Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2021. Pokaż wszystkie posty

niedziela, grudnia 05, 2021

4469. Czytane na gigancie (IX)

Czysty przypadek, intrygująca okładka lub przeznacznie doprowadziły mnie do tej książki. Ibukosknera nawet nie próbował dyskutować na temat niekupowania jej teraz, musiałam ją mieć, a ona w mgnieniu oka znalazła się na szczycie książek do przeczytania.

Rewelacyjny pomysł na konstrukcję „powieści”, bo to powieść–niepowieść, księga tysiąca i jednej opowieści. Gdybyś miał przeczytać tylko jedną książkę w tym roku, to tylko TĘ! Są w niej, poza główną historią, niesamowite fakty o ptakach, cie­ka­wost­ki z wielu dziedzin ludzkiej działalności oraz czasu, gdy nie śniło się nikomu, że Ty czy ja pojawimy się na świecie. To najwłaściwsza książka na czas, gdy nie każdy człowiek w naszym kraju uważany jest domyślnie za człowieka.

Tylko jedna rzecz w tej książce jest spieprzona albo przez tłumaczkę, albo przez Autora. Że nikomu do głowy nie przyszło, by sprawdzić prawdziwość poniższego przykładu. Nie, nie można tego nazwać literówką, bo pojawia się w dwóch miejscach w książce (ctrl+c, ctrl+v nikogo nie usprawiedliwiają). Ponieważ zacne, to chcę to tu mieć, ale już w poprawnej wersji:

Liczby zaprzyjaźnione to dwie liczby naturalne powiązane ze sobą tak, że kiedy dodać do siebie wszystkie ich dzielniki właściwe z wyjątkiem ich sa­mych, to suma tych dzielników będzie równa drugiej liczbie.
     Dzielniki właściwe liczby 220 to 1, 2, 4, 5, 10, 11, 20, 22, 44, 45 [55] i 110, co razem daje 184 [284]. A dzielniki właściwe liczby 284 to 1, 2, 4, 71 i 142, zaś ich suma wynosi 220. Dlatego matematycy uważają te liczby [220 i 284] za zaprzy­jaźnione.
     To jedyne liczby tego rodzaju mniejsze niż tysiąc.

A poza tym, już tylko zazdroszczę każdej osobie, która tę książkę ma przed sobą. I wracam, nie tylko myślami, do przepięknego projektu fotograficznego, który widziałam na Foto­Fe­sti­wa­lu w Łodzi pięć lat temu — wciąż mnie porusza, sprawdziłam.

Nosili ze sobą swoje historie.
     Nie miało znaczenia, że w kółko powtarzają te same słowa. Wiedzieli, że ludzie, do których mówią, słyszą je po raz pierwszy; oni byli na początku własnych alfabetów.

*

Coś chwytliwego, prowokującego do namysłu, ale jednocześnie neutral­ne­go. Coś znaczącego, ale tak, by nikogo nie obrażało. Bojownicy o Pokój. To mogłoby się sprawdzić. Miało w sobie sprzeczność.
     Uczestniczyć w walce. Walczyć o wiedzę.

*

Bassam i Rami stopniowo zaczęli rozumieć, że siłę swojej żałoby również mo­gą wykorzystać jako broń.


Bassam Aramin i Rami Elhan,
[dostęp: 5.12.2021], źródło.

Jeśli podzielić śmierć przez życie, otrzyma się okrąg.

*  *  *

Termin mayday — ukuty w Anglii w 1923 roku, ale wywodzący się z francu­skiego venez m’aider, „na pomoc” — zawsze powtarza się trzykrotnie, may­day mayday mayday. Powtórzenie jest tu kluczowe — wypowiedziane tylko raz mogłoby zostać odczytane niewłaściwie, lecz przy trzech nie da się go z niczym pomylić.

*

Kałasznikow martwił się o swoje dziedzictwo; pragnął zostać zapamiętany jako poeta, nie twórca karabinów.

*

Działanie ludzkiego oka do dziś jest uważane przez naukowców za zjawisko równie tajemnicze, co szczegóły ptasich wędrówek.

*  *  *

זהלאייגמרעד שנדבר
To się nie skończy, dopóki nie zaczniemy rozmawiać.

*

Rami często czuł się tak, jakby było w nim dziewięciu albo dziesięciu wal­czą­cych ze sobą Izraelczyków. Jeden rozdarty. Drugi pełen wstydu. Izrael­czyk zauroczony. W żałobie. Zachwycony wynalezieniem sterowca. Świa­do­my, że sterowiec go obserwuje. Obserwujący. Pragnący być obserwo­wa­nym. Anarchista. Protestujący. Zmęczony całym tym widzeniem.
     Kręciło mu się w głowie od noszenia w sobie tylu sprzeczności, tylu róż­nych ludzi jednocześnie.

*

Jakże często, pomyślał Rami, ratuje nas to, co najzwyklejsze.

*

Bassam przerzucał w myślach kilka różnych wątków, wypróbowywał, prze­stawiał, przeskakiwał, żonglował, rozbijał ich linearność.
     […]  Przesiedziałem siedem lat w więzieniu, a potem dla odmiany się ożeniłem. […]  Jestem jedynym człowiekiem w historii świata, […]  który pojechał do Anglii i zachwycił się pogodą.

*

Nauczył się, że lekiem na los jest cierpliwość.

*

Nie ma symetrii między więźniem a strażnikiem. Należy zniszczyć wię­zie­nie. Okupacja została oparta na błędnym przekonaniu o gwarancji bez­pie­czeń­stwa. Należy z tym skończyć. Dopóki to się nie uda, jakiekolwiek inne wyjście jest niemożliwe.

*

Wczoraj byłem sprytny, więc chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry, więc zacząłem zmieniać siebie.
// Rumi

*

Kiedy coś się przeżywa, to już nie jest tak banalne.

*

W liście do Ramiego Bassam napisał, że ból wymaga, by najpierw go pokonać, a potem zrozumieć.

*

Najszlachetniejszym dżihadem jest podbicie siebie samego.

*

Niektórzy ludzie mają interes w milczeniu. W interesie innych jest sianie nienawiści wyrosłej ze strachu. Strach zarabia pieniądze i ustanawia pra­wa, odbiera ziemię i buduje osiedla, strach lubi, kiedy wszyscy są cicho. I bądźmy szczerzy, w Izraelu jesteśmy ekspertami od strachu, on nas zaj­mu­je. Nasi politycy lubią nas straszyć. Lubimy straszyć siebie nawzajem. Chętnie używamy słowa „bezpieczeństwo”, żeby uciszać innych. Ale to nie o to chodzi, tylko o zajmowanie cudzego życia, cudzej ziemi, cudzej głowy. Tu chodzi o kontrolę. A kontrola to władza. Nagle z wielką siłą dotarło do mnie, jak wielką moc ma mówienie prawdy w sprzeciwie władzy. Władza zna prawdę. Stara się ją ukryć. Dlatego władzy trzeba się głośno przeciw­stawiać.

*

[…]  nie jesteśmy skazani na porażkę, ale musimy odsunąć od władzy tych, którym opłaca się zamykać nam usta.

*

[Rami] Mam w sobie wiele miłości do mojej kultury i rodaków i wiem, że rządzenie innymi, opresja i okupacja to nie są żydowskie wartości. Być Żydem — to szanować sprawiedliwość i równość. Żaden lud nie może sprawować władzy nad innym ludem i żyć w bezpieczeństwie i pokoju. Okupacja nie daje nam żadnej z tych rzeczy, a w dodatku jest nie do utrzymania. Sprzeciw wobec okupacji nie jest w żadnym, najmniejszym stopniu przejawem antysemityzmu.

*

Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić rozmiaru krzywdy, jaką wyrządzamy, nie słuchając się nawzajem. Mam na myśli krzywdę na każdym możliwym poziomie. To jest nie do zmierzenia. Może i zbudowaliśmy sobie mur, ale on tak naprawdę jest w naszych głowach […].

