Pokazywanie postów oznaczonych etykietą giender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą giender. Pokaż wszystkie posty

wtorek, września 12, 2023

(5192+1). Dzieci jako forma kontroli człowieka

Bezdzietność w wymiarze społecznym od podszewki poznałam. Drugie i trzecie dno bezdzietności zwiedziłam. Byłoby mi łatwiej, gdybym, nim ruszyłam w tę drogę, mia­ła pod ręką tę książkę. Nie szarpałabym się tak długo z seksizmem przebranymi za: wątpliwą życzliwością, głupimi mądrościami, przemyślaną starannie bez­myśl­no­ścią, najczystszymi projekcjami, współczuciem, któremu się wydaje, że coś o mnie wie, i naj­zwy­klej­szym w świecie chamstwem. Dużo nauczył mnie ten czas. Nie żałuję ani chwili.

Chcesz dowiedzieć się czegoś prawdziwego o życiu? Nie pytaj uprzy­wi­le­jo­wa­nych. Nie pytaj białego o rasizm, nie wie, że dyskryminuje ze względu na kolor skóry. Nie pytaj mężczyzn o sytuację kobiet. Nie pytaj ludzi z wielkich miast, jak się żyje w ich kraju. Zapytaj tych, którzy są konkretnych przywilejów pozbawieni.

[romantyzując macierzyństwo]  używają tej samej terminologii, co seksiści propagujący wizję z natury afirmujących życie kobiet karmicielek i wzmac­nia­ją w ten sposób główne dogmaty ideologii męskiej supremacji. Po­twier­dza­ją przez to, że macierzyństwo jest prawdziwym powołaniem kobiety, że kobiety, które nie są matkami, których życie bardziej skupia się na karierze, pracy twórczej czy politycznej, tracą coś ważnego i są skazane na emocjo­nal­nie niespełnione życie. Choć nie atakują one otwarcie ani nie umniej­sza­ją roli kobiet, które nie rodzą dzieci, sugerują (podobnie jak czyni całe spo­łe­czeń­stwo), że macierzyństwo jest ważniejsze i bardziej satysfakcjonujące niż inne formy pracy kobiet.

*

Biologiczne doświadczenie ciąży i rodzenia, bez względu na to, czy jest bolesne, czy radosne, nie powinno być utoż­sa­mia­ne z twierdzeniem, że kobiece rodzicielstwo jest z konieczności lepsze od męskiego.

*

Słownikowe definicje określenia „ojciec” łączą je z akceptacją odpo­wie­dzial­no­ści, nie zawierają jednak słów takich, jak „czułość” czy „przywiązanie”, choć słowa te wyznaczają znaczenie pojęcia „matka”.

*

Mężczyźni nie będą w równym stopniu uczestniczyć w pracach domowych dopóty, dopóki nie zostaną nauczeni, najlepiej już w dzieciństwie, że ojco­stwo ma takie samo znaczenie, jak macierzyństwo.

*

Powinno istnieć pojęcie
prawdziwego ro­dzi­ciel­stwa,
które nie czyni rozróżnienia między
troską macierzyńską a ojcowską.

*

Mężczyźni są socjalizowani do tego, by unikać po­dej­mo­wa­nia odpo­wie­dzial­no­ści za wychowywanie dzieci, i uni­ka­nie to jest wspierane przez ko­bie­ty, które wierzą, że macierzyństwo jest przestrzenią władzy, którą mo­gły­by utracić, gdyby mężczyźni w równym stopniu, co i one, uczestniczyli w rodzicielstwie. Wiele spośród tych kobiet nie chce dzielić się rodzi­ciel­stwem po równo z męż­czy­znami.

*

[…]  problemy pojawiające się wtedy, gdy dziecko ma tylko jednego rodzica lub jest wychowywane wyłącznie przez ko­bie­ty: wychowywanie przez ko­bie­ty dostarcza dzieciom niewielu męskich modeli zachowań, utrwala prze­ko­na­nie o tym, że rodzicielstwo jest zadaniem wyłącznie dla kobiet oraz wzmac­nia męską dominację i lęk mężczyzn przed kobietami.

*

Dominacja zazwyczaj obecna w rodzinie – dorosłych nad dziećmi, męż­czyzn nad kobietami – to różne formy opresji grupowej, które łatwo prze­kła­da­ją się na „prawomocną” grupową opresję innych ludzi, wy­zna­cza­ną przez „rasę” (rasizm), narodowość (kolonializm), „religię” albo „inne czyn­niki”.
  //  John Hodge

bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu
do centrum
, przeł. Ewa Majewska,
Krytyka Polityczna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

The Black Eyed Peas, Where Is The Love?

what's wrong with the world, mama?
people living like they ain't got no mamas
[…] 
where is the love?
[…] 
if you never know [the] truth then
   you never know love
[…] 
we only got one world, one world
that's all we got one world, one world

5192. Z oazy (CLXXXIV)

Gdybym wyrobiła się z wyborem cytatów, ten wpis zaczynałby się tak: [t]ydzień od­tru­wania organizmu po kon­fe­der(r)a­tach za mną. Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Nie wyrobiłam się z wyborem. W konsekwencji nie wyrobiłam z odcedzeniem najważniejszych dla mnie fragmentów z wyboru cytatów. Fusy wrażeń po­trze­bo­wa­ły cza­su, by osiąść, bym mogła wyrzucić te wyimki, które tylko na pierwszy rzut oka wy­da­wały się tu niezbędne. Wyrzucanie zajęło mi dwa dni.

Czytając konfederatów, trawiąc każdą napotkaną tam kreaturę i każdy opisany, nie­miesz­czą­cy się w mojej głowie, incydent, obiecywałam sobie, że gdy skończę ten re­por­taż, do końca września czytać będę wyłącznie powieści. Nie na długo starczyło mi zaparcia. Już w środę z ciekawości zajrzałam do darmowego fragmentu świeżutkiej książki Patrycji Wieczorkiewicz i Aleksandry Herzyk, a tam na dzień dobry bell hooks trafia w punkt:

Porzuceni emocjonalnie przez rodziców i społeczeństwo w ogól­no­ści, chłopcy często przeżywają złość, którą nikt się nie przej­mu­je, dopóki nie prowadzi do agresywnych za­cho­wań. Dopóki chłopcy, wypełnieni gniewem, spędzają całe dnie przed kom­pu­te­rem, nie mówią, nie budują relacji – ni­ko­go nie obchodzą.

I przypomniało mi się, że koniecznie chciałam zajrzeć do jednej z jej książek. I nie wróciłam do danej sobie powieściowej obietnicy, tylko klik, klik i wiadomo co. I na kil­ka dni znik­nę­łam, nurkując w tej książce, zaraz po tym, gdy Przegryw za­zna­czy­łam do upolowania.

To książka dla średniozaawansowanych z optyki społecznej, czyli dwanaście roz­dzia­łów o ślepej plamce przywilejów. Każda i każdy z nas doskonale wiemy i na bezdechu wymienimy, czego wzglę­dem innych ludzi nam brakuje (np. pieniędzy, wykształcenia, kontaktów, wia­ry, zimnej krwi, pozycji społecznej, rodziny), ale świa­do­mość tego, co mamy, za­wsze kuleje, choćby nie wiem, jak ją ćwiczyć i rozszerzać. Czy potrafisz bez zastanawiania się podać korzyści, jakie masz z powodu białej skó­ry? A jest ona nie lada przy­wi­le­jem.

Ta książka wyjaśniła mi, dlaczego nie kibicuję Kongresowi Kobiet; dlaczego dawno temu nie wypaliła Partia Kobiet; dlaczego tak wiele kobiet mówi: „nie jestem femi­ni­stką”, co niezmiennie wprawia mnie w osłupienie; dlaczego mężczyźni śmieją się sły­sząc słowo feminizm i co realnie przykrywa ten ich śmiech.

W gruncie rzeczy socjalizacja kobiet i mężczyzn wspiera potrzeby kultury, w której żyjemy. […]  Mężczyźni są z urodzenia nie bardziej agresywni niż kobiety bierne.
Patty Walton

*

To oczywiste, że społeczeństwo jest bardziej przychylne tym „femi­ni­stycz­nym” żądaniom, które nie są groźne, czy nawet wspierają utrwalanie status quo.

*

Kobiety są grupą najbardziej poszkodowaną przez seksistowską opresję. Podobnie jak w przypadku innych form opresji grupowej, również seksizm dokonuje się poprzez struktury instytucjonalne i społeczne, poprzez jed­no­stki, które dominują, wyzyskują czy opresjonują oraz przez same ofiary tych praktyk, socjalizowane, by zachowywać się w sposób, który wspiera istniejący stan rzeczy.

*

Mężczyźni nie są wyzyskiwani czy opresjonowani przez seksizm, ale istnieją sytuacje, w których cierpią oni wskutek jego istnienia.

*

Opresja seksistowska ma pierwszorzędne znaczenie nie dlatego, że leży u podstaw wszystkich innych form opresji, ale dlatego, że jest praktyką dominacji, której doświadcza większość ludzi, bez względu na to, czy są dyskryminowani, czy sami dyskryminują; wyzyskiwani czy sami wy­zy­skują. […] 
     W odróżnieniu od innych form opresji większość ludzi doświadcza se­ksi­zmu i/lub go praktykuje w kontekście rodziny. Jesteśmy zazwyczaj świad­ka­mi albo ofiarami rasizmu i dyskryminacji klasowej w sytuacjach, gdy wychodzimy poza dom, w szerszym kontekście społecznym.

*

[…]  wiele dylematów dzisiejszego ruchu feministycznego zawdzięcza on kobietom z klasy średniej, które kształtowały ten ruch w taki sposób, by sprzyjał on ich oportunistycznym interesom klasowym.

*

Wiele kobiet ma opory przed wspieraniem feminizmu, ponieważ nie są pew­ne znaczenia tego słowa. Inne, zwłaszcza te pochodzące z wy­zy­ski­wa­nych i opresjonowanych grup etnicznych, odrzucają to pojęcie, bo nie chcą być postrzegane jako zwolenniczki ruchu, który jest rasistowski; feminizm jest bowiem często utożsamiany z działaniami na rzecz praw białych kobiet.

*

Większość kobiet lepiej zna krytykę ruchu na rzecz wyzwolenia kobiet niż pozytywne znaczenia słowa „feminizm”.

*

Feminizm to walka na rzecz zniesienia seksistowskiej opresji. Jego celem nie jest poprawa sytuacji jakiejś wybranej grupy kobiet z określonej rasy czy klasy. Feminizm nie żąda dla kobiet większych przywilejów niż dla męż­czyzn. Feminizm może zmienić życie każdego i każdej z nas w sensowny sposób.

*

[Feminizm]  jest również dążeniem do przekształcenia społeczeństwa tak, by rozwój ludzi miał pierwszeństwo przed imperializmem, ekspansją eko­no­mi­czną i zaspokajaniem potrzeb materialnych.

*

W sensie politycznym wzniesione na dominacji białych, patriarchalne pań­stwo opiera się na rodzinie, która indoktrynuje swoich członków, wpa­ja­jąc im wartości wspierające hierarchiczną kontrolę i opartą na prze­mo­cy wła­dzę. W związku z tym państwo ma żywotny interes w pro­pa­go­wa­niu po­glą­du, że feminizm zniszczy życie rodzinne.

*

Kobiety, które są na co dzień wyzyskiwane i opresjonowane, nie mogą sobie pozwolić na to, by porzucić przekonanie, że jednak posiadają jakąś kontrolę nad swoim życiem, nawet jeśli jest to tylko kontrola częściowa. Nie mogą pozwolić sobie na postrzeganie samych siebie wyłącznie jako „ofiar”, po­nie­waż ich przetrwanie bezpośrednio zależy od ciągłego wy­ko­rzy­sty­wa­nia tej nawet niewielkiej władzy, jaką posiadają. Dla tych kobiet wiązanie się z in­ny­mi kobietami w oparciu o wspólną wiktymizację byłoby psy­cho­lo­gicznie demoralizujące. Wiążą się one z innymi kobietami na podstawie wspólnych form siły i posiadanych środków. To właśnie takie tworzenie więzi po­wi­nien wspierać ruch kobiecy. To ten typ więzi jest istotą siostrzeństwa.
     Tworząc więzi z pozycji „ofiar”, białe działaczki na rzecz wyzwolenia ko­biet nie musiały brać odpowiedzialności za konfrontowanie się z całą zło­żo­no­ścią własnego doświadczenia. Nie zadawały sobie trudu analizy wła­snych seksistowskich zachowań wobec ko­biet innych od siebie i nie badały wpływu przywilejów rasowych oraz klasowych na swoje relacje z ko­bie­ta­mi spoza wła­snej rasy i klasy. Identyfikując się jako „ofiary”, mo­gły zre­zy­gno­wać z odpowiedzialności za swoją rolę w podtrzymywaniu i prak­ty­ko­wa­niu seksizmu, rasizmu i dyskryminacji klasowej, czego do­ko­ny­wa­ły uzna­jąc, że tylko mężczyźni są wrogami.

*

Czarne kobiety potrafiły białym kobietom zazdrościć (ich wyglądu, ich ła­twego życia, atencji, z jaką podchodzą do nich „ich” mężczyźni); bać się ich (z powodu władzy ekonomicznej, jaką miały nad życiem wielu czarnych kobiet), a nawet je kochać (jako ich nianie czy służące), ale szacunek dla białych kobiet okazał się dla czarnych kobiet niemożliwy […]. Czarne ko­bie­ty nie odczuwają szczególnego podziwu dla białych kobiet jako kom­pe­tent­nych, pełnych osobowości, […]  zawsze widziały w nich roz­ka­pry­szo­ne dzie­ci, śliczne i zepsute, ale nigdy prawdziwych dorosłych zdolnych do roz­wią­zy­wania prawdziwych problemów tego świata.
  //  Toni Morrison

*

Białe kobiety z klasy średniej zainteresowane problematyką praw kobiet są z oczywistych powodów zadowolone z prostych definicji. Retorycznie wpi­su­jąc się w tę samą kategorię społeczną, co kobiety faktycznie opre­sjo­no­wa­ne, mogą spokojnie pomijać problemy rasy i klasy.
     Kobiety z niższych klas społecznych, szczególnie te, które nie są białe, nie będą definiowały wyzwolenia kobiet jako zrównania statusu kobiet i męż­czyzn, ponieważ na co dzień konfrontują się z tym, że nie wszystkie ko­biety mają taką samą pozycję społeczną. Mają one przy tym świadomość, że wie­lu mężczyzn z ich grup społecznych podlega wyzyskowi i opresji. Wie­dząc, że mężczyźni z ich grup społecznych są pozbawieni społecznej, politycznej i ekonomicznej władzy, nie uznałyby za wyzwolenie zrównania własnej po­zy­cji społecznej z tą, jaką zajmują oni. Choć zdają sobie sprawę z tego, że seksizm daje mężczyznom z ich grup społecznych przywileje, do których one same nie mają dostępu, postrzegają przesadną artykulację męskiego szo­wi­ni­zmu w wykonaniu mężczyzn z ich grupy raczej jako wynik poczucia bez­sil­no­ści i bezradności w ich relacjach z mężczyznami z grup po­sia­da­ją­cych władzę niż wyraz ich generalnie uprzywilejowanej pozycji społecznej.

*

Białe kobiety i czarni mężczyźni znają obie strony sytuacji – mogą funk­cjo­no­wać w roli opresora albo podlegać opresji. Czarni mężczyźni mogą być ofiarami rasizmu, ale seksizm daje im możliwość działania z po­zy­cji opre­so­ra w stosunku do kobiet. Białe kobiety z kolei mogą stać się ofiarami se­ksi­zmu, ale rasizm pozwala im na wyzyskiwanie i opresjonowanie czar­nych. Obie te grupy stworzyły ruchy społeczne, które umożliwiały im działanie na rzecz własnego interesu i wspieranie ciągłości opresji innych grup. Seksizm czarnych mężczyzn podważa walkę z rasizmem, podobnie jak ra­sizm bia­łych kobiet stanowi przeszkodę dla zwalczania seksizmu.

*

Uprzywilejowane feministki zasadniczo nie potrafiły mówić do różnych grup kobiet, rozmawiać z nimi oraz zabierać w ich imieniu głosu, ponieważ albo nie w pełni rozumiały wzajemne relacje zachodzące między opresją płciową, rasową i klasową, albo nie traktowały tych relacji poważnie. Femi­nistyczne analizy sytuacji kobiet skupiają się zazwyczaj wyłącznie na płci społeczno-kulturowej […]. Odzwierciedlają typową dla zachodniego pa­triarchalnego umysłu tendencję do fałszowania rzeczywistego życia ko­biet poprzez nacisk na to, że płeć społeczno-kulturowa jest jedynym wy­znacz­ni­kiem sytuacji kobiet.

*

Kiedy ruch na rzecz wyzwolenia inspiruje się głównie nie­na­wiścią do wroga, a nie wyobrażeniem nowych moż­li­wo­ści, zaczyna się on stawać przyczyną własnej klęski.

*

[…]  feminizm nie polega na tym, żeby osiągnąć sukces, zostać dyrektorką w korporacji lub wygrać wybory; nie polega on też na tym, by tak jak mąż robić karierę, jeździć na narty, spędzać dużo czasu z partnerem i dwójką uroczych dzieci – a wszystko dzięki temu, że masz gosposię, która czyni to wszystko możliwym, ale sama nie ma pieniędzy lub czasu na takie życie; feminizm nie polega też na tym, by otwierać Bank Kobiet albo spędzić weekend na drogim warsztacie, który zrobi z ciebie kobietę asertywną (ale nie agresywną); przede wszystkim zaś nie polega on na tym, że stajesz się agentką CIA, policjantką czy generałką piechoty morskiej.
  //  Carol Ehrlich

*

W systemie kapitalistycznym patriarchat ma taką konstrukcję, że seksizm ogranicza zachowania kobiet w pewnych sferach, choć zarazem daje im wolność w innych. Brak ekstremalnych ograniczeń sprawia, że wiele kobiet nie bierze pod uwagę tych obszarów, w których się je wyzyskuje czy dy­skry­mi­nu­je ze względu na płeć; mogą one nawet żywić przekonanie, że nie ma żadnej opresji względem kobiet.

*

Być na marginesie to zarazem być częścią całości, ale również pozostawać poza centrum.

*

Radykalny feminizm, i nie obejmuje to w żaden sposób wszystkich sta­no­wisk w ruchu wyzwolenia kobiet, postuluje, że dominacja jednej istoty ludz­kiej nad inną jest najbardziej podstawowym złem w społeczeństwie. Jego celem jest walka z dominacją w stosunkach między ludźmi.
  //  Celestine Ware

*

Rasizm uczy rozdętego poczucia ważności i wartości, zwłaszcza kiedy współwystępuje z uprzywilejowaną pozycją klasową.

*

Bunt jest stadium w rozwoju rewolucji, lecz nie jest on samą rewolucją. Jest ważnym etapem, gdyż odpowiada „powstaniu”, stanowi potwierdzenie przez uciskanych ich własnego człowieczeństwa. Bunt stanowi dla opre­sjo­no­wa­nych i wszystkich innych osób wyraźną informację o tym, że sytuacja jest już nie do zniesienia. […]  Bunt wstrząsa społeczeństwem, lecz nie do­star­cza tego, co niezbędne dla budowy nowego porządku społecznego.
  //  Grace Lee Boggs i James Boggs

*

Nie ma w naszym społeczeństwie sposobu zarobienia dużych pieniędzy – żadnego sposobu – który nie wiązałby się z wyzyskiem innych ludzi.
  //  Vivian Gornick

*

[…]  wszyscy jesteśmy ranieni przez sztywne role płciowe.

*

[…]  samo stwierdzenie „mężczyźni są wrogami” było w gruncie rzeczy po prostu odwróceniem męskiej supremacyjnej doktryny „kobiety są wrogami” – starej interpretacji rzeczywistości powtarzanej od czasów Adama i Ewy.
     Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że nacisk na wizję „mężczyzny ja­ko wroga” odwracał uwagę od poprawy relacji między kobietami i męż­czy­zna­mi oraz od sposobów, które umożliwiłyby mężczyznom i ko­bie­tom wspól­ne oduczanie się seksizmu.

*

Stwierdzenia takie, jak „każdy mężczyzna to wróg” i „wszyscy mężczyźni nienawidzą kobiet” wrzucały wszystkich mężczyzn do jednego worka, su­ge­rując tym samym, że mają oni równy dostęp do męskich przywilejów.

*

Z perspektywy społecznej jednak wszystko wygląda zupełnie inaczej. Im je­steś bogatsza, tym mniejszą uwagę zwracasz na tych, od których zależysz. Pieniądz może ci kupić całkiem sporo dystansu. Jeśli masz go wy­star­cza­ją­co dużo, możesz nawet nie musieć nigdy nikogo widywać. To wielki luksus mieć pełną kontrolę nad tym, na co spoglądasz […].
  //  Cathy McCandless

*

Feministyczne działaczki często mówią o wykorzystywaniu kobiet przez mężczyzn w taki sposób, jakby było to egzekwowanie jakiegoś przywileju, a nie wyraz moralnego bankructwa, szaleństwa i dehumanizacji. […]  Ideologia seksistowska dokonuje u mężczyzn takiego prania mózgu, że wierzą oni, iż ich brutalne wykorzystywanie kobiet przynosi im korzyści, które w rzeczywistości nie istnieją. Jednak feministyczne działaczki po­twier­dza­ją tę logikę, podczas gdy powinnyśmy stale nazywać takie dzia­ła­nia po imieniu, wskazując, że są to wypaczone relacje władzy, ogólny brak kontroli nad własnym postępowaniem, emocjonalna bezsilność, skraj­na irracjonalność czy, w wielu wypadkach, zwyczajne szaleństwo. […]  Tak długo, jak mężczyźni będą przechodzili pranie mózgu, które po­zwa­la po­sta­wić znak równości między brutalną przemocą wobec kobiet i przy­wi­le­jem, nie będą oni potrafili zrozumieć szkód, jakie wyrządzają samym so­bie i in­nym, nie będą też mieli żadnej motywacji do zmiany.

*

[…]  ciężkie czasy mają doskonały wpływ
na otwieranie ludziom oczu.

*

[…]  czytanie i pisanie pomaga jednostkom rozwijać wyobraźnię i umie­jęt­ność myślenia. […]  dostęp do rozmaitych interpretacji rzeczywistości zwięk­sza umiejętność samodzielnego myślenia, działania wbrew normom kultury i tworzenia alternatyw dla społeczeństwa – każda z tych rzeczy ma dla działania politycznego fundamentalne znaczenie.
  //  Charlotte Bunch

*

Twierdzenie, że kobiety muszą uzyskać władzę, zanim będą mogły sku­tecz­nie stawić opór seksizmowi, jest zakorzenione w fałszywym prze­ko­na­niu, że kobiety nie posiadają władzy. Kobiety, nawet te spośród nas, które są naj­bar­dziej uciśnione, sprawują jakąś władzę. […]  Jedną z naj­bar­dziej zna­czą­cych form władzy, jaką posiadają uciśnieni, jest „od­mo­wa uznania ta­kiej definicji ich samych, która jest narzucana przez tych, któ­rzy posiadają władzę”.

*

Ucząc się wykonywania prac domowych, dzieci i dorośli podejmują od­po­wiedzialność za porządkowanie materialnej rzeczywistości wokół siebie. Uczą się cenić to, co ich otacza i o to dbać. Ponieważ tak wielu chłopców w ogóle nie uczy się prac domowych, gdy dorastają, są kompletnie po­zba­wie­ni sza­cun­ku dla otoczenia i często brakuje im umiejętności dbania o sie­bie i dom.

*

[…]  bycie mężczyzną jest równoznaczne z posiadaniem siły, agresją i wolą dominacji oraz stosowaniem przemocy; zaś bycie kobietą oznacza słabość, bierność oraz wolę karmienia i afirmacji życia innych. Takie dualistyczne myślenie tymczasem stanowi podstawę wszystkich form społecznej do­mi­na­cji w społeczeństwach Zachodu.

*

[…]  miłość jest aktem odwagi, a nie lęku […].
Paulo Freire
(1921–1997)

*

Wielu rodziców uczy swoje dzieci, że przemoc jest naj­prost­szym i naj­bar­dziej akceptowalnym sposobem zakończenia konfliktu i potwierdzenia wła­dzy. Mówiąc rzeczy takie, jak „Robię to tylko dlatego, że cię kocham”, kiedy używają przemocy fizycznej wobec swoich dzieci, rodzice nie tylko zrów­nu­ją przemoc z miłością, ale też proponują im taką wizję miłości, która utoż­sa­mia ją z bierną akceptacją, brakiem wyjaśnienia i dyskusji. W wielu do­mach małe dzieci i nastolatki dowiadują się, że ich chęć prze­dysku­to­wa­nia z rodzicami różnych kwestii jest przez nich odbierana jako podważanie ro­dzi­cielskiej władzy czy autorytetu, jako „niekochanie ich”. Rodzice uży­wa­ją siły, by odpowiedzieć na to, co uznają za zamach na swój autorytet. […]  Miłość i przemoc są w naszym społeczeństwie tak mocno ze sobą związane, że wiele osób, szczególnie kobiet, boi się, że wyeliminowanie przemocy do­pro­wadzi do utraty miłości.

*

Podobnie jak większość mężczyzn, większość kobiet jest od dzieciństwa uczo­na, że dominacja i kontrola to podstawowe formy ekspresji władzy. Choć kobiety jeszcze nie zabijają w wojnach i nie kształtują polityki rządów na równi z mężczyznami, to wierzą one, podobnie jak grupy mężczyzn u wła­dzy oraz w ogóle większość mężczyzn, w dominującą ideologię naszej kultury. Gdyby to kobiety miały władzę, społeczeństwo nie zostałoby zorganizowane inaczej niż teraz. Zorganizowałyby je inaczej tylko wtedy, gdyby miały inny system wartości.

*

[Nancy Hartsock]  te jej [władzy]  interpretacje, które są kreatywne i afirmujące życie, te, które zrównują władzę ze zdolnością do działania, z siłą i umiejętnościami, z działaniami, które dają poczucie spełnienia.

*

Okazywanie wrogości jako cel sam w sobie jest bezużyteczne, ale kiedy staje się katalizatorem popychającym nas do większej jasności i zrozumienia, spełnia ważną funkcję.

bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu
do centrum
, przeł. Ewa Majewska,
Krytyka Polityczna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Wydarzenia takie, jak to, które na początku wydają się wyłącznie negatywne ze względu na napięcie czy wro­gość, mogą prowadzić do pozytywnego rozwoju. Jeśli kobiety będą zawsze szukały „bezpieczeństwa”, unikały konfrontacji, być może nigdy nie doświadczymy żadnej rewolucyjnej zmiany, żadnej transformacji, tak in­dy­wi­du­al­nie, jak i zbiorowo.

*

Seksizm, rasizm i dyskryminacja klasowa oddzielają kobiety od innych kobiet.

*

Kiedy kobiety walczą z prawdziwym oddaniem o to, byśmy zrozumiały dzielące nas różnice, byśmy zmieniły błędne, zaburzone perspektywy, kładą podwaliny pod doświadczenie politycznej solidarności. Solidarność to nie to samo, co wsparcie. Aby jej doświadczyć, musimy mieć wspólne interesy, przekonania, cele, które nas jednoczą w budowaniu siostrzeństwa. Wsparcie może być okazjonalne. Może zostać udzielone i równie łatwo odebrane. Solidarność natomiast wymaga nie­przer­wa­ne­go, ciągłego zaangażowania.

*

Nie jesteśmy opresjonowane w równym stopniu. Nie ma się co z tego cieszyć. Musimy mówić z własnego wnętrza, z perspektywy własnego doświadczenia, naszej opresji – branie na siebie opresji kogoś innego nie jest żadnym po­wo­dem do dumy. Nie powinnyśmy nigdy mówić w imie­niu osób, których doświadczeń nie przeżyłyśmy.
Isabel Yrigoyei

*

Gdy rozmawiam z białymi kobietami o więzach ra­so­wych, często negują ich istnienie; przypomina to męż­czyzn seksistów, którzy negują swój seksizm. Dopóki białe kobiety nie zrozumieją dominacji białych i jej nie podważą, nie ma miejsca na więzi między nimi i ko­bie­ta­mi z innych grup etnicznych.

*

Jedna z azjatyckich studentek pochodząca z Japonii tłumaczyła, że ma opory, by uczestniczyć w orga­ni­za­cjach feministycznych, bo działaczki fe­mi­ni­stycz­ne zwy­kle mówią bardzo szybko i bez przerwy, wszystko chwy­ta­ją w lot i błyskawicznie udzielają odpowiedzi. Jej na­to­miast od dzieciństwa wpajano, że zanim zabierze się głos, trzeba się przez chwilę zastanowić, rozważyć wpływ własnej wy­po­wie­dzi na innych – co jej zdaniem charakteryzuje większość Amerykanów azjatyckiego pochodzenia.

*

Podziały między kobietami wynikają z seksistowskich po­staw, rasizmu, przywilejów klasowych oraz mnóstwa innych uprzedzeń. Wspierające więzi między kobietami mogą pojawić się tylko wtedy, gdy stawimy czoła tym podziałom i podejmiemy kroki konieczne dla ich eliminacji.

(tamże)

sobota, września 02, 2023

(5175+2). Bez jaj, panowie! (II)

Korwin nigdy nie był i nie jest moim idolem. Jedni wpatrzeni w niego jak w święty obrazek, inni twierdzą, że choć jest piekielnie inteligentny, to jednocześnie jest głu­pi. W dyskusjach z Sadownikiem do tej pory, powołując się na jedną z kilkunastu definicji inte­li­gen­cji jako umiejętności przystosowania się, twierdziłam, że to po prostu idiota z parciem na szkło — od trzydziestu lat robi to samo, licząc na inny efekt.

Nie, nie traciłabym czasu na tę książkę, gdyby nie… Emilka, obecnie pani Emilia (l. 28). Postanowiłam zajrzeć do tej książki, by przekonać się, jak bardzo Korwin się po­my­lił. Warto było! Nie spoileruję zamieszczonym poniżej fantastycznym wy­im­kiem. Nie zdra­dza­jąc detali, troszkę jednak to robię, pisząc, że Korwin pani Emilii nie tylko nie dorasta do pięt, Ona go wie­lo­krot­nie zdublowała, gdyby kariery obu tych osób porównać do biegu na 800 m.

Korwin dla mnie aktualnie to embodied-chat-GPT, którego inteligencję wy­ho­do­wa­no nie na wie­dzy, lecz na uprzedzeniach i stereotypach — moc obli­cze­nio­wa zde­cy­do­wa­nie jest, ale niestety to wszystko, na co można liczyć. Ponieważ większość ludzi nie przepadała za za­ję­cia­mi z logiki matematycznej (jest na każdych studiach), to nie pa­mię­tają, że z fałszu mo­żna wyprowadzić wszystko. Korwin nie tylko o tym wie, on z tej własności implikacji uczynił swe oręże, przy okazji dodatkowo mie­sza­jąc po­rząd­ki i miana.

Mało? Mało! To dodam, że pani Emilia intelektualnie zdublowała wszystkich chłop­ców, co tak dzielnie na naszych oczach idą po Polskę.

Jest 2007 rok […]  rok wyborczy, więc wszyscy się modlimy, by Korwin z czymś nie wyskoczył […]  Wiemy, że jak coś chlapnie, to po nas, więc słu­cha­my w napięciu. No i coś tam mówi, nawet dobrze idzie, uspokajamy się, już ma kończyć, ale z tej sceny dostrzega dziewczynkę, niestety na wózku in­wa­lidz­kim, i mówi coś w stylu, że zdrowe dzieci nie powinny się zadawać z ka­le­ki­mi, że jak ktoś będzie siedział z jąkałą w jednej ławce, to też zostanie jąkałą. Matka tej dziewczynki próbuje protestować, więc Korwin je obraża. One oburzone, on biegnie za nimi, szarpie za ten wózek, no żenująca scena. […] 
     Emilia Krok ma jakieś dwanaście lat, gdy patrzy, jak jej mamę krew za­le­wa po słowach Korwina, jak gramoli się z jej wózkiem inwalidzkim pod scenę i krzyczy: „To zejdź tu i powiedz to w twarz mojej córce!”. Korwin oczywiście schodzi ze sceny, podchodzi do Emilii i powtarza w twarz, że niepełnosprawni nigdy nie dorównają sprawnym, że mają zły wpływ na rozwój dzieci, stąd konieczny podział w szkole, ludzie mu wiwatują, jej ma­ma gotowa do boju, a Korwin pyta jeszcze dziewczynkę, jak radzi sobie w szkole.
     – Powiedziałam, że świetnie, że mam same piątki. Wtedy spytał, a jak tam na WF-ie, bo zauważył, że z głową chyba u mnie w porządku, no to po­wie­dzia­łam, że gram w koszykówkę, pływam, nawet bardzo dobrze, mam z WF-u szóstkę, medale na krajowych zawodach i jestem typowana do para­olim­pia­dy w Pekinie, więc tylko spojrzał, zamilkł i odszedł.

*

[…]  gdy rzucają kłody pod nogi, to
trzeba zbudować podjazd.

*

[…]  mama zawsze powtarzała: „Znajdź to, w czym jesteś najlepsza”.

Marcin Kącki, Chłopcy. Idą po Polskę,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

W latach 60. XX wieku psycholog Robert Rosenthal zbadał w San Francisco grupę uczniów, wytypował najbardziej inteligentnych i ich nazwiska prze­ka­zał nauczycielom. Po roku okazało się, że dzieci te mają najlepsze wyniki w nauce. Tylko że naukowiec podał nauczycielom przypadkowe nazwiska, być może nawet miernot, a wyniki jego badań nazwa­no efektem Rosen­tha­la, czyli opisującym uprzedzenia, którymi ludzie kierują się wobec innych, jeśli otrzymają, niekoniecznie prawdziwe, informacje. Mówiąc prościej – rządzą nami stereotypy i jeśli w nie zbyt silnie wierzymy, prowadzić to mo­że do samospełniającej się przepowiedni.

(tamże)

wtorek, sierpnia 29, 2023

5175. Bez jaj, panowie! (I)

Jabłoń:
(czyta świeżą książkę Kąckiego; nie mogąc uwierzyć w istnienie
kilku chłopców, robi klik, klik… i wpada na coś takiego…
i dzieli się swoim odkryciem z nieprzeciętnym mężczyzną
)

DSM, Standardy i wymagania.

Tradycyjny i klasyczny mężczyzna również ma prawo posiadać standardy i wymagania, na przykład: […]  i chęci zostania żoną oraz matkom jako głównymi ambicjami i aspiracjami.
[zapis fonetyczny oryginalny, wyróżnienie własne]

Sadownik:
(z opadniętymi rękoma i w szoku,
czym to Jego Drzewko karmi uszy
)
Ty masz szczęście, że jak cię poznałem,
to nie miałem standardów i wymagań!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

Sadownik:
(po kilku godzinach — gdy z Drzewkiem
komentują wymagania i pani, i pana — dodaje
)
Zawsze sobie mogłem zażyczyć,
byś była dziewczyną ze scholi.

Jabłoń:
(zaskoczona życzeniem, przyznaje się,
że nie wie, co to jest
schola)

*

[…]  jedyne ekskluzywne rzeczy, jakie przeciętna kobieta może dać prze­cię­tne­mu mężczyźnie, to seks, potomstwo i domowe ciepło.
     […]  Tak że musimy zrzucić kobiety z piedestału, powiedzieć „stop”! Niech sobie kobiety skończą same, z kotami.
     Jakich kobiet unikać? […]  Tych z tatuażami unikać, bo to jak dłutem po samochodzie, brak szacunku do własnego ciała.

Marcin Kącki, Chłopcy. Idą po Polskę,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

poniedziałek, czerwca 05, 2023

5082. Z oazy (CLVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa, dopełnione w poniedziałek, bo na kolejną nie­dzie­lę czekać nie mogłam. Nie dało się wczoraj dojść do ładu z sercem i ro­zu­mem, by zapanować nad wyborem cytatów, konsensus odnaleźć, zgodzić się wewnętrznie na wybrane i niewybrane.

Grzałam swoje tęskniące istnienie w czwartym tygodniu giganta tą książką. Pła­ka­łam ze wzruszenia w wielu miejscach. Odnalazłam się w niewiarygodnej liczbie aka­pi­tów. Biegusiem dodałam ją do moich książek roku 2023.

Uśmiechałam się za każdym razem, gdy napotykałam ślady, pozostawione w życiu Autorki przez książki, które i mnie podały pomocną dłoń (SolnitEribon).

Dotknęłam głębokiego smutku po przeczytaniu słów: [b]yło to krótko po śmierci mo­jej matki, kiedy po­dej­rzane siły psy­chiczne pchnęły mnie mocno w kie­runku bio­lo­gicz­nej ro­dziny. Dotknęłam, bo dotarło do mnie, że moje doświadczenie nie jest tak bardzo oso­bi­ste, że opisuje pewien mechanizm, w którym wspomnianej sile to­wa­rzy­szy rów­nie wiel­ka siła, której mogą użyć „biologiczni”, by od siebie sku­tecz­nie odepchnąć.

Wybór cytatów? Niełatwy, prawie karkołomny! Udało się. Będę tymi fragmentami jeszcze długo się karmić.

#A (o miłości):

Lu­dzie, któ­rzy pa­sują do po­wszech­nych ocze­ki­wań, nie zdają so­bie sprawy, jak wiele nie­świa­do­mych przy­ja­znych ge­stów wy­ko­nuje się wo­bec ko­goś, o kim wie się, że jest w związku z osobą, którą do­brze znamy. Ge­sty te stają się wi­doczne do­piero wtedy, kiedy ich za­brak­nie, i tylko dla ko­goś, komu ich nie oka­zano.

*

Po­wie­dzia­łam:
     – Cho­dzi mi o to, że je­steś taką osobą, przy któ­rej można bez lęku uro­dzić się i umrzeć. Ro­zu­miesz?

*

Nie ob­sta­wiaj­cie w ciemno, czy ktoś jest matką i córką; nie rób­cie z ni­kogo ro­dzeń­stwa. Je­żeli lu­dzie sami nie mó­wią wam, co ich łą­czy, to zna­czy, że mają po­wód. Zo­staw­cie w wa­szej re­la­cji pu­ste miej­sce na to nie­do­po­wie­dze­nie, by wła­śnie w nim mo­gły po­ja­wić się kie­dyś słowa prawdy.

*

Gra­nica jest fik­cją, jed­nym z wię­zień wy­obraźni.

*

Bo nic ni­gdy nie jest osta­tecz­nie prze­są­dzone – w na­szej nie­do­sko­na­łej rze­czy­wi­sto­ści za­wsze znaj­dzie się szcze­lina, przez którą wpada pro­mień, zwia­stu­jąc to, co nie­prze­wi­dziane. Z tej szcze­liny wy­ra­sta na­dzieja – za­wsze otwarta i go­towa dzia­łać, aby to, co osta­tecz­nie przy­nie­sie przy­szłość, oka­zało się ra­czej do­bre niż złe.

*

[…]  zwią­zek nie jest czymś, czego szuka się na siłę czy za wszelką cenę – je­śli się wy­da­rza i wi­dać, że jest do­bry, to zna­ko­mi­cie, wtedy trzeba go ce­nić i się o niego trosz­czyć, ale je­śli się nie wy­da­rza, to prze­cież nie ozna­cza, że w po­je­dynkę nie można mieć do­brego ży­cia. Moja opo­wieść była o tym, że le­piej żyć, niż szu­kać związku, bo związki wy­ni­kają z ży­cia.

*

Oczy­wi­ście, czuj­ność wo­bec ję­zyka ma sens i za­wsze warto szu­kać ta­kich okre­śleń, które jak naj­wię­cej wy­ra­żają i jak naj­mniej wy­klu­czają. Ale kiedy pa­trzę na to od środka, z punktu wi­dze­nia wła­snego ży­cia, wszyst­kie te wy­siłki ję­zy­kowe spra­wiają na mnie wra­że­nie ty­leż de­spe­rac­kich, co zbęd­nych prób przy­szpi­le­nia trze­po­czą­cego skrzy­dłami ko­lo­ro­wego mo­tyla. Bo prze­cież ten bo­gaty, skom­pli­ko­wany pro­ces, który w za­leż­no­ści od po­trzeb na­zywa się osobą, związ­kiem albo ży­ciem, po­lega wła­śnie na tym, że nie­ustan­nie wy­myka się ka­te­go­riom i przy­zwy­cza­je­niom.

*

     – Je­stem twoim cia­łem – po­wie­dzia­łam jej dawno temu, na sa­mym po­czątku, kiedy opo­wie­działa mi o złym do­świad­cze­niu ze swo­jej prze­szło­ści. To zda­nie wtedy samo do mnie przy­szło, na­rzu­ciło mi się jako od­po­wiedź na wy­zna­nie pełne bólu, ale nie ro­zu­mia­łam jesz­cze, co na­prawdę zna­czy.
     Te­raz, po dwu­dzie­stu kilku la­tach, które upły­nęły od tam­tej chwili, tamto zda­nie wy­peł­niło się tre­ścią, ale też nie­znacz­nie zmie­niło po­stać:
     – Je­steś moim cia­łem – chcia­ła­bym po­wie­dzieć mo­jej uko­cha­nej dzi­siaj.
     Do­piero te dwa zda­nia ra­zem two­rzą ca­łość.

*

Ni­żej znaj­do­wało się białe krze­sło re­ha­bi­li­ta­cyjne, na któ­rym sie­działa. […]  my­łam sie­bie i ją, ją z wielką czu­ło­ścią.
     […]  Ni­gdy nie by­ły­śmy bli­żej sie­bie. Ni­gdy nie by­ły­śmy bar­dziej wolne od cu­dzego spoj­rze­nia, ob­cych wy­obra­żeń i ję­zy­ków.
     Dwie doj­rzałe ko­biety: si­wie­jące, dawno już nie­szczu­płe, miesz­kanki dzi­kich pól zbio­ro­wej wy­obraźni, z któ­rych jedna myje drugą. Kto nas na­ma­luje?

*

Nasz ję­zyk do­mowy, choć zbu­do­wany ze słów, które na­leżą do wszyst­kich, jest tylko nasz. Mamy w nim swoje za­imki, imiona i bajki.

*

Bo ży­cie, ow­szem, jest ru­chem, a na­wet po­dróżą, ale taką, która nie ma usta­lo­nego celu – to nie­koń­czące się mi­go­ta­nie, prze­miana ma­te­rii w ma­te­rię, prze­cho­dze­nie ze stanu w stan.

*

Mówi się o nas rów­nież – rza­dziej niż kie­dyś, ale jed­nak – że „ko­chamy ina­czej”. Za­sta­na­wiam się, co to zna­czy ko­chać nie-ina­czej? Jak się ko­cha zgod­nie z normą, nor­ma­tyw­nie? Czym jest wzo­rzec, od któ­rego na­sze uczu­cia, zda­niem wielu, od­bie­gają tak zna­cząco, że trzeba dla nich ukuć spe­cjalną na­zwę?

*

[…]  nie jest prawdą, że nie można z sa­tys­fak­cją i sen­sem wy­peł­nić so­bie ży­cia ni­czym in­nym oraz że bez­dzietne pary są z góry ska­zane na klę­skę. […]  warto za­cząć od­kle­jać się od my­śli, że bez dzieci nie można mieć speł­nio­ne­go ży­cia.

*

W dłu­gich, do­brych związ­kach lu­dzie nie tylko wra­stają w swoje miej­sca, ale też zra­stają się psy­chicz­nie ze sobą. Nie są jed­nym, ale są trwale po­łą­czeni, czy może – wza­jem­nie prze­pusz­czalni.

#B (o seksie):

Już to mó­wi­łam: czło­wiek po­trze­buje ob­ra­zów. Je­ste­śmy isto­tami, które bez prze­rwy wi­zu­ali­zują so­bie sie­bie. […]  Po­trze­bu­jemy zo­ba­czyć, czym je­ste­śmy, aby za­cząć się tym sta­wać.
     […]  Prze­ży­wa­nia seksu uczymy się wszy­scy – i he­te­rycy, i nie­he­te­rycy, po­nie­waż seks, jak wszystko, co do­ty­czy czło­wieka, by­naj­mniej nie jest czymś „na­tu­ral­nym”: jest wy­obra­że­niem i tech­niką, a więc – kul­turą.

*

Wszyst­kie płcie są w pew­nym za­kre­sie do­stępne dla wszyst­kich, a pra­gnie­nie zwane ero­sem wcale nie opiera się na płci, tylko, tak jak mą­drość i pi­sa­nie, na nie­usu­wal­nym braku, który wy­wo­łuje po­trzebę się­ga­nia po wciąż umy­ka­jące speł­nie­nie, w nie­ustan­nym ru­chu, w któ­rym gubi się i od nowa od­naj­duje swoje ja, ści­ga­jąc wy­obra­że­nie in­nej sie­bie, peł­niej­szej i do­sko­nal­szej, bo­gat­szej o to coś upra­gnione – osobę, wiersz albo mą­drość.
     Ruch pra­gnie­nia nie ma końca, a płeć od­grywa w nim naj­mniej istotną rolę. […]  naj­bar­dziej spe­cy­ficzne są dla erosa ta­kie układy, w któ­rych nie można po­my­lić go z dą­że­niem do roz­rodu.

*

Seksu les­bij­skiego nie da się za­stą­pić ob­ra­zem ma­szyny – praca i pro­dukt kra­jowy brutto to nie są na­sze me­ta­fory.

*

„Nie mu­sisz się wsty­dzić” – po­wie­działa matka, kiedy zna­la­zła ją scho­waną za tap­cza­nem w moim po­koju.
Wstyd był naj­mniej­szym pro­ble­mem, jaki mia­łam z Wi­słocką. W jej spo­so­bie pi­sa­nia był ja­kiś nie­przy­jemny ton, szorstki, żoł­nier­ski, nie lu­bi­łam tego tonu i nie lu­bi­łam tej prza­śnej baby w chu­ście. Tym bar­dziej że swoją książ­ką okrop­nie mnie prze­ra­ziła.
     […] 
     Sztuka ko­cha­nia
była dla mnie lek­turą trau­ma­tyczną i do ni­czego mi się w ży­ciu nie przy­dała. Ostat­nia rzecz, jaką da­ła­bym córce.

*

Jej kształt jest nie­sa­mo­wity: przy­po­mina drag qu­een w płasz­czu z sze­ro­kimi po­łami, mo­tyla albo smo­czycę. Fa­scy­nu­jące jest to, że po me­no­pau­zie łech­taczka nie ulega atro­fii. Płod­ność prze­mija, a roz­kosz nie.

#C (o genderze i tożsamości):

Naj­waż­niej­sze jest to, że świat spo­łeczny ni­gdy i ni­g­dzie nie jest z betonu, choć czę­sto się taki wy­daje – wszę­dzie jest ru­chem, tak jak samo życie.

*

Po­ten­cjał każ­dej przy­szłej zmiany leży na mar­gi­ne­sie. Nadzieja wy­raża się w dzia­ła­niu.

*

Nie tylko he­te­ro­sek­su­al­ność jest dzi­siaj wy­czer­paną nar­ra­cją, ale też ho­mo­sek­su­al­ność, po pro­stu z tego po­wodu, że w na­tu­rze nie ist­nieje bi­nar­ność płci i na po­zio­mie in­nym niż urzę­dowy nie da się stwier­dzić jed­no­znacz­nie, ja­kiej płci są osoby za­an­ga­żo­wane w re­la­cję mi­ło­sną, choć na pierw­szy rzut oka może się to wy­da­wać dzie­cin­nie pro­ste.
     […]  na płeć osoby ludz­kiej skła­dają się liczne war­stwy: bio­lo­giczne, psy­chiczne i kul­tu­rowe. War­stwy te nie mu­szą być i czę­sto nie są ze sobą zgod­ne. Jed­no­cze­śnie na­sza płeć nie dość, że po­trafi być zmienna w cza­sie, to jesz­cze sta­nowi kon­ti­nuum mię­dzy dwoma bie­gu­nami, a te z ko­lei są je­dy­nie tech­nicz­nym uła­twie­niem, czy­sto teo­re­tycz­nym za­ło­że­niem, bo w rze­czy­wi­sto­ści nikt z nas nie re­ali­zuje ani stu­pro­cen­to­wej ko­bie­co­ści, ani stu­pro­cen­to­wej mę­sko­ści.

*

[…]  wśród fe­mi­ni­stek nie za­wsze się od­naj­duję, co nie po­winno dzi­wić, sko­ro ży­ciowo mam z nimi nie taką wielką część wspólną, wy­zna­czoną przez spo­łeczne piętno gor­szej płci. To piętno dźwi­gamy wszyst­kie, ale poza tym czę­sto róż­nimy się na­prawdę wszyst­kim – na przy­kład za­in­te­re­so­wa­nia­mi, za­kre­sem do­świad­cze­nia.

*

Zmiana wy­nika z fak­tów, które wi­dać, ale też ze znacz­nie więk­szej liczby ta­kich, któ­rych nie do­strze­gamy.

*

[…]  nie­zba­dane są ścieżki iden­ty­fi­ka­cji płcio­wej, i bar­dzo na­iw­nie by­łoby po­le­gać w tej kwe­stii na urzę­do­wych de­kla­ra­cjach K lub M, wy­po­sa­że­niu ge­ni­tal­nym albo ubra­niach, do któ­rych przy­szy­li­śmy metki „ko­biece” i „mę­skie”, żeby uda­wać, że od za­wsze tam były.

#D (bo to Polska właśnie):

[…]  pod­nie­sione do rangi prawa cu­dze uprze­dze­nia.

*

Cza­sem my­ślę, że wy­star­czy­łoby z nimi po pro­stu po­roz­ma­wiać. Po­wie­dzieć im, że to prawda, że seks mię­dzy do­ro­słymi oso­bami za obo­pólną zgodą w żad­nej po­staci nie jest w Pol­sce ka­ralny, ale że tu nie cho­dzi o seks, tylko o całe ży­cie, któ­rego seks jest czę­ścią: o uczu­cia, związki, uzna­nie spo­łeczne i wspar­cie. O to samo, co dla nich rów­nież jest naj­waż­niej­sze, na czym ich ży­cie opiera się jak na so­lid­nym fun­da­men­cie, ale po­nie­waż mają to za­gwa­ran­to­wane w ko­dzie kul­tu­ro­wym i pra­wie świec­kim od uro­dze­nia, nie do­strze­gają swo­jego przy­wi­leju i nie po­tra­fią po­sta­wić się w na­szej sy­tu­acji.

*

[…]  na­gle zo­ba­czy­łam, w jak wiel­kim stop­niu moje nie­he­te­ro­nor­ma­tywne ży­cie zo­stało wy­rzeź­bione przez to, czego w Pol­sce nie było nam wolno. „Wy­rzeź­bione” to zresztą ładne słowo, za ładne, i przez to kłam­liwe, więc po­wiem ina­czej: zo­ba­czy­łam, w jak wiel­kim stop­niu to, czego w Pol­sce nie było nam wolno, od­kształ­ciło czy na­wet znie­kształ­ciło mi ży­cie. Jak bar­dzo wpły­nęło na mój los.
     […] 
     Czy to, czym stały się dla nas z bie­giem czasu dom, ży­cie, śmierć, za­le­żało bar­dziej od nas sa­mych czy bar­dziej od tego, czego nie z na­szej winy nie było nam wolno.

*

[…]  lu­dziom, kiedy tylko po­czują, że mają nad kimś wła­dzę, prze­waż­nie dzieje się coś z głową.

*

Lu­dzie ży­jący w związ­kach nie­he­tero w kraju ta­kim jak Pol­ska mu­szą stać się mi­strzami w wy­peł­nia­niu na wła­sną rękę luk w struk­tu­rach spo­łecz­nych i neu­tra­li­zo­wa­niu po­ten­cjal­nie roz­sa­dza­ją­cych zwią­zek sił od­środ­ko­wych, ja­kie wy­twa­rza sys­tem uprzy­wi­le­jo­wu­jący re­la­cje róż­no­pł­ciowe.

*

Nie mu­szę do­da­wać, że nie mamy też prawa do wspól­nego ani po­dwój­nego na­zwi­ska. Wy­daje się, że to szcze­gół, a jed­nak swoje waży. Wspólne albo łą­czone na­zwi­sko jest jed­nym z wielu spo­so­bów utwier­dza­nia dwójki lu­dzi w ich „ra­zem”, wzmac­nia­nia związku przez spo­łe­czeń­stwo. Jest to tak samo ważne, jak co­dzienne oznaki ak­cep­ta­cji ze strony oto­cze­nia: ro­dzi­ców, ro­dzeń­stwa, są­sia­dów, współ­pra­cow­ni­ków. Tak drobne, że aż nie­zau­wa­żalne – o ile oczy­wi­ście nie jest się ich po­zba­wioną, bo wtedy wi­dać wszystko jak na dłoni.

*

Bo nasz ję­zyk do­mowy jest czymś wię­cej niż inne ję­zyki pry­watne. On jest za­miast.
     Jest za­miast wszyst­kiego, czego nie mamy: ślubu i ca­łej reszty, jaka na mocy prawa ze ślubu wy­nika, a co tak ła­two lek­ce­ważą osoby, któ­rym spo­łe­czeń­stwo nie za­bra­nia za­wrzeć mał­żeń­stwa. Za­miast dzieci, o któ­rych po­sia­da­niu ne­ga­tyw­nie zde­cy­do­wano za nas, za­nim same mo­gły­śmy się nad tym za­sta­no­wić. Za­miast tego, co od ze­wnątrz trzyma lu­dzi ra­zem i obiek­ty­wi­zuje ich zwią­zek, a co na­zywa się spo­łeczną wi­dzial­no­ścią oraz ak­cep­ta­cją, i czego lu­dzie he­tero na­wet nie za­uwa­żają, bo dla nich to oczy­wi­stość.
     Nasz ję­zyk do­mowy za­stę­puje struk­tury spo­łeczne, któ­rych po­trze­bu­jemy, a któ­rych w Pol­sce dla nas nie ma. Jest ży­wym la­bo­ra­to­rium za­równo tych nie­ist­nie­ją­cych struk­tur, jak i no­wej, post­gen­de­ro­wej toż­sa­mo­ści. To on jest dla nas do­mem, kra­jem za­miesz­ka­nia i do­wo­dem oso­bi­stym.

*

„Ni­gdy w ży­ciu nie by­łam bar­dziej za pra­wem do abor­cji niż pod­czas ciąży. I ni­gdy w ży­ciu nie zro­zu­mia­łam tak do­głęb­nie i nie by­łam tak pod­eks­cy­to­wana ży­ciem, które się po­częło. Może i fe­mi­nistki ni­gdy nie zro­bią na­klejki na zde­rzak o tre­ści «TO WY­BÓR ORAZ DZIECKO», ale oczy­wi­ście tak wła­śnie jest i my do­brze o tym wiemy. Nie je­ste­śmy idiot­kami, ro­zu­miemy, o jaką stawkę idzie. Cza­sami wy­bie­ramy śmierć” – pi­sze [Mag­gie] Nel­son, co nie wszyst­kim się spodoba, ale ja pod­pi­suję się pod tym obiema rę­kami.  

*

Nikt nie zmusi uprzy­wi­le­jo­wa­nej więk­szo­ści, by zwra­cała uwagę na mniej­szo­ściowe umowy i peł­no­moc­nic­twa. Po­zo­staje nam więc wy­łącz­nie mieć na­dzieję, że ani moja ro­dzina, ani ro­dzina mo­jej uko­cha­nej nie okażą się w chwili próby zło­śliwe i bez­duszne, ale gwa­ran­cji tego żad­nej nie mamy, po­mimo na­szych umów i peł­no­moc­nictw.

*

Tak my­ślą dzieci – że kiedy zdej­mie się coś z wi­doku, wów­czas zwią­zany z tym czymś pro­blem prze­sta­nie ist­nieć.

*

Po­stę­pu­jąca szyb­ciej niż za­kła­dano ka­ta­strofa kli­ma­tyczna, fala pra­wi­co­wego po­pu­li­zmu, geo­po­li­tyczny chaos i brze­mienna w nie­znane jesz­cze skutki wojna w Ukra­inie spra­wiają, że nasz czas stał się cza­sem przed koń­cem – tym, który jesz­cze po­zo­stał.

*

W jed­nej chwili prze­stają mnie ob­cho­dzić te wszyst­kie słowa, które prze­sy­pu­jemy tu hał­dami, roz­trzą­sa­jąc sprawy pol­skie i ludz­kie przy­padki.

#E (o chorobie):

To dzieje się za­wsze pew­nego dnia, o ja­kiejś go­dzi­nie. W miej­scu prze­waż­nie naj­mniej od­po­wied­nim. Bez pro­ro­czych zna­ków na nie­bie i ziemi, bez he­rol­dów i po­wi­tal­nych ese­me­sów. […]  nie­chciana wia­do­mość o po­ten­cjale fa­bu­lar­nym od zera do nie­skoń­czo­no­ści, od któ­rej wszystko się za­czyna. Pierw­sze, co robi, to prze­straja ze­gar czasu – od­tąd bę­dzie pły­nął spe­cjal­nie dla cie­bie. […]  Dla­tego warto jak naj­wcze­śniej na­uczyć się cze­kać, świa­do­mie ćwi­czyć się w cze­ka­niu. Oswa­jać prze­pływ czasu przez wła­sne ciało. Usiąść nad tą rzeką i pa­trzeć, co nie­sie jej nurt.

*

Oka­zuje się, że to wszystko było jed­no­ra­zowe i nie­od­wra­calne. Zdu­mie­nie.
     Te­raz i w go­dzinę śmierci na­szej. Amen.

*

[…]  zro­zu­mia­łam, czym w prak­tyce jest dzi­siaj me­dy­cyna: opar­tym na sta­ty­styce sys­te­mem za­rzą­dza­nia do­stę­pem do pro­ce­dur. Po­szu­ki­wa­nie jej hu­ma­ni­stycz­nego ob­li­cza jest z góry ska­zane na nie­po­wo­dze­nie […]. Ow­szem, w ogól­no­ści do­ty­czy to wszyst­kich dzie­dzin – tak jak wśród le­ka­rzy nie­wielu jest Le­ka­rzy, tak i wśród pi­sa­rzy nie­wielu jest Pi­sa­rzy, a wśród lu­dzi nie­wie­lu jest Lu­dzi – ale w przy­padku me­dy­cyny to sam sys­tem temu do­dat­kowo sprzyja, to on pro­jek­tuje i ge­ne­ruje swo­ich ope­ra­to­rów.

*

Pi­szę dla kilku bli­skich osób, żeby wie­działy, czym te­raz żyję, a także, być może, dla nieco szer­szego grona bli­skich nie­zna­jo­mych, któ­rzy czują się zdra­dzeni, kiedy przy­cho­dzi im sa­mot­nie mie­rzyć się z na­chal­nym opty­mi­zmem owych nie­licz­nych, któ­rym far­tem udało się wy­dę­bić od losu od­ro­cze­nie i po­tem roz­sie­wają cał­ko­wi­cie fał­szywe prze­ko­na­nie, że coś od nich za­le­żało, że ich silna wola oraz oso­bi­sta dziel­ność miały na to wpływ. Nie miały.

*

Czym jest to pi­sa­nie? Kie­ro­wa­niem snopu świa­tła na ob­cią­ża­jące wspo­mnie­nia, na głę­boko ukryte lęki; oglą­da­niem sie­bie i świata z na­gle skró­co­nej – na za­wsze lub na chwilę, tego jesz­cze nie wiem – per­spek­tywy, pod­jętą przez ślepca próbą czy­ta­nia mgli­stych zna­ków, w któ­rych być może za­ko­do­wana jest przy­szłość.

*

Jest we mnie ja­kaś ele­men­tarna zgoda na to, co przy­cho­dzi, co jest prawdą o mnie.

*

My­ślę, że czło­wiek, który cho­ruje na cho­robę śmier­telną albo umiera, nie po­wi­nien – nie po­wi­nien w tym sen­sie, że dla niego sa­mego tak jest le­piej – ży­wić po­gardy, nie­na­wi­ści czy za­wi­ści wo­bec tych, któ­rzy zo­stają w ży­ciu. Za­równo wo­bec tych, któ­rzy wie­dzą i nie dają so­bie rady z wła­sną re­ak­cją, jak i wo­bec tych, któ­rzy nie wie­dzą i po pro­stu żyją ży­ciem. Ci ostatni mogą nas po­trą­cać lub krzyw­dzić, tak jak po­trąca się i krzyw­dzi ogól­nie zdro­wych bliź­nich, i trzeba im wy­ba­czyć, bo nie wie­dzą, co czy­nią. Trzeba im wy­ba­czyć, że żyją, to nie ich wina. Ci pierwsi na­to­miast są w sy­tu­acji naj­cięż­szej – mu­szą zmie­ścić w so­bie lęk o bli­ską osobę, wła­sny strach przed śmier­cią, który wo­bec cie­le­snej na­ocz­no­ści śmierci czy­jejś wy­ra­sta po­nad naj­wyż­sze wul­kany Kam­czatki, i jesz­cze być opar­ciem dla cho­rego, da­wać mu siłę, a przy­naj­mniej nie stra­szyć go wła­snym stra­chem, nie do­kła­dać wła­snych łez. Po­wiem wię­cej – śmier­tel­nie chory lub umie­ra­jący może wiele dać po­zo­sta­ją­cym w ży­ciu, może dać im się oprzeć o sie­bie albo prze­ka­zać im coś ze swo­jego wi­dze­nia rze­czy, które po­ten­cjal­nie jest wy­jąt­kowe, bez­cenne mą­dro­ścią bli­skiego kresu. […]  Tym bar­dziej warto wy­ko­rzy­stać ten szcze­gólny czas, kiedy na­sze ży­cie do­piero za­czyna zmierz­chać i ni­skie słońce tak przej­mu­jąco oświe­tla, tak prze­świe­tla wszyst­kie jego sprawy.

*

S.T. w ma­ilu do mnie: „[…] Od po­krze­pia­nia w końcu mamy lu­dzi, z któ­rymi sy­piamy, po to są na świe­cie, to się nie dzieje w sło­wach, tylko w czymś in­nym, nie wiem na­wet do­kład­nie w czym, wiem, że się dzieje”.

*

[…]  doj­rze­wa­nie jest dłu­gim, z na­tury spo­koj­nym pro­ce­sem – ła­twiej jest po­lu­bić ko­niec, który doj­rzeje w nas do­piero za parę de­kad – czyż nie? A gdy­by ktoś z tych lu­bią­cych do­wie­dział się wczo­raj, że ten jego owoc jest już cał­kiem spory, że już doj­rzał i czas go ze­rwać, czy też by to lu­bił? To by do­piero było coś.

#F (o nieodwracalnym):

– Je­śli coś się sta­nie, pa­mię­taj, ja za­raz do cie­bie przyjdę – mówi Elż­bieta, kiedy pła­czę.
     – Ale tam nic nie ma.
     – To, że nie ma ko­mu­ni­ka­cji, o niczym nie świad­czy.

*

Do­bre dni to ta­kie, kiedy na parę go­dzin za­po­mi­nam.

*

Roz­pacz dzie­lona z in­nymi to na­sze je­dyne po­cie­sze­nie, innego nie ma.

*

„Czło­wiek wszystko znie­sie, tylko ni­gdy nie py­taj o cenę” – mówi M. […].

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]  w banku, w skle­pie, na działce – cały czas py­ta­łam samą sie­bie: i komu to prze­szka­dzało? Komu prze­szka­dzało to pro­ste, zwy­kłe ży­cie, które ni­kogo nie krzyw­dziło? Czy nie mo­gła da­lej tak so­bie cho­dzić po ziemi i tak so­bie żyć – w banku, w skle­pie, na działce – czy nie mo­gła?

(tamże)

niedziela, października 23, 2022

4788. Z oazy (LXXII)

Dwuniedzielne odliczanie literek, raz. Pierwsza z pięciu książek i książeczek, na­pi­sa­nych przez kobiety i ukrytych pod okładką w „dziewczyńskim” kolorze od bez­dys­ku­syj­nej czerwieni do bladego różu. Było warto! Jest moc.

Rozgrzeszyła ta książka ten kawałek mnie, co zawsze marudzi i widzi szklankę do po­łowy pustą. A nawet zaryzykowałabym, że uwolniła mnie od tego kawałka, gdy po­sta­nowiłam spędzić z nim tyle czasu, ile potrzebował w moim towarzystwie. Dlatego dla mnie te nieprzypadkowo ułożone literki uważam za — absolutnie! bez­względ­nie! — bezcenne.

     – O co tobie w ogóle chodziło? – spytał zmęczonym głosem.
     – Skarbie – odpowiedziałam – to się nie mogło udać. Ja zmierzałam… do miejsca, w którym jestem teraz.

*

W czasach, gdy zbliżałam się coraz bardziej do marginesu społecznego, nic tak nie koiło bólu i złości w sercu jak spacer przez miasto. Obserwując ludzi, którzy na pięćdziesiąt różnych sposobów próbują pozostać ludźmi, widząc różnorodność i pomysłowość technik przetrwania, czułam, jak schodzi ze mnie napięcie. Odbierałam przez skórę zbiorowy opór przed pójściem na dno.

*

     – To czym ostatnio jest dla ciebie życie? – pytam.
     – Kością stojącą w gardle – odpowiada. – Ani nie mogę jej połknąć, ani wykasłać. Mogę tylko próbować się nie udławić.

*

Lecz jak właściwie wytłumaczyć wrażliwość, która nabiera kształtu pod wpływem takich, a nie innych doświadczeń? I dlaczego w ogóle jeden ciąg zdarzeń staje się  doświadczeniem, a inny nie? Pewne jest, że koniec koń­ców człowieka zawsze cze­ka głębokie zaskoczenie („Nie tak to sobie wyobrażałam!”) obrotem życiowych spraw i że to zaskoczenie w sposób nie­uni­kniony staje się dla niego surowym tworzywem.

*

     – Co to, u licha, znaczy?
     – Sama nie wiem.
     – A kiedy będziesz wiedzieć?
     – Nie wiem.
     – I co zamierzasz w międzyczasie?
     – Robić notatki.

*

     – Nie ma tu nikogo, z kim dałoby się porozmawiać? – spytałam ją kiedyś.
     – Nie, kochana – odparła Alice. – Popaplać, to tak. Ale porozmawiać? Nie. Na pewno nie tak jak z tobą.
     Czuła się otępiona gadką szmatką, która dzień w dzień wypełniała jej uszy. To gorsze niż cisza, powiedziała. O wiele gorsze.

*

To, czego byliśmy świadkami jako dzieci, było naszym pierwszym wglądem w pewien rodzaj wewnętrznego oddalenia, które w późniejszym życiu czło­wiek postrzega jako coś zgoła pierwotnego.

*

     – Jak mogłaś to zrobić dziecku? – pytałam ją najpierw, gdy miałam osiemnaście lat, potem trzydzieści, a potem czterdzieści osiem.
     Zdumiewające, że ilekroć wracałam do tamtego zdarzenia, mama oznaj­miała:
     – Niczego takiego nie było.

*

Miłość bez równości? To ja podziękuję! Dzieci i macierzyństwo? Obejdę się bez! Społeczne potępienie? Bzdura! Pomiędzy żarliwością jej retoryki a na­ka­za­mi pełnokrwistej rzeczywistości rozciąga się ziemia niczyja nie­spraw­dzo­nych przekonań. Jak łatwo było – Rhodzie, ale i nam – wy­krzy­kiwać ze złością: do diabła z tym wszystkim! I jak bardzo temperowało nas doświadczenie nieokiełznanej siły uczucia, które z uporem podkopuje te buntownicze uproszczenia. Zbliżając się nieuchronnie do punktu, w którym sama sprawi sobie zawód, Rhoda staje się żywym ucieleśnieniem luki mię­dzy teorią i praktyką: miejsca dobrze znanego tak wielu spośród nas.
     Nieraz sobie myślę, że dla mnie ta luka stała się głęboką przepaścią, po której dnie wędruję niczym pielgrzym, nie tracąc nadziei, że uda mi się przed śmiercią wdrapać na górę.

*

[…]  na drodze do samowiedzy po każdych dwóch krokach naprzód robią jeden krok wstecz – rzecz znamienna dla żółwiego tempa, w jakim postępuje zmiana społeczna.

*

„Tak, tak, tak!” – krzyczą błyszczące oczy, rozchylone usta. Patrząc na to ich rozedrganie i czując jednocześnie, jak moja własna twarz tężeje, myślę sobie: tego się nie da ominąć, każdy musi przez to przejść.
     To gen anarchii, obecny w każdym człowieku, który urodził się w gorszej klasie, z gorszym kolorem skóry, z gorszą płcią – tyle że u niektórych pozo­sta­je uśpiony, a u innych sieje spustoszenie – nikt nie wie tego lepiej niż ja.

*

Spytałam kiedyś Manny’ego, czy jest zaskoczony przebiegiem swojego ży­cia. Odpowiedział:
     – Zawsze się czułem, jakby popychały mnie siły, nad którymi nie mam żadnej kontroli. Robiłem to, czego ode mnie oczekiwano, a potem ogarniał mnie lęk. Przez lata nie znałem innego stanu niż niepokój. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że ten niepokój mnie uformował. Od tamtej pory nic mnie już nie zaskoczyło.

*

     – To proste – odpowiada Leonard. – Gdy konflikt staje się publiczny, polityka na tym zyskuje, a sztuka schodzi na psy. Ludziom takim jak my pozostaje gapienie się na obrazki w internecie: uniesioną pięść, różową wstążkę, tatuaż ze słusznym hasłem.

*

[…]  słowa wciąż trzymały w napięciu. Powoli zdałam sobie sprawę, dla­cze­go tak jest: ponieważ John [Dylan]  nie walczył z utratą kontroli. Tak jakby się jej spo­dziewał i zawczasu obmyślił metodę przetrwania. Zamierzał pod­dać się własnej słabości, zobaczyć, dokąd go ona zaprowadzi.

*

Na Park Avenue dobrze ubrana matrona mówi znajomej:
     – Za moich czasów mężczyzna był daniem głównym, a dziś jest przyprawą.

*

Im jednak dłużej spotykałyśmy się i rozmawiałyśmy, tym silniej do nas docierało, że naszym głównym zamierzeniem jest zrozumieć, w jaki sposób stałyśmy się takie, jakie jesteśmy.

*

Nasze życie wewnętrzne, pisał William James, jest płyn­ne, ruchome, zmien­no­kształtne, zawsze w stadium przej­ścio­wym. Te przejścia, uważał, sta­no­wią naszą rzeczywistość; wszelkie doświadczenie „tkwi w prze­mianach”.

Vivian Gornick, Kobieta osobna i miasto, przeł. Łukasz Witczak,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

[…]  przywiązane lub przywiązujące się do mężczyzn umysłowo i duchowo nijakich, do mężczyzn, którzy nie­uchronnie ciągnęli je w dół. Widmo takiego losu wisiało nad nami wszystkimi. Każda drżała na myśl, że mo­gła­by się stać jedną z tych kobiet.
     Mnie to nie spotka, postanowiłam. Poprzysięgłam sobie, że jeśli nie znajdę właściwego mężczyzny, obejdę się bez niego.

*

     – Nie interesuję ich. Ta część mnie, która jest interesująca, to część, której się boją.

*

Przyjaźń dzieli się na dwie kategorie: taką, w której lu­dzie spotykają się ze sobą, bo potrzebują swojej ener­gii, i taką, w której ludzie potrzebują energii, żeby się spo­tkać. W pierwszym przypadku człowiek stanie na gło­wie, by móc spędzić trochę czasu z przyjacielem, w dru­gim – szuka dla niego miejsca w swoim kalendarzu.

(tamże)

niedziela, października 09, 2022

4778. Z oazy (LXX)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Nie mam pojęcia, jakimi drogami doszłam do tej książki, ale gdy zapisałam te słowa, przypomniał mi się jeden powód: Autorka jest Grendlandką. Dla mnie — po przeczytaniu zmarzniętych, ale pełnych życia, literek — był to wybór oczywisty. Za nic miała ta książka stosik, który na mnie czeka. W mgnie­niu oka była na jego szczycie, by zaraz potem przykuć do siebie moją uwagę.

Ta książka pozostawiła mnie z refleksją o notorycznym zaniedbywaniu środka. Dla jednych najważniejsi są nienarodzeni (w drodze na świat), dla drugich ci, którzy odeszli. Ci, którzy żyją (jeszcze) są tak powszedni, że nie widzi się w tym cudu, nie widzi się chcących rozkwitać ludzi. Szkoda.

Nie rozumiem, jak to możliwe, że jestem jej córką. Pierwsza blizna, czyli pępek, pochodzi od matki – tak twierdzi pisarka Auður Ava Ólafs­dóttir w powieści Blizna.

*

Nie da się znaleźć niepodważalnego wytłumaczenia, dlaczego ludzie od­bie­rają sobie życie, gdy nadchodzi dzień polarny, ale jedna z hipotez brzmi tak, że ludzie zaczynają mieć stany depresyjne, gdy śpią za mało, inna – że po zi­mnej i ciemnej zimie czują się silniejsi na myśl o nadejściu cieplejszych i jaś­niej­szych dni, ale gdy te w końcu przychodzą, uświadamiają sobie, że życie wcale nie stanie się od tego łatwiejsze. Nigdy.

*

Po zamknięciu drzwi słyszę, jak mruczą coś pod nosem. Obgadują mnie, ale mam to w dupie, jestem do tego przyzwyczajona, było nie było pochodzę z Grenlandii. Z kraju, gdzie ludzie uwielbiają patrzeć na to, jak ktoś inny upada.

*

Wchodzę na profil tej koleżanki i znajduję jej ostatni post. Opublikowała go kilka nocy temu. Pyta na Facebooku, czy ktoś chciałby ją odwiedzić. Polaj­ko­wa­ła to tylko jedna osoba. W poprzednich dniach koleżanka opu­bli­ko­wa­ła kilka emotek ze złamanym sercem i płaczącymi buźkami. Kilka osób sko­men­towało to sercami. Pod obecnym postem jej matki aż się roi od serdu­szek, wyrazów miłości i współczucia. Mnóstwo innych osób, z którymi dziew­czy­na nie miała kontaktu od wielu lat, publikuje o niej posty. Piszą, że czują się strasznie, że zawsze będą ją pamiętać i szanować jej wybór.

*

Kiedyś potrafiłam zaznać spokoju u waszego boku, wyciągaliście mnie z samotności, a teraz czuję się najbardziej samotna, kiedy jestem z wami.

*

     – Możesz mi powiedzieć, czego nie zrozumiałaś? Całej historii czy ostat­nie­go zdania? Ludzie tylko słyszą, ale nie słuchają! – Wygląda, jakby chciał uderzyć ręką o stół, ale tylko przesuwa kubek.
     Nie odzywam się.

*

Mówisz, że mnie widzisz, że mnie rozumiesz, ale ty widzisz tylko tę część mnie, która pragnie być kochana i która pragnie cię kochać. I właśnie ta moja połowa jest bliska śmierci. Kochasz mnie, bo umieram?

*

     – Jak długo jesteś bezdomny? – pytam Larsa.
     – Nie jestem bezdomny, jestem wolny od domu – mówi.
     – W ten sposób nigdy na to nie patrzyłam.
     – Nowi tak mają. Jak długo jesteś bezdomna? – pyta.
     – Odkąd zmarła moja babcia. Miałam wtedy szesnaście lat.

*

Obejmujemy się w ciemności, nie pozwalamy sobie odejść. Jeszcze nie.

*

     – Co mam zrobić?
     – Sama musisz do tego dojść. Nie wiem, co się dzieje w twojej głowie – mówi.
     – Ja też nie.

*

W mojej śmierci nie chodzi o mnie, tylko o wszystkich dookoła.

*

Kochamy cię bez względu na to, jaka jesteś.
     Potrzeba było kolejnej śmierci, żeby się na to zdobyła.
     – I co w związku z tym? – zapytałam.
     – Po prostu nie chcę, żebyś…
     – Nie popełnię samobójstwa – przerwałam jej.

*

     — […]  Może Guuju po prostu nie nadawała się do życia na tym świecie.
     – Ale nie chcesz się dowiedzieć dlaczego? – pytam.
     – Nie znajdę odpowiedzi, które nie istnieją. Nareszcie ma spokój. Trzecia próba okazała się dla niej szczęśliwa.

*

Zastanawiam się, czy od smutku można dostać odleżyn.

*

Słowa kiepsko smakują w moich ustach, bo wiem, że życie najprawdopodobniej wcale nie stanie się lepsze.
     – Kiedy można przestać walczyć? A może trzeba to robić do końca życia? W jakim celu?
     – Nie wiem – odpowiadam.

*

Mam nadzieję, że dowie się tego, czego potrzebuje, żeby pójść dalej ze swoim życiem.

*

     – Mogę cię o coś zapytać?
     Maliina kiwa głową.
     – Kim jesteśmy?
     – Co masz na myśli?
     – No wiesz. – Pokazuję na siebie, potem na nią i znów na siebie.
     – No chyba jesteśmy parą, co? – mówi, jakby stwierdzała coś oczy­wistego.
     Uśmiecham się.
     – Tak.

*

     – Czy jest coś, co wydało ci się trudne? – pyta.
     Wzruszam ramionami, ale ona czeka na odpowiedź, przyglądając mi się z sympatią.
     – Tęsknię – odzywam się w końcu. – Ale to nie takie straszne.
     […]
     – Za rodziną? – pyta.
     – Nie, nigdy w życiu. Za kobietą
.

Niviaq Korneliussen, Dolina Kwiatów, przeł. Agata Lubowicka,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

Najlepsze, co mnie kiedykolwiek spotkało, dzieje się właśnie tu i teraz. Na kilka sekund zamykam oczy, potem znów je otwieram. Powtarzam to kilka razy, żeby przeżyć to wszystko jeszcze raz. […]
     – To najlepsze, co mnie kiedykolwiek spotkało – odzywam się. – Że tu jestem.
     Ściska moją dłoń. Całuję ją.
     – Kocham cię – mówię.
     – Kocham cię.
     To, co najlepsze, już się zdarzyło.

*

     – O czym myślisz? – pyta ni stąd, ni zowąd.
     – Nie myślę – odpowiadam szybko.
     – Słyszę twoje myśli aż tutaj – mówi, nie patrząc na mnie.

*

     – Pamiętaj, żeby o siebie dbać – mówi, kładąc mi dło­nie na policzkach.
     – Dobrze.
     – Masz o siebie dbać. Wiesz dlaczego? – pyta ła­mią­cym się głosem.
     Wpatruję się w jej mokre oczy.
     – Bo cię kocham – mówi i dopiero teraz poluzowuje uścisk.

(tamże)

wtorek, września 13, 2022

4751. O seksizmie

Sadownik & Jabłoń:
(w drodze na obiad dojeżdżają do
mało używanego poza sezonem skrzyżowania
)

Sadownik:
(o psie wylegującym się na skrzyżowaniu,
który tylko podniósł głowę i leniwie patrzy
na podjeżdżający i mijający go samochód
)
Twardziel!

Jabłoń:
Skąd wiesz, że to nie twardzielka?

Sadownik:
Jeśli tak, to idiotka!
(po chwili dodaje)
Wiem, wiem, to seksizm
w najczystszej formie.

poniedziałek, sierpnia 08, 2022

4718. O refleksie językowym

Jabłoń:
(wczoraj koło południa na tarasku w słońcu;
wie, że jeśli chce o własnych siłach się poruszać,
to powinna się stamtąd zwijać, ale siedzi
)

Sadownik:
(staje w drzwiach na taras)
Zmykaj stąd!
Potem będziesz jojczyć.

Biały Kruk:
(z czeluści domu krzyczy)
Używaj feminatywów!
Jojczyć jest męski.
Żeński to pipczyć!

Jabłoń:
(padła ze śmiechu i bez pipczenia
przeniosła się w chłodne miejsce)

niedziela, czerwca 12, 2022

4663. Subiektywnik (V)

Optymistyczny tytuł projektu. Według mnie izmy w Polsce nie są ciche, choć strukturalnie są zawsze przemilczane i zbyte. Rasizm, seksizm, ableizm, ageizm mają się w Polsce doskonale i kwitnąco. A ludzie? Wielu stara się kwitnąć pomimo tych izmów, które ich nie tylko dotykają, lecz czasem próbują powalić.

To pierwszy festiwal, z którego wzięłam dla siebie więcej literek niż pikseli. Ten projekt jest jednym z dwóch w kategorii must see.

Rasizm symbolizuje w Polsce powszechnie używane słowo Murzyn […].

*

Dlaczego warto zwiększać świadomość na temat negatywnego wpływu ję­zyka na tożsamość? Język jest odwzorowaniem rzeczywistości i zmieni się tyl­ko wtedy, gdy zmienią się ci, którzy go używają. Cichy rasizm jest głosem pokolenia, które chce tej zmiany.

*

[Murzyn] Określenie używane w branżowym slangu filmowym. Oznacza czarną flagę lub ekran, wykorzystywany do wysłaniania światła na planie filmowym.

*

Teoretycznie możesz wszystko. Tylko pytanie, po co to robisz i co ci to zabiera, jeżeli tego nie zrobisz? Co ci zabiera to, że nie będziesz używał słowa Murzyn?
//  Oliwia Oladigbolu

*

Bardzo znamienne jest to, że w związku z różnymi problemami [z ró­wie­śni­ka­mi] nauczyciele stwierdzili, że zapiszą mnie do psychologa […]. Jak my­ślę o tym teraz, to zastanawiam się, czemu ja, a nie oni?
//  Mateusz Małkowski

Julia Klewaniec, Cichy rasizm,
(wyróżnienie własne).


niedziela, maja 15, 2022

4618. Panna cotta (XXXIX)  //  Z oazy (XV)

Dla dzieci w wieku 3+. O byciu nieznośnym, o miłości, ale i o… śmierci.

Piękny w tej książce jest giender zastosowany w praktyce: Płeć Maxi i Mini nie ma w tej opowieści żadnego znaczenia, choć uczucia, wątpliwości i pytania mają zde­cy­do­wa­nie ludzką naturę.

Jabłonko, a dlaczego tę książkę wybrałaś? Bo rozumiałam cały tytuł. Bo bohaterami były duży i mały lisek. Bo okładka przypominała mi najpiękniejszą książkę o miłości rodzicielskiej, jaką mam na półce. Bo czułam pismo nosem, że będzie wspaniała?

A ilustracje? Boskie! — w każdym znanym mi języku. Ilustratorką jest sama Autorka.

Maxi entra e chiede:
«Oh perbecco, che succede?»
[Maxi wchodzi i pyta:
     — O, rany! Co się dzieje?]

*


[po lewej: Maxi (nim zaczął się hałas i opowieść) / po prawej:
[     — Jestem Mini, rozrabiaka, i nikt mnie nie kocha!]

*


[Maxi na to:
     — Moje Mini, / ale ja jestem z tobą!
I wiesz, że kocham cię
nawet jeśli… jesteś rozrabiaką.]

*


io per sempre ti amerò!»
[Maxi na to:
     — Rzecz jasna! / Między nami nie zmieni się nic.
Czy będziesz owadem czy nie… / będę cię kochać na zawsze!]

*


[     — A jeśli będę… / krokodylem?]

*


[ A jeśli odejdę, jeśli odejdziesz ty?
  Czy wówczas również nie będzie już miłości?
  A może ona przetrwa?
  Czy miłość istnieje zawsze?]

*

«Guarda come brillano
  le stelle nella notte
  benché molte di loro
  da tempo siano morte»
  [   — Popatrz, jak świecą / gwiazdy w nocy,
   chociaż wiele z nich / od dawna nie istnieje.]

«Finché le stelle splendono
  nel cielo buio e nero
  l’amore sarà vivo
  per sempre e per davvero.»
  [   — Tak długo jak gwiazdy lśnią
   na ciemnym, czarnym niebie,
   miłość będzie żywa
   na zawsze i naprawdę
.]

Debi Gliori, Ti voglio bene anche se…,
z j. angielskiego przeł. Chiara Carminati,
Mondadori Libri, Milano 2014.
(wyróżnienie własne)

*

poniedziałek, listopada 01, 2021

4418. Z książki wyjęte…

Wyjęłam te literki z tej książki i natychmiast zrobiłam klik, klik, by po chwili mieć je na czytniku.

Ta książka jest gęsta od przemyśleń i doświadczeń. Mnie pozostawiła z do­peł­nie­niem przeczucia, że jaty mieszczą duże większe bogactwo niż ograniczające spo­łecz­nie i kulturowo — a nie tylko wytwarzające dystans — on czy ona.

Ciekawe, jakim krajem byłaby Polska, gdy­by każda jej obywatel i każ­dy jej oby­wa­tel­ka był w stanie uczciwie wobec siebie roz­po­znać w sobie okruch queerowatości, który czyni ich niepowtarzalnymi, fa­scy­nu­ją­cymi osobami.

Poczułam ulgę, znajdując swoje miejsce, bo z pewnością od zawsze jestem queer. Obśmiałam się, gdy dotarło do mnie, że rodzina, którą tworzę, jest również jak najbardziej queer. Czy dlatego jest mi w niej dobrze?

Pozostało mi pochylić się nad wielopłciowymi matkami mojego serca— ze­brać je razem, każdej z nich być świadomą.

Słowa zmieniają się w zależności od tego, kto je wypowiada; nie ma na to rady.

*

Chcę ciebie, jakiego nikt inny nie widzi, chcę cię tak blisko, że nie będzie trzeba stosować trzeciej osoby.

*

Ale kiedy teraz o tym myślę, słyszę tylko szum prób wyjaśnienia czegoś sobie nawzajem, sobie samym, na temat naszych dotychczasowych do­świad­czeń na tej ogołoconej, zagrożonej planecie. Jak to często bywa, in­ten­syw­ność naszej potrzeby bycia zrozumianym zniekształciła nasze stanowiska, zagoniła nas w głąb klatki.
     „Chcesz mieć rację czy się porozumieć?” – pytają terapeuci par.
     „Nie chodzi o to, by odpowiedzieć na pytania, ale wydostać się, wydostać się z tego”.

*

Pytanie o to, czego może doświadczyć psychika, lub też du­sza, zależy w dużej mierze od tego, z czego według nas jest zrobiona.

*

[…] niemal każde społeczeństwo uparcie postrzega dzieci jako bilet – może nawet jedyny – do sensownego życia [wszystko inne to tylko nagroda po­cie­sze­nia] oraz że większość tych społeczności wymyśliła również wszel­kiego rodzaju sposoby, od subtelnych po przerażające, na karanie kobiet, które nie chcą się rozmnażać […].

*

[…] podmiotowość jest bez wątpienia relacyjna, a także dziwna. Jesteśmy dla innego albo na mocy innego.

*

Ja nie chcę niczego reprezentować.
     Jednocześnie każde słowo, które piszę, można odczytać jako pewnego rodzaju obronę czy potwierdzenie wartości tego, czym jestem, jaki punkt widzenia mam rzekomo do zaoferowania, tego, co przeżyłam.

*

Nie licząc zatwardziałych religijnych konserwatystów, kto w heteryckim świecie naprawdę doświadcza przyjemności seksualnej jako nierozerwalnie związanej z reprodukcją?

*

Jednak w miejscach publicznych ciało w ciąży jest również obsceniczne. […] Szczególnie irytuje przeciwników aborcji, którzy woleliby rozdzielać ten dwu­pak jak najwcześniej – dwadzieścia cztery tygodnie, dwa­dzie­ścia ty­go­dni, dwanaście tygodni, sześć tygodni… Im szybciej rozdzieli się te dwie oso­by, tym prędzej będzie można pozbyć się jednego skład­ni­ka: ko­bie­ty z prawami.

*

Również mam ochotę wsadzić komuś kij w oko za każdym razem, gdy słyszę o „ochronie dzieci” jako uzasadnieniu rozmaitych podejrzanych pro­gra­mów: od uzbrojenia przedszkolanek, przez zrzucenie bomby ato­mo­wej na Iran, likwidację całej sieci bezpieczeństwa socjalnego, po wydobycie i spa­le­nie resztek zasobów paliw kopalnych na świecie.

*

Boję się. Jak głęboki może być ból.

*

[…] lubię fizyczne przeżycia, w ramach których można się poddać. Niewiele jednak wiedziałam o przeżyciach, które wymagają kapitulacji – które roz­jeżdża­ją cię jak ciężarówka, bez hasła bezpieczeństwa, które mogłoby wszystko zatrzymać.

*

[…] im częściej się ją [przyjemność] odczuwa i okazuje, tym mocniej się mnoży, tym możliwsza się staje i tym bardziej wchodzi w nawyk.

*

[…] wystudiowana skłonność do uników ma swo­je ograniczenia, swoje sposoby ograniczania pewnych form szczęścia i przyjemności. Jak przy­jem­ność przetrwania. Przyjemność nalegania, wytrwałości. Przy­jem­ność obo­wiąz­ku, przyjemność zależności. Przyjemność zwykłego oddania. Przy­jem­ność uznania, że być może trzeba będzie dojść do tych samych wnio­sków, zapisać te same uwagi na marginesie, powrócić do tych samych tematów w swojej pracy, na nowo poznać te same prawdy emocjonalne, ciągle pisać tę samą książkę – nie dlatego, że się jest głupim, upartym czy niezdolnym do zmian, ale dlatego, że to z takich powtórek składa się życie.

*

[…] wypowiedzieć znaczy ochronić.

*

W rzeczy samej, jedna z zalet rodziny genderqueer – i miłości do zwierząt – to świadomość, że opieka jest oderwana od – i adresowana do – każdej płci, każdej czującej istoty.

Maggie Nelson, Argonauci, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

Empirycznie rzecz ujmując, jesteśmy stworzeni z gwiazd. Dlaczego więcej o tym nie mówimy?

(tamże)