niedziela, września 20, 2026

6227. Z oazy (CDLXXIV)

Pierwszy tomik tam. Wybierając z drugiego to, co chcę zachować tu dla siebie, po­myślałam o potencjalnym niefantomowym bólu poety, gdyby widział, co ja z jego wierszami zro­bi­łam po tym, gdy je po swojemu przeczytałam i przeżyłam. Per­spek­ty­wa innego ży­cio­we­go doświadczenia, drugiej płci, innych sposobów myślenia i za­chwy­cania się światem niczego nie usprawiedliwiają — poeta zgrzytałby zębami jak nic. A ja w tym czasie przycięłam, wycięłam, wydłubałam i mam tu pod ręką.

Przecinki. Pozostanie dla mnie tajemnicą, czy ich brak to aby na pewno maniera lub styl pisania. Powiedziałabym styl, gdyby nie było ich wcale. Czyżby — myślę sobie po cichutku — te, które są, zdradzały poetę?

Po wszystkim zadumałam się i doszłam do następującego wniosku. Nie sądzę, bym przeczytała oba tomiki tak, jak je poeta napisał. Może właśnie z tego powodu kanon lektur tworzą zwykle nieżyjący pisarze i pisarki, martwi poeci i poetki. Żadna z tych, za życia bardzo twórczych, osób nie wścieknie się już z powodu swojego stanu nie­ży­cia, że odebraliśmy ich literki zupełnie na opak, że za to faux pas nie mamy nawet zamiaru przepraszać.

A ten poeta? Niech długo żyje, dużo przeżyje, nim zaświta mu w głowie myśl am­bit­na, ale i śmier­cio­nośna (patrz akapit wyżej), by do kanonu lektur wkręcić się lub wbić. A ja? Czekam na kolejny tomik.

co uchodzi za dom, to zawsze dzieło twoich rąk.
             Ile więcej trzeba, żeby nie wyparować z samego siebie,
             nie sturlać się w słowa, żeby zostało coś z tych mąk
             dla mnie, dla ciebie?

🖇

Od dzisiaj będziemy mówili już tylko, jak jest;
jak było, wie każdy, jak będzie — też,
pozostaje tylko zaprzeczyć, jakoby to miało
cokolwiek wspólnego z tobą, ze mną
nie będzie łatwo, a tym bardziej trudno, bo wiesz,
lepiej walić prosto z mostu,
na główkę, bez bajeru, tak po prostu.

🖇

„Czy naprawdę dzisiaj, tutaj, na takim, a nie innym krańcu świata, ze łzą jak oceany wyschłe
chcesz się sprzeczać? I to o czas? Lepiej przypomnij mi świat sprzed oranży i purpur”.
To chodź, dziś opowiem ci o czasach, gdy tęcza była drogą między słońcem a zielenią.

🖇

Co przemienia wściekłość w żal
buszującą w zbożu

🖇

Kto by na to wpadł, że wiersz można zaciukać
i choć nie mieści się to w żadnym paragrafie,
winnego wskazać nie sztuka —

🖇

Każdy gest na tyle wykwintny,
żeby go akurat pomylić z obelgą —
nigdy bowiem nie mówimy tak tylko;

🖇

Po co ograniczać się horyzontem: co ma się zdarzyć, to nie utonie,
[…] 
Masz tu, wklej nazwisko i zdefiniuj płeć;
imię możesz sobie wpisać, jeśli tylko chcesz.

🖇

i co też komu zrobiłem złego,
żeby kończyć jako przystawka na obiedzie
pełnym byle czego?

🖇

Chançon i basta
   Szanuj kundla swojego
   jak i on ci odpuszcza
   żywota twego zgliszcza.

🖇

i w żadną spójną całość los mi się nie składa —
             a jak już tak wyszło, to nie pożałowałem.

🖇

Czy to tak wolno, czy to wypada, to, dalibóg, jest grzechem
wyrywać kochankę z korzeniami od roku kwi-kwi-kwi-
tnącą na poletku innego. Że niby to takie qui pro quo, pourquoi pas, aserejé.

🖇

333 słów,
z nich uklepiesz świat,
z którym ci na trochę będzie za pan brat.

Wit Pietrzak, Wyimki/przeływ,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2022.

Każdy egzemplarz książki powinien posiadać erratę,

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz