niedziela, lipca 05, 2026

6162. Z oazy (CDLX)

Przyciągnęła mnie do siebie swoim tytułem. Utknęła na czytelniczym stosiku, bo wyczekany Tochman, bo łapanie po tej lekturze oddechu, a potem kilka feno­me­nal­nych, arcyważnych dla mnie książek, które jedna po drugiej wpadały do przegródki moich najważniejszych książek 2026 roku. Prawie o istnieniu tej książki zapo­mnia­łam, ale ona nie zapomniała o mnie.

Przyciągnęła mnie do siebie ponownie w upalny, podły dla mnie czas i ratowała pra­wie każ­dym akapitem. To książka o najdłuższej, niemającej nigdy końca podróży do siebie samej. O podróży, w której każda i każdy z nas jest po kres swoich dni. War­to się w nią udać, bo bycie normalnym, gładkim i bezproblemowym jeszcze nikogo nie uszczę­śli­wiło na dłuższą metę, bo nie mogło. Bycie normalnym jest, jakie jest.

Kiedy matka gniewała się na mnie, co zdarzało się dosyć często, mawiała: „Diabeł zaprowadził nas do złej kołyski”.
     Wizja Szatana, który w 1960 roku robi sobie przerwę od zimnej wojny i makkartyzmu, by odwiedzić Manchester – cel wizyty: oszukać panią Win­ter­son — ma w sobie pierwiastek teatralnej ekstrawagancji.

🖇

Dziecko zostaje wypchnięte w nieznany świat, który można poznać tylko po­przez jakąś opowieść — rzecz jasna, dotyczy to nas wszystkich, narracja spaja nasze życie, ale adopcja wrzuca nas w już rozpoczętą opowieść. To jak czytanie książki, z której wydarto pierwszych kilka stron. […]  Uczucie, że czegoś brakuje, nigdy cię nie opuszcza — i nie może, i nie powinno, bo czegoś faktycznie brakuje.
     Nie jest to zjawisko z natury negatywne. Brakująca część, brakująca przeszłość może stanowić otwarcie, a nie tylko pustkę. Może być zarówno wejściem, jak i wyjściem. To odcisk na skamielinie, ślad innego życia […]

🖇

[…]  dlaczego doświadczenie nie miałoby współistnieć z eksperymentem? Dlaczego obserwacja nie może łączyć się z wyobrażeniem? Dlaczego kobietę ma cokolwiek lub ktokolwiek ograniczać?

🖇

[…]  musiałam nauczyć się opowiadać własną historię. Życie to po części fakty, po części zmyślenie. I za­wsze jest to przykrywka dla czegoś innego. Ja napisałam sobie drogę do wyjścia.

🖇

Nie należałam do dzieci lubianych ani nawet dających się lubić; byłam zbyt agresywna, zbyt gniewna, zbyt porywcza, zbyt dziwna. […]  w szkole za­wsze wytyka się palcem tych, którzy nie pasują do reszty […].

🖇

Na początku oczywiście kochałam Boga, a Bóg kochał mnie. To już było coś. Kochałam też zwierzęta i całą przyrodę. I poezję. Problem stanowili ludzie. Jak kochać drugą osobę? Jak uwierzyć, że ktoś cię kocha?
     Nie miałam pojęcia.
     Myślałam, że miłość to strata.
     […]  Tropiłam miłość, osaczałam miłość, traciłam miłość, tęskniłam za miłością…

🖇

Prawda jest dla każdego czymś bardzo złożonym. […]  Tak wielu rzeczy nie możemy wypowiedzieć, bo są zbyt bolesne. Mamy nadzieję, że ta część, któ­rą zdołamy wyrazić, ukoi resztę albo jakoś ją udobrucha. Opo­wie­ścia­mi kom­pen­su­je­my sobie rzeczywistość. Świat jest nieuczciwy, nie­spra­wie­dli­wy, niepoznawalny, poza naszą kontrolą.
     Kiedy opowiadamy historię, sprawujemy nad nią kontrolę, ale w taki sposób, że pozostawiamy lukę, jakieś otwarcie. To pewna wersja, ale nigdy ostateczna. Być może mamy nadzieję, że przemilczenia usłyszy ktoś inny i że opowieść będzie trwała dalej, zostanie opowiedziana na nowo.

🖇

To, gdzie się rodzisz — środowisko, miejsce, jego historia, sposób, w jaki łą­czy się ona z twoją własną — kształtuje to, kim jesteś, niezależnie, co mają do powiedzenia eksperci od globalizacji.

🖇

Często przepełniały mnie gniew i rozpacz. Wiecznie czułam się samotna. Mimo wszystko kochałam życie i nadal je kocham. […]  być może odmowa, kategoryczna niezgoda na to, żeby mnie złamano, wpuszczała wy­star­cza­ją­co dużo światła i powietrza, bym mogła nadal wierzyć w świat – i marzyć o ucieczce.
     […]  „To, czego chcę, naprawdę istnieje, jeśli będę miała dość odwagi, by tego poszukać…”.

🖇

[…]  cuda często nadchodzą w przebraniu.
     […]  Wydaje nam się ciągle, że to, czego potrzebujemy, by wszystko zmie­nić — cud — znajduje się gdzie indziej, tymczasem często jest tuż obok nas. Bywa, że sami jesteśmy tym cudem.

🖇

Zapytałam ją, dlaczego nie mamy książek.
     – Problem z książkami polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co się w nich znajduje, dopóki nie jest za późno – odparła.
     Pomyślałam: „Za późno na co?”.

🖇

Czasami, a właściwie często, jakaś cząstka nas samych jest zarazem roz­chwia­na i niezwykle potężna — jak ogromny gniew, który może zabić nas i innych wokół, gniew, który grozi powszechnym zniszczeniem. Nie możemy negocjować z tym potężnym, ale rozwścieczonym pierwiastkiem naszego jestestwa, dopóki nie wpoimy mu lepszych manier — co oznacza wsadzenie go z powrotem do butelki, by pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Chodzi nie o wyparcie, ale o znalezienie odpowiedniego pojemnika. […]
     Bajki ostrzegają nas, że nie ma czegoś takiego jak stan­dar­do­wy rozmiar — to tylko ułuda przemysłowego podejścia do życia, z czym wciąż borykają się rolnicy, próbujący dostarczać do supermarketów jednakowe warzywa… Nie, rozmiar jest indywidualny i zmienny.

🖇

[…]  nie należy oceniać po pozorach: rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Mnie się zaś wydaje, że świadomość tego, że należy osiągnąć rozmiar od­po­wied­ni dla swojego świata — i tego, że ani ty, ani twój świat nie macie w żad­nym wypadku stałych wymiarów – to wartościowa wskazówka pod­czas nauki życia.

🖇

[…]  dążenie do szczęścia, które równie dobrze możemy nazwać życiem, jest pełne zaskakujących elementów tymczasowych – docieramy tam, gdzie inaczej nie udałoby nam się dotrzeć, i czerpiemy korzyści z tej podróży, ale nie możemy w tym miejscu pozostać, ponieważ nie jest to nasz świat i nie wolno nam dopuścić, by ten świat runął na nasz, w którym możemy żyć.

🖇

Zamiast tego jemy czekoladę i milczymy. Wtedy on rzuca:
     — Bałem się.
     — Nie bój się, tato.
     — Nie, nie — kiwa głową, pocieszony mały chłopiec. Zawsze był małym chłopcem i przykro mi, że się nim nie opiekowałam, przykro mi, że jest tak wiele dzieci, którymi nikt się nie opiekuje, przez co nie mogą dorosnąć. Mogą się zestarzeć, ale nie dorosnąć. Do tego potrzebna jest miłość. Jeśli masz szczęście, miłość przyjdzie później. Jeśli masz szczęście, nie złapiesz miłości za gardło.

🖇

O domu pisze rumuński filozof Mircea Eliade — w sensie zarówno on­to­lo­gicz­nym, jak i geograficznym — i używa do tego pięknego wyrażenia: na­zy­wa go mianowicie „sercem rzeczywistości”.
     Dom, powiada Eliade, to punkt przecięcia dwóch osi, pionowej i po­zio­mej. Na jednym końcu osi pionowej znajduje się niebo, czyli świat górny, a na drugim — świat zmarłych. Oś pozioma to płaszczyzna, na której od­by­wa się ruch tego świata, przemieszczanie się tam i z powrotem — nasz wła­sny ruch i ruch nieprzebranych rzesz innych istnień.

🖇

Wszystkie te godziny spędzone na progu dały mi poczucie przestrzeni gra­nicz­nej. Uwielbiam to, że koty lubią być w połowie wewnątrz, w połowie na zewnątrz, dzikie i oswojone, i ja również jestem dzika i oswojona. Jestem domowa, ale tylko wtedy, gdy drzwi są otwarte.
     I myślę, że to jest kluczowe: nikt już nigdy nie zamknie mnie w środku ani nie zostawi mnie na zewnątrz. Moje drzwi są otwarte i to ja je otwieram.

🖇

Musi istnieć rytuał przejścia, i to świadomy, pomiędzy życiem, które otrzy­mu­je­my zrządzeniem losu i okoliczności, a tym, które sami wybieramy.
     Świadomy wybór życia i stylu życia ma swoje psychologiczne zalety — i chodzi tu nie tylko o akceptację życia jako zwierzęcego daru, pod­le­ga­ją­ce­go kaprysom przyrody i przypadkowi. Drugie narodziny chronią psychikę, pobudzają bowiem zarówno do autorefleksji, jak i do poszukiwania sensu.

🖇

[…]  rozsądne rozwiązania sprawdzają się tylko w przypadku drobnych decyzji. W sprawach, które zmieniają bieg życia, musisz ryzykować.

🖇

Ciotka Nellie na pewno miała niewiele pieniędzy. Dwa razy w tygodniu zapraszała wszystkie dzieci z sąsiedztwa, które zdołała zmieścić w swoim jednym pokoju, i gotowała cebulową albo kartoflankę, dzieci przynosiły własne kubki, a ona nalewała im zupę z garnka.
     Uczyła je piosenek i opowiadała historie biblijne, a trzy albo cztery dzie­siąt­ki chudych, głodnych dzieciaków ustawiały się w kolejce przed do­mem i czasami któreś przynosiło coś od swojej mamy — bułeczki albo cukierki — i wszystkie dzieci się tym dzieliły. Wszystkie miały wszy. Wszystkie kochały ciotkę Nellie, a ona kochała je. Swoją wilgotną, ciemną norę z jednym ok­nem i czarnymi ścianami nazwała „Słonecznym Kącikiem”.
     To była moja pierwsza lekcja miłości.

🖇

[…]  kiedy pieniądze stają się podstawową wartością, edukacja zaczyna słu­żyć wyłącznie celom użytkowym, a życie umysłowe przestaje być ce­nio­ne, o ile nie przynosi wymiernych korzyści. Że usługi publiczne tracą znaczenie. Że życie poświęcone cze­muś innemu niż zdobywanie i wydawanie pieniędzy staje się bardzo trudne […]. Że kiedy społeczności ulegają zniszczeniu, po­zo­sta­ją tylko nędza i brak tolerancji.
     […] [ot, konsekwencje] prywatyzacji społeczeństwa.

🖇

Chory świat, który nie ma co liczyć na uzdrowienie, jeśli król „nie odnajdzie tego, co stracone”.
     Przeczytaj to zdanie. Nie „to, co zostało utracone” ani „to, co utracił”. Po pro­stu „co stracone”. Forma gramatyczna wskazuje, jak poważna jest ta strata. Coś, co wydarzyło się dawno temu, owszem – ale nie w przeszłości. To stara teraźniejszość, stara strata, która każdego dnia wciąż powoduje ból.

🖇

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wszystkie ważne rzeczy — przez przypadek.

🖇

Perspektywa istnienia możliwości, by wznieść się ponad zwykły konflikt, ma w sobie coś kuszącego. Jung twierdził, że konfliktu nie da się rozwiązać na poziomie, na którym wybuchł – tam są tylko zwycięzca i przegrany, a nie pojednanie. Należy wznieść się ponad konflikt – jakby obserwować burzę z wyższego punktu.

🖇

Potrzebowałam lekcji miłości. Nadal ich potrzebuję, ponieważ nic nie jest tak proste i nic nie jest tak trudne jak miłość.
     […]  Nigdy jej nie pytałam, czy mnie kocha. Kochała mnie w te dni, kiedy była zdolna do miłości. Naprawdę wierzę, że na nic więcej nie było jej stać.

🖇

Miłość jest wy­razista. Nigdy nie pragnęłam jej bladej odsłony. Miłość jest pełna mocy. Nigdy nie pragnęłam jej rozwodnionej wersji. Nie stro­ni­łam od ogromu miłości, ale nie miałam pojęcia, że można na niej po­le­gać jak na słońcu. Że istnieją codzienne wschody miłości.

🖇

Nigdy nie jest za późno, by nauczyć się kochać.
     Tylko trzeba się liczyć ze strachem.

🖇

     — Jeanette, powiesz mi dlaczego?
     — Co dlaczego?
     — Wiesz, co dlaczego…
     Ale ja nie wiem dlaczego… kim jestem… dlaczego wszystko jej we mnie przeszkadza. Czego ona chce. Dlaczego nie jestem tym, czego chce. Czego ja chcę i dlaczego. Ale jedno wiem na pewno:
     — Przy niej jestem szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.

🖇

     — Kocham cię. Kocham cię od dawna.
     — Bałam się — odparłam.
     — Nie bój się. Już nie musisz.

🖇

[…]  przypomniałam sobie, moje ciało przypomniało sobie, jak to jest być w jednym miejscu i móc tam być – gdy nie musisz być czujna, nie martwisz się, nie błądzisz myślami gdzie indziej.

🖇

Czas nie jest stały, a minuty nie mają jednakowej długości.
     […]  nie szłam donikąd. Miałam odejść, być wolna, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale takie rzeczy zawsze zabiera się ze sobą. Miejsce psy­chicz­ne zostawia się znacznie dłużej niż fizyczne.

🖇

W tym momencie pod domem pojawiła się konkurencyjna grupa ko­lęd­ni­ków  […].
     Otworzyła drzwi i krzyknęła:
     — Jezus jest tutaj. Wynocha.
     — Nie za ostro, mamo?
     — Wiele musiałam w życiu znosić — odparła, patrząc na mnie zna­czą­co. — Wiem, że Biblia nakazuje nam nadstawiać drugi policzek, ale coś za dużo tych policzków jak na jeden dzień.

🖇

[…]  przeciwstawiam się ciężarowi czasu zegarowego, czasu ka­len­da­rzo­we­go, linearnych rozwiązań. Czas może i powstrzymuje wszystko przed za­ist­nie­niem w jednym momencie, ale jego domeną jest świat zewnętrzny. W na­szym wewnętrznym świecie możemy doświadczać wydarzeń, które zachodziły jedne po drugich, jakby działy się jednocześnie. Naszej nie­li­ne­ar­nej jaźni nie interesuje „kiedy”, znacznie bardziej interesuje ją „dlaczego”.

🖇

Mierzę czas tak jak wszyscy, częściowo poprzez starzejące się ciało, ale żeby rzucić wyzwanie czasowi linearnemu, staram się żyć w czasie totalnym. Zdaję sobie sprawę, że życie ma swoją wewnętrzną i zewnętrzną stronę, a wydarzenia, które są odległe o lata, w wyobraźni i emocjach leżą obok siebie.

🖇

[…]  to, co naprawdę należy do ciebie, nigdy cię nie opuszcza. Nie po­tra­fi­łam znaleźć słów, które bezpośrednio oddawałyby mój stan, ale od czasu do czasu udawało mi się pisać i robiłam to w postaci rozbłysków in­spi­ra­cji, które na chwilę pokazywały mi, że świat nadal istnieje — prawdziwy i wspaniały.

🖇

Pamiętasz księżniczkę, która całuje żabę i hurra, pojawia się książę? Otóż trzeba przyjąć to oślizgłe, odrażające stworzenie, które zwykle sie­dzi w stud­ni albo stawie i zjada ślimaki. Ale przywrócenie brzydkiej, zranionej cząstki do ludzkiej postaci nie jest zadaniem dla żyjącego w nas życzliwego pracownika pomocy społecznej.
     To najbardziej niebezpieczne zajęcie, jakie można sobie wyobrazić. Przy­po­mina rozbrajanie bomb, lecz to ty jesteś bombą.

🖇

[…]  coś zrozumiałam. Zrozumiałam, że dwukrotne narodziny dotyczą nie tylko bycia żywą, lecz także wyboru życia. Wyboru bycia żywą i świadomego uczestnictwa w życiu, z całym jego burzliwym chaosem — i bólem.
     Otrzymałam życie i zrobiłam wszystko, co mogłam, z tym, co mi dano. Ale nie było już nic więcej do zrobienia. Cokolwiek wybuchło dzięki zbiegowi oko­licz­no­ści  […], było moją jedyną szansą na kolejną szansę.

🖇

Podoba mi się, że porządek powinien wynikać z miłości.
     Pojęłam, choć bardzo mgliście, że muszę znaleźć miejsce, w którym moje życie będzie mogło się pogodzić samo ze sobą. Wiedziałam też, że ma to coś wspólnego z miłością.

🖇

[…]  ludzie stają się twoją rodziną za sprawą głębokich więzi emocjonalnych i ciągłości czasu.

🖇

Szczęśliwe zakończenia to jedynie chwilowa przerwa. Są trzy rodzaje wiel­kich zakończeń: Zemsta. Tragedia. Przebaczenie. Zemsta i Tragedia często występują razem. Przebaczenie odkupuje przeszłość. Przebaczenie umoż­li­wia przyszłość.
     […]
     Oto jestem.
     Już nie odchodzę.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie, zafascynowanej kwestiami tożsamości i tego, jak definiujemy samych siebie, te książki miały kluczowe znaczenie. Postrzeganie siebie jako postaci fik­cyj­nej, a nie tylko jako faktu to jedyny sposób, by narracja po­zo­stała otwarta; jedyny sposób, by historia nie wy­mknę­ła się spod kontroli i nie zmierzała ku zakończeniu, któ­re­go nikt nie chce.

🖇

Teraz wiem, że uzdrawiamy się poprzez to, że ktoś nas kocha, i poprzez kochanie innych.

🖇

Nie możesz się wyrzec tego, co jest twoje. Choćby to ci­snąć jak najdalej […].
     Zawsze nastąpi powrót. A rana cię tam zaprowadzi.

🖇

     — Tak. Kocham cię. Nie pytaj mnie o to więcej.
     Miłość. Trudne słowo. Miejsce, w którym wszystko się zaczyna, do którego zawsze wracamy. Miłość. Brak mi­ło­ści. Możliwość miłości.

(tamże)

6161. O szczęściu…

Ponad osiemset pięćdziesiąt książek temu. Zachwyt tamtymi: chwilą, fragmentem i zdjęciem, wciąż trwa. Sprawdziłam, gdy postanowiłam wykorzystać jeszcze raz owo zdjęcie.

Ludzie i książki. Ludzie, do których mam nie więcej niż pięć uścisków dłoni. Ludzie, których nigdy nie spotkałam, a którzy dobrze życzą mieszkańcom ula oraz Ludzie, któ­rych spotykam dzięki lekturom. Wszyscy ci Ludzie, wszystkie te Książki, ech! Nie da się ukryć, że do ludzi i książek mam w tym życiu prze­ogrom­ne szczęście.

Szybko pojawiła się pewność, że fragmentom przepięknej książki dotyczącym czy­ta­nia należy się osobna przestrzeń. Musiałam tylko poczekać, by podpowiedziały mi, skąd wziąć piksele, które mogłyby im towarzyszyć.

W ekonomii ciała autostrada limbiczna ma pierwszeństwo przed ścieżkami neuronowymi. Zostaliśmy zaprojektowani i stworzeni, by czuć, i nie ma ta­kiej myśli ani takiego stanu umysłu, które nie byłyby również stanem od­czu­wa­nia. Nikt nie może czuć zbyt wiele, choć dużo osób bardzo się stara, by czuć za mało.

Wiersz odnajduje słowo, które odnajduje uczucie.

Kiedy więc ludzie mówią, że poezja to luksus, opcjonalny dodatek, coś dla wykształconej klasy średniej, że nie powinno się jej czytać w szkole, bo jest nieistotna, albo wygadują inne dziwne głupoty na temat poezji i jej miejsca w naszym życiu, to podejrzewam, że ci, którzy tak twierdzą, mieli dość ła­two. Ciężkie życie wymaga mocnego języka — a poezja dokładnie taka jest. To właśnie oferuje literatura: język wystarczająco silny, by powiedzieć, jak jest naprawdę. Niczego nie ukrywa. Pomaga odnaleźć.

Książka to magiczny dywan, który przenosi cię w inne miejsce. Książka to drzwi. Otwierasz je. Przechodzisz przez nie. Czy wracasz?

[…]  po drugiej stronie faktów znajdowała się osoba, którą mogłam być, uczucia, których mogłam doświadczać, i dopóki miałam wyrażające to słowa, obrazy i historie, dopóty nie byłam zagubiona.

Fabuła i poezja to dawki, medykamenty. Goją pęknięcie, jakie rze­czy­wi­stość pozostawia w wyobraźni.

Minęło sporo czasu, zanim zrozumiałam, że istnieją dwa rodzaje pisania: to, które piszesz, i to, które pisze ciebie. To, które pisze ciebie, jest nie­bez­piecz­ne. Idzie się tam, dokąd nie chce się iść. Patrzy się tam, gdzie nie chce się patrzeć.

Książki są dla mnie domem. Książki nie tworzą domu – one są domem w tym sensie, że podobnie jak w przypadku drzwi otwierasz książkę i wchodzisz do środka. W środku istnieje inny rodzaj czasu i inny rodzaj przestrzeni.

[…]  odkrywałam, że słowa to drogowskazy. Krok po kroku zaczynałam rozumieć, że zaprowadzą mnie w inne miejsce.

Poezji łatwiej się nauczyć niż prozy. […]  możesz jej używać jako światła i lasera. Pokazuje ci twoje prawdziwe położenie i pomaga ci się z niego wyrwać.

Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że nie jestem sama. Pisarze i pisarki to często wygnańcy, outsiderki, uciekinierki i wyrzutki. Ci pisarze i pisarki by­li moimi przyjaciółmi. Każda książka była wiadomością w butelce. Otwórz ją.

Im więcej czytamy, tym większa wolność
staje się naszym udziałem.

     – Dam ci pewną radę. Kiedy jesteś młoda i czytasz coś, co bardzo ci się nie podoba, odłóż to na bok i przeczytaj ponownie za trzy lata. Jeśli nadal ci się nie spodoba, wróć do tego za kolejne trzy lata. A kiedy nie będziesz już młoda, kiedy będziesz miała pięćdziesiąt lat tak jak ja, przeczytaj ponownie to, co najbardziej ci się nie podobało.

Bibliotekarka wyjaśniała młodszej koleżance zalety systemu dziesiętnego Deweya — korzyści, które obejmowały wszystkie dziedziny życia. Był upo­rząd­kowany, podobnie jak wszechświat. Był logiczny. Był niezawodny. Uży­wa­nie go dawało swego rodzaju moralną satysfakcję, ponieważ po­zwa­la­ło opanować własny chaos.
     — Kiedy tylko mam kłopoty — powiedziała bibliotekarka — myślę o sy­ste­mie dziesiętnym Deweya.
     — I co się wtedy dzieje? — zapytała młodsza koleżanka, nieco onie­śmie­lona.
     — Wtedy rozumiem, że kłopoty to po prostu coś, co znalazło się w nie­wła­ściwym miejscu. Rzecz jasna właśnie o tym pisał Jung: chaos naszej nie­świa­do­mo­ści dąży do znalezienia właściwego miejsca w indeksie świadomości.

Im więcej czytałam, tym silniejszą więź odczuwałam z życiem innych ludzi na przestrzeni dziejów i tym głębszą empatię. Czułam się mniej od­izo­lo­wa­na. Nie dryfowałam na małej tratwie w teraźniejszości; istniały mosty, które prowadziły na stały ląd. Owszem, przeszłość to inny kraj, ale taki, który możemy odwiedzić, a gdy już tam dotrzemy, możemy potem przy­wieźć stamtąd to, czego nam potrzeba.

Wiele mówi się o świecie oswojonym w przeciwieństwie do świata dzikiego. Jako ludzie potrzebujemy nie tylko dzikiej przyrody, ale także nie­okieł­zna­nej przestrzeni naszej wyobraźni.
     Czytanie to miejsce, gdzie panuje dzikość.

Jeśli poezja była liną, to książki były tratwami. W najtrudniejszych chwi­lach trzymałam się książek, a one pomagały mi przetrwać nagłe fale uczuć, po których zostawałam przemoczona i rozbita.

     – Musi istnieć jakiś sens, tylko my go nie znamy – stwierdza Gary. – Ja ciągle czytam o kosmosie.
     […]  Nie jesteśmy tutaj po to, by nas uważano „jedynie za przedmioty użytkowe”.

Wolę być tą osobą, którą się stałam, niż tą, którą mogłabym się stać bez ksią­żek, bez edukacji i bez wszystkich rzeczy, które spotkały mnie po drodze […]. Myślę, że mam szczęście.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

piątek, lipca 03, 2026

6160. Feniksowanie (II)

Temu „ptaku”, niczym jerzykowi, trzeba było pomóc, by znów mógł wzbić się w nie­bo, latać, zajmować się ważnymi dla niego sprawami. Rozplątał sznureczki w oka­mgnie­niu, podrzucił i… poleciało… to piękne ptaszysko.

nie bierz. przyjmij*.
IITI

_________
   *   bingo! to ma ten sam odcień, co tamto odkrycie

*


fot. Saxifraga, fragmencik.
 

6159. Feniksowanie (I)

Gdzie zacząć, gdy upalny czas pozostawił ślady nie tylko na ciele? Wgryzł się w każ­dą tkankę mojego jestestwa. Temperaturowy żywioł przebiegł się po każdej ważnej sprawie, po każdej chwili, która w znacząco niższej temperaturze mogłaby posłużyć do podjęcia takiej czy innej decyzji; do zrobienia czegoś, co ma znaczenie.

Moje życie trzymało mnie w bezruchu przez cały ten czas w zaciśniętej garści. Samo zaś zo­sta­ło poruszone do najgłębszej swojej głębi dwoma wyimkami z lektury, z któ­ry­mi re­zo­no­wa­ło niczym orkiestra złożona z tysiąca kamertonów. Tak, skrzyw­dzi­łam kilka (?) osób. Nie, nie jest usprawiedliwieniem fakt, że i ja byłam nie raz i nie drugi skrzyw­dzo­na. Tak, świa­do­mość bycia chcianą zmienia wszystko, ale trzeba sobie to przypominać za każdym razem gdy zaczynamy toczyć się po starych, prze­rdzewiałych moralną wyższością torach. Tak, nie, tak i… tak, nie, tak! Tak, nie, tak…

Byłaś chciana, rozumiesz to?

🌱

Musiałam zrozumieć, że można być samotnicą i jednocześnie pragnąć do kogoś należeć. Wracamy do złożoności życia, które nie jest ani tym, ani tamtym — nudnymi, starymi binarnymi przeciwieństwami – jest jed­nym i drugim, utrzymywanym w równowadze. Tak łatwo napisać. Tak trudno zrobić/być.

🌱

A ludzie, których skrzywdziłam, błędy, które popełniłam, szkody wy­rzą­dzo­ne sobie i innym nie wzięły się ze złej oceny sytuacji – wzięły się z miej­sca, w którym miłość stwardniała w stratę.

🌱

[…]  przeszłość nie jest niezmienna, jak sugeruje czas linearny. Możemy powrócić. Możemy podnieść to, co nam upadło. Możemy naprawić to, co zepsuli inni. Możemy rozmawiać ze zmarłymi.

🌱

[…]  czasami trzeba poczuć wściekłość, a nie niedopasowanie; czasami trzeba poczuć miłość i akceptację, a nie tragizm własnego życia.

🌱

Co to znaczy „nie”? Albo zadajesz złe pytanie, albo pytasz niewłaściwą osobę. Znajdź sposób, żeby usłyszeć „tak”.
     — Nie spoczniesz, dopóki nie usłyszysz „tak” — powiedziała Beeban. — Jakiegoś „tak” dla tego, kim byłaś, a to oznacza uporządkowanie prze­szło­ści.

🌱

Zawsze byłaś chciana.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli
możesz być normalna
?, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

wtorek, czerwca 30, 2026

5158. Z oazy (CDLIX)

Prezent urodzinowy. Dotarł. I cieszył serce i oczy, i duszę. I dłonie poćwiczył.

Attempt what you can’t, in order to
find out what you can.

Kobi Yamada, Trying, ilustr. Elise Hurst,
Compendium, Seattle (WA) 2021.

What if you looked for the good in
yourself, and others—what would you see?

🖇

This is a story about noticing the little things […]. It is about embracing what’s possible. The incredible is everywhere, and in everything—waiting to be known, discovered, recognized.
     […]  It is also an invitation to look within, to your own hopes and dreams, and perhaps to discover even more.

🖇

“It’s a beautiful day, isn’t it?”

It seemed as if someone was talking to me.
“It’s okay, I guess,” I replied.

🖇

[…]  I’d say this is indeed an exceptional day to
be alive. Don’t you think?”

🖇

“Are you a painter?” I asked.

“I like to think of myself as more of a noticer really,”
she answered. “I just try to make things from what I
see. It is my way of appreciating and honouring them.”

🖇

She looked over to me and asked, “When you look up,
what do you see!”

🖇

[…]  I’m filled with butterflies of excitement. It feels like an adventure is unfolding and I don’t want to miss any of it!”

🖇

I stared up wanting to see what she saw.

“The more you pause and allow for the extraordinary,”
the painter explained, “the more you find it.”

🖇

“And often what we see depends on what we look for.”

“Take this mountain for instance.” She gestured to the horizon.
[…]  Though we all may look at the same thing, we don’t always see it in the same way. That is true for mountains, and also for people.”

🖇

“When we look at others, we […]  often don’t notice the important things, like their capacity for love, what they hope for, what they dream of, or who they can become.”

“We can often miss the most beautiful parts of them.”

🖇

I wondered what I wasn’t noticing.
I wondered what I was missing.

🖇

“Everyone shines and needs to be seen. Everyone wants to know that they matter, that there is a place for them, and that they are needed. Sure, some may hide their brilliance, but the light is in there, always flickering, and it is a beautiful thing when we can reflect it back to them.”

🖇

“Some days I find that I can notice even more when I close my eyes,” she explained. “The gentle rustling of my hair, the ideas dancing in my head, the sunshine on my face, and the wonder of being alive.”

She invited me to close my eyes.

“What does home look like to you? What does kindness feel like? What does love look like?” the painter asked. “What does it feel like to have a friend? What does it look like to be one!”

“One of the most important ways we see is with our imagination. So many significant things cannot be seen with your eyes, but they are very real. And it is vital that you look for and believe in them.”

I was filled with a feeling of calm and appreciation. It was moving and wonderful. I sat there with my eyes closed, picturing the people and places and things that meant so much to me in my life.

🖇

“One of the best things you can be is interested,” the painter shared. “When you are interested, you are curious, and when you are curious, you discover things-amazing things, about yourself and about the world.”

“The miraculous is everywhere and in everything.
Waiting for us to notice it. Waiting for us to appreciate it.
Waiting for us to love it.”

🖇

I miss her. […]  But mostly, what I wish I could say is, thank you for seeing me.

Kobi Yamada, Noticing, ilustr. Elise Hurst,
Compendium, Seattle (WA) 2023.
(wyróżnienie własne)

Look closely. There is so much to love and appreciare. There is so much to discover.

(tamże)

poniedziałek, czerwca 29, 2026

5157. 180/365

uzna­nie czegoś za bezdyskusyjnie należne, za oczywistość czy pewnik, za­bi­ja. ukręca łebek poczuciu szczęścia, że to i tamto przytrafiło mi się, zostało zwyczajnie podarowane przez los właśnie dziś*. uka­tru­pio­ne po­czu­cie szczę­ścia nie stanie się źródłem wdzięcz­ności, a tylko dzięki niej życie w każdej chwili ma szan­sę stać się cudem.

180/365

_________
   *   choć kolejny dzień żyję niczym pies na łańcuchu, przy wiatraku, to kawa, lektury i rysik są dla mnie nie­powta­rzal­ną okazją, by cieszyć się przywilejami: życia, smakowania i czytania.

[…]  gdy próbuję zrozumieć, jak działa życie — i dlaczego nie­któ­rzy ludzie lepiej radzą sobie z przeciwnościami losu niż in­ni — wracam do czegoś, co ma związek z mówieniem „tak” ży­ciu, czyli z miłością do życia, nie­za­leż­nie od tego, jak bardzo jest ono niedoskonałe, oraz miłością do siebie samej, nie­za­leż­nie od tego, jak się ją odnajduje. Nie na zasadzie „ja ponad wszystko”, co jest przeciwieństwem życia i miłości, ale z de­ter­mi­nacją łososia, by płynąć w górę strumienia bez względu na to, jak rwący jest nurt, ponieważ to twój stru­mień

Zdarzają się momenty, kiedy wszystko idzie tak źle, że ledwo żyjesz, i chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że lepiej ledwo żyć na własnych warunkach, niż wieść rozdęte półżycie na cudzych.
     Takie dążenie oznacza niewszystko albo nic”, tylkowszystko ORAZ nic”. Jak każda opowieść o wyprawie i poszukiwaniu.

Tak naprawdę szans jest więcej niż dwie — znacznie więcej. Po pięćdziesięciu latach wiem już, że znajdowanie/tracenie, zapominanie/pamiętanie, odchodzenie/powracanie nigdy się nie kończy. Całe życie sprowadza się do kolejnej szansy i do­pó­ki żyjemy, aż do samego końca zawsze istnieje jakaś kolejna szansa.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz
być normalna
?, przeł. Kaja Gucio, Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

5156. Z oazy (CDLVIII)

Koralik. Widzimy się zwykle raz na kilka miesięcy. Ona zagoniona, ja zajęta. Czę­ściej rozmawiamy przez telefon, by zsynchronizować przeżywane właśnie chwile. W piątek przytomnie stwierdziła, że synchronizujemy przede wszystkim zachwyt lekturami. Wymieniłyśmy się tytułami, książkami, wrażeniami. Od soboty Ona na urlopie, ja pod wiatrakiem. Połknęłam tę historię, rzuciwszy na chwilę rozgrzebane książki.

Uwzględniony przy wyborze wyimków klucz był prosty: bez spojlerowania! Finał tej opowieści zacny i godny.

„W kwestii akania — mówi autorka, Ewa Wieżnawiec — folklo­ry­ści, pisarze i hydrologowie są całkowicie zgodni: język białoruski jest jednym z najpowolniejszych i najswobodniejszych za­ra­zem języków na świecie, bo białoruskie rzeki płyną nie­spiesz­nie w rozległych dolinach, a białoruskie mokradła i spokojne je­zio­ra rozlewają się szeroko a leniwie. Sami Białorusini również nie ma­ją się dokąd spieszyć ani czego skrywać w myśli czy rozmowie — i dlatego ufnie, otwarcie akają”.
     W białoruskim akaniu — dodam z praktyki translatorskiej — jest też nieustające zadziwienie światem, jak w polskim słowie gapie, gdzie „a” rozdziawia się szeroko jak otwarte usta. Jest namysł, cza­sem przechodzący w dłuższą zadumę, i jest zaproszenie roz­mów­cy do wspólnej refleksji — zamiast polaryzacji, wymiany poglądów i zwykle, właściwie domyślnie, podejmowanej przez Polaków wy­mia­ny argumentów (ze sporym potencjałem eska­la­cyj­nym, bo prze­cież racja musi być po jednej tylko stronie). […]  I wreszcie „a?” na końcu zdania funkcjonuje trochę jak angielskie question tag, pytanie rozłączne (nieporadnie tłumaczone na polski archaicznie brzmiącymi „czyż nie?” albo „nieprawdaż?”) – otwiera przestrzeń łagodnej interakcji, zaproszenie do potwierdzenia lub wy­pra­co­wa­nia wspólnej, akceptowalnej dla wszystkich obecnych pozycji.

I jeszcze na sam koniec, na wypadek gdyby ktoś spod kamienia zamamrotał o Kresach: to nie jest książka o kresach, ale o środku świata […]. Ciut niefajnie nazywać czyjeś ziemie „kresami”, wy­świech­ta­ną połą dawnego państwa o kolonialnych ambicjach, kra­i­ną dalekich pociotków i mitycznych utraconych majątków. Hej, ogarnijmy się — nie ma żadnych Kresów, jest XXI wiek.
     Żywie Biełaruś!

Małgorzata Buchalik

🖇 🖇

Alkoholizm, jak zresztą każdy kunszt, ma swoje tajemnice i wymaga wpra­wy. […]  Alkoholicy zawsze widzą świat od ciemnego spodu. Żeby utrzy­mać się na powierzchni, nie wolno dopuszczać do wzrostu poziomu krwi w alko­ho­lu, inaczej wszystko robi się nieznośne. Taka to choroba.

🖇

Białorusini to mało emocjonalna nacja, twarze jak w zespole Möbiusa. Ani żywe, ani martwe. Jak woda w ustach. Jak palenie mokrego. Jak ciche lato. Ludzką twarzą porusza 68 mięśni.
     Może tutejszym nie chce się napinać wszystkich tych mięśni przy każdej minie czy uśmiechu. Zresztą przeszkadza to najwyżej turystom, dla lo­kal­sów niech będzie. […]  W kulturach nastawionych na przetrwanie mimika musi pozostać szczątkowa.

🖇

Ryna nosiła w głowie mapę śmierci. Starą mapę, mniej więcej od 1920 ro­ku. Babcia pamiętała, gdzie kto zginął czy umarł, na jakim uroczysku i jak go znaleziono, i co się o tym mówiło. Przeżyła dwie wojny i dziewięć róż­nych władz, i nie żałowała wnuczce opowieści. Ryna czuła się, jakby sama żyła sto drugi rok i nosiła w głowie i mapę śmierci, i drzewa genealogiczne całych wsi […]. Często myślała, czemu los zdarzył tak, że w swoim słusznym już wieku nie zna się na niczym pożytecznym, że w wielkim, bogatym i barw­nym świecie niczego się przez ostatnich dwadzieścia lat nie dorobiła, za to ciągle lubi taplać się w tym, co przeżyła w tej biednej, zapomnianej krainie w pierwszych dwudziestu latach życia. I czy aby nie to było przy­czy­ną jej klęski: ani rodziny, ani domu, ani zawodu, za to dojrzały alko­holizm.

🖇

A kamień nabierze siły. Musi mu starczyć sił, póki nie wymrą nad nim wszyscy durnie i woda nie zmyje z niego o tego o paskudztwa, farby.
     — A pod wędrujący kamień?
     — A wędrujący kamień sam sobie pójdzie albo zakopie się w ziemię, już ty się o niego nie martw. Na Biestryksie, jak nie wiesz, był folwark […]. I ten kamień to tak z pół metra na rok wędrował. […]  A ten kamień jeszcze sobie stąd pójdzie, wspomnisz moje słowa.

🖇

Alkohol natychmiast zmienił świat na lepsze i misja nie zdawała się już taka straszna. Ryna wyjęła z torby zawiniątko Nataszy i wyszeptała:
     „Słuchaj, babciu. Podaj to tam, sama już wiesz komu […]”.
     Nawet jeśli nie wierzysz w „nauki”, strasznie jest podawać coś na tamten świat przez posłańca. […]  Ale ten przedmiot miał swojego właściciela i mu­si do niego wrócić. […]  Jak to mawiał Orka Barenbojm: nie wierzę w boga, ale wiem, że on jest.

🖇

🖇

[…]  wstrząsnęła nią nieodwracalność tego, co się stało. Usiadła na kłodzie pod drewutnią i się rozpłakała. Nic już nie można zrobić. Szlajała się po świe­cie, z dala od tego, co ważne. Może i koślawe, kruche, na wpół martwe, ale swoje, jedyne ważne naprawdę.

🖇

A czyta wciąż słabo, bo nie zna rosyjskiego. Czasami wraca i opowiada Rynie:
     — Ot, durnie! Napisali: uwaga, wilki lezą! No lezą, od tego są wilki!
     — Babciu, to „wałka liesa”. Wyrąb lasu, tak się to pisze po rusku.
     — Sama wiem, jak się pisze po rusku. Co za czasy, przy każdym wilku teraz postawią tabliczkę!

🖇

[…]  ich przyjaźń przetrwała tylko do czasu, kiedy dziewczynki zaczynają interesować się chłopcami i kiedy świat łamie dziewczynki i składa je na nowo w gotowe już do użytku kobiety. Z tym że Rynę świat ani myślał ła­mać i składać, bo od początku była ni przypiął, ni przyłatał. […]  Chciała być dziewczynką, którą lubią i matka, i chłopcy, i Natasza.
     Ale wszystko na nic, jak zwykle.

🖇

Kto to wymyślił, że niby wilk jest szary? Wilk zbiera wszystkie barwy póź­nej jesieni: jeden włosek ma jak mokry piasek, drugi jak biały mech, trzeci jak glina, czwarty jak mokra olszyna, piąty jak torf, a wszystkie razem niby niepozorne, ale kiedy słońce zagra na wilczej sierści, wilk mieni się ko­lo­ra­mi jak ósmy cud świata. Ryna i wilk długo patrzyli na siebie […].

🖇

     — Babciu, czego ona chce? Czemu […]? I nikt nie chce się ze mną przy­jaź­nić? Czemu my tak żyjemy? Przecież jak jesteś wiedźmą i wszystko możesz zrobić, to zrób tak, żeby nas lubili.
     — Nie będą nas lubić.

🖇

Moja babcia pomagała wszystkim, o cokolwiek prosili […]. Tylko nikogo już nie poważała. Ani boga, ani diabła, ani człowieka. Co za różnica, mówiła, Niemcy, Ruskie, Polaki czy Białorusy? Jedna cholera — wszystko durne chłopy.

🖇

Oj, jak żeśmy się czasem z nim kłócili. A dziś, gdyby tylko kto mi zwrócił Orkę, chuchałabym na niego i dmuchała.

🖇

🖇

[…]  człowiek w nieszczęściu powinien być jako trzcina,
a w wierze jako cedr.

🖇

Nie było już na kim się mścić. Żaden człowiek nie jest wart nienawiści dłużej niż przez pięć minut.

🖇

     — Cześć, Ałoŭnikaŭ. Długo jeszcze będziesz tutaj siedział? — spytała.
     — O, Rynka-landrynka. A jak mnie znalazłaś?
     — Zawsze wiedziałam, gdzie jesteś.
     — Mówiłem ci, żebyś trzymała się ode mnie z daleka. Sama widzisz, jak kończą ci, którzy podchodzą zbyt blisko.
     Spojrzała w jego twarz, pierwszy raz tak po prostu patrzyła mu w twarz, bez zaczepki, uników, nadziei, głodu czy pragnienia.

🖇

[…]  raz jeszcze łyknęła z małej butelki. Była w niej sześć­dzie­się­cio­pro­cen­to­wa wódka z zimowych jabłek. Jeden łyk takiej wódki robi z ciebie lwicę.

🖇

     — At, jakoś to będzie. Wiesz, co powiedziała moja babcia? „Święte źró­dło, które odkopią złodziej, moczymorda i dziewica”.
     — No, kto tu kradnie i kto pije, wiadomo. Ale dziewica?

Ewa Wieżnawiec, O wilku mówiono w izbie,
ilustr. Aleksandra Konarska, przeł. Małgorzata Buchalik,
Wydawnictwo KEW, Wrocław-Wojnowice 2025.
(wyróżnienie własne)

Nie ma świecie francy gorszej niż człowiek. Jak człowiek poczuje krew i zysk, nic już nie zrobisz. Koniec!

(tamże)

niedziela, czerwca 28, 2026

6155. 179/365

jak rozmawiać z tęsknotą? namolnie gada do mnie pauzami, niemocą, chwy­ta za gardło, patrzy niewidzącymi oczami, nie­obecność i bezruch uparcie wpycha mi w dłonie.

jako jedyna w ulu nie narzeka na wściekły upał za oknem.

179/365

6154. Z oazy (CDLVII)

Były cza­sy, gdy w ulu, który wtedy był przytuliskiem, wybuchały niemające końca dyskusje z odłamkami w czasie i przestrzeni. Skończyły się jakiś czas temu.

To książka z kategorii must read. Nie, nie napisała jej rozhisteryzowana zwo­len­nicz­ka antysemickich teorii spiskowych. Autorka jest drugą kadencję specjalną spra­wo­zdaw­czy­nią ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. „Prawy” kraj (usa) na­ło­żył na Nią sankcje, jest niezbyt mile widziana w Niemczech czy Francji. Nie tylko Polska ma wielopiętrowe problemy z prawem, symetryzmem czy zwykłym skur­wy­syń­stwem.

Ta książka jest o pięknych, mądrych ludziach, o wartościach, o człowieczeństwie. O wszystkim, co dziś niemodne, ale niezbędne, by czuć się człowiekiem godnym swojego życia.

Fusy wrażeń po tej lekturze długo nie mogły opaść — nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę zawartość tej książki. Trwało to dziesięć razy dłużej niż jej czytanie. A po­tem przyszedł czas zdumienia, czyli przyglądania się, jak układają się względem sie­bie wyimki, jak jeden usuwa dwa, a czwarty zmienia porządek kilku innych. Dyna­mi­ka tego zjawiska wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą.

[…]  kluczowe elementy prawa są i muszą być zrozumiałe dla każ­de­go z nas, ponieważ każdego z nas dotyczą.

Musimy otworzyć oczy i zobaczyć, z czym naprawdę mamy do czy­nie­nia.
     Nawet najbardziej wyrafinowani eksperci od podwójnego ję­zy­ka nie mogą dłużej zaprzeczać prawdzie o tym, co się dzieje w Pa­le­sty­nie. W lipcu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Spra­wie­dli­wo­ści uznał ponad wszelką wątpliwość, że trwająca od 1967 roku okupacja Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Je­ro­zo­li­my jest nielegalna i Izrael musi się całkowicie i bezwarunkowo wy­cofać z tych terenów.

Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, bezstronność staje się obo­wiąz­kiem zmuszającym nas do opowiedzenia się po stronie prawa, spra­wie­dliwości i ofiar. Bezstronność to odwaga, by sta­nąć w obro­nie tego, co słuszne, dać głos tym, którzy zostali uciszeni lub po prostu zignorowani, i walczyć z nadużyciami nękającymi nasz świat.

Jak to możliwe, że prawda stała się kłamstwem, a kłamstwo prawdą?
     Na to szerzące się zło, które chciałoby nas wszystkich przekonać lub po prostu pokonać, musimy odpowiedzieć świadomością i dzia­ła­niem. Wiedza jest podstawową bronią, ponieważ stanowi naj­lep­szą obronę przed manipulacją, wyzyskiem i oszustwem; dzia­ła­nie powinno być jej naturalną konsekwencją.

Chcę tu opowiedzieć o Palestynie tak, jak jej doświadczyłam: nie jako aktywistka, ale jako ktoś, kto najpierw trafił do tego świata zaciekawiony inną kulturą, a później patrzył na niego prawniczym okiem.

Dziesięć osób, dziesięć historii, które splatają się z życiem i twa­rza­mi innych — włącznie ze mną, członkami mojej rodziny, sprze­daw­czy­nią z irlandzkiego marketu i dziećmi przychodzącymi zrywać owoce morwy koło naszego domu w Jerozolimie — i zadają py­ta­nia, na które tak trudno dać dziś odpowiedź.

Bardzo wierzę, że możemy odnaleźć się wszyscy razem jako ludzka rodzina, że odkryjemy na nowo prawdziwe i głębokie znaczenie so­li­darności; łacińskie słowo solidum przywołuje właśnie ideę czegoś całego, niepodzielnego, kompletnego, w przeciwieństwie do tego, co jest rozdrobnione lub zepsute. I jako jedno ciało powinniśmy się zje­dnoczyć, spotkać i stawić opór. Solidarność w tym ujęciu staje się „polityczną odmianą miłości”, jak mądrze zauważyła ame­ry­kań­ska rabinka Alissa Wise.
     W pojedynkę jesteśmy delikatni jak skrzydła motyla, ale zje­dno­czeni — solidni i solidarni — możemy przetrwać burzę. To nie jest fantazyjna hiperbola, to zasada fizyki zwana efektem motyla. Każdy nasz najmniejszy gest okazuje się machnięciem skrzydeł, które uruchamia łańcuch konsekwencji […].

Ta długa podróż pozwoliła mi poczuć tętniący puls wielu spo­łecz­no­ści poszukujących sprawiedliwości, prawdy, godności i lepszej przy­szłości ponad różnicami.

Francesca Albanese 

🖇 🖇

Historia pisana jest przez zwycięzców, którzy często bywają rzeźnikami. […]  Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom opresji i odmowy używania rozumu.

🖇

Nazywanie Palestyńczyków ogólnie „Arabami” – co się często zdarza w iz­ra­el­skich podręcznikach szkolnych i w mediach głównego nurtu na ca­łym świecie – przyczynia się do zaprzeczania ich tożsamości narodowej, gdyż może insynuować, że Palestyna nie istnieje, a sami Palestyńczycy są tu tymczasowymi gośćmi lub, co gorsza, wymysłem.

🖇

Wychodzimy z założenia, że istnieją różne instrumenty prawa między­na­ro­do­we­go służące ochronie ludzi, głównie traktaty dotyczące praw człowieka, a w sytuacjach konfliktów zbrojnych — prawo humanitarne. Instrumenty te zostały przyjęte po dwóch wojnach światowych po to, aby zmniejszyć okrucieństwo konfliktów i w jak największym stopniu chronić ludność cy­wil­ną przed horrorem wojny, lecz sprawiają one coś jeszcze: podnoszą jed­nost­ki — a zatem nie tylko (lub już nie tylko) państwa — do rangi pod­mio­tów prawa w sferze międzynarodowej.
     Prawa człowieka nie zostały nam dane w prezencie: każde z nich jest wynikiem walki i osiągnięć jednostek takich jak my. Handel nie­wol­ni­ka­mi został zniesiony dzięki ruchowi abolicjonistycznemu; apartheid i se­gre­gację rasową pomogły zdelegalizować batalie toczone przez ruchy oby­wa­tel­skie; poczyniliśmy znaczne postępy w zakresie praw pra­co­wni­czych, praw kobiet, dzieci i osób o różnorakich odmiennościach. Droga do praw człowieka nie jest jednak wyłącznie pasmem zwycięstw, a praca nie do­bie­gła końca. Przypomina nam o tym czas, w którym żyjemy.

🖇

Liczba palestyńskich dzieci zabitych w ciągu piętnastu lat (od 2008 do wrze­śnia 2023) była przerażająca: ponad tysiąc czterysta. Każde z nich, każdy z tych małych wszechświatów został na zawsze wymazany. Od 7 paź­dziernika 2023 do marca 2025 te i tak już makabryczne liczby wzrosły dzie­się­ciokrotnie: w ciągu siedemnastu miesięcy zabito ponad siedemnaście ty­się­cy dzieci, w tym ponad tysiąc niemowląt, których życie zostało prze­rwa­ne, zanim nauczyły się raczkować, mówić, bawić.

🖇

Konflikt wymaga dwóch w miarę porównywalnych ze sobą stron. Izrael i Palestyna nie są takimi stronami: Izrael jest oku­pan­tem, a Palestyna stro­ną okupowaną, Izrael jest kolonizatorem, a Palestyna stroną ko­lo­ni­zo­wa­ną, pozostającą w stanie strukturalnej podrzędności i bę­dą­cą ofiarą sy­ste­mu kontroli i segregacji. Nie, to nie jest konflikt dwóch stron; w naj­lep­szym razie można go postrzegać jako konflikt z człowieczeństwem.

🖇

Mit rasy nie został bynajmniej wymyślony przez Hitlera, ale to on uczynił z niego polityczny sztandar zniszczenia i eksterminacji. To czarna du­sza w bia­łym przebraniu, która unosi się nad nami przez pięćset lat kolonizacji, począwszy od 1492 roku. Wydarzenie, które przedstawiono mi w dzie­ciń­stwie pod nazwą „odkrycie Ameryki”, w rzeczywistości oznaczało początek końca dla tysięcy ludów zamieszkujących amerykańskie kontynenty.

🖇

Prawdziwe jest stwierdzenie, że przed syjonizmem istniała w Pale­sty­nie społeczność żydowska (stanowiąca wówczas 10 lub nieco mniej procent całej populacji); prawdziwe jest stwierdzenie, że większość Żydów, któ­rzy udali się do Palestyny przed ustanowieniem Państwa Izrael i bez­po­śred­nio po nim, zwłaszcza ocalonych z Holokaustu, nie miała do wyboru innych op­cji, ponieważ wiele krajów zachodnich nie zechciało ich przyjąć; tysiące lu­dzi, którym wymordowano rodziny i zniszczono społeczności, znalazło się zatem bez schronienia. Tak samo prawdziwe jest stwier­dze­nie, że wielu Izraelczyków mieszkających dzisiaj w koloniach na Za­cho­dnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie, zajmujących domy i ziemie Pa­le­styń­czyków, ma amerykańskie, belgijskie, francuskie, australijskie lub ka­na­dyj­skie na­zwi­sko i akcent. Niejednokrotnie ani oni, ani ich rodzice nie uro­dzi­li się w Iz­ra­elu, lecz pochodzą z miast, w których często i chętnie prze­by­wa­ją. I choć mieszkają za granicą, zachowują własność lub kontrolę nad nie­ru­cho­mo­ścia­mi na okupowanym terytorium, przyczyniając się do sy­ste­ma­tycz­ne­go wywłaszczania Palestyńczyków.

🖇

[…]  z silnym australijskim akcentem powiedział: „Witamy w Izraelu!”.
     — W okupowanej Palestynie. Ta część tutaj to oku­po­wa­na Pa­le­sty­na — odparłam z powściągliwym uśmiechem.
     — Palestyna nie istnieje, to jest Izrael — odpowiedział z irytacją w głosie.
     W tym momencie Ibrahim idący obok mnie zapytał go z ożywieniem:
     — A jeśli Palestyna nie istnieje, to kim ja jestem?
     — Ty nie istniejesz — odpowiedział bez mrugnięcia okiem mężczyzna, któ­ry po latach miał się okazać przywódcą jednej z najbardziej agre­syw­nych organizacji osadniczych.
     Nieświadomie natknęliśmy się na człowieka, który już dawno siedziałby w więzieniu, gdybyśmy żyli w sprawiedliwym świecie.

🖇

Niektórzy uważają, że wiedza nie jest procesem nabywania, ale stop­nio­wego odsłaniania, wyzwalania się z uprzedzeń. […]  po­wie­dział mi [Omar Barghouti] wprost:
     — Nie myśl, że jesteś całkowicie wolna od uprzedzeń rasowych!
     — Wiem — odpowiedziałam mu. — I tak, usunęłam je. A właściwie to usuwam je krok po kroku, jakbym warstwa po warstwie obierała cebulę.

🖇

[…]  ponieważ Izrael definiuje się jako „państwo żydowskie”, krytykowanie go jest antysemityzmem, i nie ma tu znaczenia, czy istnieją udo­ku­men­to­wa­ne naruszenia prawa, które można przypisać Izraelowi, czy nie. Takie po­dej­ście jest szkodliwe i nie byłam ani pierwszą, ani jedyną osobą, która tak twierdzi. Jak często powtarzał mi Alon [Confino (1959–2024)], mylenie krytyki Państwa Izrael z antysemityzmem jest bardzo ry­zy­kow­ne zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla samych Żydów, po­nie­waż my­śle­nie w tych kategoriach powoduje natychmiastowe koja­rzenie wszyst­kich Żydów z Państwem Izrael. Tak przecież nie jest.

🖇

W Palestynie dzieje się dokładnie to, czego zabrania między­na­ro­do­we prawo. […]  w świetle prawa międzynarodowego izraelską okupację należy uznać za nielegalną.

🖇

[…]  zapomnieliśmy już, że Nelson Mandela poszedł do więzienia pod za­rzutem terroryzmu i odsiedział w nim prawie trzydzieści lat i że dopiero w 2008 roku Stany Zjednoczone usunęły jego nazwisko z czar­nej listy ter­ro­rystów. Zapomnieliśmy, że w oczach nazistów włoscy par­ty­zan­ci byli ter­ro­ry­stami i że w mechanizmie ciemięzca–ciemiężony każdy może być po­strze­ga­ny przez jednych jako terrorysta, a przez innych jako bohater.
     Niestety, opór wyraża się czasami przemocą, a zwykle im więcej prze­mo­cy pojawia się w ucisku, tym gwałtowniejsza staje się odpowiedź.

🖇

Właściwe słowa to wstęp i przygotowanie do sprawiedliwego działania. Dlatego są ważne. […]
     Izrael mówi o „nakazach ewakuacji”, „strefach chronionych”, ale język międzynarodowego prawa humanitarnego został tu postawiony na głowie, użyty na odwrót, aby usprawiedliwić działania woj­sko­we i zbrodnie wo­jen­ne, wymazać podstawowe zasady zachowania dyscypliny i ochrony lud­no­ści w czasie konfliktu zbrojnego: rozróżnienie między cywilami a wojskiem, konieczność wojskową, proporcjonalność.

🖇

[…]  od lat palestyńskie i izraelskie organizacje praw człowieka błagają świat o to, by położył kres okupacji, aneksji i apartheidowi.
     Ileż jest arogancji w postawie nas, ludzi Zachodu, wobec kultur i słów, któ­rych znaczenia, korzeni i istoty nie rozumiemy. Arogancji szeroko roz­po­wszech­nio­nej we wszystkich kręgach, od dziennikarstwa po środowiska aka­de­mic­kie i oczywiście — i najsilniej — polityczne. Ta arogancja przy­czy­ni­ła się do tego, że człowieczeństwo Palestyńczyków stało się nie­wi­docz­ne, a ratunek dla nich jeszcze bardziej odległy.

🖇

Wszyscy wiemy, że od 7 października 2023 roku do teraz zabito ponad sie­demnaście tysięcy dzieci, w tym tysiąc poniżej pierwszego roku życia, ale narracja o palestyńskich terrorystach trwa nadal. Śmierć sie­demnastu tysięcy dzieci nie wzbudziła zainteresowania polityków pod­po­rząd­ko­wa­nych izraelskim interesom i współodpowiedzialnej prasy. Taka jest rzeczywistość Palestyńczyków w 2025 roku. I trzeba ją zobaczyć. A następnie się jej sprzeciwić.
     Wielu z nas walczy z tym ludobójstwem i towarzyszącym mu mil­cze­niem. W tej walce kluczowe jest zdobycie wiedzy i uczciwego spojrzenia.

🖇

Dla setek tysięcy Palestyńczyków, których, począwszy od 1948 roku, za­czę­to więzić w Strefie Gazy, Żydzi okupujący ich ziemie to kolonizatorzy. Od naj­wcze­śniejszych dni istnienia Państwa Izrael z bronią w ręku utrzy­my­wa­li oni ziemie odebrane prawowitym właścicielom, używając w cha­rak­te­rze przyczółków kibuców, które wielu ludzi za granicą postrzegało jako klej­not w koronie wielkiego socjalistycznego modelu nowo powstałego pań­stwa żydowskiego.
     Tę bolesną historię, która nigdy nie doczekała się zadośćuczynienia i na­pra­wy, Palestyńczycy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Należy przypomnieć, że ich wywłaszczanie rozpoczęło się na długo przed 1948 ro­kiem, podczas trzydziestolecia brytyjskiej kolonizacji (1920–1948). Bry­tyj­czy­cy sprzyjali falom migracji, które sprowadziły do Palestyny wielu eu­ro­pejskich Żydów uciekających przed prześladowaniami i pragnących zbu­do­wać nowe życie na „ziemi przodków”. Tyle że ziemia ta była już za­miesz­kana, a myśl o wypędzeniu jej mieszkańców od początku jasna dla ówczesnych przywódców syjonistycznych.
     Jak można nie uczyć tej historii czy oczekiwać, że ludzie o niej po prostu zapomną?

🖇

Słowa używane do demonizowania Palestyńczyków — „ludzkie zwierzęta”, „nie ma niewinnych cywilów”, „nawet dzieci nie są niewinne” — to­wa­rzy­szą bezkarnej polityce przemocy, będącej echem haniebnej prze­szło­ści, o któ­rej nam, Europejczykom, bardziej niż komukolwiek in­ne­mu nie wolno zapomnieć.
     Powiem bez ogródek: zaprzeczanie powadze tych działań to zamykanie oczu na trwające ludobójstwo. Na zbrodnię, która wymagała pil­nej mo­bi­li­za­cji społeczności międzynarodowej, co niestety dotąd nie nastąpiło, po­nie­waż dziś, podobnie jak wczoraj, zanim powstrzyma się ludobójstwo, trzeba je dostrzec.

🖇

Widoczne zwłaszcza na Zachodzie pragnienie zachowania nar­ra­cji „ne­u­tral­nej” i pozbawionej sporu o prawdę doprowadziło do utrwalenia nie­sprawiedliwości i cierpienia, z pominięciem tego, co Palestyńczycy od za­wsze mówią i czego się domagają.

🖇

Jedną z najbardziej błyskotliwych idei, jakie znalazłam w jego tekście, jest za­proszenie do otwarcia oczu na ryzyko „paradoksu humanitarnego”, to zna­czy takiej możliwości, że interwencje humanitarne wbrew intencjom ich twórców kończą się wspieraniem okupacji wojskowej, zamiast się jej prze­ciw­sta­wiać. Eyal Weiz­man uważa bowiem, że interwencja w celu sko­ry­go­wa­nia konsekwencji pewnych decyzji podjętych przez siły oku­pa­cyj­ne w ja­kiś sposób zwalnia Izrael z odpowiedzialności, także prawnej, po­zwa­la­jąc mu na przekierowanie zasobów na inne cele, a jednocześnie czyni okupację bardziej „skuteczną” i lepiej tolerowaną przez opinię publiczną.

🖇

Jak to możliwe, że dzieje się coś takiego, skoro na papierze każdemu przy­słu­gu­je tak wiele praw? To pytanie silnie rezonuje wśród palestyńskich dzieci, jest wołaniem o sprawiedliwość, która często wydaje się nie­osią­galna. […]
     Jak powiedziała mi czternastoletnia Wadia: „Strach przed śmiercią nie powstrzymuje cię przed śmiercią: powstrzymuje cię przed życiem”.
     Tak wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  dzieci, które spotkałam tamtego lata, wykazały się niezwykłym przy­wią­zaniem do podstawowych wartości, przede wszystkim miłością do nauki. […]  mówili mi o wielkim głodzie wiedzy i gorącym pragnieniu dobrej przyszłości.
     Tak również wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  zanim rodzicom udało się przedostać do Egiptu, kiedy wiedziała, że bra­ku­je im jedzenia, że żyją pod gradem kul i bomb i mogą zginąć w każdej chwi­li. Powiedziała mi jednak, że ilekroć mogli się słyszeć przez telefon, jej ojciec pytał tylko:
     — To co teraz malujesz?
     Malak [Mattar] na początku nie rozumiała:
     — Ale jakie to ma znaczenie, tato?
     Kiedyś jej to wyjaśnił:
     — Jesteś tam z jakiegoś powodu, Malak. Musisz malować nasze życie, na­szą walkę, wszystko, przez co przechodzimy. Jesteś artystką, a więc sta­no­wisz nasz głos.
     Powiedziała, że nigdy nie zapomni tych słów. Ocalały z ludobójstwa pro­si ją, by swoją sztuką dała głos temu, czego doświadcza jej lud.

🖇

Jak mówi afroamerykańska edukatorka i aktywistka Mariame Kaba, nadzieja jest dyscypliną. A ja pozwolę sobie dodać, że nadzieja mo­że i powinna stać się predyspozycją, nawykiem, czymś, co uwa­ża­my za niezbędne i do czego jesteśmy tak przywiązani, że nie możemy się bez niej obejść, niezależnie od naszej logiki czy rozu­mo­wa­nia.
     Nawet jeśli czasem łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

🖇

Refaat Alareer zginął w izraelskim nalocie 6 grudnia 2023 roku wraz z bra­tem, siostrą i czwórką dzieci. […]  Miał czterdzieści cztery lata.
     […] 
     Palestyńczycy upamiętniają Refaata białymi latawcami. Jest to na­wią­za­nie do jego wiersza If I Must Die.

Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz żyć,
aby opowiedzieć moją historię,
sprzedać moje rzeczy,
kupić kawałek materiału
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem),
by jakieś dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc prosto w oczy nieba,
czekając na tatę, który odszedł w płomieniach —
i nie pożegnał się z nikim,
nawet ze swoim ciałem,
nawet z samym sobą —
zobaczyło latawiec, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący wysoko,
i pomyślało przez chwilę, że jest tam anioł
przynoszący z powrotem miłość.
Jeśli muszę umrzeć,
niech to przyniesie nadzieję,
niech to będzie historia
.

🖇

Kiedy ludzie są wezwani do zaangażowania się na rzecz praw człowieka, my­ślę, że muszą to robić właśnie z ra­dy­kal­nie ludzkiej pozycji: ale ra­dy­kal­nie otwartej, widzącej dobre i złe czyny bez potrzeby oddzielania „do­brych” ludzi od „złych”. Możliwe jest przyjęcie każdego jako istoty ludz­kiej. Każ­de­go.
     Jest coś głęboko wypaczonego w tych, którzy nie uznają czło­wieczeństwa innych.
     […] 
     Na szczęście, nawet jeżeli wciąż jest ich niewielu, są tacy obywatele Izra­ela i tacy Żydzi w diasporze, którzy zdecydowanie bronią praw Pale­styń­czy­ków. To jest właśnie znaczenie motta decolonize your mind: deko­lo­ni­za­cja umysłu oznacza przełamywanie granic i barier, robienie, co w naszej mo­cy, aby pozbyć się po obu stronach wszystkiego, co narosło z czasem i unie­mo­żli­wia nam pozostanie w kontakcie z tym, co najbardziej ludzkie i prawdziwe na Ziemi, naszej wspólnej planecie, która pozostaje dla nas najważniejsza.

🖇

Wszyscy dążyli do tego, by coś osiągnąć.
     Ta cecha Palestyńczyków zawsze mnie uderzała. […]  żyjąc w naprawdę trudnych warunkach, udało im się zachować zapał i miłość do życia prze­peł­nia­ją­ce każde słowo i każdy oddech. Mówiła mi o tym Malak i sa­ma to widziałam u wielu ludzi. Nigdy nie dali się zniszczyć, a to ogrom­na siła: ponieważ kiedy z całych sił dążysz do sprawiedliwego i god­ne­go życia, nikt nie może się wtrącać ani decydować za ciebie.

Francesca Albanese, Kiedy świat śpi. Opowieści,
słowa i rany Palestyny
, przeł. Tomasz Kwiecień,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Wielu Izraelczyków za dużo kosztuje utrata przy­wi­le­ju, z jakiego trzeba by im zrezygnować, aby przy­jąć Palestyńczyków jako wolny naród.

🖇

To właśnie musimy zrobić: korzystać z każdej oka­zji, by się nauczyć lepiej widzieć, rozumieć, za­cho­wy­wać i czcić pamięć o tym, co zniknęło, stojąc u boku tych wciąż wal­czą­cych, aby nam pomóc wspólnie ukoić rany skrzyw­dzo­nych narodów.

🖇

Albo zaangażujemy się w bycie rewolucją, albo po­nie­sie­my porażkę, bo żadna zmiana nie nastąpi na świe­cie, je­śli najpierw nie nastąpi w nas sa­mych. Mu­si­my pozbyć się, jedno po drugim, wszystkich uprze­dzeń, które każdy z nas w sobie nosi, aby co­dzien­nie coraz bar­dziej zbliżać się do prawdy.

🖇

Jeśli chodzi o Izrael, to liczne przypadki naruszenia pra­wa obejmują setki tysięcy złamanych ludzkich istnień — zabitych, okaleczonych na ciele i duszy — oraz zni­szczo­ną Strefę Gazy. Trwające od 2023 roku ludobójstwo nie zo­sta­nie wymazane z historii Państwa Izrael i po­dej­rze­wam, że w przyszłości ludzie będą czuli dreszcz gro­zy na widok izraelskiej flagi z powodu tego, co po­peł­nio­no w imie­niu tego państwa i pod jego egidą.
     Dziś jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi, po­nie­waż ludzie potrzebują czasu na refleksję i obserwację z dystansu. Nie możemy jednak zapominać, że im dłużej będzie to trwało, tym więcej niewinnych ludzi zginie. […]
     Nawet zwykłe zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią jest ważnym wkładem w obalenie apartheidu.

🖇

Ostatecznym celem człowieka jest dojść do tego,
żeby nigdy nie odczuwać strachu.

Italo Calvino (1923–1985)

(tamże)

piątek, czerwca 26, 2026

6153. Z oazy (CDLVI)

Gdy Pappone kolejny raz stanął na palcach i z zaciśniętymi pięściami zaczął grzmieć i grozić, wyłączyłam radio i zrobiłam klik, klik. Skuszona słowem rozmowa i włoską miejscówką, umieszczonymi w tytule książki, postanowiłam zaryzykować.

Ładnym językiem ze sobą rozmawiają. Językiem, który jest fantastyczną odskocznią od chamskiego, mało merytorycznego ujadania polskiej „elyty” politycznej. Ale od­pa­dłam. Po raz pierwszy, gdy dominikanin w niby neutralne, acz obrazowe słowa owinął pogardę do mniejszości seksualnych. Odłożyłam, ale wróciłam. Od­pa­dłam po raz drugi, gdy polityk o życzeniu dotyczącym tempa zmian zaczął mówić, lo­gicz­nie, ale bez jakiejkolwiek świadomości przywilejów, które ma. Odpadłam i już nie wróciłam. Orzeszek by wróciła i skończyła. Ja nie. Decyzja nie była trudna do pod­ję­cia, czekała na mnie książka, po której fusy wciąż opadają. Opadają od tygodnia.

[R.S.]  Wiele lat później dziennikarz zapytał mnie na wizji: „Nie wygrał pan? Nie żałuje pan?”. „Nigdy nie jest przyjemnie przegrać. Ale jest jeden szczególny aspekt, którego żałuję”. „Jaki?” „Gdybym wygrał wybory pre­zy­den­ckie, to mielibyśmy trzecią z rzędu pierwszą damę Żydówkę”. Dzien­ni­ka­rza zamurowało. Nie ma się co dziwić, ponieważ zarówno Anna Ko­mo­row­ska, jak i Agata Kornhauser odcięły się od swoich korzeni.

🖇

[R.S.]  Polski Kościół uważa, że najwyższym szczeblem identyfikacji dla Polaka-katolika jest państwo polskie i nic ponadto. Od dawna nie słyszę w pol­skim Kościele głosów, które by akcentowały, że jesteśmy jednocześnie Europejczykami i jesteśmy z Europejczykami.
     [W.G.]  Z perspektywy Kościoła budowanie wspólnoty ma jeszcze szerszy zakres, ponieważ jesteśmy częścią nie tylko Kościoła euro­pejskiego, lecz tak­że powszechnego, czyli, powiedzielibyśmy, globalnego.
     [R.S.] […]  W Polsce […]  katolicyzm to narodowa re­li­gia Polski, a nie część ja­kie­goś globalnego Kościoła.

🖇

[W.G.]  Łatwiej wychodzi się z wojen z obcym wrogiem niż z wojny do­mo­wej. Pamięć o wojnie domowej bardzo dzieli społeczeństwo. […]  Wszelkie działania, które mogą prowadzić do konfliktu domowego, są niemoralne. To igranie z ogniem, gdyż tworzy podłoże do sporów. A jesteśmy w takim miejscu w Europie i w takim czasie, że wewnętrzny konflikt w Polsce grozi katastrofą, nasza katastrofa zaś to również katastrofa dla innych krajów Starego Kontynentu. To problem nie tylko polityczny, lecz także moralny.
     [R.S.]  Kto jak kto, ale my jako Polacy powinniśmy wiedzieć, że pycha i niecierpliwość zawsze nas niszczyły, a nie wzmacniały.

🖇

[R.S.]  Do Augustyna odczuwam sympatię, bo cenię poczucie humoru. Panie Boże, mówił, uczyń mnie cnotliwym. Po czym dodawał: ale jeszcze nie teraz.

🖇

[R.S.]  Wygląda na to, że swojego czasu Augustyn umiał korzystać z życia. Entuzjazmu i nadziei odmówić mu raczej nie można.
     […]
     [W.G.] […]  Podczas moich studiów w Rzymie profesor, augustianin, któ­ry wykładał duchowość, mówił, że jak widzi młodych, wrzaskliwych Wło­chów na ulicach miasta, to sobie myśli: „Każdy z nich może być Świę­tym Augustynem, każdy może zostać świętym”. Zupełnie jak młody Augu­styn, który przyjechał z prowincjonalnego miasta z nadzieją, że w Rzy­mie zro­bi karierę.

🖇

[W.G.] […]  są dwa poziomy nadziei. Jest nadzieja moralna, którą okre­śla­my cnotą wielkoduszności. Daje ona zapał i siły do działania, a przed­mio­tem tej wiel­ko­duszności są sprawy z tego świata. […]  Natomiast nadzieja, która jest cno­tą teologalną, stanowi dar łaski, której przedmiotem jest Bóg. Jest to na­dzieja skierowana ku Bogu, co nie oznacza, że mamy być ślepi na realia tego świata.

🖇

[R.S.]  Fundamentaliści chcą po prostu zatrzeć różnicę pomiędzy grzechem a przestępstwem i dążą do tego na poziomie prawnym. Ordo Iuris niewiele się tym różni od irańskich ajatollahów czy afgańskich talibów.
     […]  W naszym Kościele, mimo że sprawy są niejednoznaczne i nie należą do dogmatów wiary, ze stosunku do aborcji, anty­koncepcji i in vitro zrobiono test na katolika. Zgadzasz się z nami, jesteś katolikiem, a jak nie, to precz.
     [W.G.]  To nie jest katolickie spojrzenie. Najważniejsza jest dojrzała wiara owocująca miłością, a nie troska o to, żeby państwo wymuszało moralność, bo to by był fundamentalizm, jak u talibów.

🖇

[R.S.]  Nadal funkcjonuje sfomułowanie „Polak katolik”. Człowiek z plemienia głosującego na PiS z jednej strony określa się jako ka­to­lik, a z drugiej strony nienawidzi Niemca i nim gardzi, choćby ten był przykładnym katolikiem.
     [W.G.]  Zastanawiam się, czy taki człowiek byłby w stanie wy­spo­wia­dać się u czarnoskórego księdza.

🖇

[W.G.]  Czasem to przesadne nastawienie wyłącznie na grzech powoduje, że ludzie są zdolni dać całą listę swoich przewinień. A jak się postawi pytanie: „A czy umiesz zrobić coś dobrego?”, to słychać tylko: „Aaa…”. Nieraz tak mó­wiłem do dzieci, dawałem im czas, żeby otrząsnęły się z zaskoczenia. Po chwi­li padała odpowiedź, na przykład: „Umiem psa wyprowadzić na spa­cer”. „No dobrze, a coś jeszcze? […]”. „Pomyśl, co umiesz zrobić dobrego, zastanów się, wybierz jedną taką rzecz i w ciągu tygodnia zrób ją”. Chodzi o zwrócenie uwagi na cnoty, na to, że dziecko samo wybierze coś dobrego i to zrobi, a nie o wyliczanie, czego to mu nie wolno.

🖇

[R.S.]  Ćwiczenie formułowania argumentów bardzo by się w Polsce przy­da­ło. U nas debata przegrywa z mechanizmem wzajemnego wy­ko­rzy­sty­wa­nia się partii i Kościoła. Politycy, zamiast docierać do wyborców wła­sny­mi argumentami, wykorzystują autorytet Kościoła, żeby zagonić owiecz­ki kościelne do urn wprost z niedzielnej mszy. Zamiast formować sumienia wiernych – co jest trudne – część duchownych woli się posłużyć politykami i przymusem prawa, by państwo wykonało tę pracę za nich.
     [W.G.]  W ten sposób przejawia się absolutny brak wiary w moc tego, co jako Kościół mamy do przekazania. […]  Uczenie ludzi samo­dziel­ne­go my­śle­nia, cnotliwego życia opartego na chrześcijańskim etosie, ukazywanie nadziei, którą daje współpraca człowieka z Bogiem, by móc się pozbierać z najgorszych trudności, wspieranie twórczych dróg do prawdziwego do­bra, odwaga podążania za własnym rozeznaniem – to wszystko wcale nie jest łatwe. W ludziach jest tendencja, by iść na skróty: używać cudzego my­ślenia zamiast formować własne sumienie.

Radosław Sikorski, Wojciech Giertycb OP, Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.

[W.G.]  Człowiek z różnych punktów wyjścia może do­trzeć w swoich poszukiwaniach do różnych odpowiedzi, jednak większość z nas ma w sobie dążenie ku głębi i ku prawdzie. Człowiek – czy wyrasta w kulcie przodków, czy w świecie przepełnionym mitologią – wychyla się ku czemuś poza sobą.

🖇

[R.S.]  Jeśli cuda się zdarzają, to uznałbym za jeden z nich to, że nasi nacjonaliści uznali, że bez bli­sko­wschod­niej religii wymyślonej przez Żydów nie ma polskości.

🖇

[W.G.] […]  wyciągamy ręce i próbujemy,
a czy się uda, to się okaże.

(tamże)