Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME taniec. Pokaż wszystkie posty

niedziela, marca 26, 2023

4980. 85/365

tęsknota jest formą bliskości.

nie każdą tęsknotę można przemienić w obecność czy dzia­ła­nie. każda jest jednak przywilejem — opo­wiada historię, która nas buduje.

85/365

Ritual, Josephine,
Emeline Rochefeuille & Jakub Jakoubek (tancerze).

[suplement pikselowy: 13.04.2023]

niedziela, marca 12, 2023

4962. 71/365

odkryłam dziś, że nieodwracalny, okrutny, bo zbyt wczesny, i bardzo bolesny brak Białego Kruka chwilami zamienia się w Jego czułą i dobrą obecność.

uwielbialiśmy tę konkretną realizację Platei.
wczoraj ją zna­lazłam.

71/365

Jean-Philippe Rameau, Platea, Les Musiciens du Louvre,
Marc Minkowski (dyrygent), Laurent Pell (kostiumy),
Laura Scozzi (choreografia).

sobota, marca 13, 2021

4169. Panna cotta (III)

Liczbę mnogą poćwiczyć. Jak mówi Maestra-Di-Italiano: rozmnożyć rzeczowniki. Ćwiczenie sobie wymyśliłam, by przy okazji pouczyć się liczyć, niczym trzylatek, do dziesięciu, na blachę. Jestem najdumniejszą na świecie trzylatką, bo umiem się sobą zająć.

ene, due, riche*, fache*.
uno, ragazzo, ragazza.
due favole,
tre cani,
quattro scarpe,
cinque alberi,
sei monete,
sette sogni,
otto farfalle,
nove libri,
dieci parole**.

____________
  * zapis po włosku, by fonetycznie brzmia­ło jak polska wyliczanka: ene, due, rike, fake

  ** // à la Leon Leszek Szkutnik:
    raz, chłopak, dziewczyna.
    dwie bajki,
    trzy psy,
    cztery buty,
    pięć drzew,
    sześć monet,
    siedem marzeń,
    osiem motyli,
    dziewięć książek,
    dziesięć słów.

*

Mogłabym napisać znów to samo: [ł]omolę trzeci dzień. I gapię sięjak wtedy… na relację, na taniec i na to, co między tancerzami. Nie mogę przestać…

Achille Lauro, Bam bam twist.

Malandrino!

czwartek, czerwca 13, 2019

3311. monochromatyczne piękna dwa

o 4:30 odpoczywała na ścianie saloonu. kilka godzin później Kaan zapytała, czy widziałam. nie widziałam, ale do teraz widziałam i słuchałam kilkanaście razy.

porusz.ona

choreo. Tarek Aïtmeddour,
muz. Abel Korzeniowski, Charms.

piątek, maja 18, 2018

2870.

I realized that
I am a dream trigger.
So are you.
Let’s celebrate it!

*

un paso, dos pasos, tres pasos, cuatro pasos, los pasos
¡tengo buena suerte! ¿cuándo volverás? ¡nunca jamás!

Soha, Mil Pasos.

niedziela, października 09, 2016

2074. Trik

odłóż
na bok
     myśli,
     nazwy,
     interpretacje.
co zostało?

niesamowite!

*

Mr. Gaga, sceny, które nie znalazły się w filmie, 2015.

do not rush,
sense it

[suplement pikselowy: 7.10.2021]

wtorek, października 04, 2016

(2063+6). Zapiski z kinowej ciemności

you must find a way to let go

*

do little, feel so much

*

rezygnujesz z czegoś, co kochasz,
na rzecz czegoś, co kochasz bardziej

*

just let it happen

Mr. Gaga, reż. Tomer Heymann, 2015.

*

Echad Mi Yodea.

piątek, września 30, 2016

2063. O gustownej niszy w doskonałym towarzystwie

Kaan:
(kilka dni temu udostępniła link,
na efce ma dużo lepszą jakość)

Mr. Gaga, reż. Tomer Heymann, 2015.

Jabłoń:
(obejrzała go ponad sto razy, a dziś zorganizowała
kochanym ludziom wtorkowe wyjście do kina
)

Jabłoń:
(już z biletami w garści pisze)
Dowiedziałam się, że nasze gusta są niszowe, o!

Kaan:
Nasze gusta są nasze :)

nasze gusta są nasze,
będziemy je świętować ze smakiem!

piątek, kwietnia 22, 2016

(347+1437). W mózgu mieszkają dźwięki

 wpis przeniesiony 21.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

kilka dźwięków. zagranych staccato. i uruchomiło się wspomnienie. nucę. co to jest? nucę. ??? nucę. mam! znalazłam. Pina! Jun Miyake. Lilies in the Valley. łomolę!

Pina, 2011.

czwartek, lutego 26, 2015

1260. Puzzle

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

puzzel #1
Pierwszego dnia poza domem, między samolotem a pociągiem, na kawie.

(podchodzi tubylczy „żebrak”
i w tubylczym języku nadaje
)

Sadownik:
(spokojnie, bez jakichkolwiek pozawerbalnych wtrąceń)
Mów do mnie po polsku.

Pan:
Nie ma sprawy, jestem z Polski.

Sadownik:
(ryknął śmiechem, wspomógł rodaka)


puzzel #2
Może drugiego lub trzeciego dnia naszego pobytu na obczyźnie. Choć historia zaczyna się dużo dużo wcześniej.

Jakiś czas temu Brr podesłał mi link do piosenki, mówiąc: najpierw posłuchaj, a dopiero potem obejrzyj. Przyzwyczajona do preferencji Brr, jeśli chodzi o barwę głosu, odłożyłam to na kolejny dzień. Gdy nastał, jakoś dziwnie poczułam potrzebę subordynacji słowom „najpierw posłuchaj”. Posłuchałam raz i drugi, i trzeci, i piąty. Doskonałe, pomyślałam. Fantastyczny tembr głosu. Obejrzałam obrazek. I padłam. Umieszczenie tego obrazka na blogu byłoby dla mnie jawnym poparciem patriotycznej homofobii. Trudno, pomyślałam, muszę zapamiętać tytuł, a nie sobie niezapominajkę na blogu robić.

No i przyszedł dzień, gdy Bliźniacza Liczba pokazała mi… taniec. No i proszę, dwa w jednym, jak znalazł.

Hozier, Take Me to Church, tańczy Sergei Polunin.


puzzel #3
Dwa dni temu. Tak! Tutaj kapusta ozdabia skwery!


puzzel #4
Dwa dni temu wieczorem pokochaliśmy frazę:

I speak Polish.
what’s your
super power?


puzzel #5
Wczoraj. Te psy na zdjęciu musiałam mieć. Dopiero teraz mnie tknęło, dlaczego te psy muszą być spięte łańcuchem? Przecież nigdzie nie ucieknie żaden z nich...


puzzel #6
Też wczoraj. Chciałabym, aby w moim kraju były również tak piękne:


puzzel #7
Dziś. Zdanie, które spowodowało, że postanowiłam wszystkie puzzle zebrać i zostawić tutaj, by zachować od zapomnienia.

Bliźniacza Liczba:
(po rozmowie telefonicznej z Mężem)
Mamy na jutro kangura!

Jabłoń:
(musiała dopytać, o co chodzi)

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

piątek, kwietnia 18, 2014

1015. Wielki Tydzień

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W poniedziałek wieczorem, gdy wrócił do domu, nachyliłam się nad Jego nagim ramieniem. Wciągnęłam w nozdrza zapach Jego skóry. Szczęście wypełniło mnie po brzegi.

W Wielki Czwartek wracałam późno z pracy. W ciemności, między blokami, tanecznym krokiem zmierzałam do domu. Szczęście mnie rozpierało.

W Wielki Piątek synchroniczność mnie dopadła. Znalazła mnie piosenka o szczęściu. Szczęściem jest móc ją zostawić tutaj.

Dziś,
szczęście to
momenty nanizane na
żyłkę uważności.

Pharrell Williams, Happy.

wtorek, października 02, 2012

559. Nowy Początek

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Nowy rok zaczęłam wczoraj. Nowe twarze młodych ludzi. Na nich świeże, nieśmiało kiełkujące marzenia. Cudownie będzie patrzeć jak Ci ludzie i ich marzenia będą rosnąć i stawać się. Zalążki tego, kim mogą się stać. Napawałam się nimi, gdy myśleli, że na nich nie patrzę. Jestem w fantastycznym momencie swego życia. Tak jak Oni. Mam ogromny przywilej towarzyszenia ludziom, gdy rosną wewnętrznie.

*

Prywatna inauguracja roku akademickiego była nietypowa. Poszliśmy z Sadownikiem na warsztat Festiwal POP-Kreacji, który prowadziła Gepardzica. Było cudnie. Gepardzica jest Mistrzynią robienia nastroju do pracy. Praca była zaskakująca, a sam warsztat dla nas trwał długo po tym, gdy formalnie się skończył. Zamiast zapakować się w autobus i być szybciutko w Przytulisku, wbić się w stare tory, kupiliśmy kawę na wynos, przeszliśmy cały Nowy Świat, Przedmieścia Krakowskie, Plac Zamkowy, Rynek Starego Miasta ciesząc się jak dzieci. Postanowiliśmy robić tak częściej. A gdy tylko wróciliśmy zapragnęłam jeszcze raz złapać nastrój początku, poczuć go w sobie. Odpaliłam kompa i poleciałam:

Lionel Hun, Hope.

Dziś oglądałam to już kilkanaście razy. Do listy ratunkowej zaraz dodam, by było zawsze pod ręką. Mam szczęście, że wokół mnie cudowni, inspirujący Ludzie. Wdzięczność i zachwyt wypełnia mnie dziś całą. Padam z nadmiaru wrażeń.

piątek, marca 23, 2012

(425+13). Status kudłatego marzenia... w realizacji!

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Bóg rozdaje marzenia po to, żeby wydobyć z ludzi drzemiące w nich talenty. (...) Nazywam to teorią tylnych drzwi. Polega ona na tym, że jeśli ktoś ma jakieś marzenie, na przykład, pragnie zostać kucharzem w Hiltonie, to z całą pewnością ma także potrzebne do tego zdolności.

Przemysław Angerman

***

— Muu! — zawołała. — Jak to świetnie wygląda! Wiesz, co ja bym chciała. Panie Wrono?
— Ja nie, ale ty może wiesz.
— Chciałabym się nauczyć jeździć na rowerze.
Pan Wrona podfrunął do góry, zatrzepotał skrzydłami i zakrakał:
— Niech mnie pióra biją! Jesteś krową, Mamo Mu, K r o w ą! Krowy nie potrafią jeździć na rowerze!
Mama Mu spojrzała na niego przyjaznym wzrokiem.
— No, nie potrafią — powiedziała. — Dlatego chciałabym się nauczyć.
Pan Wrona zatkał uszy.
— Nie, nie! — zawołał. — Jakie nauczyć? Jaki rower? Jak by to wyglądało?!
— Chyba fajnie — odparła Mama Mu.

Jujja Wieslander i Tomas Wieslander,
Mama Mu na rowerze i inne historie,
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2011.

***

Dwa lata temu zobaczyłam. Tańczył sześćdziesięciolatek. Po trzech minutach przyglądania się wiedziałam, że to, co widzę, chwyta mnie za samo serca dno, trzyma i nie puści. Obiecałam sobie, że po egzaminach znajdę na to czas.

— Niech mnie pióra biją! Kudłate Mamy tak nie potrafią.
— No, nie potrafią — powiedziała Kudłata Mama. — Dlatego chciałabym się nauczyć.

Rower? Jaki rower? Zamiast roweru kupiłam dziś ochraniacze na kolana.

— Nie, nie! Jakie nauczyć? Jak by to wyglądało?!
— Chyba fajnie — odparła Kudłata Mama.

Tim & Neige, A Spoonful of the Jam.

poniedziałek, października 24, 2011

347. Spełnienie zakończone... oczekiwaniem

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Po obejrzeniu „zajawki” filmu PINA wiedziałam, że nie będę czekać na Sadowniczy podelegacyjny powrót do domu, bo film jest, póki co, w wersji 3D (Sadownik ich nie obsługuje). Szybciutko zaplanowałam wyrwać się z kieratu musiów, należyśków i pomknęłam… do kina. Kino nie widziało mnie latami, więc i Świat mi sprzyjał piszcząc „idź, idź” — zmaterializowało się to w postaci faktu, że ów film grali dziś w bliskiej odległości od Przytuliska. Poszłam uwiedziona… „puszczaniem” się tancerek (reklamówka 0:12, 0:48). Na 104 minuty byłam w innym świecie. Z przyjemnością patrzyłam na świadomość ciała tancerzy, na to jak pławią się w świecie emocji, uczuć i wzruszeń. Teraz już tylko pozostało mi czekanie na wersję 2D, by z Sadownikiem zatopić wzrok w tym ruchomym zjawisku.

Pina, reż. Wim Wenders, 2011.

W filmie przytoczono pytania Piny, które zadała swoim tancerzom — po raz pierwszy wyjęłam w kinie telefon i zapisałam, by nie zgubić:

Czego pragniecie?
Skąd bierze się ta tęsknota?

***

I pomyślałam… czasem narzekam, że pragnienia i tęsknoty mnie uwierają, ale bez nich… byłabym martwa.

poniedziałek, marca 21, 2011

206. „Gdysie” wtedy i dziś

 wpis przeniesiony 1.03.2019. 
 (oryginał) 

Kilka lat temu Sadownik co wieczór znikał w czeluściach gabinetu. Myślałam, że pracuje. Chodziłam na paluszkach wokół drogocennego skarbu, jakim był komplet: gabinet, komputer, marzenie Sadownika i sam Sadownik. Po paru dniach złudzenie prysło, gdy Sadownik zapytał mnie, do którego LO chodziłam. Tak po raz pierwszy dowiedziałam się o rosnącym fenomenie jakim była N-K. Wówczas była to kopalnia zagubionych znajomości. Z pewnymi oporami uległam „narodowemu spisowi edukacyjnemu”. W rubryczce „o sobie” napisałam wówczas:


Gdy już nic nie musisz. Gdy już nie masz potrzeby kochać tych, którzy nie kochają Ciebie. Gdy masz już pełną torbę „innych-życiowych-gdysi”, to wiesz, ze TERAZ jest najlepszy czas by móc i chcieć spełniać swoje marzenia. Bo kto inny zrobi to za Ciebie?

Ja już nic nie muszę, więc marzę, pragnę, kocham i każdego dnia wykrawam małe cuda a reszta to drobiazgi: lukier lub pieprz...



Kończę właśnie książkę Lowena „Radość”. Dziś wróciły do mnie zacytowane powyżej, własne, stare już słowa. Wróciły, bo po raz pierwszy w życiu poczułam się prawdziwie wolna — wolnością wielką, nieskończoną, bezgraniczną…

Wolność od byłych mężczyzn. Wolność od osób, które mnie zdradziły. Wolność od postaci we mnie, które terroryzowały mnie swoim systemem przekonań, że „jako kobieta muszę, powinnam, bo inaczej to zobaczę…”. To Wolność, która nie neguje przeszłości. To Wolność, która ją akceptuje. Ukłoniłam się w podzięce przed tymi Mężczyznami, Osobami, Postaciami. Dziękuję, że byli. Dziękuję, że są. Zamówiłam kawę, usiadłam. Gdy wszystko to do mnie dotarło i pozwoliło nazwać się słowami, wynurzywszy się z emocji, które mi towarzyszyły od rana, właśnie wtedy, kawiarnię, w której przycupnęłam wypełniły dźwięki uwielbianego przeze mnie utworu, który dziś stał się moim prywatnym, wolnościowym hymnem (Astor Piazzolla, Libertango). [Ten konkretny ruchomy obrazek mogę oglądać raz za razem… przestrzeń, pasja, skupienie… a Sadownik dodał: jakie cudowne wyszłyby zdjęcia!]

Astor Piazzolla, Libertango,
The Tango Lesson.

A gdy wyszłam z kawiarni, zobaczyłam Świat nowymi oczyma. Pozostaję w zadziwieniu, że nie widziałam go takim wcześniej…