Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skandynofilizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skandynofilizm. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 17, 2026

6071. 107/365  // Panna cotta (CXCV)

chciałoby się powiedzieć z dumą: ujeżdżałam zwierzę, ale praw­da jest taka, że to ono poniewierało moim ciałem.

są rzeczy ważne i cała reszta, w której — po tak długiej prze­jażdż­ce — znalazło się wszystko to, co jeszcze chwilę temu wy­da­wało się superważne. czas na ra­dy­kal­ne kroki, czy­li pomału, powo­lut­ku, ale z żelazną konsekwencją, start.

107/365

[…]  długie pędy rosną w powietrzu i szukają podłoża, któ­rego mogłyby się chwycić. Nowe pędy wisterii wyrastają w pust­kę, zanurzają się prosto w nią i szukają czegoś, czego mogłyby się chwycić, maleńkie jasnozielone dłonie chwytają się tego, co jest w zasięgu, ściany, ogrodzenia, rynny, choćby nawet pozostawionego kija od miotły. Wisteria chwyta się tego, czego chwycić się może, owija się wokół i rośnie w górę. Dąży w górę, w kierunku światła, podpierając się na tym, co jest w zasięgu.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

*

Mary J. Blige & Andrea Bocelli, Bridge Over Troubled Waters.

se hai paura
se piangerai

[…]
io correrò
e le asciugherò

[suplement 18.04.2026]
Nasza forma zmienia się i to codziennie!
Tak jak fale nieustannie zmieniają swoją formę,
a mimo to ocean pozostaje ten sam!
Za każdym razem jest inna fala,
ale ta sama woda.

   — Willigis Jäger

[W.J.] Do podjęcia nowego kroku potrzeba odwagi, ponieważ nie można z góry przewidzieć wyniku. Mistyka pomaga spoj­rzeć na labirynt naszego życia jako na proces dojrzewania.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

sobota, listopada 29, 2025

5957. Z oazy (CCCXCVII)

Okładkowa po­lecajka Backmana nie podziałaby nigdy, mam zbyt skomplikowaną re­lację z be­le­trystyką. Jednak żurawie w tytule i pies na okładce zrobiły swoje, a gdy skończyłam tę książkę, długo zastanawiałam się, dlaczego jest to best­seller. Bo uru­cha­mia wszelkiej maści nadzieje na to, czym będzie dla nas ta opowieść? Zbliża na bezpieczną odległość do nieznanego w nas? Na jakie tęsknoty odpowiada?

Ja potrzebowałam psich łap, żurawich piór i klangoru. Dostałam.

Patrzę na góry i jezioro. Żyję tu od dziewięćdziesięciu lat, ale nadal nie mo­gę się nacieszyć tym pięknem.

🖇

Ostrożnie stawiam stopy. Sixten biegnie przede mną, ale co chwilę się ogląda, żeby sprawdzić, czy za nim idę.

🖇

Jak zwykle idziesz prosto do koni i głaskasz je po grubej skórze. Lubię ob­ser­wować, jak z nimi jesteś, bo odnoszę wrażenie, że jest wam ze sobą do­brze. Chodzisz przy nich w naturalny sposób. Mogę sobie wtedy wy­o­bra­zić, że konie są dla ciebie tym samym, czym dla mnie psy.

🖇

Sixten zatrzymuje się i całą swoją uwagę skupia na mnie.
     – Nie musisz się o mnie bać – mówię. – Chcę tylko trochę odpocząć.
     Podchodzi do mnie, kładzie łeb na moich kolanach i czeka, aż go po­drapię.

🖇

Kiedyś myślałaś, że jestem tchórzem, który nie umie zastrzelić łosia, ale prawda była inna. Za każdym razem, kiedy stałem z palcem na spuście i prawie czułem, jak zwierzę drży na całym ciele ze strachu, coś się we mnie burzyło. Czułem się tak, jakbym celował sam w siebie.

🖇

Nagle słyszę dźwięk, który przypomina grę na trąbce. Unoszę głowę i widzę nad sobą dwa majestatyczne ptaki. Od razu je poznaję: to pierwsze w tym roku żurawie.

🖇

Wiem, że to nic nie da, a mimo to wkładam koszulę, którą mi dałaś na moje osiemdziesiąte urodziny. Pewnie jej nie poznasz, ale uważam, że ładnie będę w niej wyglądał.

🖇

Nie wiem, co począć, ale bardzo mi zależy, żeby wszystko było jak najlepiej.

🖇

Wygląda na to, że jestem jedyną osobą, która nie może współdecydować o swoim życiu.
     Ellinor skubie rękaw swetra. Nagle unosi głowę i patrzy mi prosto w oczy. W jej wzroku widzę to samo co w oczach Hansa. Role się od­wró­ci­ły. Współczucie – owszem. Ale jest też przewaga.

🖇

Robi mi się wstyd, ale dalej milczę. Dopiero po chwili za­czy­nam się za­sta­na­wiać, czego się wstydzę, i czuję się lekko zagubiony.

🖇

Mam ochotę wstać z kanapy, walnąć pięścią w stół i powiedzieć, że będę ro­bił to, co chcę, bo to ja jestem kapitanem na tym statku. Ale znowu milczę, bo żaden ze mnie kapitan. Jestem tylko balastem na pokładzie na wypadek sztormu.

🖇

     – Wskakuj, nie masz innego wyjścia – mówię, uderzając lekko dłonią o udo. Sixten patrzy na mnie z wahaniem, ale w końcu wykonuje moje po­le­ce­nie. Przez chwilę mości się i jak zwykle układa się u mojego lewego boku.

🖇

     – W jaki sposób coś, czego nie chcę, może być dla mnie lepsze? – pytam. Głos mi się załamuje […]. Mam już po dziurki w nosie słuchania o tym, co jest dla mnie lepsze.

🖇

Teraz to on stoi w kuchni, parzy mi kawę i zmaga się ze swoimi uczuciami.
     […] 
     Zerkam na puszkę z twoim szalem i zastanawiam się, co byś po­wie­dzia­ła, gdybyś tu teraz była.

🖇

Wymieniamy się spojrzeniami i nagle czuję, że nie chcę, żeby przytrafiały mi się takie rzeczy. Chciałbym po prostu wstać i wyjść, ale nie ruszam się z miejsca, tylko kiwam głową.

🖇

Sixten zwija się na łóżku i kładzie łeb na moim brzuchu. Patrzę mu w oczy, głaskam go po głowie i mówię:
     – Możesz tu spokojnie leżeć.

🖇

Rośnie we mnie gniew. Mam ochotę na niego wrzasnąć, ale z jakiegoś po­wo­du to, co czuję, wydaje mi się małe i żałosne. Jakby nikomu na świecie nie przyszło do głowy, że mam prawo się oburzyć.

🖇

Sixten kładzie łeb na moim brzuchu i zamyka oczy. Czuję coraz silniejsze dławienie w gardle, kręci mi się w głowie. Moim psem będzie się zajmował ktoś inny. Nie ja.

🖇

     – Niech to wszystko szlag trafi – [Ture] klnie po chwili.
     Dziwi mnie bezpośredniość jego słów, bo zawsze to on zadaje mi tak zwa­ne proste pytania, przed którymi nie umiem się obronić. Natomiast jego od­po­wie­dzi rzadko są jasne i jednoznaczne.
     – U mnie to samo – rzucam, bo nic innego nie potrafię wymyślić.
     Przez pewien czas obaj milczymy.

🖇

Mój mózg wałkuje zdanie, które od dawna nie daje mi spokoju i wrzyna się w moje wnętrze jak ostry nóż:
     Jeśli Hans zabrał mi kanapę, równie dobrze może mi odebrać Sixtena.

🖇

Mam ochotę powiedzieć, że tak się nie robi, że nie wolno rozpędzać stada, ale milczę. Wymieniliśmy się wieloma argumentami, lecz moje słowa wpa­da­ją w próż­nię i nic więcej nie mam do dodania. Czuję jedynie pustkę.

🖇

Po pewnym czasie dochodzę do prostego wniosku:
mam tego wszystkiego dość.

🖇

Dobrze wiem, co zaraz powie. Od chwili, kiedy tu przyszedł, cały czas o tym myśli. Na razie szlifuje w głowie słowa i zdania. W końcu widzę, że zbiera się na odwagę.
     – Tak dłużej być nie może i dobrze o tym wiesz – zaczyna, jakby nie za­uwa­żył, że właśnie rodzi się między nami konflikt, w którym jego wola ma się zderzyć z moją.

🖇

Sixten czołga się do mnie i trąca nosem moje grube paluchy, jakby chciał powiedzieć „Nie chcę”. Ja też nie chcę, ale to, co chcemy, się nie liczy. Od dawna przestało cokolwiek znaczyć.

🖇

[…]  nie wiem, co powiedzieć, bo cokolwiek powiem, i tak nie będzie to miało znaczenia. Jedyną rzeczą, o której jestem teraz w stanie myśleć, jest to, żeby mój pies znowu mógł leżeć obok mnie na łóżku.

🖇

Po tym, jak zabrali mi Sixtena, wszystko i tak jest mi obojętne.
     […]  leżę w łóżku i czuję się jak wydrążona skorupa, w której pustka od­bi­ja się głośnym echem. Przez cały czas słyszę te same słowa: „Już tego nie chcę”, „Już tego nie chcę”.

🖇

Niech to szlag!
     Kładę dłoń na pościel i w nią klepię, ale miejsce po Sixtenie jest puste i zno­wu zbiera mi się na płacz.

🖇

Chcę tylko czuć ciepło ciała Sixtena.
     Trzaskają drzwi i w domu zapada cisza, która wbija we mnie pazury. Z oczu płyną mi łzy, z nosa cieknie śluz i wszystko to spływa na moją brodę. Przez chwilę wydaje mi się, że zaraz się uduszę. Z trudem łapię powietrze, chociaż najchętniej przestałbym oddychać.

🖇

[…]  widzę oczami wyobraźni, jak kroczysz wśród kwiatów po drugiej stro­nie drogi. Znikasz mi z oczu i po chwili znowu pojawiasz się w cielesnej po­wło­ce, która obejmuje całe twoje życie.

🖇

Żal ściska mi serce, ogarnia mnie nagła niechęć do całego świata.

🖇

[…]  używam jedynej broni, jaka mi pozostała: milczę.

🖇

Zbiera mi się na płacz, więc mocno zaciskam powieki, ale łzy i tak płyną.

🖇

     – Z tym czasem to dziwna sprawa – odzywam się po chwili.
     Pastorka patrzy mi w oczy, ale dalej milczy.
     – Niekiedy tak wolno płynie… – tłumaczę. – A innym razem… – Wy­ko­nu­ję szybki ruch ręką. Chcę w ten sposób pokazać, jak szybko przeleciało mi dwadzieścia ostatnich lat.

🖇

Gdybyś tu z nami była, usiadłabyś z tyłu i nie powiedziałabyś ani słowa, bo nigdy nie wiedziałaś, jak potraktować jego odmienność.
     Szczerze mówiąc, ja też nie zawsze to wiedziałem. […]  był na tyle inny, że ludzie w jego otoczeniu też zachowywali się dziwnie.

🖇

Pustka po Sixtenie jest tak dojmująca, że brzmi jak głośne echo.

🖇

     – Przeszkadza to panu? – pyta.
     Nie wiem, co ma na myśli, ale na wszelki wypadek kiwam głową, bo to prawda: jest wiele rzeczy, które mi przeszkadzają. Ingrid siada na brzegu łóżka i kładzie mi na ręce ciepłą, lekko wilgotną dłoń.
     – Wkrótce będzie lepiej – mówi pocieszającym tonem, a ja kur­czo­wo cze­piam się jej słów.

🖇

Trzyma dłoń na moim czole, a ja czuję, że w tym momencie nie chciałbym być nigdzie indziej.

🖇

Mam nadzieję, że wkrótce znowu się zobaczymy, chociaż nie jestem tego pew­ny. Tak czy inaczej, gdzieś się spotkamy. Może w tym samym miejscu, w którym spotkam ciebie?

🖇

[…]  zrobiłem wszystko, co się dało, i mam nadzieję, że on o tym wie.

Lisa Ridzén, Kiedy żurawie odlatują na południe,
przeł. Wojciech Łygaś, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Teraz każdy aspekt mojego życia stał się kruchy. I nagle zaczynam myśleć o facecie w lustrze z czułością. Do cho­le­ry! Bycie człowiekiem nie jest wcale proste!

🖇

[…]  czuję zapach sierści, któ­ry przenika mnie i we mnie krąży. Sixten wsu­wa mi pod rękę wilgotny nos i przyciska się do mnie całym ciałem. Wszystko staje się krystalicznie jasne i czyste.
     Ktoś otwiera okno, a ja słyszę żurawie, które przed odlotem na południe zbierają się na łące.

(tamże)

czwartek, listopada 20, 2025

5951. 324/365

     — fajnie byłoby…­
     — żyć?
     — touché!

324/365

Czy istnieje inny sposób, żeby się uratować? Jeśli nie poprzez tworzenie własnych rzeczywistości?
  — Clarice Lispector (1920–1977)
Nadszedł czas, by w pełni zaakceptować tajemnicze życie tych, którzy pewnego dnia umrą.

Życie rozkazuje mi: „Ruszaj się!”.

Ana Claudia Quintana Arantes, Śmierć warta przeżycia,
przeł. Barbara Bardadyn, Wydawnictwo Feeria, Łódź 2025.

*

Paolo Fresu, Hope, Richard Galliano (akordeon),
Jan Lundgren (fortepian), Paolo Fresu (trąbka).

środa, listopada 12, 2025

5941. Z oazy (CCCXCI)

Prze­gapiłabym tę książkę, bo czytana trzy lata temu nie przeskoczyła wysoko za­wie­szo­nej — przez poprzednie książki — poprzeczki.

Nie przegapiłam, bo po skończeniu ostatnio wydanej nowej książ­ki Autorki, za­tęsk­ni­łam za sposobem, w jaki formułuje Ona zdania, więc zrobiłam klik, klik i okazało się, że… bingo! Ta książka ukazała się w zeszłym roku. Nic o tym nie wiedziałam.

Chciałam wyrobić się z odcedzaniem najważniejszych dla mnie fragmentów na dzień nie­pod­leg­ło­ściowego wzmożenia. Nie udało mi się. Dałam radę, delektując się wszyst­ki­mi wyróżnionymi w książce kawałkami, dopiero dziś. Odcedziłam, usta­na­wia­jąc przy okazji 12 listopada moim prywatnym świętem wol­no­ści.

Moja wolność jest inna od Twojej. Obie bezcenne. Oby nikt nam ich nie odebrał pod osłoną nie­podle­gło­ści, wartości rodzinnych, wzrostu gospodarczego czy pa­cior­ków różańca.

Wolność wymyka się definicjom, można o niej opowiadać z tak wielu per­spektyw, szukać jej na tak wiele sposobów. Nigdy nie jest pełna, zawsze coś ją ogranicza, marzymy o niej, uciekamy przed nią, pragniemy jej, bo­i­my się. Ma cenę, bywa trudna, dąży do niej niewielu i często ci, dla któ­rych jest ważna, są trochę samotnikami.

🖇

[Agnieszka Holland] Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wol­ność innego człowieka. […]  Z tej przyczyny libertarianie, Korwin-Mikke i antyszczepionkowcy bardzo się mylą. […]  nie ma czegoś takiego jak nie­og­ra­ni­czona wolność w świecie, w którym istnieją powiązania między ludźmi.

🖇

Nieznający od prawie trzystu lat wojny Szwedzi […]  definiują i czują wol­ność inaczej niż Polacy. Dla Polaków jest ona silnie połączona ze zbiorowym patriotyzmem i walką, dla Szwedów jest podarunkiem, który po­wi­nien być sprawiedliwie rozdzielony między wszystkich członków spo­łeczeństwa: ko­bie­ty i mężczyzn, dorosłych i dzieci, starych i młodych, zdro­wych i chorych.

🖇

[Marcin Wilk] […]  wolność znajduje się na przeciwległym biegunie do po­czu­cia bezpieczeństwa. Mamy w sobie silną tęsknotę za wolnością, ale kiedy zdamy sobie sprawę z tego, czym ona naprawdę może być, to się jej boimy. Prawdziwa emancypacja wiąże się przecież z buntem, często też z od­rzu­ce­niem, z przekraczaniem granic i norm społecznych. Jest w niej miejsce na burzenie naszych wewnętrznych murów, musimy się kon­fron­to­wać ze zin­ter­na­lizowanym obrazem samych siebie, wtłoczonym nam przez wy­cho­wa­nie i wpływ otoczenia.

🖇

[…]  istnieją luksusowe formy zniewolenia, których może nam zazdrościć otoczenie, a które wcale nie są takie wygodne.

🖇

[…]  jaki rodzaj argumentów na rzecz zmian zasługuje na poważne tra­kto­wa­nie. Czy fakt, że ktoś czuje się czymś dotknięty, stanowi argument nie do odrzucenia? Nawet jeśli nie ma powodów do obrazy?

🖇

Instalacja [Doroty Nieznalskiej Pasja, 2001] polemizowała z pat­riar­chal­ny­mi przekonaniami Kościoła i znajdującego się pod jego wpływem spo­łe­czeń­stwa.


Dorota Nieznalska, Pasja, 2001, fragment,
[dostęp 11.11.2025], źródło.

Kiedy opowiedziałam o niej moim szwedzkim studentom, nie mogli uwie­rzyć. Jak to możliwe, by ścigać sądownie twórcę za coś tak niewinnego jak penis na krzyżu?

🖇

W polityce tożsamości pierwszeństwo mają uczucia. Żyjemy w spo­łe­czeń­stwie, w którym mantrą stało się słowo „urażony”, a niepokój, że można kogoś dotknąć, prowadzi do bezsensownych ustępstw […].
Sara Kristoffersson

🖇

[Sara Kristoffersson] – Różnorodność jest interpretowana tylko jako obec­ność ludzi o różnym kolorze skóry, ale przecież powinna oznaczać też róż­no­rod­ność pochodzenia społecznego. […]
Poza tym różnorodność powinna też oznaczać różnorodność perspektyw […], bo w przeciwnym razie ląduje się w sytuacji, gdy obowiązuje tylko je­den sposób patrzenia na świat. Wszystko się przez to upraszcza.

🖇

Jonas Gräslund, w debacie prasowej na temat palenia Koranu napisał, że reprezentanci wszelkich religii powinni cieszyć się istnieniem bluźnierstw i religijnych prowokacji: Bluźnierstwo to ważna część religii i zawsze re­li­giom to­wa­rzy­szy­ło. Zakazanie prowokacji powoduje, że religia staje się czymś dla bigotów, grą o władzę, okopywaniem się na z góry ustalonych pozycjach. Pomyślcie tylko, jak bardzo obrażał uczucia religijne sam Jezus!

🖇

Władza służy zakazywaniu. Władza jest przeciwieństwem wolności.

🖇

[David Lagercrantz] Do tego, że świat jest dziś w ruinie, doprowadził cały łańcuch wydarzeń, a wszystko zaczęło się właśnie wtedy: od wojny w Ira­ku. W 2001 roku, po atakach na World Trade Center, cały świat zjednoczył się w solidarności względem USA, w tym większość świata arabskiego, ale kiedy zaczęła się wojna w Iraku, zaczęto niszczyć podstawowe wartości. Ame­ry­kanie torturowali ludzi, by zwalczyć terroryzm, tworząc w ten spo­sób nowych terrorystów. Zaczęły się fale uchodźcze, które zachwiały sta­bil­nością świata. Efekty trwają do dziś. Z wojną w Ukrainie będzie tak samo, bez względu na to, kiedy się skończy, będziemy pod jej wpływem przez ko­lej­ne dziesięciolecia.

🖇

[David Lagercrantz] Bunt jest tym, co sprawiło, że znalazłem siebie. […]  Dopiero w momencie, w którym zaczynasz się buntować przeciw ocze­ki­wa­niom, zaczynasz jednocześnie znajdować siebie. Być może bunt sam w sobie nie ma wartości, ale jest w nim jakaś wielka siła. Człowiek rośnie w burzy.

🖇

Wolność słowa wbrew religijnej drażliwości ma cenę. Jak wszystko, powie cynik, jak rzeczy ważne, podkreśli idealista.

🖇

Ludziom może się wydawać, że różnią się diametralnie, bo po­cho­dzą z innych światów, ale jeśli przebije się mur pozorów, okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego.
David Lagercrantz

🖇

[Arti Grabowski] Opowiem ci jeszcze jedną pouczającą historię z Indii, z Bom­ba­ju. […]  zarezerwowałem sobie z dużym wyprzedzeniem hostel, bo w Bombaju hotele są bardzo drogie. Wpłaciłem zaliczkę, a kiedy poszedłem pod wskazany adres, okazało się, że hostelu już nie ma. Spłonął dwa dni wcze­śniej. Zdenerwowany i spanikowany dzwonię do menadżera z pre­ten­sja­mi, że miałem rezerwację, że nie mam gdzie spać, co ja mam teraz zro­bić?! W mieście nie ma nigdzie wolnych miejsc! Co za pech! A on na to: Nie, nie, nie! Jaki pech?! Pan jest wielkim szczęściarzem! Pan mógł być w tym hotelu. Przyznam, że kompletnie o tym nie pomyślałem, ale teraz mo­je podejście do tego typu sytuacji jest właśnie takie: to szczęście!

🖇

Wiem, jak to jest być w mniejszości. A poza tym nigdy nie utożsamiałem się z pat­riar­chal­nymi wzorcami męskości. Rozumiem, że dla niektórych ludzi podporę stanowi przekonanie, że aby być fajnym facetem, trzeba spłodzić syna, jeździć autem i kupić mieszkanie. Dla mnie męskość jest dużo bardziej złożonym zagadnieniem, to między innymi samorozwój, a jeśli siła, to taka, z której korzystasz w obronie słabszych lub prezentujesz ją przed samym so­bą, na przykład na treningach boksu, na które uwielbiam chodzić.
Andrzej Gryżewski

🖇

[Arti Grabowski] […]  małżeństwo to nie jest tak naprawdę związek z jedną osobą. […]  Często nie zgadzam się z tym, co narzucają kultura i społeczeństwo. Na przykład z ideą, że podstawową jednostką społeczną ma być małżeństwo. To zdecydowanie zbyt często się nie sprawdza i bywa źródłem potwornych traum, które są potem pokoleniowo przekazywane.

🖇

[Arti Grabowski] Bardziej ekscytujące wydaje mi się stanie na skraju gzym­su niż skok w dół, bo konsekwencje skoku da się przewidzieć, a kon­sek­wen­cji stania na gzymsie niekoniecznie.

🖇

[Marcin Wilk] […]  czy zwierzęta zadają sobie pytania, co to jest dobrostan albo szczęście? One po prostu są w ciele, które mają. Nie zastanawiają się nad tym, czy ono jest dobre, czy ono jest złe, czy ono odpowiada stan­dar­dom, czy nie, ale myślę, że bardzo silnie je czują i może to jest właśnie ich wolność.

🖇

[Piotr Ibrahim Kalwas] Wiesz, jest taki werset w Koranie, w pol­skim tłumaczeniu to brzmi jakoś tak: „Bądźcie wdzięczni, a nie niewdzięczni”. Zawsze pamiętam o tych słowach i mam w sobie wdzięczność.

🖇

[Marcin Wilk] Denis oduczał mnie wiecznego poczucia winy. Zauważyłaś, że człowiek, odczuwając zbyt długo przyjemność, zaczyna się zastanawiać, czy ona mu się należy i czy nie skończy się to katastrofą? Od razu czuje się winny. Pies obgryzający swoją zabawkę czy kostkę albo bawiący się z in­nym psem czuje po prostu bardzo dużą przyjemność, pokazuje to, ma­cha­jąc ogonem, i nie ma żadnych wyrzutów sumienia.

Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[David Lagercrantz] Ścigane zwierzę po prostu biegnie. I to właśnie robiłem. […]  No i jeśli przeżyjesz piekło, to zaczynasz się umacniać, już wiesz, że dasz radę ze wszystkim.

🖇

W dużej mierze nie można żyć bez wolności, jaką oferuje demokracja. Wolności przemieszczania się, wolności sło­wa, wolności od strachu, głodu, prześladowań, wolności osobistej, stowarzyszeń, wolności wyznania i przekonań. O wolności mogę opowiadać długo, natomiast główną re­fleksję mam taką, że nie jest ona moim celem, tylko na­sta­wio­ny jestem na proces wyzwalania się z różnych ogra­ni­czeń zewnętrznych i wewnętrznych, by gdzieś na końcu tej drogi powiedzieć: „Żyłem, jak chciałem”.
Andrzej Gryżewski

🖇

[Arti Grabowski] Generalnie myślę, że większość czasu i tak jesteśmy bezpieczni, a na pewne źródła braku bez­pie­czeń­stwa nie mamy wpływu, dlatego nie ma sensu żyć w strachu.

🖇

[Piotr Ibrahim Kalwas] […]  może być tak, że wolność po­lega na tym, iż wybierasz pewien rodzaj przymusu, któ­ry daje pewien rodzaj przestrzeni w myślach i w du­szy. Ktoś mógłby powiedzieć, ojej, to jakiś nałóg, jakaś ob­se­sja, jakieś uzależnienie. Ale to jest praktyka.

🖇

[Piotr Ibrahim Kalwas] Wąż zrzuca skórę od jednego do czterech razy w roku. Ludziom zdarza się, że rodzą się na nowo. Po prostu bywa tak, że ktoś staje się nowym człowiekiem.

🖇

[Sławomir Sierakowski] […]  hasło maja 1968 roku „Bądź realistą, żądaj niemożliwego”. Przepis na pragmatyzm.

🖇

Może być tak, że wolność kobiet w pewnym wieku po prostu nie ma granic i bywa bardzo trudna do za­ak­cepto­wa­nia przez społeczeństwo.

🖇

[…]  w życiu liczy się głównie to, że żyjemy, a cała reszta jakoś się ułoży.

🖇

Potrzebujemy szaleńców, żeby podążać przetartą przez nich ścieżką, choć w dużo już bardziej opanowany spo­sób. I przy odrobinie szczęścia, bez popełniania ich błędów.

🖇

Nadzieja to także forma wolności.

🖇

W dzisiejszym świecie upieranie się, że potrzebny jest czas na przemyślenia, na uleżenie się i ułożenie, zaczyna być postawą radykalną, wolnościowym szaleństwem.

(tamże)

niedziela, sierpnia 24, 2025

5870. Kromeczka (XXIV)  // Czekariat (CXXII)

Kiedy byłam dzieckiem, deszcz przeżywało się w ta­ki sam sposób, w ja­ki przeżywało się słońce: błogosławieństwo, źródło szczęścia. Ale przy­zwy­czajamy się do wszystkiego. Jesteśmy tak głupi, tak łatwo się adap­tu­jemy, chociaż tym wszystkim unicestwiamy samych siebie.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)


fot. Kaan, fragment.
 

[…]  idź swoją drogą, mimo wszystko, po­nie­waż za którymś rogiem czeka coś pozy­tyw­ne­go. Musisz mieć w sobie pewność i być przy­go­to­wa­na na to, że będą różne zakręty losu. Ale za­wsze lepiej iść po swojemu niż po cudzemu, nie idź za kimś, bo zawsze będziesz szła z tyłu.

Karolina Hamer, Karolina Domagalska, Niezatapialna,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

wtorek, sierpnia 19, 2025

5866. Z oazy (CCCLXVIII)

Co­tygodniowe odliczanie literek, raz. Poślizgnięte na zapalonym oku, które za­ga­rnę­ło cały dzień i pół nocy. Książka w literacko plastyczny sposób przetwarza kryteria diagnostyczne, pozwalając otrzeć się o zrozumienie PTSD ludziom, którzy mają szczęście tylko o nim czytać.

A poza tym? To przejmująca opowieść o pięknej sile. Tej, która mimo wszystko spra­wia, że trwamy, ściskając w pięściach, ukrytych w kieszeniach, czasem wy­łącz­nie cień nadziei. I o miłości. Tej, co rozumie, wytrzyma, upaprze sobie ręce, będzie, choćby nie wiem co.

Ćwiczę się z ciemności, bo się boję. Ćwiczę się w byciu w ciemności, ale też w wychodzeniu z niej. […]  metoda polega na byciu po ciemku bez lęku. „Nie ma co bać się ciemności”, powiedziała moja mama, kiedy byłam dzieckiem, „to jest ten sam świat, tylko że bez światła”.
     Ale ja boję się ciemności […].

🖇

Tu jestem samotna.
     Tu szczęśliwa.
     Przygnębiona, beztroska, zrezygnowana.
     Wkurzona, zgorzkniała, zazdrosna, pewna siebie.
     I tak dalej.
     Co do bardziej spójnej historii dotyczącej tego, jak stałam się tym, kim jestem – to dopiero zaczynam ją rozplątywać.

🖇

Wkurza mnie, że mam być definiowana przez jakąś historię – podnoszę głos. – Że to i że tamto, że mój ojciec, moja matka, czas i miejsce, traumy i in­ne bla bla bla musiały wpłynąć na to, co potem stało się mną. Ja jestem nienaruszona i taka byłam od momentu narodzin. Jestem sobą.
     […]  Twierdzę, że mam swój rdzeń. On jest nienaruszony i ma być nienaruszony.

🖇

Pytam gościa od PTSD, czy sądzi, że rdzeń osobowy pozostaje nie­na­ru­szo­ny, niezależnie od tego, co dzieje się z daną osobą w trakcie jej życia. Odpo­wia­da, że jego zdaniem człowiek zbiera rysy na swoim „rdzeniu”, ale za­zwy­czaj może całkiem albo prawie całkiem poskładać go do kupy.
     – […]  co właściwie masz na myśli z tym rdzeniem?
     – Chodzi mi o właściwe, pierwotne ja – tłumaczę.
     – Masz na myśli coś w stylu, jak to niektórzy nazywają, duszy ludzkiej?
     – Nie, bardziej to postrzegam jako rdzeń ze światła i energii, coś, co jest właściwe każdej jednostce.
     – Ale czy to właśnie nie jest to, co niektórzy pojmują jako duszę ludzką? Światło i energia.
     – To stały rdzeń – upieram się.
     – Ale jak światło i energia mogą być stałe? – pyta gość od PTSD.
     – Po prostu mogą – odpowiadam.
     […] 
     Kiedy jestem już w domu, szukam duszy w wyszukiwarce. Znajduję to:
     „Psyche oznacza w starogreckim ludzką duszę. […] ”.
     Wolę rdzeń. Jak rdzeń ziemi. Widzę płonący okrągły glob, pulsujący w centrum każdego człowieka.

🖇

I spojrzenie w oczy noworodka i dostrzeżenie wzroku, który zdaje się nieść doświadczenie całej ludzkości. Stara dusza. Nowy rdzeń. Ta­kie bezbronne stworzenie, choć z takim spojrzeniem.

🖇

Ta szczerość u całkiem małych dzieci. Nazywają ją niewinnością, ale ja my­ślę, że to szczerość. Są dokładnie tam, gdzie są, w swoim teraz. To czysty rdzeń. Zobacz, pająk, zobacz, kotek. Dotknąć kamyczka, do buzi wsadzić zie­mię. Jak to jest skoczyć do wody?

🖇

Wzdycham głęboko. Dawaj, zastanów się raz jeszcze. Nie idź drogą gniewu, ona prowadzi wyłącznie do konfliktu i bycia ofiarą (głęboki wdech).

🖇

Mam tajemnice, które zachowam dla siebie. Są wyłącznie moje. Mam rów­nież przerażające tajemnice, które dzielę tylko z gościem od PTSD. […]  usia­dłam przy małym stoliku w kuchni i próbowałam wciągać powietrze tak, jak nauczył mnie tego gość od PTSD. Ale serce bije zbyt szybko, oddech nie może temu zaprzeczyć.

🖇

[…]  siada obok mnie. Nic nie mówimy. Siedzimy tak w nie­skoń­czo­ność. Płacz zmienia się w szloch, a szloch w ciszę.

🖇

Jak najbardziej słusznie wściekasz się na to, co się wydarzyło, ale teraz, kiedy masz nad tym kontrolę, możesz zostawić to w spokoju.

🖇

[…]  nie wszystko jest kwestią psychologii, dorzuca Nicola, to społeczeństwo jest chore.

🖇

     – […]  da sobie radę, ma w końcu pracę i wszystko, co potrzeba.
     – Jakie wszystko?
     – No… wszystko. Życie! Ma własne życie, tak.

🖇

     – Ej – mówię.
     Wszystkie trzy patrzą w moją stronę.
     – Możemy porozmawiać o czymś innym? To wszystko to dla mnie zbyt wiele.
     – Jak to zbyt wiele? – pyta Lea.
     – Chcemy ci tylko pomóc – dodaje Nicola. – Dlaczego nie możemy tego zrobić?
     – Zbyt wiele […]. Przestańcie próbować układać mi życie. Sama zobaczę, czego chcę, nie potrzebuję dobrych rad.

🖇

     – Dlaczego nie zostałam bardziej złamana przez całe to gówno, które mnie w życiu spotkało?
     – Ponieważ w międzyczasie otrzymałaś trochę miłości i stabilności – od­powiada. […]  – I też dlatego, że świadomie i ciężko pracowałaś na to, żeby twoje dzieci były szczęśliwe, świadomie zde­cy­do­wa­łaś nie przekazywać tej agresji dalej […]. Ale tak, miłość i troska są decy­du­ją­ce i czasem wy­starczą małe ich dawki.

🖇

[…]  musicie zrozumieć, że mam… Że mam się trzymać pewnych zasad, żeby znów nie pójść na dno.

🖇

     – Ja tak naprawdę nigdy nie byłam zakochana – rzuca Annie. – Dobra, byłam, w twoich dzieciach. I w moim psie! To, kurwa, dziwne.
     Czuję, że uśmiecha się do siebie.
     – Po prostu nie zużyłaś energii na bieganie za facetami i wiarę w gruszki na wierzbie. Nie zmarnowałaś na to swojego życia. To było mądre, Annie.

🖇

Annie jest moją linią życia. Może ja też jestem jej. Taką mam nadzieję.
     – Nie odważę się – mówię.
     – Odważysz – ripostuje Annie.

🖇

     – Lucie – zwraca się do niej. – Jesteś najmilszym koniem świata. – Jej głos jest spokojny i delikatny. – Kochana mała Lucie, wspaniała mała Lucie.
     Lucie prycha i skubie jej czapkę.
     – To znaczy, że koń cię lubi – tłumaczę. – Lubi cię, bo dobrze go tra­ktu­jesz. On czuje się z tobą bezpiecznie.
     – To jest ona, babciu, nie jakiś on.

🖇

     – A co, jeśli nie dam sobie rady bez wizyt tutaj?
     – Dasz radę. Zaszłaś bardzo daleko, możesz sobie pogratulować. Jak już wcześniej powiedziałem, zawsze będziesz miała w sobie tę szczególną wra­żli­wość, dlatego tak istotne jest, żebyś słuchała samej siebie, nie prze­kra­cza­ła własnych granic i nie wystawiała się na niepotrzebną presję. Wówczas możesz mieć całkiem dobre życie. I dbaj o siebie – kończy i podnosi się, bo czas minął.

🖇

Często ignoruję ich telefony, zadają tyle pytań, a ja nie mam żadnej odpowiedzi.

🖇

Boję się […], ale wiem też dobrze: to dalsza przyszłość. Jeden dzień naraz.

🖇

Mają iść na sześćdziesiąte urodziny i chcą trochę „archaiczny” bukiet dla „starszego rocznika”, nie podoba im się to, co mamy w wiadrach, to zbyt „nowoczesne”, więc muszę złożyć coś „klasycznego” z czerwonych róż i zie­leni. […] 
     – Do diabła! – wyklina Annie po ich wyjściu. – „Starszy rocznikto prze­cież my już niedługo.

🖇

Tyle jest niewypowiedzianego.

🖇

Miękki nowy początek […]. Nowy punkt wyjścia, w którym bierzesz pod uwa­gę swoją wrażliwość.

🖇

Wiesz, kwiaty to część wielkich życiowych wydarzeń […].

🖇

     – Co możemy dla niej zrobić?
     – Możemy dla niej być, jak zawsze zresztą – odpowiadam. – Pytać, czego potrzebuje.
     – Niczego nie potrzebuje.
     – Nie, ale będzie.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Gość od PTSD twierdzi, że to ważne, żeby móc głośno po­wie­dzieć, na co się ma ochotę i na co się nie ma, na co ma się siłę, a na co nie.
     – I teraz jesteś w tym dobra – podkreśla.
     – To okej – odpowiadam.

🖇

     – Najwyższy czas znów spróbować. […]
     Jestem kwiatem.

🖇

Jestem krucha, ale nie bardziej krucha niż cokolwiek innego na ziemskim globie. Jestem silna jak tyle innych rze­czy na świecie. Jestem krucha i silna, i to jest dobre.

🖇

Wszystko jest takie samo i nic już takie nie jest.

🖇

Czytam, że jeśli jest tak gorąco jak teraz, rośliny i drze­wa rosną w nocy, że kwiaty otwierają się, do­pie­ro kiedy słońce zachodzi.

(tamże)

czwartek, sierpnia 14, 2025

5862. Czekariat (CXXI)


Kaan.
 

[…]  myślę o słowie „wysiłek”. Wysilać się. Nie chcę się wysilać. Nie chcę się miotać, wytężać, pindrzyć, mizdrzyć, robić z siebie kogoś, kim nie je­stem. Nie chcę się miotać, wytężać się po to, by inni myśleli, że jestem zdolna. Nie chcę się wysilać i nie chcę być zdol­na; jeśli dam radę, chcę być skru­pu­lat­na i chcę też umieć wziąć głęboki wdech.

Koniec z patrzeniem na ciało z zewnątrz, teraz przez cały ten czas, ja­ki mu pozostał na tej ziemi, mieszkam w nim ja. Koniec z wy­mo­ga­mi względem ciała – ze strony innych, siebie samej, ciało jest wolne, nie­skoń­cze­nie wolne, ciało się starzeje, ciało żyje.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

środa, sierpnia 13, 2025

5860. Zielnik (XLIV)   // Czekariat (CXX)


fot. Saxifraga.
 

Połóż stopy na podłodze, żebyś miała kontakt z ziemią. Opisz wszystkie detale, wszystko, co zwraca twoją uwagę, co czujesz, słyszysz, widzisz. I pamiętaj, żeby opowiadać w czasie teraźniejszym.
     – Dobra – mówię i stawiam obie stopy na ziemi.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

Profesora Saxifraga:
Physoplexis comosa

Jabłoń:
(doszukała polskie imię tej piękności,
podobno brzmi tak, ładnie!
)
Diabelski szpon

poniedziałek, sierpnia 04, 2025

5852. Z oazy (CCCLXII)

Odliczanie literek, dwa. Bardzo długo na tę książkę polowałam. Gdy więc upo­lo­wa­łam, rzuciłam wszystko inne, co miałam czytelniczo rozgrzebane.

To pierwsze popożarowe czytanie. Leczące, zwracające mnie życiu i moim światom. Kojące i przyglądające się mojej osobistej ucieczce z nadwiślańskiej wersji Jante.

Pomysł na książkę rewelacyjny! Jante przeplatane mostami, ludźmi, ich historiami i książką, którą już upolowałam, której pierwsze akapity już za mną.

Są takie zbiegi okoliczności, które
przypominają wyrafinowany plan.

Andrzej Stasiuk

🖇

Tutaj wszystko zawsze było i jest prawdziwe i namacalne, a jednocześnie nienachalne – ukształtowanie terenu, pogoda, zapachy, smaki i kolory są wolne od przesady. Wszystko stanowi efekt prostego istnienia świata, nie wypływa z żadnej opowieści.

🖇

Po drodze, za każdym razem, gdy kogoś mijaliśmy, podnosił z kierownicy palec wskazujący. Kierowca jadący z naprzeciwka robił to samo.
     – Dzięki temu drobnemu gestowi wiemy, że jesteśmy z jednego plemienia – wyjaśnił profesor. – Że ten mały raj należy do nas.

🖇

Steen Klitgård Povlsen: Prom zmusza do zatrzymania się. To wyraźna gra­ni­ca. Czasem trzeba poczekać w kolejce na nabrzeżu, potem wjeżdża się na pokład i powoli przepływa na drugą stronę. Na promie wszystko zwalnia i na Fur zostaje już takie spowolnione. To jest dobre. Most by to zniszczył. Prom chroni rytm wyspy. A do tego zależy od pogody – kiedy jest silny wiatr albo duża fala, może nie popłynąć. To bardziej naturalne.

🖇

[…]  Duńczycy są jak ludzie siedzący przy ognisku – ramię w ramię, ciasno, plecami do groźnej ciemności. Ogrzewają się, dają sobie nawzajem poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty. Taka wspólnota nie jest skierowana przeciwko żadnemu konkretnemu wrogowi, ale stanowi ochronę przed nieznanymi si­ła­mi, które mogłyby jej zagrozić i zburzyć jej jedność. W takim modelu nie ma antagonizującego podziału na „my” i „wy” („oni”) – jest introwertyczna postawa „my”.

🖇

Obok hygge, designu, kuchni, kryminałów, zamiłowania do kawy, cyna­mo­no­wych bułek i lukrecji prawo Jante jest jednym z najczęściej wymie­nia­nych elementów nie tylko duńskiej, ale w ogóle skandynawskiej kultury.

🖇

Duńczycy i Norwegowie mówią Janteloven.
Szwedzi – Jantelagen.
Farerzy – Jantulógin.
Islandczycy – Jantelögin.
Finowie – Janten laki.
Ale wszyscy doskonale się rozumieją.

🖇

No, ująłeś mnie tym pomysłem. Wszyscy wiedzą, co to jest Jante, ale nikt go już nie szuka. Jakbyśmy się pogodzili z tym, że w nas wrosło. Czasem mam wrażenie, że to przeszłość, że Jante jest tylko takim miejscem, któ­re było. Bo kto dziś czyta Sandemosego?

🖇

Marcus z Knippelsbro […]
     Ja nie jestem z Kopenhagi, przyjechałem z Jante. To daleko stąd, rzadko tam bywam, staram się jak najrzadziej. Wiesz, to jedno z tych miejsc, z któ­rych się ucieka, gdy tylko człowiek zacznie sobie uświadamiać, gdzie jest.

🖇

[…]  Jante to tak naprawdę jedno wielkie wiadro pełne krabów, w którym każdy, kto próbuje się wydostać, jest ściągany w dół przez pozostałych.

🖇

     – […]  Oczywiście, że mogłem mieć lepsze dzieciństwo, ale mogłem mieć też gorsze. Na to, jakie było, nie miałem i nadal nie mam wpływu. Mogę je­dy­nie spojrzeć na nie z dystansem, przepracować pewne rzeczy i iść dalej.

🖇

     – Myślisz, że to jest Jante? – pytam go, patrząc za okno.
     – To nie ma nic wspólnego z geografią.

🖇

     – […]  Dziwna rzecz z tym pozytywnym prawem Jante. Bo to też jest pra­wo, też na­pi­sane w trybie rozkazującym. A każde prawo to forma opre­sji, re­gu­la­cji, próba podporządkowania sobie innych. Pokaż, że jesteś kimś, bądź kimś. Anty-Jante także zmusza cię, żebyś się wpasował, ramy ciągle są wąskie, tyle że inne.

🖇

Może by odnaleźć Jante, wystarczy udać się w przeciwną stronę?

🖇

[…]  Salling-sundbroen. Kiedyś chciała z niego skoczyć, teraz po prostu moc­niej zaciska dłonie na kierownicy i delikatnie dodaje gazu. Mówi, że konie­czność pokonania tego mostu wszystko zmienia.
     – Musisz zmierzyć się z tą przestrzenią. Z tą otchłanią pod tobą. Nie da się jej zignorować, trzeba ją oswoić albo całe życie spędzić na jednym z brzegów.
     […]
     Terapia trwała kilkaset godzin.
     – Od „przetrwać” doszłam do „żyć” – mówi Birgitte.
     […] 
     – Nauczyłam się, że myśląc o karze dla niego, ciągle skupiam się nie na tym, na czym powinnam. Najważniejsza jestem w tym ja, moja przyszłość, moje życie […].
.      – Może kiedyś zdobędę się na odwagę i zapytam tych wszystkich ludzi, którzy wiedzieli i powinni byli zareagować, dlaczego milczeli.

🖇

🖇

Kamienie, słowa, ogień, szepty, spojrzenia, gesty. Niewiele, to nie nawał. Ale jest ich dokładnie tyle, ile trzeba, żeby cień stał się mrokiem.

🖇

[…]  zrozumiałem, że szukając Jante, trzeba odwrócić się do niego plecami i podążyć tropem uciekinierów.

🖇

     – […]  Taki most bardziej między ludźmi niż między dwoma punktami w prze­strze­ni. Aha, w jednym miejscu w barierkę chcę wstawić okno.
     – Po co okno?
     – Będzie z niego widać wyjście z zatoki. Żeby każdy mógł z łatwością odnaleźć drogę ucieczki.
     – Ucieczki? Użyłaś tego słowa celowo?
     – Tak. Zawsze trzeba mieć opracowaną drogę ucieczki.

Filip Springer, Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.

[…]  Jante istnieje po to, by z niego uciekać.

🖇

[…]  być może nie ma sensu szukać Jante – miejsca, z którego się ucieka. Może zamiast skupiać się na po­czątku ucieczki, lepiej przyjrzeć się temu, co jest na jej końcu?

🖇

– Arnakke to piękne miejsce.
     – To prawda.
     – Wie pan, za co najbardziej je lubię? – pyta, nie od­ry­wając ode mnie wzroku. Nie czeka jednak na od­po­wiedź. – Dopiero stamtąd nie widać Jante.

🖇

Znałem drogę i wierzyłem, że świat
wydarzy się tak jak zwykle.

🖇

[…]  Mie Olise odkrywa, że wszystko jest częścią stru­ktu­ry złożonej z przeszłości, teraźniej­szo­ści, prawdy i fikcji i że każdy element tej struktury na­da­je znaczenie pozo­stałym.

(tamże)

czwartek, września 12, 2024

5578. Z oazy (CCLXXIX)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Gdy druga z pierwszych dwóch przedurlopowo przeczytanych książek ustawiała się w ogonku, w którym obowiązywał zakaz wy­prze­dza­nia, i zapowiadało się na dłuższy postój, przyszła do mnie okładka tej. Na­tych­miast rozpoznałam Autorkę kreski i…

To patchwork miniatur na temat doświadczenia, które, w konstruowanym na miarę XXI wieku świecie cywilizowanego Zachodu, zamiast mieć chociaż delikatny po­smak przywileju, jest czymś, co trzeba społecznie tłumaczyć i oswajać, starać się wcisnąć w ramy pędzącego donikąd świata, który lubi dokładać nie­po­trzeb­nego cierpienia.

A ilustracje? Nie można się nimi rozczarować.

Wierzę w nas, które jesteśmy świadkami upływającego czasu, dostrzegamy u siebie na­wza­jem coś innego niż to, co widzą inni. […]  patrzymy sobie na­wza­jem głęboko w oczy i widzimy nastoletnie, zbuntowane dziewczynki, któ­rych nikt inny nie dostrzega. Można ich nie rozpoznać, jeśli wcześniej sa­me­mu nie przeżyło się młodości.

🖇

Niezwykłe jest to, że cieszę się na coś jeszcze, chociaż nie mam pojęcia na co i może nigdy się tego nie dowiem. Ale kiedy się przeżyło tak wiele minut, let­nich wakacji, zimowych nocy i piątków, to człowiek wie, że byłoby ogrom­ną niespodzianką, gdyby jakiś dzień, chyba zwłaszcza piątek, nie przyniósł żad­nych niespodzianek i przygód, gdyby okazał się zupełnie zwyczajny, jak wydawały ci się poprzednie dni.

🖇

     – Bycie starym nigdy nie daje gwarancji, że jest się mądrym, prawda? Szczerze mówiąc, często jest na odwrót. Można powiedzieć, że dorastamy zgodnie z zasadami i prawdą, ponieważ nie jesteśmy na tyle bystrzy, żeby zrozumieć, iż właściwie każdy dzień jest nam dany po to, żeby zadziwić się bardziej tym światem, częściej słuchać innych czy stukać kogoś w ramię, jadąc autobusem, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
     – Nie…?
     – W przeciwnym razie tacy ludzie jak twoi rodzice stają się coraz bar­dziej pewni tego, że mają rację, że to, co mówią i myślą, to prawda ob­ja­wio­na. Na świecie, niestety, jest zbyt dużo osób, które uwierzyły, że są „idddio­ta­mi”, ponieważ czują to w swoim sercu, i takich, które nie rozumieją, że są „idddiotami”, chociaż mają to wypisane na czole. Wiesz, Jon, piękne i spra­wie­dli­we w marzeniach jest to, że zawsze przychodzą wyłącznie do tych, którzy ich zapragnęli. Jestem tylko starym nieznajomym mężczyzną z auto­bu­su i nie mogę ci obiecać, że wszystko się ułoży. Prawdopodobnie będzie coraz gorzej. Aż pewnego dnia, kiedy ogarnie cię taka ciemność, że po­my­ślisz: teraz już tylko siąść i płakać, być może właśnie wtedy dostrzeżesz smugę światła daleko przed sobą. I to, co teraz wydaje ci się koń­cem świa­ta, okaże się najlepszą rzeczą, jaka ci się w życiu przy­trafiła.

🖇

🖇

Kiedy siedzimy przy obiedzie, rodzina rozmawia o tym, że:
       – chyba należy położyć płyty chodnikowe obok garażu,
     – dzieci sąsiadów rozpoczęły naukę w szóstej klasie,
     […] 
     – francuska rodzina zasadziła żywopłot wokół domku letniskowego,
     […] 
     – skrzynia biegów w maździe się zepsuła,
     – jedną trzecią jedzenia na talerzu powinny stanowić warzywa,
     […] 
     – ktoś w Haslum kupił szczeniaka cocker spaniela,
     – ten wieczór był tak miły, że musimy go powtórzyć.

Kiedy leżę w łóżku i słyszę głosy dobiegające z salonu, rodzina rozmawia o:
     – nadziei,
     – seksie,
     – tym, że ostatnio życie jest ciężkie,
     – tym, że Leif wrócił do nałogu po leczeniu odwykowym,
     – tym, że ktoś się zakochał,
     – lęku,
     – nieprzespanych nocach i tęsknocie po odejściu przyjaciela,
     […] 
     – samotności i sambie, ogródkach restauracyjnych i marzeniach,
     – tym, że tego wieczoru rozmowa toczy się w tak ciepłej i serdecznej atmosferze, że mogłaby się nigdy nie kończyć.

  A ja leżę z otwartymi oczami i zastanawiam się, kiedy znalazłem się poza nawiasem życia.

🖇

🖇

[…]  wigor nie ma nic wspólnego z tym, jak dużo lub jak mało zostało nam czasu. Wigor lub siła życiowa oznaczają patrzenie do przodu i tylko niekiedy spoglądanie przez ramię, żeby zo­ba­czyć, co się stało. Żeby nie stracić orientacji.

🖇

🖇

Bibbi nie mówi zbyt dużo […] . Często jej się przyglądam i myślę, że nie je­stem za-kochany, tylko po-kochany. Lubię ją, może nawet kocham? Nie wiem. Zresztą, czy to nie to samo?
     Teraz postrzegam ludzi z większą łagodnością. Rozumiem, że wszyscy je­steśmy lekko zdezorientowani, kręcimy się w życiu, w parkach, u Hin­du­sa, na okolicznych werandach, w poszukiwaniu czegoś, czego moglibyśmy się chwycić, dłoni, poręczy, jakiegoś Boga lub kanapki z krewetkami i ma­jo­ne­zem czy filiżanki kawy.
     Wiem, że Bibbi cieszy się, że tu jestem. […]  najwięcej myślimy o tym, że to jeszcze nie koniec, i cieszymy się, czekając na kolejny dzień, na sobotę. A zaraz potem przyjdzie poniedziałek. Miejmy nadzieję.

🖇

     – Na początku pandemii koronawirusa to wszystko przypominało mi pierwsze dni wojny. Panował ten sam nastrój. Może to zabrzmi strasznie, ale korci mnie, żeby nazwać to urokami 9 kwietnia*. Mam tu na myśli jedność, gofry i dzielenie wspólnego losu.

________
  *  9
kwietnia 1940 roku III Rzesza dokonała inwazji na Norwegię.

🖇

🖇

Ani ja, ani moje przyjaciółki nie grzeszyłyśmy zbytnio urodą. I by­łyś­my z tego zadowolone. Te ładne zbyt szybko wyszły za mąż.

🖇

Twoja uczciwa twarz, z którą przyszedłeś na świat, a dorastając, starasz się ją ukryć. Mimo to przebija od spodu, gdy czujesz coś całym sobą. Po­przed­nie pokolenia również pragnęły ją ukryć, ale niestety prawie nigdy się to nie udaje. Jeśli dobrze się przyjrzeć.
     […] 
     Ale to drżenie, powinnaś to wiedzieć, powinnaś to teraz usłyszeć, jest naj­wspa­nialszą rzeczą, jaką posiadasz, twoją naj­większą wartością.
     To ono sprawia, że stąpasz po ziemi bardziej miękko […]. To ono spra­wia, że na późniejszym etapie życia dostrzeżesz piękno jaśniej, wyraźniej, prościej.

🖇

Nie bój się pokazać swojego dociekliwego, szczerego spojrzenia.

🖇

🖇

Pewnie, że boli, gdy spadają liście,
boli to, co więdnie,
i to, co zawodzi.
[…] 
Umieram, trwając w zaufaniu,
które stwarza świat
.

🖇

Nie wstydź się swojej starej, nowo narodzonej twarzy.
Pokaż komuś tajemną ścieżkę.
Idź pod prąd.
Dokonuj nieoczekiwanych wyborów.
Postukaj kogoś w ramię.
Sprawdź, co kryje się pod maską zakrywającą twarz.
Pytaj. Mrugaj. Drżyj.

🖇

🖇

Najwspanialszy jest chyba ten zapach świec, dobrze znajomy i dający po­czu­cie bezpieczeństwa, a jednocześnie drżący i pełen oczekiwania. Coś się wydarzy. Coś się wkrótce wydarzy.

🖇

Nie boję się.
     Nie boję się śmierci. Zostanę tu na ziemi jeszcze przez chwilę. Nie boję się. Jutro zrobi się jaśniej, a ja wypiję kawę, wyjrzę przez znajome okno, strze­pię okruchy z obrusu, chociaż jestem tylko gościem. Jestem gościem. W tym domu.
     Przybyłam z ciemności. Zamienię się w wiatr. Ku pocieszeniu znów się odrodzę.

🖇

Teraz wiatr jest najprawdziwszą rzeczą, jaką posiadam. Jakie to dziwne. I nieoczekiwane.

Linn Skåber, Starość. O tym, co najważniejsze,
ilustr. Lisa Aisato, przeł. Milena Skoczko-Nakielska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Nauczyłyśmy się go [śmiechu]  w ciągu życia – nie oznacza dźwięku, ale wspólnotę, autoironię, życie.

🖇

RADY OD STARYCH DLA MŁODYCH:
     […]  
     – Naucz się lubić deszczową pogodę. Rok nie składa się z 365 słonecznych dni.
     […] 
     – Korzystaj z prawa do głosowania.
     […] 
     – Przytulaj od serca.
     – Dbaj o owady.
     – Nie przekształcaj świadomości zbiorowej w nie­na­wiść do obcych.
     […] 
     – Codziennie zapisuj trzy drobne rzeczy, które danego dnia okazały się dla ciebie ważne i sprawiły ci przy­jem­ność, na przykład:
     Wypiłam dobrą herbatę.
     Zakochałem się.
     Spadł deszcz.


  RADY OD STARYCH DLA INNYCH STARYCH:
     […] 
     – Ćwicz się w sprawianiu kłopotów.
     […] 
     – Miej odwagę wybrać się samemu do restauracji.
     […] 
     – Codziennie zapisuj trzy drobne rzeczy, które danego dnia okazały się dla ciebie ważne i sprawiły ci przy­jem­ność, na przykład:
     Wypiłam dobrą herbatę.
     Zakochałem się.
     Spadł deszcz.


(tamże)

wtorek, lipca 16, 2024

5525. 198/366   // Łódeczka dla Białego Kruka

nim. niech! tylko i aż tego byś dla nas chciał, wiem.

198/366


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Jean Sibelius, Etiuda a-moll, op. 76,
Jian Wang (wiolonczela), Göran Söllscher (gitara),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #43.

W każdej chwili żyjmy,
„osiągając mądrość serca” […].

Hezychiusz [w:] Martin Laird OSA, W krainę ciszy.
Praktyka chrześcijańskiej kontemplacji
,
przeł. Tomasz Mucha, WAM, Kraków 2024.

czwartek, maja 30, 2024

5476. 151/366

dziś. rów­nie długo jestem sierotą, co byłam wcześniej półsierotą. można zapisać zgrabne równanie wyrażające niepojmowalne.

151/366


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Fryderyk Chopin, Walc nr 19. e-moll,
Peter Jablonski (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #94.

poniedziałek, kwietnia 01, 2024

5412. Z oazy (CCXLVI)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Poślizgnięte na sko­rup­ce od jajka, dzięki temu świą­tecz­ne. To nie jest książka, ra­czej książeczka, a w zasadzie pęczek patyczków za­koń­czo­nych luźno zwisającymi, ale odbezpieczonymi gra­na­ta­mi. To nie krótkie opo­wia­da­nia, lecz luźno nakreślone sceny, pozostawione wyobraźni lub fatalizmowi oso­by czytającej.

Ponieważ uwielbiam niedookreślone, pozornie oczywiste, bawiłam się świet­nie. Czysta, niezobowiązująca przy­jem­ność bezpiecznego spaceru po polu mi­no­wym. Ekspery­ment myślowy. Tylko wybór fragmentów prawie nie­moż­li­wy do do­konania, by nie spojlerować. Chwilę trwało, ale udało się. Znalazłam klucz, według którego wybór jest sen­sowny i spójny.

     – On musi cię chyba chociaż trochę lubić – powiedziała Karin.
     – To w ogóle nie jest nic z tych rzeczy – odparłam.

🖇

     – Co ja mam ci powiedzieć? Że wszystko jest niby w porządku?
     – A mógłbyś?

🖇

[…] ich rozmowy i żarty gdzieś mi umykały, wszystko się we mnie ściskało w jakiś punkcik, gdzie było cicho i pusto.

🖇

Wstydzę się, że tak myślę, przepraszam – dodaję w duchu, ostatnio niczego innego nie mówię – przepraszam, przepraszam, przepraszam, kurwa.

🖇

Myślałam, że to miłość. To słowo. Chodziłam po świe­cie, trzymając je ostrożnie w dłoniach. Tak to wyglądało.

🖇

Zawsze tak robię, romantyzuję to, co minęło, po­zła­cam, upiększam i tęsknię. Ale jestem pewna, że w tam­tej właśnie chwili oddałabym całe to życie, dom, dzieci, męża i w ogóle wszystko, by tylko odzyskać tamto, tamtą wiarę, że mogę wznieść się ponad siebie samą i stać się kimś innym.

🖇

Czy mógłbym być kimś, kto lubi takie rzeczy? – pomyślał. – Kimś zupełnie innym?

Marie Aubert, Zabierz mnie do domu, przeł. Karolina Drozdowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.

     – Czasami ma się ochotę wyjść rano z domu i już ni­gdy nie wrócić.
     […]
     – I jak blisko już byłeś? – pytam.
     – Blisko czego?
     – Wyjścia i niewrócenia.

🖇

     – Ale dziś wieczorem przyjdziesz? – odzywa się w końcu.
     – A przyjdę? – pytam.

🖇

Było zupełnie tak, jakby cały świat chciał mi coś po­wie­dzieć, tyle że nie rozumiałam, o co chodziło.

(tamże)

niedziela, marca 31, 2024

5407. Z oazy (CCXLIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Cztery rozdziały, cztery relacje. Pierwsze trzy roz­dzia­ły dobre, czwarty doskonały. Relacje znaczące, przynajmniej przez jakiś czas. Drobiazg książkowy pozostawił mnie z pytaniem tylko pozornie małego kalibru: za­cho­wu­jąc tę formę zapisu, ile rozdziałów miałaby książeczka mojego życia?

Nawet gdybym pisała o własnych doświadczeniach, większość i tak byłaby fikcją: nie ma fabuły bardziej podatnej na zniekształcenia niż wspomnienia miłości, która nie przetrwała.

Sigrid Nunez, Słabsi, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2024.

Odpowiedź na powyższe pytanie generuje kolejne. Ile osób było na chwilę, ale po­zo­sta­wiło znaczący ślad? Ilu osobom nie udało się być, choć i ja, i oni bardzo się sta­ra­liś­my? Co we mnie z nich pozostało do dziś? Hmmm…

[…] gdzieś w tym wszystkim istnieje nić,
która prowadzi aż tutaj
[…].

🖇

Przy trzydziestu ośmiu stopniach nie ma we mnie nic, co szeptałobynaprzód”, czyli tego, co stanowi esencję świata, co sprawia, że wszystko chodzi jak w zegarku. Do przodu, zawsze do przodu.

🖇

[…] zapytałam: „Czy masz to w sobie?”. Nie zrozumiała, co miałam na my­śli, spojrzała na mnie, wyraźnie zaskoczona. „Tę zdolność przełączania uczuć. Ten facet w metrze. Wydawałaś się zupełnie obojętna”. Roześmiała się. „Ależ ja naprawdę byłam zupełnie obojętna”. Patrzyła na mnie z uśmie­chem, czekała. „Zwyzywałaś go jakby nigdy nic. I byłaś przy tym taka spo­koj­na, jakbyś pytała o godzinę” – powiedziałam. Wzruszyła ramionami. „No i?”. […] zrozumiałam, że „chłód” stanowił część jej osobowości – nie był brakiem, ale narzędziem, użytecznym kawałkiem lodu.

🖇

Cebula była do połowy pokrojona, decyzja do połowy podjęta. […] Pod­da­łam się, byłam wolna. Słowa oznaczające „przebaczenie” i „wolność” brzmią tak samo w wielu językach, być może to oczywiste, ale w tym mo­men­cie zdałam sobie sprawę, że słowo „puścićmoże zostać wypo­wie­dzia­ne na tym samym oddechu.

🖇

Tym właśnie jest „ja” lub tak zwane ja: pozostałościami osób, o które się ocieramy. […] Przypuszczam, że właśnie to stanowi rdzeń naszych związ­ków, i może dlatego, w pewnym sensie, nigdy się one nie kończą.

🖇 🖇

[…] w tym wieku (miałam dwadzieścia trzy lata) przyjaźnie wyglądają ina­czej. Mogły być na zawsze i trwać dwa miesiące, dwa lata albo dwie go­dzi­ny, nie ma to znaczenia, ponieważ nie liczy się czas, tylko inten­syw­ność, tempo albo skoncentrowana masa znaczenia.

🖇

[…] w czasach, kiedy ją znałam, nikt nie mó­wił o diagnozach. Nikt nie mó­wił o objawach, kryteriach czy lekach. Ludzie, którzy źle się czuli, nie byli wrzucani do jednego worka kategorii chorobowych, zadaniem każdego było zrobić wszystko, co w jego mocy, żeby zrozumieć siebie i in­nych.

🖇

[…] próbowałyśmy krzykiem dotrzeć do sedna życia, wierząc, że mamy bliżej do nieba tylko dlatego, że jesteśmy na dachu.

🖇

Metodyczne podejście do irracjonalnego zadania daje nadzieję na ukończenie czegoś, co w swojej istocie powinno być skazane na nie­po­wo­dze­nie. Do pewnego stopnia może również zapewnić poczucie sensu, a nie­kie­dy nawet radość.

🖇 🖇

[…]  nasze zmysły, o ile pozwolimy im łączyć się tak, jak same te­go chcą, są w stanie powiedzieć nam o wiele więcej, niż możemy sobie wyobrazić.

🖇

[…] gdy tylko miała się do kogoś przywiązać, wszystko w niej za­czy­na­ło się huśtać. Czy raczej „utknąć”, jak mówiła, podczas gdy ja mówiłam „przywiązać się” – był to motyw przewodni naszych rozmów, odległość mię­dzy tymi pojęciami, jej strach przed „utknięciem” i moja skłonność do „przy­wiązywania się”.

🖇

[…] nasz śmiech ustał i zastąpiła go uważność, tak wymagająca, że mnie przeraziła, ponieważ nie chodziło już o przyjemność, ale o coś bardziej fundamentalnego, o pokój we mnie samej, gdzie wszystko stawało się rzadkie i dostępne, moje dzieciństwo, moi ludzie, połączenia z całym wszechświatem.

🖇

W jej dłoniach i ruchach była wrodzona przyjemność, czułość wobec przedmiotów, które z kolei wydawały się dzięki niej budzić do życia.

🖇 🖇

Żyjemy tak wieloma życiami w naszym życiu, mniejszymi życiami z innymi ludźmi, którzy przychodzą i odchodzą, przyjaciele znikają, dzieci dorastają, a ja nie potrafię zrozumieć, które z tych moich żyć stanowi ramę.

🖇

Przypuszczam, że większość ludzi, którzy naprawdę czegoś szukają, wcze­śniej czy później coś w końcu znajduje, jeśli to poszukiwanie jest na se­rio, jeśli opiera się na szczerym pragnieniu poznania siebie, by spojrzeć po­waż­nie na tę znajomą twarz w lustrze.

🖇

Zagłębianie się wymaga utraty kontroli, wymaga porzucenia tego ciągłego nadzoru nad czasem i przestrzenią w zamian za gwał­to­wny lot w głąb sie­bie lub kogoś innego, lub w dół jednej z wielu życiowych szczelin.

🖇

Z punktu widzenia zmarłych chronologia nie ma znaczenia, liczą się tylko szczegóły, stopień zagęszczenia, to, jak i co, i z kim ma wszystko zwią­zek. Kiedy byłam młodsza, myślałam, że powinnam […] być w bez­u­stan­nym ruchu, by żyć naprawdę, ale z czasem zrozumiałam, że wszystko, czego szu­ka­łam, znajdowało się tutaj, wewnątrz mnie, w otaczających mnie przed­mio­tach, […] w przewidywalności dnia codziennego, w oczach lu­dzi, któ­rych spotykam, gdy przytrzymuję ich spojrzenie.

Ia Genberg, Szczegóły, przeł. Dominika Górecka,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Dostałam więcej niż pełną dawkę magii w moim życiu, najczęściej w spotkaniach z innymi. Coś jest tam i „tylko” tam. Nie potrafię tego wytłumaczyć inaczej niż jedynie w ten sposób, że jeśli szukamy, po­win­ni­śmy szukać w so­bie nawzajem, nasze oczy są bieg­ną­cy­mi po­przecz­nie dwukropkami prowadzącymi do cze­goś albo od czegoś.

🖇

Niektóre książki pozostają w szpiku kostnym jeszcze dłu­go po tym, jak szczegóły i nazwiska zatrą się w pamięci […].

🖇

[…] życie zaczyna się na nowo każdego dnia, każdej sekundy, choć patrząc z innej perspektywy, wciąż wracam do tych samych miejsc w sobie.

(tamże)