Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szpagacik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szpagacik. Pokaż wszystkie posty

środa, marca 25, 2026

6051. Z oazy (CDXXX)

Pappone Naurocchi dał czadu raz. Tego samego dnia odkryłam istnienie tej książki, więc klik, klik, bo Bromba i inni to jedyna lektura w podstawówce, którą po­ko­cha­łam i czytałam po wielokroć. Na półce od lat w „papierzu” obok szkolnej lektury sto­ją Bromba i fi­lo­zo­fia oraz Bromba i psychologia.

Nim dwa dni temu pappone dał czadu niestety na pewno nie ostatni raz, by na koń­cu, jakby niewerbalnego chamstwa mylonego z mocą było mało, pogrozić pa­lu­chem, czytałam tę książkę, zastanawiając się, skąd Autor trzy lata te­mu wie­dział, co nas czeka.

Wybieranie wyimków nie było łatwe, ale po raz pierwszy zestaw subiektywnie wy­bra­nych fragmentów może być podstawą zabawy towarzyskiej o nazwie: selekcja znajomych.

Jest to gra o nikłym śladzie węglowym, bio i eko pełną gębą: z poniższych frag­men­tów wylosuj jeden i podaj jak największą liczbę nazwisk polskich polityków, któ­rzy według ciebie pasują do tego cytatu jak ulał. Za aktywnego polityka otrzy­mu­jesz 2 punkty, za biernego 1 pkt., a za Czarnka i pap­po­ne dziesięć. Wyśmienity pre­zent na zajączka, spędzanego na łonie szeroko definiowanej rodziny… Ogarnij się w końcu i z premedytacją wygraj!

Drodzy Czytelnicy!
     Rozważałem, czy nie nadać tej książeczce tytułu Pożegnanie z Brom­bą, ponieważ nie wydaje mi się, aby Bromba zanotowała jeszcze jakieś inne przygody i obserwacje niż zawarte w tym to­mi­ku, ale pomyśleliśmy sobie (i ja, i Bromba), że zabrzmiałoby to zbyt patetycznie.

[Bromba] Jako osoba zajmująca się pomiarami już dawno uznała, że skoro nawet najdokładniejsze pomiary są obarczone ryzykiem błędu, to warto docenić rolę wpływu na nasze losy – przy­pad­ku, nieporozumienia i zdarzeń całkowicie nie­spo­dzie­wanych.
     Ona i jej przyjaciele skłonni są cenić wątpliwości, szczerość, spontaniczność, życzliwość oraz wiarę w to, że ktoś, kto chce zbyt gwałtownie poprawiać, czyli krzywdzić innych – krzywdzi tak­że, a może przede wszystkim, samego siebie.
     Z takim podejściem zajmowanie się polityką jest bardzo trudne, więc Bromba się nią nie zajmuje.
     Ponieważ jednak parę razy polityka zajęła się Brombą lub jej przy­jaciółmi, oddajemy w Wasze ręce, Drodzy Czytelnicy, te kilka opowieści, z nadzieją, że nie jesteście dziećmi, a w każdym razie nie do tego stopnia, aby myśleć o Brombie jako o osobie zupełnie nie­praktycznej i całkiem naiwnej.

Serdecznie pozdrawiamy
Autor i Bromba

🖇 🖇

     — Ciszej! Co pani wygaduje!
     — Mówię, co myślę.
     — To źle pani robi. Pierwsza zasada Wolnej Utopii brzmi: „Nie myśl sam. Pomyślimy za ciebie”.
     — A druga?
     — „Jeśli nie wiesz, kto jest zły, zapytaj się nas”.
     — Czyli kogo?
     — Wielkiego Klipa. I jego doradców.
     — A skąd oni to wiedzą?
     — Bo oni się znają. Zło bywa często głęboko ukryte. Czasem sami nie wiemy, że jesteśmy źli!
     — Co pan powie? Nie wie pan, kiedy pan zrobi coś źle?

🖇

Wszystko wydawało się zagadkowe, zarówno poglądy małego utopca jak i całkowita pewność jego przekonań.

🖇

     — […]  A trzecia zasada?
     — „Każdy jest taki sam”.
     — Jak to?
     — To super zasada! Dzięki temu nikt nie jest lepszy ode mnie!
     — Tylko że to nieprawda!
     — Właśnie że prawda!
     — Przecież gołym okiem widać, że każdy jest inny.
     — Może w detalach są różnice, ale każdy POWINIEN być taki sam!
     — Powinien być jak kto?
     — Jak my! Jak utopce!
     — Ale ja na przykład nie jestem utopcem!
     — I właśnie dlatego jest pani zła!

🖇

     — […]  Zrozumieliśmy, że wystarczy odrobina wysiłku, żeby cały świat zmienić na lepsze!
     — Tylko odrobina?
     — Może trochę więcej, ale trzeba być stanowczym i ćwiczyć silną wolę. Czy pani wie, jaką ja mam silną wolę? Mogę w ogóle nie jeść deserów!
     — A niby dlaczego ma pan nie jeść deserów?

🖇

🖇

     — Zrozumcie, panowie! Ja nie mam prawa podawać wymiarów czegoś, czego nie widziałam na oczy!
     — Ale stół pani widzi?
     — Widzę!
     — No, a my mówimy pani, że krokodyl jest długości trzech stołów!
     — Dostarczcie mi krokodyla, to natychmiast go zmierzę.
     — Zaraz by panią zjadł!
     — Wolę być zjedzona niż podawać fałszywe informacje!

🖇

     — A pan to kto?
     — Wiktor Burdziałowicz. Wampir.
      Bromba odruchowo próbowała się cofnąć.
     — Co znaczy dobra opinia? — Wampir uśmiechnął się. — Nie wypijam krwi. Niczyjej. Jestem wegetarianinem. Mam alergię na mięso, ale owszem, cierpię na światłowstręt. A za co pani siedzi?
     […] 
     Jak to zwykle bywa bardziej doświadczony więzień wprowadził mniej doświadczoną więźniarkę w jej sytuację.

🖇

Żaden gad nas nie omota,
Nie podskoczy żaden płaz!
Wiemy, czym istota błota,
Wszyscy inni to hołota!
Więc powtórzmy jeszcze raz:
Nie ma chłopca nad utopca,
Każdy to zrozumie w lot,
Po co skręcać na manowce,
Gdy się żyje w środku błot!
Chlip, chlip, chlip – Niech żyje Wielki Klip!

🖇

🖇

     — Przed czym tak uciekałeś? — zapytał Gluś Pućka biblio­te­karza.
     — Przed polityką — jęknął Puciek. I zemdlał.
     Tak to się wszystko zaczęło.

🖇

     — To skandal!  […]  Dość już tej polityki! Dość już tej pedagogiki wstydu! Tak, jestem Fumem! I jestem z tego dumny! Powiem więcej! Fumy są naj­lep­sze! I proszę nas nie obrażać!!!
     Po czym zaczął skandować:
     — Tylko Fumy! Powód do dumy! Tylko Fumy! Powód do dumy!

🖇

Polis to po grecku znaczy miasto. Od słowa polis pochodzi słowo polityka. W mieście zwykle jesteśmy zmuszeni współdziałać z innymi. Polityka to umiejętność łą­cze­nia sprzecznych interesów, które pojawiają się wtedy, gdy je­ste­śmy zbyt blisko siebie.

🖇

     — Bardzo ostrożnie, przyjacielu – westchnął Gluś. – I obserwuj Mal­win­kę. Jeśli chrząknie albo coś… zmieniaj temat. To się nazywa dyplomacja.

🖇

🖇

     — Jak to?
     — A tak to!
     […] 
     — Ja nigdy nie dokończyłam żadnej jego książki – oświadczyła spokojnie Lala. – I jestem z tego dumna. Usuwa pan czy nie?

🖇

🖇

Z tym ważeniem i mierzeniem jest znacznie dziwniej, niż się wy­da­je na początku. Mierzymy i mierzymy, ważymy i ważymy, a najważniesze wciąż pozostaje nieuchwytne.

🖇

🖇

Mrówki czują tyle, ile czują, i po prostu trudno im zrozumieć, że mogą czuć więcej. To prawdopodobnie w wyniku ewolucji poziom odczuwania zmar­twień mają zdecydowanie ograniczony, a wątpliwości w działaniu — wcale.

🖇

Gwiazdonosowi wiara w głębię jest niezbędna do życia. Jak wszystkie kre­to­wa­te ubóstwia drążyć. A mrówki są, jakie są.

🖇

🖇

     — Trudno — powiedziała Bromba. — Musisz się solidnie przygotować do tej debaty. Co planujesz na najbliższe lata?
     — Sprowadzać jak najciekawsze książki i zachęcać wszystkich do czy­tania!
     — Tak, to dobre i zrozumiałe, ale niestety zbyt ogólne! W takiej debacie trzeba jakoś zaskoczyć, zaproponować coś, czego odbiorcy się nie spo­dzie­wają. […]
     — Nie za ostre? — zaniepokoił się Puciek. — Gotowi się obrazić!
     Fikander uśmiechnął się z goryczą.
     — O ile przeczytają. Zębiełek to przecież prawie analfabeta. On mówi: „pół­torej roku”, „na dzień dzisiejszy” i „okres czasu”. Raz nawet chyba usły­sza­łem, jak powiedział: „przyszłem i wzięłem”, ale może się przesłyszałem.

🖇

Niektórzy tłumaczyli, że akurat nie mają czasu, przepraszają, doceniają, ale może innym razem. Inni wysłuchiwali z satysfakcją i przytakiwali Zę­bieł­ko­wi, ponieważ wprawdzie rzadko odwiedzali bibliotekę, ale teraz mieli wresz­cie usprawiedliwienie — to nie oni są leniwi i nie czytają, ale po pro­stu Puciek za mało się stara.
     […]
     — I co? Pozwolimy zniszczyć dorobek życia szlachetnego i rozsądnego Pućka?
     — Na tym polegają właściwe zasady porządku społecznego.
     — Na tym???
     — Mieszkańcy Naszej Okolicy muszą się tego nauczyć. Każda droga na skróty źle się kończy. Demokracja to proces bolesny, wymagający cier­pli­wości i czasem zawodny. Jednak bez demokracji będzie tylko gorzej.

🖇

Następnie pojawił się na podium Zębiełek.
     — Ja się chciałem zapytać, panie Puciek, gdzie się podziały te obiecane trzy lata temu termosy do kawy i herbaty? Czy może teraz stoją u tak życz­li­wej panu Bromby, a może po prostu zabrały je Tarapaty, wyjeżdżając na studia do Wielkiego Miasta?
     Puciek chciał krzyknąć, że termosy stoją przecież w przedpokoju, że on je kupił za własne pieniądze i że to właśnie Zębiełek kawą pitą z tego termosu zalał powieść „Gdzie stuka agent dzięcioł?” w tym jednym jedynym dniu, kie­dy odwiedził bibliotekę z niejasną jeszcze wizją zagarnięcia jej dla siebie.
     […]
     Zębiełek jednak dopiero się rozpędzał. Zasugerował, że „Puciek idzie na pasku suchaków i innych NIE Z NASZYCH okolic”.
     Puciek chciał powiedzieć, że „nasze” nie zawsze musi oznaczaćdobre”, bo „nasze” też często bywa złe, a przynajmniej średnie, i że nie­do­brze być zaślepionym tak rozumianą swojskością, ale spojrzał na dwa kre­ty z transparentem: „Widzimy, że jesteśmy lepsi!” i zrezygnował.

🖇

🖇

     — Czy każda władza podlega degeneracji? — zapytał Kot Makawity, kie­dy zostali sami.
     — Niestety tak. To już dawno temu opisał pewien myśliciel. Rządy jed­no­stki zamieniają się w tyranię, rządy grupy w oligarchię, czyli sitwę, a de­mo­kra­cja w bałagan — odparł Kajetan, sięgając po szklaneczkę ulubionego soku porzeczkowego.

🖇

     — Naprawdę, nie może być inaczej, Kajetanie? — pytał Kot Makawity. — Czy te głupstwa muszą nas dzielić?
     — Pomyśl, przyjacielu, że znacznie gorzej byłoby, gdybyśmy musieli zgadzać się z kimkolwiek z nich we wszystkim, co wygadują!

🖇

     — Szczury wymyśliły sobie, że wszystkiemu winne są myszy — opo­wia­dał Tarapat — i niszczą je bezlitośnie. Dotąd zawsze jakoś można było się porozumieć. Były niepisane umowy, tu szczury, tu myszy, a tu powiedzmy — gołębie. Teraz jednak pojawił się przywódca szczurów, niejaki Wędrow­ny. Ogłosił, że trzeba wypędzić z Miasta wszystkie myszy, bo stanowią za­grożenie, rozsiewają zarazki i krzywdzą szczury. Wyobrażacie sobie? Skrzywdzone szczury!

🖇

     — Rozumiem, że jakieś pojedyncze osobniki…, ale szczury to imperialiści! Chcą zniszczyć cały świat! — zawołał zdenerwowany.
     — Szczury jak szczury. Każdy, komu wmówią, że ma całkowitą rację i może ją wprowadzać przemocą, jest niebezpieczny. Szczur, wróbel, łoś, a nawet chomik.

🖇

🖇

Obecnie, jak to zwykle podczas wojny, czyli polityki, która za­mie­ni­ła się w gwałt i przemoc, bardzo trudno o jakieś mądre i ostateczne pod­sumowanie. Bo wojna ma to do siebie, że chociaż uchodzi za rodzaj prze­dłu­że­nia polityki innymi środkami (konkretnie – użyciem siły) wy­wra­ca do gó­ry nogami mnóstwo dotychczasowych złudzeń i poglądów uważanych za oczywiste. […]
     Prawdziwe zakończenie zwykle można dopisać po czasie i — jak to w po­li­ty­ce bywa – zależy, kto je chce dopisać.

Maciej Wojtyszko, Bromba i polityka,
Wydawnictwo Ezop, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Zdania, których używa każdy polityk, więc warto je za­pa­miętać, jeśli jest się politykiem. Jeśli się nie jest, też warto za­pa­miętać, że politycy tak mówią.
     → „Ja panu, (pani) nie przerywałem!!!” – do użycia najlepiej jeszcze zanim rozmówca się odezwie.
     A potem regularnie co jakiś czas.
     → „Zanim odpowiem, pragnę zwrócić uwagę, że” – po­zwala mówić na dowolny temat i nie odpo­wie­dzieć na zadane pytanie. […] 
     → „Przypadek? Nie sądzę” – komentarz do faktu, którego sam polityk nie potrafi wyjaśnić, ale chciałby, żeby to zdarzenie pomogło jemu, a nie innym. […] 
     → „Myślę, że…” – zaczynając zdanie w ten sposób, zmniejszamy nieco zagrożenie polegające na tym, że mo­gą nam potem zarzucić, że coś twierdziliśmy. Na przy­kład na pytanie: „Czy Wielki Klip to drań i łobuz?” nie odpowiadamy: „Tak!” albo „Jasne!”, tylko : „Myślę, że niektóre jego zachowania mogłyby na to wskazywać”.
     → „Nie twierdzę, że…” – używane zwykle wtedy, kiedy mówiący ma absolutną pewność, że tak właśnie jest. […]
     → „Zdanie wyrwane z kontekstu” – można tak określać wszelkie zdania, które są prawdziwe, ale które nam się nie podobają.

🖇

Demokracja — niewątpliwie najlepsza forma rządów, jaką wymyślono, ale trudniejsza do upilnowania niż li­ście drzew unoszone przez jesienną wichurę. Demo­kra­cja wymaga od tych, którzy jej pragną, chyba jeszcze więcej niż wielka wyprawa na Księżyc. Pokora, samo­ogra­ni­cze­nie, szacunek dla prawa, szacunek dla po­glą­dów innych, wierność zasadom, wytrwałość, odpo­wie­dzial­ność, umiejętność godzenia sprzecznych potrzeb, zdolność do organizowania się wokół istotnych celów, troska o los słabych, mądre wątpliwości wobec zbyt po­chopnych działań dla dobra wszystkich.

🖇

Wolność – niby każdy rozumie, co to jest, ale Bromba już dawno zauważyła, że to wcale nie jest takie proste. […]  czy chcemy czy nie, pojawiają się fakty, które ogra­ni­cza­ją naszą wolność. Na przykład z takimi uszami, ja­kie ma Fikander, nie da się uprawiać niektórych spor­tów. Wolność Fikandra jest więc ograniczona tymi usza­mi i jak to mówi Kajetan Chrumps: „Na grawi­ta­cję nie ma rady”.

🖇

Najsmutniejsze jest to, że brak polityki to też polityka, tylko gorsza.

(tamże)

poniedziałek, marca 16, 2026

6045. Z oazy (CDXXVIII)

To nie jest dobra książka. To jest książka zła ze względu na głupią i wyjątkowo pro­stacką formę antropomorfizacji osoby, jaką jest pies. To książka beznadziejna ję­zy­kowo, ale tu nie wiem, czy jest taka już na poziomie oryginału, czy jawi się taka do­pie­ro po przetłumaczeniu na język polski. Tylko ilustracje trzymają poziom i z ła­two­ścią dotykają kudła­tych wspomnień, budzą tęsknoty; uruchamiają też marzenia, które, choć pozostaną już tylko marzeniami, tak fajnie jest mieć.

W efekcie mój entuzjazm i dziecięcy wręcz zachwyt serią wydawniczą filigrany osiadł, ostygł i ledwo zipie. Nie śpieszno mi, by zajrzeć do dwóch pozostałych po­zy­cji, które w ramach tego projektu się ukazały.

Kiedy człowiek tak długo ma psa […]. Wydaje mu się, że zawsze był w jego życiu. Teraz Olle jest już stary i zbliża się jego koniec. Piszę tę książkę, bo nie chcę, żeby umarł.

🖇

     — Wiesz co? Zapomnij o tym, a ja nie odezwę się już na ten temat ani sło­wem.
     I wyszła.
     […]
     — Corrie, musimy o tym porozmawiać. Nie możem tak dalej żyć.
     Odłożyła książkę, zdjęła okulary i przyjrzała mi się.
     — Chętnie o tym porozmawiam — odpowiedziała — ale nie, jeśli uważasz mnie za wariatkę.

🖇

🖇

     — Wyrzućcie tego upiora za drzwi. Śmierdzi martwymi zwierzętami.
     Pióro zadrżało mi nad kartką.
     […] 
     Ale wtrąciła się moja żona:
     — Panie Mokradło, czy pan jest myśliwym?
     Pan Kradłomiej odpowiedział:
     — Tak.
     A wtedy Corrie odparła:
     — Proszę mi wybaczyć, panie Mokradło. Umówiliśmy się z Ollem, na­szym psem, że nie chcemy mieć nic wspólnego z myśliwymi.
     […] 
     — To znaczy… hm… — zacząłem — moja żona ma oczywiście na myśli…
     — Że nie lubimy ludzi, którzy strzelają do zwierząt — dokończyła Corrie — choć te zwierzęta nie włamały im się do domu ani niczego nie podpaliły! Tak uważamy Olle, mój maż i ja.

🖇

No i idzie. Niuch, niuch, z nosem w trawie. „Świat jest taki woniejący — my­śli zadowolony. — Nie rozumiem, dlaczego ludzie noszą nosy tak wy­soko, bo…”

🖇

🖇

Rusza z nosem tuż nad ziemią.
Świat ma dziesięć tysięcy zapachów.

🖇

Wiecie, kto smakowicie pachnie? Piekarz. Ma na imię Jaap i jeździ autem pełnym pieczywa. Codziennie zatrzymuje się przed naszą białą furtką. Wyj­mu­je chleb z samochodu i wkłada do koszyka. Przechodzi przez furtkę i idzie do drzwi.
     Olle i Dina uwielbiają Jaapa. Ma nie tylko chleb, ale też ciastka i su­char­ki. Niebiańsko pachnie. Kiedy odkłada koszyk, próbują wcisnąć do niego pyski.
     — Hola, nie wolno! — protestuje Jaap.
     Psy mają trzymać swoje wilgotne nosy z dala od chleba. Oczywista sprawa.

Kupujemy chleb, po czym Jaap wraca do samochodu. Olle i Dina idą za nim krok w krok aż do furtki. Z żalem odprowadzają wzrokiem jego samochód. I tak codziennie.
     […]  Olle długo o nim myśli. „Dlaczego nigdy nic mu nie wy­pa­da z ko­szy­ka?” — zastanawia się. Dzień w dzień, rok w rok. Nigdy nic nie wypada. Jak to możliwe?

🖇

Olle biegnie za nią [piłką]. A stamtąd nadchodzi wściekły Flet. Syczy i trze­pie skrzy­dła­mi. Ollego ogarnia strach.
     O co chodzi temu gąsiorowi? Czemu nie pozwala Ollemu złapać piłeczki? Olle nic z tego nie rozumie.
     Olle nie wie, że Fleta nic nie obchodzą piłki tenisowe. Flet ma bzika na punkcie taczek. Kocha Flip, ale taczki darzy nabożną czcią. Jeśli w ogrodzie stoją jakieś taczki, on natychmiast jest przy nich. Pasie się przy nich, śpi przy nich, ani na chwilę nie spuszcza ich z oczu. I… broni ich. Tylko Flip mo­że do nich podejść. Poza tym nikt.
     Olle niczego w taczkach nie widzi. Nawet nie wie, że istnieją.
     Flet niczego nie widzi w piłkach. Nie wie nawet, że istnieje coś takiego jak piłka.
     Olle myśli: „Ten ptak chce zabrać mi piłkę".
     Flet myśli: „Ten pies atakuje moje taczki".

🖇

🖇

Flet nie wie, jak zareagować. Co zrobić ze zwierzęciem, które cię nie widzi? Nie można go ostrzec, że się w danym miejscu stoi. A skoro nie da się go ostrzec, pozostaje tylko je zaatakować. Ale jeśli się zaatakuje, zwierzę, które cię nie widzi, może tak bardzo się przestraszyć, że jeszcze cię pogryzie na śmierć. A przecież to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się odwróciło i ucie­kło, a nie o to, żeby cię zagryzło.

🖇

Plaża nie należy do nikogo, a więc jest każdego. Psy lubią ją tak samo jak ludzie. Niektórym ludziom trudno się z tym pogodzić. Niektórym psom też.

🖇

Plaża jest bezkresna. Możesz nią gnać i gnać, aż padniesz. Nie ma na niej samochodów ani innych przerażających rzeczy.
     — To jest dopiero wolność! — woła Olle.

🖇

🖇

Wieje, Olle unosi nos pod wiatr. Z oddali napływają do niego zapachy. Olle czyta wiatr tak, jak my czytamy książki. Wieje z południa. Może Olle wy­czu­wa Afrykę? Widzi mijające go kłusem żyrafy. Albo antylopy. […]
     Olle wstaje i rozmarzony odchodzi. Jest przepełniony wiatrem, do­sko­na­le to widać. Idzie, ale nie ma żadnych konkretnych zamiarów. Po prostu idzie, tak sobie.

🖇

Pozwólmy wszystkim, którzy rozmawiają ze zwierzętami, ucz­ci­wie się ujawnić. Wyjdźcie z ukrycia!

🖇

Olle wzdycha. Wiatr to trzymająca w napięciu lektura, ale gdy czyta się go w swoim domu marzeń, na szczęście zawsze dobrze się kończy.

🖇

[…]  usiadł i spojrzał na pola. Długo panowała cisza. Słuchaliśmy ptaków. Wciągaliśmy nosami powietrze i czuliśmy, że jest w nim wiele smutku.

🖇

Olle stał się kruchy.
     […]  Nie potrafię sobie wyobrazić, że pewnego dnia już go nie będzie.
     […]
     Powiem wam coś smutnego. Piszę tę historię tak, jak gdyby Olle wciąż tu był. Ale to nieprawda. Olle nie żyje. Przeżył trzynaście lat.

Guus Kuijer, Olle. Pies, który umiał mówić,
ilustr. Thé Tjong-Khing, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

     — Nie spiesz się tak […]. — Zapominasz roz­ko­szować się życiem.

(tamże)

niedziela, marca 15, 2026

6043. Z oazy (CDXXVI)

Nie miałam pojęcia o tej książce i serii wydawniczej, do­póki osiem dni temu nie dostałam tej książeczki. Książeczki ze względu na format, księgi ze względu na mądrość, którą w sobie skrywa. W kategorii iesbeen nikt nie umie mnie tak fan­ta­stycznie zaskoczyć jak Georginia — otwiera przede książkowe światy — jak Ona to robi, nie mam pojęcia, ale ma 100% trafień w sam środek tarczy.

To opowieść o stawaniu się, o szukaniu siebie i odnajdowaniu, o gubieniu się; o koń­cach, które natychmiast stają się nowymi początkami, o potrzebie przy­na­leż­no­ści i cenie, której nie warto za nią płacić. O pięknie, zachwycie i miłości. O tej ostatniej subtelnie, między wierszami, by nie spłoszyć czytających.

[…]  urodziła się na zakręcie. A urodzić się na zakręcie, to znaczy wpadając w poślizg na zakręcie w noc Bożego Narodzenia, nie jest najlepiej.

🖇

Dogadanie siç zajęło im sporo czasu, bo bywa tak, że nie wy­star­czy ze so­bą gadać, żeby się dogadać. […]
     Tak naprawdę na początku Żorż nie rozumiał zupełnie nic. Za­trzy­mał się, przestał mówić i uznał, że potrzebuje czasu. Też usiadł obok kosza i za­czął myśleć.

🖇

Reginald Bober, wzięty z zaskoczenia, nie potrafił znaleźć definicji dla sło­wa „pióro". Jak słusznie mówią ci, którzy zawodowo zajmują się defi­nio­wa­niem słów, najtrudniej na świecie jest wyjaśnić to, co zawsze ma­my przed oczami.

🖇

[…]  zrobił to, co zawsze się robi, gdy nie można znaleźć wy­ja­śnie­nia albo rozwiązania dla jakiegoś problemu: spróbował ten pro­blem zgłębić. Czyli zapytał:
     — A kim ty właściwie jesteś?

🖇

Jak mu przyszła do głowy taka myśl, nie wiadomo, z myślami tak zresz­tą jest, że nie wiadomo, skąd przychodzą. Przychodzą i już, trzeba tylko być gotowym, żeby je przyjąć. Bóbr Żorż był wręcz świetny w przyj­mo­wa­niu tych przychodzących myśli, wypracował coś w rodzaju strategii przyj­mo­wa­nia myśli, która doskonale się sprawdzała.

Nadchodzi taka chwila, gdy trzeba okiełznać myśli. Ponieważ galopują i wpadają na siebie. Całkiem jak stado koni: jeżeli popędzić je wszystkie naraz, galopują i na siebie wpadają. Mówi się przecież, że trzeba je okieł­znać. Konie. Ale myśli także mogą galopować. Mam galopadę myśli — mó­wi się. Mówi się tak? No, można tak powiedzieć, czemu nie?
     Potem zapadła noc.

🖇

Chciała tylko odejść i oczywiście nie wiedziała dokąd.

🖇

Kiedy przytrafiają się nam rzeczy smutne, zazwyczaj od razu ma­my ochotę uciec gdzieś daleko. Wydaje się nam, że jeśli to zro­bi­my, te smutne rzeczy po­zostaną tam, gdzie są. Tymczasem one zabierają się z nami.

🖇

     — Otwórzmy dialog…
     Pauza. Cisza.
     — Platformę…
     Nikt się nie poruszył ani nie odezwał. Prezes ciągnął:
     — Weźmy pod lupę różne punkty…
     Cisza, bezruch, wielkie skupienie. Prezes dokończył zdanie:
     — …i ustalmy priorytety.
     W końcu, nadal w absolutnej i pełnej skupienia ciszy, podsumował całe przemówienie:
     Usiądźmy przy stole, otwórzmy dialog, platformę, weźmy pod lupę różne punkty i ustalmy priorytety.
     Nareszcie wszyscy z wielkim zapałem zaczęli bić brawo.

🖇

To zdumiewające, że nawet w sytuacjach najbardziej dramatycznych, przy­krych lub złożonych zdarza się nam przystanąć, żeby przyjrzeć się szcze­gó­łom. Pozwalamy, żeby urzekły nas drobne, nieistotne detale, które przy­ku­wa­ją naszą uwagę.

🖇

Gdy ktoś pytał ją, kim jest (co zawsze może się zdarzyć w życiu, na przykład podczas wakacji nad morzem albo w pociągu lub w urzędzie), pani Tolmer czuła się zagubiona. Nie wiedziała nigdy, jak odpowiedzieć na tego rodzaju pytanie […], i ostatecznie udawała, że nie usłyszała, z nadzieją, że pytanie zniknie, rozpłynie się w nicości, z której pochodziło.
     Była bowiem głęboko przekonana, że wszystko na świecie przemija, tak­że pytania, trzeba tylko pozwolić im przeminąć, zamiast upor­czy­wie i za wszelką cenę pragnąć odpowiedzieć. Ta sama reguła dotyczyła, jej zda­niem, listów, wiadomości na poczcie głosowej oraz e-maili: można z po­wo­dze­niem nie odpowiadać, wystarczy być cierpliwym i pozwolić mi­jać czasowi.

🖇

Tego rana pewien wilk szedł sobie na spacer swoją zwykłą trasą. Trasa wiodła ulicą z portykami wzdłuż starych kamienic z XVIII wieku, wilk był młodym samotnym wilkiem, bardzo eleganckim i nieco przygarbionym, poranek był zaś pogodnym porankiem wczesnej wiosny.

🖇

Tymczasem na spotkanie wyjechała mu kaczka na hulajnodze.
     […]  zahamowała dosłownie w ostatniej chwili, zatrzymując się tuż przy wilczych stopach, całkiem jakby zamierzała się spotkać akurat z ich wła­ści­cielem.
     Wilk stanął w miejscu jak skamieniały. Poczuł się tak, jakby dotarł do rozdroża i wiedział, że żaden z kierunków nie obiecuje miłej przechadzki.

[…]  w końcu coś mi przyjdzie do głowy. Pomysły zawsze w końcu przy­cho­dzą, natomiast osoby czasami odchodzą, zwłaszcza te szczególne, które na przykład dopiero co spotkałeś i chciałbyś, żeby już nigdy nie odeszły […].

🖇

A może po prostu tak to bywa w życiu: czas nigdy nie jest odpowiedni, spra­wy idą w niewłaściwym kierunku i to wcale nie my decydujemy, w ja­kim kierunku mają iść spra­wy, bo i tak idą, dokąd chcą.
     Tak czy inaczej, tego ranka ten właśnie wilk nie zrobił nic, by zatrzymać tę właśnie kaczkę. Zwyczajnie pozwolił jej odejść.
     I kaczka odeszła.

🖇

[…]  sacré bleu!

🖇

Na szczęście, wychodząc, spotkała śliczną zieloną jaszczurkę, która wy­le­gi­wa­ła się na wielkim kamieniu przy wejściu do klubu. Widząc smutek kaczki, powiedziała jej, że nie warto się smucić.

🖇

Potem znowu nadeszło lato, ponieważ, jak już kiedyś powiedziano, w życiu lata — jedno po drugim — następują po sobie nieubłaganie.

🖇

Krzyczała. Jego [Jasia Czurka] przyjaciółka krzyczała […]. Nie wiedział, co robić.
     Można było tylko czekać. Jaś dowiedział się niedawno, że ogon — jeśli go straci — i tak mu odrośnie. To jedynie kwestia czasu. Ledwie posiadł tę wie­dzę, a od razu zmieniła mu ona życie: nagle wydoroślał. Być może właśnie na tym to polega: wydorośleć to wiedzieć, że ogon może odrosnąć.
     Chciałby powiedzieć swojej przyjaciółce, że teraz wszystko wydaje się jej okropne, ponieważ czuje się, jakby urwano jej ogon, ale potem… To tylko kwestia czasu.
     Tyle że z czasem jest ten problem, że musi upły­nąć, a żeby upły­nąć, po­trze­bu­je sporo… czasu. I Jaś zupełnie nie umiał jej po­wie­dzieć, gdzie powinna spędzić cały ten czas, który potrzebny jest ogo­no­wi, by od­rosnąć.
     Jest to tak zwany jaszczurczy dylemat: dokąd idziesz, żeby poczekać, aż odrośnie ci urwany ogon? Ukrywasz się, dopóki nie będziesz mieć nowego ogona, czy raczej zachowujesz się, jakbyś ciągle miał ogon, i mówisz innym, że wszystko ci jedno, czy go masz, czy nie masz?

🖇

Lato jeszcze się nie skończyło, ale w powietrzu można już było wyczuć je­sien­ny chłodek. Przychodziły pierwsze ulewy, opadały pierwsze liście.
     Kaczka odeszła pewnego wietrznego dnia. Wyobraziła sobie, że jest liściem, i pozwoliła nieść się podmuchom.

🖇

Przez dziurę, która służyła jej za wejście, patrzyła na wiatr i nic więcej.
     Od czasu do czasu przechodził obok jakiś miły zwierzak, na przykład skunks albo iguana, i zagadywał:
     — Cześć, jak się nazywasz?
     — Już się nie nazywam — odpowiadała. […]
     Wychodziła czasem z dziupli i rozglądała się dokoła. Nie widziała ni­cze­go, wokół ciągnęły się tylko ziemia, wzgórza i odległy błękitny horyzont.
     Spędziła w ten sposób mnóstwo czasu, być może całe lata. Bo, tak jak mówił Jaś, potrzeba czasu, żeby ogon odrósł.

🖇

Krety, tak jak powiedziały, nigdy nie wychodziły spod ziemi […].
     Z czasem jednak przywiązała się do tych stworzeń, które nigdy nie wy­glą­da­ły na powierzchnię. […]  Jasne, że fajnie byłoby je zobaczyć. Ale w ży­ciu nie można mieć wszystkiego — jeżeli ma się przyjaciół, to już nieźle, a je­śli nie da się ich zobaczyć, cóż, trudno, zawsze można ich sobie wyobrazić.

🖇

Mogła powiedzieć: jestem lwem, chrząszczem, słoniem indyjskim, meszką… To tylko słowa, umowne nazwy, które nie oddają istoty rzeczy.

🖇

A może nie wystarczy być kaczką, żeby pasować do innych kaczek?
     […]  Jeśli masz płetwiaste stopy, to masz płetwiaste stopy. Ale żeby to nie­uchronnie musiało oznaczać, że jestes kaczką — o, to już nie! Ile różnych zwierząt ma płetwiste stopy? Tego co prawda nie potrafiłaby okreslić, ale z pewnością nie tylko kaczki.
     […] 
     Kim ja w takim razie jestem? — zawsze na koniec zadawała sobie to py­ta­nie. I nigdy nie potrafiła na nie odpowiedzieć.

🖇

Zauważyła, że jej życie składało się z samych „nie”. Niczego nie miała i ni­czym nie była.
     […] 
     I proszę — pomyślała — gdybym nie odkryła, że jestem nikim, nie przypomniałabym sobie, że mam skrzydła. A gdybym nie przypomniała sobie, że mam skrzydła, nigdy nie odkryłabym morza.

🖇

Wilk przyjrzał się jej uważnie. Ależ tak, to była ona, tamta ślicz­na ka­czusz­ka, która niemal w niego wjechała pewnego wiosennego ranka, wiele lat te­mu, tamta kaczka o zmierzwionych piórkach, której on tak głu­pio po­zwo­lił się wymknąć. Była tylko trochę bardzięj…

🖇

[…]  gdy kaczka przedstawi­ła mu się jako nikt, wilk poczuł się nieskończenie szczęśliwy i uznał, że właśnie tego mu było trzeba.
     Wprawdzie nikt nie był mu potrzebny, ale źle się czuł ze swą samot­no­ścią.
     Pragnął więc, aby ktoś mu towarzyszył.
     Nikogo jednak nie chciał.
     A skoro ona była nikim, odpowiadała mu idealnie.
     Ta kaczka, ze swym kolorowym upierzeniem, z tym puchem, którego miękkość — prawdę mówiąc — już przy pierwszym spotkaniu zapadła mu głęboko w pamięć, była prawdziwym prezentem od losu.

