Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2023. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka roku 2023. Pokaż wszystkie posty

środa, kwietnia 24, 2024

5432. Poza słowami (V)


fot. Hawwa, fragment.

/zasłyszane/
Traci się tyle osoby,
ile jej się doświadczyło.

Agnieszka Jelonek


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Ludwig van Beethoven, V Symfonia c-moll, Scherzo. Allegro,
Yo-Yo Ma (wiolonczela), Leonidas Kavakos (skrzypce),
Emanuel Ax (fortepian), Colin Matthews (aranżacja),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #98.

*

Zazwyczaj kiedy opracowuje się koncert na fortepian, łączy się części na orkiestrę i fortepian, tak by wykonanie jak naj­le­piej odwzorowywało partyturę.
     I odwrotnie. Kiedy aranżuje się utwór fortepianowy na orkie­strę, wydziela się części na inne instrumenty.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo UJ, Kraków 2020.

poniedziałek, grudnia 25, 2023

5298. 🎄

Przypomniało mi się, że przez cały rok na okoliczność tych świąt zbierałam. Pyszne niczym dwanaście, bożonarodzeniowych potraw. A jednak warto było czekać na te święta. Wyjechać (trochę na próbę) pierwszy raz od pół roku i wrócić. Warto było bardzo.

|
Za dużo

odkurzaczy
zapachów
adresów

rzeka rzeczy
przekracza
stan alarmowy
dlaczego
nikt nie krzyczy
nie kracze?

za dużo świąt

Piotr Mitzner, Przejścia. Wybór wierszy
z lat 1982–2020
, PIW, Warszawa 2021.

🎄  🎄  🎄

Andrzej Dudziński, Dudi. Superptak,
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1976.

🎄  🎄  🎄

     — Lubisz święta, tato? — spytałem ojca, kiedy wracaliśmy do sa­mo­cho­du. Dobrze, że z nim pojechałem, bo to wszystko było straszliwie ciężkie. Biedny tata.
     — Twoja mama lubi — odparł dyplomatycznie i z ulgą zatrzasnął klapę bagażnika.
     Tak myślałem. Od dawna wiedziałem, że to kobiety lubią święta Bożego Narodzenia. Myślę, że wszyscy (niewierzący oczywiście lub umiarkowanie wierzący) mężczyźni zaniechaliby obchodzenia jakichkolwiek świąt, gdyby na świecie zabrakło kobiet i dzieci. Przyrządzaliby sobie po prostu kolację (kanapki?) i zasiadali przed telewizorem, a następnego dnia spaliby do po­łu­dnia. Nie jestem tego pewien, ale podejrzewam, że większość z nich nie ubra­ła­by nawet choinki. Moja ostatnia Wigilia właśnie tak wyglądała. Zapaliliśmy z Psem świece, to znaczy on mi asystował, w salonie, wsko­czy­liś­my na kanapę i nie robiliśmy niczego sensownego. Przyrządziłem mu jedynie jakąś bardziej sutą kolację, którą zajadał z apetytem, podczas gdy ja raczyłem się winem i pierogami z kapustą, gapiłem się na ogień płonący w kominku, zadzwoniłem do rodziny złożyć życzenia, a potem, przed pół­no­cą, wyszedłem przed chałupę patrzeć, jak rozświetlony świecami korowód sunie drogą w stronę kościoła. Zerkałem też (wstyd przyznać) po północy na Psa, czy nie ma przypadkiem zamiaru czegoś mi powiedzieć, ale nie prze­mówił do mnie ludzkim głosem.

Dominika Kluźniak, Miejsce,
Helion, Gliwice 2019.

🎄  🎄  🎄

Ra­zem z me­lo­dią Last Chri­st­mas lu­dzi ogar­nia przed­świą­teczne po­de­ner­wo­wa­nie i wszy­scy war­czą na sie­bie po Li­dlach i Bie­drach, po­woli wpro­wa­dza­jąc się w na­strój, który zda­rza się, jak to mó­wią, tylko raz w roku. Przed go­dziną zero pa­nie domu na ostat­nich no­gach pichcą i pu­cują, ich „dru­gie po­łowy” w kry­zy­sie mę­sko­ści tasz­czą siaty z za­ku­pami, bez­sil­nie tłu­kąc gło­wą w ścianę windy, kiedy nikt nie wi­dzi, i za pięć dwu­na­sta bie­gną jesz­cze po leki na wą­trobę i kaca, by wresz­cie, gdy za­świeci „pierw­sza gwiazd­ka”, za­siąść do stołu i wstać od niego jak pan Je­zus z grobu do­piero na trzeci dzień. Czę­ścią tego jarzma jest obo­wią­zek ob­co­wa­nia z ro­dziną. Nie­za­leż­nie od tego, czy się lu­bimy i czy mamy o czym roz­ma­wiać, mu­simy ze sobą prze­by­wać w izo­la­cji od „ob­cych”, po­nie­waż „je­ste­śmy ro­dziną” i „są świę­ta”. […]  Za­wsze od­czu­wa­łam to jako uwię­zie­nie i choć po­dobno ist­nieją lu­dzie, któ­rzy w święta się nie mę­czą, to ja ich nie spo­tka­łam.

🌲

[…]  żadna ucieczka nie daje uwol­nie­nia, a koszty wła­sne za­wsze są wy­so­kie. Nie warto ko­pać się z ko­niem. Za­miast ucie­kać albo cier­pieć, le­piej zna­leźć wła­sną, mi­ni­malną formę świę­to­wa­nia: w gro­nie na­prawdę bli­skich, choćby to miała być jedna osoba; w obec­no­ści zwie­rząt; z pa­roma po­tra­wami; bez „mu­szę” i „trzeba”, a co tam – niechby i w pi­ża­mie!
     […]  Bo w świę­tach cho­dzi chyba wła­śnie o to, żeby zro­bić miej­sce na chwilę ci­szy w sa­mym sercu tej naj­głęb­szej nocy, jaka okrywa Zie­mię w cza­sie zi­mo­wego prze­si­le­nia. Żeby po­czuć w so­bie ten naj­czar­niej­szy, zwrotny punkt, od któ­rego za­cznie przy­by­wać świa­tła.

🌲

Święta, święta i po świę­tach, chcia­łoby się za­wo­łać i za­mknąć te­mat, ale z pol­skich świąt nie tak ła­two się wy­plą­tać. Trzeba przejść wszystko: Boże Na­ro­dze­nie, mię­dzy­świę­cie, syl­we­stra i Nowy Rok, aż do Trzech Króli. Zaczyna się zresztą co­raz wcze­śniej: mi­ko­łaje z cze­ko­lady po­ja­wiają się w skle­pach we wrze­śniu, a nie po świę­cie zmar­łych jak drze­wiej by­wało.

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

🎄  🎄  🎄

Święta to taki test na Oby­wa­tela, na Czło­wieka. Jeśli te kolory, hałasy, pla­stik, całe to gówno napeł­niają cię rado­ścią, nostal­gią za daw­nymi cza­sami, miło­ścią do bli­skich, zdrową i bez­wa­run­kową, to zna­czy, że jesteś nor­malną jed­nostką, że masz prawo do życia i funk­cjo­no­wa­nia, witamy cię w eki­pie. Jeżeli zaś święta napeł­niają cię smut­kiem i gnie­wem, to zna­czy, że albo sta­ło ci się coś strasz­nego (ale lepiej zacho­waj to dla sie­bie i nie psuj innym hu­mo­ru), albo po pro­stu jesteś odpa­dem ato­mo­wym i wyno­cha z Pol­ski, i tyle, cześć, lulajże, Jezu­niu.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.

5297. 359/365

było naprawdę miło i serdecznie, było również rodzinnie, czyli bardzo sma­cznie i płytko. pozostałam — założę się, że tak jak pozostali uczestnicy — sama ze swoimi tęsknotami*. na minu­sie wpadłam do ula, by regenerować ciało i duszę.

359/365

______________
  * 

Wiele było miejsc do uzgodnienia, bez sumiennego wsłu­chania się w siebie nawzajem mogło się to okazać trudne.

*

[…]  dopóki nie stanie się pośrodku orkiestry i nie zagra z nią, nie sposób zrozumieć, dlaczego to jest takie trudne. […]  Tu instrumenty są tuż obok. Na dodatek odległość mię­dzy nimi jest różna. Słuchanie utworów niejako od środka ich brzmienia sprawia, że wydają się różne od tego, co znane. Inne jest wyczucie czasu, kiedy należy się włączyć do gry, jak gdyby czas był zupełnie inaczej doświadczany.

*

Nuty wszystkich zebrały się w jednym punkcie kosmosu i rozpłynęły w powietrzu, zostawiając po sobie impo­nu­jący pogłos.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

poniedziałek, grudnia 18, 2023

5293. Z oazy (CCXV)

Nie­dzielne odliczanie literek obsunięte bezdźwięcznie w poniedziałek. To jedyna książka, którą czytałam w minionym ty­god­niu. Podobno można ją przeczytać w nie­speł­na osiem godzin, ale żeby ją po­czuć, dać się przemienić temu, co niesie ze sobą, i wysłuchać zaledwie części utworów muzy­cznych tak, by poczuć je w brzuchu, po­trzebny jest minimum tydzień. I jeszcze dodatkowa dłuższa chwila, by opadły fusy wrażeń.

To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Jest w niej wyłącz­nie gęste dla uszu i duszy.

Muzyka. Możliwe, że muzyka pojawiła się na świecie razem z ludzkością, by przemienić człowieka w duchowy byt […].

🖇

[…]  czuła, że ktoś stoi za jej plecami i uporczywie się w nią wpatruje, a wła­ściwie czuwa nad nią. Czuła ciepło, pewien lęk i tajemniczość. […]  Wytęsk­nio­na i ciepła obecność kogoś, kto był jej kiedyś bliski, ale kto udał się gdzieś daleko i przybrał inną postać.

🖇

Macie w sobie potężną muzykę, potężną i jasną,
któ­rej nie sposób wcisnąć w żaden ciasny zakamarek.

🖇

     – […]  Cóż, gitara – zwłaszcza rockowa czy jazzowa – jest chyba jednak męskim instrumentem.
     – Tak myślisz?
     – Tak. Powiem wprost, kiedy zaczęłam grać na gitarze, po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest męskie poczucie satysfakcji.
     Masaru zaśmiał się wesoło.

🖇

[…]  „Poczuj wszechświat w sposób swobodny”. Tylko jak to zrobić, jak po­czuć wszechświat, skoro żyjemy zazwyczaj na dnie powietrza i nie my­śli­my o stratosferze? Aya próbowała różnych interpretacji utworu i na­dal nie wie­dzia­ła, którą zagra.

🖇

[…]  tę pewność, którą odczuwała gdzieś głęboko w sobie, cechował spokój.

🖇

     – Tak, lubię.
     […] 
     – Jak bardzo?
     – Tak bardzo, że nie potrafię tego wyrazić.
     – Naprawdę?
     […] 
     – Jak bardzo? – Tym razem to Aya zapytała.
     – No tak… – Kazama Jin spojrzał w przestrzeń. […] 
     – W takim miejscu? – Aya rozejrzała się wokół. […] 
     – Tak, w takim.
     – Nawet gdyby nikt nie słuchał?

🖇

Wszystko przemija, znika w milczeniu.

🖇

Na myśl o tym, ile tysięcy godzin, ba, ile dziesiątków tysięcy uczestnik na scenie poświęcił na lekcje, żeby znaleźć się tam, gdzie był, ogarnęło Akashiego głębokie wzruszenie.

🖇

Taki dzień nadchodzi. Chwila, kiedy uznaje się, że zna się utwór w całości. Melodia rozchodzi się po całym ciele, wypełnia je, skleja się z nim szczelnie. Kiedy osiągnie się ten etap, wystarczy dotknąć ciała w dowolnym miejscu, a ma się wrażenie, że melodia zaraz wypłynie. To moment nie­wy­o­bra­żal­ne­go szczęścia, kiedy człowiek może poczuć, że teraz już jest częścią utworu.

🖇

[…]  kiedy do uszu dobiega wspaniałe wy­ko­na­nie jakiegoś utworu, ma się wrażenie, że słyszy się go po raz pierwszy w życiu.

🖇

[…]  im ktoś jest lepszy, tym bardziej w jego wykonaniu uwidacznia się jego istota, jego korzenie. Muzyka wypływa z ciała grających i ma pe­wien zwią­zek z miejscem, w którym się wychowali, i ciałem, które otrzymali.

🖇

Nie wyjaśniać – pozwalać innym poczuć.

🖇

Chłopiec zamknął oczy. Kiedy wytężył słuch, świat nawet w takiej chwili pełen był brzmień.
     – Panie profesorze… – zaczął. Z góry spływało światło, a chmury wiły się leniwie. Na horyzoncie drżało i migotało jakieś pomarańczowe skupisko w kształcie trójkąta. Co to takiego? To coś intensywnego, czego pełno na świecie? Chłopiec otworzył oczy i wolno rozejrzał się dookoła. Ten znak życia, jego przeczucie. Czy tego właśnie ludzie nie zaczęli nazywać muzyką? Może to właśnie prawdziwa postać tego, co nosi takie miano.

🖇

Zdarza się, że nie sposób wykonać ani kroku naprzód. Stale wracają chwile rozpaczy, że osiągnęło się już granice własnych możliwości.
     Pewnego dnia udaje się jednak nagle wejść na kolejny stopień. Okazuje się, że niespodziewanie, nie wiedzieć czemu, wychodzi coś, co do­tąd się nie udawało. Towarzyszy temu zdumienie i poruszenie, któ­re­go nie sposób z ni­czym innym porównać. Jak gdyby nagle wyszło się z ciem­ne­go lasu na miej­sce, skąd rozciąga się piękny widok. I to prze­świad­cze­nie, że przecież to właśnie tak jest. Dosłownie otwierają się przed człowiekiem no­we ho­ry­zon­ty. Ta chwila, kiedy patrzy się na drogę z góry, nie ro­zu­mie­jąc, jak to mo­żli­we, że do tej pory cokolwiek mogło być niejasne.

🖇

     – Znalazłem muszle spiralne. Zobaczcie, ciąg Fibonacciego. – Z uśmie­chem zaprezentował trzymane w ręku muszelki.
     – Ha ha ha! Ciąg Fibonacciego! […]
     – Muzyka to jednak porządek kosmiczny. Ma coś wspólnego z ma­tematyką.

🖇

Kosmos. Cichy i niewidoczny, a jednak można wyczuć jego po­ru­sze­nia. Poruszenie chwilę przed zerwaniem się wiatru, barwy drzew, któ­re zaraz opromieni słońce. […]  W każdym niepozornym elemencie życia tętnią zrządzenia kosmosu.

🖇

Przed oczami rozpościerał mu się niebieskoszary horyzont. Z chwilą, gdy utkwił wzrok w morzu, obraz ze snu rozpłynął się. Masaru czuł jednak, że coś, co mogło być jego rdzeniem, pozostało w nim gdzieś głęboko.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

W świecie muzyki od zawsze istniała kategoria cu­dow­nych dzieci. To prawda, że od najmłodszych lat widziały one to, co było dla zwykłych ludzi zakryte, i nagle zy­ska­ły dostęp do tajemnic muzyki. Dzieci te nie za­u­wa­ża­ły jednak tego, co dostrzegali zwyczajni ludzie. Wpa­try­wa­ły się z zachwytem w ubóstwianą muzykę, ale nie znały radości wspinania się ku jej jasno połyskującemu szczy­to­wi od samych podstaw, od zera, tej radości zbli­ża­nia się do niej krok po kroku, na przekór trudom i przeciw­nościom.

🖇

Wszystko krok po kroku. Jego dotychczasowe życie nie było pomyłką.

🖇

Każdy był tego pewien. Czuli, że głos w nich teraz do­no­śnie woła „Tak!” dla życia, które odtąd będą wiedli.

🖇

Szedł w pojedynkę ku odległemu horyzontowi. Po bezdrożach, którymi nikt dotąd nie szedł.

(tamże)

sobota, grudnia 16, 2023

5289. 350/365

19:59, ostatnie sześćdziesiąt sekund pierwszego roku. nim ta chwila, był błękit nieba i promienie słońca maszerujące po ścianie przez cały poranek, czyli jesteś!

przepiękny koncert, zagrany i niezagrany w książce, tu Mistrz i Mistrz, nim ru­szy­my dalej, nawet jeśli nie mamy pojęcia jak.

350/365

Dokąd idziesz? Dokąd chcesz się udać?

🪶

Zamknęła oczy. Ach, naprawdę świat pełen jest muzyki. Dźwięk zamykanych i otwieranych drzwi, uderzania wiatru w szyby sali koncertowej, ludzkie kroki, rozmowy. Każde słowo niosło ze sobą muzyczny motyw uczucia i napełniało świat […].

🪶

Łzy toczyły jej się bez ustanku po policzkach.
„Dziękuję” – wyszeptała w głębi serca […].

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶

Fryderyk Chopin, I Koncert fortepianowy e-moll op. 11,
Los Angeles Philharmonic, Arthur Rubinstein (fortepian),
Alfred Wallenstein (dyrygent).

piątek, grudnia 15, 2023

5288. 349/365

dziś jest szósty z sied­miu ostatnich dni. kochałeś Chopina. od wie­lu lat próbuję do niego dojrzeć, by dzie­lić z Tobą zachwyt je­go mu­zy­ką.

349/365

Cztery ballady skomponowane przez Chopina zdają się sy­tuować pomiędzy dawnym i współczesnym rozumieniem gatunku.
     Kiedyś pieśni służyły pewnie wspo­mnie­niom. Tak zwane poematy epickie nie­wąt­pli­wie przekazywane były z ust do ust za­miast zapisków historycznych. Wkrótce nastąpiła zmiana i pytanie: „Co się wtedy wydarzyło?” zastąpiono pytaniem: „Jak się wtedy czułem?”. Chodziło o uniwersalne uczucia, uni­wer­sal­ne wzruszenia, których człowiek doświadcza w swoim krótkim życiu. Można odnieść wrażenie, że Ballada Chopina zawiera emocje z okresu dzie­ciń­stwa, ów smutek zapisany w ge­nach […]  smu­tek, który każdy nosi w sobie od chwili, kiedy urodził się na tym świecie, uczucie, od którego nikt nie ucieknie.
     […] 
     Smutek ukryty na dnie pulsującej rzeki czasu, smutek, któ­re­go w codziennej go­nit­wie nie ma kiedy odczuwać, któ­re­go się nie zauważa…

🪶

[…]  muzyka poprzez coś przemijającego pozwala na kontakt z nieskończonością.

🪶

     – W muzyce, zupełnie jak w ikebanie, można tylko od­two­rzyć chwilę. Nie da się jej zachować na zawsze. Jest nie­zmien­nie tylko chwilą, która natychmiast znika. A jednak ta chwila jest wiecznością. I kiedy się ją odtwarza, można żyć wieczną chwilą.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶

Fryderyk Chopin, Ballada g-moll, op. 23,
Janusz Olejniczak (fortepian).

czwartek, grudnia 14, 2023

5287. 348/365

dziś jest piąty z sied­miu ostatnich dni. rozmawialiśmy o tej pianistce nie raz. o reszcie dziś zadecydowała książka, umiesz­cza­jąc na mojej drodze utwór i pytanie: czy było coś Bartóka, co lubiłeś?

348/365

[…]  czuła, że w jej wnętrzu coś wiruje szybko w poszukiwaniu odpowiedzi.

🪶

Bartók za życia wielokrotnie powtarzał, że fortepian jest rów­nocześnie instrumentem melodycznym i perkusyjnym. Za­zwy­czaj niewielu ma świadomość jego per­ku­syj­no­ści. Oczy­wi­ście jeśli zajrzy się do jego wnę­trza, oczom ukażą się mło­tecz­ki wy­do­by­wa­ją­ce uderzeniami dźwięki z nie­zrów­na­ną precyzją i wtedy per­ku­syj­ność for­te­pia­nu nie ulega już żadnej wąt­pli­wo­ści. Łatwo o tym jednak za­pom­nieć, kiedy patrzy się jedynie na klawiaturę. Ten utwór, który jako pierw­szy po­ka­zał, że Bartók trakto­wał fortepian jako in­stru­ment per­ku­syj­ny, doskonale uświadamia słuchaczom, że w grze cho­dzi o ude­rzenia. […]  czuł radość podobną temu, co czuje się, ude­rza­jąc w bę­ben. Drżenie dźwięków w całym ciele, dające przy­jemne rytmiczne uczucie – ta fundamentalna radość, któ­ra zabarwia ludzkie ciało. Bębny są in­stru­men­tami, które występowały od sta­ro­ży­tno­ści w każ­dym miejscu, w każdej spo­łecz­no­ści. Masaru zauważył, że w tym znaczeniu fortepian jest przedłużeniem bębnów. […]
     Dźwięki Bartóka są jak niewygładzone, grube drewniane bale. Nie są lakierowane ani wykończone, ale prezentują na­tu­ral­ne piękno drewna. […]  Drżenia docierają na dno żo­łąd­ka, wewnątrz lasu. Uderzenia serca, rytm bębnów. Rytm życia, uczuć, przyjaźni. Uderzać, uderzać… Uderzać mło­tecz­kami palców w drewno. W trakcie uderzania wpada się w trans.

🪶

[…]  nadal gdzieś pozostanie jego zapach, dotyk, kwintesencja.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶

Béla Bartók, Sonata fortepianowa, sz. 80,
Martha Argerich* (fortepian).

___________
  *  wspaniały film o Niej (reż. Stéphanie Argerich, Martha Argerich's intimate por­trait: Bloody Daughter) zna­lazł mnie wczoraj, przez przypadek? wiedziałeś, Biały Kruku, że mówiła sześcioma językami?

środa, grudnia 13, 2023

5286. 347/365

dziś jest czwarty z sied­miu ostatnich dni. w tej książce na każ­dej stronie między wier­szami jest mrowie ósemek, wszelkiej maści pauz i szes­na­stek — jak wybrać kom­po­zy­tora, na jaki utwór i czyje wykonanie zdecydować się, skąd mam to wiedzieć?

a jednak mnie prowadzisz — uśmiechnęłam się, wybierając na dziś do całodziennego ło­mo­le­nia utwór, znany mi tak dobrze z do­mu, który tworzyłeś, dziękuję.

347/365

Mechanizm ludzkiej pamięci jest nie­ogar­nio­ny. Nie­zwy­kłe, co się z czym wią­że i ja­kim sposobem daleka przeszłość wy­do­by­wa­na jest na światło dzienne.

🪶

     – Zostań taki, jak jesteś. Jesteś kimś niesłychanie war­to­ścio­wym. Nie przejmuj się, cokolwiek ludzie będą mó­wić na twój temat. Graj tak, jak lubisz.

🪶

To miejsce, gdzie potrafi się tak doskonale skupić, ta chwila, kiedy zaczyna grać […]. Czas, w którym intymność łączyła się ze wzniosłością.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶

Johannes Brahms, Wariacje na temat Paganiniego op. 35, Julius Katchen (fortepian).

wtorek, grudnia 12, 2023

5284. 346/365

dziś jest trzeci z sied­miu ostatnich dni. pa­miętam — ogromnie poruszeni opo­wie­ścią — rozmawialiśmy o książ­ce, którą Ci nie­śmia­le podsunęłam. gdy czytam tę, brakuje mi Ciebie w szcze­gól­ny sposób: nie wska­żesz mi rewelacyjnego wykonania te­go czy tamtego utworu; w tym życiu pozo­sta­nę już na zawsze dzie­ckiem we mgle.

346/365

[…]  nikt i nic nie dorówna radości, jaką odczuwał z tego, iż może grać.

🪶

Dalej rozbrzmiała pierwsza część 21[.] sonaty Beethovena (Wald­stein-Sonate). Doskonały wybór. Dynamika tego utwo­ru odpowiadała szybkości i sile uczestniczki. Instrument jed­nak zdumiewał. Teraz przypominał wielki mercedes szcze­gól­ne­go rodzaju, prowadzony wprawną ręką – z siłą i prze­ko­na­niem. Chociaż uczestniczka rozwijała ogromną prędkość, nie trzęsła samochodem, ale dawała poczucie bezpieczeństwa. Niezwykłe. W zależności od tego, kto gra, fortepian może też stawać się rodzinną furgonetką czy kabrioletem, który spra­wia myl­ne wrażenie, że trudno nim manewrować.


[dostęp: 12.12.2023], źródło.

🪶

[…]  muzyka istnieje, bo istnieje też zwyczajne życie. […]  Skąd się zatem tutaj wziął? Co oznacza, że jest właśnie tutaj?

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

Ludwig van Beethoven, Sonata fortepianowa nr 21 C-dur,
Alfred Brendel (fortepian).

poniedziałek, grudnia 11, 2023

5283. 345/365

dziś jest drugi z siedmiu ostatnich dni. pamiętam Twoje dłonie wystukujące rytm w każdej wolnej chwili. pamiętam, że uwiel­bia­łeś Mistrza, grającego utwory drugiego Mistrza, więc nimi łomolę sobie dziś, po wyjęciu konkretnych nut z czytanych, z my­ślą o Tobie, literek.

345/365

Dudnienie deszczu znacząco się wzmogło i Eiden Aya bez­wied­nie podniosła głowę znad książki. Za oknem panował mrok, choć było południe, a gwałtowna ulewa odzierała z barw znajdujący się na tyłach domu zagajnik. Było je sły­chać, oczywiście. Deszczowe konie. Ten rytm, który od dzie­cka tyle razy słyszała. Kiedy mówiła dawniej: „O, biegną de­szczowe konie”, wprawiała tym dorosłych w konsternację.

🪶

Był z natury optymistą, […]  ale zachował w pamięci chłodną szarość doświadczenia, że był odmieńcem.

🪶

Począwszy od długości palców, wielkości dłoni, gibkości ra­mion i nadgarstków, przez długość i głębokość oddechu, sprę­ży­stość mięśni, aż po wytrzymałość uważnie wy­ćwi­czo­nych mięśni głębokich, wszystko to przekładało się na piękne pia­ni­ssi­mo i fortissimo, wskazywało na głębokie zrozumienie i po­ko­rę wobec utworu, pozwalało na swobodę jego wykonania.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

J. S. Bach, Das Wohltemperierte Klavier t. 1, m.in.:
nr 1, C-dur; nr 2, c-moll; nr 5, D-dur; nr 6, d-moll,
Glenn Gould (fortepian).

niedziela, grudnia 10, 2023

5280. 344/365

dziś jest pierwszy z siedmiu ostatnich dni. wypełnię je muzyką wyjętą z literek — po­sta­nowiłam — bo w moim życiu jesteś darem, Biały Kruku. niech rozbrzmiewa piękno, nim domknie się pierw­szy rok, którego nie sposób pojąć.

344/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

Jasne, mocne brzmienia wprawiały świat w drżenie. Niczym fale lub wibracje rozchodziły się w każdą stronę. Zasłuchany w te drżenia miał wrażenie, że otulają go całego. Czuł, jak je­go serce ogarnia spokój.
     Gdyby mógł raz jeszcze zobaczyć tę scenę, powiedziałby pew­nie tak: to niezliczone roje pszczół błogosławią świat swo­i­mi brzmieniami. I jeszcze powiedziałby: świat od zawsze przepełnia nieograniczona muzyka.

🪶

Świat jest wypełniony muzyką po brzegi.

🪶

     – To naprawdę inny świat… – Simon uśmiechnął się gorzko.
     „To od Państwa, od nas wszystkich zależy, czy uznamy go za dar czy za nieszczęście”.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

W. A. Mozart, Sonata fortepianowa nr 12, F-dur,
Grigory Sokolov (fortepian).

niedziela, listopada 05, 2023

5248. [Uparta] Kromeczka (XXI)

Nim nadciągnie zima. Nim jedyne, o co będzie mi chodzić w życiu, to by dotrwać do wiosny. Pasę wzrok upartą, która ma niesamowity widok na świat.

Kromeczki to kromeczki, uparte to uparte, ale uparta kromeczka tra­fi­ła mi się po raz pierwszy!


fot. Saxifraga, fragment.

Czekanie jest trudne, ale odnawia naszą siłę. […]  Kiedy poddajemy się nakazowi czekania, pozwalamy, by zmiany pojawiały się w nas bez nie­cierpliwości czy walki.

*

Gdy zaczynamy upraszczać i pozbywać się bałaganu, czy składa się on z pragnień, czy z przedmiotów i krzątaniny, która wypełnia całą prze­strzeń – odzyskujemy zmysłowość.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

środa, listopada 01, 2023

5244. —

Te filiżanki. Niby puste, pełne są znaczeń i wspo­mnień. Wiele lat temu Biały Kruk wygrał je w radiowym kon­kur­sie. Dwa lata z du­żym hakiem temu wystawił je na licytację, jed­ną z wielu, z któ­rych dochód przekazany był na moją reha­bi­li­ta­cję. Wygra­ła je, bo miała swoje ważkie po­wo­dy, dla których bardzo chcia­ła te fi­li­żanki mieć.

Dziś rano zapaliła światełko, zrobiła cyk, przysłała mi zdjęcie i spła­ka­ła mnie wdzięcznością.

Kilka, Tobie i mi bardzo życzliwych, Osób myślało dziś o Tobie, Biały Kruku. To może Scott? Scott!


Gepardzica.

Scott Joplin, Bethena,
Alessandro Simonetto (fortepian).
White Raven’s Liked List

Kochać to […]  pozwolić, by dotknął nas smutek, nawet taki, który nie ma końca. Sposób, w jaki przeżywamy żałobę, za­le­ży od tego, czy znamy miłość.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

sobota, października 14, 2023

5221. Czekariat (LVII)  //  Owoców moc

Ile wiary w życie ma każdy orzech czy kasztan? Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Jest od kogo się uczyć. Kiedyś, by to zrobić, wystarczyło włożyć rękę do kieszeni jesiennej kurtki.


fot. Hawwa, fragmenty.

Praktyka miłości nie daje bezpieczeństwa. Ry­zy­ku­je­my, że doświadczymy straty, krzywdy, bólu. Wy­sta­wia­my się na działanie sił znajdujących się poza na­szą kontrolą.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.


fot. Kaan, fragment.

wtorek, września 26, 2023

5208. 268–269/365

każdego dnia jestem da­lej od tej, której ma­rze­nia tak dobrze zna­łam. długo szłam, by z odpowiedniej odległości zobaczyć wy­raź­nie, że pozostaną niespełnione, a gdy ona do­strze­ga to, co ja już wiem, łamiącym się gło­sem pyta:
     — co teraz będzie?
odpowiadam spokojnie:
     — zobaczymy.

268–269/365

Wszyscy zetkniemy się kiedyś z bólem, nieoczekiwaną chorobą, stratą. Cier­pie­nie przyjdzie niezależnie od tego, czy je wybierzemy, czy nie, nikt z nas od niego nie ucieknie. Jego obecność w na­szym ży­ciu nie jest prze­ja­wem dys­funkcji.

*

Hojne serce jest zawsze otwarte, zawsze gotowe na przyjęcie tego, co się wydarzy.

*

Tymczasem prawdziwa miłość rozkwita na trudnościach. Jej podstawą jest założenie, że chcemy się rozwijać i wzrastać, że chcemy stać się w pełni sobą. Nie ma takiej zmiany, która nie niosłaby z sobą poczucia wyzwania i straty.

*

W najgłębszym sensie smutek to pożar serca, intensywny ogień, który daje nam pocieszenie i ulgę.

*

Wbrew temu, co nam być może wpojono, zbędne i niechciane cierpienie rani, lecz nie musi zostawiać blizn na całe życie. Naznacza nas, to prawda. Ale to od nas zależy, czym ten ślad po cierpieniu się stanie.

*

Umysł i serce nigdy nie tracą swojej uzdrawiającej siły, bo potrafimy odnawiać naszego ducha bez końca, odzyskiwać duszę.

*

Gdy akceptujemy śmierć z miłością, przyjmujemy realność tego, co nie­ocze­kiwane i nad czym nie mamy kontroli. Miłość daje nam siłę, by odpuścić. Nie musimy wciąż niepokoić się i martwić o to, czy zrealizujemy swoje pla­ny i osiągniemy swoje cele. Śmierć jest zawsze obecna, by przypominać nam, że nasze plany są ulotne. Ucząc się kochać, uczymy się akceptować zmia­nę. Bez zmiany nie moglibyśmy się rozwijać.

*

Przestrzeń braku to także przestrzeń możliwości.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.

5206. Z oazy (CLXXXVIII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, cztery. Poślizgnięte na arcytrudnym zadaniu wyboru cytatów i zapalonym w poniedziałek oku, które zmusiło moje życie do odłożenia wszystkiego na bok.

Trudno mi zaakceptować fakt, że Gloria Jean Watkin nie napisze już żadnej książki, ale nie napisze po tej stronie tęczy. Będzie mi brakowało Jej przytomnej uważności. Jeśli mielibyście przeczytać jedną książkę w tym roku, pozwolić jej dotknąć naj­bar­dziej miękkich części duszy, niech to będzie TA książka. Nie pożałujecie. Dorzucam ją do najważniejszych dla mnie książek w roku 2023.

w pieśni nad pieśniami jest taki fragment: „znalazłam tego, któ­re­go kocha moja dusza. uchwyciłam go i nie puszczę”. z myślą o tym, by chwytać i trzymać, przeżywać na nowo ten moment za­chwy­tu i zrozumienia, gdy możemy zobaczyć siebie nawzajem ta­ki­mi, jacy naprawdę jesteśmy […].
  //  dedykacja

*

Kiedy byłam mała, zrozumiałam jasno, że nie warto żyć, jeśli się nie zna miłości. Niestety nie mogę powiedzieć, że uświadomiłam to sobie dzięki miłości, którą mnie darzono. To jej brak uzmysłowił mi, jak wiele ona znaczy.

*

Kiedy kochamy, możemy pozwolić,
by przemówiły nasze serca.

*

Nie możemy cofnąć się w czasie. Teraz to wiem. Mo­że­my iść naprzód. Mo­że­my znaleźć miłość, której pragną nasze serca, ale tylko wtedy, gdy prze­sta­nie­my opłakiwać tę utraconą, kiedy byliśmy mali i nie potrafiliśmy nazwać swoich pragnień.

*

Milczenie chroni przed niepewnością.

*

Przywilej władzy stanowi sedno patriarchalnego myślenia. Wychowani w tym myśleniu chłopcy, dziewczynki, mężczyźni i kobiety prawie zawsze wierzą, że miłość nie jest ważna, a jeśli nawet, to nigdy tak jak siła, do­mi­na­cja, kontrola, bycie górą, stawianie na swoim.

*

Zewsząd słyszymy, że miłość jest ważna, lecz wciąż widzimy jej nie­po­wo­dze­nia. W polityce, w kościołach, w naszych rodzinach i związkach miłość najwyraźniej rzadko stanowi podstawę decyzji, wpływa na to, jak ro­zu­mie­my wspólnotę, czy trzyma nas razem.

*

Mimo przytłaczających dowodów na to, że jest odwrotnie, wciąż sądzimy, że to rodzina stanowi pierwszą szkołę miłości. Od tych, którzy nie nauczyli się kochać w rodzinie, oczekuje się, że doświadczą miłości w związkach. Ta jednak często nas omija. Życie schodzi nam na naprawianiu szkód wy­rzą­dzo­nych przez okrucieństwo, zaniedbanie i wszystkie inne przejawy braku miłości, jakich doświadczaliśmy w domach rodzinnych i w związkach, w któ­rych po prostu nie wiedzieliśmy, co robić.

*

Wyobraźcie sobie, o ile łatwiej byłoby się nauczyć kochać, gdybyśmy zaczęli od wspólnej definicji. Miłość najczęściej uznaje się za uczucie, a jednak wszyscy co wnikliwsi teoretycy zgadzają się, że kochalibyśmy lepiej, gdy­byś­my myśleli o niej jako o działaniu.

*

[Morgan Scott Peck]  określa miłość jako „wolę rozszerzenia własnego »ja« w celu pielęgnowania własnego lub cudzego rozwoju duchowego”. I dodaje: „Miłość poznajemy po jej owocach. Miłość jest aktem woli – czyli zarówno intencją, jak i działaniem. Wola implikuje również wybór. Nie musimy kochać. Postanawiamy, że będziemy kochali.

*

Ale czułość to tylko jeden ze składników miłości. Żeby naprawdę kochać, musimy nauczyć się łączyć różne składniki – czułość, troskę, zro­zu­mie­nie, szacunek, przywiązanie i zaufanie, a także szcze­rość i otwartość. To, że za młodu przyswajamy sobie nietrafne definicje mi­ło­ści, sprawia, że trudno nam kochać, gdy dorośniemy. Idziemy właściwą ścieżką, ale w złym kierunku. Większość ludzi uczy się myśleć o miłości tylko jako o uczuciu.

*

Kiedy zdefiniujemy miłość jako wolę pielęgnowania własnego i cudzego ro­zwo­ju duchowego, nie będziemy mogli uznać, że kochamy, jeśli krzyw­dzi­my. Miłość i krzywda nie mogą współistnieć.

*

Gdy zaczynamy myśleć o miłości zawsze raczej jako o działaniu niż o uczu­ciu i używamy słowa „miłość” w ten sposób, automatycznie bierzemy na sie­bie odpowiedzialność.

*

Gdy w dzieciństwie bito nas za karę i mówiono: „To dla twojego dobra” albo: „Robię to, bo cię kocham”, moje rodzeństwo i ja byliśmy zdezo­rien­to­wa­ni. Czy bolesna kara jest gestem miłości? Udawaliśmy, jak to dzieci, że przyjmujemy tę logikę, ale w głębi serca wiedzieliśmy, że to nie tak. Wie­dzie­liś­my, że to kłamstwo. Tak samo jak to, co dorośli mówili później: „Mnie to boli bardziej niż ciebie”. Nic nie wywołuje w umysłach i sercach dzieci większej dezorientacji co do miłości niż brutalna lub okrutna kara wy­mie­rza­na przez ludzi, których nauczono je kochać i szanować. Takie dzieci wcze­śnie uczą się pytać, czym jest miłość, i pragnąć jej, nawet jeśli wątpią w jej istnienie.
     Z drugiej strony masa dzieci nigdy nie doświadcza kar i wzrasta w prze­ko­na­niu, że miłość jest dobrym uczuciem i polega wyłącznie na za­spo­ka­ja­niu potrzeb i pragnień. Nie jest dla nich czymś, co miałyby dawać, ale czymś, co dostają. Rozpieszczanie dzieci w ten sposób, czy to materialnie, czy przez pozwalanie na wszystko, jest rodzajem zaniedbania. Takie dzieci, choć nie doznają żadnej krzywdy ani nie są pozbawione opieki, zwykle ma­ją o miłości tak samo mgliste pojęcie jak te zaniedbywane i do­świad­cza­ją­ce emocjonalnego odrzucenia.

*

Choć wielu ludzi dorasta w domach, w których są darzeni pewną troską, miłość jest tam nietrwała lub nie ma jej wcale. Dorośli wszystkich klas, ras i płci oskarżają rodzinę.

*

Nie rodzimy się z wiedzą, jak kochać – czy to siebie, czy innych. Rodzimy się jednak zdolni reagować na troskę. W miarę jak rośniemy, możemy dawać i otrzymywać uwagę, czułość i radość. To, czy nauczymy się kochać siebie i innych, będzie zależało od tego, czy trafimy na kochające otoczenie.

*

Niezależnie od tego, jak uparcie odwracamy od niej umysły i serca czy jak uparcie odmawiamy wiary w jej magię – prawdziwa miłość istnieje. Wszyscy jej pragną, nawet ci, którzy twierdzą, że porzucili nadzieję. Ale nie wszyscy są przygotowani. Prawdziwa miłość pojawia się dopiero wtedy, gdy nasze serca są na to gotowe. […]  Zranione serca odwracają się od niej, ponieważ nie chcą wykonywać pracy zdrowienia koniecznej, by ją pod­trzy­my­wać i wspierać. […]  Żeby poznać i utrzymać prawdziwą miłość, musimy być gotowi zrezygnować z pragnienia władzy.

*

Wziąć za siebie odpowiedzialność to codziennie prze­kształ­cać swoje życie tak, by poradzić sobie z tym, czego nie da się łatwo zmienić.

*

By poznać miłość, musimy być szczerzy wobec siebie i innych. […]  Kiedy znamy myśli, przekonania i uczucia drugiej osoby, trudniej nam pro­jek­to­wać na nią nasze wyobrażenia o niej. […]  Żeby kochać, musimy otwarcie siebie nawzajem słuchać i przede wszystkim – docenić prawdomówność. Kłamstwo może sprawić, że poczujemy się lepiej, ale nie pomoże nam po­znać miłości.

*

Właściwie każda dorosła osoba, która w dzieciństwie doświadczyła nie­po­trzebnego cierpienia, może opowiedzieć o kimś, kto swoją dobrocią, czu­ło­ścią i troską przywrócił jej nadzieję.

*

W miarę jak wzmaga się żądza posiadania, rośnie poczucie duchowej pust­ki, którą próbujemy zapełnić poprzez konsumpcję. Może i brakuje nam mi­łości, ale zawsze możemy pójść na zakupy.
     Nasz głód bierze się z przejmującej świadomości emocjonalnego nie­do­bo­ru. To wypływająca z głębi duszy odpowiedź na brak miłości. Chodzenie do kościoła czy świątyni tego głodu nie zaspokaja, ponieważ zinsty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ne religie dostosowały się do wymogów rzeczywistości świeckiej, inter­pre­tu­jąc duchowość w taki sposób, by wspierać kulturę skupioną na ma­te­rial­nej produkcji. […]  Zamiast wzywać do miłości i budowania wspólnoty, w gruncie rzeczy działa na rzecz alienacji i oddalenia.
     Ignoruje się współzależność jako zasadę życia, aby wynieść na ołtarze osobność i indywidualny zysk. […]  Fundamentaliści – czy to chrześcijanie, czy muzułmanie, czy inni – kształtują i interpretują myśl religijną tak, by podporządkowała się konserwatywnemu status quo i go legitymizowała. Fundamentalistyczni myśliciele posługują się religią, by wspierać impe­ria­lizm, militaryzm, seksizm, rasizm i homofobię, i zaprzeczają jednoczącej nowinie miłości, która stanowi serce każdej wielkiej tradycji duchowej.

*

[…]  zinstytucjonalizowana religia psuje i łamie własne zasady dotyczące funkcjonowania ludzi w świecie i ich odnoszenia się do siebie nawzajem. Wyobraźcie sobie, jak inne byłoby nasze życie, gdyby wszyscy, którzy uwa­ża­ją się za chrześcijan czy ludzi religijnych, dawali pozostałym przykład, praktykując miłość.

*

Po części to właśnie indywidualizm doprowadził do powstania niezdrowej kultury narcyzmu, tak wszechobecnej w naszym społeczeństwie.

*

Ze zdumieniem słucham, jak osoby, które swój majątek odziedziczyły, prze­strze­gają przed dzieleniem się zasobami, argumentując, że potrzebujący po­winni sami na nie zapracować, bo inaczej nie nauczą się cenić wartości pie­nią­dza. O odziedziczonym bogactwie lub innych istotnych dobrach ma­te­rial­nych rzadko mówi się w mediach, bo ludzie, którzy takie zasoby po­sia­da­ją, nie chcą przyznać, że korzystnie jest mieć pieniądze niebędące na­gro­dą za ciężką pracę. […]  Jednym z ironicznych aspektów kultury chci­wo­ści jest to, że właśnie ludzie czerpiący największe korzyści z do­cho­dów, na któ­re nie pracowali, najgorliwiej obstają przy tym, że przed­sta­wi­cie­le niż­szych klas mogą docenić tylko to, co uzyskają dzięki własnej ciężkiej pra­cy. Rzecz jasna bogaci po prostu tworzą w ten sposób system prze­ko­nań, który chro­ni ich interesy klasowe i umniejsza ich odpo­wie­dzial­ność wobec nie­u­przy­wi­lejowanych.

*

Obawa przed radykalnymi zmianami sprawia, że wielu ludzi zdradza własne umysły i serca.

*

Uzależnieni pragną ulgi – nie myślą o miłości.
     […]  nałogi i relacje się wykluczają. Uzależnienie uniemożliwia miłość. […]  Uzależnieni są chciwi, bo ich pogoń nigdy się nie kończy; ich pra­gnie­nie nie ustaje i nigdy nie da się go w pełni zaspokoić.

*

Wszystkie nauki duchowe są bezużyteczne, jeśli nie potrafimy kochać. Na­wet najwznioślejsze stany i najbardziej wyjątkowe osiągnięcia duchowe nie mają żadnego znaczenia, jeżeli nie potrafimy być szczęśliwi w co­dzien­nych sytuacjach – jeżeli nie jesteśmy w stanie dotykać sercem innych osób i ży­cia, które zostało nam dane. Liczy się tylko to, jak żyjemy.
  Jack Kornfield

*

Nauczenie się, jak stawiać czoła swoim lękom, jest jednym ze sposobów opowiedzenia się po stronie miłości. Strach może nie zniknie, ale przestanie być przeszkodą.

*

To, że znamy miłość, albo nadzieja, że ją poznamy, jest kotwicą, która chroni nas przed utonięciem w smutku.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

W idealnym świecie wszyscy od małego uczylibyśmy się kochać samych siebie. Dorastalibyśmy pewni własnej wartości, rozsiewając miłość wszędzie wokół i po­zwa­la­jąc naszemu światłu jaśnieć. Ale nawet jeśli się tego nie nauczyliśmy, wciąż jest nadzieja. Płomyk miłości wciąż się w nas tli, nieważne jak wątły. Jest zawsze obecny i cze­ka na podmuch, który go rozpali, na przebudzenie serca i przypomnienie chwili, gdy byliśmy siłą życiową czekającą w ciemności na narodziny, pragnącą ujrzeć światło.

*

Działanie, podobnie jak sakrament, to widzialna forma niewidzialnego ducha, zewnętrzna manifestacja we­wnętrz­nej siły. Ale gdy działamy, nie tylko wyrażamy to, co znajduje się w naszym wnętrzu, i pomagamy kształ­tować świat, lecz także otrzymujemy to, co jest na ze­wnątrz, i przekształcamy samych siebie.
  Parker Palmer

*

Dążenie do natychmiastowej gratyfikacji jest jedną ze składowych chciwości.
     […]  W prawdziwej miłości potrzeby rzadko są za­spo­ka­ja­ne od razu. Żeby ją poznać, musimy się za­an­ga­żo­wać i poświęcić czas.

*

[…]  rozmowa wcale nie zagraża przyjemności. Zmienia tylko jej naturę.

*

Całym sercem wierzę, że prawdziwa miłość istnieje. Przyjmuję też możliwość, że jej pojawienie się to ta­jem­ni­ca, że dochodzi do niego bez naszego wysiłku i na­szej wo­li. Ale jeśli tak jest, to miłość przydarzy nam się nie­za­leżnie od tego, czy będziemy jej szukać, czy nie. Szu­ka­nie nie sprawi, że ją stracimy. Przeciwnie, ci z nas, którzy są zranieni, rozczarowani i pozbawieni złudzeń, muszą otworzyć swoje serca, jeśli chcą, by wkroczyła w nie miłość. Ten akt otwarcia jest sposobem szukania.

*

Więź dusz to rezonans między dwiema osobami, które reagują nawzajem na ukryte za fasadą podstawowe piękno swojej natury i łączą się na głębszym poziomie. […]  Ten rodzaj obopólnego zrozumienia stanowi ka­ta­li­za­tor potężnej alchemii. To święte przymierze, które ma pomóc obu stronom odkryć i zrealizować ich najgłębszy potencjał. Więź serc pozwala nam docenić tych, których kochamy, takimi, jacy są, a więź dusz otwie­ra kolejny wymiar – widzimy ich i kochamy za to, jacy mogliby być, i za to, kim sami możemy się stać pod ich wpływem.
  //  John Welwood

*

Prawdziwe obdarowywanie jest aktem niezwykle ra­dos­nym. Doświadczamy szczęścia, gdy myślimy o tym, by coś komuś dać, gdy to robimy i gdy to wspominamy. Szczodrość to święto. Kiedy kogoś obdarujemy, czujemy się z nim związani […].
  //  Sharon Salzberg

*

Gdy kochamy w pełni i głęboko, wystawiamy się na niebezpieczeństwo. Ulegamy całko­wi­tej przemianie.

*

Choć tak często jej wokół nas brakuje, nic nie może sprawić, że przestaniemy jej pragnąć, nic nie osłabi naszej tęsknoty. Nasze serca zdają się niezależnie od wszystkiego wiedzieć, że miłość ocala.

*

To, że kochamy, nie znaczy, że nie spotka nas zawód. Ale miłość pomoże nam zmierzyć się z nim i nie stracić serca.

*

Anioły są naszymi świadkami. Opiekuńczymi duchami, które obserwują nas, chronią i prowadzą przez życie. Czasem przyjmują ludzką postać. Innym razem są czysto duchowe – niewidzialne, niewyobrażalne, ale zawsze obecne.

(tamże)

poniedziałek, czerwca 05, 2023

5083. Zaklęcia

nadzieje i obietnice rokrocznie
zaklęte w białych dzwoneczkach.

Ale któ­rędy eros do­staje się do środka? Kiedy za­czyna się pra­gnie­nie? Bar­dzo trudno za­uwa­żyć ten mo­ment, a po­tem jest już za późno. Kiedy się za­ko­chu­jesz, za­wsze jest już za późno […].

*

Pra­gnie­nie to chwila, z któ­rej nie ma wyj­ścia.

*

W rze­czy­wi­sto­ści po­czą­tek jest je­dyną chwilą, któ­rej jako nie­świa­domy cel skrzy­dla­tego Erosa nie mo­żesz kon­tro­lo­wać. Wszystko, co mo­ment ten z sobą nie­sie, za­równo to, co do­bre, jak i to, co złe, co gorz­kie i co słod­kie, przy­cho­dzi nie­pro­szone i nie­prze­wi­dziane – jako dar bo­gów, jak mó­wią po­eci. Od tej chwili cała hi­sto­ria w du­żej mie­rze za­leży od cie­bie, ale nie jej po­czą­tek.

Anne Car­son [w:] Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

*  *  *

Simple Red, Say You Love Me.

being one of those grains of sand
I get blown […]  what I make of it, I don't
know, what's the meaning of it,
I don't know […]
say you love me all around the world
stay and hug me all around the world

5082. Z oazy (CLVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa, dopełnione w poniedziałek, bo na kolejną nie­dzie­lę czekać nie mogłam. Nie dało się wczoraj dojść do ładu z sercem i ro­zu­mem, by zapanować nad wyborem cytatów, konsensus odnaleźć, zgodzić się wewnętrznie na wybrane i niewybrane.

Grzałam swoje tęskniące istnienie w czwartym tygodniu giganta tą książką. Pła­ka­łam ze wzruszenia w wielu miejscach. Odnalazłam się w niewiarygodnej liczbie aka­pi­tów. Biegusiem dodałam ją do moich książek roku 2023.

Uśmiechałam się za każdym razem, gdy napotykałam ślady, pozostawione w życiu Autorki przez książki, które i mnie podały pomocną dłoń (SolnitEribon).

Dotknęłam głębokiego smutku po przeczytaniu słów: [b]yło to krótko po śmierci mo­jej matki, kiedy po­dej­rzane siły psy­chiczne pchnęły mnie mocno w kie­runku bio­lo­gicz­nej ro­dziny. Dotknęłam, bo dotarło do mnie, że moje doświadczenie nie jest tak bardzo oso­bi­ste, że opisuje pewien mechanizm, w którym wspomnianej sile to­wa­rzy­szy rów­nie wiel­ka siła, której mogą użyć „biologiczni”, by od siebie sku­tecz­nie odepchnąć.

Wybór cytatów? Niełatwy, prawie karkołomny! Udało się. Będę tymi fragmentami jeszcze długo się karmić.

#A (o miłości):

Lu­dzie, któ­rzy pa­sują do po­wszech­nych ocze­ki­wań, nie zdają so­bie sprawy, jak wiele nie­świa­do­mych przy­ja­znych ge­stów wy­ko­nuje się wo­bec ko­goś, o kim wie się, że jest w związku z osobą, którą do­brze znamy. Ge­sty te stają się wi­doczne do­piero wtedy, kiedy ich za­brak­nie, i tylko dla ko­goś, komu ich nie oka­zano.

*

Po­wie­dzia­łam:
     – Cho­dzi mi o to, że je­steś taką osobą, przy któ­rej można bez lęku uro­dzić się i umrzeć. Ro­zu­miesz?

*

Nie ob­sta­wiaj­cie w ciemno, czy ktoś jest matką i córką; nie rób­cie z ni­kogo ro­dzeń­stwa. Je­żeli lu­dzie sami nie mó­wią wam, co ich łą­czy, to zna­czy, że mają po­wód. Zo­staw­cie w wa­szej re­la­cji pu­ste miej­sce na to nie­do­po­wie­dze­nie, by wła­śnie w nim mo­gły po­ja­wić się kie­dyś słowa prawdy.

*

Gra­nica jest fik­cją, jed­nym z wię­zień wy­obraźni.

*

Bo nic ni­gdy nie jest osta­tecz­nie prze­są­dzone – w na­szej nie­do­sko­na­łej rze­czy­wi­sto­ści za­wsze znaj­dzie się szcze­lina, przez którą wpada pro­mień, zwia­stu­jąc to, co nie­prze­wi­dziane. Z tej szcze­liny wy­ra­sta na­dzieja – za­wsze otwarta i go­towa dzia­łać, aby to, co osta­tecz­nie przy­nie­sie przy­szłość, oka­zało się ra­czej do­bre niż złe.

*

[…]  zwią­zek nie jest czymś, czego szuka się na siłę czy za wszelką cenę – je­śli się wy­da­rza i wi­dać, że jest do­bry, to zna­ko­mi­cie, wtedy trzeba go ce­nić i się o niego trosz­czyć, ale je­śli się nie wy­da­rza, to prze­cież nie ozna­cza, że w po­je­dynkę nie można mieć do­brego ży­cia. Moja opo­wieść była o tym, że le­piej żyć, niż szu­kać związku, bo związki wy­ni­kają z ży­cia.

*

Oczy­wi­ście, czuj­ność wo­bec ję­zyka ma sens i za­wsze warto szu­kać ta­kich okre­śleń, które jak naj­wię­cej wy­ra­żają i jak naj­mniej wy­klu­czają. Ale kiedy pa­trzę na to od środka, z punktu wi­dze­nia wła­snego ży­cia, wszyst­kie te wy­siłki ję­zy­kowe spra­wiają na mnie wra­że­nie ty­leż de­spe­rac­kich, co zbęd­nych prób przy­szpi­le­nia trze­po­czą­cego skrzy­dłami ko­lo­ro­wego mo­tyla. Bo prze­cież ten bo­gaty, skom­pli­ko­wany pro­ces, który w za­leż­no­ści od po­trzeb na­zywa się osobą, związ­kiem albo ży­ciem, po­lega wła­śnie na tym, że nie­ustan­nie wy­myka się ka­te­go­riom i przy­zwy­cza­je­niom.

*

     – Je­stem twoim cia­łem – po­wie­dzia­łam jej dawno temu, na sa­mym po­czątku, kiedy opo­wie­działa mi o złym do­świad­cze­niu ze swo­jej prze­szło­ści. To zda­nie wtedy samo do mnie przy­szło, na­rzu­ciło mi się jako od­po­wiedź na wy­zna­nie pełne bólu, ale nie ro­zu­mia­łam jesz­cze, co na­prawdę zna­czy.
     Te­raz, po dwu­dzie­stu kilku la­tach, które upły­nęły od tam­tej chwili, tamto zda­nie wy­peł­niło się tre­ścią, ale też nie­znacz­nie zmie­niło po­stać:
     – Je­steś moim cia­łem – chcia­ła­bym po­wie­dzieć mo­jej uko­cha­nej dzi­siaj.
     Do­piero te dwa zda­nia ra­zem two­rzą ca­łość.

*

Ni­żej znaj­do­wało się białe krze­sło re­ha­bi­li­ta­cyjne, na któ­rym sie­działa. […]  my­łam sie­bie i ją, ją z wielką czu­ło­ścią.
     […]  Ni­gdy nie by­ły­śmy bli­żej sie­bie. Ni­gdy nie by­ły­śmy bar­dziej wolne od cu­dzego spoj­rze­nia, ob­cych wy­obra­żeń i ję­zy­ków.
     Dwie doj­rzałe ko­biety: si­wie­jące, dawno już nie­szczu­płe, miesz­kanki dzi­kich pól zbio­ro­wej wy­obraźni, z któ­rych jedna myje drugą. Kto nas na­ma­luje?

*

Nasz ję­zyk do­mowy, choć zbu­do­wany ze słów, które na­leżą do wszyst­kich, jest tylko nasz. Mamy w nim swoje za­imki, imiona i bajki.

*

Bo ży­cie, ow­szem, jest ru­chem, a na­wet po­dróżą, ale taką, która nie ma usta­lo­nego celu – to nie­koń­czące się mi­go­ta­nie, prze­miana ma­te­rii w ma­te­rię, prze­cho­dze­nie ze stanu w stan.

*

Mówi się o nas rów­nież – rza­dziej niż kie­dyś, ale jed­nak – że „ko­chamy ina­czej”. Za­sta­na­wiam się, co to zna­czy ko­chać nie-ina­czej? Jak się ko­cha zgod­nie z normą, nor­ma­tyw­nie? Czym jest wzo­rzec, od któ­rego na­sze uczu­cia, zda­niem wielu, od­bie­gają tak zna­cząco, że trzeba dla nich ukuć spe­cjalną na­zwę?

*

[…]  nie jest prawdą, że nie można z sa­tys­fak­cją i sen­sem wy­peł­nić so­bie ży­cia ni­czym in­nym oraz że bez­dzietne pary są z góry ska­zane na klę­skę. […]  warto za­cząć od­kle­jać się od my­śli, że bez dzieci nie można mieć speł­nio­ne­go ży­cia.

*

W dłu­gich, do­brych związ­kach lu­dzie nie tylko wra­stają w swoje miej­sca, ale też zra­stają się psy­chicz­nie ze sobą. Nie są jed­nym, ale są trwale po­łą­czeni, czy może – wza­jem­nie prze­pusz­czalni.

#B (o seksie):

Już to mó­wi­łam: czło­wiek po­trze­buje ob­ra­zów. Je­ste­śmy isto­tami, które bez prze­rwy wi­zu­ali­zują so­bie sie­bie. […]  Po­trze­bu­jemy zo­ba­czyć, czym je­ste­śmy, aby za­cząć się tym sta­wać.
     […]  Prze­ży­wa­nia seksu uczymy się wszy­scy – i he­te­rycy, i nie­he­te­rycy, po­nie­waż seks, jak wszystko, co do­ty­czy czło­wieka, by­naj­mniej nie jest czymś „na­tu­ral­nym”: jest wy­obra­że­niem i tech­niką, a więc – kul­turą.

*

Wszyst­kie płcie są w pew­nym za­kre­sie do­stępne dla wszyst­kich, a pra­gnie­nie zwane ero­sem wcale nie opiera się na płci, tylko, tak jak mą­drość i pi­sa­nie, na nie­usu­wal­nym braku, który wy­wo­łuje po­trzebę się­ga­nia po wciąż umy­ka­jące speł­nie­nie, w nie­ustan­nym ru­chu, w któ­rym gubi się i od nowa od­naj­duje swoje ja, ści­ga­jąc wy­obra­że­nie in­nej sie­bie, peł­niej­szej i do­sko­nal­szej, bo­gat­szej o to coś upra­gnione – osobę, wiersz albo mą­drość.
     Ruch pra­gnie­nia nie ma końca, a płeć od­grywa w nim naj­mniej istotną rolę. […]  naj­bar­dziej spe­cy­ficzne są dla erosa ta­kie układy, w któ­rych nie można po­my­lić go z dą­że­niem do roz­rodu.

*

Seksu les­bij­skiego nie da się za­stą­pić ob­ra­zem ma­szyny – praca i pro­dukt kra­jowy brutto to nie są na­sze me­ta­fory.

*

„Nie mu­sisz się wsty­dzić” – po­wie­działa matka, kiedy zna­la­zła ją scho­waną za tap­cza­nem w moim po­koju.
Wstyd był naj­mniej­szym pro­ble­mem, jaki mia­łam z Wi­słocką. W jej spo­so­bie pi­sa­nia był ja­kiś nie­przy­jemny ton, szorstki, żoł­nier­ski, nie lu­bi­łam tego tonu i nie lu­bi­łam tej prza­śnej baby w chu­ście. Tym bar­dziej że swoją książ­ką okrop­nie mnie prze­ra­ziła.
     […] 
     Sztuka ko­cha­nia
była dla mnie lek­turą trau­ma­tyczną i do ni­czego mi się w ży­ciu nie przy­dała. Ostat­nia rzecz, jaką da­ła­bym córce.

*

Jej kształt jest nie­sa­mo­wity: przy­po­mina drag qu­een w płasz­czu z sze­ro­kimi po­łami, mo­tyla albo smo­czycę. Fa­scy­nu­jące jest to, że po me­no­pau­zie łech­taczka nie ulega atro­fii. Płod­ność prze­mija, a roz­kosz nie.

#C (o genderze i tożsamości):

Naj­waż­niej­sze jest to, że świat spo­łeczny ni­gdy i ni­g­dzie nie jest z betonu, choć czę­sto się taki wy­daje – wszę­dzie jest ru­chem, tak jak samo życie.

*

Po­ten­cjał każ­dej przy­szłej zmiany leży na mar­gi­ne­sie. Nadzieja wy­raża się w dzia­ła­niu.

*

Nie tylko he­te­ro­sek­su­al­ność jest dzi­siaj wy­czer­paną nar­ra­cją, ale też ho­mo­sek­su­al­ność, po pro­stu z tego po­wodu, że w na­tu­rze nie ist­nieje bi­nar­ność płci i na po­zio­mie in­nym niż urzę­dowy nie da się stwier­dzić jed­no­znacz­nie, ja­kiej płci są osoby za­an­ga­żo­wane w re­la­cję mi­ło­sną, choć na pierw­szy rzut oka może się to wy­da­wać dzie­cin­nie pro­ste.
     […]  na płeć osoby ludz­kiej skła­dają się liczne war­stwy: bio­lo­giczne, psy­chiczne i kul­tu­rowe. War­stwy te nie mu­szą być i czę­sto nie są ze sobą zgod­ne. Jed­no­cze­śnie na­sza płeć nie dość, że po­trafi być zmienna w cza­sie, to jesz­cze sta­nowi kon­ti­nuum mię­dzy dwoma bie­gu­nami, a te z ko­lei są je­dy­nie tech­nicz­nym uła­twie­niem, czy­sto teo­re­tycz­nym za­ło­że­niem, bo w rze­czy­wi­sto­ści nikt z nas nie re­ali­zuje ani stu­pro­cen­to­wej ko­bie­co­ści, ani stu­pro­cen­to­wej mę­sko­ści.

*

[…]  wśród fe­mi­ni­stek nie za­wsze się od­naj­duję, co nie po­winno dzi­wić, sko­ro ży­ciowo mam z nimi nie taką wielką część wspólną, wy­zna­czoną przez spo­łeczne piętno gor­szej płci. To piętno dźwi­gamy wszyst­kie, ale poza tym czę­sto róż­nimy się na­prawdę wszyst­kim – na przy­kład za­in­te­re­so­wa­nia­mi, za­kre­sem do­świad­cze­nia.

*

Zmiana wy­nika z fak­tów, które wi­dać, ale też ze znacz­nie więk­szej liczby ta­kich, któ­rych nie do­strze­gamy.

*

[…]  nie­zba­dane są ścieżki iden­ty­fi­ka­cji płcio­wej, i bar­dzo na­iw­nie by­łoby po­le­gać w tej kwe­stii na urzę­do­wych de­kla­ra­cjach K lub M, wy­po­sa­że­niu ge­ni­tal­nym albo ubra­niach, do któ­rych przy­szy­li­śmy metki „ko­biece” i „mę­skie”, żeby uda­wać, że od za­wsze tam były.

#D (bo to Polska właśnie):

[…]  pod­nie­sione do rangi prawa cu­dze uprze­dze­nia.

*

Cza­sem my­ślę, że wy­star­czy­łoby z nimi po pro­stu po­roz­ma­wiać. Po­wie­dzieć im, że to prawda, że seks mię­dzy do­ro­słymi oso­bami za obo­pólną zgodą w żad­nej po­staci nie jest w Pol­sce ka­ralny, ale że tu nie cho­dzi o seks, tylko o całe ży­cie, któ­rego seks jest czę­ścią: o uczu­cia, związki, uzna­nie spo­łeczne i wspar­cie. O to samo, co dla nich rów­nież jest naj­waż­niej­sze, na czym ich ży­cie opiera się jak na so­lid­nym fun­da­men­cie, ale po­nie­waż mają to za­gwa­ran­to­wane w ko­dzie kul­tu­ro­wym i pra­wie świec­kim od uro­dze­nia, nie do­strze­gają swo­jego przy­wi­leju i nie po­tra­fią po­sta­wić się w na­szej sy­tu­acji.

*

[…]  na­gle zo­ba­czy­łam, w jak wiel­kim stop­niu moje nie­he­te­ro­nor­ma­tywne ży­cie zo­stało wy­rzeź­bione przez to, czego w Pol­sce nie było nam wolno. „Wy­rzeź­bione” to zresztą ładne słowo, za ładne, i przez to kłam­liwe, więc po­wiem ina­czej: zo­ba­czy­łam, w jak wiel­kim stop­niu to, czego w Pol­sce nie było nam wolno, od­kształ­ciło czy na­wet znie­kształ­ciło mi ży­cie. Jak bar­dzo wpły­nęło na mój los.
     […] 
     Czy to, czym stały się dla nas z bie­giem czasu dom, ży­cie, śmierć, za­le­żało bar­dziej od nas sa­mych czy bar­dziej od tego, czego nie z na­szej winy nie było nam wolno.

*

[…]  lu­dziom, kiedy tylko po­czują, że mają nad kimś wła­dzę, prze­waż­nie dzieje się coś z głową.

*

Lu­dzie ży­jący w związ­kach nie­he­tero w kraju ta­kim jak Pol­ska mu­szą stać się mi­strzami w wy­peł­nia­niu na wła­sną rękę luk w struk­tu­rach spo­łecz­nych i neu­tra­li­zo­wa­niu po­ten­cjal­nie roz­sa­dza­ją­cych zwią­zek sił od­środ­ko­wych, ja­kie wy­twa­rza sys­tem uprzy­wi­le­jo­wu­jący re­la­cje róż­no­pł­ciowe.

*

Nie mu­szę do­da­wać, że nie mamy też prawa do wspól­nego ani po­dwój­nego na­zwi­ska. Wy­daje się, że to szcze­gół, a jed­nak swoje waży. Wspólne albo łą­czone na­zwi­sko jest jed­nym z wielu spo­so­bów utwier­dza­nia dwójki lu­dzi w ich „ra­zem”, wzmac­nia­nia związku przez spo­łe­czeń­stwo. Jest to tak samo ważne, jak co­dzienne oznaki ak­cep­ta­cji ze strony oto­cze­nia: ro­dzi­ców, ro­dzeń­stwa, są­sia­dów, współ­pra­cow­ni­ków. Tak drobne, że aż nie­zau­wa­żalne – o ile oczy­wi­ście nie jest się ich po­zba­wioną, bo wtedy wi­dać wszystko jak na dłoni.

*

Bo nasz ję­zyk do­mowy jest czymś wię­cej niż inne ję­zyki pry­watne. On jest za­miast.
     Jest za­miast wszyst­kiego, czego nie mamy: ślubu i ca­łej reszty, jaka na mocy prawa ze ślubu wy­nika, a co tak ła­two lek­ce­ważą osoby, któ­rym spo­łe­czeń­stwo nie za­bra­nia za­wrzeć mał­żeń­stwa. Za­miast dzieci, o któ­rych po­sia­da­niu ne­ga­tyw­nie zde­cy­do­wano za nas, za­nim same mo­gły­śmy się nad tym za­sta­no­wić. Za­miast tego, co od ze­wnątrz trzyma lu­dzi ra­zem i obiek­ty­wi­zuje ich zwią­zek, a co na­zywa się spo­łeczną wi­dzial­no­ścią oraz ak­cep­ta­cją, i czego lu­dzie he­tero na­wet nie za­uwa­żają, bo dla nich to oczy­wi­stość.
     Nasz ję­zyk do­mowy za­stę­puje struk­tury spo­łeczne, któ­rych po­trze­bu­jemy, a któ­rych w Pol­sce dla nas nie ma. Jest ży­wym la­bo­ra­to­rium za­równo tych nie­ist­nie­ją­cych struk­tur, jak i no­wej, post­gen­de­ro­wej toż­sa­mo­ści. To on jest dla nas do­mem, kra­jem za­miesz­ka­nia i do­wo­dem oso­bi­stym.

*

„Ni­gdy w ży­ciu nie by­łam bar­dziej za pra­wem do abor­cji niż pod­czas ciąży. I ni­gdy w ży­ciu nie zro­zu­mia­łam tak do­głęb­nie i nie by­łam tak pod­eks­cy­to­wana ży­ciem, które się po­częło. Może i fe­mi­nistki ni­gdy nie zro­bią na­klejki na zde­rzak o tre­ści «TO WY­BÓR ORAZ DZIECKO», ale oczy­wi­ście tak wła­śnie jest i my do­brze o tym wiemy. Nie je­ste­śmy idiot­kami, ro­zu­miemy, o jaką stawkę idzie. Cza­sami wy­bie­ramy śmierć” – pi­sze [Mag­gie] Nel­son, co nie wszyst­kim się spodoba, ale ja pod­pi­suję się pod tym obiema rę­kami.  

*

Nikt nie zmusi uprzy­wi­le­jo­wa­nej więk­szo­ści, by zwra­cała uwagę na mniej­szo­ściowe umowy i peł­no­moc­nic­twa. Po­zo­staje nam więc wy­łącz­nie mieć na­dzieję, że ani moja ro­dzina, ani ro­dzina mo­jej uko­cha­nej nie okażą się w chwili próby zło­śliwe i bez­duszne, ale gwa­ran­cji tego żad­nej nie mamy, po­mimo na­szych umów i peł­no­moc­nictw.

*

Tak my­ślą dzieci – że kiedy zdej­mie się coś z wi­doku, wów­czas zwią­zany z tym czymś pro­blem prze­sta­nie ist­nieć.

*

Po­stę­pu­jąca szyb­ciej niż za­kła­dano ka­ta­strofa kli­ma­tyczna, fala pra­wi­co­wego po­pu­li­zmu, geo­po­li­tyczny chaos i brze­mienna w nie­znane jesz­cze skutki wojna w Ukra­inie spra­wiają, że nasz czas stał się cza­sem przed koń­cem – tym, który jesz­cze po­zo­stał.

*

W jed­nej chwili prze­stają mnie ob­cho­dzić te wszyst­kie słowa, które prze­sy­pu­jemy tu hał­dami, roz­trzą­sa­jąc sprawy pol­skie i ludz­kie przy­padki.

#E (o chorobie):

To dzieje się za­wsze pew­nego dnia, o ja­kiejś go­dzi­nie. W miej­scu prze­waż­nie naj­mniej od­po­wied­nim. Bez pro­ro­czych zna­ków na nie­bie i ziemi, bez he­rol­dów i po­wi­tal­nych ese­me­sów. […]  nie­chciana wia­do­mość o po­ten­cjale fa­bu­lar­nym od zera do nie­skoń­czo­no­ści, od któ­rej wszystko się za­czyna. Pierw­sze, co robi, to prze­straja ze­gar czasu – od­tąd bę­dzie pły­nął spe­cjal­nie dla cie­bie. […]  Dla­tego warto jak naj­wcze­śniej na­uczyć się cze­kać, świa­do­mie ćwi­czyć się w cze­ka­niu. Oswa­jać prze­pływ czasu przez wła­sne ciało. Usiąść nad tą rzeką i pa­trzeć, co nie­sie jej nurt.

*

Oka­zuje się, że to wszystko było jed­no­ra­zowe i nie­od­wra­calne. Zdu­mie­nie.
     Te­raz i w go­dzinę śmierci na­szej. Amen.

*

[…]  zro­zu­mia­łam, czym w prak­tyce jest dzi­siaj me­dy­cyna: opar­tym na sta­ty­styce sys­te­mem za­rzą­dza­nia do­stę­pem do pro­ce­dur. Po­szu­ki­wa­nie jej hu­ma­ni­stycz­nego ob­li­cza jest z góry ska­zane na nie­po­wo­dze­nie […]. Ow­szem, w ogól­no­ści do­ty­czy to wszyst­kich dzie­dzin – tak jak wśród le­ka­rzy nie­wielu jest Le­ka­rzy, tak i wśród pi­sa­rzy nie­wielu jest Pi­sa­rzy, a wśród lu­dzi nie­wie­lu jest Lu­dzi – ale w przy­padku me­dy­cyny to sam sys­tem temu do­dat­kowo sprzyja, to on pro­jek­tuje i ge­ne­ruje swo­ich ope­ra­to­rów.

*

Pi­szę dla kilku bli­skich osób, żeby wie­działy, czym te­raz żyję, a także, być może, dla nieco szer­szego grona bli­skich nie­zna­jo­mych, któ­rzy czują się zdra­dzeni, kiedy przy­cho­dzi im sa­mot­nie mie­rzyć się z na­chal­nym opty­mi­zmem owych nie­licz­nych, któ­rym far­tem udało się wy­dę­bić od losu od­ro­cze­nie i po­tem roz­sie­wają cał­ko­wi­cie fał­szywe prze­ko­na­nie, że coś od nich za­le­żało, że ich silna wola oraz oso­bi­sta dziel­ność miały na to wpływ. Nie miały.

*

Czym jest to pi­sa­nie? Kie­ro­wa­niem snopu świa­tła na ob­cią­ża­jące wspo­mnie­nia, na głę­boko ukryte lęki; oglą­da­niem sie­bie i świata z na­gle skró­co­nej – na za­wsze lub na chwilę, tego jesz­cze nie wiem – per­spek­tywy, pod­jętą przez ślepca próbą czy­ta­nia mgli­stych zna­ków, w któ­rych być może za­ko­do­wana jest przy­szłość.

*

Jest we mnie ja­kaś ele­men­tarna zgoda na to, co przy­cho­dzi, co jest prawdą o mnie.

*

My­ślę, że czło­wiek, który cho­ruje na cho­robę śmier­telną albo umiera, nie po­wi­nien – nie po­wi­nien w tym sen­sie, że dla niego sa­mego tak jest le­piej – ży­wić po­gardy, nie­na­wi­ści czy za­wi­ści wo­bec tych, któ­rzy zo­stają w ży­ciu. Za­równo wo­bec tych, któ­rzy wie­dzą i nie dają so­bie rady z wła­sną re­ak­cją, jak i wo­bec tych, któ­rzy nie wie­dzą i po pro­stu żyją ży­ciem. Ci ostatni mogą nas po­trą­cać lub krzyw­dzić, tak jak po­trąca się i krzyw­dzi ogól­nie zdro­wych bliź­nich, i trzeba im wy­ba­czyć, bo nie wie­dzą, co czy­nią. Trzeba im wy­ba­czyć, że żyją, to nie ich wina. Ci pierwsi na­to­miast są w sy­tu­acji naj­cięż­szej – mu­szą zmie­ścić w so­bie lęk o bli­ską osobę, wła­sny strach przed śmier­cią, który wo­bec cie­le­snej na­ocz­no­ści śmierci czy­jejś wy­ra­sta po­nad naj­wyż­sze wul­kany Kam­czatki, i jesz­cze być opar­ciem dla cho­rego, da­wać mu siłę, a przy­naj­mniej nie stra­szyć go wła­snym stra­chem, nie do­kła­dać wła­snych łez. Po­wiem wię­cej – śmier­tel­nie chory lub umie­ra­jący może wiele dać po­zo­sta­ją­cym w ży­ciu, może dać im się oprzeć o sie­bie albo prze­ka­zać im coś ze swo­jego wi­dze­nia rze­czy, które po­ten­cjal­nie jest wy­jąt­kowe, bez­cenne mą­dro­ścią bli­skiego kresu. […]  Tym bar­dziej warto wy­ko­rzy­stać ten szcze­gólny czas, kiedy na­sze ży­cie do­piero za­czyna zmierz­chać i ni­skie słońce tak przej­mu­jąco oświe­tla, tak prze­świe­tla wszyst­kie jego sprawy.

*

S.T. w ma­ilu do mnie: „[…] Od po­krze­pia­nia w końcu mamy lu­dzi, z któ­rymi sy­piamy, po to są na świe­cie, to się nie dzieje w sło­wach, tylko w czymś in­nym, nie wiem na­wet do­kład­nie w czym, wiem, że się dzieje”.

*

[…]  doj­rze­wa­nie jest dłu­gim, z na­tury spo­koj­nym pro­ce­sem – ła­twiej jest po­lu­bić ko­niec, który doj­rzeje w nas do­piero za parę de­kad – czyż nie? A gdy­by ktoś z tych lu­bią­cych do­wie­dział się wczo­raj, że ten jego owoc jest już cał­kiem spory, że już doj­rzał i czas go ze­rwać, czy też by to lu­bił? To by do­piero było coś.

#F (o nieodwracalnym):

– Je­śli coś się sta­nie, pa­mię­taj, ja za­raz do cie­bie przyjdę – mówi Elż­bieta, kiedy pła­czę.
     – Ale tam nic nie ma.
     – To, że nie ma ko­mu­ni­ka­cji, o niczym nie świad­czy.

*

Do­bre dni to ta­kie, kiedy na parę go­dzin za­po­mi­nam.

*

Roz­pacz dzie­lona z in­nymi to na­sze je­dyne po­cie­sze­nie, innego nie ma.

*

„Czło­wiek wszystko znie­sie, tylko ni­gdy nie py­taj o cenę” – mówi M. […].

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]  w banku, w skle­pie, na działce – cały czas py­ta­łam samą sie­bie: i komu to prze­szka­dzało? Komu prze­szka­dzało to pro­ste, zwy­kłe ży­cie, które ni­kogo nie krzyw­dziło? Czy nie mo­gła da­lej tak so­bie cho­dzić po ziemi i tak so­bie żyć – w banku, w skle­pie, na działce – czy nie mo­gła?

(tamże)