Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice opieki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice opieki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, grudnia 08, 2025

5962. Z oazy (CCCXCIX)

Fusy wrażeń po tej lekturze opadały prawie tydzień. Aktor — bezwstydna wobec swo­jej ignorancji kojarzę łysego czło­wie­ka, grającego w filmach, które nie należą do gatunków, które lubię, oglądam czy rozumiem — nie był powodem, by sięgnąć po tę książkę. Powodem była opieka, długodystansowa opieka nad osobą dotkniętą cho­ro­bą neurodegeneracyjną.

Pamiętam, jak po kilku latach chorowania ujrzałam to, co było pod moim nosem od początku. Trudności się nie stopniują, gdyby jednak na chwilę zawiesić to prawo, to długi czas wydawało mi się, że chorując mam gorzej niż Sadownik, choć zarówno mo­je jak i na­sze marzenia runęły w tej samej chwili. Aż przyszedł jakiś czas temu mo­ment, gdy zro­zu­mia­łam, że ja, chorując, mierzę się z atrakcjami, które serwuje mi okrutna pomysłowość cho­ro­by, a Sadownik? No właśnie! On każdego dnia, świa­do­mie lub nie, wybierając ży­cie ze mną, wybiera również trudne chwile. I kto ma gorzej, jeśli jeszcze na chwilę zawiesimy prawo o niestopniowalności życiowych trudności?

Miesiąc temu rozpoczęłam ósmy rok życia z diagnozą i wciąż zdarzają się szybcy głupio-mądrzy z najlepszymi radami. Należy takim zadedykować parafrazę słów wyjętych z tej książki: Jeśli widziałeś jedną osobę z demencją, to widziałeś… jedną osobę z demencją […]. Szłoby to tak: Jeśli widziałeś jedną osobę z SM, to widziałeś… jedną osobę z SM. Brzmi podobnie, ale jest tak samo w 365% prawdziwe. Zanim zaczniesz uzdrawiać swoimi radami, zapytaj, czy chorująca osoba ma na nie prze­strzeń wewnętrzną, czy ma wyporność, czy może ma ochotę, by wykorzystać te rady jako świetny powód, by w końcu powiedzieć ci: spierdalaj!

I chyba najważniejsze, o czym trzeba zawsze pamiętać: [o]pieka nad kimś jest rolą […]. To tylko część ciebie, ale nie jedyna rzecz, która cię definiuje […]. Jeśli jesteś opiekunem, pamiętaj, że nikt nie zastąpi cię w roli bliskiej czy najbliższej osoby. Pozostałe role w miarę możliwości można, a nawet trzeba, outsourcingować, by mieć siłę i czas, by pobyć z chorującą osobą czy ze sobą samym, by podładować baterie, by życie było warte życia.

[…]  nikt nie jest w stanie przejść tej drogi sam.

🖇

To jak przepływanie rzeki, w której jest mnóstwo wirów. Czasami człowiek czuje, że któryś z nich go wciąga, i myśli, że zaraz utonie. Ale w końcu do­cie­ra na drugi brzeg. A kiedy już tam trafia, jest inny. Potrzeba tylko dużo wia­ry i podjęcia decyzji o pogodzeniu się ze smutkiem.

🖇

Tym, co naprawdę ściska mi serce, są te wszystkie pozornie drobne zdarzenia, które się nie odbędą.

🖇

Uparłam się więc, że znajdę promyki nadziei w naszej sytuacji i sprawię, żeby stały się częścią DNA naszej rodziny:
     – Każdego dnia szukaliśmy chwil, w których dosięgały nas promienie światła.
     – Wypełniliśmy kuchenne szafki kubkami z napisem „Dostrzegaj dobro”, mantrą czujności.

🖇

Trzeba zaakceptować niejednoznaczność, ponieważ nie zniknie ona sama.

🖇

Dotarłam bardzo daleko i kiedy pojawi się kolejna przeszkoda, dam sobie z nią radę.

🖇 🖇

Wy, którzy trzymacie tę książkę w rękach: Dziękuję za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście, poświęcając swój czas.

Choroba Bruce’a zmieniła wszystko. A jednak ze smutku i rozpadającego się świata wyłoniło się coś, co całkowicie odmieniło moje serce.
     W jaki sposób podziękować osobie, czyjej zmagania ukształtowały naszą drogę? Nie cierpię, że to go spotkało. Zmieniłabym to wszystko w mgnieniu oka. Ale nie mogę, choć naprawdę próbowałam. Muszę więc z tym żyć i znaleźć w tym piękno.

🖇 🖇

Nie obchodziło go, co myślą o nim inni. „Kiedy kierujesz się uczciwością i do­brymi intencjami, nie możesz pozwolić, żeby opinie innych cię po­wstrzy­my­wa­ły”, mawiał. W mniej poetyckich momentach myśl ta przybierała fo­rmę: „Jebać ich, Emma”. Tego zwrotu używam do dziś.
      […]  Podczas gdy ja martwię się o wszystko, Bruce nie tracił czasu na takie rzeczy. Zawsze znajdował powody do czerpania radości z życia.

🖇

Kiedy porzucimy przeszłość i nauczymy się
doceniać to, co mamy teraz, będziemy mogli
odnaleźć radość i poczucie więzi.

Teepa Snow

🖇

Nie jest to łatwa podróż […]. Jeśli to miało być nasze nowe życie, to chcę czerpać z niego jak najwięcej.
     Nie zyskałam tej perspektywy z dnia na dzień. Na początku było mi do niej bardzo daleko, dlatego cieszę się, że trzymacie teraz w rękach tę książkę.

🖇

Każdego ranka wkładam świadomy wysiłek w myślenie, jak spra­wić, żeby ten dzień był lepszy i bardziej satysfakcjonujący. […]  robię wszystko, by świadomie odnajdywać małe radości, gdzie tylko mogę.

🖇

[…]  akceptacja nie oznacza poddania się czy pogodzenia z sytuacją. To uzna­nie rzeczywistości takiej, jaka jest, bez zaprzeczania jej i znajdowanie sposobów na życie w niej.

🖇

„Uczy się nas, że gniew jest zły, ale to emocja, która nas chroni”, twierdzi moja terapeutka. […]  gniew mi pomógł. […]  wygenerował energię, która pomogła mi pójść naprzód.

🖇

„On/ona jest swoim największym problemem”. Nigdy nie rozumiałam tego wyrażenia, dopóki pewnego dnia mnie nie olśniło: jestem swoim naj­więk­szym problemem.

🖇

Nie budujemy zaufania, oferując pomoc,
budujemy je, prosząc o nią.

Simon Sinek

🖇

[…]  czasami wydaje się, że jedyną emocją, jaką możemy wyrażać jako opie­ku­nowie, jest smutek. Dzielenie się frustracją, żalem, złością, wy­czer­pa­niem, a nawet chwilami radości może prowadzić do błędnych osądów. W oczach osób, które nie są partnerami-opiekunami, chory ma gorzej niż my.

🖇

Jednym z trudniejszych aspektów opieki są osądy, komentarze i opinie innych osób, nawet tych, które mają dobre intencje.

🖇

To niesamowite, jak najmniejsze szczegóły mogą zmienić interakcję z drugą osobą. […]  Dla osób z demencją czarna powierzchnia może wyglądać jak dziura – i tak osoba w czarnej koszulce jest dla niej unoszącą się w po­wie­trzu głową, a czarna wycieraczka – dziurą w ziemi.

🖇

[…]  nie powinniśmy wzbraniać się przed pomocą. Jeśli chcemy odbyć tę podróż bez utraty siebie, musimy przyjąć wyciągniętą rękę, nawet jeśli czujemy się z tym niekomfortowo […]

🖇

Prawda jest taka, że każda z podróży przez chorobę jest wyjątkowa, kształtowana przez indywidualne potrzeby bliskiej osoby, relacje rodzinne i zdolności opiekuna; nie ma dwóch jednakowych sytuacji. To istotne, byś­my przestali porównywać się z innymi i zamiast tego skupili się na wza­jem­nym wspar­ciu. Tak tworzy się społeczność, w której każdy ma świadomość, że dajemy z siebie wszystko w sytuacji, jakiej większość z nas nigdy sobie nawet nie wyobrażała.

🖇

Ciągle słyszę, jak ludzie mówią: „Nie wiem, jak to robisz. Ja bym nie dał(a) rady”. Ale myślę, że nie doceniają siebie; większość ludzi by sobie poradziła, i to właśnie jest w nas piękne. Poza tym w przypadku tej choroby po prostu nie ma innego wyjścia. Nikt jej nie wybiera, ale kiedy zapuka do drzwi, trzeba je otworzyć.

🖇

Nigdy nie dowiemy się dlaczego, więc lepiej nie marnować czasu i energii. Lepiej pytać o to, czego możemy się nauczyć dzięki na­sze­mu doświadczeniu i jak rozwinąć się pod jego wpływem.

🖇

Nasze życie może wydać się pełniejsze, ważniejsze i barwniejsze, gdy zdecydujemy się zaakceptować myśl, że to, co pozytywne, i to, co bolesne, może współistnieć.

🖇

     – […]  Partnerzy-opiekunowie to niewidzialni bohaterowie, których zwykle nikt nie chwali;
     […] 
     – zaproponować konkretną pomoc, zamiast mówić: „Daj mi znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować”. Większość opiekunów nie prosi o pomoc, ponieważ czuje wstyd. Nie chcą być ciężarem, myślą, że potrafią wszystko zrobić sami, lub nie wiedzą, w czym potrzebują pomocy, bo samo myślenie o tym jest dla nich zbyt przytłaczające. Zastanówcie się nad wszystkimi czynnościami, które wykonujecie, dbając o siebie. Prawdopodobnie są one podobne do tych, które powinien ogarnąć partner-opiekun, ale nie ma czasu ani energii.

🖇

[…]  tęsknię za brakiem planów, pustym kalendarzem, za czasem, gdy będę mogła przekonać się, co przyniesie dzień. Te nieplanowane chwile często dają najwięcej radości.

Emma Heming Willis, Nieoczekiwana podróż.
Jak odnaleźć siłę i nadzieję i nie zgubić siebie
w opiece nad bliskim
, przeł. Piotr Grzegorzewski, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2025.

Bez względu na to, na jakim etapie tej podróży jesteście, wiedzcie jedno: kolory powrócą. Może nie będą wy­glą­dać tak samo, ale na swój sposób będą piękne. Podzię­kuj­cie sobie za pracę, którą wykonujecie – jedną z naj­trud­niej­szych na świecie.

🖇

[…]  to my decydujemy o naszych reakcjach, nawet jeśli jest bardzo trudno. Możemy pozwolić, żeby złe do­świad­cze­nie nas złamało, albo możemy wykorzystać je jako paliwo […] nawet w najgorszych okolicznościach wciąż mamy siłę wywoływania zmian.

🖇

[…]  muszę wykazać się wiarą i zaufaniem, dopiero wów­czas uzyskam wsparcie. Zdałam sobie sprawę, że wypowiedzenie trudnych słów wymaga odwagi, ale jest bardzo ważne. Kiedy to robimy, pozbawiamy je mocy.

🖇

[…]  można znaleźć oparcie w rzeczywistości, nawet je­śli zmienia się ona każdego dnia. Że można za­ak­cep­to­wać łzy i ból jako narzędzia, a nie karę, odkryć w sobie siłę, o której istnieniu nie mamy pojęcia.

🖇

Czas dać odpór opiniom ludzi, którzy nigdy nie byli w na­szej sytuacji, a także tych, którzy byli, ale roz­wią­za­li ją inaczej.

🖇

Nic tak nie zmienia opinii jak
własne doświadczenie.

Kathleen Murphy

🖇

Każdy ma prawo do swojego zdania, ale należy pa­miętać, że za opiniami większości osób nie stoi do­świad­cze­nie. Miejmy nadzieję, że nigdy go nie zdobędą.
     A skoro tak, to nie powinny się wypowiadać, a wy nie powinniście zwracać na nie uwagi.

🖇

I tak, na wielu etapach jesteśmy zupełnie sami, godzina po godzinie, dzień po dniu. Ale zmiana spojrzenia na naszą podróż może ją nieco ułatwić […].

🖇

Popieranie pewnych rozwiązań to przekształcanie smutku w działanie.

(tamże)

sobota, września 27, 2025

5901. Ścinki wytchnieniowe Sadownika

 
 
 
 
fot. Sadownik, fragmenty.
[wybór drzewny]

[suplement 8.12.2025]
Bycie partnerem-opiekunem nie jest biegiem krótkodystansowym. To ma­ra­ton, którego nie da się przebiec bez zadbania o siebie. To bezinte­re­sow­ność, a nie egoizm”, uważa dr Massimo. „Chodzi o to, żeby być najzdrowszą wersją siebie, bo to zapewni bliskiej osobie najlepszą możliwą opiekę”. Dla­te­go to takie ważne.

Wielu z nas, opiekunów, ma trudności z dbaniem o siebie, ponieważ je­steś­my przytłoczeni potrzebami innych. Większość z nas nie ma żadnego przy­go­to­wa­nia – nowych umiejętności uczymy się na bieżąco.

Nie tylko nie ma nic złego w tym, że od czasu do czasu przedkładacie swoje potrzeby nad potrzeby innych, jest to wręcz konieczne.

To, że jedna z dwojga osób otrzymała diagnozę,
nie oznacza, że oboje muszą umrzeć.

Franne Golde

Oczywiście jesteście oddani choremu i chcecie dla niego jak najlepiej. Ale zna­lezienie czasu dla siebie jest istotną częścią tego oddania. […]  Trzeba po prostu świadomie robić rzeczy, które sprawiają wam przyjemność. […]  Za­daj­cie sobie pytanie, jakie proste przyjemności sprawiały wam radość, za­nim zostaliście opiekunami. Następnie każdego dnia znajdźcie czas, choć­by tylko dziesięć minut, by się nimi cieszyć.

Pomyślcie, jak się czujecie, gdy ktoś znajomy przechodzi trudny okres. Bycie partnerem-opiekunem wymaga wsparcia wielu osób, dlatego ważne jest, by przyzwyczaić się do polegania na innych i zmienić swój sposób myślenia.
     Wiem, że nie jest to łatwe – sama długo wzbraniałam się przed pro­sze­niem o pomoc. I tak, zdarzało się, że prosiłam o nią i jej nie otrzy­my­wa­łam. Nie jest to przyjemne, ale nie zniechęcajcie się. Jeśli tak się sta­nie, zwróćcie się do kolejnej osoby. Większość ludzi naprawdę chce was wesprzeć.

Odzyskanie pełni sił i naładowanie baterii jest dobre nie tylko dla was, lecz także dla osób, którymi się opiekujecie. Po­twier­dza­ją to badania naukowe. […]
     Wyniki okazały się jednoznaczne. Kiedy opiekunowie bardziej dbali o sie­bie, zmniejszały się poziom ich stresu i skłonność do depresji. Jed­nak jeszcze bardziej zaskakujące było to, że poprawiły się również ob­ja­wy be­ha­wio­ral­ne u osób z FTD pozostających pod ich opieką.
     „Zmiany w zachowaniu chorych były znaczące”, twierdzi dr Mas­si­mo. „Istnieje coś takiego jak stres empatyczny – oznacza to, że stres wpły­wa nie tylko na osobę, która go doświadcza, ale może prze­no­sić się też na drugą osobę”.
     Dotyczy to większości bliskich relacji. […]  osoby w naszym otoczeniu są połączone z nami emocjonalną siecią Wi-Fi – nastrojem lub aurą, ja­kie wno­si­my w dane miejsce, i podlegają ich wpływowi. Stres em­pa­tycz­ny jest szczególnie mocnym zjawiskiem, gdy opiekujemy się osobą cier­pią­cą na de­mencję. Język ciała i ton głosu informują o naszym sa­mo­po­czu­ciu. In­ny­mi słowy, zmniej­sza­jąc swój niepokój i stres, mo­że­my również zmniejszyć te emocje u bliskiej nam osoby. Coś pięknego!

Liczne aspekty opieki nad bliskimi są irytujące, nieatrakcyjne i przy­gnę­bia­ją­ce. Wyrażanie uczuć nie oznacza braku szacunku dla osoby, którą się opie­ku­jesz, ale potwierdza twoje cierpienie, poświęcenie i czło­wie­czeń­stwo w relacji opiekuńczej. Masz prawo do emocji. Musisz je tylko zaakceptować dla swojego długotrwałego dobrego samopoczucia.
Habib Sadeghi

Istnieje powszechne błędne przekonanie, że opiekunowie mają wszystko pod kontrolą i są dobrzy w tym, co robią. W większości przypadków jest to po prostu nieprawda. Opiekunowie zwykle wchodzą w tę rolę bez szko­le­nia i doświadczenia.

Uczucia opiekunów są złożone.
Oczywiście jest wśród nich miłość.

Habib Sadeghi

Emma Heming Willis, Nieoczekiwana podróż.
Jak odnaleźć siłę i nadzieję i nie zgubić siebie
w opiece nad bliskim
, przeł. Piotr Grzegorzewski, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

niedziela, sierpnia 20, 2023

5161. Z oazy (CLXXV)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Nie umiem uzasadnić, dlaczego czekałam na pu­blikację tej książki. Nie wiem, dlaczego zamiast uciekać od książek o życiu z cho­ro­ba­mi neurodegeneracyjnymi — mało mi osobistego, codziennego do­świad­cze­nia czy co? — wybieram je niczym rodzynki z wydawniczego ciasta.

To tak bardzo kolejna i nie ostatnia książka o chorobie Alzheimera, że poza mózgo­wym znacznikiem utworzyłam dziś alzheimerowy, by w razie potrzeby klik, klik i mieć szybko pod ręką.

Nie, nie będzie jak w sklepie, że ktokolwiek z żywych może sobie lub swoim naj­bliż­szym, gdy przyjdzie na to czas (zawsze zbyt wczesny), wybrać chorobę; przymierzyć się do okoliczności, które ona tworzy; wybrzydzać, że za ciężka czy zbyt wymagająca. Niestety, nic z tego. To będzie raczej przypominało wizytę w kasyno… statystycznie co trzeci polski mózg zachoruje — tak jak wtedy, wciąż robi to na mnie piorunujące wrażenie.

Dla mnie, osoby chorej neurologicznie, to bardzo ważna książka. Pozwala mi zro­zu­mieć zdrowych ludzi, którzy raczą mnie dobrymi radami (gdybyś więcej, bardziej, inaczej, lepiej ćwiczyła…) lub którzy niespecjalnie kryją, że mają mnie za leniwą osobę, której się nie chce rączką czy nóżką ruszyć. Już! Na szczęście!

Zamiast żywego odruchu bezwarunkowego, by strzelić w zęby mądralę z krainy Jeszcze-wszystko-mogę, już wiem, że tam, w środku tego człowieka, jego zdrowy mózg ma tę fabryczną wadę, że nie ogarnia. Ot, ewolucyjna niedoróbka i tyle, nic osobistego.

To książka, która odpowiada na wszystkie poniższe dlaczego — są to podtytuły kolejnych rozdziałów:

Dlaczego: nie pamiętamy, że chorzy na alzheimera zapominają    tak nam trudno zmienić reakcje    tak długo nie dostrzegamy otępienia    są­dzi­my, że osoba, którą kiedyś znaliśmy, ciągle istnieje    mamy wra­że­nie, że pacjenci nadal są zdolni do samoświadomości    dyskutujemy z rze­czy­wi­sto­ścią pacjenta    słowa i zachowania pacjentów odbieramy osobiście    uparcie polegamy na rozumie    zachowaniom pacjentów przy­pi­su­je­my intencje    tak trudno zrezygnować z obwiniania    nie da­je­my za wygraną.

*  *  *

Doświadczenie lektury Demencji może być inne, niż się spodziewamy. […]  jest nie tylko odkrywcze i często po­ru­sza­ją­ce, ale podnosi też na duchu, po­nie­waż poznajemy ludzi, którzy śmiało stają oko w oko z tym, co dla wie­lu z nas wydaje się nie do przejścia. […]  pełna spostrzeżeń i klinicznych klej­no­tów, wiele nauczy nas o mózgu, emocjach i ludzkim „ja”.
  //  Norman Doidge w Przedmowie

*

Oliver Sacks nie lubił określenia „deficyt”, które uznawał za „ulubione słów­ko w neurologii”. Nie lubił go, ponieważ często redukuje ono pacjenta do układu czynnościowego, który działa albo nie. […]  A tym, co jest tak przej­mu­ją­ce i jednocześnie wytrącające z równowagi w zaburzeniach otę­pien­nych – które rzekomo mają się sprowadzać do deficytów: utraty pamięci, utraty uwagi, utraty zahamowań, utraty osądu – jest fakt, że za­nim po­ja­wia się strata, często występuje obfitość: obfitość krzyku, kłótni, de­fen­syw­no­ści, konfabulacji i oskarżania. Co istotniejsze dla naszego te­ma­tu, czę­sto jest aż nadto „ja”. Tam, gdzie występuje strata, mogą pojawiać się za­cho­wa­nia kom­pen­su­ją­ce, chwile, kiedy mózg nie poddaje się chorobie, ale uzbra­ja w te zdolności, które są nadal nietknięte, i dyryguje wszystkim, czym może, żeby zrekompensować sobie to, co mu umyka.

*

[…]  ludzie i inne ssaki mają wrodzony system przy­wią­za­nia, który motywuje ich do szukania bliskości.

*

Zaburzenia otępienne tworzą środowisko, w którym nasze instynkty społeczne przestają być przydatne, a wręcz stają się obciążeniem. […]  Nieświadome nastawienia i założenia, na których zawsze polegaliśmy, prowadzą nas teraz na manowce.

*

Na całym świecie żyje ponad pięćdziesiąt pięć milionów osób z zaburzeniem dementywnym, a do 2050 roku ta liczba ma się prawie potroić.

*

Gdy myślimy o alzheimerze, wyobrażamy sobie chorobę, która wymazuje „ja” pacjenta. Tymczasem w większości wypadków człowiek rozpada się na różne „ja”, z których część rozpoznajemy, innych zaś nie. […]  Dość często choroba nie tyle eliminuje „ja”, ile uwypukla pewne jego elementy.

*

Pewnego wieczoru, gdy Sam pomógł ojcu położyć się do łóżka, pan Kessler podniósł wzrok i zapytał łagodnym tonem:
     – Kim jesteś?
     Sam, zaskoczony, odparł:
     – Twoim synem.
     – Moim synem? – zdziwił się pan Kessler. – Od jak dawna?
     – Od jakichś sześćdziesięciu dwóch lat – powiedział Sam, czując zarówno przerażenie, jak i rozbawienie.
     Pan Kessler otworzył szeroko oczy.
     – Jesteś moim synem od sześćdziesięciu dwóch lat i mówisz mi o tym dopiero teraz?
     – Cóż, czasami mi to umyka z pamięci – uśmiechnął się Sam.
     Widząc, że jego syn się śmieje, pan Kessler również się roześmiał.

*

To prawie aksjomat, że w przypadku burzliwych relacji opiekunowie wolą trwać w swojej złości, niż zaakceptować ból utraty bliskiej osoby w chwili, gdy pewne kwestie pozostają ciągle nierozwiązane. Choroba, która spra­wia, że zachowanie pacjentów jest niejednoznaczne, tylko wzmacnia nie­chęć do uwolnienia się od tego gniewu.

*

[…]  zaskakująco mało uwagi poświęca się osobliwemu sposobowi, w jaki otępienie często podtrzymuje lub zaostrza jakąś od dawną obec­ną dynamikę.

*

Tak jak alzheimer potrafi zaostrzyć konflikt, tak może również wydobyć na powierzchnię ciepłe uczucia i czułość […].

*

[…]  pacjenci z demencją mogą nie pamiętać czyjegoś imienia czy zna­jo­mo­ści z kimś, ale emocje związane z daną osobą (miłość, niechęć, zau­fa­nie, nie­uf­ność) często pozostają. I to, co zostaje, może być błogo­sła­wień­stwem albo przekleństwem.

*

[…]  gdy pamięć jednego człowieka ulega uszkodzeniu, jego bliscy też po­pa­da­ją w dezorientację. Nie tylko oczekujemy, że pamięć innych będzie dzia­ła­ła tak jak nasza, lecz konieczne jest nam przekonanie, że współ­dzie­li­my tę pamięć. Bez tego założenia nie moglibyśmy tworzyć więzi miłości czy zau­fa­nia lub – przeciwnie – odczuwać antypatii czy strachu, tymczasem, w sen­sie ewolucyjnym, są nam one niezbędne do przetrwania. Po­nie­waż ocze­ki­wa­nie przez nas obecności pamięci wynika z biologii, nadal odwo­łu­je­my się do niego, nawet gdy wiemy, że zniknęła.
     […]  „Większość opiekunów nie jest w stanie przestać wykrzykiwać py­ta­nia: „Nie pamiętasz?!” – zdumiewającego praktycznie dla wszystkich, w tym dla opiekuna, który lepiej niż pozostali wie, że pacjent nie pamięta.

*

W naszej współczesnej kulturze, która z taką łatwością stawia diagnozy […]. Czyż i to nie jest jednak próbą przedstawienia tajemnicy w sposób łatwiejszy do przełknięcia, sprowadzenia jej do znajomo brzmiących terminów?

*

Według mnie najlepsze podejście do zaburzeń otępiennych i być może do całego życia nie polega na próbach zmiany czyjegoś sposobu myślenia lub kwestionowaniu jego rzeczywistości, ale na dążeniu do zrozumienia tego umysłu, postrzegania go w kontekście, liczenia się z występowaniem w nim sprzeczności i po prostu dania temu umysłowi odczuć, że warto go poznać.

*

[…]  dowody, choćby najbardziej ewidentne czy logiczne, zwyk­le nie zmieniają odczuć – a w każdym razie nie na długo – i na pewno nie wcześniej, niż te dojrzeją do zmiany.

*

Oczekujemy, że w kwestii tego, co uważamy, „zdrowy” umysł wykazuje się rozsądkiem. Ale przekonania są z natury powiązane z uczuciami, to zaś, co sami czujemy, jest często zdane na łaskę odczuć innych.

*

Przez wiele miesięcy wytrzymywała te urojenia, aż pewnego dnia pękła.
     – Nikt na ciebie nie czyha! – wykrzyczała. – Nikt niczego od ciebie nie chce. Masz demencję! Demencję!
     […] 
     – Co ty mi wmawiasz? – odkrzyknął. – Gdzie ty masz rozum?
     Gdy Cathy mi o tym opowiedziała, potrząsnęła głową z niedowierzaniem.
     – On ma całkowitą rację. Nie wiem, gdzie jest mój rozum. Nie mam mu za złe, że się złości. Gdyby ktoś mi powiedział, że mam demencję, też byłabym wściekła. Dlaczego więc tak ro­bię? Kto się tak zachowuje?
     Trudno jej było zaakceptować w sobie tę skłonność do wy­buchów.
     – Zawsze myślałam, że jestem wrażliwa – powiedziała. – A teraz kopię leżącego.

*

[…]  sfrustrowani opiekunowie często rozwiewają złudzenia pacjentów o ich niezależności nie tylko powodowani swoim gniewem, ale również dlatego, że jakaś cząstka w nich uważa, iż pacjent nadal sprawuje władzę.

*

     – Ludzie zawsze pytają o pacjenta. „Co z Mitchem? Jak sobie radzi?”. Powiem ci coś: […]  to opiekun odchodzi od zmysłów.

*

Przyśrodkowa kora przedczołowa (MPFC), czyli ta jego część, która akty­wu­je się, gdy rozważamy, kim jesteśmy, uruchamia się również wów­czas, gdy zastanawiamy się, jak postrzegają nas inni. Z punktu widzenia neu­ro­lo­gii nie ma w mózgu żadnego szczególnego miejsca, które byłoby her­me­tycz­nie odgrodzone od wpływu innych ludzi.

*

     – Dlaczego wytrąca mnie z równowagi kilka niewinnych słów? – zapytała.
     Podejrzewałam, że te słowa wcale nie były niewinne.

*

Odrzucenie boli w sensie dosłownym. Choć ból fizyczny i emocjonalny są odczuwane różnie, pochodzą z tego samego neurobiologicznego źródła. Ta sama grzbietowa przednia część kory zakrętu obręczy (dACC), która re­je­stru­je uczucia wykluczenia, re­je­stru­je również ból fizyczny.

*

[…]  wszyscy mamy skłonność do korzystania z emocjonalnych dróg na skró­ty w podejmowaniu decyzji. „Co myślę?” zwykle zmienia się w „Jak się z tym czuję?”.

*

[…]   przemawiamy do swoich telefonów, samochodów, komputerów (lub czę­ściej na nie krzyczymy), choć nie z powodów, które pewnie zakładamy. Dopóki sprzęty działają w sposób przewidywalny, mózg traktuje je jak obiekty nieożywione, ale gdy tylko przestaną funkcjonować właściwie albo spełniać nasze oczekiwania, uruchamiają się obszary w mózgu odpo­wie­dzial­ne za „czytanie umysłu” i nagle jesteśmy przekonani, że mamy do czy­nie­nia z bytami, które najwyraźniej wykazują skłonności i zamiary.

*

Ponieważ pamięć ciąży ku uprzednio zgromadzonej wiedzy, wszyscy „redagujemy” teraźniejszość tak, żeby upodabniała się do przeszłości.

*

Świadomość może jako ostatnia dowiadywać się, dlaczego działamy w okre­ślo­ny sposób, ale jako pierwsza przypisuje sobie za to zasługę. Co wię­cej, jest „kosztowna”, ponieważ, jak wcześniej wspomniałam, procesy świadome zużywają więcej energii niż nieświadome.

*

Dzisiaj jednak wiemy, że mózg nie jest tylko biernym pasażerem. Jest aktywnym uczestnikiem percepcji, a widzialny przez nas świat stanowi wynik kompromisu pomiędzy danymi sensorycznymi a ocze­ki­wa­nia­mi umysłu opartymi na poprzednich doświadczeniach. Ponieważ na­tu­ral­nie tworzymy wewnętrzny model rzeczywistości, to, co już wiemy, wpły­wa na to, co mamy dopiero poznać, chociaż nie zawsze poprawnie.

*

[…]  w ciągu lat nauczyłam się, że to, co z zewnątrz może wydawać się nie­roz­sąd­ne i sabotujące nas, w rzeczywistości bywa dla opiekuna racjo­nal­nym kompromisem.

*

Ponieważ „bycie w ciele” skazuje nas na egocentryczność, nasze rozumienie innych zaczyna się od nas samych. Ból, jaki automatycznie odczuwamy w od­po­wiedzi na to, co postrzegamy jako cudze cierpienie, może nas przy­wieść do błędnego przekonania, że je rozumiemy. Prawda jest jednak taka, że tego nie wiadomo.

*

Nawet kiedy dorośli rozumieją, jak działa mózg, intuicja podpowiada im, że jakiś aspekt umysłu – nazwijmy go esencją czy duchem – nie daje się sprowadzić do mechanizmu neurologicznego.

*

W przypadku opiekunów wiara w „prawdziwe ja” bywa mieczem obo­siecz­nym. Z jednej strony mobilizuje nas do ciągłych sporów z chorymi, w na­dziei na przebicie się do ich „prawdziwego ja”. Z drugiej strony, jeśli za­cznie­my wątpić w istnienie „zasadniczego ja”, to za kogo mamy uważać osobę, którą się opiekujemy? Kim jest ten człowiek, dla któ­re­go cier­pi­my i się poświęcamy?

*

Tożsamość bliskiej osoby nie wyparowuje,
gdy następuje zmiana.

*

Dopóki mówimy, że istnieje granica między tym, gdzie zaczyna się choroba, a kończy osoba, to czy nie sugerujemy wciąż, że demencja dotyka jednego, a nie drugiego, i że jakaś szczególna cząstka w nas pozostaje na nią jakimś cudem odporna?

*

Niezwykle trudno jest ratować ludzi przed nimi samymi bez narzucania im własnej rzeczywistości.

*

[…]  emocje mają udział w tym, co myślimy. Bez preferencji i uczuć nasz umysł musiałby przesiewać mnóstwo opcji, z których żadna nie wy­da­wa­ła­by się lepsza od pozostałych.

*

[…]  uważałam, że jej złość tamtego dnia była adaptacyjnym ostrzeżeniem, że dochodzi do kresu wytrzymałości.

*

Wraz z upły­wem dnia opiekunowie mogą coraz bardziej upodabniać się do ludzi, którymi się zajmują, chociaż większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Po prostu tracą panowanie nad sobą, a potem cierpią z powodu wy­rzu­tów sumienia i mówią sobie, że muszą wziąć się w garść, bardziej się starać, być milsi. Te wszystkie uczucia są zrozumiałe, ale wynikają z jed­ne­go z najpotężniejszych złudzeń: przekonania, że zawsze mamy wybór co do tego, jak zareagujemy. […]  Siła woli nie jest czymś, co się ma albo nie. Przypomina bardziej akordeon, który rozciąga się i kurczy zależnie od okoliczności.

*

Gdy czujemy, że czyjeś zachowanie jest nie do przyjęcia, osąd pojawia się jako pierwszy.

*

[…]  każda rozmowa niesie w pewnym sensie nadzieję. Rozma­wia­jąc, two­rzy­my i potwierdzamy możliwość istnienia jednoznaczności, sensu i łącz­no­ści międzyludzkiej, nawet jeśli wydaje się, że pozostała tylko obcość i mar­ność. […]  dopóki rozmawiamy, możemy mieć nadzieję, nawet jeśli jest to nadzieja pełna rezygnacji, niemal uciążliwa.

*

Aby zaś móc rozsądnie domniemywać na temat rozmówców, musimy za­kła­dać, że ich mózg jest bardzo podobny do naszego. Nawet jeśli mózg dru­giej osoby zmaga się z problemami poznawczymi, nieświadomie do­ko­nu­je­my przewidywań opartych na założeniu, że nasze mózgi są analogiczne.

*

Jak w końcu dowiaduje się każdy opiekun, słowa powoli tracą znaczenie – nie tylko dlatego, że wkrótce ulatują z pamięci, ale ponieważ gramatyka, któ­ra je porządkuje, nie jest zbieżna z realiami demencji. Gramatyka, jak zauważył Nietzsche, jednocześnie prowadzi nas i ogranicza. […]  Ze wzglę­du na to, jak działają słowa i składnia, zawsze zakładamy istnienie spraw­czo­ści, kogoś lub czegoś, co decyduje się działać. […] 
     Według filozofa Patricka Haggarda język niechcący potwierdza in­tu­i­cyj­ne poczucie rozdzielności umysł–ciało, ponieważ „zawsze zakłada mentalne »ja« różne od mózgu i ciała”. To wyczuwane przez nas „ja” de­cy­du­je się coś powiedzieć lub zrobić. Zatem gdy ktoś mówi „ja”, natychmiast słyszymy in­ten­cję. Gdy pacjenci krzyczą: „Nie zrobię tego!” czy „Nie chcę tamtego!”, słyszymy w tym obecność umysłu, świadomość, która wie, czego chce. Na­wet gdy pacjenci narzekają, że ich mózg „nie działa”, jedynie potęguje to wrażenie, że wciąż właśnie działa.
     […]  A gdy słowa są wypowiadane w wyrafinowany sposób, jeszcze bar­dziej jesteśmy przekonani, że mówca „ciągle tam jest”.

*

     – Przed chwilą się kąpałam – twierdziła.
     – Minął już tydzień i powoli można się obawiać infekcji.
     – Kąpałam się wczoraj!
     – Nieprawda. Nie masz teraz dobrej pamięci.
     – Kto tak mówi?
     – Lekarz.
     – Zaraz zadzwonię do tego sukinsyna!

*

Wszyscy wiedzą, że życie z demencją jest trudne, ale większość ludzi nie zda­je sobie sprawy, że może ono doprowadzać do ujawniania się w czło­wie­ku nowych, niepożądanych aspektów jego osoby.

*

[…]  ludzie z zaburzeniami otępiennymi potrafią znaleźć twój najbardziej czuły punkt i drażnić go, aż będziesz całkiem rozstrojony.

*

Oczywiście czymś naturalnym jest definiowanie „zdrowego” umysłu w opo­zy­cji do umysłu dotkniętego chorobą, w rzeczywistości jednak opieka jest tak frustrująca dlatego, że rozgraniczenie między mózgiem funk­cjo­nu­ją­cym prawidłowo a uszkodzonym nie zawsze jest wyraźne: oba mogą być źró­dłem takiego samego wyparcia i zniekształceń.
     […]  Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, jakich strategii kom­pen­sa­cyj­nych używamy, żeby zrównoważyć utratę pamięci. Gdy coś za­po­mi­na­my, umysł nie poddaje się tak po prostu – zaczyna działać, tworząc nar­ra­cje, które mają zatrzeć ślady. Może to prowadzić do ko­lej­nych po­my­łek, ale daje nam również coś ważniejszego: sensowny układ odniesienia, dzię­ki któremu orientujemy się w świecie.

*

W chorobie czy stresie mózg staje się szczególnie oszczędny i wpadamy w stare wzorce zachowania. Im częściej zaś do nich wracamy, tym głębsze robią się nasze nerwowe koleiny i tym trudniej podążyć innym szlakiem.
     […]  A w bliskich, zawikłanych relacjach nasze szlaki nerwowe zbiegają się ze szlakami pacjentów; z ich powtarzalnych zachowań rodzą się nasze.

*

[…]  im bardziej szokująca następuje przemiana, tym chętniej wraca się do głęboko zakorzenionych wzorców zachowania.

*

Nie jest fair, aby długoletnia wzajemna relacja nagle sta­wa­ła się jed­no­stron­na. To niesprawiedliwe tracić wspólną rzeczywistość, pod­sta­wę dawnej bliskości, z której demencja nas teraz okrada. To nie­spra­wie­dli­we zostać w pojedynkę. Źle się z tym czujemy i nie wydobywa to z nas ni­cze­go dobrego.

*

Przypadkowość jest jak swędzący bąbel poznawczy, który trzeba podrapać.

*

Narzucanie porządku na przypadkowe wydarzenia jest tak silnym in­stynk­tem, że psychologowie odkryli, iż ludzie są bar­dziej skłon­ni do­pa­try­wać się nieistniejących prawidłowości, gdy doświadczają utraty kontroli. Choroba Alzheimera odbiera kontrolę nie tylko pacjentom, ale również opiekunom. […]  Umysł naturalnie nagina to, co nieprzewidywalne, do tego, co znajome.

*

[…]  ta sama stronniczość i skłonności poznawcze, które skazują nas na omylność, jednocześnie czynią nasz umysł istnym cudem.

*

[…]  Czechow po prostu rozumiał, że chociaż potrafimy przetrwać naj­bo­leś­niej­szy zawód miłosny czy głębokie rozczarowanie, nie jesteśmy w stanie żyć z myślą, że te doświadczenia są pozbawione sensu. […]
     Choć zaburzenia otępienne wprowadzają chaos, zniszczenie i stratę, umysł nie jest wobec nich bezbronny. Dalej snuje sensowną narrację, nawet na podstawie wydarzeń, które grożą umniejszeniem istotnych aspektów oso­by naszych bliskich i nas samych.

*

Pod gniewnymi żądaniami, by dostrzegła wysiłki syna, nie tylko skrywał jego czuły punkt, ale był w nich również pro­myk nadziei, że pewnego dnia uda mu się dotrzeć do „praw­dzi­wej” mamy. Była to nadzieja gorzka i niknąca, ale jednak nadzieja. Kto daje nam prawo dyktować, kiedy James po­wi­nien ją porzucić?

*

Ponieważ pamięć nie istnieje po to, by służyć „obiektywnej” rzeczywistości, tylko aby tworzyć sensowne narracje, nic dziwnego, że nie możemy liczyć na to, by wspomnienia innych osób zgadzały się z naszymi własnymi. W zdro­wych relacjach ważne dla ludzi narracje są wspólne, co ułatwia znoszenie nieuniknionych sporadycznych rozdźwięków. Ale w relacjach, które od początku nie są zdrowe, wybiórczość i kapryśność pamięci może być wykorzystana jako oręż do lekceważenia i odrzucania rzeczywistości drugiej osoby oraz jej poczucia siebie.
     […]  Utrata pamięci nie tylko powoduje mętlik, lecz zakłóca też moż­li­wość wzrostu, naprawy, odpowiedzialności, zamknięcia różnych procesów.

Dasha Kiper, Demencja. Podróż do nieznanych światów,
przeł. Monika Mendroch-Karbowska,
Copernicus Center Press, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Wydawało się, że każdego dnia zaczynamy od zera.

*

Ostatecznie historie, które opowiadamy sami sobie, są bardziej fascynujące, żywe i trwałe niż samo do­świad­czenie.
     […]  Właśnie dlatego, że nie możemy zachować wszystkich szczegółów swojego doświadczenia, umysł jest zmotywowany, by podsumowywać je pod kątem wartości, wniosków do wyciągnięcia i sensu.

*

W naszym następnym życiu przyjdę i cię znajdę. Zawsze będę cię szukać i będziemy razem.

*

Zabawne, że kiedy stale kogoś pocieszasz i powtarzasz pewne zdania, te słowa zaczynają jakby żyć w tobie. Sam w nie wierzysz.

*

[…]  zrozumienie pojawia się etapami, które dla każdego są wyjątkowe, i ani ja, ani nikt inny nie może ich skrócić.

*

[…]  zasadnicze znaczenie miała nie tyle prawda, ile poczucie bycia chcianą.

(tamże)