Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice języka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice języka. Pokaż wszystkie posty

sobota, sierpnia 22, 2026

6192. —

Yet every book you have is a story of who you are and
who you were when you acquired it. And who you became
when you read it. It's part of you […].

   — Roger Rosenblatt

[…]  te gardłowe dźwięki i spłaszczone, skrócone samogłoski zdradzały mnie jako obcokrajowca i czasami nadal słyszę od wyjątkowo spo­strze­gaw­czych osób, że w moim głosie daje się wyczuć echo dawnego języka. To mnie cieszy, ponieważ lubię mieć świadomość, że ślady prze­szło­ści są nieodwracalnie wplecione w nasze obecne życie i zo­sta­ją tam dla tych, którzy mogą je wyłapać.

Jane Campbell, Czesanie kota, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, sierpnia 10, 2026

6181. Na sucharkowym…  // Panna cotta (CCIV)

co z kim?
Kawa z przyjaciółką. Lunch z kumplem. Obiad z kontrahentem. Kolacja z ukochaną osobą. Bankiet. Wernisaż. Biwak. Weekendowy wypad z ro­dziną. Spotkanie na musiku. Fru!

co z kim? + obligatoryjny pretekst
Osiemnastka. Wieczór panieński. Wieczór kawalerski. Ślub. Przyjęcie we­selne. Bociankowe. Chrzciny. Parapetówka. Benefis. Stypa. Spotkanie na musiku. Fru!


Wszystkie powyższe słowa znajdują się w słowniku. A sucharkowe? Co to za aktywność społeczna? Od wczoraj nasz ulowy idiolekt jest bogatszy, bo.

sucharkowe [etymologia]
Pan Ciasteczko poznał Ich w kontekście zawodowych fikołków kilkanaście lat temu. Polubili się jako ludzie. A gdy się polubili, szukali już tylko pre­tek­stu. Starali się go znaleźć raz na kilka miesięcy, by po męsku w swoim towarzystwie spędzić razem wieczór. Ponieważ proceder ten trwa od lat, ponieważ panów nadgryza czas (również!), ponieważ branża ciastkarska, więc wczoraj zderzyły mi się kulki w głowie: ot, Pan Sucharek, drugi Pan Sucharek i trzeci Pan Sucharek w tym samym miejscu, w tym samym cza­sie, czyli sucharkowe. A pretekst? Może mieć dwojaką naturę.
     Pretekst prosty. Telefony idą w ruch. Sucharki znajdują dobry dla całej trójki termin, wybierają lokal z dobrym jedzeniem w menu, a gdy per­trak­ta­cje z oby-trzema żonami (po jednej na głowę) przebiegną pomyślnie, wy­zna­czonego dnia fru robią wszyscy troje. Fru!
     Pretekst złożony. Wymaga spełnienia warunku, choć nie­wy­star­cza­ją­ce­go, to koniecznego: jedna z żon w niedalekiej, dobrze określonej przy­szło­ści wyjeżdża, czyli bę­dzie „wyjechana” przez minimum kilka dni. Te­le­fo­ny idą w ruch. Suchar­ki wybierają jeden z dostępnych terminów opuszczo­ne­go przez jedną z żon lokalu. Konstruują menu, kto i co ma przygotować, przynieść. Resztę żon informuje się o zaistniałych okolicznościach przy­ro­dy. Wybranego wcześniej dnia opuszczony chwilowo Sucharek ogarnia opuszczony przez rodzinę tym­cza­so­wo lokal mieszkalny, a pozostali dwaj robią temu pierwszemu fru na cha­tę i dzień dobry. Fru!
     Pan Sucharek, drugi Pan Sucharek i trzeci Pan Sucharek w tym samym punkcie czasoprzestrzeni w pozapracowym czasie to wspólny męski czas nazwany na cześć uczestników sucharkowym. I wszystko jasne. I re­la­cjo­no­wa­nie faktów uproszczone do minimum: wczoraj Sadowik poleciał na sucharkowe. Fru!

*

Jabłoń:
(sucharkowe Pana Ciasteczko to był wyśmienity powód,
by w łóżku obejrzeć który-to-już-raz ten film,
zachwycając się oryginalną ścieżką dźwiękową
)

Benvenuti al Sud, reż. Luca Miniero, 2010

Pan Ciasteczko vel Sucharek:
(zaskoczył Drzewko, bo wrócił sucharkowo, czyli:
(1) prawie nienamoczony,
(2) wcześniej, niż był „spodziewany”, ale
i tak tego filmu który-to-już-raz nie chciał oglądać
)

niedziela, sierpnia 09, 2026

6179. Panna cotta (CCIII)

Pierwszą w swoim życiu kurą przez wu rzuciłam w wieku trzydziestu lat, gdy ze świe­żutko zdobytym prawem jazdy na polskich drogach zapoznawałam się w prak­ty­ce z głęboką tradycją kultury polskich kierowców.

Siarczyste klnięcie opuściło blachą obity świat i przysiadło w kątku ula na stałe, gdy partia małych ludzi wielkimi krokami, włochatymi łapami w niebiałych ręka­wicz­kach i gębami pełnymi pa­trio­tyzmu demolowała trud trzydziestu lat doganiania Europy.

To by było na tyle w kategorii: martyrologia lingwistyczna.

Tymczasem tu i teraz. Od kilku dni nie mogłam ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości, że po włosku można z łatwością, poza kilkoma kul­tu­ral­ny­mi formami, wykrzyczeć, używając wulgaryzmu, zachwyt i wniebowzięcie: co za szczęście! Bo, umówmy się, to żadna sztuka stekiem wul­ga­ry­zmów donieść świa­tu: co za pech!

Jak to ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości? Szukałam istnienia tego zjawiska w ojczystym języku, by upalować wyjętą z podręcznika wie­dzę, by zakorzenić i nie zawracać więcej rzeki kijem świętego oburzenia wysokiego rejestru językowego.

Patrz, pani! Patrz, pan! Mam! Z Sadownikiem podzieliłam się odkryciem, upew­nia­jąc się, że źródło mego odkrycia bije żywiej w męskawym świecie. Okazało się, że tak, fakt, zgadza się wszystko. Nie jesteśmy już tylko Chrystusem Europy, źródłem biblijnych cnót, które krzewić mamy zamiar na zgniłym Zachodzie. My mamy w so­bie ździebko człowieka bez podwójnych powiek, Chińczyka, co zawojować chce świat.

Nim karta stół i joker koszulką do dołu, dość śmiało po­zwo­lę sobie docenić naturę poczynionego odkrycia. Z jednej strony jesteśmy oszczędni, nie sza­stamy słowami. Z drugiej zaś, by nie być oskarżonym o mylenie największego szczę­ścia i od­wiecz­ne­go pecha (skojarzenie z polityką wyjątkowo trafione) na jedno i dru­gie używamy tej samej frazy: o, kurwa! Jedynie intonacja pozwala nam rozróżnić, czy należy wy­krzy­ku­ją­cemu te słowa człowiekowi współczuć czy gratulować. A po­nie­waż jako na­ród chwalić to my jeszcze nie umiemy za bardzo, zawsze możemy z troską głupiutko powoydyłłować odro­bin­kę: nieładnie, oj, nieładnie tak mówić!

Nie, nie zdziwiłam się wcale, gdy ta piosenka — dopadła mnie kilka tygodni temu i uba­wi­ła setnie — w której wulgaryzm goni wulgaryzm, wyraziła chęć zaistnienia tu jako ilustracja, pocztówka dźwiękowa z wcale niedalekich peryferiów dobrze uło­żo­ne­go języka. Che culo!

Tiziano Sciusco, Posso fare un disastro.

     non ce la faccio più
     ti spedisco in Timbuctù

samo piękno, czyli
czasownik zaimkowy, czasownik inchoatywny i…
w wolnym tłumaczeniu: idź do diabła / w cholerę!

czwartek, maja 28, 2026

6129. 148/365  // Panna cotta (CXCVII)

używając języka polskiego by­wam nie do wytrzymania nie tyl­ko dla innych. w języku angielskim jestem bardzo rzeczowa. gdy mówię po włosku świat wokół mnie jest arcyfanta­stycz­nym miej­scem, w którym dostrzegam tylko możliwości.

148/365

se parlassi solo la lingua polacca, sarei la persona più arrab­bia­ta al mondo. se non avessi guardato il professor Snyder parlare polacco, non avrei amato accenti. se non avessi cominciato a stu­diare l’italiano, non avrei occasioni di ap­pas­sio­nar­mi ai congiuntivi.

czy to źle że
moje usta noszą w sobie dwa światy.
     akcent

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

nienawiść
jest łatwa i banalna
lecz miłość
wymaga siły
którą każdy ma
ale nie każdemu
chce się jej używać

*

Biagio Antonacci, You & Me.

abbracciami controvento
[…]
dimentica cosa sei
cosa sei / senza te io
io non so stare al mondo

[…]
stare con te
mi ha insegnato a sorvolare

piątek, maja 08, 2026

6099. Z oazy (CDXLIV)

Lubię książki pisane przez poliglotów. Bardzo lubię. Są zwarte, rzeczowe, nie­prze­ga­da­ne. Zawsze coś z nich wydłubię: zabawnego czy zaskakującego. Tym razem było podobnie.

Wyobraź sobie taką sytuację: pustynia, na jej środku sklepik, sprzedawca i ostatnia butelka wody. Na drzwiach sklepu informacja: „Yes, we speak English”. Z dwóch różnych krańców pustyni w stronę sklepu czołgają się dwaj spragnieni mężczyźni. Pierwszy jest Polakiem i zna angielski, ale ma wątpliwości. Drugi jest Jordańczykiem, po angielsku nie mówi i nic w tym języku nie rozumie, jest jednak wolny od komunikacyjnych zahamowań. Mężczyźni mają do przebycia tę samą drogę, czołgają się w równym tempie i do drzwi sklepu docierają równocześnie…
     Otwierają je, wpełzają do środka. Polak otwiera usta, ale natychmiast je zamyka, ponieważ zastanawia się, w jakiej formie powinien zwrócić się do sprzedawcy oraz jakiego czasu powinien użyć, opowiadając mu o swoich potrzebach. W tym czasie Jordańczyk dramatycznym tonem wypowiada jedyne słowo, jakie zna w języku angielskim: „Mister!”, pokazuje na ostat­nią butelkę wody i odgrywa pantomimę, w której wykonuje taki gest, jakby pił.
     Jak myślisz, który z mężczyzn jest skuteczniejszy komunikacyjnie?

🖇

Wśród najtrudniejszych na pierwszych miejscach nieodmiennie pojawia się język polski. Jak dobrze, że nie musimy się go uczyć!

🖇

[…]  jako Polak masz ogromną przewagę nad innymi nacjami, jeśli chodzi o naukę każdego praktycznie języka. Wiesz dlaczego? Ponieważ Twój język ojczysty należy do najtrudniejszych do opanowania! Niektórzy twierdzą nawet, że dzierży w tej kategorii palmę pierwszeństwa. W języku polskim wszystko jest bardzo trudne — gramatyka, ortografia i wymowa. Do tego cała masa wyjątków. Sz, cz, ś, dź i dż. Deklinacja i niczym nieuzasadnione końcówki.
     Weźmy np. taki liczebnik dwa. W angielskim i hiszpańskim występuje zaled­wie jedna jego forma gramatyczna, odpowiednio: two i dos. Por­tu­gal­ski rozróżnia dwie płcie: dois albo duas. W języku polskim funkcjonuje sie­dem­na­ście pochodnych liczebnika dwa:

dwa, dwie, dwoje, dwóch, dwaj,
dwiema, dwóm, dwoma, dwojga, dwojgu,
dwojgiem, dwójka, dwójki, dwójkę, dwójką, dwójce, dwójko.

🖇

[…]  każdy człowiek, który zdolny jest do nauczenia się języka ojczystego, jest w stanie nauczyć się dowolnej innej ludzkiej mowy.

🖇

Trzeba wiedzieć, że mieszkaniec Nowego Jorku po pierwsze zapyta nas o sa­mopoczucie, po drugie będzie oczekiwał pozytywnej odpowiedzi oraz rewanżu. O ile będzie to Wasze pierwsze spotkanie, w którymś kolejnym wątku nawiąże on pewnie do tematu pochodzenia (Skąd jesteś?) i, jeśli tylko takie posiada, podzieli się z Tobą swoimi rodzinnymi powiązaniami z Pol­ską, a może nawet z Twoją miejscowością: „O, fantastic, cioteczna pra­bab­ka macochy mojej żony była z Krakowa! Jesteś z Poznania, więc pewnie by­wasz w Krakowie, to niedaleko, prawda?”. […]
     Aha — Niemiec może Cię poprawić, jeśli popełnisz błąd gramatyczny. To nic osobistego, to automatyzm. Jemu się po prostu musi wszystko w roz­mo­wie zgadzać. Taka natura.

🖇

[…]  prawie 100 procent śladu pamięciowego jest generowane w pierwszych dwudziestu czterech godzinach od kontaktu z no­wą wiedzą.

🖇

[…]  totalna immersja. Na początku procesu nauki może być Ci trochę cięż­ko — nie będziesz rozumieć większości z tego, co przeczytasz czy usłyszysz. Nie przej­muj się tym i bądź jak dziecko. Ono też nie rozumie, ale słu­cha i stara się mówić. Rozumienie przyjdzie z czasem, gdy Twój mózg uzna, że to, z czym ma non stop do czynienia, jest ważne i zacznie ana­li­zo­wać informacje, które otrzymuje. W ten sposób, niejako bez udziału Two­jej świadomości, Twój umysł poświęci energię na tłumaczenie sobie słów i zdań, wychwytywanie kontekstu ich użycia oraz odkrywanie schematów i struktur gramatycznych obowiązujących w języku, którego pragniesz się nauczyć.

🖇

Słuchaj, powtarzaj, czytaj, mów… nawet jeśli nie rozumiesz tego, czego słuchasz, tego, co powtarzasz, tego, o czym czytasz, a nawet tego, co mówisz!

Mateusz Grzesiak, Fast Languages.
Szybka nauka języków obcych
,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2019.
(wyróżnienie własne)

Osoby dorosłe uczą się nowych umiejętności w od­nie­sie­niu do posiadanej już wiedzy. Tym samym im więcej już wiesz, tym łatwiej będzie Ci się uczyć nowych rzeczy.

🖇

Umysł dorosłego człowieka jest tak samo gotów do ucze­nia się jak umysł dziecka i nie ma tu zdolnych oraz niezdolnych. Wszyscy jesteśmy naturalnie pre­de­sty­no­wa­ni do tego, by zostać poliglotami. I zostaniemy nimi, o ile w procesie opanowywania kolejnej mowy będziemy trzymać się tych samych zasad, według których całkiem nieświadomie niemowlak opanowuje język matki i ojca.

🖇

Roczniak i dwulatek nie znają zasad gramatyki i wcale się nią nie posługują! Przeciwnie — początkowo w ogóle ignorują czasowniki, a innych wyrazów nie od­mie­nia­ją. Liczy się dla nich skuteczność komunikacyjna.

🖇

[…]  sposób myślenia i mówienia, nastawienie do życia oraz bieżących zadań, a nawet zachowanie zmieniają się w zależności od języka, jakim się akurat posługujemy.

🖇

Doświadczanie i „poznawanie na własnej skórze” sta­no­wi o sukcesie przyswajania informacji, bo gdy ktoś coś prze­żył, wte­dy sta­je się to dla niego prawdziwe.

🖇

Marzenia, których się nie realizuje, pozostają w sferze marzeń i tam się marnują.

🖇


cykl Davida A. Kolba.

🖇

Pamiętaj — to nie Ty uczysz się języka,
to Twój mózg się go uczy!

(tamże)

niedziela, kwietnia 05, 2026

6065. A Chrystus na to co?

Pan Ciasteczko:
(przedwczoraj pokazał Drzewku grafikę,
kartkę-świąteczną otrzymaną od Onemu
na ostatniej prostej przed świętami
)


[dostęp 5.04.2026], źródło.

*

Jabłoń:
(pozostajac pod wrażeniem tak precyzyjnego
uchwycenia cech narodowych w rysunku,
wczoraj w drodze na krajowej siódemce
na widok dwumetrowej pisanki na poboczu
)
Patrz, pedał!

Sadownik:
(skonfundowany, nim kątem oka zobaczył
fragment pisanki-olbrzyma; w końcu zrozumiał,
o co babie chodzi, ryknął śmiechem
)
Zastanawiałem się, co ty masz
do tego czarnego peugeota na pasie obok.

*

[suplement 6.04.2026]
Język nie jest prawdą. To sposób, w jaki istniejemy w świecie.
   — Paul Auster

Annie Ernaux, Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

czwartek, marca 26, 2026

6053. Panna cotta (CXC)

Zapytała, czy lubimy Gigio, i była szczerze zdziwiona, że nie wiemy, o czym mówi. Wyjaśniła, a potem, by nie pozostał w naszych głowach wyrobem magii słów, wci­snęła przycisk play. Popłakałam się ze śmiechu.

Zadręczam kogo mogę microquizem, który Gigio zorganizował naprędce Raffaelli: „wymacha” przysłowie, które ona spróbuje odgadnąć. Podnosi lewą piąstkę, up! pod­nosi drugą piąstkę, up! W języku polskim mamy identyczne (literalnie prze­ło­żo­ne) przysłowie. Piąstka w górę, druga piąstka w górę. Jakby jasne?

Nie zgadła. Nikt by nie zgadł. Wymigane przysłowie brzmi: nie ma róży bez kolców, a gdy Raffaella pyta, jaki związek z przysłowiem mają piąstki, Gigio śpieszy z wy­ja­śnie­niem: otwiera lewą piąstkę i pyta: są tu róże? Nie. Otwiera drugą i pyta: a tu są kolce? Nie. Więc? Wszystko jasne! Non c’è rosa senza spine (0:48–1:09).

[Topo Gigio] sempre alle prese con problemi più grandi di lui. Poi credulone e tenero, con quel suo “Ma cosa mi dici mai?”, incarna lo stupore di un bim­bo di fronte alla società dei grandi. Topo Gigio è famoso un tutto il mondo.
[Myszek Gigio] zawsze zmaga się z problemami większymi niż on sam. Poza tym naiwny i czuły, ze swoim słynnym „Ale co ty mi w ogóle opowiadasz?”, ucieleśnia zdumienie dzie­cka w obliczu świata dorosłych. Myszek Gigio jest znany na całym świecie.

*

     Signora Perego, quando ha inventato Topo Gigio?
     L’ho inventato nel 1959.
     […]
     Cos’era l’animazione in quegli anni?
     Fare pupazzi non era considerato un’arte. Io ero un po’ di ribelle perché fare animazione voleva dire ribellarsi al teatro borghese, era un modo di fare cultura che mi permetteva di dare forma e colore a tutto ciò che era stato proibito.
     Oggi Topo Gigio cosa penserebbe del mondo?
      Il suo invito è ancora lo stesso: non rinunciare a essere liberi.
     —Pani Perego, w którym roku wymyśliła Pani postać Topo Gigio?
     — Stworzyłam go w 1959 roku.
     […]
     — Czym była animacja w tamtych latach?
     — Tworzenie lalek nie było uważane za sztukę. Byłam trochę buntowniczką, ponieważ zajmowanie się animacją oznaczało bunt przeciwko tradycyjnemu teatrowi; był to sposób tworzenia kultury, który pozwalał mi nadawać formę i kolor wszystkiemu, co było zakazane.
     — Co dziś pomyślałby Myszek Gigio o świecie?
     — Jego przesłanie jest wciąż takie samo: nie rezygnujcie z bycia wolnymi.

Irene Dai, Maria Bali, Nuovo espresso 4,
Alma Edizioni, Firenze 2023.
(wyróżnienie czerwone własne)

*
Maria Perego
(1923–2019)


[dostęp 26.03.2026], źródło.

*

Topo Gigio & Raffaella Carrà, Strapazzami di coccole.

lascia andare, non drammatizzare,
ma strapazzami di coccole

odpuść sobie, nie dramatyzuj, / ale wymęcz mnie pieszczotami

sobota, lutego 14, 2026

6012. Ystävänpäivä

W Polsce jest ewidentnie zbyt mało głęboko zaburzonych ludzi, więc sieć drogerii wymyśliła dzień kochania siebie — był wczoraj — no kup sobie, kup! Dziś dowie­dzia­łam się, że jutro dzień singla. Nie jestem pewna, czy to dobre sposoby na odzy­ski­wa­nie wspólnotowych odruchów. Ale nie o tym.

W środę Rysia, podczas rehabilitowania mojej ręki, opowiedziała mi o jednej ze swo­ich ostatnich lekcji hiszpańskiego, która odbyła się dobrą chwilę przed ser­dusz­ko­wym szaleństwem, ale w temacie owego święta. I? Po hiszpańsku grupa czytała, że Finowie uczynili Walentynki świętem arcyinkluzywnym, obchodząc w tym dniu Dzień Przyjaciela. Zachwycił mnie ten pomysł, a potem zobaczyłam zapisaną nazwę tego dnia i wiedziałam, że nie chcę zgubić tego tak pięknie zapisanego „dwusłowa”.

🌱

/w jęz. fińskim/
ystävänpäivä
Dzień Przyjaciela

Dziś świętuję po fińsku.

piątek, października 10, 2025

5908. Leczone (I)

Wleczone ciało leczone było środkami dostępnymi bez recepty. Dusza w tym sa­mym czasie tylko chude (niczym najzdrowsze mięsko) literki konsumowała, by prze­trwać. Dużo czasu na trawienie miała. Zdrowa, czułam się lata świetlne od tego czy­ta­nia i ni­jak nie mogłam zabrać się za wybór cytatów. Ale!

W trakcie tych świetlnych lat przekopałam kilka czytanych w języku polskim książek w maniakalnym poszukiwaniu fragmentu o czasownikach i ich wyższości nad rze­czo­wni­ka­mi. Czytałam na środku nieparzystej strony, byłam tego pewna, ale gdzie czy­ta­łam, nie miałam pojęcia. Klę­łam to nieliniowe czytanie, bo prze­kopałam i… nic. Poddałam się. Ale!

Wczoraj bardzo emocjonujący czas spędziłam z tekstem poświęconym Panu Ri­car­do. Dzięki wspomnieniom Gepardzicy uzupełniłam pudełko z ważnymi pytaniami, które Pan Ricardo nam pozostawił, nim sam ruszył w dalszą podróż. Uzu­peł­ni­łam o arcyważne pytanie: co robisz, kiedy nic nie robisz? I wydawało się, że już, że praca z tym tekstem poruszyła, dotknęła i tyle. Ale!

Ale nie! Ten tekst pracował we mnie sobie tylko znanymi metodami, gdy spa­łam. Gdy rano się obudziłam, wiedziałam. Trywialnym jest stwierdzić, że język ma zna­cze­nie, słowa mają znaczenie i zdania mają znaczenie, ale szu­ka­nie odpowiedzi na dobre pytania ma nie tylko zna­cze­nie, również nas kształtuje.

Ale nie! Wstałam dziś rano i wiedziałam, że wszystko to, co najważniejsze w tej czę­ści mo­je­go życia, co jest miłującym doświadczaniem istnienia, obecne jest po wie­lo­kroć w tych frag­mentach, więc muszą mieć odrębny wpis, bo wymagają odrębnej uwagi, odrębnego czasu i miejsca.

All language is a mandorla; a well-structured sentence is of this nature.

🖇

All poetry is based upon the assertion that this is that. When the images overlap, we have a mystical statement of unity. We feel there is safety and sureness in our fractured world, and the poet has given us the gift of syn­thesis.
     Great poetry makes these leaps and unites the beauty and the terror of existence. It has the ability to surprise and shock-to remind us that there are links between the things we have always thought of as opposites.

🖇

We are all poets and healers when we use language correctly. One makes a mandorla every time one says something that is true.
     A sentence is something like a mathematical equation with the verb re­pre­senting the equal sign. A correct sentence says that the subject equals the object and annuls the quarrel between the two. The split inherent in dua­lity is healed.

🖇

Languages rich in verbs are more powerful than those relying mostly on nouns. […]  Human speech is more effective if it relies mainly on verbs. If you build mainly on nouns it will be weak; if you rely on adjectives and ad­verbs you have lost your way. The verb is holy ground, the place of the mandorla.

🖇


Mandorla, The Chalice Well, Glastonbury,
[dostep 10.10.2025], źródło.

🖇

All good stories are mandorlas. They speak of this and that and gradually, through the miracle of story, demonstrate that the opposites overlap and are finally the same. We like to think that a story is based on the triumph of good over evil; but the deeper truth is that good and evil are superseded and the two become one. Since our capacity for synthesis is limited, many stories can only hint at this unity. But any unity, even a hint, is healing.

🖇

In your own poetic struggles you may make only the tiniest sliver of a man­dor­la that will vanish a few minutes later. […]  It can be hoped that by the end of your life the two circles will be entirely overlapped. When one is truly a citizen of both worlds, heaven and earth are no longer antagonistic to each other. Finally one sees that there was only one circle all the time.

🖇

People often asked Dr. Jung , “Will we make it?” referring to the cata­clysm of our time. He always replied, “If enough people will do their inner work.” This soul work is the one thing that will pull us through any emergency. The mandorla is peace-making.

🖇

It is a miracle to listen to someone (even oneself) say, “Perhaps this, perhaps that, maybe, it follows that, I wonder if”—all like a dog cha­sing its tail. But gradually, the two disparate circles begin to overlap and the mandorla grows. This is healing. This is ligature, the essence of re­li­gious experience.

🖇

If we have a powerful mandorla experience (and what a joy it is!), we can be sure it will be brief. We must then return to the world of dualities, of time and space, to continue our ordinary life.

Robert A. Johnson, Owning Your Own Shadow.
Understanding the Dark Side of the Psyche
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lipca 21, 2025

(5841+2). Bo… ważne!

By nie straciły na ważności, ważkości, by nie ślizgał się po nich wzrok wśród wy­bo­rów wyimków: tych gęstych czy najgęstszych gęstych.

Nikt z nas nie jest odpowiedzialny za to, jak opisują go inni ludzie, choćby całkowicie mijali się z prawdą. Wszystko zaczyna się oczywiście już w chwi­li diagnozy, od języka, jakim zostanie ona sformułowana. Jak wspo­mnia­łam na początku tego rozdziału, słowa są ważne, podobnie jak obra­zy i me­tafory – czyli wszystko, co służy nam do komunikacji.

[…]  każdy z nas jest zobowiązany do portretowania innych ludzi w sposób dokładny, wyważony i pełen szacunku, a w każdym razie my, osoby z de­men­cją, o to prosimy.
     […]  Jako osoby z demencją wiemy lepiej niż ktokolwiek inny, jak bardzo język używany do opisu naszej choroby wpływa nie tylko na to, jak widzi nas społeczeństwo, ale również jak my postrzegamy siebie samych. […]  Uznaliśmy, że jeżeli na dźwięk jakiegoś określenia odruchowo się wzdry­ga­my, oznacza to, że nie powinno się go używać. Takie zwroty to na przykład: cierpiący, zdemenciały, otępiały, ciężar, ofiara, zaraza, epi­de­mia, wróg ludz­kości, śmierć za życia.

Teraz [zamiast „żyj dobrze”]  wolę mówić: „Żyj najlepiej, jak ci na to po­zwa­la twoja sytuacja”, aby ludzie nie mieli poczucia, że jeśli sobie nie radzą, to oznacza, że coś jest z nimi nie w porządku. Tak postawiony cel jest możliwy do zrealizowania przez każdego, niezależnie od jego sytuacji oso­bi­stej i finansowej. Jest też otwarty na interpretacje, bo dla każdego czło­wie­ka, zdrowego czy chorego, „najlepsze możliwe życie” oznacza coś in­ne­go, i podobnie rzecz ma się w przypadku osób z demencją. […]  Te słowa niosą ze sobą mniej oczekiwań, obaw przed porażką i niemożliwych do zreali­zo­wania marzeń.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, marca 17, 2025

5730. Czekariat (CIX)


fot. Saxifraga, fragment.

[…]  najważniejsze są czasowniki
i historia, jaką z nich ułożysz.

Marta Iwanowska-Polkowska. #nażyć się,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

niedziela, lutego 16, 2025

(5714+1). Będąc listkiem drzewa

Bezpośrednim powodem wydzielenia tych trzech fragmentów były części mowy, tak pięknie opisane w jednym z nich. Chciałam móc je mieć, w razie czego, w łatwy spo­sób — okolice języka — pod ręką. Natychmiast odezwały się korzonki genealogiczne.

Miłość do literek odziedziczyłam po mamie Orzeszka. Miłość do kształtu liter i cyfr nautycznych zawdzięczam teściowi Orzeszka. Krótko mówiąc: genu nie wydłubiesz.

Trzeba wziąć blok marmuru i usunąć wszystko, co niepotrzebne. W słyn­nym powiedzeniu jest mniej więcej tyle sensu co w zagadce z czasów mo­je­go dzieciństwa: jak zmieścić cztery słonie w małym fiacie? Odpowiedź, gdy­by ktoś nie pamiętał, brzmiała: dwa z przodu, dwa z tyłu.
     Łatwo się domyślić, jaką minę miał Michał Anioł, gdy tłumaczył na­trę­to­wi: „Ależ, to proste, mój drogi, musisz tylko…”.
     Odkąd poznałem ten cytat, zamieszczony w jakiejś młodzieżowej książce o sztuce, zacząłem sobie wyobrażać rysunki uwięzione w białych kartkach. Obrazy w niezagruntowanym płótnie. Świątki w pniu gruszy. Kotlety mie­lo­ne w prosiaku.
     […]  Stukamy w klawiaturę. Wklepujemy litery […]. Pisząc w ten sposób, łatwo zapomnieć, jak bliski był kiedyś związek typografii i rzeźby.
     A przecież przez stulecia litery wykuwano w kamieniu. Odlewano w me­ta­lu. Wycinano z drewna. Potem tłoczono, walcowano, ściskano pod prasą. Pieczętowano, przybijano. W słowie „druk” jeszcze się czuje ten ciężar.

🖇

Rzeczownik wyraża zaufanie do czytelników. Przy­miot­nik maszeruje obok jak cień lub strażnik. Dopo­wia­da, dociska, naznacza. Dba, żebyśmy nie popełnili błędu w ocenie. Nie przeoczyli cech osoby lub rzeczy.

🖇

Parę lat temu zwiedzałem nowoczesną drukarnię.
     – Zamówiliśmy badania – powiedziała pani dyrektor – z których wy­ni­ka, że zasadniczo książki czytają już tylko dziewczynki między dzie­wią­tym a trzynastym rokiem życia.
     – I co państwo zrobią? – spytałem.
     – Właśnie kupujemy maszynę do brokatu.

Marcin Wicha, Jak przestałem kochać design,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.

wtorek, grudnia 31, 2024

5677. Z oazy (CCCXIII)

Ostat­nie w tym roku odliczanie literek, raz. Wspak i poślizgnięte na dniach, których nie było, oraz wolniutkim dochodzeniu do siebie. Gdybym miała w kończącym się roku przeczytać tylko jedną książkę, wybrałabym tę.

Czytając fragmenty dotyczące życia w sieci, dotarło do mnie, że już wiem, co znaj­du­je się na końcu Internetu, czyli tam, gdzie mało kto trafia. Na końcu cyf­ro­we­go świa­ta jest — cytując Rysię nareszcie ze zrozumieniem — oldskulowy blog. Ten blog.

Wybór cytatów, jak przystało na tak gęste od znaczenia lektury, był piekielnie trud­ny. Kluczem głównym był język i jego okolice.

Osoby typu stare (do których się już zaliczam) pamiętają to, że kie­dyś rze­czy­wistość była wolniejsza, pusta, a w tramwaju nie było co robić.
     Nie jestem pewna, czy tamte czasy były lepsze, czy gorsze, natomiast za­sta­nawiam się, jak ja w ogóle wtedy żyłam, kiedy telefon służył do odbie­ra­nia połączeń, wysyłania SMS-ów i ewentualnie grania w węża.

🖇

Za określonym, wybranym językiem stoi zawsze ukryta optyka. […]  wybór języka to wybór intencji. […]  pojęcia nie są prze­zro­czy­ste – po­ję­cia zakładają istnienie szerszej, nie od razu dającej się uchwy­cić per­spe­ktywy, sposobu traktowania świata.

🖇

Ekspansja i przejęcie. Zamiast „kontemplacji” – „uważność”, którą należy „tre­nować”. Zamiast spełnienia” – „sukces”, którynależy osiągać”. Za­miast „problemów” „wyzwania”, zwane wewnętrznie w firmach „czelen­dża­mi”. Świetnie sprawdzają się przy prywatyzowaniu stresu – kryzysy psy­chiczne są dla kadr, przepraszam, działów HR, ewentualnie działów do spraw zarządzania zasobami, wyzwaniem. Oczywiście język zysku to prze­cież też zarządzanie zasobami ludzkimi. Skrzyżowanie wojny, siłowni i mar­ketingu.
     […]  Piękno jest bezinteresowne, nie każe niczego robić (ku­po­wać, kreować, kon­su­mo­wać). Co za marnotrawstwo!
     To język zysku zajmuje się produkcją kalek językowych. […]
     W tej wacie słów zysku jest jeszcze KREATYWNY, które traktuję jak oso­bi­stego wroga. Słowo-silnik języka zysku, bo żeby sprzedawać, trzeba wy­my­ślać nowe, nowe i nowe, aktualizować, rebrandingować i zmieniać ko­mu­ni­kację. Jest w tym słowie coś obrzydliwego, narosło jak czyrak na pol­skim „twórczy”, którego zakres znaczeniowy ma rys metafizyki (twórca/twór­czy­ni to trochę demiurg/demiurżka).

🖇

Możesz wszystko, nie przejmuj się.
     Pierwszy człon tego wyrażenia jest kłamstwem, drugi unie­ważnieniem tego, co czujemy.

🖇

To trik, magiczna sztuczka. Przesunięcie znaczenia. „Możesz wszystko” ozna­cza tak naprawdę MUSISZ wszystko.
     MUSISZ wszystko i MUSISZ bezbłędnie.
     W społeczeństwie osiągnięć oczywiście nie możesz wszystkiego.
     Nie możesz na przykład ponieść porażki. Nie możesz się skom­pro­mi­to­wać. Nie ma w nim miejsca na blamaż.
     Nie ma w nim też miejsca na pewne emocje. Niemile widziane są smutek i wyrozumiałość. W cenie są lęk i cierpienie. Ponieważ można je spek­ta­ku­lar­nie przezwyciężać. Być niezniszczalnym, nierozczulającym się nad sobą ambitnym człowiekiem dążącym do celu i oczywiście, oczywiście, „po­ko­nu­ją­cym swoje ludzkie słabości”.

🖇

Marzę o tym, żeby prezydent mojego miasta miał ustawowo narzucony obo­wią­zek korzystania z komunikacji miejskiej. I żeby raz w miesiącu mu­siał jeździć z wózkiem. Inaczej nie dostawałby wypłaty.

🖇

ChatGPT przetłumaczył „disinhibition” jako dezinhibicję. Oczywiście. Na­czy­tał się przecież tylko tego, co jest dostępne, jakby skończył kierunek hu­ma­ni­styczny i nauczył się automatycznego tłumaczenia słów obcych tak, by zostawały niezrozumiałe, ale za to po polsku. Nie chodził na zajęcia z ję­zy­ko­znaw­stwa, nie usłyszał „jeśli coś można powiedzieć prościej, a ktoś mówi do nas trudniej, to tam jest naddany sens”.
     Przecież „rozprężenie”! I jakie fajne słowo, dawno nieużywane. W pol­skim ko­no­tuje inaczej niż w angielskim. Tam bardziej neurologicznie, w pol­skim etycznie – rozprężenie moralne, ma rozpięte trzy guziki na wypukłym brzuchu Sarmaty.

🖇

Internet jest źródłem cierpień na dwa sposoby.
     Po pierwsze – monetyzuje nasz czas i uwagę i uczy się, jak tę uwagę wy­eks­plo­atować do cna.
     Po drugie – od ponad piętnastu lat jest bąblującym ściekami eko­sy­ste­mem utwierdzającym użytkowników w tym, że pogarda to taka wolność słowa. Oraz że „no trudno, taki jest internet”.

🖇

Medioznawca Mirosław Filiciak mówi, że opinia publiczna w stosunku do in­ternetu wykazuje myślenie religijne. Że jest to dar dany nam z niebios. A nie produkt, efekt pracy tysięcy specjalistów zatrudnionych przez pry­wat­ne korporacje, nie efekt niewyobrażalnych nakładów finansowych. My­śle­nie religijne oznacza myślenie „no taki jest internet i musimy się z tym pogodzić”.

🖇

Jak dopuściliśmy do tego, że w ogóle nie mamy wpływu na to, co się nam wyświetla, i nie ma do kogo napisać listu w tej sprawie, tego nie wie nikt.

🖇

To jest bardzo sprytne podkręcić algorytm tak, żeby wzbudzać w użyt­kow­ni­kach najgorsze instynkty, a potem mówić „to nie nasza wina, to człowiek człowiekowi wilkiem”.

🖇

[…]  daliśmy sobie wmówić, że to odpowiedzialność jest po naszej stronie. Tak samo jak winą grubych jest to, że są grubi. A nie fakt, że najtańsze je­dze­nie jest najbardziej tuczące, że od dziecka jesteśmy bombardowani re­kla­ma­mi kolejnych produktów pełnych cukru, które potem czekają wy­eks­po­no­wane na sklepowych półkach. Że zajadamy stres spowodowany czyn­ni­kami środowiskowymi, a miejsc do spacerowania jest w miastach coraz mniej. Prywatną sprawą uzależnionych jest ich uzależnienie, a nie brak opieki psychologicznej w szkołach, niska dostępność grup wsparcia, słabo rozbudowana sieć pomocy środowiskowej, a z drugiej strony dostępność alkoholu i brak krytyki kultury alkoholowej.
     Co to za zwalanie winy na jakieś tam zewnętrzne czynniki, leniu. Nie­bra­nie odpowiedzialności za siebie.
     To twój problem.
     I jesteś z nim sam.

🖇

Niewiele się zmieniło przez ponad sto lat. W dalszym ciągu podważenie zy­sku jako nadrzędnego celu uważane jest za świętokradztwo. Fisher pisze, cytując poetę Brechta, że „kapitalizm to gentelman, który nie lubi, żeby o nim mówiono”. Kapitalizm – w końcu musiało paść to słowo – to sy­stem, w którym najważniejsze są zysk i osiąganie celu, a nie dobrostan i spełnienie.

🖇

[…]  w moim świecie, jeśli ktoś jest lewicowcem, to znaczy, że wierzy w ha­sło „braterstwo” i „solidarność”. Tak jak Fisher.
     Nikt o tym jakoś, kurwa, nie pamięta. Że to jest ta baza. Że sensem le­wi­co­wego myślenia nie jest pouczanie innych w agresywnym tonie, ale bu­do­wa­nie wspólnoty, w której staramy się sobie nawzajem pomagać. […]  wierzymy też w to, że każdemu należy się szacunek, że edukujemy, a nie pouczamy.

🖇

Idę i w środku stanowczo żądam od świata zmiany języka. Z języka orga­ni­za­cji, celu i produktywności – od samych tych wyrazów czuję, że z bez­sil­no­ści chce mi się płakać, tak jakbym nie miała miejsca w ciągu dnia, żeby, kur­wa, w ogóle móc myśleć w innych kategoriach – na jakiś inny język.

🖇

Wolnościowcy nie uznają, że istnieje coś takiego jak dobro wspólne. I dlatego są groźni.

🖇

Moje ciało nie chce, żebym patrzyła na nie „holistycznie” (jakby, kurwa, nie było słowa „całościowo”, jakby je było trzeba było zastąpić nowym, takim, które lepiej się sprzedaje między innymi dlatego, że nie wiadomo, co znaczy, ale to nieważne, co znaczy, ważne, jak brzmi), moje ciało chce po prostu wziąć paracetamol.

🖇

Mówię cicho. W dodatku mówię po angielsku. Przyznanie się do tego na pi­śmie ułatwia mi jedynie fakt, że moja przyjaciółka robi to samo – kiedy roz­ma­wia ze sobą, to mówi po angielsku. Racjonalnie proste – obcy język po­zwa­la oddalić się od podmiotu, jednocześnie staję się dwoma bytami, jest tro­chę jak z pisaniem autofikcji – jest nas wtedy dwie, opowiadająca i słu­chająca.

🖇

Mam wyrzuty sumienia, więc tak, chcę, Tomaszu z Akwinu, wierzyć w to, że największą wartością jest spokój i dobro, a nie popędzanie siebie za to, że za mało zrobiłam i jestem głupia.
     Możemy przyjąć, że jednym z sensów, jakich poszukujemy, niezależnie od wyznawanej czy też nie religii, jest radosny spokój. Nie tylko „brak cier­pie­nia” (chociaż wielu z nas by się tym zadowoliło), ale też to efemeryczne „po­czu­cie harmonii”, które w praktyce oznacza trochę zachwytu, trochę miłej niespodzianki, trochę uczucia, że nie jesteśmy na wojnie przeciwko światu i ludziom.

🖇

Z pewnością proces dochodzenia do tego, czym jest „po mojemu”, musi za­wie­rać popełnianie błędów, mnóstwa błędów, a co za tym idzie – wy­ro­zu­miałość.
     Z pewnością również niezbędny jest do tego SPOKÓJ.

🖇

Być może prawda leży w komunikatach, które pojawiają się na ekranach rze­czy, tylko nie zwracamy na nie uwagi. […]
     „Coś poszło nie tak, spróbuj jeszcze raz” to przecież nic innego jak zachęta do podejmowania kolejnej próby mimo niepowodzenia. Czy nie jest to czy­ste dobro, przyzwolenie na popełnianie błędów – coś, z czym wiele osób ma problem. Wydaje nam się, że pierwsze podejście, pierwsza wersja to ma być sukces. A przecież zazwyczaj idzie nie tak. Co z tego – spróbuj jeszcze raz. Z pewnością zbyt rzadko to słyszysz. Nie wydarzyło się nic strasznego.

🖇

Twórczość (a nie kreatywność) polega na eksperymencie. A eksperyment z ko­lei na tym, że nie wiemy, jaki czeka nas wynik. Że możemy i musimy po­pełniać błędy. I te błędy nie oznaczają, że mamy schować narzędzia i iść do kąta, i nigdy w życiu już niczego nie wymyślać, tylko właśnie że możemy spróbować jeszcze raz. Twórczość to nie jest odtworzenie gotowego wzoru narysowanego na pudełku.

Małgorzata Halber, Hałas,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Bądźmy roszczeniowi. Żądajmy więcej. […]  Meret Oppenheim powiedziała „Nobody will give you freedom. You have to take it”.

🖇

André Breton […]. Z Josefem Pieperem łączy go pod­kre­śla­nie pielęgnowania w sobie stanu pewnej gotowości. Nazwałabym ją gotowością do przeżywania i kie­ro­wa­nia się zasadą szukania zachwytu jako nadrzędną.

🖇

„Cudowny przypadek” to bodziec, którego nie jestem w stanie zaplanować ani nawet go sobie wyobrazić.

🖇

Każdy jest w czymś dobry. Ma jakąś czynność, która po­wo­du­je, że czuje się idealnie. Niektórzy czują to, na­pra­wia­jąc wszystko, co się da, w domu, inni obrabiając zdję­cia, inni wyrywając niepotrzebne rośliny z ziemi. Coś, co budzi taką niebieską żyłkę. Ona zaczyna pul­so­wać, jest się skupionym, a jednocześnie szczęśliwym.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 16, 2024

5660. Czekariat (CVI)


fot. Saxifraga.

zapominanie to część nauki.
Rysia

[Polish is my super power]
Życzliwy żółw na szczudłach dźwiga ciężki kosz z żywymi chrząszczami.
 //  Lucy, źródło.

🍆

sobota, września 28, 2024

5594. Sadownicze wytchnienie, na finiszu… (II)

Dawno żaden sms nie wzbudził we mnie takiej radości. Nie, nie chodzi o to, że ko­lej­ne osoby kończą swoje części pomagania mi w nawigowaniu po codzienności życia, podczas Sadowniczego wytchnienia. Nie, nie chodzi o to, że Sadownik dziś wra­ca.

Chodzi o zapis dwóch słów w jednym, o brzmienie, o uśmiech i serce wetknięte mię­dzy li­tery alfabetu łacińskiego. Też się cieszę… Bardzo.

Tieszese

niedziela, czerwca 09, 2024

5486. Nim faszyści i foliarze urządzą świat…

Dlaczego w Polsce nie możemy żyć bez nie? Naprawdę nie dało się tego lepiej przetłumaczyć, np. dosłownie?



materiały kampanijne.

W rozmowie z Jackiem Trznadlem o przeszłości Zbigniew Herbert stwier­dza: „A wracając jeszcze do faszyzmu, mogę się założyć z panem, że większość ludzi, którzy maczali w tym palce, żyje w duchowym komforcie.

Bogna Żurawska, Otrzymałem życie jak ranę.
O tajemnicy zła w poezji Zbigniewa Herberta,
Prace Polonistyczne Studies in Polish Literature 46, 1990.
(wyróżnienie własne), [dostęp: 9.06.2023], źródło.

*

Następna wielka wojna wybuchnie wtedy, kiedy umrą wszyscy pamiętający poprzednią.

Cormac McCarthy, Stella Maris, przeł. Robert Sudół,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

piątek, maja 31, 2024

(5477+1). Panna cotta (CXXIX)

Przyznałam się wczoraj Lektorce, że tryb łączący — występujący w języku włoskim, nieistniejący w języku polskim — uwielbiam bezgranicznie, choć jednocześnie je­stem świadoma, że dla statystycznego studenta tryb ten to gramatyczna zmora. Dla mnie to nie gramatyka czy upierdliwość egzaminacyjna, lecz filozofia życia spo­łecz­ne­go najwyższych lotów. I dostała mi się nutka, o której istnieniu nic nie wie­dzia­łam.

Nie miałam specjalnie z kim mnożyć radości płynącej z wysłuchania ze zrozu­mie­niem piosenki, poświęconej trybowi łączącemu, która przypomina Włochom o tym cudzie gramatycznym. Jestem wyjątkowo podatnym gruntem dla tej sanremowej akcji niesienia kaganka oświaty. Nasiąkam i melodią, i tekstem, i obrazkiem. Po­mno­żyłam radość, zapętlając słuchanie tego utworu. Dzisiaj od rana wciąż mnożę… do upadłego.

Lorenzo Baglioni, Il congiuntivo.

e adesso ripassiamo un po’ di verbi al congiuntivo
[a teraz powtórzmy troszkę formy czasowników w trybie łączącym]
che io sia (presente)
che io fossi (imperfetto)
che io sia stato (passato)
che fossi stato (trapassato)
che io abbia (presente)
che io avessi (imperfetto)
che abbia avuto (passato)
che avessi avuto (trapassato)
che io... sarei
il congiuntivo / come ti dicevo
si usa in questo tipo di costrutto sintattico

*

Ogni secondo in italia
vengono sbagliati 79 congiuntivi.

Lorenzo Baglioni
[Co sekunda we Włoszech / mylonych jest
79 form łączących czasownika.]

5477. Językowy zachwyt

Koleżanka od piór pokazała mi to cudo cyfrowym świątecznym paluszkiem. Kupi­łam na pniu, nie przeczuwając, że wczorajsze kościelne święto stanie się dla mnie dniem zachwytu językami.

Modyfikując nieznacznie słowa Alberta Schweitzera: radość to jedyna [druga, po szczę­ściu] rzecz, którą się mnoży, jeśli się ją dzieli [z innymi], mnożyłam. Drugi raz obejrzałam z Sadow­ni­kiem. Podzieliłam się tym cudem tu i tam, z ludźmi, którzy cenią kształt słów. Mnożyłam i mnożę… też tu.

Maciej Makselon, Feminatywy.
O genderowej nowomowie słów kilka
.

środa, lutego 07, 2024

5347. W piórach (I)  //  38/366

spójniki — jaką one mają moc! jak wciągają w historię, biorą ostre zakręty lub robią zwrot przez sztag. jak pięknie pomagają tu i teraz tworzyć ciało grupy.

38/366

*

Słowa są ważne.
Kompan

piątek, stycznia 05, 2024

5312. 5/366  //  Panna cotta (CXV)

nie biorę pod lupę włókien języka wło­skie­go*, ja je żuję powoli, długo i z za­chwy­tem, wszystkie te przedrostki, przyrostki, ro­dzaj­ni­ki i przy­im­ki. zażywam w dawkach nie­ho­meopatycznych, by prze­trwać, nie tra­cić nadziei, utrzymać się na powierzchni. drugi dzień łomolę piosenką, która mi brzmi jak modlitwa o do­bry jeszcze czas, a przy okazji zachwyca inkrustowaniem tu i tam trybem rozkazującym.

5/366

____________
  *  po co prosić o pół kilo ziemniaków? można po­pro­sić o dwieście gramów szczęścia: mi dia due etti di fortuna, per favore.
  *  zachwyca mnie, że rekin po włosku to ryba-pies (pescecane), czyli taka rybia wersja Tosa inu.

Francesco Gabbani, L’amor leggero.

prendimi / così come sono
così come vengo / così come perdo
seguimi […]  cercami […]  trovami […]
l’amor leggero scende lieve
come neve, come il bene
che non riesco a trattenere
[…]  tienimi […]  sentimi

🌱 🌱 🌱

Komu przy zdrowych zmysłach zachciewa się brać pod lupę poszczególne włókna języka, skoro nie umie w nim poprawnie poprosić o pół kilo ziemniaków?

Jagoda Ratajczak, Języczni. Co język robi naszej głowie,
ilustr. Ola Niepsuj, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2020.

🌱

[…] uświadamiam sobie, że zapisywane przeze mnie słowo im­maculate („nie­po­ka­la­ny”) ma ten sam źródłosłów co polska „makulatura”. Łacińska macula – „plama”, ta sama, która ma kalać papier, tkwi – choć przytulona plecami do negującego przedrostka im- – w naj­bar­dziej ma­ryj­nym z przymiotników, stojąc w prze­dziw­nym rozkroku między sacrum Lourdes a pro­fa­num firmy Remondis. I zasta­na­wiam się, czy za­no­to­wa­ne przeze mnie chwilę później słowo hourglass, angielska „klepsydra”, nie traci zbyt wiele ze swojej me­ta­fi­zy­ki, po­zba­wio­na obecnego w polskim odpowiedniku cząstki „klepto-” (κλέπτειν) „kraść, uchodzić ukradkiem, wymykać się”, tej sa­mej, która wychyla głowę z wyrazu „kleptoman”. Czy to nie piękne – uświadomić sobie, że urządzenie używane niegdyś do mierzenia czasu dzieli źródłosłów z nazwą psychicznego przy­mu­su dokonywania drobnych kradzieży?

🌱

[…] doświad­czanie czegokolwiek w języku drugim […] jest zupełnie nowym światem […].

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.