Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl/seria: this is NOT america. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl/seria: this is NOT america. Pokaż wszystkie posty

sobota, marca 07, 2026

6036. 66/365

jutro, na któ­re tak długo czekałam, przyszło dziś. na zielo­ność jeszcze poczekam, ale ludzie już zakwitają. a ja przy nich od­żywam.

66/365

Wiosna przypomina nam o tym, że zawsze jest jakieś ju­tro, ko­lej­ny tydzień czy kolejny rok; po mglistym dniu może przyjść bardziej słoneczny, a zmiany w życiu wcale nie spra­wia­ją, że znika nadzieja, nawet jeżeli wszystko wygląda teraz trochę inaczej niż wcześniej.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

I czytam coś, co napisałem:
„Wiosna jest jak rozbierająca się piękność”.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, przeł. Jacek Gutorow,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

wtorek, marca 03, 2026

6032. 62/365

wró­ciły, każdego dnia wracają na dłużej, jasne popołudnia. zniknął, dwa miesiące razem z chodnikami trzymał mnie w areszcie do­mo­wym, śnieg.

zainaugorowałam dziś swoją osobistą wiosnę samotnie pitą ka­wą na mieście.

62/365

Pod koniec zimy, gdy wracają popołudnia.
[…]
Niedoskonałość jest naszym rajem.
I zobaczcie: przy całej tej goryczy
I kipiącej w nas niedoskonałości
Zachwyt tkwi w kalekich słowach i upartych tonach
.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, przeł. Jacek Gutorow,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 26, 2026

6027. Z oazy (CDXXIV)

Podleczoną duszę tym wyborem wersów rehabilitowałam. Kiełkujące niezdarnie niepewne siebie nadzieje karmiłam wierszem, by nabrały siły i pewności, że są jeszcze sny, które warto śnić. Definitywnie mogę już wrócić do prozy.

I bycie cząstką to wysiłek odmieniania przez przypadki:
Czujesz życie tego, co darzy prawdziwym życiem.

🖇

Kolejna myśl, wielkie ceregiele…
Bo nigdy nie widzimy tego, co myślimy.

🖇

Fałszywa nuta w czymś żywym
Jest ratunkiem dla jej życia; to wysiłek,
Aby się narodzić i przetrwać narodziny, wydarzenie życia.

🖇

A wiersze, choć napisane przez niego,
Były także wytworami słońca.
               Nie chodziło o to, czy przetrwają,
               Lecz o to, aby niosły w sobie
               Jakiś ślad bądź rys, jakieś bogactwo,
Choćby ledwie wyczuwalne
W ubóstwie słów, ubóstwie
Planety, której były częścią.

🖇

Nasze odczucie tych rzeczy zmienia się, zmieniają się rzeczy,
Nie jak w metaforze, ale w naszym odczuciu
Rzeczy. Tak właśnie odczucie przekracza każdą metaforę.

🖇

Bezlitosny wers? To te kilka słów.
Niech sobie brzmią i brzmią.

🖇

W pokoju świat jest dla mnie niezrozumiały;
Ale podczas spaceru widzę, że składa się on z trzech,
może czterech wzgórz i jednej chmury.

🖇

Byłem światem, przez który kroczyłem. A co widziałem,
Słyszałem lub czułem, pochodziło tylko ode mnie,
I odnalazłem tam siebie prawdziwszego, bardziej obcego.

🖇

Szedł sam w świetle księżyca,
Z chłodną niewiarą w sercu.
Kapelusz z szerokim rondem zasłaniał mu oczy.

🖇

Studium dwóch gruszek
     […] 
     Są żółtymi formami
     Złożonymi z krzywych linii,
     Które zaokrąglają się ku podstawie.
     Musnęła je czerwień.
     […] 
     Żółtość połyskuje.
     Połyskuje różnymi żółciami,
     Cytrusami, pomarańczami i zieleniami
     Rozkwitającymi na skórce.

    

🖇

Po dodaniu części są tylko części.

🖇

Porównuję siebie
Z wysokim drzewem.
Odkrywam, że jestem znacznie wyższy,
Bo sięgam słońca
Wzrokiem;
I sięgam morskiego brzegu
Słuchem.
Jednak nie podoba mi się
Sposób, w jaki mrówki pełzną
Do i od mojego cienia.

🖇

Nawet wszystkie noże ulicznych lamp,
Nawet dłuta długich ulic,
Nawet młotki kopuł
Czy wysokie wieże
Nie potrafią wyrzeźbić
Tego, co wyrzeźbić potrafi jedna gwiazda
Mrugająca w dzikim winie.

🖇

Racjonaliści w kwadratowych kapeluszach
Siedzą w kwadratowych pokojach i myślą,
Patrzą na podłogę,
Patrzą na sufit.
Ograniczają się
Do trójkątów prostokątnych.
Gdyby spróbowali rombów,
Stożków, zaokrągleń, elips —
Na przykład elipsy półksiężyca —
Racjonaliści nosiliby sombrera.

🖇

Zetknięcie gór, naszych ziem i morza —
Czy zdarzyło mi się stanąć i pomyśleć o tym punkcie?

🖇

Że noc jest tylko dekoracją dla nas, którzy
Jesteśmy doskonale wierni naszym osobnym jaźniom,
W bladym świetle, które rzucamy na siebie nawzajem.

🖇

Rozum niczego nie jest w stanie dać,
Nie umie odpowiedzieć pożądaniu.

🖇

Ćwiczenie w oglądaniu świata.
Na temat! Ale morze ogląda się tak,
Jakby to była improwizacja na fortepianie.

🖇

Ten zachmurzony świat, dzięki pomocy lądu i morza,
Nocy i dnia, wiatru i ciszy, stwarza
Więcej nocy, więcej dni, więcej chmur, więcej światów.

🖇

Zmienić naturę, a nie tylko idee,
Uciec od ciała i poczuć
Te uczucia, przed którymi wzdraga się ciało,
Uczucia otaczających nas natur,
Na przykład łodzi tnącej błękitną wodę.

🖇

Odpowiedź na moje pytania,
Milcząca, ostateczna rzeźba,
Wokół której cisza przylega do ciszy.

🖇

[…]  mowa nie jest ciszą, którą
Oczyszczono z brudu. Mowa to zabrudzona cisza,
A nie jakaś dźwiękowa imitacja.

🖇

Po definitywnym „nie” przychodzi jakieś „tak”,
Od którego zależy cały przyszły świat.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, ilustr. Judith Rothchild,
Jacek Gutorow (wybór, przekład i posłowie),
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)
seria this is NOT america #5

A ten, który słucha, […] 
Jakiś nikt, który widzi
Nic, którego nie ma, i nic, które jest.

🖇

Wiatr się zmienia tak
Jak kobieta pozbawiona złudzeń,
Ale wciąż zdolna do irracjonalnych uczuć.
Wiatr się zmienia tak
Jak kroki dumnych ludzi,
Jak kroki ludzi pełnych złości.
Tak się zmienia wiatr:
Jak ludzka istota, jak ciężka istota,
Której wszystko jedno.

🖇

Jestem tym, co mnie otacza.
     Kobiety to rozumieją.
     Nie jest się księżniczką
     Sto jardów od powozu.

🖇

Do wyjącego wiatru
     Jakiej sylaby szukasz,
     Vocalissimusie,
     W przestrzeniach snu?
     Wymów ją.

🖇

Mówi „nie” na „nie” i „tak” na „tak”. Mówi „tak”
Na „nie”; a mówiąc „tak”, mówi „żegnaj”.

🖇

🖇

To może przyjść jutro w najprostszym słowie.
Nieomal jak część niewinności, nieomal,
Nieomal jak czuła i prawdziwa część.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 22, 2025

5974. Z oazy (CDV)

Dziś mój pierwszy wiosenny dzień. Będzie dłuższy od najkrótszego dnia w roku. Wol­no, wolniutko zaczęliśmy maszerować ku zieloności świata. Ta perspektywa spra­wia, że wszystko widzę w różowych okularach.

Odkryta przypadkiem seria, jest teraz przeze mnie intencjonalnie odkrywana. Po­zo­sta­ję w zdumieniu, że na zajęciach z literatury amerykańskiej nikt nie podsunął pod nos chociaż jednego wiersza tej poetki. A może nie podsunął, bo trudno było wybrać tylko jeden? Ja nie umiałabym tego zrobić.

Nie miałam pojęcia, że można umieć za­mie­niać ułamki sekund na strofy, być szyb­szą od migawki aparatu fotograficznego. Pięknie wykadrowane obrazy nie w pikse­lach lecz w wersach umiała zatrzymać ta poetka jak nikt.

Queerowość poezji Lowell wiąże się z płynnością, niejednoznacznością czy otwartością. Często przewija się w jej wierszach słowo „beloved”. O ile w angielszczyźnie nie jest ono nacechowane płciowo, o tyle tłu­ma­cze­nie nieraz wymaga dookreślenia, co może stanowić wyzwanie. Ze­sta­wienie odmiennych przekładów pokazuje różne możliwości inter­pre­ta­cyjne.

Lowell konsekwentnie skupia uwagę na ulotnych chwilach, starając się precyzyjnie utrwalić własne impresje. Ile można tak naprawdę zobaczyć i zapisać w pamięci? Jak widzieć głębiej? Jak ta głębia przekłada się na myśli i uczucia?

Tra­gizm sytuacji nie pozwala delektować się światem. Zmysłowość per­cep­cji okazuje się przywilejem, który można stracić w kryzysie. Wojna tworzy wyrwę w czasoprzestrzeni […]. Dzięki Lowell możemy le­piej zro­zu­mieć, jak pod wpływem doświadczeń granicznych zmienia się spo­sób przeżywania świata i jak ważne jest, by starać się tę zmianę na­zwać i zobrazować.

Joanna Mąkowska

Jej [Amy Lowell] głos nie należy do archiwum ani do pożółkłych an­to­lo­gii. To głos kogoś, kto dzisiaj siada przy kuchennym stole, patrzy w two­je oczy i mówi ci o miłości, codzienności i o ciele tak, że świat na chwilę traci obojętność.

Czytana dziś [Amy Lowell] nie staje się lustrem ani ozdobą. Raczej przy­po­mnieniem, że literatura bywa tym, czym akurat musi być – sposobem trwania, trybem oddychania, szansą na przetrwanie dnia.
     […]  jej wiersze pokazują drogę: ku intymności, która nie boi się co­dzien­ności, ku doświadczeniu kobiecemu, które nie jest marginesem, lecz centrum.

Tytuł serii można czytać na wiele sposobów. This Is Not America – to nie Ameryka z billboardów, filmów i mitów. To Ameryka, która rodzi się w wierszu, a nie w telewizji. Ameryka księżycowego ogrodu, a nie czer­wo­ne­go dywanu. Ameryka tęsknoty i gniewu, które nie mieszczą się w ha­słach wyborczych. Lowell mówi wprost: świat nie należy do silnych ani głośnych, lecz do tych, którzy mają odwagę czuć i nazywać.

Artur Burszta

🖇 🖇

Ukochana, męczy mnie to, że twoja nieobecność
Do krwi rani mi serce;
Że wyciskam z niego krople atramentu
I wysyłam w liście.
I płonę samotnie w ogniu
Wielkiego księżyca.

🖇

Jarzysz się w moim sercu
Jak płomyki niezliczonych świec.
Ale kiedy chcę ogrzać dłonie,
Przewracam świece, niezgrabna,
I wpadam potem
Na stoły i krzesła.

🖇

Szłam za nią długo,
W nią tylko wpatrzona, nie wiedząc, gdzie idę.
[…] 
Szłam za nią,
Wypatrywałam migotliwego trzepotu jej skrzydeł.

🖇

Kiedy o tobie myślę,
Nie widzę twarzy,
Widzę tylko ręce,
Twoje ręce,
Gdy szyją,
Trzymają książkę,
Odpoczywają przez chwilę na parapecie.
Przed oczami mam zawsze twoje ręce,
Ale w moim sercu mieszka melodia twojego głosu
I miękka jasność, która jest twoją duszą
.

🖇

Śnieg szepce o mnie,
Moje drewniane chodaki
Pozostawiają głębokie otwory.
Lecz nikt nie będzie przechodził tą drogą,
Szukając moich śladów,
A kiedy dzwon świątyni odezwie się znowu,
Już ich nie będzie, znikną zasypane.

🖇

Niuans
     Nawet irys się wygina,
     Gdy motyl na nim usiądzie.

🖇

Twoje kroki na bębnie mostu obok mojego domu
Są jak dudniące krople przelotnej ulewy.
Tak szybko cichną.

🖇

Nad sklepem, gdzie sprzedaje się jedwab,
Wciąż unoszą się latawce w kształcie smoków.

🖇

[…]  czy widzisz te lilie o barwie pomarańczy?
One znały jeszcze moją matkę,
Lecz kogo z mych bliskich będą znały,
Gdy mnie już nie będzie.

🖇

Pokój
     Siedząc na lufie armaty,
     Żółty motyl to rozchyla, to znów składa skrzydła.

🖇

Pustelnik Kisen
Ułożył tysiąc wierszy
I dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć cisnął do rzeki,
Uważając, że tylko jeden godzien jest zachowania.

🖇

Czas
     Przeglądając się w swym metalowym lusterku,
     Ujrzałam słabo zarysowaną
     Postać żurawia
     Wyrytego po drugiej stronie.

🖇

Wrzesień 1918
     Dwaj chłopcy leżą na brzuchu,
     Uważnie zbierają jagody,
     Wkładają do kartonowego pudełka.
 
     Kiedyś nie będzie wojny.
     Wtedy wyjmę to popołudnie
,
     Poobracam je w palcach
     I poczuję w ustach jego słodki smak,
     I uderzy mnie rześki szelest jego bujnych liści.
 
     Dzisiaj mogę tylko jakoś je zebrać,
     Włożyć do pudełka z drugim śniadaniem,
     Bo czasu starcza mi jedynie na to,
     By próbować utrzymać się na nogach
     W potrzaskanym świecie
.

🖇

W średnim wieku
     Wersja Leszka Engelkinga
     Jak czarny lód
     Pokryty bezsensownymi wzorami przez kiepskiego łyżwiarza –
     Taka jest zmatowiała powierzchnia mojego serca.

W średnim wieku
     Wersja Andrzeja Szuby
     Matowa powierzchnia mojego serca
     Jak czarny lód
     Zabazgrany niezrozumiałymi wzorami przez lichego łyżwiarza.

🖇

Życie to jest strumień długi,
Do którego wrzucamy, za płatkiem płatek,
Kwiat naszego serca, świątek, piątek;
Koniec podróży gdzieś we śnie się gubi,
Znikają jak odpływający w niewiadome statek,
Widzimy tylko radosny podróży początek.
[…] 
Sypiemy płatki kwitnącej róży życia;
Coraz dalej płyną,
Jaki cel je ugości,
Nie dowiemy się nigdy. W podróż tajemniczą
Strumień je zabiera
I każdy płatek
Znika gdzieś w nieskończoności.
[…] 
A płatki nurt niesie, choć zapach ich wciąż tu gości.

Amy Lowell, Gałązka rozmarynu,
przeł. Andrzej Szuba, Leszek Engelking, Tadeusz Sławek,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)
seria this is NOT america #3

Jaśniejsze od świetlika nad rzeką Uji
Są twoje słowa w mroku,
Ukochany.

🖇

Żona rybaka
     Kiedy jestem sama,
     Podmuchy wiatru w gałęziach sosen
     Wydają się falami,
     Co ocierają się o burty łodzi.

🖇

Pewien mądry człowiek,
Patrząc na gwiazdy sunące po nieboskłonie,
Wypowiedział taką oto uwagę:
Wysoko nad ziemią świetliki poruszają się wolniej.

🖇

Masa dni przede mną piętrzy się bezładnie,
Chaos atomów, z którym do ładu dojść muszę,
Jakoś przeżyć, a najpierw trzeba je odkurzyć.
Wszystko musi być na czas, starannie,
Nie będzie odroczeń czy powtórzeń żadnych.

🖇

W twoich oczach
Tlą się zwiędłe róże wydartych czasowi minut

🖇

Usiadłam
Do pisania wiersza
O klonach.
Ale blask księżyca
W kałamarzu
Oślepił mnie,
I mogłam napisać tylko to,
Co pamiętam.
Dlatego na kopercie wypisałam
Twoje imię.

(tamże)

piątek, grudnia 12, 2025

5964. Z oazy (CDI)

Czysty przypadek pod nos podstawił mi ten wybór wierszy, a gdy dokładniej przyj­rza­łam się okolicom strony re­dak­cyj­nej, okazało się, że to szósta pozycja serii. Szybciutko za­zna­czyłam do upolowania te z wcześniejszych, które udało mi się na­mierzyć.

W moim życiu wszystko jest proste jak sznurek w kieszeni (zapożyczenie od Aku­sze­ra tego malowniczego, dzia­ła­ją­ce­go na wyobraźnię porównania) — gdy nic nie działa, poezja dzia­ła zawsze.

Wczoraj, nie czekając na złe dni, delektowałam się. Każdy wiersz w tym wyborze opatrzony jest datą (powsta­nia/pu­bli­ka­cji: nie­wła­ściwe skreślić, nie znam się). W przy­padku jednego umieszczonego tu (w dużej części) wiersza data ma ogromne znaczenie, więc też tu jest. Niczego nas tamto wydarzenie nie nauczyło. Nadal z upo­rem ma­nia­ka idzie­my na ścianę. Kiedyś powiedziałabym, że to efekt chci­wości, dziś powta­rzam na­zwę nie tak dawno odkrytego mechanizmu: to tylko brak.

[…]  są też takie [książki jak ta], które po­ja­wia­ją się jak światło latarni po sztormie: przypominają, że język istnieje nie po to, by uspokajać, lecz żeby lepiej widzieć.

Miłość i gniew w pisaniu amerykańskiej autor­ki nie są prze­ci­wień­stwa­mi. To dwie postawy uważności, dwie formy troski o świat: czułość i odmowa.

[…]  to tom o świecie, który nie zmienia się wystarczająco szyb­ko – i o języku, który nie godzi się na czekanie. Rich wie­dzia­ła, że gniew kobiet jest systemowo baga­te­li­zo­wa­ny, a gniew ludzi spoza centrum – często sprowadzany do emocjonalności, nie do diagnozy. Czytana dziś w Polsce – w kraju, który wciąż boi się słowa „queer”, w czasie, gdy język władzy próbuje narzucać sztywne definicje ciał i ról społecznych – Rich brzmi nie jak głos przeszłości, ale jak głos ko­niecz­ny. Odzywa się nie po to, by dolewać oliwy do ognia, lecz aby przypomnieć, że gniew może być formą myślenia. I że my­śle­nie, jeśli ma być uczciwe, czasem musi boleć.

To nie jest wybór „najważniejszych wier­szy”. To wybór naj­ko­niecz­niej­szych: takich, które pokazują, jak rodzi się świa­do­mość. Jak gniew przechodzi w język, a język w dzia­ła­nie. Jak osoba staje się „my”, a prywatne doświadczenie – doświad­cze­niem wspól­no­towym. Czytamy te utwory nie jak dokument epo­ki, lecz jak mapę drogi, która wciąż trwa. I może dlatego te wiersze się nie starzeją: mówią o tym, co wciąż trzeba nazywać – mimo sprzeciwu, mimo wstydu, mimo zmęczenia.

[…]  gniew, który nie jest wybuchem, lecz sposobem widzenia. Rich nie pyta, skąd bierze się złość. Pyta, co zrobić, żeby nie utracić godności. Jej gniew nie niszczy; on rozjaśnia kontury rzeczywistości.

Nie wybieraliśmy tych wierszy przeciw czemuś. Wybieraliśmy je za: za jasność, za odwagę, za niezgodę, która nie jest im­pul­sem, lecz formą troski.

To nie głos z epoki, która minęła, lecz słowa wypowiadane przez kogoś stojącego obok, widzącego rzeczy równo z nami i przy­po­mi­na­ją­ce­go, że język nie służy do dekorowania świata, lecz do jego roz­po­znawania.

Artur Burszta

🖇 🖇

Technologia milczenia
Rytuały, etykieta
 
zacieranie
terminów
milczenie nie brak
 
słów czy muzyki czy nawet
surowych dźwięków
 
Milczenie to może być plan
skrupulatnie realizowany
 
rozpiska życia
 
Milczenie to byt
milczenie ma historię ma     kształt
 
Nie pomyl go
z brakiem czegoś

🖇

Jak spokojne, jak uprzejme te słowa
zaczynają mi się wydawać
 
chociaż zaczęły się w smutku i gniewie

🖇

Miałam pytania ale nie odpowiedziałaś
 
Miałam odpowiedzi ale nie przydały ci się
Nie przyda się to tobie ani pewnie innym

🖇

to zawsze jednak wybieram
 
te słowa, te szepty, rozmowy
raz za razem pękające prawdą świeżą i zieloną.

🖇

[…]  żeby głos wybrzmiewał
w czasach jak te, trzeba
mówić o drzewach.

🖇

Gdy myślę o pejzażu, myślę o chwili.
Gdy mówię o podróży, chodzi mi o wieczność.
Powiedziałabym: tamte góry mają znaczenie,
ale niczego więcej bym nie powiedziała.
 
Zrobić coś bardzo zwykłego, po swojemu.

🖇

wgryźć się w strach raz i znowu
i przetrwać. Akumulując „wolność”

🖇

to zabierze tylko chwilę, to zabierze całą twoją uwagę
to zabierze całe twoje serce, to zabierze ci oddech
to będzie chwila, to nie będzie proste
 
to dotknie cię przez żebra, to zabierze całe twoje serce
to nie potrwa długo, to zajmie twoją uwagę
[…] 

Wchodzisz w nas, którzy nie mogą stawić ci oporu
wchodzisz w nas, którzy nigdy nie chcieli stawiać ci oporu
zabierasz części nas w miejsca nigdy nieplanowane
odchodzisz gdzieś daleko z kawałkami naszego życia
 
to będzie chwila, to zabierze ci oddech
to nie będzie proste, to stanie się twoją wolą

🖇

Słowa to zamierzenia.
Słowa to mapy.
[…] 
po to przychodzę:
po wrak a nie opowieść o wraku
po rzecz samą w sobie a nie po mit
[…] 
To my, to ja, to ty
przez tchórzostwo lub męstwo
odnajdujemy drogę

🖇

Pogrzebane żale
Pobity bohater łka
Duchy wstępują by ukryć jego łzy

🖇

zużywałam się sama, nie dawałam się użyć.
[…] 
Jakie by życie nie było, było własne,
 
od czasu do czasu nałożyć
dłonie na ciepłą cegłę,
 
dotknąć ducha słońca

🖇

Oddychaj głęboko! Bez bólu, bez pardonu
na zewnątrz na zimnie z tobą
tobą przypartym do muru.

🖇

Wolność kompletnej wariatki
[…] 
to nie jest, rzecz jasna, wolność,
jaką ty masz, gdy idziesz Broadwayem
i możesz zatrzymać się, zawrócić lub nie,
i przejść 10 przecznic; 20 przecznic
 
ale może być do pozazdroszczenia
dla wyniszczonej
 
zwiniętej w łożysku realnego
które miało ją karmić, a dusi.

🖇

Dzisiaj czytałam o Marii Curie:
[…] 
Wygląda na to że do końca wypierała
skąd wzięły się jej zaćma
popękana i ropiejąca skóra     opuszków palców
aż nie mogła utrzymać     probówki ani ołówka
 
Zmarła     jako sławna kobieta     wypierając się
ran
wypierając
że rany     wzięły się     stąd co jej siła

🖇

Co widzimy, widzimy
a zobaczyć to zmienić
[…] 
Przez całe życie stoję
wprost na linii baterii sygnałów
najtrafniej transmitowanego najmniej
przekładalnego języka wszechświata

🖇

Prawdziwą miłość czułam jedynie
do dzieci i innych kobiet.
Wszystko poza tym to żądza, politowanie,
samowzgarda, politowanie, żądza.

To wyznanie kobiety.
 
A teraz spójrz znowu na twarz
Wenus Botticellego, Kali,
Judyty z Chartres
z jej tak zwanym uśmiechem.

🖇

Jest bieda królestwa karaluchów i pordzewiałego klozetu
Bieda typu kradzież jedzenia po raz pierwszy
[…] 
Bieda dyplomu lub karty do głosowania które prowadzą donikąd
Książęta drapieżcy niech wam coś powiem
Jest bieda i jest bieda
 
Jest bieda taniej walizki przetrzepanej na granicy
Bieda odwróconej głowy spuszczonego spojrzenia
[…] 
Bieda zastawionej trąbki stłuczonych okularów do czytania
Bieda pchająca zasłane nosze bieda sprzątająca rzygi
Bieda ulicznego artysty bieda omdlała na chodniku
Książęta finansjery wy którzy tam nie leżeliście
Jest bieda i jest bieda
 
Jest bieda z dnia na dzień i od domu do domu
I bieda historii zszywanych na sprzedaż
[…] 
Jest bieda kamieni ściskanych w kieszeni
I bieda wioski zrównanej z ziemią
Jest bieda powrotu do domu zmienionego od wyjazdu
I bieda pytania jak niby masz to zakończyć
Książęta broni którzy nigdy nie zaznaliście wojny
Jest bieda i jest bieda
 
Jest bieda pieniędzy przelanych na pogrzeb na który ty
Nie możesz dotrzeć bieda ciał niepogrzebanych
[…] 
Książę pozwól że powiem ci chociaż słowa do ciebie nie dotrą
Jest bieda i jest bieda
 
Ty który podróżujesz prywatnym odrzutowcem jak mucha
Bzycząc z innymi muchami złupionej biedy
Książęta i dworzanie do których słowa nie dotrą
Oto lustro w nim możecie się przejrzeć: weźcie je: jest wasze.
[2009] 

🖇

ten siódmy zmysł który wyczuwa czego nie ma
a co jest zapewnione
[…] 
Przestań smęcić mówi do siebie
Jesteś człowiekiem przesiąkliwym jak wszyscy inni

🖇

Wolałabym żyć w świecie
kobiet i mężczyzn radośnie
w zmowie z zielonymi liśćmi, łodygami
wznoszących krystaliczne miasta, przejrzyste kopuły,
maleńkie chaty z plecionej trawy
każda o własnym wzorze –
spisek na rzecz współistnienia
z Mgławicą Kraba, wybuchającym
wszechświatem, Umysłem –

🖇

Chciała odnaleźć sens w przeszłości ale przyszłość wjechała
zabłąkanym czołgiem zbójeckim buldożerem
 
przestawiła przeszłość w mgnieniu oka
spójność roztrzaskana na szczątki

🖇

Wolałabym żyć w świecie
kobiet i mężczyzn radośnie
w zmowie z zielonymi liśćmi, łodygami
wznoszących krystaliczne miasta, przejrzyste kopuły,
maleńkie chaty z plecionej trawy
każda o własnym wzorze –
spisek na rzecz współistnienia
z Mgławicą Kraba, wybuchającym
wszechświatem, Umysłem –

🖇

Co takiego niosą w swoich tobołkach,
jakie próżności, przesądy, małe talizmany
   
Co przechwyciła władza
kto to zatrzyma

Adrienne Rich, Fenomenologia gniewu. 21 wierszy politycznych,
przeł. Jakub Głuszak, Magdalena Kleszczewska, Magdalena Kunz,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)
seria this is NOT america #6

Każdy akt zyskania świadomości
(tak mam tu w książce)
to akt nienaturalny

🖇

Kamień po kamieniu wznoszę
ten kopiec swoich intencji
[…] 
pracą własnych rąk
te z bólem zgromadzone
kamienie w kształt niczego,
co by istniało kiedykolwiek dotąd.
Stos kamieni: twierdzenie,
że ten kawałek ziemi jest ważny
z powodów wielkich i prostych.
Symbol oporu, znak.

(tamże)