*

[Bassam] W dzieciństwie sądziłem, że bycie Palestyńczykiem, muzuł­ma­ni­nem, Arabem to kara od Boga. Nosiłem to przekonanie jak wielki kamień u szyi. Dzieci zawsze pytają: Dlaczego? Dorośli zapominają o tym pytaniu. Po prostu przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Zburzyli nam domy. Przyj­mu­jemy. Tłoczą nas przed punktami kontrolnymi. Przyjmujemy. Kazali nam zdobyć pozwolenie na rzeczy, które sami mają za darmo. Przyjmujemy. W więzieniu jednak zacząłem rozmyślać nad naszym życiem, tożsamością, nad byciem Arabem, a to zaprowadziło mnie do myślenia o Żydach. […] postanowiłem zrozumieć, kim ci ludzie byli naprawdę, jak cierpieli i co sprawiło, że w czterdziestym ósmym roku odwrócili role i stali się naszymi oprawcami, ukradli nam domy, zabrali ziemię, zgotowali nam Nakbę, naszą katastrofę. My, Palestyńczycy, staliśmy się ofiarami ofiar. Chciałem zrozumieć więcej. Skąd to wszystko się brało?

*

Musimy się nauczyć korzystać z siły swojego człowieczeństwa. Bez litości sięgać po metody pokojowe. Słuchać tego, co mamy sobie do powiedzenia. To nie jest niemoc, to nie jest słabość, wręcz przeciwnie, na tym polega bycie człowiekiem.

*

Rami powiedział zebranym, że wszystkie mury muszą upaść, bezwzględnie. Nie jest naiwny, wie, że powstaną kolejne. Świat składa się z murów. Ale mimo to jego zadaniem jest doprowadzić do pęknięcia tego, który widzi najwyraźniej.

*

Milczenie należy kwestionować. […] Co to znaczy pamiętać, a co — nigdy nie zapomnieć.

Colum McCann, Apeirogon, przeł. Aga Zano,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.
(wyróżnienie własne)

*

Apeirogon — Discussion with
Colum McCann, Bassam Aramin and Rami Elhanan.

confussion is OK.

*

you find the form. the form finds you.
you're working, you're working, you're working, and
it finds you.

(z rozmowy z Autorem powyżej)

piątek, sierpnia 06, 2021

4334. All hail Mr. Czarnek!

Pierwsza, druga i ta — książki podarowane brunatnemu urzędaskowi. I? I ta jest wspaniała! Wspaniała?

Ponieważ w zachwycie jestem — świeżutko po douczkach z języka polskiego, a do­kład­niej ze stopniowania przymiotników — muszę tu w kontekście pierwszego edu­ka­to­ra Rzeczypospolitej zabłysnąć. Pola, fascynująca i zafascynowana językiem pol­skim, ubawiła mnie formą najwyższego stopnia przymiotnika i impe­ra­tyw czuję, by się tu zastosowaniem tej wiedzy wykazać. Wspaniała książka? Wspa­nial­sza niż? A może naj­wspa­nial­sza? Nie, nie, nie! Mało! Ta książka jest w chuj wspaniała! Piękny ten najnajwyższy (jakby ujęli to Australijczycy) stopień przymiotnika, w chuj piękny, prawda?

Gdybyś miał (r.m., bo kobiety czytają więcej) przeczytać tylko jedną oko­ło­gien­de­ro­wą książkę w tym roku, niech to będzie TA książka! Jest piękna, ciepła i mądra — two­ja wrażliwość doprowadzi cię do łez nie raz, a przynajmniej zatrzyma. Nigdy nie przyglądałam się posągom Buddy, a po tej książce nie omieszkam.

Ta książka uświadomiła mi, że choć jestem ciskobietą, kulturowo jestem chłopczycą — nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę ozdobą ogniska domowego — zachwyconą życiem chłopczycą jestem.

Jednego przeżyć nie mogę, że mi za głupie wypowiedzi nikt nigdy nie dał żadnych książek! Wobec tego faktu, nie pozostaje mi nic innego, by — poza prezentową za­wi­ścią — kibicować ministerkowi, bo może znów palnie coś godnego przyniesienia mu kolejnych fantastycznych trzech książek, o których poinformuje mnie antyre­żi­mo­we medium.

Póki co, skromnie mogę polecić trzy inne, piękne książki (żółte linki umiesz­czone w poniższych cytatach). Równie skromnie proszę o informację o przegapionych przeze mnie dobrych książkach, gdybyśmy na wyobraźnię i precyzję wypowiedzi ministerka liczyć już nie mogli. Hawk!

Trwa wojna, my w niej nie walczymy, ale i nie możemy od niej uciec. […]
     – Jesteś cudem.
     – Tak?
     – Naprawdę
.

*

     – To bardzo dziewczęce – zgodziła się Rosie, całując go w szyję.
     – Bardzo chłopięce jest wyjść za takiego dziewczęcego faceta.
     – A bardzo dziewczęce użyć słowa „facet”.
     – I bardzo chłopięce, że taki dziewczęcy facet się podoba.

*

Jak można zgadzać się na dziwne skarpetki, a zabraniać sukienki? Ak­ceptować czyjąś tożsamość, ale zakazywać zgodnego z nią ubioru? Uczyć małych ludzi, że liczy się tylko to, co mają wewnątrz, jednocześnie robiąc tyle szumu wokół okrycia wierzchniego?

*

Odpowiedzieć „jak” było łatwiej niż „dlaczego”. Radziła sobie tak, jak to człowiek zwykle sobie radzi we wszystkich nie­moż­li­wych sytuacjach. Jeden krok po kroku. Jeden dzień po drugim.

*

     – Ichtiolog? To coś jakby biolog morski?
     – Coś w tym rodzaju, ale lepszy. Biolodzy morscy muszą się zajmować wszystkimi, którzy żyją w oceanie. Ichtiolodzy mogą się skupić tylko na rybach. A wiedziałaś… – tu głos Poppy ścichł do konspiracyjnego szeptu, choć w pokoju było tylko ich troje – …że wiele ryb zmienia płeć?

*

     – Nie znoszę rodziny – powiedział Roo.
     – Obawiam się, że i to trzeba czasem przecierpieć – odparła jego matka.

*

[…] wyjechać to tylko zrobić miejsce komuś innemu. […] Wyjazd nie jest oznaką słabości, wyjechać nie znaczy poddać się. To odważna decyzja poprzedzona ciężką walką, zmiana jak każda inna – trudna i strasz­na, ale ostatecznie zwykle konieczna.

*

Jak my wszyscy nie ma pojęcia, dlaczego jest tym, kim jest, i pragnie tego, czego pragnie.

*

     – Łatwe życie jest fajne, ale nie tak dobre, jak docieranie do prawdy o sobie albo bronienie spraw, w które się wierzy – po­wie­dział Penn. – Brzmi nieźle, ale nie przypuszczam, by często wiodło do sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej pracy, zadowalającego związku albo szczęśliwej egzy­sten­cji. […] Nie­wie­le z tego, co ma dla mnie w życiu wartość, jest łatwe. I raczej nie chciałbym więcej rzeczy łatwych kosztem wartościowych.

*

Zapisujesz opowieść, by inni mogli ją przeczytać, a wtedy ona zaczyna rosnąć. Przygważdżasz ją do jednej chwili, by mogła zaistnieć w czasie.

*

Rozpraszanie strachu. Sposób na ujarzmienie rzeczy strasznych: nie trzeba ich ukrywać, wypierać, odpychać czy trzymać w sekrecie – wystarczy przy­pomnieć sobie oraz wszystkim wokół, że lepiej wybrać miłość i ot­war­tość, że należy myśleć i zachowywać spokój. Że istnieją więcej niż dwie prawidłowe ścieżki, że jest więcej możliwości niż tylko wybór między sekretem a zdradą, impasem a zbolałym sercem, mężczyzną a ko­bie­tą, prawidłowym i nieprawidłowym. Istnieją drogi środka. Drogi nie­ozna­czo­ne.

*

Zdumiewało ją wręcz, jak wiele może zobaczyć, nie patrząc.

*

     — Ty? Nic. Już zrobiłaś zbyt wiele. Teraz kolej na nią. I już wykonała pierwszy krok: wyszła z szafy.
     — Odfajkowane – przyznała – choć nie celowo. Jaki będzie drugi krok?
     — Drugi krok polega na tym, że wielu ludzi cię odrzuca, a tobie jest z tym bardzo źle.
     — Także zaliczony. Jaki jest trzeci?
     — Tutaj zaczyna się ciekawie. Krok trzeci to iść naprzód.
     — Ile to zabiera? – powiedziała Rosie nadąsanym tonem.
     — Całe życie. – W głosie pana Tongo znów słychać było radość. – Więc dobrze, że wcześnie zaczęła.

