Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literki homo oeconomicusa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literki homo oeconomicusa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, lutego 23, 2026

6021. Z oazy (CDXXII)

Hmmm. To książka, która cię rozjedzie. Precyzją, niemocą, dobrze trzymającym się stereotypem, którego ofiarą jesteśmy każdego dnia wszyscy, choć niektórzy bardziej, a niektóre jeszcze bardziej. Rozjedzie cię chciwością, która nie zna granic, oraz uprze­dze­nia­mi, których niektórzy nawet nie zauważają, bo mogą, bo ni­jak ich nie do­ty­czą. Tak, to wszystko podczas czytania tej lektury przynajmniej cię szturchnie w bok, a jeśli jesteś kobietą, przed oczami przemkną ci fakty z twojego życia, za­ska­ku­ją­co żywe, choć minęło wiele dziesiątek lat od tych wydarzeń.

A z drugiej strony jest Sadownik, który każdego dnia wybiera świat. Wybiera ten, w którym jestem ja. Mam szczęście należeć do mniejszości 20% kobiet z SM, któ­rych part­ne­rzy nie dają dyla, gdy tylko poznają diagnozę. Tak często jestem re­pre­zen­tant­ką mniejszości, że rzadko się dziwię, ale ten jeden jedyny raz należenie do mniejszości po prostu ratuje mi nie tylko jakość życia, ale i samo życie. Tak, mimo wszystko je­stem niebywałą szczęściarą. Nic nie opisuje precyzyjniej tego, co jest udziałem Sadow­ni­ka od lat niż ten akapit:

Pracę opiekuńczą, pracę troski podejmuje się często bezwiednie i z dnia na dzień. Nie odpowiada się na ogłoszenie z wyszczególnionym ze­sta­wem obo­wiązków, nie przechodzi się rozmów kwalifikacyjnych, nie odwiedza le­ka­rza medycyny pracy, żeby orzekł, czy ktoś się do tego zajęcia nadaje. Żad­nych benefitów, żadnych dodatków, żadnej pensji, składek, żadnego work-life balance, bo w domopracy jest się ciągle, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Nawet przez sen, bez szans na awans, w zasadzie bez możliwości rzucenia papierami, gdy ma się już dość.

Po latach od diagnozy jesteśmy o te lata mądrzejsi i, by Sadownik jak najrzadziej miał dość, żon­glu­je­my w miarę możliwości wytchnieniem, choćby tym najkrótszym.

🌱

Wybór fragmentów był arcytrudny. Zabrał mi kilka dobrych dnia — prawie się pod­da­łam, myśląc, że choroba zaczyna mi włazić do tej części mojego życia. Tym­cza­sem, co odkryłam później, trudność wynikała z faktu, że wybór, jakby go nie do­ko­nać, stanowi patchwork mig­nięć, błysków doświadczenia (najczęściej kobiecego), których nijak nie da się ułożyć według raz określonego klucza. Z tego powodu mogą wydać się chaotycznie, bez­myśl­nie rozrzuconymi tu i tam. Każdy jednak ma moc, którą chcę tu, pod ręką, mieć.

To cytowanie mogłoby nie mieć końca, bo do każdego fragmentu będziesz w stanie dopowiedzieć scenkę rodzajową z własnego lub bliskiej ci osoby życia. Taki lajf, taki klimat.

Troska jest wspaniała jako koncepcja, bardzo poręczna, dobrze się ukła­da w esejach filozoficznych […].

🖇

[…]  I do, I undo, and I redo […]  „Robię, cofam, przerabiam” to fraza, którą Louise Bourgeois zapisała też, aby zdefiniować swój proces twórczy i jed­no­cześ­nie niekończącą się rutynę codziennego życia, splot doświadczeń arty­stki będącej matką i żoną, kobietą. Wspinanie się po krętych, rdzawych scho­dach I do ma symbolizować energię, skuteczność, działanie, żeby wre­szcie na szczycie, tuż obok luster ze szczotkowanej stali, odnaleźć spokój. Wcho­dzenie po podobnych, ale wewnętrznych schodach Undo oznacza serie pomyłek, niepokój i rozpad. Odkryte schody trzeciej wieży — Redo — szu­ka­nie rozwiązania i parcie do przodu, do przodu.

🖇

Troska dobrze się układa w ustach, dlatego jest idealnym terminem po­li­tycz­nym. Można nią żonglować, można ją sobie i komuś obiecać, a po­nie­waż to tak wieloznaczne i nieprecyzyjne słowo, można potem uniknąć roz­li­czenia z tych obietnic. Bo jak stopniować troskę, jak ocenić poziom jej realizacji, jak ją egzekwować?

🖇

Troska nie jest żadnym tam nastawieniem moralnym ani emocją. To dziw­ne, wieloznaczne słowo. […]
     Słownik języka polskiego PWN […]. Dopiero na trzecim miejscu definiuje ją jako dbałość o kogoś lub zabieganie o coś. Można też przysparzać komuś trosk.
     A zatem dbanie o kogoś i martwienie się. Tak naprawdę to jedno zna­cze­nie, zazębiające się wysiłki, uroboros.

🖇

W świecie, w którym wszystko musi mieć stawkę i cennik, od lat mamy kło­pot z tym, żeby odpowiednio wycenić i uznać za ważną pracę, która ten świat reprodukuje. Pracownicy kluczowi, pracownice niezbędne otrzymują za swoją harówkę najniższe wynagrodzenia.

🖇

[Mierle Laderman Ukeles] zauważyła, że utrzymywanie czegoś w okre­ślo­nym stanie zajmuje od cholery czasu, a nikt tego mozołu nie za­uwa­ża, nie zastanawia się nad nim.

🖇

Troska bywa rzeczywiście żenująca w swoich rytuałach, bardzo nie­wy­god­na. Ale nie jest tylko tym. Jest też przecież pracą emocjonalną.
     Mówieniem do kogoś, nawet jeśli nie wiadomo, czy słyszy. Przytulaniem i trzymaniem za rękę. Tłumaczeniem. Czesaniem, nawet jeśli ten, kto wy­ma­ga opieki, nie przekracza progu sypialni. […]  spaniem na podłodze u czy­ichś stóp. Łączeniem skarpetek w pary. Chodzeniem do sklepu. Odpo­wia­da­niem po raz pięćdziesiąty drugi na te same pytania.
 
Jest podtrzymywaniem życia i wspieraniem.

🖇

[…]  męska troska jest uważana za cnotę, a żeńska – za oczy­wistość, powinność, naturalną i przyrodzoną.

🖇

[Carol] Gilligan nie chodziło o wyliczanie różnic, ale o zaakceptowanie faktu, że najzwyczajniej w świecie perspektywy kobiet i męż­czyzn są różne, a etyka troski ma światu do zaoferowania nie mniej niż etyka oparta na sprawiedliwości. Że męskość ustanawia się przez auto­no­mię, a żeńskość definiuje się przez przywiązanie.

🖇

Mężczyźni w trosce szukają porządku, chcą ją jakoś udoskonalić, zope­ra­cjo­na­li­zować, dodać jej znaczenia, myślą, że ją przemienią, przeorganizują, wytyczą na nowo, inaczej, lepiej, bardziej efektywnie, matematycznie, lo­gicz­nie. Kobiety ją podtrzymują wbrew rozsądkowi. Nie wiem, co ostatecznie jest bardziej buntownicze.

🖇

W XXI wie­ku kobiety są wciąż silniej stereotypowo kojarzone z troską. Męż­czyźni posługują się, jak to określa [[Joan] Tronto, przepustkami od troski udomowionej i intymnej, od klasycznie pojmowanych obo­wiąz­ków opie­kuń­czych, ponieważ kultura — tak się składa, że profesorka pisze rów­nież o tej, w której się wychowałam — oczekuje od nich innych form wkła­du w spo­łeczeństwo. […]  mężczyźninaprawiają, podtrzymują i utrzy­mu­ją codzienne życie z dala od niego”.

🖇

Mędrcy świa­ta, monarchowie od tysiącleci umniejszają intelektualną pod­miotowość osób płci żeńskiej, jednocześnie doceniając ich relacyjność. Na­wet niekoniecznie ze złej woli, po prostu są ludźmi, ich zachowania ukszta­łtowała ciągła ekspozycja na powszechne stereotypy kulturowe, a zgodnie z nimi kobiety są mniej kompetentne — za to ciepłe, sympatyczne i tro­skliwe.
     Nie ma tu sarkazmu, stereotypy płciowe to jedne z najgłębiej za­ko­rzenionych i najczęściej badanych uprzedzeń społecznych.
     Mężczyzna jest przebojowy, kobieta troskliwa.
     Kobieta to emocje, mężczyzna — rozum.
     Babka za kierownicą to powolna niezdara, mężczyzna pruje przez drogi, jakby się urodził z kierownicą w dłoni.

🖇

Niektórzy śmiali się, że jesteśmy tak głupie, że musimy razem chodzić do łazienki.
 
Chodziłyśmy razem do kibla nie dlatego, żeby się pochichrać, ani nie z po­wo­du przyjaźni papużkowo-nierozłącznej, tylko dlatego, że się bałyśmy kogoś, kto mógł nam do tego kibla wejść. Jakiegoś faceta.

🖇

Ponad sto lat po tym, jak Ludwik Rydygier pisał, że kobiety nie mają ani fizycznych, ani umysłowych predyspozycji do tego, by studiować me­dy­cy­nę, po tym, jak Gabriela Zapolska radziła kobietom, by nie filozofowały, bo zatracą swoją godność niewieścią, jeden z profesorów monotonnym głosem wmawiał nam, że my, dziewczyny, przyszłyśmy na studia znaleźć męża. […] 
     — No właśnie. — Profesor pokiwał głową. — Pan wiedział, a pani się na­uczyła.
     Jak gdyby istniał jakiś gorszy rodzaj wiedzy, nabyty, i lepszy, przy­ro­dzo­ny. Jak gdybym była kujonką, która uczy się na pamięć słownika wyrazów rzadkich (a nawet jeśli, to co z tego), a na chłopaka z ławki wyżej zna­jo­mość tajemnic wszechświata spłynęła wraz z wpisaniem mu w akcie urodzenia — syn.

🖇

Bardzo to celne naśmiewać się z dzieciaków i bardzo zabawne.
     […] 
     Bardzo zabawne. Bardzo zabawne, kiedy jesteś chłopcem.
     Nie bardzo zabawne, kiedy masz piętnaście, szesnaście, siedemnaście lat i twoją troską jest obsesyjna myśl: tylko nie zajdź w ciążę.
     Niektóre z nas zachodziły i później na ogół już nie widywałyśmy ich w szko­le. Inne zachodziły i jakoś sobie z tym radziły.
     A my, te, którym się udawało, wracałyśmy do domów pod bacznym okiem sąsiadek, znajomych i rodziny.
 
Tylko nie zajdź w ciążę.
     Tylko nie zajdź w ciążę.
 
Tylko nie zajść w ciążę.
 
A potem zajdź.
 
Kiedy zajdziesz w ciążę?

🖇

[…]  kto się komu z czym przydarzył.

🖇

Troska materializuje się w powszedniości: w wirującym bębnie pralki, w siatce pełnej zakupów, w koszu z obierkami, w rozrzuconych na podłodze klockach i fiolkach leków ustawionych na szafce. Można ją odnaleźć w zmę­cze­niu, w strachu, w zniechęceniu, w płaczu, w orga­ni­zo­waniu życia domowego i reagowaniu na potrzeby zależnych członków rodziny.

🖇

Od dziewcząt i kobiet oczekuje się okazywania i świadczenia troski, jak gdyby miały to we krwi, jak gdyby z tymi umiejętnościami przychodziły na świat. A przecież to nie jest wrodzone, opada na nas stopniowo.

🖇

Osoba odpowiedzialna za wynoszenie śmieci w domu to nie ta, która wy­no­si śmieci, tylko ta, która zauważa, że kosz jest pełen i trzeba coś z nim zro­bić. Osoba odpowiedzialna za zakupy to nie ta, która jedzie do sklepu al­bo wyciąga kartę z portfela, tylko ta, która się orientuje, że czegoś zabrakło, i wie, co, kiedy i gdzie trzeba dokupić.

🖇

Ideał troski jest więc aktem relacji, dostrzeżenia potrzeby i reakcji na nią, opiekowania się światem przez podtrzymywanie sieci po­wią­zań tak, by nikt nie został sam.
Carol Gilligan

🖇

Ludzie przez tysiąclecia dawali sobie radę bez lodówek, ale nie dawali sobie rady bez troski. Żaden krzepki chłop nie wniósłby żadnej lodówki na żadne piętro, gdyby ktoś go nie urodził, nie doglądał, nie wstawał do niego w no­cy, a potem nie pomagał mu w lekcjach.

🖇

Jak moi koledzy wykorzystywali ten czas, który ja przeznaczałam na czyn­no­ści domowe, doprawdy nie wiem. Gdybym miała ten czas, co oni, wyna­la­zła­bym, do kurwy nędzy, maszynę do wnoszenia lodówki na czwarte pię­tro. Wynalazłabym pokój na świecie.

🖇

Wiele kobiet uważa, że nierówności i dyskryminacja ich nie dotyczą, bo nie spotkały się z niesprawiedliwością, lekceważeniem czy przekraczaniem gra­nic. To możliwe, bo doświadczenia każdej z nas są inne. Ale świat nie jest jednakowo łaskawy dla wszystkich. Możemy mieć dobre ży­cie i jed­no­cześnie dostrzegać problemy, które dotykają inne kobiety. To też jest troska.

🖇

Najcenniejsza rada troski, jaką dostałam od koleżanki, dotyczyła powrotów do domu.
 
Trzy­maj w dłoni klucze tak jak kastet, między palcami, na sztywno.
     Celuj w oko.

🖇

Lubię sobie wyobrażać troskę jako chmurę, w której utrzymuje nas wszystkich zbiorowy i kruchy wysiłek osób troszczących się. Tam odbywa się naprawianie świata, cerowanie, sztukowanie ubytków. To szczególny rodzaj infrastruktury krytycznej […]

🖇

Od stu dwudziestu, stu, może pięćdziesięciu lat coś tam nam wolno, uczyć się, mieć zawód, czasem stosować antykoncepcję, jeśli nas na nią stać i ma­my dostęp do lekarza, możemy nawet nie zawsze wychodzić za mąż i nosić spodnie. Te nasze przywileje to ciągle niższe pensje (korygowana luka pła­co­wa w Polsce wynosi kilkanaście procent), to strach, kiedy się wchodzi z ob­cym mężczyzną do windy, to pytanie o możliwości prokreacyjne na roz­mowach o pracę, szczypanie, odmawianie leczenia, bo przecież możemy być w ciąży.
     Proces równouprawnienia nie odbywa się w próżni – przesuwają się gra­ni­ce męskości. Wykluczany jest konkretny typ męskości, a zmia­na, która nam daje trochę więcej przestrzeni, dla wielu mężczyzn oznacza osunięcie się znanego gruntu. I to tak strasznie boli.

🖇

Katarzyna Wojnicka, socjolożka zajmująca się męskością, przekonuje, że nie istnieje dyskryminacja mężczyzn – istnieje po prostu zmiana. Patriarchat przynosił mężczyznom korzyści, ale też nałożył na nich ciężar ról, z których trudno się uwolnić. W świecie, który się zmienia, wielu z nich doświadcza utraty statusu i zagubienia, choć dla tych emocji rzadko znajduje się język w debacie o równości.

🖇

Jeden z bardzo zresztą progresywnych znajomych mężczyzn opowiadał, że jego żona ma akurat dużo pracy, więc on sprząta w domu, zmywa i go­tuje.
     — Gratulacje, zbliżyłeś się do jakiejś jednej dwudziestej doświadczenia bycia kobietą — rzuciła znad ekspresu do kawy jedna z baristek. — Jak chcesz to poczuć jeszcze bardziej, mogę cię klepnąć po tyłku i na ciebie gwizdnąć, chcesz?
 
To są nieprzekładalne perspektywy.

🖇

[Jesienią 1913 roku Emmeline Pankhurst] powiedziała, że ludzie dokonali wprawdzie wspaniałych wynalazków, ale absolutnie zawiedli na polu zaj­mowania się życiem: to kobiety troszczą się o inne osoby, taka jest ich rola, w związku z tym jedynym sensownym kierunkiem jest emancypacja. Emme­li­ne domagała się wzajemności: skoro kobiety troszczą się o świat, świat nie powinien traktować ich wyłącznie jako elementu wyposażenia wnętrz, użytecznych przedmiotów, maszyn domowych. Ponieważ nie było to w roku 1913 dla wszystkich oczywiste, podkreśliła, że kobiety są jednak nade wszystko istotami ludzkimi.

🖇

[Silvia] Fe­derici pisała jednoznacznie: dom to żaden azyl, to fabryka bez ko­minów. Pracują w niej na kilka zmian kobiety, które gotują, sprzątają, od­ku­rzają, piorą, wycierają nosy, wysłuchują, pilnują odrabiania lekcji, opie­ku­ją się starszymi członkami rodziny. Wiele z nich równocześnie pra­cu­je za­wo­do­wo. Codziennie „produkują” gotową do pracy siłę roboczą, co­dzien­nie podtrzymują kapitalizm jak kariatydy troski, dzięki którym dzieci do­ra­sta­ją, chorzy zdrowieją, a zmęczeni nabierają sił. Bez ich niewidzialnej i dar­mo­wej pracy kapitalistyczna gospodarka po prostu by się załamała.

🖇

Przekonanie, że zacisnę zęby, pójdę spać później i wstanę wcześniej, nie do­piję herbaty, zrezygnuję z obiadu, ale za to dam radę ze wszystkim, pad­nę, powstanę i ułożę sobie wszystko, death or glory, just another story, jest w grun­cie rzeczy tylko neoliberalną kontrabandą.

🖇

Wiem, mogłam sobie to inaczej ułożyć, mogłam się przygotować, mogłam, mogłam, mogłam — znam te wszystkie argumenty, dobre rady, pan­ja­śnie­nia, świat mnie w nich ćwiczy od urodzenia, when men on the chessboard get up and tell you where to go.

🖇

Proszę się rozsiąść w późnym kapitalizmie, gdzie emocje i relacje stają się zasobami. Można je wybierać i nimi handlować, można sobie kupić trochę zainteresowania i troski, ilość zależy od zasobności portfela.

🖇

Za chwilę o każdego i każdą z nas
trzeba się będzie w jakiś sposób zatroszczyć.

Olga Gitkiewicz, Szyjąc,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Oczywiście, że chciałam być chłopcem.
     Tak mi się wydawało. Z czasem zaczęłam się orien­to­wać, że chodziło mi tylko o wyrównanie szans albo od­wró­ce­nie ról, które dopiero co zaczynałam roz­po­zna­wać. Chciałam móc być niegrzeczna. Ubrudzić się. Robić głupoty. Chciałam, żeby ode mnie nie wymagano, żeby mi się wciąż nie przyglądano z taką cierpką uwagą.

🖇

[…]  stój w kącie, a znajdą cię. Wciąż powtarzano mi, że powinnam w milczeniu, z pokorą czekać, aż ktoś poda mi rękę, wyciągnie z kąta, krytycznie obejrzy, odkurzy i może pod pewnymi warunkami mnie zaakceptuje. Nie rozumiałam tego jako dziewczynka, możliwe, że nie rozumiem nadal. Czego można się dowiedzieć o sobie i o świecie podczas stania w kącie?

🖇

No dobrze, te­raz to bym sobie czasem często postała w kącie.
     Sama.
     Tylko żeby mnie nikt nie znajdywał.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 04, 2025

5851. Z oazy (CCCLXI)

Odliczanie literek, raz. Poślizgnięte na wielodniowym gaszeniu zdrowotnych po­ża­rów i czekaniu do kolejnego poniedziałku. Eseje, niby stare, bo z lat 1985–2018, ale niestety żaden nie brzmi czerstwo. Peunta prawie każdego z nich to małe arcydzieło.

Kiedy zaczął się szalony cyrk, w którym przyszło nam teraz żyć? W czasach, gdy ame­ry­kański aktor został prezydentem? Czy ktoś wtedy był w stanie wyobrazić so­bie, że za kilkadziesiąt lat prezydentami po obu stronach oceanu zostaną: wie­lo­krot­nie skazany czy alfons? Dumni niech będą ci, co nie wierzyli, że to możliwe. Rzeczy­wi­stość, nie gimnastykując się szczególnie, bez problemu przekroczyła horyzont ich wyobraźni.

Szkoda, że Autorka nie skomentuje już tych faktów. Szkoda, że będziemy musieli sami sobie poradzić z trzeźwą oceną tego, co się wokół nas dzieje. Tak czy inaczej, ciekawe, jakie będą puenty tych prezydentur.

[wstęp, maj 2019]  Dawniej, w latach tłustych – dwie lub trzy dekady temu, w złotych czasach rozkwitu „głównonurtowych” mediów – byłam w stanie utrzymywać się z pi­sania, jako wolna strzelczyni. […]
     Tak wygląda dziś prawdziwe oblicze dziennikarstwa: nie osoba, która prowadzi programy, zgarniając milion dolarów rocznie, ale nisko opłacani robotnicy i robotnice oraz osuwające się po równi pochyłej osoby z wyż­szym wykształceniem, które nie są w stanie zebrać dość kasy, by za­cząć pra­cę nad artykułem, fotoesejem czy filmem, który chciałyby zrobić, a tym bardziej nie są w stanie znaleźć platformy, która pokryłaby koszty zro­bie­nia czegokolwiek. […]
     Zubożenie dziennikarek i dziennikarzy zubaża dziennikarstwo. Coraz rza­dziej trafiamy w mediach na materiał o ludziach, którzy żyją od wypłaty do wypłaty, jak gdyby 80 procent populacji wyemigrowało po ci­chu, gdy po­zostałych 20 procent odwróciło wzrok. […]  Jeśli intelektualiści brzmią nie­kiedy jak republikańscy kandydaci na prezydenta, to nie dlatego, że mamy do czynienia ze spiskiem. Po prostu tak to już jest, kiedy ludzie, któ­rzy mają prawo wyrażać opinie na temat nierówności, pochodzą niemal bez wyjątku z górnych szczebli drabiny dochodowej.

🖇

[…]  czy naprawdę da się zarobić na życie w zawodach dostępnych obecnie dla niewykwalifikowanych pracownic i pracowników? Z matematycznego punktu widzenia odpowiedź będzie brzmiała: „nie” – można to obliczyć, je­śli weźmie się 6 do 7 dolarów na godzinę, odejmie jakiś dolar lub dwa za go­dzi­nę na opiekę nad dziećmi, przemnoży przez 160 godzin miesięcznie i po­rów­na wynik z dominującymi stawkami czynszu. […]  Może, kiedy wejdę w tę rzeczywistość, odkryję w świecie nisko opłacanych robotnic jakieś ta­jem­ne systemy gospodarowania.

🖇

Kucharze chcą przygotowywać smaczne jedzenie, obsługa chce je uprzejmie serwować, tymczasem kierownicy są tu z jednego tylko powodu: mają za­pew­nić zyski jakiemuś teoretycznemu bytowi, egzystującemu gdzieś daleko w Chicago czy Nowym Jorku – o ile o korporacjach w ogóle można po­wie­dzieć, że istnieją fizycznie. […]
     Kierownikom wolno siadać – choćby na całe godziny, jeśli chcą – do ich zadań należy jednak pilnowanie, żeby nikt inny nigdy nie siedział, nawet kie­dy nie ma nic do roboty, i właśnie dlatego dla obsługi swobodniejsze go­dzi­ny potrafią być równie wyczerpujące, jak pory, w których trzeba ganiać.

🖇

W ubóstwie, podobnie jak w przypadku niektórych twierdzeń fi­zycz­nych, warunki początkowe decydują o wszystkim. Nie istnieją żadne tajemne systemy gospodarowania, dzięki którym biedni mogą się wyżywić, przeciwnie, istnieje masa ukrytych kosztów.

🖇

Najgorsi, z jakiegoś powodu, są ostentacyjnie obnoszący się ze swoją wiarą chrześcijanie – jak ci z dziesięcioosobowego stolika, wszy­scy radośni i uświę­ce­ni po niedzielnym wieczornym nabożeństwie i wszyscy bezlitośnie mną rozporządzają, a ostatecznie zostawiają dolara przy ra­chun­ku na 92 dolary. […]  Ogólna zasada jest taka, że ludzie, którzy noszą krzyże albo znaczki ze skrótem WWJD? (od What Would Jesus Do? – Co zro­bił­by Jezus?), spoglądają na nas z dezaprobatą niezależnie od tego, co robimy, jak gdyby mylili kelnerowanie z oryginalną profesją Marii Ma­gda­leny.

🖇

Wiem tylko, że nie zdołałam utrzymać dwóch miejsc pracy i że nie byłam w stanie zarobić wystarczająco dużo, by przeżyć z jednej pensji. A dys­po­no­wa­łam atutami niewyobrażalnymi dla wielu osób długotrwale żyjących w biedzie – zdrowiem, wytrzymałością, sprawnym samochodem i brakiem dzieci, którymi trzeba się opiekować i które trzeba utrzymywać.

🖇🖇

Gospodarka wolnorynkowa zależy jedynie od rynków, a zgodnie z naj­bar­dziej zaawansowaną matematycznie teorią makroekonomiczną rynki za­le­żą jedynie od nastrojów: konkretnie, od nastroju mężczyzn w prąż­ko­wa­nych garniturach, znanych także jako Chłopcy z Wall Street. Kiedy Chłopcy są w dobrych humorach, rynki kwitną; kiedy są przestraszeni albo po­chmur­ni, nadchodzi czas, byśmy, każdy i każda z nas, pomyśleli o otwarciu straganu z jabłkami. Ponieważ, jak powiedział kiedyś Franklin Delano Roosevelt, „Jedynym, co może nas źle nastrajać, jest sam zły nastrój, zwła­szcza gdy dokucza bogatszemu od nas”.

🖇

„Ale zaraz! – powiesz mi. Czemu 200 milionów ludzi miałoby poddawać się wahaniom nastrojów kilku tysięcy nałogowych hazardzistów?” No ale to jest właśnie wolny rynek, przyjaciele: wolność obstawiania i wolność prze­gry­wa­nia. Przy czym niesamowite jest to – ten prawdziwie demokratyczny element – że nie musisz nawet sama być graczem, żeby przegrać.

🖇🖇

Wszyscy, od neoliberałów po neokonserwatystów, zgadzają się, że coś trze­ba zrobić. Nie chodzi nawet o pieniądze (zasiłki pochłaniają zaledwie jeden procent budżetu federalnego), ale o zasadę.

🖇

Na rynku pracy, na którym 18 procent robotników i robotnic haruje obec­nie w pełnym wymiarze, przez cały rok, za płace niepozwalające wyjść z ubóstwa, nie pozostało zbyt wiele wolnych posad zapewniających godziwe zarobki i utrzymanie, zwłaszcza dla kobiet, które mają problem z opieką nad dziećmi.

🖇

[…]  żadna grupa społeczna nie wywołuje takiego gniewu jak ta, którą mgliście określa się jako „margines”.

🖇

W kraju także temat kary jest tym, którego nie porzucamy. Podczas gdy wszystkie inne zadania rządu dotyczące polityki wewnętrznej zanikają, system więzienny rozrasta się do poziomu, przy którym Stany Zjednoczone ustępują jedynie Rosji pod względem odsetka uwięzionych obywateli.

🖇🖇

[z eseju z roku 2007]  Według badania Caroli Frydman z Massachusetts Institute of Technology i Raven E. Sacks z Federal Reserve trzydzieści–czter­dzieści lat temu prezesi i dyrektorzy największych firm zarabiali śred­nio o 80 procent więcej niż trze­ci najlepiej opłacani pracownicy kie­row­nic­twa. Na początku XXI wieku jednak luka między szefostwem a trze­ci­mi w hierarchii rozdęła się do 260 procent.

🖇

Czemuż tak trudno jest tym ludziom na górze łaskawie uznać swoją zależność od cudzej pracy?

🖇🖇

Zdecydowanie najpewniejszą drogą do tego, żeby zostać skrymi­na­li­zo­wa­nym z powodu biedy, jest posiadanie niewłaściwego koloru skóry. Kiedy słynny profesor zostaje poddany rasowemu profilowaniu, oburzenie sięga zenitu, tymczasem od dziesięcioleci całe społeczności są skutecznie „pro­fi­lo­wa­ne” na podstawie podejrzanej kombinacji, jaką jest ciemniejsza cera po­łą­czona z byciem biednym, a wszystko dzięki teoriom ochrony porządku publicznego, takim jak „teoria zbitej szyby”16 i polityka „zero tolerancji” [z eseju z roku 2007].

🖇

Widać tu wzorzec: zmniejszanie finansowania usług, które mogłyby po­móc biednym, przy jednoczesnym wzmożonym egzekwowaniu przepisów – ogra­nicz radykalnie budżety szkół i transportu publicznego, a następnie zde­le­ga­lizuj wagary. Zlikwiduj budownictwo komunalne, a potem zrób z bez­domności przestępstwo. Zadbaj, żeby prześladowano ulicznych sprze­daw­ców w sytuacji, w której tak mało jest innych możliwości zatrudnienia. To, czego doświadczają biedni, zwłaszcza należący do mniejszości et­nicz­nych, zaczyna przypominać doświadczenie szczura szarpiącego się, żeby uniknąć nieregularnie aplikowanych wstrząsów elektrycznych.

🖇🖇

Istnieją pewne praktyczne powody, dla których biali skłonni są zabijać się skuteczniej niż czarni. Przede wszystkim częściej posiadają broń, a dla bia­łych mężczyzn strzał z broni palnej jest preferowaną formą samobójstwa. Poza tym lekarze, bez wątpienia po części pod wpływem stereotypów na temat nie-białych narkomanów, są bardziej skłonni przepisywać środki przeciwbólowe zawierające opioidy białym pacjentom […].

🖇

[…]  zachowanie białego przywileju, zwłaszcza w przypadku najmniej uprzywilejowanych białych, stało się coraz trudniejsze i w związku z tym, dla niektórych, ważniejsze niż kiedykolwiek. Ubodzy biali zawsze czerpali pociechę z wiedzy, że ktoś ma się gorzej i jest bardziej pogardzany niż oni; rasistowskie podporządkowanie zapewniało im grunt pod nogami, skałę, na której stali, nawet kiedy ich własna sytuacja ulegała pogorszeniu.
     […]  Niezależnie jednak od włożonego wysiłku szczególnie trudno jest za­cho­wać poczucie rasowej wyższości, kiedy walczy się, aby utrzymać się na swoim miejscu, blisko dna zawodnej gospodarki.

🖇🖇

Śmierć jest równie „naturalna”, jak wszystko inne […].

🖇

Ale na co tu narzekać? Oglądane przez różowe okulary całe to przed­się­wzię­cie zbudowane wokół raka piersi – od oddolnych grup wsparcia i stron internetowych po korporacyjnych dostawców terapii i sponsorów biegów – wygląda jak piękny przykład synergii w działaniu: praktyki kultowe, akcesoria i świadectwa zachęcają kobiety do poddania się procedurom diagnostycznym, a ponieważ ułamek tych diagnoz będzie pozytywny, ozna­cza to więcej członkiń dla kultu oraz więcej klientek dla korporacji, za­rów­no tych korporacji, które dostarczają produkty i usługi medyczne, jak i tych, które oferują charytatywny sponsoring.
     Tyle że takie spojrzenie z perspektywy życiodajnej synergii jest rozsądne tylko o tyle, o ile wiedza na temat metody wykrywania i leczenia jest godna zaufania, a niestety, jeśli idzie o tę wiedzę, mamy do czynienia z wąt­pli­wo­ścia­mi i sporami, a niekiedy z postawą, która przypomina trwanie w za­prze­czeniu.

🖇

Co gorsza, kiedy kult raka piersi prowadzi do ignorowania lub ba­ga­te­li­zo­wa­nia kłopotliwej kwestii przyczyn środowiskowych, czyni z kobiet ofiary oszustwa czegoś, co można nazwać Kompleksem Przemysłowym Raka: ponadnarodowego korporacyjnego przedsięwzięcia, które jedną ręką rozsiewa czynniki rakotwórcze i choroby, a drugą oferuje drogie, półtoksyczne leczenie farmaceutyczne.

🖇

Żadna z kobiet nie zgłasza jednak zastrzeżeń wobec tego pojęcia, takich jak moje: że bezmyślny tryumfalizm „zwycięstwa i przetrwania” uwła­cza umar­łym i umie­ra­jącym. Czy my, żyjące, „walczymy” ciężej niż te, które umarły? Czy mamy utrzymywać, że jesteśmy „dzielniejszymi”, lepszymi oso­ba­mi niż zmarłe? I czemu w tym kulcie nie ma przestrzeni na jakąś for­mę akceptacji śmierci, kiedy nadejdzie czas, a nadejdzie z pewnością, czy to z powodu raka, czy jakiegoś innego nieszczęścia?

🖇🖇

Istnieje jednak różnica między zdrowiem a zdrowizmem, między zdrowiem jako rozsądnym celem a zdro­wiem jako wartością trans­cen­dent­ną. Myląc zdrowie z cnotą, stałyśmy się i staliśmy bardziej nerwowi, mniej tolerancyjni i ostatecznie mniej zdolni do konfrontacji ze źródłami chorób, które leżą poza zasięgiem naszej indywidualnej kontroli. Na przykład, nie­mal nieuniknionym efektem ubocznym zdrowizmu jest obwi­nia­nie ofiar. Jeśli ponosimy osobistą odpowiedzialność za swoje zdrowie, to zgodnie z tą samą logiką choroba musi być naszą winą.

🖇

W końcu jednak – a zawsze nadchodzi koniec – obwinianie ofiar nikomu nie służy. Ofiarą nie zawsze jest „ktoś inny”, ktoś grubszy, bar­dziej leniwy lub bardziej uzależniony od dymu i tłuszczu. Ponieważ faktem jest, że umrzemy, wszystkie i wszyscy, i że prawie wszyscy albo po drodze, albo przy okazji, zetkniemy się z chorobami, niepełnosprawnością i znacznym dyskomfortem. Ostateczną tragedią zdrowizmu jest to, że pozostawia nas tak źle przygotowane na to, co nieuniknione. […]
     Zdrowie jest dobre. Nie jest jednak, co potwierdziliby nawet wy­spor­to­wa­ni starożytni Grecy, dobrem samym w sobie.

🖇🖇

To, co większość z nas zwykła rozumieć pod słowem „seks”, zakłada wza­jem­ność i współuczestnictwo, jest pełne miłości i podnoszące na duchu, a przy­najmniej flirciarskie i zabawne. W sumie uczynienie świata bez­piecz­nym dla głębokich dekoltów i stringów jest celem, co do którego oświeceni przedstawiciele i przedstawicielki płci obojga powinni być w stanie się dogadać. Jeśli zaś idzie o tych facetów, którzy nie potrafią odróżnić seksu od gwałtu, nie obchodzi mnie to, że są być może równie „naturalni” jak gra­no­la – nie zasługują na to, by żyć w otoczeniu kobiet.

🖇🖇

Upodobania konsumenckie są jedynie najbardziej oczywistymi wy­znacz­ni­ka­mi pozycji klasowej […]. Innym wyznacznikiem jest kult ćwiczeń fi­zycz­nych, zwłaszcza w ich najbardziej samotniczej, a zarazem publicznej od­mia­nie – biegania.

🖇🖇

[…]  samo wykonywanie swojej roboty nigdy nie wystarcza, gdyby wystarczało, bez wątpienia na szczycie znalazłoby się o wiele więcej kobiet.

🖇

Wierzę, że pewnego dnia jakaś odnosząca prawdziwe sukcesy kobieta z kor­po­racji spojrzy nagle na własne biurko, zawalone zestawieniami fi­nan­so­wy­mi i wewnętrznymi notatkami służbowymi i wykrzyknie: „czy to na­praw­dę warte jest mojego czasu?”. I że w tej samej chwili jakaś pani domu, wiodąc wzrokiem po zapapranej przez maluchy kuchni, zada sobie identyczne pytanie. Uciekająca ze swej firmy kobieta z korporacji zderzy się w atrium z panią domu biegnącą w przeciwną stronę. Zaczną rozmawiać. I w jednej chwili połączą obydwa wybitnie amerykańskie nurty ra­dy­ka­li­zmu: utopijność Goodmana i feminizm Friedan. Może także, jeśli będą roz­ma­wiać dostatecznie długo, uda im się wynaleźć jakieś urocze no­we pojęcia, jak równa płaca… za pracę mającą sens.

🖇🖇

Cytując stare, ale zdecydowanie nie naiwne feministyczne powiedzenie: „Jeśli myślisz, że celem jest równość, masz zbyt niskie standardy”. Nie wy­starczy dorównać mężczyznom, skoro mężczyźni zachowują się jak bestie. Asymilacja to za mało. Musimy stworzyć świat wart tego, by chcieć się w nim odnajdywać.

🖇🖇

Zwierzęta nie tylko przypominają ludzi, ale przede wszystkim przypominają ludzi z grup uciskanych i marginalizowanych.

🖇🖇

Z punktu widzenia pierwotnych mieszkańców i mieszkanek tego kontynentu albo też, na przykład, zniewolonych Afrykańczyków i Afrykanek, których trud uczynił Amerykę wielką potęgą rolniczą, naszymi „tradycyjnymi war­to­ściami” zawsze były bigoteria, chciwość i wojownicza agresywność, podparte wybujałymi odwołaniami do Boga miłości.
     Najbardziej przyjazną – chociaż zarazem, w zależności od punktu wi­dze­nia, najbardziej perwersyjną – z nowych wartości naszej epoki jest „ro­dzi­na”. Jakoś dawało się przeżyć „sztandar” i „wiarę” jako neotradycyjne war­tości – znosiłam je bez zachwytu, ale znosiłam – póki nie do­kop­to­wano do nich na siłę „rodziny”. W latach osiemdziesiątych zwycięska opcja po­li­tycz­na stała się agresywnie „prorodzinna”. Odwoływali się do „rodziny”, ilekroć deptali prawa osób, które podtrzymują istnienie re­al­nych ro­dzin, czy­li ko­biet. Wykorzystywali ją, by usprawiedliwiać se­gre­gację rasową i tworzenie „chrześcijańskich” szkół tylko dla białych. I szermowali rodziną, a także sztandarem i wiarą, aby uciszyć wszelkie głosy, które uważali za obsceniczne, obraźliwe, zaburzające lub po prostu odmienne.

🖇

Dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęłam rozumieć, że bojowy sce­pty­cyzm mojej rodziny i ekscentryczna buntowniczość stanowiły element o wie­le szerszego nurtu amerykańskiego dysydentyzmu. Odkryłam femi­nizm, ruch antywojenny, ruch praw obywatelskich. Nauczyłam się, że mi­lio­ny Amerykanek i Amerykanów przede mną i wokół mnie było, uży­wa­jąc kategorii mojego ojca, dostatecznie „mądrych”, by py­tać „dla­cze­go?” – a co więcej, by zadawać o wiele bardziej radykalne pytanie: „dlaczego nie?.

🖇

I mimo wszystko, jakimś cudem, mały nurt oporu nie wysychał. Wciąż były osoby bezdomne, które nie dawały się zamknąć w szpitalach psy­chia­trycz­nych za zbrodnię, jaką jest bieda; […]; kobiety, które upierały się, że ich ży­cie jest cenniejsze niż życie przypadkowych zarodków; rodzice, którzy pa­ko­wa­li dzieci i ruszali na marsze dla pokoju; studenci i studentki, którzy w imię świata bardziej nadającego się do życia protestowali przeciwko po­stę­pującemu wywracaniu do góry nogami prostych wartości wy­nie­sio­nych z przedszkola.
     […]
     Nieważne, że patriotyzm aż nazbyt często staje się schro­nie­niem łajdaków. Kontestacja, bunt, wszechobecne awanturnictwo pozostają prawdziwym obowiązkiem patriotek i patriotów.

🖇🖇

Jeśli jednak jest prawdą, że sukces pociąga za sobą kolejne zajęcia i ogra­ni­cza czas na warte zachodu czynności – jak rozmawianie z przyjaciółkami i przyjaciółmi (i słuchanie ich), czytanie powieści albo poświęcanie od­ro­bi­ny cza­su na wolontariat w jakiejś słusznej sprawie – to kto właści­wie po­trze­buje sukcesu? Byłoby raczej smutną rzeczą zajść tak daleko – albo przynajmniej musieć włożyć tyle wysiłku – tylko po to, by się nawzajem pogubić.

🖇🖇

Bóg wie, że dość już cierpień przysporzyły nam te specyficzne problemy, z którymi biali ludzie mierzą się od stuleci: brzemię niesienia chrze­ści­jań­stwa poganom, tak pogrążonym w mrokach niewiedzy, że zazwyczaj woleli śmierć.

🖇

Jeśli biali kiedykolwiek mają jeszcze podnieść głowy, musimy opuścić nasze małe ciaśniutkie getto i ponownie wyjść na świat. […]  „Damy radę! Jeśli będziemy uczyć się i starać z całych sił, nawet my możemy stać się kimś!”.

🖇🖇

[z eseju z roku 1986]  Większość z nas należy do „klasy średniej” albo przy­naj­mniej lubimy tak myśleć. […]  w ciągu ostatniej dekady bogaci się bogacili, liczba biednych rosła, a ci i te pośrodku najwyraźniej nie radzili sobie tak dobrze jak niegdyś.

🖇

[…]  demokracja, żeby przetrwać, musi przynajmniej spra­wiać wrażenie sprawiedliwej. W Ameryce już tak nie jest.
Felix Rohatyn, (1928–2019)

🖇

W potocznym rozumieniu z kolei „klasa średnia” to kwestia nie tylko do­cho­du, ale także statusu, o którym informują subtelne wskazówki: to, jak ży­jemy, na co wydajemy pieniądze, jakie mamy oczekiwania co do przyszłości.

🖇

[…]  tym, którzy nic nie mają, dostaje się coraz mniej, a posiadacze mają się lepiej niż kiedykolwiek.

🖇🖇

Co dostaniemy, gdy zmieszamy najgorsze spowolnienie gospodarcze od cza­sów Wielkiego Kryzysu z pierwszym czarnym prezydentem? Falę bia­łe­go rasistowskiego resentymentu słabo skrywającą się w przebraniu po­pu­li­stycz­nej rewolty. […]  Kiedy osuwasz się w dół drabiny społecznej, jak od kilku lat biała klasa średnia, aż nazbyt łatwo jest wyobrazić sobie, że to dla­te­go, że ktoś inny wspina się po twoich plecach. Mimo jednak rozżalenia bia­łych, to czarni biorą na siebie ciężar recesji, z nieproporcjonalnie wy­so­kim po­zio­mem bezrobocia i ogromną liczbą przypadków przejęć domów obciążonych hipoteką. Przy czym przecież od początku nie za dobrze im się powodziło.

🖇🖇

Klasa robotnicza, a przynajmniej jej biała część, stała się naszą wielką na­ro­dową zagadką. Tradycyjnie demokratyczna pomogła wybrać na pre­zy­den­ta krzykliwie ostentacyjnego miliardera. „Co jest z nimi nie tak?”, pytają wciąż liberalni mędrcy. Dlaczego wierzą w obietnice Trumpa? Są głupi czy kieruje nimi po prostu godny potępienia rasizm? Dlaczego klasa robotnicza sprzymierzyła się przeciw własnym interesom?

🖇

Nieważne, jak dobre byłyby programy nabywania nowych kwalifikacji, sam pomysł, że ludzie mają być nieskończenie plastyczni i gotowi stwarzać się na nowo w rytmie kolejnych zmian na rynku pracy, jest praw­do­po­dob­nie nierealistyczny, a już z pewnością jest wyrazem braku szacunku dla istniejących umiejętności.

🖇🖇

Obserwujemy pogłębiającą się ruinę, którą przyniosła ze sobą neoliberalna agresja i zadajemy sobie pytanie: kto z tych, którzy przetrwali, będzie dziś bronić tych wartości? Albo jeszcze mocniej: czy istnieje jakikolwiek sposób, aby ocalić marzenie o rozumności – albo przynajmniej wizję społeczeństwa, w którym rozumność jest w stanie od czasu do czasu zwyciężyć […]?

Barbara Ehrenreich, Gdybym wiedziała.
Zbiór esejów
, przeł. Anna Dzierzgowska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  karnawał „nie może się cofnąć, musi iść naprzód”.

(tamże)

niedziela, czerwca 01, 2025

5785. Z oazy (CCCXXXIII)

Po­gigantowe odliczanie literek, dwa, poślizgnięte na sześciu dniach. Drugiego wie­czoru po śmierci Heniutki paliła się do późnego wieczora dla kudła­tej dziew­czyn­ki świeczka, a my z Kaan raczyłyśmy się wieczornymi pogaduchami. W ten sposób wy­płynęło ist­nie­nie tej książki. Przy porannej ka­wie na­stęp­nego dnia klik, klik, to­wa­rzy­szące na­dziei, że szybko przyjdzie na nią czas.

Na gi­gan­cie każdego dnia zry­wa­łam się do baru Pod orłem na przynajmniej półtorej go­dzi­ny, by złapać oddech, po­gapić się przez okno, wypić kawę, zgrzeszyć ciastem, cza­sem zjeść obiad czy frytki z batatów. Podczytywałam tę książkę między książkami z okolic miłości czy śmierci. Zaskoczyłoby Fromma, że dwa fragmenty z jego książki wydanej z 1956 roku będą pasowały jak ulał do świata, w którym żyjemy od dzie­się­cio­le­ci w XXI wieku. Nie mogłam ich tu nie umieścić jako przystawki do dania głów­ne­go, jakim są wyimki ze skończonej na gigancie jako drugiej książki.

Ta lektura to swoisty test diagnostyczny: jak bardzo mamy wyprane mózgi. My, pokolenie X.

Kapitał panuje przed pracą; nagromadzone przedmioty, to, co martwe, ma wyższą wartość niż praca, niż siły ludzkie, czyli to, co żywe.
     […]  W rezultacie rozwoju kapitalizmu obserwujemy bez­u­stan­nie wzra­sta­ją­cy proces centralizacji i koncentracji ka­pi­ta­łu. Wielkie przed­się­bior­stwa ustawicznie rosną, mniejsze są wy­pie­ra­ne. […]  Coraz więcej ludzi tra­ci niezależność i zaczyna pod­le­gać tym, którzy zarządzają wielkimi po­tę­ga­mi gospodarczymi.
     […]
     Współczesny kapitalizm potrzebuje ludzi, którzy zapewnią mu sprawną i masową współpracę; ludzi pragnących coraz więcej konsumować; któ­rych upodobania są ze­stan­da­ry­zo­wa­ne, dają się łatwo przewidywać i kształ­to­wać. Potrzebuje ludzi, którzy czują się wolni i niezależni, nie kie­ru­ją się żadnym auto­rytetem, zasadą ani sumieniem […].

Nowoczesny człowiek przekształcił się w towar; traktuje swoją energię ży­cio­wą jak inwestycję, która powinna mu przynieść maksymalny zysk, sto­so­wny do jego pozycji i sytuacji na ludz­kim rynku. Człowiek taki jest wy­ob­co­wany od samego siebie, od swoich bliźnich i od natury. Jego głównym celem jest korzystna wymiana swoich zdolności, wiedzy i samego siebie, swego „oso­bo­we­go pakietu” – z innymi, którzy w równej mierze są na­sta­wie­ni na uczciwą i korzystną wymianę. Jedynym celem życia jest ruch, jedyną zasadą zasada uczciwej wymiany, jedynym zadowoleniem – kon­sump­cja.

Erich Fromm, O sztuce miłości, przeł. Aleksander Bogdański,
Rebis, Poznań 2025.

🖇 🖇

Moim zamierzeniem było opowiedzenie o niedopasowaniu sposobów opo­wia­da­nia o pracy do jej rzeczywistego doświadczania. Chcia­łam po­ka­zać, jak niszowe są opowieści o takiej pracy, która jest do­świad­cze­niem więk­szo­ści Polaków, o pracy, która wyniszcza, zabiera czas na ży­cie i upokarza, i z ko­lei jak głośne i popularne są legendy o pracy jako o szczę­śli­wej prze­strze­ni samorozwoju, karierze, która czeka na wyjątkowo za­an­ga­żo­wa­nych, o pracy jako recepcie na dobre życie.

🖇

Nasza współczesność sporo odbiega od wizji pracy, które w poprzednich wiekach mieli intelektualiści. Nikt nie przewidział tego, jak w rzeczywistości będzie wyglądać praca w XXI wieku. Na przykład słynnemu ekonomiście Johnowi Meynardowi Keynesowi w 1930 roku wydawało się, że dziś po­win­ni­śmy pracować około 15 godzin tygodniowo. Nie prze­wi­dzia­no też ist­nie­nia klasy pracujących biednych, czyli osób, którym wy­na­gro­dze­nie za pracę w pełnym wymiarze godzin nie pozwala związać końca z końcem.

🖇

Czy narracje, które organizują nasze opowiadanie o pracy w 2024 roku, są inne niż 30 lat temu? Tylko w części. Owszem, zmieniły się słowa, obrazy i mo­dy. „Dyspozycyjność” została zastąpiona przez work-life balance. Mimo tych drobnych przesunięć w dalszym ciągu zdecydowana większość z nas pracuje pod dyktando ideologii neoliberalnej.

🖇

Powszechność pewnych opowieści o pracy wynika z tego, że ich nadawcy posiadają władzę. Jest to zatem dominacja nie „ilościowa” (czyli wynikająca z tego, że reprezentuje szerokie masy i ich interesy), lecz dominacja związana z uprzywilejowaniem, pozycją w strukturze społecznej i dostępem do mediów – czyli reprezentująca mały wycinek społeczeństwa, który jest w stanie narzucić masom swoją wizję dobrego życia.

🖇

Wspólną funkcją dominujących współcześnie ideologii związanych z pracą jest wyciskanie z pracowników jak najwięcej zaangażowania. […]  Opo­wie­ści te zazwyczaj przemilczają fakt, że do pracy chodzi się po to, żeby zarobić pieniądze. W kontekście pracy dużo piszemy i mówimy dziś o samo­re­a­li­za­cji, twórczości i pasji, zaś zdecydowanie mniej – o zaspokajaniu przez nią potrzeb materialnych.

🖇

Nasza relacja z pracą i sposób opowiadania o niej mają dużo wspólnego z pochodzeniem społecznym.

🖇

Przedsiębiorczość jest uważana za cechę, którą warto w sobie odnaleźć i pie­lęgnować. Państwo polskie otwarcie i na wielu płaszczyznach pod­kre­śla swoje umiłowanie przedsiębiorczości. […]  Dzięki konsekwentnemu bu­do­waniu wizerunku przedsiębiorcy jako wypruwającego sobie żyły su­per­bo­ha­te­ra krajowej gospodarki stało się jasne, że nikt nie pracuje tak dobrze, jak przed­siębiorcy.

🖇

🖇

O przedsiębiorcach często pisze się w taki sposób, jakby na ich barkach spo­czy­wała cała gospodarka i jakby dźwigali ją samotnie. Szczególnie czę­sto piszą tak o sobie sami przedsiębiorcy. Udział pracowników w funk­cjo­no­wa­niu przedsiębiorstwa często bywa prze­milczany albo ich rola bywa spro­wa­dza­na do beneficjentów dobroci właścicieli firm. Fakt, że przedsiębiorcy zatrudniają pracowników nie z po­bu­dek charytatywnych, ale po to, żeby zarabiać na ich pracy, bywa w tych narracjach pomijany. […]  „To [przed­się­bio­rcy] zaledwie 4 proc. ogółu pra­cu­ją­cych, ale z istotnym wkła­dem we wszystkie procesy ekonomiczne w kra­ju i za gra­nicą – od zwiększania do­bro­by­tu pracowników, po kontry­bu­o­wa­nie do budżetu pań­stwa”. To brzmi, jakby pozostałe 96% pra­cu­jących nie płaciło żad­nych podatków, a cały budżet państwa opar­ty był na daninach od przedsiębiorców.

🖇

Jednym z najważniejszych oszustw, na którym oparta jest ideologia miłości do pracy, jest założenie, że możemy kochać ją wszyscy i że posiadanie pra­cy, którą się kocha, to kwestia wyboru jednostki, a nie warunków jej życia i posiadanych przez nią kapitałów.

🖇

Dominujący język mówienia o pracy przez całe dekady nie odzwierciedlał różnic pomiędzy klasami społecznymi, ich różnorodnego funkcjonowania w pracy oraz niejednakowego wpływu na własny los. Wręcz przeciwnie: dyktatura pojęć związanych z karierą, awansem, motywacją, przed­się­bior­czo­ścią i kreatywnością przez lata narzucała bardzo wielu uczestnikom ryn­ku pracy myślenie o sobie w sposób, który nie miał nic wspólnego z ich pozycją klasową, ich doświadczeniem pracy ani z perspektywami zawo­do­wymi. […]
     Klasa dominująca nie tylko opowiada sobie samą siebie; nie poprzestaje na podziwianiu własnej pracowitości, wytrwałości, pomysłowości deter­mi­na­cji. Jej sposób mówienia i pisania o pracy wyznacza ton także tam, gdzie mówi się i pisze o pracy klas bez szans na sukces i akces do elit.

🖇

Wracając do kwestii politycznego podłoża dyskusji o pracy – na szczęście nie jesteśmy zdani wyłącznie na rodzimych polityków. Na naszą korzyść jako pracowników działają także instytucje unijne, o wiele bardziej scep­tycz­ne wobec przekonania, że wszystkie relacje pracy powinien regulować wolny rynek.

🖇

[…]  elastyczność faworyzuje tych, którzy
posiadają rozmaite rodzaje kapitałów.

🖇

Pandemia przyczyniła się do chwilowego załamania dyktatury pro­dukty­wno­ści, ponieważ przypomniała, że przemęczony pracownik nie ma szansy być wydajny, a wypalony złoży wypowiedzenie i stanie się bohaterem jed­ne­go z artykułów o „wielkiej rezygnacji”.

🖇

Przekonanie o tym, że gospodarka przechodzi aktualnie „ciężkie chwile”, od lat stanowi powszechne usprawiedliwienie dla obsesji elastyczności, czyli zmniejszania zatrudniania na etat i rosnącej powszechności pracy na umo­wie o dzie­ło, kontrakcie menedżerskim, umowie-zleceniu, jednoosobowej działalności gospodarczej, zatrudnieniu przez agencję pracy tymczasowej albo w ogóle bez żadnej umowy. Elastyczność rynku pracy od lat opi­sy­wa­na jest jako siła gwarantująca wzrost gospodarczy albo opiewana jako ma­giczna recepta na wychodzenie z kryzysów. „To, co niektórzy uważają za pa­to­logię i nazywają umowami śmieciowymi, w znacznej mierze przy­czy­ni­ło się do łagodnego przejścia Polski przez światowy kryzys”, pisała „Rzecz­po­spo­li­ta” w 2015 roku. Kryzysy mają jednak to do siebie, że jeden płynnie przechodzi w następny i nigdy nie przychodzi dobry moment na wycofanie się z elastyczności stosunków pracy.

🖇

Czy da się gdzieś odetchnąć od obrazu pracy jako błogo­sła­wień­stwa, misji tożsamościowej i źródła samorealizacji kreowanego na LinkedIn, w „Forbesie” lub „Business Insiderze”?

Zofia Smełka-Leszczyńska, Cześć pracy. O kulturze zap***dolu ,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Ale niewiele stoi na przeszkodzie, żebyśmy rozmawiali z innymi pracownikami o tym, w jaki sposób realnie do­świad­czamy swojej pracy. W tym upatruję największą szansę na odbudowę solidarności pracowniczej i od­zy­ska­nie głosu.

🖇

Kolejną szansą na uzdrowienie dyskursu o pracy jest po­pularyzacja idei bezwarunkowego dochodu pod­sta­wo­we­go, czyli wypłacania wszystkim obywatelom – nie­za­leż­nie od zatrudnienia – pewnej kwoty, która pozwoli im na przeżycie. W zamyśle takie postępowanie miałoby dwie konsekwencje. Pierwszą byłoby uwolnienie ludzi od prac najpodlejszych i odzierających z godności, ale po­dej­mo­wa­nych dla podstawowego ekonomicznego prze­trwa­nia, oraz zapobieżenie problemowi skrajnego ubó­stwa. Drugą – redefinicja samej pracy. Mogłoby okazać się, że wystarczy wykonywać ją przez 10 godzin w ty­go­dniu albo że ludzie pozbawieni przymusu pracy za­czę­liby podejmować w odzyskanym czasie zupełnie inne aktywności.

(tamże)

poniedziałek, marca 24, 2025

5738. Z oazy (CCCXX)

Co­tygodniowe odliczanie literek, raz. Dziś, trzydzieści siedem miesięcy od wybuchu wojny na Ukrainie, skończona trzysta dwudziesta książka. Lektura wynikająca z umo­wy książ­ko­wej zawartej z Sadownikiem — On przeczyta książkę z mojej bańki, ja z Jego, czyli tę.

Czytanie trwało, bo ła­two nie było. Przez długi czas, łopa­to­lo­gicz­nie tłumaczyła mi ta książka, dlaczego jest tak, jak jest. Treść żadnego z rozdziałów nie mieściła się w mojej głowie. Całość nijak się ma do mojego malutkiego, lokalnego systemu wartości.

Ważna, a nawet arcyważna pozycja, bo teraz inaczej brzmią wiadomości z kraju i ze świata. Łatwiej na swoje miejsce wskakują puzzle perspektywy, która nigdy nie za­przątała mi głowy.

W przestrzeni pomiędzy „musimy przejść” przez to, co przed nami, a tym, że „nie musi” być najgorzej i możliwe jest uniknięcie dramatycznego (acz „ho­no­ro­wego”) końca, istnieje spora przestrzeń, którą możemy wypełnić wła­sny­mi działaniami i decyzjami. To miejsce na stworzenie i realizację wła­ściwej strategii. I nie musielibyśmy wówczas zajmować się honorem.

🖇

Wchodząc w nową epokę, pełną konfliktów, których miało już nie być, ale nadeszły niczym wstrętna zjawa znana z przeszłości, musimy poradzić so­bie z przyszłością, ponieważ przyjdzie nam podejmować decyzje, których skutków nie znamy i dzisiaj znać do końca nie możemy.

🖇

Pamiętajmy, że wojny wybuchają wskutek złego rozeznania układu sił, a trwają dłużej, niż planowano, bo przeszacowano siłę własną w relacji do przeciwnika, który okazał się silniejszy i odporniejszy, niż zakładano.

🖇

Wojny systemowe, czyli zmieniające zasady, na jakich działa system mię­dzy­na­ro­do­wy, potrafią trwać długo. Są bowiem przede wszystkim potężną rywalizacją o gmach kapitalizmu, o to, jak jest zbudowany oraz kto i jakie zajmuje w nim miejsce, czyli kto więcej korzysta na wymianie. […] 
     Od czasów powstania prymatu Stanów Zjednoczonych, na gru­zach dru­giej wojny światowej, stworzono takich instytucji niemało, i to zawsze w „po­nad­państwowych” formatach. […] 
     Organizacje międzynarodowe nadzorujące cykl hegemoniczny, czyli zasady, na których działa system, pozostają w korelacji z hegemoniczną dominacją wojskową; robią to zazwyczaj subtelnie, bo na zewnątrz prze­cież zawsze trzeba pokazać, że „jesteśmy cywilizowani”.

🖇

Za obecną wojnę winę ponosi także bezbrzeżna chciwość, która niczym akuszerka pomogła narodzinom obecnej konfrontacji. Chciwość dysponentów gmachu kapitalizmu, którzy kontrolując mechanizmy in­we­sty­cyj­ne, uważali, że będą kontrolować kapitalizm światowy na ko­rzyst­nych dla siebie warunkach, bez końca. Wykorzystując polityczny prymat Stanów Zjednoczonych w systemie światowym, chcieli kontrolować cykle inwestycyjne, kapitałowe i innowacje technologiczne i w efekcie odbierać kolosalne zyski z pracy ludzi na całym globie bez ponoszenia społecznych kosztów przepuszczania kapitału przez pracę tych ludzi.
     Zarabiało się bardzo dobrze, wręcz bajecznie, i to bez wysiłku, bez co­dzien­nej odpowiedzialności za losy społeczeństw. […]  Ci, którzy zarabiali na tym najwięcej, stawali się coraz bardziej „żarłoczni”: jak nie w tym, to w innym biznesie, błyskawicznie się przekształcając i poszukując coraz większych i, co chyba ważniejsze, szybkich stóp zwrotu.

🖇

„Napięcie” oznacza brak równowagi i jej dynamiczne poszukiwanie przez państwa w zawsze anarchicznym systemie międzynarodowym. System ten jest z natury swojej anarchiczny, bo nie ma formalnego arbitra sporów między państwami – sądu najwyższego czy superegzekutora, więc o tym, kto ma rację, decyduje siła.

🖇

Prawda rozgrywa się w głowie decydenta. Tu i teraz. W mo­men­cie, gdy musi podjąć decyzję. […]  z wyjątkiem jawnych idiotów lub zdraj­ców – każdy polityk chce jednak dobrze dla swojego państwa… I oczy­wiście dla siebie, co jednak w zdrowym państwie powinno w sumie ozna­czać to samo.

🖇

[…]  w dyskusjach o polityce międzynarodowej zachowujemy się w Polsce nader często, jakbyśmy mieli swój własny polski FED […]. Nasz „FED” od­po­wiada za emisję ocen moralnych, które zdajemy się uważać za jakąś nie­zmiernie cenną walutę międzynarodową, która daje nam lepszą „po­zy­cję” w systemie międzynarodowym. […]   dodatkową akurat zaletą posiadania globalnej waluty rozliczeniowej jest to, że FED może drukować i oscylować wartość dolara, tak jak chce. I to jest „wybaczalne”, a powodem wy­ba­cza­nia jest potęga Stanów Zjednoczonych i tym samym ich wpływ na system międzynarodowy.
     […]  Jak przystało na prawdziwy FED, chcemy nawet ustalać „kurs wy­mia­ny” swoich zachowań moralnych wobec innych walut, czyli za­cho­wań innych państw w danej sytuacji – oczywiście według własnych wyo­bra­żeń co do hierarchii tego, co jest lepsze, a co gorsze moralnie… Zgodnie z tym dyskursem moralność ma nam rzekomo dawać siłę i dogodną pozycję wzglę­dem innych krajów. […]  Nasze złudzenia moralne nie tylko są jednak ab­sur­dal­ne i wręcz szkodliwe dla Polski, ale z zagranicy wy­glą­da­ją jak tanie cwaniactwo na czyjś koszt.

🖇

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
[…]
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
[…]
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
[…]
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
Julian Tuwim, Do prostego człowieka, 1929.

🖇

Wojna wydatnie przypomina nam wszystkim, jak ważne jest państwo w co­raz bardziej anarchicznym systemie międzynarodowym, w którym wa­run­ki relacji między państwami coraz jawniej ustalane są siłą, a nie według obo­wiązujących wszystkich po równo zasad. Siła (dawniej często mówiono: potęga) czy sprawczość wobec innych może wynikać z przewagi siły woj­sko­wej, ekonomicznej, czasem też z przewagi ocierającej się o prze­moc o cha­rakterze instytucjonalnym – różne są bowiem oblicza siły. Osta­tecz­nie silniejsi narzucają zasady słabszym. Dzieje się tak zawsze, gdy nie obo­wią­zu­ją jasne zasady przewidziane dla wszystkich, a rywalizacja o przewagę jednych nad drugimi, która się bierze w istocie z kontroli marży i łań­cu­chów wartości (czyli kto i ile zarabia na własnej i czyjejś pracy), staje się namacalna, szczególnie w momencie powrotu protekcjonizmów, bu­do­wa­nia mu­rów, podważania swobody ruchu ludzi, kapitału, ogra­ni­cza­nia ukła­du z Schengen, prowadzenia wojen celnych, technologicznych i han­dlo­wych.
     Bez państwa nie ma bezpieczeństwa, a bez bezpieczeństwa nie ma nic. Bezpieczeństwo jest jak tlen.

Jacek Bartosiak, Oczy szeroko otwarte. Strategia Polski na czas
wojny światowej
, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

Georg Hegel […]  na początku Zasad filozofii prawa pisze, że sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu, co ma oznaczać, że mądrość przychodzi w istocie spóźniona, bo pod ko­niec dnia, na końcu pewnego etapu czy epoki, gdy zda­rze­nia się już dokonały i gdy pewien okres został zam­knię­ty. […]  Jeśli zaś za wyżej przywołaną metaforyczną sowę uznalibyśmy własne państwo z całym gmachem jego urzędników, biurokracji, wojska, jak również sze­ro­ko pojętych elit oraz kształtowanej na styku interakcji między nimi zdolności do generowania kultury stra­te­gicz­nej, to powstaje pytanie: czy sowa umie latać i czy właściwie tego chce, a jeśli tak, to czy w ogó­le poleci? Ponieważ poza zrozumieniem złożonej rze­czy­wi­sto­ści trzeba mieć jeszcze wolę latania i pró­bo­wać kształ­to­wać rzeczywistość.

🖇

Równowaga jest potrzebna, by można było się rozwijać, zarabiać i po prostu żyć.

(tamże)

poniedziałek, marca 17, 2025

5731. Z oazy (CCCXVII)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, dwa. Dwa dni po ukazaniu się tej książki, klik, klik. Po dwóch wieczorach od klik, klik było po książce, ale fusy opadały i opaść nie mogły.

Lista nazwisk osób nieuczciwych (eufemizm!), bez honoru (eufemizm!) lub po pro­stu wygadujących głupoty (eufemizm!) zacna:
     Kaczyński, Tusk, Gronkiewicz-Waltz, Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Maria Seweryn, Magda Umer, Wiktor Zborowski, Krzysztof Materna, Irena Eris, Zbigniew Grycan, Leszek Miller, Marcin Matczak, Tomasz Lis, Małgorzata Starczewska-Krzy­szto­szek (w tej książce jak dla mnie jest to mistrzyni niekwestionowanego absurdu), Piotr Kuczyński, Magdalena Środa, Jeremi Mordasewicz, Balcerowicz, Glapiński, Bogu­sław Grabowski, Gadomski, Petru, Sławomir Dudek, Rafał Brzoska, Sławomir Ment­zen, Jacek Jastrzębski.

Przeczytawszy ze zrozumieniem, trudno będzie obronić Owsiaka, co może wydać się zaskakujące. Dla mnie właśnie takie to było.

Według Keynesa — wyjęte z tej lektury słowa trafiające precyzyjnie w punkt — kapitalizm opie­ra się na emocjach, chci­wo­ści, resentymencie i strachu, które czę­sto nie mają nic wspólnego z racjo­nal­no­ścią, długoterminowym myśleniem i tro­ską o dobro wspól­ne. Dla mnie to książka o chciwości podnoszonej co chwilę po raz kolejny do do­wol­nej potęgi. Zamiast składanego procentu „składana” potęga.

Sadownik wyzywa mnie od lewaczek, ja Go od neoliberalnie wypranych mózgów. On twierdzi, że mogę być lewaczką wyłącznie dlatego, że On jest neoliberałem. W związ­ku z drastycznie różnymi poglądami na rolę państwa w życiu społecznym oraz definicję dobra wspólnego umówiliśmy się, że On przeczyta tę książkę, a ja przeczytam tę, którą On czyta (jestem w połowie, w sumie jest o tym samym, czyli o chciwości, tylko że na skalę globalną).

To w słowach ukryty jest klucz do naszej rzeczywistości. Oprócz znaczenia słów ważne jest, kto je wypowiada, jaką autor może mieć mo­ty­wa­cję. Często tej motywacji sam nawet nie jest świadomy.

🖇

Miałem dobry start i chcę, żeby inni mieli równe szanse. Chcę, żebyśmy równali w górę, a nie w dół. Takie jest moje credo.

🖇
#patoelity

Piękny to kraj, w którym to nie elity dbają o naród, ale naród o elity… Jaś­ko­wiak [prezydent Poznania] uznał, że bycie na świeczniku daje dodatkowe prawa, których zwykli ludzie mieć nie powinni, bo w Polsce wszyscy są rów­ni, ale niektórzy są równiejsi. Wszyscy to wiemy, ale niewielu mówi o tym głośno. Akcja w obronie znanych artystów dobrze oddaje stan ducha i mentalność polskich elit. Składają się na nią: protekcjonalne my­śle­nie, stad­na klasowa obrona zagrożonych interesów, pogarda dla prawa i insty­tu­cji, wiara w przywileje zdobyte poprzez bliżej nie­okre­ślo­ne zasługi na rzecz Polski.

🖇

To często wracający motyw w narracji liberalnych elit, które politykę wolą zastępować psychologią. Według nich ludzie nie głosują na kogoś zgodnie ze swoim interesem i przekonaniami, ale z niskich pobudek, pałając żądzą rewanżu.

🖇
#patointeligencja

Na czele polskiego społeczeństwa stoi warstwa o feudalnych korzeniach […]. Najważniejsze wady tej grupy to: egoizm, kompleks niższości po­łą­czo­ny z poczuciem wyższości, kolesiostwo oraz pogarda dla dobra wspól­ne­go i osób słabszych.

🖇

[…]  etos inteligencji to postawa służby wobec społeczeństwa i narodu. Tym grono ludzi wykształconych różni się od dorobkiewiczów”, któ­rzy zdominowali publiczny pejzaż po 1989 roku.

🖇
#patoliberalna transformacja

Według konstytucji „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”, a pod­sta­wę ustroju gospodarczego „stanowi społeczna gospodarka rynkowa, opar­ta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz so­li­dar­ności, dialogu i współpracy partnerów społecznych”. Tymczasem trans­for­ma­cja doprowadziła do błyskawicznego wzrostu nierówności do­cho­do­wych. Polska z jednego z najbardziej egalitarnych krajów Europy stała się jednym z najbardziej niesprawiedliwych. Średni wzrost dochodu ludności w latach 1989–2015 wyniósł 73%. Z kolei wzrost dochodu najbogatszych 10% wyniósł 190%, „średniaków” 47%, a naj­u­boż­szej połowy jedynie 31%. Kilka procent najbogatszych Polaków przejęło zdecydowaną większość korzyści płynących z terapii szokowej.
     Sama idea sprawiedliwości społecznej spotkała się z wręcz otwartą wro­go­ścią elit.

🖇

O co chodzi w projekcie neoliberalnym? Otóż cała rzeczywistość społeczna ma być podporządkowana zasadom wolnego rynku. Jednostka musi za­cho­wy­wać się jak jednoosobowe przedsiębiorstwo. Człowiek ekonomiczny jest samodzielnie i racjonalnie myślącym podmiotem, który staje się przed­się­bior­cą samego siebie. Neoliberałowie oczekują od niego odpowiedzialności, elastyczności i adaptacji do ciągle zmieniających się ekonomicznych oko­licz­no­ści, które dyktuje rynek.
     […]  Wystarczy przekonać ludzi z pomocą dziennikarzy, ekspertów, wy­kła­dow­ców, influencerów, coachów, piewców dochodu pasywnego, że są od początku do końca kowalami własnego losu. Jeśli powinęła ci się noga, nie masz mieszkania i ledwo starcza ci na życie, to wyłącznie twoja wina. Od bogactwa dzielą cię tylko chęci i jeszcze cięższa praca. […]
     W wizji neoliberałów nie ma czegoś takiego jak przymus ekonomiczny, nierówności systemowe czy nierówny start – jest tylko niezrealizowany indywidualny potencjał. Przemoc ekonomiczna staje się nie­wi­dzial­na, a jej formy przedstawiane są jako wyzwolenie. W ten sposób piętnastometrowe klitki stają się „mikroapartamentami” dla młodych, któ­rzy lubią „życie na mieście” i minimalizm; wieczne życie z współlokatorami to coliving; umowy śmieciowe są wybawieniem, bo dają elastyczność i czas na realizowanie własnych pasji; kredyty hipoteczne z trzydziestoletnim okre­sem spłaty na patodeweloperkę na przedmieściach udzielane na li­chwiar­ski procent to odpowiedzialność i warunek uczestnictwa w klasie średniej, a prostytucja staje się sexworkiem i możliwością realizowania własnego libido w miłych okolicznościach przyrody.
     Wolny rynek wydaje się magiczną odpowiedzią na każdy problem. Jeśli na coś jest popyt, to znaczy, że jest dobre. Rynek się nie myli, tylko ty. Wszystkie ryzyka w neoliberalizmie zostają zindywidualizowane.

🖇
#patopolityka

Nie dziwi was, że od 35 lat na polskiej scenie publicznej są wciąż ci sami ludzie?

🖇

Niemal wszystkie ugrupowania na scenie politycznej łączy bez­kry­tycz­ne poparcie dla radykalnej ideologii wolnorynkowej. Za­rów­no postkomunistyczne, jak i postsolidarnościowe formacje przez ostat­nie trzy dekady realizowały neoliberalny program społeczny i gospodarczy. Prywatyzację emerytur, prowadzoną pod szyldem Otwartych Funduszy Eme­ry­talnych, zaplanował rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a wpro­wa­dził w życie rząd Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności. System publicznego transportu demontowały niemal wszystkie rządy po 1989 roku. Podatki dla najbogatszych znacznie obniżyły rządy postkomunisty Leszka Millera i dawnego opozycjonisty, Jarosława Kaczyńskiego. Deregulację go­spo­dar­ki uskuteczniały rządy Platformy Obywatelskiej i Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści, chociaż być może najbardziej społeczną kontrolę nad gospodarką „poluzował” rząd Leszka Millera, który między innymi de facto zlikwidował planowanie przestrzenne w Polsce i zderegulował rynek obrotu alkoholem.

🖇
#patomedia

Chomsky [Noam, językoznawca] przekonuje, że media zajmują się przede wszystkim tym, co nazywa „fabrykowaniem zgody” na działanie systemu. Czyli budowaniem społecznego poparcia dla działań i polityk, które są ko­rzyst­ne dla najbogatszych i wielkiego biznesu. Media dawno przestały od­gry­wać rolę odrębnej (czwartej) władzy i stały się integralną częścią ist­nie­ją­ce­go systemu – zarówno w wymiarze po­li­tycz­nym, jak i gospodarczym.
     Media to przedsiębiorstwa nastawione na zysk i będą robić wszystko, żeby go osiągnąć. Treści mają się klikać, a nie rzetelnie informować. […]  W ce­lu sfabrykowania zgody trzeba skierować gniew w jedną stronę. Wro­giem są zazwyczaj słabsi i obcy: biedni, imigranci, pracownicy, matki, dzieci, zwolennicy „tej drugiej” głównej partii.

🖇
#patosprawiedliwość

Państwo polskie jest szalenie pobłażliwe dla silnych i surowe wobec bez­bron­nych. Jednocześnie jest to państwo, które potrafi być niezwykle sprawne, jeśli tylko tego chce. Zazwyczaj wtedy, gdy realizuje partykularny interes wpływowej mniejszości. Polska jest państwem z kar­to­nu z wyboru – wyboru elit. Jego kartonowość umożliwia realizację ich interesów, które opakowano w „obiektywną” i „naturalną” ideologię pa­to­li­be­ral­ną. Egoistyczny interes elit zawsze może się skryć za hasłami o ochro­nie wol­nego rynku, państwa prawa, własności prywatnej i wspieraniu przed­siębiorczości.

🖇
#patokierowcy

Prawo dżungli panuje również na naszych drogach. Wystarczy przekroczyć granicę z Niemcami czy Czechami i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki polscy kierowcy zaczynają przestrzegać przepisów.

🖇

W dyskusji nad bezpieczeństwem ruchu drogowego widać, jak bardzo anty­pań­stwo­we i antyspołeczne są polskie elity, które traktują wszelką formę regulacji jako zamach na indywidualną wolność. Nie o wolność tu jednak chodzi, ale o prawo silniejszego do pomiatania słabszymi.

🖇
#patopodatki

Argumenty przeciw progresywnemu opodatkowaniu i oskładkowaniu opie­ra­ją się na kilku mitach rozpowszechnianych przez media i polityków. […]  mitem jest, że progresja jest niesprawiedliwa, bo „karze” za ciężką pracę. W rzeczywistości najcięższe i najbardziej pożyteczne społecznie pra­ce zazwyczaj są niskopłatne i stosunkowo wysoko opodat­ko­wa­ne. O roli niezbędnych pracowników mogliśmy przekonać się w trakcie pandemii […]. Tymczasem najwięcej zarabiali i zarabiają ci, którzy żyją z pra­cy innych ludzi. […]
     Kolejną legendą jest to, że jeśli wzrośnie opodatkowanie bogatych, uciek­ną oni do innych krajów. W rzeczywistości opodatkowanie przedsiębiorców w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. Nie bardzo wiadomo, gdzie mieliby emigrować.

🖇

Progresywne podatki przede wszystkim przeciwdziałają wzrostowi nie­rów­no­ści ekonomicznych i umożliwiają zachowanie zdrowej równowagi w spo­łe­czeń­stwie. Bogaci, płacąc wyższe podatki, kupują sobie spokój przed re­wo­lu­cjami i przestępczością. Wysokie nierówności, które generuje nie­spra­wie­dli­wy system podatkowy, prowadzą do de­sta­bi­li­za­cji de­mo­kra­cji, wzro­stu poparcia dla skrajnych ugrupowań politycznych i nie­uf­no­ści wobec instytucji publicznych, które są coraz bardziej utożsamiane z re­a­li­zacją interesów partykularnych grup. Neoliberałowie, strasząc po­pu­li­stami, sami ich tworzą, bo demolują system usług publicznych i odbierają ludziom poczucie bezpieczeństwa i godności.

🖇
#patopaństwo

Cały system podatkowo-składkowy stworzony jest tak, aby koszty utrzy­ma­nia państwa spadały nieproporcjonalnie – na słabszych i gorzej zara­bia­jących.

🖇

Dzisiaj politycy zamiast rozmawiać o bardziej sprawiedliwym rozłożeniu obciążeń, prześcigają się w obietnicach dalszego obniżania składki dla naj­bogatszych Polaków.

🖇
#patopraca

Wezwania do „wzięcia się do roboty” mają na celu dyscyplinowanie pra­cow­ni­ków, aby znali swoje miejsce w szeregu. Przypomina to trochę sto­sun­ki w więzieniu lub zjawisko fali w wojsku. Równanie w dół i myślenie typu: „ja miałem ciężko, więc tobie też ma być ciężko”, jest wciąż powszechne. Od­po­wiedzią na wzrost kosztów życia jest zawsze więcej pracy, a nie wyż­sze pensje, tańsze mieszkania czy lepszy dostęp do usług publicznych. Mamy bez szemrania akceptować warunki pracy, które należą do najgorszych w Europie, co pokazuje Europejski Wskaźnik Jakości Pracy.

🖇

Pracownicy w starciu z pracodawcami są pozostawieni sami sobie. Elity za pomocą państwa osłabiają inspekcję i sądy pracy, zmieniając kodeks pracy w zbiór pobożnych życzeń.

🖇
#patodeweloperka

Oto przepis na patodeweloperkę w kilku prostych krokach: odcięcie finan­so­wa­nia budownictwu niekomercyjnemu, stworzenie monopolu bankowo-deweloperskiego na rynku mieszkaniowym, likwidacja planowania prze­strzen­ne­go oraz deregulacja procesu budowlanego. A gdy sprzedaż miesz­kań deweloperom idzie zbyt słabo – dopalenie dopłatami do kredytów. W efek­cie jest drogo, brzydko i bez sensu.

🖇

Patodeweloperka nie jest dziełem przypadku, lecz naturalną konsekwencją rynkowego fundamentalizmu. Stawia egoizm ponad dobro wspólne oraz prawo silniejszego nad sprawiedliwość. Tworzy państwo, które nie tylko nie stoi na straży ładu i porządku, ale aktywnie ten ład i porządek niszczy. Zdaniem wyznawców tej świeckiej religii wszystko na świecie jest efektem prawa popytu i podaży, włącznie z dachem nad głową i ładem prze­strzen­nym.

🖇
#patobanki

W Polsce system bankowy realizuje w pełni neoliberalną zasadę: zyski spry­watyzować, koszty uspołecznić. Banki przy pomocy państwa prze­rzuciły całe ryzyko prowadzenia swojego biznesu na klientów. Nie od­po­wiadają za nic i cieszą się rekordowymi zyskami.

🖇
#patoalko

Badania opublikowane w piśmie naukowym „Lancet” wskazują, że alkohol obok heroiny jest najgroźniejszym dla człowieka i jego otoczenia nar­ko­ty­kiem. O ile heroina jest gorsza dla zdrowia niż alkohol, o tyle alkohol po­wo­du­je większe szkody społeczne. Alkohol niszczy nie tylko nadużywającego go człowieka, ale wszystkich dookoła niego. Całe życie można nie mieć w ustach kropli alkoholu i być jego ofiarą. Alkohol jest narkotykiem, który – podobnie jak heroina – po odstawieniu może doprowadzić do śmierci osoby uzależnionej. […]  Wedle najnowszych badań nie ma bezpiecznych da­wek alkoholu i każda jego ilość szkodzi człowiekowi.

🖇

Niestety, postawa polskich elit i rynkowy fundamentalizm skutecznie unie­moż­li­wiają walkę z alkoholizmem i nadmiernym piciem. „Jeśli jest popyt, to jest podaż”. „Każdy ma swój rozum”. „Jeśli podniesiemy ceny, to wrócą me­ty i przemyt”. W tej wizji człowiek jest samotną wyspą, a państwo nigdy nic nie może.
     Tymczasem walka z alkoholizmem to walka o postęp i wolność czło­wie­ka. Walka z egoizmem i chciwością. Potrzebne jest nam do tego państwo, którego słabość bywa politykom na rękę. Nie muszą narażać się wpły­wo­we­mu lobby, rozwiązywać skomplikowanych problemów, tworzyć pro­gra­mów profilaktycznych czy pracować na rzecz poprawy warunków życia i pracy. W końcu alkohol to najtańsza terapia na problemy życia w pań­stwie z kartonu.

Jan Śpiewak, Patopaństwo. O tym, jak elity
pustoszą nasz kraj
, W.A.B., Warszawa 2025.

Na przykładach z życia milionów Polaków chciałem po­ka­zać, że na co dzień wciąż jesteśmy zakładnikami idei liberalizmu oraz osób, które je tworzą, promują i dbają o ich trwałość. Zła wiadomość jest taka, że – choć to idee stare i wyczerpane – wciąż mają one wpływ na rze­czy­wi­stość. […]  Polska zrobiła w ostatnich latach ogromny postęp, były to jednak sukcesy jednostek, nie wspólnoty. Na sumie egoizmów nie da się zbudować spra­wie­dli­we­go, sprawnego, odpornego na kryzysy i niepatologicznego państwa.
     Dobra wiadomość natomiast jest taka, że idee mogą się zmieniać, a wraz z nimi może zmieniać się cały świat. Wierzę, że kończy się świat egoizmu, a zaczyna świat em­patii i współpracy.

🖇

Nigdy nie wątp, że mała grupa myślących i od­danych sprawie obywateli jest w stanie zmienić losy świata. W rzeczywistości to jedyne, co go zmienia.
Margaret Mead

(tamże)

niedziela, lutego 16, 2025

5717. Z oazy (CCCXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz, poślizgnięte na zapalonym oku i dniach tygodnia poprzedzających tę niedzielę. Jakby było mało, unieruchomione niemocą za­jąk­nię­cia się na temat skończonej dużo wcześniej książki.

Ta książka nie pozostawi cię obojętn_ wobec świata, własnych poglądów, prze­ko­nań czy zapatrywań. Jej konstrukcja ma wadę, która jest jednocześnie zaletą: to jest zbiór esejów.

Wada polega na tym, że na wiele, błyskotliwych skądinąd, akapitów, poddanych tyl­ko nieznacznej zmianie sty­lu, oso­ba czytająca napatacza się kilkakrotnie, co może bu­dzić odrobinę frustra­cji, ale może być wysokogatunkową ilustracją, która w przy­stęp­ny sposób pokazuje, jak wyglądają początkowe objawy choroby nękającej nau­ko­wy świat, tzw. punktozy. Można też tę wadę uznać za zaletę w odcieniu słów kro­pla drąży skałę. Mo­że jak człowiek naście razy prze­czyta to samo, to nie tylko treść, ale rów­nież zna­czenie wyryje mu się w sercu, zmieniając bezpowrotnie coś w życiu codziennym owej ludzkiej istoty: czegoś będzie więcej, czegoś mniej, a jeszcze coś innego odej­dzie nareszcie do lamusa.

Społeczeństwo dyscyplinarne to społeczeństwo negatywności. Określa je ne­ga­tywność zakazu. Dominuje w nim fraza: nie wolno. Słowu należy rów­nież odpowiada negatywność, związana z przymusem. Społeczeństwo osią­gnięć wyzbywa się coraz bardziej negatywności […]. Pozytywną frazą spo­łe­czeń­stwa osiągnięć jest nieograniczone móc. Afirmatywna pierwsza oso­ba liczby mnogiej – Yes, we can – wyraża wła­śnie pozytywny charakter te­go społeczeństwa. W miejsce zakazu, nakazu czy reguły wchodzą projekt, inicjatywa i motywacja. Społeczeństwo dys­cy­pli­nar­ne jest jeszcze opa­no­wane przez nie. Jego negatywność generuje sza­leńców i prze­stęp­ców. Społeczeń­stwo osiągnięć produkuje natomiast cho­rych na depresję i nie­udaczników.

🖇

Wyzyskiwanie siebie jest wydajniejsze niż wyzyskiwanie kogoś, po­nieważ towarzyszy mu poczucie wolności. Podmiot osiągnięć pod­po­rząd­kowuje się wolnemu, stworzonemu przez siebie przymusowi.

🖇

Podmiot osiągnięć jest wolny od zewnętrznej instancji władzy, która mo­gła­by go zmuszać do pracy i wyzyskiwać. Podporządkowuje się tylko sobie. Zanik zewnętrznej instancji władzy nie usuwa jednak struktury przymusu, wręcz przeciwnie: jednoczy wolność i przymus w jednym. Podmiot osiąg­nięć wystawia się na działanie wolnego przymusu maksymalizacji i wy­daj­no­ści. Tak wyzyskuje sam siebie. Wyzyskujący staje się zarazem wy­zy­ski­wa­nym, sprawcą i ofiarą, panem i poddanym. By osiągnąć większe przy­spie­sze­nie, system kapitalistyczny przełącza się z wyzysku innych na samowyzysk.

🖇

Na tym polega podstęp neoliberalizmu. Kto ponosi porażkę, sam jest sobie winny i nosi tę winę odtąd wszędzie ze sobą. Nikogo innego nie można obarczyć odpowiedzialnością za porażkę.

🖇

Także inwigilacja działa w trybie smart. Jesteśmy ciągle zachęcani do dzie­le­nia się potrzebami, życzeniami i upodobaniami, do opowiadania naszego życia. […]  Wolność i inwigilacja stają się nie do odróżnienia.

🖇

Nie móc już móc prowadzi do niszczących samooskarżeń i do auto­agresji. Podmiot osiągnięć jest w stanie wojny z samym sobą. Chory na de­pre­sję to inwalida tej wewnętrznej wojny. Depresja jest chorobą spo­łe­czeń­stwa cier­pią­ce­go na nadmiar pozytywności.

🖇

[…]  głęboka nuda jest kulminacją duchowego odprężenia. […]  Nuda to „ka­wał ciepłego, szarego sukna, podbitego jaskrawym, róż­no­barw­nym jed­wa­biem”, w który „spowijamy się, gdy marzymy”. […]  Wraz z za­ni­kiem odprę­że­nia zatraca się też „dar nasłuchiwania” i zanika „wspól­no­ta na­słu­chu­ją­cych”. Nasza wspólnota aktywnych to jej dia­me­tral­ne prze­ci­wień­stwo. „Dar nasłuchiwania” opiera się właśnie na zdolności głębokiej, kontemplacyjnej uwagi, do której nadpobudliwe ego nie ma dostępu.

🖇

Rewersem społeczeństwa osiągnięć i aktywności jest nadmierne zmęczenie i wyczerpanie. […]  Ekscesywne zwiększanie wy­daj­no­ści prowadzi do zawału duszy.

🖇

Powinieneś ma swoje granice. Mogę nie ma żadnych. Jest otwarte ku górze. Stąd przymus wychodzący od móc także nie ma granic. Znajdujemy się więc w paradoksalnej sytuacji. Wolność jest właściwie antytezą przymusu. Być wolnym oznacza być wolnym od przymusów. Jednak ta wolność, która ma być przeciwieństwem przymusu, sama wytwarza przymusy.

🖇

Teoria stanowi istotną decyzję, która pozwala ujrzeć świat całkowicie inaczej, w zupełnie nowym świetle.

🖇

Eksploatacja siebie jest bardziej wydajna niż eksploatacja innych, ponieważ towarzyszy jej uczucie wolności. Pierwszym symptomem wypalenia jest pa­ra­dok­sal­nie euforia. Ogarnięci euforią, rzucamy się w wir pracy. Na końcu następuje załamanie.

🖇

Święto jest zdarzeniem, miejscem, w którym obcujemy z bogami, w którym samemu można zaznać boskości. […]  Żyjąc w czasie bez święta, w czasie sprofanowanym, tracimy więź z boskością.

🖇

Nie tylko przestrzeń świętości, lecz także przestrzeń pragnienia jest nie­trans­pa­rentna. Przestrzeń pragnienia jest raczej „zakrzywiona”.

🖇

Kapitał podporządkowuje sobie dzisiaj wszystko. Lifetime value oznacza sumę wartości, które można wyabstrahować z człowieka jako klienta, gdy każdy moment jego życia ulega komercjalizacji. […]  Nie ma już obszaru ży­cia, którego nie zawłaszczyłaby komercja i monetyzacja. Hiperkapitalizm obra­ca wszelkie związki międzyludzkie w związki komercyjne. Odbiera czło­wie­ko­wi godność i zastępuje ją w całości wartością rynkową.

🖇

Produkcja kapitalistyczna również nie ma celu.
Jej nie interesuje już dobre życie.

🖇

Przezroczystość nie czyni też umysłu jaśniejszym. Masa informacji nie tworzy prawdy. Im więcej informacji zostaje wypuszczonych, tym mniej przejrzysty staje się świat.

🖇

Więcej informacji nie prowadzi wcale, co udowodniono, do lepszych decyzji. […]  zarówno myślenie, jak i inspiracja potrzebują pustki.

🖇

Przyspieszyć pozwala się jedynie taki proces, który jest addytywny, a nie narracyjny. Działanie procesora jest całkowicie transparentne, ponieważ przebiega czysto addytywnie. Rytuały i ceremonie są natomiast fe­no­me­na­mi narracyjnymi, poza imperatywem przyspieszenia.

🖇

Ekonomia kapitalistyczna absolutyzuje przetrwanie. Karmi się iluzją, że więcej kapitału wytwarza więcej życia, więcej zdolności do życia. Sztywny, rygorystyczny rozdział życia i śmierci wtrąca samo życie w upiorne odręt­wie­nie. Troska o dobre życie ustępuje histerii przeżycia.

🖇

W neoliberalnym społeczeństwie sukcesu takie objawy negatywności jak na­kazy, zakazy i kary ustępują takim pozytywnościom jak motywacja, sa­mo­optymalizacja i sa­morealizacja. Przestrzenie dyscyplinarne zostają za­stąpione strefami wellness. Ból traci wszelkie odniesienie do władzy i pa­no­wa­nia. Zostaje odpolityczniony do postaci zagadnienia medycznego.

🖇

Duch jest tylko wtedy „potęgą”, „kiedy patrzy negatywności prosto w oczy i zatrzymuje się przy niej.
Georg Wilhelm Friedrich Hegel

🖇

Eros natomiast umożliwia doświadczenie Innego w jego inności, które wy­pro­wadza Ja z narcystycznego piekła. Eros uruchamia dobrowolną od­mo­wę siebie, dobrowolne opróżnienie siebie. Podmiot miłości ogarnięty zostaje przez wyjątkową słabość, której równocześnie towarzyszy poczucie siły. To uczucie nie jest jednak dziełem Ja, lecz darem Innego.

🖇

Miłość udowadnia, że wieczność może zaistnieć w czasie życia.

🖇

Miłość, jak pisze [Marsilio] Ficino, jest „najgorszą ze wszystkich plag”, jest „przemianą”. Miłość „pozbawia człowieka jego własnej natury i przydaje mu innej”.

🖇

Istnieje nie tylko ta śmierć, która oznacza koniec nagiego życia. Zarówno porzucenie wyobrażeniowej tożsamości Ja, jak i zniesienie symbolicznego porządku, któremu Ja zawdzięcza swój byt społeczny, stanowią śmierć po­ważniejszą niż koniec nagiego życia […].

🖇

Media społecznościowe i spersonalizowane wyszukiwarki tworzą w sieci przestrzeń absolutnej bliskości, z której wyeliminowane zostaje wszelkie zewnętrze. Spotykamy w niej tylko siebie i sobie podobnych. Brak tam ne­ga­tyw­ności, która mogłaby umożliwić jakąś zmianę. To cyfrowe są­siedz­two przedstawia użytkownikowi tylko te wycinki świata, które lubi. W ten spo­sób niszczy publiczną przestrzeń oraz publiczną, krytyczną świadomość, prywatyzuje świat.

🖇

Dzięki wyobrażeniowym obrazom i narracjom medialnym kultura kon­sump­cyj­na z pewnością wytwarza nowe potrzeby i życzenia. Pragnienie różni się jednak zarówno od życzenia, jak i od potrzeby.
     […]  Fantazja zamieszkuje jednak przestrzeń niezdefiniowaną. Infor­macja i fantazja są przeciwstawnymi siłami.

🖇

W społeczeństwie opartym na zaufaniu nie wygłasza się postulatów trans­pa­rencji. Społeczeństwo transparencji jest społeczeństwem nieufności i po­dejrzenia, które stawia na kontrolę w obliczu niknącego zaufania. Dobit­ne żądanie transparencji wskazuje wręcz na to, że moralny fundament spo­łe­czeń­stwa się rozpada, że wartości moralne takie jak szczerość i ucz­ci­wość coraz bardziej tracą na znaczeniu. Na miejsce kruszejącej instancji mo­ral­nej wkracza transparencja jako nowy imperatyw społeczny.

🖇

Kultura podobania się ma różnorodne przyczyny. Wywodzi się w pierw­szym rzędzie od ekonomizacji i utowarowienia kultury jako takiej. Produ­kty kultury coraz mocniej poddawane są presji konsumpcji. Muszą przyj­mo­wać formy konsumowalne, to jest dające się polubić. Ta eko­no­mi­za­cja kultury idzie w parze z kulturalizacją ekonomii. Dobra konsumpcyjne opa­trywane są wartością dodatkową, obiecują kulturalne, estetyczne prze­życia. […]
     W czasach, gdy sfera sztuki, oddzielona wyraźnie od sfery konsumpcji, podążała za własną logiką, nie oczekiwano od niej, że ma się podobać. Artyści trzymali się z dala od komercji.

🖇

Dla porządku ziemskiego istotna jest tajemnica. Transparencja natomiast to slogan porządku cyfrowego.

🖇

Dla przetrwania dobrowolnie poświęcamy wszystko, co czyni życie wartym życia. […]  Cyfrowa hipochondria i permanentna autoewaluacja za pomocą aplikacji zdrowotnych i fitness sprowadzają życie do funkcji. Życie po­zba­wio­ne zostaje wszelkiego nadającego sens narratywu. Nie jest już tym, co da się opowiedzieć, jest tym, co można zmierzyć i policzyć.

🖇

Jedynie „dotknięcie tego, co jest inne”,
utrzymuje życie żywym.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Nikt nie myśli przy tym samym słowie akurat i dokładnie tego samego, co inny, a ta zrazu tak niewielka różnica rozprzestrzenia się niby kręgi po wo­dzie na cały język. Przeto wszelkie rozumienie jest za­ra­zem zawsze nieporozumieniem, wszelka zgodność myśli i uczuć ich rozbieżnością.
Wilhelm von Humboldt

🖇

Uznać, że istnieją pozytywne, produktywne sfery ludz­kie­go bycia i współżycia, które przymus transpa­ren­cji kompletnie rujnuje, oznaczałoby zapoczątkować nowe oświecenie.

🖇

Myślenie domaga się ciszy.
Jest ekspedycją w ciszę
.

🖇

Brak dystansu nie jest bliskością. On ją niszczy. Bli­skość jest bogata w przestrzeń, podczas gdy brak dystansu nisz­czy przestrzeń. W bliskość wpisana jest dal. Bliskość jest rozległa.

🖇

Coś jest więc żywe tylko o tyle, o ile zawiera w so­bie sprzecz­ność, i to o ile jest ową siłą, która potrafi sprzecz­ność sobą objąć i przetrwać ją.
Georg Wilhelm Friedrich Hegel

(tamże)