Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl/seria: z Żurawiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl/seria: z Żurawiem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lutego 23, 2025

5721. Z oazy (CCCXXV)

Nie­dzielne odliczanie literek. Wrócona z krainy mroku i bólu łapczywie chwyciłam się wczoraj życia. Szykując się na to, co przyniesie nowy tydzień, dźga mnie i po­ga­nia imperatyw opróżnienia czy­tel­ni­czej filiżanki wrażeń.

Tak. Jest syn, jest matka i alzheimer oraz związany z nim pełen wachlarz trudności. O tym najlepiej doniesie podczytnik, ale jest coś jeszcze. Dla mnie najbardziej zna­czą­cy­mi elementami tej opowieści są te chwile, gdy matka ustępuje kobiecie, któ­rą była. Uśmiechałam się, gdy wyłaniała się z historii, ponieważ w moim życiu było kil­ka matek, które zrejterowały z bycia kobietą, oddały walkowerem bycie czło­wie­kiem. Pogadać z takimi nie dało się.

Rodzice są postaciami, które wywierają na nas niesamowicie wielki wpływ. Kiedyś przez cały czas myślałam, jak mam od nich uciec, tak bardzo odczu­wa­łam siłę, z którą mnie wiązali. Aż w pewnej chwili dotarło do mnie. To nie jest tak, że rolę naszych rodziców koniecznie muszą odgrywać osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. […]  Odkąd zdałam sobie z tego sprawę, a byłam już wtedy dorosła, przestałam myśleć, że więzy krwi i rodzina to coś absolutnie koniecznego. Często ludzie potrafią się uzupełniać właśnie dlatego, że są sobie całkowicie obcy, bez więzów krwi.

🖇

I suita wiolonczelowa Johanna Sebastiana Bacha. […]  Izumi słyszał kiedyś, że wiolonczela ma ten sam zakres dźwięków co męskie głosy i dlatego brzmi jak ludzka mowa.

🖇

Zdał sobie sprawę, że jako matka i syn przekroczyli już granicę wyznaczającą połowę ich wspólnego czasu.

🖇

„Osobie chorej nie chodzi o to, żeby się po prostu przejść. Ma jakiś powód, ja­kiś cel, do którego dąży i który musi zrealizować. Są ludzie, którzy chcą się dostać w swoje strony rodzinne, są tacy, którzy uciekają z domu. Dla­te­go proszę nie myśleć, że to jest irracjonalne zachowanie”. Lekarz tłumaczył mu to podczas wystawiania diagnozy, a mimo to Izumi nie umiał po­wstrzy­mać surowego tonu.

🖇

Specjalistka do spraw opieki powiedziała mu przez telefon, że demencja nie oznacza końca, ale raczej początek walki.

🖇

[…]  Tyle rzeczy jego matka pamiętała, choć traciła pamięć. Izumiego za­wsze zaskakiwały świeżość i wyrazistość wspomnień Yuriko. Za każdym razem, kiedy go poprawiała, orientował się, jak bardzo jego pamięć jest zatarta i przepisana tak, żeby mu pasowała.

🖇

„Dokąd ona mogła w ogóle pójść w samym środku takiego tajfunu?”, zastanawiał się Izumi.
     „Jak cię nie ma, Izumi, to strasznie szybko tracę pamięć” – przy­po­mniał sobie słowa Yuriko, jakby wyciągając je siłą z pamięci.

🖇

[…]  usiedli obok siebie na łóżku i w milczeniu wpatrywali się w roz­cią­ga­ją­cy się w oddali letni ocean. Być może dobytek człowieka można było po­rów­nać do jego pamięci. Zbliżając się w stronę śmierci, stopniowo po­trze­bu­je­my coraz mniej rzeczy.

🖇

Są ludzie, dla których uczucie smutku, wtapiając się w piękny krajobraz, przeradza się w miłość.

🖇

     – Tak naprawdę to chciałem zostać architektem – zaczął mówić po chwi­lowym namyśle. – Ale oblałem egzaminy i poszedłem na inżynierię. A stam­tąd trafiłem do okrętów. Wiesz, od zawsze lubiłem pojazdy. Zwła­szcza stat­ki. Samochody są produkowane masowo, ale statki przypominają do­my, każdy jest tworzony indywidualnie.

🖇

Izumi zastanawiał się, w jakim kierunku będzie teraz zmierzać jego matka, która rozstawała się kolejno z rzeczami i słowami, a nawet pamięcią.
     „Może stawanie się dorosłym polega właśnie na traceniu róż­nych rze­czy”.
     Głos Kaori cały czas rozbrzmiewał echem w jego głowie.

🖇

Być może jej pamięć też zawraca i płynie pod prąd.
     – Wiesz, ostatnio gdy wychodziłem z domu opieki, to nagle przytuliła mnie dziwnie mocno.
     – Naprawdę? To musiało być żenujące uczucie, co?
     – Bardzo. Ale mogła mnie też z kimś pomylić. Pomyślałem sobie, że w koń­cu moja matka była też kobietą. – Oczami wyobraźni widział matkę siedzącą na ławce. Oglądając białe statki, czekała na Asabę. – Nie umiałem sobie nawet wyobrazić, że mogłaby się w kimś kochać, ale jak się nad tym zastanowić, to przecież bycie matką jest tylko jedną z jej twarzy.
     – Rozumiem cię. Z moją babcią było tak samo.

🖇

Czy jest ktoś, kogo nawet teraz nie zapomniała? […]  Czyja po­stać pojawia się ostatecznie w jej sercu, podczas gdy traci ko­lejne wspo­mnie­nia o miłości?

🖇

Oświetlone żarówkami ze straganów, czarne niczym węgiel źre­ni­ce Yuriko błyszczały jak szklane kulki. Jaki człowiek od­bi­jał się w tej czerni bez dna?

🖇

Uwielbiałam grę Horowitza, którego fortepiany niemal śpiewały. Nie grał zgodnie z zapisami nutowymi, dowolnie zmieniając tempo. Jednak te wy­ko­na­nia, pełne jednocześnie siły i ulotności, zapadały w pamięć.


Robert Schumann, Kinderszenen, op. 15, Träumerei,
Vladimir Horowitz (fortepian).

„To nie tak ma brzmieć”. Yuriko pokręciła głową na boki, jakby strofowała samą siebie. Westchnęła, niejako dając znać, że odzyskała równowagę, i za­czę­ła grać z pamięci. Kolejne dźwięki komponowały się ze sobą łagodnie je­den po drugim i stopniowo wyłonił się z nich pełen utwór. Sceny dziecięce Schumanna, no. 7, Träumerei. Melodia, której tak wiele razy słuchał w ich małym domu. […]
     – Nie musisz się spieszyć, ale nie przestawaj grać.
     Pomyślał o słowach, które powtarzała mu matka, kiedy jeszcze uczył się grać na fortepianie. „Nie musisz się spieszyć, mamo”.

🖇

     – […]  A ty, Yuri-chan? Kradzież czego by była najgorsza dla ciebie? Bo z pieniędzmi to zawsze sobie jakoś można poradzić.

🖇

Mieliśmy tam blisko i mogliśmy pójść w każdej chwili. Tak my­śla­łam, a w tym czasie minęło ponad pół roku.

Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Nie sądzi pan, że życie tylko w świecie, który sami po­tra­fi­my sobie wyobrazić, jest bardzo przytłaczające?

🖇

Serce nakazuje ciału, żeby dalej żyło codziennym życiem.

🖇

Życie ma to do siebie, że nie­ustan­nie pcha czło­wieka do przodu.

(tamże)

środa, kwietnia 24, 2024

5432. Poza słowami (V)


fot. Hawwa, fragment.

/zasłyszane/
Traci się tyle osoby,
ile jej się doświadczyło.

Agnieszka Jelonek


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Ludwig van Beethoven, V Symfonia c-moll, Scherzo. Allegro,
Yo-Yo Ma (wiolonczela), Leonidas Kavakos (skrzypce),
Emanuel Ax (fortepian), Colin Matthews (aranżacja),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #98.

*

Zazwyczaj kiedy opracowuje się koncert na fortepian, łączy się części na orkiestrę i fortepian, tak by wykonanie jak naj­le­piej odwzorowywało partyturę.
     I odwrotnie. Kiedy aranżuje się utwór fortepianowy na orkie­strę, wydziela się części na inne instrumenty.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo UJ, Kraków 2020.

niedziela, marca 03, 2024

5377. Z oazy (CCXXXIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. To był ewidentnie tydzień, w którym ibuko­skne­ra nie wykazał się refleksem. Zobaczyłam tę książkę w nowościach i było po mnie. Klik, klik, chwila i na czytniku torowała sobie drogę na sam wierzch, a ibukosknera nawet jeszcze nie zdążył otworzyć ust. Seria z żurawiem knebluje go wyjątkowo szyb­ko ja­ko­ścią wybieranych do uczestnictwa w serii książek, co potwierdziła ta opo­wieść. Mocna! Wybrać fragmenty, by nie spojlerować, niczego nie odsłonić, było nie lada wyzwaniem.

W tym domu nie dziedziczy się pieniędzy ani złotych obrączek czy pościeli z wyhaftowanymi inicjałami, tutaj po zmarłych zostają nam łóżka i uczucie żalu. Zła krew i miejsce, w którym można przespać noc, to jedyne, co można odziedziczyć.

🖇

[…]  w tym domu trawi nas złość, ale to nie dlatego, że rodzimy się takie przetrącone. To się w nas przetrąca dopiero później, stopniowo, od za­ci­skania zębów.

🖇

Podeszłam do drzwi. W tej chwili krzesło upadło na podłogę, a drzwi szafy puściły. Dom zacisnął się wokół pokoju, nasłuchując.
     […]  przywarł do nas swoimi ścianami i sufitami, rzucił się na nas, nie wiadomo, czy po to, żeby nas ochronić, czy udusić, być może jedno i dru­gie, bo w tych czterech ścianach nie robi to większej różnicy.

🖇

Mnie to wisi, czy będą myśleć, że jestem szurnięta albo skretyniała, ale żeby mnie żałowali, to nie, nie ma mowy, bo nie zrobiłam tego wszystkiego, co zrobiłam, żeby mi teraz jeden dziad z drugim współczuli.

🖇

Owiał nas podmuch ciepłego, dusznego powietrza. W kuchennym kredensie zaczęły się o siebie obijać szklanki i talerze. Na górze słychać było odgłosy przesuwanych mebli, otwieranych i zamykanych szuflad. Dom był wściekły, podobnie jak my, zdradzała to każda dachówka i każda cegła.

🖇

Zrobiłam, co mogłam, ale tego, co człowiek ma w środku, nie da się łatwo wydłubać.

🖇

[…]  mówi nie rób skandalu nie chcę mieć kłopotów. Pieniądze zawsze są lepsze pieniądze potrafią naoliwić tak że nic nie skrzypi że wszystko wska­ku­je na swoje miejsce klikklikklik wszystkie części działają jak należy nic się rozpada nie łamie nie zacina ani nie przewraca. My biedacy spędzamy ży­cie na składaniu klocków, ale nic do siebie nie pasuje, a im wszystko się skła­da, na chłodno, na spokojnie.

🖇

[…]  w tej wsi nie ma nic więcej niż rozpadające się domy i rozpadający się ludzie ale za to w sąsiedniej wsi gdzie wszystko rozpada się wolniej den­ty­sta jest i wciąż możesz pójść usunąć ósemkę.

🖇

[…]  zawiesza obrazek na winorośli. Święty Sebastian przywiązany do ko­lum­ny i poprzebijany strzałami, piękny jak hortensja albo jak wulkan. […]  Sebastian zabiera choroby i zarazy, powiedziała, a ja poczułam w swoim ciele wściekłość. Jaka zaraza miałaby przyjść z zewnątrz gorsza od tej, któ­rą ma się w środku, splunęłam, i stara spojrzała na mnie wzrokiem, któ­re­go tak bardzo boją się we wsi, jakby prześwietlała ci wnętrze, i któ­re­go ja też się wcześniej bałam, ale teraz już nie, po tym, jak się wydarzyło, co się wy­da­rzy­ło, już nie.

🖇

Myślą, że jej słuchają, ale nie wiedzą, że
tak naprawdę do niej mówią.

🖇

Sprawiała wrażenie, jakby się zgubiła, jakby szukała czegoś, czego nie potrafi odnaleźć, albo jakby nawet nie wiedziała, czego szuka.

🖇

Nie toczył jej ten kornik, którego miała w sobie moja matka i ja też, nie czuła tego swędzenia, które nie daje spokoju ani nie pozwala odetchnąć innym.

🖇

Niewiemoczymmówisz, niewiemoczymmówisz.

Layla Martínez, Kornik, przeł. Maja Gańczarczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Tym właśnie jest rodzina, miejscem, gdzie dają ci dach nad głową i jedzenie w zamian za dzielenie życia z garstką żywych i umarłych.

🖇

Poszła tam z jakimiś wyobrażeniem,
a wróciła z czymś innym.

🖇

[…]  inaczej, jeśli coś jest na chwilę,
a inaczej, jeśli na zawsze.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 25, 2023

5297. 359/365

było naprawdę miło i serdecznie, było również rodzinnie, czyli bardzo sma­cznie i płytko. pozostałam — założę się, że tak jak pozostali uczestnicy — sama ze swoimi tęsknotami*. na minu­sie wpadłam do ula, by regenerować ciało i duszę.

359/365

______________
  * 

Wiele było miejsc do uzgodnienia, bez sumiennego wsłu­chania się w siebie nawzajem mogło się to okazać trudne.

*

[…]  dopóki nie stanie się pośrodku orkiestry i nie zagra z nią, nie sposób zrozumieć, dlaczego to jest takie trudne. […]  Tu instrumenty są tuż obok. Na dodatek odległość mię­dzy nimi jest różna. Słuchanie utworów niejako od środka ich brzmienia sprawia, że wydają się różne od tego, co znane. Inne jest wyczucie czasu, kiedy należy się włączyć do gry, jak gdyby czas był zupełnie inaczej doświadczany.

*

Nuty wszystkich zebrały się w jednym punkcie kosmosu i rozpłynęły w powietrzu, zostawiając po sobie impo­nu­jący pogłos.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

poniedziałek, grudnia 18, 2023

5293. Z oazy (CCXV)

Nie­dzielne odliczanie literek obsunięte bezdźwięcznie w poniedziałek. To jedyna książka, którą czytałam w minionym ty­god­niu. Podobno można ją przeczytać w nie­speł­na osiem godzin, ale żeby ją po­czuć, dać się przemienić temu, co niesie ze sobą, i wysłuchać zaledwie części utworów muzy­cznych tak, by poczuć je w brzuchu, po­trzebny jest minimum tydzień. I jeszcze dodatkowa dłuższa chwila, by opadły fusy wrażeń.

To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Jest w niej wyłącz­nie gęste dla uszu i duszy.

Muzyka. Możliwe, że muzyka pojawiła się na świecie razem z ludzkością, by przemienić człowieka w duchowy byt […].

🖇

[…]  czuła, że ktoś stoi za jej plecami i uporczywie się w nią wpatruje, a wła­ściwie czuwa nad nią. Czuła ciepło, pewien lęk i tajemniczość. […]  Wytęsk­nio­na i ciepła obecność kogoś, kto był jej kiedyś bliski, ale kto udał się gdzieś daleko i przybrał inną postać.

🖇

Macie w sobie potężną muzykę, potężną i jasną,
któ­rej nie sposób wcisnąć w żaden ciasny zakamarek.

🖇

     – […]  Cóż, gitara – zwłaszcza rockowa czy jazzowa – jest chyba jednak męskim instrumentem.
     – Tak myślisz?
     – Tak. Powiem wprost, kiedy zaczęłam grać na gitarze, po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest męskie poczucie satysfakcji.
     Masaru zaśmiał się wesoło.

🖇

[…]  „Poczuj wszechświat w sposób swobodny”. Tylko jak to zrobić, jak po­czuć wszechświat, skoro żyjemy zazwyczaj na dnie powietrza i nie my­śli­my o stratosferze? Aya próbowała różnych interpretacji utworu i na­dal nie wie­dzia­ła, którą zagra.

🖇

[…]  tę pewność, którą odczuwała gdzieś głęboko w sobie, cechował spokój.

🖇

     – Tak, lubię.
     […] 
     – Jak bardzo?
     – Tak bardzo, że nie potrafię tego wyrazić.
     – Naprawdę?
     […] 
     – Jak bardzo? – Tym razem to Aya zapytała.
     – No tak… – Kazama Jin spojrzał w przestrzeń. […] 
     – W takim miejscu? – Aya rozejrzała się wokół. […] 
     – Tak, w takim.
     – Nawet gdyby nikt nie słuchał?

🖇

Wszystko przemija, znika w milczeniu.

🖇

Na myśl o tym, ile tysięcy godzin, ba, ile dziesiątków tysięcy uczestnik na scenie poświęcił na lekcje, żeby znaleźć się tam, gdzie był, ogarnęło Akashiego głębokie wzruszenie.

🖇

Taki dzień nadchodzi. Chwila, kiedy uznaje się, że zna się utwór w całości. Melodia rozchodzi się po całym ciele, wypełnia je, skleja się z nim szczelnie. Kiedy osiągnie się ten etap, wystarczy dotknąć ciała w dowolnym miejscu, a ma się wrażenie, że melodia zaraz wypłynie. To moment nie­wy­o­bra­żal­ne­go szczęścia, kiedy człowiek może poczuć, że teraz już jest częścią utworu.

🖇

[…]  kiedy do uszu dobiega wspaniałe wy­ko­na­nie jakiegoś utworu, ma się wrażenie, że słyszy się go po raz pierwszy w życiu.

🖇

[…]  im ktoś jest lepszy, tym bardziej w jego wykonaniu uwidacznia się jego istota, jego korzenie. Muzyka wypływa z ciała grających i ma pe­wien zwią­zek z miejscem, w którym się wychowali, i ciałem, które otrzymali.

🖇

Nie wyjaśniać – pozwalać innym poczuć.

🖇

Chłopiec zamknął oczy. Kiedy wytężył słuch, świat nawet w takiej chwili pełen był brzmień.
     – Panie profesorze… – zaczął. Z góry spływało światło, a chmury wiły się leniwie. Na horyzoncie drżało i migotało jakieś pomarańczowe skupisko w kształcie trójkąta. Co to takiego? To coś intensywnego, czego pełno na świecie? Chłopiec otworzył oczy i wolno rozejrzał się dookoła. Ten znak życia, jego przeczucie. Czy tego właśnie ludzie nie zaczęli nazywać muzyką? Może to właśnie prawdziwa postać tego, co nosi takie miano.

🖇

Zdarza się, że nie sposób wykonać ani kroku naprzód. Stale wracają chwile rozpaczy, że osiągnęło się już granice własnych możliwości.
     Pewnego dnia udaje się jednak nagle wejść na kolejny stopień. Okazuje się, że niespodziewanie, nie wiedzieć czemu, wychodzi coś, co do­tąd się nie udawało. Towarzyszy temu zdumienie i poruszenie, któ­re­go nie sposób z ni­czym innym porównać. Jak gdyby nagle wyszło się z ciem­ne­go lasu na miej­sce, skąd rozciąga się piękny widok. I to prze­świad­cze­nie, że przecież to właśnie tak jest. Dosłownie otwierają się przed człowiekiem no­we ho­ry­zon­ty. Ta chwila, kiedy patrzy się na drogę z góry, nie ro­zu­mie­jąc, jak to mo­żli­we, że do tej pory cokolwiek mogło być niejasne.

🖇

     – Znalazłem muszle spiralne. Zobaczcie, ciąg Fibonacciego. – Z uśmie­chem zaprezentował trzymane w ręku muszelki.
     – Ha ha ha! Ciąg Fibonacciego! […]
     – Muzyka to jednak porządek kosmiczny. Ma coś wspólnego z ma­tematyką.

🖇

Kosmos. Cichy i niewidoczny, a jednak można wyczuć jego po­ru­sze­nia. Poruszenie chwilę przed zerwaniem się wiatru, barwy drzew, któ­re zaraz opromieni słońce. […]  W każdym niepozornym elemencie życia tętnią zrządzenia kosmosu.

🖇

Przed oczami rozpościerał mu się niebieskoszary horyzont. Z chwilą, gdy utkwił wzrok w morzu, obraz ze snu rozpłynął się. Masaru czuł jednak, że coś, co mogło być jego rdzeniem, pozostało w nim gdzieś głęboko.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

W świecie muzyki od zawsze istniała kategoria cu­dow­nych dzieci. To prawda, że od najmłodszych lat widziały one to, co było dla zwykłych ludzi zakryte, i nagle zy­ska­ły dostęp do tajemnic muzyki. Dzieci te nie za­u­wa­ża­ły jednak tego, co dostrzegali zwyczajni ludzie. Wpa­try­wa­ły się z zachwytem w ubóstwianą muzykę, ale nie znały radości wspinania się ku jej jasno połyskującemu szczy­to­wi od samych podstaw, od zera, tej radości zbli­ża­nia się do niej krok po kroku, na przekór trudom i przeciw­nościom.

🖇

Wszystko krok po kroku. Jego dotychczasowe życie nie było pomyłką.

🖇

Każdy był tego pewien. Czuli, że głos w nich teraz do­no­śnie woła „Tak!” dla życia, które odtąd będą wiedli.

🖇

Szedł w pojedynkę ku odległemu horyzontowi. Po bezdrożach, którymi nikt dotąd nie szedł.

(tamże)

sobota, grudnia 16, 2023

5289. 350/365

19:59, ostatnie sześćdziesiąt sekund pierwszego roku. nim ta chwila, był błękit nieba i promienie słońca maszerujące po ścianie przez cały poranek, czyli jesteś!

przepiękny koncert, zagrany i niezagrany w książce, tu Mistrz i Mistrz, nim ru­szy­my dalej, nawet jeśli nie mamy pojęcia jak.

350/365

Dokąd idziesz? Dokąd chcesz się udać?

🪶

Zamknęła oczy. Ach, naprawdę świat pełen jest muzyki. Dźwięk zamykanych i otwieranych drzwi, uderzania wiatru w szyby sali koncertowej, ludzkie kroki, rozmowy. Każde słowo niosło ze sobą muzyczny motyw uczucia i napełniało świat […].

🪶

Łzy toczyły jej się bez ustanku po policzkach.
„Dziękuję” – wyszeptała w głębi serca […].

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶

Fryderyk Chopin, I Koncert fortepianowy e-moll op. 11,
Los Angeles Philharmonic, Arthur Rubinstein (fortepian),
Alfred Wallenstein (dyrygent).

piątek, grudnia 15, 2023

5288. 349/365

dziś jest szósty z sied­miu ostatnich dni. kochałeś Chopina. od wie­lu lat próbuję do niego dojrzeć, by dzie­lić z Tobą zachwyt je­go mu­zy­ką.

349/365

Cztery ballady skomponowane przez Chopina zdają się sy­tuować pomiędzy dawnym i współczesnym rozumieniem gatunku.
     Kiedyś pieśni służyły pewnie wspo­mnie­niom. Tak zwane poematy epickie nie­wąt­pli­wie przekazywane były z ust do ust za­miast zapisków historycznych. Wkrótce nastąpiła zmiana i pytanie: „Co się wtedy wydarzyło?” zastąpiono pytaniem: „Jak się wtedy czułem?”. Chodziło o uniwersalne uczucia, uni­wer­sal­ne wzruszenia, których człowiek doświadcza w swoim krótkim życiu. Można odnieść wrażenie, że Ballada Chopina zawiera emocje z okresu dzie­ciń­stwa, ów smutek zapisany w ge­nach […]  smu­tek, który każdy nosi w sobie od chwili, kiedy urodził się na tym świecie, uczucie, od którego nikt nie ucieknie.
     […] 
     Smutek ukryty na dnie pulsującej rzeki czasu, smutek, któ­re­go w codziennej go­nit­wie nie ma kiedy odczuwać, któ­re­go się nie zauważa…

🪶

[…]  muzyka poprzez coś przemijającego pozwala na kontakt z nieskończonością.

🪶

     – W muzyce, zupełnie jak w ikebanie, można tylko od­two­rzyć chwilę. Nie da się jej zachować na zawsze. Jest nie­zmien­nie tylko chwilą, która natychmiast znika. A jednak ta chwila jest wiecznością. I kiedy się ją odtwarza, można żyć wieczną chwilą.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶

Fryderyk Chopin, Ballada g-moll, op. 23,
Janusz Olejniczak (fortepian).

czwartek, grudnia 14, 2023

5287. 348/365

dziś jest piąty z sied­miu ostatnich dni. rozmawialiśmy o tej pianistce nie raz. o reszcie dziś zadecydowała książka, umiesz­cza­jąc na mojej drodze utwór i pytanie: czy było coś Bartóka, co lubiłeś?

348/365

[…]  czuła, że w jej wnętrzu coś wiruje szybko w poszukiwaniu odpowiedzi.

🪶

Bartók za życia wielokrotnie powtarzał, że fortepian jest rów­nocześnie instrumentem melodycznym i perkusyjnym. Za­zwy­czaj niewielu ma świadomość jego per­ku­syj­no­ści. Oczy­wi­ście jeśli zajrzy się do jego wnę­trza, oczom ukażą się mło­tecz­ki wy­do­by­wa­ją­ce uderzeniami dźwięki z nie­zrów­na­ną precyzją i wtedy per­ku­syj­ność for­te­pia­nu nie ulega już żadnej wąt­pli­wo­ści. Łatwo o tym jednak za­pom­nieć, kiedy patrzy się jedynie na klawiaturę. Ten utwór, który jako pierw­szy po­ka­zał, że Bartók trakto­wał fortepian jako in­stru­ment per­ku­syj­ny, doskonale uświadamia słuchaczom, że w grze cho­dzi o ude­rzenia. […]  czuł radość podobną temu, co czuje się, ude­rza­jąc w bę­ben. Drżenie dźwięków w całym ciele, dające przy­jemne rytmiczne uczucie – ta fundamentalna radość, któ­ra zabarwia ludzkie ciało. Bębny są in­stru­men­tami, które występowały od sta­ro­ży­tno­ści w każ­dym miejscu, w każdej spo­łecz­no­ści. Masaru zauważył, że w tym znaczeniu fortepian jest przedłużeniem bębnów. […]
     Dźwięki Bartóka są jak niewygładzone, grube drewniane bale. Nie są lakierowane ani wykończone, ale prezentują na­tu­ral­ne piękno drewna. […]  Drżenia docierają na dno żo­łąd­ka, wewnątrz lasu. Uderzenia serca, rytm bębnów. Rytm życia, uczuć, przyjaźni. Uderzać, uderzać… Uderzać mło­tecz­kami palców w drewno. W trakcie uderzania wpada się w trans.

🪶

[…]  nadal gdzieś pozostanie jego zapach, dotyk, kwintesencja.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶

Béla Bartók, Sonata fortepianowa, sz. 80,
Martha Argerich* (fortepian).

___________
  *  wspaniały film o Niej (reż. Stéphanie Argerich, Martha Argerich's intimate por­trait: Bloody Daughter) zna­lazł mnie wczoraj, przez przypadek? wiedziałeś, Biały Kruku, że mówiła sześcioma językami?

środa, grudnia 13, 2023

5286. 347/365

dziś jest czwarty z sied­miu ostatnich dni. w tej książce na każ­dej stronie między wier­szami jest mrowie ósemek, wszelkiej maści pauz i szes­na­stek — jak wybrać kom­po­zy­tora, na jaki utwór i czyje wykonanie zdecydować się, skąd mam to wiedzieć?

a jednak mnie prowadzisz — uśmiechnęłam się, wybierając na dziś do całodziennego ło­mo­le­nia utwór, znany mi tak dobrze z do­mu, który tworzyłeś, dziękuję.

347/365

Mechanizm ludzkiej pamięci jest nie­ogar­nio­ny. Nie­zwy­kłe, co się z czym wią­że i ja­kim sposobem daleka przeszłość wy­do­by­wa­na jest na światło dzienne.

🪶

     – Zostań taki, jak jesteś. Jesteś kimś niesłychanie war­to­ścio­wym. Nie przejmuj się, cokolwiek ludzie będą mó­wić na twój temat. Graj tak, jak lubisz.

🪶

To miejsce, gdzie potrafi się tak doskonale skupić, ta chwila, kiedy zaczyna grać […]. Czas, w którym intymność łączyła się ze wzniosłością.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶

Johannes Brahms, Wariacje na temat Paganiniego op. 35, Julius Katchen (fortepian).

wtorek, grudnia 12, 2023

5284. 346/365

dziś jest trzeci z sied­miu ostatnich dni. pa­miętam — ogromnie poruszeni opo­wie­ścią — rozmawialiśmy o książ­ce, którą Ci nie­śmia­le podsunęłam. gdy czytam tę, brakuje mi Ciebie w szcze­gól­ny sposób: nie wska­żesz mi rewelacyjnego wykonania te­go czy tamtego utworu; w tym życiu pozo­sta­nę już na zawsze dzie­ckiem we mgle.

346/365

[…]  nikt i nic nie dorówna radości, jaką odczuwał z tego, iż może grać.

🪶

Dalej rozbrzmiała pierwsza część 21[.] sonaty Beethovena (Wald­stein-Sonate). Doskonały wybór. Dynamika tego utwo­ru odpowiadała szybkości i sile uczestniczki. Instrument jed­nak zdumiewał. Teraz przypominał wielki mercedes szcze­gól­ne­go rodzaju, prowadzony wprawną ręką – z siłą i prze­ko­na­niem. Chociaż uczestniczka rozwijała ogromną prędkość, nie trzęsła samochodem, ale dawała poczucie bezpieczeństwa. Niezwykłe. W zależności od tego, kto gra, fortepian może też stawać się rodzinną furgonetką czy kabrioletem, który spra­wia myl­ne wrażenie, że trudno nim manewrować.


[dostęp: 12.12.2023], źródło.

🪶

[…]  muzyka istnieje, bo istnieje też zwyczajne życie. […]  Skąd się zatem tutaj wziął? Co oznacza, że jest właśnie tutaj?

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

Ludwig van Beethoven, Sonata fortepianowa nr 21 C-dur,
Alfred Brendel (fortepian).

poniedziałek, grudnia 11, 2023

5283. 345/365

dziś jest drugi z siedmiu ostatnich dni. pamiętam Twoje dłonie wystukujące rytm w każdej wolnej chwili. pamiętam, że uwiel­bia­łeś Mistrza, grającego utwory drugiego Mistrza, więc nimi łomolę sobie dziś, po wyjęciu konkretnych nut z czytanych, z my­ślą o Tobie, literek.

345/365

Dudnienie deszczu znacząco się wzmogło i Eiden Aya bez­wied­nie podniosła głowę znad książki. Za oknem panował mrok, choć było południe, a gwałtowna ulewa odzierała z barw znajdujący się na tyłach domu zagajnik. Było je sły­chać, oczywiście. Deszczowe konie. Ten rytm, który od dzie­cka tyle razy słyszała. Kiedy mówiła dawniej: „O, biegną de­szczowe konie”, wprawiała tym dorosłych w konsternację.

🪶

Był z natury optymistą, […]  ale zachował w pamięci chłodną szarość doświadczenia, że był odmieńcem.

🪶

Począwszy od długości palców, wielkości dłoni, gibkości ra­mion i nadgarstków, przez długość i głębokość oddechu, sprę­ży­stość mięśni, aż po wytrzymałość uważnie wy­ćwi­czo­nych mięśni głębokich, wszystko to przekładało się na piękne pia­ni­ssi­mo i fortissimo, wskazywało na głębokie zrozumienie i po­ko­rę wobec utworu, pozwalało na swobodę jego wykonania.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

J. S. Bach, Das Wohltemperierte Klavier t. 1, m.in.:
nr 1, C-dur; nr 2, c-moll; nr 5, D-dur; nr 6, d-moll,
Glenn Gould (fortepian).

5282. Z oazy (CCXIV)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, dwa, czynione w cieniu weekendowych wrażeń w po­niedziałek. Czekała na stosiku ponad cztery lata. Nie pomogło, że została mi oso­biście zarekomendowana. Nie ułatwiało sprawy, że na przestrzeni kilku lat parę razy próbowałam, bez skutku, się w nią wgryźć. Tym razem też bym poległa, ale nim to zrobiłam, zdążyłam chwycić, że bohaterka wygląda mi na osobę w spektrum i z ła­two­ścią punktuje szaleństwa tzw. normalnego świata, którego z normalnością łączy wyłącznie przytwierdzona od wieków wytarta etykietka. I poszło!

To czarująca opowieść, któ­ra pozwala nam skon­tak­tować się z tym miejscem w nas, które pod żadnym pozorem nie chce tego, czego życzyłoby nam z całego serca spo­łeczeństwo. Społeczeństwo w swym stadnym nieuświadomionym patologicznym lę­ku, upiera się przy tym, że szczęście wymaga wyłącznie zrobienia pewnych kon­kret­nych rzeczy. Tymczasem wymaga ono również bezwględnego niezrobienia innych.

Świetnie mi szło naśladowanie mimiki i tonu głosu prowadzącego oraz aktorów w filmie instruktażowym, który obejrzeliśmy na zapleczu. Nikt wcześniej nie pokazał mi, jak się uśmiechać i mówić jak normalni ludzie.

🖇

Byłam świetną ekspedientką, gdyż nauczyłam się z podręcznika, co, kiedy i jak robić, ale co ze światem, do którego nie ma in­struk­cji obsługi? Zupełnie nie miałam pojęcia, czy po­tra­fi­łabym za­cho­wy­wać się tam jak człowiek.

🖇

Gdy miałam jeszcze dwadzieścia parę lat, żadne tłumaczenia nie były po­trzeb­ne, bo brak stałej pracy nikogo nie dziwił. Później jednak wszyscy moi rówieśnicy stali się częścią społeczeństwa, wybrawszy karierę albo mał­żeń­stwo; ja jedna nie poszłam żadną z tych ścieżek.
     […]  wszystkie trzy koleżanki dyskutowały w najlepsze, za­kła­da­jąc, że je­stem nieszczęśliwa. A na­wet gdyby tak było, żadna nie pró­bo­wa­ła się nawet zastanowić, czy moje cierpienie rzeczywiście można tak ła­two wy­tłu­ma­czyć. Doskonale zdawałam sobie sprawę z toku ich ro­zu­mo­wa­nia: „Chcemy, żeby tak było, bo coś takiego łatwiej nam zrozumieć”.

🖇

Ludzie wchodzą z buciorami w życie każdego, kto odbiega od nor­my. Myślą, że mają prawo wiedzieć, co się dzieje. Dla mnie to był problem. Uciążliwa arogancja.

🖇

U ludzi patrzących na kogoś z góry szczególnie ciekawe są oczy. Niekiedy widać w nich strach przed sprzeciwem lub czujność, innym razem świecą wojowniczym blaskiem, jakby mówiły: „Masz inne zdanie, to wal śmiało, nie boję się”; kiedy ktoś gardzi nieświadomie, jego oczy otacza płyn, w któ­rym widać ekstatyczną rozkosz zmieszaną z poczuciem wyższości – by­wa nawet, że gałki oczne pokrywają się błyszczącą warstwą.

🖇

[…]  należy zachowywać się jak fikcyjne stworzenie zwane normalnym czło­wiekiem, którego obraz wszyscy mają w głowach.

🖇

Uderzył w stół, rozlewając trochę herbaty.
     – Wtedy zrozumiałem. Nasz świat niczym się nie różni od tego z neolitu. Mężczyźni, którzy nie polują, i kobiety, które nie rodzą dzieci… Jednostki nie­przydatne dla wioski są usuwane. Wszyscy tak rozprawiają o no­wo­czes­nym społeczeństwie, indywidualizmie, ale do życia tych, którzy nie chcą przy­należeć do wioski, to się wtrącają, naciskają ich, aż w końcu wypędzają ze społeczności.
     – Bardzo pan lubi opowiadać o neolicie.
     – Wcale nie. Nie znoszę! Ale taka prawda, że nasz świat to neolit prze­bra­ny za nowoczesność.

🖇

     – Jak może być pani taka spokojna? Nie jest pani wstyd?
     – Mnie? Dlaczego?
     – Już się pani zestarzała, a ciągle pracuje dorywczo, kandydata na męża pewnie też brak. Dziewica, ale warta tyle, co używany towar. Coś okrop­ne­go. W neolicie błąkałaby się pani po wiosce, za stara na rodzenie dzieci, bez mężczyzny. Balast dla społeczeństwa. Ja to co innego, jestem fa­ce­tem, jesz­cze mogę się odkuć, ale dla pani już przecież nie ma ratunku.
     Shiraha postępował niekonsekwentnie – przed momentem denerwował się, że ludzie mają do niego zastrzeżenia, a teraz krytykował mnie, po­wie­la­jąc mechanizm, którego sam był ofiarą.
     „Człowiek żyjący z poczuciem, że jego prywatność jest gwałcona, pewnie czuje ulgę, kiedy sam atakuje kogoś innego”, domyśliłam się.

🖇

Wreszcie zrozumiałam. […]  Mogę być dziwadłem, mogę nie mieć na jedzenie i umrzeć gdzieś pod murem, ale nie ucieknę od mo­jej prawdziwej natury.

🖇

Odruchowo spojrzałam na swoje odbicie w szybie sklepu, z którego przed chwilą wyszłam. […]  uświadomiłam sobie, pierwszy raz w życiu czując, że istnienie stworzenia, które tam widzę, ma jakiś sens.

Sayaka Murata, Dziewczyna z konbini, przeł. Dariusz Latoś,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

niedziela, grudnia 10, 2023

5280. 344/365

dziś jest pierwszy z siedmiu ostatnich dni. wypełnię je muzyką wyjętą z literek — po­sta­nowiłam — bo w moim życiu jesteś darem, Biały Kruku. niech rozbrzmiewa piękno, nim domknie się pierw­szy rok, którego nie sposób pojąć.

344/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

Jasne, mocne brzmienia wprawiały świat w drżenie. Niczym fale lub wibracje rozchodziły się w każdą stronę. Zasłuchany w te drżenia miał wrażenie, że otulają go całego. Czuł, jak je­go serce ogarnia spokój.
     Gdyby mógł raz jeszcze zobaczyć tę scenę, powiedziałby pew­nie tak: to niezliczone roje pszczół błogosławią świat swo­i­mi brzmieniami. I jeszcze powiedziałby: świat od zawsze przepełnia nieograniczona muzyka.

🪶

Świat jest wypełniony muzyką po brzegi.

🪶

     – To naprawdę inny świat… – Simon uśmiechnął się gorzko.
     „To od Państwa, od nas wszystkich zależy, czy uznamy go za dar czy za nieszczęście”.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

W. A. Mozart, Sonata fortepianowa nr 12, F-dur,
Grigory Sokolov (fortepian).

niedziela, listopada 26, 2023

5273. Z oazy (CCXI)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Chciałam wrócić z czytaniem do Europy. Chcia­łam przeczytać coś, co najprawdopodobniej podobałoby się Białemu Krukowi. Wybór był szybszy niż błyskawiczny. Czytanie porywające, jakby moją naturą było czytanie powieści.

Męskie pisanie. Mocne. Szybkie. Żadnych półśrodków. Zderzenie żywiołów z ży­ciem. Z męskim życiem, gdzie obecność miękkiego i delikatnego trzeba umieć wy­patrzeć. Tak, był moment, gdy czytając wstrzymałam oddech. I pędziłam na łeb, na szyję, by dowiedzieć się jak skończy się ta historia.

W lutym 1959 roku kilka islandzkich trawlerów znalazło się w centrum na­wał­nicy na łowiskach u wybrzeży Nowej Fundlandii. Tamte wydarzenia są zapalnikiem niniejszej opowieści, ale narracja i postaci podlegają wy­łącz­nie prawidłom literackim.

🖇

Dobrze jest widzieć efekty każdej pracy, a tu były one od razu widoczne, co dodawało ludziom animuszu, bo po kilku uderzeniach reling całkowicie scho­wany pod lodowym betonem zaczął się znów ukazywać. […]  Nic samo z siebie nie odpadało ani się nie kruszyło pomimo walenia, lód trwał nie­wzru­szo­ny, zimny i milczący, jak pu­stynie polarne.

🖇

Marynarze widzieli wielki klucz mew trójpalczastych wy­ko­nu­ją­cych swój codzienny poranny lot na północny wschód od łowisk – to dlatego islandzcy rybacy nadali temu miejscu nazwę Ritubanki, Bank Mew.

🖇

W drodze na statek znów jednak przypomniał sobie o swoim po­sta­no­wie­niu, by zapić się na śmierć, i dlatego był tak wściekły, kiedy koledzy ciągnęli go czy wnosili na pokład – to mu spieprzyło wszystkie plany.

🖇

Ci ludzie, niektórzy jeszcze kilka dni temu pijani w sztok, nieprzytomni, z czerwonymi, przepitymi oczami, o twarzach z popękanymi naczynkami, wiedzieli dokładnie, ile oczek potrzeba tutaj, ile tam musi być węzłów, a gdzie po prostu wystarczy związać przerwaną nić.

🖇

Później podczas rejsu Lárus miał go jeszcze zapytać, dlaczego nie rzuci tej niewolniczej pracy na morzu. Wtedy stary odpowiedział: „Niczego innego nie umiem”.

🖇

Wszystko jęczało i śpiewało, a załoga na pokładzie, poza chwilowym ocze­ki­wa­niem, nie miała nic do roboty przez co najmniej kilka minut i wtedy ma­ry­na­rze – prawdziwe wilki morskie – wkładali dłoń pod sztormiak, się­ga­li do kieszeni na piersi, w której spoczywała paczka cameli, wytrząsali jed­ne­go białego i wkładali w usta, po czym zapalali, kryjąc płomień zapałki w dło­niach, i wydmuchiwali dym, a papierosa obracali do wnętrza dłoni, chroniąc w ten sposób żar; to uchodziło za szczególnie trudną sztukę i je­dy­nie najbardziej doświadczeni byli w stanie robić takie triki, podczas gdy fale rozbijały się o dziób, a woda strumieniami zalewała pokład, nie mó­wiąc już o momentach, gdy wyciągano sieci trałowe, a ich mokre druty wyłaniające się z morza zwijały się z wyciem i pluły mgłą unoszoną przez wiatr.

🖇

Kapitan był człowiekiem w średnim wieku, o ciemnych, lekko przy­pró­szo­nych siwizną włosach, średniego wzrostu, małomównym, odpowiadającym cicho, gdy go zagadywano, niezależnie od tego, czy informacje pochodziły od telegrafisty czy oficera, chyba że krzyczał do maszynowni albo przez okno mostka – wtedy jego głos brzmiał mocno i donośnie. […]   często kiedy przebywają na lokalnych łowiskach wokół Islandii, gdzie nagminnie stoją statek przy statku, a on huknie przez okno na mostku rozkaz, żeby zarzucić trał, trał natychmiast zarzuca dwadzieścia innych trawlerów.

🖇

Opuszczał stanowisko jedynie za potrzebą i zaraz wracał patrzyć burzy w twarz, obserwować fale wielkości gór.

🖇

[…]  marynarze powłazili na wolne koje, większość posnęła całkiem ubrana, aby być w gotowości; szczęśliwi zasnęli od razu, pozostali wsłuchiwali się w wycie wiatru i uderzenia kolegów walczących w ciemnościach z oblo­dzeniem.

🖇

Praca islandzkiego rybaka pełnomorskiego jest jak służba w wojsku pod­czas wojny.

🖇

Silnik działał, śruba się obracała, ster funkcjonował, sztorm szalał, fale smagały statek, woda zalewająca stal zamarzała. […]  Na dole w ma­szy­nowni, w ukropie i nieustannym hałasie, jakoś udawało się nie myśleć o zagrożeniach – nie żeby się o nich zapominało, to było wykluczone, ale można się było skoncentrować na maszynach, na sercu statku, i dokładać starań, aby nadal biło.

🖇

To oczywiste, że członkowie załogi się bali, choć przebywając na mrozie i sku­wając lód, starali się o tym nie myśleć. Za to kiedy wchodzili do środka, żeby odpocząć lub usiąść, strach ich dopadał. […]  Nikt nie płakał, ale jeden z chłopaków zaczął się ni z tego, ni z owego śmiać – śmiał się i śmiał, aż się zakrztusił i dostał ataku kaszlu, a gdy ten minął, chłopak znów zaczął re­cho­tać. Nie dało się tego wytrzymać, ludzie stali się jacyś bezbronni; czło­wie­ka, który płacze, można pocieszyć, albo przynajmniej namawiać, żeby wziął się w garść, ale co robić z takim, który rży ze śmiechu? Do tego nie był to śmiech zaraźliwy, nikt mu nie wtórował.

🖇

Zdawać by się mogło, że trwało to nadzwyczaj długo; siły natury całym swoim ciężarem ciągnęły młodego człowieka w drugą stronę, do morza, a trzymała go jedna dłoń.

🖇

Było oczywiste, że to zadanie trudne i niebezpieczne, ale w obecnej sytuacji wszystko, co robili, było trudne i niebezpieczne.

🖇

Załoga miała oczywiście nadzieję, że pogoda zacznie się uspokajać, prędzej czy później zawsze tak się dzieje – każdy grad kiedyś osłabnie, po­wia­da przysłowie – a tymczasem nadszedł niedzielny wieczór.

🖇

Pierwszy mechanik zamienił kilka słów z drugim i trzecim; obaj mieli przekrwione oczy i chrypkę, ale zgodzili się szybko uruchomić windy. „Najgorsze, co się może stać, to że się nic nie zadzieje”, stwierdził trzeci.

Einar Kárason, Sztormowe ptaki, przeł. Jacek Godek,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

[…]  radiotelegrafista, człowiek o dużej wiedzy. To on zajmował się biblioteczką na statku, książki leżały u nie­go w dwóch skrzyniach, czterdzieści tomów w każ­dej, wypożyczone z działu marynistycznego biblioteki miej­skiej w Reykjavíku. Skrzynie krążyły między jed­no­stka­mi floty rybackiej, zawartość zmieniano kilka razy do ro­ku, żeby marynarze nie musieli czytać wciąż tego samego.

🖇

To są sztormowe ptaki – kiedy się zbliżają, człowiek jest wśród przyjaciół.

(tamże)

5272. Z oazy (CCX)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Na stosikach: cyfrowym i papierowym bez zmian. Wciąż leżą te same, wieloletnie zaległości z serii z żurawiem. Tymczasem pochłonęłam świeżutko nabyte kolejne dwie i czeka na mnie jeszcze trzecia, nabyta dzięki czarnopiątkowej promocji.

To pierwsza z tych dwóch nabytych i natychmiast pochłoniętych. Jest przepiękna. Porusza, wyciska łzy, dotyka naszych wewnętrznych granic i skończonego, mało idealnego czasu, jaki został nam w tym życiu podarowany.

     Dla Sentarō wszystko, co robiła, było zupełną nowością.
     – Skomplikowana sprawa, prawda?
     – Przecież trzeba ugościć.
     – W sensie, że klientów?
     – Nie, fasolę.
     – Fasolę?
     – Przyjechała aż z Kanady.

🖇

Wsłuchuję się w słowa rzeczy, które nie mogą mówić – właśnie to nazywam Słuchaniem.
     […]
     Fasolkom trzeba się bacznie przyglądać. Trzeba przyjąć to, co mówią. Moż­na to zrobić, na przykład wyobrażając sobie dni, których doświadczyły, te desz­czo­we i te pogodne. Wysłuchać ich opowieści z podróży, dowiedzieć się, jaki wiał wiatr, kiedy do nas zmierzały.
     Wierzę, że wszystko na tym świecie ma swój język, który można usłyszeć.

🖇

     – Jak człowieka zdiagnozowali, to koniec. […]  Mówili, że to kara boska. Niektórzy twierdzili nawet, że chorują tylko ci, którzy zro­bi­li coś strasznego w poprzednim wcieleniu.

🖇

Przeszliśmy przez wiele rzeczy, za które bardzo bym chciała wziąć Boga, jeśli w ogóle istnieje, i solidnie mu przyłożyć.

🖇

Miał wrażenie, że czas, który do tej pory zmarnował, czepia się jego nóg.

🖇

Problem nie tkwił w tym, że nie wiedział, co robić – on nie miał pewności, co czuje.

🖇

Sentarō miał wrażenie, jakby wszelkie niewidzialne siły świata – wiatr, czas i przestrzeń – nagle skupiły się w bryłę wielkości pięści i uderzyły go prosto w pierś. Zająknął się, szukając słów.

🖇

[…]  nie chciała współczucia. Nie odeszła w smutku.

🖇

„Nie ma dla nas innego sposobu na przeżycie, musimy być jak poeci”, tak mówiła. Sama rzeczywistość sprawia, że pragnie się śmierci. Jeśli chcemy przekroczyć własne ograniczenia, trzeba żyć z myślą, że to wykonalne. Tak mi powiedziała.

🖇

Zostało jeszcze mnóstwo rzeczy, które muszą się zmienić.

🖇

Zaczniemy od nowa, na świeżo, Sentarō. W życiu czasem nadchodzi czas na zmiany. To tak jak z porami roku.

🖇

Właśnie tego szukał.
     – Soli jest akurat tyle, że wciąż czuć smak kwiatów

Durian Sukegawa, Kwiat wiśni i czerwona fasola, przeł. Dariusz Latoś,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

     – Gdzie się pani tego nauczyła?
     – Długo to robiłam, więc się nauczyłam.

🖇

Urodziliśmy się, aby oglądać świat, aby go słu­chać. On tylko tego pragnie. Skoro tak, moje życie miało sens […].

🖇

Księżyc szeptał do mnie delikatnie:
     „Chciałem, żebyś mnie zobaczyła.
     Dlatego tak świeciłem”.

🖇

[…] nie ma powodu trzymać w klatce stworzenia, któremu los dał skrzydła.

🖇

     – Postarajmy się razem, co? Pomogę, jak tylko będę mogła.

🖇

     – Wszystko trzeba robić porządnie od po­czątku do końca, inaczej zmarnujemy tylko czas, który już wło­ży­liśmy w pracę.

(tamże)

5270. Czekariat (LXII)


 fot. Saxifraga, fragmenty.

[…]  można myśleć o świecie, co się chce. Dzięki temu zwykły spacer po tej ścieżce może stać się wycieczką do in­nego świata.

Durian Sukegawa, Kwiat wiśni i czerwona fasola, przeł. Dariusz Latoś,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018.

niedziela, listopada 19, 2023

5266. Z oazy (CCVII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Doczytałam pomysł na serię z żurawiem i w koń­cu mi się wszystko ułożyło. To nie jest seria pisarzy piszących krzaczkami, jak pier­wot­nie myślałam, gdy kilka z niej zalegało na stosiku czytelniczym.

Była pisarka, o której całe życie myślałam, że jest… Japonką — jeszcze w grudniu by­łam o tym święcie przekonana, więc nie przyszło mi do głowy sprawdzić, bo prze­cież seria z żurawiem skośne oczy ma — a tymczasem jest to Włoszka, o czym do­wie­działam się w wakacje przez przypadek, czytając njusa na włoskim portalu.

Byli Japoń­czy­cy i Japonka, więc, pomyślałam, czas na Baskijkę. Jej literki z wdzię­kiem omi­nę­ły utknięte na stosiku czytelniczym pozycje. Nie czytałam tej książki, ja ją poł­knęłam.

Czternaście iście kas­ka­der­skich opowiadań o życiu na zakręcie, za którym teren za­bu­do­wany kryzysem wieku średniego. Na życiowych motocyklach mkną kobiety. Mocne i bez cukru opowieści. Przy dwóch popłakałam się ze wzruszenia.

Życie osoby, która pisze, skrada się po jej twórczości niczym jaszczurka pośród kamieni.

🖇

Obserwowanie poruszonego męża oglądającego mecz rozplątało supeł, któ­ry nosiłam w sobie od dawna i, ostatecznie, bohater mojej powieści buntuje się i rzuca wszystko, żeby zająć się tym, co go rzeczywiście porusza, czyli malarstwem.

🖇

[…]  było mi dobrze w jego obecności, od lat się tak nie czułam, siedzimy we dwoje i patrzymy w tym samym kierunku. Przypomniało mi to czasy, kiedy jeszcze jako narzeczeni zwykliśmy chodzić do kina.
      […]
     Ten w czerwonej koszulce prowadzi piłkę prawą nogą w wielkim po­śpie­chu, pozostali biegną za nim, jakby wewnątrz piłki umykało, tocząc się, jego własne serce.

🖇📎

     – Boli? – pyta pielęgniarka, nie jestem pewna, czy mnie, czy moją godność.

🖇

Za młodu, jeszcze w latach uniwersyteckich i potem, gdy rozpoczęłam pracę w wydawnictwie, żyłam, jakbym była kobietą bez piersi, mój intelekt był po­nad te dwie jędrne gruszki i takie tam, a teraz, kiedy zaczęły obwisać, w pa­nice szukam biustonosza, który je ocali, jakby to była sprawa życia i śmierci.

🖇

Zmiana wydarza się z dnia na dzień albo to ty z dnia na dzień ją dostrzegasz.

🖇📎

Wielokrotnie wyobrażała sobie jej bibliotekę. W jaki sposób układa książki? Alfabetycznie? Gatunkami? Wydawnictwami? Tu literatura piękna, a tam reportaże?

🖇📎

Popatrz na niego tak, […]  jak się patrzy na kogoś, kogo się zna, ale nie moż­na sobie przypomnieć jego imienia, jak na czyjegoś szwagra, sąsiada-piątą-wodę-po-kisielu, kolegę z dzieciństwa. Jak na zwykłego człowieka. Popatrz na niego z uniesionymi brwiami, przyjaźnie, niczego nie oczekując. Okaż mu sympatię organizacji pozarządowej.
     […]
     Nie. Nie zamykaj oczu, żeby posmakować wspomnień, nie upajaj się nimi.
     […]
     Przekonaj się, że nie ma nic wspólnego z twoim życiem. Jest przeszłością. Ty dla niego również.

🖇

Szybko. Połóż rękę na klatce piersiowej. Na sercu. Nie pozwól, by fala ude­rze­nio­wa, która wypłynie z jego ust, je rozstrzaskała. Nie pozwól, by znów rozpadło się w proch.

🖇📎

Światło, które odsłania i odkrywa, że jestem w parku, ale też gdzieś daleko.

🖇

Okno automatycznie się uchyla, a na zewnątrz wypływa śmiech. Delikatny. Pomimo że jest korek. Nie zwraca na niego uwagi. Wykorzystuje go na roz­mo­wę. Robi to ze spokojem kogoś, kto wie, że kiedyś się stąd wy­do­sta­nie, że nie można tak utknąć na całe życie.

🖇

[…]  opowiadać o malarstwie to jedno, a zanurzyć ręce w farbie to zupełnie coś innego, pobrudzić je sobie.

🖇📎

Chciałaby kiedyś zobaczyć Landera jedzącego przynajmniej chleb pełno­ziar­ni­sty, wie jednak, że to niemożliwe. Lander na śniadanie je herbatniki i croissanty. Kroi je i smaruje masłem i marmoladą, a prze­ły­ka­jąc, czasem mówi coś w stylu, że Bóg istnieje.

🖇

     – Czuję się pusta.
     – Nie jesteś pusta, rzecz w tym, że musisz nauczyć się patrzeć do wewnątrz, nic więcej.

🖇

[…]  wszystko wokół jest energią. […]  Wszystko jest w ruchu, nie­ustan­nie się przeobraża.

🖇📎

Dla ciebie obecny dom jest jednym z wielu, ale dla twoich dzieci to Dom, pi­sa­ny wielką literą, innego nie znają. Tobie również zdarza się zapomnieć, że miałaś kiedyś inne życie, że nie zawsze uczyłaś literatury w ogólniaku, nie zawsze byłaś matką, nie zawsze spałaś z tym samym facetem, który dziś cze­ka na ciebie w domu, żeby razem zjeść…, ale, jak co roku, z południa nad­cho­dzi wiosenny wiatr, by ci przypomnieć, że kiedyś byłaś inna.

🖇

Przechodzi na twoją stronę ulicy, wyciąga rękę na powitanie i wasze dłonie zaczynają niezdarnie szukać się w powietrzu, w końcu się spotykają, ale nie prowadzone przez was, tylko same z siebie, niczym pchane siłą magnesu. Jego dłonie są rozgrzane. Twoje również. Jakby zachowały ciepło rąk złą­czo­nych w innym życiu.
     – Ty tutaj…

🖇

[…]  południowy wiatr zawsze przypomina ci o wierszu Idei Vilariño, w któ­rym pisze o tym, że możnapragnąć tak cichutko, jak pozwala na to wiatr”.

🖇📎

     – Nie gadaj głupot, znalazłam to w kieszeni twojego syna.
     – Pokaż. – Raúl bierze kulkę owiniętą w przezroczystą folię i zaczyna ją wąchać. – Zajebiste, towar z Maroka.
     – Co robimy?
     Raúl zamyśla się nad kawałkiem haszyszu.
     – A mamy bibułki?

     Pół godziny później stoją razem na balkonie i palą jointa, którego skręcili z haszyszu własnego syna.
     – Nie wierzę, że to robimy – mówi Raúlowi Marta, zanim przechwyci od niego skręta.
     – Weź, Marta, już przestań. Zaciągnij się szybko, zaraz wróci Egoitz.
     – Ale…
     – A może wolałabyś poprosić Egoitza, gdy się pojawi, żeby usiadł na ka­na­pie i powiedzieć mu tę formułkę: „Synu, musimy porozmawiać”…
     – Nie, proszę cię.
     – No to pal.
     […] 
     Nazajutrz […].
     – Co zrobiłaś ze zbitką? – pyta ją mąż, szeptem, od razu po przebudzeniu.
     – Ukryłam. Oddamy mu ją? Mogę podrzucić na podłogę w jego pokoju, żeby myślał, że mu wypadła.
     – Oddać? Nawet o tym nie myśl. Nie pamiętam już, kiedy paliłem taki dobry haszysz.

🖇📎

I uświadamiasz sobie, że po piętnastu wspólnych latach, w ostatnim czasie, owszem, byłaś dla Kepy kwiatem, ale już nie różą, nie goździkiem ani ma­kiem, który rośnie na łące i kołysze się wraz z południowym wiatrem. Skończyłaś jako pelargonia. Pelargonia, która rosła wyprostowana i kwi­tła, kie­dy było trzeba. Ale pelargonie rosną jedynie w oknach i na bal­ko­nach u babć, wdów, starszych pań i staruszek.
     […] 
     Kepa wybrał świeżość, witalność i wolność stokrotek.

🖇📎

Jej przyjaciele tacy są. Związki Ani to sprawy publiczne, coś, o czym można dyskutować podczas kolacji, tak jakby się dyskutowało o kryzysie eko­no­micz­nym albo prawie do samostanowienia narodów. Zawsze musi się mie­rzyć z podobnymi pytaniami, kiedy umawiają się na wspólne jedzenie. […]  I razem się śmieją. Pomijając fakt, że w ten sposób żartuje, wewnątrz czuje, że tak właśnie jest, że rynek oferuje wiele osób, z którymi można się prze­spać, ale trudno znaleźć kogoś, kto chciałby się zaangażować.

🖇

Chciałaby obejrzeć film, siedząc z kimś na kanapie, pod kocem…, ale to nie może być ktokolwiek.

🖇📎

     – Wszyscy tu są piękni. I szczęśliwi – mówi.
     – My też jesteśmy piękne – odpowiada Alazne, starając się, żeby brzmia­ło to naturalnie.
     – To prawda. Nie jest z nami tak źle, ale wciąż brakuje nam kilku lat, że­by było jeszcze lepiej.
     – Że niby jesteśmy jak wino? Im więcej lat, tym lepiej?
     – No, niezupełnie jak wino. Mam na myśli to, że będzie jeszcze lepiej, gdy miniemy ten wybój na drodze… Nie jest trudno się starzeć… Naj­trud­niej jest zacząć się starzeć… I właśnie w tym miejscu jesteśmy, rozu­miesz?

🖇📎

Nadchodzi taka chwila, kiedy trudno je [relacje] z siebie wyciągnąć, przy­kle­ja­ją się do organów wewnętrznych za pomocą jakiegoś dotykowego kle­ju. Połamiesz sobie paznokcie, ale ich nie odczepisz.

🖇

     – Kiedy znów będzie normalnie… – zaczęłaś do niej mówić, gdy uwal­nia­ła twój sweter. Ale nie pozwoliła ci dokończyć.
     – Kiedy znów będzie normalnie? Ale to właśnie normalność była pro­ble­mem… – orzekła.

🖇

Każdy szuka tego, czego nauczono go szukać, ale i my, i oni jesteśmy na­ucze­ni pragnąć zupełnie innych rzeczy.

🖇

Przyszłość stwarza się z tego, co jest teraz, i w życiu, i w literaturze.

🖇

     Nie wiesz, o co chodzi, ale coś, co bardzo długo po­zo­sta­wa­ło uśpio­ne w two­im wnętrzu, rozbudza się.
     Gdy zamykasz drzwi, wyczuwasz, jak zapach wiosny wpada przez okno do salonu. Bierzesz głęboki oddech.
     Edurne.
     Powiedziała, że ma na imię Edurne.

🖇📎

Tak jakby to była jakaś zachcianka, jakbym robiła coś wbrew naturze, jak­bym swoim uporem, żeby dać komuś miłość i dom, podważała porządek świa­ta. Jakby to, że nie mam u swego boku mężczyzny, miało mnie po­wstrzy­mać przed byciem matką. Tak samo jak w urzędowym okienku, skąd dochodzi beznamiętny głos: brakuje znaczka, brakuje zdjęcia… Brakuje fa­ce­ta, mówiły wszystkie spojrzenia wokół. Sprawiały, że czułam się, jakby brakowało mi jednej ręki. Jakbym była niekompletna. Jakbym była jedynie połową osoby.

🖇

[…]  matką można być na wiele sposobów.

🖇

„A ty kim jesteś?”
     Pytała mnie o to każdym spojrzeniem. Czy można wiedzieć, kim jesteś i co tu robisz?

🖇

     – Czy to prawda, że gdy widzisz dziecko zaraz po porodzie, to cały ból odpływa w zapomnienie?
     Zrobiło się cicho. Elena odpowiedziała dopiero po kilku sekundach.
     – To kłamstwo… Tak samo jak to, że jak urodzisz, to czujesz się naj­szczę­śliw­szą kobietą na świecie.
     – To nie jest prawdą?
     – Karmią nas wieloma kłamstwami, wiesz? Nikt ci nie mówi, że będziesz ryczeć, jak tylko wrócisz z niemowlęciem do domu, że będziesz miała w so­bie mniej życia niż uschnięta roślina. I że możesz nawet czuć niechęć to tej istoty, która tylko płacze i nie pozwala ci być tą samą osobą, którą byłaś wcześniej… – Elena patrzyła w sufit, ręce miała uniesione do góry i drapała się po łokciu. – Nikt ci nie mówi, że po ciężkim porodzie będziesz się czuła tak, jakby jakaś plastikowa ręka opróżniła twoje wnętrze, a robiąc to, za­bie­ra­ła również część two­jej duszy. To wielkie kłamstwo, które my same karmimy, żeby nie zniechęcać innych kobiet. I ten sekret wyrządza nam krzywdę… Codziennie widzę oczy kobiet, które opuszczają porodówkę. Wie­rzą, że ich cierpienie wreszcie się skończyło. Nie zdają sobie sprawy, że naj­większy ból dopiero nadejdzie.
     – Ale przecież nie wszystko jest kłamstwem… Musi być w tym coś szcze­gól­nego.
     – Nie wszystko jest kłamstwem. Jest też wielka prawda. Taka, że chociaż pępowina zostanie fizycznie odcięta, to i tak pozostanie, nigdy już nie znik­nie. Zawsze trzymasz sznurek, który będzie cię prowadził do twoich dzieci.

🖇

Rozerwałam się w środku, jak tylko może rozerwać się rodząca kobieta, kiedy zobaczyłam, jak moja córka układa mi się na łonie. Widząc, jak moja córka próbuje przypomnieć sobie czas, gdy była w mo­im ciele, zwinięta w moich snach, zanim zabrali nas obie na salę porodową.

Karmele Jaio, To nie ja, przeł. Maja Gańczarczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Peritas en dulce to karmelizowane gruszki, wykwintny deser, ale również hiszpańskie określenie na coś, co jest bliskie ideału, obiekt pożądania (przyp. tłum.).

(tamże)

5265. Z oazy (CCVI)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Okładki tej serii niezmiennie przyciągają moją uwagę i zawsze coś obiecują. Pamiętam powód, dla którego zdecydowałam się na nabycie tej książki — dziewczynki Kociej Mamy. Skoro Ona ma koty, to ja poczytam o kocim kłaczku. Zaczęłam i szybko porzuciłam.

Wróciłam do tej opowieści po roku z dużym hakiem. Przez chwilę pomyślałam, że chyba na głowę upadłam, czytając tak infantylną książkę. Przy drugiej z czterech opowiastek zaskoczyłam. Po wszystkich czterech uśmiecham się na myśl, że może nam się tylko wydaje, że dajemy domy kotom czy psom. W rzeczywistości to one są darczyńcami. Czynią nasze życia pełniejszymi i lepszymi, dbają o to, by nasze światy tylko trzeszczały w szwach i nie rozpadały się bardziej, niż tego potrzebujemy, choć jeszcze nie wiemy dlaczego.

Sporo kotów w tej książce, a pies, i to jaki, tylko jeden! Ma oko na wszystkie światy przedstawione w książce. Czuwa nad żywym nawet teraz. Pozostaję psiarą. A żółw, to wiadomo z innej lektury, taszczy na swoim grzbiecie cały świat od zawsze. I tylko dlatego mo­gliśmy dziś spokojnie napić się kawy.

Mojego ostatniego dnia w pracy szef powiedział mi: „Część swojego życia musisz zostawić tylko dla siebie”. Dopiero całe lata później zrozumiałam, co miał na myśli.

🖇

     – Weź, nie gadaj takich rzeczy głośno.
     Kuro czuł się zażenowany, ale równocześnie trochę zazdrościł Chobiemu, że potrafi mówić wprost o tego rodzaju sprawach.

🖇

     – Nawet najgorsze typki mają jedną czy dwie zalety.
     Kuro i Chobi siedzieli obok siebie, obserwując Ryōtę.
     – Ci zbyt sumienni i uczciwi nie potrafią uznać, że coś może być winą in­nych, o wszystko oskarżają siebie i przez to cierpią.
     „Charakteru może trochę mu brakuje, ale na ludziach się zna” – pomyślał Kuro.

🖇

Zrobiło mi się tak smutno, że zwiesiłam i ogon, i uszy.
     Kochać się w człowieku? Przecież to bzdura. […]
     Poszłam na spacer daleko jak nigdy.

🖇

Mangi dla dziewczynek w czasopismach, które pożyczałyśmy sobie na­wza­jem z koleżankami, zawsze dobiegały końca, gdy bohaterka schodziła się ze swoim ukochanym. Było jasne, że dziewczynom nic więcej nie trzeba do szczę­ścia. Teraz przekonałam się, że w rzeczywistości wcale się na tym nie kończy.

🖇

„Chobi”. [wym. „ciobi”, „cio”, jak w słowie „ciocia” – dosł. coś małego.]
     Zawsze tak na mnie mówiła. To imię łączyło mnie z nią, a ona łączyła mnie ze światem.

🖇

Ze scen, które we mnie nie wzbudzają zupełnie niczego, ona wyciąga coraz to nowsze interesujące niuanse. Zupełnie jakby widziała coś, czego ja nie potrafię dostrzec.

🖇

Społeczeństwo jest zbudowane ze słów.
     Zaczęłam tak myśleć, gdy skończyłam naukę i pierwszy raz poszłam do pracy. „Zrób to”, „Przekaż tamto panu jakiemuś tam”. Praca posuwa się do przodu za sprawą rzucanych niedbale, ulotnych zdań.

🖇

Starałam się jak najwięcej spać, pełna emocji, dla których nie potrafiłam znaleźć ujścia.

🖇

Karmiła mnie, ale nie byłam jej kotem.
     – Wybacz, ale nie mogę cię przygarnąć – powiedziała przy naszym pierwszym spotkaniu. – Bo koty umierają.
     Przyznałam jej rację. Koty umierają, i to szybko.

🖇

Znowu to samo. Nadal dryfowałam na powierzchni morza słów, nie znając ich ukrytych sensów, nie pojmując rzeczy, które wszyscy rozumieją in­stynk­tow­nie.

🖇

     – Pewnie. Jak można kogoś kochać, nie znając jego imienia? – rzuciłam zaczepnie, czując się trochę zazdrosna.
     – Imię to tylko imię. Można nazwać kota „Pies”, a mimo to nadal będzie kotem, prawda?

🖇

Stwierdziłam w duchu, że słowa mają moc zmieniania świata. Trochę się tego przestraszyłam.

🖇

Czy powiedział to pod wpływem chwili? Owszem. Ale skoro słowa już padły, należało wziąć za nie odpowiedzialność.

🖇

     – Proszę… Proszę…
     Zrozumiałem, że zerwała się więź między nią a kimś bardzo dla niej ważnym.
     – Proszę, niech mi ktoś pomoże…
     Płakała bez końca.
     Świat nadal kręcił się razem z nami w nieskończonej ciemności.

🖇

Przebywanie w jednym miejscu bez końca to koszmar,
nieważne jak jest przytulne.

🖇

     – To co one robiły przez cały czas? – wtrącił się Kuro.
     – Nic. Po prostu istniały. Co prawda nie trwała długo, ale była kiedyś ta­ka epoka.
     – I co się z nimi teraz dzieje?
     – Wyginęły. […]  Dlaczego raj liściokształtnych organizmów nie wy­trzy­mał próby czasu, a piekło odmiennych stworzeń zabijających się nawzajem rozkwitło? Istniały dwa powody: różnorodność i rywalizacja.
     […]
     – Mówiąc prościej, raj ma to do siebie, że nie trwa długo.
     – Czyli tamte niby-liście same były sobie winne?
     – Otóż to.
     – Ale ty masz wiedzę.
     – Każda istota, która przychodzi na świat, wie o wszystkim, co zdarzyło się od narodzin życia. Po prostu wszyscy szybko zapominają, a ja pa­mię­tam. Nic wielkiego.
     – No nie wiem…

🖇

     – Studia i tak niewiele dają.
     Odwracałam kota ogonem.
     – Tak mogą mówić osoby, które je skończyły.

🖇

Moim zdaniem kwestia szczęścia czy pecha
zależy od nastawienia.

🖇

     – Uwaga, skaczę!
     Tak powiedziałam, ale skok wymagał odpowiedniego przygotowania. Chodziłam w tę i z powrotem po blacie, wychylałam się poza krawędź, to znowu chowałam. Powoli nabierałam odwagi, by tego dokonać.
     Wreszcie odbiłam się z całej siły i skoczyłam.

🖇

     – Sekret? – powtórzył Chobi z ciekawością.
     – Kiedyś do was wrócę.
     – Naprawdę?
     – Tak. Możliwe, że pod inną postacią, ale wy na pewno mnie rozpoznacie.

Naruki Nagakawa, Makoto Shinkai, Ona i kot, przeł. Dariusz Latoś,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

     – Przecież mówili nam ostatnio na zajęciach, że w ży­ciu trzeba zbierać doświadczenia, nie tylko ćwi­czyć – od­po­wiedział. Chyba nie czuł się urażony.
     – Wycieczka na basen to nie doświadczenie życiowe.
     – Ale od takiej wycieczki może się zacząć miłość, która potem odmieni całe życie.

🖇

     – Wiesz co, Chobi? – zapytała.
     – Tak? – miauknąłem.
     Nie powiedziała już nic więcej, ale jej emocje i tak do mnie dotarły. Oboje czuliśmy to samo.
     „Kocham ten świat” – pomyślałem z przekonaniem.
     Uśmiechnęła się. Spojrzałem w górę na jej roz­pro­mie­nio­ną twarz. Moja myśl dotarła także do niej.
     Sądzę, że darzyła świat tym samym uczuciem.

(tamże)