Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Plama / Wydawnictwo Linia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Plama / Wydawnictwo Linia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, kwietnia 28, 2024

5436. Z oazy (CCL)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, raz. Czekałam na tę książkę ponad pół roku. Po­li­ty­ka wydawnictwa kazała mi czekać. To akceptowalna przeze mnie forma dys­kry­mi­na­cji. By sobie z nią poradzić, wystarczy cierpliwość. Wersja elektroniczna jest do­stęp­na po jakimś czasie od ukazania się książki „w papierzu”.

Warto było czekać. Poczekałabym i rok. Nie śpieszyłam się z czytaniem. Nie czy­ta­łam wcale, delektowałam się. Kocham książki napisane przez mądre kobiety.

Składam się z ciała i z lodu. Ciało nie topi lodu, lód mrozi ciało. Ale tylko trochę. […]  W głowie też jest lód. A w nim umysł – zatopiony jak komar w bursztynie.
     Jest jeszcze trzecia warstwa mnie. Nie wiem, z czego się składa, choć pewnie z ciała, jak wszystko w człowieku. Tam w środku. To przerażone zwierzę – żadna mała dziewczynka w białej sukience, którą kiedyś od­kry­łam podczas jednej z kolejnych terapii. Towarzyszyła mi jakiś czas, sta­ra­łam się nią opiekować. Była motylem rozkładającym skrzydła, młodym ptakiem uczącym się latać. Mówiłam do niej czule. Rozbiła się o skały. Nie, nie martwcie się, nic się nie stało. Nie było jej nigdy. Tam zawsze było prze­ra­żo­ne zwierzę. A ja nie umiem do niego podejść. Nie to, żeby atakowało, gryzło; nic z tych rzeczy. Po prostu jest we mnie, pod warstwą lodu. A ja nie wiem, jak je oswoić. Ale wiem tyle – cokolwiek bym zrobiła, ono zawsze bę­dzie się bało.

🖇

Bycie kobietą w nauce, do tego autystyczną, nie jest łatwe. Chciałabym być mężczyzną. Byłabym profesorem wzbudzającym szacunek kolegów (bo jed­nak coś tam nowego wymyśliłam w swojej dziedzinie) i rozczulenie kobiet. A jeśli dodać do tego profesorskie roztargnienie i bycie samotnym, czy ra­czej samodzielnym, ojcem… Nie wiem, skąd mam pewność, że byłoby zu­peł­nie ina­czej. Ale jestem kobietą. Takie mamy karty, jakie nam rozdano.

🖇

Nie mogłam się zdecydować – pójść? nie pójść? W ten dzień też sza­mo­cę się z myślami. Po co masz tam iść, mruczy zwierzę, chodź, zostaniemy, popracujesz sobie, jakaś inna część mnie mówi, że warto iść […].

🖇

Stoimy we czwórkę, ja między kolegami profesorami. Minister podbiega do nas, wyciąga kolejno rękę, „Dzień dobry, panie profesorze, dzień dobry, dzień dobry”, omija mnie i wymienia uścisk dłoni z ostatnim „dzień dobry, panie…”.
     – Ale – mówi skonsternowany jeden z kolegów, już uściśnięty przez wi­ce­mi­nistra. – Ale… tu jest pani profesor Jurewicz
     Wiceminister płoni się i chichoce jak pensjonarka:
     – O, przepraszam! Myślałem, że to sekretarka – wyciąga dłoń. Oczy­wi­ście uśmiecham się, dygam i ściskam jego rękę.

🖇

Siedzę na posiedzeniu komisji mającej oceniać polską naukę. Już czwartą godzinę toczy się zażarty spór o wyniki zastosowania algorytmu, którego co prawda nie rozumiem, ale który – jak wynika z dyskusji – zupełnie nie odzwierciedla rzeczywistego stanu rzeczy. Tak to jest, gdy próbujemy ję­zy­kiem ma­te­ma­ty­ki opisać tę dziwną społeczną aktywność homo sapiens, jaką jest nauka. W dyskusji biorą udział sami mężczyźni. I tylko jedna młoda pani profesor, która równocześnie ściga pewnego wirusa, jeszcze zanim stanie się sławny jako Covid.

🖇

Pod warstwą lodu – o którego obecności wciąż jeszcze nic nie wiem, za­kła­da­jąc sprawczą moc mego umysłu – nieznane mi zwierzę cały czas cierpi. Rozpacza, że nie ma mnie tam, gdzie chciałabym być. Że jestem tam, gdzie nie chcę. Że ktoś woli kogoś innego niż mnie.

🖇

Nie wiem zresztą, czy to aż przyjaciółka, ale lubię ją, nie robi mi krzyw­dy. Nie śmieje się ze mnie.

