Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arty. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 11, 2026

6070. Czekariat (CXXXVIII)


Kaan, fragment.

Kultura, w której żyjemy, nie kocha kobiecości. Pożąda jej, to prawda, często przemocowo, ale jej nie kocha, nie pragnie.

Cispłciowość nie jest przecież stanem natury, ale formą naiwności. To prze­ży­wanie własnej płci tak, jakby była ona czymś oczywistym, przej­rzy­stym, niestawiającym żadnego oporu. To moja siostra z zasko­cze­niem przyjmująca fakt, że można nie chcieć spędzić życia w płci i ciele, które zostało przypisane przy urodzeniu. To promotorka mojego dok­to­ra­tu stwierdzająca, z delikatnym zażenowaniem, że nigdy tak na­praw­dę nie przejmowała się tym, czy jest kobietą, czy nie. Tak rozumiana cis­płciowość nie jest zresztą żadną „tożsamością płciową”, ale rodzajem swo­bo­dy, który pozwala iść przez życie bez potykania się o do­świad­cze­nie posiadania i pragnienia płci. Wynika z tego, że tak naprawdę mało kto jest do końca cis, ponieważ mało komu udaje się całkowicie uniknąć tych sytuacji życiowych, gdy przypisana płeć nagle zaczyna uwierać. Nie musi to prowadzić do pragnienia tranzycji; cispłciowość to umie­jęt­ność ignorowania tych potknięć i brak wyczulenia na to, co to znaczy pragnąć innej płci całością własnych marzeń.

Cisprzywilej polega na tym, że „gra” z kobiecą seksualnością i cieles­no­ścią jest traktowana właśnie jako gra — o ile tylko kryjące się za nią cia­ło i seksualność są postrzegane jako skazane na kobiecość, a nie jako ta­kie, które się na nią decydują.

Chcemy całego życia i jeszcze trochę.

J. Szpilka, Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

piątek, kwietnia 11, 2025

5750. —

Spotkanie trzech religii: buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu widać na słyn­nym obrazie przedstawiającym trzech mędrców smakujących ocet, na którym Siakjamuni (jak nazywano Buddę), Konfucjusz i Laozi stoją wokół dużego kotła octu symbolizującego życie. Konfucjusz stwierdza, że smak octu jest kwaśny, Budda czuje gorycz, ale taoista Laozi wy­czu­wa słodkość. Taoizm dąży do akceptacji rzeczy takimi, jakie są, ale też do odnajdywania piękna i zachwytu w obliczu tego, co przyziemne.

Andrew Juniper, Wabi sabi. Japońska sztuka dostrzegania piękna
w przemijaniu
, przeł. Wojciech Usarzewicz, Helion, Gliwice 2018.

poniedziałek, kwietnia 07, 2025

5746. Z oazy (CCCXXII)

Dwu­tygodniowe odliczanie literek, raz. Mały skok do nieznanemu memu poznaniu świata. Autorka w audycji radiowej rozpływała się nad pięknem wizualnym książki. Chwilę potem rozmawiałyśmy z Kaan o istnieniu tej lektury. Nie zdążyłam mrugnąć powieką i zostałam tą książką obdarowana.

Nieznane mi kompletnie fakty, perspektywy, ktorych istnienia nawet bym nie po­dej­rze­wała i odrobina natręctwa karmionego lękiem o niepoznawalne po tej stronie tęczy. Wszystko to w tej książce jest. Plus obrazy, rzeźby i instalacje, o których mo­wa w tekście, co zwalnia z poszukiwań w sieci.

[…]  pytając: co mógł widzieć…?, odwołujemy się więc nie do rze­czy­wi­stości, lecz do naszych wyobrażeń i domniemań.

🖇

Sam [Allan] Poe uznał za pewnik, że „granica oddzielająca życie od śmierci nie jest zamknięta i codziennie grzebiemy żywe istoty”.

🖇

Hans Belting zwrócił uwagę, że „asymetria między twarzą a jej wi­ze­run­ka­mi ujawnia się już w tym, że twarze na portretach nie mogą się zestarzeć, a przecież starzeją się wraz ze swym medium, które jak malowidło gro­ma­dzi w sobie zanieczyszczenia, albo żółknie jak fotografia […].”

🖇

[…]  szamotanie wewnętrzne, furia słów napiera na kształt utworu i chce wyzwolić moc, która dałaby obraz, nie dbając o jego wi­dzial­ność. Ktoś powiedział kiedyś paradoksalnie, że malarstwo nie jest do patrzenia.
Jacek Sempoliński

🖇

Prowadząc do przekroczenia granic poznania zmysłowego, obrazy ujaw­nia­ją wizjonerskie możliwości wzroku. Osiągają „widzialny horyzont nie­wi­dzialnego”.

🖇


Teodor Ziomek (1874-1937), Pejzaż zimowy, 1913.

🖇

Starość, która o własną niemoc stale się obija. Czy ta niemoc jest nadal wolnością „nierobienia”? Czy upokarzającą koniecznością? I czy właśnie niedająca o sobie zapomnieć fizyczna niemoc nie jest nerwem oporu? Gdy wbrew wszystkiemu: „wolałbym tak!”.

🖇

Co z tym absurdem teraz począć mam –
Serce, stroskane serce – z tą karykaturą,
Z moją starością? Tak jest przyczepiona
Do mnie, jak ciężar do psiego ogona.
A nigdy bardziej namiętną i górną
Nie żyłem wyobraźnią, nigdy wzrok i słuch
Na niemożliwość bardziej nie czekały.

William Butler Yeats

🖇

„Jak przedstawiać staruszki.
     Staruszki należy przedstawiać porywcze i gwałtowne, o gniewnych ru­chach, na podobieństwo furii piekielnych; a ruchy rąk i głowy powinny być żwawsze niż ruchy nóg” – to bodaj jedyna wśród zaleceń zawartych w Trak­ta­cie o malarstwie wskazówka Leonarda da Vinci dotycząca przed­sta­wia­nia starych kobiet. Poprzedza ją równie lakoniczne pouczenie, że ko­bie­ty należy przedstawiać w pozach wstydliwych, ze ściśniętymi nogami.
     Podobnych furiom piekielnym starych wiedźm nie znajdziemy wiele w ma­lar­stwie nowożytnym.

🖇

Od Ronsarda po Szekspira […]  deprecjacja starych kobiet, płynąca z naj­bar­dziej elementarnej opozycji płodności i bezpłodności, seksualnej atrak­cyj­ności i jej utraty, urody i brzydoty, jest bezlitośnie niezmienna.

🖇

W ekstremalnej sytuacji obrazy – martwe przecież przedmioty – mo­gą okazywać nieprzeczuwaną sprawczość i siłę.

🖇

Cytując Daniela Arrase, piszącego o roli detalu w obrazach Vermeera: „malar­stwo stawia opór tekstualnemu odczytaniu, pozwalając na rozszy­fro­wy­wa­nie swojej powierzchni, intensywnie uobecnionej i nieprzejrzystej za spra­wą działania światła”.

🖇

Pośród tego, co stworzyłem przez ostatnich siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi.
     W wieku siedemdziesięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także istotę życia ziół i roślin. Dlatego też, kie­dy skończę lat osiem­dzie­siąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dzie­więć­dzie­się­ciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę boski wymiar. Kiedy skończę sto dziesięć lat, naj­drob­niej­sza kre­ska i kropka będą żyły własnym życiem. Jeśli mógłbym wyrazić jakieś ży­czenie, to prosiłbym tych, którzy dożyją tego czasu, by spraw­dzi­li, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą.

Hokusai Katsushika (1760–1849)

🖇

[cyt. Marcel Proust] „Wszystkie te zobowiązania, nie mające sankcji w życiu obecnym, zdają się należeć od odmiennego, opartego na dobroci, na wzglę­dach moralnych świa­ta, na poświęceniu; świata całkowicie odmiennego niż nasz; świata, który opuszczamy, aby urodzić się na tej ziemi, zanim może wrócimy tam, aby żyć wedle nieznanych praw, którym byliśmy posłuszni, bo nosiliśmy je w sobie nie wiedząc, kto w nas zakreślił te prawa, do któ­rych wszelka głę­bo­ka praca inteligencji nas zbliża, a które są niewidzialne […]”. Przedśmiertna epifania doznana wobec „nie przed­sta­wia­ją­ce­go ni­cze­go” skrawka obrazu nie jest objawianiem „sztuki absolutnej”, lecz nie­zna­ne­go tam.

🖇

Pytając, trzeba pamiętać, jak obciążone egzystencjalną determinacją, szacunkiem i lękiem jest samo słowo „ostatni”.

🖇


Vincent van Gogh, Korzenie, 1890.

Wielu malarzy boi się białego płótna, ale białe płótno boi się malarza z prawdziwym temperamentem, malarza, który potrafi przełamać owo fascynujące «nic nie potrafisz». Także życie jako takie z reguły pokazuje człowiekowi tylko tę swoją białą stronę, nieskończenie nic nie mówiącą, deprymującą swą beznadziejnością, bo nic na niej nie ma, jak na białym płótnie malarskim. Ale choć życie wydaje się nic nie mówiące, czcze, umarłe, to jednak człowiek obdarzony wiarą, energią i gorącym sercem, człowiek, który wie swoje, nie tak prędko da się wystrychnąć na dudka.
Vincent van Gogh


Wąwóz w Auvres-sur-Oise, […]
pocztówka z epoki z naniesionym obrazem.

🖇

[…]  nie dojrzałe mistrzostwo, lecz rebelia jest siłą sprawczą późnego rozkwitu twórczości. […]  To bunt, sprzeciw, gniew, a nie tak zalecane przez mędrców pogodzenie z upływem czasu i nieuchronnością do­cze­snego losu.

🖇

Płynna, wibrująca materia malarska, którą Tycjan w starości uzyskiwał cza­sem bez użycia pędzla, za pomocą samych palców, kolor utrzymany w to­nie szarych i brunatnych popiołów i dramatyczność kompozycji nadają obrazowi zwykłość sceny ulicznej, zbliżając eucharystię do ludzkiego losu […].
  // Bohdan Paczowski


Tycjan, Autoportret, 1566.

🖇

[…]  po Montaigne’a uznającego, że Katon był głupcem, skoro w późnej sta­rości zaczął uczyć się greki, i natrząsającego się z wiekowych szko­la­rzy. Zara­zem jednak ten sam Montaigne przyznawał: „Rozum nie pozwala mi wprawdzie buntować się i szemrać przeciw niedogodnościom, jakie natura każe mi cierpieć, ale ten sam rozum nie może mi wzbronić ich czuć. Pę­dził­bym na drugi koniec świata, gdybym tam się spodziewał znaleźć dobry rok wesołego i pogodnego spokoju”.
     Tymi gotowymi – wbrew rozumowi i wbrew obyczajności – „pędzić na koniec świata” bywali artyści, „nie syci wieku zwykłej miary”. Chcieli wię­cej – od życia, od świata, od siebie.

🖇

Rozbudza wyobraźnię, ale i porusza całą gamę uczuć. Otwiera pole do refleksji nad ludzkim losem, jego niepewnością i przypadkowością, nad przemijaniem, entropią, znaczeniem fragmentu, nad skończonością i nie­skończonością. Pod wieloma względami nieukończona praca zdaje się bogatsza w treści i emocje niż dzieło „skończone”.

Maria Poprzęcka, Śmierć przed obrazem. O sztuce, starości
i zanikaniu
, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  gdzie są zobaczone przed śmiercią obrazy? – „bo przecież wszystko, co się ujrzy – gdzieś jest”. Ten „nie­mo­żliwy” obraz musi istnieć. […]  Na koniec wąt­pli­wo­ści prowadziły do pytania najważniejszego: „czy mo­żna coś, życie, ujrzeć z drugiej strony”.

🖇

[…]  chyba nikomu nie udało się nadać swej odpowiedzi siły ciśniętego kamienia.

🖇

Nasilające się cielesne niedomaganie, zapaści i na­wro­ty świadomości, balansowanie na granicy życia i śmier­ci stapiają się w jedno z objawieniem się spraw naj­istot­niej­szych.

🖇


Józef Czapski, Dwie białe miseczki, 1987.

🖇

Rozlane barwne plamy w pejzażach niemal ślepego Jó­ze­fa Czapskiego… Nie są „nacechowane nega­tyw­no­ścią”. To nie „katastrofy”, ale przesłanie: nie bój się.

🖇


Józef Czapski, Wschód słońca w Sailly, 1989.

🖇

Nonszalanckim wyzwaniem wobec słynnego „wolałbym nie” Bartleby’ego jest „A czemuż by nie?” Bartle­bootha, zwykłego tak odpowiadać na pytanie, dla­cze­go tak upar­cie chce się nauczyć malować akwa­re­lą, nie mając po temu specjalnych predyspozycji.

🖇

[Jacek Sempoliński] mistrz, który nie naucza, lecz sta­wia najtrudniejsze kwestie i każe sobie z nimi radzić.

(tamże)

sobota, lipca 06, 2024

5515. Czekariat (XCI)


Kaan.

[…]  chcę łapać siebie,
która się sobie wymykam.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.

5514. Czekariat (XC)


Kaan.

Kiedy idziesz przed siebie, zawsze coś znajdziesz.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5513. Czekariat (LXXXIX)


Kaan.

Rzeczywistości, zaskakuj mnie. Rzeczy­wi­sto­ści, zadziwiaj mnie. Spra­wiaj, że kręci mi się w głowie od poczucia, że nic nie wiem i nic nie rozumiem, że kolejny raz przestawiam sobie świadomość. Jestem na tak. Kocham nowości.
     Tylko nie każ mi, rzeczywistości, wstydzić się za moje nie­ade­kwat­ne ataki gniewu, za moje nieuzasadnione wybuchy euforii.
     To nie moja wina: ja się staram, ale nie zawsze wychodzi.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5512. Czekariat (LXXXVIII)


Kaan.

Pozwalam sobie na to, jeśli to czuję. Nie umiem sobie tego odmówić.
     Po prostu staram się pamiętać, że to minie tak szybko, jak się pojawiło.
     I że ta nagła utrata będzie bolała.
     I że nie umiem inaczej: tak, to jest naj­waż­niej­sze, czego się nauczyłam.

Nie umiem inaczej.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5511. Czekariat (LXXXVII)


Kaan.

[…]  pewne rzeczy są dla nas niedostępne, ale za to dostępne są inne rzeczy. I że świat cały czas może być dla nas przyjemny, atrakcyjny – na naszych zasadach. A pewnych spraw się nie przeskoczy.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.

poniedziałek, czerwca 17, 2024

5497. 169/366

przy­śnił mi się żebrak. obdarował swoją nieskończoną mocą.

kilka godzin później odnalazł mnie obraz, o którym mogę ga­dać godzinami.

169/366


Mario Pratesi, La mendicante.

The unconscious manifests itself through a language of symbols and become receptive to its messages. It is the only way to find the unknown parts of ourselves.

Robert A. Johnson, Inner Work. Using Dreams and
Active Imagination for Personal Growth
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.
(wyróżnienie własne)

[suplement 22.06.2024]
Niczego już nie musiałam wyszarpywać. Mogłam dostawać i cieszyć się z daru.

Mika Dunin, Alkoholiczka,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2020.

poniedziałek, czerwca 10, 2024

5490. —


Frèdèric Forest.

Życie odgięło się
jak wierzbowa witka
cios mnie ogłuszył i strącił

opadając w głębię
dotknęłam punktu oparcia
echa dobrego słowa

Anna Dutka-Mańkowska, Zegary,
Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2022.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 24, 2024

5400. Czekariat (LXXII)

Ta akwaforta czekała ekstremalnie długo na swoje słowa, ale do­cze­ka­ła się. Wspaniałe, obiecujące słowa, zachęcające, by z cie­ka­wo­ścią iść dalej.


Kaan.

Wystarczy niewielka zmiana, by
stworzyć całkiem nowy świat.

Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, lutego 18, 2024

5360. Czekariat (LXVII)

Pierwsza akwaforta. Patrzy w przyszłość.


Kaan, fragment.

[…] szklana weranda była ciepła i słoneczna. Wyobrażałam sobie, jak siedzę tam na małym, białym wiklinowym krześle. I wyobrażałam so­bie pe­lar­go­nie i otoczaki na parapecie. I myślałam, że takie właśnie jest szczęście. Że jest weranda, że jest światło, że można marzyć o wi­kli­no­wych krzesłach.

Selja Ahava, Rzeczy, które spadają z nieba, przeł. Justyna Polanowska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2021.

niedziela, listopada 12, 2023

5257. Z oazy (CCIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Dziewięć lat temu z hakiem napisałam: jest film, na który koniecznie musimy iść razem. Tydzień wcześniej, jak doczytałam w tym wpisie, byliśmy razem na wystawie zdjęć Vivian. Filmu, uśmiechnęłam się, Sadow­nik do tej pory nie obejrzał.

Po przeczytaniu tej książki, obejrzałam jeszcze raz filmowy zwiastun. Są w nim wszystkie zdjęcia Vivian, które i dawno temu, i teraz robią na mnie takie samo, pio­ru­nujące, wrażenie. Nic się nie zmieniło, zazdroszczę Jej odwagi fotografowania ludzi.

Ta książka to przede wszystkim biografia, ale czytanie dodatków świadczy o tym, że to również sprawozdanie z trwającej wiele lat przygody wypełnionej zmarłymi i ży­ją­cy­mi jeszcze ludźmi, historiami, przedmiotami, uporem, afektem, szczęśli­wym tra­fem i przypadkiem.

Historia zaczyna się w 2007 roku na licytacji komorniczej w Chicago. Kiedy jeden z nabywców, John Maloof, dokładnie przyjrzał się porzuconym pu­dłom wypchanym fotografiami, które kupił, licząc na to, że wykorzysta je w planowanej książce, odkrył prawdziwy skarb: tysiące negatywów nie­zna­ne­go autorstwa.

🖇

Podobnie jak wielu ludzi byłam zachwycona zdjęciami, ale nie dawały mi spo­koju sprzeczne opisy osobowości Vivian, niezrozumienie, z jakim spotkał się jej stosunek do fotografii, oraz brak informacji o rodzinie i ży­ciu oso­bi­stym. Jednak tam, gdzie większość widziała nieprzeniknioną ta­jem­ni­cę, ja dostrzegłam luki do wypełnienia i poczułam, że muszę roz­wik­łać za­gad­kę, która tak wielu wprawiła w zakłopotanie.

🖇

DODATEK C: KULISY
[…]  często pytano mnie o metody używane do odnalezienia tych, któ­rzy kiedyś znali fotografkę i jej rodzinę. Szczęście i wytrwałość odegrały ważną rolę, a większość poszukiwań zajęła wiele lat. Kie­ro­wała mną fascynacja podróżami i zdjęciami Vivian, a także chęć postawienia sobie wyzwania.

📎

DODATEK D: WSKAZÓWKI […]
     Kiedy mamy imię i nazwisko, możemy znaleźć w internecie pra­wie każ­de­go. […]  zestawiając poszczególne informacje – wiek, adre­sy, nazwiska panieńskie, inicjały, drugie imiona i pokrewieństwo – znalazłam wszystkie osoby powiązane z Vivian Maier, których szukałam.
     […] 
     Unikaj pokusy wypełniania luk hipotezami zamiast dowodami. […]
     Jeśli zapis jest niejasny lub nie ma sensu, nie odrzucaj go od razu. […]
     Jeśli nie możesz znaleźć danej osoby, poszukaj kogoś, kto mógł ją znać. […]
     Niezwiązane ze sobą źródła mogą zawierać informacje nie­o­sią­gal­ne w in­ny sposób. […]
     Przygotuj się na marnowanie czasu. Przykład: ostatecznie dzie­więć­dzie­siąt pięć procent tropów, za którymi podążałam, i prze­glą­da­nych przeze mnie zapisów okazało się nie mieć związku z mo­i­mi poszukiwaniami. Tak naprawdę nie był to jednak zmar­no­wa­ny czas, ponieważ poznałam wielu ludzi, wiele miejsc i rzeczy, o któ­rych istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia.

🖇

Ochoczo towarzyszyła chłopcom w zabawach na świeżym powietrzu, zawsze gotowa paść na ziemię w swoich ładnych sukienkach.
Francja, 1932.

🖇

Szanse, że jej wyjątkowe dzieło kiedykolwiek ujrzy światło dzienne, były niemal bliskie zera, jeśli weźmiemy pod uwagę splot nieprawdopodobnych wydarzeń, które doprowadziły do jego uratowania i rozpowszechnienia. Gdyby nie doszło do choćby jednego z nich, fotografie mogłyby zniknąć na zawsze: niemal na pewno wylądowałyby w śmietniku.

🖇

[…]  zdjęcia to tylko ulotne chwile w strumieniu czasu. Najtrafniej ujęła to Susan Sontag: „Robiąc zdjęcie, stykamy się ze śmiertelnością, kru­cho­ścią, przemijalnością ludzi i rzeczy. Właśnie dlatego, że wy­bie­ra­my jakąś chwilę, wykrawamy ją i zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieubłagalnego przemijania”.

🖇

[…]  kiedy tylko znajdowała na to czas, włóczyła się po ulicach. Tamtej zimy uchwyciła miasto pokryte śniegiem, prawdopodobnie w porze, kiedy jest najpiękniejsze, tchnące niespotykaną łagodnością i spokojem.


Zima 1955.

🖇

Wreszcie, kiedy dzwoniąca kobieta zaczęła bluzgać do słu­chaw­ki, Vivian zażartowała: „Równość – jeśli panowie to robią, dla­czegóż panie by nie mogły?”.

🖇

Eugenie Jaussaud opuściła Francję ponad sto lat temu i zmarła w 1948 roku, zatem szanse na znalezienie kogoś, kto ją znał, były bliskie zera. Jed­nak biorąc pod uwagę jej niezwykłą karierę kucharki i wrażenie, jakie spra­wia­ła w listach, uznałam, że była uczciwa, ciepła i mądra i naj­praw­do­po­dob­niej odegrała naj­waż­niej­szą rolę w życiu wnuczki.

🖇

Kiedy utkniemy w martwym punkcie,
warto zmienić źródło informacji […].


Chicago, ok. 1969.

🖇

Na wystawie wszechobecne były dzieci, w dużej mierze przedstawione jako żywiołowe i w ciągłym ruchu. Chociaż pojawiają się one nieustannie rów­nież w pracach Vivian, ukazywała je w odmienny sposób, zde­cy­do­wa­nie wy­różniając się swoją niechęcią do idealizowania maluchów.


Kanada, 1955.

Vivian miała niesamowitą zdolność skłaniania maluchów do współpracy w fotograficznych przedsięwzięciach. Jej zdjęcia przedstawiają dzieci w każ­dym wieku, wszystkich ras i klas społecznych, jakby uzyskała mandat na reprezentowanie wszystkich młodych ludzi na świecie. Poprzez kontakt wzrokowy i błyskawiczne reakcje stworzyła fotografie, które emanowały czystą autentycznością. Zazwyczaj w tamtych czasach robiono zdjęcia wy­szo­ro­wanym, ubranym i szczęśliwym dzieciom – przypominającym ślicz­nie zapakowane prezenty. Vivian uchwyciła pełne spektrum ich życia i uczuć, łącznie ze łzami i napadami złości.


Stuyvesant Town, 1954.

🖇

Dla wielu ludzi, którzy nie chcą się zdobyć na wyważoną próbę wyjaśnienia lub umieszczenia jej zachowania w kontekście, Vivian Maier pozostaje uta­len­to­wa­ną dziwaczką ze smutnym życiorysem, ale ona z pewnością od­rzu­ci­łaby takie wyobrażenie o sobie.

🖇

[…]  mogła sobie pozwolić na robienie tego,
co chciała i lubiła.

🖇


Kanada, 1955.

W fotografii artystka mogła wyrażać swoje przekonania, uczucia i wni­kli­we zrozumienie kondycji ludzkiej, tworząc ogromny zbiór prac od­zwier­cie­dla­ją­cych uniwersalne prawdy i całą gamę emocji.


Chicago, późne lata pięćdziesiąte.

🖇

Zazwyczaj po prostu stawała w jednym miejscu i pozwalała się rozwijać wydarzeniom wokół niej bez tworzenia narracji […].

🖇

Dzięki niezwykłej wrażliwości wizualnej potrafiła wynieść banalne rzeczy, takie jak druciane kosze na śmieci, sprężyny materaca lub stosy drew­nia­nych skrzynek, do poziomu geometrycznego piękna.

🖇

[…]  z powodu przenikliwej inteligencji i zdecydowanych opinii Vivian często wydawała się apodyktyczna i wyniosła, kiedy wy­ra­żała swoje poglądy.

🖇

Osobowość Vivian – tak jak osobowość każdego z nas – została ukształ­to­wa­na przez wiele czynników: geny, doświadczenia z dzieciństwa, przy­pad­ko­we spotkania, nawiązane relacje i spontaniczne decyzje.

🖇

Niezwykłe cechy osobowości pozwoliły jej pokonać każdą przeszkodę i ułożyć życie tak, by czuła się bezpieczna i spełniona. […]  Dla Vivian fotografia była czymś więcej niż środkiem ekspresji: umożliwiała jej zaangażowanie.

🖇

Przez cały 1954 rok Vivian fotografowała tak wiele obiektów od tyłu, że stało się to poniekąd jej znakiem rozpoznawczym, obok podejścia „mniej znaczy więcej” widocznego w ujęciach części ludzkiego ciała i przedmiotów osobistych. Czasami wystarczyły jej zaciśnięta dłoń, bosa stopa lub prosty gest, by opowiedzieć całą historię.


Nowy Jork, 1953.

🖇

Funkcjonowała w tych warunkach całkiem dobrze, a kiedy pewnego dnia coś poszło nie tak, jak to się prawie zawsze zdarzało, podnosiła się i znaj­do­wa­ła nowy sposób, by zapewnić sobie niezależność i nie re­zy­gno­wać ze swoich przyjemności. Starzejąc się, pomimo okresów melancholii lub fru­stracji, pozosta­ła pełna energii i aktywna, w ciągu dnia zazwyczaj robiła zdjęcia, a wieczorami wychodziła do kina czy teatru. W rzeczywistości przez większość czasu wyglą­dała na wyjątkowo szczęśliwą.

🖇

[…]  pstrykała raz i ruszała dalej.

🖇

Coraz częściej starała się uchwycić okruchy życia, chwile zazwyczaj umy­ka­ją­ce uwadze – takie jak ta, w której najmłodsze z trójki dzieci pod torami kolejki naziemnej z podziwem patrzy w górę z otwartymi ustami, a przed­miot wywołujący zdumienie jest znany tylko jemu.


Późne lato, Nowy Jork, 1953.

🖇

Anne Morin, kuratorka i badaczka dorobku Vivian […]  uważa, że „auto­por­tre­ty pozwoliły Vivian na przedstawienie niezbitego dowodu jej obecności w świecie, w którym wydawało się dla niej nie być miejsca”.


Chicago, 1978.


Chicago, druga połowa lat siedemdziesiątych.

🖇

Nieżyjąca już Mary Ellen Mark uważała, że Vivian zdobyłaby sławę za ży­cia, gdyby inni zobaczyli jej zdjęcia, i zwięźle podsumowała talent niani: „Jej prace są świetne, nie ma co do tego wątpliwości. Jest fantastyczną fo­to­grafką uliczną i wspaniałą portrecistką. Ma doskonałe oko, wszystko jest ideal­­ne. Piękne kadrowanie, piękny punkt widzenia, prawdziwy punkt wi­dze­nia. Jest fantastyczna”.


Nowy Jork, 1954.

🖇

[…]  bez wytchnienia przemierzała ulice, aby zdobyć biegłość w fotografowaniu i opanować nowe techniki.


Lato, Chicago, 1978.

🖇

Gdyby Vivian walczyła z rakiem, a nawet lżejszymi fizycznymi do­legli­wo­ścia­mi, takimi jak drżenie samoistne, artretyzm lub choroba le­ni­we­go oka, te przypadłości nie zostałyby odrzucone jako nieistotne dla jej fotografii. Prawdopodobnie chwalono by ją za niezłomność w realizowaniu swoich celów mimo niepełnosprawności. Jednak nawet wśród świa­tłych ludzi przeważa uprzedzenie wobec chorób umysłowych. Wiele osób w Champs­aur mimo niepodważalnych dowodów oburzało się na sugestię, że Vivian lub jej rodzina miała jakiegokolwiek rodzaju zaburzenia psy­chicz­ne. Eks­per­ci, którzy zamietli sprawę pod dywan, jeszcze wzmocnili to błęd­ne przekonanie.

🖇

Gdyby zwrócono uwagę na jej chorobę, od początku stałoby się oczywiste, że Vivian nie udostępniała swoich zdjęć, ponieważ były one przedmiotem pato­­logicznego gromadzenia, nad którym nie miała kontroli.

🖇

Postępowe poglądy Vivian sprawiały, że dążyła do uchwy­cenia punktu przecięcia rasy i klasy.


Chicago, 1971.

🖇

Nic nie może trwać wiecznie.
Musisz zrobić miejsce dla innych ludzi.
To karuzela. Robisz pełną rundkę i koniec,
a potem ktoś inny dostaje taką samą szansę
.
– Vivian do sąsiada o śmierci

Ann Marks, Vivian Maier. Niania, która zmieniła
historię fotografii
, przeł. Tomasz Macios,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]  można i należy uznać, że Vivian Maier zasługuje na zupełnie inne wyróżnienie. Jest inspirującą posta­cią: kobietą, która pokonała przeszkody, aby przejść przez życie na własnych warunkach, mocno angażując się przy tym na rzecz wspólnego dobra.

🖇

Jest tu autentyczne oko, prawdziwa znajomość ludzkiej natury, fotografii i ulicy, a takie rzeczy nie zdarzają się często. W pracach Vivian od razu widać zrozumienie czło­wieka, ciepło i filuterność.
 //   Joela Meyerowitz

🖇

W świecie sztuk pięknych wybór ujęć, kadrowanie i ro­bie­nie odbitek uznaje się za nieodłączne elementy fo­to­gra­fii, niemal równie ważne jak samo zdjęcie. Jak wy­mow­nie wyjaśnił Ansel Adams: „Negatyw jest odpo­wied­ni­kiem partytury, a odbitka – zagranego na jej podstawie koncertu”.

(tamże)

piątek, sierpnia 25, 2023

5167. Czekariat (LII)

Budował gniazda, wszędzie gdzie pracował — po­my­ślałam dziś, zaglądając do pa­mięci o zaprzeszłej prze­szłości. Najpiękniejsze z nich miał w zawodówce. Były tam: warsztat z równiutko powieszonymi na ścianie nad stołem narzędziami, pa­chnia­ło tam dre­wnem; ma­lut­ka ciem­nia fotograficzna; osobiście wykonany regał na książki z linami, jako ele­men­tem kon­struk­cji i jed­no­cze­śnie przejawem piękna; duże biurko, na którym nieprzypadkowe kubki, sto­jak na fajki oraz przepięknie pachnący tytoń do fajki; niebanalne kwiaty doni­czko­we, wy­jąt­ko­wo za­dba­ne, i dziu­ra w ścianie, z której wyglądał dziób projektora, by „dzie­cia­kom” pod­czas lek­cji wyświetlać filmy. Wszystko to na zapleczu sali lekcyjnej. Tamte Jego dzieciaki są ode mnie kilka lat starsze.

Z tamtych czasów była też najbardziej ceniona „pra­co­wni­cza” koleżanka, ale zna­łam ją tylko z opo­wie­ści. Aż do dnia, po którym nastąpił ten. I zostałam fan­ką tego, co spod Jej rąk wychodzi. Ta glina czekała na swoje sło­wa. Do­cze­ka­ła się, po­my­śla­łam z samego rana, czy­ta­jąc pozostawiony poniżej wiersz.

Cztery twarze i przepiękny koń, pięć odrębnych świa­tów, ale dla mnie również sper­so­ni­fi­ko­wa­ne cztery pory roku.

 
 
ah!, fragmenty.

*

BEZCIEBNOŚĆ
coś jak bezbrzeżność
bezradność
[…] 
tylko znacznie gorsze
bo dotyczy ciebie
  //  Jarosław Mikołajewski

*

Franz Schubert, Sonata na arpeggione i fortepian a-moll, Allegro moderato,
Daria Hovora (fortepian), Mischa Maisky (wiolonczela),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #55.
White Raven’s Liked List

poniedziałek, lipca 24, 2023

(5122+1). 205/365  //  Czekariat (XLVII)

trzynaście lat i dwa dni — 4750 dni — w tym czasie 5122 wpi­sy, ostatni o mroku, pisany w błogiej nieświadomości przez jakie piekło przyjdzie nam przejść w rozpoczętej w ten sposób naj­dłuż­szej blogowej przerwie.

wypatrzył to zdjęcie tydzień temu. godzinę przed tym, nim wzięto mnie na blok operacyjny.

205/365


fot. Sadownik.

*

Jabłoń:
O, Jezu!

Sadownik:
Wystarczy: Sadowniku!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem, który wrócił
i zdecydowanie robi za dobro luksusowe
)

niedziela, lipca 02, 2023

5118. Degustacja #9


Kaan.

Czy i na ile jestem otwarta, odważna i samodzielna w swoim myśleniu? Czy mam w sobie gotowość na zwątpienie, porażki, lęki i nowe rozwiązania?

*

W trosce o duszę chodzi o nieustanne poszukiwania i od­kry­wa­nie różnorodnych możliwości, a wraz z nimi do­ty­ka­nie wymiaru zwią­zanego z wyborem, czyli z praktykowaniem wolności.

Alicja Długołęcka, Przypływ. O emocjach
i seksualności dojrzałych kobiet
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

5117. Degustacja #8


Kaan.

Jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest.
Olga Tokarczuk

*

Georg Friedrich Händel, Mesjasz HWV 56, Część I: Sinfonia,
Bournemouth Symphony Orchestra,
Jose Serebrier (dyrygent),
Leopold Stokowski (orkiestracja),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #26.

*

Nikt nie wybiera miejsca ani czasu swojego urodzenia, tak jak nie decyduje o okolicznościach, które doprowadziły do tego, że zaistniał. Stanisław Lem z właściwą sobie autoironią próbował kiedyś wyliczyć prawdo­po­do­bień­stwo swojego zaistnienia z uwzględnieniem nieograniczonej liczby czyn­ni­ków, które mogłyby do tego doprowadzić. Skonstatował, że fakt jego na­ro­dzin jest właściwie niemożliwy. A jednak się pojawił! Nić życia tak jak musi się gdzieś zacząć, tak samo gdzieś się kończy. Kiedy myślę o początku i o koń­cu życia, zatrzymuję się na refleksji, że odejdę tam, skąd przyszłam.

*

Kiedy zaakceptuje się przeszłość i zrozumie, że to już zamknięty rozdział, będzie można otworzyć się na nowość. Zamykanie się na przyszłość jest niedobre. Przyszłość to czysta karta i kiedy mamy nadzieję, myślimy, że może nam się jeszcze coś w życiu przydarzyć. […]  Chodzi o to, by wspierać istniejące już zasoby. […]  A mówiąc wprost: chodzi o to, by nie zamykać się na eksplorowanie własnych zasobów. Chcę podkreślić, że każdy ma zasoby.
  // Maria Beisert

Alicja Długołęcka, Przypływ. O emocjach
i seksualności dojrzałych kobiet
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

5116. Degustacja #7


Kaan.

[…]  we własnym podziemnym świecie jestem zaabsorbowana przeglądem poniesionych w dotychczasowym życiu strat. Zamyślam się nad tym, jak mnie ukształtowały, stając się początkiem czegoś nowego. […]  jakie te doświadczenia miały dla mnie znaczenie po kilku latach.

*

Czyż to nie oczywiste, że połacie mchu, choć
nie mają języków, mogłyby prawić
cały dzień, gdyby chciały, o
duchowej cierpliwości? Czyż to nie jasne,
że czarne dęby przy ścieżce stoją,
jakby były najkruchszymi z kwiatów?
Co rano spaceruję tak wokół
stawu, myśląc: jeśli wrota mego serca
kiedyś się zamkną, będę jak martwa.
Na razie co rano jestem żywa. A teraz
wrony odrywają się od reszty ciemności
i wzbijają w niebo – jakby
całą noc myślały, jakie chciałyby
mieć życie i wyobrażały sobie
swoje silne, grube skrzydła
Mary Oliver (1935–2019), przeł. Jacek Majewski

*

Poczułam w pełni jej miłość, dopiero kiedy odchodziła. Jakbym dostała od niej energetyczny przekaz: „Idź swoją drogą, akceptuję cię taką, jaka je­steś”. […]  Tak jakby pod koniec swojego życia moja matka dała mi coś w pre­zencie. Jakby nie była w stanie podarować mi tego wcześniej albo ja nie potrafiłam tego przyjąć. Stało się to możliwe na koniec.
  //   Agnieszka Czapczyńska

Alicja Długołęcka, Przypływ. O emocjach
i seksualności dojrzałych kobiet
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

5115. Degustacja #6


Kaan.

Jeśli nawet umrzemy przed doświadczeniem wszystkiego tego, czego ocze­ki­wa­liśmy od życia, nie będzie to miało znaczenia po śmierci – tracimy tylko tę jedną chwilę, „w” której jesteśmy – życie jest poziome, nie pio­no­we – nie da się go zakumulować, a więc żyj, nie czołgaj się w pyle.
  //  Susan Sontag

*

[…]  etykiety skrywają w sobie odwieczne poszukiwanie prawdy o nas samych, siłach nami rządzących i ciągłym tańcu sacrumprofanum.
Izabela Dziugieł

*

Julian Barnes pięknie pisał o odczuwaniu czasu, o tym, że oprócz metry­kal­ne­go istnieje ten, który – jak to określił – nosi się po wewnętrznej stro­nie nadgarstka. Rejestrujemy, jak płynie z nurtem wyczuwalnego przez powierzchnię skóry pulsu. Jest odmierzany każdym wdechem i wydechem, które są niczym kroki przesuwające nas na jego osi. Przemijanie jest także sprzężone z naszą pamięcią, więc gdy uruchamiamy wspom­nie­nia, stru­mień świadomości na chwilę zawraca swój bieg.

Alicja Długołęcka, Przypływ. O emocjach
i seksualności dojrzałych kobiet
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

5114. Degustacja #5


Kaan.

Mi­łość to raczej konieczność niż wybór.
Przydarza ci się i już.
Agnieszka Graff 

*

Feminizm nie spogląda na świat z pozycji osoby zdrowej, uzdolnionej, nie­zależnej, asertywnej i pewnej siebie. Wielką część naszego życia spę­dza­my w zależności od innych: jako dzieci, kiedy jesteśmy chorzy lub starzy, a tak­że kiedy sami musimy lub chcemy troszczyć się o nasze dzieci, rodziców i dziadków, przez co stajemy się powolni, mało elastyczni i podatni na zra­nie­nie. Feminizm patrzy na świat z perspektywy ludzkiej kruchości, a nie dokonań kogoś wyjątkowego.
  //  Tereza Stejskalová

*

Trochę to potrwało, ale doszłam do wniosku, że po dużej stracie jakby głębiej się żyje niż przed nią.
Agnieszka Graff

*

Jeśli zrezygnujemy z bycia wobec siebie opresyjną, zrobi się miejsce na od­pusz­cze­nie porównywania się z innymi i „dopieprzania sobie”. Otwie­ra­my się na łagodność i życzliwość, na wrażliwość i prawo do wątpliwości.

*

[A.G.]  Za każdym razem kiedy interpretacja się zmienia…
     [A.D.]  …coś czujesz.
     [A.G.]  Tak, i to jest głębokie doświadczenie. Staję się inną osobą. To nie jest tak, że mnie i mój mózg coś oddziela od tych interpretacji. Moja opo­wieść o moim życiu jest mną. A ona wciąż się zmienia. Ja się zmie­niam. To bywa bolesne, ale czasem jest bardzo ekscytujące.

*

[A.G.]  Te potwornie niewygodne buty, w których chodzą. Makijaże. Jako kobiety zdajemy sobie sprawę, jaki jest koszt farbowania i prostowania wło­sów, którymi z taką gracją potrząsają. Rozbrzmiewa w nas wewnętrz­ny chi­chot i odczuwamy ulgę, że nie musimy już tego robić. Widzę teraz wy­raźnie, jak bardzo heteronorma to przebranie. Judith Butler powie­dzia­ła­by: płeć to performance. Teraz w pełni rozumiem, o co jej chodziło.
     [A.D.]  Postrzegam to jednak jeszcze jako uwewnętrznioną opresyjność.
     [A.G.]  Bo tym w istocie jest. Ale też bywa całkiem przyjemną grą.
     [A.D.]  Może być tak, że gdy się od tego uwolnimy, wydaje nam się to gro­te­sko­we, ale jeśli w tym tkwimy, to nawet uwolnienie odbieramy jako rodzaj opresji. Jeśli oleję heteronormę, zostaję wykluczona z gry. Nie jestem już kobietą.
     [A.G.]  Właśnie – wypadasz z gry, jaką jest kobiecość!

*

Jest taka przestrzeń w patriarchalnej kulturze, w której związki, choć istnieją, pozostają niewidzialne.
Agnieszka Graff 

Alicja Długołęcka, Przypływ. O emocjach
i seksualności dojrzałych kobiet
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)