środa, maja 20, 2026

6117. 140/365  // na gigancie, dzień 25.

je­śli nie poproszono cię o radę, to znaczy, że nikt jej nie po­trze­bo­wał. jeśli mi­mo to wci­skasz jedną za drugą do cudzych uszu, być może będzie próbowało dosięgnąć cię wy­mow­ne milczenie osoby właścicielskiej owych małżowin. jeśli nie usłyszysz w po­rę tego milczenia, nie dziw się, że ktoś odwróci się na pięcie czy wciśnie czerwoną słu­chaw­kę — zapamiętaj łańcuszek przyczyn i skut­ków.

140/365

tak czy inaczej.
       kiedyś wszystko stracę i.
przyszedł spokój.

wtorek, maja 19, 2026

6116. Z oazy (CDXLVIII)

Uwiodła mnie kreska. Zapomniane szczegóły z ostatnich trzydziestu lat wydobyła natychmiast z szeluści pamięci. No i trzepak! Wszystkie muszę tu mieć.


🖇

🖇


🖇


🖇

🖇


🖇



🖇



🖇

🖇

🖇


🖇

🖇


🖇



🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇


🖇

🖇


🖇



Kasia Babis, ilustr. Sunny Lee & Kasia Babis, Okruchy.
Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce
,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.


• •

(tamże)

6115. 139/365  // na gigancie, dzień 24.

syringa vulgaris, któ­ry dziś mijałam, niewzruszony kwitnie spokojnie, choć z pewnością kurew i kurwiarzy naoglądał się w swoim ro­ślin­nym życiu nie­zli­czoną liczbę razy.
     kurwiarza* z wyjebanym na szyi dużym krzyżem, gębą pełną chrystusów, studiującego zaocznie teologię na kulu-srulu też wi­dział, w końcu tą samą drogą co on jeż­dżę do baru na kawę.
     oburzonej we mnie idealistce powtarzam to, czego nauczył mnie lilak pospolity: kwitnij**!

139/365

________
   *   a sadownik na całą historię: reprezentant szerokiego sumienia.
  **  i pamiętaj: oni mają powody, by tak postępować i na­praw­dę nic ci do tego; chrystus pewnie jakoś pomieszcza tę historię w sobie, ty nie musisz.

poniedziałek, maja 18, 2026

6114. 138/365  // na gigancie, dzień 23.

gdy* odsłonię przed tobą moje uczucia.
gdy* zobaczysz moje słabości.
ujrzysz moją duszę?

138/365

gdy* zobaczysz moje uczucia.
gdy* odsłonię przed tobą moje słabości.
ujrzysz moją duszę.

________
  *  ostat­nia wizyta na poczcie, ostatnie dwa listy wysłane. uwielbiam każdy dzień ostatniego tygodnia na gigancie. z każdą minutą jestem bliżej powrotu do ula.

niedziela, maja 17, 2026

6113. 137/365  // na gigancie, dzień 22.

bywało: nie ro­bię tego, bo mnie męczy okrutnie.
jest: robię to, chociaż mnie męczy okrutnie.
robię, bo wciąż mogę, a ta potencjalność mnie zachwyca.

137/365

I don’t know what God is.
I don’t know what death is.

But I believe they have between them
     some fervent and necessary arrangement
.

[…]

Instructions for living a life:
Pay attention.
Be astonished.
Tell about it
.

'

Mary Oliver (1935–2019), Sometimes.

sobota, maja 16, 2026

(6110+2). 136/365  // na gigancie, dzień 21.

za­pytałam o marzenie*, które dotyczy na­sze­go duetu — od­po­wiedź ścisnęła mi bo­leś­nie serce, ale po jakimś czasie dotarło do mnie, że.

potrzebuję przyjmować do wiadomości ograniczenia wy­ni­ka­ją­ce z mojej choroby, by uwzględniać ich istnienie podczas kre­śle­nia planów; by organizować odpowiednio otaczającą mnie przestrzeń, by nie stała się więzieniem; by móc nie prze­pra­szać za to, że potrzebuję pomocy, ale także.

potrzebuję nie przyjmować do wiadomości ograniczeń wy­ni­ka­ją­cych z mojej choroby, by w miarę możliwości przekraczać gra­ni­ce, które ona wyznacza mi i nam jako parze.

136/365

__________
  *  nie zapytałam o marzenie, którego spełnienie jest możli­we, więc sama sobie byłam winna, że „wyszedł poza linię”, by — gdy zderzyły mi się kulki w głowie — być wdzięczną, że to zrobił.

6111. Łódeczka dla Białego Kruka


Autor(ka) nie do ustalenia.

Biały Kruku, to najpiękniejsza wersja marsza żałobnego Cho­pi­na, jaką kie­dy­kolwiek słyszałam. A może jest dla mnie naj­pięk­niej­sza, bo rozumiem każdą pauzę, bo każda fraza ma dla mnie znaczenie, bo powracającym taktom jestem w stanie przy­pi­sać emocje, uczucia i do­świad­cze­nia, które — w różnym natężeniu — były, są i będą moim udziałem po kres dni.

Chwilkę mi zajęło, bym postanowiła zawziąć się i umieć umie­ścić tu — by mieć zawsze pod ręką — występ Miyu Shindo od okre­ślo­ne­go momentu.

Fryderyk Chopin, Marche funèbre,
Miyu Shindo (fortepian).


fot. Häwwä, fragment.

[W.J.]  Ludzka psychika jest ułomna i ta ułomność pomaga. Nie odtwarzamy przecież jakiegoś konkretnego zapisu z prze­szło­ści, tylko przywołujemy wspomnienia. A te za każ­dym ra­zem tworzy się trochę na nowo. Wspomnienia się re­kon­stru­uje, a nie odtwarza.

Piotr Jacoń, Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

piątek, maja 15, 2026

6110. Świętując chwilę, czyli 28 lat…

Sadownik:
(cztery dni temu odkrył drzewną tajemnicę,
o czym poinformował przez telefon
)
Ty wariatko!

Jabłoń:
(rechotała)

Sadownik:
(chwilę potem małomiasteczkowo
Drzewku pojechał, bo listonosz
każdego dnia uzupełnia skrzynkę ula
)
I co o mnie pomyśli listonosz?

Jabłoń:
(bez grama empatii)
A to już nie mój problem…

Jabłoń:
(dzisiaj dziewiąty raz była na poczcie,
by wysłać dziesiąty list
)

• •

Ale od czasu do czasu występuje to niesamowite zjawisko: na­gle, zwykle w chwili, gdy najmniej się tego spo­dzie­wa­my, gdy opuszczamy gardę, za sprawą łaskawej wiel­ko­dusz­no­ści losu, kiedy jesteśmy z kimś, kogo znamy od kilku sekund albo od kilku dni (czasem może to być nawet kilka lat), woal zsuwa się z dyskretnym szelestem […]  Otwieramy szeroko oczy. Rozumiemy, kim jest ta osoba, tak jak ona ro­zu­mie, kim jesteśmy, i oczarowuje nas.

Splatając z sobą dwie egzystencje, miłość kumuluje na­gro­ma­dzo­ną mą­drość, odrębne historie, zasoby, dziedzictwa, różne sposoby korzystania z życia, przyjaźnie, kraje. Pomnaża kon­tak­ty, możliwości. Otwiera w na­szej tożsamości drzwi, któ­rych istnienia nawet nie po­dej­rze­wa­li­śmy. Kładzie nam u stóp możliwość nowego życia.

To samo upodobanie do zmysłowej intymności, to samo po­szu­ki­wa­nie ukry­tej obfitości tam, gdzie powierzchowne spoj­rze­nie widzi jedynie mo­no­to­nię, to samo pragnienie zgłę­bie­nia nieskończoności, to samo zaufanie do nie­wi­dzialnych i tajemniczych procesów, które wymagają tylko, byśmy wie­rzy­li w ich istnienie, byśmy im pozwolili zaistnieć, byśmy dali się nieść.

Dla mnie więzi tkane przez lata — nieważne, miłości czy przy­jaźni — wzbo­ga­ca­ne indywidualnym geniuszem każdego, je­go hojnością, je­go nie­spo­dzie­wa­ny­mi zasobami, więzi, które ści­śle splatają z sobą dwa istnienia, są tym, co nadaje sens ży­ciu, jedynym możliwym zwycięstwem nad śmiercią.

Mona Chollet, Wymyślić miłość na nowo. Jak patriarchat sabotuje
relacje między mężczyznami a kobietami
, przeł. Jacek Giszczak,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

6109. 135/365  // na gigancie, dzień 20.

po czym poznać, że patrzy na ciebie człowiek, a nie ideologia, patriarchat czy fa­szyzm?

to proste, osoba, która naprawdę na ciebie patrzy, nie ma na ciebie pomysłu, prostej recepty, nie chce cię natychmiast po­uczać, prostować czy na­pra­wiać, patrzy.

patrzy tak, jak robią to „niepopsute” jeszcze dobrym dys­kry­mi­nu­ją­cym wychowaniem dzieci — jest ciebie po pro­stu ciekawa i częstuje cię otwartością.

135/365

6108. Z oazy (CDXLVII)

W audycji radiowej jakiś czas temu gościni przeczytała ten wiersz, wprawiając mnie w absolutny zachwyt:

Mie­tek w dołku z bal­ko­ni­kiem
wła­śnie koń­czy nową książkę
Wi­tek w dołku z siwą bródką
wier­sze za­czął pi­sać z we­rwą
Ro­man w dołku z czwartą żoną
zerka na mnie fi­lu­ter­nie
Jó­zef w dołku od we­sela
Ba­sia w dołku po roz­wo­dzie
Ju­lia w dołku na bal­ko­nie
Ma­ria w graj-dołku kul­tury
Ela w dołku te­atral­nym
Kasi pę­kły w domu rury
 
jesz­cze je­den „frag­ment” bo… Mie­tek zmarł przed trze­ma dnia­mi Wi­tek Z. zmarł przed ro­kiem Ro­man… nie wiem co się z nim dzie­je… Jó­zef przy­słał kartkę z Ja­po­nii, Ba­sia chora… Ju­lia w Pra­dze… Ma­ria w dro­dze… Ela była w Kra­ko­wie… Ka­sia? która Ka­sia…? i tak bez końca…

Zaraz potem było szybkie klik, klik i na czytniku domniemany „to­mik”. To nie to­mik, to śmietnisko dla różewiczofilów. To w wielu miejscach wstydliwe świadectwo dziaderstwa, krótkiego horyzontu i niepełnosprawnej wrażliwości, nie wspominając o bełkocie starzejących się genitaliuf, by zachować poetycki sznyt tej tfutfurczości. Kilka pereł i dia­men­tów nie ma szans zniwelować absmaku.

[…]  nie­wielki nasz kraj już w roku 2004 i dwa ty­siące 5 – za­czął tra­cić nie tylko za­soby oleju rze­pa­ko­wego do głowy a także za­soby wody ale rów­nież za­uwa­żono gwał­towne zu­bo­że­nie za­so­bów lek­sy­kal­nych a na­wet pa­ra­ję­zy­ko­wych… obok słowa kurwa które za­stą­piło pra­wie po­łowę za­so­bów ję­zy­ko­wych obie pół­kule mó­zgu (!) za­jęło słowo dupa które od­mie­niane jest na­gmin­nie w pi­smach ko­lo­ro­wych przez ar­ty­stów fo­to­gra­fi­ków […]  pro­ces za­ni­ka­nia mowy pol­skiej kurwa zo­stał przy­spie­szony i ten pro­fe­sor Bal­cer­czyk czy bal­ce­ro­wicz a na­wet ko­chany mio­dek nie bę­dzie miał nam co wy­ty­kać w ję­zyku pol­skim i musi mó­wić po ame­ry­kań­sku sorry.
     […]  zo­stało nam su­per­u­ni­wer­salne słowo fajny które za­stę­puje słow­nik fi­lo­lo­giczny psy­cho­lo­giczny teo­lo­giczny i w ogóle… a od­mie­nia się tak jak dawne różne przy­miot­niki np. klawy, fajny fajna fajne fajny faj­ne­go faj­ne­mu fajny o! faj­ny w faj­nym a po­trafi okre­ślić każ­dego ar­ty­stę i każde dzie­ło sztuki jest to słowo które za­stą­piło wszystko i od­daje pre­cy­zyj­nie nasz sto­su­nek do Wszyst­kiego

🖇

in­ter­nauci zmie­niają or­to­gra­fię wszystko koń­czy się na ha
poco po­wieść – wy­star­czy sam al­fa­bet

🖇

nie by­łem na wie­czorku roz-po­znaw­czym (i za-)
więc po­zna­wa­li­śmy się
z dnia na dzień

🖇

Mój Anioł Stróż
jest stary wy­stra­szony
bolą go oczy
traci włosy drze go
w skrzy­dłach
utyka na lewą nogę
          jest w gor­szych opa­łach
          ode mnie

🖇

czy sły­szy­cie po­szcze­ki­wa­nie
sfory psów
wszel­kiej ma­ści
na­cjo­na­li­stów
któ­rzy
na­peł­niają słowo „prze­ba­czam” nie­na­wi­ścią
          czy wi­dzi­cie star­ców
          nad gro­bem
          nie­zna­nego i zna­nego żoł­nie­rza
          któ­rzy tru­pim ja­dem nie­na­wi­ści
          za­ra­żają młode serca
          i głowy wnu­ków
a prze­cież po­wie­dział Nie­znany
wam po­eta nasz po­eta
„Nie Bóg stwo­rzył prze­szłość, i śmierć, i cier­pie­nia,
Lecz ów, co prawa rwie (...)
Prze­szłość − jest to dziś, tylko co­kol­wiek da­léj (...)”

🖇

po­koju jak nie było tak nie ma
nie bę­dzie
si vis pacem, para bellum

🖇

mor­do­wali się
mor­dują
i mor­do­wać będą
          […] 
piją ropę
mo­dlą się do
zło­tego cielca
któ­rego pa­dlina
za­truwa mi­łość
wiarę i na­dzieję

🖇

ge­nialne wier­sze i po­ematy
są zwy­kłymi ze­sta­wami
słów i zdań
gra­ma­tyka po­ezji
to gra­ma­tyka mil­cze­nia i braku

🖇

przez chwilę my­ślę o śmierci
po­pra­wiam ja­kiś wiersz
po­tem za­nu­rzam się
w ży­ciu

🖇

do­ty­kamy tu sprawy
ci­szy np. ci­cho jak ma­kiem
za­siał… czy jest ważne kto
za­siał, nie! ważne jest
kto ze­brał…

🖇

🖇

ale chcę panu zwró­cić
uwagę z za­pa­dłej dziury
że kiedy sznu­ro­wa­dła
są roz­wią­zane prze­klęte
pro­blemy po­zo­stają
nie­roz­wią­zane…

🖇

kiedy „coś” się ru­sza w świe­tle na­pię­cie jest mniej­sze niż kiedy „coś” się ru­sza w ciem­no­ści to „coś” może w świe­tle być małe ale to małe „coś” w ciem­no­ści ro­śnie ogrom­nie i prze­raża nas do tego stop­nia że ogar­nia nas pa­nika lecz nie mo­żemy się ru­szyć… „coś” — może to być mu­cha… ko­mar… osa… je­dyną radą na roz­ła­do­wa­nie gro­zy jest za­pa­le­nie świa­tła w świe­tle „coś” oka­zuje się byle czym

Tadeusz Różewicz, Wiersze ostatnie,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2024.

szuka nie­skoń­czo­no­ści w kon­tak­cie
z dru­gim czło­wie­kiem…

🖇

wi­dzę i opi­suję
to jest epika
po­wieść opo­wieść
          czuję i opi­suję
          to jest li­ryka
          po­ezja
  my­ślę i opi­suję
to jest fi­lo­zo­fia
po­ezja „dy­dak­tyczna”
          czuję wi­dzę my­ślę
          i mu­szę To opi­sać
          to jest na­tchnie­nie

🖇

Kru­che jest na­sze ży­cie
kru­che mi­ło­ści
słowa
wier­sze

🖇

prze­gra­łem
walkę o Boga
moją sie­dem­dzie­się­cio­let­nią
wojnę re­li­gijną
          je­śli we mnie nie wie­rzysz
          to czemu się mnie cze­piasz
idź do dia­bła
po­wie­dział (pe­łen mi­ło­sier­dzia)

(tamże)

6107. Z oazy (CDXLVI)

Wyjęłam tę książkę z tej. Jeszcze w ulu klik, klik i dowiedziałam się, że nie ma ibuka. Klik, klik i zakupiłam papier za grosze (przesyłka była [sic!] 1½ razy droższa od ce­ny książki). Przyszła na chwilę przed wyjazdem na gigant, więc razem ze mną ru­szy­ła z ula.

Sześć osób, sześć historii osobistych, sześć filozofii życiowych, sześć podejść do skoń­czo­no­ści ciała, w którym przyszło tymczasowo po­mieszkiwać. Umieszczenie tych hi­sto­rii obok siebie powoduje, że każda z nich sta­je się wy­raź­niej­sza, moc­niej­sza, kre­ślo­na bez najmniejszego zawahania zdecydowaną kreską.

Piszę o śmierci. Nie o umie­raniu ludzi, których kochałam, ale pisarzy i ar­ty­stów wyjątkowo wrażliwych lub dostrojonych do śmierci, którzy bo­ry­ka­li się z nią w swojej twórczości, listach, romansach, snach. Wybrałam osoby szaleńczo ekspresyjne lub obdarzone intelektualnym żarem, takie, które kon­frontację ze śmiertelnością potrafią wyrazić słowami – w jednym przy­pad­ku obrazami – w sposób, w jaki większość z nas nie chce lub nie potrafi tego zrobić.

🖇

Aby ujrzeć świat, zawsze otwierałam książkę.

🖇

W tych śmierciach są przebłyski dzielności, piękna, rozdzierająco bez­ce­lo­we­go cierpienia, szaleńczej autodestrukcji, naprawdę okropnego za­cho­wa­nia, twórczych wybuchów, wielkiego oddania, przenikliwej samo­wie­dzy i wspaniałej ułudy. Są rzeczy, jakich nigdy bym się nie domyśliła ani prze­widziała.

🖇

Mówię jej, że mój ojciec umarł. Tłumaczę, co to znaczy.

Słyszę własny głos:
     — Czasami, kiedy ludzie się starzeją, ich ciała przestają działać.
     — Czasami?
     — Cóż, zawsze — odpowiadam po chwili.

Brutalne słowa skierowane do dwulatki; nawet nie brzmią prawdziwie.

🖇

Podczas pracy nad tą książką odkryłam, że choć prawie wszyscy fantazjują na temat „ostatniej rozmowy”, mało kto ja przeprowadza. Ta fantazja o dom­knię­ciu, ostatnim porozumieniu przynoszącym oczyszczenie rzadko się urzeczywistnia, ponieważ dawna kłująca rezerwa lub gniew wciąż są obecne.
     […] 
     Najczęściej pozostajemy z tym szaleńczym niedokończeniem, co może częściowo tłumaczy naszą nadzieję na ostatnią rozmowę, jak gdyby rzeczy się kończyły, a nie były po prostu ucinane.

🖇

Kiedy odchodzą ludzie, których kochamy, jesteśmy tak pogrążeni w po­czu­ciu straty i w miłości, że nie możemy dostrzec śmierci, a co dopiero patrzeć jej prosto w oczy.

🖇

Gdyby ktokolwiek na ziemi mógł postanowić, że nie umrze, byłaby to Susan Sontag. Tak jest nieugięta i wściekła, z taką mocą nie zgadza się na akcep­ta­cję pospolitych wyroków losu czy zdarzeń, które wszyscy inni przyjmują z pokorą. Nie chce być popychadłem, nie zamierza przesadnie ulegać idei, że wszyscy muszą coś robić, czegoś doświadczyć albo przez coś przejść, po­nie­waż jest i zawsze była osobą, która wznosi się ponad przeciętnością.

🖇

Myślę, że dobrze mieć kontakt i z życiem, i ze śmiercią. Wielu lu­dzi ży­je, bro­niąc się przed poczuciem, że życie jest melodramatem. A chyba dobrze jest nie zacierać tego konfliktu.
   — Susan Sontag

🖇

Słońce zachodziło, gdy nagle zapragnęła napisać wstęp do albumu foto­gra­fii Petera Hujara Portraits of Life and Death, na co zgodziła się już dawno, ale zwlekała. Wśród portretów znanych nowojorczyków znalazło się prze­pięk­ne zdjęcie samej Sontag w grubym szarym swetrze, leżącej w [na] łóż­ku, ze wzrokiem skierowanym ku górze.


fot. Peter Hujar, 1975.
[dostęp 9.05.2026], źródło.

🖇

Moje ciało przemawia donośniej i prościej,
niż potrafiłabym to zrobić sama.

   — Susan Sontag

🖇

Jeśli nawet rozumiesz, że jesteś śmiertelny, możesz pozwolić sobie na my­śle­nie: jeszcze nie teraz. Absolutyzm śmierci możesz odpierać prze­ko­na­niem, że zostało ci jeszcze dwa, dziesięć, trzydzieści lat, albo wiarą, że nie umrzesz na tę konkretną chorobę. W końcu można mieć czterdzieści pięć lat i czuć się jak dwudziestolatka, nie mieć związku ze swym wiekiem biologicznym, nie odczuwać go fizycznie; można umierać i nie czuć, że się umiera, jeszcze nie.

🖇

Może kontynuowanie życia było jej sposobem umierania.
   — David Rieff

🖇

Na samym końcu krzywej dzwonowej jest ta jedna jedyna osoba, której uda­je się przeżyć mimo najgorszych prognoz, wyjątek. Susan zawsze była tym wyjątkiem. Tym samym nikłość szans jedynie potwierdzała rolę, jaką sobie wyznaczyła, rolę kobiety, która przetrwa. Później doktor Nimer po­wie­dział Davidowi:
     — Ona nie była gotowa na śmierć. Jeśli idzie o poszukiwanie leczenia, to od pierwszej chwili, gdy ją ujrzałem, zrozumiałem, że woli umrzeć, próbując.

🖇

Nie zgłębiamy już sztuki umierania, regularnej dyscypliny i higieny w dawnych kulturach, ale wszystkie spokojne oczy zawierają tę wiedzę.
   — Susan Sontag

🖇

[…]  niewypowiedziane ma znaczenie.
Gromadzi się i ma znaczenie.

🖇

Życie w moim wieku nie jest łatwe, ale wiosna jest piękna, podobnie jak miłość.
   — Zygmunt Freud

🖇

W esejach przyznaje, że człowiek może zarazem akceptować śmierć i nie akceptować jej. Innymi słowy, istnieje różnica między tym, co wiemy, a tym, co czujemy.

🖇

Fakt, że lekarze traktowali go jak zwykłego pacjenta, okłamując go i ukrywa­jąc prawdę, budził jego gniew. Nie chciał, by go chroniono czy pocieszano.

🖇

Chociaż Freud poważnie traktował swoje problemy zdrowotne, nigdy nie porzucił całkowicie nałogu. […]  „Nie przestrzegam twojego zakazu pa­le­nia. Czy uważasz, że długie życie w udręce to taka wspaniała per­spek­tywa?”.

🖇

[…]  tylko wzruszył ramionami.
     To wzruszenie ramion jest gestem doskonałym. Na Freudowe umi­ło­wa­nie cygar nie było racjonalnego wytłumaczenia: istniało poza słowami.

🖇

Dla Freuda palenie oznaczało wybór, narzucenie woli mało obiecującym okolicznościom. Palenie było po części buntem, oporem, wyrazem siebie. „Rozdrażniony faktem, że uczucie dyskomfortu nie zniknie, znowu więcej grzeszę”, pisał. Nic nie mógł poradzić na pogarszające się zdrowie, ale mógł palić. Mógł utwierdzać swoją władzę nad długimi godzinami popołudnia. […]  pisał: „Nie trzeba dowodzić, że organizm chce umrzeć tylko na własny sposób”.
     Niezależnie od tego, czy faktycznie tak ma się sprawa z „organizmem”, z pewnością tak właśnie miała się z Freudem.

🖇

Dlaczego smutne. Na tym polega życie. Właśnie
wieczna nietrwałość życia czyni je tak pięknym.

🖇

1 września Freud czyta w gazecie o napaści Niemców na Polskę […]. Pew­nego razu słuchają radia i lektor mówi o wojnie jako o „ostatniej woj­nie”. Schur pyta pacjenta, czy jego zdaniem to faktycznie jest ostatnia wojna.
     — To jest  m o j a  ostatnia wojna — odpowiada Freud.
     Oto na wpół wygasty wulkan […], będący rzecz jasna wul­ka­nem w po­ło­wie czynnym. Wulkan pozostaje wulkanem.

🖇

W wierszu o Freudzie W. H. Auden ujmuje te skłonność nieco inaczej: „Po prostu pamiętał jak starzec i byt uczciwy jak dziecko; tylko tego dokonał”.

🖇

Pracował w czterech niewielkich, wypełnionych książkami pokojach na ty­łach domu na piętrze, gdzie dawniej mieszkała służba. W jednym pokoju od­pi­sy­wał na listy, w innym Updike pisał wiersze i opowiadania; jeszcze inny, gdzie stał tylko fotel, służył do czytania. W czwartym Updike ko­rzy­stał z kom­pu­tera.

🖇

[…]  w wieku siedemdziesięciu pięciu lat […]  — powiedział. — Słuchasz ło­mo­tu swego serca, słyszysz szmer w płucach. To dobry sposób na na­wią­za­nie kontaktu z etapem życia, na jakim właśnie się znajdujesz.
     Nawiązanie kontaktu z aktualnym etapem życia nie powinno przy­spa­rzać trudności — wystarczy przejrzeć się w lustrze — ale ta ulotna wiedza umyka i człowiek cofa się do poprzednich etapów życia.

🖇

„Czy to jest koniec? Na wpół zdrowy wiszę tu i czekam, żeby się dowiedzieć”. Słowa tego wiersza, napisane jasnym ołówkiem na różowym papierze, są tak pochylone, że dosłownie zwisają. Na podstawie przedstawionych mu jasno faktów medycznych oczywiście wiedział, że umiera, ale być może tę wiedzę należało wdeptać w ziemię.

🖇

Koncepcja linearnego życia jest czymś, co Updike stale odkrywa, wpada na nią, zdumiewa się; nie przychodzi do niego naturalnie. Pracowicie ją demontuje, otwiera, wysadza.

🖇

Wydaje się, że w ostatnich wierszach dąży do akceptaçji, do otwarcia się na chłodny wszechświat, dąży do łaski. „Niech Bóg nas chroni przed końcem, chociaż miliardy dotarły do kresu. / Świat otulają dawne śmierci, / pa­cior­ki ego rozjarzone apetytem”.

🖇

Ostatnia rozmowa jest może uczuciem, że 
pozostało coś jeszcze do powiedzenia.

🖇

     — Co będzie, jeśli się pomylę? — spytała Martha, drżąc na całym ciele.
     — Pomyłki nie istnieją — oświadczyła pielęgniarka.

🖇

Kiedy czekali na karetkę, która miała ich zawieżć do małego hospicjum w Danvers, oddalonego o kwadrans jazdy samochodem, Updike spytał Marthę:
     — Jesteś gotowa na skok?
     Martha nie chciała odpowiedzieć, czy jest gotowa na skok, czy nie. Za­miast tego zapytała:
     — A ty?
     — Tak! — odpowiedział.
     — Ja też — rzekła Martha. — Podobnie jak Bóg.
     Potwierdzenie Updike zabrzmiało tak donośnie, że Martha się zdziwiła.

🖇

[…]  mam na myśli lęk. Boję się tylko wtedy, gdy ogarnia mnie sza­leń­czy niepokój, kiedy moje codzienne problemy urastają do rozmiarów potworów i osuwam się przed nimi na ziemię, gdy nie wiem, co robić i dokąd się zwrócić.
   — Dylan Thomas

🖇

Ponieważ ani na chwilę nie przestawał byé poetą, rozbił obóz i zamieszkał w metaforze człowieka chorego.

🖇

Mam w sobie śmierć.

🖇

[…]  świadomość kresu przeobraża się w coś niemal pięknego. Jeśli boisz się czegoś lub coś cię pochłania wystarczająco długo, zaczynasz darzyć to uczu­ciem podobnym do miłości. Większość zdrowych ludzi nie jest w stanie po­jąć tej sztuczki umysłowej.

🖇

Dobrze wiedział, co to znaczy cierpieć na tak silną depresję, że umieranie nie wydawało się czymś szalonym, odległym, nie z tej ziemi. Miał intymny stosunek do śmierci, w każdym razie do idei śmierci.

🖇

Dzieci chronią swoich rodziców: oto zabawny aspekt dzieciństwa, o którym potem zapominamy. Zapominamy o strasznej wiedzy dzieciństwa.
     Panuje przekonanie, że dzieci nie należy straszyć, ale Sendak uważał, że dzieci już są przestraszone i dlatego pragną ujrzeć własne lęki przed­sta­wio­ne w fascynujący sposób.

🖇

Fantazja o przemyceniu siebie w sztukę wiąże się też może z faktem, że był gejem w cżasach, gdy homoseksualizmu powszechnie nie akceptowano. Sendak ukrywał swoją orientację seksualną przed rodzicami. Znacz­nie dłu­żej, niż wydawało się konieczne, zatajał ją przed czytelnikami i re­cen­zen­ta­mi. Publicznie przyznał się dopiero w wieku osiemdziesięciu lat w wy­wia­dzie dla „New York Timesa", za namową swego bliskiego przy­ja­cie­la, dra­ma­tur­ga Tony’ego Kushnera. Dziennikarz spytał Sendaka, czy jest coś, cze­go jeszcze nigdy nie powiedział w wywiadzie, na co ten odpart: „Cóż, tego, ze jestem gejem”. Pod koniec życia Sendaka młody dziennikarz spytał go, kiedy przestał się potępiać za bycie gejem, na co rysownik odpowiedział, że nigdy. Poczucie czegoś wstydliwego, sekretnego lub społecznie nie­ak­cep­to­wa­ne­go towarzyszyło mu w życiu artystycznym zawsze, nawet po pub­licz­nym przyznaniu się, nawet jeszcze po osiemdziesiątce.

🖇

Na początku lat sześćdziesiątych Maurice namalował akwarelami portret męzczyzny, który miał zostać jego partnerem na pięćdziesiąt lat, doktora Eugene’a Glynna. Sendak zatytułował obraz Krajobraz z Gene’em.


Maurice Sendak, Krajobraz z Gene’em, 1964,
[dostęp 11.05.2026], źródło.

Przez znaczną część trwającego kilkadziesiąt lat związku Gene jeździł do pracy w mieście i przyjeżdżał na weekendy, tak więc miesżkali razem, ale nie każdego dnia tygodnia.

🖇

Lynn była tak wspaniałą towarzyszką życia dla Maurice’a po części dla­te­go, że nie próbowała go ocalić, uszczęśliwić, nie brała też sobie do serca te­go, że czuł się nieszczęśliwy. Szanowała jego nastroje; pomagała mu z nimi zyć. Pomagała mu w życiu, nie próbując go zmieniać, nie wierzyła, że zmia­na jest możliwa, nie hołubiła w głębi serca nadziei na zmianę. Taka do­głęb­na akceptacja nie byłaby możliwa w przypadku kochanki, nie jest możliwa dla większości osób. Lynn pojęła jednak, że Maurice pracował w obrębie tych wahań, a praca była tym, co się dla niego liczyło.

🖇

Muza nie wpada z wizytą, dlatego trzeba się
zaczajać z nadzieją, że coś cię złapie.

   — Maurice Sendak

🖇

W wywiadzie telewizyjnym udzielonym przez Sendaka zblizającego się do osiemdziesiątki Bill Moyers pyta:
     — Czy masz obsesję na punkcie śmierci?
     MAURICE SENDAK: Trochę. To taka dziwna sprawa.
     BILL MOYERS: W jakim sensie?
     MAURICE SENDAK: Śmierć to cała przygoda.

🖇

     — Lubisz je? — Pyta Colbert, mając na myśli dzieci.
     — Lubię, kiedy jest ich jak najmniej.

🖇

Po śmierci Eugene’a Maurice go narysował, jak to czynił po śmierci człon­ków rodziny. Właśnie tę chwilę pragnął uchwy-cić, złapać, zrozumieć, zobaczyć. To, od czego wielu ludzi — może większość — odwraca wzrok, on chciał uwieczniać. Sendaka pochłaniało pożegnanie, ucieczka, strata. […]  to też impuls artysty, każący przeobrazić coś strasznego w sztukę; wziąć coś, co budzi twoje przerażenie albo łamie ci serce, i przemienić w coś innego. W czasie potrzebnym na narysowanie tego, co masz przed sobą, nie jesteś bezradnym lub pogrążonym w żalu postronnym obserwatorem. Wykonujesz swoją robotę.

🖇

To chyba jest klucz: patrzysz na coś, co zawsze budziło twoje przerażenie, i odkrywasz, że jest piękne.

🖇

Lynn odnosiła wrażenie, że Maurice nie był dzielny wobec drobnych rzeczy, ale wobec rzeczy wielkich owszem. Całymi latami zmagał się ze stra­szli­wym bólem pleców, ale nie skarżył się, chociaż Tony nazwał go „mistrzem narzekania”. Raz miał pojechać do miasta i udzielić wywiadu kobiecie, któ­ra przybyła aż ze Szwecji, ale poprosił ją, by przyjechała do niego, bo do­skwie­rał mu wrośnięty paznokieć. Dopiero kiedy przyjechała furgonetka i mąż kobiety wytoczył ją na wózku inwalidzkim, Maurice przy­pomniał so­bie, że była sparaliżowana. Inwalidce, która przyleciała ze Szwecji, kazał przyjechać do Connecticut. Sendak poczuł się okropnie, wylewnie ją prze­pro­sił, na co kobieta rzekła:
     — Cóż, przypuszczam, że wrośnięty paznokieć sprawiałby mi ból, gdy­bym tylko miała czucie w nogach.

🖇

W swoich pracach wykorzystywał obraz lecącego chłopca i nasycał go pięknem. Lot staje się powolnym, spokojnym, wdzięcznym szybowaniem. Scenę spowija atmosfera nadprzyrodzonej tajemnicy, ale nie budzi lęku. Pomysłowi wypadania lub wylatywania z życia towarzyszy ciche pod­niecenie.

🖇

Przekonywał ją, że nietoperz był dla niego prawdziwy. Jak daleko mogła z nim pójść, pytał, do jakiego stopnia mogła zobaczyć to, co widział? Maurice był przyzwyczajony do przesuwania granic wyobraźni. Zwykł gdzieś wi­dzieć — ze wspaniałymi, fizycznymi szczegółami — rzeczy, których tam nie było.

🖇

Wir wiosta. Powierzchnia wody faluje, po czym się uspokaja.

🖇

[James] Salter zakreśla terytorium. O pewnych sprawach nie trzeba pisać. O pewnych sprawach nie trzeba mówić. Pewnych spraw nie trzeba uj­mo­wać w słowa.

🖇

Jeśli uważnie się przyjrzeć, nawet w najgorszych śmierciach można do­strzec potężną eksplozję życia.

🖇

Słowa przeobrażają, oswajają. Perspektywa ulega zmianie.
Świat nieco się zmienia […].

🖇

Jeśli musisz coś zostawić, możesz to zrobić.
Znajdziesz sposób, albo go spreparujesz.

🖇 🖇

Oto, czego nauczyły mnie śmierci opisane w tej książce: Pracujesz. Nie pracujesz. Opierasz się. Nie opierasz. W pełni panujesz nad sytuacją. Kapitulujesz. Wypierasz. Akceptujesz. Modlisz się. Nie modlisz. Czytasz. Pracujesz. Faszerujesz się środkami przeciwbólowymi. Nie przyjmujesz środków przeciwbólowych. Pomstujesz na śmierć. Biegniesz ku niej na oślep.
     Na koniec każda śmierć jest taka sama. Ludzie umierają. Świat ich uwalnia.

🖇

Bez lęku nie byłabym tym, kim jestem.

🖇

Może potrafisz przebrnąć przez grozę, ponieważ musisz przez nią prze­brnąć. Z jakiegoś powodu podświadomie myślałam o śmierci jako o czymś, na co przyzwalasz, jakby było to partnerstwo, porozumienie, które za­wie­rasz albo w które się wciskasz, ale to błąd.
     W tej konkretnej chwili nie masz wyjścia. Odnajduje cię łaska. Do­pa­da cię akceptacja.

🖇

Kiedy walka się kończy, miejsce zmagań zajmuje ukojenie.

🖇

Część twórczości tych ludzi, część ich sztuki była samym życiem. W ogniu trawiącym wszystko na koniec jest coś wspaniałego. Piękno zastawiło na mnie pułapkę.

Katie Roiphe, Godzina zmierzchu. Jak odchodzili wielcy pisarze,
przeł. Paweł Lipszyc, Wielka Litera, Warszawa 2017.