wpis przeniesiony 9.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
na suficie przy porannej kawie wypatrzone.

Każde miejsce może być głuszą w porównaniu z jakimś innym.
*
Co to znaczy być kochanym przez pociąg? Miłość, jak mi się wydaje, to taki stan, w którym człowiek jest sobą, czerpiąc z tego najgłębsze zadowolenie. Jeśli brzmi to paradoksalnie, przypomnijmy sobie przestrogę Rilkego: miłość polega na tym, że zostawiamy ukochanej osobie przestrzeń, w której może być sobą, zapewniając zarazem bezpieczeństwo, by mogło rozkwitać jej Ja. […] Najszczęśliwszy byłem wtedy, kiedy sam dokądś podążałem, a im dłużej to trwało, tym lepiej. Spacer sprawiał przyjemność, jazda rowerem — radość, fajnie było jechać autobusem. Ale pociąg zapewniał istny raj.
*
Najbardziej chyba przygnębiającym skutkiem mojego schorzenia – bardziej nawet przytłaczającym niż jego konkretne, codzienne objawy — jest świadomość, że już nigdy nie pojadę pociągiem. Ciąży mi ona jak wieko z ołowiu, wtłaczając mnie coraz głębiej w ponurą świadomość końca, jaka towarzyszy naprawdę śmiertelnej chorobie: zdaję sobie sprawę, że niektórych rzeczy nigdy już nie będzie. To coś więcej niż utrata przyjemności, odebranie wolności, a szczególnie nowych doświadczeń. Jak się wyraził Rilke, jest to utrata siebie — a przynajmniej tej lepszej części siebie, która najłatwiej odnajdywała spokój i zadowolenie. Nie będzie już Waterloo, wiejskich stacyjek, nie będzie samotności. Nie będzie stawania się, tylko niekończące się trwanie.
Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)