🍅
Najważniejsze jest to, abyśmy otworzyli drzwi
i mieli odwagę zacząć od nowa.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
pierwszy raz — w ramach tego giganta — pozwoliłam sobie na odrobinę tęsknoty i tknęło mnie, że.
tęsknota — choćby nie wiem, jak uwierała, bolała nie do wytrzymania, przyduszała, dręczyła czy była całkowicie nie do ukojenia — jest przywilejem*. ogromnym, nawet jeśli towarzyszą jej łzy.
275/365
_________
* prawdopodobieństwo, że ktoś/coś pojawił(o) się w naszym życiu, było bliskie zera; ot, ślepej kurze trafiło się ziarno.
🍅
Nie możemy być w pełni ludźmi, dopóki nie zrozumiemy, że wszyscy stanowimy część większej całości — jesteśmy gałęziami tego samego drzewa.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

ona na wózku z przystawką, on z białą laską bezpiecznie trzyma się rączki wózka, poszli. na szczęście nie było nikogo, komu wyrwałby się z ust dramat! świętowali jego urodziny.
273/365
🍅
[model zwany „głowa, serce i ręce”, opracowany]
w XVIII wieku przez szwajcarskiego reformatora edukacji Johanna Heinricha Pestalozziego.
[…] głowa jest tym, co wiemy, serce tym, na czym nam zależy, a ręce tym, co robimy.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

pojawia się w refleksach światła, w jego migotaniu między poruszanymi wiatrem liśćmi drzew. zatrzymuje mnie przy roślinach. uczy zachwytu chwilą, gdy promienie słoneczne ufnie układają się na zielonościach.
271/365
🍅
[…] „przyszłość” to właśnie teraz.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Klik, klik, czy to prawda, bo przecież to powieść. Wystarczyły mi cztery słowa i… ruszył potok łez. Z żalu, że tylko grając, łapał kontakt z pięknem, miłością, choć z pasją i miłością obdarowywał cały świat pięknem granej przez siebie muzyki. Czy to z powodu położenia geograficznego szeroko pojęci Słowianie mają tak wypasionych, patologicznie ogromnych krytyków wewnętrznych? Jak bardzo społeczeństwa i rodziny pomagają w ich formacji, wzroście i utrzymaniu w najlepszym bycie? Nóż w kieszeni się otwierał.
Dokument Enigma udostępniono rok po śmierci Richtera. Film pozwolił milionom fanów poznać bliżej życie autentycznego maestra poza sceną.
Zbudował swój własny świat, sekretny i olśniewający. Monsaingeon powiedział: „Grał bez zadęcia, ale z absolutną wolnością”.
•
Trzeba podjąć decyzję i zdecydować się na „nigdy nie znalazłem takiego, jakiego chciałem” lub na „nie wiem, jak wybrać fortepian, nigdy nie potrafiłem”.
Czyż wszyscy ludzie na świecie nie przypominają fortepianów różnych firm i odmiennych marek i tak jak one nie fascynują pięknem i odmiennością?
Zatem jak myślisz — czy to Richter wybrał Ninę z morza ludzi, czy to raczej ona wybrała Richtera?
•
[…] zrobiło mi się żal obu steinwayów.
Stały tu praktycznie zapomniane, nikt się nimi nie zajmował. Nikt na nich nie grał, co już było dość smutne, ale co gorsza, służyły jako rekwizyty w fałszywej szczęśliwej scence dla pielgrzymujących turystów.
Przynajmniej nie tkwiły tu samotnie, miały siebie do towarzystwa, a nocą, gdy zamykano drzwi, mogły razem wspominać przeszłość. Prawdopodobnie jednak nigdy się nie dowiedziały, że grając na nich, maestro [Swiatosław Richter] marzył o pianissimo innego fortepianu.
•
— […] Przed śmiercią przygotowywał się do koncertu, ostatni utwór, który zagrał, to była sonata nr 3 Schuberta. Mówił, że jego ulubiona to nr 18 D.894…
•
Wpatrując się w stronice z nutami, zagrałem całą sonatę nr 18 D.894 Schuberta, od początku do końca, i zajęło mi to dwie godziny. Przerwałem kilka razy i ołówkiem zapisałem nieliczne uwagi na kartkach, przygotowując się do zagrania jej ponownie, ale moje palce miały inne plany i popłynęła spod nich lekka piosenka.
•
Wiatr mijających lat zostawiał po sobie zmarszczki. Zamknąłem oczy, uspokoiłem oddech, moje ręce znalazły po ciemku miejsce na klawiaturze i zagrały pierwszą nutę sonaty.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.
Franz
Schubert, Sonata fortepianowa nr 18 G-dur,
Alfred Brendel (fortepian).
❦
Richter. The Enigma, reż. Bruno Monsaingeon, 1998.
Dzień Ojca, pisałam, jest dla nas — Białego Kruka i mnie — świętem ruchomym. W zeszłym tygodniu okazało się, że wciąż jest, tylko przekształcił się i po raz pierwszy obchodzony jest jako… A doszło do tego tak.
Zatrzymała mnie okładka. Arcyoszczędna graficznie zachwyciła mnie, a gen po dziadku drukarzu uczepił się kroju pisma, którym złożono metadane. Klik, klik i po raz pierwszy Dzień ku pamięci Ojca ruszył z przytupem, zachowując naturę Dni Ojca obchodzonych z Białym Krukiem.
Pełna niuansów, niedopowiedzeń, niepewności w relacjach, nieśpiesznie tocząca się historia wśród białych i czarnych klawiszy. A w tle muzyka i muzycy. I jeszcze więcej muzyki.
Na początku wszyscy byliśmy jedynie bezcielesnymi duszami. Kiedy Bóg zapragnął nadać im fizyczny kształt, odmówiły, nie chciały zespolić się z materią, która podlega chorobom, śmierci i nie może swobodnie podróżować w czasie i przestrzeni. Wtedy Bóg użył podstępu – na jego rozkaz aniołowie zagrali cudowną melodię.
I stało się: muzyka urzekła dusze, które zapragnęły usłyszeć ją najwyraźniej, jak to możliwe. Istniał wyłącznie jeden sposób – za pośrednictwem ludzkiego ucha. Boski fortel się powiódł i dusze oblekły się w ciała.
🖇
Wiele lat temu przyzwyczaiłem się do bycia samotnym czarnym klawiszem, podczas gdy białe klawisze zdawały się istnieć poza zasięgiem moich palców.
[…]
Myślałem, że mogę robić wyłącznie to. Biec bez końca. Biec, dopóki nie będę miał pojęcia, gdzie jestem. Aż do chwili, kiedy Lin Sang pozwolił mi znów usiąść przy steinwayu i usłyszeć bicie własnego serca.
🖇
Wraz z końcem Arabeski nr 1 Debussy’ego pianista przez trzy sekundy trzymał ręce zawieszone w powietrzu, jak para łabędzi płynących leniwie po jeziorze, zanim dotrą do brzegu.
Ćwierć wieku później pewien nastolatek zdołał znów usiąść przed steinwayem i usłyszeć szepczące pod jego koniuszkami palców klawisze. Ten chłopak sprzed dwudziestu pięciu lat mignął, pojawił się na chwilę w odbiciu na lakierowanym mahoniu i rozpłynął się w powietrzu wraz z ostatnią nutą.
Claude Debussy, Arabeska nr 1,
Maria João Pires (fortepian).
🖇
W czasach, kiedy cyfrowe rejestrowanie nagrań było nadal science fiction, na dwóch końcach skali znajdowali się Richter, który uznawał tylko koncerty na żywo i zaciekle odrzucał pracę w studiu, i, na przeciwnym, Gould, dla którego najważniejsza była sama muzyka i któremu nie przeszkadzało nagrywanie w kilku podejściach.
🖇
Kto uwolnił ducha zamkniętego w tym fortepianie, aby mógł przemierzyć świat i mnie odnaleźć?
🖇
Prawdziwe marzenie to siła, która
ciągnie cię, kiedy jesteś
najbardziej bezsilny i zagubiony.
🖇
Kluczowa jest barwa. […] Najbardziej poruszająca barwa nie brzmi wyjątkowo mocno, ale ma w sobie tę najcichszą, najsłabszą nutę…
🖇
[…] każdy fortepian istniejący na świecie ma swoje odrębne brzmienie. Większość ludzi nie ma o tym pojęcia, trwają w przekonaniu, że każdy dźwięk, który słyszą, jest identyczny i perfekcyjny. Taka jest moc cywilizacji.
Mówiąc wprost, istota ludzka to jedynie kolejne niedoskonałe z natury stworzenie. Czyż nie opakowujemy tego w abstrakcyjne słowa… takie jak dusza, świętość, miłość czy piękno?
🖇
Muzycy nie zawsze rozumieją swoje fortepiany […]
Podobny błąd popełniają zwykli ludzie, nie dostrzegając, jak złożone i nieprzewidywalne jest ludzkie serce. Wydaje im się, że istnieją partytury, z których można się nauczyć zasad postępowania z drugim człowiekiem.
🖇
[…] marzeń nie należy ścigać, nie można ich również posiadać ani zdobywać. Powinny być jak sumienie, jak najszczersza melodia w sercu, a nie coś ulokowanego poza nami.
🖇
Czy jeśli w rezonansie sześćdziesięciolatka wyczuwasz samotność i rozpacz, to przyczyną może być brak strojenia? Który z powtarzających się interwałów jest najbliższy pitagorejskiej zasadzie harmonii?
🖇
Jako profesjonalista mogę powiedzieć, że każdy fortepian, nowy czy stary, ma duszę. Dopiero strojenie łamie zaklęcie i ją uwalnia, w innym przypadku pozostałaby uwięziona na wieki.
🖇
Dla niego każda sytuacja oznaczała nową szansę, a jeśli popełnił błąd, zaczynał od nowa, nigdy nie myślał nad ceną i ryzykiem, z jakimi dla innych wiąże się każdy ich krok.
🖇
Rzeczywiście chcesz wejść w ten biznes? Czy…
Czy co? Prawie to powiedziałem, ale zabrakło mi odwagi, bałem się jego słów, że sami się oszukujemy naszym początkowym zdecydowaniem.
Jeśli obedrzesz z płci, pożądania i smrodu pieniądza słowo „partner”, to jaki rodzaj relacji pozostanie między nami?
Dlaczego ja? Jak w ogóle mógłbym to być ja? Czy nie oczekiwał, że jego partner będzie bardziej reprezentacyjny, bardziej otrzaskany w świecie?
🖇
Zawsze cichaczem [przeznaczenie] zmienia swe ścieżki,
a ty nie masz o tym pojęcia.
🖇
Subtelny klon, elegancki heban, krzepki mahoń, odporna brzoza, wszystkie ustawione w jednej linii, przywoływały na myśl powiązane losem kostki domina oczekujące na wywracający je wszystkie cios.
[…]
Najłagodniejszym tonem […] modliłem się za pokaleczone fortepiany wokół mnie.
Spędziłyście życie, służąc ludzkiej próżności i wulgarności, wiem, jakie to trudne…
Przez wieki jedynie garstka z was miała szczęście spotkać geniuszy muzyki, zdecydowana większość zmarnowała swój czas…
🖇
— Nie wiem, jak… Nie mogę… Pomóż mi… Przepraszam, ja naprawdę nie mogę, naprawdę…
Lin Sang chwilę milczał i nagle wykrzyknął na cały głos moje imię:
— Hu! Yi! Lu!
Potem objął mnie, podczas gdy ja nie mogłem powstrzymać histerycznego dygotu.
🖇
[…] nagle mnie zapytał: „Jak myślisz, gdzie jest twój dom?”.
🖇
Gdy docierasz do kresu, nie ma już znaczenia, czy zostałeś pianistą koncertowym, ważne jest jedynie to, czy w chwili odejścia masz to coś, co przyniesie ci spokój i uwolni od żalu.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek,
Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2024.

Być może los sprawia, że ludzie mogą się spotkać wyłącznie w określonym momencie.
🖇
[…] muzyka to nasze wspólne źródło i przeznaczenie.
🖇
[…] każdy człowiek rodzi się z własnym rodzajem drgania — niektórzy szukają go w instrumentach, inni w śpiewie, a inni, ci szczęśliwsi, słyszą go w olbrzymim świecie. Tam odnajdują tę wibrację, która współbrzmi z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
(tamże)
wytchnął, wrócił do ula i zadzwonił. pierwszy raz od tamtej krótkiej rozmowy usłyszałam jego głos. popłakałam się ze szczęścia.
270/365
🍅
[…]
istnieje coś więcej — coś głębszego, co może nas zmienić na lepsze. O ile tylko obejmiemy w posiadanie swoje światło.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

W środku zeszłego tygodnia spotkało mnie przemiłe zaskoczenie, że jeszcze jeden barnes, że bez zbędnej zwłoki przełożony na język polski.
Mówią powieść, a ja natychmiast gubię znaną mi definicję tego gatunku literackiego i jestem cała głupia. Dla mnie to patchwork wrażeń, reakcji i przemyśleń Autora, na to, co go w czasopismach, w relacjach i w życiu spotkało.
Pomimo prawie osiemdziesiątki na karku, gdy zbierał i układał te literki, w jednym miejscu naprawdę bredzi, ale jest usprawiedliwiony, po prostu nie musiał nigdy schodzić wystarczająco głęboko — tylko zgrzytnęłam zębami, przymknęłam oko — nie docenia siły roślin i powtarza nieprawdziwe, wyjątkowo krzywdzące, komunały o osobach całkowicie zależnych.
Tych kilka nitek, które pozwalają nazwać tę książkę powieścią, których splotów i supłów unikałam podczas wybierania wyimków, by nie spojlerować, zasługuje na zachwyt. I z tym zachwytem zostałam po przeczytaniu tej książki, a potem w „gratisie” pławiłam się dodatkowo w radości, patrząc, jak na moich oczach wyimki organizują się w zgrabną całość. Po drodze wymusiły na mnie, by zaznaczyć szwy między elementami o różnych wzorach tkanin, z których ten literacki patchwork stworzono.
Wydaje ci się, że zapamiętałeś coś „dokładnie”, a im więcej razy przywołujesz to wspomnienie i je opowiadasz, tym mocniej utwierdzasz się w przekonaniu o jego prawdziwości. Ale co by było, gdyby upomniał cię i poprawił… własny mózg? Co, gdyby mógł ci przedstawić wszystkie twoje wersje wydarzeń i pokazać, jak stopniowo acz systematycznie oddalałeś się od pierwotnej relacji? Czy to nie byłoby dziwne i dezorientujące? Ale też pomocne: trudno byłoby odrzucić wnioski własnego wzgórza, prawda?
🖇
[…] to, co zwyczajowo uważamy za wspomnienie, jest przywoływane, często lub nieczęsto, na przestrzeni naszego życia, i za każdym razem przeobraża się trochę, aż wreszcie zastyga w formie, którą – za własną namową — uznajemy za prawdę.
🖇
Trudno myśleć o mózgu, bo wiąże się to z użyciem jego samego: skomplikowane, a może też ostatecznie daremne przedsięwzięcie. A mimo to większość z nas czuje, że w jakiś sposób dowodzimy swoimi mózgami, tak jak — choć to może niewłaściwa metafora — kapitan łodzi podwodnej dowodzi swoim okrętem.
Peryskop w górę! Lustrować horyzont! Intruzi! I tak dalej. Wyobrażamy sobie, że mówimy naszym mózgom, w którą stronę mają wycelować torpedy i kiedy je odpalić. Jednak takie poczucie ładu i kontroli nie wytrzymuje głębszej analizy. Nasze mózgi mają nad nami znaczną przewagę: wiedzą wszystko to, co my, podczas gdy my wiemy tylko o niektórych ich działaniach.
Mówi się, że przeciętny mózg codziennie przetwarza siedemdziesiąt cztery gigabajty informacji. Innymi słowy — siedemdziesiąt tysięcy myśli. Pracuje dzień i noc. My śpimy, a mózg nie.
🖇
Przy pewnych odpowiednich nastrojach wspomnienia — to, co się zapomniało – wychodzą na wierzch. […] czy to niemożliwe — często się zastanawiam — że to, co przeżywaliśmy z wielką intensywnością, istnieje niezależnie od naszych myśli, istnieje w gruncie rzeczy nadal?
— Virginia Woolf
🖇
Nieważne, jak wyrazista jest dana myśl w środku nocy, nie można oczekiwać, że mózg będzie ją pamiętać – i przypomni o niej — kilka godzin później. Nie pełni przecież funkcji twojego faktotum.
🖇
[…] najlepsza część naszej pamięci jest poza nami, w dżdżystym podmuchu wiatru, w zaduchu pokoju lub w zapachu pierwszego ognia na kominku […].
— Marcel Proust
🖇
[…] być może mam — albo miałem — w sobie coś, co zachęca innych do zwierzeń. Czasem na wstępie mówią, nerwowo: „Nie wykorzystasz tego, prawda?” lub — rzadziej, z większą pewnością siebie — „Mam dla ciebie historię”. A ja za każdym razem odpowiadam: „To tak nie działa”. Co jest prawdą. Piszę głównie fikcję, co wymaga powolnego kompostowania życia, zanim stanie się ono użytecznym materiałem, i w danej chwili nie mam pojęcia, co może nabrać fikcyjnego potencjału, a co nie.
🖇
[…] studiowałem na Oksfordzie między 1964 a 1968 rokiem […]. Byłem w Magdalen, jednym ze starszych i bardziej okazałych kolegiów, a wówczas też wyłącznie męskim. […] Było pływanie puntami i dalszoplanowa, lecz wyraźna świadomość, że podążamy śladami uprzywilejowanych. […] Pewnego popołudnia pan Brearley powiedział nam: „I zawsze pamiętajcie, że lata spędzone tam będą najlepszym okresem waszego życia”. Kiedy byłem na studiach, ta przepowiednia czasami bardzo mi ciążyła. „Czy naprawdę lepiej już nie będzie?” — zastanawiałem się i popadałem w przygnębienie.
🖇
[…] jeszcze jedno. Narkotyki. Lata sześćdziesiąte — jak wszyscy wiedzą — były dekadą pod znakiem seksu i narkotyków. Ale to pierwsze było znacznie bardziej skomplikowane logistycznie i psychologicznie niż dzisiaj; natomiast to drugie było — dla mnie — niewidzialne. […] między rokiem 1964 a 1968, nigdy nie zaproponowano mi choćby skręta. Typowymi używkami były alkohol i papierosy. Ja nie paliłem i niespecjalnie lubiłem pić. Piwo smakowało paskudnie, a wino kupowałem rzadko.
🖇
Stephen był — jest — był — wysoki i patykowaty. […] kiedy wymachiwał rękami, miało się wrażenie, że wyrusza jednocześnie w różnych kierunkach. […] Jego wnętrze nie współgrało z zewnętrzem. Mówił cicho, był ostrożny, nigdy nie szastał argumentami, tak jak szastał kończynami, i był bardzo uważny.
🖇
Jean […]. Błyskotliwa, energiczna, impulsywna? Zadziorna? Te określenia są nieco bliższe, ale wciąż tylko przybliżone. Dogadywaliśmy się dobrze, częściowo dlatego, że poniekąd zdawałem sobie sprawę, iż nie mam u niej szans. Podchodziła wprost do rzeczy i idei, i osób; to ona brała się za nie, a nie one za nią — czy to ma sens? I chciała zobaczyć świat.
🖇
W tamtych czasach, my — mam tu na myśli młodych mężczyzn, którzy, jak Stephen i ja, zostali wychowani w systemie jednopłciowym – mieliśmy wiele prymitywnych i czysto teoretycznych wyobrażeń o kobietach. […] A ponieważ brakowało nam pewności siebie, ociekaliśmy żalem nad samymi sobą i spodziewaliśmy się odrzucenia, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że dziewczęta mogą doświadczać czegoś podobnego. Niedawno przeczytałem, że u chłopców mózgi rozwijają się znacznie wolniej niż u dziewcząt. Kobiecy móżdżek osiąga docelowy rozmiar w wieku lat jedenastu, natomiast jego męski odpowiednik dopiero w dumnym wieku lat piętnastu. To chyba wyjaśnia pewne kwestie związane z zachowaniem chłopców, prawda? A skoro „dziecko jest ojcem człowieka”, również pewne kwestie związane z zachowaniem mężczyzn?
Były też inne demotywujące czynniki. Niektóre dziewczęta interesowały się bardziej książkami niż chłopakami. Inne poznały już chłopaków, którzy byli starsi i bardziej czarujący niż my. Jeszcze inne (czy pod wpływem intuicji, czy uwarunkowań społecznych) wiedziały, czego chcą, a także — od razu — że my tym nie jesteśmy.
🖇
[…] skończyliśmy już egzaminy […] i z lękiem wyobrażaliśmy sobie przyszłość tam, w tym durnym dorosłym świecie kompromisów i kłamstw opowiadanych samemu sobie.
🖇
Jako pogodny pesymista zwykle szukam
dobrych stron każdej sytuacji […].
🖇
— Przypuszczam, że nie da się tego wyleczyć?
— Nie — odpowiedziała wprost. — Nie da się tego wyleczyć, ale da się to kontrolować.
[…]
— Aż mój stan się unormuje? — spytałem.
— Nie, do końca pańskiego życia. Na tym polega „kontrolowanie”. Choroba będzie panu towarzyszyć aż do śmierci. Zapewne pana nie zabije, chyba że dojdzie do kolejnych mutacji. Ale w innym wypadku umrze pan razem z tą chorobą, a nie na nią.
🖇
Druga notatka brzmi: „Nocą mózg gna” […].
🖇
Na oddziale ratunkowym […] napisałem w notatniku: „Ojej — to może być koniec tej historii — liczyłem na coś, co będzie warte opisania, a przy tym nie okaże się śmiertelne”. Co brzmi jak poważne kuszenie bogów.
🖇
To początek kresu. […] Żyję w teraźniejszości, ale w przyszłości będę istnieć jedynie w przeszłości.
🖇
Pisanie tego — wtedy, kiedy to robię — uspokaja mnie. Skupiam się na słowach, na tym, by zawrzeć w nich tyle prawdy, ile tylko potrafię.
🖇
[…] ani szczęścia, ani smutku nie da się kontrolować. Radość, przyjemność, fascynacja – tak jak ich fotograficzne negatywy: smutek, ból i znudzenie – ogarniają nas falami.
🖇
[…]
znalazłem się w medycznym położeniu, którego nie przewidziałem. Zazwyczaj choruje się, idzie do lekarza i/lub szpitala, i zostaje się wyleczonym albo nie, lub też wyleczonym na jakiś czas, po którym choroba powraca i znów zostaje wyleczona lub nie. Tymczasem moje schorzenie jest nieuleczalne
[…]. […]
Nieuleczalne, ale próbujemy to kontrolować – to brzmi jak… życie, nieprawdaż?
🖇
— Stephen, myślę, że to naprawdę zły pomysł.
— Czemu?
— Nie wraca się do tego, co minęło. Nie rozdrapuje się starych ran, i tak dalej.
— Nie sądziłem, że uciekniesz się do truizmów.
— Czasem truizmy to po prostu nagromadzona mądrość.
Pokręcił głową.
— Kolejny truizm.
[…]
— A ty nigdy tego nie zrobiłeś? — zapytał.
— Czego?
— Nie wróciłeś?
🖇
Proust mówi gdzieś, że „Wspomnienia, jakie żywimy jedni o drugich, nawet w kwestiach miłości, nie są identyczne”. Ja zamieniłbym to „nawet” na „zwłaszcza”.
Zdaję sobie sprawę, że w tej książce jest sporo Prousta. A ja nawet nie jestem jego wyznawcą. Ale może to widać, bo — tak jak powyżej — cytuję go głównie po to, by się z nim nie zgodzić.
🖇
Leżałem bezsennie, myśląc o tym, że niektóre złe rzeczy mogą być dobre. Lub na odwrót. I nigdy więcej o tym nie rozmawialiśmy. Nie było to tabu, po prostu coś, o czym nie wspominaliśmy.
🖇
Nigdy nie wierzyłem w pogodę ducha starszych ludzi — to zawsze brzmiało jak bajka, która ma ich uczynić bardziej godnymi podziwu, a nas bardziej zadowolonymi z siebie.
🖇
[…] nagle zdałem sobie sprawę, że wszyscy na mnie patrzą, więc wykonałem jakiś gest – wzruszyłem ramionami, uśmiechnąłem się, rozłożyłem ręce – który miał wyrażać, że oczywiście jestem wniebowzięty, ale nie chcę brać żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, że teraz wszystko zależy od nich i że jeśli to schrzanią, to nie będzie bynajmniej moja wina. Tak, wiem, że nie ma gestów, które wyraziłyby to precyzyjnie, ale zrobiłem, co w mojej mocy.
🖇
— Jest różnica między okazywaniem uczuć a ich wyrażaniem.
To zabrzmiało, jakby strofowała mnie za coś, co powiedziałem wcześniej, ale nie pamiętałem, czy istotnie tak było. Odparłem więc po prostu:
— Tak?
— Tak, rozpracuj to sobie, powieściopisarzu.
— Na przykład?
— Na przykład niektórzy są lepsi w jednym niż w drugim. Starają się okazywać uczucia swoim zachowaniem, a nie wyrażać je słowami.
🖇
„Cóż, zawsze łatwiej się zakochać niż kochać długoterminowo”. Lub: „To, że się zakochałeś, nie oznacza, iż masz przestać pracować nad różnymi sprawami”. Przyznaję, że takie wyświechtane frazesy cisnęły mi się na język, wobec czego wybrałem milczenie.
🖇
– Wygląda na to, że jestem odpowiedzią na pytanie, którego nigdy mi nie zadano i którego nie zadałam sama sobie.
🖇
Powtarzałem sobie: „Przecież powinniśmy wszyscy być dorośli”. A potem w mojej głowie rozbrzmiewały słowa Jean: „Wszyscy jesteśmy dziećmi w dorosłej skórze”. Ale ja nie chcę w to wierzyć, to była tylko kolejna z wielu wymówek […].
🖇
[…] w dzisiejszym świecie przesyconym mediami i mediami społecznościowymi nie ma wielkich szans, żeby ktoś nigdy o miłości nie słyszał. A w rezultacie każdy uważa, że ona mu się należy.
🖇
Ale z pewnością przeżywszy na tej planecie tyle tysiącleci, zdążyliśmy już zauważyć, że życie nie jest słuszne ani sprawiedliwe, i że dobrych ludzi często spotykają złe rzeczy, a złych czasem spotykają dobre, i że pod każdą spokojną powierzchnią nieustannie czai się gwałtowny chaos.
🖇
O ile w ogóle mogła mnie uspokoić jakakolwiek zwykła fraza, była to ta, która wtedy nagle wróciła do mnie i którą posługuję się do dziś: „To tylko wszechświat robi swoje”.
🖇
T.S. Eliot napisał, że wszystko, co wiemy o innych ludziach, to wspomnienia chwil, w których z nimi jesteśmy; i że gdy z nimi nie jesteśmy, oni – ci ludzie – zmieniają się. Zawsze uważałem, że trąci to trochę beznadzieją. Ale jest też prawdą, że nawet nasi najbliżsi przyjaciele i kochankowie skrywają wspomnienia, emocje i cechy, z których nie zdajemy sobie sprawy – i z których oni też mogą jej sobie nie zdawać. […] ci inni ludzie, o których mówi Eliot, nie tylko zmieniają się, kiedy na nich nie patrzymy, lecz także zmieniają się w naszej wyobraźni, gdy nie jesteśmy z nimi.
🖇
Głowa i serce wciąż działają, podczas gdy ciało podupada.
Ale lepiej tak niż na odwrót.
🖇
Albo wysadzimy planetę, a wraz z nią całą sztukę, albo przetrwamy, ale ewoluujemy w coś, czego nie potrafimy sobie nawet wyobrazić – nie będzie to jednak nic podobnego temu, czym jesteśmy teraz, z naszymi prostymi pragnieniami boga i miłości, i szczęścia, i sztuki.
🖇
W końcu my, żywi, jesteśmy w skrajnej mniejszości w porównaniu z tymi, którzy umarli, oraz tymi, którzy się jeszcze nie urodzili. Co sprawia, że życie wydaje się kruchą chwilą, czym istotnie jest.
🖇
[…]
spadł z tych samych schodów. […] otrzepywał się, jakby przed chwilą złapał go deszcz; następnie oddalił się niespiesznym krokiem do miski, żeby sprawdzić, czy nie ma w niej jedzenia. Wówczas wydawało się, że podszedł do tego upadku jak epizodysta – cóż, stało się, idziemy dalej. Jednak ostatecznie do głosu doszedł narratywizm – czy też pamięć – i teraz patrzy na schody z podejrzliwością. Czasem przyczaja się na górze, zerkając w dół wzrokiem krótkowidza, i nie chce się ruszyć, po czym zaczyna z niepokojem schodzić i przystaje na każdym stopniu, zanim zdecyduje się zmierzyć z kolejnym; częściej jednak strach go paraliżuje i czeka, aż zostanie podniesiony i przetransportowany ręcznie.
Nic w tym dziwnego: Jimmy ma szesnaście lat, co — jak mi powiedziano — odpowiada 112 latom ludzkim
[…].
🖇
Niektórzy kochają, a potem pogrążają się w żalu za tym, co mieli i stracili. Inni próbują kochać i pogrążają się w żalu za czymś, czego nie mieli – a ściślej mówiąc, pogrążają się w żalu, bo nie udało im się zbudować życia, które w przyszłości mogłoby im przynieść absolutną, rozpaczliwą żałobę. Czy to ma sens?
🖇
Możliwe, że każde z nas ma na myśli co innego, kiedy mówimy o miłości i szczęściu, w związku, jak i w społeczeństwie. Zwłaszcza teraz.
Julian Barnes, Odejście/a,
przeł. Dominika Lewandowska-Rodak,
Świat Książki, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

— Mam nadzieję, że nie przyjdzie ci nigdy do głowy, żeby napisać o mnie i Jean.
A ja odparłem:
— Oczywiście, że nie — zresztą to tak nie działa.
A on odparł:
— To dobrze.
I tak to zostawiliśmy. Nie zawracałem mu głowy teorią pisarstwa jako kompostowania życia.
🖇
[…] obiecałem Stephenowi i Jean, iż o nich nie napiszę. W rzeczywistości było jeszcze gorzej: złożyłem przysięgę, że tego nie zrobię. Przysiągłem na Biblię. Możecie w to uwierzyć, w XXI wieku? Jak jakaś przysięga prezydencka. Pamiętacie pierwsze zaprzysiężenie Donalda Trumpa? Powiedziano mu, że użyta zostanie Biblia, na którą niezliczeni prezydenci przed nim przysięgali, że będą przestrzegać konstytucji. On – Buntownik! – odpowiedział, że woli użyć swojej Biblii. (Może to był zabytkowy egzemplarz Biblii grzeszników, przedruku Biblii króla Jakuba z 1631 roku, w którym błąd zecera zamienił siódme przykazanie w „Będziesz cudzołożyć”. To byłoby stosowne). Tak czy inaczej, doszło do impasu, a w końcu ustalono, że przysięgnie na obie Biblie, że będzie przestrzegać konstytucji i tak dalej. No, a potem wszyscy widzieliśmy, jak ta podwójna przysięga przełożyła się na dwa razy więcej prawości w sprawowaniu urzędu.
(tamże)
Ukończenie ostatniej książki w swoim tempie i późniejsze zamilknięcie ma przynajmniej następujący pożyteczny skutek: oznacza, że nie będziesz zmuszony przerwać […]. W ten sposób odbierasz śmierci sprawczość. Choć – trzeba przyznać – w bardzo niewielkim stopniu.
🖇
Choć nadal codziennie myślę o śmierci, to tak wyraziste jej uobecnienia są teraz w remisji. „A więc, panie Barnes, czy buntuje się pan, gdy światło się mroczy?”. Nie, niespecjalnie. Czuję, że trochę się z tym pogodziłem, i patrzę na to nieco bardziej filozoficznie.
🖇
Będę za „wami, tobą” „tęsknił” — cokolwiek to znaczy. Śmierć osłabia i podważa każde z tych słów: „będę” zostaje — lub zostanie – pozbawione znaczenia. A teraz, koniec końców, nie mam do zaoferowania żadnych słynnych ostatnich słów. […] położę na chwilę dłoń na twoim przedramieniu – nie, nie przestawaj patrzeć – po czym wymknę się. Nie, nie przestawaj patrzeć.
Julian Barnes, Londyn, 2022–25
danie dnia, kopytka z żeberkami w sosie śmietanowym wzbudziły skrajne reakcje. szeptem przy stoliku obok: dramat, nie chciałbym tak żyć! udając, że nie słyszę tych słów, uśmiechnęłam się do chwili, podarowanej mi przez życie, czując bezgraniczną wdzięczność, że bez najmniejszych obaw mogę w tym miejscu zamówić każde danie, bo wszystko, co wymaga pokrojenia, trafi* na mój stół już pokrojone.
269/365
_________
* wciąż mam szczęście do spotykanych ludzi.
🍅
Nie próbujcie zmieniać życia na takie, jakim według was powinno być — pozwólcie, żeby było takie, jakie jest. I pamiętajcie, aby po drodze mieć otwarte oczy i serce.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

smutek — nie udawaj, że go nie zauważasz, nie przepędzaj go, nie poganiaj. wypij z nim zimową herbatę, nie oczekując, że to zaraz coś zmieni. niech siedzi przy stole, ile potrzebuje, a ty wyjdź na dwór i spójrz w niebo.
267/365
🍅
Objawienie to odsłonięcie rzeczywistości.
[…] Objawienie przerywa zatem codzienny strumień czasu i pojawia się jako szczególna chwila, w której możemy intuicyjnie uchwycić głębszą, bardziej istotną rzeczywistość ukrytą w rzeczach lub osobach.
— Czesław Miłosz
[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

— jesteś fizycznie bezpieczna?
— tak.
— to śmiało, włącz ciekawość i lecisz!
266/365
🍅
Miłość […] nie skończyła się wraz z jego przejściem na Drugą Stronę. Ta miłość trwa jak potężna siła […]. Ukochane osoby po Drugiej Stronie bardzo się starają, aby wysyłać nam znaki, które pozwalają wierzyć w trwałość tej miłości i pozostawać na nią otwartymi, kiedy najbardziej jej potrzebujemy.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

alternatywny tytuł wpisu:
6230. Panna cotta (CCVII)
una canzone. l’ho pescata alla radio qualche giorno fa. è con la canzone che la mia anima sta guarendo.
265/365
[pl] piosenka. wyłowiłam ją z radia kilka dni temu. to przy tej piosence zdrowieje moja dusza.
🍅
Ci, których straciliśmy w znaczeniu fizycznym, nadal są z nami w znaczeniu energetycznym. Możemy zabrać ukochane osoby w naszą podróż przez życie.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
Vasco Rossi, Se ti potessi dire.
se ti potessi dire
quante volte ho pianto per capire
[…]
se potessi raccontarti per davvero
le abitudini di cui non vado fiero
le malinconie, le nostalgie perfino dei rimpianti
per le cose che se avessi adesso ancora qui davanti
le rifarei esattamente così sì
stessi errori stesse passioni
e le stesse, stesse, stesse delusioni, sì
vivere per amare /
vivere per sognare
vivere per rischiare /
e vivere per diventare
vivere per adesso /
vivere lo stesso
vivere per errore /
e vivere con passione
vivere solamente /
vivere continuamente
vivere senza ricordo /
e senza rimpianto
[…]
se ti potessi dire
dołączyłam, milczeliśmy. pierwszy raz, choć to mój dziewiąty turnus. milczeliśmy razem.
264/365
🍅
Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję, że nie ma większej sztuki, niż kochać ludzi.
— Vincent Van Gogh
[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

[suplement 27.09.2026]
Pamiętaj, partie bez dźwięku to też część gry.
Chiang-Sheng Kuo, Stroiciel fortepianów,
przeł. Katarzyna Sarek, ArtRage, Warszawa 2024.
jest rutyna*. jest samodyscyplina*. i oczy szeroko otwarte, by nie przegapić niczego, co spontanicznie przychodzi, by karmić moją duszę, uruchamiać wdzięczność, czynić mnie żywą.
263/365
_________
* naturalne inhibitory, skutecznie powstrzymujące kiełkowanie tęsknot.
🍅
Najmniejsza kropla rosy i najpotężniejsza fala oceanu — wszystkie są częścią tej samej wspaniałej historii wzajemnych powiązań.
To samo dotyczy ludzi. Siły Wszechświata, które kierują wodę ku wodzie, starają się kierować nas w stronę innych ludzi — ludzi, których potrzebujemy i kochamy. Ludzi, z którymi mają skrzyżować się nasze drogi.
Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Pierwszy tomik tam. Wybierając z drugiego to, co chcę zachować tu dla siebie, pomyślałam o potencjalnym niefantomowym bólu poety, gdyby widział, co ja z jego wierszami zrobiłam po tym, gdy je po swojemu przeczytałam i przeżyłam. Perspektywa innego życiowego doświadczenia, drugiej płci, innych sposobów myślenia i zachwycania się światem niczego nie usprawiedliwiają — poeta zgrzytałby zębami jak nic. A ja w tym czasie przycięłam, wycięłam, wydłubałam i mam tu pod ręką.
Przecinki. Pozostanie dla mnie tajemnicą, czy ich brak to aby na pewno maniera lub styl pisania. Powiedziałabym styl, gdyby nie było ich wcale. Czyżby — myślę sobie po cichutku — te, które są, zdradzały poetę?
Po wszystkim zadumałam się i doszłam do następującego wniosku. Nie sądzę, bym przeczytała oba tomiki tak, jak je poeta napisał. Może właśnie z tego powodu kanon lektur tworzą zwykle nieżyjący pisarze i pisarki, martwi poeci i poetki. Żadna z tych, za życia bardzo twórczych, osób nie wścieknie się już z powodu swojego stanu nieżycia, że odebraliśmy ich literki zupełnie na opak, że za to faux pas nie mamy nawet zamiaru przepraszać.
A ten poeta? Niech długo żyje, dużo przeżyje, nim zaświta mu w głowie myśl ambitna, ale i śmiercionośna (patrz akapit wyżej), by do kanonu lektur wkręcić się lub wbić. A ja? Czekam na kolejny tomik.
co uchodzi za dom, to zawsze dzieło twoich rąk.
Ile więcej trzeba, żeby nie wyparować z samego siebie,
nie sturlać się w słowa, żeby zostało coś z tych mąk
dla mnie, dla ciebie?
🖇
Od dzisiaj będziemy mówili już tylko, jak jest;
jak było, wie każdy, jak będzie — też,
pozostaje tylko zaprzeczyć, jakoby to miało
cokolwiek wspólnego z tobą, ze mną
nie będzie łatwo, a tym bardziej trudno, bo wiesz,
lepiej walić prosto z mostu,
na główkę, bez bajeru, tak po prostu.
🖇
„Czy naprawdę dzisiaj, tutaj, na takim, a nie innym krańcu świata, ze łzą jak oceany wyschłe
chcesz się sprzeczać? I to o czas? Lepiej przypomnij mi świat sprzed oranży i purpur”.
To chodź, dziś opowiem ci o czasach, gdy tęcza była drogą między słońcem a zielenią.
🖇
Co przemienia wściekłość w żal
buszującą w zbożu
🖇
Kto by na to wpadł, że wiersz można zaciukać
i choć nie mieści się to w żadnym paragrafie,
winnego wskazać nie sztuka —
🖇
Każdy gest na tyle wykwintny,
żeby go akurat pomylić z obelgą —
nigdy bowiem nie mówimy tak tylko;
🖇
Po co ograniczać się horyzontem: co ma się zdarzyć, to nie utonie,
[…]
Masz tu, wklej nazwisko i zdefiniuj płeć;
imię możesz sobie wpisać, jeśli tylko chcesz.
🖇
i co też komu zrobiłem złego,
żeby kończyć jako przystawka na obiedzie
pełnym byle czego?
🖇
Chançon i basta
Szanuj kundla swojego
jak i on ci odpuszcza
żywota twego zgliszcza.
🖇
i w żadną spójną całość los mi się nie składa —
a jak już tak wyszło, to nie pożałowałem.
🖇
Czy to tak wolno, czy to wypada, to, dalibóg, jest grzechem
wyrywać kochankę z korzeniami od roku kwi-kwi-kwi-
tnącą na poletku innego. Że niby to takie qui pro quo, pourquoi pas, aserejé.
🖇
333 słów,
z nich uklepiesz świat,
z którym ci na trochę będzie za pan brat.
Wit Pietrzak, Wyimki/przeływ,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2022.

Każdy egzemplarz książki powinien posiadać erratę,
(tamże)
Nie widziałam Go prawie dwadzieścia lat. Po pogrzebie spojrzeliśmy sobie w oczy; obiecaliśmy wzajemnie, że nie przepadniemy w naszych osobistych życiach całkowicie, nie dając znaku życia przez kolejne dziesiątki lat, że spotkamy się, nim kolejny pogrzeb nie będzie dyskutował z naszymi na sztorc zabitymi obowiązkami kalendarzami.
Tomik żyjącego łódzkiego poety obiecał na poczcie nadać zaraz w poniedziałek. W czwartek przesyłka leżała na moim łóżku. Gdy wróciłam na poziom umieralni po wszystkich przewidzianych na ten dzień procedurach medycznych, rozdarłam kopertę i okazało się, że w środku tomiki były dwa.
Złapałam oddech, porzuciłam ośrodek, pognałam do baru na kawę i… pasłam duszę. Postanowiłam czytać chronologicznie, więc na pierwszy ogień poszła twórczość poety-młodzieńca ciut podstarzałego, czyli chwilę po trzydziestce.
Kilka zabaw słowem podchwyciłam, zachwyciłam się i świetnie się bawiłam. Zgorszył mnie wers śmierdzący oblizującym się obleśnie facetem w niemocy po pięćdziesiątce, fuj! Zniesmaczył wiersz podyktowany przez bezczelnie nieświadomego swoich przywilejów białego heteroseksualnego mężczyznę. Nie będzie więc tu ani tego wersu, ani wspomnianego wiersza. Jest tu piękno, ktore chcę mieć w razie czego pod ręką, bo dobre słowo nie zaszkodzi.

🖇
Nie do końca wiedząc, co jest poezja, przeliczał
trafne wersy na kilokalorie, a wcale nie było to takie proste.
Ile, na ten przykład, ma wiersz powyżej? No
i jaką przybrać skalę? Od tic taca do cielaka
powiedzmy? Czyta więc, co popadnie
by potem skrupulatnie ułożyć menu
uzupełniając je o niezbędne
dla zdrowego rozwoju suplementy.
Język, niezwykle prężny mięsień, zazwyczaj
obojętny na indeksy glikemiczne, tuczy
podlewając oliwą jak świnię na rożnie
po to żeby — gdy dojdzie — zaserwować go
efektownie, nieodzownie
z jabłkiem zatkniętym w pysku.
🖇
Do kogo mówisz, kiedy słuchasz głosów?
🖇
Podobnie jak poliester, lycrę, anilanę
pozyskuję języki w drodze syntezy
wyrazów, które postawione pod ścianę
odmieniają się przez najprostsze przypadki.
Trochę odkształca je wysokie ciśnienie
skrajnych okoliczności, dając
nieprzewidziane wyniki, głównie jednak —
znawcy tematu wyrażą zaskoczenie —
okazują się mało podatne na mechacenie
elektryzację, no i nigdy nie przylegają
do ciała ani żadnej rzeczy, która
z niego jest. Bez wątpienia
mięcie to największa ich słabość
bo raz je wystarczy przepracować
by rozlazła się wszelka gładkość
która z pozoru mogłaby być modelowa.
Wysnuwam te poliestrowe słowa
z przepoconego gardła, żeby
samego siebie odkryć od nowa
i, choć zapewne zbyt mało stanowczo
jakże wiarygodnie. Trzeba tylko pamiętać
żeby nie przepierać ich za często
każdy bowiem wie, że łatwo tracą kolor.
🖇
Domy dzieci
Podwórko ciężko zasypiało latem. Dudniło
stękało: „Faul — jaki faul!”. […]
[…] Pod wieczór rozpaczliwie
nas ubywało, kolejni, wleczeni przez starych — znikali.
Mnie na ogół zabierali na końcu. Tylko we wtorki, tak
mi się zdaje, Łuki wpadał po południu. „A to farciarz”
— myślałem i w duchu mu zazdrościłem, że nigdy
nie widzieliśmy, żeby ktoś przyszedł po niego.
Po kolacji słyszałem czasem, jak ćwiczył
rzuty osobiste, często zwane też wolnymi.
🖇
Jak to się stało, że nie poznaję
w nich ludzi, a pamiętam
że kiedyś tłumaczyła mi
wzory Viete’a, aż nie chciało się wierzyć.
Siedzę przy stole i czuję, jak mi lata
minęły między obiadem a herbatą.
🖇
Kwestia języków też się jakoś rozwiązała.
Niektórzy wprawdzie mieli kłopot z wysłowieniem się jak należy
więc wyjęzyczali się jak mogli. […]
🖇
ale nie wiedziałem, że dom ów domem już nie jest
toteż schowałem klucz, narzuciłem na głowę kaptur i poszedłem dalej
ulicą która ulicą jest już tylko z nazwy.
🖇
Małe ojczyzny tanio sprzedam
[…]
brnął na swoje miejsce, „Excuse me, excuse me”
— fałszował pod nosem, a mijając mnie
ni stąd ni zowąd: „Posuń się, kurwa”. Krew mnie
znienacka w pysk się cała zbiegła, Mruknałem tylko;
„I’m sorry”, i nachylilem się, by szepnąć słówko
Hughowi (pojęcia nie mam, jak to wymówić).
🖇
Cztery kier
Wykładam się niespodziewanie słowo po słowie
może mnie zrozumiesz akurat na właściwy opak
[…]
Wszystko po to, „nie powiem — mówię na próbę —
dopóki nie skończysz”, żeby nie dało się o tym
napisać, a jeśli już, to tylko we wspólnym języku.
🖇
Rozpływa się, jak topniejący o poranku sopel lodu, niechęć
do czarno-białych, kategorycznych sądów, co upadlają żywych i umarłych
[…]
Kropla do kropli wzbieram zrozumieniem, które w czystych
już łzach wyleję, nim zastygną w mający o poranku stopnieć
sopel lodu, o ile łatwiejszy do pochwycenia.
🖇
W chwilę po zapadnięciu, decyzja każe
myśleć: jakoś to będzie […]
bo życie sprowadza się do chwil, jak ta utrwalonych w sennej marze
intymnie i kapitalnie drążących myśli, dopóki ich znamię
nie utrwali się na dobre i złe, czekam, aż na nowo poustawia wszystko
we mnie.
Wit Pietrzak, Stabilne,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2016.
(wyróżnienie własne)

Rozklekotał mi się język zdecydowanie
zbyt nieortodoksyjnie, żeby mogła z tego być poezja
więc chodu w prozę za życia […]
🖇
Uwielbiam twoje dyftongi, Kochanie. […]
(tamże)
Tamta książka jest i raczej pozostanie najmocniejszą książką, jaką przeczytałam i przeczytam w tym roku. Z pewnością jest najmocniejszą wśród tych, które przeczytałam w ciągu ostatnich pięciu lat, wyprzedzając wspaniałą powieść Apeirogon (zrodzoną z dwóch nieszczęść, mających to samo źródło). Obie, ta tu razem z tamtą, autorstwa Francesci Albanese, stanowią dla mnie książkowy dyptyk must read.
W XXI wieku by nie być posądzonym o rasizm, tylko osoba czarnoskóra może użyć w swej wypowiedzi murzyna. Podobnie, by nie być posądzonym o dyskryminację, tylko osoba z niepełnosprawnością może wobec siebie użyć słowa kulawy. Przez analogię bez posądzenia o antysemityzm, tylko Izraelczyk może nazwać po imieniu to, co dzieje się w Izraelu i na Okupowanych Terytoriach Palestyńskich. Nazwał.
Markowi Edelmanowi
•
Uważam, że w kategorii cierpienia najbardziej skrajne sytuacje,
w jakich może się znaleźć człowiek,
nie dotyczą już Żydów.
— Romain Gary, 1970.
🖇🖇
W kwietniu 1944 r. Julian Tuwim wypowiedział swoją skargę My, Żydzi polscy…, która zaczynała się tak: „Gdyby jednak przyszło do uzasadniania swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów, przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez «mistycznej» przyprawy. Być Polakiem — to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. […] Polak – bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, uczyłem; bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy; bo z wygnania chcę koniecznie powrócić do Polski […]”.
🖇
Państwo Izrael zdefiniowało mnie jako Żyda nie dlatego, że wypowiadam się w języku żydowskim, podśpiewuję żydowskie piosenki, konsumuję żydowskie potrawy, piszę żydowskie książki czy wykonuję jakieś inne żydowskie czynności. Nie, zostałem spisany jako Żyd, ponieważ to państwo, grzebiąc w moich dokumentach, skonstatowało, że moja matka była Żydówką. Owszem, była Żydówką, ponieważ moja babka też była Żydówką, a to dzięki temu że moja prababka… i tak dalej, i dalej przez pokolenia aż do zarania dziejów.
Gdyby jednak się zdarzyło, że tylko mój ojciec zostałby uznany za Żyda, a moja matka, w świetle prawa izraelskiego byłaby określona jako nie-Żydówka, byłbym zarejestrowany jako osobnik narodowości austriackiej.
🖇
Uparcie chciałem być Żydem wraz z Leonem Blumem, Julianem Tuwimem i tyloma innymi, którzy zaakceptowali tę tożsamość ze względu na prześladowania, oprawców, zbrodnie i pomordowanych.
Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejś fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność prezentowania się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświadczam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda.
[…] W obliczu tragicznych wydarzeń XX w. jestem zdecydowany trzymać się z daleka od tego hermetycznego i prestiżowego klubu, do którego inni ludzie nie mają ani możliwości, ani powołania, żeby tam wstąpić.
Moja odmowa bycia Żydem czyni ze mnie przedstawiciela ginącego gatunku. Podkreślając, że jedynie moja przeszłość była żydowska, że moja teraźniejsza codzienność jest, na dobre i na złe, izraelska i że w końcu moją przyszłość i przyszłość moich dzieci – jakiej bym sobie życzył – wyznaczają zasady uniwersalne, otwarte i szlachetne, zdaję sobie sprawę, że sprzeciwiam się dominującej tendencji nakierowanej na etnocentryzm.
Jako historyk czasów najnowszych pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, że dystans kulturowy między moim prawnukiem a mną będzie nie mniejszy od tego, jaki dzielił mnie od mojego pradziadka. Tym lepiej! Zauważam jednak z przykrością, że wielu ludzi wierzy, iż ich potomkowie będą do nich podobni w każdym calu, ponieważ w ich przekonaniu narody są wieczne, no a już szczególnie naród-rasa, taki jak ich żydowski naród.
🖇
Odnoszę coraz większe wrażenie, że pod kilkoma względami Hitler wyszedł zwycięsko z II wojny światowej. Rzecz oczywista, został pokonany militarnie i politycznie, ale po upływie kilku lat jego zdeprawowana ideologia przesączała się, przesączała… aż wypłynęła na nowo na powierzchnię, objawiając się obecnie w postaci napięć, silnych i groźnych.
🖇
Jestem świadomy tego, że żyję w najbardziej rasistowskim społeczeństwie w świecie zachodnim. Oczywiście, rasizm jest wszechobecny, ale w Izraelu jest on obecny w duchu prawa, naucza się go w szkołach, rozpowszechnia w mediach. I co najgorsze, rasiści nie zdają sobie sprawy z tego, że są rasistami i nie poczuwają się do winy. W efekcie Izrael stał się szczególnie cenionym punktem odniesienia dla większości nurtów skrajnie prawicowych na świecie, którym wcześniej bliski był antysemityzm…
🖇
Poprzez moje życie codzienne, moją podstawową kulturę — jestem Izraelczykiem. Nie odczuwam z tego powodu dumy, podobnie jak nie odczuwam dumy z faktu, że jestem mężczyzną o ciemnych oczach, średniego wzrostu. Odczuwam natomiast wstyd za Izrael, szczególnie wtedy, kiedy widzę okrutną kolonizację dokonywaną przez siły wojskowe, kolonizację, której ofiarami są słabi, bezbronni, ci, co nie należą do „narodu wybranego”.
🖇
Kontakty z innym człowiekiem, obywatelem drugiej kategorii w Izraelu, to niezmienny kontakt z tym, który żyje w ciągłym poczuciu krzywdy, na samym dole syjonistycznego łańcucha aktów łaski. Co gorsza, ta uciskana społeczność, żyjąca od ponad pięćdziesięciu lat pod okupacją, pozbawiona praw politycznych i obywatelskich na terytorium, które „państwo żydowskie” uznało za swoje, została opuszczona przez międzynarodową politykę.
🖇
Wydaje się i to w coraz większym stopniu, że jest już za późno; każda poważna możliwość politycznego rozwiązania konfliktu jest z miejsca utrącana. Izrael przyzwyczaił się do tej sytuacji i nie jest zdolny do odstąpienia od swojej dominacji kolonialnej wobec drugiego narodu. A świat zewnętrzny, niestety, nie robi tego co powinien: wyrzuty sumienia i niewłaściwe rozpoznanie sytuacji przeszkodziły politykom w przekonaniu Izraela do wycofania się na granice uzyskane w 1948 roku. Izrael nie jest również gotów do oficjalnego przyłączenia podbitych terytoriów, ponieważ w takim przypadku powinien zapewnić okupowanej społeczności równe prawa obywatelskie i tym samym przekształcić się w państwo dwunarodowe. Niestety, mitologiczny wąż, który połknął ofiarę, woli się nią udławić niż z niej zrezygnować…
🖇
Kiedy państwo, którego jestem obywatelem, dokonuje spisu swoich mieszkańców, moją narodowość definiuje słowem „Żyd” i tym samym ustanawia siebie jako państwo „narodu żydowskiego”. Innymi słowy, jego założyciele i ustawodawcy uznali, że to państwo jest zbiorową własnością „Żydów z całego świata” — bez względu na to, czy są oni wierzącymi czy też nie są — a nie uzewnętrznieniem konstytucyjnej i demokratycznej suwerenności ogółu obywateli, którzy to państwo zamieszkują.
🖇
Historia najnowsza obfituje w dziwactwa i śmiesznostki. Nacjonalizm etnoreligijny, jaki pojawił się na początku XIX w. narzucił Heinrichowi Heinemu konieczność przejścia na wiarę chrześcijańską, żeby można go było uznać za Niemca, z kolei polski nacjonalizm lat 30. XX w. odmówiłby uznania mego ojca za pełnoprawnego Polaka, o ile ten nie zostałby katolikiem. W podobny sposób syjoniści z początku XXI w., zarówno w Izraelu, jak i poza jego granicami, odrzucali całkowicie zasadę narodowości izraelskiej, uznając jedynie narodowość żydowską. […]
W państwie Izrael każda forma definicji żydowskości jest głęboko zwodnicza, przesycona złą wolą i arogancją. […] termin „Żyd” w przeciwieństwie do terminu „Izraelczyk” wyklucza wyraźnie nie-Żydów ze społeczeństwa, w interesie którego to państwo zostało powołane.
🖇
W jednej ze szkół na przedmieściach Paryża mały Mohammed uchodzi za niezrównanego geniusza. Znakomity w arytmetyce, niedościgniony we francuskim. Pewnego dnia nauczycielka pyta go wprost: Czy chciałbyś, żebym nazywała ciebie Piotrem? Twarz chłopca rozpromienia się i z radością przystaje na tę propozycję. Tego samego dnia, kiedy Mohammed/Piotr wraca do domu, mama zwraca się doń: Mohammed, idź do sklepu i kup dwa kartony mleka. Chłopiec odpowiada, że teraz ma na imię Piotr i odmawia wykonania polecenia. Wieczorem po pracy wraca ojciec, zasiada w fotelu i prosi syna, żeby przyniósł mu butelkę wody z lodówki. Chłopiec odmawia i ponownie wyjaśnia, że teraz nazywa się Piotr. Zdenerwowany ojciec podrywa się z fotela i wymierza chłopcu policzek; sygnet, który ojciec miał na palcu, zadrasnął skórę dziecka. Następnego dnia w szkole nauczycielka patrząc na chłopca pyta: Piotruś, co się stało, skąd ta szrama na policzku? Chłopak z zawstydzoną miną odpowiada: To Arabowie mnie pobili…
Rzecz jasna, tę anegdotkę opowiadają sobie Francuzi, a nie Arabowie. Niezależnie od tego, co ona ujawnia, dobrego i złego, na temat „otwartości” narodowej Francuzów, ta historyjka nie mogłaby być powtarzana w Izraelu, z uwagi na dyskryminacyjny charakter polityki izraelskiej. Ale zachęca do refleksji nad pojęciem tożsamości, wizerunkiem siebie samego, ryzykiem związanym z zerwaniem ze swoją tożsamością, a także nad możliwością zmiany tożsamości, nad jej widoczną zależnością od innych.
[…] Tożsamość jest odpowiedzią na potrzeby psychologiczne, stałe i ahistoryczne, wspólne wszystkim ludziom, natomiast jej formy i odmiany zależą z jednej strony od danych naturalnych (płeć, kolor skóry, wzrost itp.), z drugiej zaś od warunków zewnętrznych, inaczej mówiąc, społecznych.
Człowiek określa swoją tożsamość przez codzienne doświadczenia i relacje z innymi. Nosi ją niejako i nie może bez niej żyć. Tożsamość jest warunkiem wejścia w komunikację z drugim człowiekiem.
🖇
[…] na początku lat 80. XX w. nie znałem jeszcze tego bezkompromisowego domagania się żydowskiej wyłączności w kwestii zbrodni nazistowskich. […] Ile osób zamordowali naziści w obozach koncentracyjnych, w obozach zagłady, dokonując
innych niekonwencjonalnych zbrodni?
I zawsze padała ta sama odpowiedź: 6 milionów. Kiedy wyjaśniałem, że moje pytanie dotyczy liczby wszystkich pomordowanych, a nie tylko liczby Żydów, moi rozmówcy wyrażali zdziwienie i rzadko który znał właściwą odpowiedź.
🖇
Nigdy nie miałem upodobania do przywoływania cierpień przeszłości i nie myślałem o rekompensacie za doznane krzywdy. Należę do tych, którzy usiłują raczej wyartykułować i zahamować, a przynajmniej zredukować nadmiar niesprawiedliwości czasów obecnych. Myślę też, że prześladowani i ofiary z przeszłości powinny ustąpić pierwszeństwa prześladowanym dnia dzisiejszego i prześladowanym jutra. Wiem dobrze, że historia staje się często areną, na której dochodzi do zamiany ról między myśliwym a zwierzyną, mocnym a słabym.
🖇
Utworzenie państwa Izrael, jego sukcesy wojskowe i ekspansja terytorialna pociągnęły za sobą większość obozu religijnego, który uległ przyspieszonej i radykalnej nacjonalizacji. […] Kiedy tradycja etyczna wewnątrzwspólnotowa łączy się z władzą religijną, narodową lub partyjną, nieodmiennie rodzi to głęboką niesprawiedliwość wobec tych, którzy nie wchodzą w skład tej wspólnoty.
🖇
W naszych czasach nie odnajdujemy prawie wcale protestów ze strony instytucji żydowskich skierowanych przeciwko aktom niesprawiedliwości popełnianych codzienne pod okupacją izraelską.
🖇
Dosyć znana anegdotka w stylu jidysz, pełna autoironii, piętnuje wewnątrzwspólnotowy charakter żydowskiej moralności. Matka Żydówka towarzyszy swojemu synowi zwerbowanemu do armii carskiej podczas wojny krymskiej. W chwili rozstania szepcze synowi do ucha: Zabij Turka, a potem usiądź spokojnie i coś zjedz. Dobrze, mamo – odpowiada syn. I nie zapominaj – dodaje matka – żebyś zawsze odpoczywał po każdym ataku, jak już zabijesz tych Turków! Tak mamo – odpowiada rekrut i po chwili wahania pyta: A jeżeli to Turek mnie zabije? Matka otwiera szeroko oczy ze zdumienia: A dlaczego on miałby ciebie zabić? Przecież nic mu nie zrobiłeś!
🖇
Zgodnie z duchem swoich praw państwo Izrael należy w większym stopniu do znakomitych osobistości niebędących Izraelczykami niż do ogółu obywateli, którzy to państwo zamieszkują. […] Jerozolima jest ich własnością. Nie muszą więc poznawać jej historii, geografii, ani uczyć się jej języków (hebrajskiego lub arabskiego), pracować tam, płacić podatków, czy broń Boże, zaciągnąć się do armii izraelskiej! Nie, wystarczy tylko, że przyjadą z krótką wizytą do Izraela, żeby uzyskać dowód osobisty, nabyć jakąś niewielką nieruchomość, zanim powrócą do swojej narodowej kultury i do swojego języka ojczystego, pozostając na wieczność właścicielami państwa żydowskiego. Co za szczęście urodzić się z matki Żydówki!
🖇
Być Żydem w Izraelu oznacza być obywatelem uprzywilejowanym, cieszącym się korzyściami odmawianymi tym, którzy nie są Żydami, zwłaszcza Arabom. Tylko Żyd może utożsamiać się z państwem, które nazywa siebie odbiciem żydowskiej tożsamości. Tylko Żyd może kupować ziemię, podczas gdy obywatel nieżydowski nie ma prawa jej nabyć. Tylko Żyd, nawet jeżeli przebywa w Izraelu tymczasowo i kiepsko posługuje się hebrajskim, może zostać zarządzającym Banku Izraelskiego, centralnego banku tego państwa, który nie zatrudnia żadnego obywatela izraelskiego o pochodzeniu arabskim. Tylko Żyd może zostać ministrem spraw zagranicznych i rezydować na stałe w osiedlu usytuowanym poza prawnymi granicami Izraela, obok sąsiadów Palestyńczyków pozbawionych praw cywilnych, tudzież suwerenności. Tylko Żyd może założyć osady na terytoriach, które do nas nie należą, może również poruszać się na terenie Judei i Samarii po drogach granicznych, gdzie miejscowi mieszkańcy – wewnątrz swojej ojczyzny – nie mogą przemieszczać się swobodnie. Tylko Żyd nie zostanie zatrzymany przy szlabanie drogowym, nie będzie torturowany, nikt nie będzie przeszukiwać nocą jego domu, nie stanie się przez pomyłkę celem strzału, nie ujrzy ruin swego domostwa, zburzonego przez pomyłkę… Wszystkie te działania, narastające od prawie pięćdziesięciu lat, są podejmowane wyłącznie wobec Arabów.
🖇
Czuję zmęczenie, czuję jak ostatnie liście rozumu opadają z drzewa naszych działań politycznych, pozostawiając nas bez osłony wobec kaprysów zahipnotyzowanych szarlatanów. Jednocześnie nie jestem filozofem metafizykiem, lecz historykiem, który podejmuje próby porównań, toteż nie mogę sobie pozwolić na taki zupełny fatalizm. Wierzę, że skoro ludzkość wyszła z XX w. bez wojny atomowej, wszystko jest możliwe, nawet na Bliskim Wschodzie. Warto przypomnieć słowa Theodora Herzla, tego historycznego marzyciela odpowiedzialnego za moją izraelską narodowość: „Jeżeli tylko czegoś naprawdę chcesz, to nie będzie to legendą”.
Shlomo Sand, Dlaczego przestałem być Żydem.
Spojrzenie Izraelczyka,
przeł. Iwona Badowska,
Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)
