Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w japonkach idąc w głąb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w japonkach idąc w głąb. Pokaż wszystkie posty

sobota, lutego 07, 2026

6002. Z oazy (CDXVIII)

Nabyłam tę książkę w ramach akcji wydawnictwa ArtRage, mającej na celu wsparcie fantastycznego dziewczyńskiego wydawnictwa Tajfuny, które mierzy się z kon­sek­wen­cja­mi upadku jednej z największej hurtowni książek.

To zbiór opowiadań. Jak dla mnie wszystkie o miłości, wszystkie o tożsamości. Pod­cho­dzą do gardła, tykają nie jedno tabu, po krawędzi nieznanego pro­wa­dzą i robią to pięknie. Moja miłość do beletrystyki jest bardzo skromnych roz­mia­rów, ale ta książka zdobyła całe moje serce i zaprasza, by do niej wrócić.

Żaden z poniżej wybranych wyimków nie spojleruje akcji żadnego z opowiadań. Każde z nich znalazło tu przynajmniej jednego zacnego literkowego reprezentanta.

Są rzeczy, które przebijają się przez połacie pamięci, rzeczy, które człowiek nosi w sobie, chociaż nie są niezbędne, rzeczy, które ciągną w dół, ale nie można się uwolnić od ich balastu, bo jedyny sposób wyrzucenia ich za burtę to samemu skoczyć do morza.

🖇

[…]  kobiety zaczynają niezobowiązującą rozmowę, ale, jak to bywa w do­mach opieki, nie pada w niej raczej nic istotnego, rokowania wskazują w naj­lepszym razie na stabilizację, a jedyny możliwy rozwój wypadków to powolny przechył w stronę nieuchronnej śmierci.

🖇 🖇

Sztuka to kłamstwo, które sprawia,
że uświadamiamy sobie prawdę.

🖇 🖇

Co teraz robisz?
     Myślę o tobie.
     A wcześniej?
     Też myślałem o tobie.
     A wcześniej wcześniej?
     Pranie.

🖇 🖇

Czy tak pani powiedział?
     Nie.
     To skąd taki wniosek?
     Zapytał pan o moje zdanie.

🖇

不管天长地久,只需曾经拥有
Wieczność to nie istota rzeczy; jedno, co warto
wiedzieć, to że kiedyś mieliśmy siebie.

🖇 🖇

Przebaczenie nie jest aż tak trudne, jak sami sobie wmawiamy; problemem jest raczej strach przed tym, że nie można zapomnieć.

🖇 🖇

[…]  płynny kształt pośrodku jej umysłu zmienił się z żałosnego cierpienia w radość, że jak na razie nie grożą jej śmiercią i że najprawdopodobniej to przetrwa. Niebo tamtego poranka było bardzo piękne i zdała sobie sprawę, że jest w stanie znaleźć w tym pocieszenie.

🖇

[…]  ogarnęła spojrzeniem życie, które miała przed sobą, i wydało jej się czymś niemal bezczelnym myśleć, że może się do czegokolwiek przywiązać; dlaczego teraz miałaby zacząć? […]  Nie zaskoczyło jej to, że nie została wy­brana; zaskoczyło ją to, że wciąż jeszcze potrafi czegoś pragnąć.

🖇

Przepraszam, powiedziała.
     Niepotrzebnie, odparła wiedźma, uśmiechając się bezzębnie. Cieszę się, że przyszłaś.
     Skąd wiedziałaś, że przyjdę?
     Wiedziałam to od dnia, w którym się urodziłaś, powiedziała wiedźma, ściskając jej dłoń resztką sił.

🖇 🖇

Więc nawet kiedy już dłużej nie możesz radzić sobie jakoś z tym, co masz […], pozostawiasz nietknięte to, co na powierzchni, jednocześnie drążąc tunel głęboko pod ściółką.

🖇

Może to brzmi dla ciebie niedorzecznie. Ale twoje pokolenie — to, w czym jesteście najlepsi, to stawianie siebie na pierwszym miejscu. Nie macie pro­ble­mu z decydowaniem o sobie, nawet w związku z innymi ludźmi. To tak naturalne jak oddychanie.
     Ale dla nas mieć w swoim życiu innych ludzi, tworzyć z nimi relacje, to mieć obowiązki, to służyć. Nie potrafimy ich z siebie zrzucić. Nie potrafimy być tymi, którzy odwracają się plecami. Ale kiedy to ty jesteś osobą, którą zostawiono, prawda jest taka, że zostajesz uwolniona.
     Stałam się niezależna od bycia żoną, matką, a nawet kobietą. Stałam się po prostu sobą. […]  Dalej zajmowałam się codziennymi sprawami, tak jak­by nic się nie zmieniło; i faktycznie — nic się nie zmieniło, ale ja wie­dzia­łam, że to początek czegoś nowego i że to coś wystarczy mi do końca moich dni.

🖇 🖇

Patrzy na mnie i odkłada łyżeczkę. To ważne, żeby żyć dla siebie. Żeby poznać życie.
     Dopijam herbatę, a ona patrzy na mnie wyczekująco. Kiedy milczę, nachyla się do mnie i pyta: Czego się boisz?

🖇

Przyzwyczajenie to taki marny pretekst, żeby coś ciągnąć, ale to, zdaje się, na­ro­dowa rozrywka, nie sądzisz? Pozwalamy sobie popaść w nawyk kieratu, po­zwa­lamy, żeby kierat nas wyniszczał.
     Tylko czy to nie przyczyna-skutek?
     Owszem, ale tylko jeśli patrzymy na rzeczy linearnie — wszyscy tak ro­bią — ale życie nie jest takie proste, prawda?

🖇

Jenny, życie jest trudne czy łatwe?
     Życie jest trudne. Tak zostało pomyślane.
     Dlaczego tak zostało pomyślane?
     Życie jest trudne, ponieważ żeby się rozwijać, musimy się godzić z tym, czego nie mamy.

🖇

Co to ma do rzeczy?
     To coś jak różnica między miłością a żądzą.
     Nie spiesz się z nazywaniem rzeczy, o których nie masz pojęcia.

🖇 🖇

Na okładce było napisane Sutra lotosu i otworzyłam na chybił trafił:
     „Ty, najbogatsza z osób na świecie. Mozoliłaś się i trudziłaś bez końca. Nie wiedząc, że masz już w posiadaniu wszystko, czego szukasz”.

🖇 🖇

Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby Azjata zgarniał wszystko ze stołu inaczej niż z wielką dbałością.

🖇

Ktoś cię kochał i siedział we wnętrzu twojej dłoni, a ty nie potrafiłaś prze­stać zaciskać palców. Jest tyle sposobów wykorzystania drugiej osoby, znacznie więcej niż sposobów okazywania szczodrości i miłości. […]
     Nie będziemy wnikać, jak definiowałaś zaciskanie ani ile trwało — dość powiedzieć, że ten człowiek w końcu nie wytrzymał. […]  zobaczyłaś, jak w je­go oczach gaśnie światło, światło rzucane tylko przez pochodnię, którą niósł dla ciebie.

🖇 🖇

[Szylkretka]  kiedy tylko do lokalu wchodził klient, maszerowała w jego stro­nę, jakby nowo przybyła osoba była jej coś winna. Jeżeli podchodzi się do ludzi, jasno dając im o tym do zrozumienia, nie jest wykluczone, że trud­no im to zignorować. W większości przypadków odkładali pranie i łaskotali ją pod pyszczkiem. Właściciel nigdy nie rozważał posiadania zwierzęcia, po­nieważ wyobrażał sobie, że byłby kiepskim opiekunem, ale potem zro­zu­miał, że nie każda żywa istota wiąże z nim wszystkie swoje na­dzie­je i marzenia.

🖇

Wiesz, czego trzeba, żeby dobrze śpiewać?
     Czego?
     Martwych sęków w sercu.

🖇

Dlaczego są tu same smutne piosenki?
     Wesołe szybko zaczynają działać na nerwy, więc trzeba co chwila do­da­wać nowe, a ja nie mam na to czasu. Smutne są bardziej uniwersalne.
     Nie chce pan, żeby ludzie, którzy tu przychodzą, byli szczęśliwi?
     Możliwość odczuwania smutku to też jakaś forma szczęścia.

🖇 🖇

[…]  winę najłatwiej przecież zrzucić na ofiarę.

🖇

Zmieniłeś szkołę po tamtym. Zawsze czułem się winny.
     Nie, złotko, przestałem chodzić do szkoły na dobre.
     […]
     Marl uśmiecha się do mnie tak, jakby wygrał, ale to uśmiech wspa­nia­ło­myśl­ny i życzliwy. To uśmiech zwycięzcy, ale otula mnie jak płaszcz zro­zu­mie­nia, zapraszający i pobłażliwy.

🖇

Na piachu poruszała się jak kaleka, podtrzymując ciężar górnej części ciała na ogonie i obu dłoniach. W wodzie nie dało się jej odróżnić od pełnych zwinnego wdzięku fal.

🖇 🖇

Zaciśnięte pięści Nelly przypominały kształtem i rozmiarem ogarnięte furią bijące serce. Ściskała je i zaciskała… […]
     Tyle czasu upłynęło im na unikaniu członków swoich rodzin, trudno było z nimi wytrzymać w jednym pomieszczeniu. Nigdy się nie wyjaśniło, czy ich wykształceni przez chiński system edukacji rodzice, jedni i drudzy po sie­dem­dzie­siątce, rozumieli, co łączy Arlene i Nelly.

🖇

Boisz się, że się starzejemy? Mamy dopiero pięćdziesiąt dwa lata. Chcę dożyć stu dziesięciu, z tobą. Mamy przed sobą całe życie.

🖇

Nic innego nie zbliża nas do wielkości tak, jak te śmierci — te drobne, te fał­szy­we i te prawdziwe — na które godzimy się w imię miłości.

🖇

Tak, ale nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa.

🖇

Patrzyli jedno na drugie, z przeciwległych brzegów przepaści nie do prze­sko­czenia, ze spokojem.

Amanda Lee Koe, Ministerstwo moralnej paniki,
przeł. Mikołaj Denderski,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

środa, sierpnia 13, 2025

5861. Z oazy (CCCLXVII)

Co­tygodniowe odliczanie literek, trzy. Poślizgnięte okrutnie na osi czasu.

To powieść z jazdą po wielu ban­dach. Żadnych delikatnych pociągnięć pędzla. To przede wszystkim opowieść o tym, że do najgłębszych pokładów siebie zawsze mu­si­my halsować. Wiele fragmentów czy­tałam na bezdechu. Mocna bardzo książka.

