poniedziałek, października 05, 2026

6248. na gigancie, dzień 23.

🍅
W końcu zobaczymy, że ścieżki, którymi kroczyliśmy,
zawsze były oświetlone.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6247. Z oazy (CDLXXVIII)

Na ławie w domu Sadownika Mamy leżą Znaki. Ta sama książka podróżuje z Sa­do­wni­kiem w jego aipadzie. Solidaryzując się, sięgnęłam po ostatnio wydaną w języku polskim książkę tej samej Autorki.

Czytałam po kawałeczku, traktując ją jako gigantową lekturę pracy nad kon­se­kwen­cja­mi straty. Ta lektura chwilami to prawdziwy miszmasz oraz mydło i powidło, ale po­czy­nając od drugiego dnia turnusu, z przyjemnością patrzyłam, który fragment wyrwie się, by stać się opiekunem dnia.

W efekcie to pierwsza książka, której wyimki, poza tymi poniżej, tworzą łańcuch dwu­dzie­stu osobnych wpisów, stworzonych nie tylko na potrzeby dokumentowania życia na gigancie, ale również z myślą o Drugim Tacie i Tych, których kochał naj­bardziej na świecie.

Czasami kamień, który podnosisz i trzymasz w dłoniach, przemawia do ciebie. Dzielisz się z nim uczuciami, a on napełnia cię energią.

🍅

Oświecone życie nie musi być wolne od smutku — oznacza, że żyjemy pełnią życia nawet w obliczu smutku i w ten sposób okazujemy szacunek miłości, która się przez niego przebija.

🍅

[…]  każdy z nas pochodzi od co najmniej dziesięciu tysięcy babć, które istniały i nadal istnieją w naszych genach. To one sprawiły, że dotarliśmy do tego miejsca. Potrzeba było wszystkich dziesięciu tysięcy w długim, nie­przerwanym łańcuchu, aby doprowadzić mnie do tego miejsca.

🍅

Wszystkie nasze działania mają znaczenie
i wszystkie wywierają określony wpływ.

🍅

Staraj się zawsze być w kontakcie ze swoją duchowością.

🍅

[20 maja, Światowy Dzień Pszczół]
[…]  co trzeci kęs jedzenia, które spożywamy, zależy od owadów za­py­la­ją­cych […]. Pszczoły mogą zapylić nawet tysiąc kwiatów podczas jednej wy­pra­wy poza ul i są głównymi zapylaczami około osiemdziesięciu procent wszyst­kich kwitnących upraw — jabłek, ogórków, orzechów, jagód, bro­ku­łów, szparagów i wielu innych roślin.
     Jednak w ciągu ostatnich kilku lat giną w ogromnych ilościach na całym świecie — głównie z powodu pasożytów, pestycydów, utraty siedlisk, cho­rób i zmian klimatycznych. W 2023 roku śmiertelność wśród pszczół wy­nio­sła blisko pięćdziesiąt procent […].

🍅

Najjaśniejsze płomienie radości są zazwyczaj rozpalane
przez nieoczekiwane iskry.

🍅

[…]  „nic w naszym życiu nie musi się zmieniać poza jego po­strze­ga­niem”. Chodzi tylko o to, aby spojrzeć na życie w inny sposób.

🍅

Niewielkie wydarzenia z przeszłości kształtują
wielką rzeczywistość naszej teraźniejszości.

🍅

[…]  nawet w najciemniejszych chwilach mroku, straty, żalu i zagubienia po­jawia się światło.
     To jasne światło, które wskazuje nam drogę. Widzimy je i możemy wy­czuć — jak słońce przebijające się przez chmury. Zawsze jest dla nas do­stęp­ne, szczególnie w trudnych chwilach.

🍅

Kiedyś owinę wokół ciebie ramiona
Po raz ostatni. Już mnie nie będzie lub będę odchodził,
Ty już odejdziesz albo już nie wrócisz.
             Pokój, do którego mamy wejść, ma wiele drzwi.
Ale po drugiej stronie, za skrawkiem nieba,
Rzeki, śniegu, błysku światła —
My, ty, ja czekamy,
Opierając się, siedząc lub stojąc obok
Ukochanych, którzy odeszli przed nami,
Trzymając się mocno, zaznaczając nasze miejsce.

   — David Bosnick

🍅

     — Zawsze powtarzam ludziom: „Smutek pojawia się tam, gdzie miłość”. Jeśli odchodzi ktoś, kogo kochasz, będziesz się smucić — mówi Jordan — ale to nie oznacza, że ta osoba odeszła na dobre. Jeśli smutek przypomina mi, że Jesse nadal tu jest, to go przyjmuję. To wszystko jest częścią naszej wspólnej podróży.

🍅

Powiedziałby: „Chyba żartujesz. Po prostu zmieniaj, co chcesz. Przestań się martwić i to zrób”.

🍅

Musimy nauczyć się zostawiać nasze osądy za drzwiami, jak robią to dzieci.

🍅

Wszystko idzie do przodu i na zewnątrz, nic nie upada, a umrzeć jest inaczej, niż ktokolwiek przypuszczał, i szczęśliwiej.
   — Walt Whitman (1819–1892)

🍅

W tym greckim micie Pandora […]  otrzymała tajemniczą puszkę, którą otworzyła z ciekawości. W środku znajdowały się wszelkie plagi świata — choroby, śmierć, szaleństwo, przemoc, chciwość — które z niej uciekły, aby już zawsze nękać ludzkość. Kiedy Pandora zatrzasnęła pokrywkę, w środku pozostała tylko jedna rzecz: nadzieja.
     — Przesłanie naprawdę mnie poruszyło — mówi Margaux. — Nadal jest nadzieja, jeśli zdecydujesz się ją uwolnić.

🍅

Nad nami świecą gwiazdy, tak daleko, że
ich światło dociera do nas, gdy już ich nie ma.
Tak samo jest z ludźmi, których kochaliśmy – ich wspomnienia
zawsze świecą jasno, choć nasz wspólny czas się kończy.
Jednak w najciemniejszą noc gwiazdy są światłem,
które nas prowadzi.

   — Hannah Szenes (1921–1944)

🍅

[…]  wiem, że pozostajemy na zawsze połączeni z ukochanymi osobami.

🍅

Z moich doświadczeń wynika, że psy i inne zwierzęta nie tylko wyjątkowo dobrze wyczuwają emocje swoich właścicieli i reagują na nie, gdy są na tej ziemi, ale także pozostają z nami głęboko związane po przejściu na Drugą Stronę.
     Psy są naprawdę dobre w wysyłaniu znaków.

🍅

[…]  wszyscy jesteśmy liśćmi na gałęziach tego samego drzewa – wyrastamy osobno, rośniemy dalej w różny sposób, ale mimo to jesteśmy ze sobą nierozerwalnie związani.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
(wyróżnienie własne)

Nadzieja tkwi w działaniu.
   — David Bosnick

🍅

     — Jeśli istnieje tylko jedna uniwersalna rzecz na świe­cie, to moim zdaniem jest nią miłość — mówi Liz. — Jeśli w to wierzysz, wiesz, że nigdy nie możesz zostać rozdzielona z ludźmi, których kochasz i którzy kochają ciebie. Według nauk judaizmu kiedy umiera rodzic, jego zdolność do ochrony dziecka nie maleje, a nawet wzra­sta. Nadal wywiera on wpływ na Wszechświat. Dotyczy to nas wszystkich, bo nasza miłość jest wieczna.

🍅

[…]  zmiany, które wprowadzamy w naszym co­dzien­nym życiu, zawsze zaczynają się w nas samych, na naj­mniejszym możliwym poziomie.

🍅

Nie istnieje model życia, który pasowałby wszystkim, więc wyrusz w swoją własną podróż […].

(tamże)

niedziela, października 04, 2026

6246. na gigancie, dzień 22.

🍅
[…]  zatrzymujemy się w cyklu zachowań lub okoliczności, których w danej chwili do końca nie rozumiemy, ale które nabierają sensu po latach.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6245. Z oazy (CDLXXVII)

Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktu­al­niam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.

Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapu­ka do na­szych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach uj­mu­jąc bar­dzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wy­bi­ła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możli­we. A potem skończył się nasz świat.

I pojawiły się dwa opisane powyżej powody . Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…

Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych sa­mych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć dia­me­tralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, za­trzy­ma­ło, za­du­ma­ło i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.

Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które po­mo­gły prze­żyć — ponad czterdzieści tytułów, które również wyjątkowo cenię, więc uśmie­cha­łam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książ­kę bez wa­ha­nia. Jeśli będzie próbował uwieść cię podtytuł, nie daj się zwieść, wcho­dzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.

Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy.
I już nigdy nie będzie „normalnie”.

🖇

Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I za­do­wo­le­ni w tej łatwiźnie. […]  I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.

🖇

Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.

🖇

Zaczynam czytać prozę o żałobie. […]  Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.

🖇

Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej.
Nie mają pojęcia.

🖇

Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.

🖇

Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […]  Każde milczenie i każda samotność są inne.

🖇

Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym,
że odcina od ludzi wokół.

🖇

Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było nie­wy­ob­ra­żal­ne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.

🖇

Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.

🖇

Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.

🖇

Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.

🖇

[…]  obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.

🖇

Wszystko jest teraz po raz pierwszy,
jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.

🖇

Ci, co zostają […]  przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.

🖇

W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zda­wa­ło się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jed­ną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może na­wet cofnie się do  s p r z e d?

🖇

Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz wię­cej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.

🖇

Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?

🖇

Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nie­ro­zwią­zy­wal­ny­mi problemami usuwa się w cień.

🖇

Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, mie­siąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wi­chu­ra, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze uro­dzi­ny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierw­sza inter­wencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tę­skno­ta za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; ta­niec przy mu­zy­ce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierw­sza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierw­sza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux­-pas, którego żałuję; pierw­sze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od po­cząt­ku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze roz­mro­że­nie lodówki, pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierw­sza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze ol­śnie­nie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze […]… Kiedyś przestanę liczyć.

🖇

Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć.
   — Chimamanda Ngozi Adichie

🖇

Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żad­ne z tych słów nie jest wpisana strata.

🖇

Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.

🖇

Strata zwiększa naszą wrażliwość.

🖇

Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.

🖇

Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.

🖇

Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.

🖇

Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towa­rzy­skich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znu­dze­niem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Inten­syw­ność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są eta­pie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkli­wo­ści, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przy­jaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tyl­ko wycinek mnogości stanów.

🖇

Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już­-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.

🖇

Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do ni­cze­go”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”. Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni kom­pu­te­rowych. Never again.
     Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.

🖇

Strata wkopuje nas w nas.

🖇

Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.

🖇

Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.

🖇

Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne za­in­te­re­so­wa­nia. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.

🖇

Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!

🖇

W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już­-już się zdawało, że jest lepiej.

🖇

Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni.
   — Ferdinand Cheval (1836–1924)

🖇

Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.

🖇

Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.

🖇

Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.

🖇

Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?

🖇

Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.

🖇

Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […]  dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.

🖇

Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.

🖇

Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie
z piosenką Brela Ne me quitte pas.


Jacques Brel, Ne me quitte pas.

🖇

Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczu­cie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszyst­ko trwa bez zmiany.
   — Roland Barthes (1915–1980)

🖇

Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie paź­dzier­ni­ka i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wy­so­ko­ści zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu od­kry­ło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.

🖇

[…]  zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w sto­sun­ku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.

🖇

[…]  naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który po­darował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lot­ni­sku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.

🖇

W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „na­praw­dę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.

🖇

Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson po­wie­dzia­ła: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, do­pó­ki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.

🖇

[…]  pierwszy rok jest najgorszy. Potem
zdarzają się tylko fale smutku.

🖇

Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.

🖇

Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przy­wią­zu­jąc się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że od­mel­do­wa­nie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.

🖇

Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.

🖇

W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdzi­wi­ła­bym się, gdyby w drzwiach stanął M.
     „Z zakupami?” — chce wiedzieć.
     „Albo i bez”.

Agnieszka Taborska, Bez skóry.
Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.

🖇

[…]  zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.

🖇

To się podobno da przeżyć.

🖇

Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.

(tamże)

Papież
     Pewien papież w Watykanie
     Często miewał własne zdanie.
     W kwestii wojny
     Ów dostojnik
     Zwłaszcza pieprzył niesłychanie.

— Marcin Giżycki (1951–2022)

🖇

Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w po­szcze­gól­nych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.

sobota, października 03, 2026

6244. na gigancie, dzień 21.

🍅
Najważniejsze jest to, abyśmy otworzyli drzwi
i mieli odwagę zacząć od nowa.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

piątek, października 02, 2026

6243. 275/365  // na gigancie, dzień 20.

pierw­szy raz — w ramach tego giganta — po­zwo­liłam sobie na odrobinę tę­skno­ty i tknę­ło mnie, że.

tęsknota — choćby nie wiem, jak uwierała, bo­la­ła nie do wy­trzy­ma­nia, przyduszała, drę­czy­ła czy była całkowicie nie do uko­je­nia — jest przy­wi­le­jem*. ogrom­nym, nawet jeśli to­wa­rzyszą jej łzy, których końca nie sposób dojrzeć.

275/365

_________
  *  prawdopodobieństwo, że ktoś/coś po­ja­wi­ł(o) się w na­szym życiu, było bliskie zera; ot, ślepej kurze trafiło się ziarno.

🍅
Nie możemy być w pełni ludźmi, dopóki nie zrozumiemy, że wszyscy stanowimy część większej całości — jesteśmy ga­łę­zia­mi tego samego drzewa.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

czwartek, października 01, 2026

6242. 274/365  // na gigancie, dzień 19.

powolność. po-wolno-ść*. po-wol­ność.

274/365

_________
  *  bo miłość nie ma końca.

🍅
[…]  nasza dusza sięga dalej, niż jest w stanie pojąć nasz umysł.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

środa, września 30, 2026

6241. 273/365  // na gigancie, dzień 18.

ona na wózku z przystawką, on z białą laską bezpiecznie trzy­ma się rączki wózka, poszli. na szczęście nie było nikogo, komu wy­rwał­by się z ust dramat! świętowali jego urodziny.

273/365

🍅
[model zwany „głowa, serce i ręce”, opra­co­wa­ny] w XVIII wie­ku przez szwajcarskiego re­for­matora edukacji Johanna Hein­richa Pe­sta­lozziego.
     […]  głowa jest tym, co wiemy, serce tym, na czym nam za­le­ży, a ręce tym, co robimy.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

wtorek, września 29, 2026

6240. na gigancie, dzień 17.

🍅
Wystarczy jedna lub dwie proste zmiany — subtelne prze­su­nięcie perspektywy — aby zyskać ogromne korzyści.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

poniedziałek, września 28, 2026

6239. 271/365  // na gigancie, dzień 16.

pojawia się w refleksach światła, w jego mi­go­ta­niu między po­ru­szanymi wiatrem liśćmi drzew. zatrzymuje mnie przy ro­śli­nach. uczy zachwytu chwilą, gdy promienie słoneczne uf­nie układają się na zielonościach.

271/365

🍅
[…]  „przyszłość” to właśnie teraz.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

niedziela, września 27, 2026

(6237+1). Suplement

Klik, klik, czy to prawda, bo przecież to powieść. Wystarczyły mi cztery słowa i… ruszył potok łez. Z żalu, że tylko grając, łapał kontakt z pięknem, mi­łością, choć z pasją i miłością obdarowywał cały świat pięknem granej przez siebie muzyki. Czy to z powodu po­ło­że­nia geograficznego szeroko pojęci Słowianie mają tak wy­pa­sio­nych, pa­to­lo­gicz­nie ogromnych krytyków wewnętrznych? Jak bardzo społeczeństwa i rodziny po­ma­gają w ich formacji, wzroście i utrzymaniu w najlepszym bycie? Nóż w kieszeni się otwierał.

Dokument Enigma udostępniono rok po śmierci Richtera. Film pozwolił milionom fanów poznać bliżej życie autentycznego maestra poza sceną.
     Zbudował swój własny świat, sekretny i olśniewający. Monsaingeon powiedział: „Grał bez zadęcia, ale z absolutną wolnością”.

•

Trzeba podjąć decyzję i zdecydować się na „nigdy nie znalazłem takiego, jakiego chciałem” lub na „nie wiem, jak wybrać fortepian, nigdy nie po­trafiłem”.
     Czyż wszyscy ludzie na świecie nie przypominają fortepianów różnych firm i odmiennych marek i tak jak one nie fascynują pięknem i od­mien­nością?
     Zatem jak myślisz — czy to Richter wybrał Ninę z morza ludzi, czy to raczej ona wybrała Richtera?

•

[…]  zrobiło mi się żal obu steinwayów.
     Stały tu praktycznie zapomniane, nikt się nimi nie zajmował. Nikt na nich nie grał, co już było dość smutne, ale co gorsza, służyły jako rekwizyty w fałszywej szczęśliwej scence dla pielgrzymujących turystów.
     Przynajmniej nie tkwiły tu samotnie, miały siebie do towarzystwa, a no­cą, gdy zamykano drzwi, mogły razem wspominać przeszłość. Praw­do­po­dob­nie jednak nigdy się nie dowiedziały, że grając na nich, maestro [Swia­to­sław Richter] marzył o pianissimo innego fortepianu.

•

     — […]  Przed śmiercią przygotowywał się do koncertu, ostatni utwór, który zagrał, to była sonata nr 3 Schuberta. Mówił, że jego ulubiona to nr 18 D.894…

•

Wpatrując się w stronice z nutami, zagrałem całą sonatę nr 18 D.894 Schu­berta, od początku do końca, i zajęło mi to dwie godziny. Przerwałem kilka razy i ołówkiem zapisałem nieliczne uwagi na kartkach, przygotowując się do zagrania jej ponownie, ale moje palce miały inne plany i popłynęła spod nich lekka piosenka.

•

Wiatr mijających lat zostawiał po sobie zmarszczki. Zamknąłem oczy, uspo­koi­łem oddech, moje ręce znalazły po ciemku miejsce na klawiaturze i za­gra­ły pierwszą nutę sonaty.

Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.

Franz Schubert, Sonata fortepianowa nr 18 G-dur,
Alfred Brendel (fortepian).

❦

Richter. The Enigma, reż. Bruno Monsaingeon, 1998.

6237. Z oazy (CDLXXVI)

Dzień Ojca, pisałam, jest dla nas — Białego Kruka i mnie — świętem ruchomym. W zeszłym tygodniu okazało się, że wciąż jest, tylko przekształcił się i po raz pierw­szy obchodzony jest jako… A doszło do tego tak.

Zatrzymała mnie okładka. Arcyoszczędna graficznie zachwyciła mnie, a gen po dziad­ku drukarzu uczepił się kroju pisma, którym złożono metadane. Klik, klik i po raz pierwszy Dzień ku pamięci Ojca ruszył z przytupem, zachowując naturę Dni Ojca obchodzonych z Białym Krukiem.

Pełna niuansów, niedopowiedzeń, niepewności w relacjach, nieśpiesznie tocząca się historia wśród białych i czarnych klawiszy. A w tle muzyka i muzycy. I jeszcze więcej muzyki.

Na początku wszyscy byliśmy jedynie bezcielesnymi duszami. Kiedy Bóg zapragnął nadać im fizyczny kształt, odmówiły, nie chciały zespolić się z ma­terią, która podlega chorobom, śmierci i nie może swobodnie podró­żo­wać w czasie i przestrzeni. Wtedy Bóg użył podstępu – na jego rozkaz anio­ło­wie zagrali cudowną melodię.
     I stało się: muzyka urzekła dusze, które zapragnęły usłyszeć ją naj­wy­raź­niej, jak to możliwe. Istniał wyłącznie jeden sposób – za pośrednictwem ludz­kiego ucha. Boski fortel się powiódł i dusze oblekły się w ciała.

🖇

Wiele lat temu przyzwyczaiłem się do bycia samotnym czarnym klawiszem, podczas gdy białe klawisze zdawały się istnieć poza zasięgiem moich palców.
     […]
     Myślałem, że mogę robić wyłącznie to. Biec bez końca. Biec, dopóki nie będę miał pojęcia, gdzie jestem. Aż do chwili, kiedy Lin Sang pozwolił mi znów usiąść przy steinwayu i usłyszeć bicie własnego serca.

🖇

Wraz z końcem Arabeski nr 1 Debussy’ego pianista przez trzy sekundy trzy­mał ręce zawieszone w powietrzu, jak para łabędzi płynących leniwie po je­ziorze, zanim dotrą do brzegu.
     Ćwierć wieku później pewien nastolatek zdołał znów usiąść przed stein­wayem i usłyszeć szepczące pod jego koniuszkami palców klawisze. Ten chło­pak sprzed dwudziestu pięciu lat mignął, pojawił się na chwilę w odbi­ciu na lakierowanym mahoniu i rozpłynął się w powietrzu wraz z ostatnią nutą.


Claude Debussy, Arabeska nr 1,
Maria João Pires (fortepian).

🖇

W czasach, kiedy cyfrowe rejestrowanie nagrań było nadal science fiction, na dwóch końcach skali znajdowali się Richter, który uznawał tylko kon­cer­ty na żywo i zaciekle odrzucał pracę w studiu, i, na przeciwnym, Gould, dla którego najważniejsza była sama muzyka i któremu nie przeszkadzało na­gry­wanie w kilku podejściach.

🖇

Kto uwolnił ducha zamkniętego w tym fortepianie, aby mógł przemierzyć świat i mnie odnaleźć?

🖇

Prawdziwe marzenie to siła, która
ciągnie cię, kiedy jesteś
najbardziej bezsilny i zagubiony.

🖇

Kluczowa jest barwa. […]  Najbardziej poruszająca barwa nie brzmi wyjątkowo mocno, ale ma w sobie tę najcichszą, najsłabszą nutę…

🖇

[…]  każdy fortepian istniejący na świecie ma swoje odrębne brzmienie. Większość ludzi nie ma o tym pojęcia, trwają w przekonaniu, że każdy dźwięk, który słyszą, jest identyczny i perfekcyjny. Taka jest moc cywilizacji.
     Mówiąc wprost, istota ludzka to jedynie kolejne niedoskonałe z natury stworzenie. Czyż nie opakowujemy tego w abstrakcyjne słowa… takie jak dusza, świętość, miłość czy piękno?

🖇

Muzycy nie zawsze rozumieją swoje fortepiany […]
     Podobny błąd popełniają zwykli ludzie, nie dostrzegając, jak złożone i nieprzewidywalne jest ludzkie serce. Wydaje im się, że istnieją partytury, z których można się nauczyć zasad postępowania z drugim człowiekiem.

🖇

[…]  marzeń nie należy ścigać, nie można ich również posiadać ani zdo­by­wać. Powinny być jak sumienie, jak najszczersza melodia w sercu, a nie coś ulokowanego poza nami.

🖇

Czy jeśli w rezonansie sześćdziesięciolatka wyczuwasz samotność i rozpacz, to przyczyną może być brak strojenia? Który z powtarzających się inter­wa­łów jest najbliższy pitagorejskiej zasadzie harmonii?

🖇

Jako profesjonalista mogę powiedzieć, że każdy fortepian, nowy czy stary, ma duszę. Dopiero strojenie łamie zaklęcie i ją uwalnia, w innym przy­pad­ku pozostałaby uwięziona na wieki.

🖇

Dla niego każda sytuacja oznaczała nową szansę, a jeśli popełnił błąd, za­czy­nał od nowa, nigdy nie myślał nad ceną i ryzykiem, z jakimi dla in­nych wiąże się każdy ich krok.

🖇

Rzeczywiście chcesz wejść w ten biznes? Czy…
     Czy co? Prawie to powiedziałem, ale zabrakło mi odwagi, bałem się jego słów, że sami się oszukujemy naszym początkowym zdecydowaniem.
     Jeśli obedrzesz z płci, pożądania i smrodu pieniądza słowo „partner”, to jaki rodzaj relacji pozostanie między nami?
     Dlaczego ja? Jak w ogóle mógłbym to być ja? Czy nie oczekiwał, że jego partner będzie bardziej reprezentacyjny, bardziej otrzaskany w świecie?

🖇

Zawsze cichaczem [przeznaczenie] zmienia swe ścieżki,
a ty nie masz o tym pojęcia.

🖇

Subtelny klon, elegancki heban, krzepki mahoń, odporna brzoza, wszystkie ustawione w jednej linii, przywoływały na myśl powiązane losem kostki do­mina oczekujące na wywracający je wszystkie cios.
     […]
     Najłagodniejszym tonem […]  modliłem się za pokaleczone fortepiany wo­kół mnie.
     Spędziłyście życie, służąc ludzkiej próżności i wulgarności, wiem, jakie to trudne…
     Przez wieki jedynie garstka z was miała szczęście spotkać geniuszy mu­zy­ki, zdecydowana większość zmarnowała swój czas…

🖇

     — Nie wiem, jak… Nie mogę… Pomóż mi… Przepraszam, ja naprawdę nie mogę, naprawdę…
     Lin Sang chwilę milczał i nagle wykrzyknął na cały głos moje imię:
     — Hu! Yi! Lu!
     Potem objął mnie, podczas gdy ja nie mogłem powstrzymać hi­ste­rycz­ne­go dygotu.

🖇

[…]  nagle mnie zapytał: „Jak myślisz, gdzie jest twój dom?”.

🖇

Gdy docierasz do kresu, nie ma już znaczenia, czy zostałeś pianistą kon­cer­to­wym, ważne jest jedynie to, czy w chwili odejścia masz to coś, co przy­nie­sie ci spokój i uwolni od żalu.

Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek,
Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2024.

Być może los sprawia, że ludzie mogą się spotkać wy­łącz­nie w określonym momencie.

🖇

[…]  muzyka to nasze wspólne źródło i przeznaczenie.

🖇

[…]  każdy człowiek rodzi się z własnym ro­dza­jem drga­nia — niektórzy szukają go w instrumentach, inni w śpie­wie, a inni, ci szczęśliwsi, słyszą go w olbrzy­mim świecie. Tam odnajdują tę wibrację, która współ­brzmi z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

(tamże)

6236. 270/365  // na gigancie, dzień 15.

wy­tchnął, wrócił do ula i zadzwonił. pierwszy raz od tamtej krótkiej rozmowy usłyszałam jego głos. popłakałam się ze szczę­ścia.

270/365

🍅
[…]  istnie­je coś więcej — coś głębszego, co może nas zmienić na lepsze. O ile tylko obejmiemy w posiadanie swoje światło.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6235. Z oazy (CDLXXV)

W środku zeszłego tygodnia spotkało mnie przemiłe zaskoczenie, że jeszcze jeden barnes, że bez zbędnej zwłoki przełożony na język polski.

Mówią powieść, a ja natychmiast gubię znaną mi definicję tego gatunku literackiego i jestem cała głupia. Dla mnie to patchwork wrażeń, reakcji i przemyśleń Autora, na to, co go w czasopismach, w relacjach i w życiu spotkało.

Pomimo prawie osiemdziesiątki na karku, gdy zbierał i układał te literki, w jednym miejscu naprawdę bredzi, ale jest usprawiedliwiony, po prostu nie musiał nigdy scho­dzić wystarczająco głęboko — tylko zgrzytnęłam zębami, przymknęłam oko — nie do­ce­nia siły roślin i powtarza nieprawdziwe, wyjątkowo krzywdzące, komunały o oso­bach całkowicie zależnych.

Tych kilka nitek, które pozwalają nazwać tę książkę powieścią, których splotów i su­płów unikałam podczas wybierania wyimków, by nie spojlerować, zasługuje na za­chwyt. I z tym zachwytem zostałam po przeczytaniu tej książki, a potem w „gratisie” pławiłam się dodatkowo w radości, patrząc, jak na moich oczach wyimki organizują się w zgrab­ną całość. Po drodze wymusiły na mnie, by za­zna­czyć szwy między ele­men­ta­mi o różnych wzorach tkanin, z których ten literacki patchwork stworzono.

Wydaje ci się, że zapa­mię­ta­łeś coś „dokład­nie”, a im wię­cej razy przy­wo­łu­jesz to wspo­mnie­nie i je opo­wia­dasz, tym moc­niej utwier­dzasz się w prze­ko­na­niu o jego praw­dzi­wo­ści. Ale co by było, gdyby upo­mniał cię i popra­wił… wła­sny mózg? Co, gdyby mógł ci przed­sta­wić wszyst­kie twoje wer­sje wyda­rzeń i poka­zać, jak stop­niowo acz sys­te­ma­tycz­nie odda­la­łeś się od pier­wot­nej rela­cji? Czy to nie byłoby dziwne i dez­orien­tu­jące? Ale też pomocne: trud­no byłoby odrzu­cić wnio­ski wła­snego wzgó­rza, prawda?

🖇

[…]  to, co zwy­cza­jowo uwa­żamy za wspo­mnie­nie, jest przy­wo­ły­wane, czę­sto lub nieczę­sto, na prze­strzeni naszego życia, i za każ­dym razem prze­obraża się tro­chę, aż wresz­cie zastyga w for­mie, którą – za wła­sną namową — uzna­jemy za prawdę.

🖇

Trudno myśleć o mózgu, bo wiąże się to z uży­ciem jego samego: skom­pli­ko­wane, a może też osta­tecz­nie daremne przed­się­wzię­cie. A mimo to więk­szość z nas czuje, że w jakiś spo­sób dowo­dzimy swo­imi mózgami, tak jak — choć to może nie­wła­ściwa meta­fora — kapi­tan łodzi pod­wod­nej dowo­dzi swoim okrę­tem.
     Pery­skop w górę! Lustro­wać hory­zont! Intruzi! I tak dalej. Wyobra­żamy sobie, że mówimy naszym mózgom, w którą stronę mają wyce­lo­wać tor­pedy i kiedy je odpa­lić. Jed­nak takie poczu­cie ładu i kon­troli nie wytrzy­muje głęb­szej ana­lizy. Nasze mózgi mają nad nami znaczną prze­wagę: wie­dzą wszystko to, co my, pod­czas gdy my wiemy tylko o nie­któ­rych ich dzia­ła­niach.
     Mówi się, że prze­ciętny mózg codzien­nie prze­twa­rza sie­dem­dzie­siąt cztery giga­bajty infor­ma­cji. Innymi słowy — sie­dem­dzie­siąt tysięcy myśli. Pra­cuje dzień i noc. My śpimy, a mózg nie.

🖇

Przy pew­nych odpo­wied­nich nastro­jach wspo­mnie­nia — to, co się za­po­mniało – wycho­dzą na wierzch. […]  czy to nie­moż­liwe — czę­sto się za­sta­na­wiam — że to, co prze­ży­wa­li­śmy z wielką inten­syw­no­ścią, ist­nieje nie­za­leż­nie od naszych myśli, ist­nieje w grun­cie rze­czy na­dal?
   — Vir­gi­nia Woolf

🖇

Nie­ważne, jak wyra­zi­sta jest dana myśl w środku nocy, nie można ocze­ki­wać, że mózg będzie ją pamię­tać – i przy­po­mni o niej — kilka godzin póź­niej. Nie pełni prze­cież funk­cji two­jego fak­to­tum.

🖇

[…]  naj­lep­sza część naszej pamięci jest poza nami, w dżdży­stym podmu­chu wia­tru, w zadu­chu pokoju lub w zapa­chu pierw­szego ognia na kominku […].
   — Marcel Proust

🖇

[…]  być może mam — albo mia­łem — w sobie coś, co zachęca innych do zwie­rzeń. Cza­sem na wstę­pie mówią, ner­wowo: „Nie wyko­rzy­stasz tego, prawda?” lub — rza­dziej, z więk­szą pew­no­ścią sie­bie — „Mam dla cie­bie hi­sto­rię”. A ja za każ­dym razem odpo­wia­dam: „To tak nie działa”. Co jest prawdą. Piszę głów­nie fik­cję, co wymaga powol­nego kom­po­sto­wa­nia życia, zanim sta­nie się ono uży­tecz­nym mate­ria­łem, i w danej chwili nie mam po­ję­cia, co może nabrać fik­cyj­nego poten­cjału, a co nie.

🖇

[…]   stu­dio­wa­łem na Oks­for­dzie mię­dzy 1964 a 1968 rokiem […]. Byłem w Mag­da­len, jed­nym ze star­szych i bar­dziej oka­za­łych kole­giów, a wów­czas też wyłącz­nie męskim. […]  Było pły­wa­nie pun­tami i dal­szo­pla­nowa, lecz wy­raź­na świa­do­mość, że podą­żamy śla­dami uprzy­wi­le­jo­wa­nych. […]  Pew­nego popo­łu­dnia pan Bre­ar­ley powie­dział nam: „I za­wsze pamię­taj­cie, że lata spę­dzone tam będą naj­lep­szym okre­sem wa­sze­go ży­cia”. Kiedy byłem na stu­diach, ta prze­po­wied­nia cza­sami bar­dzo mi cią­żyła. „Czy naprawdę lepiej już nie będzie?” — zasta­na­wia­łem się i popa­da­łem w przy­gnę­bie­nie.

🖇

[…]  jesz­cze jedno. Nar­ko­tyki. Lata sześć­dzie­siąte — jak wszy­scy wie­dzą — były dekadą pod zna­kiem seksu i nar­ko­ty­ków. Ale to pierw­sze było znacz­nie bar­dziej skom­pli­ko­wane logi­stycz­nie i psy­cho­lo­gicz­nie niż dzi­siaj; nato­miast to dru­gie było — dla mnie — nie­wi­dzialne. […]  mię­dzy rokiem 1964 a 1968, ni­gdy nie zapro­po­no­wano mi choćby skręta. Typo­wymi używ­kami były alko­hol i papie­rosy. Ja nie pali­łem i nie­spe­cjal­nie lubi­łem pić. Piwo sma­ko­wało paskud­nie, a wino kupo­wa­łem rzadko.

🖇

Ste­phen był — jest — był — wysoki i paty­ko­waty. […]  kiedy wyma­chi­wał rękami, miało się wra­że­nie, że wyru­sza jed­no­cze­śnie w róż­nych kie­run­kach. […]  Jego wnę­trze nie współ­grało z zewnę­trzem. Mówił cicho, był ostrożny, ni­gdy nie sza­stał argu­men­tami, tak jak sza­stał koń­czy­nami, i był bar­dzo uważny.

🖇

Jean […]. Bły­sko­tliwa, ener­giczna, impul­sywna? Zadziorna? Te okre­śle­nia są nieco bliż­sze, ale wciąż tylko przy­bli­żone. Doga­dy­wa­li­śmy się dobrze, czę­ściowo dla­tego, że ponie­kąd zda­wa­łem sobie sprawę, iż nie mam u niej szans. Pod­cho­dziła wprost do rze­czy i idei, i osób; to ona brała się za nie, a nie one za nią — czy to ma sens? I chciała zoba­czyć świat.

🖇

W tam­tych cza­sach, my — mam tu na myśli mło­dych męż­czyzn, któ­rzy, jak Ste­phen i ja, zostali wycho­wani w sys­te­mie jed­no­pł­cio­wym – mie­li­śmy wie­le pry­mi­tyw­nych i czy­sto teo­re­tycz­nych wyobra­żeń o kobie­tach. […]  A po­nie­waż bra­ko­wało nam pew­no­ści sie­bie, ocie­ka­li­śmy żalem nad samymi sobą i spo­dzie­wa­li­śmy się odrzu­ce­nia, w ogóle nie bio­rąc pod uwagę, że dziew­częta mogą doświad­czać cze­goś podob­nego. Nie­dawno prze­czy­ta­łem, że u chłop­ców mózgi roz­wi­jają się znacz­nie wol­niej niż u dziew­cząt. Kobiecy móż­dżek osiąga doce­lowy roz­miar w wieku lat jede­na­stu, nato­miast jego męski odpo­wied­nik dopiero w dum­nym wieku lat pięt­na­stu. To chyba wyja­śnia pewne kwe­stie zwią­zane z zacho­wa­niem chłop­ców, prawda? A skoro „dziecko jest ojcem czło­wieka”, rów­nież pewne kwe­stie zwią­zane z zacho­wa­niem męż­czyzn?
     Były też inne demo­ty­wu­jące czyn­niki. Nie­które dziew­częta inte­re­so­wały się bar­dziej książ­kami niż chło­pa­kami. Inne poznały już chło­pa­ków, któ­rzy byli starsi i bar­dziej cza­ru­jący niż my. Jesz­cze inne (czy pod wpły­wem intu­icji, czy uwa­run­ko­wań spo­łecz­nych) wie­działy, czego chcą, a także — od ra­zu — że my tym nie jeste­śmy.

🖇

[…]  skoń­czy­li­śmy już egza­miny […]  i z lękiem wyobra­ża­li­śmy so­bie przy­szłość tam, w tym dur­nym doro­słym świe­cie kom­pro­mi­sów i kłamstw opo­wia­da­nych samemu sobie.

🖇

Jako pogodny pesy­mi­sta zwy­kle szu­kam
dobrych stron każ­dej sytu­acji
[…].

🖇

     — Przy­pusz­czam, że nie da się tego wyle­czyć?
     — Nie — odpo­wie­działa wprost. — Nie da się tego wyle­czyć, ale da się to kon­tro­lo­wać.
     […]
     — Aż mój stan się unor­muje? — spy­ta­łem.
     — Nie, do końca pań­skiego życia. Na tym polega „kon­tro­lo­wa­nie”. Cho­roba będzie panu towa­rzy­szyć aż do śmierci. Zapewne pana nie zabije, chy­ba że doj­dzie do kolej­nych mu­ta­cji. Ale w innym wypadku umrze pan razem z tą cho­robą, a nie na nią.

🖇

Druga notatka brzmi: „Nocą mózg gna” […].

🖇

Na oddziale ratun­ko­wym […]  napi­sa­łem w notat­niku: „Ojej — to może być koniec tej histo­rii — liczy­łem na coś, co będzie warte opi­sa­nia, a przy tym nie okaże się śmier­telne”. Co brzmi jak poważne kusze­nie bogów.

🖇

To począ­tek kresu. […]  Żyję w teraź­niej­szo­ści, ale w przy­szło­ści będę ist­nieć jedy­nie w prze­szło­ści.

🖇

Pisa­nie tego — wtedy, kiedy to robię — uspo­kaja mnie. Sku­piam się na sło­wach, na tym, by zawrzeć w nich tyle prawdy, ile tylko potra­fię.

🖇

[…]  ani szczę­ścia, ani smutku nie da się kon­tro­lo­wać. Radość, przy­jem­ność, fascy­na­cja – tak jak ich foto­gra­ficzne nega­tywy: smu­tek, ból i znu­dze­nie – ogar­niają nas falami.

🖇

[…]  zna­la­złem się w medycz­nym poło­że­niu, któ­rego nie prze­wi­dzia­łem. Zazwy­czaj cho­ruje się, idzie do leka­rza i/lub szpi­tala, i zostaje się wyle­czo­nym albo nie, lub też wyle­czo­nym na jakiś czas, po któ­rym cho­roba po­wra­ca i znów zostaje wyle­czona lub nie. Tym­cza­sem moje scho­rze­nie jest nie­ule­czalne […]. […]
     Nie­ule­czalne, ale pró­bu­jemy to kon­tro­lo­wać – to brzmi jak… życie, nie­praw­daż?

🖇

     — Ste­phen, myślę, że to naprawdę zły pomysł.
     — Czemu?
     — Nie wraca się do tego, co minęło. Nie roz­dra­puje się sta­rych ran, i tak dalej.
     — Nie sądzi­łem, że uciek­niesz się do tru­izmów.
     — Cza­sem tru­izmy to po pro­stu nagro­ma­dzona mądrość.
     Pokrę­cił głową.
     — Kolejny tru­izm.
     […] 
     — A ty ni­gdy tego nie zro­bi­łeś? — zapy­tał.
     — Czego?
     — Nie wró­ci­łeś?

🖇

Pro­ust mówi gdzieś, że „Wspo­mnie­nia, jakie żywimy jedni o dru­gich, nawet w kwe­stiach miło­ści, nie są iden­tyczne”. Ja zamie­nił­bym to „nawet” na „zwłasz­cza”.
     Zdaję sobie sprawę, że w tej książce jest sporo Pro­usta. A ja nawet nie je­stem jego wyznawcą. Ale może to widać, bo — tak jak powy­żej — cytuję go głów­nie po to, by się z nim nie zgo­dzić.

🖇

Leża­łem bez­sen­nie, myśląc o tym, że nie­które złe rze­czy mogą być dobre. Lub na odwrót. I ni­gdy wię­cej o tym nie roz­ma­wia­li­śmy. Nie było to tabu, po pro­stu coś, o czym nie wspo­mi­na­li­śmy.

🖇

Ni­gdy nie wie­rzy­łem w pogodę ducha star­szych ludzi — to zawsze brzmiało jak bajka, która ma ich uczy­nić bar­dziej god­nymi podziwu, a nas bar­dziej zado­wo­lo­nymi z sie­bie.

🖇

[…]  nagle zda­łem sobie sprawę, że wszy­scy na mnie patrzą, więc wyko­na­łem jakiś gest – wzru­szy­łem ramio­nami, uśmiech­ną­łem się, roz­ło­ży­łem ręce – który miał wyra­żać, że oczy­wi­ście jestem wnie­bo­wzięty, ale nie chcę brać żad­nej odpo­wie­dzial­no­ści za swoje czyny, że teraz wszystko zależy od nich i że jeśli to schrza­nią, to nie będzie by­naj­mniej moja wina. Tak, wiem, że nie ma gestów, które wyra­zi­łyby to pre­cy­zyj­nie, ale zro­bi­łem, co w mojej mocy.

🖇

     — Jest róż­nica mię­dzy oka­zy­wa­niem uczuć a ich wyra­ża­niem.
To zabrzmiało, jakby stro­fo­wała mnie za coś, co powie­dzia­łem wcze­śniej, ale nie pamię­ta­łem, czy istot­nie tak było. Odpar­łem więc po pro­stu:
     — Tak?
     — Tak, roz­pra­cuj to sobie, powie­ścio­pi­sa­rzu.
     — Na przy­kład?
     — Na przy­kład nie­któ­rzy są lepsi w jed­nym niż w dru­gim. Sta­rają się oka­zy­wać uczu­cia swoim zacho­wa­niem, a nie wyra­żać je sło­wami.

🖇

„Cóż, zawsze łatwiej się zako­chać niż kochać dłu­go­ter­mi­nowo”. Lub: „To, że się zako­cha­łeś, nie ozna­cza, iż masz prze­stać pra­co­wać nad róż­nymi spra­wami”. Przy­znaję, że takie wyświech­tane fra­zesy cisnęły mi się na ję­zyk, wobec czego wybra­łem mil­cze­nie.

🖇

     – Wygląda na to, że jestem odpo­wie­dzią na pyta­nie, któ­rego ni­gdy mi nie zadano i któ­rego nie zada­łam sama sobie.

🖇

Powta­rza­łem sobie: „Prze­cież powin­ni­śmy wszy­scy być doro­śli”. A po­tem w mojej gło­wie roz­brzmie­wały słowa Jean: „Wszy­scy jeste­śmy dziećmi w do­ro­słej skó­rze”. Ale ja nie chcę w to wie­rzyć, to była tylko kolejna z wielu wymó­wek […].

🖇

[…]  w dzi­siej­szym świe­cie prze­sy­co­nym mediami i mediami spo­łecz­no­ścio­wymi nie ma wiel­kich szans, żeby ktoś ni­gdy o miło­ści nie sły­szał. A w re­zul­ta­cie każdy uważa, że ona mu się należy.

🖇

Ale z pew­no­ścią prze­żyw­szy na tej pla­ne­cie tyle tysiąc­leci, zdą­ży­li­śmy już zauwa­żyć, że życie nie jest słuszne ani spra­wie­dliwe, i że dobrych ludzi czę­sto spo­ty­kają złe rze­czy, a złych cza­sem spo­ty­kają dobre, i że pod każdą spo­kojną powierzch­nią nie­ustan­nie czai się gwał­towny chaos.

🖇

O ile w ogóle mogła mnie uspo­koić jaka­kol­wiek zwy­kła fraza, była to ta, któ­ra wtedy nagle wró­ciła do mnie i którą posłu­guję się do dziś: „To tylko wszech­świat robi swoje”.

🖇

T.S. Eliot napi­sał, że wszystko, co wiemy o innych ludziach, to wspo­mnie­nia chwil, w któ­rych z nimi jeste­śmy; i że gdy z nimi nie jeste­śmy, oni – ci ludzie – zmie­niają się. Zawsze uwa­ża­łem, że trąci to tro­chę bez­na­dzieją. Ale jest też prawdą, że nawet nasi naj­bliżsi przy­ja­ciele i kochan­ko­wie skry­wają wspo­mnie­nia, emo­cje i cechy, z któ­rych nie zda­jemy sobie sprawy – i z któ­rych oni też mogą jej sobie nie zda­wać. […]  ci inni ludzie, o któ­rych mówi Eliot, nie tylko zmie­niają się, kiedy na nich nie patrzymy, lecz także zmie­niają się w naszej wyobraźni, gdy nie jeste­śmy z nimi.

🖇

Głowa i serce wciąż dzia­łają, pod­czas gdy ciało pod­upada.
Ale lepiej tak niż na odwrót.

🖇

Albo wysa­dzimy pla­netę, a wraz z nią całą sztukę, albo prze­trwamy, ale ewo­lu­ujemy w coś, czego nie potra­fimy sobie nawet wyobra­zić – nie będzie to jed­nak nic podob­nego temu, czym jeste­śmy teraz, z naszymi pro­stymi pra­gnie­niami boga i miło­ści, i szczę­ścia, i sztuki.

🖇

W końcu my, żywi, jeste­śmy w skraj­nej mniej­szo­ści w porów­na­niu z tymi, któ­rzy umarli, oraz tymi, któ­rzy się jesz­cze nie uro­dzili. Co spra­wia, że życie wydaje się kru­chą chwilą, czym istot­nie jest.

🖇

[…]  spadł z tych samych scho­dów. […]  otrze­py­wał się, jakby przed chwilą zła­pał go deszcz; następ­nie odda­lił się nie­spiesz­nym kro­kiem do miski, żeby spraw­dzić, czy nie ma w niej jedze­nia. Wów­czas wyda­wało się, że pod­szedł do tego upadku jak epi­zo­dy­sta – cóż, stało się, idziemy dalej. Jed­nak osta­tecz­nie do głosu doszedł nar­ra­ty­wizm – czy też pamięć – i teraz patrzy na schody z podejrz­li­wo­ścią. Cza­sem przy­czaja się na górze, zer­ka­jąc w dół wzro­kiem krót­ko­wi­dza, i nie chce się ruszyć, po czym zaczyna z nie­po­ko­jem scho­dzić i przy­staje na każ­dym stop­niu, zanim zde­cy­duje się zmie­rzyć z ko­lej­nym; czę­ściej jed­nak strach go para­li­żuje i czeka, aż zosta­nie pod­nie­siony i prze­trans­por­to­wany ręcz­nie.
     Nic w tym dziw­nego: Jimmy ma szes­na­ście lat, co — jak mi powie­dziano — odpo­wiada 112 latom ludz­kim […].

🖇

Nie­któ­rzy kochają, a potem pogrą­żają się w żalu za tym, co mieli i stra­cili. Inni pró­bują kochać i pogrą­żają się w żalu za czymś, czego nie mieli – a ści­ślej mówiąc, pogrą­żają się w żalu, bo nie udało im się zbu­do­wać życia, które w przy­szło­ści mogłoby im przy­nieść abso­lutną, roz­pacz­liwą żałobę. Czy to ma sens?

🖇

Moż­liwe, że każde z nas ma na myśli co innego, kiedy mówimy o miło­ści i szczę­ściu, w związku, jak i w spo­łe­czeń­stwie. Zwłasz­cza teraz.

Julian Barnes, Odejście/a,
przeł. Dominika Lewandowska-Rodak,
Świat Książki, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

     — Mam nadzieję, że nie przyj­dzie ci ni­gdy do głowy, żeby napi­sać o mnie i Jean.
     A ja odpar­łem:
     — Oczy­wi­ście, że nie — zresztą to tak nie działa.
     A on odparł:
     — To dobrze.
     I tak to zosta­wi­li­śmy. Nie zawra­ca­łem mu głowy teo­rią pisar­stwa jako kom­po­sto­wa­nia życia.

🖇

[…]  obie­ca­łem Ste­phe­nowi i Jean, iż o nich nie napi­szę. W rze­czy­wi­sto­ści było jesz­cze gorzej: zło­ży­łem przy­sięgę, że tego nie zro­bię. Przy­sią­głem na Biblię. Może­cie w to uwie­rzyć, w XXI wieku? Jak jakaś przy­sięga pre­zy­dencka. Pamię­ta­cie pierw­sze zaprzy­się­że­nie Donalda Trumpa? Powie­dziano mu, że użyta zosta­nie Biblia, na którą nie­zli­czeni pre­zy­denci przed nim przy­sięgali, że będą prze­strze­gać kon­sty­tu­cji. On – Bun­tow­nik! – odpo­wie­dział, że woli użyć swo­jej Biblii. (Może to był zabyt­kowy egzem­plarz Biblii grzesz­ni­ków, prze­druku Biblii króla Jakuba z 1631 roku, w któ­rym błąd zecera zamie­nił siódme przy­ka­za­nie w „Będziesz cudzo­ło­żyć”. To byłoby sto­sowne). Tak czy ina­czej, doszło do impasu, a w końcu usta­lono, że przy­się­gnie na obie Biblie, że będzie prze­strze­gać kon­sty­tu­cji i tak dalej. No, a potem wszy­scy wi­dzie­li­śmy, jak ta podwójna przy­sięga prze­ło­żyła się na dwa razy wię­cej pra­wo­ści w spra­wo­wa­niu urzędu.

(tamże)

Ukoń­cze­nie ostat­niej książki w swoim tem­pie i póź­niej­sze zamilk­nię­cie ma przy­naj­mniej nastę­pu­jący poży­teczny sku­tek: ozna­cza, że nie będziesz zmu­szony prze­rwać […]. W ten spo­sób odbie­rasz śmierci spraw­czość. Choć – trze­ba przy­znać – w bar­dzo nie­wiel­kim stop­niu.

🖇

Choć na­dal codzien­nie myślę o śmierci, to tak wyra­zi­ste jej uobec­nie­nia są teraz w remi­sji. „A więc, panie Bar­nes, czy bun­tuje się pan, gdy świa­tło się mro­czy?”. Nie, nie­spe­cjal­nie. Czuję, że tro­chę się z tym pogo­dzi­łem, i patrzę na to nieco bar­dziej filo­zo­ficz­nie.

🖇

Będę za „wami, tobą” „tęsk­nił” — cokol­wiek to zna­czy. Śmierć osła­bia i pod­waża każde z tych słów: „będę” zo­sta­je — lub zosta­nie – pozba­wione zna­cze­nia. A teraz, koniec koń­ców, nie mam do zaofe­ro­wa­nia żad­nych słyn­nych ostat­nich słów. […]  położę na chwilę dłoń na two­im przed­ra­mie­niu – nie, nie prze­sta­waj patrzeć – po czym wymknę się. Nie, nie prze­sta­waj patrzeć.

Julian Bar­nes, Lon­dyn, 2022–25

sobota, września 26, 2026

6234. 269/365  // na gigancie, dzień 14.

danie dnia, kopytka z żeberkami w sosie śmie­tanowym wzbu­dzi­ły skrajne reakcje. szeptem przy stoliku obok: dramat, nie chciał­bym tak żyć! udając, że nie słyszę tych słów, uśmiech­nę­łam się do chwi­li, po­da­ro­wa­nej mi przez ży­cie, czując bez­gra­nicz­ną wdzięcz­ność, że bez naj­mniejszych obaw mogę w tym miejscu za­mó­wić każde danie, bo wszystko, co wymaga po­kro­je­nia, trafi* na mój stół już pokrojone.

269/365

_________
  *  wciąż mam szczęście do spotykanych ludzi.

🍅
Nie pró­bujcie zmieniać życia na takie, jakim według was po­win­no być — pozwólcie, żeby było takie, jakie jest. I pa­mię­taj­cie, aby po drodze mieć otwarte oczy i serce.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

piątek, września 25, 2026

czwartek, września 24, 2026

6232. 267/365  // na gigancie, dzień 12.

smu­tek — nie udawaj, że go nie zauważasz, nie przepędzaj go, nie poganiaj. wypij z nim zimową herbatę, nie oczekując, że to zaraz coś zmieni. niech siedzi przy stole, ile potrzebuje, a ty wyjdź na dwór i spójrz w niebo.

267/365

🍅
Objawienie to odsłonięcie rzeczywistości. […]  Objawienie prze­ry­wa zatem codzienny strumień czasu i pojawia się jako szczególna chwila, w której możemy intuicyjnie uchwy­cić głębszą, bardziej istotną rzeczywistość ukrytą w rzeczach lub osobach.
   — Czesław Miłosz

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

środa, września 23, 2026

6231. 266/365  // na gigancie, dzień 11.

     — jesteś fizycznie bezpieczna?
     — tak.
     — to śmia­ło, włącz ciekawość i lecisz!

266/365

🍅
Miłość […]  nie skończyła się wraz z jego przej­ściem na Dru­gą Stronę. Ta miłość trwa jak potężna siła […]. Ukochane osoby po Dru­giej Stronie bardzo się starają, aby wy­sy­łać nam zna­ki, które pozwalają wierzyć w trwałość tej miłości i po­zo­sta­wać na nią otwartymi, kiedy najbardziej jej po­trze­bu­jemy.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

wtorek, września 22, 2026

6230. 265/365  // na gigancie, dzień 10.

alternatywny tytuł wpisu:
6230. Panna cotta (CCVII)

una canzone. l’ho pescata alla ra­dio qualche giorno fa. è con la canzone che la mia anima sta guarendo.

265/365

[pl] piosenka. wyłowiłam ją z radia kilka dni temu. to przy tej piosence zdrowieje moja dusza.

🍅
Ci, których straciliśmy w znaczeniu fi­zycz­nym, nadal są z na­mi w znaczeniu ener­ge­tycz­nym. Możemy zabrać ukochane oso­by w naszą podróż przez życie.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Vasco Rossi, Se ti potessi dire.

se ti potessi dire
quante volte ho pianto per capire
[…]
se potessi raccontarti per davvero
le abitudini di cui non vado fiero
le malinconie, le nostalgie perfino dei rimpianti
          per le cose che se avessi adesso ancora qui davanti
le rifarei esattamente così sì
stessi errori stesse passioni
e le stesse, stesse, stesse delusioni
, sì
vivere per amare / vivere per sognare
vivere per rischiare / e vivere per diventare
vivere per adesso / vivere lo stesso
vivere per errore / e vivere con passione
vivere solamente / vivere continuamente
vivere senza ricordo / e senza rimpianto
[…]
se ti potessi dire

poniedziałek, września 21, 2026

6229. 264/365  // na gigancie, dzień 9.

dołączy­łam, milczeliśmy. pierwszy raz, choć to mój dzie­wiąty turnus. milczeliśmy razem.

264/365

🍅
Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję, że nie ma większej sztuki, niż kochać ludzi.
   — Vincent Van Gogh

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

[suplement 27.09.2026]
Pamiętaj, partie bez dźwięku to też część gry.

Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.

niedziela, września 20, 2026

6228. 263/365  // na gigancie, dzień 8.

jest ru­tyna*. jest samodyscyplina*. i oczy sze­ro­ko otwarte, by nie przegapić niczego, co spon­ta­nicz­nie przychodzi, by karmić moją duszę, uruchamiać wdzięcz­ność, czynić mnie żywą.

263/365

_________
  *  naturalne inhibitory, skutecznie po­wstrzy­mujące kieł­ko­wa­nie tęsknot.

🍅
Najmniejsza kropla rosy i naj­po­tęż­niej­sza fala oce­anu — wszyst­kie są częścią tej samej wspaniałej historii wza­jemnych po­wiązań.
     To samo dotyczy ludzi. Siły Wszechświata, które kierują wo­dę ku wodzie, starają się kie­ro­wać nas w stronę innych lu­dzi — ludzi, któ­rych potrzebujemy i kochamy. Ludzi, z któ­ry­mi mają skrzyżować się nasze drogi.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.