piątek, maja 15, 2026

6110. Świętując chwilę, czyli 28 lat…

Sadownik:
(cztery dni temu odkrył tajemnicę,
o czym poinformował przez telefon
)
Ty wariatko!

Jabłoń:
(rechotała)

Sadownik:
(chwilę potem małomiasteczkowo
Drzewku pojechał, bo listonosz
każdego dnia uzupełnia skrzynkę ula
)
I co o mnie pomyśli listonosz?

Jabłoń:
(bez grama empatii)
A to już nie mój problem…

Jabłoń:
(dzisiaj dziewiąty raz była na poczcie)

6109. 135/365  // na gigancie, dzień 20.

po czym poznać, że patrzy na ciebie człowiek, a nie ideologia, patriarchat czy fa­szyzm?

to proste, patrząca osoba nie ma na ciebie pomysłu, prostej recepty, nie będzie ci wciskać dobrych rad czy szybkich roz­wią­zań, patrzy.

patrzy tak, jak robią to dzieci — jest ciebie po pro­stu ciekaw_ i częstuje cię otwartością.

135/365

6108. Z oazy (CDXLVII)

W audycji radiowej jakiś czas temu gościni przeczytała ten wiersz, wprawiając mnie w absolutny zachwyt:

Mie­tek w dołku z bal­ko­ni­kiem
wła­śnie koń­czy nową książkę
Wi­tek w dołku z siwą bródką
wier­sze za­czął pi­sać z we­rwą
Ro­man w dołku z czwartą żoną
zerka na mnie fi­lu­ter­nie
Jó­zef w dołku od we­sela
Ba­sia w dołku po roz­wo­dzie
Ju­lia w dołku na bal­ko­nie
Ma­ria w graj-dołku kul­tury
Ela w dołku te­atral­nym
Kasi pę­kły w domu rury
 
jesz­cze je­den „frag­ment” bo… Mie­tek zmarł przed trze­ma dnia­mi Wi­tek Z. zmarł przed ro­kiem Ro­man… nie wiem co się z nim dzie­je… Jó­zef przy­słał kartkę z Ja­po­nii, Ba­sia chora… Ju­lia w Pra­dze… Ma­ria w dro­dze… Ela była w Kra­ko­wie… Ka­sia? która Ka­sia…? i tak bez końca…

Zaraz potem było szybkie klik, klik i na czytniku domniemany „to­mik”. To nie to­mik, to śmietnisko dla różewiczofilów. To w wielu miejscach wstydliwe świadectwo dziaderstwa, krótkiego horyzontu i niepełnosprawnej wrażliwości, nie wspominając o bełkocie starzejących się genitaliuf, by zachować poetycki sznyt tej tfurczości. Kilka pereł i dia­men­tów nie ma szans zniwelować absmaku.

[…]  nie­wielki nasz kraj już w roku 2004 i dwa ty­siące 5 – za­czął tra­cić nie tylko za­soby oleju rze­pa­ko­wego do głowy a także za­soby wody ale rów­nież za­uwa­żono gwał­towne zu­bo­że­nie za­so­bów lek­sy­kal­nych a na­wet pa­ra­ję­zy­ko­wych… obok słowa kurwa które za­stą­piło pra­wie po­łowę za­so­bów ję­zy­ko­wych obie pół­kule mó­zgu (!) za­jęło słowo dupa które od­mie­niane jest na­gmin­nie w pi­smach ko­lo­ro­wych przez ar­ty­stów fo­to­gra­fi­ków […]  pro­ces za­ni­ka­nia mowy pol­skiej kurwa zo­stał przy­spie­szony i ten pro­fe­sor Bal­cer­czyk czy bal­ce­ro­wicz a na­wet ko­chany mio­dek nie bę­dzie miał nam co wy­ty­kać w ję­zyku pol­skim i musi mó­wić po ame­ry­kań­sku sorry.
     […]  zo­stało nam su­per­u­ni­wer­salne słowo fajny które za­stę­puje słow­nik fi­lo­lo­giczny psy­cho­lo­giczny teo­lo­giczny i w ogóle… a od­mie­nia się tak jak dawne różne przy­miot­niki np. klawy, fajny fajna fajne fajny faj­ne­go faj­ne­mu fajny o! faj­ny w faj­nym a po­trafi okre­ślić każ­dego ar­ty­stę i każde dzie­ło sztuki jest to słowo które za­stą­piło wszystko i od­daje pre­cy­zyj­nie nasz sto­su­nek do Wszyst­kiego

🖇

in­ter­nauci zmie­niają or­to­gra­fię wszystko koń­czy się na ha
poco po­wieść – wy­star­czy sam al­fa­bet

🖇

nie by­łem na wie­czorku roz-po­znaw­czym (i za-)
więc po­zna­wa­li­śmy się
z dnia na dzień

🖇

Mój Anioł Stróż
jest stary wy­stra­szony
bolą go oczy
traci włosy drze go
w skrzy­dłach
utyka na lewą nogę
          jest w gor­szych opa­łach
          ode mnie

🖇

czy sły­szy­cie po­szcze­ki­wa­nie
sfory psów
wszel­kiej ma­ści
na­cjo­na­li­stów
któ­rzy
na­peł­niają słowo „prze­ba­czam” nie­na­wi­ścią
          czy wi­dzi­cie star­ców
          nad gro­bem
          nie­zna­nego i zna­nego żoł­nie­rza
          któ­rzy tru­pim ja­dem nie­na­wi­ści
          za­ra­żają młode serca
          i głowy wnu­ków
a prze­cież po­wie­dział Nie­znany
wam po­eta nasz po­eta
„Nie Bóg stwo­rzył prze­szłość, i śmierć, i cier­pie­nia,
Lecz ów, co prawa rwie (...)
Prze­szłość − jest to dziś, tylko co­kol­wiek da­léj (...)”

🖇

po­koju jak nie było tak nie ma
nie bę­dzie
si vis pacem, para bellum

🖇

mor­do­wali się
mor­dują
i mor­do­wać będą
          […] 
piją ropę
mo­dlą się do
zło­tego cielca
któ­rego pa­dlina
za­truwa mi­łość
wiarę i na­dzieję

🖇

ge­nialne wier­sze i po­ematy
są zwy­kłymi ze­sta­wami
słów i zdań
gra­ma­tyka po­ezji
to gra­ma­tyka mil­cze­nia i braku

🖇

przez chwilę my­ślę o śmierci
po­pra­wiam ja­kiś wiersz
po­tem za­nu­rzam się
w ży­ciu

🖇

do­ty­kamy tu sprawy
ci­szy np. ci­cho jak ma­kiem
za­siał… czy jest ważne kto
za­siał, nie! ważne jest
kto ze­brał…

🖇

🖇

ale chcę panu zwró­cić
uwagę z za­pa­dłej dziury
że kiedy sznu­ro­wa­dła
są roz­wią­zane prze­klęte
pro­blemy po­zo­stają
nie­roz­wią­zane…

🖇

kiedy „coś” się ru­sza w świe­tle na­pię­cie jest mniej­sze niż kiedy „coś” się ru­sza w ciem­no­ści to „coś” może w świe­tle być małe ale to małe „coś” w ciem­no­ści ro­śnie ogrom­nie i prze­raża nas do tego stop­nia że ogar­nia nas pa­nika lecz nie mo­żemy się ru­szyć… „coś” — może to być mu­cha… ko­mar… osa… je­dyną radą na roz­ła­do­wa­nie gro­zy jest za­pa­le­nie świa­tła w świe­tle „coś” oka­zuje się byle czym

Tadeusz Różewicz, Wiersze ostatnie,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2024.

szuka nie­skoń­czo­no­ści w kon­tak­cie
z dru­gim czło­wie­kiem…

🖇

wi­dzę i opi­suję
to jest epika
po­wieść opo­wieść
          czuję i opi­suję
          to jest li­ryka
          po­ezja
  my­ślę i opi­suję
to jest fi­lo­zo­fia
po­ezja „dy­dak­tyczna”
          czuję wi­dzę my­ślę
          i mu­szę To opi­sać
          to jest na­tchnie­nie

🖇

Kru­che jest na­sze ży­cie
kru­che mi­ło­ści
słowa
wier­sze

🖇

prze­gra­łem
walkę o Boga
moją sie­dem­dzie­się­cio­let­nią
wojnę re­li­gijną
          je­śli we mnie nie wie­rzysz
          to czemu się mnie cze­piasz
idź do dia­bła
po­wie­dział (pe­łen mi­ło­sier­dzia)

(tamże)

6107. Z oazy (CDXLVI)

Wyjęłam tę książkę z tej. Jeszcze w ulu klik, klik i dowiedziałam się, że nie ma ibuka. Klik, klik i zakupiłam papier za grosze (przesyłka była [sic!] 1½ razy droższa od ce­ny książki). Przyszła na chwilę przed wyjazdem na gigant, więc razem ze mną ru­szy­ła z ula.

Sześć osób, sześć historii osobistych, sześć filozofii życiowych, sześć podejść do skoń­czo­no­ści ciała, w którym przyszło tymczasowo po­mieszkiwać. Umieszczenie tych hi­sto­rii obok siebie powoduje, że każda z nich sta­je się wy­raź­niej­sza, moc­niej­sza, kre­ślo­na bez najmniejszego zawahania zdecydowaną kreską.

Piszę o śmierci. Nie o umie­raniu ludzi, których kochałam, ale pisarzy i ar­ty­stów wyjątkowo wrażliwych lub dostrojonych do śmierci, którzy bo­ry­ka­li się z nią w swojej twórczości, listach, romansach, snach. Wybrałam osoby szaleńczo ekspresyjne lub obdarzone intelektualnym żarem, takie, które kon­frontację ze śmiertelnością potrafią wyrazić słowami – w jednym przy­pad­ku obrazami – w sposób, w jaki większość z nas nie chce lub nie potrafi tego zrobić.

🖇

Aby ujrzeć świat, zawsze otwierałam książkę.

🖇

W tych śmierciach są przebłyski dzielności, piękna, rozdzierająco bez­ce­lo­we­go cierpienia, szaleńczej autodestrukcji, naprawdę okropnego za­cho­wa­nia, twórczych wybuchów, wielkiego oddania, przenikliwej samo­wie­dzy i wspaniałej ułudy. Są rzeczy, jakich nigdy bym się nie domyśliła ani prze­widziała.

🖇

Mówię jej, że mój ojciec umarł. Tłumaczę, co to znaczy.

Słyszę własny głos:
     — Czasami, kiedy ludzie się starzeją, ich ciała przestają działać.
     — Czasami?
     — Cóż, zawsze — odpowiadam po chwili.

Brutalne słowa skierowane do dwulatki; nawet nie brzmią prawdziwie.

🖇

Podczas pracy nad tą książką odkryłam, że choć prawie wszyscy fantazjują na temat „ostatniej rozmowy”, mało kto ja przeprowadza. Ta fantazja o dom­knię­ciu, ostatnim porozumieniu przynoszącym oczyszczenie rzadko się urzeczywistnia, ponieważ dawna kłująca rezerwa lub gniew wciąż są obecne.
     […] 
     Najczęściej pozostajemy z tym szaleńczym niedokończeniem, co może częściowo tłumaczy naszą nadzieję na ostatnią rozmowę, jak gdyby rzeczy się kończyły, a nie były po prostu ucinane.

🖇

Kiedy odchodzą ludzie, których kochamy, jesteśmy tak pogrążeni w po­czu­ciu straty i w miłości, że nie możemy dostrzec śmierci, a co dopiero patrzeć jej prosto w oczy.

🖇

Gdyby ktokolwiek na ziemi mógł postanowić, że nie umrze, byłaby to Susan Sontag. Tak jest nieugięta i wściekła, z taką mocą nie zgadza się na akcep­ta­cję pospolitych wyroków losu czy zdarzeń, które wszyscy inni przyjmują z pokorą. Nie chce być popychadłem, nie zamierza przesadnie ulegać idei, że wszyscy muszą coś robić, czegoś doświadczyć albo przez coś przejść, po­nie­waż jest i zawsze była osobą, która wznosi się ponad przeciętnością.

🖇

Myślę, że dobrze mieć kontakt i z życiem, i ze śmiercią. Wielu lu­dzi ży­je, bro­niąc się przed poczuciem, że życie jest melodramatem. A chyba dobrze jest nie zacierać tego konfliktu.
   — Susan Sontag

🖇

Słońce zachodziło, gdy nagle zapragnęła napisać wstęp do albumu foto­gra­fii Petera Hujara Portraits of Life and Death, na co zgodziła się już dawno, ale zwlekała. Wśród portretów znanych nowojorczyków znalazło się prze­pięk­ne zdjęcie samej Sontag w grubym szarym swetrze, leżącej w [na] łóż­ku, ze wzrokiem skierowanym ku górze.


fot. Peter Hujar, 1975.
[dostęp 9.05.2026], źródło.

🖇

Moje ciało przemawia donośniej i prościej,
niż potrafiłabym to zrobić sama.

   — Susan Sontag

🖇

Jeśli nawet rozumiesz, że jesteś śmiertelny, możesz pozwolić sobie na my­śle­nie: jeszcze nie teraz. Absolutyzm śmierci możesz odpierać prze­ko­na­niem, że zostało ci jeszcze dwa, dziesięć, trzydzieści lat, albo wiarą, że nie umrzesz na tę konkretną chorobę. W końcu można mieć czterdzieści pięć lat i czuć się jak dwudziestolatka, nie mieć związku ze swym wiekiem biologicznym, nie odczuwać go fizycznie; można umierać i nie czuć, że się umiera, jeszcze nie.

🖇

Może kontynuowanie życia było jej sposobem umierania.
   — David Rieff

🖇

Na samym końcu krzywej dzwonowej jest ta jedna jedyna osoba, której uda­je się przeżyć mimo najgorszych prognoz, wyjątek. Susan zawsze była tym wyjątkiem. Tym samym nikłość szans jedynie potwierdzała rolę, jaką sobie wyznaczyła, rolę kobiety, która przetrwa. Później doktor Nimer po­wie­dział Davidowi:
     — Ona nie była gotowa na śmierć. Jeśli idzie o poszukiwanie leczenia, to od pierwszej chwili, gdy ją ujrzałem, zrozumiałem, że woli umrzeć, próbując.

🖇

Nie zgłębiamy już sztuki umierania, regularnej dyscypliny i higieny w dawnych kulturach, ale wszystkie spokojne oczy zawierają tę wiedzę.
   — Susan Sontag

🖇

[…]  niewypowiedziane ma znaczenie.
Gromadzi się i ma znaczenie.

🖇

Życie w moim wieku nie jest łatwe, ale wiosna jest piękna, podobnie jak miłość.
   — Zygmunt Freud

🖇

W esejach przyznaje, że człowiek może zarazem akceptować śmierć i nie akceptować jej. Innymi słowy, istnieje różnica między tym, co wiemy, a tym, co czujemy.

🖇

Fakt, że lekarze traktowali go jak zwykłego pacjenta, okłamując go i ukrywa­jąc prawdę, budził jego gniew. Nie chciał, by go chroniono czy pocieszano.

🖇

Chociaż Freud poważnie traktował swoje problemy zdrowotne, nigdy nie porzucił całkowicie nałogu. […]  „Nie przestrzegam twojego zakazu pa­le­nia. Czy uważasz, że długie życie w udręce to taka wspaniała per­spek­tywa?”.

🖇

[…]  tylko wzruszył ramionami.
     To wzruszenie ramion jest gestem doskonałym. Na Freudowe umi­ło­wa­nie cygar nie było racjonalnego wytłumaczenia: istniało poza słowami.

🖇

Dla Freuda palenie oznaczało wybór, narzucenie woli mało obiecującym okolicznościom. Palenie było po części buntem, oporem, wyrazem siebie. „Rozdrażniony faktem, że uczucie dyskomfortu nie zniknie, znowu więcej grzeszę”, pisał. Nic nie mógł poradzić na pogarszające się zdrowie, ale mógł palić. Mógł utwierdzać swoją władzę nad długimi godzinami popołudnia. […]  pisał: „Nie trzeba dowodzić, że organizm chce umrzeć tylko na własny sposób”.
     Niezależnie od tego, czy faktycznie tak ma się sprawa z „organizmem”, z pewnością tak właśnie miała się z Freudem.

🖇

Dlaczego smutne. Na tym polega życie. Właśnie
wieczna nietrwałość życia czyni je tak pięknym.

🖇

1 września Freud czyta w gazecie o napaści Niemców na Polskę […]. Pew­nego razu słuchają radia i lektor mówi o wojnie jako o „ostatniej woj­nie”. Schur pyta pacjenta, czy jego zdaniem to faktycznie jest ostatnia wojna.
     — To jest  m o j a  ostatnia wojna — odpowiada Freud.
     Oto na wpół wygasty wulkan […], będący rzecz jasna wul­ka­nem w po­ło­wie czynnym. Wulkan pozostaje wulkanem.

🖇

W wierszu o Freudzie W. H. Auden ujmuje te skłonność nieco inaczej: „Po prostu pamiętał jak starzec i byt uczciwy jak dziecko; tylko tego dokonał”.

🖇

Pracował w czterech niewielkich, wypełnionych książkami pokojach na ty­łach domu na piętrze, gdzie dawniej mieszkała służba. W jednym pokoju od­pi­sy­wał na listy, w innym Updike pisał wiersze i opowiadania; jeszcze inny, gdzie stał tylko fotel, służył do czytania. W czwartym Updike ko­rzy­stał z kom­pu­tera.

🖇

[…]  w wieku siedemdziesięciu pięciu lat […]  — powiedział. — Słuchasz ło­mo­tu swego serca, słyszysz szmer w płucach. To dobry sposób na na­wią­za­nie kontaktu z etapem życia, na jakim właśnie się znajdujesz.
     Nawiązanie kontaktu z aktualnym etapem życia nie powinno przy­spa­rzać trudności — wystarczy przejrzeć się w lustrze — ale ta ulotna wiedza umyka i człowiek cofa się do poprzednich etapów życia.

🖇

„Czy to jest koniec? Na wpół zdrowy wiszę tu i czekam, żeby się dowiedzieć”. Słowa tego wiersza, napisane jasnym ołówkiem na różowym papierze, są tak pochylone, że dosłownie zwisają. Na podstawie przedstawionych mu jasno faktów medycznych oczywiście wiedział, że umiera, ale być może tę wiedzę należało wdeptać w ziemię.

🖇

Koncepcja linearnego życia jest czymś, co Updike stale odkrywa, wpada na nią, zdumiewa się; nie przychodzi do niego naturalnie. Pracowicie ją demontuje, otwiera, wysadza.

🖇

Wydaje się, że w ostatnich wierszach dąży do akceptaçji, do otwarcia się na chłodny wszechświat, dąży do łaski. „Niech Bóg nas chroni przed końcem, chociaż miliardy dotarły do kresu. / Świat otulają dawne śmierci, / pa­cior­ki ego rozjarzone apetytem”.

🖇

Ostatnia rozmowa jest może uczuciem, że 
pozostało coś jeszcze do powiedzenia.

🖇

     — Co będzie, jeśli się pomylę? — spytała Martha, drżąc na całym ciele.
     — Pomyłki nie istnieją — oświadczyła pielęgniarka.

🖇

Kiedy czekali na karetkę, która miała ich zawieżć do małego hospicjum w Danvers, oddalonego o kwadrans jazdy samochodem, Updike spytał Marthę:
     — Jesteś gotowa na skok?
     Martha nie chciała odpowiedzieć, czy jest gotowa na skok, czy nie. Za­miast tego zapytała:
     — A ty?
     — Tak! — odpowiedział.
     — Ja też — rzekła Martha. — Podobnie jak Bóg.
     Potwierdzenie Updike zabrzmiało tak donośnie, że Martha się zdziwiła.

🖇

[…]  mam na myśli lęk. Boję się tylko wtedy, gdy ogarnia mnie sza­leń­czy niepokój, kiedy moje codzienne problemy urastają do rozmiarów potworów i osuwam się przed nimi na ziemię, gdy nie wiem, co robić i dokąd się zwrócić.
   — Dylan Thomas

🖇

Ponieważ ani na chwilę nie przestawał byé poetą, rozbił obóz i zamieszkał w metaforze człowieka chorego.

🖇

Mam w sobie śmierć.

🖇

[…]  świadomość kresu przeobraża się w coś niemal pięknego. Jeśli boisz się czegoś lub coś cię pochłania wystarczająco długo, zaczynasz darzyć to uczu­ciem podobnym do miłości. Większość zdrowych ludzi nie jest w stanie po­jąć tej sztuczki umysłowej.

🖇

Dobrze wiedział, co to znaczy cierpieć na tak silną depresję, że umieranie nie wydawało się czymś szalonym, odległym, nie z tej ziemi. Miał intymny stosunek do śmierci, w każdym razie do idei śmierci.

🖇

Dzieci chronią swoich rodziców: oto zabawny aspekt dzieciństwa, o którym potem zapominamy. Zapominamy o strasznej wiedzy dzieciństwa.
     Panuje przekonanie, że dzieci nie należy straszyć, ale Sendak uważał, że dzieci już są przestraszone i dlatego pragną ujrzeć własne lęki przed­sta­wio­ne w fascynujący sposób.

🖇

Fantazja o przemyceniu siebie w sztukę wiąże się też może z faktem, że był gejem w cżasach, gdy homoseksualizmu powszechnie nie akceptowano. Sendak ukrywał swoją orientację seksualną przed rodzicami. Znacz­nie dłu­żej, niż wydawało się konieczne, zatajał ją przed czytelnikami i re­cen­zen­ta­mi. Publicznie przyznał się dopiero w wieku osiemdziesięciu lat w wy­wia­dzie dla „New York Timesa", za namową swego bliskiego przy­ja­cie­la, dra­ma­tur­ga Tony’ego Kushnera. Dziennikarz spytał Sendaka, czy jest coś, cze­go jeszcze nigdy nie powiedział w wywiadzie, na co ten odpart: „Cóż, tego, ze jestem gejem”. Pod koniec życia Sendaka młody dziennikarz spytał go, kiedy przestał się potępiać za bycie gejem, na co rysownik odpowiedział, że nigdy. Poczucie czegoś wstydliwego, sekretnego lub społecznie nie­ak­cep­to­wa­ne­go towarzyszyło mu w życiu artystycznym zawsze, nawet po pub­licz­nym przyznaniu się, nawet jeszcze po osiemdziesiątce.

🖇

Na początku lat sześćdziesiątych Maurice namalował akwarelami portret męzczyzny, który miał zostać jego partnerem na pięćdziesiąt lat, doktora Eugene’a Glynna. Sendak zatytułował obraz Krajobraz z Gene’em.


Maurice Sendak, Krajobraz z Gene’em, 1964,
[dostęp 11.05.2026], źródło.

Przez znaczną część trwającego kilkadziesiąt lat związku Gene jeździł do pracy w mieście i przyjeżdżał na weekendy, tak więc miesżkali razem, ale nie każdego dnia tygodnia.

🖇

Lynn była tak wspaniałą towarzyszką życia dla Maurice’a po części dla­te­go, że nie próbowała go ocalić, uszczęśliwić, nie brała też sobie do serca te­go, że czuł się nieszczęśliwy. Szanowała jego nastroje; pomagała mu z nimi zyć. Pomagała mu w życiu, nie próbując go zmieniać, nie wierzyła, że zmia­na jest możliwa, nie hołubiła w głębi serca nadziei na zmianę. Taka do­głęb­na akceptacja nie byłaby możliwa w przypadku kochanki, nie jest możliwa dla większości osób. Lynn pojęła jednak, że Maurice pracował w obrębie tych wahań, a praca była tym, co się dla niego liczyło.

🖇

Muza nie wpada z wizytą, dlatego trzeba się
zaczajać z nadzieją, że coś cię złapie.

   — Maurice Sendak

🖇

W wywiadzie telewizyjnym udzielonym przez Sendaka zblizającego się do osiemdziesiątki Bill Moyers pyta:
     — Czy masz obsesję na punkcie śmierci?
     MAURICE SENDAK: Trochę. To taka dziwna sprawa.
     BILL MOYERS: W jakim sensie?
     MAURICE SENDAK: Śmierć to cała przygoda.

🖇

     — Lubisz je? — Pyta Colbert, mając na myśli dzieci.
     — Lubię, kiedy jest ich jak najmniej.

🖇

Po śmierci Eugene’a Maurice go narysował, jak to czynił po śmierci człon­ków rodziny. Właśnie tę chwilę pragnął uchwy-cić, złapać, zrozumieć, zobaczyć. To, od czego wielu ludzi — może większość — odwraca wzrok, on chciał uwieczniać. Sendaka pochłaniało pożegnanie, ucieczka, strata. […]  to też impuls artysty, każący przeobrazić coś strasznego w sztukę; wziąć coś, co budzi twoje przerażenie albo łamie ci serce, i przemienić w coś innego. W czasie potrzebnym na narysowanie tego, co masz przed sobą, nie jesteś bezradnym lub pogrążonym w żalu postronnym obserwatorem. Wykonujesz swoją robotę.

🖇

To chyba jest klucz: patrzysz na coś, co zawsze budziło twoje przerażenie, i odkrywasz, że jest piękne.

🖇

Lynn odnosiła wrażenie, że Maurice nie był dzielny wobec drobnych rzeczy, ale wobec rzeczy wielkich owszem. Całymi latami zmagał się ze stra­szli­wym bólem pleców, ale nie skarżył się, chociaż Tony nazwał go „mistrzem narzekania”. Raz miał pojechać do miasta i udzielić wywiadu kobiecie, któ­ra przybyła aż ze Szwecji, ale poprosił ją, by przyjechała do niego, bo do­skwie­rał mu wrośnięty paznokieć. Dopiero kiedy przyjechała furgonetka i mąż kobiety wytoczył ją na wózku inwalidzkim, Maurice przy­pomniał so­bie, że była sparaliżowana. Inwalidce, która przyleciała ze Szwecji, kazał przyjechać do Connecticut. Sendak poczuł się okropnie, wylewnie ją prze­pro­sił, na co kobieta rzekła:
     — Cóż, przypuszczam, że wrośnięty paznokieć sprawiałby mi ból, gdy­bym tylko miała czucie w nogach.

🖇

W swoich pracach wykorzystywał obraz lecącego chłopca i nasycał go pięknem. Lot staje się powolnym, spokojnym, wdzięcznym szybowaniem. Scenę spowija atmosfera nadprzyrodzonej tajemnicy, ale nie budzi lęku. Pomysłowi wypadania lub wylatywania z życia towarzyszy ciche pod­niecenie.

🖇

Przekonywał ją, że nietoperz był dla niego prawdziwy. Jak daleko mogła z nim pójść, pytał, do jakiego stopnia mogła zobaczyć to, co widział? Maurice był przyzwyczajony do przesuwania granic wyobraźni. Zwykł gdzieś wi­dzieć — ze wspaniałymi, fizycznymi szczegółami — rzeczy, których tam nie było.

🖇

Wir wiosta. Powierzchnia wody faluje, po czym się uspokaja.

🖇

[James] Salter zakreśla terytorium. O pewnych sprawach nie trzeba pisać. O pewnych sprawach nie trzeba mówić. Pewnych spraw nie trzeba uj­mo­wać w słowa.

🖇

Jeśli uważnie się przyjrzeć, nawet w najgorszych śmierciach można do­strzec potężną eksplozję życia.

🖇

Słowa przeobrażają, oswajają. Perspektywa ulega zmianie.
Świat nieco się zmienia […].

🖇

Jeśli musisz coś zostawić, możesz to zrobić.
Znajdziesz sposób, albo go spreparujesz.

🖇 🖇

Oto, czego nauczyły mnie śmierci opisane w tej książce: Pracujesz. Nie pracujesz. Opierasz się. Nie opierasz. W pełni panujesz nad sytuacją. Kapitulujesz. Wypierasz. Akceptujesz. Modlisz się. Nie modlisz. Czytasz. Pracujesz. Faszerujesz się środkami przeciwbólowymi. Nie przyjmujesz środków przeciwbólowych. Pomstujesz na śmierć. Biegniesz ku niej na oślep.
     Na koniec każda śmierć jest taka sama. Ludzie umierają. Świat ich uwalnia.

🖇

Bez lęku nie byłabym tym, kim jestem.

🖇

Może potrafisz przebrnąć przez grozę, ponieważ musisz przez nią prze­brnąć. Z jakiegoś powodu podświadomie myślałam o śmierci jako o czymś, na co przyzwalasz, jakby było to partnerstwo, porozumienie, które za­wie­rasz albo w które się wciskasz, ale to błąd.
     W tej konkretnej chwili nie masz wyjścia. Odnajduje cię łaska. Do­pa­da cię akceptacja.

🖇

Kiedy walka się kończy, miejsce zmagań zajmuje ukojenie.

🖇

Część twórczości tych ludzi, część ich sztuki była samym życiem. W ogniu trawiącym wszystko na koniec jest coś wspaniałego. Piękno zastawiło na mnie pułapkę.

Katie Roiphe, Godzina zmierzchu. Jak odchodzili wielcy pisarze,
przeł. Paweł Lipszyc, Wielka Litera, Warszawa 2017.

6106. Z oazy (CDXLV)

Czytaniu papieru zawsze towarzyszy czytanie wygodne, czyli w wersji elektro­nicz­nej. Ostatnio czytana para papier-ibuk, czyli dwaj mnisi benedyktyńscy i Szpilka, była zacnym, pięknie uzupełniającym się duetem. Gdy więc wzięłam się za papier o odchodzeniu, było oczywistym, że dobrym uzupełnieniem będzie ibuk z Erosem w roli głównej.

Jakiś czas temu było głośno o tej Autorce. Wiele osób polecało mi jej książkę o zdra­dzie, ale ten temat leży daleko poza wszelkimi kręgami mojego za­in­te­re­so­wa­nia. Gdy jednak kilka kolejnych osób opowiadało o swoich odkryciach w związku książka Autorki, zrobiłam klik, klik i na stosiku czytelniczym wylądowała ta książka. Prze­le­ża­ła tam długi czas, ale teraz przyszedł dobry momet na sklecenie książkowego du­e­tu. To był strzał w dziesiątkę.

Nadal nic nie wiem o książce o zdradzie, ale ta jest rewelacyjna. „Spotka” cię z Two­imi osobistymi definicjami seksualnościerotyzmu, zrobi skontrum przekonań i pra­gnień. Kilka zaskakujących refleksji mi po tej książce zostało.

To ciało często najtrafniej wyraża emocje, których nie sposób oddać sło­wa­mi. […]  Ciała obojga partnerów zadrukowane osobistą historią i nakazami kulturowymi stają się tekstem do wspólnego czytania.

🖇

Niektórzy tak gorliwie bronią się przed niepewnością, że odcinają się od bogactw, jakie z sobą niesie.

🖇

[…]  podniecenie związane jest z niepewnością oraz z naszą gotowością do ogarnięcia tego, co nieznane, i niebronienia się przed tym. Jednak to czyni nas bardzo podatnymi na zranienie.

🖇

Pierwotny i podstawowy ogień
  — seksualność — wznosi czerwony
płomień erotyzmu, nad którym
wzrasta drugi płomień: niebieski
i drżący płomień miłości. Erotyzm
i miłość — podwójny płomień życia.

Octavio Paz

🖇

[…]  wszyscy potrzebujemy bezpieczeństwa: trwałości, niezawodności, sta­bil­no­ści i ciągłości. Zapuszczanie korzeni i moszczenie gniazda mają źródła w instynktach pozwalających czuć się pełniejszymi ludźmi. Jednak po­trze­bu­je­my też nowości, zmiany, ryzyka i przygody — sił twórczych, które do­da­ją życiu smaku. Jesteśmy zlepkiem sprzeczności, bo z jednej strony szu­ka­my spokoju i przewidywalności, a z drugiej pragniemy różnorodności.

🖇

Etapy odwagi i ryzykowania bezustannie przeplatają się z etapami po­szu­ki­wa­nia stałości i bezpieczeństwa. Można się wahać, ale zawsze jedna ten­den­cja jest silniejsza niż druga.

🖇

[…]  teraz, choć jesteśmy bardziej wolni, jesteśmy też bardziej samotni. […]. Nasze poczucie zagubienia i niepewności wcale nie jest większe niż daw­niej — może nawet jest odwrotnie, tylko że współczesny model życia odebrał nam tradycyjne źródła i każe zwracać się do jednej tylko osoby po ochronę i kontakt emocjonalny, które dawniej czerpało się z wielu różnych spo­łecz­nych powiązań.

🖇

[…]  w związki miłosne wnosimy nieznośną egzystencjalną po­dat­ność na zranienie. Jakby miłość sama w sobie nie była wystar­cza­ją­co nie­bez­pieczna.

🖇

Jak ujęła to psychoanalityczka Ethel Spector Person: „miłość wyrasta z na­szego wnętrza jako akt wyobrażeniowy, twórcza synteza, której celem jest zaspokojenie naszych największych tęsknot, zrealizowanie najstarszych ma­rzeń. Zaspokojenie to pozwala nam na transformację i odnowę”. Miłość jest zatem zarówno afirmacją, jak i transcendencją tego, kim je­steśmy.

🖇

Zostać wybranym przez tego, kogo się wybrało, to jedna z najwspanialszych rzeczy w zakochiwaniu się.

🖇

Seksualność jest czymś znacznie więcej niż tylko metaforą związku — jest tak samo ważną równoległą narracją.
     […]  relacja między miłością i pożądaniem jest niezwykle skompli­ko­wa­na: ani przyczynowo-skutkowa, ani linearna.

🖇

Miłość oparta jest na dwóch podstawach: (p)oddawaniu się ko­muś i auto­no­mii. Potrzeba bycia razem i bycia osobno współistnieją — jed­na nie wy­stę­puje bez drugiej.

🖇

Lubimy te chwile samotności, gdy myśli swobodnie błądzą, bo dzięki temu odbudowujemy psychologiczny dystans, na nowo zakreślamy granice mię­dzy „ja” a „ty”.

🖇

[…]  pragniemy budować bliskość i stawiać mosty, ale to właśnie ta przestrzeń między nami jesterotyczną synapsą”.

🖇

Dzieciństwo to kurs „metody zdobywania i wykorzystywania władzy dla po­czątkujących”. […]  Uczymy się stawiać opór i uczymy się poddawać.

🖇

[…]  w prawdziwym życiu władza jest niemal nienegocjowalna, trudno ją zdobyć, a jeszcze trudniej się jej zrzec. Nikt z własnej woli nie odda swojego kawałka tortu.

🖇

[…]  na kartce podzielonej kreską na pół. W lewej kolumnie mieli wypisać skojarzenia ze słowem „miłość” — podałam im wskazówki: „gdy myślę o mi­łości, myślę o…”, „gdy kocham, czuję…”, „gdy jestem kochany, czuję…”, „w mi­łości szukam…”. Po skończeniu musieli wypełnić prawą kolumnę, po­da­jąc analogiczne skojarzenia ze słowem „seks”: „gdy myślę o seksie, my­ślę o…”, „gdy pożądam, czuję…”, „gdy jestem pożądany, czuję…”, „w seksie szukam…”.
     Takie ćwiczenie, choć bardzo proste, jest niezwykle pouczające.

🖇

[…]  erotyzm jest zupełnie niewydajny — trwoni się na niego czas i zasoby. […]  Erotyzm to akt wyobraźni, którego nie da się zmierzyć. Wy­chwa­lamy efektywność, a umyka nam to, że przestrzeń erotyczna jest prze­rwą, którą można się rozkoszować, zapominając o wymaganiach pro­duk­tyw­no­ści — tu jedynym celem jest przyjemność. Octavio Paz pisze, że chwila złączenia jest jak pęknięcie czasu, balsam na rany zadawane przez minuty i godziny — to chwila tyleż wieczna, co efemeryczna. To jak dać susa w świat poza tym światem.
     Taki skok zakłada brak kontroli, którego od najmłodszych lat uczono nas unikać.

🖇

[…]  wyzwanie, jakim jest podtrzymanie ognia w długotrwałym związku, jest zupełnie innej natury. Nie zawsze zawczasu znamy cel, punkt dojścia. […]  Nie da się siłą woli ani rozumem zapanować nad miłosnymi ma­rze­nia­mi. Rozum nie ma dostępu do korzeni takich marzeń, tak jak i nie zna ta­jem­ni­czych potrzeb naszego serca. Nie można ciągle myśleć w ka­tegoriach zysków i strat.

🖇

Całe społeczeństwo wydaje się czuć nieswojo z powodu zależności i podatności na zranienie. A dobry, intymny seks wymaga ich obu.

🖇

Nie dajmy się zwieść wrażeniu, że wszechobecność seksu odzwierciedla oświe­co­ne do niego podejście. Ostentacyjny marketing związany z seksem jest po prostu niesłychanie intensywny, lecz nie jest postępowy — u jego pod­staw tkwi wolny rynek, a nie wolna myśl.

🖇

[…]  wyobraźnia erotyczna jest niezwykle plastyczna, jeśli chodzi o ma­sko­wanie, przetwarzanie i odkręcanie traum z przeszłości. […]  bar­dzo niewielka część erotycznej wyobraźni jest efektem przypadku.

🖇

     — Seks jest strasznie skomplikowany, prawda? — zapytałam.
     — W jakim sensie? Że się trudno o nim mówi czy że niełatwo go upra­wiać? — odpowiedziała pytaniem na pytanie.

🖇

Do stworzenia schematu potrzeba dwóch osób,
ale do zmienienia go wystarczy jedna.

🖇

     — Czarnej części społeczeństwa problemy seksualne także nie są obce, ale jesteśmy jednak zdecydowanie mniej spięci w tej kwestii niż wy, biali — po­wie­dzia­ła [przyjaciółka Autorki]. — Seks jest na­tu­ral­ną czę­ścią ży­cia, a nie żadną nieczystą tajemnicą.

🖇

Im większe zaufanie, tym dalej możemy powędrować.

🖇

Dzieci pokazały mi, jak być zachłanną.

🖇

Zdolność wędrowania w wyobraźni dokąd chcemy jest oznaką wolności indywidualnej. To twórcza siła, która pomaga przekraczać rzeczywistość.

🖇

Cała fauna ludzkich fantazji, niczym morska roślinność, dryfuje i rozwija się bujnie w słabo oświetlonych strefach ludzkiego działania, plotąc grube pukle ciemności. […] Furtka do tajemnicy otwiera się za dotykiem ludzkiej słabości […]. i wchodzimy w królestwo mroku. Jeden fałszywy krok, jedna niezrozumiała sylaba, a odsłonią się myśli człowiecze.
   — Louis Aragon

🖇

Fantazjowanie pozwala na przekroczenie granic narzuconych przez świa­do­mość, kulturę i własny wizerunek.
     […]  Fan­ta­zje wyrażają problem i dostarczają rozwiązania.

🖇

Fantazje – seksualne i nie tylko – posiadają
niemal magiczne zdolności uzdrawiania i odnawiania.

🖇

Gdyby seks był poszukiwaniem, to
co jest dla ciebie świętym Graalem?

🖇

Miłość do drugiego człowieka bez zagubienia siebie jest centralnym dy­le­ma­tem intymności. Umiejętność negocjowania sprzecznych potrzeb – więzi i autonomii – wyrasta z dzieciństwa, ale doskonalimy ją często przez całe życie. Wpływa ona nie tylko na to, jak kochamy, ale także na to, jak się ko­cha­my. Erotyzm zawiera w sobie podwójną obietnicę: odna­le­zie­nia się i za­gubienia.

🖇

Uzbrojeni w ideologię miłości, która promuje bycie razem, czujemy się głupio, gdy poszukujemy osobności.

🖇

[…]  tak jak wiersz, erotyzm nie jest linearny — błądzi i skręca. Pokazuje to, co można zobaczyć nie oczami, lecz duszą. Erotyzm odkrywa przed nami in­ny świat, tkwiący wewnątrz tego świata. Zmysły stają się sługami wy­obra­źni, pozwalając nam zobaczyć to, co niewidzialne, i usłyszeć to, co niesłyszalne.

🖇

Wiem, że patrzysz na innych, ale nie mogę wiedzieć dokładnie, co widzisz. Wiem, że inni patrzą na ciebie, ale tak naprawdę nie wiem, kogo widzą. Nagle przestaję cię poznawać. Nie jesteś już tak dobrze mi znaną całością, która mnie nie ciekawi. W zasadzie stałeś (stałaś) się tajemnicą. A ja jestem poruszony (poruszona). Kim jesteś? Pragnę cię.

Esther Perel, Inteligencja erotyczna. Jak utrzymać
bliskość w relacji
, przeł. Magdalena Zielińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

     — Byłam przekonana, że kłopoty mamy już za sobą. Na litość boską, mamy przecież po sześćdziesiątce na karku! — narzekała.
     — A to przed czymś chroni? — zapytałam.

🖇

Niepodważalna inność partnera powoduje, że rea­gu­jemy z lękiem albo z ciekawością: możemy próbować przykroić drugiego człowieka do postaci, jaką jesteśmy w stanie zrozumieć, albo możemy przyjąć jego nie­po­zna­walną tajemnicę.

🖇

Miłość jest o posiadaniu, pożądanie jest o chceniu. Po­żą­da­nie jest wyrazem tęsknoty, dlatego wymaga cią­głej nieuchwytności. Nie obchodzi go, gdzie już było, lecz zachwyca się tym, dokąd zaraz podąży.

🖇

Ciało jest naszym ojczystym językiem, to ono łą­czy nas ze światem, na długo zanim po­tra­fi­my wymówić pierwsze słowa.

🖇

[…]  czas przestać ciągle przepraszać za to, kim jestem, i za to, czego pragnę. Bardzo w tym pomaga sta­rze­nie się.

🖇

[…]  erotyzm jest właśnie taki: rozkosz dla samej rozkoszy, hojnie podarowana […].

🖇

[…]  rozwój nie jest linearny, mogą przydarzyć się za­stoje lub nawet zniżki kondycji, ale nagroda warta jest wy­siłku.

🖇

Trzeba odwagi, by dotrzeć do nieznanych dotąd miejsc… by wystawić na próbę własne ograniczenia… by przełamać bariery. Nadchodzi jednak dzień, kiedy pozostanie w pąku sprawia większy ból niż ryzyko rozkwitu.
   — Anaïs Nin

🖇

Planowanie może się wydawać prozaiczne, ale zakłada zamiar, a w zamiarze ukryta jest wartość.

(tamże)

czwartek, maja 14, 2026

6105. 134/365  // na gigancie, dzień 19.

w miejscu publicz­nym spojrzała na mnie z pogardą i dzięki te­mu zderzyły mi się kulki w głowie.

nie patrzyła na mnie osoba; patrzył na mnie zestaw jej oso­bi­stych dyskryminujących przekonań, które nie uwględniają ta­kich kobiet jak ja w barze. szerzej, patrzyła* na mnie polityka, tradycyjne wzorce kobiecości, społecznie uśrednione gusta, zwane normami, które zwalniają z zadawania sobie pytań, z szukania być może niewygodnych odpowiedzi, z doko­ny­wa­nia osobistych wy­bo­rów i brania za nie odpowiedzialności.

134/365

_________
  *  odstaję od norm wszelkich pod bardzo wieloma wzglę­da­mi od zawsze, więc szkoda, że nikt mi nie powiedział czterdzieści lat te­mu, że w takim patrzeniu nie ma nic oso­bi­ste­go.

środa, maja 13, 2026

6104. 133/365  // na gigancie, dzień 18.

słowa
     starzejąca się genialna
dys­lektycznie przeczytałam
     starzejące się genitalia.

można byłoby pojechać pewnością, że za freudowską pomyłkę przebrała się moja tęsknota, ale jednak jest i drugie dno.

te trzy słowa to najkrótsza, ale bardzo pre­cy­zyj­na recenzja to­mi­ku* „poe-patycznego”, w którego towarzystwie sobie tak dys­lek­tycz­nie i frymuśnie podskoczyłam.

133/365

_________
  *  gdy opadną fusy rozczarowania i niesmaku parę pięknych wersów wydłubię, by mieć. na pewno.

[suplement 15.05.2026]
za­czy­nam od po­czątku
za­czy­nam jesz­cze raz
za­czy­nam od końca

Tadeusz Różewicz, Wiersze ostatnie,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2024.

wtorek, maja 12, 2026

6103. 132/365  // na gigancie, dzień 17.

szczypta dyscypliny, bo dwie to byłoby już zdecydowanie za dużo. do­prawiam nią wol­ność dzień po dniu. i smak tej ostat­niej wy­ostrza mi apetyt na jeszcze więcej fi­zycz­nej auto­no­mii.

132/365

poniedziałek, maja 11, 2026

6102. 131/365  // na gigancie, dzień 16.

złapał mnie kry­zys; sprawdził, czy jestem godnym spa­ring­part­ne­rem i „nauczał”:
     — odróżniaj rzeczy, których dopiero od­ha­cze­nie jako zro­bio­ne sprawia ci przy­jem­ność, od rzeczy, których samo ro­bie­nie spra­wia ci frajdę, przy­jem­ność, satysfakcję. liczą się te drugie*.

131/365

_________
  *  oraz umiejętność odkrycia cienia dru­gich w tych pierw­szych; pomaga w tym nie­nachalna samodyscyplina.

niedziela, maja 10, 2026

6101. 130/365  // na gigancie, dzień 15.

jest do­tyk*, za którym tęsknimy, którego pragniemy — w jego naturę wpisany jest nasz wybór nie tylko czasu, formy, ale prze­de wszystkim osoby**.

jest dotyk, który nazywam technicznym*** — medyczny, fizjo­te­ra­peutyczny, po­mo­co­wo-asystencki — w tym przy­pad­ku nie ma mowy o wyborze osoby, mu­szę godzić się na to, co jest. ten dotyk, pomyślałam wskutek przytoczonych poniżej słów, bywa nie­wer­bal­ną rozmową o życzliwości wobec kru­cho­ści ludzkiego ciała — gdy tak się dzieje, czu­ję wdzięczność.

130/365

_________
    *     trzyma mnie poniższy cytat i nie chce puścić, więc upusz­czę go tu z nadzieją, że nie będzie już za mną łaził.
   **    nie musi być ludzka. od śmierci He­niut­ki wykorzystuję każ­dą okazję na kon­takt z przyjaźnie nastawionymi do ludz­kie­go świata psami.
  ***   na gigancie od poniedziałku do piątku każdego dnia do­ty­kają mnie minimum czte­ry osoby. w sobotę tylko jedna. mo­im ogrom­nym przywilejem jest to, że w nie­dzie­le nie dotyka mnie nikt. a za dwa ty­god­nie bez jednego dnia będę uprzy­wi­le­jo­wa­na nieprzyzwoicie…

Jeśli nikt cię nie dotyka, rozmowa to naj­bliż­szy kon­takt, jaki możesz nawiązać z in­nym człowiekiem.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.

sobota, maja 09, 2026

6100. 129/365  // na gigancie, dzień 14.

ho­duję tęsknotę. pieczołowicie ją pie­lęg­nuję. przyglądam się temu, co z niej się rodzi.

129/365

Wybieramy siebie nawzajem wciąż od nowa, każdego dnia — tak tworzy się wspólnota dwojga.

Esther Perel, Inteligencja erotyczna. Jak utrzymać
bliskość w relacji
, przeł. Magdalena Zielińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

piątek, maja 08, 2026

6099. Z oazy (CDXLIV)

Lubię książki pisane przez poliglotów. Bardzo lubię. Są zwarte, rzeczowe, nie­prze­ga­da­ne. Zawsze coś z nich wydłubię: zabawnego czy zaskakującego. Tym razem było podobnie.

Wyobraź sobie taką sytuację: pustynia, na jej środku sklepik, sprzedawca i ostatnia butelka wody. Na drzwiach sklepu informacja: „Yes, we speak English”. Z dwóch różnych krańców pustyni w stronę sklepu czołgają się dwaj spragnieni mężczyźni. Pierwszy jest Polakiem i zna angielski, ale ma wątpliwości. Drugi jest Jordańczykiem, po angielsku nie mówi i nic w tym języku nie rozumie, jest jednak wolny od komunikacyjnych zahamowań. Mężczyźni mają do przebycia tę samą drogę, czołgają się w równym tempie i do drzwi sklepu docierają równocześnie…
     Otwierają je, wpełzają do środka. Polak otwiera usta, ale natychmiast je zamyka, ponieważ zastanawia się, w jakiej formie powinien zwrócić się do sprzedawcy oraz jakiego czasu powinien użyć, opowiadając mu o swoich potrzebach. W tym czasie Jordańczyk dramatycznym tonem wypowiada jedyne słowo, jakie zna w języku angielskim: „Mister!”, pokazuje na ostat­nią butelkę wody i odgrywa pantomimę, w której wykonuje taki gest, jakby pił.
     Jak myślisz, który z mężczyzn jest skuteczniejszy komunikacyjnie?

🖇

Wśród najtrudniejszych na pierwszych miejscach nieodmiennie pojawia się język polski. Jak dobrze, że nie musimy się go uczyć!

🖇

[…]  jako Polak masz ogromną przewagę nad innymi nacjami, jeśli chodzi o naukę każdego praktycznie języka. Wiesz dlaczego? Ponieważ Twój język ojczysty należy do najtrudniejszych do opanowania! Niektórzy twierdzą nawet, że dzierży w tej kategorii palmę pierwszeństwa. W języku polskim wszystko jest bardzo trudne — gramatyka, ortografia i wymowa. Do tego cała masa wyjątków. Sz, cz, ś, dź i dż. Deklinacja i niczym nieuzasadnione końcówki.
     Weźmy np. taki liczebnik dwa. W angielskim i hiszpańskim występuje zaled­wie jedna jego forma gramatyczna, odpowiednio: two i dos. Por­tu­gal­ski rozróżnia dwie płcie: dois albo duas. W języku polskim funkcjonuje sie­dem­na­ście pochodnych liczebnika dwa:

dwa, dwie, dwoje, dwóch, dwaj,
dwiema, dwóm, dwoma, dwojga, dwojgu,
dwojgiem, dwójka, dwójki, dwójkę, dwójką, dwójce, dwójko.

🖇

[…]  każdy człowiek, który zdolny jest do nauczenia się języka ojczystego, jest w stanie nauczyć się dowolnej innej ludzkiej mowy.

🖇

Trzeba wiedzieć, że mieszkaniec Nowego Jorku po pierwsze zapyta nas o sa­mopoczucie, po drugie będzie oczekiwał pozytywnej odpowiedzi oraz rewanżu. O ile będzie to Wasze pierwsze spotkanie, w którymś kolejnym wątku nawiąże on pewnie do tematu pochodzenia (Skąd jesteś?) i, jeśli tylko takie posiada, podzieli się z Tobą swoimi rodzinnymi powiązaniami z Pol­ską, a może nawet z Twoją miejscowością: „O, fantastic, cioteczna pra­bab­ka macochy mojej żony była z Krakowa! Jesteś z Poznania, więc pewnie by­wasz w Krakowie, to niedaleko, prawda?”. […]
     Aha — Niemiec może Cię poprawić, jeśli popełnisz błąd gramatyczny. To nic osobistego, to automatyzm. Jemu się po prostu musi wszystko w roz­mo­wie zgadzać. Taka natura.

🖇

[…]  prawie 100 procent śladu pamięciowego jest generowane w pierwszych dwudziestu czterech godzinach od kontaktu z no­wą wiedzą.

🖇

[…]  totalna immersja. Na początku procesu nauki może być Ci trochę cięż­ko — nie będziesz rozumieć większości z tego, co przeczytasz czy usłyszysz. Nie przej­muj się tym i bądź jak dziecko. Ono też nie rozumie, ale słu­cha i stara się mówić. Rozumienie przyjdzie z czasem, gdy Twój mózg uzna, że to, z czym ma non stop do czynienia, jest ważne i zacznie ana­li­zo­wać informacje, które otrzymuje. W ten sposób, niejako bez udziału Two­jej świadomości, Twój umysł poświęci energię na tłumaczenie sobie słów i zdań, wychwytywanie kontekstu ich użycia oraz odkrywanie schematów i struktur gramatycznych obowiązujących w języku, którego pragniesz się nauczyć.

🖇

Słuchaj, powtarzaj, czytaj, mów… nawet jeśli nie rozumiesz tego, czego słuchasz, tego, co powtarzasz, tego, o czym czytasz, a nawet tego, co mówisz!

Mateusz Grzesiak, Fast Languages.
Szybka nauka języków obcych
,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2019.
(wyróżnienie własne)

Osoby dorosłe uczą się nowych umiejętności w od­nie­sie­niu do posiadanej już wiedzy. Tym samym im więcej już wiesz, tym łatwiej będzie Ci się uczyć nowych rzeczy.

🖇

Umysł dorosłego człowieka jest tak samo gotów do ucze­nia się jak umysł dziecka i nie ma tu zdolnych oraz niezdolnych. Wszyscy jesteśmy naturalnie pre­de­sty­no­wa­ni do tego, by zostać poliglotami. I zostaniemy nimi, o ile w procesie opanowywania kolejnej mowy będziemy trzymać się tych samych zasad, według których całkiem nieświadomie niemowlak opanowuje język matki i ojca.

🖇

Roczniak i dwulatek nie znają zasad gramatyki i wcale się nią nie posługują! Przeciwnie — początkowo w ogóle ignorują czasowniki, a innych wyrazów nie od­mie­nia­ją. Liczy się dla nich skuteczność komunikacyjna.

🖇

[…]  sposób myślenia i mówienia, nastawienie do życia oraz bieżących zadań, a nawet zachowanie zmieniają się w zależności od języka, jakim się akurat posługujemy.

🖇

Doświadczanie i „poznawanie na własnej skórze” sta­no­wi o sukcesie przyswajania informacji, bo gdy ktoś coś prze­żył, wte­dy sta­je się to dla niego prawdziwe.

🖇

Marzenia, których się nie realizuje, pozostają w sferze marzeń i tam się marnują.

🖇


cykl Davida A. Kolba.

🖇

Pamiętaj — to nie Ty uczysz się języka,
to Twój mózg się go uczy!

(tamże)

6098. Z oazy (CDXLIII)

To jest i będzie najdłuższy na tym blogu wpis. Najdłużej też był klecony, bo obco­wa­nie z tą książką po jej przeczytaniu było prawdziwym świętowaniem, nieśpiesznym przy­glądaniem się, jak cytaty same układają się w patchwork, który potrzebuję mieć pod ręką.

Po tamtej książce Autorki — gdy wpadłam w zachwyt nad sposobem, w jaki bu­du­je swo­ją opo­wieść — wiedziałam, że muszę natychmiast sięgnąć po tę książkę. Czytając ją, obejrzałam setki obrazów, setki zdjęć, kilka filmów, przeczytałam kilkanaście arty­kułów — karmiłam oczy i duszę, opa­trzyłam kilka starych ran.

Rozpoznałam osobne chwile w swoim życiu, których potrzebuję, by czuć, że żyję. Ta książka uczy odwagi, by zawalczyć o to, co dla nas ważne, co w nas żywe, co jest na­szą istotą, czego wielu może nie chcieć nawet zauważyć. To nie ma żadnego zna­cze­nia, ta niechęć nie ma mocy, by nas „zniknąć”.

Jeśli masz poczucie osamotnienia,
ta książka jest dla ciebie.

🖇 🖇

Samotnym można być wszędzie, lecz samotność wynikająca z miesz­ka­nia w mieście, w otoczeniu milionów ludzi, ma szczególny charakter. […] sama fizyczna bliskość nie wystarczy, by rozproszyć poczucie izolacji. Moż­na — jest to właściwie całkiem łatwe — czuć się wewnętrznie mar­twym i opu­stoszałym, żyjąc tuż obok innych.

🖇

[…]  samotność bywa uznawana za zaburzenie i chorobę. Niektórzy twier­dzą stanowczo, że niczemu nie służy […]. Takie stwierdzenia nieprzy­pad­ko­wo wiążą się z przekonaniem, że cel naszego życia to dobieranie się w pary lub że szczęście może albo powinno być czymś trwałym. Nie każdemu jed­nak jest to dane. Niewykluczone, że się mylę, ale uważam, że doświadczenie stanowiące tak istotną część naszego wspólnego życia nie może być cał­ko­wi­cie pozbawione sensu, jakiegoś rodzaju bogactwa i wartości.

🖇

[…]  samotność może prowadzić nas ku inaczej niedostępnemu doświadczaniu rzeczywistości.

🖇

[samotność]  dotyka sedna tego, co dla nas cenne i ważne. W mie­ście zwanym samotnością powstaje wiele wspa­nia­łych rzeczy – zrodzonych z sa­motności, a zarazem nadających jej sens.

🖇

Chciałam zrozumieć, co to znaczy być samotnym, jak to działa w życiu in­nych, i spróbować nakreślić skomplikowane relacje między samotnością a sztuką.

🖇

Jak to jest czuć się samotnym? To jak być głodnym – być głodnym, podczas gdy wszyscy wokół ciebie szykują się na ucztę. […]  To boli, tak jak bolesne mogą być uczucia, a poza tym powoduje skutki fizyczne, niewidoczne dla oczu zmiany dokonujące się w zamkniętych przestrzeniach ciała.

🖇

Co takiego jest w Hopperze? Raz na jakiś czas pojawia się artysta, który wy­raża pewne doświadczenie, niekoniecznie świadomie czy celowo, ale z ta­ką przenikliwością i intensywnością, że związek wydaje się nie­za­prze­czal­ny. Samemu Hopperowi nigdy nie podobała się myśl, że jego obrazy można interpretować w określony sposób czy też że samotność to jego specjalność, jego główny temat.

🖇

Z pewnością nie wszyscy ludzie pozbawieni towarzystwa innych są sa­mot­ni, a zarazem można dotkliwie odczuwać samotność, nawet gdy jest się w związku albo z grupą przyjaciół. […]
     To uczucie rodzi się z braku bądź niedostatku bliskości, a skala jego odczuwania rozciąga się od dyskomfortu aż po chroniczne, nieznośne cierpienie.

🖇

[…]  charakterystyczne dla samotności jest przemożne pragnienie, by to do­znanie się skończyło, a tego nie da się osiągnąć samą siłą woli czy częst­szym wychodzeniem z domu, można to zrobić, jedynie nawiązując bliskie relacje. To o wiele łatwiejsze w teorii niż w praktyce, zwłaszcza w przypadku ludzi, których samotność jest wynikiem straty, wygnania czy uprzedzeń, więc nie tylko tęsknią oni za towarzystwem innych, ale też mają powód, by się tych innych obawiać albo im nie ufać.

🖇

Choć wydaje się, że całkowicie odcina ona [samotność] człowieka od innych, że jest prywatnym brzemieniem, którego nikt inny nie może odczuć czy po­dzie­lać, w rzeczywistości to stan społeczny, doświadczany przez wielu.

🖇

Właśnie to jest tak przerażające w samotności: instynktowne poczucie, że działa ona dosłownie odpychająco, co udaremnia kontakt właśnie wtedy, kiedy go najbardziej potrzeba. A jednak to, co udaje się uchwycić Hop­pe­ro­wi, jest nie tylko przerażające, ale też piękne. Jego obrazy nie są sen­ty­men­tal­ne, ale przebija z nich wyjątkowa uważność. […]  Tak jakby samotność była czymś, czemu warto się przyglądać. A nawet więcej: jakby samo przy­glądanie się było antidotum, sposobem na to, by zdjąć z siebie jej dziwne, oddalające od innych zaklęcie.

🖇

W pewnych sytuacjach bycie poza, odstawanie
może sprawiać satysfakcję, wręcz przyjemność.

🖇

Ciche umowy co do rozumienia języka
potocznego są niebywale skomplikowane.

Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)

🖇

[…]  ta parada zmieniających się nazw to chleb powszedni w życiu emi­gran­ta i od samego początku podważa kojącą myśl, że słowo i przedmiot są ze sobą bezpiecznie powiązane. „Jestem znikąd” – jak powiedział kiedyś War­hol, mając na myśli biedę albo Europę, albo mit autokreacji, a być mo­że także językową rozpadlinę, z której się wyłonił.

🖇

Samotność odmienności, samotność nieatrakcyjności, samotność wyklu­cze­nia z magicznych kręgów znajomości i akceptacji – grup spo­łecz­nych i za­wo­dowych, czułych objęć.

🖇

Odmienność oznacza ryzyko zranienia, a dopasowanie chroni przed przy­krym i upokarzającym odrzuceniem i zlekceważeniem.

🖇

Jeśli nie każdy jest piękny,
to nikt nie jest piękny.

Andy Warhol
(1928–1987)

🖇

[…]  wszystkie te zaprzeczenia i przemyślne kształtowanie swojego wi­ze­run­ku mówiły jedno: nie próbuj mnie zrozumieć, nie badaj mnie, nie ana­li­zuj. Nie zbliżaj się do mnie zanadto, bo nie jestem pewien, co tam znajdziesz, nie chcę o tym myśleć. Nie jestem pewien, czy lubię samego siebie. Nie lubię miejsca, skąd pochodzę. Przyjmij artefakt taki, jaki jest.

🖇

Nie da się myśleć bez języka, a język to ze swojej natury gra publiczna pod względem zarówno nabywania, jak i przekazywania.
     Ale choć język jest wspólny, jest również niebezpieczny i może izolować. Nie wszyscy gracze są równi. […] 
     Koncepcja, że język jest grą, w którą część zawodników gra lepiej niż in­ni, ma związek z wciąż dyskutowaną relacją między samotnością a mo­wą. Problemy z mówieniem, blokady w komunikacji, nie­po­ro­zu­mie­nia, nie­do­sły­sze­nia, epizody niemoty, jąkania się i zacinania, zapominanie słów, a na­wet niezdolność rozumienia żartów – te wszystkie rzeczy przyczyniają się do samotności, przypominając nam o tym, jak niepewne i niedoskonałe są środki, którymi przekazujemy innym, co się dzieje w naszym wnętrzu.

🖇

[…]  język wcale nie jest prostym sposobem na nawiązanie kontaktu. Jeśli zdefiniować samotność jako pragnienie bliskości, to w tym pragnieniu za­wie­ra się potrzeba wyrażania siebie i bycia słyszanym, dzielenia się my­śla­mi, doświadczeniami i uczuciami. Bliskość jest niemożliwa, jeżeli uczestnicy nie chcą się otworzyć. Ale niełatwo ustalić odpowiedni stopień tej otwartości.

🖇

I zawsze, yy, boję się czuć się szczęśliwy, bo wtedy… to nigdy nie trwa.

🖇

[…]  pop-art wzbudził tak ogromną wrogość, spowodował takie za­ła­my­wa­nie rąk wśród artystów, właścicieli galerii i krytyków po części dlatego, że na pierwszy rzut oka wyglądał jak błąd kategorii, nieznośne przekroczenie niepodważalnej, wydawałoby się, granicy między kulturą niską a wysoką, dobrym a złym smakiem.

🖇

Jeśli cała twórczość Warhola […]  stanowi sprzeciw wobec z góry zało­żo­nych kryteriów oceny, […]  to zarazem jej celem jest wydobycie na światło dzienne tego, co odbiegające od normy i porzucone, tych wymiarów kul­tu­ry, które stały się niewidzialne albo dlatego, że kryją się w cieniu, albo dla­tego, że zostały nadmiernie oswojone i przestały być zauważane – i na­da­nie temu pozycji i znaczenia.

🖇

[…]  błędne koło samotności powstaje nie w izolacji, ale raczej jako rezultat wzajemnej zależności między jednostką i społeczeństwem, do którego ta jed­nostka należy, a sytuacja jeszcze się pogarsza, jeśli dana osoba jest su­ro­wym krytykiem panujących w owym społeczeństwie nierówności.

🖇

[Warhol] wiedział dokładnie, jaka jest cena słów i co mogą zdziałać: uruchomić, ale też zatrzymać maszynę otwartego serca.

🖇

Inni znają nas dzięki naszej twarzy, to ona zdradza zamiary i nastrój.

🖇

Dzięki maskom można uniknąć obserwacji i oceny, a zatem ryzyka, że zo­sta­nie się odrzuconym, jednak traci się także szansę na akceptację, uko­je­nie, jakie daje miłość.

🖇

Zdjęcia z Rimbaudem często są mylnie uważane za autoportrety, ale w rze­czy­wistości Wojnarowicz stał za obiektywem, a rolę człowieka w masce od­gry­wali różni jego przyjaciele i kochankowie. […]  Postać Rimbauda po­słu­ży­ła jako rodzaj zastępcy czy przedstawiciela artysty i została wstawiona w miejsca ważne dla niego, te, w których kiedyś był albo które wciąż wy­wie­ra­ły na niego wpływ.

🖇

Strach zatruwa wszystko.

🖇

[…]  był zasadniczo samotnikiem. Chociaż znał wiele osób, wolał relacje je­den na jeden. Każdy znał nieco innego Davida.

🖇

Czasem można zmienić przestrzeń psychiczną, swój emocjonalny krajobraz, robiąc coś w świecie realnym. Myślę, że w jakiś sposób sztuka jest czymś takim […].

🖇

Podczas wędrówki po pirsach David rzadko spotykał tego samego czło­wie­ka więcej niż raz, chociaż zdarzało się, że kogoś szukał, na wpół zakochany w czyjejś wyobrażonej osobowości, w mitycznej postaci, którą sobie stwo­rzył na podstawie akcentu czy jednego słowa.

🖇

Fotografowanie to akt zawłaszczenia – coś staje się widoczne, a jednocześnie zastyga w miejscu i czasie.

🖇

Czasem chce się być tylko mięsem – mam na myśli poddanie się ciału, jego pragnieniom, jego potrzebie kontaktu, ale to nie znaczy, że chcesz od razu stać się krwistym stekiem albo siekanym kotletem.

🖇

Nic nie może zastąpić dotyku ani miłości, ale czytanie o tym, jak ktoś wy­trwa­le odkrywa i dopuszcza do siebie swoje pragnienia, okazało się tak bar­dzo poruszające, że czasem dosłownie trzęsłam się podczas lektury.

🖇

Wszyscy możemy wpływać na siebie nawzajem, otwierając się na tyle, żeby inni mogli się poczuć mniej samotni.

🖇

W naszej miłości ujrzałem mężczyzn, którzy zachęcają się nawzajem do zło­że­nia broni. […]  W naszej miłości ujrzałem ruchome warstwy ka­mien­nych budynków, ujrzałem rękę zgarniającą śnieg z parapetu więziennego okna. […]  Ujrzałem, jak on uwalnia mnie od milczenia mojego wnętrza.

🖇

Peter [Hujar] tam był. Peter odszedł. Jak David miał pojąć to przejście czy metamorfozę, niewyobrażalną zmianę?


fot. David Wojnarowicz, fragment,
[dostęp 2.05.2026], źródło.

[…]  wiosną 1988 roku chorobę stwierdzono również u Davida. W jednej chwi­li poczuł się ogromnie samotny. Miłość — napisał tego dnia – miłość nie wystarczy, by być blisko, żeby „złączyć czyjeś ciało ze społeczeństwem, plemieniem, kochankiem, bezpieczeństwem. Jesteś zdany sam na siebie, tak brutalnie, jak to możliwe”. […]  Jego przyjaciele chorowali i umierali, a on był pogrążony w głębokim smutku, nagle postawiony twarzą w twarz z własną cielesnością. Wciąż na nowo malował sznurki wiążące ze sobą różne istoty. Bliskość, więź, miłość — te coraz bardziej zagrożone możliwości.

🖇

Najbardziej wścieka mnie tak naprawdę to, że kiedy powiedziano mi, że zaraziłem się wirusem, szybko zdałem sobie sprawę, że za­ra­ziłem się też chorym społeczeństwem.

🖇

David stale walczył z wyparciem, czy chodziło o prawicowych kazno­dzie­jów, którzy nie mogli znieść, że ktoś mówi o seksie, czy o hedonistów, którzy nie chcieli dopuścić do swojej świadomości ryzyka śmierci.

🖇

Chciał znaleźć sposób na to, by każda strata stała się konkretna, żeby śmierć się liczyła.

🖇

[…]  11 października [1992], ACT UP zorganizowało Ashes Action, marsz na Waszyngton, który był rodzajem politycznego pogrzebu na ogromną skalę. […]  Ludzie byli wyczerpani i pełni rozpaczy. Setki osób spotkały się na scho­dach Kapitolu o trzynastej. Protestujący przynieśli ze sobą pro­chy swoich ukochanych. Potem pomaszerowali do Białego Domu, gdzie urzędował George Bush. Kiedy tam doszli, zaczęli wysypywać popiół na trawnik, odwracali do góry dnem urny i plastikowe torby i wysypywali zawartość przez druciany płot. Były tam też prochy Davida Wojnarowicza, rozsypane przez jego kochanka Toma.

🖇

Zmiana prywatnegopubliczne ma potężne konsekwencje dla z góry założonego świata.

🖇

Był we mnie taki głęboki smutek i nic zupełnie nie mogłem na niego po­ra­dzić. Byłoby lepiej, gdybym mógł.

🖇

„Ale” i „chociaż”: sposób na to, by skleić ze sobą sprzeczne myśli.

🖇

[…]  fizjologiczny opis samotności nie uwzględnia roli, jaką odgrywa samo społeczeństwo, nadzorujące i podtrzymujące wykluczenie poprzez od­rzu­ca­nie tych niesprawnych albo dziwnych. To jest druga siła napędowa sa­mo­tno­ści, powód, dla którego część ludzi — często zupełnie bez­bron­nych i spra­gnio­nych kontaktu — wciąż stoi w progu, a bywa całkowicie usuwana poza nawias.

🖇

Jako artysta [Henry Darger] był zupełnym samoukiem. Chociaż miał wy­raź­ny talent do kompozycji i od wczesnego dzieciństwa uwielbiał ko­lo­ro­wać, hamowało go przekonanie, że nie potrafi rysować.

🖇

Jedną z najsmutniejszych i najbardziej znamiennych rzeczy w całej spu­ściź­nie Dargera jest deklaracja dziecięcej niepodległości, którą napisał dla Krain Nierealnego. Zgodnie z nią dzieci mają prawo między innymi: „bawić się, być szczęśliwe, marzyć, móc normalnie spać w nocnej porze, i prawo do nauki, żebyśmy mieli równe szanse rozwijania tego, co jest w na­szych sercach i umysłach”.
     Ile spośród tego było mu dane w jego życiu? Najbardziej poruszyło mnie „prawo do nauki”. Podkreślało to, w jak brutalny, bezmyślny sposób go traktowano.

🖇

Nic nie wskazuje lepiej czyichś priorytetów niż to, w jaki sposób ten ktoś wydaje pieniądze, zwłaszcza jeśli nie ma ich za dużo.

🖇

[…]  bardzo rzadko się zdarza, żeby
jakiś czyn miał tylko jeden motyw.

🖇

[…]  w przypadku każdego zachowania uznawanego za dziwaczne czy eks­cen­tryczne warto zapytać, czy w tej etykietce nie chodzi raczej o prze­kra­cza­nie granicy klasy społecznej, a nie normy psychicznej.

🖇

Czasem jedyne, czego nam potrzeba, to pozwolenie sobie na uczucia. Nie­kie­dy najwięcej bólu sprawia właśnie próba stawienia im oporu albo wstyd, który rośnie wokół nich jak kolczasty krzak.

🖇

[…]  spojrzenie, nirami, które czyni niewidzialne widzialnym […].

🖇


The Nomi Song, reż. Andrew Horn, 2004.

🖇

Wydawało mi się straszną niesprawiedliwością, że ktoś, kto przeciwstawił się samotności, kto swoją odmienność przetworzył w radosną sztukę, umarł tak bardzo osamotniony, choć w świecie, w którym żył, wkrótce miało się to stać powszechnym doświadczeniem.

🖇

Poszedłem do niego i jakby się zawahałem, a on położył mi rękę na piersi i powiedział: »W porządku, nie martw się«. Łzy napłynęły mi do oczu i to był chyba ostatni raz, kiedy go widziałem.
   — Page Wood

🖇

Z czasem słowo „piętno” zaczęto odnosić do każdej oznaki niepożądanej od­mienności — to znaczy niepożądanej przez ogół społeczeństwa. Takim pięt­nem może być coś widocznego albo niewidocznego, ale jeśli zostanie to do­strze­żo­ne, dyskredytuje taką osobę w oczach innych i sprawia, że uznaje się ją nie tylko za inną, ale też za gorszą, że „ulega w naszym umyśle swo­i­stej re­duk­cji, stając się kimś naznaczonym i niepełnowartościowym.
     […] Gdy już działa ten szczególnie zgubny rodzaj myślenia magicznego, pojawia się skłonność do przekonania, że takie piętno to nie przy­pa­dek, nie sprawa losowa, tylko raczej coś zasłużonego czy za­wi­nio­ne­go, kon­se­kwen­cja moralnego upadku osoby naznaczonej.

🖇

Strach jest zaraźliwy, zmienia uśpione uprzedzenia
w coś bardziej niebezpiecznego.

🖇

Klaus Nomi był pierwszą sławną osobą, która zmarła na AIDS, ale w ciągu kilku kolejnych lat choroba rozprzestrzeniła się niczym pożar lasu wśród społeczności, do której należał: zżytego ze sobą środowiska z centrum Nowego Jorku, złożonego z artystów, kompozytorów, pisarzy, aktorów, muzyków.

🖇

Kultura cyfrowa znalazła się w fazie cyberprzyspieszenia, pędziła tak szyb­ko, że trudno było nadążyć. W jednej chwili coś było czystą fantastyką, czymś kompletnie niedorzecznym, za moment stawało się zwyczajnym za­cho­waniem, częścią codzienności.

🖇

[…]  ekran pozwalał ludziom na używanie gróźb i języka, którego większość z nich — jak przypuszczam — nigdy nie tolerowałaby w prawdziwym życiu.

🖇

Cud laptopów i smartfonów polega na tym, że oddzielają one kontakt od fi­zycz­ności, dzięki czemu ludzie mogą pozostać w swoich prywatnych bań­kach, chociaż teoretycznie są w miejscu publicznym, i wchodzić w inter­ak­cje z innymi, chociaż teoretycznie są sami. […]
     Wszyscy to znają. Wszyscy wiedzą, jak to wygląda. Nie potrafię zliczyć, ile przeczytałam tekstów o tym, jacy stajemy się wyalienowani, uwiązani do naszych urządzeń, nieufni wobec prawdziwego kontaktu, o tym, że czeka nas kryzys bliskości, ponieważ nasza zdolność do bycia z innymi słabnie i za­nika.

🖇

Prywatność, skupienie, bliskość – to wszystko zostało stracone, zanikło na skutek naszej obsesji na punkcie świata na ekranie.

🖇

[…]  przebywanie w wirtualnych przestrzeniach może być lekiem na osa­mot­nie­nie, na poczucie, że jest się pomijanym albo niedostrzeganym, a za­ra­zem nie wymaga subtelnych umiejętności społecznych niezbędnych przy interakcjach w realu.

🖇

A tymczasem co? Tymczasem formy życia na planecie, na której mie­szka­my, znikają z godziny na godzinę. Tymczasem wszystko staje się coraz bar­dziej jednorodne, mniej tolerancyjne wobec odmienności. Tymczasem na­sto­lat­ki odbierają sobie życie […]. Miejsce, do którego doszliśmy, okazało się wcale nie takie atrakcyjne, wygodne, nie takie super.

🖇

Jak to jest z cudzym cierpieniem? Łatwiej udawać, że nie istnieje. Łatwiej odmówić wysiłku empatii […].

🖇

To był mój sposób na to, żeby pozszywać się z powrotem.
   — Zoe Leonard


Zoe Leonard, Strange Fruit, fragment instalacji,
[dostęp: 9.05.2026], źródło.

[Strange Fruit (for David) Wojnarowicz] to instalacja ukończona w 1997 ro­ku i należąca obecnie do stałej kolekcji Philadelphia Museum of Art. Zro­bio­na jest z około trzystu pomarańczy, bananów, grejpfrutów, cytryn i awo­ka­do, które zostały zjedzone, a ich rozdarte skórki — ususzone, po czym zszyte nićmi w różnych kolorach, ozdobione suwakami, guzikami, sztucznymi ścię­gna­mi, naklejkami, plastikiem, drutem i tkaniną.

🖇

Sztuka, która naprawia, sztuka, która pragnie kontaktu albo która znajduje sposób, by ten kontakt umożliwić.

🖇

Dzieło Strange Fruit powstało w czasie tych lat samotności, jeśli nie jako odpowiedź, to jako konsekwencja masowych ofiar okresu epidemii AIDS i wyczerpania próbami wywarcia wpływu na politykę.

🖇

Bez słów, bardzo cicho owoce poprzez swoją małość, swoją osobliwość wyrażają cierpienie z powodu rozpadu, znikania, tęsknoty za czymś kochanym, co odeszło i więcej nie wróci.

🖇

Co zostaje, kiedy esencja ulatuje? Łupina i skórka, rzeczy, które chcesz wy­rzu­cić, ale nie wiadomo, dlaczego nie potrafisz.

🖇

Nie mogę zmienić niczego w przeszłości ani sprowadzić z powrotem nikogo z ukochanych zmarłych, ale mogę przeżywać swoją miłość i stratę w równomierny, ciągły sposób, mogę pamiętać.
   — Zoe Leonard

🖇

Proces gentryfikacji dotyczy miast, ale dotyczy także uczuć […]. Wśród blichtru późnego kapitalizmu karmi się nas przekonaniem, że wszystkie trudne emocje – przygnębienie, lęk, samotność, wściekłość – to po prostu skutki zachwiania równowagi chemicznej, problem do rozwiązania, a nie reakcja na systemową niesprawiedliwość albo na atrybuty cielesności, na fakt — jak ujął to w pamiętnych słowach David Wojnarowicz — że odsia­du­je­my wyrok w pożyczonym ciele, z całą rozpaczą i frustracją, jakie to za sobą pociąga.

🖇

[…]  samotność, tęsknota nie oznaczają, że poniosło się porażkę, tylko świadczą o tym, że się żyje.

🖇

Samotność jest sprawą prywatną, ale też polityczną. Samotność jest zbio­ro­wa, to jest miasto. Jeśli chodzi o to, jak w nim mieszkać, nie ma reguł ani powodów do wstydu, trzeba tylko pamiętać, że dążenie do in­dy­wi­du­al­ne­go szczęścia nie zwalnia nas z obowiązków wobec siebie na­wza­jem. Tkwimy w tym razem, w tym nagromadzeniu blizn, tym świecie przed­miotów, tym fizycznym i tymczasowym niebie, które tak często przy­po­mina piekło. Ważna jest w tym dobroć, ważna jest solidarność.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)

Dzieło to człowiek. Nic nie bierze się znikąd.
   — Edward Hopper (1882–1967)

🖇

Czy chodziło o to, że szufladka okazała się za ciasna wraz z jej niedorzecznymi oczekiwaniami względem tego, jakie mają być kobiety, czy o to, że ja do niej nie pasowałam?

🖇

Są lepsze sposoby patrzenia na ciała.

(tamże)