W świecie wspólnym dla wszystkich poza nim płynął jeden ogólnoludzki czas; stopniowo nabierało tam kształtu mroczne przeznaczenie, które każdy mieszkaniec postrzegał jako swoje własne.

🖇

Co robić? – wzniósł niemy krzyk rozpaczy. Tak właśnie wygląda moje ży­cie: gdzieś zawsze tkwi jakaś fatalna pułapka, która tylko czeka, żebym w nią wpadł. […]  „am rather in trouble”, sam bym chciał wysłać taki te­le­gram – tylko do kogo?

🖇

[…]  musiał zacząć starać się raz jeszcze uczynić zdatnymi do życia pust­ko­wie swojego wnętrza oraz pustkowie, które nastało w miejsce jego relacji z otaczającym go światem.

🖇

[…]  mózgi mieli zawiłe i pogmatwane jak przerośnięte amonity – prze­sta­wa­ły działać natychmiast, gdy tylko próbowali ująć coś całościowo.

🖇

Jak miałby odpowiedzieć na jej pytania zaostrzone na osełkach dobrych intencji i ciekawości?

🖇

     – […]  Proszę tędy. Zajęcia przygotowawcze naprawdę nie poszły na mar­ne. Na pewno coś mi z nich w głowie zostało i jeszcze kiedyś się przyda. Wystarczy, że będę cierpliwie czekał, w końcu na tym polega edukacja, prawda?
     Ptak podążył otoczoną bujnymi drzewami alejką za swoim byłym ucz­niem, optymistą trącącym lekko myślą oświeceniową, i wyszedł przed ce­gla­ny budynek w głębokim kolorze czerwonej ochry.

🖇

     – Zależy – odparła z lodowatą obojętnością, jakby chciała dobitnie dać mu do zrozumienia, jak głupie zadał pytanie.

🖇

     – Odjedziesz swoją czerwoną sportową bryką, zostawiając biednego przy­ja­ciela samego?
     – Kiedy biedny przyjaciel zalewa się w trupa, najlepiej właśnie zostawić go samego. Inaczej obie strony mają potem problemy.
     – Niesamowite! Ty naprawdę posiadłaś esencję ludzkiej mądrości!

🖇

Genuine: prawdziwy, autentyczny, szczery, uczciwy, realny, z praw­dzi­we­go zdarzenia – Ptak, w końcu nauczyciel angielskiego, przywołał w pamięci wszystkie znaczenia tego słowa i zaraz pomyślał, że od każdego z nich dzieli go teraz bardzo wiele.

🖇

Czy damy radę odbudować jakoś wspólne życie? A potem znowu to samo niezadowolenie, to samo niespełnione marzenie, Afryka tak odległa jak wcześniej…

🖇

Ich angielski, surowy przez ubogi zasób słów, sprawiał, że rozmowa przy­po­mi­na­ła grę. Mimo to udawało im się dyskutować zupełnie wprost, bez emocji, które stworzyłyby niepotrzebne napięcie.

🖇

Nie chciał, ale musiał przyznać: stracił przekonanie o własnej słuszności, absolutnie niezbędne, by obwiniać o cokolwiek innych.

🖇

     – Zanim whisky i tabletki zaczną działać, opowiem ci historię. Epizod z tej afrykańskiej powieści. Czytałeś fragment o duchach-złodziejach?
     Ptak w ciemności pokręcił głową.
     – Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, duchy-złodzieje wybierają w swoim mie­ście jednego z nich i wysyłają do jej domu. Pod osłoną nocy duch wy­pę­dza prawdziwy płód, zajmuje jego miejsce w macicy, a w dniu porodu przyj­mu­je postać niewinnego niemowlęcia.
     Ptak słuchał w milczeniu.
     – Dziecko niedługo potem zaczyna chorować. Matka składa ofiary, pro­sząc o uzdrowienie, a duch po kryjomu zabiera je i chowa w sekretnym miej­scu. Choroby nie da się wyleczyć: kiedy niemowlę w końcu umiera i zostaje pochowane, duch ucieka z grobu i wraca do swoich razem z całym skradzionym majątkiem. Chce mieć pewność, że zagarnie dla siebie całą miłość matki, tak by nie żałowała ofiar, dlatego przybiera postać bardzo pięknego niemowlęcia. Afrykańczycy wierzą ponoć, że takie dzieci rodzą się, by umrzeć.

🖇

Ratowanie sytuacji zupełnym kłamstwem sprawia, że kiedy prawda wyjdzie na jaw, znowu trzeba zmyślać.
     – Racja – zgodził się Ptak.

🖇

     – Już wiesz, kim jestem? – zapytał, odwracając się w jego stronę.
     – Pewnie.

🖇

Jak pisał Kafka w listach do swojego ojca, jedyne, co rodzic może zrobić dla dziecka, to powitać je na świecie.

🖇

Chciał wziąć podłą, zachłanną część siebie, która bała się, ale zarazem pra­gnę­ła usłyszeć tę propozycję, i ukryć ją w jakimś ciemnym dole.

🖇

Przestrzeń jego snu była lejkowata: wchodził w nią bez trudu, od szerszej strony, ale by się obudzić, musiał pokonać wąskie gardło na drugim końcu.

🖇

Przez cały ten czas milczeli. Byli zbyt poirytowani, nie mieli pewności, czy zdołają cokolwiek powiedzieć, nie raniąc się nawzajem.

🖇

Mówił zupełnie spokojnie. Poczuł, że nareszcie udało mu się uniknąć naj­więk­szej pułapki; odzyskał zaufanie do samego siebie. […]
     – Chcę tylko przestać uciekać od odpowiedzialności.

🖇

     – Też masz wrażenie, że w płaczu niemowlęcia kryje się wiele różnych znaczeń? – zapytała […]. – Kto wie, może ma w sobie sens wszystkich ludz­kich słów.

🖇

W wieku sześciu lat Ptak zadał ojcu następujące pytanie:
     „Tato, gdzie byłem sto lat przed tym, jak się urodziłem? Gdzie będę sto lat po tym, jak umrę? Co się ze mną stanie po śmierci?”.

Kenzaburō Ōe, Osobiste doświadczenie,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Kusząca wizja prosto z piekła. Zgodnie z teorią Himiko w innym wszechświecie tak pewnie wyglądała rze­czy­wi­stość. Ptak otworzył oczy, by wrócić do wyzwań swojego świata, tego, który sam wybrał.

🖇

[…]  w prawdziwym życiu koniec końców jesteśmy zmuszeni, by postępować właściwie.

🖇

Nawet wśród tego rodzaju przeżyć są takie, które co praw­da przypominają samotną wędrówkę w głąb ja­ski­ni, ale koniec końców człowiek natrafia na tunel pro­wa­dzą­cy do wyjścia, do jakiejś ogólnoludzkiej prawdy.

🖇

Im dalej spod kontroli świadomości uciekały komórki nerwowe na powierzchni jego skóry i w całym ciele, tym mocniej doświadczał wspaniałości tej pory roku, pory dnia oraz tętniącego życiem poczucia wolności.

(tamże)

wtorek, sierpnia 12, 2025

5859. Z oazy (CCCLXVI)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa. To ta książka cisnęła, by odliczyć pierwsze literki, by ona nie utknęła w chronologicznej książkowej poczekalni. W zeszłym ty­god­niu minęła osiemdziesiąta rocznica zrzucenia bomby atomowej i z tej okazji się­gnę­łam po tę przejmującą lekturę. Choć w oryginale ukazała się w 1965 roku, jej wy­mo­wa wciąż jest do bólu aktualna. Niestety, nie ma pewności, czy jako ludzkość na­uczy­li­śmy się tego, czego trzeba z doświadczeń milionów istnień, które pochłonęła II Wojna Światowa czy, skoro mamy pamięć rybki akwariowej, tysięcy istnień, które teraz pochłaniają działania w Gazie czy w Ukrainie.

Publikacja ta nie dopełnia jednak Hiroszimy, którą w sobie noszę. Można powiedzieć, że ledwie musnąłem jej powierzchnię. Hiroszima nigdy się nie kończy – chyba że ktoś zakryje na nią oczy, zatka sobie uszy i zaknebluje usta.

🖇

Chciałbym opowiedzieć przede wszystkim o ludzkiej godności: najbardziej fundamentalnej kwestii, jaką odkryłem w Hiroszimie, i bez wątpienia do­kład­nie tym, z czego pragnę czerpać teraz siłę. Piszę „odkryłem”, lecz jak dla mnie ludzkiej godności nie sposób precyzyjnie zdefiniować. Wykracza poza zakres pojęć, których istotę da się odwzorować przy pomocy słów. […]  Była to godność niezwykle ludzka w swojej naturze, taka jaką podziwiałem od dziecka i zastanawiałem się, kiedy będzie mi dane ją osiągnąć. Gdy teraz o tym myślę, głównym psychologicznym czynnikiem przesądzającym o mo­ich częstych podróżach do Hiroszimy była właśnie ludzka godność, jaką czu­łem w tutejszych mieszkańcach.

🖇

[Yoshitaka Matsuzaka]  Pojawiło się we mnie pragnienie, by samodzielnie zająć się kuracją, by odrodzić się jako człowiek, i choć ucierpiałem w ataku nuklearnym, zdobyć na własność śmierć niebędącą jego następstwem, taką samą jak śmierć ludzi, którzy go nie doświadczyli.
     […]  „Proszę pamiętać, że istnieją też hibakusha pełni optymizmu, którzy nie cierpią przez powikłania i nie chcą, by inni robili z nich eksponaty ruchu na rzecz zakazu broni atomowej, i zamiast tego wolą na powrót stać się zwy­kłymi ludźmi, którymi byli wcześniej.

🖇

Oddajcie mnie
Oddajcie ludzi
Ze mną związanych

Wieczny pokój
Ludzkiego
Całego ludzkiego świata
Oddajcie pokój

[Sankichi Tōge (1917–1953)]
     To wołanie poeta wydobył z siebie właśnie dla nas, tych, którzy przeżyli…

🖇


O strefie zero nie ma się od kogo dowiedzieć.
[z:] Iri Maruki, Toshiko Akamatsu, Pikadon,
Potsudamu Shoten, Tokio 1950.

🖇

Tego ranka latem 1945 roku także przyjechało tu wielu podróżnych. Ci, któ­rzy osiemnaście lat temu wyjechali tego samego lub następnego dnia, prze­ży­li; ci, którzy nie opuścili miasta, musieli doświadczyć naj­okru­tniej­sze­go losu, jaki mógł spotkać człowieka w XX wieku. Niektórzy wyparowali na­tych­miast, inni zmagają się z nim do dziś, żyjąc ze strachem na myśl o licz­bie białych krwinek.

🖇

Cała Hiroszima to cmentarz. W każdym zakątku stoją pomniki ku pamięci zmarłych, niektóre nie większe od zwykłego kamienia.

🖇

[…]  gdy tylko wychodzę na zewnątrz, od razu napotykam zupełnie dla mnie nową, prawdziwą Hiroszimę. Wnikam w nią, chcę ją poznać bliżej, głębiej. Czuję, że to moja pierwsza wizyta w tym mieście, która dała mi szansę prawdziwego spotkania z nim; że będę tu wracał wiele razy i do­kła­dał starań, by zrozumieć ludzi prawdziwie hiroszimskich.

🖇

„Wie pan, jaki poziom białych krwinek ma zdrowa osoba?” Na moment ule­gam złudzeniu: „Skoro można mieć nawet osiemset trzydzieści tysięcy, to u zdrowego człowiek pewnie też jest ich całkiem dużo…”. Dowiaduję się, że mój poziom nie przekracza sześciu tysięcy. Nie mam odwagi dalej patrzeć przez mikroskop.

🖇

Kiedy mówi o pacjentach z białaczką, doktor [Fumio] Shigetō ma w oczach głęboką ciemność pełną smutku, której nie potrafię zapomnieć. On sam rów­nież jest hibakusha, on także widział piekło. Po dziś dzień z wielką ludz­ką godnością walczy przeciwko bombie atomowej, której cień nadal kryje się w organizmach ofiar – należy do ludzi, jakich nie ma nigdzie poza Hi­ro­szi­mą, jest prawdziwym człowiekiem hiroszimskim.

🖇

Redaktor [Toshihiro] Kanai pyta: „Z czego jest znana bomba atomowa: ze swojej potęgi czy z cierpienia, jakie wyrządza ludziom?”. Odpowiada bez cienia wątpliwości, że w oczach świata w Hiroszimie i Nagasaki chodzi o ni­szczycielską siłę broni nuklearnej, nie o tragedię ofiar.

🖇

[…]  zaniedbuje się podstawowy wysiłek, który powinien polegać na przed­sta­wianiu całemu światu doświadczenia ofiar broni nuklearnej. Hibakusha z Hiroszimy i Nagasaki, tak żywi, jak i umarli, z całego serca pragną, by cały świat dowiedział się o ludzkim cierpieniu, jakie zsyła bom­ba, nie o jej potędze.

🖇

Jakże wiele osób zwierzało mi się, że o ile wcześniej nic im nie dolegało, o ty­le od dnia ataku nie byli już zdrowi, choć nie wykazywali też jed­no­znacz­nych symptomów. W Hiroszimie panuje w tej kwestii pewien pa­ra­doks: z jednej strony obowiązuje pogląd, że ekspozycja na wybuch ato­mo­wy – doświadczenie, z jakim nikt wcześniej w historii ludzkości nie musiał się zmagać – może wywoływać najróżniejsze objawy i nie sposób z pew­no­ścią wykluczyć jej związku z żadnym z nich; z drugiej strony ofiary mogą liczyć na pomoc z państwowej kasy, dopiero gdy choroba osiągnie śmier­tel­ne stadium.

🖇

Pozostaje nam jedynie wolność do tego, by nosić w naszych ubogich wnę­trzach pamięć o tych, którzy mimo wszystko nie odbierają sobie życia. […]  Jestem przeżarty niemocą jak pleśnią, gdy jednak odkrywam na nowo głę­bo­ko ludzką, fundamentalną moralność w tutejszych ludziach, którzy wbrew wszystkiemu nie wybierają śmierci z własnej ręki, wraca mi odwaga.

🖇

Nawet kiedy człowiek wszystko traci, to jednak coś zyskuje – od czasu Błysku dogłębnie się o tym przekonuję.

🖇

Sentymentalne myślenie, powie ktoś? A gdybyście sami mieli ciało oszpe­co­ne keloidami i pragnęli punktu zaczepienia, który pomógłby wam uporać się z powodowanymi przez nie ranami na psychice, co innego by wam zo­sta­ło poza wiarą, że wasze blizny posiadają kluczową wartość potrzebną do zakazania broni jądrowej? Jak inaczej można dokonać sublimacji cier­pie­nia i strachu jałowego umierania na białaczkę w coś mającego sens?
     Hiroszima jest w każdym człowieku w Japonii, w każdym człowieku na świecie – my, którzy tylko przypadkiem jej uniknęliśmy, po­win­ni­śmy my­śleć o życiu i śmierci, plasując to nastawienie w samym centrum.

🖇

Hiroszima jest nie tyle dowodem potęgi nowej broni, ile dowodem eks­tre­mal­ne­go cierpienia, jakie ona wywołuje. Ludzie chcą o tym za­po­mnieć i żyć jakoś dalej, to powszechna postawa na całym świecie. I na Wschodzie, i na Zachodzie przywódcy mówią jednym głosem: utrzymujemy arsenał ato­mo­wy jako gwarancję pokoju. Istnieje zapewne miejsce na różne prze­wi­dy­wa­nia i teorie co do rzeczywistych skutków, jakie to przyniesie w kontekście prawdziwego pokoju […].

🖇

Spędzać dni, starając się od niej oddalić, nie wracać do niej świadomie – szczególnie jeśli uda się wyzdrowieć, wrócić do społeczeństwa i nie mieć z Hiroszimą nic wspólnego – to dla pacjenta największe szczęście. Jakże byłoby wspaniale, gdyby wszyscy mogli tego doświadczyć.

🖇

Zamiast uciekać, przyjął Hiroszimę całym sobą. Dla kogo to robił? Dla wszystkich ludzi, którzy będą żyć dalej, kiedy on poniesie już tragiczną śmierć – dla nas. Płomienne zaangażowanie Sadao Miyamoto wynikało właśnie z faktu, że widział przed sobą nieuchronny koniec. […]
     By pokonać lęk przed własnym tragicznym końcem, trzeba wierzyć, że pomoże on pozostałym stawić czoła śmierci.

🖇

Są ludzie, którzy nadal mieszkają w Hiroszimie i wcale nie milczą o eks­tre­mum ludzkiej tragedii, jaka się tu wydarzyła, nie zapominają, zamiast tego mówią o niej, badają ją, dokumentują – to ponure zajęcie wymagające nie­zwy­kłego wysiłku. […]  Mają, jako jedyni, prawo zapomnieć, zachować mil­cze­nie, a mimo tego dokładają starań, by jednak opowiadać, by zgłębiać i upamiętniać tę tragedię.

🖇

[…]  w Hiroszimie, gdzie miała być zrzucona bomba, żyją ludzie, którzy dołożą starań, by zmienić to piekło w coś bardziej ludzkiego.

🖇

Czy jest jednak coś straszniejszego i bardziej groteskowego niż potężni po­li­tycy, którzy rozumują tak lekceważąco – którzy zakładają, że ludzie i tak jakoś się wyratują, choćby zrzucić ich w najpotworniejsze bagno? Czy gdzie­kol­wiek indziej istnieje humanizm obleczony w równie absolutną po­dłość? Moim zdaniem odpowiedź brzmi: nie.

🖇

Pewnego dnia zapytał starszego lekarza, dlaczego Hiroszima musi cierpieć, mimo że wojna już się skończyła. […]  „Dlaczego? Przecież już po wszyst­kim”, myślał, zapewne przeczuwając, że dla mieszkańców Hiroszimy praw­dzi­wa, tragiczna wojna wcale się nie skończyła. Zrozumiał, że wręcz prze­ciw­nie: najgorsza, pełna niepewności walka dopiero się rozpoczęła i będzie trwać jeszcze całe dekady (w chwili obecnej trwa już dwie) albo nawet w nie­skończoność, pod postacią ryzyka wystąpienia syndromu atomowego u następnych pokoleń […].

🖇

„Dlaczego Hiroszima musi cierpieć, mimo że wojna już się skończyła?”, py­tał młody dentysta (inna rzecz, że następna okrutna wojna dopiero co się rozpoczęła) starszego lekarza, a w odpowiedzi usłyszał jedynie milczenie. Nawet gdyby wykrzyczał tę skargę tak głośno, by usłyszeli go ludzie na ca­łym świe­cie, nikt z nas nie potrafiłby odpowiedzieć. To absurd, którego ża­den człowiek nie jest w stanie wyjaśnić. […]  milczenie starszego nie by­ło milczeniem jednostki, ale całej ludzkości.

🖇

Nadal nie ma dowodu, który pozwalałby wierzyć, że dobro ludzi ratujących ofiary wygrało ze złem ludzi, którzy stworzyli bombę atomową. Każdy jed­nak, kto sądzi, że ostatecznie odrodzą się na tym świecie ludzka har­mo­nia i ludzki porządek, powinien bacznie przyglądać się trwającym od dwóch dekad zmaganiom hiroszimskich lekarzy, ich walce o wątpliwych szansach na zwycięstwo.

🖇

Nie wolno nam zapominać, że naiwne sumienia nas wszystkich, całej ludzkości, pozostają nietknięte właśnie dzięki samokontroli hibakusha, którzy nie poddają się mimo ogromnej rozpaczy.

🖇

Nas, ludzi spoza Hiroszimy, podobne historie przebudzają jak kwas wlewany prosto do oczu i uszu – ale szybko wyrzucamy je z pamięci.

🖇

Błysk sam nie spada, ktoś musi go zrzucić.

🖇

Przeszła kilka operacji – nie ze względów zdrowotnych, ale właśnie dla przy­wró­ce­nia dawnego wyglądu. Nauczyły ją jednego: „utraconego pięk­na” nie da się odzyskać. […]
     Pani Murato skorzystała z okazji i porzuciła chorobliwy stan przy­wią­za­nia do przeszłości, odmawiania kontaktu z rzeczywistością i odosobnienia. Nawróciła się na realny świat i przyszłość. […]
     Tamtego dnia pani Murato aż do ostatniej chwili wahała się, czy zabrać głos przed kamerami. To pokazuje, że jej przemiana nie jest niczym wyryta w kamieniu prawda wiary, przeciwnie, jej nawrócenie opiera się na co­dzien­nej walce.

