Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kultura, w której żyjemy, nie kocha kobiecości.
Pożąda jej, to prawda, często przemocowo, ale jej nie kocha, nie pragnie.
♀
Cispłciowość nie jest przecież stanem natury, ale formą naiwności. To przeżywanie własnej płci tak, jakby była ona czymś oczywistym, przejrzystym, niestawiającym żadnego oporu. To moja siostra z zaskoczeniem przyjmująca fakt, że można nie chcieć spędzić życia w płci i ciele, które zostało przypisane przy urodzeniu. To promotorka mojego doktoratu stwierdzająca, z delikatnym zażenowaniem, że nigdy tak naprawdę nie przejmowała się tym, czy jest kobietą, czy nie. Tak rozumiana cispłciowość nie jest zresztą żadną „tożsamością płciową”, ale rodzajem swobody, który pozwala iść przez życie bez potykania się o doświadczenie posiadania i pragnienia płci. Wynika z tego, że tak naprawdę mało kto jest do końca cis, ponieważ mało komu udaje się całkowicie uniknąć tych sytuacji życiowych, gdy przypisana płeć nagle zaczyna uwierać. Nie musi to prowadzić do pragnienia tranzycji; cispłciowość to umiejętność ignorowania tych potknięć i brak wyczulenia na to, co to znaczy pragnąć innej płci całością własnych marzeń.
♀
Cisprzywilej polega na tym, że „gra” z kobiecą seksualnością i cielesnością jest traktowana właśnie jako gra — o ile tylko kryjące się za nią ciało i seksualność są postrzegane jako skazane na kobiecość, a nie jako takie, które się na nią decydują.
♀
Chcemy całego życia i jeszcze trochę.
J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024. (wyróżnienie własne)
Skąd się bierze taki wpis jak ten? Ano bierze swój początek całkowicie poza mną i biegnie przed siebie, całkowicie na ślepo, ku sobie tylko znanemu celowi.
Przychodzi dzień, gdy nie chcesz, by książki dla ciebie najcenniejsze (ze względu na swoją treść) po twojej śmierci skończyły na śmietniku. Postanawiasz Im znaleźć nowe domy, ale nim. Sięgasz po jedną z Nich, by się z Nią pożegnać i już wiesz, że nim. Chcesz Ją jeszcze trochę u siebie mieć, ale ponieważ czytało ci się tę książkę zupełnie inaczej niż kiedyś, robisz klik, klik i nim. Czekasz, bo to antykwariat realizuje twoje zamówienie.
Wspomniana książka zostaje, a na czytelniczy stoliczek po kilku dniach wjeżdża nowa stara książka. I przychodzi sobotni ranek. I czworakowanie odhaczone. I kawa znieczula rehabilitacyjny aspekt przekładania kolejnych papierowych kartek. I ibuk, by odpocząć, gdy ręce mają dość. I powrót do papieru. I trafiasz na fragmenty, które nie chcą czekać na skończenie lektury, które nie godzą się na współistnienie z innymi wyimkami. Chcą być osobne i już. I co robisz? I nie walczysz. Dajesz tym fragmentom to, czego chcą.
Miałam wziąć się za demontaż wiatraka, a wcinam pierniczki.
Kryzysy życiowe są okresami wzrostu.
Informują, że nasza droga biegnie w innym kierunku.
•
W życiu nie da się znaleźć ostatecznego bezpieczeństwa. Na tej drodze pozostajemy wędrowcami i poszukiwaczami. Kiedy ponosimy fiasko, przekonujemy się, że owa droga w danym momencie nie jest tym, co dla nas dobre. Chcielibyśmy uniknąć tego, co bolesne. Często jednak niepowodzenie i cierpienie przynoszą coś nowego, jakąś zmianę w życiu. Trudno jest dostrzec tę uzdrawiającą siłę, doświadczając cierpienia, które chce się od siebie odsunąć.
Niełatwo zaakceptować, że nieszczęśliwe zrządzenie losu prowadzi ku rozwojowi.
•
Niepowodzenie należy do podstawowych doświadczeń bycia człowiekiem. Nigdy nie jest końcem. Oznacza zmartwychwstanie do nowego etapu życia.
•
Ból i niepowodzenia są częścią procesu stawania się coraz pełniej człowiekiem. Z tego właśnie powodu cierpienie odgrywa w tradycji mistycznej tak ważną rolę. Mistrz Eckhart mówi:
Najszybszym zwierzęciem, które zawiezie was ku doskonałości, jest cierpienie.
Nie chodzi tu o gloryfikowanie cierpienia, jak miało to miejsce w tradycji chrześcijańskiej. Cierpienie sprawia jednak, że szybciej otwieramy się na następny życiowy krok. Nie ma człowieka, który nie przechodziłby przez kryzys egzystencjalny. Jest to czas, kiedy można przeprowadzić w życiu fundamentalną reorientację i coś w nim zmienić.
•
Nikt nie lubi niepowodzeń. Wskazują one jednak na to, że nasze życie powinno obrać inny kierunek. Tak naprawdę to przemieniająca siła naszej prawdziwej istoty doprowadza nas do jakiejś granicy i ukazuje nowy początek.
Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.
W Wielką Sobotę, nim ruszyliśmy w drogę, z radia wyciekł tytuł tej książki. Klik, klik, nim wszystkie niezbędne rzeczy zostały spakowane. W poniedziałek było po lekturze, jest doskonała!
Wybieranie, cedzenie wyimków, z powodu owej doskonałości, zajęło mi wiele dni, ale już, ufff, mam pod ręką wszystko, co chcę mieć.
Wbrew pozorom ogrodnik nie wyrasta z nasion, pędów, cebulek, bulw ani odnóżek, ale powstaje z doświadczenia, środowiska zewnętrznego i warunków przyrodniczych.
🖇
[…] Adam – podobnie jak my, dzieci – nazrywał niedojrzałych owoców i został za to wygnany z raju; od tamtej pory owoce z drzewa żywota będą zawsze niedojrzałe.
🖇
Istnieje parę forteli, które można zastosować wobec pogody, aby wymusić jej zmianę. Na przykład kiedy ktoś włoży na siebie wszystkie najcieplejsze ubrania, jakie tylko posiada, wtedy z reguły nadchodzi ocieplenie. Odwilż następuje również w momencie, w którym kilku przyjaciół wyruszy w góry, aby wreszcie pojeździć sobie na nartach.
🖇
„Nawet styczeń nie jest dla ogrodnika czasem bezczynnym” – mówią podręczniki ogrodnictwa. Rzeczywiście tak jest, bowiem w styczniu ogrodnik przede wszystkim
u p r a w i a p o g o d ę.
Wszystko dlatego, że pogoda cierpi permanentnie na pewną przypadłość: otóż nigdy nie jest, jak trzeba. Zawsze przesadza w jedną albo drugą stronę. […]
Jeżeli ludzie, dla których pogoda nie jest kwestią kluczową, mają tyle powodów, żeby na nią narzekać, to co dopiero mówić o ogrodniku!
🖇
Krótko mówiąc, przygotowanie gleby dla nasionek jest wielką tajemnicą i magicznym obrzędem.
🖇
[…] znienacka, w tajemniczym i niepostrzeżonym momencie (ponieważ tego momentu nikt nigdy nie widział ani nie zarejestrował), po cichutku rozstępuje się ziemia i pojawia się pierwszy kiełek.
[…] Tylko dwa listeczki na bladej nóżce, ale jest to tak dziwne, ma tyle wariantów, z każdą roślinką bywa inaczej… Ale co to ja chciałem powiedzieć? Już wiem: nic albo tylko to, że życie jest bardziej skomplikowane, niż możemy sobie wyobrazić.
🖇
Ogrodnik w lutym kontynuuje styczniowe prace, zwłaszcza te związane z uprawianiem pogody. […] ten najkrótszy z miesięcy, ten knypek wśród innych miesięcy, ten miesiąc niedonoszony, przestępny i ogólnie niesolidny […] Diabli wiedzą, dlaczego w latach przestępnych dodaje się jeden dzień akurat temu perfidnemu, katarogennemu, bałamutnemu miesięcznemu grzdylowi; rok przestępny powinien mieć jeden dzień więcej w cudnym maju, niech tych dni będzie trzydzieści dwa i tak będzie najlepiej. A nie dręczyć ogrodników dodatkowym dniem lutowym.
🖇
Kolejną pracą sezonową w lutym jest ś c i g a n i e p i e r w s z y c h o z n a k w i o s n y.
[…] taki pierwszy motyl to przeważnie ostatni motyl zeszłoroczny, który tylko przez niedopatrzenie nie kopnął w kalendarz.
🖇
Wszystko, co istnieje, dzieli się na to, co nadaje się do gleby, i na to, co się nie nadaje.
🖇
[…] do czego są potrzebne ogrodnikowi plecy? Wygląda na to, że tylko do tego, żeby od czasu do czasu mógł się rozprostować, wzdychając: „Uch! Moje plecy!”. Jeżeli chodzi o nogi, to są w porządku: dają się składać na różne sposoby: można na nich kucać, klęczeć, siedzieć albo zarzucić je sobie na szyję; palce nadają się jako pikownik do robienia dziurek w ziemi, dłonie można wykorzystać do rozdrabniania grudek albo pecyn, głowa służy do zawieszenia fajki; tylko grzbiet pozostaje rzeczą niesforną, którą ogrodnik próbuje bezskutecznie zgiąć w odpowiedni sposób.
🖇
Ze wszystkim na świecie da się coś robić, wszystko można naprawiać i reformować, tylko z pogodą nic zrobić się nie da. Nie pomoże ani gorliwość, ani megalomania, ani innowacja, ani dociekliwość, ani bluźnierstwo; pąk otworzy się, a kiełek wyjrzy z ziemi dokładnie w chwili, kiedy przyjdzie jego czas i zechce tego prawo przyrody. W tym miejscu uświadamiasz sobie z pokorą bezsilność człowieka; pojmujesz, że cierpliwość jest matką mądrości…
🖇
My, ogrodnicy, wierzymy również w absolutną prawdziwość ludowych prognoz […], że „co marzec wypiecze, to kwiecień wyciecze” i w inne prognozy, które dają świadectwo, że ludzie od zarania czasu mają złe doświadczenia z pogodą.
[…] ludowe przepowiednie wróżą przeważnie rzeczy złowieszcze i nieprzyjemne. […] odnotować należy, iż istnienie ogrodników, którzy – nie bacząc na te paskudne doświadczenia z pogodą — co roku witają z entuzjazmem wiosnę, daje świadectwo niezmordowanego i nadprzyrodzonego optymizmu rodzaju ludzkiego.
🖇
Z im większą trwożliwą ostrożnością będziecie pracować, tym więcej szkód narobicie; dopiero lata praktyki nauczą was mistycznej i pierwotnej pewności prawdziwego ogrodnika, który stawia nogi gdzie popadnie, a mimo to niczego nie zadeptuje; a kiedy mu się to zdarzy, przynajmniej się tym w ogóle nie przejmuje. To tylko tak na marginesie.
🖇
Rzeczywiście człowiek nie zastanawia się, po czym kroczy; pędzi wciąż gdzieś jak wariat i co najwyżej zwróci oczy ku górze, jakie są piękne chmury albo tam, daleko ładny horyzont, albo imponujące niebieskawe góry; ale nawet nie spojrzy pod nogi, żeby pochwalić, jak zachwycająca gleba ścieli mu się u stóp.
🖇
Człowiek ogrodnik z pewnością powstał na drodze ewolucji kulturalnej, nie naturalnej. Gdyby rozwijał się zgodnie z przyrodą, to wyglądałby inaczej: nogi miałby jak żuk, żeby nie musiał kucać, no i miałby skrzydła po pierwsze z powodów estetycznych, a po drugie po to, żeby móc zawisnąć nad swoimi rabatkami.
🖇
Mówi się „Święto Pracy”, a nie „Święto Osiągnięć”; ale przecież człowiek powinien być dumny z tego, co osiągnął, a nie z tego, że w ogóle pracował.
🖇
Prawdopodobnie każdy z nas ma w sobie jakiś odziedziczony po przodkach gen plantatora; nawet kiedy nie hodujemy choćby pelargonii albo cebuli na parapecie, gdy przez okrągły tydzień świeci na nas słońce, zaczynamy spoglądać z troską w niebo i mówić sobie na dzień dobry:
— Już by mogło popadać. […]Żaden cud słońca nie może dorównać cudowi błogosławionego deszczu. […] Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą: trawa, ja, gleba; tak jest nam dobrze.
🖇
Według filozofii niemieckiej brutalna rzeczywistość to jest po prostu to, co jest (Sein), natomiast wyższy moralny porządek (Sollen) jest tym, co powinno być. Czyli ogrodnik, zwłaszcza w lipcu, skłania się ku temu wyższemu porządkowi, wiedząc dobrze, co powinno być. „Powinno popadać” – stwierdza z całym przekonaniem.
🖇
🖇
[…]
przy każdej z tych okazji ogrodnik wygrzebuje z ziemi niewiarygodne bogactwo kamieni i innego świństwa. Najwyraźniej te kamienie wyrastają z jakichś nasion albo lęgną się z jajeczek, albo są nieustannie wypierane z niezbadanego jądra globu – pewnie ziemia tymi kamieniami się po prostu poci.
🖇
Prawdziwy ogrodnik może, ot tak, wetknąć w ziemię kawałek liścia, a wyrośnie mu z tego dowolny kwiatek, a my, laicy, musimy cackać się z hodowaniem sadzonek, pieczołowicie je zwilżać, chuchać na nie, karmić zmielonym rogiem albo odżywkami dla niemowląt; a w końcu i tak nam toto zmarnieje albo uschnie. Myślę, że muszą w tym być jakieś czary […]
🖇
Na swój sposób — z ogrodniczego punktu widzenia — wrzesień to wdzięczny i ważny miesiąc; nie tylko dlatego, że kwitną wtedy nawłoć, złocień japoński i jesienne astry, nie tylko z waszego powodu, ciężkie i zadziwiające dalie; wiedzcie, ludzie niewierni, że wrzesień jest miesiącem wybranym dla wszystkiego, co kwitnie po raz drugi; jest miesiącem drugiego kwiatu; miesiącem dojrzewającej winorośli. To są tajemnicze własności września, pełne głębszego sensu, ale przede wszystkim jest to miesiąc, w którym ponownie otwiera się ziemia, a to znaczy, że znów m o ż e m y s a d z i ć!
🖇
🖇
Już nie da się dłużej zaprzeczać: jest jesień. Poznacie ją po tym, że kwitną jesienne astry i jesienne chryzantemy – te jesienne kwiaty kwitną ze szczególną siłą i hojnością, nie robią z tym ceregieli, kwiat to kwiat, ale za to w jakich ilościach! Powiadam wam, że rozkwit wieku dojrzałego jest silniejszy i żarliwszy niż gorączkowe i ulotne triki wczesnej wiosny. Są w nim rozsądek i konsekwencja dojrzałego człowieka: jak już kwitnąć, to rzetelnie; i mieć mnóstwo miodu, żeby zleciały się pszczoły. Cóż znaczy spadający liść wobec tego bogactwa jesiennego kwitnienia? Czy widzicie ten brak zmęczenia?
🖇
To tylko takie gadanie, że październik, że przyroda szykuje się do snu zimowego; ale ogrodnik wie lepiej, zapytajcie go, a powie wam, że październik jest miesiącem równie dobrym jak kwiecień. Bo też trzeba wam wiedzieć, że październik to pierwszy wiosenny miesiąc, miesiąc podziemnego wypuszczania pędów i kiełków, ukrytego rozkwitu, pęczniejących pąków.
🖇
Mówicie, że mamy już bardzo mało słonka? Że dusi nas szara mgła? Że biczują zimne deszcze? Wszystko jedno. Najważniejsze to kwitnąć. Tylko ludzie narzekają na złą pogodę, chryzantemy tego nie robią.
🖇
🖇
Bywają ludzie, przeważnie są to krytycy i mówcy publiczni, którzy uwielbiają mówić o korzeniach; oświadczają na przykład, że powinniśmy powrócić do korzeni albo że jakieś zło trzeba wyrwać z korzeniami, albo że naszym obowiązkiem jest przeniknąć aż do korzeni pewnych spraw. Pięknie. Chętnie bym popatrzył, jakby wykopywali (razem ze wszystkimi korzeniami, ma się rozumieć), powiedzmy, taką trzyletnią pigwę.
🖇
[…]
próbowałem tego z pigwą i zaświadczam, że praca z korzeniami jest ciężka i że korzenie lepiej zostawić tam, gdzie są: one już wiedzą, dlaczego chcą tkwić tak głęboko; powiedziałbym nawet, że nie zależy im na naszej uwadze. Bo też najlepszym rozwiązaniem jest dać korzeniom spokój […].
🖇
Co tu dużo mówić: pojawiły się już wszystkie oznaki tego, że przyroda, jak się to mówi, układa się do snu zimowego.
[…] skądże, ale gdzie tam! Co za pomysły! Jakieś oszczerstwa! […] Obróćmy wszystko do góry nogami, żeby to lepiej poznać; obróćmy przyrodę do góry nogami, żebyśmy mogli się jej przyjrzeć; obróćmy ją do góry korzeniami. Co wy wygadujecie? To ma być sen? To nazywacie odpoczynkiem? Powiedziałbym raczej, że przestaje rosnąć w górę, bo nie ma na to wolnej chwili, a to dlatego, że zakasała rękawy i rośnie w dół; splunęła w ręce i zakopuje się w ziemi.
🖇
To nazywacie snem? Niech diabli porwą liście i kwiaty, co to za przechwałki? Tu, na dole, tu, pod ziemią, odbywa się ta prawdziwa praca, tu, tu i tu wyrosną nowe łodygi; stąd dotąd z tych listopadowych ognisk wystrzeli marcowe życie; tu, pod ziemią, został nakreślony wielki program wiosny.
🖇
Mówi się, że wiosna to czas wypuszczania pędów; w rzeczywistości czas wypuszczania pędów przypada na jesień. Obserwując naturę, stwierdzamy, że w pewnej mierze prawdą jest, że jesień to koniec roku; ale jeszcze bardziej prawdą jest, że jesień to początek roku. […] Ludzie, to jest dopiero prawdziwa wiosna; to, co nie będzie gotowe teraz, nie będzie też gotowe w kwietniu.
🖇
🖇
Czasami nam się wydaje, że usłani zeschłymi resztkami przeszłości śmierdzimy zgnilizną; ale gdybyśmy mogli widzieć, ile grubiutkich i białych pędów przebija się przez tę starą kultywowaną glebę, którą nazywamy dniem dzisiejszym, ile nasion potajemnie kiełkuje, ile starych sadzonek wypuszcza właśnie młody żywy pąk, który niebawem rozwinie się w kwitnące życie, gdybyśmy mogli zobaczyć to skryte rojenie się między nami, pewnie byśmy sobie powiedzieli, że wielką bzdurą jest nasza tęsknota i nasza nieufność; i że najlepsze ze wszystkiego jest bycie żywym człowiekiem, czyli człowiekiem, który rośnie.
🖇
Nie widzimy kiełków, bo one tkwią pod ziemią; nie znamy przyszłości, bo ona jest w nas.
🖇
Karel Čapek,
Rok ogrodnika, ilustr. Josef Čapek, przeł. Elżbieta Zimna,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)
Przez cały rok jest wiosna i przez całe życie jest młodość; wciąż jest z czego kwitnąć. To tylko takie gadanie, że jesień; my tam na razie rozkwitamy innym kwieciem, rośniemy pod ziemią, wypuszczamy nowe pędy; wciąż jest co robić. Tylko ci, którzy trzymają ręce w kieszeniach, mówią, że będzie gorzej; ale ten, kto kwitnie i wydaje owoce, nawet jeżeli robi to w listopadzie, nie daje świadectwa jesieni, ale złotemu latu; nie daje świadectwa upadkowi, ale kwitnieniu. Jesienny astrze, drogi człowieku, rok jest tak długi, że nie ma końca.
Ogródek nigdy nie jest skończony. Pod tym względem ogródek przypomina świat ludzi i wszelkie ludzkie przedsięwzięcia.
Mawiają, wciągając w autorstwo Einsteina, choć nie ma na to dowodu:
Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.
Oj tam, oj tam! Są całe grupy zawodowe, faszerowane modną prawdą swych czasów, które bez mrugnięcia okiem ze znawstwem podkreślają:
Głupotą jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.
Tymczasem.
Nie ja, czyli inna pacjentka Pati, bardzo błyskotliwa kobieta, dawno temu przytomnie stwierdziła w punkt, że w ramach rehabilitacji neurologicznej wciąż robimy to samo i oczekujemy innego rezultatu. To prawda. Mozolnie, uparcie, z nadzieją robimy to samo, nie poganiając doświadczonego trudnościami układu nerwowego. Polerujemy białą kropkę w znaku yin yang.
Te momenty, gdy od lat robiąc to samo ćwiczenie, nagle czuję, że przez ułamek sekundy kontroluję to, co robię i… robię! I zachwyt! I wspaniały dzień! I wszystko, co najlepsze! I listki nadziei lśnią nawet w beznadziejnie pochmurny dzień.
🍆
Jesteśmy jak iskrzące się skarbce nieskończonej tajemnicy. — Winfried Nonhoff
[w:]
Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.
Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc sobie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.
To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki klimat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierwszej w oryginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego osobistego życia, których o taką żywotność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wypłynęły na wierzch.
Czytając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie samych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obrazy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może namiętności. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą badamy, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.
Marguerite Cornier
🖇 🖇
Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.
🖇
Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w niczym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.
🖇
Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]
Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.
🖇
Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mogłaby powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, graduał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kartkując modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym języku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z zapałem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego oznacza grzech.
🖇
Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy nauczycielka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.
🖇
Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzieciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.
🖇
Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wtedy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jednak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziewczyną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziewczyną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bezmiar czasu do przeżycia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rzeczywistości — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości określające środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzeczności.
🖇
Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obojętności i niepojętości życia daleko stąd.
[…] Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.
🖇
Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w smakowaniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie niewiadome mojego przyszłego życia.
Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.
🖇
Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzymało się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.
🖇
W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” zamiast „rzucić” i „otokać” zamiast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo używamy świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwytamy rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przedmiotami.
Wszystko, co pozwala
nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
zachować czystość, nie marnując za dużo wody […] wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i energicznie klepnąć się w tyłek.
🖇
Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.
🖇
Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obowiązek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty dozwolone. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.
🖇
Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą, z brakiem czujności jednostki wobec losu.
🖇
Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna strategia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do najdrobniejszych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, których suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zachowania wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.
🖇
Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało rozczarowanie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na talerzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.
🖇
Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu niepostrzeżenie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ruszenia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.
🖇
Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.
🖇
Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trzeba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […] Praktyki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.
🖇
Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych książek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrzeżeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spowiedzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.
🖇
Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (słowo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym synonimem „złego”).
🖇
Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej pogody, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspomnieniach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).
🖇
Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych słowami: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.
🖇
Czy realistyczne jest to, co możliwe?
🖇
We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przydarzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.
🖇
[…] jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?
🖇
Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gromadzeniem. […] Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.
🖇
Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sypialniach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta rozmawiają z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co narzekać.
🖇
Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a następnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.
Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pragnieniami, marzeniami i upokorzeniami.
🖇
Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rękopis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie zacierając jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.
🖇
[…]
czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książkach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszelkich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książkach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były ciekawe – właściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.
🖇
Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności społeczne i że to wielka niesprawiedliwość.
🖇
[…]
książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż nakazom szkoły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.
🖇
[…]
moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.
🖇
Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzienne ogólniejszą prawdę. […] A jednak są to teksty o czymś uniwersalnym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.
🖇
Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kiedy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach najlepiej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […] A teraz […] widzę życie w innym świetle. Byłam idiotką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart. […]
Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.
🖇
🖇
[…]
„się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!
🖇
[…]
nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.
🖇
[…]
to niesamowite, jak dzięki sztuce zapomina się o czasie i miejscu.
🖇
▴ Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie przepisane na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).
🖇
Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak, oczywiście. Jaka wola życia!
🖇
Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od drugiego, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest? Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.
🖇 🖇
[…] w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.
🖇
Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.
🖇
[…]
mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na pokazaniu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym niektóre wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań niezapisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.
🖇
Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.
🖇
Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.
Annie Ernaux,
Powrót do Yvetot [w:]
Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)
Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy imperatyw, jakieś fatum. Cholera!
🖇
Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.
Jabłoń:
(pozostajac pod wrażeniem tak precyzyjnego uchwycenia cech narodowych w rysunku, wczoraj w drodze na krajowej siódemce
na widok dwumetrowej pisanki na poboczu) Patrz, pedał!
Sadownik:
(skonfundowany, nim kątem oka zobaczył fragment pisanki-olbrzyma; w końcu zrozumiał, o co babie chodzi, ryknął śmiechem) Zastanawiałem się, co ty masz do tego czarnego peugeota na pasie obok.
*
[suplement 6.04.2026] Język nie jest prawdą. To sposób, w jaki istniejemy w świecie. — Paul Auster
Annie Ernaux, Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
Przez lata książki z ula wychodziły całymi setkami wiele razy. Nie było nam ich żal, bo albo z nich wyrośliśmy, albo niczego już nie mogły nas nauczyć, albo nie umiały nam już podarować chwil zachwytu czy zadumy.
Od jakiegoś czasu patrzę na swój papierowy zbiór i myślę, by części tych książek znaleźć nowy dom, nim je osierocę. W tym duchu wyjęłam z jednej z półek dobrą książkę, by zajrzeć do niej, nim się z nią pożegnam. Szybko uznałam, że to wspaniała lektura dla świeckiej wersji samego środka Triduum, nim znajdę jej nowy dom.
Po drugim jej czytaniu, innym w smaku niż to sprzed ponad piętnastu lat, uznałam, że ul na razie będzie dla tej książki wciąż domem, bo zapowiada się trzecie czytanie. Tak gęsta i piękna jest ta książka.
[…]
razem z sufickim mistykiem, Ion Arabim wołam: „Podążam za religią miłości, dokądkolwiek ciagnie jej karawana, ponieważ miłość jest mi religią i wiarą”.
Willigis Jäger
🖇 🖇
🖇
Żyjemy w czasach wybujałego egoizmu, który grozi zepchnięciem w przepaść nas, ludzi, jako gatunku. Najnowsze badania pokazują, że dwa procent ludzi ma pięćdziesiąt procent całego majątku ludzkości. Jednocześnie miliard ludzi cierpi głód.
🖇
Przykazanie „Miłuj bliźniego swego” nie zaprowadziło nas zbyt daleko. Dopiero gdy doświadczymy jedności ze wszystkimi istotami, coś się w nas, ludziach, zmieni.
🖇
Jesteśmy odpowiedzialni za to, czym emanujemy, co wysyłamy w świat: miłość, życzliwość, współczucie czy złość, niechęć, nienawiść. Miłość nie zaczyna się od słów ani od uścisków, zaczyna się w naszych myślach. Podobnie jest ze złością, z niechęcią, z nienawiścią.
🖇
U Mistrza Eckarta to Boskość, u Johannesa Taulera - Głębia, Jan od Krzyża określa to Nada (nic), a zen nazywa Pustką. Ta praprzyczyna nie ma żadnej formy. Jest jak ocean, który sam nie tworzy fal, ale łączy wszystkie fale, gdy powstają.
🖇
Gdy ingerowanie wprost w jakiś stan lub sytuację wydaje się niemożliwe, bo zdarzenie rozgrywa się poza zasięgiem naszego działania, możemy świadomie wysłać swoje współczucie i swoją miłość do tego miejsca, ponieważ we wszechświecie wszystko jest ze sobą powiązane ponad czasem i przestrzenią.
🖇
🖇
Właściwy cel życia
nie polega na tym, żeby kochać,
ani na tym, żeby być kochanym,
lecz wyłącznie na tym, żeby stać się miłością. Thomas Schied
🖇
🖇
Gdy siadamy na poduszce do medytacji, gdy robi się cicho, a scena naszych codziennych zajęć powoli pustoszeje, wtedy faktycznie zgłaszają się wszystkie wewnętrzne diabły i zuchwałe anioły, żeby w końcu raz zatańczyć. Stwierdzamy, że nawet w ciszy prowadzimy nieustanny dialog, nieustannie reagujemy, oceniamy i osądzamy, a więc nie jesteśmy panami we własnym domu i nie mamy kontroli nad swoim ja. Powracają wspomnienia, wybuchają stare zranienia, targaja nami emocje.
🖇
Poranny sen opowiada ci baśń
możesz rzeczy
na nowo uporządkować
pouktadać kolory i znów powiedzieć pięknie
Tego poranka
ty twórca i stworzenie Rose Ausländer
🖇
[…] jesteśmy czymś dużo więcej niż tylko tym, co nam wmawia nasze ja. Nasza prawdziwa istota jest czymś dużo głębszym. Nasza świadomość ma jeszcze inną płaszczyznę, którą możemy określić jako transpersonalną. Nadaje ona sens naszemu życiu, rozwija je i kształtuje. Mamy ją zawsze do dyspozycji jako źródło uzdrowienia i wewnętrznego przewodnictwa. Na tej płaszczyźnie doświadczamy siebie jako głęboko związanych z całością i ze wszystkimi istotami. Rozpoznajemy, że oddzielenie od swojego ja jest tylko złudzeniem i strasznym blędem naszych czasów. Gdy przebijemy się do swojej prawdziwej istoty, doświadczamy siebie jako manifestacji tego, co boskie.
🖇
Droga duchowa prowadzi najpierw przez zranienia, cierpienia i lęki. Są to przede wszystkim stare zranienia, zranienia z wczesnego dzieciństwa, które przydarzyły nam się, zanim mogliśmy je zrozumieć i przepracować.
🖇
Nie
wszystko, co nas spotyka, musimy przyjąć niczym fatum. Chodzi o położenie kresu zamęczaniu siebie samego i o uleczenie ran, które zostały nam zadane.
Przestajemy je rozdrapywać. Opuszczamy więzienie identyfikacji ze swoją przeszłością i patrzymy do przodu.
🖇
Strach był i jest niewłaściwym środkiem wspierającym etyczne zachowanie. Grożenie piekłem lub ponownymi niedobrymi narodzinami prowadzi ludzi do infantylnej zależności i zachowań neurotycznych.
Wszystko, co napawa ludzi lękiem i strachem, co ich knebluje i odziera z wolności, stoi w sprzeczności z wszechobejmującą miłością.
🖇
Zrazu kochający myśli, że to świat się zmienił. W rzeczywistości to on się zmienił wewnętrznie i dlatego świat zewnętrzny przeżywa zupełnie inaczej.
🖇
Dzięki miłości pojawia się nowe silne pole energii, które jest czymś więcej niż tylko sumą swoich części. Miłość jest czymś, czego nie da się wyjaśnić racjonalnie, ponieważ wykracza daleko poza strukturę ciała i duszy człowieka. Jest ową metafizyczną tęsknotą, ową prasiłą, która prowadzi do zniesienia ograniczeń ego.
🖇
Prawdziwa miłość do drugiego człowieka jest miłością nie tylko do tego człowieka, lecz także do wiecznego bytu, który ten człowiek reprezentuje.
🖇
Nic nie jest wyłącznie częścią ani wyłącznie całością. Nie ma niczego, co byłoby albo jednym, albo drugim.
🖇
Gesty są prastarą, elementarną formą, za pomoca której my, ludzie, kontaktujemy się z własnym rdzeniem i z jego boską praprzyczyną. Wszystkie religie znaja medytacyjne postawy, ruchy i gesty, które nas otwierają, uruchamiają wielką, transformującą silę i sprawiają, że energia zaczyna płynąć.
🖇
Zachowaliśmy w sobie przeczucie całości i ono budzi w nas tęsknotę. Tęsknota za domem istnieje tylko z powodu przeczucia, że gdzieś jest nasze miejsce […].
🖇
Ciało, tak jak cała przyroda, jest formą wyrazu tego, co boskie. […] Poważne podejście do swojego wcielenia oznacza również zaakceptowanie i wzięcie na poważnie ciała - całego ciała ze wszystkimi jego radosnymi i bolesnymi doświadczeniami. Jest ono formą, „nie-forma" świętuje siebie jako tę formę.
🖇
🖇
Obowiązek bez miłości czyni nas przykrymi.
Odpowiedzialność bez miłości — bezwzględnymi.
Sprawiedliwość bez miłości — bezdusznymi.
Prawda bez miłości — nazbyt krytycznymi.
Wychowanie bez miłości — sprzecznymi.
Mądrość bez miłości — rozdartymi.
Porządek bez miłości — małostkowymi.
Władza bez miłości — brutalnymi.
Zaszczyt bez miłości — pysznymi.
Posiadanie bez mitości — skapymi.
Wiara bez miłości — fanatycznymi. Mądrość arabska
🖇
Miłość jest korzeniem rzeczywistości, jeszcze
zanim zostanie ujęta w jakimś systemie i porządku.
Więź z tą fundamentalną rzeczywistością jest
zawsze obecna.
🖇
🖇
Miłość wybucha w nas zawsze, gdy przedrzemy się do glębszych warstw świadomości.
🖇
Co jest kwintesencją mojego życia? […]
Najistotniejszym pytaniem, które mnie prowadziło, było zawsze: Jaki jest sens tych paru dziesiątków lat, które mam spędzić na nieznaczącym pyłku w środku bezgranicznego wszechświata? Dopóki człowiek nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie, filozofuje i teologizuje w przestrzeni hipotetycznej. […] Tu i teraz, w tym czasowym ograniczeniu, jestem jednorazowym, jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym wyrazem tej praprzyczyny, której doświadczyłem i doświadczam jako miłości.
🖇
[…] tylko dzięki otwarciu się na swoją zawsze obecną prawdziwą naturę, która jest równoznaczna z miłością. Ona świętuje siebie jako to, czym jesteśmy. Wymaga się od nas tylko powiedzenia „tak" teraźniejszej chwili życia, którym żyjemy.
To doświadczenie oznacza również „tak" wobec
ciała.
🖇
Rozkosz, czułość, życzliwość są tylko zdarzeniami, które wskazują na istnienie dużo obszerniejszej płaszczyzny doświadczenia. Ta płaszczyzna jest jak ocean, do którego mogę zawsze powrócić. Tu czuję się w domu, nawet wtedy, gdy spadają na mnie problemy, wątpliwości, gniew i lęk. To jest moje schronienie
i mój punkt wyjścia. Nie potrzebuję go szukać, patrzę po prostu do wnętrza. W tej praprzyczynie jestem zawsze w domu. Tam opuszczają mnie lęki i zwątpienie.
🖇
U kresu życia
nie dzierżymy w rękach swoich osiągnięć ani dzieł.
Będziemy musieli przede wszystkim
zadać sobie pytanie, ile kochaliśmy.
🖇
Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska, Czarna Owca, Warszawa 2010.
We wszechświecie istnieją miliardy możliwości istnienia. I na pewno istnieją miliardy możliwości przemiany. Nikt nie przypuszcza, że z nieurodziwej larwy wyłoni się wspaniały motyl.
Dlaczego zmartwychwstanie nie miało by być czymś
zupełnie nowym? Życie nigdy się nie kończy.
🖇
[…]
energia miłości jest zawsze obecna, a my zawsze możemy korzystać z niej bez ograniczeń.
Przyszła w pakiecie skleconym zgodnie z filozofią: zamiast płacić za przesyłkę, dorzucę złociszy i będę miała dwie, bo opłata za przesyłkę to cena połowy drugiej książki. Jest to operacja typu win-win, bo i kapitalizm, i ja jesteśmy oboje zadowoleni. To jak kupowanie dwóch słoików majonezu, by trzeci „dostać” za połowę ceny. Zajączek!
Po tym, jak się już kilka razy chciało zrezygnować ze swojego żywota, gdy wróciła ochota na życie, nie wybrzydza się już co do kształtu, wielkości czy koloru okazji. Chwyta się każdą, choćby najmniejszą.
Un giorno ho avuto un’occasione.
E apparsa all’improvviso.
Si comportava come se mi conoscesse,
come se volesse qualcosa.
Non sapevo perché ci fosse.
“Cosa si fa con un’occasione?”
mi domandai. Pewnego dnia przytrafiła mi się okazja.
Pojawiła się nagle.
Zachowywała się tak, jakby mnie znała,
jakby czegoś chciała.
Nie wiedziałem, dlaczego tu jest.
„Co się robi z okazją?” zapytałem samego siebie
🖇
Mi girava intorno, mi sfiorava.
Mi circondava come se volesse afferrarmi.
Cercai di raggiungerla, ma ero indeciso e mi ritirai.
Così volò via.
Krążyła wokół mnie, muskała mnie.
Otaczała mnie, jakby chciała mnie schwytać.
Próbowałem po nią sięgnąć, ale byłem niepewny i się wycofałem.
Więc odleciała.
🖇
Ci pensai parecchio. Avrei voluto acchiapparla.
Mi resi conto che la desideravo, ma non sapevo ancora se avrei avuto il coraggio di prenderla. Długo o tym myślałem. Chciałem ją złapać. Zdałem sobie sprawę, że tego pragnę, ale wciąż nie wiedziałem, czy starczy mi odwagi, by po nią sięgnąć.
🖇
Quando mi si presentò un'altra occasione non ero del tutto sicuro di accettarla, ma decisi di provare.
Kiedy nadarzyła mi się kolejna okazja, nie byłem całkiem pewien, czy ją przyjąć, ale postanowiłem spróbować.
Cercai di prenderla, ma non ci riuscii e caddi.
Próbowałem ją złapać, ale mi się nie udało i upadłem.
🖇
Così, ogni volta che mi si presentava un’occasione la ignoravo.
Tak więc za każdym razem, gdy nadarzała się okazja, ignorowałem ją.
🖇
E più ignoravo le occasioni, meno mi si presentavano.
I im bardziej ignorowałem okazje, tym rzadziej mi się one trafiały.
🖇
Finché un giorno mi resi conto che erano del tutto scomparse.
Cominciai a preoccuparmi. “Cosa succederà se non avrò più nessuna occasione?” pensai.
Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że zupełnie zniknęły.
Zacząłem się martwić. „Co się stanie, jeśli nie będę już miał żadnej okazji?” — pomyślałem.
🖇
Cercavo di comportarmi come se
non mi importasse, ma in verità non era cosi.
Avrei voluto avere un’occasione. Solo che avevo paura, e non sapevo se sarei stato abbastanza coraggioso.
Starałem się zachowywać tak, jakby mi nie zależało, ale w rzeczywistości tak nie było.
Chciałem dostać szansę. Tylko że się bałem i nie wiedziałem, czy będę wystarczająco odważny.
🖇
Poi pensai: “Forse non devo essere sempre coraggioso.
Forse devo solo essere coraggioso al momento giusto”.
Capii che dipendeva da me.
Potem pomyślałem: „Może nie muszę być zawsze odważny. Może muszę być odważny tylko w odpowiednim momencie”.
Zrozumiałem, że to zależy ode mnie.
🖇
Promisi a me stesso che se avessi avuto
un’altra occasione non l’avrei respinta.
Se avessi avuto un'altra occasione sarei stato pronto.
Obiecałem sobie, że jeśli nadarzy się
kolejna okazja, nie odrzucę jej. Jeśli dostałbym drugą szansę, / byłbym gotowy.
🖇
Poi, in una giornata apparentemente come le altre,
vidi qualcosa brillare in lontananza.
“Che sia la mia occasione?” mi dissi speranzoso. Potem, w dniu pozornie takim jak inne, zobaczyłem coś błyszczącego w oddali.
„Czy to moja szansa?” — zapytałem sam siebie z nadzieją.
🖇
Dovevo scoprirlo. Corsi all’impazzata verso la mia occasione.
Musiałem się o tym przekonać. Pędziłem jak szalony w stronę mojej szansy.
🖇
Non che non avessi paura. Ma il mio entusiasmo era più forte di tutti i miei timori.
Nie, żebym się nie bał. Ale mój entuzjazm był silniejszy niż wszystkie moje lęki.
🖇
Man mano che mi avvicinavo, mi rendevo conto che era davvero una grande occasione.
Im bardziej się zbliżałem, tym bardziej docierało do mnie, że to naprawdę wielka szansa.
E questa volta ero pronto. Allungai le braccia e l’afferrai. La tenni con tutta la mia forza. I tym razem byłem gotowy. Rozpostarłem ramiona i ją chwyciłem. Trzymałem ją z całych sił.
🖇
Adesso so che quando ci si ritira si perde qualcosa. Ci sono cosi tante cose che voglio vedere, che voglio scoprire.
Teraz już wiem, że kiedy się wycofujemy, tracimy coś. Jest tyle rzeczy, które chcę zobaczyć i które chcę odkryć.
🖇
E quindi, che cosa si fa con un’occasione? La si prende! Perché potrebbe essere l’inizio
di qualcosa di incredibile. Więc co się robi z okazją? Łapie się ją! Bo może być początkiem
czegoś niesamowitego.
Kobi Yamada,
Che occasione!,
ilustr. Mae Besom, przeł. z j. angielskiego Marinella Barigazzi,
Nord-Sud Edizioni, Milano 2018.
Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą,
gdzie na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem) Ta piosenka to piękne ćwiczenie na congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.
(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)
Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu, więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu) Nie śmiałbym nawet podejrzewać, że wymiar artystyczny ma jakiekolwiek znaczenie…
Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się tą piosenką
inaczej niż wtedy)
*
in ogni senso hanno creduto, cercato e voluto che fosse così pod każdym względem wierzyli, szukali i chcieli, żeby tak było
Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone. [tu drugi już raz]
Dla mnie wielką wartością jest to, że wiem, kim jestem i w czym jestem dobra. Kiedy ma się dwadzieścia pięć lat, na ogół się tego nie wie, ale w wieku pięćdziesięciu pięciu już raczej tak. A dojrzała wolność oznacza też, że człowiek przestaje się tak przejmować tym, co myślą inni, również na temat naszego wyglądu. Jest to jedna z wielu rzeczy, na które można wzruszyć ramionami i już. — Åsa Wikforss
[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka o poszukiwaniu,
Wielka Litera, Warszawa 2024. (wyróżnienie własne)
szpagacik na praktykach w pikselu. gapię się od wczoraj na to zdjęcie, chyląc czoło przed miłością, którą timka ma w sobie, której perfekcyjnie patologiczny system edukacji nie dał rady, choć bardzo się starał, unicestwić. wiele kudłatych światów jest w najlepszych rękach podczas swoich bezbronnych chwil.
92/365
fot. [od:] Kaan.
Zmienianie świata zawsze zaczyna się od nas
samych. Świat możemy trwale zmienić tylko dzięki swojej miłości i życzliwości.
•
W sprzecznościach i przeciwieństwach rozpoznajemy dynamikę życia, która nie rozwija się linearnie, lecz raczej wciąż się na nowo stwarza z chaotycznych na pozór sytuacji.
Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska, Czarna Owca, Warszawa 2010.
[moje ciało]
było tym elementem mojej osoby, który najtrudniej było podporządkować, tym, którego nie mogłem zmusić do kłamstwa, stanowiło żywy dowód mojej przeszłości stworzonej z ciała, krwi i kości.
Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.