🖇

American Typewriter. Book Antiqua. Baskerville. Hoefler Text. To moje ulu­bio­ne. Przynajmniej z tych, które spróbowałam. Nigdy w życiu nie będę nic pisać w Trebuchet MS albo w Helvetica Neue. Nie mówiąc o Arialu. Ale mo­że zacznę przeglądać od początku. Adobe Caslon Pro i Cochin też mogą być. Courier podobny do American Typewriter, więc mi się podoba. Didot? Chy­ba nie. Futura? Nie. Geneva na pewno nie. Ach, wreszcie nadchodzi dobra, zapomniana Georgia. Dopada mnie niepokój. Jestem dopiero przy G, prze­de mną kilometry zanim dotrę do Z. Piszę z rozpędu w Georgii, ale to nie zna­czy, że ją wybieram.
     Mój umysł nieznośnie wikła się w tę czcionkę, którą właśnie piszę w cza­sie li­nio­wym. Jedynym, jaki mam pod ręką. Czcionki są jak ubrania, mówią o mnie, kim jestem. Ich krągłości albo załamania pod ostrym kątem kryją i odsłaniają mnie w różny sposób. […] Ale mój umysł nie zna kryteriów ko­niecznych do podjęcia wyboru. To skóra woli obłe czcionki, bo mniej ją uci­ska­ją i kłują. Umysł szuka metaczcionki.

🖇

Mam badać lęk. Kiedy powstaje? Na przykład, gdy mam wyjść z domu na spo­tkanie z kimś. Napisać mejl. Wypełnić PIT. Zadzwonić do bliskiej osoby. Kiedy coś niespodziewanego się zdarza. Kiedy się kłócili. Nie wspomnę o woj­nie czy pandemii, bo to wiadomo. Choć była jedna dobra strona pan­de­mii – lockdown. Cudowne spacery z psem po pustych parkach. Zdalne kontakty. Zdalne wykłady. Zdalne święta. „To okropne, że nie możemy się spotykać” – mówili do mnie. A ja grzecznie kiwałam głową, potakując. Nie chciałam wyjść na dziwaczkę.
     Wracam do lęku. Skupiam się. Coś mnie zaczyna przeżerać jak rdza sta­ry nóż. Brzuch boli, właściwie nie boli, tylko ta mała piąstka zwierzęcia ści­ska go coraz mocniej. Czuję siłę jego pięciopalczastych dłoni, żołądek kurczy się do wielkości orzecha włoskiego. Ono samo zamiera, może dlatego uścisk jest tak mocny.

🖇

Twarze. Widzę górę, czyli oczy i powyżej. I dół, czyli usta i podbródek. Wiem już, że podczas rozmowy powinnam patrzeć w oczy. Czyli wyżej. Wcześniej patrzyłam na usta, żeby zrozumieć, co ktoś do mnie mówi. Każdemu. Bo trudno mi było zrozumieć bez patrzenia. […]  Przeczytałam też, że należy patrzeć w oczy. Tak patrzy uczciwy człowiek. Rany boskie. To patrzę mozolnie w oczy. Okna migdałów o różnych kolorach.
     Czasem jednak zerkam na usta. Żeby lepiej zrozumieć, co ktoś mówi do mnie. To takie małe zerknięcie, z nadzieją, że to drugie nie dostrzeże. Nigdy nie składam połówek twarzy razem – górnej i dolnej. Kiedy złożę, wtedy się boję.

🖇

Zło. Czytałam, że celem szkolenia żołnierzy jest zdławienie ich emocjonalnej reakcji na ideę zabijania poprzez stłumienie przyśrodkowej kory przed­czo­ło­wej. Ale można to potem odwrócić, bo mózg ludzki jest plastyczny. Umie zbudować nowe połączenia neuronów. Nawet mózg do­ro­słe­go człowieka. To moja nadzieja.

🖇

[…]  śmierci były kamieniami milowymi, którymi
mierzyłam wtedy drogę czasu […].

🖇

     – A poza tym… – ciągnie koleżanka, a ja słucham zmartwiała. […]
     Jak zwykle, dziękuję serdecznie za przemoc, mówię, że nic się nie stało, że dobrze, że mi powiedziała.

🖇

„Przestań, co ty robisz?! – syknęła mama. – Ciocia ci przecież przysługę zro­bi­ła! Przeproś natychmiast!”. Połknęłam płacz. Dygnęłam z gulą w gar­dle. Przeprosiłam ciocię. Bardzo się wstydziłam. Kopnęłabym to głupie zwie­rzę, gdybym wiedziała wtedy o jego istnieniu. A tak to kopnęłam sa­mą siebie. Tam, w środku, po brzuchu, od wewnątrz.

🖇

Przecież i ona sama czuje tę więź, rodzaj wspólnoty w widzeniu świata – choć jej perspektywa jest często inna – ma także potrzebę i chęć jego opi­su, jego zmiany. I równocześnie – ta tęsknota nigdy nie zrealizowana, by tam się dostać, za tę szybę.

🖇

Nie lubię małych dzieci. Brzydzę się nimi – w przeciwieństwie do małych zwie­rzątek. […]  Ich nigdy nie kończący się krzyk, odbijający się echem w lo­dzie, boleśnie rozszczepia go, inaczej niż inne krzyki. Ich wszechwładza nad wszystkimi innymi ludźmi, którzy muszą dopasować swoje ciała i aktyw­no­ści do ich wijącego się jestestwa mierzącego niewiele więcej niż łokieć. Zwie­rzę odwraca się plecami. Futro wrasta mu w lód. Ma swoje potrzeby i nie zamierza z nich zrezygnować. To mój umysł chce z nich zrezygnować. Mó­wi, że jeśli ktoś jest taki mały i bezbronny, to jesteś wobec tego nieważna. Serce? Jakie serce? Ono bije po prostu. Ach, chodzi o metonimię? Której uczę moich studentów? Umiem ją nazwać: Serce Za Uczucie? Serce Za Mi­łość? Serce Za Tkliwość? Nie, we mnie nie ma żadnej metonimii. Serce bije, jest organem zanurzonym w lodzie utrzymującym mnie przy życiu. Robi swoją robotę.

🖇

Gdy o czymś słyszę, widzę świat w zamkniętych pudełkach katalogu. To, o czym słyszę, może być obcym słowem, nazwiskiem, nazwą instytucji, czymś, co powinnam zrobić. Zastygam w bezruchu. Cała. Jestem jedną bryłą lodu od skóry po zwierzę. Znikam z siebie. Potrzebuję pomocy! Kogoś, kto pomoże mi wybrać jedno z tych tysięcy pudełek! Wtedy spotykam się na ogół z niedowierzaniem, w najlepszym razie, z atakiem w najgorszym. „Jak to, ty, taka inteligentna, nie wiesz, o co chodzi? Robiłaś to już tyle razy!” Jak ktoś wskaże pudełko, dalej idzie szybciej, jeśli muszę sama szukać – dużo wolniej. Ale idzie.

🖇

Przecież to musi mieć sens. Tyle osób lubi
matematykę, Szymborską i pierogi.

🖇

Rano. Wirnik budzika warczy, coraz głośniej, „kurwa, znowu jestem w Saj­go­nie”, zasypiam na chwilę, łopaty budzika biją mnie po twarzy, wciąż tyl­ko Sajgon, zaczynam zbierać siebie w całość, wszystko wszak leży teraz osobno, pod osobną poduszką, tak trudno znaleźć nogę, rękę, oko, ucho, palce, wszystko ciężkie strasznie.
     Ale wstaję. Ze zgrzytem zardzewiałego podwozia, chrzęstem kości, na chy­bot­liwych skrzydłach z podartego płótna zaczynam lecieć. Po jakimś czasie włącza się autopilot. Na wysokości przelotowej nie jest źle. Bywa strasznie. Bywa pięknie. Ale w trzeciej części dnia trzeba podejść do lą­do­wa­nia. Każdy, kto leciał samolotem, wie, że ten proces jest długi. Nie jestem myśliwcem. W jasnej połowie roku jest łatwiej, słońce przenika ciało do póź­na. Jego złoto-rudawe światło, po którym staram się i nie staram wrócić na ziemię, nasyca mnie łagodnością. Spokojem. Uniesieniem, które na mo­ment znów mnie podrywa w powietrze. Tęsknotą. Pod tym wszystkim czai się lęk. To wtedy zaczynam pić.
     Nie wiem, jak opisać lądowanie. Może jutro mi się uda.

🖇

Śpiew ptaków unosi mnie wzwyż. Rozlatuję się na boki. Ramiona się rozpościerają, pokonuję siłę ciążenia, staję się mgławicą dźwięków, każdy ton to cieniutki płatek mnie wielkości kwiatu wiśni. Do palców stóp mam przywiązane maleńkie ciężarki, które łagodnie ciągną mnie w dół, głowę podnosi przejrzystość powietrza, wypełnia mnie przestrzeń między dźwiękami. Jestem szczęśliwa.

Joanna Jurewicz, Pod lodem, w serii Biała Plama,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2023.

Lęk zniknie w ciepłych ramionach Lasu. Będę mogła za­cząć oddychać pełną piersią. Zdjąć zbroję. Nie być jak zwie­rzy­na łowna – ciągle czujna. Zwierzę zaśnie ob­sy­pa­ne gwiezdnym pyłem. Lód wyprzejrzyścieje, bym mo­gła patrzeć przez jego tęczowe załamania. Skóra wła­ści­wa zmięknie pod pocałunkami słońca i deszczu. Zacznę po prostu istnieć. Będę sobą. Taką, jaką jestem. Potykającą się wciąż o te same linki namiotu, zo­sta­wia­ją­cą telefon na dworze na całą noc, a potem rano w pa­ni­ce go szukającą, z psami plączącymi się wokół nóg, stro­nią­cą od ludzi, ale równocześnie chętnie roz­ma­wia­ją­cą z paniami w sklepie odległym o bezpieczne osiem­na­ście kilometrów. „Jesteś dzieckiem wszech­świa­ta, tak jak drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj”.

(tamże)

poniedziałek, kwietnia 15, 2024

5426. 106/366

w zeszłym roku potrzebowała sześciu do­dat­ko­wych dni, by za­kwitnąć. w tym roku już po wszystkim, stało się w mgnieniu oka. obsypała się kwia­tusz­ka­mi pod koniec ze­szłe­go tygodnia, dziś są już tylko listki.

106/366

Rozkwitające wiśnie […]. Czuł, że właśnie nastał ten jeden mo­ment w ciągu roku, gdy drzemiące w nich uczucia wy­do­sta­ją się na zewnątrz w eksplozji szczęścia. Kwiaty były jak ucieleśnienie czystej, niezmąconej radości.

*

     – Kwiaty już całkiem opadły, co?
     – To prawda. – Sentarō spojrzał na drzewo.
     – Idealna pora na podziwianie liści.
     – Liści?
     – Właśnie. Teraz wyglądają najpiękniej.

Durian Sukegawa, Kwiat wiśni i czerwona fasola,
przeł. Dariusz Latoś, Wydawnictwo UJ, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

[suplement: 27.04.2024]
Z góry spadają delikatne maleńkie białe płatki dzikiej wiśni. Kładą mi się na powiekach. Czas staje. Ruszy za kilka dni. Gdy zwiędną. Ale nie teraz. Teraz jest teraz.

Joanna Jurewicz, Pod lodem, w serii Biała Plama,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[suplement: 10.06.2024]
Kwitnąca wiśnia rozkłada gałęzie
skrzydła
leci na wschód
może wraca do kraju

*

Pełnia Kwitnącego Księżyca
pełnia kwitnącej wiśni
pełnia chwili zastygłej w milczeniu

Anna Dutka-Mańkowska, Zegary,
Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2022.
(wyróżnienie własne)

środa, listopada 02, 2022

4806. Z oazy (LXXX)

Świąteczne odliczanie literek, raz. Wyjęłam tę książkę z tej, która była przed­skocz­kiem do tegorocznego świątecznego czasu, którego pierwszą połowę drugi rok omi­jam z premedytacją.

Tak, z powodu nieobecności Orzeszka drugi rok bardzo skrupulatnie wybieram lek­tu­ry na pierwszodwudniowe listopadowanie, które dla mnie jest preludium do naj­trud­niejszego, bo ciemnego, miesiąca w roku.

Dziś Autor zamyka trzeci rok nieobecności Syna, bez której nie byłoby na pewno tej książki. Nie byłoby być może również zdjęć Autora, których szukałam, jak tylko skończyłam czytać Jego literki. Nim skończyłam, uśmiechałam się do „wspólnie” czytanych z Autorem książek. Wracałam do wybranych kiedyś cytatów — wciąż są dla mnie piękne lub wartościowe. W ten sposób wróciłam na chwilę do Joyce Carol Oates, Helen Macdonald i Miriam Meckel. Ostatnia przypomniała mi, dlaczego tu pi­szę, i piszę, i piszę, choć nie wiem, dlaczego niektórzy tu wracają i wracają.

Na dalszą drogę w szczególny sposób zabieram parafrazę ostatniego (przytoczonego tu) fragmentu, która zamyśla, pozwala wziąć głębszy oddech, obniża potencjalny poziom wkurwu na ukochanych. Brzmi ona tak: bliski najbardziej potrzebuje kon­taktu w chwilach, gdy najtrudniej go lubić.

[…]  doświadczenie świata, do którego nikt dobrowolnie nie chce wejść. Sko­ro już się w nim znalazłem, chcę pokazać, jak jest po tej drugiej stronie. Bo ten świat jest niesłychanie rozległy. Wszechobecny kult młodości, afir­ma­cji życia i zabawy sprawia, że na tę ogromną przestrzeń zamykamy oczy i uszy.

*

Zawsze trzeba zakładać, że ktoś, kogo kochamy, może cierpieć. Nieważne, co mówi albo jak się zachowuje. Powinniśmy słuchać całymi sobą, bez osądzania i bez dawania rad.
  //  Sue Klebold

*

[…]   omijamy rafy smutku. Składamy kondolencje, wyrazy współczucia. Przez tydzień, może dłużej staramy się być delikatni, nie żartujemy, nie roz­ma­wia­my o bła­hostkach w towarzystwie osoby doświadczającej żałoby. Ale nasz świat szybko wraca do normy. Ten okres szczególnego wy­czu­le­nia mo­że być dłuższy w zależności od tego, jak ocenimy wagę straty. Śmierć mat­ki jest ważna. Ojca równie ważna. Ale śmierć dziecka chyba ważniejsza. A mał­żon­ka? A najbliższego przyjaciela? Czy ma znaczenie, że dziecko miało rok, dziesięć lat, dwadzieścia sześć, a może nawet więcej. Czy ból jest skalo­wal­ny? Dopóki nas to nie dotknie, wydaje się nam, że jakoś da się to wszyst­ko uporządkować według skali ważności. Próżny wysiłek. Dopiero gdy znajdziemy się po drugiej stronie, doświadczymy indywidualnej miary smutku, bólu, przerażenia. Każdy będzie miał własną skalę i wielu dotrze do jej maksymalnych wartości.

*

Wiele tygodni po śmierci mojego syna uderzyło mnie, jak wielu ludzi ma przejmujące doświadczenia życiowe, które trzeba zaakceptować, by móc dalej funkcjonować.

*

Uczucie bezsilności, pustki w głowie, bezsensu wszelkich pomysłów, no i wy­nikające z tego, a może górujące nad tym wszystkim przekonanie o włas­nej nieudolności. […]  ten stan jest tak obezwładniają­cy, że chciałoby się przespać ko­lejne godziny, żeby tylko go nie odczuwać.

*

Czy teraz już tak będzie? Nastrój z dnia na dzień będzie zmieniał się tak drastycznie?

*

Smutek, żal, nostalgia, rozpacz, lęk. Możemy wymienić dziesiątki słów, ale co nam po nich. Gdy przychodzi co do czego, one wszystkie zlewają się w jedno dojmujące wrażenie. A wtedy zastanawiamy się, czy to w ogóle kiedyś się skończy? Jak od tej pory żyć? Czy w ogóle warto jest żyć?

*

Gdzie kończą się wszystkie ściany? Na rogu. Dokąd prowadzą wszystkie cele? Do grobu. […]  Kto ma wyznaczony cel – nie błądzi. Kto nie błądzi – nigdy siebie prawdziwego nie odnajdzie.
  //  Edward Stachura

*

Znak? Przypadek? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Jest tym, czym każde z nas chce, żeby w tym momencie było. […]
     Znaki są wszędzie, jeśli tylko zapragniemy je znaleźć i zauważyć.

*

Gdy jedynym uczuciem jest rozpacz, nie szuka się logiki, tylko pocieszenia.

*

Ciężka sprawa z tą żałobą. Psychologowie, psychiatrzy chcą ją zamknąć w jakieś ramy, a ona uparcie się nie daje. Dobrze chociaż, że chyba od­cho­dzi się już od próby ustalenia, jaka jest norma. Wygląda raczej, że w tym wy­padku nie ma co mówić o normalności czy nienormalności. To zupełnie inny świat, w którym panuje inny czas, inna logika, inna racjo­nalność.

*

Ten czyn zakończył jego ból, ale pozbawił mnie możliwości poznania go. Tak działa samobójstwo. Większość samobójców i tych, co je rozważają, nie myśli o krzywdzeniu innych. Chcą tylko zakończyć swój ból.
  //  Kevin Briggs

*

Miałem kiedyś jeszcze jednego syna. Pojawia mi się to zdanie któregoś ran­ka, podczas pobytu na balkonie. Nie wiem, co z nim zrobić. Znów mi­mo­wol­nie płyną mi z oczu łzy. Miałem kiedyś syna. Czy tak będzie za lat kilka? Czy i co zapomnę? Czy obaj, młodszy i starszy, będą mi się zacierać i mie­szać? Wydarzenia z przeszłości, w których uczestniczyliśmy, będą się na­kła­dać, przenikać?

*

Otworzyłem na nowo stare okna, co dało ulgę, spokój, przyjemność i sa­tys­fak­cję. Trudno nazwać ten stan na granicy medytacji i uważności. Może trzeba to ująć nieco inaczej – to nie ja otworzyłem. Zrobił to mój syn. Za­miast zadawać sobie pytanie: „Synu, czy musiało do tego dojść, żebym coś zauważył, żebym znów poczuł, jak to jest odkrywać świat?”, widzę ten pro­blem w zupełnie innym świetle.
     – A więc to mi pozostawiłeś. Skorzystam, bo warto. Dzięki.
     Jesteś w tych wszystkich chwilach. Pojawiasz się na krótki moment. To nie jest fizyczna obecność, ale coś znacznie większego. Nie ma cię na cmen­ta­rzu, w urnie. Jesteś obecny w tym przelotnym momencie, gdy zmywając kawiarkę, w zapomnieniu sięgam po płyn do mycia naczyń. Jesteś obok i mówisz:
     – Ojciec, ale płynem się nie myje tych kawiarek. Ile razy mam ci przy­pominać!

Grzegorz Zalewski, Nie pozwolę ci zniknąć, w serii Biała Plama,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Dziecko najbardziej potrzebuje kontaktu w chwilach, gdy najtrudniej je lubić.
  //  Katherine Reynolds Lewis

(tamże)

czwartek, września 17, 2020

3954. 261/366  // Dzień 11.

tylko nasza — cała plaża.

wytropione, przywleczone i ogryzione z ogromnym entuzjazmem w okolicach naszych stóp — wszystkie badyle.

i pragnienie — by wrócić tu za rok.

261/366

Morze zawsze mnie uspakajało, a pies, który bie­ga wzdłuż niego jak szalony, jest jedną z naj­bar­dziej wzru­sza­jących rzeczy, jakie istnieją.

Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.

niedziela, września 06, 2020

3941. Skończone nad ranem w Małej Danii

Tak już mam. Strony tytułowe i redakcyjne oglądam dość dokładnie. Interesuje mnie tytuł oryginału, upływ czasu pomiędzy ukazaniem się pierwszego wydania a tłumaczeniem i takie tam. Czytając esej o depresji wypatrzyłam istnienie serii wydawniczej Biała Plama. Klik, klik… kilka tytułów wciąż na stosiku czytelniczym zalega (napoczęte, przetrawione w połowie), jedna dawno za mną. Klik, klik… filmik z czytanym początkiem, ale klik, klik… wolę podczytnik i darmowy fragment. Upła­ka­łam się jak norka — muszę to mieć!

Czterdzieści opowieści, a w nich co najmniej kilkanaście powodów, dla których życie (przedgrobowe) jest piękne — o tym jest ta książka.

[cała pierwsza opowieść]

Jabłoń:
(wczoraj czytała Sadownikowi
fragment z pierwszej opowieści
)

W życiu pozagrobowym przeżyjesz powtórnie wszystkie swoje do­świad­cze­nia, ale tym razem zdarzenia będą ułożone w nowym porządku — wszystkie chwile podobne do siebie zostaną połączone.
     […] Piętnaście miesięcy zajmie ci szukanie zgubionych przedmiotów. Osiemnaście — stanie w kolejce. Dwa lata będziesz się nudzić, wyglądając przez okno autobusu lub siedząc w terminalu lotniska. Przez rok będziesz czytać książki.

David Eagleman, Suma. Czterdzieści opowieści
o życiu pozagrobowym
, przeł. Krzysztof Środa,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Sadownik:
Nieprawda! W twoim przypadku
to będzie dużo dłużej!

     — Czy jestem wystarczająco odważny?
     Przed tobą wielka podróż. Po drodze będziesz musiał stawić czoła własnym lękom i przemóc je, znaleźć źródła zwątpienia i je przekroczyć, poznać szczyty własnej arogancji i z nich zstąpić, rozpoznać chmury litowania się nad samym sobą i je rozproszyć
.

Są trzy śmierci. Pierwsza, kiedy ciało przestaje funkcjonować. Druga, kiedy zostaje złożone do grobu. Trzecia to jakaś chwila w przyszłości, w której ktoś wymawia twoje nazwisko po raz ostatni.
     
[…]
     Teraz ze ściśniętym sercem czeka na upadek własnego mitu. Tak właśnie dzieje się w poczekalni — ponieważ żyjemy w głowach tych, którzy nas pamiętają, tracimy kontrolę nad własnymi biografiami i stajemy się tymi, za których oni chcą nas uważać
.

Gdy znajdziesz się w zaświatach, tamtejsi technicy poinformują cię, że stoisz przed wielką szansą — możesz dokonać w swoim dawnym życiu jednej dowolnej zmiany, a potem przeżyć je jeszcze raz.

Kiedy umierasz, jesteś opłakiwany przez wszystkie atomy, z których byłeś zbudowany. Do tej pory były ze sobą złączone przez lata w społecznościach, takich jak skóra czy śledziona. Ale nie giną wraz z twoją śmiercią — po prostu się rozchodzą w różne strony, jak zdemobilizowani żołnierze, żałując, że ten szczególny czas, który spędziły razem, właśnie się zakończył.

Będziesz tracił samego siebie, ale nie przejmiesz się tym.

Po śmierci nie będziesz oceniany na tle innych ludzi, ale na tle samego sie­bie, a konkretnie — na tle tego, kim mogłeś być. Zaświaty wyglądają mniej wię­cej tak samo jak świat, który znałeś do tej pory, tyle tylko, że teraz żyją w nim wszystkie wersje ciebie, które kiedyś były możliwe.

Gdyby ludzie potrafili strząsnąć z siebie całkowicie bagaż własnych tra­dy­cji, mądrości przodków, piosenek wyuczonych w dzieciństwie — myśli Bóg — znaleźliby się w miejscu, z którego widać właściwą odpowiedź.

Dzisiejsze bogactwo danych umożliwia rekreatorom rekonstrukcję tak wierną, że w życiu pozagrobowym jesteś doskonałą repliką oryginału. Wszystko wygląda tak realnie, że tylko czasem, tknięty poczuciem déjà vu, zastanawiasz, czy nie przeżyłeś już kiedyś tego wszystkiego. Nigdy się nie dowiesz, czy dzieje się to po raz pierwszy, czy też odgrywasz historię z odległej przeszłości.

David Eagleman, Suma. Czterdzieści opowieści o życiu pozagrobowym,
w serii Biała Plama, przeł. Krzysztof Środa,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2017.

W zaświatach wszystko istnieje jednocześnie we wszystkich możliwych stanach, nawet w stanach wzajemnie się wykluczających. Kiedy zjawiasz się tu po ziemskim życiu, w którym wybór jednej opcji sprawiał, że pozostałe opcje znikały, przeżywasz szok. Gdy wybierałeś życie z jedną kobietą, traciłeś pozostałe. Gdy wybierałeś jedne drzwi, nie mogłeś jednocześnie wejść drugimi.
     Tutaj możesz cieszyć się wszystkimi możliwościami naraz, prowadząc życia równoległe względem siebie
. […]
     […]
     — To wszystko jest zbyt skomplikowane dla marnego ludzkiego mózgu — wyznasz.
     Anioł podrapie się po głowie i zaproponuje:
     — Może w takim razie uprościmy to wszystko i ograniczymy się do spraw związanych z pracą
.
     […]
     — Nie daję rady — powiesz aniołowi. — Za dużo pracy naraz.
     — To może wymyślimy jeszcze prostszą sytuację. Może po prostu zamkniemy cię w jednym pokoju z kochanką?
     No i stało się. Jednocześnie rozmawiasz z nią czule i myślisz o czymś innym. Ona ci się oddaje i nie oddaje zarazem. Nie lubisz jej, a zarazem kochasz ją bezgranicznie. Ona z kolei w tym samym czasie podziwia cię i zastanawia się, czy nie byłoby jej lepiej z kimś innym.
     — Dziękuję — mówisz aniołowi. — Do tego jestem przyzwyczajony
.

(tamże)

sobota, września 05, 2020

3938. Serio? Serio!

Od zawsze. Uwielbiam sens, który dla mnie skrywa ten cytat:

Granice mego języka wskazują
granice mego świata
.

Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)

Więc. Raz. Gdy zobaczyłam tytuł, który natychmiast skojarzył mi się z powyższym cytatem, moja uwaga została pochwycona.

Ponieważ. Dwa. Obrodziło domorosłymi psychiatrami wokół mnie (również z li­te­ra­mi przed nazwiskiem): masz depresję, masz depresję, a stwier­dze­nie: wyjmij kry­te­ria dia­gno­sty­czne i powiedz mi, na podstawie czego tak twier­dzisz (służę starym, ale jarym DSM-IV) ociera się zbyt mocno o logikę i arytmetykę i nie kwa­li­fi­ku­je się tym samym na rze­czo­wy argu­ment w dyskusji ze mną w roli wariatki. Z tej przy­czy­ny, wobec i zatem podtytuł przykuł moją uwagę na dobre, a treść pod­czyt­ni­ka zapadła we mnie decyzją. Biorę!

Ajuści! Trzy. I po książce, bo wszystkie inne (zacne, mądre, po­trze­bne i na­po­czę­te) rzuciłam w kąt. Jest to książka piękna, ważna, mądra i nie o biciu piany. Lektura obo­wiąz­ko­wa dla wszyst­kich, nie tylko dla tych, którym z łatwością przychodzi fe­ro­wa­nie dia­gno­za­mi. Książka może leczyć z wielu po­mysłów kształto­wa­nych przez kulturę mło­dości i wiecz­nej szczę­śli­wo­ści — mnie wy­le­czy­ła z pomysłu samo­bójstwa.

Drzewa, które rosną bez przeszkód, stoją dumnie wyprostowane. Ich gałęzie kierują się najpierw w górę, później na boki, a na koniec nieco w dół, tak żeby mogły się ugiąć pod ciężarem deszczu i śniegu. Jednak większość dorosłych drzew coś w swoim życiu przecierpiała — upadło na nie inne drzewo, pod ciężarem śniegu bądź zamarzającego deszczu złamały się niektóre gałęzie, zaatakowały je grzyby, dzięcioły lub chrząszcze porobiły w ich pniu dziury. Wskutek tych wydarzeń ich kształt uległ zmianie, pozostały blizny. Podobnie odbywa się to w naszym życiu i również nasz kształt jest wynikiem takich doświadczeń. Nikt nie pozostaje całkiem nienaruszony.

[…] myślenie, które wychodzi od standardu i wszystko inne nim mierzy, jest represyjne.

Tymczasem, niezależnie od tego, czy masz raka czy depresję, powrót do zdrowia często absolutnie nie zależy od ciebie. Można to odczuwać jako walkę, ale nie zawsze to, jak dzielnie walczysz, ma wpływ na wy­nik. […] Są rzeczy, które możesz robić, aby stawić jej czoło, […] ale w osta­te­cznym roz­ra­chun­ku nie zależy to tylko od ciebie.

Język jest piękny i trudny właśnie dlatego, że nigdy nie można powiedzieć tego, co się chce powiedzieć. Zawsze mówi się więcej lub mniej. Mniej, albowiem słowo, jak powiada Wittgenstein, jest drogowskazem, a nie rzeczą, na którą wskazuje, i więcej, ponieważ język wynosi nas ponad to, co indywidualne — słowa niosą w sobie rozmaite kulturowe i społeczne znaczenia — i może opisywać nowy świat.

Doświadczenia, dzięki którym możemy zrozumieć, że życie nie jest czymś oczywistym, również owo życie pogłębiają.

Samobójstwo jest dziełem rozpaczy (dojmującej i wyrafinowanej rozpaczy) […]. […]  po próbie zakończonej powodzeniem zostaje nie tylko trumna, muzyka pogrzebowa i mowy, załatwianie i płacenie, ale również wielkie poczucie winy i cierpienie tych, którzy żyją dalej. Poczucie winy i cierpienie pozo­sta­wia­ją ślady, które niczym koleiny ciągną się przez całe ich życie. Chociaż ich krawędzie się z czasem ścierają, koleiny nie znikają, podobnie jak nie znika żałoba, która przybiera tylko inną formę, i nadal mają wpływ na to, co się wydarza.

Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Co się wydarza, musi się wydarzyć i musimy w tym uczestniczyć. Wzorce, jakie w tym odkrywamy, pochodzą raczej od nas samych, przez co jednak nie są mniej prawdziwe.

Róbmy wszystko, co może pomóc nam przetrwać, dojść tam, gdzie chcemy się znaleźć — tak jakby męstwo nie było czymś wielkim i gwałtownym, co trudno z siebie wykrzesać, ale po prostu czymś, co pomimo lęku pozwala nam działać. Jeżeli coś wydaje się warte zachodu, starajmy się. Przyszłość jest tuż za rogiem.

Historie, które ludzie opowiadają sobie i innym, zmieniają się wraz z nimi. I zmieniają nas — zarówno nasze własne opowieści, jak i opowieści innych.

Zaraz pójdziesz spać, zostaniesz przeniesiona w inne miejsce, a jak wrócisz, wszystko zacznie się na nowo. „Na nowoto słowa, które obiecują zarówno powtórzenie, jak i coś nowego — słowa, z któ­ry­mi mu­sisz spró­bo­wać się zaprzyjaźnić.

(tamże)

piątek, września 04, 2020

3937. 248/366

perspektywa. priorytety.
czas na zmianę.

248/366

[…] nie zawsze da się dzielić swoimi prze­ży­cia­mi — tego nie możemy oczekiwać od każ­de­go ani nawet od siebie samych.

*

Jesteśmy zawsze w ruchu i największe zna­cze­nie dla naszego rozwoju ma to, że mo­że­my wciąż na nowo rozumieć samych siebie, rozumieć inaczej i dzięki temu się zmieniać.

Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.

niedziela, maja 19, 2019

3283. Zastrzał literkowy

Samochód-niespodzianka: maluch z silnikiem Ferrari. Książka-granat: mały format, tylko sto stron i zostajesz z lejem po bombie w sercu. Kosińska w swych literkach taka jest i dobrze o tym wiedzieć, nim się podejdzie do opisywanych przez nią światów.

Kaan trzyma rękę na pulsie, byśmy żadnej książki Autorki nie przegapiły. I choć swoje zdanie w sprawie bezów w świecie tych, co tylko parę chromosomu 21. mają, wyraziłam dawno temu, to Beza mnie przewróciła (i słusznie!). I Kaan wiedziała, że tak będzie.

Od tygodnia katolik brzmi jak obelga (i słusznie!). Po tej książce trzeba ustać w roli zdrowy człowiek i przyznać: jesteśmy barbarzyńcami — każdy proporcjonalnie do możliwości, preferencji i wrażliwości, nawet jeśli tylko raz w życiu, przez ułamek sekundy i wyłącznie myślą, a nie uczynkiem — w co ja oczywiście nie uwierzę.

Ludzie z dodatkowym chromosomem.
     Jak można mieć czegoś więcej, a jednocześnie znaleźć się na życiowym minusie? Z czymś, a jednak bez czegoś? Czego? Waszego rozumu?
     Bez, każdy jest bez czegoś, choć się tego nie widzi
.

*

Czy rzeczywiście słuchamy innych, a może raczej naszego wyobrażenia o tym, kim są?

*

Lubiłam poznawać coś nowego. […] człowiek musi poznać coś, czego nie znał wcześniej, bo wtedy też uczy się, kim jest.

*

Wieczne zapominanie, przypominanie, powroty. Odnajduję siebie zmienioną. Jak drzewo, które nasza gospodyni posadziła przed blokiem. Wciąż się zmienia w czasie, na ile się da.

*

Opieramy się na sobie jak elementy rusztowania. Nie ma innego życia.

*

Mówię „NIE!”, czyli milczę, bo nie wiem, co mam powiedzieć, bo nie wiem, jak się wydostać z tej klatki, zamknięta w bańce pomocy, bez której nie poradzę sobie w życiu.

*

Wytykają mnie palcami. Rodziny, które przyjechały na komunię innych dzieci, patrzą się. Mama udaje, że nic nie widzi. Ksiądz udaje, że nic nie widzi. Ja widzę i nie umiem udawać.

*

Nie wstydzę się tego, kim jestem, choć często chciałabym być kimś innym. To są dwie różne sprawy i ludzie tego chyba nie rozumieją.

*

Wzywało mnie życie, kierowało moimi krokami. musiałam iść.

*

Coraz większa niezależność, nawet jeśli tylko myśli, oznacza nieobliczalność. Wolność prowadzi do decyzji, a te wywołują konsekwencje.

Kinga Kosińska, Beza, w serii Biała Plama,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.