poniedziałek, listopada 30, 2015

1560. Argumentacja

— Dzwonił.
— Słyszałam.
— Nie pytasz: i co tam?
— Nie pytam.
— A zawsze pytałaś.
— Pytałam. Nie pytam.
— Coś się stało?
— Nic.
— To znaczy?
— Wczoraj zobaczyłam pustkę w jego oczach.

*

— Co to za argument?
— Dobry jak każdy inny, a dla mnie nawet lepszy.

niedziela, listopada 29, 2015

1559. Dźwięki zbierane listopadem

Co Cię w życiu spotkało?

Chyba dziwnie usłyszałam te słowa. Ale przyszło mi do głowy przewrotne pytanie: a jeśli to my przydarzamy się innym ludziom, szczęściu, miłościom niespełnionym i tym na całe życie?

*

Wściekłość i Złość przy jednym stoliku w barze mlecznym. Pierwsza do drugiej:
     — Nie uwierzysz, kurwa, co mi się wczoraj przytrafiło.
     — Noooo?
     — Jabłoń.
     — O, kurwa!

(1549+1+8). Bawią się (czule) słowami

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

[wersja: program lojalnościowy]
Jabłoń dobry uczynek kulinarny dla Sadownika szykuje.
     — Kochanie, co się dzieje?
     — Zbieram punkty.
     — Pani się powstrzyma!

*

Jabłoń herbatkę z cytrynką sama z siebie Sadownikowi robi.
     — Kochanie, co ci się stało?
     — Zbieram kupony na seks.
     — Pani się powstrzyma!

*

Jabłoń przytula się do Sadownika, który robi sobie właśnie kanapeczkę w kuchni. Heniutka kręci się pod ludzkimi nogami, bo kuchnia bez całej Trójki przecież nie da rady wydać kanapeczki.
     — Co ty wyprawiasz?
     — Zdrowieję!
     — Pani się powstrzyma! Kartkę od Pani Doktor przyniesie, to porozmawiamy.
     — Kochanie, wtedy to my nie będziemy rozmawiać.
     — Nie obiecuj! — uśmiecha się przewrotnie.
     — Obiecuję.

*

Państwo się nie powstrzymują, proszę państwa.
Państwo żartują, śmieją się, żyją, kochają.
Czasu szkoda na co innego.

(1556+1). Wróciłam do swojej wewnetrznej Szwecji

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Już. Wróciłam sama do siebie.

Jest taka teoria, że człowiek w swoim życiu w mikroskali przechodzi wszystkie etapy rozwoju ludzkości. A może tej teorii nie ma. Nie wiem. W każdym razie mi się czasem to zgadza. Moja prywatna teoria liścia, którą byłam łaskawa kiedyś wygłosić Sadownikowi, jest niczym innym jak powtórzeniem twierdzenia Arystotelesa, że cięższe przedmioty spadają szybciej. Spuśćmy na ten etap rozwoju mojej pewności, że wiem, jak działa świat, zasłonę milczenia. Dziś niepewność cenię sobie dużo, dużo bardziej.

Gdy przedwczoraj połykałam literki na temat budownictwa w Młodej Polsce, do której, jako ideału, nie jeden współczesny polski „pat r y j ota” ma sentyment, to trafiał mnie co chwilę szlag, że my tu niby w XXI wieku, a przerabiamy początek XX-stego, że do mentalności budowniczych Szwecji to za mojego życia raczej nie dolecimy.

A cała afera z tą książką zaczęła się tak. W czwartek wieczorem hamaczyłam się z DF. Jak zwykle zaczęłam od Tochmana — łatwo nie było. A potem to już po kolei. O Szwedach książkowo wydanych wspomniał Orliński. Ha, ha — pomyślałam — jesteśmy z Białym Krukiem na czasie, ja już przeczytałam, Kruk jeszcze miał przyjemność czytania. I właśnie u Orlińskiego natknęłam się na tytuł 13 pięter.

Upoluj odpaliłam. Książka jest. No ale nie mam w zwyczaju teraz płacić za książkę trzydziestu pięciu zyli. Sprawdziłam, w księgarni, do której mam kupony zniżkowe, zapłaciłabym dwadzieścia pięć. Nie majątek i gdybym nie miała co czytać, pewnie bym się skusiła, ale mam co czytać, więc do obserwowanych dodałam. Piątek rano. Pyk. Siedemnaście pięćdziesiąt. A, to poproszę.

Od lutego, z pewnymi wyjątkami, unikam papierowych książek. Pisałam już wielokrotnie, nie widzę powodu, by kupować beznadziejnie wydawane książki na beznadziejnym papierze. Jest i powód mieszkaniowy. Policzyłam. Od lutego przeczytałam coś koło dwóch metrów książek — sumując grzbiety — a my już w Przytulisku, co frankami się żywi co miesiąc, miejsca na kolejne półki nie mamy albo mieć nie chcemy.

[Tadeusz] Musi być ciepło. Reszta nieważna. Jak w domu robi się zimno, to on przestaje być domem. Staje się pomieszczeniem.

*

[Borys] Żeby był dom, to ja muszę mieć taką pewność, wiesz, taką bezpieczną pewność, że jeśli tylko zechcę, to będę mógł zasnąć w każdym pomieszczeniu.

*

[Agnieszka] Cukiernica. To jest taki niepotrzebny przedmiot, prawda? A mi było wstyd, że jej nie mam. Jak ktoś do mnie przychodził i chciał sobie osłodzić herbatę, to stawiałam ten okropny wór z cukrem. Ale te ciągłe przeprowadzki… cukiernica to jest takie coś, co się może stłuc, zniszczyć, trzeba by ją zawijać w jakiś papier, troszczyć się o nią. No i dopiero jak osiadłam, to sobie kupiłam cukiernicę.

*

[Zuza] Dziecko, koty, książki. W dowolnej kolejności.

*

[Iza] Nauczyłam się, że przestrzeń jest tak naprawdę nieważna. Że ja nie muszę być do niej przywiązana. Wystarczy, że mi będzie w niej dobrze. Wtedy będzie dom.

*

Marta Tittenbrun definiuje dom:
     — Ta równowaga, że nikt mnie nie wyrzuci. Przyjemność codziennych powrotów. I jeszcze to, że chce mi się używać podkładek pod kubki.

Filip Springer, 13 pięter,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

sobota, listopada 28, 2015

1556. Quva, sori, to nie Szwecja!

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pamiętam dyskusje polityków poprzedniego sejmu i wszystko-wiedzących-po-fakcie ekonomistów w sprawie kredytów frankowych, gdy cehaef szybował.

Oczywiście, że osobiście napadłam na bank, a ten z nożem na gardle, choć wcale nie chciał, został przeze mnie zmuszony, by udzielić mi kredytu. Nie chciał, naprawdę nie chciał! Tylko bankowcy, ich Związek oraz światli ekonomiści w to wierzą i powtarzają z uporem godnym lepszej sprawy, licząc na to, że kłamstwo powtórzone dostateczną liczbę razy stanie się prawdą.

[…] w Szwecji sprawy mieszkaniowe łączą się w pewien sposób z moralnością. Kupił tanio, sprzedał drogo — u nas to „obrotny”, tutaj „spekulant”. Mieszkanie nie jest towarem, jak torebka czy zegarek.

Katarzyna Molęda, Szwedzi. Ciepło na północy,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

Po Szwedach książka ta to prawdziwa trauma.

Dzisiaj na statystycznego Polaka, co większością wybrał nowy sejm, patrzeć nie mogłam. Polak to nie przynależność narodowa, żadna duma, to stan umysłu — beznadziejny zresztą! Powtarzalny aż do bólu.

A i historia jakby trochę też się powtarza. Nie mam zielonego pojęcia, ile i jak długo będziemy za ten stan umysłu płacić, nie tylko w zakresie mieszkalnictwa. Wszyscy, bez wyjątku, niestety, bulimy.

Społecznik we mnie na bardzo długi spacer się udał. Nie ma go od rana. Zapowiedział, żeby na niego nie czekać i iść spać. On też na Polaka patrzeć dziś nie chciał. Chwilowo stracił wiarę.

W marcu 1933 roku prezydent Ignacy Mościcki podpisał Ustawę o ulgach dla nowo wznoszonych budowli. […] Ustawa zwalnia inwestorów z wszelkich podatków od nieruchomości na okres piętnastu lat od momentu rozpoczęcia częściowego choćby użytkowania nowych budynków. Ponadto dochody uzyskiwane przez ten czas z tytułu wynajmu lokali mieszkalnych i handlowych są zwolnione z podatku dochodowego. […] Założenia ustawy wydają się ujmujące. Oto do władz dociera w końcu, że państwo nie da rady wybudować potrzebnych mieszkań. Trzeba do tego zaprząc prywatny kapitał. Należy mu stworzyć takie warunki podatkowe, by chciał podjąć ryzyko. […] przedsiębiorcy ochoczo przyjmują rękę, którą rząd do nich wyciąga, i wybierają najbardziej dochodową opcję. Postanawiają budować drogo. Zachęca ich do tego jeszcze jedna przewidziana w ustawie ulga: koszt budowy będą mogli odpisać sobie od podatku dochodowego. Budowanie tanich domów oznacza mniejsze ulgi.

*

[…] jak sobie policzysz, to wychodzi, że ci się nie opłaca wynajmować. Lepiej kupić i płacić na swoje. Ja bym wolała, żeby to był wybór. Żeby alternatywą dla kredytu nie było mieszkanie w wynajętym pokoju, gdy się jest po trzydziestce.

*

Ekspert radzi. Ryszard Petru, główny ekonomista BPH, lipiec 2008: „Złoty będzie się wzmacniał. Kredyty we frankach jeszcze długo pozostaną bezpieczne i opłacalne”.

*

     — Kto przy kupnie mieszkania ponosi największe ryzyko?
     — Klient, bo to on jest w tym układzie najsłabszy. Nie ma naszej wiedzy, nie ma naszych pieniędzy, nie ma naszego czasu. To wszystko go z miejsca stawia na gorszej pozycji. My nie ponosimy żadnego ryzyka. I nie mówię tego, żeby się chwalić, to wynika z umowy, którą daliśmy klientowi do podpisania. Bank? Owszem ryzykuje, ale minimalnie.

*

     — Na TBS-y wydano cztery miliardy, ale w formie kredytów. Te pieniądze już wracają do Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki wydane na Rodzinę na Swoim i Mieszkanie dla Młodych to nie są pożyczki, tylko dotacje. Ich beneficjentami w jednej trzeciej są deweloperzy, a w dwóch trzecich banki. Ludzie, którzy zaciągają kredyty, to tylko taki filtr, przez który się tę forsę przepuszcza. Ale to oni zostają z długami.

Filip Springer, 13 pięter,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

1555. Poza oczywistość

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czekała w kolejce do czytania. Ustąpiła wielu książkom, ale w końcu była pierwsza. Książka na ząb, na chwilę, na kilka westchnień i wiele uśmiechów, zaskoczeń oraz zadziwień. Odtrutka na polityczno-społeczną nieznośną pewność zakutych katolicko-narodowych łbów.

Któregoś dnia, jeszcze na początku naszej znajomości, [pewien błyskotliwy student z Chin] powiedział: „Różnica między tobą a mną polega na tym, że dla mnie świat jest kołem, a dla ciebie — linią”.

*

Chińczycy nie znają słowa „indywidualizm”. Najbliższe mu znaczeniowo słowo w języku chińskim to „samolubstwo”. Z kolei chiński jên — życzliwość — oznacza dwoje ludzi.

*

[…] uderzająca jest różnica w sposobie proponowania dodatkowej porcji herbaty do picia. Po chińsku należy zapytać „Pić jeszcze?” (Drink more?), podczas gdy po angielsku „Jeszcze herbaty?” (More tea?). Dla Chińczyków oczywiste jest, że mowa o piciu herbaty, więc wspominanie herbaty byłoby zbyteczne. Z kolei użytkownicy języka angielskiego uważają za oczywiste, że herbata jest do picia, a nie do robienia z nią czegokolwiek innego, więc nawiązywanie w pytaniu do picia wydawałoby się im raczej dziwaczne.

*

Grecy nigdy nie wynaleźli pojęcia zera, które jest niezbędne zarówno w algebrze, jak i w arabskim systemie numerycznym. Zero było przedmiotem rozważań Greków i zostało przez nich odrzucone, ponieważ stanowiło sprzeczność. Zero oznacza nieistnienie, a przecież nie ma czegoś takiego jak nieistnienie! Zatem pojmowanie zera, podobnie jak pojmowanie nieskończoności i liczb nieskończenie małych, musiało zostać importowane ze Wschodu.

*

Amerykanie są skłonni wierzyć, że umiejętności albo się ma, albo się ich nie ma, i nie widzą sensu w próbach przerabiania szarego na złote. Natomiast mieszkańcy Azji uważają, że matematyki może się nauczyć każdy, kto nie szczędzi wysiłku, jeżeli tylko stworzy się mu ku temu odpowiednie warunki.

*

Wielu zachodnich myślicieli ubolewało nad charakterystycznym dla Zachodu binarnym („albo jedno, albo drugie”) sposobem oceniania twierdzeń, podczas gdy łatwiej jest zrozumieć problem, stosując podejście wschodnie — („jedno i drugie”).

*

Na Wschodzie stosunkowo rzadko dochodziło do wojen religijnych, podczas gdy na Zachodzie są one powszechne od stuleci. Monoteizm wymaga, by wszyscy zgadzali się na to samo wyobrażenie Boga. Można utrzymywać, zapewne nie bez racji, że w tym względzie Grecy nic nie zawinili (wierzyli przecież w wielu bogów i nie przejmowali się tym, że ktoś faworyzuje tego czy innego boga). Skłonność do wojen religijnych związana jest z religiami abrahamowymi. Z drugiej strony padają argumenty, że tylko chrześcijaństwo widziało teologiczną konieczność opisania istotnych aspektów Boga, a takie upieranie się przy klasyfikowaniu i abstrakcyjnym podejściu ma swoje korzenie w Grecji.

*

[…] na Wschodzie od dawna istnieje tradycja kojarzenia wiedzy raczej z ciszą niż z mową. W szóstym wieku przed naszą erą Lao-tzu powiedział: „Ten, kto wie, nic nie mówi; ten, kto mówi, nic nie wie”.

*

W pewnym sensie wszyscy jesteśmy „dwukulturowi” — pod względem społecznych zainteresowań i ograniczeń. Nasza świadomość związków z innymi i stopień, w jakim chcemy wchodzić w te związki, nie są zawsze takie same.

Richard Nisbett, Geografia myślenia, przeł. Ewa Wojtych,
Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2014.
(wyróżnienie własne)

czwartek, listopada 26, 2015

1554. Oszustwo doskonałe

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po pierwszej i drugiej, zapoznawszy się z tytułem trzeciej, w oka mgnieniu miałam ją na swej półce, będąc święcie przekonaną, że to dogrywka, kolejna „część”, kontynuacja w jakimś sensie. Odłożyłam na czas czytania fikcji. Wtedy nie wiedziałam, że to jest… powieść!

Wróciłam do tej książki w sobotę. Nie dowierzając własnym oczom, dojrzałam misterną konstrukcję w okolicach 20–25 % całości. Gdy skończyłam w poniedziałek, pomyślałam: majstersztyk, bardzo podstępny majstersztyk! Zdaje się, że nabrałam smaka na przynajmniej jeszcze jedną powieść tej Autorki. Kto by pomyślał? Chodzę już do kina, może i powieści zacznę połykać. Nie, nie, nie! Ale bronię się jakby mniej, gotowa pewne wyjątki robić.

Mam na imię Ewa, mam trzydzieści dziewięć lat i nie żyję od ośmiu […]. Ludzi, którzy zmarli tak dawno, nie zmusza się do przelotów nad Afryką i zakładania spółek energetycznych. Martwi nie muszą wygrywać cały czas, wykorzystywać wszystkich okazji.

*

Mieszkanie było inne, niż się spodziewała, ale po każdym powrocie okazywało się trochę inne, podobnie jak ludzie, których zostawia się na długo.

*

Kiedy zginęłam, Pyza miała dziewięć lat, Maciuś rok. Od tamtego czasu nigdy naprawdę nie byłam w domu. Pyza ma siedemnaście lat, Maciuś dziewięć. Może nic im nie będzie, jak myślisz?

*

[…] zapytał, czy kiedyś wróci, a ona powiedziała: Oczywiście. Zamierzała wrócić, jak tylko będzie wiedziała na pewno, kim jest ta dziewczyna w pokoju Pyzy. Przypomni sobie, co jest w szafkach w kuchni i dlaczego nie pamięta swojej miłości do dziewięciolatka w piżamie w renifery. Powinna również znać odpowiedź na pytanie, kiedy ostatnim razem była szczęśliwa. Obiecała mu, że wróci, kiedy się tego wszystkiego dowie.

*

Może tak jest zawsze. Przeżywamy to, co mamy do przeżycia, obojętnie, ile mamy na to czasu.

*

Ludzie nie potrafiący niczego zmienić, wracają do tego, czego nie zmienili.

*

Może w dzisiejszym świecie naprawdę trzeba zawsze biec naprzód, budowanie czegoś cegiełka po cegiełce jest błędem

*

Niby nikogo nie ma, ale potem prawie zawsze ktoś się znajdzie…

*

Nastawiłam minutnik, znowu miałam kłopot z przepływem czasu — nie mijał, jeśli tego nie pilnowałam.

Grażyna Jagielska, Ona wraca na dobre. Podróż terapeutyczna,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.

1553. Obrazki zbierane listopadem

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

…detale uruchamiają wyobraźnię…

*

gdy Dusza postanowi odejść, miłością jest pozwolić Jej to zrobić, powiedział. słuchała słowa po słowie. słyszała każdą pauzę między wyrazami. usłyszała sens tych słów.

*

…wysiadła z autobusu. mijała małą dziewczynkę. spojrzała Jej w oczy. i zobaczyła w nich…

…Starą Duszę.

*

…tańczył. patrzyła na niego. poruszał się przepięknie. nie, nie tańczył. inaczej, on nie tylko tańczył. przymknęła oczy. patrzyła. tańczył, mówił ruchem, modlił się, zaklinał rzeczywistość, uzdrawiał siebie i świat, kochał. wszystko to robił jednocześnie!

tańcz!

niedziela, listopada 22, 2015

(1549+2). Intymnie

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kobiecość? Na serio. Bez śmiechu. Czym dla mnie jest? Co robię, by ją chronić, ukryć w zorganizowanym po męsku świecie? Jak i po co jej zaprzeczam? W jaki sposób doświadczam jej teraz? W jaki sposób chcę ją świętować? Od dziś do końca swych dni? Upubliczniam pytania, pozostawiając sobie intymność odpowiedzi. Szukanie własnych, aktualnych odpowiedzi zmienia świat.

Wygląda na to, że ewidentnie wycięli mi przy okazji jakiś próg*.

Jestem dla siebie dobra drugi dzień. Jestem uważna na siebie. Jestem delikatna wobec siebie. Jak nigdy w życiu.

I świat się nie skończył. Świat się zaczął!
Prawda o mnie jest kobietą.

Cassandra Wilson, Closer to You.

______________
* niewtajemniczonych w utensylia psychologii procesu przeprasza się za bełkot psychologiczny.

(1549+1). Tabu (ujęcie praktyczne)

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wypis dostałam. Mogłam zadać wszystkie spisane w telefonie pytania. Na koniec usłyszałam zalecenie, niech się pani powstrzyma. Dwa razy pytałam, o co chodzi, bo nie mogłam zaskoczyć. W piątek wieczorem razem z Sadownikiem płakaliśmy ze śmiechu nad tą frazą. Jeszcze wczoraj cytowałam niczym świetną anegdotę. Bo jest przednia! Nie ma co. I znów się śmieję.

1549. Pacjentom dedykując

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tytułem wpis nawiązuje do innego wpisu, ale jak wiadomo kij ma dwa końce i dziś będzie o drugim, który odkryłam w piątek.

*

W zasadzie, jak to jest z lekarzami? Przemęczeni. Wypaleni. Bywają? Niektórzy może nawet już nie pamiętają, dlaczego chcieli zostać lekarzami. Może? Uderzmy w stół i może nożyce się odezwą?

