poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)

niedziela, kwietnia 05, 2026

6065. A Chrystus na to co?

Pan Ciasteczko:
(przedwczoraj pokazał Drzewku grafikę,
kartkę-świąteczną otrzymaną od Onemu
na ostatniej prostej przed świętami
)


[dostęp 5.04.2026], źródło.

*

Jabłoń:
(pozostajac pod wrażeniem tak precyzyjnego
uchwycenia cech narodowych w rysunku,
wczoraj w drodze na krajowej siódemce
na widok dwumetrowej pisanki na poboczu
)
Patrz, pedał!

Pan Ciasteczko:
(skonfundowany, nim kątem oka zobaczył
fragment pisanki-olbrzyma; w końcu zrozumiał,
o co babie chodzi, ryknął śmiechem
)
Zastanawiałem się, co ty masz
do tego czarnego peugeota na pasie obok.

*

[suplement 6.04.2026]
Język nie jest prawdą. To sposób, w jaki istniejemy w świecie.
   — Paul Auster

Annie Ernaux, Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

sobota, kwietnia 04, 2026

6064. Z oazy (CDXXXV)

Przez lata książki z ula wy­chodziły całymi setkami wiele razy. Nie było nam ich żal, bo albo z nich wyrośli­śmy, albo niczego już nie mogły nas nauczyć, albo nie umiały nam już podarować chwil zachwytu czy zadumy.

Od jakiegoś czasu patrzę na swój papierowy zbiór i myślę, by części tych książek zna­leźć nowy dom, nim je osierocę. W tym duchu wyjęłam z jednej z półek dobrą książkę, by zajrzeć do niej, nim się z nią pożegnam. Szybko uznałam, że to wspa­nia­ła lektura dla świeckiej wersji sa­mego środka Triduum, nim znaj­dę jej nowy dom.

Po drugim jej czytaniu, innym w smaku niż to sprzed ponad piętnastu lat, uznałam, że ul na razie będzie dla tej książki wciąż domem, bo zapowiada się trzecie czytanie. Tak gę­sta i piękna jest ta książka.

[…]  ra­zem z sufickim mistykiem, Ion Arabim wołam: „Podążam za religią miłości, dokądkolwiek ciagnie jej karawana, ponieważ miłość jest mi religią i wiarą”.

Willigis Jäger

🖇 🖇

🖇

Żyjemy w czasach wybujałego egoizmu, który grozi zepchnięciem w prze­paść nas, ludzi, jako gatunku. Najnowsze badania pokazują, że dwa procent ludzi ma pięćdziesiąt procent całego majątku ludzkości. Jednocześnie mi­liard ludzi cierpi głód.

🖇

Przykazanie „Miłuj bliźniego swego” nie zaprowadziło nas zbyt da­le­ko. Dopiero gdy doświadczymy jedności ze wszystkimi istotami, coś się w nas, ludziach, zmieni.

🖇

Jesteśmy odpowiedzialni za to, czym emanujemy, co wysyłamy w świat: miłość, życzliwość, współczucie czy złość, niechęć, nienawiść. Miłość nie zaczyna się od słów ani od uścisków, zaczyna się w naszych myślach. Po­dob­nie jest ze złością, z niechęcią, z nienawiścią.

🖇

U Mistrza Eckarta to Boskość, u Johannesa Taulera - Głębia, Jan od Krzyża określa to Nada (nic), a zen nazywa Pustką. Ta praprzyczyna nie ma żadnej formy. Jest jak ocean, który sam nie tworzy fal, ale łączy wszystkie fale, gdy powstają.

🖇

Gdy ingerowanie wprost w jakiś stan lub sytuację wydaje się niemożliwe, bo zdarzenie rozgrywa się poza zasięgiem naszego działania, możemy świa­do­mie wysłać swoje współczucie i swoją miłość do tego miejsca, po­nie­waż we wszechświecie wszystko jest ze sobą powiązane ponad czasem i prze­strzenią.

🖇

🖇

Właściwy cel życia
nie polega na tym, żeby kochać,
ani na tym, żeby być kochanym,
lecz wyłącznie na tym, żeby stać się miłością.

Thomas Schied

🖇

🖇

Gdy siadamy na poduszce do medytacji, gdy robi się cicho, a scena naszych codziennych zajęć powoli pustoszeje, wtedy faktycznie zgłaszają się wszyst­kie wewnętrzne diabły i zuchwałe anioły, żeby w końcu raz zatańczyć. Stwier­dza­my, że nawet w ciszy prowadzimy nieustanny dialog, nieustannie reagujemy, oceniamy i osądzamy, a więc nie jesteśmy panami we własnym domu i nie mamy kontroli nad swoim ja. Powracają wspomnienia, wybu­cha­ją stare zranienia, targaja nami emocje.

🖇

Poranny sen opowiada ci baśń
możesz rzeczy
na nowo uporządkować
pouktadać kolory i znów powiedzieć
pięknie

Tego poranka
ty twórca i stworzenie

Rose Ausländer

🖇

[…]  jesteśmy czymś dużo więcej niż tylko tym, co nam wmawia nasze ja. Nasza prawdziwa istota jest czymś dużo głębszym. Nasza świadomość ma jeszcze inną płaszczyznę, którą możemy określić jako transpersonalną. Na­da­je ona sens naszemu życiu, rozwija je i kształtuje. Mamy ją zawsze do dyspozycji jako źródło uzdrowienia i wewnętrznego przewodnictwa. Na tej płaszczyźnie doświadczamy siebie jako głęboko związanych z całością i ze wszystkimi istotami. Rozpoznajemy, że oddzielenie od swojego ja jest tylko złudzeniem i strasznym blędem naszych czasów. Gdy przebijemy się do swojej prawdziwej istoty, doświadczamy siebie jako manifestacji tego, co boskie.

🖇

Droga duchowa prowadzi najpierw przez zranienia, cierpienia i lęki. Są to przede wszystkim stare zranienia, zranienia z wczesnego dzie­ciń­stwa, które przydarzyły nam się, zanim mogliśmy je zrozumieć i przepracować.

🖇

Nie wszystko, co nas spotyka, musimy przyjąć niczym fatum. Chodzi o położenie kresu zamęczaniu siebie samego i o uleczenie ran, które zostały nam zadane. Przestajemy je rozdrapywać. Opuszczamy więzienie identyfikacji ze swoją przeszłością i patrzymy do przodu.

🖇

Strach był i jest niewłaściwym środkiem wspierającym etyczne za­cho­wa­nie. Grożenie piekłem lub ponownymi niedobrymi narodzinami prowadzi ludzi do infantylnej zależności i zachowań neurotycznych. Wszystko, co napawa ludzi lękiem i strachem, co ich knebluje i odziera z wolności, stoi w sprzeczności z wszechobejmującą miłością.

🖇

Zrazu kochający myśli, że to świat się zmienił. W rzeczywistości to on się zmienił wewnętrznie i dlatego świat zewnętrzny przeżywa zupełnie inaczej.

🖇

Dzięki miłości pojawia się nowe silne pole energii, które jest czymś więcej niż tylko sumą swoich części. Miłość jest czymś, czego nie da się wyjaśnić racjonalnie, ponieważ wykracza daleko poza strukturę ciała i duszy czło­wie­ka. Jest ową metafizyczną tęsknotą, ową prasiłą, która prowadzi do zniesienia ograniczeń ego.

🖇

Prawdziwa miłość do drugiego człowieka jest miłością nie tylko do tego człowieka, lecz także do wiecznego bytu, który ten człowiek reprezentuje.

🖇

Nic nie jest wyłącznie częścią ani wyłącznie całością. Nie ma niczego, co byłoby albo jednym, albo drugim.

🖇

Gesty są prastarą, elementarną formą, za pomoca której my, ludzie, kon­tak­tu­jemy się z własnym rdzeniem i z jego boską praprzyczyną. Wszystkie religie znaja medytacyjne postawy, ruchy i gesty, które nas otwierają, uruchamiają wielką, transformującą silę i sprawiają, że energia zaczyna płynąć.

🖇

Zachowaliśmy w sobie przeczucie całości i ono budzi w nas tęsknotę. Tęsknota za domem istnieje tylko z powodu przeczucia, że gdzieś jest nasze miejsce […].

🖇

Ciało, tak jak cała przyroda, jest formą wyrazu tego, co boskie. […]  Po­waż­ne podejście do swojego wcielenia oznacza również zaakceptowanie i wzię­cie na poważnie ciała - całego ciała ze wszystkimi jego radosnymi i bo­lesny­mi doświadczeniami. Jest ono formą, „nie-forma" świętuje siebie jako tę formę.

🖇

🖇

Obowiązek bez miłości czyni nas przykrymi.
Odpowiedzialność bez miłości — bezwzględnymi.
Sprawiedliwość bez miłości — bezdusznymi.
Prawda bez miłości — nazbyt krytycznymi.
Wychowanie bez miłości — sprzecznymi.
Mądrość bez miłości — rozdartymi.
Porządek bez miłości — małostkowymi.
Władza bez miłości — brutalnymi.
Zaszczyt bez miłości — pysznymi.
Posiadanie bez mitości — skapymi.
Wiara bez miłości — fanatycznymi.

Mądrość arabska

🖇

Miłość jest korzeniem rzeczywistości, jeszcze zanim zostanie ujęta w jakimś systemie i porządku. Więź z tą fundamentalną rzeczywistością jest zawsze obecna.

🖇

🖇

Miłość wybucha w nas zawsze, gdy 
przedrzemy się do glębszych warstw świadomości.

🖇

Co jest kwintesencją mojego życia? […]  Najistotniejszym pytaniem, które mnie prowadziło, było zawsze: Jaki jest sens tych paru dziesiątków lat, któ­re mam spędzić na nieznaczącym pyłku w środku bezgranicznego wszech­świa­ta? Dopóki człowiek nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie, filozofuje i teologizuje w przestrzeni hipotetycznej. […]  Tu i teraz, w tym czasowym ograniczeniu, jestem jednorazowym, jedynym w swoim rodzaju, niepo­wta­rzal­nym wyrazem tej praprzyczyny, której doświadczyłem i doświadczam jako miłości.

🖇

[…]  tylko dzięki otwarciu się na swoją zawsze obecną prawdziwą naturę, która jest równoznaczna z miłością. Ona świętuje siebie jako to, czym je­ste­śmy. Wymaga się od nas tylko powiedzenia „tak" teraźniejszej chwili życia, którym żyjemy. To doświadczenie oznacza również „tak" wobec ciała.

🖇

Rozkosz, czułość, życzliwość są tylko zdarzeniami, które wskazują na ist­nie­nie dużo obszerniejszej płaszczyzny doświadczenia. Ta płaszczyzna jest jak ocean, do którego mogę zawsze powrócić. Tu czuję się w domu, nawet wte­dy, gdy spadają na mnie problemy, wątpliwości, gniew i lęk. To jest moje schronienie i mój punkt wyjścia. Nie potrzebuję go szukać, patrzę po prostu do wnętrza. W tej praprzyczynie jestem zawsze w domu. Tam opuszczają mnie lęki i zwątpienie.

🖇

U kresu życia nie dzierżymy w rękach swoich osiągnięć ani dzieł. Będziemy musieli przede wszystkim zadać sobie pytanie, ile kochaliśmy.

🖇

Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska,
Czarna Owca, Warszawa 2010.

We wszechświecie istnieją miliardy możliwości istnienia. I na pewno istnieją miliardy możliwości przemiany. Nikt nie przypuszcza, że z nieurodziwej larwy wyłoni się wspa­nia­ły motyl. Dlaczego zmartwychwstanie nie miało by być czymś zupełnie nowym? Życie nigdy się nie kończy.

🖇

[…]  energia mi­łości jest zawsze obecna, a my zawsze możemy korzystać z niej bez ograniczeń.

🖇

(tamże)

piątek, kwietnia 03, 2026

6063. Z oazy (CDXXXIV)  // Panna cotta (CXCIV)

Przyszła w pakiecie skleconym zgodnie z filozofią: zamiast płacić za przesyłkę, dorzucę złociszy i będę miała dwie, bo opłata za przesyłkę to cena połowy dru­giej książki. Jest to operacja typu win-win, bo i kapitalizm, i ja jesteśmy oboje zado­wo­le­ni. To jak kupowanie dwóch słoików majonezu, by trzeci „dostać” za po­ło­wę ceny. Zajączek!

Po tym, jak się już kilka razy chciało zrezygnować ze swojego żywota, gdy wróciła ochota na życie, nie wybrzydza się już co do kształtu, wielkości czy koloru okazji. Chwyta się każdą, choćby najmniejszą.

Un giorno ho avuto un’occasione.
     E apparsa all’improvviso.
     Si comportava come se mi conoscesse,
     come se volesse qualcosa.
Non sapevo perché ci fosse.
“Cosa si fa con un’occasione?”
mi domandai.

Pewnego dnia przytrafiła mi się okazja.
     Pojawiła się nagle.
     Zachowywała się tak, jakby mnie znała,
     jakby czegoś chciała.
Nie wiedziałem, dlaczego tu jest.
„Co się robi z okazją?”
zapytałem samego siebie

🖇

Mi girava intorno, mi sfiorava.
Mi circondava come se volesse afferrarmi.
Cercai di raggiungerla, ma ero indeciso
e mi ritirai.
     Così volò via.

