Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: Muminki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl: Muminki. Pokaż wszystkie posty

piątek, czerwca 11, 2021

(4269+2). Wczoraj (II)

Często zapominam, rzadko to wiem. Na szczęście ta kartka z samego rana przypomniała mi nie tylko o tym, ale również o dniu. (Wersja niededykowana, dla mężczyzn tu).

*

I kochana Too-tiki, której pierwowzorem była partnerka Tove Jansson:
      bo…
   lubisz Muminki
,
       […],
      bo…
    jest taka skandynawska
.

*

I bóstwo w pióra obleczone. Wszystko to jednego dnia zostało mi podarowane.


fot. Saxifraga, fragment.

piątek, stycznia 29, 2021

4114. Strajkowe czytanie (XII)

Ten wpis miał być napisany wczoraj, ale zabrakło mi sił. Miał się tu znaleźć w reakcji na obudzenie się w kraju rodem z bardzo złego snu, który stał się jawą.

Że politycy nie czytają (nawet bez zrozumienia), że pseudo­sę­dzio­wie w pseudo­try­bu­na­le tego nie robią, to mają! Całe stada wkurwionych małych Mi, ich partnerów i mężów wyszło i wyjdzie na ulicę. Myślałam, że odłożyłam Muminki na dłużej, ale nie. Przespacerowałam się po całym cyklu śladami małej Mi, nim wszystkie wyjdą dziś na ulicę. Panowie i panie — nieprawi, zepsuci i głupi — parafrazując małą Mi: nie wiecie, co robicie.

     — Czy to jest koniec świata? — zapytała mała Mi ciekawie.

Włóczykij spojrzał bezradnie na małą Mi.
     — Nastrasz ich Buką! — zaproponowała.

Mała Mi wrzeszczała, ile tylko miała sił.

Tove Jansson, Lato Muminków,
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

     — Całą parą naprzód! — krzyczała mała Mi.

Tove Jansson, Zima Muminków,
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

Ten wpis miał być napisany wczoraj, ale zabrakło mi sił. Miał się tu znaleźć, bo. Ode mnie do Sadownika — jeden uścisk dłoni. Od Sadownika do Pana Ciasteczko — chwila, bo to dwie dłonie tej samej osoby. Od Pana Ciasteczko do Maestry-Di-Italiano — jeden uścisk dłoni. Od Maestry-Di-Italiano do Zawsze-Wolnej-od-Nudy jedno bicie serca. Sadownik pokazał mi kolorowe, wolne od nudy miejsce. Pasę się tam przez oczy czwarty dzień.

Mała Mi, jak zwykle, wyruszyła gdzieś na własną rękę, ale to nie było groźne, ponieważ z całej rodziny ona najlepiej radziła sobie sama.

     — Jak się gniewać, to się gniewać – stwierdziła mała Mi, obierając ziemniaka zębami. — Trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś gniewa się nie tak, jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka.
     — Drogie dziecko — powiedziała Mama Muminka – Tatuś wie, co robi.
     — Ja myślę, że nie wie — rzekła wprost mała Mi. — Wcale nie wie
.

Tove Jansson, Tatuś Muminka i morze Muminków,
przeł. Teresa Chłapowska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

4113. Gdzie jest dzisiaj Włóczykij?

Moja ukochana postać ze świata Muminków. Czasem fantazjowałam, co robi Włóczykij, gdy Muminki śpią snem zimowym?

Tej zimy jest w gościach u Zawsze-Wolnej-od-Nudy.


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 29.01.21], źródło.

Włóczykij był pogodny, wiedział mnóstwo różnych rzeczy, ale nie mówił o nich bez potrzeby.

Tove Jansson, Lato Muminków,
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

niedziela, stycznia 17, 2021

4101. Strajkowe czytanie (XI)

W tej części Muminki pojawiają się daleko na horyzoncie jak dobry powód do rozpisania ról do kolejnego sezonu, na który może i była ochota, ale nie starczyło zasobów.

W ten sposób dziewiąta część jest ostatnią. Soczysta, zwarta i tęskniąca za Muminkami. Ciekawe, ilu dzieciowych czytelników, czytając tę część, będzie wiedziało, co to fajerka.

Koniec. Więcej Muminków nie ma. Strajk Kobiet przycichł, ale wróci z hukiem, założę się.

Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jesz­cze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się.

Bardzo powoli, rozstając się z bliskim już bezpieczeństwem, odchyliła się do tyłu, aż do nieubłaganej granicy, za którą runęłaby w przepaść, ale za­trzy­ma­ła się na niej na moment trwający jakby jeszcze jedną wieczność, a po­tem opadła z powrotem w przód.

     — Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami.
     — Gniewa się? — zapytał Wuj Truj, który akurat był w salonie.
     — Boi się — odparła Mimbla, wchodząc na schody.

[…] zdziwiony dom patrzył na wszystkie strony świata przez świeżo umyte okna.

     — Znowu czytałeś! – zauważył Paszczak. – To niebezpieczne tak dużo czytać. Posłuchaj no. Lubisz wyciągać gwoździe?
     — Chyba nie — odparł Homek.
     — Jeżeli cokolwiek ma być zrobione — wyjaśniał mu Paszczak — to zawsze jest tak, że jeden buduje, a drugi znosi deski. Albo jeden wbija nowe gwoździe, a drugi wyciąga stare. Rozumiesz?
     Homek nic, tylko patrzył. Wiedział, że on jest tym drugim.

Taki się czułem szczęśliwy przez cały dzień. Co to było, że wszystko wydawało się takie proste?

Spróbowała jeszcze raz i jeszcze, bardzo ostrożnie przenosiła się z dźwięku na dźwięk, aż znalazła pierwszy, następne same już przyszły. Melodia uciekła jej, ale potem znowu wróciła. Na pewno trzeba wyczuwać, a nie szukać.

Znowu zaczęło padać. Nasłuchiwała uważnie, ale nic nie było słychać prócz deszczu. To, czego się bała, zniknęło.

Kiedy wrócili do kuchni, Wuj Truj powiedział do Filifionki:
     — Taka znowu STRASZNIE młoda to ty nie jesteś…

     — […] A więc ty nic nie potrafisz? Ale potrafiłeś się roz­złoś­cić, co? Tylko że potem wszystko popsułeś, chowając się pod stół.

Za późnoście się wszyscy urodzili i nie macie pojęcia o tym, co eleganckie. Nawet nikt z was żadnej szarady w swoim życiu nie widział!

     — Będzie śnieg — powiedział Włóczykij.

Następnego rana spadł śnieg, leciały z nieba małe, twarde płatki. Zrobiło się strasznie zimno.

[…] czuł, że Paszczak się boi. A Paszczak odpowiedział:
     — To by było cudownie.
     […] A więc takie to jest uczucie — myślał. — Tak wygląda żeglowanie. Świat wywraca się do góry nogami, a ty wisisz na samiusieńkim brzegu bezdennej przepaści, marzniesz, wstydzisz się i żałujesz, kiedy jest już znacznie za późno, żeś się w ogóle wybrał. Żeby on tylko nie zauważył, jak się boję.

Nie chcę mieć przyjaciół, którzy są mili, choć wcale mnie specjalnie nie lubią, ani też nikogo, kto jest miły tylko dlatego, żeby nie być niemiłym.

     – Co to było, to ostatnie słowo? — spytał Wuj Truj, który cały czas łapką nastawiał ucho. Miał dobry słuch, dopóki wiedział, o czym jest mowa. A to przecież było prawie zawsze wiadome.
     – Agresywność — powtórzyła Mimbla głośniej.
     – Nie krzycz, nie jestem głuchy — odpowiedział automatycznie Wuj Truj. — Co to takiego?
     – To jest to, co się pokazuje, jak ktoś jest zły – objaśniła Filifionka.

     — Ja się tak strasznie staram! — wybuchnął idący za nim Paszczak. – Tak okropnie chcę!
     Włóczykij wydał swoje charakterystyczne, nieokreślone mruknięcie, oznaczające, że usłyszał, ale nic nie ma do powiedzenia.

     – Nietrudno go mieć — roześmiała się Mimbla. — Wystarczy go sobie wyobrazić – i jest kot!

     — A ty kiedy pójdziesz?
     — To zależy — odparł Włóczykij.

Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

Wrócili do domu, żeby się napić kawy; tym razem pili ją wspólnie i mieli nawet spodki pod filiżankami.

Naprawdę przyjemnie było żyć!

Chciał, żeby cała dolina była pusta, żeby było w niej miejsce na wielkie sny; potrzebuje się przestrzeni i ciszy, żeby móc coś kształtować z odpowiednią pieczołowitością.

Nie ma nic przyjemniejszego i nic prostszego, jak czuć się wygodnie.

Teraz nareszcie wiedział, co zrobi, to było całkiem proste! Przeskoczy przez całą zimę i jednym długim susem znajdzie się w kwietniu. Nie ma powodu do zmartwień, absolutnie żadnego! Wystarczy zrobić sobie przyjemny dołek do spania i niech się świat toczy dalej własnym torem. A kiedy się obudzi, wszystko będzie tak, jak powinno być.

Toft nastawił twarz do wiatru i usiadł, żeby czekać.
     Teraz nareszcie mógł czekać.

(tamże)

czwartek, stycznia 14, 2021

4098. Strajkowe czytanie (X)

Druga część z Tatusiem Muminka w tytule i… wszystko jasne — męskie świry i zajoby. Zęby zgrzytały, ale są trzy wątki warte grzechu. Fason niezmiennie trzyma mała Mi. Mama Muminka — poza tym jak próbuje się wyrobić w patriarchacie — pięknie tęskni. A historia z Buką łapie za serce.

Mała Mi nie jest osobą, która by rozmawiała z kimkolwiek, starając się go przekonać. Ona albo działa bez chwili wa­ha­nia, albo nie działa wcale.

     — Hej! — zawołał Tatuś. — Jestem zły.
     — To dobrze — odparła Mi z uznaniem. — Wyglądasz, jakbyś zrobił sobie z kogoś prawdziwego wroga. To zwykle pomaga.

     — Widzicie — rzekł Tatuś, nachylając się nad stołem. — Morze to wielkie stworzenie, które jest czasem w dobrym humorze, a czasem w złym, i nikt z nas nie wie dlaczego. Bo my widzimy tylko powierzchnię wody. Ale dla tych, co lubią morze, jest to obojętne… Kocha się na dobre i na złe.

Nie miał czasu do stracenia, lecz im bardziej się spieszył, tym wolniej wszyst­ko się działo.

     — Mamy nie giną tak łatwo — rzekła mała Mi. — Zawsze je można znaleźć w jakimś kącie, trzeba tylko poszukać. […]
     — Gdzie byłaś?! — wybuchnął Tatuś.
     — Ja? — spytała Mama niewinnie. — Byłam na małej przechadzce, żeby się trochę przewietrzyć.

Tatuś przestawił coś w swojej głowie — tego dnia poszło mu to bardzo łatwo — i zaczął swobodnie rozmawiać z morzem, tak jak to czynili jego przodkowie.

Była tym wszystkim bardzo ubawiona i wyglądało na to, że lada chwila powie coś całkiem nieodpowiedniego. Ale nie powiedziała.

     — Nie jesteś zbyt miła — powiedziała Mama Muminka.
     — No to co! — krzyknęła mała Mi.

Jej oczy były wesołe i zdawały się kpić z niego, jakby dając do zrozumienia, że znają wszystkie jego tajemnice.
     I jakoś sprawiło mu to ulgę.

Była tym wszystkim bardzo ubawiona i wyglądało na to, że lada chwila powie coś całkiem nieodpowiedniego. Ale nie powiedziała.

W tym momencie uderzyła w Tatusia olbrzymia fala, zmywając z niego całą złość.

Tylko mała Mi zobaczyła Muminka. Dostrzegła też Bukę wyczekującą na piaszczystym brzegu.
     Mi wzruszyła ramionami i zakopała się z powrotem w mchu. Nieraz już widziała ludzi, którzy czekali jedni na drugich w złym miejscu, z głupią miną, jakby się zgubili. „Nie ma na to rady — pomyślała — widocznie tak musi być”.

Bierzesz wszystko zbyt dosłownie — powiedziała mała Mi z pogardą.

Jak ona się zachowuje! – pomyślał Muminek. – Robi wszystko, co jej się podoba, i nikt nie protestuje. Robi, co chce, i już.


Na ścianie zakwitał jeden kwiat po drugim: róże, nagietki, bratki, peonie… Mamę ogarnęło nieomal przerażenie, że tak dobrze umie malować.

Kiedy tak siedzieli, popijając kawę, wydało im się nagle, że coś wraca znów na swoje miejsce.

Buka nie bała się już, że zostanie oszukana.


Tove Jansson, Tatuś Muminka i morze, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

Jakie podniecające jest życie! — pomyślał Muminek. — Wszystko może się nagle zmienić, i to zupełnie bez powodu!

Jeżeli natychmiast nie urządzimy wycieczki, to wszyscy zwariujemy!

[…] poniechał wszelkich rozmyślań i tylko żył pełnią życia, od samego koniuszka ogona aż po uszy.

(tamże)

czwartek, grudnia 24, 2020

(4071+4). To dziś!

A dlaczego tak mało muminkowych cytatów z siódmej części? Albowiem, ponieważ, bo tak! Mało muminkowych cytatów wynikało z faktu, że wigilijnym okru­chom na­le­żał się osobny, świąteczny wpis. Ten wpis.

[…] wychodzili z siebie, ponieważ nadchodziła wigilia.

     – Nudzicie mnie tym waszym spaniem, a wigilia się zbliża, może nadejść dosłownie w każdej chwili!
     […]
     – Czy to już wiosna? – mruknął Muminek.
     – Wiosna? – powiedział Paszczak nerwowo. – Mówiłem o wigilii, ro­zu­miesz, o wigilii. A ja nic nie zdążyłem przygotować i nic nie mam, a oni mnie tu posyłają, żebym was odgrzebał.

     — Mamusiu! Zbudź się! — zawołał Muminek przerażony. — Stało się coś strasznego! To się nazywa wigilia!
     — Co chcesz przez to powiedzieć? — spytała jego Mama, wysuwając pysz­czek spod kołdry.
     — Nie wiem dokładnie — odpowiedział Muminek. — Ale nic nie jest przy­go­to­wa­ne i coś przepadło, i wszyscy biegają jak zwariowani.

Postarajcie się o choinkę, zanim się ściemni.
     […]
     — Zanim się ściemni — szepnęła Panna Migotka. — Ona powiedziała: zanim się ściemni. A więc niebezpieczeństwo nadejdzie dziś wieczorem.
     — Widocznie trzeba mieć choinkę, żeby jakoś sobie dać radę – za­sta­na­wiał się Tatuś.

     — Przyjemnej wigilii! — szepnęło leśne stworzonko nieśmiało.
     — Jesteś pierwszy, który uważasz, że Wigilia może być przyjemna — od­po­wie­dział Tatuś. — Czy wcale się nie boisz, co będzie, kiedy rzeczywiście nadejdzie?

     — Czy myślisz, że Wigilia jest bardzo głodna? — spytała Mama z nie­po­ko­jem.
     — Chyba nie więcej niż ja — powiedział Tatuś tęsknym głosem. Siedział w śniegu i marzł owinięty kołdrą po uszy. Ale małe stworzenia muszą zaw­sze być bardzo, bardzo uprzejme wobec wielkich mocy przyrody.

[…] sierść drżała im ze wzruszenia.

Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

poniedziałek, grudnia 21, 2020

4071. Strajkowe czytanie (IX)

Gdy wróciłam do Muminków, sprawdziłam i ku memu zdziweniu okazało się, że właśnie ta (i tylko ta) część utknęła w lekturach obowiązkowych polskiej szkoły. Dlaczego ta, nie uda­ło mi się zrozumieć — polska szkoła jest tworem, którego sensu nigdy nie po­ję­łam. Jestem natomiast pewna, że jak czytało się tylko tę część w trybie „musisz”, to moż­na Muminki znienawidzić.

Gdy zna się bohaterów poprzednich części, zabawa jest przednia — trochę nerwic, natręctw, osobliwości i zawsze dobre zakończenie każdego opowiadania.

     – Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia — powiedział nagle Włóczykij. — To wiem.

Tymczasem wyprowadziłem się ze starego mieszkania i zacząłem żyć na dobre! To takie emocjonujące! Kiedy nie miałem imienia, rozumiesz, bie­ga­łem tylko i najwyżej przeczuwałem to czy owo na temat tego czy owego, a wydarzenia trzepotały wokół mnie; czasem były niebezpieczne, czasem nie, ale nic nie było PRAWDZIWE, rozumiesz?
     Włóczykij usiłował coś powiedzieć, ale stworzonko mówiło dalej:      – Teraz jestem osobą, która należy do siebie, i wszystko, co się dzieje, ma znaczenie. Nie dzieje się bowiem „ w ogóle”, ale wydarza się MNIE, Ti-ti-uu. A Ti-ti-uu patrzy na sprawy tak albo inaczej — jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
     – Jasne, że cię rozumiem — odpowiedział Włóczykij. — Bardzo dobrze.

     – Zobaczysz: prędko staniesz się dorosły, jeżeli będziesz taki — po­wie­dział Homek. — Będziesz jak tatuś i mamusia, i dobrze ci tak. Będziesz widział i słyszał w zwykły sposób, to znaczy, nic nie będziesz widział ani słyszał, tak to się skończy.

Ja w każdym razie wiem, jak to jest. Świat przed katastrofą zawsze wygląda tak cicho i spokojnie.

Najdziwniejsze zaś było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła.

Znów wszystko zepsuli. Powinno być tak: najpierw ma się tajemnicę, a po­tem robi się niespodziankę. Ale gdy mieszka się z rodziną, ani z pierwszego, ani z drugiego nic nie wychodzi. Wszystko wiedzą od początku i od po­cząt­ku nie ma się już z czego cieszyć.

I nie mam już sił zastanawiać się nad tym, co to wszystko ma znaczyć. Ale wygląda na to, że wszystko idzie dobrze.

Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

To jest wieczór na piosenkę — pomyślał Włóczykij. – Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze.

(tamże)

niedziela, grudnia 13, 2020

4061. Strajkowe czytanie (VIII)

Wtedy też była niedziela, trzynastego grudnia, i był śnieg, o jakim teraz możemy tylko pomarzyć. Ówczesny prezes zwany generałem zarządził nowy stan skupienia. Ciekawe, czy aktualny prezes, co nikt mu nie wmówi, że czarne jest czarne, już wie, że przeszarżował? Mały człowiek, duży strach, a po wszystkim będzie wielkie sprzątanie.

W tej części nie ma proroczych zdań dotyczących kolejnej odsłony Strajku Kobiet w rocznicę stanu wojennego. Zima to intra­per­so­nal­ny czas na odnalezienie siebie, nawet jeśli wcale się nie zgubiliśmy; na odkrywanie siebie, szczególnie wtedy, gdy nie zgu­bi­li­śmy się nigdy. Ten tom Muminków po­zwa­la z łatwością przetrwać ostat­nie naj­krót­sze dni w tym roku.

     — Widzisz — zaczęła. — Tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagu­bio­ne. […] tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy… Trzy­ma­ją się na uboczu cały rok. A potem, kiedy jest spokojnie i biało, i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym — wtedy wychodzą.

I Muminek ruszył przed siebie, wydeptując pierwsze ślady na moście i dalej, na zboczu góry.
     Były to ślady bardzo drobne, ale stanowcze, i wiodły prosto między drze­wa, na południe.

Potykając się i piszcząc, brnął przez śnieg. I nagle przestraszył się bardzo mroku i samotności.
     Musiał ten strach być gdzieś w pobliżu, od chwili kiedy Muminek obudził się w uśpionym domu, ale dopiero teraz pokazał się na dobre.
     […] Nie miał odwagi podnieść pyszczka znad śladów, które ledwie było widać w ciemności. Wlókł się dalej, popłakując cichutko.
     Aż nagle zobaczył światło.

Błyskawicznie wyskoczyła z pudła; zawahała się przez moment, po czym zdecydowała się na ciekawość, wolała być ciekawa niż przestraszona.

Wpadło się w coś zupełnie nowego i nikt nawet nie zatroszczy się i nie spyta, w jakim świecie żyło się przedtem. Nawet mała Mi nie ma ochoty porozmawiać o prawdziwym świecie.
     — Skąd można wiedzieć, który jest prawdziwy? — powiedziała Too-tiki z nosem przy szybie.

Wszystko jest bardzo niepewne i to właśnie mnie uspokaja.

Ktoś wynosi rzeczy z domu Tatusia.
     — To chyba tylko dobrze — rzekła Too-tiki wesoło. — Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz, i takich, o których marzysz.

     — Aha, więc jestem uratowany — powiedział z rozczarowaniem. — Że też wszystko, co emocjonujące, musi się zawsze kończyć, kiedy się już tego nie boimy i kiedy nareszcie mogłaby z tego wyniknąć dobra zabawa.

Wszystko to istniało, choć nikt nie wiedział dlaczego, i było się wobec tego zupełnie bezradnym.

     — Nie wiem, czy dobrze się stało — powiedział Muminek zaniepokojony.
     — Nie mogło się stać lepiej — odpowiedziała Too-tiki.

Być może mimo wszystko byli z sobą spokrewnieni. A krewni, którzy przyszli w odwiedziny, mogą nieraz zostać na długo. A jeśli to jest przodek, może zostać na zawsze. Kto wie?

Wymagało to trochę czasu, ale decyzja została powzięta. A decyzja to zawsze rzecz pożyteczna.

Tove Jansson, Zima Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Goście zaś nadzwyczaj cenili sobie długie, trochę prze­ba­ła­ga­nio­ne przedpołudnia, chwile, kiedy powoli robił się dzień, a oni opowiadali sobie, co im się śniło, i słuchali odgłosów z kuchni, gdzie Muminek przyrządzał kawę.

Nadchodziła wiosna, ale nie tak, jak ją sobie wyobrażał. Już nie ta, która uwolniła go od nieznanego i wrogiego świata, lecz wiosna, która była dalszym ciągiem wszystkiego, co przeżył, przezwyciężył i co sobie przyswoił.
     Chciał, aby wiosna była długa, aby jak najdłużej zachować nastrój oczekiwania.

     — No, proszę — powiedziała Mama Muminka, mrużąc oczy i patrząc w słońce. – Życie jest po prostu zachwycające.

     — Na przyszłą wiosnę muszę obudzić się przed innymi — powiedziała. — Żeby można było mieć spokój i robić to, na co się ma ochotę.

(tamże)

sobota, grudnia 12, 2020

4060. O światach

Kaan:
(dla Szpagacika przyjaciół tchnęła
w szmatki Duszę, a gdy skończyła, cyk
)

Jabłoń:
(zachwycona, że będzie tę Piękność tu mieć)
Muminki by ją pokochały.

     — Czemu nie mówiłaś mi tego w zimie – przerwał Muminek. – To by mnie pocieszyło. Kiedyś powiedziałem: „Tu rosły jabłka”. A ty na to: „Ale teraz rośnie śnieg”. Czy nie rozumiałaś, że ogarniała mnie melancholia?
     Too-tiki wzruszyła ramionami.
     — Wszystko trzeba odkryć samemu — powiedziała. — I również przejść przez to zupełnie samemu.

[…] czy kiedykolwiek będzie mógł jej opowiedzieć o swojej zimie tak, żeby to zrozumiała.

Tove Jansson, Zima Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

środa, grudnia 09, 2020

4057. Strajkowe czytanie (VII)

To właśnie cytat z tego tomu (zacny bardzo) spowodował mój powrót do Mu­min­ków. Polityczny w tym tomie jest tylko jeden fragment, choć nie ma w nim nic o pałkach teleskopowych:

Może jednak naprawdę coś się stało… — myślał Muminek, idąc wolno wzdłuż rzeki. — Są przecież Buki i policjanci.

Wstrząśnięta katolicką szczerością redemptorysty, informuję apologetów i świętujących urodziny toruńskiego biznesu, że Muminki polecają się bardzo:

     — Do nieba? — powtórzyła Mi. – Musimy iść do nieba? A jak się można stamtąd wydostać?

A reszta już po ludzku — zwykły dorosło-dzieckowy zachwyt. Należy ostrzec, że tego tomu lepiej nie czytać przed Bożym Narodzeniem w przypadku nasilonych trud­ności z więzami krwi — można wskutek lektury stać się brawurowo odważnym.

     – Tyle jest rzeczy, których się nie rozumie — szepnęła do siebie Mama Muminka. — Ale właściwie dlaczego zawsze miałoby się dziać tak, jakeśmy do tego przywykli?

     — A więc nikt nie będzie się gniewał, jeżeli przez resztę życia będę zapraszała tylko tych, których będę chciała? Chociaż to nie będą moi krewni?
     — Nawet pies z kulawą nogą — zapewnił Muminek.
     Na twarzy Filifionki ukazał się wyraz ulgi.
     — Jakie to proste! — zawołała. — Ach, jak cudownie!

     — A mnie się śniło, że miałam moc nowych krewnych — powiedziała Filifionka. — To byłoby okropne! Właśnie teraz, kiedy pozbyłam się starych!

     — Co masz zamiar z nim zrobić? — pisnęła Mi. — Powiesić go, ugotować czy wypchać?
     — Przestraszyć! — odpowiedział Włóczykij i mocniej przygryzł fajkę.

     — Słuchaj uważnie, co ci powiem — odezwał się Włóczykij.
     — Dobrze — odparł Muminek, czując, jak duch przygody przenika go, głośno łopocząc skrzydłami.

     — Ujdzie — powiedziała Emma. — Przerób teraz to wszystko na biały wiersz. I pamiętaj, że w porządnej tragedii w dawnym dobrym stylu wszyscy muszą być ze sobą spokrewnieni.

     — Wiem, że mam duże stopy — mruknęła Bufka z goryczą.
     — Ja tylko próbuję to jakoś wytłumaczyć — odparł Homek.
     — To kwestia odczucia — odpowiedziała Bufka. — Tego się NIE DA wytłumaczyć!

     — Grunt to spokój! Nie denerwujcie się — przerwała Emma z nieoczekiwaną wyrozumiałością. — Jakoś się to wszystko w końcu ułoży.

     — Czy masz wszystko, czego ci potrzeba? — zapytał Muminek.
     Włóczykij kiwnął głową potakująco.
     — Najzupełniej wszystko — powiedział.

Tove Jansson, Lato Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Właściwie żaden z nich nie miał ochoty rozmawiać. Jeszcze nie teraz. Czasu mieli dość; przed nimi było długie i pełne obietnic lato.

Słońce zaszło, lecz teraz, w czerwcu, nie mogło być mowy o prawdziwych ciemnościach. Noc była jasna, pełna marzeń i czarów.

(tamże)

czwartek, grudnia 03, 2020

4051. Strajkowe czytanie (VI)

Śmieszył, ale i umęczył mnie ten tom Muminków — tom, nie część, by powagę, wielkość i rodzaj męski (najważniejszy!) utrzymać. Męska megalomania, narcystyczny rys Tatusia Muminka, męska logika i opowieść, która przypomina lekcje historii wyjęte z polskiego kociołka edu­ka­cyj­ne­go. Wiadomo — historię tworzą (sic!) mężczyźni, kobiet w niej jak na lekarstwo. Tove wraz ze swoją partnerką musiały płakać ze śmiechu, jeśli Tove opowiadała Jej o pomysłach na kolejne rozdziały.

Rozmarzyłam się patriotycznie. Gdy narodowi faszyści będą tworzyć nowy, naj­pol­ski kanon lektur szkolnych, ta część Muminków znajdzie się wśród tych obo­wiąz­ko­wych. Musimy dokopać się do sarmackich korzonków Tove Jansson, bo czy można pięk­niej i prościej wyjaśnić zasadnicze pojęcia? Nie można.

Pojęcie: patriarchat i dlaczego to najlepsza forma stosunków społecznych — naro­dow­ców zaślepia pierwszy plan, ale najpiękniejsze jest… w tle — dlatego uwielbiam tę ilustrację:

Pojęcie: uczucia religijne, a dokładniej: precyzyjna lokalizacja ich obrazy — w ogonie (!) i pewnikiem dlatego mężczyźni mają tkliwsze uczucia religijne:

[…] a nagle poczułem, że coś bardzo ostrożnie skubie mnie w ogon. Każdy, kto ma ogon, wie, jak się dba o tę szczególną ozdobę i jak się błyskawicznie reaguje, gdy grozi jej niebezpieczeństwo czy obraza.

Pojęcie: feminizm i dlaczego jest on tak bardzo zły i straszny — małe rozumki boją się częściej niż duże, a bycie narodowcem zobowiązuje:

Pojęcie: gniew kobiet, że w porządnym katolickim kraju coś takiego nie ma prawa bytu:

     – Czy się gniewam? – zdziwiła się Mimbla. – Za co? Nie mam czasu się gniewać. Osiemnaście czy dziewiętnaście dzieciaków do umycia, położenia spać, ubrania i rozebrania, do nakarmienia, wysmarkania, pocieszenia i Buka wie co. Nie, młody przyjacielu, mnie jest zawsze wesoło!

Pozostałe, wybrane cytaty są o…  życiu i o nas, bo skoro możemy je przeczytać, to jeszcze mamy czego się nauczyć i z pewnością jesteśmy niemożliwi.

A ty, małe, naiwne dziecię, które w swoim ojcu widzisz poważną i pełną godności osobę, przeczytaj tę opowieść o przeżyciach trzech tatusiów i zapamiętaj sobie, że tatusiowie nie różnią się tak bardzo między sobą (w każdym razie nie za młodu).

     — Znowu kłamiesz – powiedziałem. – Wiem doskonale, że przychodzi się na świat w środku swojej mamy, tak jak pest­ka w jabłku.

Nikt się na mnie nie poznał ani nawet ja sam. Zauważyłem, oczywiście, różnicę między mną a innymi Muminkami. Polegała ona przede wszystkim na ich pożałowania godnej niezdolności do zastanawiania się i dziwienia.

Nie ma żadnej wątpliwości, że moim najsilniejszym atutem jest głowa. Cokolwiek bym robił, nigdy nikogo nie znudzę, po prostu nikt nie będzie się kwapił, by mnie oglądać aż do samego dołu, to znaczy do łapek.

To nowe uczucie wydało mi się jednak bardzo ciekawe i uznałem, że mimo wszystko jest ono chyba związane z moimi uzdolnieniami. Zauważyłem, na przykład, że gdy owładnie mną dostatecznie czarna melancholia, gdy wzdy­cham i gapię się na morze, robi mi się niemal przyjemnie. Bo jestem wtedy taki STRASZNIE godny pożałowania! To naprawdę fascynujące przeżycie.

     — Hm — zastanowił się Fredrikson. — A może wręcz przeciwnie, wszystko go obchodzi? Tak sobie, w miarę. Nas obchodzi wyłącznie jedno: ty chcesz być, ja chcę coś robić, mój bratanek chce mieć. A Jok tylko żyje.
     — E tam – powiedziałem. – Żyć potrafi każdy.

Jak to właściwie jest z tym waszym wychowaniem? Czy JESTEŚCIE w ogóle wychowani? A może urodziliście się już niemożliwi?

     — Przysięgam na mój ogon, że nigdy więcej nie będę nikogo ratował po ciemku! – zawołałem.
     — Za późno to mówisz – rzekł Jok. […]
     — Może Buka wróci – szepnął Wiercipiętek z nadzieją w głosie. – Albo ktoś inny, kto będzie na tyle miły, że ją zje. Wybaczcie! Czy to brzydko tak mówić?
     — Owszem – odparł Fredrikson. Lecz po chwili dodał z powagą: – Ale coś w tym jest.

Moje nerwy, moje rzeczy — wszystko w rozsypce… Ach, co za los!

Co wy za życie prowadzicie! Zmiany i przeprowadzki, i kręcenie się w kółko od rana do wieczora! Taka żywotność może być niebezpieczna. Przy­gnę­bie­nie mnie ogarnia na samą myśl o tych wszystkich, co pracują i mozolą się, i o tym, co z tego potem wynika. Miałem krewnego, który studiował try­go­no­metrię, aż mu wąsy odpadły, a kiedy już się wszystkiego nauczył, przysz­ła jakaś Buka i zjadła go. No i leżał potem w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością!

     — Sny to zawracanie głowy — odparła.
     — A skąd to wiadomo? – nie dawałem za wygraną. — Może Muminek, który mi się śnił, jest tym właściwym, a ten, który tu stoi, tylko się pani śni?

     — Z kim mam przyjemność? — zapytałem.
     — Fredrikson — odpowiedział właściciel uszu. — A kim ty jesteś?
     — Muminkiem — odparłem. — Jestem uciekinierem i urodziłem się pod niezwykłymi gwiazdami.
     — Pod jakimi? — spytał Fredrikson z wyraźnym zaciekawieniem, co ogromnie mnie ucieszyło, ponieważ po raz pierwszy ktoś zadał mi inte­li­gent­ne pytanie.

Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

W ciągu mojej długotrwałej przyjaźni z Fredriksonem dziwiło mnie często, że potrafi on uspokajać i przekonywać innych, nie mówiąc właściwie nic ważnego i nie używając górnolotnych słów. Nie jest to całkiem spra­wie­dli­we, żeby jedni tak umieli, a drudzy nie.

Głębokie zamiłowanie Fredriksona do maszyn było zjawiskiem, które nigdy nie przestało mnie zadziwiać. Był nimi urzeczony. Ja natomiast uważam je za coś obrzydliwego. Wprawdzie koło wodne jest sympatyczne i zrozumiałe, ale już zamek błyskawiczny przypomina świat maszyn i przez to samo wzbu­dza we mnie podejrzenia.

     — Czy to nie piękne?! — zachwalał zdenerwowany Wiercipiętek. — Malowałem w największym skupieniu. Całego siebie w to włożyłem.

Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

Zmierzch zapadał bardzo powoli i ostrożnie, jakby chciał, żeby dzień miał dosyć czasu na położenie się spać.

W nocy śpiewały nowe wiatry. I pachniało inaczej, pachniało odnową.

(tamże)

środa, grudnia 02, 2020

4050. 337/366

porzucona? nie. wolna!

337/366

Otwierały się nowe Niewiarygodne Możliwości, nastawał nowy dzień, w którym wszystko może się zdarzyć, jeżeli tylko ktoś nie ma nic przeciwko temu.

Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

sobota, listopada 28, 2020

4045. 333/366  // Perełka (I)

jest miłość, która nie życzy sobie nazywania swej natury po imieniu. nie daje się zamknąć w słowach, nie reflektuje na żadne deklaracje — po prostu jest.

są ludzie, z którymi spotkania karmią nią moją duszę.

333/366


Tove Jansson, Muminki, Wielki słownik obrazkowy, polsko-angielski, HarperCollins Polska, Warszawa 2019.

środa, listopada 25, 2020

4042. Strajkowe czytanie (V)

Dawno, dawno temu, trudno w to uwierzyć, ale troll to była fantastyczna istota wy­stę­pu­jąca w baśniach skandynawskich. Globalizacja pomieszała ludziom pojęcia i wartości, wskutek czego trolle (pasione na internetowej pożywce) to stabilny ele­ment skła­dowy rze­czy­wi­stości XXI wieku, w której liczby i fakty mylą się niektórym na­mięt­nie z opiniami i życzeniami.

Trzecia część Muminków — sprawdziłam, napisana w 1948 roku — jest prorocza! Przewidziała osobliwe postacie w polskiej polityce, przewidziała też… Strajk Kobiet:

     — Idź sobie, faskudny dziadu! – powiedziała Topcia.

     — Prawo pozostaje prawem – powiedział Migotek uroczyście. – Musicie być rzeczowi! Szczególnie biorąc pod uwagę, że Topik i Topcia nie widzą żadnej różnicy między tym, co słuszne, a co niesłuszne. Urodzili się już tacy i nic na to nie poradzą. Panie prokuratorze, co pan ma do powiedzenia?

Coś ty zrobił, że te miłe Hatifnatki stały się takie wojownicze?

Czytanie Muminków na „dorosło” bawi mnie bardzo. Z niebywałą łatwością (co chwi­lę! pra­wie w każ­dej sce­nie) odnajduję w sobie Włóczykija i Piżmowca. W kwes­tii myślników i zawieszek mam upierdliwą naturę Paszczaka. I zachwycam się, że wo­kół mnie tyle Czarodziejów. Uśmiecham się mało skromnie — też nim czasem bywam.

Kiedy Piżmowiec dał już wyraz swej zadziwiającej mądrości życiowej, wycofał się na swój hamak, aby powrócić do lektury dzieła „O nie­po­trzeb­ności wszystkiego”.

     — Ta Buka chce im odebrać kuferek — powiedział Paszczak.
     — Co za potwór! — oburzyła się Mama Muminka. — Odebrać im jedyną rzecz, jaką posiadają!
     — Tak, to prawda – przyznał Paszczak. — Ale jest coś, co komplikuje całą sprawę. Wygląda na to, że jest to kuferek Buki.
     — Hm… — zastanowiła się przez chwilę Mama Muminka. — To rzeczy­wiś­cie pogarsza sprawę.

Wszczęto gorączkowe poszukiwania. Tylko Piżmowiec odmówił udziału w nich.
     — Ze wszystkich niepotrzebnych rzeczy — powiedział — torebki są najbardziej niepotrzebne. Zastanówcie się tylko. Czas płynie i dni mijają zupełnie tak samo, niezależnie od tego, czy Mama Muminka ma torebkę, czy nie.
     — To jest ogromna różnica – powiedział Tatuś Muminka. […]
     — Czy dużo rzeczy w niej było? – zapytał Migotek.
     — Nie — odpowiedziała Mama Muminka. – Tylko to, co nagle może się okazać potrzebne.

     — Pytałeś o plany? — odezwał się znów Muminek. — Czy sam masz jakieś?
     — Tak — odparł Włóczykij. — Mam plan. Ale wiesz, jeden z tych samotnych.

     — Nie mogę — odpowiedział Czarodziej z żalem. — Mogę tylko spełniać życzenia innych i sam przemieniać się w różne rzeczy!

     Mama Muminka zawahała się trochę.
     — Czy to mają być rzeczy, które widać — spytała — czy mogą to być myśli i pojęcia, jeśli mnie pan dobrze rozumie?
     — Oczywiście — odpowiedział Czarodziej. — Z rzeczami, ma się rozumieć, sprawa jest łatwiejsza, ale mogą być także myśli i pojęcia.
     — W takim razie pragnęłabym bardzo, żeby Muminek przestał tęsknić za Włóczykijem – rzekła mama.
     — Nie wiedziałem, że to po mnie widać — powiedział, czerwieniąc się, Muminek.
     Ale Czarodziej machnął tylko parę razy połą swego płaszcza, a melancholia wyfrunęła natychmiast z serca Muminka. Tęsknota jego przemieniła się w oczekiwanie, a z tym było mu znacznie lżej.

     — Czy bardzo straszna? – zapytał Paszczak.
     — Mniej więcej jak stąd do drzwi albo nawet jeszcze trochę więcej – odparł Włóczykij. – Jeśli ci to coś mówi, oczywiście.
     — Nie, przeciwnie – odparł Paszczak. – Zacznij opowiadać, to ci powiem, w którym miejscu zacznę się bać.
     […]
     — Czuję, że już niedługo będę się bał – przerwał mu Paszczak. – Opo­wia­daj ostrożniej, proszę cię.

Tove Jansson, W Dolinie Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Teraz chłodna jesień wkroczy do Doliny Muminków. Bo ina­czej jakże mogłaby znowu przyjść wiosna?

(tamże)

poniedziałek, listopada 23, 2020

4037. Strajkowe czytanie (IV)

Muminki to lektura wywrotowa. Niedługo cały cykl trafi na indeks książek za­ka­zanych, bo Ryjek jest lewakiem i protestował bo domem wodza, wykrzykując:

     — Ach, ten orzeł i jego orzełki! — rozzłościł się Ryjek.

Ryjek był taki zmartwiony i zły, że zapomniał się bać i dopiero w środku lasu przypomniał sobie o strachu.

Muminki to lektura dość dobrze obrazująca jakość polskiej polityki, gdzie o ko­bie­tach debatują mężczyźni w spodniach i sukienkach. Niestety płaszczaków, błasz­cza­ków i bigotów Paszczaków i Migotków, którzy pouczają, jest zatrzesienie.

[…] dwa razy Paszczak pokłócił się z Migotkiem na temat czegoś, na czym żaden z nich dokładnie się nie znał (twierdzili, że dyskutują, ale wyglądało to raczej na kłótnię).

A może to wszystko to tylko luźne skojarzenia uzależnionej od publicystyki na od­wy­ku trzeci tydzień. Umówmy się jednak — jak strajkowe czytanie, to strajkowe. Medium społeczne, niewzruszone, wciąż proponuje mi strony sympatyków PiSu – algorytmy zgłupiały albo mają wciąż problem z prawidłowym przetwarzaniem słowa: wypierdalać!

     — Czy dobrze pamiętacie, że to wszystko robicie na własne ryzyko? — spytał Ryjek.
     — Jasna rzecz — odparł Muminek. — Wiemy o tym. Możesz być całkiem spokojny.

     — Robisz to na własne ryzyko — zawołał za nim Ryjek. — Nigdy nie wiadomo, co tam można zobaczyć w głębi!

     Piżmowiec prychnął.
     — Pani nie wie, o czym ja mówię — rzekł. — Nie czuła pani ostatnio czegoś dziwnego w powietrzu? Nie ma pani jakichś przeczuć? Nie łazi pani czasami coś po plecach?

     — Dłuższe kroki! — pouczał. — I spokojnie. Nic nie trzeba myśleć. Tylko wyczuwać!

     — Co z wami?
     — Ja chyba jestem tutaj — odparł najmniejszy cień. — O ile to jestem ja, a nie jakiś nieszczęsny śmieć przygnany wiatrem. MÓWIŁEM, że wszystko to robicie na własne ryzyko!

     — Jak tu pięknie! Pięknie i okropnie zarazem — rzekł Włóczykij. — I ta świadomość, że nikt tu nigdy nie był przed nami…

     — Wyglądają na zbyt nowe – rzekł Włóczykij z niepokojem. – Nie ma starszych?
     — To są chyba najstarsze spodnie, jakie mam — wyjaśniła starowinka. — Na pewno jutro zrobią się jeszcze starsze — dodała zachęcająco, patrząc na Włóczykija znad okularów.
     — No dobrze — rzekł się Włóczykij. — Pójdę za dom i przymierzę je. Ciekaw jestem, czy mają mój kształt. — I wyszedł do ogrodu.

     — Wiem. Wszystko staje się trudne, kiedy się chce posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, a odchodząc, staram się zachować je w pamięci. I w ten sposób unikam noszenia walizek, bo to wcale nie należy do przyjemności.
     — Ale ja je mogłem trzymać w plecaku – odezwał się Ryjek ponurym gło­sem. – Co innego jest patrzeć na rzeczy, a co innego dotykać ich i wie­dzieć, że są moje.

     — Zwiewa nas w stronę domu! — krzyknął Muminek. — Całe szczęście, że wiatr wieje w dobrym kierunku!

     — Czy możesz zorganizować nam tę przeprowadzkę?
     […]
     — Spróbuję — odparł poważnie. — Ale wpierw musicie mi dać zeszyt w krat­kę albo w linie, pióro, calówkę i plan groty z lotu ptaka, ze wszyst­kimi wymiarami dokładnie oznaczonymi. Potrzebuję też spisu wszys­tkich waszych rzeczy. Narysujcie trzy gwiazdki przy tych rzeczach, na których najbardziej wam zależy, dwie przy tych, o które tylko trochę dbacie, i jedną gwiazdkę przy tych, bez których możecie się obyć.

Tuż przed północą cyklon stracił rozpęd i zaplątał się sam w sobie.

Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

niedziela, listopada 22, 2020

4035. 327/366

pracuj z tym, co jest. pracuj tam, gdzie jesteś. trzecia pięć nad ranem to może być pęczek pięknych chwil, odkryłam.

327/366

Po kilku minutach, które wydawały się wiecznością do jakiejś tam potęgi, zapanowała głucha cisza. Nasłuchiwali dobrą chwilę, ale na dworze rzeczywiście było cicho.

*

     — Boję się! — zawołała Panna Migotka. — Trzymaj mnie za łapkę!…

Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

4034. Strajkowe czytanie (III)

Gdy Ministerstwo Kultu (dawniej Kultury) postanowiło pandemicznie wspomóc arty­stów, pomijając Artystów i Teatry, napatoczyłam się na przepiękny cytat z Mu­min­ków. Dwa dni trwało odnalezienie go w odmętach medium społeczno­ścio­we­go i mam! Zgrzytnęłam i by go tu mieć, musiałam ukryć błędy (przykryte czerwonymi trójkątami), bo są takie błędy, których nie toleruję, szczególnie gdy robią je ludzie czy­ta­ją­cy książki bardziej niż mniej.


[dostęp: 21.11.2020], źródło.

Gdy natknęłam się na ten cytat, zapragnęłam wrócić do Muminków, do wszy­s­tkich części cyklu (w tle ilustracji powyżej: grafika z pierwszej części). Powrót jest (bo trwa) cudowny i zabawny. Z pierwszej części dowiedziałam się, że każda porządna mama — do takich należy z pewnością Mama Muminka — powinna mieć w toreb­ce… korkociąg. W tej części zwierzaczek jeszcze nie ma imienia i nie ma­ru­dzi, i nie grozi.

W ciemności, jak wiesz, wszystko wygląda groźniej.

Poszli więc dalej, zapuszczając się coraz głębiej w ciszę i ciemność.

     — Dokąd poszedł? — zapytała Mama Muminka. — Mówił coś specjalnego? Gdzie może teraz być? Jak się czuł?

Cały dzień szli przez ukwiecony krajobraz, który Muminek byłby chętnie zbadał na własną rękę, ale Mamie spieszyło się i nie pozwoliła mu się zatrzymywać.

     — Ciekawe, co on zgubił, bo wydaje się jeszcze bardziej zły niż Paszczak.
     — Bezczelny dzieciaku — rzekł marabut, który miał dobry słuch. — Gdybyś miał kilkaset lat i zgubił okulary, też byłbyś niezbyt zadowolony
.

I mieszkali potem w tej dolinie przez całe życie, nie licząc kilku wyjazdów potrzebnych im dla odmiany.

Tove Jansson, Małe trolle i duża powódź, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

wtorek, sierpnia 29, 2017

2534. Dzień 4.

Onemu:
Wypoczywasz? :)

Sadownik vel Pan Ciasteczko na urlopie:
(odpisuje)
Tak. Właśnie wtargałem panienki do Ogrodu Bajek :)

Onemu:
O cholera!!! Uważaj!
Jeszcze któraś z bajek się spełni!

Sadownik:
Byle nie ta o żabie,
jedną księżniczkę już mam :)

Onemu:
:)

*

Jabłoń:
(piała z zachwytu nad postaciami kochanymi,
nie nad kiczem okrutnym, i zdjęcia kazała robić
)



(fot. Sadownik)

7 680 m (w świetnym tempie)

*

Za tempo, za zawzięcie, za radość stawiania każdego kroku — ¡el reksio!


Yo tengo treinta y cuatro reksios: