Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ALTO-OBI-SEM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ALTO-OBI-SEM. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 24, 2021

4207. W doborowym towarzystwie

Pięć lat temu
     w decathlonie.
Wczoraj
     odbierając ferrari.

Dziś
     od rana już trzy ćwiczenia wymyślone, każde w kilku seriach powtórzone. Obikujemy z Heniutką w ulu. Dobrze się bawiąc, włączamy w nasze wspólne życie ferrari. Znów z Kudłatą jesteśmy duetem.

[…] we are not bound by our wheelchairs—they give us freedom and independence to live our lives.

Naomi G., I Am Not ‘Wheelchair-Bound’,
[dostęp: 24.04.2021], źródło.

czwartek, kwietnia 18, 2019

3252. Wspomnienie (kudłate)

Z bloga, który zamarł, nim blox postanowił przestać istnieć, zabieram to, co wciąż jest piękne.

#1

19 maja 2012.
Rozmowa z siedmioletnią dziewczynką. Podeszła po cichutku, zajrzała mi ze znawstwem głęboko w oczy, zrobiła znaczącą pauzę i zapytała:
     — Czy kocha pani swojego psa?
     — A jak myślisz?
     — Myślę, że bardzo.
     — Masz rację, bardzo.

Cudownie, że w tym wieku dzieci wierzą, że psy są warte naszej, ludzkiej miłości.

#2

26 maja 2012.
Dumna niczym Siedmiolatek. Wczoraj przed zajęciami w Radziejowicach mając jeszcze trochę czasu odpoczywałyśmy po podróży. Ja na ławce. Hexe na ziemi z pyskiem na moim bucie. Przyglądałyśmy się światu, a świat niespiesznie wędrował od jednej chwili do kolejnej. W pewnym momencie z prawej strony nadciągnęła grupa trzynasto-, czternastolatków. Z lewej szedł samotnie siedmiolatek. Jedna i druga strona, niczym przedstawiciele różnych gatunków człowieka, wrogich plemion wiekiem rozdzielonych. Ktoś z grupy nastolatków zapytał z lekką pogardą młodszego, jakby ten miał nigdy nie „urosnąć w latach”:
     — A ty gdzie idziesz?
     — Na zajęcia z psem
— odpowiedział z dumą w głosie Młody.

#3

26 maja 2012.
Podejście do zabawki, po wydaniu komendy szukaj:

Pojemnik z przykrywką zdobyty najszybciej...

...widać na zdjęciu nawet smaczki:

Czas na zasuwkę...

i szufladkę:

#4

19 czerwca 2012.
Student. Dwa tygodnie temu, na koniec zajęć przytrafiła mi się taka rozmowa z jednym z moich Studentów.

     — Muszę pani powiedzieć, że w tym semestrze, jeśli chodzi o zajęcia, pozostanę rozczarowany.
     — Bo??? Oczywiście, jeśli może pan powiedzieć.
     — Bo ani razu nie przyszła pani z psem.

Dziś z Hexe naprawiłyśmy ten błąd.

#5

5 lipca 2012. Poza słowami.
// ten rysunek wciąż wisi na drzwiach wejściowych do ula [18.04.2019].


Młoda Dama, lat 7.

#6

16 lipca 2012.
Tęczowa podróż. Miałyśmy wczoraj wyjątkowo dużo szczęścia. Gdy wracałyśmy, przez pół drogi, towarzyszyła nam przepiękna tęcza (pojedyncza i podwójna). Musiałam zatrzymać się na poboczu i zrobić zdjęcie wracającemu z pracy psu.

#7

31 sierpnia 2012.
Psia rozrywka, psia nauka.
Każdy pies poza jedzeniem, piciem, spokojnym miejscem do wypoczynku, poczuciem przynależności do stada, potrzebuje... intelektualnej rozrywki. O tym ostatnim właściciele rodzinnych pupili zwykle zapominają.

Labradory nie mają duszy pluszowego misia. To psy, które lubią pracować. Bardzo chciałam mieć mądrego psa i za Dżo He powtarzam jak mantrę:

nie chcę psa bezmyślnie wykonującego polecenia,
chcę psa myślącego
”.

A tego trzeba psa nauczyć. Inaczej, trzeba go nauczyć, że warto myśleć.

Z przyjemnością zameldowałyśmy się w ostatni weekend na kolejne Seminarium organizowane przez Altówki.

Było jak zwykle, cudownie... bo psy... bo ludzie...
bo przywilejem to dla nas jest...



the best!

17 września 2013.
Kudłata terapia. Upłakałam się dziś, gdy zobaczyłam tę psio-terapeutyczną opowiastkę...

(fot. źródło)

niedziela, października 26, 2014

(1150+7). Na zawsze już

Dwie kobiety w psie oko schwytane. Zdjęcie z Profesorą mam! Takie zdjęcia, ze mną w kadrze, lubię najbardziej. Nie ma mnie na nich, a jednak jestem. Pani Profesoro, dziękuję to mało... nigdy bardziej nie brakowało mi słów jak dziś, bo...

...właśnie to zdjęcie pozostanie we mnie do końca mego życia...

(fot. Pani Profesora, źródło)

środa, października 22, 2014

(1148+5). Beth rozpala ogień

 wpis przeniesiony 11.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dotknęła mnie. Przemieniła. Zatrzymała. Dzięki niej psie seminarium było nie tylko nauką, spotkaniem, zabawą. Było w równym stopniu wdychaniem szczęścia, smakowaniem chwil i celebrą życia.

Gdy zaczęłam ją czytać, przyszło mi do głowy, że chyba nic w niej nie znajdę, że mnie nie zaskoczy, bo za dużo Küblerowej czytałam, bo ona nic już dodać nie może. Myliłam się.

Wciąż nie znam właściwej odpowiedzi na pytanie: od której książki Kübler-Ross zacząć? Nie opuszczają mnie wątpliwości w tej kwestii, ale mam też niebywałą pewność, że wszystkie Jej książki są o Życiu. Soczystym.

Oto najważniejsza lekcja życia — należy odnaleźć nasze autentyczne ja i szukać go też u innych.

*

Ta wspaniała osoba, którą jestem, kryje się za wszelkimi okolicznościami i sytuacjami. [...] Zawsze pozostajemy poza okolicznościami — niezależnie od tego, czy jest to początek czy koniec naszego życia i czy cieszymy się sławą, czy poddajemy rozpaczy. Jesteś, kim jesteś, a nie swoją chorobą, ani też tym, co robisz. Życie jest trwaniem, a nie robieniem czegoś.

*

Szczęście i spokój w miłości znajdujemy tylko wtedy, kiedy poluzujemy warunki nakładane w miłości na siebie i innych.

*

Wycofanie się lub zniecierpliwienie często wynikają z niewiedzy na temat tego, co się dzieje z drugą osobą.

*

Wszyscy mamy marzenia dotyczące miłości, życia czy przygód. Niestety, dysponujemy też całą gamą powodów, które nie pozwalają nam nawet podjąć próby ich realizacji. Te powody niby nas chronią, choć tak naprawdę bardzo ograniczają.

*

     — A jeśli miłość nie polega na tym, by uszczęśliwić drugą osobę? A jeśli polega na byciu z nią?

*

     — Ludzie upadają, ale potem przy odrobinie szczęścia się podnoszą. Takie jest życie.
     Utrata w dużym stopniu przypomina upadek. Jest w niej coś archetypowego, niezależnie od tego, czy jest to utrata kogoś lub czegoś, utrata równowagi, czy czyjejś łaski. Przechodzimy przez ogień. Zmieniamy się, diament zyskuje szlif i staje się brylantem.

*

[...] nie musimy panować nad zdarzeniami, by coś, czego bardzo pragniemy, jednak nastąpiło.

Elizabeth Kübler-Ross, David Kessler, Lekcje życia. Specjaliści od śmierci
i umierania zdradzają tajemnice życia
, Media Rodzina, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)

wtorek, października 21, 2014

(1150+2). Moja ulubiona Profesora

Moja kudłata Nauczycielka... miłości, uważności, prawdziwości, wszystkiego co najważniejsze w relacjach. W obiektywie Pani Profesor. Skłamałabym, pisząc, że nie czekałam na Jej spojrzenie utrwalone w zdjęciach. Dziękować, dziękować, dziękować...

(fot. Pani Profesor, źródło)

poniedziałek, października 20, 2014

(1150+1). Kudłaty uwielb

 wpis przeniesiony 11.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kolejne ALTO-OBI-Seminarium z Asią za nami. Gdy gapiłam się, jak ćwiczą inne psy, co chwilę spotykałam w sobie myśl lub uczucie świadczące o tym, że psy czynią nas lepszymi, szczęśliwszymi ludźmi... Gdy w sobotę po wszystkim całą ludzką ferajną siedzieliśmy przy stole, pomyślałam nie po raz pierwszy, że mam ogromnego farta, móc dzielić czas z takimi ludźmi. Na każdej twarzy choć przez chwilę zawiesiłam wzrok. Dziękować, dziękować, dziękować...

*

Asia, w wersji pies, chyba border,
         demonstruje, co suka sobie myśli.

Ja, w wersji „gdzie odłożyłam mózg”,
         układam sobie w głowie i ciele.

Heniutka, w wersji kudłaty aniołek,
         czeka na partnerkę do pracy.

Uwielbiam te chwile.

(fot. Sadownik)

(fot. Sadownik)

poniedziałek, września 01, 2014

(1118+3). Proste jak drut

 wpis przeniesiony 11.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Asia na ludzki przełożyła mi Heniutkowe utyskiwanie na swoją obi-partnerkę:

Jeśli nie robię tego, co chcesz,
to znaczy, że chcesz
        za dużo,
        za szybko lub
        w zbyt trudnych
        warunkach.

(fot. Altówka)

Zapamiętałam. Nareszcie nie tylko rozumkiem, ale przede wszystkim sercem!

(fot. Sadownik)

(fot. Sadownik)

(1118+2). Święto klubowe (subiektywnik)

 wpis przeniesiony 11.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po pierwszych dziesięciu minutach pierwszego seminarium z Asią Hewelt, czułam się jak właściciel kanapowego jamnika na szkoleniu bokserów pracujących w straży granicznej. Pomyliło mi się, jak mało kiedy — myślałam sobie — intelekt przeszarżował, intuicja opuściła pokład, żenada trwała na posterunku i tylko kudłata solidarność nie pozwoliła zostawić mi psa w opałach. Ale, ale... to było tak dawno temu, potem było lepiej i tylko lepiej.

*

W grudniu zeszłego roku zwątpiłam. Jestem zarżnięta pracą — grunt to mieć dobre alibi — suka za stara, nie szarpie się, za piłkę zabić się nie da, a i parę kiepskich nawyków Matka Kudłata była łaskawa jej rozwinąć do kwitnięcia w pełni — matki kudłate są tak samo do dupy jak te ludzkie. Bez nowego psa ni du du. No i najważniejsze, wręcz egzystencjalne, pytanie: w zasadzie to  p o   c o   m i   t o   o b i? Ja do niczego, suka starsza z każdym dniem a odpowiedzi na pytanie zasadnicze brak. Masakra dryfująca.

*

(fot. Altówka)

*

Dziś jest pierwszy dzień po seminarium z Asią, a ja na kudłatym haju niezmiennie od soboty. Henia szarpiącego się zwierza, co nawet warczy, zaprezentowała, jak tylko Jabłoń — pod czujnym okiem Asi —wskazówkę łyknęła i krok w stronę człowieka szarpiącego się z zapałem zrobiła. Początki kwadratu — metodą na drucik — uczyniły z Heniutki sprintera, jakich mało. Nikt chyba wcześniej nie widział jej biegnącej w takim tempie. Ja też galopu zaznałam wracając w sobotę do Wawy. Myliłby się ten, że tylko miłość stęskniona gnała mnie do Pana Ciasteczko, co porzucił walizkę w biurowcu i wszedł w buty Sadownika. To też, ale gnałam, by zdążyć jeszcze do świątyni pieniądza wszelkiego, do działu agd w hipermarkecie. Pan Kudłatej oniemiał na widok ekspozycji mojego zakupowego entuzjazmu — w końcu żonę na dobre mu odmieniła tęsknota. Tymczasem, mopy na pęczki były brane, bo... boskie z nich szarpaki! Bianania ma nosa do zabawek, które psy kochają od pierwszej chwili. Na niedzielny deser zaserwowano nam ćwiczenie, które przypomniało mi nasz początek na pierwszym Asiowym seminarium — koordynacja motoryka–mózg wysiadła zupełnie i Kudłatej intelekt musiał nadrabiać za cały ludzko-psi duet. Uwielbiam Henię za wiarę we mnie i przepraszam za moje zwątpienie. I odpowiedź znalazłam!

Ano,  o b i   p o t r z e b n e   m i   d o   ż y c i a , bo uwielbiam być w kontakcie z Sukulcem, bo marzę, by coraz mniej potknięć musiała mi wybaczać, bo relacja z Heniutką rozwija mnie jako człowieka. O czym pomyślałam nie raz podczas seminarium, a dobitnie poczułam, gdy po seminarium mieliśmy spotkanie klubo-założycieli. Wokół dużego stołu wspaniali ludzie. Po raz pierwszy dotarło do mej łepetyny, jak bardzo chcę być częścią tej drużyny — również z ludzkich, a nie tylko psich powodów.

(fot. Altówka)

(fot. Altówka)

niedziela, sierpnia 31, 2014

(1118+1). Na psi ogon!

Podszlifował sobie pies człowieka.
Człowiek zawstydzony odszczekał każde swoje zwątpienie.
Było bosko!

cdn., wszyscy padamy na pysk...

niedziela, czerwca 15, 2014

(917+147=1057+7). I po

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wespół w zespół razem z Altówkami i Szafirką wygraliśmy dawno, dawno temu, z myślą o zdrowiu Norda, trening ze Sławkiem. W piątek nastąpiła konsumpcja wygranej.

