Pokazywanie postów oznaczonych etykietą litera faktu i myśli oraz reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą litera faktu i myśli oraz reportaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, czerwca 28, 2026

6154. Z oazy (CDLVII)

Były cza­sy, gdy w ulu, który wtedy był przytuliskiem, wybuchały niemające końca dyskusje z odłamkami w czasie i przestrzeni. Skończyły się jakiś czas temu.

To książka z kategorii must read. Nie, nie napisała jej rozhisteryzowana zwo­len­nicz­ka antysemickich teorii spiskowych. Autorka jest drugą kadencję specjalną spra­wo­zdaw­czy­nią ONZ ds. okupowanych terytoriów palestyńskich. „Prawy” kraj (usa) na­ło­żył na Nią sankcje, jest niezbyt mile widziana w Niemczech czy Francji. Nie tylko Polska ma wielopiętrowe problemy z prawem, symetryzmem czy zwykłym skur­wy­syń­stwem.

Ta książka jest o pięknych, mądrych ludziach, o wartościach, o człowieczeństwie. O wszystkim, co dziś niemodne, ale niezbędne, by czuć się człowiekiem godnym swojego życia.

Fusy wrażeń po tej lekturze długo nie mogły opaść — nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę zawartość tej książki. Trwało to dziesięć razy dłużej niż jej czytanie. A po­tem przyszedł czas zdumienia, czyli przyglądania się, jak układają się względem sie­bie wyimki, jak jeden usuwa dwa, a czwarty zmienia porządek kilku innych. Dyna­mi­ka tego zjawiska wciąż pozostaje dla mnie tajemnicą.

[…]  kluczowe elementy prawa są i muszą być zrozumiałe dla każ­de­go z nas, ponieważ każdego z nas dotyczą.

Musimy otworzyć oczy i zobaczyć, z czym naprawdę mamy do czy­nie­nia.
     Nawet najbardziej wyrafinowani eksperci od podwójnego ję­zy­ka nie mogą dłużej zaprzeczać prawdzie o tym, co się dzieje w Pa­le­sty­nie. W lipcu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Spra­wie­dli­wo­ści uznał ponad wszelką wątpliwość, że trwająca od 1967 roku okupacja Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Je­ro­zo­li­my jest nielegalna i Izrael musi się całkowicie i bezwarunkowo wy­cofać z tych terenów.

Kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, bezstronność staje się obo­wiąz­kiem zmuszającym nas do opowiedzenia się po stronie prawa, spra­wie­dliwości i ofiar. Bezstronność to odwaga, by sta­nąć w obro­nie tego, co słuszne, dać głos tym, którzy zostali uciszeni lub po prostu zignorowani, i walczyć z nadużyciami nękającymi nasz świat.

Jak to możliwe, że prawda stała się kłamstwem, a kłamstwo prawdą?
     Na to szerzące się zło, które chciałoby nas wszystkich przekonać lub po prostu pokonać, musimy odpowiedzieć świadomością i dzia­ła­niem. Wiedza jest podstawową bronią, ponieważ stanowi naj­lep­szą obronę przed manipulacją, wyzyskiem i oszustwem; dzia­ła­nie powinno być jej naturalną konsekwencją.

Chcę tu opowiedzieć o Palestynie tak, jak jej doświadczyłam: nie jako aktywistka, ale jako ktoś, kto najpierw trafił do tego świata zaciekawiony inną kulturą, a później patrzył na niego prawniczym okiem.

Dziesięć osób, dziesięć historii, które splatają się z życiem i twa­rza­mi innych — włącznie ze mną, członkami mojej rodziny, sprze­daw­czy­nią z irlandzkiego marketu i dziećmi przychodzącymi zrywać owoce morwy koło naszego domu w Jerozolimie — i zadają py­ta­nia, na które tak trudno dać dziś odpowiedź.

Bardzo wierzę, że możemy odnaleźć się wszyscy razem jako ludzka rodzina, że odkryjemy na nowo prawdziwe i głębokie znaczenie so­li­darności; łacińskie słowo solidum przywołuje właśnie ideę czegoś całego, niepodzielnego, kompletnego, w przeciwieństwie do tego, co jest rozdrobnione lub zepsute. I jako jedno ciało powinniśmy się zje­dnoczyć, spotkać i stawić opór. Solidarność w tym ujęciu staje się „polityczną odmianą miłości”, jak mądrze zauważyła ame­ry­kań­ska rabinka Alissa Wise.
     W pojedynkę jesteśmy delikatni jak skrzydła motyla, ale zje­dno­czeni — solidni i solidarni — możemy przetrwać burzę. To nie jest fantazyjna hiperbola, to zasada fizyki zwana efektem motyla. Każdy nasz najmniejszy gest okazuje się machnięciem skrzydeł, które uruchamia łańcuch konsekwencji […].

Ta długa podróż pozwoliła mi poczuć tętniący puls wielu spo­łecz­no­ści poszukujących sprawiedliwości, prawdy, godności i lepszej przy­szłości ponad różnicami.

Francesca Albanese 

🖇 🖇

Historia pisana jest przez zwycięzców, którzy często bywają rzeźnikami. […]  Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom opresji i odmowy używania rozumu.

🖇

Nazywanie Palestyńczyków ogólnie „Arabami” – co się często zdarza w iz­ra­el­skich podręcznikach szkolnych i w mediach głównego nurtu na ca­łym świecie – przyczynia się do zaprzeczania ich tożsamości narodowej, gdyż może insynuować, że Palestyna nie istnieje, a sami Palestyńczycy są tu tymczasowymi gośćmi lub, co gorsza, wymysłem.

🖇

Wychodzimy z założenia, że istnieją różne instrumenty prawa między­na­ro­do­we­go służące ochronie ludzi, głównie traktaty dotyczące praw człowieka, a w sytuacjach konfliktów zbrojnych — prawo humanitarne. Instrumenty te zostały przyjęte po dwóch wojnach światowych po to, aby zmniejszyć okrucieństwo konfliktów i w jak największym stopniu chronić ludność cy­wil­ną przed horrorem wojny, lecz sprawiają one coś jeszcze: podnoszą jed­nost­ki — a zatem nie tylko (lub już nie tylko) państwa — do rangi pod­mio­tów prawa w sferze międzynarodowej.
     Prawa człowieka nie zostały nam dane w prezencie: każde z nich jest wynikiem walki i osiągnięć jednostek takich jak my. Handel nie­wol­ni­ka­mi został zniesiony dzięki ruchowi abolicjonistycznemu; apartheid i se­gre­gację rasową pomogły zdelegalizować batalie toczone przez ruchy oby­wa­tel­skie; poczyniliśmy znaczne postępy w zakresie praw pra­co­wni­czych, praw kobiet, dzieci i osób o różnorakich odmiennościach. Droga do praw człowieka nie jest jednak wyłącznie pasmem zwycięstw, a praca nie do­bie­gła końca. Przypomina nam o tym czas, w którym żyjemy.

🖇

Liczba palestyńskich dzieci zabitych w ciągu piętnastu lat (od 2008 do wrze­śnia 2023) była przerażająca: ponad tysiąc czterysta. Każde z nich, każdy z tych małych wszechświatów został na zawsze wymazany. Od 7 paź­dziernika 2023 do marca 2025 te i tak już makabryczne liczby wzrosły dzie­się­ciokrotnie: w ciągu siedemnastu miesięcy zabito ponad siedemnaście ty­się­cy dzieci, w tym ponad tysiąc niemowląt, których życie zostało prze­rwa­ne, zanim nauczyły się raczkować, mówić, bawić.

🖇

Konflikt wymaga dwóch w miarę porównywalnych ze sobą stron. Izrael i Palestyna nie są takimi stronami: Izrael jest oku­pan­tem, a Palestyna stro­ną okupowaną, Izrael jest kolonizatorem, a Palestyna stroną ko­lo­ni­zo­wa­ną, pozostającą w stanie strukturalnej podrzędności i bę­dą­cą ofiarą sy­ste­mu kontroli i segregacji. Nie, to nie jest konflikt dwóch stron; w naj­lep­szym razie można go postrzegać jako konflikt z człowieczeństwem.

🖇

Mit rasy nie został bynajmniej wymyślony przez Hitlera, ale to on uczynił z niego polityczny sztandar zniszczenia i eksterminacji. To czarna du­sza w bia­łym przebraniu, która unosi się nad nami przez pięćset lat kolonizacji, począwszy od 1492 roku. Wydarzenie, które przedstawiono mi w dzie­ciń­stwie pod nazwą „odkrycie Ameryki”, w rzeczywistości oznaczało początek końca dla tysięcy ludów zamieszkujących amerykańskie kontynenty.

🖇

Prawdziwe jest stwierdzenie, że przed syjonizmem istniała w Pale­sty­nie społeczność żydowska (stanowiąca wówczas 10 lub nieco mniej procent całej populacji); prawdziwe jest stwierdzenie, że większość Żydów, któ­rzy udali się do Palestyny przed ustanowieniem Państwa Izrael i bez­po­śred­nio po nim, zwłaszcza ocalonych z Holokaustu, nie miała do wyboru innych op­cji, ponieważ wiele krajów zachodnich nie zechciało ich przyjąć; tysiące lu­dzi, którym wymordowano rodziny i zniszczono społeczności, znalazło się zatem bez schronienia. Tak samo prawdziwe jest stwier­dze­nie, że wielu Izraelczyków mieszkających dzisiaj w koloniach na Za­cho­dnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie, zajmujących domy i ziemie Pa­le­styń­czyków, ma amerykańskie, belgijskie, francuskie, australijskie lub ka­na­dyj­skie na­zwi­sko i akcent. Niejednokrotnie ani oni, ani ich rodzice nie uro­dzi­li się w Iz­ra­elu, lecz pochodzą z miast, w których często i chętnie prze­by­wa­ją. I choć mieszkają za granicą, zachowują własność lub kontrolę nad nie­ru­cho­mo­ścia­mi na okupowanym terytorium, przyczyniając się do sy­ste­ma­tycz­ne­go wywłaszczania Palestyńczyków.

🖇

[…]  z silnym australijskim akcentem powiedział: „Witamy w Izraelu!”.
     — W okupowanej Palestynie. Ta część tutaj to oku­po­wa­na Pa­le­sty­na — odparłam z powściągliwym uśmiechem.
     — Palestyna nie istnieje, to jest Izrael — odpowiedział z irytacją w głosie.
     W tym momencie Ibrahim idący obok mnie zapytał go z ożywieniem:
     — A jeśli Palestyna nie istnieje, to kim ja jestem?
     — Ty nie istniejesz — odpowiedział bez mrugnięcia okiem mężczyzna, któ­ry po latach miał się okazać przywódcą jednej z najbardziej agre­syw­nych organizacji osadniczych.
     Nieświadomie natknęliśmy się na człowieka, który już dawno siedziałby w więzieniu, gdybyśmy żyli w sprawiedliwym świecie.

🖇

Niektórzy uważają, że wiedza nie jest procesem nabywania, ale stop­nio­wego odsłaniania, wyzwalania się z uprzedzeń. […]  po­wie­dział mi [Omar Barghouti] wprost:
     — Nie myśl, że jesteś całkowicie wolna od uprzedzeń rasowych!
     — Wiem — odpowiedziałam mu. — I tak, usunęłam je. A właściwie to usuwam je krok po kroku, jakbym warstwa po warstwie obierała cebulę.

🖇

[…]  ponieważ Izrael definiuje się jako „państwo żydowskie”, krytykowanie go jest antysemityzmem, i nie ma tu znaczenia, czy istnieją udo­ku­men­to­wa­ne naruszenia prawa, które można przypisać Izraelowi, czy nie. Takie po­dej­ście jest szkodliwe i nie byłam ani pierwszą, ani jedyną osobą, która tak twierdzi. Jak często powtarzał mi Alon [Confino (1959–2024)], mylenie krytyki Państwa Izrael z antysemityzmem jest bardzo ry­zy­kow­ne zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla samych Żydów, po­nie­waż my­śle­nie w tych kategoriach powoduje natychmiastowe koja­rzenie wszyst­kich Żydów z Państwem Izrael. Tak przecież nie jest.

🖇

W Palestynie dzieje się dokładnie to, czego zabrania między­na­ro­do­we prawo. […]  w świetle prawa międzynarodowego izraelską okupację należy uznać za nielegalną.

🖇

[…]  zapomnieliśmy już, że Nelson Mandela poszedł do więzienia pod za­rzutem terroryzmu i odsiedział w nim prawie trzydzieści lat i że dopiero w 2008 roku Stany Zjednoczone usunęły jego nazwisko z czar­nej listy ter­ro­rystów. Zapomnieliśmy, że w oczach nazistów włoscy par­ty­zan­ci byli ter­ro­ry­stami i że w mechanizmie ciemięzca–ciemiężony każdy może być po­strze­ga­ny przez jednych jako terrorysta, a przez innych jako bohater.
     Niestety, opór wyraża się czasami przemocą, a zwykle im więcej prze­mo­cy pojawia się w ucisku, tym gwałtowniejsza staje się odpowiedź.

🖇

Właściwe słowa to wstęp i przygotowanie do sprawiedliwego działania. Dlatego są ważne. […]
     Izrael mówi o „nakazach ewakuacji”, „strefach chronionych”, ale język międzynarodowego prawa humanitarnego został tu postawiony na głowie, użyty na odwrót, aby usprawiedliwić działania woj­sko­we i zbrodnie wo­jen­ne, wymazać podstawowe zasady zachowania dyscypliny i ochrony lud­no­ści w czasie konfliktu zbrojnego: rozróżnienie między cywilami a wojskiem, konieczność wojskową, proporcjonalność.

🖇

[…]  od lat palestyńskie i izraelskie organizacje praw człowieka błagają świat o to, by położył kres okupacji, aneksji i apartheidowi.
     Ileż jest arogancji w postawie nas, ludzi Zachodu, wobec kultur i słów, któ­rych znaczenia, korzeni i istoty nie rozumiemy. Arogancji szeroko roz­po­wszech­nio­nej we wszystkich kręgach, od dziennikarstwa po środowiska aka­de­mic­kie i oczywiście — i najsilniej — polityczne. Ta arogancja przy­czy­ni­ła się do tego, że człowieczeństwo Palestyńczyków stało się nie­wi­docz­ne, a ratunek dla nich jeszcze bardziej odległy.

🖇

Wszyscy wiemy, że od 7 października 2023 roku do teraz zabito ponad sie­demnaście tysięcy dzieci, w tym tysiąc poniżej pierwszego roku życia, ale narracja o palestyńskich terrorystach trwa nadal. Śmierć sie­demnastu tysięcy dzieci nie wzbudziła zainteresowania polityków pod­po­rząd­ko­wa­nych izraelskim interesom i współodpowiedzialnej prasy. Taka jest rzeczywistość Palestyńczyków w 2025 roku. I trzeba ją zobaczyć. A następnie się jej sprzeciwić.
     Wielu z nas walczy z tym ludobójstwem i towarzyszącym mu mil­cze­niem. W tej walce kluczowe jest zdobycie wiedzy i uczciwego spojrzenia.

🖇

Dla setek tysięcy Palestyńczyków, których, począwszy od 1948 roku, za­czę­to więzić w Strefie Gazy, Żydzi okupujący ich ziemie to kolonizatorzy. Od naj­wcze­śniejszych dni istnienia Państwa Izrael z bronią w ręku utrzy­my­wa­li oni ziemie odebrane prawowitym właścicielom, używając w cha­rak­te­rze przyczółków kibuców, które wielu ludzi za granicą postrzegało jako klej­not w koronie wielkiego socjalistycznego modelu nowo powstałego pań­stwa żydowskiego.
     Tę bolesną historię, która nigdy nie doczekała się zadośćuczynienia i na­pra­wy, Palestyńczycy przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Należy przypomnieć, że ich wywłaszczanie rozpoczęło się na długo przed 1948 ro­kiem, podczas trzydziestolecia brytyjskiej kolonizacji (1920–1948). Bry­tyj­czy­cy sprzyjali falom migracji, które sprowadziły do Palestyny wielu eu­ro­pejskich Żydów uciekających przed prześladowaniami i pragnących zbu­do­wać nowe życie na „ziemi przodków”. Tyle że ziemia ta była już za­miesz­kana, a myśl o wypędzeniu jej mieszkańców od początku jasna dla ówczesnych przywódców syjonistycznych.
     Jak można nie uczyć tej historii czy oczekiwać, że ludzie o niej po prostu zapomną?

🖇

Słowa używane do demonizowania Palestyńczyków — „ludzkie zwierzęta”, „nie ma niewinnych cywilów”, „nawet dzieci nie są niewinne” — to­wa­rzy­szą bezkarnej polityce przemocy, będącej echem haniebnej prze­szło­ści, o któ­rej nam, Europejczykom, bardziej niż komukolwiek in­ne­mu nie wolno zapomnieć.
     Powiem bez ogródek: zaprzeczanie powadze tych działań to zamykanie oczu na trwające ludobójstwo. Na zbrodnię, która wymagała pil­nej mo­bi­li­za­cji społeczności międzynarodowej, co niestety dotąd nie nastąpiło, po­nie­waż dziś, podobnie jak wczoraj, zanim powstrzyma się ludobójstwo, trzeba je dostrzec.

🖇

Widoczne zwłaszcza na Zachodzie pragnienie zachowania nar­ra­cji „ne­u­tral­nej” i pozbawionej sporu o prawdę doprowadziło do utrwalenia nie­sprawiedliwości i cierpienia, z pominięciem tego, co Palestyńczycy od za­wsze mówią i czego się domagają.

🖇

Jedną z najbardziej błyskotliwych idei, jakie znalazłam w jego tekście, jest za­proszenie do otwarcia oczu na ryzyko „paradoksu humanitarnego”, to zna­czy takiej możliwości, że interwencje humanitarne wbrew intencjom ich twórców kończą się wspieraniem okupacji wojskowej, zamiast się jej prze­ciw­sta­wiać. Eyal Weiz­man uważa bowiem, że interwencja w celu sko­ry­go­wa­nia konsekwencji pewnych decyzji podjętych przez siły oku­pa­cyj­ne w ja­kiś sposób zwalnia Izrael z odpowiedzialności, także prawnej, po­zwa­la­jąc mu na przekierowanie zasobów na inne cele, a jednocześnie czyni okupację bardziej „skuteczną” i lepiej tolerowaną przez opinię publiczną.

🖇

Jak to możliwe, że dzieje się coś takiego, skoro na papierze każdemu przy­słu­gu­je tak wiele praw? To pytanie silnie rezonuje wśród palestyńskich dzieci, jest wołaniem o sprawiedliwość, która często wydaje się nie­osią­galna. […]
     Jak powiedziała mi czternastoletnia Wadia: „Strach przed śmiercią nie powstrzymuje cię przed śmiercią: powstrzymuje cię przed życiem”.
     Tak wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  dzieci, które spotkałam tamtego lata, wykazały się niezwykłym przy­wią­zaniem do podstawowych wartości, przede wszystkim miłością do nauki. […]  mówili mi o wielkim głodzie wiedzy i gorącym pragnieniu dobrej przyszłości.
     Tak również wygląda dzieciństwo w Palestynie.

🖇

[…]  zanim rodzicom udało się przedostać do Egiptu, kiedy wiedziała, że bra­ku­je im jedzenia, że żyją pod gradem kul i bomb i mogą zginąć w każdej chwi­li. Powiedziała mi jednak, że ilekroć mogli się słyszeć przez telefon, jej ojciec pytał tylko:
     — To co teraz malujesz?
     Malak [Mattar] na początku nie rozumiała:
     — Ale jakie to ma znaczenie, tato?
     Kiedyś jej to wyjaśnił:
     — Jesteś tam z jakiegoś powodu, Malak. Musisz malować nasze życie, na­szą walkę, wszystko, przez co przechodzimy. Jesteś artystką, a więc sta­no­wisz nasz głos.
     Powiedziała, że nigdy nie zapomni tych słów. Ocalały z ludobójstwa pro­si ją, by swoją sztuką dała głos temu, czego doświadcza jej lud.

🖇

Jak mówi afroamerykańska edukatorka i aktywistka Mariame Kaba, nadzieja jest dyscypliną. A ja pozwolę sobie dodać, że nadzieja mo­że i powinna stać się predyspozycją, nawykiem, czymś, co uwa­ża­my za niezbędne i do czego jesteśmy tak przywiązani, że nie możemy się bez niej obejść, niezależnie od naszej logiki czy rozu­mo­wa­nia.
     Nawet jeśli czasem łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

🖇

Refaat Alareer zginął w izraelskim nalocie 6 grudnia 2023 roku wraz z bra­tem, siostrą i czwórką dzieci. […]  Miał czterdzieści cztery lata.
     […] 
     Palestyńczycy upamiętniają Refaata białymi latawcami. Jest to na­wią­za­nie do jego wiersza If I Must Die.

Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz żyć,
aby opowiedzieć moją historię,
sprzedać moje rzeczy,
kupić kawałek materiału
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem),
by jakieś dziecko gdzieś w Gazie,
patrząc prosto w oczy nieba,
czekając na tatę, który odszedł w płomieniach —
i nie pożegnał się z nikim,
nawet ze swoim ciałem,
nawet z samym sobą —
zobaczyło latawiec, mój latawiec, który zrobiłeś, szybujący wysoko,
i pomyślało przez chwilę, że jest tam anioł
przynoszący z powrotem miłość.
Jeśli muszę umrzeć,
niech to przyniesie nadzieję,
niech to będzie historia
.

🖇

Kiedy ludzie są wezwani do zaangażowania się na rzecz praw człowieka, my­ślę, że muszą to robić właśnie z ra­dy­kal­nie ludzkiej pozycji: ale ra­dy­kal­nie otwartej, widzącej dobre i złe czyny bez potrzeby oddzielania „do­brych” ludzi od „złych”. Możliwe jest przyjęcie każdego jako istoty ludz­kiej. Każ­de­go.
     Jest coś głęboko wypaczonego w tych, którzy nie uznają czło­wieczeństwa innych.
     […] 
     Na szczęście, nawet jeżeli wciąż jest ich niewielu, są tacy obywatele Izra­ela i tacy Żydzi w diasporze, którzy zdecydowanie bronią praw Pale­styń­czy­ków. To jest właśnie znaczenie motta decolonize your mind: deko­lo­ni­za­cja umysłu oznacza przełamywanie granic i barier, robienie, co w naszej mo­cy, aby pozbyć się po obu stronach wszystkiego, co narosło z czasem i unie­mo­żli­wia nam pozostanie w kontakcie z tym, co najbardziej ludzkie i prawdziwe na Ziemi, naszej wspólnej planecie, która pozostaje dla nas najważniejsza.

🖇

Wszyscy dążyli do tego, by coś osiągnąć.
     Ta cecha Palestyńczyków zawsze mnie uderzała. […]  żyjąc w naprawdę trudnych warunkach, udało im się zachować zapał i miłość do życia prze­peł­nia­ją­ce każde słowo i każdy oddech. Mówiła mi o tym Malak i sa­ma to widziałam u wielu ludzi. Nigdy nie dali się zniszczyć, a to ogrom­na siła: ponieważ kiedy z całych sił dążysz do sprawiedliwego i god­ne­go życia, nikt nie może się wtrącać ani decydować za ciebie.

Francesca Albanese, Kiedy świat śpi. Opowieści,
słowa i rany Palestyny
, przeł. Tomasz Kwiecień,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Wielu Izraelczyków za dużo kosztuje utrata przy­wi­le­ju, z jakiego trzeba by im zrezygnować, aby przy­jąć Palestyńczyków jako wolny naród.

🖇

To właśnie musimy zrobić: korzystać z każdej oka­zji, by się nauczyć lepiej widzieć, rozumieć, za­cho­wy­wać i czcić pamięć o tym, co zniknęło, stojąc u boku tych wciąż wal­czą­cych, aby nam pomóc wspólnie ukoić rany skrzyw­dzo­nych narodów.

🖇

Albo zaangażujemy się w bycie rewolucją, albo po­nie­sie­my porażkę, bo żadna zmiana nie nastąpi na świe­cie, je­śli najpierw nie nastąpi w nas sa­mych. Mu­si­my pozbyć się, jedno po drugim, wszystkich uprze­dzeń, które każdy z nas w sobie nosi, aby co­dzien­nie coraz bar­dziej zbliżać się do prawdy.

🖇

Jeśli chodzi o Izrael, to liczne przypadki naruszenia pra­wa obejmują setki tysięcy złamanych ludzkich istnień — zabitych, okaleczonych na ciele i duszy — oraz zni­szczo­ną Strefę Gazy. Trwające od 2023 roku ludobójstwo nie zo­sta­nie wymazane z historii Państwa Izrael i po­dej­rze­wam, że w przyszłości ludzie będą czuli dreszcz gro­zy na widok izraelskiej flagi z powodu tego, co po­peł­nio­no w imie­niu tego państwa i pod jego egidą.
     Dziś jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi, po­nie­waż ludzie potrzebują czasu na refleksję i obserwację z dystansu. Nie możemy jednak zapominać, że im dłużej będzie to trwało, tym więcej niewinnych ludzi zginie. […]
     Nawet zwykłe zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią jest ważnym wkładem w obalenie apartheidu.

🖇

Ostatecznym celem człowieka jest dojść do tego,
żeby nigdy nie odczuwać strachu.

Italo Calvino (1923–1985)

(tamże)

piątek, maja 22, 2026

6122. Z oazy (CDLI)

Liczby. To czterysta pięćdziesiąta pierwsza książka przeczytana przeze mnie podczas tej wojny. Gdy przy każdej kolejnej zwiększam o jeden liczbę w tytule wpisu, nie­zmien­nie czuję się zakłopotana… Tam giną ludzie, zwierzęta, a ja mam przywilej czy­tania setek książek w ciszy i spokoju. Niby jak można było na to zasłużyć. Można było?

Policzyłam. To trzecia książka Autora, którą przeczytałam podczas tej wojny (tylko jedna z nich musiała czekać na lepszy czas). Czekałam na tę książkę od dwóch mie­się­cy z hakiem. Półtora tygodnia temu ją kupiłam i zaczęłam odliczać dni do dnia premiery. W tę środę rzuciłam wszystko, co czytałam, i już przed śnia­da­niem mia­łam ibuka na czyt­niku. W czwartek rano skończyłam ostatnie czterdzieści stron. Ta książka zde­cy­do­wa­nie należy do moich książek 2026 roku.

Tochman to nie tylko reporter i pisarz, Tochman to również gwarancja literackiej jakości.

Gdybyś miał_ przeczytać w tym roku tylko jedną książkę, niech to będzie ta. Niech Cię dotknie, poruszy, wstrząśnie, zmieni. Niech kłaczek, piórko lub choćby niejasne, ale znaczące wrażenie zalegną na dnie Twojego serca.

Każda osoba, każde zwierzę w tej książce robi wielką różnicę światu, choć świat nie­specjalnie jest tego świadom. Niech każda łza, która popłynie podczas czytania tej książki też zrobi różnicę, która pozwoli nam robić razem dobre rzeczy.

[…]  po raz pierwszy, mam poczucie, że książka, w której po­sta­wi­łem ostatnią kropkę, wcale się nie kończy. Wojna w Ukrainie trwa codziennie, więc i ta opowieść dalej codziennie się toczy.

Nie zamierzałem pisać książki o tej wojnie. Uważałem i nadal uwa­żam, że Ukraina ma znakomite pisarki i wspaniałych pisarzy.

Sądziłem więc, że moje pisanie, autora z zewnątrz, nie będzie po­trzeb­ne. A może wykręcałem się od tej pracy, bo nie chciałem już więcej opowiadać o zabijaniu?

I zastanawiałem się, czy jako reporter mam prawo, skoro ludzie powierzają mi swoje wojenne historie, zatrzymać je tylko dla sie­bie. Czy pisząc o dzisiejszym świecie, można nie pisać o za­bi­ja­niu, skoro ono wciąż się dzieje i dzieje? Czy mogę o zabijaniu milczeć?

Wydawnictwo Czowen publikuje tę książkę, oczywiście w prze­kła­dzie Andrija Bondara, równocześnie z wydaniem polskim.

Martwię się o wszystkich, o których tutaj opowiedziałem. Myślę o nich z wdzięcznością i podziwem. Codziennie, kiedy się budzę, sprawdzam, czy nic złego się u nich nie stało. Myślę o wszystkich, którzy są po tamtej stronie granicy. Kilkakrotnie w ciągu dnia sły­szę w telefonicznej aplikacji, gdzie w Ukrainie wyją sy­re­ny, i pa­trzę, co tym razem leci po niebie. Codziennie o dziewiątej rano aplikacja na chwi­lę mnie zatrzymuje, bym z całą Ukrainą pomyślał o zabitych. Ukrainkom i Ukraińcom życzę sprawie­dli­we­go pokoju. Także spokojnych snów bez trwogi o tych, których najbardziej kochacie. Życzę Wam sprawnych, rzetelnych try­bu­na­łów, które sprawiedliwie osądzą wszystkich winnych. Oby zwy­cię­stwo przyszło jak najszybciej.

Uznałem jednak, że potrzebuję tej książki teraz, by nadal, z pomocą wrażliwych i hojnych ludzi, wspierać ocalanie psich i kocich ofiar wojny. Niech ta opowieść będzie podziękowaniem dla wszystkich, którzy już do nas dołączyli. I niech będzie zachętą dla tych, którzy zrobią to w przyszłości. Każde wsparcie jest wielkie i dra­ma­tycz­nie potrzebne. Wszystkie aktualne szczegóły można znaleźć na moich socialach. Razem robimy piękne rzeczy. Zapraszam.

🖇 🖇

No jak! Nikt tu w wojnę nie wierzył.

🖇

Nie zrobiła [Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] zapasów, no nie zrobiła, na myśl jej nie przyszło, że wojna wybuchnie. W telewizji ją zapowiadali, że za­raz, ale ludzie, przynajmniej w tej sprawie, telewizji nie wierzyli. Jechała na zakupy. Już do niej dotarło, że być może ostatnie w wolnej Ukrainie. Bo nad ranem, gdzieś od Czarnobyla, usłyszeli łomot artylerii. Jeszcze nie wie­dzie­li, że to artyleria, ale teraz już wiedzą. Potrafią rozróżniać, czym ruscy zabijają ludzi.

🖇

Kacapy, ruscy, moskale, orki, raszyści, wańki, waciaki, łapcie, bagna, świ­nio­psy, zombi, robaki, sepsa, ruśnia jebana – ten słownik wyrazów bli­sko­znacz­nych z każdym dniem wojny będzie coraz bogatszy.

🖇

Szedł [Andrij Zacharczenko] prosto do klatki Małysza. To wielki owczarek kaukaski po złych doświadczeniach z ludźmi. I po udarze, którego dostał w czasie zabiegu kastracji. Kiepsko z nim było, ale dzięki wysiłkom Andrija zaczął znowu chodzić. Po klatce, bo nikt go nie wyprowadzał na spacer. Poza Andrijem, który starał się tu wpadać tak często, jak mógł. […]  Psy są mądre, mówi, potrzebują rozmowy z człowiekiem. A nie odsiadki w po­je­dyn­czych celach. Schronisko to dla psa więzienie, przekleństwo. Małysz pierwszy w tym schronisku zginie, pomyślał, kiedy od kolegi dostał wia­do­mość o woj­nie. Wszedł do klatki, zapiął Małysza na smycz, za­pro­wa­dził do samochodu. Stary maleńki Daewoo Matiz pomieścił kaukaza. Ruszyli do domu.

🖇

Każde życie ma znaczenie.

🖇

Kacapy! Wiktoriwno! Kacapy są u nas!
     Kiedy obcy ludzie wchodzą do schroniska, psy podnoszą alarm od razu. Najpierw te, które mieszkają w klatkach, nazywanych tutaj wolierami, naj­bli­żej bramy. Po dziesięciu sekundach jazgoczą już wszystkie. […]  Żaden pies nie zaszczekał, kiedy ruscy podjechali z impetem.

🖇

[Ołeksandra Wiktoriwna Mezinowa] A godność i sumienie to nie są puste słowa. Mamy dwie ewentualności: albo nas zabiją, albo nas nie zabiją.
     Idziemy!

🖇

[Łarysa Mykołajiwna] Ci nasi Rosjanie tacy źli nie byli. Zdarzało się, że któ­ryś przyniósł kurę dla psów. Widać i wśród kacapów bywają ludzie, którzy kochają zwierzęta. Pies węch ma dobry, jedną kurę w kilkuset litrach rosołu poczuje. I ze smakiem doceni. I warzywa w zupie pływały, pszenica. Ale trze­ba to uczciwie powiedzieć – nasze zwierzęta wychudły. Co zjadły, to z nich zaraz wyszło. Oj, schudły biedactwa. A wracając do ruskich, no nie by­li źli, no tak, ustawili nas w szeregu, strzelali nam po butach, to znaczy po naszych telefonach, ale to nic. Tylko bliżej wieczora strach było iść przez blockpost, bo już narąbani ledwo stali, ale to nic. Nie zabijali, trzeba to do­ce­nić, nie gwałcili.

🖇

Obie [Łarysa i  Wiktoriwna] wstawały przed świtem. Zero wody, ogrze­wa­nia, prądu. Pierwsze spojrzenie nie na zegarek, ale na termometr. Bały się mrozu. Niedożywione psy mrozu nie przeżyją. One? Jadły cokolwiek. Po jabłku i kiedy słońce wstawało, ruszały w stronę schroniska. Piechotą, a jak? Każdą kroplę paliwa przeliczały na psie i kocie życie.

🖇

Na blockpostach nieopodal Syriusza Wiktoriwna głosiła wykłady. Tym ruskim, których już dobrze znała. Nazywała je wychowaniem politycznym: Krym nie jest i nie będzie rosyjski. Ani nasza Fedoriwka. Z czego przy­szli­ście nas wyzwolić? Jestem u siebie, a wy każecie mi codziennie po­ka­zy­wać kieszenie? Wmówili wam, że nasze dziewczyny będą was witać kwia­ta­mi? Że będą się wam rzucały na szyję? A za co one miałyby wam dziękować? Że ich łaskawie nie rozstrzelacie, jak będą posłuszne?
     Takie pytania zadaje się tylko prosto w oczy. Łarysa Mykołajiwna aż się łapała za głowę, kiedy po powrocie z polowania Wiktoriwna ze śmiechem opowiadała o swoich wykładach. Ty się śmiejesz? Ty się prosisz o śmierć! […]  Pytała jednego z drugim, jak mają na imię. Misza? Ładnie. A powiedz mi, Misza, czy ty masz jakieś zwierzątko? Pieska? A jak ma piesek na imię? A z kim go zostawiłeś? Z mamą? Tęsknisz, Misza, za mamą? Mama na pew­no się o ciebie martwi. Mama na pewno dobrze się opiekuje two­im pie­skiem. Misza, piesek na pewno ma co jeść i śpi na kanapie. A ja mam tu ponad trzy tysiące piesków, chorych, potrąconych przez wasze samochody, ogłuszonych przez wasze czołgi. Prawda, że biedactwa? A teraz przez to wszystko jeszcze są głodne, kura by się nam jakaś dla nich przydała.
     Tylko z wagnerowcami nie było żadnej rozmowy. I oni się tu kręcili. Bez emocji, na prochach, odcięci. Patrzyli przez człowieka na wskroś, jakby człowiek był z pleksi.

🖇

Nyctalus noctula — borowiec wielki.
     Pipistrellus kuhlii — karlik średni.
     Eptesicus serotinus — mroczek późny.
     Vespertilio murinus — mroczak posrebrzany.
     Te cztery mieszkają w mieście. Ale większość z dwudziestu ośmiu ga­tun­ków żyjących w Ukrainie unika miasta. Nasze domy to jaskinie. Także na­sze bloki. Uchylone okna to szczeliny w skale. Zapraszają do środka. Lu­dzie tak je zostawili, kiedy uciekali przed wojną. Myśleli: zaraz wrócimy, niech się wietrzy. Albo: niech zostaną otwarte, bo kiedy coś huknie niedaleko, po­dmuch nie wywali szyb. Inni na odwrót: wszystko szczelnie pozamykali. Potem coś niedaleko wybuchło i szyby wyleciały. Często niecałe. Powstały tysiące nowych szczelin. Nietoperz taką nieszczelność z łatwością namierza, wlatuje do mieszkania, by nigdy go nie opuścić. Bo z wewnątrz szczelina dla nietoperza nie jest już oczywista. Uwięziony nie potrafi wylecieć przez okno, by żyć dalej. Próbuje, łamie skrzydła. Próbuje się wdrapać po ramie okna, ale to gładki, śliski plastik. Zaczyna wołać. Nie ostrzega tym in­nych nie­to­pe­rzy. On chce pomocy. Solidarne, wrażliwe i empatyczne, za­miast uciekać, zlatują się do środka. Wpadają w pułapkę. Setki, tysiące nawet. […] 
     Choć nikt do nietoperzy nie strzela, są ofiarami wojny. A jeszcze trzeba dodać, że nie wiemy, przynajmniej na razie, jak na nietoperze wpływają metale ciężkie. Gleba jest skażona przez wojnę. Rośliny są pokarmem owa­dów. Owady piją skażoną wodę. Są pokarmem nie­to­pe­rzy. Na nietoperze polują sowy. I tak dalej.

🖇

I tam po latach rano zadzwonił telefon, przyjaciółka, uciekajcie, bo wojna. Jaka wojna? Przecież trzy dni temu piliśmy kawę i ustaliliśmy, że żadnej wojny nie będzie. Wyszłam przed drzwi, usłyszałam wybuchy.

🖇

[…]  bezdomne psy. Po ukraińsku: bezprzytulne.

🖇

Wojna? Nikt nie wierzył, że idzie. Ale każdy wiedział, że jeśli przyjdzie, to tędy. To droga z granicy na Kijów.

🖇

Z ludźmi niewiele chcę mieć dziś wspólnego, mówi dawna wolontariuszka Iryna Isajewa, ludzie nie są zwierząt warci. Dla zwierząt i ludzi powinny być osobne planety. […]  Ludzie myślą, że my jesteśmy wrażliwi, więc słabi. Nieprawda. Miłość do zwierząt daje nam siłę.

🖇

Od wielu lat mówiło się o wojnie. Nikt nie brał wojny na serio. Teraz już wiem, że powinnam była liczyć tylko na siebie.

🖇

Na pytanie, dlaczego z narażeniem życia ratują zwierzęta, Ihor odpowiada bez namysłu: bo rodzą się, by być przyjaciółmi człowieka. Z czło­wie­kiem tworzą więzi. Za człowiekiem tęsknią. Gdy są w potrzebie, człowiek musi im pomóc. Człowiek popełnia błąd, kiedy porzuca przyjaciela. Czło­wiek ma wyrzuty sumienia albo ich nie ma. Ratujemy ludzkie sumienia. Systemowo ratujemy człowieczeństwo.

🖇

[ARK, Animal Rescue Kharkiv]
     Bilans pierwszego roku wojny (2022): 6993 ocalone zwierzęta.
     Bilans drugiego roku wojny (2023): 6165.
     Bilans trzeciego roku wojny (2024): 8364.
     Bilans czwartego roku wojny (2025): 6279.

🖇

Pędzimy i rozmawiamy o dronach. Na początku dużej wojny służyły tylko do lotów zwiadowczych. Później podczepiano im małe ładunki wybuchowe. Małe, ale wystarczające, by uszkodzić dom, zniszczyć samochód i zabić lu­dzi. Kamikadze z krótkim zasięgiem: gdzieś, tuż za linią zero, siedzi ope­ra­tor. Wypatruje celu jak snajper. I uderza. Są też kamikadze z długim za­się­giem: ślepe ptaszysko zaprogramowane na cel. Takie potrafią uderzyć da­le­ko, w Kijów, w Odessę i Lwów. Do dronów kierowanych falą radiową do­łą­czy­ły potem drony na kabelku. Jak latawce. Drut cienki jak żyłka — świa­tło­wód — podczas lotu rozwija się ze szpulki. Najpierw miał dwa ki­lo­metry, teraz już kilkadziesiąt. I takim dronem kieruje operator. Dostrzega cel i za­bija.

🖇

Parkujemy zawsze pod drzewami, jeśli jakieś drzewa są. Samochód opu­szcza­my zawsze natychmiast. Następne psy, następne koty. Wszystkie dzi­siaj posłuszne, gotowe do drogi. Wszystkie chcą być ocalone. Każdy zostaje sfotografowany, opisany. Znowu dron albo z tych nerwów tylko nam się wydaje, że znowu coś bzyczy. Kucamy pod drzewem. Zabzyczał, odleciał.

🖇

Kurwa! Potrzebujemy chirurga, bo ten pies zaraz umrze! Lala [Tarapakina] przeklina. Lala wymaga. Lala krzyczy. Zadajemy Lali pytania, ale często nie możemy ich skończyć. Bo Lala z góry wie, czego chcemy się od niej do­wie­dzieć. Odpowiada na pytania, które wcale nie padły. Bywa tak na­krę­co­na, że czasem trudno się z nią porozumieć. Może to i dobrze. Mania, wobec wojennej depresji, wydaje się zbawieniem.
     Ewakuujemy!

🖇

Co z kotami? Zostawią. To nie jest rozwiązanie, tłumaczyliśmy, weźmiemy je do Charkowa. Chcecie się po nie zgłosić, kiedy dojedziecie na nowe miej­sce? Czy mamy dla nich poszukać innej rodziny? I po co płakać? Wszyst­ko będzie dobrze, tylko nie trzeba zwlekać z wyjazdem.

🖇

Psi jazgot, gdyby trwał chwilę dłużej, obudziłby niejednego trupa. I psiego, i ludzkiego. A podejrzewamy, że za niejednymi drzwiami wiecznie od­po­czy­wa­ją tu ludzie, pewnie ci najstarsi, owdowiali, bez rodzin. Albo z rodzinami, które o nich zapomniały. Sieroty w podeszłym wieku. Nie mia­ły gdzie je­chać albo jak jechać. Nikt na tych ludzi nigdzie nie czekał.

🖇

Kupiańsk dbał o niczyje psy. Nie było ich wiele. Program Wiktorii [Kru­czy­ny] działał. Niektóre nocowały w przedsionku supermarketu, inne miały ciepłe budy na bazarze, jeszcze innym pozwalano mieszkać na klatkach schodowych. Tam, gdzie nie było psów, były koty. Aż przyszedł luty 2022 roku. Okupacja. Ludzie uciekali z miasta, ich psy z kocyków, foteli i kanap trafiły na ulice. Jeśli miały szczęście, bo były i takie, które pozostały w zamk­nię­tych mieszkaniach. Marły z głodu. I ze strachu, bo za oknem dudniło jeszcze mocniej niż dzisiaj.
     Byli i tacy, którzy zabierali swoje zwierzęta w drogę. Byli, oczywiście.

🖇

Zdarzały się i koty. Rosyjscy żołnierze pomagali je łapać. Nie wszyscy byli źli. Bywali i tacy, którzy na blockpostach dokarmiali zwierzęta. Nasze psy chodziły za nimi, mówi Wiktoria, ruscy zawsze z automatami i z psami. Tak jak teraz nasi, zawsze z psami. Pies lgnie do człowieka, tak jak my lgniemy do Ukrainy.
     Nasi przegonili stąd ruskich we wrześniu.

🖇

Wojna — dla wielu psów ratunek z niewoli. Z przemocy. Z zaniedbania. Z choroby, której dzięki szczepieniom można by uniknąć. Blizny od od­łam­ków, mówią wojenni ratownicy zwierząt, nie zostawiają w psiej psy­chi­ce śladów tak wielkich jak bicie i głód na łańcuchu. Ale to zdrada zostawia najgłębszą ranę. Do końca. Opuszczasz psa na wojnie – każesz mu patrzeć śmierci w oczy. Pies jej spojrzenia nie zapomni.

🖇

W Poratunku wpadli na pomysł, by w podziemnej leczni­cy po­sta­wić drzew­ko życia, opowiada Rusłan Horbal, pierwszy ratownik ARK. Sztuczne drzewko, ale jakie żywe! Wieszają na nim wycinanki: jedno ura­to­wa­ne psie życie – jeden pies wycięty z papieru. Jedno kocie — jeden kształt kota. Są ptaki i jeże. Sto zwierząt, tysiąc, dwa tysiące, cztery i tak dalej. Drzewo przypomina, mówi Rusłan, jak wiele stworzeń udało się nam ocalić. Drzewo memento. Bo pokazuje i to, że nie możemy przestać tam jeździć. Do strefy śmierci.
     Każde życie jest ważne — to filozofia Poratunku. Psy i koty czują strach, ból, tęsknotę i zdradę. Ludzie wiedzą o nas, mówi Rusłan, oglądają w sieci nasze filmy. Rozumieją, że ratowanie zwierząt jest jak ra­to­wa­nie ludzi. Trzeba ratować.

🖇

Nie ma w nim nienawiści do nikogo. Człowiek porzucił psa, Rusłan psu po­mo­że. A człowiek niech sobie sam radzi z faktem, że porzucił psa. Rusłan ni­ko­go nie ocenia. Poza tymi, którzy tu przyszli, by zabijać. Jedyne wyjście to zabijać ich. Eliminować zło. […]  to ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest dobro i czym jest zło. Niewolnicy swoich przekonań.

🖇

Skoro ratuję kogoś słabszego, Rusłan stwierdza z przekonaniem, to mnie w trakcie ewakuacji chroni ktoś mocniejszy. I na dowód swojej tezy przywołuje kilka sytuacji, z których nie było wyjścia: drony, rakiety, wszystko naraz, koniec życia murowany. A Rusłan ocalał. Rusłan zawsze wraca.

🖇

Myrosław [Łajuk] jeździ po wojennej Ukrainie i zapisuje stratę w chwili, kiedy strata się dzieje. Zamraża moment opuszczenia, rozstania, końca. Nie pyta o stratę po jakimś czasie. Uważa, że czas stratę filtruje, zmienia. […]  O tym, co się stało, ludzie z każdym dniem pamiętają inaczej. […]  jego interesuje, co dzieje się w ludzkich uczuciach teraz. Na przykład: jakiś czas temu zamroził dobry humor żołnierzy ze świeżymi kikutami. Chłopcy spod Awdijiwki na szpitalnych łóżkach mieli znakomite nastroje. Pytał ich, dla­cze­go. Bo nie jesteśmy tam, wyjaśniali, tylko tutaj. Ocalali. Pytał o stratę, a oni nie o amputowanych nogach mówili, nie o uciętych rękach, tylko o cza­sie. Stracili czas, który mogliby spędzić z rodziną. I stracili kolegę na froncie. Jaka będzie ich odpowiedź za pięć lat? Jak ich stratę przefiltruje czas? Wciąż będą mieli dobre humory? Kochające rodziny? Opiekę pań­stwa? Państwo będzie istniało?

🖇

Anna [Kurkurina] spokojnym głosem zwierza się przed kamerą: świa­do­mość, że nie jesteś taka jak wszyscy, przychodzi z czasem. Ludzie mówili mi, Ania, ty widzisz? Ty się w faceta zmieniasz. A ja taka się urodziłam. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Pojawiłam się na świecie w jakimś celu.
     W zatopionym Chersoniu ściągała z dachów psy. I koty — z wierz­choł­ków drzew, które sterczały tuż nad mętną taflą. Wspinała się, kaleczyła, przeskakiwała, mokła. Ruscy strzelali i do ratowników, i do ocaleńców. […] 
Ruscy wszystko zniszczą, Anna mówi po rosyjsku, inaczej nie potrafi. Jak można strzelać do zwierząt? Krowy też są nazistami? Świnie też chcą do NATO?

🖇

[Swieta Szamraj] Ania? Imponuje mi siłą. Pokazuje, jak przetrwać. Wbrew wszystkiemu. Powiedziała światu, żeby wypierdalał i że będzie żyć po swojemu. Jest trochę szalona. Jeździ pod kule. Dzwoni, że wiezie do mnie ranne zwierzę z frontu. Albo że wyszła w nocy wyrzucić śmieci i kocię na śmietniku znalazła. Bez Ani byśmy tu wszyscy pomarli.

🖇

[Swieta Szamraj] Dlaczego spędzasz życie w sierści? Dlaczego nie możesz w czystości? Bo wy tego nie robicie, tak mogłabym odpowiedzieć. Ale po co? I tak mnie nie zrozumieją. Nie mają pojęcia, jak pięknymi stwo­rze­nia­mi są psy. Koty również. Nie umiem tego powiedzieć słowami. I one nam nie mogą powiedzieć, że są aniołami. Tak blisko nas, że ich możemy dotykać. Oszalałam? A można na wojnę zareagować inaczej niż sza­leń­stwem? Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że z moją głową wszystko jest w porządku. Nie potrafię uratować kraju ani ocalić ludzi, którzy tu giną. Tutaj, niedaleko. Nie umiem ratować dzieci rannych w zbombardowanym szpitalu. Niech je ratują ci, którzy potrafią. Ja wiem, jak wojennym psim znajdom czy kocim sierotom dać ocalenie, ukojenie i miłość. Im świat do­oko­ła straszniejszy, tym bardziej staram się go czynić piękniejszym.

🖇

Ludzie i zwierzęta tulą się do siebie. Nasłuchują dronów.

🖇

Jesteśmy, mówi Ołena [Woszun], ich zakładnikami. Kiedy będą musieli stąd wyjść, wysadzą reaktory. Zresztą podobno niczego nie muszą wysadzać. Wystarczy wyłączyć prąd, przestanie wtedy działać chłodzenie, reaktory eksplodują. Mamy ich tutaj sześć. Na razie orki tam siedzą. Trzymają w nie­wo­li specjalistów, naszych sąsiadów. Stamtąd do nas strzelają.

🖇

[Ołena Woszun] Często ludzie żyją tylko dla siebie. Zajmują się wyłącznie sobą. Są i tacy, którzy mają wszystko w nosie, nawet siebie. Czy to wy­cho­wa­nie? Może jednak geny. Ja sądzę, że empatia jest dziedziczna, choć cza­sem głę­bo­ko w człowieku schowana. Wojna empatię budzi. Tyle że obo­jęt­ność też jest genetyczna. Współczucia w obojętnym nie obudzisz. Obojętny nie zrozumie, że dla obcego człowieka można coś zrobić za darmo. Albo dla psa. Ale zgadza się z innymi obojętnymi, że to my jesteśmy dziwakami. Bo ratujemy życie. Naszą garstkę oceniam na dwadzieścia procent populacji. Na nas trzyma się świat.

🖇

Iwan [Rusew]? Choć ma siły i zdrowie, nigdzie nie poszedł. Bo jest po sześć­dzie­siątce, takich do armii nie biorą. Iwan służy ojczyźnie tutaj — nad brze­giem mo­rza. Obserwuje, notuje, fotografuje. Codziennie dokumentuje wo­jen­ną za­gła­dę nadmorskiej przyrody. Nazywa ją ekobójstwem. Doko­na­nym przez raszystów.

🖇

Milion ptaków przelatywało nad tutejszym stepem. Migrowały z Afryki i Azji. Jesienią wracały. Tutaj miały przystanek. Na przykład szablo­dzio­by. Były i prawie ich nie ma. Miejsca, gdzie zwykle odpoczywały i szuka­ły po­ży­wie­nia, zostały zbombardowane. Raszyści nienawidzą wszyst­kie­go, co nieraszystowskie. Wszystko musi zginąć, naj­wy­raź­niej również szablodzioby.

🖇

Wojna pochłonęła już co najmniej osiemdziesiąt pięć tysięcy delfinów. Jedną piątą populacji. Tak szacuje Iwan Rusew. Końca zabijania delfinów nie widzi.

🖇

[Żenia Matijko] o zabitych milczał, bo co miałby żonie napisać? Że wojna pokazuje, jak każde życie jest kruche? Że dziś jesteś, jutro cię nie ma? Że ta nowoczesna wojna wcale nowoczesna nie jest? Że okopy są tak samo pry­mi­tyw­ne jak na wielkiej wojnie ponad sto lat temu?

🖇

Zwierzęta są ciepłe i bliskie. Dają się przytulać, pozwalają o siebie zadbać i tak ratują żołnierskie głowy. Bo zaprzeczają śmierci. Moglibyśmy o tym z okularnikami w mundurach pogadać. O tym, jak w okolicznościach pola walki trudno zasnąć samemu. Z psem lepiej, z kotem. Zwierzęta są bez­bron­ne jak dzieci? Kiedy je ocalamy od wojennej śmierci, ocalamy też swoją ilu­zję, że ratunek jest możliwy? Okularnicy w mundurach wyglądają na ta­kich, z którymi można by o tym wszystkim pogadać. Powiedzieliby pew­nie, jak nam zazdroszczą, że już za moment z tej cholernej Meżowej wyjedziemy do lepszego świata. Że mamy taki przywilej. Że i oni pragną zostać ocaleni. Ale nie ma nikogo, kto ich ocali. Nie ma zachodniego świata, który jeszcze kilka lat temu był Bogiem.

🖇

[…]  przez wojnę tracimy dużo czasu. Tracimy życie.

Wojciech Tochman, Delfiny i Belzebub,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lutego 23, 2026

6021. Z oazy (CDXXII)

Hmmm. To książka, która cię rozjedzie. Precyzją, niemocą, dobrze trzymającym się stereotypem, którego ofiarą jesteśmy każdego dnia wszyscy, choć niektórzy bardziej, a niektóre jeszcze bardziej. Rozjedzie cię chciwością, która nie zna granic, oraz uprze­dze­nia­mi, których niektórzy nawet nie zauważają, bo mogą, bo ni­jak ich nie do­ty­czą. Tak, to wszystko podczas czytania tej lektury przynajmniej cię szturchnie w bok, a jeśli jesteś kobietą, przed oczami przemkną ci fakty z twojego życia, za­ska­ku­ją­co żywe, choć minęło wiele dziesiątek lat od tych wydarzeń.

A z drugiej strony jest Sadownik, który każdego dnia wybiera świat. Wybiera ten, w którym jestem ja. Mam szczęście należeć do mniejszości 20% kobiet z SM, któ­rych part­ne­rzy nie dają dyla, gdy tylko poznają diagnozę. Tak często jestem re­pre­zen­tant­ką mniejszości, że rzadko się dziwię, ale ten jeden jedyny raz należenie do mniejszości po prostu ratuje mi nie tylko jakość życia, ale i samo życie. Tak, mimo wszystko je­stem niebywałą szczęściarą. Nic nie opisuje precyzyjniej tego, co jest udziałem Sadow­ni­ka od lat niż ten akapit:

Pracę opiekuńczą, pracę troski podejmuje się często bezwiednie i z dnia na dzień. Nie odpowiada się na ogłoszenie z wyszczególnionym ze­sta­wem obo­wiązków, nie przechodzi się rozmów kwalifikacyjnych, nie odwiedza le­ka­rza medycyny pracy, żeby orzekł, czy ktoś się do tego zajęcia nadaje. Żad­nych benefitów, żadnych dodatków, żadnej pensji, składek, żadnego work-life balance, bo w domopracy jest się ciągle, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Nawet przez sen, bez szans na awans, w zasadzie bez możliwości rzucenia papierami, gdy ma się już dość.

Po latach od diagnozy jesteśmy o te lata mądrzejsi i, by Sadownik jak najrzadziej miał dość, żon­glu­je­my w miarę możliwości wytchnieniem, choćby tym najkrótszym.

🌱

Wybór fragmentów był arcytrudny. Zabrał mi kilka dobrych dnia — prawie się pod­da­łam, myśląc, że choroba zaczyna mi włazić do tej części mojego życia. Tym­cza­sem, co odkryłam później, trudność wynikała z faktu, że wybór, jakby go nie do­ko­nać, stanowi patchwork mig­nięć, błysków doświadczenia (najczęściej kobiecego), których nijak nie da się ułożyć według raz określonego klucza. Z tego powodu mogą wydać się chaotycznie, bez­myśl­nie rozrzuconymi tu i tam. Każdy jednak ma moc, którą chcę tu, pod ręką, mieć.

To cytowanie mogłoby nie mieć końca, bo do każdego fragmentu będziesz w stanie dopowiedzieć scenkę rodzajową z własnego lub bliskiej ci osoby życia. Taki lajf, taki klimat.

Troska jest wspaniała jako koncepcja, bardzo poręczna, dobrze się ukła­da w esejach filozoficznych […].

🖇

[…]  I do, I undo, and I redo […]  „Robię, cofam, przerabiam” to fraza, którą Louise Bourgeois zapisała też, aby zdefiniować swój proces twórczy i jed­no­cześ­nie niekończącą się rutynę codziennego życia, splot doświadczeń arty­stki będącej matką i żoną, kobietą. Wspinanie się po krętych, rdzawych scho­dach I do ma symbolizować energię, skuteczność, działanie, żeby wre­szcie na szczycie, tuż obok luster ze szczotkowanej stali, odnaleźć spokój. Wcho­dzenie po podobnych, ale wewnętrznych schodach Undo oznacza serie pomyłek, niepokój i rozpad. Odkryte schody trzeciej wieży — Redo — szu­ka­nie rozwiązania i parcie do przodu, do przodu.

🖇

Troska dobrze się układa w ustach, dlatego jest idealnym terminem po­li­tycz­nym. Można nią żonglować, można ją sobie i komuś obiecać, a po­nie­waż to tak wieloznaczne i nieprecyzyjne słowo, można potem uniknąć roz­li­czenia z tych obietnic. Bo jak stopniować troskę, jak ocenić poziom jej realizacji, jak ją egzekwować?

🖇

Troska nie jest żadnym tam nastawieniem moralnym ani emocją. To dziw­ne, wieloznaczne słowo. […]
     Słownik języka polskiego PWN […]. Dopiero na trzecim miejscu definiuje ją jako dbałość o kogoś lub zabieganie o coś. Można też przysparzać komuś trosk.
     A zatem dbanie o kogoś i martwienie się. Tak naprawdę to jedno zna­cze­nie, zazębiające się wysiłki, uroboros.

🖇

W świecie, w którym wszystko musi mieć stawkę i cennik, od lat mamy kło­pot z tym, żeby odpowiednio wycenić i uznać za ważną pracę, która ten świat reprodukuje. Pracownicy kluczowi, pracownice niezbędne otrzymują za swoją harówkę najniższe wynagrodzenia.

🖇

[Mierle Laderman Ukeles] zauważyła, że utrzymywanie czegoś w okre­ślo­nym stanie zajmuje od cholery czasu, a nikt tego mozołu nie za­uwa­ża, nie zastanawia się nad nim.

🖇

Troska bywa rzeczywiście żenująca w swoich rytuałach, bardzo nie­wy­god­na. Ale nie jest tylko tym. Jest też przecież pracą emocjonalną.
     Mówieniem do kogoś, nawet jeśli nie wiadomo, czy słyszy. Przytulaniem i trzymaniem za rękę. Tłumaczeniem. Czesaniem, nawet jeśli ten, kto wy­ma­ga opieki, nie przekracza progu sypialni. […]  spaniem na podłodze u czy­ichś stóp. Łączeniem skarpetek w pary. Chodzeniem do sklepu. Odpo­wia­da­niem po raz pięćdziesiąty drugi na te same pytania.
 
Jest podtrzymywaniem życia i wspieraniem.

🖇

[…]  męska troska jest uważana za cnotę, a żeńska – za oczy­wistość, powinność, naturalną i przyrodzoną.

🖇

[Carol] Gilligan nie chodziło o wyliczanie różnic, ale o zaakceptowanie faktu, że najzwyczajniej w świecie perspektywy kobiet i męż­czyzn są różne, a etyka troski ma światu do zaoferowania nie mniej niż etyka oparta na sprawiedliwości. Że męskość ustanawia się przez auto­no­mię, a żeńskość definiuje się przez przywiązanie.

🖇

Mężczyźni w trosce szukają porządku, chcą ją jakoś udoskonalić, zope­ra­cjo­na­li­zować, dodać jej znaczenia, myślą, że ją przemienią, przeorganizują, wytyczą na nowo, inaczej, lepiej, bardziej efektywnie, matematycznie, lo­gicz­nie. Kobiety ją podtrzymują wbrew rozsądkowi. Nie wiem, co ostatecznie jest bardziej buntownicze.

🖇

W XXI wie­ku kobiety są wciąż silniej stereotypowo kojarzone z troską. Męż­czyźni posługują się, jak to określa [[Joan] Tronto, przepustkami od troski udomowionej i intymnej, od klasycznie pojmowanych obo­wiąz­ków opie­kuń­czych, ponieważ kultura — tak się składa, że profesorka pisze rów­nież o tej, w której się wychowałam — oczekuje od nich innych form wkła­du w spo­łeczeństwo. […]  mężczyźninaprawiają, podtrzymują i utrzy­mu­ją codzienne życie z dala od niego”.

🖇

Mędrcy świa­ta, monarchowie od tysiącleci umniejszają intelektualną pod­miotowość osób płci żeńskiej, jednocześnie doceniając ich relacyjność. Na­wet niekoniecznie ze złej woli, po prostu są ludźmi, ich zachowania ukszta­łtowała ciągła ekspozycja na powszechne stereotypy kulturowe, a zgodnie z nimi kobiety są mniej kompetentne — za to ciepłe, sympatyczne i tro­skliwe.
     Nie ma tu sarkazmu, stereotypy płciowe to jedne z najgłębiej za­ko­rzenionych i najczęściej badanych uprzedzeń społecznych.
     Mężczyzna jest przebojowy, kobieta troskliwa.
     Kobieta to emocje, mężczyzna — rozum.
     Babka za kierownicą to powolna niezdara, mężczyzna pruje przez drogi, jakby się urodził z kierownicą w dłoni.

🖇

Niektórzy śmiali się, że jesteśmy tak głupie, że musimy razem chodzić do łazienki.
 
Chodziłyśmy razem do kibla nie dlatego, żeby się pochichrać, ani nie z po­wo­du przyjaźni papużkowo-nierozłącznej, tylko dlatego, że się bałyśmy kogoś, kto mógł nam do tego kibla wejść. Jakiegoś faceta.

🖇

Ponad sto lat po tym, jak Ludwik Rydygier pisał, że kobiety nie mają ani fizycznych, ani umysłowych predyspozycji do tego, by studiować me­dy­cy­nę, po tym, jak Gabriela Zapolska radziła kobietom, by nie filozofowały, bo zatracą swoją godność niewieścią, jeden z profesorów monotonnym głosem wmawiał nam, że my, dziewczyny, przyszłyśmy na studia znaleźć męża. […] 
     — No właśnie. — Profesor pokiwał głową. — Pan wiedział, a pani się na­uczyła.
     Jak gdyby istniał jakiś gorszy rodzaj wiedzy, nabyty, i lepszy, przy­ro­dzo­ny. Jak gdybym była kujonką, która uczy się na pamięć słownika wyrazów rzadkich (a nawet jeśli, to co z tego), a na chłopaka z ławki wyżej zna­jo­mość tajemnic wszechświata spłynęła wraz z wpisaniem mu w akcie urodzenia — syn.

🖇

Bardzo to celne naśmiewać się z dzieciaków i bardzo zabawne.
     […] 
     Bardzo zabawne. Bardzo zabawne, kiedy jesteś chłopcem.
     Nie bardzo zabawne, kiedy masz piętnaście, szesnaście, siedemnaście lat i twoją troską jest obsesyjna myśl: tylko nie zajdź w ciążę.
     Niektóre z nas zachodziły i później na ogół już nie widywałyśmy ich w szko­le. Inne zachodziły i jakoś sobie z tym radziły.
     A my, te, którym się udawało, wracałyśmy do domów pod bacznym okiem sąsiadek, znajomych i rodziny.
 
Tylko nie zajdź w ciążę.
     Tylko nie zajdź w ciążę.
 
Tylko nie zajść w ciążę.
 
A potem zajdź.
 
Kiedy zajdziesz w ciążę?

🖇

[…]  kto się komu z czym przydarzył.

🖇

Troska materializuje się w powszedniości: w wirującym bębnie pralki, w siatce pełnej zakupów, w koszu z obierkami, w rozrzuconych na podłodze klockach i fiolkach leków ustawionych na szafce. Można ją odnaleźć w zmę­cze­niu, w strachu, w zniechęceniu, w płaczu, w orga­ni­zo­waniu życia domowego i reagowaniu na potrzeby zależnych członków rodziny.

🖇

Od dziewcząt i kobiet oczekuje się okazywania i świadczenia troski, jak gdyby miały to we krwi, jak gdyby z tymi umiejętnościami przychodziły na świat. A przecież to nie jest wrodzone, opada na nas stopniowo.

🖇

Osoba odpowiedzialna za wynoszenie śmieci w domu to nie ta, która wy­no­si śmieci, tylko ta, która zauważa, że kosz jest pełen i trzeba coś z nim zro­bić. Osoba odpowiedzialna za zakupy to nie ta, która jedzie do sklepu al­bo wyciąga kartę z portfela, tylko ta, która się orientuje, że czegoś zabrakło, i wie, co, kiedy i gdzie trzeba dokupić.

🖇

Ideał troski jest więc aktem relacji, dostrzeżenia potrzeby i reakcji na nią, opiekowania się światem przez podtrzymywanie sieci po­wią­zań tak, by nikt nie został sam.
Carol Gilligan

🖇

Ludzie przez tysiąclecia dawali sobie radę bez lodówek, ale nie dawali sobie rady bez troski. Żaden krzepki chłop nie wniósłby żadnej lodówki na żadne piętro, gdyby ktoś go nie urodził, nie doglądał, nie wstawał do niego w no­cy, a potem nie pomagał mu w lekcjach.

🖇

Jak moi koledzy wykorzystywali ten czas, który ja przeznaczałam na czyn­no­ści domowe, doprawdy nie wiem. Gdybym miała ten czas, co oni, wyna­la­zła­bym, do kurwy nędzy, maszynę do wnoszenia lodówki na czwarte pię­tro. Wynalazłabym pokój na świecie.

🖇

Wiele kobiet uważa, że nierówności i dyskryminacja ich nie dotyczą, bo nie spotkały się z niesprawiedliwością, lekceważeniem czy przekraczaniem gra­nic. To możliwe, bo doświadczenia każdej z nas są inne. Ale świat nie jest jednakowo łaskawy dla wszystkich. Możemy mieć dobre ży­cie i jed­no­cześnie dostrzegać problemy, które dotykają inne kobiety. To też jest troska.

🖇

Najcenniejsza rada troski, jaką dostałam od koleżanki, dotyczyła powrotów do domu.
 
Trzy­maj w dłoni klucze tak jak kastet, między palcami, na sztywno.
     Celuj w oko.

🖇

Lubię sobie wyobrażać troskę jako chmurę, w której utrzymuje nas wszystkich zbiorowy i kruchy wysiłek osób troszczących się. Tam odbywa się naprawianie świata, cerowanie, sztukowanie ubytków. To szczególny rodzaj infrastruktury krytycznej […]

🖇

Od stu dwudziestu, stu, może pięćdziesięciu lat coś tam nam wolno, uczyć się, mieć zawód, czasem stosować antykoncepcję, jeśli nas na nią stać i ma­my dostęp do lekarza, możemy nawet nie zawsze wychodzić za mąż i nosić spodnie. Te nasze przywileje to ciągle niższe pensje (korygowana luka pła­co­wa w Polsce wynosi kilkanaście procent), to strach, kiedy się wchodzi z ob­cym mężczyzną do windy, to pytanie o możliwości prokreacyjne na roz­mowach o pracę, szczypanie, odmawianie leczenia, bo przecież możemy być w ciąży.
     Proces równouprawnienia nie odbywa się w próżni – przesuwają się gra­ni­ce męskości. Wykluczany jest konkretny typ męskości, a zmia­na, która nam daje trochę więcej przestrzeni, dla wielu mężczyzn oznacza osunięcie się znanego gruntu. I to tak strasznie boli.

🖇

Katarzyna Wojnicka, socjolożka zajmująca się męskością, przekonuje, że nie istnieje dyskryminacja mężczyzn – istnieje po prostu zmiana. Patriarchat przynosił mężczyznom korzyści, ale też nałożył na nich ciężar ról, z których trudno się uwolnić. W świecie, który się zmienia, wielu z nich doświadcza utraty statusu i zagubienia, choć dla tych emocji rzadko znajduje się język w debacie o równości.

🖇

Jeden z bardzo zresztą progresywnych znajomych mężczyzn opowiadał, że jego żona ma akurat dużo pracy, więc on sprząta w domu, zmywa i go­tuje.
     — Gratulacje, zbliżyłeś się do jakiejś jednej dwudziestej doświadczenia bycia kobietą — rzuciła znad ekspresu do kawy jedna z baristek. — Jak chcesz to poczuć jeszcze bardziej, mogę cię klepnąć po tyłku i na ciebie gwizdnąć, chcesz?
 
To są nieprzekładalne perspektywy.

🖇

[Jesienią 1913 roku Emmeline Pankhurst] powiedziała, że ludzie dokonali wprawdzie wspaniałych wynalazków, ale absolutnie zawiedli na polu zaj­mowania się życiem: to kobiety troszczą się o inne osoby, taka jest ich rola, w związku z tym jedynym sensownym kierunkiem jest emancypacja. Emme­li­ne domagała się wzajemności: skoro kobiety troszczą się o świat, świat nie powinien traktować ich wyłącznie jako elementu wyposażenia wnętrz, użytecznych przedmiotów, maszyn domowych. Ponieważ nie było to w roku 1913 dla wszystkich oczywiste, podkreśliła, że kobiety są jednak nade wszystko istotami ludzkimi.

🖇

[Silvia] Fe­derici pisała jednoznacznie: dom to żaden azyl, to fabryka bez ko­minów. Pracują w niej na kilka zmian kobiety, które gotują, sprzątają, od­ku­rzają, piorą, wycierają nosy, wysłuchują, pilnują odrabiania lekcji, opie­ku­ją się starszymi członkami rodziny. Wiele z nich równocześnie pra­cu­je za­wo­do­wo. Codziennie „produkują” gotową do pracy siłę roboczą, co­dzien­nie podtrzymują kapitalizm jak kariatydy troski, dzięki którym dzieci do­ra­sta­ją, chorzy zdrowieją, a zmęczeni nabierają sił. Bez ich niewidzialnej i dar­mo­wej pracy kapitalistyczna gospodarka po prostu by się załamała.

🖇

Przekonanie, że zacisnę zęby, pójdę spać później i wstanę wcześniej, nie do­piję herbaty, zrezygnuję z obiadu, ale za to dam radę ze wszystkim, pad­nę, powstanę i ułożę sobie wszystko, death or glory, just another story, jest w grun­cie rzeczy tylko neoliberalną kontrabandą.

🖇

Wiem, mogłam sobie to inaczej ułożyć, mogłam się przygotować, mogłam, mogłam, mogłam — znam te wszystkie argumenty, dobre rady, pan­ja­śnie­nia, świat mnie w nich ćwiczy od urodzenia, when men on the chessboard get up and tell you where to go.

🖇

Proszę się rozsiąść w późnym kapitalizmie, gdzie emocje i relacje stają się zasobami. Można je wybierać i nimi handlować, można sobie kupić trochę zainteresowania i troski, ilość zależy od zasobności portfela.

🖇

Za chwilę o każdego i każdą z nas
trzeba się będzie w jakiś sposób zatroszczyć.

Olga Gitkiewicz, Szyjąc,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Oczywiście, że chciałam być chłopcem.
     Tak mi się wydawało. Z czasem zaczęłam się orien­to­wać, że chodziło mi tylko o wyrównanie szans albo od­wró­ce­nie ról, które dopiero co zaczynałam roz­po­zna­wać. Chciałam móc być niegrzeczna. Ubrudzić się. Robić głupoty. Chciałam, żeby ode mnie nie wymagano, żeby mi się wciąż nie przyglądano z taką cierpką uwagą.

🖇

[…]  stój w kącie, a znajdą cię. Wciąż powtarzano mi, że powinnam w milczeniu, z pokorą czekać, aż ktoś poda mi rękę, wyciągnie z kąta, krytycznie obejrzy, odkurzy i może pod pewnymi warunkami mnie zaakceptuje. Nie rozumiałam tego jako dziewczynka, możliwe, że nie rozumiem nadal. Czego można się dowiedzieć o sobie i o świecie podczas stania w kącie?

🖇

No dobrze, te­raz to bym sobie czasem często postała w kącie.
     Sama.
     Tylko żeby mnie nikt nie znajdywał.

(tamże)

środa, listopada 12, 2025

5941. Z oazy (CCCXCI)

Prze­gapiłabym tę książkę, bo czytana trzy lata temu nie przeskoczyła wysoko za­wie­szo­nej — przez poprzednie książki — poprzeczki.

Nie przegapiłam, bo po skończeniu ostatnio wydanej nowej książ­ki Autorki, za­tęsk­ni­łam za sposobem, w jaki formułuje Ona zdania, więc zrobiłam klik, klik i okazało się, że… bingo! Ta książka ukazała się w zeszłym roku. Nic o tym nie wiedziałam.

Chciałam wyrobić się z odcedzaniem najważniejszych dla mnie fragmentów na dzień nie­pod­leg­ło­ściowego wzmożenia. Nie udało mi się. Dałam radę, delektując się wszyst­ki­mi wyróżnionymi w książce kawałkami, dopiero dziś. Odcedziłam, usta­na­wia­jąc przy okazji 12 listopada moim prywatnym świętem wol­no­ści.

Moja wolność jest inna od Twojej. Obie bezcenne. Oby nikt nam ich nie odebrał pod osłoną nie­podle­gło­ści, wartości rodzinnych, wzrostu gospodarczego czy pa­cior­ków różańca.

Wolność wymyka się definicjom, można o niej opowiadać z tak wielu per­spektyw, szukać jej na tak wiele sposobów. Nigdy nie jest pełna, zawsze coś ją ogranicza, marzymy o niej, uciekamy przed nią, pragniemy jej, bo­i­my się. Ma cenę, bywa trudna, dąży do niej niewielu i często ci, dla któ­rych jest ważna, są trochę samotnikami.

🖇

[Agnieszka Holland] Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wol­ność innego człowieka. […]  Z tej przyczyny libertarianie, Korwin-Mikke i antyszczepionkowcy bardzo się mylą. […]  nie ma czegoś takiego jak nie­og­ra­ni­czona wolność w świecie, w którym istnieją powiązania między ludźmi.

🖇

Nieznający od prawie trzystu lat wojny Szwedzi […]  definiują i czują wol­ność inaczej niż Polacy. Dla Polaków jest ona silnie połączona ze zbiorowym patriotyzmem i walką, dla Szwedów jest podarunkiem, który po­wi­nien być sprawiedliwie rozdzielony między wszystkich członków spo­łeczeństwa: ko­bie­ty i mężczyzn, dorosłych i dzieci, starych i młodych, zdro­wych i chorych.

🖇

[Marcin Wilk] […]  wolność znajduje się na przeciwległym biegunie do po­czu­cia bezpieczeństwa. Mamy w sobie silną tęsknotę za wolnością, ale kiedy zdamy sobie sprawę z tego, czym ona naprawdę może być, to się jej boimy. Prawdziwa emancypacja wiąże się przecież z buntem, często też z od­rzu­ce­niem, z przekraczaniem granic i norm społecznych. Jest w niej miejsce na burzenie naszych wewnętrznych murów, musimy się kon­fron­to­wać ze zin­ter­na­lizowanym obrazem samych siebie, wtłoczonym nam przez wy­cho­wa­nie i wpływ otoczenia.

🖇

[…]  istnieją luksusowe formy zniewolenia, których może nam zazdrościć otoczenie, a które wcale nie są takie wygodne.

🖇

[…]  jaki rodzaj argumentów na rzecz zmian zasługuje na poważne tra­kto­wa­nie. Czy fakt, że ktoś czuje się czymś dotknięty, stanowi argument nie do odrzucenia? Nawet jeśli nie ma powodów do obrazy?

🖇

Instalacja [Doroty Nieznalskiej Pasja, 2001] polemizowała z pat­riar­chal­ny­mi przekonaniami Kościoła i znajdującego się pod jego wpływem spo­łe­czeń­stwa.


Dorota Nieznalska, Pasja, 2001, fragment,
[dostęp 11.11.2025], źródło.

Kiedy opowiedziałam o niej moim szwedzkim studentom, nie mogli uwie­rzyć. Jak to możliwe, by ścigać sądownie twórcę za coś tak niewinnego jak penis na krzyżu?

🖇

W polityce tożsamości pierwszeństwo mają uczucia. Żyjemy w spo­łe­czeń­stwie, w którym mantrą stało się słowo „urażony”, a niepokój, że można kogoś dotknąć, prowadzi do bezsensownych ustępstw […].
Sara Kristoffersson

🖇

[Sara Kristoffersson] – Różnorodność jest interpretowana tylko jako obec­ność ludzi o różnym kolorze skóry, ale przecież powinna oznaczać też róż­no­rod­ność pochodzenia społecznego. […]
Poza tym różnorodność powinna też oznaczać różnorodność perspektyw […], bo w przeciwnym razie ląduje się w sytuacji, gdy obowiązuje tylko je­den sposób patrzenia na świat. Wszystko się przez to upraszcza.

🖇

Jonas Gräslund, w debacie prasowej na temat palenia Koranu napisał, że reprezentanci wszelkich religii powinni cieszyć się istnieniem bluźnierstw i religijnych prowokacji: Bluźnierstwo to ważna część religii i zawsze re­li­giom to­wa­rzy­szy­ło. Zakazanie prowokacji powoduje, że religia staje się czymś dla bigotów, grą o władzę, okopywaniem się na z góry ustalonych pozycjach. Pomyślcie tylko, jak bardzo obrażał uczucia religijne sam Jezus!

🖇

Władza służy zakazywaniu. Władza jest przeciwieństwem wolności.

🖇

[David Lagercrantz] Do tego, że świat jest dziś w ruinie, doprowadził cały łańcuch wydarzeń, a wszystko zaczęło się właśnie wtedy: od wojny w Ira­ku. W 2001 roku, po atakach na World Trade Center, cały świat zjednoczył się w solidarności względem USA, w tym większość świata arabskiego, ale kiedy zaczęła się wojna w Iraku, zaczęto niszczyć podstawowe wartości. Ame­ry­kanie torturowali ludzi, by zwalczyć terroryzm, tworząc w ten spo­sób nowych terrorystów. Zaczęły się fale uchodźcze, które zachwiały sta­bil­nością świata. Efekty trwają do dziś. Z wojną w Ukrainie będzie tak samo, bez względu na to, kiedy się skończy, będziemy pod jej wpływem przez ko­lej­ne dziesięciolecia.

🖇

[David Lagercrantz] Bunt jest tym, co sprawiło, że znalazłem siebie. […]  Dopiero w momencie, w którym zaczynasz się buntować przeciw ocze­ki­wa­niom, zaczynasz jednocześnie znajdować siebie. Być może bunt sam w sobie nie ma wartości, ale jest w nim jakaś wielka siła. Człowiek rośnie w burzy.

🖇

Wolność słowa wbrew religijnej drażliwości ma cenę. Jak wszystko, powie cynik, jak rzeczy ważne, podkreśli idealista.

🖇

Ludziom może się wydawać, że różnią się diametralnie, bo po­cho­dzą z innych światów, ale jeśli przebije się mur pozorów, okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego.
David Lagercrantz

🖇

[Arti Grabowski] Opowiem ci jeszcze jedną pouczającą historię z Indii, z Bom­ba­ju. […]  zarezerwowałem sobie z dużym wyprzedzeniem hostel, bo w Bombaju hotele są bardzo drogie. Wpłaciłem zaliczkę, a kiedy poszedłem pod wskazany adres, okazało się, że hostelu już nie ma. Spłonął dwa dni wcze­śniej. Zdenerwowany i spanikowany dzwonię do menadżera z pre­ten­sja­mi, że miałem rezerwację, że nie mam gdzie spać, co ja mam teraz zro­bić?! W mieście nie ma nigdzie wolnych miejsc! Co za pech! A on na to: Nie, nie, nie! Jaki pech?! Pan jest wielkim szczęściarzem! Pan mógł być w tym hotelu. Przyznam, że kompletnie o tym nie pomyślałem, ale teraz mo­je podejście do tego typu sytuacji jest właśnie takie: to szczęście!

🖇

Wiem, jak to jest być w mniejszości. A poza tym nigdy nie utożsamiałem się z pat­riar­chal­nymi wzorcami męskości. Rozumiem, że dla niektórych ludzi podporę stanowi przekonanie, że aby być fajnym facetem, trzeba spłodzić syna, jeździć autem i kupić mieszkanie. Dla mnie męskość jest dużo bardziej złożonym zagadnieniem, to między innymi samorozwój, a jeśli siła, to taka, z której korzystasz w obronie słabszych lub prezentujesz ją przed samym so­bą, na przykład na treningach boksu, na które uwielbiam chodzić.
Andrzej Gryżewski

🖇

[Arti Grabowski] […]  małżeństwo to nie jest tak naprawdę związek z jedną osobą. […]  Często nie zgadzam się z tym, co narzucają kultura i społeczeństwo. Na przykład z ideą, że podstawową jednostką społeczną ma być małżeństwo. To zdecydowanie zbyt często się nie sprawdza i bywa źródłem potwornych traum, które są potem pokoleniowo przekazywane.

🖇

[Arti Grabowski] Bardziej ekscytujące wydaje mi się stanie na skraju gzym­su niż skok w dół, bo konsekwencje skoku da się przewidzieć, a kon­sek­wen­cji stania na gzymsie niekoniecznie.

🖇

[Marcin Wilk] […]  czy zwierzęta zadają sobie pytania, co to jest dobrostan albo szczęście? One po prostu są w ciele, które mają. Nie zastanawiają się nad tym, czy ono jest dobre, czy ono jest złe, czy ono odpowiada stan­dar­dom, czy nie, ale myślę, że bardzo silnie je czują i może to jest właśnie ich wolność.

🖇

[Piotr Ibrahim Kalwas] Wiesz, jest taki werset w Koranie, w pol­skim tłumaczeniu to brzmi jakoś tak: „Bądźcie wdzięczni, a nie niewdzięczni”. Zawsze pamiętam o tych słowach i mam w sobie wdzięczność.

🖇

[Marcin Wilk] Denis oduczał mnie wiecznego poczucia winy. Zauważyłaś, że człowiek, odczuwając zbyt długo przyjemność, zaczyna się zastanawiać, czy ona mu się należy i czy nie skończy się to katastrofą? Od razu czuje się winny. Pies obgryzający swoją zabawkę czy kostkę albo bawiący się z in­nym psem czuje po prostu bardzo dużą przyjemność, pokazuje to, ma­cha­jąc ogonem, i nie ma żadnych wyrzutów sumienia.

Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[David Lagercrantz] Ścigane zwierzę po prostu biegnie. I to właśnie robiłem. […]  No i jeśli przeżyjesz piekło, to zaczynasz się umacniać, już wiesz, że dasz radę ze wszystkim.

🖇

W dużej mierze nie można żyć bez wolności, jaką oferuje demokracja. Wolności przemieszczania się, wolności sło­wa, wolności od strachu, głodu, prześladowań, wolności osobistej, stowarzyszeń, wolności wyznania i przekonań. O wolności mogę opowiadać długo, natomiast główną re­fleksję mam taką, że nie jest ona moim celem, tylko na­sta­wio­ny jestem na proces wyzwalania się z różnych ogra­ni­czeń zewnętrznych i wewnętrznych, by gdzieś na końcu tej drogi powiedzieć: „Żyłem, jak chciałem”.
Andrzej Gryżewski

🖇

[Arti Grabowski] Generalnie myślę, że większość czasu i tak jesteśmy bezpieczni, a na pewne źródła braku bez­pie­czeń­stwa nie mamy wpływu, dlatego nie ma sensu żyć w strachu.

🖇

[Piotr Ibrahim Kalwas] […]  może być tak, że wolność po­lega na tym, iż wybierasz pewien rodzaj przymusu, któ­ry daje pewien rodzaj przestrzeni w myślach i w du­szy. Ktoś mógłby powiedzieć, ojej, to jakiś nałóg, jakaś ob­se­sja, jakieś uzależnienie. Ale to jest praktyka.

🖇

[Piotr Ibrahim Kalwas] Wąż zrzuca skórę od jednego do czterech razy w roku. Ludziom zdarza się, że rodzą się na nowo. Po prostu bywa tak, że ktoś staje się nowym człowiekiem.

🖇

[Sławomir Sierakowski] […]  hasło maja 1968 roku „Bądź realistą, żądaj niemożliwego”. Przepis na pragmatyzm.

🖇

Może być tak, że wolność kobiet w pewnym wieku po prostu nie ma granic i bywa bardzo trudna do za­ak­cepto­wa­nia przez społeczeństwo.

🖇

[…]  w życiu liczy się głównie to, że żyjemy, a cała reszta jakoś się ułoży.

🖇

Potrzebujemy szaleńców, żeby podążać przetartą przez nich ścieżką, choć w dużo już bardziej opanowany spo­sób. I przy odrobinie szczęścia, bez popełniania ich błędów.

🖇

Nadzieja to także forma wolności.

🖇

W dzisiejszym świecie upieranie się, że potrzebny jest czas na przemyślenia, na uleżenie się i ułożenie, zaczyna być postawą radykalną, wolnościowym szaleństwem.

(tamże)

sobota, listopada 01, 2025

5927. Z oazy (CCCLXXXIX)

Rok temu nie zainteresowałaby mnie żadna z tych dat:

Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii (AVMA) usta­no­wi­ło drugi wtorek czerwca Światowym Dniem Pamięci o Zwierzętach To­wa­rzy­szących. W Polsce w pierwszą niedzielę października na cmen­ta­rzach dla zwierząt obchodzony jest Dzień Pamięci o Zmar­łych Zwie­rzę­tach, określany jako Zwierzęce Zaduszki.

W tym roku za późno się o nich dowiedziałam, by stały się dla mnie szczególnymi dniami zadumy czy wdzięczności.

Dużo w tej książce różnych gatunków zwierząt, ale smutek, ból i żałoba te same, choć jed­no­cześnie jednostkowo zupełnie inne i niepowtarzalne jak miłość, która po stra­cie nie wie, dokąd ma pójść.

W tej publikacji od samego początku drażni mnie okładka. Naprawdę nie dało się choć ciut inaczej?

Tęsknię.

🖇 🖇

Wsparciem dla żółwi w walce z pasożytami są chrzan i piołun.

🐾🐾

     – Ona już nie chce – oceniła.
     – Wiem – przyznała Ola. – Też to widzę.
     Położyła się przy koniu i mocno się do niego przytuliła.
     […]
     Przez parę dni Ola nie przyjeżdżała do stajni. Gdy się wreszcie odważyła, zajrzała do pustego boksu. Chyba miała nadzieję, że zobaczy tam Gałkę.

🐾🐾

Na początku 2025 roku ogłoszono, że na cmentarzach miejskich w Me­dio­la­nie można pochować człowieka razem z prochami zwierzęcia to­wa­rzy­szą­ce­go (w tym samym grobie, ale w osobnych urnach). […]
     Groby ludzko-zwierzęce nie są wymysłem współczesnych cza­sów. Naj­star­szym znanym miejscem pochówku człowieka z psem jest grób w Bonn-Oberkassel sprzed czternastu tysięcy lat.

🐾🐾

Siedzę i myślę, że to niemożliwe, żeby jej nie było.
Wypatruję jej w każdym kącie.

🐾🐾

Radosław pokochał Szarika już pierwszego dnia. Wszyscy spali, on jeszcze robił coś w kuchni, gdy zobaczył, że kot wpatruje się w niego z za­cie­ka­wie­niem.

🐾🐾

Świat widziałam jak zza szyby. Byłam zła,
że się nie zatrzymał, kiedy Tymid umarła.

🐾🐾

Leczenie nie pomagało, więc Ola zdecydowała się na eutanazję domową.
     Wcześniej poszła z Tosią do osiedlowego sklepu.
     – Który kotlet poleciłby pan dla tego psa? – zapytała sprzedawcę.
     – Pies chyba nie powinien jeść kotletów – odpowiedział zdziwiony.
     – Daje pan najlepszy kotlet, jaki pan ma – poprosiła hardo.
     Tosia zjadła mielonego ze smakiem. To był jej ostatni posiłek przed uśpieniem.

🐾🐾

rozglądnij się wkoło,
ale nie w górę,
patrz nisko
i – może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko…
     A jeśli ktoś mi zarzuci,
że świat widzę w krzywym lusterku,
to ja powtórzę:
on wróci,
choć może w innym futerku

🐾🐾

Inną indywidualną formą upamiętnienia są tatuaże […]. Często wy­ko­rzy­sty­wa­nym motywem jest symbol nieskończoności oznaczający wiecz­ną więź.
     Gdy śmierć nie jest niespodziewana, można stworzyć wyjątkową pa­miąt­kę w postaci wspólnej sesji zdjęciowej. Fotografka Lauren Smith Ken­ne­dy zainicjowała The Tilly Project. To międzynarodowa organizacja non-profit zrzeszająca fotografów z całego świata, którzy za darmo wykonują fotografie pożegnalne. W kwietniu 2025 roku nie znalazłam w bazie nikogo z Polski.

🐾🐾

W 2023 roku Sąd Najwyższy potwierdził, że zwierzęta nie są rze­cza­mi, nale­ży je traktować podmiotowo i mają pełne prawo do ochrony ze strony państwa.
     Krzywdzenie zwierząt często towarzyszy przemocy wobec ludzi.

🐾🐾

Dla niej zaczęłam robić prawo jazdy. Wcześniej zapierałam się, że nigdy, prze­nigdy się na to nie zdecyduję, ale chciałam zabierać Ziutę na wycieczki. Mogłaby leżeć wygodnie na tylnej kanapie i spać. Marzyła mi się wspólna podróż do Włoch. […]
     Kiedyś się spakuję, wsiądę w samochód i pojadę spełnić marzenie o wło­skich wakacjach. Ziutę zabiorę ze sobą. Włożę jej zdjęcie za osłonę prze­ciw­słoneczną.

Daria Grzesiek, To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach,
Wydawnictwo Dowody, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Jutro minie miesiąc. Przez ten czas zauważyłam, że:
     – nienawidzę pytania: „Jak się czujesz?”; […]
     – […]  nie spieszę się,
     – nigdy nie wiem, kiedy żałoba złapie mnie za  gardło i nie pozwoli oddychać, przychodzi niespodziewanie.

Kiedy to wszystko minie? Minie?

(tamże)