Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Ostatnia przeczytana na gigancie książka. Przypomniało mi się, że na wirtualnym stoliczku leżała od lat. Wpasowała się w czytanie o stracie i to czytanie w ramach giganta zakończyła. Jest szczególna, bo to dwugłos: osoby odchodzącej i osoby „osierocanej” systematycznie, każdego dnia po kawałeczku.
[…] poszliśmy na krótki spacer w pobliskim parku i Marilyn powiedziała:
— Mam pomysł na książkę, którą powinniśmy razem napisać. Chcę udokumentować czekające nas trudne dni i miesiące. Może opis naszych kłopotów pomoże innym małżeństwom, które znajdą się w podobnej sytuacji: gdy mąż lub żona zapadnie na śmiertelną chorobę. […] Stworzymy tę książkę! Będziemy pisać rozdziały na przemian. Będzie to nasza wspólna książka, różna od innych, napisana przez dwoje ludzi, a nie jedną osobę, refleksje małżeństwa, które żyje ze sobą od sześćdziesięciu pięciu lat! Mamy to szczęście, że możemy iść razem na spotkanie ze śmiercią.
🖇
Kiedy cieszymy się cudownymi wspomnieniami, Marilyn ściska moją rękę i mówi:
— Irv, niczego nie żałuję.
Zgadzam się z całego serca. […] Marilyn i ja nie czujemy żalu — żyliśmy odważnie, w pełni. Staraliśmy się nie marnować okazji, by poznać coś nowego, i teraz zostało nam niewiele czasu.
🖇
Jestem zdumiony kruchością swojego życia.
🖇
W końcu doszłam do wniosku, że człowiek żyje nie tylko dla siebie, lecz również dla innych. Chociaż może się to wydawać oczywiste, dopiero teraz rozumiem w pełni tę prawdę.
🖇
Martwię się swoim stanem, ale przypominam sobie liczne powody, które sprawiają, że ciągle powinnam być zadowolona. Mogę mówić, czytać, odpowiadać na mejle.
🖇
Pisarka Gail Sheehy wzruszyła mnie do łez, gdy napisała: „Będę się za Ciebie modlić i wyobrażać sobie, że Bóg trzyma Cię w dłoni. Jesteś taka maleńka, że na pewno się zmieścisz”. […]
Jest również piękny wiersz Krzątanina w Mieszkaniu Emily Dickinson: Uprzątać Serce — upychać
Miłość w komórkę bezpieczną —
Będzie potrzebna dopiero,
Kiedy się zacznie Wieczność. […]
Henry James przekształcił słowa świętego Pawła o miłości w inteligentną formułę:
W ludzkim życiu ważne są trzy rzeczy. Pierwsza to dobroć. Druga to dobroć. Trzecia to dobroć.
Mam nadzieję przestrzegać tego przykazania nawet mimo cierpień wywołanych moją obecną chorobą.
🖇
— Tak, tak, rozumiem — powiedziała. — Świetnie rozumiem, co pan czuje. Doświadczam dokładnie tego samego. Moje łzy to święto[…]. Wie pan, o czym myślę? Że powinniśmy błogosławić życie i cieszyć się rzeczywistością teraz, gdy ciągle jest rzeczywista.
Jej słowa mną wstrząsnęły. Długo siedzieliśmy w milczeniu, dobrze się rozumiejąc.
🖇
Czuję ogromną otuchę, gdy rozumiem, że nawet jeśli popełnimy błąd (jako ludzie), możemy wszystko naprawić autentycznością i dobrocią.
🖇
Przywileje to nic złego.
🖇
Nie ma jednej wskazówki dla każdego: wszyscy musimy odkryć, co jest dla nas ważne. Po drodze napotykamy znaki, podpowiedzi.
🖇
[…] istnieje pozytywna korelacja między lękiem przed śmiercią a poczuciem nieprzeżytego życia. „Innymi słowy, im więcej pozostało nieprzeżytego życia, tym większy jest lęk przed śmiercią”.
🖇
Jakie to dziwne, że prawdopodobnie to ja umrę pierwsza, choć najczęściej pierwszy umiera mąż. Nawet język angielski ujawnia spodziewaną różnicę między płciami. Wyraz widower („wdowiec”) pochodzi od wyrazu widow („wdowa”). Kiedy w języku angielskim istnieją odrębne określenia dla mężczyzny i kobiety odgrywających tę samą rolę, źródłosłów jest najczęściej rodzaju męskiego: hero/heroine („bohater”/„bohaterka”) albo poet/poetess („poeta”/„poetka”). W tym przypadku źródłosłów świadczy, że kobieta prawdopodobnie przeżyje małżonka.
🖇
[…] moja śmierć to nie tylko moja sprawa. Dzielę ją z ludźmi, którzy mnie kochają […]
🖇
Najbardziej przeraża mnie perspektywa życia bez Marilyn. Tak, wiem, z badań, również moich własnych, wynika, że żałoba kończy się po upływie dwunastu miesięcy — przeżywamy kolejne pory roku, urodziny i rocznice śmierci, święta, a później ból łagodnieje. Po dwóch latach większość z nas znowu włącza się do normalnego życia.
🖇
Mój dawny mentor mówił: „Irv, masz tylko jedno życie. Ciesz się każdą chwilą zdumiewającego zjawiska zwanego «świadomością» i niczego nie żałuj!”. Jego mądra uwaga zmniejszyła mój strach przed demencją.
🖇
Wytrzymanie wszechogarniającej samotności to przytłaczające zadanie. Znowu znajduję pociechę w słowach Jerry’ego Franka: „Siedzę w fotelu i patrzę na toczące się życie. Nie jest tak źle, Irv”.
🖇
[…]
pyta, jak się czuję. Zwykle, by oszczędzić mu zmartwień, mówię: „W porządku” albo „Znośnie”.
🖇
Nazajutrz budzę się o piątej rano i doznaję olśnienia. „Nie rozumiesz, że śmierć to nie przyszłość? — pytam samego siebie. — Marilyn umiera w tej chwili”.
[…] Umiera teraz – to nie przyszłe wydarzenie, tylko teraźniejszość.
🖇
Seneka, Epiktet i Marek Aureliusz. Próbowali zrozumieć wszechświat, w którym życie jednostki to krótkotrwały błysk światła między dwiema wiecznościami mroku, pierwszą przed narodzinami i drugą po śmierci. Uważali, że należy prowadzić dobre, racjonalne życie, chcieli, by człowiek nie obawiał się śmierci, lecz zaakceptował jej nieunikniony charakter w porządku wszechświata.
🖇
[…] siadam przy komputerze i piszę te słowa – jakbym mógł powstrzymać upływ czasu. Czy pomysł napisania tej książki nie służy właśnie temu celowi? Opisuję teraźniejszość, by przenieść ją w przyszłość, zamrozić czas. To złudzenie. Ale daje ulgę.
🖇
[…] tak, zmuszała mnie, jak was wszystkich, bym wydobywała z siebie najlepsze cechy.
Miałam ogromne szczęście, że moja matka była tak głęboko zaangażowana w feminizm!
[…]
Specjalizuję się w położnictwie i pomagam w narodzinach, a jednak jestem tutaj, by pomóc jej odejść. Wydaje się to właściwe. — Eve Yalom, córka
❦
Marilyn kochała piękno —
nie w prosty, hedonistyczny sposób,
ale raczej jako afirmację życia, symbol ludzkiej dobroci.
W pewnym sensie
walczyła o dobro,
w które wierzyła. […]
Zachęcała nas wszystkich,
żebyśmy popierali jej ideały,
dostrzegali dobro
w innych kulturach i religiach,
w ludziach,
w sobie.
Będzie mi głęboko brakowało światła, które niosła,
ale nie spodziewam się, że ono przygaśnie,
raczej nabierze siły,
wypełniając nocne niebo,
przypominając jasne gwiazdy
w ciągle rozszerzającym się wszechświecie. Każdy z was niesie teraz to światło. — Reid Yalom, syn
❦
Kiedy przeczytamy inteligentną, dobrze napisaną książkę,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy zwrócimy się do Boga w rodzaju żeńskim,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy my, kobiety, usiądziemy przy stole i powiemy, co myślimy,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy mimo szacunku dla historii odważymy się kwestionować patriarchat,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy zakwitną morele,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy żeberka zostaną objedzone do kości,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy ktoś poprawi nasz błąd językowy,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy będziemy zdezorientowane, smutne, wesołe albo radosne,
będziemy ją pamiętać.
Będzie żyła, dopóki żyjemy, bo jest teraz częścią nas.
będziemy ją pamiętać. (Odczytane przez Eve Yalom i jej córki Lily i Alanę, powtarzane przez wszystkich obecnych)
🖇
[l]a façon ou manière correcte de faire les choses /pl. właściwy sposób postępowania/
🖇
[…] śmierć, wolność, samotność i sens życia. Moje książki są wykorzystywane na zajęciach ze studentami na całym świecie, bo są jasne i racjonalne. A jednak ja sam doświadczam w tej chwili irracjonalnych impulsów!
🖇
[…]
moja tęsknota się nie zmniejszyła. Stale sobie przypominam, że rana będzie się goić powoli[…].
Marilyn Yalom, Irvin D. Yalom, Sprawa śmierci i życia,
przeł. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)
Powiem ci coś o swoim obecnym życiu.
🖇
Posłuchaj mnie, proszę. Przeżyję twoją śmierć. […] Nie zaprzeczam, że będę tęsknić za tobą do ostatniej chwili życia… ale będę dalej żył. Nie boję się śmierci… nie tak jak dawniej.
🖇
Uważam, że smutek łagodnieje. Może chaos i rozpacz się kończą?
[…]
Kiedy spoglądam na to zdjęcie [Marilyn] i przypominam sobie spędzone wspólnie szczęśliwe chwile, nagle wracam do rzeczywistości. Nie wątpię, że czeka mnie jeszcze wiele cierpień.
🖇
Uczę się, że coś może być wartościowe, interesujące i ważne, nawet jeśli doświadczam tego sam, jeśli nie mogę się tym podzielić z Marilyn.
(tamże)
# (polis):
Później wiadomości telewizyjne i modlitwa Marilyn, by mogła obserwować za życia impeachment Trumpa.
Czekałam na tę książkę w wersji elektronicznej na długo przed gigantem. Czekałam, nie mając pojęcia, że będę ją czytać w ramach empatyzowania z najukochańszym Człowiekiem i Jego Mamą, ale dokładnie tak się stało.
To nie jest książka tylko o stracie i jej konsekwencjach. To przede wszystkim książka o miłości i dlatego warta jest przeczytania. Nie miałam wątpliwości, że wybieranie fragmentów będzie trwało i będzie bolało. Dokładnie tak się stało.
To jedna z dwóch ostatnich książek, jakie przeczytałam na gigancie, ale wyboru wyimków dokonywałam już po powrocie, mierząc się nie tylko z trudnością, jaką było samo wybieranie, ale również z trzymającą mnie długo wszachu niepewnością, jak te wyimki poukładać. Stanęło między innymi na dodatkowej przestrzeni pomiędzy grupami fragmentów, by móc wziąć oddech. Gdy tylko podjęłam tę decyzję, wyimki, które muszę tu mieć, ułożyły się same.
To potrzeba, nie wybór. Ta książka jest potrzebą, nie wyborem.
🖇
Niniejsza książka jest pewnego rodzaju pamiętnikiem i […] jest mapą tego, co się mówi, oraz przemilczeń.
🖇
Gdy piszę, czas jest wciąż podziurawiony. Często myślę o tym, jak wiele nie wiem o przeszłości i jak pusta stała się przyszłość, odkąd zmarł Paul. Wiele pozostawało niewidzialne dla mnie wtedy i pozostaje niewidzialne teraz. Wiele leży poza sferą mojego zrozumienia.
🖇
Ta książka będzie pierwszą, której Paul nie przeczyta przed publikacją. […]
Gdy piszę, słyszę w głowie jego głos. To zdanie jest rozwlekłe, mówił, a wtedy ja przepisywałam je w bardziej zwięzłej formie. Brzmi zbyt ezoterycznie; tu żargon medyczny. Nie wiem, co to znaczy, mówił. Sparafrazuj.
Nie potrzebujesz tu przymiotnika, mówiłam. Użyłeś tego samego słowa dwie strony wcześniej, znajdź inne. Skróć tę dygresję. Jest za długa. Czasem zauważałam frazę, która z jakiegoś powodu wydawała mi się nieprecyzyjna, i wyjaśniałam dlaczego. Zawsze ją zmieniał.
Nie pamiętam ani jednego przypadku, żeby jedno odrzuciło radę drugiego.
🖇
Pisanie to działanie. Zdanie po zdaniu, ustęp po ustępie próbowałam coś z niego przenieść na papier, coś z tego, kim dla mnie był [Paul]. […] Wszyscy umieramy, ale ja miałam go w swoim życiu, a ponieważ go miałam, nie jestem tą, którą byłam, gdy go poznałam, lecz kimś innym — lepszym, cieplejszym, twardszym, mądrzejszym. Kiedyś mówiłam mu: Jesteś sercem mojego serca. Był i cały czas jest.
🖇
Czasem ważne jest, by przemówić, a czasem mądrzej jest ugryźć się w język. Nie zawsze też łatwo ustalić, która opcja jest właściwa. Ta książka jest owocem jednego i drugiego.
Wiem także, że ORAZ związku dwojga ludzi nie jest usprawiedliwieniem dla ingerencji, dla wścibstwa lub wpychania się do wnętrza drugiej osoby i domagania się wyznań. Każdy człowiek musi mieć swobodę wyboru, kiedy i co powiedzieć. Nawet najbardziej intymne relacje wymagają szacunku dla czułych, drażliwych i tajemnych geografii człowieczego ja.
🖇
Dwie wersje czasu: czas jako linia pojedynczego ludzkiego życia, które kończy się śmiercią, i czas jako koło, które się obraca i mieści w sobie cykle narodzin i śmierci.
🖇
Godziny przeskakują do przodu, za to minuty częstokroć ciągną się powoli. Chcę zakorzenić swe ciało w kalendarzach i zegarach, tych niezawodnych, acz ostatecznie fikcyjnych systemach odliczania upływającego czasu, ale gubię się w ich regularnym rytmie.
🖇
[…]
żyjemy w owym „Potem”, miejscu, gdzie logika czasu i przestrzeni jest zaburzona.
🖇
Martwię się, że moje myśli rozproszą się na więcej kawałków, niż będę w stanie pozbierać. Tym się teraz zajmuję — zbieraniem kawałków siebie.
🖇
Zwyczaje, nawyki, rytuały wywodzą sens z powtórzeń, a powtórzenia te mogą służyć za zbroję chroniącą przed niepokojem.
🖇
Istoty ludzkie nie są jedynymi, które tęsknią za zmarłymi i ich szukają. […]
Gdzie jesteś?
Mogę poszukiwać utraconego partnera, pisząc o nim w tej książce, rzecz dla gęsi niemożliwa, aczkolwiek gęś i ja jesteśmy istotami społecznymi przywiązanymi do swego towarzysza i żadna z nas nie jest w stanie zlokalizować tego, którego utraciła, a tym bardziej przywrócić mu życia.
🖇
Chociaż istoty ludzkie są w zasadzie zbiorem poszczególnych części, nie są one autonomiczne, ale w fundamentalny sposób ze sobą powiązane. Modele medyczne słyną z tego, że słabo odzwierciedlają to współuzależnienie, opierając się na odpowiedzialności lekarzy specjalistów za każdą z oddzielnych części. […] Specjalizacja ma swoje cudowne plusy, lecz także znamienne martwe punkty.
🖇
Jak powiedziałam Paulowi, guz to nie drzewo. Nie można określić, kiedy wyrósł, i pomimo długiej tradycji łączącej raka z emocjami i ze stratą oraz wielu najnowszych prac naukowych, które podejmują to samo pytanie, rezultaty badań nie są jednoznaczne i wśród naukowców nie osiągnięto w tej kwestii konsensusu. Panuje natomiast zgoda co do tego, że stresory różnego rodzaju wpływają na układ odpornościowy. […] Warto pamiętać naukową mantrę: „korelacja to nie przyczyna”.
🖇
W trakcie terapii Paula cały czas myślałam o tym amerykańskim generale, który podczas wojny wietnamskiej stwierdził: „Musieliśmy zniszczyć tę wioskę, żeby ją ocalić”.
🖇
Niestety w dużym stopniu propaganda świetlanej przyszłości medycyny personalizowanej i jej zdolności przewidywania terapii dla „ciebie” służy temu, by sprzedać prymitywne, fałszywe przekonanie o tym, że decydującym czynnikiem w rozwoju choroby jest „gen”. Regularnie pojawiają się głosy o wpływie „środowiska”, wciąż jednak powszechne jest przekonanie, że chorobę można przewidzieć na podstawie genomu danej osoby.
🖇
Cudowności i potworności przeplatają się w życiu wielu z nas.
🖇
Co mam zrobić? — zwracał się do mnie z przelotnym uśmiechem na twarzy — pogrozić Bogu pięściami?
🖇
Fantazja indywidualnej sprawczości jest potężna — idea, że każde z nas kontroluje w dużym stopniu to, co się nam przytrafia.
🖇
Istnieje znacząca różnica między nadzieją a optymizmem. Skłonność optymisty do przyjmowania z radością każdej dobrej nowiny i przewidywania szczęśliwego zakończenia jest zrozumiała, ale wywołuje huśtawkę emocjonalną, nie do wytrzymania przynajmniej dla tych, którzy kochają pacjenta. Nadzieja natomiast jest do życia niezbędna.
🖇
Nadzieja jest tym, czego potrzebujemy, dopóki sprawa nie stanie się beznadziejna, a wtedy ważne jest, by stawić czoło prawdzie.
🖇
Gdyby terapie poskutkowały […]. Choroba stałaby się bolesnym wspomnieniem, naszym wspólnym, z domieszką wdzięczności za innowacyjne rozwiązania medyczne, nic jednak nie poszło zgodnie z planem.
🖇
30 kwietnia
Mój kochany umarł dziś o 6.58. […] „On was słyszy. Możecie do niego mówić”. Ujęłam w dłonie jego twarz. Powiedziałam: „Boże, zaznaliśmy tyle radości, co? Tyle radości”. To mi przyszło do głowy. Radość. Wydawała się tak ważna.
🖇
Mądrość po fakcie to nie prognoza.
🖇
Lata temu napisałam w jednym z esejów: „Tylko odsłonięte ja może poczuć radość”. To także prawda w odniesieniu do miłości i żałoby.
🖇
Zagłębiłam się w badania dotyczące żałoby. Gdy coś mnie nurtuje, czytam. Obsesyjnie czytam o tym, co mnie nurtuje. Nie rozwiązuje to problemu. Ale pozwala się zdystansować. Chłodzi oparzenie. Lepsze to niż butelka szkockiej.
🖇
Chęć samotnego zwinięcia się w pozycji embrionalnej w zaciemnionym pokoju i pozostania tam nieruchomo ma w teraźniejszości powab, jaki w przeszłości odczuwałam tylko wtedy, gdy cierpiałam na ciężką grypę, przeziębienie lub migrenowy ból głowy. Gdy wabi mnie inercja, myślę sobie — nie odpowiadaj. To zew otchłani.
🖇
Lęk […] jest jak spojrzenie w otchłań. — Søren Kierkegaard (1813–1855)
🖇
Gdy samotnie przemierzam ten dom, naśladuję rytmy z czasów przed śmiercią Paula w przestrzeniach istniejących po jego śmierci. Ten dom jest prawdziwym domem, lecz także konstrukcją pamięci.
🖇
Czas mija. Najwyraźniej mija beze mnie. Chcę w nim być? Czy raczej ten czasowy paraliż jest czymś, czego potrzebuję?
🖇
Róże kwitną teraz bez niego. […] Ten dom jest domem naszych krótkich rozmów i tych długich, domem naszych dysput i miłosnych wyznań, domem naszych cierpień spowodowanych wydarzeniami, nad którymi nie mieliśmy kontroli i którym nie byliśmy w stanie zapobiec. […] To dom długiego nieustannego dialogu na temat rzeczy drobnych i wielkich, dialogu, który teraz umilkł.
🖇
Często czujemy to, czego nie wiemy i czego nie możemy wyrazić. Duchy przeszłości nawiedzają postawę, gesty, spojrzenie i słowa, które potem mieszają się z postawą, gestami, spojrzeniem i słowami drugiej osoby i wspólnie tworzą coś więcej, zmienną zmieszaną atmosferę, produkt nie jednego lub drugiego, lecz obojga.
🖇
Jestem w nawiedzonym domu zamieszkanym przez powstałego z Paula i mnie ducha, przez „my”, które już nie istnieje, w każdym razie nie w teraźniejszości, przeniknęło jednak wszystkie pokoje. To obejmująca się, dotykająca, uprawiająca seks, śmiejąca się, pocieszająca, kłócąca się, spokojnie mówiąca podwójna postać z przeszłości z własnymi żartami i odniesieniami znanymi tylko „nam”.
🖇
Żyjemy w kulturze, w której wszystko się kwantyfikuje, nawet niedające się zmierzyć właściwości. Określamy liczebnie inteligencję, depresję, wszelkiego rodzaju stany psychiczne, abstrakcje, których nie jesteśmy nawet w stanie zdefiniować. Dzięki temu czujemy, że opanowaliśmy coś, co jest fundamentalnie niejednoznaczne. Tego, jak bardzo kochałam Paula i jak bardzo on kochał mnie, nie da się wyrazić liczbą.
🖇
„Kocham Cię” i „Myślę, że wiesz, że Ty kochasz mnie”. Cała reszta była zbędną dekoracją — wstążkami, kokardami, frędzlami — do przyozdobienia dwóch prostych prawd, które były jedną prawdą między nami.
🖇
Zakochanie się jest czymś niemal tak zwyczajnym jak narodziny i śmierć. […] odpowiedź na pytanie, dlaczego miłość w ogóle się rodzi i dlaczego, gdy już się pojawia, jedne pary trwają ze sobą, inne natomiast rozstają się w złości, goryczy lub znudzeniu, nie jest prosta. W naszej kulturze, jeśli chodzi o „związki”, skupiamy się głównie na tym, jak je naprawiać. Te dobre nie wymagają działań ani interwencji, często więc znikają z pola widzenia.
🖇
W twarzy Paula znajdowałam siebie lepszą, niż jestem, ale nie lepszą, niż chcę być.
🖇
Teraz częściej niż przed śmiercią Paula zauważam na ulicy pary. Widzę, jak spacerują razem, kołysząc splecionymi dłońmi, pary wszelkiego rodzaju, młode i stare, homo- i heteroseksualne, i wspominam siebie i Paula. […] Humor zrozumiały tylko dla dwojga to jedna z przyjemności życia w związku. […] Przypatruję się teraz bacznie człowieczym parom w podeszłym wieku, a gdy zauważam wzajemne przejawy czułości, uśmiecham się, a potem im zazdroszczę.
🖇
Czy możliwe jest zatrzymanie drobinek szczęścia […] gdy spowija mnie smutek? Trzeba, zdaje się, próbować.
🖇
[…] tak jak we wszystkich opowieściach przez luki przeskakuje się za pomocą „i” lub „a później”.
🖇
Gdy strata jest dojmująca, takiż jest strach, usztywniający, lodowaty strach przed przyszłością, która oznacza mnie bez ciebie.
🖇
[…]
poprzysięgłam sobie, że się poprawię, nawet jeśli to ulepszanie nie idzie mi najlepiej. Myślę, że zastępuję niezbędną przemianę bardzo surową krytyką samej siebie, ale wrażenie pozostaje.
🖇
Dawno, dawno temu. Kiedy by to było?
Przed twoją śmiercią.
🖇
Przyszłość jest ostatecznie odkładaną w nieskończoność fikcją. Gdy nastaje coś, co kiedyś było przyszłością, nie jest to już przyszłość.
🖇
Jestem przyzwyczajona do tego, że rozpacz spada na mnie z zaskoczenia, zwykle jednak potrafię dokładnie wytłumaczyć, dlaczego dany widok lub dźwięk wyskakuje i mnie kąsa.
🖇
Są w życiu chwile, gdy zabawa i radość są niemożliwe. Zdumiewa mnie jednak fakt, że nawet w okresach intensywnego smutku i niepokoju śmiech jest nie tylko możliwy, ale i konieczny.
🖇
Od początku wyczuwałam, że w Paulu kryje się Bartleby. Nigdy nie był dla mnie w pełni przystępny. Jestem pewna, że zabrał do grobu jakieś tajemnice. Podejrzewam, że tak jest w przypadku każdego człowieka.
🖇
Maj, czerwiec, lipiec — minęły. Mija sierpień. Z porami roku zmienia się światło. Gdy otwieram oczy, jest ciemno. […] Poniedziałek, wtorek, środa. Postanawiam nie wybiegać dalej niż trzy dni do przodu — więcej niż trzy dni napawa mnie trwogą. […]
Jednakowość mnie podtrzymuje, chociaż życie nie jest takie samo. Ja nie jestem taka sama. Moja świadomość jest jednocześnie wyostrzona i przyćmiona.
🖇
Ostatnio wyobrażam sobie niezliczone rzesze osamotnionych po stracie bliskich ludzi, którzy wracają do domu, gdzie nikt nie czeka. Problem z żałobą polega na tym, że ten NIKT ma IMIĘ.
🖇
Są chwile, kiedy TERAZ przysłania żałobę: ciepłe słońce na mojej twarzy, czerwień pomidorów na targu warzywnym
[…].
Są też chwile, gdy w tym odtwarzaniu zwyczajnego życia tuż pod powierzchnią słyszę swój zduszony krzyk.
🖇
Powtórzenie i wspomnienie to ten sam ruch, lecz skierowany w przeciwne strony. To, co się wspomina — już było, powtarza się zatem do tyłu. Zaś właściwe powtórzenie to wspomnienie zwrócone ku przyszłości. — Søren Kierkegaard
🖇
Niedawno odkryłam, że 1 maja 2024 roku, dzień po śmierci Paula, „The Guardian” opublikował cytaty z wywiadów, których Paul udzielił w minionych latach. Znalazłam taki: „Miłość należy sobie wyobrażać jako pewnego rodzaju drzewo lub roślinę… niektóre części uschną i może trzeba będzie uciąć gałąź, by podtrzymać ogólny rozwój całego organizmu. Jeśli koniecznie chcesz, żeby miłość była dokładnie taka jak kiedyś, pewnego dnia obumrze na twoich oczach. Ażeby się utrzymała, musi być organiczna”.
🖇
Czym jest własne ja, jeśli pozbawi się go innych?
🖇
Po cierpieniu zwykle zostają blizny. Ci najbardziej odporni też mają blizny, te jednak mniej wpływają na ich powszednią egzystencję.
🖇
Paul zmarł wiosną. Czy to możliwe? Dwie pory roku temu?
🖇
Przeszłość pisania staje się teraźniejszością czytania, nawet jeśli pisarza i czytelnika dzielą stulecia.
🖇
Jedyną prawdą, której możemy być pewni, jest zmiana. Cokolwiek dzieje się teraz — cudownego bądź strasznego — nie pozostanie takie samo, lecz stanie się czymś innym.
Siri Hustvedt, Księga duchów,
przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)
Krąg czasu. Wiedziałam, że przyjdzie śmierć, najpierw do niego lub do mnie, ten surowy fakt budzi jednak we mnie bunt — czuję to w mięśniach, tkankach, kościach, krwi, tętnie, oddechu. Jestem reakcjonistką. Chcę powrotu tego, co było.
🖇
[…] odpowiedziałam po norwesku, w moim języku ojczystym: Det skulle bare mangle. […] Dosłownie znaczy: Tego miałoby brakować. Tłumaczenie: Ależ oczywiście. To się rozumie samo przez się.
🖇
Prawda jest taka, że idee tak naprawdę nie należą do nikogo. Nie mają właścicieli; krążą z jednej głowy do drugiej, gdy się czyta, rozmawia, a czasem po prostu wdycha powietrze na dworze.
🖇
Ratunek. Łzy. Opowiedz jeszcze raz.
🖇
Oczywiście stalibyśmy się innymi ludźmi, gdybyśmy się nie poznali, nie zupełnie innymi, ale innymi, pchnięci w tym czy innym kierunku przez drugą osobę, a także szersze okoliczności. 🖇
#A (feminium):
Zmagania jednostki, jak bardzo się różniąceod neoliberalnej fantazji o jednostce, która tworzy samą siebie (jednostka z tej fantazji jest zawsze mężczyzną). Nie rodzimy samych siebie.
🖇
„Tak mi teraz przykro…” […]. Będzie musiało minąć wiele lat, bym mogła trzeźwo spojrzeć na swój problem przypisywania sobie czyjejś winy. Teraz dużo lepiej rozpoznaję w swoim życiu te momenty, kiedy w niczym nie zawiniłam. Nasza kultura skłania kobiety do tego, by przepraszały. Przepraszająca kobieta zna swoje miejsce, poddaje się autorytetowi mężczyzny i nikomu nie zagraża.
🖇
Perspektywa czasu uwolniła mnie od niejasnego poczucia winy, które mnie ogarnęło, gdy miałam dwanaście lat, uczucia, że w jakiś sposób jestem odpowiedzialna za to, jak się mnie traktuje.
🖇
Eros dla [Audre]Lorde to żeńska siła, „zdolność do radości”, która gdy jest dzielona z innymi, staje się „mostem”. Lorde utrzymuje: „Mężczyźni często nadają fałszywe nazwy erotyce i wykorzystują ją przeciwko kobietom”. Mylona jest z pornografią i by osłabić jej moc, służy jako broń: NIE DLA DZIWKI. W pojemnej definicji erotyki przedstawionej przez Lorde mieści się ona: „czy to w tańcu, składaniu regału na książki, pisaniu wiersza czy rozmyślaniu o jakiejś idei”.
#B (polis):
Mitterrand. 1981. Tańczyli na paryskich ulicach niedaleko mieszkania mojego przyjaciela w Marais. Tańczyli znowu w zeszłym miesiącu, w lipcu 2024, gdy lewica zjednoczyła się, by pokonać skrajnie prawicową partię węży pod wodzą Marine Le Pen. Ja odtańczyłam radosny taniec za Obamę tutaj, na Brooklynie, w roku 2008, podskakiwałam w bibliotece i obsypywałam pocałunkami Paula. Sophie odtańczyła taniec zwycięstwa na kampusie Sarah Lawrence College z setkami studentów, pedagogów i pracowników uczelni. Chciałabym zatańczyć w listopadzie. Wciąż mam nadzieję.
🖇
Z odczytu Paula w Queens College w maju 1985 roku:
„Posłuchajcie naszego geniusza [Ronald Reagan] mieszkającego w Białym Domu, który głosi, że żołnierze niemieckiego SS byli w takim samym stopniu ofiarami nazizmu jak miliony zgładzonych w obozach śmierci — a potem spróbujcie przekonać samych siebie, że to nieprawda, że coś poszło mocno nie tak”.
🖇
Wszyscy wiedzieliśmy, że coś się może wydarzyć. Od lat mówiło się o tej groźbie, teraz jednak, gdy doszło do tragedii, jest dużo straszniejsza, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Ostatni atak obcych sił na amerykańskiej ziemi rozegrał się w 1812 roku. Dla tego, co wydarzyło się dzisiaj [Nowy Jork, 11.09.2001], nie ma precedensu, a konsekwencje bez wątpienia będą straszne. Więcej przemocy, więcej śmierci, więcej bólu dla wszystkich.
I tak w końcu rozpoczyna się XXI wiek.
🖇
Paul nie chciał wypowiadać jego nazwiska. Mówił o nim: Numer Czterdziesty Piąty. Polityka jako patologia.
🖇
[Spencer Ostrander] odnotował jedną nieoczekiwaną i osobliwą rzecz: nogawki garnituru Numeru Czterdziestego Piątego u dołu były wystrzępione, bo za długie spodnie wsuwały się pod obcasy butów, co znaczyło, że ów rzekomy miliarder nie stąpał po podłodze, lecz po nogawkach spodni. Trudno było pojąć znaczenie tego przedziwnego zjawiska, ów cudacznie ufryzowany osobnik bez wątpienia bowiem spędzał mnóstwo czasu na farbowaniu, układaniu i przejmowaniu się wyglądem włosów, najwyraźniej jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na długość spodni.
🖇
Wygląda na to, że co do koronawirusa i milionów istnień, które zmiótł na całym świecie, zapanowała zbiorowa amnezja. Niewielu chce pamiętać, ale pandemia z pewnością przyczynia się do lęków, paranoi i furii, które wykorzystuje reakcyjna prawica w trwającej teraz w Stanach Zjednoczonych kampanii prezydenckiej, a także w autorytarnych, skrajnie prawicowych ruchach w innych częściach świata.
🖇
Nadszedł i minął także dzień wyborów. Siedemdziesiąt siedem milionów wyborców z własnej woli zagłosowało na człowieka, którego uznano winnym trzydziestu czterech zarzutów karnych i skazano za przestępstwo seksualne, człowieka, który podburzał do zamieszek i nigdy nie przyznał, że przegrał wybory w 2020 roku. Za czym głosowali? Niektórzy wierzą, że jest niewinny, a wszystkie zarzuty są bezpodstawne. Inni wierzą, że jest wysłannikiem Boga. Gdy w lipcu zwrócił się do grupy chrześcijan: „Pójdźcie i zagłosujcie. Tylko ten jeden raz. Nie będziecie musieli więcej tego robić. Jeszcze cztery lata i wiecie co? Będzie załatwione, będzie w porządku, nie będziecie już musieli głosować”, co miał na myśli? Słowa są ważne. Język kształtuje, ale interpretacja nie jest czymś stałym.
🖇
Dekret prezydencki numer 14168 „w obronie kobiet przed ekstremizmem ideologii gender przywracający w rządzie federalnym biologiczną prawdę”.
„Kobieta to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza dużą komórkę rozrodczą”.
„Mężczyzna to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza małą komórkę rozrodczą”.
Ponieważ zygota — jak się nazywa komórkę diploidalną w chwili poczęcia — nie ma płci, a gonady embrionu w początkowej fazie są „obojętne”, rozróżnialne dopiero między szóstym a dziewiątym tygodniem ciąży, powyższe definicje to biologiczne brednie. Chłopcy wytwarzają „małą komórkę”, spermę, w okresie dojrzewania, a niektórzy mężczyźni nigdy jej nie wytwarzają, co by znaczyło, że do pewnego wieku albo do śmierci takie osoby nie są ani mężczyznami, ani kobietami, ani nikim innym. […] Co więcej, każda binarna definicja płci gmatwa się, jeśli ktoś naprawdę szuka prawdy biologicznej.
🖇
Przeraża mnie to wszystko, co umożliwiło nadchodzącą prezydenturę: apatia, urojenia, cynizm, wściekłość, wiara i zrzucanie odpowiedzialności na innych. Słyszę, jak Paul pomstuje na wynik wyborów. Jak to możliwe, że Numer Czterdziesty Piąty zaraz się stanie Numerem Czterdziestym Siódmym?
🖇
Nienawiść do intelektualistów, uniwersytetów, naukowców i ekspertów w tej chwili rozgorzała na nowo, wypalając równiny, na których się wychowałam. Błędem jest uważać, że tego typu odczucia należą wyłącznie do wyborców Trumpa w ich czerwonych czapeczkach. Populizm przyciągnął zarówno tych z prawa, jak i z lewa. Nawet elity uczestniczą w tym antyelityzmie — na przykład wykształceni dziennikarze wrogo nastawieni do książek z odniesieniami do myślicieli, o których nigdy nie słyszeli.
🖇
Wydaje się, że potrzeba szufladkowania ludzi według kategorii i traktowania ich jako coś statycznego nigdy nie umiera. Płeć, rasa i status klasowy to znajome i często okrutne społeczne szufladki, ale w sztuce też dochodzi do szufladkowania, z tych samych zresztą powodów. Niejednoznaczność, niuanse i złożoność postrzega się jako zagrożenie dla konwencji i porządku.
🖇
Po dojściu do władzy fundamentalistyczni przywódcy religijni, faszystowskie, totalitarne i autorytarne rządy wszelkiej maści wprowadzają prawa dyskryminujące mniejszości seksualne i promujące politykę reprodukcyjną. Chcą zawłaszczyć kategorie i zamienić je w naturalne, niezmienne prawdy. Tak się działo we wszystkich faszystowskich rządach w Europie. Partia Fidesz Viktora Orbána na Węgrzech i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, ta druga już odsunięta od władzy, to ostatnie przykłady tej samej strategii.
🖇
I tak się toczy ta żałosna saga nie- lub przynależności: w gimnazjum, przy długim stole w jadalni, na dworze królewskim, na konferencji akademickiej i w potwornym procesie wykluczania „innych” przez zwolenników MAGA.
🖇
Zgraja neokonfederatów z 6 stycznia to „patrioci”, którzy zdaniem obecnego prezydenta wykazali się „odwagą, wiarą i miłością”.
W krótkiej mowie wygłoszonej podczas uroczystości ku pamięci Paula zacytowałam ojca: „Gdy w Ameryce zawita faszyzm, nazwą go amerykanizmem”. Dodałam: „Zawitał. I tak go nazywają”.
🖇
Spektakl okrucieństwa trwa w najlepsze, symbolicznie i w rzeczywistości.
🖇
Czytam artykuły i mamroczę pod nosem: Czy wy nie widzicie, co się dzieje? Jak możecie pisać te powściągliwe artykuły, jak gdyby wywracanie do góry nogami systemu, ignorowanie konstytucyjnego trójpodziału władzy, głodzenie, krzywdzenie i zabijanie istot ludzkich uzależnionych od pomocy zagranicznej było czymś normalnym? Dlaczego nazywacie „konserwatystami” reakcyjną koalicję neonazistów, białych chrześcijańskich nacjonalistów, autokratów, miliarderów i zastraszonych służalczych hipokrytów, którzy wchodzą w skład nowego reżimu? Nie czujecie, że ten polityczny eufemizm zalatuje oszustwem i kolaboracją? Szaleńcy, którzy sieją spustoszenie w instytucjach demokratycznych i niszczą relacje z naszymi sojusznikami, niczego nie konserwują. […]
Góra to dół. Dwa plus dwa równa się pięć.
🖇
Język unicestwiania, masowych deportacji – wróg wewnętrzny, szkodniki, zatruwanie krwi narodu, złe geny, feminazistki, ideologia „woke”, Lügenpresse (łże-prasa), wrogowie publiczni – staje się coraz bardziej akceptowalny, aż przestaje szokować lub ukrywa się jego brutalność pod płaszczykiem zabawnej przesady lub ironii.
🖇
[…]
oto jestem tu, w połowie marca 2025 roku, światem trzęsą nieokiełznane demony, które sami uwolniliśmy, „my, naród”, a ty nie dożyłeś tej chwili […].
🖇
Pieśń o wytrwałości i cierpliwości, o długiej drodze już przebytej i tej, która dopiero przed nami. Nie jest to pieśń zagrzewająca do boju.
Pete Seeger, We Shall Overcome.
Zrobiłam zdjęcie transparentu przede mną ze sprawnie narysowaną karykaturą Trumpa i tą niedorzeczną fryzurą. Hasło: „WE SHALL OVERCOMB” (ZACZESZEMY). Niezbyt śmieszne. Hitlera też wyśmiewali, nazywając go bufonem, który wkrótce zniknie ze sceny politycznej. A potem przestali się śmiać.
🖇
Doskonale zdaję sobie sprawę, że ja, kobieta, która załkała, gdy w radiu leciał hymn ruchu obrony praw obywatelskich, We Shall Overcome, nie żyje pod okupacją tak jak moja matka. Nie biorę udziału w walkach w czasie wojny jak mój ojciec. Nie grozi mi natychmiastowa utrata pracy. Jestem samozatrudniona. Jestem biała i nigdy nie poczułam na własnej skórze rasistowskich upokorzeń. Nie jestem imigrantką. Nie wyślą mnie do obozu ani nie deportują. Nie jestem trans. Moja tożsamość nie została wymazana oficjalnym rządowym dekretem, nie odbieram talonów na jedzenie, nie korzystam z Medicaid, ubezpieczenia zdrowotnego, którego wycofanie zrujnuje moje życie i / lub życie moich dzieci. Z nieba nie spadają bomby. Mój dom stoi. Restauracje i sklepy w okolicy są otwarte. Na giełdzie nie doszło do wielkiego krachu. Najadam się do syta. Czuję się dobrze.
Chcecie wiedzieć, jak to się stało, że doszło do potworności czasów nazistowskich? Duża część osób, które były bezpieczne, nie przejmowała się tymi, którzy bezpieczni nie byli, a propaganda pod hasłem „my kontra oni” umacniała ich obojętność wobec ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości.
nikt nie pakował się tak szybko jak tęsknota. nadzieja jej asystowała, jednocześnie pomrukując podczas robienia swoich planów.
wdzięczność spokojnie wypiła ostatnią na tym gigancie kawę w barze.
282/365
🍅
Sztuka to moment, gdy słyszysz pukanie swojej duszy — i odpowiadasz. — Terri Guillemets
[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu, które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
[suplement 10.10.2026]
Każda miłość jest inna. Każda miłość ma swoją przeszłość, własne schematy i powtórzenia.
Siri Hustvedt, Księga duchów,
przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
ujął mnie, gdy wchodząc do baru powiedział: dzień dobry, co
pozwoliło mi z łatwością zobaczyć w nim, czyli w gościu z koloratką, człowieka, ponieważ nie używał systemowej werbalnej przemocy. wychodząc, gdy otwierał mi drzwi, z otwartym sercem powiedziałam: szczęść boże!
to było piękne spotkanie, pozbawione przeciągania liny.
281/365
🍅
Czasami kamień, który podnosisz i trzymasz w dłoniach, przemawia do ciebie. Dzielisz się z nim uczuciami, a on napełnia cię energią.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu, które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
Przyciągnęła mnie okładka. Przyciągnął mnie tytuł. Rzuciłam okiem na pierwsze strony tego tomiku jeszcze przed gigantem. Postanowiłam przed końcem giganta wydłubać wyimki, które chcę mieć pod ręką. Wydłubałam.
i niech pszczoła
pozostanie pszczołą
wśród płatków róży niech się kręci
bez niej byłoby
na tej Ziemi
o wiele więcej
śmierci
🖇
niech każdy
będzie nie Kimś
lecz sobą […]
bo w każdym
ta sama stwórcza
iskra
tli się
na dnie duszy
🖇
bezkresne życie bez początku-końca
nieogarnione niepojęte
wieloistnienie […]
a ty czujesz
jak przepływa przez serce
przeźroczysty obłok
🖇
chwila
schwytana na gorącym uczynku nieśmiertelnego trwania —
🖇
w lustrze pogody
zawieszonym nad polami
odbity odświętnie
czas i świat
i Twoja Twarz
🖇
dla takich chwil
warto żyć choć raz
🖇
znów dociera
do nas
jak cienka
granica
dzieli śmierć
od życia
pryska
bańka mydlana
oddechu
🖇
dopiero teraz
kiedy mam się
czym martwić
wiem że nie warto
było
na zapas
się martwić
trzeba było się na zapas cieszyć być niepoprawnym
uprawiaczem radości
🖇
to przechodzi
ludzkie wyobrażenia
że można
ot tak
wytrącić kogoś
z nałogu
istnienia
🖇
rozpatrz rozpacz
a może znajdzie się awaryjne wyjście
🖇
na co komu poezja
zaczepił mnie trzeźwo myślący […]
— może po to
by ocalić w sobie „coś”
dzięki „czemu”
gatunek ludzki
mimo wszystko
ma szansę
przetrwać?
🖇
nawet oni sami
tak rażąco odmienni
tak łudząco podobni
i ich losy tak różne
i światy przyciągające się
a nie przylegające
jakby
nie byli sobie przeznaczeni
a jednak
jakby byli sobie
w gwiazdach pisani
🖇
dojmujące poczucie
nieistniejącej
obecności
Przyjaciela
do którego odruchowo
chciałoby się zadzwonić […]
lecz w miejscu połączenia
czarna dziura […]
czarna dziura zdumienia
że można tak łatwo
umrzeć
czy naprawdę całym sobą
skoro przed chwilą było się
żywą osobą
•
tymczasem budzi się do życia życie
zmartwychwstają trawy
wysypują się na świat stokrotki
otwierają w drzewach z zimowej kwarantanny
bazie i pąki
uleczając gałęzie z suchot
i przynosząc w zaciśniętych piąstkach
nowe złudzenia
że będziemy żyć wiecznie
🖇
najtrudniej zobaczyć
to na co stale się patrzy
Józef Baran, W wieku odlotowym,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2020.
(wyróżnienie własne)
nie Rok
a 365 dni
nie Dzień
a 1440 minut
z których każda
ma swoją odrębną historię
🖇
starzeję się
a zima coraz bardziej
przemienia mnie
w wyliniałego kota
podpierającego wzrokiem sufit […]
bo przeminął już we mnie pies
pies dużo szczekał warczał merdał ogonem
szarpał się
wyrywał się z uwięzi
wyimaginowanych łańcuchów
chciał być wszędzie
🖇
wystarczy zboczyć z utartego szlaku
by się znów cieszyć jak dziecko
z każdego odkrycia
przy kawie pierwsze pożegnanie. snucie planów i tylko jedno przepiękne, mocne życzenie: byśmy, o tak!
byśmy w tak dobrym stanie, w jakim jesteśmy* dziś, spotkali się w przyszłym roku.
_________
* oboje niepełnosprawni w stopniu znaczącym, nie do pozazdroszczenia.
280/365
🍅 […]
wszyscy jesteśmy liśćmi na gałęziach tego samego drzewa – wyrastamy osobno, rośniemy dalej w różny sposób, ale mimo to jesteśmy ze sobą nierozerwalnie związani.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu, które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
Na ławie w domu Sadownika Mamy leżą Znaki. Ta sama książka podróżuje z Sadownikiem w jego aipadzie. Solidaryzując się, sięgnęłam po ostatnio wydaną w języku polskim książkę tej samej Autorki.
Czytałam po kawałeczku, traktując ją jako gigantową lekturę pracy nad konsekwencjami straty. Ta lektura chwilami to prawdziwy miszmasz oraz mydło i powidło, ale poczynając od drugiego dnia turnusu, z przyjemnością patrzyłam, który fragment wyrwie się, by stać się opiekunem dnia.
W efekcie to pierwsza książka, której wyimki, poza tymi poniżej, tworzą łańcuch dwudziestu osobnych wpisów, stworzonych nie tylko na potrzeby dokumentowania życia na gigancie, ale również z myślą o Drugim Tacie i Tych, których kochał najbardziej na świecie.
Oświecone życie nie musi być wolne od smutku — oznacza, że żyjemy pełnią życia nawet w obliczu smutku i w ten sposób okazujemy szacunek miłości, która się przez niego przebija.
🍅
[…]
każdy z nas pochodzi od co najmniej dziesięciu tysięcy babć, które istniały i nadal istnieją w naszych genach. To one sprawiły, że dotarliśmy do tego miejsca. Potrzeba było wszystkich dziesięciu tysięcy w długim, nieprzerwanym łańcuchu, aby doprowadzić mnie do tego miejsca.
🍅
Wszystkie nasze działania mają znaczenie i wszystkie wywierają określony wpływ.
🍅
[20 maja, Światowy Dzień Pszczół] […]
co trzeci kęs jedzenia, które spożywamy, zależy od owadów zapylających […]. Pszczoły mogą zapylić nawet tysiąc kwiatów podczas jednej wyprawy poza ul i są głównymi zapylaczami około osiemdziesięciu procent wszystkich kwitnących upraw — jabłek, ogórków, orzechów, jagód, brokułów, szparagów i wielu innych roślin.
Jednak w ciągu ostatnich kilku lat giną w ogromnych ilościach na całym świecie — głównie z powodu pasożytów, pestycydów, utraty siedlisk, chorób i zmian klimatycznych. W 2023 roku śmiertelność wśród pszczół wyniosła blisko pięćdziesiąt procent […].
🍅
Staraj się zawsze być w kontakcie ze swoją duchowością.
🍅
[…]
„nic w naszym życiu nie musi się zmieniać poza jego postrzeganiem”. Chodzi tylko o to, aby spojrzeć na życie w inny sposób.
🍅
Niewielkie wydarzenia z przeszłości kształtują wielką rzeczywistość naszej teraźniejszości.
🍅
[…] nawet w najciemniejszych chwilach mroku, straty, żalu i zagubienia pojawia się światło.
To jasne światło, które wskazuje nam drogę. Widzimy je i możemy wyczuć — jak słońce przebijające się przez chmury. Zawsze jest dla nas dostępne, szczególnie w trudnych chwilach.
🍅
Kiedyś owinę wokół ciebie ramiona
Po raz ostatni. Już mnie nie będzie lub będę odchodził,
Ty już odejdziesz albo już nie wrócisz. Pokój, do którego mamy wejść, ma wiele drzwi.
Ale po drugiej stronie, za skrawkiem nieba,
Rzeki, śniegu, błysku światła —
My, ty, ja czekamy,
Opierając się, siedząc lub stojąc obok
Ukochanych, którzy odeszli przed nami,
Trzymając się mocno, zaznaczając nasze miejsce. — David Bosnick (1954–2014)
🍅
— Zawsze powtarzam ludziom: „Smutek pojawia się tam, gdzie miłość”. Jeśli odchodzi ktoś, kogo kochasz, będziesz się smucić — mówi Jordan — ale to nie oznacza, że ta osoba odeszła na dobre. Jeśli smutek przypomina mi, że Jesse nadal tu jest, to go przyjmuję. To wszystko jest częścią naszej wspólnej podróży.
🍅
Powiedziałby:
„Chyba żartujesz. Po prostu zmieniaj, co chcesz. Przestań się martwić i to zrób”.
🍅
Musimy nauczyć się zostawiać nasze osądy za drzwiami, jak robią to dzieci.
🍅
Wszystko idzie do przodu i na zewnątrz, nic nie upada, a umrzeć jest inaczej, niż ktokolwiek przypuszczał, i szczęśliwiej. — Walt Whitman (1819–1892)
🍅
W tym greckim micie Pandora […] otrzymała tajemniczą puszkę, którą otworzyła z ciekawości. W środku znajdowały się wszelkie plagi świata — choroby, śmierć, szaleństwo, przemoc, chciwość — które z niej uciekły, aby już zawsze nękać ludzkość. Kiedy Pandora zatrzasnęła pokrywkę, w środku pozostała tylko jedna rzecz: nadzieja.
— Przesłanie naprawdę mnie poruszyło — mówi Margaux. — Nadal jest nadzieja, jeśli zdecydujesz się ją uwolnić.
🍅
Nad nami świecą gwiazdy, tak daleko, że
ich światło dociera do nas, gdy już ich nie ma.
Tak samo jest z ludźmi, których kochaliśmy – ich wspomnienia
zawsze świecą jasno, choć nasz wspólny czas się kończy.
Jednak w najciemniejszą noc gwiazdy są światłem,
które nas prowadzi. — Hannah Szenes (1921–1944)
🍅
[…] wiem, że pozostajemy na zawsze połączeni z ukochanymi osobami.
🍅
Z moich doświadczeń wynika, że psy i inne zwierzęta nie tylko wyjątkowo dobrze wyczuwają emocje swoich właścicieli i reagują na nie, gdy są na tej ziemi, ale także pozostają z nami głęboko związane po przejściu na Drugą Stronę. Psy są naprawdę dobre w wysyłaniu znaków.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu, które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
(wyróżnienie własne)
Nadzieja tkwi w działaniu. — David Bosnick
🍅
— Jeśli istnieje tylko jedna uniwersalna rzecz na świecie, to moim zdaniem jest nią miłość — mówi Liz. — Jeśli w to wierzysz, wiesz, że nigdy nie możesz zostać rozdzielona z ludźmi, których kochasz i którzy kochają ciebie. Według nauk judaizmu kiedy umiera rodzic, jego zdolność do ochrony dziecka nie maleje, a nawet wzrasta. Nadal wywiera on wpływ na Wszechświat. Dotyczy to nas wszystkich, bo nasza miłość jest wieczna.
🍅
[…]
zmiany, które wprowadzamy w naszym codziennym życiu, zawsze zaczynają się w nas samych, na najmniejszym możliwym poziomie.
🍅
Nie istnieje model życia, który pasowałby wszystkim, więc wyrusz w swoją własną podróż
[…].
Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktualniam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.
Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapuka do naszych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach ujmując bardzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wybiła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możliwe. A potem skończył się nasz świat.
I pojawiły się dwa opisane powyżej powody . Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…
Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych samych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć diametralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, zatrzymało, zadumało i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.
Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które pomogły przeżyć — ponad czterdzieści tytułów, które również wyjątkowo cenię, więc uśmiechałam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książkę bez wahania. Jeśli będzie próbował uwieść cię podtytuł, nie daj się zwieść, wchodzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.
Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy. I już nigdy nie będzie „normalnie”.
🖇
Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I zadowoleni w tej łatwiźnie. […] I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.
🖇
Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.
🖇
Zaczynam czytać prozę o żałobie. […] Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.
🖇
Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej. Nie mają pojęcia.
🖇
Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.
🖇
Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […]Każde milczenie i każda samotność są inne.
🖇
Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym, że odcina od ludzi wokół.
🖇
Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było niewyobrażalne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.
🖇
Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.
🖇
Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.
🖇
Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.
🖇
[…] obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy, jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.
🖇
Ci, co zostają […] przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.
🖇
W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zdawało się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jedną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może nawet cofnie się do s p r z e d?
🖇
Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz więcej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.
🖇
Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?
🖇
Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nierozwiązywalnymi problemami usuwa się w cień.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, miesiąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wichura, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze urodziny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierwsza interwencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tęsknota za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; taniec przy muzyce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierwsza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierwsza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux-pas, którego żałuję; pierwsze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od początku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze rozmrożenie lodówki,
pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierwsza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze olśnienie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze[…]… Kiedyś przestanę liczyć.
🖇
Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć. — Chimamanda Ngozi Adichie
🖇
Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żadne z tych słów nie jest wpisana strata.
🖇
Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.
🖇
Strata zwiększa naszą wrażliwość.
🖇
Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.
🖇
Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.
🖇
Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.
🖇
Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towarzyskich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znudzeniem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Intensywność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są etapie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkliwości, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przyjaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tylko wycinek mnogości stanów.
🖇
Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.
🖇
Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do niczego”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”.
Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni komputerowych. Never again.
Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.
🖇
Strata wkopuje nas w nas.
🖇
Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.
🖇
Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.
🖇
Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne zainteresowania. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.
🖇
Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!
🖇
W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już-już się zdawało, że jest lepiej.
🖇
Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni. — Ferdinand Cheval (1836–1924)
🖇
Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.
🖇
Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.
🖇
Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.
🖇
Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?
🖇
Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.
🖇
Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […] dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.
🖇
Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.
🖇
Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie z piosenką Brela Ne me quitte pas.
Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczucie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszystko trwa bez zmiany. — Roland Barthes (1915–1980)
🖇
Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie października i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wysokości zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu odkryło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.
🖇
[…] zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w stosunku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.
🖇
[…] naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który podarował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lotnisku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.
🖇
W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „naprawdę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.
🖇
Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson powiedziała: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, dopóki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.
🖇
[…] pierwszy rok jest najgorszy. Potem zdarzają się tylko fale smutku.
🖇
Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.
🖇
Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przywiązując się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że odmeldowanie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.
🖇
Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.
🖇
W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdziwiłabym się, gdyby w drzwiach stanął M.
„Z zakupami?” — chce wiedzieć.
„Albo i bez”.
Agnieszka Taborska, Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026. (wyróżnienie własne)
To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.
🖇
[…]
zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.
🖇
To się podobno da przeżyć.
🖇
Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.
(tamże)
Papież
Pewien papież w Watykanie
Często miewał własne zdanie.
W kwestii wojny
Ów dostojnik
Zwłaszcza pieprzył niesłychanie. — Marcin Giżycki (1951–2022)
🖇
Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w poszczególnych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.