Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Druga z wydawniczym „świeżynek” – przeczytana na tym samym tchu co pierwsza. Fusy wrażeń opadały długo. Biegiem, czyli tak szybko, jak się da, chcę upuścić tu wyimki, bo od kilku dni mam pewność, że dopóki tego nie zrobię, pozostanie mi tylko cieszenie się codzienną rutyną – filiżanka wrażeń wypełniona po brzegi. Żadne zaskoczenie, żaden zachwyt nie da rady dopchać się do mnie, gdy jestem w stanie poruszenia tą lekturą.
Upuszczam najgęstsze z gęstego. Wiele zdań w tej książce dotyka rodzinnych tabu. Wiele dotyczy daremnych starań, by być w rodzinnym systemie uznanym za istotny element układanki. Śmierć potrząsa tymi, którzy zostają, wyostrza rysy zdarzeń, a życie dostatecznie długo pozwala wiele z krzywd zrozumieć. Zrozumieć, nie usprawiedliwić. Zrozumieć, nie zapomnieć. Zrozumieć, by móc puścić i pójść dalej.
W miasteczku, w którym dorastaliśmy z bratem, był przystanek autobusowy, na którym chłopcy z pokolenia na pokolenie spędzali wieczory. Nie czekali tam na nikogo. Nic nie robili. Pili alkohol i rozmawiali, żeby zabić czas. Było to coś w rodzaju niepisanej tradycji, kultury przekazywanej z pokolenia na pokolenie: na tym przystanku mój ojciec spędził większość swoich nastoletnich lat, potem mój brat, a do czternastego roku życia także ja.
🖇
Jak wszyscy chłopcy z naszego środowiska uważał, że szkoła go nie interesuje, i nawet nie zdawał sobie sprawy, że wszyscy chłopcy wokół nas myśleli tak samo, a więc ulegali przeznaczeniu swojej klasy społecznej, że to nie oni odrzucali szkołę, lecz szkoła odrzucała ich, przekształcając wykluczenie społeczne w iluzję wyboru.
🖇
Poznawać mojego brata znaczyło uczyć się go nienawidzić.
🖇
– Naprawdę masz w dupie mnie i moje życie? Masz w dupie, że wszystko partaczysz, idioto? Nienawidzę cię, ty pojebie!
A on, kiedy tak krzyczałem, patrzył na mnie jak na ciąg symboli, których nijak nie mógł rozszyfrować, jak zamurowany, człowiek-ściana, którym się stał pod wpływem alkoholu.
🖇
Pierwsze myśli, jakie się we mnie pojawiły, były proste: Już nigdy go nie zobaczę, już nigdy go nie usłyszę. Śmierć jest czymś zwyczajnym. Każdy wie, że pomyśli wtedy takie właśnie zdania, a jednak za każdym razem pojawiają się one tak, jakby były nowe, jakby przeżywało się je po raz pierwszy.
Tak jakby z każdą śmiercią na nowo zaczynał się świat. […]
A potem napłynęły obrazy […].
Wiedziałem, że trzeba będzie kiedyś zebrać te wspomnienia i coś z nimi zrobić.
🖇
Czy piszę w nadziei, że wyzwolę ból? Czy piszę dlatego, że ten ból pozwoliłby mi poczuć się normalnie, poczuć się bratem, jak wszyscy inni bracia opłakujący śmierć drugiego?
🖇
Śmierć wymaga szybkiego uczenia się.
🖇
Ważyłem ciężar słów – to powiedzenie nigdy jeszcze nie było tak prawdziwe.
🖇
W którym momencie przypadkowe czyny stają się czyimś przeznaczeniem? Do jakiego momentu ktoś, na przykład moi rodzice, mógł odmienić kierunek, w jakim zmierzało jego życie? Od kiedy jest na to za późno?
🖇
Szedłem obok matki. Z jej twarzy próbowałem odgadnąć, co czuje. Siostra otworzyła drzwi, a kiedy znaleźliśmy się w środku, poprosiła dwójkę swoich dzieci, żeby na czas „rozmowy dorosłych” poszły się bawić do swojego pokoju: patrzyłem, gdy odchodziły, przypominając sobie, jak bardzo, będąc w ich wieku, nienawidziłem tego braku przejrzystości między światami dzieci i rodziców. Tamtego dnia najchętniej poszedłbym z nimi do ich pokoju, byle uniknąć ciężaru rozmowy, mieć ten przywilej dzieciństwa, to znaczy przywilej beztroski i usankcjonowanego zniknięcia. Do wnętrza domu próbowały przeniknąć mrok nocy i chłód, spowalniały czas. […]
Usiedliśmy i siostra westchnęła. Powiedziała, że powinniśmy porozmawiać o organizacji pogrzebu. Mówiła jak osoba, która próbuje z powrotem posklejać rozbieżne elementy tej samej historii.
🖇
Często nienawidziłem brata, ale chcę zrozumieć.
🖇
Ten dystans między nami nic nie mówi.
Ten dystans między nami nie może nic powiedzieć, ale ten dystans mówi wszystko. Dystans jest pamięcią.
🖇
Starała się mu pomóc, ale to było jak próba utrzymania w palcach wody.
🖇
Rozsypał się na drobne kawałki. Kiedy zostawałam z nim sama, próbowałam go wesprzeć, poskładać te kawałki w całość, ale kiedy wazon pęka wiele razy – wiesz o tym? – dochodzi się do punktu, w którym nie da się go już posklejać, choćby nie wiem co.
Nic już nie trzyma się razem.
Pewnego dnia jest już za późno.
🖇
Być może pewne fikcje, nieustannie powtarzane w określonych okolicznościach, w końcu zapisują się w człowieku i słowo staje się ciałem.
🖇
Jeśli chodzi o marzenia mojego brata, zanim z nich zrezygnował, pozostaje pytanie o porządek chronologiczny: czy cierpiał dlatego, że jego marzenia były zbyt wielkie i rozbijały się o ograniczenia, które wyznaczały jego życie, czy też marzył dlatego, że był nieszczęśliwy, że był nieszczęśliwy jeszcze przed pojawieniem się tych marzeń, a one stanowiły wzloty, formy rekompensaty, które dawał sobie, by choć na chwilę uciec od swojego nieszczęścia?
Czy jego marzenia były przyczyną czy konsekwencją jego Losu??
🖇
Joan Didion ostrzega nas, że nie należy ufać naszej skłonności, która każe wierzyć, że ktoś czuje się dobrze tylko dlatego, że nie przejawia oznak nieszczęścia.
🖇
Był w żałobie. Mój brat nosił żałobę po życiu, jakie – był o tym przekonany – powinien był prowadzić, lecz coś, sam nie wiedział co: świat, rzeczywistość, klątwa, odebrało mu je.
🖇
„Lubowanie się w smutku tworzy spójność jaźni, jedność, rację bytu przeciw rozczłonkowaniu” – pisze Julia Kristeva. Czytając ją, pomyślałem, że to zdanie mogłoby podsumować to, co się w nim działo: życie brata było rozbite przez okoliczności i jego smutek stwarzał mu złudzenie ciągłości, tak jakby wszystko było doskonale logiczne, zaplanowane, spójne. Smutek z powrotem sklejał te kawałki i stwarzał mu możliwość opowieści.
🖇
Rozpamiętywał przeszłość, a ja nie mogłam już nic dla niego zrobić. Bo co mogłabym zrobić?
Wpadł w błędne koło: mówił, że wszyscy uważają go za przegrywa, no to pił, a ponieważ pił, nic mu się nie udawało, i przyznawał rację tym, którzy uważali go za przegrywa, więc jeszcze więcej pił.
Jak zapomnieć, kiedy nie mamy już niczego przed sobą?
Kiedy nie mamy już niczego przed sobą, chronimy się w przeszłości.
Chronimy się w przeszłości, która nas rani.
To było jak kolejne koło.
Twój brat ugrzązł w kołach.
Kiedyś się o to wszystko pokłóciliśmy i wtedy zrozumiałam, że to koniec.
Zrozumiałam, że dla niego nic już nie mogłabym zrobić, więc odpuściłam.
🖇
Homofobia czy rasizm w naszym otoczeniu najczęściej nie miały charakteru ideologicznego, lecz socjologiczny: były sposobem bycia, językiem, którego uczyło się od dzieciństwa, choć niekoniecznie się z nim zgadzano – czymś, co odtwarzało się bez udziału woli, a nawet świadomości. Na przykład mój ojciec nauczył się słowa „pedał” na tej samej zasadzie, na jakiej nauczył się mówić „dzień dobry” czy „dziękuję”. Nigdy nie znał innych słów na nazywanie tego, co uosabiałem ja czy co uosabiali ludzie tacy jak ja. Wygłaszał przed telewizorem homofobiczne komentarze, śmiał się z „ciot”, tak jak przed nim robili to jego ojciec i dziadek, tak jakby praktykowanie poczucia humoru i praktykowanie homofobii były w ich życiu jednym i tym samym. A jednak kiedy zrozumiał moją homoseksualność, nie zareagował gwałtownie. Nie wpadł w szał. Powiedział, że akceptuje mnie takim, jaki jestem, i nawet jeśli to sformułowanie niezręczne, nie mogę zaprzeczyć, że jego zachowanie mnie zaskoczyło, ponieważ przeczyło wszystkim jego dotychczasowym wypowiedziom.
Mój brat był inny. Nienawiść do homoseksualizmu była zakorzeniona w jego umyśle, była nie tylko machinalnie powtarzanym gadaniem, ale, jak sądzę, ukonstytuowaną ideologią.
Dlaczego?
Był tak wyzuty ze wszystkiego — z pieniędzy, z marzeń, ze szczęścia — że ta mowa nienawiści była w pewien sposób wszystkim, co mu pozostało. Myślę, że to dlatego tak się jej trzymał. Ta mowa nienawiści dawała mu stabilizację, pozycję w świecie. Bez niej nie miał już nic, był nikim. […]jego homofobia była jedynie żałosnym sposobem przekonywania samego siebie, że coś posiada — w tym wypadku ideologię, prawość, moralną wyższość.
🖇
[Ludwig Binswanger] stawia zaskakującą tezę: twierdzi, że to miłość — i tylko miłość — sprawia, że czas może płynąć. Binswanger formułuje następującą teorię: to miłość daje trwałość i poczucie bezpieczeństwa wystarczające, by człowiek mógł iść naprzód, odróżniać przeszłość od teraźniejszości i przyszłości.
Bez miłości czas nie istnieje.
🖇
[…]wszystko w tej historii jest skomplikowane, wszyscy mają rację i wszyscy się mylą.
To, co widzę — i uważam za ważne dla zrozumienia mojego brata — sprowadza się do tego, że w naszym świecie nie można było pozwolić sobie na próby, gdy tymczasem w innych światach błędy są dopuszczalne […] w naszym świecie próbowanie jest rzeczą niemożliwą, zobaczyłem to później w świecie tych, którzy żyją w komforcie i dostatku, a przynajmniej większym dostatku i większym komforcie […] w niektóre dni wydaje mi się, że Niesprawiedliwość to nic innego jak różnica w podejściu do błędu, wydaje mi się, że Niesprawiedliwość to nic innego jak różnica w podejściu do prób, nieważne, chybionych czy udanych, i jest mi smutno, jest mi bardzo smutno.
🖇
Uśmiechał się tak zawsze, gdy byłem obok. Dziś wyciągam z tego wniosek, że bez wątpienia mnie kochał albo przynajmniej był do mnie przywiązany. […] ta oznaka przywiązania stawia mnie wobec pewnego rodzaju odpowiedzialności lub przynajmniej przed pytaniami: Co mogłem dla niego zrobić, a czego nie zrobiłem? Jeśli mnie kochał lub był do mnie w pewien sposób przywiązany, czy mogłem mu pomóc? Czy, tak jak rodzice, zdystansowałem się wobec niego w chwili, gdy najbardziej potrzebował wsparcia? Wiem jednak, że byłem tylko nastolatkiem i nie miałem ochoty pomagać komuś, kto przysporzył mi cierpień, ale nie mogę nie zadać sobie pytania: Czego nie zrobiłem? Co mogłem zrobić?
I ten uśmiech mojego brata rzuca mi w twarz to pytanie, i nie wiem, nie wiem, co z tym począć.
🖇
Oto czym jest rodzina: najpierw cię odpycha, a później ma pretensję, że od niej uciekłeś.
🖇
— Ale przyjedziesz na pogrzeb brata?
Westchnąłem.
— Wiesz, że nie lubię tego typu ceremonii…
Po raz kolejny nie mogłem powiedzieć jej prawdy: nie chcę przyjechać na pogrzeb brata, bo go nie lubiłem.
🖇
[…] może wyobraźnia oddala mnie od rzeczywistości w tym samym stopniu, co mnie do niej zbliża […].
🖇
— Twój brat, poza swoimi kryzysami i wybuchami, dla innych był miły, ponieważ chciał być kochany — skomentował mój przyjaciel. — Pił i robił się agresywny, ponieważ uważał, że powinno się go kochać bardziej, niż go kochano. Jego miłe obejście, jego przemoc, wszystko tłumaczy ten chorobliwy stosunek do miłości.
Twój brat był przede wszystkim ofiarą nałogu. Alkohol, zdrapki, kobiety, a nawet w pewien sposób jego lamenty. To wszystko było sprawą nałogu. […] Nie wdawaj się w psychologizowanie. To, o czym opowiadasz, to przede wszystkim los klasy ludowej.
Moi przyjaciele jasno to widzą, a ja nie wiem, nie wiem.
Édouard Louis, Krach,
przeł. Joanna Polachowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)
— Ostatnie razy odczuwa się jako ostatnie dopiero wtedy, kiedy jest już za późno — powiedział mi kilka tygodni temu przyjaciel. — Spędzamy z ludźmi czas, prowadzimy swoje życie, swoją codzienność, i pewnego dnia widzimy jedną z tych osób, nie wiedząc, że po raz ostatni. Dopiero po miesiącach, po dziesięcioleciach, długo później to sobie uświadamiamy.
🖇
Być może naprawdę i szczerze można żałować czegoś tylko raz, kiedy jest już za późno, nie wiem.
🖇
Nawet najgorsi rodzice bywają dobrymi dziadkami: brak władzy nad wnukami czyni ich lepszymi.
Gdy tylko doszła do mnie informacja, że nie jedna, ale dwie książkowe świeżynki tego Autora już są, rzuciłam wszystkie rozgrzebane książki. Chwilę wahałam się, od której zacząć, ale pod koniec tej lektury okazało się, że ktoś we mnie miał nosa, gdy decydował, by przeczytać tę, która, choć prace nad jej napisaniem rozpoczęły się w drugiej kolejności, jako pierwsza została ukończona.
Poruszająca. Trafiająca celnie w wiele punktów społecznych oczywistości, które nieuprzywilejowanym ludziom dorzucają dodatkowe kłody pod nogi. Może właśnie po to istnieją mniejszości? Bycie przedstawicielem mniejszości otwiera oczy na to, czego uprzywilejowani ludzie po prostu nie widzą. Może trzeba być mężczyzną należącym do mniejszości, by dostrzegać wszystkie te sytuacje, w których kobieta ma mniej stopni swobody wyboru kolejnego kroku niż mężczyzna znajdujący się w tej samej sytuacji? Może.
Podeszła, wzięła książkę z półki i się jej przyjrzała.
— Odkąd napisałeś tę książkę, znów się bardzo zmieniłam. Będziesz musiał to kiedyś opisać. Jeszcze bardziej się przeobraziłam.
Przyznałem jej rację.
— To prawda. To prawda. Zrobię to. […]
Nauczyłem się zachwytu, jakiego dostarcza zniknięcie, wymazanie, fakt stania się jedynie spojrzeniem w historii losu innego niż mój.
Książka, którą czytacie, powstała w pewnym sensie na zamówienie mojej matki.
Nie ja o niej zadecydowałem, nie ja ją zaprogramowałem.
Nie ja pierwszy wpadłem na ten pomysł.
Nic dotąd w literaturze nie sprawiło mi takiej radości.
🖇
🖇
Pomyślałem: I oto jesteśmy tutaj. […]
Jeśli wolność nie jest rewanżem, to nie jest wolnością, oto w co wierzę.
🖇🖇 🖇
Co działo się w pierwszych latach mojego życia, a czego nie potrafiłem zobaczyć? Ile trzeba lat, by zacząć dostrzegać rzeczywistość swojego dzieciństwa?
🖇
[…] gdybym zjadł te resztki żywności, nie zostałoby już nic więcej na kolację lub na następny dzień, w tym sensie, że nic a nic, totalne zero, to nic, czego w klasach uprzywilejowanych się nie rozumie, ponieważ kiedy oni mówią, że nic im już nie zostało, coś im zawsze zostaje,
zostają im dyplomy,
zostaje im obycie,
zostaje im parę groszy,
zostają im znajomi, do których można się zwrócić o pomoc,
zostaje im pewność siebie związana z przywilejami,
widziałem burżujów mówiących w restauracji: „Nie mam już pieniędzy”, a kilka minut później płacących rachunek, ci nie znają znaczenia słów: NIC, NIE, ZERO, gdy tymczasem moja matka wiedziała, że gdybym po powrocie ze szkoły porządnie się najadł, nie mogłaby nakarmić reszty rodziny, ale ja nie potrafiłem tego dostrzec lub pojąć, potrzebowałem z górą dwudziestu lat, żeby to zrozumieć, i jest mi teraz przykro, jest mi przykro.
🖇
Mógłbym powiedzieć, że cierpienie i wolność są dwoma stadiami tego samego procesu, stanowią dwa różne tempa tej samej partytury.
🖇
[…] historia, którą opowiadam, nie jest pochwałą ucieczki. Już widzę, do czego zmierzacie: „Jakże piękna jest ucieczka! Co za odważna kobieta!”.
Mylicie się jednak.
Gdyż to nie wystarczy.
Czytając tę historię, musicie sobie także mówić:
Dlaczego jedni uciekają, a inni nie muszą?
Dlaczego niektórzy muszą zawsze o wszystko zabiegać, a inni mogą spokojnie spać?
Dlaczego niektórzy muszą zawsze walczyć, a inni mogą korzystać?
Musicie sobie też uzmysłowić:
Ile rozczarowań przypada na każdą ucieczkę?
Ile poświęconych istnień przypada na każde ocalone życie?
Gdyż ucieczka to brzemię
Gdyż ucieczka to brzemię
I dopiero znacznie później
być może
rodzi ona Piękno.
🖇
— […] Ucieczka i wyzwolenie się wymagają ogromnej energii, dlatego nieraz w trakcie tego procesu człowiek czasem rezygnuje i zawraca w połowie drogi. Didier miał rację, często woli się wrócić do znanego już cierpienia niż odnaleźć się w nowej sytuacji.
🖇
Kwestie, które powstawały teraz, były praktyczne i trywialne – […] omawianie tych drobnych detali mnie poruszało, ponieważ były najbardziej konkretnym przejawem jej odzyskanej wolności, ponieważ wolność to również kwestia detali.
🖇
[…]moja rana i jej rana są z sobą związane, są bliźniacze, nierozdzielne, niczego nie żałuję, ponieważ zraniło ją to, że ujawniłem własną ranę, nie mogę tego żałować, ponieważ bez tej wspólnej Rany, tej Rany, która nie jest raną ani jej, ani moją, ale jest bez reszty raną naszą, nic z tego, co działo się na odległość między Paryżem a Atenami, za pośrednictwem telefonu i ekranu, nie byłoby możliwe.
🖇
Mówi, jak zrozumiałem w dniu przeprowadzki, że przemoc nigdy nie jest spowodowana przez osobę, lecz przez sytuację
[…].
— Nie warto mieć ludziom za złe, to strata czasu — mawia moja matka.
🖇
I kiedy go zobaczyłem, stało się coś dziwnego, coś, czego nie mógłbym przewidzieć: kiedy spoczął na nim mój wzrok, nie poczułem gniewu ani nienawiści, jak się spodziewałem, nie poczułem wściekłości, nic takiego nie poczułem, jedynie wielkie zaskoczenie, które z kolei zrodziło pytanie: jak ta mała, nędzna i nijaka istota o mikrej posturze i szczurzej twarzy, jak istota tak pozbawiona żywotności i znaczenia mogła być źródłem takiej przemocy?
Nie mogłem oderwać od niego wzroku. […] Wyglądał tylko na osobnika, który przedłuża i odtwarza otaczający go świat, a nie na jednostkę, która cokolwiek tworzy lub generuje. […]
Co ten człowiek mówił mi o kondycji ludzkiej? Patrząc na niego, myślałem, że znalazłszy się sam, nie mógłby już być brutalny.
Widziałem w nim nieszczęśnika.
Widziałem w nim biednego faceta.
🖇
Pokój, przestrzeń, ściany, klucz, pieniądze: sto lat później potrzebowała tego również moja matka – nie po to, by zostać pisarką, ale żeby stać się kobietą wolną i trochę bardziej szczęśliwą.
Sto lat wcześniej Woolf rozumiała, że wolność nie jest kwestią estetyczną i symboliczną, lecz kwestią materialną i praktyczną.
Że wolność ma swoją cenę.
🖇
— Nie, nigdy.
Słuchając jej, rozmyślałem: Wykluczenie, które ukształtowało jej życie, przejawiało się w tak drobnych, maleńkich detalach. W wieku ponad pięćdziesięciu lat nigdy jeszcze nie wypróbowała egzotycznych aromatów, nigdy nie doświadczyła pewnych doznań smakowych, co uznałem za formę kulinarnego i zmysłowego wywłaszczenia. Kiedy myśli się o wywłaszczeniu, o ubóstwie, ma się na myśli trudność kupienia sobie ubrania czy opłacenia rachunków, ale nie myśli się o rzeczach takich, jak smaki, zapachy, nieznane doznania.
🖇
Zawahała się.
— Jesteś pewny? Nie musisz tego robić…
— Jestem pewny. Chcę, żebyś była wreszcie szczęśliwa — powtórzyłem.
🖇
Miała pięćdziesiąt pięć lat, po raz pierwszy w życiu mieszkała sama, bez dzieci, bez mężczyzny, bez innych osób na jej utrzymaniu lub na co dzień jej towarzyszących, to również chcę podkreślić: Matka miała pięćdziesiąt pięć lat, po raz pierwszy w życiu mieszkała sama, bez dzieci, bez mężczyzny, bez innych osób na swoim utrzymaniu lub na co dzień jej towarzyszących.
[…] Jej ucieczka nas do siebie zbliżyła.
— Jestem taka szczęśliwa! — mówiła mi. — Budzę się, o której chcę, robię to, co chcę, nikt mi nie dyktuje, co mam robić!
Odpowiadałem, że uważam za bardzo niesprawiedliwe, że trzeba było tyle czasu czekać, by mogła tego doświadczyć, ale od razu wchodziła mi w słowo:
— No właśnie dlatego, że tyle wycierpiałam, jestem teraz jeszcze szczęśliwsza! Mam gdzieś przeszłość! Nie znoszę ludzi, którzy użalają się wiecznie nad sobą!
I mówiłem:
— Masz rację, masz rację.
I myślałem: Jest silniejsza ode mnie.
🖇
[…]
po raz pierwszy doświadczałem wagi tego określenia, gdzieś żyć — nie tylko mieszkać, ale znaleźć miejsce, w którym da się żyć, a nie jedynie zdobyć dach nad głową czy schronienie.
🖇
Tu dygresja. Moja matka nigdy nie nauczyła się obsługi komputera, tak samo jak nigdy nie zrobiła prawa jazdy i nigdy nie zdobyła wykształcenia zawodowego.
Wszystkie te braki w jej życiu były częścią tego samego systemu.
Kiedy miała siedemnaście lat i po raz pierwszy zaszła w ciążę, przerwała naukę w szkole gastronomicznej, żeby wychowywać mojego brata. Jej pierwszy mąż nie rzucił swojej zawodówki.
🖇
Czekam […]. Mój pośpiech spowalnia czas. Kiedy chciałbym, żeby mijał, zatrzymuje się, kiedy chcę, żeby się zatrzymał, pędzi.
🖇
Ja także robię wszystko, żeby być kimś innym niż synem, być kimś więcej, kimś lepszym.
🖇
[…] Przestań się zastanawiać!
Najpierw trzeba działać, później się zastanawiać.
Bez tego nigdy nie byłoby ucieczki.
Nigdzie.
🖇
Słuchając Didiera, zadawałem sobie pytania:
Czy jego matka odeszłaby […]?
Gdyby nie była biedna?
Czy przymus ekonomiczny wystarczy, by wyjaśnić, w przypadku jej czy innych osób, niemożność ucieczki, zmiany swojego losu? […]
Istnieją oczywiście inne czynniki, które sprawiłyby, że ucieczka stałaby się niemożliwa lub niewyobrażalna: przyzwyczajenie, obawa przed gwałtownością reakcji rodziny, ale czy pieniądze rzeczywiście wystarczyłyby, by dodać jej wystarczającej pewności siebie i umożliwić przezwyciężenie tych czynników, bezwładu i rezygnacji?
Czy byłoby możliwe ustalenie czegoś w rodzaju ceny wolności, ceny wymiernej rozumowo, matematycznie?
Czy — gdyby już ta cena została ustalona i dostępna większości — pojawiłyby się nowe formy ucieczki, mnożyłyby się w nieskończoność?
Mówiąc to brutalnie i szczerze: ile osób, ile kobiet zmieniłoby swoje życie, gdyby otrzymały czek?
* * *
I myślałem: Nie byłoby takich pytań, gdyby nie pieniądze, gdyby nie istniały nierówności społeczne.
🖇
[…]
emancypacja wyraża się nie tylko przez działanie, ale także, w niektórych okolicznościach, przez prawo do zaniechania, do przekazania uprawnień, do pozwolenia innym, by się tobą zaopiekowali.
Édouard Louis, Monique ucieka,
przeł. Joanna Polachowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)
Zasiedliśmy w obitych purpurowym welurem fotelach, pod olbrzymich rozmiarów żyrandolem, otoczeni złoceniami i szeptami widzów – szeptami szczególnymi, rozbrzmiewającymi przywilejem tych, do których sztuka jest kierowana, przyciszonymi, spokojnymi. Nawet w szepcie istnieje różnica klasowa.
🖇
Kiedy to powiedział, otworzyła szeroko oczy i z wyrazem głębokiego zaskoczenia zapytała:
— Naprawdę? Jestem ważna?
Nie mogła powstrzymać się przed tym zdaniem, wyrzuciła je z siebie: czyste, prawdziwe, absolutne.
Tam, poza znanymi mi tytułami, ten. Tam bohaterzy, których gustów czytelniczych nie odważyłabym się kwestionować. Niczym koń/klacz/kobyła, zwierzę pędzące galopem do stajni, klik, klik… Zamiast dźwięku kopytek na bruku klik, klik… Bez cienia krytycznego czytania podczytnika, bez sprawdzania bio autora, klik, klik i miałam tę książkę na czytniku. Zdziwienie materią lektury dotarło do mnie dopiero, gdy byłam w jej połowie.
Przeczytałam. Zadumałam się tu i ówdzie. Nie, nie ma w tej książce ani jednego fałszywie brzmiącego zdania, ale… Tak, w wielu miejscach potakiwałam głową, ale… Jest w niej kilka nut drażniących doświadczanie złożoności ludzkiego życia.
Choć łatwo czyta się zgrabne, sprawnie skonstruowane zdania, to nie liczyłabym na równie łatwe zainstalowanie się w głowie przedstawionych w książce treści. Raczej skłaniałabym się ku zatrzymaniu się przy jednym zdaniu czy akapicie, który robi na nas największe wrażenie, poprawiając delikatnie ułożenie piątej klepki, a następnie delektowaniu się zmodyfikowaną nieznacznie aranżacją zawartości umysłu.
Nie, to nie będzie stracony czas, w końcu wielkie zmiany zaczynają się, jak wiadomo, od delikatnego ruchu skrzydeł motyla. Motyla, który ma nadzieję na jeszcze jeden oddech.
Aby ruszyć naprzód, gdy powalą nas okoliczności będące dla nas wyzwaniem, musimy najpierw stanąć na nogi.
🖇
Śmierć jest aktem oderwania, w którym uwalniane są rzeczy, więzy, a nawet samo życie.
🖇
Miłość można porównać do kartki zapisanej po obu stronach: z jednej strony: „Kocham cię i chcę, żebyś był ze mną na zawsze”, a z drugiej: „Rozstanie będzie bolesne”. Nie zdając sobie z tego sprawy, kiedy decydujemy się pokochać drugą osobę, automatycznie otrzymujemy również tę kartę. […]To prawdziwy przywilej kochać i być kochanym! Ludzie potrzebują w życiu miłości w nie mniejszym stopniu niż pożywienia. Miłość jest paliwem, które nas napędza, i klejem, który trzyma nas razem.
🖇
Wiesz, co sprawia, że więzienie przestaje być więzieniem? Każde prawdziwe i głębokie uczucie. Bycie przyjacielem, bratem, kochankiem jest tym, co uwalnia nas z więzienia. Bez tych uczuć człowiek jest martwy. Za każdym razem, gdy te uczucia się odradzają, odradza się życie. — Vincent van Gogh
🖇
Ból to pytanie, na które nie ma odpowiedzi.
[…]
Podobnie jak miłość, ból jest częścią naszego życia, czy tego chcemy, czy nie. Z czasem zaczyna się zmieniać.
🖇
Nie sposób utracić tego, co pokochaliśmy. Wszystko, co mocno kochamy, staje się częścią nas samych. — Helen Keller
🖇
Ból to nie studnia, ale ścieżka, którą każdy człowiek musi przejść w swoim tempie, ale przejść, a nie zawrócić z tej drogi.
🖇
Kiedy twój strach dotyka bólu innej osoby, zamienia się w pożałowanie; kiedy twoja miłość dotyka bólu innej osoby, staje się współczuciem. — Stephen Levine
🖇
Ból psychiczny podąża tymi samymi ścieżkami neurologicznymi co ból fizyczny. […] O ile jest to prawda z fizjologicznego punktu widzenia, o tyle odbiór bólu psychicznego zależny jest od osobowości cierpiącego.
🖇
Nic nie jest stracone, jeśli masz odwagę ogłosić, że wszystko jest stracone i musisz zacząć od nowa. — Julio Cortazar
🖇
Poszukiwanie odpowiedzi sprawia, że skupiamy się tylko na wczoraj, tymczasem ból mija, gdy patrzymy na jutro. „Dlaczego?” nie pozwala nam rozpoznać problemu i przejść go w najlepszy możliwy sposób. Ideałem jest zmiana „dlaczego?” na „po co?”.
🖇
Kiedy jednak postanawiamy spojrzeć na sprawę inaczej, kiedy przestajemy opierać się temu, co się dzieje, zostajemy wyzwoleni, a w rezultacie pomimo przeciwności losu odzyskujemy spokój.
Ta zmiana perspektywy zwielokrotnia nasze siły wewnętrzne i zewnętrzne[…].
🖇
[…]
w obliczu przeciwności losu każdy z nas może rozwinąć w sobie umiejętność oczekiwania czegoś niezwykłego w swoim życiu. Kiedy cierpimy, niezwykle ważne jest również, abyśmy dobrze traktowali siebie. Oznacza to, że musimy być dla siebie życzliwi i wyrozumiali, powinniśmy wystrzegać się krytykowania i robienia sobie wyrzutów.
🖇
[…] sytuacja, w której się dzisiaj znajdujesz, nie jest ostateczna ani też w żaden sposób cię nie definiuje.
🖇
Kiedy przebaczamy, zrywamy tę więź, która powstaje wskutek zadanych nam ran. […] Jeśli tego nie zrobimy, będziemy mieć nie jeden, a dwa problemy: to, co ktoś nam zrobił, oraz to, co teraz sami sobie robimy.
🖇
Nie wierz tym, którzy mówią: „Taki pociąg przejeżdża tylko raz w życiu”. Pociąg kursuje co dziesięć minut i od ciebie zależy, czy go złapiesz. Kryzys to nie porażka, to opóźnienie, ruszaj więc niezwłocznie w dalszą drogę!
🖇
Życie jest najcenniejszym dobrem, ponieważ jest „narzędziem”, które pozwala nam robić rzeczy ważne. Dbajmy o nie.
🖇
Wyzwania życiowe nie są po to, by cię sparaliżować, ale po to, by pomóc ci odkryć, kim jesteś. — Bernice Johnson Reagon
🖇
Dlaczego ludzie często nie mogą towarzyszyć nam w najbardziej dojmującym bólu? Ponieważ po naszej — symbolicznej — śmierci trzeciego dnia narodzimy się ponownie. I w tym momencie w pobliżu nie może być nikogo, aby nie odebrał nam chwały zwycięstwa. Naszym zwycięstwem jest przejście przez ból i pokonanie go, aby stać się lepszymi istotami ludzkimi.
🖇
Wiele niepowodzeń w życiu przydarza się, ponieważ ludzie nie zdają sobie sprawy, jak blisko są sukcesu, kiedy się poddają. — Thomas Edison
🖇
Wszyscy jesteśmy wolni i wystarczająco silni, by odłożyć na bok przeżyte trudności i napisać nowy rozdział naszej historii. […]
Moje nazwisko jest kompletne – udało mi się połączyć „moją” historię (Bernardo) z moim rodzinnym dziedzictwem (Stamateas). Oba elementy składają się na moją tożsamość — zaakceptowałem to, co otrzymałem od rodziny, i uznałem wpływ, jaki ona na mnie miała, ale równocześnie wypracowałem własne doświadczenia i dokonałem własnych wyborów.
Drzewo jesienią zrzuca zbędne liście, które spadają na ziemię. I co z nią robią? Użyźniają ją. Tak powinny działać nasze wspomnienia: opadać na ziemię i wzbogacać naszą teraźniejszość, a więc przekształcać nasze przeżycia tak, byśmy mogli podążać naprzód.
🖇
W głębi zimy zrozumiałem w końcu, że jest we mnie niezwyciężone lato. — Albert Camus
🖇
Cierpienie nigdy nie niszczy naszego potencjału. Cały sekret, jak sprawić, by ból stał się naszym przyjacielem, a nie wrogiem, polega na tym, by zaakceptować jego negatywną stronę i nie próbować z nią walczyć. […]
W każdym z nas drzemie zdolność dostrzegania światła w okresach najgłębszego wewnętrznego mroku i cierpienia.
🖇
Jedno jest jednak pewne: odpowiedź nigdy nie leży na zewnątrz, lecz w nas samych.
Bernardo Stamateas, Ból, który wzmacnia,
przeł. Ksenia Zawanowska, Bellona, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)
Wyznaczanie granic to powiedzenie: „Tyle wystarczy”.
🖇
[…] burza jest równoznaczna ze zmianą. Wszystko się zmienia. Jak bardzo? Czasami nawet całkowicie. Burze nadejdą, ponieważ są zmianami. Nie szukamy ich, nie chcemy ich ani nie umiemy sobie z nimi poradzić, ale tak czy owak one nadchodzą i wszystko zmieniają.
🖇
Kiedy burza mówi do ciebie po chińsku i nie rozumiesz, co chce ci przekazać, powiedz: „To jest moja szansa”. Na pytanie: „Masz problem?”, odpowiedz: „Nie, mam szansę”. Kryzys jest zawsze szansą. Burza jest źródłem kreatywności.
🖇
Kiedy kończy się to, co złe, przychodzi to, co dobre; a kiedy kończy się to, co dobre, nadchodzi to, co najlepsze. Nawet kiedy mija to, co najlepsze, pojawiają się rzeczy jeszcze lepsze, bo cały czas się rozwijamy. Przeszłość nie była lepsza, inaczej, niż wielu uważa. Zawsze od tego, co było, lepsze będzie to, co jest — ponieważ właśnie teraz żyjemy i możemy działać.
Ostatnia przeczytana na gigancie książka. Przypomniało mi się, że na wirtualnym stoliczku leżała od lat. Wpasowała się w czytanie o stracie i to czytanie w ramach giganta zakończyła. Jest szczególna, bo to dwugłos: osoby odchodzącej i osoby „osierocanej” systematycznie, każdego dnia po kawałeczku.
[…] poszliśmy na krótki spacer w pobliskim parku i Marilyn powiedziała:
— Mam pomysł na książkę, którą powinniśmy razem napisać. Chcę udokumentować czekające nas trudne dni i miesiące. Może opis naszych kłopotów pomoże innym małżeństwom, które znajdą się w podobnej sytuacji: gdy mąż lub żona zapadnie na śmiertelną chorobę. […] Stworzymy tę książkę! Będziemy pisać rozdziały na przemian. Będzie to nasza wspólna książka, różna od innych, napisana przez dwoje ludzi, a nie jedną osobę, refleksje małżeństwa, które żyje ze sobą od sześćdziesięciu pięciu lat! Mamy to szczęście, że możemy iść razem na spotkanie ze śmiercią.
🖇
Kiedy cieszymy się cudownymi wspomnieniami, Marilyn ściska moją rękę i mówi:
— Irv, niczego nie żałuję.
Zgadzam się z całego serca. […] Marilyn i ja nie czujemy żalu — żyliśmy odważnie, w pełni. Staraliśmy się nie marnować okazji, by poznać coś nowego, i teraz zostało nam niewiele czasu.
🖇
Jestem zdumiony kruchością swojego życia.
🖇
W końcu doszłam do wniosku, że człowiek żyje nie tylko dla siebie, lecz również dla innych. Chociaż może się to wydawać oczywiste, dopiero teraz rozumiem w pełni tę prawdę.
🖇
Martwię się swoim stanem, ale przypominam sobie liczne powody, które sprawiają, że ciągle powinnam być zadowolona. Mogę mówić, czytać, odpowiadać na mejle.
🖇
Pisarka Gail Sheehy wzruszyła mnie do łez, gdy napisała: „Będę się za Ciebie modlić i wyobrażać sobie, że Bóg trzyma Cię w dłoni. Jesteś taka maleńka, że na pewno się zmieścisz”. […]
Jest również piękny wiersz Krzątanina w Mieszkaniu Emily Dickinson: Uprzątać Serce — upychać
Miłość w komórkę bezpieczną —
Będzie potrzebna dopiero,
Kiedy się zacznie Wieczność. […]
Henry James przekształcił słowa świętego Pawła o miłości w inteligentną formułę:
W ludzkim życiu ważne są trzy rzeczy. Pierwsza to dobroć. Druga to dobroć. Trzecia to dobroć.
Mam nadzieję przestrzegać tego przykazania nawet mimo cierpień wywołanych moją obecną chorobą.
🖇
— Tak, tak, rozumiem — powiedziała. — Świetnie rozumiem, co pan czuje. Doświadczam dokładnie tego samego. Moje łzy to święto[…]. Wie pan, o czym myślę? Że powinniśmy błogosławić życie i cieszyć się rzeczywistością teraz, gdy ciągle jest rzeczywista.
Jej słowa mną wstrząsnęły. Długo siedzieliśmy w milczeniu, dobrze się rozumiejąc.
🖇
Czuję ogromną otuchę, gdy rozumiem, że nawet jeśli popełnimy błąd (jako ludzie), możemy wszystko naprawić autentycznością i dobrocią.
🖇
Przywileje to nic złego.
🖇
Nie ma jednej wskazówki dla każdego: wszyscy musimy odkryć, co jest dla nas ważne. Po drodze napotykamy znaki, podpowiedzi.
🖇
[…] istnieje pozytywna korelacja między lękiem przed śmiercią a poczuciem nieprzeżytego życia. „Innymi słowy, im więcej pozostało nieprzeżytego życia, tym większy jest lęk przed śmiercią”.
🖇
Jakie to dziwne, że prawdopodobnie to ja umrę pierwsza, choć najczęściej pierwszy umiera mąż. Nawet język angielski ujawnia spodziewaną różnicę między płciami. Wyraz widower („wdowiec”) pochodzi od wyrazu widow („wdowa”). Kiedy w języku angielskim istnieją odrębne określenia dla mężczyzny i kobiety odgrywających tę samą rolę, źródłosłów jest najczęściej rodzaju męskiego: hero/heroine („bohater”/„bohaterka”) albo poet/poetess („poeta”/„poetka”). W tym przypadku źródłosłów świadczy, że kobieta prawdopodobnie przeżyje małżonka.
🖇
[…] moja śmierć to nie tylko moja sprawa. Dzielę ją z ludźmi, którzy mnie kochają […]
🖇
Najbardziej przeraża mnie perspektywa życia bez Marilyn. Tak, wiem, z badań, również moich własnych, wynika, że żałoba kończy się po upływie dwunastu miesięcy — przeżywamy kolejne pory roku, urodziny i rocznice śmierci, święta, a później ból łagodnieje. Po dwóch latach większość z nas znowu włącza się do normalnego życia.
🖇
Mój dawny mentor mówił: „Irv, masz tylko jedno życie. Ciesz się każdą chwilą zdumiewającego zjawiska zwanego «świadomością» i niczego nie żałuj!”. Jego mądra uwaga zmniejszyła mój strach przed demencją.
🖇
Wytrzymanie wszechogarniającej samotności to przytłaczające zadanie. Znowu znajduję pociechę w słowach Jerry’ego Franka: „Siedzę w fotelu i patrzę na toczące się życie. Nie jest tak źle, Irv”.
🖇
[…]
pyta, jak się czuję. Zwykle, by oszczędzić mu zmartwień, mówię: „W porządku” albo „Znośnie”.
🖇
Nazajutrz budzę się o piątej rano i doznaję olśnienia. „Nie rozumiesz, że śmierć to nie przyszłość? — pytam samego siebie. — Marilyn umiera w tej chwili”.
[…] Umiera teraz – to nie przyszłe wydarzenie, tylko teraźniejszość.
🖇
Seneka, Epiktet i Marek Aureliusz. Próbowali zrozumieć wszechświat, w którym życie jednostki to krótkotrwały błysk światła między dwiema wiecznościami mroku, pierwszą przed narodzinami i drugą po śmierci. Uważali, że należy prowadzić dobre, racjonalne życie, chcieli, by człowiek nie obawiał się śmierci, lecz zaakceptował jej nieunikniony charakter w porządku wszechświata.
🖇
[…] siadam przy komputerze i piszę te słowa – jakbym mógł powstrzymać upływ czasu. Czy pomysł napisania tej książki nie służy właśnie temu celowi? Opisuję teraźniejszość, by przenieść ją w przyszłość, zamrozić czas. To złudzenie. Ale daje ulgę.
🖇
[…] tak, zmuszała mnie, jak was wszystkich, bym wydobywała z siebie najlepsze cechy.
Miałam ogromne szczęście, że moja matka była tak głęboko zaangażowana w feminizm!
[…]
Specjalizuję się w położnictwie i pomagam w narodzinach, a jednak jestem tutaj, by pomóc jej odejść. Wydaje się to właściwe. — Eve Yalom, córka
❦
Marilyn kochała piękno —
nie w prosty, hedonistyczny sposób,
ale raczej jako afirmację życia, symbol ludzkiej dobroci.
W pewnym sensie
walczyła o dobro,
w które wierzyła. […]
Zachęcała nas wszystkich,
żebyśmy popierali jej ideały,
dostrzegali dobro
w innych kulturach i religiach,
w ludziach,
w sobie.
Będzie mi głęboko brakowało światła, które niosła,
ale nie spodziewam się, że ono przygaśnie,
raczej nabierze siły,
wypełniając nocne niebo,
przypominając jasne gwiazdy
w ciągle rozszerzającym się wszechświecie. Każdy z was niesie teraz to światło. — Reid Yalom, syn
❦
Kiedy przeczytamy inteligentną, dobrze napisaną książkę,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy zwrócimy się do Boga w rodzaju żeńskim,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy my, kobiety, usiądziemy przy stole i powiemy, co myślimy,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy mimo szacunku dla historii odważymy się kwestionować patriarchat,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy zakwitną morele,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy żeberka zostaną objedzone do kości,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy ktoś poprawi nasz błąd językowy,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy będziemy zdezorientowane, smutne, wesołe albo radosne,
będziemy ją pamiętać.
Będzie żyła, dopóki żyjemy, bo jest teraz częścią nas.
będziemy ją pamiętać. (Odczytane przez Eve Yalom i jej córki Lily i Alanę, powtarzane przez wszystkich obecnych)
🖇
[l]a façon ou manière correcte de faire les choses /pl. właściwy sposób postępowania/
🖇
[…] śmierć, wolność, samotność i sens życia. Moje książki są wykorzystywane na zajęciach ze studentami na całym świecie, bo są jasne i racjonalne. A jednak ja sam doświadczam w tej chwili irracjonalnych impulsów!
🖇
[…]
moja tęsknota się nie zmniejszyła. Stale sobie przypominam, że rana będzie się goić powoli[…].
🖇
Moja ukochana Marilyn! […] Postąpiłaś bardzo mądrze, że zaprosiłaś mnie do wspólnego pisania Sprawy śmierci i życia… nie, nie, źle to sformułowałem, nie zaprosiłaś — nalegałaś, bym odłożył rozpoczętą pracę i zamiast tego pisał z Tobą ten pamiętnik. Będę Ci na zawsze wdzięczny za Twoje nalegania — ten projekt utrzymał mnie przy życiu przez sto dwadzieścia pięć dni od Twojej śmierci. […] Ból się zmniejszył i znowu czuję w sercu ciepłe pulsowanie miłości. […] zawsze powtarzałaś, że mnie kochasz i że dostrzegasz we mnie ogromny potencjał. Czy mógłbym Ci kiedykolwiek wystarczająco podziękować? Kiedy piszę te zdania, po moich policzkach spływają łzy.
Ostatnie cztery miesiące bez Ciebie to najtrudniejszy okres mojego życia.
[…] po raz pierwszy od Twojego odejścia, myślę, że mogę Ci powiedzieć: „Nie martw się o mnie: zaczynam znowu żyć”. Cały czas mi towarzyszysz.
Marilyn Yalom, Irvin D. Yalom, Sprawa śmierci i życia,
przeł. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)
Powiem ci coś o swoim obecnym życiu.
🖇
Posłuchaj mnie, proszę. Przeżyję twoją śmierć. […] Nie zaprzeczam, że będę tęsknić za tobą do ostatniej chwili życia… ale będę dalej żył. Nie boję się śmierci… nie tak jak dawniej.
🖇
Uważam, że smutek łagodnieje. Może chaos i rozpacz się kończą?
[…]
Kiedy spoglądam na to zdjęcie [Marilyn] i przypominam sobie spędzone wspólnie szczęśliwe chwile, nagle wracam do rzeczywistości. Nie wątpię, że czeka mnie jeszcze wiele cierpień.
🖇
Uczę się, że coś może być wartościowe, interesujące i ważne, nawet jeśli doświadczam tego sam, jeśli nie mogę się tym podzielić z Marilyn.
(tamże)
# (polis):
Później wiadomości telewizyjne i modlitwa Marilyn, by mogła obserwować za życia impeachment Trumpa.
Czekałam na tę książkę w wersji elektronicznej na długo przed gigantem. Czekałam, nie mając pojęcia, że będę ją czytać w ramach empatyzowania z najukochańszym Człowiekiem i Jego Mamą, ale dokładnie tak się stało.
To nie jest książka tylko o stracie i jej konsekwencjach. To przede wszystkim książka o miłości i dlatego warta jest przeczytania. Nie miałam wątpliwości, że wybieranie fragmentów będzie trwało i będzie bolało. Dokładnie tak się stało.
To jedna z dwóch ostatnich książek, jakie przeczytałam na gigancie, ale wyboru wyimków dokonywałam już po powrocie, mierząc się nie tylko z trudnością, jaką było samo wybieranie, ale również z trzymającą mnie długo wszachu niepewnością, jak te wyimki poukładać. Stanęło między innymi na dodatkowej przestrzeni pomiędzy grupami fragmentów, by móc wziąć oddech. Gdy tylko podjęłam tę decyzję, wyimki, które muszę tu mieć, ułożyły się same.
To potrzeba, nie wybór. Ta książka jest potrzebą, nie wyborem.
🖇
Niniejsza książka jest pewnego rodzaju pamiętnikiem i […] jest mapą tego, co się mówi, oraz przemilczeń.
🖇
Gdy piszę, czas jest wciąż podziurawiony. Często myślę o tym, jak wiele nie wiem o przeszłości i jak pusta stała się przyszłość, odkąd zmarł Paul. Wiele pozostawało niewidzialne dla mnie wtedy i pozostaje niewidzialne teraz. Wiele leży poza sferą mojego zrozumienia.
🖇
Ta książka będzie pierwszą, której Paul nie przeczyta przed publikacją. […]
Gdy piszę, słyszę w głowie jego głos. To zdanie jest rozwlekłe, mówił, a wtedy ja przepisywałam je w bardziej zwięzłej formie. Brzmi zbyt ezoterycznie; tu żargon medyczny. Nie wiem, co to znaczy, mówił. Sparafrazuj.
Nie potrzebujesz tu przymiotnika, mówiłam. Użyłeś tego samego słowa dwie strony wcześniej, znajdź inne. Skróć tę dygresję. Jest za długa. Czasem zauważałam frazę, która z jakiegoś powodu wydawała mi się nieprecyzyjna, i wyjaśniałam dlaczego. Zawsze ją zmieniał.
Nie pamiętam ani jednego przypadku, żeby jedno odrzuciło radę drugiego.
🖇
Pisanie to działanie. Zdanie po zdaniu, ustęp po ustępie próbowałam coś z niego przenieść na papier, coś z tego, kim dla mnie był [Paul]. […] Wszyscy umieramy, ale ja miałam go w swoim życiu, a ponieważ go miałam, nie jestem tą, którą byłam, gdy go poznałam, lecz kimś innym — lepszym, cieplejszym, twardszym, mądrzejszym. Kiedyś mówiłam mu: Jesteś sercem mojego serca. Był i cały czas jest.
🖇
Czasem ważne jest, by przemówić, a czasem mądrzej jest ugryźć się w język. Nie zawsze też łatwo ustalić, która opcja jest właściwa. Ta książka jest owocem jednego i drugiego.
Wiem także, że ORAZ związku dwojga ludzi nie jest usprawiedliwieniem dla ingerencji, dla wścibstwa lub wpychania się do wnętrza drugiej osoby i domagania się wyznań. Każdy człowiek musi mieć swobodę wyboru, kiedy i co powiedzieć. Nawet najbardziej intymne relacje wymagają szacunku dla czułych, drażliwych i tajemnych geografii człowieczego ja.
🖇
Dwie wersje czasu: czas jako linia pojedynczego ludzkiego życia, które kończy się śmiercią, i czas jako koło, które się obraca i mieści w sobie cykle narodzin i śmierci.
🖇
Godziny przeskakują do przodu, za to minuty częstokroć ciągną się powoli. Chcę zakorzenić swe ciało w kalendarzach i zegarach, tych niezawodnych, acz ostatecznie fikcyjnych systemach odliczania upływającego czasu, ale gubię się w ich regularnym rytmie.
🖇
[…]
żyjemy w owym „Potem”, miejscu, gdzie logika czasu i przestrzeni jest zaburzona.
🖇
Martwię się, że moje myśli rozproszą się na więcej kawałków, niż będę w stanie pozbierać. Tym się teraz zajmuję — zbieraniem kawałków siebie.
🖇
Zwyczaje, nawyki, rytuały wywodzą sens z powtórzeń, a powtórzenia te mogą służyć za zbroję chroniącą przed niepokojem.
🖇
Istoty ludzkie nie są jedynymi, które tęsknią za zmarłymi i ich szukają. […]
Gdzie jesteś?
Mogę poszukiwać utraconego partnera, pisząc o nim w tej książce, rzecz dla gęsi niemożliwa, aczkolwiek gęś i ja jesteśmy istotami społecznymi przywiązanymi do swego towarzysza i żadna z nas nie jest w stanie zlokalizować tego, którego utraciła, a tym bardziej przywrócić mu życia.
🖇
Chociaż istoty ludzkie są w zasadzie zbiorem poszczególnych części, nie są one autonomiczne, ale w fundamentalny sposób ze sobą powiązane. Modele medyczne słyną z tego, że słabo odzwierciedlają to współuzależnienie, opierając się na odpowiedzialności lekarzy specjalistów za każdą z oddzielnych części. […] Specjalizacja ma swoje cudowne plusy, lecz także znamienne martwe punkty.
🖇
Jak powiedziałam Paulowi, guz to nie drzewo. Nie można określić, kiedy wyrósł, i pomimo długiej tradycji łączącej raka z emocjami i ze stratą oraz wielu najnowszych prac naukowych, które podejmują to samo pytanie, rezultaty badań nie są jednoznaczne i wśród naukowców nie osiągnięto w tej kwestii konsensusu. Panuje natomiast zgoda co do tego, że stresory różnego rodzaju wpływają na układ odpornościowy. […] Warto pamiętać naukową mantrę: „korelacja to nie przyczyna”.
🖇
W trakcie terapii Paula cały czas myślałam o tym amerykańskim generale, który podczas wojny wietnamskiej stwierdził: „Musieliśmy zniszczyć tę wioskę, żeby ją ocalić”.
🖇
Niestety w dużym stopniu propaganda świetlanej przyszłości medycyny personalizowanej i jej zdolności przewidywania terapii dla „ciebie” służy temu, by sprzedać prymitywne, fałszywe przekonanie o tym, że decydującym czynnikiem w rozwoju choroby jest „gen”. Regularnie pojawiają się głosy o wpływie „środowiska”, wciąż jednak powszechne jest przekonanie, że chorobę można przewidzieć na podstawie genomu danej osoby.
🖇
Cudowności i potworności przeplatają się w życiu wielu z nas.
🖇
Co mam zrobić? — zwracał się do mnie z przelotnym uśmiechem na twarzy — pogrozić Bogu pięściami?
🖇
Fantazja indywidualnej sprawczości jest potężna — idea, że każde z nas kontroluje w dużym stopniu to, co się nam przytrafia.
🖇
Istnieje znacząca różnica między nadzieją a optymizmem. Skłonność optymisty do przyjmowania z radością każdej dobrej nowiny i przewidywania szczęśliwego zakończenia jest zrozumiała, ale wywołuje huśtawkę emocjonalną, nie do wytrzymania przynajmniej dla tych, którzy kochają pacjenta. Nadzieja natomiast jest do życia niezbędna.
🖇
Nadzieja jest tym, czego potrzebujemy, dopóki sprawa nie stanie się beznadziejna, a wtedy ważne jest, by stawić czoło prawdzie.
🖇
Gdyby terapie poskutkowały […]. Choroba stałaby się bolesnym wspomnieniem, naszym wspólnym, z domieszką wdzięczności za innowacyjne rozwiązania medyczne, nic jednak nie poszło zgodnie z planem.
🖇
30 kwietnia
Mój kochany umarł dziś o 6.58. […] „On was słyszy. Możecie do niego mówić”. Ujęłam w dłonie jego twarz. Powiedziałam: „Boże, zaznaliśmy tyle radości, co? Tyle radości”. To mi przyszło do głowy. Radość. Wydawała się tak ważna.
🖇
Mądrość po fakcie to nie prognoza.
🖇
Lata temu napisałam w jednym z esejów: „Tylko odsłonięte ja może poczuć radość”. To także prawda w odniesieniu do miłości i żałoby.
🖇
Zagłębiłam się w badania dotyczące żałoby. Gdy coś mnie nurtuje, czytam. Obsesyjnie czytam o tym, co mnie nurtuje. Nie rozwiązuje to problemu. Ale pozwala się zdystansować. Chłodzi oparzenie. Lepsze to niż butelka szkockiej.
🖇
Chęć samotnego zwinięcia się w pozycji embrionalnej w zaciemnionym pokoju i pozostania tam nieruchomo ma w teraźniejszości powab, jaki w przeszłości odczuwałam tylko wtedy, gdy cierpiałam na ciężką grypę, przeziębienie lub migrenowy ból głowy. Gdy wabi mnie inercja, myślę sobie — nie odpowiadaj. To zew otchłani.
🖇
Lęk […] jest jak spojrzenie w otchłań. — Søren Kierkegaard (1813–1855)
🖇
Gdy samotnie przemierzam ten dom, naśladuję rytmy z czasów przed śmiercią Paula w przestrzeniach istniejących po jego śmierci. Ten dom jest prawdziwym domem, lecz także konstrukcją pamięci.
🖇
Czas mija. Najwyraźniej mija beze mnie. Chcę w nim być? Czy raczej ten czasowy paraliż jest czymś, czego potrzebuję?
🖇
Róże kwitną teraz bez niego. […] Ten dom jest domem naszych krótkich rozmów i tych długich, domem naszych dysput i miłosnych wyznań, domem naszych cierpień spowodowanych wydarzeniami, nad którymi nie mieliśmy kontroli i którym nie byliśmy w stanie zapobiec. […] To dom długiego nieustannego dialogu na temat rzeczy drobnych i wielkich, dialogu, który teraz umilkł.
🖇
Często czujemy to, czego nie wiemy i czego nie możemy wyrazić. Duchy przeszłości nawiedzają postawę, gesty, spojrzenie i słowa, które potem mieszają się z postawą, gestami, spojrzeniem i słowami drugiej osoby i wspólnie tworzą coś więcej, zmienną zmieszaną atmosferę, produkt nie jednego lub drugiego, lecz obojga.
🖇
Jestem w nawiedzonym domu zamieszkanym przez powstałego z Paula i mnie ducha, przez „my”, które już nie istnieje, w każdym razie nie w teraźniejszości, przeniknęło jednak wszystkie pokoje. To obejmująca się, dotykająca, uprawiająca seks, śmiejąca się, pocieszająca, kłócąca się, spokojnie mówiąca podwójna postać z przeszłości z własnymi żartami i odniesieniami znanymi tylko „nam”.
🖇
Żyjemy w kulturze, w której wszystko się kwantyfikuje, nawet niedające się zmierzyć właściwości. Określamy liczebnie inteligencję, depresję, wszelkiego rodzaju stany psychiczne, abstrakcje, których nie jesteśmy nawet w stanie zdefiniować. Dzięki temu czujemy, że opanowaliśmy coś, co jest fundamentalnie niejednoznaczne. Tego, jak bardzo kochałam Paula i jak bardzo on kochał mnie, nie da się wyrazić liczbą.
🖇
„Kocham Cię” i „Myślę, że wiesz, że Ty kochasz mnie”. Cała reszta była zbędną dekoracją — wstążkami, kokardami, frędzlami — do przyozdobienia dwóch prostych prawd, które były jedną prawdą między nami.
🖇
Zakochanie się jest czymś niemal tak zwyczajnym jak narodziny i śmierć. […] odpowiedź na pytanie, dlaczego miłość w ogóle się rodzi i dlaczego, gdy już się pojawia, jedne pary trwają ze sobą, inne natomiast rozstają się w złości, goryczy lub znudzeniu, nie jest prosta. W naszej kulturze, jeśli chodzi o „związki”, skupiamy się głównie na tym, jak je naprawiać. Te dobre nie wymagają działań ani interwencji, często więc znikają z pola widzenia.
🖇
W twarzy Paula znajdowałam siebie lepszą, niż jestem, ale nie lepszą, niż chcę być.
🖇
Teraz częściej niż przed śmiercią Paula zauważam na ulicy pary. Widzę, jak spacerują razem, kołysząc splecionymi dłońmi, pary wszelkiego rodzaju, młode i stare, homo- i heteroseksualne, i wspominam siebie i Paula. […] Humor zrozumiały tylko dla dwojga to jedna z przyjemności życia w związku. […] Przypatruję się teraz bacznie człowieczym parom w podeszłym wieku, a gdy zauważam wzajemne przejawy czułości, uśmiecham się, a potem im zazdroszczę.
🖇
Czy możliwe jest zatrzymanie drobinek szczęścia […] gdy spowija mnie smutek? Trzeba, zdaje się, próbować.
🖇
[…] tak jak we wszystkich opowieściach przez luki przeskakuje się za pomocą „i” lub „a później”.
🖇
Gdy strata jest dojmująca, takiż jest strach, usztywniający, lodowaty strach przed przyszłością, która oznacza mnie bez ciebie.
🖇
[…]
poprzysięgłam sobie, że się poprawię, nawet jeśli to ulepszanie nie idzie mi najlepiej. Myślę, że zastępuję niezbędną przemianę bardzo surową krytyką samej siebie, ale wrażenie pozostaje.
🖇
Dawno, dawno temu. Kiedy by to było?
Przed twoją śmiercią.
🖇
Przyszłość jest ostatecznie odkładaną w nieskończoność fikcją. Gdy nastaje coś, co kiedyś było przyszłością, nie jest to już przyszłość.
🖇
Jestem przyzwyczajona do tego, że rozpacz spada na mnie z zaskoczenia, zwykle jednak potrafię dokładnie wytłumaczyć, dlaczego dany widok lub dźwięk wyskakuje i mnie kąsa.
🖇
Są w życiu chwile, gdy zabawa i radość są niemożliwe. Zdumiewa mnie jednak fakt, że nawet w okresach intensywnego smutku i niepokoju śmiech jest nie tylko możliwy, ale i konieczny.
🖇
Od początku wyczuwałam, że w Paulu kryje się Bartleby. Nigdy nie był dla mnie w pełni przystępny. Jestem pewna, że zabrał do grobu jakieś tajemnice. Podejrzewam, że tak jest w przypadku każdego człowieka.
🖇
Maj, czerwiec, lipiec — minęły. Mija sierpień. Z porami roku zmienia się światło. Gdy otwieram oczy, jest ciemno. […] Poniedziałek, wtorek, środa. Postanawiam nie wybiegać dalej niż trzy dni do przodu — więcej niż trzy dni napawa mnie trwogą. […]
Jednakowość mnie podtrzymuje, chociaż życie nie jest takie samo. Ja nie jestem taka sama. Moja świadomość jest jednocześnie wyostrzona i przyćmiona.
🖇
Ostatnio wyobrażam sobie niezliczone rzesze osamotnionych po stracie bliskich ludzi, którzy wracają do domu, gdzie nikt nie czeka. Problem z żałobą polega na tym, że ten NIKT ma IMIĘ.
🖇
Są chwile, kiedy TERAZ przysłania żałobę: ciepłe słońce na mojej twarzy, czerwień pomidorów na targu warzywnym
[…].
Są też chwile, gdy w tym odtwarzaniu zwyczajnego życia tuż pod powierzchnią słyszę swój zduszony krzyk.
🖇
Powtórzenie i wspomnienie to ten sam ruch, lecz skierowany w przeciwne strony. To, co się wspomina — już było, powtarza się zatem do tyłu. Zaś właściwe powtórzenie to wspomnienie zwrócone ku przyszłości. — Søren Kierkegaard
🖇
Niedawno odkryłam, że 1 maja 2024 roku, dzień po śmierci Paula, „The Guardian” opublikował cytaty z wywiadów, których Paul udzielił w minionych latach. Znalazłam taki: „Miłość należy sobie wyobrażać jako pewnego rodzaju drzewo lub roślinę… niektóre części uschną i może trzeba będzie uciąć gałąź, by podtrzymać ogólny rozwój całego organizmu. Jeśli koniecznie chcesz, żeby miłość była dokładnie taka jak kiedyś, pewnego dnia obumrze na twoich oczach. Ażeby się utrzymała, musi być organiczna”.
🖇
Czym jest własne ja, jeśli pozbawi się go innych?
🖇
Po cierpieniu zwykle zostają blizny. Ci najbardziej odporni też mają blizny, te jednak mniej wpływają na ich powszednią egzystencję.
🖇
Paul zmarł wiosną. Czy to możliwe? Dwie pory roku temu?
🖇
Przeszłość pisania staje się teraźniejszością czytania, nawet jeśli pisarza i czytelnika dzielą stulecia.
🖇
Jedyną prawdą, której możemy być pewni, jest zmiana. Cokolwiek dzieje się teraz — cudownego bądź strasznego — nie pozostanie takie samo, lecz stanie się czymś innym.
Siri Hustvedt, Księga duchów,
przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)
Krąg czasu. Wiedziałam, że przyjdzie śmierć, najpierw do niego lub do mnie, ten surowy fakt budzi jednak we mnie bunt — czuję to w mięśniach, tkankach, kościach, krwi, tętnie, oddechu. Jestem reakcjonistką. Chcę powrotu tego, co było.
🖇
[…] odpowiedziałam po norwesku, w moim języku ojczystym: Det skulle bare mangle. […] Dosłownie znaczy: Tego miałoby brakować. Tłumaczenie: Ależ oczywiście. To się rozumie samo przez się.
🖇
Prawda jest taka, że idee tak naprawdę nie należą do nikogo. Nie mają właścicieli; krążą z jednej głowy do drugiej, gdy się czyta, rozmawia, a czasem po prostu wdycha powietrze na dworze.
🖇
Ratunek. Łzy. Opowiedz jeszcze raz.
🖇
Oczywiście stalibyśmy się innymi ludźmi, gdybyśmy się nie poznali, nie zupełnie innymi, ale innymi, pchnięci w tym czy innym kierunku przez drugą osobę, a także szersze okoliczności. 🖇
#A (feminium):
Zmagania jednostki, jak bardzo się różniąceod neoliberalnej fantazji o jednostce, która tworzy samą siebie (jednostka z tej fantazji jest zawsze mężczyzną). Nie rodzimy samych siebie.
🖇
„Tak mi teraz przykro…” […]. Będzie musiało minąć wiele lat, bym mogła trzeźwo spojrzeć na swój problem przypisywania sobie czyjejś winy. Teraz dużo lepiej rozpoznaję w swoim życiu te momenty, kiedy w niczym nie zawiniłam. Nasza kultura skłania kobiety do tego, by przepraszały. Przepraszająca kobieta zna swoje miejsce, poddaje się autorytetowi mężczyzny i nikomu nie zagraża.
🖇
Perspektywa czasu uwolniła mnie od niejasnego poczucia winy, które mnie ogarnęło, gdy miałam dwanaście lat, uczucia, że w jakiś sposób jestem odpowiedzialna za to, jak się mnie traktuje.
🖇
Eros dla [Audre]Lorde to żeńska siła, „zdolność do radości”, która gdy jest dzielona z innymi, staje się „mostem”. Lorde utrzymuje: „Mężczyźni często nadają fałszywe nazwy erotyce i wykorzystują ją przeciwko kobietom”. Mylona jest z pornografią i by osłabić jej moc, służy jako broń: NIE DLA DZIWKI. W pojemnej definicji erotyki przedstawionej przez Lorde mieści się ona: „czy to w tańcu, składaniu regału na książki, pisaniu wiersza czy rozmyślaniu o jakiejś idei”.
#B (polis):
Mitterrand. 1981. Tańczyli na paryskich ulicach niedaleko mieszkania mojego przyjaciela w Marais. Tańczyli znowu w zeszłym miesiącu, w lipcu 2024, gdy lewica zjednoczyła się, by pokonać skrajnie prawicową partię węży pod wodzą Marine Le Pen. Ja odtańczyłam radosny taniec za Obamę tutaj, na Brooklynie, w roku 2008, podskakiwałam w bibliotece i obsypywałam pocałunkami Paula. Sophie odtańczyła taniec zwycięstwa na kampusie Sarah Lawrence College z setkami studentów, pedagogów i pracowników uczelni. Chciałabym zatańczyć w listopadzie. Wciąż mam nadzieję.
🖇
Z odczytu Paula w Queens College w maju 1985 roku:
„Posłuchajcie naszego geniusza [Ronald Reagan] mieszkającego w Białym Domu, który głosi, że żołnierze niemieckiego SS byli w takim samym stopniu ofiarami nazizmu jak miliony zgładzonych w obozach śmierci — a potem spróbujcie przekonać samych siebie, że to nieprawda, że coś poszło mocno nie tak”.
🖇
Wszyscy wiedzieliśmy, że coś się może wydarzyć. Od lat mówiło się o tej groźbie, teraz jednak, gdy doszło do tragedii, jest dużo straszniejsza, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Ostatni atak obcych sił na amerykańskiej ziemi rozegrał się w 1812 roku. Dla tego, co wydarzyło się dzisiaj [Nowy Jork, 11.09.2001], nie ma precedensu, a konsekwencje bez wątpienia będą straszne. Więcej przemocy, więcej śmierci, więcej bólu dla wszystkich.
I tak w końcu rozpoczyna się XXI wiek.
🖇
Paul nie chciał wypowiadać jego nazwiska. Mówił o nim: Numer Czterdziesty Piąty. Polityka jako patologia.
🖇
[Spencer Ostrander] odnotował jedną nieoczekiwaną i osobliwą rzecz: nogawki garnituru Numeru Czterdziestego Piątego u dołu były wystrzępione, bo za długie spodnie wsuwały się pod obcasy butów, co znaczyło, że ów rzekomy miliarder nie stąpał po podłodze, lecz po nogawkach spodni. Trudno było pojąć znaczenie tego przedziwnego zjawiska, ów cudacznie ufryzowany osobnik bez wątpienia bowiem spędzał mnóstwo czasu na farbowaniu, układaniu i przejmowaniu się wyglądem włosów, najwyraźniej jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na długość spodni.
🖇
Wygląda na to, że co do koronawirusa i milionów istnień, które zmiótł na całym świecie, zapanowała zbiorowa amnezja. Niewielu chce pamiętać, ale pandemia z pewnością przyczynia się do lęków, paranoi i furii, które wykorzystuje reakcyjna prawica w trwającej teraz w Stanach Zjednoczonych kampanii prezydenckiej, a także w autorytarnych, skrajnie prawicowych ruchach w innych częściach świata.
🖇
Nadszedł i minął także dzień wyborów. Siedemdziesiąt siedem milionów wyborców z własnej woli zagłosowało na człowieka, którego uznano winnym trzydziestu czterech zarzutów karnych i skazano za przestępstwo seksualne, człowieka, który podburzał do zamieszek i nigdy nie przyznał, że przegrał wybory w 2020 roku. Za czym głosowali? Niektórzy wierzą, że jest niewinny, a wszystkie zarzuty są bezpodstawne. Inni wierzą, że jest wysłannikiem Boga. Gdy w lipcu zwrócił się do grupy chrześcijan: „Pójdźcie i zagłosujcie. Tylko ten jeden raz. Nie będziecie musieli więcej tego robić. Jeszcze cztery lata i wiecie co? Będzie załatwione, będzie w porządku, nie będziecie już musieli głosować”, co miał na myśli? Słowa są ważne. Język kształtuje, ale interpretacja nie jest czymś stałym.
🖇
Dekret prezydencki numer 14168 „w obronie kobiet przed ekstremizmem ideologii gender przywracający w rządzie federalnym biologiczną prawdę”.
„Kobieta to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza dużą komórkę rozrodczą”.
„Mężczyzna to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza małą komórkę rozrodczą”.
Ponieważ zygota — jak się nazywa komórkę diploidalną w chwili poczęcia — nie ma płci, a gonady embrionu w początkowej fazie są „obojętne”, rozróżnialne dopiero między szóstym a dziewiątym tygodniem ciąży, powyższe definicje to biologiczne brednie. Chłopcy wytwarzają „małą komórkę”, spermę, w okresie dojrzewania, a niektórzy mężczyźni nigdy jej nie wytwarzają, co by znaczyło, że do pewnego wieku albo do śmierci takie osoby nie są ani mężczyznami, ani kobietami, ani nikim innym. […] Co więcej, każda binarna definicja płci gmatwa się, jeśli ktoś naprawdę szuka prawdy biologicznej.
🖇
Przeraża mnie to wszystko, co umożliwiło nadchodzącą prezydenturę: apatia, urojenia, cynizm, wściekłość, wiara i zrzucanie odpowiedzialności na innych. Słyszę, jak Paul pomstuje na wynik wyborów. Jak to możliwe, że Numer Czterdziesty Piąty zaraz się stanie Numerem Czterdziestym Siódmym?
🖇
Nienawiść do intelektualistów, uniwersytetów, naukowców i ekspertów w tej chwili rozgorzała na nowo, wypalając równiny, na których się wychowałam. Błędem jest uważać, że tego typu odczucia należą wyłącznie do wyborców Trumpa w ich czerwonych czapeczkach. Populizm przyciągnął zarówno tych z prawa, jak i z lewa. Nawet elity uczestniczą w tym antyelityzmie — na przykład wykształceni dziennikarze wrogo nastawieni do książek z odniesieniami do myślicieli, o których nigdy nie słyszeli.
🖇
Wydaje się, że potrzeba szufladkowania ludzi według kategorii i traktowania ich jako coś statycznego nigdy nie umiera. Płeć, rasa i status klasowy to znajome i często okrutne społeczne szufladki, ale w sztuce też dochodzi do szufladkowania, z tych samych zresztą powodów. Niejednoznaczność, niuanse i złożoność postrzega się jako zagrożenie dla konwencji i porządku.
🖇
Po dojściu do władzy fundamentalistyczni przywódcy religijni, faszystowskie, totalitarne i autorytarne rządy wszelkiej maści wprowadzają prawa dyskryminujące mniejszości seksualne i promujące politykę reprodukcyjną. Chcą zawłaszczyć kategorie i zamienić je w naturalne, niezmienne prawdy. Tak się działo we wszystkich faszystowskich rządach w Europie. Partia Fidesz Viktora Orbána na Węgrzech i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, ta druga już odsunięta od władzy, to ostatnie przykłady tej samej strategii.
🖇
I tak się toczy ta żałosna saga nie- lub przynależności: w gimnazjum, przy długim stole w jadalni, na dworze królewskim, na konferencji akademickiej i w potwornym procesie wykluczania „innych” przez zwolenników MAGA.
🖇
Zgraja neokonfederatów z 6 stycznia to „patrioci”, którzy zdaniem obecnego prezydenta wykazali się „odwagą, wiarą i miłością”.
W krótkiej mowie wygłoszonej podczas uroczystości ku pamięci Paula zacytowałam ojca: „Gdy w Ameryce zawita faszyzm, nazwą go amerykanizmem”. Dodałam: „Zawitał. I tak go nazywają”.
🖇
Spektakl okrucieństwa trwa w najlepsze, symbolicznie i w rzeczywistości.
🖇
Czytam artykuły i mamroczę pod nosem: Czy wy nie widzicie, co się dzieje? Jak możecie pisać te powściągliwe artykuły, jak gdyby wywracanie do góry nogami systemu, ignorowanie konstytucyjnego trójpodziału władzy, głodzenie, krzywdzenie i zabijanie istot ludzkich uzależnionych od pomocy zagranicznej było czymś normalnym? Dlaczego nazywacie „konserwatystami” reakcyjną koalicję neonazistów, białych chrześcijańskich nacjonalistów, autokratów, miliarderów i zastraszonych służalczych hipokrytów, którzy wchodzą w skład nowego reżimu? Nie czujecie, że ten polityczny eufemizm zalatuje oszustwem i kolaboracją? Szaleńcy, którzy sieją spustoszenie w instytucjach demokratycznych i niszczą relacje z naszymi sojusznikami, niczego nie konserwują. […]
Góra to dół. Dwa plus dwa równa się pięć.
🖇
Język unicestwiania, masowych deportacji – wróg wewnętrzny, szkodniki, zatruwanie krwi narodu, złe geny, feminazistki, ideologia „woke”, Lügenpresse (łże-prasa), wrogowie publiczni – staje się coraz bardziej akceptowalny, aż przestaje szokować lub ukrywa się jego brutalność pod płaszczykiem zabawnej przesady lub ironii.
🖇
[…]
oto jestem tu, w połowie marca 2025 roku, światem trzęsą nieokiełznane demony, które sami uwolniliśmy, „my, naród”, a ty nie dożyłeś tej chwili […].
🖇
Pieśń o wytrwałości i cierpliwości, o długiej drodze już przebytej i tej, która dopiero przed nami. Nie jest to pieśń zagrzewająca do boju.
Pete Seeger, We Shall Overcome.
Zrobiłam zdjęcie transparentu przede mną ze sprawnie narysowaną karykaturą Trumpa i tą niedorzeczną fryzurą. Hasło: „WE SHALL OVERCOMB” (ZACZESZEMY). Niezbyt śmieszne. Hitlera też wyśmiewali, nazywając go bufonem, który wkrótce zniknie ze sceny politycznej. A potem przestali się śmiać.
🖇
Doskonale zdaję sobie sprawę, że ja, kobieta, która załkała, gdy w radiu leciał hymn ruchu obrony praw obywatelskich, We Shall Overcome, nie żyje pod okupacją tak jak moja matka. Nie biorę udziału w walkach w czasie wojny jak mój ojciec. Nie grozi mi natychmiastowa utrata pracy. Jestem samozatrudniona. Jestem biała i nigdy nie poczułam na własnej skórze rasistowskich upokorzeń. Nie jestem imigrantką. Nie wyślą mnie do obozu ani nie deportują. Nie jestem trans. Moja tożsamość nie została wymazana oficjalnym rządowym dekretem, nie odbieram talonów na jedzenie, nie korzystam z Medicaid, ubezpieczenia zdrowotnego, którego wycofanie zrujnuje moje życie i / lub życie moich dzieci. Z nieba nie spadają bomby. Mój dom stoi. Restauracje i sklepy w okolicy są otwarte. Na giełdzie nie doszło do wielkiego krachu. Najadam się do syta. Czuję się dobrze.
Chcecie wiedzieć, jak to się stało, że doszło do potworności czasów nazistowskich? Duża część osób, które były bezpieczne, nie przejmowała się tymi, którzy bezpieczni nie byli, a propaganda pod hasłem „my kontra oni” umacniała ich obojętność wobec ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości.