poniedziałek, października 12, 2026

6257. Z oazy (CDLXXXI)

Ostatnia przeczytana na gigancie książka. Przypomniało mi się, że na wirtualnym stoliczku leżała od lat. Wpasowała się w czytanie o stracie i to czytanie w ramach giganta zakończyła. Jest szcze­gól­na, bo to dwugłos: osoby odchodzącej i osoby „osierocanej” sy­ste­ma­tycz­nie, każ­dego dnia po ka­wa­łeczku.

[…]  poszliśmy na krótki spacer w po­bli­skim parku i Marilyn powiedziała:
     — Mam pomysł na książkę, którą powinniśmy razem napisać. Chcę udo­ku­mentować czekające nas trudne dni i miesiące. Może opis naszych kło­po­tów pomoże innym małżeństwom, które znajdą się w podobnej sy­tu­acji: gdy mąż lub żona zapadnie na śmiertelną chorobę. […]  Stworzymy tę książ­kę! Będziemy pisać rozdziały na przemian. Będzie to nasza wspólna książka, różna od innych, napisana przez dwoje ludzi, a nie jedną osobę, re­fleksje małżeństwa, które żyje ze sobą od sześćdziesięciu pięciu lat! Mamy to szczęście, że możemy iść razem na spotkanie ze śmiercią.

🖇

Kiedy cieszymy się cudownymi wspomnieniami, Marilyn ściska moją rękę i mówi:
     — Irv, niczego nie żałuję.
     Zgadzam się z całego serca.
     […]  Marilyn i ja nie czujemy żalu — żyliśmy odważnie, w pełni. Stara­li­śmy się nie marnować okazji, by poznać coś nowego, i teraz zostało nam niewiele czasu.

🖇

Jestem zdumiony kruchością swojego życia.

🖇

W końcu doszłam do wniosku, że człowiek żyje nie tylko dla siebie, lecz rów­nież dla innych. Chociaż może się to wydawać oczywiste, dopiero teraz rozumiem w pełni tę prawdę.

🖇

Martwię się swoim stanem, ale przypominam sobie liczne powody, które sprawiają, że ciągle powinnam być zadowolona. Mogę mówić, czytać, odpowiadać na mejle.

🖇

Pisarka Gail Sheehy wzruszyła mnie do łez, gdy napisała: „Będę się za Ciebie modlić i wyobrażać sobie, że Bóg trzyma Cię w dłoni. Jesteś taka maleńka, że na pewno się zmieścisz”.
     […] 
     Jest również piękny wiersz Krzątanina w Mieszkaniu Emily Dickinson:
               Uprzątać Serce — upychać
               Miłość w komórkę bezpieczną —
               Będzie potrzebna dopiero,
               Kiedy się zacznie Wieczność
.
     […] 
     Henry James przekształcił słowa świętego Pawła o miłości w inte­li­gent­ną formułę:

W ludzkim życiu ważne są trzy rzeczy. Pierwsza to dobroć. Druga to dobroć. Trzecia to dobroć.

     Mam nadzieję przestrzegać tego przykazania nawet mimo cierpień wy­wo­łanych moją obecną chorobą.

🖇

     — Tak, tak, rozumiem — powiedziała. — Świetnie rozumiem, co pan czu­je. Doświadczam dokładnie tego samego. Moje łzy to święto […]. Wie pan, o czym myślę? Że powinniśmy błogosławić życie i cieszyć się rze­czy­wi­stością teraz, gdy ciągle jest rzeczywista.
     Jej słowa mną wstrząsnęły. Długo siedzieliśmy w milczeniu, dobrze się rozumiejąc.

🖇

Czuję ogromną otuchę, gdy rozumiem, że nawet jeśli popełnimy błąd (jako ludzie), możemy wszystko naprawić autentycznością i dobrocią.

🖇

Przywileje to nic złego.

🖇

Nie ma jednej wskazówki dla każdego: wszyscy musimy odkryć, co jest dla nas ważne. Po drodze napotykamy znaki, podpowiedzi.

🖇

[…]  istnieje pozytywna korelacja między lękiem przed śmiercią a po­czu­ciem nieprzeżytego życia. „Innymi słowy, im więcej pozostało nieprzeżytego życia, tym większy jest lęk przed śmiercią”.

🖇

Jakie to dziwne, że prawdopodobnie to ja umrę pierwsza, choć najczęściej pierwszy umiera mąż. Nawet język angielski ujawnia spodziewaną różnicę między płciami. Wyraz widower („wdowiec”) pochodzi od wyrazu widow („wdo­wa”). Kiedy w języku angielskim istnieją odrębne określenia dla męż­czyz­ny i kobiety odgrywających tę samą rolę, źródłosłów jest najczęściej ro­dza­ju męskiego: hero/heroine („bohater”/„bohaterka”) albo poet/poetess („poeta”/„po­et­ka”). W tym przypadku źródłosłów świadczy, że kobieta praw­do­podobnie przeżyje małżonka.

🖇

[…]  moja śmierć to nie tylko moja sprawa.
Dzielę ją z ludźmi, którzy mnie kochają […]

🖇

Najbardziej przeraża mnie perspektywa życia bez Marilyn. Tak, wiem, z ba­dań, również moich własnych, wynika, że żałoba kończy się po upływie dwunastu miesięcy — przeżywamy kolejne pory roku, uro­dzi­ny i rocz­ni­ce śmierci, święta, a później ból łagodnieje. Po dwóch latach większość z nas znowu włącza się do normalnego życia.

🖇

Mój dawny mentor mówił: „Irv, masz tylko jedno życie. Ciesz się każdą chwilą zdumiewającego zjawiska zwanego «świadomością» i niczego nie żałuj!”. Jego mądra uwaga zmniejszyła mój strach przed demencją.

🖇

Wytrzymanie wszechogarniającej samotności to przytłaczające zadanie. Znowu znajduję pociechę w słowach Jerry’ego Franka: „Siedzę w fotelu i patrzę na toczące się życie. Nie jest tak źle, Irv”.

🖇

[…]  pyta, jak się czuję. Zwykle, by oszczędzić mu zmartwień, mówię: „W porządku” albo „Znośnie”.

🖇

Nazajutrz budzę się o piątej rano i doznaję olśnienia. „Nie rozumiesz, że śmierć to nie przyszłość? — pytam samego siebie. — Marilyn umiera w tej chwili”. […]  Umiera teraz – to nie przyszłe wydarzenie, tylko te­raź­niej­szość.

🖇

Seneka, Epiktet i Marek Aureliusz. Próbowali zrozumieć wszechświat, w któ­rym życie jednostki to krótkotrwały błysk światła między dwiema wiecznościami mroku, pierwszą przed narodzinami i drugą po śmierci. Uważali, że należy prowadzić dobre, racjonalne życie, chcieli, by człowiek nie obawiał się śmierci, lecz zaakceptował jej nieunikniony charakter w porządku wszechświata.

🖇

[…]  siadam przy komputerze i piszę te słowa – jakbym mógł po­wstrzy­mać upływ czasu. Czy pomysł napisania tej książki nie służy właśnie temu ce­lo­wi? Opisuję teraźniejszość, by przenieść ją w przyszłość, zamrozić czas. To złudzenie. Ale daje ulgę.

🖇

[…]  tak, zmuszała mnie, jak was wszystkich, bym wydobywała z siebie naj­lepsze cechy.
     Miałam ogromne szczęście, że moja matka była tak głęboko za­an­ga­żo­wana w feminizm! […]
     Specjalizuję się w położnictwie i pomagam w narodzinach, a jednak je­stem tutaj, by pomóc jej odejść. Wydaje się to właściwe.

   — Eve Yalom, córka

❦
Marilyn kochała piękno —
nie w prosty, hedonistyczny sposób,
ale raczej jako afirmację życia, symbol ludzkiej dobroci.
W pewnym sensie
walczyła o dobro,
w które wierzyła.
[…] 
Zachęcała nas wszystkich,
żebyśmy popierali jej ideały,
dostrzegali dobro
w innych kulturach i religiach,
w ludziach,
w sobie.
Będzie mi głęboko brakowało światła, które niosła,
ale nie spodziewam się, że ono przygaśnie,
raczej nabierze siły
,
wypełniając nocne niebo,
przypominając jasne gwiazdy
w ciągle rozszerzającym się wszechświecie.
Każdy z was niesie teraz to światło.

   — Reid Yalom, syn

❦

Kiedy przeczytamy inteligentną, dobrze napisaną książkę,
       będziemy ją pamiętać.
Kiedy zwrócimy się do Boga w rodzaju żeńskim,
       będziemy ją pamiętać.
Kiedy my, kobiety, usiądziemy przy stole i powiemy, co myślimy,
       będziemy ją pamiętać.
Kiedy mimo szacunku dla historii odważymy się kwestionować patriarchat,
       będziemy ją pamiętać.
[…] 
Kiedy zakwitną morele,
       będziemy ją pamiętać.
[…] 
Kiedy żeberka zostaną objedzone do kości,
       będziemy ją pamiętać.
Kiedy ktoś poprawi nasz błąd językowy,
       będziemy ją pamiętać.
[…] 
Kiedy będziemy zdezorientowane, smutne, wesołe albo radosne,
       będziemy ją pamiętać.
Będzie żyła, dopóki żyjemy, bo jest teraz częścią nas.
       będziemy ją pamiętać.
(Odczytane przez Eve Yalom i jej córki Lily i Alanę, powtarzane przez wszystkich obecnych)

🖇

[l]a façon ou manière correcte de faire les choses
/pl. właściwy sposób postępowania/

🖇

[…]  śmierć, wolność, samotność i sens życia. Moje książki są wy­ko­rzy­sty­wa­ne na zajęciach ze studentami na całym świecie, bo są jasne i racjonalne. A jednak ja sam doświadczam w tej chwili irracjonalnych impulsów!

🖇

[…]  moja tęsknota się nie zmniejszyła. Stale sobie przypominam, że rana będzie się goić powoli […].

🖇

Moja ukochana Marilyn!
     […]  Postąpiłaś bardzo mądrze, że zaprosiłaś mnie do wspólnego pisania Sprawy śmierci i życia… nie, nie, źle to sformułowałem, nie zaprosiłaś — na­le­ga­łaś, bym odłożył rozpoczętą pracę i zamiast tego pisał z Tobą ten pa­mięt­nik. Będę Ci na zawsze wdzięczny za Twoje nalegania — ten projekt utrzymał mnie przy życiu przez sto dwadzieścia pięć dni od Twojej śmierci.
     […] Ból się zmniejszył i znowu czuję w sercu ciepłe pulsowanie miłości. […]  zawsze powtarzałaś, że mnie kochasz i że dostrzegasz we mnie ogrom­ny potencjał. Czy mógłbym Ci kiedykolwiek wystarczająco podziękować? Kiedy piszę te zdania, po moich policzkach spływają łzy.
     Ostatnie cztery miesiące bez Ciebie to najtrudniejszy okres mojego życia. […]  po raz pierwszy od Twojego odejścia, myślę, że mogę Ci powiedzieć: „Nie martw się o mnie: zaczynam znowu żyć”. Cały czas mi towarzyszysz.

Marilyn Yalom, Irvin D. Yalom, Sprawa śmierci i życia,
przeł. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Powiem ci coś o swoim obecnym życiu.

🖇

Posłuchaj mnie, proszę. Przeżyję twoją śmierć. […]  Nie zaprzeczam, że będę tęsknić za tobą do ostat­niej chwili życia… ale będę dalej żył. Nie boję się śmier­ci… nie tak jak dawniej.

🖇

Uważam, że smutek łagodnieje. Może chaos i rozpacz się kończą? […]  Kiedy spoglądam na to zdjęcie [Marilyn] i przy­pominam sobie spędzone wspólnie szczęśliwe chwi­le, nagle wracam do rzeczywistości. Nie wątpię, że czeka mnie jeszcze wiele cierpień.

🖇

Uczę się, że coś może być wartościowe, interesujące i ważne, nawet jeśli doświadczam tego sam, jeśli nie mogę się tym podzielić z Marilyn.

(tamże)

# (polis):

Później wiadomości telewizyjne i modlitwa Marilyn, by mogła obserwować za życia impeachment Trumpa.

(tamże)

[suplement, 13.10.2026]


Jens Galschiot, Pomarańczowa Plaga, 2026.
[dostęp: 13.10.2026], źródło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz