wtorek, października 31, 2023

poniedziałek, października 30, 2023

5242. Z oazy (CC)

Nie­dzielne odliczanie literek, pięć, anektujące sprawnie poniedziałek, bo zająknąć się na temat tej książki było mi bardzo trudno — nie spojlerować; nie napisać, co się myślało na temat tego czy tamtego bohatera, a myślało się źle, bardzo źle!

Dawno żadna powieść nie trzymała mnie w tak dużym napięciu. Kibicowałam, trzy­ma­łam kciuki, miałam chwilami zaciśnięte pięści. Zdaje się, że moja nie naj­ła­twiej­sza relacja z beletrestyką znacząco się ociepliła. Przeczytałam tę książkę w tempie, w jakim czytam dobre reportaże, migiem.

Byłoby miło, gdyby słowa umiały określić wszystko, opowiedzieć to, co się czuje, ale tak nie jest, słowa są kalekie, połamane, walą między oczy albo zatrzymują się w pół drogi. Czasem łatwiej jest nic nie mówić i tym razem tak właśnie jest najlepiej, jakby słowa mogły naruszyć tę chwilę.

*

     – Zaradzimy? – pyta mężczyzna, który nagle zdaje się być zupełnie bezbronny.

*

     – Zostaw to! Co ci mówiłem? – Słyszy za plecami. Odruchowo się od­wraca.
     Jakiś ojciec wprowadza w życie regułę rodzicielstwa wściekłości. Od­cią­ga syna, może sześcioletniego, od półki z flamastrami i kredkami, Hanka wysyła dzieciakowi współczujące spojrzenie. Nie wszyscy dorośli są tacy, naprawdę.

*

Marianna uśmiecha się krzywo. Dziwnie, że ludzie widzą, kiedy czuje się średnio; z drugiej strony ktoś przygląda się jej wystarczająco uważnie, żeby to zauważyć. Ktoś ją widzi, więc istnieje, naprawdę jest.

*

Wydawało jej się, że pamięta dzień, w którym się urodził, ale wszyscy mó­wią, że to niemożliwe. Miała wtedy trochę ponad trzy lata. Pamięta ner­wo­wą bieganinę, w której nikt nie zwracał na nią uwagi, nagłą sa­mo­tność. Kto się nią wtedy zajął? Tego nie może sobie przypomnieć.
     Pamięta za to, że próbowała nie zasnąć, żeby nie umknęła jej chwila, kie­dy mama wróci do domu. Z bratem. […]
     Rodzice wrócili, ale zamiast obiecanego brata mieli ze sobą larwę. Jaka zabawa? Jakie towarzystwo? Larwa nie mówiła, nie chodziła, nie potrafiła się bawić i co chwilę wrzeszczała. […]
     W końcu zapytała:
     – Czy można go jeszcze oddać?

*

Na stole trudno znaleźć kawałek wolnego miejsca. Wszystko odkłada się tu jak kolejne warstwy geologiczne Ziemi.

*

Tuż obok nich, za ścianą, cały blok, dwadzieścia sześć mieszkań na trzy­na­stu piętrach, wzdycha, wierci się i szuka wygodnej pozycji. W rurach bul­go­cze woda, trzaskają drzwi. Ktoś idzie spać, ktoś inny dopiero wstaje. Skom­pli­ko­wana blokowa geometria, ułamki, osie, metry kwadratowe.
     – Dwadzieścia sześć mieszkań na trzynastu piętrach – mówi Hanka. – Ile to mieszkań na piętrze?
     Kuba patrzy na nią zirytowany.
     – Mamo, nie jestem idiotą. Po prostu nie lubię matmy.
     Hanka przygryza dolną wargę. Próbuje jeszcze raz:
     – A jeśli w każdym mieszkaniu mieszka cztery i pół osoby? To ile mamy mieszkańców?
     – Cztery i pół osoby mieszka u nas – odpowiada Kuba. – Jeśli liczymy psa. Ale przecież sąsiadka z piętra mieszka sama.
     – Dlatego dodałam tę połówkę. Nie na psa, ale żeby wyliczyć średnią.
     – Sąsiadka jest połówką?

*

Pies wyczuwa nadejście burzy, zanim na niebie pojawi się pierwsza ciemna chmura. Wystarczy naelektryzowane powietrze i spadek ciśnienia, a kła­dzie uszy po sobie, ślini się i chowa w bezpieczne miejsce – w kabinie prysz­ni­ca, pod łóżkiem, czasem w szafie.
     Człowiek nie jest tak spostrzegawczy ani przezorny. Po pierwsze – jego zmysły nie są tak wyostrzone. Ale też ignoruje znaki, nie chce wierzyć in­tu­i­cji. Pioruny muszą zacząć uderzać tuż obok niego, żeby zorientował się, że coś jest nie tak.
     Frajda jest niespokojna, zatrzymuje się i rozgląda na boki. Patrzy smut­no na Mariannę, jakby chciała powiedzieć: „Stara, nie widzisz? Coś się kroi”.
     – Cicho, cicho. Jest w porządku.

*

Kiedy czesała splątane futro spanielki Lejdi, zrozumiała, że na ludziach nie­ko­niecznie można polegać. Lejdi nie pomógł ani rodowód, ani mądre spoj­rze­nie. Trochę wyrywała się na spacerach. Ale czy trzeba być idealnym, żeby zasłużyć na miłość?

*

Łatwo zapomnieć o czarnym kocie, rozbitym lustrze, niekorzystnym ho­ro­sko­pie. Chyba że stanie się coś złego. Wtedy człowiek w poszukiwaniu zna­ków odtwarza ciąg wydarzeń.

*

Pies zyskuje w oczach człowieka, kiedy potrafi wykonać komendę. […]
Z dzieć­mi jest odwrotnie. Zyskują uznanie, jeśli potrafią zamknąć buzię i nie wydawać żadnych dźwięków. Im dłużej, tym lepiej. Jakie grzeczne dziecko! Potrafi się zająć sobą. Nie przeszkadza.
     Marianna zastanawia się nad tym przed zaśnięciem. Dzieci i zwierzęta są tylko dodatkiem do życia prawdziwych ludzi, dorosłych. Muszą iść szyb­ciej, zachowywać się grzeczniej, dopasowywać się do błyskawicznie zmie­nia­ją­cych się wymagań. Już dawno zauważyła, że ludzie zwracają się ład­niej do swoich psów niż do dzieci. Może dlatego, że wobec zwierząt mają mniejsze wymagania? Zatem złe traktowanie jest tak naprawdę wyrazem tego, że im zależy.
     Nie mieści jej się to w głowie.
     Rozstanie z rodzicami wydaje się Mariannie do przełknięcia. […]
     Z Frajdą to zupełnie inna sprawa.

*

Mama się wściekła, kiedy Kuba na pytanie nauczycielki: „Kim jest twoja ma­musia?” odpowiedział: „Nikim”.
     – Chodziło mi o to, że nie jesteś pielęgniarką ani sprzedawczynią, jak in­ne mamusie – płakał, kiedy mama na niego krzyczała. Marianna nau­czy­ła się, by zawsze podkreślać to, jak bardzo mama jest zajęta. Nieodpłatna pra­ca w domu, do tego zlecenia, oczywiście, ciężkie obowiązki. Wymieniała to wszystko bez wielkiego przekonania. Dlaczego mama nie robiła praw­dzi­wej kariery? Marianna będzie co najmniej prezeską jakiejś firmy. Mama nie mia­ła takich ambicji, trudno. Na starość ją utrzyma.

*

To mamie od zawsze zależało, żeby Marianna grała w siatkówkę. Swe­go cza­su mama była bardzo dobra i chyba trochę żałowała, że nie udało jej się zrobić kariery w tym sporcie. Marianna wiedziała, co to znaczy. Mama uro­dzi­ła ją i Kubę i w ten sposób wykluczyła się z kadry wojewódzkiej, a mo­że i krajowej. Zdaniem Marianny zrobiła dobrze – co innego mo­gła­by teraz robić kobieta w jej wieku bez dzieci.

*

Marianna już dawno przestała szukać logiki w tym, gdzie znajduje różne przedmioty.

*

Dzwoniący telefon jest jak strup na kolanie, nie wytrzyma, po pro­stu musi go rozdrapać, żeby zobaczyć, co jest pod spodem. O! Krew? Na­prawdę?

*

Czuje, jakby świat przestał nagle funkcjonować w sposób, do jakiego się przyzwyczaiła.

*

I kiedy rozwodzący się klient, szpakowaty pan, który wydawał się Alicji strasznie stary, zostawił numer telefonu i dodał: „To specjalnie dla pani, nie dla kancelarii”.
     Wyrzuciła tę wizytówkę, śmiejąc się z tupetu „starca”. Ile mógł mieć lat? Czterdzieści?

*

     – Nie.
     Tego się nie spodziewał. Trochę stracił impet.
     – Ale co konkretnie nie? Bo tak jakby kilka spraw omawiamy. – Potarł czoło otwartą dłonią.

*

Myśli Alicji nie pędzą wcale do przodu, choć tak byłoby najmądrzej, mo­gła­by coś zaplanować, ułożyć sobie to, czego ułożyć chyba nie sposób. Myśli oglądają się za siebie. To nie są przyjemne obrazki, chciałoby się zamknąć oczy, ale to nic nie daje.

*

Im Alicja była starsza, tym łatwiej jej było uwierzyć, że matkę i dzieci łączy magiczna więź. Matka WIE, matka ROZUMIE.
     – A nie, to tylko patriarchat chce, żebyś w to wierzyła – śmiała się Hanka, wyprowadzając Alicję z równowagi.

*

Słowa same wypływają z ust Alicji. Jej myśli płyną obok. Mówi, a jed­no­cześ­nie zastanawia się, jak wiele może wypowiedzieć, nie mówiąc niczego istotnego, niczego, co dotknie sedna tego, co właśnie przeżywa.

*

Marianna sięga dłonią pod stół. Mokry nos, potem liźnięcie w kolano. Język Frajdy jest ciepły i gładki.

*

Dni po końcu świata zaczynają się jak wszystkie inne.
     […]
     Dni po końcu świata różnią się od wszystkich innych dni. […]
     Jutro, jutro. Jutro będą musieli zdecydować, co dalej. Jutro muszą po­roz­ma­wiać, ustalić, posprzątać, załatać, zagarnąć, zebrać, wykrzyczeć, zro­zu­mieć. Jutro.
     Na razie jest dziś. Dzień po końcu świata, trzeba wstać i zrobić śniadanie.

Natalia Szostak, Zguba,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2023.

Gdy w 1968 r. wojska Układu Warszawskiego wkra­cza­ły do Czechosłowacji, na Morawach krążył pe­wien do­wcip: kiedy Rudy 102 wraz z Szarikiem do­jeż­dżał do gra­nicy polsko-czechosłowackiej, pies zaczął strasznie szczekać. Załoga zatrzymała pojazd, Szarik wyskoczył i mówi: „Panowie, ja nie mogę, ja jestem psem, nie świnią”.

(tamże)

5241. Z oazy (CXCIX)  //  Panna cotta (CX)

Nie­dzielne odliczanie literek, cztery, anektujące sprawnie poniedziałek. Wiedzia­łam! Byłam pewna, że to się stanie wcześnej lub później. No i stało się, w paź­dzier­ni­ku kupiłam dwie, a nie jedną książkę z włoskimi literkami.

Nie mogłam się po­wstrzy­mać z dwóch powodów. Po pierwsze, wilk jest, coccodrillo też, serce samo się rwało! Utrzymałabym się w pionie i w ryzach, daję słowo, ale na­wet wewnętrzny książ­ko­skner, uparł się widzieć okoliczności jako okazję, a nie fol­go­wa­nie sobie: kiedy ostatni raz kupiłaś sobie włoską książeczkę za trzydzieści złotych, no kiedy? No właśnie!

Optymista skomentuje to tak: ta książeczka to realizacja listopadowego deputatu na włoską literaturę dziecięcą, wyprzedzająca nieznacznie kalendarz. A pesymista bę­dzie grzmiał: zła­mała regułę, którą sama wprowadziła. Jedno jest pewne, dawno tak dobrze się nie bawiłam. Czyż nie jest obłędnie fantastycznym, dowiedzieć się, że sło­wa w dosłownym tłumaczeniu oznaczające fortepian ogoniasty, to po prostu for­te­pian koncertowy? O krokodylu i wilku nie wspominając. No i o mocy dziewczyńskiej niezgody, żeby nie powiedzieć wprost: wkurwu. A Pan Słoń? Rozbił bank!

Cappuccetto Rosso è molto fiera
del suo nuovo palloncino rosso.
«Perché non vai a mostrarlo alla nonna?»
le dice la mamma. «Sarà contenta di vederti,
e salutala da parte mia.»
[Czerwony Kapturek jest bardzo dumna / ze swojego nowego czerwonego balonika.
     — Może pójdziesz i pokażesz go babci? — zapytała mama. — Będzie zadowolona, że cię widzi / i pozdrowisz ją ode mnie.]

*

La bambina si addentra nel bosco
e comincia a canticchiare allegramente:

«Passeggio nel bosco...

Ehi!
Chi sta arrivando di corsa?
Una volpe?
Un autobus?
Una locomotiva?»
[Dziewczynka wchodzi w las / i zaczyna nucić wesoło: / Idę przez las
Ech! / Kto się zbliża w pośpiechu? / Lisica? / Autobus? / Ciuchcia?]


[     — Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa… / Ostrożnie dziewczynko, / przepuść mistrza — krzyczy Lew]

*

«D’accrdo, allora io continuo:

Passeggio nel bosco
mentre il lupo non c’è
...

Oh!
Chi va là?
Un cinghiale?
Un armadio?
Un triceratopo?»
[   — Dobra, w takim razie nucę jeszcze raz:
Idę przez las / gdy nie ma tu Wilka… / Och! / Kto tam idzie? / Dzik? / Szafa? / Triceratops?]


[    — Dzień dobry, panienko. / Nie depcz kwiatów, proszę. / Właśnie zbieram je na bukie­cik / dla mojej Myszki / — mówi Słoń.]

*

Ma...?
E quella che cos’è?
Una farfalla?
Una cattedrale?
La torre Eiffel?
[Ale…? / A to, co to? / Motyl? / Katedra? / Wieża Eiffla?]


[    — Nie, nie, proszę, / żadnych zdjęć! / — mówi Żyrafa. / — Jestem tu „in koguto”, znikam.]

*

Che cosa c’è qui?
Un cavallo?
Un pianoforte a coda?
Un’astronave?
[Tutaj, co to jest? / Koń? / Fortepian koncertowy? / Statek kosmiczny?]


[    — Psss! Nie hałasuj! / Chowam się tu w okolicy / od trzech nocy i trzech dni… / — szepcze Nosorożec.]

*

Aiuto!
Una boccaccia piena di denti!
È lui!
È il luuu...
È il fuuup...
Accidenti...
[Pomocy! / Paszcza pełna zębów! / To ten on! / To tee… / To filk… / Cholera…]


[    — Cześć, maleńka! / Nie chciałem cię wystraszyć, / wybacz mi, / ja tylko zmierzam nad morze — / mówi Krokodyl do dziewczynki, / podając balonik.]

*

«D’accordo, allora io continuo:

Passeggio nel bosco
mentre il lupo no c’è,
perché io lo conosco
e mi mangerebbe senza un perché.
Dalla nonna devo andare
e non voglio farmi mangiare!
Lupo, lupo dove sei?
»
[   — Dobra, w takim razie nucę jeszcze raz:
Idę przez las / gdy nie ma tu Wilka / ponieważ znam go / i zjadłby mnie bez powodu. / Do babci muszę iść i nie chcę być pożarta! / Wilku, Wilku, gdzie jesteś?]


[   — Oto ja! Jestem tu! / — mówi Wilk patrząc z daleka. / — Żadnego myśliwego w pobliżu! / Tylko ty i ja… W końcu cię zjem, / piękna dziewczynko — dodaje Wilk / z cieknącą już ślinką.]

*

[Po tych słowach / Wilk rzuca się na Czerwonego Kapturka.]

*



[    — Mój balonik…]



[    — Chcę odzyskać mój balonik!]

Mario Ramos, Il mio palloncino,
przeł z j. francuskiego Tanguy Babled,
Bababum di Babalibri, Milano 2019.

*

niedziela, października 29, 2023

5240. Czekariat (LVIII)


fot. Saxifraga, fragment.

moc zaczyna się tam,
gdzie kończy się siła.
JiM
szukaj nieznanego w tym,
na co patrzysz.

5239. Z oazy (CXCVIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Ostatnia z wydanych w języku polskim (póki co) książek Autorki. Miałam na stosiku, ale nie śpieszyło mi się. Zbieg okoliczności, dat, światopoglądów i… zrobił się dym od feministycznej iskry. Rzuciłam wszystko, co czytałam, by przeczytać tę, by zdanie mieć, by zrozumieć co było źródłem ognia nie­porozumienia.

No i nie wiem. I nigdy się nie dowiem, ponieważ piękniejszej książki o mężczyznach nie czytałam. Napisanej z miłością i zrozumieniem. Jeśli mielibyście wyporność tyl­ko na jedną książkę o mężczyznach, niech to będzie ta!

W naszym gwałtownie zmieniającym się społeczeństwie
tylko dwóch rzeczy możemy być pewni. Nie zmienią
się nigdy gotowość do zmiany i lęk przed zmianą
.
To właśnie gotowość do zmiany sprawia, że sięgamy
po pomoc. I to lęk przed zmianą sprawia, że odrzucamy
tę właśnie pomoc, po którą sięgamy.
Harriet Lerner, The Dance of Intimacy

*

Powiedz, że jesteś feministką, a większość mężczyzn auto­ma­tycz­nie uzna cię za wroga. Ryzykujesz, że przypną ci łatkę kobiety, któ­ra nienawidzi męż­czyzn. Większość młodych kobiet obawia się, że jeśli określi się jako femi­ni­stki, straci męską przychylność i miłość. Po­wszech­na opinia na temat wpły­wu ruchu feministycznego na życie męż­czyzn głosi, że feminizm ich skrzyw­dził. Konserwatywni antyfeministki i antyfeminiści twier­dzą, że feminizm niszczy rodzinę. Uważają, że aktywne zawodowo ko­bie­ty porzucają dom i pozbawiają dzieci matczynej opieki. Ale kon­sek­went­nie ignorują oni fakt, że to przede wszystkim kultura kon­sump­cyj­ne­go ka­pi­ta­lizmu, a nie femi­nizm, wypchnęła kobiety na rynek pracy i je na nim zatrzymuje.

*

Seksistowskie role ograniczają proces formowania tożsamości zarówno u chłopców, jak i u dziewczynek; ten proces jest jednak dla chłopców o wiele bardziej wyniszczający, ponieważ nie tylko narzucane im role są znacznie surowsze i bardziej restrykcyjne, ale też częściej ponoszą oni surową karę, jeśli ich nie odgrywają.

*

Patriarchalna męskość oferuje mężczyznom bardzo wąski zakres umiar­ko­wa­nych i silnych reakcji. […]  Siła patriarchatu kryje się w jego zdolności do budzenia lęku przed męskością i w umiejętności przekonania mężczyzn, że bardziej opłaca im się wzbudzać lęk niż miłość.

*

Pierwszy akt przemocy, którego patriarchat domaga się od mężczyzn, nie dotyczy kobiet. Mężczyźni są zmuszeni do zaangażowania się w akty psy­chicz­ne­go samookaleczenia i uśmiercenia tych części własnego ja, które skła­da­ją się na emocjonalność. Jeśli mężczyźnie nie uda się skutecznie oka­le­czyć samego siebie, może być pewien, że patriarchalni mężczyźni od­pra­wią rytuały władzy, które zniszczą jego poczucie własnej wartości.

*

Media zawsze prezentowały mężczyznom ruch feministyczny jako ini­cja­ty­wę wymierzoną przeciwko nim. […]  problemem nie są po prostu męż­czyźni. […]  kobiety odgrywają zna­czą­cą rolę w procesie podtrzymywania i promowania patriarchatu oraz seksizmu.

*

Każdego dnia kobiety usprawiedliwiają męskie okrucieństwo i agresję, twierdząc uparcie, że różnice między płciami normalizują przemoc.

*

Wiele kobiet nie potrafi dostrzec męskiego bólu związanego z miłością, po­nie­waż jest on niczym wniesiony przeciw nam akt oskarżenia o porażkę.

*

Feministyczna idealizacja macierzyństwa doprowadziła do tego, że nie­zwy­kle trudno zwrócić uwagę na macierzyński sadyzm i przemoc, której ko­bie­ty używają wobec dzieci, w szczególności chłopców. Jednocześnie dobrze wiemy, że kobiety potrafią dopuszczać się niewyobrażalnej przemocy wo­bec dzieci, czy to wskutek formy, jaką przybierają w kulturze dominacji re­la­cje władzy, czy to w ramach wyrażania gniewu. Już sam ten fakt po­wi­nien przekonać nas do zakwestionowania wszelkich teorii różnic płciowych, które sugerują, że kobiety są mniej skłonne do przemocy niż mężczyźni.

*

Nauka noszenia maski (słowo niejako wdrukowane w pojęcie masku­li­ni­zmu) to pierwsza lekcja patriarchalnej męskości, którą odbiera chłopiec. Uczy się on, że nie wolno mu wyrażać najgłębszych uczuć, jeśli stoją one w sprzeczności z akceptowalnymi zachowaniami, które seksizm definiuje jako męskie.

*

Wyrażana przez chłopców złość często stanowi po prostu odpowiedź na oczekiwanie, że ukryją oni wszystkie inne emocje. Złość jest lepsza niż od­ręt­wie­nie, umożliwia bowiem konkretne działanie. Złość może być i za­zwy­czaj bywa przestrzenią, w której kryją się lęk i ból.

*

Przekonując nas, że zagrażająca męskość – gwałciciel, terrorysta, mor­der­ca – to tak naprawdę ciemny Inny, biali patriarchowie mogą od­wró­cić na­szą uwagę od własnej mizoginii i od przemocy wobec kobiet i dzieci, któ­rej sami się dopuszczają.

*

Patriarchat psychologiczny to dynamika pomiędzy jakościami uzna­wa­ny­mi za „męskie” i „kobiece”, w ramach której połowa naszych ludzkich cech jest doceniana, a druga połowa – dewaluowana. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni uczestniczą w tym okrutnym systemie wartości. Patriarchat psychologiczny jest „tańcem pogardy”, perwersyjną formą relacji, w której prawdziwą intymność zastępują złożone, ukryte warstwy dominacji i pod­po­rząd­ko­wa­nia, zmowy i manipulacji.
  //  Terrence Real

*

Żeby okazać naszą miłość do męskości i mężczyzn, musimy podjąć pracę uzdrawiania ran tych, którzy cierpią, i tych, którzy stoją przy nich jako świadkowie i świadkinie. Wielu z nas na własnej skórze przekonało się, że często łatwiej zidentyfikować rany niż podjąć i kontynuować ich leczenie.

*

[…]  nie możemy zmienić innych – jest to pożyteczny truizm. Jest jed­nak również prawdą, że kiedy obdarzamy innych mi­ło­ścią, praw­dzi­wą mi­ło­ścią – która nie ma nic wspólnego z handlem emocjonalnym i nie opiera się na zasadzie „dam ci to, czego chcesz, jeśli ty dasz mi to, czego ja chcę” – kie­dy ofiarujemy autentyczną troskę, oddanie, wiedzę, odpowie­dzial­ność, sza­cu­nek i zaufanie, możemy sprowokować zmianę.

*

Ponieważ w zakresie seksistowskiego podziału ról płciowych kobiety od zawsze otrzymywały wsparcie w rozwoju emocjonalnym, łatwiej im zna­leźć sposób na to, żeby kochać. Nie kochamy bardziej czy mocniej niż mężczyźni, ale lepiej umiemy nawiązać kontakt z uczuciami, ponieważ nawet społeczeństwo patriarchalne pielęgnuje w nas tę umiejętność.

*

W przeciwieństwie do większości mężczyzn kobiety zazwyczaj uczy się kom­petencji relacyjnych. Zamiast jednak wykorzystywać je do po­dej­mo­wa­nia pracy na rzecz wolności czy miłości, angażują je one w służbę dominacji. Musimy zatem przyznać, że kobiety jako zbiorowość wcale nie są bardziej dojrzałe od mężczyzn. […]  Większość mężczyzn nie posiada takiej samej jak kobiety gotowości, by podążać drogą prowadzącą do samouzdrowienia, ale jeśli porzucimy mężczyzn, nie zajdziemy daleko.

*

Te z nas, które kochają mężczyzn, nie chcą kontynuować bez nich swojej podróży. Potrzebujemy ich obecności, ponieważ ich kochamy.

*

Wiem, czym jest złość. Moje ciało zawiera w sobie tyle samo złości, co wody. To materiał, z którego zbudowałem swój dom: krwistoczerwona cegła, któ­ra płacze w deszczu.
  //  Joseph Beam

*

Żyjemy w kulturze, która nie szanuje relacji i gardzi odsłanianiem własnej bezbronności, w kulturze, która nie tylko nie uczy budować więzi, ale aktyw­nie się ich obawia.
  //  Terrence Real

*

Sugeruje się często, że mężczyźni czują się osamotnieni, ponieważ ruch feministyczny pozbawił ich „męskiej władzy”, a przynajmniej mocno ją osłabił. Pod tym założeniem kryje się przekonanie, że to kobiety ponoszą winę za męską depresję. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, żeby mężczyźni czuli się zagrożeni masowym wejściem kobiet na rynek pracy, w której zarabiają one mniej i z której wracają po całym dniu do domu, żeby wykonywać darmową pracę na drugi etat.

*

Konstruktywna krytyka spełnia jednak swoją funkcję tylko wówczas, gdy łą­czy się z procesem afirmacji. Afirmacja jest z kolei aktem troski emocjo­nal­nej. […]  Afirmacja zbliża nas do siebie. Stanowi najwyższą formę prak­ty­ki współodczuwania i empatii wobec innych.

*

Umiejętność wybaczania to jeden z elementów procesu odrzucania perfekcjonizmu i akceptowania swojej bezbronności.

*

Krytyczna analiza jest skuteczna wtedy, kiedy prowokuje rozwój – ale to nie wystarczy. Tym, co nas do siebie zbliża, jest praca afirmacji. Kiedy męż­czyźni uczą się afirmować siebie i innych, otaczając swoją duszę opieką, wchodzą na ścieżkę kompletności. Kiedy zdolni są do małych aktów łaski, osiągają duchową bliskość z innymi bez potrzeby dominacji. Już nieod­se­pa­ro­wa­ni, nieoddzieleni, przynoszą ze sobą kompletność, która może zjed­no­czyć się z kompletnością innych. Na tym właśnie polega współistnienie. Jako kompletne byty, jednostki mogą doświadczać radości. Inaczej niż szczęście, radość to trwały stan, który można utrzymać nawet wtedy, kiedy nic nie idzie po naszej myśli.

bell hooks, Gotowi na zmianę. O mężczyznach,
męskości i miłości
, przeł. Magdalena Kunz,
Krytyka Polityczna, Warszawa 2022.

[…]  jednym z elementów pracy nad własną kompletnością jest nauka elastyczności, negocjacji i wdrażania zmiany w myśleniu i działaniu.

*

[…]  Przy nim [moim dziadku] wszystkie połamane kawałki mojego serca ponownie się zrastały”. Oto prawdziwe znaczenie ponownego zjednoczenia – życie ze świadomością, że możemy odbudować to, co zniszczone, że możemy na powrót stać się całością.

*

[…]  potrzebujemy solidarności i wszyscy musimy nauczyć się budować wspólnotę.

*

Wielka to tajemnica – być chłopcem, […]  wolnym od uprzedzeń i cynizmu. Musimy przestać ganić tego chłop­ca i nasze własne przejawy niedojrzałości, naszą własną niespieszność w dorastaniu, naszą czystą przy­jem­ność płynącą z piękna i miłość do słońca, nasze skłon­no­ści do wznoszenia się, naszą włóczęgę i upadki z wysoka. […]  Możemy wypowiedzieć słowa zachęty do tego chłopca, kiedy już go odnajdziemy – w naszych przy­ja­cio­łach […]  i we własnych sercach. Jeśli nie bę­dzie­my zachęcająco się do niego zwracać, zagubi się, a my razem z nim zgubimy całą naszą czułość i wdzięk.
  //  Thomas Moore (1779–1852)

*

Świadomość emocjonalna to coś więcej niż umiejętność stosowania wła­ści­wych technik w konkretnych sy­tua­cjach. Jest to naturalne ukierunkowanie uwagi na naj­szlachetniejszą, przynoszącą spełnienie, radosną i pełną mocy część ciebie, do której masz dostęp.
  //  Linda Francis & Gary Zukav

*

[…]  nie wystarczy poruszać się w sferze reakcji, istnieje bowiem ryzyko, że nasza przeszłość rzuci się cieniem na naszą teraźniejszość.

*

[…]  kluczem do naszego przetrwania jest miłość. Jeśli kogoś kochamy i czujemy się przez niego kochani, w ja­kiś sposób cierpienie słabnie, najgłębsze rany goją się, nasze serca zaczynają czuć się wystarczająco bez­piecz­nie, by odsłonić się i otworzyć nieco bardziej. Za­czy­na­my doświadczać własnych emocji i uczuć ludzi, którzy nas otaczają.
  //  Dean Ornish

(tamże)

5238. Z oazy (CXCVII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Wznowiona po dwudziestu latach. W końcu w wer­sji elektronicznej. Książka? Nie jestem pewna. Wyimki nauk? Być może. Dla mnie wszystkie mnisie publikacje to niezmiennie zaproszenie do chwil zadumy, do chwili bez świata, do choćby chwilowej zmiany perspektywy.

Nie jest warta czytania, jeśli nie wsuniesz się choć na chwilę pod słowa, zdania i aka­pi­ty. Jeśli jednak zatrzymać siebie i swój świat, dzieje się niewysławialne i bezcenne. Nie można z żadnej książki tego Mnicha wyjść takim samym, jakim się weszło w lek­tu­rę. W tym przypadku nie było inaczej.

Skupienie i wolność w chwili obecnej to największy dar, jaki możemy sobie ofiarować.

*

Jeśli podlewane jest pozytywne ziarno człowieka, to czę­ściowo zasługa szczęścia, czę­ściowo zaś własnej pracy.

*

Kiedy zrozumiemy, że nie możemy zostać zniszczeni, uwolnimy się od lęku. To wielka ulga. Będziemy mogli cieszyć się życiem i cenić je znacznie bar­dziej niż dotychczas.

*

Kiedy tracisz ukochaną osobę, cierpisz. Ale jeśli będziesz umiał spojrzeć wy­star­czająco głęboko, być może zrozumiesz, że jej prawdziwa natura nigdy się nie rodzi i nigdy nie umiera. Coś się po­ja­wia i prze­sta­je się po­ja­wiać, by potem znów się pojawić. Musisz być bardzo uważny i czujny, by dostrzec nowe pojawienie się konkretnego człowieka. Ale dzięki wytężonej praktyce możesz się tego nauczyć.
      […]  Zwracaj uwagę na wszystkie liście, kwiaty, ptaki i krople rosy. Jeśli uda ci się przystanąć i głęboko w nie wejrzeć, dostrzeżesz, że kochany przez ciebie człowiek wciąż materializuje się w wielu formach. I wtedy znów bę­dziesz mógł cieszyć się życiem.