Odezwą! W piątek, zażywając procedury medycznej w szpitalu, odkryłam niebywałą rzecz. A mianowicie, że my pacjenci mamy współudział w męczeniu i wypalaniu, bo? Bo robimy wszystko, by pod żadnym pozorem nie być pacjentem. Nie puszczamy kontroli i trudno się dziwić, w końcu zgadzamy się na naruszenie integralności naszego ciała. Nie puszczamy kontroli, bo przecież wiadomo, jak zorganizowana jest służba zdrowia w tym kraju — jeśli nie przypilnujemy to koniec. Wiemy lepiej, jak należy nas leczyć. Jesteśmy kontrolujący, roszczeniowi, z pretensjami i doświadczeniem, że jest źle i niedobrze. Jak przy setce takich nie ulec wypaleniu?

Po raz pierwszy w swoim życiu  b y ł a m  naprawdę pacjentką — zawierzyłam, zaufałam, oddałam się w lekarskie ręce. Nie, to nie było łatwe, ale zrobiłam to. Gdy obudziłam się po wszystkim, przez pół godziny płakałam z wdzięczności, że żyję, że się obudziłam, że są ludzie, którzy zadbali o mnie najlepiej, jak potrafili (w ramach zawodu, który wybrali z miłością), że umiem już być pacjentką.

Życzę wszystkim umiejętności stania się pacjentką, pacjentem, gdy to niezbędne. Tylko w ten sposób możemy spotkać na swej drodze wspaniałych lekarzy.

Został mi tylko malutki ślad po bardzo sprawnym komarze. W następnym życiu chcę być anestezjologiem…

czwartek, listopada 19, 2015

1548. Czytając w fundamentalistycznym już kraju

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdybym miała dziś dziewiętnaście lat, emigrowałabym do Szwecji — zakomunikowałam nie jednej ważnej dla mnie Osobie, zachwycając się tą książką.

Biały Kruk nie skomentował.

Kaan skomentowała przesłodko: Nie, no weź, na sernik do Szwecji? Dziękuję!

Gepardzica rzeczowo poinformowała, że porozmawiam sobie na ten temat ze Smoku i On mi wytłumaczy, dlaczego właśnie ja nie mogłabym tam mieszkać.

Sadownik wytrzymał to, że całe długie fragmenty czytałam Mu na głos.

A ja? Skończyłam wczoraj tę książkę i wciąż twierdzę, że gdybym miała dziś dziewiętnaście lat, emigrowałabym do Szwecji. Nie wyjadę (jeszcze), pomimo że żyję od wczoraj w kraju, którym rządzą kryminaliści, psychotycy, a kobiecość w przestrzeni rządowej może być reprezentowana tylko i wyłącznie przez marionetki.

Życie nie ma być torem przeszkód, próbą nerwów i szybkości reakcji, testem inteligencji i odporności na stres i ogólnie nie ma być walką, mordęgą i utrapieniem.

*

Fredrik jest dyrektorem przedszkola w Sztokholmie. Uznał, że jako idealne ucieleśnienie normy — biały mężczyzna w średnim wieku, mąż i ojciec czworga dzieci — ma obowiązek tę normę złamać. Kiedy pierwszy raz pojawił się w przedszkolu z kolorowym manikiurem, maluchy były zachwycone. Dorośli nie zawsze, pod zdjęciem jego nowego image’u na Instagramie pojawiły się komentarze w stylu: „Mężczyzna ma być mężczyzną” albo „A co na to żona?”. „Żona lakieruje”, odpowiedział. Władze gminy (czyli pracodawca, bo to gminy odpowiadają za przedszkola) kibicują mu, a na pytanie, kiedy przestanie malować paznokcie, Fredrik odpowiada: „Kiedy ludzie przestaną zwracać na nie uwagę”. […] Twierdzi, że mężczyźni częściej powinni malować paznokcie, na rzecz równości. To ważne szczególnie na północy Szwecji, gdzie jego zdaniem obowiązuje ideał „twardego mężczyzny”, nie tylko w społeczności Samów zresztą. „Mogłoby się to przyczynić do zmiękczenia tej normy, a w efekcie może nawet zmniejszyłoby przemoc mężczyzn wobec kobiet. Obawy? Nie, nie mam obaw, jestem wystarczająco mężczyzną, by podważać męską normę. […]”.

*

Nie jesteśmy Szwedami przeciw komuś, zdają się tu mówić. W Polsce wydaje się czasem, że Polakami jesteśmy przeciw innym narodom. […] Pamiętam polskie święto narodowe, na które nasza placówka w Sztokholmie zaprosiła szwedzkich gości. Przedstawiciel ambasady w swoim przemówieniu powiedział: „Bóg, honor, ojczyzna — słowa bliskie każdemu Polakowi i każdemu Szwedowi”. Że nie każdy Polak czuje bliskość z Bogiem, a honor i ojczyzna to nie jego gwiazdy przewodnie, to jasne. Gorzej, że dla wielu Szwedów ta wypowiedź musiała zabrzmieć jak wyznanie fundamentalisty. Honor kojarzy się tu najczęściej z okrutnymi obyczajami rodowymi lub plemiennymi, jak tak zwane mordy honorowe na kobietach, które „splamiły honor rodziny”; a Bóg jest sprawą absolutnie prywatną. Jeśli dołożymy do tego ojczyznę, to z perspektywy szwedzkiej robi się radykalnie i brunatnie.

Katarzyna Molęda, Szwedzi. Ciepło na północy,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

(1545+2). Opuszczając pewien sen

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Procedura medyczna. O nazwie, która nie koi nerwów, wręcz przeciwnie, przywołuje skojarzenia z utensyliami kuchennymi wielokrotnego mordercy. Ale za to jest legalna i nienarażająca lekarskiego sumienia. Sadownik powtarza — to tylko zabieg. Gepardzica na to — kochana, to tylko kosmetyka! Kaan — jest. Bliźniacza Liczba — pamięta.

*

Czego boi się Jabłoń? Wielu, bardzo wielu, rzeczy.

Procedury samej w sobie.
     Sadownik: to tylko zabieg.
     Gepardzica: kosmetyka!
     Pani Doktor: niebywale spokojna.

Tego, że ją uśpią.
     Sadownik: no i dobrze! Nie ma nic gorszego niż słyszeć odgłosy — uwierz mi.
     Gepardzica: uwielbiam usypianie!

Tego, że jak ją uśpią, okulary ktoś jej przez nieuwagę zniszczy.
     Sadownik: dlatego dostaniesz stare, żeby się tym nie martwić.

*

Do dzisiaj rano okrutnie się nad sobą użalałam. Nurzałam się w rozpaczy. Tak śmiertelna powaga w traktowaniu siebie zabijała mnie dość skutecznie. Dotarło to do mnie dziś rano na przystanku.

Hola, hola Jabłonko! Miejsce podmiotu*? Krok w tył. Miejsce podmiotu! I zmartwychwstałam. I nie mogę się nadziwić, że wszyscy wymienieni powyżej dali radę przy mnie trwać przez ostatnich kilka dni. Dziękuję.

______________
* niewtajemniczonych w utensylia psychologii procesu przeprasza się za bełkot psychologiczny.

wtorek, listopada 17, 2015

(1545+1). Czytało się jeszcze wczoraj

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Życie mnie dzisiaj zemdliło strachem i niepewnością. Odliczam godziny. Chciałabym mieć już wszystko za sobą. Sensorykę na bok odkładam, bo zwariuję. Sza! Więc. Czytam.

*

Rozliczyć się z czytania należy. Więc. Może tydzień albo dwa temu Kaan polubiła na efce artykuł. A jak Kaan lubi, to zwykle jest to coś grzechu warte. Zajrzałam i… szybciutko nabyłam. Skończyłam wczoraj przed wieczorkiem.

Wspaniały pomysł na książkę. Między wierszami i literkami niebywałe ciepło. Przy wielu datach myślałam, na przykład, a tu Sadownik miał wtedy trzy tygodnie i trzy dni, a tu Biały Kruk i Orzeszek już się znali, a tu miałam niespełna siedem lat. W ten właśnie sposób książka ta staje się jeszcze bardziej intymna.

     — To dlaczego właściwie nie chciała pani wcześniej mieć psa?
     — Nie mówię, że nie chciałam, tylko że się tego bałam.
     — Czego się pani bała? Obowiązków? Odpowiedzialności?
     — Tego, że za szybko przyjdzie dzień, kiedy pies umrze. I jeszcze, a może przede wszystkim, ze ten pies może się stać kimś najważniejszym na świecie. Kimś jedynym, kogo kocha się bezwarunkowo i kto mnie potrzebuje. I że to będzie nie do zniesienia.

*

Mało jest oddanych przyjaciół na świecie. Długie życie poucza, że bardzo mało. Ale chyba najwierniejszych liczymy wśród tych istot, które żyjąc o tyle krócej od nas, całe to przelotne istnienie spędzają niejako w promieniu naszego bytu. Wszystko, co istnieje, skądś przyszło, dokądś dąży, jest w drodze. W tej podróży, z której człowiek niewiele rozumie, towarzyszą mu wiernie zwierzęta. One też nic nie rozumieją, ale potrafią czuć i kochać.

*

Mijane obrazy układają się w trajektorię, po której stopniowo opuszczam tamten miniony, nie mój czas. Sprawy pisarza i on sam wracają do siebie, do bezpiecznej przeszłości, dzienników i listów odłożonych na stoliku przy łóżku.

*

[…] nieważne, czy coś wydarzyło się wcześniej, czy trochę później. Znacznie ważniejsze jest to, czy wydarzenie z przeszłości może być ważne dla nas dzisiaj. I to, czy dzięki tamtym historiom, wyszperanym z niedoskonałej pamięci, dowiadujemy się czegoś o nas samych.

*

Oboje patrzyli na siebie tak, jakby dziwiło ich, że minęło pięćdziesiąt lat od tamtego koncertu, od tamtego gnania przez mokre ulice, od tamtej młodości. Tu i teraz byli parą starych ludzi, poprawiających nie najlepszą francuszczyznę w oficjalnych dokumentach polskiego rządu. […]
     — Dziękuję ci, Haniu — powiedział i pocałował ją w rękę. Było to tak niespodziewane, że oboje przez chwilę nic nie mówili.
     — Daj spokój, to tylko kilka stron oficjalnej paplaniny. Nie ma za co dziękować. Wprawdzie wolałabym przekładać Prousta, ale zawsze francuski to francuski.
     — Ale ja nie o tym — dodał szeptem.

*

[…] czy ty mnie nie słyszysz czy nie słuchasz?

Anna Król, Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie,
Oficyna Wydawnicza Wilk & Król, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

*

[…] malownicza zimowa fotografia autorstwa Rolkego, na której pisarz przechadza się z psami po parku, ubrany w zimowy płaszcz i futrzaną czapkę, które nadal wiszą w jego szafie na Stawisku.

(tamże)

Tadeusz Rolke, 1963.

niedziela, listopada 15, 2015

1544. Głową w mur?

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

ważne i właściwe jest to,
     co przeżywam,
     czego doświadczam.

zapisałam wczoraj w zeszyciku. słowa te do teraz we mnie rezonują z prawieczną, zaskakującą mnie dość nietrywialnie, tęsknotą uznania siebie. niech mnie! jak dużo pracy wciąż ode mnie wymagają. dotykają zaufania. niezbędnego. macają mackami pojedynczych liter i sylab, [zaufanie] jest czy nie ma?

*

Sting, Fragile.

piątek, listopada 13, 2015

(1541+2). Perła w koronie banału

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Trudne są. Czasem ciężkie, pełne niedopowiedzeń czy zranień. Pożądane te, co dodają nam skrzydeł lub sprawiają, że czujemy się chciani i wspierani. Wymarzone, wyśnione, wymodlone te, w których kochamy i jesteśmy kochani. Relacje. Banał!

*

Relacje są wszystkim,
     co ma sens,
     co porusza ziemię,
     co niemożliwe czyni możliwym
.

Dotarło do mnie dziś, że relacje sprawiają, że życie staje się Życiem.
I stała się jasność. I wdzięczność.

czwartek, listopada 12, 2015

1542. Bardzo ważna książka

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Droga do tej książki wiodła mnie przez poleconego mi kilka lat temu Teda (poniżej).

Wciąż pozostaje dla mnie ogromną tajemnicą, skąd w człowieku tak niebywała moc do podcinania własnych skrzydeł? Dlaczego z łatwością pozwalamy sobie mieć niedostateczne pojęcie o matematyce, mierne o geografii czy fizyce, a twórczy aspekt naszego życia — jeśli w ogóle się na niego odważymy choć na moment — musi być od razu na ocenę celującą, uzupełniony o tysiące lajków i setki szerów? Co sprawia, że niektórzy z nas mimo wszystko robią swoje?

Ta książka zmusiła mnie do konfrontacji z pomysłem, że bycie twórczym mnie rajcuje i rozwija. Przypomniała mi się Krystyna Janda, która powiedziała, że twórczość porządkuje życie. W tej książce nie ma nic o sprzątaniu, ale podczas czytania każdego fragmentu, człowiek czuje się odświeżony. I nie będę pisać tu, o ilu bliskich mi osobach pomyślałam podczas tej książkowej konsumpcji.

why not?

Pamiętaj, że jesteś tylko nowicjuszem — nawet jeśli uprawiasz tę sztukę od pięćdziesięciu lat. Wszyscy tu jesteśmy tylko nowicjuszami i wszyscy powinniśmy nowicjuszami umrzeć. Dlatego odpuść sobie. Zapomnij o ostatnim projekcie i z otwartym sercem wyrusz szukać następnego.

*

Dlaczego twórczość miałaby cię nie kochać? Przecież przyszła do ciebie, prawda? Przysunęła się bliżej. Wtopiła się w ciebie, prosząc o uwagę i oddanie. Napełniła cię pragnieniem robienia interesujących rzeczy.