🖇

[…]  ludzkie tragedie, które widziałem w Hiroszimie (choć były to tylko zerk­nię­cia okiem turysty), nawet te napełniające największą rozpaczą, upewniały mnie przynajmniej – bo nie mam odwagi sugerować, by we wszyst­kich można było odnaleźć coś pozytywnego – że w sercach Ja­poń­czy­ków bez żadnych wątpliwości kryje się ludzka godność.
     Spotkałem ludzi nieugiętych, którzy wciąż żyją na ziemi pełnej kieł­ku­ją­cych nasion najgłębszej rozpaczy i nieuleczalnego szaleństwa. […]  Mogłem wysłuchać ludzi, którzy mimo wszystko nie tracą zmysłów i sumiennie re­a­li­zują swoje dążenia, choć nie ma dla nich żadnej solidnej nadziei. W Hiro­szi­mie znalazłem okazję do realnej refleksji nad autentycznym człowieczeństwem.

Kenzaburō Ōe, Zapiski z Hiroszimy,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

A jednak tydzień później, gdy wyjeżdżaliśmy [Autor i Ry­ō­suke Yasue] z Hiroszimy, obaj wyraźnie czuliśmy pod palcami punkt zaczepienia niezbędny, by zacząć wy­dra­py­wać się ku realnej poprawie z dna przy­gnę­bie­nia, na które opadliśmy.

🖇

Skrupulatnie znajdował zajęcia, by za­peł­nić dni – tak nie robią ludzie, którzy stracili nadzieję.

🖇

Można powiedzieć, że ci, którzy zginęli przez bombę, od­dali za nas życie. Ich ofiara jest święta. Powinniśmy iść drogą pokoju, a oni, szlachetni ludzie, którzy oddali ży­cie, będą nad nami czuwać.

(tamże)

niedziela, czerwca 01, 2025

5789. Z oazy (CCCXXXVII)

Po­gigantowe odliczanie literek, sześć, poślizgnięte na sześciu dniach. Bo w japon­kach, bo poprzednia książka Autor­ki opublikowana w języku pol­skim bardzo mi się podobała. Chwilami mu­sia­łam sobie przypominać, dlaczego po tę książkę się­gnę­łam, bo zbyt prosty język, bo zbyt łopatologicznie. Na szczęście były też mo­menty wzru­sze­nia, wewnętrznego zatrzymania, pojawiających się w oczach łez rezo­nu­ją­cych wdzięcznością.

Aragaki po raz kolejny uświadamiała sobie, że nie jest w stanie odciąć się od spraw dawno minionych, i poczuła, jak niewiele może jako człowiek.

🖇

     – Myślę, że ludzi można podzielić na dwie grupy: „tych, co umarli”, i „tych, co jeszcze nie umarli”. Umarli udają się na tamten brzeg rzeki. Ale pani jest wciąż na tym brzegu. Pani jeszcze żyje – mówiąc to, Nanahoshi dyskretnie przesuwała obu dłońmi paczuszkę w jej stronę. – Wydaje mi się, że to jest właśnie to, czego pani teraz potrzebuje.

🖇

Jeśli pojawia się coś, co burzy spokój grupy, próbujemy się tego pozbyć – tak było kiedyś i to się nie zmieniło do dziś.

🖇

Tak jak głosi deklaracja praw człowieka, której uczyłam się kiedyś na za­ję­ciach: „Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach”. Nie zawsze tak jest, ale babcia, jak to babcia – choć środowisko wokół niej zmie­niało się w zawrotnym tempie, również postrzeganie, co jest właściwe, a co nie – żyła po swojemu pełnią życia.
     „Rób to, co chcesz robić.
     Jedź tam, dokąd chcesz pojechać”.
     – Babciu… – wyszeptała Fumika.

🖇

Teraz na świecie zupełnie brakuje tajemnic, prawda.

🖇

Słyszała, że istnieje kara polegająca na tym, że kopie się dół, a potem go zasypuje i tak przez dłuższy czas. Wydaje jej się, że rozwiązywanie testów czy robienie zeszytów ze słówkami, które mogą się nie przydać, bardzo ją przypomina.

🖇

„Zapytałem wprost – a czy byłaś, Yaetchi, szczęśliwa […]? A ona, no tak… bardzo cichym głosem… Co tak cicho mówisz? – przerwałem jej… – […]  prze­cież robienie tego, co inni, niekoniecznie jest dobre, wtedy ona zamilkła. Yaetchi, czy naprawdę o niczym nigdy nie marzyłaś? – spytałem znowu, a wtedy…”.

🖇

Jedna dziewczynka podbiegła do Yu, pewnie uznała, że to dobre miejsce, a wi­dząc mężczyznę, powiedziała: „Nie mów nikomu, że się tu chowam”, powiedziała i ukryła się za ławką. A kiedy podeszła szukająca i zapytała: „Czy ktoś tu jest?”, mężczyzna zrobił minę: ja nic nie wiem, i w tym samym momencie zza ławki rozległo się głośne: „Nie ma!”, więc się mimowolnie roześmiał.
     […] 
     Kiedy dawniej bawili się w chowanego, czasem udawał, że ma zamknięte oczy, i pod­glądał albo nie doliczał do trzydziestu. Kiedy tak nieuczciwie po­stępował, Maho się naprawdę złościła. Nie będzie więc tego robił. A gdyby zrobił coś niestosownego, by od razu do niej dołączyć, pewnie w ogóle nie chciałaby z nim rozmawiać. Będzie się nadal bawił w chowanego. Tak by kiedyś w przyszłości znaleźć Maho. By móc z wypiętą piersią powiedzieć: „Znalazłem!”. Będzie żył pełną piersią.
     Zmienił się szukający, już inne dziecko głośno liczy: „raz, dwa, trzy…”. Dzieci, chichocząc, biegają wokół, szukając kryjówek.
     „Yu, przyjdź kiedyś i znajdź mnie”.
     Yu starannie złożył list od Maho, włożył do kieszonki na piersi i z jedną walizką w ręku ruszył przed siebie.

🖇

[…]  nawet jeśli człowieka spotyka wielkie nieszczęście, takie, że nie chce mu się żyć, i tak zawsze przychodzi wiosna.

🖇

Nanahoshi zastanawiała się nad upływem czasu: na co dzień sobie tego nie uświadamiamy, że z każdą sekundą tracimy po trochu pozostały nam jesz­cze czas życia. Nikt nie wie, kiedy przyjdzie mu przekroczyć rzekę. Wszyscy troje milczeli nad filiżankami z wystygłą już herbatą.

🖇

Mówi się, że nie wolno głaskać kota pod włos, ale ludzie też ma­ją swoje czułe punkty, tyle że nie wiadomo, gdzie one są.

🖇

Pewnie mogłam dziś to wszystko opowiedzieć dlatego, że minęło już dużo czasu od tamtej pory. […]  Ale dlaczego chcia­łam o tym wszystkim po­wie­dzieć tobie […]? A zresztą…

🖇

Nie musi to być rzecz wartościowa. Może być
jakiś zapomniany drobiazg, cokolwiek.

🖇

W tym momencie Osabe uśmiechnęła się, wyobrażając sobie po­stać pro­fe­so­ra Sanady, który czuwa nad nimi na wale, choć oczywiście nie ma go już nigdzie na świecie. Na tym zdjęciu jest widok, który zamierzał zobaczyć.
     Osabe wyobraziła sobie, że puszcza latawiec wysoko w chmury, tak by dotarł do profesora, gdziekolwiek teraz jest.

🖇

Bo jak się czegoś nie zna, to jest tak, jakby to w ogóle nie istniało.

Sanaka Hiiragi, Przesyłka z Nieba, przeł. Barbara Słomka,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Być może śmierć to przejście na drugi nieznany ni­ko­mu brzeg dalekiej rzeki, ale z pewnością są i tacy, którzy żyć będą nadal, choć w zmienionej postaci, w tych, których pozostawili na tym brzegu.

🖇

Czasem przychodzą takie chwile, gdy czujemy, że mo­że­my powiedzieć komuś nawet to, czego normalnie po­wie­dzieć byśmy nie potrafili.

(tamże)

poniedziałek, kwietnia 07, 2025

5747. Z oazy (CCCXXIII)

Dwu­tygodniowe odliczanie literek, dwa. Pa­mię­tam zniesmaczenie noblistką. Pa­mię­tam, jak powiedziałam sobie nigdy więcej, ale tytuł obiecał, okładka obiecała i pod­czyt­nik też, więc klik, klik, dwie kawy i było po książce. Tytuł, okładka i podczytnik dotrzymali słowa. Ta opowieść wynagrodziła mi zmarnowany w paź­dzier­ni­ku czas. Wynagrodziła z nawiązką. Nie ma mowy o zniesmaczeniu, jest tylko zachwyt tym, co można znaleźć między wierszami tej historii.

Świat nie był jej dany w sposób oczywisty. Był tylko możliwością, darowaną przypadkiem, gdy w kompletnej ciemności spotkały się liczne zmienne – cienką bańką mydlaną, która na chwilę ryzykownie zwiększyła swą objętość.

🖇

     παθεῖν
     μαθεῖν
     – To czasowniki o znaczeniu „cierpieć” oraz „uczyć się”. Czyż nie są do siebie podobne? W omawianym fragmencie Sokrates wskazuje na istnie­ją­cą analogię i w pewnym sensie bawi się językiem.
     […]
     – Nie można jednak tego uznać wyłącznie za grę słów. Dla Sokratesa nauka dosłownie oznaczała mękę. Tak przynajmniej postrzegał to młody Platon, który był jego uczniem.

🖇

     Χαλεπὰ τὰ καλά.
     Khalepá ta kalá.

     Piękno jest piękne.
     Piękno jest trudne.
     Piękno jest szlachetne
.

     Żaden z powyższych przekładów nie jest błędny, ponieważ dla sta­ro­żyt­nych Greków piękno, trud i szlachetność nie były jeszcze osobnymi po­ję­ciami.

🖇

     – Nie mogła się pani raczej tego domyślić, ale czasami wy­obra­ża­łem sobie, że prowadzimy długą rozmowę.

🖇

Przyjechałem do Niemiec jako nastolatek, za późno, by perfekcyjnie przy­swoić niemiecki. Chociaż dawałem z siebie wszystko, jedynymi przed­mio­ta­mi, w których mogłem prześcignąć kolegów z klasy, były matematyka i sta­ro­żytna greka. Nikogo nie dziwiło, że Azjata radzi sobie z matematyką, lecz co innego greka. Nawet koledzy, którzy całkiem nieźle opanowali łacinę, ka­pi­tulowali w zetknięciu z grecką gramatyką. Ten skomplikowany system – w połączeniu z faktem, że uczę się martwego od kilku tysięcy lat języka – wydawał mi się cichym, spokojnym pokojem, w którym mogłem się bez­piecz­nie schronić.

🖇

     – Gdy na początku zamieszkaliśmy we Frankfurcie, matka zawsze się czymś denerwowała… Miała obsesję na punkcie tego, że jesteśmy ob­co­kra­jowcami, a dodatkowo rzucamy się w oczy jako Azjaci, więc nie możemy sobie pozwolić na potknięcia. […]  Zawsze narzekała.
     „Jak to jest, że w tym kraju musisz się uśmiechać, jeśli spotkasz się wzro­kiem z osobą, której wcale nie znasz? Nie mam ochoty dłużej się uśmiechać. Chcę żyć po swojemu. […]”.
     – Gdy byłem nastolatkiem, mnie również największy kłopot sprawiał uśmiech. Przeszkadzało mi, że muszę zachowywać się w radosny, pewny siebie sposób i zawsze być gotowy na to, że trzeba z uśmiechem wymieniać grzeczności. Czasami wydawało mi się to ciężką pracą. Bywało, że miałem wrażenie, że nie zniosę już ani chwili tych formalnych uśmiechów. W takie dni, godząc się z wizerunkiem azjatyckiego zabijaki biegłego w sztukach wal­ki, naciągałem czapkę nisko na oczy i z rękoma w kieszeniach prze­cha­dza­łem się z najbardziej obcesową miną, jaką byłem w stanie przybrać.
     […]
     – Kiedy w końcu dotarłem na lotnisko w Inczonie, wysiadłem z samolotu z uśmiechem, który przyswajałem tak długo, że stał się niewątpliwie mój… Za każdym razem, kiedy za bardzo wchodziłem w czyjąś przestrzeń, chcia­łem prze­pro­sić po niemiecku. Kiedy mój wzrok stykał się z czyimś wzro­kiem, chciałem się uśmiechnąć. Zaraz po opuszczeniu hali przylotów, kiedy przepychałem się pomiędzy innymi Koreańczykami, którzy wyszli na lot­ni­sko po swoich krewnych i przyjaciół… Coś sobie wtedy uświadomiłem. Że nie rzucam się już dłużej w oczy. Że powróciłem bez szwanku na łono oj­czy­zny, w której nie trzeba wymieniać grzeczności z nieznanymi ludźmi ani się do nich uśmiechać.

🖇

Zalążek czasu, który wiecznie się błąkał, nim zaczął się posuwać naprzód.
     Otóż właśnie – czas.

🖇

Roześmiane oczy.
     Wzruszanie ramionami w miejsce odpowiedzi, którą uważałeś za nazbyt oczywistą.
     Gdy przytuliłeś mnie po raz pierwszy, gdy poczułem zawarte w tym ge­ście żarliwe, niemożliwe do ukrycia pożądanie, poczułem przerażająco wy­raź­nie, jak smutne jest ludzkie ciało.
     […]  Ciało człowieka, które pojawiło się na świecie, by kogoś przytulać, by pragnąć kogoś przytulać.
     Żałuję, że nigdy nie odwzajemniłem twojego uścisku, nim skończył się tamten okres.
     Nie doznałbym przecież żadnej krzywdy.
     Nie rozpadłbym się od tego ani bym nie umarł.

🖇

Dlaczego wtedy poczułem nagle w sercu strach? Dlaczego nawet dzi­siaj tak wyraźnie przypomina mi się tamto rozciągnięte w czasie po­że­gna­nie, tamto milczenie, które zdawało się wypełnione nie­zli­czo­ną ilością słów?

🖇

Pamiętam pytanie, które mi zadałeś, kiedy kończyła się tamta noc. Jak zwy­kle bez lęku podjąłeś ryzyko, że możesz mnie w ten sposób zranić. Chcia­łeś wiedzieć, w jakim stopniu świadomość, że kiedyś przyjdzie mi utracić wzrok, wpływa na moje codzienne myśli i emocje.
     Spojrzałem na ciebie bez słowa.

🖇

Odkąd zamilkła, czuje, że wdechy i wydechy również przy­po­mi­na­ją mowę. Niczym głos odważnie dotykają ciszy.

🖇

Dobrze wiesz, że nawet jeśli zupełnie stracę wzrok, nie zrobię się od tego mądry. Że nie otworzą mi się wcale oczy duszy. Że się zagubię w natłoku chaotycznych wspomnień, delikatnych uczuć. Że w swej wrodzonej głupocie czekam. Nie wiedząc na co, wytrwale.
     […]  Czy mi uwierzysz? Na samą myśl o tym drży mi serce.

🖇

Moje ciało nadal pamięta twoje ciało.

🖇

     – Jeśli śnieg jest milczeniem, które spada z nieba, deszcz jest być może nieskończenie długim zdaniem.
     Słowa spadają na płytki chodnika, na dachy betonowych budynków, na ciemne kałuże. Odbijają się od ziemi.
     – Litery języka ojczystego tkwiące w ciemnych kropelkach deszczu.
     Zaokrąglone albo proste kreski, zatrzymujące się na krótko punkty.
     Przygarbione przecinki i znaki zapytania.

🖇

Czuję strach przed słowami, których nie będę mógł zawrócić, jeśli je wypuszczę, słowami, które wiedzą więcej niż ja sam.

🖇

Kawałki wspomnień poruszają się, tworzą wzory. Bez żadnego kontekstu. Bez całościowej perspektywy i znaczenia. Liczne fragmenty rozpraszają się, a potem śmiało łączą.

🖇

     – Ten świat jest ulotny i piękny – mówi nauczyciel greki. – Jednak Platon nie pragnął takiego świata. Pragnął świata, który byłby wieczny i piękny.

🖇

Drżące powietrze, które unosi się z ziemi wczesną wiosną i powoduje zawroty głowy.
     Te ciche, delikatne ślady obecności.
     Odpryski Boga, w którego nigdy nie wierzyłem.
     Idee, które nigdy nie zaistniały i nigdy nie przestały istnieć.

🖇

     […]  głośno się zaśmiałem i wziąłem od ciebie notatnik. Zapisałem ar­gu­men­tację za nieistnieniem Boga, o której gdzieś kiedyś czytałem, i z po­wro­tem wręczyłem ci zeszyt.

     „Na świecie istnieje zło i cierpienie, ich ofiarami stają się niewinni ludzie.
     Jeśli Bóg jest dobry, ale nie potrafi tego naprawić, oznacza to, że jest nie­udolny.
     Jeśli Bóg nie jest dobry, a jedynie wszechmocny i nie chce tego naprawić, oznacza to, że jest zły.
     Jeśli Bóg nie jest ani dobry, ani wszechmocny, nie można go nazwać Bogiem.
     Dlatego dobry i wszechmocny Bóg to niemożliwy do przyjęcia błąd lo­giczny”.

     Kiedy naprawdę się złościsz, twoje oczy robią się takie duże. Unosisz gę­ste brwi, drżą ci rzęsy i usta, pierś gwałtownie unosi się i opada, gdy ze wzburzeniem oddychasz. Odebrałaś mi wtedy notatnik i napisałaś szybko i niestarannie:

     „W takim razie mój Bóg jest dobry i smutny.
     Jeśli fascynują cię takie głupie debaty, być może sam staniesz się kiedyś niemożliwym do przyjęcia błędem”.

🖇

     […]  W głuchej ciszy krok po kroku posuwasz się naprzód, dźwi­ga­jąc na barkach Boga, który jest dobry i dlatego smutny?

🖇

Ściągam ciężkie okulary i patrzę na rozmazany świat: jego granice są całkowicie zaburzone. Ludzie sądzą, że wraz z utratą wzroku zaostrza się słuch, ale to nieprawda. Najbardziej wyraźny staje się czas.

Han Kang, Lekcje greki, przeł. Justyna Najbar-Miller,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

     – Czy wezwać dla pani taksówkę?
     […]  Na swojej lewej dłoni kładzie wyciągniętą dłoń męż­czyzny, a następnie pisze niepewnie po jej we­wnętrz­nej stronie prawym palcem wskazującym.
     „Nie”.
     W miejscu, w którym styka się ich skóra, pojawiają się i po chwili znikają drżące delikatnie kreski i kropki. Niczego nie słychać i nie widać. Nie ma ust ani oczu. Drże­nie i ciepło natychmiast przepadają. Wszystko ginie bez śladu.
     „Pojadę
     pierwszym autobusem”.

🖇

     – Czy nie wydaje się to pani czasem dziwne?
     – Że nasze ciała mają powieki i usta.
     – Że czasami zamykamy je od zewnątrz, a cza­sa­mi solidnie ryglujemy od środka.

🖇

     – Za jakiś czas…
     Głos mężczyzny przycicha.
     – Jedynie w snach będę mógł coś zobaczyć.

🖇

μὴ ποιήσῃς τοῦτο ἄλλως.
Nie rób tego inaczej.

(tamże)

niedziela, lutego 23, 2025

5721. Z oazy (CCCXXV)

Nie­dzielne odliczanie literek. Wrócona z krainy mroku i bólu łapczywie chwyciłam się wczoraj życia. Szykując się na to, co przyniesie nowy tydzień, dźga mnie i po­ga­nia imperatyw opróżnienia czy­tel­ni­czej filiżanki wrażeń.

Tak. Jest syn, jest matka i alzheimer oraz związany z nim pełen wachlarz trudności. O tym najlepiej doniesie podczytnik, ale jest coś jeszcze. Dla mnie najbardziej zna­czą­cy­mi elementami tej opowieści są te chwile, gdy matka ustępuje kobiecie, któ­rą była. Uśmiechałam się, gdy wyłaniała się z historii, ponieważ w moim życiu było kil­ka matek, które zrejterowały z bycia kobietą, oddały walkowerem bycie czło­wie­kiem. Pogadać z takimi nie dało się.

Rodzice są postaciami, które wywierają na nas niesamowicie wielki wpływ. Kiedyś przez cały czas myślałam, jak mam od nich uciec, tak bardzo odczu­wa­łam siłę, z którą mnie wiązali. Aż w pewnej chwili dotarło do mnie. To nie jest tak, że rolę naszych rodziców koniecznie muszą odgrywać osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. […]  Odkąd zdałam sobie z tego sprawę, a byłam już wtedy dorosła, przestałam myśleć, że więzy krwi i rodzina to coś absolutnie koniecznego. Często ludzie potrafią się uzupełniać właśnie dlatego, że są sobie całkowicie obcy, bez więzów krwi.

🖇

I suita wiolonczelowa Johanna Sebastiana Bacha. […]  Izumi słyszał kiedyś, że wiolonczela ma ten sam zakres dźwięków co męskie głosy i dlatego brzmi jak ludzka mowa.

🖇

Zdał sobie sprawę, że jako matka i syn przekroczyli już granicę wyznaczającą połowę ich wspólnego czasu.

🖇

„Osobie chorej nie chodzi o to, żeby się po prostu przejść. Ma jakiś powód, ja­kiś cel, do którego dąży i który musi zrealizować. Są ludzie, którzy chcą się dostać w swoje strony rodzinne, są tacy, którzy uciekają z domu. Dla­te­go proszę nie myśleć, że to jest irracjonalne zachowanie”. Lekarz tłumaczył mu to podczas wystawiania diagnozy, a mimo to Izumi nie umiał po­wstrzy­mać surowego tonu.

🖇

Specjalistka do spraw opieki powiedziała mu przez telefon, że demencja nie oznacza końca, ale raczej początek walki.

🖇

[…]  Tyle rzeczy jego matka pamiętała, choć traciła pamięć. Izumiego za­wsze zaskakiwały świeżość i wyrazistość wspomnień Yuriko. Za każdym razem, kiedy go poprawiała, orientował się, jak bardzo jego pamięć jest zatarta i przepisana tak, żeby mu pasowała.

🖇

„Dokąd ona mogła w ogóle pójść w samym środku takiego tajfunu?”, zastanawiał się Izumi.
     „Jak cię nie ma, Izumi, to strasznie szybko tracę pamięć” – przy­po­mniał sobie słowa Yuriko, jakby wyciągając je siłą z pamięci.

🖇

[…]  usiedli obok siebie na łóżku i w milczeniu wpatrywali się w roz­cią­ga­ją­cy się w oddali letni ocean. Być może dobytek człowieka można było po­rów­nać do jego pamięci. Zbliżając się w stronę śmierci, stopniowo po­trze­bu­je­my coraz mniej rzeczy.

🖇

Są ludzie, dla których uczucie smutku, wtapiając się w piękny krajobraz, przeradza się w miłość.

🖇

     – Tak naprawdę to chciałem zostać architektem – zaczął mówić po chwi­lowym namyśle. – Ale oblałem egzaminy i poszedłem na inżynierię. A stam­tąd trafiłem do okrętów. Wiesz, od zawsze lubiłem pojazdy. Zwła­szcza stat­ki. Samochody są produkowane masowo, ale statki przypominają do­my, każdy jest tworzony indywidualnie.

🖇

Izumi zastanawiał się, w jakim kierunku będzie teraz zmierzać jego matka, która rozstawała się kolejno z rzeczami i słowami, a nawet pamięcią.
     „Może stawanie się dorosłym polega właśnie na traceniu róż­nych rze­czy”.
     Głos Kaori cały czas rozbrzmiewał echem w jego głowie.

🖇

Być może jej pamięć też zawraca i płynie pod prąd.
     – Wiesz, ostatnio gdy wychodziłem z domu opieki, to nagle przytuliła mnie dziwnie mocno.
     – Naprawdę? To musiało być żenujące uczucie, co?
     – Bardzo. Ale mogła mnie też z kimś pomylić. Pomyślałem sobie, że w koń­cu moja matka była też kobietą. – Oczami wyobraźni widział matkę siedzącą na ławce. Oglądając białe statki, czekała na Asabę. – Nie umiałem sobie nawet wyobrazić, że mogłaby się w kimś kochać, ale jak się nad tym zastanowić, to przecież bycie matką jest tylko jedną z jej twarzy.
     – Rozumiem cię. Z moją babcią było tak samo.

🖇

Czy jest ktoś, kogo nawet teraz nie zapomniała? […]  Czyja po­stać pojawia się ostatecznie w jej sercu, podczas gdy traci ko­lejne wspo­mnie­nia o miłości?

🖇

Oświetlone żarówkami ze straganów, czarne niczym węgiel źre­ni­ce Yuriko błyszczały jak szklane kulki. Jaki człowiek od­bi­jał się w tej czerni bez dna?

🖇

Uwielbiałam grę Horowitza, którego fortepiany niemal śpiewały. Nie grał zgodnie z zapisami nutowymi, dowolnie zmieniając tempo. Jednak te wy­ko­na­nia, pełne jednocześnie siły i ulotności, zapadały w pamięć.


Robert Schumann, Kinderszenen, op. 15, Träumerei,
Vladimir Horowitz (fortepian).

„To nie tak ma brzmieć”. Yuriko pokręciła głową na boki, jakby strofowała samą siebie. Westchnęła, niejako dając znać, że odzyskała równowagę, i za­czę­ła grać z pamięci. Kolejne dźwięki komponowały się ze sobą łagodnie je­den po drugim i stopniowo wyłonił się z nich pełen utwór. Sceny dziecięce Schumanna, no. 7, Träumerei. Melodia, której tak wiele razy słuchał w ich małym domu. […]
     – Nie musisz się spieszyć, ale nie przestawaj grać.
     Pomyślał o słowach, które powtarzała mu matka, kiedy jeszcze uczył się grać na fortepianie. „Nie musisz się spieszyć, mamo”.

🖇

     – […]  A ty, Yuri-chan? Kradzież czego by była najgorsza dla ciebie? Bo z pieniędzmi to zawsze sobie jakoś można poradzić.

🖇

Mieliśmy tam blisko i mogliśmy pójść w każdej chwili. Tak my­śla­łam, a w tym czasie minęło ponad pół roku.

Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Nie sądzi pan, że życie tylko w świecie, który sami po­tra­fi­my sobie wyobrazić, jest bardzo przytłaczające?

🖇

Serce nakazuje ciału, żeby dalej żyło codziennym życiem.

🖇

Życie ma to do siebie, że nie­ustan­nie pcha czło­wieka do przodu.

(tamże)

niedziela, grudnia 08, 2024

5651. Z oazy (CCCII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Ta lektura to efekt synchroniczności sprzed kil­ku­na­stu dni. Ostróżka poprosiła o polecenie książki. Nie miałam pomysłu, bo po uszy byłam po­chłonięta uczącymi mnie książkami. Dwa dni później Hannah obdarowała mnie naj­pierw informacją, że wyszła druga część kawiarni, a potem wersją elek­tro­nicz­ną tej czerstwiejącej nowości książkowej.

Oczywiście, zaczęłam od ilustracji znajdujących się na końcu i wracałam do nich, gdy tylko poszczególne pyszności pojawiały się na kawiarnianym stoliku. Ta opo­wieść dotyka najważniejszego miejsca w nas, o którym tak łatwo zapomnieć lub w nie zwątpić, a które czyni nas arcyżywymi, choćby nie wiem, jak podłe okolicz­no­ści towarzyszyły naszym chwilom.

[…]  jestem teraz tu, gdzie jestem.
     Pierwszym krokiem do szczęścia jest zatem odna­le­zie­nie swojego prawdziwego życzenia.

Mai Mochizuki

🖇 🖇

[…]  mruknął pod nosem Merkury, przystojny siwowłosy chłopak o pięk­nej, androginicznej urodzie. […]  Mars, czer­wo­nowłosy, przy­stoj­ny chło­pak. […]  Jupiter, pulchna i wesoła kobieta w średnim wieku, patrzyła na mnie kpiącym wzrokiem, trzymając w dłoni margaritę.

🖇

Noce w pierwszej kwadrze Księżyca sprzyjają nauce. Półksiężyc, który dąży ku pełni, wzmacnia swoją energię, a jego moc spływa na wszystkie istoty, wspomagając ich rozwój.

🖇

Wenus położyła kartę na stole i ponownie spojrzała na mnie. – Gwiazdy we wszechświecie zawsze chętnie wspierają ludzi, którzy chcą czegoś do­świadczyć.

🖇

To, co widzisz, należy tylko do ciebie. To wszechświat, który rozciąga się tylko przed tobą.
     Miała rację.
     – W twoim wszechświecie gwiazdy pomagają ci we wszystkim, co po­sta­no­wisz. Nawet jeśli napotkasz trudności czy zboczysz z obranej dro­gi, zawsze będzie to trafny wybór.
     […]  Gwiazdy oświetlają drogę, ale to człowiek decyduje, dokąd zmierza.

🖇

     – Dobry wieczór. Poproszę coś pysznego.

🖇

     – Czy mogłybyśmy porozmawiać, zanim przyniosą jedzenie? Koniecznie chciałabym o coś zapytać.
     – Mnie?
     – Tak. Czy zna pani swoje prawdziwe życzenie?
     Nagłe pytanie Wenus wprawiło mnie w osłupienie.
     – Moje własne, prawdziwe życzenie? – Dziewczyna pokiwała głową na potwierdzenie.
     – Ostatnio mistrz powiedział, że w nadchodzącym czasie bardzo ważne będzie uświadomienie sobie swojego prawdziwego życzenia.

🖇

[…]  w miarę jak się rozwijamy, okoliczności się zmieniają. Po przej­ściu na wyższy poziom nie możemy już korzystać z broni używanej do tej pory. Należy ją przekuć, wypolerować lub zamienić na nowy sprzęt.

🖇

     – Ayu… – Pokręciłam głową. – Opieka nad żywą istotą to poważna sprawa. Jesteśmy odpowiedzialni za jej życie.
     – „Odpowiedzialni za życie”. To brzmi niesamowicie, jak zadanie dla bogów – powiedziawszy to, Ayu zaśmiała się beztrosko.
     […] 
     – To prawda… Gdy odpowiadamy za czyjeś życie, to jakbyśmy wykonywali pracę bogów – wymamrotałam pod nosem.
     Ayu uśmiechnęła się, a ja spojrzałam na psa raz jeszcze.

🖇

🖇

     – Nów Księżyca ma moc spełniania życzeń. Mam nadzieję, że dzięki temu dostrzeże pani swoje prawdziwe życzenie, a ono się spełni.
     Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
     – Dziękuję. Właśnie przed chwilą zdałam sobie sprawę, czego naprawdę pragnę.

🖇

     – Naprawdę? Przecież chyba każdy je zna… – szepczę, a wtedy Luna, która nie wiedzieć kiedy znalazła się u mego boku pod postacią czarnej kotki, mówi:
     – Wielu ludziom tylko tak się wydaje. Tak naprawdę ukryli je na dnie swojej duszy i już go nie pamiętają.
     „Czyżby?”, marszczę czoło w niedowierzaniu, a Luna kiwa głową.
     […] 
     „A więc to tak”, myślę i oddycham głęboko.
     Słowa mistrza brzmiały tak: „Żeby łatwiej zrozumieć siebie, należy poznać swoje prawdziwe życzenie”.

🖇

Choć może trudno to zrozumieć osobom żyjącym, dla tych, którzy przeszli do następnego świata, najważniejsze jest szczęście ich rodzin.

🖇

🖇

     – Zabłądziłaś? – spytała zdziwiona Ayu.
     Zbliżyłam moją twarz do jej twarzy.
     – Tak, zabłądziłam.
     Naprawdę zbłądziłam. Nie, to nawet nie to. Ja tkwiłam w miejscu, nie mogąc się ruszyć.

🖇

Kiedy przychodzi ten moment, rozpaczy nie da się uniknąć, niezależnie od tego, jak bardzo jest się przygotowanym.

🖇

Skierować światło…
     Sposób, w jaki można to zrobić, różnić się będzie w zależności od osoby. Może to być na przykład wybaczenie sobie lub uznanie siebie i swojej war­tości.
     Bo Księżyc, choć wciąż odwraca wzrok od oślepiającego światła sło­necz­ne­go, cały czas go pragnie i dopiero pod jego wpływem sam może roz­bły­snąć.
     – Może masz rację. – Luna odwraca głowę, próbując ukryć łzy.

Mai Mochizuki, Kawiarnia pod Pełnym Księżycem.
Prawdziwe życzenie
, przeł. Agata Falkowska,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024.

[…]  nadal możemy mieć wspaniałe życie […]. Poddać się czasem znaczy tyle, co zaakceptować rzeczywistość.

🖇

To był cud, na który czekałam przez długi czas, a kiedy wreszcie się zdarzył, nie mogłam w to uwierzyć… Może tak już jest, gdy marzenie się spełnia?

🖇

Wszystko zaczęło się więc od zwykłej tęsknoty za tym miejscem, które w pewnym momencie stało się moim marzeniem, a potem celem.

🖇

     – Nie wszystko jeszcze rozumiem, ale postaram się – dodaję, zaciskając pięść.

(tamże)

poniedziałek, października 21, 2024

5617. Z oazy (CCXC)

Wielonie­dzielne odgruzowywanie literek, cztery. Noblistka. Jeszcze świeżutka. Gdy ta książka po raz pierwszy ukazała się w Polsce, nawet nie dało się marzyć o ibuku. Wystawiłam tej powieści więc godnościowo środkowy palec i poszłam sobie w czy­tel­ni­czą dal.

Noblistka. Jeszcze całkiem świeżutka. I osiągalna już w ibuku. Zasięgnęłam opinii i… poproszę, klik, klik i wio. A po przeczytaniu przyszło mi tylko do głowy: pro­szę, przypomnijcie mi za co ten literacki Nobel? No, więc: za jej intensywnie po­e­tyc­ką prozę, która każe nam konfrontować się z historycznymi traumami i od­kry­wa kruchość ludzkiego życia. […] przykłada [Han Kang] niebywałą wagę do re­la­cji ciała i duszy, życia i śmierci, a w swojej stylistyce – poe­tyc­kiej i ekspe­ry­men­tu­ją­cej – wytycza nowe kierunki dla współczesnej prozy. I wszystko jasne, ja w tym kierunku już nigdy nie pójdę. Tak jak nigdy nie ruszyłam za Sienkiewiczem czy Reymontem.

Od dawna nie przeczytałam książki, która tak bardzo zmarnowała mój czas. Zy­ska­łam tylko to, że wiem, czym jest plamka mongolska, że można na jej myśl obleśnie się ślinić (fetysze, podobnie jak gusta, nie podlegają ocenie, więc to zdanie powinno podlegać redakcyjnym cięciom). Tego wszystkiego, o czym wspomniał przed­sta­wi­ciel Szwedzkiej Akademii, przyznając nagrodę, nie ma w tej książce. Może poza eks­pe­ry­mentem. Jest za to przemoc strukturalna i bezmiar ludzkiej samotności. Jest i pornol dla ceniących wysoko estetykę intelektualistek.

Zanim została wegetarianką, nigdy nie pomyślałbym, że jest wyjątkowa. […]
     Zdecydowałem się na małżeństwo, bo mimo braku szczególnego powabu nie miała wyraźnych wad.

🖇

Umysł mojej żony wydał mi się nagle nieprzenikniony niczym umiesz­czo­na głęboko w ziemi pułapka.

🖇

Pomyślałem, że wcale nie znam tej kobiety. I była to prawda. Nie kła­ma­łem. Jednak podszedłem do niej na przekór sobie, wiedziony poczuciem odpowiedzialności.
     – Kochanie, co ty tu robisz? – wyszeptałem.

🖇

Chociaż w porównaniu z jego żoną była znacznie mniej atrakcyjna, czuł bijącą od niej siłę dziko rosnącego drzewa, któremu nikt nigdy nie przyciął gałęzi.

🖇

[…]  jej wzrok spotkał się z jego wzrokiem. Zebrała się wtedy w sobie i po­sła­ła mu wściekłe spojrzenie. W jego oczach nie było jednak ani żądzy, ani szaleństwa. Nie było w nich także żalu czy goryczy. Widać w nich było je­dy­nie przerażenie: dokładnie takie, jakie w tamtej chwili sama czuła.
     W ten sposób wszystko dobiegło końca. I nic już nie mogło być takie jak kiedyś.

🖇

Zaskoczyła ją nagła myśl, że tak naprawdę nigdy nie miała szansy sobie pożyć. Święta prawda. Nigdy nie zdołała sobie pożyć. Od kie­dy pamięta, jedynie wszystko przetrzymywała.

🖇

Nie była to twarz człowieka, którego starała się szanować i dla którego roz­pa­dała się na kawałki, próbując wszystko przetrzymać i troszczyć się o nie­go. Jej wyobrażenie na jego temat okazało się zaledwie cieniem osoby, jaką tak naprawdę był.
     – Nie znam cię – wyszeptała i docisnęła odłożoną na widełki słuchawkę. – Nie muszę ci wybaczać ani prosić o wybaczenie. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem.

🖇

[…]  zapytała po raz ostatni:
     – Dlaczego uważasz, że śmierć to coś złego?

🖇

Czuje, że traci energię pod wpływem ogromu rozczarowania. – Co z tobą? Naprawdę ci odbiło? – Po raz pierwszy w życiu pyta ją o to, w co nie była w stanie uwierzyć przez kilka ostatnich lat. – Naprawdę ci odbiło?
      […]  Panująca w sali cisza zatyka jej uszy niczym mokra wata. Nie sły­chać nawet, że ktoś oddycha.
     – Całkiem możliwe… – mruczy, przełamując milczenie. – Może łatwiej wpaść w taki stan, niż się wydaje. – Waha się przez moment, a potem do­da­je: – Zwariować, znaczy się…

🖇

Kiedy śnimy, wszystko wydaje się tak rzeczywiste. A jednak po prze­bu­dze­niu zdajemy sobie sprawę, że był to tylko sen… Tak więc i my się kiedyś obu­dzi­my, a wówczas…

🖇

Jeśli jeden człowiek przejdzie gruntowną przemianę, drugi nie ma wyjścia – musi się dostosować.

Han Kang, Wegetarianka,
przeł. Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.

Wezbrała w niej świadomość doświadczonego cier­pie­nia, która przez wiele lat zdawała się w niej dojrzewać i czekać tylko na ten moment.
     „To wszystko nie ma sensu”.
     „Dłużej tego nie wytrzymam”.
     „Nie potrafię dalej iść tą drogą”.
     „Nie chcę nią dalej iść”.

🖇

Nie wyraziła ani zgody, ani sprzeciwu. Wstrzymał oddech i spojrzał na nią uważnie, próbując zro­zu­mieć, jaka odpowiedź kryje się w jej milczeniu.

(tamże)

niedziela, kwietnia 28, 2024

5438. Z oazy (CCLII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, trzy. Czytane przeze mnie książki często mają na­tu­rę matrioszek. W Kociej filozofii trafiam na słowa przeniesione z innej książki:

Piękno znaj­du­jemy nie w rze­czach, lecz w smu­gach cie­nia, które po­wstają przez od­dzia­ły­wa­nie rze­czy na sie­bie, w grze świa­tła i cie­nia.

i już pędzę, i sprawdzam, i klik, klik, i nie mam żadnych złudzeń. I tylko patrzę, jak dziewiędziesięciojednoletnia dziś w oryginale książka wbiega na bezdechu na szczyt mojego, godnej wysokości, czytelniczego stosiku.

Wszystko, co czytam, rzucam w kąt, by delektować się tym drobiazgiem o wielkiej duszy. Moja dusza mruczała od pierwszego akapitu, po ostatnie zdanie.

Czy­ta­jąc po raz ko­lej­ny Po­chwa­łę cie­nia, mia­łem wra­że­nie, jak­bym słu­chał eru­dy­ty snu­ją­ce­go opo­wie­ści w gro­nie przy­ja­ciół ze­bra­nych przy czar­ce sa­ke. Gdy­by jed­nak za­kla­sy­fi­ko­wać tekst ja­ko hi­sto­rycz­no­li­te­rac­ki ga­tu­nek, na­le­ża­ło­by go uznać za po­pu­lar­ną od wie­ków w ja­poń­skiej li­te­ra­tu­rze for­mę swo­bod­nych za­pi­sków zwa­nych zu­ihit­su, do­słow­nie „za pędz­lem” al­bo „śla­dem pędz­la”.

Henryk Lipszyc

🖇 🖇

[…] my, lu­dzie Wscho­du stwa­rza­my pięk­no z cie­ni, któ­re od­szu­ku­je­my w ba­nal­nych, naj­mniej ocze­ki­wa­nych miej­scach. Jak po­wia­da się w sta­rej pie­śni: „zbierz pa­ty­ki i zwiąż z so­bą – bę­dzie cha­ta, roz­syp – znów znaj­dziesz się na po­lu”. Ta­cy już je­ste­śmy, że pięk­no znaj­du­je­my nie w rze­czach, lecz w smu­gach cie­nia, któ­re po­wsta­ją przez od­dzia­ły­wa­nie rze­czy na sie­bie, w grze świa­tła i cie­nia. […]  Nie ma pięk­na bez cie­nia.

🖇

Po­ły­sku­ją­ca po­wierzch­nia la­ki, kie­dy przy­glą­da­my się jej w ciem­no­ści, od­bi­ja mi­go­czą­ce świa­tło świe­cy, za­po­wia­da­jąc nie­spo­dzie­wa­ne po­dmu­chy wia­tru, któ­ry od cza­su do cza­su po­sta­na­wia zło­żyć nam wi­zy­tę w ci­chym po­ko­ju, spra­wia­jąc, że mi­mo wo­li po­grą­ża­my się w za­du­mie.

🖇

Pa­pier wy­na­leź­li po­noć Chiń­czy­cy. Pod­czas gdy za­chod­ni pa­pier nie bu­dzi w nas szcze­gól­nych emo­cji i trak­tu­je­my go czy­sto użyt­ko­wo, fak­tu­ra pa­pie­ru chiń­skie­go lub ja­poń­skie­go da­je szcze­gól­ne po­czu­cie cie­pła i przy­no­si od­prę­że­nie. Ni­by ta sa­ma biel […]! Po­wierzch­nia pa­pie­ru za­chod­nie­go zda­je się od­bi­jać świa­tło, nasz tym­cza­sem za­cho­wu­je się, jak­by je obej­mo­wał i wchła­niał tak jak pu­szy­sta po­wierzch­nia pierw­sze­go śnie­gu. W do­ty­ku mięk­ki, nie sze­le­ści przy zgi­na­niu lub zgnia­ta­niu, jest bez­gło­śny i spra­wia wra­że­nie, że po­dob­nie jak liść drze­wa za­wie­ra w so­bie wil­goć.

🖇

Czy­stość te­go, co od­sło­nię­te, kie­ru­je je­dy­nie na­sze za­in­te­re­so­wa­nie ku te­mu, co nie­wi­docz­ne.

🖇

Nie twier­dzę, że nie lu­bi­my ni­cze­go, co błysz­czy, ale praw­dą jest, że nad ta­ni po­łysk przed­kła­da­my głę­bo­kie pół­cie­nie, to przy­ćmio­ne świa­tło – czy to na na­tu­ral­nym ka­mie­niu, czy też w dzie­le rąk ludz­kich – któ­re na­tych­miast przy­wo­dzi na myśl ów szlif sta­ro­ści.
     „Szlif sta­ro­ści” brzmi ład­nie, ale tak na­praw­dę to brud ludz­kich rąk wtar­ty do po­ły­sku.

🖇

Mo­że zresz­tą ta­ka biel w rze­czy­wi­sto­ści wca­le nie ist­nie­je. Mo­że to tyl­ko zło­śli­wy fi­giel, ja­ki pła­ta­ją świa­tło i cień, rzecz ulot­na, coś, co ist­nie­je tyl­ko tu i te­raz.

🖇

Ze świa­tła ko­rzy­sta­my dziś nie ty­le po to, by wy­god­nie nam by­ło czy­tać, pi­sać lub szyć, ile by z moż­li­wie każ­de­go za­kąt­ka prze­gnać cień.

🖇

Wy­glą­da na to, że w mia­rę jak się sta­rze­je­my, je­ste­śmy co­raz bar­dziej skłon­ni wie­rzyć, że wszyst­ko bez wy­jąt­ku by­ło lep­sze kie­dyś niż te­raz. Sto lat te­mu star­si lu­dzie tę­sk­ni­li za cza­sa­mi sprzed dwu­stu lat, ci, co ży­li dwie­ście lat te­mu – za cza­sa­mi sprzed trzy­stu. Ni­g­dy więc nie by­ło tak, by­śmy by­li za­do­wo­le­ni z cza­sów, w któ­rych ży­je­my. […]
     Za­baw­ne, kie­dy czło­wiek so­bie uświa­da­mia, że i on osią­gnął wiek uty­sku­ją­ce­go sta­rusz­ka, ale jest chy­ba fak­tem, że udo­god­nie­nia współ­cze­snej kul­tu­ry schle­bia­ją gu­stom lu­dzi mło­dych, za­po­wia­da­jąc jed­no­cze­śnie na­dej­ście cza­sów co­raz mniej przy­ja­znych dla star­szych.

🖇

To prze­cho­dzi ludz­kie po­ję­cie – trze­ba na­praw­dę nie mieć ser­ca, że­by od­bie­rać nam cień, ja­ki da­ją drze­wa w le­sie.

Jun’ichirō Tanizaki, Pochwała cienia, przeł. Henryk Lipszyc,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.

Chciał­bym po­now­nie przy­wo­łać, przy­naj­mniej w li­te­ra­tu­rze, świat cie­ni, któ­ry wła­śnie tra­ci­my. […]  A na pró­bę, że­by zo­ba­czyć, jak to bę­dzie wy­glą­da­ło, zga­si­my świa­tło.

(tamże)

wtorek, kwietnia 23, 2024

5431. 114/366

w ciszy, w nie­mocy, w ułamku sekundy dotarło do mnie, że.

wygrywam dokładnie w tym momencie, gdy akceptuję swoje porażki. jeszcze nie wiem, gdzie mnie te swoiste, aktualne zwycięstwa teraz prowadzą.

114/366

Ciem­ność […]  i pięk­no, któ­re się z niej wy­ła­nia, wy­zna­cza­ją od­ręb­ny świat cie­nia, któ­ry […]  w prze­szło­ści mu­siał być czę­ścią co­dzien­ne­go ży­cia.

Jun’ichirō Tanizaki, Pochwała cienia, przeł. Henryk Lipszyc,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.

poniedziałek, kwietnia 15, 2024

5425. Z oazy (CCXLIX)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, trzy, poślizgnięte kilkanaście godzin, bo po­trze­bo­wa­łam do­wie­dzieć się, co myślę o tej historii, gdy opadł kurz wrażeń. Sprawdziłam. Ta książka nie ma najlepszych notowań u polskich czytelniczek i śmiem po­spe­ku­lo­wać, dla­czego tak jest.

Młoda czytelniczka porzuci tę książkę najpóźniej w połowie drugiego rozdziału, bo nuda i nic się nie dzieje. Dla starszych osób, które są kilkanaście lub kilkadziesiąt lat po usunięciu zaćmy, to też nuda i co gorsza, banał. Nic nowego, czego nie znają z au­top­sji, w tej opowieści nie znajdą. Nie wynagrodzi im tego ani majstersztyk, ja­kim jest translatorski kunszt — delektowałam się — zastosowany do tłumaczenia dialektu języka ja­poń­skie­go, ani przepiękna metafora, której użyła Autorka, by ucie­le­śnić postaci dialogu wewnętrznego bohaterki.

To nie książka, nie powieść, to medytacja utkana z literek. Wymaga odpowiedniego stanu ducha. Czasem byłam na nią za młoda, czasem za stara. Dlatego też po­rzu­ca­łam ją wielokrotnie i wracałam tyle samo razy.

Podsumujmy. Najpierw chcesz, by cię przynajmniej lubili (w niemowlęctwie ważne jest nawet, by ktoś kochał, chociaż służbowo, bo nie przeżyjesz). Potem chcesz, by cenili twoją pracę. Zwykle dopiero po tych życzeniowych fikołkach i życiowych szpa­ga­tach dochodzisz do wnio­sku, że może warto spróbować polubić siebie. Jest to nie­zbędne, by finalnie docenić każdy swój krok. O tym, w skrócie, jest ta opowieść, po­my­ślało mi się dość subiektywnie.

Myślała, że tak to już po prostu jest. Każdy człowiek ostatecznie dokonuje pewnego odkrycia. Znajduje frazę, która na stare lata pozwala pomyśleć: Kto wie, może właśnie po to były wszystkie trudy, znoje i mozoły mojego ży­cia, by ją odnaleźć? Nieważne, jaka wyświechtana i banalna, bo nie­za­stą­pio­na, zdobyta za cenę własnego czasu i wysiłku, fraza, co ma pieśni wdzięk i tyleż treści, taka, która człowieka ubarwia, nadaje mu koloryt.

🖇

Czy kiedykolwiek walczyłam choćby prawie do końca? […] do tej pory wy­kształ­ci­ła w sobie jedynie posłuszeństwo i ugodowość, innymi słowy stale łamała sobie głowę, jak sprawić, by ją kochano. Nigdy nie rozwinęła siły do walki, do wzmacniania samej siebie, do przekraczania swoich granic i do­ży­ła tak aż do dziś, i wciąż tego żałowała. Dlaczego tak się stało?

🖇

Zabiłyście kogoś? Ktoś zabił was?

🖇

Gdziegolwiek was zaniosło, smutek, radoś, gniew i rozpacz szły za wami, brawda?
     Ale mimo wszyzgo stawiałyście kolejny krok.
     Aż mnie dreszcze przechodzą, tchu nie mogę złapać.
     Wspaniałe. Niewiarygodne. Jezdeście niebywałe. Jezdeśmy.
     […]
     Pokolenie za pokoleniem, pokolenie za pokoleniem, pokolenie za po­ko­le­niem, pokolenie za pokoleniem.
     I oto jezdem jo.
     Bezcenne życie, które podawałyście sobie z rąk do rąk. Życie jak cud.

🖇

Nie powierzyłam ci serca tylko po to, by
poczuć ulgę, że mam dokąd wracać.

🖇

Kres był tuż przed nią. W całej okazałości. Wzięła głęboki oddech.
     […]
     Po żalu i złości panią Momoko ogarnęła niewypowiedziana radość.
     Tyle światła. Wszystko jaśniało cudownym blaskiem. Na myśl, że to już koniec, każda najmniejsza rzecz wydawała się jej zupełnie inna. Soczysta i pełna życia niczym zieleń po deszczu. Dźwięki też brzmiały czysto i har­mo­nijnie.
     Od kiedy pani Momoko pożegnała Shūzō, wierzyła, że istnieje świat ukry­ty przed ludzkim wzrokiem. Teraz wszystko, co widziała, i wszystko, co słyszała, wydawało się tego dowodem. […]
     Dziękuję za chmurę, która odbija się w pełnym wody wiaderku. Za wycie psa. Za zdartą skórkę przy paznokciu palca wskazującego lewej dłoni. Czu­ła, że wszystko ma sens.

🖇

Chce ją spodgać, zamom ziebie.

Chisako Wakatake, Pójdę sama, przeł. Dariusz Latoś,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Ciągle składała dłonie w geście wdzięczności, nie mogła się powstrzymać. Do prawej przenikało ciepło z lewej, lewą czuła dotyk prawej.

🖇

Istnieją uczucia, których nie da się poznać od razu, musi minąć czas.

🖇

Pani Momoko się roześmiała. I jej śmiech długo nie milkł.
     Ach.
     Nagle zrozumiała jego znaczenie. Zrozumiała sens tego śmiechu, który wzbierał w niej bez końca.
     Nie muszę tylgo czekać. Wciąż reaguję na świat, na czerwień. Nadal mogę walczyć. Jo zaczynam zie od te­raz. Ten śmiech to odgłos tego, jak napełnia mnie de­ter­mi­na­cja. Jeszcze nie koniec.
     Na tę myśl pani Momoko znów się roześmiała.

(tamże)