🖇

Pewnego razu wilk powiedział do niej:
     — Powinnaś czasami trochę polatać.
     Prawda, kaczka nie latała od tamtego dnia, gdy odkryła, że ma skrzy­dła, i gdy przyleciała nad morze. W życiu zdarza się nam niekiedy, że sta­je­my w miejscu, i jej to właśnie się zdarzyło. Nawet tego nie zauważyła.
     […] 
     — Nie wiem, czy skrzydła mi nie zardzewiały — wykręcała się. Tak na­praw­dę po prostu nie chciało się jej ruszać.
     — Chociaż spróbuj… — odpart wilk, któremu byto żal, że jego kaczka nie używa tego, czym ją natura obdarzyła, na przykład tej wspaniałej pary skrzydeł.
     I pewnego pięknego dnia, żeby zrobić przyjemność wilkowi, kaczka na nowo zaczęła latać.

🖇

Gdy ktoś przenosi szczoteczkę do domu kogoś innego, oznacza to, że z nim mieszka. W rzeczy samej, mieszkanie w jakimś domu polega przede wszyst­kim na tym, że trzyma się w nim swoją szczoteczkę do zę­bów. I odwrotnie: jeśli w jakimś domu nie ma twojej szczoteczki do zę­bów, to znaczy, że miesz­kasz gdzie indziej.

🖇

Wydało się jej, że zrozumiała w tej jednej chwili, że wszystko mija i nic nie mija naprawdę […]

Paola Mastrocola, Powiedz mi, kim jestem?,
ilustr. Franco Matticchio, przeł. Dorota Duszyńska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2023.

     — Co robisz, patrzysz na płynące chmury?
     I on też usiadł, żeby popatrzeć.

(tamże)

środa, września 11, 2024

5577. Z oazy (CCLXXVIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Grzecznie w ogonku lektur skończonych czekała, wierząc, że doczeka się w skończonym czasie. Ja pewna tego wcale nie byłam, ale książki charakteryzują się anielską cierpliwością do ludzi. Urlop uznany został za dobry czas, by nieśpiesznie, po troszku ulać wrażeń z czytelniczego kubeczka.

Kawałek literatury młodzieżowej nie postarzał się wcale, gdy od upo­lo­wa­nia kilka lat na mnie czekał na wirtualnym stoliczku. W tym samym czasie znajome mi szpa­ga­ci­ki wydoroślały, nabrały praw wyborczych, a ja od dawna nie proponuję im książek. Gapię się na nie, próbuję zrozumieć, odkrywając w sobie coraz nowsze pokłady sta­rzyz­ny. Życie i tyle.

Nikt z Prognozy Śmierci nie zadzwonił […], by powiadomić mnie o rychłej śmierci, ponieważ […] dzisiaj nie umrę. Nie w tym sensie, który zwykle ludzie mają na myśli.

[…]  dziękuję także każdemu nieznajomemu, który nie wzywał po­licji, kiedy pytałem: „Co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że nie­dłu­go umrzesz?”.

Adam Silvera

🖇🖇

Tak, żyjemy, a przynajmniej otrzymujemy szansę na życie, ale czasami jest ono trudne i skomplikowane ze względu na strach.

🖇

Domyślam się, że nie należy do ludzi, którzy urządzają pogrzeby ptakom. Znam wielu takich, którzy by się z tym nie zgodzili albo tego nie zrozumieli. W końcu ptak to nic w porównaniu do człowieka, bo człowiek zakłada kra­wat i chodzi do pracy, zakochuje się i bierze ślub, a potem rodzą mu się dzie­ci i opiekuje się nimi. Tylko że ptaki też to wszystko robią. Pracują – bez kra­wa­tów, przyznaję – parzą się i doglądają potomków, dopóki nie nauczą się latać. Niektóre stają się zwierzakami domowymi i zabawiają dzieci, a te uczą się je kochać i o nie dbać. Inne ptaki żyją, aż nie skończy im się czas.

🖇

Nieważne, czy prawda narobi bałaganu czy nie – bywa, że sło­wa nie chcą wydostać się z ust, dopóki nie znajdziesz się sam.

🖇

     – […]  Uwiecznił moment mojego załamania.
     – Dlaczego?
     – Powiedział, że to jak zaznaczanie czyjegoś wzrostu, ale nie tylko w sensie fizycznym.

🖇

Ludzie są do bani, stary. Wydaje nam się, że jesteśmy tacy niezniszczalni i wieczni, bo w przeciwieństwie do budek telefonicznych czy książek mo­że­my myśleć i dbać o siebie, ale założę się, że dinozaurom też się wy­da­wa­ło, że będą rządzić już zawsze.

🖇

     – Moja córka nienawidzi deszczu – mówi Lidia Rufusowi. – Nie cierpi wszystkiego, nad czym nie ma kontroli.
     – Jeszcze zmieni zdanie.

🖇

Rodziny się nie wybiera, ale przyjaźnie już tak. Niektóre należy z czasem zerwać. Za inne warto zaryzykować wszystko.

🖇

     – Nie chciałeś jechać ze mną na rowerze, a teraz z własnej woli z niego zeskakujesz?
     – Dałem się ponieść chwili.
     Chciałbym uznać to za swoją zasługę, ale musiał to mieć w sobie od po­cząt­ku, musiał chcieć zrobić coś ekscytującego, ale był zbyt wystraszony, że­by wykonać pierwszy krok.

🖇

[…]  spogląda głęboko w siebie, daleko poza miejsce, gdzie kłamstwa i brak nadziei przychodzą bez trudu, a nawet jeszcze dalej, pod najprawdziwszą prawdę […].

🖇

Kiedy każdy dostaje swoje zamówienie, podnoszę szklankę.
     – Za uśmiechanie się, póki możemy.

🖇

Ściskam go, bo w ten sposób mówię wszystko, chociaż nie mam nic do powiedzenia.

🖇

[…]  czuję ulgę, że nie muszę mu patrzeć w oczy, ale też tęsknię za nimi i za tym, jak patrzyły na mnie, jakbym był wystarczająco dobry.
     – Szkoda, że nie mamy więcej czasu…

🖇

Są pytania, na które nie znam odpowiedzi. Nie potrafię powiedzieć, jak masz żyć beze mnie. Nie mogę cię poinstruować, jak masz mnie opłakiwać. Nie mogę cię przekonać, żebyś nie czuła się winna, że zapomniałaś o rocz­ni­cy mojej śmierci albo kiedy zdasz sobie sprawę, że minęły dni, ty­god­nie i mie­siące, odkąd ostatni raz o mnie myślałaś.
     Chcę tylko, żebyś żyła.

🖇

Cały dzień mam poczucie, że ktoś posłał mnie w dzicz ze wszystkimi po­trzeb­ny­mi narzędziami, ale nie mam pojęcia, jak ich użyć.

🖇

[…]  wszyscy byliśmy zagubieni i pogodzeni z tym, by nie odnajdywać się przez jakiś czas.

Adam Silvera, Nasz ostatni dzień, przeł. Agnieszka Brodzik,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019.
(wyróżnienie własne)

     – Dziękuję, że to powiedziałaś.
     – Przepraszam, że musiałam mówić coś tak oczywistego.

🖇

     – Miałem dziewięć lat, kiedy zapytałem tatę o miłość […]. – Chciałem wiedzieć, czy kryje się pod kanapą, czy wysoko w szafie, gdzie nie mogłem je­szcze dosięgnąć. Nie powiedział ani słowa o „miłości w środ­ku” albo „mi­ło­ści wszędzie do­koła”.
     […] 
     – Zaciekawiłeś mnie. Co powiedział?
     – „Miłość to supermoc, i obaj ją posiadamy”. I że cza­sa­mi nie mamy nad nią kontroli. Zwłaszcza gdy je­steś­my starsi. Cza­sami po prostu szaleje i nie powinienem się bać, jeśli ude­rzy w kogoś niespodziewanego. – Moja twarz robi się ciepła i żałuję, że nie mam supermocy w po­sta­ci zdrowego roz­sąd­ku, bo zdecydowanie nie po­wi­nienem mówić takich rzeczy na głos.

🖇

[…]  nie chodzi tylko o taniec, ale taniec z kimś, kto prowokuje mnie do życia.

(tamże)

niedziela, czerwca 18, 2023

5095. Z oazy (CLVIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. O istnieniu tej pozycji książkowej do­wiedziałam się dawno temu pod­czas rozmowy z panią Marią o pięknych wizualnie książkach. Gdy wylądowała na moich ko­la­nach jedna z nich — ponad pięćset stron swoje waży, zwłaszcza że gramatura użytego papieru była zacna — wyłam z zachwytu, choć nie na­le­żę do czy­tel­ni­czej grupy docelowej dla tej publikacji.

Dwa lata z hakiem temu Biały Kruk stanął po raz pierwszy przed trudnością, jaką jest komunijny obrzęd prezentowy. Rzuciłam informacją o tej książce, że pięknie wydana, że wspaniała kreska, że wszystko to, czego dziewięciolatek nie doceni, ale może kiedyś uzna za cenne, że w temacie uroczystości mieści się celniej niż hu­laj­no­ga elektryczna. W ten sposób wnuk Białego Kruka został obdarowany, nie kryjąc specjalnie dziecięcego rozczarowania, które jego Dziadek godnie wziął na klatę.

Śmierć Białego Kruka zaskoczyła również tę książkę. Leży w Małej Danii — przy­węd­ro­wała na wieś, by zaprezentować swoje piękno i jeszcze nie wróciła do swo­je­go domu. Wykorzystałam owo leżenie w dłu­gi bożocielcowy weekend.

Nie! Zdecydowanie nie jest to książka dla dzieci, podobnie jak spowiedź nie jest właściwą aktywnością dla dzie­wię­ciolatków. To nie jest również książka dla do­ro­słych, jeśli nie ogarniają pojęcia me­ta­fo­ry i każdą treść traktują dosłownie. Wartość tej książki z punktu widzenia huma­ni­zmu XXI wieku jest żadna, żeby nie powie­dzieć: szkodliwa, chyba że… potraktować każ­dą napotkaną na stro­ni­cach tej książki ludzką istotę jako figurę wewnętrzną, pewien aspekt naszej indy­wi­du­al­nej psy­cho­lo­gii, to wszystko się zgadza! Z przy­jem­no­ścią wśrod graficznych cytatów zna­la­zła się figura krytyka wewnętrznego (w książce: ne­ga­tor) na potwierdzenie ist­nie­nia per­spek­ty­wy, z której można się delektować lektu­rą, gdyby nie wystarczyło nam pięk­no kreski.

Tak! Jest i krokodyl! Są „piesy”! Wzięłam wszystkie.

Jesteśmy w 586 roku przed naszą erą.
     […]  Na wygnaniu zachowują pamięć […].
     Z tych prastarych historii uło­żą opowieść o nadziei…
     […] 
     Pamiętam Jerozolimę.
     Pamiętam prastarą historię, którą wam opowiem…

*

*

*

*

*



*

*

*

*

*

*

[…]  wolimy […]  to, co widać, niż
zaufać temu, co niewidoczne.

*

*

*

*

*

*

*

*

*

Człowiek jest tak wspaniały, a nic nie pojmuje.

*

*

Twoje skargi nie pozwalają ci wyjść poza siebie.

*  *  *

Wiesz o mnie wszystko. Znasz moje myśli. Moją drogę.

*

*  *  *

*

[…]  nadzieja jest opowieścią.

*

*

Pisanie nie ma końca.

Frédéric Boyer, ilustr. Serge Bloch, Biblia. Wielkie opowieści
Starego Testamentu
, przeł. Tomasz Swoboda,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


*




(tamże)