Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psyLudziom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psyLudziom. Pokaż wszystkie posty

piątek, lipca 24, 2026

6171. Panna cotta (CCI)

delektuj się…
          chwilą, promieniem słońca, powiewem wiatru,
          smakiem kawy, dźwiękiem, kolorem, liściem,
          nowo poznanym słowem,
by w pełni czuć, że żyjesz.

assapora! gustati!
deliziati! goditi!

mica dimenticarti di assaporare,
di gustarti, di deliziarti, di goderti!

*

Mr. Rain, Lunedì nero.

piątek, maja 22, 2026

6122. Z oazy (CDLI)

Liczby. To czterysta pięćdziesiąta pierwsza książka przeczytana przeze mnie podczas tej wojny. Gdy przy każdej kolejnej zwiększam o jeden liczbę w tytule wpisu, nie­zmien­nie czuję się zakłopotana… Tam giną ludzie, zwierzęta, a ja mam przywilej czy­tania setek książek w ciszy i spokoju. Niby jak można było na to zasłużyć. Można było?

Policzyłam. To trzecia książka Autora, którą przeczytałam podczas tej wojny (tylko jedna z nich musiała czekać na lepszy czas). Czekałam na tę książkę od dwóch mie­się­cy z hakiem. Półtora tygodnia temu ją kupiłam i zaczęłam odliczać dni do dnia premiery. W tę środę rzuciłam wszystko, co czytałam, i już przed śnia­da­niem mia­łam ibuka na czyt­niku. W czwartek rano skończyłam ostatnie czterdzieści stron. Ta książka zde­cy­do­wa­nie należy do moich książek 2026 roku.

Tochman to nie tylko reporter i pisarz, Tochman to również gwarancja literackiej jakości.

Gdybyś miał_ przeczytać w tym roku tylko jedną książkę, niech to będzie ta. Niech Cię dotknie, poruszy, wstrząśnie, zmieni. Niech kłaczek, piórko lub choćby niejasne, ale znaczące wrażenie zalegną na dnie Twojego serca.

Każda osoba, każde zwierzę w tej książce robi wielką różnicę światu, choć świat nie­specjalnie jest tego świadom. Niech każda łza, która popłynie podczas czytania tej książki też zrobi różnicę, która pozwoli nam robić razem dobre rzeczy.

[…]  po raz pierwszy, mam poczucie, że książka, w której po­sta­wi­łem ostatnią kropkę, wcale się nie kończy. Wojna w Ukrainie trwa codziennie, więc i ta opowieść dalej codziennie się toczy.

Nie zamierzałem pisać książki o tej wojnie. Uważałem i nadal uwa­żam, że Ukraina ma znakomite pisarki i wspaniałych pisarzy.

Sądziłem więc, że moje pisanie, autora z zewnątrz, nie będzie po­trzeb­ne. A może wykręcałem się od tej pracy, bo nie chciałem już więcej opowiadać o zabijaniu?

I zastanawiałem się, czy jako reporter mam prawo, skoro ludzie powierzają mi swoje wojenne historie, zatrzymać je tylko dla sie­bie. Czy pisząc o dzisiejszym świecie, można nie pisać o za­bi­ja­niu, skoro ono wciąż się dzieje i dzieje? Czy mogę o zabijaniu milczeć?

Wydawnictwo Czowen publikuje tę książkę, oczywiście w prze­kła­dzie Andrija Bondara, równocześnie z wydaniem polskim.

Martwię się o wszystkich, o których tutaj opowiedziałem. Myślę o nich z wdzięcznością i podziwem. Codziennie, kiedy się budzę, sprawdzam, czy nic złego się u nich nie stało. Myślę o wszystkich, którzy są po tamtej stronie granicy. Kilkakrotnie w ciągu dnia sły­szę w telefonicznej aplikacji, gdzie w Ukrainie wyją sy­re­ny, i pa­trzę, co tym razem leci po niebie. Codziennie o dziewiątej rano aplikacja na chwi­lę mnie zatrzymuje, bym z całą Ukrainą pomyślał o zabitych. Ukrainkom i Ukraińcom życzę sprawie­dli­we­go pokoju. Także spokojnych snów bez trwogi o tych, których najbardziej kochacie. Życzę Wam sprawnych, rzetelnych try­bu­na­łów, które sprawiedliwie osądzą wszystkich winnych. Oby zwy­cię­stwo przyszło jak najszybciej.

Uznałem jednak, że potrzebuję tej książki teraz, by nadal, z pomocą wrażliwych i hojnych ludzi, wspierać ocalanie psich i kocich ofiar wojny. Niech ta opowieść będzie podziękowaniem dla wszystkich, którzy już do nas dołączyli. I niech będzie zachętą dla tych, którzy zrobią to w przyszłości. Każde wsparcie jest wielkie i dra­ma­tycz­nie potrzebne. Wszystkie aktualne szczegóły można znaleźć na moich socialach. Razem robimy piękne rzeczy. Zapraszam.

🖇 🖇

No jak! Nikt tu w wojnę nie wierzył.

🖇

Nie zrobiła [Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] zapasów, no nie zrobiła, na myśl jej nie przyszło, że wojna wybuchnie. W telewizji ją zapowiadali, że za­raz, ale ludzie, przynajmniej w tej sprawie, telewizji nie wierzyli. Jechała na zakupy. Już do niej dotarło, że być może ostatnie w wolnej Ukrainie. Bo nad ranem, gdzieś od Czarnobyla, usłyszeli łomot artylerii. Jeszcze nie wie­dzie­li, że to artyleria, ale teraz już wiedzą. Potrafią rozróżniać, czym ruscy zabijają ludzi.

🖇

Kacapy, ruscy, moskale, orki, raszyści, wańki, waciaki, łapcie, bagna, świ­nio­psy, zombi, robaki, sepsa, ruśnia jebana – ten słownik wyrazów bli­sko­znacz­nych z każdym dniem wojny będzie coraz bogatszy.

🖇

Szedł [Andrij Zacharczenko] prosto do klatki Małysza. To wielki owczarek kaukaski po złych doświadczeniach z ludźmi. I po udarze, którego dostał w czasie zabiegu kastracji. Kiepsko z nim było, ale dzięki wysiłkom Andrija zaczął znowu chodzić. Po klatce, bo nikt go nie wyprowadzał na spacer. Poza Andrijem, który starał się tu wpadać tak często, jak mógł. […]  Psy są mądre, mówi, potrzebują rozmowy z człowiekiem. A nie odsiadki w po­je­dyn­czych celach. Schronisko to dla psa więzienie, przekleństwo. Małysz pierwszy w tym schronisku zginie, pomyślał, kiedy od kolegi dostał wia­do­mość o woj­nie. Wszedł do klatki, zapiął Małysza na smycz, za­pro­wa­dził do samochodu. Stary maleńki Daewoo Matiz pomieścił kaukaza. Ruszyli do domu.

🖇

Każde życie ma znaczenie.

🖇

Kacapy! Wiktoriwno! Kacapy są u nas!
     Kiedy obcy ludzie wchodzą do schroniska, psy podnoszą alarm od razu. Najpierw te, które mieszkają w klatkach, nazywanych tutaj wolierami, naj­bli­żej bramy. Po dziesięciu sekundach jazgoczą już wszystkie. […]  Żaden pies nie zaszczekał, kiedy ruscy podjechali z impetem.

🖇

[Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] A godność i sumienie to nie są puste słowa. Mamy dwie ewentualności: albo nas zabiją, albo nas nie zabiją.
     Idziemy!

🖇

[Łarysa Mykołajiwna] Ci nasi Rosjanie tacy źli nie byli. Zdarzało się, że któ­ryś przyniósł kurę dla psów. Widać i wśród kacapów bywają ludzie, którzy kochają zwierzęta. Pies węch ma dobry, jedną kurę w kilkuset litrach rosołu poczuje. I ze smakiem doceni. I warzywa w zupie pływały, pszenica. Ale trze­ba to uczciwie powiedzieć – nasze zwierzęta wychudły. Co zjadły, to z nich zaraz wyszło. Oj, schudły biedactwa. A wracając do ruskich, no nie by­li źli, no tak, ustawili nas w szeregu, strzelali nam po butach, to znaczy po naszych telefonach, ale to nic. Tylko bliżej wieczora strach było iść przez blockpost, bo już narąbani ledwo stali, ale to nic. Nie zabijali, trzeba to do­ce­nić, nie gwałcili.

🖇

Obie [Łarysa i  Wiktoriwna] wstawały przed świtem. Zero wody, ogrze­wa­nia, prądu. Pierwsze spojrzenie nie na zegarek, ale na termometr. Bały się mrozu. Niedożywione psy mrozu nie przeżyją. One? Jadły cokolwiek. Po jabłku i kiedy słońce wstawało, ruszały w stronę schroniska. Piechotą, a jak? Każdą kroplę paliwa przeliczały na psie i kocie życie.

🖇

Na blockpostach nieopodal Syriusza Wiktoriwna głosiła wykłady. Tym ruskim, których już dobrze znała. Nazywała je wychowaniem politycznym: Krym nie jest i nie będzie rosyjski. Ani nasza Fedoriwka. Z czego przy­szli­ście nas wyzwolić? Jestem u siebie, a wy każecie mi codziennie po­ka­zy­wać kieszenie? Wmówili wam, że nasze dziewczyny będą was witać kwia­ta­mi? Że będą się wam rzucały na szyję? A za co one miałyby wam dziękować? Że ich łaskawie nie rozstrzelacie, jak będą posłuszne?
     Takie pytania zadaje się tylko prosto w oczy. Łarysa Mykołajiwna aż się łapała za głowę, kiedy po powrocie z polowania Wiktoriwna ze śmiechem opowiadała o swoich wykładach. Ty się śmiejesz? Ty się prosisz o śmierć! […]  Pytała jednego z drugim, jak mają na imię. Misza? Ładnie. A powiedz mi, Misza, czy ty masz jakieś zwierzątko? Pieska? A jak ma piesek na imię? A z kim go zostawiłeś? Z mamą? Tęsknisz, Misza, za mamą? Mama na pew­no się o ciebie martwi. Mama na pewno dobrze się opiekuje two­im pie­skiem. Misza, piesek na pewno ma co jeść i śpi na kanapie. A ja mam tu ponad trzy tysiące piesków, chorych, potrąconych przez wasze samochody, ogłuszonych przez wasze czołgi. Prawda, że biedactwa? A teraz przez to wszystko jeszcze są głodne, kura by się nam jakaś dla nich przydała.
     Tylko z wagnerowcami nie było żadnej rozmowy. I oni się tu kręcili. Bez emocji, na prochach, odcięci. Patrzyli przez człowieka na wskroś, jakby człowiek był z pleksi.

🖇

Nyctalus noctula — borowiec wielki.
     Pipistrellus kuhlii — karlik średni.
     Eptesicus serotinus — mroczek późny.
     Vespertilio murinus — mroczak posrebrzany.
     Te cztery mieszkają w mieście. Ale większość z dwudziestu ośmiu ga­tun­ków żyjących w Ukrainie unika miasta. Nasze domy to jaskinie. Także na­sze bloki. Uchylone okna to szczeliny w skale. Zapraszają do środka. Lu­dzie tak je zostawili, kiedy uciekali przed wojną. Myśleli: zaraz wrócimy, niech się wietrzy. Albo: niech zostaną otwarte, bo kiedy coś huknie niedaleko, po­dmuch nie wywali szyb. Inni na odwrót: wszystko szczelnie pozamykali. Potem coś niedaleko wybuchło i szyby wyleciały. Często niecałe. Powstały tysiące nowych szczelin. Nietoperz taką nieszczelność z łatwością namierza, wlatuje do mieszkania, by nigdy go nie opuścić. Bo z wewnątrz szczelina dla nietoperza nie jest już oczywista. Uwięziony nie potrafi wylecieć przez okno, by żyć dalej. Próbuje, łamie skrzydła. Próbuje się wdrapać po ramie okna, ale to gładki, śliski plastik. Zaczyna wołać. Nie ostrzega tym in­nych nie­to­pe­rzy. On chce pomocy. Solidarne, wrażliwe i empatyczne, za­miast uciekać, zlatują się do środka. Wpadają w pułapkę. Setki, tysiące nawet. […] 
     Choć nikt do nietoperzy nie strzela, są ofiarami wojny. A jeszcze trzeba dodać, że nie wiemy, przynajmniej na razie, jak na nietoperze wpływają metale ciężkie. Gleba jest skażona przez wojnę. Rośliny są pokarmem owa­dów. Owady piją skażoną wodę. Są pokarmem nie­to­pe­rzy. Na nietoperze polują sowy. I tak dalej.

🖇

I tam po latach rano zadzwonił telefon, przyjaciółka, uciekajcie, bo wojna. Jaka wojna? Przecież trzy dni temu piliśmy kawę i ustaliliśmy, że żadnej wojny nie będzie. Wyszłam przed drzwi, usłyszałam wybuchy.

🖇

[…]  bezdomne psy. Po ukraińsku: bezprzytulne.

🖇

Wojna? Nikt nie wierzył, że idzie. Ale każdy wiedział, że jeśli przyjdzie, to tędy. To droga z granicy na Kijów.

🖇

Z ludźmi niewiele chcę mieć dziś wspólnego, mówi dawna wolontariuszka Iryna Isajewa, ludzie nie są zwierząt warci. Dla zwierząt i ludzi powinny być osobne planety. […]  Ludzie myślą, że my jesteśmy wrażliwi, więc słabi. Nieprawda. Miłość do zwierząt daje nam siłę.

🖇

Od wielu lat mówiło się o wojnie. Nikt nie brał wojny na serio. Teraz już wiem, że powinnam była liczyć tylko na siebie.

🖇

Na pytanie, dlaczego z narażeniem życia ratują zwierzęta, Ihor odpowiada bez namysłu: bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka. Z czło­wie­kiem tworzą więzi. Za człowiekiem tęsknią. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc. Człowiek popełnia błąd, kiedy porzuca przyjaciela. Czło­wiek ma wyrzuty sumienia albo ich nie ma. Ratujemy ludzkie sumienia. Systemowo ratujemy człowieczeństwo.

🖇

[ARK, Animal Rescue Kharkiv]
     Bilans pierwszego roku wojny (2022): 6993 ocalone zwierzęta.
     Bilans drugiego roku wojny (2023): 6165.
     Bilans trzeciego roku wojny (2024): 8364.
     Bilans czwartego roku wojny (2025): 6279.

🖇

Pędzimy i rozmawiamy o dronach. Na początku dużej wojny służyły tylko do lotów zwiadowczych. Później podczepiano im małe ładunki wybuchowe. Małe, ale wystarczające, by uszkodzić dom, zniszczyć samochód i zabić lu­dzi. Kamikadze z krótkim zasięgiem: gdzieś, tuż za linią zero, siedzi ope­ra­tor. Wypatruje celu jak snajper. I uderza. Są też kamikadze z długim za­się­giem: ślepe ptaszysko zaprogramowane na cel. Takie potrafią uderzyć da­le­ko, w Kijów, w Odessę i Lwów. Do dronów kierowanych falą radiową do­łą­czy­ły potem drony na kabelku. Jak latawce. Drut cienki jak żyłka — świa­tło­wód — podczas lotu rozwija się ze szpulki. Najpierw miał dwa ki­lo­metry, teraz już kilkadziesiąt. I takim dronem kieruje operator. Dostrzega cel i za­bija.

🖇

Parkujemy zawsze pod drzewami, jeśli jakieś drzewa są. Samochód opu­szcza­my zawsze natychmiast. Następne psy, następne koty. Wszystkie dzi­siaj posłuszne, gotowe do drogi. Wszystkie chcą być ocalone. Każdy zostaje sfotografowany, opisany. Znowu dron albo z tych nerwów tylko nam się wydaje, że znowu coś bzyczy. Kucamy pod drzewem. Zabzyczał, odleciał.

🖇

Kurwa! Potrzebujemy chirurga, bo ten pies zaraz umrze! Lala [Tarapakina] przeklina. Lala wymaga. Lala krzyczy. Zadajemy Lali pytania, ale często nie możemy ich skończyć. Bo Lala z góry wie, czego chcemy się od niej do­wie­dzieć. Odpowiada na pytania, które wcale nie padły. Bywa tak na­krę­co­na, że czasem trudno się z nią porozumieć. Może to i dobrze. Mania, wobec wojennej depresji, wydaje się zbawieniem.
     Ewakuujemy!

🖇

Co z kotami? Zostawią. To nie jest rozwiązanie, tłumaczyliśmy, weźmiemy je do Charkowa. Chcecie się po nie zgłosić, kiedy dojedziecie na nowe miej­sce? Czy mamy dla nich poszukać innej rodziny? I po co płakać? Wszyst­ko będzie dobrze, tylko nie trzeba zwlekać z wyjazdem.

🖇

Psi jazgot, gdyby trwał chwilę dłużej, obudziłby niejednego trupa. I psiego, i ludzkiego. A podejrzewamy, że za niejednymi drzwiami wiecznie od­po­czy­wa­ją tu ludzie, pewnie ci najstarsi, owdowiali, bez rodzin. Albo z rodzinami, które o nich zapomniały. Sieroty w podeszłym wieku. Nie mia­ły gdzie je­chać albo jak jechać. Nikt na tych ludzi nigdzie nie czekał.

🖇

Kupiańsk dbał o niczyje psy. Nie było ich wiele. Program Wiktorii [Kru­czy­ny] działał. Niektóre nocowały w przedsionku supermarketu, inne miały ciepłe budy na bazarze, jeszcze innym pozwalano mieszkać na klatkach schodowych. Tam, gdzie nie było psów, były koty. Aż przyszedł luty 2022 roku. Okupacja. Ludzie uciekali z miasta, ich psy z kocyków, foteli i kanap trafiły na ulice. Jeśli miały szczęście, bo były i takie, które pozostały w zamk­nię­tych mieszkaniach. Marły z głodu. I ze strachu, bo za oknem dudniło jeszcze mocniej niż dzisiaj.
     Byli i tacy, którzy zabierali swoje zwierzęta w drogę. Byli, oczywiście.

🖇

Zdarzały się i koty. Rosyjscy żołnierze pomagali je łapać. Nie wszyscy byli źli. Bywali i tacy, którzy na blockpostach dokarmiali zwierzęta. Nasze psy chodziły za nimi, mówi Wiktoria, ruscy zawsze z automatami i z psami. Tak jak teraz nasi, zawsze z psami. Pies lgnie do człowieka, tak jak my lgniemy do Ukrainy.
     Nasi przegonili stąd ruskich we wrześniu.

🖇

Wojna — dla wielu psów ratunek z niewoli. Z przemocy. Z zaniedbania. Z choroby, której dzięki szczepieniom można by uniknąć. Blizny od od­łam­ków, mówią wojenni ratownicy zwierząt, nie zostawiają w psiej psy­chi­ce śladów tak wielkich jak bicie i głód na łańcuchu. Ale to zdrada zostawia najgłębszą ranę. Do końca. Opuszczasz psa na wojnie – każesz mu patrzeć śmierci w oczy. Pies jej spojrzenia nie zapomni.

🖇

W Poratunku wpadli na pomysł, by w podziemnej leczni­cy po­sta­wić drzew­ko życia, opowiada Rusłan Horbal, pierwszy ratownik ARK. Sztuczne drzewko, ale jakie żywe! Wieszają na nim wycinanki: jedno ura­to­wa­ne psie życie – jeden pies wycięty z papieru. Jedno kocie — jeden kształt kota. Są ptaki i jeże. Sto zwierząt, tysiąc, dwa tysiące, cztery i tak dalej. Drzewo przypomina, mówi Rusłan, jak wiele stworzeń udało się nam ocalić. Drzewo memento. Bo pokazuje i to, że nie możemy przestać tam jeździć. Do strefy śmierci.
     Każde życie jest ważne — to filozofia Poratunku. Psy i koty czują strach, ból, tęsknotę i zdradę. Ludzie wiedzą o nas, mówi Rusłan, oglądają w sieci nasze filmy. Rozumieją, że ratowanie zwierząt jest jak ra­to­wa­nie ludzi. Trzeba ratować.

🖇

Nie ma w nim nienawiści do nikogo. Człowiek porzucił psa, Rusłan psu po­mo­że. A człowiek niech sobie sam radzi z faktem, że porzucił psa. Rusłan ni­ko­go nie ocenia. Poza tymi, którzy tu przyszli, by zabijać. Jedyne wyjście to zabijać ich. Eliminować zło. […]  to ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest dobro i czym jest zło. Niewolnicy swoich przekonań.

🖇

Skoro ratuję kogoś słabszego, Rusłan stwierdza z przekonaniem, to mnie w trakcie ewakuacji chroni ktoś mocniejszy. I na dowód swojej tezy przywołuje kilka sytuacji, z których nie było wyjścia: drony, rakiety, wszystko naraz, koniec życia murowany. A Rusłan ocalał. Rusłan zawsze wraca.

🖇

Myrosław [Łajuk] jeździ po wojennej Ukrainie i zapisuje stratę w chwili, kiedy strata się dzieje. Zamraża moment opuszczenia, rozstania, końca. Nie pyta o stratę po jakimś czasie. Uważa, że czas stratę filtruje, zmienia. […]  O tym, co się stało, ludzie z każdym dniem pamiętają inaczej. […]  jego interesuje, co dzieje się w ludzkich uczuciach teraz. Na przykład: jakiś czas temu zamroził dobry humor żołnierzy ze świeżymi kikutami. Chłopcy spod Awdijiwki na szpitalnych łóżkach mieli znakomite nastroje. Pytał ich, dla­cze­go. Bo nie jesteśmy tam, wyjaśniali, tylko tutaj. Ocalali. Pytał o stratę, a oni nie o amputowanych nogach mówili, nie o uciętych rękach, tylko o cza­sie. Stracili czas, który mogliby spędzić z rodziną. I stracili kolegę na froncie. Jaka będzie ich odpowiedź za pięć lat? Jak ich stratę przefiltruje czas? Wciąż będą mieli dobre humory? Kochające rodziny? Opiekę pań­stwa? Państwo będzie istniało?

🖇

Anna [Kurkurina] spokojnym głosem zwierza się przed kamerą: świa­do­mość, że nie jesteś taka jak wszyscy, przychodzi z czasem. Ludzie mówili mi, Ania, ty widzisz? Ty się w faceta zmieniasz. A ja taka się urodziłam. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Pojawiłam się na świecie w jakimś celu.
     W zatopionym Chersoniu ściągała z dachów psy. I koty — z wierz­choł­ków drzew, które sterczały tuż nad mętną taflą. Wspinała się, kaleczyła, przeskakiwała, mokła. Ruscy strzelali i do ratowników, i do ocaleńców. […] 
Ruscy wszystko zniszczą, Anna mówi po rosyjsku, inaczej nie potrafi. Jak można strzelać do zwierząt? Krowy też są nazistami? Świnie też chcą do NATO?

🖇

[Swieta Szamraj] Ania? Imponuje mi siłą. Pokazuje, jak przetrwać. Wbrew wszystkiemu. Powiedziała światu, żeby wypierdalał i że będzie żyć po swojemu. Jest trochę szalona. Jeździ pod kule. Dzwoni, że wiezie do mnie ranne zwierzę z frontu. Albo że wyszła w nocy wyrzucić śmieci i kocię na śmietniku znalazła. Bez Ani byśmy tu wszyscy pomarli.

🖇

[Swieta Szamraj] Dlaczego spędzasz życie w sierści? Dlaczego nie możesz w czystości? Bo wy tego nie robicie, tak mogłabym odpowiedzieć. Ale po co? I tak mnie nie zrozumieją. Nie mają pojęcia, jak pięknymi stwo­rze­nia­mi są psy. Koty również. Nie umiem tego powiedzieć słowami. I one nam nie mogą powiedzieć, że są aniołami. Tak blisko nas, że ich możemy dotykać. Oszalałam? A można na wojnę zareagować inaczej niż sza­leń­stwem? Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że z moją głową wszystko jest w porządku. Nie potrafię uratować kraju ani ocalić ludzi, którzy tu giną. Tutaj, niedaleko. Nie umiem ratować dzieci rannych w zbombardowanym szpitalu. Niech je ratują ci, którzy potrafią. Ja wiem, jak wojennym psim znajdom czy kocim sierotom dać ocalenie, ukojenie i miłość. Im świat do­oko­ła straszniejszy, tym bardziej staram się go czynić piękniejszym.

🖇

Ludzie i zwierzęta tulą się do siebie. Nasłuchują dronów.

🖇

Jesteśmy, mówi Ołena [Woszun], ich zakładnikami. Kiedy będą musieli stąd wyjść, wysadzą reaktory. Zresztą podobno niczego nie muszą wysadzać. Wystarczy wyłączyć prąd, przestanie wtedy działać chłodzenie, reaktory eksplodują. Mamy ich tutaj sześć. Na razie orki tam siedzą. Trzymają w nie­wo­li specjalistów, naszych sąsiadów. Stamtąd do nas strzelają.

🖇

[Ołena Woszun] Często ludzie żyją tylko dla siebie. Zajmują się wyłącznie sobą. Są i tacy, którzy mają wszystko w nosie, nawet siebie. Czy to wy­cho­wa­nie? Może jednak geny. Ja sądzę, że empatia jest dziedziczna, choć cza­sem głę­bo­ko w człowieku schowana. Wojna empatię budzi. Tyle że obo­jęt­ność też jest genetyczna. Współczucia w obojętnym nie obudzisz. Obojętny nie zrozumie, że dla obcego człowieka można coś zrobić za darmo. Albo dla psa. Ale zgadza się z innymi obojętnymi, że to my jesteśmy dziwakami. Bo ratujemy życie. Naszą garstkę oceniam na dwadzieścia procent populacji. Na nas trzyma się świat.

🖇

Iwan [Rusew]? Choć ma siły i zdrowie, nigdzie nie poszedł. Bo jest po sześć­dzie­siątce, takich do armii nie biorą. Iwan służy ojczyźnie tutaj — nad brze­giem mo­rza. Obserwuje, notuje, fotografuje. Codziennie dokumentuje wo­jen­ną za­gła­dę nadmorskiej przyrody. Nazywa ją ekobójstwem. Doko­na­nym przez raszystów.

🖇

Milion ptaków przelatywało nad tutejszym stepem. Migrowały z Afryki i Azji. Jesienią wracały. Tutaj miały przystanek. Na przykład szablo­dzio­by. Były i prawie ich nie ma. Miejsca, gdzie zwykle odpoczywały i szuka­ły po­ży­wie­nia, zostały zbombardowane. Raszyści nienawidzą wszyst­kie­go, co nieraszystowskie. Wszystko musi zginąć, naj­wy­raź­niej również szablodzioby.

🖇

Wojna pochłonęła już co najmniej osiemdziesiąt pięć tysięcy delfinów. Jedną piątą populacji. Tak szacuje Iwan Rusew. Końca zabijania delfinów nie widzi.

🖇

[Żenia Matijko] o zabitych milczał, bo co miałby żonie napisać? Że wojna pokazuje, jak każde życie jest kruche? Że dziś jesteś, jutro cię nie ma? Że ta nowoczesna wojna wcale nowoczesna nie jest? Że okopy są tak samo pry­mi­tyw­ne jak na wielkiej wojnie ponad sto lat temu?

🖇

Zwierzęta są ciepłe i bliskie. Dają się przytulać, pozwalają o siebie zadbać i tak ratują żołnierskie głowy. Bo zaprzeczają śmierci. Moglibyśmy o tym z okularnikami w mundurach pogadać. O tym, jak w okolicznościach pola walki trudno zasnąć samemu. Z psem lepiej, z kotem. Zwierzęta są bez­bron­ne jak dzieci? Kiedy je ocalamy od wojennej śmierci, ocalamy też swoją ilu­zję, że ratunek jest możliwy? Okularnicy w mundurach wyglądają na ta­kich, z którymi można by o tym wszystkim pogadać. Powiedzieliby pew­nie, jak nam zazdroszczą, że już za moment z tej cholernej Meżowej wyjedziemy do lepszego świata. Że mamy taki przywilej. Że i oni pragną zostać ocaleni. Ale nie ma nikogo, kto ich ocali. Nie ma zachodniego świata, który jeszcze kilka lat temu był Bogiem.

🖇

[…]  przez wojnę tracimy dużo czasu. Tracimy życie.

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 02, 2026

6060. 92/365

szpa­gacik na praktykach w pikselu. gapię się od wczoraj na to zdjęcie, chyląc czoło przed miłością, którą timka ma w sobie, której perfekcyjnie patologiczny system edukacji nie dał rady, choć bardzo się starał, unicestwić. wiele kudłatych światów jest w najlepszych rękach podczas swoich bezbronnych chwil.

92/365


fot. [od:] Kaan.
 

Zmienianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Świat możemy trwale zmienić tylko dzięki swojej miłości i życz­li­wości.

W sprzecznościach i przeciwieństwach rozpoznajemy dy­na­mi­kę życia, która nie rozwija się linearnie, lecz raczej wciąż się na nowo stwarza z chaotycznych na pozór sytuacji.

Willigis Jäger, O miłości, ilustr. Szymon Adamczyk,
przeł. Zenon Mazurczak, Krystyna Podhajska,
Czarna Owca, Warszawa 2010.

poniedziałek, marca 16, 2026

6045. Z oazy (CDXXVIII)

To nie jest dobra książka. To jest książka zła ze względu na głupią i wyjątkowo pro­stacką formę antropomorfizacji osoby, jaką jest pies. To książka beznadziejna ję­zy­kowo, ale tu nie wiem, czy jest taka już na poziomie oryginału, czy jawi się taka do­pie­ro po przetłumaczeniu na język polski. Tylko ilustracje trzymają poziom i z ła­two­ścią dotykają kudła­tych wspomnień, budzą tęsknoty; uruchamiają też marzenia, które, choć pozostaną już tylko marzeniami, tak fajnie jest mieć.

W efekcie mój entuzjazm i dziecięcy wręcz zachwyt serią wydawniczą filigrany osiadł, ostygł i ledwo zipie. Nie śpieszno mi, by zajrzeć do dwóch pozostałych po­zy­cji, które w ramach tego projektu się ukazały.

Kiedy człowiek tak długo ma psa […]. Wydaje mu się, że zawsze był w jego życiu. Teraz Olle jest już stary i zbliża się jego koniec. Piszę tę książkę, bo nie chcę, żeby umarł.

🖇

     — Wiesz co? Zapomnij o tym, a ja nie odezwę się już na ten temat ani sło­wem.
     I wyszła.
     […]
     — Corrie, musimy o tym porozmawiać. Nie możem tak dalej żyć.
     Odłożyła książkę, zdjęła okulary i przyjrzała mi się.
     — Chętnie o tym porozmawiam — odpowiedziała — ale nie, jeśli uważasz mnie za wariatkę.

🖇

🖇

     — Wyrzućcie tego upiora za drzwi. Śmierdzi martwymi zwierzętami.
     Pióro zadrżało mi nad kartką.
     […] 
     Ale wtrąciła się moja żona:
     — Panie Mokradło, czy pan jest myśliwym?
     Pan Kradłomiej odpowiedział:
     — Tak.
     A wtedy Corrie odparła:
     — Proszę mi wybaczyć, panie Mokradło. Umówiliśmy się z Ollem, na­szym psem, że nie chcemy mieć nic wspólnego z myśliwymi.
     […] 
     — To znaczy… hm… — zacząłem — moja żona ma oczywiście na myśli…
     — Że nie lubimy ludzi, którzy strzelają do zwierząt — dokończyła Corrie — choć te zwierzęta nie włamały im się do domu ani niczego nie podpaliły! Tak uważamy Olle, mój maż i ja.

🖇

No i idzie. Niuch, niuch, z nosem w trawie. „Świat jest taki woniejący — my­śli zadowolony. — Nie rozumiem, dlaczego ludzie noszą nosy tak wy­soko, bo…”

🖇

🖇

Rusza z nosem tuż nad ziemią.
Świat ma dziesięć tysięcy zapachów.

🖇

Wiecie, kto smakowicie pachnie? Piekarz. Ma na imię Jaap i jeździ autem pełnym pieczywa. Codziennie zatrzymuje się przed naszą białą furtką. Wyj­mu­je chleb z samochodu i wkłada do koszyka. Przechodzi przez furtkę i idzie do drzwi.
     Olle i Dina uwielbiają Jaapa. Ma nie tylko chleb, ale też ciastka i su­char­ki. Niebiańsko pachnie. Kiedy odkłada koszyk, próbują wcisnąć do niego pyski.
     — Hola, nie wolno! — protestuje Jaap.
     Psy mają trzymać swoje wilgotne nosy z dala od chleba. Oczywista sprawa.

Kupujemy chleb, po czym Jaap wraca do samochodu. Olle i Dina idą za nim krok w krok aż do furtki. Z żalem odprowadzają wzrokiem jego samochód. I tak codziennie.
     […]  Olle długo o nim myśli. „Dlaczego nigdy nic mu nie wy­pa­da z ko­szy­ka?” — zastanawia się. Dzień w dzień, rok w rok. Nigdy nic nie wypada. Jak to możliwe?

🖇

Olle biegnie za nią [piłką]. A stamtąd nadchodzi wściekły Flet. Syczy i trze­pie skrzy­dła­mi. Ollego ogarnia strach.
     O co chodzi temu gąsiorowi? Czemu nie pozwala Ollemu złapać piłeczki? Olle nic z tego nie rozumie.
     Olle nie wie, że Fleta nic nie obchodzą piłki tenisowe. Flet ma bzika na punkcie taczek. Kocha Flip, ale taczki darzy nabożną czcią. Jeśli w ogrodzie stoją jakieś taczki, on natychmiast jest przy nich. Pasie się przy nich, śpi przy nich, ani na chwilę nie spuszcza ich z oczu. I… broni ich. Tylko Flip mo­że do nich podejść. Poza tym nikt.
     Olle niczego w taczkach nie widzi. Nawet nie wie, że istnieją.
     Flet niczego nie widzi w piłkach. Nie wie nawet, że istnieje coś takiego jak piłka.
     Olle myśli: „Ten ptak chce zabrać mi piłkę".
     Flet myśli: „Ten pies atakuje moje taczki".

🖇

🖇

Flet nie wie, jak zareagować. Co zrobić ze zwierzęciem, które cię nie widzi? Nie można go ostrzec, że się w danym miejscu stoi. A skoro nie da się go ostrzec, pozostaje tylko je zaatakować. Ale jeśli się zaatakuje, zwierzę, które cię nie widzi, może tak bardzo się przestraszyć, że jeszcze cię pogryzie na śmierć. A przecież to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się odwróciło i ucie­kło, a nie o to, żeby cię zagryzło.

🖇

Plaża nie należy do nikogo, a więc jest każdego. Psy lubią ją tak samo jak ludzie. Niektórym ludziom trudno się z tym pogodzić. Niektórym psom też.

🖇

Plaża jest bezkresna. Możesz nią gnać i gnać, aż padniesz. Nie ma na niej samochodów ani innych przerażających rzeczy.
     — To jest dopiero wolność! — woła Olle.

🖇

🖇

Wieje, Olle unosi nos pod wiatr. Z oddali napływają do niego zapachy. Olle czyta wiatr tak, jak my czytamy książki. Wieje z południa. Może Olle wy­czu­wa Afrykę? Widzi mijające go kłusem żyrafy. Albo antylopy. […]
     Olle wstaje i rozmarzony odchodzi. Jest przepełniony wiatrem, do­sko­na­le to widać. Idzie, ale nie ma żadnych konkretnych zamiarów. Po prostu idzie, tak sobie.

🖇

Pozwólmy wszystkim, którzy rozmawiają ze zwierzętami, ucz­ci­wie się ujawnić. Wyjdźcie z ukrycia!

🖇

Olle wzdycha. Wiatr to trzymająca w napięciu lektura, ale gdy czyta się go w swoim domu marzeń, na szczęście zawsze dobrze się kończy.

🖇

[…]  usiadł i spojrzał na pola. Długo panowała cisza. Słuchaliśmy ptaków. Wciągaliśmy nosami powietrze i czuliśmy, że jest w nim wiele smutku.

🖇

Olle stał się kruchy.
     […]  Nie potrafię sobie wyobrazić, że pewnego dnia już go nie będzie.
     […]
     Powiem wam coś smutnego. Piszę tę historię tak, jak gdyby Olle wciąż tu był. Ale to nieprawda. Olle nie żyje. Przeżył trzynaście lat.

Guus Kuijer, Olle. Pies, który umiał mówić,
ilustr. Thé Tjong-Khing, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

     — Nie spiesz się tak […]. — Zapominasz roz­ko­szować się życiem.

(tamże)

niedziela, lutego 08, 2026

6005. Z oazy (CDXIX)

Po porannym olśnieniu było czuć, że dziś będzie dobry dzień pomimo śniegu i zim­na, które już od tak długiego czasu robią mi permanentny areszt domowy.

Przy późnoporannej kawie zachciało mi się psiego kłaczka, więc klik, klik i de­lek­to­wa­łam się od deski do deski ibukiem-cegiełką, przepraszając Heniutkę co rusz za takie czy siakie ludzkie zachowanie, za to czy śmo przekonanie. Literki te sprawnie wyciskały ze mnie łzy, na zmianę tęsknoty i wzruszenia. Zdjęcia szczęśliwych psich osób uśmiechały mnie od ucha do ucha. To był dla mnie dobry czas.

A gdy skończyłam, pomyślałam, że potrzebujemy w następującej (dokładnie takiej!) kolejności wy­ko­nać dwa kroki: nauczyć się lepiej, czyli zdecydowanie inaczej, trak­to­wać psy, a na­stęp­nie podejść do siebie tak dobrze jak do psa po korekcie naszego zachowania.

A może nasz (jako społeczeństwa) aktualny fatalny stosunek do zwierząt wynika z te­go, że nienajlepiej (eufemizm!) trak­tu­je­my siebie samych. Parafrazując tytuł tej pub­li­ka­cji oraz kilku zawartych w niej stwierdzeń, może warto zacząć od odpowiedzi na dwa pytania: jaką mam relację ze swoim życiem? czy realizuję for­mę życia, którą w głębi siebie jestem? Jak dla mnie to piękne pytania, a znalezienie na nie odpo­wiedzi może być nie tylko pouczające, ale pomocne, by cenić bar­dziej życia innych, ludzkich i nieczłowieczych Osób.

A na koniec, gdy (który to już raz!) utyskiwałam na zimowy areszt domowy, przyszła do mnie parafraza-perełka: szanuj swój stan! Upiłam się pięknem dzisiejszego dnia. Wybieranie najcenniejszych wyimków było przepyszną wisienką na torcie.

Troska, poszanowanie, uważność i wolność — to filary, na któ­rych opiera się działalność Fundacji Duch Leona. Nie zabieramy do siebie psów po to, by dać im minimum komfortu. Naszym ce­lem jest pozwolić im żyć w najlepszych warunkach, na jakie za­słu­guje każda żywa, czująca i myśląca istota.

Duch to nie budynek, nie biuro, nie konto w banku. To ludzie, którzy postanowili, że oddadzą swój czas, talent i serce, żeby misja fundacji była realizowana i zmieniała świat psów na lepszy.
     I zmienia.
     Każdego dnia.
     Dzięki nim.

Fundacja „Duch Leona”

🖇 🖇

W Duchu oprócz tego, że codziennie staramy się przeżyć, po prostu też ży­je­my. Nie jakoś byle jak i bez zasad. Pierwszą i najważniejszą zasadą naszej egzystencji jest stara łacińska sentencja, która w tłumaczeniu brzmi: śpiesz się powoli. Zatem wszystko staramy się robić spokojnie, w namaszczeniu, bez gwałtownych ruchów.

🐾🐾

To miejsce, w którym żyje kilkadziesiąt zwierząt ceniących sobie rutynę i sta­bilność. Każdy przychodzący gość ten spokój burzy. Bez znajomości i zrozumienia zasad panujących w tak dużej grupie psów, przeciętny czło­wiek z zewnątrz będzie na każdym kroku zachowywał się niekulturalnie z punktu widzenia psich mieszkańców Ducha.

🐾🐾

Azjaty, tybetany, nowofunlandy, kaukazy, podhalany, dogi argentyńskie, berneńczyki, akity, briardy, owczarki rumuńskie, niemieckie, belgijskie, cane corso, wszelkiego typu TTB. Do wyboru, do koloru. […]  może warto zacząć zdawać sobie sprawę, że psy codziennie są usypiane i to nie z po­wo­du cho­rób i starości, a tylko i wyłącznie z powodu bezmyślności ich wła­ści­cie­li. Natomiast wszystkie te piękne psy, które widzicie na filmach, trafiły do Ducha w daleko innym stanie.

🐾🐾

Na warsztatach psy dostają szansę, której wcześniej im nie dano i z niej z ul­gą korzystają. Nie ma nic lepszego niż widok psa, który już nie musi atakować; który może się rozluźnić, odpuścić, zażyć swobody przestrzeni, skorzystać z towarzystwa innych psów i ludzi oraz po­ka­zać wszystkim, jaki potrafi być miły, kulturalny, ciekawski czy zwy­czaj­nie zabawny.

🐾🐾


Gandhi

🐾🐾

Praca ze sobą i z tymi psami nie ma początku ani końca. Wszyscy cały czas uczymy się siebie nawzajem, zmieniamy się, mamy lepsze i gorsze dni, a my ludzie wiemy jak mało wiemy o psach. Cały czas jesteśmy ich ciekawi i stale nas fascynują. Nawet wtedy, kiedy nas wkurzają.

🐾🐾

Jeśli ktoś jest gotowy, to weźmie stąd wiele. Jeśli nie, omiecie wzrokiem i pójdzie gdzie indziej. Każdy ma jakąś swoją własną drogę. Niektórzy nigdy z niej nie zejdą, bo to zbyt straszne. Inni doprowadzeni pod ścianę, podejmą tę ostatnią próbę, bo nie widzą już żadnych szans. Jeszcze inni popatrzą, posłuchają i wejdą w to jak w swoją starą koszulę, której od dawna szukali.

🐾🐾

Marzymy o tym, by wszystkie psy 
były rozumiane i szanowane 
w swojej odrębności.

🐾🐾

Psy uczą się kultury od siebie, stosują komunikację adekwatną do sytuacji i możliwości drugiego osobnika, wiedząc, że czasem dany pies już dał z sie­bie wszystko tego dnia, nawet jeśli dla człowieka mogłoby się to wydać nie­wystarczającą zmianą w zachowaniu. Stabilny pies, któ­re­go po­trze­by są za­spo­ka­ja­ne, nie nadużywa siły i nie dręczy innych, a wręcz im po­maga, jest więc nauczycielem idealnym.

🐾🐾

Zdrowa relacja opiera się na zaufaniu, radości, wspieraniu, ale też na po­zna­wa­niu i przekraczaniu granic, frustracji, wściekłości. Jest nie­ro­zer­wal­nie związana z ryzykiem, jakie niesie ze sobą życie.

🐾🐾

Duch ma niezwykle fajnych sąsiadów. I tych w pobliżu, i tych w okolicznych wsiach. To zwyczajnie bardzo uprzejme, kiedy ktoś jadąc ciągnikiem czy sa­mo­cho­dem, zwalnia i czeka, aż wszystkie psy przejdą. […] 
     Pamiętajcie: sąsiedzi to ważna sprawa. To oni pierwsi widzą przemiany Waszych psów, które mają szansę zachować się kulturalnie i z niej ko­rzy­sta­ją. To oni niosą wieści, że można inaczej.

🐾🐾

Psy tworzą relacje przez całe życie.

🐾🐾

Świat z perspektywy kilkunastoletniego psa, mającego problemy ze wsta­wa­niem i poruszaniem się, wygląda zupełnie inaczej niż świat widziany przez psa w pełni sprawnego. […]  Stary pies chciałby mieć towarzystwo zrównoważonego, pogodnego i kulturalnego psa, który będzie szanował jego przestrzeń i wiek.

🐾🐾

Życie psów, jeśli tylko im na to pozwolimy,
może być równie bogate jak nasze.

🐾🐾


Gacek

🐾🐾

Dobry spacer to taki, na którym zapominamy o czasie. Nigdzie się nie spie­szy­my […]. Co jakiś czas zatrzymujemy się na chwilę, żeby nacieszyć się otaczającą przyrodą, posłuchać ptaków, drzew czy wiatru.
     […]  Idziemy, oddychamy i cieszymy się, że jesteśmy razem.

🐾🐾

[…]  relaks nie ma nic wspólnego z wyuczonym, uwarunkowanym zachowaniem.

🐾🐾

Jesteśmy ciekawi. Ciekawość każe nam poszukiwać, próbować, dociekać, analizować, sprawdzać, obserwować — czyli eksplorować w każdą stronę. To wszystko powoduje, że nasze mózgi rozwijają się. W taki sam sposób działają mózgi zwierząt.

🐾🐾

[…]  zapewnienie psu komfortu życia. To nasz psi obowiązek.

🐾🐾

Dobra relacja polega na byciu nienachalnym obserwatorem, który nie prze­kracza granic psiej intymności. Z jednej strony trwanie w chwilach współobecności, a z drugiej intensywność rozmaitych form interakcji. Wyjściem do tego jest jednak traktowanie psa jak partnera i uważność na jego prawdziwe potrzeby.

🐾🐾

Daj psu wolność, przestrzeń i czas.
Bądź uważny.
Pokaż, jakie są zasady
kulturalnego zachowania
i sam ich nie łam.

🐾🐾

Psy powinny mieć wybór. Zimą zdarza się oczywiście, że niektóre będą leżeć na śniegu, by za chwilę zjawić się w domu, w cieple, wpakować się na materace i odpoczywać. Bo mogą. Bo chcą.

🐾🐾

Szczeniak, żeby […]  wyrósł na pewnego siebie, stabilnego psa, który będzie miał do Was zaufanie musi mieć możliwość podejmowania niezależnych wyborów.

🐾🐾

Zabawa uczy wszystkiego, co będzie psu potrzebne w życiu dorosłym. Przede wszystkim uczy kultury, przestrzegania reguł, cierpliwości, sa­mo­dziel­ności, szybkiego podejmowania decyzji, przegrywania i wygrywania, radzenia sobie w sytuacjach zagrożenia, szybszego rozwiązywania kon­flik­tów i unikania eskalacji w przypadku zachowań agonistycznych (wszel­kich zachowań społecznych związanych z walką).

🐾🐾

Psy to istoty równie złożone jak ludzie […].

🐾🐾

Doświadczenie zdobyte podczas zabawy wpływa na zdolność fizycznego i emocjonalnego radzenia sobie z nieoczekiwanymi sytuacjami i przej­ścio­wy­mi trudnościami […]. Zabawa to podstawa. […]
     Wiele osób nie rozumie, czym jest prawdziwa zabawa. […]
     Zabawa to coś, co ma sprawiać przyjemność wszystkim jej uczest­nikom. Do zabawy nie można nikogo zmuszać. Jest spon­ta­niczna. Jej uczestnicy powinni być uważni na siebie nawzajem, ale też na innych, którzy są obok.

🐾🐾

[…]  daj mu żyć, doświadczać, uczyć się,
poznawać granice swoje i innych.

🐾🐾

Ludzie i psy to istoty społeczne, które do normalnego funkcjonowania po­trze­bują kontaktu z innymi przedstawicielami swojego gatunku. Ważna jest zabawa, robienie czegoś razem, wspólnota, dotyk i to, że możemy na kogoś liczyć.

🐾🐾

Psy uwielbiają wąchać świat, tak samo, jak my
uwielbiamy go oglądać.

🐾🐾

Ludzie boją się świata, reagują histerycznie na widok psa bez smyczy, bo gdzieś na drugim końcu Polski jakiś pies pogryzł człowieka. Nie za­sta­na­wia­ją się nad kontekstem zdarzeń, przyczyną, tylko widzą w psach bez­ro­zum­ne, dzikie i agresywne zwierzęta, które pozostawione bez kontroli na pewno zrobią krzywdę sobie lub komuś.

🐾🐾

[…]  psy nie są z natury agresywne wobec ludzi. Ich zachowania są reakcją na sygnały emocjonalne opiekuna i kontekst środowiskowy. Strach przed psem jest więc w dużej mierze projekcją — odbiciem ludzkich wy­o­bra­żeń o „dzikości” i „dominacji”.

🐾🐾

Czy zapomnieliśmy już o czymś takim jak zasady i wychowanie? Może sły­szeliście o konsekwencjach? Ponosimy je każdego dnia naszego życia i tak samo mogą ponosić je psy. […]  Wyobraźcie sobie, że imienia też nie trze­ba go uczyć! Po kilku dniach wspólnego życia, gdy zwracamy się do psa w odpowiedni sposób, on już wie, jak ma na imię.

🐾🐾

Współczesny człowiek kieruje się przede wszystkim pragnieniem pa­no­wa­nia nad światem, a nie próbą zrozumienia go.

🐾🐾

Posłuszeństwo eliminuje przestrzeń dialogu. […]  Władza nie gene­ru­je wię­zi — generuje dystans.

🐾🐾

Jest [pies] obecnością — kimś,
kto z nami współtworzy sytuację.

🐾🐾

[…]  każde zachowanie psa staje się […]  informacją, zaproszeniem do rozmowy, sygnałem, że coś w relacji wymaga naszej wspólnej uwagi.

🐾🐾

[…]  trzeba umieć zatrzymać się 
i na­prawdę zobaczyć psa w jego doświadczeniu.

🐾🐾

Martha Nussbaum przypomina […]. Zwierzęta są „pierwotnymi pod­mio­ta­mi sprawiedliwości” czyli ich moralny status wynika z ich zdol­no­ści do przeżywania świata — do cierpienia, do radości, do czucia.
     […]  Pies pozostaje istotą czującą, zdolną do inicjacji kontaktu, wyboru, wyrażania preferencji, negocjowania relacji […].

🐾🐾


Marlon (?) & Rumba

🐾🐾

Zaufanie nie jest miękką kategorią emocjonalną. Jest fundamentalnym wyborem dotyczącym tego, kim chcemy być wobec istoty zależnej, wra­żli­wej i czującej.

🐾🐾

Zaufanie oznacza uznanie drugiej istoty jako zdolnej do prze­ży­wa­nia i wyboru. Jak pisze Haraway, relacja człowieka i psa nie jest hie­rar­chią, lecz współzależnością — wspólnym byciem, które kształtuje obie strony.

Fundacja „Duch Leona”, Zrozumieć psa,
Dobra Wola 2025.

[…]  pomaganie powinno być mądre i w efekcie przynosić więcej dobrego niż złego.

(tamże)

środa, grudnia 31, 2025

5979. Świąteczny czas (V)  // Z oazy (CDVII)

alternatywny tytuł wpisu:
5979. Panna cotta (CLXXXIV)

W mojej sprawie Mikołaj nie musiał się głowić. Odebrano mu prawo głosu, dostał listę tytułów. Nie biegał po drogeriach, nie wybierał świecidełek, nie łamał sobie głowy, był tylko odrobinę zdegustowany, że w moim przypadku wystarczy zrobić klik, klik i poczekać.

Sprawdzając informacje o wydawcy, dowiedziałam się, że ta książka ukazała się dwa dni przed śmiercią Heniutki. Zamówiłam ją u Mikołaja z tęsknoty, z potrzeby po­by­cia z tym wszystkim, co ukryte w kresce i słowach zapisanych w tej opowieści o mi­ło­ści, która trwa wiecznie, by pławić się we wspomnieniu psich kłaczków.

Okładkowa ilustracja — za każdym razem, gdy na nią patrzę — natychmiast przy­po­mi­na mi za­trzy­ma­ną w pi­kse­lach kudłatą chwilę, gdy wszystko było jeszcze przed nami.

A opowieść? Chwyta za osierocone serce mocno, bardzo mocno. Kreska robi to sa­mo, równie mocno.

Tutti noi, grandi o piccoli, siamo pieni di domande, di pensieri, di dubbi. A volte ci sentiamo soli. A volte abbiamo solo bisogno di qualcuno che ci ascolti.
My wszyscy, dorośli czy dzieci, jesteśmy pełni pytań, myśli i wątpliwości. Czasami czujemy się samotni. Czasami potrzebujemy tylko kogoś, kto nas wysłucha.

Jake

🖇 🖇

🖇

     — […]  Vuoi essere mia amica?
     — Ma non so come si fa.

           — […] Chcesz być moją przyjaciółką?
           — Ale nie wiem, jak to się robi.


           — A ja tak.

🖇

     — Da dove comincio?
           — Gdzie zacząć?

     — Intanto prova a dirmi co ti senti?
           — Na razie spróbuj powiedzieć mi, jak się czujesz?

🖇

I pensieri migliori, sai,
vengono passeggiando.
Usciamo? Ti va?

Wiesz, najlepsze myśli
przychodzą podczas spacerowania.
Wychodzimy? Masz chęć?

🖇

Ricordati che non stai
sbagliando, stai imparando.

Pamiętaj, że nie popełniasz błędu, tylko się uczysz.

🖇

miłość / przyjaźń / mądrość / dom /odwaga


— W którą stronę idziemy?  
— Niekiedy potrzebujemy tylko wybrać drogę,  
żeby odkryć, dokąd nas zaprowadzi.  

🖇


— Nikt nie może robić wszystkiego sam.  
Wszyscy, wcześniej lub później, potrzebujemy pomocy.  

🖇


— A jeśli nie wiem, gdzie zacząć?  
— Spróbuj wybrać małą rzecz i zacznij od niej.  

🖇

     — Tutto cambia?
     — Molte cose cambiano. Ma spesso è bello.

           — Wszystko się zmienia?
           — Wiele rzeczy się zmienia. Ale często jest to piękne.

🖇

Non preoccuparti delle cose 
che non sono ancora successe.

Nie martw się rzeczami,
które jeszcze się nie wydarzyły.

🖇


Zawsze można znaleźć szczęście.
Poszukamy go razem.

🖇

     — Che differenza c’è tra apprezzare e amare qualcosa?
           — Jaka jest różnica między podziwianiem a kochaniem czegoś?

     — Se ti piace un fiore, lo raccogli. Ma se ami un fiore,
lo innaffi tutti i giorni.

           — Jeśli podoba ci się kwiat, zrywasz go. Ale jeśli kochasz kwiat,
podlewasz go każdego dnia.

🖇

           — Co to jest przyjaciel?


— To ktoś, kto chce dla ciebie jak najlepiej.  

🖇

🖇


Gdziekolwiek zdecydujesz się pójść… / nie trać z oczu kierunku / swoich marzeń.  

🖇

           — A jeśli nie zdołam ich osiągnąć?


Nie poddawaj się.   
Być może najpierw będziesz musiała przekroczyć   
tę samą rzekę wiele razy.  

🖇

Essere diversi
vuol dire avere
abbastanza coraggio
per essere se stessi.

Bycie innym
oznacza posiadanie
wystarczającej odwagi,
by być sobą.

🖇


Nie bój się słyszeć swój głos.  

🖇

     — Che cosa significa amicizia?
           — Co znaczy przyjaźń?


— Amicizia è un’altra parola per dire amore.  
Przyjaźń to inne słowo na określenie miłości.  

🖇


Amicizia vuol dire non essere mai soli.  
Przyjaźń oznacza nigdy nie być samotnym.  

🖇

     — Dire addio mi rende triste.
     — Anche a me. Ma se è così, vuol dire che siamo stati fortunati a incontrare qualcuno che ci rattrista lasciare.

     — Pożegnania sprawiają, że jest mi smutno.
     — Mnie też. Ale jeśli tak jest, to znaczy, że mieliśmy szczęście spotkać kogoś, kogo smutno nam opuszczać.

🖇

Ale będę przy Tobie.  

Jake Biggin, Parole d’amore,
przeł. z j. angielskiego Giuditta Campello,
Emme Edizioni, San Dorligo della Valle 2025.

*

sobota, listopada 29, 2025

5957. Z oazy (CCCXCVII)

Okładkowa po­lecajka Backmana nie podziałaby nigdy, mam zbyt skomplikowaną re­lację z be­le­trystyką. Jednak żurawie w tytule i pies na okładce zrobiły swoje, a gdy skończyłam tę książkę, długo zastanawiałam się, dlaczego jest to best­seller. Bo uru­cha­mia wszelkiej maści nadzieje na to, czym będzie dla nas ta opowieść? Zbliża na bezpieczną odległość do nieznanego w nas? Na jakie tęsknoty odpowiada?

Ja potrzebowałam psich łap, żurawich piór i klangoru. Dostałam.

Patrzę na góry i jezioro. Żyję tu od dziewięćdziesięciu lat, ale nadal nie mo­gę się nacieszyć tym pięknem.

🖇

Ostrożnie stawiam stopy. Sixten biegnie przede mną, ale co chwilę się ogląda, żeby sprawdzić, czy za nim idę.

🖇

Jak zwykle idziesz prosto do koni i głaskasz je po grubej skórze. Lubię ob­ser­wować, jak z nimi jesteś, bo odnoszę wrażenie, że jest wam ze sobą do­brze. Chodzisz przy nich w naturalny sposób. Mogę sobie wtedy wy­o­bra­zić, że konie są dla ciebie tym samym, czym dla mnie psy.

🖇

Sixten zatrzymuje się i całą swoją uwagę skupia na mnie.
     – Nie musisz się o mnie bać – mówię. – Chcę tylko trochę odpocząć.
     Podchodzi do mnie, kładzie łeb na moich kolanach i czeka, aż go po­drapię.

🖇

Kiedyś myślałaś, że jestem tchórzem, który nie umie zastrzelić łosia, ale prawda była inna. Za każdym razem, kiedy stałem z palcem na spuście i prawie czułem, jak zwierzę drży na całym ciele ze strachu, coś się we mnie burzyło. Czułem się tak, jakbym celował sam w siebie.

🖇

Nagle słyszę dźwięk, który przypomina grę na trąbce. Unoszę głowę i widzę nad sobą dwa majestatyczne ptaki. Od razu je poznaję: to pierwsze w tym roku żurawie.

🖇

Wiem, że to nic nie da, a mimo to wkładam koszulę, którą mi dałaś na moje osiemdziesiąte urodziny. Pewnie jej nie poznasz, ale uważam, że ładnie będę w niej wyglądał.

🖇

Nie wiem, co począć, ale bardzo mi zależy, żeby wszystko było jak najlepiej.

🖇

Wygląda na to, że jestem jedyną osobą, która nie może współdecydować o swoim życiu.
     Ellinor skubie rękaw swetra. Nagle unosi głowę i patrzy mi prosto w oczy. W jej wzroku widzę to samo co w oczach Hansa. Role się od­wró­ci­ły. Współczucie – owszem. Ale jest też przewaga.

🖇

Robi mi się wstyd, ale dalej milczę. Dopiero po chwili za­czy­nam się za­sta­na­wiać, czego się wstydzę, i czuję się lekko zagubiony.

🖇

Mam ochotę wstać z kanapy, walnąć pięścią w stół i powiedzieć, że będę ro­bił to, co chcę, bo to ja jestem kapitanem na tym statku. Ale znowu milczę, bo żaden ze mnie kapitan. Jestem tylko balastem na pokładzie na wypadek sztormu.

🖇

     – Wskakuj, nie masz innego wyjścia – mówię, uderzając lekko dłonią o udo. Sixten patrzy na mnie z wahaniem, ale w końcu wykonuje moje po­le­ce­nie. Przez chwilę mości się i jak zwykle układa się u mojego lewego boku.

🖇

     – W jaki sposób coś, czego nie chcę, może być dla mnie lepsze? – pytam. Głos mi się załamuje […]. Mam już po dziurki w nosie słuchania o tym, co jest dla mnie lepsze.

🖇

Teraz to on stoi w kuchni, parzy mi kawę i zmaga się ze swoimi uczuciami.
     […] 
     Zerkam na puszkę z twoim szalem i zastanawiam się, co byś po­wie­dzia­ła, gdybyś tu teraz była.

🖇

Wymieniamy się spojrzeniami i nagle czuję, że nie chcę, żeby przytrafiały mi się takie rzeczy. Chciałbym po prostu wstać i wyjść, ale nie ruszam się z miejsca, tylko kiwam głową.

🖇

Sixten zwija się na łóżku i kładzie łeb na moim brzuchu. Patrzę mu w oczy, głaskam go po głowie i mówię:
     – Możesz tu spokojnie leżeć.

🖇

Rośnie we mnie gniew. Mam ochotę na niego wrzasnąć, ale z jakiegoś po­wo­du to, co czuję, wydaje mi się małe i żałosne. Jakby nikomu na świecie nie przyszło do głowy, że mam prawo się oburzyć.

🖇

Sixten kładzie łeb na moim brzuchu i zamyka oczy. Czuję coraz silniejsze dławienie w gardle, kręci mi się w głowie. Moim psem będzie się zajmował ktoś inny. Nie ja.

🖇

     – Niech to wszystko szlag trafi – [Ture] klnie po chwili.
     Dziwi mnie bezpośredniość jego słów, bo zawsze to on zadaje mi tak zwa­ne proste pytania, przed którymi nie umiem się obronić. Natomiast jego od­po­wie­dzi rzadko są jasne i jednoznaczne.
     – U mnie to samo – rzucam, bo nic innego nie potrafię wymyślić.
     Przez pewien czas obaj milczymy.

🖇

Mój mózg wałkuje zdanie, które od dawna nie daje mi spokoju i wrzyna się w moje wnętrze jak ostry nóż:
     Jeśli Hans zabrał mi kanapę, równie dobrze może mi odebrać Sixtena.

🖇

Mam ochotę powiedzieć, że tak się nie robi, że nie wolno rozpędzać stada, ale milczę. Wymieniliśmy się wieloma argumentami, lecz moje słowa wpa­da­ją w próż­nię i nic więcej nie mam do dodania. Czuję jedynie pustkę.

🖇

Po pewnym czasie dochodzę do prostego wniosku:
mam tego wszystkiego dość.

🖇

Dobrze wiem, co zaraz powie. Od chwili, kiedy tu przyszedł, cały czas o tym myśli. Na razie szlifuje w głowie słowa i zdania. W końcu widzę, że zbiera się na odwagę.
     – Tak dłużej być nie może i dobrze o tym wiesz – zaczyna, jakby nie za­uwa­żył, że właśnie rodzi się między nami konflikt, w którym jego wola ma się zderzyć z moją.

🖇

Sixten czołga się do mnie i trąca nosem moje grube paluchy, jakby chciał powiedzieć „Nie chcę”. Ja też nie chcę, ale to, co chcemy, się nie liczy. Od dawna przestało cokolwiek znaczyć.

🖇

[…]  nie wiem, co powiedzieć, bo cokolwiek powiem, i tak nie będzie to miało znaczenia. Jedyną rzeczą, o której jestem teraz w stanie myśleć, jest to, żeby mój pies znowu mógł leżeć obok mnie na łóżku.

🖇

Po tym, jak zabrali mi Sixtena, wszystko i tak jest mi obojętne.
     […]  leżę w łóżku i czuję się jak wydrążona skorupa, w której pustka od­bi­ja się głośnym echem. Przez cały czas słyszę te same słowa: „Już tego nie chcę”, „Już tego nie chcę”.

🖇

Niech to szlag!
     Kładę dłoń na pościel i w nią klepię, ale miejsce po Sixtenie jest puste i zno­wu zbiera mi się na płacz.

🖇

Chcę tylko czuć ciepło ciała Sixtena.
     Trzaskają drzwi i w domu zapada cisza, która wbija we mnie pazury. Z oczu płyną mi łzy, z nosa cieknie śluz i wszystko to spływa na moją brodę. Przez chwilę wydaje mi się, że zaraz się uduszę. Z trudem łapię powietrze, chociaż najchętniej przestałbym oddychać.

🖇

[…]  widzę oczami wyobraźni, jak kroczysz wśród kwiatów po drugiej stro­nie drogi. Znikasz mi z oczu i po chwili znowu pojawiasz się w cielesnej po­wło­ce, która obejmuje całe twoje życie.

🖇

Żal ściska mi serce, ogarnia mnie nagła niechęć do całego świata.

🖇

[…]  używam jedynej broni, jaka mi pozostała: milczę.

🖇

Zbiera mi się na płacz, więc mocno zaciskam powieki, ale łzy i tak płyną.

🖇

     – Z tym czasem to dziwna sprawa – odzywam się po chwili.
     Pastorka patrzy mi w oczy, ale dalej milczy.
     – Niekiedy tak wolno płynie… – tłumaczę. – A innym razem… – Wy­ko­nu­ję szybki ruch ręką. Chcę w ten sposób pokazać, jak szybko przeleciało mi dwadzieścia ostatnich lat.

🖇

Gdybyś tu z nami była, usiadłabyś z tyłu i nie powiedziałabyś ani słowa, bo nigdy nie wiedziałaś, jak potraktować jego odmienność.
     Szczerze mówiąc, ja też nie zawsze to wiedziałem. […]  był na tyle inny, że ludzie w jego otoczeniu też zachowywali się dziwnie.

🖇

Pustka po Sixtenie jest tak dojmująca, że brzmi jak głośne echo.

🖇

     – Przeszkadza to panu? – pyta.
     Nie wiem, co ma na myśli, ale na wszelki wypadek kiwam głową, bo to prawda: jest wiele rzeczy, które mi przeszkadzają. Ingrid siada na brzegu łóżka i kładzie mi na ręce ciepłą, lekko wilgotną dłoń.
     – Wkrótce będzie lepiej – mówi pocieszającym tonem, a ja kur­czo­wo cze­piam się jej słów.

🖇

Trzyma dłoń na moim czole, a ja czuję, że w tym momencie nie chciałbym być nigdzie indziej.

🖇

Mam nadzieję, że wkrótce znowu się zobaczymy, chociaż nie jestem tego pew­ny. Tak czy inaczej, gdzieś się spotkamy. Może w tym samym miejscu, w którym spotkam ciebie?

🖇

[…]  zrobiłem wszystko, co się dało, i mam nadzieję, że on o tym wie.

Lisa Ridzén, Kiedy żurawie odlatują na południe,
przeł. Wojciech Łygaś, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Teraz każdy aspekt mojego życia stał się kruchy. I nagle zaczynam myśleć o facecie w lustrze z czułością. Do cho­le­ry! Bycie człowiekiem nie jest wcale proste!

🖇

[…]  czuję zapach sierści, któ­ry przenika mnie i we mnie krąży. Sixten wsu­wa mi pod rękę wilgotny nos i przyciska się do mnie całym ciałem. Wszystko staje się krystalicznie jasne i czyste.
     Ktoś otwiera okno, a ja słyszę żurawie, które przed odlotem na południe zbierają się na łące.

(tamże)

czwartek, listopada 20, 2025

5950. Odnaleziony portrecik

Wpadł mi w ręce jakiś czas temu. Pamiętam, kto go narysował, choć nie pamiętam Jego imienia. Młody człowiek. Wtedy student ostatniego roku studiów, które rzucił. Dziś lekarz. Ode mnie do Niego dwa uściski dłoni.

Wpadł mi w ręce jakiś czas temu. Nie miałam pojęcia, co z nim zrobić, ale wie­rzy­łam, że przyjdzie chwila, gdy powie: już, teraz i tu. I tak się stało. To tu, to dziś. Piętnaście lat, sześć miesięcy, dwa tygodnie i dwa dni po Jej urodzinach. Siedem miesięcy bez czterech dni po Jej śmierci. Jestem przekonana, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Wpadł mi w ręce jakiś czas temu. Portrecik. Wybrał słowa, które chce mieć blisko siebie.

Komplikujemy sobie życie od momentu narodzin aż do śmierci, dlatego według mnie tak bardzo lubimy prostotę, którą wnoszą w nasze życie zwierzęta.

🐾🐾

Zwierzęta, podobnie jak ludzie, zawierają długie przyjaźnie.

🐾🐾

Więź między tobą a twoim zwierzęciem nigdy nie zniknie.

🐾🐾

🐾🐾

Niektórzy ludzie twierdzą, że zwierzęta się nie śmieją ani nie uśmiechają, ale muszą to być ludzie, którzy nigdy nie mieli futrzanego przyjaciela.

🐾🐾

Łatwo jest ufać zwierzęciu i je kochać, ale już nie tak łatwo pokochać ludzi i im zaufać. Zwierzęta obdarzają nas miłością bezwarunkową. […]  Po pro­stu nas kochają, a ich miłość nie ginie po śmierci ciała fizycznego.

🐾🐾

Nasze zwierzęta wiedzą natomiast, że miłość jest wieczna.

🐾🐾

Miłość to potężna energia, która łączy ludzi i zwierzęta niezależnie od tego, czy ma to miejsce w naszym wymiarze, czy w innym. […]  Zwierzaki są waż­ny­mi członkami naszej rodziny, którzy obdarzają nas wsparciem emo­cjo­nal­nym i towarzystwem.

🐾🐾

Energii nie można zniszczyć, podobnie jak miłości.

🐾🐾

Każdy z nas przynajmniej raz w życiu doświadczy żałoby i smutku. Wszyscy radzimy sobie z nimi po swojemu.

🐾🐾

Nie każdy to zrozumie, ale to nie ich podróż ani wspomnienia.

🐾🐾

Kiedy w naszym życiu pojawia się zwierzę, wszyscy wiemy, że któregoś dnia trzeba będzie się pożegnać, ale to wcale nie ułatwia sprawy. […]
     Twoje serce będzie złamane, ale pomyśl wtedy o ogromie miłości, którą w swoim czasie otrzymałeś. Będziesz tęsknić za swoimi bliskimi. Będziesz ich szukać, a potem przypominać sobie, że ich nie ma. Będziesz rozmawiać z przyjaciółmi i członkami rodziny, którzy nie będą rozumieli twojego smut­ku. Odbędziesz też rozmowy z bliskimi, którzy na pewno cię zrozumieją. Nie tylko wspomnienie o zmarłych zapisze się w twoim sercu i duszy, ale także twoja miłość pozostanie z nimi przez wieczność.

Kristy Robinett, Tęczowy most. Opowieści czworonożnych
przyjaciół z Nieba
, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Illuminatio, Białystok 2025.

5949. Z oazy (CCCXCIV)

Ta jest drugą książką, któ­rą wyjęłam z tamtej. Jest niczym kudłaty suplement do Znaków. Swoisty przybornik. Plasterek wyjęty z apteczki z kłaczkiem.

Wszystkim cudownym futrzakom,
które kochałam […].
Ślady waszych łap odcisnęły się w moim sercu
na zawsze.

🖇 🖇

Nawet jeśli wiemy, że nadszedł już czas, w którym zwierzę musi odejść, serce nie przestaje cierpieć i tęsknić.

🐾🐾

Nie jest łatwo puścić coś [kogoś], co ze wszystkich sił kochasz – tak naprawdę jest to najtrudniejsze zadanie.

🐾🐾

Kiedy umiera nam ukochana osoba, każdy traktuje żałobę jak coś oczy­wi­ste­go, niekoniecznie jednak dzieje się tak w przypadku śmierci zwierzęcia. Ludzie, którzy wydawali nam się sprawdzeni i zaufani, często postrzegają żałobę po zwierzęciu jako coś dziwacznego lub głupiego. „To tylko zwierzę”, z ich ust zwykle padają te słowa. Twój towarzysz jest kimś o wiele waż­niej­szym niż zwykłe zwierzę, ale zrozumie to wyłącznie inny właściciel, który doświadczył ogromu smutku po jego stracie.

🐾🐾

Miłość ma swoją cenę, ale jeszcze więcej nas kosztuje odcięcie się od niej.

🐾🐾

     – Smutek przewraca nasze życie do góry nogami – powiedziała, nie zwra­cając się do nikogo bezpośrednio. – Ryzykujemy za każdym razem, kiedy obdarzamy kogoś uczuciem, wierzę jednak, że ryzyko związane z mi­łością przewyższa nawet ból po stracie. Cierpienie, w którym się po­grą­ża­my, po prostu nie pozwala nam tego dostrzec.

🐾🐾

Stary człowiek i jego pies szli wzdłuż wiejskiej drogi, podziwiając kra­jo­bra­zy, kiedy mężczyzna nagle uświadomił sobie, że nie żyje. […]  Starzec i jego pies podeszli do bramy, ale natychmiast zatrzymał ich człowiek siedzący przy pięknym rzeźbionym biurku.
     – Czy to Niebo? – zapytał mężczyzna z psem siedzącym u jego boku.
     – Zgadza się, proszę pana – odpowiedział człowiek.
     […] 
     – Pan może wejść, ale nie wpuszczamy zwierząt.
     Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, nie mógł jednak zostawić psa samego. Podziękował strażnikowi, odwrócił się i zaczął iść w przeciwnym kierunku. […]
     – Czy mój przyjaciel też może wejść? – Starzec wskazał na swojego psa.
     – Oczywiście. Obok studni jest miska.
     […] 
     – Co to za miejsce? – zapytał mężczyzna.
     – To jest Niebo.
     – Z pewnością tak nie wygląda. Dopiero co wróciłem z miejsca na końcu tej drogi, gdzie powiedziano mi, że to Niebo.
     – Ma pan na myśli miejsce ze złotą ulicą i perłową bramą? To było Piekło.
     Starzec zamyślił się przez chwilę, zastanawiając się, czy był to jakiś test.
     – Nie denerwuje pana, że nazywają się Niebem?
     – Ależ skąd, to zaoszczędza nam bardzo dużo czasu. Od razu odsiewają ludzi gotowych zostawić swoich najlepszych przyjaciół na ze­wnątrz.

🐾🐾

Wielu ludzi martwi się, że próbują zastąpić jedno zwierzę drugim, ale w rze­czy­wistości nikogo – ani zwierzęcia, ani człowieka – nie da się za­stą­pić. Można natomiast obdarzyć kolejne osoby miłością. Nasze zwierzęta i bliscy z Zaświatów mogą zobaczyć, usłyszeć i poczuć, co się z tobą dzieje, a ostatnią rzeczą, jakiej by sobie życzyli, jest twój smutek.

🐾🐾

[…]  akt komunikacji zawsze jest ten sam – niezależnie od tego, czy rozmawiamy z człowiekiem, czy ze zwierzęciem, opiera się na duszy.

🐾🐾

     – Czy zwierzęta nam wybaczają? – zapytał mnie bez zbędnych ceregieli.
     – Nie uważam, żeby zwierzęta żywiły do nas urazę w taki sposób jak lu­dzie – odpowiedziałam, wciąż czując gorąco na dłoni. – Zazwyczaj jest tak, że to my sami jesteśmy swoimi największymi wrogami, więc nie po­trze­bu­je­my przebaczenia od nikogo innego niż od siebie.

🐾🐾

     – Nie ma sprawy. – Uśmiechnęłam się. – Nie musisz wierzyć w życie po śmierci, żeby istniało.

🐾🐾

Jesteś bardzo dzielny, ale jesteś tylko człowiekiem. Wolno ci odczuwać zra­nie­nie. Wolno ci się bać, a nawet szlochać i się nad sobą użalać. To wszystko jest ludzkie. Jesteś odważny, ale musisz także być dla siebie dobry i przestać przepraszać za bycie człowiekiem. Pies nie przeprasza za to, że jest psem, a kot za to, że jest kotem.
     […]
     Koty spędzają dużo czasu na myciu się i drzemkach w promieniach słoń­ca. Psy przeznaczają swój czas na zabawę. Dbanie o siebie nie jest luk­su­sem, tylko paliwem dla twojej duszy.

🐾🐾

Jeśli przechodzisz trudny czas, odczuwasz smutek, załamanie lub niepokój, wiedz, że nie jesteś słaby ani nie jesteś sam. Jesteś odważny. Poznałeś ciem­ność i się z niej wyłoniłeś.

🐾🐾

Najłatwiej jest trwać w stagnacji po stracie bliskiej osoby lub zwierzaka, ale jeśli chcemy ruszyć z miejsca, musimy zdobyć się na wysiłek i zostawić ból za sobą, zabierając w dalszą podróż tylko szczęśliwe wspomnienia. […]  Uwol­nienie się od bólu nie polega na zapomnieniu, tylko na pozwoleniu na­szym bliskim na odbycie swojej podróży, po której – o czym często za­po­mi­na­my – i tak do nas wracają.

🐾🐾

[…]  możemy składać obietnice, ale stają się one bezwartościowe, jeśli prze­sta­niemy dbać o nasze własne marzenia i pomysły. Musimy być dla siebie dobrzy.

🐾🐾

Druga Strona wcale nie jest tak daleko, jak myślimy.

🐾🐾

Samo odnalezienie celu nie oznacza jednak, że życie poda nam go na tacy.

🐾🐾

     – Miej plany, ale nie złość się, jeśli będziesz musiał zmierzać do celu okrężną drogą – mawiała Marjorie.

Kristy Robinett, Tęczowy most. Opowieści czworonożnych
przyjaciół z Nieba
, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Illuminatio, Białystok 2025.
(wyróżnienie własne)

Zwierzęcy przewodnik często reprezentuje cechy i przy­mio­ty, które w sobie dostrzegasz albo które dopiero mu­sisz dostrzec […]. Możesz darzyć miłością wilki, niedź­wie­dzie, ping­winy, foki, aligatory, a nawet jednorożce. Atrybuty tych zwierząt pomogą ci odzyskać równowagę i odnaleźć drogę życiową.

🐾🐾

Otwórz się na niepewność. Czasami najpiękniejsze rozdziały przez długi czas nie zostają nazwane.

🐾🐾

Nie ma różnicy, czy kochało się kogoś przez dzień, czy przez lata – miłość i żal nie mają ram czasowych.

🐾🐾

Bądź otwarty na wszelkiego rodzaju wiadomości.

(tamże)