niedziela, czerwca 07, 2026

6142. Z oazy (CDLIII)

Połowę tej książ­ki połknęłam jeszcze na gigancie. Fusy wrażeń opadały i opadały po­nad tydzień. Nim opadły, przytkały mnie i zatrzymały, a w głowie hulała myśl, że ja tę książkę powinnam przeczytać ponad ćwierć wieku temu. Nie było to możliwe, po­nieważ ta książka ukazała się w oryginale w 2018 roku, a po polsku w 2019.

Czemu nie przeczytałam tej lektury w roku 2019? Dlaczego przeleżała na stosiku czy­tel­niczym całe lata? To trzecia książka, którą przeczytałam ostatnio, porośnięta mchem ze wględu na swoją okładkę. Kogo ta grafika ma zachęcić, przyciągnąć? Jaki ma związek z tym, co znajdziemy między okładkami? Pomyślałam, że tylko facet (red­pill­owiec?) mógł coś takiego wymyśleć. Sprawdziłam na stronie tytułowej, bin­go! Na obronę gościa przez myśl mi przeszło, że może facet czerpał inspirację z ory­gi­nal­nej okładki. Niestety nie, a szkoda. Okładki — francuska, hiszpańska, włoska — są przepiękne (umieszczone na samym dole tego wpisu). Nawet niemiecka zaprasza. Polak potrafi, a w zasadzie nie umie ukryć wyssanego z mlekiem matek (do dzie­sią­te­go pokolenia wstecz) stosunku do emancypacji ludzi. Co zrobić…

Kretyńską wypowiedź sprzed lat — gdyby miała mówić o kimś więcej niż o autorce, Dorocie Wellman — pobiła aktoreczka Macha Méril ze słowami: kobiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

Gdy skończyłam czytać tę książkę, z przyjemnością przejrzałam mój osobisty aneks do rozdziału drugiego, dotyczącego bezdzietności z wyboru (niestety przenosinyblo­x-a pozbawiły mnie „fantastycznych” komentarzy, które stanowiłyby do­dat­ko­wą wspaniałą ilustrację in vivo). Jeśli chodzi o starość, na mój osobisty wkład skła­da się tylko tęskne wyglądanie siwych włosów, które tak bardzo chcę mieć.

To lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która chce iść swoją drogą; dla każdej, która nią już idzie, by miała czarno na białym, że dokonała najwłaściwszego wyboru mając / nie mając dzieci, męża; ciesząc się z każdej zmarszczki lub nie; czekając lub nie na srebrny włos, bo najważniejsze jest, by mieć realny wybór i móc z niego sko­rzy­stać — reszta to rekwizyty i didaskalia.

Paru bosaczków też mogłoby przeczytać tę książkę ze zrozumieniem.

[…]  polowania na czarownice przyczyniły się 
do ukształtowania naszego świata.

🖇

Jak często bywa, wyznaczenie kogoś do roli kozła ofiarnego […]  przychodzi z góry, od klas wykształconych. Narodziny mitu czarownicy zbiegają się nie­mal ściśle z momentem wynalezienia druku, o wiekopomnym również pod tym względem znaczeniu.

🖇

[…]  prowadzenie niezależnego życia, starzenie się, sprawowanie kontroli nad własnym ciałem i własną płciowością pozostają w pewnym zakresie niedostępne kobietom jako coś zakazanego. Skupię się na tych, które są we­dług mnie nowoczesnymi czarownicami, których moc i przenikliwość są dla mnie […]  natchnieniem, […]  które pomagają mi chronić się przed pio­ru­na­mi patriarchatu i lawirować między jego nakazami. […]  nie godzą się one na przymus wyrzeczenia się pełni władzy nad własnymi zdolnościami, rezygnacji ze swej wolności, ze zgłębiania swych pragnień i możliwości, peł­ne­go cieszenia się sobą. Wystawiają się w ten sposób na społeczne sankcje, które zwykle są wyrażane odruchowo lub w postaci po­tę­pia­ją­cych wyroków, każdy z nas bowiem ma w sobie głęboko wpojoną wąs­ką definicję tego, co powinno oznaczać bycie kobietą.

🖇

Zwalczano określone zachowania, określone sposoby życia. Odzie­dzi­czy­li­śmy te utrwalone przez wieki wyobrażenia. A owe negatywne obra­zy nadal wspierają w najlepszym razie cenzurę bądź autocenzurę, wszelkie możliwe narzucane nam ograniczenia; w najgorszym zaś razie wrogość, a nawet przemoc. […]  Jak pisze Françoise d’Eaubonne, „ ludzi współczesnych ukształtowały wydarzenia, o których mogą nie wiedzieć i których pamięć być może całkowicie już zginęła; faktem jednak jest, że byliby inni i myśleliby w odmienny sposób, gdyby do owych wydarzeń nigdy nie doszło”.

🖇

Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić” — głosi słynne hasło; we Włoszech z kolei w latach sie­dem­dzie­sią­tych rozbrzmiewało: „Drżyjcie, drżyjcie, czarownice powróciły!” (Trema­te, tremate, le streghe son tornate!). Domagały się one również spra­wie­dli­wo­ści, walcząc ze zbyt lekkim i beztroskim podejściem do całej tej historii.

🖇

Mężczyzn wychowuje się i socjalizuje w świecie, w którym – jak zwykło się powiadać – nie ma „księżniczki z bajki”. Przeciwnie, od samego początku uczy się ich wątpić w miłość, traktować ją jak pułapkę, zagrożenie dla ich niezależności, życie w związku zaś uznawać co najwyżej za zło konieczne. Kobietom z kolei wpaja się skłonność do oczekiwania wielkiej miłości, która zapewni im szczęście, dzięki której zaznają bogactw i przyjemności wza­jem­nej bliskości, która pozwoli im poznać siebie same.

🖇

[…]  jak dowodzi Carolyn Merchant. […]  „Czarownica, symbol siły natury, rozpętywała burze, wywoływała choroby, niszczyła plony, szkodziła płod­no­ści i mordowała dzieci. Kobietę siejącą zamęt, podobnie jak szerzącą cha­os naturę, należało trzymać pod kontrolą”. Spętawszy i udomowiwszy obie te siły, sprowadzono je następnie do funkcji ozdobnika, przemieniono w „za­so­by psychiczne i rekreacyjne, czekające na przemęczonego męża przed­siębiorcę”.

🖇

Niemieckie słowo Hexe („czarownica”), angielskie hag (synonim słowa cro­ne, „starucha”, „wiedźma”) i hedge („żywopłot”, „szpaler”, a w szerszym zna­czeniu „skraj”, „kres”, „granica”) mają wspólny rdzeń. Słowo hag po­cząt­ko­wo nie było pejoratywne i oznaczało „mądrą kobietę siedzącą na żywopłocie — granicy między wsią i dziczą, światem ludzi i światem du­chów”, jak objaśnia Starhawk. Wraz z rozpętaniem polowań na czarownice ta święta mądrość i władza, wcześniej otaczane podziwem i darzone sza­cun­kiem, okazały się czymś niebezpiecznym, a niekiedy wręcz zabójczym.

🖇

Rozczochrane, nieposłuszne czy niezdyscyplinowane włosy siłą rzeczy wskazują na czarownicę.
   — Judika Illes

🖇

[…]  gdy chodzi o przyswojenie sobie czyjejś siły, kontakt z obrazem czy myślą może wystarczyć do wywołania spektakularnych skutków.

🖇

Sztuka, podobnie jak magia, polega na manipulowaniu symbolami, słowami i obrazami w celu wywołania zmiany w świadomości.

🖇 📎

Niezależność, wbrew temu, w co każe się nam dzisiaj wierzyć, szantażując nas „zemstą”, nie oznacza braku więzi, lecz możliwość nawiązywania re­la­cji z poszanowaniem dla naszej nietykalności i wolnej woli, co sprzyja na­sze­mu rozwojowi, zamiast go blokować, i to niezależnie od sposobu życia, samodzielnego bądź w parze, z dziećmi albo bez nich. Czarownica, jak pisze Pam Grossman, „to jedyny kobiecy archetyp obdarzony władzą samą z siebie. Nie pozwala się ona określać nikomu innemu. Żona, sio­stra, matka, dziewica, kurwa — te archetypy są ufundowane na re­la­cjach z innymi. Czarownica z kolei to kobieta, która utrzymuje się o własnych siłach, samodzielnie i bez pomocy innych”.

🖇

Mężczyźni najmniejszy powiew równości odczuwają tak, jak gdyby był niszczycielskim tajfunem — podobnie jak ludność większościowa czuje się zaatakowana i śmiertelnie zagrożona, gdy tylko ofiary jej rasizmu zaczną przejawiać najmniejszą choćby gotowość do stawienia oporu i samo­obro­ny. Prócz odrazy, jaką budzi myśl o wyrzeczeniu się swoich przy­wi­le­jów (przywileju bycia mężczyzną czy białym), reakcja ta zdradza nie­zdol­ność panujących do zrozumienia doświadczenia uciśnionych […].

🖇

[…]  racją bytu mediów jest często ideologia, nie zaś informacja: tendencyjne z założenia materiały przygotowywane nieraz bez najmniejszej dozy krytycyzmu, brak jakichkolwiek skrupułów czy dyscypliny, inte­lek­tu­al­ne lenistwo, pogoń za sensacją, konformizm i oportunizm, funk­cjo­no­wa­nie w obiegu zamkniętym bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością… „Dziennikarstwo poświęcone trendom zyskuje posłuch nie dzięki temu, że opisuje coś, co istnieje, ale dzięki sile powtórzeń” – zauważa [Susan] Faludi. Teza powtarzana w tym czasie do znudzenia i odmieniana przez wszystkie przypadki zawierała się w dwóch kłamstwach: 1) feministki odniosły zwy­cięstwo, udało im się uzyskać równość; 2) odtąd są one nieszczęśliwe i sa­motne.
     Drugie twierdzenie nie ma na celu opisania jakiejś sytuacji, lecz za­stra­sze­nie, sformułowanie pewnej przestrogi: te kobiety, które ośmielą się po­rzu­cić właściwe im miejsce i zechcą żyć na własny rachunek, zamiast po­zo­stać na służbie u swego męża i dzieci, działają na swą zgubę.

🖇

[…]  apostatki małżeństwa zawsze miały krytyczny dystans, a nawet cał­ko­wity brak zaufania do tych ról [dobra żona, stateczna matka]. Są to kobiety twórcze, które dużo czytają i mają bogate życie wewnętrzne: „Istnieją one poza spojrzeniem mężczyzny i poza spojrzeniem innego, gdyż ich samotność wypełniona jest dziełami i osobami, żywymi i zmarłymi, bliskimi i nie­zna­ny­mi, których towarzystwo — obecność bezpośrednia, wyobrażona bądź zapośredniczona poprzez ich dzieła – stanowi fundament dla budowanej przez nie tożsamości”.

🖇

„Słownik definiuje «awanturnika» jako «osobę, którą spotykają przygody, która ceni je bądź ich poszukuje», jednak «awanturnicę» jako «kobietę go­to­wą na wszystko, by zdobyć bogactwo bądź pozycję społeczną»” – pisze Gloria Steinem.

🖇

Instytucja macierzyństwa nie jest tym samym co rodzenie i wy­cho­wa­nie dzieci, tak jak instytucja heteroseksualności to nie to samo co intymność i miłość.
   — Adrienne Rich (1929–2012)

🖇

[…]  znajomość samej siebie nie jestegoizmem”, skupieniem na so­bie, lecz królewską drogą wiodącą ku innym. Wbrew temu, co sta­ra się nam wmawiać natarczywa propaganda, tradycyjnie pojmowana ko­bie­cość nie jest ostatnią deską ratunku: wejście w tę rolę i przyjęcie zwią­za­nych z nią wartości nie tylko nie gwarantuje nam bezpieczeństwa, lecz nas osłabia i zubaża.
     Litość zarezerwowana dla niezamężnych kobiet może równie dobrze skrywać chęć odsunięcia niebezpieczeństwa, którego się w nich upatruje.

🖇

„Precz z małżeństwem, nie z mężczyznami” — jak można było przeczytać w ulotce rozdawanej podczas Kongresu Zjednoczenia Kobiet w Nowym Jorku w roku 1969. […]  tak, kobieta również może, wbrew wszystkiemu i nie zważając na nic, dążyć do spełnienia swego powołania.

🖇

Nie wolno nie doceniać potrzeby przedstawień, jaką żywimy – przed­sta­wień podzielanych przez większość lub też wywodzących się z kontrkultury — które, nawet jeśli nie jesteśmy tego w pełni świadomi, wspierają nas, do­da­ją energii, nadają sens, oddźwięk i głębię naszym życiowym wyborom. Potrzebujemy klisz pod śladami naszego istnienia, by to istnienie ożywiać, podtrzymywać i właściwie oceniać, by wplatać w nie istnienie innych osób i wyrażać w nim ich obecność, ich akceptację.

🖇

Zamiast rozwijać w sobie całą paletę ludzkich przy­mio­tów, zadowalamy się częścią z nich, które zwie się albo ko­bie­cy­mi, albo męskimi, szukając swego dopełnienia w innym, w po­wierz­chow­nych relacjach przeżywanych jak uzależnienie.

🖇

Chłopców zachęca się do tego, by patrzyli na swą przyszłość w sposób moż­li­wie śmiały, jak na przygodę. Podbój świata w pojedynkę stanowi naj­bar­dziej romantyczne przeznaczenie, jakie mogą oni sobie wyobrazić, mając przy tym nadzieję, że nie zrujnuje im tego żadna ko­bie­ta. W przypadku ko­bie­ty jednak perspektywa podążania własną drogą odmalowywana jest ja­ko coś przygnębiającego i żałosnego, póki na obrazku nie pojawi się jakiś ko­leś. Wynalezienie świata poza tymi krępującymi ramami konwencji oka­zu­je się zadaniem niemal niewykonalnym!

🖇

[…]  przekonanie, że kobiety są jednostkami niezależnymi, a nie jedynie dodatkiem, wozem czekającym na zaprzęg, z trudem toruje sobie drogę do świadomości — i to nie tylko wśród kon­ser­wa­tywnych polityków.

🖇

Nawet jeśli nie przysługuje jej w tym prawo wyłączności, niezamężna ko­bie­ta ucieleśnia kobiecą niezależność w jej najbardziej jawnej, oczywistej postaci.

🖇 📎📎

„Bezdzietna kobieta” i „matka” są fałszywymi opozycjami, które służyły instytucji zarówno macierzyństwa, jak i hete­ro­sek­su­al­no­ści. Takie proste kategorie po prostu nie istnieją.
   — Adrienne Rich

🖇

Żal wykorzystuje się jako groźbę, aby zmusić krnąbrne kobiety do ma­cie­rzyń­stwa nawet wówczas, gdy dostęp do aborcji nie jest utrudniony.

🖇

[…]  kobiety nie mogące mieć dzieci, mimo że tego chcą, bez wątpienia wię­cej łączy ze szczęśliwymi matkami niż z kobietami bezdzietnymi z wyboru.

🖇

[…]  rodzicielstwo nie powinno być niczyim obowiązkiem […]  [byśmy dostrzegli] konieczność zastanowienia się nad obowiązkiem ma­cie­rzyń­stwa nakładanym na kobiety. Żal odczuwany przez część z nich wska­zu­je na to, że istnieją drogi, które społeczeństwo przed nimi zamknęło, z gó­ry zacierając alternatywne szlaki, do których należy rezygnacja z ma­cie­rzyń­stwa. Gdyby otworzyć je na nowo, świat najpewniej wcale by się nie za­wa­lił. A być może uniknęlibyśmy w ten sposób wielu tragedii, bez­sen­sow­ne­go bólu i cierpienia, zmarnowanych życiowych szans. Dostrzeglibyśmy wtedy, jak wiele jeszcze nieoczekiwanych odsłon szczęścia czeka nas tuż za rogiem.

🖇

Niech społeczeństwo zacznie doceniać wolność kobiet
do tego, by były, kim być chcą […].

🖇

[…]  wobec kobiet bezdzietnych z wyboru zawsze formułuje się tę samą groźbę: „Pewnego pięknego dnia jeszcze pożałujesz!”. To wyraz na­der osobliwego rozumowania. Czy można zmusić się do zrobienia czegoś, na co nie ma się najmniejszej ochoty, tylko po to, by zapobiec hipo­te­tycz­ne­mu żalowi rzutowanemu w daleką przyszłość? Argument ten wtłacza na po­wrót osoby, których dotyczy, w tę samą logikę, której wiele z nich stara się uniknąć, logikę przezorności i zapobiegliwości, do której zmusza obec­ność dziecka i która może pochłonąć teraźniejszość w nadziei na za­pew­nie­nie sobie lepszej przyszłości […].

🖇

Kobiety tworzące coś innego niż dzieci przez wielu ludzi
uważane są za istoty niebezpieczne.

   — Pam Grossman

🖇

Znudził mnie już ten temat! Proszę mi wybaczyć, staram się być grzeczna, ale to jest naprawdę denerwujące! Czy podobne pytania stawia się bez­żen­nym pisarzom, którzy również nie mają dzieci?
   — Rebecca Solnit

🖇

[K]obiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

🖇

Nie miałam uczucia, że wyrzekam się macierzyństwa, po prostu nie było moim przeznaczeniem. Pozostając bezdzietną, spełniałam moją naturalną kondycję.
   — Simone de Beauvoir

🖇

W tej różnorodności możliwych ról tkwi ogromne,
acz niedoceniane bogactwo.

🖇

Te, które urodziły się po to, by zostać matkami, te, które urodziły się, by być ciociami, i te, którym w żadnym razie nie powinno się pozwalać zbliżać do dzieci na mniej niż trzy metry. I nader ważne jest, by wiedzieć, do której z tych kategorii się należy, gdyż błędy popełniane w tej dziedzinie rodzą me­lan­cholię i tragedię.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Mężczyzna, który nie zostaje ojcem, uchyla się od pełnienia pewnej funkcji społecznej, podczas gdy kobieta zmuszona jest odgrywać w ramach ma­cie­rzyń­stwa spełnienie swej głębokiej tożsamości. Na gruncie logiki, gdyby pragnienie posiadania dziecka było naturalne, u tych kobiet, które go nie doświadczają, powinno się wykryć pewną anomalię biologiczną.

🖇

Nie sposób przewidzieć, na którym polu zatrzyma się to wielkie koło ruletki uczuć. „Ktoś może chcieć zostać rodzicem, a ktoś inny może tego nie chcieć dokładnie z tych samych powodów: pragnienia odgrywania jakiejś roli, wy­wie­rania na coś wpływu, odnalezienia własnej tożsamości, zbudowania z kimś bliskiej więzi, pogoni za przyjemnością czy nieśmiertelnością” — za­uważa Laurie Lisle.

🖇

Co więcej, jako że budowa ich ciała daje kobietom możliwość noszenia cią­ży, Natura pragnie również, by to one, nie kto inny, zmieniały dziecku pie­lu­chy po urodzeniu, chodziły z nim na wizytę do pediatry, a skoro już przy tym jesteśmy, by to one, nie kto inny, myły podłogę w kuchni, zaj­mo­wały się praniem i pamiętały o kupieniu papieru toaletowego przez następne dwadzieścia pięć lat. To się nazywainstynkt macierzyński”.

🖇

W postępowych środowiskach nikt już nie ośmieliłby się tłumaczyć gejom czy lesbijkom, że ich praktyki seksualne są problematyczne, że pragną nie­wła­ściwych osób, a ich narządy płciowe nie zostały stworzone po to, by tak ich używać: „Przepraszam bardzo, ale instrukcja obsługi mówi co in­ne­go, w zgodzie z naturą należy…”. Tymczasem gdy chodzi o kobiety i noworodki, wszystkim radośnie puszczają hamulce. Stajemy wówczas oko w oko wy­łącz­nie z entuzjastycznymi orędownikami najwęziej rozumianego bio­lo­gicz­ne­go determinizmu.

🖇

[…]  każde ludzkie istnienie zbija nieskończoną liczbę kręgli i pozostawia po sobie głębokie piętno, które nie zawsze łatwo opisać.

🖇

Liczba dzieci maltretowanych, bitych albo gwałconych zmusza również do zadania sobie pytania, czy naprawdę wszyscy, którzy je mają, tak bardzo je kochają. Poza tym wolno przecież nie szukać towarzystwa dzieci, a nawet szczerze ich nie cierpieć, choćby przyszło w ten sposób bezlitośnie pozbawić otoczenie złudzeń, niszcząc wizerunek delikatności i poświęcenia, jaki wiąże ono z Kobietą.

🖇

Powstrzymanie się od rodzenia dzieci może być sposobem na to, by po­cią­gnąć spo­łe­czeń­stwo do odpowiedzialności za jego niedomogi i porażki, by odmówić mu odpuszczenia win, by zadekretować, że nie będzie po­ro­zu­mie­nia, co bez wątpienia tłumaczy niesmak, jaki budzi ono u innych. Jednak owoniestanowi odwrotność pewnegotak”: wypływa z prze­ko­na­nia, że ludzki los mógłby być znacznie lepszy, wynika z buntu prze­ciw temu, co robimy z życiem i ze światem.

🖇

Niektóre z kobiet jednak, niezależnie od relacji z mężczyznami, a także od tego, czy czują jakieś powołanie czy też nie, znajdują inny sposób na to, by uniknąć wtłoczenia w rolę oddanej służącej: nie chcą mieć dzieci; pragną zrodzić samą siebie, zamiast przekazywać życie, wynaleźć kobiecą toż­sa­mość, która świetnie obywałaby się bez macierzyństwa.

🖇 📎📎📎

Ujmując najogólniej, największą wadą kobiet w sile wieku jest ich do­świad­cze­nie. […]  siwiejące włosy akceptuje się u mężczyzn, źle zaś widziane są one u kobiet: doświadczenie bowiem, na jakie wskazują, u pierw­szych trak­tu­je się jako coś kuszącego i dodającego im pewności siebie, u drugich zaś — jako zagrożenie.

🖇

Piosenkarka Patti Smith, ze swymi siwymi, nieposkromionymi włosami, rzucającymi się w oczy zarówno z powodu ich koloru, jak i swobody, z ja­ką je nosi, uprawia swą sztukę, nie dbając w najmniejszym stopniu o oznaki urody, uległości i delikatności, jakich oczekuje się od kobiet, i ma w sobie wszystko z nowoczesnej czarownicy.

🖇

Mężczyźni wcale nie starzeją się lepiej od kobiet,
tyle że oni mają prawo się starzeć.

🖇

Polowania na czarownice wymierzone były zwłaszcza w kobiety starsze dlatego właśnie, że wykazywały się one pewnością siebie, która dla męż­czyzn była nie do zniesienia. Ośmielały się bowiem odpowiadać swoim są­sia­dom, księżom i pasterzom, a nawet sę­dziom i katom.

🖇

A starzenie się to coś cudownego, oznacza bowiem, że ma­my moż­li­wość, każdego dnia, żyć pełnią życia i za­zna­wać szczęścia […].

🖇

Nabywa doświadczenia, nawet jeśli nie pewności siebie. Próg tolerancji dla tego typu zmian jest jednak bardzo niski: pewna siebie kobieta, mająca własne zdanie, wła­sne pragnienia i wiedząca, czego nie chce, nader szybko zaczyna uchodzić za jędzę […].

🖇

Sophie Fontanel formułuje następującą filozoficzną tezę: „Kobiety nie są skazane na to, by pozostawały takie, jakie były w młodości. Mają prawo wzbogacić się o inne aspekty, przybrać inną postać piękna”. (Dopowiada: „Nie twierdzę, że to jakiś obowiązek, każda z nich może robić to, co jej się żywnie podoba”. […]  Bycie kobietą nigdy nie jest proste, a każda z nas do­ko­nu­je własnych osądów – które mogą się zmienić, ewoluując w tym czy w innym kierunku — tak jak potrafi i jak sobie tego życzy).

🖇

Wszystkie niepokorne kobiety uchodzą za brzydkie” — odkrywa David Le Breton. Amerykańska filozofka Mary Daly zauważa zaś, że „pięk­no twór­czych i silnych kobiet” jest „«brzydkie» wedle mizoginicznych kry­te­riów piękna”. Nabieranie wieku oznacza utratę płodności, mocy uwodzenia — przynajmniej wedle panujących kryteriów — i przydatności kobiety w cha­rak­te­rze osoby świadczącej usługi na rzecz męża i dzieci: oznacza by­cie oso­bą niepodległą, nawet wbrew sobie. Budzi to lęk, jakim zawsze na­pa­wa po­stać kobiety, która „istnieje już nie tylko po to, by powoływać do życia inne istoty i się o nie troszczyć, lecz również po to, by sama się two­rzyć i trosz­czyć się o siebie” — jak pisze Cynthia Rich. Starze­ją­ce się kobiece ciało „przy­pomina o tym, że kobiety są sobą nie tylko dla innych”.

🖇

Nawet jeśli społeczeństwo stara się ją stłumić, zyskujemy moc, która niekiedy pozwala nam dokonać transformacji trudnych życiowych doświadczeń.

🖇

Dyskredytowanie kobiecego doświadczenia wyrządza kobietom ogromne krzywdy i boleśnie je okalecza. Zmuszanie ich do tego, by zmieniały się w jak najmniejszym stopniu, cenzurowanie oznak ich rozwoju oznacza za­my­ka­nie ich w klatce logiki odbierającej im jakąkolwiek moc. Wystar­czy­ła­by chwila za­sta­no­wienia, by zrozumieć, jakim szaleństwem jest idealizacja wpisana w kult piękna.

🖇

Niezależnie od tego, że mężczyźni mają się za „wcieloną duchowość”, są oni równie „bliscy materii” jak kobiety, a proces rozkładu ich ciał nie jest ani wol­niej­szy, ani mniej widoczny. Tym, co ich różni, jest jedynie władza po­zwa­lająca im na to, by takie szczegóły nie miały znaczenia. W sferze pry­wat­nej, na ulicy, w miejscu pracy, w parlamencie mogą oni obwieszczać kobietom przyjemność lub nieprzyjemność, jaką sprawia im widok ich ciała czy stroju, zarzucać im nadwagę bądź wiek, będąc pewni, że ich własne ciało czy ubiór, ich własna waga lub wiek nigdy nie staną się tematem dyskusji.

🖇 📎📎📎📎

To czarownicom udało się dojść do głębszego zrozumienia funk­cjo­no­wania kości i mięśni, roślin i substancji leczniczych, już wte­dy, gdy medycy w swych diagnozach uciekali się do pomocy astrologii”. Jak więc widać, odwaga, przenikliwość, niepoddawanie się losowi, a także wal­ka z utrwa­lo­ny­mi przesądami niekoniecznie były po stronie tych, po któ­rych byśmy się tego spodziewali. „Dysponujemy masą dowodów na to, że te rzekome «czarownice» należały do osób najgłębiej w owej dobie zwią­za­nych z nauką” — pisała Matilda Joslyn Gage w roku 1893. Koja­rze­nie ich z Szatanem oznaczało, że wychodziły poza dozwoloną im działalność, wkra­cza­jąc na teren zarezerwowany dla mężczyzn. „Uśmiercanie za po­mo­cą tor­tur było metodą, jaką Kościół katolicki wykorzystywał do walki z ko­bie­cym intelektem, bo wiedzę, którą dysponowały, uznawano za coś wysoce szko­dliwego”.

🖇

Analiza Matildy Joslyn Gage (z roku 1893, przypomnijmy) bez wątpienia wydaje się o wiele bardziej przekonująca: „W tym okresie umysł ludzki po­py­cha­ny był w jednym tylko kierunku. Nauczanie Kościoła, wedle któ­re­go dla własnego zbawienia trzeba zdradzać przyjaciół, zrodziło w końcu skraj­ny egoizm. Resztkę ludzkich uczuć utracono, gdy każdy podejmował wy­si­łek, by zapewnić sobie bezpieczeństwo kosztem pozostałych, nawet naj­bliż­szych, z którymi łączyły ich więzy krwi czy miłości. Zewsząd wyrugowano miłosierdzie, czułość i współczucie.

🖇

Powód rzeczywistej trwałości symboli religijnych tkwi w lęku naszych umy­słów przed próżnią. Systemów symbolicznych nie sposób ot tak od­rzu­cić; trzeba je czymś zastąpić.
   — Carol P. Christ

🖇

Kult ten [racjonalności] determinuje zarazem nasze podejście do świata, zasady organizowania wiedzy na jego temat, a także sposób, w jaki nań wpływamy i jak go zmieniamy. Prowadzi on do ujmowania świata w po­sta­ci zbioru odrębnych od siebie elementów, bezwładnych i pozbawionych jakiejkolwiek tajemnicy, postrzeganych wyłącznie pod kątem ich natych­mia­sto­wej użyteczności; zbioru elementów, które można poznać w sposób obiektywny i które trzeba uporządkować, by wprząc je w służbę produkcji i postępu. Pozostaje on pod jarzmem nauki traktowanej jako metoda pod­bo­ju świata, wizji przejętej w spadku po XIX wieku, choć od tamtej pory fizyka kwantowa zmąciła już ten optymizm, by nie powiedzieć, że ośmieszyła tę arogancję. Mówi nam ona raczej o świecie, w którym każda objaśniona tajemnica odsłania kolejne, w którym, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie się tak dziać bez końca. W świecie tym przed­mio­ty nie są od siebie oddzielone, lecz się przenikają, i mamy do czynienia raczej z przepływami energii i procesami niż z obiektami o nie­zmien­nej tożsamości; obecność obserwatora wpływa na przebieg do­świad­cze­nia, nic nie trzyma się ustalonych reguł, za to panują nieregularność, nieprzewidywalność, niewytłumaczalne „przeskoki”. […]  współczesna fizyka potwierdza jedynie intuicję czarownic. Fizyk Bernard d’Espagnat uważał, że zważywszy na niemożność zdobycia wiedzy osta­tecz­nej, ze względu na opór stawiany przez materię i świat nie byłoby ab­sur­dem odwołanie się do sztuki, która może dostarczyć nam ulotnych ujęć czegoś, co zawsze będzie się wymykać naszemu rozumieniu […].

🖇

Obarcza się nas winą i zmusza do posłuszeństwa i rezygnacji. Czy można nas obciążać odpowiedzialnością za społeczeństwo, w którym przyszliśmy na świat, a w którym nasz margines swobodnego działania jest w sposób nieunikniony ograniczany?

🖇

Sporo czasu zajęło mi zrozumienie tego, że inteligencja nie jest cechą bez­względ­ną, ale że może się diametralnie wręcz zmieniać w zależności od kontekstu, w jakim się znajdujemy, i od osób, z którymi się stykamy. Oko­licz­no­ści oraz rozmówcy są w stanie odsłonić i wydobyć całkiem różne aspekty nas samych, pobudzić albo stłumić nasz intelektualny potencjał. Społeczeństwo bowiem wyznacza kobietom i mężczyznom zgoła różne i odmiennie wartościowane obszary kompetencji i umiejętności, przez co właśnie kobiety częściej są w sytuacji, w której okazują się idiotkami.

🖇

Oczywiście, emocje mogą nas również oślepiać, czynić podatnymi na manipulacje. Nie uchronimy się jednak przed takim ryzykiem, udając, że potrafimy przejść nad nimi do porządku, bo tak czy owak zawsze w nas tkwią.

🖇

Filozof Michel Hulin przypomina z kolei, że dążenie do czystej racjo­nal­no­ści, wyzbytej wszelkich emocji, jest iluzoryczne. U źródeł każdej dyscypliny umysłowej — twierdzi — choćby najbardziej sformalizowanej i naj­ściś­lej­szej, leży pewna afektywna preferencja: chociażby taka, która sprawia, że wolimy „porządek od chaosu, klarowność od mglistości, zupełność od nie­peł­ności, spójność od wewnętrznej sprzeczności”. […]  Kończy zaś: „Gmach naszych teoretycznych konstrukcji we wszystkich dziedzinach wiedzy wzno­si się na ruchomych piaskach preferencji emocjonalnych”.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

Bo trze­ba odwagi, by nie tylko zakwestionować los, na który jest się skazaną, lecz również cały globalny ład, w który się on wpisuje. […]  Zawsze przecież chodzi o to, by nakłonić innych, żeby cię w końcu wysłuchali, żeby uwzględnili twój punkt widzenia, by odsłonić kulisy i wy­sta­wić je na widok publiczny.

🖇

Niekiedy samo życie zadaje kłam wszelkim przesądom.

🖇

Bycie czarownicą to obalanie panujących praw […]. – To wynajdowanie innego prawa.

🖇

Jeśli jesteś kobietą i jeśli odważysz się wejrzeć w samą siebie, przekonasz się, że już jesteś czarownicą.
   — Manifest WITCH, Nowy Jork 1968

🖇

Czarownica zjawia się o zmierzchu, gdy wszystko wydaje się już stracone. To ona jednak odnajduje zasoby nadziei na dnie rozpaczy.

(tamże)

6141. Kromeczka (XXVII)  // Czekariat (CXLI)


fot. Gepardzica, fragment.

Kobietom przysługuje jednak również inna możliwość. Mogą dążyć do mądrości, nie zadowalając się byciem uprzejmymi: mogą stać się kom­pe­tent­ne, a nie tylko pożyteczne, mogą być silne, a nie tylko urocze, speł­niać własne ambicje, nie tylko cudze, związane z partnerem czy z dzieć­mi. Mogą sobie pozwolić na naturalne starzenie się, bez poczucia winy, buntując się tym samym czynnie — odmawiając posłuszeństwa — prze­ciw konwencjom płynącym z «podwójnych standardów» stosowanych przez społeczeństwo w odniesieniu do wieku [kobiet i mężczyzn]. Zamiast być cór­ka­mi, usiłując pozostać w tej roli najdłużej jak to możliwe, cór­ka­mi, które zaraz potem zmieniają się w poniżone kobiety w średnim wie­ku, a następnie w obsceniczne stare kobiety, znacznie wcześniej mogą po pro­stu stać się kobietami — i pozostać czynne jako osoby dorosłe, ciesząc się dłużej życiem seksualnym, do czego przecież są zdolne. Kobiety po­win­ny pozwolić na to, by ich oblicze opowiadało o życiu, które przeżyły. Kobiety powinny zacząć mówić prawdę.
   — Susan Sontag (1933-2004)

[w:] Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

6140. Kromeczka (XXVI)  // Panna cotta (CXCIX)


fot. Gepardzica, fragment.

Non è che i morti non parlino,
siamo noi che abbiamo smesso di ascoltare
.

Pier Paolo Pasolini
(1922–1975)
It isn’t that the dead don’t speak,
it’s that we have stopped listening.

alternatywny tytuł wpisu:
6140. Czekariat (CXL)

piątek, czerwca 05, 2026

6139. 156/365

spodobała mi się perspek­tywa, by uznać swoje zmagania za przywilej. nie dość przypominania sobie, że każda chwila to okazja*, by coś wybrać, by zade­cy­do­wać, by uko­chać. mieć wy­bór — choćby w najpodlejszej sytuacji — to jest zawsze bez­cen­ny przywilej.

156/365

__________
   *   tak jak okazje i tu, i tam.

[…]  uważałam udział w naszych zmaganiach za przywilej. Zewsząd otaczały nas ściany, ale inni już je wcześniej nad­kru­szyli.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

środa, czerwca 03, 2026

6138. 154/365

trzy ser­ca. dwie kociary. przy jednym kawiarnianym stoliku.

154/365

Jabłoń:
(po powrocie do ula pokazała
powyższe zdjęcie wnętrza kawiarni
)

Sadownik:
(pragmatycznie dość)
Weź to teraz odkurzaj.

wtorek, czerwca 02, 2026

6137. 153/365

nie ma nic prostszego, niż zachwycić się fragmentem lektury; to swoiste świę­to­wanie chwili.

metodycznie włó­czę się po swoim życiu, czekając aż opad­ną fusy wrażeń po książce, która ukła­da jednostkowe doświad­cze­nia w gobelin doświadczeń całych pokoleń. oniemiała czekam na czy­tel­niczy osad, czekam z zapartym tchem.

153/365

[…]  wywrócić świat znów do góry nogami to niełatwe za­da­nie. Możemy jednak odnaleźć ogromną radość – pły­ną­cą z od­wa­gi, zuchwałości, afirmacji życia, z rzu­ce­nia wy­zwa­nia wszelkiej władzy — gdy pozwolimy sobie na to, by na­sze my­śle­nie i wyobraźnia podążyły szla­kiem, którym pro­wa­dzą szepty czarownic.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 01, 2026

6136. 152/365

ro­zum na siłę musiał mnie dziś wypchnąć z ula. dusza była bardzo zadowolona. ciało też, choć pojękiwało ciut mocniej niż zwykle.

152/365

niedziela, maja 31, 2026

6135. 151/365

dla mózgu — żywa zieloność. dla cia­ła — na śniadanie posmak kraju, w którym w tym życiu nigdy nie będę. dla duszy — my, jak naj­bar­dziej obecni w naszym wspólnym życiu, które w ty­god­niu roz­ła­zi się na dwa, co gnają tak bardzo różnymi torami.

151/365

Jabłoń:
(zaraz po porannej kawie czworakuje
swoją codzienną rehabilitacyjną porcję
)

Sadownik:
(wpada do ula)
A ty co?

Jabłoń:
Przygotowuję się.
Naprawdę chcę do lasu.

Sadownik:
Ty jesteś całkiem w lesie!
Już dawno powinnaś być
gotowa do wyjścia.

sobota, maja 30, 2026

6134. 150/365  // Panna cotta (CXCVIII)

che oggi sia* mera­viglioso. che tu ti senta* felice. che ci in­con­triamo* profondamente almeno per un attimo.**

150/365

__________
   *   sprawdziłam, dlaczego tam jest congiuntivo i za­chwy­ci­łam się, i owijam dziś w tę strukturę każdą myśl.
  **  oby dzisiejszy dzień był cudowny. obyś czuł_ się szczę­śliw_. obyśmy spotkali się na głębszym poziomie choćby na chwilę.

Wizja wyraża przyszłość, której ktoś głęboko pragnie, wy­ra­ża ją tak jasno i nieodparcie, że przywołuje energię, zgodę, so­li­darność, wolę polityczną, kreatywność, zasoby — co­kol­wiek jest niezbędne do tego, by mogła się ziścić.
  — Donella Meadows

[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

*

AI i.e. Global Thievery: Benny Rivers, Step by Step in Time.

there’s a quiet grace in another sunrise
[…]
every mile shapes the heart and soul
I believe as days unfold there’s a
kind of strength in growing old

piątek, maja 29, 2026

6133. Odczarowanie

Pradolina Wisły — gapię się na piękne zdjęcie od dziesięciu dni. Szybko do­tarło do mnie, że pierwsze wrażenie, jakie ono na mnie robi, odkrywa prze­de mną fałsz mojego praprzekonania. Zajęło mi jednak trochę czasu, nim na słowa byłam w stanie zamienić owo odkrycie. Brzmi ono tak.

Tak jak nie była to wina dzieci, tak też nie była to wi­na miejsca, że czter­na­ście lat mojego życia w — jak mawiał Biały Kruk — Pierdzielewie miało tak wiele odcieni koszmaru.

A potem, gdy już słowa zostały nanizane na kolejne wiersze akapitu; gdy zdję­cie wybrało sobie cytat, chwytając łapczywie składające się na je­go sens słowa; wiedziałam, że to drugie zdję­cie również chcę tu mieć… i ten głos, i to brzmienie akordeonu też, i te wło­skie słowa. Zachłanna jestem… i łomolę.


fot. Häwwä, fragment.

Pozbyć się z nagromadzonych obra­zów i dyskursów tego wszystkiego, co bierzemy za niepodważalne prawdy, ujawnić arbitralny i przygodny cha­rakter owych wyobrażeń, które nie­zauważenie nas pętają, by zastąpić je innymi, które po­zwo­lą nam w pełni zaistnieć i otoczą nas akceptacją – oto cza­row­nictwo, któremu z rozkoszą będę się poświęcać po kres moich dni.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.


fot. Häwwä, fragment.

[suplement-cytat 31.05.2026]
Dzieciństwo cechuje niezwykła przenikliwość i olbrzymia wyobraźnia, za którymi przez resztę życia możemy już tylko tęsknić, lecz wiąże się też z po­datnością na zranienie, kruchością i dojmującą bezsilnością. […]
     Nie ulega wątpliwości, że upływający czas wystawia nas również na nie­szczęścia i zawody, dając nam wiele powodów do żalu. Jeśli jednak ma­my wystarczająco dużo szczęścia, […]  upływ czasu pozwala nam również zyskać większy dystans, a wraz z nim poszerza się margines naszej wol­no­ści, zyskujemy swobodę manewru w naszej własnej egzystencji. Przy­cho­dzi mi na myśl wszystko to, co we mnie samej się uspokoiło, osiągnęło rów­no­wagę, wszystko to, co udało mi się oswoić, ale także wszystko to, cze­go udało mi się wyzbyć, z coraz mniejszymi skrupułami i wahaniem, dzięki czemu wreszcie zyskałam swobodę działania, zajmowania się tym, co dla mnie najważniejsze, a co daje mi szczęście. Każde zdarzenie, każde spotkanie nawiązuje do wcześniejszych zdarzeń i spotkań, pogłębiając ich sens. Przyjaźnie, miłości, myśli zyskują na rozpiętości, rozwijają się, wy­sub­tel­nia­ją, wzbogacają.

(tamże)

*

Biagio Antonacci, Sognami,
Massimo Tagliata (akordeon).

6132. 149/365

pan­no lalu! koniec balu! bez ruszania się z ula wracam na łono rodzinnego życia.

149/365

czwartek, maja 28, 2026

6131. O reputacji…

Pan Ciasteczko:
(dwa dni temu Drzewko do lekarza wiózł
i rozmawiał pracowniczo na głośnomówiącym
)
Całą skarbnicę mam przy sobie…

Cappuccino:
Mówisz o małżonce?

Pan Ciasteczko:
Ona to skarbonka!
Nie skarbnica.

6130. Perspektywy

nauczyciel to świadectwo, że
coś innego jest możliwe
.

IITI

• •
Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.
   — Winston Churchill (1874–1965)

6129. 148/365  // Panna cotta (CXCVII)

używając języka polskiego by­wam nie do wytrzymania nie tyl­ko dla innych. w języku angielskim jestem bardzo rzeczowa. gdy mówię po włosku świat wokół mnie jest arcyfanta­stycz­nym miej­scem, w którym dostrzegam tylko możliwości.

148/365

se parlassi solo la lingua polacca, sarei la persona più arrab­bia­ta al mondo. se non avessi guardato il professor Snyder parlare polacco, non avrei amato accenti. se non avessi cominciato a stu­diare l’italiano, non avrei occasioni di ap­pas­sio­nar­mi ai congiuntivi.

czy to źle że
moje usta noszą w sobie dwa światy.
     akcent

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

nienawiść
jest łatwa i banalna
lecz miłość
wymaga siły
którą każdy ma
ale nie każdemu
chce się jej używać

*

Biagio Antonacci, You & Me.

abbracciami controvento
[…]
dimentica cosa sei
cosa sei / senza te io
io non so stare al mondo

[…]
stare con te
mi ha insegnato a sorvolare

środa, maja 27, 2026

6128. 147/365

dziś ul jest tyl­ko mój i moich świeżutko wy­ho­dowanych, nabie­ra­ją­cych mocy, nawy­ków. introwertycznie baluję! tylko trzy oso­by wiedzą, ile potrwa ta impreza.

147/365

wtorek, maja 26, 2026

6127. 146/365

od rana myślę o wszystkich matkach, któ­rych istnienie by­ło konieczne, by zaistniała dla mnie każda dzisiejsza chwila, w któ­rej mogę czuć swoje tętniące miłością, nadzieją i pasją życie. życie, z którego przez dzie­się­cio­le­cia wydłu­by­wa­łam ra­nią­ce odłamki społecznych przekonań, o tym, jak moje życie po­win­no było wyglądać, a na moje szczęście nie wyglą­da­ło. jest za co być wdzięcz­ną — dziękuję — nie zmarnuję żad­nej chwili, która jeszcze przede mną — obie­cu­ję — a potem dołączę do wszyst­kich tych kobiet, dzięki którym jestem tu dziś.

146/365

wypadłam z ust między nogami mojej matki
na dłonie tego świata
szalała we mnie sama bóg
     narodziny

Rupi Kaur, Dom ciało. Home Body, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

w kwestii mówienia
doradziła rób to z zaangażowaniem
jesteś odpowiedzialna
za każde swoje słowo

          w kwestii bycia
          powiedziała bądź czuła i zarazem twarda
          potrzebujesz wrażliwości by żyć w pełni
          lecz musisz też być dość szorstka by to wszystko przetrwać

w kwestii wybierania
poprosiła żebym była wdzięczna
za wybory których mogłam dokonać
bo sama nie miała tyle szczęścia
     czego nauczyła mnie mama

we śnie
zobaczyłam moją matkę
z miłością jej życia
i bez dzieci
nigdy nie widziałam jej szczęśliwszej
     co by było gdyby

pragnę cofnąć się w czasie i usiąść obok niej. uwiecznić ją na filmie wideo żeby moje oczy mogły do końca życia oglądać cud. tę o której życiu przede mną nigdy nie myślę. chcę wie­dzieć z czego śmiała się z przyjaciółkami. […]  pragnę usiąść obok nastoletniej wersji mojej matki. spytać o czym marzy. stać się jej warkoczem. […]  stroną w jej podręcznikach. na­wet bycie jedną nicią jej bawełnianej sukienki byłoby ogrom­nym darem.
     ujrzeć cud

oddychaj ludźmi
z których cię uszyto
sobą stałaś się sama
lecz twoją tkaninę utkano
z tych co żyli wcześniej
     szanuj korzenie

wydając mnie na świat
matka powiedziała
jest w tobie bóg
czy czujesz jak ona tańczy

jestem światem
owiniętym w światy

stoję
na poświęceniach
miliona kobiet przede mną
myśląc
co mogę zrobić
by ta góra urosła
i kobiety które przyjdą po mnie
mogły patrzeć dalej
     spuścizna

gdy odejdę
niech to będzie święto
dlatego że tu byłam
żyłam
wygrałam w tej grze zwanej życiem
     pogrzeb

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

[suplement 28.05.2026]
Decyzja, by zerwać łańcuch pokoleń, może być sposobem na przywrócenie wartości swemu położeniu, przetasowanie kart w sto­sun­ku sił, pewną poprawę losu, po­więk­sze­nie prze­strze­ni tu i teraz.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

poniedziałek, maja 25, 2026

6126. 145/365

jak co roku na niezimowy czas wpro­wadziła się na nasz balkon, zawsze mile widziana, winorośl z parteru. zahipnotyzowała mnie dziś. podziwiałam kil­ka­naście odcieni zie­le­ni*-koloru-ży­cia, wy­sta­wiw­szy piszczele do słońca.

145/365

_________
  *  , która już pewnie na zawsze zostanie dla mnie ko­lo­rem żałoby ostatni raz wi­dzia­łam gdzieniegdzie, jadąc pod koniec kwietnia na gigant.

6125. Z oazy (CDLII)

To ostatnia książka skończona na gigancie. Nie udało się o niej zająknąć na do­bie­ga­ją­cym końca turnusie, bo pakowanie, bo żegnanie się z ludźmi, bo do zobaczenia i ży­czenie sobie nawzajem, by­śmy następnym razem w tak dobrym stanie się zo­ba­czy­li, bo nie­cier­pli­we i wytęsknione czekanie na samochód o bardzo konkretnym numerze reje­stra­cyj­nym, bo wra­ca­nie do ula w fantastycznym towarzystwie, bo in­sta­lowanie się na no­wo w domowym życiu, bo słuchanie ptaków i wiele in­nych bośków.

Razem z tamtą książką stanowi tercecik ksiażek na ten sam temat, zatrzymane w słowach doświadczanie życia w kobiecym ciele.

[…]  zasługiwałam na kogoś
kto zechce zostać

jak myślisz co się dzieje
z porzuconą miłością
[…] 
jak głęboko sięga rozpacz
zanim ta miłość przeminie
czy ona w ogóle przemija
czy może nadal gdzieś istnieje

🖇

jeśli nie jestem miłością twojego życia
będę jego największą stratą

🖇

odchodzą
jakby to nigdy się nie wydarzyło
wracają
jakby nigdy nie odeszli
     duchy

🖇

życie na nikogo nie czeka
ciągnie cię za nogi
bez względu na to czy chcesz iść czy nie
to dar
[…] 
dotrzesz do końca
tego co jest dopiero początkiem
idź

🖇

bardzo często
jesteśmy źli na innych
że nie robią tego
co sami powinniśmy dla siebie zrobić
     odpowiedzialność

🖇

jak to jest
że gdy coś się kończy
zaczynamy czuć to w pełni

🖇

zredukowałam swoje ciało do estetyki
zapomniałam jak ciężko pracuje żebym mogła żyć
każdym uderzeniem serca i oddechem
uznałam je za wielką porażkę bo nie wyglądało jak ich ciała
wszędzie szukałam cudu
zbyt niemądra by zdać sobie sprawę
że już żyję w cudzie

🖇

ironia samotności
polega na tym że czujemy ją wszyscy
jednocześnie
     razem

🖇

choć wiedzą
że nie będą tu długo
i tak postanawiają żyć
jak najjaśniej
     słoneczniki

🖇

nie można tak po prostu obudzić się jako motyl
     rozwój to proces

🖇

pochłania mnie uczenie się o konsekwencjach kobiecości
kiedy powinnam uczyć się przyrody i matematyki

🖇

obudziłam się z przeświadczeniem że praca skończona
że dziś nie będę musiała ćwiczyć
ależ byłam naiwna myśląc że tak łatwo się wyleczyć
gdy nie ma końca
mety którą można by przekroczyć
powrót do zdrowia to codzienny trud

masz tak wiele
lecz wciąż pragniesz więcej
przestań patrzeć na wszystko czego ci brakuje
i spójrz na wszystko co masz
     gdzie mieszka zadowolenie

🖇

granice
stworzył człowiek
dzielą nas tylko fizycznie
nie pozwólmy by zwróciły nas
przeciwko sobie
     nie jesteśmy wrogami

🖇

podzieliliście świat
na kawałki i
nazwaliście je krajami
ogłosiliście się właścicielami tego
co nigdy nie było wasze
a resztę zostawiliście z niczym
     kolonizacja

🖇

może wszyscy jesteśmy imigrantami
zamieniającymi jeden dom na drugi

najpierw porzucamy łono dla powietrza
potem przedmieścia dla brudnego miasta
w poszukiwaniu lepszego życia
niektórym z nas zdarza się porzucać całe kraje

🖇

w kraju który chce cię wypluć
musisz ciągle
biec i biec
i biec
aż dotrzesz do wody
oddaj wszystko co masz
za miejsce na łodzi
obok setki takich jak ty
ściśniętych jak sardynki
mówisz do kobiety obok
ta łódź nie da rady udźwignąć
tyle smutku
jakie to ma znaczenie
odpowiada
skoro łatwiej utonąć niż zostać
[…]

a jeśli łódź tonie
bo tylko morze jest gotowe cię przyjąć

     łódź

🖇

ostatecznie tworzyłam zatem niezliczone strony
pełne słów i przecinków i
kolejnych słów i kolejnych przecinków
tylko po to by odkryć że są na świecie
rzeczy tak nieskończone
że wcale nie potrzebują kropki

🖇

możesz naśladować światło które mam w sobie
ale nie możesz się nim stać

🖇

czasami
powstrzymuję się od
wypowiadania słów na głos
jakby wychodząc za często z moich ust
mogły się zużyć
     kocham cię

🖇

jestem
stworzona z wody
oczywiście że buzują we mnie emocje

🖇

powinien przypominać dom
stały punkt w twoim życiu
miejsce dokąd idziesz kiedy robisz sobie wolne
     ten jedyny

🖇

ten właściwy nie
stoi ci na drodze
robi ci miejsce
byś mogła iść naprzód

🖇

ten rok był jednym z najwspanialszych i najtrudniejszych w moim życiu. na­uczyłam się że wszystko jest ulotne. chwile. uczucia. ludzie. kwiaty. na­uczy­łam się że miłość polega na dawaniu. wszystkiego. i godzeniu się na ból. nauczyłam się że zawsze warto stawiać na wrażliwość bo łatwo być zimnym w świecie w którym tak trudno pozostać delikatnym. nauczyłam się że wszystko występuje parami. życie i śmierć. ból i radość. sól i cukier. ja i ty. to równowaga wszechświata. […]  musimy nauczyć się skupiać na do­brej energii. zawsze. zanurzać w niej kończyny i stawać się lepszymi ko­chan­ka­mi dla świata. bo jeśli nie nauczymy się okazywać życzliwości sobie nawzajem jak nauczymy się okazywać życzliwość najbardziej zroz­pa­czo­nym cząstkom samych siebie.

🖇

mam nadzieję że w dniu
w którym będziesz miała wszystko
nie zapomnisz czasów kiedy nie miałaś nic

jestem pierwszą kobietą ze swojego rodu mającą wolny wybór. by kształ­to­wać swoją przyszłość tak jak zechcę. mówić to co myślę kiedy mam ochotę. […]  jestem wdzięczna za setki pierwszych razów. do których moja matka i jej matka i jej matka nie miały prawa. co za zaszczyt. być pierwszą kobietą w rodzinie poznającą smak swoich pragnień. […]  babcie na pewno zanoszą się śmiechem. zbite w gromadkę wokół glinianego pieca w życiu po śmierci.

🖇

co jest najważniejszą rzeczą jakiej można nauczyć kobietę
że od pierwszego dnia
ma w sobie wszystko czego potrzebuje
to świat wmówił jej że jest inaczej

🖇

ich koncepcja piękna
jest produktem
ja nie
     człowiek

🖇

to warty trylion dolarów przemysł który upadłby
gdybyśmy uwierzyły że już teraz jesteśmy wystarczająco piękne

🖇

zaufaj swojemu ciału
reaguje na dobro i zło
lepiej niż twój umysł
     ono do ciebie mówi

🖇

wmówili mi
że zostało mi już tylko kilka lat
zanim zastąpią mnie młodszą
jakby mężczyźni z wiekiem zyskiwali władzę
a kobiety traciły znaczenie

niech zachowają te kłamstwa dla siebie
bo ja dopiero zaczynam
[…] 
poczekaj aż zobaczysz mnie po trzydziestce
to będzie właściwy wstęp
do ukrytej we mnie. niepokornej. dzikiej. kobiety.
jak mogłabym wyjść przed początkiem imprezy
próby zaczynają się po czterdziestce
dojrzewam z wiekiem
nie mam daty ważności

a teraz
gwóźdź programu
po pięćdziesiątce kurtyna w górę
zaczynamy przedstawienie
     ponadczasowa

przyjmij komplement
nie wzbraniaj się po raz kolejny przed
wzięciem czegoś co do ciebie należy

🖇

dlatego w chwili kiedy przypomina pełznięcie przez dziurkę wielkości łebka od szpilki. musimy oprzeć się pokusie ulegania złym wspomnieniom. nie po­chy­lać głowy przed złymi miesiącami i latami. bo nasze głodne oczy pragną sycić się tym światem. […]  jest rodzina. z krwi albo z wyboru. możliwość za­ko­chiwania się. w ludziach i w miejscach. […]  może nie zawsze to sły­szy­my ale muzyka ciągle płynie. trzeba ją tylko podgłośnić. bo dopóki ma­my w płucach powietrze — musimy tańczyć.

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

gdy świat rozpada się u twoich stóp
nie ma nic złego w pozwoleniu innym by
pomogli ci go pozbierać
skoro mamy udział w twoim szczęściu
gdy wszystko ci sprzyja
tym bardziej możemy
dzielić z tobą ból
     wspólnota

życz czystej miłości i błogiego spokoju
tym
którzy byli dla ciebie niedobrzy
i żyj dalej
     to wyzwoli was oboje

🖇

oto przepis na życie
powiedziała moja matka
trzymając mnie w ramionach gdy płakałam
pomyśl o kwiatach które co roku
sadzisz w ogrodzie
nauczą cię
że ludzie też
muszą zwiędnąć
opaść
zapuścić korzenie
wzejść
by rozkwitnąć

🖇

mój bóg
nie jest tak nieosiągalny jak
chcieliby żebyście myśleli
mój bóg tętni w nas nieskończenie

🖇

wszechświat poświęcił ci dużo czasu
stworzył cię by zaoferować światu
coś innego niż cała reszta
gdy wątpisz
w dzieło jakim jesteś
wątpisz w energię większą od nas obu
     niezastąpiona

🖇

tu jest stanowczo za dużo ust
lecz za mało takich które byłyby warte
tego co oferujesz
obdaruj sobą nielicznych
i tych nielicznych
obdaruj hojnie

(tamże)

niedziela, maja 24, 2026

6124. 144/365

nie za­mierzam* ci mówić, co o tym myślę, dopóki mnie nie za­py­tasz. jeśli myślisz tak jak ja, moje słowa są niepotrzebne, zro­bisz to, co można zrobić. jeśli masz diametralnie inne zda­nie na ten temat, i tak zro­bisz to, co uważasz za słuszne.

144/365

_________
  *  eureka! bingo! i wszystko, co najlepsze w życiu, już tu jest!

sobota, maja 23, 2026

6123. 143/365

dziś, dokład­nie tydzień i dwadzieścia osiem lat później — tak samo jak wtedy były: sobota i nasze kwiaty.

dziś, zapach konwalii przez całą drogę do ula, a po prze­kro­cze­niu jego pro­gu za­pach naszego miejsca. zapach, którego już jutro rano nie będę w sta­nie wyczuć, więc wciągam go no­sem, usza­mi i każdym po­rem skóry, delektując się powrotem do domu.

143/365


[asystencja: Sadownik], fragment.

na pewno też pamiętasz
jak reszta miasta spała
a my po raz pierwszy siedzieliśmy rozbudzeni
jeszcze się nie dotknęliśmy
lecz już podróżowaliśmy
po sobie słowami
[…]
tamtej nocy niczego nie piliśmy
ale byłam odurzona
wróciłam do domu i pomyślałam
     jesteśmy bratnimi duszami

pierwszego dnia miłości
owinąłeś mnie słowem wyjątkowa

miłość nie wygląda jak człowiek
miłość to nasze działania
miłość to dawanie wszystkiego co możemy
nawet jeśli chodzi tylko o większy kawałek ciasta
miłość to zrozumienie
że mamy moc ranienia się nawzajem
lecz zrobimy wszystko co w naszej mocy
żeby tego uniknąć
[…]
miłość to umiejętność wybrania właściwej osoby

nawet jeśli to błąd. możemy tylko mieć rację tak bardzo się razem myląc.

byłabym niemądra nie zadawszy sobie pytania
czy za dwadzieścia lat
ten człowiek nadal będzie
kimś z kim będę się śmiała

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

piątek, maja 22, 2026

6122. Z oazy (CDLI)

Liczby. To czterysta pięćdziesiąta pierwsza książka przeczytana przeze mnie podczas tej wojny. Gdy przy każdej kolejnej zwiększam o jeden liczbę w tytule wpisu, nie­zmien­nie czuję się zakłopotana… Tam giną ludzie, zwierzęta, a ja mam przywilej czy­tania setek książek w ciszy i spokoju. Niby jak można było na to zasłużyć. Można było?

Policzyłam. To trzecia książka Autora, którą przeczytałam podczas tej wojny (tylko jedna z nich musiała czekać na lepszy czas). Czekałam na tę książkę od dwóch mie­się­cy z hakiem. Półtora tygodnia temu ją kupiłam i zaczęłam odliczać dni do dnia premiery. W tę środę rzuciłam wszystko, co czytałam, i już przed śnia­da­niem mia­łam ibuka na czyt­niku. W czwartek rano skończyłam ostatnie czterdzieści stron. Ta książka zde­cy­do­wa­nie należy do moich książek 2026 roku.

Tochman to nie tylko reporter i pisarz, Tochman to również gwarancja literackiej jakości.

Gdybyś miał_ przeczytać w tym roku tylko jedną książkę, niech to będzie ta. Niech Cię dotknie, poruszy, wstrząśnie, zmieni. Niech kłaczek, piórko lub choćby niejasne, ale znaczące wrażenie zalegną na dnie Twojego serca.

Każda osoba, każde zwierzę w tej książce robi wielką różnicę światu, choć świat nie­specjalnie jest tego świadom. Niech każda łza, która popłynie podczas czytania tej książki też zrobi różnicę, która pozwoli nam robić razem dobre rzeczy.

[…]  po raz pierwszy, mam poczucie, że książka, w której po­sta­wi­łem ostatnią kropkę, wcale się nie kończy. Wojna w Ukrainie trwa codziennie, więc i ta opowieść dalej codziennie się toczy.

Nie zamierzałem pisać książki o tej wojnie. Uważałem i nadal uwa­żam, że Ukraina ma znakomite pisarki i wspaniałych pisarzy.

Sądziłem więc, że moje pisanie, autora z zewnątrz, nie będzie po­trzeb­ne. A może wykręcałem się od tej pracy, bo nie chciałem już więcej opowiadać o zabijaniu?

I zastanawiałem się, czy jako reporter mam prawo, skoro ludzie powierzają mi swoje wojenne historie, zatrzymać je tylko dla sie­bie. Czy pisząc o dzisiejszym świecie, można nie pisać o za­bi­ja­niu, skoro ono wciąż się dzieje i dzieje? Czy mogę o zabijaniu milczeć?

Wydawnictwo Czowen publikuje tę książkę, oczywiście w prze­kła­dzie Andrija Bondara, równocześnie z wydaniem polskim.

Martwię się o wszystkich, o których tutaj opowiedziałem. Myślę o nich z wdzięcznością i podziwem. Codziennie, kiedy się budzę, sprawdzam, czy nic złego się u nich nie stało. Myślę o wszystkich, którzy są po tamtej stronie granicy. Kilkakrotnie w ciągu dnia sły­szę w telefonicznej aplikacji, gdzie w Ukrainie wyją sy­re­ny, i pa­trzę, co tym razem leci po niebie. Codziennie o dziewiątej rano aplikacja na chwi­lę mnie zatrzymuje, bym z całą Ukrainą pomyślał o zabitych. Ukrainkom i Ukraińcom życzę sprawie­dli­we­go pokoju. Także spokojnych snów bez trwogi o tych, których najbardziej kochacie. Życzę Wam sprawnych, rzetelnych try­bu­na­łów, które sprawiedliwie osądzą wszystkich winnych. Oby zwy­cię­stwo przyszło jak najszybciej.

Uznałem jednak, że potrzebuję tej książki teraz, by nadal, z pomocą wrażliwych i hojnych ludzi, wspierać ocalanie psich i kocich ofiar wojny. Niech ta opowieść będzie podziękowaniem dla wszystkich, którzy już do nas dołączyli. I niech będzie zachętą dla tych, którzy zrobią to w przyszłości. Każde wsparcie jest wielkie i dra­ma­tycz­nie potrzebne. Wszystkie aktualne szczegóły można znaleźć na moich socialach. Razem robimy piękne rzeczy. Zapraszam.

🖇 🖇

No jak! Nikt tu w wojnę nie wierzył.

🖇

Nie zrobiła [Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] zapasów, no nie zrobiła, na myśl jej nie przyszło, że wojna wybuchnie. W telewizji ją zapowiadali, że za­raz, ale ludzie, przynajmniej w tej sprawie, telewizji nie wierzyli. Jechała na zakupy. Już do niej dotarło, że być może ostatnie w wolnej Ukrainie. Bo nad ranem, gdzieś od Czarnobyla, usłyszeli łomot artylerii. Jeszcze nie wie­dzie­li, że to artyleria, ale teraz już wiedzą. Potrafią rozróżniać, czym ruscy zabijają ludzi.

🖇

Kacapy, ruscy, moskale, orki, raszyści, wańki, waciaki, łapcie, bagna, świ­nio­psy, zombi, robaki, sepsa, ruśnia jebana – ten słownik wyrazów bli­sko­znacz­nych z każdym dniem wojny będzie coraz bogatszy.

🖇

Szedł [Andrij Zacharczenko] prosto do klatki Małysza. To wielki owczarek kaukaski po złych doświadczeniach z ludźmi. I po udarze, którego dostał w czasie zabiegu kastracji. Kiepsko z nim było, ale dzięki wysiłkom Andrija zaczął znowu chodzić. Po klatce, bo nikt go nie wyprowadzał na spacer. Poza Andrijem, który starał się tu wpadać tak często, jak mógł. […]  Psy są mądre, mówi, potrzebują rozmowy z człowiekiem. A nie odsiadki w po­je­dyn­czych celach. Schronisko to dla psa więzienie, przekleństwo. Małysz pierwszy w tym schronisku zginie, pomyślał, kiedy od kolegi dostał wia­do­mość o woj­nie. Wszedł do klatki, zapiął Małysza na smycz, za­pro­wa­dził do samochodu. Stary maleńki Daewoo Matiz pomieścił kaukaza. Ruszyli do domu.

🖇

Każde życie ma znaczenie.

🖇

Kacapy! Wiktoriwno! Kacapy są u nas!
     Kiedy obcy ludzie wchodzą do schroniska, psy podnoszą alarm od razu. Najpierw te, które mieszkają w klatkach, nazywanych tutaj wolierami, naj­bli­żej bramy. Po dziesięciu sekundach jazgoczą już wszystkie. […]  Żaden pies nie zaszczekał, kiedy ruscy podjechali z impetem.

🖇

[Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] A godność i sumienie to nie są puste słowa. Mamy dwie ewentualności: albo nas zabiją, albo nas nie zabiją.
     Idziemy!

🖇

[Łarysa Mykołajiwna] Ci nasi Rosjanie tacy źli nie byli. Zdarzało się, że któ­ryś przyniósł kurę dla psów. Widać i wśród kacapów bywają ludzie, którzy kochają zwierzęta. Pies węch ma dobry, jedną kurę w kilkuset litrach rosołu poczuje. I ze smakiem doceni. I warzywa w zupie pływały, pszenica. Ale trze­ba to uczciwie powiedzieć – nasze zwierzęta wychudły. Co zjadły, to z nich zaraz wyszło. Oj, schudły biedactwa. A wracając do ruskich, no nie by­li źli, no tak, ustawili nas w szeregu, strzelali nam po butach, to znaczy po naszych telefonach, ale to nic. Tylko bliżej wieczora strach było iść przez blockpost, bo już narąbani ledwo stali, ale to nic. Nie zabijali, trzeba to do­ce­nić, nie gwałcili.

🖇

Obie [Łarysa i  Wiktoriwna] wstawały przed świtem. Zero wody, ogrze­wa­nia, prądu. Pierwsze spojrzenie nie na zegarek, ale na termometr. Bały się mrozu. Niedożywione psy mrozu nie przeżyją. One? Jadły cokolwiek. Po jabłku i kiedy słońce wstawało, ruszały w stronę schroniska. Piechotą, a jak? Każdą kroplę paliwa przeliczały na psie i kocie życie.

🖇

Na blockpostach nieopodal Syriusza Wiktoriwna głosiła wykłady. Tym ruskim, których już dobrze znała. Nazywała je wychowaniem politycznym: Krym nie jest i nie będzie rosyjski. Ani nasza Fedoriwka. Z czego przy­szli­ście nas wyzwolić? Jestem u siebie, a wy każecie mi codziennie po­ka­zy­wać kieszenie? Wmówili wam, że nasze dziewczyny będą was witać kwia­ta­mi? Że będą się wam rzucały na szyję? A za co one miałyby wam dziękować? Że ich łaskawie nie rozstrzelacie, jak będą posłuszne?
     Takie pytania zadaje się tylko prosto w oczy. Łarysa Mykołajiwna aż się łapała za głowę, kiedy po powrocie z polowania Wiktoriwna ze śmiechem opowiadała o swoich wykładach. Ty się śmiejesz? Ty się prosisz o śmierć! […]  Pytała jednego z drugim, jak mają na imię. Misza? Ładnie. A powiedz mi, Misza, czy ty masz jakieś zwierzątko? Pieska? A jak ma piesek na imię? A z kim go zostawiłeś? Z mamą? Tęsknisz, Misza, za mamą? Mama na pew­no się o ciebie martwi. Mama na pewno dobrze się opiekuje two­im pie­skiem. Misza, piesek na pewno ma co jeść i śpi na kanapie. A ja mam tu ponad trzy tysiące piesków, chorych, potrąconych przez wasze samochody, ogłuszonych przez wasze czołgi. Prawda, że biedactwa? A teraz przez to wszystko jeszcze są głodne, kura by się nam jakaś dla nich przydała.
     Tylko z wagnerowcami nie było żadnej rozmowy. I oni się tu kręcili. Bez emocji, na prochach, odcięci. Patrzyli przez człowieka na wskroś, jakby człowiek był z pleksi.

🖇

Nyctalus noctula — borowiec wielki.
     Pipistrellus kuhlii — karlik średni.
     Eptesicus serotinus — mroczek późny.
     Vespertilio murinus — mroczak posrebrzany.
     Te cztery mieszkają w mieście. Ale większość z dwudziestu ośmiu ga­tun­ków żyjących w Ukrainie unika miasta. Nasze domy to jaskinie. Także na­sze bloki. Uchylone okna to szczeliny w skale. Zapraszają do środka. Lu­dzie tak je zostawili, kiedy uciekali przed wojną. Myśleli: zaraz wrócimy, niech się wietrzy. Albo: niech zostaną otwarte, bo kiedy coś huknie niedaleko, po­dmuch nie wywali szyb. Inni na odwrót: wszystko szczelnie pozamykali. Potem coś niedaleko wybuchło i szyby wyleciały. Często niecałe. Powstały tysiące nowych szczelin. Nietoperz taką nieszczelność z łatwością namierza, wlatuje do mieszkania, by nigdy go nie opuścić. Bo z wewnątrz szczelina dla nietoperza nie jest już oczywista. Uwięziony nie potrafi wylecieć przez okno, by żyć dalej. Próbuje, łamie skrzydła. Próbuje się wdrapać po ramie okna, ale to gładki, śliski plastik. Zaczyna wołać. Nie ostrzega tym in­nych nie­to­pe­rzy. On chce pomocy. Solidarne, wrażliwe i empatyczne, za­miast uciekać, zlatują się do środka. Wpadają w pułapkę. Setki, tysiące nawet. […] 
     Choć nikt do nietoperzy nie strzela, są ofiarami wojny. A jeszcze trzeba dodać, że nie wiemy, przynajmniej na razie, jak na nietoperze wpływają metale ciężkie. Gleba jest skażona przez wojnę. Rośliny są pokarmem owa­dów. Owady piją skażoną wodę. Są pokarmem nie­to­pe­rzy. Na nietoperze polują sowy. I tak dalej.

🖇

I tam po latach rano zadzwonił telefon, przyjaciółka, uciekajcie, bo wojna. Jaka wojna? Przecież trzy dni temu piliśmy kawę i ustaliliśmy, że żadnej wojny nie będzie. Wyszłam przed drzwi, usłyszałam wybuchy.

🖇

[…]  bezdomne psy. Po ukraińsku: bezprzytulne.

🖇

Wojna? Nikt nie wierzył, że idzie. Ale każdy wiedział, że jeśli przyjdzie, to tędy. To droga z granicy na Kijów.

🖇

Z ludźmi niewiele chcę mieć dziś wspólnego, mówi dawna wolontariuszka Iryna Isajewa, ludzie nie są zwierząt warci. Dla zwierząt i ludzi powinny być osobne planety. […]  Ludzie myślą, że my jesteśmy wrażliwi, więc słabi. Nieprawda. Miłość do zwierząt daje nam siłę.

🖇

Od wielu lat mówiło się o wojnie. Nikt nie brał wojny na serio. Teraz już wiem, że powinnam była liczyć tylko na siebie.

🖇

Na pytanie, dlaczego z narażeniem życia ratują zwierzęta, Ihor odpowiada bez namysłu: bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka. Z czło­wie­kiem tworzą więzi. Za człowiekiem tęsknią. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc. Człowiek popełnia błąd, kiedy porzuca przyjaciela. Czło­wiek ma wyrzuty sumienia albo ich nie ma. Ratujemy ludzkie sumienia. Systemowo ratujemy człowieczeństwo.

🖇

[ARK, Animal Rescue Kharkiv]
     Bilans pierwszego roku wojny (2022): 6993 ocalone zwierzęta.
     Bilans drugiego roku wojny (2023): 6165.
     Bilans trzeciego roku wojny (2024): 8364.
     Bilans czwartego roku wojny (2025): 6279.

🖇

Pędzimy i rozmawiamy o dronach. Na początku dużej wojny służyły tylko do lotów zwiadowczych. Później podczepiano im małe ładunki wybuchowe. Małe, ale wystarczające, by uszkodzić dom, zniszczyć samochód i zabić lu­dzi. Kamikadze z krótkim zasięgiem: gdzieś, tuż za linią zero, siedzi ope­ra­tor. Wypatruje celu jak snajper. I uderza. Są też kamikadze z długim za­się­giem: ślepe ptaszysko zaprogramowane na cel. Takie potrafią uderzyć da­le­ko, w Kijów, w Odessę i Lwów. Do dronów kierowanych falą radiową do­łą­czy­ły potem drony na kabelku. Jak latawce. Drut cienki jak żyłka — świa­tło­wód — podczas lotu rozwija się ze szpulki. Najpierw miał dwa ki­lo­metry, teraz już kilkadziesiąt. I takim dronem kieruje operator. Dostrzega cel i za­bija.

🖇

Parkujemy zawsze pod drzewami, jeśli jakieś drzewa są. Samochód opu­szcza­my zawsze natychmiast. Następne psy, następne koty. Wszystkie dzi­siaj posłuszne, gotowe do drogi. Wszystkie chcą być ocalone. Każdy zostaje sfotografowany, opisany. Znowu dron albo z tych nerwów tylko nam się wydaje, że znowu coś bzyczy. Kucamy pod drzewem. Zabzyczał, odleciał.

🖇

Kurwa! Potrzebujemy chirurga, bo ten pies zaraz umrze! Lala [Tarapakina] przeklina. Lala wymaga. Lala krzyczy. Zadajemy Lali pytania, ale często nie możemy ich skończyć. Bo Lala z góry wie, czego chcemy się od niej do­wie­dzieć. Odpowiada na pytania, które wcale nie padły. Bywa tak na­krę­co­na, że czasem trudno się z nią porozumieć. Może to i dobrze. Mania, wobec wojennej depresji, wydaje się zbawieniem.
     Ewakuujemy!

🖇

Co z kotami? Zostawią. To nie jest rozwiązanie, tłumaczyliśmy, weźmiemy je do Charkowa. Chcecie się po nie zgłosić, kiedy dojedziecie na nowe miej­sce? Czy mamy dla nich poszukać innej rodziny? I po co płakać? Wszyst­ko będzie dobrze, tylko nie trzeba zwlekać z wyjazdem.

🖇

Psi jazgot, gdyby trwał chwilę dłużej, obudziłby niejednego trupa. I psiego, i ludzkiego. A podejrzewamy, że za niejednymi drzwiami wiecznie od­po­czy­wa­ją tu ludzie, pewnie ci najstarsi, owdowiali, bez rodzin. Albo z rodzinami, które o nich zapomniały. Sieroty w podeszłym wieku. Nie mia­ły gdzie je­chać albo jak jechać. Nikt na tych ludzi nigdzie nie czekał.

🖇

Kupiańsk dbał o niczyje psy. Nie było ich wiele. Program Wiktorii [Kru­czy­ny] działał. Niektóre nocowały w przedsionku supermarketu, inne miały ciepłe budy na bazarze, jeszcze innym pozwalano mieszkać na klatkach schodowych. Tam, gdzie nie było psów, były koty. Aż przyszedł luty 2022 roku. Okupacja. Ludzie uciekali z miasta, ich psy z kocyków, foteli i kanap trafiły na ulice. Jeśli miały szczęście, bo były i takie, które pozostały w zamk­nię­tych mieszkaniach. Marły z głodu. I ze strachu, bo za oknem dudniło jeszcze mocniej niż dzisiaj.
     Byli i tacy, którzy zabierali swoje zwierzęta w drogę. Byli, oczywiście.

🖇

Zdarzały się i koty. Rosyjscy żołnierze pomagali je łapać. Nie wszyscy byli źli. Bywali i tacy, którzy na blockpostach dokarmiali zwierzęta. Nasze psy chodziły za nimi, mówi Wiktoria, ruscy zawsze z automatami i z psami. Tak jak teraz nasi, zawsze z psami. Pies lgnie do człowieka, tak jak my lgniemy do Ukrainy.
     Nasi przegonili stąd ruskich we wrześniu.

🖇

Wojna — dla wielu psów ratunek z niewoli. Z przemocy. Z zaniedbania. Z choroby, której dzięki szczepieniom można by uniknąć. Blizny od od­łam­ków, mówią wojenni ratownicy zwierząt, nie zostawiają w psiej psy­chi­ce śladów tak wielkich jak bicie i głód na łańcuchu. Ale to zdrada zostawia najgłębszą ranę. Do końca. Opuszczasz psa na wojnie – każesz mu patrzeć śmierci w oczy. Pies jej spojrzenia nie zapomni.

🖇

W Poratunku wpadli na pomysł, by w podziemnej leczni­cy po­sta­wić drzew­ko życia, opowiada Rusłan Horbal, pierwszy ratownik ARK. Sztuczne drzewko, ale jakie żywe! Wieszają na nim wycinanki: jedno ura­to­wa­ne psie życie – jeden pies wycięty z papieru. Jedno kocie — jeden kształt kota. Są ptaki i jeże. Sto zwierząt, tysiąc, dwa tysiące, cztery i tak dalej. Drzewo przypomina, mówi Rusłan, jak wiele stworzeń udało się nam ocalić. Drzewo memento. Bo pokazuje i to, że nie możemy przestać tam jeździć. Do strefy śmierci.
     Każde życie jest ważne — to filozofia Poratunku. Psy i koty czują strach, ból, tęsknotę i zdradę. Ludzie wiedzą o nas, mówi Rusłan, oglądają w sieci nasze filmy. Rozumieją, że ratowanie zwierząt jest jak ra­to­wa­nie ludzi. Trzeba ratować.

🖇

Nie ma w nim nienawiści do nikogo. Człowiek porzucił psa, Rusłan psu po­mo­że. A człowiek niech sobie sam radzi z faktem, że porzucił psa. Rusłan ni­ko­go nie ocenia. Poza tymi, którzy tu przyszli, by zabijać. Jedyne wyjście to zabijać ich. Eliminować zło. […]  to ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest dobro i czym jest zło. Niewolnicy swoich przekonań.

🖇

Skoro ratuję kogoś słabszego, Rusłan stwierdza z przekonaniem, to mnie w trakcie ewakuacji chroni ktoś mocniejszy. I na dowód swojej tezy przywołuje kilka sytuacji, z których nie było wyjścia: drony, rakiety, wszystko naraz, koniec życia murowany. A Rusłan ocalał. Rusłan zawsze wraca.

🖇

Myrosław [Łajuk] jeździ po wojennej Ukrainie i zapisuje stratę w chwili, kiedy strata się dzieje. Zamraża moment opuszczenia, rozstania, końca. Nie pyta o stratę po jakimś czasie. Uważa, że czas stratę filtruje, zmienia. […]  O tym, co się stało, ludzie z każdym dniem pamiętają inaczej. […]  jego interesuje, co dzieje się w ludzkich uczuciach teraz. Na przykład: jakiś czas temu zamroził dobry humor żołnierzy ze świeżymi kikutami. Chłopcy spod Awdijiwki na szpitalnych łóżkach mieli znakomite nastroje. Pytał ich, dla­cze­go. Bo nie jesteśmy tam, wyjaśniali, tylko tutaj. Ocalali. Pytał o stratę, a oni nie o amputowanych nogach mówili, nie o uciętych rękach, tylko o cza­sie. Stracili czas, który mogliby spędzić z rodziną. I stracili kolegę na froncie. Jaka będzie ich odpowiedź za pięć lat? Jak ich stratę przefiltruje czas? Wciąż będą mieli dobre humory? Kochające rodziny? Opiekę pań­stwa? Państwo będzie istniało?

🖇

Anna [Kurkurina] spokojnym głosem zwierza się przed kamerą: świa­do­mość, że nie jesteś taka jak wszyscy, przychodzi z czasem. Ludzie mówili mi, Ania, ty widzisz? Ty się w faceta zmieniasz. A ja taka się urodziłam. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Pojawiłam się na świecie w jakimś celu.
     W zatopionym Chersoniu ściągała z dachów psy. I koty — z wierz­choł­ków drzew, które sterczały tuż nad mętną taflą. Wspinała się, kaleczyła, przeskakiwała, mokła. Ruscy strzelali i do ratowników, i do ocaleńców. […] 
Ruscy wszystko zniszczą, Anna mówi po rosyjsku, inaczej nie potrafi. Jak można strzelać do zwierząt? Krowy też są nazistami? Świnie też chcą do NATO?

🖇

[Swieta Szamraj] Ania? Imponuje mi siłą. Pokazuje, jak przetrwać. Wbrew wszystkiemu. Powiedziała światu, żeby wypierdalał i że będzie żyć po swojemu. Jest trochę szalona. Jeździ pod kule. Dzwoni, że wiezie do mnie ranne zwierzę z frontu. Albo że wyszła w nocy wyrzucić śmieci i kocię na śmietniku znalazła. Bez Ani byśmy tu wszyscy pomarli.

🖇

[Swieta Szamraj] Dlaczego spędzasz życie w sierści? Dlaczego nie możesz w czystości? Bo wy tego nie robicie, tak mogłabym odpowiedzieć. Ale po co? I tak mnie nie zrozumieją. Nie mają pojęcia, jak pięknymi stwo­rze­nia­mi są psy. Koty również. Nie umiem tego powiedzieć słowami. I one nam nie mogą powiedzieć, że są aniołami. Tak blisko nas, że ich możemy dotykać. Oszalałam? A można na wojnę zareagować inaczej niż sza­leń­stwem? Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że z moją głową wszystko jest w porządku. Nie potrafię uratować kraju ani ocalić ludzi, którzy tu giną. Tutaj, niedaleko. Nie umiem ratować dzieci rannych w zbombardowanym szpitalu. Niech je ratują ci, którzy potrafią. Ja wiem, jak wojennym psim znajdom czy kocim sierotom dać ocalenie, ukojenie i miłość. Im świat do­oko­ła straszniejszy, tym bardziej staram się go czynić piękniejszym.

🖇

Ludzie i zwierzęta tulą się do siebie. Nasłuchują dronów.

🖇

Jesteśmy, mówi Ołena [Woszun], ich zakładnikami. Kiedy będą musieli stąd wyjść, wysadzą reaktory. Zresztą podobno niczego nie muszą wysadzać. Wystarczy wyłączyć prąd, przestanie wtedy działać chłodzenie, reaktory eksplodują. Mamy ich tutaj sześć. Na razie orki tam siedzą. Trzymają w nie­wo­li specjalistów, naszych sąsiadów. Stamtąd do nas strzelają.

🖇

[Ołena Woszun] Często ludzie żyją tylko dla siebie. Zajmują się wyłącznie sobą. Są i tacy, którzy mają wszystko w nosie, nawet siebie. Czy to wy­cho­wa­nie? Może jednak geny. Ja sądzę, że empatia jest dziedziczna, choć cza­sem głę­bo­ko w człowieku schowana. Wojna empatię budzi. Tyle że obo­jęt­ność też jest genetyczna. Współczucia w obojętnym nie obudzisz. Obojętny nie zrozumie, że dla obcego człowieka można coś zrobić za darmo. Albo dla psa. Ale zgadza się z innymi obojętnymi, że to my jesteśmy dziwakami. Bo ratujemy życie. Naszą garstkę oceniam na dwadzieścia procent populacji. Na nas trzyma się świat.

🖇

Iwan [Rusew]? Choć ma siły i zdrowie, nigdzie nie poszedł. Bo jest po sześć­dzie­siątce, takich do armii nie biorą. Iwan służy ojczyźnie tutaj — nad brze­giem mo­rza. Obserwuje, notuje, fotografuje. Codziennie dokumentuje wo­jen­ną za­gła­dę nadmorskiej przyrody. Nazywa ją ekobójstwem. Doko­na­nym przez raszystów.

🖇

Milion ptaków przelatywało nad tutejszym stepem. Migrowały z Afryki i Azji. Jesienią wracały. Tutaj miały przystanek. Na przykład szablo­dzio­by. Były i prawie ich nie ma. Miejsca, gdzie zwykle odpoczywały i szuka­ły po­ży­wie­nia, zostały zbombardowane. Raszyści nienawidzą wszyst­kie­go, co nieraszystowskie. Wszystko musi zginąć, naj­wy­raź­niej również szablodzioby.

🖇

Wojna pochłonęła już co najmniej osiemdziesiąt pięć tysięcy delfinów. Jedną piątą populacji. Tak szacuje Iwan Rusew. Końca zabijania delfinów nie widzi.

🖇

[Żenia Matijko] o zabitych milczał, bo co miałby żonie napisać? Że wojna pokazuje, jak każde życie jest kruche? Że dziś jesteś, jutro cię nie ma? Że ta nowoczesna wojna wcale nowoczesna nie jest? Że okopy są tak samo pry­mi­tyw­ne jak na wielkiej wojnie ponad sto lat temu?

🖇

Zwierzęta są ciepłe i bliskie. Dają się przytulać, pozwalają o siebie zadbać i tak ratują żołnierskie głowy. Bo zaprzeczają śmierci. Moglibyśmy o tym z okularnikami w mundurach pogadać. O tym, jak w okolicznościach pola walki trudno zasnąć samemu. Z psem lepiej, z kotem. Zwierzęta są bez­bron­ne jak dzieci? Kiedy je ocalamy od wojennej śmierci, ocalamy też swoją ilu­zję, że ratunek jest możliwy? Okularnicy w mundurach wyglądają na ta­kich, z którymi można by o tym wszystkim pogadać. Powiedzieliby pew­nie, jak nam zazdroszczą, że już za moment z tej cholernej Meżowej wyjedziemy do lepszego świata. Że mamy taki przywilej. Że i oni pragną zostać ocaleni. Ale nie ma nikogo, kto ich ocali. Nie ma zachodniego świata, który jeszcze kilka lat temu był Bogiem.

🖇

[…]  przez wojnę tracimy dużo czasu. Tracimy życie.

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)