piątek, kwietnia 10, 2026

6068. Z oazy (CDXXXVII)

W Wiel­ką Sobotę, nim ruszyliśmy w drogę, z radia wyciekł tytuł tej książki. Klik, klik, nim wszystkie niezbędne rzeczy zostały spakowane. W poniedziałek było po lekturze, jest doskonała!

Wybieranie, cedzenie wyimków, z powodu owej doskonałości, zajęło mi wiele dni, ale już, ufff, mam pod ręką wszystko, co chcę mieć.

Wbrew pozorom ogrodnik nie wyrasta z nasion, pędów, cebulek, bulw ani odnóżek, ale powstaje z doświadczenia, środowiska zewnętrznego i warunków przyrodniczych.

🖇

[…]  Adam – podobnie jak my, dzieci – nazrywał niedojrzałych owoców i zo­stał za to wygnany z raju; od tamtej pory owoce z drzewa żywota będą zawsze niedojrzałe.

🖇

Istnieje parę forteli, które można zastosować wobec pogody, aby wymusić jej zmianę. Na przykład kiedy ktoś włoży na siebie wszystkie najcieplejsze ubrania, jakie tylko posiada, wtedy z reguły nadchodzi ocieplenie. Odwilż następuje również w momencie, w którym kilku przyjaciół wyruszy w góry, aby wreszcie pojeździć sobie na nartach.

🖇

„Nawet styczeń nie jest dla ogrodnika czasem bezczynnym” – mówią pod­ręcz­ni­ki ogrodnictwa. Rzeczywiście tak jest, bowiem w styczniu ogrodnik przede wszystkim

u p r a w i a   p o g o d ę.

     Wszystko dlatego, że pogoda cierpi permanentnie na pewną przy­pa­dłość: otóż nigdy nie jest, jak trzeba. Zawsze przesadza w jedną albo drugą stronę. […]
     Jeżeli ludzie, dla których pogoda nie jest kwestią kluczową, mają tyle powodów, żeby na nią narzekać, to co dopiero mówić o ogrodniku!

🖇

Krótko mówiąc, przygotowanie gleby dla nasionek
jest wielką tajemnicą i magicznym obrzędem.

🖇

[…]  znienacka, w tajemniczym i niepostrzeżonym momencie (ponieważ tego momentu nikt nigdy nie widział ani nie zarejestrował), po cichutku rozstępuje się ziemia i pojawia się pierwszy kiełek. […]  Tylko dwa listeczki na bladej nóżce, ale jest to tak dziwne, ma tyle wariantów, z każdą roślinką bywa inaczej… Ale co to ja chciałem powiedzieć? Już wiem: nic albo tylko to, że życie jest bardziej skomplikowane, niż możemy sobie wyobrazić.

🖇

Ogrodnik w lutym kontynuuje styczniowe prace, zwłaszcza te zwią­zane z uprawianiem pogody. […]  ten najkrótszy z miesięcy, ten knypek wśród innych miesięcy, ten miesiąc niedonoszony, przestępny i ogólnie niesolidny […]  Diabli wiedzą, dlaczego w latach przestępnych dodaje się jeden dzień akurat temu perfidnemu, katarogennemu, ba­ła­mut­ne­mu miesięcznemu grzdylowi; rok przestępny powinien mieć jeden dzień więcej w cudnym maju, niech tych dni będzie trzydzieści dwa i tak będzie najlepiej. A nie dręczyć ogrodników dodatkowym dniem lutowym.

🖇

Kolejną pracą sezonową w lutym jest  ś c i g a n i e   p i e r w s z y c h   o z n a k   w i o s n y. […]  taki pierwszy motyl to przeważnie ostatni motyl zeszłoroczny, który tylko przez niedopatrzenie nie kopnął w kalendarz.

🖇

Wszystko, co istnieje, dzieli się na to, co nadaje się do gleby, i na to, co się nie nadaje.

🖇

[…]  do czego są potrzebne ogrodnikowi plecy? Wygląda na to, że tylko do tego, żeby od czasu do czasu mógł się rozprostować, wzdychając: „Uch! Moje plecy!”. Jeżeli chodzi o nogi, to są w porządku: dają się składać na róż­ne sposoby: można na nich kucać, klęczeć, siedzieć albo zarzucić je sobie na szy­ję; palce nadają się jako pikownik do robienia dziurek w ziemi, dłonie można wykorzystać do rozdrabniania grudek albo pecyn, głowa służy do za­wie­sze­nia fajki; tylko grzbiet pozostaje rzeczą niesforną, którą ogrod­nik próbuje bezskutecznie zgiąć w odpowiedni sposób.

🖇

Ze wszystkim na świecie da się coś robić, wszystko można naprawiać i re­for­mo­wać, tylko z pogodą nic zrobić się nie da. Nie pomoże ani gorliwość, ani megalomania, ani innowacja, ani dociekliwość, ani bluźnierstwo; pąk otworzy się, a kiełek wyjrzy z ziemi dokładnie w chwili, kiedy przyjdzie jego czas i zechce tego prawo przyrody. W tym miejscu uświadamiasz sobie z pokorą bezsilność człowieka; pojmujesz, że cierpliwość jest matką mądrości

🖇

My, ogrodnicy, wierzymy również w absolutną prawdziwość ludowych pro­gnoz […], że „co marzec wypiecze, to kwiecień wyciecze” i w inne pro­gno­zy, które dają świadectwo, że ludzie od zarania czasu mają złe do­świad­cze­nia z pogodą. […]  ludowe przepowiednie wróżą przeważnie rzeczy zło­wieszcze i nieprzyjemne. […]  odnotować należy, iż istnienie ogrodników, którzy – nie bacząc na te paskudne doświadczenia z pogodą — co roku wi­ta­ją z entuzjazmem wiosnę, daje świadectwo niezmordowanego i nad­przy­ro­dzo­nego optymizmu rodzaju ludzkiego.

🖇

Z im większą trwożliwą ostrożnością będziecie pracować, tym więcej szkód narobicie; dopiero lata praktyki nauczą was mistycznej i pierwotnej pew­no­ści prawdziwego ogrodnika, który stawia nogi gdzie popadnie, a mi­mo to niczego nie zadeptuje; a kiedy mu się to zdarzy, przy­naj­mniej się tym w ogóle nie przejmuje. To tylko tak na marginesie.

🖇

Rzeczywiście człowiek nie zastanawia się, po czym kroczy; pędzi wciąż gdzieś jak wariat i co najwyżej zwróci oczy ku górze, jakie są piękne chmu­ry albo tam, daleko ładny horyzont, albo imponujące niebieskawe góry; ale nawet nie spojrzy pod nogi, żeby pochwalić, jak zachwycająca gleba ścieli mu się u stóp.

🖇

Człowiek ogrodnik z pewnością powstał na drodze ewolucji kulturalnej, nie naturalnej. Gdyby rozwijał się zgodnie z przyrodą, to wyglądałby inaczej: nogi miałby jak żuk, żeby nie musiał kucać, no i miałby skrzydła po pier­wsze z powodów estetycznych, a po drugie po to, żeby móc zawisnąć nad swoimi rabatkami.

🖇

Mówi się „Święto Pracy”, a nie „Święto Osiągnięć”; ale przecież człowiek powinien być dumny z tego, co osiągnął, a nie z tego, że w ogóle pracował.

🖇

Prawdopodobnie każdy z nas ma w sobie jakiś odziedziczony po przodkach gen plantatora; nawet kiedy nie hodujemy choćby pelargonii albo cebuli na pa­rapecie, gdy przez okrągły tydzień świeci na nas słońce, zaczynamy spo­glą­dać z troską w niebo i mówić sobie na dzień dobry:
     — Już by mogło popadać.
     […]  Żaden cud słońca nie może dorównać cudowi błogosławio­ne­go desz­czu. […]  Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą: trawa, ja, gleba; tak jest nam dobrze.

🖇

Według filozofii niemieckiej brutalna rzeczywistość to jest po prostu to, co jest (Sein), natomiast wyższy moralny po­rzą­dek (Sollen) jest tym, co po­win­no być. Czyli ogrodnik, zwłaszcza w lipcu, skłania się ku temu wyższemu po­rząd­kowi, wiedząc dobrze, co powinno być. „Powinno popadać” – stwier­dza z całym przekonaniem.

🖇

🖇

[…]  przy każdej z tych okazji ogrodnik wygrzebuje z ziemi niewiarygodne bogactwo kamieni i innego świństwa. Najwyraźniej te kamienie wy­ra­sta­ją z jakichś nasion albo lęgną się z jajeczek, albo są nieustannie wy­pierane z niezbadanego jądra globu – pewnie ziemia tymi kamieniami się po prostu poci.

🖇

Prawdziwy ogrodnik może, ot tak, wetknąć w ziemię kawałek liścia, a wy­rośnie mu z tego dowolny kwiatek, a my, laicy, musimy cackać się z ho­do­wa­niem sadzonek, pieczołowicie je zwilżać, chuchać na nie, karmić zmie­lo­nym ro­giem albo odżywkami dla niemowląt; a w końcu i tak nam toto zmar­nieje albo uschnie. Myślę, że muszą w tym być jakieś czary […]

🖇

Na swój sposób — z ogrodniczego punktu widzenia — wrzesień to wdzięcz­ny i ważny miesiąc; nie tylko dlatego, że kwitną wtedy nawłoć, złocień ja­poń­ski i jesienne astry, nie tylko z waszego powodu, ciężkie i zadziwiające da­lie; wiedzcie, ludzie niewierni, że wrzesień jest miesiącem wybranym dla wszystkiego, co kwitnie po raz drugi; jest miesiącem drugiego kwiatu; mie­sią­cem dojrzewającej winorośli. To są tajemnicze własności września, peł­ne głębszego sensu, ale przede wszystkim jest to miesiąc, w którym po­now­nie otwiera się ziemia, a to znaczy, że znów  m o ż e m y   s a d z i ć!

🖇

🖇

Już nie da się dłużej zaprzeczać: jest jesień. Poznacie ją po tym, że kwitną jesienne astry i jesienne chryzantemy – te jesienne kwiaty kwitną ze szcze­gól­ną siłą i hojnością, nie robią z tym ceregieli, kwiat to kwiat, ale za to w ja­kich ilościach! Powiadam wam, że rozkwit wieku dojrzałego jest sil­niej­szy i żarliwszy niż gorączkowe i ulotne triki wczesnej wiosny. Są w nim roz­sądek i konsekwencja dojrzałego człowieka: jak już kwitnąć, to rzetelnie; i mieć mnóstwo miodu, żeby zleciały się pszczoły. Cóż znaczy spadający liść wobec tego bogactwa jesiennego kwitnienia? Czy widzicie ten brak zmęczenia?

🖇

To tylko takie gadanie, że październik, że przyroda szykuje się do snu zi­mo­we­go; ale ogrodnik wie lepiej, zapytajcie go, a powie wam, że paź­dzier­nik jest miesiącem równie dobrym jak kwiecień. Bo też trzeba wam wie­dzieć, że październik to pierwszy wiosenny miesiąc, miesiąc pod­ziem­ne­go wypuszczania pędów i kiełków, ukrytego rozkwitu, pęcznie­ją­cych pąków.

🖇

Mówicie, że mamy już bardzo mało słonka? Że dusi nas szara mgła? Że bi­czu­ją zimne deszcze? Wszystko jedno. Najważniejsze to kwitnąć. Tylko ludzie narzekają na złą pogodę, chryzantemy tego nie robią.

🖇

🖇

Bywają ludzie, przeważnie są to krytycy i mówcy publiczni, którzy uwiel­bia­ją mówić o korzeniach; oświadczają na przykład, że powinniśmy po­wró­cić do korzeni albo że jakieś zło trzeba wyrwać z korzeniami, albo że naszym obowiązkiem jest przeniknąć aż do korzeni pewnych spraw. Pięk­nie. Chętnie bym popatrzył, jakby wykopywali (razem ze wszystkimi ko­rze­nia­mi, ma się rozumieć), powiedzmy, taką trzyletnią pigwę.

🖇

[…]  próbowałem tego z pigwą i zaświadczam, że praca z korzeniami jest ciężka i że korzenie lepiej zostawić tam, gdzie są: one już wiedzą, dlaczego chcą tkwić tak głęboko; powiedziałbym nawet, że nie zależy im na naszej uwadze. Bo też najlepszym rozwiązaniem jest dać korzeniom spokój […].

🖇

Co tu dużo mówić: pojawiły się już wszystkie oznaki tego, że przyroda, jak się to mówi, układa się do snu zimowego. […]  skądże, ale gdzie tam! Co za po­my­sły! Jakieś oszczerstwa! […]  Obróćmy wszystko do góry nogami, żeby to lepiej poznać; obróćmy przyrodę do góry nogami, żebyśmy mogli się jej przyjrzeć; obróćmy ją do góry korzeniami. Co wy wygadujecie? To ma być sen? To nazywacie odpoczynkiem? Powiedziałbym raczej, że prze­sta­je ro­snąć w górę, bo nie ma na to wolnej chwili, a to dla­te­go, że za­ka­sa­ła rę­ka­wy i rośnie w dół; splunęła w ręce i zakopuje się w ziemi.

🖇

To nazywacie snem? Niech diabli porwą liście i kwiaty, co to za prze­chwał­ki? Tu, na dole, tu, pod ziemią, odbywa się ta prawdziwa praca, tu, tu i tu wyrosną nowe łodygi; stąd dotąd z tych listopadowych ognisk wystrzeli marcowe życie; tu, pod ziemią, został nakreślony wielki program wiosny.

🖇

Mówi się, że wiosna to czas wypuszczania pędów; w rzeczywistości czas wy­puszczania pędów przypada na jesień. Obserwując naturę, stwier­dza­my, że w pewnej mierze prawdą jest, że jesień to koniec roku; ale jeszcze bardziej prawdą jest, że jesień to początek roku. […]  Ludzie, to jest dopiero prawdziwa wiosna; to, co nie będzie gotowe teraz, nie będzie też gotowe w kwietniu.

🖇

🖇

Czasami nam się wydaje, że usłani zeschłymi resztkami przeszłości śmier­dzi­my zgnilizną; ale gdybyśmy mogli widzieć, ile grubiutkich i białych pę­dów przebija się przez tę starą kultywowaną glebę, którą nazywamy dniem dzisiejszym, ile nasion potajemnie kiełkuje, ile starych sadzonek wypuszcza właśnie młody żywy pąk, który niebawem rozwinie się w kwi­tną­ce życie, gdybyśmy mogli zobaczyć to skryte rojenie się między nami, pewnie byśmy sobie powiedzieli, że wielką bzdurą jest nasza tęsknota i nasza nie­uf­ność; i że najlepsze ze wszystkiego jest bycie żywym człowiekiem, czyli człowiekiem, który rośnie.

🖇

Nie widzimy kiełków, bo one tkwią pod ziemią;
nie znamy przyszłości, bo ona jest w nas.

🖇

Karel Čapek, Rok ogrodnika, ilustr. Josef Čapek, przeł. Elżbieta Zimna,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Przez cały rok jest wiosna i przez całe życie jest mło­dość; wciąż jest z czego kwitnąć. To tylko takie ga­da­nie, że je­sień; my tam na razie rozkwitamy innym kwieciem, ro­śnie­my pod ziemią, wypuszczamy no­we pę­dy; wciąż jest co robić. Tylko ci, którzy trzymają ręce w kie­sze­niach, mó­wią, że będzie gorzej; ale ten, kto kwit­nie i wydaje owoce, nawet jeżeli robi to w li­sto­pa­dzie, nie daje świa­dec­twa jesieni, ale złotemu latu; nie daje świa­de­ctwa upadkowi, ale kwitnieniu. Jesienny astrze, drogi czło­wie­ku, rok jest tak długi, że nie ma końca.

Ogródek nigdy nie jest skończony. Pod tym wzglę­dem ogródek przypomina świat ludzi i wszelkie ludzkie przed­sięwzięcia.

(tamże)

6067. W warzywniaku (XVIII)

Mawiają, wciągając w autorstwo Einsteina, choć nie ma na to dowodu:

Szaleństwem jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.

Oj tam, oj tam! Są całe grupy zawodowe, faszerowane modną prawdą swych czasów, które bez mrugnięcia okiem ze znawstwem podkreślają:

Głupotą jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.

Tymczasem. Nie ja, czyli inna pacjentka Pati, bardzo błyskotliwa kobieta, dawno temu przytomnie stwierdziła w punkt, że w ramach rehabilitacji neurologicznej wciąż robimy to samo i oczekujemy innego rezultatu. To prawda. Mozolnie, uparcie, z nadzieją robimy to samo, nie poganiając do­świad­czo­nego trudnościami układu nerwowego. Polerujemy białą kropkę w znaku yin yang.

Te momenty, gdy od lat robiąc to samo ćwiczenie, nagle czuję, że przez uła­mek sekundy kontroluję to, co robię i… robię! I zachwyt! I wspaniały dzień! I wszystko, co najlepsze! I listki nadziei lśnią nawet w beznadziejnie po­chmur­ny dzień.

🍆

Jesteśmy jak iskrzące się skarbce
nieskończonej tajemnicy.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli
, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnicwo Charaktery, Kielce 2015.

poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)

niedziela, kwietnia 05, 2026

6065. A Chrystus na to co?

Pan Ciasteczko:
(przedwczoraj pokazał Drzewku grafikę,
kartkę-świąteczną otrzymaną od Onemu
na ostatniej prostej przed świętami
)


[dostęp 5.04.2026], źródło.

*

Jabłoń:
(pozostajac pod wrażeniem tak precyzyjnego
uchwycenia cech narodowych w rysunku,
wczoraj w drodze na krajowej siódemce
na widok dwumetrowej pisanki na poboczu
)
Patrz, pedał!

Pan Ciasteczko:
(skonfundowany, nim kątem oka zobaczył
fragment pisanki-olbrzyma; w końcu zrozumiał,
o co babie chodzi, ryknął śmiechem
)
Zastanawiałem się, co ty masz
do tego czarnego peugeota na pasie obok.

*

[suplement 6.04.2026]
Język nie jest prawdą. To sposób, w jaki istniejemy w świecie.
   — Paul Auster

Annie Ernaux, Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

sobota, kwietnia 04, 2026

6064. Z oazy (CDXXXV)

Przez lata książki z ula wy­chodziły całymi setkami wiele razy. Nie było nam ich żal, bo albo z nich wyrośli­śmy, albo niczego już nie mogły nas nauczyć, albo nie umiały nam już podarować chwil zachwytu czy zadumy.

Od jakiegoś czasu patrzę na swój papierowy zbiór i myślę, by części tych książek zna­leźć nowy dom, nim je osierocę. W tym duchu wyjęłam z jednej z półek dobrą książkę, by zajrzeć do niej, nim się z nią pożegnam. Szybko uznałam, że to wspa­nia­ła lektura dla świeckiej wersji sa­mego środka Triduum, nim znaj­dę jej nowy dom.

Po drugim jej czytaniu, innym w smaku niż to sprzed ponad piętnastu lat, uznałam, że ul na razie będzie dla tej książki wciąż domem, bo zapowiada się trzecie czytanie. Tak gę­sta i piękna jest ta książka.

[…]  ra­zem z sufickim mistykiem, Ion Arabim wołam: „Podążam za religią miłości, dokądkolwiek ciagnie jej karawana, ponieważ miłość jest mi religią i wiarą”.

Willigis Jäger

🖇 🖇

🖇

Żyjemy w czasach wybujałego egoizmu, który grozi zepchnięciem w prze­paść nas, ludzi, jako gatunku. Najnowsze badania pokazują, że dwa procent ludzi ma pięćdziesiąt procent całego majątku ludzkości. Jednocześnie mi­liard ludzi cierpi głód.

🖇

Przykazanie „Miłuj bliźniego swego” nie zaprowadziło nas zbyt da­le­ko. Dopiero gdy doświadczymy jedności ze wszystkimi istotami, coś się w nas, ludziach, zmieni.

🖇

Jesteśmy odpowiedzialni za to, czym emanujemy, co wysyłamy w świat: miłość, życzliwość, współczucie czy złość, niechęć, nienawiść. Miłość nie zaczyna się od słów ani od uścisków, zaczyna się w naszych myślach. Po­dob­nie jest ze złością, z niechęcią, z nienawiścią.

🖇

U Mistrza Eckarta to Boskość, u Johannesa Taulera - Głębia, Jan od Krzyża określa to Nada (nic), a zen nazywa Pustką. Ta praprzyczyna nie ma żadnej formy. Jest jak ocean, który sam nie tworzy fal, ale łączy wszystkie fale, gdy powstają.

🖇

Gdy ingerowanie wprost w jakiś stan lub sytuację wydaje się niemożliwe, bo zdarzenie rozgrywa się poza zasięgiem naszego działania, możemy świa­do­mie wysłać swoje współczucie i swoją miłość do tego miejsca, po­nie­waż we wszechświecie wszystko jest ze sobą powiązane ponad czasem i prze­strzenią.

🖇

🖇

Właściwy cel życia
nie polega na tym, żeby kochać,
ani na tym, żeby być kochanym,
lecz wyłącznie na tym, żeby stać się miłością.

Thomas Schied

🖇

🖇

Gdy siadamy na poduszce do medytacji, gdy robi się cicho, a scena naszych codziennych zajęć powoli pustoszeje, wtedy faktycznie zgłaszają się wszyst­kie wewnętrzne diabły i zuchwałe anioły, żeby w końcu raz zatańczyć. Stwier­dza­my, że nawet w ciszy prowadzimy nieustanny dialog, nieustannie reagujemy, oceniamy i osądzamy, a więc nie jesteśmy panami we własnym domu i nie mamy kontroli nad swoim ja. Powracają wspomnienia, wybu­cha­ją stare zranienia, targaja nami emocje.

🖇

Poranny sen opowiada ci baśń
możesz rzeczy
na nowo uporządkować
pouktadać kolory i znów powiedzieć
pięknie

Tego poranka
ty twórca i stworzenie

Rose Ausländer

🖇

[…]  jesteśmy czymś dużo więcej niż tylko tym, co nam wmawia nasze ja. Nasza prawdziwa istota jest czymś dużo głębszym. Nasza świadomość ma jeszcze inną płaszczyznę, którą możemy określić jako transpersonalną. Na­da­je ona sens naszemu życiu, rozwija je i kształtuje. Mamy ją zawsze do dyspozycji jako źródło uzdrowienia i wewnętrznego przewodnictwa. Na tej płaszczyźnie doświadczamy siebie jako głęboko związanych z całością i ze wszystkimi istotami. Rozpoznajemy, że oddzielenie od swojego ja jest tylko złudzeniem i strasznym blędem naszych czasów. Gdy przebijemy się do swojej prawdziwej istoty, doświadczamy siebie jako manifestacji tego, co boskie.

🖇

Droga duchowa prowadzi najpierw przez zranienia, cierpienia i lęki. Są to przede wszystkim stare zranienia, zranienia z wczesnego dzie­ciń­stwa, które przydarzyły nam się, zanim mogliśmy je zrozumieć i przepracować.

🖇

Nie wszystko, co nas spotyka, musimy przyjąć niczym fatum. Chodzi o położenie kresu zamęczaniu siebie samego i o uleczenie ran, które zostały nam zadane. Przestajemy je rozdrapywać. Opuszczamy więzienie identyfikacji ze swoją przeszłością i patrzymy do przodu.

🖇

Strach był i jest niewłaściwym środkiem wspierającym etyczne za­cho­wa­nie. Grożenie piekłem lub ponownymi niedobrymi narodzinami prowadzi ludzi do infantylnej zależności i zachowań neurotycznych. Wszystko, co napawa ludzi lękiem i strachem, co ich knebluje i odziera z wolności, stoi w sprzeczności z wszechobejmującą miłością.

🖇

Zrazu kochający myśli, że to świat się zmienił. W rzeczywistości to on się zmienił wewnętrznie i dlatego świat zewnętrzny przeżywa zupełnie inaczej.

🖇

Dzięki miłości pojawia się nowe silne pole energii, które jest czymś więcej niż tylko sumą swoich części. Miłość jest czymś, czego nie da się wyjaśnić racjonalnie, ponieważ wykracza daleko poza strukturę ciała i duszy czło­wie­ka. Jest ową metafizyczną tęsknotą, ową prasiłą, która prowadzi do zniesienia ograniczeń ego.

🖇

Prawdziwa miłość do drugiego człowieka jest miłością nie tylko do tego człowieka, lecz także do wiecznego bytu, który ten człowiek reprezentuje.

🖇

Nic nie jest wyłącznie częścią ani wyłącznie całością. Nie ma niczego, co byłoby albo jednym, albo drugim.

🖇

Gesty są prastarą, elementarną formą, za pomoca której my, ludzie, kon­tak­tu­jemy się z własnym rdzeniem i z jego boską praprzyczyną. Wszystkie religie znaja medytacyjne postawy, ruchy i gesty, które nas otwierają, uruchamiają wielką, transformującą silę i sprawiają, że energia zaczyna płynąć.

🖇

Zachowaliśmy w sobie przeczucie całości i ono budzi w nas tęsknotę. Tęsknota za domem istnieje tylko z powodu przeczucia, że gdzieś jest nasze miejsce […].

🖇

Ciało, tak jak cała przyroda, jest formą wyrazu tego, co boskie. […]  Po­waż­ne podejście do swojego wcielenia oznacza również zaakceptowanie i wzię­cie na poważnie ciała - całego ciała ze wszystkimi jego radosnymi i bo­lesny­mi doświadczeniami. Jest ono formą, „nie-forma" świętuje siebie jako tę formę.

🖇

🖇

Obowiązek bez miłości czyni nas przykrymi.
Odpowiedzialność bez miłości — bezwzględnymi.
Sprawiedliwość bez miłości — bezdusznymi.
Prawda bez miłości — nazbyt krytycznymi.
Wychowanie bez miłości — sprzecznymi.
Mądrość bez miłości — rozdartymi.
Porządek bez miłości — małostkowymi.
Władza bez miłości — brutalnymi.
Zaszczyt bez miłości — pysznymi.
Posiadanie bez mitości — skapymi.
Wiara bez miłości — fanatycznymi.

Mądrość arabska

🖇

Miłość jest korzeniem rzeczywistości, jeszcze zanim zostanie ujęta w jakimś systemie i porządku. Więź z tą fundamentalną rzeczywistością jest zawsze obecna.

🖇

🖇

Miłość wybucha w nas zawsze, gdy 
przedrzemy się do glębszych warstw świadomości.

🖇

Co jest kwintesencją mojego życia? […]  Najistotniejszym pytaniem, które mnie prowadziło, było zawsze: Jaki jest sens tych paru dziesiątków lat, któ­re mam spędzić na nieznaczącym pyłku w środku bezgranicznego wszech­świa­ta? Dopóki człowiek nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie, filozofuje i teologizuje w przestrzeni hipotetycznej. […]  Tu i teraz, w tym czasowym ograniczeniu, jestem jednorazowym, jedynym w swoim rodzaju, niepo­wta­rzal­nym wyrazem tej praprzyczyny, której doświadczyłem i doświadczam jako miłości.

🖇

[…]  tylko dzięki otwarciu się na swoją zawsze obecną prawdziwą naturę, która jest równoznaczna z miłością. Ona świętuje siebie jako to, czym je­ste­śmy. Wymaga się od nas tylko powiedzenia „tak" teraźniejszej chwili życia, którym żyjemy. To doświadczenie oznacza również „tak" wobec ciała.

🖇

Rozkosz, czułość, życzliwość są tylko zdarzeniami, które wskazują na ist­nie­nie dużo obszerniejszej płaszczyzny doświadczenia. Ta płaszczyzna jest jak ocean, do którego mogę zawsze powrócić. Tu czuję się w domu, nawet wte­dy, gdy spadają na mnie problemy, wątpliwości, gniew i lęk. To jest moje schronienie i mój punkt wyjścia. Nie potrzebuję go szukać, patrzę po prostu do wnętrza. W tej praprzyczynie jestem zawsze w domu. Tam opuszczają mnie lęki i zwątpienie.

🖇

U kresu życia nie dzierżymy w rękach swoich osiągnięć ani dzieł. Będziemy musieli przede wszystkim zadać sobie pytanie, ile kochaliśmy.

🖇

Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska,
Czarna Owca, Warszawa 2010.

We wszechświecie istnieją miliardy możliwości istnienia. I na pewno istnieją miliardy możliwości przemiany. Nikt nie przypuszcza, że z nieurodziwej larwy wyłoni się wspa­nia­ły motyl. Dlaczego zmartwychwstanie nie miało by być czymś zupełnie nowym? Życie nigdy się nie kończy.

🖇

[…]  energia mi­łości jest zawsze obecna, a my zawsze możemy korzystać z niej bez ograniczeń.

🖇

(tamże)

piątek, kwietnia 03, 2026

6063. Z oazy (CDXXXIV)  // Panna cotta (CXCIV)

Przyszła w pakiecie skleconym zgodnie z filozofią: zamiast płacić za przesyłkę, dorzucę złociszy i będę miała dwie, bo opłata za przesyłkę to cena połowy dru­giej książki. Jest to operacja typu win-win, bo i kapitalizm, i ja jesteśmy oboje zado­wo­le­ni. To jak kupowanie dwóch słoików majonezu, by trzeci „dostać” za po­ło­wę ceny. Zajączek!

Po tym, jak się już kilka razy chciało zrezygnować ze swojego żywota, gdy wróciła ochota na życie, nie wybrzydza się już co do kształtu, wielkości czy koloru okazji. Chwyta się każdą, choćby najmniejszą.

Un giorno ho avuto un’occasione.
     E apparsa all’improvviso.
     Si comportava come se mi conoscesse,
     come se volesse qualcosa.
Non sapevo perché ci fosse.
“Cosa si fa con un’occasione?”
mi domandai.

Pewnego dnia przytrafiła mi się okazja.
     Pojawiła się nagle.
     Zachowywała się tak, jakby mnie znała,
     jakby czegoś chciała.
Nie wiedziałem, dlaczego tu jest.
„Co się robi z okazją?”
zapytałem samego siebie

🖇

Mi girava intorno, mi sfiorava.
Mi circondava come se volesse afferrarmi.
Cercai di raggiungerla, ma ero indeciso
e mi ritirai.
     Così volò via.

Krążyła wokół mnie, muskała mnie.
Otaczała mnie, jakby chciała mnie schwytać.
Próbowałem po nią sięgnąć, ale byłem niepewny
i się wycofałem.
     Więc odleciała.

🖇

Ci pensai parecchio. Avrei voluto acchiapparla.
Mi resi conto che la desideravo, ma non sapevo
ancora se avrei avuto il coraggio di prenderla.

Długo o tym myślałem. Chciałem ją złapać.
Zdałem sobie sprawę, że tego pragnę, ale wciąż nie wiedziałem,
czy starczy mi odwagi, by po nią sięgnąć.

🖇

Quando mi si presentò un'altra occasione
non ero del tutto sicuro di accettarla,
ma decisi di provare.

Kiedy nadarzyła mi się kolejna okazja,
nie byłem całkiem pewien, czy ją przyjąć,
ale postanowiłem spróbować.

Cercai di prenderla, ma non ci riuscii e caddi.
Próbowałem ją złapać, ale mi się nie udało i upadłem.

🖇

Così, ogni volta che mi si presentava
un’occasione la ignoravo.

Tak więc za każdym razem, gdy nadarzała się
okazja, ignorowałem ją.

🖇

E più ignoravo le occasioni, meno mi si presentavano.
I im bardziej ignorowałem okazje, tym rzadziej mi się one trafiały.

🖇

Finché un giorno mi resi conto che erano del tutto scomparse.
Cominciai a preoccuparmi. “Cosa succederà se non
avrò più nessuna occasione?” pensai.
Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że zupełnie zniknęły.
Zacząłem się martwić. „Co się stanie, jeśli nie
będę już miał żadnej okazji?” — pomyślałem.

🖇

Cercavo di comportarmi come se
non mi importasse, ma in verità non era cosi.
Avrei voluto avere un’occasione. Solo che avevo paura,
e non sapevo se sarei stato abbastanza coraggioso.

Starałem się zachowywać tak, jakby
mi nie zależało, ale w rzeczywistości tak nie było.
Chciałem dostać szansę. Tylko że się bałem
i nie wiedziałem, czy będę wystarczająco odważny.

🖇

Poi pensai: “Forse non devo essere sempre coraggioso.
Forse devo solo essere coraggioso al momento giusto”.
     Capii che dipendeva da me.

Potem pomyślałem: „Może nie muszę być zawsze odważny.
Może muszę być odważny tylko w odpowiednim momencie”.
     Zrozumiałem, że to zależy ode mnie.

🖇

Promisi a me stesso che se avessi avuto
un’altra occasione non l’avrei respinta.
Se avessi avuto un'altra occasione
sarei stato pronto.

Obiecałem sobie, że jeśli nadarzy się
kolejna okazja, nie odrzucę jej.
Jeśli dostałbym drugą szansę, / byłbym gotowy.

🖇

Poi, in una giornata apparentemente come le altre,
vidi qualcosa brillare in lontananza.
     “Che sia la mia occasione?” mi dissi speranzoso.

Potem, w dniu pozornie takim jak inne,
zobaczyłem coś błyszczącego w oddali.
     „Czy to moja szansa?” — zapytałem sam siebie z nadzieją.

🖇

Dovevo scoprirlo. Corsi all’impazzata
verso la mia occasione.

Musiałem się o tym przekonać. Pędziłem jak szalony
w stronę mojej szansy.

🖇

Non che non avessi paura. Ma il mio entusiasmo
era più forte di tutti i miei timori.

Nie, żebym się nie bał. Ale mój entuzjazm
był silniejszy niż wszystkie moje lęki.

🖇

Man mano che mi avvicinavo, mi rendevo conto
che era davvero una grande occasione.

Im bardziej się zbliżałem, tym bardziej docierało do mnie,
że to naprawdę wielka szansa.

E questa volta ero pronto. Allungai le braccia
e l’afferrai. La tenni con tutta la mia forza.

I tym razem byłem gotowy. Rozpostarłem ramiona
i ją chwyciłem. Trzymałem ją z całych sił.

🖇

Adesso so che quando ci si ritira si perde
qualcosa. Ci sono cosi tante cose che voglio
vedere, che voglio scoprire.

Teraz już wiem, że kiedy się wycofujemy, tracimy
coś. Jest tyle rzeczy, które chcę
zobaczyć i które chcę odkryć.

🖇

E quindi, che cosa si fa con un’occasione?
     La si prende! Perché potrebbe essere l’inizio
     di qualcosa di incredibile.

Więc co się robi z okazją?
     Łapie się ją! Bo może być początkiem
     czegoś niesamowitego.

Kobi Yamada, Che occasione!, ilustr. Mae Besom,
przeł. z j. angielskiego Marinella Barigazzi,
Nord-Sud Edizioni, Milano 2018.

czwartek, kwietnia 02, 2026

6062. Panna cotta (CXCIII)

Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą, gdzie
na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem
)
Ta piosenka to piękne ćwiczenie na
congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.

(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)

Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu,
więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu
)
Nie śmiałbym nawet podejrzewać,
że wymiar artystyczny
ma jakiekolwiek znaczenie…

Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się
tą piosenką inaczej niż wtedy
)

*

in ogni senso hanno creduto,
cercato e voluto che fosse così

pod każdym względem wierzyli,
szukali i chcieli, żeby tak było

Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.
[tu drugi już raz]

__________
  *  najwyższy czas na znacznik _RUCHOME congiuntivo!

6061. Czekariat (CXXXVII)


Açorka.

Dla mnie wielką wartością jest to, że wiem, kim jestem i w czym jestem dobra. Kiedy ma się dwadzieścia pięć lat, na ogół się tego nie wie, ale w wieku pięćdziesięciu pięciu już raczej tak. A dojrzała wolność oznacza też, że człowiek przestaje się tak przejmować tym, co myślą inni, rów­nież na temat naszego wyglądu. Jest to jedna z wielu rzeczy, na które można wzruszyć ramionami i już.
   — Åsa Wikforss

[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

6060. 92/365

szpa­gacik na praktykach w pikselu. gapię się od wczoraj na to zdjęcie, chyląc czoło przed miłością, którą timka ma w sobie, której perfekcyjnie patologiczny system edukacji nie dał rady, choć bardzo się starał, unicestwić. wiele kudłatych światów jest w najlepszych rękach podczas swoich bezbronnych chwil.

92/365


fot. [od:] Kaan.
 

Zmienianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Świat możemy trwale zmienić tylko dzięki swojej miłości i życz­li­wości.

W sprzecznościach i przeciwieństwach rozpoznajemy dy­na­mi­kę życia, która nie rozwija się linearnie, lecz raczej wciąż się na nowo stwarza z chaotycznych na pozór sytuacji.

Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska,
Czarna Owca, Warszawa 2010.

wtorek, marca 31, 2026

6059. —



Kaan.

[moje ciało]  było tym elementem mojej osoby, który najtrudniej było podporządkować, tym, którego nie mogłem zmusić do kłamstwa, stanowiło żywy dowód mojej przeszłości stworzonej z ciała, krwi i kości.

Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.