sobota, maja 23, 2026

6123. 143/365

dziś, dokład­nie tydzień i dwadzieścia osiem lat później — tak samo jak wtedy były: sobota i nasze kwiaty.

dziś, całą drogę do ula pachniały. a po przekroczeniu jego pro­gu za­pach naszego miejsca, którego już jutro rano nie będę w sta­nie wyczuć, więc wciągam nosem, uszami i każdym po­rem skóry.

143/365


[asystencja: Sadownik], fragment.

na pewno też pamiętasz
jak reszta miasta spała
a my po raz pierwszy siedzieliśmy rozbudzeni
jeszcze się nie dotknęliśmy
lecz już podróżowaliśmy
po sobie słowami
[…]
tamtej nocy niczego nie piliśmy
ale byłam odurzona
wróciłam do domu i pomyślałam
     jesteśmy bratnimi duszami

pierwszego dnia miłości
owinąłeś mnie słowem wyjątkowa

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

piątek, maja 22, 2026

6122. Z oazy (CDLI)

Liczby. To czterysta pięćdziesiąta pierwsza książka przeczytana przeze mnie podczas tej wojny. Gdy przy każdej kolejnej zwiększam o jeden liczbę w tytule wpisu, nie­zmien­nie czuję się zakłopotana… Tam giną ludzie, zwierzęta, a ja mam przywilej czy­tania setek książek w ciszy i spokoju. Niby jak można było na to zasłużyć. Można było?

Policzyłam. To trzecia książka Autora, którą czytam podczas tej wojny (tylko jedna z nich musiała czekać na lepszy czas). Czekałam na tę książkę od dwóch miesięcy. Półtora tygodnia temu ją kupiłam i zaczęłam odliczać dni do dnia premiery. W tę środę rzuciłam wszystko, co czytałam, i już przed śniadaniem miałam ibuka na czyt­niku. W czwartek rano skończyłam ostatnie czterdzieści stron. Ta książka zde­cy­do­wa­nie należy do moich książek 2026 roku.

Tochman to nie reporter i pisarz. Tochman do literacka marka.

Każda osoba, każde zwierzę w tej książce robi wielką różnicę światu, choć świat nie­specjalnie jest tego świadom. Mam nadzieję, że każda łza, która popłynie podczas czytania tej książki też zrobi różnicę, która pozwoli nam robić razem dobre rzeczy.

[…]  po raz pierwszy, mam poczucie, że książka, w której po­sta­wi­łem ostatnią kropkę, wcale się nie kończy. Wojna w Ukrainie trwa codziennie, więc i ta opowieść dalej codziennie się toczy.

Nie zamierzałem pisać książki o tej wojnie. Uważałem i nadal uwa­żam, że Ukraina ma znakomite pisarki i wspaniałych pisarzy.

Sądziłem więc, że moje pisanie, autora z zewnątrz, nie będzie po­trzeb­ne. A może wykręcałem się od tej pracy, bo nie chciałem już więcej opowiadać o zabijaniu?

I zastanawiałem się, czy jako reporter mam prawo, skoro ludzie powierzają mi swoje wojenne historie, zatrzymać je tylko dla sie­bie. Czy pisząc o dzisiejszym świecie, można nie pisać o za­bi­ja­niu, skoro ono wciąż się dzieje i dzieje? Czy mogę o zabijaniu milczeć?

Wydawnictwo Czowen publikuje tę książkę, oczywiście w prze­kła­dzie Andrija Bondara, równocześnie z wydaniem polskim.

Martwię się o wszystkich, o których tutaj opowiedziałem. Myślę o nich z wdzięcznością i podziwem. Codziennie, kiedy się budzę, sprawdzam, czy nic złego się u nich nie stało. Myślę o wszystkich, którzy są po tamtej stronie granicy. Kilkakrotnie w ciągu dnia sły­szę w telefonicznej aplikacji, gdzie w Ukrainie wyją sy­re­ny, i pa­trzę, co tym razem leci po niebie. Codziennie o dziewiątej rano aplikacja na chwi­lę mnie zatrzymuje, bym z całą Ukrainą pomyślał o zabitych. Ukrainkom i Ukraińcom życzę sprawie­dli­we­go pokoju. Także spokojnych snów bez trwogi o tych, których najbardziej kochacie. Życzę Wam sprawnych, rzetelnych try­bu­na­łów, które sprawiedliwie osądzą wszystkich winnych. Oby zwy­cię­stwo przyszło jak najszybciej.

Uznałem jednak, że potrzebuję tej książki teraz, by nadal, z pomocą wrażliwych i hojnych ludzi, wspierać ocalanie psich i kocich ofiar wojny. Niech ta opowieść będzie podziękowaniem dla wszystkich, którzy już do nas dołączyli. I niech będzie zachętą dla tych, którzy zrobią to w przyszłości. Każde wsparcie jest wielkie i dra­ma­tycz­nie potrzebne. Wszystkie aktualne szczegóły można znaleźć na moich socialach. Razem robimy piękne rzeczy. Zapraszam.

🖇 🖇

No jak! Nikt tu w wojnę nie wierzył.

🖇

Nie zrobiła [Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] zapasów, no nie zrobiła, na myśl jej nie przyszło, że wojna wybuchnie. W telewizji ją zapowiadali, że za­raz, ale ludzie, przynajmniej w tej sprawie, telewizji nie wierzyli. Jechała na zakupy. Już do niej dotarło, że być może ostatnie w wolnej Ukrainie. Bo nad ranem, gdzieś od Czarnobyla, usłyszeli łomot artylerii. Jeszcze nie wie­dzie­li, że to artyleria, ale teraz już wiedzą. Potrafią rozróżniać, czym ruscy zabijają ludzi.

🖇

Kacapy, ruscy, moskale, orki, raszyści, wańki, waciaki, łapcie, bagna, świ­nio­psy, zombi, robaki, sepsa, ruśnia jebana – ten słownik wyrazów bli­sko­znacz­nych z każdym dniem wojny będzie coraz bogatszy.

🖇

Szedł [Andrij Zacharczenko] prosto do klatki Małysza. To wielki owczarek kaukaski po złych doświadczeniach z ludźmi. I po udarze, którego dostał w czasie zabiegu kastracji. Kiepsko z nim było, ale dzięki wysiłkom Andrija zaczął znowu chodzić. Po klatce, bo nikt go nie wyprowadzał na spacer. Poza Andrijem, który starał się tu wpadać tak często, jak mógł. […]  Psy są mądre, mówi, potrzebują rozmowy z człowiekiem. A nie odsiadki w po­je­dyn­czych celach. Schronisko to dla psa więzienie, przekleństwo. Małysz pierwszy w tym schronisku zginie, pomyślał, kiedy od kolegi dostał wia­do­mość o woj­nie. Wszedł do klatki, zapiął Małysza na smycz, za­pro­wa­dził do samochodu. Stary maleńki Daewoo Matiz pomieścił kaukaza. Ruszyli do domu.

🖇

Każde życie ma znaczenie.

🖇

Kacapy! Wiktoriwno! Kacapy są u nas!
     Kiedy obcy ludzie wchodzą do schroniska, psy podnoszą alarm od razu. Najpierw te, które mieszkają w klatkach, nazywanych tutaj wolierami, naj­bli­żej bramy. Po dziesięciu sekundach jazgoczą już wszystkie. […]  Żaden pies nie zaszczekał, kiedy ruscy podjechali z impetem.

🖇

[Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] A godność i sumienie to nie są puste słowa. Mamy dwie ewentualności: albo nas zabiją, albo nas nie zabiją.
     Idziemy!

🖇

[Łarysa Mykołajiwna] Ci nasi Rosjanie tacy źli nie byli. Zdarzało się, że któ­ryś przyniósł kurę dla psów. Widać i wśród kacapów bywają ludzie, którzy kochają zwierzęta. Pies węch ma dobry, jedną kurę w kilkuset litrach rosołu poczuje. I ze smakiem doceni. I warzywa w zupie pływały, pszenica. Ale trze­ba to uczciwie powiedzieć – nasze zwierzęta wychudły. Co zjadły, to z nich zaraz wyszło. Oj, schudły biedactwa. A wracając do ruskich, no nie by­li źli, no tak, ustawili nas w szeregu, strzelali nam po butach, to znaczy po naszych telefonach, ale to nic. Tylko bliżej wieczora strach było iść przez blockpost, bo już narąbani ledwo stali, ale to nic. Nie zabijali, trzeba to do­ce­nić, nie gwałcili.

🖇

Obie [Łarysa i  Wiktoriwna] wstawały przed świtem. Zero wody, ogrze­wa­nia, prądu. Pierwsze spojrzenie nie na zegarek, ale na termometr. Bały się mrozu. Niedożywione psy mrozu nie przeżyją. One? Jadły cokolwiek. Po jabłku i kiedy słońce wstawało, ruszały w stronę schroniska. Piechotą, a jak? Każdą kroplę paliwa przeliczały na psie i kocie życie.

🖇

Na blockpostach nieopodal Syriusza Wiktoriwna głosiła wykłady. Tym ruskim, których już dobrze znała. Nazywała je wychowaniem politycznym: Krym nie jest i nie będzie rosyjski. Ani nasza Fedoriwka. Z czego przy­szli­ście nas wyzwolić? Jestem u siebie, a wy każecie mi codziennie po­ka­zy­wać kieszenie? Wmówili wam, że nasze dziewczyny będą was witać kwia­ta­mi? Że będą się wam rzucały na szyję? A za co one miałyby wam dziękować? Że ich łaskawie nie rozstrzelacie, jak będą posłuszne?
     Takie pytania zadaje się tylko prosto w oczy. Łarysa Mykołajiwna aż się łapała za głowę, kiedy po powrocie z polowania Wiktoriwna ze śmiechem opowiadała o swoich wykładach. Ty się śmiejesz? Ty się prosisz o śmierć! […]  Pytała jednego z drugim, jak mają na imię. Misza? Ładnie. A powiedz mi, Misza, czy ty masz jakieś zwierzątko? Pieska? A jak ma piesek na imię? A z kim go zostawiłeś? Z mamą? Tęsknisz, Misza, za mamą? Mama na pew­no się o ciebie martwi. Mama na pewno dobrze się opiekuje two­im pie­skiem. Misza, piesek na pewno ma co jeść i śpi na kanapie. A ja mam tu ponad trzy tysiące piesków, chorych, potrąconych przez wasze samochody, ogłuszonych przez wasze czołgi. Prawda, że biedactwa? A teraz przez to wszystko jeszcze są głodne, kura by się nam jakaś dla nich przydała.
     Tylko z wagnerowcami nie było żadnej rozmowy. I oni się tu kręcili. Bez emocji, na prochach, odcięci. Patrzyli przez człowieka na wskroś, jakby człowiek był z pleksi.

🖇

Nyctalus noctula — borowiec wielki.
     Pipistrellus kuhlii — karlik średni.
     Eptesicus serotinus — mroczek późny.
     Vespertilio murinus — mroczak posrebrzany.
     Te cztery mieszkają w mieście. Ale większość z dwudziestu ośmiu ga­tun­ków żyjących w Ukrainie unika miasta. Nasze domy to jaskinie. Także na­sze bloki. Uchylone okna to szczeliny w skale. Zapraszają do środka. Lu­dzie tak je zostawili, kiedy uciekali przed wojną. Myśleli: zaraz wrócimy, niech się wietrzy. Albo: niech zostaną otwarte, bo kiedy coś huknie niedaleko, po­dmuch nie wywali szyb. Inni na odwrót: wszystko szczelnie pozamykali. Potem coś niedaleko wybuchło i szyby wyleciały. Często niecałe. Powstały tysiące nowych szczelin. Nietoperz taką nieszczelność z łatwością namierza, wlatuje do mieszkania, by nigdy go nie opuścić. Bo z wewnątrz szczelina dla nietoperza nie jest już oczywista. Uwięziony nie potrafi wylecieć przez okno, by żyć dalej. Próbuje, łamie skrzydła. Próbuje się wdrapać po ramie okna, ale to gładki, śliski plastik. Zaczyna wołać. Nie ostrzega tym in­nych nie­to­pe­rzy. On chce pomocy. Solidarne, wrażliwe i empatyczne, za­miast uciekać, zlatują się do środka. Wpadają w pułapkę. Setki, tysiące nawet. […] 
     Choć nikt do nietoperzy nie strzela, są ofiarami wojny. A jeszcze trzeba dodać, że nie wiemy, przynajmniej na razie, jak na nietoperze wpływają metale ciężkie. Gleba jest skażona przez wojnę. Rośliny są pokarmem owa­dów. Owady piją skażoną wodę. Są pokarmem nie­to­pe­rzy. Na nietoperze polują sowy. I tak dalej.

🖇

I tam po latach rano zadzwonił telefon, przyjaciółka, uciekajcie, bo wojna. Jaka wojna? Przecież trzy dni temu piliśmy kawę i ustaliliśmy, że żadnej wojny nie będzie. Wyszłam przed drzwi, usłyszałam wybuchy.

🖇

[…]  bezdomne psy. Po ukraińsku: bezprzytulne.

🖇

Wojna? Nikt nie wierzył, że idzie. Ale każdy wiedział, że jeśli przyjdzie, to tędy. To droga z granicy na Kijów.

🖇

Z ludźmi niewiele chcę mieć dziś wspólnego, mówi dawna wolontariuszka Iryna Isajewa, ludzie nie są zwierząt warci. Dla zwierząt i ludzi powinny być osobne planety. […]  Ludzie myślą, że my jesteśmy wrażliwi, więc słabi. Nieprawda. Miłość do zwierząt daje nam siłę.

🖇

Od wielu lat mówiło się o wojnie. Nikt nie brał wojny na serio. Teraz już wiem, że powinnam była liczyć tylko na siebie.

🖇

Na pytanie, dlaczego z narażeniem życia ratują zwierzęta, Ihor odpowiada bez namysłu: bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka. Z czło­wie­kiem tworzą więzi. Za człowiekiem tęsknią. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc. Człowiek popełnia błąd, kiedy porzuca przyjaciela. Czło­wiek ma wyrzuty sumienia albo ich nie ma. Ratujemy ludzkie sumienia. Systemowo ratujemy człowieczeństwo.

🖇

[ARK, Animal Rescue Kharkiv]
     Bilans pierwszego roku wojny (2022): 6993 ocalone zwierzęta.
     Bilans drugiego roku wojny (2023): 6165.
     Bilans trzeciego roku wojny (2024): 8364.
     Bilans czwartego roku wojny (2025): 6279.

🖇

Pędzimy i rozmawiamy o dronach. Na początku dużej wojny służyły tylko do lotów zwiadowczych. Później podczepiano im małe ładunki wybuchowe. Małe, ale wystarczające, by uszkodzić dom, zniszczyć samochód i zabić lu­dzi. Kamikadze z krótkim zasięgiem: gdzieś, tuż za linią zero, siedzi ope­ra­tor. Wypatruje celu jak snajper. I uderza. Są też kamikadze z długim za­się­giem: ślepe ptaszysko zaprogramowane na cel. Takie potrafią uderzyć da­le­ko, w Kijów, w Odessę i Lwów. Do dronów kierowanych falą radiową do­łą­czy­ły potem drony na kabelku. Jak latawce. Drut cienki jak żyłka — świa­tło­wód — podczas lotu rozwija się ze szpulki. Najpierw miał dwa ki­lo­metry, teraz już kilkadziesiąt. I takim dronem kieruje operator. Dostrzega cel i za­bija.

🖇

Parkujemy zawsze pod drzewami, jeśli jakieś drzewa są. Samochód opu­szcza­my zawsze natychmiast. Następne psy, następne koty. Wszystkie dzi­siaj posłuszne, gotowe do drogi. Wszystkie chcą być ocalone. Każdy zostaje sfotografowany, opisany. Znowu dron albo z tych nerwów tylko nam się wydaje, że znowu coś bzyczy. Kucamy pod drzewem. Zabzyczał, odleciał.

🖇

Kurwa! Potrzebujemy chirurga, bo ten pies zaraz umrze! Lala [Tarapakina] przeklina. Lala wymaga. Lala krzyczy. Zadajemy Lali pytania, ale często nie możemy ich skończyć. Bo Lala z góry wie, czego chcemy się od niej do­wie­dzieć. Odpowiada na pytania, które wcale nie padły. Bywa tak na­krę­co­na, że czasem trudno się z nią porozumieć. Może to i dobrze. Mania, wobec wojennej depresji, wydaje się zbawieniem.
     Ewakuujemy!

🖇

Co z kotami? Zostawią. To nie jest rozwiązanie, tłumaczyliśmy, weźmiemy je do Charkowa. Chcecie się po nie zgłosić, kiedy dojedziecie na nowe miej­sce? Czy mamy dla nich poszukać innej rodziny? I po co płakać? Wszyst­ko będzie dobrze, tylko nie trzeba zwlekać z wyjazdem.

🖇

Psi jazgot, gdyby trwał chwilę dłużej, obudziłby niejednego trupa. I psiego, i ludzkiego. A podejrzewamy, że za niejednymi drzwiami wiecznie od­po­czy­wa­ją tu ludzie, pewnie ci najstarsi, owdowiali, bez rodzin. Albo z rodzinami, które o nich zapomniały. Sieroty w podeszłym wieku. Nie mia­ły gdzie je­chać albo jak jechać. Nikt na tych ludzi nigdzie nie czekał.

🖇

Kupiańsk dbał o niczyje psy. Nie było ich wiele. Program Wiktorii [Kru­czy­ny] działał. Niektóre nocowały w przedsionku supermarketu, inne miały ciepłe budy na bazarze, jeszcze innym pozwalano mieszkać na klatkach schodowych. Tam, gdzie nie było psów, były koty. Aż przyszedł luty 2022 roku. Okupacja. Ludzie uciekali z miasta, ich psy z kocyków, foteli i kanap trafiły na ulice. Jeśli miały szczęście, bo były i takie, które pozostały w zamk­nię­tych mieszkaniach. Marły z głodu. I ze strachu, bo za oknem dudniło jeszcze mocniej niż dzisiaj.
     Byli i tacy, którzy zabierali swoje zwierzęta w drogę. Byli, oczywiście.

🖇

Zdarzały się i koty. Rosyjscy żołnierze pomagali je łapać. Nie wszyscy byli źli. Bywali i tacy, którzy na blockpostach dokarmiali zwierzęta. Nasze psy chodziły za nimi, mówi Wiktoria, ruscy zawsze z automatami i z psami. Tak jak teraz nasi, zawsze z psami. Pies lgnie do człowieka, tak jak my lgniemy do Ukrainy.
     Nasi przegonili stąd ruskich we wrześniu.

🖇

Wojna — dla wielu psów ratunek z niewoli. Z przemocy. Z zaniedbania. Z choroby, której dzięki szczepieniom można by uniknąć. Blizny od od­łam­ków, mówią wojenni ratownicy zwierząt, nie zostawiają w psiej psy­chi­ce śladów tak wielkich jak bicie i głód na łańcuchu. Ale to zdrada zostawia najgłębszą ranę. Do końca. Opuszczasz psa na wojnie – każesz mu patrzeć śmierci w oczy. Pies jej spojrzenia nie zapomni.

🖇

W Poratunku wpadli na pomysł, by w podziemnej leczni­cy po­sta­wić drzew­ko życia, opowiada Rusłan Horbal, pierwszy ratownik ARK. Sztuczne drzewko, ale jakie żywe! Wieszają na nim wycinanki: jedno ura­to­wa­ne psie życie – jeden pies wycięty z papieru. Jedno kocie — jeden kształt kota. Są ptaki i jeże. Sto zwierząt, tysiąc, dwa tysiące, cztery i tak dalej. Drzewo przypomina, mówi Rusłan, jak wiele stworzeń udało się nam ocalić. Drzewo memento. Bo pokazuje i to, że nie możemy przestać tam jeździć. Do strefy śmierci.
     Każde życie jest ważne — to filozofia Poratunku. Psy i koty czują strach, ból, tęsknotę i zdradę. Ludzie wiedzą o nas, mówi Rusłan, oglądają w sieci nasze filmy. Rozumieją, że ratowanie zwierząt jest jak ra­to­wa­nie ludzi. Trzeba ratować.

🖇

Nie ma w nim nienawiści do nikogo. Człowiek porzucił psa, Rusłan psu po­mo­że. A człowiek niech sobie sam radzi z faktem, że porzucił psa. Rusłan ni­ko­go nie ocenia. Poza tymi, którzy tu przyszli, by zabijać. Jedyne wyjście to zabijać ich. Eliminować zło. […]  to ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest dobro i czym jest zło. Niewolnicy swoich przekonań.

🖇

Skoro ratuję kogoś słabszego, Rusłan stwierdza z przekonaniem, to mnie w trakcie ewakuacji chroni ktoś mocniejszy. I na dowód swojej tezy przywołuje kilka sytuacji, z których nie było wyjścia: drony, rakiety, wszystko naraz, koniec życia murowany. A Rusłan ocalał. Rusłan zawsze wraca.

🖇

Myrosław [Łajuk] jeździ po wojennej Ukrainie i zapisuje stratę w chwili, kiedy strata się dzieje. Zamraża moment opuszczenia, rozstania, końca. Nie pyta o stratę po jakimś czasie. Uważa, że czas stratę filtruje, zmienia. […]  O tym, co się stało, ludzie z każdym dniem pamiętają inaczej. […]  jego interesuje, co dzieje się w ludzkich uczuciach teraz. Na przykład: jakiś czas temu zamroził dobry humor żołnierzy ze świeżymi kikutami. Chłopcy spod Awdijiwki na szpitalnych łóżkach mieli znakomite nastroje. Pytał ich, dla­cze­go. Bo nie jesteśmy tam, wyjaśniali, tylko tutaj. Ocalali. Pytał o stratę, a oni nie o amputowanych nogach mówili, nie o uciętych rękach, tylko o cza­sie. Stracili czas, który mogliby spędzić z rodziną. I stracili kolegę na froncie. Jaka będzie ich odpowiedź za pięć lat? Jak ich stratę przefiltruje czas? Wciąż będą mieli dobre humory? Kochające rodziny? Opiekę pań­stwa? Państwo będzie istniało?

🖇

Anna [Kurkurina] spokojnym głosem zwierza się przed kamerą: świa­do­mość, że nie jesteś taka jak wszyscy, przychodzi z czasem. Ludzie mówili mi, Ania, ty widzisz? Ty się w faceta zmieniasz. A ja taka się urodziłam. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Pojawiłam się na świecie w jakimś celu.
     W zatopionym Chersoniu ściągała z dachów psy. I koty — z wierz­choł­ków drzew, które sterczały tuż nad mętną taflą. Wspinała się, kaleczyła, przeskakiwała, mokła. Ruscy strzelali i do ratowników, i do ocaleńców. […] 
Ruscy wszystko zniszczą, Anna mówi po rosyjsku, inaczej nie potrafi. Jak można strzelać do zwierząt? Krowy też są nazistami? Świnie też chcą do NATO?

🖇

[Swieta Szamraj] Ania? Imponuje mi siłą. Pokazuje, jak przetrwać. Wbrew wszystkiemu. Powiedziała światu, żeby wypierdalał i że będzie żyć po swojemu. Jest trochę szalona. Jeździ pod kule. Dzwoni, że wiezie do mnie ranne zwierzę z frontu. Albo że wyszła w nocy wyrzucić śmieci i kocię na śmietniku znalazła. Bez Ani byśmy tu wszyscy pomarli.

🖇

[Swieta Szamraj] Dlaczego spędzasz życie w sierści? Dlaczego nie możesz w czystości? Bo wy tego nie robicie, tak mogłabym odpowiedzieć. Ale po co? I tak mnie nie zrozumieją. Nie mają pojęcia, jak pięknymi stwo­rze­nia­mi są psy. Koty również. Nie umiem tego powiedzieć słowami. I one nam nie mogą powiedzieć, że są aniołami. Tak blisko nas, że ich możemy dotykać. Oszalałam? A można na wojnę zareagować inaczej niż sza­leń­stwem? Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że z moją głową wszystko jest w porządku. Nie potrafię uratować kraju ani ocalić ludzi, którzy tu giną. Tutaj, niedaleko. Nie umiem ratować dzieci rannych w zbombardowanym szpitalu. Niech je ratują ci, którzy potrafią. Ja wiem, jak wojennym psim znajdom czy kocim sierotom dać ocalenie, ukojenie i miłość. Im świat do­oko­ła straszniejszy, tym bardziej staram się go czynić piękniejszym.

🖇

Ludzie i zwierzęta tulą się do siebie. Nasłuchują dronów.

🖇

Jesteśmy, mówi Ołena [Woszun], ich zakładnikami. Kiedy będą musieli stąd wyjść, wysadzą reaktory. Zresztą podobno niczego nie muszą wysadzać. Wystarczy wyłączyć prąd, przestanie wtedy działać chłodzenie, reaktory eksplodują. Mamy ich tutaj sześć. Na razie orki tam siedzą. Trzymają w nie­wo­li specjalistów, naszych sąsiadów. Stamtąd do nas strzelają.

🖇

[Ołena Woszun] Często ludzie żyją tylko dla siebie. Zajmują się wyłącznie sobą. Są i tacy, którzy mają wszystko w nosie, nawet siebie. Czy to wy­cho­wa­nie? Może jednak geny. Ja sądzę, że empatia jest dziedziczna, choć cza­sem głę­bo­ko w człowieku schowana. Wojna empatię budzi. Tyle że obo­jęt­ność też jest genetyczna. Współczucia w obojętnym nie obudzisz. Obojętny nie zrozumie, że dla obcego człowieka można coś zrobić za darmo. Albo dla psa. Ale zgadza się z innymi obojętnymi, że to my jesteśmy dziwakami. Bo ratujemy życie. Naszą garstkę oceniam na dwadzieścia procent populacji. Na nas trzyma się świat.

🖇

Iwan? Choć ma siły i zdrowie, nigdzie nie poszedł. Bo jest po sześćdziesiątce, takich do armii nie biorą. Iwan służy ojczyźnie tutaj — nad brzegiem mo­rza. Obserwuje, notuje, fotografuje. Codziennie dokumentuje wojenną za­gła­dę nadmorskiej przyrody. Nazywa ją ekobójstwem. Dokonanym przez raszystów.

🖇

Milion ptaków przelatywało nad tutejszym stepem. Migrowały z Afryki i Azji. Jesienią wracały. Tutaj miały przystanek. Na przykład szablo­dzio­by. Były i prawie ich nie ma. Miejsca, gdzie zwykle odpoczywały i szuka­ły po­ży­wie­nia, zostały zbombardowane. Raszyści nienawidzą wszyst­kie­go, co nieraszystowskie. Wszystko musi zginąć, naj­wy­raź­niej również szablodzioby.

🖇

Wojna pochłonęła już co najmniej osiemdziesiąt pięć tysięcy delfinów. Jedną piątą populacji. Tak szacuje Iwan Rusew. Końca zabijania delfinów nie widzi.

🖇

[Żenia Matijko] o zabitych milczał, bo co miałby żonie napisać? Że wojna pokazuje, jak każde życie jest kruche? Że dziś jesteś, jutro cię nie ma? Że ta nowoczesna wojna wcale nowoczesna nie jest? Że okopy są tak samo pry­mi­tyw­ne jak na wielkiej wojnie ponad sto lat temu?

🖇

Zwierzęta są ciepłe i bliskie. Dają się przytulać, pozwalają o siebie zadbać i tak ratują żołnierskie głowy. Bo zaprzeczają śmierci. Moglibyśmy o tym z okularnikami w mundurach pogadać. O tym, jak w okolicznościach pola walki trudno zasnąć samemu. Z psem lepiej, z kotem. Zwierzęta są bez­bron­ne jak dzieci? Kiedy je ocalamy od wojennej śmierci, ocalamy też swoją ilu­zję, że ratunek jest możliwy? Okularnicy w mundurach wyglądają na ta­kich, z którymi można by o tym wszystkim pogadać. Powiedzieliby pew­nie, jak nam zazdroszczą, że już za moment z tej cholernej Meżowej wyjedziemy do lepszego świata. Że mamy taki przywilej. Że i oni pragną zostać ocaleni. Ale nie ma nikogo, kto ich ocali. Nie ma zachodniego świata, który jeszcze kilka lat temu był Bogiem.

🖇

[…]  przez wojnę tracimy dużo czasu. Tracimy życie.

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

6121. Z oazy (CDL)

Wyjęłam ten tom z tamtej książki. Natychmiast przypomniałam sobie, dlaczego nie siegnęłam po tę lekturę i jej bezpośrednią poprzedniczkę, choć pierwszą publikację tej Autorki poł­knęłam z zachwytem dziewięć lat temu. Okładki. Powodem była szata gra­ficz­na okładek, które skutecznie trzymały mnie z daleka od tego piękna.

Wyjęłam ten tom z tamtej książki, a podczas czytania, uznałam, że jest tamtą książ­ką, tylko przełożoną na wersy. Tamta nie ma ilustracji, a ta i owszem.

after feeling disconnected for so long
my mind and body are finally
coming back to each other

— home body

🖇

nic nie trwa wiecznie
niech to będzie powód by zostać
nawet ta chora pokręcona rozpacz
nie przetrwa
     nadzieja

🖇

chcę wyciągnąć rękę i dotykać rzeczy. chcę czuć
jak one też mnie dotykają. chcę żyć. chcę odzyskać życiową energię.

🖇

nawet jeśli mój umysł zapomina
moje ciało pamięta
moje ciało jest mapą mojego życia
moje ciało nosi to co przeszłam
moje ciało uruchamia alarm gdy
wyczuwa niebezpieczeństwo

🖇

nie jestem popsuta
[…] 
jestem całą
kompletną
i skomplikowaną osobą

     pełna

miłością wydobywam się z mroku

🖇

nie jestem swoimi najgorszymi dniami
nie jestem tym co mnie spotkało
     przypomnienie

🖇

przecież oddycham
to musi być znak że
wszechświat jest po mojej stronie
skoro dotarłam tak daleko
mogę dotrzeć do końca

🖇

nie straciłaś go
szczęście zawsze tu było

     straciłaś tylko perspektywę

🖇


nic nie może zastąpić
tego co czuję dzięki
kobietom w moim życiu

🖇

próbowałam wpasować się w system
który zostawił we mnie pustkę
     kapitalizm

🖇

kapitalizm wbił mi się do głowy
wywołując przekonanie że moją jedyną wartością
jest to ile produkuję
by inni mogli skonsumować
kapitalizm wbił mi się do głowy
wywołując przekonanie
że mam wartość
dopóki pracuję
          nauczyłam się od niego niecierpliwości
          nauczyłam się od niego wątpić w siebie
          nauczyłam się siać nasiona
          i oczekiwać kwiatów następnego dnia

🖇

lecz magia
nie działa w ten sposób
[…] 
magia porusza się
zgodnie z prawami natury
a natura ma własny zegar
magia się dzieje
gdy się bawimy
gdy uciekamy
śnimy na jawie i marzymy

to tam wszystko
co ma moc zdolną dać nam spełnienie
czeka na nas na klęczkach

🖇

jak możemy spokojnie spać
wiedząc że systemy które podtrzymujemy
traktują fundament naszego społeczeństwa
jak obywateli drugiej kategorii
skoro to dzięki nim
ten świat wciąż się kręci

🖇

pole rozpostarło ramiona
i powiedziało odpocznij
drzewa powiedziały damy ci życie
powietrze powiedziało oddychaj mną
ziemia powiedziała
dbaj o to co dba o ciebie
a my odwróciliśmy się od nich wszystkich
     zdrada

🖇

doprowadziliśmy do ruiny
swój jedyny dom dla
wygody i zysku
które i tak nam się
nie przydadzą gdy ziemia
przestanie oddychać

🖇

to że krzyczymy najgłośniej na ziemskim placu zabaw
nie sprawia że stajemy się ważniejsi od
piasku po którym depczemy
jesteśmy tylko powietrzem
ogniem i wodą i glebą
jesteśmy ludźmi
którzy zapominają z czego powstali
ludźmi rozmawiającymi o pogodzie
jak o czymś przyziemnym a nie magicznym
jakby oceany
nie były wodą święconą
jakby niebo
nie było objawieniem
jakby zwierzęta
nie były naszym rodzeństwem
jakby natura nie była bogiem
deszcz bożymi łzami
a my bożymi dziećmi
jakby bóg nie był ziemią

🖇

wolność nie może istnieć
dopóki najsłabsi nie są wolni

🖇

gdy płakałam i wzdychałam na myśl o tym
że przez całe życie
byłam sobą
ale siebie nie widziałam
że przez dekady żyłam w swoim ciele
ani razu go nie opuszczając
a mimo to zdołałam przegapić
wszystkie jego cuda
czy to nie zabawne że można
zajmować przestrzeń i nie być
z nią w kontakcie
dlaczego minęło tyle czasu
nim otworzyłam oczy swoich oczu
objęłam serce swojego serca

🖇

nikt na tej planecie
nie ulega mechanizmowi zaprzeczenia
bardziej niż biały mężczyzna
który bez względu na wszystkie
widniejące przed nim dowody
wciąż myśli że rasizm i seksizm
i cały ból świata nie istnieją

🖇

może na zewnątrz
wykonujesz pracę
lecz twój umysł jest spragniony
wewnętrznej uwagi
     słuchaj

🖇

nie obchodzi mnie doskonałość
wolę się tarzać
w bałaganie życia

🖇

muszę szanować swoje ciało i umysł
jeśli chcę wytrzymać tę podróż
     życie

🖇

zabawa jest wtedy gdy uciekamy czasowi

🖇

to co robimy ze swoim ciałem
nie powinno nikogo interesować
a już najmniej tych którzy nie spędzili
ani jednego dnia w naszej skórze

nie mogę się doczekać
kiedy moje osiemnastoletnie ja zacznie mi zazdrościć
piekła jakie rozpętam
wkraczając z przytupem w trzydziestkę i czterdziestkę
z upływem lat moja dusza
zyska moc
po pięćdziesiątce usiądę ze swoimi
zmarszczkami i siwymi włosami
śmiejąc się z przygód
które razem przeżyliśmy
i będziemy rozmawiać o niezliczonych
kolejnych przygodach
czekających w następnych dekadach
jak wielkim przywilejem jest
dorosnąć do
najwspanialszej wersji siebie

     starzenie się

🖇

gdyby diabeł nie
zepchnął cię do narożnika
i nie zmusił byś ukręciła mu łeb
skąd byś wiedziała
że masz tyle siły

🖇

bądź tutaj
w tym co należy zrobić dzisiaj
     tak okazuje się szacunek jutru

🖇

now that you are free
and the only obligation you are under
is your own dreams
what will you do
with your time

Rupi Kaur, Dom ciało. Home Body, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

żyj głośno i dumnie tak jak zasługujesz
odrzuć ich gównianą definicję
kobiecego piękna

🖇

nie zamierzam udawać
mniej inteligentnej niż jestem
by mężczyzna mógł się poczuć
przy mnie pewniej

🖇

już mamy to co może dać nam pełnię
po prostu nie są to rzeczy
lecz ludzie
oraz śmiech i poczucie więzi
     niezastąpione

🖇

czy słyszysz kobiety które żyły przede mną
pięćset tysięcy głosów
[…] 
czy widzisz jak przejmują kontrolę nad moim duchem
jak wydostają się z moich kończyn
by zrobić to wszystko
czego nie mogły robić
kiedy żyły

🖇

przestałam stawiać opór
nieprzyjemnym uczuciom
i pogodziłam się z tym że szczęście
nie ma nic wspólnego
z nieustającym dobrym samopoczuciem
     równowaga

🖇

nie śpij na
wycieraczce swojego potencjału
czekając aż coś się wydarzy
skoro sama możesz być
tym co się wydarzy

🖇

nie interesuje mnie feminizm
wykluczający transkobiety

🖇

to jak się podnosimy
z każdego smutku w życiu
to najwspanialsza rzecz jaką widziałam

(tamże)

6120. 142/365  // na gigancie, dzień 27.

wi­gilia powrotu do ula. tęsknota pogania, by szybko i spraw­nie spakować wszystko, co wrócić do domu powinno. nowe po­my­sły w blokach startowych tylko łypią na moment, gdy będę do­my­kać walizkę, by mieć pewność, że nie zostaną porzucone.

142/365

nigdy nie miej poczucia winy zaczynając od nowa

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

czwartek, maja 21, 2026

6119. 141/365  // na gigancie, dzień 26.

sis postukiwał leczniczo w mój bark, a ja w tym czasie prze­czy­ta­łam: coś / było lepsze niż nic* i wehikuł czasu gwał­tow­nie ruszył, przenosząc mnie na chwilę do przeszłości. też tak my­śla­łam** trzydzieści+ lat temu. miałam ogromne szczę­ście, los trzymał rękę na pulsie wydarzeń, które miały dopiero nadejść, bym dowiedziała się z pierwszej ręki, że jeśli chodzi o ludzi, myliłam się***, my­li­łam się bardzo — byle kto jest zawsze wart mniej niż nic.

141/365

_________
    *    Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty. The Sun and Her Flowers, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
   **   tak bardzo chciałabym wierzyć, że należę do ostat­nie­go pokolenia kobiet, które próbowano w ten sposób sfor­ma­to­wać/zabić.
 ***   patriarchat niezmiennie upiera się, że to żaden błąd, tylko kłam­stwo, zwykłe feministyczne niezrozumienie.

Warunki, w jakich większość kobiet wychowywała się od naj­młod­szych lat, dyskurs, który nieustannie słyszą lub czytają, obrazy, które widzą, wszystko to sprawia, że czekają na ko­goś […]. Nie rozumiałam, że to ja, nikt inny, powinnam po­ło­żyć ko­lo­ro­we akcenty na wszystkich aspektach mojego życia, myśleć o nich, rozwijać je, otaczać troską, oswajać, kochać, zamiast czekać na nierealnego wybawiciela, który sprawi, że zwykła szara codzienność w magiczny sposób zniknie. Nie rozu­mia­łam, że ja sama muszę się skonstruować. Żaden film, żadna powieść mi tego nie powiedziały — a może nie usły­szałam.

Mona Chollet, Wymyślić miłość na nowo. Jak patriarchat sabotuje relacje między mężczyznami a kobietami, przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

6118. Z oazy (CDXLIX)

Obrośnięta pajęczynami książka po grzbiecie tamtej wskoczyła prawie na szczyt sto­si­ku czytelniczego, nie dała się zrzucić, czekała i się doczekała, i mną potrząsnęła.

Po tej lekturze myślę, że powinno się zdelegalizować małżeństwa rozumiane jako związek kobiety i męż­czyzny, dopóki nie nauczymy się innego, lepszego spo­so­bu traktowania się nawzajem, dopóki wycieramy pobrudzone przemocą dłonie fra­ze­sa­mi o na­tu­ral­nych, różnych [sic!] potrzebach, naturalnych rolach społecznych i tra­dycyjnych wartościach. Mamy sporo do nauczenia się od par jednopłciowych.

Miłość sprawia, że czuję się, jakbym podsycała ogień pod kociołkiem życia, tak iż zaczyna ono wzbierać, gęstnieć, trochę jak podczas pisania. Miłość, podobnie jak pisanie, pomaga mi stopić się w jedno ze światem.

🖇

Kiedyś jedynym miejscem, gdzie kobiety mogły demonstrować siłę, były cyrki. Przynajmniej z tego punktu widzenia nastąpił pewien postęp” — stwier­dziła Bev Francis, kiedy spotkały się z Glorią Steinem. Po czym po­wie­dzia­ła: „Gdy byłam dzieckiem, chciałam dojść tak daleko, jak to tylko mo­żli­we. Chciałam być wolna. […]

🖇

[…]  dość długo żywiłam złudzenie, że nierówności, dominacja i przemoc są nieobecne w naszym życiu uczuciowym. Świadomość, że możemy stać się ich ofiarami również w miejscu, gdzie skupiają się niektóre z naszych naj­bar­dziej naturalnych dążeń, tam, gdzie najłatwiej nas zranić, może budzić lęk i burzyć naszą wewnętrzną równowagę. To zatrważające, że wedle wszel­kiego prawdopodobieństwa niektóre spośród dziewięćdziesięciu ośmiu kobiet zabitych przez partnerów czy byłych partnerów w roku 2020 czuły się z początku wyjątkowo szczęśliwe, kiedy poznały tych, którzy później stali się ich prześladowcami, a następnie zabójcami.

🖇

Przewrotność naszych społeczeństw polega na tym, że zachwa­la­jąc na każdym kroku heteroseksualność, metodycznie kształcą i socjalizują mężczyzn i kobiety tak, by nie byli w stanie się z sobą porozumieć.

🖇

[…]  w popularnym dyskursie, wedle którego postępujące wyzwolenie ko­biet rujnuje miłosne relacje, kryje się wyznanie: nasz uczuciowy porządek opiera się na podległości kobiet. Czyż nie jest zdumiewające, że ten stan rze­czy wydaje się nam tak naturalny i że jego kontestacja przeszkadza wie­lu lu­dziom bardziej niż sytuacja wyjściowa?

🖇

[…]  mam dwa źródła energii: gniew i miłość. Można by sądzić, że są z sobą sprzeczne, ale się uzupełniają: czerpię z jednego to, czego nie znajduję w drugim […].
   — Joumana Haddad

🖇

Wiele osób żywi przekonanie, że nasze uczucia i postawy w tej dziedzinie wynikają z indywidualnych, całkowicie wolnych wyborów, że są „kwestią gustu” i nie podlegają społecznym uwarunkowaniom; jakby kultura nie była czymś, co nas urabia od samego początku – czymś, co kształtuje w nas nawet to, co wydawało się nam najgłębiej intymne i osobiste – lecz tylko cienką warstwą lakieru nałożoną po fakcie na ludzką naturę, która mo­gła­by istnieć niezależnie od tego. „Wszyscy jesteśmy sfabrykowani – pisze Amandine Dhée. – Dopiero gdy sobie to uświadomimy, możemy choć trochę wymyślić samych siebie”.

🖇

Może warto zgłębiać nasze pragnienia, precyzować je, pielęgnować, dopieszczać, dbać o ich odgałęzienia, niezależnie od tego, czy jesteśmy w stanie je zrealizować — z nadzieją, że jak najbardziej się do nich zbli­ży­my. […]  miłość kobiety i mężczyzny jest drogą usianą prze­szko­da­mi. Lepiej więc mieć jak najszersze pole manewru i przede wszystkim nie dać sobie narzucić utartych schematów „godziwego życia” […].

🖇

Jane Ward sugeruje, że trzeba przemyśleć coś, co nazywa „głęboką he­te­ro­sek­su­alnością”. Zamiast uważać swą seksualność za fatalne zrządzenie losu, stwierdza, mężczyźni i kobiety hetero mogliby się w nią naprawdę za­an­ga­żo­wać, przemyśleć ją, i ją sobie przywłaszczyć. Byłoby to szczególnie po­ży­tecz­ne dla mężczyzn […]. Jeśli lubią kobiety, przekonuje, niech lubią je na­prawdę. „Mężczyźni hetero mieliby szansę stać się tak nieodparcie heteroseksualni, że byliby spragnieni głosu kobiet, chcieliby je wi­dzieć na wysokich, wpływowych stanowiskach, gorączkowo pragnęliby po­znać w pełni ich człowieczeństwo i sekundowaliby ich wyzwoleniu. W ten sposób feministki lesbijki pożądają kobiet.

🖇

Wszystko, co nam się proponuje [żebyśmy byli szczęśliwi], wprowadza nas do świata porównań, a w nim żadne szczęście nie może się ostać.
   — Denis de Rougemont

🖇

[Jane Ward] zadaje sobie nawet pytanie, czy homofobia nie jest skutkiem skrywanej zazdrości: „Osoby homoseksualne budzą nienawiść i uczucie zawiści, bo podejrzewa się nas, że zdołaliśmy czegoś uniknąć”. Stwier­dza­jąc, że pod koniec XX wieku kultura większości zarzucała im często „zbytnią widowiskowość, nadmierną żywiołowość, zbyt silne erotyczne nace­cho­wa­nie, przesadną ufność”, dochodzi do wniosku, że jeśli oni reprezentują kulturęnadmiaru”, heteroseksualność jest kulturąbraku[…].

🖇

Stosunek do kobiet zrodzony z polityki kolonializmu i nie­wol­nic­twa trwa do dziś, wykazując imponującą żywotność.

🖇

Głosy nie tylko się ucisza, zakopuje, dyskwalifikuje: są także głosy, których sens się odwraca, których używa się instrumentalnie, które się zdradza, za­głusza, mówiąc głośniej od nich.

🖇

[…]  kobieta, która istnieje przede wszystkim przez swoją osobowość i pra­gnie zachować indywidualność, która ma własne plany, opinie, suk­ce­sy, ryzykuje, że przerazi niektórych mężczyzn. Ale kobieta, która od­po­wia­da męskim fantazjom, która istnieje w miłości i życiu społecznym zwłasz­cza przez swą urodę, ryzykuje, że będzie zabawką, uzależnioną od męskich zachcianek, z wiecznym, niszczącym poczuciem zagrożenia, które się z tym wiąże.

🖇

[…]  jeszcze jeden czynnik może zaburzać równowagę w związkach róż­no­płcio­wych: chodzi o przyswojone przez każdą osobę przekonanie na temat własnej roli, na temat swojej wartości i tego, czego ma prawo oczekiwać od drugiej osoby jako mężczyzna czy jako kobieta. Do wspólnego życia, które się rozpoczyna, każdy wnosi to, co społeczeństwo wpoiło mu na ten temat.

🖇

Zgoda, powiedzą niektórzy, ale, tak czy owak, nie da się zmienić własnych miłosnych i seksualnych preferencji. Czy aby na pewno? Uświadomienie sobie faktu, że nie są tak osobiste i intymne, jak nam się wydawało, może sprawić, że stopniowo nabierzemy ochoty na to, by rzeczywiście uczynić je naszymi. Każdy może tego doświadczyć: gust ewoluuje, przynajmniej w pew­nej mierze. Można nad nim pracować. Nie podąża od razu śladem naszej intelektualnej wędrówki i nie odzwierciedla dokładnie naszych opi­nii, niemniej pozostaje z nimi w pewnym związku. […]  warto jednak spró­bo­wać się zastanowić nad głębokimi przyczynami naszych upodobań czy, na odwrót, naszych uprzedzeń, naszej dezaprobaty i obojętności.

🖇

Chciałbym, żebyśmy zaczęli patrzeć na nasze gusta w sposób polityczny — mówił w jednym z wywiadów filozof Paul B. Preciado. — Byśmy byli ostroż­ni, mówiąc o naturalnym charakterze naszych pragnień i gustów. Gusta są produktem, są politycznym wytworem.

🖇

[…]  kobietom wolno działać w obronie interesów całej kuli ziemskiej, z wyjątkiem swoich własnych.

🖇

Wielu stosujących przemoc mężczyzn uważa, że mają prawo się tak za­cho­wywać jako mężowie i ojcowie, jakby ten status obdarzał ich ro­dza­jem wszechmocy.

🖇

Zdaniem Elizabeth Gilbert, można jednak „żyć twórczo, a jednocześnie sta­rać się być zasadniczo przyzwoitym człowiekiem”. Cytuje brytyjskiego psy­cho­analityka Adama Philipsa: „Jeśli sztuka sankcjonuje okru­cień­stwo, to nie warto posiadać takiego dzieła sztuki”. Bulwersuje ją liczba artystów, którzy nie chcą się leczyć, rozwiązać swoich problemów, i którzy gotują piekło swoim bliskim, myląc własne cierpienie z twórczością.

🖇

[…]  na ofiary przemocy w rodzinie patrzy się często z głębokim poli­to­wa­niem. Uważa się je wszystkie za biedne i łatwowierne istoty, które cierpią z powodu godnego pożałowania braku rozwagi. A przecież to nie one stwo­rzyły patriarchalną kulturę i nie one skojarzyły męski powab z przemocą.

🖇

[…]  nieustannie głosimy pochwałę kobiet, używając terminów pod­kre­śla­ją­cych ich oddanie, gotowość do poświęceń, troskę o innych – a także, między wierszami, ich skłonność do zapominania o sobie: „zawsze uśmiechnięta”, „ma serce na dłoni”, „zrobiłaby wszystko dla swoich dzieci”… Te przymioty są tak nieodłącznie związane z naszą koncepcją kobiecości, że wymawiamy te banalne słowa, nawet o nich nie myśląc. […]
     Kobiety dają z siebie zbyt wiele, żeby świat się kręcił, i zbyt wie­lu ludzi to wykorzystuje.

🖇

[…]  myśl, że rolą kobiety jest wszystko rozumieć i wszystko wybaczać – to wszystko zdołałyśmy w pełni przyswoić. […]
     Troska o dobrostan mężczyzn, którą wpaja się kobietom, skłania je do systematycznego stawiania się na ich miejscu, tak iż mogą zapomnieć o krzywdach, jakie im wyrządzają, zlekceważyć swój własny los, uciszyć własne poczucie krzywdy.

🖇

Terapeutka Elisende Coladan zamiast o „perwersyjnych nar­cy­zach” woli mówić o „zdrowych dzieciach patriarchatu” […].

🖇

[…]  większość mężczyzn widzi w morderczyni osobę, która popełniła strasz­li­we czyny i od której lepiej trzymać się z daleka. Wzbudza w nich odrazę albo obojętność. W przypadku mordercy, przeciwnie, niektóre ko­bie­ty widzą w nim kogoś w rodzaju księcia z bajki, który nieodparcie je do siebie przyciąga. […]  czy ci zabójcy i ich wielbicielki również nie od­gry­wa­ją przy­pi­sanych płci ról, które, w innej skali, są naszą normalnością. Jeżeli mę­skość jest związana z siłą, dominacją, przejawianiem agresji, któż jest bardziej męski od zabójcy […]?

🖇

     — Jest bardzo wielu mężczyzn, którzy chcą… żebyś udawała… małego kotka.
     — CO TAKIEGO?
     — Małego kotka!
     — Ale niby jak? Mam miauczeć?
     — Masz udawać bezbronną, ale trochę figlarną dziewczynę, która ich potrzebuje.
     Elisa jest wstrząśnięta: […]  Nie jestemkruchą bezradną istotką”, […]  jaki rodzaj mężczyzn można w ten sposób złowić? Facetów, którzy lubią torturować zwierzęta?

[w:] Elisa Rojas, Mister T. et moi

🖇

Jaką funkcję spełnia uzależnianie kobiet od miłości? Nawet jeśli tak nie uważam, powtórzę, że heteroseksualność jest czymś w rodzaju podstępu patriarchatu, wydaje mi się, iż jest niezaprzeczalnym faktem, że karmiąc dziewczęta i kobiety romansami, zachwalając im uroki i wagę obecności mężczyzny w ich życiu, zachęca się je do pogodzenia się z tradycyjną rolą opiekunki. Stawia się je też w słabszej pozycji w życiu uczuciowym: jeśli istnienie i możliwość podtrzymania relacji są ważniejsze dla niej niż dla jej partnera, to w przypadku sporu na dowolny temat właśnie ona będzie mu­sia­ła ustąpić, pójść na kompromis albo się poświęcić.

🖇

One [miłość] także jest przede wszystkim sprawą kobiet i ona również wydaje się źródłem alienacji i mądrości zarazem.
     […]
     Nie, kobiety niekoniecznie się mylą, kochając tak, jak kochają, z od­wa­gą i zuchwale. Nie zmienia to faktu, że współczesna asymetria po­staw kobiet i męż­czyzn wobec miłości nastręcza wiele problemów.

🖇

Dlaczego kobiety są skłonne przywiązywać tak wielką wagę do miłości? […]  spośród wszystkich możliwych powodów zasugerowałabym na wstępie jeden: ponieważ mamy rację. Przeceniamy miłość, ale sądzę też, że mężczyźni jej nie doceniają.

🖇

[…]  nawet kobieta najbardziej oddalona od feminizmu musi codziennie po­święcać wiele energii, świadomie bądź nie, aby się bronić przed męską do­mi­na­cją, jakoś sobie z nią radzić i/lub z nią walczyć — choćby tylko za­cho­wu­jąc czujność, na przykład gdy sama idzie w nocy ulicą i w naj­róż­niej­szych innych sytuacjach.

🖇

Jednak istnieje różnica między życiem na bezludnej wyspie a myślą, że „jest się niczym bez mężczyzny”. […]  Zdobyć niezależność nie znaczy obywać się bez relacji (chyba że tego pragniemy, rzecz jasna), ale raczej znaleźć wła­ści­we miejsce, z którego będziemy mogli nawiązywać relacje.

🖇

[…]  nic tak dobrze jak pobożne księgi nie daje
wyobrażenia o idei tortur.

   — Pauline Réage

🖇

Kobiety, inaczej niż mężczyźni, na ogół akceptują męską podmiotowość; są jej nawet ciekawe, dopytują o nią. Nie wszystkie powody tej otwartości umy­słu są zresztą godne uznania. Będąc zdominowanym lub zdo­mi­no­wa­ną, jesteśmy zmuszeni interesować się psychiką osoby dominującej. […]  ca­łe społeczeństwo przyjmuje męski punkt widzenia, spontanicznie stawia się na miejscu mężczyzn, troszczy się zwłaszcza, jeśli nie wyłącznie, o ich pra­gnie­nia i emocje, tak iż to właśnie na nich nieustannie skupia się uwaga kobiet ze szkodą dla nich samych.

🖇

Nie można być tą, która zawsze pochwyci relację odrzuconą przez drugą osobę jak najdalej od siebie, niczym wierny pies, który niestrudzenie przy­no­si panu piłkę. Trzeba stworzyć przestrzeń niezbędną, by wola drugiej oso­by mogła się wyrazić, godząc się z ryzykiem, że może to oznaczać śmierć związku — sytuację, w której piłka pozostanie na zawsze zagu­bio­na w zaroślach.

🖇

Jeśli kobiety mogą tak często uchodzić za despotyczne i kapryśne istoty o wy­górowanych wymaganiach, gdy chodzi o uczucia, mężczyźni zaś za osoby solidne, samodzielne i trzeźwo myślące, to dlatego, że emocjonalne potrzeby tych drugich, w przeciwieństwie do pierwszych, są brane pod uwa­gę i zaspokajane w sposób systematyczny i niewidzialny zarazem. Gdy szufladkuje się kobietę jako zbyt wymagającą, nader często domaga się ona tylko wzajemności w obdarzaniu drugiej osoby uwagą.

🖇

Myślę o tych słowach kanadyjskiej poetki Rupi Kaur: „nie chcę cię po to / żebyś wypełniał moje puste części / sama chcę być pełna / chcę być tak kompletna / żeby móc rozświetlić całe miasto / a potem / chcę cię mieć / dlatego że we dwoje / moglibyśmy je podpalić”.

🖇

[…]  może powinniśmy posłuchać zaleceń bell hooks: nie myśleć o miłości jak o zwykłym uczuciu, które dopuszcza wszelkie możliwe zachowania, lecz jak o ciągu czynów. […]  trudno jest przyjąć definicję miłości, jaką pro­po­nu­je, gdyż musimy stanąć twarzą w twarz z naszymi brakami i uchybieniami. Zmusza nas to do zmierzenia się z faktem, że nie potrafiliśmy kochać i/lub że inni nie potrafili nas kochać. Ale jest przekonana, że musimy zdobyć się na odwagę, by ją przyjąć i trzymać się jej. „Definicje są nieodzownym punk­tem wyjścia dla wyobraźni. A to, czego nie możemy sobie wyobrazić, nie mo­że stać się rzeczywistością”.

🖇

Tak, to prawda: nasza kultura tak ściśle określiła podrzędny status kobiet, że wielu mężczyzn nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że ich partnerka nie zamierza się zniżać i nie stosuje żadnej autocenzury. Ale zdarza się rów­nież, że niektórzy z nich wykazują wystarczająco dużo ciekawości, otwar­to­ści umysłu, wiary w samych siebie, żeby zaakceptować, a nawet szukać te­go rodzaju kobiet. Tak czy owak, warto zaryzykować.

Mona Chollet, Wymyślić miłość na nowo. Jak patriarchat sabotuje
relacje między mężczyznami a kobietami
, przeł. Jacek Giszczak,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

[…]  kochać miłość, kochać ją naprawdę, znaczy też nauczyć się rezygnować z walki. I umieć wrócić na swoją drogę — choćbyśmy się potknęli.

🖇

Uczymy się w każdym wieku.
To prawdziwy cud.

🖇

Mogę narażać się na to, że zostanę zraniona, ale tylko w przypadku kogoś, kto jest tego warty.

🖇

Wyobrażanie sobie, jak wyglądałby nasz miłosny pejzaż, gdyby kobiety były niewzruszone, jeśli chodzi o po­sza­no­wa­nie ich potrzeb, i gdyby zawsze dysponowały mate­rial­ny­mi środkami, by to robić, jest jedną z fantazji, któ­re przynoszą mi największą satysfakcję.

(tamże)

środa, maja 20, 2026

6117. 140/365  // na gigancie, dzień 25.

je­śli nie poproszono cię o radę, to znaczy, że nikt jej nie po­trze­bo­wał. jeśli mi­mo to wci­skasz jedną za drugą do cudzych uszu, być może będzie próbowało dosięgnąć cię wy­mow­ne milczenie osoby właścicielskiej owych małżowin. jeśli nie usłyszysz w po­rę tego milczenia, nie dziw się, że ktoś odwróci się na pięcie czy wciśnie czerwoną słu­chaw­kę — zapamiętaj łańcuszek przyczyn i skut­ków.

140/365

tak czy inaczej.
       kiedyś wszystko stracę i.
przyszedł spokój.

wtorek, maja 19, 2026

6116. Z oazy (CDXLVIII)

Uwiodła mnie kreska. Zapomniane szczegóły z ostatnich trzydziestu lat wydobyła natychmiast z szeluści pamięci. No i trzepak! Wszystkie muszę tu mieć.


🖇

🖇


🖇


🖇

🖇


🖇



🖇



🖇

🖇

🖇


🖇

🖇


🖇



🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇


🖇

🖇


🖇



Kasia Babis, ilustr. Sunny Lee & Kasia Babis, Okruchy.
Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce
,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.


• •

(tamże)