Nie miałam pojęcia o tej książce i serii wydawniczej, dopóki osiem dni temu nie dostałam tej książeczki. Książeczki ze względu na format, księgi ze względu na mądrość, którą w sobie skrywa. W kategorii iesbeen nikt nie umie mnie tak fantastycznie zaskoczyć jak Georginia — otwiera przede książkowe światy — jak Ona to robi, nie mam pojęcia, ale ma 100% trafień w sam środek tarczy.
To opowieść o stawaniu się, o szukaniu siebie i odnajdowaniu, o gubieniu się; o końcach, które natychmiast stają się nowymi początkami, o potrzebie przynależności i cenie, której nie warto za nią płacić. O pięknie, zachwycie i miłości. O tej ostatniej subtelnie, między wierszami, by nie spłoszyć czytających.
[…] urodziła się na zakręcie. A urodzić się na zakręcie, to znaczy wpadając w poślizg na zakręcie w noc Bożego Narodzenia, nie jest najlepiej.
🖇
Dogadanie siç zajęło im sporo czasu, bo bywa tak, że nie wystarczy ze sobą gadać, żeby się dogadać. […]
Tak naprawdę na początku Żorż nie rozumiał zupełnie nic. Zatrzymał się, przestał mówić i uznał, że potrzebuje czasu. Też usiadł obok kosza i zaczął myśleć.
🖇
Reginald Bober, wzięty z zaskoczenia, nie potrafił znaleźć definicji dla słowa „pióro". Jak słusznie mówią ci, którzy zawodowo zajmują się definiowaniem słów, najtrudniej na świecie jest wyjaśnić to, co zawsze mamy przed oczami.
🖇
[…] zrobił to, co zawsze się robi, gdy nie można znaleźć wyjaśnienia albo rozwiązania dla jakiegoś problemu: spróbował ten problem zgłębić. Czyli zapytał:
— A kim ty właściwie jesteś?
🖇
Jak mu przyszła do głowy taka myśl, nie wiadomo, z myślami tak zresztą jest, że nie wiadomo, skąd przychodzą. Przychodzą i już, trzeba tylko być gotowym, żeby je przyjąć. Bóbr Żorż był wręcz świetny w przyjmowaniu tych przychodzących myśli, wypracował coś w rodzaju strategii przyjmowania myśli, która doskonale się sprawdzała.

Nadchodzi taka chwila, gdy trzeba okiełznać myśli. Ponieważ galopują i wpadają na siebie. Całkiem jak stado koni: jeżeli popędzić je wszystkie naraz, galopują i na siebie wpadają. Mówi się przecież, że trzeba je okiełznać. Konie. Ale myśli także mogą galopować.
Mam galopadę myśli — mówi się. Mówi się tak? No, można tak powiedzieć, czemu nie?
Potem zapadła noc.
🖇
Chciała tylko odejść i oczywiście nie wiedziała dokąd.
🖇
Kiedy przytrafiają się nam rzeczy smutne, zazwyczaj od razu mamy ochotę uciec gdzieś daleko. Wydaje się nam, że jeśli to zrobimy, te smutne rzeczy pozostaną tam, gdzie są. Tymczasem one zabierają się z nami.
🖇

— Otwórzmy dialog…
Pauza. Cisza.
— Platformę…
Nikt się nie poruszył ani nie odezwał. Prezes ciągnął:
— Weźmy pod lupę różne punkty…
Cisza, bezruch, wielkie skupienie. Prezes dokończył zdanie:
— …i ustalmy priorytety.
W końcu, nadal w absolutnej i pełnej skupienia ciszy, podsumował całe przemówienie:
Usiądźmy przy stole, otwórzmy dialog, platformę, weźmy pod lupę różne punkty i ustalmy priorytety.
Nareszcie wszyscy z wielkim zapałem zaczęli bić brawo.
🖇
To zdumiewające, że nawet w sytuacjach najbardziej dramatycznych, przykrych lub złożonych zdarza się nam przystanąć, żeby przyjrzeć się szczegółom. Pozwalamy, żeby urzekły nas drobne, nieistotne detale, które przykuwają naszą uwagę.
🖇
Gdy ktoś pytał ją, kim jest (co zawsze może się zdarzyć w życiu, na przykład podczas wakacji nad morzem albo w pociągu lub w urzędzie), pani Tolmer czuła się zagubiona. Nie wiedziała nigdy, jak odpowiedzieć na tego rodzaju pytanie
[…], i ostatecznie udawała, że nie usłyszała, z nadzieją, że pytanie zniknie, rozpłynie się w nicości, z której pochodziło.
Była bowiem głęboko przekonana, że wszystko na świecie przemija, także pytania, trzeba tylko pozwolić im przeminąć, zamiast uporczywie i za wszelką cenę pragnąć odpowiedzieć. Ta sama reguła dotyczyła, jej zdaniem, listów, wiadomości na poczcie głosowej oraz e-maili: można z powodzeniem nie odpowiadać, wystarczy być cierpliwym i pozwolić mijać czasowi.
🖇
Tego rana pewien wilk szedł sobie na spacer swoją zwykłą trasą. Trasa wiodła ulicą z portykami wzdłuż starych kamienic z XVIII wieku, wilk był młodym samotnym wilkiem, bardzo eleganckim i nieco przygarbionym, poranek był zaś pogodnym porankiem wczesnej wiosny.
🖇
Tymczasem na spotkanie wyjechała mu kaczka na hulajnodze.
[…] zahamowała dosłownie w ostatniej chwili, zatrzymując się tuż przy wilczych stopach, całkiem jakby zamierzała się spotkać akurat z ich właścicielem.
Wilk stanął w miejscu jak skamieniały. Poczuł się tak, jakby dotarł do rozdroża i wiedział, że żaden z kierunków nie obiecuje miłej przechadzki.

[…] w końcu coś mi przyjdzie do głowy. Pomysły zawsze w końcu przychodzą, natomiast osoby czasami odchodzą, zwłaszcza te szczególne, które na przykład dopiero co spotkałeś i chciałbyś, żeby już nigdy nie odeszły […].
🖇
A może po prostu tak to bywa w życiu: czas nigdy
nie jest odpowiedni, sprawy idą w niewłaściwym kierunku i to wcale nie my decydujemy, w jakim kierunku mają iść sprawy, bo i tak idą, dokąd chcą.
Tak czy inaczej, tego ranka ten właśnie wilk nie zrobił nic, by zatrzymać tę właśnie kaczkę. Zwyczajnie pozwolił jej odejść.
I kaczka odeszła.
🖇
[…] sacré bleu!

🖇
Na szczęście, wychodząc, spotkała śliczną zieloną jaszczurkę, która wylegiwała się na wielkim kamieniu przy wejściu do klubu. Widząc smutek kaczki, powiedziała jej, że nie warto się smucić.

🖇
Potem znowu nadeszło lato, ponieważ, jak już kiedyś powiedziano, w życiu lata — jedno po drugim — następują po sobie nieubłaganie.
🖇
Krzyczała. Jego [Jasia Czurka] przyjaciółka krzyczała
[…]. Nie wiedział, co robić.
Można było tylko czekać. Jaś dowiedział się niedawno, że ogon — jeśli go straci — i tak mu odrośnie. To jedynie kwestia czasu. Ledwie posiadł tę wiedzę, a od razu zmieniła mu ona życie: nagle wydoroślał.
Być może właśnie na tym to polega: wydorośleć to
wiedzieć, że ogon może odrosnąć.
Chciałby powiedzieć swojej przyjaciółce, że teraz wszystko wydaje się jej okropne, ponieważ czuje się, jakby urwano jej ogon, ale potem… To tylko kwestia
czasu.
Tyle że z czasem jest ten problem, że musi upłynąć, a żeby upłynąć, potrzebuje sporo… czasu. I Jaś zupełnie nie umiał jej powiedzieć, gdzie powinna spędzić cały ten czas, który potrzebny jest ogonowi, by odrosnąć.
Jest to tak zwany jaszczurczy dylemat: dokąd idziesz, żeby poczekać, aż odrośnie ci urwany ogon? Ukrywasz się, dopóki nie będziesz mieć nowego ogona, czy raczej zachowujesz się, jakbyś ciągle miał ogon, i mówisz innym, że wszystko ci jedno, czy go masz, czy nie masz?
🖇
Lato jeszcze się nie skończyło, ale w powietrzu można już było wyczuć jesienny chłodek. Przychodziły pierwsze ulewy, opadały pierwsze liście.
Kaczka odeszła pewnego wietrznego dnia. Wyobraziła sobie, że jest liściem, i pozwoliła nieść się podmuchom.
🖇
Przez dziurę, która służyła jej za wejście, patrzyła na wiatr i nic więcej.
Od czasu do czasu przechodził obok jakiś miły zwierzak, na przykład skunks albo iguana, i zagadywał:
— Cześć, jak się nazywasz?
— Już się nie nazywam — odpowiadała. […]
Wychodziła czasem z dziupli i rozglądała się dokoła. Nie widziała niczego, wokół ciągnęły się tylko ziemia, wzgórza i odległy błękitny horyzont.
Spędziła w ten sposób mnóstwo czasu, być może całe lata. Bo, tak jak mówił Jaś, potrzeba czasu, żeby ogon odrósł.

🖇
Krety, tak jak powiedziały, nigdy nie wychodziły spod ziemi
[…].
Z czasem jednak przywiązała się do tych stworzeń, które nigdy nie wyglądały na powierzchnię. […] Jasne, że fajnie byłoby je zobaczyć. Ale w życiu nie można mieć wszystkiego — jeżeli ma się przyjaciół, to już nieźle, a jeśli nie da się ich zobaczyć, cóż, trudno, zawsze można ich sobie wyobrazić.
🖇
Mogła powiedzieć: jestem lwem, chrząszczem, słoniem indyjskim, meszką… To tylko słowa, umowne nazwy, które nie oddają istoty rzeczy.
🖇
A może nie wystarczy być kaczką, żeby pasować do innych kaczek?
[…] Jeśli masz płetwiaste stopy, to masz płetwiaste stopy. Ale żeby to nieuchronnie musiało oznaczać, że jestes kaczką — o, to już nie! Ile różnych zwierząt ma płetwiste stopy? Tego co prawda nie potrafiłaby okreslić, ale z pewnością nie tylko kaczki.
[…]
Kim ja w takim razie jestem? — zawsze na koniec zadawała sobie to pytanie. I nigdy nie potrafiła na nie odpowiedzieć.
🖇

Zauważyła, że jej życie składało się z samych „nie”. Niczego nie miała i niczym nie była.
[…]
I proszę — pomyślała — gdybym nie odkryła, że jestem nikim, nie przypomniałabym sobie, że mam skrzydła. A gdybym nie przypomniała sobie, że mam skrzydła, nigdy nie odkryłabym morza.
🖇

Wilk przyjrzał się jej uważnie. Ależ tak, to była ona, tamta śliczna kaczuszka, która niemal w niego wjechała pewnego wiosennego ranka, wiele lat temu, tamta kaczka o zmierzwionych piórkach, której on tak głupio pozwolił się wymknąć. Była tylko trochę bardzięj…
🖇
[…] gdy kaczka przedstawiła mu się jako nikt, wilk poczuł się nieskończenie szczęśliwy i uznał, że właśnie tego mu było trzeba.
Wprawdzie nikt nie był mu potrzebny, ale źle się czuł ze swą samotnością.
Pragnął więc, aby ktoś mu towarzyszył.
Nikogo jednak nie chciał.
A skoro ona była nikim, odpowiadała mu idealnie.
Ta kaczka, ze swym kolorowym upierzeniem, z tym puchem, którego miękkość — prawdę mówiąc — już przy pierwszym spotkaniu zapadła mu głęboko w pamięć, była prawdziwym prezentem od losu.
🖇

Pewnego razu wilk powiedział do niej:
— Powinnaś czasami trochę polatać.
Prawda, kaczka nie latała od tamtego dnia, gdy odkryła, że ma skrzydła, i gdy przyleciała nad morze.
W życiu zdarza się nam niekiedy, że stajemy w miejscu, i jej to właśnie się zdarzyło. Nawet tego nie zauważyła.
[…]
— Nie wiem, czy skrzydła mi nie zardzewiały — wykręcała się. Tak naprawdę po prostu nie chciało się jej
ruszać.
— Chociaż spróbuj… — odpart wilk, któremu byto żal, że jego kaczka nie używa tego, czym ją natura obdarzyła, na przykład tej wspaniałej pary skrzydeł.
I pewnego pięknego dnia, żeby zrobić przyjemność wilkowi, kaczka na nowo zaczęła latać.
🖇
Gdy ktoś przenosi szczoteczkę do domu kogoś innego, oznacza to, że z nim mieszka. W rzeczy samej, mieszkanie w jakimś domu polega przede wszystkim na tym, że trzyma się w nim swoją szczoteczkę do zębów.
I odwrotnie: jeśli w jakimś domu nie ma twojej
szczoteczki do zębów, to znaczy, że mieszkasz gdzie indziej.

🖇
Wydało się jej, że zrozumiała w tej jednej chwili, że wszystko mija i nic nie mija naprawdę […]…
Paola Mastrocola, Powiedz mi, kim jestem?,
ilustr. Franco Matticchio,
przeł. Dorota Duszyńska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2023.

— Co robisz, patrzysz na płynące chmury?
I on też usiadł, żeby popatrzeć.
(tamże)
