czwartek, lutego 26, 2026

6027. Z oazy (CDXXIV)

Podleczoną duszę tym wyborem wersów rehabilitowałam. Kiełkujące niezdarnie niepewne siebie nadzieje karmiłam wierszem, by nabrały siły i pewności, że są jeszcze sny, które warto śnić. Definitywnie mogę już wrócić do prozy.

I bycie cząstką to wysiłek odmieniania przez przypadki:
Czujesz życie tego, co darzy prawdziwym życiem.

🖇

Kolejna myśl, wielkie ceregiele…
Bo nigdy nie widzimy tego, co myślimy.

🖇

Fałszywa nuta w czymś żywym
Jest ratunkiem dla jej życia; to wysiłek,
Aby się narodzić i przetrwać narodziny, wydarzenie życia.

🖇

A wiersze, choć napisane przez niego,
Były także wytworami słońca.
               Nie chodziło o to, czy przetrwają,
               Lecz o to, aby niosły w sobie
               Jakiś ślad bądź rys, jakieś bogactwo,
Choćby ledwie wyczuwalne
W ubóstwie słów, ubóstwie
Planety, której były częścią.

🖇

Nasze odczucie tych rzeczy zmienia się, zmieniają się rzeczy,
Nie jak w metaforze, ale w naszym odczuciu
Rzeczy. Tak właśnie odczucie przekracza każdą metaforę.

🖇

Bezlitosny wers? To te kilka słów.
Niech sobie brzmią i brzmią.

🖇

W pokoju świat jest dla mnie niezrozumiały;
Ale podczas spaceru widzę, że składa się on z trzech,
może czterech wzgórz i jednej chmury.

🖇

Byłem światem, przez który kroczyłem. A co widziałem,
Słyszałem lub czułem, pochodziło tylko ode mnie,
I odnalazłem tam siebie prawdziwszego, bardziej obcego.

🖇

Szedł sam w świetle księżyca,
Z chłodną niewiarą w sercu.
Kapelusz z szerokim rondem zasłaniał mu oczy.

🖇

Studium dwóch gruszek
     […] 
     Są żółtymi formami
     Złożonymi z krzywych linii,
     Które zaokrąglają się ku podstawie.
     Musnęła je czerwień.
     […] 
     Żółtość połyskuje.
     Połyskuje różnymi żółciami,
     Cytrusami, pomarańczami i zieleniami
     Rozkwitającymi na skórce.

    

🖇

Po dodaniu części są tylko części.

🖇

Porównuję siebie
Z wysokim drzewem.
Odkrywam, że jestem znacznie wyższy,
Bo sięgam słońca
Wzrokiem;
I sięgam morskiego brzegu
Słuchem.
Jednak nie podoba mi się
Sposób, w jaki mrówki pełzną
Do i od mojego cienia.

🖇

Nawet wszystkie noże ulicznych lamp,
Nawet dłuta długich ulic,
Nawet młotki kopuł
Czy wysokie wieże
Nie potrafią wyrzeźbić
Tego, co wyrzeźbić potrafi jedna gwiazda
Mrugająca w dzikim winie.

🖇

Racjonaliści w kwadratowych kapeluszach
Siedzą w kwadratowych pokojach i myślą,
Patrzą na podłogę,
Patrzą na sufit.
Ograniczają się
Do trójkątów prostokątnych.
Gdyby spróbowali rombów,
Stożków, zaokrągleń, elips —
Na przykład elipsy półksiężyca —
Racjonaliści nosiliby sombrera.

🖇

Zetknięcie gór, naszych ziem i morza —
Czy zdarzyło mi się stanąć i pomyśleć o tym punkcie?

🖇

Że noc jest tylko dekoracją dla nas, którzy
Jesteśmy doskonale wierni naszym osobnym jaźniom,
W bladym świetle, które rzucamy na siebie nawzajem.

🖇

Rozum niczego nie jest w stanie dać,
Nie umie odpowiedzieć pożądaniu.

🖇

Ćwiczenie w oglądaniu świata.
Na temat! Ale morze ogląda się tak,
Jakby to była improwizacja na fortepianie.

🖇

Ten zachmurzony świat, dzięki pomocy lądu i morza,
Nocy i dnia, wiatru i ciszy, stwarza
Więcej nocy, więcej dni, więcej chmur, więcej światów.

🖇

Zmienić naturę, a nie tylko idee,
Uciec od ciała i poczuć
Te uczucia, przed którymi wzdraga się ciało,
Uczucia otaczających nas natur,
Na przykład łodzi tnącej błękitną wodę.

🖇

Odpowiedź na moje pytania,
Milcząca, ostateczna rzeźba,
Wokół której cisza przylega do ciszy.

🖇

[…]  mowa nie jest ciszą, którą
Oczyszczono z brudu. Mowa to zabrudzona cisza,
A nie jakaś dźwiękowa imitacja.

🖇

Po definitywnym „nie” przychodzi jakieś „tak”,
Od którego zależy cały przyszły świat.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, ilustr. Judith Rothchild,
Jacek Gutorow (wybór, przekład i posłowie),
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)
seria this is NOT america #5

A ten, który słucha, […] 
Jakiś nikt, który widzi
Nic, którego nie ma, i nic, które jest.

🖇

Wiatr się zmienia tak
Jak kobieta pozbawiona złudzeń,
Ale wciąż zdolna do irracjonalnych uczuć.
Wiatr się zmienia tak
Jak kroki dumnych ludzi,
Jak kroki ludzi pełnych złości.
Tak się zmienia wiatr:
Jak ludzka istota, jak ciężka istota,
Której wszystko jedno.

🖇

Jestem tym, co mnie otacza.
     Kobiety to rozumieją.
     Nie jest się księżniczką
     Sto jardów od powozu.

🖇

Do wyjącego wiatru
     Jakiej sylaby szukasz,
     Vocalissimusie,
     W przestrzeniach snu?
     Wymów ją.

🖇

Mówi „nie” na „nie” i „tak” na „tak”. Mówi „tak”
Na „nie”; a mówiąc „tak”, mówi „żegnaj”.

🖇

🖇

To może przyjść jutro w najprostszym słowie.
Nieomal jak część niewinności, nieomal,
Nieomal jak czuła i prawdziwa część.

(tamże)

6026. 57/365

słyszysz‽ zoooostaw tę myśl! i tam­tą też puść!

57/365

Zwroty „Zostaw go!” i „Zostaw ją!” stały się na wiele różnych sposobów zasadą życiową, jaką kieruje się mama Messner. Zdanie jest a to wyrazem tolerancji, a to obojętności, a cza­sem mądrej rezygnacji.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

6025. W warzywniaku (XVII)

Jabłoń:
(podczas wczorajszej rehabki potrzebowała
kilku dobrych sekund, by w końcu odkryć to,
co dla Sadownika i Pati jest  o c z y w i s t o ś c i ą
od długiego czasu, że jest Drzewko… histeryczką
)

Jabłoń:
(podczas dzisiejszej rehabki,
po przemyśleniu swojej natury
)
Przez te wszystkie lata,
gdy ze mną pracujesz,
pół aureoli Ci wyrosło.

Pati:
Tylko pół?

Pati & Jabłoń:
(dobrą chwilę rechotały)

🍆

wtorek, lutego 24, 2026

6024. Z oazy (CDXXIII)

Du­szę leczyłam. Żadnym tam plasterkiem, maścią, tabletką czy kieliszkiem nalewki, lecz poezją. Tylko ona jest panaceum na całe zło. Tylko poezja daje radę utrzy­mać mnie na powierzchni, wzrusza ramionami i powtarza do znudzenia: oddychaj, drzew­ko, oddychaj

Zmusza, by zwolnić, by odczepić się od rzeczywistości, przestać nerwowo ściskać w dłoniach wiązkę niecierpiących zwłoki spraw, pozwolić światu, by kręcił się w swo­im tempie, by miał szansę sam o siebie zadbać. By złapać oddech i inną per­spek­ty­wę. Tym razem znów się udało.

Nie udało się utrzymać wszystkich ulubionych fragmentów. Rozlazły się i tu, i tam.

Niezliczeni przebywają w nas.
Kiedy myślę lub czuję, nie wiem,
Kim jest ten, który myśli lub czuje.
Jestem jedynie miejscem,
W którym się czuje lub myśli.

Ricardo Reis (heteronim F. Pessoa)

🖇

Nie wiem, kim jestem w moim śnie.
Nagle woda w porcie robi się przejrzysta
I widzę na dnie jak na ogromnym sztychu, który ktoś rozwinął
Cały pejzaż, szpaler drzew, drogę lśniącą w porcie
I cień okrętu starszego niż port, który sunie
Między moim snem o porcie i moim widzeniem pejzażu
I podpływa do mnie, wnika w moje wnętrze
I przepływa na drugą stronę mojej duszy.

🖇

Dusze zawsze w rozłące
A ciała to sen o moście
Nad brzegów pozbawioną otchłanią.
[…] 
Czas mija. Lecz sny moje moimi zostaną.

🖇

Drzewa, kamienie, góry tańczą we mnie zastygłe.

🖇

O ile jest lepiej w mgle i tajemnicy

🖇

Dane nam wszystkim, którzy żyjemy
Jedno życie przeżywane
I drugie — rozważane.
A jedyne, które dostajemy
Naprawdę, to to przełamane
Na prawdziwe i na oszukane.

🖇

W moich latach dziecięcych
Żyłem nieświadomie
Tylko po to, by to mieć
Dzisiaj w żywej pamięci.
 
Dzisiaj, owszem, czuję
To, czym wtedy byłem.
Życie, które wiodę, stworzyłem
Z tego, co przekłamuję.

🖇

Lecz każde spełnia Przeznaczenie —
[…] 
Tym samym boskim zrządzeniem,
Które sprawia, że droga jest.

🖇

Wciąż tkwi we mnie, z tą aurą zdumienia,
W którym dzieciństwo przetrwało,
Połowa tego uniesienia,
Którą mam, bo kiedyś je miałem.
[…] 
To coś w rodzaju marzenia,
Gdzie w środku rzeczywistość leży.

🖇

Dziś wiem, że jestem pustynią, gdzie Bóg
Miał kiedyś swoją stolicę zapomnienia.

🖇

Ciało jest cieniem odzieży
Kryjącej głębię istnienia
.
[…]  nic nie masz przy sobie
Poza tym, czym jesteś – swym ciałem.

🖇

[…]  zawsze mam jakieś rzeczy za sobą.
Czuję, jak wpatrują się we mnie brakiem oczu, i drżę.
[…] 
Skąd jestem obserwowany?
Jakie niezdolne do patrzenia rzeczy patrzą na mnie?
Kto z tego wszystkiego wyziera?

🖇

Moje uczucia już widziały Boga…

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
Michał Lipszyc (wybór, przekład, przedmowa i opracowanie),
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)

Takim go widzę
I jest, jaki jest.
Tak uczę oczy,
Jak wiarę mieć.

🖇

Ulica taka sama, prawie nic nowego.
     Lecz gdyby umiała, to by przemówiła:
„Tak się zmieniłam, a ciebie widzę takiego samego!”.
     Tak dusza pamięta, dusza zapomina.

🖇

Zdjąłem dostojność z duszą i ciałem,
W starą, spokojną noc się wycofałem —
Jak w pejzaż dnia, który kona.

🖇

Jest w Niepewnym oaza
[…] 
Coś upadło
I brzęknęło w nieskończoności.

🖇

Bo śmierć jest niczym, jest cieniem,
Życiem w samej pospolitości,
Które z jednego miejsca ktoś bierze
I w drugie miejsce przenosi
.

(tamże)

6023. 55/365

dotarło do mnie, że „moje” dwie domyślne pierwsze reakcje bez­wied­nie odzie­dzi­czy­łam. jedną* po Orzeszku, rodem z lat pięć­dzie­siątych XX wieku; drugą** po Białym Kruku, po­cho­dzą­cą z głębokich lat osiem­dzie­sią­tych minionego stulecia. od mo­men­tu, gdy sobie to uświadomiłam, je­stem cie­ka­wa trzeciej swojej pierwszej re­akcji, tej już tylko mo­jej, może naj­bar­dziej ade­kwat­nej do te­go, co mi się przydarza.

55/365

__________
  *   nie! mamo, dlaczego? bo nie! ale pró­bo­wa­łaś? nie.
 **  kurwa mać, szlag by to trafił!

Do kogo należy spojrzenie,
Które rzucają moje oczy?
Kiedy myślę, że widzę,
Kto wciąż się zajmuje patrzeniem,
Podczas gdy ja myślę?
Jakimi drogami zdąża
Nie mój smutny krok,
Ale realność tego,
Że mogę stawiać kroki?

Moje niepokoje lecą
Po schodach w dół.

Jest tyle rzeczy, które nie istniejąc,
Istnieją, uparcie istnieją
I uparcie są nasze, są nami…
[…] 
Nad duszą jałowe szybowanie
Tego, czego nie było i nie mogło być, a jest wszystkim.

Wsunąłem w głąb siebie ręce
I wyjąłem na dłoni serce
 
Potem tak na nie patrzyłem
Jak się patrzy na liść albo pyłek
 
Zdumiony patrzyłem z dreszczykiem
[…] 
 
Wiedząc, że w tym czasie dusza
Raczej snem niż życiem się wzrusza.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

Co mi się przyśni, co przemknie,
Co nie wychodzi, co tracę,
Jest jak gdyby tarasem
Nad czymś innym jeszcze.
I właśnie tamto jest piękne.

(tamże)

poniedziałek, lutego 23, 2026

6022. 54/365

na koń­cu bólu pękło coś we mnie. skromny plan z rozmachem zaczęłam realizować. wymaga ode mnie dyscypliny, uważności, by nie ustawać w dostrzeganiu prawdziwych cudów w tym, co jeszcze jest.

54/365

[…]  kiedy
Dla siebie samego nawet
W duszy ledwo istnieję,
Wszechświat nabiera innego znaczenia

Przyjdzie niejasne pragnienie,
Aby nigdy nic więcej nie było
W Życiu i we Wszechświecie
Oprócz tej ciemnej chwili,
Którą teraz jest moje życie.
 
Chwili uchodzącej
Do rzeki, która wciąż
Zapomina o swoim istnieniu,
Tajemnej przestrzeni
Między pustkowiami,
Której znaczeniem jest brak znaczenia,
Będącej dla wszystkiego niczym.
I tak mija czas.
Niefizycznie.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

[suplement 24.02.2026]
A ta radość tak subtelna jest
[…] 
Istnieje po prostu wszędzie
Lecz widać ją ledwo gdzie.
 
Są drogi i ta wielka Droga
[…] 
Wiedzie, skąd nikt wyruszać nie będzie
Tam, dokąd nikt się nie wybiera.

(tamże)

6021. Z oazy (CDXXII)

Hmmm. To książka, która cię rozjedzie. Precyzją, niemocą, dobrze trzymającym się stereotypem, którego ofiarą jesteśmy każdego dnia wszyscy, choć niektórzy bardziej, a niektóre jeszcze bardziej. Rozjedzie cię chciwością, która nie zna granic, oraz uprze­dze­nia­mi, których niektórzy nawet nie zauważają, bo mogą, bo ni­jak ich nie do­ty­czą. Tak, to wszystko podczas czytania tej lektury przynajmniej cię szturchnie w bok, a jeśli jesteś kobietą, przed oczami przemkną ci fakty z twojego życia, za­ska­ku­ją­co żywe, choć minęło wiele dziesiątek lat od tych wydarzeń.

A z drugiej strony jest Sadownik, który każdego dnia wybiera świat. Wybiera ten, w którym jestem ja. Mam szczęście należeć do mniejszości 20% kobiet z SM, któ­rych part­ne­rzy nie dają dyla, gdy tylko poznają diagnozę. Tak często jestem re­pre­zen­tant­ką mniejszości, że rzadko się dziwię, ale ten jeden jedyny raz należenie do mniejszości po prostu ratuje mi nie tylko jakość życia, ale i samo życie. Tak, mimo wszystko je­stem niebywałą szczęściarą. Nic nie opisuje precyzyjniej tego, co jest udziałem Sadow­ni­ka od lat niż ten akapit:

Pracę opiekuńczą, pracę troski podejmuje się często bezwiednie i z dnia na dzień. Nie odpowiada się na ogłoszenie z wyszczególnionym ze­sta­wem obo­wiązków, nie przechodzi się rozmów kwalifikacyjnych, nie odwiedza le­ka­rza medycyny pracy, żeby orzekł, czy ktoś się do tego zajęcia nadaje. Żad­nych benefitów, żadnych dodatków, żadnej pensji, składek, żadnego work-life balance, bo w domopracy jest się ciągle, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Nawet przez sen, bez szans na awans, w zasadzie bez możliwości rzucenia papierami, gdy ma się już dość.

Po latach od diagnozy jesteśmy o te lata mądrzejsi i, by Sadownik jak najrzadziej miał dość, żon­glu­je­my w miarę możliwości wytchnieniem, choćby tym najkrótszym.

🌱

Wybór fragmentów był arcytrudny. Zabrał mi kilka dobrych dnia — prawie się pod­da­łam, myśląc, że choroba zaczyna mi włazić do tej części mojego życia. Tym­cza­sem, co odkryłam później, trudność wynikała z faktu, że wybór, jakby go nie do­ko­nać, stanowi patchwork mig­nięć, błysków doświadczenia (najczęściej kobiecego), których nijak nie da się ułożyć według raz określonego klucza. Z tego powodu mogą wydać się chaotycznie, bez­myśl­nie rozrzuconymi tu i tam. Każdy jednak ma moc, którą chcę tu, pod ręką, mieć.

To cytowanie mogłoby nie mieć końca, bo do każdego fragmentu będziesz w stanie dopowiedzieć scenkę rodzajową z własnego lub bliskiej ci osoby życia. Taki lajf, taki klimat.

Troska jest wspaniała jako koncepcja, bardzo poręczna, dobrze się ukła­da w esejach filozoficznych […].

🖇

[…]  I do, I undo, and I redo […]  „Robię, cofam, przerabiam” to fraza, którą Louise Bourgeois zapisała też, aby zdefiniować swój proces twórczy i jed­no­cześ­nie niekończącą się rutynę codziennego życia, splot doświadczeń arty­stki będącej matką i żoną, kobietą. Wspinanie się po krętych, rdzawych scho­dach I do ma symbolizować energię, skuteczność, działanie, żeby wre­szcie na szczycie, tuż obok luster ze szczotkowanej stali, odnaleźć spokój. Wcho­dzenie po podobnych, ale wewnętrznych schodach Undo oznacza serie pomyłek, niepokój i rozpad. Odkryte schody trzeciej wieży — Redo — szu­ka­nie rozwiązania i parcie do przodu, do przodu.

🖇

Troska dobrze się układa w ustach, dlatego jest idealnym terminem po­li­tycz­nym. Można nią żonglować, można ją sobie i komuś obiecać, a po­nie­waż to tak wieloznaczne i nieprecyzyjne słowo, można potem uniknąć roz­li­czenia z tych obietnic. Bo jak stopniować troskę, jak ocenić poziom jej realizacji, jak ją egzekwować?

🖇

Troska nie jest żadnym tam nastawieniem moralnym ani emocją. To dziw­ne, wieloznaczne słowo. […]
     Słownik języka polskiego PWN […]. Dopiero na trzecim miejscu definiuje ją jako dbałość o kogoś lub zabieganie o coś. Można też przysparzać komuś trosk.
     A zatem dbanie o kogoś i martwienie się. Tak naprawdę to jedno zna­cze­nie, zazębiające się wysiłki, uroboros.

🖇

W świecie, w którym wszystko musi mieć stawkę i cennik, od lat mamy kło­pot z tym, żeby odpowiednio wycenić i uznać za ważną pracę, która ten świat reprodukuje. Pracownicy kluczowi, pracownice niezbędne otrzymują za swoją harówkę najniższe wynagrodzenia.

🖇

[Mierle Laderman Ukeles] zauważyła, że utrzymywanie czegoś w okre­ślo­nym stanie zajmuje od cholery czasu, a nikt tego mozołu nie za­uwa­ża, nie zastanawia się nad nim.

🖇

Troska bywa rzeczywiście żenująca w swoich rytuałach, bardzo nie­wy­god­na. Ale nie jest tylko tym. Jest też przecież pracą emocjonalną.
     Mówieniem do kogoś, nawet jeśli nie wiadomo, czy słyszy. Przytulaniem i trzymaniem za rękę. Tłumaczeniem. Czesaniem, nawet jeśli ten, kto wy­ma­ga opieki, nie przekracza progu sypialni. […]  spaniem na podłodze u czy­ichś stóp. Łączeniem skarpetek w pary. Chodzeniem do sklepu. Odpo­wia­da­niem po raz pięćdziesiąty drugi na te same pytania.
 
Jest podtrzymywaniem życia i wspieraniem.

🖇

[…]  męska troska jest uważana za cnotę, a żeńska – za oczy­wistość, powinność, naturalną i przyrodzoną.

🖇

[Carol] Gilligan nie chodziło o wyliczanie różnic, ale o zaakceptowanie faktu, że najzwyczajniej w świecie perspektywy kobiet i męż­czyzn są różne, a etyka troski ma światu do zaoferowania nie mniej niż etyka oparta na sprawiedliwości. Że męskość ustanawia się przez auto­no­mię, a żeńskość definiuje się przez przywiązanie.

🖇

Mężczyźni w trosce szukają porządku, chcą ją jakoś udoskonalić, zope­ra­cjo­na­li­zować, dodać jej znaczenia, myślą, że ją przemienią, przeorganizują, wytyczą na nowo, inaczej, lepiej, bardziej efektywnie, matematycznie, lo­gicz­nie. Kobiety ją podtrzymują wbrew rozsądkowi. Nie wiem, co ostatecznie jest bardziej buntownicze.

🖇

W XXI wie­ku kobiety są wciąż silniej stereotypowo kojarzone z troską. Męż­czyźni posługują się, jak to określa [[Joan] Tronto, przepustkami od troski udomowionej i intymnej, od klasycznie pojmowanych obo­wiąz­ków opie­kuń­czych, ponieważ kultura — tak się składa, że profesorka pisze rów­nież o tej, w której się wychowałam — oczekuje od nich innych form wkła­du w spo­łeczeństwo. […]  mężczyźninaprawiają, podtrzymują i utrzy­mu­ją codzienne życie z dala od niego”.

🖇

Mędrcy świa­ta, monarchowie od tysiącleci umniejszają intelektualną pod­miotowość osób płci żeńskiej, jednocześnie doceniając ich relacyjność. Na­wet niekoniecznie ze złej woli, po prostu są ludźmi, ich zachowania ukszta­łtowała ciągła ekspozycja na powszechne stereotypy kulturowe, a zgodnie z nimi kobiety są mniej kompetentne — za to ciepłe, sympatyczne i tro­skliwe.
     Nie ma tu sarkazmu, stereotypy płciowe to jedne z najgłębiej za­ko­rzenionych i najczęściej badanych uprzedzeń społecznych.
     Mężczyzna jest przebojowy, kobieta troskliwa.
     Kobieta to emocje, mężczyzna — rozum.
     Babka za kierownicą to powolna niezdara, mężczyzna pruje przez drogi, jakby się urodził z kierownicą w dłoni.

🖇

Niektórzy śmiali się, że jesteśmy tak głupie, że musimy razem chodzić do łazienki.
 
Chodziłyśmy razem do kibla nie dlatego, żeby się pochichrać, ani nie z po­wo­du przyjaźni papużkowo-nierozłącznej, tylko dlatego, że się bałyśmy kogoś, kto mógł nam do tego kibla wejść. Jakiegoś faceta.

🖇

Ponad sto lat po tym, jak Ludwik Rydygier pisał, że kobiety nie mają ani fizycznych, ani umysłowych predyspozycji do tego, by studiować me­dy­cy­nę, po tym, jak Gabriela Zapolska radziła kobietom, by nie filozofowały, bo zatracą swoją godność niewieścią, jeden z profesorów monotonnym głosem wmawiał nam, że my, dziewczyny, przyszłyśmy na studia znaleźć męża. […] 
     — No właśnie. — Profesor pokiwał głową. — Pan wiedział, a pani się na­uczyła.
     Jak gdyby istniał jakiś gorszy rodzaj wiedzy, nabyty, i lepszy, przy­ro­dzo­ny. Jak gdybym była kujonką, która uczy się na pamięć słownika wyrazów rzadkich (a nawet jeśli, to co z tego), a na chłopaka z ławki wyżej zna­jo­mość tajemnic wszechświata spłynęła wraz z wpisaniem mu w akcie urodzenia — syn.

🖇

Bardzo to celne naśmiewać się z dzieciaków i bardzo zabawne.
     […] 
     Bardzo zabawne. Bardzo zabawne, kiedy jesteś chłopcem.
     Nie bardzo zabawne, kiedy masz piętnaście, szesnaście, siedemnaście lat i twoją troską jest obsesyjna myśl: tylko nie zajdź w ciążę.
     Niektóre z nas zachodziły i później na ogół już nie widywałyśmy ich w szko­le. Inne zachodziły i jakoś sobie z tym radziły.
     A my, te, którym się udawało, wracałyśmy do domów pod bacznym okiem sąsiadek, znajomych i rodziny.
 
Tylko nie zajdź w ciążę.
     Tylko nie zajdź w ciążę.
 
Tylko nie zajść w ciążę.
 
A potem zajdź.
 
Kiedy zajdziesz w ciążę?

🖇

[…]  kto się komu z czym przydarzył.

🖇

Troska materializuje się w powszedniości: w wirującym bębnie pralki, w siatce pełnej zakupów, w koszu z obierkami, w rozrzuconych na podłodze klockach i fiolkach leków ustawionych na szafce. Można ją odnaleźć w zmę­cze­niu, w strachu, w zniechęceniu, w płaczu, w orga­ni­zo­waniu życia domowego i reagowaniu na potrzeby zależnych członków rodziny.

🖇

Od dziewcząt i kobiet oczekuje się okazywania i świadczenia troski, jak gdyby miały to we krwi, jak gdyby z tymi umiejętnościami przychodziły na świat. A przecież to nie jest wrodzone, opada na nas stopniowo.

🖇

Osoba odpowiedzialna za wynoszenie śmieci w domu to nie ta, która wy­no­si śmieci, tylko ta, która zauważa, że kosz jest pełen i trzeba coś z nim zro­bić. Osoba odpowiedzialna za zakupy to nie ta, która jedzie do sklepu al­bo wyciąga kartę z portfela, tylko ta, która się orientuje, że czegoś zabrakło, i wie, co, kiedy i gdzie trzeba dokupić.

🖇

Ideał troski jest więc aktem relacji, dostrzeżenia potrzeby i reakcji na nią, opiekowania się światem przez podtrzymywanie sieci po­wią­zań tak, by nikt nie został sam.
Carol Gilligan

🖇

Ludzie przez tysiąclecia dawali sobie radę bez lodówek, ale nie dawali sobie rady bez troski. Żaden krzepki chłop nie wniósłby żadnej lodówki na żadne piętro, gdyby ktoś go nie urodził, nie doglądał, nie wstawał do niego w no­cy, a potem nie pomagał mu w lekcjach.

🖇

Jak moi koledzy wykorzystywali ten czas, który ja przeznaczałam na czyn­no­ści domowe, doprawdy nie wiem. Gdybym miała ten czas, co oni, wyna­la­zła­bym, do kurwy nędzy, maszynę do wnoszenia lodówki na czwarte pię­tro. Wynalazłabym pokój na świecie.

🖇

Wiele kobiet uważa, że nierówności i dyskryminacja ich nie dotyczą, bo nie spotkały się z niesprawiedliwością, lekceważeniem czy przekraczaniem gra­nic. To możliwe, bo doświadczenia każdej z nas są inne. Ale świat nie jest jednakowo łaskawy dla wszystkich. Możemy mieć dobre ży­cie i jed­no­cześnie dostrzegać problemy, które dotykają inne kobiety. To też jest troska.

🖇

Najcenniejsza rada troski, jaką dostałam od koleżanki, dotyczyła powrotów do domu.
 
Trzy­maj w dłoni klucze tak jak kastet, między palcami, na sztywno.
     Celuj w oko.

🖇

Lubię sobie wyobrażać troskę jako chmurę, w której utrzymuje nas wszystkich zbiorowy i kruchy wysiłek osób troszczących się. Tam odbywa się naprawianie świata, cerowanie, sztukowanie ubytków. To szczególny rodzaj infrastruktury krytycznej […]

🖇

Od stu dwudziestu, stu, może pięćdziesięciu lat coś tam nam wolno, uczyć się, mieć zawód, czasem stosować antykoncepcję, jeśli nas na nią stać i ma­my dostęp do lekarza, możemy nawet nie zawsze wychodzić za mąż i nosić spodnie. Te nasze przywileje to ciągle niższe pensje (korygowana luka pła­co­wa w Polsce wynosi kilkanaście procent), to strach, kiedy się wchodzi z ob­cym mężczyzną do windy, to pytanie o możliwości prokreacyjne na roz­mowach o pracę, szczypanie, odmawianie leczenia, bo przecież możemy być w ciąży.
     Proces równouprawnienia nie odbywa się w próżni – przesuwają się gra­ni­ce męskości. Wykluczany jest konkretny typ męskości, a zmia­na, która nam daje trochę więcej przestrzeni, dla wielu mężczyzn oznacza osunięcie się znanego gruntu. I to tak strasznie boli.

🖇

Katarzyna Wojnicka, socjolożka zajmująca się męskością, przekonuje, że nie istnieje dyskryminacja mężczyzn – istnieje po prostu zmiana. Patriarchat przynosił mężczyznom korzyści, ale też nałożył na nich ciężar ról, z których trudno się uwolnić. W świecie, który się zmienia, wielu z nich doświadcza utraty statusu i zagubienia, choć dla tych emocji rzadko znajduje się język w debacie o równości.

🖇

Jeden z bardzo zresztą progresywnych znajomych mężczyzn opowiadał, że jego żona ma akurat dużo pracy, więc on sprząta w domu, zmywa i go­tuje.
     — Gratulacje, zbliżyłeś się do jakiejś jednej dwudziestej doświadczenia bycia kobietą — rzuciła znad ekspresu do kawy jedna z baristek. — Jak chcesz to poczuć jeszcze bardziej, mogę cię klepnąć po tyłku i na ciebie gwizdnąć, chcesz?
 
To są nieprzekładalne perspektywy.

🖇

[Jesienią 1913 roku Emmeline Pankhurst] powiedziała, że ludzie dokonali wprawdzie wspaniałych wynalazków, ale absolutnie zawiedli na polu zaj­mowania się życiem: to kobiety troszczą się o inne osoby, taka jest ich rola, w związku z tym jedynym sensownym kierunkiem jest emancypacja. Emme­li­ne domagała się wzajemności: skoro kobiety troszczą się o świat, świat nie powinien traktować ich wyłącznie jako elementu wyposażenia wnętrz, użytecznych przedmiotów, maszyn domowych. Ponieważ nie było to w roku 1913 dla wszystkich oczywiste, podkreśliła, że kobiety są jednak nade wszystko istotami ludzkimi.

🖇

[Silvia] Fe­derici pisała jednoznacznie: dom to żaden azyl, to fabryka bez ko­minów. Pracują w niej na kilka zmian kobiety, które gotują, sprzątają, od­ku­rzają, piorą, wycierają nosy, wysłuchują, pilnują odrabiania lekcji, opie­ku­ją się starszymi członkami rodziny. Wiele z nich równocześnie pra­cu­je za­wo­do­wo. Codziennie „produkują” gotową do pracy siłę roboczą, co­dzien­nie podtrzymują kapitalizm jak kariatydy troski, dzięki którym dzieci do­ra­sta­ją, chorzy zdrowieją, a zmęczeni nabierają sił. Bez ich niewidzialnej i dar­mo­wej pracy kapitalistyczna gospodarka po prostu by się załamała.

🖇

Przekonanie, że zacisnę zęby, pójdę spać później i wstanę wcześniej, nie do­piję herbaty, zrezygnuję z obiadu, ale za to dam radę ze wszystkim, pad­nę, powstanę i ułożę sobie wszystko, death or glory, just another story, jest w grun­cie rzeczy tylko neoliberalną kontrabandą.

🖇

Wiem, mogłam sobie to inaczej ułożyć, mogłam się przygotować, mogłam, mogłam, mogłam — znam te wszystkie argumenty, dobre rady, pan­ja­śnie­nia, świat mnie w nich ćwiczy od urodzenia, when men on the chessboard get up and tell you where to go.

🖇

Proszę się rozsiąść w późnym kapitalizmie, gdzie emocje i relacje stają się zasobami. Można je wybierać i nimi handlować, można sobie kupić trochę zainteresowania i troski, ilość zależy od zasobności portfela.

🖇

Za chwilę o każdego i każdą z nas
trzeba się będzie w jakiś sposób zatroszczyć.

Olga Gitkiewicz, Szyjąc,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Oczywiście, że chciałam być chłopcem.
     Tak mi się wydawało. Z czasem zaczęłam się orien­to­wać, że chodziło mi tylko o wyrównanie szans albo od­wró­ce­nie ról, które dopiero co zaczynałam roz­po­zna­wać. Chciałam móc być niegrzeczna. Ubrudzić się. Robić głupoty. Chciałam, żeby ode mnie nie wymagano, żeby mi się wciąż nie przyglądano z taką cierpką uwagą.

🖇

[…]  stój w kącie, a znajdą cię. Wciąż powtarzano mi, że powinnam w milczeniu, z pokorą czekać, aż ktoś poda mi rękę, wyciągnie z kąta, krytycznie obejrzy, odkurzy i może pod pewnymi warunkami mnie zaakceptuje. Nie rozumiałam tego jako dziewczynka, możliwe, że nie rozumiem nadal. Czego można się dowiedzieć o sobie i o świecie podczas stania w kącie?

🖇

No dobrze, te­raz to bym sobie czasem często postała w kącie.
     Sama.
     Tylko żeby mnie nikt nie znajdywał.

(tamże)

piątek, lutego 20, 2026

6020. Czekariat (CXXXIV)


fot. Pati, fragment.

W życiu, w tym prawdziwym – żadnych chronometrów, żadnego ścigania się, żadnych zawodów: kto szybszy, sil­niejszy, skoczniejszy i temu podobne, żadnych prze­gry­wa­ją­cych. W życiu — sami wygrywający.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

6019. Panna cotta (CLXXXIX)

Od dłuższego czasu umiem oglądać siatkówkę. Chwilę temu Häwwä zwróciła moją uwagę na Illię Malinina, a Sadownik poszedł za ciosem i nauczył mnie czerpać ra­dość z oglądania jazdy figurowej na lodzie.

Jestem ignorantką, dośc dumną. Nie odróżniam aksla od lutza. Nie mam pojęcia czym są ritbergery, flipy, tulupy czy salchofy, ale lubię brzmienie tych nazw. Inte­re­su­je mnie wyłącznie synchronizacja ruchu z muzyką. Niech do mnie dotrze, niech do mnie przemówi, niech mnie porwie.

No i trafiła się wczoraj muzyka, którą muszę mieć pod ręką. Można przy okazji po­ćwi­czyć tryb przypuszczający po włosku z moim ukochanym congiuntivo, gra­ją­cym po cichutku pierwsze skrzypce w warstwie słownej, bo reszta, wiadomo, o miłości.

Jackie Evancho, Se.

se tu fossi nei miei occhi per un giorno
vedresti la bellezza che piena d’allegria
io trovo dentro gli occhi tuoi
[…]
se tu fossi nel mio cuore per un giorno
potresti avere un’idea
di cio che sento io
[…]
se tu fossi nella mia anima un giorno
sapresti cosa sono in me
[…]
solamente...
amore...

6018. Z oazy (CDXXI)

To była dla mnie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w zeszłym roku. Prze­ga­pi­łam ją za młodu, bo ani nie byłam harcerką, ani przy ogniskach nie siedziałam, ani na zajęcia z języka polskiego moja dusza nie kwapiła się chodzić, choć ciało mu­sia­ło tam nie tylko bywać.

To była również pierwsza z najlepszych książek, jakie przeczytam w tym roku. Czy­ta­łam nieśpiesznie, kawałeczkami, które potem długo przeżuwałam. Ma­jąc z ty­łu gło­wy frag­men­ty biografii Stachury, co kilka stron nie­zmien­nie dochodziłam do wciąż te­go sa­me­go wnio­sku. Na­pi­sał tę książkę, ale chyba jej nie czytał, a z pew­no­ścią nie prze­czy­tał jej ze zro­zu­mieniem i czuciem.

Wydana po raz pierwszy w 1979 roku książka nie zestarzała się ani troszkę. Pierwsze trzy wybrane fragmenty pasują jak ulał do świata, w którym przyszło nam żyć w la­tach dwudziestych XXI wieku. Nie zmądrzeliśmy specjalnie przez ostatnie dekady. Raczej zrobiliśmy wiele kroków wstecz.

„Opanujemy przyrodę! Skolonizujemy kosmos! Wszystko nam będzie słu­żyć!” O, nieszczęśliwi szaleńcy, a kiedyż wreszcie spokojnie, szczęśliwie żyć zaczniecie? Wszystkie nieszczęścia, wszystkie wojny — przez was samych. Bezimienne nie macza w tym gigantycznym bagnie krwi ani czubka swo­je­go małego palca.

🖇

Ziemia i niebo wszystkich ludzi wy­ży­wią, i wszystkie stworzenia. Ale nie wyżywią samochodów, motocyklów, telewizorów, tranzystorów, ada­pte­rów, magnetofonów, wzmacniaczy, wyciskaczek, wyżymaczek, mikserów, koktajlerów, horendajlerów, setek tysięcy niepotrzebnych, naj­dzi­wacz­niej­szych przedmiotów, bibelotów, gadżetów, które nam przecież szczęścia nie przynoszą, a których jedyną prawdziwą funkcją jest to, że wzajem za­głu­sza­my się i zaduszamy. Ziemia i niebo nie wyżywią przede wszystkim ar­mat: ziemia i niebo nie są armatnim mięsem dla całej przerażającej sztuki militarnej, sztuki grzebalnej. I to, że tak jest, oczywiście też należy do nie­ska­la­ne­go porządku życia. Jeżeli nie zatrzymacie się, pozabijacie się, po­mor­du­je­cie się, jak już tyle razy, ale życie w tym udziału nie weźmie i ni­gdy nie brało.

🖇

Historia ludzkiej wiary cuchnie od milionów trupów pomordowanych w imię wiary, takiej, innej, czy jeszcze innej, nie ma znaczenia jakiej, bo wszystkie jednakie. Każda wiara poi się krwią, ocieka krwią, opływa krwią, ale niestety nie tonie w tej krwi, lecz rozkosznie pławi się, bo krew jest jej krwawym żywiołem. […]  Bo jest wiara w to, co oznacza się słowami: po­kój, szczęście, wolność, mądrość, które to słowa w ustach każdego wie­rzą­ce­go nie oznaczają nic więcej jak hałas i chaos, lęk i agresję, chci­wość i prze­moc, czego efektem jest obłudna lub jak najbardziej szczera lichwa tonami „ważkich” i imponderabilnych dewocjonaliów zamieniających się — kiedy co pewien czas biją na trwożny alarm dzwony masowego przekazu — w dzi­dy, łuki, miecze, karabiny, granaty, armaty, bomby, hekabomby i hekatomby.

🖇 🖇

Nie ma dziesięciu, nie ma dziewięciu, nie ma ośmiu, nie ma siedmiu takich książek, jak ta, we wszystkich bibliotekach, gdzie popychają się, potrącają wszystkie książki tej starożytnej i nowożytnej cywilizacji.

🖇

Oczywiście człowiek jest zawsze przede wszystkim sam swo­im naczel­nym oprawcą, ale można nieśmiało powiedzieć, że drudzy ludzie dzielnie mu w tym sekundują.

🖇

[…]  macie wszystko to, co chcecie mieć, i macie też wszystko to, czego nie chcecie mieć, bo lękacie się tego, unikając tego, zabezpieczając się przed tym, walcząc o to, żeby tego nie mieć — macie to w sobie, i nawet, „zwy­cię­ża­jąc” — też macie to w sobie, tak jak na każdym pomniku obok „zwycięzcy” figuruje „pokonany”.

🖇

Możesz robić tylko to, co chcesz zrobić lub to, czego nie chcesz zrobić i czego zatem nie robisz, a zatem robisz to, co chcesz. Nie możesz zrobić nic innego.

🖇

Świat nie powstał raz, raz na zawsze. […]  Świat powstaje codziennie, codziennie na nowo, codziennie całkowicie wręcz na nowo.

🖇

Bardzo wiele rzeczy ludzie mówią nie słysząc tego, co mówią. Kiedy ktoś oświadcza: „Musiałem to zrobić, nie miałem wyboru”, to po prostu nie sły­szy tego, co mówi. Gdyby słyszał, co mówi, powiedziałby: „Musiałem to zrobić, miałem wybór”. Bo kiedy ktoś coś musi, to na pewno ma wybór. I dlatego właśnie musi. Musi właśnie dokonać wyboru. Musieć to wybierać (poza tym nic się nie musi). Wybór jest przymusem. A wolność i przymus, czyż mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego?
     Wybór zawsze jest przymusem. Wybór zawsze jest rozdarciem. Kiedy masz choćby dwie rzeczy do wyboru (nie mówiąc o większej liczbie ele­men­tów) i masz wybrać jedną z nich, czyż nie jest to rozdarcie? Kiedy masz dwie rzeczy do wyboru, już ta sama sytuacja przed dokonaniem wyboru jest rozdarciem. […]  Gdyby była jedna rzecz, nie byłoby tej sytuacji, nie byłoby problemu.

🖇

Myśli, więc nie jest. Myśli, więc nie rozumie. Nie rozumie, czym jest być i czym jest dziać się.

🖇

Nieskończoność tego piekła tkwi w tym, że ponieważ ten człowiek nie widzi, że nie widzi, to jemu wydaje się, że on widzi! On myśli, że widzi, on wierzy, że widzi, on jest dogłębnie przekonany o tym, że widzi, on nie ma w tym względzie najmniejszej wątpliwości. On w ogóle nie zwraca na to uwagi.

🖇

Ale nie widzi się jasno, kiedy jest lęk. Kiedy jest lęk, nie ma jasnego swobodnego pa­trze­nia, a kiedy nie ma jasnego swobodnego pa­trze­nia, jest lęk i szaleją wymysły, i hulają demony.

🖇

Koło nie otwiera się ani się nie zamyka, lecz wtacza się od razu zamknięte. Pomiędzy przyczyną a skutkiem tkwi czas, to znaczy fabuła, historia, pa­mięć, telegraf bez drutu, za pomocą którego przyczyna i skutek wzajem kontaktują się, żeby pocieszać się, żeby oznajmiać sobie, że wszystko gra, niekiedy trochę nie gra, ale to przejściowe, w każdym razie postęp jest, postęp postępuje.

🖇

     — Czy kto szuka, znajdzie?
     — Kto szuka, żeby znaleźć, znajdzie to, czego szuka. Kto szuka, że­by zna­leźć, wie, czego szuka. Kto wie, czego szuka, wcale nie szuka. Kto szuka, że­by zna­leźć, już znalazł. Co znalazł? Znalazł to, o czym już wiedział, co już znał, co już w myślach miał. Co znalazł? Nic nie znalazł.
     Kto szuka, żeby znaleźć, nie znajdzie. Bo tego, co jest nieznane, co nowe, co całkowicie wręcz inne — nie da się szukać. […]  Może znaleźć to tylko ten, kto nie szuka, lecz sam jest szukaniem, stanem szukania, pasją szukania, rozdzierającą tęsknotą szukającą. Szukającą nie wiadomo czego. Wiatru w polu.

🖇

     — Niekiedy czuję w sobie jakiś jakby błysk jasności. Jakbym coś wiedział, ale nie wiem co; jakbym coś rozumiał, ale nie wiem co. To nie daje się w ża­den sposób zatrzymać ani nie można tego w żaden sposób wywołać czy przy­wołać. Co to może być?
     — To jest, rzecz jasna, błysk. […] 
     To się nie daje w żaden sposób zatrzymać ani nie można tego w żaden sposób wywołać, bo to jest od ciebie niezależne. […]  To świetlna drobinka, świetlny nieskończenie mały „punkt”. Nie ma nic mniejszego. I to jest naj­więk­sze, bezgraniczne, bez wymiaru. Nie ma nic większego. […]  Cokol­wiek o tym powie się, nie jest tym. Bo to jest poza słowami.

🖇

Bo w życiu nie ma dwu jednakowych źdźbeł trawy, dwu jednakowych liści, dwu jednakowych płatków śniegu, dwu jednakowych obłoków, dwu jed­na­ko­wych „bliźniaków” i tak dalej, tymczasem wszystkie Ja są identyczne, choć każdemu Ja wydaje się, że jest różne od Ja drugiego.

🖇

Jesteś naszpikowany sprzecznościami. Twoja istota to wręcz istota sprzeczności. Na pewno chcesz być tym, kim na pewno jesteś, ale oto jednocześnie bywasz niekiedy dla siebie nie do zniesienia.

🖇

     — Czym jest ruch?
     — Ruch jest materią.
     — Ruch też jest materią? Jak kolor, dźwięk, woń i smak?
     — I dotyk.
 
     — W jaki sposób ruch może być materią? Jaka to materia? Jaki rodzaj?
     — Ruch jest materią pomiędzy przeciwieństwami. Prze­ci­wień­stwa są jednym.

🖇

Posłuchaj. Potrzeba nie może być nigdy do końca za­spo­ko­jo­na, bo „za­spo­ko­jo­na” potrzeba wywleka z siebie kolejne potrzeby niezaspokojone. To jest reakcja łańcuchowa. To jest łańcuch. Coraz dłuższy i coraz pokrętniejszy, i który nie może nigdy się od-łańcuszyć.

🖇

To nie są paradoksy. To są kwiaty 
nieznanej ci rzeczywistości.

🖇

Zawsze, kiedy tylko czułem, jak zbliża się, jak nadchodzi, jak nadciąga ta straszliwa czarna pusta chmura, ta straszliwa czarna dziura — na­tych­miast, w te pędy brałem się za jakąś robotę, za pranie, za cerowanie skar­pe­tek, za mycie naczyń, za sprzątanie, za porządki, za cokolwiek, za byle co, za byle wszystko albo wychodziłem z domu i zachodziłem do znajomych, albo szedłem do kina, albo jechałem gdzieś, w kraj, w świat, albo tysiące różnych rzeczy. […]  Ale może chodzi o to, żeby nie uciekać. Zawsze ucie­ka­łem i w efekcie nigdzie nie uciekłem. Więc może raz nie uciekać, wy­trwać z tą straszliwą czarną dziurą, z nią, przy niej, tuż obok, bardzo blisko, tuż-tuż. Bo przecież tylko tak mogę zobaczyć, czym ona jest.

🖇

Ale Ja to konflikt, to nieszczęście, to chaos, to wojna i Ja zdaje sobie niekiedy z tego sprawę i dlatego wymyśla przeciwieństwa w postaci przymiotników: idealny, doskonały, boski.

🖇

     — Ja sam zastawiam na siebie pułapki? Po co? Przecież to byłoby kom­plet­nym bezsensem.
     — Bo też Ja jest kom­pletnym bezsensem; Ja jest chaosem, ale można by powiedzieć, że jest arcygenialnym chaosem. Zastawia na siebie pułapki, wpada w nie, ale to wszystko istocie jego, esencji jego nie zagraża.

🖇

Błędne koło nie widzi, że jest błędnym kołem, bo nie może tego od środka zobaczyć. Zauważa natomiast niekiedy, że coś nie gra w jego maszynerii, słyszy jakiś odgłos, ocenia to jako zgrzyt i to je drażni, więc usiłuje usterkę usunąć, próbuje błąd naprawić. Naprawia, ale po pewnym czasie zgrzy­ta­nie znów powraca. Dlaczego? Bo naprawdę nie naprawił błędu. Dlaczego? Bo nie zna siebie, nie widzi siebie w całości, w pełni; nie widzi, że to, co uster­kę usuwa, samo jest zepsute; że to, co błąd naprawia, sa­mo jest błę­dem. Więc czym to wszystko jest? To wszystko oczywiście było-jest-bę­dzie cały czas błędnym kołowaniem wewnątrz błędnego koła.

🖇

     — […]  Tyle to i ja wiem.
     — Otóż posłuchaj. Tyle to ty nie wiesz. Chodzi o to, że właśnie nie wiesz. Nigdy naprawdę do samej głębi i w całej pełni, a raczej w całej próżni sobie tego nie uświadomiłeś. Nigdy nie poszedłeś tą drogą do samego końca.

🖇

     — Mówię, że nie chcę, a nie, że chcę.
     — Chcieć, a nie chcieć to jest to samo. Nie chcieć, znaczy chcieć nie chcieć. Chcieć czy nie chcieć, znaczy zawsze chcieć. Ty zawsze chcesz. Zawsze.

🖇

     — Co pozostaje?
     — Pozostaje wszystko. Całe bezgraniczne szczęście. Pozostaje żyć. Po prostu i cudownie: żyć. Nie: chcieć żyć, lecz: żyć. […]  Życie w lęku nie jest życiem. Prawdziwe życie i lęk nie chodzą pod rękę jedną drogą pod tym samym niebem, gwiżdżąc tę samą piosenkę. Żyć to po prostu żyć, ani chcąc, ani nie chcąc.

🖇

Wszystkie wiersze o miłości nigdy nie zamienią się w miłość. Wszystkie zasoby broni, wszystkie arsenały nigdy nie zamienią się w pokój planety.

🖇

Nie zdą­żyło ci być niewygodnie. Wcale tego naprawdę nie przeżyłeś, nie cho­dziłeś z tą niewygodą, nie przechodziłeś jej, nie przeszedłeś jej, nie prze­cier­pia­łeś. A tylko to może rozwiązać cały problem. Bo cierpienie ma głę­bo­ki sens. Cierpienie jest po to, żeby je przecierpieć i tym sa­mym je przekroczyć.

🖇

[…]  jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie. Głową w dół do krateru, na samo dno wulkanu.

🖇

[…]  w życiu, w prawdzie, w rzeczywistości — są same rzeczy niemożliwe, czyli same cuda, czyli same fakty. […]  zapach życia, skrom­niut­ki nie­znacz­ny zapach malutkiej stokrotki roznosi się po całym kosmosie. Gdybyś wi­dział, żyłbyś. Gdybyś żył, widziałbyś, czym jest to wszystko, skąd się wzięło, z jakiego niewysłowionego i niewiędnącego źródła; […]. Rozumiałbyś. I żyłbyś.

🖇

Te­go, co proste, nie zgaduje się. Proste się słyszy, proste się widzi, proste się dotyka. Więc nie zgaduj. Słyszysz lub nie słyszysz.

🖇

Jest oczywiste to, co nie potrzebuje być pamiętane i czego się nie zapomina, bo z pamięcią to nie ma nic wspólnego. Oczywistość jest nigdy nie wię­dną­cym kwiatem, pamięć zaś jest worem pełnym ran i blizn nigdy do końca nie zagojonych. Jest oczywiste to, czego nie można nauczyć się. Oczywiste się odkrywa, oczywiste się przeżywa. Oczywiste są wszystkie cuda, czyli wszystkie fakty: niebo, ziemia, woda, wszystkie żywioły, minerały, rośliny, zwierzęta, ptaki, ludzie jako fizyczność, jako materia, i jest oczywiste, że ktoś, kto nie widzi, skąd się to bierze, z jakiego źródła – nie może rozumieć, skąd się to bierze, z jakiego źródła […].
     Odkryciu oczywistości zawsze towarzyszy ogromna radość. Ogromna. Ta radość nie pochodzi z mikroświatka słów, dlatego jest ogromna. Od­kry­ciu oczy­wi­stości zawsze towarzyszy cudowna lekkość.

🖇

Któż w to wszystko uwierzy? Ale czy w ogóle da się w to uwierzyć? Nie da się. I niepotrzebne tu amen. Bo nie chodzi tu ani gdzie indziej o uwierzenie, ani o odwrotność, która jest tym samym. Chodzi o odkrywanie w sobie oczywistości, a każda oczywistość jest rewelacyjna w swojej nie­po­rów­ny­wal­nej prostocie, olśniewająca i tak strzeliście radosna […].

🖇

[…]  nie przestaniesz się nigdy cudownie dziwić i cudownie zachwycać, że to wszystko jest możliwe. I to wszystko – bez jednego słowa.

🖇

Wiel­kie mnóstwo rzeczy, o których na pierwszy rzut oka, powiedziałoby się, że nie mają żadnego znaczenia, mają właśnie to znaczenie, że służą do tego, żeby zauważyć, że nie mają żadnego znaczenia. […]  Wszystko jest ważne. Wszystko służy uwadze rodzącej żywego człowieka.

🖇

Zauważ to, co jest do zauważenia, i to wszystko. Nie ma nic ponadto do zro­bie­nia. A jeżeli niezdrowo roztkliwiłeś się, uświadom to sobie, bez po­tę­pia­nia siebie i bez usprawiedliwiania siebie. Uświadomiwszy to sobie, na­tych­miast przestaniesz niezdrowo roztkliwiać się i wrócisz do stanu, w któ­rym przejawy świata będą mogły do ciebie docierać.

🖇

[…]  za­pytuje cię: jak długo jeszcze zamierzasz człapać w miejscu lub kręcić się w kółko, lub polegiwać na kępach na ostatnich krańcach znanego ci już wystarczająco bagna […]?

🖇

Kiedy się raz przejrzało, już się nigdy nie wraca do ślepoty. Kiedy się raz usłyszało, już się nigdy nie wraca do głuchoty. Kiedy się raz zro­zu­mia­ło, już się nigdy nie przestaje rozumieć. […]  Bo życie nie prowadzi do śmierci. Nigdy. Śmierć prowadzi do życia. Nie ma odwrotnie. Taki jest nie­śmier­tel­nie żywy porządek życia.

🖇

Więc wystarczy tylko słuchać i chodzić z tym, co usły­szało się, jak z chu­ste­czką w kieszeni lub ze szczoteczką i pastą do zębów w pod­ręcz­nym bagażu. Cóż wam szkodzi posłuchać? Przecież waszego okrutnego trwania w usta­wicz­nym lęku o wszystko, waszego mniej lub bardziej luksusowego piekła nikt wam, poza wami samymi, nigdy nie odbierze.

🖇

Bo najłatwiej jest przegapić to, o czym
nie ma się zielonego po­ję­cia: życie.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

Mówić komuś „tak”, to mówić sobie „tak”; mówić komuś „nie”, to jeszcze raz mówić sobie „tak”. Tak to jest.

🖇

Albo to jest dla ciebie jasne, albo nie jest; albo to ro­zu­miesz, albo nie. Innych, kompromisowych roz­strzy­gnięć nie ma. Jeżeli rozumiesz – rozumiesz; jeżeli nie ro­zu­miesz – nie możesz nawet powiedzieć, że nie rozumiesz. […] 
     — Więc co mam powiedzieć?
     — A czy trzeba zawsze coś powiedzieć? Czy trzeba zawsze hałasować?

🖇

     — Ale czym jest naprawdę?
     — Naprawdę jest tym-co-jest.
     — Czym jest to-co-jest?
     — Tym, czym jest.

🖇

     — Kim jest mędrzec?
     — Mędrzec jest głupcem.
     — Jak? Nie dosłyszałem.
     — Mędrzec jest głupcem. Można śmiało i bezbłędnie tak powiedzieć.
     — Jakżeż to?
     — Głupiec widzi, że jest głupcem – i oto rodzi się mędrzec.
 
     — To wszystko?
     — To wszystko. Ale tobie wszystko nie wystarcza. Dlaczego? Bo tobie wszystko nie mówi nic.

🖇

Pochylić się nad sobą, pochylić się w sobie i uważnie wsłu­chać się w siebie, uciszyć rozum umysłu z ha­ła­su my­śli, ostudzić serce umysłu z fałszywego zapału uczuć, wydobyć się, wypaść z zakrzepłej, zatęchłej, zapadłej, prze­padłej koleiny schematu i biegiem na przestrzał przez bezpańskie pola, przez bezdroża, wertepy, ma­no­wce; dać się objąć, dać się ogarnąć przez życiodajną atmosferę obserwacji — to jest trudne. Tylko to jest trud­ne. Wszystko inne jest proste. Nie do wiary proste. Nie do wyobrażenia proste. Nie do wyśnienia proste.

🖇

     — Moje-niemoje ciało idące drogą i kamień przy­drożny, to jest to samo?
     — Najzupełniej.

🖇

I nie ma żalu, bo nie ma draśnięcia, nie ma rysy, nie ma rany, którą zostawia po sobie ku pamięci chwila nie­cał­ko­wi­cie przeżyta. I nie ma lęku.

🖇

Słowa zawsze padają, pytania zaś się stawia, a odpo­wie­dzi się pojawiają same, ponieważ odpowiedzi są we właściwych i właściwie postawionych pytaniach […].

🖇

Się wie, że się spotkamy. U „końca” twojego czasu. Wszyscy się spotkamy u „końca” wszystkich czasów. Na bezgranicznej, niepowtarzalnej i nieprzemijalnej, nie­śmier­telnie żywej łące życia.
     Dokładnie tu, dokładnie teraz.

(tamże)

czwartek, lutego 19, 2026

6017. Czekariat (CXXXIII)


fot. Pati.

[…]  to, do czego nie da się iść, żadną drogą, to tylko może przyjść samo, samoistnie, lekko, łagodnie, swobodnie, niesione własnym powiewem, nie chciane, nie przywoływane, nie wymodlone, bez naj­mniej­sze­go wy­sił­ku ze strony kogokolwiek […].
     Ty nie możesz tego ogarnąć, w żaden sposób, nijak, nigdy. To natomiast może ciebie objąć. Wtedy, kiedy poprzez czystą, nagą, nie­wartościującą obserwację poznasz, czym są twoje pragnienia i sprze­ci­wy, to znaczy pragnienia i pragnienia, gdyż sprzeciw jest oczywiście też pragnieniem, kiedy zaobserwujesz spokojnie, jak powstają, dlaczego, po co i jak w ogóle funkcjonuje ten cały mechanizm, wtedy i tylko wtedy bę­dziesz mógł zostać ogarnięty, przygarnięty przez prawdziwy wymiar wszystkiego.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lutego 16, 2026

6016. W warzywniaku (XVI)

Sadownik:
(pół godziny po tym,
jak „choinka” opuściła ul
)
Czujesz ten zapach?

Pati:
Zmiany?

Sadownik:
Strachu!

Jabłoń:
(udaje, że nie rozumie,
o co chodzi
)

🍆

6015. W warzywniaku (XV)

alternatywny tytuł wpisu:
6015. wynosimy choinkę (III)

Dziś ostat­ni — tak jak pierwszy: niepełny — dzień z „choinką”. Na 943 dni zamieniła nasz duży pokój w coś na kształt strychu. Złożony stół utknął pod ścianą. Krzesła w większości wyniosły się do piwnicy. Wszystko, co niezbędne do rehabilitacji zo­sta­ło upchnięte po kątach. „Choinka”, a na niej ja. Od rana do rana, dzień po dniu, to­wa­rzysko, gospo­dar­sko, życiowo wciąż na choince.

Było wiadomo, że do starej wer­sji łóżka nie wrócę już nigdy. Zapadła więc decyzja.

Cywilnego łóżka nie zmieniliśmy. Nastąpiła wymiana jednego materaca w sypialni na stelaże i dwa niezależnie wyginane na pilota twarde materace. Pierwsze próby wyrywania się na szerokie wody lepszego stanu fizycznego zakończyły się prze­pro­wadz­ką na czas nocny. Potem kilka sinusoid, nieoczekiwanych pików, punktów z ze­ro­wą war­tością drugiej pochodnej i mamy to! „Choinka” wyszła. Poszła. Wyniósł ją, czyli łóżko rehabilitacyjne, pan z wypożyczalni.

🍆

Zmienimy też łóżko. […]  Marzę o stelażu na pilota. Nie trzeba podkładać poduszek do czytania, można podnieść zmęczone nogi.
     – Trochę to szpitalne – powątpiewa Piotr.
     – Luksusowe. – Znalazłam w necie materac zamiast na­sze­go siennika.
     Chudość ma tę wadę, że spanie na boku obija kości.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

niedziela, lutego 15, 2026

6014. Czekariat (CXXXII)


fot. Pati, fragment.

Pomiędzy rozwianiem się jednej twojej myśli, a wychynięciem ze studni pa­mięci kolejnej twojej myśli — są w tym murze szczeliny, szpary, przer­wy, lu­ki, dziury. To trwa ułamki sekund, ale to wy­star­czy, bo te ułamki sekund do czasu nie należą, są poza czasem. Podczas tych przerw jest z tobą kon­takt. Poprzez te szpary jest z to­bą po­ro­zu­mie­nie. Przez te szcze­li­ny wnika w cie­bie oczywistość i spotyka się z oczy­wi­sto­ścią w tobie będącą. Przez te szcze­li­ny wnika głos dzwoneczka i budzi to, co w tobie śpi. […]
     W te szczeliny siewca sieje.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

6013. Z oazy (CDXX)  // Panna cotta (CLXXXVIII)

Wczoraj ruszył przedostatni etap akcji wynosimy choinkę. Dziś jest 942. dzień, gdy „choinka” została wniesiona i zainstalowana w ulu. Przez wszystkie te dni zdążyła otor­bić się masą przydasiów i niezbędników, które musiałam mieć pod ręką.

Wczoraj rzeczy zaczęły wracać na swoje, zapomniane już prawie, miejsca. Wynosząc do biblioteki stosik książek, wpadła mi w ręce ta historia. Przypomniało mi się, jak mnie rozczarowała, gdy pojawiła się w choinkowym świecie. I co z tym fantem zro­bić? Odstawić na półkę z książkami Auto­ra? A może dać jej szansę? Dałam. Nie po­ża­łowałam.

Dlaczego mnie kiedyś — przy pierwszym czy drugim czytaniu — rozczarowała, po­dej­rze­nia mam, ale pewności nie. Dziś to na bank piękna historia nie tylko o od­na­le­zie­niu siebie i swo­jej drogi, ale przede wszystkim o zmianie perpektywy; o zmia­nie sposobu pa­trze­nia na świat, na to, co nas otacza, na to, co nam się przydarza.

Nella penombra di una soffitta polverosa tappezzata di ragnatele, viveva una coppia di topi e il loro unico figlio Matteo.
     In un angolo, fra mucchi di vecchi giornali, pile di libri sfasciati, una lampada rotta e quella che una volta era stata una bambola, c’era il gia­ciglio di Matteo.

W półmroku zakurzonego poddasza, wyłożonego pajęczynami, mieszkała para myszy wraz ze swoim jedynym synem, Matteo.
     W kącie, pomiędzy stosami starych gazet, stertami zniszczonych książek, zepsutą lampą i tym, co niegdyś było lalką, znajdowało się posłanie Matteo.

🖇

I topi erano poverissimi e il piccolo Matteo era la loro unica speranza. An­da­va bene a scuola e chissà... forse, un giorno, sarebbe diventato un me­di­co famoso e tutta la famiglia avreb­be potuto mangiare del vero par­mi­gia­no a colazione, pranzo e cena. Ma quando si chiedeva a Matteo cosa av­reb­be vo­lu­to fare da grande, lui rispondeva: «Non so, voglio vedere il mondo».
Myszy były biedniusieńkie i mały Matteo był ich jedyną nadzieją. Dobrze radził sobie w szkole i kto wie… może pewnego dnia zostanie sławnym lekarzem i cała rodzina bę­dzie mogła jeść prawdziwy parmezan na śniadanie, obiad i kolację. Ale kiedy pytano Matteo, kim chciałby zostać, gdy dorośnie, on odpowiadał:
     – Nie wiem, chcę zobaczyć świat.

🖇

Un bel giorno la maestra condusse Matteo e i suoi compagni al Museo d’Arte. Era la prima volta.
Pewnego pięknego dnia nauczycielka zaprowadziła Matteo i jego kolegów do Muzeum Sztuki. To był pierwszy raz.

🖇

I topini erano muti di stupore alla vista di tante meraviglie. […]  i sassi e rami che si inchinavano al vento, case e montagne, cavalli e persino dei leoni. «Qui c’è il mondo intero» pensò Matteo.
Myszki oniemiały z zachwytu na widok tych wszystkich cudów. […]  kamienie i gałęzie kłaniające się wiatrowi, domy i góry, konie, a nawet lwy.
     – Tu jest cały świat – pomyślał Matteo.

🖇

Il topino vagò di sala in sala. Era tanto assorto nella contemplazione di tut­ti quei capolavori che neppure si accorse di essere rimasto solo. Non che li capisse tutti. Ve n’era uno che a prima vista sembrava la crosta bru­ciac­chia­ta di una torta, ma poi, a guardarlo bene, appariva un topo con tanto di giacca e pantaloni.
Myszek błąkał się od sali do sali. Był tak pochłonięty kontemplacją tych wszystkich ar­cy­dzieł, że nawet nie zauważył, kiedy został sam. Nie żeby rozumiał je wszystkie. Był tam jeden, który na pierwszy rzut oka przypominał przypieczoną skórkę od ciasta, ale potem, gdy przyjrzeć mu się uważniej, ukazywał mysz w marynarce i spodniach.

«Non sono meravigliosi questi quadri?»
     – Czy te obrazy nie są zachwycające?

🖇

Quella notte Matteo fece uno sogno strano […].
     Mai in vita sua Matteo era stato così felice.

Tej nocy Matteo miał dziwny sen […].
     Nigdy w życiu Matteo nie był tak szczęśliwy.

🖇

Matteo si svegliò di soprassalto. Era nella soffitta […].
     Il suo giaciglio gli apparve in tutto il suo squallore.
     I suoi occhi si riempirono di lacrime.
     «Come è brutto il mondo!» pensò.

Matteo obudził się gwałtownie. Był na poddaszu […].
     Jego posłanie wydało mu się przeraźliwie nędzne.
     Oczy napełniły mu się łzami.
     – Jaki ten świat jest brzydki! – pomyślał.

🖇

Ma ecco che, come per magia, tutto cominciò a cambiare: le forme si abbracciarono teneramente, i colori emersero dal disordine e acqui­sta­ro­no una vividezza nuova.
     Perfino i giornali accartocciati sembravano soffici e morbidi e Matteo parve udire le note di una melodia famigliare che giun­ge­va­no da lontano.

Ale nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko zaczęło się zmieniać: kształty czule się splotły, kolory wyłoniły się z nieładu i nabrały nowej wy­ra­zi­stości.
     Nawet pogniecione gazety zdawały się puszyste i miękkie, a Matteo odniósł wrażenie, że słyszy płynące z oddali dźwięki znajomej melodii.

🖇

«Mamma, papà!» gridò, sopraffatto dall'emozione. «Lo so, ora lo so! Farò il pittore!»
     – Mamo, tato! – wykrzyknął, przepełniony emocjami. – Wiem, teraz już wiem! Zo­sta­nę malarzem!

🖇

Matteo divenne pittore. Lavorava e lavorava. Felice, riempiva grandi tele con i colori della sua gioia.
Matteo został malarzem. Pracował i pracował. Szczęśliwy, wypełniał wiel­kie płótna ko­lo­ra­mi swojej radości.

🖇

[…]  i topi venivano da tutto il mondo per vedere e comprare i suoi quadri. «Meno male che non è diventato medico» disse papà topo fra un boccone di parmigiano e l’altro.
[…]  myszy przyjeżdżały z całego świata, żeby oglądać i kupować jego obrazy.
     – Całe szczęście, że nie został lekarzem – powiedział tata mysz, przeżuwając kolejny kęs parmezanu.

Ora il quadro più grande di Matteo […].
     Quando qualcuno gli chiede il titolo del quadro, Matteo sorride e, come se ci pensasse solo allora, risponde: «Il titolo? Il sogno di Matteo».

Teraz największy obraz Matteo […].
     Kiedy ktoś pyta go o jego tytuł, Matteo uśmiecha się i – jak gdyby dopiero co go wy­my­ślił – odpowiada:
     – Tytuł? Sen Matteo.

Leo Lionni, Un sogno di Matteo,
Bababum di Babalibri, Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

*

sobota, lutego 14, 2026

6012. Ystävänpäivä

W Polsce jest ewidentnie zbyt mało głęboko zaburzonych ludzi, więc sieć drogerii wymyśliła dzień kochania siebie — był wczoraj — no kup sobie, kup! Dziś dowie­dzia­łam się, że jutro dzień singla. Nie jestem pewna, czy to dobre sposoby na odzy­ski­wa­nie wspólnotowych odruchów. Ale nie o tym.

W środę Rysia, podczas rehabilitowania mojej ręki, opowiedziała mi o jednej ze swo­ich ostatnich lekcji hiszpańskiego, która odbyła się dobrą chwilę przed ser­dusz­ko­wym szaleństwem, ale w temacie owego święta. I? Po hiszpańsku grupa czytała, że Finowie uczynili Walentynki świętem arcyinkluzywnym, obchodząc w tym dniu Dzień Przyjaciela. Zachwycił mnie ten pomysł, a potem zobaczyłam zapisaną nazwę tego dnia i wiedziałam, że nie chcę zgubić tego tak pięknie zapisanego „dwusłowa”.

🌱

/w jęz. fińskim/
ystävänpäivä
Dzień Przyjaciela

Dziś świętuję po fińsku.

czwartek, lutego 12, 2026

6011. Czekariat (CXXXI)


fot. Pati, fragment.

Widzisz, słyszysz, ile się słyszy, kie­dy się słucha? Słuchać to słyszeć, słyszeć to widzieć, widzieć to wiedzieć, wiedzieć to być.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

środa, lutego 11, 2026

6010. Czekariat (CXXX)


fot. Pati, fragment.

the only true wisdom is in knowing
you know nothing
[…]
embrace the storm
you are something, but not nothing
past is not a chain, but a thread
pull it and it may lead you home
begin where the light no longer reaches
where no path has yet been made

   —  Ilia Malinin

Ilia Malinin, Winter Olimpics 2026.

*

Asaf Avidan, The Ball.

Alan Mayer, The Smell of the Sea (theme).

Sergiu-Dan Mureșan, Code Duello.