Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2022. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2022. Pokaż wszystkie posty

niedziela, stycznia 01, 2023

4882. Z oazy (C)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Kiedy ostatni raz czytałam coś tak gęstego, tak lekkim językiem napisanego? Nie pamiętam. Zdecydowanie dorzucam tę książkę do najlepszych, przeczytanych przeze mnie, książek 2022 roku.

Trudny Czas zawieszał na kołku swoją niewiarygodną moc, gdy czytałam, a w za­sa­dzie połykałam, tę książkę. Kilka, kilkanaście, a może kilkaset osób w Polsce po­win­no ją prze­czy­tać ze zrozumieniem, nim zachce im się publicznie zabierać głos.

#płeć:

[…]  fakty i definicje nam nie pomogą. Te naprawdę najtrudniejsze i naj­po­ważniejsze problemy prowadzą nas na terytorium wartości, gdzie fakty stają się tylko argumentami, ale przytaczanymi na obronę tezy, która z faktów wcale nie wynika. To prastary problem, który określa się często w naszym filozoficznym slangu mianem gilotyny Hume’a: nie da się przejść od zdaniajest tak i tak do zdania powinno być tak i tak”.

*

Język potoczny nam nie pomoże – stanowi nieprecyzyjne narzędzie służące do szybkiej komunikacji i pełen jest uproszczeń, które nie są w stanie objąć prawdziwej złożoności świata.

*

[…]  misgendering oraz deadnaming to nie tyle błąd, ile forma przemocy.

*

Nie ma też takiego człowieka na ziemi, który byłby w stanie jednoznacznie stwierdzić, gdzie kończą się „prawdziwe” tożsamości płciowe, a zaczynają zabawa, prowokacja i eksperyment.

*

płeć:   
chromosomalna / gonadalna / genitalna /
fenotypowa / metrykalna /
społeczna / psychologiczna   

#rasa:

Wszystko zaczęło się od lęku przed obcym.
     To nasza uniwersalna cecha. Osoby z daleka zawsze są jakby… inne. Dziwnie mówią, dziwnie wyglądają, dziwnie się zachowują. Trudno wręcz nam przyznać, że są takimi samymi ludźmi jak my; być może stanowią raczej jakąś przedziwną formę pośrednią między nami a dzikimi bestiami?

*

[…]  im silniej wierzymy w „prawdziwe, głębokie” różnice umysłowe między grupami etnicznymi, tym bliższe nam musi też być założenie, że przed­sta­wi­cie­le tych grup nie myślą po prostu tak samo, ale wolniej, lecz myślą inaczej.

*

Choć znajomość prawdy nie zawsze wystarcza, aby zmienić ludzkie postawy, to właśnie ona musi zawsze stanowić punkt wyjścia.

*

Musimy chyba nie tyle zrobić krok wstecz, ile wrócić na pole „start” i przy­po­mnieć sobie, od czego się to wszystko zaczęło. Źródłem omawianego tu problemu jest nasza niezdrowa obsesja, żeby nie tylko wiecznie się po­rów­ny­wać z innymi, ale ponadto robić to w naiwny, liniowy sposób. Ładny–brzydki. Mądry–głupi. Lepszy–gorszy. Zachowujemy się jak pięciolatki. Gdy tylko się zorientowaliśmy, że grupy ludzkie różnią się od siebie, od­ru­cho­wo uznaliśmy, że dzielą się na lepszegorsze. Tak się zresztą zwy­cza­jo­wo definiuje rasizm: jako coś więcej niż samo tylko stwierdzenie, że rasy ludzkie istnieją i są od siebie różne. Rasiści dzielą je bowiem także na lepszegorsze.

*

[…]  humanistyczny program afirmacji „pięknej różnorodności” gatunku ludzkiego. Aby mógł się powieść, musielibyśmy umieć spojrzeć na siebie i na swoich bliźnich z autentycznie bezstronną, nie­za­in­te­re­so­wa­ną, pozbawioną uczucia zagrożenia obiektywnością – po bud­dyjsku wręcz wypraną z po­trze­by chcenia i zawłaszczenia, choćby in­te­lek­tu­al­ne­go. Czyżbyśmy my wszyscy – biali, czarni, żółci, czerwoni – jesz­cze do tego nie dojrzeli?

#inteligencja:

[…]  sam wynik testu IQ dostarcza nam bardzo ubogiej wiedzy o człowieku. To magiczny numerek, stworzony przez wielbicieli numerków dla wiel­bi­cieli numerków, mówiący o tym, jak dobrze ktoś się czuje w świecie numerków.

*

[…]  w rasizmie nigdy nie chodziło o różnice wzrostu, siły, zręczności i em­pa­tii ani o odmienną sztukę, taniec, kuchnię, język czy kosmologię. To wszyst­ko bylibyśmy w stanie wybaczyć i zrozumieć. Podstawowy zarzut zawsze brzmiał: „Oni są głupsi od nas, więc to zwierzęta”.

*

Zauważmy też, że chyba jedynym naprawdę nowym gatunkiem super­bo­ha­te­ra naszych czasów jest geek: człowiek ostentacyjnie wręcz nie­wy­sporto­wa­ny i społecznie upośledzony, niezainteresowany sztuką, przyrodą czy miłostkami, za to czujący się jak ryba w wodzie w świecie symboli. Jest to o tyle zabawne, że wyobrażenie to stoi w zupełnej sprzeczności z wiodącą naukową definicją inteligencji, która uwzględnia przecież ogólną umie­jęt­ność orientowania się w sytuacji – a ową sytuacją nie musi być tablica za­peł­nio­na równaniami, ale również wchodzący do pokoju członek rodziny, w którego ruchach można przy odrobinie domyślności wyczytać, że coś go trapi. Filmowe bystrzaki nie tylko jednak tego nie łapią, ale też są z tego po­wodu dumne.

*

[…]  na liście nazwisk członków organizacji high IQ nie znaj­dziemy żadnego wybitnego naukowca, pisarza, lekarza czy filozofa.

#choroba:

[…]  wielu ludzi, zamiast odkrywać problemy, aktywnie je w sobie wy­twa­rza, porównując swój organizm z fikcyjnym, nierealistycznym ideałem. Nie powinniśmy oczekiwać od życia, że będziemy zawsze mieli zdrową cerę, ode­tka­ny nos, symetryczne ciało i prawidłowy poziom każdego składnika krwi, że będziemy wolni od nocnych niepokojów, porannego przygnębienia i dziwnych myśli, że będziemy mieli uporządkowaną relację z partnerem, plan na życie i zawsze odpowiedni poziom energii. To nie są realistyczne oczekiwania.

*

Niepokój i depresja istnieją. Cierpienie psychiczne istnieje. Ale normalność i nienormalność, zdrowie psychiczne i choroba psychiczna, a także oparte na tych kategoriach diagnozy mogą być mniej rzeczywiste, niż się po­wszech­nie uważa.
  //  David Rosenhan

*

Sam fakt, że coś jest nieprzyjemne, nie oznacza z definicji, że powinniśmy to coś od razu eliminować: czy naprawdę życie ludzkie musi się składać z samych radości?

*

Włosy podlegają bardzo silnej kontroli społecznej, co doskonale ilustrują różnice płciowe: łysy mężczyzna z owłosionymi pachami – dobrze; łysa kobieta z kudłatymi pachami – źle. Krótko mówiąc, jedynym kątem na­tar­cia, aby uczynić z łysienia jednostkę chorobową, są kwestie spo­łecz­ne i psychologiczne. […]  wielkie pole do popisu mają sprze­daw­cy leków i terapii łysienia: im więcej osób przekonamy, że łysienie jest złe, tym większa będzie nasza baza klientów. Z biznesowego punktu widzenia nie ma nic gorszego niż człowiek pogodzony ze swoim łysieniem: żaden der­ma­to­log na świecie nie zmusi swojego pacjenta do przyjmowania leków, a tym bardziej przeszczepu włosów, jeżeli ten po usłyszeniu „diagnozy” wzru­szy po prostu ramionami.

*

Gdyby zaś spróbować zrekonstruować osobowość całego naszego gatunku, to z każdą kolejną dekadą „naszych czasów” wydaje się ona coraz bardziej neurotyczna i narcystyczna.
     Zachowujemy się więc – zwłaszcza my, mieszkańcy państw roz­wi­nię­tych, do których szybko dołączają kolejne kraje – jak gazele, które pozbyły się już problemu gepardów, lwów i krokodyli, ale z czystego przy­zwy­cza­je­nia do lękliwości zaczynają powoli bać się myszoskoczków i z niepokojem stąpać w pobliżu każdej większej nierówności terenu: a co, jeśli skręcę sobie na niej nóżkę?
     Z takim nastawieniem nie da się swobodnie galopować po sawannie.

*

W medycynie nie ma „oficjalnej” definicji choroby – ani zdrowia.

Łukasz Lamża, Trudno powiedzieć. Co nauka mówi
o rasie, chorobie, inteligencji i płci
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

Fakty to pryszcz. Mają one też zaskakująco nie­wiel­ki wpływ na najważniejsze wyzwania, przed którymi dziś stajemy – dziś, gdy po wielu stuleciach zaczynamy się powoli orientować, jak bardzo skomplikowany jest ów niewinny gatunek nagiej małpy, który kilkaset tysięcy lat temu wylazł z Afryki.

*

Społeczeństwo i język powstawały w czasach, gdy nasze rozumienie samych siebie było w naj­lep­szym razie umiar­ko­wa­ne. Dopiero od kilku­dzie­się­ciu lat na po­waż­nie mierzymy się z ogromem pro­ble­mów, jakie na­po­ty­ka­my, chcąc urządzić nieco mądrzej nasz świat.

(tamże)

niedziela, grudnia 11, 2022

4866. Z oazy (XCV)

Skromne, niedzielne odliczalnie literek, dwa, bo. Uwielbiam sposób, w jaki Autorka składa słowa w zdania, zdania w akapity, akapity w rozdziały, a rozdziały w opo­wieść. Byłam zachwycona i wniebowzięta, gdy okazało się, że mam przed sobą Jej pierwszą książkę, nawet jeśli jest ona złożona z opowiadań.

Mam trudne relacje z beletrystyką i wyjątkowo koszmarne z opowiadaniami, ale te łyknęłam w zastraszającym tempie. Zachwycił mnie nie tylko sposób snucia opo­wie­ści, ale również pomysł na parasol, pod którym spotkały się te opowiadania.

I co teraz? Pozostało mi wyłącznie czekanie na kolejną, nową, może „piszącą” się już, książkę Autorki. Czekam.

O nie, dziennikarz to nie to samo. Dziennikarz nie dostaje hasła, dzien­ni­karz cały wszechświat tematów dostaje i omawia, zgłębia, grzecznie za­py­tu­je, krytykuje, wytyka. I nie o wszystkim pisze. O nadużyciach władzy, ko­rup­cji, dziurze w ulicy, nepotyzmie, aferze śmietnikowej, bezrobociu w ma­łych miasteczkach. A ja? No cóż, cytując klasyka, mogę tylko z za­kło­po­ta­niem powiedzieć (i trzy razy nie będę powtarzał), że mam w dupie małe miasteczka.

*

Nie spodobał mi się za to pomysł spędzenia wakacji z dziewczyną. Byłem w tym wieku, w którym można godzinami udawać, że patyk to karabin lub miecz, ale nie można udawać, że dziewczyna to człowiek jak każdy inny.

*

W takich momentach, które zdarzają się ludziom w przedziale wiekowym 15–25, odróżnienie działań oznaczonych plakietką „bardzo dobrze” od tych z napisem „bardzo źle” wydaje się właściwie niemożliwe. „Bardzo źle” roz­my­wa się, jak na badaniu wzroku krótkowidza, i przybiera wygląd „bar­dzo do­brze”, z kolei „bardzo dobrze”, nawet jeśli ostre i wyraźne, wy­da­je się bla­de, smutne, nieatrakcyjne. Człowiek jest jak koń z klapkami na oczach, wi­dzi tylko to, co przed nim, jeśli zaś ten widok go cieszy, traci głowę.

*

Co ty wyprawiasz?
     – Żyję – wysapałem. Rozpierała mnie duma z własnych poczynań pomieszana z prostą, dziecinną radością.

*

[…]  nie zmieniło się nic. Jakby cała ta afera ze śmiercią była tylko plotką, a nie medycznym faktem, jakby czas bał się zboczyć ze swoich utartych to­rów i wreszcie się wykoleić.

*

[…]  międzynajpierwpotem” 
minęło zaskakująco mało czasu […].

*

Zacząłem więc siłą rzeczy doskonalić się w czekaniu. Budziłem się z cie­ka­wo­ścią zmieszaną z trwogą, że to się stanie właśnie tego dnia, że to już dziś, i kładłem się spać z satysfakcją, że ugraliśmy jeszcze jeden dzień, że znów się udało. Dni zamieniły się w grę, ja zaś zużywałem całą swoją ener­gię, by wygrać.

*

[…]  rzeczywistość bez ostrzeżenia przestaje się zapętlać i wyrzuca mnie siłą odśrodkową przez otwarte drzwi.

*

Spędziliśmy razem jakieś trzy lata, czyli dokładnie tysiąc sześćdziesiąt osiem dni, a ja wciąż nie wiem, kim naprawdę był ten wspaniały człowiek. Mnichem? Wielkim filozofem? Szaleńcem? Nie umiem zamknąć go w żadnej z kategorii, ale czy to tak naprawdę ma znaczenie?

*

[…]  właśnie wtedy czas zaczął przyspieszać, nie dając mi szansy, bym przyzwyczaił się […]  lub bym poczuł cokolwiek innego niż mało konstruktywne ukłucie lęku.

*

Nie ma zresztą większego znaczenia, co się trzyma czy jak się stoi na chwilę przed zadaniem pytania. To tylko sztafaż, scenografia, rekwizyty, które powtarzając się, nadają całej sytuacji odpowiedni rytm. Liczą się py­ta­nie i kosmos otwierający się wraz z nim […].

*

„Naprawdę?”, pytali czasem, ale to przecież zagajenie, par­tykuła, wtrącenie, a nie prawdziwe pytanie i dlatego pisze się „prawdę” łącznie z „na”.

*

Czekam więc, aż czas uformuje się w sekundy, a one ustawią się we wła­ści­wej kolejności i zaczną kapać, gotowe, by zlepić się w minuty, a potem stę­żeć w twarde godziny. […] 
     Nie wzdycham, nie robię scen, nie rzucam się do ucieczki, nie łkam, choć czuję, jakby różne odmiany mnie, w różnych scenariuszach mojego życia wy­konywały wszystkie te czynności.

*

Mówiłem mu o tym, jak trzeba się namęczyć, by stojąc na balkonie o zmierz­chu, nie znienawidzić siebie. Że brak decyzji może być gorszy od błędnej decyzji, a podejmowanie decyzji nieraz nie ma znamion żadnej aktywności – jest właśnie tym, staniem na niewłaściwym balkonie, w nie­właściwym miasteczku, o nie­właściwym, bo za prędko biegnącym, czasie. Że młodym można być na różne sposoby, ale starym tylko na jeden, nie­kom­patybilny z żadnymi wyobrażeniami ani aspiracjami.

*

Może od początku, od pierwszej chwili, pierwszego zdania coś poszło nie tak, umknęło, skrzywiło się i potem już takie zostało, przetrącone, nierówne.

*

Fundamentalną rolę w mojej rekonwalescencji odgrywa wyobraźnia. W za­sa­dzie lekarz powiedział „psychika”, po czym doprecyzował: „dobry na­strój”, w moim przypadku jednak te dwie rzeczy – wyobraźnia i psychika – są nierozerwalnie złączone. Tańczę, pląsam, robię piruety, choć moje cia­ło się nie rusza, przynajmniej nie aż tak.

*

[…]  jak dobrze rozumiałem ten żal wymieszany w równych proporcjach z niemocą.

*

Zdrada – zbyt duże słowo, by użyć go w tej historii, zaczyna się właśnie w ta­ki sposób, takim „nic”, które w ciągu paru dni, tygodni, miesięcy uroś­nie do rangi „wszystkiego”.

*

Prowadziła własne bujne życie towarzyskie, więc nie po­trze­bo­wała zapuszczać korzeni w cudzym.

*

Tytuł dziewczyneczki jej odpowiadał, ale wyłącznie na jej własnych, sztyw­nych zasadach. Była gotowa porzucić tę tożsamość, z chwilą gdy zacznie się wypaczać w sposób właściwy dorosłej rzeczywistości, w której dziew­czy­necz­ka, jej niebieskie oczy i mysie warkoczyki zaczną się wiązać ze sła­bo­ścią. Nie było w niej słabości. I tylko taką dziewczyneczkę kultywowała i do­ma­gała się jej kultywowania od świata.

Maria Karpińska, Żywopłoty,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Myślałem o rzeczach ostatnich. O ostatnim truchcie do autobusu, ostatnim wykładzie, ostatnim dniu tak zaję­tym, że nie miałem czasu napić się herbaty. Próbo­wa­łem uchwycić któryś z takich dni w pamięci i nie mo­głem, wyślizgiwały się za każdym razem, gdy sięgałem po nie dłonią. Nie wiedziałem, że to będzie ostatni raz, przerwa zawsze ma być chwilowa, zawsze się wrzuca tę monetę do fontanny pewnym ruchem, bez wahania od­po­wiada: „jeszcze będzie okazja, następnym razem”. Gdy­by wszystkie rzeczy, które robiłem po raz ostatni, były od­po­wiednio tą ostatecznością oznaczone, cele­bro­wał­bym je – myślałem, chociaż nie byłem pewien, czy to prawda. Żegnałbym się z życiem podczas każdej z nich na raty, świadomie. […]  Nie przypominam sobie mo­je­go ostatniego spaceru z Hektorem. Powiedziałem sobie pewnie: dziś niech idzie Klara, ja odpocznę, pójdę jutro. Pewnie to jutro rozciągnęło się do wielu dni, tygodni, miesięcy, by zatrzeć w pamięci nasz ostatni spacer, nie­u­ho­norowany nigdy.

*

     – Liczy się odległość – powiedział wtedy weterynarz – nie liczy się czas.

(tamże)

niedziela, listopada 27, 2022

4842. Z oazy (LXXXVIII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Nie wybrałam tej książki. Nie miałam o niej po­ję­cia. Została mi zaanonsowana.

Cztery lata temu, gdy znałam już diagnozę, spotkałam La Tesorę — wtedy była jesz­cze Kobietą-Aniołem — i poprosiłam Ją, by dała mi znać, jak znajdzie coś, co mo­gło­by mi ulżyć w życiu z chorobą. Jakieś czterdzieści dni temu powiedziała mi, że ma coś dla mnie, pomogła mi zacząć i… Dziś kończę: (a) miesiąc praktyki i (b) prawie cały miesiąc, pierwszy od czterech lat, gdy nie muszę w nocy nawiedzać toalety i nie mam dodatkowego śród­noc­ne­go czasu na czytanie.

Kilka dni przed moim wyjazdem na gigant, La Tesora — również uwiedziona włoską kulturą — pokazała mi tę książkę. Na szczęście była dostępna w ibuku. Ta książka nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia, jakie zrobiła, gdyby nie doświadczenie po­da­ro­wane przez La Tesorę. Nie da się ukryć, że w nieszczęściu wymagającej cho­ro­by, mam niebywałe szczęście do Ludzi.

Początek tych ćwiczeń, tak jak początek jakichkolwiek ćwi­czeń, był do dupy.

*

Moje pierwsze próby poruszenia nieba i ziemi w celu dotarcia do utraconej sztuki oddychania pozostawiły mnie z toną słownego gruzu. Chciałbym przez to powiedzieć, że napisanie niniejszej książki, jak to z większością książek bywa, wymagało mnóstwa czasu i aż nazbyt często przypominało syzyfową pracę.
     Courtney Young, mój redaktor […]  przemielił liczące sobie 270 000 słów gruzowisko wielosylabowych i trudnych terminów w nieco bardziej straw­ną cegłę, którą trzymacie właśnie w dłoniach.

*

[…]  nos to cichy wojownik, strażnik naszego ciała, far­ma­ceuta naszych umysłów i wiatrowskaz naszych emocji.

*

Ogólnie rzecz biorąc, ludzie mają wątpliwy zaszczyt bycia naj­bar­dziej „zatkanym” gatunkiem na Ziemi.

*

Mopsy, mastify, boksery i inne psy brachycefaliczne zostały wyhodowane tak, aby mieć krótki pysk, płaską kufę i mniejsze zatoki, przez co narażone są na wiele przewlekłych dolegliwości oddechowych podobnych do ludzkich. Pod wieloma względami współczesny człowiek stał się Homo odpo­wied­ni­kiem tych powstałych w wyniku chowu wsobnego ras psów.

*

[…]  ewolucja nie zawsze oznacza postęp. Ewolucja oznacza po prostu zmianę.

*

[…]  dostrzegłem w historii badań oddechowych swego rodzaju sinusoidę: różni naukowcy, różne dziesięciolecia, te same wnioski, ta sama cy­klicz­na zbiorowa amnezja.

*

Prawidłowe oddychanie nic nie kosztuje, wymaga niewiele czasu i wysiłku, możesz je uprawiać, gdziekolwiek zechcesz, kiedykolwiek potrzebujesz.

*

[…]  współczesna medycyna jest zdumiewająco skuteczna w wycinaniu i zszy­waniu różnych części ciała w nagłych przypadkach, niestety nie­do­ma­ga jednak, jeśli chodzi o leczenie łagodniejszych przewlekłych chorób po­szcze­gólnych układów, takich jak astma, bóle głowy, stres i problemy au­to­im­mu­nologiczne, z którymi boryka się większość dzisiejszej populacji.

*

To, w jaki sposób oddychamy, naprawdę ma znaczenie.

*

Ani razu nie obudziłem się też na siku. Nie musiałem, ponieważ moja przy­sad­ka mózgowa prawdopodobnie prawidłowo wytwarzała wa­zo­pre­sy­nę. Nareszcie spałem długo, dobrze i głęboko.

*

Kluczem […]  jest cierpliwość, elastyczność i powolne przy­swa­ja­nie tego, co oddech ma do zaoferowania.

*

Statystycznie rzecz biorąc, zaczerpniesz 670 milionów oddechów w ciągu swojego życia. Być może połowę z nich masz już za sobą. Być może bierzesz oddech po raz 669 000 000. Być może chciałbyś zaczerpnąć kilka mi­lio­nów więcej.

James Nestor, Oddech. Naukowe poszukiwania
utraconej sztuki
, przeł. Patrycja Przełuska,
Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2021.
(wyróżnienie własne)

Na najbardziej podstawowym poziomie wszelka materia jest po prostu energią.

*

Powinieneś postawić sobie wyzwanie,
a jednocześnie nie przesadzić.

*

[…]  oddech to coś więcej niż tylko wprowadzenie po­wie­trza do naszego ciała. To najbardziej intymna re­la­cja, jaka nas łączy z otaczającym światem.
     Powietrze, które ty, ja lub jakakolwiek inna od­dy­cha­ją­ca forma życia kiedykolwiek zaczerpnęła przez usta, nos bądź wchłonęła przez skórę, to nic innego jak uży­wa­ny, przeżuty i wypluty pył kosmiczny, który istnieje od 13,8 miliarda lat.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 08, 2022

4717. Z oazy (XLVIII)

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, odliczanie literek, trzy. Dawno, dawno temu tytuł tej książki przykuł moją uwagę. Podczytnik sprawił, że zaznaczyłam do upolowania i zapomniałam o niej, bo pożaru nie było, beletrystyka dla dorosłych to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Przyszedł właściwy moment, do przyjęcia cena i miałam tę po­wieść na czytniku. I ode­rwać się nie mogłam. Zdecydowanie jest to książka, która należy do najlepszych prze­czy­tanych przeze mnie w roku 2022.

Cytaty? Wyłącznie samo gęste, najgęstsze.

Dokąd idzie człowiek, który nie wie, dokąd ma pójść?

*

Problemy należy rozwiązywać raczej w Afryce. Przez chwilę Richard wy­ob­ra­ża sobie, jak musiałaby wyglądać lista spraw do załatwienia dla męż­czyzn, których poznał w ciągu ostatnich miesięcy.
     Podczas gdy na jego własnej liście stałoby przykładowo:

  • wezwać montera do naprawy zmywarki,
  • ustalić termin wizyty u urologa,
  • odczytać liczniki,

     to na liście spraw do załatwienia dla Karona stałoby zamiast tego:

  • zlikwidować korupcję, kumoterstwo i pracę dzieci w Ghanie.

     Albo u Apolla:

  • wnieść skargę przeciwko koncernowi Areva (Francja),
  • ustanowić nowy rząd w Nigrze, który nie da się skorumpować albo szantażować zagranicznym inwestorom,
  • utworzyć niezawisłe państwo Tuaregów Azawad (omówić z Yussufem).

     A na liście Rashida można by przeczytać:

  • pogodzić chrześcijan i muzułmanów w Nigerii,
  • przekonać Boko Haram do złożenia broni.

     Na koniec Hermes, analfabeta w złotych butach, i Ali, przyszły pie­lęg­niarz, musieliby wspólnie zatroszczyć się o następujące dwie sprawy:

  • zakaz dostaw broni do Czadu (USA i Chiny),
  • zakaz wydobywania i eksportu ropy naftowej (USA i Chiny).

*

Czyżby to utrzymujący się już tak długo pokój był winien temu, że nowe pokolenie polityków najwyraźniej uwierzyło, iż dotarliśmy do końca hi­sto­rii, uwierzyło, że możliwe jest zakazanie siłą tego wszystkiego, co może skończyć się jakąś zmianą? A może to dystans dzielący jednych od wojen toczonych gdzieś daleko przez drugich sprawił, że ci, którzy w ich wyniku nie ucierpieli, mają pewien deficyt doświadczeń, tak jak pewni ludzie cier­pią na niedobór czerwonych ciałek krwi? Czy pokój, tak upragniony przez ludzkość we wszystkich epokach, a dziś urzeczywistniony w niewielu tylko miejscach na ziemi, prowadzi jedynie do tego, że ci, którzy są bez­piecz­ni, nie chcą się nim dzielić z szukającymi schronienia, lecz bronią go tak agre­syw­nie, że ten pokój sam już niemal wygląda jak wojna?

*

Richard wie, że należy do tych nielicznych ludzi na świecie, którzy mogą wybrać sobie rzeczywistość, w jakiej chcą uczestniczyć.

*

[…]  na tym poziomie wszechświata może wcale nie istnieje żadna od­mien­ność i jakieś dwie różne połówki, gdyż ostatecznie chodzi tylko o te parę pigmentów w materiale, który przez wszystkich ludzi nazywany jest w ich języku skórą, a wtedy przemoc, która się tu właśnie objawia, nie byłaby wcale żadnym zwiastunem burzy w centrum wszechświata, lecz tylko skutkiem absurdalnego nieporozumienia, które jest w stanie skłócić ludz­kość i powstrzymuje ją od uświadomienia sobie, o ileż dłuższy jest oddech planety w porównaniu z oddechem każdego pojedynczego człowieka. Czy ten człowiek ma na sobie spodnie i marynarkę ze zbiórki odzieży, czy mar­ko­wy pulower, drogą czy tanią sukienkę, czy też mundur plus hełm i wi­zjer, to pod tym wszystkim jest przecież zawsze nagi, i jeśli ma szczęście, to za­nim umrze, parę razy uda mu się nacieszyć słońcem albo wiatrem, śniegiem lub wodą, może raz czy drugi zje lub wypije coś dobrego, może kogoś po­ko­cha i będzie też kochany.

*

[…]  adwokat przechodzi prościutko do starożytnych Rzymian: Tunc tua res agitur paries cum proximus ardet!, jest bardzo ucieszony, gdy Richard z apro­ba­tą kiwa głową, i z miejsca mruczy tłumaczenie: Gdy pali się dom sąsiada, to jest też twoja sprawa.

*

Być, czym się wprzód nie było, zowie się urodzić.

Jenny Erpenbeck, Iść, szedł, poszedł, przeł. Eliza Borg,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2020.
(wyróżnienie własne)

Czas odciska się na człowieku, bo ten nie jest ma­szy­ną, którą można włączać i wyłączać. Czas, w którym człowiek niemający żadnego zajęcia nie wie, w jaki spo­sób jego życie ma stać się życiem, wypełnia go od czub­ka głowy po palce u stóp.

(tamże)

piątek, lutego 25, 2022

4553. Czytane przed wojną (I)

Skończyłam połykanie tej książki kilka dni temu, ale towarzyszy mi uczucie, jakby to było w czasach „przed Chrystusem”. Czuję się tak, jak w te dni, gdy zmarł ktoś, kto był mi bliski — świat nie zatrzymał się, irracjonalnie gna naprzód. Kraj, który roz­po­czął wojnę ma grać (jakby nigdy nic) w piłkę, brać udział w zawodach między­na­ro­do­wych, uczestniczyć w atrakcjach cywilizowanego świata — kto tu jest chory?

Wobec tego, co dzieje się tuż za naszą granicą, w stolicy europejskiego kraju — wo­bec tego, co zmieścić się w głowie nie może — trudno jest uznać za istotne to, co do tej pory było ważne. Jakie znaczenie ma książka wobec końca świata, jaki znamy?

Poudaję chwilę, że to, co robię, ma znaczenie, bo potrzebuję utrzymać się na po­wierz­chni ciągłości sensu. Sensu, który nadaję małym krokom zrozumienia. Ta książka karmi wolnością, afirmuje nie­powtarzalność każdego człowieka oraz ludzką różno­rod­ność i? I ma na to do­wo­dy naukowe.

Możemy stwierdzić, że ludzki mózg nie jest ani kobiecy, ani męski. Jest wyjątkową mozaiką cech, niektórych bardziej powszechnych u kobiet, in­nych u mężczyzn. Mozaika zmienia się przez całe nasze życie, tak jak nieustannie zmieniający się wzór kolorowych szkiełek w ka­lej­do­sko­pie.

*

W starożytnej Grecji Galen uznał jądra za najbardziej szlachetną część ciała, co miało sens, ponieważ posiadała je tylko „lepsza” płeć. Jednak w XVII wieku to mózg postrzegano jako najbardziej szlachetny i boski organ: podmiot odpowiedzialny za wszystkie zmysły, inteligencję i mądrość. Trzeba więc było uznać, że to mężczyźni mieli lepsze mózgi.

*

Niestety nieustanne zajmowanie się pochodzeniem różnic międzypłciowych nie wydaje się podyktowane pragnieniem poprawy ludzkiej egzystencji. Raczej, podobnie jak w minionych stuleciach, podsycane jest – w większości nieświadomie – chęcią usprawiedliwienia społecznych nierówności między płciami.

*

Zależy mi na stworzeniu środowiska, w którym wszyscy ludzie mogą wybrać własną drogę zgodnie z osobistą mo­zaiką postaw, preferencji i cech.

*

Zachowanie i to, jak inni je postrzegają, odbija nie tylko ludzką mozaikę zdolności, charakterystycznych cech i preferencji, ale także role odgrywane przez ludzi w społeczeństwie, sytuacje, w jakich się znajdują, ich status i własne oczekiwania oraz oczekiwania innych wobec nich. To wszystko wygląda inaczej w przypadku mężczyzn i kobiet w naszym społeczeństwie – i tworzy złudzenie, że ludzie należą do dwóch odrębnych kategorii.
     Zazwyczaj widzimy kobiety i mężczyzn w odmiennych sytuacjach, co ujawnia inny aspekt ich osobowości, ale mamy tendencję do przy­pi­sy­wa­nia różnic w ich zachowaniu raczej kwestiom płci, a nie kon­tekstowi.

*

[…]  opis mozaikowej struktury mózgu człowieka w miejsce zestawu cech wyłącznie „męskich” czy „kobiecych” idealnie wpasowuje się w koncepcję, według której każdy z nas ma kobiece i męskie cechy, a także że istoty ludzkie rzadko są w całości kobiece bądź męskie.

*

Nie uważam, żeby roztrząsanie tego, kto w wyniku istnienia systemu płcio­wego (ang. gender system) cierpi bardziej, kobiety czy mężczyźni, nie wspo­mi­na­jąc o męczarni ludzi, którzy nie wpasowują się w ten binarny system. To, że wszyscy cierpimy w rezultacie binarności płciowej, wy­star­cza, żeby z niej zrezygnować.

*

Płeć kulturowo-społeczna to system, który nadaje znaczenie płci, ale nasza płeć kulturowo-społeczna nie jest odbiciem naszej płci biologicznej. Płeć kulturowo-społeczna to więzienie, w którym przebywamy. Dzieli świat na rzeczy dla mężczyzn i dla kobiet. Jeśli chcemy czegoś, co nie jest po „naszej” stronie, to społeczeństwo wymierza nam karę.
     W świecie z moich wyobrażeń nie ma płci kulturowo-społecznej.
     Jest tylko płeć biologiczna.
     Istoty ludzkie z męskimi, żeńskimi lub interpłciowymi ge­ni­ta­lia­mi będą mogły wybierać z tego świata, co tylko chcą. Część wy­bie­rze jedynie lalki, część tylko piłki, wielu zdecyduje się na jedno i dru­gie. Cokolwiek kochasz i cokolwiek robisz, jeśli jest to dobre dla ludzi, jest to dobre i dla ciebie.

*

Mit, że istnieją dwie płcie, jest niczym innym jak właśnie mitem. Nie przechodzi testu współczesnej nauki. Mity to opowieści tłumaczące, dlaczego świat przyrody lub ludzi jest, jaki jest, i dlaczego nie może być inny. Z łatwością dostrzegamy mit, jeśli należy do innej kultury. Jednak mity naszego własnego świata traktujemy jak prawdę.
     Na przestrzeni wieków istniały mity wyjaśniające nacechowany płciowo świat […]. One wszystkie usprawiedliwiają istnienie płci jako systemu spo­łecz­nego, w którym ludzi traktuje się inaczej i w którym mają oni różny do­stęp do władzy, zależny od kształtu ich narządów płciowych.

*

[…]  ludzie bardzo się różnią pod względem cech psycho­lo­gicz­nych i nie pasują do kategorii albo-albo, do obrazu ludz­kiej natury kobieta-albo-mężczyzna.

*

Wyobraź sobie, że idziesz na randkę w ciemno i wiesz tylko, że potencjalny partner jest kobietą albo mężczyzną. To daje ci sporo informacji o na­rzą­dach płciowych tej osoby, ale co jeszcze możesz z góry powiedzieć? Czy płeć mówi ci, jaki typ mózgu, jaką osobowość, preferencje czy postawy życiowe on lub ona prezentuje?

*

Głównym problemem w historiach typu „kobiety są takie, a mężczyźni tacy” jest nie tyle sam dowód, ile jego interpretacja. Ludzie tworzący te opowieści wybierają te dowody, które im odpowiadają, by móc objaśnić, dlaczego świat jest taki, a nie siaki […].

*

W sprawie licznych argumentów dotyczących tego, czy kobiety i mężczyźni są tacy sami, czy różni, mam do powiedzenia tylko: ani jedno, ani drugie. Każdy z nas jest inny. Każdy z nas jest niepowtarzalną mozaiką cech. Fakt, że niektóre z nich są częściej spotykane u kobiet, a inne u męż­czyzn, pozostaje bez znaczenia dla tego, kim jesteśmy.

*

Wyobraźmy sobie na przykład, że jak już wyeliminujemy płeć, to odkry­je­my, że więcej kobiet niż mężczyzn bierze udział w Międzynarodowej Olimpia­dzie Matematycznej. Czy wiedząc o tym, będziemy zniechęcać chłop­ców uwielbiających matematykę, żeby się jej nie uczyli, mówiąc im, że marnują swój czas, bo tylko kilku dzieciom z męskimi narządami płciowymi uda się w perspektywie czasu opanować matematykę? Może się to wy­da­wać obu­rza­ją­ce, ale dzisiaj tak właśnie nagminnie traktujemy dzieci z żeń­ski­mi narządami płciowymi w odniesieniu do królowej nauk.

*

Jednym z największych przywilejów bycia uprzy­wi­le­jo­wa­nym jest nie wiedzieć, że ma się przywileje.

*

Kilka lat temu mój najmłodszy syn, który miał wtedy jakieś pięć lat, wrócił z przyjęcia urodzinowego cały przystrojony skrawkami różowego papieru i oznajmił, że jest różowym ninja. Chodził zadowolony po domu, rzucając różowym papierem w wyimaginowanych wrogów, a potem podszedł do mnie i zapytał: „Czy wiesz, że są ludzie, którzy myślą, że chłopcy nie lubią różowego?”. Odpowiedziałam, że wiem (oszczędziłam mu pełnej odpo­wie­dzi: że sto lat temu różowy był dla chłopców, a niebieski dla dziewczynek). Wtedy mój syn stwierdził: „Dziwni ci ludzie, ponieważ ja jestem chłopcem i lubię różowy”.

*

Sprawdź też samego siebie. Czy podczas rozmowy z po­ten­cjal­nym pracownikiem, dyskusji o wspólnym zna­jo­mym, ko­men­to­wania czyjejś jazdy autem twoje spo­strze­że­nia, sło­wa albo reakcje byłyby takie same, gdyby ta osoba by­ła prze­ciw­nej płci?

Luba Vikhanski, Daphna Joel, Płeć i mózg. Historia przekręconych
faktów
, przeł. Agnieszka Szling, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Widzę przyszłość, w której nie ma mężczyzn i kobiet – tylko istoty ludzkie z żeńskimi, męskimi albo inter­płcio­wy­mi częściami intymnymi. W tej wizji płeć jest tylko określeniem opisującym jedną z naszych cech fi­zycz­nych – takich jak wzrost, waga, wiek czy kolor oczu – ale na jej podstawie nie dzieli się ludzi na grupy i nie traktuje ich inaczej. Nic nie mówi o tym, czy powinno się lubić piłkę nożną, czy poezję.

*

Powtarzająca się obserwacja, że ludzie są mozaiką stereotypowych kobiecych i męskich cech, sprawia, że pojęcie natury kobiecej i męskiej jest tak samo bez znaczenia jak mózgów kobiecych i męskich. Które z niezliczonych mozaik osobowościowych spotykanych u kobiet powinno się postrzegać jako naturę kobiecą? A które z tych spotykanych u mężczyzn można zaliczyć do natury męskiej? Kiedy patrzymy na kobiety czy mężczyzn jako na grupę, to oczywiście zauważamy przeciętne różnice między płciami, a czasami nawet wpasowują się one w stereotypy. Ale nie jest łatwo znaleźć przeciętne kobiety i przeciętnych mężczyzn.

(tamże)