Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noblistki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noblistki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)

piątek, grudnia 12, 2025

5965. 345–346/365  // Panna cotta (CLXXIX)

la vita è un’occasione per ascoltare la musica bella. per leggere le poesie. per aprire* finalmente il cuore.**

345–346/365

__________
   *  IITI
 **  życie to okazja, by posłuchać pięknej muzyki. by czy­tać wiersze. by otworzyć w końcu serce.

*

Richard Galliano, Chat Pître, New York Tango Trio,
Richard Galliano (akordeon), Sebastien Giniaux (gitara),
Diego Imbert (kontrabas).

Mogłam być sobą – ale bez zdziwienia,
a to by oznaczało,
że kimś całkiem innym.
/
Potevo essere me stessa – ma senza stupore,
e ciò vorrebbe dire
qualcuno di totalmente diverso.

Wisława Szymborska, przeł z j. polskiego Pietro Marchesani [w:] Posłuchaj, jak mi prędko bije twoje serce / Ascolta come mi batte forte il tuo cuore,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2025.

     – Dlaczego? Czy tak ciężko jest ro­zu­mieć, że nie mogę temu podołać? Jestem na to za słaby?
     – Jesteś na to za silny. Jesteś siłą. Jesteś wysiłkiem. Każda twoja manifestacja to wysiłek. Wysiłek i rozumienie wza­jem­nie wykluczają się. Rozumienie nie ma abso­lut­nie nic wspól­ne­go z najdrobniejszym wysiłkiem. Rozumienie przychodzi samo tam, gdzie nie ma wysiłku, gdzie wysiłek skończył się.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

poniedziałek, kwietnia 07, 2025

5747. Z oazy (CCCXXIII)

Dwu­tygodniowe odliczanie literek, dwa. Pa­mię­tam zniesmaczenie noblistką. Pa­mię­tam, jak powiedziałam sobie nigdy więcej, ale tytuł obiecał, okładka obiecała i pod­czyt­nik też, więc klik, klik, dwie kawy i było po książce. Tytuł, okładka i podczytnik dotrzymali słowa. Ta opowieść wynagrodziła mi zmarnowany w paź­dzier­ni­ku czas. Wynagrodziła z nawiązką. Nie ma mowy o zniesmaczeniu, jest tylko zachwyt tym, co można znaleźć między wierszami tej historii.

Świat nie był jej dany w sposób oczywisty. Był tylko możliwością, darowaną przypadkiem, gdy w kompletnej ciemności spotkały się liczne zmienne – cienką bańką mydlaną, która na chwilę ryzykownie zwiększyła swą objętość.

🖇

     παθεῖν
     μαθεῖν
     – To czasowniki o znaczeniu „cierpieć” oraz „uczyć się”. Czyż nie są do siebie podobne? W omawianym fragmencie Sokrates wskazuje na istnie­ją­cą analogię i w pewnym sensie bawi się językiem.
     […]
     – Nie można jednak tego uznać wyłącznie za grę słów. Dla Sokratesa nauka dosłownie oznaczała mękę. Tak przynajmniej postrzegał to młody Platon, który był jego uczniem.

🖇

     Χαλεπὰ τὰ καλά.
     Khalepá ta kalá.

     Piękno jest piękne.
     Piękno jest trudne.
     Piękno jest szlachetne
.

     Żaden z powyższych przekładów nie jest błędny, ponieważ dla sta­ro­żyt­nych Greków piękno, trud i szlachetność nie były jeszcze osobnymi po­ję­ciami.

🖇

     – Nie mogła się pani raczej tego domyślić, ale czasami wy­obra­ża­łem sobie, że prowadzimy długą rozmowę.

🖇

Przyjechałem do Niemiec jako nastolatek, za późno, by perfekcyjnie przy­swoić niemiecki. Chociaż dawałem z siebie wszystko, jedynymi przed­mio­ta­mi, w których mogłem prześcignąć kolegów z klasy, były matematyka i sta­ro­żytna greka. Nikogo nie dziwiło, że Azjata radzi sobie z matematyką, lecz co innego greka. Nawet koledzy, którzy całkiem nieźle opanowali łacinę, ka­pi­tulowali w zetknięciu z grecką gramatyką. Ten skomplikowany system – w połączeniu z faktem, że uczę się martwego od kilku tysięcy lat języka – wydawał mi się cichym, spokojnym pokojem, w którym mogłem się bez­piecz­nie schronić.

🖇

     – Gdy na początku zamieszkaliśmy we Frankfurcie, matka zawsze się czymś denerwowała… Miała obsesję na punkcie tego, że jesteśmy ob­co­kra­jowcami, a dodatkowo rzucamy się w oczy jako Azjaci, więc nie możemy sobie pozwolić na potknięcia. […]  Zawsze narzekała.
     „Jak to jest, że w tym kraju musisz się uśmiechać, jeśli spotkasz się wzro­kiem z osobą, której wcale nie znasz? Nie mam ochoty dłużej się uśmiechać. Chcę żyć po swojemu. […]”.
     – Gdy byłem nastolatkiem, mnie również największy kłopot sprawiał uśmiech. Przeszkadzało mi, że muszę zachowywać się w radosny, pewny siebie sposób i zawsze być gotowy na to, że trzeba z uśmiechem wymieniać grzeczności. Czasami wydawało mi się to ciężką pracą. Bywało, że miałem wrażenie, że nie zniosę już ani chwili tych formalnych uśmiechów. W takie dni, godząc się z wizerunkiem azjatyckiego zabijaki biegłego w sztukach wal­ki, naciągałem czapkę nisko na oczy i z rękoma w kieszeniach prze­cha­dza­łem się z najbardziej obcesową miną, jaką byłem w stanie przybrać.
     […]
     – Kiedy w końcu dotarłem na lotnisko w Inczonie, wysiadłem z samolotu z uśmiechem, który przyswajałem tak długo, że stał się niewątpliwie mój… Za każdym razem, kiedy za bardzo wchodziłem w czyjąś przestrzeń, chcia­łem prze­pro­sić po niemiecku. Kiedy mój wzrok stykał się z czyimś wzro­kiem, chciałem się uśmiechnąć. Zaraz po opuszczeniu hali przylotów, kiedy przepychałem się pomiędzy innymi Koreańczykami, którzy wyszli na lot­ni­sko po swoich krewnych i przyjaciół… Coś sobie wtedy uświadomiłem. Że nie rzucam się już dłużej w oczy. Że powróciłem bez szwanku na łono oj­czy­zny, w której nie trzeba wymieniać grzeczności z nieznanymi ludźmi ani się do nich uśmiechać.

🖇

Zalążek czasu, który wiecznie się błąkał, nim zaczął się posuwać naprzód.
     Otóż właśnie – czas.

🖇

Roześmiane oczy.
     Wzruszanie ramionami w miejsce odpowiedzi, którą uważałeś za nazbyt oczywistą.
     Gdy przytuliłeś mnie po raz pierwszy, gdy poczułem zawarte w tym ge­ście żarliwe, niemożliwe do ukrycia pożądanie, poczułem przerażająco wy­raź­nie, jak smutne jest ludzkie ciało.
     […]  Ciało człowieka, które pojawiło się na świecie, by kogoś przytulać, by pragnąć kogoś przytulać.
     Żałuję, że nigdy nie odwzajemniłem twojego uścisku, nim skończył się tamten okres.
     Nie doznałbym przecież żadnej krzywdy.
     Nie rozpadłbym się od tego ani bym nie umarł.

🖇

Dlaczego wtedy poczułem nagle w sercu strach? Dlaczego nawet dzi­siaj tak wyraźnie przypomina mi się tamto rozciągnięte w czasie po­że­gna­nie, tamto milczenie, które zdawało się wypełnione nie­zli­czo­ną ilością słów?

🖇

Pamiętam pytanie, które mi zadałeś, kiedy kończyła się tamta noc. Jak zwy­kle bez lęku podjąłeś ryzyko, że możesz mnie w ten sposób zranić. Chcia­łeś wiedzieć, w jakim stopniu świadomość, że kiedyś przyjdzie mi utracić wzrok, wpływa na moje codzienne myśli i emocje.
     Spojrzałem na ciebie bez słowa.

🖇

Odkąd zamilkła, czuje, że wdechy i wydechy również przy­po­mi­na­ją mowę. Niczym głos odważnie dotykają ciszy.

🖇

Dobrze wiesz, że nawet jeśli zupełnie stracę wzrok, nie zrobię się od tego mądry. Że nie otworzą mi się wcale oczy duszy. Że się zagubię w natłoku chaotycznych wspomnień, delikatnych uczuć. Że w swej wrodzonej głupocie czekam. Nie wiedząc na co, wytrwale.
     […]  Czy mi uwierzysz? Na samą myśl o tym drży mi serce.

🖇

Moje ciało nadal pamięta twoje ciało.

🖇

     – Jeśli śnieg jest milczeniem, które spada z nieba, deszcz jest być może nieskończenie długim zdaniem.
     Słowa spadają na płytki chodnika, na dachy betonowych budynków, na ciemne kałuże. Odbijają się od ziemi.
     – Litery języka ojczystego tkwiące w ciemnych kropelkach deszczu.
     Zaokrąglone albo proste kreski, zatrzymujące się na krótko punkty.
     Przygarbione przecinki i znaki zapytania.

🖇

Czuję strach przed słowami, których nie będę mógł zawrócić, jeśli je wypuszczę, słowami, które wiedzą więcej niż ja sam.

🖇

Kawałki wspomnień poruszają się, tworzą wzory. Bez żadnego kontekstu. Bez całościowej perspektywy i znaczenia. Liczne fragmenty rozpraszają się, a potem śmiało łączą.

🖇

     – Ten świat jest ulotny i piękny – mówi nauczyciel greki. – Jednak Platon nie pragnął takiego świata. Pragnął świata, który byłby wieczny i piękny.

🖇

Drżące powietrze, które unosi się z ziemi wczesną wiosną i powoduje zawroty głowy.
     Te ciche, delikatne ślady obecności.
     Odpryski Boga, w którego nigdy nie wierzyłem.
     Idee, które nigdy nie zaistniały i nigdy nie przestały istnieć.

🖇

     […]  głośno się zaśmiałem i wziąłem od ciebie notatnik. Zapisałem ar­gu­men­tację za nieistnieniem Boga, o której gdzieś kiedyś czytałem, i z po­wro­tem wręczyłem ci zeszyt.

     „Na świecie istnieje zło i cierpienie, ich ofiarami stają się niewinni ludzie.
     Jeśli Bóg jest dobry, ale nie potrafi tego naprawić, oznacza to, że jest nie­udolny.
     Jeśli Bóg nie jest dobry, a jedynie wszechmocny i nie chce tego naprawić, oznacza to, że jest zły.
     Jeśli Bóg nie jest ani dobry, ani wszechmocny, nie można go nazwać Bogiem.
     Dlatego dobry i wszechmocny Bóg to niemożliwy do przyjęcia błąd lo­giczny”.

     Kiedy naprawdę się złościsz, twoje oczy robią się takie duże. Unosisz gę­ste brwi, drżą ci rzęsy i usta, pierś gwałtownie unosi się i opada, gdy ze wzburzeniem oddychasz. Odebrałaś mi wtedy notatnik i napisałaś szybko i niestarannie:

     „W takim razie mój Bóg jest dobry i smutny.
     Jeśli fascynują cię takie głupie debaty, być może sam staniesz się kiedyś niemożliwym do przyjęcia błędem”.

🖇

     […]  W głuchej ciszy krok po kroku posuwasz się naprzód, dźwi­ga­jąc na barkach Boga, który jest dobry i dlatego smutny?

🖇

Ściągam ciężkie okulary i patrzę na rozmazany świat: jego granice są całkowicie zaburzone. Ludzie sądzą, że wraz z utratą wzroku zaostrza się słuch, ale to nieprawda. Najbardziej wyraźny staje się czas.

Han Kang, Lekcje greki, przeł. Justyna Najbar-Miller,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

     – Czy wezwać dla pani taksówkę?
     […]  Na swojej lewej dłoni kładzie wyciągniętą dłoń męż­czyzny, a następnie pisze niepewnie po jej we­wnętrz­nej stronie prawym palcem wskazującym.
     „Nie”.
     W miejscu, w którym styka się ich skóra, pojawiają się i po chwili znikają drżące delikatnie kreski i kropki. Niczego nie słychać i nie widać. Nie ma ust ani oczu. Drże­nie i ciepło natychmiast przepadają. Wszystko ginie bez śladu.
     „Pojadę
     pierwszym autobusem”.

🖇

     – Czy nie wydaje się to pani czasem dziwne?
     – Że nasze ciała mają powieki i usta.
     – Że czasami zamykamy je od zewnątrz, a cza­sa­mi solidnie ryglujemy od środka.

🖇

     – Za jakiś czas…
     Głos mężczyzny przycicha.
     – Jedynie w snach będę mógł coś zobaczyć.

🖇

μὴ ποιήσῃς τοῦτο ἄλλως.
Nie rób tego inaczej.

(tamże)

poniedziałek, października 21, 2024

5617. Z oazy (CCXC)

Wielonie­dzielne odgruzowywanie literek, cztery. Noblistka. Jeszcze świeżutka. Gdy ta książka po raz pierwszy ukazała się w Polsce, nawet nie dało się marzyć o ibuku. Wystawiłam tej powieści więc godnościowo środkowy palec i poszłam sobie w czy­tel­ni­czą dal.

Noblistka. Jeszcze całkiem świeżutka. I osiągalna już w ibuku. Zasięgnęłam opinii i… poproszę, klik, klik i wio. A po przeczytaniu przyszło mi tylko do głowy: pro­szę, przypomnijcie mi za co ten literacki Nobel? No, więc: za jej intensywnie po­e­tyc­ką prozę, która każe nam konfrontować się z historycznymi traumami i od­kry­wa kruchość ludzkiego życia. […] przykłada [Han Kang] niebywałą wagę do re­la­cji ciała i duszy, życia i śmierci, a w swojej stylistyce – poe­tyc­kiej i ekspe­ry­men­tu­ją­cej – wytycza nowe kierunki dla współczesnej prozy. I wszystko jasne, ja w tym kierunku już nigdy nie pójdę. Tak jak nigdy nie ruszyłam za Sienkiewiczem czy Reymontem.

Od dawna nie przeczytałam książki, która tak bardzo zmarnowała mój czas. Zy­ska­łam tylko to, że wiem, czym jest plamka mongolska, że można na jej myśl obleśnie się ślinić (fetysze, podobnie jak gusta, nie podlegają ocenie, więc to zdanie powinno podlegać redakcyjnym cięciom). Tego wszystkiego, o czym wspomniał przed­sta­wi­ciel Szwedzkiej Akademii, przyznając nagrodę, nie ma w tej książce. Może poza eks­pe­ry­mentem. Jest za to przemoc strukturalna i bezmiar ludzkiej samotności. Jest i pornol dla ceniących wysoko estetykę intelektualistek.

Zanim została wegetarianką, nigdy nie pomyślałbym, że jest wyjątkowa. […]
     Zdecydowałem się na małżeństwo, bo mimo braku szczególnego powabu nie miała wyraźnych wad.

🖇

Umysł mojej żony wydał mi się nagle nieprzenikniony niczym umiesz­czo­na głęboko w ziemi pułapka.

🖇

Pomyślałem, że wcale nie znam tej kobiety. I była to prawda. Nie kła­ma­łem. Jednak podszedłem do niej na przekór sobie, wiedziony poczuciem odpowiedzialności.
     – Kochanie, co ty tu robisz? – wyszeptałem.

🖇

Chociaż w porównaniu z jego żoną była znacznie mniej atrakcyjna, czuł bijącą od niej siłę dziko rosnącego drzewa, któremu nikt nigdy nie przyciął gałęzi.

🖇

[…]  jej wzrok spotkał się z jego wzrokiem. Zebrała się wtedy w sobie i po­sła­ła mu wściekłe spojrzenie. W jego oczach nie było jednak ani żądzy, ani szaleństwa. Nie było w nich także żalu czy goryczy. Widać w nich było je­dy­nie przerażenie: dokładnie takie, jakie w tamtej chwili sama czuła.
     W ten sposób wszystko dobiegło końca. I nic już nie mogło być takie jak kiedyś.

🖇

Zaskoczyła ją nagła myśl, że tak naprawdę nigdy nie miała szansy sobie pożyć. Święta prawda. Nigdy nie zdołała sobie pożyć. Od kie­dy pamięta, jedynie wszystko przetrzymywała.

🖇

Nie była to twarz człowieka, którego starała się szanować i dla którego roz­pa­dała się na kawałki, próbując wszystko przetrzymać i troszczyć się o nie­go. Jej wyobrażenie na jego temat okazało się zaledwie cieniem osoby, jaką tak naprawdę był.
     – Nie znam cię – wyszeptała i docisnęła odłożoną na widełki słuchawkę. – Nie muszę ci wybaczać ani prosić o wybaczenie. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem.

🖇

[…]  zapytała po raz ostatni:
     – Dlaczego uważasz, że śmierć to coś złego?

🖇

Czuje, że traci energię pod wpływem ogromu rozczarowania. – Co z tobą? Naprawdę ci odbiło? – Po raz pierwszy w życiu pyta ją o to, w co nie była w stanie uwierzyć przez kilka ostatnich lat. – Naprawdę ci odbiło?
      […]  Panująca w sali cisza zatyka jej uszy niczym mokra wata. Nie sły­chać nawet, że ktoś oddycha.
     – Całkiem możliwe… – mruczy, przełamując milczenie. – Może łatwiej wpaść w taki stan, niż się wydaje. – Waha się przez moment, a potem do­da­je: – Zwariować, znaczy się…

🖇

Kiedy śnimy, wszystko wydaje się tak rzeczywiste. A jednak po prze­bu­dze­niu zdajemy sobie sprawę, że był to tylko sen… Tak więc i my się kiedyś obu­dzi­my, a wówczas…

🖇

Jeśli jeden człowiek przejdzie gruntowną przemianę, drugi nie ma wyjścia – musi się dostosować.

Han Kang, Wegetarianka,
przeł. Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.

Wezbrała w niej świadomość doświadczonego cier­pie­nia, która przez wiele lat zdawała się w niej dojrzewać i czekać tylko na ten moment.
     „To wszystko nie ma sensu”.
     „Dłużej tego nie wytrzymam”.
     „Nie potrafię dalej iść tą drogą”.
     „Nie chcę nią dalej iść”.

🖇

Nie wyraziła ani zgody, ani sprzeciwu. Wstrzymał oddech i spojrzał na nią uważnie, próbując zro­zu­mieć, jaka odpowiedź kryje się w jej milczeniu.

(tamże)

niedziela, marca 17, 2024

5393. Z oazy (CCXXXVIII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, trzy. Czytanych w tygodniu, w którym francuzi zmodyfikowali konstytucję, uznając prawo kobiet do decydowania o sobie, ale też uznając ich mądrość, że dadzą radę podjąć najlepszą dla siebie decyzję. Kolorytu czy­ta­niu do­da­li święci polscy politycy, którzy od dziesięcioleci nie potrafią pojąć, że prawo nie jest obowiązkiem, a ich sumienia powinny już dawno zdecydowanie od­cze­pić się od kobiet, o któ­rych nic nie wiedzą, a których życie meblują, bez względu na to, jaką decyzję te ko­bie­ty podejmują.

Znamienne dla mnie jest, że kolejne części tego zbioru ukazały się oryginalnie odpo­wied­nio w 2000, 2016 i 2022 roku. Wymagały właściwego Czasu, by opowiedzieć (po­ziom indywidualny) te historie, by inni byli w stanie je usłyszeć (poziom spo­łecz­ny). Nie za­czy­naj­cie czytać tej książki, jeżeli nie chce­cie ubrudzić swoich zacnych przekonań. Nie da się zapomnieć wrażenia, jakie te literki robią na czytającej je oso­bie, szcze­gól­nie, gdy jest kobietą.

Czas ruszył wraz z tą historią i ciągnie mnie z sobą, czy tego chcę, czy nie. Wiem już, że jestem zdecydowana dojść do końca, cokolwiek się stanie, po­dob­nie jak byłam zdecydowana w wieku dwudziestu trzech lat, kiedy po­dar­łam zaświadczenie o ciąży. […]  Postaram się przede wszystkim scho­dzić w głąb każdego obrazu aż do momentu, gdy fizycznie od­czu­ję, że godo­ty­kam”, i gdy pojawią się jakieś słowa, o których będę mogła powiedzieć: „To jest to”.

🖇

Potajemność aborcji takiej jak moja to już historia, lecz według mnie nie ma powodu, by pozostawić ją zagrzebaną gdzieś głęboko, nawet jeśli paradoks sprawiedliwego prawa polega niemal zawsze na tym, że w imię zasady „to już przeszłość” zobowiązuje się dawne ofiary do milczenia, więc w re­zul­ta­cie milczenie kryje to, co zdarzyło się przedtem i potem.

🖇

Niejasno dopatrywałam się związku pomiędzy klasą społeczną, z której po­cho­dziłam, a tym, co mi się przytrafiło. Jako pierwsza z rodziny ro­bot­ni­ków i drobnych sklepikarzy uniknęłam fabryki i lady sklepowej, poszłam na stu­dia. Ale ani matura, ani licencjat z literatury nie zdołały odwrócić fatum dzie­dziczenia biedy, której emblematem, podobnie jak alkoholizm, była dziew­czy­na w ciąży. Dałam się złapać za dupę i to, co we mnie rosło, było w pewnym sensie społeczną porażką.

🖇

Dziewczyny takie jak ja psuły lekarzom dzień. Bez pieniędzy, bez zna­jo­mo­ści – w przeciwnym razie nie lądowałyby u nich, szukając po omacku – zmu­szały ich, by przypomnieli sobie o prawie, które mogło ich posłać do więzienia i na zawsze zakazać wykonywania zawodu. Nie mieli odwagi powiedzieć prawdy: że nie w głowie im ryzykować utratę wszystkiego dla pięknych oczu jakiejś panienki na tyle głupiej, że dała sobie zrobić bachora. Chyba że jeden czy drugi szczerze wolałby umrzeć, niż złamać prawo, które pozwalało umierać kobietom. Ale wszyscy oni myśleli zapewne, że nawet jeśli uniemożliwia się kobietom usunięcie ciąży, one i tak znajdą sposób. […]  By przestać zapadać się w te obrazy i chwycić się niewidzialnej, abs­trak­cyj­nej, nieobecnej w pamięci rzeczywistości, która wyrzucała mnie na ulicę w poszukiwaniu nieistniejącego lekarza, a która nazywała się prawo.

🖇

Przeżycie czegoś, cokolwiek to było, daje niezbywalne prawo do pisania o tym. Nie ma prawd gorszych.

🖇

Czułam się opuszczona przez świat, przez wszystkich z wyjątkiem tej star­szej kobiety w czarnym płaszczu, która towarzyszyła mi, jakby była moją matką.

🖇

[…]  zrozumiałam, że chodzi o dwudziestoletnią dziewczynę bez męża. Nie pozbyła się ciąży, ale nie traktowano jej lepiej niż mnie. Dziewczyna po abor­cji i panna z brzuchem z biednych dzielnic Rouen jechały na tym sa­mym wózku. Być może okazywano jej więcej pogardy niż mnie.

🖇

Miałam wrażenie, że to już nie ten sam świat. Twarze przechodniów, samochody, tace na stołach w stołówce, wszystko, co widziałam, zda­wało się przepełnione znaczeniami.

Annie Ernaux, Zdarzenie [w:] Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Dziewczyna z fotografii to obca osoba, która zostawiła mi w spadku swoją pamięć.
     […]
     Dziewczyna z 1958 roku, która mimo dzielących nas pięćdziesięciu lat potrafi wyskoczyć ni stąd, ni zowąd i wywołać wewnętrzną panikę, żyje we mnie w ukryciu i nie da się jej usunąć.

🖇

Jak wskrzesić absolutną niewiedzę i oczekiwanie na to, co jest wówczas cał­ko­witą zagadką i cudem istnienia – wielkim sekretem, o którym od dzie­ciń­stwa rozmawia się szeptem, ale którego w tych czasach nigdzie się nie opi­su­je ani nie pokazuje?

🖇

Czy powinnam nieustannie przeplatać dwie perspektywy historyczne – 1958 i 2014? Marzy mi się zdanie, które zawierałoby jedną i drugą, bez zgrzytów, po prostu na zasadzie nowej składni.

🖇

W każdej minucie na ulicach, w różnych open space’ach, w metrze i w sa­lach wykładowych miliony powieści piszą się rozdział po rozdziale w ludz­kich głowach, są wymazywane, poprawiane i wszystkie umierają, po­nie­waż ziściły się lub nie.

🖇

Dziesięć lat, krótko w perspektywie historii, ogromnie długo na początku życia – to tysiące dni i godzin, w ciągu których znaczenie rzeczy przeżytych pozostaje niezmienne i wstydliwe.

🖇

Czuje dumę tego, kto czegoś doświadczył, posiadł nową wiedzę, choć nie po­tra­fi zmierzyć ani wyobrazić sobie, do czego ta wiedza doprowadzi w naj­bliż­szych miesiącach. Przyszłość nowych zdobyczy jest nieprzewidywalna.
     Nie spotkała ludzi podobnych do siebie, to ona nie jest już taka sama.

🖇

Jak jesteśmy obecni w istnieniu innych, w ich wspomnieniach, sposobie bycia, wreszcie w samych działaniach?

🖇

Zastanawiam się, co to znaczy, że jakaś kobieta odtwarza sceny sprzed po­nad pięćdziesięciu lat, do których jej pamięć nie potrafi dodać niczego no­we­go. Czy może stać za tym przekonanie inne niż to, że pamięć jest formą poznania? Jakie pragnienie – wykraczające poza chęć zrozumienia – kryje się w jej determinacji, by wśród tysięcy rzeczowników, czasowników i przy­miot­ni­ków znaleźć te, które dadzą pewność – złudzenie – że osiągnęło się najwyższy możliwy stopień realności?

🖇

Opowiadam się za niezdecydowaniem: otrzymanie kluczy do zrozumienia wstydu nie daje mocy jego wymazania.

🖇

[…]  nie rozumiemy tego, co przeżywamy,
w chwili, gdy się nam to przydarza.

🖇

Prawda innych – która przecież jest niczym w porównaniu z tym, o czym nie mają pojęcia, i która sprawia, że podskakują ze zdziwienia, kiedy się dowiadują, „Kto by pomyślał, kto by uwierzył?” i tak dalej – jakie znaczenie ma dla mnie dzisiaj, kiedy piszę?

🖇

[…]  miałam potrzebę zadać pytanie, które rzadko pojawia się w literaturze: jak u progu życia radzimy sobie z przymusem ustalenia, co będziemy robić w przyszłości, z momentem wyboru i wreszcie z poczuciem, że się jest albo nie jest tam, gdzie się być powinno?

🖇

Wydarzenia naprawdę nas zmieniają.

🖇

W ostatecznym rozrachunku okazało się to zadziwiająco łatwe, […]  choć tkwiąc na dnie, zupełnie tego nie podejrzewałam.

🖇

[…]  liczy się nie to, co się zdarza, lecz to,
co robimy z tym, co się zda­rzyło
.

🖇

Nie wiem, czym jest ten tekst. Nawet to, za czym się uganiałam, pisząc tę książkę, się rozpłynęło. Znalazłam w papierach swoisty zapis intencji:
     Zbadać rozziew między oszałamiającą realnością tego, co się dzieje, w mo­mencie, kiedy to się dzieje, a dziwną nierealnością, jakiej nabiera to, co się zdarzyło.

Annie Ernaux, Pamięć dziewczyny [w:] Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Mówił „stop” albo „już” zamiast „dziękuję”, kiedy przy stole nakładałam mu jedzenie. […]  Fakt, że zauważałam te sygnały – i być może, co jeszcze sub­tel­niej­sze, że nie wzbudzały one we mnie żadnej reakcji – stanowił dowód na to, że nie należę już do tego samego świata co on. Przy moim mężu czu­łam się kiedyś dziewczyną z ludu, przy nim byłam burżujką.
     Był nosicielem pamięci o moim pierwszym świecie .

🖇

Miałam świadomość, że było to jakąś formą okrucieństwa wobec tego mło­de­go mężczyzny, dla którego rzeczy działy się po raz pierwszy. Gdy mówił o planach na wspólną przyszłość, odpowiadałam niezmiennie: „Teraź­niej­szość wystarczy”, nigdy nie wyjaśniając, że teraźniejszość jest dla mnie je­dy­nie zduplikowaną przeszłością.

🖇

Moje ciało pozbyło się wieku. Trzeba było zdecydowanej dezaprobaty w spoj­rzeniu ludzi siedzących obok nas w restauracji, żeby mi o nim przy­po­mnieć. Spojrzeniu, które nie tylko mnie nie zawstydziło, lecz wzmogło moją determinację, by nie ukrywać związku z mężczyzną, „który mógłby być moim synem”, skoro byle facet po pięćdziesiątce może afiszować się z dziewczyną na pewno niebędącą jego córką i nie spotyka go za to cień potępienia.

🖇

To, co czułam w tej relacji, nie dawało się wyrazić, mieszały się w tym seks, czas i pamięć. […]
     Jak wszyscy, którzy naruszają normy społeczne, od razu wyłapywaliśmy pary podobne do nas. Wymienialiśmy z nimi porozumiewawcze spojrzenia. Potrzebowaliśmy podobieństwa. W świecie zewnętrznym nie sposób było za­pomnieć, że przeżywamy tę historię na oczach społeczeństwa, co przyj­mo­wa­łam jako wyzwanie, by zmienić obowiązujące konwencje.
     […] A. zauważył, że jesteśmy trudniejsi do zaakceptowania niż para jednopłciowa.

🖇

Rzeczy niezapisane nie doszły do końca,
zostały tylko przeżyte.

🖇

Coraz częściej wydawało mi się, że mogę piętrzyć obrazy, doświadczenia, lata i nie czuć nic poza powtórzeniem. […]
     Była jesień, ostatnia w XX wieku. Odkrywałam, że jestem szczęśliwa, wchodząc w trzecie tysiąclecie sama i wolna.

Annie Ernaux, Młody mężczyzna [w:] Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 08, 2024

5383. Czekariat (LXX)  //  68/366

przydarzyłam się sobie. wciąż
sobie się przydarzam. uparta też ja.

68/366


fot. Saxifraga, fragment.

Kto wie, czy pamięć nie polega na tym, by
przyglądać się rzeczom do samego końca
.*

Yūko Tsushima
(1947–2016)

___________
  *  [w:] Annie Ernaux, Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydaw­nic­two Czarne, Wołowiec 2024.

niedziela, lipca 02, 2023

5112. 183/365

według Wisławy Szymborskiej obchodzenie okrągłych urodzin to czwartorzędowe cechy płciowe męskie. przypomniał o tym dziś Michał Rusinek w setną rocznicę urodzin poetki.

wydało się, mam czwartorzędowe jaja, skoro nie przepuszczę żadnej okazji do świętowania.

183/365


niedziela, kwietnia 23, 2023

5013. Z oazy (CXLIV)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Tytuł tej książki był powodem, by sięgnąć po tę książkę. Sięgnęłam z nadzieją, że znajdę chociaż jedno zdanie, jeden akapit, w któ­rych moje doświadczenie będzie mogło się przejrzeć niczym w lustrze, a nie w krzy­wym zwierciadle.

Postać Marii Skłodowskiej Curie, bardzo przepraszam, Jej nieludzka wielkość, która sugerowała brak ludzkich doświadczeń (skąd ten idiotyczny pomysł?), nie za­chę­ca­ła wcale, była wręcz ziarenkiem wątpliwości, czy ten wybór ma sens. Zaryzykowałam. Nie mo­głam zrobić nic lepszego! Na czytniku miałam na chwilę przed piątkową re­hab­ką, rzuciłam wszystko, co czytałam, i chwilkę po północy było po lekturze.

Jak niebywale gęsta życiem jest ta książka! Nie ma w niej ani jednego słabego miej­sca, choć stanowi patchwork kwestii, które podejmują: żałobę, biografię Laureatki dwóch Nagród Nobla, elementy biografii Autorki i charakter miejsca kobiet w świe­cie w ostatnich stu latach z hakiem. Lektura obowiązkowa w tym roku, bez dwóch zdań.

Wybór cytatów nie był trudny: z gęstego, wybrałam najgęstsze, a potem z tego wy­bo­ru najnajgęstsze. Wybór jednego cytatu był również prosty, choć chwytający za gardło. Trudniej było z ilustracją — żadne kształty, mające znaczenie w neuro­gra­fice, nie miały nic sensownego do za­ofe­ro­wa­nia, ale bazgroł energetyczny — zro­bio­ny, gdy zatrzymałam się przy swoim do­świad­cze­niu straty — i owszem. Zachwyciło mnie to, co się wyłoniło, ukoiło i pozo­sta­nie ze mną.

Jeśli czytać biografię Noblistki, to tylko tę! Fragmenty dziennika Marii zachowałam w chronologicznej kolejności i, by je odróżnić od słów Autorki książki, zaznaczyłam niebieskim kolorem.

I zaczęło w mojej głowie rosnąć coś bezkształtnego. Pragnienie opo­wie­dze­nia jej historii moimi słowami. Pragnienie, żeby użyć jej życia jako idealnej miary, potrzebnej do zrozumienia mojego; i nie mówię o teoriach femi­ni­stycz­nych, ale o próbie rozwikłania, jakie jest #MiejsceKobiety w spo­łe­czeń­stwie, w którym tradycyjne miejsca zostały zamazane (mężczyzna też cho­dzi zagubiony, oczywiście, ale w tym bagnie niech się grzebie jakiś facet). Pragnienie wałęsania się po świecie, po moim świecie; i za­sta­na­wia­nia się na temat #Słów, które rezonują we mnie, #Słów, które ostatnio kręcą mi się po głowie jak wałęsające się psy.

*

Jak wiadomo, cierpienie z miłości jest jak choroba morska: ludziom twój stan wydaje się zabawny, ale ty czujesz, że umierasz.

*

I taka była Mania: prawie się poddała. Śliczny młodzieniaszek o mały włos sprawiłby, że poddałaby się i zaakceptowała tradycyjne przeznaczenie cór­ki, która poświęca się i zostaje, aby zajmować się ojcem. Włosy stają mi na głowie na samą myśl, że ten dureń był o krok od pozbawienia nas Marii Curie! (Kazimierz ostatecznie stał się jednym z najważniejszych polskich matematyków, co nie zmienia faktu, że i tak ciągle wydaje mi się emocjo­nal­nie żałosny). Pytam się, ile takich Mań zostało straconych po drodze w podobny sposób… Ile potencjalnych malarek, pisarek, inżynierek, wyna­laz­czyń, podróżniczek, rzeźbiarek, lekarek, geometrek, geografek, astro­no­mek, historyczek, antropolożek… Ile innych cudownych radio­aktyw­nych ko­biet nie dotarło do sytuacji, w której mogłyby emanować promieniowanie?

*

To była biała czarownica, dobra wróżka. Spędziła na tej robocie trzy długie i wyczerpujące lata i w końcu zdołała wydobyć rad, który był jak jeden z tych bajkowych duchów substancją malutką, ostro lśniącą niebieskawą zielenią. Bardzo piękną, oczywiście. Ale śmiercionośną.
     […]  W 1898 roku, niedługo po rozpoczęciu poszukiwań, po zaledwie kil­ku miesiącach szaleńczej pracy, państwo Curie najpierw znaleźli polon, czte­ry­sta razy bardziej radioaktywny niż uran, a nieco później rad, który, jak powiedzieli, był dziewięćset razy bardziej radioaktywny, a tak na­praw­dę to trzy tysiące razy mocniejszy. […]  Lśniący i mocny rad rozpalił ludzką wyobraźnię: było to samo zaranie życia, szczypta energii kosmosu, ogień bogów przyniesiony na Ziemię przez nowych Prometeuszy, którymi byli państwo Curie. […]  nowy pierwiastek zaczęto nieświadomie wy­ko­rzy­sty­wać w sposób niebezpieczny do wszystkiego, jakby był to balsam Silno­rękiego.
     Na przykład dodawano rad do kosmetyków: do kremów do twarzy, bo rzekomo utrzymywał młodość na zawsze, do szminek, toników, żeby wzmo­cnić i upiększyć włosy, do pasty do zębów, żeby zęby były bielsze i bez dziur, do cudownych maści na cellulit. Reklama kremu AlphaRadium mówiła: „Radioaktywność jest podstawą zachowania zdrowych komórek skóry”. Jeśli chodzi o sprawy powiązane z kobiecym pięknem, zawsze po­peł­nia­li­śmy okro­pień­stwa, na przykład wieki wykorzystywaliśmy węglan ołowiu do wybielania twarzy, szminki robione były z siarczku rtęci, farby do wło­sów zawierały zaś siarczek ołowiu, wapno palone i wodę; wszystko to było okropnie toksyczne i w dłuższym czasie śmiertelne.

*

Jej walka ze światem przechodzi przede wszystkim przez walkę z samą sobą.

*

Nie ma się co oszukiwać, zarówno Pierre jak i Maria byli freakami. […]  z czasem odkryłam, że normalność nie istnieje; że nie pochodzi od słowa „normalny”, jako synonim czegoś najbardziej pospolitego, ale od „norma”, „regulacja”, „nakaz”. Normalność jest konwencjonalną ramą, która homogenizuje ludzi jak te owce zamknięte w owczarni; jednak jeśli spoj­rzysz z bardzo bliska, każdy z nas jest inny. Kto nie poczuł się potworem cho­ciaż raz? A poza tym: bycie innym może też nieść ze sobą korzyści.

*

W wieku dwudziestu lat Pierre napisał: „Trzeba zmienić życie w sen i urzeczywistnić te sny”.

*  *  *

[…]  z upływem lat coraz częściej odnoszę wrażenie, że istnieje ciągłość ludzkiego umysłu; że w rzeczywistości istnieje zbiorowa podświadomość, która nas splata, jakbyśmy byli ławicą ściśniętych ryb, tańczących w jed­nym rytmie, zupełnie nieświadomie. I #ZbiegiOkoliczności stanowią część tego tańca, tej całości, tej muzyki, tej wspólnej piosenki, której nie możemy przestać słuchać, bo wiatr przynosi nam wciąż tylko poszczególne nuty. Wiem, że nie ma naukowej dyscypliny w tym, co mówię, ale ta myśl jest pocieszająca, bo ustawia twoją małą tragedię twojego indywidualnego życia w jakiejś perspektywie.

*

[…]  im bardziej się przybliżasz do esencji, mniej możesz ją nazwać. Szpik książek znajduje się na krawędziach słów.

*  *  *

Jedynie przy okazji urodzin i śmierci człowiek wychodzi poza czas; Ziemia przestaje się kręcić, a wszelkie trywialności, na które marnotrawimy go­dzi­ny, opadają na ziemię jak brokatowy pył. Kiedy rodzi się dziecko albo ktoś umiera, teraźniejszość dzieli się na pół i pozwala ci przez moment dojrzeć szczelinę tego, co prawdziwe: monumentalną, roz­ża­rzo­ną i beznamiętną. Człowiek nigdy nie czuje się tak autentyczny, jak wtedy, gdy krąży wokoło tych biologicznych granic: masz pełnię świa­do­mo­ści, że przeżywasz coś bardzo wielkiego.

*

Mój Piotrze, jak mnie martwi wszystko w tym domu, co po so­bie zo­stawiłeś. Duch tego domu odszedł, wszystko jest smutne, opusz­czo­ne i pozbawione sensu.

*

Prawdziwy ból jest niewypowiedziany. Jeśli możesz mówić o tym, co cię zadręcza, masz szczęście: to oznacza, że nie jest aż tak źle. Bo jeśli ból spada na ciebie bez uśmierzenia, pierwszą rzeczą, którą ci odbiera, jest #Słowo.

*

Wokoło mnie wszyscy zapominają. […]  momenty spokoju są rzadkie i mam przede wszystkim to obsesyjne poczucie opusz­cze­nia, z chwilami rozpaczy, i też niepokój, i czasem żałosne poczucie, że to wszystko jest złudzeniem i że wrócisz.

*

I pośród tych ruin ty obsesyjnie kręcisz się wokoło tego, co działo się na chwilę przed trzęsieniem ziemi. Gdybym o tym wiedziała! – mówisz do siebie. Ale nie wiedziałaś.

*

Trudno ustalić, ile opowiedzieć i gdzie się zatrzymać, jak posługiwać się zawsze radioaktywną substancją rzeczywistości.

*

Kreatywność jest tym właśnie: alchemiczną próbą transmutowania cier­pie­nia w piękno. […]  Trzeba zrobić coś z tym wszystkim, żeby nas nie znisz­czy­ło, z tym płomieniem rozpaczy, z niekończącym się marno­traw­stwem, z wściekłym bólem przeżywania okrutnego życia. My, ludzie, bronimy się przed bezsensownym bólem, ozdabiając go mądrością piękna. Miażdżymy węgle gołymi rękami i czasem udaje nam się sprawić, że wyglądają jak diamenty.

*

Dźwigamy naszych zmarłych na własnym grzbiecie: tak mi powiedział Amos Oz w jednym z wywiadów (Żydzi mają tylu zmarłych, twierdził, że ciężar jest nadludzki). Albo raczej jesteśmy relikwiarzami naszych uko­cha­nych. Nosimy ich w sobie, jesteśmy ich wspomnieniem.

*

W sumie życie jest tak zawzięte, tak piękne, tak potężne, że już od pier­wszych chwil bólu pozwala ci się cieszyć momentami radości: rozkoszą pięk­ne­go wieczoru, śmiechem, muzyką, bliskością przyjaciela. Otwierają się drzwi w życiu z tym samym uporem, z jakim malutka roślinka jest w stanie przebić się przez beton, żeby wystawić głowę ku słońcu. Jednak w tym sa­mym czasie ból również podąża swoim kursem.

*

Wczoraj byłam na cmentarzu. Nie byłam w stanie zro­zu­mieć słów „Pierre Curie” wyrytych w kamieniu. Słońce i pięk­no pól bolały mnie […].

*

Tak trudno zrozumieć, że gdy odszedł ktoś kochany, nie mieści ci się w gło­wie jego nieobecność?

*

Śmierć stanowi część życia i jest częścią opowiadania o ży­ciu. Jest ostatnią możliwością znalezienia znaczenia i na­da­nia spójnego sensu temu, co zdarzyło się wcześniej […].
  //  Iona Heath

*

Żeby żyć, musimy siebie opowiadać; jesteśmy produktem naszej wyobraźni. Nasza pamięć w rzeczywistości jest wymysłem, opowieścią, którą co­dzien­nie piszemy na nowo (to, co pamiętam dzisiaj z mojego dzieciństwa, nie jest tym, co pamiętałam dwadzieścia lat temu); co oznacza, że nasza tożsamość też jest fikcyjna, bo opiera się na pamięci. I bez tej wyobraźni, która do­peł­nia i odbudowuje naszą przeszłość, nadając chaosowi życia pozory sensu, istnienie doprowadzałoby do szaleństwa i byłoby nieznośne, czysta wście­kłość i wrzask. Dlatego kiedy ktoś umiera, jak dobrze mówi pani doktor [Iona] Heath, trzeba dopisać finał. Finał życia tego, kto umiera, ale też finał na­sze­go wspólnego życia. Opowiedzieć nam, kim byliśmy jedno dla dru­gie­go, powiedzieć nam wszystkie konieczne piękne słowa, zbudować mosty po­nad pęknięciami, wyplenić chwasty z krajobrazu.

*

Wydaje mi się, że […]  nie powinnam móc się śmiać szczerze nigdy więcej aż do końca swoich dni.
     […]  chciałam ci powiedzieć, że zakwitły złotokapy i glicynie, i głóg, i rozwijają się lilie, podobałoby ci się zobaczyć to wszystko i ogrzewać się w słońcu. […]  Chwilowo wydaje mi się, że mój ból zmniejsza się, usypia, ale zaraz odradza się wytrwały i potężny.
     […] 
Mój Piotrze, wszystko już minęło i oddala się ode mnie coraz bar­dziej; pozostaje mi smutek i żal.

*

#Wina, że się nie powiedziało, że się nie zrobiło, że się kłóciło o błahostki, że się nie okazało więcej czułości. Człowiek byłby nieskończenie bardziej szczo­dry wobec kochanych zmarłych; ale oczywiście zawsze znacznie trudniej jest być szczodrym wobec żywych.

*

[…]  historia z żałobą jest bardzo dziwna. Przede wszystkim, przypuszczam, w żałobach pozaczasowych, po śmierciach, które jeszcze nie powinny się wydarzyć. I to dziwne, że mimo mijającego czasu ból straty, kiedy już za­cznie boleć, za każdym razem wydaje ci się równie intensywny. Oczy­wi­ście, że jest coraz lepiej, zdecydowanie lepiej: ból pojawia ci się coraz rzadziej i możesz wspominać swojego zmarłego bez cierpienia. Jednak kiedy po­ja­wia się ból, a ty nie za bardzo wiesz dlaczego, istnieje ta sama ra­na, ten sam żar.

*

Sądzę, że nasze linearne postrzeganie czasu wszystko pogarsza. Einstein powiedział już dawno temu, że czas i przestrzeń są zagięte, ale my ciągle przeżywamy minuty jako nieuniknioną sekwencję (i konsekwencję).

*

Życie to to, co się wydarza, kiedy
my zajmujemy się czymś innym.
  // Johna Lennon (1940–1980)

*

Według różnych studiów zrealizowanych w ostatnich latach na ogromnych próbach setek tysięcy ludzi z osiemdziesięciu krajów, #Szczęście rysuje się przez całe życie jako stała i solidna krzywa w formie U. To znaczy męż­czyź­ni i kobiety ze wszystkich społeczeństw mówią, że czują się szczę­śliw­si w mło­do­ści i starości, podczas gdy chwila najtrudniejsza istnienia jest po­mię­dzy czterdziestym i pięćdziesiątym rokiem życia.

Rosa Montero, Ta żałosna myśl, że nigdy więcej cię nie zobaczę,
przeł. Wojciech Charchalis, Wydawnictwo Wyszukane, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Tak: są w stanie pójść na front i walczyć w nie­praw­do­po­dob­nych wojnach; ryzykować życiem, wspinając się na Everest; przejść przez burzowe dżungle, żeby znaleźć źródła Nilu; ale w sprawach emocjonalnych, w senty­men­tal­nych, w codziennej rzeczywistości mężczyźni wy­da­ją nam się szczerze #Słabi.

*

Tak, jest trudno, bardzo trudno być kobietą, bo w rze­czy­wi­sto­ści nie wiesz, na czym to polega, ani nie chcesz przyjąć tego, czego wymaga tradycja. Lepiej być ni­czym, żeby móc być wszystkim, co było, jak mi się wy­da­je, opcją Marii.

*

Mówią, że Ludzkość może dzielić się na takich, których dzieciństwo było piekłem, więc będą żyli ścigani przez tego ducha, i tych, którzy cieszyli się cudownym dzie­ciń­stwem, więc jest im jeszcze gorzej, bo na zawsze utracili raj. […]  W dzieciństwie zawsze jesteśmy o krok od śmier­ci, mówiąc metaforycznie. Albo przynajmniej umie­ra­ją, albo bywają okaleczane niektóre z naszych gałęzi. Wzrastamy jak bonsai, torturowani i przycinani, umniejszani przez okoliczności, konwencje, uprzedzenia kulturowe, wymogi społeczne, dziecięce traumy i ocze­ki­wa­nia rodzinne.

*

[…]  jeszcze całkiem niedawno, zaledwie kilka dekad te­mu, największym problemem kobiety Zachodu była nie­umiejętność życia w zgodzie z własnym pragnieniem: zawsze żyła dla pragnień innych ludzi, rodziców, na­rze­czo­nych, mężów, dzieci, jakby jej własne aspiracje były drugorzędne, niestosowne i ułomne.

*

Rzeczywistość jest ślepa i złożona i upiera się przy tym, żeby obscenicznie zabierać nas w przeciwnym kierunku, kiedy zaczynamy marzyć.

*

[…]  atrybuty tradycyjnie przypisywane mężczyznom u kobiet wydają się szokujące. O ile u mężczyzn uważa się za eleganckie i męskie hamowanie emocji, z kobiety takiej jak Maria, według Ensteina, czyni to zimną rybę. Tak samo nigdy nie ocenia się negatywnie tego, że męż­czy­zna jest ambitny: przeciwnie, jest to atrybut walki, konkurencyjności, wielkości. Ale kobieta ambitna… ach, to czarownica. Naprawdę zła.

*

Maria Curie nie była tylko pierwszą kobietą uho­no­ro­wa­ną Nagrodą Nobla i jedyną laureatką dwóch nagród, ale też pierwszą studentką kończącą studia na Wydziale Nauki paryskiej Sorbony, pierwszą doktoryzowaną z nauk ścisłych we Francji, pierwszą, która miała swoją katedrę… Była pierwsza na tylu polach, że nie sposób ich wymienić. Pionierka absolutna. Istota nie z tego świata. Była też pierwszą kobietą, która została pochowana w Pan­te­o­nie Wybitnych Mężczyzn (sic!) w Paryżu. Prze­nie­siono jej szczątki 26 kwietnia 1995 roku z wielką pom­pą i ostentacją (oczywiście w Panteonie leżą też Pierre Curie i Paul Langevin, czyli mąż i kochanek Marii) i prze­mó­wie­nie prezydenta Mitteranda, wtedy już bar­dzo chorego, podkreślało „przykładną walkę kobiety” w społeczeństwie, w którym „funkcje inte­lek­tu­al­ne i odpo­wie­dzialność publiczna były zarezerwowane dla mężczyzn”. Były, powiedział. Jakby te nierówności już zostały całkowicie przezwyciężone we współczesnym świecie.

(tamże)

niedziela, listopada 27, 2022

4843. Z oazy (LXXXIX)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Osiemdziesiąt książek temu, już w czasie wojny, ale długo przed Noblem czytałam jedyną, dostępną wówczas w języku polskim, książ­kę tej Autorki. A potem przyszedł Nobel, chwila czekania i trzy książki wydane w jednej miały swoją polską premierę jedenaście dni temu.

Poraziła mnie ta książka, a w zasadzie trzy, które się na nią składają. W efekcie du­żo teraz myślę o tych, którzy swoją obecnością lub zdecydowaną nieobecnością mieli wpływ na to, jak myślę, jak żyję, jak przeżywam to, co mnie spotyka.

Spadały na mnie grube warstwy ciszy.

*

[…]  trzymam się jak najbliżej zasłyszanych słów i zdań, podkreślając je czasami kursywą. […]  te słowa i zdania mówią o granicach i kolorycie świa­ta, w którym żył mój ojciec i w którym żyłam ja. A w tamtym świecie nigdy nie mylono jednego słowa z drugim.

*

Jak opisać wizję świata, w którym wszystko drogo kosztuje?

*

Fakt, że lubiłam łamać sobie głowę, wydawał mu się podejrzany. Brak życia w kwiecie wieku. Czasami wyglądał tak, jakby uważał, że jestem nieszczęśliwa.

Coraz bardziej kochał życie.

*

Przypominam sobie ten moment, kiedy łudziłam się, że jeszcze nic nie jest stracone, gdy tymczasem jego wysiłek, aby uczepić się świata, świadczył o tym, że się od tego świata oddalał.

*

Wkrótce nie pozostanie mi nic do napisania. Chciałabym opóźnić ostatnie strony, mieć je zawsze przed sobą.

*

Wślizgnęłam się w tę połowę świata, dla której druga połowa jest tylko dekoracją.

Annie Ernaux, Miejsce [w:] Bliscy, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.

*  *  *

Moja matka umarła […].

*

[…]  i nagle: „Jej już nie będzie na świecie, nigdy i nigdzie”. Prze­sta­łam rozumieć zwyczajowe zachowania ludzi […].
     Ten stan stopniowo zanika. […] pierwsza wiosna, której nie zobaczy.

*

Błędem jest udawać, że sprzeczność jest niepojęta, ponieważ to właśnie w bólu istoty żywej ma ona prawdziwe istnienie.
  // Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770–1831)

*

Dla mnie matka jest osobą bez historii. Po prostu zawsze była. […]  Chcia­ła­bym również dotrzeć do kobiety, która istniała poza mną, rze­czy­wi­stej ko­bie­ty […]. To, o czym mam nadzieję napisać i co byłoby najprawdziwsze, sytuuje się niewątpliwie na styku tematyki rodzinnej i społecznej, mitu i hi­sto­rii. Mój projekt ma charakter literacki, ponieważ polega na po­szu­ki­wa­niu prawdy o matce – prawdy, do której można dotrzeć jedynie po­przez słowa.

*

Bojąc się, że nie będzie kochana za to, kim jest, miała nadzieję być kochaną za to, co może dać.

*

Staram się nie traktować przemocy, przesadnej czułości i wyrzutów matki jako jej cech wyłącznie osobistych, lecz umiejscowić je również na tle jej hi­sto­rii i kondycji społecznej. Ten sposób pisania, który wydaje mi się na­sta­wio­ny na prawdę, pomaga mi wyjść z osamotnienia i mroku indy­wi­dual­nej pamięci poprzez odkrycie ogólniejszego znaczenia.

*

Nauka przemknęła przez nią, nie wywołując żadnych pragnień. Nikt nie „popychał” swoich dzieci, one musiały mieć te chęci „w sobie”, a szko­ła służyła jedynie temu, by przeczekały do momentu, kiedy przestaną być na utrzymaniu rodziców.

*

Funkcja mowy pozostała nienaruszona, spójne zdania, po­praw­nie wy­ma­wia­ne słowa, tyle że oddzielone od rzeczy, podlegające jedynie wy­ob­raź­ni. […]  Czasami jednak WIEDZIAŁA: „Obawiam się, że mój stan jest nie­od­wra­cal­ny”. Albo też WSPOMINAŁA: „Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby moja córka była szczęśliwa, a ona wcale nie była przez to szczę­śliwsza”.

*

Ludzie, którzy ją znali w przeszłości, pisali do mnie: „Nie zasłużyła na to”, i uważali, że byłoby lepiej, gdyby została szybko „uwolniona”. Być może pewnego dnia całe społeczeństwo będzie tego samego zdania. Nie odwie­dza­li jej, dla nich była już martwa. Ale ona chciała żyć.

*

Trzeba było, żeby moja matka, urodzona w zdominowanym środowisku, z którego chciała się wydostać, stała się historią, abym ja mogła poczuć się mniej samotna i sztuczna w dominującym świecie słów i idei, do którego przeszłam, tak jak tego chciała.
     Już nie usłyszę jej głosu. To ona, jej słowa, ręce, gesty, sposób, w ja­ki się śmiała i poruszała, łączyły kobietę, którą jestem, z dziec­kiem, którym byłam. Straciłam ostatni łącznik ze światem, z którego się wywodzę.

*

Czasem w domu natykam się na przedmioty, które do niej należały […]. Natychmiast ogarnia mnie świadomość jej śmierci, znajduję się w czasie rzeczywistym, w którym jej już nigdy nie będzie.

Annie Ernaux, Pewna kobieta [w:] Bliscy, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

*  *  *

Nie wiem, czy ludzie dużo myślą przy grobach.

*

Zachowałam w pamięci tylko tę opowieść, której miałam nie słyszeć, nie­prze­zna­czo­ną dla mnie, skierowaną do eleganckiej młodej kobiety, słu­cha­ją­cej jej zapewne z fascynacją, jaką budzi nieszczęście, którego sami chcie­li­byś­my uniknąć. […]  Jedyna opowieść – innej nigdy nie będzie – inaugu­ru­ją­ca dla mnie świat, w którym istniejesz jako zmarła i jako święta. Opo­wieść, która mówi prawdę i mnie wyklucza.

*

Dzieci radzą sobie lepiej, niż nam się wydaje, z sekretami, z tym, o czym jak sądzą, nie należy mówić.

*

„Ty” jest pułapką. Ma w sobie coś duszącego, wprowadza między mną a to­bą wyimaginowaną intymność zaprawioną żalem, zbliża, aby robić wy­rzu­ty. Dyskretnie dąży do tego, by uczynić cię przyczyną mojego istnie­nia, zre­du­kować całość mojej egzystencji do twojego odejścia.

*

Rzeczywistość jest kwestią słów, systemem wykluczeń. Więcej/mniej. Lub/i. Przed/po. Być albo nie być. Życie lub śmierć.

*

Grzeczna znaczyło również tyle co czuła, przymilna, „przyjemniusia”, jak mawiano w gwarze normandzkiej w odniesieniu do dzieci i psów. Zdy­stan­so­wa­na wobec dorosłych, wolałam ich obserwować i słuchać, niż obej­mo­wać, toteż nie przypisywano mi tej cechy. […]
     Sześćdziesiąt lat później wciąż potykam się o to słowo, próbując roz­supłać jego znaczenia […].

*

Na pewno to tam trzeba cię szukać, w osobistym, nieczytelnym dla innych repertuarze wyobraźni, aby cię odkryć dzięki pracy, której nikt nie może wykonać za mnie.

*

W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: „Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść”.

Annie Ernaux, Druga córka [w:] Bliscy, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

środa, grudnia 15, 2021

(4480+4). Errata  //  Czekariat (XIX)

Wrócona do ula odkopuję się. Czytam zaległe wiadomości. Ślę zaległe po­dzię­ko­wa­nia. I wzruszył mnie do łez otrzymany wiersz Nobilisty, który ominąłby moje życie, bo choć dwa–trzy podejścia do poety w życiu zrobiłam, były to próby całkowicie nieudane — intelektu, erudycji nie dość posiadłam w życiu, by zachwycić się twór­czo­ścią rze­czo­ne­go. Jeśli jednak chodzi o ten wiersz, kupiłam go na pniu i muszę go tu mieć.

Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są – bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
[…]

Nadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
[…]

Miłość
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
[…]

Czesław Miłosz, Wiara, Nadzieja, Miłość.

*

Podziękowałam Artystycznej Duszy za piękno. Wybaczać zadanego przez Nią py­ta­nia o zakładkę nie miałam zamiaru. Poszłam, sprawdziłam… nie było żadnej za­kład­ki w kopercie.

Gdy Arty­sty­czna Dusza napisała: gdybym była swoją matką, powiedziałabymsprawdź jesz­cze raz”, nie miałam wątpliwości, że nawet nie swojej matki warto czasem posłuchać, zwłaszcza że Sadownik, niebędący niczyją matką, powiedziałby na pewno to samo. I? Bingo! Piękna, trójwymiarowa zakładka — najpiękniejszy okruch/pa­proch w moim życiu. Od dziś kocham zaklęcie: sprawdź jeszcze raz.

Wiersz czekał na mnie pięć dni.
Zakładka o cztery dni dłużej niż musiała.

środa, lipca 28, 2021

4326. Przeczytane na gigancie (IV)

Przypomniało mi się, że na premierę tej książki czekałam w zeszłym roku. Czekałam podwójnie, bo premiera ibuka opóźniła się względem planowanej przez wy­daw­nic­two daty o minimum dwa tygodnie. Czekałam, czekałam, wyczekałam, nabyłam i po kilkudziesięciu stronach rzuciłam w kąt ze względu na merytoryczny poważny błąd, nie wierząc, że został popełniony, a potem przeoczony.

Przypomniało mi się, że książkę tę mam, choć nie mogłam przypomnieć sobie, dla­cze­go ją porzuciłam. Tak czy inaczej ze względu na jeden uścisk dłoni od Autorki do prof. Osiatyńskiego posłałam książkę Białemu Krukowi i sama też się za nią wzięłam.

Przypomniało mi się migiem, dlaczego rzuciłam ją w kąt. Chaotycznej końcówce dziękowałam, że stanowi ostatnie rozdziały książki, które mogłam już dopchnąć kolanem zgodnie z maksymą Orzeszka: zaczęłaś, skończ. Skończyłam i dałam radę wydłubać trochę dobrych liter.

Warto jednak pamiętać, że dobre życie nie powstaje ze strachu – czyjegoś przed nami i naszego przed innymi. „Obecność? Nieobecność? Co jest prawdą? Jeżeli ten, kto odszedł, jednak nadal jest, bo pozostawia ślady, o których tylu ludzi opowiada, to odszedł czy nie odszedł?

*

Tracę siebie… Jak to przetrwać? Czy przetrwam?

*

[…] nie wszystko i nie zawsze układa się dobrze. A w gruncie rzeczy dość często układa się źle. Jednak wtedy ma się wybór lub raczej trzy wybory: załamać się lub nie załamać; szukać winnych albo nie szukać; skupić się na przyczynach albo zająć rozwiązaniami.

*

[…] główną motywację w wyborze światopoglądu oraz filozofii życia i śmierci stanowi wolna wola, która nas prowadzi, manewrując pomiędzy lękami i tęsknotami, niewiedzą i wiedzą, pragnieniami i przeczuciami.

*

Sentencja brzmiała: „Zawsze znajdujesz się w miejscu, w jakim chciałaś być”. Och, jak się wtedy wściekłam. Ale zaraz potem pomyślałam: „Dobrze. Przekonamy się, kto ma rację”. Pomyślałam tak z przekornym prze­świad­cze­niem, że oczywiście rację mam ja i udowodnię, że w tamtej mojej sytuacji nic nie da się zrobić. Nieszczęście to nieszczęście. Wyrok. Koniec, kropka.
     I co? Zrobiłam ten pierwszy krok, tak jak mi ktoś doradził, w zupełnie inną stronę niż sądziłam, że zdołam. Pamiętam, że ze zdumienia nie mogłam się otrząsnąć: nagle znalazłam się w zupełnie innym miejscu niż chwilę przedtem. W odróżnieniu od poprzedniego to miejsce było znacznie lepsze, otwierało się na nowe możliwości, a przede wszystkim dotarło do mnie, że i to nowe miejsce, i to poprzednie niedobre miejsce zależało od „losu” tylko trochę, ale głównie ode mnie samej. I że nawet jeżeli nie mogę od razu robić tego, co chcę czy bym chciała, to na pewno mogę myśleć i czuć się tak, jak sama zechcę. „Zawsze znajdujesz się w miejscu, w którym chcia­łaś być” – jakże innego znaczenia nabrało wówczas to powiedzenie.

*

[…] przyjmować siebie z pokorą, jak jedyny, a więc naj­lep­szy możliwy dar od losu.

*

Doświadczenie to raczej subiektywne zjawisko, na które składają się trzy zasadnicze elementy: doznania, emocje i myśli.
// Yuval Noah Harari

*

Bo nie sztuka być ofiarą, która amputuje swój ból. Każda amputacja zawsze pozbawia kawałka żywej ciebie. Prawdziwa sztuka to swemu bólowi nie zaprzeczać i nie pozbywać się go, ale go ukoić, uciszyć i nie pozwolić mu odebrać sobie radości życia.

*

Lubię słowa z ukrytymi kalamburami, takimi jak ten: po-moc. Tak to właśnie widzę, słyszę i rozumiem – po-MOC.

*

Coś w końcu trzeba robić z tym wszystkim, czego nie mogę zmienić.
     […] A ze śmiercią – co robię, gdy zabiera mi tych, których będzie mi już zawsze brakować? Dla nich otwieram swój wszechświat wewnętrzny. Mam tam już najważniejsze osoby z całego mojego życia; są moimi myślami, pamięcią i uczuciami.

*

Jeżeli nie ruszysz z miejsca i zostaniesz w tym ciasnym tunelu, nigdy nie dowiesz się, że twoje bolesne przeżycie jest tylko małym kadrem widzianym z głębi tunelu, z twojej pułapki. Rusz do przodu, wydostań się. Wyjdź z tu­ne­lu, rozejrzyj się, im szerzej się rozglądniesz, tym więcej zobaczysz dróg, możliwości, szans.

*

Trzeba szukać powodów do dumy z siebie, zadowolenia ze swoich dokonań i wdzięczności za swoje życie.

*

Akceptacja natomiast jest zaprzestaniem nieracjonalnej walki i obróceniem odzyskanej energii oraz oszczędzonych zasobów fizycznych, psychicznych i społecznych na własny pożytek. Kapitulacja to przegrać, akceptacja to wygrać. Kapitulacja to ulec i zrezygnować z siebie, akceptacja to wziąć na nowo w swoje ręce ster nawy. Kapituluje słabszy i bezradny, akceptuje silny i ciekaw dalszej drogi. Kapitulacja to bezczynność, akceptacja to dzia­ła­nie. Kapitulacja zatrzymuje w miejscu ze spuszczoną głową, ak­cep­ta­cja pozwala iść dalej z głową podniesioną.

*

Akceptacja jest aktem duchowym. Nie jest ona transakcją w sferze relacji międzyludzkich, nie jest efektem czyjegoś dorobku naukowego ani wy­so­kie­go ilorazu inteligencji. Jest stanem uspokojenia i ulgi. Osiąga się ją przez zmianę myśli, uczuć i zachowań, przez zaprzestanie uporu i lamentu i do­pusz­cze­nie do głosu szeptu, ugody, nawet uśmiechu, chociaż może być przez łzy.

*

Im bliżej akceptacji, tym bardziej człowiek gotów jest przyjmować rzeczy takimi, jakie są, tym chętniej współpracuje, poddaje się prowadzeniu, za­czy­na słu­chać, nie szuka już ucieczek, nie chowa się za swoją wy­jąt­ko­wo­ścią, nie odrzuca wskazówek i pomocy.

*

Stratę trzeba oswoić – dla siebie i w sobie. Spojrzeć jej w oczy. Odważyć się przyjąć ją na zawsze. Żałoba po kimś najważniejszym to droga, tym trud­niej­sza, im głębsza była więź ze zmarłym. Ale wtedy też trzeba – w imię pa­mię­ci wspólnej przeszłości – powrócić do życia. Ból nie mija, lecz z cza­sem stopniowo cichnie i płowieje.

Ewa Woydyłło, Żal po stracie,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

Duszę się miewa.
Nikt nie ma jej bez przerwy
i na zawsze.

[…]

Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek
czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.

[…]

„Nie mówi skąd przybywa
i kiedy znowu nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.

Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
również i my
jesteśmy jej na coś potrzebni.
  // Wisława Szymborska, Trochę o duszy.

(tamże)