wtorek, lutego 03, 2026

6000. 34/365  // Czekariat (CXXVIII)

wszystkiego najlepszego!
     do wczo­raj myślałam, że to sztampa i pój­ście na łatwiznę, a nie życzenia.
     zmieniłam zdanie, bo jeśli szczerze wy­po­wie­dzia­ne są te sło­wa, nie ma piękniejszych — po­zba­wio­ne są po­li­tyki, świa­to­po­glą­du czy uprzedzeń, jed­no­cześ­nie odnoszą się z sza­cun­kiem do losu.

34/365


fot. Sadownik, fragment.
 

[…] pain is unavoidable, but suffering is optional.

Darene Cohen, Turning Suffering Inside Out,
Shambhala Publications, Boston 2000.

niedziela, lutego 01, 2026

5999. Z oazy (CDXVII)

Od kilku miesięcy wiedziałam, że się ukaże. Nabyłam ją dwa tygodnie z małym ha­kiem temu. Przetupywałam do środy, czyli do dnia publikacji wersji elektronicznej, gdy z samego rana wylądowała na moim czytniku. Rzuciłam wszystkie czytane prze­ze mnie literki. Nie śpieszyłam się wcale, ale już w czwartek koło południa było po książce. Fusy wrażeń potrzebowały czasu do dziś, by opaść, by uruchomił się po­zba­wio­ny jakichkolwiek wątpliwości czujnik fragmentów, które muszę tu mieć zawsze pod ręką.

Zazdroszczę każdej osobie, która ma tę książkę jeszcze przed sobą. Zazdroszczę każ­demu człowiekowi, który o książkach Wichy dopiero co usłyszał. Czeka ich piękno i mądrość.

Ważne było nie tylko każde zdanie czy słowo — liczyła się rów­nież każda kropka, kreska, interlinia, spacja:

Dzień dobry.
Zauważyłem, że na początku źle podzieliłem akapity.
Przepraszam, wysyłam poprawioną wersję (różni się tylko en­terami).
Pozdrawiam,
MW

Nie lubił też zmiany tytułów. I z tym był duży problem. Bo w pa­pie­rowym wydaniu gazety tytuły, które autor przysyłał, spraw­dza­ły się idealnie. Ale w internecie miały mieć po 100 znaków […], musieliśmy je więc zmieniać. Co nie spotykało się ze zro­zu­mie­niem autora:

Pani Katarzyno. Widzę, że w internecie tekst zaczyna się od tytułu, którego mi wstyd.

W końcu udało się to przewalczyć — od pewnego momentu ty­tuły w internetowych wersjach felietonów były już identyczne z ty­mi z papieru.

Katarzyna Pawłowska-Salińska

Niby nic trudnego, prosta rzecz — chcesz narysować, to narysuj. Ale narysować bez piłowania, bez nadmiernego szczególarstwa jest trudniej.

No i na koniec: nie jest łatwo wymyślić dobry tytuł. Ale tytuł Proste rzeczy jest chyba bardzo właściwy. […]  Chociaż Marcin zawsze powtarzał, przy każdym, nawet najprostszym zadaniu projektowym, że nic nie jest proste.
     Istotnie, nie jest.

Tomek Frycz

Myślał o wydaniu tych felietonów. Każdy z nich jest dla mnie jak spotkanie po latach z najlepszym przyjacielem […]. Niech się je Wam dzisiaj dobrze czyta. Słyszymy się w tych samych miejscach.

  Marta Tymowska-Wicha

🖇 🖇

Szkoły z lat 30. nie demonstrowały potęgi ani bogactwa. Za to mówiły coś fajnego o mieście, w którym powstały. Mówiły: staramy się rozwiązywać problemy — i na tym polega nasza nowoczesność.

🖇

     — Książki w szkole czyta się po coś — powiedziała z naciskiem. — Na przy­kład po to, żeby nauczyć dzieci opisu lub charakterystyki postaci. Żeby pokazać ewolucję bohatera. We współczesnych książkach trudno to znaleźć.
     — Dlaczego? — spytałem.
     — Prawo serii. Wydawcy nie wystarcza jeden strzał. Chce sprzedać cały cykl, najlepiej osiem czy dziesięć książek. Bohaterowie nie mogą się zmie­niać ani dojrzewać. Jeżeli ulegają jakiejś przemianie, to rozłożonej na dzie­sięć tomów. Poza tym musi być szybka akcja, więc nie ma miejsca na opisy.
     […]
     — Może napisze pan kryminał? Kryminały się jeszcze sprzedają. — Usły­sza­łem przy okazji targów książki. — Za to wampiry — (tu głos za­mie­nił się w szept) — wampiry powoli się kończą.
     — To okropne — skłamałem.

🖇

Zwycięstwo Trumpa nie jest triumfem brzydkich i wykluczonych. To triumf ostentacji. Koniec udawania, że liczy się co­kol­wiek poza siłą i bogactwem.
[2017]

🖇

🖇

To jedna z zasad projektowania graficznego i w ogóle życia: rzeczy bez­sen­sow­ne budzą respekt. To nie może być aż tak głupie — myślimy — coś się musi za tym kryć. […]
     Patriotyczną grafikę poznajemy po kolorach. Dominują biel i czerwień z do­mieszką barw klubowych. Liternictwo musi być groźne i nieczytelne. Z ja­kichś powodów germański gotyk jest ulubionym krojem pa­triotów. Zapewne mamy do czynienia z typograficzną odmianą syn­dro­mu sztok­holm­skiego.

🖇

Słusznie czy nie, uznajemy pojawienie się maszyny parowej, samolotu lub komputera za nieuchronne.
     Z historią bywa inaczej. Przez brak gwoździa upadają królestwa. Po­śpiech i mgła zmieniają dzieje państw. Dopiero później — kiedy mleko jest już rozlane — historycy próbują przedstawić ciąg przypadków jako lo­gicz­ny i nieuchronny proces.

🖇

Wkrótce trudności pokonano. Jak powiedział bohater pewnego filmu, porażki to tylko przystanki na drodze do ostatecznej klęski.

🖇

🖇

Przed laty wybitny plakacista opowiadał, że chętnie ogląda głupawe te­le­tur­nieje. Sprawdza, co ludzie jeszcze wiedzą i pamiętają. Które sko­ja­rze­nia, od­wo­ła­nia i cytaty mogą zadziałać. W ten sposób poznawał granice tego kurczącego się skrawka — wspólnego języka — którego mógł użyć w swoich pracach.

🖇

Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Ani żałować lasów, gdy płoną wsie. Ani wsi – i tak dalej. Ciekawe, że najczęściej pouczają nas o tym piromani.
     […]  W szkołach Skandynawii poświęca się sztuce cztery razy wię­cej cza­su. W Lichtensteinie dziewięć razy więcej. […]
     255 godzin, kilka kompletów farb plakatowych, kredki Bambino, trochę krepiny. […]  Jakoś w trakcie cieniowania — zgrzyt, zgrzyt, twardy ołówek jeździ tam i z powrotem po papierze — dziecko dochodzi do wniosku, że wca­le nie lubi rysować. Że nie ma talentu. To jakby ktoś przekonał ptaka, że nie ma talentu do latania. Trudne zadanie, ale szkoła daje radę.
     […] 
     Dobrze prowadzone lekcje plastyki to szansa na odkrycie, że w sztu­ce nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi (czyli zupełnie inaczej niż w testach kom­petencyjnych). Że ludzie widzą świat na różne sposoby. Że lu­dzie — sensacja! — są różni i mimo wszystko mogą coś robić razem.
     Należałoby tutaj przytoczyć solidne i rzeczowe argumenty. Napisać, że kreatywność jest podstawą nowej gospodarki i sprężyną start-upów. Zapewnić, że chlapiąc farbą, dzieci zdobywają cenne kompetencje, które później spieniężą na rynku pracy. Że dzięki plastelinie dogonimy Lich­ten­stein. Ale przecież nie po to wstaliśmy z kolan, żeby gonić jakieś Lich­ten­steiny.

🖇

🖇

W starym podręczniku policyjnym można przeczytać: „[…]  Dowody nie za­po­minają̨. Nie mylą̨ się̨ pod wpływem emocji. Są na miejscu, nawet kiedy brak naocznych świadków”.
     W przestrzeni publicznej jest tak samo. Tutaj też otaczają nas dowody rzeczowe. Każdy budynek, wiata, płot czy billboard gotowy jest świadczyć przeciw swoim twórcom. Opowiedzieć o prawach rynku, o meandrach ustawodawstwa, o spekulacji gruntami, nierównościach społecznych. Prze[d]stawić obraz społeczeństwa i raport o stanie państwa.

🖇

Śmiecenie i zdobienie — dwie siły, które kształtują krajobraz. Śmiecimy przez zaniedbanie. Śmiecimy przez obojętność, lenistwo, skąpstwo i upo­do­ba­nie do najprostszych rozwiązań (gruz na łąkę, ściek do rzeki).
     Za to potrzeba zdobienia jest rozrzutna i skora do działania. To ona ata­ku­je każdą wolną ścianę, jeśli nie muralem, to przynajmniej kompozycją ko­lo­ro­wych rombów. […] 
     Porzucone dekoracje łączą oba nurty. Wczorajsze ozdoby zamieniają się w dzisiejsze śmieci.

🖇

Resztę tej historii mniej więcej znamy. Prywatną własność ogłoszono gwa­ran­cją wolności. Hasło „Rodzina na swoim”, poczęte na użytek kam­panii zapomnianego prawicowego polityka, zawędrowało do reklamy kre­dy­tów hi­po­tecz­nych. […]  banki liczyły zyski i straty. Ale raczej zyski.
     Po latach zostaliśmy ze zdemolowanym krajobrazem, zadłużeniem, przedostatnią w Europie liczbą izb mieszkalnych na głowę mieszkańca (dzięki ci, Panie, za Rumunię).
     […] 
     Architektura lat 90. nie miała swojego van Gogha, ale też nie o archi­tek­tu­rę tutaj chodzi. Bardziej o tablicę z napisem „Późny kapitalizm, gust kre­dy­to­biorcy”.
     Fajnie być dziełem sztuki. Mniej przyjemnie robić za eksponat w muzeum etnograficznym. Przykro odkryć, że nasze poglądy mają termin przy­dat­no­ści. Że to, co uważaliśmy za normę, wcale nie musi być normalne. Usłyszeć, że nasze opinie i aspiracje zostały zdeterminowane przez przy­na­leż­ność do grupy, klasy lub pokolenia. Że ktoś nam poukładał w gło­wach. Czujemy się tym upokorzeni.
[2016]

🖇

🖇

Ktoś powie, że proponowana lista nie jest jakoś szczególnie gorsza od po­przed­niej. Problem w tym, że nie jest lepsza. Lista lektur to tylko narzędzie. Prawdziwym celem jest czytanie. Dokładniej — wykształcenie nawyku czy­tania i rozmawiania o książkach. Właśnie do tego potrzebujemy mądrej szkoły. Mądrej, odważnej i pomysłowej. Ostatnio dziarsko maszerujemy w przeciwnym kierunku.
[2016]

🖇

Szkoła służy do oswajania niesprawiedliwości.

🖇

Zmiany są potrzebne. Ale w piekle powinno się znaleźć miejsce dla tych, którzy marnują cudzy wysiłek.
     Od ośmiu lat patrzę, jak szkoła uczy, że nie warto jej traktować po­ważnie.
     Lekcja pierwsza. Reguły są dla słabych. Silny robi, co chce, i w ten spo­sób demonstruje swoją władzę. To jak z kodeksem drogowym. Słaby czeka na zielone, a potem z modlitwą na ustach brnie przez pasy. Silny dociska gaz.
     Lekcja druga. Jeśli nie zostaniemy rozjechani, wszystko inne można negocjować.

🖇

🖇

Chwilami się zastanawiam, czy z tego koszmaru można się wykupić. […] 
     Zapewne znajdzie się jakiś wentyl, odkryjemy tylne wyjście. Wady systemu zostaną zrównoważone przez jego nieszczelność i będzie jak zawsze.
     Tylko że to jest potwornie smutne.

🖇

Złej władzy i złemu designowi możemy postawić te same zarzuty. Złe pro­jektowanie jest nieuczciwe lub głupie. Marnuje cudzy wysiłek i trwoni za­so­by na­tu­ral­ne. Nie dba o wspólne dobro. Nie dba o słabszych. Woli od­wo­ły­wać się do emocji, niż szukać sensownych rozwiązań.
     A dobre projektowanie? Państwo będą się śmiać: dobre projektowanie jest mądre i demokratyczne.
[2017]

🖇

Nawet zdawkowa krytyka powszechnych zachowań może zostać uznana za obrazę narodu. Jak to, Polacy śmiecą? Polacy hałasują?!
     Autorzy nagłówków mają świadomość zagrożenia. Dlatego artykuł o ru­chu drogowym nosi tytuł: „Polacy za kierownicą. Co z umie­jęt­no­ścia­mi?”. Doceńmy ten znak zapytania. Nie można przecież napisać „Polacy źle pro­wa­dzą”. Byłoby to krzywdzące uogólnienie. Źle jeż­dżą jednostki, naj­czę­ściej w niemieckich samochodach. Polacy są zna­ko­mi­tymi kierowcami.

🖇

Gorzej, że granica między reklamą a informacją została zatarta. Do­mnie­ma­nie prawdziwości uchylono. Fotografia stała się tylko włącz­ni­kiem emo­cji. Wykrzyknikiem. Umownym znakiem wziętym z biblioteki mo­ty­wów. Sposobem na zwrócenie uwagi i przypieczętowanie tezy.
     […]  Nie jest łatwo o autorytet w czasach wizualnego cynizmu.

🖇

Książka zamknięta występuje jako podest, stopień, drabinka. Schodki uło­żone z tomów. Góra, pochylnia, ścianka — po której można się wspiąć, wdra­pać, dostać wyżej, sforsować mur. Książka pozwala osiągnąć więcej. Jest przedstawiana jako narzędzie samorozwoju.
     Każdy, komu skończyło się miejsce na półkach, wie, jak chwiejne bywają stosy. Włażenie na taką konstrukcję obarczone jest sporym ryzykiem.
     Drugi motyw ikonograficzny wydaje się ciekawszy. Otwarta książka za­mienia się w uchylone drzwi. Spomiędzy stron bije smuga światła. Otwar­ty umysł. Otwór w murze. Brama do rajskiego ogrodu myśli. A w środku znów: książki motyle, książki kwiaty, dzieci kwiaty (i rosnące wskaźniki czytelnictwa).
     […] 
     Żaden Instagram tego nie zmieni. Prawdziwe książki to kurz, kło­pot i niewygoda.


Giuseppe Arcimboldo,
Bibliotekarz, 1562.

🖇

Forma książki paginowanej jest arcydziełem designu. Przedmiotem doskonałym, jak łyżka lub koło.

🖇

[…]  kreatywność jest rzeczą fajną. Prowadzi do oryginalnych dzieł, po­my­sło­wych rozwiązań. Jednak czasami trzeba po prostu iść do skle­pu po ko­lanko.

🖇

„Jako dzieci z natury jesteśmy artystami. Później wybijają z nas tę skłon­ność w szkole i trzeba płacić tysiące funtów, żeby ją odzyskać w uczelni arty­stycz­nej. Trzymaj się naturalnych upodobań, a zaoszczędzisz czas i pie­nią­dze” – takie motto można przeczytać w galerii Tate.
     Dobrze powiedziane, ale to nieprawda. Nie wszystkie dzieci są arty­sta­mi. Szczerze mówiąc, większość uwielbia kicz, tandetę i przemoc (schle­bia­nie dziecięcym gustom wykoleiło przemysł zabawkarski). Dzieci mają tylko jedną przewagę nad dorosłymi: bywają zainteresowane. Gotowe podjąć wysiłek, poznać, spróbować, nauczyć się czegoś nowego.

🖇

Nie wiem, jak produkcja, ale marketing produktów mącznych okazał się ostoją tradycji i twierdzą tożsamości. Szczególnie widać to w nazewnictwie.
     […]  Jest chleb biesiadny i weselny, słowiański, staropolski, wiejski, chłop­ski, chleb gospodarza. Jest szlachecki z ziarnami, jest dworski, ry­cer­ski, sarmacki, kresowy. Jest chleb hetman, zaścianek na zakwasie oraz magnat krojony (Jakub Szela poleca). Można znaleźć orki­szo­we­go do­bro­dzie­ja, pszenno-żytniego mnicha, chleb plebański, jak również kilka odmian militarnych: oficerski, koszarowy i poligonowy.
     Nazwy są swojskie jak narodowe czytanie listy lektur.

🖇

[…]  luksus to sen. Chwila drzemki raz na kilka pokoleń.

🖇

[…]  uchodźca ze smartfonem. Ten widok utwierdza w niechęci. Budzi po­dej­rze­nia. Uchodźca ze smartfonem, państwo widzieli? Ze smartfonem! Od razu widać, że facetowi dobrze się powodzi. Wyruszył w drogę wy­łącz­nie po to, żeby zabierać nam pracę, korzystać z socjalu i zamieniać ko­ścio­ły w toalety.
     A może wrogość podszyta jest niepokojem? Może człowiek z telefonem wygląda zbyt zwyczajnie? Może w skrytości ducha chcemy wierzyć, że pew­ne rzeczy nie przydarzają się właścicielom smartfonów?
     Dotykają nas choroby i nieszczęścia, ale to nie my przeprawiamy się w ma­łych łodziach przez morze. Nie tłoczymy się w obozach dla uchodźców. Nie szturmujemy granicznych płotów. Rekwizyty codzienności wrzucone w taki sztafaż wyglądają nieprzyjemnie. Sugerują, że i nas może spotkać to samo.

🖇

Ojciec nauczył mnie zasad perspektywy zbieżnej. […]
     Mówił, że przy rysowaniu nie należy ścierać, tylko poprawiać. Można skreślić i zacząć od początku, byle nie używać gumki. Tej lekcji nie da się przekazać następnym pokoleniom, ponieważ na wzmiankę o używaniu gumki współczesne dzieci duszą się ze śmiechu.
     Uczył, że trzeba stawiać pewne kreski (żeby nie wyglądały jak sianko). Że nie należy stawiać zbyt mocnych kresek, bo wyglądają jak drut.
     […]
     Twierdził też, że ludziom należy ufać („bo cała stra­te­gia tych skur­wy­sy­nów polega na tym, żeby ludzie sobie nie ufali”).
     I że brzydkich słów lepiej nie nadużywać.
     […]
     Poza tym był zdania, że zmywanie może zaczekać, jeżeli talerze usta­wi się w pryzmę. Że sprzątanie to nuda, ale rzeczy powinny leżeć rów­no. Że sy­met­ria jest ważniejsza niż czystość.
     Nie nauczył mnie wielu rzeczy, które sam potrafił. Nie nauczył prowadzić samochodu, gwizdać na palcach, pływać motylkiem. Może w ten sposób usza­no­wał moją odrębność. A może uznał, że nie warto tracić czasu na przed­się­wzię­cia, które nie dają szansy powodzenia.

🖇

Stawił się na ósmą.
     — Pan jest architektem — wychowawczyni zamachała dziennikiem — a my potrzebujemy rady w sprawie zakończenia roku. Bo, wie pan, nor­mal­nie dawaliśmy stojak na flagi po lewej, poczet sztandarowy po prawej, a w środku godło.
     — Stojak po lewej? — powtórzył ojciec.
     — A poczet z prawej — westchnęła nauczycielka. — Ale w tym roku chcie­li­śmy jakoś ciekawiej. […]
     Ojciec wysłuchał, obszedł salę. Potem wyjął miarkę i zmierzył drabinki.
     — Myślę — powiedział w końcu — że flagi powinny być po lewej, a poczet po prawej.
     — A godło?
     — Godło na środku.
     W ten sposób otrzymałem lekcję, z której do dziś korzystam: projektant powinien przede wszystkim słuchać. Większość odpowiedzi zawiera się w pytaniu.
     Nauczycielka też była zachwycona.

Marcin Wicha, Proste rzeczy,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Kiedy w dzieciństwie wyobrażałem sobie przyszłość, zamieszkiwały ją kanciaste roboty obdarzone me­ta­licz­nym głosem. Światem miała rządzić logika i zim­na kal­kulacja.
     Tymczasem rozwój technologii ściągnął nam na gło­wy lawinę emocji. Może to kwestia ilości informacji, któ­re musimy przetworzyć? Nerwy są szybsze od ro­zu­mu. Może już tylko emocje potrafią wytrzymać tempo narzucane nam przez świat.

🖇

Wykrzyknik – skromny przodek emoji – przez lata miał kiepską opinię. Był piętnowany jako oznaka złego stylu. […] 
     Anglosaska powściągliwość sprawiła, że oryginalna klawiatura QWERTY w ogóle nie miała klawisza „!”.
     Historyk interpunkcji Keith Houston pisze, że jeszcze w latach 70. zeszłego wieku amerykańskie maszyny oby­wa­ły się bez tego znaku. Jeśli ktoś koniecznie chciał ude­rzyć pięścią w stół, musiał najpierw wbić kropkę, cof­nąć i w tym samym miejscu trzasnąć apostrof. Albo kupić ma­szy­nę Olivetti. Włoski sprzęt był bardziej emo­cjo­nalny.

🖇

Brak nadziei jest kwestią projektową, bo w swoich naj­lepszych momentach design chce poprawiać świat. Po­pra­wiać po trochu, po kawałku. Zaczynając od dro­bia­zgów. Bez nadęcia. Bez uproszczeń, wielkich haseł, szukania wroga, niszczenia wszystkiego i budowania od zera.
     Design to szacunek dla naszego czasu, wysiłku i bez­pie­czeństwa. Wiem, że często bywa inaczej. Ale i tak uważam, że design to rozsądek. Rozum za­przęg­nię­ty do codziennych zajęć. Strasznie brakuje de­signu w na­szym życiu.

🖇

Troska o szczegół zawsze robi na mnie wrażenie. Czasem myślę, że w architekturze właśnie to jest najlepsze: dro­bia­zgi, bez których można się obyć. Ceglane układanki odpowiadały na jakąś pierwotną potrzebę, chyba tę sa­mą, która sprawia, że garncarz ozdabia miskę, a ko­czo­wnik — jurtę. Skąd to się w człowieku bierze?

🖇

[…]  przyszłość zawsze się różni
od naszych wyobrażeń.

🖇

(tamże)

środa, stycznia 28, 2026

5998. Z oazy (CDXVI)

Lata świetlne te­mu pożyczyła mi tę książkę. Mogę w końcu ją Jej oddać. Prze­czy­ta­łam szybko i sprawnie, bo okazało się, że mogę ją przeczytać w wersji elektronicznej.

Gdybym czytała ją w roku, w którym się ukazała, byłaby dla mnie książką o czasach dawno minionych. Czytałam ją jednak teraz, gdy za miedzą wojna, której końca nie widać; gdy nienawiść podchodzi niebezpiecznie pod korek w zbyt wielu krajach. Ciar­ki momentami przechodziły po plecach.

Po tamtych dwóch książkach (pierwsza, druga) nie dziwiło mnie już wcale, że mu­sia­ło minąć tak wiele dziesięcioleci, nim ta historia mogła ujrzeć światło dzienne, a potem jeszcze dwadzieśca sześć lat (sic!), by mogła ukazać się po polsku.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że boisz się całe życie? Spróbuj, choć jest to zupełnie niewyobrażalne.

Dziś w Polsce i wielu miejscach na świecie na różne okrutne spo­soby nadal odmawia się ludziom prawa do miłości. […]
     Nie doszłoby do polskiego wydania tej książki, gdyby nie de­ter­minacja i dobra wola osób, dla których było oczywiste, że hi­sto­ria Stefana K. musi w końcu zostać opowiedziana w Polsce.

[polska premiera, 2017] ma miejsce dwadzieścia sześć lat po ukazaniu się oryginału.

Aleksandra Małecka,
Kraków, 2017.

Właśnie tak było. Właśnie to przeżyłem. To nie powinno się już nigdy wy­darzyć. Nikomu.
     Latem 1947 roku wróciłem do Polski.
     Mimo że moje uczucia do Williego się nie zmieniły, stało się dla mnie ja­sne, że wyzwolenie spod nazistowskiego panowania jeszcze długo nie bę­dzie iść w parze z wyzwoleniem homoseksualnych mężczyzn i kobiet.

Do dziś jestem wdzięczny Williemu, że moich uczuć miłosnych od początku mogłem doświadczać jako czegoś pięknego. Stało się dla mnie ważne, by ludzie we wszystkich krajach świata w końcu pojęli, że karać za miłość i tolerować przemoc to zawsze przestępstwo. Tylko gdy jest na odwrót, ma to przecież jakiś sens.  

Stefan K.,
Warszawa, 1990.

Strach, że jego homoseksualność wyjdzie w Polsce na jaw, nie opuszczał go do końca życia. Niejednokrotnie pytał mnie: „Czy mogę na tobie polegać?”. Mógł.

Pod koniec stycznia 1996 roku odwiedził mnie w Amsterdamie i wygłosił odczyt, który zgromadził pełną salę i zakończył się owa­cjami na stojąco. Następnego dnia otrzymałem od niego do­kument […]. Ostatnie słowa brzmia­ły: „Kiedy umrę, musisz opo­wie­dzieć całemu światu, co działo się wówczas ze mną i z wie­lo­ma innymi homoseksualnymi mężczyznami i kobietami — i co w wielu krajach dzieje się nadal”.
     „Również w Polsce?” — zapytałem.
     „Również w Polsce” — odpowiedział bez wahania. Należał do tych, którzy żywili nadzieję, że w jego kraju nastąpi otwarcie na Europę, dzięki czemu poprawi się los osób nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­nych. Na szczęście nie zdążył przekonać się, że w przy­szło­ści w Polsce rządzący dalej będą zaniedbywać pra­wa mniejszości lub, co gorsza, rozgrywać je dla po­li­tycz­nych korzyści.

Lutz van Dijk,
Kapsztad, 2017.


Teofil Kosiński (1925–2003) i Lutz van Dijk, 1996.

🖇 🖇

Polski już nie ma! Polski już nie ma! Moja pamięć ściśle wiąże to zdanie z owym dniem pod koniec lata 1939 roku, kiedy dowiedziałem się, że już nigdy nie będę mógł pójść do szkoły.

🖇

     – Co masz na myśli, mówiąc „w tych czasach”? – zapytałem go jeszcze po cichu.
     – Na świecie jest dużo nienawiści i wzajemnych gróźb. […]  Mam tylko nadzieję, że politycy znowu się trochę opamiętają i nie przejdą od słów do czynów.

🖇

[…]  to wyłącznie na czas wojny. Jak tylko się skończy, wszyscy robotnicy przymusowi będą mogli wrócić do domu.
     Wówczas jednak nie wiedzieliśmy, że do końca wojny jeszcze bardzo daleko i że do domu wróci ledwie co drugi.

🖇

Gdy wpatrywałem się w ciemność, niespodziewanie poczułem w piersi prze­szy­wa­jący smutek. […]  Czułem, jak po policzkach spływają mi łzy. Nikt ni­czego nie zauważył.

🖇

Musimy wierzyć, że nadejdą dla nas lepsze czasy.

🖇

To dorośli zawracają jeden drugiemu w głowie i nazywają to miłością. Do­tych­czas czułem się na coś takiego po prostu niegotowy…

🖇

To, co dotąd było obce i niezrozumiałe, w jednej chwili stało się jasne — ro­zwi­jałem się całkiem normalnie. Żarty innych chłopaków i ten głupi cyrk między dorosłymi kobietami a mężczyznami — wszystko to po prostu nie było dla mnie. To nie pasowało — nie mnie.

🖇

Latem 1941 roku spadły na nas zrazu nowe wydarzenia. Mniej więcej od po­cząt­ku czerwca obserwowaliśmy wzmożone ruchy niemieckiej armii. Oficjal­nie były to ćwiczenia wojskowe, a kierunku tych przemieszczeń nie dało się jednoznacznie ustalić.

🖇

Podczas gdy niektórzy z chłopaków umawiali się, żeby pograć wieczorem w karty albo w jeszcze inny sposób spędzić razem czas, ja biegłem od razu do domu, przebierałem się i pędziłem dalej do teatru. Tam w końcu zanu­rza­łem się w inny, niewiarygodny, ale dla mnie jednak jedyny prawdziwy świat.

🖇

Ach, gdybyśmy mogli przez cały wieczór po prostu milczeć. Patrzyłem na niego i naprawdę nie potrzebowałem niczego więcej.

🖇

Miałem przed oczami tylko jego, tego czułego, pięknego mężczyznę – bez mun­du­ru, bez wojny i bez całej światowej historii w tle. Tylko jego.
     […]  Teraz, gdy już siebie odnaleźliśmy, najgorsze minęło. Na świecie był człowiek, który czuł tak jak ja. Zasypiałem z myślą, że już dawno nie byłem taki szczęśliwy…

🖇

Jeszcze nigdy nie widziałem mężczyzn idących ulicą za rękę. Wydawało mi się to komiczne, ale jednocześnie pomyślałem sobie: jakie to głupie, że rze­czy­wiście nie można nigdzie napotkać mężczyzn, którzy czule się ze sobą obchodzą. Widać za to, jak chleją, biją się i nawet wspólnie onanizują, ale w gruncie rzeczy nie ma to nic wspólnego z czułością. Wręcz przeciwnie…

🖇

     — […]  Chcę żyć z tobą! — A po chwili: — Fatalna historia, co?
     — Nie! — sprzeciwiłem się radośnie. — Cholernie mocna!
     Willi naśladował mój polski akcent:
     — Masz rację, mocna dla nas obu. Ale cholerna też!

🖇

Jak bardzo chciałem opowiedzieć komuś o moim ogromnym szczęściu. Kochałem i byłem kochany.

🖇

Zdziałać mogłem niewiele. Ale chciałem spróbować wszystkiego.

🖇

Zdawało się, że czerpią z tego przyjemność. […]
     Aż do tej chwili mego życia nie wiedziałem, jak wiele bólu naprawdę jest w stanie znieść człowiek, zanim przestanie być człowiekiem, zanim z bólu straci poczucie przestrzeni i czasu, a w końcu także świadomość.

🖇

Byłem przerażony. Przez co ten mężczyzna musiał już przejść? Co jeszcze miało mnie spotkać?
     — […]  Ty musisz to wszystko tutaj przetrwać, dobrze? Wiem, że ja już długo nie wytrzymam, ale ty musisz, obiecasz mi to? Muszą przetrwać lu­dzie, którzy kiedyś opowiedzą, co się tutaj działo

🖇

Jaap kiedyś powiedział, że nie czuje do mężczyzn tego, co ja. Ale lepiej mu się zasypia, kiedy leżę obok. Był wspaniale prostolinijny. Jeszcze nigdy ni­cze­go takiego nie doświadczyłem. A już w ogóle nie u chłopaka, który ma­rzył o dziewczynach…

Lutz van Dijk, Cholernie mocna miłość. Prawdziwa historia
Stefena K. i Williego G.
, przeł. Filip Fierek, Agata Chmielecka,
Wydawnictwo Ha!art, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

   — Za dobry rok z tobą!

🖇

     — Ach, gdyby tylko wojna dobiegła końca – skwi­to­wa­łem naszą pierwszą, nie tak znowu nieskom­pli­ko­wa­ną wycieczkę w przyszłość.

🖇

Kolor skóry, nasze pochodzenie, język ojczysty, również orientacja seksualna… To wszystko składa się na nasze człowieczeństwo i nikt nie może być z tego po­wo­du dyskryminowany.

(tamże)

5997. 28/365

trzeba opatrzeć rany po straconych piórach. zadbać* o po­chew­ki pióro­we. słuchać, jak po­wolutku kształtują się nowe lotki.

28/365

_______
  *  oznacza również konieczność spania w godzinach, które układ nerwowy lubi najbardziej.
  ‡  bo skrzydła są w życiu piekielnie ważne.

Między siedemnastą a osiemnastą wersją doznałem ol­śnie­nia. Koń powinien mieć skrzydła.
     Pamiętam wszystko. Pa­miętam miejsce. […]  Pamiętam nawet, z której strony pa­da­ło światło, gdy to zrozumiałem.

Marcin Wicha, Proste rzeczy,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

wtorek, stycznia 27, 2026

5996. 27/365

nie­ważne wcale myli się przez większość życia z naj­waż­niej­szym. kręci się w głowie przez długi czas, gdy się to odkryje. literka po literce kiełkuje pytanie: i co teraz‽

27/365

     — Co to znaczy być poetą?
     — Być poetą to tak się zachowywać, że­by to zachowanie nie pozostawiało żad­nej wątpliwości, że się jest poezją.
     — …żeby to zachowanie nie pozostawiało żadnej wąt­pli­wo­ści, że się jest poezją, czy że się jest poetą?
     — Że się jest poezją. Poetą nie da się być.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

[suplement 28.01.2026]
Spojrzał i po­czułem się jak bohater me­lo­dra­ma­tu o pod­sta­rza­łym mężczyźnie, któ­ry dostrzega pustkę egzystencji i tuż przed metą postanawia spełnić zaległe marzenia.

Marcin Wicha, Proste rzeczy,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.

sobota, stycznia 24, 2026

5995. Gap się (V)

Utknęłam również dlatego, że nijak nie miałam pomysłu, czy, a jeśli tak, to jak po­dzielić wybrane cy­ta­ty. Wiedziałam jednak, że muszę mieć pod ręką te piksele — peł­ne piękna i mocy, a także sierści.

Nasze ciała, w szcze­gól­no­ści (?) twarze czy dłonie nieustan­nie opo­wia­da­ją hi­storie o naszym doświadczaniu życia. Ale to, jak zostaną one przez innych odczytane, za­le­ży znacząco od zniekształceń spo­wo­dowanych przez doświadczenia tych, którzy, przy­glądając się nam, słuchając tych historii, dorysowują własne szlaczki.

Ludzie, starając się zrozumieć to, co jest dla nich dość nowe, próbują dopasować to do tego, co już wiedzą. Najwyraźniej czują potrzebę, aby dowiedzieć się, jak ktoś, kto jest do nich tak podobny, może być jed­no­cześ­nie tak bardzo od nich różny.

👁


Chris Rush, Swim II,
[dostęp: 22.08.2025], źródło.

👁

Kevin Connolly […]  również jest osobą przyciągającą wzrok innych, […]  porusza się na deskorolce. […]  Uwieczniwszy podczas swoich podróży po­nad trzy tysiące gapiów, Connolly stał się sprytnym obserwatorem osób, któ­re mu się przyglądają na ulicach. Jego celem jest nie tyle upokarzanie gapiów w jakikolwiek sposób, ile badanie tego, czym jest gapienie sie i jak funkcjonuje ono jako zjawisko. Zwyczajni gapie są dla Connolly’ego równie interesujący, co jego wygląd dla nich.


Piękny psi gap z Zurichu,
fot. Kevin M. Connolly,
[z:] The Rolling Exhibition,
[dostęp: 22.08.2025], źródło.

[…]  gapiący się widzowie Connolly’ego często umieszczają go w ramach tworzonych przez siebie samych historii, które mają wyjaśnić jego brak nóg. W Bośni na przykład ktoś uznał, że fotograf jest ofiarą wybuchu miny, w Rumunii uznano go za cygańskiego włóczęgę, na Ukrainie — za żebraka, w Nowej Zelandii — za osobę, którą zaatakował rekin, natomiast w Sta­nach Zjednoczonych — za weterana wojennego, który odniósł rany w Iraku.

👁

Connolly rozkoszuje się tym, że może pomóc innym zrozumieć, iż cieszy się pełnią ludzkiego życia.

👁


Doug Auld, Shayla,
z serii portretów State of Grace,
[dostęp: 22.08.2025], źródło.

Owa kobieta definiuje swoją rolę w spotkaniach z osobami, które się na nią gapią, w kategoriach „buntu”. Celem tego buntu jest „pokazanie im, po pierw­sze, że na kogoś się gapią; po drugie, że ten ktoś WIE, że gapią się na niego; i po trzecie, że ten ktoś jest wspaniałą osobą. Wtedy odchodzą z pew­ny­mi przemyśleniami… BYĆ MOŻE myślą, że… w gruncie rzeczy nie je­steś­my od siebie tacy różni”. Kiedy cytowana osoba „odgapia” się — po­dob­nie jak Shayla ze swoimi poparzeniami, która spogląda na nas su­ro­wym wzro­kiem z portretu Aulda — jej spojrzenie nie komunikuje prośby, lecz jest aser­tyw­ną próbą wzajemnego poznania pomimo różnic. Od­wza­jem­nie­nie spoj­rze­nia zarówno na ulicy, jak i na portrecie, po­ka­zu­je ga­pio­wi, że tym, co go zachwyciło, jest „zachwycająca” osoba. Gap — bez wzglę­du na to czy jest zszo­ko­wany, niepewny, czy też wrogo nastawiony — re­a­gu­je na widok oso­by przyciągającej jego wzrok, która pomaga mu zobaczyć siebie tak, jak sama chce byc postrzegana. Jej oczy pokazuja mu, ze widzi wspaniałą osobę.

Rosemarie Garland-Thomson, Gapienie się, czyli o tym
jak patrzymy i jak pokazujemy siebie innym
,
przeł. Katarzyna Ojrzyńska,
Fundacja Teatr 21, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

5994. Gap się (IV)

Gdyby nie Życie na kółkach pewnie nie przypomniałabym sobie, że utknęłam, pe­re­grynując po tej książce. Utknęłam nie z powodu nieczytania, lecz technikaliów, by mieć tutaj znaczące dla mnie fragmenty, bo szansa na to, że wrócę do tej lek­tu­ry, czy­tając ją po raz drugi, jest żadna — książka ma być książką, a nie re­kwi­zy­tem re­ha­bi­li­ta­cyjnym. Z tego powodu, w zależności od rozmiaru wyboru cytatów, które mu­szę mieć pod ręką, co jeden lub co dwa rozdziały przestaję czytać i nie ru­szam da­lej, do­pó­ki nie odcedzę literek. Utknęłam w sierpniu na odcedzaniu.

Skutek takiego modus operandi jest taki: nie odcedzę, nie pójdę dalej. Nie chcę, by mnie zasypał wybór wszystkich must-have. Ale, alé! To zbyt ważna lektura, by ją po­rzu­cić, więc odcedzam.

Gapienie się — jeden rze­czow­nik, wiele osobistych doświadczeń już od przedszkola, a gdy czytam każdy z kolej­nych rozdziałów bar­dzo szybko oka­zuje się, że wszystko, co wiem na temat tego zja­wiska, to wyłącznie wierzchołek góry lodowej. Jest w ga­pie­niu się siła, ale też jest coś ważnego i znaczącego (szczególna moc) w byciu obiek­tem gapienia się. Hawk!

Dla tych, którzy ją potępiają, ciekawość powodowana impulsem do ga­pie­nia się na to, co niewytłumaczalne, jest formą sięgania po zakazaną wiedzę i aroganckim aktem transgresji.

👁

Jednocześnie jej [ciekawości]  intensywne skupienie może spra­wić, że to, co codzienne i zwyczajne, stanie sie egzotyczne i wyjatkowe.

👁

To, co dla jednej osoby jest niezwykłym widokiem, dla innej pozostaje co­dzien­nym krajobrazem. Gapić się, to wkroczyć w czyjąś przestrzeń.

👁

Gapienie sytuuje nas naprzeciw siebie.

👁

Seneka słusznie ostrzega, że ciekawość jest przypadłością, która sprawia, że nasze oczy i umysł wymykają się spod naszej kontroli.

👁

Gentlemani nie gapia się. […]  Oczy muszą jednocześnie afirmować i po­twier­dzać; muszą zauważać, ale nie kwestionować. Każde zachowanie wzrokowe jest jednocześnie subtelnym działaniem, które potwierdza po­siadaną pozycję społeczną i w uprzejmy sposób nadaje status drugiej osobie.

👁

Przed gapieniem się chroni nas nawet prawo. […]  Ustanowiony w 1881 roku Kodeks Miasta Chicago, który obowiązywał przez kolejne niemal sto lat, dobrze oddaje charakter tych praw: „Każda osoba, która jest chora, oka­le­czona, lub w jakikolwiek sposób zdeformowana tak, że wydaje się szpet­na lub odrażającą, lub też jawi się jako osoba, która nie powinna po­ru­szać się po uli­cach, szosach i innych arteriach komunikacyjnych lub w miej­scach publicznych w tym mieście, nie będzie wystawiała się na widok pu­blicz­ny pod groźbą kary w wysokosci 1$ (obecnie to równowartość ok. 20$) za każdorazowe wykroczenie”. […]  Sposób sformułowania omawianego roz­porządzenia implikuje również to, że ludzie, którzy w dużym stopniu zwra­ca­ją na siebie uwagę innych i którzy publicznie pokazują ob­ja­wy cho­ro­by, słabości lub pozostałości innych losowych zdarzeń mających wpływ na ich ciała, zniewalają nasze oczy i uwagę. Gdyby nie obawa, iż czyjeś spoj­rze­nie mogłoby zwrócić się ku takim właśnie widokom, nie by­ło­by po­trzeby wprowadzania omawianych praw.

👁

Osoby, które przyciągają wzrok innych, mogą również zachęcać do empatii jako alternatywy dla litości - jakże częstej reakcji na niepełnosprawność, któ­ra dyskredytuje osoby ją posiadające. Litość to emocjonalny ślepy zaułek, który w ostatecznym rozrachunku dystansuje gapia i alienuje oso­bę, w którą gap się wpatruje. Litość, uniemożliwiając wzajemność, staje się wysublimowaną odrazą, która objawia się dystyngowaną protekcjo­nal­no­ścią. Empatia natomiast opiera się na wzajemnym rozpoznaniu w drugim człowieku tego, co świadczy o naszym człowieczeństwie.

👁

[…]  niepełnosprawność feminizuje mężczyzn, sprawiając, że stają się równi kobietom i osobom o odmiennym kolorze skóry.

Rosemarie Garland-Thomson, Gapienie się, czyli o tym
jak patrzymy i jak pokazujemy siebie innym
,
przeł. Katarzyna Ojrzyńska,
Fundacja Teatr 21, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

5993. Z oazy (CDXV)

O istnieniu osoby autora dowiedziałam się przy okazji zdję­cia, które pięć lat temu pokazała mi Gepardzica. Wówczas mogłam długo o nim dyskutować, bo budziło we mnie wiele ambiwalentnych emocji w zależności od perspektywy, z jakiej na nie patrzyłam. Dziś, gdy myślę wyłącznie o społecznym wymiarze oddziaływania tego zdjęcia, mówię: świetne!

Sięgnęłam po tę książkę, by mieć, choćby podczas czytania, kontakt z żywym czło­wie­kiem, który pomimo doświadczenia bezgranicznego cierpienia, mówi życiu tak! Sięgnęłam, by odnaleźć w sobie siłę, która umożliwi mi mówienie tak! bez względu na to, co w swoim krótkim menu może zaproponować mi kiedyś życie. To był dobry wybór lektury.

À propos dostępności miejsc publicznych, nie wiem, jak to się stało, że w listopadzie zeszłego roku nie zrobiłam cyk głównemu wejściu na cmentarz, gdzie pochowani są rodzice Białego Kruka. Należała się temu miejscu nominacja do Złotej Siekiery, bo… schody. Schody na cmentarz! To, że jakaś kawiarnia schodami informuje mnie o swo­im stosunku do inkluzywności, jestem w stanie mimo wszystko zrozumieć — nie chcą moich pieniędzy, ale cmentarz? Mojego zdziwienia nie zmniejsza fakt, że zmarłym jest wszystko jedno, gdy ruszają w ostatnią drogę, bo to żywi palą świa­teł­ka swoim bliskim. Czasem ci żywi poruszają się na wózkach.

Gdybym w zdrowej fizycznie części życia nie nosiła czubka głowy na wysokości pra­wie metra dziewięćdziesięciu, pewnie bym w tak drastyczny sposób nie dostrzegała różnicy w traktowaniu mojej osoby teraz, gdy oczy mam na wysokosci metra dwu­dzie­stu. Niezmiennie jestem konfrontowana z ideą, że jeśli mam „popsute” trzy koń­czy­ny, to jestem również niesprawna intelektualnie, a skoro oczy mam tu, gdzie mam, to na­le­ży do mnie mówić jak do dziecka. A jeśli nie jak do dziecka, to do Sa­do­wni­ka za­miast bezpośrednio do mnie. Przerobiliśmy to nie raz. Czasem mnie to ba­wi, czasem protestuję i wciskam kaganek wiedzy w sprawne dłonie interlokutora, że jestem tu, że słyszę, że znam (zaskakujące?) odpowiedź na zadane pytanie lub na­praw­dę wiem (zaskakujące!), czego chcę.

Szpitale… długo można by o nich. Najważniejsze, ale także bardzo praktyczne, od­czy­ta­łam na głos Sadownikowi, a potem dorzuciłam jako suplement do tego, wciąż mrożącego mi krew w żyłach, wpisu, by nie przepadło wśród wielości fragmentów, które tu chcę mieć.

A książka? Nie jest, jak wielu by chciało, o walce z chorobą (o tym głu­pim i  szko­dli­wym związku frazeologicznym wciąż myślę TO). To książka o życiu, któ­re­go więk­szość z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić, oraz o osobistym zwycięstwie, któ­re­go nie odbierze czas.

Nim samo gęste pojawi się poniżej, muszę wspomnieć, że uwielbiam słowa Wojtka, ściągnięte z instagrama, które nadają właściwy wymiar wszystkiemu:

Jeśli możliwość wstania z łóżka, wyjścia z domu czy umycia zębów to luksus — to tak, pragnę luksusowego życia.

Miejmy wszyscy luksusowe życia!

Schody do klatki, do piwnicy, do małej windy, wysokie krawężniki na te­re­nie osiedla, progi na balkonie, wąskie korytarze, klitkowe mieszkania — to standard miejskiej architektury. Można odnieść wrażenie, że w epoce Polski Ludowej niepełnosprawni nie istnieli, że to jakiś nowy wynalazek, że na­pły­nę­liśmy ze zlewaczałego Zachodu.

🖇

Wbrew temu, co twierdzą rządzący,
to nie jest kraj dla OzN.

🖇

Biorąc pod lupę polski system wsparcia osób z niepełnosprawnościami, czuję się, jakbym bawił się matrioszką. Lalka w lalce, kłopot w kłopocie. To chyba nigdy się nie kończy.

🖇

Mama zagląda pod stół.
     — Wojtek, co się dzieje?
     — Boję się śmierci.
     — Nie ma się czego bać.
     — Na ćwiczeniach mówiłaś, że nie umrę.
     — Bo masz jeszcze szmat życia przed sobą.
     — A jeśli nie?
     — To pójdziesz do nieba.
     — Tata mówił, że po śmierci czeka na nas ciemność.
     — Nie słuchaj go. Wiesz, jaki z niego pesymista. Zobaczysz, że znajdziesz się w lepszym świecie. W miejscu, gdzie znowu będziesz mógł biegać.
     — Obiecujesz?
     — Obiecuję.

🖇

Wielka katastrofa to armagedon małych żyć,
tak nieistotnych jak moje.

🖇

[…]  ableizm, czyli opowieść pełnosprawnej większości o osobach z nie­peł­no­spraw­nościami, która nie bierze pod uwagę perspektywy tych drugich. Ableizm jest więc formą dyskryminacji, choć same uprzedzenia bardzo rzad­ko są wyrażane wprost. Zwykle objawiają się poprzez wyrażanie nie­u­świa­domionych, ale głęboko zakorzenionych w jednostkach stereotypów, kalk myślowych i przeświadczeń, dotyczących możliwości osób z nie­peł­no­spraw­nościami czy trudności, jakich doświadczają. Przykładem takiego stereotypu jest przekonanie o rzekomej bezradności wobec rzeczywistości […]. Powszechnie przyjęte jest również założenie, że osoba z nie­peł­no­spraw­nością nie jest pogodzona z własną sytuacją i za wszelką cenę dąży do tego, by »odzyskać dawną sprawność« czy »stanąć na nogi«. Często również je­den typ niepełnosprawności wiąże się od razu z innymi, na przykład traktu­jąc osobę z niepełnosprawnością ruchową jak osobę z niepełnosprawnością intelektualną, bądź odwrotnie”. Nic dodać, nic ująć. Każdy z nas, każda OzN miała w swoim życiu do czynienia z ableizmem. Każdy z nas go doświadczył. To za jego sprawą nasze życie jest tak trudne i wy­ma­ga­ją­ce ogromnych pokładów determinacji.

🖇

Niepełnosprawność pozbawia mnie męskości w oczach społeczeństwa. […]  nie muszę się wpisywać w patriarchalne wzorce. To wyzwalające, ale też pozbawiające ważnej części osobowości, mojego samopostrzegania. […]  Ableistyczne społeczeństwo stara się odebrać mi siebie, wtłoczyć w swoje wyobrażenie niepełnosprawności – pozbawione krawędzi, apłciowe, asek­su­alne, uśmiechnięte.

🖇

To mój największy atut, ale i przekleństwo – nie mam nic do stra­cenia. Najwyżej znowu się otrzepię i życie potoczy się dalej.

🖇

Ktoś, kto zaprojektował moje życie, musi mieć niezły ubaw. Szkoda tylko, że ustawił level hard.

🖇

[…]  poziom dostępności architektonicznej w Polsce wynosi obecnie 43%. To duży postęp w stosunku do czasów mojej młodości, ale wciąż zawstydzająca statystyka. Mniejsza jednak o wstyd władz państwowych, o to, że tak słabo wychodzi rządzącym egzekwowanie przepisów. Tu chodzi o wykluczenie osób z niepełnosprawnościami z życia społecznego. O fakt, że w ten sposób odbierane są nam podstawowe prawa, do pracy, do wypoczynku, do ko­rzy­sta­nia z budynków użyteczności publicznej. A najgorsze w tym wszystkim jest zamknięcie wielu OzN we własnych mieszkaniach, skazywanie nas na areszt domowy.

🖇

Siedzę obok. Ale nie na tyle wyraźnie, żeby zostać włączonym do roz­mowy o własnym zdrowiu.

🖇

Bycie świadkiem powolnej degradacji mojego ciała. Nieubłagalność i nie­od­wracalność tego procesu wydrążała mnie od środka. Rodziła nieuza­sad­nio­ne pretensje do samego siebie. Szukałem w sobie winy, wszędzie do­pa­try­wa­łem się własnych błędów i zaniedbań. Wszystko było dla mnie lepsze niż przyjęcie do wiadomości faktu, że nie mam żadnej kontroli nad swoim ży­ciem, że muszę zaakceptować niewiadomą.

🖇

Dawno już przywykłem do tego, że moje nagie ciało oglądają pielęgniarki, salowe, ratownicy, opiekunki, lekarze, anestezjolożki. To cena, którą płacę za przetrwanie. Zastawiłem intymność w kasynie życia.

🖇

Wreszcie czuję wiatr we włosach. Jestem panem świata, władcą swo­jej drogi. Nie mogę wyjść z podziwu, że wystarczy delikatny ruch warg, żeby wprawić tego ponad stukilogramowego kolosa w ruch. […]  chcę tylko gnać przed siebie i czuć wolność w sercu. Kocham ten stan, choć do­świad­czam go dopiero od kilku minut.

🖇

[…]  mój stan zdrowotny mnie nie definiuje.
Jestem osobą z niepełnosprawnością.
Niepełnosprawność to tylko jedna z tysiąca moich cech.

🖇

Zamieram. Nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić, na szczęście nie mogę się ruszać. Nie mam więc wielu opcji do wyboru. Leżę i czekam na rozwój wydarzeń.

🖇

Ostatnio jednak moje stanowisko w tej sprawie uległo pewnej modyfikacji, stało się zdecydowanie mniej nieprzejednane. […]  W sytuacji, w której obec­nie istniejący system […]  wpędza w ubóstwo, depresję, odbiera pod­mio­to­wość, skazuje na samotność, więzi w blokach bez wind bądź nie­re­mon­to­wa­nych DPS-ach, wprowadzenie eutanazji wydaje mi się pójściem na łatwiznę. Najpierw stwórzmy system, który udostępni nam narzędzia do osiągnięcia indywidualnego szczęścia, do urzeczywistnienia rozwoju oso­bi­ste­go i zawodowego, potem zajmijmy się wdrożeniem legalnej eutanazji.

🖇

Szukam zwady, chcę dostać w twarz za niezawinione przewiny. Za to, że nie opływam w luksusy, nie stoję na szczycie świata. Przecież mógłbym tam być, gdybym tylko trochę bardziej się postarał, w pełni wykorzystał swój nieograniczony potencjał.

🖇

Ludzie nie są w stanie zrozumieć, dlaczego „obnoszę się” ze swoją nie­peł­no­spraw­no­ścią. […]  Moja odmienność, niesprawność, ograniczenia psują im humor, podważają coachingowo-kapitalistyczną praw­dę o tym, że każdy jest kowalem swojego losu, że w pełni odpo­wia­da­my za siebie, za jakość naszej egzystencji.

🖇

     — Lubisz kląć, co? — śmieje się Agata.
     — No, kurwa. Odkąd odzyskałem głos, to nic mnie bardziej nie cieszy niż brzmienie niecenzuralnych słów.

🖇

Dlaczego z takim uporem piszęasystentzamiastopiekun”? Z jakiego powodu tak bardzo zależy mi na kwestiach nazewnictwa? To drugie słowo przecież od razu przychodzi na myśl, wydaje się oczywiste, szczególnie w od­nie­sieniu do OzN. Powszechność wyrazu „opiekun” wynika jednak nie tylko z wygody czy przyzwyczajenia, ale z głęboko za­ko­rze­nio­nego, niemal przezroczystego ableizmu. Nie róbcie takich wielkich oczu. Używanie tego słowa zakłada bowiem, że osoby z niepełnosprawnościami potrzebują opie­ki, pomocy, jakiegoś rodzaju aktywizacji, niańczenia. Że są krańcowo nie­sa­mo­dzielne, pozbawione wolnej woli. Takie postawienie spra­wy odbiera nam podmiotowość […].
     […]  nasuwa mi się podchwytliwe pytanie: czy osobę, która towarzyszy menedżerowi na ważnych spotkaniach, sprawdza jego kalendarz, odbiera telefony też nazwiecie opiekunem/opiekunką? No właśnie. Ponadto przez wzgląd na chorobę, utratę sprawności, zdarzenia losowe sami z miej­sca sta­jemy się CEO naszej niepełnosprawności.

🖇

Chcąc obcować z OzN, musicie się przygotować na to, że może być dziwnie, nieswojo, absurdalnie, niezręcznie, wstydliwie, czasami wręcz nie­przy­jem­nie. Ale to dobrze, gdyż tak po prostu wyglądają relacje międzyludzkie. Wszystkie i bez wyjątku. […]  Nawiązywanie relacji z drugim czło­wie­kiem to gra do jednej bramki, mamy przecież ten sam cel: za­ini­cjo­wać skuteczną komunikację.

Wojciech Sawicki, Życie na kółkach,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Upływ czasu przyjmuje własną,
nieodgadnioną tra­jek­torię.

🖇

Nie mam nic do stracenia, czym ryzykuję? Cierpienie przecież znam już od każdej strony.

🖇

[…]  według wskazań OBOP-u 62% dorosłych Polaków nie ma w ogóle kontaktu z osobami niepełnosprawnymi ani w swoim bliższym, ani dalszym otoczeniu, już sama nasza obecność w przestrzeni publicznej jest cen­nym wkładem w samorozwój polskiego spo­łe­czeństwa.

🖇

Znowu myślę o Agacie. Targają mną jednocześnie złość, rozgoryczenie i kiełkująca nadzieja na lepszą przyszłość. Paraliżujący strach miesza się z pragnieniem nowego ży­cia, z powiewem wolności. Bez Agaty nie byłoby mnie tutaj, to ona mnie wszystkiego nauczyła, to z nią wy­pra­co­wa­łem wszystkie procedury. Teraz mogę podążyć własną drogą. Wymyślić się na nowo.

🖇

Uświadomiłem sobie również, że czas ma dla OzN naj­wyż­szą wartość. […]  Tylko on się liczy. Ta świa­do­mość pcha mnie na skraj niemożliwego, zapewnia nie­słabnącą motywację do działania.

🖇

Liczę każdy swój oddech. Każdy jeden jest jak skarb.

(tamże)

piątek, stycznia 23, 2026

5992. Z oazy (CDXIV)

Dokładnie ty­dzień temu Rysia o odkryciu tej książki mi opowiedziała. Ponieważ pięk­nie opo­wie­dzia­ła, to zaraz po rehabce klik, klik zrobiłam. I pomimo tego, że re­la­cję z be­le­try­styką mam nienajlepszą (nie sic! tylko nowa zasada ortograficzna), oraz mimo tego, że mając do wyboru góry czy morze, zawsze wybieram morze, opo­wieść ta bardzo mi się podobała. Jest o niepewności, o owocach, które ona rodzi, o de­cy­zjach, przed którymi nas stawia. Delikatnym piórkiem kreślona historia, w której ele­men­tach, pomijając rekwizyty, każda i każdy odnajdzie się z łatwością i westchnie ze zrozumieniem. A potem? Może się uśmiechnie na myśl, ile dobra pojawiło się potem.

Książki, za którą autor otrzymał Stregę, nie przeczytam. Wyszła po polsku, ale nie­stety nie w ibuku. Taki mamy wydawniczy klimat.

[…]  kochał tę swoją norę tak, jak kocha się miejsca, w których człowiek zaczyna od nowa, miejsca pełne obietnic i wolne od rozczarowań.

🖇

Felik, powiedział Fausto, było nazwą starożytnego miasta. Pewnego dnia przybył tam nieznajomy. Pukał do wszystkich drzwi, ale nikt nie chciał go przyjąć, więc odchodząc, rzucił klątwę. Powiedział: Jutro, pojutrze i po­po­jutrze na to gówniane miasto spadnie tyle śniegu, że zasypie je całe. I tak oto zamiast miasta Felik mamy lodowiec.
     I dobrze mu tak.

🖇

Jeśli będzie miała ochotę.
     Dlaczego nie ma ochoty?
     Weź zrozum pragnienia innych.
     I komu ty to mówisz.

🖇

Wiesz, znalazłam w księgarni książkę do geografii dla dzieci. I tam było na­pi­sa­ne, że wejście na wysokość tysiąca metrów w Alpach jest tym sa­mym, co przeniesienie się o tysiąc kilometrów na północ.
     O, naprawdę?
     Tak, jeśli chodzi o klimat. Florę, faunę i tak dalej. I że klimat zmienia się znacznie szybciej wraz z wysokością nad poziomem morza niż z szerokością geograficzną, więc pokonanie nawet niewielkiej różnicy poziomów jest jak długa podróż.

🖇

No to powiedz, co robisz tutaj, pod Monte Rosa?
     Szukam miejsca dla siebie.
     Ty też?

🖇

Podobają mi się twoje kości.
     Cieszę się. Noszę je od dwudziestu siedmiu lat.
     Dwudziestu siedmiu? Dużo podróżowały.
     Fakt, trochę się powałęsałyśmy.

🖇

Nie pamiętał już, ile cierpliwości potrzeba, by zrozumieć upo­do­bania drugiej osoby i sprawić, by ona zrozumiała jego.

🖇

Pod koniec sezonu śnieg puszczał już w południe i szybko topniał. Jakby bła­gał, by znów stać się wodą, zmoczyć ziemię i spłynąć w dolinę, pomyślał Santorso. […]  Przez ostatnie tygodnie sezonu jego praca sprowadzała się do przysypywania tych plam, usuwania śniegu z jednego miejsca, aby za­kryć dziurę w drugim. Byle dociągnąć jakoś do Wielkanocy. Potem można już było pozwolić, by cały ten błogosławiony śnieg robił sobie, co chce.

🖇

Zdarza ci się pomyśleć o innych, kiedy tak praktykujesz ten swój radosny rozbrat z pędzącą cywilizacją?

🖇

Był przygotowany na smutny spektakl, ale gdy przekroczył próg, uderzył go nie zapach porzucenia, lecz niepowtarzalny, tajemniczy zapach domu, wciąż obecny.

🖇

Co on w ogóle robił, czterdziestoletni pajac bez rodziny i pracy? Podążał za jakąś niedorzeczną utopią życia-w-miejscu-które-czyni-cię-szczęśliwym.

🖇

Przypomniał mu się Hemingway i jego opowiadanie z Mediolanu, które tyle razy czytał, jaki ono miało tytuł? W innej krainie, o właśnie. […]  kiedy wy­ja­śniał sens tego opowiadania słuchaczom, mówił o samoleczeniu, uzdra­wia­niu siebie, dzieleniu się swoimi ranami z innymi, o niemożności cał­ko­wi­te­go uzdrowienia i możliwości znalezienia w zamian pocieszenia. Teraz wo­lał pamiętać ten tekst jako opowieść o Mediolanie w 1918 roku.

🖇

Piękna ta moja dolina, co? — odezwał się Santorso. Zupełnie ignorował deszcz uderzający w przednią szybę.
     Jest piękna, tak.
     A niektórzy stąd uciekają.
     I zrozum tu takich.

🖇

Na końcu książki znalazł jedyny tekst, jaki Hokusai kiedykolwiek napisał: „Jako sześciolatek nabrałem manii rysowania przedmiotów, a odkąd skoń­czy­łem lat pięćdziesiąt, często publikuję swoje rysunki. Wśród tego, co stwo­rzy­łem przez siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi. W wieku sie­dem­dzie­sięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także życia ziół i roślin, dlatego też, kiedy skończę lat osiemdziesiąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dziewięćdziesięciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę wymiar boskości i cudowności. Kiedy skończę sto dziesięć lat, najdrobniejsza kropka czy linia będą żyły własnym życiem. Jeśli mogę wyrazić jakieś życzenie, to prosiłbym tych, którzy doczekają mojego wieku, aby sprawdzili, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą. Pisane w siedemdziesiątym piątym roku życia przeze mnie, niegdyś zwanego Hokusai, dziś – starcem opętanym malarstwem”.

🖇

A więc jesteś tutaj, pomyślał. Cóż, witaj. Jedni odchodzą, inni wracają, prawda? […]  Świat należy do tych, którzy go biorą.

🖇

Razem z ojcem obliczyli tempo przepływu lodowca i to, ile lodu topi się w cią­gu minuty, godziny, dnia. Wynik wydał się Faustowi niewiarygodny: jak to możliwe, że lód topi się w takim tempie, a wciąż trwa? Wtedy jeszcze wierzył, że lodowiec jest wieczny i niezmienny, że pozostaje częścią gór i za­wsze będzie trwał między skałą a niebem. Jednak ojciec rozumiał, co się tam działo: coś znika, a na jego miejsce pojawia się coś innego, po­wiedział. Wiesz, tak działa świat. Tylko my zawsze z nostalgią wspo­mi­na­my coś, co było wcześniej.
     Masz rację, tato, przyznał Fausto, i wykorzystał to miejsce oraz ostatnie jasne godziny, by pomyśleć o ojcu.

🖇

Nie wiem, jak się czuję. To jest obłędnie piękne miejsce. Ale takie trudne.
     Wierzę.

🖇

Zamknął oczy i poczuł się tak jak dawniej. Ale teraz było lepiej niż dawniej, bo miał jeszcze wspomnienia. Tak właśnie powinno chronić schronisko, po­myślał. Jest więcej warte, jeśli skrywa coś twojego.

🖇

Znasz to powiedzenie mistrzów zen o górach? Mówią: „Zanim zbliżyłem się do zen, góry były dla mnie tylko górami, a rzeki tylko rzekami. Kiedy za­czą­łem praktykować, góry nie były już górami, a rzeki nie były już rzekami. Ale kiedy osiągnąłem oświecenie, góry znów stały się górami, a rzeki znów rzekami”. Myślę, że i Ty, i ja jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć to po­wie­dze­nie, ponieważ tamto miejsce jest pełne znaczeń, które mu nadaliśmy.

🖇

To rodzaj buddyjskiego ołtarza, zawiesza się na nim flagi modlitewne.
     To te postrzępione szmatki?
     Tak, ale to nie jest problem, że są postrzępione, wręcz przeciwnie. Dla buddystów są to modlitwy, które rozwiewają się na wietrze.

🖇

Wróciła, bo czuła się gotowa; wydawało się jej, że ucieczka trwała niezwykle długo. To właśnie odpowie Faustowi: że zanim ruszy naprzód, musi się cofnąć, bo inaczej na zawsze pozostanie uciekinierką.

🖇

[…]  zauważył, że modrzewie zaczynają żółknąć coraz bardziej […]   drzewa słońca, wiatru, południowych zboczy, które nie lubiły mrozu i gdy tylko po­czu­ły, że się zbliża, przechodziły w stan hibernacji. Bez­na­mięt­ne jodły za­cho­wa­ły swo­je igły i nie traciły energii na sezonową zmianę liści: dwa drze­wa tak bliskie sobie i tak różne w strategii radzenia sobie z zimą. […]
     Fausto przeczytał gdzieś, że drzewa, w przeciwieństwie do zwierząt, nie mo­gą szukać szczęścia, przenosząc się gdzie indziej. Drzewo żyło tam, gdzie spadło jego ziarno, i aby być szczęśliwe, musiało się tam urzą­dzić. Roz­wią­zy­wa­ło swoje problemy na miejscu, jeśli mogło, a jeśli nie mogło, to umie­ra­ło. Roślinożercom szczęście dawało wędrowanie za trawą […]. Wilka pro­wa­dził mniej zro­zu­mia­ły instynkt. Santorso po­wie­dział Faustowi, że do­kład­nie nie wiadomo, dlaczego to zwierzę się prze­miesz­cza, skąd bierze się jego niepokój. Przybywał do jakiejś doliny, znaj­dował w niej obfitość zwie­rzy­ny, a jednak coś nie pozwalało mu osiąść i w pew­nym momencie zo­sta­wiał całe to dobro, odchodził szukać szczęścia gdzie indziej.

🖇

Śnił mu się wilk, którego jeszcze nie widział. […] 
Spróbuj jeszcze raz, mówiła mu bez słów.

🖇

Fontana Fredda została stworzona w równej mierze z rzeczywistości i pra­gnień. A wokół niej wznoszą się góry, całkowicie obojętne na sny istot ludz­kich, i nadal tu będą, kiedy te istoty się zbudzą.

Paolo Cognetti, Szczęście wilka, przeł. Tomasz Kwiecień,
Sonia Draga, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

A czym pachnie styczeń?
     Czym pachniał styczeń? […]  Pachniał cudem.

🖇

[…]  naszła ją ochota, by pójść i zobaczyć, jak tam jest.

🖇

Zapytała: Ale dla nas to nie jest koniec, prawda?
     Nie?
     Nie.

(tamże)

5991. Szukając pozytywów…

Jakiś czas temu rozsierdziło mnie państwo polskie. Na pierwszą komisję orze­ka­ją­cą stopień mojej nie­peł­no­spraw­no­ści siedem lat temu udałam się sama na własnych no­gach. Na drugą, po trzech latach, potrzebowałam pomocy Sadownika i wózka. Na trzecią, po kolejnych trzech latach, bez pomocy Sadownika nie wydostałabym się z domu. I co? I znów będę miała prawo parkowania na niebieskiej kopercie tylko przez trzy lata. A potem wstanę z wózka i przebiegnę maraton?

Wściekłam się i postanowiłam nie popuścić temu zidio­cia­łe­mu państwu, które mar­nu­je nie tylko mój czas: jeśli należy mi się jakaś pomoc, to mam ją, kura przez wu, dostać! Dziś przyszła decyzja o prze­li­cze­niu mojej kulawości na punkty. Z dumą od­no­towałam ele­men­ty wyliczenia: 7, 10 i 23.

Ustalić potrzebę wsparcia wyrażoną w war­to­ściach punktowych w ska­li 0–4 punkty:
   […]
   7) Przekazywanie informacji innym oso­bom: 0,000 pkt
   […]
   10) Koncentrowanie się na czynności: 0,000 pkt
   […]
   23) Kontrolowanie własnych zachowań i emocji: 0,000 pkt

Przeglądając ponownie ocenę, zdziwiłam się, widząc:

   6) Klasyfikacja docierających bodź­ców: 1,600 pkt

*

Jabłoń:
(po chwili skomentowała punkt 6. oceny)
Kochanie, to nie ubytek, lecz miara
przystosowania się do życia w małżeństwie!

Sadownik:
Bardzo śmieszne, bardzo…

*

Oddziwiłam się kilka godzin później. Nie chodziło o słuch! Mam zmienione czucie w palcach; gdy nie patrzę na to, czego dotykam, nie wiem, co to jest. Wyjmowanie wła­ści­wej rzeczy z teodory wymaga ode mnie skorzystania rów­nież z oczu.

niedziela, stycznia 18, 2026

5990. Zimowe wytchnienie


fot. Sadownik, fragmenty.

Wtedy… najpierwszy skromny urlopik wytchnieniowy Sadownika. Roz­mo­wy tele­fo­nicz­ne ograniczone były do jednej na dzień.

Dziś… kończył się pierwszy wytchnieniowy weekend Sadownika. Rozmów tele­fo­nicznych, zgodnie z umową, brak. Za to jeden esemes na dzień, kon­trol­ny, że wszystko OK i dobranoc.

Wtedy i do dziś… to samo piękne miejsce. I dobry czas: i tam, i w ulu. W ży­ciu Sadownika tam i w życiu Drzewka w ulu, nim wrócą do wspól­nego czasu.


fot. Sadownik, fragmenty.

5989. Zamknąć blog?

Jabłoń:
Potrzebuję się poradzić…
(myśli od jakiegoś czasu o tym, że
może powinna zamknąć blog, może
na jakimś okrągłym numerze, bo
)
[…] nie ma przecież już Heniutki.

Kaan:
Ale ona cały czas tam jest!

niedziela, stycznia 11, 2026

5988. Z oazy (CDXIII)

Cze­kając na inną książkę autora, pomyślałam o tej: czemu nie? Większość słów z am­bony, które zamieszczono w tym tomiku (?) nie dociera do mnie, nie należy do opisu uniwersum w którym żyję, nie zazębia się z moim imaginarium. W tej ka­te­go­rii nie zamierzam mieć zdania. Nie przyswajam, choć ze zrozumieniem i bez zgrzy­ta­nia zębami starałam się przeczytać.

Kaznodziejskie czasem, chwilami zaskakująco przaśne zbyt, ale trochę tych wersów, co poruszają, dało się z ła­two­ścią wydłubać, więc wydłubałam. Przydały się w tym ty­god­niu jako lekarstwo, busola, rosół dla duszy, co w nową nieznaną podróż się wybrała.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

🖇

Bogu tak jak miłości wystarczy że jest

🖇

Nie wierzysz – mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
[…] 
że z dwojga złego można wybrać trzecie
[…] 
Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz

🖇

kocha lub nie kocha – to jęk nie pytanie

🖇

Podziękuj za cierpienie
czy umiesz czy nie umiesz
bez niego nigdy nie wiesz
ile miłość kosztuje

🖇

nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
[…] 
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju

🖇

Jak często szukamy wielkiej miłości w naszym życiu i czujemy się nieraz po­ranieni, nieszczęśliwi, samotni, osieroceni, a jednocześnie nie do­strze­ga­my prostej mądrości, że ktoś nas kochał naprawdę. […]  Prawdziwa miłość przeszła koło nas.

🖇

Są dwa podobne słowa: przyjmować i brać. Niby podobne, a różne. Ten, któ­ry bierze, wybiera to, co mu się podoba […]  Ale kochać to nie tylko da­wać, […]  to także umieć przyjmować.
     Wydaje się, że przyjmować jest bardzo łatwo. Tymczasem przyjmowanie jest bardzo trudne. Przyjmować oznacza zgadzać się na to, co nam dają, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

🖇

Bóg jest wszechmocny, a nie wszystko może, bo nie może zmusić ludzkiego serca do miłości. Miłość ludzka nie byłaby miłością, gdyby była do cze­go­kol­wiek zmuszona. Człowiek sam zdobywa się na miłość.

🖇

skoro dał wolną wolę
miłość teraz sama
wybiera po swojemu
to czyni co zechce

🖇

Czasem oczekiwanie jest już miłością.

🖇

i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą

🖇

Śmierć nie przerywa miłości.

🖇

ludzi do ludzi zbliżasz
i stale uczysz odchodzić

🖇

Prawdziwa miłość szuka trudnych dróg. […]  Miłość jest większa od nas. Przychodzi spoza nas.

🖇

dopiero po rozstaniu pamięta się wszystko

🖇

Ryczał na cztery strony że miłość odeszła
miała być zawsze a była za krótko
[…] 
głuptasie nie wybrzydzaj
wystarczy że przyszła

🖇

przyszedłem ukląkłem pytałem mój Boże
dlaczego jest niewiara gdy wszystko być może

🖇

miłości się nie szuka jest albo jej nie ma

🖇

wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem

🖇

ta jedna chwila
nie potrzeba więcej
to co raz tylko – zostaje najdłużej

🖇

Nie czekaj na wzajemność
[…] 
najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz

🖇

koniec – to kłamczuch w świecie nieskończonym

Jan Twardowski, Tylko miłość się liczy,
Aleksandra Iwanowska (wybór),
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2009.
(wyróżnienie własne)

[…]  spotykamy się z Nim […]  w duchu wdzięczności, szczęścia, zawstydzenia.
     Cóż za niezwykła umiejętność dawania miłości! Wi­dać tego, który przyjmuje, a nie tego, który daje.

🖇

Nie rycz jak osioł nie drżyj jak żaba
wytrwaj choć nie wiesz jak

🖇

     – Pokochałem ją taką, jaka wcale nie była, ale taką, jaką widziałem w marzeniach – po to, aby pokochać ją taką, jaka była naprawdę […].

🖇

zdziwiony myślę nieśmiało
że Bóg mnie kocha przez ciebie

🖇

Jest miłość od ostatniego spojrzenia. Budzi się nagle, kiedy dostrzegamy prawdę. Miłość od ostatniego spoj­rze­nia może być dłużej niż na zawsze […].

🖇

przecież tylko nieobecni są najbliżej

🖇

to przecież takie proste wątpliwości nie ma
wiadomo miłość na śmierć nie umiera
zostać niewidocznym nie szkodzi nikomu

🖇

wszystko na szpilce
to co na zawsze już się wydawało
mądrość przy końcu że nie o to chodzi
radość że się kocha to co niemożliwe

🖇

a miłość daje to czego nie daje
więcej niż myślisz bo jest cała Stamtąd
a śmierć to ciekawostka że trzeba iść dalej

🖇

Wiara – to ufność na zawsze więc jedna
nadzieja – to czas bez pożegnań
[…] 
miłość ostatnia – to przeczucie piękna

(tamże)