Cel dla nas było skromny, ale wymarzony. Sprawdzić, czy w Heni drzemią jeszcze poza Duchem Psa, psie Popędy, które niechcący z absolutnej niewiedzy zabiłam. Heniutka ma bowiem w życiu tylko jednego dużego pecha — jest naszym pierwszym psem. Okazało się w praniu, że troszkę drzemią i nie omieszkamy ich rozbudzać. Marzy mi się, by wrócić Suce Psią Duszę.




wtorek, sierpnia 06, 2013

(815+1). Poseminaryjnie

 wpis przeniesiony 8.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ułamek sekundy z minut, które pracowałyśmy w Trójkę. Te dwie Dziewczyny wyciskają ze mnie wszystko co najlepsze, obdarowują mnie magią możliwości, wywołują radość i uśmiech od ucha do ucha. Czarodziejki! Po prostu Czarodziejki!

Ułamek sekundy, którego nie widziałam, gdy trwał, bo z góry Sunix wygląda zupełnie inaczej...

piątek, sierpnia 02, 2013

(804+11). Mniej więcej...

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Otrzymałam wczoraj te piękne, mądre słowa...
równie piękne i mądre jak tamte.

I zachwyciły mnie, ale podjęłam decyzję,
że do niedzieli będę kimś mniej.

Odkładam na bok siebie tęskniącą, sprzątającą,
liczącą, czytającą, i te pe, i te de.

Już za chwilę będę już tylko psiarą...

czwartek, stycznia 03, 2013

640. Wpis zawiera lokowanie produktu

 wpis przeniesiony 4.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Piesy rozwijają ludzi w wielu kierunkach. Przyszła kolej na Modę. Przez wielkie M. Wygodną. Niedrogą. Użyteczną. Psio zorientowaną Modę, oczywiście.

Ponieważ jutro ruszamy na zawody a Sadownik odmówił marznięcia, więc wczoraj zarządził pierwsze niuchanie w sklepie, którego artykuły wydawały się dalekie od jakichkolwiek naszych potrzeb. Sklep podpowiedział nam na treningowych zawodach Pan Norda, gdy oboje zachwycaliśmy się jego kamizelką z tysiącem zakamarków potencjalnie wypełnionych smakołykami, piłkami i szarpakami.

Zamysł był nieskomplikowany — ja jechałam po kamizelkę a Sadownik po ciepłe spodnie. Stanęło nie tylko na kamizelce i spodniach, ale również na tym, że od wczoraj już jako świadomi profesjonalni majsterkowicze, zgodnie z opisem profilu sklepu, jesteśmy zachwyconymi klientami naszego nowego sportowo-odzieżowego przybytku — to wciąż ten sam sklep. Dział BHP przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Ulokowaliśmy w nim swoje serca. Mają nawet dział z damskimi spodniami! Nie mogłam sobie odmówić. Wzięłam. Ciut za duże, ale wystarczająco długie. Robią na mnie wrażenie i niezmiennie wprawiają mnie w doskonały nastrój. Bardziej damskich spodni (w różyczki) w życiu nie miałam.

A Heniutka na to: wow! Ależ z nas dziewczyńska Drużyna, Jabłonko!

wtorek, stycznia 01, 2013

(634+4). Subiektywnik poświąteczny (V)

 wpis przeniesiony 4.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Przez dwa dni, gdy konie jeszcze spały lub gdy konie przebierały się wieczorem w piżamki, my z Heniutką, dzięki gościnności TR-W Miłosna ćwiczyłyśmy, bo zawody tuż, tuż... a my zestrachane już, już...

wtorek, grudnia 11, 2012

(621+1). Pies, nie UFO

 wpis przeniesiony 4.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Odmarzamy wspominając. Miniony czwartek. Pierwszy nasz trening na hali. Latającego, bajkowego prosiaczka uchwycił Sadowniczy obiektyw:

Kto to słyszał, by w Mikołajki było –10° C!

*

Wspominamy odmarzając. Sobotni wieczorny trening z Falowcami. Niedzielne zawody treningowe zorganizowane przez Altówki. Heniutka mnie zadziwiła. Wyzerowała pewniaki. Zdobyła maksa w ćwiczeniu, którego się najbardziej bałam. Dziwnie dziwne... Poniżej najdłuższa minuta niedzieli, podczas której miałam czas pomyśleć: czyż nie jest pięknym, że mogę przejść samodzielnie dwadzieścia metrów? że mogę stać i liczyć oddechy? że mogę cieszyć się dniem, chwilą, bezruchem?

Do stycznia mamy sporo pracy, ale na cześć Falowców i Altówek, używając ich barw flagowych, mogę śmiało powiedzieć, że odeszły pierwsze „wody płodowe” drużyny Hexes (tłum. Wiedźmy Dwie):