poniedziałek, września 21, 2026

6229. 264/365  // na gigancie, dzień 9.

dołączy­łam, milczeliśmy. pierwszy raz, choć to mój dzie­wiąty turnus. milczeliśmy razem.

264/365

🍅
Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję, że nie ma większej sztuki, niż kochać ludzi.
   — Vincent Van Gogh

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

niedziela, września 20, 2026

6228. 263/365  // na gigancie, dzień 8.

jest ru­tyna*. jest samodyscyplina*. i oczy sze­ro­ko otwarte, by nie przegapić niczego, co spon­ta­nicz­nie przychodzi, by karmić moją duszę, uruchamiać wdzięcz­ność, czynić mnie żywą.

263/365

_________
  *  naturalne inhibitory, skutecznie po­wstrzy­mujące kieł­ko­wa­nie tęsknot.

🍅
Najmniejsza kropla rosy i naj­po­tęż­niej­sza fala oce­anu — wszyst­kie są częścią tej samej wspaniałej historii wza­jemnych po­wiązań.
     To samo dotyczy ludzi. Siły Wszechświata, które kierują wo­dę ku wodzie, starają się kie­ro­wać nas w stronę innych lu­dzi — ludzi, któ­rych potrzebujemy i kochamy. Ludzi, z któ­ry­mi mają skrzyżować się nasze drogi.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6227. Z oazy (CDLXXIV)

Pierwszy tomik tam. Wybierając z drugiego to, co chcę zachować tu dla siebie, po­myślałam o potencjalnym niefantomowym bólu poety, gdyby widział, co ja z jego wierszami zro­bi­łam po tym, gdy je po swojemu przeczytałam i przeżyłam. Per­spek­ty­wa innego ży­cio­we­go doświadczenia, drugiej płci, innych sposobów myślenia i za­chwy­cania się światem niczego nie usprawiedliwiają — poeta zgrzytałby zębami jak nic. A ja w tym czasie przycięłam, wycięłam, wydłubałam i mam tu pod ręką.

Przecinki. Pozostanie dla mnie tajemnicą, czy ich brak to aby na pewno maniera lub styl pisania. Powiedziałabym styl, gdyby nie było ich wcale. Czyżby — myślę sobie po cichutku — te, które są, zdradzały poetę?

Po wszystkim zadumałam się i doszłam do następującego wniosku. Nie sądzę, bym przeczytała oba tomiki tak, jak je poeta napisał. Może właśnie z tego powodu kanon lektur tworzą zwykle nieżyjący pisarze i pisarki, martwi poeci i poetki. Żadna z tych, za życia bardzo twórczych, osób nie wścieknie się już z powodu swojego stanu nie­ży­cia, że odebraliśmy ich literki zupełnie na opak, że za to faux pas nie mamy nawet zamiaru przepraszać.

A ten poeta? Niech długo żyje, dużo przeżyje, nim zaświta mu w głowie myśl am­bit­na, ale i śmier­cio­nośna (patrz akapit wyżej), by do kanonu lektur wkręcić się lub wbić. A ja? Czekam na kolejny tomik.

co uchodzi za dom, to zawsze dzieło twoich rąk.
             Ile więcej trzeba, żeby nie wyparować z samego siebie,
             nie sturlać się w słowa, żeby zostało coś z tych mąk
             dla mnie, dla ciebie?

🖇

Od dzisiaj będziemy mówili już tylko, jak jest;
jak było, wie każdy, jak będzie — też,
pozostaje tylko zaprzeczyć, jakoby to miało
cokolwiek wspólnego z tobą, ze mną
nie będzie łatwo, a tym bardziej trudno, bo wiesz,
lepiej walić prosto z mostu,
na główkę, bez bajeru, tak po prostu.

🖇

„Czy naprawdę dzisiaj, tutaj, na takim, a nie innym krańcu świata, ze łzą jak oceany wyschłe
chcesz się sprzeczać? I to o czas? Lepiej przypomnij mi świat sprzed oranży i purpur”.
To chodź, dziś opowiem ci o czasach, gdy tęcza była drogą między słońcem a zielenią.

🖇

Co przemienia wściekłość w żal
buszującą w zbożu

🖇

Kto by na to wpadł, że wiersz można zaciukać
i choć nie mieści się to w żadnym paragrafie,
winnego wskazać nie sztuka —

🖇

Każdy gest na tyle wykwintny,
żeby go akurat pomylić z obelgą —
nigdy bowiem nie mówimy tak tylko;

🖇

Po co ograniczać się horyzontem: co ma się zdarzyć, to nie utonie,
[…] 
Masz tu, wklej nazwisko i zdefiniuj płeć;
imię możesz sobie wpisać, jeśli tylko chcesz.

🖇

i co też komu zrobiłem złego,
żeby kończyć jako przystawka na obiedzie
pełnym byle czego?

🖇

Chançon i basta
   Szanuj kundla swojego
   jak i on ci odpuszcza
   żywota twego zgliszcza.

🖇

i w żadną spójną całość los mi się nie składa —
             a jak już tak wyszło, to nie pożałowałem.

🖇

Czy to tak wolno, czy to wypada, to, dalibóg, jest grzechem
wyrywać kochankę z korzeniami od roku kwi-kwi-kwi-
tnącą na poletku innego. Że niby to takie qui pro quo, pourquoi pas, aserejé.

🖇

333 słów,
z nich uklepiesz świat,
z którym ci na trochę będzie za pan brat.

Wit Pietrzak, Wyimki/przeływ,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2022.

Każdy egzemplarz książki powinien posiadać erratę,

(tamże)

6226. Z oazy (CDLXXIII)

Nie widziałam Go prawie dwadzieścia lat. Po pogrzebie spojrzeliśmy sobie w oczy; obiecaliśmy wzajemnie, że nie przepadniemy w naszych osobistych życiach cał­ko­wi­cie, nie dając znaku życia przez kolejne dziesiątki lat, że spotkamy się, nim kolejny pogrzeb nie będzie dyskutował z naszymi na sztorc zabitymi obowiązkami ka­len­da­rzami.

Tomik żyjącego łódzkiego poety obiecał na poczcie nadać zaraz w poniedziałek. W czwartek przesyłka le­ża­ła na moim łóżku. Gdy wróciłam na poziom umieralni po wszystkich prze­wi­dzia­nych na ten dzień pro­ce­du­rach medycznych, rozdarłam ko­per­tę i okazało się, że w środku tomiki były dwa.

Złapałam oddech, porzuciłam ośrodek, pognałam do baru na kawę i… pasłam duszę. Postanowiłam czytać chronologicznie, więc na pierwszy ogień poszła twórczość po­ety-mło­dzień­ca ciut podstarzałego, czyli chwilę po trzydziestce.

Kilka zabaw słowem podchwyciłam, zachwyciłam się i świetnie się bawiłam. Zgor­szył mnie wers śmierdzący oblizującym się obleśnie facetem w niemocy po pięć­dzie­siąt­ce, fuj! Zniesmaczył wiersz podyktowany przez bezczelnie nieświadomego swo­ich przywilejów białego heteroseksualnego mężczyznę. Nie będzie więc tu ani tego wersu, ani wspomnianego wiersza. Jest tu piękno, ktore chcę mieć w razie czego pod ręką, bo dobre słowo nie zaszkodzi.

🖇

Nie do końca wiedząc, co jest poezja, przeliczał
trafne wersy na kilokalorie, a wcale nie było to takie proste.
Ile, na ten przykład, ma wiersz powyżej? No
i jaką przybrać skalę? Od tic taca do cielaka
powiedzmy? Czyta więc, co popadnie
by potem skrupulatnie ułożyć menu
uzupełniając je o niezbędne
dla zdrowego rozwoju suplementy.
Język, niezwykle prężny mięsień, zazwyczaj
obojętny na indeksy glikemiczne, tuczy
podlewając oliwą jak świnię na rożnie
po to żeby — gdy dojdzie — zaserwować go
efektownie, nieodzownie
z jabłkiem zatkniętym w pysku.

🖇

Do kogo mówisz, kiedy słuchasz głosów?

🖇

Podobnie jak poliester, lycrę, anilanę
pozyskuję języki w drodze syntezy
wyrazów, które postawione pod ścianę
odmieniają się przez najprostsze przypadki.
Trochę odkształca je wysokie ciśnienie
skrajnych okoliczności, dając
nieprzewidziane wyniki, głównie jednak —
znawcy tematu wyrażą zaskoczenie —
             okazują się mało podatne na mechacenie
             elektryzację, no i nigdy nie przylegają
             do ciała ani żadnej rzeczy, która
             z niego jest
. Bez wątpienia
             mięcie to największa ich słabość
             bo raz je wystarczy przepracować
             by rozlazła się wszelka gładkość
             która z pozoru mogłaby być modelowa.
Wysnuwam te poliestrowe słowa
z przepoconego gardła, żeby
samego siebie odkryć od nowa
i, choć zapewne zbyt mało stanowczo
jakże wiarygodnie. Trzeba tylko pamiętać
żeby nie przepierać ich za często
każdy bowiem wie, że łatwo tracą kolor.

🖇

Domy dzieci
   Podwórko ciężko zasypiało latem. Dudniło
   stękało: „Faul — jaki faul!”. […] 
                […]  Pod wieczór rozpaczliwie
                nas ubywało, kolejni, wleczeni przez starych — znikali.
                Mnie na ogół zabierali na końcu. Tylko we wtorki, tak
   mi się zdaje, Łuki wpadał po południu. „A to farciarz”
   — myślałem i w duchu mu zazdrościłem, że nigdy
   nie widzieliśmy, żeby ktoś przyszedł po niego.
   Po kolacji słyszałem czasem, jak ćwiczył
   rzuty osobiste, często zwane też wolnymi.

🖇

Jak to się stało, że nie poznaję
w nich ludzi, a pamiętam
że kiedyś tłumaczyła mi
wzory Viete’a, aż nie chciało się wierzyć.
Siedzę przy stole i czuję, jak mi lata
minęły między obiadem a herbatą.

🖇

Kwestia języków też się jakoś rozwiązała.
Niektórzy wprawdzie mieli kłopot z wysłowieniem się jak należy
więc wyjęzyczali się jak mogli. […]

🖇

ale nie wiedziałem, że dom ów domem już nie jest
toteż schowałem klucz, narzuciłem na głowę kaptur i poszedłem dalej
ulicą która ulicą jest już tylko z nazwy.

🖇

Małe ojczyzny tanio sprzedam
   […]
   brnął na swoje miejsce, „Excuse me, excuse me”
   — fałszował pod nosem, a mijając mnie
   ni stąd ni zowąd: „Posuń się, kurwa”. Krew mnie
   znienacka w pysk się cała zbiegła, Mruknałem tylko;
   „I’m sorry”, i nachylilem się, by szepnąć słówko
   Hughowi (pojęcia nie mam, jak to wymówić).

🖇

Cztery kier
   Wykładam się niespodziewanie słowo po słowie
   może mnie zrozumiesz akurat na właściwy opak
   […]
   Wszystko po to, „nie powiem — mówię na próbę —
                   dopóki nie skończysz”, żeby nie dało się o tym
                   napisać, a jeśli już, to tylko we wspólnym języku.

🖇

Rozpływa się, jak topniejący o poranku sopel lodu, niechęć
do czarno-białych, kategorycznych sądów, co upadlają żywych i umarłych
[…]
Kropla do kropli wzbieram zrozumieniem, które w czystych
już łzach wyleję
, nim zastygną w mający o poranku stopnieć
sopel lodu, o ile łatwiejszy do pochwycenia.

🖇

W chwilę po zapadnięciu, decyzja każe
myśleć: jakoś to będzie
[…]
bo życie sprowadza się do chwil, jak ta utrwalonych w sennej marze
intymnie i kapitalnie drążących myśli, dopóki ich znamię
nie utrwali się na dobre i złe, czekam, aż na nowo poustawia wszystko we mnie.

Wit Pietrzak, Stabilne,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2016.
(wyróżnienie własne)

Rozklekotał mi się język zdecydowanie
zbyt nieortodoksyjnie, żeby mogła z tego być poezja
więc chodu w prozę za życia […] 

🖇

Uwielbiam twoje dyftongi, Kochanie. […]

(tamże)

6225. Z oazy (CDLXXII)

Tamta książka jest i raczej pozostanie najmocniejszą książką, jaką prze­czytałam i przeczytam w tym roku. Z pewnością jest najmocniejszą wśród tych, które prze­czyta­łam w ciągu ostatnich pięciu lat, wy­prze­dza­jąc wspaniałą powieść Apeirogon (zrodzoną z dwóch nieszczęść, mających to samo źródło). Obie, ta tu razem z tam­tą, autorstwa Francesci Albanese, stanowią dla mnie książkowy dyptyk must read.

W XXI wieku by nie być posądzonym o rasizm, tylko osoba czarnoskóra może użyć w swej wypowiedzi murzyna. Podobnie, by nie być posądzonym o dyskryminację, tylko oso­ba z nie­peł­no­spraw­no­ścią może wobec siebie użyć słowa kulawy. Przez ana­lo­gię bez posądzenia o an­ty­semityzm, tylko Izraelczyk może nazwać po imieniu to, co dzieje się w Izraelu i na Okupo­wa­nych Terytoriach Palestyńskich. Nazwał.

Markowi Edelmanowi

Uważam, że w kategorii cierpienia najbardziej skraj­ne sytuacje, w jakich może się znaleźć czło­wiek, nie dotyczą już Żydów.
   — Romain Gary, 1970.

🖇🖇

W kwietniu 1944 r. Julian Tuwim wypowiedział swoją skargę My, Żydzi polscy…, która zaczynała się tak: „Gdyby jednak przyszło do uza­sad­nia­nia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Po­la­kiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów, przeważnie ra­cjo­nal­nych, częściowo irracjonalnych, ale bez «mistycznej» przyprawy. Być Polakiem — to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. […]  Polak – bo się w Polsce uro­dzi­łem, wzrosłem, wychowałem, uczyłem; bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy; bo z wygnania chcę koniecznie powrócić do Polski […]”.

🖇

Państwo Izrael zdefiniowało mnie jako Żyda nie dlatego, że wypowiadam się w języku żydowskim, podśpiewuję ży­dow­skie piosenki, konsumuję ży­dow­skie potrawy, piszę żydowskie książki czy wykonuję jakieś inne ży­dow­skie czynności. Nie, zostałem spisany jako Żyd, ponieważ to państwo, grze­biąc w moich dokumentach, skonstatowało, że moja matka była Żydówką. Owszem, była Żydówką, ponieważ moja babka też była Żydówką, a to dzię­ki temu że moja prababka… i tak dalej, i dalej przez pokolenia aż do zarania dziejów.
     Gdyby jednak się zdarzyło, że tylko mój ojciec zostałby uznany za Żyda, a moja matka, w świetle prawa izraelskiego byłaby określona jako nie-Ży­dów­ka, byłbym zarejestrowany jako osobnik narodowości austriackiej.

🖇

Uparcie chciałem być Żydem wraz z Leonem Blumem, Julianem Tuwimem i tyloma innymi, którzy zaakceptowali tę tożsamość ze względu na prze­śla­do­wa­nia, oprawców, zbrodnie i pomordowanych.
     Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejś fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność pre­zen­to­wa­nia się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświad­czam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda.
     […]  W obliczu tragicznych wydarzeń XX w. jestem zdecydowany trzy­mać się z daleka od tego hermetycznego i prestiżowego klubu, do którego inni ludzie nie mają ani możliwości, ani powołania, żeby tam wstąpić.
     Moja odmowa bycia Żydem czyni ze mnie przedstawiciela gi­ną­ce­go ga­tun­ku. Podkreślając, że jedynie moja przeszłość była żydowska, że moja te­raźniejsza codzienność jest, na dobre i na złe, izraelska i że w końcu moją przyszłość i przyszłość moich dzieci – jakiej bym sobie życzył – wyznaczają zasady uniwersalne, otwarte i szlachetne, zdaję sobie sprawę, że sprze­ci­wiam się dominującej tendencji nakierowanej na etnocentryzm.
     Jako historyk czasów najnowszych pozwolę sobie wyrazić przy­pusz­cze­nie, że dystans kulturowy między moim prawnukiem a mną będzie nie mniej­szy od tego, jaki dzielił mnie od mojego pradziadka. Tym lepiej! Zauwa­żam jednak z przykrością, że wielu ludzi wierzy, iż ich potomkowie będą do nich podobni w każdym calu, ponieważ w ich przekonaniu narody są wieczne, no a już szczególnie naród-rasa, taki jak ich żydowski naród.

🖇

Odnoszę coraz większe wrażenie, że pod kilkoma względami Hitler wyszedł zwycięsko z II wojny światowej. Rzecz oczywista, został po­ko­na­ny mi­li­tar­nie i politycznie, ale po upływie kilku lat jego zdeprawowana ideologia prze­sączała się, przesączała… aż wypłynęła na nowo na po­wierzch­nię, obja­wiając się obecnie w postaci napięć, silnych i groźnych.

🖇

Jestem świadomy tego, że żyję w najbardziej rasistowskim społeczeństwie w świecie zachodnim. Oczywiście, rasizm jest wszechobecny, ale w Izraelu jest on obecny w duchu prawa, naucza się go w szkołach, rozpowszechnia w mediach. I co najgorsze, rasiści nie zdają sobie sprawy z tego, że są ra­si­sta­mi i nie poczuwają się do winy. W efekcie Izrael stał się szczególnie ce­nio­nym punktem odniesienia dla większości nurtów skrajnie prawicowych na świecie, którym wcześniej bliski był antysemityzm…

🖇

Poprzez moje życie codzienne, moją podstawową kulturę — jestem Izrael­czy­kiem. Nie odczuwam z tego powodu dumy, podobnie jak nie odczuwam dumy z faktu, że jestem mężczyzną o ciemnych oczach, średniego wzrostu. Odczuwam natomiast wstyd za Izrael, szczególnie wtedy, kiedy wi­dzę okrut­ną kolonizację dokonywaną przez siły wojskowe, ko­lo­ni­za­cję, której ofiarami są słabi, bezbronni, ci, co nie należą do „na­ro­du wybranego”.

🖇

Kontakty z innym człowiekiem, obywatelem drugiej kategorii w Izraelu, to niezmienny kontakt z tym, który żyje w ciągłym poczuciu krzywdy, na sa­mym dole syjonistycznego łańcucha aktów łaski. Co gorsza, ta uciskana społeczność, żyjąca od ponad pięćdziesięciu lat pod okupacją, po­zba­wiona praw politycznych i obywatelskich na terytorium, które „pań­stwo żydowskie” uznało za swoje, została opuszczona przez mię­dzy­na­ro­do­wą politykę.

🖇

Wydaje się i to w coraz większym stopniu, że jest już za późno; każda po­waż­na możliwość politycznego rozwiązania konfliktu jest z miejsca utrą­ca­na. Izrael przyzwyczaił się do tej sytuacji i nie jest zdolny do od­stą­pie­nia od swojej dominacji kolonialnej wobec drugiego na­ro­du. A świat zewnętrzny, niestety, nie robi tego co powinien: wy­rzu­ty su­mie­nia i niewłaściwe rozpoznanie sytuacji przeszkodziły politykom w prze­ko­na­niu Izraela do wycofania się na granice uzyskane w 1948 roku. Izrael nie jest również gotów do oficjalnego przyłączenia podbitych terytoriów, po­nie­waż w takim przypadku powinien zapewnić okupowanej społeczności równe prawa obywatelskie i tym samym przekształcić się w państwo dwu­na­ro­do­we. Niestety, mitologiczny wąż, który połknął ofiarę, woli się nią udła­wić niż z niej zrezygnować…

🖇

Kiedy państwo, którego jestem obywatelem, dokonuje spisu swoich miesz­kań­ców, moją narodowość definiuje słowem „Żyd” i tym samym ustanawia siebie jako państwo „narodu żydowskiego”. Innymi słowy, jego założyciele i ustawodawcy uznali, że to państwo jest zbiorową własnością „Żydów z ca­łego świata” — bez względu na to, czy są oni wierzącymi czy też nie są — a nie uzewnętrznieniem konstytucyjnej i demokratycznej suwerenności ogó­łu obywateli, którzy to państwo zamieszkują.

🖇

Historia najnowsza obfituje w dziwactwa i śmiesznostki. Nacjo­na­lizm et­no­re­ligijny, jaki pojawił się na początku XIX w. narzucił Heinrichowi Hein­emu konieczność przejścia na wiarę chrześcijańską, żeby można go by­ło uznać za Niemca, z kolei polski nacjonalizm lat 30. XX w. odmówiłby uzna­nia mego ojca za pełnoprawnego Polaka, o ile ten nie zostałby ka­to­li­kiem. W podobny sposób syjoniści z początku XXI w., zarówno w Izraelu, jak i poza jego granicami, odrzucali całkowicie zasadę narodowości izra­el­skiej, uznając jedynie narodowość żydowską. […]
     W państwie Izrael każda forma definicji żydowskości jest głę­bo­ko zwodnicza, przesycona złą wolą i arogancją. […]  termin „Żyd” w przeciwieństwie do terminu „Izraelczyk” wyklucza wyraźnie nie-Żydów ze społeczeństwa, w interesie którego to państwo zostało powołane.

🖇

W jednej ze szkół na przedmieściach Paryża mały Mohammed uchodzi za niezrównanego geniusza. Znakomity w arytmetyce, niedościgniony we fran­cus­kim. Pewnego dnia nauczycielka pyta go wprost: Czy chciałbyś, żebym nazywała ciebie Piotrem? Twarz chłopca rozpromienia się i z ra­do­ścią przystaje na tę propozycję. Tego samego dnia, kiedy Mohammed/Piotr wraca do domu, mama zwraca się doń: Mohammed, idź do sklepu i kup dwa kartony mleka. Chłopiec odpowiada, że teraz ma na imię Piotr i od­ma­wia wykonania polecenia. Wieczorem po pracy wraca ojciec, zasiada w fo­te­lu i prosi syna, żeby przyniósł mu butelkę wody z lodówki. Chłopiec od­ma­wia i ponownie wyjaśnia, że teraz nazywa się Piotr. Zdenerwowany ojciec podrywa się z fotela i wymierza chłopcu policzek; sygnet, który ojciec miał na palcu, zadrasnął skórę dziecka. Następnego dnia w szkole nauczycielka patrząc na chłopca pyta: Piotruś, co się stało, skąd ta szrama na policzku? Chłopak z zawstydzoną miną odpowiada: To Arabowie mnie pobili…
     Rzecz jasna, tę anegdotkę opowiadają sobie Francuzi, a nie Arabowie. Niezależnie od tego, co ona ujawnia, dobrego i złego, na temat „otwartości” narodowej Francuzów, ta historyjka nie mogłaby być po­wta­rza­na w Izra­elu, z uwagi na dyskryminacyjny charakter polityki izraelskiej. Ale zachęca do refleksji nad pojęciem tożsamości, wizerunkiem siebie samego, ryzykiem związanym z zerwaniem ze swoją tożsamością, a także nad możliwością zmiany tożsamości, nad jej widoczną zależnością od innych.
     […]  Tożsamość jest odpowiedzią na potrzeby psychologiczne, stałe i ahi­sto­ryczne, wspólne wszystkim ludziom, natomiast jej formy i odmiany za­le­żą z jednej strony od danych naturalnych (płeć, kolor skóry, wzrost itp.), z drugiej zaś od warunków zewnętrznych, inaczej mówiąc, spo­łecz­nych. Człowiek określa swoją tożsamość przez codzienne do­świad­cze­nia i relacje z innymi. Nosi ją niejako i nie może bez niej żyć. Tożsamość jest warunkiem wejścia w komunikację z drugim człowiekiem.

🖇

[…]  na początku lat 80. XX w. nie znałem jeszcze tego bezkompromisowego domagania się żydowskiej wyłączności w kwestii zbrodni nazistowskich. […]  Ile osób zamordowali naziści w obozach koncentracyjnych, w obozach zagłady, dokonując innych niekonwencjonalnych zbrodni?
     I zawsze padała ta sama odpowiedź: 6 milionów. Kiedy wyjaśniałem, że moje pytanie dotyczy liczby wszystkich pomordowanych, a nie tylko liczby Żydów, moi rozmówcy wyrażali zdziwienie i rzadko który znał wła­ści­wą odpowiedź.

🖇

Nigdy nie miałem upodobania do przywoływania cierpień przeszłości i nie myślałem o rekompensacie za doznane krzywdy. Należę do tych, którzy usiłują raczej wyartykułować i zahamować, a przynajmniej zredukować nadmiar niesprawiedliwości czasów obecnych. Myślę też, że prześladowani i ofiary z przeszłości powinny ustąpić pierwszeństwa prześladowanym dnia dzisiejszego i prześladowanym jutra. Wiem dobrze, że historia staje się często areną, na której dochodzi do zamiany ról między my­śli­wym a zwierzyną, mocnym a słabym.

🖇

Utworzenie państwa Izrael, jego sukcesy wojskowe i ekspansja terytorialna pociągnęły za sobą większość obozu religijnego, który uległ przyspieszonej i radykalnej nacjonalizacji. […]  Kiedy tradycja etyczna wewnątrz­wspól­no­to­wa łączy się z władzą religijną, narodową lub partyjną, nieodmiennie ro­dzi to głęboką niesprawiedliwość wobec tych, którzy nie wchodzą w skład tej wspólnoty.

🖇

W naszych czasach nie odnajdujemy prawie wcale protestów ze stro­ny instytucji żydowskich skierowanych przeciwko aktom nie­spra­wie­dli­wo­ści popełnianych codzienne pod okupacją izraelską.

🖇

Dosyć znana anegdotka w stylu jidysz, pełna autoironii, piętnuje we­wnątrz­wspól­no­to­wy charakter żydowskiej moralności. Matka Żydówka towarzyszy swojemu synowi zwerbowanemu do armii carskiej podczas woj­ny krym­skiej. W chwili rozstania szepcze synowi do ucha: Zabij Turka, a potem usiądź spokojnie i coś zjedz. Dobrze, mamo – odpowiada syn. I nie zapominaj – dodaje matka – żebyś zawsze odpoczywał po każdym ataku, jak już zabijesz tych Turków! Tak mamo – odpowiada rekrut i po chwili wa­ha­nia pyta: A jeżeli to Turek mnie zabije? Matka otwiera szeroko oczy ze zdu­mie­nia: A dlaczego on miałby ciebie zabić? Przecież nic mu nie zrobiłeś!

🖇

Zgodnie z duchem swoich praw państwo Izrael należy w większym stopniu do znakomitych osobistości niebędących Izraelczykami niż do ogółu oby­wa­te­li, którzy to państwo zamieszkują. […]  Jerozolima jest ich własnością. Nie muszą więc poznawać jej historii, geografii, ani uczyć się jej języków (he­braj­skie­go lub arabskiego), pracować tam, płacić podatków, czy broń Boże, zaciągnąć się do armii izraelskiej! Nie, wystarczy tylko, że przyjadą z krót­ką wizytą do Izraela, żeby uzyskać dowód osobisty, nabyć jakąś niewielką nieruchomość, zanim powrócą do swojej narodowej kultury i do swojego języka ojczystego, pozostając na wieczność właścicielami państwa ży­dow­skie­go. Co za szczęście urodzić się z matki Żydówki!

🖇

Być Żydem w Izraelu oznacza być obywatelem uprzywilejowanym, cie­szą­cym się korzyściami odmawianymi tym, którzy nie są Żydami, zwłaszcza Arabom. Tylko Żyd może utożsamiać się z państwem, które nazywa siebie odbiciem żydowskiej tożsamości. Tylko Żyd może kupować ziemię, podczas gdy obywatel nieżydowski nie ma prawa jej nabyć. Tylko Żyd, nawet jeżeli przebywa w Izraelu tymczasowo i kiepsko posługuje się hebrajskim, może zostać zarządzającym Banku Izraelskiego, centralnego banku tego pań­stwa, który nie zatrudnia żadnego obywatela izraelskiego o pochodzeniu arabskim. Tylko Żyd może zostać ministrem spraw zagranicznych i re­zy­do­wać na stałe w osiedlu usytuowanym poza prawnymi granicami Izraela, obok sąsiadów Palestyńczyków pozbawionych praw cywilnych, tudzież suwerenności. Tylko Żyd może założyć osady na terytoriach, które do nas nie należą, może również poruszać się na terenie Judei i Samarii po dro­gach gra­nicz­nych, gdzie miejscowi mieszkańcy – wewnątrz swojej ojczyzny – nie mogą przemieszczać się swobodnie. Tylko Żyd nie zo­sta­nie za­trzy­ma­ny przy szlabanie drogowym, nie będzie torturowany, nikt nie będzie prze­szu­ki­wać nocą jego domu, nie stanie się przez pomyłkę celem strzału, nie ujrzy ruin swego domostwa, zburzonego przez pomyłkę… Wszystkie te dzia­ła­nia, narastające od prawie pięćdziesięciu lat, są po­dej­mo­wa­ne wy­łącz­nie wobec Arabów.

🖇

Czuję zmęczenie, czuję jak ostatnie liście rozumu opadają z drzewa naszych działań politycznych, pozostawiając nas bez osłony wobec ka­pry­sów zahip­no­ty­zo­wa­nych szarlatanów. Jednocześnie nie jestem fi­lo­zo­fem meta­fi­zy­kiem, lecz historykiem, który podejmuje próby porównań, toteż nie mogę so­bie pozwolić na taki zupełny fatalizm. Wierzę, że skoro ludzkość wy­szła z XX w. bez wojny atomowej, wszystko jest możliwe, nawet na Bli­skim Wscho­dzie. Warto przypomnieć słowa Theodora Herzla, tego hi­sto­rycz­ne­go marzyciela odpowiedzialnego za moją izraelską naro­do­wość: „Jeżeli tyl­ko czegoś naprawdę chcesz, to nie będzie to legendą”.

Shlomo Sand, Dlaczego przestałem być Żydem.
Spojrzenie Izraelczyka
, przeł. Iwona Badowska,
Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

sobota, września 19, 2026

6224. 262/365  // na gigancie, dzień 7.

dziś, mój siód­my dzień na gigancie — ¼ turnusu za mną.

jutro, siódmy dzień sadownika na urlopie wytchnienowym — nie licząc jutra, będzie miał jeszcze ½ urlopu przed sobą.

ani dziś, ani jutro nie wolno jeszcze nikomu tęsknić.

262/365

🍅
Kiedy tracimy […], wszystko się zmienia.
Ale nie wszystko się kończy.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

piątek, września 18, 2026

6223. 261/365  // na gigancie, dzień 6.

a gdy­by każde, nawet najmniejsze, słowo mia­ło moc mo­dli­twy…

czy uważałbyś na słowa, uważniej je wybierał, obchodził się z nimi z większym wyczuciem? a może omijałbyś niektóre, prze­mil­czał, nie wypowiedział, nie wykrzyczał w złości, cze­ka­jąc, w ja­kie błogosławieństwo przemienią się, jeśli tylko dasz radę utrzy­mać w sobie ciszę?

261/365

🍅
Twoje serce zna drogę. Biegnij w tę stronę.
   — Rumi

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

czwartek, września 17, 2026

6222. 260/365  // na gigancie, dzień 5.

kie­dy tak naprawdę ruszyłam w podróż, w któ­rej jestem do dzi­siaj? przesuwam pa­cior­ki czasu w tył i już wiem, to było 28 lat temu. siedząc w pociągu do stolicy, płakałam i powtarzałam so­bie, że będę spotykać już tylko dobrych* ludzi.

260/365

___________
  *  dobroć jednego z nich polegała na tym, że szczerze po­wie­dział, co myśli o kobietach w nauce. miałam szczęście, bo to, że nie ogar­niał po­litycznej po­prawności za­oszczę­dzi­ło mi dużo czasu, w któ­rym mógłby prze­cież próbować z pro­mo­tor­ską troską wma­wiać mi, że wcale nie myśli tak, jak myśli.
     tak, tak, tak, głupcom na naszej drodze też należy się wdzięcz­ność, zwłaszcza gdy dadzą się łatwo zidentyfikować.

🍅
Pamiętaj, nasza praca polega na tym, aby być płomieniem.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

środa, września 16, 2026

6221. Kromeczki (XXX)  // Czekariat (CXLV)


fot. Leány, fragmenty.

Opowiadam ci to,
aby złamać ci serce,
ale tylko dlatego,
żeby się otworzyło i nigdy już nie zamknęło
na całą resztę świata.

   — Mary Oliver (1935–2019)

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6220. Czekariat (CXLIV)


fot. Leány, fragment.

Pomyślmy o tym, co się dzieje, gdy wychodzimy z ja­sne­go świa­tła sło­necz­ne­go do zaciemnionego pokoju. Przez chwilę nic nie wi­dzi­my, po­nie­waż nasze oczy potrzebują czasu, aby się dostosować, ale kiedy jest już po, ciemność znika i zaczynamy widzieć światło, które zawsze tam było.
     […]  Bo choćby wszystko wydawało się stracone, możemy do­strzec w ciemności światło, które oświetla nam drogę na zewnątrz.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6219. 259/365  // na gigancie, dzień 4.

za ilo­ma rzeczami, rolami, obowiązkami pró­bo­wa­łam się skryć w swoim życiu, by czuć się ważna, potrzebna czy bezpieczna?

musiał mi los te wszystkie zabawki ode­brać, bym zobaczyła, że wcale nie są mi po­trzeb­ne, by wieść odważne, szczę­śli­we ży­cie. dobre ży­cie, którego sens widzę co­raz wy­raźniej.

259/365

🍅
Imię, które zostało ci nadane, jest twoje, ale nie jest wszyst­kim, czym jesteś. Podobnie jak poglądy na temat twojego życia, które są poglądami innych.

Najważniejsze jest to, abyśmy otworzyli drzwi i mieli odwagę zacząć od nowa.
     […]  najważniejsze jest, aby wyruszyć w tę podróż.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

wtorek, września 15, 2026

6218. 258/365  // na gigancie, dzień 3.

obdarowana. 
za­trzymana.
cyk!

258/365

🍅
[…]  dostrzec to, co mogłoby istnieć, zamiast zastanawiać się nad tym, co jest niemożliwe.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

poniedziałek, września 14, 2026

6217. Nim ruszył wytchnąć…

Jabłoń:
(w ostatniej chwili, gdy może zadzwonić,
nim Sadownik ruszy w drogę, by zainstalować się
na swoim urlopie wytchnieniowym
)
I jak Ci samemu w ulu?

Sadownik:
Gdy szedłem rano zrobić sobie kawę,
nikt mi nie jateżował*.

_________
  *  ja-też-ować (popularny czasownik w ulowym idiolekcie, używany jedynie w 1. os. lp.).


[…]  aby móc zatroszczyć się o drugą osobę, najpierw trzeba odpowiednio zadbać o siebie i swoją codzienność. Trzeba mieć nadzieję…

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.

6216. 257/365  // na gigancie, dzień 2.

obdarowana po­mocą, pamięcią.
bezcenne gesty. innymi słowy,
ogromny pomidor malinowy.

257/365

🍅
Wskazówki i miłość są zawsze obecne.

Nikt z nas nie prowadzi samotnego życia bez znaczenia. […]  jesteśmy powiązani z innymi ludźmi, również z ty­mi, którzy przyszli tu przed nami — w majestatycznej mo­za­ice światła i energii, jaką jest egzystencja.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

niedziela, września 13, 2026

6215. 256/365  // na gigancie, dzień 1.

     — cze­go chcesz, jaki masz cel? jaki jest plan na naj­bliż­sze czte­ry tygodnie?
     — pomidor, pomidor, pomidor.

256/365

🍅
W końcu trzeba zdecydować się na działanie, zacząć wreszcie się zbliżać do otwartej rany.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

sobota, września 12, 2026

6214. ['] ['] [']

Pierwszy raz „spotkałam” Ta­tę — wówczas jedynie Tatę Sadownika — póź­ną wieczorową porą w maju 1998 roku. Długo patrzyłam na foto­gra­fię, na której zatrzymano chwilę pełną ojcowskiej miłości. Na zdjęciu męż­czyzna z oszałamiająco gęstą, pięknie przystrzyżoną brodą z wy­ciąg­nię­ty­mi ku nie­bu ramionami, ze swoim maleńkim synkiem w dłoniach. Do dziś z Sadow­ni­kiem uwielbiamy to zdjęcie.
     […]
     Z czym chciałabym, byśmy zostali po tej stronie tęczy do końca na­szych dni? Byśmy za każdym razem, stawiając przed kimś pełen talerz lub gdy ta­ki talerz będzie stawiany przed nami, w tym prostym i niby oczy­wi­stym geście nieustannie szukali miłości. Powinna tam być — tego uczył Tata bez słów, uczył zawsze. Na zawsze.

Mój Drugi Tata
(1949–2026)

piątek, września 11, 2026

6213. 254/365

nim jutro po raz pierwszy w ży­ciu nie będę bać się podczas na­bo­żeństwa w kościele ka­to­lickim. bez strachu, że nie klęknę, gdy należy; że nie wstanę, gdy trzeba; nie dygnę, nie po­der­wę się — to jest moja niebywała supermoc, po­da­ro­wa­na mi przez wózek inwalidzki.

dziś podczas rehabki, nim ruszymy w drogę, nim przyjdzie ju­tro, no cóż, dwa motyle na ba­lu­stra­dzie balkonu i jeśli o mnie chodzi, wszyst­ko było jasne.

254/365


[asystencja: Sadownik] 


[…]  kiedy to się zaczyna dziać, musisz być otwarty na wszystko […]. — Musisz skupić się na elementach życia, na które zazwyczaj nie zwracasz większej uwagi… jak na przy­kład balon na suficie. Jeśli to zrobisz, uko­cha­ne osoby, które czuwają nad tobą, prze­ka­żą ci potrzebne wiadomości.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

czwartek, września 10, 2026

6212. 253/365

szczęściarz z dwoj­giem żyjących rodziców wy­szedł z ula rano do­kład­nie tydzień temu. miał wró­cić, nie wróci.

łamie mi serce myśl, że dziś późnym po­po­łudniem po raz pierw­szy wejdzie do ula osie­ro­co­ny przez rodziciela mój naj­uko­chań­szy człowiek.

253/365


Na dobre rzeczy długo się czeka, te złe zda­rza­ją się w mgnieniu oka. Jest jesień, pora strat.

Agnieszka Taborska, Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi
w żałobie
, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.

środa, września 09, 2026

6211. O marudzeniu doczesnego świata…

Jabłoń:
(w rozmowie telefonicznej nie wytrzymała i komentuje
zawartość otrzymanego od Sadownika ememesa
)
Bardzo Cię przepraszam, że o tym wspominam, ale
wiesz, ile jest błędów w tym* nekrologu?

Sadownik:
(pierwszy raz od tygodnia zaśmiał się)
A jak myślisz,
dlaczego ci go wysłałem?

🌱

__________
  *   wyprodukowanym przez zakład po­grze­bo­wy z za­an­ga­żo­wa­niem, rzetelnie i pro­fe­sjo­nal­nie, ukształtowanym nie przez AI, lecz przez mądrość rynku, panie Petru, „mon­drość” ryn­ku, co się sam reguluje. Trzydzieści lat tradycji, a według KRS-u 62 lata dzia­łal­no­ści, no, no, duma.
     To ignorancja, nie innowacja.

6210. 252/365

bej­bi-ogóreczki. każdy z nich Jego dłonią umieszczony w słoiku niecałe trzy tygodnie temu.

słoik na stole w kuchni ula — nie do pojęcia metafizyka rzeczy, któ­re bez uszczerbku przetrwały koniec naszego świata.

252/365

Chociaż każdy z nas wyrusza w kierunku swo­jej własnej przy­go­dy, nie piszemy mi­liar­dów niepowiązanych ze sobą historii. Nie — wszyscy stanowimy część tej samej.
     Czasami trudno jest nam pojąć, do jakiego stopnia je­steśmy ze sobą połączeni.

Nigdy nie jesteśmy sami, gdy kierujemy naszym życiem i szukamy swojej drogi. Prowadzą nas siły miłości.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.


Od Drugiej Strony oddziela nas znacznie cieńsza granica, niż nam się wydaje. Są tam […]. To ci sami ludzie, którzy czuwali nad nami za życia. Nadal to robią, prowadząc nas.

(tamże)

wtorek, września 08, 2026

6209. 251/365

ona była* Jego, a On był jej 52 lata i półtora miesiąca.
     on miał* Go po tej stro­nie tę­czy o rok bez dwóch dni dłużej, niż ja miałam bia­łe­go kruka.
     byłam* Jego synową przez 23 lata i dwa mie­sią­ce bez jed­ne­go tygodnia.

251/365

__________
   *   protestuję! wciąż jest mężem, tatą, teściem, bo przecież śmierć niczego nie kończy, tylko zmienia.

poniedziałek, września 07, 2026

niedziela, września 06, 2026

6207. 249/365

tryb za­daniowy znieczuli w ciągu dnia.

najgorszy jest ten mo­ment rano, zaraz po prze­bu­dzeniu. nie, nie przyśniła nam się ta niemożliwa do zrozumienia i do opi­sa­nia stra­ta — ona jest faktem i trzeba przeżyć ten, tyl­ko ten je­den dzień, nawet jeśli nie wia­do­mo, jak to zrobić, jak unieść ten ciężar.

249/365

sobota, września 05, 2026

6206. [']   // 248/365

zadzwonił z samego rana i za­czął rozmowę słowami: nie będzie już

potem na jednym wdechu wymienił nie­prze­bra­ną liczbę rzeczy, które już się nie wy­da­rzą, które nie będą nam już dane.

śmierć uruchomiła nieznane, najgłębsze po­kła­dy miłości, by mogły zająć się nami wszyst­ki­mi, bo nasz świat już nigdy nie będzie taki, jaki był jeszcze wczoraj wieczorem.

248/365

piątek, września 04, 2026

6205. Z oazy (CDLXXI)

Zajęła mi dwie kawy. Wycisnęła gros łez. Fusy wrażeń opadały kilka dni. Ta dro­bin­ka książkowa to duży kaliber. Każde zdanie waży. Każdy ukłon jest znaczący.

Niestety, bezduszność, niezrozumienie, bezmyślność i strach przebrane za głupotę prezentowane z całą swoją mocą bez ograniczeń wobec terminalnie chorych czy lu­dzi w żałobie jest dokładnie taka sama tam, na Dalekim Wschodzie, jak tu, w środku Europy. Przekształcenie tej głupoty na akapity — bez zbędnych słów, trafiając pre­cy­zyj­nie w punkt — da się zamknąć w dwóch słowach: chapeau bas!

A reszta? Reszta jest miłością. Miłością, która… trwa.

Sięgam po powieści, będąc tego w pełni świadoma. Wybieram nie te banalne, oparte na powszechnym wyobrażeniu o świecie, lecz takie, które z uważnością opowiadają o niepowtarzalnych losach jednostki.

Dobra powieść nie składa się wyłącznie z tego, co napisano wprost. Jej prawdziwa siła tkwi również w tym, co zostało przemilczane.

Relacja między ludźmi nie kończy się wraz ze śmiercią jednej z osób. Trwa dalej i nieustannie się zmienia. To właśnie ta piękna rozłąka nas łączy. To ciągle zmieniająca się relacja jest prawdziwą miłością.

Yumi Toyozaki


Za cel [Nao-Cola Yamazaki] stawia sobie „pisanie o rzeczach, o których nikt inny nie napisze, słowami, które zrozumie każdy czytelnik”.

🖇🖇

Ruch jest fascynujący. Kiedy skupiam się na ruchu, znika gdzieś wrażenie istnienia rzeczy. […]  Czterdziestokilkuletni mężczyzna zeskakujący ze stop­ni musi wyglądać dziwnie. Być może to za sprawą ciepłej, kwietniowej po­gody, aż rwę się do ruchu. Ostatnio przestało mnie obchodzić zdanie in­nych. Co złego w tym, że dorosły facet sobie podskakuje?

🖇

Nie twierdzę, że wybraliśmy najlepszą z możliwych dróg. Gdyby ktoś za­py­tał mnie, czy żałuję, odpowiedziałbym: tak, noszę w sercu żal. Ale w tej sa­mej chwili miałbym ochotę sam sobie zaprzeczyć. Bo nawet jeśli nie była to najlepsza z dróg, to czy ktoś naprawdę wie, jaka byłaby ta najlepsza? Czy w ogóle istniała? A jeśli istniała, to czy to coś złego, że wybraliśmy własną, inną niż droga większości?

🖇

Żona nie wybrała dla siebie złego losu na loterii. To nie była kwestia jej decyzji. Musiała przejść drogę, która została jej wyznaczona. I nie miała możliwości, by ją zmienić.

🖇

W małżeństwie nie chodzi o wyłączność na drugą osobę,
ale o zaufanie do jej otoczenia.

🖇

Nawet jeśli robimy coś, co następne pokolenia uznają za zbędne, i zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy przez to trochę staroświeccy, nie czujemy się przez to ubożsi. Po prostu żyjemy swoim życiem, na swoich zasadach.

🖇

Postawienie diagnozy nie sprawiło, że żona przestała być sobą. Nie za­czą­łem patrzeć na nią wyłącznie przez pryzmat jej choroby ani traktować jak jedną z wielu osób skazanych na ten sam los. Może to dlatego, że lekarz nie używał wyliczeń procentowych. Wielu ludzi […]  szybko przechodzi do sta­ty­styk. „X procent chorych dożywa Y lat”. Świat jest pełen takich liczb. Dla lekarzy czy naukowców tego typu wyliczenia mają niewątpliwie zna­cze­nie. Ale co z pacjentami, którzy żyją swoim jedynym, niepowtarzalnym życiem? Zgadywanie, jak na loterii, ile czasu im zostało, jest absurdalne.

🖇

     — O, widzę, że się myjecie. Super! — rzuca z szerokim uśmiechem, zu­peł­nie jakby rozmawiała z pięciolatką.
     Czy żonie nie przeszkadza, że ktoś dwadzieścia lat młodszy traktuje ją jak dziecko? Do tego nie jest prawdą, że „się myjemy”. Myje się sama, ja tylko asystuję.
     […] 
     Czy, chorując, oddalamy się od naszego rzeczywistego wieku? Pacjentów traktuje się jak dzieci, chociaż wyglądem zaczynają przypominać sta­rusz­ków. Ale może jeszcze większym absurdem jest przywiązywanie wagi do daty urodzenia i dziwienie się, „jak rzadko zdarza się zachorowanie na tę chorobę już po czterdziestce”? Powracające pytania w rodzaju „Dlaczego tak młodo?” albo „Nie palił, więc czemu?” próbują nadać chorobom sens i wpasować je w narrację o przyczynie i stosownej konsekwencji. Według samego chorego i jego rodziny tego typu rozważania nie prowadzą do ni­cze­go, co dawałoby nadzieję.
     Trzeba odnaleźć swoją własną, nową historię.
     Zapomnieć o wieku. O przyczynach i konsekwencjach również.

🖇

     — Przy stacji zakwitły też wiśnie. Cała aleja wzdłuż głównej ulicy jest w kwiatach. W przyszłym roku pójdziemy pooglądać je razem.
     — Mhm.
     Na jej twarzy błąka się niepewny uśmiech.
     […]  Do tej pory mój sposób na zachowanie pogody ducha stanowiło pa­trzenie z nadzieją w przyszłość. Nie wiem jeszcze, jak w obecnej sytuacji pielęgnować w sobie tę pogodę ducha, skoro nie mogę już mówić o tym, co przed nami.

🖇

Ludzie są ciekawi śmierci. Chcą wiedzieć, kiedy przyjdzie. Czują pewną przy­jemność, współczując tym, którzy już stoją u jej progu.

🖇

Wierzą [większość współczesnych Japończyków], że każdy powinien przeżyć co najmniej tyle, ile wynosi obecna średnia długość życia. W końcu tak jest sprawiedliwie. Tymczasem przecież niektórzy tracą to prawo — dla nich od­li­czanie zaczyna się wcześniej. Wtedy szuka się przyczyn, dlaczego akurat ta osoba zaczęła umierać szybciej. Bo grzeszyła? Nie chodziła na badania? Źle się odżywiała? Paliła papierosy? Słowa „rokowanie” używa się wy­łącz­nie wobec tych, u których odliczanie już się rozpoczęło. Jakby ludzie chcieli w ten sposób postawić jakąś niewidzialną granicę. Jakby tylko ci, którym lekarz przedstawił rokowania, mierzyli się ze śmiercią. A cała reszta wciąż miała przed sobą życie.

🖇

„Zachorowała na raka — to pewnie kara za coś” albo przeciwnie: „Nie zro­biła nic złego, a mimo to spotkało ją nieszczęście”.

🖇

Na początku wierzyłem, że opowieści o budzącej się do życia przyrodzie spra­wią jej odrobinę radości. Teraz boję się, że mogą brzmieć jak prze­chwał­ki — jakbym chciał powiedzieć, że ja wciąż mogę to wszystko prze­ży­wać, a ona już nie. Nie chcę, by poczuła, że życie toczy się dalej nawet bez niej, dlatego trzymam język za zębami.

🖇

     — […]  Nie oczekuję od nikogo zrozumienia ani niczego takiego. Po prostu chcę się spotkać. Czy naprawdę osoba chora powinna zamykać się w czte­rech ścianach? Przecież to absurd… Nawet jeśli nie jestem w pełni sił, to wciąż chcę być częścią społeczeństwa. Chorzy to też ludzie.
     Mówi powoli, cicho, z przerwami, ale w jej głosie wybrzmiewa sta­now­czość.
     — Rozumiem.

🖇

     — A czy coś cię boli?
     Tym razem to ja zapytałem.
     — Nie mogę powiedzieć, że nie boli. Ale ból nie oznacza wcale, że jestem nieszczęśliwa. […]
     Odpowiada powoli, ważąc każde słowo.
     — Rozumiem.
     Rozwiązuję krawat i chowam go do teczki.
     — Wiesz… życie to droga. Staram się nie porównywać jej ani z cudzymi ścieżkami, ani nawet z tą, którą sama kiedyś szłam. Nie wybiegam myślami w przyszłość, lecz skupiam się na tym, co mam tu i teraz przed sobą. Dzięki temu łatwiej mi przyjąć, że ból jest częścią mojego świata. I nawet mimo bólu są chwile, gdy czuję się szczęśliwa.

🖇

     — Przepraszam za kłopot.
     — Ależ robię to z własnej woli.

🖇

Nie zgadzam się z traktowaniem śmierci jako punktu kulminacyjnego. To nie ona jest najważniejsza. Nie przychodzę do szpitala, by czekać na jej na­dej­ście, lecz po to, aby być z żoną tu i teraz, razem. Chciałbym móc to wy­krzy­czeć zarówno lekarzowi, jak i każdemu z osobna.
     Moment przekroczenia mety w maratonie może być wyjątkowy, ale to nie znaczy, że dla zawodnika liczą się tylko osoby stojące na finiszu. Równie ważni są ci, którzy towarzyszyli mu podczas treningów, wspierali na star­cie i kibicowali w trakcie biegu. Każda chwila ma swoją wartość. Życie ludz­kie zmierza ku nieuchronnej mecie, nie oznacza to jednak, że tylko ona się liczy.

🖇

Dlaczego tak bardzo zależy jej na przekazaniu tego słowa – „dziękuję”? Czy rzeczywiście czuje głęboką wdzięczność? A może po prostu chce pozostać so­bą — kimś, kto potrafi podziękować, kimś, kto do samego końca za­cho­wu­je człowieczeństwo?

🖇

Czytałem kiedyś, że nawet jeśli pacjent przestaje oddychać, to do samego końca wszystko słyszy.
     — Kocham cię — szepczę.

🖇

Odchodzi — przechodzi mi przez myśl. Staje się kimś innym. Oddala się.

🖇

„Nie robiła badań kontrolnych, więc to musiało się tak skończyć”. Albo: „Robiła badania, a i tak zachorowała”.
     Byle tylko znaleźć jakąś zależność. A kiedy wreszcie uda się połączyć kropki, na twarzach rozmówców pojawia się satysfakcja.

🖇

[…]  kiedy ktoś zaczyna traktować naszą historię jak przestrogę i sugeruje, że wystarczyłoby się zbadać, aby zapobiec tragedii — mam ochotę sta­now­czo zaprotestować.
     — Czy nie dało się tego wykryć wcześniej?
     — Nie można było operować?
     — Lekarze mówili, ile jej zostało?
     Gdy słyszę takie pytania, odbieram je jako próbę narzucenia mi swojej wersji wydarzeń.
     Tylko że historia żony była inna. A mimo to teraz, po jej śmierci, oto­cze­nie zaczyna postrzegać jej odejście przez pryzmat jakichś ste­reo­ty­po­wych ogólników. Te obce narracje przeciekają mi przez palce niczym lepka, gęsta maź.
     […]
     Nie chcę ani mówić, ani słuchać takich rzeczy.

🖇

Określenie godziny zgonu to medyczna formalność — coś, co należy do świa­ta lekarzy. Dla reszty z nas nie musi mieć aż takiego znaczenia.

🖇

[…]  robienie wszystkiego, co w naszej mocy, by żyć jak najdłużej, to słuszna postawa. Ale niezależnie od tego, co robimy, śmierć jest nieunikniona. Każ­dy kiedyś umrze. […]  Chciałbym wierzyć, że nawet po jej [śmierci] na­dej­ściu czeka coś więcej.

🖇

Uświadomiłem sobie, że nie ma znaczenia, co pomyślą inni. Nie musimy być typowym małżeństwem […].

🖇

Dobrze rozumiem, że przyzwyczajenia potrafią być silniejsze niż logika. Rytu­ały, które zakorzeniają się w codzienności, mogą towarzyszyć nam aż do końca życia. Pozwalają myśleć: „Tak, dzisiaj znów jestem sobą. Żyję po swojemu”.

🖇

     — Wiecie… chyba coś do mnie dotarło. Nawet jeśli nie ma nic waż­niej­sze­go niż rodzina, to może nie chodzi o to, by spędzać z nią każdą chwilę? Przez całe życie wspiera nas tyle osób, a przecież nie ze wszystkimi łączą nas bliskie relacje…

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Każda relacja — głęboka czy przelotna, z bliska czy z daleka, ma swoją wartość. Liczy się to, że istnieje.
     Odchodząc, zostawia za sobą jasny ślad.

🖇

     — Dziękuję — wyduszam z siebie najbezpieczniejsze słowo, na jakie mnie stać.

🖇

Każdy rozumie słowo „rodzina” trochę inaczej.

🖇

Wierzę, że możemy żyć szczęśliwie i nie wybiegać my­śla­mi w przyszłość. Może jeszcze nie wiemy jak, ale je­stem przekonany, że znajdziemy sposób.

(tamże)

czwartek, września 03, 2026

6204. Z oazy (CDLXX)

Książki o niewybranym osobiście podróżowaniu po jednokierunkowych życiowych drogach dobrze jest, nim dotrze się do ich ostatnich stron, odkładać na chwilę, chwil­kę czy chwilunię. Dobrze jest zrobić przerwę, by poćwiczyć, pogapić się w nie­bo lub wsiąknąć w wersy.

Dawno mnie tak nie dotknęła poezja. Czytałam kolejne wiersze powolutku. Czułam, jak coś w środku mnie drży podczas tego czytania. Była to mi nieznana do tej pory reakcja na litery układane w strofy.

Jeśli istnienie jest ranliwe, jeśli – jak pisał Kafka – rana jest naszym wyposażeniem na życie (a wyraźne ślady tego przekonania znaj­du­je­my w wierszach Jaglarza), pozostaje mieć staranie o wszystko-co-jest, cierpliwie i bez dzielenia na mniej i bardziej ważne istoty, trzeba nam praktykować doglądanie.

[…]  znaki i symbole nie są ograniczone gramatyką.

Gromadzenie rozproszonego, bliźnienie ran, sprawowanie pieczy po­ma­ga­ją scalić świat. W tym sensie doglądanie jako praktykowanie troski jest aktem poetyckim: ratuje świat przed ranami pogromów i narastającą nienawiścią.

Tadeusz Sławek


Książka ta nie powstałaby, gdyby nie […]. Kolejność jest przy­pad­ko­wa. Ale Wasza pomoc przypadkowa nie była i uratowała moje życie, mój język, moją poezję.
     Dziękuję.

🖇🖇

o zmierzchu syty przyjmij mnie
tylko rozbiorę się a ubrania cicho osuną się na stopy

🖇

takim jak ja przyszło urodzić się dwukrotnie ale raz umrzemy
jedna miłość jedno serce w nas ustanie do którego rośliśmy
          […] 
gdyby nie to wygnanie poza litery własnego imienia
w końcu poza ciało nie umiałbym nazwać rzeczy tego świata
kiedy nadałem sobie imię jak zrozpaczony adam
odkryłem korelacje słów i zdolność liter do łączenia się w koralowce
          […]
          zjednoczony jestem z uchodźcami ludźmi w drodze
          żyję w przestrzeni zakazu grzechu aberracji mniejszości wyjątku
          mój dowód nie przedstawia mnie samego
          nie dowodzi mojej tożsamości jest listem z poprzedniego życia
          telegramem który zdradza moją porzuconą płeć

🖇

jak nazwać tą męskość która nie odziera ze skóry
nie zabija nie jest przodkiem adama
widzi rzeczy i istoty odmienne od niej samej
widzi je więc dozwala im się zbliżyć
a potem jest jak ślepy pies daje się dotknąć
wyswobadza się ze skafandra boga

🖇

[…]  odchodzę i nie odwracam się
[…] 
będę pokorny i pracowity schylę się nisko jak trzeba
żeby ugasić we mnie te dymy gryzące

🖇

noli me tangere
/łac. nie zatrzymuj mnie/

🖇

nie sprostałem twojej mądrości nie zjednałem tajemnic
i choćbym chciał mieć spocone taneczne ciało koni które karmię
stoję nieruchomo i patrzę na samego siebie i chciałbym zobaczyć
to co widzą gzy zawisające nade mną czujnie tak blisko

🖇

zrastam się teraz […]  okrywam nowym futrem skórą
spiętą szwami drenami w ranach obniżającym się głosem imieniem
którym mnie już wołają którego ich nauczyłem tak mnie wzywajcie
nie wyrosłem z was jestem z innej gromady niebiosa trzaskające

🖇

oddałem przeszłe słowa trzeba mi znaleźć inne źródła
wody inne w których wychowam się na powrót
[…] 
już tylko ślady rozmakające w ścieżkę w drodze
do coraz mniej gramatycznego słowa tam tam dalej chodźmy

🖇

sprowadź tylko tego jednego który pragnie mnie odkryć i nazwać

🖇

schodzimy się w tym samym punkcie doliny w ciszę która znaczy przygodę
albo miłość albo inne jeszcze słowa niezapisane przez ludzki język

🖇

teraz świat jak oko zaćmy nie zajrzysz głębiej niż sięgają płomienie

🖇

zacznę od liścia […]  zacznę od boga bo skłócił się
ze sobą zacznę od hioba zacznę od psa bo mam jego miłość
tak jestem posiadaczem ziemskich rynsztunków jestem
zbieraczem poławiaczem zdarzeń zacznę od ciała
bo spoglądam tylko do wewnątrz
          zacznę od zwierząt by na nich skończyć bo jestem ich opowieścią
          tyle słów ułożonych w sekrecie tyle tajemnic odłożonych w czasie

🖇

nie kładź się wstań i idź odegnaj otrzymane słowo
[…] 
przemilczysz własną skończoność odrywającą się
od drzewa jak dojrzałe jabłko
na razie idź i bądź wdzięczny bądź ucieczką lisa
gonitwą psa jego snem na deskach

🖇

[…]  jest we mnie strach tańczących
płomieni jeszcze zazdroszczę ciała prometeuszowi spętanego
grawitacją wiem i o tobie ale jak zaufać kiedy rozumiem
do czego sam zdolny jestem

🖇

[…]  jest w tobie tyle cierpliwości
chociaż widziałem z ukrycia jak siadasz ze zwieszoną głową
a psy próbują polizać cię po twarzy […]

🖇

ogołocony z przyczyn poddaję się transfuzji myśli
które jednoczą we mnie to narodzone bycie
wypełniam je słowem które jest odpowiedzią
na mroki przyszłych czasów transkrypcją która otwiera płeć
i tożsamość na bycie narzędziem pojednania

🖇

Wszystko, czego usilnie staramy się nie dopuścić do siebie,
znajduje się już w środku.

   — Báyò Akómoláfé

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

nie szukam pocieszenia nie tobie dane jest zjednać mnie
przyjacielu z tą pustką którą tak gniewnie głaszczę

🖇

może słyszałem to co miałem usłyszeć popołudniowe
           pogawędki wyznania miłości
dudnienie własnego serca

🖇

jak daleko od siebie już jestem w tym gąszczu
popiołów rwących jak rzeka […] 

🖇

bo jesteśmy tak jak każdy z nas
           uniesieni tym samym wdechem

🖇

wychylony poza granice pojmowania siebie
jako to co z głębi ludzkie chciałbym zjednoczyć w sobie
to co odmienne inne żywe

🖇

odprowadzam cię łasko do twoich kryjówek

(tamże)

środa, września 02, 2026

(6201+2). Neuronowy suplement

Perypetie mózgu mają tu swój osobisty znacznik, bo okolice mózgu to czyjeś życie, czyjś los, ale też ogromna zachwycająca tajemnica.

Trzy poniższe fragmenty — dla jednych ciekawostka, dla innych źródło na­dziei lub za­chwy­tu — nie chcia­łam, by wtopiły w „niemózgowy-wielowybór”.

Pamięć jawna działa, gdy zajmujemy się takimi rzeczami jak nauka do eg­za­minu, zapamiętywanie faktów i twarzy. Jest bardziej przejrzysta i bar­dziej celowa. Pamięć niejawna nie jest świadoma. Odnosi się do uczuć, pa­mięci zakodowanej w mięśniach i znanych zachowań, jak poruszanie się po okolicy, w której żyjemy od wielu lat. Na przykład nauka teorii muzyki opie­ra się na pamięci jawnej, a brzdąkanie akordów na gitarze, na której gramy od dziesiątków lat, na pamięci niejawnej. Neurolodzy prze­pro­wa­dzi­li niezliczone badania tych dwóch form pamięci; istnieje wiele niezbitych dowodów na to, że uczestniczą w nich różne drogi nerwowe i że angażują dwie bardzo różne części mózgu. Kiedy patrzymy na to z zewnątrz, wydaje się to ciekawe, ekscytujące. Z wewnątrz ma w sobie coś dziwnego.

[…]  mózg i umysł ciągle mnie fascynują. Teraz mam okazję obserwować proces sta­rzenia się i mimo bólu i zażenowania jestem zaintrygowany.

[…]  podświadoma pamięć jest znacznie mniej podatna na spustoszenia zwią­za­ne ze starością, a nawet demencją, niż pamięć świadoma. Często za­po­minamy twarze, imiona i słowa, lecz w dalszym ciągu czujemy głęboką więź z ludźmi, pamiętamy słowa znajomej piosenki, umiemy jeździć na ro­we­rze. Może w miarę utraty świadomej pamięci nauczę się bardziej po­le­gać na pamięci nieświadomej, patrzeć na nią nie z podejrzliwością, tylko z ulgą, i ufać jej, gdy się pojawi […].

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2026.

6202. 245/365

zachwycił mnie usłyszany strzęp rozmowy telefonicznej pro­wa­dzo­nej za ścianą w świecie bran­ży ciastkarskiej.
     — dawaj, marudź! zobaczymy, co z tym zrobię.

245/365


Najprawdopodobniej nigdy nie poznamy prawdy. Ale mo­że­my odkryć prawdę o tym, co się dzieje w tej chwili. Więc zaj­mij­my się nami, tobą i mną. Co sprawia, że tak trudno ci te­raz mówić?

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Czarna Owca, Warszawa 2026.

6201. Z oazy (CDLXIX)

Powinnam od dawna wiedzieć, że im szybciej połknę książkę, tym dłużej będę krzu­sić się przy wybieraniu fragmentów, które chcę mieć pod ręką. Nie inaczej było tym razem. Było gorzej.

Nie spodziewałam się juz żadnej świeżynki z rąk tego Autora. Mają więc rację, gdy grzmią: nigdy nie mów nigdy! Dla mnie to książka o mierzeniu się z tym, co przy­no­si ży­cie, a potrafi przynieść niewyobrażalne. Autor radzi sobie fantastycznie z tym, co zaserwowało mu życie wraz z przywilejem długiego życia. Sposób, w jaki pod­cho­dzi do swoich niemalejących ograniczeń, jest imponujący.

Byłam pewna, że utknęłam z powodu wpisu podzielnego przez dziesięć, który, będąc podzielnym przez sto, waży jakby więcej, więc wymaga więcej. Realny powód był in­ny. Była nim niemoc de­cy­zyj­na — życie w rozkroku: chcę czy nie chcę, to czy owo, tak czy nie? Poniższy wy­bór jest trzecim wyborem, wyborem ustanowionym przez chwile dzisiejszego dnia ze świadomością, że jutrzejszy byłby inny, tylko że mi się już nie chciało czekać na jutro.

„Jak to jest, gdy ma się ojca psychiatrę?” Zadawano mi to pytanie wie­lo­krotnie, setki razy. Często robiły to osoby mające różnego ro­dza­ju uprzedzenia, sceptycznie nastawione do psychoterapii (jakby wy­cho­wał mnie zawodowy oszust) albo zatroskane, że przez całe dzieciństwo byłem obserwowany przez specjalistę z zakresu zdrowia psychicznego (i musiałem cierpieć z tego powodu), a także takie, które być może za­kła­da­ły, że nauczono mnie sekretnych technik manipulacji psy­cho­lo­gicz­nej (i postrzegały mnie jako dziwadło, od którego lepiej trzymać się z daleka). Najczęściej mówiłem, że nie mogę udzielić wnikliwej odpowiedzi, ponieważ nigdy nie miałem ojca niebędącego psychiatrą, więc brakuje mi materiału do porównań. Po prostu obracałem się w takim świecie.

Benjamin Yalom

Musimy być dostatecznie odważni, by stać się „akrobatami serca” zdolnymi do intymnego zaangażowania się i głębokiej szczerości […].

🖇🖇

Nie jestem wielkim fanem żadnego z tych słów [pacjent/klient] — pierwsze sugeruje chorobę, a drugie relację handlową. […]  Wolę myśleć o sobie jako o towarzyszu podróży – kimś, kto może nieco lepiej rozumieć drogę, którą podążamy.

🖇

W moim podejściu do terapii szczera więź między terapeutą a pacjentem jest medium, dzięki któremu dokonujemy odkryć, uczymy się, zmieniamy i leczymy.

🖇

Psychiatria coraz chętniej promowała leki jako metodę leczenia chorób psy­chicznych, natomiast ja byłem orędownikiem nawiązywania relacji mię­dzy­ludz­kich. Psychoterapeuci często uczą się technik mających na celu zwal­cza­nie objawów, jak terapia poznawczo-behawioralna albo terapia skon­cen­tro­wana na rozwiązaniach, ja jednak kładłem nacisk na ciekawość i głę­boki związek osobisty.
     Poświęcenie w dzieleniu się tym, czego się nauczyłem, zawsze było po­tężną siłą popychającą mnie do przodu.

🖇

Nie używam tego słowa [intymność] w znaczeniu seksualnym lub fi­zycznym, choć taki jego sens jest obecnie po­wszech­ny. Mam na myśli bliskość, szczerość, serdeczność — wyrazy ozna­cza­ją­ce ciepły, bliski kontakt między dwojgiem ludzi.

🖇

Uważam, że w trakcie terapii zajmuję się poważnymi problemami: po­szu­ki­wa­niem sensu życia i tożsamości, rozumieniem własnych impulsów i za­cho­wań. W większości przypadków nie da się szybko osiągnąć tych celów. A jednak w sferze zdrowia psychicznego, zwłaszcza w Stanach Zjed­noczonych, stosuje się coraz krótsze metody terapeutyczne. Presja na to nie wynika z troski o lepsze wyniki leczenia pacjentów; jest ona w dużej mierze efektem nacisku firm ubezpieczeniowych, które nie chcą płacić za więcej niż osiem lub dwanaście sesji i zdecydowanie wolą tak zwane modele oparte na dowodach, jak terapia poznawczo-behawioralna.

🖇

[…]  od dawna opowiadam się za terapią długoterminową. Dlaczego? Jest wiele powodów, a najważniejszy z nich sprowadza się do tego, że jestem najbardziej zainteresowany tym, by ludzie naprawdę nauczyli się czegoś o sobie — a to wymaga czasu.

🖇

     — Hej, nie słuchał mnie pan? Spał pan? […]
     — Słyszałem wiele teorii na temat zarządzania zmianą. O surwiwalu na pustkowiu. O programach leczenia uzależnień. O medytacji i lekach. Ale […]  nie usłyszałem ani jednego słowa o zrozumieniu samego siebie, współ­czu­ciu dla siebie i tego, przez co przeszłaś. Zdaję sobie sprawę, że moje ro­zu­mie­nie terapii może być trochę nietypowe, lecz uważam, że naszym ce­lem powinno być coś więcej niż zarządzanie.

🖇

     — Pozwól, że podzielę się szczerym, osobistym odczuciem na twój temat.
     Szeroko otworzyła oczy, zaskoczona i pełna lęku jak prawie każdy, gdy to proponuję. Wierzę, że postępuję słusznie, ponieważ większość z nas nigdy nie otrzymuje naprawdę szczerych informacji zwrotnych od innych.

🖇

[…]  mądrość może zmniejszyć cierpienie. Niewykluczone jednak, że ludzie zastanawiali się nad tymi pytaniami [na temat sensu życia] przez tysiące lat dlatego, że nikt nie jest w stanie udzielić pełnej odpowiedzi. Nieroz­wią­zy­wal­ne pytania są wieczne, dręczenie się nimi jest naszym przeznaczeniem, nieuniknioną częścią człowieczeństwa.

🖇

Jeśli sześćdziesiąt lat analizowania cudzych zmagań wewnętrznych czegoś mnie nauczyło, to tego, że zewnętrzne pozory pewności siebie i sukcesu czę­sto mają niewielki związek z tym, czym są naprawdę. Nigdy nie wiadomo, kto rozpaczliwie potrzebuje aprobaty albo pragnie czuć się kochanym.

🖇

     — […]  Odpowiedzi na moje pytania mogą być ryzykowne, ale bez wa­ha­nia się pan na to zdecydował. Jak pan to robi?
     — Cóż, jestem w takim momencie życia, gdy nie jest to takie trudne. Czę­ścio­wo bierze się to stąd, że nie przejmuję się już tak bardzo tym, co inni o mnie myślą. Jestem tym, kim jestem, i raczej nie zmieni się to zbytnio w wie­ku dziewięćdziesięciu lat.

🖇

Musisz się zaangażować i odkryć,
co jest skuteczne i co cię inspiruje.

🖇

[…]  to okropne, gdy kobiety czują wstyd z powodu swojego wyglądu. To jeden z najbardziej szkodliwych psychologicznie aspektów naszej kultury i sytuacja pogorszyła się w okresie kilkudziesięciu lat mojej praktyki te­ra­peutycznej.

🖇

     – […]  dlaczego tak szybko odrzucasz ten pomysł, zamiast okazać ciekawość? Nowa perspektywa powinna budzić zainteresowanie.

🖇

     – Więc przeformułowanie pojawiających się myśli nie jest dobrym po­dejściem?
     – To ich nie powstrzyma. Są znacznie głębiej zakorzenione. […]  Te myśli są prawdziwe. Wszyscy umrzemy […]. Najważniejszym pytaniem wydaje mi się to, jak najlepiej przeżyć czas, którym dysponujemy.

🖇

[…]  proszę pamiętać, że jesteś człowiekiem
i że możesz mieć w sobie sprzeczności.

🖇

Jedną z głównych przyczyn lęku egzystencjalnego jest samotność we wszech­świe­cie, niemożność podzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi.

🖇

Zabawne, jak często moje potknięcia stwarzają doskonałe okazje.

🖇

[…]  wszyscy żyjemy w niepewnym świecie i mamy do czynienia z fun­da­men­tal­ny­mi cechami życia, które kategoryzuję jako: Śmierć (możemy żyć w pełni tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi, że nieuchronnie umrzemy), Wolność (mamy ogromną swobodę i ostatecznie jesteśmy odpowiedzialni za własne wybory życiowe), Samotność (rodzimy się sami i umrzemy sami, a jednak pragniemy bliskości i ciepła) oraz Bezsens (żyjemy w niejasnym świecie, w którym nie istnieje żaden absolutny zestaw wartości, a mimo to pragniemy przeżyć życie w sensowny sposób).

🖇

Dotknąłem pasji i pragnienia, co pomogło mu się otrząsnąć z frustracji i bezradności.

🖇

Obecnie często myślę o śmierci, ale rzadko kiedy przytłacza mnie strach lub niepokój. To raczej obecność czegoś, co pojawia się i nalega, by nawiązać kontakt, a potem znika. Nie uważam już tego za przerażające; jestem pe­wien, że jedną z ważnych przyczyn jest moja gotowość do nawiązania z tym czymś kontaktu mimo niepokoju – gotowość do uznania, że śmierć jest nie­unik­nio­na, spojrzenia jej prosto w oczy.

🖇

Reguła brzmi następująco: „Im mniej żałujemy, jak żyliśmy, tym mniejszy lęk przed śmiercią odczuwamy”. Nie jest to nowa myśl. […]  Ale z pewnością nabrało to dla mnie nowego znaczenia, gdy mój związek ze śmiercią stał się bardziej… osobisty.

🖇

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, co przyniesie ten eksperyment, co samo w sobie wydawało się intrygujące. […]  Czy […]? Czy […]? Dowiem się tego z czasem. Z pewnością będzie to coś nowego, a w moim wieku nie należy drwić z nowości.

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

[…]  kryje się w tym ciekawa historia, nawet jeśli
jeszcze nie wiem, o co chodzi.

🖇

     — […]  Co dalej? — Umilkłem. Pytanie wisiało w po­wietrzu.

(tamże)