Druga z wydawniczym „świeżynek” – przeczytana na tym samym tchu co pierwsza. Fusy wrażeń opadały długo. Biegiem, czyli tak szybko, jak się da, chcę upuścić tu wyimki, bo od kilku dni mam pewność, że dopóki tego nie zrobię, pozostanie mi tylko cieszenie się codzienną rutyną – filiżanka wrażeń wypełniona po brzegi. Żadne zaskoczenie, żaden zachwyt nie da rady dopchać się do mnie, gdy jestem w stanie poruszenia tą lekturą.
Upuszczam najgęstsze z gęstego. Wiele zdań w tej książce dotyka rodzinnych tabu. Wiele dotyczy daremnych starań, by być w rodzinnym systemie uznanym za istotny element układanki. Śmierć potrząsa tymi, którzy zostają, wyostrza rysy zdarzeń, a życie dostatecznie długo pozwala wiele z krzywd zrozumieć. Zrozumieć, nie usprawiedliwić. Zrozumieć, nie zapomnieć. Zrozumieć, by móc puścić i pójść dalej.
W miasteczku, w którym dorastaliśmy z bratem, był przystanek autobusowy, na którym chłopcy z pokolenia na pokolenie spędzali wieczory. Nie czekali tam na nikogo. Nic nie robili. Pili alkohol i rozmawiali, żeby zabić czas. Było to coś w rodzaju niepisanej tradycji, kultury przekazywanej z pokolenia na pokolenie: na tym przystanku mój ojciec spędził większość swoich nastoletnich lat, potem mój brat, a do czternastego roku życia także ja.
🖇
Jak wszyscy chłopcy z naszego środowiska uważał, że szkoła go nie interesuje, i nawet nie zdawał sobie sprawy, że wszyscy chłopcy wokół nas myśleli tak samo, a więc ulegali przeznaczeniu swojej klasy społecznej, że to nie oni odrzucali szkołę, lecz szkoła odrzucała ich, przekształcając wykluczenie społeczne w iluzję wyboru.
🖇
Poznawać mojego brata znaczyło uczyć się go nienawidzić.
🖇
– Naprawdę masz w dupie mnie i moje życie? Masz w dupie, że wszystko partaczysz, idioto? Nienawidzę cię, ty pojebie!
A on, kiedy tak krzyczałem, patrzył na mnie jak na ciąg symboli, których nijak nie mógł rozszyfrować, jak zamurowany, człowiek-ściana, którym się stał pod wpływem alkoholu.
🖇
Pierwsze myśli, jakie się we mnie pojawiły, były proste: Już nigdy go nie zobaczę, już nigdy go nie usłyszę. Śmierć jest czymś zwyczajnym. Każdy wie, że pomyśli wtedy takie właśnie zdania, a jednak za każdym razem pojawiają się one tak, jakby były nowe, jakby przeżywało się je po raz pierwszy.
Tak jakby z każdą śmiercią na nowo zaczynał się świat.
[…]
A potem napłynęły obrazy […].
Wiedziałem, że trzeba będzie kiedyś zebrać te wspomnienia i coś z nimi zrobić.
🖇
Czy piszę w nadziei, że wyzwolę ból? Czy piszę dlatego, że ten ból pozwoliłby mi poczuć się normalnie, poczuć się bratem, jak wszyscy inni bracia opłakujący śmierć drugiego?
🖇
Śmierć wymaga szybkiego uczenia się.
🖇
Ważyłem ciężar słów – to powiedzenie nigdy jeszcze
nie było tak prawdziwe.
🖇
W którym momencie przypadkowe czyny stają się czyimś przeznaczeniem? Do jakiego momentu ktoś, na przykład moi rodzice, mógł odmienić kierunek, w jakim zmierzało jego życie? Od kiedy jest na to za późno?
🖇
Szedłem obok matki. Z jej twarzy próbowałem odgadnąć, co czuje. Siostra otworzyła drzwi, a kiedy znaleźliśmy się w środku, poprosiła dwójkę swoich dzieci, żeby na czas „rozmowy dorosłych” poszły się bawić do swojego pokoju: patrzyłem, gdy odchodziły, przypominając sobie, jak bardzo, będąc w ich wieku, nienawidziłem tego braku przejrzystości między światami dzieci i rodziców. Tamtego dnia najchętniej poszedłbym z nimi do ich pokoju, byle uniknąć ciężaru rozmowy, mieć ten przywilej dzieciństwa, to znaczy przywilej beztroski i usankcjonowanego zniknięcia. Do wnętrza domu próbowały przeniknąć mrok nocy i chłód, spowalniały czas. […]
Usiedliśmy i siostra westchnęła. Powiedziała, że powinniśmy porozmawiać o organizacji pogrzebu. Mówiła jak osoba, która próbuje z powrotem posklejać rozbieżne elementy tej samej historii.
🖇
Często nienawidziłem brata, ale chcę zrozumieć.
🖇
Ten dystans między nami nic nie mówi.
Ten dystans między nami nie może nic powiedzieć, ale ten dystans mówi wszystko. Dystans jest pamięcią.
🖇
Starała się mu pomóc, ale to było jak
próba utrzymania w palcach wody.
🖇
Rozsypał się na drobne kawałki. Kiedy zostawałam z nim sama, próbowałam go wesprzeć, poskładać te kawałki w całość, ale kiedy wazon pęka wiele razy – wiesz o tym? – dochodzi się do punktu, w którym nie da się go już posklejać, choćby nie wiem co.
Nic już nie trzyma się razem.
Pewnego dnia jest już za późno.
🖇
Być może pewne fikcje, nieustannie powtarzane w określonych okolicznościach, w końcu zapisują się w człowieku i słowo staje się ciałem.
🖇
Jeśli chodzi o marzenia mojego brata, zanim z nich zrezygnował, pozostaje pytanie o porządek chronologiczny: czy cierpiał dlatego, że jego marzenia były zbyt wielkie i rozbijały się o ograniczenia, które wyznaczały jego życie, czy też marzył dlatego, że był nieszczęśliwy, że był nieszczęśliwy jeszcze przed pojawieniem się tych marzeń, a one stanowiły wzloty, formy rekompensaty, które dawał sobie, by choć na chwilę uciec od swojego nieszczęścia?
Czy jego marzenia były przyczyną czy konsekwencją jego Losu??
🖇
Joan Didion ostrzega nas, że nie należy ufać naszej skłonności, która każe wierzyć, że ktoś czuje się dobrze tylko dlatego, że nie przejawia oznak nieszczęścia.
🖇
Był w żałobie. Mój brat nosił żałobę po życiu, jakie – był o tym przekonany – powinien był prowadzić, lecz coś, sam nie wiedział co: świat, rzeczywistość, klątwa, odebrało mu je.
🖇
„Lubowanie się w smutku tworzy spójność jaźni, jedność, rację bytu przeciw rozczłonkowaniu” – pisze Julia Kristeva. Czytając ją, pomyślałem, że to zdanie mogłoby podsumować to, co się w nim działo: życie brata było rozbite przez okoliczności i jego smutek stwarzał mu złudzenie ciągłości, tak jakby wszystko było doskonale logiczne, zaplanowane, spójne. Smutek z powrotem sklejał te kawałki i stwarzał mu możliwość opowieści.
🖇
Rozpamiętywał przeszłość, a ja nie mogłam już nic dla niego zrobić. Bo co mogłabym zrobić?
Wpadł w błędne koło: mówił, że wszyscy uważają go za przegrywa, no to pił, a ponieważ pił, nic mu się nie udawało, i przyznawał rację tym, którzy uważali go za przegrywa, więc jeszcze więcej pił.
Jak zapomnieć, kiedy nie mamy już niczego przed sobą?
Kiedy nie mamy już niczego przed sobą, chronimy się w przeszłości.
Chronimy się w przeszłości, która nas rani.
To było jak kolejne koło.
Twój brat ugrzązł w kołach.
Kiedyś się o to wszystko pokłóciliśmy i wtedy zrozumiałam, że to koniec.
Zrozumiałam, że dla niego nic już nie mogłabym zrobić, więc odpuściłam.
🖇
Homofobia czy rasizm w naszym otoczeniu najczęściej nie miały charakteru ideologicznego, lecz socjologiczny: były sposobem bycia, językiem, którego uczyło się od dzieciństwa, choć niekoniecznie się z nim zgadzano – czymś, co odtwarzało się bez udziału woli, a nawet świadomości. Na przykład mój ojciec nauczył się słowa „pedał” na tej samej zasadzie, na jakiej nauczył się mówić „dzień dobry” czy „dziękuję”. Nigdy nie znał innych słów na nazywanie tego, co uosabiałem ja czy co uosabiali ludzie tacy jak ja. Wygłaszał przed telewizorem homofobiczne komentarze, śmiał się z „ciot”, tak jak przed nim robili to jego ojciec i dziadek, tak jakby praktykowanie poczucia humoru i praktykowanie homofobii były w ich życiu jednym i tym samym. A jednak kiedy zrozumiał moją homoseksualność, nie zareagował gwałtownie. Nie wpadł w szał. Powiedział, że akceptuje mnie takim, jaki jestem, i nawet jeśli to sformułowanie niezręczne, nie mogę zaprzeczyć, że jego zachowanie mnie zaskoczyło, ponieważ przeczyło wszystkim jego dotychczasowym wypowiedziom.
Mój brat był inny. Nienawiść do homoseksualizmu była zakorzeniona w jego umyśle, była nie tylko machinalnie powtarzanym gadaniem, ale, jak sądzę, ukonstytuowaną ideologią.
Dlaczego?
Był tak wyzuty ze wszystkiego — z pieniędzy, z marzeń, ze szczęścia — że ta mowa nienawiści była w pewien sposób wszystkim, co mu pozostało. Myślę, że to dlatego tak się jej trzymał. Ta mowa nienawiści dawała mu stabilizację, pozycję w świecie. Bez niej nie miał już nic, był nikim. […] jego homofobia była jedynie żałosnym sposobem przekonywania samego siebie, że coś posiada — w tym wypadku ideologię, prawość, moralną wyższość.
🖇
[Ludwig Binswanger] stawia zaskakującą tezę: twierdzi, że to miłość — i tylko miłość — sprawia, że czas może płynąć. Binswanger formułuje następującą teorię: to miłość daje trwałość i poczucie bezpieczeństwa wystarczające, by człowiek mógł iść naprzód, odróżniać przeszłość od teraźniejszości i przyszłości.
Bez miłości czas nie istnieje.
🖇
[…] wszystko w tej historii jest skomplikowane, wszyscy mają rację i wszyscy się mylą.
To, co widzę — i uważam za ważne dla zrozumienia mojego brata — sprowadza się do tego, że w naszym świecie nie można było pozwolić sobie na próby, gdy tymczasem w innych światach błędy są dopuszczalne […] w naszym świecie próbowanie jest rzeczą niemożliwą, zobaczyłem to później w świecie tych, którzy żyją w komforcie i dostatku, a przynajmniej większym dostatku i większym komforcie […] w niektóre dni wydaje mi się, że Niesprawiedliwość to nic innego jak różnica w podejściu do błędu, wydaje mi się, że Niesprawiedliwość to nic innego jak różnica w podejściu do prób, nieważne, chybionych czy udanych, i jest mi smutno, jest mi bardzo smutno.
🖇
Uśmiechał się tak zawsze, gdy byłem obok. Dziś wyciągam z tego wniosek, że bez wątpienia mnie kochał albo przynajmniej był do mnie przywiązany. […] ta oznaka przywiązania stawia mnie wobec pewnego rodzaju odpowiedzialności lub przynajmniej przed pytaniami: Co mogłem dla niego zrobić, a czego nie zrobiłem? Jeśli mnie kochał lub był do mnie w pewien sposób przywiązany, czy mogłem mu pomóc? Czy, tak jak rodzice, zdystansowałem się wobec niego w chwili, gdy najbardziej potrzebował wsparcia? Wiem jednak, że byłem tylko nastolatkiem i nie miałem ochoty pomagać komuś, kto przysporzył mi cierpień, ale nie mogę nie zadać sobie pytania: Czego nie zrobiłem? Co mogłem zrobić?
I ten uśmiech mojego brata rzuca mi w twarz to pytanie, i nie wiem, nie wiem, co z tym począć.
🖇
Oto czym jest rodzina: najpierw cię odpycha, a później ma pretensję, że od niej uciekłeś.
🖇
— Ale przyjedziesz na pogrzeb brata?
Westchnąłem.
— Wiesz, że nie lubię tego typu ceremonii…
Po raz kolejny nie mogłem powiedzieć jej prawdy: nie chcę przyjechać na pogrzeb brata, bo go nie lubiłem.
🖇
[…] może wyobraźnia oddala mnie od rzeczywistości w tym samym stopniu, co mnie do niej zbliża […].
🖇
— Twój brat, poza swoimi kryzysami i wybuchami, dla innych był miły, ponieważ chciał być kochany — skomentował mój przyjaciel. — Pił i robił się agresywny, ponieważ uważał, że powinno się go kochać bardziej, niż go kochano. Jego miłe obejście, jego przemoc, wszystko tłumaczy ten chorobliwy stosunek do miłości.
Twój brat był przede wszystkim ofiarą nałogu. Alkohol, zdrapki, kobiety, a nawet w pewien sposób jego lamenty. To wszystko było sprawą nałogu.
[…] Nie wdawaj się w psychologizowanie. To, o czym opowiadasz, to przede wszystkim los klasy ludowej.
Moi przyjaciele jasno to widzą, a ja nie wiem, nie wiem.
Édouard Louis, Krach,
przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

— Ostatnie razy odczuwa się jako ostatnie dopiero wtedy, kiedy jest już za późno — powiedział mi kilka tygodni temu przyjaciel. — Spędzamy z ludźmi czas, prowadzimy swoje życie, swoją codzienność, i pewnego dnia widzimy jedną z tych osób, nie wiedząc, że po raz ostatni. Dopiero po miesiącach, po dziesięcioleciach, długo później to sobie uświadamiamy.
🖇
Być może naprawdę i szczerze można żałować czegoś tylko raz, kiedy jest już za późno, nie wiem.
🖇
Nawet najgorsi rodzice bywają dobrymi dziadkami: brak władzy nad wnukami czyni ich lepszymi.
(tamże)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz