poniedziałek, października 12, 2026

6256. Z oazy (CDLXXX)

Czekałam na tę książkę w wersji elektronicznej na długo przed gigantem. Czekałam, nie mając pojęcia, że będę ją czytać w ramach empatyzowania z najukochańszym Człowiekiem i Jego Mamą, ale dokładnie tak się stało.

To nie jest książka tylko o stracie i jej konsekwencjach. To przede wszystkim książka o miłości i dlatego warta jest przeczytania. Nie miałam wątpliwości, że wybieranie fragmentów będzie trwało i będzie bolało. Dokładnie tak się stało.

To jedna z dwóch ostatnich książek, jakie przeczytałam na gigancie, ale wy­bo­ru wy­imków do­ko­ny­wa­łam już po powrocie, mierząc się nie tylko z trudnością, jaką było samo wybieranie, ale również z trzymającą mnie długo w­szachu niepewnością, jak te wyimki poukładać. Stanęło między innymi na dodatkowej przestrzeni pomiędzy grupami fragmentów, by móc wziąć oddech. Gdy tylko podjęłam tę decyzję, wyimki, które muszę tu mieć, ułożyły się same.

To potrzeba, nie wybór. Ta książka jest potrzebą, nie wyborem.

🖇

Niniejsza książka jest pewnego rodzaju pamiętnikiem i  […]  jest mapą tego, co się mówi, oraz przemilczeń.

🖇

Gdy piszę, czas jest wciąż podziurawiony. Często myślę o tym, jak wiele nie wiem o przeszłości i jak pusta stała się przyszłość, odkąd zmarł Paul. Wiele pozostawało niewidzialne dla mnie wtedy i pozostaje niewidzialne teraz. Wiele leży poza sferą mojego zrozumienia.

🖇

Ta książka będzie pierwszą, której Paul nie przeczyta przed publikacją. […] 
     Gdy piszę, słyszę w głowie jego głos.
     To zdanie jest rozwlekłe, mówił, a wtedy ja przepisywałam je w bardziej zwięzłej formie.
     Brzmi zbyt ezoterycznie; tu żargon medyczny. Nie wiem, co to znaczy, mówił. Sparafrazuj.
     Nie potrzebujesz tu przymiotnika, mówiłam. Użyłeś tego samego słowa dwie strony wcześniej, znajdź inne. Skróć tę dygresję. Jest za długa
. Czasem zauważałam frazę, która z jakiegoś powodu wydawała mi się nie­pre­cy­zyj­na, i wyjaśniałam dlaczego. Zawsze ją zmieniał.
     Nie pamiętam ani jednego przypadku, żeby jedno odrzuciło radę dru­giego.

🖇

Pisanie to działanie. Zdanie po zdaniu, ustęp po ustępie próbowałam coś z niego przenieść na papier, coś z tego, kim dla mnie był [Paul]. […]  Wszyscy umieramy, ale ja miałam go w swoim życiu, a ponieważ go mia­łam, nie jestem tą, którą byłam, gdy go poznałam, lecz kimś in­nym — lepszym, ciep­lejszym, twardszym, mądrzejszym. Kiedyś mó­wi­łam mu: Jesteś sercem mojego serca. Był i cały czas jest.

🖇

Czasem ważne jest, by przemówić, a czasem mądrzej jest ugryźć się w język. Nie zawsze też łatwo ustalić, która opcja jest właściwa. Ta książka jest owo­cem jednego i drugiego.
     Wiem także, że ORAZ związku dwojga ludzi nie jest usprawiedliwieniem dla ingerencji, dla wścibstwa lub wpychania się do wnętrza drugiej osoby i domagania się wyznań. Każdy człowiek musi mieć swobodę wyboru, kiedy i co powiedzieć. Nawet najbardziej intymne relacje wymagają szacunku dla czułych, drażliwych i tajemnych geografii człowieczego ja.

🖇

Dwie wersje czasu: czas jako linia pojedynczego ludzkiego życia, które kończy się śmiercią, i czas jako koło, które się obraca i mieści w sobie cykle narodzin i śmierci.

🖇

Godziny przeskakują do przodu, za to minuty częstokroć ciągną się powoli. Chcę zakorzenić swe ciało w kalendarzach i zegarach, tych niezawodnych, acz ostatecznie fikcyjnych systemach odliczania upływającego czasu, ale gubię się w ich regularnym rytmie.

🖇

[…]  żyjemy w owym „Potem”, miejscu, gdzie 
logika czasu i przestrzeni jest zaburzona.

🖇

Martwię się, że moje myśli rozproszą się na więcej kawałków, niż będę w sta­nie pozbierać. Tym się teraz zajmuję — zbieraniem kawałków siebie.

🖇

Zwyczaje, nawyki, rytuały wywodzą sens z powtórzeń, a powtórzenia te mogą służyć za zbroję chroniącą przed niepokojem.

🖇

Istoty ludzkie nie są jedynymi, które tęsknią za zmarłymi i ich szukają. […]
     Gdzie jesteś?
     Mogę poszukiwać utraconego partnera, pisząc o nim w tej książce, rzecz dla gęsi niemożliwa, aczkolwiek gęś i ja jesteśmy istotami społecznymi przy­wią­za­nymi do swego towarzysza i żadna z nas nie jest w stanie zlo­ka­li­zować tego, którego utraciła, a tym bardziej przywrócić mu życia.

🖇

Chociaż istoty ludzkie są w zasadzie zbiorem poszczegól­nych części, nie są one autonomiczne, ale w fundamentalny sposób ze sobą powiązane. Modele medyczne słyną z tego, że słabo odzwierciedlają to współuzależ­nienie, opie­ra­jąc się na odpowiedzialności lekarzy specjalistów za każdą z oddzielnych części. […]  Specjalizacja ma swoje cudowne plusy, lecz także znamienne martwe punkty.

🖇

Jak powiedziałam Paulowi, guz to nie drzewo. Nie można określić, kiedy wy­rósł, i pomimo długiej tradycji łączącej raka z emocjami i ze stratą oraz wielu najnowszych prac naukowych, które podejmują to samo pytanie, rezultaty badań nie są jednoznaczne i wśród naukowców nie osiągnięto w tej kwestii konsensusu. Panuje natomiast zgoda co do tego, że stresory różnego rodzaju wpływają na układ odpornościowy. […]  Warto pamiętać nauko­wą mantrę: „korelacja to nie przyczyna”.

🖇

W trakcie terapii Paula cały czas myślałam o tym amerykańskim generale, który podczas wojny wietnamskiej stwierdził: „Musieliśmy zniszczyć tę wioskę, żeby ją ocalić”.

🖇

Niestety w dużym stopniu propaganda świetlanej przyszłości medycyny per­sonalizowanej i jej zdolności przewidywania terapii dla „ciebie” służy temu, by sprzedać prymitywne, fałszywe przekonanie o tym, że de­cy­du­ją­cym czynnikiem w rozwoju choroby jest „gen”. Regularnie pojawiają się głosy o wpływie „środowiska”, wciąż jednak powszechne jest przekonanie, że chorobę można przewidzieć na podstawie genomu danej osoby.

🖇

Cudowności i potworności przeplatają się w życiu wielu z nas.

🖇

Co mam zrobić? — zwracał się do mnie z przelotnym uśmiechem na twa­rzy — pogrozić Bogu pięściami?

🖇

Fantazja indywidualnej sprawczości jest potężna — idea, że każde z nas kontroluje w dużym stopniu to, co się nam przytrafia.

🖇

Istnieje znacząca różnica między nadzieją a optymizmem. Skłonność opty­mi­sty do przyjmowania z radością każdej dobrej nowiny i przewidywania szczęśliwego zakończenia jest zrozumiała, ale wywołuje huśtawkę emo­cjo­nal­ną, nie do wytrzymania przynajmniej dla tych, którzy kochają pacjenta. Nadzieja natomiast jest do życia niezbędna.

🖇

Nadzieja jest tym, czego potrzebujemy, dopóki sprawa nie stanie się bez­na­dziej­na, a wtedy ważne jest, by stawić czoło prawdzie.

🖇

Gdyby terapie poskutkowały […]. Choroba stałaby się bolesnym wspo­mnie­niem, naszym wspólnym, z domieszką wdzięczności za innowacyjne roz­wią­za­nia medyczne, nic jednak nie poszło zgodnie z planem.

🖇

30 kwietnia
     Mój kochany umarł dziś o 6.58. […]  „On was słyszy. Możecie do niego mówić”. Ujęłam w dłonie jego twarz. Powiedziałam: „Boże, zaznaliśmy tyle radości, co? Tyle radości”. To mi przyszło do głowy. Radość. Wydawała się tak waż­na.

🖇

Mądrość po fakcie to nie prognoza.

🖇

Lata temu napisałam w jednym z esejów: „Tylko odsłonięte ja może poczuć radość”. To także prawda w odniesieniu do miłości i żałoby.

🖇

Zagłębiłam się w badania dotyczące żałoby. Gdy coś mnie nurtuje, czytam. Obsesyjnie czytam o tym, co mnie nurtuje. Nie rozwiązuje to problemu. Ale pozwala się zdystansować. Chłodzi oparzenie. Lepsze to niż butelka szkockiej.

🖇

Chęć samotnego zwinięcia się w pozycji embrionalnej w zaciemnionym pokoju i pozostania tam nieruchomo ma w teraźniejszości powab, jaki w przeszłości odczuwałam tylko wtedy, gdy cierpiałam na ciężką grypę, przeziębienie lub migrenowy ból głowy. Gdy wabi mnie inercja, myślę sobie — nie odpowiadaj. To zew otchłani.

🖇

Lęk […]  jest jak spojrzenie w otchłań.
   — Søren Kierkegaard (1813–1855)

🖇

Gdy samotnie przemierzam ten dom, naśladuję rytmy z czasów przed śmier­cią Paula w przestrzeniach istniejących po jego śmierci. Ten dom jest prawdziwym domem, lecz także konstrukcją pamięci.

🖇

Czas mija. Najwyraźniej mija beze mnie. Chcę w nim być? Czy raczej ten cza­so­wy paraliż jest czymś, czego potrzebuję?

🖇

Róże kwitną teraz bez niego. […]  Ten dom jest domem naszych krótkich roz­mów i tych długich, domem naszych dysput i miłosnych wyznań, domem naszych cierpień spowodowanych wydarzeniami, nad którymi nie mie­li­śmy kontroli i którym nie byliśmy w stanie zapobiec. […]  To dom długiego nieustannego dialogu na temat rzeczy drobnych i wielkich, dialogu, który teraz umilkł.

🖇

Często czujemy to, czego nie wie­my i czego nie możemy wyrazić. Duchy prze­szłości nawiedzają postawę, gesty, spojrzenie i słowa, które po­tem mieszają się z postawą, gestami, spojrzeniem i słowami drugiej osoby i wspólnie tworzą coś więcej, zmienną zmieszaną atmosferę, produkt nie jed­nego lub drugiego, lecz obojga.

🖇

Jestem w nawiedzonym domu zamieszkanym przez powstałego z Paula i mnie ducha, przez „my”, które już nie istnieje, w każdym razie nie w te­raź­niej­szo­ści, przeniknęło jednak wszystkie pokoje. To obejmująca się, do­ty­ka­ją­ca, uprawiająca seks, śmiejąca się, pocieszająca, kłócąca się, spokojnie mó­wią­ca podwójna postać z przeszłości z własnymi żartami i odniesieniami znanymi tylko „nam”.

🖇

Żyjemy w kul­turze, w której wszystko się kwantyfikuje, nawet niedające się zmierzyć właściwości. Określamy liczebnie inteligencję, depresję, wszel­kie­go rodzaju stany psychiczne, abstrak­cje, których nie jesteśmy nawet w sta­nie zdefiniować. Dzięki temu czujemy, że opanowaliśmy coś, co jest fun­da­men­tal­nie niejednoznaczne. Tego, jak bardzo kochałam Paula i jak bardzo on kochał mnie, nie da się wyrazić liczbą.

🖇

„Kocham Cię” i „Myślę, że wiesz, że Ty kochasz mnie”. Cała reszta była zbęd­ną dekoracją — wstążkami, kokardami, frędzlami — do przyozdobienia dwóch pros­tych prawd, które były jedną prawdą między nami.

🖇

Zakochanie się jest czymś niemal tak zwyczajnym jak narodziny i śmierć. […]  odpowiedź na pytanie, dlaczego miłość w ogóle się rodzi i dlaczego, gdy już się pojawia, jedne pary trwają ze sobą, inne natomiast rozstają się w złości, goryczy lub znudzeniu, nie jest prosta. W naszej kulturze, jeśli cho­dzi o „związki”, skupiamy się głównie na tym, jak je naprawiać. Te dobre nie wymagają działań ani interwencji, często więc znikają z pola widzenia.

🖇

W twarzy Paula znajdowałam siebie lepszą, niż jestem,
ale nie lepszą, niż chcę być.

🖇

Teraz częściej niż przed śmiercią Paula zauważam na ulicy pary. Widzę, jak spacerują razem, kołysząc splecio­nymi dłońmi, pary wszelkiego rodzaju, młode i stare, homo- i heteroseksualne, i wspominam siebie i Paula. […]  Humor zrozumiały tylko dla dwojga to jedna z przyjemności życia w związ­ku. […]  Przypatruję się teraz bacznie człowieczym parom w podeszłym wie­ku, a gdy zauważam wzajemne przejawy czułości, uśmiecham się, a po­tem im zazdroszczę.

🖇

Czy możliwe jest zatrzymanie drobinek szczęścia […]   gdy spowija mnie smutek? Trzeba, zdaje się, próbować.

🖇

[…]  tak jak we wszystkich opowieściach przez luki przeskakuje się za po­mo­cą „i” lub „a później”.

🖇

Gdy strata jest dojmująca, takiż jest strach, usztywniający, lodowaty strach przed przyszłością, która oznacza mnie bez ciebie.

🖇

[…]   poprzysięgłam sobie, że się poprawię, nawet jeśli to ulepszanie nie idzie mi najlepiej. Myślę, że zastępuję niezbędną przemianę bardzo surową krytyką samej siebie, ale wrażenie pozostaje.

🖇

Dawno, dawno temu. Kiedy by to było?
     Przed twoją śmiercią.

🖇

Przyszłość jest ostatecznie odkładaną w nieskończoność fikcją. Gdy nastaje coś, co kiedyś było przyszłością, nie jest to już przyszłość.

🖇

Jestem przyzwyczajona do tego, że rozpacz spada na mnie z za­sko­cze­nia, zwykle jednak potrafię dokładnie wytłumaczyć, dlaczego dany widok lub dźwięk wyskakuje i mnie kąsa.

🖇

Są w życiu chwile, gdy zabawa i radość są niemożliwe. Zdumiewa mnie jednak fakt, że nawet w okresach intensywnego smutku i niepokoju śmiech jest nie tylko możliwy, ale i konieczny.

🖇

Od początku wyczuwałam, że w Paulu kryje się Bartleby. Nigdy nie był dla mnie w pełni przystępny. Jestem pewna, że zabrał do grobu jakieś ta­jem­ni­ce. Podejrzewam, że tak jest w przypadku każdego człowieka.

🖇

Maj, czerwiec, lipiec — minęły. Mija sierpień. Z porami roku zmienia się światło. Gdy otwieram oczy, jest ciemno. […]  Poniedziałek, wtorek, środa. Postanawiam nie wybiegać dalej niż trzy dni do przodu — więcej niż trzy dni napawa mnie trwogą. […]
     Jednakowość mnie podtrzymuje, chociaż życie nie jest takie samo. Ja nie jestem taka sama. Moja świadomość jest jednocześnie wy­ostrzo­na i przyćmiona.

🖇

Ostatnio wyobrażam sobie niezliczone rzesze osamotnionych po stracie bliskich ludzi, którzy wracają do domu, gdzie nikt nie czeka. Problem z żałobą polega na tym, że ten NIKT ma IMIĘ.

🖇

Są chwile, kiedy TERAZ przysłania żałobę: ciepłe słońce na mojej twarzy, czerwień pomidorów na targu warzywnym […].
     Są też chwile, gdy w tym odtwarzaniu zwyczajnego życia tuż pod po­wierz­chnią słyszę swój zduszony krzyk.

🖇

Powtórzenie i wspomnienie to ten sam ruch, lecz skierowany w prze­ciw­ne strony. To, co się wspomina — już było, powtarza się zatem do tyłu. Zaś właściwe powtórzenie to wspomnienie zwrócone ku przyszłości.
   — Søren Kierkegaard

🖇

Niedawno odkryłam, że 1 maja 2024 roku, dzień po śmierci Paula, „The Guardian” opublikował cytaty z wywiadów, których Paul udzielił w mi­nio­nych latach. Znalazłam taki: „Miłość należy sobie wyobrażać jako pewnego rodzaju drzewo lub roślinę… niektóre części uschną i może trzeba będzie uciąć gałąź, by podtrzymać ogólny rozwój całego organizmu. Jeśli ko­niecz­nie chcesz, żeby miłość była dokładnie taka jak kiedyś, pewnego dnia obu­mrze na twoich oczach. Ażeby się utrzymała, musi być organiczna”.

🖇

Czym jest własne ja, jeśli pozbawi się go innych?

🖇

Po cierpieniu zwykle zostają blizny. Ci najbardziej odporni też mają blizny, te jednak mniej wpływają na ich powszednią egzystencję.

🖇

Paul zmarł wiosną. Czy to możliwe? Dwie pory roku temu?

🖇

Przeszłość pisania staje się teraźniejszością czytania, nawet jeśli pisarza i czytelnika dzielą stulecia.

🖇

Jedyną prawdą, której możemy być pewni, jest zmiana. Cokolwiek dzieje się teraz — cudownego bądź strasznego — nie pozostanie takie samo, lecz stanie się czymś innym.

Siri Hustvedt, Księga duchów, przeł. Jerzy Kozłowski,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

Krąg czasu. Wiedziałam, że przyjdzie śmierć, najpierw do niego lub do mnie, ten surowy fakt budzi jednak we mnie bunt — czuję to w mięśniach, tkankach, kościach, krwi, tętnie, oddechu. Jestem reakcjonistką. Chcę po­wro­tu tego, co było.

🖇

[…]  odpowiedziałam po norwesku, w moim języku oj­czy­stym: Det skulle bare mangle. […]  Dosłownie zna­czy: Tego miałoby brakować. Tłumaczenie: Ależ oczy­wi­ście. To się rozumie samo przez się.

🖇

Prawda jest taka, że idee tak naprawdę nie należą do nikogo. Nie mają właścicieli; krążą z jednej głowy do drugiej, gdy się czyta, rozmawia, a czasem po prostu wdycha powietrze na dworze.

🖇

Ratunek. Łzy. Opowiedz jeszcze raz.

🖇

Oczywiście stalibyśmy się innymi ludźmi, gdybyśmy się nie poznali, nie zupełnie innymi, ale innymi, pchnięci w tym czy innym kierunku przez drugą osobę, a także szersze okoliczności.
🖇

#A (feminium):

Zmagania jednostki, jak bardzo się różniąceod neo­liberalnej fan­ta­zji o jednostce, która tworzy samą siebie (jednostka z tej fantazji jest zawsze mężczyzną). Nie rodzimy samych siebie.

🖇

„Tak mi teraz przykro…” […]. Będzie musiało minąć wiele lat, bym mogła trzeźwo spojrzeć na swój problem przypisywania sobie czyjejś winy. Teraz dużo lepiej rozpoznaję w swoim życiu te momenty, kiedy w niczym nie za­wi­ni­łam. Nasza kultura skłania kobiety do tego, by prze­pra­sza­ły. Przepraszająca kobieta zna swoje miejsce, poddaje się auto­rytetowi męż­czy­zny i nikomu nie zagraża.

🖇

Perspektywa czasu uwolniła mnie od niejasnego poczucia winy, które mnie ogarnęło, gdy miałam dwanaście lat, uczucia, że w jakiś sposób jestem odpowiedzialna za to, jak się mnie traktuje.

🖇

Eros dla [Audre] Lorde to żeńska siła, „zdolność do radości”, która gdy jest dzielona z innymi, staje się „mostem”. Lorde utrzymuje: „Męż­czy­źni często nadają fałszywe nazwy erotyce i wykorzystują ją przeciwko ko­bietom”. Mylona jest z pornografią i by osłabić jej moc, służy jako broń: NIE DLA DZIWKI. W pojemnej definicji erotyki przedstawionej przez Lorde mieści się ona: „czy to w tańcu, składaniu regału na książki, pisaniu wier­sza czy rozmyślaniu o jakiejś idei”.

#B (polis):

Mitterrand. 1981. Tańczyli na paryskich ulicach niedaleko mieszkania mo­je­go przyjaciela w Marais. Tańczyli znowu w zeszłym miesiącu, w lipcu 2024, gdy lewica zjednoczyła się, by pokonać skrajnie prawicową partię węży pod wodzą Marine Le Pen. Ja odtańczyłam radosny taniec za Obamę tutaj, na Brooklynie, w roku 2008, podskakiwałam w bibliotece i ob­sy­py­wa­łam pocałunkami Paula. Sophie odtańczyła taniec zwycięstwa na kam­pu­sie Sarah Lawrence College z setkami stu­den­tów, pedagogów i pracow­ni­ków uczelni. Chciałabym zatańczyć w listopadzie. Wciąż mam nadzieję.

🖇

Z odczytu Paula w Queens College w maju 1985 roku:
     „Posłuchajcie naszego geniusza [Ronald Reagan] mieszkającego w Bia­łym Domu, który głosi, że żołnierze niemieckiego SS byli w takim samym stopniu ofiarami nazizmu jak miliony zgładzonych w obozach śmierci — a potem spróbujcie przekonać samych siebie, że to nieprawda, że coś po­szło mocno nie tak”.

🖇

Wszyscy wiedzieliśmy, że coś się może wydarzyć. Od lat mówiło się o tej groźbie, teraz jednak, gdy doszło do tragedii, jest dużo straszniejsza, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Ostatni atak obcych sił na amerykańskiej ziemi rozegrał się w 1812 roku. Dla tego, co wydarzyło się dzisiaj [Nowy Jork, 11.09.2001], nie ma precedensu, a konsekwencje bez wątpienia będą straszne. Więcej przemocy, więcej śmierci, więcej bólu dla wszystkich.
     I tak w końcu rozpoczyna się XXI wiek.

🖇

Paul nie chciał wypowiadać jego nazwiska. Mówił o nim: Numer Czterdziesty Piąty. Polityka jako patologia.

🖇

[Spencer Ostrander] odnotował jedną nieoczekiwaną i osobliwą rzecz: no­gaw­ki garnituru Numeru Czterdziestego Piątego u dołu były wy­strzę­pio­ne, bo za długie spodnie wsuwały się pod obcasy butów, co znaczyło, że ów rze­ko­my miliarder nie stąpał po podłodze, lecz po nogawkach spodni. Trudno było pojąć znaczenie tego przedziwnego zjawiska, ów cudacznie ufry­zo­wa­ny osobnik bez wątpienia bowiem spędzał mnóstwo czasu na farbowaniu, układaniu i przejmowaniu się wyglądem włosów, najwyraźniej jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na długość spodni.

🖇

Wygląda na to, że co do koronawirusa i milionów istnień, które zmiótł na całym świecie, zapanowała zbiorowa amnezja. Niewielu chce pamiętać, ale pandemia z pewnością przyczynia się do lęków, paranoi i furii, które wy­ko­rzy­stu­je reakcyjna prawica w trwającej teraz w Stanach Zjednoczonych kampanii prezydenckiej, a także w autorytarnych, skrajnie prawicowych ruchach w innych częściach świata.

🖇

Nadszedł i minął także dzień wyborów. Siedemdziesiąt siedem mi­lio­nów wyborców z własnej woli zagłosowało na człowieka, któ­re­go uzna­no winnym trzydziestu czterech zarzutów karnych i skazano za przestępstwo seksualne, człowieka, który podburzał do zamieszek i nigdy nie przyznał, że przegrał wybory w 2020 roku. Za czym głosowali? Nie­któ­rzy wie­rzą, że jest niewinny, a wszystkie zarzuty są bezpodstawne. Inni wie­rzą, że jest wysłannikiem Boga. Gdy w lipcu zwrócił się do grupy chrze­ści­jan: „Pójdźcie i zagłosujcie. Tylko ten jeden raz. Nie będziecie musieli wię­cej tego robić. Jeszcze cztery lata i wiecie co? Będzie załatwione, będzie w po­rządku, nie będziecie już musieli głosować”, co miał na myśli? Słowa są ważne. Język kształtuje, ale interpretacja nie jest czymś stałym.

🖇

Dekret prezydencki numer 14168 „w obronie kobiet przed ekstremiz­mem ideologii gender przywracający w rządzie federalnym biologiczną prawdę”.
     „Kobieta to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza dużą komórkę rozrodczą”.
     „Mężczyzna to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza małą komórkę rozrodczą”.
     Ponieważ zygota — jak się nazywa komórkę diploi­dal­­ną w chwili po­czę­cia — nie ma płci, a gonady embrio­nu w początkowej fazie są „obo­jęt­ne”, rozróżnialne dopiero między szóstym a dziewiątym tygodniem ciąży, powyższe definicje to biologiczne brednie. Chłopcy wytwarzają „ma­łą komórkę”, spermę, w okresie dojrzewania, a niektórzy mężczyźni nigdy jej nie wytwarzają, co by znaczyło, że do pewnego wieku albo do śmierci takie osoby nie są ani mężczyznami, ani kobietami, ani nikim innym. […]  Co więcej, każda binarna definicja płci gmatwa się, jeśli ktoś na­praw­dę szuka prawdy biologicznej.

🖇

Przeraża mnie to wszystko, co umożliwiło nadchodzącą prezydenturę: apatia, urojenia, cynizm, wściekłość, wiara i zrzucanie odpo­wie­dzial­no­ści na innych. Słyszę, jak Paul pomstuje na wynik wyborów. Jak to możliwe, że Numer Czterdziesty Piąty zaraz się stanie Numerem Czter­dzie­stym Siódmym?

🖇

Nienawiść do intelek­tua­listów, uniwersytetów, naukowców i ekspertów w tej chwili rozgorzała na nowo, wypalając równiny, na któ­rych się wy­cho­wa­łam. Błędem jest uważać, że tego typu odczucia należą wyłącznie do wy­bor­ców Trumpa w ich czerwonych czapeczkach. Populizm przyciągnął zarówno tych z prawa, jak i z lewa. Nawet elity uczestniczą w tym antyelityzmie — na przykład wykształceni dziennikarze wrogo nastawieni do książek z odniesieniami do myślicieli, o których nigdy nie słyszeli.

🖇

Wydaje się, że potrzeba szufladkowania ludzi według kategorii i trak­to­wa­nia ich jako coś statycznego nigdy nie umiera. Płeć, rasa i status klasowy to znajome i częs­to okrutne społeczne szufladki, ale w sztuce też dochodzi do szufladkowania, z tych samych zresztą powodów. Niejednoznaczność, niuanse i złożoność postrzega się jako zagrożenie dla konwencji i porządku.

🖇

Po dojściu do władzy fundamentalistyczni przywódcy religijni, fa­szy­stow­skie, totalitarne i autorytarne rządy wszelkiej maści wprowadzają prawa dyskryminujące mniejszości seksualne i promujące politykę reprodukcyjną. Chcą zawłaszczyć kategorie i zamienić je w naturalne, niezmienne prawdy. Tak się działo we wszystkich faszystowskich rządach w Europie. Partia Fi­desz Viktora Orbána na Węgrzech i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, ta druga już odsunięta od władzy, to ostatnie przykłady tej samej strategii.

🖇

I tak się toczy ta żałosna saga nie- lub przynależności: w gimnazjum, przy długim stole w jadalni, na dworze królewskim, na konferencji akademickiej i w potwornym procesie wykluczania „innych” przez zwolenników MAGA.

🖇

Zgraja neokonfederatów z 6 stycznia to „patrioci”, którzy zdaniem obecne­go prezydenta wykazali się „odwagą, wiarą i miłością”.
     W krótkiej mowie wygłoszonej podczas uroczystości ku pamięci Paula zacytowałam ojca: „Gdy w Ameryce zawita faszyzm, nazwą go ame­ry­ka­nizmem”. Dodałam: „Zawitał. I tak go nazywają”.

🖇

Spektakl okrucieństwa trwa w najlepsze,
symbolicznie i w rzeczywistości.

🖇

Czytam artykuły i mamroczę pod nosem: Czy wy nie widzicie, co się dzieje? Jak możecie pisać te powściągliwe artykuły, jak gdyby wywracanie do gó­ry nogami systemu, ignorowanie konstytucyjnego trójpodziału władzy, gło­dzenie, krzywdzenie i za­bi­janie istot ludzkich uzależnionych od pomocy za­gra­nicznej było czymś normalnym? Dlaczego nazywacie „kon­ser­wa­ty­stami” reakcyjną koalicję neonazistów, białych chrze­ści­jań­skich nacjonalistów, autokratów, miliarderów i zastraszonych słu­żal­czych hipokrytów, którzy wchodzą w skład nowego reżimu? Nie czu­je­cie, że ten polityczny eufemizm zalatuje oszustwem i kolaboracją? Szaleńcy, któ­rzy sieją spustoszenie w instytucjach demokratycznych i niszczą relacje z naszymi sojusznikami, niczego nie konserwują.
     […] 
     Góra to dół. Dwa plus dwa równa się pięć.

🖇

Język unicestwiania, masowych deportacji – wróg wewnętrzny, szkod­ni­ki, zatruwanie krwi narodu, złe geny, feminazistki, ideologia „woke”, Lügen­presse (łże-prasa), wrogowie publiczni – staje się coraz bardziej akcep­to­wal­ny, aż przestaje szokować lub ukrywa się jego bru­tal­ność pod pła­szczy­kiem zabawnej przesady lub ironii.

🖇

[…]  oto jestem tu, w połowie marca 2025 roku, świa­tem trzę­są nie­okieł­zna­ne demony, które sami uwolniliśmy, „my, naród”, a ty nie dożyłeś tej chwili […].

🖇

Pieśń o wytrwałości i cierpliwości, o długiej drodze już przebytej i tej, która dopiero przed nami. Nie jest to pieśń zagrzewająca do boju.

Pete Seeger, We Shall Overcome.

Zrobiłam zdjęcie transparentu przede mną ze sprawnie narysowaną ka­ry­ka­tu­rą Trumpa i tą niedorzeczną fryzurą. Hasło: „WE SHALL OVER­COMB” (ZACZESZEMY). Niezbyt śmieszne. Hitlera też wyśmiewali, na­zy­wa­jąc go bufonem, który wkrótce zniknie ze sceny politycznej. A po­tem prze­sta­li się śmiać.

🖇

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ja, kobieta, która załkała, gdy w radiu le­ciał hymn ruchu obrony praw obywatelskich, We Shall Overcome, nie żyje pod okupacją tak jak moja matka. Nie biorę udziału w walkach w czasie woj­ny jak mój ojciec. Nie grozi mi natychmias­towa utrata pracy. Jestem samozatrudniona. Jes­tem biała i nigdy nie poczułam na własnej skórze ra­si­stowskich upokorzeń. Nie jestem imigrantką. Nie wyślą mnie do obozu ani nie deportują. Nie jestem trans. Moja tożsamość nie została wymazana ofi­cjal­nym rządowym dekretem, nie odbieram talonów na jedzenie, nie ko­rzy­stam z Medicaid, ubezpieczenia zdrowotnego, którego wycofanie zrujnuje moje życie i / lub życie moich dzieci. Z nieba nie spadają bomby. Mój dom stoi. Restauracje i sklepy w okolicy są otwarte. Na giełdzie nie doszło do wielkiego krachu. Najadam się do syta. Czuję się dobrze.
     Chcecie wiedzieć, jak to się stało, że doszło do potworności cza­sów na­zi­stow­skich? Duża część osób, które były bezpieczne, nie przej­mo­wa­ła się tymi, którzy bezpieczni nie byli, a propaganda pod hasłem „my kon­tra oni” umacniała ich obojętność wobec ludobójstwa i zbrodni prze­ciw­ko ludzkości.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz