poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz