Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: Miasto niedźwiedzia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: Miasto niedźwiedzia. Pokaż wszystkie posty

sobota, grudnia 16, 2023

5290. Czekariat (LXIII)


fot. Hawwa, fragmenty.

Tak to już jest, że mija wy­star­cza­jąco dużo czasu i ból czuje się już tylko pra­wie cią­gle. Tak że da się wy­trzy­mać. Można tę­sk­nić, nie krzy­cząc za każ­dym ra­zem. Przy­tu­lać, nie pła­cząc co rusz. Śmiać się i nie czuć przy tym wy­rzu­tów su­mie­nia.
     Ży­cie to­czy się da­lej. Nie daje nam in­nego wy­boru.

*

Nie wiem, gdzie te­raz je­steś, przy­ja­cielu,
Ale za sto lat wi­dzimy się znowu.

*

Na­dejdą wio­sna i lato. To pra­wie nie do znie­sie­nia. A po­tem je­sień, krótka ni­czym mru­gnię­cie okiem, za­nim zima znów za­pa­nuje na nowo. Ży­cie nie to­czy się da­lej, za­czyna się od nowa, znów wszystko jest moż­liwe.

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.

niedziela, września 24, 2023

(5202+1). O miłości

Jabłoń:
(niepoprawnie odczytała
intencje Sadownika
)

Sadownik:
(rozbawiony, z czułością)
Ty głąbie!

Jabłoń:
Ale kalafiorowy, prawda?

Sadownik:
Nie! Kapuściany!

Jabłoń:
Wolałabym być kalafiorowym…
Byłabym wtedy
Twoim kwiatuszkiem!

*

Za­wsze uwa­żała, że mał­żeń­stwo to pestka, trzeba tylko wy­brać je­den te­mat kłótni, w któ­rym jest się na­prawdę do­brym, i już do końca ży­cia po­wta­rzać go przy­naj­mniej raz w ty­go­dniu.

*

Dom”.
     Po­winno ist­nieć wię­cej słów do na­zwa­nia gojedno okre­śla­jące miej­sce, a dru­gie lu­dzi, po­nie­waż po pew­nym cza­sie re­la­cja z ro­dzin­nym mia­stem przy­po­mina ra­czej mał­żeń­stwo. Trzy­mają nas ra­zem wspólne hi­sto­rie, drobne opo­wiastki, któ­rych nikt nie zna, śmieszne tylko dla nas żar­ciki i ten spe­cy­ficzny śmiech, ten, któ­rym śmie­jesz się tylko do mnie. Za­uro­cze­nie miej­scem i czło­wie­kiem to po­wią­zane ze sobą przy­gody. Po­cząt­kowo chi­cho­cząc, bie­gniemy za róg i od­kry­wamy na­wza­jem każdy cen­ty­metr swo­jej skóry, z bie­giem lat uczymy się każ­dego ko­ciego łba, każ­dego ko­smyka wło­sów i po­chra­py­wa­nia, w ten spo­sób czas za­mie­nia na­mięt­ność w od­daną mi­łość, aż w końcu oczy, przy któ­rych bu­dzimy się każ­dego dnia, i ho­ry­zont za oknem opi­su­jemy tym sa­mym sło­wem: „dom”.
     Tak więc po­winny w tej sy­tu­acji funk­cjo­no­wać dwa słowa, jedno na to, co po­trafi cię prze­nieść przez naj­ciem­niej­sze na­wet chwile, a dru­gie, które po­trafi cię przy­wią­zać.

*

Kiedy jest się mło­dym i świeżo za­ko­cha­nym, to przy­zna­nie się do tego, że się po­trze­buje po­mocy, wy­daje się naj­trud­niej­sze. Tym­cza­sem pół ży­cia po ślu­bie już się wie, że naj­trud­niej­sze jest przy­zna­nie się przed sobą, że się tej po­mocy nie po­trze­buje. Nie trzeba po­mocy, by czuć się nie­wy­star­cza­ją­cym, wy­bra­ko­wa­nym i bez­war­to­ścio­wym. Nikt tak do­brze jak ty sam nie po­trafi cię wpę­dzić wła­śnie w ta­kie uczu­cia.

*

Jedną z nie­moż­li­wych do prze­sko­cze­nia rze­czy w mał­żeń­stwie jest to, że na­wet je­śli wszystko ro­bisz do­brze, to za­wsze po­ja­wia się jesz­cze coś in­nego.

*

[…]  to, co jest ważne w mał­żeń­stwie, to wspólne cele i nie­ustanne spo­glą­da­nie w tym sa­mym kie­runku”. Czę­sto roz­my­śla o tym, że tu­taj ro­dzi się pro­blem, bo je­śli za­wsze pa­trzy się w tym sa­mym kie­runku, to ni­gdy nie pa­trzy się na sie­bie na­wza­jem.

*

„Każdy po­rządny czło­wiek, ja­kiego znam, ma dwie ro­dziny, tę, którą do­stał, i tę, którą wy­brał. Na tę pierw­szą nic nie po­ra­dzisz, ale za tą drugą bie­rzesz, do ja­snej cia­snej, od­po­wie­dzial­ność!”, wrzesz­czała na niego Ra­mona za każ­dym ra­zem, gdy ktoś z Grupy na­broił coś po me­czu […].

*

Po­chyla się więc w jego stronę i z dło­nią na jego po­liczku szep­cze:
     – Ro­bimy, co mo­żemy. Do­brze? A to, czego nie je­ste­śmy w sta­nie kon­tro­lo­wać, mu­simy olać. Skup się na tym, na co masz wpływ.
     Johnny kiwa głową, ką­ciki ust pod za­ro­stem na­dal się jesz­cze lekko za­ci­skają.
     – Okej, Da­laj­lamo.
     Han­nah ude­rza go w ra­mię, a on ca­łuje ją nieco dłu­żej, niż przy­stoi w miej­scu pracy.

*

„Mał­żeń­stwo”.
     Po­winno ist­nieć ja­kieś inne słowo na okre­śle­nie mał­żeń­stwa z wy­star­cza­jąco dłu­gim sta­żem. Gdy już dawno temu mi­nęło się ten punkt, w któ­rym jesz­cze się czuło, że to wy­bór. Już nie wy­bie­ram cię każ­dego po­ranka, to, co po­wie­dzie­li­śmy so­bie w dniu swo­jego ślubu, było bar­dzo miłe, nie mogę so­bie wy­obra­zić ży­cia bez cie­bie. Nie je­ste­śmy świe­żymi kwia­tami, tylko dwoma drze­wami ze zro­śnię­tymi ko­rze­niami, doj­rze­wasz we mnie.
     Za młodu czło­wiek my­śli, że mi­łość to za­ko­cha­nie, ale za­ko­cha­nie jest pro­ste, każdy dzie­ciak może się za­ko­chać. Ale mi­łość? To ro­bota dla do­ro­słego. Mi­łość wy­maga ca­łego czło­wieka, wszyst­kiego, co w to­bie naj­lep­sze, i wszyst­kiego, co w to­bie naj­gor­sze.

*

Mał­żeń­stwo? Po­winno na to z cza­sem ist­nieć inne słowo. Bo nie ma cze­goś ta­kiego jak „wieczne za­ko­cha­nie”, tylko mi­łość wy­star­cza na tak dłu­go, a ta ni­gdy nie jest pro­sta. Wy­maga ca­łego czło­wieka. Wszyst­kiego, co masz. Wszyst­kiego.

*

     – Mó­wisz, jakby to była jedna długa walka.
     – A czy mi­łość wła­śnie taka nie jest? Ko­chać ko­goś to jedno, ale kto, do chuja, ma siłę być KO­CHA­NYM przez dwa­dzie­ścia lat?

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

5202. Z oazy (CLXXXVI)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, dwa. Czekałam na tę część od momentu, gdy prze­czy­ta­łam ostatnie słowa drugiej części cyklu. Na szczęście nie było tego czekania aż tak dużo. Z ogromną przyjemnością wróciłam do bo­ha­te­rów tej historii. Nie pła­ka­łam wcale, ryczałam jak bóbr w wielu miejscach, co Sadownik niezmiennie kwitował z tym sa­mym wyrzutem, bo ma bardzo dobrze wyrobione zdanie na temat moich li­ter­ko­wych wyborów: znowu? A ja, całkowicie niewinna, broniłam się dziarsko, jak­by te łzy miały mniejszy kaliber rażenia: ale to powieść!

Nie miałam żadnych hamulców przy wyborze cytatów. Muszę je tu wszystkie mieć. Nie czekam już na czwarty tom, bo go nie będzie, ale na następny przekład kolejnej książki Autora czekam już dziś, czekam bardzo.

Dla każ­dego, kto mówi za dużo i śpiewa za gło­śno,
i pła­cze za czę­sto, i w ży­ciu ko­cha coś bar­dziej, niż po­wi­nien.
//  dedykacja

*

Szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia dla na­szego sza­lo­nego owczarka, który w mo­ich naj­mrocz­niej­szych mo­men­tach pod ko­niec re­dak­cji tek­stu przy­po­mi­nał mi o tym, że nie ma nic waż­niej­szego niż spa­cer i po­rzu­ca­nie pi­łeczką w parku.
//  fragment podziękowań Autora

*

Cały sport ba­zuje na mi­ni­mal­nych mar­gi­ne­sach. Pro­mi­lach, mi­li­me­trach, gra­mach. Za wszyst­kimi naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nymi spor­to­wymi wy­czy­nami stoi ty­siąc nie­wi­docz­nych „je­śli tylko”, „je­śli nie” i „tak bli­sko”.
     […]  Cały sport ba­zuje na mi­ni­mal­nych mar­gi­ne­sach, cza­sami to tylko przy­ja­ciel, który nie traci wzglę­dem cie­bie na­dziei.

*

Ho­kej dla po­stron­nego ob­ser­wa­tora może być głu­pawą grą, ale dla gra­ją­cego ni­gdy. Wy­tłu­ma­cze­nie ko­muś, jak się czuje na lo­dzie, wy­daje się rów­nie nie­moż­liwe co wy­ja­śnie­nie ży­ją­cemu pod zie­mią, czego do­świad­cza la­ta­jący. Ja­kie zna­cze­nie może mieć niebo, je­śli się go ni­gdy nie wi­działo?

*

[…]  ho­kej to przede wszyst­kim dys­cy­plina dźwię­ków. Szramy w lo­dzie, cięż­kie ciało wbite w pleksę przez in­nego za­wod­nika, echo od­bi­ja­jące się w hali, krą­żek z ca­łej siły ude­rza­jący o bandę: bang­bang­bang­bang­bang.

*

Że też tak ko­micz­nie ła­two wy­pro­wa­dzić grupę do­ro­słych męż­czyzn z rów­no­wagi, je­dyne, co mu­sisz zro­bić, to prze­ła­mać ich do­tych­cza­sowe na­wyki. Za­ckell ni­gdy nie dzi­wiło, że męż­czyźni wy­wo­ły­wali wojny, ale już to, że któ­re­muś z nich kie­dy­kol­wiek udało się ja­kąś wy­grać, sta­no­wiło dla niej cud.
     […] 
     – Noż kurw… – do­biega ze­wsząd, a to do­piero po­czą­tek ka­ko­fo­nii uża­la­ją­cych się nad sobą męż­czyzn.

*

Daw­niej Maya przy­glą­dała się pta­kom wę­drow­nym prze­la­tu­ją­cym wio­sną po­nad la­sem mię­dzy Hed i Björn­stad i za­sta­na­wiała się, po co to ro­bią. „Ro­zu­miem, dla­czego od­la­tują, ale nie dla­czego wra­cają”, po­wie­działa do Any, ale ta wzru­szyła tylko ra­mio­nami, od­po­wia­da­jąc: „Omija je cały se­zon ho­ke­jowy. Mą­drale!”.

*

Naj­trud­niej­sza w ho­keju jest zmiana na­sta­wie­nia. A najtrud­niej zmie­nić swoje wła­sne na­sta­wie­nie.

*

Nikt nie za­czyna jako sza­le­niec, nikt nie ro­dzi się agre­sywny, wszy­scy naj­pierw ro­bią coś ma­łego, a po­tem znów jesz­cze coś. Ra­dy­ka­lizm po­lega na tym, że po­woli za­czy­namy nor­ma­li­zo­wać to wszystko, co po­je­bane. Wszy­scy sta­jemy się stop­niowo co­raz nie­bez­piecz­niejsi, cen­ty­metr po cen­ty­me­trze. Tak jest też tu­taj, wszy­scy my­ślą, że wal­czą o do­bro. I dzia­łają w… sa­mo­obro­nie.
     […] 
     – I co mo­żemy z tym zro­bić, je­śli to dzieje się wszę­dzie?
     – Nie wiem.

*

     – Wszy­scy my­ślą, że to ta­lent, ale to tylko tre­ning. I obsesja.
     […] 
     – Chęć to ta­lent – mówi Benji.

*

Obaj wy­cho­dzą na ze­wnątrz. Nie żeby to nie był głupi po­mysł, bo oczy­wi­ście jest, cza­sem jed­nak idio­tyczny po­mysł po­zo­staje je­dy­nym roz­wią­za­niem.

*

Świat ni­gdy nie wy­daje się więk­szy niż wtedy, gdy w ra­mio­nach trzyma się ma­leń­kiego czło­wieka. Czło­wiek ni­gdy nie czuje się bar­dziej nie­kom­pe­tent­ny niż wtedy, gdy do­ciera do niego, że na­gle jest czy­imś ro­dzi­cem i nikt nie za­mie­rza go przed tym po­wstrzy­mać. […]  Serce ści­ska­jące płuca, gdy pięć ma­leń­kich pa­lusz­ków chwyta za nasz i już nie chce pu­ścić.

*

W głębi du­szy Han­nah to wie, ale to je­den z tych mo­men­tów, który przy­tra­fia się pra­wie każ­demu ro­dzi­cowi, gdy za­czy­namy krzy­czeć i nie mo­żemy prze­stać. Roz­cza­ro­wa­nie wła­snymi dziećmi jest za­wsze roz­cza­ro­wa­niem sa­mym sobą, a ni­czego nie ha­muje się tak wolno jak tego.

*

Po­czu­cie winy za­wsze jest sil­niej­sze od lo­gicz­nego my­śle­nia.

*

Któ­re­goś dnia po­wie­dział zgorzk­nia­łym gło­sem: „Co nam może dać sport? Wkła­damy w niego całe swoje ży­cie, na co li­czymy, w naj­lep­szym ra­zie? Kilka chwil… kilka zwy­cięstw, kilka se­kund, gdy czu­jemy się więksi, niż na­prawdę je­ste­śmy”. Szybko do­stał na to od­po­wiedź: „Ale czym w ta­kim ra­zie jest ży­cie, je­śli nie chwi­lami?”. Oczy­wi­ście roz­ma­wiał o tym z Ra­moną. Od tego bab­ska nie do­staje się ra­batu ani na piwo, ani na po­rządny opieprz.

*

[…]  nie wie, jak go ma prze­pro­sić, nie prze­pra­sza­jąc. Jak ma wy­ja­śnić, że jej przy­kro, że spra­wiła mu przy­krość, ale nie że go roz­cza­ro­wała. Roz­cza­ro­wa­nie to jego wina.

*

Na­iwne ma­rze­nia to ostatni ba­stion obronny mi­ło­ści, więc wciąż so­bie wma­wiamy, że żadne okropne tra­ge­die nie do­tkną aku­rat tych, któ­rych kochamy, i że to wła­śnie nasi bli­scy unikną złego.

*

Nie kom­pli­kuj”. To pro­sta rada za­równo w ho­keju, jak i w ży­ciu.

*

Naj­bar­dziej pro­ble­ma­tyczne tak w ho­keju, jak i w ży­ciu jest mia­no­wi­cie to, że nie­skom­pli­ko­wane chwile wy­stę­pują nie­zwy­kle rzadko.

*

[…]  wszyst­kie spo­łecz­no­ści są sumą wła­snych wy­bo­rów i że to, co ko­niec koń­ców trzyma nas ra­zem, to na­sze hi­sto­rie.

*

Chłopcy ni­gdy nie zro­zu­mieją spo­sobu, w jaki pa­trzą na nich matki, skąd niby mie­liby to wie­dzieć? Jesz­cze ni­gdy nie od­dali ko­muś serca w ten spo­sób.

*

Opo­wie­ści o chłop­cach i ich oj­cach są wszę­dzie na świe­cie od lat ta­kie same. Ko­chamy się, nie­na­wi­dzimy, tę­sk­nimy za sobą, tłu­mimy sie­bie na­wza­jem, ale ni­gdy nie po­tra­fimy żyć, nie ma­jąc wpływu na dru­giego.

*

Wszyst­kie dzieci są ofia­rami dzie­ciń­stwa swo­ich ro­dzi­ców, bo każdy do­ro­sły usi­łuje dać dziecku to, co sam miał, lub też to, czego mu bra­ko­wało. Ko­niec koń­ców to, co ro­bimy, to albo pro­test prze­ciwko do­ro­słym ota­cza­ją­cym nas w ży­ciu, albo próba ich ko­pio­wa­nia. Dla­tego też czę­sto ci, któ­rzy nie­na­wi­dzili okresu do­ra­sta­nia, oka­zują in­nym więk­szą em­pa­tię niż ci, któ­rzy go ko­chali. Kto ma w ży­ciu pod górkę, czę­sto wy­my­śla inne rze­czy­wi­sto­ści, temu, komu wszystko przy­cho­dzi z ła­two­ścią, trudno so­bie na­wet wy­obra­zić, że coś może być ina­czej. Ła­twiej przyj­mo­wać szczę­ście za pew­nik, je­śli miało się je od sa­mego po­czątku.

*

„Mu­simy być wdzięczni”, po­wta­rzała nie­prze­rwa­nie, aż słowa za­mie­niły się w nie­wi­dzialne ta­tu­aże po we­wnętrz­nej stro­nie jego po­wiek.

*

Ko­niec koń­ców poza tym, że wy­pa­truje się tego sa­mego co ro­śliny: wio­sny i słońca, oba­wia się także po­dob­nych rze­czy: oczy­wi­ście ognia, ale jesz­cze bar­dziej wia­tru. Bo jego nie da się za­trzy­mać ani uga­sić. Wiatr nie zbo­czy z kursu przed ja­kimś pniem czy skórą, po pro­stu znisz­czy, po­ła­mie i uśmier­ci, co tylko ze­chce.

*

Nie mo­żemy wal­czyć ze złem. To jest wła­śnie naj­okrop­niej­sze w świe­cie, któ­ry zbu­do­wa­li­śmy. Zła nie da się wy­ple­nić, gdzieś za­mknąć, im wię­cej prze­mocy prze­ciwko niemu sto­su­jemy, tym sil­niej­sze się staje, gdy wśli­zguje się pod drzwiami i przez dziurki od klu­czy. […]  Nie mamy na to żad­nej bro­ni. W za­mian za to do­sta­li­śmy mi­łość, która po­maga nam w tym wy­trwać.

*

Chcesz zro­zu­mieć lu­dzi? Tak na­prawdę zro­zu­mieć? To mu­sisz wie­dzieć, do czego naj­lep­szego są w ży­ciu zdolni.

*

Ty mu­sia­łeś to wszystko sam w so­bie od­kryć. Wszystko! To dla­tego chło­paki ze Wzgó­rza cię nie­na­wi­dzą! […]  Bo w głębi du­szy wie­dzą, że je­śli uro­dzi­liby się tu, gdzie my, to ni­gdy w ży­ciu ni­czego by nie osią­gnęli i skoń­czy­liby na dnie. Wszystko, co mają, do­stali za nic i ni­gdy w ży­ciu na nic nie za­słu­żyli!

*

     – Jest jak ty.
     Amat uśmie­cha się, nie ro­zu­mie­jąc.
     – Kto?
     Bobo wzru­sza ra­mio­nami i ru­sza przed sie­bie.
     – Łu­bin. Jest jak ty. Ty też do­ra­sta­łeś w ro­wie i cie­bie też nikt nie może za­trzy­mać.

*

Mówi się, że czło­wiek „wy­cho­dzi z szafy”, tak jakby mu­siał to zro­bić tylko je­den je­dyny raz, ale prze­cież lu­dzie ni­gdy się nie koń­czą, a on tylko wciąż wy­cho­dzi z tej szafy na nowo, aż wresz­cie ma tego dość.

*

Ile do­kład­nie jego i jego sio­strę dzie­liło od szczę­ścia? I czy w ogóle da się zmie­rzyć wszyst­kie „gdyby tylko” i „gdyby tylko nie”, bo prze­cież to głów­nie z tego składa się ży­cie.

*

Mówi się, że mą­drość przy­cho­dzi z wie­kiem, ale w przy­padku więk­szo­ści z nas to nie­prawda – sta­rze­jąc się, na­bie­ramy tylko wię­cej do­świad­cze­nia w tym, co naj­lep­sze i naj­gor­sze.

*

Od­po­wie­działa mu jak zwy­kle: „Nie za­wie­dziesz mnie, je­śli się nie pod­dasz”.

*

     – Se­rio, tato, mu­simy słu­chać tego rocka dla sta­rusz­ków? – do­py­tuje Tess, gdy oj­ciec w końcu znaj­duje swój ka­nał.
     Sie­dzi oczy­wi­ście z przodu, tak żeby To­bias i Ted nie mo­gli się po­bić o to miej­sce.
     – Na­wet nie waż się na­ga­dy­wać na Spring­ste­ena, to je­dyna osoba w moim ży­ciu, która jesz­cze na mnie nie na­rzeka – po­fu­kuje oj­ciec.
     Tess wzdy­cha.
     – Ale z cie­bie drama qu­een.
     Oj­ciec po­gła­śnia mu­zykę.
     – Bruce mnie ro­zu­mie.

Bruce Springsteen, Dancing in the Dark.

     – Po pro­stu bądź ostrożny, do­bra? Bruce Spring­steen po­trze­buje cię ży­wego, żeby KTOŚ jesz­cze go słu­chał.

*

Nie­ła­two stać się do­ro­słym, lecz nie­po­rów­ny­wal­nie trud­niej po­zwo­lić na to ko­muś in­nemu.

*

Pro­sta, choć nie­zwy­kle uciąż­liwa prawda jest taka, że ży­cie na­sto­lat­ków rzadko za­leży od tego, co zro­bią, a praw­dziwe zna­cze­nie ma to, co pra­wie zro­bią.

*

Żal mu sie­bie sa­mego, ostat­nimi czasy żal mu wielu róż­nych rze­czy, ale naj­bar­dziej żal mu sa­mego sie­bie, że mu żal sa­mego sie­bie. Taka skie­ro­wana do sie­bie po­garda, która zdaje się nie mieć końca.

*

To, gdzie się ro­dzisz i kim tam zo­sta­jesz, co jest wła­ściwe w ja­kimś miej­scu, a co nie, to lo­te­ria.

*

W kry­zy­sie na­wet we śnie in­stynk­tow­nie szu­kamy tego, co jest dla nas na­prawdę ważne: od­de­chu dru­giego czło­wieka, pulsu, we­dług któ­rego mo­żemy usta­wić swój wła­sny.

*

Na ko­niec szep­cze tylko „okej”, sze­lest jego od­de­chu w słu­chawce to je­dyny sły­szalny dźwięk, gdy pęka mu serce.

*

     – Nie mogą się dziś bez cie­bie obyć? – pyta Pe­ter.
     – Ech, ta­kie tam tylko ga­da­nie – od­po­wiada bez­na­mięt­nie Te­emu.
     – Moje dzieci też cały czas tylko ślą ese­mesy. Już na­wet nie pi­szą, tylko wkle­pują całą masę tych dziw­nych lud­ków. Czy nikt już te­raz do ni­kogo nie dzwoni?
     Te­emu wy­bu­cha grom­kim śmie­chem.
     – Pe­ter, kurwa, ty masz już chyba ze sto lat, nie?
     – Cza­sami tak się czuję.
     […]  Czas na ni­kogo nie czeka, chłopcy zmie­niają się w męż­czyzn, uta­len­to­wani gra­cze w by­łych za­wod­ni­ków, a de­mony mogą do­ści­gnąć każ­dego. Może na­wet naj­szyb­szego ho­ke­istę w mia­steczku.

*

Ła­two po­wie­dzieć, trud­niej po­czuć.

*

     – Prze­stań. Jest jak jest. Mo­żemy po­roz­ma­wiać o czymś in­nym?
     Zro­biła się tward­sza. Albo po pro­stu do­ro­sła. Za­częła za­my­kać drzwi i okna wo­kół wszyst­kich uczuć, bo tak ro­bią do­ro­śli, tylko dzieci mają jesz­cze siłę na ży­cie w emo­cjo­nal­nym prze­ciągu.

*

     – Co pani, kurwa, po­wie­działa?
     – Wiesz, co to man­gu­sta? – pyta Za­ckell.
     – Jak mnie pani, kurwa, na­zwała?
     […] 
     – To ta­kie zwie­rzę. Po­luje na ko­bry. Czu­jesz, ja­kie to idio­tyczne? Ko­bra jest szyb­sza, a jej jad po­trafi za­bić każde zwie­rzę, ale man­gu­sta i tak się na nią za­mie­rza, bo jest kom­pletną idiotką. I wiesz co? Man­gu­sta wy­grywa. Wiesz dla­czego? […] 
     – Do­bra… pro­szę opo­wie­dzieć… dla­czego ta man­gu­sta, czy jak się to na­zywa, wy­grywa?
     Za­ckell do­tyka pal­cem skroni.
     – Man­gu­sta wy­grywa, bo się roz­wija.

*

Na­to­miast sam do­bór słów jest nieco dziwny, nie są­dzi pani? „Dzia­do­cen”, prze­cież pierw­szy skład tre­nuje ko­bieta.
     […] 
     – My­ślę, że „dziadozna­cza tu ra­czej men­tal­ność, a nie płeć – za­uważa.
     – Aaa! No­wo­cze­śnie! – rzuca od­waż­nie po­li­tyk.

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]  tak wiele rze­czy na ziemi jest dzie­łem Sza­tana, że sio­stra, chcąc na­prawdę do­piec matce, wy­buch­nęła kie­dyś: „A wiesz, kiedy BÓG tak wła­ści­wie jest w pracy?”.

*

Mówi się, że w swo­ich naj­gor­szych mo­men­tach do­wia­du­jemy się, kto jest na­szym naj­lep­szym przy­ja­cie­lem, głów­nie jed­nak ujaw­niamy się sami przed sobą.

*

[…]  dzwoni do je­dy­nej osoby, którą ma i za­wsze miała, bo o to wła­śnie do­py­tują na­sze kry­zysy: „Kto jest twoim czło­wie­kiem?”.

*

„W ho­keju wszystko może się zmie­nić w mgnie­niu oka”, zwykł mó­wić tata, gdy była mała i coś szło nie po jej my­śli, „w ży­ciu jest do­kład­nie tak samo, dla­tego też mu­simy iść przed sie­bie!”.

*

Je­śli chcesz osią­gnąć to, czego nie może osią­gnąć nikt inny, mu­sisz ro­bić to, czego nikt inny nie chce ro­bić.

*

Nie spo­dzie­wał się mi­ło­ści, którą po­czuł do psa. Tak go na­zywa, mój pies, mimo że to, co czuje, gdy zwie­rzak na niego pa­trzy, jest czymś do­kład­nie od­wrot­nym: że to on na­leży do psa. Że Sune jest jego czło­wie­kiem. […]  Każ­dego ranka bu­dzą go te same gor­liwe łapy oparte o ra­mę łóżka, ten sam szorstki ję­zyk li­żący mu twarz i za każ­dym ra­zem Sune od nowa za­dzi­wia się, jak bar­dzo pies go ak­cep­tuje. Ale z psami jest jak z ho­ke­jem, no­wa szansa każ­dego ranka, cały czas wszystko za­czyna się od nowa.

*

[…]  za­czyna tę­sk­nić. To nie taka tę­sk­nota do przy­szło­ści, do lata czy urlopu, tylko do sie­bie sa­mego. […]  Bar­dzo trudno nie tę­sk­nić.

*

Hm, dla­czego czło­wiek robi co­kol­wiek? Bo to wy­zwa­nie. […]  do­cho­dzisz do ta­kiego mo­mentu w ży­ciu, że tylko nie­moż­liwe do wy­gra­nia bi­twy wy­dają się warte za­chodu.

*

     – Mogę cię o coś za­py­tać?
     – A mogę cię ja­koś po­wstrzy­mać?

*

     – Ju­tro też za­gramy?
     Amat na­ciąga kap­tur na głowę, wkłada dło­nie do kie­szeni i lekko się uśmie­cha.
     – Mam na­dzieję, że będę miał czas.
     Nie ro­zu­mieją, co ma na my­śli, bie­gną po pro­stu do domu, za­bie­ra­jąc ze sobą wszyst­kie nowe ma­rze­nia, a Amat stoi da­lej na po­dwórku, wy­cią­ga­jąc z głębi du­szy swoje naj­daw­niej­sze.

*

Psów jed­nak ni­gdy nie oszu­kasz.
     Roz­po­znają w to­bie wszystko, co naj­lep­sze.

*

     – Dla­czego mia­łoby mi to prze­szka­dzać?
     Sto­lyca długo szuka wła­ści­wych słów. Jego głos jest za­chryp­nięty i na­pięty.
     – Za­sta­na­wiam się po pro­stu, co ro­bisz, że da­jesz radę byćinny.

*

Ile jesz­cze dymu musi się wo­kół cie­bie kłę­bić, że­byś uwie­rzyła w ogień? Co?

*

     – Zna­la­złeś to, czego szu­ka­łeś?
     – Co masz na my­śli?
     Głos Sto­lycy jest miękki, ale pewny sie­bie.
     – Nikt nie wy­jeż­dża tak da­leko, je­śli cze­goś nie szuka.
     Benji wy­pusz­cza dym przez nos.
     – Gdy­bym to zna­lazł, to pew­nie za­po­mniał­bym wró­cić do domu. A ty? Zna­la­złeś to, czego szu­ka­łeś?
     – Gdzie?
     – No tu.
     Pew­ność sie­bie ula­tuje ze Sto­lycy.
     – Tak szcze­rze to nie wiem, co to mia­łoby być.
     Benji otwiera ko­lejne piwo.
     – O to chyba wła­śnie cho­dzi w szu­ka­niu.

(tamże)

poniedziałek, września 18, 2023

5197. 261/365

ży­cie osoby z nieuleczalną, postępującą cho­ro­bą, czyli moje, jest opo­wie­ścią o stra­cie i o mi­ło­ści.

życie zdrowej osoby jest opowieścią o stra­cie i o mi­łości. róż­ni­ca polega wyłącznie na tym, że zdrowemu człowiekowi wydaje się jeszcze, że musi teraz zająć się waż­niej­szy­mi rzeczami.

261/365

     – Nie za­mie­rzam ci tu pra­wić mo­ty­wa­cyj­nych ga­dek, je­śli tego się spo­dzie­wasz…
     Amat, trzę­sąc się cały z zimna, wy­rzuca z sie­bie sar­ka­styczne wes­tchnie­nie.
     – Nie? My­śla­łem, że krzyk­niesz „ból to tylko mięk­kość opusz­cza­jąca cia­ło” albo „zwy­cięzca nie ma­rzy o po­wo­dze­niu, on je two­rzy!”.
     Benji uśmie­cha się lekko. Mię­dzy pal­cami układa nową bi­bułkę, na­peł­nia ją sta­ran­nie i szuka za­pal­niczki.
     – Nie. Nie przy­je­cha­łem tu dla cie­bie. Tylko dla sie­bie.

*

„To MA być trudne!” – wy­krzy­kuje je­den z ju­nio­rów.

*

I że naj­lep­sza jest wtedy, gdy sa­mej so­bie sta­wia wy­zwa­nia…

*

Za­sta­na­wia mnie, czy czło­wiek jest świa­domy, że
sta­nowi część cze­goś nie­spo­ty­ka­nego.

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.

sobota, września 16, 2023

5196. 259/365   // Łódeczka dla Białego Kruka

ży­cie Białego Kruka zmieniło kolory wraz z moim początkiem tu. moje życie zmieniło barwy wraz z Białego Kruka tu końcem. jakim koń­cem, skoro nie tylko Beethovena wciąż tu z miłością grają?

259/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Ko­niec ży­cia jest tak samo nie­moż­liwy do po­wstrzy­ma­nia jak jego po­czą­tek, pierw­szych ani ostat­nich od­de­chów nie mo­żemy za­trzy­mać, tak samo jak nie mo­żemy za­trzy­mać wia­tru.

*

Naj­trud­niej­szy do znie­sie­nia fakt zwią­zany ze śmier­cią jest taki, że ży­cie po pro­stu to­czy się da­lej. Czas się nie przej­muje.

*

[…]  gdy umie­rają nie­któ­rzy lu­dzie, to tak, jakby urwała się wstążka od ba­lo­nika. Nie bra­kuje nam tego, kim byli, tylko tego, co tra­cimy, gdy ich nie ma.

*

Cmen­ta­rze po­wstały jako swo­iste punkty koń­cowe, jed­nak dla wielu z nas każdy na­gro­bek to znak za­py­ta­nia. Dla­czego? Dla­czego wła­śnie ty? Dla­czego tak szybko? Gdzie te­raz je­steś?

*

Gdzie­nie­gdzie leżą jesz­cze po­wa­lone drzewa, szkody wy­rzą­dzone przez wi­churę na­dal wi­dać w ogród­kach, wiatr z nie­zwy­kłą lek­ko­ścią dep­cze ilu­zję tego, że o czym­kol­wiek de­cy­du­jemy.

*

     – Bę­dzie za­je­bi­ście bo­leć przez za­je­bi­ście długi czas. Nie­któ­rzy do­ro­śli po­wie­dzą, że czas le­czy rany, ale tak, kurde, nie jest. Czło­wiek staje się je­dy­nie w chuj tward­szy. Boli wtedy, kurde, tro­szeczkę mniej.
     – Strasz­nie dużo klniesz. – Dziew­czynka się uśmie­cha, pierw­szy raz tego dnia ką­ciki jej ust się uno­szą.
     – Wcale że, kurwa, nie. Jest to w chuj nie­prawda! – re­cho­cze Benji.

*

Słowa? Nie ma na to słów.

*

Sta­ramy się po pro­stu żyć swoim ży­ciem, z in­nymi, z sa­mymi sobą. Przyj­mo­wać ra­dość, gdy ją czu­jemy, unieść ża­łobę, gdy nas po­chła­nia […].

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Ludwig van Beethoven, VII Symfonia A-dur, Allegretto,
Members of the London Symphony Orchestra, Terry Davies (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #69.

5195. Gdzie ja żyję…

Mówi się, że Rosja to nie kraj, lecz stan umysłu. Czasem myślę tak o Polsce. Prawie osiem lat temu, dokładnie 3630 wpisów temu napisałam, nie przeczuwając tego, co przed na­mi: Nazwy partii. Prawo i Sprawiedliwość. O wszyst­kim jest, ale nie ma mowy o prawie czy sprawiedliwości […]. Mur, respiratory i handel wizami wtedy nawet jeszcze nam się nie śniły. Gdy wczoraj przeczytałam poniższy frag­ment, za­klę­łam szpetnie i pomyślałam, że w końcu wiem, gdzie żyję!

     – Czy tu­taj jest tak, jak się wy­daje? Ty­powe małe mia­steczko na pust­ko­wiu?
     – A ja­kie jest niby ty­powe małe mia­steczko na pust­ko­wiu? – pyta Pe­ter.
     – No wie pan, ta­kie, gdzie lu­dzie nie zno­szą wszyst­kich i wszyst­kiego. Wil­ków, urzę­dów, nie­zna­jo­mych…

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.

Polska to nie kraj, to typowe małe szwedzkie miasteczko na pust­ko­wiu, niestety bez porządnego fikcyjnego klubu hokejowego, o którym ktoś napisałby wspaniały cykl po­wieści.

A gdy Hawwa przysłała mi ten rysunek, klamka zapadła. Wpis zrobił się sam. Wpis z mo­ra­łem: uważaj o czym ma­rzysz! Gdybym dziś miała dwadzieścia pięć lat, nie wzię­ła­bym stąd nic, nie zastanawiałabym się ani chwili i wy­je­cha­ła­bym do Szwecji. Mam dwa razy tyle lat, nie wy­je­cha­łam, a wygląda na to, że marzenie się spełniło, chujżeż! Wpis z wisienką, bo dwuznaczność ostatniega zdania na tym rysunku za­chwy­ci­ła mnie setnie!


ilustr. Remek Dąbrowski.

W ten spo­sób mie­rzy się ko­rup­cję w spo­łe­czeń­stwie. To nie oszu­stwo, je­śli nie lą­duje się za to w wię­zie­niu, i nie skan­dal, je­śli ni­gdy nie zo­sta­nie ujaw­niony. Na ra­zie to je­dy­nie ta­jem­nice. Wszyst­kie lasy są ich pełne.

*

Spra­wie­dli­wo­ści nie mie­rzy się naj­bar­dziej wpły­wo­wym miesz­kań­cem, ale tym naj­bar­dziej bez­bron­nym. Praw­dziwą miarą ko­rup­cji nie jest to, za co lą­du­jemy w wię­zie­niu, ale to, co je­ste­śmy zdolni ukryć.

(tamże)

piątek, lipca 30, 2021

4330. U Białego Kruka (LXXXII)

Wczoraj wieczorem pierwszy raz paliliśmy latarenkę. Każdy z nas przeżywa i pró­bu­je zinternalizować otaczającą nas (nie)obecność Orzeszka na swój sposób. Ja, po tej stro­nie tęczy, po­trze­bu­ję światła symboli.

Motyl i niezapominajki. Mam nadzieję, że podobałyby się Orzeszkowi. Z myślą o Niej je wybrałam. W jakiś sposób, dla każdego z nas w inny, Orzeszek z nami jest.

Autorką tej Piękności jest (oczy-
wiście) Zawsze-Wolna-od-Nudy.

*

Żałoba jest niczym dzikie zwierzę, które targa nas tak daleko w mrok, że wy­da­je się, że nigdy już stamtąd nie wrócimy. Nigdy nie będziemy się już śmiać. Boli tak bardzo, że nigdy do końca nie zrozumiemy, czy kiedyś nam przejdzie, czy też po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić.

Fredrik Backman, My przeciwko wam,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.

wtorek, czerwca 22, 2021

4285. Czytane przed gigantem (I)

Pierwszą część tego cyklu czytałam jako ostatnią, skończoną książkę na gigancie. Drugą (tę książkę) za­czę­łam jeszcze tam, ale potem porzuciłam. Gdy już w końcu wylądowałam w ulu, wróciłam do niej, nie mogąc się już oderwać. Ryczałam (nie płakałam), czytając, jak bóbr! A beletrystyka na to: widzisz, jak chcesz, to potrafisz. Na koniec okazało się, że… będzie trzeci tom. Będzie trzecia część, będzie!

Czekam więc na szwedzki trzeci tom, a potem na przekład ze szwedzkiego na polski. Trochę będzie tego czekania. Poczekam.

Najgorsze w innych ludziach jest to, że jesteśmy od was uzależnieni. Wasze czyny mają wpływ na nasze życie. Nie tylko tych, których wybieramy i lu­bi­my, ale również pozostałych – idiotów. […] Wy też macie wpływ na na­sze życie, w każdym momencie.

*

Miłości nie da się zmierzyć, ale nie powstrzymuje nas to przed kolejnymi próbami. Jedną z miar może być prze­strzeń: ile dasz jej człowiekowi, którym jesteś, by stać się tym, którym chcesz być?

*

Sport to tylko sport, dopóki ludzie, którzy w dupie mają sam sport, nie dostrzegą, że można coś na nim ugrać. Wtedy zmie­nia się w ekonomię.

*

Życie to tak cholernie dziwna sprawa. Poświęcamy cały nasz czas, by je kon­tro­lo­wać, mimo to najbardziej kształtuje nas to, co dzieje się całkowicie poza naszym zasięgiem.

*

Niektóre słowa nie cichną w nas jednak nigdy.

*

[…] przychodzi mu do głowy myśl jakiegoś filozofa: „Człowiek jest jedynym stworzeniem, które nie zgadza się być tym, czym jest”.

*

Kim więc chce być? Wszyscy mamy momenty, w których się to rozstrzyga. Gdy wybieramy.

*

     — Czy można się z tym kiedykolwiek pogodzić?
     — Nie.
     Teemu obraca kubkiem. Okrążenie za okrążeniem.
     — Jak w takim razie żyć, do kurwy nędzy? – pyta.
     — Człowiek walczy jeszcze mocniej – mówi cicho Peter.

*

     — A ty jej wybaczyłeś?
     — Tak.
     — Dlaczego?
     — Bo ludzie popełniają błędy.

*

     — […] Nie chcę, żebyś coś dla mnie robił! Chcę, żebyś mi WIERZYŁ. Nie chcę, żebyś mnie gdzieś zabierał, tylko wspierał, tak żebym sama mogła się tam dostać!
     — Okej.
     — Co „okej”?
     — Okej… Ja… Po prostu okej. Ja… też cię kocham.

*

[…] z każdym krokiem do przodu robimy prawie taki sami w tył. Z perspektywy czasu zmiana zachodzi wolno, prawie nie da się jej w trakcie zauważyć.

*

     — Jeśli będziesz się bił, to cię zdyskwalifikują! Potrzebujemy cię! – mówi Benji.
     — Ale on pierdoli jak pojebany! – krzyczy Vidar, wskazując na prze­ciw­nika.
     — Co powiedział? – pyta Benji.
     — Że jesteś pedałem!
     Benji patrzy na niego długo.
     — Ja JESTEM pedałem, Vidar.
     Wzburzony Vidar uderza pięściami po niedźwiedziu na piersi.
     — Ale NASZYM pedałem!
     Benji wzdycha ciężko ze wzrokiem wbitym w lód. To najbardziej chory komplement, jaki kiedykolwiek otrzymał.
     — Możemy teraz po prostu pograć w hokeja? – prosi.
     — No dobra – mruczy Vidar.

*

Wykluczenie to znużenie, które wżera się w szkielet. Ludzie, którzy są jak wszyscy inni i należą do większości, nigdy tego nie pojmą. Jak mieliby to zrobić?

*

[…] porównanie ze sklepem z porcelaną: mucha nie jest w stanie zbić w nim najmniejszej filiżanki. Natomiast taka, która lata w uchu byka, aż ten w pa­ni­ce i złości wbiega do sklepu, może zniszczyć wszystko.

*

Nie wierzę w gole ani tabele, ale w sygnały i symbole.

*

     — Mój ojciec życzył sobie pewnie nieraz, żebym była chłopcem.
     — Dlaczego?
     — Bo wiedział, że żeby zyskać akceptację, zawsze będę musiała być co najmniej dwa razy lepsza od mężczyzn. To samo dotyczy teraz ciebie. Bę­dziesz oceniany inaczej. Ci, którzy mnie nienawidzą, pozwolą mi praw­do­po­dob­nie trenować drużynę, ale tylko jeśli wygramy. Pozwolą ci też pewnie grać, ale tylko jeśli będziesz najlepszy. Już nie wystarczy, że jesteś po prostu dobry.
     — To tak cholernie niesprawiedliwe – mówi cicho Benji.

*

Czy było warto? Skąd mamy to zawczasu wiedzieć?

*

Bycie mamą jest jak drenaż domu albo wymiana dachu: wymaga czasu, po­tu i pieniędzy, a gdy wszystko jest gotowe, wygląda dokładnie tak samo jak wcześniej. Za to nie dostaje się pochwał. Natomiast pozostanie w biurze godzinę dłużej to jak zawieszenie nowego obrazu albo lampy – wszyscy to widzą.

*

Prawda o ludziach jest bowiem tyleż prosta, co nie do znie­sie­nia: rzadko chcemy tego, co dobre dla wszystkich. Naj­czę­ściej chcemy tego, co dobre dla nas.

*

Rzadko możemy być dumni z naszych spontanicznych reakcji. Mówi się, że pierwsza myśl na dany temat jest najszczersza, ale najczęściej to nie­praw­da. Zwykle jest najgłupsza. Bo po co w innym razie byłoby nam głębsze za­sta­no­wienie?

*

Niepokój. Włada nami, nie pozostawiając żadnych śladów.

*

W głębi serca chcielibyśmy, żeby wszystkie bajki były proste, ponieważ pra­gnie­my, żeby właśnie tak wyglądała też rzeczywistość. Ale społeczności są jak lód, nie jak woda. Nie zaczynają nagle płynąć w jakimś kierunku tyl­ko dlatego, że się je o to prosi. Zmiany w nich dokonują się cen­ty­metr po cen­ty­metrze, jak w lodowcu. Czasem nie ruszają się wcale z miejsca.

*

Dlaczego siedzi tu pani po nocy i strzela do bramki?
     Zackell się uśmiecha.
     — Bo to fajne.

*

     — […] Chcę tylko, żeby wszystko było jak zwykle!
     Ramona opuszcza ręce. Wzdycha. Nalewa więcej alkoholu.
     — Wiem, chłopcze. Jest jak jest. Musimy po prostu poszukać dla nas nowego jak zwykle. Są dwa rodzaje ludzi. Niektórzy potrzebują więcej czasu, a inni więcej rozumu. Ta druga grupa jest już stracona, ale warto poczekać i zobaczyć, ilu jest w tej pierwszej, zanim zaczniemy walić im tym po głowach. Benji unika jej wzroku.
     — Czy pani też się na mnie zawiodła?
     Ramona wybucha śmiechem, kaszle dymem.
     — Ja? Bo chcesz sypiać z facetami? Mój kochany, zawsze bardzo cię lu­bi­łam. Życzę ci szczęśliwego życia. Mogę tylko żałować, że wolisz sypiać z fa­ce­ta­mi, bo to mogę powiedzieć ci od razu: z facetami nie można być szczę­śli­wym. Oni, do cholery, to nic innego, tylko, kurwa, problemy!

*

Nie da się wcisnąć pauzy, gdy wszystkiego robi się za dużo i nie mamy już na to siły. Pocieszać może tylko to, że wszy­scy jedziemy na tym samym wózku.

*

Gdy dzieją się okropne rzeczy, część ludzi jest niczym fale, ale są i tacy, co zmieniają się w skały. Falami rzuca tam i z powrotem, gdy przychodzi wiatr, skały natomiast, niewzruszone w oczekiwaniu, aż sztorm minie, przyjmują każde uderzenie.

*

Słowa są jak wyschnięte gałązki, łamliwe pod najmniejszym ciężarem.

*

     — […] tylko dzieci biorą odpowiedzialność jedynie za to, co robią. Dorośli muszą też odpowiadać za to, co powodują. Jesteś przywódcą. Mężczyźni po­dą­ża­ją za tobą. Jeśli więc nie weźmiesz odpowiedzialności za swój ogon, to jesteś tylko zwykłym potworem.

*

Wyobraźnia napędza nam zawsze więcej strachu niż sama rzeczywistość.

*

Gdy ktoś na nas patrzy, dni po pierwszym pocałunku, gdy to nadal jest na­sza ma­ła, niewytłumaczalna tajemnica. Że mnie chcesz. To tylko po­dat­ność na zranienie, nic strasznego.

*

Co zrobić, jeśli marzy się o tym, by wszystko było jak dawniej? Idzie się do pracy. I ma się nadzieję na najlepsze.

*

Żałoba jest niczym dzikie zwierzę, które targa nas tak daleko w mrok, że wydaje się, że nigdy już stamtąd nie wrócimy. Nigdy nie będziemy się już śmiać. Boli tak bardzo, że nigdy do końca nie zrozumiemy, czy kiedyś nam przejdzie, czy też po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić.

*

[…] gdzieś w głębi naszego DNA tkwią dowody na czu­łość matki i ojca.

*

     — „Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie”. Tak. To Nietzsche.

*

Albo… jak to, kurwa, było? „A ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych, przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”.

*

Długie małżeństwo to suma drobnych rzeczy, ale gdy je zgubimy, nigdy nie wiadomo, gdzie i od czego zacząć szukać.

*

Czasami nie potrzeba wiele, żeby zacząć coś kochać. Wystarczy czas.

Fredrik Backman, My przeciwko wam,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

sobota, maja 29, 2021

4257. Czytane na gigancie (V)

Autora wyjęłam z tej wspaniałej książki, ale gdy zaznaczałam do upolowania, oka­za­ło się, że jedną jego książkę już czytałam — byłam zachwycona — a nawet obej­rza­łam z przyjemnością jej ekranizację.

W tę wsiąkłam, jakbym nigdy nie miała trudnej relacji z beletrystyką. Z radością budziłam się w środku nocy, by łyknąć rozdział lub dwa, a potem nie móc oderwać się od trzeciego. Teraz jestem w środku drugiej części tej opowieści. Próbuję nie po­że­rać, tylko delektować się spotkaniem ze znanymi i nieznanymi jeszcze bo­ha­te­ra­mi i mieć nadzieję na trzecią część cyklu. Czuję się tak, jakbym przez całe życie czy­ta­ła wyłącznie beletrestykę.

#A (o pasji):

Niektórzy twierdzą, że hokej jest jak religia, ale to nieprawda. Hokej jest jak wiara. Religia to coś między tobą a innymi ludźmi, jest pełna interpretacji, teorii i opinii. Wiara natomiast… jest tylko między tobą a Bogiem. […]
     Ludzie pytają go często o jego „taktyczny sekret”. Nie odpowiada im, bo i tak by nie zrozumieli. Taktycznym sekretem jest miłość.

*

„Talent przypomina wypuszczenie dwóch balonów pod niebo: inte­re­su­ją­ce nie jest to, który wzbije się szybciej, ale który ma dłuż­szy sznu­rek” – zwykł mówić ten stary piernik Sune.

*

     — Hę, wiesz, jak cholernie dużo ta odpowiedź mówi o tobie?
     — Wiesz, jak cholernie dużo mówi o tobie samo to pytanie?

#B (o życiu społecznym):

Prawie wszystkie dyskusje o tym, jak ludzie zachowują się względem siebie, wcześniej czy później kończą się argumentem o „ludzkiej naturze”. […] Koniec końców kłócimy się więc o to, gdzie leży granica. Jak bardzo mo­że­my być egoistyczni. Jak bardzo powinniśmy się czuć odpowiedzialni za siebie nawzajem.

*

Ludzkość ma wiele trucizn, ale żadnej mocniejszej niż duma.

*

[…] „lojalność”. Uważa się ją zawsze za coś pozytywnego, za coś, na czym opierają się najlepsze rzeczy, które człowiek robi dla innych. Problem w tym, że i najokropniejsze rzeczy, których dokonuje się przeciwko innym, bazują dokładnie na tym samym.

*

Trudne pytania, proste odpowiedzi. Czym jest społeczność?
     To suma naszych wyborów.

*

Nienawiść może być niesamowicie stymulująca. Świat staje się łatwiejszy do zrozumienia i mniej przerażający, gdy wszystkich dzielimy na przyjaciół i wrogów, nas i tych innych, dobrych i złych. Najłatwiejszym sposobem na zjednoczenie jakiejś grupy nie jest miłość, bo ta jest trudna i wymagająca. Nienawiść jest za to prosta.
     Po pierwsze, na początku każdego konfliktu wybieramy stronę, bo to ła­twiej­sze niż próba utrzymania w głowie dwóch ewentualności naraz. Po drugie, szukamy dowodów potwierdzających to, w co chcemy wierzyć, co pozwoli nam żyć dalej jak zwykle. Po trzecie, odczłowieczamy naszego wroga. Istnieje na to wiele sposobów, ale najprostszym jest zabranie mu imienia.

*

Jak daleko można się posunąć w obronie swojego wszechświata? Jak wiele w przywództwie zależy od tego, co się powie, a ile od tego, co się przemilczy?

*

Kultura to nie tylko to, co wspieramy, ale również to, na co pozwalamy.

#C (o życiu rodzinnym):

Rodzic jest niczym za mały kocyk. Jakkolwiek próbowałoby się przykryć nim wszystkich, to i tak zawsze ktoś marznie.

*

     — Najtrudniejsze w ufaniu nastolatkom jest to, że kiedyś samemu się nimi było. Pamiętam, jak kiedyś z jednym chłop…
     — Nie chcę tego słuchać!
     — Kochanie, no weź, przed tobą też miałam życie.
     — NIE!
     Jednym ruchem bierze ją w ramiona, Mira aż traci oddech. Nadal tak na nią działa. Chichoczą jak dwa dzieciaki.

*

Nie potrzeba wiele, by dać swemu dziecku wolność. Potrzeba wszystkiego.

*

     — Nie mam wprawdzie dzieci, ale chcesz usłyszeć moją najlepszą radę dla rodziców?
     — Tak.
     — „Nie miałem racji”. Dobrze znać te słowa.

*

     — Gdy byłem mały, ojciec bił mnie, jeśli wylałem mleko. Nie nauczyło mnie to niewylewania. Sprawiło jedynie, że bałem się mleka. Pamiętaj o tym.

*

Jednym z najstraszniejszych efektów żałoby jest to, że jej brak tłumaczymy egoizmem.
     Nie da się wytłumaczyć, co pozwala człowiekowi iść dalej po pogrzebie, skleić na nowo rodzinę, żyć w kawałkach. Więc o co w końcu się człowiek modli? O dobry dzień. Jeden dobry dzień. Kilka godzin utraty pamięci.

#D (o najważniejszym):

Wszyscy dorośli mają takie dni, kiedy czują, że to już koniec. Kiedy nie wiedzą już, o co tak cały czas usilnie walczą, kiedy rzeczywistość i codzienność przytłacza i nie wiadomo, jak długo da się jeszcze radę. Fantastyczne jest to, że wszyscy mogą przetrwać bez załamywania się dłużej, niż im się wydaje. Przerażające, że nigdy nie wiadomo, jak długo.

*

Miej w dupie pozostałych, skup się na tym, na co masz wpływ.

*

     — Nie wiem — odpowiada szczerze David.
     Sune zostawia go z tymi słowami. Koniec końców to jedyne, czego możemy żądać od drugiego człowieka. Przyznania się, że nie wie się wszystkiego.

*

I jeszcze jedno. Nigdy nie jesteś sam. I nigdy nie byłeś. Musisz tylko wybrać towarzystwo.

Fredrik Backman, Miasto niedźwiedzia,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

#E (o znakach drogowych):

Obawa może być wewnętrznym prawem grawitacji, obkurczać duszę.

*

Robię krok w tył tylko po to, by nabrać rozpędu.

*

Istnieje cienka granica między życiem a przeżyciem, ale po­zy­tyw­nym skut­kiem ubocznym bycia zarówno romantyczką, jak i wo­jow­ni­kiem jest to, że człowiek nigdy się nie poddaje.

*

     — Mogę ci jakoś pomóc?
     — Kochaj mnie.

(tamże)