
fot. Pati, fragment.
wszystko
jest możliwe
mrówki
przenoszą Górę
ziarnko po
ziarnku
Józef Baran, W wieku odlotowym,
Zysk i S-ka, Poznań 2020.
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

fot. Pati, fragment.
wszystko
jest możliwe
mrówki
przenoszą Górę
ziarnko po
ziarnku
Józef Baran, W wieku odlotowym,
Zysk i S-ka, Poznań 2020.
tęsknota miesza się ze smutkiem. uderza do głowy niczym woda sodowa. jeszcze nie odliczam godzin, skrupulatnie liczę dni.
279/365
🍅
Najjaśniejsze płomienie radości są zazwyczaj rozpalane przez nieoczekiwane iskry.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Na ławie w domu Sadownika Mamy leżą Znaki. Ta sama książka podróżuje z Sadownikiem w jego aipadzie. Solidaryzując się, sięgnęłam po ostatnio wydaną w języku polskim książkę tej samej Autorki.
Czytałam po kawałeczku, traktując ją jako gigantową lekturę pracy nad konsekwencjami straty. Ta lektura chwilami to prawdziwy miszmasz oraz mydło i powidło, ale poczynając od drugiego dnia turnusu, z przyjemnością patrzyłam, który fragment wyrwie się, by stać się opiekunem dnia.
W efekcie to pierwsza książka, której wyimki, poza tymi poniżej, tworzą łańcuch dwudziestu osobnych wpisów, stworzonych nie tylko na potrzeby dokumentowania życia na gigancie, ale również z myślą o Drugim Tacie i Tych, których kochał najbardziej na świecie.
Czasami kamień, który podnosisz i trzymasz w dłoniach, przemawia do ciebie. Dzielisz się z nim uczuciami, a on napełnia cię energią.
🍅
Oświecone życie nie musi być wolne od smutku — oznacza, że żyjemy pełnią życia nawet w obliczu smutku i w ten sposób okazujemy szacunek miłości, która się przez niego przebija.
🍅
[…] każdy z nas pochodzi od co najmniej dziesięciu tysięcy babć, które istniały i nadal istnieją w naszych genach. To one sprawiły, że dotarliśmy do tego miejsca. Potrzeba było wszystkich dziesięciu tysięcy w długim, nieprzerwanym łańcuchu, aby doprowadzić mnie do tego miejsca.
🍅
Wszystkie nasze działania mają znaczenie
i wszystkie wywierają określony wpływ.
🍅
[20 maja, Światowy Dzień Pszczół]
[…]
co trzeci kęs jedzenia, które spożywamy, zależy od owadów zapylających […]. Pszczoły mogą zapylić nawet tysiąc kwiatów podczas jednej wyprawy poza ul i są głównymi zapylaczami około osiemdziesięciu procent wszystkich kwitnących upraw — jabłek, ogórków, orzechów, jagód, brokułów, szparagów i wielu innych roślin.
Jednak w ciągu ostatnich kilku lat giną w ogromnych ilościach na całym świecie — głównie z powodu pasożytów, pestycydów, utraty siedlisk, chorób i zmian klimatycznych. W 2023 roku śmiertelność wśród pszczół wyniosła blisko pięćdziesiąt procent […].
🍅
Staraj się zawsze być w kontakcie ze swoją duchowością.
🍅
[…] „nic w naszym życiu nie musi się zmieniać poza jego postrzeganiem”. Chodzi tylko o to, aby spojrzeć na życie w inny sposób.
🍅
Niewielkie wydarzenia z przeszłości kształtują
wielką rzeczywistość naszej teraźniejszości.
🍅
[…] nawet w najciemniejszych chwilach mroku, straty, żalu i zagubienia pojawia się światło.
To jasne światło, które wskazuje nam drogę. Widzimy je i możemy wyczuć — jak słońce przebijające się przez chmury. Zawsze jest dla nas dostępne, szczególnie w trudnych chwilach.
🍅
Kiedyś owinę wokół ciebie ramiona
Po raz ostatni. Już mnie nie będzie lub będę odchodził,
Ty już odejdziesz albo już nie wrócisz.
Pokój, do którego mamy wejść, ma wiele drzwi.
Ale po drugiej stronie, za skrawkiem nieba,
Rzeki, śniegu, błysku światła —
My, ty, ja czekamy,
Opierając się, siedząc lub stojąc obok
Ukochanych, którzy odeszli przed nami,
Trzymając się mocno, zaznaczając nasze miejsce.
— David Bosnick (1954–2014)
🍅
— Zawsze powtarzam ludziom: „Smutek pojawia się tam, gdzie miłość”. Jeśli odchodzi ktoś, kogo kochasz, będziesz się smucić — mówi Jordan — ale to nie oznacza, że ta osoba odeszła na dobre. Jeśli smutek przypomina mi, że Jesse nadal tu jest, to go przyjmuję. To wszystko jest częścią naszej wspólnej podróży.
🍅
Powiedziałby: „Chyba żartujesz. Po prostu zmieniaj, co chcesz. Przestań się martwić i to zrób”.
🍅
Musimy nauczyć się zostawiać nasze osądy za drzwiami, jak robią to dzieci.
🍅
Wszystko idzie do przodu i na zewnątrz, nic nie upada, a umrzeć jest inaczej, niż ktokolwiek przypuszczał, i szczęśliwiej.
— Walt Whitman (1819–1892)
🍅
W tym greckim micie Pandora […] otrzymała tajemniczą puszkę, którą otworzyła z ciekawości. W środku znajdowały się wszelkie plagi świata — choroby, śmierć, szaleństwo, przemoc, chciwość — które z niej uciekły, aby już zawsze nękać ludzkość. Kiedy Pandora zatrzasnęła pokrywkę, w środku pozostała tylko jedna rzecz: nadzieja.
— Przesłanie naprawdę mnie poruszyło — mówi Margaux. — Nadal jest nadzieja, jeśli zdecydujesz się ją uwolnić.
🍅
Nad nami świecą gwiazdy, tak daleko, że
ich światło dociera do nas, gdy już ich nie ma.
Tak samo jest z ludźmi, których kochaliśmy – ich wspomnienia
zawsze świecą jasno, choć nasz wspólny czas się kończy.
Jednak w najciemniejszą noc gwiazdy są światłem,
które nas prowadzi.
— Hannah Szenes (1921–1944)
🍅
[…] wiem, że pozostajemy na zawsze połączeni z ukochanymi osobami.
🍅
Z moich doświadczeń wynika, że psy i inne zwierzęta nie tylko wyjątkowo dobrze wyczuwają emocje swoich właścicieli i reagują na nie, gdy są na tej ziemi, ale także pozostają z nami głęboko związane po przejściu na Drugą Stronę.
Psy są naprawdę dobre w wysyłaniu znaków.
🍅
[…] wszyscy jesteśmy liśćmi na gałęziach tego samego drzewa – wyrastamy osobno, rośniemy dalej w różny sposób, ale mimo to jesteśmy ze sobą nierozerwalnie związani.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
(wyróżnienie własne)

Nadzieja tkwi w działaniu.
— David Bosnick
🍅
— Jeśli istnieje tylko jedna uniwersalna rzecz na świecie, to moim zdaniem jest nią miłość — mówi Liz. — Jeśli w to wierzysz, wiesz, że nigdy nie możesz zostać rozdzielona z ludźmi, których kochasz i którzy kochają ciebie. Według nauk judaizmu kiedy umiera rodzic, jego zdolność do ochrony dziecka nie maleje, a nawet wzrasta. Nadal wywiera on wpływ na Wszechświat. Dotyczy to nas wszystkich, bo nasza miłość jest wieczna.
🍅
[…] zmiany, które wprowadzamy w naszym codziennym życiu, zawsze zaczynają się w nas samych, na najmniejszym możliwym poziomie.
🍅
Nie istnieje model życia, który pasowałby wszystkim, więc wyrusz w swoją własną podróż […].
(tamże)
Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktualniam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.
Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapuka do naszych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach ujmując bardzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wybiła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możliwe. A potem skończył się nasz świat.
I pojawiły się dwa opisane powyżej powody . Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…
Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych samych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć diametralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, zatrzymało, zadumało i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.
Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które pomogły przeżyć — ponad czterdzieści tytułów, które również wyjątkowo cenię, więc uśmiechałam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książkę bez wahania. Jeśli będzie próbował uwieść cię podtytuł, nie daj się zwieść, wchodzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.
Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy.
I już nigdy nie będzie „normalnie”.
🖇
Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I zadowoleni w tej łatwiźnie. […] I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.
🖇
Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.
🖇
Zaczynam czytać prozę o żałobie. […] Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.
🖇
Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej.
Nie mają pojęcia.
🖇
Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.
🖇
Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […] Każde milczenie i każda samotność są inne.
🖇
Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym,
że odcina od ludzi wokół.
🖇
Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było niewyobrażalne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.
🖇
Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.
🖇
Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.
🖇
Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.
🖇
[…] obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy,
jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.
🖇
Ci, co zostają […] przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.
🖇
W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zdawało się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jedną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może nawet cofnie się do s p r z e d?
🖇
Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz więcej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.
🖇
Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?
🖇
Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nierozwiązywalnymi problemami usuwa się w cień.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, miesiąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wichura, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze urodziny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierwsza interwencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tęsknota za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; taniec przy muzyce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierwsza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierwsza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux-pas, którego żałuję; pierwsze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od początku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze rozmrożenie lodówki, pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierwsza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze olśnienie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze […]… Kiedyś przestanę liczyć.
🖇
Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć.
— Chimamanda Ngozi Adichie
🖇
Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żadne z tych słów nie jest wpisana strata.
🖇
Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.
🖇
Strata zwiększa naszą wrażliwość.
🖇
Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.
🖇
Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.
🖇
Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.
🖇
Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towarzyskich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znudzeniem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Intensywność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są etapie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkliwości, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przyjaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tylko wycinek mnogości stanów.
🖇
Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.
🖇
Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do niczego”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”.
Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni komputerowych. Never again.
Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.
🖇
Strata wkopuje nas w nas.
🖇
Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.
🖇
Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.
🖇
Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne zainteresowania. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.
🖇
Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!
🖇
W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już-już się zdawało, że jest lepiej.
🖇
Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni.
— Ferdinand Cheval (1836–1924)
🖇
Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.
🖇
Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.
🖇
Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.
🖇
Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?
🖇
Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.
🖇
Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […] dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.
🖇
Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.
🖇
Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie
z piosenką Brela Ne me quitte pas.
Jacques Brel, Ne me quitte pas.
🖇
Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczucie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszystko trwa bez zmiany.
— Roland Barthes (1915–1980)
🖇
Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie października i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wysokości zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu odkryło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.
🖇
[…] zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w stosunku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.
🖇
[…] naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który podarował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lotnisku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.
🖇
W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „naprawdę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.
🖇
Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson powiedziała: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, dopóki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.
🖇
[…] pierwszy rok jest najgorszy. Potem
zdarzają się tylko fale smutku.
🖇
Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.
🖇
Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przywiązując się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że odmeldowanie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.
🖇
Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.
🖇
W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdziwiłabym się, gdyby w drzwiach stanął M.
„Z zakupami?” — chce wiedzieć.
„Albo i bez”.
Agnieszka Taborska, Bez skóry.
Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.
🖇
[…] zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.
🖇
To się podobno da przeżyć.
🖇
Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.
(tamże)
Papież
Pewien papież w Watykanie
Często miewał własne zdanie.
W kwestii wojny
Ów dostojnik
Zwłaszcza pieprzył niesłychanie.
— Marcin Giżycki (1951–2022)
🖇
Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w poszczególnych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.
pierwszy raz — w ramach tego giganta — pozwoliłam sobie na odrobinę tęsknoty i tknęło mnie, że.
tęsknota — choćby nie wiem, jak uwierała, bolała nie do wytrzymania, przyduszała, dręczyła czy była całkowicie nie do ukojenia — jest przywilejem*. ogromnym, nawet jeśli towarzyszą jej łzy, których końca nie sposób dojrzeć.
275/365
_________
* prawdopodobieństwo, że ktoś/coś pojawił(o) się w naszym życiu, było bliskie zera; ot, ślepej kurze trafiło się ziarno.
🍅
Nie możemy być w pełni ludźmi, dopóki nie zrozumiemy, że wszyscy stanowimy część większej całości — jesteśmy gałęziami tego samego drzewa.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

ona na wózku z przystawką, on z białą laską bezpiecznie trzyma się rączki wózka, poszli. na szczęście nie było nikogo, komu wyrwałby się z ust dramat! świętowali jego urodziny.
273/365
🍅
[model zwany „głowa, serce i ręce”, opracowany]
w XVIII wieku przez szwajcarskiego reformatora edukacji Johanna Heinricha Pestalozziego.
[…] głowa jest tym, co wiemy, serce tym, na czym nam zależy, a ręce tym, co robimy.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

pojawia się w refleksach światła, w jego migotaniu między poruszanymi wiatrem liśćmi drzew. zatrzymuje mnie przy roślinach. uczy zachwytu chwilą, gdy promienie słoneczne ufnie układają się na zielonościach.
271/365
🍅
[…] „przyszłość” to właśnie teraz.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Klik, klik, czy to prawda, bo przecież to powieść. Wystarczyły mi cztery słowa i… ruszył potok łez. Z żalu, że tylko grając, łapał kontakt z pięknem, miłością, choć z pasją i miłością obdarowywał cały świat pięknem granej przez siebie muzyki. Czy to z powodu położenia geograficznego szeroko pojęci Słowianie mają tak wypasionych, patologicznie ogromnych krytyków wewnętrznych? Jak bardzo społeczeństwa i rodziny pomagają w ich formacji, wzroście i utrzymaniu w najlepszym bycie? Nóż w kieszeni się otwierał.
Dokument Enigma udostępniono rok po śmierci Richtera. Film pozwolił milionom fanów poznać bliżej życie autentycznego maestra poza sceną.
Zbudował swój własny świat, sekretny i olśniewający. Monsaingeon powiedział: „Grał bez zadęcia, ale z absolutną wolnością”.
•
Trzeba podjąć decyzję i zdecydować się na „nigdy nie znalazłem takiego, jakiego chciałem” lub na „nie wiem, jak wybrać fortepian, nigdy nie potrafiłem”.
Czyż wszyscy ludzie na świecie nie przypominają fortepianów różnych firm i odmiennych marek i tak jak one nie fascynują pięknem i odmiennością?
Zatem jak myślisz — czy to Richter wybrał Ninę z morza ludzi, czy to raczej ona wybrała Richtera?
•
[…] zrobiło mi się żal obu steinwayów.
Stały tu praktycznie zapomniane, nikt się nimi nie zajmował. Nikt na nich nie grał, co już było dość smutne, ale co gorsza, służyły jako rekwizyty w fałszywej szczęśliwej scence dla pielgrzymujących turystów.
Przynajmniej nie tkwiły tu samotnie, miały siebie do towarzystwa, a nocą, gdy zamykano drzwi, mogły razem wspominać przeszłość. Prawdopodobnie jednak nigdy się nie dowiedziały, że grając na nich, maestro [Swiatosław Richter] marzył o pianissimo innego fortepianu.
•
— […] Przed śmiercią przygotowywał się do koncertu, ostatni utwór, który zagrał, to była sonata nr 3 Schuberta. Mówił, że jego ulubiona to nr 18 D.894…
•
Wpatrując się w stronice z nutami, zagrałem całą sonatę nr 18 D.894 Schuberta, od początku do końca, i zajęło mi to dwie godziny. Przerwałem kilka razy i ołówkiem zapisałem nieliczne uwagi na kartkach, przygotowując się do zagrania jej ponownie, ale moje palce miały inne plany i popłynęła spod nich lekka piosenka.
•
Wiatr mijających lat zostawiał po sobie zmarszczki. Zamknąłem oczy, uspokoiłem oddech, moje ręce znalazły po ciemku miejsce na klawiaturze i zagrały pierwszą nutę sonaty.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.
Franz
Schubert, Sonata fortepianowa nr 18 G-dur,
Alfred Brendel (fortepian).
❦
Richter. The Enigma, reż. Bruno Monsaingeon, 1998.
Dzień Ojca, pisałam, jest dla nas — Białego Kruka i mnie — świętem ruchomym. W zeszłym tygodniu okazało się, że wciąż jest, tylko przekształcił się i po raz pierwszy obchodzony jest jako… A doszło do tego tak.
Zatrzymała mnie okładka. Arcyoszczędna graficznie zachwyciła mnie, a gen po dziadku drukarzu uczepił się kroju pisma, którym złożono metadane. Klik, klik i po raz pierwszy Dzień ku pamięci Ojca ruszył z przytupem, zachowując naturę Dni Ojca obchodzonych z Białym Krukiem.
Pełna niuansów, niedopowiedzeń, niepewności w relacjach, nieśpiesznie tocząca się historia wśród białych i czarnych klawiszy. A w tle muzyka i muzycy. I jeszcze więcej muzyki.
Na początku wszyscy byliśmy jedynie bezcielesnymi duszami. Kiedy Bóg zapragnął nadać im fizyczny kształt, odmówiły, nie chciały zespolić się z materią, która podlega chorobom, śmierci i nie może swobodnie podróżować w czasie i przestrzeni. Wtedy Bóg użył podstępu – na jego rozkaz aniołowie zagrali cudowną melodię.
I stało się: muzyka urzekła dusze, które zapragnęły usłyszeć ją najwyraźniej, jak to możliwe. Istniał wyłącznie jeden sposób – za pośrednictwem ludzkiego ucha. Boski fortel się powiódł i dusze oblekły się w ciała.
🖇
Wiele lat temu przyzwyczaiłem się do bycia samotnym czarnym klawiszem, podczas gdy białe klawisze zdawały się istnieć poza zasięgiem moich palców.
[…]
Myślałem, że mogę robić wyłącznie to. Biec bez końca. Biec, dopóki nie będę miał pojęcia, gdzie jestem. Aż do chwili, kiedy Lin Sang pozwolił mi znów usiąść przy steinwayu i usłyszeć bicie własnego serca.
🖇
Wraz z końcem Arabeski nr 1 Debussy’ego pianista przez trzy sekundy trzymał ręce zawieszone w powietrzu, jak para łabędzi płynących leniwie po jeziorze, zanim dotrą do brzegu.
Ćwierć wieku później pewien nastolatek zdołał znów usiąść przed steinwayem i usłyszeć szepczące pod jego koniuszkami palców klawisze. Ten chłopak sprzed dwudziestu pięciu lat mignął, pojawił się na chwilę w odbiciu na lakierowanym mahoniu i rozpłynął się w powietrzu wraz z ostatnią nutą.
Claude Debussy, Arabeska nr 1,
Maria João Pires (fortepian).
🖇
W czasach, kiedy cyfrowe rejestrowanie nagrań było nadal science fiction, na dwóch końcach skali znajdowali się Richter, który uznawał tylko koncerty na żywo i zaciekle odrzucał pracę w studiu, i, na przeciwnym, Gould, dla którego najważniejsza była sama muzyka i któremu nie przeszkadzało nagrywanie w kilku podejściach.
🖇
Kto uwolnił ducha zamkniętego w tym fortepianie, aby mógł przemierzyć świat i mnie odnaleźć?
🖇
Prawdziwe marzenie to siła, która
ciągnie cię, kiedy jesteś
najbardziej bezsilny i zagubiony.
🖇
Kluczowa jest barwa. […] Najbardziej poruszająca barwa nie brzmi wyjątkowo mocno, ale ma w sobie tę najcichszą, najsłabszą nutę…
🖇
[…] każdy fortepian istniejący na świecie ma swoje odrębne brzmienie. Większość ludzi nie ma o tym pojęcia, trwają w przekonaniu, że każdy dźwięk, który słyszą, jest identyczny i perfekcyjny. Taka jest moc cywilizacji.
Mówiąc wprost, istota ludzka to jedynie kolejne niedoskonałe z natury stworzenie. Czyż nie opakowujemy tego w abstrakcyjne słowa… takie jak dusza, świętość, miłość czy piękno?
🖇
Muzycy nie zawsze rozumieją swoje fortepiany […]
Podobny błąd popełniają zwykli ludzie, nie dostrzegając, jak złożone i nieprzewidywalne jest ludzkie serce. Wydaje im się, że istnieją partytury, z których można się nauczyć zasad postępowania z drugim człowiekiem.
🖇
[…] marzeń nie należy ścigać, nie można ich również posiadać ani zdobywać. Powinny być jak sumienie, jak najszczersza melodia w sercu, a nie coś ulokowanego poza nami.
🖇
Czy jeśli w rezonansie sześćdziesięciolatka wyczuwasz samotność i rozpacz, to przyczyną może być brak strojenia? Który z powtarzających się interwałów jest najbliższy pitagorejskiej zasadzie harmonii?
🖇
Jako profesjonalista mogę powiedzieć, że każdy fortepian, nowy czy stary, ma duszę. Dopiero strojenie łamie zaklęcie i ją uwalnia, w innym przypadku pozostałaby uwięziona na wieki.
🖇
Dla niego każda sytuacja oznaczała nową szansę, a jeśli popełnił błąd, zaczynał od nowa, nigdy nie myślał nad ceną i ryzykiem, z jakimi dla innych wiąże się każdy ich krok.
🖇
Rzeczywiście chcesz wejść w ten biznes? Czy…
Czy co? Prawie to powiedziałem, ale zabrakło mi odwagi, bałem się jego słów, że sami się oszukujemy naszym początkowym zdecydowaniem.
Jeśli obedrzesz z płci, pożądania i smrodu pieniądza słowo „partner”, to jaki rodzaj relacji pozostanie między nami?
Dlaczego ja? Jak w ogóle mógłbym to być ja? Czy nie oczekiwał, że jego partner będzie bardziej reprezentacyjny, bardziej otrzaskany w świecie?
🖇
Zawsze cichaczem [przeznaczenie] zmienia swe ścieżki,
a ty nie masz o tym pojęcia.
🖇
Subtelny klon, elegancki heban, krzepki mahoń, odporna brzoza, wszystkie ustawione w jednej linii, przywoływały na myśl powiązane losem kostki domina oczekujące na wywracający je wszystkie cios.
[…]
Najłagodniejszym tonem […] modliłem się za pokaleczone fortepiany wokół mnie.
Spędziłyście życie, służąc ludzkiej próżności i wulgarności, wiem, jakie to trudne…
Przez wieki jedynie garstka z was miała szczęście spotkać geniuszy muzyki, zdecydowana większość zmarnowała swój czas…
🖇
— Nie wiem, jak… Nie mogę… Pomóż mi… Przepraszam, ja naprawdę nie mogę, naprawdę…
Lin Sang chwilę milczał i nagle wykrzyknął na cały głos moje imię:
— Hu! Yi! Lu!
Potem objął mnie, podczas gdy ja nie mogłem powstrzymać histerycznego dygotu.
🖇
[…] nagle mnie zapytał: „Jak myślisz, gdzie jest twój dom?”.
🖇
Gdy docierasz do kresu, nie ma już znaczenia, czy zostałeś pianistą koncertowym, ważne jest jedynie to, czy w chwili odejścia masz to coś, co przyniesie ci spokój i uwolni od żalu.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek,
Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2024.

Być może los sprawia, że ludzie mogą się spotkać wyłącznie w określonym momencie.
🖇
[…] muzyka to nasze wspólne źródło i przeznaczenie.
🖇
[…] każdy człowiek rodzi się z własnym rodzajem drgania — niektórzy szukają go w instrumentach, inni w śpiewie, a inni, ci szczęśliwsi, słyszą go w olbrzymim świecie. Tam odnajdują tę wibrację, która współbrzmi z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
(tamże)
wytchnął, wrócił do ula i zadzwonił. pierwszy raz od tamtej krótkiej rozmowy usłyszałam jego głos. popłakałam się ze szczęścia.
270/365
🍅
[…]
istnieje coś więcej — coś głębszego, co może nas zmienić na lepsze. O ile tylko obejmiemy w posiadanie swoje światło.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

W środku zeszłego tygodnia spotkało mnie przemiłe zaskoczenie, że jeszcze jeden barnes, że bez zbędnej zwłoki przełożony na język polski.
Mówią powieść, a ja natychmiast gubię znaną mi definicję tego gatunku literackiego i jestem cała głupia. Dla mnie to patchwork wrażeń, reakcji i przemyśleń Autora, na to, co go w czasopismach, w relacjach i w życiu spotkało.
Pomimo prawie osiemdziesiątki na karku, gdy zbierał i układał te literki, w jednym miejscu naprawdę bredzi, ale jest usprawiedliwiony, po prostu nie musiał nigdy schodzić wystarczająco głęboko — tylko zgrzytnęłam zębami, przymknęłam oko — nie docenia siły roślin i powtarza nieprawdziwe, wyjątkowo krzywdzące, komunały o osobach całkowicie zależnych.
Tych kilka nitek, które pozwalają nazwać tę książkę powieścią, których splotów i supłów unikałam podczas wybierania wyimków, by nie spojlerować, zasługuje na zachwyt. I z tym zachwytem zostałam po przeczytaniu tej książki, a potem w „gratisie” pławiłam się dodatkowo w radości, patrząc, jak na moich oczach wyimki organizują się w zgrabną całość. Po drodze wymusiły na mnie, by zaznaczyć szwy między elementami o różnych wzorach tkanin, z których ten literacki patchwork stworzono.
Wydaje ci się, że zapamiętałeś coś „dokładnie”, a im więcej razy przywołujesz to wspomnienie i je opowiadasz, tym mocniej utwierdzasz się w przekonaniu o jego prawdziwości. Ale co by było, gdyby upomniał cię i poprawił… własny mózg? Co, gdyby mógł ci przedstawić wszystkie twoje wersje wydarzeń i pokazać, jak stopniowo acz systematycznie oddalałeś się od pierwotnej relacji? Czy to nie byłoby dziwne i dezorientujące? Ale też pomocne: trudno byłoby odrzucić wnioski własnego wzgórza, prawda?
🖇
[…] to, co zwyczajowo uważamy za wspomnienie, jest przywoływane, często lub nieczęsto, na przestrzeni naszego życia, i za każdym razem przeobraża się trochę, aż wreszcie zastyga w formie, którą – za własną namową — uznajemy za prawdę.
🖇
Trudno myśleć o mózgu, bo wiąże się to z użyciem jego samego: skomplikowane, a może też ostatecznie daremne przedsięwzięcie. A mimo to większość z nas czuje, że w jakiś sposób dowodzimy swoimi mózgami, tak jak — choć to może niewłaściwa metafora — kapitan łodzi podwodnej dowodzi swoim okrętem.
Peryskop w górę! Lustrować horyzont! Intruzi! I tak dalej. Wyobrażamy sobie, że mówimy naszym mózgom, w którą stronę mają wycelować torpedy i kiedy je odpalić. Jednak takie poczucie ładu i kontroli nie wytrzymuje głębszej analizy. Nasze mózgi mają nad nami znaczną przewagę: wiedzą wszystko to, co my, podczas gdy my wiemy tylko o niektórych ich działaniach.
Mówi się, że przeciętny mózg codziennie przetwarza siedemdziesiąt cztery gigabajty informacji. Innymi słowy — siedemdziesiąt tysięcy myśli. Pracuje dzień i noc. My śpimy, a mózg nie.
🖇
Przy pewnych odpowiednich nastrojach wspomnienia — to, co się zapomniało – wychodzą na wierzch. […] czy to niemożliwe — często się zastanawiam — że to, co przeżywaliśmy z wielką intensywnością, istnieje niezależnie od naszych myśli, istnieje w gruncie rzeczy nadal?
— Virginia Woolf
🖇
Nieważne, jak wyrazista jest dana myśl w środku nocy, nie można oczekiwać, że mózg będzie ją pamiętać – i przypomni o niej — kilka godzin później. Nie pełni przecież funkcji twojego faktotum.
🖇
[…] najlepsza część naszej pamięci jest poza nami, w dżdżystym podmuchu wiatru, w zaduchu pokoju lub w zapachu pierwszego ognia na kominku […].
— Marcel Proust
🖇
[…] być może mam — albo miałem — w sobie coś, co zachęca innych do zwierzeń. Czasem na wstępie mówią, nerwowo: „Nie wykorzystasz tego, prawda?” lub — rzadziej, z większą pewnością siebie — „Mam dla ciebie historię”. A ja za każdym razem odpowiadam: „To tak nie działa”. Co jest prawdą. Piszę głównie fikcję, co wymaga powolnego kompostowania życia, zanim stanie się ono użytecznym materiałem, i w danej chwili nie mam pojęcia, co może nabrać fikcyjnego potencjału, a co nie.
🖇
[…] studiowałem na Oksfordzie między 1964 a 1968 rokiem […]. Byłem w Magdalen, jednym ze starszych i bardziej okazałych kolegiów, a wówczas też wyłącznie męskim. […] Było pływanie puntami i dalszoplanowa, lecz wyraźna świadomość, że podążamy śladami uprzywilejowanych. […] Pewnego popołudnia pan Brearley powiedział nam: „I zawsze pamiętajcie, że lata spędzone tam będą najlepszym okresem waszego życia”. Kiedy byłem na studiach, ta przepowiednia czasami bardzo mi ciążyła. „Czy naprawdę lepiej już nie będzie?” — zastanawiałem się i popadałem w przygnębienie.
🖇
[…] jeszcze jedno. Narkotyki. Lata sześćdziesiąte — jak wszyscy wiedzą — były dekadą pod znakiem seksu i narkotyków. Ale to pierwsze było znacznie bardziej skomplikowane logistycznie i psychologicznie niż dzisiaj; natomiast to drugie było — dla mnie — niewidzialne. […] między rokiem 1964 a 1968, nigdy nie zaproponowano mi choćby skręta. Typowymi używkami były alkohol i papierosy. Ja nie paliłem i niespecjalnie lubiłem pić. Piwo smakowało paskudnie, a wino kupowałem rzadko.
🖇
Stephen był — jest — był — wysoki i patykowaty. […] kiedy wymachiwał rękami, miało się wrażenie, że wyrusza jednocześnie w różnych kierunkach. […] Jego wnętrze nie współgrało z zewnętrzem. Mówił cicho, był ostrożny, nigdy nie szastał argumentami, tak jak szastał kończynami, i był bardzo uważny.
🖇
Jean […]. Błyskotliwa, energiczna, impulsywna? Zadziorna? Te określenia są nieco bliższe, ale wciąż tylko przybliżone. Dogadywaliśmy się dobrze, częściowo dlatego, że poniekąd zdawałem sobie sprawę, iż nie mam u niej szans. Podchodziła wprost do rzeczy i idei, i osób; to ona brała się za nie, a nie one za nią — czy to ma sens? I chciała zobaczyć świat.
🖇
W tamtych czasach, my — mam tu na myśli młodych mężczyzn, którzy, jak Stephen i ja, zostali wychowani w systemie jednopłciowym – mieliśmy wiele prymitywnych i czysto teoretycznych wyobrażeń o kobietach. […] A ponieważ brakowało nam pewności siebie, ociekaliśmy żalem nad samymi sobą i spodziewaliśmy się odrzucenia, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że dziewczęta mogą doświadczać czegoś podobnego. Niedawno przeczytałem, że u chłopców mózgi rozwijają się znacznie wolniej niż u dziewcząt. Kobiecy móżdżek osiąga docelowy rozmiar w wieku lat jedenastu, natomiast jego męski odpowiednik dopiero w dumnym wieku lat piętnastu. To chyba wyjaśnia pewne kwestie związane z zachowaniem chłopców, prawda? A skoro „dziecko jest ojcem człowieka”, również pewne kwestie związane z zachowaniem mężczyzn?
Były też inne demotywujące czynniki. Niektóre dziewczęta interesowały się bardziej książkami niż chłopakami. Inne poznały już chłopaków, którzy byli starsi i bardziej czarujący niż my. Jeszcze inne (czy pod wpływem intuicji, czy uwarunkowań społecznych) wiedziały, czego chcą, a także — od razu — że my tym nie jesteśmy.
🖇
[…] skończyliśmy już egzaminy […] i z lękiem wyobrażaliśmy sobie przyszłość tam, w tym durnym dorosłym świecie kompromisów i kłamstw opowiadanych samemu sobie.
🖇
Jako pogodny pesymista zwykle szukam
dobrych stron każdej sytuacji […].
🖇
— Przypuszczam, że nie da się tego wyleczyć?
— Nie — odpowiedziała wprost. — Nie da się tego wyleczyć, ale da się to kontrolować.
[…]
— Aż mój stan się unormuje? — spytałem.
— Nie, do końca pańskiego życia. Na tym polega „kontrolowanie”. Choroba będzie panu towarzyszyć aż do śmierci. Zapewne pana nie zabije, chyba że dojdzie do kolejnych mutacji. Ale w innym wypadku umrze pan razem z tą chorobą, a nie na nią.
🖇
Druga notatka brzmi: „Nocą mózg gna” […].
🖇
Na oddziale ratunkowym […] napisałem w notatniku: „Ojej — to może być koniec tej historii — liczyłem na coś, co będzie warte opisania, a przy tym nie okaże się śmiertelne”. Co brzmi jak poważne kuszenie bogów.
🖇
To początek kresu. […] Żyję w teraźniejszości, ale w przyszłości będę istnieć jedynie w przeszłości.
🖇
Pisanie tego — wtedy, kiedy to robię — uspokaja mnie. Skupiam się na słowach, na tym, by zawrzeć w nich tyle prawdy, ile tylko potrafię.
🖇
[…] ani szczęścia, ani smutku nie da się kontrolować. Radość, przyjemność, fascynacja – tak jak ich fotograficzne negatywy: smutek, ból i znudzenie – ogarniają nas falami.
🖇
[…]
znalazłem się w medycznym położeniu, którego nie przewidziałem. Zazwyczaj choruje się, idzie do lekarza i/lub szpitala, i zostaje się wyleczonym albo nie, lub też wyleczonym na jakiś czas, po którym choroba powraca i znów zostaje wyleczona lub nie. Tymczasem moje schorzenie jest nieuleczalne
[…]. […]
Nieuleczalne, ale próbujemy to kontrolować – to brzmi jak… życie, nieprawdaż?
🖇
— Stephen, myślę, że to naprawdę zły pomysł.
— Czemu?
— Nie wraca się do tego, co minęło. Nie rozdrapuje się starych ran, i tak dalej.
— Nie sądziłem, że uciekniesz się do truizmów.
— Czasem truizmy to po prostu nagromadzona mądrość.
Pokręcił głową.
— Kolejny truizm.
[…]
— A ty nigdy tego nie zrobiłeś? — zapytał.
— Czego?
— Nie wróciłeś?
🖇
Proust mówi gdzieś, że „Wspomnienia, jakie żywimy jedni o drugich, nawet w kwestiach miłości, nie są identyczne”. Ja zamieniłbym to „nawet” na „zwłaszcza”.
Zdaję sobie sprawę, że w tej książce jest sporo Prousta. A ja nawet nie jestem jego wyznawcą. Ale może to widać, bo — tak jak powyżej — cytuję go głównie po to, by się z nim nie zgodzić.
🖇
Leżałem bezsennie, myśląc o tym, że niektóre złe rzeczy mogą być dobre. Lub na odwrót. I nigdy więcej o tym nie rozmawialiśmy. Nie było to tabu, po prostu coś, o czym nie wspominaliśmy.
🖇
Nigdy nie wierzyłem w pogodę ducha starszych ludzi — to zawsze brzmiało jak bajka, która ma ich uczynić bardziej godnymi podziwu, a nas bardziej zadowolonymi z siebie.
🖇
[…] nagle zdałem sobie sprawę, że wszyscy na mnie patrzą, więc wykonałem jakiś gest – wzruszyłem ramionami, uśmiechnąłem się, rozłożyłem ręce – który miał wyrażać, że oczywiście jestem wniebowzięty, ale nie chcę brać żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, że teraz wszystko zależy od nich i że jeśli to schrzanią, to nie będzie bynajmniej moja wina. Tak, wiem, że nie ma gestów, które wyraziłyby to precyzyjnie, ale zrobiłem, co w mojej mocy.
🖇
— Jest różnica między okazywaniem uczuć a ich wyrażaniem.
To zabrzmiało, jakby strofowała mnie za coś, co powiedziałem wcześniej, ale nie pamiętałem, czy istotnie tak było. Odparłem więc po prostu:
— Tak?
— Tak, rozpracuj to sobie, powieściopisarzu.
— Na przykład?
— Na przykład niektórzy są lepsi w jednym niż w drugim. Starają się okazywać uczucia swoim zachowaniem, a nie wyrażać je słowami.
🖇
„Cóż, zawsze łatwiej się zakochać niż kochać długoterminowo”. Lub: „To, że się zakochałeś, nie oznacza, iż masz przestać pracować nad różnymi sprawami”. Przyznaję, że takie wyświechtane frazesy cisnęły mi się na język, wobec czego wybrałem milczenie.
🖇
– Wygląda na to, że jestem odpowiedzią na pytanie, którego nigdy mi nie zadano i którego nie zadałam sama sobie.
🖇
Powtarzałem sobie: „Przecież powinniśmy wszyscy być dorośli”. A potem w mojej głowie rozbrzmiewały słowa Jean: „Wszyscy jesteśmy dziećmi w dorosłej skórze”. Ale ja nie chcę w to wierzyć, to była tylko kolejna z wielu wymówek […].
🖇
[…] w dzisiejszym świecie przesyconym mediami i mediami społecznościowymi nie ma wielkich szans, żeby ktoś nigdy o miłości nie słyszał. A w rezultacie każdy uważa, że ona mu się należy.
🖇
Ale z pewnością przeżywszy na tej planecie tyle tysiącleci, zdążyliśmy już zauważyć, że życie nie jest słuszne ani sprawiedliwe, i że dobrych ludzi często spotykają złe rzeczy, a złych czasem spotykają dobre, i że pod każdą spokojną powierzchnią nieustannie czai się gwałtowny chaos.
🖇
O ile w ogóle mogła mnie uspokoić jakakolwiek zwykła fraza, była to ta, która wtedy nagle wróciła do mnie i którą posługuję się do dziś: „To tylko wszechświat robi swoje”.
🖇
T.S. Eliot napisał, że wszystko, co wiemy o innych ludziach, to wspomnienia chwil, w których z nimi jesteśmy; i że gdy z nimi nie jesteśmy, oni – ci ludzie – zmieniają się. Zawsze uważałem, że trąci to trochę beznadzieją. Ale jest też prawdą, że nawet nasi najbliżsi przyjaciele i kochankowie skrywają wspomnienia, emocje i cechy, z których nie zdajemy sobie sprawy – i z których oni też mogą jej sobie nie zdawać. […] ci inni ludzie, o których mówi Eliot, nie tylko zmieniają się, kiedy na nich nie patrzymy, lecz także zmieniają się w naszej wyobraźni, gdy nie jesteśmy z nimi.
🖇
Głowa i serce wciąż działają, podczas gdy ciało podupada.
Ale lepiej tak niż na odwrót.
🖇
Albo wysadzimy planetę, a wraz z nią całą sztukę, albo przetrwamy, ale ewoluujemy w coś, czego nie potrafimy sobie nawet wyobrazić – nie będzie to jednak nic podobnego temu, czym jesteśmy teraz, z naszymi prostymi pragnieniami boga i miłości, i szczęścia, i sztuki.
🖇
W końcu my, żywi, jesteśmy w skrajnej mniejszości w porównaniu z tymi, którzy umarli, oraz tymi, którzy się jeszcze nie urodzili. Co sprawia, że życie wydaje się kruchą chwilą, czym istotnie jest.
🖇
[…]
spadł z tych samych schodów. […] otrzepywał się, jakby przed chwilą złapał go deszcz; następnie oddalił się niespiesznym krokiem do miski, żeby sprawdzić, czy nie ma w niej jedzenia. Wówczas wydawało się, że podszedł do tego upadku jak epizodysta – cóż, stało się, idziemy dalej. Jednak ostatecznie do głosu doszedł narratywizm – czy też pamięć – i teraz patrzy na schody z podejrzliwością. Czasem przyczaja się na górze, zerkając w dół wzrokiem krótkowidza, i nie chce się ruszyć, po czym zaczyna z niepokojem schodzić i przystaje na każdym stopniu, zanim zdecyduje się zmierzyć z kolejnym; częściej jednak strach go paraliżuje i czeka, aż zostanie podniesiony i przetransportowany ręcznie.
Nic w tym dziwnego: Jimmy ma szesnaście lat, co — jak mi powiedziano — odpowiada 112 latom ludzkim
[…].
🖇
Niektórzy kochają, a potem pogrążają się w żalu za tym, co mieli i stracili. Inni próbują kochać i pogrążają się w żalu za czymś, czego nie mieli – a ściślej mówiąc, pogrążają się w żalu, bo nie udało im się zbudować życia, które w przyszłości mogłoby im przynieść absolutną, rozpaczliwą żałobę. Czy to ma sens?
🖇
Możliwe, że każde z nas ma na myśli co innego, kiedy mówimy o miłości i szczęściu, w związku, jak i w społeczeństwie. Zwłaszcza teraz.
Julian Barnes, Odejście/a,
przeł. Dominika Lewandowska-Rodak,
Świat Książki, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

— Mam nadzieję, że nie przyjdzie ci nigdy do głowy, żeby napisać o mnie i Jean.
A ja odparłem:
— Oczywiście, że nie — zresztą to tak nie działa.
A on odparł:
— To dobrze.
I tak to zostawiliśmy. Nie zawracałem mu głowy teorią pisarstwa jako kompostowania życia.
🖇
[…] obiecałem Stephenowi i Jean, iż o nich nie napiszę. W rzeczywistości było jeszcze gorzej: złożyłem przysięgę, że tego nie zrobię. Przysiągłem na Biblię. Możecie w to uwierzyć, w XXI wieku? Jak jakaś przysięga prezydencka. Pamiętacie pierwsze zaprzysiężenie Donalda Trumpa? Powiedziano mu, że użyta zostanie Biblia, na którą niezliczeni prezydenci przed nim przysięgali, że będą przestrzegać konstytucji. On – Buntownik! – odpowiedział, że woli użyć swojej Biblii. (Może to był zabytkowy egzemplarz Biblii grzeszników, przedruku Biblii króla Jakuba z 1631 roku, w którym błąd zecera zamienił siódme przykazanie w „Będziesz cudzołożyć”. To byłoby stosowne). Tak czy inaczej, doszło do impasu, a w końcu ustalono, że przysięgnie na obie Biblie, że będzie przestrzegać konstytucji i tak dalej. No, a potem wszyscy widzieliśmy, jak ta podwójna przysięga przełożyła się na dwa razy więcej prawości w sprawowaniu urzędu.
(tamże)
Ukończenie ostatniej książki w swoim tempie i późniejsze zamilknięcie ma przynajmniej następujący pożyteczny skutek: oznacza, że nie będziesz zmuszony przerwać […]. W ten sposób odbierasz śmierci sprawczość. Choć – trzeba przyznać – w bardzo niewielkim stopniu.
🖇
Choć nadal codziennie myślę o śmierci, to tak wyraziste jej uobecnienia są teraz w remisji. „A więc, panie Barnes, czy buntuje się pan, gdy światło się mroczy?”. Nie, niespecjalnie. Czuję, że trochę się z tym pogodziłem, i patrzę na to nieco bardziej filozoficznie.
🖇
Będę za „wami, tobą” „tęsknił” — cokolwiek to znaczy. Śmierć osłabia i podważa każde z tych słów: „będę” zostaje — lub zostanie – pozbawione znaczenia. A teraz, koniec końców, nie mam do zaoferowania żadnych słynnych ostatnich słów. […] położę na chwilę dłoń na twoim przedramieniu – nie, nie przestawaj patrzeć – po czym wymknę się. Nie, nie przestawaj patrzeć.
Julian Barnes, Londyn, 2022–25
danie dnia, kopytka z żeberkami w sosie śmietanowym wzbudziły skrajne reakcje. szeptem przy stoliku obok: dramat, nie chciałbym tak żyć! udając, że nie słyszę tych słów, uśmiechnęłam się do chwili, podarowanej mi przez życie, czując bezgraniczną wdzięczność, że bez najmniejszych obaw mogę w tym miejscu zamówić każde danie, bo wszystko, co wymaga pokrojenia, trafi* na mój stół już pokrojone.
269/365
_________
* wciąż mam szczęście do spotykanych ludzi.
🍅
Nie próbujcie zmieniać życia na takie, jakim według was powinno być — pozwólcie, żeby było takie, jakie jest. I pamiętajcie, aby po drodze mieć otwarte oczy i serce.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

smutek — nie udawaj, że go nie zauważasz, nie przepędzaj go, nie poganiaj. wypij z nim zimową herbatę, nie oczekując, że to zaraz coś zmieni. niech siedzi przy stole, ile potrzebuje, a ty wyjdź na dwór i spójrz w niebo.
267/365
🍅
Objawienie to odsłonięcie rzeczywistości.
[…] Objawienie przerywa zatem codzienny strumień czasu i pojawia się jako szczególna chwila, w której możemy intuicyjnie uchwycić głębszą, bardziej istotną rzeczywistość ukrytą w rzeczach lub osobach.
— Czesław Miłosz
[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

— jesteś fizycznie bezpieczna?
— tak.
— to śmiało, włącz ciekawość i lecisz!
266/365
🍅
Miłość […] nie skończyła się wraz z jego przejściem na Drugą Stronę. Ta miłość trwa jak potężna siła […]. Ukochane osoby po Drugiej Stronie bardzo się starają, aby wysyłać nam znaki, które pozwalają wierzyć w trwałość tej miłości i pozostawać na nią otwartymi, kiedy najbardziej jej potrzebujemy.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

alternatywny tytuł wpisu:
6230. Panna cotta (CCVII)
una canzone. l’ho pescata alla radio qualche giorno fa. è con la canzone che la mia anima sta guarendo.
265/365
[pl] piosenka. wyłowiłam ją z radia kilka dni temu. to przy tej piosence zdrowieje moja dusza.
🍅
Ci, których straciliśmy w znaczeniu fizycznym, nadal są z nami w znaczeniu energetycznym. Możemy zabrać ukochane osoby w naszą podróż przez życie.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
Vasco Rossi, Se ti potessi dire.
se ti potessi dire
quante volte ho pianto per capire
[…]
se potessi raccontarti per davvero
le abitudini di cui non vado fiero
le malinconie, le nostalgie perfino dei rimpianti
per le cose che se avessi adesso ancora qui davanti
le rifarei esattamente così sì
stessi errori stesse passioni
e le stesse, stesse, stesse delusioni, sì
vivere per amare /
vivere per sognare
vivere per rischiare /
e vivere per diventare
vivere per adesso /
vivere lo stesso
vivere per errore /
e vivere con passione
vivere solamente /
vivere continuamente
vivere senza ricordo /
e senza rimpianto
[…]
se ti potessi dire
dołączyłam, milczeliśmy. pierwszy raz, choć to mój dziewiąty turnus. milczeliśmy razem.
264/365
🍅
Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję, że nie ma większej sztuki, niż kochać ludzi.
— Vincent Van Gogh
[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

[suplement 27.09.2026]
Pamiętaj, partie bez dźwięku to też część gry.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.