poniedziałek, marca 16, 2026

6045. Z oazy (CDXXVIII)

To nie jest dobra książka. To jest książka zła, ze względu na głupią i wyjątkowo pro­stacką formę antropomorfizacji osoby, jaką jest pies. To książka beznadziejna ję­zy­kowo, ale tu nie wiem, czy jest taka już na poziomie oryginału, czy jawi się taka do­pie­ro po przetłumaczeniu na jezyk polski. Tylko ilustracje trzymają poziom i z ła­two­ścią dotykają kudła­tych wspomnień, budzą tęsknoty; uruchamiają też marzenia, które, choć pozostaną już tylko marzeniami, tak fajnie jest mieć.

W efekcie mój entuzjazm i dziecięcy wręcz zachwyt serią wydawniczą filigrany osiadł, ostygł i ledwo zipie. Nie śpieszno mi, by zajrzeć do dwóch pozostałych po­zy­cji, które w ramach tego projektu się ukazały.

Kiedy człowiek tak długo ma psa […]. Wydaje mu się, że zawsze był w jego życiu. Teraz Olle jest już stary i zbliża się jego koniec. Piszę tę książkę, bo nie chcę, żeby umarł.

🖇

     — Wiesz co? Zapomnij o tym, a ja nie odezwę się już na ten temat ani sło­wem.
     I wyszła.
     […]
     — Corrie, musimy o tym porozmawiać. Nie możem tak dalej żyć.
     Odłożyła książkę, zdjęła okulary i przyjrzała mi się.
     — Chętnie o tym porozmawiam — odpowiedziała — ale nie, jeśli uważasz mnie za wariatkę.

🖇

🖇

     — Wyrzućcie tego upiora za drzwi. Śmierdzi martwymi zwierzętami.
     Pióro zadrżało mi nad kartką.
     […] 
     Ale wtrąciła się moja żona:
     — Panie Mokradło, czy pan jest myśliwym?
     Pan Kradłomiej odpowiedział:
     — Tak.
     A wtedy Corrie odparła:
     — Proszę mi wybaczyć, panie Mokradło. Umówiliśmy się z Ollem, na­szym psem, że nie chcemy mieć nic wspólnego z myśliwymi.
     […] 
     — To znaczy… hm… — zacząłem — moja żona ma oczywiście na myśli…
     — Że nie lubimy ludzi, którzy strzelają do zwierząt — dokończyła Corrie — choć te zwierzęta nie włamały im się do domu ani niczego nie podpaliły! Tak uważamy Olle, mój maż i ja.

🖇

No i idzie. Niuch, niuch, z nosem w trawie. „Świat jest taki woniejący — my­śli zadowolony. — Nie rozumiem, dlaczego ludzie noszą nosy tak wy­soko, bo…”

🖇

🖇

Rusza z nosem tuż nad ziemią.
Świat ma dziesięć tysięcy zapachów.

🖇

Wiecie, kto smakowicie pachnie? Piekarz. Ma na imię Jaap i jeździ autem pełnym pieczywa. Codziennie zatrzymuje się przed naszą białą furtką. Wyj­mu­je chleb z samochodu i wkłada do koszyka. Przechodzi przez furtkę i idzie do drzwi.
     Olle i Dina uwielbiają Jaapa. Ma nie tylko chleb, ale też ciastka i su­char­ki. Niebiańsko pachnie. Kiedy odkłada koszyk, próbują wcisnąć do niego pyski.
     — Hola, nie wolno! — protestuje Jaap.
     Psy mają trzymać swoje wilgotne nosy z dala od chleba. Oczywista sprawa.

Kupujemy chleb, po czym Jaap wraca do samochodu. Olle i Dina idą za nim krok w krok aż do furtki. Z żalem odprowadzają wzrokiem jego samochód. I tak codziennie.
     […]  Olle długo o nim myśli. „Dlaczego nigdy nic mu nie wy­pa­da z ko­szy­ka?” — zastanawia się. Dzień w dzień, rok w rok. Nigdy nic nie wypada. Jak to możliwe?

🖇

Olle biegnie za nią [piłką]. A stamtąd nadchodzi wściekły Flet. Syczy i trze­pie skrzy­dła­mi. Ollego ogarnia strach.
     O co chodzi temu gąsiorowi? Czemu nie pozwala Ollemu złapać piłeczki? Olle nic z tego nie rozumie.
     Olle nie wie, że Fleta nic nie obchodzą piłki tenisowe. Flet ma bzika na punkcie taczek. Kocha Flip, ale taczki darzy nabożną czcią. Jeśli w ogrodzie stoją jakieś taczki, on natychmiast jest przy nich. Pasie się przy nich, śpi przy nich, ani na chwilę nie spuszcza ich z oczu. I… broni ich. Tylko Flip mo­że do nich podejść. Poza tym nikt.
     Olle niczego w taczkach nie widzi. Nawet nie wie, że istnieją.
     Flet niczego nie widzi w piłkach. Nie wie nawet, że istnieje coś takiego jak piłka.
     Olle myśli: „Ten ptak chce zabrać mi piłkę".
     Flet myśli: „Ten pies atakuje moje taczki".

🖇

🖇

Flet nie wie, jak zareagować. Co zrobić ze zwierzęciem, które cię nie widzi? Nie można go ostrzec, że się w danym miejscu stoi. A skoro nie da się go ostrzec, pozostaje tylko je zaatakować. Ale jeśli się zaatakuje, zwierzę, które cię nie widzi, może tak bardzo się przestraszyć, że jeszcze cię pogryzie na śmierć. A przecież to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się odwróciło i ucie­kło, a nie o to, żeby cię zagryzło.

🖇

Plaża nie należy do nikogo, a więc jest każdego. Psy lubią ją tak samo jak ludzie. Niektórym ludziom trudno się z tym pogodzić. Niektórym psom też.

🖇

Plaża jest bezkresna. Możesz nią gnać i gnać, aż padniesz. Nie ma na niej samochodów ani innych przerażających rzeczy.
     — To jest dopiero wolność! — woła Olle.

🖇

🖇

Wieje, Olle unosi nos pod wiatr. Z oddali napływają do niego zapachy. Olle czyta wiatr tak, jak my czytamy książki. Wieje z południa. Może Olle wy­czu­wa Afrykę? Widzi mijające go kłusem żyrafy. Albo antylopy. […]
     Olle wstaje i rozmarzony odchodzi. Jest przepełniony wiatrem, do­sko­na­le to widać. Idzie, ale nie ma żadnych konkretnych zamiarów. Po prostu idzie, tak sobie.

🖇

Pozwólmy wszystkim, którzy rozmawiają ze zwierzętami, ucz­ci­wie się ujawnić. Wyjdźcie z ukrycia!

🖇

Olle wzdycha. Wiatr to trzymająca w napięciu lektura, ale gdy czyta się go w swoim domu marzeń, na szczęście zawsze dobrze się kończy.

🖇

[…]  usiadł i spojrzał na pola. Długo panowała cisza. Słuchaliśmy ptaków. Wciągaliśmy nosami powietrze i czuliśmy, że jest w nim wiele smutku.

🖇

Olle stał się kruchy.
     […]  Nie potrafię sobie wyobrazić, że pewnego dnia już go nie będzie.
     […]
     Powiem wam coś smutnego. Piszę tę historię tak, jak gdyby Olle wciąż tu był. Ale to nieprawda. Olle nie żyje. Przeżył trzynaście lat.

Guus Kuijer, Olle. Pies, który umiał mówić,
ilustr. Thé Tjong-Khing, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

     — Nie spiesz się tak […]. — Zapominasz roz­ko­szować się życiem.

(tamże)

6044. Z oazy (CDXXVII)

Czyta Go Kaan. Czyta regularnie. Widząc tytuł, postanowiłam za­ryzykować. Szybko, bo po pierwszych akapitach, okazało się, że to żadne ryzyko, lecz zapowiedź ję­zy­ko­wej uczty. Piękne zdania, budujące atmosferę, rysujące sceny. Akcje czy ich nagłe zwro­ty bez zbędnych słów kreślone. Majstersztyk, po prostu majstersztyk.

A po wszystkim na koniec tylko dwa problemy do rozwiązania: jak wybrać frag­men­ty, by nie spojlerować; jak je wybrać, by wpis nie miał dwunastu metrów długości? Hmmm… Nad ranem na krawędzi łóżka przysiadła nieznosząca sprzeciwu myśl: z każdego opowiadania maksymalnie dwa wyimki. Był plan, reszta to bułka z ma­słem pokrojona na cieniutkie plasterki. Smacznego!

Jeśli o mnie chodzi, całej Warszawy po tej stronie mogłoby nie być; mosty wchodziłyby w morze jako molo, Zamek Królewski stałby prawie na plaży, jak Grand Hotel w Sopocie, Łazienki jak Łazienki Południowe. No, ale jest.

🖇

W końcu, ni stąd, ni zowąd nagle pyta: „Powiedzmy sobie uczciwie: ilu Po­la­ków mieszka w tej kamienicy?” – i nie wiadomo, co powiedzieć. Jedni geje z góry to Luksemburczycy, w dodatku wynajmujący mieszkanie od Anglika, więc odpadają; drudzy geje i my to geje, więc pewnie też odpadamy; pani Barska jest wdową po profesorze i słynnym masonie, a jak po masonie, to przecież nie po Polaku; polskość przechodzi jakoś przez małżeństwo, więc jak on mason, to i ona pewnie nie Polka.

🖇 🖇

Człowiek póki żyje, to nie wie, że ciągle patrzy na rzeczy, a powinien może na ludzi. I że z kolei jak na ludzi patrzy, to albo akurat go obsztorcowują, albo mówią jakieś przykre słowa, albo się o co targują, że może na­wet wte­dy lepiej popatrzeć na jakąś rzecz. Na buty na przykład.

🖇

Kiedy serce jest głodne, zjadłoby wszystko.

🖇 🖇

Najpierw chciał powiedzieć „Panowie!”, ale nie wiedział, czy wypada, na „Towarzysze!” któryś mógłby się skrzywić, więc nalał tylko, szyjką butelki wskazał kieli­szki i rzucił krótkie:
     — No!

🖇 🖇

     — Znajomość czytania posiadła?
     — Posiadła — warknęła.

🖇

Autor tylko dodał dekoracje, trochę światła i dźwięku, a potem zamiótł scenę.

🖇 🖇

     — […]  Co ty chcesz tam odkryć? Kozę? Kota?
     — Nie wiem. Odkrywca mgliście tylko przeczuwa, co na niego czeka za bezkresną tonią…

🖇 🖇

[…]  jeden z naszej czwórki, który, jak ja, nie mówił po hiszpańsku, ale za to wierzył w siłę swojej bardzo formalnej angielszczyzny, po prostu zadzwonił pod pierwszy numer i wywołał tym małą, zaaferowaną sta­rusz­kę, która otwo­rzy­ła nam drzwi, przestra­szona, i zaraz uciekła do swojego mieszkanka.

🖇

     — Tylko sobie pomyśl, jesteś takim francuskim cukiernikiem w po­cząt­kach XIX wieku, przyjeżdżasz do Kadyksu, otwierasz swoją confiserie­-pâ­tis­serie, tłumy walą drzwiami i oknami…
     — Kupujesz duży dom…
     — Poślubiasz córkę bogatego kupca…
     — Która rodzi ci szóstkę dzieci, umiera przy siódmym; troje z nich umie­ra na szkarlatynę, drugie tyle na dyfteryt, jedyna żywa córka zostaje za­kon­nicą…
     — Tłum w czasie zamieszek pali ci pâtisserie­-confiserie i rozbija dom…
     — Aż w końcu umierasz w przytułku dla ubogich na gruźlicę w wieku lat trzydziestu pięciu.
     — Ej, ale miała być zupełnie inna historia!
     — Każda historia ma być zupełnie inna, a potem przydarza się właśnie ta.

🖇 🖇

Od tylu już lat miał nieustannie jakieś zajęcia, czy to w aptece, czy w za­kła­dzie fotograficznym, czy w różnorakich towarzystwach, że nie miał czasu na to, żeby zajmować się żadnymi swoimi uczuciami. Kochał, oczywiście, żonę i dzieci, swoich nieżyjących rodziców, Boga i kraj, ale każda z tych emo­cji miała swoje stałe miejsce, jak szufladkę w aptecznej komodzie, z pięk­nie wykaligrafowanym na emaliowanej tabliczce oznaczeniem; wy­star­czy­ło, by dbał o te szufladki jak o całą resztę swojej firmy, to jest pa­mię­tał o zapełnianiu ich odpowiednimi rytuałami […].
     […]
     Agnes była już na schodach, kiedy usłyszała jego nagły niepo­wstrzy­many płacz, jakby to nie on płakał, ale nim płakało; przyspieszyła kroku.

🖇

[…]  nie żeby uciekał wzrokiem, po prostu patrzył w przestrzeń; nawet jeśli oczy skierował na tę czy inną osobę, zdawały się ją przenikać i szukać czegoś znacznie dalej.

Jacek Dehnel, Historie łajdackie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 15, 2026

6043. Z oazy (CDXXVI)

Nie miałam pojęcia o tej książce i serii wydawniczej, do­póki osiem dni temu nie dostałam tej książeczki. Książeczki ze względu na format, księgi ze względu na mądrość, którą w sobie skrywa. W kategorii iesbeen nikt nie umie mnie tak fan­ta­stycznie zaskoczyć jak Georginia — otwiera przede książkowe światy — jak Ona to robi, nie mam pojęcia, ale ma 100% trafień w sam środek tarczy.

To opowieść o stawaniu się, o szukaniu siebie i odnajdowaniu, o gubieniu się; o koń­cach, które natychmiast stają się nowymi początkami, o potrzebie przy­na­leż­no­ści i cenie, której nie warto za nią płacić. O pięknie, zachwycie i miłości. O tej ostatniej subtelnie, między wierszami, by nie spłoszyć czytających.

[…]  urodziła się na zakręcie. A urodzić się na zakręcie, to znaczy wpadając w poślizg na zakręcie w noc Bożego Narodzenia, nie jest najlepiej.

🖇

Dogadanie siç zajęło im sporo czasu, bo bywa tak, że nie wy­star­czy ze so­bą gadać, żeby się dogadać. […]
     Tak naprawdę na początku Żorż nie rozumiał zupełnie nic. Za­trzy­mał się, przestał mówić i uznał, że potrzebuje czasu. Też usiadł obok kosza i za­czął myśleć.

🖇

Reginald Bober, wzięty z zaskoczenia, nie potrafił znaleźć definicji dla sło­wa „pióro". Jak słusznie mówią ci, którzy zawodowo zajmują się defi­nio­wa­niem słów, najtrudniej na świecie jest wyjaśnić to, co zawsze ma­my przed oczami.

🖇

[…]  zrobił to, co zawsze się robi, gdy nie można znaleźć wy­ja­śnie­nia albo rozwiązania dla jakiegoś problemu: spróbował ten pro­blem zgłębić. Czyli zapytał:
     — A kim ty właściwie jesteś?

🖇

Jak mu przyszła do głowy taka myśl, nie wiadomo, z myślami tak zresz­tą jest, że nie wiadomo, skąd przychodzą. Przychodzą i już, trzeba tylko być gotowym, żeby je przyjąć. Bóbr Żorż był wręcz świetny w przyj­mo­wa­niu tych przychodzących myśli, wypracował coś w rodzaju strategii przyj­mo­wa­nia myśli, która doskonale się sprawdzała.

Nadchodzi taka chwila, gdy trzeba okiełznać myśli. Ponieważ galopują i wpadają na siebie. Całkiem jak stado koni: jeżeli popędzić je wszystkie naraz, galopują i na siebie wpadają. Mówi się przecież, że trzeba je okieł­znać. Konie. Ale myśli także mogą galopować. Mam galopadę myśli — mó­wi się. Mówi się tak? No, można tak powiedzieć, czemu nie?
     Potem zapadła noc.

🖇

Chciała tylko odejść i oczywiście nie wiedziała dokąd.

🖇

Kiedy przytrafiają się nam rzeczy smutne, zazwyczaj od razu ma­my ochotę uciec gdzieś daleko. Wydaje się nam, że jeśli to zro­bi­my, te smutne rzeczy po­zostaną tam, gdzie są. Tymczasem one zabierają się z nami.

🖇

     — Otwórzmy dialog…
     Pauza. Cisza.
     — Platformę…
     Nikt się nie poruszył ani nie odezwał. Prezes ciągnął:
     — Weźmy pod lupę różne punkty…
     Cisza, bezruch, wielkie skupienie. Prezes dokończył zdanie:
     — …i ustalmy priorytety.
     W końcu, nadal w absolutnej i pełnej skupienia ciszy, podsumował całe przemówienie:
     Usiądźmy przy stole, otwórzmy dialog, platformę, weźmy pod lupę różne punkty i ustalmy priorytety.
     Nareszcie wszyscy z wielkim zapałem zaczęli bić brawo.

🖇

To zdumiewające, że nawet w sytuacjach najbardziej dramatycznych, przy­krych lub złożonych zdarza się nam przystanąć, żeby przyjrzeć się szcze­gó­łom. Pozwalamy, żeby urzekły nas drobne, nieistotne detale, które przy­ku­wa­ją naszą uwagę.

🖇

Gdy ktoś pytał ją, kim jest (co zawsze może się zdarzyć w życiu, na przykład podczas wakacji nad morzem albo w pociągu lub w urzędzie), pani Tolmer czuła się zagubiona. Nie wiedziała nigdy, jak odpowiedzieć na tego rodzaju pytanie […], i ostatecznie udawała, że nie usłyszała, z nadzieją, że pytanie zniknie, rozpłynie się w nicości, z której pochodziło.
     Była bowiem głęboko przekonana, że wszystko na świecie przemija, tak­że pytania, trzeba tylko pozwolić im przeminąć, zamiast upor­czy­wie i za wszelką cenę pragnąć odpowiedzieć. Ta sama reguła dotyczyła, jej zda­niem, listów, wiadomości na poczcie głosowej oraz e-maili: można z po­wo­dze­niem nie odpowiadać, wystarczy być cierpliwym i pozwolić mi­jać czasowi.

🖇

Tego rana pewien wilk szedł sobie na spacer swoją zwykłą trasą. Trasa wiodła ulicą z portykami wzdłuż starych kamienic z XVIII wieku, wilk był młodym samotnym wilkiem, bardzo eleganckim i nieco przygarbionym, poranek był zaś pogodnym porankiem wczesnej wiosny.

🖇

Tymczasem na spotkanie wyjechała mu kaczka na hulajnodze.
     […]  zahamowała dosłownie w ostatniej chwili, zatrzymując się tuż przy wilczych stopach, całkiem jakby zamierzała się spotkać akurat z ich wła­ści­cielem.
     Wilk stanął w miejscu jak skamieniały. Poczuł się tak, jakby dotarł do rozdroża i wiedział, że żaden z kierunków nie obiecuje miłej przechadzki.

[…]  w końcu coś mi przyjdzie do głowy. Pomysły zawsze w końcu przy­cho­dzą, natomiast osoby czasami odchodzą, zwłaszcza te szczególne, które na przykład dopiero co spotkałeś i chciałbyś, żeby już nigdy nie odeszły […].

🖇

A może po prostu tak to bywa w życiu: czas nigdy nie jest odpowiedni, spra­wy idą w niewłaściwym kierunku i to wcale nie my decydujemy, w ja­kim kierunku mają iść spra­wy, bo i tak idą, dokąd chcą.
     Tak czy inaczej, tego ranka ten właśnie wilk nie zrobił nic, by zatrzymać tę właśnie kaczkę. Zwyczajnie pozwolił jej odejść.
     I kaczka odeszła.

🖇

[…]  sacré bleu!

🖇

Na szczęście, wychodząc, spotkała śliczną zieloną jaszczurkę, która wy­le­gi­wa­ła się na wielkim kamieniu przy wejściu do klubu. Widząc smutek kaczki, powiedziała jej, że nie warto się smucić.

🖇

Potem znowu nadeszło lato, ponieważ, jak już kiedyś powiedziano, w życiu lata — jedno po drugim — następują po sobie nieubłaganie.

🖇

Krzyczała. Jego [Jasia Czurka] przyjaciółka krzyczała […]. Nie wiedział, co robić.
     Można było tylko czekać. Jaś dowiedział się niedawno, że ogon — jeśli go straci — i tak mu odrośnie. To jedynie kwestia czasu. Ledwie posiadł tę wie­dzę, a od razu zmieniła mu ona życie: nagle wydoroślał. Być może właśnie na tym to polega: wydorośleć to wiedzieć, że ogon może odrosnąć.
     Chciałby powiedzieć swojej przyjaciółce, że teraz wszystko wydaje się jej okropne, ponieważ czuje się, jakby urwano jej ogon, ale potem… To tylko kwestia czasu.
     Tyle że z czasem jest ten problem, że musi upły­nąć, a żeby upły­nąć, po­trze­bu­je sporo… czasu. I Jaś zupełnie nie umiał jej po­wie­dzieć, gdzie powinna spędzić cały ten czas, który potrzebny jest ogo­no­wi, by od­rosnąć.
     Jest to tak zwany jaszczurczy dylemat: dokąd idziesz, żeby poczekać, aż odrośnie ci urwany ogon? Ukrywasz się, dopóki nie będziesz mieć nowego ogona, czy raczej zachowujesz się, jakbyś ciągle miał ogon, i mówisz innym, że wszystko ci jedno, czy go masz, czy nie masz?

🖇

Lato jeszcze się nie skończyło, ale w powietrzu można już było wyczuć je­sien­ny chłodek. Przychodziły pierwsze ulewy, opadały pierwsze liście.
     Kaczka odeszła pewnego wietrznego dnia. Wyobraziła sobie, że jest liściem, i pozwoliła nieść się podmuchom.

🖇

Przez dziurę, która służyła jej za wejście, patrzyła na wiatr i nic więcej.
     Od czasu do czasu przechodził obok jakiś miły zwierzak, na przykład skunks albo iguana, i zagadywał:
     — Cześć, jak się nazywasz?
     — Już się nie nazywam — odpowiadała. […]
     Wychodziła czasem z dziupli i rozglądała się dokoła. Nie widziała ni­cze­go, wokół ciągnęły się tylko ziemia, wzgórza i odległy błękitny horyzont.
     Spędziła w ten sposób mnóstwo czasu, być może całe lata. Bo, tak jak mówił Jaś, potrzeba czasu, żeby ogon odrósł.

🖇

Krety, tak jak powiedziały, nigdy nie wychodziły spod ziemi […].
     Z czasem jednak przywiązała się do tych stworzeń, które nigdy nie wy­glą­da­ły na powierzchnię. […]  Jasne, że fajnie byłoby je zobaczyć. Ale w ży­ciu nie można mieć wszystkiego — jeżeli ma się przyjaciół, to już nieźle, a je­śli nie da się ich zobaczyć, cóż, trudno, zawsze można ich sobie wyobrazić.

🖇

Mogła powiedzieć: jestem lwem, chrząszczem, słoniem indyjskim, meszką… To tylko słowa, umowne nazwy, które nie oddają istoty rzeczy.

🖇

A może nie wystarczy być kaczką, żeby pasować do innych kaczek?
     […]  Jeśli masz płetwiaste stopy, to masz płetwiaste stopy. Ale żeby to nie­uchronnie musiało oznaczać, że jestes kaczką — o, to już nie! Ile różnych zwierząt ma płetwiste stopy? Tego co prawda nie potrafiłaby okreslić, ale z pewnością nie tylko kaczki.
     […] 
     Kim ja w takim razie jestem? — zawsze na koniec zadawała sobie to py­ta­nie. I nigdy nie potrafiła na nie odpowiedzieć.

🖇

Zauważyła, że jej życie składało się z samych „nie”. Niczego nie miała i ni­czym nie była.
     […] 
     I proszę — pomyślała — gdybym nie odkryła, że jestem nikim, nie przypomniałabym sobie, że mam skrzydła. A gdybym nie przypomniała sobie, że mam skrzydła, nigdy nie odkryłabym morza.

🖇

Wilk przyjrzał się jej uważnie. Ależ tak, to była ona, tamta ślicz­na ka­czusz­ka, która niemal w niego wjechała pewnego wiosennego ranka, wiele lat te­mu, tamta kaczka o zmierzwionych piórkach, której on tak głu­pio po­zwo­lił się wymknąć. Była tylko trochę bardzięj…

🖇

[…]  gdy kaczka przedstawi­ła mu się jako nikt, wilk poczuł się nieskończenie szczęśliwy i uznał, że właśnie tego mu było trzeba.
     Wprawdzie nikt nie był mu potrzebny, ale źle się czuł ze swą samot­no­ścią.
     Pragnął więc, aby ktoś mu towarzyszył.
     Nikogo jednak nie chciał.
     A skoro ona była nikim, odpowiadała mu idealnie.
     Ta kaczka, ze swym kolorowym upierzeniem, z tym puchem, którego miękkość — prawdę mówiąc — już przy pierwszym spotkaniu zapadła mu głęboko w pamięć, była prawdziwym prezentem od losu.

🖇

Pewnego razu wilk powiedział do niej:
     — Powinnaś czasami trochę polatać.
     Prawda, kaczka nie latała od tamtego dnia, gdy odkryła, że ma skrzy­dła, i gdy przyleciała nad morze. W życiu zdarza się nam niekiedy, że sta­je­my w miejscu, i jej to właśnie się zdarzyło. Nawet tego nie zauważyła.
     […] 
     — Nie wiem, czy skrzydła mi nie zardzewiały — wykręcała się. Tak na­praw­dę po prostu nie chciało się jej ruszać.
     — Chociaż spróbuj… — odpart wilk, któremu byto żal, że jego kaczka nie używa tego, czym ją natura obdarzyła, na przykład tej wspaniałej pary skrzydeł.
     I pewnego pięknego dnia, żeby zrobić przyjemność wilkowi, kaczka na nowo zaczęła latać.

🖇

Gdy ktoś przenosi szczoteczkę do domu kogoś innego, oznacza to, że z nim mieszka. W rzeczy samej, mieszkanie w jakimś domu polega przede wszyst­kim na tym, że trzyma się w nim swoją szczoteczkę do zę­bów. I odwrotnie: jeśli w jakimś domu nie ma twojej szczoteczki do zę­bów, to znaczy, że miesz­kasz gdzie indziej.

🖇

Wydało się jej, że zrozumiała w tej jednej chwili, że wszystko mija i nic nie mija naprawdę […]

Paola Mastrocola, Powiedz mi, kim jestem?,
ilustr. Franco Matticchio, przeł. Dorota Duszyńska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2023.

     — Co robisz, patrzysz na płynące chmury?
     I on też usiadł, żeby popatrzeć.

(tamże)

6042. Z oazy (CDXXV)

Czytałam tę książkę powoli i długo. Przeczytałam kilka dni przed tym, nim ode­chcia­ło mi się żyć.

Że Autor to kontrowersyjna osoba, wiedziałam. Każdy, komu mówiłam, że czytam fantastyczną książkę o Messnerze, dzielił się ze mną swoją mniejszą lub większą, ale zawsze „niesympatią” do tego człowieka. Nie należę do świata gór. Z natury lub wy­cho­wa­nia byłam w trakcie mojego sprawnego życia wodniakiem. Sięgnęłam po tę książkę, by z pierwszej ręki dowiedzieć się, jak to jest wieść ostatnią część życia pod wiatr.

Czego się dowiedziałam? Że pod koniec życia warto być mężczyzną, a jeszcze lepiej „słynną” mężczyzną.

A poza tym? Zaimponowała mi osoba matki Autora. Zaimpoował mi jego szacunek do innych wspinaczy oraz metodyczna konsekwencja, z jaką wykorzystywał nauki, płynące nie tylko z jego własnych porażek. Ta książka uczy co chwilę, by pamiętać, że nikt cię nie poklepie po plecach, gdy idziesz swoją drogą. Więc nie oglądaj się, idź!

Przeciwny wiatr dodaje skrzydeł.

🖇

Jeszcze przed ukończeniem studiów postanowiłem zostać nikim. Nie to, że­bym chciał leżeć do góry brzuchem. Byłem otwarty na wszystko, także na niewyobrażalne.
     […]
     Przeciwności losu stanowiły dla mnie wyzwanie, ale pozwalały wzra­stać. Wciąż podążam drogą swojego serca, bawię się możliwościami.

🖇

[…]  u ludzi racjonalizm stoi na szarym końcu listy priorytetów.

🖇

Tradycyjny alpinizm opiera się na osobistej odpowiedzialności. Wspinanie się w miejscach, które nie zostały stworzone dla nas, ludzi, gdzie nie da się niczego uchwycić liczbami, to przywilej.

🖇

Góry mają trwałą wartość dla ludzi wyłącznie jako miejsce, gdzie czyhają niebezpieczeństwa. Trzeba je chronić – nie tylko dla kilku milionów tu­ry­stów i wspinaczy, ale również dla wszystkich tych, którzy nigdy nie pójdą w góry.

🖇

Góry były rozumiane jako most z Ziemi do nieba. Powinniśmy na­dal sza­nować je jako takie. Musimy podchodzić do nich z nabożeństwem, ba, z sza­cun­kiem. Widzieć je jako bramę do zaświatów, do niedostępnego nam wymiaru.

🖇

Góry to coś więcej niż kupa kamieni. Skały, lód, wicher to symbole wzniosłości, a takowe zasługują na nasz szacunek.

🖇

Przychodzi moment, kiedy ustaje najsilniejszy wiatr przeciwny. Kto dał mu się porwać, wraca na początek, a kto wspinał się pod wiatr, dotarł do celu.

🖇

Odniosłem sukces, ponieważ zginęli lepsi ode mnie, a nie dlatego, że byłem wyjątkowo dobry. Byli mocniejsi ode mnie!

🖇

Moje marzenia spełniły się i stały się wspomnieniami. […]
     Parę razy — co do tego nie mam żadnych wątpliwości — szczęście było po mojej stronie. Mam tu na myśli uśmiech losu. Dojrzałem jednak dzięki jego przeciwnościom: w skalnych ścianach albo z poczucia niezrozumienia. Tak­że dlatego, że odważyłem się nieustannie stawać się coraz lepszą wersją sa­me­go siebie.

🖇

Rzecz nie w tym, jak to się stało, że jestem kim jestem. […]  Mój obraz samego siebie ma niewiele wspólnego z losem. To wy­pad­ko­wa również sprzeczności i zbiegów okoliczności oraz dar odwagi.

🖇

Miarą tego, co nam wolno,
są nasze umiejętności.

🖇

Trzynaście moich wypraw na ośmiotysięczniki zakończyło się fiaskiem, mu­sia­łem od nowa przygotowywać je, trenować, całość sfinansować. Porażki były mi potrzebne do nauki. Ponosząc je, uczymy się o wiele więcej niż od­no­sząc sukcesy.
     Mimo ryzyka, którego nie da się całkowicie wykluczyć, zawsze wy­ru­sza­łem z bazy z poczuciem, że wrócę cały i zdrów. Gdyby było inaczej, nie za­czy­nałbym wspinaczki. Jednak nigdy nie myślałem, że dożyję takiego wie­ku. Osiemdziesiątka na karku!

🖇

Obecnie celem nie jest już wierzchołek, a droga na niego. Od dawna nie chodzi już o bycie pierwszym na szczycie. Kolonialne podejście ustąpiło miejsca himalaizmowi, gdzie liczą się trudności.

🖇

Lęk mówi nam: dotąd i ani kroku dalej.

🖇

Popełniałem błędy, straciłem brata, siedem palców u stóp, roztrzaskałem prawą kość piętową, zapomniałem o przyjaciołach, ale co rusz znaj­do­wa­łem sobie nowe zadania. Dziś czuję na sobie odpowiedzialność upowszech­nia­nia dziedzictwa tradycyjnego alpinizmu dla następnych pokoleń.

🖇

[…]  to było moje życie i z niczego się nie wycofuję. My wszyscy, oprócz ponoszenia odpowiedzialności, mamy prawo żyć też własnym życiem.

🖇

Poniżanie kogoś w trakcie kłótni to nie to samo,
co okazywanie mu swojej wyższości.

   — Tim Kreider

🖇

[…]  patrzeć do przodu również przy wichurze.
     Trzeba wtedy patrzeć po horyzont, odczekać […]. Dopiero wtedy znów wy­ruszyć i odnaleźć jako wolna dusza spokój. Nauczyłem się startować przy przeciwnym wietrze, a latać przy bezwietrznych warunkach.

🖇

Żadnego hurraoptymizmu, że wciąż żyję. Raczej szacunek dla tych wszyst­kich, którzy nie mieli tyle szczęścia.

🖇

Ex post nie ma sensu złorzeczyć na los. Nie, nie jestem ofiarą.

🖇

[…]  nieliczne sytuacje, kiedy znajdowałem się jedną nogą po tam­tej stronie, nauczyły mnie nie patrzeć wstecz, na to, co mi­nę­ło, lecz zaakceptować tu i teraz jako jedyną moż­liwą opcję.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

Z opiniami można polemizować,
ale nie z uprzedzeniami.

🖇

[…]  w czasach komunikacji cyfrowej utrzymanie dia­logu stało się trudniejsze. Anonimowe obelgi, groź­by i drwi­ny wyrażane są szybko i zostają w sieci. Na zawsze.

🖇

To zawsze zapał urzeczywistnia nasze marzenia. A kto jest całkowicie wierny sobie, może dzielić się radością życia z innymi.

🖇

Gdyby krytycy mówili tylko o tym, co rozumieją, wkrót­ce na świecie zapanowałaby wielka cisza.

🖇

Ciszę, odpoczynek i spokój można sobie wyobrazić tylko wtedy, jeśli gdzieś istnieją. Nawet gdyby miał tam nikt nie dotrzeć.

🖇

Dzicz, z pozoru bezwartościowa, jest dobrem wy­kra­cza­ją­cym poza ludzki czas. Wszyscy jej potrzebujemy. Na­wet jeśli nie bezpośrednio, to przecież na łonie dzikiej natury staliśmy się ludźmi i bez niej nasza wyobraźnia jest tak uboga jak inne wirtualne potwory.

🖇

Czy człowiek tworzy czas, czy czas człowieka? Czy duch ludzki jest naprawdę wolny, czy związany z czasem i miejscem?
   — Caspar David Friedrich (1774–1840)

🖇

[…]  nie mogłem się poddać. Udane życie wciąż zależało od odwagi, by zmierzyć się z własnymi ograniczeniami.

🖇

Ten, kto ma powód, by żyć, zniesie prawie każde „jak”.
   — Friedrich Nietzsche (1844–1900)

(tamże)

6041. Czekariat (CXXXVI)

Puzzle wrażeń wskoczyły na swoje miejsce w ułamku sekundy, gdy do ucha wpadł mi czwarty z nich. Pierwszym była atmosfera sfoto­gra­fo­wa­ne­go miejsca i krzesło, które przykuło moją uwagę na dłużej swoim, zapewne dość powszednim, do­świad­cze­niem bycia pustym czy opuszczonym. Drugim puz­zlem było odkrycie, podczas czy­szcze­nia w telefonie kalendarza, cytatu (poniżej), któ­re­go źró­dła, no­tu­jąc kiedyś tam, nie zapisałam; którego nijak ustalić teraz nie da­łam rady. Trze­cim zaś para­fra­za wy­ję­tych z cze­luści przeszłości słów: żeby docenić życie, żeby chcieć je żyć, trzeba uśmie­chać. Może żeby rysować, à propos wspomnianego krzesła, też trzeba uśmie­chać. Ostat­nim puzzlem, swoistą wisienką na torcie, był głos, o którego istnieniu jeszcze chwilę te­mu nie miałam po­ję­cia. Dwa z tych puz­zli, pierwszy i czwarty, do ręki włożyła mi Kaan, uśmie­cha­jąc mnie bardzo.

Bezzębny szaman z Indonezji: Jak robisz taka poważna mina, to wystraszasz dobra energia. Żeby medytować, trzeba uśmie­chać. Uśmiechaj twarzą, uśmiechaj umysłem, a dobra energia usunie zła energia.

(wyróżnienie własne)


Kaan.

*

Mzux Maen & Yasmin Levy, Hayii.

piątek, marca 13, 2026

6040. —

[…]  życzę Ci tego, czego życzą sobie nawzajem Tybetańczycy na po­że­gna­nie i po powrocie: tashi delek. To oznacza, jak wiesz, we­wnętrzne i ze­wnętrz­ne szczęście.

Jedyną prawdą we wszystkich historiach są nasze sny…
   — Heinrich Christian Johann Spoerl (1887–1955)

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

བཀྲ་ཤིས་བདེ་ལེགས།

Całość tłumaczą różnie — bądź błogosławiony, niech szczęście będzie przy tobie, niech pokój i dobrobyt wypełnią wszystko dokoła. Ale nie tylko znaczenie przesądza o sile tych słów, może nawet ważniejszy jest spo­sób, w jaki ludzie je wypowiadają. Zatrzymują się, zaglądają ci w oczy, otwierają ramiona, dłonie kierują ku górze i odro­bi­nę ku tobie i otulają słowem.
[dostęp 13.03.2026], źródło.

6039. 72/365

l’imu. do dziś tylko czy­tałam wiele, wiele razy o smaku tego trunku. ustaliliśmy* z Coni The Wind, że nie mogę odejść, nim nie wypijemy ra­zem zawartości tej bu­telki.

72/365

__________
  *  chwilę wcześniej dzwoniłam do Sadownika, by do­wie­dzieć się, w której szafce stoją moje ulubione małoduńskie kieliszki.

Ivonne Dekarski, Love Is Not a Line.

czwartek, marca 12, 2026

6038. 71/365

ból obrał mnie z ochoty do życia. wy­dłu­bał ze mnie ja­ki­kol­wiek odruch zain­te­re­so­wa­nia się czym­kol­wiek. zrobił mi to bardzo sku­tecz­nie.

71/365

[suplement 13.03.2026]
Odpadnięcie od ściany to jeszcze nie runięcie w przepaść.

Każdy kolejny etap życia otwierał nowe możliwości i zarazem pokazywał granice, które należało zaakceptować. I tak jest do dzisiaj.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

niedziela, marca 08, 2026

6037. 67/365

gdy sens da­je dyla, zamiast gonić drania, sprawdzam, jaka jest odpowiedź na pierwsze pytanie kontrolne: czy jestem w stanie oddychać? potem na drugie: czy jestem bezpieczna fizycznie?

cała reszta i wszystko inne nie interesuje mnie wcale, nie jest mi po­trzebne nic więcej, niż dwa tak, by przetrwać.

67/365

sobota, marca 07, 2026

6036. 66/365

jutro, na któ­re tak długo czekałam, przyszło dziś. na zielo­ność jeszcze poczekam, ale ludzie już zakwitają. a ja przy nich od­żywam.

66/365

Wiosna przypomina nam o tym, że zawsze jest jakieś ju­tro, ko­lej­ny tydzień czy kolejny rok; po mglistym dniu może przyjść bardziej słoneczny, a zmiany w życiu wcale nie spra­wia­ją, że znika nadzieja, nawet jeżeli wszystko wygląda teraz trochę inaczej niż wcześniej.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

I czytam coś, co napisałem:
„Wiosna jest jak rozbierająca się piękność”.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, przeł. Jacek Gutorow,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

piątek, marca 06, 2026

6035. Najlepiej!

Sadownik:
(idąc w stronę Drzewka,
odgraża się ciut teatralnie
)
Musimy poważnie porozmawiać…

Jabłoń:
(nie dysponuje pozytywnym
skojarzeniem z tymi słowami
)
Ale będzie dobrze???

Sadownik:
Jestem już w takim wieku, że dobrze
przestało mnie interesować;
ma być najlepiej!

🌱

czwartek, marca 05, 2026

6034. [*]  // 64/365

by­ła młodsza od kudłatej o 52 dni. odeszła 315 dni po niej. ćwi­cze­nia z utraty odrobiła w swym życiu z nawiązką — od dziś ga­nia z prawie wszystkimi małoduńskimi „piesami”.

64/365

Saba
(2010-2026)


fot. Häwwä, fragment.

Śmierć to jest zakręt drogi.
Umrzeć to tylko zejść z pola widzenia.
Gdy nadstawię ucha, słyszę twoje kroki,
Nie mniej prawdziwe od mego istnienia.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

środa, marca 04, 2026

6033. 63/365

ży­cie to samotna podróż. towarzystwo innych wędrowców by­wa upragnione, mile widziane, z trudem tolerowane czy zu­peł­nie niechciane — cza­sem (eufemizm?) jest całkowicie nie­ocze­ki­wa­ne. nie zapominajmy jednak o tym, że nawet jeśli mamy szczę­ście dzielić z kimś czas, drogę i rekwizyty, to zawsze są to dwie zupełnie róż­ne podróże, które łączy tylko chwila.

63/365

wtorek, marca 03, 2026

6032. 62/365

wró­ciły, każdego dnia wracają na dłużej, jasne popołudnia. zniknął, dwa miesiące razem z chodnikami trzymał mnie w areszcie do­mo­wym, śnieg.

zainaugorowałam dziś swoją osobistą wiosnę samotnie pitą ka­wą na mieście.

62/365

Pod koniec zimy, gdy wracają popołudnia.
[…]
Niedoskonałość jest naszym rajem.
I zobaczcie: przy całej tej goryczy
I kipiącej w nas niedoskonałości
Zachwyt tkwi w kalekich słowach i upartych tonach
.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, przeł. Jacek Gutorow,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, marca 02, 2026

6031. 61/365

to nie były mo­je urodziny, ale dostałam prezent, któremu od wczoraj uważnie przyglądam się z każdej strony, usiłując uwię­zić to odkrycie w słowach.

dotarło do mnie bowiem, że wszystko to, co spędza nam sen z po­wiek, wydaje się nie wiadomo jakim problemem, trud­no­ścią czy niegodziwością, w rzeczywistości ma naturę zwykłego konfetti. reagu­je­my na nie nieadekwatnie: z miejsca nieza­opie­ko­wa­ne­go dzie­cka, niesprawiedliwie potraktowanego nasto­lat­ka czy igno­ro­wa­ne­go młodego człowieka* — to rodzi wyłącznie kolejne problemy, nie może być inaczej.

61/365

__________
  *  wcale nie jest łatwo (czasem graniczy z cudem) spotkać do­ro­słego, zrównoważonego człowieka; nawet w sobie. nie, nie, nie! nie rzucę pierwsza kamieniem.

[suplement 4.03.2026]
Dojrzawszy, sam dla siebie nadawałem ważność konkretnym ludziom, sprawom, zadaniom, które niejednokrotnie tylko dla mnie miały znaczenie. Wolność zaczyna się w momencie, kie­dy naszym poczynaniom nadajemy jakąś rangę i sens.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

6030. Czekariat (CXXXV)


fot. Pati, fragment.

To niepewność jest paliwem przygody.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

(6028+1). Chwila, ta chwila…

Młodziutki początkujący staruszek dostał tak piękne i nie­spo­ty­ka­ne ży­czenia, że poprosiłam o zgodę na posiadanie pod ręką naj­pięk­niej­szych z nich wyimków.

Piękna kartka i koperta. Piękne życzenia. Piękni ludzie. Dobry wspólny czas. Wczoraj.

[…] to moment, w którym człowiek przestaje być młody… i zaczyna być limitowaną edycją kolekcjonerską.

Nie jesteś stary.
Jesteś rocznikiem premium!

Masz już wszystko: doświadczenie, dystans, historię… i czasem dźwięk przy wstawaniu z fotela.


Zazoo, Zazoonemuk, Onemu   

🌱

Jeśli ty się nie zatrzymasz, nic i nikt cię nie zatrzyma.
— Christian Bischoff

[w:] Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

sobota, lutego 28, 2026

6028. W wigilię nie byle których urodzin…

Jabłoń:
(w ostatnim możliwym dniu szaleje językowo)
Młodzieńcze, proszę…

Sadownik:
(nim wyjmie Drzewko spod prysznica, droczy się)
Czego, stara babo?

🌱

czwartek, lutego 26, 2026

6027. Z oazy (CDXXIV)

Podleczoną duszę tym wyborem wersów rehabilitowałam. Kiełkujące niezdarnie niepewne siebie nadzieje karmiłam wierszem, by nabrały siły i pewności, że są jeszcze sny, które warto śnić. Definitywnie mogę już wrócić do prozy.

I bycie cząstką to wysiłek odmieniania przez przypadki:
Czujesz życie tego, co darzy prawdziwym życiem.

🖇

Kolejna myśl, wielkie ceregiele…
Bo nigdy nie widzimy tego, co myślimy.

🖇

Fałszywa nuta w czymś żywym
Jest ratunkiem dla jej życia; to wysiłek,
Aby się narodzić i przetrwać narodziny, wydarzenie życia.

🖇

A wiersze, choć napisane przez niego,
Były także wytworami słońca.
               Nie chodziło o to, czy przetrwają,
               Lecz o to, aby niosły w sobie
               Jakiś ślad bądź rys, jakieś bogactwo,
Choćby ledwie wyczuwalne
W ubóstwie słów, ubóstwie
Planety, której były częścią.

🖇

Nasze odczucie tych rzeczy zmienia się, zmieniają się rzeczy,
Nie jak w metaforze, ale w naszym odczuciu
Rzeczy. Tak właśnie odczucie przekracza każdą metaforę.

🖇

Bezlitosny wers? To te kilka słów.
Niech sobie brzmią i brzmią.

🖇

W pokoju świat jest dla mnie niezrozumiały;
Ale podczas spaceru widzę, że składa się on z trzech,
może czterech wzgórz i jednej chmury.

🖇

Byłem światem, przez który kroczyłem. A co widziałem,
Słyszałem lub czułem, pochodziło tylko ode mnie,
I odnalazłem tam siebie prawdziwszego, bardziej obcego.

🖇

Szedł sam w świetle księżyca,
Z chłodną niewiarą w sercu.
Kapelusz z szerokim rondem zasłaniał mu oczy.

🖇

Studium dwóch gruszek
     […] 
     Są żółtymi formami
     Złożonymi z krzywych linii,
     Które zaokrąglają się ku podstawie.
     Musnęła je czerwień.
     […] 
     Żółtość połyskuje.
     Połyskuje różnymi żółciami,
     Cytrusami, pomarańczami i zieleniami
     Rozkwitającymi na skórce.

    

🖇

Po dodaniu części są tylko części.

🖇

Porównuję siebie
Z wysokim drzewem.
Odkrywam, że jestem znacznie wyższy,
Bo sięgam słońca
Wzrokiem;
I sięgam morskiego brzegu
Słuchem.
Jednak nie podoba mi się
Sposób, w jaki mrówki pełzną
Do i od mojego cienia.

🖇

Nawet wszystkie noże ulicznych lamp,
Nawet dłuta długich ulic,
Nawet młotki kopuł
Czy wysokie wieże
Nie potrafią wyrzeźbić
Tego, co wyrzeźbić potrafi jedna gwiazda
Mrugająca w dzikim winie.

🖇

Racjonaliści w kwadratowych kapeluszach
Siedzą w kwadratowych pokojach i myślą,
Patrzą na podłogę,
Patrzą na sufit.
Ograniczają się
Do trójkątów prostokątnych.
Gdyby spróbowali rombów,
Stożków, zaokrągleń, elips —
Na przykład elipsy półksiężyca —
Racjonaliści nosiliby sombrera.

🖇

Zetknięcie gór, naszych ziem i morza —
Czy zdarzyło mi się stanąć i pomyśleć o tym punkcie?

🖇

Że noc jest tylko dekoracją dla nas, którzy
Jesteśmy doskonale wierni naszym osobnym jaźniom,
W bladym świetle, które rzucamy na siebie nawzajem.

🖇

Rozum niczego nie jest w stanie dać,
Nie umie odpowiedzieć pożądaniu.

🖇

Ćwiczenie w oglądaniu świata.
Na temat! Ale morze ogląda się tak,
Jakby to była improwizacja na fortepianie.

🖇

Ten zachmurzony świat, dzięki pomocy lądu i morza,
Nocy i dnia, wiatru i ciszy, stwarza
Więcej nocy, więcej dni, więcej chmur, więcej światów.

🖇

Zmienić naturę, a nie tylko idee,
Uciec od ciała i poczuć
Te uczucia, przed którymi wzdraga się ciało,
Uczucia otaczających nas natur,
Na przykład łodzi tnącej błękitną wodę.

🖇

Odpowiedź na moje pytania,
Milcząca, ostateczna rzeźba,
Wokół której cisza przylega do ciszy.

🖇

[…]  mowa nie jest ciszą, którą
Oczyszczono z brudu. Mowa to zabrudzona cisza,
A nie jakaś dźwiękowa imitacja.

🖇

Po definitywnym „nie” przychodzi jakieś „tak”,
Od którego zależy cały przyszły świat.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, ilustr. Judith Rothchild,
Jacek Gutorow (wybór, przekład i posłowie),
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)
seria this is NOT america #5

A ten, który słucha, […] 
Jakiś nikt, który widzi
Nic, którego nie ma, i nic, które jest.

🖇

Wiatr się zmienia tak
Jak kobieta pozbawiona złudzeń,
Ale wciąż zdolna do irracjonalnych uczuć.
Wiatr się zmienia tak
Jak kroki dumnych ludzi,
Jak kroki ludzi pełnych złości.
Tak się zmienia wiatr:
Jak ludzka istota, jak ciężka istota,
Której wszystko jedno.

🖇

Jestem tym, co mnie otacza.
     Kobiety to rozumieją.
     Nie jest się księżniczką
     Sto jardów od powozu.

🖇

Do wyjącego wiatru
     Jakiej sylaby szukasz,
     Vocalissimusie,
     W przestrzeniach snu?
     Wymów ją.

🖇

Mówi „nie” na „nie” i „tak” na „tak”. Mówi „tak”
Na „nie”; a mówiąc „tak”, mówi „żegnaj”.

🖇

🖇

To może przyjść jutro w najprostszym słowie.
Nieomal jak część niewinności, nieomal,
Nieomal jak czuła i prawdziwa część.

(tamże)

6026. 57/365

słyszysz‽ zoooostaw tę myśl! i tam­tą też puść!

57/365

Zwroty „Zostaw go!” i „Zostaw ją!” stały się na wiele różnych sposobów zasadą życiową, jaką kieruje się mama Messner. Zdanie jest a to wyrazem tolerancji, a to obojętności, a cza­sem mądrej rezygnacji.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

6025. W warzywniaku (XVII)

Jabłoń:
(podczas wczorajszej rehabki potrzebowała
kilku dobrych sekund, by w końcu odkryć to,
co dla Sadownika i Pati jest  o c z y w i s t o ś c i ą
od długiego czasu, że jest Drzewko… histeryczką
)

Jabłoń:
(podczas dzisiejszej rehabki,
po przemyśleniu swojej natury
)
Przez te wszystkie lata,
gdy ze mną pracujesz,
pół aureoli Ci wyrosło.

Pati:
Tylko pół?

Pati & Jabłoń:
(dobrą chwilę rechotały)

🍆

wtorek, lutego 24, 2026

6024. Z oazy (CDXXIII)

Du­szę leczyłam. Żadnym tam plasterkiem, maścią, tabletką czy kieliszkiem nalewki, lecz poezją. Tylko ona jest panaceum na całe zło. Tylko poezja daje radę utrzy­mać mnie na powierzchni, wzrusza ramionami i powtarza do znudzenia: oddychaj, drzew­ko, oddychaj

Zmusza, by zwolnić, by odczepić się od rzeczywistości, przestać nerwowo ściskać w dłoniach wiązkę niecierpiących zwłoki spraw, pozwolić światu, by kręcił się w swo­im tempie, by miał szansę sam o siebie zadbać. By złapać oddech i inną per­spek­ty­wę. Tym razem znów się udało.

Nie udało się utrzymać wszystkich ulubionych fragmentów. Rozlazły się i tu, i tam.

Niezliczeni przebywają w nas.
Kiedy myślę lub czuję, nie wiem,
Kim jest ten, który myśli lub czuje.
Jestem jedynie miejscem,
W którym się czuje lub myśli.

Ricardo Reis (heteronim F. Pessoa)

🖇

Nie wiem, kim jestem w moim śnie.
Nagle woda w porcie robi się przejrzysta
I widzę na dnie jak na ogromnym sztychu, który ktoś rozwinął
Cały pejzaż, szpaler drzew, drogę lśniącą w porcie
I cień okrętu starszego niż port, który sunie
Między moim snem o porcie i moim widzeniem pejzażu
I podpływa do mnie, wnika w moje wnętrze
I przepływa na drugą stronę mojej duszy.

🖇

Dusze zawsze w rozłące
A ciała to sen o moście
Nad brzegów pozbawioną otchłanią.
[…] 
Czas mija. Lecz sny moje moimi zostaną.

🖇

Drzewa, kamienie, góry tańczą we mnie zastygłe.

🖇

O ile jest lepiej w mgle i tajemnicy

🖇

Dane nam wszystkim, którzy żyjemy
Jedno życie przeżywane
I drugie — rozważane.
A jedyne, które dostajemy
Naprawdę, to to przełamane
Na prawdziwe i na oszukane.

🖇

W moich latach dziecięcych
Żyłem nieświadomie
Tylko po to, by to mieć
Dzisiaj w żywej pamięci.
 
Dzisiaj, owszem, czuję
To, czym wtedy byłem.
Życie, które wiodę, stworzyłem
Z tego, co przekłamuję.

🖇

Lecz każde spełnia Przeznaczenie —
[…] 
Tym samym boskim zrządzeniem,
Które sprawia, że droga jest.

🖇

Wciąż tkwi we mnie, z tą aurą zdumienia,
W którym dzieciństwo przetrwało,
Połowa tego uniesienia,
Którą mam, bo kiedyś je miałem.
[…] 
To coś w rodzaju marzenia,
Gdzie w środku rzeczywistość leży.

🖇

Dziś wiem, że jestem pustynią, gdzie Bóg
Miał kiedyś swoją stolicę zapomnienia.

🖇

Ciało jest cieniem odzieży
Kryjącej głębię istnienia
.
[…]  nic nie masz przy sobie
Poza tym, czym jesteś – swym ciałem.

🖇

[…]  zawsze mam jakieś rzeczy za sobą.
Czuję, jak wpatrują się we mnie brakiem oczu, i drżę.
[…] 
Skąd jestem obserwowany?
Jakie niezdolne do patrzenia rzeczy patrzą na mnie?
Kto z tego wszystkiego wyziera?

🖇

Moje uczucia już widziały Boga…

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
Michał Lipszyc (wybór, przekład, przedmowa i opracowanie),
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)

Takim go widzę
I jest, jaki jest.
Tak uczę oczy,
Jak wiarę mieć.

🖇

Ulica taka sama, prawie nic nowego.
     Lecz gdyby umiała, to by przemówiła:
„Tak się zmieniłam, a ciebie widzę takiego samego!”.
     Tak dusza pamięta, dusza zapomina.

🖇

Zdjąłem dostojność z duszą i ciałem,
W starą, spokojną noc się wycofałem —
Jak w pejzaż dnia, który kona.

🖇

Jest w Niepewnym oaza
[…] 
Coś upadło
I brzęknęło w nieskończoności.

🖇

Bo śmierć jest niczym, jest cieniem,
Życiem w samej pospolitości,
Które z jednego miejsca ktoś bierze
I w drugie miejsce przenosi
.

(tamże)

6023. 55/365

dotarło do mnie, że „moje” dwie domyślne pierwsze reakcje bez­wied­nie odzie­dzi­czy­łam. jedną* po Orzeszku, rodem z lat pięć­dzie­siątych XX wieku; drugą** po Białym Kruku, po­cho­dzą­cą z głębokich lat osiem­dzie­sią­tych minionego stulecia. od mo­men­tu, gdy sobie to uświadomiłam, je­stem cie­ka­wa trzeciej swojej pierwszej re­akcji, tej już tylko mo­jej, może naj­bar­dziej ade­kwat­nej do te­go, co mi się przydarza.

55/365

__________
  *   nie! mamo, dlaczego? bo nie! ale pró­bo­wa­łaś? nie.
 **  kurwa mać, szlag by to trafił!

Do kogo należy spojrzenie,
Które rzucają moje oczy?
Kiedy myślę, że widzę,
Kto wciąż się zajmuje patrzeniem,
Podczas gdy ja myślę?
Jakimi drogami zdąża
Nie mój smutny krok,
Ale realność tego,
Że mogę stawiać kroki?

Moje niepokoje lecą
Po schodach w dół.

Jest tyle rzeczy, które nie istniejąc,
Istnieją, uparcie istnieją
I uparcie są nasze, są nami…
[…] 
Nad duszą jałowe szybowanie
Tego, czego nie było i nie mogło być, a jest wszystkim.

Wsunąłem w głąb siebie ręce
I wyjąłem na dłoni serce
 
Potem tak na nie patrzyłem
Jak się patrzy na liść albo pyłek
 
Zdumiony patrzyłem z dreszczykiem
[…] 
 
Wiedząc, że w tym czasie dusza
Raczej snem niż życiem się wzrusza.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

Co mi się przyśni, co przemknie,
Co nie wychodzi, co tracę,
Jest jak gdyby tarasem
Nad czymś innym jeszcze.
I właśnie tamto jest piękne.

(tamże)

poniedziałek, lutego 23, 2026

6022. 54/365

na koń­cu bólu pękło coś we mnie. skromny plan z rozmachem zaczęłam realizować. wymaga ode mnie dyscypliny, uważności, by nie ustawać w dostrzeganiu prawdziwych cudów w tym, co jeszcze jest.

54/365

[…]  kiedy
Dla siebie samego nawet
W duszy ledwo istnieję,
Wszechświat nabiera innego znaczenia

Przyjdzie niejasne pragnienie,
Aby nigdy nic więcej nie było
W Życiu i we Wszechświecie
Oprócz tej ciemnej chwili,
Którą teraz jest moje życie.
 
Chwili uchodzącej
Do rzeki, która wciąż
Zapomina o swoim istnieniu,
Tajemnej przestrzeni
Między pustkowiami,
Której znaczeniem jest brak znaczenia,
Będącej dla wszystkiego niczym.
I tak mija czas.
Niefizycznie.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

[suplement 24.02.2026]
A ta radość tak subtelna jest
[…] 
Istnieje po prostu wszędzie
Lecz widać ją ledwo gdzie.
 
Są drogi i ta wielka Droga
[…] 
Wiedzie, skąd nikt wyruszać nie będzie
Tam, dokąd nikt się nie wybiera.

(tamże)

6021. Z oazy (CDXXII)

Hmmm. To książka, która cię rozjedzie. Precyzją, niemocą, dobrze trzymającym się stereotypem, którego ofiarą jesteśmy każdego dnia wszyscy, choć niektórzy bardziej, a niektóre jeszcze bardziej. Rozjedzie cię chciwością, która nie zna granic, oraz uprze­dze­nia­mi, których niektórzy nawet nie zauważają, bo mogą, bo ni­jak ich nie do­ty­czą. Tak, to wszystko podczas czytania tej lektury przynajmniej cię szturchnie w bok, a jeśli jesteś kobietą, przed oczami przemkną ci fakty z twojego życia, za­ska­ku­ją­co żywe, choć minęło wiele dziesiątek lat od tych wydarzeń.

A z drugiej strony jest Sadownik, który każdego dnia wybiera świat. Wybiera ten, w którym jestem ja. Mam szczęście należeć do mniejszości 20% kobiet z SM, któ­rych part­ne­rzy nie dają dyla, gdy tylko poznają diagnozę. Tak często jestem re­pre­zen­tant­ką mniejszości, że rzadko się dziwię, ale ten jeden jedyny raz należenie do mniejszości po prostu ratuje mi nie tylko jakość życia, ale i samo życie. Tak, mimo wszystko je­stem niebywałą szczęściarą. Nic nie opisuje precyzyjniej tego, co jest udziałem Sadow­ni­ka od lat niż ten akapit:

Pracę opiekuńczą, pracę troski podejmuje się często bezwiednie i z dnia na dzień. Nie odpowiada się na ogłoszenie z wyszczególnionym ze­sta­wem obo­wiązków, nie przechodzi się rozmów kwalifikacyjnych, nie odwiedza le­ka­rza medycyny pracy, żeby orzekł, czy ktoś się do tego zajęcia nadaje. Żad­nych benefitów, żadnych dodatków, żadnej pensji, składek, żadnego work-life balance, bo w domopracy jest się ciągle, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Nawet przez sen, bez szans na awans, w zasadzie bez możliwości rzucenia papierami, gdy ma się już dość.

Po latach od diagnozy jesteśmy o te lata mądrzejsi i, by Sadownik jak najrzadziej miał dość, żon­glu­je­my w miarę możliwości wytchnieniem, choćby tym najkrótszym.

🌱

Wybór fragmentów był arcytrudny. Zabrał mi kilka dobrych dnia — prawie się pod­da­łam, myśląc, że choroba zaczyna mi włazić do tej części mojego życia. Tym­cza­sem, co odkryłam później, trudność wynikała z faktu, że wybór, jakby go nie do­ko­nać, stanowi patchwork mig­nięć, błysków doświadczenia (najczęściej kobiecego), których nijak nie da się ułożyć według raz określonego klucza. Z tego powodu mogą wydać się chaotycznie, bez­myśl­nie rozrzuconymi tu i tam. Każdy jednak ma moc, którą chcę tu, pod ręką, mieć.

To cytowanie mogłoby nie mieć końca, bo do każdego fragmentu będziesz w stanie dopowiedzieć scenkę rodzajową z własnego lub bliskiej ci osoby życia. Taki lajf, taki klimat.

Troska jest wspaniała jako koncepcja, bardzo poręczna, dobrze się ukła­da w esejach filozoficznych […].

🖇

[…]  I do, I undo, and I redo […]  „Robię, cofam, przerabiam” to fraza, którą Louise Bourgeois zapisała też, aby zdefiniować swój proces twórczy i jed­no­cześ­nie niekończącą się rutynę codziennego życia, splot doświadczeń arty­stki będącej matką i żoną, kobietą. Wspinanie się po krętych, rdzawych scho­dach I do ma symbolizować energię, skuteczność, działanie, żeby wre­szcie na szczycie, tuż obok luster ze szczotkowanej stali, odnaleźć spokój. Wcho­dzenie po podobnych, ale wewnętrznych schodach Undo oznacza serie pomyłek, niepokój i rozpad. Odkryte schody trzeciej wieży — Redo — szu­ka­nie rozwiązania i parcie do przodu, do przodu.

🖇

Troska dobrze się układa w ustach, dlatego jest idealnym terminem po­li­tycz­nym. Można nią żonglować, można ją sobie i komuś obiecać, a po­nie­waż to tak wieloznaczne i nieprecyzyjne słowo, można potem uniknąć roz­li­czenia z tych obietnic. Bo jak stopniować troskę, jak ocenić poziom jej realizacji, jak ją egzekwować?

🖇

Troska nie jest żadnym tam nastawieniem moralnym ani emocją. To dziw­ne, wieloznaczne słowo. […]
     Słownik języka polskiego PWN […]. Dopiero na trzecim miejscu definiuje ją jako dbałość o kogoś lub zabieganie o coś. Można też przysparzać komuś trosk.
     A zatem dbanie o kogoś i martwienie się. Tak naprawdę to jedno zna­cze­nie, zazębiające się wysiłki, uroboros.

🖇

W świecie, w którym wszystko musi mieć stawkę i cennik, od lat mamy kło­pot z tym, żeby odpowiednio wycenić i uznać za ważną pracę, która ten świat reprodukuje. Pracownicy kluczowi, pracownice niezbędne otrzymują za swoją harówkę najniższe wynagrodzenia.

🖇

[Mierle Laderman Ukeles] zauważyła, że utrzymywanie czegoś w okre­ślo­nym stanie zajmuje od cholery czasu, a nikt tego mozołu nie za­uwa­ża, nie zastanawia się nad nim.

🖇

Troska bywa rzeczywiście żenująca w swoich rytuałach, bardzo nie­wy­god­na. Ale nie jest tylko tym. Jest też przecież pracą emocjonalną.
     Mówieniem do kogoś, nawet jeśli nie wiadomo, czy słyszy. Przytulaniem i trzymaniem za rękę. Tłumaczeniem. Czesaniem, nawet jeśli ten, kto wy­ma­ga opieki, nie przekracza progu sypialni. […]  spaniem na podłodze u czy­ichś stóp. Łączeniem skarpetek w pary. Chodzeniem do sklepu. Odpo­wia­da­niem po raz pięćdziesiąty drugi na te same pytania.
 
Jest podtrzymywaniem życia i wspieraniem.

🖇

[…]  męska troska jest uważana za cnotę, a żeńska – za oczy­wistość, powinność, naturalną i przyrodzoną.

🖇

[Carol] Gilligan nie chodziło o wyliczanie różnic, ale o zaakceptowanie faktu, że najzwyczajniej w świecie perspektywy kobiet i męż­czyzn są różne, a etyka troski ma światu do zaoferowania nie mniej niż etyka oparta na sprawiedliwości. Że męskość ustanawia się przez auto­no­mię, a żeńskość definiuje się przez przywiązanie.

🖇

Mężczyźni w trosce szukają porządku, chcą ją jakoś udoskonalić, zope­ra­cjo­na­li­zować, dodać jej znaczenia, myślą, że ją przemienią, przeorganizują, wytyczą na nowo, inaczej, lepiej, bardziej efektywnie, matematycznie, lo­gicz­nie. Kobiety ją podtrzymują wbrew rozsądkowi. Nie wiem, co ostatecznie jest bardziej buntownicze.

🖇

W XXI wie­ku kobiety są wciąż silniej stereotypowo kojarzone z troską. Męż­czyźni posługują się, jak to określa [[Joan] Tronto, przepustkami od troski udomowionej i intymnej, od klasycznie pojmowanych obo­wiąz­ków opie­kuń­czych, ponieważ kultura — tak się składa, że profesorka pisze rów­nież o tej, w której się wychowałam — oczekuje od nich innych form wkła­du w spo­łeczeństwo. […]  mężczyźninaprawiają, podtrzymują i utrzy­mu­ją codzienne życie z dala od niego”.

🖇

Mędrcy świa­ta, monarchowie od tysiącleci umniejszają intelektualną pod­miotowość osób płci żeńskiej, jednocześnie doceniając ich relacyjność. Na­wet niekoniecznie ze złej woli, po prostu są ludźmi, ich zachowania ukszta­łtowała ciągła ekspozycja na powszechne stereotypy kulturowe, a zgodnie z nimi kobiety są mniej kompetentne — za to ciepłe, sympatyczne i tro­skliwe.
     Nie ma tu sarkazmu, stereotypy płciowe to jedne z najgłębiej za­ko­rzenionych i najczęściej badanych uprzedzeń społecznych.
     Mężczyzna jest przebojowy, kobieta troskliwa.
     Kobieta to emocje, mężczyzna — rozum.
     Babka za kierownicą to powolna niezdara, mężczyzna pruje przez drogi, jakby się urodził z kierownicą w dłoni.

🖇

Niektórzy śmiali się, że jesteśmy tak głupie, że musimy razem chodzić do łazienki.
 
Chodziłyśmy razem do kibla nie dlatego, żeby się pochichrać, ani nie z po­wo­du przyjaźni papużkowo-nierozłącznej, tylko dlatego, że się bałyśmy kogoś, kto mógł nam do tego kibla wejść. Jakiegoś faceta.

🖇

Ponad sto lat po tym, jak Ludwik Rydygier pisał, że kobiety nie mają ani fizycznych, ani umysłowych predyspozycji do tego, by studiować me­dy­cy­nę, po tym, jak Gabriela Zapolska radziła kobietom, by nie filozofowały, bo zatracą swoją godność niewieścią, jeden z profesorów monotonnym głosem wmawiał nam, że my, dziewczyny, przyszłyśmy na studia znaleźć męża. […] 
     — No właśnie. — Profesor pokiwał głową. — Pan wiedział, a pani się na­uczyła.
     Jak gdyby istniał jakiś gorszy rodzaj wiedzy, nabyty, i lepszy, przy­ro­dzo­ny. Jak gdybym była kujonką, która uczy się na pamięć słownika wyrazów rzadkich (a nawet jeśli, to co z tego), a na chłopaka z ławki wyżej zna­jo­mość tajemnic wszechświata spłynęła wraz z wpisaniem mu w akcie urodzenia — syn.

🖇

Bardzo to celne naśmiewać się z dzieciaków i bardzo zabawne.
     […] 
     Bardzo zabawne. Bardzo zabawne, kiedy jesteś chłopcem.
     Nie bardzo zabawne, kiedy masz piętnaście, szesnaście, siedemnaście lat i twoją troską jest obsesyjna myśl: tylko nie zajdź w ciążę.
     Niektóre z nas zachodziły i później na ogół już nie widywałyśmy ich w szko­le. Inne zachodziły i jakoś sobie z tym radziły.
     A my, te, którym się udawało, wracałyśmy do domów pod bacznym okiem sąsiadek, znajomych i rodziny.
 
Tylko nie zajdź w ciążę.
     Tylko nie zajdź w ciążę.
 
Tylko nie zajść w ciążę.
 
A potem zajdź.
 
Kiedy zajdziesz w ciążę?

🖇

[…]  kto się komu z czym przydarzył.

🖇

Troska materializuje się w powszedniości: w wirującym bębnie pralki, w siatce pełnej zakupów, w koszu z obierkami, w rozrzuconych na podłodze klockach i fiolkach leków ustawionych na szafce. Można ją odnaleźć w zmę­cze­niu, w strachu, w zniechęceniu, w płaczu, w orga­ni­zo­waniu życia domowego i reagowaniu na potrzeby zależnych członków rodziny.

🖇

Od dziewcząt i kobiet oczekuje się okazywania i świadczenia troski, jak gdyby miały to we krwi, jak gdyby z tymi umiejętnościami przychodziły na świat. A przecież to nie jest wrodzone, opada na nas stopniowo.

🖇

Osoba odpowiedzialna za wynoszenie śmieci w domu to nie ta, która wy­no­si śmieci, tylko ta, która zauważa, że kosz jest pełen i trzeba coś z nim zro­bić. Osoba odpowiedzialna za zakupy to nie ta, która jedzie do sklepu al­bo wyciąga kartę z portfela, tylko ta, która się orientuje, że czegoś zabrakło, i wie, co, kiedy i gdzie trzeba dokupić.

🖇

Ideał troski jest więc aktem relacji, dostrzeżenia potrzeby i reakcji na nią, opiekowania się światem przez podtrzymywanie sieci po­wią­zań tak, by nikt nie został sam.
Carol Gilligan

🖇

Ludzie przez tysiąclecia dawali sobie radę bez lodówek, ale nie dawali sobie rady bez troski. Żaden krzepki chłop nie wniósłby żadnej lodówki na żadne piętro, gdyby ktoś go nie urodził, nie doglądał, nie wstawał do niego w no­cy, a potem nie pomagał mu w lekcjach.

🖇

Jak moi koledzy wykorzystywali ten czas, który ja przeznaczałam na czyn­no­ści domowe, doprawdy nie wiem. Gdybym miała ten czas, co oni, wyna­la­zła­bym, do kurwy nędzy, maszynę do wnoszenia lodówki na czwarte pię­tro. Wynalazłabym pokój na świecie.

🖇

Wiele kobiet uważa, że nierówności i dyskryminacja ich nie dotyczą, bo nie spotkały się z niesprawiedliwością, lekceważeniem czy przekraczaniem gra­nic. To możliwe, bo doświadczenia każdej z nas są inne. Ale świat nie jest jednakowo łaskawy dla wszystkich. Możemy mieć dobre ży­cie i jed­no­cześnie dostrzegać problemy, które dotykają inne kobiety. To też jest troska.

🖇

Najcenniejsza rada troski, jaką dostałam od koleżanki, dotyczyła powrotów do domu.
 
Trzy­maj w dłoni klucze tak jak kastet, między palcami, na sztywno.
     Celuj w oko.

🖇

Lubię sobie wyobrażać troskę jako chmurę, w której utrzymuje nas wszystkich zbiorowy i kruchy wysiłek osób troszczących się. Tam odbywa się naprawianie świata, cerowanie, sztukowanie ubytków. To szczególny rodzaj infrastruktury krytycznej […]

🖇

Od stu dwudziestu, stu, może pięćdziesięciu lat coś tam nam wolno, uczyć się, mieć zawód, czasem stosować antykoncepcję, jeśli nas na nią stać i ma­my dostęp do lekarza, możemy nawet nie zawsze wychodzić za mąż i nosić spodnie. Te nasze przywileje to ciągle niższe pensje (korygowana luka pła­co­wa w Polsce wynosi kilkanaście procent), to strach, kiedy się wchodzi z ob­cym mężczyzną do windy, to pytanie o możliwości prokreacyjne na roz­mowach o pracę, szczypanie, odmawianie leczenia, bo przecież możemy być w ciąży.
     Proces równouprawnienia nie odbywa się w próżni – przesuwają się gra­ni­ce męskości. Wykluczany jest konkretny typ męskości, a zmia­na, która nam daje trochę więcej przestrzeni, dla wielu mężczyzn oznacza osunięcie się znanego gruntu. I to tak strasznie boli.

🖇

Katarzyna Wojnicka, socjolożka zajmująca się męskością, przekonuje, że nie istnieje dyskryminacja mężczyzn – istnieje po prostu zmiana. Patriarchat przynosił mężczyznom korzyści, ale też nałożył na nich ciężar ról, z których trudno się uwolnić. W świecie, który się zmienia, wielu z nich doświadcza utraty statusu i zagubienia, choć dla tych emocji rzadko znajduje się język w debacie o równości.

🖇

Jeden z bardzo zresztą progresywnych znajomych mężczyzn opowiadał, że jego żona ma akurat dużo pracy, więc on sprząta w domu, zmywa i go­tuje.
     — Gratulacje, zbliżyłeś się do jakiejś jednej dwudziestej doświadczenia bycia kobietą — rzuciła znad ekspresu do kawy jedna z baristek. — Jak chcesz to poczuć jeszcze bardziej, mogę cię klepnąć po tyłku i na ciebie gwizdnąć, chcesz?
 
To są nieprzekładalne perspektywy.

🖇

[Jesienią 1913 roku Emmeline Pankhurst] powiedziała, że ludzie dokonali wprawdzie wspaniałych wynalazków, ale absolutnie zawiedli na polu zaj­mowania się życiem: to kobiety troszczą się o inne osoby, taka jest ich rola, w związku z tym jedynym sensownym kierunkiem jest emancypacja. Emme­li­ne domagała się wzajemności: skoro kobiety troszczą się o świat, świat nie powinien traktować ich wyłącznie jako elementu wyposażenia wnętrz, użytecznych przedmiotów, maszyn domowych. Ponieważ nie było to w roku 1913 dla wszystkich oczywiste, podkreśliła, że kobiety są jednak nade wszystko istotami ludzkimi.

🖇

[Silvia] Fe­derici pisała jednoznacznie: dom to żaden azyl, to fabryka bez ko­minów. Pracują w niej na kilka zmian kobiety, które gotują, sprzątają, od­ku­rzają, piorą, wycierają nosy, wysłuchują, pilnują odrabiania lekcji, opie­ku­ją się starszymi członkami rodziny. Wiele z nich równocześnie pra­cu­je za­wo­do­wo. Codziennie „produkują” gotową do pracy siłę roboczą, co­dzien­nie podtrzymują kapitalizm jak kariatydy troski, dzięki którym dzieci do­ra­sta­ją, chorzy zdrowieją, a zmęczeni nabierają sił. Bez ich niewidzialnej i dar­mo­wej pracy kapitalistyczna gospodarka po prostu by się załamała.

🖇

Przekonanie, że zacisnę zęby, pójdę spać później i wstanę wcześniej, nie do­piję herbaty, zrezygnuję z obiadu, ale za to dam radę ze wszystkim, pad­nę, powstanę i ułożę sobie wszystko, death or glory, just another story, jest w grun­cie rzeczy tylko neoliberalną kontrabandą.

🖇

Wiem, mogłam sobie to inaczej ułożyć, mogłam się przygotować, mogłam, mogłam, mogłam — znam te wszystkie argumenty, dobre rady, pan­ja­śnie­nia, świat mnie w nich ćwiczy od urodzenia, when men on the chessboard get up and tell you where to go.

🖇

Proszę się rozsiąść w późnym kapitalizmie, gdzie emocje i relacje stają się zasobami. Można je wybierać i nimi handlować, można sobie kupić trochę zainteresowania i troski, ilość zależy od zasobności portfela.

🖇

Za chwilę o każdego i każdą z nas
trzeba się będzie w jakiś sposób zatroszczyć.

Olga Gitkiewicz, Szyjąc,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Oczywiście, że chciałam być chłopcem.
     Tak mi się wydawało. Z czasem zaczęłam się orien­to­wać, że chodziło mi tylko o wyrównanie szans albo od­wró­ce­nie ról, które dopiero co zaczynałam roz­po­zna­wać. Chciałam móc być niegrzeczna. Ubrudzić się. Robić głupoty. Chciałam, żeby ode mnie nie wymagano, żeby mi się wciąż nie przyglądano z taką cierpką uwagą.

🖇

[…]  stój w kącie, a znajdą cię. Wciąż powtarzano mi, że powinnam w milczeniu, z pokorą czekać, aż ktoś poda mi rękę, wyciągnie z kąta, krytycznie obejrzy, odkurzy i może pod pewnymi warunkami mnie zaakceptuje. Nie rozumiałam tego jako dziewczynka, możliwe, że nie rozumiem nadal. Czego można się dowiedzieć o sobie i o świecie podczas stania w kącie?

🖇

No dobrze, te­raz to bym sobie czasem często postała w kącie.
     Sama.
     Tylko żeby mnie nikt nie znajdywał.

(tamże)