piątek, czerwca 19, 2026

6150. Obyśmy…

Właściwy dystans — czy też dialektyka — między życiem swoim, osoby uprzywilejowanej, a życiem innych został moim zdaniem dobrze uchwy­co­ny w wierszu palestyńskiego pisarza Mahmuda Darwisza:

Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych.
Nie zapomnij nakarmić gołębi.
Rozpoczynając swoje wojny, pomyśl o innych.
Nie zapomnij o tych, którzy chcą pokoju.
Regulując rachunek za wodę, pomyśl o innych.
O tych, którzy piją tylko z piersi obłoków.
Wracając do domu, swojego domu, pomyśl o innych.
Nie zapomnij o narodzie w namiotach.
Zasypiając i licząc gwiazdy, pomyśl o innych.
Istnieją tacy, którzy nie mają gdzie śnić.
Stając się wolnym dzięki metaforom, pomyśl o innych.
O tych, którzy nie mają prawa głosu.
Myśląc o innych, dalekich, pomyśl o sobie.
Obym w ciemności choć małą świeczką był, powiedz
.

Nigdy nie zdołamy tak skulić się w sobie, by wcisnąć się w tę ciasną prze­strzeń, którą ograniczamy licznymi zakazami, w imię fałszywie pojętej przyzwoitości odmawiając sobie prawa zarówno do cierpienia, jak i do radości. Musi być możliwe pogodzenie naszej wrażliwości na świat i na innych ludzi z pełnym przyzwoleniem na odczuwanie różnego rodzaju emocji.

Czasem mamy wrażenie, że kiedy ludzkość wkracza w tak mroczną i peł­ną przemocy epokę, trzeba zrezygnować z marzeń o osobistym szczę­ściu. Ale to byłby błąd. Szczęście rozkwita czasem w najbardziej nie­ocze­ki­wa­nych miejscach i w najdziwniejszych okolicznościach. Nie ma żadnego powodu, by z niego rezygnować, póki ludzkości zostanie jeszcze choć pięć minut istnienia na ziemi – ani nawet wtedy. […]  Ta cząst­ka nas samych, która mogłaby się mieć dobrze — i która chce mieć się dobrze — w żaden sposób nie przeszkadza nam angażować się spo­łecz­nie czy interesować się sytuacją na świecie.

[…]  muszę wam opowiedzieć, co mnie prowadzi przez noc, oprócz mi­łości i wsparcia ze strony mojej wspólnoty. Jest to wiara w potężną siłę stwórczą, która działa w świecie istot żywych i dąży ku życiu, różno­rod­no­ści, uleczeniu i naprawie. Ta siła działa poprzez nas, przez naszą mi­łość do ludzi, naszą pracę na rzecz sprawiedliwości, ujaw­nia się w na­szej od­wa­dze i w śmiałości naszych wizji. Nie po­trze­bu­je­my księży i dusz­pa­ste­rzy, ani nawet czarownic, żeby po­śred­ni­czy­ły między nami a tą siłą. Każda i każdy z nas ma do niej bezpośrednie doj­ścia. Istnieje ona we­wnątrz nas, nieskończona, nieznająca gra­nic. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku okazuje się potężniejsza od strachu, od prze­mo­cy i od nienawiści. Życzę wam wszystkim intensywnego spo­tka­nia z tym czymś, co wzmac­nia wasze życie duchowe, cokolwiek to jest. Życzę wam, by ci albo te, albo to, co kochacie najbardziej, da­wa­ło wam siłę”. Tak właśnie rozumiem „szczęście” — pozostawanie w kon­tak­cie z tą siłą, o której pisze Starhawk.

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

6149. Z oazy (CDLV)

Wra­żenia po doskonałych książkach opadają długo. Niczym trawienie, proces ten pochłania wszelkie moje energetyczne moce, zostawiając tylko tyle siły, by starczyło na codzienną rehabilitację i gapienie się w niebo podczas picia kawy.

Tak było w przypadku tej lektury. Sięgnęłam po nią z powodu Autorki, nie tytułu. Ponieważ choroba zmiotła z planszy mojego życia wszystkie odcienie poczucia winy — żarło to tyle energii, jaką już od dawna nie dysponuję — więc gdyby tę książkę na­pi­sał ktoś inny, nawet nie rzuciłabym kątem oka na okładkę, umieszczając tytuł w ka­tegorii poradników z cyklu jak być szczęśliwym od wczoraj. Między Bogiem a prawdą w pierwszej chwili, nim nie dojrzałam nazwiska Autorki, dokładnie to zdążyłam pomyśleć.

Rozkosz z czytania jak zwykle oznaczała ogromny mozół podczas wydłubywania fragmentów, które koniecznie, bezwzględnie muszę pod ręką mieć. Wszystkie piękne. Wciąż!

Hałda destrukcyjnych myśli oddzieliła nas od możliwości prze­ży­wa­nia zwy­czajnie, lekko i radośnie nowej sytuacji, w której się zna­la­złyśmy. Te myśli odkładają się w nas, tworząc z czasem jakby che­micz­ny osad, czysty koncentrat naszych wewnętrznych ogra­ni­czeń. Chciałabym zbadać skład tego osadu, zanalizować go, tak by ta ana­li­za przyniosła pożytek i mnie samej, i innym.

🖇

[…]  trzeba, byśmy zwróciły uwagę na naszą nie­win­ność, nawet jeżeli zazwyczaj trudno nam uwierzyć, że ona w ogóle istnie­je. Już to tylko, samo w sobie, wy­da­je się nie­zwykle znaczące.

🖇

[…]  „wróg wewnętrzny”, o którym tu mowa, jest tak naprawdę wro­giem uwewnętrznionym. Jest to po prostu rezultat dłu­go­trwa­łe­go osa­dza­nia się w nas wroga zewnętrznego. To by wyjaśniało, dla­cze­go gru­py zdo­mi­no­wa­ne, na których temat krąży wiele ne­ga­tyw­nych ste­reo­typów — dzieci, ko­bie­ty, mniejszości seksualne lub rasowe – są szcze­gólnie podatne na działanie tego me­cha­nizmu. Zastanawiając się nad poczuciem winy, trzeba za­sta­no­wić się rów­nież nad tym, kto i po co je wywołuje oraz jakie korzyści za­mie­rza z tego czerpać.

🖇

Mimo otaczającej ją powszechnie aury potępienia przemoc „wycho­waw­cza” – fizyczna czy psychiczna – nadal sieje spustoszenie. Jej uporczywe trwanie jest zjawiskiem wręcz zdumiewającym. Repre­syj­na koncepcja istoty ludz­kiej i ludzkiego życia, wpisana w naszą pa­mięć cielesną i emocjonalną, prze­cho­dzi z pokolenia na pokolenie, czę­sto bez naszego świadomego udziału.

🖇

[…]  wszystkie słowa określające czynności istniały od początku za­rów­no w żeńskiej, jak i męskiej formie.
     [Éliane] Viennot podkreśla, że „nieprawdą jest, iż rzeczowniki żeń­skie pochodzą od męskich”, mimo że tak twierdzą liczni gra­ma­tycy po­świę­ca­jący całe rozdziały swoich książek „kształtowaniu się form żeńskich rze­czowników”, zamiast pisać raczej o „kształtowaniu się rzeczowników osobowych”.

🖇

Nawet jeśli inne religie wynalazły własne formy wywoływania w ludziach poczucia winy, nawet jeśli na samo chrześcijaństwo składały się bardzo róż­ne, nieraz antagonistyczne prądy, nie zmienia to faktu, że chrześcijański Zachód jest szczególnie mocno naznaczony obsesją winy.

🖇

Pewność i nieuniknioność Upadku jest wdrukowana w połączenia nerwowe w naszych mózgach. […]  Jedna rzecz to zdawać sobie sprawę z tego, że ży­cie jest zmienne, że jego równowaga jest zawsze zagrożona i że coś złego może się zdarzyć. Inna zaś — być przekonaną, że to musi się zdarzyć, że po każdym szczęśliwym zdarzeniu musi nastąpić cios, a ten cios jest karą lub ceną, którą trzeba zapłacić. „Jesteśmy tak uwarunkowani, by w każ­dej chwi­li pośród przyjemności oczekiwać nagłego zwrotu, obrotu fortuny, ra­chunku do zapłacenia” — pisze Raoul Vaneigem. Innym razem formułuje to tak: „Lubię głaskać kota, nie myśląc o tym, jak ostre są jego pazury”.

🖇

Boisz się złożyć broń, bo boisz się utracić władzę. Ale władza nigdy nie była twoja. Twój jest tylko lęk.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Żeby bowiem zbuntować się przeciwko niesprawiedliwościom i nie­rów­no­ściom, żeby uwierzyć w możliwość postępu, trzeba najpierw przezwyciężyć przekonanie o złu nieodwracalnie wpisanym w naturę człowieka. […]  Lytta Basset pisze, że koncepcja grzechu pierworodnego to „pranie mózgu” i „wza­jem­ne zadręczanie się”.

🖇 📎

Wyobrażenia są faktami. Mają nad nami władzę, determinują nasz los w wymiarach mentalnym, uczuciowym, zawodowym, ekonomicznym, praw­nym […]. Zawsze towarzyszą nierównościom i wszelkiej dyskry­mi­na­cji. Pozwalają dojrzeć relacje władzy tam, gdzie ich istnienia zupełnie nie podejrzewałyśmy. Dlatego tak ważne jest, by je rozpoznawać. Dlatego nie można pozwolić sobie na to, by stać się ich igraszką, by im ulegać — ani jako ofiara, ani jako współwinna czy współwinny. Nie ma wyjścia, czas zacząć polowanie na duchy.

🖇

[…]  jestem coraz bardziej przekonana, że te dwie sfery — fakty i wy­obra­że­nia — nie są bynajmniej odrębne, raczej stale przenikają się nawzajem.

🖇

[…]  problemem, który mnie interesuje, są nie tyle nasze nawyki myślowe, ile stojące za nimi stosunki władzy. […]  poczucie winy wynikające z sa­me­go naszego bycia na świecie, poczucie nieprawomocności czy nie­sto­so­wno­ści naszego istnienia, poczucie, że wszystko robimy źle — są to do­świad­cze­nia znacznie wykraczające poza tak zarysowane ramy. Poczucie winy jest podstawowym i wszechobecnym faktem wynikającym z kondycji kobiety.

🖇

Kobiety, jak każda grupa zdominowana, żyją w gęstej sieci przesądów, ka­ry­katuralnych wyobrażeń, odruchowej wrogości, przez którą naprawdę trudno im się przebić, kiedy chcą zaistnieć jako podmioty, kiedy chcą zostać wysłuchane i potraktowane poważnie, kiedy chcą bronić swojego zdania, swojej wiarygodności czy swojego interesu.

🖇

Kobiety mają zawsze się dostosowywać, mają starać się zajmować tylko tyle przestrzeni, ile im łaskawie zostawiono.

🖇

Kiedy spotkały się w 2005 roku, [Camille] Paglia opowiedziała jej [Virginii Despentes], że w latach sześćdziesiątych na kampusach uniwersytetów ame­ry­kańskich „sypialnie dziewcząt zamykano o dziesiątej wieczorem, a chłopcy mogli robić, co chcieli. Pytałyśmy: «dlaczego traktuje się nas ina­czej?». Odpowiedziano nam: «bo świat jest niebezpieczny, możecie zo­stać zgwałcone». Odpowiedziałyśmy: «dajcie nam prawo za­ry­zy­kować»”.
     Istnieje też inne rozwiązanie: zamiast narzucać kobietom godzinę po­li­cyj­ną, dlaczego by nie wyznaczyć jej mężczyznom, skoro wśród nich mo­gą się znaleźć gwałciciele? Czy nie byłoby to bardziej logiczne? Taką pro­wo­ka­cyj­ną propozycję wrzuciła w 2018 roku na Twittera Danielle Muscato, ame­ry­kańska feministka. Zaproponowała swoim obserwatorkom, by za­sta­no­wiły się, co zrobiłyby ze swoją wolnością, gdyby mężczyźni od dzie­wią­tej wieczorem nie mieli prawa wychodzić z domu. Dostała setki odpowiedzi.
     Pośród chóru obrażonych męskich głosów („przecież nie wszyscy męż­czy­źni…” i tak dalej) znalazły się na przykład takie wypowiedzi: „Cho­dzi­ła­bym sobie do parku oglądać gwiazdy”, „Cho­dzi­łabym na długie sa­mot­ne spa­ce­ry”, „Chodziłabym po Central Parku, słuchając muzyki na słu­chaw­kach”, „Snułabym się po Paryżu i wracałabym do domu pierwszym metrem”, „Jeździłabym całą noc samochodem, nie bojąc się zatankować albo iść się wysikać”, „Spałabym pod namiotem”, „Ubierałabym się, jak chcę”, „Całe lato spałabym w swoim ogrodzie”, „Chodziłabym do baru pisać przy drin­ku”, „Chodziłabym na imprezy, tańczyłabym i piłabym, ile tylko bym chciała”…
     Wszystkie te rzeczy wolno nam robić. Ale jakże inaczej by się robiło to wszystko bez ciągłego niepokoju, bez ciągłej potrzeby pilnowania się, na luzie i z poczuciem, że jesteśmy na świecie w pełni u siebie. […]
     W propozycji Danielle Muscato nie chodziło o to, by zaraz wprowadzać ją w życie, co byłoby rzecz jasna niemożliwe, lecz o to, by pobudzić myślenie i wyobraźnię. Wywołane przez nią reakcje oburzenia pokazują, jak bar­dzo uświęcona jest dla nas wolność mężczyzn, mimo że prze­cież bez szemrania akceptujemy ograniczenia, którą istnienie prze­mo­cy seksualnej nakłada na kobiety. Wyobrażony zamach na wol­ność do­mi­nu­ją­cych jest najwyraźniej trudniejszy do zniesienia niż real­ny za­mach na wolność zdominowanych.

🖇

Na obwinianie ofiar wpływają dwa ukryte czynniki. Pierwszym jest próba uniknięcia trudnej do zniesienia prawdy, że nie ma żadnego sposobu, by zapobiec gwałtowi, żadnej możliwości, by mieć pewność, że to się nie przy­tra­fi nam albo osobie, którą kochamy. Dlatego, jak zauważa Giulia Foïs, wolimy myśleć, że „ta, której to się zdarzyło, zrobiła coś nie tak. Wystarczy nie popełniać tych błędów co ona i można mieć pewność, że to się nie sta­nie”. Po raz kolejny więc trafiamy na zasadę, że „lepsze poczucie winy niż poczucie bezsilności”, tym razem w kontekście ofiar.

🖇

[…]  mamy prawo same wybierać, na którą wojnę chcemy iść, a na którą nie (możemy nawet nie iść na żadną). Co więcej, okoliczności mogą być bardzo różne i nie zawsze mamy takie samo pole manewru. Czasami można sobie pozwolić na sprawdzenie granic i podejmowanie ryzyka, czasem zaś naszym prawem, a nawet obowiązkiem jest robić to, co konieczne, żeby przetrwać.

🖇 📎 📎

Na pierwszy rzut oka można by myśleć, że dzisiaj w świecie zachodnim otaczamy dzieci uwielbieniem, że robimy wszystko, co w naszej mocy, by zapewnić im optymalny rozwój.

🖇

[…]  choć złe traktowanie w dzieciństwie, fizyczne czy psychiczne, jest wspól­nym losem większej części ludzkości, to zarazem uporczywie pozostaje tematem tabu. Stale wymyślamy wymówki dla rodziców, których przecież kochamy i od których jesteśmy na wszelkie sposoby zależne, a kiedy sta­je­my się dorosłe, bagatelizujemy, wypieramy albo usprawiedliwiamy to, co musieliśmy znosić.

🖇

„Nie mogłabym tego nigdy zrobić komuś, kogo kocham — powiedziała Ann.
     — Zrobić czego?
     — Dzieciństwa”.
     I wymienia: „Niepewność, całkowity brak autonomii i poczucia kontroli. Każą ci opuszczać miejsca, których za nic nie chcesz opuścić, i jechać w miej­sca, w których za nic nie chcesz być. Strach, szykany, bezsilność, przymus […].

🖇

Problemem jest dziecko. Nie dynamika rodziny. Nie świat. Nie trudności życiowe. […]  Zwolennicy i zwolenniczki tradycyjnego wychowania oskar­ża­ją wychowanie pozytywne o idealizowanie dzieci, nie zauważając, że ich postrzeganie rodziców, i w ogóle dorosłych, też jest wyidealizowane i nie­przy­sta­jące do rzeczywistości.

🖇

Bicie dzieci […]  powinno być prawnie zakazane — swoją drogą, we Francji ten zakaz obowiązuje od 2019 roku — jednak nie dlatego, że jest przemocą, lecz dlatego, że „świadczy o straszliwej bezsilności” rodziców. Rodzic, który ucieknie się do tego rozwiązania, ryzykuje, że upiorny bachor spojrzy mu prosto w oczy i rzuci twardo: „Tylko na tyle cię stać?”.

🖇

[…]  tracimy z oczu podstawowy fakt: dzieci nie mają żadnej władzy. Są całkowicie zależne od rodziców, fizycznie, materialnie i emocjonalnie. Są niedoświadczone, wrażliwe, bezbronne.

🖇

Wiele jest dokumentów ukazujących skalę przemocy znoszonej przez dzieci ze strony osób, które teoretycznie powinny się o nie troszczyć: rodziców, opiekunów i opiekunek, nauczycieli i nauczycielek…

🖇

[…]  frustrujące jest spotykanie się, nawet w środowisku feministycznym, ze stereotypem, że odmowa macierzyństwa oznacza obojętność, a nawet wro­gość wobec dzieci.
     Można przecież nie chcieć mieć dzieci — tak było ze mną — a mimo to przej­mować się dobrostanem tych, które żyją wokół nas. Posiadanie dzieci z kolei nie oznacza wcale automatycznie miłości dla nich — wszechobecność „wychowawczej” przemocy świadczy o tym dobitnie. Przeciwnie, może na­wet osobie, która nigdy nie przeszła na drugą stronę, na stronę rodziców, ła­twiej zachować ściślejszy kontakt z własnym dzieciństwem, być bliżej punktu widzenia dziecka […].

🖇

Świat nie jest skrojony na potrzeby dziecka. Jest ono wręcz zakłó­ce­niem jego logiki, opartej na porządku, racjonalności, tempie pracy, wydajności i rozsądnym zarządzaniu czasem.

🖇

Na sukces życiowy ma wpływ ogromna liczba czynników generujących różnego rodzaju niesprawiedliwości i nierówności — do najważniejszych należą kapitał ekonomiczny i kulturowy wyniesione z domu. Tylko jeden z tych czynników nic nie kosztuje i jest dostępny tak samo dla wszystkich, a mianowicie wiara pokładana przez rodziców we własne dziecko. Może więc warto przestać ją ośmieszać, traktując pogardliwie […].

🖇

Zwolenniczki i zwolennicy wychowania autorytarnego wydają się sądzić, że w stosunku do dziecka świat ma zawsze rację. Wierzą w absolutne, ślepe posłuszeństwo. Obca im jest idea, że zasady życia społecznego można by negocjować, że one już są negocjowane.

🖇

[…]  dzieci, być może dlatego, że znajdują się w obiektywnie słabszej pozycji i są całkowicie zdane na łaskę dorosłych, bywają bardzo wrażliwe na nie­spra­wie­dli­wość i nigdy jej nie zapominają.

🖇

[…]  zawsze chodzi o to samo:
to wszystko dla twojego dobra.

🖇

Tak, dzisiaj „kochamy dzieci”, ale jako przedmioty, jako fetysze i trofea.

🖇

[…]  dorosłym tylko się wydaje, że widzą dzieci takimi, jakie one są. Tak naprawdę widzą oni swoje własne wyobrażenia na temat dzie­ciń­stwa. Interpretują zachowania dzieci przez pryzmat idei, które wcześniej sami sobie o nich wytwarzają.
   — Dion Sommer

🖇

[…]  dzieci urodzone w rodzinach imigranckich, czarnych lub arabskich, są coraz bardziej demonizowane w dyskursie publicznym i w mediach. Fatima Ouassak […]  nazywa taką odmianę dehumanizacji „deinfantylizacją”. „Kie­dy my patrzymy na nasze dzieci, widzimy szczerbate uśmiechy, roz­wią­za­ne sznurowadła, ręce upaćkane flamastrami – widzimy dzieci. Kiedy patrzy na nie system, nie widzi dzieci – widzi zagrożenie, widzi tysiące biedaków, muzułmanów, Czarnych i Arabów, którzy roją się w szkołach publicznych. System je deinfantylizuje”.
     Dziecko postrzegane jako istota niewinna, pełna możliwości, godna tros­ki i zainteresowania to zasadniczo białe dziecko z klasy średniej i wyższej.

🖇

Rodzice, którzy wstydzicie się tego, że tracicie panowanie nad sobą i krzyczycie na swoje dzieci — przeproście.

🖇 📎 📎 📎

Kobiety nie tylko milczą wobec innych na temat swoich doświadczeń, lecz także same biorą udział w kontrolowaniu i ocenianiu innych. […]  „Może pani w to wierzyć lub nie, ale są osoby, które uważają doświadczenie macierzyństwa za coś pozytywnego. Ale do tego trzeba trochę dorosnąć”.

🖇

[…]  niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy, nigdy nie je­steśmy traktowane jak dorosłe, samowystarczalne i samodzielne myślące osoby.

🖇

Jak słusznie ujęła to Cécile Doherty-Bigara, matka jest stale narażona na kry­tykę i nigdy nie robi dość, natomiast ojciec — „wystarczy, żeby nie był kompletnym łajdakiem, i wszyscy będą zachwyceni”. Ten rozdźwięk między poziomem zaangażowania oczekiwanym od matki i od ojca jest częścią szer­sze­go systemu nierówności — domowych, zawodowych, ekonomicznych — któ­re najczęściej dramatycznie pogłębiają się po przyjściu na świat dziecka.

🖇

Również dla Illany Weizman ten przymus siedzenia cicho był trudny do zniesienia. […]  „[…]  «a to wszystko minie, nie martw się». Być może wszystko kiedyś minie, ale w tej chwili jestem w samym środku tego. Być może wszystko minie, ale jakim kosztem? Co ze mnie zostanie po odejściu tego mroku?”

🖇

Ten mechanizm dotyka wszystkie grupy zdominowane: przemoc, której doświadczają, jest kompletnie niewidoczna, jakby w ogóle nie istniała, a w związku z tym każdy odruch buntu z ich strony interpretuje się jako przejaw ich agresywnej natury.

🖇 📎 📎 📎 📎

[…]  „nie moż­na rozkazać oliwkom, żeby szybciej dojrzewały” — jak mówi śródziemnomorskie przysłowie.

🖇

Biolog Olivier Hamant zauważa: „Żywa istota nie jest produktywna: nie jest ani skuteczna (jej istnienie nie ma celu), ani wydajna (marnuje ogrom­ne ilości energii i zasobów)”. Jeśli czasami ulegamy złudzeniu, że jest od­wrot­nie, to dlatego, że w XIX wieku „myślenie w kategoriach opty­ma­li­za­cji w przemyśle zostało przeniesione na istoty żywe”. Skutkiem tego jest rów­nież chybiona interpretacja teorii Darwina. Najczęściej rozumie się ją tak, że w procesie ewolucji przetrwają tylko najsilniejsi — a tak naprawdę ewo­lu­cja selekcjonuje organizmy, które „mają cechy wystarczające”. Tak, po prostu „wystarczające”. „Można więc powiedzieć, że ocena dostateczna, taka trójka z plusem, wystarczy, żeby przetrwać miliony lat” — pisze Ha­mant. I dodaje: „Myślenie o żywych organizmach tak, jakby były zopty­ma­li­zo­wa­ny­mi systemami, dużo mówi o naszej obsesji wydajności, lecz nie­wie­le o żywych organizmach”.

🖇

Takie przerwy służą regeneracji, odświeżeniu umysłu, są nie­zbęd­ne dla zdrowia psychicznego i uzupełnienia strat energetycznych. „«Marnowanie czasu» jest potrzebne, zdrowe i nor­mal­ne” — podkreśla [Devon] Price.

🖇

Występując przeciwko katolikom — którzy wierzyli, że każda jednostka mo­że zasłużyć na zbawienie, pod warunkiem że trzyma się z dala od grzesz­nych pokus — twórcy protestantyzmu głosili, że ludzie są z góry skazani na zbawienie lub potępienie, zgodnie z jakąś tajemniczą logiką, na którą żadne ich działania nie mają wpływu. Zamiast jednak w związku z tym uznać, że nie ma co się przejmować, i zacząć spokojnie korzystać z życia, protestanci propagowali życie surowe, w pełni poświęcone pracy i ciągłemu wypa­try­wa­niu znaków bycia wybranym.

🖇

„Ja” to nie tylko ktoś, kto myśli i działa. To również ktoś, kto czuje i doświadcza, zgodnie z rytmem wciąż odnawiającej się energii wewnętrznej.
   — Françoise Héritier

🖇

Tricia Hersey, jak wiele innych Amerykanek i Amerykanów, ma za sobą doświadczenie ubóstwa, prekariatu, wydłużonych dni pracy, zwracania pożyczek studenckich i narastającego wyczerpania. Stopniowo jednak za­czę­ła wprowadzać w swoją codzienność małe obszary oporu przez od­po­czy­nek — jak chwila sjesty czy moment rozmarzenia i zagapienia się w ok­no… Naśladowała w tym swoją babcię Orę, która — choć jej życie było na­praw­dę ciężkie i na co dzień doświadczała segregacji rasowej — umiała każ­de­go dnia znaleźć pół godziny, które spędzała, siedząc w samotności, po ciemku, bez ruchu. Był to jej kawałek czasu i przestrzeni, gdy mogła po prostu być. Kiedy Tricia pytała ją, po co to robi, ona odpowiadała: „Daję odpocząć mo­im oczom i słucham, co Bóg ma mi do powiedzenia”.

🖇

Próbuję ze spokojem przyjmować nieuniknione spowolnienia, zawirowania, po prostu rytm życia.

🖇

Osoby dyskryminowane często pracują bardzo intensywnie po to, by od­da­lić od siebie obraźliwe stereotypowe wyobrażenia, które funkcjonują na ich temat. Ciężką pracą zadają kłam uprzedzeniom przedstawiającym je jako osoby głupie, niekompetentne, leniwe…

🖇

Zasługujemy na coś lepszego niż nieustanne przemęczenie. Jestem przekonana, że największym darem, jaki mogłybyśmy ofiarować światu, byłaby nasza spokojna, życzliwa obecność w nim.
   — Nicola Jane Hobbs

🖇

[…]  przekonanie, iż wszyscy jedziemy na tym samym wózku, jest tylko częściowo prawdziwe. Kapitalizm zawsze wybiera dobro jednych kosztem dobra innych. Reklamy usług dostawczych i firm sprzątających dobitnie świadczą o tym, że kapitalizm tylko wtedy zachęca nas do odpoczynku, beztroski, bezczynności i spokoju, jeżeli ma pewność, że ktoś inny będzie harował za nas.

🖇

Kultura przepracowania prowadzi do tego, że zaniedbujemy siebie i ciągle wyżej podnosimy poprzeczkę naszej fizycznej wytrzymałości. Mentalność, której zasadą zdaje się odmowa „wsłuchania się w siebie” — wyrażenie to ma swoją drogą bardzo negatywny wydźwięk — jest wszechobecna.

🖇

[…]  obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich prze­ja­wów wraż­li­wości i słabości, od lat są używane na prawicy, by piętnować akty­wi­stki i ak­ty­wi­stów walczących z seksizmem czy rasizmem: „mazgaj­skie po­ko­le­nie”, „obrażone pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „prze­wraż­li­wie­nie”, „wy­de­likacenie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…
     W roku 2001 Raoul Vaneigem doszedł do wniosku, że „prawa człowieka” są co najwyżej niezbyt ambitnym rozwinięciem podstawowego „prawa do przetrwania”, i opublikował Deklarację praw istoty ludzkiej. Artykuł sze­sna­sty został zatytułowany Każda jednostka ludzka ma prawo do szacunku dla swojej wrażliwości. Czytamy w nim: „Wrażliwość jest pierwszym prawem dziecka. Dorosłemu pozwala zachować w sobie dzieciństwo, pomnażać jego emocjonalne bogactwo i rozwijać inteligencję emocjonalną”.

🖇

Trzeba zakwestionować mistykę cierpienia, która zbyt często przyjmowana jest jako oczywistość — a to się bardzo opłaca tym, którzy chcą nas wy­zy­skiwać.

🖇

[…]  sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym je­ste­śmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się sza­cunku, uwagi czy godnego traktowania za kaprys przewrażliwionego po­ko­le­nia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.
     W tej polemice ujawnia się kluczowa linia podziału w społeczeństwie, na­wet jeśli nie zawsze bywa ona wprost nazywana. Zakwestionowana zostaje norma, którą było tłamszenie swojego ja, tłumienie swoich potrzeb, surowe traktowanie siebie i innych. Zaczyna się rysować w debacie publicznej no­wa prawda, zgodnie z którą odwagą jest powiedzieć „nie”, zadbać o sie­bie, śmiało stawać w swojej obronie, a nie tylko wciąż zaciskać zęby, pod­po­rząd­ko­wu­jąc się oczekiwaniom innych.

🖇 📎 📎 📎 📎 📎

Nie śpiesz się tak z potępianiem kogoś, kto robi coś inaczej niż ty, myśli inaczej niż ty, nie jest tak szybki jak ty. Był taki czas, kiedy ty również nie wiedziałeś tego, co wiesz teraz.
   — Malcolm X

🖇

Twój kolega czy szwagier, który rozsiadłszy się wygodnie, z nogami na stole, domaga się, byś mu udowodniła, że patriarchat istnieje, nie za­słu­gu­je na nic więcej niż pogarda. Ale jeśli któregoś dnia poczujesz w so­bie dość energii i cierpliwości, a trafisz akurat na osobę pełną dobrej woli i szczerze zainteresowaną, to masz szansę doprowadzić do jednej z tych zmian, które zostają w człowieku na całe życie. […]
     Każdy przypadek osobno — oto, co nam umknęło.

🖇

[…]  mamy prawo do jednego i drugiego — zarówno do wchodzenia w role tradycyjnie uznawane za męskie, jak i do przyjmowania, cał­ko­wi­cie świadomie, postaw, których nas wyuczyła socjalizacja do roli kobiecej.

🖇

„Brać coś na swoje barki” to czuć się odpowiedzialną czy odpowiedzialnym za dobre samopoczucie innych w ich imieniu, brać wszystko na siebie, uci­sza­jąc własne potrzeby. Znaczy to również niedocenianie czy nie­do­strze­ga­nie potencjału innych ludzi, ich zdolności do samodzielnego zmie­rze­nia się z sytuacją, ich odporności na zranienia czy napotykane trudności.
     Z kolei „brać sobie coś do serca” to być obecną, solidarną i uważną, dzia­łać, pomagać, ale nie odbierając innym poczucia sprawczości oraz sza­nu­jąc własne granice i własne potrzeby.

🖇

[…]  pojęcie przywileju wydaje mi się użyteczne, gdyż uczula nas właśnie na te ślepe plamki w naszym doświadczaniu świata, powstrzymuje nas od uznawania naszego doświadczenia za uniwersalne albo od bezmyślnego unieważniania doświadczeń innych ludzi.

🖇

Nieraz na naszą tożsamość składa się przynależność zarówno do grupy zdo­mi­nowanej, jak i do grupy dominującej (w kategoriach takich jak płeć, kolor, pochodzenie społeczne). Doświadczenie przynależenia do jednej z ka­tegorii zdo­minowanych uczy mnie, że powinnam wziąć pod uwagę, że cze­goś mogę nie dostrzegać jako osoba należąca do grupy do­mi­nującej.

🖇

Kiedy tak się zadręczamy, samotne, bezradne i zdezorientowane, nie mamy żadnych szans przeciwko garstce pozbawionych skrupułów brutali, którzy pustoszą planetę i ludzkie kultury.
   — Catherine Dorion

🖇

Łatwo jest operować ideami, póki są one abstrakcyjne. Trudniej się robi, kie­dy chcemy je zastosować w praktyce i realnie oddziałać na materię rze­czy­wistości.

🖇

Skutki podejmowanych przez nas działań nie zależą jedynie od naszych in­ten­cji — te są bowiem zawsze racjonalne i abstrakcyjne – lecz również od wielu niepodlegających naszej woli czynników. Czasem […]  wy­ni­kają z uwa­run­ko­wań zewnętrznych, związane są z różnymi dzia­ła­ją­cymi w świe­cie zewnętrznym systemami. Koncentrując się je­dy­nie na jed­nost­ko­wej moralności, zachowujemy się tak, jakby te systemy nie istniały, a tym samym — pozwalamy im dalej spokojnie funkcjonować.

🖇

Ulegamy manipulacji nie tylko, jeśli chodzi o nasze wybory konsumenckie, lecz także dając sobie wmówić nadmierne poczucie winy z nimi związane i prze­konanie o niezwykle doniosłym znaczeniu tych wyborów.

To my odczuwamy skutki decyzji podejmowanych przez
pro­du­cen­tów, a nie odwrotnie.

Zrzucanie odpowiedzialności na konsumentów i konsumentki od początku było ich świadomie przyjmowaną strategią. Amerykański film doku­men­tal­ny Plastic Wars opowiada o tym, jak pod koniec lat osiemdziesiątych wiel­kie koncerny głośno promowały recykling, by zapobiec wprowadzeniu za­ka­zów sprzedaży ich produktów. Ta zasłona dymna stosowana jest do dziś.

Plastic Wars, reż. Rick Young, 2020.

[…]  materiał z tworzywa sztucznego przez cały czas swojego istnienia stale przyczynia się do globalnego ocieplenia; recykling jest w dużej mie­rze ilu­zją, zresztą plastik z recyklingu okazuje się jeszcze bardziej nie­bez­piecz­ny dla zdrowia niż nowy…

🖇

Poczuwając się do winy w imieniu jakiejś zbiorowości, zaprzeczamy istnieniu sieci współzależności, w które wszyscy jesteśmy uwikłani, oraz wpływowi, jaki wywierają na nas zewnętrzne struktury.
   — Philippe Vion-Dury

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Od­najdźmy w sobie tę potężną siłę, która da nam poczucie, że to, co robimy, jest słuszne i war­to­ściowe, która da nam poczucie fundamentalnej niewinności wobec wszelkiej władzy. Teraz, w czasie, kie­dy kończę pisanie tej książki, wydaje mi się, że bę­dzie­my tego bardzo potrzebować.

🖇

Mamy prawo cieszyć się życiem, doceniać to, co naj­lep­sze w tu i teraz, korzystać z całej wolności, jaką dyspo­nu­je­my w danej chwili, starać się żyć jak najgodniej i naj­szczęśliwiej. Po co pragnąć szczęścia dla wszystkich, gdy porzuca się szczęście, które się ma?

🖇

„Człowiek dobrze wie, co go interesuje” — pisze Cathe­ri­ne Dorion. „Wszyscy się rodzimy z tym we­wnętrz­nym kompasem. Odnajdźmy go w sobie, we wszystkich sfe­rach naszego życia. Wtedy inni, będąc pod wrażeniem na­szej otwartości, również odkryją w sobie podobne pragnienia”. To jednak wymaga zaufania do siebie.

(tamże)

wtorek, czerwca 16, 2026

6148. Łódeczka dla Białego Kruka

Śmierć rodziców przestawia nasz wszech­świat, przez jakiś czas rzeczy się chwieją, pozbawione równowagi, i człowiek do­zna­je oszałamiającego uczucia osierocenia.

Zdawało mi się, że jeśli wyciągnę ramiona, to w końcu go znajdę, ale nie potrafiłam sięgnąć tak wysoko. A potem, gdy minęło trochę czasu, dziwiłam się własnym łzom. Kogo opłakuję?

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.


Autor(ka) nie do ustalenia.

pochodzę z ziemi
i do ziemi wrócę
życie i śmierć to starzy przyjaciele
a ja jestem ich rozmową
ich nocną pogawędką
ich śmiechem i łzami
czego tu się bać
skoro przekazują mnie sobie jak prezent
to miejsce i tak nigdy nie było moje
zawsze należałam do nich

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

Ludwig van Beethoven, VII Symfonia A-Dur, Allegretto,
Berliner Philharmoniker, Herbert von Karajan (dyrygent).

piątek, czerwca 12, 2026

6147. Z oazy (CDLIV)

Odnotowałam fakt istnienia tej książki, gdy ukazała się w ory­ginale. Dorzuciłam do listy książek oczekujących na zakup i o niej… zapomniałam. Tym większa była ra­dość, że jest już możliwe delektowanie się tą lekturą w dobrym przekładzie, bo to jedna z tych książek, których nie potrzebuję czytać w oryginale.

Połknęłam, choć bardzo starałam się wydzielać kęsy. Delektowałam się czytaniem ponownie wszystkich zrobionych zaznaczeń, a potem jeszcze raz, gdy nieśpiesznie do­ko­ny­wa­łam wyboru fragmentów, które chcę mieć pod ręką. A potem jeszcze raz, by ułożyć je w poniższym porządku. Jest przynajmniej jedna osoba, której za­zdrosz­czę, że ma tę książkę jeszcze przed sobą.

Pióro kreśli słowa na stronie: „buntowniczy garb buntowniczy garb”. Co one znaczą? – pyta pióro. Nie wiem, odpowiada nadgarstek.

🖇

Zawsze wierzyłam, że przedmioty mają magiczne właściwości. Sięgałam po nie, jeszcze zanim nauczyłam się mówić.

🖇

Bóg szepcze z załamania tapety, kropla wody rozpryskuje się w równanie.

🖇

Czym jest dusza? Jaki ma kolor?

🖇

Miałam sześć i pół roku oraz siedem szwów i przez tę jedną godzinę na ro­werze byłam zwyciężczynią.

🖇

Przeszkody są naszymi skrzydłami.
   — Nikołaj Gogol (1809–1852)

🖇

Trudziłam się nad kolejnymi wierszami i nauczyłam się na pamięć mo­dli­twy do elfów i wróżek, psotnych aniołków tego świata. „Boże i wróżki, istniejcie na świecie! Czeka tu na was stęsknione dziecię”. Powtarzałam ją sobie w drodze do szkoły.
    […]  Trzeba sercem przeniknąć do innych wymiarów oraz przyglądać się światu bezstronnym spojrzeniem.

🖇

Często odwiedzał nas Bobby, młodszy brat matki, i zwykle przynosił jakieś prezenty. Raz wręczył nam małe lalki z jednej serii, dwie w różowych ubran­kach dla dziewczynek, trzecią w niebieskim – dla chłopca. Toddy wolał różową, a ja niebieską, więc się potajemnie wymieniliśmy.

🖇

Jako dziecko ubolewałam nad tym, że nie jestem chłopcem, ale tak na­praw­dę nie chciałam nim być — zależało mi tylko na tym, by pozostając sobą, mieć takie same możliwości wyboru, jakie mieli chłopcy. Pragnęłam wol­no­ści, a wtedy oznaczało to dla mnie noszenie flanelowych koszul i niebieskich, a nie czerwonych trampek, ubieranie się, jak chcę, i mówienie tego, co chcę. W okresie dorastania wolnością były rezygnacja z makijażu, malowania paznokci, golenia nóg i wyzbycie się poglądu, że tylko niektóre zawody są dla mnie odpowiednie. W wieku dwudziestu lat było nią odcięcie się od każ­de­go z góry narzuconego modelu kobiecego zachowania. Temu właśnie się opierałam, przed tym uciekałam.

🖇

Czułam palącą potrzebę wolności. Krótko po świętach nadszedł dzień moich urodzin, ale niewiele się wydarzyło i rozczarowała mnie ewidentna obo­jęt­ność rodziny. Wieczorem ojciec poprosił mnie o pomoc w instalacji szkla­nych drzwi do prysznica, na które już od dawna oszczędzała mama. Powlo­kłam się niechętnie, by mu pomóc, z trudem ukrywając przy­gnę­bie­nie, ale tata nie zwracał na to uwagi. Poprosił, żebym pomogła mu wyjąć panel drzwiowy z wielkiego pudła: on miał go popychać z jednej strony, ja — cią­gnąć z drugiej. Dlaczego poprosił właśnie mnie? – zastanawiałam się, się­gając do wnętrza. Nagle ku swojemu ogromnemu zdumieniu wyjęłam nie­bieskiego Schwinna na dwudziestojednocalowych kołach z hamulcami noż­nymi. Nie potrafiłam wydusić słowa, gdy ojciec montował kierownicę i bocz­ną nóżkę, a następnego ranka po pospiesznie zjedzonym śniadaniu pomknęłam w dół wzgórza. Kilka dni później zauważyłam, że mama wy­mie­ni­ła sta­rą zasłonkę prysznicową na nową, podobną. Zamieniła swoją wizję szklanych drzwi na pragnienie mojego serca.

🖇

Chciałam poznać wszystko: kręgi niebios, inne możliwe światy, wnętrze skał, treść niedostępnych ksiąg, prawdziwe ludzkie myśli, które pozostają niewypowiedziane, niewidzialną siłę zmuszającą nas do posłuszeństwa oraz to, co nas hamuje, a co popycha naprzód.

🖇

Była tu tajemnica […]. Wzywała mnie, zapraszała do nastrojenia się na nie­zna­ną dotąd częstotliwość. Ogarnęło mnie przemożne poczucie, że każde z nas wie wszystko, posiada własny zamek i pasujący do niego klucz. Zasta­na­wia­łam się, co ja sama znajdę, czym się przysłużę, co dodam do nie­skoń­czo­ne­go przestworu nade mną.

🖇

Dzieciństwo, jakie znałam, kończyło się. Wiedziałam o tym, ale zmawiałam nową modlitwę. Pozwól mi zawsze mieć dziesięć lat, psa, książki i rower.

🖇

Dręczyła mnie świadomość, że zostaliśmy skazani na życie w liniowym cza­sie. Jeśli dla Boga czas nie ma znaczenia, dlaczego my musimy cierpieć z po­wo­du jego upływu? Na pewno kiedyś istnieliśmy inaczej, byliśmy ga­tun­kiem podróżników w czasie.

🖇

Zawsze rób to, co kosztuje cię najwięcej.
   — Simone Weil (1909–1943)

🖇

Wierzyłam w nie­bieskie ptaki, indiańskie talizmany i mnichów wy­ru­sza­ją­cych w podróż poza fizyczne ciało. Usilnie starałam się wymyślić równanie, które uwzględni wszystko. Boga – domenę nieskończoności, Jezusa – jego ludzki pomost oraz artystę – materialnego wyraziciela ich obu.
     Nocami szukałam rozwiązania. W powietrzu zdawał się wisieć jakiś pra­dawny komunikat.

🖇

Sztuka jest najwyższą formą nadziei.
   — Gerhard Richter

🖇

I w końcu to sobie uświadomiłam: wszystko może być wierszem. Sto­i­ckie modlitwy modliszki, mądre oczy psa, skrobanie pióra. Biały wąż się poruszył, a niewidzialne linie buntowniczego garbu zamigotały i zalśniły niczym wielobarwna peleryna.

🖇

Ostatecznie jednak zdecydowałam się na bardziej dynamiczny obraz. Mam na nim jedwabny, tkany podkoszulek na ramiączkach i unoszę nagie ra­mio­na, by poprawić spinki we włosach, a robię to odruchowym gestem, któ­ry przed fizykoterapią byłby dla mnie niewykonalny. Oszoło­mi­ła nas gwał­tow­na fala krytyki wywołana widokiem odrobiny włosów pod moją pa­chą — niektóre sklepy muzyczne odmówiły nawet sprzedaży płyty. Zdjęcie zostało uznane za akt oporu, lecz ja nigdy się nie goliłam, a wybrałam je dlatego, że emanowało witalnością, którą wówczas odczuwałam.

🖇

[…]  tekst Dancing Barefoot. Bardzo się przejęto tym, że pada w nim słowo „heroina”, i poproszono mnie, żebym zmieniła je na użytek emisji ra­dio­wych. Zapewniłam wszystkich, że nie chodzi o narkotyki, tylko bohaterkę, kobiecą wersję herosa, której jedyną używką jest upojna miłość, ważniejsza niż sława i fortuna. Postawiłam na swoim, tekst został niezmieniony i Dan­cing Barefoot rzadko puszczano w amerykańskim radiu.

🖇

Rozwinęłam dywan swojego życia. Przeanalizowałam, którędy poszłam na oślep i co podeptałam. Gdzie się potknęłam i kiedy byłam nieżyczliwa, wy­ma­ga­ją­ca czy pogardliwa wobec innych. Czego niesłusznie pożądałam, a co niepotrzebnie odrzuciłam. Na czym stoję i dokąd wiedzie mnie prze­zna­cze­nie. Nadszedł czas rozrachunku z samą sobą, a nie było bardziej surowego sędziego.

🖇

Nie ma nic bogatszego nad prostotę ludzkiej twarzy […].

🖇

Jedna rzecz prowadziła do drugiej.

🖇

W pogoni za iluminacją można się ubrudzić, ale pogoń za prostotą oczysz­cza. My goniliśmy za nimi oboma.
     […]  młodość z zasady jest piękna, bo nawet widziana przez poplamiony woal niedoskonałości mieni się i drży.

🖇

Miał [Sam Shepard] prostą, zapadającą w pamięć metodę: jeśli zgubisz wątek, wymyśl kolejny.

🖇

Co on ma ci do zaoferowania? Siebie, odpowiedziałam. Poże­gna­łam się z Williamem [Burroughsem], który siedem lat wcześniej poradził mi, bym nie szła na żadne kompromisy.


fot. Seiji Matsumoto

🖇

Musiałam się tyle nauczyć o świecie i moim w nim miejscu.

🖇

Jackson […]. Siadał na podłodze tak jak wcześniej ja i w całkowitej ciszy wymyślał własne światy. Ustawiał żołnierzyki na parapecie, ale nie po to, by toczyły bitwy, lecz by patrzyły w nocne niebo, a potem, przed pójściem spać, chował je do woreczka.

🖇

Gdy siedziałam na podwórzu, nasza córeczka Jesse, być może wyczuwając moje zmartwienie, przyniosła mi prezent. […]  Zerwała mniszek o sre­brzy­stej lwiej grzywie nasionek. Pomyśl życzenie, powiedziała, i dmuchnij. Mo­głam sobie życzyć wielu ważnych, pilnych rzeczy, ale coś innego przyszło mi do głowy. Żeby jeszcze raz poszybować nad trawą, tak jak to ro­bi­łam w jej wieku, kiedy wierzyłam we wszystko.

🖇

Myślę o tak wielu osobach, które naznaczyły mnie swoim wpływem, a po­tem odeszły, zabrane przez wojnę z Wietnamem, raka, przestępczość, uto­nię­cie czy narkotyki.

🖇

Pewnego razu, gdy za oknem padał śnieg, powiedział sennym głosem: Opo­wiedz mi naszą historię. Zaczęła się od dziewczyny z kraciastą walizką, któ­ra nie miała gdzie się zatrzymać i trafiła na śpiącego chłopaka, który jakoś wyczuł jej obecność, otworzył oczy i się uśmiechnął. Ilekroć mnie o to prosił, dodawałam do historii kolejne nasze przygody, aż w końcu zasypiał. Kiedy na kilka godzin przed śmiercią poprosił mnie, żebym spisała „naszą hi­sto­rię”, doskonale wiedziałam, co ma na myśli.

🖇

Nie potrafiłam się zmusić do pożegnania, więc poczekałam, aż zaśnie. Wy­cho­dząc, spojrzałam na niego raz jeszcze. Stałam w ciszy, a on otworzył oczy i uśmiechnął się dokładnie tak, jak w chwili, gdy się poznaliśmy. W głę­bi ducha wiedziałam, że już więcej go nie zobaczę.

🖇

Szłam bez celu Dwudziestą Drugą Ulicą w stronę rzeki Hudson w skórzanej kurtce bomberce Freda. Myślałam, że mogłabym umrzeć, ale wiedziałam, że będę po prostu przeć naprzód. Nieoczekiwanie wpadłam na Annie Leibo­vitz. Nie wiem, co robić, bąknęłam przez łzy. Chodź, powiedziała, po drugiej stronie ulicy mam studio, popracujemy. W tamtym momencie nie zna­la­zła­bym lepszego lekarstwa.

🖇

[…]  znowu nici czasu podstępnie oplotły mi nadgarstek. […]  uświa­do­mi­łam też sobie, że trzeba odróżnić marzenie od powołania. […]  Najpierw uwiodło mnie słowo i do słowa miałam powrócić.
     Trafiliśmy na szachownicę Ziemi, próbujemy wykonywać różne ruchy, ale niekiedy wydaje się, że ręka obojętnego giganta wywraca nas jak pion­ki. Co wtedy robimy? Cofamy się i poszukujemy wewnątrz siebie od­po­wie­dzi, co zrobić i jak najlepiej służyć.

🖇

Pinokio odnalazł w sobie dobro i docenił oddanie ojca. Ja miałam dwóch ojców, znanego i nieznanego, którzy wysyłali mi znaki, spa­da­ją­ce pió­ra, dary niekwestionowanej miłości.

🖇

Moja córka Jesse jest piękna, ale o tym nie wie. […]  Nagle ogarnia mnie żal. Gdybym tylko mogła przenieść się w przeszłość, wziąć dzieci w ra­mio­na, wyjść na podwórze, zobaczyć niebieską furgonetkę, gruszę, ich za­spa­ne­go ojca przy przesuwnych drzwiach.

🖇

Wierzę w równoległy umysł, który ma własny równoległy umysł. Wierzę w swoje własne mity, w linie i strzałki na dziecinnych mapach zaginionych krain kreślone moją własną małą dłonią. Wierzę, że one istnieją, te krainy, znalezione, zaginione, odwiedzone ponownie, a ich lśniące kontury nikną, po czym znów osobliwie wracają niczym jedwabisty bumerang.

🖇

Mogę to zrobić — usiąść w ciszy, zawędrować gdzieś daleko i coś przynieść z tej podróży.

🖇

Sięgamy poprzez czas ku pomocnej dłoni, mignięciu twa­rzy, nocy sta­rań wypełnionej nadzieją. Idź naprzód, mó­wi głos, ta noc jest tylko jedną z ty­sią­ca, które nadejdą.

🖇

William Burroughs […]  opowiadał o cienkiej granicy między suchymi faktami a atmosferą zdarzeń lub mistyczną interwencją.

🖇

Porzucamy myśl o mapach, wyrzucamy kompas z kieszeni kurtki, na­wi­gu­je­my po obcym morzu. Oddzielamy się od reszty i ruszamy w nowy świat, który opiera się opisaniu. Zabieramy ze sobą własne talizmany, gotujemy się na bolesne chwile, zręcznie składamy na nowo delikatny zegar. Jeszcze jeden obrót klepsydry, ziarnka piasku sypią się na dawne ścieżki.

🖇

W mistycznej anatomii mojej otwartej dłoni, głęboko pobrużdżonej i mło­dej zarazem, dają się prześledzić ścieżki przeznaczenia i do­świad­cze­nia. […]  Pokój zdaje się wypełniać nieproszony, oświecający dialog.
     — Czym jest Bóg?
     — Obecnością w obliczu cierpienia.

🖇

Nagły promień rozwibrowany lśnieniem jednej chwili. […]  Nieskażone wspomnienie spontanicznych gestów dobroci. Oto chleb aniołów.

🖇

Rok 1961 rozpoczął się od kawałka Will You Love Me Tomorrow zespołu The Shirelles, jednej z najpiękniejszych i najbardziej kontrowersyjnych piosenek tamtych czasów. Została zakazana przez Kościół katolicki, ale trafiła na sam szczyt listy przebojów, co wcześniej nie udało się żadnemu utworowi w wykonaniu czarnej kobiecej grupy.

[cover] Roberta Flack, Will You Still Love Me Tomorrow, 1971.

🖇

Złoty łańcuch solidarności biegnie przez czas. Warstwy splątanych chmur snują się po niebie. To pole boskiej świadomości jest ruchome, mo­że­my stąd do niego sięgać i je wyrażać. Alchemia bytu jest równie zło­żo­na jak kwiat o głowie wypełnionej srebrzystymi nasionami […]. Posunęłam się naj­dalej, jak mogłam. Być może tylko w połowie żyłam w chwili obecnej i z roz­sza­la­łe­go kosmosu w moim wnętrzu spoglądałam nieuważnie na zewnątrz.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Wszystko musi odejść. Cenne resztki tkaniny zło­żo­nej i schowanej do kufra jak porzucony posag, książki mojego życia, leżące w pudełkach medale. Wyzby­wa­nie się jest jednym z najtrudniejszych życiowych zadań.

🖇

Ewoluujemy, po­tykamy się i uczymy na błędach, a po­tem je powtarzamy. Z powrotem popadamy w otchłań, z której mozolnie się wydobywaliśmy, i trafiamy na ko­lej­ny obrót koła. A potem, nabrawszy odwagi, za­czy­na­my bolesny, lecz godny proces wyzbywania się. Towa­rzy­szy mu olśniewający spokój podobny do naturalnego światła. Otaczają nas same resztki, a mimo to stąpamy ostrożnie, by nie nadepnąć na zanikającą sylwetkę, na­szą pradawną skórę.

🖇

Wraca niepewność. O czym powinnam pisać i jaką przysięgę złożyć? Obiecuję, że będę dobra.

🖇

Wydmy stały się moją pustynią, jezioro morzem. Gdy zatęsknisz za oceanem, powiedział, zabiorę cię tutaj.

🖇

„Buntowniczy garb buntowniczy garb”. Jestem tą samą osobą, powtarzałam sobie, tylko lepszą.

(tamże)

6146. Chwile nie do zapomnienia…

Jabłoń:
(dwa dni temu obdarowana przez Häwwę,
dziś wbiła się w bawełnianą piękność
)

Jabłoń:
(gdy tylko Sadownik wrócił
do ula, wypina pierś
)
Całuj księżniczkę!

Sadownik:
(uśmiechnięty od ucha do uch
nie traci rezonu
)
„Skakaj”, żaba!

Jabłoń:
(podjęła wyzwanie, by
przywitać się na stojąco
)
Co jest? Pierwszy raz w życiu
widzisz żabę z balkonikiem?

6145. 163/365

zamieszkałam w tym, co Orzeszek wykreśliła ze swojego życia, by mogło wydarzyć się wszystko, co przyszło potem. by w tym wszystkim pojawiło się moje życie, by mógł nastać dzisiejszy, Jej urodzinowy dzień, w którym klarownie — jak nigdy wcześ­niej — widzę, w czym biorę udział. to piękne i święte wie­lo­po­ko­leniowe dzieło*.

163/365

_________
   *   wbrem tym, co głoszą, że wszystko, co mają, własnymi rękoma wyszarpali z gardła losowi.

My mother and I have improved our
relationship since she has gone.

Patti Smith, [dostęp 10.06.2026], źródło.


[asystencja: Sadownik], fragment.

Być mo­że nasi rodzice przekazują nam niekiedy namiętności tak gwałtowne, że nie pozostawiają miejsca na nic innego — zwłaszcza gdy oni sami nie mogli się im oddać w takim stop­niu, jak by pragnęli. Być może istnieje potrzeba za­dość­uczy­nienia, która nie znosi półśrodków, która wymaga, byśmy wyrąbali przecinkę w gąszczu pokoleń i za­mie­szka­li tam, zapominając o wszystkim wokoło.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Słowa „Nabierz z morza pereł, sprzedaj je, kup sobie wszyst­ko, czego ci trzeba” pisałam z myślą o matce. Wszyscy pra­gnie­my czegoś, co nam się wymyka.

Początkowo zmagałam się z bólami wychodzącej z kokonu ćmy, która usiłuje się rozepchnąć, rozciągnąć. Albo źrebaka próbującego wstać na rozchwianych nogach.

Zegar pamięci nie ma wskazówek, jego mechanizm nie porusza się stale do przodu.

Wydarzenia dziejące się na lata przed naszym narodzeniem przygotowują scenę naszego istnienia. Przyszłam na świat dzięki temu, że gdzieś daleko los rzucił kośćmi, i bar­dzo się z tego cieszę.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

środa, czerwca 10, 2026

6144. 160–161/365

im większa krzywda*, tym dłuższy jej cień. sie­dząc w nim nie dostrzeżesz krzywdy, bólu i cierpienia innych. trzeba wyjść na słońce lub dać się na nie wyciągnąć**.

160–161/365

_________
   *   nawet jeśli ma „tylko” postać poczucia.
  **  a wtedy zaczną dziać się prawdziwe cuda.

[suplement 11.06.2026]
R.S.: […]  Jeden z najwyższych urzędników administracji by­łe­go prezydenta USA Baracka Obamy powtarzał: No crisis should go to waste (Żaden kryzys nie powinien iść na marne). […] 
     W.G.: Kryzys jest tym, co trzeba twórczo wy­korzystać. […]  trzeba nie tylko zauważać dramat kryzysu, lecz także wy­strze­gać się myślenia w kategoriach końca świa­ta, a przede wszystkim — dostrzegać narodziny czegoś no­wego.

Radosław Sikorski, Wojciech Giertycb OP, Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju, Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 08, 2026

6143. 159/365

jeszcze tu je­steśmy. zaskakująco nieoczywista konkluzja wy­ni­ka­jąca z oczywistego przyszła przy porannej kawie. przyszła i roz­budziła apetyt na cud chwil, piękno odkrywanych nie­ma­te­rial­nych drobiazgów, których dostrzeganie zmienia smak wszystkiego, co jest i co może być moim/naszym udziałem.

159/365

[…]  los wyciąga nas z talii i rzuca niczym kartę ta­ro­ta. Jak się podźwignąć? Stanąć na nogach, naprostować wó­zek i za­cząć do nie­go zbierać resztki materialnego i emo­cjo­nal­ne­go życia. Rozbić je na drobne kamyki, zmielić i tańczyć w pyle.

Bezdyskusyjny dowód kryje się w niewi­dzial­nym, które naznacza serca zawziętą nadzieją.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

niedziela, czerwca 07, 2026

6142. Z oazy (CDLIII)

Połowę tej książ­ki połknęłam jeszcze na gigancie. Fusy wrażeń opadały i opadały po­nad tydzień. Nim opadły, przytkały mnie i zatrzymały, a w głowie hulała myśl, że ja tę książkę powinnam przeczytać ponad ćwierć wieku temu. Nie było to możliwe, po­nieważ ta książka ukazała się w oryginale w 2018 roku, a po polsku w 2019.

Czemu nie przeczytałam tej lektury w roku 2019? Dlaczego przeleżała na stosiku czy­tel­niczym całe lata? To trzecia książka, którą przeczytałam ostatnio, porośnięta mchem ze względu na swoją okładkę. Kogo ta grafika ma zachęcić, przyciągnąć? Jaki ma związek z tym, co znajdziemy między okładkami? Pomyślałam, że tylko facet (red­pill­owiec?) mógł coś takiego wymyśleć. Sprawdziłam na stronie tytułowej, bin­go! Na obronę gościa przez myśl mi przeszło, że może facet czerpał inspirację z ory­gi­nal­nej okładki. Niestety nie, a szkoda. Okładki — francuska, hiszpańska, włoska — są przepiękne (umieszczone na samym dole tego wpisu). Nawet niemiecka zaprasza. Polak potrafi, a w zasadzie nie umie ukryć wyssanego z mlekiem matek (do dzie­sią­te­go pokolenia wstecz) stosunku do emancypacji ludzi. Co zrobić…

Kretyńską wypowiedź sprzed lat — gdyby miała mówić o kimś więcej niż o autorce, Dorocie Wellman — pobiła aktoreczka Macha Méril ze słowami: kobiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

Gdy skończyłam czytać tę książkę, z przyjemnością przejrzałam mój osobisty aneks do rozdziału drugiego, dotyczącego bezdzietności z wyboru (niestety przenosinyblo­x-a pozbawiły mnie „fantastycznych” komentarzy, które stanowiłyby do­dat­ko­wą wspaniałą ilustrację in vivo; ogromnie żałuję, że ich nie skopiowałam). Jeśli chodzi o starość, na mój osobisty wkład skła­da się tylko tęskne wyglądanie siwych włosów, które tak bardzo chcę mieć.

To lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która chce iść swoją drogą; dla każdej, która nią już idzie, by miała czarno na białym, że dokonała najwłaściwszego wyboru mając / nie mając dzieci, męża; ciesząc się z każdej zmarszczki lub nie; czekając lub nie na srebrny włos, bo najważniejsze jest, by mieć realny wybór i móc z niego sko­rzy­stać — reszta to rekwizyty i didaskalia.

Paru bosaczków też mogłoby przeczytać tę książkę ze zrozumieniem.

[…]  polowania na czarownice przyczyniły się 
do ukształtowania naszego świata.

🖇

Jak często bywa, wyznaczenie kogoś do roli kozła ofiarnego […]  przychodzi z góry, od klas wykształconych. Narodziny mitu czarownicy zbiegają się nie­mal ściśle z momentem wynalezienia druku, o wiekopomnym również pod tym względem znaczeniu.

🖇

[…]  prowadzenie niezależnego życia, starzenie się, sprawowanie kontroli nad własnym ciałem i własną płciowością pozostają w pewnym zakresie niedostępne kobietom jako coś zakazanego. Skupię się na tych, które są we­dług mnie nowoczesnymi czarownicami, których moc i przenikliwość są dla mnie […]  natchnieniem, […]  które pomagają mi chronić się przed pio­ru­na­mi patriarchatu i lawirować między jego nakazami. […]  nie godzą się one na przymus wyrzeczenia się pełni władzy nad własnymi zdolnościami, rezygnacji ze swej wolności, ze zgłębiania swych pragnień i możliwości, peł­ne­go cieszenia się sobą. Wystawiają się w ten sposób na społeczne sankcje, które zwykle są wyrażane odruchowo lub w postaci po­tę­pia­ją­cych wyroków, każdy z nas bowiem ma w sobie głęboko wpojoną wąs­ką definicję tego, co powinno oznaczać bycie kobietą.

🖇

Zwalczano określone zachowania, określone sposoby życia. Odzie­dzi­czy­li­śmy te utrwalone przez wieki wyobrażenia. A owe negatywne obra­zy nadal wspierają w najlepszym razie cenzurę bądź autocenzurę, wszelkie możliwe narzucane nam ograniczenia; w najgorszym zaś razie wrogość, a nawet przemoc. […]  Jak pisze Françoise d’Eaubonne, „ ludzi współczesnych ukształtowały wydarzenia, o których mogą nie wiedzieć i których pamięć być może całkowicie już zginęła; faktem jednak jest, że byliby inni i myśleliby w odmienny sposób, gdyby do owych wydarzeń nigdy nie doszło”.

🖇

Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić” — głosi słynne hasło; we Włoszech z kolei w latach sie­dem­dzie­sią­tych rozbrzmiewało: „Drżyjcie, drżyjcie, czarownice powróciły!” (Trema­te, tremate, le streghe son tornate!). Domagały się one również spra­wie­dli­wo­ści, walcząc ze zbyt lekkim i beztroskim podejściem do całej tej historii.

🖇

Mężczyzn wychowuje się i socjalizuje w świecie, w którym – jak zwykło się powiadać – nie ma „księżniczki z bajki”. Przeciwnie, od samego początku uczy się ich wątpić w miłość, traktować ją jak pułapkę, zagrożenie dla ich niezależności, życie w związku zaś uznawać co najwyżej za zło konieczne. Kobietom z kolei wpaja się skłonność do oczekiwania wielkiej miłości, która zapewni im szczęście, dzięki której zaznają bogactw i przyjemności wza­jem­nej bliskości, która pozwoli im poznać siebie same.

🖇

[…]  jak dowodzi Carolyn Merchant. […]  „Czarownica, symbol siły natury, rozpętywała burze, wywoływała choroby, niszczyła plony, szkodziła płod­no­ści i mordowała dzieci. Kobietę siejącą zamęt, podobnie jak szerzącą cha­os naturę, należało trzymać pod kontrolą”. Spętawszy i udomowiwszy obie te siły, sprowadzono je następnie do funkcji ozdobnika, przemieniono w „za­so­by psychiczne i rekreacyjne, czekające na przemęczonego męża przed­siębiorcę”.

🖇

Niemieckie słowo Hexe („czarownica”), angielskie hag (synonim słowa cro­ne, „starucha”, „wiedźma”) i hedge („żywopłot”, „szpaler”, a w szerszym zna­czeniu „skraj”, „kres”, „granica”) mają wspólny rdzeń. Słowo hag po­cząt­ko­wo nie było pejoratywne i oznaczało „mądrą kobietę siedzącą na żywopłocie — granicy między wsią i dziczą, światem ludzi i światem du­chów”, jak objaśnia Starhawk. Wraz z rozpętaniem polowań na czarownice ta święta mądrość i władza, wcześniej otaczane podziwem i darzone sza­cun­kiem, okazały się czymś niebezpiecznym, a niekiedy wręcz zabójczym.

🖇

Rozczochrane, nieposłuszne czy niezdyscyplinowane włosy siłą rzeczy wskazują na czarownicę.
   — Judika Illes

🖇

[…]  gdy chodzi o przyswojenie sobie czyjejś siły, kontakt z obrazem czy myślą może wystarczyć do wywołania spektakularnych skutków.

🖇

Sztuka, podobnie jak magia, polega na manipulowaniu symbolami, słowami i obrazami w celu wywołania zmiany w świadomości.

🖇 📎

Niezależność, wbrew temu, w co każe się nam dzisiaj wierzyć, szantażując nas „zemstą”, nie oznacza braku więzi, lecz możliwość nawiązywania re­la­cji z poszanowaniem dla naszej nietykalności i wolnej woli, co sprzyja na­sze­mu rozwojowi, zamiast go blokować, i to niezależnie od sposobu życia, samodzielnego bądź w parze, z dziećmi albo bez nich. Czarownica, jak pisze Pam Grossman, „to jedyny kobiecy archetyp obdarzony władzą samą z siebie. Nie pozwala się ona określać nikomu innemu. Żona, sio­stra, matka, dziewica, kurwa — te archetypy są ufundowane na re­la­cjach z innymi. Czarownica z kolei to kobieta, która utrzymuje się o własnych siłach, samodzielnie i bez pomocy innych”.

🖇

Mężczyźni najmniejszy powiew równości odczuwają tak, jak gdyby był niszczycielskim tajfunem — podobnie jak ludność większościowa czuje się zaatakowana i śmiertelnie zagrożona, gdy tylko ofiary jej rasizmu zaczną przejawiać najmniejszą choćby gotowość do stawienia oporu i samo­obro­ny. Prócz odrazy, jaką budzi myśl o wyrzeczeniu się swoich przy­wi­le­jów (przywileju bycia mężczyzną czy białym), reakcja ta zdradza nie­zdol­ność panujących do zrozumienia doświadczenia uciśnionych […].

🖇

[…]  racją bytu mediów jest często ideologia, nie zaś informacja: tendencyjne z założenia materiały przygotowywane nieraz bez najmniejszej dozy krytycyzmu, brak jakichkolwiek skrupułów czy dyscypliny, inte­lek­tu­al­ne lenistwo, pogoń za sensacją, konformizm i oportunizm, funk­cjo­no­wa­nie w obiegu zamkniętym bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością… „Dziennikarstwo poświęcone trendom zyskuje posłuch nie dzięki temu, że opisuje coś, co istnieje, ale dzięki sile powtórzeń” – zauważa [Susan] Faludi. Teza powtarzana w tym czasie do znudzenia i odmieniana przez wszystkie przypadki zawierała się w dwóch kłamstwach: 1) feministki odniosły zwy­cięstwo, udało im się uzyskać równość; 2) odtąd są one nieszczęśliwe i sa­motne.
     Drugie twierdzenie nie ma na celu opisania jakiejś sytuacji, lecz za­stra­sze­nie, sformułowanie pewnej przestrogi: te kobiety, które ośmielą się po­rzu­cić właściwe im miejsce i zechcą żyć na własny rachunek, zamiast po­zo­stać na służbie u swego męża i dzieci, działają na swą zgubę.

🖇

[…]  apostatki małżeństwa zawsze miały krytyczny dystans, a nawet cał­ko­wity brak zaufania do tych ról [dobra żona, stateczna matka]. Są to kobiety twórcze, które dużo czytają i mają bogate życie wewnętrzne: „Istnieją one poza spojrzeniem mężczyzny i poza spojrzeniem innego, gdyż ich samotność wypełniona jest dziełami i osobami, żywymi i zmarłymi, bliskimi i nie­zna­ny­mi, których towarzystwo — obecność bezpośrednia, wyobrażona bądź zapośredniczona poprzez ich dzieła – stanowi fundament dla budowanej przez nie tożsamości”.

🖇

„Słownik definiuje «awanturnika» jako «osobę, którą spotykają przygody, która ceni je bądź ich poszukuje», jednak «awanturnicę» jako «kobietę go­to­wą na wszystko, by zdobyć bogactwo bądź pozycję społeczną»” – pisze Gloria Steinem.

🖇

Instytucja macierzyństwa nie jest tym samym co rodzenie i wy­cho­wa­nie dzieci, tak jak instytucja heteroseksualności to nie to samo co intymność i miłość.
   — Adrienne Rich (1929–2012)

🖇

[…]  znajomość samej siebie nie jestegoizmem”, skupieniem na so­bie, lecz królewską drogą wiodącą ku innym. Wbrew temu, co sta­ra się nam wmawiać natarczywa propaganda, tradycyjnie pojmowana ko­bie­cość nie jest ostatnią deską ratunku: wejście w tę rolę i przyjęcie zwią­za­nych z nią wartości nie tylko nie gwarantuje nam bezpieczeństwa, lecz nas osłabia i zubaża.
     Litość zarezerwowana dla niezamężnych kobiet może równie dobrze skrywać chęć odsunięcia niebezpieczeństwa, którego się w nich upatruje.

🖇

„Precz z małżeństwem, nie z mężczyznami” — jak można było przeczytać w ulotce rozdawanej podczas Kongresu Zjednoczenia Kobiet w Nowym Jorku w roku 1969. […]  tak, kobieta również może, wbrew wszystkiemu i nie zważając na nic, dążyć do spełnienia swego powołania.

🖇

Nie wolno nie doceniać potrzeby przedstawień, jaką żywimy – przed­sta­wień podzielanych przez większość lub też wywodzących się z kontrkultury — które, nawet jeśli nie jesteśmy tego w pełni świadomi, wspierają nas, do­da­ją energii, nadają sens, oddźwięk i głębię naszym życiowym wyborom. Potrzebujemy klisz pod śladami naszego istnienia, by to istnienie ożywiać, podtrzymywać i właściwie oceniać, by wplatać w nie istnienie innych osób i wyrażać w nim ich obecność, ich akceptację.

🖇

Zamiast rozwijać w sobie całą paletę ludzkich przy­mio­tów, zadowalamy się częścią z nich, które zwie się albo ko­bie­cy­mi, albo męskimi, szukając swego dopełnienia w innym, w po­wierz­chow­nych relacjach przeżywanych jak uzależnienie.

🖇

Chłopców zachęca się do tego, by patrzyli na swą przyszłość w sposób moż­li­wie śmiały, jak na przygodę. Podbój świata w pojedynkę stanowi naj­bar­dziej romantyczne przeznaczenie, jakie mogą oni sobie wyobrazić, mając przy tym nadzieję, że nie zrujnuje im tego żadna ko­bie­ta. W przypadku ko­bie­ty jednak perspektywa podążania własną drogą odmalowywana jest ja­ko coś przygnębiającego i żałosnego, póki na obrazku nie pojawi się jakiś ko­leś. Wynalezienie świata poza tymi krępującymi ramami konwencji oka­zu­je się zadaniem niemal niewykonalnym!

🖇

[…]  przekonanie, że kobiety są jednostkami niezależnymi, a nie jedynie dodatkiem, wozem czekającym na zaprzęg, z trudem toruje sobie drogę do świadomości — i to nie tylko wśród kon­ser­wa­tywnych polityków.

🖇

Nawet jeśli nie przysługuje jej w tym prawo wyłączności, niezamężna ko­bie­ta ucieleśnia kobiecą niezależność w jej najbardziej jawnej, oczywistej postaci.

🖇 📎📎

„Bezdzietna kobieta” i „matka” są fałszywymi opozycjami, które służyły instytucji zarówno macierzyństwa, jak i hete­ro­sek­su­al­no­ści. Takie proste kategorie po prostu nie istnieją.
   — Adrienne Rich

🖇

Żal wykorzystuje się jako groźbę, aby zmusić krnąbrne kobiety do ma­cie­rzyń­stwa nawet wówczas, gdy dostęp do aborcji nie jest utrudniony.

🖇

[…]  kobiety nie mogące mieć dzieci, mimo że tego chcą, bez wątpienia wię­cej łączy ze szczęśliwymi matkami niż z kobietami bezdzietnymi z wyboru.

🖇

[…]  rodzicielstwo nie powinno być niczyim obowiązkiem […]  [byśmy dostrzegli] konieczność zastanowienia się nad obowiązkiem ma­cie­rzyń­stwa nakładanym na kobiety. Żal odczuwany przez część z nich wska­zu­je na to, że istnieją drogi, które społeczeństwo przed nimi zamknęło, z gó­ry zacierając alternatywne szlaki, do których należy rezygnacja z ma­cie­rzyń­stwa. Gdyby otworzyć je na nowo, świat najpewniej wcale by się nie za­wa­lił. A być może uniknęlibyśmy w ten sposób wielu tragedii, bez­sen­sow­ne­go bólu i cierpienia, zmarnowanych życiowych szans. Dostrzeglibyśmy wtedy, jak wiele jeszcze nieoczekiwanych odsłon szczęścia czeka nas tuż za rogiem.

🖇

Niech społeczeństwo zacznie doceniać wolność kobiet
do tego, by były, kim być chcą […].

🖇

[…]  wobec kobiet bezdzietnych z wyboru zawsze formułuje się tę samą groźbę: „Pewnego pięknego dnia jeszcze pożałujesz!”. To wyraz na­der osobliwego rozumowania. Czy można zmusić się do zrobienia czegoś, na co nie ma się najmniejszej ochoty, tylko po to, by zapobiec hipo­te­tycz­ne­mu żalowi rzutowanemu w daleką przyszłość? Argument ten wtłacza na po­wrót osoby, których dotyczy, w tę samą logikę, której wiele z nich stara się uniknąć, logikę przezorności i zapobiegliwości, do której zmusza obec­ność dziecka i która może pochłonąć teraźniejszość w nadziei na za­pew­nie­nie sobie lepszej przyszłości […].

🖇

Kobiety tworzące coś innego niż dzieci przez wielu ludzi
uważane są za istoty niebezpieczne.

   — Pam Grossman

🖇

Znudził mnie już ten temat! Proszę mi wybaczyć, staram się być grzeczna, ale to jest naprawdę denerwujące! Czy podobne pytania stawia się bez­żen­nym pisarzom, którzy również nie mają dzieci?
   — Rebecca Solnit

🖇

[K]obiety, które nie rodzą dzieci, są błędem.

🖇

Nie miałam uczucia, że wyrzekam się macierzyństwa, po prostu nie było moim przeznaczeniem. Pozostając bezdzietną, spełniałam moją naturalną kondycję.
   — Simone de Beauvoir

🖇

W tej różnorodności możliwych ról tkwi ogromne,
acz niedoceniane bogactwo.

🖇

Te, które urodziły się po to, by zostać matkami, te, które urodziły się, by być ciociami, i te, którym w żadnym razie nie powinno się pozwalać zbliżać do dzieci na mniej niż trzy metry. I nader ważne jest, by wiedzieć, do której z tych kategorii się należy, gdyż błędy popełniane w tej dziedzinie rodzą me­lan­cholię i tragedię.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Mężczyzna, który nie zostaje ojcem, uchyla się od pełnienia pewnej funkcji społecznej, podczas gdy kobieta zmuszona jest odgrywać w ramach ma­cie­rzyń­stwa spełnienie swej głębokiej tożsamości. Na gruncie logiki, gdyby pragnienie posiadania dziecka było naturalne, u tych kobiet, które go nie doświadczają, powinno się wykryć pewną anomalię biologiczną.

🖇

Nie sposób przewidzieć, na którym polu zatrzyma się to wielkie koło ruletki uczuć. „Ktoś może chcieć zostać rodzicem, a ktoś inny może tego nie chcieć dokładnie z tych samych powodów: pragnienia odgrywania jakiejś roli, wy­wie­rania na coś wpływu, odnalezienia własnej tożsamości, zbudowania z kimś bliskiej więzi, pogoni za przyjemnością czy nieśmiertelnością” — za­uważa Laurie Lisle.

🖇

Co więcej, jako że budowa ich ciała daje kobietom możliwość noszenia cią­ży, Natura pragnie również, by to one, nie kto inny, zmieniały dziecku pie­lu­chy po urodzeniu, chodziły z nim na wizytę do pediatry, a skoro już przy tym jesteśmy, by to one, nie kto inny, myły podłogę w kuchni, zaj­mo­wały się praniem i pamiętały o kupieniu papieru toaletowego przez następne dwadzieścia pięć lat. To się nazywainstynkt macierzyński”.

🖇

W postępowych środowiskach nikt już nie ośmieliłby się tłumaczyć gejom czy lesbijkom, że ich praktyki seksualne są problematyczne, że pragną nie­wła­ściwych osób, a ich narządy płciowe nie zostały stworzone po to, by tak ich używać: „Przepraszam bardzo, ale instrukcja obsługi mówi co in­ne­go, w zgodzie z naturą należy…”. Tymczasem gdy chodzi o kobiety i noworodki, wszystkim radośnie puszczają hamulce. Stajemy wówczas oko w oko wy­łącz­nie z entuzjastycznymi orędownikami najwęziej rozumianego bio­lo­gicz­ne­go determinizmu.

🖇

[…]  każde ludzkie istnienie zbija nieskończoną liczbę kręgli i pozostawia po sobie głębokie piętno, które nie zawsze łatwo opisać.

🖇

Liczba dzieci maltretowanych, bitych albo gwałconych zmusza również do zadania sobie pytania, czy naprawdę wszyscy, którzy je mają, tak bardzo je kochają. Poza tym wolno przecież nie szukać towarzystwa dzieci, a nawet szczerze ich nie cierpieć, choćby przyszło w ten sposób bezlitośnie pozbawić otoczenie złudzeń, niszcząc wizerunek delikatności i poświęcenia, jaki wiąże ono z Kobietą.

🖇

Powstrzymanie się od rodzenia dzieci może być sposobem na to, by po­cią­gnąć spo­łe­czeń­stwo do odpowiedzialności za jego niedomogi i porażki, by odmówić mu odpuszczenia win, by zadekretować, że nie będzie po­ro­zu­mie­nia, co bez wątpienia tłumaczy niesmak, jaki budzi ono u innych. Jednak owoniestanowi odwrotność pewnegotak”: wypływa z prze­ko­na­nia, że ludzki los mógłby być znacznie lepszy, wynika z buntu prze­ciw temu, co robimy z życiem i ze światem.

🖇

Niektóre z kobiet jednak, niezależnie od relacji z mężczyznami, a także od tego, czy czują jakieś powołanie czy też nie, znajdują inny sposób na to, by uniknąć wtłoczenia w rolę oddanej służącej: nie chcą mieć dzieci; pragną zrodzić samą siebie, zamiast przekazywać życie, wynaleźć kobiecą toż­sa­mość, która świetnie obywałaby się bez macierzyństwa.

🖇 📎📎📎

Ujmując najogólniej, największą wadą kobiet w sile wieku jest ich do­świad­cze­nie. […]  siwiejące włosy akceptuje się u mężczyzn, źle zaś widziane są one u kobiet: doświadczenie bowiem, na jakie wskazują, u pierw­szych trak­tu­je się jako coś kuszącego i dodającego im pewności siebie, u drugich zaś — jako zagrożenie.

🖇

Piosenkarka Patti Smith, ze swymi siwymi, nieposkromionymi włosami, rzucającymi się w oczy zarówno z powodu ich koloru, jak i swobody, z ja­ką je nosi, uprawia swą sztukę, nie dbając w najmniejszym stopniu o oznaki urody, uległości i delikatności, jakich oczekuje się od kobiet, i ma w sobie wszystko z nowoczesnej czarownicy.

🖇

Mężczyźni wcale nie starzeją się lepiej od kobiet,
tyle że oni mają prawo się starzeć.

🖇

Polowania na czarownice wymierzone były zwłaszcza w kobiety starsze dlatego właśnie, że wykazywały się one pewnością siebie, która dla męż­czyzn była nie do zniesienia. Ośmielały się bowiem odpowiadać swoim są­sia­dom, księżom i pasterzom, a nawet sę­dziom i katom.

🖇

A starzenie się to coś cudownego, oznacza bowiem, że ma­my moż­li­wość, każdego dnia, żyć pełnią życia i za­zna­wać szczęścia […].

🖇

Nabywa doświadczenia, nawet jeśli nie pewności siebie. Próg tolerancji dla tego typu zmian jest jednak bardzo niski: pewna siebie kobieta, mająca własne zdanie, wła­sne pragnienia i wiedząca, czego nie chce, nader szybko zaczyna uchodzić za jędzę […].

🖇

Sophie Fontanel formułuje następującą filozoficzną tezę: „Kobiety nie są skazane na to, by pozostawały takie, jakie były w młodości. Mają prawo wzbogacić się o inne aspekty, przybrać inną postać piękna”. (Dopowiada: „Nie twierdzę, że to jakiś obowiązek, każda z nich może robić to, co jej się żywnie podoba”. […]  Bycie kobietą nigdy nie jest proste, a każda z nas do­ko­nu­je własnych osądów – które mogą się zmienić, ewoluując w tym czy w innym kierunku — tak jak potrafi i jak sobie tego życzy).

🖇

Wszystkie niepokorne kobiety uchodzą za brzydkie” — odkrywa David Le Breton. Amerykańska filozofka Mary Daly zauważa zaś, że „pięk­no twór­czych i silnych kobiet” jest „«brzydkie» wedle mizoginicznych kry­te­riów piękna”. Nabieranie wieku oznacza utratę płodności, mocy uwodzenia — przynajmniej wedle panujących kryteriów — i przydatności kobiety w cha­rak­te­rze osoby świadczącej usługi na rzecz męża i dzieci: oznacza by­cie oso­bą niepodległą, nawet wbrew sobie. Budzi to lęk, jakim zawsze na­pa­wa po­stać kobiety, która „istnieje już nie tylko po to, by powoływać do życia inne istoty i się o nie troszczyć, lecz również po to, by sama się two­rzyć i trosz­czyć się o siebie” — jak pisze Cynthia Rich. Starze­ją­ce się kobiece ciało „przy­pomina o tym, że kobiety są sobą nie tylko dla innych”.

🖇

Nawet jeśli społeczeństwo stara się ją stłumić, zyskujemy moc, która niekiedy pozwala nam dokonać transformacji trudnych życiowych doświadczeń.

🖇

Dyskredytowanie kobiecego doświadczenia wyrządza kobietom ogromne krzywdy i boleśnie je okalecza. Zmuszanie ich do tego, by zmieniały się w jak najmniejszym stopniu, cenzurowanie oznak ich rozwoju oznacza za­my­ka­nie ich w klatce logiki odbierającej im jakąkolwiek moc. Wystar­czy­ła­by chwila za­sta­no­wienia, by zrozumieć, jakim szaleństwem jest idealizacja wpisana w kult piękna.

🖇

Niezależnie od tego, że mężczyźni mają się za „wcieloną duchowość”, są oni równie „bliscy materii” jak kobiety, a proces rozkładu ich ciał nie jest ani wol­niej­szy, ani mniej widoczny. Tym, co ich różni, jest jedynie władza po­zwa­lająca im na to, by takie szczegóły nie miały znaczenia. W sferze pry­wat­nej, na ulicy, w miejscu pracy, w parlamencie mogą oni obwieszczać kobietom przyjemność lub nieprzyjemność, jaką sprawia im widok ich ciała czy stroju, zarzucać im nadwagę bądź wiek, będąc pewni, że ich własne ciało czy ubiór, ich własna waga lub wiek nigdy nie staną się tematem dyskusji.

🖇 📎📎📎📎

To czarownicom udało się dojść do głębszego zrozumienia funk­cjo­no­wania kości i mięśni, roślin i substancji leczniczych, już wte­dy, gdy medycy w swych diagnozach uciekali się do pomocy astrologii”. Jak więc widać, odwaga, przenikliwość, niepoddawanie się losowi, a także wal­ka z utrwa­lo­ny­mi przesądami niekoniecznie były po stronie tych, po któ­rych byśmy się tego spodziewali. „Dysponujemy masą dowodów na to, że te rzekome «czarownice» należały do osób najgłębiej w owej dobie zwią­za­nych z nauką” — pisała Matilda Joslyn Gage w roku 1893. Koja­rze­nie ich z Szatanem oznaczało, że wychodziły poza dozwoloną im działalność, wkra­cza­jąc na teren zarezerwowany dla mężczyzn. „Uśmiercanie za po­mo­cą tor­tur było metodą, jaką Kościół katolicki wykorzystywał do walki z ko­bie­cym intelektem, bo wiedzę, którą dysponowały, uznawano za coś wysoce szko­dliwego”.

🖇

Analiza Matildy Joslyn Gage (z roku 1893, przypomnijmy) bez wątpienia wydaje się o wiele bardziej przekonująca: „W tym okresie umysł ludzki po­py­cha­ny był w jednym tylko kierunku. Nauczanie Kościoła, wedle któ­re­go dla własnego zbawienia trzeba zdradzać przyjaciół, zrodziło w końcu skraj­ny egoizm. Resztkę ludzkich uczuć utracono, gdy każdy podejmował wy­si­łek, by zapewnić sobie bezpieczeństwo kosztem pozostałych, nawet naj­bliż­szych, z którymi łączyły ich więzy krwi czy miłości. Zewsząd wyrugowano miłosierdzie, czułość i współczucie.

🖇

Powód rzeczywistej trwałości symboli religijnych tkwi w lęku naszych umy­słów przed próżnią. Systemów symbolicznych nie sposób ot tak od­rzu­cić; trzeba je czymś zastąpić.
   — Carol P. Christ

🖇

Kult ten [racjonalności] determinuje zarazem nasze podejście do świata, zasady organizowania wiedzy na jego temat, a także sposób, w jaki nań wpływamy i jak go zmieniamy. Prowadzi on do ujmowania świata w po­sta­ci zbioru odrębnych od siebie elementów, bezwładnych i pozbawionych jakiejkolwiek tajemnicy, postrzeganych wyłącznie pod kątem ich natych­mia­sto­wej użyteczności; zbioru elementów, które można poznać w sposób obiektywny i które trzeba uporządkować, by wprząc je w służbę produkcji i postępu. Pozostaje on pod jarzmem nauki traktowanej jako metoda pod­bo­ju świata, wizji przejętej w spadku po XIX wieku, choć od tamtej pory fizyka kwantowa zmąciła już ten optymizm, by nie powiedzieć, że ośmieszyła tę arogancję. Mówi nam ona raczej o świecie, w którym każda objaśniona tajemnica odsłania kolejne, w którym, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie się tak dziać bez końca. W świecie tym przed­mio­ty nie są od siebie oddzielone, lecz się przenikają, i mamy do czynienia raczej z przepływami energii i procesami niż z obiektami o nie­zmien­nej tożsamości; obecność obserwatora wpływa na przebieg do­świad­cze­nia, nic nie trzyma się ustalonych reguł, za to panują nieregularność, nieprzewidywalność, niewytłumaczalne „przeskoki”. […]  współczesna fizyka potwierdza jedynie intuicję czarownic. Fizyk Bernard d’Espagnat uważał, że zważywszy na niemożność zdobycia wiedzy osta­tecz­nej, ze względu na opór stawiany przez materię i świat nie byłoby ab­sur­dem odwołanie się do sztuki, która może dostarczyć nam ulotnych ujęć czegoś, co zawsze będzie się wymykać naszemu rozumieniu […].

🖇

Obarcza się nas winą i zmusza do posłuszeństwa i rezygnacji. Czy można nas obciążać odpowiedzialnością za społeczeństwo, w którym przyszliśmy na świat, a w którym nasz margines swobodnego działania jest w sposób nieunikniony ograniczany?

🖇

Sporo czasu zajęło mi zrozumienie tego, że inteligencja nie jest cechą bez­względ­ną, ale że może się diametralnie wręcz zmieniać w zależności od kontekstu, w jakim się znajdujemy, i od osób, z którymi się stykamy. Oko­licz­no­ści oraz rozmówcy są w stanie odsłonić i wydobyć całkiem różne aspekty nas samych, pobudzić albo stłumić nasz intelektualny potencjał. Społeczeństwo bowiem wyznacza kobietom i mężczyznom zgoła różne i odmiennie wartościowane obszary kompetencji i umiejętności, przez co właśnie kobiety częściej są w sytuacji, w której okazują się idiotkami.

🖇

Oczywiście, emocje mogą nas również oślepiać, czynić podatnymi na manipulacje. Nie uchronimy się jednak przed takim ryzykiem, udając, że potrafimy przejść nad nimi do porządku, bo tak czy owak zawsze w nas tkwią.

🖇

Filozof Michel Hulin przypomina z kolei, że dążenie do czystej racjo­nal­no­ści, wyzbytej wszelkich emocji, jest iluzoryczne. U źródeł każdej dyscypliny umysłowej — twierdzi — choćby najbardziej sformalizowanej i naj­ściś­lej­szej, leży pewna afektywna preferencja: chociażby taka, która sprawia, że wolimy „porządek od chaosu, klarowność od mglistości, zupełność od nie­peł­ności, spójność od wewnętrznej sprzeczności”. […]  Kończy zaś: „Gmach naszych teoretycznych konstrukcji we wszystkich dziedzinach wiedzy wzno­si się na ruchomych piaskach preferencji emocjonalnych”.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.

Bo trze­ba odwagi, by nie tylko zakwestionować los, na który jest się skazaną, lecz również cały globalny ład, w który się on wpisuje. […]  Zawsze przecież chodzi o to, by nakłonić innych, żeby cię w końcu wysłuchali, żeby uwzględnili twój punkt widzenia, by odsłonić kulisy i wy­sta­wić je na widok publiczny.

🖇

Niekiedy samo życie zadaje kłam wszelkim przesądom.

🖇

Bycie czarownicą to obalanie panujących praw […]. – To wynajdowanie innego prawa.

🖇

Jeśli jesteś kobietą i jeśli odważysz się wejrzeć w samą siebie, przekonasz się, że już jesteś czarownicą.
   — Manifest WITCH, Nowy Jork 1968

🖇

Czarownica zjawia się o zmierzchu, gdy wszystko wy­daje się już stracone. To ona jednak odnajduje zasoby nadziei na dnie rozpaczy.

(tamże)