wtorek, marca 31, 2026

6058. Z oazy (CDXXXIII)

Przeleżała na stosiku czytelniczym prawie trzy lata. Gdy do niej wróciłam, nie do­wie­rzając, że aż tak długo tam tkwiła, przypomniało mi się, że przy pierwszej próbie czytania, zaraz po ukazaniu się, odrzuciła mnie fizjologia jednej z pierwszych scen tej historii.

Wróciłam, w połowie pomaszerowałam do opowieści poświęconej mamie Autora i Jej osobistym zwycięstwie. To zwycięstwo pozwoliło mi przebrnąć przez marny — starając się nie osądzać — kawałek tej opowieści i wypłynąć spokojnie na końcówkę, która nie była dla mnie specjalnym zaskoczeniem.

To ważna dla mnie książka. Mogę ją śmiało wciskać tym, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak przywilej , że wszyscy startują z tej samej pozycji, itede,itepe. Naprawdę? Nie bardzo.

Odbijały mi się podczas czytania wyimki z mojego życia — zapomniane, zakurzone, dziś brzmiące absurdalnie. Też wiem, jak to jest chcieć wyjechać, uciec; znam inne niż Autor odcienie odrzucenia, niepasowania i tak, zgodzę się, że nazwa stolicy nie jest tylko nazwą miasta, ale pewnej społecznej rzeczywistości.

Podobnie jak Autor nie raz oglądałam realną biedę bogatych ludzi, ich nie­przy­tom­ność, ale też, o czym nie wspomina Autor, strach. Nie do pozazdroszczenia, nawet jeśli wyimaginowany.

Podobnie jak Autor nie pogardziłabym możliwością cofnięcia się w czasie, by po­wie­dzieć przerażonej sobie w młodziutkiej wersji: dasz radę więcej, niż oni są sobie w stanie wyobrazić! To też książka, dzięki której można być wdzięcznym za swoich Ludzi, dzięki którym nie ustajemy. Swoi Ludzie to ucieleśnienie najczystszej Magii, bo zjawiają się po raz pierwszy w chwili, gdy gorzej być już nie może.

[…]  to, co się przed chwilą stało, pozwoliło mi na płacz za te wszystkie razy w moim życiu, kiedy tego nie zrobiłem, te wszystkie razy, kiedy po­wstrzy­ma­łem łzy. Możliwe, że tej właśnie nocy w tym pokoju pozwoliłem moim oczom wypłakać dwadzieścia lat niewypłakanych łez.
     […]  obiecałem sobie, że kiedyś to zrobię, opowiem o wszystkim, co mnie do tej sceny doprowadziło, i o wszystkim, co nastąpiło potem, podejmę pró­bę cofnięcia się w czasie.

🖇

Dorastałem w świecie, który odrzucał wszystko, czym byłem, i odbie­ra­łem to jako niesprawiedliwość, ponieważ — powtarzałem to sobie setki razy dziennie, do znudzenia — nie ja zadecydowałem, kim byłem.

🖇

Pedał. W wieku pięciu czy sześciu lat zrozumiałem, że to słowo mnie określi i że będzie mi towarzyszyło przez resztę życia.
     To, o czym nie wiedziałeś, ponieważ to przed tobą ukrywałem: to słowo szło za mną wszędzie, nie tylko w domu, ale także na ulicach naszego mia­stecz­ka, w gimnazjum, wszędzie; nie tylko w tobie wzbudziło niepokój.
     […] 
     Nie wiesz również o tym, że to wyzwisko sprawiło, że nieznośna stała się cała reszta: bieda, nasz sposób życia, prymitywny rasizm mieszkańców mia­stecz­ka, tak jakby wykluczenie społeczne zmuszało mnie do wy­my­śle­nia wła­sne­go systemu wartości – systemu, w którym zna­lazł­bym swoje miejsce.

🖇

Musiałem oddalić się od przeszłości, żeby ją zrozumieć […].

🖇

Nie wiem, jak to możliwe mieć w dzieciństwie przemyślenia tak precyzyjne i w pewien sposób tak dojrzałe i tak anachroniczne, ale pamiętam, że chcia­łem wy­je­chać z miasteczka i stać się bogaty, wpływowy i sławny, ponieważ sądziłem, że władza, którą zyskałbym dzięki bogactwu lub sławie, mogłaby stać się odwetem na tobie i świecie, który mnie odrzucał.

🖇

Czuję się odległy od pisarzy, którzy opowiadają, że odkryli literaturę za sprawą miłości do słów i fascynacji poetycką wizją świata. Ze mną jest inaczej. Pisałem, żeby przeżyć.

🖇

Nie należy upatrywać w tym, co piszę, narodzin mojego pisarstwa, lecz narodzin mojej wolności, odcięcia się za wszelką cenę od znienawidzonej przeszłości.

🖇

[…]  są formy dystansu znacznie głębsze, bardziej skomplikowane niż odległość geograficzna.

🖇

Nie powiedziałem ci nigdy, że nie chcę jechać na narty, bo się boję. Po­nie­waż ci chłopcy budzili we mnie strach. Nie powiedziałem ci, że oczywiście jak każde dziecko z naszej mieściny marzyłem, żeby zobaczyć góry i śnieg. Nie wiedziałem jeszcze, że te wyzwiska i ten strach uratują mnie przed tobą, przed miasteczkiem, przed identyczną powtórką z twojego życia. Nie wie­dzia­łem jeszcze, że upokorzenie zmusi mnie do bycia wolnym.

🖇

[…]  pisanie o mojej historii jest pisaniem historii kolejnych kobiet, które mnie ratowały, Pascale Boulnois, Stéphanie Morel, Aude Detrez, Martine Coquet, Eleny, Babeth, że moja historia jest historią ich dobrej woli i wiel­ko­duszności.

🖇

[…]  z braku innego pretekstu na każdej przerwie zacząłem chodzić do bi­blio­te­ki szkolnej. Zorientowałem się, że tam mogę spędzać czas, w bibliotece prawie zawsze było pusto, sadowiłem się z książką, której nie czytałem, ale mogłem udawać, że czytam, i spędzać czas, nie budząc podejrzeń, że jestem wykluczony.

🖇

Są prawdy, które czasem spadają na nas gwałtownie, jak pożądanie, i inne, do których dochodzi się z czasem.

🖇

Czułem na twarzy własny oddech; nadal nic nie mówił – i przysięgam, nigdy jeszcze nie słyszałem tak pięknego milczenia.

🖇

Poszliśmy do niej i kiedy otworzyła drzwi domu, zrozumiałem, kim by­ła, a raczej dlaczego była taką właśnie osobą. W jej domu stały re­ga­ły z tysiącami książek, stary fortepian, na ścianach wisiały kopie obrazów starych mistrzów.

🖇

Chciałem wieść takie życie, jak ona, i uczestniczyć w świecie, który dzięki niej odkrywałem, nie dlatego, żebym był bardziej wrażliwy na sztukę czy inteligentniejszy od innych, nie dlatego, że byłem bardziej od innych do ta­kie­go życia predestynowany, ale dlatego, że dostrzegłem inny rodzaj życia, w którym byłoby miejsce i dla mnie. Nie udało mi się być takim synem, ja­kie­go chciałbyś mieć, nie udało mi się dopasować do oczekiwań mieszkań­ców naszego miasteczka, nie udało mi się na stałe zaprzyjaźnić z Ro­main­em, z niczym mi się nie udawało, i konieczne było znalezienie takiej formy istnienia, w którym znalazłoby się miejsce dla takiego ciała i takiej historii, jak moje, to wszystko.

 

🖇

[…]  w każdy epizod mojego życia wślizgiwała się cała historia świa­ta, świata i jego odchyleń, jego niesprawiedliwości. […]  Czułem coś w rodzaju politowania, a w każdym razie smutku wobec tych, którzy by­wa­li w sławnych paryskich teatrach czy siadali na kawiarnianych tarasach, nie zdając sobie sprawy z prezentu, jaki dostali od losu, nie czując własnego szczęścia, którzy wykonywali te gesty, jakby robili je od dzieciństwa, jak wcześniej ich rodzice i dziadkowie, ponieważ urodzili się w świecie bardziej uprzywilejowanym od mojego. Moim przywilejem było poznanie świata bez przywilejów.

🖇

Nie mogłem znaleźć w sobie nic, czym mógłbym zmierzyć ten dystans, tę brzydotę i przemoc świata.

🖇

Wymazywałem kolejne ślady tego, kim byłem.

🖇

Na razie jednak taiłem swój niesmak czy bunt. Byłem zbyt słaby, by po­zwo­lić, żeby wzięły nade mną górę; dopiero teraz pozwalam sobie pomyśleć to, o czym Ci piszę. Kwestionowanie przemocy świata było luksusem, na jaki nie mogłem sobie pozwolić, najpilniejsze było podążanie ciągle naprzód.

🖇

Didier uśmiechnął się: Jesteś ambitny, to dobrze. Słusznie, do dzieła, zrób to. Spróbuj.

🖇

Czy jestem arogancki […]? Nie, nie jestem, ponieważ nie wierzę w wyższość tych, którzy się zmieniają, nad tymi, którzy się nie zmieniają […]. […]  może istnieje niechęć wobec zmiany, bezpodstawna, niewytłumaczalna, prze­no­szo­na między ludźmi i w czasie, nie wiem.

🖇

Kochając się z mężczyzną, odrzucałem wszystkie wartości swojego śro­do­wiska, stawałem się burżujem.
     […]
     Na kartce papieru napisałem: Pożądanie otwiera przede mną wrota świata.

🖇

Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, i postąpiłem jak zawsze, gdy chcia­łem się zmienić: naśladowałem innych.

🖇

Emocje zawierają w sobie możliwość własnej mutacji, z miłości w za­zdrość, z urazy w nienawiść, z niepokoju w udrękę, z pragnienia zem­sty w chęć rewanżu.

🖇

Rano budząc się i rozglądając się wkoło, mówiłem sobie, że za­trium­fo­wa­łem nad swoim dzieciństwem, nad kuksańcami, wyzwiskami, upoko­rze­niem. Patrzyłem na wynajęte mieszkanie i mówiłem sobie: „Wygrałem”.

🖇

Wszyscy stu­denci mijani na korytarzach wydawali mi się piękniejsi ode mnie, bardziej inteligentni, widziałem wypisaną na ich ciałach przy­na­leż­ność do uprzywilejowanego świata, nauczyłem się od pierwszego spoj­rze­nia wychwytywać takie rzeczy, po prostu to wiedziałem, byłem w stanie zobaczyć całe ich dzieciństwo w postawie ich ciała czy w stylu uczesania, w czymś tak nieznacznym i niepoważnym; w tym, jak się wokół siebie roz­glą­dali, jak ich wzrok spoczywał na innych, widziałem podróże, które od­by­li w dzieciństwie, rozmowy z rodzicami, książki, które w wieku sześciu, sied­miu lat czytali, potrawy, które jedli; cała ich historia była na nich wypi­sa­na, wystarczyło umieć czytać, a ja to potrafiłem, zdobyłem tę umiejętność.

🖇

Próbowałem przez miesiąc, dwa, każdego dnia, w tym samym tempie, ale nie byłem w stanie […], i odpuściłem.

🖇

Teraz tutaj mieszkasz – pomyślałem – żyjesz w Paryżu. Wszyst­ko mo­że się zacząć.
     Wyszedłem, żeby przespacerować się po ulicach i popatrzeć na ludzi.

🖇

To dzięki Didierowi uwierzyłem, że mogę znaleźć wyjście.

Édouard Louis, Zmiana, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Szukałem czegoś, co mógłbym powiedzieć, ale im usilniej szukałem, tym bardziej możliwość znalezienia wła­ści­wych słów oddalała się.

🖇

Kiedy odszedłeś,
     — pamiętam wszystko —
     należało to zrozumieć. Musiałam zrozumieć, że nie byłam twoim życiem, ale tylko momentem w twoim życiu.
     […] 
     Powiedziałam: Nie ukrywaj się. Jesteś piękny, nie masz powodu, by się ukrywać.
     Nie ukrywaj się.

🖇

[…]  każda książka generowała kolejną, każda książka prowadziła do następnej — i każda książka oddalała mnie od przeszłości.

🖇

[…]  później zrozumiem, że naiwność jest warunkiem ucieczki – odrzucałem myślenie, że coś może być dla mnie niemożliwe.

(tamże)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz