czwartek, września 03, 2026

6204. Z oazy (CDLXX)

Książki o niewybranym osobiście podróżowaniu po jednokierunkowych życiowych drogach dobrze jest, nim dotrze się do ich ostatnich stron, odkładać na chwilę, chwil­kę czy chwilunię. Dobrze jest zrobić przerwę, by poćwiczyć, pogapić się w nie­bo lub wsiąknąć w wersy.

Dawno mnie tak nie dotknęła poezja. Czytałam kolejne wiersze powolutku. Czułam, jak coś w środku mnie drży podczas tego czytania. Była to mi nieznana do tej pory reakcja na litery układane w strofy.

Jeśli istnienie jest ranliwe, jeśli – jak pisał Kafka – rana jest naszym wyposażeniem na życie (a wyraźne ślady tego przekonania znaj­du­je­my w wierszach Jaglarza), pozostaje mieć staranie o wszystko-co-jest, cierpliwie i bez dzielenia na mniej i bardziej ważne istoty, trzeba nam praktykować doglądanie.

[…]  znaki i symbole nie są ograniczone gramatyką.

Gromadzenie rozproszonego, bliźnienie ran, sprawowanie pieczy po­ma­ga­ją scalić świat. W tym sensie doglądanie jako praktykowanie troski jest aktem poetyckim: ratuje świat przed ranami pogromów i narastającą nienawiścią.

Tadeusz Sławek


Książka ta nie powstałaby, gdyby nie […]. Kolejność jest przy­pad­ko­wa. Ale Wasza pomoc przypadkowa nie była i uratowała moje życie, mój język, moją poezję.
     Dziękuję.

🖇🖇

o zmierzchu syty przyjmij mnie
tylko rozbiorę się a ubrania cicho osuną się na stopy

🖇

takim jak ja przyszło urodzić się dwukrotnie ale raz umrzemy
jedna miłość jedno serce w nas ustanie do którego rośliśmy
          […] 
gdyby nie to wygnanie poza litery własnego imienia
w końcu poza ciało nie umiałbym nazwać rzeczy tego świata
kiedy nadałem sobie imię jak zrozpaczony adam
odkryłem korelacje słów i zdolność liter do łączenia się w koralowce
          […]
          zjednoczony jestem z uchodźcami ludźmi w drodze
          żyję w przestrzeni zakazu grzechu aberracji mniejszości wyjątku
          mój dowód nie przedstawia mnie samego
          nie dowodzi mojej tożsamości jest listem z poprzedniego życia
          telegramem który zdradza moją porzuconą płeć

🖇

jak nazwać tą męskość która nie odziera ze skóry
nie zabija nie jest przodkiem adama
widzi rzeczy i istoty odmienne od niej samej
widzi je więc dozwala im się zbliżyć
a potem jest jak ślepy pies daje się dotknąć
wyswobadza się ze skafandra boga

🖇

[…]  odchodzę i nie odwracam się
[…] 
będę pokorny i pracowity schylę się nisko jak trzeba
żeby ugasić we mnie te dymy gryzące

🖇

noli me tangere
/łac. nie zatrzymuj mnie/

🖇

nie sprostałem twojej mądrości nie zjednałem tajemnic
i choćbym chciał mieć spocone taneczne ciało koni które karmię
stoję nieruchomo i patrzę na samego siebie i chciałbym zobaczyć
to co widzą gzy zawisające nade mną czujnie tak blisko

🖇

zrastam się teraz […]  okrywam nowym futrem skórą
spiętą szwami drenami w ranach obniżającym się głosem imieniem
którym mnie już wołają którego ich nauczyłem tak mnie wzywajcie
nie wyrosłem z was jestem z innej gromady niebiosa trzaskające

🖇

oddałem przeszłe słowa trzeba mi znaleźć inne źródła
wody inne w których wychowam się na powrót
[…] 
już tylko ślady rozmakające w ścieżkę w drodze
do coraz mniej gramatycznego słowa tam tam dalej chodźmy

🖇

sprowadź tylko tego jednego który pragnie mnie odkryć i nazwać

🖇

schodzimy się w tym samym punkcie doliny w ciszę która znaczy przygodę
albo miłość albo inne jeszcze słowa niezapisane przez ludzki język

🖇

teraz świat jak oko zaćmy nie zajrzysz głębiej niż sięgają płomienie

🖇

zacznę od liścia […]  zacznę od boga bo skłócił się
ze sobą zacznę od hioba zacznę od psa bo mam jego miłość
tak jestem posiadaczem ziemskich rynsztunków jestem
zbieraczem poławiaczem zdarzeń zacznę od ciała
bo spoglądam tylko do wewnątrz
          zacznę od zwierząt by na nich skończyć bo jestem ich opowieścią
          tyle słów ułożonych w sekrecie tyle tajemnic odłożonych w czasie

🖇

nie kładź się wstań i idź odegnaj otrzymane słowo
[…] 
przemilczysz własną skończoność odrywającą się
od drzewa jak dojrzałe jabłko
na razie idź i bądź wdzięczny bądź ucieczką lisa
gonitwą psa jego snem na deskach

🖇

[…]  jest we mnie strach tańczących
płomieni jeszcze zazdroszczę ciała prometeuszowi spętanego
grawitacją wiem i o tobie ale jak zaufać kiedy rozumiem
do czego sam zdolny jestem

🖇

[…]  jest w tobie tyle cierpliwości
chociaż widziałem z ukrycia jak siadasz ze zwieszoną głową
a psy próbują polizać cię po twarzy […]

🖇

ogołocony z przyczyn poddaję się transfuzji myśli
które jednoczą we mnie to narodzone bycie
wypełniam je słowem które jest odpowiedzią
na mroki przyszłych czasów transkrypcją która otwiera płeć
i tożsamość na bycie narzędziem pojednania

🖇

Wszystko, czego usilnie staramy się nie dopuścić do siebie,
znajduje się już w środku.

   — Báyò Akómoláfé

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

nie szukam pocieszenia nie tobie dane jest zjednać mnie
przyjacielu z tą pustką którą tak gniewnie głaszczę

🖇

może słyszałem to co miałem usłyszeć popołudniowe
           pogawędki wyznania miłości
dudnienie własnego serca

🖇

jak daleko od siebie już jestem w tym gąszczu
popiołów rwących jak rzeka […] 

🖇

bo jesteśmy tak jak każdy z nas
           uniesieni tym samym wdechem

🖇

wychylony poza granice pojmowania siebie
jako to co z głębi ludzkie chciałbym zjednoczyć w sobie
to co odmienne inne żywe

🖇

odprowadzam cię łasko do twoich kryjówek

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz