poniedziałek, czerwca 29, 2026

5157. 180/365

uzna­nie czegoś za bezdyskusyjnie należne, za oczywistość, za­bi­ja. ukręca łebek poczuciu szczęścia, że to i tamto przytrafiło mi się dziś*, zostało zwyczajnie podarowane przez los. uka­tru­pio­ne po­czu­cie szczę­ścia nie stanie się źródłem wdzięczności, a tylko dzięki niej życie w każdej chwili ma szansę stać się cudem.

180/365

_________
   *   choć kolejny dzień żyję niczym pies na łańcuchu, przy wiatraku, to kawa, lektury i rysik są dla mnie nie­powta­rzal­ną okazją, by cieszyć się przywilejami: życia, smakowania i czytania.

[…]  gdy próbuję zrozumieć, jak działa życie — i dlaczego nie­któ­rzy ludzie lepiej radzą sobie z przeciwnościami losu niż in­ni — wracam do czegoś, co ma związek z mówieniem „tak” ży­ciu, czyli z miłością do życia, nie­za­leż­nie od tego, jak bardzo jest ono niedoskonałe, oraz miłością do siebie samej, nie­za­leż­nie od tego, jak się ją odnajduje. Nie na zasadzie „ja ponad wszystko”, co jest przeciwieństwem życia i miłości, ale z de­ter­mi­nacją łososia, by płynąć w górę strumienia bez względu na to, jak rwący jest nurt, ponieważ to twój stru­mień

Zdarzają się momenty, kiedy wszystko idzie tak źle, że ledwo żyjesz, i chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że lepiej ledwo żyć na własnych warunkach, niż wieść rozdęte półżycie na cudzych.
     Takie dążenie oznacza niewszystko albo nic”, tylkowszystko ORAZ nic”. Jak każda opowieść o wyprawie i poszukiwaniu.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz
być normalna
?, przeł. Kaja Gucio, Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

5156. Z oazy (CDLVIII)

Koralik. Widzimy się zwykle raz na kilka miesięcy. Ona zagoniona, ja zajęta. Czę­ściej rozmawiamy przez telefon, by zsynchronizować przeżywane właśnie chwile. W piątek przytomnie stwierdziła, że synchronizujemy przede wszystkim zachwyt lekturami. Wymieniłyśmy się tytułami, książkami, wrażeniami. Od soboty Ona na urlopie, ja pod wiatrakiem. Połknęłam tę historię, rzuciwszy na chwilę rozgrzebane książki.

Uwzględniony przy wyborze wyimków klucz był prosty: bez spojlerowania! Finał tej opowieści zacny i godny.

„W kwestii akania — mówi autorka, Ewa Wieżnawiec — folklo­ry­ści, pisarze i hydrologowie są całkowicie zgodni: język białoruski jest jednym z najpowolniejszych i najswobodniejszych za­ra­zem języków na świecie, bo białoruskie rzeki płyną nie­spiesz­nie w rozległych dolinach, a białoruskie mokradła i spokojne je­zio­ra rozlewają się szeroko a leniwie. Sami Białorusini również nie ma­ją się dokąd spieszyć ani czego skrywać w myśli czy rozmowie — i dlatego ufnie, otwarcie akają”.
     W białoruskim akaniu — dodam z praktyki translatorskiej — jest też nieustające zadziwienie światem, jak w polskim słowie gapie, gdzie „a” rozdziawia się szeroko jak otwarte usta. Jest namysł, cza­sem przechodzący w dłuższą zadumę, i jest zaproszenie roz­mów­cy do wspólnej refleksji — zamiast polaryzacji, wymiany poglądów i zwykle, właściwie domyślnie, podejmowanej przez Polaków wy­mia­ny argumentów (ze sporym potencjałem eska­la­cyj­nym, bo prze­cież racja musi być po jednej tylko stronie). […]  I wreszcie „a?” na końcu zdania funkcjonuje trochę jak angielskie question tag, pytanie rozłączne (nieporadnie tłumaczone na polski archaicznie brzmiącymi „czyż nie?” albo „nieprawdaż?”) – otwiera przestrzeń łagodnej interakcji, zaproszenie do potwierdzenia lub wy­pra­co­wa­nia wspólnej, akceptowalnej dla wszystkich obecnych pozycji.

I jeszcze na sam koniec, na wypadek gdyby ktoś spod kamienia zamamrotał o Kresach: to nie jest książka o kresach, ale o środku świata […]. Ciut niefajnie nazywać czyjeś ziemie „kresami”, wy­świech­ta­ną połą dawnego państwa o kolonialnych ambicjach, kra­i­ną dalekich pociotków i mitycznych utraconych majątków. Hej, ogarnijmy się — nie ma żadnych Kresów, jest XXI wiek.
     Żywie Biełaruś!

Małgorzata Buchalik

🖇 🖇

Alkoholizm, jak zresztą każdy kunszt, ma swoje tajemnice i wymaga wpra­wy. […]  Alkoholicy zawsze widzą świat od ciemnego spodu. Żeby utrzy­mać się na powierzchni, nie wolno dopuszczać do wzrostu poziomu krwi w alko­ho­lu, inaczej wszystko robi się nieznośne. Taka to choroba.

🖇

Białorusini to mało emocjonalna nacja, twarze jak w zespole Möbiusa. Ani żywe, ani martwe. Jak woda w ustach. Jak palenie mokrego. Jak ciche lato. Ludzką twarzą porusza 68 mięśni.
     Może tutejszym nie chce się napinać wszystkich tych mięśni przy każdej minie czy uśmiechu. Zresztą przeszkadza to najwyżej turystom, dla lo­kal­sów niech będzie. […]  W kulturach nastawionych na przetrwanie mimika musi pozostać szczątkowa.

🖇

Ryna nosiła w głowie mapę śmierci. Starą mapę, mniej więcej od 1920 ro­ku. Babcia pamiętała, gdzie kto zginął czy umarł, na jakim uroczysku i jak go znaleziono, i co się o tym mówiło. Przeżyła dwie wojny i dziewięć róż­nych władz, i nie żałowała wnuczce opowieści. Ryna czuła się, jakby sama żyła sto drugi rok i nosiła w głowie i mapę śmierci, i drzewa genealogiczne całych wsi […]. Często myślała, czemu los zdarzył tak, że w swoim słusznym już wieku nie zna się na niczym pożytecznym, że w wielkim, bogatym i barw­nym świecie niczego się przez ostatnich dwadzieścia lat nie dorobiła, za to ciągle lubi taplać się w tym, co przeżyła w tej biednej, zapomnianej krainie w pierwszych dwudziestu latach życia. I czy aby nie to było przy­czy­ną jej klęski: ani rodziny, ani domu, ani zawodu, za to dojrzały alko­holizm.

🖇

A kamień nabierze siły. Musi mu starczyć sił, póki nie wymrą nad nim wszyscy durnie i woda nie zmyje z niego o tego o paskudztwa, farby.
     — A pod wędrujący kamień?
     — A wędrujący kamień sam sobie pójdzie albo zakopie się w ziemię, już ty się o niego nie martw. Na Biestryksie, jak nie wiesz, był folwark […]. I ten kamień to tak z pół metra na rok wędrował. […]  A ten kamień jeszcze sobie stąd pójdzie, wspomnisz moje słowa.

🖇

Alkohol natychmiast zmienił świat na lepsze i misja nie zdawała się już taka straszna. Ryna wyjęła z torby zawiniątko Nataszy i wyszeptała:
     „Słuchaj, babciu. Podaj to tam, sama już wiesz komu […]”.
     Nawet jeśli nie wierzysz w „nauki”, strasznie jest podawać coś na tamten świat przez posłańca. […]  Ale ten przedmiot miał swojego właściciela i mu­si do niego wrócić. […]  Jak to mawiał Orka Barenbojm: nie wierzę w boga, ale wiem, że on jest.

🖇

🖇

[…]  wstrząsnęła nią nieodwracalność tego, co się stało. Usiadła na kłodzie pod drewutnią i się rozpłakała. Nic już nie można zrobić. Szlajała się po świe­cie, z dala od tego, co ważne. Może i koślawe, kruche, na wpół martwe, ale swoje, jedyne ważne naprawdę.

🖇

A czyta wciąż słabo, bo nie zna rosyjskiego. Czasami wraca i opowiada Rynie:
     — Ot, durnie! Napisali: uwaga, wilki lezą! No lezą, od tego są wilki!
     — Babciu, to „wałka liesa”. Wyrąb lasu, tak się to pisze po rusku.
     — Sama wiem, jak się pisze po rusku. Co za czasy, przy każdym wilku teraz postawią tabliczkę!

🖇

[…]  ich przyjaźń przetrwała tylko do czasu, kiedy dziewczynki zaczynają interesować się chłopcami i kiedy świat łamie dziewczynki i składa je na nowo w gotowe już do użytku kobiety. Z tym że Rynę świat ani myślał ła­mać i składać, bo od początku była ni przypiął, ni przyłatał. […]  Chciała być dziewczynką, którą lubią i matka, i chłopcy, i Natasza.
     Ale wszystko na nic, jak zwykle.

🖇

Kto to wymyślił, że niby wilk jest szary? Wilk zbiera wszystkie barwy póź­nej jesieni: jeden włosek ma jak mokry piasek, drugi jak biały mech, trzeci jak glina, czwarty jak mokra olszyna, piąty jak torf, a wszystkie razem niby niepozorne, ale kiedy słońce zagra na wilczej sierści, wilk mieni się ko­lo­ra­mi jak ósmy cud świata. Ryna i wilk długo patrzyli na siebie […].

🖇

     — Babciu, czego ona chce? Czemu […]? I nikt nie chce się ze mną przy­jaź­nić? Czemu my tak żyjemy? Przecież jak jesteś wiedźmą i wszystko możesz zrobić, to zrób tak, żeby nas lubili.
     — Nie będą nas lubić.

🖇

Moja babcia pomagała wszystkim, o cokolwiek prosili […]. Tylko nikogo już nie poważała. Ani boga, ani diabła, ani człowieka. Co za różnica, mówiła, Niemcy, Ruskie, Polaki czy Białorusy? Jedna cholera — wszystko durne chłopy.

🖇

Oj, jak żeśmy się czasem z nim kłócili. A dziś, gdyby tylko kto mi zwrócił Orkę, chuchałabym na niego i dmuchała.

🖇

🖇

[…]  człowiek w nieszczęściu powinien być jako trzcina,
a w wierze jako cedr.

🖇

Nie było już na kim się mścić. Żaden człowiek nie jest wart nienawiści dłużej niż przez pięć minut.

🖇

     — Cześć, Ałoŭnikaŭ. Długo jeszcze będziesz tutaj siedział? — spytała.
     — O, Rynka-landrynka. A jak mnie znalazłaś?
     — Zawsze wiedziałam, gdzie jesteś.
     — Mówiłem ci, żebyś trzymała się ode mnie z daleka. Sama widzisz, jak kończą ci, którzy podchodzą zbyt blisko.
     Spojrzała w jego twarz, pierwszy raz tak po prostu patrzyła mu w twarz, bez zaczepki, uników, nadziei, głodu czy pragnienia.

🖇

[…]  raz jeszcze łyknęła z małej butelki. Była w niej sześć­dzie­się­cio­pro­cen­to­wa wódka z zimowych jabłek. Jeden łyk takiej wódki robi z ciebie lwicę.

🖇

     — At, jakoś to będzie. Wiesz, co powiedziała moja babcia? „Święte źró­dło, które odkopią złodziej, moczymorda i dziewica”.
     — No, kto tu kradnie i kto pije, wiadomo. Ale dziewica?

Ewa Wieżnawiec, O wilku mówiono w izbie,
ilustr. Aleksandra Konarska, przeł. Małgorzata Buchalik,
Wydawnictwo KEW, Wrocław-Wojnowice 2025.
(wyróżnienie własne)

Nie ma świecie francy gorszej niż człowiek. Jak człowiek poczuje krew i zysk, nic już nie zrobisz. Koniec!

(tamże)

niedziela, czerwca 28, 2026

6155. 179/365

jak rozmawiać z tęsknotą? namolnie gada do mnie pauzami, niemocą, chwy­ta za gardło, patrzy niewidzącymi oczami, nie­obecność i bezruch uparcie wpycha mi w dłonie.

jako jedyna w ulu nie narzeka na wściekły upał za oknem.

179/365

6154. Z oazy (CDLVII)

Były cza­sy, gdy w ulu, który wtedy był przytuliskiem, wybuchały niemające końca dyskusje z odłamkami w czasie i przestrzeni. Skończyły się jakiś czas temu.

To książka z kategorii must read. Nie, nie napisała jej rozhisteryzowana zwo­len­nicz­ka antysemickich teorii spiskowych. Autorka jest drugą kadencję specjalną spra­wo­zdaw­czy­nią ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. „Prawy” kraj (usa) na­ło­żył na Nią sankcje, jest niezbyt mile widziana w Niemczech czy Francji. Nie tylko Polska ma wielopiętrowe problemy z prawem, symetryzmem czy zwykłym skur­wy­syń­stwem.

Ta książka jest o pięknych, mądrych ludziach, o wartościach, o człowieczeństwie. O wszystkim, co dziś niemodne, ale niezbędne, by czuć się człowiekiem godnym swojego życia.

Fusy wrażeń po tej lekturze długo nie mogły opaść — nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę zawartość tej książki. Trwało to dziesięć razy dłużej niż jej czytanie. A po­tem przyszedł czas zdumienia, czyli przyglądania się, jak układają się względem sie­bie wyimki, jak jeden usuwa dwa, a czwarty zmienia porządek kilku innych. Dyna­mi­ka tego zjawiska wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą.

[…]  kluczowe elementy prawa są i muszą być zrozumiałe dla każ­de­go z nas, ponieważ każdego z nas dotyczą.

Musimy otworzyć oczy i zobaczyć, z czym naprawdę mamy do czy­nie­nia.
     Nawet najbardziej wyrafinowani eksperci od podwójnego ję­zy­ka nie mogą dłużej zaprzeczać prawdzie o tym, co się dzieje w Pa­le­sty­nie. W lipcu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Spra­wie­dli­wo­ści uznał ponad wszelką wątpliwość, że trwająca od 1967 roku okupacja Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Je­ro­zo­li­my jest nielegalna i Izrael musi się całkowicie i bezwarunkowo wy­cofać z tych terenów.

Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, bezstronność staje się obo­wiąz­kiem zmuszającym nas do opowiedzenia się po stronie prawa, spra­wie­dliwości i ofiar. Bezstronność to odwaga, by sta­nąć w obro­nie tego, co słuszne, dać głos tym, którzy zostali uciszeni lub po prostu zignorowani, i walczyć z nadużyciami nękającymi nasz świat.

Jak to możliwe, że prawda stała się kłamstwem, a kłamstwo prawdą?
     Na to szerzące się zło, które chciałoby nas wszystkich przekonać lub po prostu pokonać, musimy odpowiedzieć świadomością i dzia­ła­niem. Wiedza jest podstawową bronią, ponieważ stanowi naj­lep­szą obronę przed manipulacją, wyzyskiem i oszustwem; dzia­ła­nie powinno być jej naturalną konsekwencją.

Chcę tu opowiedzieć o Palestynie tak, jak jej doświadczyłam: nie jako aktywistka, ale jako ktoś, kto najpierw trafił do tego świata zaciekawiony inną kulturą, a później patrzył na niego prawniczym okiem.

Dziesięć osób, dziesięć historii, które splatają się z życiem i twa­rza­mi innych — włącznie ze mną, członkami mojej rodziny, sprze­daw­czy­nią z irlandzkiego marketu i dziećmi przychodzącymi zrywać owoce morwy koło naszego domu w Jerozolimie — i zadają py­ta­nia, na które tak trudno dać dziś odpowiedź.

Bardzo wierzę, że możemy odnaleźć się wszyscy razem jako ludzka rodzina, że odkryjemy na nowo prawdziwe i głębokie znaczenie so­li­darności; łacińskie słowo solidum przywołuje właśnie ideę czegoś całego, niepodzielnego, kompletnego, w przeciwieństwie do tego, co jest rozdrobnione lub zepsute. I jako jedno ciało powinniśmy się zje­dnoczyć, spotkać i stawić opór. Solidarność w tym ujęciu staje się „polityczną odmianą miłości”, jak mądrze zauważyła ame­ry­kań­ska rabinka Alissa Wise.
     W pojedynkę jesteśmy delikatni jak skrzydła motyla, ale zje­dno­czeni — solidni i solidarni — możemy przetrwać burzę. To nie jest fantazyjna hiperbola, to zasada fizyki zwana efektem motyla. Każdy nasz najmniejszy gest okazuje się machnięciem skrzydeł, które uruchamia łańcuch konsekwencji […].

Ta długa podróż pozwoliła mi poczuć tętniący puls wielu spo­łecz­no­ści poszukujących sprawiedliwości, prawdy, godności i lepszej przy­szłości ponad różnicami.

Francesca Albanese 

🖇 🖇

Historia pisana jest przez zwycięzców, którzy często bywają rzeźnikami. […]  Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom opresji i odmowy używania rozumu.

🖇

Nazywanie Palestyńczyków ogólnie „Arabami” – co się często zdarza w iz­ra­el­skich podręcznikach szkolnych i w mediach głównego nurtu na ca­łym świecie – przyczynia się do zaprzeczania ich tożsamości narodowej, gdyż może insynuować, że Palestyna nie istnieje, a sami Palestyńczycy są tu tymczasowymi gośćmi lub, co gorsza, wymysłem.

🖇

Wychodzimy z założenia, że istnieją różne instrumenty prawa między­na­ro­do­we­go służące ochronie ludzi, głównie traktaty dotyczące praw człowieka, a w sytuacjach konfliktów zbrojnych — prawo humanitarne. Instrumenty te zostały przyjęte po dwóch wojnach światowych po to, aby zmniejszyć okrucieństwo konfliktów i w jak największym stopniu chronić ludność cy­wil­ną przed horrorem wojny, lecz sprawiają one coś jeszcze: podnoszą jed­nost­ki — a zatem nie tylko (lub już nie tylko) państwa — do rangi pod­mio­tów prawa w sferze międzynarodowej.
     Prawa człowieka nie zostały nam dane w prezencie: każde z nich jest wynikiem walki i osiągnięć jednostek takich jak my. Handel nie­wol­ni­ka­mi został zniesiony dzięki ruchowi abolicjonistycznemu; apartheid i se­gre­gację rasową pomogły zdelegalizować batalie toczone przez ruchy oby­wa­tel­skie; poczyniliśmy znaczne postępy w zakresie praw pra­co­wni­czych, praw kobiet, dzieci i osób o różnorakich odmiennościach. Droga do praw człowieka nie jest jednak wyłącznie pasmem zwycięstw, a praca nie do­bie­gła końca. Przypomina nam o tym czas, w którym żyjemy.

🖇

Liczba palestyńskich dzieci zabitych w ciągu piętnastu lat (od 2008 do wrze­śnia 2023) była przerażająca: ponad tysiąc czterysta. Każde z nich, każdy z tych małych wszechświatów został na zawsze wymazany. Od 7 paź­dziernika 2023 do marca 2025 te i tak już makabryczne liczby wzrosły dzie­się­ciokrotnie: w ciągu siedemnastu miesięcy zabito ponad siedemnaście ty­się­cy dzieci, w tym ponad tysiąc niemowląt, których życie zostało prze­rwa­ne, zanim nauczyły się raczkować, mówić, bawić.

🖇

Konflikt wymaga dwóch w miarę porównywalnych ze sobą stron. Izrael i Palestyna nie są takimi stronami: Izrael jest oku­pan­tem, a Palestyna stro­ną okupowaną, Izrael jest kolonizatorem, a Palestyna stroną ko­lo­ni­zo­wa­ną, pozostającą w stanie strukturalnej podrzędności i bę­dą­cą ofiarą sy­ste­mu kontroli i segregacji. Nie, to nie jest konflikt dwóch stron; w naj­lep­szym razie można go postrzegać jako konflikt z człowieczeństwem.

🖇

Mit rasy nie został bynajmniej wymyślony przez Hitlera, ale to on uczynił z niego polityczny sztandar zniszczenia i eksterminacji. To czarna du­sza w bia­łym przebraniu, która unosi się nad nami przez pięćset lat kolonizacji, począwszy od 1492 roku. Wydarzenie, które przedstawiono mi w dzie­ciń­stwie pod nazwą „odkrycie Ameryki”, w rzeczywistości oznaczało początek końca dla tysięcy ludów zamieszkujących amerykańskie kontynenty.

🖇

Prawdziwe jest stwierdzenie, że przed syjonizmem istniała w Pale­sty­nie społeczność żydowska (stanowiąca wówczas 10 lub nieco mniej procent całej populacji); prawdziwe jest stwierdzenie, że większość Żydów, któ­rzy udali się do Palestyny przed ustanowieniem Państwa Izrael i bez­po­śred­nio po nim, zwłaszcza ocalonych z Holokaustu, nie miała do wyboru innych op­cji, ponieważ wiele krajów zachodnich nie zechciało ich przyjąć; tysiące lu­dzi, którym wymordowano rodziny i zniszczono społeczności, znalazło się zatem bez schronienia. Tak samo prawdziwe jest stwier­dze­nie, że wielu Izraelczyków mieszkających dzisiaj w koloniach na Za­cho­dnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie, zajmujących domy i ziemie Pa­le­styń­czyków, ma amerykańskie, belgijskie, francuskie, australijskie lub ka­na­dyj­skie na­zwi­sko i akcent. Niejednokrotnie ani oni, ani ich rodzice nie uro­dzi­li się w Iz­ra­elu, lecz pochodzą z miast, w których często i chętnie prze­by­wa­ją. I choć mieszkają za granicą, zachowują własność lub kontrolę nad nie­ru­cho­mo­ścia­mi na okupowanym terytorium, przyczyniając się do sy­ste­ma­tycz­ne­go wywłaszczania Palestyńczyków.

🖇

[…]  z silnym australijskim akcentem powiedział: „Witamy w Izraelu!”.
     — W okupowanej Palestynie. Ta część tutaj to oku­po­wa­na Pa­le­sty­na — odparłam z powściągliwym uśmiechem.
     — Palestyna nie istnieje, to jest Izrael — odpowiedział z irytacją w głosie.
     W tym momencie Ibrahim idący obok mnie zapytał go z ożywieniem:
     — A jeśli Palestyna nie istnieje, to kim ja jestem?
     — Ty nie istniejesz — odpowiedział bez mrugnięcia okiem mężczyzna, któ­ry po latach miał się okazać przywódcą jednej z najbardziej agre­syw­nych organizacji osadniczych.
     Nieświadomie natknęliśmy się na człowieka, który już dawno siedziałby w więzieniu, gdybyśmy żyli w sprawiedliwym świecie.

🖇

Niektórzy uważają, że wiedza nie jest procesem nabywania, ale stop­nio­wego odsłaniania, wyzwalania się z uprzedzeń. […]  po­wie­dział mi [Omar Barghouti] wprost:
     — Nie myśl, że jesteś całkowicie wolna od uprzedzeń rasowych!
     — Wiem — odpowiedziałam mu. — I tak, usunęłam je. A właściwie to usuwam je krok po kroku, jakbym warstwa po warstwie obierała cebulę.

🖇

[…]  ponieważ Izrael definiuje się jako „państwo żydowskie”, krytykowanie go jest antysemityzmem, i nie ma tu znaczenia, czy istnieją udo­ku­men­to­wa­ne naruszenia prawa, które można przypisać Izraelowi, czy nie. Takie po­dej­ście jest szkodliwe i nie byłam ani pierwszą, ani jedyną osobą, która tak twierdzi. Jak często powtarzał mi Alon [Confino (1959–2024)], mylenie krytyki Państwa Izrael z antysemityzmem jest bardzo ry­zy­kow­ne zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla samych Żydów, po­nie­waż my­śle­nie w tych kategoriach powoduje natychmiastowe koja­rzenie wszyst­kich Żydów z Państwem Izrael. Tak przecież nie jest.

🖇

W Palestynie dzieje się dokładnie to, czego zabrania między­na­ro­do­we prawo. […]  w świetle prawa międzynarodowego izraelską okupację należy uznać za nielegalną.

🖇

[…]  zapomnieliśmy już, że Nelson Mandela poszedł do więzienia pod za­rzutem terroryzmu i odsiedział w nim prawie trzydzieści lat i że dopiero w 2008 roku Stany Zjednoczone usunęły jego nazwisko z czar­nej listy ter­ro­rystów. Zapomnieliśmy, że w oczach nazistów włoscy par­ty­zan­ci byli ter­ro­ry­stami i że w mechanizmie ciemięzca–ciemiężony każdy może być po­strze­ga­ny przez jednych jako terrorysta, a przez innych jako bohater.
     Niestety, opór wyraża się czasami przemocą, a zwykle im więcej prze­mo­cy pojawia się w ucisku, tym gwałtowniejsza staje się odpowiedź.

🖇

Właściwe słowa to wstęp i przygotowanie do sprawiedliwego działania. Dlatego są ważne. […]
     Izrael mówi o „nakazach ewakuacji”, „strefach chronionych”, ale język międzynarodowego prawa humanitarnego został tu postawiony na głowie, użyty na odwrót, aby usprawiedliwić działania woj­sko­we i zbrodnie wo­jen­ne, wymazać podstawowe zasady zachowania dyscypliny i ochrony lud­no­ści w czasie konfliktu zbrojnego: rozróżnienie między cywilami a wojskiem, konieczność wojskową, proporcjonalność.

🖇

[…]  od lat palestyńskie i izraelskie organizacje praw człowieka błagają świat o to, by położył kres okupacji, aneksji i apartheidowi.
     Ileż jest arogancji w postawie nas, ludzi Zachodu, wobec kultur i słów, któ­rych znaczenia, korzeni i istoty nie rozumiemy. Arogancji szeroko roz­po­wszech­nio­nej we wszystkich kręgach, od dziennikarstwa po środowiska aka­de­mic­kie i oczywiście — i najsilniej — polityczne. Ta arogancja przy­czy­ni­ła się do tego, że człowieczeństwo Palestyńczyków stało się nie­wi­docz­ne, a ratunek dla nich jeszcze bardziej odległy.

🖇

Wszyscy wiemy, że od 7 października 2023 roku do teraz zabito ponad sie­demnaście tysięcy dzieci, w tym tysiąc poniżej pierwszego roku życia, ale narracja o palestyńskich terrorystach trwa nadal. Śmierć sie­demnastu tysięcy dzieci nie wzbudziła zainteresowania polityków pod­po­rząd­ko­wa­nych izraelskim interesom i współodpowiedzialnej prasy. Taka jest rzeczywistość Palestyńczyków w 2025 roku. I trzeba ją zobaczyć. A następnie się jej sprzeciwić.
     Wielu z nas walczy z tym ludobójstwem i towarzyszącym mu mil­cze­niem. W tej walce kluczowe jest zdobycie wiedzy i uczciwego spojrzenia.

🖇

Dla setek tysięcy Palestyńczyków, których, począwszy od 1948 roku, za­czę­to więzić w Strefie Gazy, Żydzi okupujący ich ziemie to kolonizatorzy. Od naj­wcze­śniejszych dni istnienia Państwa Izrael z bronią w ręku utrzy­my­wa­li oni ziemie odebrane prawowitym właścicielom, używając w cha­rak­te­rze przyczółków kibuców, które wielu ludzi za granicą postrzegało jako klej­not w koronie wielkiego socjalistycznego modelu nowo powstałego pań­stwa żydowskiego.
     Tę bolesną historię, która nigdy nie doczekała się zadośćuczynienia i na­pra­wy, Palestyńczycy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Należy przypomnieć, że ich wywłaszczanie rozpoczęło się na długo przed 1948 ro­kiem, podczas trzydziestolecia brytyjskiej kolonizacji (1920–1948). Bry­tyj­czy­cy sprzyjali falom migracji, które sprowadziły do Palestyny wielu eu­ro­pejskich Żydów uciekających przed prześladowaniami i pragnących zbu­do­wać nowe życie na „ziemi przodków”. Tyle że ziemia ta była już za­miesz­kana, a myśl o wypędzeniu jej mieszkańców od początku jasna dla ówczesnych przywódców syjonistycznych.
     Jak można nie uczyć tej historii czy oczekiwać, że ludzie o niej po prostu zapomną?

🖇

Słowa używane do demonizowania Palestyńczyków — „ludzkie zwierzęta”, „nie ma niewinnych cywilów”, „nawet dzieci nie są niewinne” — to­wa­rzy­szą bezkarnej polityce przemocy, będącej echem haniebnej prze­szło­ści, o któ­rej nam, Europejczykom, bardziej niż komukolwiek in­ne­mu nie wolno zapomnieć.
     Powiem bez ogródek: zaprzeczanie powadze tych działań to zamykanie oczu na trwające ludobójstwo. Na zbrodnię, która wymagała pil­nej mo­bi­li­za­cji społeczności międzynarodowej, co niestety dotąd nie nastąpiło, po­nie­waż dziś, podobnie jak wczoraj, zanim powstrzyma się ludobójstwo, trzeba je dostrzec.

🖇

Widoczne zwłaszcza na Zachodzie pragnienie zachowania nar­ra­cji „ne­u­tral­nej” i pozbawionej sporu o prawdę doprowadziło do utrwalenia nie­sprawiedliwości i cierpienia, z pominięciem tego, co Palestyńczycy od za­wsze mówią i czego się domagają.

🖇

Jedną z najbardziej błyskotliwych idei, jakie znalazłam w jego tekście, jest za­proszenie do otwarcia oczu na ryzyko „paradoksu humanitarnego”, to zna­czy takiej możliwości, że interwencje humanitarne wbrew intencjom ich twórców kończą się wspieraniem okupacji wojskowej, zamiast się jej prze­ciw­sta­wiać. Eyal Weiz­man uważa bowiem, że interwencja w celu sko­ry­go­wa­nia konsekwencji pewnych decyzji podjętych przez siły oku­pa­cyj­ne w ja­kiś sposób zwalnia Izrael z odpowiedzialności, także prawnej, po­zwa­la­jąc mu na przekierowanie zasobów na inne cele, a jednocześnie czyni okupację bardziej „skuteczną” i lepiej tolerowaną przez opinię publiczną.

🖇

Jak to możliwe, że dzieje się coś takiego, skoro na papierze każdemu przy­słu­gu­je tak wiele praw? To pytanie silnie rezonuje wśród palestyńskich dzieci, jest wołaniem o sprawiedliwość, która często wydaje się nie­osią­galna. […]
     Jak powiedziała mi czternastoletnia Wadia: „Strach przed śmiercią nie powstrzymuje cię przed śmiercią: powstrzymuje cię przed życiem”.
     Tak wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  dzieci, które spotkałam tamtego lata, wykazały się niezwykłym przy­wią­zaniem do podstawowych wartości, przede wszystkim miłością do nauki. […]  mówili mi o wielkim głodzie wiedzy i gorącym pragnieniu dobrej przyszłości.
     Tak również wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  zanim rodzicom udało się przedostać do Egiptu, kiedy wiedziała, że bra­ku­je im jedzenia, że żyją pod gradem kul i bomb i mogą zginąć w każdej chwi­li. Powiedziała mi jednak, że ilekroć mogli się słyszeć przez telefon, jej ojciec pytał tylko:
     — To co teraz malujesz?
     Malak [Mattar] na początku nie rozumiała:
     — Ale jakie to ma znaczenie, tato?
     Kiedyś jej to wyjaśnił:
     — Jesteś tam z jakiegoś powodu, Malak. Musisz malować nasze życie, na­szą walkę, wszystko, przez co przechodzimy. Jesteś artystką, a więc sta­no­wisz nasz głos.
     Powiedziała, że nigdy nie zapomni tych słów. Ocalały z ludobójstwa pro­si ją, by swoją sztuką dała głos temu, czego doświadcza jej lud.

🖇

Jak mówi afroamerykańska edukatorka i aktywistka Mariame Kaba, nadzieja jest dyscypliną. A ja pozwolę sobie dodać, że nadzieja mo­że i powinna stać się predyspozycją, nawykiem, czymś, co uwa­ża­my za niezbędne i do czego jesteśmy tak przywiązani, że nie możemy się bez niej obejść, niezależnie od naszej logiki czy rozu­mo­wa­nia.
     Nawet jeśli czasem łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

🖇

Refaat Alareer zginął w izraelskim nalocie 6 grudnia 2023 roku wraz z bra­tem, siostrą i czwórką dzieci. […]  Miał czterdzieści cztery lata.
     […] 
     Palestyńczycy upamiętniają Refaata białymi latawcami. Jest to na­wią­za­nie do jego wiersza If I Must Die.

Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz żyć,
aby opowiedzieć moją historię,
sprzedać moje rzeczy,
kupić kawałek materiału
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem),
by jakieś dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc prosto w oczy nieba,
czekając na tatę, który odszedł w płomieniach —
i nie pożegnał się z nikim,
nawet ze swoim ciałem,
nawet z samym sobą —
zobaczyło latawiec, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący wysoko,
i pomyślało przez chwilę, że jest tam anioł
przynoszący z powrotem miłość.
Jeśli muszę umrzeć,
niech to przyniesie nadzieję,
niech to będzie historia
.

🖇

Kiedy ludzie są wezwani do zaangażowania się na rzecz praw człowieka, my­ślę, że muszą to robić właśnie z ra­dy­kal­nie ludzkiej pozycji: ale ra­dy­kal­nie otwartej, widzącej dobre i złe czyny bez potrzeby oddzielania „do­brych” ludzi od „złych”. Możliwe jest przyjęcie każdego jako istoty ludz­kiej. Każ­de­go.
     Jest coś głęboko wypaczonego w tych, którzy nie uznają czło­wieczeństwa innych.
     […] 
     Na szczęście, nawet jeżeli wciąż jest ich niewielu, są tacy obywatele Izra­ela i tacy Żydzi w diasporze, którzy zdecydowanie bronią praw Pale­styń­czy­ków. To jest właśnie znaczenie motta decolonize your mind: deko­lo­ni­za­cja umysłu oznacza przełamywanie granic i barier, robienie, co w naszej mo­cy, aby pozbyć się po obu stronach wszystkiego, co narosło z czasem i unie­mo­żli­wia nam pozostanie w kontakcie z tym, co najbardziej ludzkie i prawdziwe na Ziemi, naszej wspólnej planecie, która pozostaje dla nas najważniejsza.

🖇

Wszyscy dążyli do tego, by coś osiągnąć.
     Ta cecha Palestyńczyków zawsze mnie uderzała. […]  żyjąc w naprawdę trudnych warunkach, udało im się zachować zapał i miłość do życia prze­peł­nia­ją­ce każde słowo i każdy oddech. Mówiła mi o tym Malak i sa­ma to widziałam u wielu ludzi. Nigdy nie dali się zniszczyć, a to ogrom­na siła: ponieważ kiedy z całych sił dążysz do sprawiedliwego i god­ne­go życia, nikt nie może się wtrącać ani decydować za ciebie.

Francesca Albanese, Kiedy świat śpi. Opowieści,
słowa i rany Palestyny
, przeł. Tomasz Kwiecień,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Wielu Izraelczyków za dużo kosztuje utrata przy­wi­le­ju, z jakiego trzeba by im zrezygnować, aby przy­jąć Palestyńczyków jako wolny naród.

🖇

To właśnie musimy zrobić: korzystać z każdej oka­zji, by się nauczyć lepiej widzieć, rozumieć, za­cho­wy­wać i czcić pamięć o tym, co zniknęło, stojąc u boku tych wciąż wal­czą­cych, aby nam pomóc wspólnie ukoić rany skrzyw­dzo­nych narodów.

🖇

Albo zaangażujemy się w bycie rewolucją, albo po­nie­sie­my porażkę, bo żadna zmiana nie nastąpi na świe­cie, je­śli najpierw nie nastąpi w nas sa­mych. Mu­si­my pozbyć się, jedno po drugim, wszystkich uprze­dzeń, które każdy z nas w sobie nosi, aby co­dzien­nie coraz bar­dziej zbliżać się do prawdy.

🖇

Jeśli chodzi o Izrael, to liczne przypadki naruszenia pra­wa obejmują setki tysięcy złamanych ludzkich istnień — zabitych, okaleczonych na ciele i duszy — oraz zni­szczo­ną Strefę Gazy. Trwające od 2023 roku ludobójstwo nie zo­sta­nie wymazane z historii Państwa Izrael i po­dej­rze­wam, że w przyszłości ludzie będą czuli dreszcz gro­zy na widok izraelskiej flagi z powodu tego, co po­peł­nio­no w imie­niu tego państwa i pod jego egidą.
     Dziś jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi, po­nie­waż ludzie potrzebują czasu na refleksję i obserwację z dystansu. Nie możemy jednak zapominać, że im dłużej będzie to trwało, tym więcej niewinnych ludzi zginie. […]
     Nawet zwykłe zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią jest ważnym wkładem w obalenie apartheidu.

🖇

Ostatecznym celem człowieka jest dojść do tego,
żeby nigdy nie odczuwać strachu.

Italo Calvino (1923–1985)

(tamże)

piątek, czerwca 26, 2026

6153. Z oazy (CDLVI)

Gdy Pappone kolejny raz stanął na palcach i z zaciśniętymi pięściami zaczął grzmieć i grozić, wyłączyłam radio i zrobiłam klik, klik. Skuszona słowem rozmowa i włoską miejscówką, umieszczonymi w tytule książki, postanowiłam zaryzykować.

Ładnym językiem ze sobą rozmawiają. Językiem, który jest fantastyczną odskocznią od chamskiego, mało merytorycznego ujadania polskiej „elyty” politycznej. Ale od­pa­dłam. Po raz pierwszy, gdy dominikanin w niby neutralne, acz obrazowe słowa owinął pogardę do mniejszości seksualnych. Odłożyłam, ale wróciłam. Od­pa­dłam po raz drugi, gdy polityk o życzeniu dotyczącym tempa zmian zaczął mówić, lo­gicz­nie, ale bez jakiejkolwiek świadomości przywilejów, które ma. Odpadłam i już nie wróciłam. Orzeszek by wróciła i skończyła. Ja nie. Decyzja nie była trudna do pod­ję­cia, czekała na mnie książka, po której fusy wciąż opadają. Opadają od tygodnia.

[R.S.]  Wiele lat później dziennikarz zapytał mnie na wizji: „Nie wygrał pan? Nie żałuje pan?”. „Nigdy nie jest przyjemnie przegrać. Ale jest jeden szczególny aspekt, którego żałuję”. „Jaki?” „Gdybym wygrał wybory pre­zy­den­ckie, to mielibyśmy trzecią z rzędu pierwszą damę Żydówkę”. Dzien­ni­ka­rza zamurowało. Nie ma się co dziwić, ponieważ zarówno Anna Ko­mo­row­ska, jak i Agata Kornhauser odcięły się od swoich korzeni.

🖇

[R.S.]  Polski Kościół uważa, że najwyższym szczeblem identyfikacji dla Polaka-katolika jest państwo polskie i nic ponadto. Od dawna nie słyszę w pol­skim Kościele głosów, które by akcentowały, że jesteśmy jednocześnie Europejczykami i jesteśmy z Europejczykami.
     [W.G.]  Z perspektywy Kościoła budowanie wspólnoty ma jeszcze szerszy zakres, ponieważ jesteśmy częścią nie tylko Kościoła euro­pejskiego, lecz tak­że powszechnego, czyli, powiedzielibyśmy, globalnego.
     [R.S.] […]  W Polsce […]  katolicyzm to narodowa re­li­gia Polski, a nie część ja­kie­goś globalnego Kościoła.

🖇

[W.G.]  Łatwiej wychodzi się z wojen z obcym wrogiem niż z wojny do­mo­wej. Pamięć o wojnie domowej bardzo dzieli społeczeństwo. […]  Wszelkie działania, które mogą prowadzić do konfliktu domowego, są niemoralne. To igranie z ogniem, gdyż tworzy podłoże do sporów. A jesteśmy w takim miejscu w Europie i w takim czasie, że wewnętrzny konflikt w Polsce grozi katastrofą, nasza katastrofa zaś to również katastrofa dla innych krajów Starego Kontynentu. To problem nie tylko polityczny, lecz także moralny.
     [R.S.]  Kto jak kto, ale my jako Polacy powinniśmy wiedzieć, że pycha i niecierpliwość zawsze nas niszczyły, a nie wzmacniały.

🖇

[R.S.]  Do Augustyna odczuwam sympatię, bo cenię poczucie humoru. Panie Boże, mówił, uczyń mnie cnotliwym. Po czym dodawał: ale jeszcze nie teraz.

🖇

[R.S.]  Wygląda na to, że swojego czasu Augustyn umiał korzystać z życia. Entuzjazmu i nadziei odmówić mu raczej nie można.
     […]
     [W.G.] […]  Podczas moich studiów w Rzymie profesor, augustianin, któ­ry wykładał duchowość, mówił, że jak widzi młodych, wrzaskliwych Wło­chów na ulicach miasta, to sobie myśli: „Każdy z nich może być Świę­tym Augustynem, każdy może zostać świętym”. Zupełnie jak młody Augu­styn, który przyjechał z prowincjonalnego miasta z nadzieją, że w Rzy­mie zro­bi karierę.

🖇

[W.G.] […]  są dwa poziomy nadziei. Jest nadzieja moralna, którą okre­śla­my cnotą wielkoduszności. Daje ona zapał i siły do działania, a przed­mio­tem tej wiel­ko­duszności są sprawy z tego świata. […]  Natomiast nadzieja, która jest cno­tą teologalną, stanowi dar łaski, której przedmiotem jest Bóg. Jest to na­dzieja skierowana ku Bogu, co nie oznacza, że mamy być ślepi na realia tego świata.

🖇

[R.S.]  Fundamentaliści chcą po prostu zatrzeć różnicę pomiędzy grzechem a przestępstwem i dążą do tego na poziomie prawnym. Ordo Iuris niewiele się tym różni od irańskich ajatollahów czy afgańskich talibów.
     […]  W naszym Kościele, mimo że sprawy są niejednoznaczne i nie należą do dogmatów wiary, ze stosunku do aborcji, anty­koncepcji i in vitro zrobiono test na katolika. Zgadzasz się z nami, jesteś katolikiem, a jak nie, to precz.
     [W.G.]  To nie jest katolickie spojrzenie. Najważniejsza jest dojrzała wiara owocująca miłością, a nie troska o to, żeby państwo wymuszało moralność, bo to by był fundamentalizm, jak u talibów.

🖇

[R.S.]  Nadal funkcjonuje sfomułowanie „Polak katolik”. Człowiek z plemienia głosującego na PiS z jednej strony określa się jako ka­to­lik, a z drugiej strony nienawidzi Niemca i nim gardzi, choćby ten był przykładnym katolikiem.
     [W.G.]  Zastanawiam się, czy taki człowiek byłby w stanie wy­spo­wia­dać się u czarnoskórego księdza.

🖇

[W.G.]  Czasem to przesadne nastawienie wyłącznie na grzech powoduje, że ludzie są zdolni dać całą listę swoich przewinień. A jak się postawi pytanie: „A czy umiesz zrobić coś dobrego?”, to słychać tylko: „Aaa…”. Nieraz tak mó­wiłem do dzieci, dawałem im czas, żeby otrząsnęły się z zaskoczenia. Po chwi­li padała odpowiedź, na przykład: „Umiem psa wyprowadzić na spa­cer”. „No dobrze, a coś jeszcze? […]”. „Pomyśl, co umiesz zrobić dobrego, zastanów się, wybierz jedną taką rzecz i w ciągu tygodnia zrób ją”. Chodzi o zwrócenie uwagi na cnoty, na to, że dziecko samo wybierze coś dobrego i to zrobi, a nie o wyliczanie, czego to mu nie wolno.

🖇

[R.S.]  Ćwiczenie formułowania argumentów bardzo by się w Polsce przy­da­ło. U nas debata przegrywa z mechanizmem wzajemnego wy­ko­rzy­sty­wa­nia się partii i Kościoła. Politycy, zamiast docierać do wyborców wła­sny­mi argumentami, wykorzystują autorytet Kościoła, żeby zagonić owiecz­ki kościelne do urn wprost z niedzielnej mszy. Zamiast formować sumienia wiernych – co jest trudne – część duchownych woli się posłużyć politykami i przymusem prawa, by państwo wykonało tę pracę za nich.
     [W.G.]  W ten sposób przejawia się absolutny brak wiary w moc tego, co jako Kościół mamy do przekazania. […]  Uczenie ludzi samo­dziel­ne­go my­śle­nia, cnotliwego życia opartego na chrześcijańskim etosie, ukazywanie nadziei, którą daje współpraca człowieka z Bogiem, by móc się pozbierać z najgorszych trudności, wspieranie twórczych dróg do prawdziwego do­bra, odwaga podążania za własnym rozeznaniem – to wszystko wcale nie jest łatwe. W ludziach jest tendencja, by iść na skróty: używać cudzego my­ślenia zamiast formować własne sumienie.

Radosław Sikorski, Wojciech Giertycb OP, Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.

[W.G.]  Człowiek z różnych punktów wyjścia może do­trzeć w swoich poszukiwaniach do różnych odpowiedzi, jednak większość z nas ma w sobie dążenie ku głębi i ku prawdzie. Człowiek – czy wyrasta w kulcie przodków, czy w świecie przepełnionym mitologią – wychyla się ku czemuś poza sobą.

🖇

[R.S.]  Jeśli cuda się zdarzają, to uznałbym za jeden z nich to, że nasi nacjonaliści uznali, że bez bli­sko­wschod­niej religii wymyślonej przez Żydów nie ma polskości.

🖇

[W.G.] […]  wyciągamy ręce i próbujemy,
a czy się uda, to się okaże.

(tamże)

środa, czerwca 24, 2026

6152. 175/365

zdziwieniu nie by­ło końca, gdy uświadomiłam sobie, którzy kon­kret­ni ludzie nie pojawili się nawet na chwilę w mych myślach w dniu moich urodzin i przez następujące po nich kolejne dwa tygodnie.

dopiero to zdziwienie przypomniało mi o istnieniu tych osób. kiedyś ważni/wyczekiwani, wypadli na dobre z mojego życia, w którym dziś z oka­zji biało­kru­czych imienin Roberta.

175/365

Roberta Flack, Something Your Heart 
Has Been Telling Me
.

niedziela, czerwca 21, 2026

6151. 172/365  // Panna cotta (CC)

dziś — dla wielu ludzi pierwszy dzień lata — dla mnie zaś sam jego środek. dziś to również pierwszy dzień z pierwszego ma­ra­tonu tem­pe­ra­tu­ro­we­go w tym roku. mam bardzo ambitny plan na ten upalny czas: nie dać się — uwzględniając nie­prze­jed­na­ne ograniczenia, robić swoje, by wygrać, czyli przetrwać z jak najmniejszymi stratami na sprawności mojego cia­ła.

172/365

[…]  lato przypomina nam, że nawet gdy stoimy twarzą do słońca, rzucamy cień. Natura wie, że nie moglibyśmy mieć dobrych dni, gdyby nie zdarzały się też te złe, a życie to ide­al­ne połączenie jednych i drugich. Rośliny, tak jak i ludzie, po­trzebują światła, cienia i wody.

[…]  lato to stan czystego istnienia, a nie aktyw­no­ści, zwłaszcza w te dni, kiedy choroba wygrywa.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)


Calendario Geniale,
[dostęp: 21.06.2026], źródło.

Lato nie jest / jedynie porą roku,
jest stanem ducha
utkanym ze światła / i wolności.

piątek, czerwca 19, 2026

6150. Obyśmy…

Właściwy dystans — czy też dialektyka — między życiem swoim, osoby uprzywilejowanej, a życiem innych został moim zdaniem dobrze uchwy­co­ny w wierszu palestyńskiego pisarza Mahmuda Darwisza:

Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych.
Nie zapomnij nakarmić gołębi.
Rozpoczynając swoje wojny, pomyśl o innych.
Nie zapomnij o tych, którzy chcą pokoju.
Regulując rachunek za wodę, pomyśl o innych.
O tych, którzy piją tylko z piersi obłoków.
Wracając do domu, swojego domu, pomyśl o innych.
Nie zapomnij o narodzie w namiotach.
Zasypiając i licząc gwiazdy, pomyśl o innych.
Istnieją tacy, którzy nie mają gdzie śnić.
Stając się wolnym dzięki metaforom, pomyśl o innych.
O tych, którzy nie mają prawa głosu.
Myśląc o innych, dalekich, pomyśl o sobie.
Obym w ciemności choć małą świeczką był, powiedz
.

Nigdy nie zdołamy tak skulić się w sobie, by wcisnąć się w tę ciasną prze­strzeń, którą ograniczamy licznymi zakazami, w imię fałszywie pojętej przyzwoitości odmawiając sobie prawa zarówno do cierpienia, jak i do radości. Musi być możliwe pogodzenie naszej wrażliwości na świat i na innych ludzi z pełnym przyzwoleniem na odczuwanie różnego rodzaju emocji.

Czasem mamy wrażenie, że kiedy ludzkość wkracza w tak mroczną i peł­ną przemocy epokę, trzeba zrezygnować z marzeń o osobistym szczę­ściu. Ale to byłby błąd. Szczęście rozkwita czasem w najbardziej nie­ocze­ki­wa­nych miejscach i w najdziwniejszych okolicznościach. Nie ma żadnego powodu, by z niego rezygnować, póki ludzkości zostanie jeszcze choć pięć minut istnienia na ziemi – ani nawet wtedy. […]  Ta cząst­ka nas samych, która mogłaby się mieć dobrze — i która chce mieć się dobrze — w żaden sposób nie przeszkadza nam angażować się spo­łecz­nie czy interesować się sytuacją na świecie.

[…]  muszę wam opowiedzieć, co mnie prowadzi przez noc, oprócz mi­łości i wsparcia ze strony mojej wspólnoty. Jest to wiara w potężną siłę stwórczą, która działa w świecie istot żywych i dąży ku życiu, różno­rod­no­ści, uleczeniu i naprawie. Ta siła działa poprzez nas, przez naszą mi­łość do ludzi, naszą pracę na rzecz sprawiedliwości, ujaw­nia się w na­szej od­wa­dze i w śmiałości naszych wizji. Nie po­trze­bu­je­my księży i dusz­pa­ste­rzy, ani nawet czarownic, żeby po­śred­ni­czy­ły między nami a tą siłą. Każda i każdy z nas ma do niej bezpośrednie doj­ścia. Istnieje ona we­wnątrz nas, nieskończona, nieznająca gra­nic. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku okazuje się potężniejsza od strachu, od prze­mo­cy i od nienawiści. Życzę wam wszystkim intensywnego spo­tka­nia z tym czymś, co wzmac­nia wasze życie duchowe, cokolwiek to jest. Życzę wam, by ci albo te, albo to, co kochacie najbardziej, da­wa­ło wam siłę”. Tak właśnie rozumiem „szczęście” — pozostawanie w kon­tak­cie z tą siłą, o której pisze Starhawk.

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

6149. Z oazy (CDLV)

Wra­żenia po doskonałych książkach opadają długo. Niczym trawienie, proces ten pochłania wszelkie moje energetyczne moce, zostawiając tylko tyle siły, by starczyło na codzienną rehabilitację i gapienie się w niebo podczas picia kawy.

Tak było w przypadku tej lektury. Sięgnęłam po nią z powodu Autorki, nie tytułu. Ponieważ choroba zmiotła z planszy mojego życia wszystkie odcienie poczucia winy — żarło to tyle energii, jaką już od dawna nie dysponuję — więc gdyby tę książkę na­pi­sał ktoś inny, nawet nie rzuciłabym kątem oka na okładkę, umieszczając tytuł w ka­tegorii poradników z cyklu jak być szczęśliwym od wczoraj. Między Bogiem a prawdą w pierwszej chwili, zanim dojrzałam nazwiska Autorki, dokładnie to zdą­ży­łam pomyśleć.

Rozkosz z czytania jak zwykle oznaczała ogromny mozół podczas wydłubywania fragmentów, które koniecznie, bezwzględnie, zawsze muszę pod ręką mieć. Piękne i w punkt wszystkie. Wciąż!

Hałda destrukcyjnych myśli oddzieliła nas od możliwości prze­ży­wa­nia zwy­czajnie, lekko i radośnie nowej sytuacji, w której się zna­la­złyśmy. Te myśli odkładają się w nas, tworząc z czasem jakby che­micz­ny osad, czysty koncentrat naszych wewnętrznych ogra­ni­czeń. Chciałabym zbadać skład tego osadu, zanalizować go, tak by ta ana­li­za przyniosła pożytek i mnie samej, i innym.

🖇

[…]  trzeba, byśmy zwróciły uwagę na naszą nie­win­ność, nawet jeżeli zazwyczaj trudno nam uwierzyć, że ona w ogóle istnie­je. Już to tylko, samo w sobie, wy­da­je się nie­zwykle znaczące.

🖇

[…]  „wróg wewnętrzny”, o którym tu mowa, jest tak naprawdę wro­giem uwewnętrznionym. Jest to po prostu rezultat dłu­go­trwa­łe­go osa­dza­nia się w nas wroga zewnętrznego. To by wyjaśniało, dla­cze­go gru­py zdo­mi­no­wa­ne, na których temat krąży wiele ne­ga­tyw­nych ste­reo­typów — dzieci, ko­bie­ty, mniejszości seksualne lub rasowe – są szcze­gólnie podatne na działanie tego me­cha­nizmu. Zastanawiając się nad poczuciem winy, trzeba za­sta­no­wić się rów­nież nad tym, kto i po co je wywołuje oraz jakie korzyści za­mie­rza z tego czerpać.

🖇

Mimo otaczającej ją powszechnie aury potępienia przemoc „wycho­waw­cza” – fizyczna czy psychiczna – nadal sieje spustoszenie. Jej uporczywe trwanie jest zjawiskiem wręcz zdumiewającym. Repre­syj­na koncepcja istoty ludz­kiej i ludzkiego życia, wpisana w naszą pa­mięć cielesną i emocjonalną, prze­cho­dzi z pokolenia na pokolenie, czę­sto bez naszego świadomego udziału.

🖇

[…]  wszystkie słowa określające czynności istniały od początku za­rów­no w żeńskiej, jak i męskiej formie.
     [Éliane] Viennot podkreśla, że „nieprawdą jest, iż rzeczowniki żeń­skie pochodzą od męskich”, mimo że tak twierdzą liczni gra­ma­tycy po­świę­ca­jący całe rozdziały swoich książek „kształtowaniu się form żeńskich rze­czowników”, zamiast pisać raczej o „kształtowaniu się rzeczowników osobowych”.

🖇

Nawet jeśli inne religie wynalazły własne formy wywoływania w ludziach poczucia winy, nawet jeśli na samo chrześcijaństwo składały się bardzo róż­ne, nieraz antagonistyczne prądy, nie zmienia to faktu, że chrześcijański Zachód jest szczególnie mocno naznaczony obsesją winy.

🖇

Pewność i nieuniknioność Upadku jest wdrukowana w połączenia nerwowe w naszych mózgach. […]  Jedna rzecz to zdawać sobie sprawę z tego, że ży­cie jest zmienne, że jego równowaga jest zawsze zagrożona i że coś złego może się zdarzyć. Inna zaś — być przekonaną, że to musi się zdarzyć, że po każdym szczęśliwym zdarzeniu musi nastąpić cios, a ten cios jest karą lub ceną, którą trzeba zapłacić. „Jesteśmy tak uwarunkowani, by w każ­dej chwi­li pośród przyjemności oczekiwać nagłego zwrotu, obrotu fortuny, ra­chunku do zapłacenia” — pisze Raoul Vaneigem. Innym razem formułuje to tak: „Lubię głaskać kota, nie myśląc o tym, jak ostre są jego pazury”.

🖇

Boisz się złożyć broń, bo boisz się utracić władzę. Ale władza nigdy nie była twoja. Twój jest tylko lęk.
   — Elizabeth Gilbert

🖇

Żeby bowiem zbuntować się przeciwko niesprawiedliwościom i nie­rów­no­ściom, żeby uwierzyć w możliwość postępu, trzeba najpierw przezwyciężyć przekonanie o złu nieodwracalnie wpisanym w naturę człowieka. […]  Lytta Basset pisze, że koncepcja grzechu pierworodnego to „pranie mózgu” i „wza­jem­ne zadręczanie się”.

🖇 📎

Wyobrażenia są faktami. Mają nad nami władzę, determinują nasz los w wymiarach mentalnym, uczuciowym, zawodowym, ekonomicznym, praw­nym […]. Zawsze towarzyszą nierównościom i wszelkiej dyskry­mi­na­cji. Pozwalają dojrzeć relacje władzy tam, gdzie ich istnienia zupełnie nie podejrzewałyśmy. Dlatego tak ważne jest, by je rozpoznawać. Dlatego nie można pozwolić sobie na to, by stać się ich igraszką, by im ulegać — ani jako ofiara, ani jako współwinna czy współwinny. Nie ma wyjścia, czas zacząć polowanie na duchy.

🖇

[…]  jestem coraz bardziej przekonana, że te dwie sfery — fakty i wy­obra­że­nia — nie są bynajmniej odrębne, raczej stale przenikają się nawzajem.

🖇

[…]  problemem, który mnie interesuje, są nie tyle nasze nawyki myślowe, ile stojące za nimi stosunki władzy. […]  poczucie winy wynikające z sa­me­go naszego bycia na świecie, poczucie nieprawomocności czy nie­sto­so­wno­ści naszego istnienia, poczucie, że wszystko robimy źle — są to do­świad­cze­nia znacznie wykraczające poza tak zarysowane ramy. Poczucie winy jest podstawowym i wszechobecnym faktem wynikającym z kondycji kobiety.

🖇

Kobiety, jak każda grupa zdominowana, żyją w gęstej sieci przesądów, ka­ry­katuralnych wyobrażeń, odruchowej wrogości, przez którą naprawdę trudno im się przebić, kiedy chcą zaistnieć jako podmioty, kiedy chcą zostać wysłuchane i potraktowane poważnie, kiedy chcą bronić swojego zdania, swojej wiarygodności czy swojego interesu.

🖇

Kobiety mają zawsze się dostosowywać, mają starać się zajmować tylko tyle przestrzeni, ile im łaskawie zostawiono.

🖇

Kiedy spotkały się w 2005 roku, [Camille] Paglia opowiedziała jej [Virginii Despentes], że w latach sześćdziesiątych na kampusach uniwersytetów ame­ry­kańskich „sypialnie dziewcząt zamykano o dziesiątej wieczorem, a chłopcy mogli robić, co chcieli. Pytałyśmy: «dlaczego traktuje się nas ina­czej?». Odpowiedziano nam: «bo świat jest niebezpieczny, możecie zo­stać zgwałcone». Odpowiedziałyśmy: «dajcie nam prawo za­ry­zy­kować»”.
     Istnieje też inne rozwiązanie: zamiast narzucać kobietom godzinę po­li­cyj­ną, dlaczego by nie wyznaczyć jej mężczyznom, skoro wśród nich mo­gą się znaleźć gwałciciele? Czy nie byłoby to bardziej logiczne? Taką pro­wo­ka­cyj­ną propozycję wrzuciła w 2018 roku na Twittera Danielle Muscato, ame­ry­kańska feministka. Zaproponowała swoim obserwatorkom, by za­sta­no­wiły się, co zrobiłyby ze swoją wolnością, gdyby mężczyźni od dzie­wią­tej wieczorem nie mieli prawa wychodzić z domu. Dostała setki odpowiedzi.
     Pośród chóru obrażonych męskich głosów („przecież nie wszyscy męż­czy­źni…” i tak dalej) znalazły się na przykład takie wypowiedzi: „Cho­dzi­ła­bym sobie do parku oglądać gwiazdy”, „Cho­dzi­łabym na długie sa­mot­ne spa­ce­ry”, „Chodziłabym po Central Parku, słuchając muzyki na słu­chaw­kach”, „Snułabym się po Paryżu i wracałabym do domu pierwszym metrem”, „Jeździłabym całą noc samochodem, nie bojąc się zatankować albo iść się wysikać”, „Spałabym pod namiotem”, „Ubierałabym się, jak chcę”, „Całe lato spałabym w swoim ogrodzie”, „Chodziłabym do baru pisać przy drin­ku”, „Chodziłabym na imprezy, tańczyłabym i piłabym, ile tylko bym chciała”…
     Wszystkie te rzeczy wolno nam robić. Ale jakże inaczej by się robiło to wszystko bez ciągłego niepokoju, bez ciągłej potrzeby pilnowania się, na luzie i z poczuciem, że jesteśmy na świecie w pełni u siebie. […]
     W propozycji Danielle Muscato nie chodziło o to, by zaraz wprowadzać ją w życie, co byłoby rzecz jasna niemożliwe, lecz o to, by pobudzić myślenie i wyobraźnię. Wywołane przez nią reakcje oburzenia pokazują, jak bar­dzo uświęcona jest dla nas wolność mężczyzn, mimo że prze­cież bez szemrania akceptujemy ograniczenia, którą istnienie prze­mo­cy seksualnej nakłada na kobiety. Wyobrażony zamach na wol­ność do­mi­nu­ją­cych jest najwyraźniej trudniejszy do zniesienia niż real­ny za­mach na wolność zdominowanych.

🖇

Na obwinianie ofiar wpływają dwa ukryte czynniki. Pierwszym jest próba uniknięcia trudnej do zniesienia prawdy, że nie ma żadnego sposobu, by zapobiec gwałtowi, żadnej możliwości, by mieć pewność, że to się nie przy­tra­fi nam albo osobie, którą kochamy. Dlatego, jak zauważa Giulia Foïs, wolimy myśleć, że „ta, której to się zdarzyło, zrobiła coś nie tak. Wystarczy nie popełniać tych błędów co ona i można mieć pewność, że to się nie sta­nie”. Po raz kolejny więc trafiamy na zasadę, że „lepsze poczucie winy niż poczucie bezsilności”, tym razem w kontekście ofiar.

🖇

[…]  mamy prawo same wybierać, na którą wojnę chcemy iść, a na którą nie (możemy nawet nie iść na żadną). Co więcej, okoliczności mogą być bardzo różne i nie zawsze mamy takie samo pole manewru. Czasami można sobie pozwolić na sprawdzenie granic i podejmowanie ryzyka, czasem zaś naszym prawem, a nawet obowiązkiem jest robić to, co konieczne, żeby przetrwać.

🖇 📎 📎

Na pierwszy rzut oka można by myśleć, że dzisiaj w świecie zachodnim otaczamy dzieci uwielbieniem, że robimy wszystko, co w naszej mocy, by zapewnić im optymalny rozwój.

🖇

[…]  choć złe traktowanie w dzieciństwie, fizyczne czy psychiczne, jest wspól­nym losem większej części ludzkości, to zarazem uporczywie pozostaje tematem tabu. Stale wymyślamy wymówki dla rodziców, których przecież kochamy i od których jesteśmy na wszelkie sposoby zależne, a kiedy sta­je­my się dorosłe, bagatelizujemy, wypieramy albo usprawiedliwiamy to, co musieliśmy znosić.

🖇

„Nie mogłabym tego nigdy zrobić komuś, kogo kocham — powiedziała Ann.
     — Zrobić czego?
     — Dzieciństwa”.
     I wymienia: „Niepewność, całkowity brak autonomii i poczucia kontroli. Każą ci opuszczać miejsca, których za nic nie chcesz opuścić, i jechać w miej­sca, w których za nic nie chcesz być. Strach, szykany, bezsilność, przymus […].

🖇

Problemem jest dziecko. Nie dynamika rodziny. Nie świat. Nie trudności życiowe. […]  Zwolennicy i zwolenniczki tradycyjnego wychowania oskar­ża­ją wychowanie pozytywne o idealizowanie dzieci, nie zauważając, że ich postrzeganie rodziców, i w ogóle dorosłych, też jest wyidealizowane i nie­przy­sta­jące do rzeczywistości.

🖇

Bicie dzieci […]  powinno być prawnie zakazane — swoją drogą, we Francji ten zakaz obowiązuje od 2019 roku — jednak nie dlatego, że jest przemocą, lecz dlatego, że „świadczy o straszliwej bezsilności” rodziców. Rodzic, który ucieknie się do tego rozwiązania, ryzykuje, że upiorny bachor spojrzy mu prosto w oczy i rzuci twardo: „Tylko na tyle cię stać?”.

🖇

[…]  tracimy z oczu podstawowy fakt: dzieci nie mają żadnej władzy. Są całkowicie zależne od rodziców, fizycznie, materialnie i emocjonalnie. Są niedoświadczone, wrażliwe, bezbronne.

🖇

Wiele jest dokumentów ukazujących skalę przemocy znoszonej przez dzieci ze strony osób, które teoretycznie powinny się o nie troszczyć: rodziców, opiekunów i opiekunek, nauczycieli i nauczycielek…

🖇

[…]  frustrujące jest spotykanie się, nawet w środowisku feministycznym, ze stereotypem, że odmowa macierzyństwa oznacza obojętność, a nawet wro­gość wobec dzieci.
     Można przecież nie chcieć mieć dzieci — tak było ze mną — a mimo to przej­mować się dobrostanem tych, które żyją wokół nas. Posiadanie dzieci z kolei nie oznacza wcale automatycznie miłości dla nich — wszechobecność „wychowawczej” przemocy świadczy o tym dobitnie. Przeciwnie, może na­wet osobie, która nigdy nie przeszła na drugą stronę, na stronę rodziców, ła­twiej zachować ściślejszy kontakt z własnym dzieciństwem, być bliżej punktu widzenia dziecka […].

🖇

Świat nie jest skrojony na potrzeby dziecka. Jest ono wręcz zakłó­ce­niem jego logiki, opartej na porządku, racjonalności, tempie pracy, wydajności i rozsądnym zarządzaniu czasem.

🖇

Na sukces życiowy ma wpływ ogromna liczba czynników generujących różnego rodzaju niesprawiedliwości i nierówności — do najważniejszych należą kapitał ekonomiczny i kulturowy wyniesione z domu. Tylko jeden z tych czynników nic nie kosztuje i jest dostępny tak samo dla wszystkich, a mianowicie wiara pokładana przez rodziców we własne dziecko. Może więc warto przestać ją ośmieszać, traktując pogardliwie […].

🖇

Zwolenniczki i zwolennicy wychowania autorytarnego wydają się sądzić, że w stosunku do dziecka świat ma zawsze rację. Wierzą w absolutne, ślepe posłuszeństwo. Obca im jest idea, że zasady życia społecznego można by negocjować, że one już są negocjowane.

🖇

[…]  dzieci, być może dlatego, że znajdują się w obiektywnie słabszej pozycji i są całkowicie zdane na łaskę dorosłych, bywają bardzo wrażliwe na nie­spra­wie­dli­wość i nigdy jej nie zapominają.

🖇

[…]  zawsze chodzi o to samo:
to wszystko dla twojego dobra.

🖇

Tak, dzisiaj „kochamy dzieci”, ale jako przedmioty, jako fetysze i trofea.

🖇

[…]  dorosłym tylko się wydaje, że widzą dzieci takimi, jakie one są. Tak naprawdę widzą oni swoje własne wyobrażenia na temat dzie­ciń­stwa. Interpretują zachowania dzieci przez pryzmat idei, które wcześniej sami sobie o nich wytwarzają.
   — Dion Sommer

🖇

[…]  dzieci urodzone w rodzinach imigranckich, czarnych lub arabskich, są coraz bardziej demonizowane w dyskursie publicznym i w mediach. Fatima Ouassak […]  nazywa taką odmianę dehumanizacji „deinfantylizacją”. „Kie­dy my patrzymy na nasze dzieci, widzimy szczerbate uśmiechy, roz­wią­za­ne sznurowadła, ręce upaćkane flamastrami – widzimy dzieci. Kiedy patrzy na nie system, nie widzi dzieci – widzi zagrożenie, widzi tysiące biedaków, muzułmanów, Czarnych i Arabów, którzy roją się w szkołach publicznych. System je deinfantylizuje”.
     Dziecko postrzegane jako istota niewinna, pełna możliwości, godna tros­ki i zainteresowania to zasadniczo białe dziecko z klasy średniej i wyższej.

🖇

Rodzice, którzy wstydzicie się tego, że tracicie panowanie nad sobą i krzyczycie na swoje dzieci — przeproście.

🖇 📎 📎 📎

Kobiety nie tylko milczą wobec innych na temat swoich doświadczeń, lecz także same biorą udział w kontrolowaniu i ocenianiu innych. […]  „Może pani w to wierzyć lub nie, ale są osoby, które uważają doświadczenie macierzyństwa za coś pozytywnego. Ale do tego trzeba trochę dorosnąć”.

🖇

[…]  niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy, nigdy nie je­steśmy traktowane jak dorosłe, samowystarczalne i samodzielne myślące osoby.

🖇

Jak słusznie ujęła to Cécile Doherty-Bigara, matka jest stale narażona na kry­tykę i nigdy nie robi dość, natomiast ojciec — „wystarczy, żeby nie był kompletnym łajdakiem, i wszyscy będą zachwyceni”. Ten rozdźwięk między poziomem zaangażowania oczekiwanym od matki i od ojca jest częścią szer­sze­go systemu nierówności — domowych, zawodowych, ekonomicznych — któ­re najczęściej dramatycznie pogłębiają się po przyjściu na świat dziecka.

🖇

Również dla Illany Weizman ten przymus siedzenia cicho był trudny do zniesienia. […]  „[…]  «a to wszystko minie, nie martw się». Być może wszystko kiedyś minie, ale w tej chwili jestem w samym środku tego. Być może wszystko minie, ale jakim kosztem? Co ze mnie zostanie po odejściu tego mroku?”

🖇

Ten mechanizm dotyka wszystkie grupy zdominowane: przemoc, której doświadczają, jest kompletnie niewidoczna, jakby w ogóle nie istniała, a w związku z tym każdy odruch buntu z ich strony interpretuje się jako przejaw ich agresywnej natury.

🖇 📎 📎 📎 📎

[…]  „nie moż­na rozkazać oliwkom, żeby szybciej dojrzewały” — jak mówi śródziemnomorskie przysłowie.

🖇

Biolog Olivier Hamant zauważa: „Żywa istota nie jest produktywna: nie jest ani skuteczna (jej istnienie nie ma celu), ani wydajna (marnuje ogrom­ne ilości energii i zasobów)”. Jeśli czasami ulegamy złudzeniu, że jest od­wrot­nie, to dlatego, że w XIX wieku „myślenie w kategoriach opty­ma­li­za­cji w przemyśle zostało przeniesione na istoty żywe”. Skutkiem tego jest rów­nież chybiona interpretacja teorii Darwina. Najczęściej rozumie się ją tak, że w procesie ewolucji przetrwają tylko najsilniejsi — a tak naprawdę ewo­lu­cja selekcjonuje organizmy, które „mają cechy wystarczające”. Tak, po prostu „wystarczające”. „Można więc powiedzieć, że ocena dostateczna, taka trójka z plusem, wystarczy, żeby przetrwać miliony lat” — pisze Ha­mant. I dodaje: „Myślenie o żywych organizmach tak, jakby były zopty­ma­li­zo­wa­ny­mi systemami, dużo mówi o naszej obsesji wydajności, lecz nie­wie­le o żywych organizmach”.

🖇

Takie przerwy służą regeneracji, odświeżeniu umysłu, są nie­zbęd­ne dla zdrowia psychicznego i uzupełnienia strat energetycznych. „«Marnowanie czasu» jest potrzebne, zdrowe i nor­mal­ne” — podkreśla [Devon] Price.

🖇

Występując przeciwko katolikom — którzy wierzyli, że każda jednostka mo­że zasłużyć na zbawienie, pod warunkiem że trzyma się z dala od grzesz­nych pokus — twórcy protestantyzmu głosili, że ludzie są z góry skazani na zbawienie lub potępienie, zgodnie z jakąś tajemniczą logiką, na którą żadne ich działania nie mają wpływu. Zamiast jednak w związku z tym uznać, że nie ma co się przejmować, i zacząć spokojnie korzystać z życia, protestanci propagowali życie surowe, w pełni poświęcone pracy i ciągłemu wypa­try­wa­niu znaków bycia wybranym.

🖇

„Ja” to nie tylko ktoś, kto myśli i działa. To również ktoś, kto czuje i doświadcza, zgodnie z rytmem wciąż odnawiającej się energii wewnętrznej.
   — Françoise Héritier

🖇

Tricia Hersey, jak wiele innych Amerykanek i Amerykanów, ma za sobą doświadczenie ubóstwa, prekariatu, wydłużonych dni pracy, zwracania pożyczek studenckich i narastającego wyczerpania. Stopniowo jednak za­czę­ła wprowadzać w swoją codzienność małe obszary oporu przez od­po­czy­nek — jak chwila sjesty czy moment rozmarzenia i zagapienia się w ok­no… Naśladowała w tym swoją babcię Orę, która — choć jej życie było na­praw­dę ciężkie i na co dzień doświadczała segregacji rasowej — umiała każ­de­go dnia znaleźć pół godziny, które spędzała, siedząc w samotności, po ciemku, bez ruchu. Był to jej kawałek czasu i przestrzeni, gdy mogła po prostu być. Kiedy Tricia pytała ją, po co to robi, ona odpowiadała: „Daję odpocząć mo­im oczom i słucham, co Bóg ma mi do powiedzenia”.

🖇

Próbuję ze spokojem przyjmować nieuniknione spowolnienia, zawirowania, po prostu rytm życia.

🖇

Osoby dyskryminowane często pracują bardzo intensywnie po to, by od­da­lić od siebie obraźliwe stereotypowe wyobrażenia, które funkcjonują na ich temat. Ciężką pracą zadają kłam uprzedzeniom przedstawiającym je jako osoby głupie, niekompetentne, leniwe…

🖇

Zasługujemy na coś lepszego niż nieustanne przemęczenie. Jestem przekonana, że największym darem, jaki mogłybyśmy ofiarować światu, byłaby nasza spokojna, życzliwa obecność w nim.
   — Nicola Jane Hobbs

🖇

[…]  przekonanie, iż wszyscy jedziemy na tym samym wózku, jest tylko częściowo prawdziwe. Kapitalizm zawsze wybiera dobro jednych kosztem dobra innych. Reklamy usług dostawczych i firm sprzątających dobitnie świadczą o tym, że kapitalizm tylko wtedy zachęca nas do odpoczynku, beztroski, bezczynności i spokoju, jeżeli ma pewność, że ktoś inny będzie harował za nas.

🖇

Kultura przepracowania prowadzi do tego, że zaniedbujemy siebie i ciągle wyżej podnosimy poprzeczkę naszej fizycznej wytrzymałości. Mentalność, której zasadą zdaje się odmowa „wsłuchania się w siebie” — wyrażenie to ma swoją drogą bardzo negatywny wydźwięk — jest wszechobecna.

🖇

[…]  obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich prze­ja­wów wraż­li­wości i słabości, od lat są używane na prawicy, by piętnować akty­wi­stki i ak­ty­wi­stów walczących z seksizmem czy rasizmem: „mazgaj­skie po­ko­le­nie”, „obrażone pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „prze­wraż­li­wie­nie”, „wy­de­likacenie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…
     W roku 2001 Raoul Vaneigem doszedł do wniosku, że „prawa człowieka” są co najwyżej niezbyt ambitnym rozwinięciem podstawowego „prawa do przetrwania”, i opublikował Deklarację praw istoty ludzkiej. Artykuł sze­sna­sty został zatytułowany Każda jednostka ludzka ma prawo do szacunku dla swojej wrażliwości. Czytamy w nim: „Wrażliwość jest pierwszym prawem dziecka. Dorosłemu pozwala zachować w sobie dzieciństwo, pomnażać jego emocjonalne bogactwo i rozwijać inteligencję emocjonalną”.

🖇

Trzeba zakwestionować mistykę cierpienia, która zbyt często przyjmowana jest jako oczywistość — a to się bardzo opłaca tym, którzy chcą nas wy­zy­skiwać.

🖇

[…]  sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym je­ste­śmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się sza­cunku, uwagi czy godnego traktowania za kaprys przewrażliwionego po­ko­le­nia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.
     W tej polemice ujawnia się kluczowa linia podziału w społeczeństwie, na­wet jeśli nie zawsze bywa ona wprost nazywana. Zakwestionowana zostaje norma, którą było tłamszenie swojego ja, tłumienie swoich potrzeb, surowe traktowanie siebie i innych. Zaczyna się rysować w debacie publicznej no­wa prawda, zgodnie z którą odwagą jest powiedzieć „nie”, zadbać o sie­bie, śmiało stawać w swojej obronie, a nie tylko wciąż zaciskać zęby, pod­po­rząd­ko­wu­jąc się oczekiwaniom innych.

🖇 📎 📎 📎 📎 📎

Nie śpiesz się tak z potępianiem kogoś, kto robi coś inaczej niż ty, myśli inaczej niż ty, nie jest tak szybki jak ty. Był taki czas, kiedy ty również nie wiedziałeś tego, co wiesz teraz.
   — Malcolm X

🖇

Twój kolega czy szwagier, który rozsiadłszy się wygodnie, z nogami na stole, domaga się, byś mu udowodniła, że patriarchat istnieje, nie za­słu­gu­je na nic więcej niż pogarda. Ale jeśli któregoś dnia poczujesz w so­bie dość energii i cierpliwości, a trafisz akurat na osobę pełną dobrej woli i szczerze zainteresowaną, to masz szansę doprowadzić do jednej z tych zmian, które zostają w człowieku na całe życie. […]
     Każdy przypadek osobno — oto, co nam umknęło.

🖇

[…]  mamy prawo do jednego i drugiego — zarówno do wchodzenia w role tradycyjnie uznawane za męskie, jak i do przyjmowania, cał­ko­wi­cie świadomie, postaw, których nas wyuczyła socjalizacja do roli kobiecej.

🖇

„Brać coś na swoje barki” to czuć się odpowiedzialną czy odpowiedzialnym za dobre samopoczucie innych w ich imieniu, brać wszystko na siebie, uci­sza­jąc własne potrzeby. Znaczy to również niedocenianie czy nie­do­strze­ga­nie potencjału innych ludzi, ich zdolności do samodzielnego zmie­rze­nia się z sytuacją, ich odporności na zranienia czy napotykane trudności.
     Z kolei „brać sobie coś do serca” to być obecną, solidarną i uważną, dzia­łać, pomagać, ale nie odbierając innym poczucia sprawczości oraz sza­nu­jąc własne granice i własne potrzeby.

🖇

[…]  pojęcie przywileju wydaje mi się użyteczne, gdyż uczula nas właśnie na te ślepe plamki w naszym doświadczaniu świata, powstrzymuje nas od uznawania naszego doświadczenia za uniwersalne albo od bezmyślnego unieważniania doświadczeń innych ludzi.

🖇

Nieraz na naszą tożsamość składa się przynależność zarówno do grupy zdo­mi­nowanej, jak i do grupy dominującej (w kategoriach takich jak płeć, kolor, pochodzenie społeczne). Doświadczenie przynależenia do jednej z ka­tegorii zdo­minowanych uczy mnie, że powinnam wziąć pod uwagę, że cze­goś mogę nie dostrzegać jako osoba należąca do grupy do­mi­nującej.

🖇

Kiedy tak się zadręczamy, samotne, bezradne i zdezorientowane, nie mamy żadnych szans przeciwko garstce pozbawionych skrupułów brutali, którzy pustoszą planetę i ludzkie kultury.
   — Catherine Dorion

🖇

Łatwo jest operować ideami, póki są one abstrakcyjne. Trudniej się robi, kie­dy chcemy je zastosować w praktyce i realnie oddziałać na materię rze­czy­wistości.

🖇

Skutki podejmowanych przez nas działań nie zależą jedynie od naszych in­ten­cji — te są bowiem zawsze racjonalne i abstrakcyjne – lecz również od wielu niepodlegających naszej woli czynników. Czasem […]  wy­ni­kają z uwa­run­ko­wań zewnętrznych, związane są z różnymi dzia­ła­ją­cymi w świe­cie zewnętrznym systemami. Koncentrując się je­dy­nie na jed­nost­ko­wej moralności, zachowujemy się tak, jakby te systemy nie istniały, a tym samym — pozwalamy im dalej spokojnie funkcjonować.

🖇

Ulegamy manipulacji nie tylko, jeśli chodzi o nasze wybory konsumenckie, lecz także dając sobie wmówić nadmierne poczucie winy z nimi związane i prze­konanie o niezwykle doniosłym znaczeniu tych wyborów.

To my odczuwamy skutki decyzji podejmowanych przez
pro­du­cen­tów, a nie odwrotnie.

Zrzucanie odpowiedzialności na konsumentów i konsumentki od początku było ich świadomie przyjmowaną strategią. Amerykański film doku­men­tal­ny Plastic Wars opowiada o tym, jak pod koniec lat osiemdziesiątych wiel­kie koncerny głośno promowały recykling, by zapobiec wprowadzeniu za­ka­zów sprzedaży ich produktów. Ta zasłona dymna stosowana jest do dziś.

Plastic Wars, reż. Rick Young, 2020.

[…]  materiał z tworzywa sztucznego przez cały czas swojego istnienia stale przyczynia się do globalnego ocieplenia; recykling jest w dużej mie­rze ilu­zją, zresztą plastik z recyklingu okazuje się jeszcze bardziej nie­bez­piecz­ny dla zdrowia niż nowy…

🖇

Poczuwając się do winy w imieniu jakiejś zbiorowości, zaprzeczamy istnieniu sieci współzależności, w które wszyscy jesteśmy uwikłani, oraz wpływowi, jaki wywierają na nas zewnętrzne struktury.
   — Philippe Vion-Dury

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Od­najdźmy w sobie tę potężną siłę, która da nam poczucie, że to, co robimy, jest słuszne i war­to­ściowe, która da nam poczucie fundamentalnej niewinności wobec wszelkiej władzy. Teraz, w czasie, kie­dy kończę pisanie tej książki, wydaje mi się, że bę­dzie­my tego bardzo potrzebować.

🖇

Mamy prawo cieszyć się życiem, doceniać to, co naj­lep­sze w tu i teraz, korzystać z całej wolności, jaką dyspo­nu­je­my w danej chwili, starać się żyć jak najgodniej i naj­szczęśliwiej. Po co pragnąć szczęścia dla wszystkich, gdy porzuca się szczęście, które się ma?

🖇

„Człowiek dobrze wie, co go interesuje” — pisze Cathe­ri­ne Dorion. „Wszyscy się rodzimy z tym we­wnętrz­nym kompasem. Odnajdźmy go w sobie, we wszystkich sfe­rach naszego życia. Wtedy inni, będąc pod wrażeniem na­szej otwartości, również odkryją w sobie podobne pragnienia”. To jednak wymaga zaufania do siebie.

(tamże)