wspaniale latające ptaki, ale wtedy przymierzały się do swojej natury. Ten zbiór nieprzypadkowych pikseli przypomniał mi o innym odważnym ptaku, który został zatrzymany w pikselu przez Saxifragę. I stało się jasne, że zielnik piór — seria limitowana i ekskluzywna — już tu jest, zawsze pod ręką, po prostu klik.


fot. Saxifraga, fragment.

*

[…] wszystkie odpowiedzi są zwodnicze. Jeżeli będąc w czasie, za­da­jesz pytanie o to, co jest możliwe, odpowiedź jest prosta: wybór drogi leży przed tobą. Żadna z dróg nie jest zamknięta.

C.S. Lewis, Podział ostateczny, przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)

niedziela, czerwca 21, 2020

3849. Z rekomendacji (II)

Mogłabym napisać znów to samo, czyli, że książkę tę polecił mi Tollini, gdy rozmawialiśmy o tamtej książcemoim odkryciu książkowym. Klik, klik, była w ibuku, więc nim skończyliśmy rozmawiać, miałam ją już na kundlu. Wepchnęła się bez kolejki na trzy poranne kawy.

Bawi, śmieszy, ale i wprawia w zadumę ta chudziutka książkowa staruszka (w oryginale ma 75 lat). Ani przez chwilę nie trąci myszką — piekło, które opisuje, świeżutkie jak mało co. Mało piekielnych wrażeń? Rozkręcić gaz pod własnym kotłem?

     — A więc ci, co mówią, że Niebo i Piekło to stany umysłu, mają rację?
     — Sza, nie bluźnij – przerwał mi poważnie. – Piekło jest stanem umysłu. Nie mógłbyś powiedzieć nic bardziej zgodnego z prawdą. Każdy stan umysłu pozostawiony sam sobie, każde zamknięcie się stworzenia w lochach własnego umysłu zmienia się w końcu w Piekło. Ale Niebo nie jest stanem umysłu. Niebo jest samą rzeczywistością. Wszystko, co naprawdę realne, ma swoje miejsce w Niebie. Wszystko, co chwiejne, zostanie zachwiane, a pozostanie tylko to, co nigdy się nie zachwieje
.

*

Czasem łatwiej jest z tymi, którzy nienawidzą dobra, niż z tymi, którzy nic o nim nie wiedząc, myślą, że już je posiedli.

*

     — Ależ oni mnie zobaczą!
     — No to co?
     — Wolałabym umrzeć!
     — Przecież to już za tobą. Nie ma sensu znowu do tego wracać
.

*

Trafiali się już ludzie tak pochłonięci udowadnianiem istnienia Boga, że w efekcie sam Bóg nic już dla nich nie znaczył… tak jakby nie miał On do roboty nic innego, jak tylko  istnieć!  Byli i tacy, którzy trudniąc się rozprzestrzenianiem chrześcijaństwa, nie mieli już czasu myśleć o Chrystusie.

*

     — Boże! — westchnął.
     — Co, Boże? — zapytał Duch.
     — Jak to: co, Boże?
     — U nas ten zwrot zwykle rozpoczyna jakieś zdanie.
     — Aha. Chciałem tylko powiedzieć „o rety” czy coś w tym rodzaju
.

*

     — Ale co będzie z tymi, którzy nigdy nie dotrą do przystanku?
     — Każdy, kto tego chce, dotrze do niego. Nie obawiaj się. Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu „bądź wola Twoja” i tych, do których Bóg powie na końcu: „bądź wola twoja”. Ci, którzy są w Piekle, są tam z wyboru. Bez ich osobistego wyboru nie byłoby Piekła. Nie ma duszy, która jeśli pragnie radości poważnie i stale, miałaby jej nie osiągnąć. Ci, którzy szukają, znajdują, a tym, którzy kołaczą, jest otworzone
.

*

Straszą z obawy, że ich ktoś przestraszy.

*

     — […] Problem polega na tym, czy jest ona jeszcze zrzędą, czy już tylko samym zrzędzeniem. Jeżeli jest jeszcze prawdziwą kobietą, jeżeli został w niej choćby najmniejszy ślad osoby pod całą tą zrzędliwością, można ją będzie przywrócić do życia. Jeżeli pod popiołem zachowała się choć jedna maleńka iskierka, będzie można ją rozdmuchać tak, że cały stos rozżarzy się na nowo. Ale jeżeli nie zostanie już nic oprócz popiołu, nie można bez końca dmuchać nim sobie w oczy. Trzeba go zmieść.

*

     — Czy jest jeszcze nadzieja?
     — Tak, jest pewna szansa. To, co ona nazywa swoją miłością macierzyńską, zmieniło się co prawda w zakrzepłe, raniące i bezlitosne uczucie, ale wciąż jeszcze można odkryć w nim maleńką iskierkę, która nie jest tylko jej własnym ja. Z tej iskierki można wykrzesać prawdziwy ogień

*

Nikt z nas nie miał racji! To naprawdę zabawne; nie trzeba już udawać, że miało się rację! Wtedy właśnie zaczynamy żyć.

*

Z pozoru bardzo to wielkoduszne, gdy ktoś mówi, że nie zgadza się na zbawienie, które pozostawia choćby jedno stworzenie na zewnątrz, w ciemności. Ale nie daj się nabrać na taką sofistykę, bo w przeciwnym razie tyranem całego świata stanie się pies ogrodnika.

*

     — To wszystko bzdury! To okrutne i nieludzkie! Jakim prawem mówisz takie rzeczy o miłości macierzyńskiej? To najczystsze, najświętsze ze wszystkich ludzkich uczuć!
     — Ależ Pam, żadne ludzkie uczucia nie są same w sobie czyste lub nieczyste, święte lub pozbawione świętości. Są święte, tylko ręka Boga trzyma je na wodzy. Ale jeżeli pozostawi się je same sobie, zwyrodnieją i przemienią się w fałszywych bogów
.

*

Czasem całymi godzinami układałam kwiaty tylko po to, żeby rozweselić jakoś ten nasz nędzny, mały dom, a Robert, zamiast mi podziękować, wiesz, co mówił? Że wolałby, abym nie zapychała mu biurka kwiatami, kiedy on chce pracować. A jednego wieczoru zrobił mi straszną awanturę o to, że rozlała mi się woda z wazonu na jakieś jego papiery, chociaż nie miało to najmniejszego znaczenia, bo to w ogóle nie były służbowe papiery.

*

     — A co pan chciałby robić, gdyby miał możliwość wyboru?
     — Też coś! — żachnął się Upiór, a w jego głosie wyczułem nutkę triumfu. — J a  mam obmyślać plany? To Właściciele powinni wymyślić coś, żeby się nam nie nudziło, nie sądzi pan? To należy do ich obowiązków. Dlaczego mielibyśmy ich wyręczać
?

*

[…] przynaglali dusze Błogosławionych, aby zrzucili swe kajdany, wyrwali się z więzienia, jakim jest szczęście, własnymi rękami zniszczyli góry i posiedli Niebo „na własność”: Piekło obiecywało swą pomoc. Inni, urodzeni organizatorzy, nastawali, aby zbudować tamę na rzece, wyciąć drzewa, wytępić zwierzęta, wybudować kolejkę linową, a zamiast tej okropnej trawy, mchu i wrzosu położyć gładki asfalt.

C.S. Lewis, Podział ostateczny,
przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)

Potępieni zawsze obstają przy zachowaniu czegoś dla siebie, nawet za cenę cierpienia. Zawsze znajdzie się coś, co jest im droższe niż radość, to znaczy niż rzeczywistość. […] Ale w dorosłym życiu nazywacie to znacznie wspaniałej i różnorodniej — gniewem Achillesa, dumą Koriolana, zemstą, ambicją, urażoną cnotą, tragiczną wielkością lub godnością osobistą.

(tamże)

(3847+1). Suplement do spacerujących światów

Jabłoń:
(pod wieczór wysłała Białemu Krukowi
zdjęcie napotkanego o 
6:22 ślimaka)

Biały Kruk:
(odpisał)
O takich mówią ranny ptaszek…

3847. Światy spacerujące od rana

     — Wolałabym się nigdy nie urodzić! Po co w ogóle przy­cho­dzi­my na świat?
     — Po to, żeby doznać niezmiernego szczęścia. W każdej chwili możesz mu wyjść na spotkanie

C.S. Lewis, Podział ostateczny,
przeł. Magda Sobolewska,
Media Rodzina, Poznań 2012.

sobota, czerwca 20, 2020

3846. 172/366

zaczyna się na spodach dużych palców u stóp, biegnie przez podeszwy stóp, ścięgna Achillesa, łydki, tyły ud, pośladki, plecy, kark, szyję, aż po czubek głowy — tylna taśma. rozciągać, rozciągać, rozciągać co dnia (tzn. odżywiać).

i tak wiele sposobów, by robić to również z przyjemnością.

172/366

3845. Zielnik (V)

Intensywna zieloność początku wiosny trzyma się na tym krzaku z uporem maniaka. Zagadał do mnie pięknym baldachem.

Teraz już tylko czekanie na Profesorę zielnika, by poznać imię Nieznajomej.

Profesora Saxifraga:
(dała czadu i wszystko jasne)
Pęcherznica kalinolistna

3844. O kandelach

(odwrócona plecami do światełka w tunelu)
Jabłoń:
(ciut obrażona na swoje życie)
Masz dni, kiedy nie widzisz
światełka w tunelu?

Sadownik:
Mam.

Jabłoń:
I co wtedy robisz?

Sadownik:
Jadę w trasę.

piątek, czerwca 19, 2020

3843. U Orzeszka i Białego Kruka (LXIX)

Biały Kruk:
(dłuższy czas czekał, by kwiatek Orzeszka
rozkwitł w pełni, doczekał się i „cyk”
)


fot. Biały Kruk.

3842. 171/366

mogę? mogę.
mogę!

171/366

3841. Z rekomendacji (I)

Książkę tę zaanonsował Tollini, gdy rozmawialiśmy o moim odkryciu książkowym. Klik, klik, jest w ibuku — na papier bym się nie zdecydowała i już wiem, że wiele bym straciła. Piękny tytuł, piękne zdjęcie na okładce i rekomendacja Tollini’ego — nic więcej mi nie trzeba było.

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego to nie przykazanie, lecz przekleństwo, które ma się od setek lat świetnie, bo ludziom dobrze idzie traktowanie innych jak siebie samych, czyli okrutnie / bez chęci zrozumienia / z pogardą czy przynajmniej dość krytycznie. Pierwsza kamieniem nie rzucę, zwłaszcza gdy rozpoczyna się dyskusja o tym, że większość polskiego społeczeństwa stanowią katolicy. Katolicy większością? Wolne żarty. Osobiście znam tylko jednego katolika, z drugim raz rozmawiałam, bo kumpluje się z pierwszym i zna Sadownika, więc los nas na chwilę przy jednym stole posadził (było miło).

Katolicy w Polsce to (według mnie) w większości wielkanocne baby i bożo­naro­dze­nio­we gwiazdki. Ilu znasz ludzi, którzy kontemplują swoją wiarę? Ilu z nich ma swojego przewodnika duchowego? Ilu otworzyło choć raz katechizm? Ilu czyta (ze zrozumieniem) Pismo Święte? Ilu z nich je zgłębia? Są katolikami? Większość społeczeństwa? Większość wybiera rodzynki z ciasta lub wyżera kruszonkę. Są też ci, co z katolicyzmu zrobili dobry interes, narzędzie kontroli lub przykrywkę dla przestępstw.

Tollini miał rację, to wspaniała książka. Dla mnie jest przede wszystkim o uwadze, świadomości i miłości. O czymś większym od nas, co pomaga nam dojrzeć osobiste Jerycho, ustać i nie panikować na jego widok. O tym, jak wiele cudów spotkało nas w życiu; o tym, że warto iść dalej i spodziewać się kolejnych jeszcze dziś!

Mam wrażenie, że gdyby istniała maszyna do duchowych projekcji, która pokazywałaby, jak wygląda sfera duchowa Kościoła i ludzi go tworzących, to z pewnością na ekranach pokazujących niedzielne zgromadzenia pełno byłoby ludzi z kaczkami, kurami, barankami lub wołami, inni mieliby na plecach wielkie worki z pieniędzmi, czyli wszystko, co potrzebne do ubicia transakcji handlowej z Bogiem.

*

Nie potrzeba nam nauczycieli, ale tych, którzy prawdziwie przemawiając, niosą życie, czyli świadków. Prawdziwymi zaś świadkami nie są ci, którzy tylko przemawiają, ale ci, którzy mogą zaświadczyć, że to jest prawda. Ale nie prawda teoretyczna, ideowa, nawet biblijna, tylko prawda, która wydarza się w życiu.

*

Na tej modlitwie urodziłem się na nowo. Gdy po śmierci zapytają mnie w niebie, kto mnie zrodził, to padnie dość nieortodoksyjna odpowiedź: „Dwóch facetów”, ale rzeczywiście tak się wydarzyło.

*

On chce, byśmy w końcu znaleźli to, kim naprawdę jesteśmy, jaka jest nasza najgłębsza tożsamość, jak brzmi nasze prawdziwe imię. W rzeczywistości bowiem naszą największą bolączką życiową nie są wcale grzechy i słabości, ale to, że większość z nas nie ma bladego pojęcia, kim jest.

*

Dla mnie wiara nie jest więc tym, na co się zdecydowałem lub do czego doszedłem drogą nawrócenia, żmudną pracą i poszukiwaniami. Zbawienie zostało mi dane darmo. Bóg przyszedł, bo miał już dość czekania na mnie. On się niecierpliwił tym, że ciągle nic nie robię. Wszedł i powiedział: „Weźmiesz?”. Nie zrobił we mnie niczego na siłę, ale gdy tylko usłyszał moją zgodę, od razu zaczął działać z niezwykłą mocą. Nagle w moim życiu okazało się, że On potrafi we wszystkim działać — dosłownie we wszystkim! Obudził we mnie rzeczy, o których nigdy bym nie pomyślał, że będę je robić.

*

[…] miałem w sobie przekonanie, że już nic mnie nie ruszy i nie załamie wewnętrznie. […] No i wtedy nastąpił krach.

*

Idąc na to spotkanie, zdecydowałem, że „jadę na ścianę”, czyli robię totalne kamikadze i wszystko, co we mnie siedzi, bez żadnych ucieczek i pominięć mu opowiadam. Zrobiłem tak zwanego „danona”, czyli według tego, co mówiła stara reklama jogurtów Danone, „oddaję tobie, co kryję w sobie”. To powiedzenie wymyśliliśmy kiedyś z braćmi, stwierdzając, że jeśli ktoś bez ogródek opowiada o sobie, to właśnie robi „danona”.

*

[…] zrozumiałem, że Bóg jest kimś innym, niż mi się wydaje. Do tej pory sądziłem, że muszę się zmienić, nawrócić, naprawić, wydobyć z grzechów i pokonać wszystkie słabości, by On mnie pokochał. Nagle zobaczyłem, że On mnie kocha tak samo wtedy, gdy to wszystko w sobie mam. Co więcej, On chce to ze mną nosić.

*

Jezu, ale jak to Ty? Przecież to było straszne!”, On na to: „Tak, było straszne […], ale Ja posłużyłem się nimi, ponieważ to Ja mam Cię prowadzić. Ja ci mówię, co będziesz robił, kiedy będziesz robił i jak to będziesz robił. Będzie ci się rozwalało? Pewnie, że będzie, bo Ja na to pozwolę. Wierzysz Mi, że wszystko, co powiem, jest dobre? Wypełnisz każde słowo, które ci powiem?”. Wtedy Mu powiedziałem: „Dobra, to teraz Ci wierzę”.

*

Nie jest tak, że gdy o coś prosimy Pana Boga, obiecujemy Mu, że w zamian się nawrócimy albo coś Mu dodatkowego ofiarujemy? […] Mamy taką odwagę, by stawać przed Bogiem i mówić Mu: „Panie Boże, potrzebuję trzy miliony funtów na jutro. Nic Ci nie dam w zamian, bo nie mam. Będę głupi, jak byłem, dalej pewnie będę grzeszył, nic się nie zmieni. Daj mi, proszę”? Oczywiście nie chodzi tu o te wielkie pieniądze, ale o postawę serca, które nie boi się prosić Pana Boga, nie próbując zasłużyć na Jego miłość.

*

Nawet gdy na moment pojawi się zjazd i po ludzku nie mogę na siebie patrzeć, Bóg mnie dotyka i mówi: „Przecież wiesz, że to nieprawda. Możesz się chwilę posmucić, ale pamiętaj, jaka jest prawda”.

*

Bogu nie chodzi o to, byśmy stali się zupełnie bierni. Nie. On chce naszej aktywności, ale na początku inicjatywa jest zawsze po Jego stronie, dana absolutnie za darmo. Czas w to w końcu uwierzyć!

*

To był pierwszy sygnał, że istnieje jakaś inna rzeczywistość niż ta, którą znam.

Adam Szustak OP, Jestem nikim. Lekcje Jozuego,
Wydawnictwo RTCK*, Nowy Sącz 2020.
(wyróżnienie własne)

_____________
* akronim: rób to, co kochasz.

[…] nasze życie, to, kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy w tej chwili, jakkolwiek beznadziejnym miejscem by nie było, jest jednocześnie święte.

*

Każdy z nas zna w sobie takie przestrzenie, na które nawet trudno mu patrzeć, bo budzą odrazę, a Bóg właśnie w nie przychodzi.
     
[…] Wszędzie tam, gdzie myślimy: „To jest we mnie ohydne”, On staje się obecny.

*

Zbawienie, czyli zwycięstwo w tych naszych Jerychach i zapieczętowanych księgach, jest możliwe w tym, co właśnie teraz robimy!

*

Nie, nie chodzi o to, co będzie po śmierci, ale o to, że Ziemia Obiecana dostępna jest tu i teraz.

*

Powinieneś wiedzieć, że nigdy nie wyprowadzam cię w pole lub dociskam do muru bez powodu.

*

[…] Jerycho. Są nim te wszystkie miejsca, które zostały w nas zranione, przez które uchodzi z nas życie, to są te przestrzenie, w których zostaliśmy skrzywdzeni, poturbowani, zdradzeni, zostawieni czy niezaakceptowani. Każdy z nas doskonale wie, co to u niego jest. Każdy zna w sobie zniszczone nadzieje, niegojące się rany, wspomnienia, z którymi trudno sobie poradzić, wstrzymane na skutek braku sił działania lub więzy, z których nie sposób się wyswobodzić.

*

Myślę, że wszyscy znamy z życia takie momenty, gdy jak ten ślepiec krzyczymy o pomoc, bo nic nie widzimy, niczego nie rozumiemy, sami nie możemy już sobie poradzić. Wydarzają nam się różne trudne rzeczy, a my zupełnie nie mamy pojęcia, dlaczego to się dzieje — co jest tego przyczyną. Różni ludzie próbują nam wyjaśnić, że niby taka jest wola Boża i ma to sens, ale i tak dalej nie rozumiemy. Może też jest tak, że od lat prosimy Boga, byśmy w końcu potrafili sobie z czymś poradzić, ale dalej się nic nie zmienia. Jesteśmy w pewien sposób ślepi, bo nie rozumiemy rzeczywistości, która nas otacza, a także tego, co dzieje się w nas samych. To niezrozumienie to również jest Jerycho w nas.

*

Zapieczętowaną księgą jesteśmy my sami. W niej zapisane jest wszystko to, z czym nie potrafimy sobie poradzić, w niej jest zamknięte na siedem pieczęci to, co trzeba w nas naprawić, wyzwolić, uzdrowić, a może i rozwalić, by w końcu móc zamieszkać w krainie mlekiem i miodem płynącej.

*

[…] nasze wewnętrze rzeczy tak nas przerażają, iż momentami nie jesteśmy w stanie nawet na nie patrzeć? Ja bardzo często boję się Jerycha w sobie samym i nierzadko zachowuję się jak święty Jan, który na widok szczelnie zapieczętowanej księgi wpada w rozpacz, a potem zaczyna płakać. Myślę: „Kurcze, to wszytko jest niemożliwe do otwarcia, nic z tym się już nie da zrobić, nie ma nikogo, kto by to potrafił pokonać”. Na szczęście do płaczącego Jana przychodzi jeden ze Starców, poklepuje go delikatnie po ramieniu i zupełnie spokojnym, wyluzowanym głosem mówi: „Nie płacz. Zobacz, nikt wokół ciebie nie płacze”. I rzeczywiście okazuje się, że starcy, zwierzęta i różne duchy niebiańskie czekają spokojnie na to, co nastąpi.

*

Siódemka to znak, że wszystko jest możliwe, że wszystkie pieczęcie świata mogą zostać przez Niego otwarte. Jeśli więc stoimy przed naszym Jerychem, płacząc nad zamkniętym szczelnie miastem w sobie, to ten sam anioł staje przy nas i mówi: „Spokojnie, nie płacz, jest Ktoś, kto podejdzie, weźmie wszystkie pieczęcie i je otworzy” […].

*

Sam od wielu już lat żyję w Ziemi Obiecanej, a cały czas odkrywam, że tam są kolejne miasta, które muszę zdobywać. Czasem strasznie nie chce mi się tego robić, bo one wyglądają jak olbrzymy, jak wielkie armie, które trzeba sukcesywnie pokonywać. Jedną pokonam, pojawia się kolejna i tak w kółko. Mimo to czuję, że cały czas naprawdę żyję w krainie mlekiem i miodem płynącej, że niczego mi nie brakuje, wszystko mam.

(tamże)

czwartek, czerwca 18, 2020

3840. Pół kromeczki


Kaan.

[…] myśl inaczej, czyli nie wierz temu, że Mnie nie dostrzegasz. Jestem. Jeśli bowiem w to uwierzysz, dam ci biały kamyk, a na nim znajdziesz wypisane twoje imię. Imię, które znasz tylko ty i tylko Ja, bo ono skrywa twoją najgłębszą istotę, miejsce tobie przeznaczone i najbardziej ci odpowiednie.

Adam Szustak OP, Jestem nikim. Lekcje Jozuego,
Wydawnictwo RTCK, Nowy Sącz 2020.

niedziela, czerwca 14, 2020

3838. Krótko, ale mocno

U mnie sto pięćdziesiąt książek później ten sam Autor. Świeżutki, choć jeszcze nie przeczytałam książki, która jeszcze tydzień temu była Jego najnowszą — ba, nawet jej nie upolowałam, bo nie wiem, czy dam radę przeczytać, czy ustoję jej ciężar.

Tę, w dniu jej premiery, na kundlu miałam. Dzieliła czas z drugą chudziutką, trzecią mądrą i czwartą ciut grubą. Reglamentowana… skończyła się zbyt szybko. Najważniejsze w tej książce dzieje się między słowami, w gestach i chwilach przemilczanych; w tym, o czym nie miało się śmiałości pomyśleć, porozmawiać; w tym, o co się nie pyta. Uwielbiam krótkie formy Autora i już! Na niedosyt składa się tylko brak Jego zdjęć — nie ma ani jednego.

Czas uwolnić czas. Rób to powoli, organizm potrafi płatać figle, na gwa­łto­wne zmiany może zareagować wstrząsem. Zamień okrąg na oś czasu, nie na odcinek — to brzmi jak dziwne zadanie z geometrii.
     
[…] Bezpieczną [odległość], czyli taką, która otwiera na myślenie o włas­nym życiu. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Czy dobrze żyjesz? Czyim życiem żyjesz? Już nie chodzi o to, czy byliby z ciebie dumni, skończyło się. O jutrze myśl od dzisiaj.

*

Wyrośli w rodzinach rozjechanych przez historię. Podstawowe poczucie bezpieczeństwa zostało im odebrane już na samym początku. W majestacie prawa.

*

Od kiedy pamiętał, powtarzała, że ciężko jest lekko żyć.

*

     — Ile wy macie lat, do jasnej cholery?! Nie można się z wami na godzinę umówić?! Stoję tu od piętnastu minut i umieram ze strachu, że coś wam się stało! Jak śmiecie narażać mnie na takie nerwy?!
     
[…]
     — Tato, mógłbyś nam następnym razem oszczędzić wrzasków z balkonu? Byliśmy umówieni na czternastą, przyszliśmy piętnaście minut wcześniej, a ty się drzesz, że jesteśmy spóźnieni
?

*

     — Czy to jedzenie jest dobre dla twojego zdrowia? — pytał młodszy kuzyn.
     — Dla zdrowia nie, ale jakie to jest wspaniałe dla mojego podniebienia!
     — Ciocia mówiła, że jak będziesz jadł poza domem, to umrzesz.
     — A ty myślisz, że inaczej będę żył wiecznie? Wszyscy jesteśmy tu tylko przejazdem. I żeby mi żaden w domu nie pisnął ani słowa! Zaraz pójdziemy na zdrowy obiad i proszę nie wybrzydzać, tylko wszystko u cioci pięknie zjeść. A w przyszłym tygodniu znowu tu przyjdziemy
.

*

Przyjemne były chwile dumy połączonej z nadzieją, że w życiu jest coś więcej niż poczucie, że na jego barkach stoją wszyscy przodkowie ze swoimi historiami. Przez moment mignęła mu zupełnie nowa perspektywa: a może da się poczuć siłę i czerpać ją z nich wszystkich? Może to oni go niosą?

*

     — Wszystko u ciebie w porządku?
     — A znasz kogoś, u kogo wszystko jest w porządku?
     — Pewnie, że nie, ale tak się mówi. Ty tak nie mówisz?
     — Nie, staram się opuszczać zdania, które nie posuwają rozmowy naprzód
.

*

Nie odpowiadam na niezadane pytania. Chcesz wiedzieć, pytaj.

*

Nie lubił tego stanu, w który wprowadzał się w mgnieniu oka. Jeszcze sekundę temu czuł błogość, teraz nie potrafił zatrzymać myśli galopujących w kierunku tragedii.

*

Uciekał z lekcji, nie czytał książek, spędzał sen z rodzicielskich powiek.
     — Najwyżej zostanie lekarzem jak twój ojciec — często powtarzała z uśmiechem żona
.

*

Był w takim wieku, że historie z własnego życia rzadko powracały same. Potrzebował katalizatora, zdania, zapachu, często wystarczało światło.

*

[…] dostał SMS od mamy. „Synku żyjesz”. Od jakiegoś czasu miała telefon, ale nie nauczyła się jeszcze używać znaków przestankowych. Wzruszył go bardzo ten SMS, kwintesencja troski i rozbrajającej potrzeby kontaktu. Był za młody, żeby umieć zachować wzruszenie na dłużej, odpisał jej szybko i wesołkowato: „Wiem, Mamo”. Na samo wspomnienie robi mu się głupio. Nie wie, jak zareagowała, ma nadzieję, że się uśmiechnęła, ale obawia się raczej, że zrobił jej przykrość.

*

Uczył się cieszyć chwilami obciążonymi ryzykiem utraty.

*

Gdy w rodzinie ktoś umiera, trzeba się przetasować, a tak naprawdę trzeba być przygotowanym na zmiany. Stratę trzeba czymś wypełnić. Najpierw żałobą, później próbą powrotu do życia.
     Właśnie się dowiedział, że czas jest bezlitosny i nigdy nie wiadomo, komu ile go zostało
.

*

Ski hasał po swoim odzyskanym życiu. Wiedział, że nie dla wszystkich dni są jednakowo policzone. W Najwyższego nie wierzył, a Ten odwdzięczał mu się brakiem zainteresowania.

*

Każdy ma prawo podejmować decyzje dotyczące swojego życia, ale nie jest powiedziane, że innym musi być z tym łatwo.

Mikołaj Grynberg, Poufne,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

     —Dzień dobry, podobno chciał się pan ze mną widzieć.
     — Wolałbym porozmawiać w cztery oczy.
     — Nalegałbym jednak na rozmowę we wszystkie zgromadzone tu oczy — powiedział ojciec.
     — Pański syn zachował się wczoraj nagannie i jeśli to się powtórzy, będę zmuszony zgłosić to dyrekcji.
     — Widzę, że jest pan wzburzony. Proszę powiedzieć, co się wydarzyło.
     — Pański syn ostentacyjnie odmawiał odpowiedzi na moje pytanie.
     — A jakie było pytanie?
     — Klasa przerabia aktualnie Bogurodzicę. Poprosiłem o przetłumaczenie słów
„Kyrie eleison”, on uparcie odmawiał.
     — Ostentacyjnie odmówiłeś odpowiedzi na zadane przez nauczyciela pytanie? — zapytał ojciec.
     — Powiedziałem, że nie wiem, co to znaczy.
     — Jak można udawać, że się tego nie wie? — podniósł głos nauczyciel.
     — Ja też nie wiem, co to znaczy — powiedział spokojnie ojciec.
     — To już jest przesada!
     — A wie pan co? Ja też jestem nauczycielem, uczę studentów. Mam taką zasadę, że najpierw ich uczę, a potem sprawdzam, czy mi się powiodło.
     — Nie życzę sobie! W każdym kościele można usłyszeć te słowa kilka razy dziennie.
     — Tak się składa, że wysłaliśmy syna na nauki do szkoły, nie do kościoła.
     — Wystarczy bywać w kościele raz w tygodniu, żeby wiedzieć, co te słowa oznaczają.
     — A my właśnie nie bywamy — powiedział ojciec, patrząc nauczycielowi prosto w oczy
.

(tamże)

piątek, czerwca 12, 2020

3837. 163–164/366

zaciągam się bezkresem gdy biorę
oddech za każdym razem
na nowo i jeszcze raz.*

163–164/366

___________
* trzy zdania, ale dwie kropki wstawisz tam, gdzie wydaje się, że powinny (dziś) być.

środa, czerwca 10, 2020

3836. U Orzeszka i Białego Kruka (LXVIII)

Biały Kruk:
(napisał dziś i zdjątko przysłał)
Ale zaskoczka!

Jabłoń:
To przecież nie pora na niego.

Biały Kruk:
No właśnie!

3835. U Orzeszka i Białego Kruka (LXVII)

Biały Kruk:
(prawie dwa tygodnie temu zdjątko przysłał)

Jabłoń:
Ale dała czadu!!!
To był strzał w dziesiątkę.

Biały Kruk:
Ano!

*

Biały Kruk:
(napisał wczoraj i zdjątko przysłał)
Teraz w pełnej krasie!

wtorek, czerwca 09, 2020

3834. Wodorościk (XV)

Pierwszy cytat dowiózł Jabłoni Sadownik. Drugi, kilka dni później, Gepardzica. Trzeci wygrzebałam sama.

Wie pan, wszystko jedno czy ma się
przed sobą sto lat, rok czy tydzień,
zawsze ma się przed sobą wszystko
.

Jerzy Pilch
(1952–2020)

*

[…] „Parkinson to kurwa nie choroba”. Kto wie, ten wie — zwodzi cię, okradnie, da ci nadzieję, obieca małżeństwo i nic nie spełni.
// Jerzy Pilch

*

Cieszy mnie słowo „jeszcze”. To znaczy jeszcze łażę, jeszcze czytam książki, jeszcze próbuję pisać, jeszcze oglądam piłkę nożną. Słowo „jeszcze” daje nadzieję.
// Jerzy Pilch w rozmowie z A. Krzyżaniak-Gumowską, Newsweek, 2/2014.

(wyróżnienie własne)

* * *

Sadownik:
(po przeczytaniu drugiego cytatu)
A sm to co?

Jabłoń:
(nie ma słów, ma sm)

3833. Wodorościk (XIV)

*

Kratkę wypatrzyła Kaan i zaraziła zachwytem. Nie mogłam odejść bez piksela. Wspólnymi siłami: ja cyk, Kaan moją nierównowagę w ryzach utrzymała i… „mamy to”.

*


fot. Gepardzica, fragment.

piątek, czerwca 05, 2020

3831. Moment

[…]  szczęście to jedna jedyna rzecz w życiu, której inni nie są w stanie nam zapewnić.

André Aciman, Osiem białych nocy, przeł. Agnieszka Walulik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.

*

Czy jesteś w stanie uznać fakt, że w bardzo realnym sensie to może być naprawdę twój najlepszy czas, najlepsza chwila twojego życia? Gdyby tak było, co by to oznaczało dla ciebie?

Jon Kabat-Zinn, Gdziekolwiek jesteś, bądź,
przeł. Henryk Smagacz, Czarna Owca, Warszawa 2014.

wtorek, czerwca 02, 2020

3829. 154/366

pewnie sięgnął po nakładkę na okulary. facet z trudną historią, która dzieje się teraz. no i masz, zakochałam się*.

154/366

_________
* intensywnie jak nastolatka. ostatni raz miałam tak sześć lat temu, ale wtedy dotyczyło to kobiety.