*

     – Obawiam się, że nie można mówić ludziom, kim mają być – odparła Rosie. – Można ich tylko kochać i wspierać takimi, jakimi już są.

*

     — […] czas, by poszukiwała, podejmowała decyzje, zmo­bi­li­zo­wa­ła siły, głośno mówiła, kim jest, walczyła o swoje prawa i sta­wi­ła czoło temu, co różni ją od innych.
      – Jak ma sobie z tym poradzić?
     – Tak samo jak wszyscy inni – zaskrzeczał. – Cierpiąc! Wasze małe miasto was nie akceptuje, więc wyjeżdżacie. Wasza rodzina was odrzuca, więc znajdujecie sobie nową. Wasze małe życie, pełne wstydu i myślenia życzeniowego, zaczyna robić się za ciasne, więc szukacie czegoś większego.

*

      – Czy to będzie trudne?
      – Bardzo.
      Zamknął oczy i przygotował się na straszne wieści.
      – Powiedz wszystko.
      – Otóż to – powiedziała czarownica. – Musisz wszystko powiedzieć. Nie możesz niczego trzymać w tajemnicy. Sekrety prowadzą do samotności. Gdy utrzymujesz sekret, wpadasz w paranoję. Zaczynasz myśleć, że nie ma innych takich jak ty, ludzi to-i-to albo ani-to-ani-tamto, którzy każdego dnia karczują sobie ścieżkę między tożsamościami. Ale tak nie jest. Kiedy żyjesz samotnie z sekretem, ogarnia cię strach. Kiedy go wy­znasz, ogarnia cię magia. I to dwa razy.
      – Dwa razy?
      – Okazuje się, że nie jesteś sam. I wszyscy inni też to sobie uświadamiają. W ten sposób świat staje się lepszy. Dzielisz się sekretem i zmieniasz świat.
      – To nie takie proste. […] Nie mogę tak po prostu podzielić się sekretem. Bardzo trudno go wyjaśnić. I zrozumieć. To skomplikowane.
      – Oczywiście. Takie jest życie.
      – Więc jak mam to zrobić? Jak podzielić się sekretem? Co mam po­wie­dzieć?
      – Opowiedz swoją historię – odparła czarownica bez chwili wahania. – Opowiedz ją. Wszyscy musimy to zrobić.

*

Potworna strata zdolna zrujnować życie skutkowała dobrem, które mogło je ocalić. To nie był promyk nadziei w mrokach, to było wprost oślepiające światło.

*

Penn zrobił na kolację naleśniki, ale prawie ich nie ruszyli. W porządku – wiedział przecież, że w tej sytuacji nie jest potrzebne jedzenie, tylko baśń. Nie ma nic lepszego niż inny nieszczęśnik, który zostaje ugotowany, pożarty albo zmieniony w drzewo, by życie zaczęło się wydawać mniej okropne. Nie ma nic lepszego niż nadzieja, że magia naprawi wszystko, nawet to, co pozornie wydaje się nie do naprawienia.

*

     — […] Myślę, że droga środka jest trudna z tego samego powodu, dla którego jest właściwa.
     — Czyli?
     — Bo jest niewidzialna.
     — Jak w baśni?
     — Nie – […] – A może tak, trochę jak w baśni. Droga się rozwidla. Wy­da­je się, że są tylko dwie możliwości. Że trzeba jedynie postanowić, czy idziesz w lewo czy w prawo, w przód czy w tył, głębiej w las lub bezpieczniej, jego skrajem, ale w rzeczywistości te wszystkie wybory są łatwe w porównaniu do prawdziwej decyzji. A ona polega na tym, że musisz ruszyć na wprost, gdzie w ogóle nie ma ścieżki.

*

     — Jestem wszystkim naraz. […]  — I jestem wszystkim, co dopiero nadejdzie.

*

     — Bo wiesz, co jest jeszcze lepsze od szczęśliwych zakończeń?
     — Co takiego?
     — Szczęśliwe środki.
     — Tak sądzisz?
     — Samo szczęście bez kończenia. Szczęście plus przestrzeń na wzrost. Czy może być coś lepszego?
     — Na jakiś czas…
     — Jakiś czas to bardzo długo – powiedział Penn.

Laurie Frankel, Tak to już jest,
przeł. Dariusz Żukowski, Poradnia K, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Jeśli opowiesz własną historię, możesz wybrać za­koń­cze­nie. Zwyczajne bycie sobą nigdy się nie spraw­dza, ale jeś­li wy­myś­lisz sam siebie, możesz stać się kimś, za kogo naprawdę się uważasz.

*

Będą wspólnie podejmować trudne decyzje, kiedy na­dej­dzie na nie pora, a tymczasem mogli cieszyć się chwi­lą oraz tym, co w życiu dobre.

*

     — Słucham?
     — To twoje szczęśliwe zakończenie.
     — Mówiłem.
     — To prawda.
     — Ale to nie koniec.
     — Nie? – Uśmiechnęła się do niego. Nie mogła przestać.
     — O, bynajmniej. – Odpowiedział uśmiechem.

(tamże)

środa, czerwca 23, 2021

4286. Czytane przed gigantem (II)

Duszę mi dźga ta książka od niedzieli wieczorem, gdy ją skończyłam. Uwiera i boli bardzo — tak być powinno!

Wiedziałam, że wyjdzie i… czekałabym na ibuka. Na szczęście zostałam nią obda­ro­wa­na dzień po tym, jak ukazała się w pa­pie­rzu. Moje przeczucia, że to ważna książ­ka, po­twier­dzi­ły się w pełni i z nawiazką. Śmiało mogę napisać: jeśli masz w tym roku prze­czy­tać tylko jedną książkę, na Boga, niech to bę­dzie właśnie ta! Szcze­gól­nie, gdy nie jesteś ani gruba, ani gruby. ta książka otworzy Ci oczy na rzeczy, o któ­rych nie masz pojęcia.

Najważniejsza rzecz, którą zobaczyłam dzięki tej książce, to to, że otyłość, jak ciąża, jest sprawą publiczną. Pozostałam wstrząśnięta tym faktem, nie zmieszana.

I tytuł — pierwsze słowo — majstersztyk! Tylko tym, którzy nie zajrzą do książki, wyda się trywialnie oczywisty. Tym­cza­sem jest on wyjątkowo wielowymiarowy. Narobiłam się, by nie wybrać cytatów, które to rozszyfrowują.

dla ciebie, moje słońce, za pokazanie mi, czego już nie potrzebuję, i za znalezienie drogi do mojego ciepła

*

Mamy tak ograniczone pojęcie kobiecości. Kiedy jesteś bardzo wysoka i szeroka, przy czym tatuaże też, jak sądzę, nie pomagają, nazbyt często prezentujesz się jak „niekobieta”. Kolor skóry też odgrywa tu swoją rolę. Czarnym kobietom rzadko pozwala się na kobiecość.

*

Jestem gruba. Mam metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Zajmuję przestrzeń na niemal wszystkie możliwe sposoby.

*

Tego uczy się większość dziewcząt — że powinnyśmy być szczupłe i drobne. Nie powinnyśmy zajmować przestrzeni. Powinno się nas widzieć, ale nie sły­szeć, a jeśli nas widać, powinnyśmy stanowić widok przy­jem­ny dla męż­czyzn, akceptowalny dla spo­łe­czeń­stwa.

*

Kiedy masz nadwagę, twoje ciało staje się pod wieloma względami sprawą publiczną. […] Ludzie z góry przyjmują pewne wyjaśnienia i rzutują je na twoje ciało; prawda twojego ciała, niezależnie od tego, jakakolwiek by była, wcale ich nie interesuje.

*

Niezależnie jednak od tego, co zrobisz, twoje ciało staje się sprawą pu­blicz­ną, będzie omawiane przez rodzinę, znajomych i obce osoby. Twoje ciało będzie ko­men­to­wa­ne niezależnie od tego, czy przybierzesz ja wadze, czy stracisz, czy też swoją nieakceptowalną wagę zachowasz. Różne osoby będą przedstawiać ci sta­ty­sty­ki i informacje dotyczące zagrożeń zwią­za­nych z oty­ło­ścią, jak gdybyś nie tylko była gruba, ale też nie­wia­ry­god­nie głupia, niczego nie­świa­do­ma, i jakbyś miała złudzenia co do własnego ciała i co do rze­czy­wi­sto­ści, która jest wobec takich ciał żywiołowo wręcz nie­go­ścin­na. Tego rodzaju uwagi przybierają często formę wy­ra­zów troski, jak gdyby ludzie, którzy je wygłaszają, myśleli jedynie o tym, co jest dla ciebie naj­lep­sze. Zapominają, że jesteś osobą. Jesteś swoim ciałem, niczym więcej, a two­je­go ciała powinno być — do cholery — zdecydowanie mniej.

*

Jestem osobą o zdecydowanych poglądach i jako krytyczka kultury dość regularnie daję im wyraz. Jestem pewna swoich opinii i uważam, że mam prawo przedstawiać swój punkt widzenia, bez konieczności przepraszania. Moja pewność siebie zazwyczaj denerwuje osoby, które się ze mną nie zga­dza­ją. Rzadko kiedy dyskusja dotyczy moich poglądów. Podejmowany jest natomiast temat mojej wagi.


fot. Jay Grabiec,
[dostęp: 20.06.2021], źródło.

Moje ciało oferuje mi siłę obecności. Moje ciało jest pełne mocy.

*

Zawsze zastanawiałam się, jak tak naprawdę wygląda proces zdrowienia — na ciele, na duchu. Pociąga mnie wizja, zgodnie z którą umysł czy dusza mogą zrosnąć się tak doskonale jak kość. Że jeśli przez określony czas będą dobrze nastawione, odzyskają pierwotną siłę. Ale gojenie się nie jest aż tak proste. Nic nigdy nie jest tak proste.

*

Nienawidzę tego, że jestem wyjątkowo widoczna a jednocześnie nie­wi­dzial­na. Nienawidzę tego, że nie pasuję do wielu miejsc, w których chcę być. Mam wdrukowane, że gdybym wyglądała inaczej, to wszystko by się zmie­ni­ło. Na logikę dostrzegam błąd w tym rozumowaniu, ale emocjonalnie nie jest tak łatwo dojść z tym do ładu.

*

Zrównywanie szczułej sylwetki z poczuciem własnej wartości jest potężnym kłamstwem.

*

Uważam za niezwykle ważne to, żeby kobiety mogły czuć się dobrze we własnych ciałach, bez potrzeby zmieniania w nich wszystkiego. Jestem (chcę być) przekonana, że moja wartość jako istoty ludzkiej nie wynika z mojego rozmiaru ani wyglądu. Wiem, jako osoba, która dorastała w kul­tu­rze zasadniczo tok­sycz­nej dla kobiet, nieustannie starającej się dys­cy­pli­no­wać kobiece ciała, jak ważny jest opór przeciw nie­do­rzecz­nym stan­dar­dom, określającym, jak powinno wy­glą­dać ciało — moje czy czyjekolwiek.

*

Im jestem starsza, tym lepiej rozumiem, że życie jako takie jest pogonią za pragnieniem.

Roxane Gay, Głód. Pamiętnik (mojego) ciała,
przeł. Anna Dzierzgowska, Cyranka, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

[…] schodki? Jak wiele? Czy mają poręcz? Muszę za­da­wać sobie takie py­ta­nia i w związku z tym do­strze­gam ułamek pytań, jakie muszą sobie za­da­wać osoby z nie­peł­no­spraw­no­ściami, żeby móc wyjść w świat. Po­ka­zu­je mi to, jak wiele rzeczy traktuję jako oczywiste, kiedy nasze ciała nie mają żad­nych ograniczeń.

*

Oto jestem, wreszcie dając sobie prawo i wolność, by być kruchą i przerażająco ludzką. Oto jestem i roz­ko­szu­ję się tą wolnością.

(tamże)

niedziela, lutego 28, 2021

(4151+3). Ad rem (IV)

Kategoria: muszę mieć pod ręką, bo o książkach, poczuciu humoru, poruszeniach serca, bo obrazy umieszczone w tej książce snują opowieść dla oczu i czucia.

Ile trzeba czasu, aby coś zobaczyć, aby kogoś poznać? Po la­tach zdajemy sobie sprawę, jak niewiele pojmowaliśmy na początku, choć wydawało nam się, że wszystko już wiemy.

*

Ale zdjęcia, eseje, powieści i cała reszta są niebezpieczne, bo mo­gą odmienić nasze życie. Sztuka kształtuje świat. Znam wiele osób, któ­rym jakaś książka uratowała życie lub określiła, co będą w życiu robić; jeśli nie wymieniam żadnej książki, której sama coś zawdzięczam, to jedynie dla­te­go, że były ich setki, a nawet tysiące. Są i inne, mniej doraźne i bar­dziej złożone powody, by czytać książki, na przykład dlatego, że dają nam przy­je­mność, albowiem przyjemność ma znaczenie.

Widząc ślady kopyt, myślimy o koniu, ale zdarza się, że chodzi o zebrę.

[…] sens czytania polega na szansie eksploracji, wyjścia poza granice wła­snej płci (i rasy, i klasy, i orientacji seksualnej, i narodowości, i chwili dzie­jo­wej, i wieku, i zdolności), aby na moment stać się kimś innym.


Paz de la Calzada
fot. [dostęp: 27.02.2021], źródło.

Prace: Paz de la Calzada. […] misterne labirynty i ścieżki, które prowadzą od sfery publicznej do królestwa kon­tem­pla­cji, w ten sposób łącząc dwa bardzo różne światy.

*

[…] poczucie humoru, ów talent do dostrzegania luki między tym, co jest, a tym, co być powinno, patrzenia poza granice własnego stanowiska.

Ignorowanie kategorii stanowi również pewną formę wglądu. Wciąż wra­cam do poznanej we wczesnej młodości historii o mistrzu tao. Książę Mu wy­sy­ła mędrca na poszukiwanie doskonałego konia, po czym mędrzec wra­ca i mówi, że znalazł kobyłę kasztanowatą. Jednak okazuje się że ta kobyła to czarny ogier, zgodnie z obietnicą, doskonały. Przyjaciel ko­men­tu­je: „On widzi tylko duchowe wartości. Żeby skupić uwagę na istocie rzeczy, za­po­mi­na o błahych pozorach, szukając wewnętrznych zalet, nie dostrzega cech zewnętrznych. Patrzy na to, na co patrzeć powinien, a zaniedbuje to, czemu nie warto się przyglądać”.

What would happen if one woman told the truth about her life? The world would split open.
// Muriel Rukeyser

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

*   *   *

Face to Face, Episode 4.

(4151+2). Ad rem (III)

Uwielbiam termin kryzys męskości. Dla mnie oznacza on przede wszystkim rozwój człowieczeństwa wśród mężczyzn i nie mam nic przeciwko. Jestem dość radykalna w swoich poglądach — uważam, że mężczyzna to też człowiek.

W prywatnej skrzynce narzędziowej mam dzyndzel, którego używam, gdy ktoś w stosunku do mnie ma zbyt (według mnie) emocjonalną, nieadekwatną reakcję, której nie rozumiem. Zamiast mówić stary, uspokój się, robię wewnętrznie krok w tył i sprawdzam, czy przypadkiem nie walę człowiekowi lematem wynikającym z jakiegoś przywileju, który mam — w 90% sytuacji dokładnie tak jest i trzeźwieję natychmiast.

Do skrzyneczki dorzuciłam piórko dla tych, co patriarchatu nigdzie nie widzą, a fe­mi­nizm traktują jako niepotrzebne nadymanie się: weź konkretną sytuację spo­łecz­ną, która cię wzburzyła i zastanów się, czy wywołałaby takie samo wzbu­rze­nie, gdy­by zamiast geja, lesbijki, kobiety, zrobił to biały, heteroseksualny katolik? Jest róż­ni­ca? Dużo pracy przed nami.

W patriarchacie milczenie obecne jest wszędzie, chociaż od męż­czyzn wymaga się innych rodzajów milczenia niż od kobiet. […] męskie milczenie to kompromis na rzecz władzy i przynależności.

Pierwszy akt przemocy, jakiego patriarchat wymaga od mężczyzn, nie jest skierowany przeciwko kobietom. Najpierw patriarchat nakazuje męż­czy­znom, by popełnili akt samookaleczenia, by uśmiercili emocjonalną część własnego ja. Osobnik, który nie zdoła się emocjonalnie okaleczyć, zawsze może liczyć na patriarchalnych mężczyzn, którzy odprawią nad nim rytuał władzy i brutalnie podważą jego poczucie własnej wartości.

[…] mężczyźni — mieszkańcy sfer zmaskulinizowanych, takich jak sport, wojsko, policja, męskie załogi budowlane lub wydobywcze — muszą, w imię przynależności, ponosić jeszcze większe wyrzeczenia. Kobietom przyznaje się prawo do szerszej gamy emocjonalnej, chociaż i one bywają zniechęcane lub stygmatyzowane, gdy wyrażają rzekomo zbyt gwałtowne i niestosowne uczucia, gdy są mało układne lub przejawiają inne niepożądane cechy — ambicję, krytyczną inteligencję, niezależność sądów, niezgodę, gniew. Inny­mi słowy, milczenie jest siłą wszechobecną, która różnie rozkłada się mię­dzy różne kategorie ludzi. Stanowi podwalinę status quo bazującego na homeostazie milczeń.

Status quo definiuje się przez to, kto jest, a kto nie jest słyszany. Ci, którzy je uosabiają – często kosztem niesłychanego wewnętrznego milczenia – prze­su­wa­ją się do centrum; ci, którzy uosabiają to, czego nie słychać, którzy mo­gą zakłócić spokój ludzi karmiących się milczeniem, są wyrzucani poza nawias.

Pejzaż milczenia można więc podzielić na trzy obszary: milczenie na skutek nakazu wewnętrznego, milczenie panujące na zewnątrz oraz milczenie, któ­re otacza rzeczy nienazwane, nieuznane, nieopisane i nieuświadomione. Nie są to obszary odrębne, lecz zasilają się nawzajem; niewypowiadalne za­mie­nia się w niepoznawalne i na odwrót – aż wreszcie coś pęka.

[…] zmiana tonu rozmowy prowadzi do zmiany reguł […].

Od czasu do czasu dostrzegam, że tak naprawdę nie da się niczego po­wie­dzieć. Ogólne kategorie, jakimi są słowa, pozwalają nam wrzucić do jed­ne­go worka rzeczy, które zasadniczo się od siebie różnią: „niebieski” składa się z tysiąca kolorów, „koń” to może być arab, kuc albo zabawka, „miłość” ozna­cza wszystko i nic; język zatem to ciąg uogólnień, który odmalowuje niekompletny obraz nawet wtedy, gdy coś przekazuje. Uży­wa­jąc języka, wkraczamy na teren kategorii – pojęć tyleż niezbędnych, co i nie­bez­piecz­nych.
     Kategorie bywają nieszczelne.

Bywa, że kategorie traktujemy jak system przegródek, do których można rutynowo i bezceremonialnie wrzucać wszystko, co wiadomo o ludziach. Wszyscy Żydzi popierają Izrael. Wszyscy muzułmanie to dżihadyści. Wszy­stkie lesbijki nienawidzą mężczyzn. Pakujesz świat do schludnego pudełka i koniec z myśleniem.

[Louis C.K. powiedział] „jak to się dzieje, że kobiety wciąż chodzą na randki, skoro, gdyby się zastanowić, najbardziej niebezpieczni są dla nich męż­czyź­ni? Jesteśmy dla kobiet zagrożeniem numer jeden! Z globalnej i historycznej perspektywy jesteśmy przyczyną numer jeden kalectwa i obrażeń kobiet”.

Słowo „dyskryminacja” ma dwa wzajemnie sprzeczne znaczenia. W sensie poznawczym dyskryminować oznacza jasno różnicować, dostrzegać szcze­gó­ły; natomiast w sensie socjopolitycznym dyskryminować to nie do­pusz­czać rozróżnień, być ślepym na indywidualne odmienności w obrębie danej kategorii.

Do najzacieklejszych debat w naszej epoce dochodzi wówczas, gdy każda ze stron upiera się, że wszystkie elementy jakiejś kategorii potwierdzają wy­łącz­nie jej własną wersję danego zjawiska.

Otóż nie jest prawdą powszechnie znaną, że człowiek, który uważa własne opinie za fakty, może również uważać się za Pana Boga. Jednak tak bywa, jeżeli ów człowiek niedostatecznie przyswoił sobie fakt, że istnieją inni lu­dzie, którzy mają inne doświadczenia, którzy także zostali stworzeni rów­nymi i mają pewne niezbywalne prawa, a w ich głowach również zachodzi ów niepokojący i ciekawy proces zwany świadomością. Ta dolegliwość wciąż trapi wielu mężczyzn, zwłaszcza gdy są biali i heteroseksualni […].

Dlaczego ma być łatwo? Łatwo nie będzie, bo nie może.

Bywa, że mężczyźni nalegają, by „dla uczciwości” przyznać, iż mężczyźni cierpią przez kobiety tak samo jak kobiety przez mężczyzn, a czasem nawet bardziej. Równie dobrze można by twierdzić, że rasizm przysparza białym tyle samo cierpień co czarnym i że nie istnieje na świecie hie­rar­chia przy­wi­le­jów i gradacja ucisku. I są tacy, którzy tak twierdzą.

[…] „Jest mi przykro z powodu tego, co się stało”. Zupełnie jakby proste wnio­sko­wa­nie: osoba plus działanie równa się skutek, było dla nich za trud­ne i nie potrafili stawić czoła następstwu zdarzeń. Drogą ucieczki staje się wówczas język, luźna i mętna mowa. Rzeczy po prostu się dzieją.

To, co da się rozpoznać, można naprawić lub temu przeciwdziałać.

Każdy ma swój udział. Można powiedzieć, że kobiety są zależne, ale tylko wtedy, kiedy to samo powiemy o mężczyznach. Zależność to niezbyt pomocna miara; być może lepszym probierzem byłaby współzależność. Kobiety w większości nigdy nie były zależne i bezużyteczne; teraz na ogół również takie nie są.

Feminizm potrzebuje mężczyzn. Choćby dlatego, że mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet lub nimi gardzą, mogą się zmienić jedynie – jeśli w ogóle – gdy zmieni się kultura; gdy krzywdzenie kobiet w straszny sposób oraz mówienie o nich strasznych rzeczy przestanie podnosić pozycję mężczyzny w oczach innych mężczyzn.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Miłość to ciągłe negocjacje, ciągłe rozmowy; kochać kogoś to otworzyć się na odepchnięcie i porzucenie; miłość jest czymś, na co można zasłużyć, ale czego nie da się wymusić. To teren, gdzie traci się kontrolę, gdyż druga osoba także dysponuje prawem i wyborem; to wspólny proces, a więc uprawianie miłości, w najlepszym wydaniu, to proces, który zamienia negocjacje w radość i zabawę. […]
     Jeśli nie nauczono nas współpracy, negocjacji, szacunku i uwagi, jeśli ukochana osoba nie jest dla nas kimś równym i obdarzonym nie­zby­wal­nymi prawami, to nie jesteśmy zbyt dobrze wyekwipowani do podjęcia dzieła miłości.

Zawsze zostaje coś, co należy jeszcze powiedzieć, zawsze ktoś wciąż walczy o słowa i możność opowiedzenia swojej historii. Co dzień każda z nas na nowo wymyśla świat i swoje ja, wychodzi temu światu na spotkanie, otwiera lub zamyka w nim przestrzeń dla innych.

(tamże)

(4151+1). Ad rem (II)

Kategoria: Strajk Kobiet. Nie mam nic mądrego do dodania.

Jest prawdą powszechnie znaną, że kobiecie mającej własny pogląd brak do szczęścia tylko cudzych pouczeń.

W obecnej skrajnie antyaborcyjnej atmosferze […] kobieta w po­rów­na­niu z płodem w jej macicy nie ma żadnej wartości, chociaż z prze­szło połowy tych płodów kiedyś wyrosną kobiety, które także kiedyś ktoś uzna za bezwartościowe w porównaniu z kolejnym pokoleniem po­ten­cjal­nych płodów.

Niekończąca się wojna z prawami reprodukcyjnymi — nie tylko z prawem do aborcji, lecz również do antykoncepcji, planowania rodziny i edukacji seksualnej — jest próbą wywarcia instytucjonalnego przymusu. Przemoc odgrywa w niej istotną rolę, niemniej przymus ma także wiele innych wcie­leń, jak na przykład represyjne prawo karne. Nietrudno dostrzec, że usta­wo­daw­stwo, które rzekomo broni praw istot nie­na­ro­dzo­nych kosztem praw kobiet noszących owe istoty w brzuchu, w gruncie rzeczy skupia się na prawie mężczyzn i państwa do władzy nad kobiecym ciałem; nietrudno dostrzec, że odmowa dostępu do anty­kon­cep­cji i aborcji to atak na auto­nomię i sprawczość kobiet. Nieustająco atakowane jest prawo kobiet do decydowania o tym, czym jest dla nich seks, prawo do kontroli nad własnym ciałem, prawo do dążenia do rozkoszy i zawierania związków bez ulegania ogromnym wyzwaniom macierzyństwa lub do wybrania tegoż macierzyństwa na własnych warunkach.

Słowa nas łączą, milczenie rozdziela: pozbawia nas pomocy, solidarności lub choćby poczucia wspólnoty, które można wy­wo­łać lub wyprosić, posługując się mową.

Czeka nas wiele zadań: trzeba nazywać rzeczy po imieniu, mówić prawdę najlepiej, jak umiemy, rozumieć, skąd się wzięłyśmy, słuchać tych, których uciszano w przeszłości, dostrzegać, jak schodzą się i rozchodzą miriady naszych historii, korzystać z posiadanych przywilejów do li­kwi­da­cji uprzywilejowania lub jego poszerzenia. Takie są nasze zadania. Tak tworzy się świat.

Polityczki są krytykowane za wygląd, za głos, za posiadanie ambicji, za to, że nie poświęcają czasu rodzinie (lub że jej nie mają). Określenia typu „krzy­kli­wa” i „apodyktyczna” są zarezerwowane dla kobiet, podobnie jak sfor­mu­ło­wa­nie „mądrzyć się” dla Afroamerykanów. Kobiety w polityce nie mogą być zbyt kobiece, bo kobiecość nie kojarzy się z przywództwem; ale nie mogą też być zbyt męskie, bo męskość im nie przysługuje — podwójne związanie spychające je do miejsca, które nie istnieje, nakazując im bycie czymś niemożliwym, żeby nie uchodzić za coś złego. Bo, o ile zdołałam ustalić, być kobietą oznacza wiecznie coś robić źle. A przy­naj­mniej tak jest w patriarchacie.

Bez znaczenia jest, jakie masz zdanie jako kobieta: jeśli zapuścisz się na zwyczajowo męskie terytorium, zawsze spotkasz się z agresją. Wywołuje ją nie to, co mówisz, ale sam fakt, że się wypowiadasz.

[…] trzeba zdać sobie sprawę, że milczenie stanowi powszechny stan ucisku i że milczenie i uciszanie mają sporo odmian.
     Kategoria „kobiety” to długi bulwar, który krzyżuje się z mnóstwem mniej­szych ulic, takich jak klasa, rasa, bogactwo i bieda. Wędrówka tym bulwarem prowadzi zatem przez wiele skrzyżowań i w żadnym razie nie oznacza, że w mieście milczenia liczy się tylko jedna ulica i jedna trasa.

Przemoc wobec kobiet to często przemoc wobec naszych historii i głosów. To zanegowanie naszych głosów i wszystkiego, co oznaczają — prawa do sa­mo­okre­śle­nia, do przynależności, do zgody lub niezgody, do życia i uczestnictwa, do interpretacji i narracji.

To poniekąd zagadka, dlaczego jakieś konkretne zdarzenie jest kroplą, która przepełnia czarę goryczy.

Każda kobieta w każdym momencie może zostać uznana za chodzące referendum na temat kobiet — naprawdę wszystkie jesteśmy emocjonalne, skłonne do intryg i nie znosimy matmy? — lecz kiedy mowa o mężczyznach, takie miary nie są stosowane.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

4151. Czytana tam, skończona tu (II)  // Ad rem (I)

Od pierwszego eseju rozsiadła się w dziale moja książka roku 2021. Dwa dni po jej skończeniu wciąż głowię się nad wyborem cy­ta­tów, ba, nad wyborem kwestii, któ­rych wybór cytatów ma dotyczyć. Nie jest to naj­ła­twiej­sza łamigłówka, ale też wiem, że potrzebuję znaleźć chwilowe choć roz­wią­za­nie, by pójść dalej.

O, rany! Gdyby ta książka powstała kilkanaście lat temu, gdybym ją wtedy prze­czy­ta­ła… nie byłoby tego bloga! Bo powstał z niemocy utrzymania w sobie słów, z po­trze­by prze­ga­da­nia (choćby tylko ze sobą) istotnych kwestii, o których się nie mówi, z zachwytu bycia obdarowaną przez Życie. Gdyby tak było, nie pojawiłoby się w moim ży­ciu wielu Ludzi, bez których sobie swego życia nie wyobrażam.

Wygląda na to, że w życiu można mieć wszystko. Ja mam blog, „mam” swoich Lu­dzi, Oni mają mnie i, (jakby było mało) jest ta książka.

Zacznijmy więc od oczywistości, że tylko dzieci uszczęśliwią i nadadzą sens życiu kobiety — koń by się uśmiał na śmierć. A Misia Furtak, czekająca w blokach star­to­wych od dwóch lat, krzyczy: ej, to mój wpis!

Niekiedy już sam fakt, że możemy mówić, że ktoś nas słyszy, że ktoś nam wierzy, decyduje o naszej przynależności do rodziny, wspólnoty i spo­łe­czeń­stwa. Czasem nasz głos powoduje, że te struktury pękają; bo czasem te stru­ktu­ry są więzieniem. A kiedy słowa przełamują to, co niewymawialne, rze­czy dotąd tolerowane społecznie stają się nie do zniesienia.

Cisza spokoju, wyciszenie umysłu, wytchnienie od słów i zgiełku są z aku­sty­czne­go punktu słyszenia takie same jak milczenie na skutek ucisku i za­stra­sza­nia, jednak psychicznie i politycznie brzmią całkiem inaczej. Są rze­czy, których nie mówimy, bo dążymy do introspekcji i spokoju, oraz te inne, o których milczymy, bo zagrożenia są zbyt poważne lub przeszkody zbyt duże — lecz pierwsze różnią się od drugich tak, jak pływanie różni się od zatonięcia.

[…] różne epoki i kultury często zadawały sobie całkiem inne pytania niż obecna. Jaki jest twój wkład w dobro świata lub twojej społeczności? Czy żyjesz zgodnie ze swymi zasadami? Co zostawisz po sobie? Jaki sens ma twoje życie? Być może nasza obsesja na punkcie szczęścia to sposób, by nie zadawać sobie tych pytań, by nie myśleć o tym, jak pojemne potrafi być nasze życie, jak skuteczna może być nasza praca i jak dalekosiężna — nasza miłość.

Jednym z powodów kurczowego przywiązania do idei macierzyństwa jako kluczowej dla kobiecej tożsamości jest przekonanie, że dzieci zaspokajają naszą potrzebę miłości. Ale tak wiele rzeczy oprócz potomstwa zasługuje na miłość, tak wiele rzeczy miłości potrzebuje — miłość w naszym świecie ma tak wiele do zrobienia. I mimo że tyle osób kwestionuje pobudki ludzi bez­dziet­nych, uważając ich za jednostki egoistyczne, które nie chcą ponosić ofiar związanych z rodzicielstwem, to jakoś umyka ich uwadze, że ludzie mocno kochający swoje dzieci mogą mieć mniej miłości do zaoferowania reszcie świata.

[…] społeczne recepty na spełnienie bywają źródłem nieszczęść zarówno w przypadku osób piętnowanych za to, że nie umieją lub nie chcą się do nich zastosować, jak i ludzi posłusznych, którym jednak szczęścia nie dają.

Są ludzie, dla których istotą dobrego życia są rzeczy inne niż szczęście — dawanie i branie miłości, zadowolenie, honor, sens, głębia, zaangażowanie, nadzieja.

Pytania o szczęśliwość zazwyczaj są zadawane przy założeniu, że wiadomo, jak wygląda szczęśliwe życie. Często pisze się, że wystarczy w tym celu zdo­być stosowne rekwizyty — współmałżonka, potomstwo, majątek, prze­ży­cia ero­ty­czne — chociaż nawet milisekunda zastanowienia pozwala sobie przy­po­mnieć niezliczone osoby, które mają to wszystko, a przecież są nie­szczę­śli­we.

Zbyt duża część naszego społeczeństwa wciąż tkwi w okopach żarliwej wiary, że rodzinę, w której dziećmi zajmuje się dwoje heteroseksualnych rodziców, spowija zgoła nadprzyrodzona magia. W rezultacie pod­trzy­mu­je­my nieudane związki, niosąc destrukcję całemu otoczeniu. Ludzie bez końca tkwią w strasznych małżeństwach, nie mogąc ich zakończyć, bo uparcie wierzą starej recepcie, według której sytuacja nieznośna dla jed­ne­go lub obojga rodziców okaże się jakoś korzystna dla dzieci.

Być może problem częściowo polega na tym, że nauczono nas zadawać niewłaściwe pytania samym sobie.

Życiowym celem stała się dla mnie postawa prawdziwie rabiniczna, umie­jęt­ność odpowiadania pytaniem otwartym na pytanie zamknięte, osią­gnię­cie wewnętrznej mocy, która skutecznie ostrzeże mnie przed intru­zem, a przy­naj­mniej przypomni, że powinnam go zapytać: „Dlaczego o to py­tasz?”. Odkryłam, że to na ogół najlepsza reakcja na nieprzyjazne py­ta­nie, a pytania zamknięte zazwyczaj są nieprzyjazne.

W życiu warto zadawać sobie wiele pytań, więc być może kiedyś staniemy się mądrzejsze i zrozumiemy, że nie na wszystkie trzeba odpowiadać.

Pytanie zadane mi we wspomnianym wywiadzie było niemądre, bo za­kła­da­ło, że wszystkie kobiety powinny mieć dzieci, a także niestosowne, bo roz­mów­ca uznał za rzecz naturalną, że kobiece czynności reprodukcyjne są spra­wą publiczną. Co gorsza, kryło się w nim bardziej fundamentalne założenie, że nie istnieje dla kobiet inny sposób życia.

Niektóre osoby pragną mieć dzieci, ale ich nie mają z roz­ma­itych powodów: osobistych, medycznych, emocjonalnych, zawodowych; inne tego nie chcą, i to też nie powinno nikogo obchodzić.

Mężczyzny nigdy by o to nie zapytał!” — plunęła wściekle. Miała rację. (Jej wykrzyknienie, zadane w formie pytania: „Zapytałbyś o coś takiego męż­czy­znę?”, to świetny sposób, aby usadzić niektórych interlokutorów). U źró­deł tego typu natręctw prawdopodobnie tkwi przekonanie, że nie ma czegoś takiego jak Kobiety, stanowiące pięćdziesiąt jeden procent ludzkości, któ­rych potrzeby są równie różnorodne, pragnienia zaś równie zagadkowe jak potrzeby i pragnienia pozostałych czterdziestu dziewięciu procent; że ist­nie­je wyłącznie Kobieta w liczbie pojedynczej, która musi wyjść za mąż i rodzić dzieci i której zadaniem jest wpuszczać w siebie mężczyzn i wy­pusz­czać z sie­bie potomstwo, jakby była czymś w rodzaju windy dla gatunku.

Nie istnieje dobra odpowiedź na pytanie, jak być kobietą; być może cała sztuka polega więc na tym, jak tej odpowiedzi odmawiać.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

*   *   *

Misia Furtak, Nie zaczynaj.

niedziela, stycznia 31, 2021

4118. Zamykając czytelniczy rok (I)

Uwielbiam ciekawość, która prowadzi Autora pod prąd. Ibukosknera na początku października 2020 zaznaczył nowość do upolowania. Było co czytać, można było poczekać. Czekanie gniotło, Ibukosknera nie odpuszczał. Prze­chy­trzy­ła go Ma — podarowała mi tę książkę.

Pamiętam, gdy w wiadomościach podano, że najsłynniejszy eksperyment Zimbardo to jednak obrzydliwe oszustwo. Zadziwiło mnie wtedy, jak szybko przestała to być istotna informacja dla mediów. Świat nauki zawiódł kolejny raz, nic z tym nie ro­biąc.

A Milgram? Na pewno słyszeliście o tym panu. W ostatnich latach jego eksperyment znów wielu ludziom tłumaczy dynamikę ludzkiego świata, nie zająknąwszy się na­wet, że jest manipulacją, a nie rzetelnym badaniem naukowym.

Czytana powolutku — delektowałam się rozdział po rozdziale — przez półtora miesiąca. Pozwalałam przytaczanym historiom wsiąkać w moje jestestwo. Gdybyś miała przeczytać, gdybyś miał przeczytać w tym roku tylko jedną książkę — prze­czy­taj tę! Koniecznie, bo ona obali wszystko, co wydaje ci się oczywiste, jeśli chodzi o ludzkość. Daj się zaskoczyć, namierz nieprawdziwe, wytarte od używania prze­ko­na­nia i pozwól im odejść w niebyt.

To jest książka o radykalnym poglądzie.
     Poglądzie, który od dawna denerwuje rządzących. Poglądzie, któremu zaprzeczają religie i ideologie, który jest ignorowany przez media infor­ma­cyj­ne i wymazywany z annałów historycznych.
     […]
     Na czym więc polega ów radykalny pogląd?
     Na tym, że większość ludzi w głębi duszy jest całkiem przyzwoita.

*

[…] cynizm jest tylko kolejnym słowem oznaczającym le­ni­stwo. To wy­mów­ka, by nie brać na siebie odpo­wie­dzial­ności.

*

Jedno jest pewne: lepszy świat nie zaczyna się od większej empatii. Jeśli w ogóle, to empatia sprawia, że jesteśmy mniej wyrozumiali, ponieważ im bardziej identyfikujemy się z ofiarami, tym bardziej generalizujemy sy­tu­ację naszych wrogów. […] Smutna prawda jest taka, że empatia i kse­no­fo­bia idą w parze. To dwie strony tego samego medalu.

*

Bo to właśnie robi z nami empatia. Wykańcza nas. […] w przeciwieństwie do empatii, współczucie nie zmniejsza naszej energii. […] współczucie jest lepiej kontrolowane i konstruktywne. Nie chodzi o doznawanie cudzego cierpienia, ale o to, żebyś mógł je rozpoznać, a następnie przejść do dzia­ła­nia. Mało tego, współczucie wstrzykuje nam siłę, której potrzebujemy, by pomóc.

*

[…] wszystko co najlepsze w życiu: im więcej dajesz, tym więcej masz. To prawda o zaufaniu i przyjaźni. To prawda o pokoju.

*

Kiedy zamykamy się we własnych okopach, tracimy z oczu rzeczywistość. Zaczynamy myśleć, że mała, podżegająca do nienawiści mniejszość od­zwier­cie­dla całą ludzkość. Jak garstka anonimowych trolli inter­ne­to­wych, którzy są odpowiedzialni za prawie cały jad na Twitterze i Facebooku.

*

[…] raz za razem trafiamy z powrotem do okopów. Zbyt łatwo za­po­mi­na­my, że ten drugi facet, sto metrów dalej, jest taki sam jak my. Raz po raz strzelamy do siebie z daleka — za pośrednictwem mediów spo­łe­czno­ścio­wych lub forów internetowych, z bezpiecznego miejsca, w którym się oko­pa­li­śmy. Pozwalamy, aby strach, ignorancja, podejrzliwość i stereotypy były naszymi przewodnikami, tworząc uogólnienia na temat ludzi, których nigdy nie poznaliśmy.

*

Kiedy w święta 1914 roku pokój rozprzestrzenił się jak epidemia, niewielu żołnierzy było na niego odpornych. Jednym z rzadkich wyjątków był sztywny, dwudziestopięcioletni kapral w 16. Bawarskim Rezerwowym Pułku Piechoty, który stwierdził, że „Takie rzeczy nie powinny się dziać w czasie wojny”. Nazywał się Adolf Hitler.
     […]
     Historyk wojskowy Tony Ashworth opisuje Boże Narodzenie 1914 roku jako „nagłe pojawienie się [nie wierzchołka, lecz] całej góry lodowej”. Nawet w czasie wojny istnieje bowiem ogrom pokoju, gotowy w każdej chwili się wynurzyć. Aby zepchnąć tę górę z powrotem pod powierzchnię, generałowie, politycy i podżegacze wojenni muszą wy­ko­rzy­stać wszystkie dostępne im środki, od fałszywych wieści do fizycznego przymusu.

*

Jednym z najistotniejszych odkryć nauki o kontaktach jest to, że uprze­dze­nia można wyeliminować tylko wtedy, gdy zachowamy własną tożsamość. Musimy zdać sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy różni i nie ma w tym nic złego. Możemy budować dla naszej tożsamości mocne domy z solidnymi fundamentami.
     A potem możemy otworzyć drzwi.

*

[…] pomysły nigdy nie są tylko pomysłami. Jesteśmy tym, w co wierzymy. Znajdziemy to, czego szukamy. A to, co przewidujemy, zaczyna się urzeczywistniać…

*

Jeśli masz ukarać człowieka, musisz go zranić. Jeśli masz go zreformować, musisz go poprawić. Ale ludzie nie stają się lepsi dzięki ranom.
// George Bernard Shaw

*

„Przeciwieństwem zabawy nie jest praca”, powiedział kiedyś psycholog Brian Sutton-Smith. „Przeciwieństwem zabawy jest depresja”. Obecny sposób pracy wielu z nas – bez wolności, bez zabawy, bez wewnętrznej motywacji – napędza epidemię depresji. Według Światowej Organizacji Zdrowia jest ona obecnie chorobą numer jeden na świecie. Mamy naj­więk­sze braki nie na koncie bankowym lub w budżecie, ale w nas samych. To niedobór tego, co nadaje sens życiu. Niedobór zabawy.

*

Bo nic nie jest potężniejsze od ludzi, którzy robią coś tylko dlatego, że chcą to robić.

*

[…] wszystko się zmienia, gdy wymieniasz podejrzenia na bardziej pozytywne spojrzenie na ludzką naturę.
     Wartościami czołowymi stają się umiejętności i kompetencje, a nie przychód czy wydajność.

*

Nasze głębokie przekonania — niezależnie od tego, czy są prawdziwe, czy też wyobrażone — mogą również ożywiać, powodując bardzo realne zmiany w świecie.

*

„Mam wrażenie”, pisze Rebecca Solnit, […] „że największy strach rozsiewają potężni ludzie, którzy postrzegają całą ludzkość na swoje podobieństwo”. Dyktatorzy i despoci, gubernatorzy i generałowie — zbyt często uciekają się do brutalnej siły, aby zapobiec scenariuszom, które istnieją tylko w ich głowach. Zakładają, że przeciętny człowiek będzie — tak jak oni — dbał wyłącznie o własne interesy.

Rutger Bregman, Homo sapiens. Ludzie są lepsi, niż myślisz,
przeł. Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020.
(wyróżnienie własne)

Każdy dobry uczynek jest jak kamyk w stawie, wysyłający fale we wszystkich kierunkach.

*

Aby wyciągnąć do kogoś dłoń, potrzebujesz przede wszyst­kim jednej rzeczy. Odwagi. Bo może się okazać, że skończysz ze zranionym sercem lub ktoś urządzi sobie z tego po­śmie­wi­sko.

*

Bądź więc realistą. Bądź odważny. Bądź wierny swojej na­tu­rze i oferuj innym swoje zaufanie. Czyń dobrze w biały dzień i nie wstydź się swojej hojności.

(tamże)

*

Rutger Bregman, Humankind: A Hopeful History.

środa, stycznia 20, 2021

4106. I po książce…

Co za wspaniały początek wydawniczego roku! Profesor Snyder — jeden po­po­łud­nio-wieczór. Le Guin — jedna wieczoro-noc.

Wczoraj, w przeddzień premiery dwóch książek, na które intensywnie czekam, no­we, polskie tłu­ma­cze­nie Le Guin. Mój wewnętrzny ibukosknera, pozbawiony zabawy w polowanie, ma ciężki czas — informuję go tylko: profesor Snyder, rozumiesz; Le Guin, ro­zu­miesz. Nie wiem, czy rozumie, jeśli nie, trudno — są książki, na które nie chcę czekać.

Wolno, wolniutko, a i tak literki te są tylko na ząb Duszy. Na szczęście smak utrzy­mu­je się dużo dłużej.

[…] w dzisiejszym rozumieniu poezji — postrzeganej nie jako rym i metrum, ale uporządkowane, intensywne użycie języka — cała Księga jest poezją.

Kiedy próbujesz podążać Drogą, to nawet jeśli co rusz z niej zbaczasz, spotykają cię dobre rzeczy, i to pomimo że nie zasługujesz na nie. W pracy nad Tao Te Ching zbaczałam ze ścieżki nie raz. Zaczęłam od kilku rozdziałów jeszcze przed trzydziestką. Mniej więcej co dziesięć lat robiłam kolejny fragment i wmawiałam sobie, że kiedyś usiądę i zabiorę się do tego porządnie.

W poezji […] piękno nie jest dekoracją; jest znaczeniem. Jest prawdą.

Lao był, jeśli był, filozofem, amerykańscy tłumacze Tao byli tłumaczami i sinologami, Ursula K. Le Guin była pisarką, polscy tłumacze, Bargielska z Jarniewiczem, są pisarzami. Czemu o tym mówimy? Bo w tej wielo­ję­zycz­nej, wielo­bran­żo­wej i wielo­epo­ko­wej sztafecie – od Daodejing przez Tao Te Ching po Księgę Drogi i Dobra — różnica między twórczością przekładową a dziełem autorskim nieuchronnie wyparowuje. Do pracy przystąpiliśmy więc ze świadomością, że nie tyle tłumaczymy, ile piszemy polską wersję utworu Le Guin, a nie Lao Tzu.

[…] tak wielu ludzi przez tak wiele wieków znajdowało w Księdze rzecz najcenniejszą: czyste przeczucie tajemnicy, której jesteśmy trybikiem.

Powroty i powtórzenia są ruchem, jest to ruch naprzód.

Ukryte światło i głęboka tajemnica są sygnałami nawołującymi: „pomyśl o tym” – pomyśl o uwadze, jaką powinniśmy darzyć sprawy nieistotne.

To know enough’s enough
is enough to know.

Dusza, gdy nie pragnie,
widzi, co ukryte.
Kiedy zacznie pragnąć,
widzi, co chce widzieć.

potem jest po przedtem,
by stać się przedtem dla potem.

Wielkość znaczy iść dalej,
iść dalej znaczy iść daleko,
iść daleko znaczy powracać.

Rozbić się na kawałki, by się nie rozlecieć.
[…]
W dawnych czasach mówiono:
„Tylko w kawałkach będziesz cały” —
mówiono od rzeczy?
Nie, mówiono po prawdzie,
bo bycie całością ma na imię powrót.

Ludzie, dopóki żyją,
są giętcy i delikatni,
niewzruszonymi stają się po śmierci.

Rodzina dysfunkcyjna
to porządni rodzice i sumienne dzieci.
Chore społeczeństwo
składa się z oddanych patriotów.

[…] bezkształtna, niezróżnicowana bryła, chaos, przed Słowem, przed Formą, przed Zmianą. W jej wnętrzu siedzi czas, przestrzeń, wszystko […] .

Droga też idzie czyimś śladem. Choć istnieje przed wszyst­kim, idzie za tym, co jest.

Ciało dobiega do mety, ale czego tu się bać?
[…]
Doceń jasność drogi, powróć do jej światła,
a nie będziesz pytała, kiedy skończyć.
To dobre ćwiczenie na to, co trwa wiecznie.

The great way is low and plain,
but people like shortcuts over the mountains.

No, świetną drogą idziesz, mówią,
ale niemożliwą.

Niech drobiazg będzie ogromem,
a szczypta — pełną garścią.

Możesz posunąć się o cal?
To o stopę się cofnij.

Lao Tzu napisała na nowo Ursula K. Le Guin, Księga Drogi i Dobra,
spolszczyli Justyna Bargielska i Jerzy Jarniewicz,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Żyjąc do końca życia,
żyję, ile trzeba.

Prawdziwe dobro
jest jak woda.
Woda jest dobra
na wszystko.
Nie ściga się.
 
Spływa wprost
do miejsc niskich i nijakich,
i tak znajduje drogę.

Nie zaufasz –
nie zaufają ci.

Drzewo, którego nie obejmiesz,
wyrosło z ziarenka.

(tamże)