Krążyła wokół mnie, muskała mnie.
Otaczała mnie, jakby chciała mnie schwytać.
Próbowałem po nią sięgnąć, ale byłem niepewny
i się wycofałem.
     Więc odleciała.

🖇

Ci pensai parecchio. Avrei voluto acchiapparla.
Mi resi conto che la desideravo, ma non sapevo
ancora se avrei avuto il coraggio di prenderla.

Długo o tym myślałem. Chciałem ją złapać.
Zdałem sobie sprawę, że tego pragnę, ale wciąż nie wiedziałem,
czy starczy mi odwagi, by po nią sięgnąć.

🖇

Quando mi si presentò un'altra occasione
non ero del tutto sicuro di accettarla,
ma decisi di provare.

Kiedy nadarzyła mi się kolejna okazja,
nie byłem całkiem pewien, czy ją przyjąć,
ale postanowiłem spróbować.

Cercai di prenderla, ma non ci riuscii e caddi.
Próbowałem ją złapać, ale mi się nie udało i upadłem.

🖇

Così, ogni volta che mi si presentava
un’occasione la ignoravo.

Tak więc za każdym razem, gdy nadarzała się
okazja, ignorowałem ją.

🖇

E più ignoravo le occasioni, meno mi si presentavano.
I im bardziej ignorowałem okazje, tym rzadziej mi się one trafiały.

🖇

Finché un giorno mi resi conto che erano del tutto scomparse.
Cominciai a preoccuparmi. “Cosa succederà se non
avrò più nessuna occasione?” pensai.
Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że zupełnie zniknęły.
Zacząłem się martwić. „Co się stanie, jeśli nie
będę już miał żadnej okazji?” — pomyślałem.

🖇

Cercavo di comportarmi come se
non mi importasse, ma in verità non era cosi.
Avrei voluto avere un’occasione. Solo che avevo paura,
e non sapevo se sarei stato abbastanza coraggioso.

Starałem się zachowywać tak, jakby
mi nie zależało, ale w rzeczywistości tak nie było.
Chciałem dostać szansę. Tylko że się bałem
i nie wiedziałem, czy będę wystarczająco odważny.

🖇

Poi pensai: “Forse non devo essere sempre coraggioso.
Forse devo solo essere coraggioso al momento giusto”.
     Capii che dipendeva da me.

Potem pomyślałem: „Może nie muszę być zawsze odważny.
Może muszę być odważny tylko w odpowiednim momencie”.
     Zrozumiałem, że to zależy ode mnie.

🖇

Promisi a me stesso che se avessi avuto
un’altra occasione non l’avrei respinta.
Se avessi avuto un'altra occasione
sarei stato pronto.

Obiecałem sobie, że jeśli nadarzy się
kolejna okazja, nie odrzucę jej.
Jeśli dostałbym drugą szansę, / byłbym gotowy.

🖇

Poi, in una giornata apparentemente come le altre,
vidi qualcosa brillare in lontananza.
     “Che sia la mia occasione?” mi dissi speranzoso.

Potem, w dniu pozornie takim jak inne,
zobaczyłem coś błyszczącego w oddali.
     „Czy to moja szansa?” — zapytałem sam siebie z nadzieją.

🖇

Dovevo scoprirlo. Corsi all’impazzata
verso la mia occasione.

Musiałem się o tym przekonać. Pędziłem jak szalony
w stronę mojej szansy.

🖇

Non che non avessi paura. Ma il mio entusiasmo
era più forte di tutti i miei timori.

Nie, żebym się nie bał. Ale mój entuzjazm
był silniejszy niż wszystkie moje lęki.

🖇

Man mano che mi avvicinavo, mi rendevo conto
che era davvero una grande occasione.

Im bardziej się zbliżałem, tym bardziej docierało do mnie,
że to naprawdę wielka szansa.

E questa volta ero pronto. Allungai le braccia
e l’afferrai. La tenni con tutta la mia forza.

I tym razem byłem gotowy. Rozpostarłem ramiona
i ją chwyciłem. Trzymałem ją z całych sił.

🖇

Adesso so che quando ci si ritira si perde
qualcosa. Ci sono cosi tante cose che voglio
vedere, che voglio scoprire.

Teraz już wiem, że kiedy się wycofujemy, tracimy
coś. Jest tyle rzeczy, które chcę
zobaczyć i które chcę odkryć.

🖇

E quindi, che cosa si fa con un’occasione?
     La si prende! Perché potrebbe essere l’inizio
     di qualcosa di incredibile.

Więc co się robi z okazją?
     Łapie się ją! Bo może być początkiem
     czegoś niesamowitego.

Kobi Yamada, Che occasione!, ilustr. Mae Besom,
przeł. z j. angielskiego Marinella Barigazzi,
Nord-Sud Edizioni, Milano 2018.

czwartek, kwietnia 02, 2026

6062. Panna cotta (CXCIII)

Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą, gdzie
na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem
)
Ta piosenka to piękne ćwiczenie na
congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.

(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)

Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu,
więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu
)
Nie śmiałbym nawet podejrzewać,
że wymiar artystyczny
ma jakiekolwiek znaczenie…

Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się
tą piosenką inaczej niż wtedy
)

*

in ogni senso hanno creduto,
cercato e voluto che fosse così

pod każdym względem wierzyli,
szukali i chcieli, żeby tak było

Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.
[tu drugi już raz]

__________
  *  najwyższy czas na znacznik _RUCHOME congiuntivo!

6061. Czekariat (CXXXVII)


Açorka.

Dla mnie wielką wartością jest to, że wiem, kim jestem i w czym jestem dobra. Kiedy ma się dwadzieścia pięć lat, na ogół się tego nie wie, ale w wieku pięćdziesięciu pięciu już raczej tak. A dojrzała wolność oznacza też, że człowiek przestaje się tak przejmować tym, co myślą inni, rów­nież na temat naszego wyglądu. Jest to jedna z wielu rzeczy, na które można wzruszyć ramionami i już.
   — Åsa Wikforss

[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

6060. 92/365

szpa­gacik na praktykach w pikselu. gapię się od wczoraj na to zdjęcie, chyląc czoło przed miłością, którą timka ma w sobie, której perfekcyjnie patologiczny system edukacji nie dał rady, choć bardzo się starał, unicestwić. wiele kudłatych światów jest w najlepszych rękach podczas swoich bezbronnych chwil.

92/365


fot. [od:] Kaan.
 

Zmienianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Świat możemy trwale zmienić tylko dzięki swojej miłości i życz­li­wości.

W sprzecznościach i przeciwieństwach rozpoznajemy dy­na­mi­kę życia, która nie rozwija się linearnie, lecz raczej wciąż się na nowo stwarza z chaotycznych na pozór sytuacji.

Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska,
Czarna Owca, Warszawa 2010.

wtorek, marca 31, 2026

6059. —



Kaan.

[moje ciało]  było tym elementem mojej osoby, który najtrudniej było podporządkować, tym, którego nie mogłem zmusić do kłamstwa, stanowiło żywy dowód mojej przeszłości stworzonej z ciała, krwi i kości.

Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.

6058. Z oazy (CDXXXIII)

Przeleżała na stosiku czytelniczym prawie trzy lata. Gdy do niej wróciłam, nie do­wie­rzając, że aż tak długo tam tkwiła, przypomniało mi się, że przy pierwszej próbie czytania, zaraz po ukazaniu się, odrzuciła mnie fizjologia jednej z pierwszych scen tej historii.

Wróciłam, w połowie pomaszerowałam do opowieści poświęconej mamie Autora i Jej osobistym zwycięstwie. To zwycięstwo pozwoliło mi przebrnąć przez marny — starając się nie osądzać — kawałek tej opowieści i wypłynąć spokojnie na końcówkę, która nie była dla mnie specjalnym zaskoczeniem, bo choć kończyła się książka, dłu­ga jeszcze droga przed Autorem; drogami, ktorymi szedł nie dojdzie tam, gdzie chce dojść i być.

To ważna dla mnie książka. Mogę ją śmiało wciskać tym, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak przywilej , że wszyscy startują z tej samej pozycji, itede,itepe. Naprawdę? Nie bardzo.

Odbijały mi się podczas czytania wyimki z mojego życia — zapomniane, zakurzone, dziś brzmiące absurdalnie. Też wiem, jak to jest chcieć wyjechać, uciec; znam inne niż Autor odcienie odrzucenia, niepasowania i tak, zgodzę się, że nazwa stolicy nie jest tylko nazwą miasta, ale pewnej społecznej rzeczywistości.

Podobnie jak Autor nie raz oglądałam realną biedę bogatych ludzi, ich nie­przy­tom­ność, ale też, o czym nie wspomina Autor, strach. Nie do pozazdroszczenia, nawet jeśli wyimaginowany.

Podobnie jak Autor nie pogardziłabym możliwością cofnięcia się w czasie, by po­wie­dzieć przerażonej sobie w młodziutkiej wersji: dasz radę więcej, niż oni są sobie w stanie wyobrazić! To też książka, dzięki której można być wdzięcznym za swoich Ludzi, dzięki którym nie ustajemy. Swoi Ludzie to ucieleśnienie najczystszej Magii, bo zjawiają się po raz pierwszy w chwili, gdy gorzej być już nie może.

[…]  to, co się przed chwilą stało, pozwoliło mi na płacz za te wszystkie razy w moim życiu, kiedy tego nie zrobiłem, te wszystkie razy, kiedy po­wstrzy­ma­łem łzy. Możliwe, że tej właśnie nocy w tym pokoju pozwoliłem moim oczom wypłakać dwadzieścia lat niewypłakanych łez.
     […]  obiecałem sobie, że kiedyś to zrobię, opowiem o wszystkim, co mnie do tej sceny doprowadziło, i o wszystkim, co nastąpiło potem, podejmę pró­bę cofnięcia się w czasie.

🖇

Dorastałem w świecie, który odrzucał wszystko, czym byłem, i odbie­ra­łem to jako niesprawiedliwość, ponieważ — powtarzałem to sobie setki razy dziennie, do znudzenia — nie ja zadecydowałem, kim byłem.

🖇

Pedał. W wieku pięciu czy sześciu lat zrozumiałem, że to słowo mnie określi i że będzie mi towarzyszyło przez resztę życia.
     To, o czym nie wiedziałeś, ponieważ to przed tobą ukrywałem: to słowo szło za mną wszędzie, nie tylko w domu, ale także na ulicach naszego mia­stecz­ka, w gimnazjum, wszędzie; nie tylko w tobie wzbudziło niepokój.
     […] 
     Nie wiesz również o tym, że to wyzwisko sprawiło, że nieznośna stała się cała reszta: bieda, nasz sposób życia, prymitywny rasizm mieszkańców mia­stecz­ka, tak jakby wykluczenie społeczne zmuszało mnie do wy­my­śle­nia wła­sne­go systemu wartości – systemu, w którym zna­lazł­bym swoje miejsce.

🖇

Musiałem oddalić się od przeszłości, żeby ją zrozumieć […].

🖇

Nie wiem, jak to możliwe mieć w dzieciństwie przemyślenia tak precyzyjne i w pewien sposób tak dojrzałe i tak anachroniczne, ale pamiętam, że chcia­łem wy­je­chać z miasteczka i stać się bogaty, wpływowy i sławny, ponieważ sądziłem, że władza, którą zyskałbym dzięki bogactwu lub sławie, mogłaby stać się odwetem na tobie i świecie, który mnie odrzucał.

🖇

Czuję się odległy od pisarzy, którzy opowiadają, że odkryli literaturę za sprawą miłości do słów i fascynacji poetycką wizją świata. Ze mną jest inaczej. Pisałem, żeby przeżyć.

🖇

Nie należy upatrywać w tym, co piszę, narodzin mojego pisarstwa, lecz narodzin mojej wolności, odcięcia się za wszelką cenę od znienawidzonej przeszłości.

🖇

[…]  są formy dystansu znacznie głębsze, bardziej skomplikowane niż odległość geograficzna.

🖇

Nie powiedziałem ci nigdy, że nie chcę jechać na narty, bo się boję. Po­nie­waż ci chłopcy budzili we mnie strach. Nie powiedziałem ci, że oczywiście jak każde dziecko z naszej mieściny marzyłem, żeby zobaczyć góry i śnieg. Nie wiedziałem jeszcze, że te wyzwiska i ten strach uratują mnie przed tobą, przed miasteczkiem, przed identyczną powtórką z twojego życia. Nie wie­dzia­łem jeszcze, że upokorzenie zmusi mnie do bycia wolnym.

🖇

[…]  pisanie o mojej historii jest pisaniem historii kolejnych kobiet, które mnie ratowały, Pascale Boulnois, Stéphanie Morel, Aude Detrez, Martine Coquet, Eleny, Babeth, że moja historia jest historią ich dobrej woli i wiel­ko­duszności.

🖇

[…]  z braku innego pretekstu na każdej przerwie zacząłem chodzić do bi­blio­te­ki szkolnej. Zorientowałem się, że tam mogę spędzać czas, w bibliotece prawie zawsze było pusto, sadowiłem się z książką, której nie czytałem, ale mogłem udawać, że czytam, i spędzać czas, nie budząc podejrzeń, że jestem wykluczony.

🖇

Są prawdy, które czasem spadają na nas gwałtownie, jak pożądanie, i inne, do których dochodzi się z czasem.

🖇

Czułem na twarzy własny oddech; nadal nic nie mówił – i przysięgam, nigdy jeszcze nie słyszałem tak pięknego milczenia.

🖇

Poszliśmy do niej i kiedy otworzyła drzwi domu, zrozumiałem, kim by­ła, a raczej dlaczego była taką właśnie osobą. W jej domu stały re­ga­ły z tysiącami książek, stary fortepian, na ścianach wisiały kopie obrazów starych mistrzów.

🖇

Chciałem wieść takie życie, jak ona, i uczestniczyć w świecie, który dzięki niej odkrywałem, nie dlatego, żebym był bardziej wrażliwy na sztukę czy inteligentniejszy od innych, nie dlatego, że byłem bardziej od innych do ta­kie­go życia predestynowany, ale dlatego, że dostrzegłem inny rodzaj życia, w którym byłoby miejsce i dla mnie. Nie udało mi się być takim synem, ja­kie­go chciałbyś mieć, nie udało mi się dopasować do oczekiwań mieszkań­ców naszego miasteczka, nie udało mi się na stałe zaprzyjaźnić z Ro­main­em, z niczym mi się nie udawało, i konieczne było znalezienie takiej formy istnienia, w którym znalazłoby się miejsce dla takiego ciała i takiej historii, jak moje, to wszystko.

 

🖇

[…]  w każdy epizod mojego życia wślizgiwała się cała historia świa­ta, świata i jego odchyleń, jego niesprawiedliwości. […]  Czułem coś w rodzaju politowania, a w każdym razie smutku wobec tych, którzy by­wa­li w sławnych paryskich teatrach czy siadali na kawiarnianych tarasach, nie zdając sobie sprawy z prezentu, jaki dostali od losu, nie czując własnego szczęścia, którzy wykonywali te gesty, jakby robili je od dzieciństwa, jak wcześniej ich rodzice i dziadkowie, ponieważ urodzili się w świecie bardziej uprzywilejowanym od mojego. Moim przywilejem było poznanie świata bez przywilejów.

🖇

Nie mogłem znaleźć w sobie nic, czym mógłbym zmierzyć ten dystans, tę brzydotę i przemoc świata.

🖇

Wymazywałem kolejne ślady tego, kim byłem.

🖇

Na razie jednak taiłem swój niesmak czy bunt. Byłem zbyt słaby, by po­zwo­lić, żeby wzięły nade mną górę; dopiero teraz pozwalam sobie pomyśleć to, o czym Ci piszę. Kwestionowanie przemocy świata było luksusem, na jaki nie mogłem sobie pozwolić, najpilniejsze było podążanie ciągle naprzód.

🖇

Didier uśmiechnął się: Jesteś ambitny, to dobrze. Słusznie, do dzieła, zrób to. Spróbuj.

🖇

Czy jestem arogancki […]? Nie, nie jestem, ponieważ nie wierzę w wyższość tych, którzy się zmieniają, nad tymi, którzy się nie zmieniają […]. […]  może istnieje niechęć wobec zmiany, bezpodstawna, niewytłumaczalna, prze­no­szo­na między ludźmi i w czasie, nie wiem.

🖇

Kochając się z mężczyzną, odrzucałem wszystkie wartości swojego śro­do­wiska, stawałem się burżujem.
     […]
     Na kartce papieru napisałem: Pożądanie otwiera przede mną wrota świata.

🖇

Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, i postąpiłem jak zawsze, gdy chcia­łem się zmienić: naśladowałem innych.

🖇

Emocje zawierają w sobie możliwość własnej mutacji, z miłości w za­zdrość, z urazy w nienawiść, z niepokoju w udrękę, z pragnienia zem­sty w chęć rewanżu.

🖇

Rano budząc się i rozglądając się wkoło, mówiłem sobie, że za­trium­fo­wa­łem nad swoim dzieciństwem, nad kuksańcami, wyzwiskami, upoko­rze­niem. Patrzyłem na wynajęte mieszkanie i mówiłem sobie: „Wygrałem”.

🖇

Wszyscy stu­denci mijani na korytarzach wydawali mi się piękniejsi ode mnie, bardziej inteligentni, widziałem wypisaną na ich ciałach przy­na­leż­ność do uprzywilejowanego świata, nauczyłem się od pierwszego spoj­rze­nia wychwytywać takie rzeczy, po prostu to wiedziałem, byłem w stanie zobaczyć całe ich dzieciństwo w postawie ich ciała czy w stylu uczesania, w czymś tak nieznacznym i niepoważnym; w tym, jak się wokół siebie roz­glą­dali, jak ich wzrok spoczywał na innych, widziałem podróże, które od­by­li w dzieciństwie, rozmowy z rodzicami, książki, które w wieku sześciu, sied­miu lat czytali, potrawy, które jedli; cała ich historia była na nich wypi­sa­na, wystarczyło umieć czytać, a ja to potrafiłem, zdobyłem tę umiejętność.

🖇

Próbowałem przez miesiąc, dwa, każdego dnia, w tym samym tempie, ale nie byłem w stanie […], i odpuściłem.

🖇

Teraz tutaj mieszkasz – pomyślałem – żyjesz w Paryżu. Wszyst­ko mo­że się zacząć.
     Wyszedłem, żeby przespacerować się po ulicach i popatrzeć na ludzi.

🖇

To dzięki Didierowi uwierzyłem, że mogę znaleźć wyjście.

Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Szukałem czegoś, co mógłbym powiedzieć, ale im usilniej szukałem, tym bardziej możliwość znalezienia wła­ści­wych słów oddalała się.

🖇

Kiedy odszedłeś,
     — pamiętam wszystko —
     należało to zrozumieć. Musiałam zrozumieć, że nie byłam twoim życiem, ale tylko momentem w twoim życiu.
     […] 
     Powiedziałam: Nie ukrywaj się. Jesteś piękny, nie masz powodu, by się ukrywać.
     Nie ukrywaj się.

🖇

[…]  każda książka generowała kolejną, każda książka prowadziła do następnej — i każda książka oddalała mnie od przeszłości.

🖇

[…]  później zrozumiem, że naiwność jest warunkiem ucieczki – odrzucałem myślenie, że coś może być dla mnie niemożliwe.

(tamże)

niedziela, marca 29, 2026

6057. Z oazy (CDXXXII)

Czytając We trzech, przy­pomniało mi się, że inna książka tego tu Autora od dnia swojej publikacji utknęła na stosiku czytelniczym. Wróciłam do niej, a w trakcie czytania zro­bi­łam klik, klik, by sprawdzić, co jeszcze z książek tego trio jest przede mną. Była jeszcze tylko ta książka. Zaznaczyłam ją do upolowania. Nie minęło zbyt dużo czasu i nabyłam za grosze.

Rzuciłam wszystko, co czytałam, by zanurzyć się w tej historii. Historii gorzkiej, ła­mią­cej chwilami serce, ale jednocześnie mimo wszystko zwycięskiej. Choć mam w zwy­cza­ju nie spoj­le­ro­wać, tym razem muszę mieć to zdjęcie i muszę je mieć zaraz tu na początku, choć w książce znajduje się na samym końcu, niczym nie­za­po­wie­dzia­na nie­spo­dzianka.

A może? Może wszystkie Mamy mają takie piękne zdjęcia? Orzeszek ma niejedno. Uwielbiam je.

Wszystko zaczęło się od fotografii. Nie wiedziałem, że takie zdjęcie istnieje i że je mam — kto mi je dał i kiedy?
     Sama je sobie zrobiła, gdy miała dwadzieścia lat. […]
     Trudno mi znaleźć słowa, by to wytłumaczyć, ale wszystko w jej pozie na tym zdjęciu, w jej spojrzeniu, w ruchu jej włosów, przywodzi na myśl wolność, bezmiar czekających ją możliwości, a być może także szczęście.
     Chyba zapomniałem, że przed moim urodzeniem była wolna — a może nawet szczęśliwa?

Kiedy spojrzałem na to zdjęcie, zdębiałem. Jej widok – wolnej, całą sobą wychylonej ku przyszłości […]
     Widok szczęścia na twarzy mojej matki sprawił, że boleśnie odczułem niesprawiedliwość z powodu jego zniszczenia.

🖇

Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna starać się wyjaśniać rze­czy­wi­sto­ści, tylko ją ilustrować, a ja piszę, żeby wyjaśnić i zrozumieć życie mojej matki.
     Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna się powtarzać, a ja chcę spi­sywać tylko tę samą historię, wciąż i na okrągło, wracać do niej, dopóki nie pozwoli mi ujrzeć fragmentów jej prawdy, drążyć szczelinę za szczeliną tak długo, aż to, co ukrywa się pod spodem, zacznie wyciekać na zewnątrz.
     Mówiono mi, że literatura nigdy nie powinna stanowić uzewnętrznienia uczuć osobistych, a ja piszę tylko po to, by wydobyć sentymenty, których nie potrafi wyrazić ciało.
     Mówiono mi, że literatura nie powinna nigdy przypominać manifestu po­li­tycznego, a ja już ostrzę każde z moich zdań, tak jak ostrzy się nóż.
     Bo teraz wiem, że to, co nazywają literaturą, tworzono dotychczas prze­ciw­ko postaciom takim jak ona i ich życiu. Odtąd już wiem, że pisać o niej i o jej życiu to pisać wbrew literaturze.

🖇

[…]  nie miała wyboru – czy raczej myślała, że nie ma wyboru, granicę między jednym a drugim trudno określić […].

🖇

Podsumowując codzienność swojej matki w latach dwudziestych w Austrii, Peter Handke pisze: „Podać do stołu, sprzątnąć ze stołu: «Czy każdy ma, co potrzebne?». Podnieść żaluzje, spuścić żaluzje; zapalić światło, zgasić światło. «Nigdy nie zostawiajcie zapalonego światła w łazience»; złożyć, rozłożyć; opróżnić, napełnić; włączyć kontakt, wyłączyć kontakt. «To wszystko na dzisiaj»”.
     Moja matka mieszkała tysiące kilometrów od Austrii, żyła pół wieku później, jej warunki materialne były inne, a jednak jej życie było dokładnie, słowo w słowo, identyczne.

🖇

Była przekonana, że zasługuje na inne życie, że ono gdzieś istnieje, w jakimś wirtualnym świecie, że wystarczyłoby niewiele, by go dotknąć, i że jej życie w realnym świecie jest takie parszywe wyłącznie przez przypadek.

🖇

Innym razem przechodziła obok szkolnego podwórka, na którym bawiłem się z dziewczynką z miasteczka, Cindy. To jest twoja matka? – spytała mnie Cindy. Odparłem, że nie, nie wiem, kim jest ta kobieta.

🖇

Podobnie jak Monique Wittig, która twierdzi, że lesbijki nie są kobietami, że wymykają się tej wymuszonej tożsamości, osoba, którą jestem, nigdy nie była mężczyzną – i właśnie to zaburzenie świata realnego najbardziej mnie do niej zbliża.

🖇

Kiedy w dzieciństwie razem mieszkaliśmy i kiedy spotykałem w miasteczku osoby uprzywilejowane – mera, dzieci bogaczy, właścicieli apteki czy skle­pu spożywczego – najczęściej ich nienawidziłem, bo widziałem w nich wszystkie te przywileje, które dla mnie były niedostępne.
     Nienawidziłem ich zadbanych ciał, ich luzu, ich pieniędzy, swobody ich ruchów.

🖇

Była nie tylko matką piątki dzieci, bez pieniędzy i bez perspektyw, ale także więźniem we własnym domu. Wszystkie drzwi były zaryglowane.

🖇

Istnieją rozstania brutalniejsze niż zerwanie. Nie kłóciliśmy się z sobą czę­ściej niż kiedyś, nie było krzyków ani trzaskania drzwiami – po prostu nie mieliśmy już sobie nic do powiedzenia.

🖇

Kiedy byłem dzieckiem, wstydziliśmy się razem – naszego domu, naszej biedy. Teraz wstydziłem się ciebie, za ciebie. Wstydziliśmy się osobno.
     Życie trwało dalej, jej życie zaś nadal przypominało walkę z życiem.

🖇

Miała zaledwie czterdzieści lat, ale nic się jej już nie mogło przydarzyć. I właśnie wtedy, kiedy sformułowałem tę myśl, wszystko się zmieniło.

🖇

Odkąd już z nią nie mieszkałem, w jej życiu dostrzegałem jedynie przemoc. W moim nowym świecie kobiety nie były traktowane tak, jak była i jak by­ła­by traktowana moja matka czy inne kobiety w miasteczku. […]
     Od rozstania z nią nauczyłem się przemoc widzieć – i teraz widziałem ją wszędzie.

🖇

Którejś nocy […]  zadzwonił telefon. W otaczającej mnie ciemności rozległ się jej głos: Stało się. Zrobiłam to. […]
     Byłem z ciebie dumny. Czy ci to powiedziałem?

🖇

W jej życiu miłość była zawsze przestrzenią, gdzie albo się rządziło, albo było się rządzonym, nie zaś przestrzenią zawieszenia stosunków władzy.

🖇

To dziwne, że oboje wkroczyliśmy w życie jako przegrani Historii: ona – ko­bieta, ja – dziecko odmieniec, wynaturzone. Jak jednak w równaniu ma­te­ma­tycz­nym, w symetrycznym odwróceniu sytuacji, przegrani świata, jaki dzieliliśmy, zostali zwycięzcami, a zwycięzcy – pokonani.

🖇

Jak wszystkie metamorfozy, dalszy ciąg jej przemiany zapoczątkowało spotkanie.

🖇

Dla niektórych osób tożsamość współczesnej kobiety jest w sposób oczywisty tożsamością opresyjną. Dla niej stanie się taką kobietą było zdobyczą cywilizacyjną.

🖇

Pewnego wieczoru tego nowego życia, chcąc sprawić jej przyjemność, za­bra­łem ją do baru eleganckiego, wręcz luksusowego hotelu. […]  Widzia­łem, że jest spięta i boi się popełnić faux pas. […]  A jednak – i to chciałem osiąg­nąć – widziałem przede wszystkim jej radość z prze­żywania tej chwili, z przebywania w tej świątyni luksusu, a więc z przywłaszczenia sobie życia, na które w poprzednich okolicznościach nie miałaby szans. Mru­żąc oczy, mówiła: Mimo wszystko nieźle sobie oboje radzimy.

🖇

Innym razem, z okazji urodzin, zaprosiłem ją do restauracji na szczycie wie­ży Montparnasse. Poprzedniego dnia zwierzyłem się znajomym ze swo­ich obaw, że będzie tym miejscem onieśmielona i uniemożliwi sobie cie­sze­nie się chwilą – co zdarzyło się w zeszłym roku z moim ojcem, którego za­pro­siłem do restauracji serwującej mięsa z rusztu, bo wiedziałem, że takie właśnie lubi, ale kiedy otworzył kartę, zaszokowany cenami, nie zgodził się zamówić najlepszych dań, jakie mu doradzałem. Zamówił zwykłego ham­bur­ge­ra, najtańsze danie w karcie, powtarzając, że nie chce, bym się za­nad­to wykosztował. Obawiałem się, że matka zrobi to samo, ale kiedy kelner podał nam karty, zamówiła foie gras i homara, zaproponowała także, że­by­śmy napili się szampana: Wypijemy po kieliszku? Nie chciała stracić tej okazji zasmakowania innego życia.

🖇

Co to znaczy „zmienić się”?
     W tym, co wiem o niej dzisiaj, są dziesiątki obrazów i faktów, które prze­czą prostej historii o szczęśliwej metamorfozie. […]
     Czy zmiana nadal pozostaje zmianą, jeśli jest do tego stopnia ogra­ni­czo­na przemocą klasową?
      A jednak. A jednak jest szczęśliwa. Wciąż mi to powtarza. Sam już nie wiem, jak i co o tym myśleć. Być może rzecz nie w tym, żeby wiedzieć, co to znaczy zmiana, ale w tym, co to znaczy „szczęście”? […]
     Po raz pierwszy mówiła o swoim życiu w czasie przyszłym: Za dziesięć lat, kiedy mój – jej facet – przestanie pracować, kupimy samochód kem­pin­go­wy i będziemy pomieszkiwać w całej Francji, będziemy podróżować. Za­wsze marzyłam o wędrownym życiu.

🖇

Niedawno zrozumiałem, że nawet jeśli wobec matki jest się synem, to wobec kobiety pozostaje się mężczyzną.

Édouard Louis, Zmagania i metamorfozy kobiety,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Kilka miesięcy temu, w ogródku herbaciarni, gdzie za­pro­po­no­wa­łem jej spotkanie, opowiedziała mi, że kiedy miałem sześć lat, wezwała ją moja nauczycielka. Na­uczy­cielka chciała jej powiedzieć – tak przynajmniej twierdzi moja matka – że uważa moje zachowanie za od­mien­ne od innych uczniów, że wyrażam marzenia i pragnienia zbyt wielkie, ambicje nietypowe dla dziecka w moim wieku. Inne dzieci chcą zostać strażakami lub policjantami, ale ja przekonywałem nauczycielkę, że zo­stanę królem lub prezydentem republiki, i przy­się­ga­łem, że gdy dorosnę, zabiorę matkę z dala od ojca i kupię jej zamek.
     Chciałbym, żeby ta opowieść o niej stworzyła jej rodzaj domu, w którym mogłaby się schronić.

(tamże)

sobota, marca 28, 2026

6056. 87/365  // Panna cotta (CXCII)

nim z za­dyszką opadłam na fotel po krótkiej wizycie w ła­zien­ce, świa­do­mość wsunęła mi w dłoń karteczkę, a na niej obia­do­we menu.

opcja pierwsza: marzyć o tym, by wrócić do stanu z przeszłości; opcja druga: truchleć na myśl o tym, co w przyszłości przyj­dzie mi nie­uchron­nie stracić.

wybrałam opcję trzecią: ucieszyć się tym, co jest — jeszcze tu jestem, a miłość nigdy się nie kończy.

87/365

Se sei deluso perché non hai ottenuto ciò che volevi, con­so­la­ti. E poi pensa a tutte le volte in cui non ti è capitato ciò che non volevi.
Jeśli jesteś rozczarowany, bo nie dostałeś tego, czego chciałeś — pociesz się. A potem pomyśl o tych wszystkich sytuacjach, w których nie spotkało Cię to, czego nie chciałeś.

Kobi Yamada, Apri il tuo cuore. Come vivere
ogni attimo al meglio
, ilustr. Charles Santoso,
przeł. z j. angielskiego Alice Pascutti,
Mondadori Libri, Milano 2024.

6055. Z oazy (CDXXXI)  // Panna cotta (CXCI)

Gdy prawie miesiąc temu Kaan otrzymała tę książkę, przypomniało mi się, że znam tę kreskę i ten sposób łączenia słów w piękno. Niedźwiadek dający krecikowi sto­krot­kę był tego dnia wisienką na torcie wrażeń. Gdy tylko wróciłam do domu, klik, klik, czy ta lektura ukazała się w języku włoskim? Tak! Klik, klik i czekanie. Do­kład­nie tydzień temu z paczkomatu przyniósł ją Sadownik i dopóki nie dopadł mnie wi­rus, nie było na dzielni szczęśliwszej osoby niż ja.

Prawie całą tę historię muszę tu pod ręką mieć, ale jeden obrazek — z tłuściutkim robaczkiem — nabrał dziś dla mnie szczególnego znaczenia, ilustrując moje do­świad­cze­nie, i wy­rwał się do działu bez książek.

Liczba języków, sprawdziłam, w których można mieć tę książkę przyprawia o zawrót głowy, ale również zachwyca; w końcu nie wszyscy chcą czytać po polsku, włosku czy angielsku.

La gratitudine non la si possiede, la si impara e la si sviluppa col tem­po. È un’abilità che acquisiamo con la vita. […]  Puoi coltivare la ca­pa­ci­tà di fare una pausa, di guardarti attorno, di lasciarti sorprendere e ral­le­gra­re dal mondo che ti circonda.
Wdzięczności się nie posiada, uczymy się i rozwijamy ją z czasem. To umiejętność, którą nabywamy wraz z doświadczeniem życiowym. […] Możesz pielęgnować w sobie umiejętność zatrzymania się, rozejrzenia wokół, pozwolenia światu, by Cię zaskakiwał i cieszył.

La vita è un dono. Ed è per te.
Życie to dar. I jest dla ciebie.

Le cose migliori della vita spesso non sono materiali. Si tratta di esperienze vissute, emozioni provate, relazioni create. Sono queste le cose che più bril­lano nella nostra memoria. Ed è proprio quando ci sentiamo grati che ri­usciamo […]  ad apprezzare i momenti più preziosi.
Najlepsze rzeczy w życiu często nie są materialne. To przeżyte doświadczenia, odczuwane emocje, tworzone relacje. To właśnie one najjaśniej błyszczą w naszej pa­mię­ci. I to właśnie wtedy, gdy czujemy wdzięczność, […] potrafimy docenić najcenniejsze chwile.

🖇

Guarda attentamente. Le cose straordinarie
sono nascoste in quelle quotidiane. Solo
quando apprezzi qualcosa
cominci a vederlo davvero
.

Patrz uważnie. Rzeczy nadzwyczajne
są ukryte w tych codziennych. Dopiero
gdy coś cenisz,
zaczynasz to naprawdę widzieć
.

🖇

Pensa a ciò che ti fa sorridere. L’abbraccio di un amico. Un atto di com­passione. Una risata contagiosa. Un fiore che sboccia. La vita ti offre infinite meraviglie.
Pomyśl o tym, co sprawia, że się uśmiechasz. Uścisk przyjaciela. Akt współczucia. Zaraźliwy śmiech. Rozkwitający kwiat. Życie oferuje Ci nieskończone cuda.

Sii presente. Assapora ogni piccola gioia. Rischi di perderti ciò che c'è mentre rimpiangi ciò che potrebbe esserci stato o ti preoccupi per ciò che potrebbe esserci.
Bądź obecny. Smakuj każdą małą radość. Ryzykujesz, że stracisz to, co jest teraz, żałując tego, co mogło być, lub martwiąc się o to, co może nadejść.

🖇

Ama liberamente, apertamente, senza limiti.
Più condividi amore, più avrai amore.

Kochaj swobodnie, otwarcie, bez granic.
Im więcej miłości dajesz, tym więcej jej masz.

🖇

Semplifica. La felicità ha bisogno di poco.
Upraszczaj. Szczęście potrzebuje niewiele.

🖇

Condividi i tuoi doni e aiuta gli altri a scoprire i loro.
Dziel się swoimi darami i pomagaj innym odkrywać ich własne.

🖇

Ognuno di noi deve incoraggiare la crescita dell'altro. Non sot­to­valutare mai il potere di una parola gentile. C'è sempre un modo per dare, dire o fare col cuore.
Każdy z nas powinien wspierać rozwój innych. Nigdy nie lekceważ po­tę­gi do­bre­go słowa. Zawsze znajdzie się sposób, by dawać, mówić lub czynić prosto z serca.

🖇

Sii la ragione per cui gli altri credono nella bontà delle persone. Ogni atto di gentilezza che compi nei confronti di qualcuno diventa una parte di loro, e di te.
Bądź powodem, dla którego inni wierzą w dobroć ludzi. Każdy akt życzliwości, jaki oka­zu­jesz drugiemu człowiekowi, staje się częścią jego i Ciebie.

🖇

Sii presente per gli altri. Le persone buone aiutano
altre persone buone a restarlo.

Bądź obecny dla innych. Dobre osoby pomagają
innym dobrym osobom takimi pozostać.

🖇

Sii orgoglioso della tua resilienza. Riconosciti il merito di essere riuscito a superare tutti quei momenti difficili quando credevi che non ce l’avre­sti fatta.
Bądź dumny ze swojej odporności. Doceń siebie za to, że udało Ci się przetrwać te wszyst­kie trudne chwile, w których wydawało ci się, że nie dasz rady.

🖇

Parlati con parole che nutrono, perché sei sempre in ascolto.
Mów słowami, które karmią, bo zawsze siebie słyszysz.

🖇

Ammira la bellezza e il valore degli altri senza dubitare dei tui.
Podziwiaj piękno i wartość innych, nie wątpiąc we własne.

🖇

Cerca un bisogno. Trova un problema. Rispondi in una maniera che sia significativa per te. Fai tu quella differenza in grado di cambiare le cose per il meglio.
Dostrzeż potrzebę. Zauważ problem. Odpowiedz na niego w sposób, który ma dla Ciebie znaczenie. To Ty bądź tą różnicą, która jest w stanie zmieniać rzeczy na lepsze.

🖇

Senti il suolo, annusa l’aria, tocca la luce, nutriti di cielo.
Non sei soltanto una parte della natura, anche la natura è parte di te.

Poczuj grunt, wdychaj powietrze, dotknij światła, karm się niebem.
Nie jesteś tylko częścią natury, również natura jest częścią ciebie.

🖇


Przeżywaj przygody. Poznawaj miejsca. Szukaj
wszystkich cudów świata, jakie tylko potrafisz sobie wyobrazić.

🖇

Ama con tutto te stesso, perché
l’amore non merita nulla di meno.

Kochaj całym-całą sobą, bo
miłość nie zasługuje na nic mniej.

🖇

Poni domande degne della tua attenzione. Cosa ti rende felice?
Come puoi aiutare l’altro? Cosa apprezzi di più dell’essere vivo?
Per che cosa sei grato?

Zadawaj pytania godne Twojej uwagi. Co czyni Cię szczęśliwym?
Jak możesz pomóc drugiemu człowiekowi? Co najbardziej cenisz w tym, że żyjesz?
Za co jesteś wdzięczny?

🖇

Questa giornata non si ripeterà mai.
Ogni cosa è un’esperienza unica e irripetibile.
Ringrazia per questo mo­mento. E questo momento.
E quest’altro momento. E tutti i momenti che verranno.

Ten dzień już nigdy się nie powtórzy. / Wszystko jest doświadczeniem jedynym i niepowtarzalnym. / Podziękuj za tę chwilę. I za tę chwilę. / I za tę kolejną. I za wszyst­kie chwile, które nadejdą.

Kobi Yamada, Apri il tuo cuore. Come vivere
ogni attimo al meglio
, ilustr. Charles Santoso,
przeł. z j. angielskiego Alice Pascutti,
Mondadori Libri, Milano 2024.