niedziela, kwietnia 19, 2026

6075. 109/365

lubię myśleć, że milczenie jest aparatem do wytwarzania ci­szy, która karmi, tworzy, rodzi.

ale milczenie mo­że też być (a) źródłem opresji, narzędziem tor­tur; (b) regulatorem, inhibitorem, katalizatorem; (c) tarczą ochron­ną, urządze­niem do przywracania wewnętrznej rów­no­wa­gi; (d) akcesorium (de)eskalacji konfliktów; (e) for­mą opo­ru, obrony, mimikry, przeczekania, zadbania o siebie, nabrania sił; (f) pró­bą po­mie­szcze­nia w so­bie rzeczywistości i zrobienia miejsca na coś nowego; (g) poty­ka­czem, który pomaga zro­zu­mieć lub do­ko­nać wyboru; (h) suple­men­tem zdrowej diety, ele­men­tem higieny osobistej; (i) akcep­tacją lub zaproszeniem.

normalnie sztos!

109/365

6074. Z oazy (CDXXXIX)

Zeszłoweekendowy raj. Było wspaniale łączyć obcowanie z dwoma lekturami, które z pewnością rzadko spotykają się w tym samym punkcie czasoprzestrzeni. Obie opowiadają o doświadczaniu życiu. Opowiadają arcypięknie. Karmiły moją duszę.

Ta rehabilitowała mi przy okazji dłonie. Tamta dawała oddech dłoniom, pozwalała skupić się na samej przyjemności czytania bez robienia fikołków. Jedna była opo­wie­ścią o ogniu, druga o wodzie. Potem pierwsza wydawała się mówić o wodzie, a druga o ogniu. Obie zaś cały czas dostarczały powietrza niezbędnego do życia. Tak to już jest z książkami w moim życiu.

To dwaj w swej indywidualności najbardziej znani nauczyciele, duszpasterze i kierownicy duchowi. […]  obaj są miłośnikami mistyki […]; dwaj bracia, którzy przynależą do benedyktynów, jednego z największych męskich zakonów Zachodu […].
     Ze zdumieniem obserwujemy, jak na tej samej ziemi rosną, doj­rze­wają i owocują najróżniejsze rośliny; podobnie jest z Willi­gi­sem Jägerem i Anselmem Grünem. To wyjątkowy fakt. Oni są jak dwie rośliny znające tę samą glebę, których drogi wciąż się krzy­żu­ją, chociaż nie pragną nikogo naśladować, ale którzy — oddani zgłębianiu największej tajemnicy — naznaczyli swoje życie od­mien­nym wzorem i pięknem. […]  wszyscy mamy przed sobą życie, stoimy przed nieskończoną tajemnicą, która daje o sobie znać w naszej głębi.

Ciagle myślę tak: Cóż za wybitnymi indywidualnościami jesteśmy my, ludzie!? Indywidualnościami, które wywołują zdumienie, po­dziw i wielkie zdziwienie, aż po niedowierzanie!

[…]  tajemnica pozostaje.
     W jakim miejscu znajdujemy się jako poszukujący? […] 
     Co pozostaje? Prawda różnych dróg, której można doświadczyć przy decydującej zmianie kierunku życia. […]  Potrzebny jest re­spekt wobec życia, pełne szacunku i ostrożności stawianie pytań, miłość wobec większej całości i z pewnością wobec wciąż obecnej tajemnicy ukrytej po tamtej stronie wszystkich dróg.

Są okresy, w których rozumiemy swoje wnętrze najlepiej wtedy, kiedy dą­ży­my do nieskończoności, doświadczamy siebie jako czę­ści wielkiego prądu życia, gdy dostrzegamy spełnienie obietnicy naszego życia w re­zygnacji z naszych szczególnych cech, własnej oryginalności i być może zbyt ego­cen­try­cznej izolacji. Doniosłość natury, morza czy gór staje się odbi­ciem naszych ducho­wych wędró­wek, przekonań, doświadczeń i poznania.

Winfried Nonhoff

🖇 🖇

#A (Willigis Jäger):

[…]  mistyka stanowi pewne tabu, także w Kościele. Tabu to słowo polinezyjskie, używane na określenie tego, co święte, świętych miejsc, które nie są dostępne dla każdego. […]  Głębsze doświadczenia były pokryte milczeniem, ponieważ. inni ludzie mogliby pomyśleć, że nie jest się normalnym.

🖇

Czy instytucje religijne pozwalają, żeby przebłyskiwało przez nas światło, które przychodzi na świat? A będzie to światło na­zna­czo­ne naszą nie­pow­ta­rzal­ną barwą, jak wysoko karatowy diament mieniący się oryginalnym szlifem.

🖇

Doświadczenie religijne jest absolutne.
Nie można o nim dyskutować
Ten, kto ma takie doświadczenie, posiada skarb,
który stał się dla niego źródłem życia i piękna.

Carl Gustaw Jung

🖇

Po czterech latach pobytu kandydata w klasztorze konwent decydował, czy może on pozostać. […]  rozważano możliwość usunięcia mnie [W.J.] z klasz­to­ru. Kiedy za­py­ta­łem o powód, usłyszałem: „Przeczytałeś za dużo książek mistycznych”. Kie­dy nalegałem: „Skąd wiecie? Przecież nikomu o tym nie mówiłem!”, usły­sza­łem w odpowiedzi: „Widzieliśmy twoją kartę bi­blio­teczną”.

🖇

Uważam się [W.J.] za całkiem zwyczajnego człowieka, który żyje tu i teraz, i traktuje to jako krótki epizod nieprzemijającego bytu. Nie czuję się kimś szczególnym. […]  odczuwam jedność ze wszystkimi ludźmi. Bardzo lubię obraz karawany. Na początku karawany idzie osioł, ponieważ ma naj­lep­szą orientację w terenie i pamięta drogę. Tak się właśnie czuję, jak ten osioł, przewodnik i towarzysz ludzi, którzy wraz ze mną chcą kroczyć drogą duchową.

🖇

„Wypędzenie z raju” nie było karą, jak mówi o tym Biblia, lecz krokiem na drodze rozwoju, prowadzącym w kierunku nowego stanu świadomości.

🖇

Nie istnieje podział na duchowość i codzienność. One stanowią jedność. Dopiero kiedy to zrozumiemy, naprawdę wejdziemy na drogę duchową.

🖇

Nie jesteśmy materialnymi ciałami, które mają dusze, jesteśmy odwieczną głębią bytu, która stwarza sobie to materialne ciało. Jesteśmy po­nad­cza­so­wym życiem, które się w nas wcieliło i uformowało.

🖇

Nie wystarczy, że mamy wiedzę o prostych sprawach życia. Trzeba jeszcze nauczyć się dostrzegać ukrytą pod nimi istotę.

🖇

My jako ludzie nie zmieniamy się przez przepisy, nagrody lub kary. Zmie­nia­my się dopiero wtedy, kiedy pojmiemy, kim rzeczywiście jesteśmy.

🖇

Ciągła przemiana jest właściwym cudem życia.

🖇

Ta chwila jest manifestacją, wyrazem i epifanią pragłębi, do której nasz rozum nie ma dostępu.

🖇

Doświadczenie mistyczne prowadzi z powrotem do konkretnego życia i odpowiedzialności. Droga mistyczna, która nie prowadzi w codzienność, jest bezdrożem i pomyłką.

🖇

Jestem wyjątkowym i niepowtarzalnym wcieleniem głębi bytu, z którego wszystko wypływa. Jestem krótkim przypływem fali w bez­brzeż­nym oceanie.

🖇

Prowadzi nas nasze wewnętrzne centrum.

🖇

Miłość jest językiem, który rozumieją wszyscy ludzie i wszystkie zwierzęta.

🖇

Miłość jest zasadą istnienia świata.

🖇

Miłość nie jest dawaniem ani braniem. Ona po prostu jest. Nie poddaje się na­kazom. Jest wolna i pozostawia wolnym. Nie odgrywa ról, nie da się ująć w jakiś program czy nakaz. Nie zna dumy i jest zawsze gotowa do roz­po­czę­cia od nowa. Druzgoce to, co twarde i budzi do życia to, co w nas deli­kat­ne i czyste. Oczyszcza nasze myśli i wnosi przejrzystość tam, gdzie panuje zamęt. Bez niej życie nie ma sensu, a my nie odnajdziemy naszego wła­ści­we­go powołania.

🖇

To nie notoryczny brak intelektu, lecz niewiedza o znaczeniu wspólnoty i miłości wywołała współczesny światowy kryzys.

🖇

Stałem się człowiekiem, aby być właśnie tym a nie innym człowiekiem. Pró­bu­ję jednak zrozumieć coś więcej z mojej egzystencji niż może mi po­wie­dzieć moje Ja.

🖇

Wszechświat wykonuje doskonały taniec. To, co nasze Ja odbiera jako chaos, jest tańcem głębi istnienia, która przekracza nasz rozum.

🖇

Ludzkie życie przypomina drogę przez labirynt. Będąc w nim, mamy po­czu­cie, że oddalamy się od środka. Kto jednak będzie szedł dalej, dotrze do owe­go środka, nawet jeśli w międzyczasie droga poprowadzi go na zewnątrz labiryntu. Nasze życie jest okresem przemian, toczących się ku rozpoznaniu, że żyjemy, czerpiąc z naszego wnętrza.

🖇

Śmierć nie istnieje. Umieranie jest powrotem 
do naszej prawdziwej istoty, z której wyszliśmy.

#B (Anselm Grün):

Moje wyobrażenie o Bogu zmieniało się w ciągu życia. W dzieciństwie Bóg pozostawał dla mnie w sferze nadprzyrodzonej, był kimś świętym i nie­po­ję­tym. Z drugiej strony był kimś, przy kim czułem się bezpiecznie, kto był dla mnie schronieniem. W okresie dojrzewania Bóg był dla mnie tym, który sta­wiał przede mną wyzwania, zachęcał do podejmowania zmagań, do osiąg­nięć, do służenia Mu każdego dnia. Później inne obrazy były dla mnie waż­ne: Bóg jest przestrzenią, w której mogę odetchnąć i w której jestem wolny. On jest prawdą i stawia mnie w obliczu prawdy o mnie samym, przed którą nie mogę uciec. […]  Mimo tych wszystkich wyobrażeń zdaję sobie sprawę, że Bóg jest większy niż owe wyobrażenia. Obrazy te są jak okna, przez które mogę spojrzeć. Otwierają przede mną pewien horyzont, ale nie są Bogiem.

🖇

Bóg pozostawił w naszym sercu ślad. Tym śladem jest tęsknota. Tęsknotę za bogiem możemy odczuć zawsze. W tęsknocie za Bogiem jest obecny on sam.

🖇

[…]  istnieje na dnie naszej duszy przestrzeń nieobciążona winą, czysta i przejrzysta, do której poczucie winy nie ma dostępu. […]  Tylko wtedy, jeśli wiemy, że […]  jest w nas przestrzeń bez winy, możemy rozwijać prawdziwą tożsamość i stawać się coraz pełniej człowiekiem.

🖇

Moje drugie źródło siły znajduje się w przyrodzie. Bardzo lubię kontakt z na­tu­rą. […]  Nie mogę ciągle rozmawiać. Lubię iść w milczeniu. Do­strze­gam wtedy piękno natury, ale również jej siłę i życie. Czuję, że jest ona na wskroś przeniknięta Bożym Duchem, który dotyka mnie i poprzez naturę głęboko porusza.

🖇

Służyć oznacza dla mnie: służyć życiu, wykrzesać je z ludzi, budzić je w nich. […]  Służę […], żeby dostrzegli swoje własne zdolności i umiejętności. […]  za­sta­nawiam się, jak sprawić, aby życie, które w nich jest, zaczęło się roz­wi­jać. W towarzyszeniu duchowym szukam klucza, którym mogę otworzyć tkwiący w każdej osobie potencjał. Służę życiu, które pragnie roz­kwit­nąć w drugim człowieku.

🖇

Jako kapłan strzegę tego, co święte w ludziach, których spotykam. Próbuję wprowadzić ich w tę obecną w nich świętą przestrzeń, gdzie są zdrowi, nie­zranieni, autentyczni w swojej pierwotnej świeżości, czyści, wolni od wszel­kich oczekiwań i roszczeń ze strony innych. Istnieje w nas święty obszar, który należy do Boga i do nas samych. Nie rozporządza nim żaden czło­wiek. To odkrycie — że istnieje w nas święte miejsce, w którym możemy odetchnąć i czuć się wolni od ingerencji innych — jest szczególnie ważne we współczesnym świecie […].

🖇

[…]  jest we mnie coś, co pozostaje nienaruszone, zamknięte przed wpły­wem z zewnątrz. Daje mi to wewnętrzną wolność pośrodku zgiełku. […]  Milczenie oznacza życie bez założeń, samo czyste ist­nie­nie, bez presji, by komukolwiek o tym opowiadać.

🖇

Potrzebuję oddechu ciszy, aby dojść do siebie. […]  Cisza ma u mnie pierw­szeń­stwo. Mogę się w niej zanurzać. Gdy mnie otacza, jej pozytywny wpływ sprawia, że mam kontakt z ciszą obecną w mojej duszy.

🖇

Moje słabości — jak powiedział kiedyś pewien znawca duchowości — są bramą, przez którą wchodzi Bóg.

🖇

Jezus przypomina, że duchowość polega na tym, aby czynić to, co się po­win­no, co należy do naszych obowiązków względem innych, siebie i Boga. Mogę to wyrazić jeszcze dobitniej. Życie duchowością oznacza robienie te­go, co aktualnie jest naszym zadaniem. Sens tych słów Jezusa uświa­do­mi­łem sobie dopiero wtedy, kiedy zacząłem czytać o taoizmie: tao oznacza to, co zwyczajne. Właśnie wtedy, gdy wykonuję zwyczajne czynności, do głosu dochodzi moja duchowość.

🖇

Dyscyplina nie oznacza zaciskania pasa i odmawiania sobie czegoś. Hil­de­gar­da [z Bingeg] mówi, że dyscyplina oznacza sztukę bycia ra­dos­nym.
     Łacińskie słowo disciplina pochodzi od łacińskiego dis-capere, co znaczy: wziąć życie w swoje ręce i kształtować je. Wówczas sam kieruję swoim ży­ciem i nie daję sobą sterować. Żyję tak, abym mógł się radować.

🖇

To zdumiewające, że mnisi, którzy wycofali się ze świata, mieli na niego większy wpływ niż wielu możnych. Mogę kształtować ten świat tylko wte­dy, kiedy zachowam wobec niego wewnętrzny dystans. Pomaga mi w tym fakt, że nie jestem z tego świata.

🖇

Młodzież odzwierciedla wielkie przemiany
zachodzące w naszym życiu.

🖇

Potrzebne jest nieustanne wsłuchiwanie się w wewnętrzne natchnienia, przez które przemawia do mnie Bóg. Ostatecznie jest to również po­słu­szeństwo mojej prawdziwej istocie.

🖇

     — Dokądże idziemy? — Przez cale życie do domu!
     […]  Dawniej modlono się o dobrą śmierć. Ja modlę się o to, żeby powiódł się mój ostatni krok.

#C (Poszukiwanie trwa):

Drogi Anselmie!
     Przed ponad pięćdziesięcioma laty byłem Twoim nauczycielem łaciny i geografii. […]
     Od tamtego czasu życie poprowadziło nas różnymi drogami. […]
     Książka pokazuje, że pod względem duchowym znajdujemy się obecnie w dwóch różnych miejscach. 80 procent ludzi, którzy biorą udział w moich kursach, wystąpiło z Kościoła. Próbuję rozmawiać z nimi o ich życiu, uka­zy­wać im jego sens, a przede wszystkim sens śmierci. […]
     Obydwaj przemawiamy do ludzi poszukujących. Pomagamy im w tych poszukiwaniach, w zrozumieniu sensu owych kilku dziesięcioleci życia, któ­re przyszło im spędzić na tej grudce pyłu, jaką jest nasza Ziemia w ogromie Wszechświata. […]
     Willigis

🖇

Drogi Willigisie!
     […]  Kiedy czytałem Twoje refleksje, zadawałem sobie czasem pytanie, czy dzisiejszy Willigis ma jeszcze coś z dawnego Willigisa, którego znałem. […]
     To, co piszesz o przeżywaniu chwili obecnej, o doświadczeniu mi­stycz­nym, w którym wszystko się ze sobą jednoczy, jest również bliskie i mnie. Także z tym, co piszesz o miłości, w pełni się zgadzam. […] 
     Nasza osobowa miłość wskazuje na boskie źródło miłości, które prze­pły­wa przez nasze wnętrze, oraz na miłość, która przenika całe stworzenie […].
     Anselm

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli
, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnicwo Charaktery, Kielce 2015.

#D (Willigis Jäger):

Życie duchowe bywa niekiedy trudne. Kiedy po­ko­na­ło się już jakiś odcinek drogi i zyskało we­wnętrzne światło, wtedy zapowiadają się chwile wytchnienia, poczucie sa­tys­fakcji i uśmiech. Przy­chodzi myśl: Spójrz, to było dobre!

🖇

Prowadzi nas nasze wewnętrzne centrum.

🖇

Żyjemy życiem wiecznym, które objawia się w danej chwili i w danej formie.

🖇

Najwyższa droga nie jest trudna, jeśli tylko przestaniesz wybierać…

🖇

Chodzi o prawdziwe życie, o siłę, która nas otwiera bardziej niż rozum.

(tamże)

6073. Z oazy (CDXXXVIII)

Półtora tygodnia temu. Czysty przypadek. Włączone dopiero co radio anonsowało audycję, której meritum jest zawsze wypierane przez treść mojego wewnętrznego życia. Zatrzy­ma­ło mnie imię gościni. Czyżby moda i nie jednemu psu na imię Bu­rek? Rozpoznałam głos. Pięknie budował zdania. Klik, klik i odkryłam rozmowę, któ­ra uświadomiła mi, że prze­ga­pi­łam dwa la­ta temu tę książkę. Byłoby szkoda, gdyby pozostała dla mnie przegapiona.

Dawno nie czytałam tak pięknej, gęstej, przemyślanej i przeżytej książki. Zdecy­do­wa­nie należy do puli najlepszych książek, jakie przeczytałam i przeczytam w roku 2026.

Uruchamia bolesne wspomnienia. Nie, ja nie muszę siebie szukać na zdjęciach z przedszkola. Tak, dziesięciolecia zajęło mi znalezienie odwagi, by spojrzeć bez uprzedzeń czworonożnemu zwierzęciu w oczy. Mogę wymienić wiele innych nietak. Wszystkie one dotyczyłoby zwykłego cisowego ciała. Dziś myślę: zgroza! Nie, nigdy nie widziałam jamnika śmiejącego się z doga arlekina. Tak, widziałam nie­je­den za­chwyt różnorodnością psich ciał, a tym samym psich osób. Czemu nie można pójść dalej i zachwycić się różnorodnością ludzkich ciał i osób? Nie mam pojęcia od dzie­się­cioleci.

Myślę o moich Ludziach, o Ich pięknych w młodości ciałach, które musiały się od Nich nasłuchać zbyt dużo złego, zbyt ostro, calkiem be sensu. Przed oczami mam wspomnienia kilku zdjęć, przepiękni Oni! Wtedy, gdy opadała migawka, jesteśmy ciut starzy, Oni nie utoż­sa­mia­li się z pięknem, którego byli emanacją. Żeby sprawa była jasna, wciąż tacy są!

Kształt, smak i kolory zeszłotygodniowego weekendu, którego efektem jest ten opróżniający filiżankę wrażeń wpis, wydają mi się dziś niewiarygodnym snem. A przecież tamten weekend był. I była przepiękna synchroniczność, i świętowanie piękna ludzkiego ciała. Czułam się szczególnie obdarowana i uprzywilejowana.

Zakładam, że osoby czytające to, co piszę, zgadzają się ze mną, jeśli chodzi o podstawowe przekonanie, że szacunek i uznanie dla osób trans nie wy­ma­ga­ją żadnego innego uzasadnienia niż sam fakt ich obecności w świecie.

Stoi za tymi tekstami przywilej dziecka klasy średniej i osoby z wyższym wykształceniem. Odbija się w nich moja białość, ale też polskość — przypadki urodzenia i geografii, które kształtują perspektywę nawet wtedy, kiedy tego nie zauważamy.

🖇 🖇

I chociaż jest nas pełno, to niestety mówimy o sobie mało. Czasami wciąż trudno przezwyciężyć wstyd, żeby opowiedzieć, skąd przy­cho­dzi­my i kim kiedyś byłyśmy.

🖇

Teraz na temat tego, czy płeć jest performansem, performatywem, biologią czy też wolą Bożą, wypowiadają się popularni politycy, dziennikarze, spe­cja­li­ści od inwazji islamistów albo bogate autorki powieści dla dzieci. Nagle się okazało, że losy zachodniej cywilizacji i ruchu kobiecego zależą od tego, czy uda się ochronić tradycyjną, zdroworozsądkową i ponoć oczywistą dla wszystkich różnicę między kobietą a mężczyzną.

🖇

Niewątpliwie radykalny feminizm przeżywa obecnie renesans. W dużej czę­ści jest to odpowiedź na rozczarowanie uśmiechniętym liberalnym fe­mi­ni­zmem, którego słabość obnażył moment #metoo. Oto wyszło na jaw, że pa­triar­chal­na przemoc nie słabnie; że stare obserwacje, iż przemoc seksu­al­na podtrzymuje dominację mężczyzn, wcale się nie zdezaktualizowały, że po­zy­tyw­na seksualność nie wystarczy. A do tego wszystkie te koszmary współ­czes­nej prawicowej reakcji: ograniczenie dostępu do praw re­pro­duk­cyj­nych, ataki na kobiety, faszystowskie fantazje o powrocie kobiet do kuchni i dzieci… Trudno w takich warunkach nie szukać jakiejś ra­dy­kal­nej odpowiedzi.

🖇

Problem z przeszłością polega zaś na tym, że – by przywołać słynny aforyzm Williama Faulknera – przeszłość nigdy nie umiera, bo wła­ści­wie nie jest przeszłością.

🖇

Momenty, kiedy zderzamy się z „rzeczywistością” i przeżywamy nie­zgodę na nią, mówią być może więcej o świecie, jaki za­miesz­ku­je­my, niż o nas samych: o świecie, który wiąże, ogranicza, który wy­śmie­wa jako niemożliwe nasze pragnienie innego upłciowionego życia, trak­tu­jąc naszą transpłciowość jako coś, na co można się w końcu zgodzić, ale cze­go nigdy nie można afirmować. W takim wypadku dysforia to — uży­wa­jąc słów brytyjskiej eseistki Juliet Jacques — świadomość uwięzienia nie tyle w złym ciele, ile w złym społeczeństwie.

🖇

Mam więc podejrzenie graniczące z nadzieją, […]  że tym, co trans­dziew­czy­ny mogą zaoferować, chociażby i nieświadomie, jest dowód na to, że ko­bie­co­ści można chcieć jako kobiecości, że można ją akceptować, że można jej potrzebować, że bywa źródłem przyjemności i siły także dla tych, które uważa się za skazane na nią z racji urodzenia. […]
     Tak przynajmniej chciałabym, żeby było.

🖇

Okrutny feminizm wcale nie podważa naszej kobiecości, przeciwnie, w perwersyjny sposób ją afirmuje: grzeszymy jej nadmiarem.

🖇

Jajo z zasady nie wie, że jest jajem. Uświadomienie sobie tego ozna­cza, że już zaczynasz się wykluwać. […]
     Pożytek z mówienia o sobie jako o już wyklutym jaju jest więc taki, że sta­bilizuje to naszą przeszłość […]. Pytanie nie brzmi więc, czy były znaki, ale dlaczego się ich nie widziało; co latami przeszkadzało w dostrzeżeniu, że żyje się w cienkiej wapiennej skorupce. […] 
     Ofiarą tej narracji pada przede wszystkim sprawczość. Jajo nie ma wy­bo­ru, po prostu nim jest. Jedyna niewiadoma w jego historii to spo­sób, w ja­ki dojdzie do jego pęknięcia.

🖇

Nasze dziwaczne zainteresowania i pasje nie muszą jednak być powodem do wstydu — tego wpajanego od dziecka poczucia, że nie należy ludzi „za­ga­dy­wać na śmierć”, że należy brać pod uwagę fakt, że inni pewnie nie po­dzie­la­ją twoich fascynacji — należy je raczej traktować jako rodzaj daru, którym wymieniamy się w sytuacji niechęci do bardziej normatywnych form komunikacji.

🖇

Elementy kultury nerdowskiej — z całym jej maskulinistycznym, jeśli nie wręcz szowinistycznym bagażem — zostają w tym wypadku przemielone w glebę, na której może wyrosnąć coś innego. […]  Wynajdujemy różne rzeczy w kulturze, w której jesteśmy zanurzone, i majsterkujemy — prze­pisujemy jej znaczenia.

🖇

Nie każdy potrafi od razu dostrzec przyszłość, w której jest dla niego — i dla niej, tej, którą może się stać — miejsce, i nie oznacza to braku wy­o­braź­ni. W takim wypadku ściany piwnicy chronią marzenia przed tym, co po­wszech­nie nazywa się „rzeczywistością”, a co najczęściej oznacza po pro­stu „normalność”.

🖇

Troska o urodę, ściśle połączona z troską o passing, zawsze stanowiła element kobiecej sztuki przetrwania. Konsekwencje jej braku w żaden sposób nie oszczędzają i ciskobiet.

🖇

Boymoding to pragmatyka płci w pigułce. Wskazuje, że płeć może być przestrzenią wyboru — i że ten wybór zawsze jest czymś ograniczony.

🖇

Patriarchalna mizoginia każe gardzić kobiecością bez względu na to, czy jest ona cis, czy trans.

🖇

[…] spójniki rozbijają pozorną jednolitość kategorii i sugerują, że znaczenie określenia „dysforia płciowa” nie jest spójne, a przede wszystkim nie jest jedno. Termin zdaje się odnosić do wielu porządków, wielu koncepcji, wielu doświadczeń.

🖇

Pozorna naturalność bycia cis zapewnia prawo do tego, żeby wybory do­ty­czą­ce ciała, mody, prezentacji mogły coś znaczyć, a nie tylko stanowić sym­ptom jakiejś dewiacji.

🖇

[…]  amerykański politolog i aktywista Paisley Currah postawił tezę tyleż no­wa­torską, ileż zachwycającą swoją prostotą. Otóż płeć każdej osoby jest tym, co rozmaite instytucje za nią uznają. Punktem wyjścia dla jego roz­wa­żań jest fakt aż do bólu znajomy wielu osobom trans: że w zależności od te­go, jaka instytucja wydaje nam dokumenty czy zaświadczenia, jesteśmy raz kobietami, raz mężczyznami. […]  płeć obywateli nowoczesnych państw ni­gdy nie należy do końca do nich samych, to część administracyjnej ukła­dan­ki, w której chcąc nie chcąc trzeba uczestniczyć. System ten w ogóle nie jest zainteresowany tożsamością — jako kategoria niemożliwa do kwantyfikacji nie istnieje ona dla niego. […]
     Nie oznacza to oczywiście, że instytucje wydające dokumenty mają do­stęp do prawdy o czyjejś płci — a jedynie że mają środki pozwalające im eg­ze­kwować swoje rozumienie płci.

🖇

[…]  nie można powiedzieć, żeby płeć była faktycznie „nasza”. To, czy w danym momencie jestem kobietą, czy mężczyzną, zawsze zależy przynajmniej po części od osób, które mnie otaczają — nawet jeśli to bolesne.

🖇

Podobno definicja reprezentanta klasy średniej w Polsce brzmi: „ktoś, kto ma w telefonie numer do przynajmniej jednego lekarza”. Dysfunk­cjo­nal­ność NFZ jest faktem, który wpływa na życie właściwie wszystkich z nas, a dostęp do metod jego obchodzenia — czy to finansowych (jak prywatne wizyty), czy wiążących się właśnie z kapitałem społecznym („mój wujek jest ordynatorem”) — to ważny wyznacznik pozycji społecznej, a czasami po prostu kwestia życia lub śmierci.

🖇

Nie byłoby bowiem dysforii bez kryjącej się gdzieś pod jej powierzchnią na­dziei, jakkolwiek ulotnej, że płeć może być nie tylko źródłem cierpień, ale również czegoś więcej, czegoś lepszego, czegoś, czego być może nie po­tra­fi­my jeszcze sobie wyobrazić, choć już nauczyłyśmy się tego pragnąć.

🖇

I jasne, to tylko fantazja; wszystkie to wiemy. Ale fantazją jest również prze­ko­na­nie o niemożliwości tranzycji, wpajane nam od dziecka przez cis­nor­ma­tywną kulturę, w której płeć jest nienaruszalnym, stabilnym fun­da­mentem podmiotowości. Dobrze czasami uwierzyć, że można pra­gnąć inaczej.
     […]  Bez względu na ciężar wstydu, zawsze pragnęłyśmy — i znaj­do­wa­ły­śmy coraz to nowe rozwiązania, żeby wydostać to pragnienie z przestrzeni tęsknot i fantazji i uczynić je ciałem, obecnym tu i teraz.

🖇

Płeć trzeba opowiedzieć, a jej przeżywanie jest jej ciągłym dalszym opo­wia­daniem.

🖇

Osoby trans nie są wcale pasywnymi ofiarami systemów przemocy i nad­zo­ru. Przeciwnie, jeśli nasza kultura opowiada jakąś historię, to jest to prze­de wszystkim historia samopomocy — sieci wymiany infor­ma­cji i ma­te­riałów mających pomóc przezwyciężyć struktury niemożli­wo­ści.

🖇

Płeć, szczególnie budowana we wrogich warunkach, to składanie ra­zem pragnień, tęsknot, tekstów i odczuć, splatanie ich w wizję osoby, którą chcemy się stać, nawet wtedy, kiedy wydaje się nam to niemożliwe.

🖇

[…]  materia życia transkobiet — materia życia kobiet w ogóle, materia życia wszystkich, którzy muszą sobie radzić w upłcio­wio­nym społe­czeń­stwie — dostarcza niekończących się dowodów na niestabilność tych kategorii.

🖇

[…]  kobiecość również nie jest nigdy zjawiskiem występu­ją­cym samo­dziel­nie: pozostaje nierozłącznie powiązana z losami klas i ras, z geografią i zmie­nia­jącym się klimatem, z chronologią zmian kultury, z prawem, z tech­no­logią. Nie oznacza to, że jest to kategoria pusta — je­dy­nie migotliwa.

🖇

[…]  być może to jest najbardziej transowy element współczesnego rady­kal­ne­go feminizmu, który napędza nie tyle pewność siebie (i tego, że pod no­ga­mi znajduje się stabilny grunt), ile raczej ciągła dysforia, a więc po­czu­cie, że coś jest nie tak, jak być powinno, a więc też, że może być inaczej. Rzecz tylko w tym, żeby znaleźć to inaczej — i osadzić je w narracji łączącej nas z femi­ni­stycz­ną przeszłością, a zarazem prowadzącą w stronę femi­ni­stycz­nej przyszłości.

🖇

po to przyszłam:
po wrak, a nie po historię wraku
po sam obiekt, a nie mit

Adrienne Rich

🖇

[…]  czego akceptacja nie daje. Czego nie może dać. Co nam zabiera. Jej ho­ry­zon­tem jest konieczność: gdy prosimy o akceptację, tak naprawdę ocze­ku­je­my pogodzenia się z naszym istnieniem, pozwolenia na egzystencję, przy­jęcia do wiadomości faktu, że nie można się nas pozbyć ze świata. Na­wet jeśli odziać to w najsłodziej brzmiące zapewnienia o tolerancji i otwar­ciu na inność, niczego to nie zmienia. […]  I dlatego chcę nie akceptacji, lecz afirmacji.
     Chcę być chciana.

🖇

[…]  pragnienie zazwyczaj odsyła nas do jakiejś wyma­rzo­nej, lepszej, bardziej intensywnej, bardziej auten­tycz­nej rzeczywistości.

🖇

Solidarność nie musi bowiem opierać się na tożsamości. Jej źródłem może również się okazać intymnie przeżywana różnica.

J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Stawką opowiadania swojej historii płci jest mię­dzy innymi poczucie auten­tycz­ności, jeśli nie wręcz realności.

🖇

To w kobietach dookoła dostrzegałam zdolność kre­o­wa­nia siebie — prowadzącego nie w stronę przerażającej mnie szorstkiej męskości, tylko czegoś pięknego. Nieste­ty, przez wiele lat byłam też głęboko przekonana, że jest to dla mnie po prostu zbyt trudne; że nigdy nie zdołam zdobyć się chociaż na ułamek wysiłku, jaki należałoby w to włożyć. Ale mimo wszystko to w praktykach dziew­czę­ce­go dbania o siebie — praktykach wielokrotnie kry­ty­ko­wa­nych jako rodzaj przemocowego, pat­riar­chal­ne­go zniewolenia — wyczuwałam możliwość osiąg­nię­cia sprawczości: stania się osobą czującą się do­brze ze swo­im ciałem i z tym, jak jest ono postrzegane.

🖇

[…]  praca, jaką wykonałyśmy — ten wielki wysiłek włożony w to, żeby z gratów kultury zbudować własne miejsce – jest zmianą.

(tamże)

*


O transkobiecości z J. Szpilką 
rozmawia Klara Cykorz.

sobota, kwietnia 18, 2026

6072. 108/365

     — mniejszą ły­żeczką mnie jedz — powiedziało mi życie, od­ma­wiając jednocześnie jakiejkolwiek formy dyskusji.

to nie jest dobra rada, luźno sformułowane zalecenie czy wstęp do ne­go­cja­cji. to rekomendacja o najwyższym prio­ry­tecie, któ­rej nie wolno mi odrzucić.

108/365

Na początku autentycznej podróży duchowej musimy się trzy­mać znacznie bliżej rzeczywistości, koncentrować bez­po­śred­nio na tym, co znajduje się tuż przed nami, i dbać o to, aby wy­brana przez nas ścieżka była połączona z naszą naj­głęb­szą miłością.
   — Jack Kornfield

[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

piątek, kwietnia 17, 2026

6071. 107/365  // Panna cotta (CXCV)

chciałoby się powiedzieć z dumą: ujeżdżałam zwierzę, ale praw­da jest taka, że to ono poniewierało moim ciałem.

są rzeczy ważne i cała reszta, w której — po tak długiej prze­jażdż­ce — znalazło się wszystko to, co jeszcze chwilę temu wy­da­wało się superważne. czas na ra­dy­kal­ne kroki, czy­li pomału, powo­lut­ku, ale z żelazną konsekwencją, start.

107/365

[…]  długie pędy rosną w powietrzu i szukają podłoża, któ­rego mogłyby się chwycić. Nowe pędy wisterii wyrastają w pust­kę, zanurzają się prosto w nią i szukają czegoś, czego mogłyby się chwycić, maleńkie jasnozielone dłonie chwytają się tego, co jest w zasięgu, ściany, ogrodzenia, rynny, choćby nawet pozostawionego kija od miotły. Wisteria chwyta się tego, czego chwycić się może, owija się wokół i rośnie w górę. Dąży w górę, w kierunku światła, podpierając się na tym, co jest w zasięgu.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

*

Mary J. Blige & Andrea Bocelli, Bridge Over Troubled Waters.

se hai paura
se piangerai

[…]
io correrò
e le asciugherò

[suplement 18.04.2026]
Nasza forma zmienia się i to codziennie!
Tak jak fale nieustannie zmieniają swoją formę,
a mimo to ocean pozostaje ten sam!
Za każdym razem jest inna fala,
ale ta sama woda.

   — Willigis Jäger

[W.J.] Do podjęcia nowego kroku potrzeba odwagi, ponieważ nie można z góry przewidzieć wyniku. Mistyka pomaga spoj­rzeć na labirynt naszego życia jako na proces dojrzewania.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

sobota, kwietnia 11, 2026

6070. Czekariat (CXXXVIII)


Kaan, fragment.

Kultura, w której żyjemy, nie kocha kobiecości. Pożąda jej, to prawda, często przemocowo, ale jej nie kocha, nie pragnie.

Cispłciowość nie jest przecież stanem natury, ale formą naiwności. To prze­ży­wanie własnej płci tak, jakby była ona czymś oczywistym, przej­rzy­stym, niestawiającym żadnego oporu. To moja siostra z zasko­cze­niem przyjmująca fakt, że można nie chcieć spędzić życia w płci i ciele, które zostało przypisane przy urodzeniu. To promotorka mojego dok­to­ra­tu stwierdzająca, z delikatnym zażenowaniem, że nigdy tak na­praw­dę nie przejmowała się tym, czy jest kobietą, czy nie. Tak rozumiana cis­płciowość nie jest zresztą żadną „tożsamością płciową”, ale rodzajem swo­bo­dy, który pozwala iść przez życie bez potykania się o do­świad­cze­nie posiadania i pragnienia płci. Wynika z tego, że tak naprawdę mało kto jest do końca cis, ponieważ mało komu udaje się całkowicie uniknąć tych sytuacji życiowych, gdy przypisana płeć nagle zaczyna uwierać. Nie musi to prowadzić do pragnienia tranzycji; cispłciowość to umie­jęt­ność ignorowania tych potknięć i brak wyczulenia na to, co to znaczy pragnąć innej płci całością własnych marzeń.

Cisprzywilej polega na tym, że „gra” z kobiecą seksualnością i cieles­no­ścią jest traktowana właśnie jako gra — o ile tylko kryjące się za nią cia­ło i seksualność są postrzegane jako skazane na kobiecość, a nie jako ta­kie, które się na nią decydują.

Chcemy całego życia i jeszcze trochę.

J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

6069. Co ma piernik do wiatraka…

Skąd się bierze taki wpis jak ten? Ano bierze swój początek całkowicie poza mną i bie­gnie przed siebie, całkowicie na ślepo, ku sobie tylko znanemu celowi.

Przy­cho­dzi dzień, gdy nie chcesz, by książ­ki dla ciebie najcenniejsze (ze względu na swo­ją treść) po twojej śmierci skończyły na śmietniku. Postanawiasz Im znaleźć no­we domy, ale nim. Sięgasz po jedną z Nich, by się z Nią pożegnać i już wiesz, że nim. Chcesz jeszcze trochę u sie­bie mieć, ale ponieważ czytało ci się tę książkę zu­peł­nie inaczej niż kiedyś, robisz klik, klik i nim. Czekasz, bo to antykwariat realizuje twoje zamówienie.

Wspomniana książka zostaje, a na czytelniczy stoliczek po kilku dniach wjeżdża no­wa stara książka. I przychodzi sobotni ranek. I czworakowanie odhaczone. I kawa znieczula rehabilitacyjny aspekt przekładania kolejnych papierowych kartek. I ibuk, by odpocząć, gdy ręce mają dość. I powrót do papieru. I trafiasz na fragmenty, które nie chcą czekać na skończenie lektury, które nie godzą się na współistnienie z in­ny­mi wyimkami. Chcą być osobne i już. I co robisz? I nie walczysz. Dajesz tym frag­men­tom to, czego chcą.

Miałam wziąć się za demontaż wiatraka, a wcinam pierniczki.

Kryzysy życiowe są okresami wzrostu.
Informują, że nasza droga biegnie w innym kierunku.

W życiu nie da się znaleźć ostatecznego bezpieczeństwa. Na tej drodze po­zo­stajemy wędrowcami i poszukiwaczami. Kiedy ponosimy fiasko, prze­ko­nu­je­my się, że owa droga w danym momencie nie jest tym, co dla nas dobre. Chcielibyśmy uniknąć tego, co bolesne. Często jednak niepowodzenie i cier­pie­nie przynoszą coś nowego, jakąś zmianę w życiu. Trudno jest dostrzec tę uzdrawiającą siłę, doświadczając cierpienia, które chce się od siebie od­su­nąć. Niełatwo zaakceptować, że nieszczęśliwe zrządzenie losu prowadzi ku rozwojowi.

Niepowodzenie należy do podstawowych doświadczeń bycia czło­wie­kiem. Nigdy nie jest końcem. Oznacza zmartwychwstanie do nowego etapu życia.

Ból i niepowodzenia są częścią procesu stawania się coraz pełniej czło­wie­kiem. Z tego właśnie powodu cierpienie odgrywa w tradycji mistycznej tak ważną rolę. Mistrz Eckhart mówi:

Najszybszym zwierzęciem, które za­wie­zie was ku doskonałości, jest cierpienie.

     Nie chodzi tu o gloryfikowanie cier­pienia, jak miało to miejsce w tradycji chrześcijańskiej. Cierpienie sprawia jednak, że szybciej otwieramy się na następny życiowy krok. Nie ma czło­wie­ka, który nie przechodziłby przez kryzys egzystencjalny. Jest to czas, kiedy można przeprowadzić w życiu fundamentalną reorientację i coś w nim zmienić.

Nikt nie lubi niepowodzeń. Wskazują one jednak na to, że nasze życie powinno obrać inny kierunek. Tak naprawdę to prze­mie­nia­ją­ca siła naszej prawdziwej istoty doprowadza nas do jakiejś gra­nicy i ukazuje nowy początek.

W spokoju, który zostaje nam niejako narzucony w okresach kryzysu, po­ja­wia się to, czego nie można było znaleźć w niepokoju poszukiwań. Zauwa­ża­my, że nie musimy tyle szukać, żeby dojść do tego, czym jesteśmy. Nie mo­żemy nic zyskać, jeśli czegoś nie stracimy. Tracimy tylko to, co nam do­tąd w życiu przeszkadzało.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli
, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

piątek, kwietnia 10, 2026

6068. Z oazy (CDXXXVII)

W Wiel­ką Sobotę, nim ruszyliśmy w drogę, z radia wyciekł tytuł tej książki. Klik, klik, nim wszystkie niezbędne rzeczy zostały spakowane. W poniedziałek było po lekturze, jest doskonała!

Wybieranie, cedzenie wyimków, z powodu owej doskonałości, zajęło mi wiele dni, ale już, ufff, mam pod ręką wszystko, co chcę mieć.

Wbrew pozorom ogrodnik nie wyrasta z nasion, pędów, cebulek, bulw ani odnóżek, ale powstaje z doświadczenia, środowiska zewnętrznego i warunków przyrodniczych.

🖇

[…]  Adam – podobnie jak my, dzieci – nazrywał niedojrzałych owoców i zo­stał za to wygnany z raju; od tamtej pory owoce z drzewa żywota będą zawsze niedojrzałe.

🖇

Istnieje parę forteli, które można zastosować wobec pogody, aby wymusić jej zmianę. Na przykład kiedy ktoś włoży na siebie wszystkie najcieplejsze ubrania, jakie tylko posiada, wtedy z reguły nadchodzi ocieplenie. Odwilż następuje również w momencie, w którym kilku przyjaciół wyruszy w góry, aby wreszcie pojeździć sobie na nartach.

🖇

„Nawet styczeń nie jest dla ogrodnika czasem bezczynnym” – mówią pod­ręcz­ni­ki ogrodnictwa. Rzeczywiście tak jest, bowiem w styczniu ogrodnik przede wszystkim

u p r a w i a   p o g o d ę.

     Wszystko dlatego, że pogoda cierpi permanentnie na pewną przy­pa­dłość: otóż nigdy nie jest, jak trzeba. Zawsze przesadza w jedną albo drugą stronę. […]
     Jeżeli ludzie, dla których pogoda nie jest kwestią kluczową, mają tyle powodów, żeby na nią narzekać, to co dopiero mówić o ogrodniku!

🖇

Krótko mówiąc, przygotowanie gleby dla nasionek
jest wielką tajemnicą i magicznym obrzędem.

🖇

[…]  znienacka, w tajemniczym i niepostrzeżonym momencie (ponieważ tego momentu nikt nigdy nie widział ani nie zarejestrował), po cichutku rozstępuje się ziemia i pojawia się pierwszy kiełek. […]  Tylko dwa listeczki na bladej nóżce, ale jest to tak dziwne, ma tyle wariantów, z każdą roślinką bywa inaczej… Ale co to ja chciałem powiedzieć? Już wiem: nic albo tylko to, że życie jest bardziej skomplikowane, niż możemy sobie wyobrazić.

🖇

Ogrodnik w lutym kontynuuje styczniowe prace, zwłaszcza te zwią­zane z uprawianiem pogody. […]  ten najkrótszy z miesięcy, ten knypek wśród innych miesięcy, ten miesiąc niedonoszony, przestępny i ogólnie niesolidny […]  Diabli wiedzą, dlaczego w latach przestępnych dodaje się jeden dzień akurat temu perfidnemu, katarogennemu, ba­ła­mut­ne­mu miesięcznemu grzdylowi; rok przestępny powinien mieć jeden dzień więcej w cudnym maju, niech tych dni będzie trzydzieści dwa i tak będzie najlepiej. A nie dręczyć ogrodników dodatkowym dniem lutowym.

🖇

Kolejną pracą sezonową w lutym jest  ś c i g a n i e   p i e r w s z y c h   o z n a k   w i o s n y. […]  taki pierwszy motyl to przeważnie ostatni motyl zeszłoroczny, który tylko przez niedopatrzenie nie kopnął w kalendarz.

🖇

Wszystko, co istnieje, dzieli się na to, co nadaje się do gleby, i na to, co się nie nadaje.

🖇

[…]  do czego są potrzebne ogrodnikowi plecy? Wygląda na to, że tylko do tego, żeby od czasu do czasu mógł się rozprostować, wzdychając: „Uch! Moje plecy!”. Jeżeli chodzi o nogi, to są w porządku: dają się składać na róż­ne sposoby: można na nich kucać, klęczeć, siedzieć albo zarzucić je sobie na szy­ję; palce nadają się jako pikownik do robienia dziurek w ziemi, dłonie można wykorzystać do rozdrabniania grudek albo pecyn, głowa służy do za­wie­sze­nia fajki; tylko grzbiet pozostaje rzeczą niesforną, którą ogrod­nik próbuje bezskutecznie zgiąć w odpowiedni sposób.

🖇

Ze wszystkim na świecie da się coś robić, wszystko można naprawiać i re­for­mo­wać, tylko z pogodą nic zrobić się nie da. Nie pomoże ani gorliwość, ani megalomania, ani innowacja, ani dociekliwość, ani bluźnierstwo; pąk otworzy się, a kiełek wyjrzy z ziemi dokładnie w chwili, kiedy przyjdzie jego czas i zechce tego prawo przyrody. W tym miejscu uświadamiasz sobie z pokorą bezsilność człowieka; pojmujesz, że cierpliwość jest matką mądrości

🖇

My, ogrodnicy, wierzymy również w absolutną prawdziwość ludowych pro­gnoz […], że „co marzec wypiecze, to kwiecień wyciecze” i w inne pro­gno­zy, które dają świadectwo, że ludzie od zarania czasu mają złe do­świad­cze­nia z pogodą. […]  ludowe przepowiednie wróżą przeważnie rzeczy zło­wieszcze i nieprzyjemne. […]  odnotować należy, iż istnienie ogrodników, którzy – nie bacząc na te paskudne doświadczenia z pogodą — co roku wi­ta­ją z entuzjazmem wiosnę, daje świadectwo niezmordowanego i nad­przy­ro­dzo­nego optymizmu rodzaju ludzkiego.

🖇

Z im większą trwożliwą ostrożnością będziecie pracować, tym więcej szkód narobicie; dopiero lata praktyki nauczą was mistycznej i pierwotnej pew­no­ści prawdziwego ogrodnika, który stawia nogi gdzie popadnie, a mi­mo to niczego nie zadeptuje; a kiedy mu się to zdarzy, przy­naj­mniej się tym w ogóle nie przejmuje. To tylko tak na marginesie.

🖇

Rzeczywiście człowiek nie zastanawia się, po czym kroczy; pędzi wciąż gdzieś jak wariat i co najwyżej zwróci oczy ku górze, jakie są piękne chmu­ry albo tam, daleko ładny horyzont, albo imponujące niebieskawe góry; ale nawet nie spojrzy pod nogi, żeby pochwalić, jak zachwycająca gleba ścieli mu się u stóp.

🖇

Człowiek ogrodnik z pewnością powstał na drodze ewolucji kulturalnej, nie naturalnej. Gdyby rozwijał się zgodnie z przyrodą, to wyglądałby inaczej: nogi miałby jak żuk, żeby nie musiał kucać, no i miałby skrzydła po pier­wsze z powodów estetycznych, a po drugie po to, żeby móc zawisnąć nad swoimi rabatkami.

🖇

Mówi się „Święto Pracy”, a nie „Święto Osiągnięć”; ale przecież człowiek powinien być dumny z tego, co osiągnął, a nie z tego, że w ogóle pracował.

🖇

Prawdopodobnie każdy z nas ma w sobie jakiś odziedziczony po przodkach gen plantatora; nawet kiedy nie hodujemy choćby pelargonii albo cebuli na pa­rapecie, gdy przez okrągły tydzień świeci na nas słońce, zaczynamy spo­glą­dać z troską w niebo i mówić sobie na dzień dobry:
     — Już by mogło popadać.
     […]  Żaden cud słońca nie może dorównać cudowi błogosławio­ne­go desz­czu. […]  Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą: trawa, ja, gleba; tak jest nam dobrze.

🖇

Według filozofii niemieckiej brutalna rzeczywistość to jest po prostu to, co jest (Sein), natomiast wyższy moralny po­rzą­dek (Sollen) jest tym, co po­win­no być. Czyli ogrodnik, zwłaszcza w lipcu, skłania się ku temu wyższemu po­rząd­kowi, wiedząc dobrze, co powinno być. „Powinno popadać” – stwier­dza z całym przekonaniem.

🖇

🖇

[…]  przy każdej z tych okazji ogrodnik wygrzebuje z ziemi niewiarygodne bogactwo kamieni i innego świństwa. Najwyraźniej te kamienie wy­ra­sta­ją z jakichś nasion albo lęgną się z jajeczek, albo są nieustannie wy­pierane z niezbadanego jądra globu – pewnie ziemia tymi kamieniami się po prostu poci.

🖇

Prawdziwy ogrodnik może, ot tak, wetknąć w ziemię kawałek liścia, a wy­rośnie mu z tego dowolny kwiatek, a my, laicy, musimy cackać się z ho­do­wa­niem sadzonek, pieczołowicie je zwilżać, chuchać na nie, karmić zmie­lo­nym ro­giem albo odżywkami dla niemowląt; a w końcu i tak nam toto zmar­nieje albo uschnie. Myślę, że muszą w tym być jakieś czary […]

🖇

Na swój sposób — z ogrodniczego punktu widzenia — wrzesień to wdzięcz­ny i ważny miesiąc; nie tylko dlatego, że kwitną wtedy nawłoć, złocień ja­poń­ski i jesienne astry, nie tylko z waszego powodu, ciężkie i zadziwiające da­lie; wiedzcie, ludzie niewierni, że wrzesień jest miesiącem wybranym dla wszystkiego, co kwitnie po raz drugi; jest miesiącem drugiego kwiatu; mie­sią­cem dojrzewającej winorośli. To są tajemnicze własności września, peł­ne głębszego sensu, ale przede wszystkim jest to miesiąc, w którym po­now­nie otwiera się ziemia, a to znaczy, że znów  m o ż e m y   s a d z i ć!

🖇

🖇

Już nie da się dłużej zaprzeczać: jest jesień. Poznacie ją po tym, że kwitną jesienne astry i jesienne chryzantemy – te jesienne kwiaty kwitną ze szcze­gól­ną siłą i hojnością, nie robią z tym ceregieli, kwiat to kwiat, ale za to w ja­kich ilościach! Powiadam wam, że rozkwit wieku dojrzałego jest sil­niej­szy i żarliwszy niż gorączkowe i ulotne triki wczesnej wiosny. Są w nim roz­sądek i konsekwencja dojrzałego człowieka: jak już kwitnąć, to rzetelnie; i mieć mnóstwo miodu, żeby zleciały się pszczoły. Cóż znaczy spadający liść wobec tego bogactwa jesiennego kwitnienia? Czy widzicie ten brak zmęczenia?

🖇

To tylko takie gadanie, że październik, że przyroda szykuje się do snu zi­mo­we­go; ale ogrodnik wie lepiej, zapytajcie go, a powie wam, że paź­dzier­nik jest miesiącem równie dobrym jak kwiecień. Bo też trzeba wam wie­dzieć, że październik to pierwszy wiosenny miesiąc, miesiąc pod­ziem­ne­go wypuszczania pędów i kiełków, ukrytego rozkwitu, pęcznie­ją­cych pąków.

🖇

Mówicie, że mamy już bardzo mało słonka? Że dusi nas szara mgła? Że bi­czu­ją zimne deszcze? Wszystko jedno. Najważniejsze to kwitnąć. Tylko ludzie narzekają na złą pogodę, chryzantemy tego nie robią.

🖇

🖇

Bywają ludzie, przeważnie są to krytycy i mówcy publiczni, którzy uwiel­bia­ją mówić o korzeniach; oświadczają na przykład, że powinniśmy po­wró­cić do korzeni albo że jakieś zło trzeba wyrwać z korzeniami, albo że naszym obowiązkiem jest przeniknąć aż do korzeni pewnych spraw. Pięk­nie. Chętnie bym popatrzył, jakby wykopywali (razem ze wszystkimi ko­rze­nia­mi, ma się rozumieć), powiedzmy, taką trzyletnią pigwę.

🖇

[…]  próbowałem tego z pigwą i zaświadczam, że praca z korzeniami jest ciężka i że korzenie lepiej zostawić tam, gdzie są: one już wiedzą, dlaczego chcą tkwić tak głęboko; powiedziałbym nawet, że nie zależy im na naszej uwadze. Bo też najlepszym rozwiązaniem jest dać korzeniom spokój […].

🖇

Co tu dużo mówić: pojawiły się już wszystkie oznaki tego, że przyroda, jak się to mówi, układa się do snu zimowego. […]  skądże, ale gdzie tam! Co za po­my­sły! Jakieś oszczerstwa! […]  Obróćmy wszystko do góry nogami, żeby to lepiej poznać; obróćmy przyrodę do góry nogami, żebyśmy mogli się jej przyjrzeć; obróćmy ją do góry korzeniami. Co wy wygadujecie? To ma być sen? To nazywacie odpoczynkiem? Powiedziałbym raczej, że prze­sta­je ro­snąć w górę, bo nie ma na to wolnej chwili, a to dla­te­go, że za­ka­sa­ła rę­ka­wy i rośnie w dół; splunęła w ręce i zakopuje się w ziemi.

🖇

To nazywacie snem? Niech diabli porwą liście i kwiaty, co to za prze­chwał­ki? Tu, na dole, tu, pod ziemią, odbywa się ta prawdziwa praca, tu, tu i tu wyrosną nowe łodygi; stąd dotąd z tych listopadowych ognisk wystrzeli marcowe życie; tu, pod ziemią, został nakreślony wielki program wiosny.

🖇

Mówi się, że wiosna to czas wypuszczania pędów; w rzeczywistości czas wy­puszczania pędów przypada na jesień. Obserwując naturę, stwier­dza­my, że w pewnej mierze prawdą jest, że jesień to koniec roku; ale jeszcze bardziej prawdą jest, że jesień to początek roku. […]  Ludzie, to jest dopiero prawdziwa wiosna; to, co nie będzie gotowe teraz, nie będzie też gotowe w kwietniu.

🖇

🖇

Czasami nam się wydaje, że usłani zeschłymi resztkami przeszłości śmier­dzi­my zgnilizną; ale gdybyśmy mogli widzieć, ile grubiutkich i białych pę­dów przebija się przez tę starą kultywowaną glebę, którą nazywamy dniem dzisiejszym, ile nasion potajemnie kiełkuje, ile starych sadzonek wypuszcza właśnie młody żywy pąk, który niebawem rozwinie się w kwi­tną­ce życie, gdybyśmy mogli zobaczyć to skryte rojenie się między nami, pewnie byśmy sobie powiedzieli, że wielką bzdurą jest nasza tęsknota i nasza nie­uf­ność; i że najlepsze ze wszystkiego jest bycie żywym człowiekiem, czyli człowiekiem, który rośnie.

🖇

Nie widzimy kiełków, bo one tkwią pod ziemią;
nie znamy przyszłości, bo ona jest w nas.

🖇

Karel Čapek, Rok ogrodnika, ilustr. Josef Čapek, przeł. Elżbieta Zimna,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Przez cały rok jest wiosna i przez całe życie jest mło­dość; wciąż jest z czego kwitnąć. To tylko takie ga­da­nie, że je­sień; my tam na razie rozkwitamy innym kwieciem, ro­śnie­my pod ziemią, wypuszczamy no­we pę­dy; wciąż jest co robić. Tylko ci, którzy trzymają ręce w kie­sze­niach, mó­wią, że będzie gorzej; ale ten, kto kwit­nie i wydaje owoce, nawet jeżeli robi to w li­sto­pa­dzie, nie daje świa­dec­twa jesieni, ale złotemu latu; nie daje świa­de­ctwa upadkowi, ale kwitnieniu. Jesienny astrze, drogi czło­wie­ku, rok jest tak długi, że nie ma końca.

Ogródek nigdy nie jest skończony. Pod tym wzglę­dem ogródek przypomina świat ludzi i wszelkie ludzkie przed­sięwzięcia.

(tamże)

6067. W warzywniaku (XVIII)

Mawiają, wciągając w autorstwo Einsteina, choć nie ma na to dowodu:

Szaleństwem jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.

Oj tam, oj tam! Są całe grupy zawodowe, faszerowane modną prawdą swych czasów, które bez mrugnięcia okiem ze znawstwem podkreślają:

Głupotą jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.

Tymczasem. Nie ja, czyli inna pacjentka Pati, bardzo błyskotliwa kobieta, dawno temu przytomnie stwierdziła w punkt, że w ramach rehabilitacji neurologicznej wciąż robimy to samo i oczekujemy innego rezultatu. To prawda. Mozolnie, uparcie, z nadzieją robimy to samo, nie poganiając do­świad­czo­nego trudnościami układu nerwowego. Polerujemy białą kropkę w znaku yin yang.

Te momenty, gdy od lat robiąc to samo ćwiczenie, nagle czuję, że przez uła­mek sekundy kontroluję to, co robię i… robię! I zachwyt! I wspaniały dzień! I wszystko, co najlepsze! I listki nadziei lśnią nawet w beznadziejnie po­chmur­ny dzień.

🍆

Jesteśmy jak iskrzące się skarbce
nieskończonej tajemnicy.

   — Winfried Nonhoff

[w:] Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli
, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)