Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nobile… Nike. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nobile… Nike. Pokaż wszystkie posty

niedziela, czerwca 13, 2021

4274. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#2)

W niepamięć krawężnik bym posłała. Dałam radę, objechałam, do bez­kra­węż­ni­ko­we­go wejścia dojechałam. Nie byłoby o co kruszyć kopii, ale tego samego dnia zda­rzy­ło się oficjalne ogłoszenie nominacji i przelało mi się.

Mój Faworyt! Oczy przecierałam ze zdumienia. Jubileusz 25-lecia przyznawania Literackiej Nagrody Nike i… Z tej okazji?

25-lecie Nike to 25% nominacji dyskryminujących potencjalnych Czy­tel­ni­ków ze względu na ich stan zdrowia. Tylko pogratulować!

nominacje/dyskryminacje Nike 2021

Jak to możliwe? A tak to! Z dwudziestu nominacji, książek wydanych w roku 2020, pięć (do dnia 10.06.2021) nie ukazało się w wer­sji elektronicznej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko to, że samo­dziel­nie nie zapoznają się z nią osoby niewidome i słabo­wi­dzą­ce (papieru nie przeczyta automat do czytania ibuków, nie ma też możliwości po­więk­sze­nia czcionki) oraz ludzie tacy jak ja, dla których przewracanie pa­pie­ro­wych kartek i obsługiwanie książki dwoma dłońmi oznacza zbyt wymagające ćwi­cze­nie re­ha­bi­li­ta­cyj­ne, a nie przyjemność czytania.

Ile realnie nominowano książek do Nike w tym roku? Prawidłowa odpowiedź brzmi: piętnaście i ani jednej więcej. Smaczku dodaje fakt, że za 60% z pięciu, wyłącznie papierowych, nominowanych pozycji odpowiedzialna jest jedna instytucja pu­bli­czna — koń śmiał się rzewnymi łzami — dumna z nominacji. Ciekawe, czy jest dumna z tego, że dyskryminuje?

Na wiki przeczytamy: celem [nagrody] jest promocja polskiej literatury współ­czes­nej. By być uczciwym, należy dodać: oraz promocja dyskryminacji ze względu na stan zdrowia.

Sadownik, chcąc poskromić moje wzburzenie, zapytał: ilu kulawych czyta książki nominowane do Nike? Ja, awruk, czytam, i nie tylko te nominowane. Prawidłowo zadane pytanie brzmi: ilu ludzi chcielibyśmy zaprosić do czytania książek no­mi­no­wa­nych do Nike i dlaczego oczywistym jest, że OzN powinni mieścić się w tej grupie?

Moje oczekiwania? Aby fundatorzy Nagrody, co im ewdentnie umknęło, uwzględnili fakt istnienia OzN i w ramach przeciwdziałania wykluczeniu ludzi, wy­klu­czy­li no­mi­no­wa­nie książek, których nie może przeczytać samodzielnie każda zainte­re­so­wa­na nimi osoba władająca językiem polskim. Na dzień dzisiejszy fundatorzy, jury i sama nagroda — z premedytacją pisani małą literą — są niczym krawężnik z logo Nagrody Złota Siekiera — zapraszają, jednocześnie komunikując niektórym: spierdalaj.

To ostatni na tym blogu wpis ze znacznikiem nobile… Nike, bo nagroda Nike nie jest dla mnie już nobile.


Złota Siekiera 2021

wtorek, grudnia 08, 2020

(4055+1). Czarne piękno

Czarne koty nie mają dobrego piaru STOP. Czarne psy z  powodu swojego umasz­czenia mają o 50% mniejszą szansę na adopcję, gdy trafią do schroniska STOP. Czarne myśli zostaw sobie na czarną godzinę STOP. Czarna rozpacz w czarnej dupie naprawdę za nic ma poprawność polityczną STOP. Czarna owca to jedna z cie­kaw­szych fuch w rodzinie STOP. Czarnym koniem swego życia bądź STOP! I nigdy nie mów mi, że nie lubisz czarnych ptaków.

Ten gawron prawie dwa miesiące czekał. Z jesieni zrobiła się zima. Chcesz czekać do wiosny? Na co? — zapytał dostojnie. Piękny ptak! Czarny STOP. Kocham majestat monochromatycznych ptaków STOP.


fot. Saxifraga, fragment.

Jeżeli czarną nocą czarny kot przebiegnie ci drogę, to nie ma nieszczęścia i wszystko się dobrze zaczyna.

*

Myśli są najbardziej zastanawiającym stanem, jaki towarzyszy czło­wie­kowi. Zawsze przychodzą w najmniej odpowiednim momencie i nie mogą się odczepić. Bardzo często dla świętego spokoju się je zapisuje, żeby nie oszaleć z zamyślenia.

*

Ludzie dzielą się między sobą myślami i część z nich traktują jako własne, a drugiej części nie rozumieją, dlatego też komunikacja dla nas jest rzeczą konieczną, ale niemożliwą.

*

Człowiek jest zły na cały świat, jeżeli coś nie idzie po jego myśli. Dlaczego w takim razie nie jest zły na swoje myśli?

*

Myśli najlepiej zostawić dla samego siebie. Jest coś, co mam na zawsze i nikt mi tego nie odbierze — wolność milczenia.

*

Ponieważ życie jest krótkie, warto uzyskać odpowiedź na chociażby jedno pytanie. I nawet jeżeli odpowiedzią jest ciągle ta sama cisza, to w którymś momencie uda się ją zrozumieć. Mądrość przychodzi tylko w momentach, kiedy się do niej nie przyzwyczajamy.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

4055. Samo gęste

Od premiery byłam zachwycona przesądem zawartym w tytule, ale nie było takiej możliwości, by ibukowa sknera we mnie wydała na elektroniczną wersję książki trzy i pół dyszki — absurd ma swoje granice. Polowałam na nią ponad rok i w piątek udało się. W niedzielę było po książce pomimo dobrowolnie narzuconego reżimu wolnego czytania.

Zachwyt absolutny. Żelazna dziecięca logika porównywalna do tej z fantastycznej książki pt. Życie przed sobą, tylko zdecydowanie gęściej stosowana, to znaczy: na każdej stronie! Ibukosnerze zmyłam głowę, bo przez jego umiłowanie do sporto­we­go polowania na ceny „nie wyższe niż” prawie mnie ta książka ominęła. Ale upolo­wa­łaś! — bronił się padalec. Ale późno! — nie dawałam za wygraną, wiedząc, że z damską logiką koleś nie ma szans, z moją logiką (jak z każdą indywidualną logiką) mało kto ma jakiekolwiek szanse — w końcu z człowiekiem nawet osioł nie wygra.

Podobno Autorowi dostało się od wielbicieli kotów (nie tylko czarnych), od bie­ga­czy, od Kościoła. Że ten ostatni ma upadłe nie tylko morale, wiedziałam, ale o wiel­bi­cie­lach kotów i biegaczach zdanie mam jak najlepsze, więc pozostałam w za­dzi­wie­niu. Gdyby tylko dorosły człowiek był w stanie przejrzeć się w dziecięcej logice, która z łatwością i niebywałą precyzją namierza absurdy dorosłych idei, świat, w którym przyszło nam żyć, byłby troszkę lepszy. Bóg nie obraził się, dobrze się bawił — założę się. Cytaty cedziły się dwa dni i nijak nie może być ich mniej — Bóg nie pomagał, zajęty był prawem i sprawiedliwością.

Durnota jest prywatną własnością każdego człowieka i każdy kiedyś za nią beknie. Jedni bardziej, inni mniej.

Przyjaźń podobno zostaje na zawsze, jednak miłość, kiedy się jej nie pielęgnuje, mija i zamienia się w coś, czego nie można zobaczyć, nie można poczuć i nie można ponownie rozpalić.

Większość decyzji, które podejmują ludzie, jest albo zła, albo racjonalna. Ale co zrobić, kiedy życie podejmuje decyzje za nas?

Każdy ma jakiś defekt, z którym trzeba żyć i przez cały czas zamieniać go w zalety.

     — Panie Boże, da radę coś zrobić z moim strachem?
     — Nie.
     — Prawdę mówiąc, myślałem, że wymyślisz coś, co mnie zaskoczy, zawsze to robisz.

Żeby poznać prawdę, bardzo często trzeba ją podzielić na drobniejsze części.
     Umarł albo nie umarł.
     Wróci albo nie wróci.

     — I co, żyjesz?
     — Tak.
     — To dobrze, postaraj się zapamiętać ten stan na dłużej!!!

Ci, którzy nie wierzą w Boga, i tak nie chcą sprzedać swojej duszy diabłu. Zawsze mnie to dziwi, bo po co komu coś niepotrzebnego. Pieniądze dają szczęście przynajmniej w chwili, w której je mamy. Skoro dusza nie jest ci do niczego potrzebna, to po co ją trzymać?

Jesteśmy zwykłymi głupkami, bo przyzwyczajenie powoduje obojętność wobec rzeczy, które są naprawdę fascynujące.

Przyjemność jest jak chodzenie tyłem, ale w dobrym kierunku. Ciągle patrzysz na ten sam piękny widok i nie musisz się martwić, że coś się zmienia. Przyjemność to bardzo ryzykowna sprawa.

Dzięki wszystkiemu, co zdarza się nam w życiu, uczymy się bardzo ważnych rzeczy.

Pewnie nikt nie zadał sobie pytania, dlaczego węże nie idą prosto do celu, ale i tak zawsze go osiągają.

Kiedy już się osiągnie podstawową lekkość ducha, to można wszystko. Jednak czasami przychodzą takie dni, kiedy lekkość ciąży i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić.

Zawsze jest tak, że kiedy wszystko uporządkuję w głowie, to następnego dnia mój porządek przestaje być aktualny i staje się chaosem. Po­rząd­ko­wa­nie jest głupim przyzwyczajeniem, prowadzi tylko do tego, że spokój roz­trzas­ku­je się na mniejsze kawałki, które później — w nerwach — trzeba poskładać z powrotem.

Ciężko jest być bezsilnością innych ludzi.

     — Dawno cię nie widziałem.
     — Jak to, przecież siedzimy obok siebie?!
     — Ale patrzymy przed siebie.
     Miło jest pogadać z kotem, bo bardzo często wiadomo, jaka będzie odpowiedź na pytanie. Przed nami jest ciemność.

W Boga zaczyna się wątpić, kiedy się patrzy na ludzi.

Ludzie rozchodzą się nie wtedy, kiedy popełniają błędy, ale kiedy kończy się im cierpliwość do swoich słabości.

Dzieci rozmawiające o dorosłych stają się z miejsca głupsze o połowę, a te, które mają na wejściu tylko połowę mądrości, nic nie mówią, bo musiałyby bez mózgu wracać na kolację.

Dzięki religii wiemy mniej o życiu, a więcej o uczuciach. Dzięki religii wiem, co to jest wstyd i złość.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

Każdy może znaleźć tyle, ile jest w stanie zauważyć.

Krowy nie rozumieją, dlaczego ludzie chodzą do szkoły. Nie rozumieją, że ludzie jako jedyny gatunek na Ziemi nie potrafią nic nie umieć i dzięki temu nigdy nie są w stanie zmądrzeć.

W szkole nie ma Boga, bo jest za duże zamieszanie i starsze osoby od tego boli głowa, i muszą w kółko krzyczeć, żeby było cicho. Bóg krzyczy bardzo cicho.
     — Kochane dzieci, sprawdziłam wasze wypracowania. Nie postawiłam jednak żadnych ocen, bo najpierw muszę się dowiedzieć, kto od kogo ściągał.
     Ja od nikogo nie ściągałem, bo nic nie napisałem. Akurat wczoraj nie miałem bladego pojęcia, kim chciałbym zostać.

Coraz częściej zauważam, że do szkoły chodzą ci, którym nic nie wchodzi do głowy, bo są uczeni przez ludzi z tą samą pustką w głowie.
     — Dlaczego nic nie narysowałeś na tej kartce?
     — Narysowałem — odpowiedziałem bardzo uprzejmie pani nauczycielce.
     — Ale przecież nic na niej nie ma.
     — Jest na niej coś tak dużego, że nie mieści się na kartce […] .
     — A co to jest?
     — To jest fragment nieskończoności.

     — Jak uważasz, synu?
     — Bóg jest dobry, Szatan jest dobry, ale z innymi rzeczami to różnie bywa.
     I cała sprawa skończyła się w kącie. Nawet nie miałem szansy wyjaśnić, że miałem na myśli kota.

     — Może to się siostrze wydać dziwne, ale wiem, kiedy umrę.
     — Kiedy?
     — Kiedyś.
     Ciekawe, że bardziej ją ciekawiło, kiedy to nastąpi, a nie skąd o tym wiem.

Gdybym zawsze chodził w jakimś określonym kierunku, to nie mógłbym dojść dokądkolwiek, a bardzo to lubię.

(tamże)

wtorek, grudnia 01, 2020

4049. Perełka (V)

Zaczęło się w zeszłym tygodniu całkiem niewinnie od rozmowy o matkach. Ro­zmo­wa o matkach z krwi i  kości niewinna całkiem? — pani raczy żartować, Jabłonko! Matka to temat niełatwy. Matka to w jakimś sensie temat na całe życie. Relacja z matką to odrębna galaktyka, to podróże, po których czasem (?) długo się do siebie dochodzi (i vice versa?).

Ścieżka nieśpiesznie we mnie pracowała, Tatuś Mu­min­ka męczył mnie ciut swoim narcyzmem, a czytać się chciało. W sobotni wieczór przypomniało mi się: od ponad pół roku czeka na mnie książka, którą mi poda­ro­wano.

Pamiętam, że dwie audycje na temat tej książki mnie zmęczyły, nie dałam rady ich wysłuchać (sprawdziłam je po przeczytaniu tej książki — wysłuchałam, ale nie było warto). Ta pamięć mnie powstrzymywała bardzo skutecznie.

Powstrzymywała mnie zupełnie niepotrzebnie, bo to piękna książka. Tak, boli. Boli niewyobrażalnie. Bebeszy. Zatrzymuje. Mierzy z bliskością, której być może nigdy nie nazwalibyśmy bliskością.

Rodzina jest najważniejsza. Chociaż nie nasza. A czasami to ja jestem naj­gor­sza. Gorsza od babki, ciotki, a nawet od ojca. Jesteś taka sama jak twój ojciec. Mam coraz więcej lat. Wiem, jak odpyskować. Bo jestem py­ska­ta, naburmuszona i przemądrzała.

Babcia jest bogata, bo zawsze jest u niej coś do chleba.

Jakże przecie nie ulec starszej nieco — bo od szesnastu do czterdziestu pięciu lat — kobiecie, która twierdzi, że jest z nami spokrewniona, i uwodzi nas sło­wami:
     — To ja cię urodziłam, dupę ci podcierałam, a ty tak mi za to dziękujesz?

Matki, jak czarni bohaterowie, wymagają czułości.

Nie, nie pamiętam, co mówiłam. Ale pamiętam jak. Rozmawiały dwie dorosłe kobiety. […] spotkałyśmy się na chwilę bez tych zależności. Byłam taka szczęśliwa, rozmawiając z nią w ten sposób.

Czy przez siebie umierała? Czy przeze mnie? A może przez kogoś innego? Czy przez papierosy? Czy przez płuca? Czy przez większą już ciekawość tamtego świata niż tego? Czy przez brak lekarstw na rozsianego raka drobnokomórkowego płuc?

Byłam twoją córką, więc cię wymyśliłam jako matkę.

Wyznanie — decydująca stawka w terapeutycznym działaniu.
     Ten, kto wyznaje, ryzykuje, że może ponieść jakieś konsekwencje swojego oświadczenia.
     Wyznanie obliguje do słuchania, czyni z odbiorców zakładników prawdy.
     Wyznanie przestało być aktem prawdy, to raczej narcystyczny spektakl.
     Powiedzieć coś niedobrego o swojej matce to zawsze wyznanie, to zawsze nas, córki, wiele kosztuje.

To nieprawda, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Nigdy nie byłam tak słaba jak teraz.

Kiedy w końcu zacznę myśleć te myśli nie do pomyślenia?

W wieku od dwóch do pięciu lat dzieci poznają pojęcie śmierci, ale nie ro­zu­mie­ją, że jest nieodwracalna. Kiedy umiera matka, następuje powrót do tego etapu. Bo odwracalność śmierci odbywa się w snach, w prze­ję­zy­cze­niach, w gestach nieznajomych. Wróciła. Wróci.

     — W życiu bym tego nie włożyła!
     — A po życiu, mamo?
     — Tym bardziej nie.
     Może jednak wcale tak nie było.

W fazie piątej zanikają resztki świadomości. Ten etap trwa od trzech do pięciu minut. Najdłużej utrzymuje się słuch. […]
     Uważajcie na słowa przy świeżo zmarłych!

Wszystko, co się wydarzyło między mną a matką, wy­da­rzy­ło się na wieczność, teraz już to wiem. Choć to zdanie topi się we własnej głębi.

To, że miałam taką trudną matkę, to najlepsze, co mi się w życiu przy­tra­fi­ło. To, że była w moim życiu przez ponad trzydzieści lat. Czasem zwy­czaj­nie się z tego cieszę. I za to dziękuję.

Tymczasem wszystko jest naraz w tej nieobecności: smutek, złość, strach i emocje złożone: tęsknota, miłość, nie­do­wie­rzanie.

Gdy upada złudzenie nieśmiertelności matki, pozostają mi jedynie złudzenia optyczne.

Nigdy nie powiedziałam o niej „stara”. Tylko że się stara. To mówiłam wiele razy. Tak bardzo się starała. Jak to matka. Tyle że bardziej.

Mira Marcinów, Bezmatek,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

To moja matka zapisała mi miłość do życia, myloną – tak u niej, jak i u mnie — z fascynacją mężczyznami. I kobietami. Przynajmniej w moim przypadku. Tego o niej nie wiem. Czy moją matkę też pociągały kobiety? Jak to sprawdzić?

(tamże)

wtorek, grudnia 24, 2019

3617. Za oknem deszcz

Pogoda nie rozpieszcza świątecznie. Dobre myśli, w formie niskich i ociężałych lotów, ryją w błocie. Anioły (z powodu przemoczonych skrzydeł), zadziwione swoim opadaniem, mierzą się z pytaniem: czy nie są już przypadkiem upadłe?

Na swojej wirtualnej półce szukałam książki, z której bardzo konkretny wiersz chciałam wyjąć i… odkryłam, że jestem właścicielką tomiku, którego, nie wiedzieć czemu, jeszcze nie czytałam. W taką pogodę… tylko poezja daje radę, więc klik, klik.

Ten tomik nie poprawia pogody. Zatrzymuje i dotyka ran. Nie daje nadziei, ale leczy. Szturcha sens, by ten wziął głęboki oddech. Wigilia po tych wierszach będzie miała inny smak. Z bezbronnymi będę przy jednym stole. Na chwilę, która nigdy już nie wróci (wiem), a wydarzy się dopiero za cztery godziny.

Nawet nie wiem
czy to historia nas stworzyła
czy my stworzyliśmy historię.
Czy jesteśmy tylko echem
czyjegoś innego serca
.

*

Trop w trop za sobą.
Całe życie na polowaniu
.

*

Spotykamy się po latach
z planami na przyszłość
.
 
Tyle z nas zostało?
Pytają zmieszane.
 
[…]
 
Niektóre z nich umarły.
W kilku wypadkach
doszło do rękoczynów
z losem
.

[…]

Teraz
są jak wahania walut
na nerwowych giełdach.
Chwytają ciężko
oddech
i mają smak huraganu
.

*

Życie
dotkliwy środek zapobiegawczy
wobec śmierci
.

*

Odwaga żyje z niebezpiecznych chwil.
Zawsze była dzielna i nieustępliwa
.
[…]
 
Jeździła z nami na wakacje.
Miała zawsze na oku
kontuzje okaleczenia rany.
Potem skakaliśmy ze skał prosto do nieba.
Już na własny rachunek. Ryzyko zacierało ręce
.

[…] 
 
Dzisiaj coraz częściej popada w stres.
Nocami zasypuje nas gradem pytań.
Rzęzi jak wściekły silnik i ma lęk wysokości
.

*

Samotność nie ma ciała.
Nawet kiedy nas obejmuje
.

*

Miękka flanela
dzieciństwa
kiedy Absolutny Czas Newtona
nie zawracał nam głowy.
 
Uczyliśmy się liczyć.
Dodawaliśmy
niepiśmienne jeszcze
palce.
 
Odejmowanie
należało już do umarłych.
 
Pamiętasz pewność siebie
?

*

Młodość. Owoce szczęścia
nie obrane jeszcze z łup
.
Starość należy do starych.
Byliśmy tacy jak oni.

*

Odwiedziny umarłych
wypadają zawsze
w niefortunnych godzinach.

Właśnie wychodzimy do kina.
Na dyskotekę. Do supermarketu.

A oni przynoszą fragmenty
murów. Kawałki blachy.
Zwinięte w bólu druty.
I mówią zakłopotani:
Śmierć to przecież samo życie…

I co z tym zrobić.

Rozbieramy się.
Robimy kawę.
Wyciągamy butelkę bourbona
i patrzymy sobie
prosto
w przepaść
.

Ewa Lipska, Czytnik linii papilarnych,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

KILKA SŁÓW
O KSENOFOBII

Kojarzy się z obżarstwem języka.
Ze spasioną nienawiścią. Tłustą nudą.
Z poruszającymi się gąsienicami
makaronu. Z kakofonią polityki.

Jest jadem niestrawionych zdań.
Gęstym ciastem przesądów.
Z łakomstwa wybiera przepisy
na słodkie ciasteczka wojny.

Na forach internetowych
zostają po niej mdłości
.

(tamże)

niedziela, grudnia 15, 2019

3598. Piękno i już (I)

     — naprawdę gryzdolisz po książkach?
     — naprawdę… tak, gryzdolę, ale tylko po swoich
.

*

Fakt istnienia błysków wyjęłam z tej książki. Z niej dowiedziałam się również, że pani Julia Hartwig nigdy nie pisała po książkach. Chciałam uwzględnić naturę Autorki i nie gryzdolić, ale emocje, poruszenie i zachwyt wzięły górę. Mój egzemplarz jest pogryzdolony i już. Pogryzdolony, nim zatrzymałam ten „grzech” w pikselu, by nie musieć przepisywać.

A błyski? Zachwycające! Są teraz dla mnie ukochaną formą literacką.

BŁYSKI to ślady codziennej krzątaniny umysłu, z której poezja chce się wydobyć na strzelistą drogę wiersza lub poematu prozą.

*

Co mam zrobić z tym bogactwem, którego nie zdążę wykorzystać?
     I jak opłakać mam bogactwo, które zmarnowałam
?

*

Kto staje między mną a słowem? Między wydarzeniem a opowieścią o wydarzeniu? Między wzruszeniem a skamienieliną? Między zielenią a słowem zieleń?

*

Mówić poważnie — to nierzadko już poezja. Albo żartobliwie — to też bywa poezja. Nie umiesz jej określić, ale dobrze wiesz, kiedy jest.

*

To, co zadziwia nas swoją odkrywczością, co przejmuje nas drżeniem, zachwytem lub zgrozą, rodzi się z niczego, z pioruna lub z szaleństwa.

*

Jesteś władcą.
     Jakiego królestwa? Uprzytomnij to sobie
.

*

*

Podobno kwiat drży, kiedy zbliżamy się do niego z nożem.
     Więc tak długo trzeba było czekać, by nauka potwierdziła jedność świata i ludzi, drzew, kwiatów i minerałów, głoszoną w ewangelii romantyków
?

*

Chłopak, który zawiązuje dziewczynie sznurowadło. Kobieta, która poprawia mężczyźnie krawat.
     Ile czułości
!

*

W każdym z nas jest coś z wiejskiego proboszcza.
     Nie przestajemy ganić, chwalić, jakbyśmy obdarowani byli zawsze łaską przekonywania
.

*

Pył miłości pył smutku pył zapomnienia
I nagle błyskawica oczyszczająca to wszystko
I ukazuje się zielona gałąź jak ramię Boga

*

Znielubiłam Gertrudę Stein za to, że wyśmiewała się z pisarstwa Hemingwaya wówczas, kiedy on uważał ją za swoją mistrzynię.

*

Gdzie jest hosanna, ta chwila uniesienia, którą kryje w sobie każdy dzień?
     Zna ją drzewo byle jakie, każde drzewo w południe
.

*

*

W klon trafiła błyskawica. Z zewnątrz żadnego śladu. Drzewo ukryło błyskawicę w sobie i miota się teraz jak chory nawiedzony przez demona.

*

Wszystko, co robisz bez wyraźnej konieczności, staje się jak cenny diament.

*

*

W sensie ścisłym język religijny nie mówi niczego o Bogu, lecz w najlepszym wypadku mówi coś na temat tego, jak można napotkać Boga w doświadczeniu.

*

*

Nie zapominać, że byli tacy, co w najcięższych chwilach historii robili to za mnie, robili to dla mnie”.

*

*

Jedzą. Piją. Nieznajomy biedak przysiada na ławce z boku. Patrzy wzrokiem życzliwym. Nie zazdrości im. Cieszą go roześmiane twarze.

Julia Hartwig, Błyski,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2002.
(wyróżnienie własne)

*

Jest straszliwą i nieubłaganą regułą, że nikt nie może odmówić innym człowieczeństwa bez pomniejszania własnego” — powiedział Martin Luther King, bojownik o równoprawne miejsce Murzynów w społeczeństwie amerykańskim.

*

Gdyby go tak wywrócić podszewką na wierzch jak pajaca z sukna i wytrząsnąć zawartość tego worka?
     Wyleciałoby trochę trocin, ukryta sprężyna kwaknie: Precz z Murzynami! Precz z Żydami!
     A potem: Ojczyzna! Ojczyzna! Ojczyzna
!

*

*

Danielle Salenave: Dla jednych komunizm był zły, bo głosił ideę równości, sprawiedliwości, braterstwa; dla drugich — bo zdradzał te ideały.

*

(tamże)

wtorek, grudnia 03, 2019

3568. Leczenie duszy (II)

Wleczone leczone było cały weekend… Pani Julia zszywała porwane, cerowała podziurawione, wiązała rozwiązane, rozplątywała supły bolesne. Nic sobie nie robiła z tego, że nie żyje od ponad dwóch lat.

Nie pierwszy raz mnie leczyła brakiem przecinków i kropek — jak zawsze skutecznie — oraz zadumą racząc mnie co chwilę jak gorącą herbatą w mroźny grudniowy wieczór. Grudzień już jest, mrozu i śniegu jeszcze nie ma.

Jak dotrzeć — i czy trzeba — do tego podziemnego świata
pamięci która śpi i czeka na zbudzenie
na łaskę zgody z tym co się zdarzyło
czy może na upokorzenie co płynie z niemocy
wobec przeszłości

*

taka nasza niepewność co ułudą a co prawdą
że wciąż wpadamy w pułapkę uczuć i doznań

*

Kogo to obchodzi że tuż pod moimi oknami
bank buduje wieżowiec?
Drzewa wycięto gniazda ptaków opustoszały
Było niebo nie będzie nieba
Były gałęzie drzew pełne liści
nie będzie gałęzi ani liści
Będzie martwa twarz betonu
i obojętni intruzi okien patrzący okno w okno

*

Los wie czasem dobrze kogo z kim zetknąć
choćby po to żeby to spotkanie stało się dla nas olśnieniem

*

Ocean jest i go nie ma Jakby z trudem znosił
swoją obecność u przedmieść Nowego Jorku

*

dzielić słodycze przeszłości
z gniewem smutkiem ze sprzeciwem
i zwierzęcą rezygnacją

*

Rękopis
W domu gdzie urodził się Beethoven
można oglądać w szklanej gablocie rękopis kompozytora,
z dziesiątkami przekreśleń i poprawek.
Jest to list do możnego księcia z prośbą o przyjęcie
skomponowanej właśnie symfonii.
Żadna z kompozycji tego geniusza
nie nosi na papierze śladów takiego wysiłku jak ów list
do nieznanego dziś nikomu władcy małego państewka
.

*

Wchodzę w ciemność nocy
gotowa na jej przyjęcie
Co mi się przydarzy
?

*

Nie zapominaj o przyjaciołach
przecież kiedyś cię kochali
Cicho cicho Spróbuj coś wybrać
Ale każdy wybór ma za sobą jakąś historię
w której być może nie okażesz się bez winy

*

To słowo
Dopuścić do tego? 
Myśleć o tym nadal?
Czy zająć się byle czym 
byleby się pozbyć tej pokusy 
patrzenia dalej i dalej?
[…]
Niech padnie wreszcie to słowo: pustka

*

ulżyj winom których nie śmiemy wypowiedzieć głośno
spraw aby to co nas przekracza nie upokarzało nas
lecz budziło wdzięczność i zachwyt

Julia Hartwig, Wiersze wybrane
[z tomiku Nie ma odpowiedzi, 2001],
Wydawnictwo a5, Kraków 2010.

Mroźno
Pora na gorącą zupę i na herbatę
Żadnego śniegu
To nowa polska zima
z wyprzedażą w wielkich magazynach
z europejską grypą i biedą
i z europejskimi pretensjami
do wielkiego świata

*

Szukająca mimo wiedzy że niedocieczona jest tajemnica
Zachwyt był jej udziałem
choć kilkakroć odjęte jej było wszystko
co dawało zgodę na istnienie

[…]
Wszak to co pozornie skończone nadal trwa 
ale nie da się czerpać stąd codziennej pociechy 
Oglądając się wstecz mówiła:
Bądź wdzięczna Byłaś hojnie obdarzona

*

Anioł twierdzi że to co z pozoru zginęło zginąć nie mogło
Diabeł pokpiwa sobie z niego pytając czy jeśli tak się okaże
Anioł potrafi przełożyć te wiersze na angielski
bo przecież niewiele mogą zdziałać obaj
z wierszami pisanymi po polsku

*

Jak to się stało, że dopiero teraz, wczoraj wieczorem, w nocy,
przeniknęła mnie tak ostro myśl, że to wszystko co się ze mną dzieje 
jest niepojęte dla mojego umysłu.
Nie pojmuję życia, nie pojmuję śmierci,
nie panuję nad swoimi snami, nie potrafię powiedzieć
co jest mną, a co nie jest
i pobudki moich działań są dla mnie tajemnicze.
Z przeszłości nie da się ułożyć nic składnego,
wybór tylko z pozoru należał do mnie
.

(tamże)

niedziela, października 20, 2019

3501. Pechowe czytanie (VIII)

Dopiero przy tej książce zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób publikacje książkowe są nominowane do Nike. Zachwyt i peany, a nawet opinia, że właśnie ta książka powinna dostać nagrodę, są przeze mnie zupełnie niezrozumiałe.

Winne czytaniu tego skromnego dziełka są te słowa: […] ma pani ogień? Odpowiedź zajęła mi kilka lat, ale pytanie było jak iskra. Moja wyobraźnia zajęła się i stanęła w płomieniach.

Zachwyciły mnie. Szkoda, że nie ma w tej książce nic równie pięknego. Ot, książczyna, której narratorką jest kundel (suka rasy mieszanej) w kagańcu patriarchatu, któremu wydaje się, że zerwał się z łańcucha. Przeczytałam, bo odpalił się orzeszkowy gen (zaczęłaś, skończ). Bardzo mi przykro, że można nie tylko pisać, ale nawet myśleć w ten sposób o kobiecej seksualności. Krótka wymiana ognia już w tytule zapowiada, że będzie wspomnieniem ósmej części szybkiego numerka rozłożonego horyzontalnie na prawie dwustu stronach.

Nominacja do Nike 2019? Kiepski żart, choć jednocześnie fakt.

Zaciągnąć go do siebie i ostatni raz naszprycować się życiem, miłością, kusą wiecznością dla dwojga, nie, a może…, nie.

*

Przepalony klosz kinkietu przepuszcza skąpe światło. Oglądamy się. A więc to jest mój Romeo. No nie. Bywało lepiej. Romeo. A ja chcę Parysa. Dajcie mi go. Oddam Królestwo i Kurestwo, wszystko za Parysa. Parys, nawet za króla Leara. Dopłacę. Parysa.
     Co jakiś czas przejeżdżają tramwaje, czuję drgania ścian
.

*

Nic na to nie wskazuje, ale mężowie, jak przypuszczam, też kiedyś byli mężczyznami.

*

Chodzisz na terapię? To się czasem podobno przydaje, tłumaczy pospiesznie, nerwowo. Ja też nie wierzyłem w tę całą psychologię, ale to w sumie nie kwestia wiary, tylko umiejętności.
     Z posępną wyższością mówi, jakby wypisywał mi receptę.
     Sam tego nie wymyśliłeś.
     Ale sam zapamiętałem.
     Nie potrzebuję żadnej terapii.
     No tak, kpi ze mnie cicho. Terapia, ty tego nie potrzebujesz, ty przecież piszesz wiersze.
     Żegna się niechlujnie, pospiesznie. Doskonale wie, gdzie mnie dotknąć, żeby bolało. Lekarze wiedzą to szybciej. Z innymi mężczyznami zajmuje to trochę więcej czasu
.

*

Ja ci tę wiarę w Boga przywrócę. W Boga i rodzinę. No i może też w tę całą miłość czy jak to się między niewiastami nazywa. Chociaż z tą całą miłością to tylko zawracanie gitary.

*

Chcę z tobą normalnej rodziny.
     Roześmiałam się.
     Ale po co mówisz „normalnej”. Rodzina wystarczy. Bo rodzina brzmi dumnie. Jak człowiek
.

*

Przemawiała mi do rozsądku. Jakby już od dziecka przyzwyczajona do tego, że można przemawiać tylko do tego, czego nie ma.

Zyta Rudzka, Krótka wymiana ognia,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2019.

3499. Pechowe czytanie (VII)

Cisza wyborcza. Audycja, której słuchają Orzeszek i Biały Kruk tydzień w tydzień. Tej konkretnej w dniu wyborów i ja jednym uchem słuchałam. Ostatnie pięć minut i padł tytuł książki! Zaraz po tym, gdy go usłyszałam, stuk, stuk, klik, klik i miałam ją na swoim kundlu. I wiedziałam, że stosik czytelniczy, opróżniany powoli, musi poczekać, bo ta wepchnęła się w moje ręce i nie miała zamiaru negocjować: my way or highway.

Zaczęłam w Małej Danii i skończyłam, środek czytając w ulu. Osłupienie, niedowierzanie, bezsilność i przecieranie oczu ze zdziwienia — to wszystko towarzyszyło mi podczas lektury. Nie miałam pojęcia, że część mego doświadczenia to chory standard.

Dwa dni zastanawiałam się, jak wybrać i pogrupować cytaty, bo książka ta nie jest jednowymiarowa i jest bardzo ważna. Że najlepiej w Polsce być młodym zdrowym białym katolikiem to się wie. Że bycie kobietą w Polsce nie jest łatwe też się wie. Dlaczego bycie pacjentką (o dowolnej orientacji) nie miałoby być jeszcze trudniejsze? (#B)

Drugi ważny dla mnie wątek dotyczy prostej rzeczy: ludzie kochają mężczyzn lub kobiety, ale w przypadku niektórych osób polskie społeczeństwo, nie wiedzieć czemu, daje sobie prawo, by robić wielkie halo i decydować, co jest normą, a co nie. Jeśli o mnie chodzi, nic się nie zmieniło, wciąż nie mogę się temu nadziwić. (#A)

#A:

Aby stać się osobą dojrzałą, potrzebujemy stosownych wyzwań, zawodowych i rodzinnych, musimy się z nimi mierzyć. Dobrze na przykład mieć pracę na miarę swoich umiejętności oraz spełniać się w relacjach społecznych.
     Na tej przesłance Ted Olson, prawnik Reagana i Busha, buduje swój konserwatywny argument na rzecz małżeństw jednopłciowych w USA. Wszyscy obywatele mają takie samo prawo do stabilizacji i do kształtowania związków rodzinnych w sposób jawny i odpowiedzialny.
     Przed Olsonem i jego kilkuletnią batalią prawną, toczoną na różnych poziomach Sądu Najwyższego, o niedojrzałość przez cały wiek dwudziesty podejrzewano osoby, by rzec najogólniej, nieheteronormatywne. Wcześniej uważane były za kryminalistów. Zwłaszcza jeśli nie zakładały rodzin
.

*

Moment mija. Ona opowiada o mężu, który ją wspiera, o planach, jakie robią na przyszłość. Ja znów się przed nią zamykam. Po prostu uprzejmie milczę. O, za granicą byłoby inaczej, jakże naturalnie byłoby się odwzajemnić. Zrewanżować się jakąś anegdotą, choćby powierzchowną, byle zabawną. Ale żyję tak, jak powinnam, za bardzo nie narzucając się nikomu. W zamian jestem „u siebie”, we „własnym kraju”. […] A co niby miałam jej powiedzieć? Jej życie to solidna pełnia; moje to garść obietnic. Jestem w wieku, który nazywa się statecznym, a o najbliższej mi osobie mówię: „moja dziewczyna”.

*

Być osobą nie z szablonu, postacią z tajemniczego pogranicza, nieheteronormatywną perełką, nawet jeśli się jest przy okazji człowiekiem kultury, to znaczy przyjąć na siebie pewien los — taki, że się zostaje potencjalnym obiektem szantażu lub choćby delikatnego, ledwie wyczuwalnego spychania na margines. A każda taka wpadka, co to się zdarza każdemu, bo się zapomniał, bo się gdzieś zasiedział, w ich przypadku składa się na „przeszłość”. A przeszłość zawsze można wyciągnąć.

*

Słuchanie bólu? Owszem, gdyż ból jest ważny, jest oznaką stanu zapalnego, a w tej analogii oznacza dawanie wiary własnym oznakom niewygody. Słuchanie głosów poszkodowanych.
     Stawanie murem za każdą grupą, która jest w danym momencie atakowana. Bez względu na sympatie. Jeśli są to bezdomni, to bronimy bezdomnych. Jeśli cudzoziemcy, bronimy cudzoziemców. Jeśli zwierzęta w lesie, bronimy zwierząt. Stawianie oporu maszynie nienawiści, która z początku tylko testuje naszą tolerancję, zanim przejdzie od słów do czynów
.

*

Nie mogę, nie potrafię już więcej czytać prasy, w której obiektem drwin stają się moi przyjaciele. To oni mają być rzekomo zagrożeniem porządku społecznego. Bo optymistycznie i nieugięcie pragną, żeby porządek prawny ich uwzględnił.

#B (systemowo):

Psychosomatyka to odpowiedź na wszystko, kiedy nie widzi się biologicznej przyczyny. Co nie znaczy, że jej nie ma.
// Jennifer Brea

*

Chroniczność znaczy tyle, że cokolwiek to jest i czy zyskało już nazwę, niczym nowo odkryta planeta, nie da się już tego odwrócić.

*

Sprawa jest prosta, choroba, grzech i śmierć to „błędy w myśleniu”. Uleczenie nastąpi dzięki modlitwie. Pogorszenie stanu zdrowia, nie mówiąc już o śmierci, świadczy o tym, że myśl wciąż jest wypaczona, a modlitwa – nie dość skuteczna.

*

[…] jak dowodzi Sander Gilman, jest choroba (disease) i choroba (illness). Na tę pierwszą się zapada. Ta druga jest stylem przeżywania. Co tu jednak przeżywać, gdy otoczenie nam mówi, że musimy się wstydzić? Jak powstrzymać się od znikania, jeśli obiecuje ono przynajmniej ukojenie?

*

Obawiać się można tylko tego, co potrafimy sobie wyobrazić.

*

Freud uważał konwersję na chrześcijaństwo za rodzaj uwiedzenia, podążania za syrenim głosem, któremu nie zamierzał się poddać. Nie planował się też przystosować do roli obiektu uprzedzeń. Zamiast tego dokonał własnego przewrotu kopernikańskiego. Przeniósł odium chorobliwości z Żydów na kobiety. […] Żydzi przestali chorować na neurastenię, a na rozmaite nerwowe przypadłości miały odtąd chorować kobiety.
     Na początku dwudziestego wieku w Wiedniu pojawia się nowy typ kobiet — takich, które chciałyby konkurować z mężczyznami, zdobywać, naprawiać, budować. One też kończą jako pacjentki Freuda, często z objawami somatyzacji. W miarę rozwoju immunologii umacniało się zarazem przekonanie o tym, że przypadłości mogą być realnie umocowane w ciele.
     Pacjentka zatem postrzegana jest przez Freuda jako uchodźczyni z kraju płci naznaczonej chorobą (bo założeniem jest, że kobiecość sama w sobie jest chorobą), która pragnie, świadomie lub nie, dokonać konwersji na męskość (poprzez ambicje naukowe, zawodowe, bądź też przez fantazje uwodzicielskie), czyli wyzdrowieć.
     To niemożliwe, bo konwersja osłabia. Skłania do melancholii albo do histerii, czyli do przesadnego przeżywania własnych symptomów
.

*

     — Myślimy, że eksternalizuje pani niektóre emocje poprzez swoje symptomy.
     — Naprawdę?
     — Tak, a w zasadzie sama je pani tworzy. Jest to pani wewnętrzna rzeczywistość, ale to pani sprawia, iż przybiera ona kształt choroby.
     Podoba mi się ten pomysł. Jeśli mogę tworzyć własne symptomy, to znaczy, że mogę je też odwołać. Przede wszystkim oznacza to wolność od medycznego kołowrotu, dobijania się o wizytę, błagania o uwagę, zgadywania, czy po drugiej stronie biurka siedzi ktoś przyjazny, czy też na odwrót, opryskliwy i w złym humorze. Wolność od czekania trzy miesiące na to, żeby pokazać wyniki rentgena lekarzowi, który chce i mógłby mnie wyleczyć. Wolność od czekania rok na wizytę u specjalisty, dwa lata na operację, osiem miesięcy na rehabilitację.
     Mogę zatem leczyć się sama. A do tego — tanio, najtaniej
!

*

Kate Abramson zastanawia się, po co niektórzy ludzie dręczą innych, wmawiając im, że ich pragnienia i potrzeby rozmijają się z obiektywną prawdą, a nawet że są objawem choroby psychicznej. Dlaczego nie wystarczy powiedzieć „mam odmienne zdanie na ten temat”? Czemu forma komunikacji, którą wybierają ci ludzie, musi koniecznie przybrać formę kategoryczną: „czy ty w ogóle potrafisz zachowywać się normalnie?”, „to jest chore!”, „zamówić ci wizytę u psychiatry?”. I odpowiada, że chodzi po prostu o element kontroli. Żadna inna odzywka nie daje gwarancji, że ofiara zostanie momentalnie wytrącona z równowagi. Miną cenne sekundy, zanim się pozbiera.

*

Czy strach, który jest echem przeszłości, będzie już zawsze hamować moje kroki?

*

Gaslighting jest formą przemocy emocjonalnej stosowaną najczęściej wobec kobiet. Ale przez kogo? W rozmaitych sytuacjach, gdy matka podważa zdolność córki do racjonalnego myślenia, gdy lekarka nie dowierza pacjentce — co zdaje się być statystyczną normą, jeśli chodzi o choroby neurologiczne i autoimmunologiczne — jest to niestety przemoc kobiet wobec kobiet.

*

Ludziom mówi się, żeby nie przejmowali się byle czym. Idą do lekarza i tyle słyszą: „Niech pani się tak nie przejmuje. Proszę sobie odpocząć”.

*

Czy naprawdę taniej jest wmawiać pacjentce, że generuje symptomy ze strachu? Przecież ktoś będzie płacić za leczenie choroby, którą rozpoznano z opóźnieniem, a więc w stadium bardziej zaawansowanym.

*

To życie byłoby całkiem do zniesienia, gdyby tylko ktoś dał mi gwarancję, że ból nie podbije dalszych terytoriów, że skończy się na jednej sztywnej nodze.
     Tak zaczyna się negocjowanie z chorobą. Ale nie ma takiej gwarancji. Niestety, brak tam po drugiej stronie rozumnego bytu, zdolnego dogadać się, podpisać pakt. Choroba to nie sułtan z opowieści tysiąca i jednej nocy, jest głucha na piękno literatury, nie da się jej oczarować. Jej rozkoszą jest zginąć razem ze mną
.

*

Ważne jest, by oddawać sprawiedliwość lekarzom, którzy, jeśli chcą traktować swoją pracę poważnie, często pracują ponad siły. System medyczny nie rozlatuje się tylko dzięki wysiłkowi zatrudnionych w nim osób.

Izabela Morska, Znikanie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

#B (indywidualnie):

Moje ciało gwałtownie stara mi się coś przekazać. Tylko nie znam tego języka. Mówi do mnie w farsi, poszeptuje w paszto.

*

Zadziwiają mnie sprawy, którym wcześniej nie poświęcałam wiele czasu. Na przykład, ile siły wymaga codzienne funkcjonowanie! Na to, żeby wstać, wziąć prysznic, rozmawiać, planować, wykonać cokolwiek z tego, co się zaplanowało! Ile skupienia potrzeba, żeby ruszyć z miejsca ludzką maszynę! Ile precyzji, żeby podnieść rękę na wymaganą wysokość.

*

[…] od kiedy przyznaję przed sobą, że jestem chora, kieruje mną nieznużone postanowienie, żeby nauczyć się być w porządku przynajmniej wobec samej siebie.

*

W obolałym ciele rzeczywistość staje się kanciasta. O wiele łatwiej się o coś otrzeć, uderzyć. Dłużej odczuwa się skutki czegoś, co inaczej byłoby tylko omsknięciem.

*

Życie po klęsce wcale nie musi oznaczać rezygnacji. Nadal można się kręcić, ugotować egzotyczną potrawę. Ma ono w sobie jednak spokojną łagodność życia po życiu.

*

Małe kroki w dobrym kierunku. Postanowienie, żeby ocalić to, co się da, z oryginalnego planu.

*

Przypominam sobie przyjemność, jaka zwykła dla mnie płynąć z bycia sobą.

(tamże)

niedziela, października 13, 2019

3490. Pechowe czytanie (VI)

Drogę do tej książki wskazał mi pies… z okładki w przeddzień przyznania Nike 2019, gdy przeglądałam nominacje. Klik, klik i wyciągnęła się na szczycie stosiku do przeczytania w Małej Danii w ramach czekania na zrośnięcie się kości.

Tylko ja wiem, ile cytatów wybrałam, umieściłam w szkicu tego wpisu, złożyłam (likwidując zawieszki), by potem bez mrugnięcia okiem wyrzucić i zostawić najmniejszą możliwą ich liczbę — nie rozrzedzać, nie rozcieńczać — samo gęste (pod okładką), które chcę tu pod ręką mieć.

Ten przewodnik stał się dla mnie lekiem na stan pośredni między dzieciństwem a dziś. Nie kombinuję już w kwestiach planu na życie, bo po powrocie z podróży szykuję wycieczkę na kolejną stronę. Otwieram tę książkę na nowych planach i zamykam na kolejnych wspomnieniach.

*

Spełnienie marzeń to obecnie jedyny pomysł na życie, jaki mogę mieć. […]
     Mam szansę sprawdzić, czy jest tam jakaś tajemnica: ukryta za wyobrażeniem, za pamięcią o marzeniu, za życiem, którego nie było. Czy da się do tego życia jeszcze jakoś wskoczyć? Czy granica została przekroczona już bezpowrotnie? Czy w ogóle jest sens nazywać jakoś życie, które się nie zdarzyło? Chciałbym sprawić, żeby moje kłamstwa stały się prawdą, i w ten sposób uruchomić swoje życie od nowa
.

*

Nie ma żadnej traumy w tle. Całą historię zgotowałem sobie sam, i nie było ku temu powodu. Żadnego usprawiedliwienia nie ma i żadnej potrzeby do usprawiedliwienia. Było po prostu. Już wiem to na pewno, już nie ma co szukać w przeszłości, nie ma co tropić. Nie ma co rozdzielać tego, że byłem marzycielem i tchórzem jednocześnie. Po kim marzycielem, a po kim tchórzem? Po prostu. Nie ma nic, co byłoby przyczyną tego, że moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Dotychczas wytłumaczeniem było to, że byłem mały i głupi, ale przestało być potrzebne. To tak się zdarzyło i nikogo nie winię […].

*

Wychodzę z klatki i siadam w piaskownicy, a potem bujam się chwilę na huśtawce. Mam podkulone nogi, ale i tak szuram po ziemi. Rysuję piętą pentagram, aż nagle pada na mnie cień.
     Podnoszę głowę. Nade mną stoi były mały gruby Damian, czyli teraz stary koń w dresie, siwy lekko w dodatku. Obok stoi takich małych dwóch grubych jak on kiedyś.
     — Co?
     — Proszę pana, czy teraz dzieci mogą się pobawić
?

*

Warto czekać na to, jaką przeszłość przyniesie przyszłość.

*

Nie ma się co spieszyć, bo i tak wszystkiego się nie zdąży. Dobrze jednak wyrobić się i raz w życiu odbyć podróż do dzieciństwa. To przywilej każdego dorosłego. Zobaczyć, co się przegapiło i czego się pragnęło. Im więcej wyrusza się w przeszłość, tym częściej wraca się do teraz. Widzi się, że nie ma znaczenia, czy to pamięć, czy fantazja, bo na co dzień i tak są nie do odróżnienia. Wie się, że można zmienić znaczenie przeszłości, choć nie ją samą.

Juliusz Strachota, Turysta polski w ZSRR,
Korporacja Ha!art, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

*

Siedzę przed grupą alkoholików i narkomanów w szpitalu psychiatrycznym. Mówię do nich:
     […]
     Podoba im się, jak przeklinam.
     „Więc ta wolność jest łatwa, ale i nudna. Dzieje się, jeśli każdego dnia skręcasz we właściwym kierunku. Tylko tyle. No i w małej skali wszystko jest, jak powiedziałem, więc w poniedziałek nie widzisz, we wtorek nie widzisz, w środę nie widzisz, co z tego skręcania wychodzi, ale skręcasz. W czwartek nie widzisz, w piątek nie widzisz i tak nie widzisz przez miesiąc, a potem za rok jesteś w innym miejscu. Bo chodzi o to, żeby iść w inne miejsce, niż się szło dotychczas. To nawet trochę ryzykowne, ale powiem wam, nieważne w jakie, ale inne niż się szło dotychczas. Czasem się kurewsko nie wie, w jakie miejsce się idzie, bo, wiadomo, widzi się tylko jeden krok, a nie dziesięć naprzód, ale widzi się te kroki stare, te z przeszłości. To wystarczy, bo przed wami i tak najpiękniejsze. A co jest najpiękniejsze? A, no, nie wiadomo. Niewiedza, co z tego skręcania w dobrą stronę wyjdzie, jest największą nagrodą. Chodzi o to, że nagle pojawiają się niespodzianki, bo poszedłeś inną drogą, której nie znasz, więc nie pojawią się rzeczy, których się spodziewasz. Idź tam, gdzie może być tajemnica
.
     […]”.
     Tak mówię do Przedstawicieli Ruchu Oporu Przed Rzeczywistością. Do zapomnianych tajnych agentów. Do pilotów z lękiem wysokości. Do szlachty, co sobie na to sama zapracowała. Do tych, co nie wiedzieli, że śnią cudze sny. Do kowbojów i kosmitów w jednym. I do takich, co im zwyczajnie nie wyszło.

*

No więc w końcu chciałem się nie bać i pięć lat temu zacząłem skręcać dokładnie w drugą stronę. Tak, żeby władować się na te wszystkie rzeczy, których się tak boję. […]
     No więc, kiedy okazuje się, że jak nie unikasz tego, czego się boisz, to dalej się boisz, ale nie unikasz. I potem boisz się mniej. I zaczynasz się cieszyć
.

*

[…] nie miałem tego, czego chciałem, a miałem wszystko, czego nie chciałem. W Punkcie Zero trzeba to wszystko uznać za fakt.
     Nie za zły los, za winę i karę, nie za zasłużone, niezasłużone, jakieś tam coś, tylko za fakt. I wtedy zaczyna się ulga
.

*

To czas, kiedy bywałem lekki jak piórko — stare życie zostało zabronione, nowe jeszcze nie miało nazwy. Skończyły się wszystkie możliwości, które znałem. Byłem cienki jak kartka z przewodnika po nieistniejącym kraju. Miałem tę przejrzystość, a pod konglomeratem uczuć, myśli, obrazów, dźwięków, odczuć na skórze nie krył się żaden dozorca. Zjawiska przepływały dość swobodnie. Nawet lęki, które wcale nie były małe.
     Więc chcę wrócić na chwilę do tej sali i dodać do swojego monologu, że tak zwane już nigdy daje wielką radość
.

(tamże)

sobota, października 12, 2019

(3466+22). Zagubiona kromeczka

Dziś skończyła trzy miesiące. Sama nie wiem, jakim cudem Ją przegapiłam. Spotkałyśmy się ponownie, gdy sztuka rozsiadła się w ulu, a Ona przycupnęła na oparciu fotela i zaparła mi dech.

Kaan.

*

Chodzi o TEN stan pierwotny, który pojawia się czasem i nie daje się złapać, stan, z którym pewnie się urodziłem, ale potem zniknął. Chodzi o TEN stan, który jak nazwiesz, to wiesz, że już go nie ma.

Juliusz Strachota, Turysta polski w ZSRR,
Korporacja Ha!art, Kraków 2018.

niedziela, października 06, 2019

3481. Pechowe czytanie (IV)

Wczoraj rzuciłam okiem na nominacje do Nike 2019. W porównaniu do zeszłego roku cieniuuuuuutko czytam, ale… (już wiem) czytałam właściwie, czyli Zwycięzcę. Wśród nominacji wypatrzyłam jednak tomik, który umknął mej uwadze. Klik, klik i wsiąkłam.

Z tym Poetą to już chyba tradycja, że to dla mnie „zaległe” czytanie, ale nie czerstwe i nie przeterminowane, a dokonanie wyboru wersów niezmiennie trudne.

Światło nieznanej głoski
wmawia dziecięcą pamięć staremu trwaniu,
szuka pierwszego mroku,
który chciał ze mną mówić o mnie
.

*

Człowiek ma swoje miejsce,
nawet kiedy je traci,
kiedy ono znika spod stóp
niszczone.
 
Ale co to za miejsce?
— To on sam. Sam, razem
ze zniszczeniem

  Niezniszczalny
.

*

Sądzono, że neutrino nie ma masy.
Poprawiono się: ma znikomą.
To nie jest udoskonalenie Teorii.
To Strach przed niczym
.

*

Na cokolwiek patrzymy, tym jesteśmy.
I po latach na zawsze tam nas nie ma
.

*

Dlaczego boję się o pamięć?
Przecież lęk ma własną
i niechcący zadba o moją.
Lęk pamięta, że zapomniałem
.

*

Są tacy, którzy zmartwychwstają
w środku życia, nie wiedząc, dlaczego w tej chwili.
I nie muszą o tej chwili pamiętać. Kiedy ich spotykasz
zdecydowanych na wszystko, gotowych,
mierzysz się ich miarą. Wolno ci dalej żyć
.

*

Ze świata i wiersza powstaje człowiek,
przechodzi ze świata do wiersza
i z wiersza powraca na świat
.

*

Pęta się tutaj jakiś przymiotnik —
sama błogość rzeczy. Nie skreślaj go pochopnie,
czasami potrzebne jest trochę obłoku
wokół suchego wióra.
A jeżeli przymiotnik rzecz poniża
albo przycina – to też jest dla niej dobrze,
daje siłę trwania
.

Piotr Matywiecki, Do czasu,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Prawda o mnie unosi się poza faktami.
To, co mam wspólnego z prawdą, odłącza mnie od faktów.
Jak mam być w prawdzie, jeżeli inni ludzie
nie mogą widzieć we mnie faktu mojego istnienia
?

(tamże)

środa, lipca 31, 2019

(3373+1). Ta-kie-by-ły-cza-sy

Nie czytałam tej książki, ja ją połknęłam. Skończyłam w sobotę, gdy wracaliśmy do ula, ale żeby zająknąć się na jej temat musiał skończyć się upał. Dziś jest pierwszy dzień chłodniejszego.

Choć do końca roku jest jeszcze pięć miesięcy i wszystko się zdarzyć może, to śmiem twierdzić, że to jedna z najważniejszych książek A.D. 2019 w kategorii reportaż. Po prostu trzeba ją przeczytać i już, choć na raz nie da się tego zrobić — są w niej takie fragmenty, że człowiek w nas musi złapać oddech i dystans, inaczej nie da rady iść dalej.

Zdejmijmy filtry, spójrzmy, tacy właśnie jesteśmy. Jesteśmy jednym z najwspanialszych krajów na świecie. Latami pozwalaliśmy krzywdzić dzieci.

*

Jedną z pierwszych nauk, którą przyswajały dzieci, było to, że ich ciało nie należy do nich. Ich ciało było świątynią Ducha Świętego, zaś wyłączne prawo do zarządzania świątynią mieli ksiądz, pastor oraz zakonnice.
     Jak dokumentuje raport komisji, dzieci nie tylko bito i torturowano, ale również gwałcono. I znowu nie były to patologiczne przypadki, ale zorganizowany system. Szkoły z internatem za sprawą panującego obowiązku posłuszeństwa, braku kontroli zewnętrznej, a vnawet geograficznego oddalenia stanowiły idealny teren łowiecki dla sadystów i pedofilów
.

*

Ile waży dziecięca skarga wobec słów osoby duchownej, noszącej Zbawiciela na sercu?

*

Ojcowie Kanady uważali, że reformy były konieczne, więc zmiany wprowadzano szybko. Kanada weszła na drogę pełną zakrętów, dysponując nieaktualną mapą i sprzecznymi drogowskazami. Nie chciano zobaczyć, co czeka za rogiem.
     […]
     Do pomysłu szkół z internatem, organizowanych przez państwo, a prowadzonych przez Kościół, powrócono dopiero na początku XIX wieku. To wtedy zarządzono nieznany w wielu rdzennych społecznościach restrykcyjny podział na zajęcia żeńskie i męskie. Do tej pory nie było ról wyraźnie przypisanych do biologicznych płci. Sama płeć była zresztą czymś płynnym, podlegającym wyborowi. Zdarzało się więc, że mężczyzna chciał żyć z mężczyzną albo pragnął pełnić w rodzinie typowo matriarchalne funkcje. Obyczaj wymagał, by podkreślił swoją nową kobiecość odpowiednim, żeńskim strojem. Jego wybór był powszechnie szanowany, a otoczenie ułatwiało mu podjęcie nowej roli.
     Hołubiono też ludzi dwóch dusz (Two Spirit, 2S), w których ciałach pomieszkiwały — jednocześnie lub naprzemiennie — jaźń męska i kobieca.
     Kościół katolicki nie mógł się na to zgodzić. Postanowiono „zbawić Indian od grzechu”, choćby wbrew ich woli. Cały system kolonizacji, w tym stworzenie szkół z internatem, miał być jednak dla ich dobra. Cóż, że chodziło o dobro dopiero w przyszłym życiu
.

*

To nieprawda, że nikt wcześniej nie wiedział. Nie da się nie wiedzieć.
     Ktoś mieszka w pobliżu szkoły z internatem, w której zamknięte są rdzenne dzieci. Ktoś dowozi do niej jedzenie. Ktoś inny dzieci z internatów leczy, ktoś je przecież grzebie.
     Czyjemuś dziecku znikają koledzy, jakiejś rodzinie — sąsiedzi
.
     […]
     Nie da się nie wiedzieć, więc przez te wszystkie lata Kanadyjczycy wiedzieli. Nie wiedziała tylko Kanada.

*

Przydaje się wtedy formuła mająca wszystkie wątpliwości rozwiać, a wszelkie winy unieważnić. Cudowne zaklęcie, trzy słowa, które dobrze brzmią w każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną.
     Ta-kie-by-ły-cza-sy.
     Mawia się też: to cena postępu, przykry odprysk wielkiej dziejowej historii. To, co prawda, niefortunne, ale jednak odizolowane przypadki.
.

*

W Polsce, mówiąc o ocalonych, zazwyczaj mamy na myśli tych, którzy przetrwali Holocaust. […] Do niedawna także w Kanadzie survivor oznaczał człowieka, który przeżył Shoah.
     Ale czasy się zmieniają — teraz
survivor to coraz częściej ten, który przeżył prowadzoną przez Kościoły szkołę z internatem. „Jestem ocaleńcem” to już prawie to samo, co „jestem po kościelnym internacie”.
     Polskie tłumaczenie tego słowa nie jest doskonałe. Ocaleniec to ktoś, kto ocalał, kogo uratowano niejako z zewnątrz. Jest jak ofiara kataklizmu, której ratownicy udzielili pomocy.
     W języku angielskim
survivor to ktoś, komu udało się przetrwać, przeżyć, wytrzymać (to survive). Tu akcent jest położony inaczej — na wewnętrzne sprawstwo, na siłę, która pozwala utrzymać się przy życiu.
     Dzieci z kanadyjskich szkół z internatem, jeśli przeżyły, to dlatego, że wytrzymały.
     Nie zostały przez nikogo uratowane, po żadne z nich pomoc nie przyszła.
     Ta-kie-by-ły-cza-sy
.

*

Jeśli jesteś z Polski, to może mi to wytłumaczysz. Jak katolicki papież może się na to godzić? Jak może nas nie przeprosić? Wszyscy papieże po kolei umywali ręce. A przecież każdy z nich miał chyba dostęp do Biblii?
     Powiedz mi, co w tej Biblii jest takiego, że zabrania Kościołowi powiedzieć: przepraszam
?

*

Byłem mały, a już się nauczyłem nie być. Udawałem, że to nie mnie się to wszystko dzieje. […] Odlatujesz ze swojego ciała, wtedy możesz na chwilę zablokować ból. Ta umiejętność bardzo mi się w życiu potem przydawała. […]  ja – nic. Ani łezki. Dopiero po latach poznałem słowo „dysocjacja”. W chwili zagrożenia umysł odcina cię od rzeczywistości, żebyś mógł się jakoś uratować. Dla nas to był elementarz.
     Dlaczego dziwi cię, że nikomu o tym nie mówiliśmy? Powiedz mi, a kto normalny uwierzy dziecku? Wtedy nie widziałem na niebie gwiazdy, która jest prawdą.
     Po prostu chciałem przetrwać. To wszystko
.

*

Nasza historia to worek pełen kamieni — w pojedynkę jest to nie do uniesienia.

*

Wyobraź sobie, że dorastasz, a wszyscy naokoło milczą o tym, kim jesteś. I ta cisza jest tak ciężka, że sama przestajesz w końcu pytać. Ale wątpliwość nie znika. Im usilniej próbujesz to zignorować, tym mocniej słyszysz głos, który terkocze w twojej głowie i w końcu jest tak silny, że rozsadza ci czaszkę.

*

Wielu mężczyzn nadal sądzi, że mają prawa do naszych ciał. Chcą ich używać w tym najprostszym sensie, ale także chcą nimi władać. Na przykład kazać im nosić ciąże. To przecież też jest przemoc — decydować, czy mamy rodzić i kiedy.
     Nasze ciała i nasze życia są dla nich mało warte. Można je sobie wziąć, użyć i potem wyrzucić, nawet dosłownie
.

*

[…] przemoc wobec kobiet nieczęsto jest łączona z naruszeniem praw człowieka.

*

[…] o ile najbardziej niebezpiecznym miejscem dla kobiety w Kanadzie jest dom, bo to tam statystycznie najczęściej dochodzi do aktów przemocy, rdzenne kobiety są dużo bardziej narażone na krzywdę także w najbliższej okolicy. Tak, jakby w społeczności panowało przyzwolenie na bicie i branie sobie rdzennych kobiet jak jabłek z przydrożnego drzewa.

Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.

Język w tym kraju zmienia się szybko. Uważność na słowa jest tu ważniejsza od akcentu: każdy może przyjechać z własną melodią języka. Mowa może być twarda i nieporadna, ale nie może być krzywdząca dla innych.
     W Kanadzie umówiono się, że język ma znaczenie wykraczające poza dosłowny przekaz, ma moc sprawczą. Uważa się, że procesy społeczne zaczynają się od słów, a język jest narzędziem, jak inne
.

*

[…] ci, którzy byli w Kanadzie od początku świata, inaczej czytają to samo niebo. Siedem gwiazd oznacza tu siedem nauk, siedem drogowskazów na życie.
     Zadzieram głowę. Patrzymy z Henrym na jedną konstelację. Ja widzę w górze wóz i dyszel. Henry widzi siedem przykazań: wiedzę, miłość, pokorę, szczerość, odwagę, szacunek i prawdę
.

*

[…] napisał na Twitterze […] .
     Następnego dnia było już jasne, że będą kłopoty. Ladurantaye skasował tweeta i publicznie przeprosił.
     — Nie zadałem sobie trudu, by pomyśleć, jak to jest, gdy się nie ma mojej pozycji, mojej władzy albo mojego głosu.
     Ale to już nic nie dało
.

*

Jak wejść wspólnie na drogę pojednania, skoro nie ma ani mapy, ani nawet punktu zbiórki?
     […] Opinie się różnią — każdy może mieć swoją własną, ale panuje zgoda, że nie można mieć swoich własnych faktów. Jednak ustalenie prawdy to był dopiero początek.

*

Droga do pojednania jest stroma i nierówna. Na razie widać, że zaczęła się od symboli i na nich tak naprawdę się kończy. Obie strony rozumieją, że to już bardzo dużo – a jednocześnie o wiele za mało. Pojednanie jest procesem o wyraźnym początku, ale bez końca.

*

[…] żyjemy w państwie prawa, więc nie mogą mnie zatrzymać bez powodu. Ale co z tego, że w końcu cię puszczają, jeśli twój autobus już dawno pojechał bez ciebie? Wiesz, czasem myślę, że nam całe życie umyka bez nas w środku.

(tamże)

*

Norval Morrisseau, źródło.

*

Michael Cheena dobiegał sześćdziesiątki, kiedy pierwszy raz usłyszał, że jest ważny i potrzebny.
     Był zaskoczony i zawstydzony. Nigdy go nie uczono, jak reagować na życzliwość. Nie wiedział, co powinien poczuć ani co należy powiedzieć. Siedział w milczeniu, skubiąc siwe wąsy.
     Po chwili usłyszał jeszcze: „Michael, jesteśmy z ciebie dumni. Przez to, przez co przeszedłeś i co z tym zrobiłeś, zasłużyłeś na przywilej. Masz prawo nosić orle pióro. Żaden człowiek ani żadna siła ci już tego nie odbierze
”.

(tamże)

3373. Szafa wielkości państwa

Latamy samolotami po całym świecie, płacimy kartami za wszystko to, co nie jest dla nas bezcenne, wolnością cieszymy się od ponad trzydziestu lat, ale!

Wciąż żyjemy w jednej wielkiej szkole z internatem, którą prowadzi kościół katolicki i słono każe sobie za nią płacić.

Sami sobie nawzajem, w ramach przysposobienia do zbawienia, wyrywamy tęczowe skrzydła, nie przyznając się do jakiegoś kawałka siebie. Szkoda… Ja nie dałam sobie wyrwać swoich, czego i Tobie życzę.

W Kanadzie używa się także szerszego określenia 2SLGBTQQIA, oznaczającego także osoby dwóch dusz (Two Spirit), kwestionujących swoją płeć (questioning), postrzegające się jako międzypłciowe (intersex) i aseksualne (asexual, po polsku nazywane czasem asami).
     W wielu pierwotnych społecznościach panowała umowa, że biologia nie determinuje tego, czym jest człowiek. Według licznych tradycyjnych wierzeń wszyscy ludzie są istotami ożywionymi, a płeć nie jest przypisanym raz na zawsze atrybutem. Dziecko jest białą kartą, jak powiedzielibyśmy w naszym oświeceniowym języku, na którym płeć zostanie dopiero zapisana w toku osobistych wyborów i doświadczeń. To społeczność dopasowuje się do drogi dziecka, a nie ono przybiera kształt matrycy nadanej przez grupę.
     Wierzono, że płeć wynika z kontekstu, a genitalia nie określają tego, kim w przyszłości ma być człowiek. Są jak kolor oczu – przyrodzone, ale nie determinują ludzkiego losu. Płeć biologiczna nie była więc pierwszą cechą, jaką się identyfikowano, była płynna, umowna i przechodnia. Nikogo to nie gorszyło — ludzie uważali, że w jednym ciele mogą mieszkać dwie dusze, naprzemiennie dochodzące do głosu.
     Tak było w czasach przed kontaktem. Potem, zamiast zmienić niepasujące narzędzie, nieprzydatne do opisu rzeczywistości, ludzie mówiący po angielsku postanowili zmienić niezrozumiałą dla nich rzeczywistość. Wprowadzili nowe porządki, w tym heteropatriarchat. Dla ludzi o dwóch duszach nie było miejsca, należało ich zatrzeć. Podjęły się tego szkoły z internatem. To, jaki powinien być człowiek, formatowano słowem Bożym i trzciną, perswazją i przemocą.
     Dziś coraz częściej na kolonizację i ewangelizację Kanady przez Europejczyków badacze patrzą jako na wojnę płci, na przemoc mężczyzn wobec kobiet
.

*

Misjonarze z Moraw przypłynęli, by oznajmić gospodarzom, że żyją oni w grzechu i obrażają Boga, który wiódł swój naród w upale przez piaszczystą pustynię. Mieszkańcy tych ziem nie rozumieli, co znaczy grzech, nie widzieli nigdy piaszczystej pustyni.

*

krzycz
by pewnego dnia
sto lat od dziś
inna siostra nie musiała
osuszać swoich łez zastanawiając się
gdzie na przestrzeni dziejów
straciła swój głos

// Jasmin Kaur

Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

*

Autor(ka) nie do ustalenia, źródło.