*

Zrobione jest lepsze niż dobre.

*

„Nie przechodź zbyt pośpiesznie przez doświadczenia i okoliczności, które mają największą zdolność, by cię przemienić”.
     Nie pozwól, by opuściła cię odwaga w chwili, kiedy sytuacja przestaje być łatwa lub przyjemna.
     Ponieważ to ta chwila?
     Ponieważ to chwila, w której zaczyna być
interesująco.

*

Ciekawość jest prawdą i sposobem twórczego życia. Ciekawość jest alfą i omegą, początkiem i końcem. Ponadto ciekawość jest dostępna dla każdego.

*

Wierzę, że naszą planetę zamieszkują nie tylko zwierzęta, rośliny, bakterie i wirusy, ale również idee. Są one bezcielesnymi, energetycznymi formami życia. Istnieją niezależnie od nas, ale mogą wchodzić z nami w interakcje — choć w dziwny sposób. Idee nie mają wprawdzie ciała, ale mają świadomość i niewątpliwie wolę. Kieruje nimi jeden odruch — chcą zostać zaprezentowane. Może do tego dojść wyłącznie w wyniku współpracy z człowiekiem. Tylko dzięki ludzkim staraniom idea może zostać przeprowadzona ze sfery nieuchwytności w świat rzeczywisty.
     Właśnie dlatego nieustannie krążą wokół nas w poszukiwaniu ludzkiego partnera mającego czas i wolę współpracy. (Mam na myśli
wszelkie idee — artystyczne, naukowe, przemysłowe, handlowe, etyczne, religijne i polityczne). Kiedy idea uzna, że znalazła osobę zdolną przedstawić ją światu, składa jej wizytę.

Elizabeth Gilbert, Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie,
(przeł. Bożena Jóźwiak), Rebis, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)

1541. Lekarzom dedykując

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

(wczoraj wieczorem)
Biały Kruk:
(w ponad pięćdziesięcioletnim związku)
Temperatura!

Orzeszek:
(w związku z Białym Krukiem)
Nie!

Biały Kruk:
Mierzymy, mierzymy!
W końcu muszę wiedzieć,
z kim idę do łóżka.

*

Dziś rano nie było już śmiesznie. Biały Kruk pojechał zarejestrować Orzeszka do lekarza. Brak numerków. Wizyta domowa, proszę bardzo, najwcześniej na jutro. Poradzono wezwać pogotowie. Do ósmej musi przyjechać, taki przepis.

Przyjechało. Leczyć zaczęło wykładem — a dlaczego to Orzeszek nie pofatyguje się do lekarza sam? Że ma diagnozę, że druga linia leczenia, że my wszyscy nie jesteśmy lekarzami, że tak, wiemy, że trochę panikujemy, bo boimy się powikłań, że nie wiemy, co robić — nie dał rady usłyszeć konował. 39,5° C. Paracetamol co pięć godzin. Pogroził, że za nieuzasadnione wezwanie zapłacimy.

(szeptem, w odległości kilku ścian od medycznego boga)
Jabłoń:
To się pan doktor w kaznodzieję wcielił.

Sadownik:
Nie pan doktor, tylko pan lekarz!

*

Niewarszawa. Biały Kruk. Pani Doktor Rodzinna w mieście między jednym pacjentem a drugim zapytana, co robić. Skierowanie. SOR. Orzeszek. Biały Kruk. 40,2° C. Kroplówka. Czekają na wyniki krwi… A my z Sadownikiem czekamy na Nich.

Tak, wiem, że w każdym zawodzie są kretyni. Tak, wiem, że pod koniec dyżuru można być zmęczonym, ale to, co zobaczyłam i usłyszałam, sprawia, że zastanawiam się, czy jest jakiś zasrany obowiązek w tym kraju, który zmusza nieludzi do bycia lekarzami?

Zapłacimy za wszystko, kurwa, tylko bądź pan człowiekiem i zobacz człowieka. Kształciłeś się chuju dęty, między innymi, za nasze pieniądze! Etos, panie lekarzu, nie patos i chorobliwe przywiązanie do własnej ważności i wielkości.

1540. Wspaniały rewers żalu

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Do wczoraj nie pozwalałam sobie na żal, bo żal nigdzie nie prowadzi, niczego nie załatwia, wikła cię na nowo w relację, której często już nie ma, przywraca jej moc, choćby nie wiem jak przeszłą, czyni natychmiast teraźniejszością. Po co mi to? — myślałam dość pragmatycznie.

*

     — Co czujesz?
     — … i…, i…, i jeszcze to.
     — Rozumiem wszystko, co do mnie mówisz, ale co ty czujesz? — nie ustawał Akuszer.
     Zajęło mi chwilę, by zatrzymać się w sobie, poczuć i powiedzieć:
     — Żal.
     — No.
     — Czuję do niego ogromny żal, bo był dla mnie ważnym człowiekiem.
     — Ale wiesz, że ludzie nie stają się ważni, dlatego że tak postanawiamy, tylko dlatego, że coś nam dali.
     Zaskoczyłam! Wczoraj.

*

Obudziłam się dziś w nocy. Skończyłam książkę. Lecz nim wzięłam się do czytania, odkryłam całkiem spory kram osób, do których, w różnych momentach swego życia, czułam żal.

Zatrzymałam się przy każdej z nich, odkrywając to, co ważnego otrzymałam, i czując wdzięczność za to, że dali to właśnie mi.

Jestem niebywale obdarowaną szczęściarą — pomyślałam, zatapiając się na koniec w lekturze.

poniedziałek, listopada 09, 2015

1539. Tylko o miłości (IV)

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
(ciut przestraszony)
Co się stało?

Jabłoń:
(łzy ciurkiem po twarzy lecą)
Nic. Książkę kończę.

I niech to będzie za najlepszą recenzję. Choć należy dodać, że książka ta, bez przeczytanego wcześniej drozda, będzie raczej nie do strawienia. Trzeba najpierw poznać się z Atticusem, Skaut i Calpurnią.

[…] przyjaciele, Jean Louise, potrzebują cię najbardziej wtedy, gdy są w błędzie. Nie jesteś im potrzebna, kiedy racja znajduje się po ich stronie…

*

Uprzedzenie — to brudne słowo — oraz wiara — słowo jakże czyste — mają ze sobą coś wspólnego: zaczynają się tam, gdzie kończy się rozum.
     — Dziwne, prawda?
     — Istotnie, jedno z dziwactw tego świata.

*

Pamiętaj i o tym: łatwo spoglądać wstecz i dostrzec, jacy byliśmy wczoraj albo dziesięć lat temu. Trudno natomiast zobaczyć, jacy jesteśmy. Będzie ci łatwiej, gdy opanujesz tę sztukę.

*

     — Ano tak. Jesteś bigotką, moja panno. Niezbyt wielką — ot, zwyczajną, powiedzmy w rozmiarze rzepy.
     […] Co robi bigot, gdy spotyka człowieka, który podważa jego zdanie w różnych sprawach? Nie ustępuje. Pozostaje sztywny.

*

     — A ty przez cały czas…
     — Tak, skarbie.
     — I Atticus wiedział?
     — Pewnie.

Harper Lee, Idź, postaw wartownika,
(przeł. Maciej Szymański)
Wydawnictwo Filia, Poznań 2015.

piątek, listopada 06, 2015

1537. Pogaduchy terapeutów

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Świat jest tajemnicą... i stoi otworem. Tolini

*

     — Wiesz, mam takiego wieloletniego, ba, wielonastoletniego „lęka”, że dojdę do ściany swoich możliwości… i koniec… żadnego kroku już nie będę mogła wykonać.
     — Taka ściana jest naprawdę super. Dobrze jest mieć, o co się oprzeć!

czwartek, listopada 05, 2015

1536. Hymn klubu tęskniących

lubię tęsknić.

myślę wtedy o Tych,
     którzy są źródłem mej tęsknoty.
co w Nich cenię, uwielbiam, podziwiam?
kogo w Nich widzę i wyczuwam?
kim się przy Nich staję?
kogo we mnie budzą?
z jakimi marzeniami mnie kontaktują?

tęsknię.
     i łomolę z uporem maniaka…

Sting + Mary J. Blige, Whenever I Say Your Name.

whenever I say your name…

1535. Koniec, czyli początek

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kalibracja uczuć ze słowem nastąpiła dopiero dziś rano, bo wczoraj był ważny, pełen emocji dzień.

Pożegnałam się z lekarzami i pielęgniarkami — bliskimi mi na swój sposób, bo wspaniałego człowieka w środku mieli. Indeks. Pieczątka. I świadomość, że dzięki spotkanych ludziom jestem kimś innym, kimś więcej. Kimś, kim nie stałabym się, gdyby nie to miejsce, nie ci ludzie, nie ten czas. Wypełnił, dopełnił się mój czas tam.

Opuszczając oddział, przechodząc przez poradnię, już jako cywil, spotkałam Pacjentkę… z kwietnia. Zamykając ostatnie drzwi, obejrzałam się. Korytarz. Szczególny. Pełen życia i nadziei.

Niech będzie dobrze! — wyszeptałam.

wtorek, listopada 03, 2015

(1123+411). Kochani faceci w delegacji

Sadownik & Jabłoń:
(od września zarażeni przez Zazoo
zbieraniem magnesów na lodówkę
)

Pan Ciasteczko:
(w horoskopie na niedzielę napisane miał jak wół:
koszul dużo będziesz prasował
)

Sadownik:
To mam kupić magnesik?

Jabłoń:
Nie, bo będziesz tam beze mnie.

Sadownik:
Ale z Onemu!

*

Wspominam tę niedzielną wymianę zdań.
Mądrzejsza o zazdrość. W połowie tęsknienia. W pełni podziwu dla obu. A Oni? Są tam do czwartku. Za niedługo pewnie idą na kolację. Pan Ciasteczko i Onemu. Onemu i Sadownik.

poniedziałek, listopada 02, 2015

1533. Zaufałam: uf, uf!

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Podobnie jak w przypadku pszczół i drozda, wybór tej książki wiąże się z Ludźmi. Przede wszystkim z Gepardzicą, która uwielbia Szczygła, a ja na jej blogu nie przy jednym szczygłowym zdaniu się zadumałam, wzruszyłam lub wpadłam w zachwyt. Tak, wszystko przez Gepardzicę i Szczygła!

Faza czytania fikcji związana ze zbyt intensywną rzeczywistością, sprawiła, że pomyślałam tak. Lubię czeskie kino. Uwielbiam Gepardzicę. Cenię sobie miejsce, jakim jest Wrzenie Świata, więc? Gepardzica ceni Szczygła. Szczygieł mądrym, lubiącym reportaż, człowiekiem jest. Może jestem w stanie zaufać szczygłowatemu czechofilowi? Jestem.

I proszę. Płakałam ze śmiechu. Podziwiałam pewną ponadczasowość tej opowieści. Jak znalazł w nowej Polsce. Serię Stehlík uważam za nadgryzioną okiem, sercem i uczuciem.

Wiecie, im większą ktoś ma wiarę, tym wścieklej gardzi tymi, co nie wierzą tak samo jak on. A przecie największą wiarą byłoby wierzyć w ludzi.

*

     — Mogę pana zapewnić, że to naprawdę Absolut. Bóg. Ale powiem panu na ucho: jest zbyt wielki.
     — Tak pan sądzi?
     — A tak. Jest nieskończony. I w tym cała bieda. Każdy sobie z niego odmierzy parę metrów i zdaje mu się, że to już cały Bóg. Przywłaszczy sobie taką małą łupinkę czy skrawek i zdaje mu się, że ma całego Boga.
     — Aha — powiedział kapitan. — I wścieka się na tych, co mają inny kawałek.
     — Właśnie tak. I żeby samego siebie przekonać, że ma całą prawdę, musi pozabijać innych. Właśnie dlatego, że mu tak strasznie na tym zależy, żeby miał sam całego Boga i całą prawdę. Nie może tego ścierpieć, żeby kto inny miał innego Boga i inną prawdę. Gdyby do tego dopuścił, to musiałby przyznać, że ma tylko parę nędznych metrów, galonów, czy worków bożej prawdy.

*

Rewolucję możesz sobie robić, gdzie chcesz, tylko nie w urzędach. Nawet gdyby miał być koniec świata, trzeba najpierw zniszczyć wszechświat, a dopiero potem urzędy.

*

Jakie tu czyste powietrze — myśli Marek siedzący na werandzie. — Tutaj, chwała Bogu, Absolut jest jeszcze utajony, jest zaklęty we wszystkim, jest ukryty w tych górach i lasach, w tej wspaniałej trawie i w błękitnym niebie. Tutaj nie lata po świecie, nie straszy i nie robi cudów, ale tkwi we wszystkim materialnym, Bóg, głęboko i cicho wszechobecny; nawet nie promieniuje, tylko milczy i spogląda ukradkiem”.

Karel Čapek, Fabryka Absolutu,
(przeł. Paweł Hulka-Laskowski),
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, listopada 01, 2015

1532. Tylko o miłości (III)

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy Biały Kruk podarował mi Sekretne życie pszczół, odłożyłam tę książkę na półkę, będąc pewną, że to jakaś historia o hodowaniu pszczół — nowy fioł Białego Kruka i być może przedskoczek pasieki — w końcu odważną formę wewnętrznego szaleństwa w pewnym stopniu odziedziczyłam po Nim.

Po dwóch tygodniach Biały Kruk powiedział:
     — Ta książka jest tak dobra jak Zabić drozda.

Rzuciłam wszystko, by przeczytać „pszczoły”.

*

Zabić drozda… pamiętam, gdzie stała ta książka w bibliotece moich rodziców, gdy byłam dzieckiem. Grzbiet — żółte litery na czarnym tle. Moja absolutna niechęć do tej książki brała się w owym czasie stąd, że byłam święcie przekonana, że bohaterami są… Indianie.

Nie pamiętam, co się stało, że jako nastolatka przeczytałam książkę Harper Lee. Pamiętam tylko, że ją pokochałam.

*

4 listopada wychodzi nowa książka Harper. Już kupiłam, już czekam. Odświeżyłam sobie drozda. Wciąż kocham tę książkę, a ona wciąż jest o miłości, mądrej miłości.

[…] naprawdę nie potrzebujesz rodziców przez cały czas, Dill. Gdyby wciąż byli przy tobie, nic byś nie mógł zrobić.

*

Aż do chwili, gdy się przestraszyłam, że stracę tę umiejętność, nie kochałam czytania. Bo czy można kochać oddychanie?

*

     — Za młoda jesteś, żeby to zrozumieć. Czasem Biblia w ręku człowieka jest bardziej niebezpieczna niż butelka whiskey w ręku… w ręku twojego ojca.
     Byłam wstrząśnięta.
     — Atticus nie pije whiskey — powiedziałam. — Nigdy w życiu nie wypił ani kropli… No nie, raz wypił. Mówił mi, że spróbował i mu nie smakowała.
     Panna Maudie roześmiała się.
     — Nie mówiłam o twoim ojcu — odezwała się po chwili. — Chodziło mi o to, że choćby Atticus Finch się upił, nie byłby tak groźnym mężczyzną jak niektórzy już tacy są… tak bardzo martwią się tym, co ich czeka w zaświatach, że nie mają czasu nauczyć się żyć na tym świecie. Wystarczy spojrzeć na ulicę, żeby zobaczyć skutki.

*

Prześladowania są dziełem ludzi uprzedzonych.

*

Przy nim życie było zwyczajne, bez niego — nieznośne. Rozpaczałam przez całe dwa dni.

*

     — Masz — powiedział, podając Dillowi papierową torbę, z której sterczały słomki. — Pociągnij solidny łyk, to cię uspokoi.
     Dill pociągnął, uśmiechnął się i pociągnął jeszcze mocniej.
     — He, he. — Pan Raymond najwyraźniej rozkoszował się demoralizowaniem dziecka.
     — Dill, lepiej uważaj — rzuciłam ostrzegawczo.
     Dill oderwał się wreszcie od słomek i wyszczerzył się do mnie.
     — Skaucie, to tylko coca-cola.
     Pan Raymond usiadł, opierając się plecami o pień. Widziałam, że wcześniej leżał na trawie.
     — Ale nie zdradzicie mnie, młodziaki? Zrujnowalibyście moją reputację.
     — Czy to znaczy, że zawsze pije pan z tego worka coca-colę? Zwyczajną coca-colę?
     — Tak jest, panienko — odparł pan Raymond, kiwając głową. Podobał mi się jego zapach, zapach skóry, koni i nasion bawełny. Był jedynym znanym mi człowiekiem noszącym angielskie buty do jazdy konnej. — W zasadzie nic innego nie piję.
     — Więc tylko udaje pan, że jest pół…? Bardzo pana przepraszam — zmitygowałam się zaraz. — Nie chciałam być…
     Pan Raymond zaśmiał się, wcale nie obrażony, a ja spróbowałam sformułować bardziej dyskretne pytanie:
     — Dlaczego pan to robi?
     — Dlaczego… A chodzi ci o to, dlaczego udaję? To bardzo proste. — odparł. — Niektórym ludziom nie podoba się to, jak żyję. Mógłbym powiedzieć: do diabła z nimi, nic mnie nie obchodzi ich zdanie. I w zasadzie mówię: nic mnie nie obchodzi ich zdanie, ale wolę nie mówić: do diabła z nimi. Rozumiecie?
     — Nie, proszę pana — odrzekliśmy zgodnie.
     — Chodzi o to, że próbuję podsunąć im powód. Łatwiej jest ludziom, kiedy mają jakiś powód, coś, czego mogą się chwycić. Kiedy przyjeżdżam do miasta, czyli dość rzadko, chwieję się lekko i popijam coś z papierowej torby, ludzie mogą powiedzieć: „Dolphus Raymond jest w szponach whiskey, to dlatego nie zmieni swojego stylu życia. Nie panuje nad sobą, dlatego żyje tak, jak żyje”.
     — To nieuczciwe, panie Raymond, tak udawać kogoś gorszego, niż pan jest w rzeczywistości…
     — Może i nieuczciwe, ale świetnie służy wszystkim ludziom dookoła. I powiem ci w sekrecie, moja panno Finch, że choć nie jestem pijakiem, nasi współobywatele nigdy nie pojmą, że tak żyję, bo taka jest moja wola.

     […] pan Raymond mnie fascynował. Nigdy nie spotkałam człowieka, który celowo psuł obraz samego siebie w oczach innych. Ale dlaczego powierza nam swój największy sekret? Zapytałam go o to.
     — Bo jesteście dziećmi i potraficie mnie zrozumieć — odparł.

Harper Lee, Zabić drozda, (przeł. Maciej Szymański),
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)

(1528+3). Życie

(1528+2). Chwila

(1528+1). Zatrzymane

Nie łapię reportażu jako formy działalności fotograficznej. Brzydzę się. Widzę tylko głupio skadrowane zdjęcia. Kręcę nosem. Męczę się oglądaniem, patrzeniem. Komentuję bez serca zupełnie. Wykazuję się absolutną ignorancją tego gatunku.

Wstałam rano z postanowieniem, że tak, że dziś, że pierwszy mini dyptyczek à la reportaż Jabłoń zrobi. A co! Ale po swojemu.

Ten z licencją T:
Jaki bałagan!

Jabłoń:
Czyta! Napisane: po swojemu.

1528. Powód

Dziś.
Znalazłam powód, by wyjąć tę książkę.
Znalazłam powód, by zrobić to zdjęcie.

wszystko
jest cięższe
od siebie
dlatego spada

*

czekam
że może
coś się stanie

coś czeka
że może
ja

*

jaszczurka zwinka
tak szybka
że
już jej nie ma
tam gdzie jest

*

INSTRUKCJA

zanim w klepsydrze
zużyje się piasek
posiejmy jego ziarno
do ziarnka
zbierzmy jałowy plon
kilka chwil przemijania

a kiedyś potem
postawmy ją do góry dnem
na zasiew nowy

spróbujmy
przeminąć z powrotem
w nieodwracalny czas

Jerzy Ficowski, Zawczas z poniewczasem,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004.

1527. Sześć tygodni i dwa dni życia razy osiem

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O Tropce było. Ogarzątka podrośnięte bardzo chciałam zobaczyć. Udało się wczoraj. Żadne akwarium nie sprawiło mi w życiu takiej radości, jak gapienie się na kudłate senne marzenia.