Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S_O_S. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S_O_S. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, marca 11, 2019

poniedziałek, kwietnia 28, 2014

(1022+1). Tribute to Lawrence Anthony

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Amy wspomniała o Lawrence’ie Anthony à propos pola. Zapisałam. Wyszperałam. Wielokrotnie zachwyciłam się aż do łez wielokrotnych. Pozostawiam tu, by nie zgubić, by w razie czego mieć klucz, szybki dostęp, do źródla swojego najgłębszego człowieczeństwa.

piosenka: Labi Siffre, Something Inside So Strong.

You can deny me
You can decide to turn your face away
No matter, because there's....

Something inside so strong

czwartek, grudnia 12, 2013

919. Nie czekajmy na raka

ucieszmy się sami sobą już teraz!
nie czekajmy na raka
zachwyćmy się sobą nawzajem już dziś!

Dżoano, dziękuję Ci bardzo za wywęszenie tego filmiku, idzie do działu S.O.S.:

Mimi Foundation, If Only for a Second.

...tej chwili za chwilę już nie będzie...

niedziela, listopada 17, 2013

(893+2). 77 sekund zachwytu

piękno matematyki...
piękno fizyki...
piękno pasji...
piękno współpracy...
piękno ruchu...
w 77 sekund zaklęte...
nie pytajcie, ile razy od wczoraj obejrzeliśmy to z Sadownikiem...
pozostając niezmiennie poruszonymi do trzewi...

Volvo Trucks & Van Damme, The Epic Split.

*

A mój wewnętrzny Krecik klepie mnie po ramieniu, patrzy mi głęboko w oczy i bezczelnie pyta:
     — No, Jabłonko, to co jest dla Ciebie niemożliwe?

Just defy the laws of impossible!

sobota, listopada 16, 2013

(893+1). List-opad-u perełki

 wpis przeniesiony 8.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czasem wątpię w sens swojej tułaczki po świecie.
Czasem nie doskakuję do własnych standardów.
Czasem chcę od siebie za dużo, za szybko, na już, na-ten-tychmiast.
Czasem popełniam błąd, z którego nie wynika nic dobrego.
Czasem zgodzić się nie mogę na swoje tylko i aż człowieczeństwo.

A List-opad-u?
Pieczątkę swą przystawia, uzasadnia
bezsens List-u motywacyjnego do życia i sens opad-u
uwiarygodnia. Uwierzytelnia. Urzeczywistnia.

Ale i w List-opad-u
można List-u treścią się ogrzać i opad-u szczęki doznać,
gdy odkryje się, że jeszcze wczoraj pretensje do siebie się miało,
że nie jest się krecikiem z bocianim dziobem.

*

— Może znasz jakąś postać bajkową, która umie prosić, robi to cudownie i dostaje, czego pragnie? — Zapytałam w pracy.
Po chwili otrzymałam odpowiedź:
— Krecik, co pragnął mieć spodenki.

*

List-opad-u!
Prosim tĕ.
Obejrzyj koniecznie… Odcinek pierwszy Krecika, pt. Krecik dostał spodenki.

*

// napisał wczoraj ważny dla mnie Ktoś

w List-opad-u... bądź dobra dla siebie.

// napisałam dzisiaj dla siebie.

*

Westchnęłam... jak dobrze być tylko Jabłonią... w List-opad-u też!

środa, sierpnia 21, 2013

830. Drogi błogosławione

 wpis przeniesiony 8.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Droga. Własna. Dziwna, mówią. Pokręcona. Nieergonomiczna społecznie. Droga, a na niej szczęście. Spersonalizowane. Prywatne. Subiektywne. Niemierzalne. Droga. Zakręty. Zawirowania. Meandry. Wątpliwości. Może inna byłaby lepsza? Cudza. Oczywista. Prosta. Społecznie zachwycająca. Nie. Nie. Nie. To tylko ułuda. Pamiętaj!

*

Uwielbiam książki, które karmią me marzenia, które podważają oczywistości zmieniając w oka mgnieniu rzeczywistość. Dawkuję sobie tę lekturę niczym lekarstwo na zarazę pewniaków, starych, dobrych rozwiązań, które w moim przypadku nie skutkują. I całe szczęście, że nie skutkują! Od tygodnia, wciąż i na nowo, zachwycają mnie poniższe słowa.

“That would never work in the real world.” You hear it all the time when you tell people about a fresh idea.
     [...]
     The real world isn’t a place, it’s an excuse. It’s a justification for not trying. It has nothing to do with you.

Jason Fried, David Heinemeier Hansson,
Rework. Change the Way You Work Forever,
Random House, London 2010.
(wyróżnienie własne)

— To nie ma prawa działać w realnym świecie. — Słyszysz wciąż, gdy opowiadasz ludziom o swoim nowym pomyśle.
     [...]
     Prawdziwy świat to nie miejsce, to wymówka. To usprawiedliwienie, by nie próbować. To nie ma nic wspólnego z tobą.

(tłum. własne)

*

Niezmiennie, od wielu już książek, zachwyca mnie fakt, że te anglojęzyczne mogę zwyczajnie zamówić w polskiej księgarni. Fajnie jest żyć w takich czasach...

Dotarło do mnie, że tłumaczenie nie uwzględnia kulturowego tła i brzmi wobec tego beznadziejnie głupio — czy my zdradzamy się z naszymi pomysłami tak namiętnie? Czytanie po angielsku przenosi do świata innych możliwości. Można wskoczyć tam i przynieść sobie tutaj nowy budulec własnej Drogi.

sobota, czerwca 08, 2013

757. Koło ratunkowe

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na czarną godzinę zachować potrzebuję znaleziony u Ojca cytat, kóry pięknie parafrazuje znane mi powiedzenie Churchilla. Wpis do działu S.O.S. dodałam.


(cytując za Ojcem Karmiącym)
 

wtorek, marca 26, 2013

705. Motylem bądź!

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Nie oglądaj! Z wrażenia zapomnisz o tym, co w Twym Życiu niemożliwym jest.

Ten świat potrzebuje jedynie
odrobinę cudowności...

(11:12)

Gdybyś tylko widział piękno,
które może powstać z popiołów
...
(12:17)

_______________
Link podarowała mi dzisiaj moja Studentka. Obejrzałam w zachwycie rycząc jak bóbr.
Dodaję do działu S.O.S.

środa, marca 13, 2013

(689+5). Od Po30stki

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Nie napatoczyłabym się na ten kawałek. To po prostu nie mój świat. Tym bardziej jestem wdzięczna Po30stce za tę piosenkę, za jej tekst. Do poniedziałku łomoliliśmy tą piosenką razem z Sadownikiem, od wczoraj łomolę sama. Nie mogę przestać. Przyszedł więc najwyższy czas, by dorzucić ją do blogowego działu S.O.S.

Ta piosenka wraz z obrazkiem szturcha w bok moje pasje, marzenia, sens życia i pyta jak się mają. Fajnie jest czuć ich głęboki oddech, słyszeć ich żywy rytm. Dziękuję Po30stko. :)

Grubson, Na szczycie.

sobota, marca 09, 2013

(690+1). Na wszelki wypadek

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Wczoraj przed snem zajrzałam na bloga wypatrując śladów po Po30stce i... zamurowało mnie, gdy zobaczyłam, co wczoraj Żona Oburzona wymyśliła. Zdjęcie z Jej zasobów własnych wraz z tekstem poruszyło mnie i postanowiłam zachować je na ewentualne chwile zwątpienia. Żono ObuRZONO mam nadzieję, że pozwolisz, że wpis z tym pięknym zdjęciem trafi do zasobów S.O.S. tego bloga. Zbyt łatwo zapominamy, że jest w nas moc. Moje Mocne Kobiety. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

fot. Żona Oburzona.

wtorek, stycznia 15, 2013

648. Pre-Pewniak

 wpis przeniesiony 5.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

     — Poczułem się urażony. — Powiedział i poszedł do pracy.
Zamykane rano drzwi szczęśliwie oddzieliły go od jej złych snów i strachu.
Bo w niebie nie tylko śpiew, ale czasem cisza i pauz całe hordy szalejące...

Wieczorne wytchnienie. Taniec z cudownie opowiedzianą bają przykładam na smutek. Pomaga. Jutro będzie lepiej, to pewne.

Pilobolus, Shadow Dance.

wtorek, października 02, 2012

559. Nowy Początek

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Nowy rok zaczęłam wczoraj. Nowe twarze młodych ludzi. Na nich świeże, nieśmiało kiełkujące marzenia. Cudownie będzie patrzeć jak Ci ludzie i ich marzenia będą rosnąć i stawać się. Zalążki tego, kim mogą się stać. Napawałam się nimi, gdy myśleli, że na nich nie patrzę. Jestem w fantastycznym momencie swego życia. Tak jak Oni. Mam ogromny przywilej towarzyszenia ludziom, gdy rosną wewnętrznie.

*

Prywatna inauguracja roku akademickiego była nietypowa. Poszliśmy z Sadownikiem na warsztat Festiwal POP-Kreacji, który prowadziła Gepardzica. Było cudnie. Gepardzica jest Mistrzynią robienia nastroju do pracy. Praca była zaskakująca, a sam warsztat dla nas trwał długo po tym, gdy formalnie się skończył. Zamiast zapakować się w autobus i być szybciutko w Przytulisku, wbić się w stare tory, kupiliśmy kawę na wynos, przeszliśmy cały Nowy Świat, Przedmieścia Krakowskie, Plac Zamkowy, Rynek Starego Miasta ciesząc się jak dzieci. Postanowiliśmy robić tak częściej. A gdy tylko wróciliśmy zapragnęłam jeszcze raz złapać nastrój początku, poczuć go w sobie. Odpaliłam kompa i poleciałam:

Lionel Hun, Hope.

Dziś oglądałam to już kilkanaście razy. Do listy ratunkowej zaraz dodam, by było zawsze pod ręką. Mam szczęście, że wokół mnie cudowni, inspirujący Ludzie. Wdzięczność i zachwyt wypełnia mnie dziś całą. Padam z nadmiaru wrażeń.

niedziela, sierpnia 12, 2012

527. Dlaczego nie? Ale już!

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Rysujesz? Malujesz? Śpiewasz? Tańczysz?
Robisz coś choć odrobinkę szalonego?
Robisz coś tylko dla siebie?
Dlaczego nie?

BO:
a) nie umiesz?
b) robić powinno się w życiu tylko to, co przynosi wymierne efekty w postaci pieniędzy, awansu społecznego lub zawodowego?
c) inni mówią, że to głupie?

Zastanawiałam się dzisiaj nad zniewoloną kondycją białego człowieka żyjącego w XXI wieku w kraju na „P” i wyszło mi, że...

JEŚLI NIE, BO:
a) wówczas pytam skąd wiesz, że nie umiesz, skoro tego nie robisz? lub dlaczego tego nie robisz, by się nauczyć?
b) wówczas pytam, jeśli daje ci to radość z istnienia, to jest to bardzo, bardzo wymierny efekt mający z pewnością wpływ na PKB.
c) to Mapety ci powiedzą, dlaczego wybór tej opcji nie był najmądrzejszy:
     — the question is what is a „mahna, mahna(m)”? (2:17)
     — the question is who cares? [kogo to interesuje?]
A... Mapety mylić się nie mogą! A... Spotkać się ze sobą to Wielka Rzecz!

Jestem za tym, by nauczyć się robić wybrane, te niby pozornie nikomu do niczego niepotrzebne i głupie rzeczy. I mieć z tego ogromną przyjemność! Bo jeśli nie w tym życiu, to kiedy?

Muppet Show, Mahna, Mahna.

wtorek, czerwca 19, 2012

(485+2). Ujarana fajkami Ambre Light

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Włóczyłam się wczoraj po blogowych przestrzeniach, w których mam zwyczaj bywać raz na tydzień lub dwa, by zaaplikować sobie skoncentrowaną dawkę kilku wpisów na raz. Jest taki blog, zwykle skromny, jeśli chodzi o liczbę słów, lecz bogaty w treść, znaczenie, pauzy, eksperymenty myślowe, spostrzeżenia i wszystko to, co między słowami przeczytane może być na milion różnych sposobów.

Zajrzałam tam z oczami mentalnie obłożonymi plastrami awokado. I znalazłam perełkę, którą nuciłam przez cały wieczór, którą nucę od rana i którą z pewnością będę jeszcze nucić jakiś czas.

Alanis Morissette, That I Would Be Good.

Ambre, dziękuję! To nie jest jeszcze jedna ładna piosenka, czy kawałek co za serce chwyta zbyt. To piękne zdjęcia, dojrzała mądrość i mądra dojrzałość, słowa zgrabnie ułożone oraz obłędny zachwyt lingwisty, że piosenką tą można fantastycznie zilustrować tryby warunkowe.

czwartek, stycznia 26, 2012

(411+4). Wow! O rany! Boskie! Om!

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Every cloud has a silver lining mawiają Brytole.
My mówimy, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło lub
utrzymując styl meteorologiczny: po każdej burzy wychodzi słońce.

Nie mogło być inaczej z chorowaniem.

Dziś.
Wieczór.
Na podwórku –5°C.
Henrietta szczęśliwa po spacerze.
Jabłoń przymarźnięta z lekka.
Sadownik spionizowany.
I... napój...
...Bogów!

Podarowany przez Ommeczkę.

***

No, nie może utknąć w komentarzach. Trafia do działu S.O.S. ten cudowny przepis:

Napój Bogów Zdrowiejących

Korzeń imbiru na długość kciuka
wrzucić do garnka z dwoma litrami wody,
zagotować,
pobulgotać 20 minut,
dorzucić cytrynę całą, wyszorowaną i pokawałkowaną,
wyłączyć ogień,
niech się parzy.
Psa wyprowadzić lub lekturze miłej się oddać.
Pić z wielką łyżką miodu, na ciepło
i błogosławić ten cudny Świat psów lub książek,
i westchnąć Ommmmm śānti śānti śānti
na część Ommeczki, która przepis nam podarowała.

sobota, listopada 26, 2011

(371+2). S.O.S. już jest!

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Bóg pisany od tyłu topies▲.

Bones, 4 sezon,
4 odcinek, od 40min:30sek.

***

Nic więc dziwnego, że kawałek podarowany nam Wszystkim przez Campanulkę jest nie tylko psi, ale jest nadzwyczajnie boski! Tak boski, że nie może utknąć w komentarzach --- musi być niczym koło ratunkowe dla Duszy, zawsze pod ręką, uzdrawiające nawet alergików --- stąd w bocznej szpalcie nowy, świeżo utworzony dział S.O.S.

Will Young, Come On.

___________
▲ ang. god==dog (przykład zmory tłumaczy).

czwartek, listopada 10, 2011

362. Pytaj, ale proszę, nie dawaj rad

 wpis przeniesiony 2.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Jak byłoby miło mieć metr pięćdziesiąt, kręcone włosy i sokoli wzrok. Bóg, może głuchy nie dosłyszał, może ślepy nie doczytał zamówienia, a może miał swój chytry plan. Wszystko przekręcił i podarował urodzinowy prezent. Nie ma w nim metra pięćdziesięciu, nie ma kręconych włosów, a gdy wieczorem zdejmę okulary, przed oczami mam niekończący się test Rorschacha. Bóg miłosierny, bo łapnął w końcu, że podarował coś, czego być może sam sobie by życzył, gdyby miał stać się człowiekiem. Z pewnym opóźnieniem podarowałbył lekarstwo — Sadownika, co nie znosi kręconych włosów, kocha z metra ciętą kobietę i lubi mówić: „plama się do Ciebie uśmiecha”, gdy rankiem okulary dosypiają w swej prywatności na parapecie.

Marzenia, by nie wystawać ponad tłum, by być zwykłym, nierzucającym się w oczy człowiekiem, grzeczną dziewczynką, niesprawiającą kłopotu córką, spełniającą oczekiwania społeczne obywatelką — Boga ominęła nawet myśl, by choć zalążki spełnień tego podarować. Dopadła mnie dzisiaj Akuszerka, całkiem bez znieczulenia: jak mi jest być bezdzietną w świecie?

***

Jak jest, gdy ludzie traktują moją bezdzietność jako problem i odsuwają się ode mnie?

Jak to jest, gdy kiedyś najbliżsi ludzie, wśród których się wychowałam, robią ze mnie problematycznego człowieka?

Jak to jest, gdy milczą, gdy dają dobre rady, gdy modlą się, by Bóg zechciał mnie naprawić?

***

Jestem bezsilna... Bezsilna tak bardzo, że aż bezbronna. Wtedy płaczę...

Płaczę... i wracają do mnie słowa Treyi, których ci wszyscy — co się odsunęli, wiedzą lepiej, milczą, dają dobre rady, chcą bym się zmieniła i modlą się bez końca — nie słyszą:

Chcę, żebyś mnie pytał, a nie mówił.

K. Wilber, Śmiertelni nieśmiertelni,
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2007.

Płaczę... i znajduję na nowo słowa Ewy Woydyłły:

Dzięki łzom ocalamy to, co w nas najlepsze.

E. Woydyłło, Sekrety kobiet,
Wydawnctwo Literackie, Kraków 2005.

Płaczę... i czasem nie chcę już płacić tak wysokiej ceny za bycie sobą, co dla mnie łączy się nierozerwalnie z byciem reprezentantem mniejszości społecznej.

Płakałam i dziś, by na końcu bezsilności znaleźć siłę... siłę wręcz morderczą, by stać za tym, co wybrałam w życiu: za wolnością, której potrzebuję jak powietrza, za pragnieniem spełniania marzeń, za drogą, którą chcę podążać. Płaczę, by ocalić to, co we mnie najlepsze, co potrzebuje bezdzietną pozostać. Płaczę... i muszę przyznać, że płacz się chyba całkiem dobrze Bogu udał, bo po deszczu przyjść musi słońce...

***

...I przyszło, bo Frendka na swoim profilu umieściła:

Ad for Clothing Brand Saga, Dare.

I pomyślałam... właśnie o to chodzi! O to chodzi!

piątek, lipca 23, 2010

21. Ranek

 wpis przeniesiony 27.02.2019. 

Dokładnie o 5.13 rezolutna Kudłata wyprowadziła Jabłoń na spacer.
Może chciała mieć park tylko dla siebie?
Może chciała poczuć przyjemny chłód poranka?
Może policzyła, że jeszcze jedynie cztery spacery
i Sadownik będzie w domu „wrócony” z delegacji?
No i szła Jabłoń nucąc “it’s a beautiful morning, it’s a beautiful day”,
delektując się życiem i ciesząc się na wieczorny spacer całym Stadem.

(Jak zwykle, jeśli chodzi o piosenki, najważniejszy jest tekst :), ot taka przypadłość.)

Hardage feat. Jocelyn Brown,
Beautiful Day.