W trakcie tamtej rozmowy padł również tytuł tej książki. Więc po wciśnięciu czerwonej słuchawki było klik, klik i fru do poczekalni, na wirtualny stoliczek oczekujących literek. Musiała poczekać. Poczekała cierpliwie i przyszedł jej czas.
Spolaryzowany, grubą kreską płci kreślony świat. Stereotypy gonią jeden za drugim, grożą, definiują jedyne źródła szczęścia. Stereotyp, niby trup, bo XXI wiek, a całkiem dziarsko zakrzywia perspektywę, by kobiety kobietom „pichcić” i przyprawiać mogły los. Ubawiłam się, ale też z przyjemnością skończyłam i z ulgą odłożyłam.
Zawiesiłam się na ciut dłużej na zdaniu: [k]ogo się nie zna, za tym się nie tęskni. I polemizowałam, i po jednej i drugiej stronie stawałam. Tak, nie tęskni się za kimś, kogo się nie poznało. Nie, czasem tęskni się za kimś, kogo się nigdy nie spotkało — tęskni się bezbrzeżnie.
Uwielbiam otwarte zakończenia. Ta opowieść kończy się wspaniale, choć patriarchat unosi wysoko łeb i zawracać rzekę kijem próbuje. Tylko od osoby czytającej zależy, czy mu się to uda.
To w moich ustach któregoś ponurego zimowego poranka rozpłynie się ta dojrzała, duża, czarna jak smoła jeżyna. Wiesz jakiego? Mokrego, zimnego, szarego poranka. Kiedy nie tylko nie chce ci się wstać z łóżka, ale w ogóle nie chce ci się żyć, istnieć, oddychać. Jak myślisz, co mi pomogło przetrwać tę poprzednią zimę, właśnie taką, no, jak myślisz? Konfitury z jeżyn!
🖇
A co poradzisz, kiedy ciało czegoś chce? Nic nie poradzisz, nic nie wskórasz, nie zatrzymasz tego.
🖇
Przecież wiesz, że kapelusz śmierci wisi zawsze obok głowy żywego. A ty przecież nie jesteś jakimś wyjątkiem. No, to prawda, wisi, ale żeby aż tak?
🖇
Kto się choć raz nie potknął w życiu,
kto nie popełnił błędu?!
Ja to wiem i ty to wiesz.
🖇
Gdzie są dni, kiedy byłam zdrowa, byłam cała i twarda jak rzeczny kamień! Co za głupota, nie umiałam tego wtedy docenić. […] Gdzie jesteś, moja nadziejo, co mi masz do powiedzenia?
🖇
[…]
w uchu dzwoni mi głos ciotki, siostry ojca. Od lat już nie miałam w uchu tego głosu, ani w uchu, ani w głowie: Nie przynieś wstydu rodzinie, dziewczyno! Masz ojca i brata! Mój ojciec i brat leżą w ziemi, moja Keto! Ciebie też już od dawna jedzą robaki, chwała Bogu! Już jestem dorosła i dajcie mi wreszcie wszyscy święty spokój! Sama dobrze wiem, jak mam żyć. Bo to ja żyję, a wy wszyscy jesteście martwi!
Myślę, że nie ma się czego bać.
🖇
Plotkują, jaki był topielec, czy bardzo obgryziony, wszystko to wola boska, chroń nas, Panienko Przenajświętsza, powiedzą i to wszystko. Ale naprawdę mi się poszczęściło, Boże! Boże, czy kim Ty tam jesteś, czy gdzie Ty tam jesteś. Moje szczęście, mój łaskawy losie! Byłabym martwa i wyrzucona na brzeg i gdzie by mnie znaleźli?
🖇
Całe życie tak mam. Ciało idzie w jedną stronę, a głowa w drugą. No i co teraz mam zrobić?
🖇
Dwa słowa napisał: Moja Etero! No, bałwan! Dorosły mężczyzna, a ogłupiał! Ale zdurnieć to mężczyźni potrafią w każdym wieku. No dobra, on to on, ale co mam zrobić ja?
🖇
A jak ciało mówi, to znaczy, że tak jest. Co mi ciało mówi, to wszystko prawda!
🖇
Nie, on wcale nie jest stary i ja też wciąż jeszcze jestem młoda, tylko nas tu na siłę postarzają. W tym kraju to już ludzie po dwudziestce są starzy. Ale to wszystko nieważne. Ważne jest, co kto ma w sercu. Serce najważniejsze. […] Ze mną jest tak jak w tym przysłowiu — starzec się nauczył grać na panduri, żeby sobie brzdąkać w niebie.
🖇
Mam swój mur, który wybudowałam własnymi rękami. Nikt nieproszony mi tu nie wejdzie. Tak jest!
🖇
One mają ciała sterane macierzyństwem, wyssało z nich wszystkie soki. Ale przecież im tego nie powiem. Bo jak powiem, to się zaraz uniosą: jesteśmy matkami i poświęciłyśmy swoje ciała czy co tam jeszcze poświęciłyśmy, to wszystko dla naszych dzieci, albo jeszcze dorzucą, że wychowują dzieci ku chwale ojczyzny i nie są takimi polnymi myszami jak niektóre. Polna mysz to oczywiście ja. Dlatego się nie odzywam, bo to bym właśnie usłyszała w odpowiedzi: że jestem szarą myszą. Wiem, że jestem, i pasuje mi to. Ale sama mogę się tak nazywać, a im nie pozwolę. Bo niby dlaczego?
🖇
Czas stoi w miejscu, a ty lecisz gdzieś w przepaść. I nawet nie wiesz, nie czujesz, jak i kiedy się staczasz. […] Dla niektórych mogę być już nie tylko ciocią, ale i babcią.
Kiedy więc zaczynają się do ciebie zwracać w ten sposób, to koniec, zaczyna się droga w dół. Im częściej i dłużej cię tak nazywają, tym gorzej.
🖇
Może ja też nie chodzę z aureolą szczęścia wokół głowy, ale jak mi zakwitnie kwiatek na podwórku, a w ogródku dojrzeje pomidor, to się cieszę, jestem szczęśliwa, wiesz?! Radość mnie rozpiera, a wiesz dlaczego? Bo czuję, że jeszcze potrafię być szczęśliwa! A ty się umiesz jeszcze z czegoś cieszyć?! No, potrafisz? Ale ona dalej swoje, jakby nigdy nic: ojej, czemu nie wyszłaś za mąż, kobieto? Wiesz, jakie bezsensowne jest życie bez dzieci? […] Taaak, bezsensowne, trzeba się z nią zgodzić, inaczej się nie da, bo jeszcze zacznie gadać o tym, że na starość trzeba mieć kogoś, kto ci poda szklankę wody, a tego już nie zdzierżę, więc gryzę się w język i potakuję, tak, moje życie jest bez sensu, bo jakie ma być? […] Już-już ma wyjść, kiedy odwraca się ze słowami: ale wiesz, jakoś tak ci się oczy świecą, dziewczyno.
🖇
Ale życie jest dziwne, naprawdę. Jak dobrze, że nie wiemy z góry, dokąd nas zaprowadzi, jak nas doświadczy.
🖇
[…] wszystkie bez wyjątku pytały: nie wychodzisz za mąż, dziewczyno? Ja odpowiadałam, że nieee, one na to: dlaczego, kobietooo? Ja odpowiadałam: nie chcę, kobietooo i dlategooo I traciły orientację, bo spodziewały się każdej odpowiedzi oprócz tej, że nie chcę, bo przecież kobieta nie potrafi mówić, że czegoś nie chce. Chcę i nie chcę — to są przecież słowa przynależne mężczyźnie.
🖇
[…] chwytam się a to tego, a to tamtego. Nie chcę się przyznać sama przed sobą, ale mnie nosi. Serce tłucze mi się w piersi jak szalone. […] Czuję, że moje ciało jest spokojne, to dusza się miota.
🖇
Chodzisz tak pomiędzy jedną a drugą przepaścią! W jednej czeka na ciebie mąż i jego rodzina, którzy tylko patrzą, żeby zamienić cię w posługaczkę, opiekunkę i żywicielkę ich potomstwa. Zrobią z ciebie dobrowolnego więźnia i jeszcze będą ci wmawiać, że to wszystko w imię miłości. Powiedzą ci, że to właśnie jest miłość! Będziesz musiała uwierzyć. I uwierzysz, dziewczyno, bo jakie będziesz miała inne wyjście? Okłamiesz samą siebie. W imię tej miłości zatracisz w więzieniu duszę.
🖇
A te trzy głupie baby, każda dźwiga swoje kajdany, a wciąż pieją ody do bycia z mężczyzną i posiadania rodziny. Wkładają głowy w tę gilotynę, a potem z jakąś chorą ciekawością patrzą, jak nad inną kobietą zawisa podobne ostrze.
🖇
Porozmawiajmy, trzeba porozmawiać, trzeba wyjaśnić wszystko, co jest do wyjaśnienia od samego początku. Ty powiesz swoje, ja powiem swoje. Pomyślimy, co mamy zrobić, jak mamy zrobić, w którą ścianę walnąć głową.
🖇
Nie masz pojęcia! Nie odzywam się, bo co mam powiedzieć?
🖇
Boże, ależ mnie postawiłeś przed wyborem! A ja od razu dałam się zwieść, przestałam myśleć i poplątały mi się ścieżki. A jak miałam wszystko pięknie zaplanowane!
🖇
Bardzo się bałam. Ale jednocześnie byłam strasznie ciekawa. Podobało mi się to miejsce i jednocześnie mnie przerażało. Moją duszą targała chęć poznania nieznanego.
Tamta Melaszwili, Kos kos jeżyna, przeł. Magdalena Nowakowska,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Wstawaj, Etero, wstawaj, kobieto, bo cię tam
wielka przyjemność czeka!
🖇
No i co z tego, że nie jesteśmy już młodzi i piękni? Co z tego, że jesień życia puka do naszych drzwi? Tylko patrzeć, jak zupełnie opadną z nas liście.
🖇
[…] wiesz, ile wokół jest tego małego piękna? Pomyślę o tym, co przeczytałam, zobaczyłam i usłyszałam, niczym innym nie będę sobie zaprzątać głowy!
🖇
Jestem tylko małym robaczkiem, żyję swoim życiem, ale oni i tak boją się takich jak my. I powinni!
🖇
Czy wiedziałam, co robię?
Byłam czystą wściekłością!
🖇
Ale wiesz, czego boję się najbardziej? Że znów w kraju wszystko może się wywrócić do góry nogami i że znów nastanie taki chaos […]. Że świat znów zawali się nam na głowę, jak wtedy, kiedy oszaleli wszyscy i wszystko.
(tamże)
























