czwartek, marca 26, 2026

6053. Panna cotta (CXC)

Zapytała, czy lubimy Gigio, i była szczerze zdziwiona, że nie wiemy, o czym mówi. Wyjaśniła, a potem, by nie pozostał w naszych głowach wyrobem magii słów, wci­snęła przycisk play. Popłakałam się ze śmiechu.

Zadręczam kogo mogę microquizem, który Gigio zorganizował naprędce Raffaelli: „wymacha” przysłowie, które ona spróbuje odgadnąć. Podnosi lewą piąstkę, up! pod­nosi drugą piąstkę, up! W języku polskim mamy identyczne (literalnie prze­ło­żo­ne) przysłowie. Piąstka w górę, druga piąstka w górę. Jakby jasne?

Nie zgadła. Nikt by nie zgadł. Wymigane przysłowie brzmi: nie ma róży bez kolców, a gdy Raffaella pyta, jaki związek z przysłowiem mają piąstki, Gigio śpieszy z wy­ja­śnie­niem: otwiera lewą piąstkę i pyta: są tu róże? Nie. Otwiera drugą i pyta: a tu są kolce? Nie. Więc? Wszystko jasne! Non c’è rosa senza spine (0:48–1:09).

[Topo Gigio] sempre alle prese con problemi più grandi di lui. Poi credulone e tenero, con quel suo “Ma cosa mi dici mai?”, incarna lo stupore di un bim­bo di fronte alla società dei grandi. Topo Gigio è famoso un tutto il mondo.
[Myszek Gigio] zawsze zmaga się z problemami większymi niż on sam. Poza tym naiwny i czuły, ze swoim słynnym „Ale co ty mi w ogóle opowiadasz?”, ucieleśnia zdumienie dzie­cka w obliczu świata dorosłych. Myszek Gigio jest znany na całym świecie.

*

     Signora Perego, quando ha inventato Topo Gigio?
     L’ho inventato nel 1959.
     […]
     Cos’era l’animazione in quegli anni?
     Fare pupazzi non era considerato un’arte. Io ero un po’ di ribelle perché fare animazione voleva dire ribellarsi al teatro borghese, era un modo di fare cultura che mi permetteva di dare forma e colore a tutto ciò che era stato proibito.
     Oggi Topo Gigio cosa penserebbe del mondo?
      Il suo invito è ancora lo stesso: non rinunciare a essere liberi.
     —Pani Perego, w którym roku wymyśliła Pani postać Topo Gigio?
     — Stworzyłam go w 1959 roku.
     […]
     — Czym była animacja w tamtych latach?
     — Tworzenie lalek nie było uważane za sztukę. Byłam trochę buntowniczką, ponieważ zajmowanie się animacją oznaczało bunt przeciwko tradycyjnemu teatrowi; był to sposób tworzenia kultury, który pozwalał mi nadawać formę i kolor wszystkiemu, co było zakazane.
     — Co dziś pomyślałby Myszek Gigio o świecie?
     — Jego przesłanie jest wciąż takie samo: nie rezygnujcie z bycia wolnymi.

Irene Dai, Maria Bali, Nuovo espresso 4,
Alma Edizioni, Firenze 2023.
(wyróżnienie czerwone własne)

*
Maria Perego
(1923–2019)


[dostęp 26.03.2026], źródło.

*

Topo Gigio & Raffaella Carrà, Strapazzami di coccole.

lascia andare, non drammatizzare,
ma strapazzami di coccole

odpuść sobie, nie dramatyzuj, / ale wymęcz mnie pieszczotami

6052. Situl, situl…

Kilka dni temu, na chwilę przed zachłyśnięciem się wirusem, zrobiłam Sadownikowi karczemną awanturę. Po wszystkim, po ochłonięciu, z zawstydzeniem i niemałym zdziwieniem odkryłam, że wykrzyczany przeze mnie ko­niec świata był tak naprawdę kompletnie… o nic! Ale też, jak pogrzebałam w sobie, o wszystko! Bowiem ko­mu­ni­kat, który w wyjątkowo zawiły, wielowątkowy i drobiazgowy sposób próbowałam wcześniej wykrzyczeć, po przetłumaczeniu z języka emocji na ciąg znaków zwa­nych literami, można było zamknąć w dwóch krótkich słowach: przytul mnie, co w moim przy­pad­ku jest lekiem na zło, niemoc i każdą beznadzieję.

*
Jabłoń:
(wczoraj wieczorem tak zmęczona,
że nie może zasnąć
)
Situl* mnie…
(szybko, szybko, nim zbierze się Drzewku
na deficytowe awanturowanie się
)

Sadownik:
(ledwo żywy, usypiający
w drodze do poduszki
)
To terror!

Jabłoń:
Nie, to profilaktyka!

_________
  *  w idiolekcie ula: przytul.

środa, marca 25, 2026

6051. Z oazy (CDXXX)

Pappone Naurocchi dał czadu raz. Tego samego dnia odkryłam istnienie tej książki, więc klik, klik, bo Bromba i inni to jedyna lektura w podstawówce, którą po­ko­cha­łam i czytałam po wielokroć. Na półce od lat w „papierzu” obok szkolnej lektury sto­ją Bromba i fi­lo­zo­fia oraz Bromba i psychologia.

Nim dwa dni temu pappone dał czadu niestety na pewno nie ostatni raz, by na koń­cu, jakby niewerbalnego chamstwa mylonego z mocą było mało, pogrozić pa­lu­chem, czytałam tę książkę, zastanawiając się, skąd Autor trzy lata te­mu wie­dział, co nas czeka.

Wybieranie wyimków nie było łatwe, ale po raz pierwszy zestaw subiektywnie wy­bra­nych fragmentów może być podstawą zabawy towarzyskiej o nazwie: selekcja znajomych.

Jest to gra o nikłym śladzie węglowym, bio i eko pełną gębą: z poniższych frag­men­tów wylosuj jeden i podaj jak największą liczbę nazwisk polskich polityków, któ­rzy według ciebie pasują do tego cytatu jak ulał. Za aktywnego polityka otrzy­mu­jesz 2 punkty, za biernego 1 pkt., a za Czarnka i pap­po­ne dziesięć. Wyśmienity pre­zent na zajączka, spędzanego na łonie szeroko definiowanej rodziny… Ogarnij się w końcu i z premedytacją wygraj!

Drodzy Czytelnicy!
     Rozważałem, czy nie nadać tej książeczce tytułu Pożegnanie z Brom­bą, ponieważ nie wydaje mi się, aby Bromba zanotowała jeszcze jakieś inne przygody i obserwacje niż zawarte w tym to­mi­ku, ale pomyśleliśmy sobie (i ja, i Bromba), że zabrzmiałoby to zbyt patetycznie.

[Bromba] Jako osoba zajmująca się pomiarami już dawno uznała, że skoro nawet najdokładniejsze pomiary są obarczone ryzykiem błędu, to warto docenić rolę wpływu na nasze losy – przy­pad­ku, nieporozumienia i zdarzeń całkowicie nie­spo­dzie­wanych.
     Ona i jej przyjaciele skłonni są cenić wątpliwości, szczerość, spontaniczność, życzliwość oraz wiarę w to, że ktoś, kto chce zbyt gwałtownie poprawiać, czyli krzywdzić innych – krzywdzi tak­że, a może przede wszystkim, samego siebie.
     Z takim podejściem zajmowanie się polityką jest bardzo trudne, więc Bromba się nią nie zajmuje.
     Ponieważ jednak parę razy polityka zajęła się Brombą lub jej przy­jaciółmi, oddajemy w Wasze ręce, Drodzy Czytelnicy, te kilka opowieści, z nadzieją, że nie jesteście dziećmi, a w każdym razie nie do tego stopnia, aby myśleć o Brombie jako o osobie zupełnie nie­praktycznej i całkiem naiwnej.

Serdecznie pozdrawiamy
Autor i Bromba

🖇 🖇

     — Ciszej! Co pani wygaduje!
     — Mówię, co myślę.
     — To źle pani robi. Pierwsza zasada Wolnej Utopii brzmi: „Nie myśl sam. Pomyślimy za ciebie”.
     — A druga?
     — „Jeśli nie wiesz, kto jest zły, zapytaj się nas”.
     — Czyli kogo?
     — Wielkiego Klipa. I jego doradców.
     — A skąd oni to wiedzą?
     — Bo oni się znają. Zło bywa często głęboko ukryte. Czasem sami nie wiemy, że jesteśmy źli!
     — Co pan powie? Nie wie pan, kiedy pan zrobi coś źle?

🖇

Wszystko wydawało się zagadkowe, zarówno poglądy małego utopca jak i całkowita pewność jego przekonań.

🖇

     — […]  A trzecia zasada?
     — „Każdy jest taki sam”.
     — Jak to?
     — To super zasada! Dzięki temu nikt nie jest lepszy ode mnie!
     — Tylko że to nieprawda!
     — Właśnie że prawda!
     — Przecież gołym okiem widać, że każdy jest inny.
     — Może w detalach są różnice, ale każdy POWINIEN być taki sam!
     — Powinien być jak kto?
     — Jak my! Jak utopce!
     — Ale ja na przykład nie jestem utopcem!
     — I właśnie dlatego jest pani zła!

🖇

     — […]  Zrozumieliśmy, że wystarczy odrobina wysiłku, żeby cały świat zmienić na lepsze!
     — Tylko odrobina?
     — Może trochę więcej, ale trzeba być stanowczym i ćwiczyć silną wolę. Czy pani wie, jaką ja mam silną wolę? Mogę w ogóle nie jeść deserów!
     — A niby dlaczego ma pan nie jeść deserów?

🖇

🖇

     — Zrozumcie, panowie! Ja nie mam prawa podawać wymiarów czegoś, czego nie widziałam na oczy!
     — Ale stół pani widzi?
     — Widzę!
     — No, a my mówimy pani, że krokodyl jest długości trzech stołów!
     — Dostarczcie mi krokodyla, to natychmiast go zmierzę.
     — Zaraz by panią zjadł!
     — Wolę być zjedzona niż podawać fałszywe informacje!

🖇

     — A pan to kto?
     — Wiktor Burdziałowicz. Wampir.
      Bromba odruchowo próbowała się cofnąć.
     — Co znaczy dobra opinia? — Wampir uśmiechnął się. — Nie wypijam krwi. Niczyjej. Jestem wegetarianinem. Mam alergię na mięso, ale owszem, cierpię na światłowstręt. A za co pani siedzi?
     […] 
     Jak to zwykle bywa bardziej doświadczony więzień wprowadził mniej doświadczoną więźniarkę w jej sytuację.

🖇

Żaden gad nas nie omota,
Nie podskoczy żaden płaz!
Wiemy, czym istota błota,
Wszyscy inni to hołota!
Więc powtórzmy jeszcze raz:
Nie ma chłopca nad utopca,
Każdy to zrozumie w lot,
Po co skręcać na manowce,
Gdy się żyje w środku błot!
Chlip, chlip, chlip – Niech żyje Wielki Klip!

🖇

🖇

     — Przed czym tak uciekałeś? — zapytał Gluś Pućka biblio­te­karza.
     — Przed polityką — jęknął Puciek. I zemdlał.
     Tak to się wszystko zaczęło.

🖇

     — To skandal!  […]  Dość już tej polityki! Dość już tej pedagogiki wstydu! Tak, jestem Fumem! I jestem z tego dumny! Powiem więcej! Fumy są naj­lep­sze! I proszę nas nie obrażać!!!
     Po czym zaczął skandować:
     — Tylko Fumy! Powód do dumy! Tylko Fumy! Powód do dumy!

🖇

Polis to po grecku znaczy miasto. Od słowa polis pochodzi słowo polityka. W mieście zwykle jesteśmy zmuszeni współdziałać z innymi. Polityka to umiejętność łą­cze­nia sprzecznych interesów, które pojawiają się wtedy, gdy je­ste­śmy zbyt blisko siebie.

🖇

     — Bardzo ostrożnie, przyjacielu – westchnął Gluś. – I obserwuj Mal­win­kę. Jeśli chrząknie albo coś… zmieniaj temat. To się nazywa dyplomacja.

🖇

🖇

     — Jak to?
     — A tak to!
     […] 
     — Ja nigdy nie dokończyłam żadnej jego książki – oświadczyła spokojnie Lala. – I jestem z tego dumna. Usuwa pan czy nie?

🖇

🖇

Z tym ważeniem i mierzeniem jest znacznie dziwniej, niż się wy­da­je na początku. Mierzymy i mierzymy, ważymy i ważymy, a najważniesze wciąż pozostaje nieuchwytne.

🖇

🖇

Mrówki czują tyle, ile czują, i po prostu trudno im zrozumieć, że mogą czuć więcej. To prawdopodobnie w wyniku ewolucji poziom odczuwania zmar­twień mają zdecydowanie ograniczony, a wątpliwości w działaniu — wcale.

🖇

Gwiazdonosowi wiara w głębię jest niezbędna do życia. Jak wszystkie kre­to­wa­te ubóstwia drążyć. A mrówki są, jakie są.

🖇

🖇

     — Trudno — powiedziała Bromba. — Musisz się solidnie przygotować do tej debaty. Co planujesz na najbliższe lata?
     — Sprowadzać jak najciekawsze książki i zachęcać wszystkich do czy­tania!
     — Tak, to dobre i zrozumiałe, ale niestety zbyt ogólne! W takiej debacie trzeba jakoś zaskoczyć, zaproponować coś, czego odbiorcy się nie spo­dzie­wają. […]
     — Nie za ostre? — zaniepokoił się Puciek. — Gotowi się obrazić!
     Fikander uśmiechnął się z goryczą.
     — O ile przeczytają. Zębiełek to przecież prawie analfabeta. On mówi: „pół­torej roku”, „na dzień dzisiejszy” i „okres czasu”. Raz nawet chyba usły­sza­łem, jak powiedział: „przyszłem i wzięłem”, ale może się przesłyszałem.

🖇

Niektórzy tłumaczyli, że akurat nie mają czasu, przepraszają, doceniają, ale może innym razem. Inni wysłuchiwali z satysfakcją i przytakiwali Zę­bieł­ko­wi, ponieważ wprawdzie rzadko odwiedzali bibliotekę, ale teraz mieli wresz­cie usprawiedliwienie — to nie oni są leniwi i nie czytają, ale po pro­stu Puciek za mało się stara.
     […]
     — I co? Pozwolimy zniszczyć dorobek życia szlachetnego i rozsądnego Pućka?
     — Na tym polegają właściwe zasady porządku społecznego.
     — Na tym???
     — Mieszkańcy Naszej Okolicy muszą się tego nauczyć. Każda droga na skróty źle się kończy. Demokracja to proces bolesny, wymagający cier­pli­wości i czasem zawodny. Jednak bez demokracji będzie tylko gorzej.

🖇

Następnie pojawił się na podium Zębiełek.
     — Ja się chciałem zapytać, panie Puciek, gdzie się podziały te obiecane trzy lata temu termosy do kawy i herbaty? Czy może teraz stoją u tak życz­li­wej panu Bromby, a może po prostu zabrały je Tarapaty, wyjeżdżając na studia do Wielkiego Miasta?
     Puciek chciał krzyknąć, że termosy stoją przecież w przedpokoju, że on je kupił za własne pieniądze i że to właśnie Zębiełek kawą pitą z tego termosu zalał powieść „Gdzie stuka agent dzięcioł?” w tym jednym jedynym dniu, kie­dy odwiedził bibliotekę z niejasną jeszcze wizją zagarnięcia jej dla siebie.
     […]
     Zębiełek jednak dopiero się rozpędzał. Zasugerował, że „Puciek idzie na pasku suchaków i innych NIE Z NASZYCH okolic”.
     Puciek chciał powiedzieć, że „nasze” nie zawsze musi oznaczaćdobre”, bo „nasze” też często bywa złe, a przynajmniej średnie, i że nie­do­brze być zaślepionym tak rozumianą swojskością, ale spojrzał na dwa kre­ty z transparentem: „Widzimy, że jesteśmy lepsi!” i zrezygnował.

🖇

🖇

     — Czy każda władza podlega degeneracji? — zapytał Kot Makawity, kie­dy zostali sami.
     — Niestety tak. To już dawno temu opisał pewien myśliciel. Rządy jed­no­stki zamieniają się w tyranię, rządy grupy w oligarchię, czyli sitwę, a de­mo­kra­cja w bałagan — odparł Kajetan, sięgając po szklaneczkę ulubionego soku porzeczkowego.

🖇

     — Naprawdę, nie może być inaczej, Kajetanie? — pytał Kot Makawity. — Czy te głupstwa muszą nas dzielić?
     — Pomyśl, przyjacielu, że znacznie gorzej byłoby, gdybyśmy musieli zgadzać się z kimkolwiek z nich we wszystkim, co wygadują!

🖇

     — Szczury wymyśliły sobie, że wszystkiemu winne są myszy — opo­wia­dał Tarapat — i niszczą je bezlitośnie. Dotąd zawsze jakoś można było się porozumieć. Były niepisane umowy, tu szczury, tu myszy, a tu powiedzmy — gołębie. Teraz jednak pojawił się przywódca szczurów, niejaki Wędrow­ny. Ogłosił, że trzeba wypędzić z Miasta wszystkie myszy, bo stanowią za­grożenie, rozsiewają zarazki i krzywdzą szczury. Wyobrażacie sobie? Skrzywdzone szczury!

🖇

     — Rozumiem, że jakieś pojedyncze osobniki…, ale szczury to imperialiści! Chcą zniszczyć cały świat! — zawołał zdenerwowany.
     — Szczury jak szczury. Każdy, komu wmówią, że ma całkowitą rację i może ją wprowadzać przemocą, jest niebezpieczny. Szczur, wróbel, łoś, a nawet chomik.

🖇

🖇

Obecnie, jak to zwykle podczas wojny, czyli polityki, która za­mie­ni­ła się w gwałt i przemoc, bardzo trudno o jakieś mądre i ostateczne pod­sumowanie. Bo wojna ma to do siebie, że chociaż uchodzi za rodzaj prze­dłu­że­nia polityki innymi środkami (konkretnie – użyciem siły) wy­wra­ca do gó­ry nogami mnóstwo dotychczasowych złudzeń i poglądów uważanych za oczywiste. […]
     Prawdziwe zakończenie zwykle można dopisać po czasie i — jak to w po­li­ty­ce bywa – zależy, kto je chce dopisać.

Maciej Wojtyszko, Bromba i polityka,
Wydawnictwo Ezop, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Zdania, których używa każdy polityk, więc warto je za­pa­miętać, jeśli jest się politykiem. Jeśli się nie jest, też warto za­pa­miętać, że politycy tak mówią.
     → „Ja panu, (pani) nie przerywałem!!!” – do użycia najlepiej jeszcze zanim rozmówca się odezwie.
     A potem regularnie co jakiś czas.
     → „Zanim odpowiem, pragnę zwrócić uwagę, że” – po­zwala mówić na dowolny temat i nie odpo­wie­dzieć na zadane pytanie. […] 
     → „Przypadek? Nie sądzę” – komentarz do faktu, którego sam polityk nie potrafi wyjaśnić, ale chciałby, żeby to zdarzenie pomogło jemu, a nie innym. […] 
     → „Myślę, że…” – zaczynając zdanie w ten sposób, zmniejszamy nieco zagrożenie polegające na tym, że mo­gą nam potem zarzucić, że coś twierdziliśmy. Na przy­kład na pytanie: „Czy Wielki Klip to drań i łobuz?” nie odpowiadamy: „Tak!” albo „Jasne!”, tylko : „Myślę, że niektóre jego zachowania mogłyby na to wskazywać”.
     → „Nie twierdzę, że…” – używane zwykle wtedy, kiedy mówiący ma absolutną pewność, że tak właśnie jest. […]
     → „Zdanie wyrwane z kontekstu” – można tak określać wszelkie zdania, które są prawdziwe, ale które nam się nie podobają.

🖇

Demokracja — niewątpliwie najlepsza forma rządów, jaką wymyślono, ale trudniejsza do upilnowania niż li­ście drzew unoszone przez jesienną wichurę. Demo­kra­cja wymaga od tych, którzy jej pragną, chyba jeszcze więcej niż wielka wyprawa na Księżyc. Pokora, samo­ogra­ni­cze­nie, szacunek dla prawa, szacunek dla po­glą­dów innych, wierność zasadom, wytrwałość, odpo­wie­dzial­ność, umiejętność godzenia sprzecznych potrzeb, zdolność do organizowania się wokół istotnych celów, troska o los słabych, mądre wątpliwości wobec zbyt po­chopnych działań dla dobra wszystkich.

🖇

Wolność – niby każdy rozumie, co to jest, ale Bromba już dawno zauważyła, że to wcale nie jest takie proste. […]  czy chcemy czy nie, pojawiają się fakty, które ogra­ni­cza­ją naszą wolność. Na przykład z takimi uszami, ja­kie ma Fikander, nie da się uprawiać niektórych spor­tów. Wolność Fikandra jest więc ograniczona tymi usza­mi i jak to mówi Kajetan Chrumps: „Na grawi­ta­cję nie ma rady”.

🖇

Najsmutniejsze jest to, że brak polityki to też polityka, tylko gorsza.

(tamże)

(6049+1). —

Kiedy jesteśmy z przyjaciółmi, zdarza się czasem, że każdy z nas od­czu­wa coś w rodzaju stanu łaski, czyste szczęście bycia z innymi, i my­ślę, że to doznanie wynika z poczucia dostępu do czegoś zewnętrznego wobec nas samych i społeczeństwa w ogóle.

[…]  każde działanie, nawet najbardziej trywialne – ko­la­cja, wyjście do kina, spacer, wypicie kawy – nabiera szczególnego znaczenia i sma­ku, gdy jest prze­ży­wa­ne ra­zem. Relacja jest kontekstem, nie sumą inter­akcji.

[…]  żad­na relacja nie powstaje dzięki świadomej decyzji. Zosta­li­śmy raczej przez coś porwani — może dla­te­go, że zgodnie z pewną spinozjańską logiką ta for­ma nam odpowiadała i poczuliśmy w naszych ciałach i wnętrzu, że ten stan rzeczy przynosi nam radość i szczę­ście, dodaje sił oraz sprawia przyjemność […].

Geoffroy de Lagasnerie, We trzech. Dążenie, by wyjść poza,
przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2025.
(wyróżnienie własne)

6049. Z oazy (CDXXIX)

Po długim czasie. Po tym, jak jutro nie zagnieździło się w teraźniejszości na dłużej. Po tym, jak ból wypatroszył mnie do cna. Po tym, o czym mówić się nie chce; po tym, o czym opowiedzieć się nie da. Po tym wszystkim wahadło życia — jakby nigdy nic — „bujnęło” moją egzystencję w prze­ciwnym kierunku. Obiecałam.

Nim na ostatniej prostej do ciepłych dni, nic sobie nie robiąc z danej obietnicy, do­padł mnie wirus, zamieniając mój byt, dzięki zbyt wysokiej temperaturze ciała, w mar­ną szmacianą lalkę z demobilu. Nim unieważniła moją aktywność życiową, związana z temperaturą niemoc. Nim wszystko to i ciut więcej, przeczytałam tę książkę.

Już czytając, wiedziałam, że będzie problem. Jak zająknąć się na temat książki, któ­rej przeczytanie ponad trzydzieści lat temu uratowałoby mi życie, rozbrajając farmę wiatraków, z którymi walczyłam?

Gdyby ta książka była napisana dziesiątki lat temu, gdyby była wtedy prze­tłu­ma­czo­na na język polski, gdyby wpadła mi przez przypadek w ręce, nie szarpałabym się ze swoim życiem, które nikomu niczego nie było winne, czego wtedy nawet nie prze­czu­wa­łam. Gdyby więc to i tamto, wzruszyłabym ramionami i po­szłabym sobie dużo wcześniej, niż finalnie to zrobiłam, wyszłabym z cienia sze­ro­ko rozłożonych gałęzi drzewa gene-alogicznego (łącznik nie bez przyczyny!). To nie ja byłam zła, po­krę­co­na, nie dość taka czy siaka. Oni zdecydowanie też tacy nie byli — po prostu: [s]ą miej­sca, gdzie czujemy się dobrze, i inne, gdzie czujemy się źle; są środowiska, w których czujemy się swobodnie, i inne, w których wiemy, że nie jesteśmy na swoim miej­scu. Nic ponad to. Tylko tyle i aż tyle.

Jak wiadomo, problemy, jeśli nie przemieszczają się stadami, lubią chodzić parami. Drugi w tym przypadku dotyczy wyboru cytatów, które chcę mieć pod ręką, szybko i łatwo osiągalne. Jak wybrać wyimki, gdy na prawie każdej stronie, jest fragment, dostarczący tlen do posiniałego życia?

Osiągnięcie w tej sprawie kompromisu ze sobą samą wymagało oślego uporu; nie­ru­sza­nia się z miejsca, nim wszystkie wewnętrzne figury nie wyrażą akceptacji dla wy­ła­nia­jącego się z nikąd pomysłu. Stanęło na tym, że zdjęcie i trzy fragmenty, naj­gęstsze z naj­gęst­szych nie utoną wśród poniższego wy­bo­ru. Przypominają i będą mi przy­po­mi­nać o ludziach, moich Ludziach, dzięki któ­rym odzyskałam ochotę do życia.

Nigdy nie powinniśmy mylić tego, czym jesteśmy, z tym, co zrobiło z nas społeczeństwo […]. Nie jesteśmy na zawsze tym, czym mu­sie­li­śmy się stać.

🖇

Zapewne nigdy nie wybieramy tak naprawdę tego, kim jesteśmy, ani egzy­sten­cji, jaką wiedziemy.

🖇

Choć nie zawsze wybieramy całe swoje życie, to każdy mimo wszystko wy­bie­ra w określonych chwilach kierunki, które umożliwiają pewne formy re­la­cji lub uniemożliwiają inne. Na co poświęcam swoją energię? Jak kon­stru­uję swoją subiektywność i własny świat wyobrażeń?

🖇

Często zdajemy sobie sprawę z możliwych innych dróg, które mogłyby się przed nami otworzyć, z okazji, z których moglibyśmy skorzystać, z aspi­ra­cji, których nawet nie braliśmy pod uwagę, choć chcielibyśmy mieć prawo brać je pod uwagę, dopiero wtedy, gdy jest już za późno; gdy spoglądamy wstecz na nasze doświadczenia i nasze żywoty i mówimy sobie: ale dla­cze­go? Albo: gdyby tylko. Gdyby tak…

🖇

Jeśli chce­my rozważyć formę społeczeństwa szczęśliwszego i bardziej otwar­te­go, w którym jednostki miałyby bardziej wolnościowe skłonności, byłyby bardziej skłonne do stawiania oporu, mniej się nudziły i nie były tak bardzo samotne czy nieszczęśliwe, to czyż nie powinniśmy się skupić na for­mach życia, które nam narzucono (czy raczej formach życia, które na­rzu­ci­liśmy sobie sami), i na szczególnych skłonnościach rozwijanych przez tych, którzy te formy przyjmują?

🖇

W chwili gdy egzystencje i aspiracje wydają się skrajnie znormalizowane, ta książka mogłaby być swego rodzaju podręcznikiem istnienia — podręcz­ni­kiem życia antyinstytucjonalnego, próbą nadania konkretnego znaczenia utopijnemu dążeniu do innego życia.

🖇

Nasz język jest zbyt ubogi, by ogarnąć złożoność i różnorodność relacji, jakie utrzymujemy w ciągu naszego życia. […]
     W naszych społeczeństwach słowo „przyjaźń” nie odnosi się do jakiejś na­ma­calnej rzeczywistości. Funkcjonuje raczej jako pusty znak — znak tego, co pozostaje, nazywający wszystko, co nie zostało zdefiniowane insty­tu­cjo­nal­nie, a zatem najróżniejsze układy; znak, któremu jednostki, klasy, różne gru­py ludzi i grupy wiekowe mogą nadawać bardzo różne, a nawet prze­ciw­staw­ne znaczenia.

Na samym początku ta relacja była dla Didiera, dla Édouarda i dla mnie jedną z wielu, zintegrowaną z ży­ciem, jakie wiedliśmy my z Didierem, z ży­ciem, jakie wiódł Édouard, i była równoległa do innych powiązań. […]  sto­pniowo owa relacja przybrała inną formę. Przestała być jedną z naszych interakcji, a stała się środowiskiem życia, przestrzenią, w której każdy z nas nagle ewoluował i zaczął definiować swój stosunek do świata. […]  ta przyjaźń stała się zasadą istnienia, która określa nasz stosunek do prze­strze­ni i czasu, do instytucji, do innych ludzi… Stwier­dze­nie, że ten układ jest częścią naszego życia, w pewnym sensie trudno by­ło­by uznać za ścisłe, gdyż jest on samym życiem, tym, co nas otacza, co nas two­rzy i zapo­cząt­ko­wu­je relacje, jakie utrzymujemy z innymi, bądź nie.

🖇

Kiedy przychodzimy na świat, ramy społeczne są tam już obecne.

🖇

Środowisko rodzinne jest głównym miejscem ideologicznej inkubacji kon­ser­wa­tyw­nej atmosfery – istnieje związek między porządkiem rodzinnym a stabilnością logik represji.

🖇

Tłumaczenie, że inne sposoby życia niż te związane z życiem rodzinnym są równie uprawnione, to nieustanna walka, także symboliczna, ponieważ opór wobec reguł czasowych kojarzonych z porządkiem rodzinnym często postrzega się jako „kaprys”.

🖇

Czy cierpienie nie jest raczej skutkiem stereotypowego charakteru relacji spo­łecznych i ról, jakie odgrywamy, naszego zamknięcia w pewnych sztyw­nych ramach — zwłaszcza domowych — utrwalających nasze toż­sa­mo­ści i to, co mamy prawo przeżywać? […]  Tym, co nas okalecza, jest nie nad­miar świata, tylko fakt, że nasze egzystencje zostały sprowadzone do kilku stereotypowych, zastępowalnych i monotonnych relacji — a monotonii nie da się pokonać jeszcze większą monotonią.

🖇

[…]  przyjaźń stawia przed każdym pytanie o warunki wynalezionej relacji i jej trwanie w czasie bez instytucjonalnego czy ustanowionego rytualnie wsparcia i bez prawdziwego modelu. Nie ma nic łatwiejszego, niż stracić przyjaciela, gdy tymczasem wielu poświadcza, jak trudno jest się rozwieść czy rozstać z partnerem. Wyjście z pożycia małżeńskiego i życia rodzinnego jest trudne, natomiast wyjście z przyjaźni jest łatwe – jak podkreśla Freud, w przeciwieństwie do więzi przyjacielskich więzi rodzinne mogą trwać mi­mo zaniku emocji będących ich źródłem, ponieważ mają w istocie inne cele niż wzajemne uczucie.

🖇

Spędzanie Bożego Narodzenia czy jakiegokolwiek innego tego rodzaju świę­ta społecznego „w gronie przyjaciół” czy „w rodzinnym gronie” to przy­pu­szczal­nie jedno z najpotężniejszych kryteriów pozwalających odróżnić eg­zy­stencje, które umieściły przyjaźń w swym centrum, od tych, które pozostają zdeterminowane przez jakąś formę dominującego familizmu, nawet jeśli osoba ten familizm powielająca cierpi z tego powodu. I nie sposób zliczyć skarg wyrażanych w okresach przedświątecznych, […]  związanych z lę­kiem przed nieuchronną rozmową z niesympatycznym krewnym […].
     Jakie mechanizmy społeczne skłaniają niezliczoną ilość osób do po­wie­la­nia stylów życia, na które te osoby ciągle narzekają? Jakie techniki spra­wia­ją, że przyjaźń jako styl życia, o jakim wielu wydaje się przecież ma­rzyć, jest zarazem zakorzeniona w strukturach mentalnych jako rzeczywistość wirtualna niemożliwa do zrealizowania?

🖇

Należałoby […]  zadać sobie pytanie, czy to nie życie rodzinne polega na skreśleniu relacji przyjacielskich i doświadczeń, dzięki którym te relacje są możliwe. Młodość i studia to momenty życia silnie naznaczone przy­ja­ciel­ski­mi związkami poprzedzającymi założenie rodziny. Trzeba z nich zre­zy­gno­wać, by przyjąć rolę rodziców, a więc to raczej życie w swoich tra­dy­cyj­nych formach zakłada gest zerwania i wewnętrznego rozdarcia, którym towarzyszy zresztą bardzo często rezygnacja z obietnic złożonych samym sobie kilka lat wcześniej. I wiadomo, że wiele osób, patrząc na swoją prze­szłość, w głębi duszy odczuwa wielki smutek i zadaje sobie pytanie, czy do­ko­na­ły właściwych wyborów […].
     Lecz równocześnie […]  nie można zanegować faktu, że życie każdego roz­wi­ja się w świecie, w którym stawanie się rodzicem jest czymś oczy­wi­stym, czymś w rodzaju wypełnienia oczekiwań innych i do­peł­nie­niem obra­zu siebie, czemu należy stawić opór, jeśli nie chcemy się mu pod­po­rząd­kować.

🖇

Wszyscy przechodzą przez rodzinę. Ta zaś „formuje dziecko w reakcyjnej ideologii”. Wpaja posłuszeństwo, uznanie dla siły, uległość […].

🖇

[…]  relacja nie musi niczego wnosić ani niczego tworzyć, ponieważ wszyst­ko już jest, zostało dane, narzucone… Jako że ich istota znajduje się po­za ni­mi, nie potrzebują racji bytu, by istnieć.

🖇

W naszych społeczeństwach subiektywne przekonanie, że biografia każdego człowieka powinna być prędzej czy później naznaczona wejściem w życie ro­dzin­ne, a więc że definiuje się w odniesieniu do tej właśnie normy, nie­zwy­kle sil­nie działa na psychikę. To wyobrażenie wzmacnia dodatkowo fakt, że zwyczajne życie zorganizowane jest w cykle: młodość nie­ro­zer­wal­nie związana z praktykowaniem przyjaźni gwałtownie ustępuje miej­sca ży­ciu rodzinnemu w zaciszu ogniska domowego.

🖇

Komórka rodzinna powinna być postrzegana jako to, czym jest — samo­de­fi­niu­ją­ca się solidarna jednostka, powiązana z pewną ideologią polityczną. Pociąga ona za sobą istnienie skupione na „wychowywaniu dzieci”, „kulcie życia domowego” i ucieleśnia swego rodzaju „kolektywny egoizm”.

🖇

Tytuły — zwłaszcza te oficjalne, do których jesteśmy tak przywiązani i któ­rym przypisujemy tak wielkie znaczenie, gdyż myślimy o sobie i kla­sy­fi­ku­je­my innych na podstawie wprowadzanych przez nie hierarchii, usta­na­wia­nych pozycji czy powierzanych funkcji – nie mają racjonalnego uza­sad­nie­nia ani technicznej czy duchowej podstawy, jakie zwykle czy spontanicznie im przypisujemy. To mistyfikacje. Rytuały konsekracji są częścią magii społecznej.

🖇

To, czego oczekujemy od Boga, otrzymujemy wyłącznie od społe­czeń­stwa, ponieważ tylko ono ma moc uświęcania, wyrywania ze stanu faktycznego, z przypadkowości i absurdu. […] Osąd innych jest są­dem osta­tecznym; wy­klu­cze­nie społeczne to konkretna forma piekła i potę­pie­nia. Także dlatego, że człowiek jest dla człowieka bogiem, człowiek jest też dla człowieka wilkiem.
Pierre Bourdieu

🖇

[…]  uczynienie z przyjaźni stylu życia prowadzi nieuchronnie do przy­swo­je­nia skłonności, emocji, intensywnych odczuć każących nam się od­dalić od nic niewnoszących relacji towarzyskich, by pielęgnować wię­zi, w których wzajemna bliskość opiera się na czymś w rodzaju nie­ustan­ne­go uczenia się innych światów, innych projektów, innych wyzwań.

🖇

[…]  każdy z nas porusza się w innych kręgach, spotyka innych ludzi i na­wią­zu­je specyficzne więzi. […]
     Kiedy jesteśmy z innymi, jedna z odczuwanych przeze mnie często emocji wią­że się z przyjemnością obserwowania faktu, że nasza relacja jest prze­strze­nią narodzin bliskości między osobami czy też między różnymi świa­ta­mi, które w innym wypadku pozostałyby oddalone i odseparowane od siebie.

🖇

Relacje uczuciowe i przyjacielskie działają w sposób rozproszony w co­dzien­no­ści, w interakcjach w zwyczajnym życiu. I właśnie ta ich cecha – że cicho przenikają praktyczno-bezwładne – wyjaśnia ich zdolność do wy­wo­ły­wa­nia najgłębszych skutków. Paradoksalnie to fakt, że są nie­wi­do­czne, tłumaczy ich skuteczność.

🖇

Na wszystkich poziomach i we wszystkich wymiarach świat spo­łeczny przenika logika cenzury. I dlatego na wszystkich etapach życia relacje afektywne mogą pełnić funkcję wyzwalającą.

🖇

Relacja uczuciowa i wszelkie praktyki budowania zaufania i dodawania sobie odwagi, które się z nią wiążą, stanowią przestrzeń, gdzie dokonanie swego rodzaju zerwania z postawą uległości wobec kulturowych mecha­ni­zmów onieśmielania jest realne.

🖇

Przyjaźń zawiera w sobie ideę życia poza potrzebą uznania.

Geoffroy de Lagasnerie, We trzech. Dążenie, by wyjść poza,
przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo Drzazgi, Okoniny 2025.
(wyróżnienie własne)

Każdy ma swój wymiar czasowy, swoje pragnienia, swo­je terytoria, swoje chwile dążenia do samotności i chwile dążenia do spotkań, swój sposób zarządzania bliskością czy dystansem do innych. Społeczeństwo jako całość jawi się [Rolandowi] Barthes’owi jako ogromna machina, […]  machina podporządkowująca każdego organizacji życia, które nie respektuje wielości indy­wi­du­al­nych rytmów.

🖇

Jakiego rodzaju wrażeń, odczuć, przyjemności dostarcza przyjaźń jako sposób życia?

🖇

Przyjaźń wymaga tego, żeby się widywać, nigdy nie tracić się z oczu – to znaczy podjęcia decyzji, żeby się widywać, a zatem pielęgnować i mnożyć chwile współ­obecności.

🖇

[…]  wpisanie siebie w kulturę przyjaźni wiąże się z na­da­niem innego znaczenia zawiązywaniu więzi z in­ny­mi, sposobowi, w jaki się do nich odnosimy, temu, co lubimy z nimi przeżywać i czego szukamy poprzez prak­ty­ko­wa­nie relacji.

🖇

Przyjaźń jako sposób życia wyrabia nawyki, które spra­wia­ją, że związki o charakterze wyłącznie for­mal­nym wydają się trudne, i każą poszukiwać relacji zdolnych wytwarzać coś więcej niż one same.

🖇

Kochać przyjaciela oznacza kochać go jako takiego, dla niego samego […]. Znamienne dla tej bardzo długiej tra­dy­cji jest stanowisko Cycerona, zgodnie z którym trze­ba pragnąć przyjaźni nie w nadziei na jakąś korzyść, ale dla wszystkich pożytków, jakie niesie ze sobą sama miłość.

🖇

Przyznanie przyjaźni miejsca we własnym życiu to jeden ze sposobów, by się zabezpieczyć przed nadmierną ule­gło­ścią wobec instytucji.

🖇

Wyzwalająca siła przyjaźni działa w każdej dziedzinie życia. […]  Otwiera ona przestrzeń możliwej ekspansji, uwalniając od jakże licznych ograniczeń, wy­rze­czeń, restrykcji, które każdy z nas napotyka w swoim życiu, a które mogą uczynić je tak żałosnym, tak bardzo mono­ton­nym. Ciężar i bezwład sił instytucjonalnych, tra­dy­cyj­nych ram socjalizacji, funkcji i tożsamości są ogromne.

(tamże)

piątek, marca 20, 2026

6048. 79/365

     — trzymaj swoją siłę przy sobie — po­wie­dział wczoraj.

całe życie stanęło mi przed oczami. po raz pierwszy zro­zu­mia­ne* od a do zet — nie trzy­ma mnie już za gardło przeszłość, nie przeraża mnie śmiertelnie przyszłość, mo­gę iść dalej.

79/365

__________
  *  w szczególności dotyczy to każdej kłót­ni, awantury, wy­mia­ny zdań, gwał­tow­nych zwrotów akcji na łonie życia ro­dzin­ne­go, trzaśnięć drzwiami, zwrotów przez rufę czy przez sztag, rela­cyj­nych zawirowań, wi­chur i prze­mil­czeń.

Ziemia zrobiona jest z nieba.
[…]
Tu nikomu nigdy zgubić się nie da,
Wszystko to jest droga i prawda.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

*

AI Artist: Owen James, When I Stand.

I don’t talk just to fill the air
I don’t move just to prove I care

[…]
when it gets heavy, when it gets loud
when everybody's running out
I don’t run
I don’t bend

when I stand I don't fall

[…]
you’re safe

czwartek, marca 19, 2026

6047. 78/365

mój uko­chany chłopak ruszył dziś w pierw­szą z dwóch po­dró­ży, które najczęściej chce się odwlec na jak najpóźniej. jeszcze wczo­raj tylko wiedział, że są zegary, dziś usłyszał tykanie jed­ne­go z nich — niech tyka jak naj­dłu­żej.

odbyłam już te podróże, ale moje do­świad­cze­nie nie ma żad­nego znaczenia — wiem, że mogę tylko być w razie czego na wy­ciąg­nię­cie ręki.

78/365

[suplement 20.03.2026]

Roberta Flack, You Are Everything.

poniedziałek, marca 16, 2026

6046. Łódeczka dla Białego Kruka


Autor(ka) nie do ustalenia.

[…]  opuszczo­ny ląd  […]  nigdy nie będzie
naprawdę opuszczony […].

   — Jacek Sempoliński

[w:] Maria Poprzęcka, Śmierć przed obrazem. O sztuce,
starości i zanikaniu
, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2024.

*

J.S. Bach, Koncert na obój i skrzypce c-moll, Allegro,
BWV. 1060, Simone Dinnerstein (fortepian),
Alecia Lawyer (obój), Rebecca Fischer (skrzypce),
Wilfried Fischer (aranżacja).

*

Im więcej czasu mija od śmierci Taty, tym tęsknota za nim większa, ale lżejsza. Pokrywa obszary, z którymi nie miał wiele wspólnego.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

6045. Z oazy (CDXXVIII)

To nie jest dobra książka. To jest książka zła ze względu na głupią i wyjątkowo pro­stacką formę antropomorfizacji osoby, jaką jest pies. To książka beznadziejna ję­zy­kowo, ale tu nie wiem, czy jest taka już na poziomie oryginału, czy jawi się taka do­pie­ro po przetłumaczeniu na język polski. Tylko ilustracje trzymają poziom i z ła­two­ścią dotykają kudła­tych wspomnień, budzą tęsknoty; uruchamiają też marzenia, które, choć pozostaną już tylko marzeniami, tak fajnie jest mieć.

W efekcie mój entuzjazm i dziecięcy wręcz zachwyt serią wydawniczą filigrany osiadł, ostygł i ledwo zipie. Nie śpieszno mi, by zajrzeć do dwóch pozostałych po­zy­cji, które w ramach tego projektu się ukazały.

Kiedy człowiek tak długo ma psa […]. Wydaje mu się, że zawsze był w jego życiu. Teraz Olle jest już stary i zbliża się jego koniec. Piszę tę książkę, bo nie chcę, żeby umarł.

🖇

     — Wiesz co? Zapomnij o tym, a ja nie odezwę się już na ten temat ani sło­wem.
     I wyszła.
     […]
     — Corrie, musimy o tym porozmawiać. Nie możem tak dalej żyć.
     Odłożyła książkę, zdjęła okulary i przyjrzała mi się.
     — Chętnie o tym porozmawiam — odpowiedziała — ale nie, jeśli uważasz mnie za wariatkę.

🖇

🖇

     — Wyrzućcie tego upiora za drzwi. Śmierdzi martwymi zwierzętami.
     Pióro zadrżało mi nad kartką.
     […] 
     Ale wtrąciła się moja żona:
     — Panie Mokradło, czy pan jest myśliwym?
     Pan Kradłomiej odpowiedział:
     — Tak.
     A wtedy Corrie odparła:
     — Proszę mi wybaczyć, panie Mokradło. Umówiliśmy się z Ollem, na­szym psem, że nie chcemy mieć nic wspólnego z myśliwymi.
     […] 
     — To znaczy… hm… — zacząłem — moja żona ma oczywiście na myśli…
     — Że nie lubimy ludzi, którzy strzelają do zwierząt — dokończyła Corrie — choć te zwierzęta nie włamały im się do domu ani niczego nie podpaliły! Tak uważamy Olle, mój maż i ja.

🖇

No i idzie. Niuch, niuch, z nosem w trawie. „Świat jest taki woniejący — my­śli zadowolony. — Nie rozumiem, dlaczego ludzie noszą nosy tak wy­soko, bo…”

🖇

🖇

Rusza z nosem tuż nad ziemią.
Świat ma dziesięć tysięcy zapachów.

🖇

Wiecie, kto smakowicie pachnie? Piekarz. Ma na imię Jaap i jeździ autem pełnym pieczywa. Codziennie zatrzymuje się przed naszą białą furtką. Wyj­mu­je chleb z samochodu i wkłada do koszyka. Przechodzi przez furtkę i idzie do drzwi.
     Olle i Dina uwielbiają Jaapa. Ma nie tylko chleb, ale też ciastka i su­char­ki. Niebiańsko pachnie. Kiedy odkłada koszyk, próbują wcisnąć do niego pyski.
     — Hola, nie wolno! — protestuje Jaap.
     Psy mają trzymać swoje wilgotne nosy z dala od chleba. Oczywista sprawa.

Kupujemy chleb, po czym Jaap wraca do samochodu. Olle i Dina idą za nim krok w krok aż do furtki. Z żalem odprowadzają wzrokiem jego samochód. I tak codziennie.
     […]  Olle długo o nim myśli. „Dlaczego nigdy nic mu nie wy­pa­da z ko­szy­ka?” — zastanawia się. Dzień w dzień, rok w rok. Nigdy nic nie wypada. Jak to możliwe?

🖇

Olle biegnie za nią [piłką]. A stamtąd nadchodzi wściekły Flet. Syczy i trze­pie skrzy­dła­mi. Ollego ogarnia strach.
     O co chodzi temu gąsiorowi? Czemu nie pozwala Ollemu złapać piłeczki? Olle nic z tego nie rozumie.
     Olle nie wie, że Fleta nic nie obchodzą piłki tenisowe. Flet ma bzika na punkcie taczek. Kocha Flip, ale taczki darzy nabożną czcią. Jeśli w ogrodzie stoją jakieś taczki, on natychmiast jest przy nich. Pasie się przy nich, śpi przy nich, ani na chwilę nie spuszcza ich z oczu. I… broni ich. Tylko Flip mo­że do nich podejść. Poza tym nikt.
     Olle niczego w taczkach nie widzi. Nawet nie wie, że istnieją.
     Flet niczego nie widzi w piłkach. Nie wie nawet, że istnieje coś takiego jak piłka.
     Olle myśli: „Ten ptak chce zabrać mi piłkę".
     Flet myśli: „Ten pies atakuje moje taczki".

🖇

🖇

Flet nie wie, jak zareagować. Co zrobić ze zwierzęciem, które cię nie widzi? Nie można go ostrzec, że się w danym miejscu stoi. A skoro nie da się go ostrzec, pozostaje tylko je zaatakować. Ale jeśli się zaatakuje, zwierzę, które cię nie widzi, może tak bardzo się przestraszyć, że jeszcze cię pogryzie na śmierć. A przecież to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się odwróciło i ucie­kło, a nie o to, żeby cię zagryzło.

🖇

Plaża nie należy do nikogo, a więc jest każdego. Psy lubią ją tak samo jak ludzie. Niektórym ludziom trudno się z tym pogodzić. Niektórym psom też.

🖇

Plaża jest bezkresna. Możesz nią gnać i gnać, aż padniesz. Nie ma na niej samochodów ani innych przerażających rzeczy.
     — To jest dopiero wolność! — woła Olle.

🖇

🖇

Wieje, Olle unosi nos pod wiatr. Z oddali napływają do niego zapachy. Olle czyta wiatr tak, jak my czytamy książki. Wieje z południa. Może Olle wy­czu­wa Afrykę? Widzi mijające go kłusem żyrafy. Albo antylopy. […]
     Olle wstaje i rozmarzony odchodzi. Jest przepełniony wiatrem, do­sko­na­le to widać. Idzie, ale nie ma żadnych konkretnych zamiarów. Po prostu idzie, tak sobie.

🖇

Pozwólmy wszystkim, którzy rozmawiają ze zwierzętami, ucz­ci­wie się ujawnić. Wyjdźcie z ukrycia!

🖇

Olle wzdycha. Wiatr to trzymająca w napięciu lektura, ale gdy czyta się go w swoim domu marzeń, na szczęście zawsze dobrze się kończy.

🖇

[…]  usiadł i spojrzał na pola. Długo panowała cisza. Słuchaliśmy ptaków. Wciągaliśmy nosami powietrze i czuliśmy, że jest w nim wiele smutku.

🖇

Olle stał się kruchy.
     […]  Nie potrafię sobie wyobrazić, że pewnego dnia już go nie będzie.
     […]
     Powiem wam coś smutnego. Piszę tę historię tak, jak gdyby Olle wciąż tu był. Ale to nieprawda. Olle nie żyje. Przeżył trzynaście lat.

Guus Kuijer, Olle. Pies, który umiał mówić,
ilustr. Thé Tjong-Khing, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

     — Nie spiesz się tak […]. — Zapominasz roz­ko­szować się życiem.

(tamże)

6044. Z oazy (CDXXVII)

Czyta Go Kaan. Czyta regularnie. Widząc tytuł, postanowiłam za­ryzykować. Szybko, bo po pierwszych akapitach, okazało się, że to żadne ryzyko, lecz zapowiedź ję­zy­ko­wej uczty. Piękne zdania, budujące atmosferę, rysujące sceny. Akcje czy ich nagłe zwro­ty bez zbędnych słów kreślone. Majstersztyk, po prostu majstersztyk.

A po wszystkim na koniec tylko dwa problemy do rozwiązania: jak wybrać frag­men­ty, by nie spojlerować; jak je wybrać, by wpis nie miał dwunastu metrów długości? Hmmm… Nad ranem na krawędzi łóżka przysiadła nieznosząca sprzeciwu myśl: z każdego opowiadania maksymalnie dwa wyimki. Był plan, reszta to bułka z ma­słem pokrojona na cieniutkie plasterki. Smacznego!

Jeśli o mnie chodzi, całej Warszawy po tej stronie mogłoby nie być; mosty wchodziłyby w morze jako molo, Zamek Królewski stałby prawie na plaży, jak Grand Hotel w Sopocie, Łazienki jak Łazienki Południowe. No, ale jest.

🖇

W końcu, ni stąd, ni zowąd nagle pyta: „Powiedzmy sobie uczciwie: ilu Po­la­ków mieszka w tej kamienicy?” – i nie wiadomo, co powiedzieć. Jedni geje z góry to Luksemburczycy, w dodatku wynajmujący mieszkanie od Anglika, więc odpadają; drudzy geje i my to geje, więc pewnie też odpadamy; pani Barska jest wdową po profesorze i słynnym masonie, a jak po masonie, to przecież nie po Polaku; polskość przechodzi jakoś przez małżeństwo, więc jak on mason, to i ona pewnie nie Polka.

🖇 🖇

Człowiek póki żyje, to nie wie, że ciągle patrzy na rzeczy, a powinien może na ludzi. I że z kolei jak na ludzi patrzy, to albo akurat go obsztorcowują, albo mówią jakieś przykre słowa, albo się o co targują, że może na­wet wte­dy lepiej popatrzeć na jakąś rzecz. Na buty na przykład.

🖇

Kiedy serce jest głodne, zjadłoby wszystko.

🖇 🖇

Najpierw chciał powiedzieć „Panowie!”, ale nie wiedział, czy wypada, na „Towarzysze!” któryś mógłby się skrzywić, więc nalał tylko, szyjką butelki wskazał kieli­szki i rzucił krótkie:
     — No!

🖇 🖇

     — Znajomość czytania posiadła?
     — Posiadła — warknęła.

🖇

Autor tylko dodał dekoracje, trochę światła i dźwięku, a potem zamiótł scenę.

🖇 🖇

     — […]  Co ty chcesz tam odkryć? Kozę? Kota?
     — Nie wiem. Odkrywca mgliście tylko przeczuwa, co na niego czeka za bezkresną tonią…

🖇 🖇

[…]  jeden z naszej czwórki, który, jak ja, nie mówił po hiszpańsku, ale za to wierzył w siłę swojej bardzo formalnej angielszczyzny, po prostu zadzwonił pod pierwszy numer i wywołał tym małą, zaaferowaną sta­rusz­kę, która otwo­rzy­ła nam drzwi, przestra­szona, i zaraz uciekła do swojego mieszkanka.

🖇

     — Tylko sobie pomyśl, jesteś takim francuskim cukiernikiem w po­cząt­kach XIX wieku, przyjeżdżasz do Kadyksu, otwierasz swoją confiserie­-pâ­tis­serie, tłumy walą drzwiami i oknami…
     — Kupujesz duży dom…
     — Poślubiasz córkę bogatego kupca…
     — Która rodzi ci szóstkę dzieci, umiera przy siódmym; troje z nich umie­ra na szkarlatynę, drugie tyle na dyfteryt, jedyna żywa córka zostaje za­kon­nicą…
     — Tłum w czasie zamieszek pali ci pâtisserie­-confiserie i rozbija dom…
     — Aż w końcu umierasz w przytułku dla ubogich na gruźlicę w wieku lat trzydziestu pięciu.
     — Ej, ale miała być zupełnie inna historia!
     — Każda historia ma być zupełnie inna, a potem przydarza się właśnie ta.

🖇 🖇

Od tylu już lat miał nieustannie jakieś zajęcia, czy to w aptece, czy w za­kła­dzie fotograficznym, czy w różnorakich towarzystwach, że nie miał czasu na to, żeby zajmować się żadnymi swoimi uczuciami. Kochał, oczywiście, żonę i dzieci, swoich nieżyjących rodziców, Boga i kraj, ale każda z tych emo­cji miała swoje stałe miejsce, jak szufladkę w aptecznej komodzie, z pięk­nie wykaligrafowanym na emaliowanej tabliczce oznaczeniem; wy­star­czy­ło, by dbał o te szufladki jak o całą resztę swojej firmy, to jest pa­mię­tał o zapełnianiu ich odpowiednimi rytuałami […].
     […]
     Agnes była już na schodach, kiedy usłyszała jego nagły niepo­wstrzy­many płacz, jakby to nie on płakał, ale nim płakało; przyspieszyła kroku.

🖇

[…]  nie żeby uciekał wzrokiem, po prostu patrzył w przestrzeń; nawet jeśli oczy skierował na tę czy inną osobę, zdawały się ją przenikać i szukać czegoś znacznie dalej.

Jacek Dehnel, Historie łajdackie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 15, 2026

6043. Z oazy (CDXXVI)

Nie miałam pojęcia o tej książce i serii wydawniczej, do­póki osiem dni temu nie dostałam tej książeczki. Książeczki ze względu na format, księgi ze względu na mądrość, którą w sobie skrywa. W kategorii iesbeen nikt nie umie mnie tak fan­ta­stycznie zaskoczyć jak Georginia — otwiera przede książkowe światy — jak Ona to robi, nie mam pojęcia, ale ma 100% trafień w sam środek tarczy.

To opowieść o stawaniu się, o szukaniu siebie i odnajdowaniu, o gubieniu się; o koń­cach, które natychmiast stają się nowymi początkami, o potrzebie przy­na­leż­no­ści i cenie, której nie warto za nią płacić. O pięknie, zachwycie i miłości. O tej ostatniej subtelnie, między wierszami, by nie spłoszyć czytających.

[…]  urodziła się na zakręcie. A urodzić się na zakręcie, to znaczy wpadając w poślizg na zakręcie w noc Bożego Narodzenia, nie jest najlepiej.

🖇

Dogadanie siç zajęło im sporo czasu, bo bywa tak, że nie wy­star­czy ze so­bą gadać, żeby się dogadać. […]
     Tak naprawdę na początku Żorż nie rozumiał zupełnie nic. Za­trzy­mał się, przestał mówić i uznał, że potrzebuje czasu. Też usiadł obok kosza i za­czął myśleć.

🖇

Reginald Bober, wzięty z zaskoczenia, nie potrafił znaleźć definicji dla sło­wa „pióro". Jak słusznie mówią ci, którzy zawodowo zajmują się defi­nio­wa­niem słów, najtrudniej na świecie jest wyjaśnić to, co zawsze ma­my przed oczami.

🖇

[…]  zrobił to, co zawsze się robi, gdy nie można znaleźć wy­ja­śnie­nia albo rozwiązania dla jakiegoś problemu: spróbował ten pro­blem zgłębić. Czyli zapytał:
     — A kim ty właściwie jesteś?

🖇

Jak mu przyszła do głowy taka myśl, nie wiadomo, z myślami tak zresz­tą jest, że nie wiadomo, skąd przychodzą. Przychodzą i już, trzeba tylko być gotowym, żeby je przyjąć. Bóbr Żorż był wręcz świetny w przyj­mo­wa­niu tych przychodzących myśli, wypracował coś w rodzaju strategii przyj­mo­wa­nia myśli, która doskonale się sprawdzała.

Nadchodzi taka chwila, gdy trzeba okiełznać myśli. Ponieważ galopują i wpadają na siebie. Całkiem jak stado koni: jeżeli popędzić je wszystkie naraz, galopują i na siebie wpadają. Mówi się przecież, że trzeba je okieł­znać. Konie. Ale myśli także mogą galopować. Mam galopadę myśli — mó­wi się. Mówi się tak? No, można tak powiedzieć, czemu nie?
     Potem zapadła noc.

🖇

Chciała tylko odejść i oczywiście nie wiedziała dokąd.

🖇

Kiedy przytrafiają się nam rzeczy smutne, zazwyczaj od razu ma­my ochotę uciec gdzieś daleko. Wydaje się nam, że jeśli to zro­bi­my, te smutne rzeczy po­zostaną tam, gdzie są. Tymczasem one zabierają się z nami.

🖇

     — Otwórzmy dialog…
     Pauza. Cisza.
     — Platformę…
     Nikt się nie poruszył ani nie odezwał. Prezes ciągnął:
     — Weźmy pod lupę różne punkty…
     Cisza, bezruch, wielkie skupienie. Prezes dokończył zdanie:
     — …i ustalmy priorytety.
     W końcu, nadal w absolutnej i pełnej skupienia ciszy, podsumował całe przemówienie:
     Usiądźmy przy stole, otwórzmy dialog, platformę, weźmy pod lupę różne punkty i ustalmy priorytety.
     Nareszcie wszyscy z wielkim zapałem zaczęli bić brawo.

🖇

To zdumiewające, że nawet w sytuacjach najbardziej dramatycznych, przy­krych lub złożonych zdarza się nam przystanąć, żeby przyjrzeć się szcze­gó­łom. Pozwalamy, żeby urzekły nas drobne, nieistotne detale, które przy­ku­wa­ją naszą uwagę.

🖇

Gdy ktoś pytał ją, kim jest (co zawsze może się zdarzyć w życiu, na przykład podczas wakacji nad morzem albo w pociągu lub w urzędzie), pani Tolmer czuła się zagubiona. Nie wiedziała nigdy, jak odpowiedzieć na tego rodzaju pytanie […], i ostatecznie udawała, że nie usłyszała, z nadzieją, że pytanie zniknie, rozpłynie się w nicości, z której pochodziło.
     Była bowiem głęboko przekonana, że wszystko na świecie przemija, tak­że pytania, trzeba tylko pozwolić im przeminąć, zamiast upor­czy­wie i za wszelką cenę pragnąć odpowiedzieć. Ta sama reguła dotyczyła, jej zda­niem, listów, wiadomości na poczcie głosowej oraz e-maili: można z po­wo­dze­niem nie odpowiadać, wystarczy być cierpliwym i pozwolić mi­jać czasowi.

🖇

Tego rana pewien wilk szedł sobie na spacer swoją zwykłą trasą. Trasa wiodła ulicą z portykami wzdłuż starych kamienic z XVIII wieku, wilk był młodym samotnym wilkiem, bardzo eleganckim i nieco przygarbionym, poranek był zaś pogodnym porankiem wczesnej wiosny.

🖇

Tymczasem na spotkanie wyjechała mu kaczka na hulajnodze.
     […]  zahamowała dosłownie w ostatniej chwili, zatrzymując się tuż przy wilczych stopach, całkiem jakby zamierzała się spotkać akurat z ich wła­ści­cielem.
     Wilk stanął w miejscu jak skamieniały. Poczuł się tak, jakby dotarł do rozdroża i wiedział, że żaden z kierunków nie obiecuje miłej przechadzki.

[…]  w końcu coś mi przyjdzie do głowy. Pomysły zawsze w końcu przy­cho­dzą, natomiast osoby czasami odchodzą, zwłaszcza te szczególne, które na przykład dopiero co spotkałeś i chciałbyś, żeby już nigdy nie odeszły […].

🖇

A może po prostu tak to bywa w życiu: czas nigdy nie jest odpowiedni, spra­wy idą w niewłaściwym kierunku i to wcale nie my decydujemy, w ja­kim kierunku mają iść spra­wy, bo i tak idą, dokąd chcą.
     Tak czy inaczej, tego ranka ten właśnie wilk nie zrobił nic, by zatrzymać tę właśnie kaczkę. Zwyczajnie pozwolił jej odejść.
     I kaczka odeszła.

🖇

[…]  sacré bleu!

🖇

Na szczęście, wychodząc, spotkała śliczną zieloną jaszczurkę, która wy­le­gi­wa­ła się na wielkim kamieniu przy wejściu do klubu. Widząc smutek kaczki, powiedziała jej, że nie warto się smucić.

🖇

Potem znowu nadeszło lato, ponieważ, jak już kiedyś powiedziano, w życiu lata — jedno po drugim — następują po sobie nieubłaganie.

🖇

Krzyczała. Jego [Jasia Czurka] przyjaciółka krzyczała […]. Nie wiedział, co robić.
     Można było tylko czekać. Jaś dowiedział się niedawno, że ogon — jeśli go straci — i tak mu odrośnie. To jedynie kwestia czasu. Ledwie posiadł tę wie­dzę, a od razu zmieniła mu ona życie: nagle wydoroślał. Być może właśnie na tym to polega: wydorośleć to wiedzieć, że ogon może odrosnąć.
     Chciałby powiedzieć swojej przyjaciółce, że teraz wszystko wydaje się jej okropne, ponieważ czuje się, jakby urwano jej ogon, ale potem… To tylko kwestia czasu.
     Tyle że z czasem jest ten problem, że musi upły­nąć, a żeby upły­nąć, po­trze­bu­je sporo… czasu. I Jaś zupełnie nie umiał jej po­wie­dzieć, gdzie powinna spędzić cały ten czas, który potrzebny jest ogo­no­wi, by od­rosnąć.
     Jest to tak zwany jaszczurczy dylemat: dokąd idziesz, żeby poczekać, aż odrośnie ci urwany ogon? Ukrywasz się, dopóki nie będziesz mieć nowego ogona, czy raczej zachowujesz się, jakbyś ciągle miał ogon, i mówisz innym, że wszystko ci jedno, czy go masz, czy nie masz?

🖇

Lato jeszcze się nie skończyło, ale w powietrzu można już było wyczuć je­sien­ny chłodek. Przychodziły pierwsze ulewy, opadały pierwsze liście.
     Kaczka odeszła pewnego wietrznego dnia. Wyobraziła sobie, że jest liściem, i pozwoliła nieść się podmuchom.

🖇

Przez dziurę, która służyła jej za wejście, patrzyła na wiatr i nic więcej.
     Od czasu do czasu przechodził obok jakiś miły zwierzak, na przykład skunks albo iguana, i zagadywał:
     — Cześć, jak się nazywasz?
     — Już się nie nazywam — odpowiadała. […]
     Wychodziła czasem z dziupli i rozglądała się dokoła. Nie widziała ni­cze­go, wokół ciągnęły się tylko ziemia, wzgórza i odległy błękitny horyzont.
     Spędziła w ten sposób mnóstwo czasu, być może całe lata. Bo, tak jak mówił Jaś, potrzeba czasu, żeby ogon odrósł.

🖇

Krety, tak jak powiedziały, nigdy nie wychodziły spod ziemi […].
     Z czasem jednak przywiązała się do tych stworzeń, które nigdy nie wy­glą­da­ły na powierzchnię. […]  Jasne, że fajnie byłoby je zobaczyć. Ale w ży­ciu nie można mieć wszystkiego — jeżeli ma się przyjaciół, to już nieźle, a je­śli nie da się ich zobaczyć, cóż, trudno, zawsze można ich sobie wyobrazić.

🖇

Mogła powiedzieć: jestem lwem, chrząszczem, słoniem indyjskim, meszką… To tylko słowa, umowne nazwy, które nie oddają istoty rzeczy.

🖇

A może nie wystarczy być kaczką, żeby pasować do innych kaczek?
     […]  Jeśli masz płetwiaste stopy, to masz płetwiaste stopy. Ale żeby to nie­uchronnie musiało oznaczać, że jestes kaczką — o, to już nie! Ile różnych zwierząt ma płetwiste stopy? Tego co prawda nie potrafiłaby okreslić, ale z pewnością nie tylko kaczki.
     […] 
     Kim ja w takim razie jestem? — zawsze na koniec zadawała sobie to py­ta­nie. I nigdy nie potrafiła na nie odpowiedzieć.

🖇

Zauważyła, że jej życie składało się z samych „nie”. Niczego nie miała i ni­czym nie była.
     […] 
     I proszę — pomyślała — gdybym nie odkryła, że jestem nikim, nie przypomniałabym sobie, że mam skrzydła. A gdybym nie przypomniała sobie, że mam skrzydła, nigdy nie odkryłabym morza.

🖇

Wilk przyjrzał się jej uważnie. Ależ tak, to była ona, tamta ślicz­na ka­czusz­ka, która niemal w niego wjechała pewnego wiosennego ranka, wiele lat te­mu, tamta kaczka o zmierzwionych piórkach, której on tak głu­pio po­zwo­lił się wymknąć. Była tylko trochę bardzięj…

🖇

[…]  gdy kaczka przedstawi­ła mu się jako nikt, wilk poczuł się nieskończenie szczęśliwy i uznał, że właśnie tego mu było trzeba.
     Wprawdzie nikt nie był mu potrzebny, ale źle się czuł ze swą samot­no­ścią.
     Pragnął więc, aby ktoś mu towarzyszył.
     Nikogo jednak nie chciał.
     A skoro ona była nikim, odpowiadała mu idealnie.
     Ta kaczka, ze swym kolorowym upierzeniem, z tym puchem, którego miękkość — prawdę mówiąc — już przy pierwszym spotkaniu zapadła mu głęboko w pamięć, była prawdziwym prezentem od losu.

🖇

Pewnego razu wilk powiedział do niej:
     — Powinnaś czasami trochę polatać.
     Prawda, kaczka nie latała od tamtego dnia, gdy odkryła, że ma skrzy­dła, i gdy przyleciała nad morze. W życiu zdarza się nam niekiedy, że sta­je­my w miejscu, i jej to właśnie się zdarzyło. Nawet tego nie zauważyła.
     […] 
     — Nie wiem, czy skrzydła mi nie zardzewiały — wykręcała się. Tak na­praw­dę po prostu nie chciało się jej ruszać.
     — Chociaż spróbuj… — odpart wilk, któremu byto żal, że jego kaczka nie używa tego, czym ją natura obdarzyła, na przykład tej wspaniałej pary skrzydeł.
     I pewnego pięknego dnia, żeby zrobić przyjemność wilkowi, kaczka na nowo zaczęła latać.

🖇

Gdy ktoś przenosi szczoteczkę do domu kogoś innego, oznacza to, że z nim mieszka. W rzeczy samej, mieszkanie w jakimś domu polega przede wszyst­kim na tym, że trzyma się w nim swoją szczoteczkę do zę­bów. I odwrotnie: jeśli w jakimś domu nie ma twojej szczoteczki do zę­bów, to znaczy, że miesz­kasz gdzie indziej.

🖇

Wydało się jej, że zrozumiała w tej jednej chwili, że wszystko mija i nic nie mija naprawdę […]

Paola Mastrocola, Powiedz mi, kim jestem?,
ilustr. Franco Matticchio, przeł. Dorota Duszyńska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2023.

     — Co robisz, patrzysz na płynące chmury?
     I on też usiadł, żeby popatrzeć.

(tamże)

6042. Z oazy (CDXXV)

Czytałam tę książkę powoli i długo. Przeczytałam kilka dni przed tym, nim ode­chcia­ło mi się żyć.

Że Autor to kontrowersyjna osoba, wiedziałam. Każdy, komu mówiłam, że czytam fantastyczną książkę o Messnerze, dzielił się ze mną swoją mniejszą lub większą, ale zawsze „niesympatią” do tego człowieka. Nie należę do świata gór. Z natury lub wy­cho­wa­nia byłam w trakcie mojego sprawnego życia wodniakiem. Sięgnęłam po tę książkę, by z pierwszej ręki dowiedzieć się, jak to jest wieść ostatnią część życia pod wiatr.

Czego się dowiedziałam? Że pod koniec życia warto być mężczyzną, a jeszcze lepiej „słynną” mężczyzną.

A poza tym? Zaimponowała mi osoba matki Autora. Zaimpoował mi jego szacunek do innych wspinaczy oraz metodyczna konsekwencja, z jaką wykorzystywał nauki, płynące nie tylko z jego własnych porażek. Ta książka uczy co chwilę, by pamiętać, że nikt cię nie poklepie po plecach, gdy idziesz swoją drogą. Więc nie oglądaj się, idź!

Przeciwny wiatr dodaje skrzydeł.

🖇

Jeszcze przed ukończeniem studiów postanowiłem zostać nikim. Nie to, że­bym chciał leżeć do góry brzuchem. Byłem otwarty na wszystko, także na niewyobrażalne.
     […]
     Przeciwności losu stanowiły dla mnie wyzwanie, ale pozwalały wzra­stać. Wciąż podążam drogą swojego serca, bawię się możliwościami.

🖇

[…]  u ludzi racjonalizm stoi na szarym końcu listy priorytetów.

🖇

Tradycyjny alpinizm opiera się na osobistej odpowiedzialności. Wspinanie się w miejscach, które nie zostały stworzone dla nas, ludzi, gdzie nie da się niczego uchwycić liczbami, to przywilej.

🖇

Góry mają trwałą wartość dla ludzi wyłącznie jako miejsce, gdzie czyhają niebezpieczeństwa. Trzeba je chronić – nie tylko dla kilku milionów tu­ry­stów i wspinaczy, ale również dla wszystkich tych, którzy nigdy nie pójdą w góry.

🖇

Góry były rozumiane jako most z Ziemi do nieba. Powinniśmy na­dal sza­nować je jako takie. Musimy podchodzić do nich z nabożeństwem, ba, z sza­cun­kiem. Widzieć je jako bramę do zaświatów, do niedostępnego nam wymiaru.

🖇

Góry to coś więcej niż kupa kamieni. Skały, lód, wicher to symbole wzniosłości, a takowe zasługują na nasz szacunek.

🖇

Przychodzi moment, kiedy ustaje najsilniejszy wiatr przeciwny. Kto dał mu się porwać, wraca na początek, a kto wspinał się pod wiatr, dotarł do celu.

🖇

Odniosłem sukces, ponieważ zginęli lepsi ode mnie, a nie dlatego, że byłem wyjątkowo dobry. Byli mocniejsi ode mnie!

🖇

Moje marzenia spełniły się i stały się wspomnieniami. […]
     Parę razy — co do tego nie mam żadnych wątpliwości — szczęście było po mojej stronie. Mam tu na myśli uśmiech losu. Dojrzałem jednak dzięki jego przeciwnościom: w skalnych ścianach albo z poczucia niezrozumienia. Tak­że dlatego, że odważyłem się nieustannie stawać się coraz lepszą wersją sa­me­go siebie.

🖇

Rzecz nie w tym, jak to się stało, że jestem kim jestem. […]  Mój obraz samego siebie ma niewiele wspólnego z losem. To wy­pad­ko­wa również sprzeczności i zbiegów okoliczności oraz dar odwagi.

🖇

Miarą tego, co nam wolno,
są nasze umiejętności.

🖇

Trzynaście moich wypraw na ośmiotysięczniki zakończyło się fiaskiem, mu­sia­łem od nowa przygotowywać je, trenować, całość sfinansować. Porażki były mi potrzebne do nauki. Ponosząc je, uczymy się o wiele więcej niż od­no­sząc sukcesy.
     Mimo ryzyka, którego nie da się całkowicie wykluczyć, zawsze wy­ru­sza­łem z bazy z poczuciem, że wrócę cały i zdrów. Gdyby było inaczej, nie za­czy­nałbym wspinaczki. Jednak nigdy nie myślałem, że dożyję takiego wie­ku. Osiemdziesiątka na karku!

🖇

Obecnie celem nie jest już wierzchołek, a droga na niego. Od dawna nie chodzi już o bycie pierwszym na szczycie. Kolonialne podejście ustąpiło miejsca himalaizmowi, gdzie liczą się trudności.

🖇

Lęk mówi nam: dotąd i ani kroku dalej.

🖇

Popełniałem błędy, straciłem brata, siedem palców u stóp, roztrzaskałem prawą kość piętową, zapomniałem o przyjaciołach, ale co rusz znaj­do­wa­łem sobie nowe zadania. Dziś czuję na sobie odpowiedzialność upowszech­nia­nia dziedzictwa tradycyjnego alpinizmu dla następnych pokoleń.

🖇

[…]  to było moje życie i z niczego się nie wycofuję. My wszyscy, oprócz ponoszenia odpowiedzialności, mamy prawo żyć też własnym życiem.

🖇

Poniżanie kogoś w trakcie kłótni to nie to samo,
co okazywanie mu swojej wyższości.

   — Tim Kreider

🖇

[…]  patrzeć do przodu również przy wichurze.
     Trzeba wtedy patrzeć po horyzont, odczekać […]. Dopiero wtedy znów wy­ruszyć i odnaleźć jako wolna dusza spokój. Nauczyłem się startować przy przeciwnym wietrze, a latać przy bezwietrznych warunkach.

🖇

Żadnego hurraoptymizmu, że wciąż żyję. Raczej szacunek dla tych wszyst­kich, którzy nie mieli tyle szczęścia.

🖇

Ex post nie ma sensu złorzeczyć na los. Nie, nie jestem ofiarą.

🖇

[…]  nieliczne sytuacje, kiedy znajdowałem się jedną nogą po tam­tej stronie, nauczyły mnie nie patrzeć wstecz, na to, co mi­nę­ło, lecz zaakceptować tu i teraz jako jedyną moż­liwą opcję.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

Z opiniami można polemizować,
ale nie z uprzedzeniami.

🖇

[…]  w czasach komunikacji cyfrowej utrzymanie dia­logu stało się trudniejsze. Anonimowe obelgi, groź­by i drwi­ny wyrażane są szybko i zostają w sieci. Na zawsze.

🖇

To zawsze zapał urzeczywistnia nasze marzenia. A kto jest całkowicie wierny sobie, może dzielić się radością życia z innymi.

🖇

Gdyby krytycy mówili tylko o tym, co rozumieją, wkrót­ce na świecie zapanowałaby wielka cisza.

🖇

Ciszę, odpoczynek i spokój można sobie wyobrazić tylko wtedy, jeśli gdzieś istnieją. Nawet gdyby miał tam nikt nie dotrzeć.

🖇

Dzicz, z pozoru bezwartościowa, jest dobrem wy­kra­cza­ją­cym poza ludzki czas. Wszyscy jej potrzebujemy. Na­wet jeśli nie bezpośrednio, to przecież na łonie dzikiej natury staliśmy się ludźmi i bez niej nasza wyobraźnia jest tak uboga jak inne wirtualne potwory.

🖇

Czy człowiek tworzy czas, czy czas człowieka? Czy duch ludzki jest naprawdę wolny, czy związany z czasem i miejscem?
   — Caspar David Friedrich (1774–1840)

🖇

[…]  nie mogłem się poddać. Udane życie wciąż zależało od odwagi, by zmierzyć się z własnymi ograniczeniami.

🖇

Ten, kto ma powód, by żyć, zniesie prawie każde „jak”.
   — Friedrich Nietzsche (1844–1900)

(tamże)