*

Nie można jednak sądzić, że coś nie istnieje, tylko dlatego, że nie rejestrują tego nasze zmysły. To właśnie nasze pojęcia „bycia” i „niebycia” mącą nam w głowach. To właśnie one każą nam myśleć, że coś istnieje lub nie istnieje. Pojęć istnienia i nieistnienia nie da się zastosować do rzeczywistości.

*

Nic nie istnieje w oddzieleniu od reszty,
nic nie istnieje samoistnie.

*

[…]  jeśli uczepisz się jakiegoś wy­o­bra­żenia i uznasz je za „prawdę”, stracisz szansę poznania prawdy. Nawet kiedy prawda osobiście zapuka do twych drzwi, nie będziesz chciał otworzyć przed nią umysłu. Jeśli więc masz wyo­bra­że­nie tego, co jest prawdą albo jakie warunki muszą zo­stać spełnione, byś był szczęśliwy – bądź ostrożny.

*

Wolność to nade wszystko niezależność od naszych wy­o­bra­żeń i pojęć. Jeżeli damy się im usidlić, możemy przy­spo­rzyć cierpień nie tylko sobie, lecz także osobom, które kochamy.

*

Powinniśmy zapytać: „Kartko, skąd przychodzisz? Czym jesteś? W jakim celu się tu zjawiłaś? Dokąd odejdziesz?”. Możemy zapytać płomień: „Pło­mie­niu, skąd przychodzisz i dokąd odejdziesz?”. Uważnie wsłuchaj się w od­po­wiedzi. Płomień i kartka odpowiadają przez swoją obecność. Mu­si­my je­dy­nie wejrzeć bardzo głęboko, a usłyszymy, jak mówią. Płomień od­po­wia­da: „Znikąd nie przychodzę”.
     Taka też byłaby odpowiedź kwiatów pigwowca. Nie są ani tymi kwia­ta­mi, ani innymi. Nie pojawiły się znikąd i nigdzie nie zniknęły.

*

Patrząc głęboko, odkrywamy, że 
każda przyczyna jest zarazem skutkiem.

*

Boimy się śmierci, boimy się rozłąki i boimy się nicości. Ludzie na Zachodzie bardzo boją się nicości. Kiedy słyszą o pustce, też bardzo się boją, chociaż pust­ka jest tylko wyeliminowaniem wyobrażeń i pojęć. Pustka nie jest prze­ci­wień­stwem istnienia. Nie jest nicością ani unicestwieniem. […] 
     Rzeczywistość nie ma nic wspólnego z istnieniem i nieistnieniem. Kiedy Szekspir się zastanawia: „Być albo nie być – oto jest pytanie”, Budda od­po­wia­da: „Być albo nie być – oto nie jest pytanie”. „Być” i „nie być” to tylko dwa przeciwstawne pojęcia. Ale pojęcia te to nie rzeczywistość i wca­le rzeczywistości nie opisują.

*

Nasza wolność, spokój i radość w tej właśnie chwili są najważniejsze, nie możemy mieć więcej.

*

[…]  dwa atomy wodoru i jeden atom tlenu. Dzięki tej podstawie, dzięki tej cząsteczce, może się pojawiać wiele rzeczy: chmury, deszcz, śnieg, woda. Cudownie jest być chmurą, ale cudownie jest też być deszczem. Cudownie jest również być śniegiem albo wodą. Jeśli chmura będzie o tym pamiętać, kiedy przyjdzie jej czas przemiany i stanie się deszczem, nie będzie taka przerażona. Przypomni sobie, że być chmurą to cudowna rzecz, ale być deszczem również jest wspaniale.
     Jeśli chmura nie uwikła się w pojęcia narodzin i śmierci czy istnienia i nieistnienia, nie zazna lęku. Ucząc się od chmury, możemy poznać, co znaczy brak lęku. Brak lęku to podstawa prawdziwego szczęścia.

*

Twoja twórczość nie służy wyłącznie temu, by ludzie zapomnieli na chwilę o swym bólu, lecz jest także wodą, która podle­wa w innych ludziach ziarna głębokiego zrozumienia i współczucia.

*

Nasza niewiedza, gniew i rozpacz nie powinny się odradzać. Kiedy się od­ra­dza­ją, pogłębiają mrok i cierpienia na świecie. Im więcej szczęścia i mi­ło­ści może się odrodzić, tym lepiej, ponieważ dzięki temu nasz świat będzie pięk­niejszy i lepszy. Dlatego też ty i ja powinniśmy być żywi przez wszystkie tygodnie, dni i godziny naszego życia, by odradzać się ciągle jako szczęście, miłość i dobroć.

*

Stąpaj tak, jakbyś z każdego kroku czerpał siłę życiową.

*

Możemy przyjąć jedynie te nauki, które głę­bo­ko zro­zu­mie­li­śmy i włą­czy­liśmy do naszej praktyki, które uznaliśmy za prawdziwe dzię­ki naszemu doświadczeniu.

*

Każdy musi siebie pilnować. Musisz zostać swym duchowym przyjacielem i żyć w środowisku, które ci sprzyja.

*

Aby móc to osiągnąć, trzeba ćwiczyć. Nawet jeśli ktoś jest bardzo inte­li­gent­ny i od razu to zrozumie, musi się nauczyć żyć w ten sposób. Musimy się nauczyć dostrzegać swoje szczęście już teraz.

Thích Nhất Hạnh, Śmierci nie ma, lęku nie ma,
przeł. Sebastian Musielak,
Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2023.

Jeśli spotkasz osobę, która nigdy nie spróbowała man­da­ryn­ki czy durianu, możesz zasypać ją tysiącami zdjęć i porównań, a i tak nie opiszesz jej rzeczywistości. Mo­żesz zrobić tylko jedno: skłonić ją do bezpośredniego do­świad­czenia tej rzeczywistości. […]  Owoc durianu wy­kra­cza poza wszelkie wyobrażenia i pojęcia. Tak samo jest z mandarynką.

*

Jesteś właśnie tym, czego szukasz. Już jesteś tym, kim chciałbyś być.

*

Fala w swej niewiedzy doświadcza lęku narodzin, śmier­ci, wysokości, niskości, piękna, brzydoty i zazdrości. Lecz jeśli uda jej się dotknąć swej prawdziwej natury, natury wody, i pozna, że sama jest wodą, wszystkie jej lęki i ca­ła zazdrość znikną.

*

[…]  nic nie pozostaje takie samo nawet przez najkrótszą chwilę.

*

O przyczynie myślimy w bardzo prostych kategoriach. Wydaje nam się, że jedna zupełnie wystarczy, by za­ist­nia­ło to, co widzimy. Praktykując głęboki wgląd, stwier­dza­my, że jedna przyczyna nigdy nie wystarcza.

*

Proszę, nie zapominajcie, że wasze wyobrażenia szczęścia mogą być bardzo niebezpieczne.

*

Już po jednym wdechu i wydechu stajemy się inną oso­bą. […]  Myśli pojawiają się i znikają, uczucia rodzą się i umierają. Bezustannie coś się pojawia i przestaje po­ja­wiać. W dwóch następujących po sobie chwilach je­steś­my już inni. To samo dotyczy rzeki, płomienia, chmury i słonecznika.

*

Fala nie musi umierać, żeby stać się wodą. Fala jest wodą w tej właśnie chwili.

*

Ci z was, którym udało się wejrzeć głęboko w wymiar przestrzeni i czasu, potrafią dotknąć również tego wy­mia­ru absolutnego. Najpierw nauczyłeś się dotykać fali, teraz uczysz się dotykać wody.

*

Czuj, że żyjesz; czuj, że jesteś częścią całego wszechświata.

(tamże)

5237. Z oazy (CXCVI)  //  Panna cotta (CIX)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Z nogi na nogę przestępowałam od ostatniego wtorku września, gdy się ukazała, do pierwszego października, by na mocy obo­wią­zu­ją­ce­go, niepisanego prawa nabyć w ramach październikowego deputatu na wło­skie literki. Potem było już tylko czekanie, by dotarła do ula.

Uwielbiam wiewióra. Uwielbiam kreskę Ilustratora i pomysły Autora w jednym ludz­kim ciele pomieszkujących. Wyczytałam każde zdanie kilkadziesiąt razy. Wy­do­ty­kałam każdą stronę kilkadziesiat razy. Zatrzymałam się po wielokroć przy każdej postaci, zachwycając się każdą kreską, cieniem i kolorem. Uwielbiam rytm tej opo­wie­ści, „śródrefreny”, wszystkie interakcje między bohaterami, ich uczucia i emocje, gesty, intencje i pragnienia, niewerbalne drobiazgi wetknięte nienachalnie między kreski. Tego, że opowieść skończy się roberkiem, bym nie wymyśliła.

Stamattina, mentre passeggiavo,
ho trovato un miglior amico.
[Tego ranka, gdy spacerowałem,
znalazłem jednego z najlepszych przyjaciół.]

*

Di solito raccolgo soltanto pigne,
ma questa volta è un miglior amico.
Almeno credo. Comunque gli somiglia molto.
[Zwykle zbieram tylko szyszki,
ale tym razem trafił mi się najlepszy przyjaciel.
Przynajmniej tak myślę. W każdym razie jest do niego bardzo podobny.]

*

Era un sacco di tempo che ne cercavo uno.
Al contrario delle pigne,
i migliori amici non cadono dagli alberi.
[Mnóstwo czasu go szukałem.
W przeciwieństwie do szyszek sosnowych,
najlepsi przyjaciele nie spadają z drzew.]

*

Ci ho messo un po’ per riuscire a parlargli.
[Zajęło mi trochę czasu, by móc się do niego odezwać.]

Si chiama Poc.
Ha proprio una faccia da miglior amico.
Credo addirittura che diventerà il MIO miglior amico.
[Ma na imię Poc. / Ma naprawdę twarz najlepszego przyjaciela.
Sądzę nawet, że stanie się MOIM najlepszym przyjacielem.]

*

Perché si può anche essere pieni di amici.
Ma un MIGLIOR amico è una cosa completamente diversa.
[Ponieważ może być mnóstwo przyjaciół.
Ale NAJLEPSZY przyjaciel to jest zupełnie inna sprawa.]

*

Di miglior amico ce n’è uno solo,
ed è con lui che si passano i migliori momenti.
E con lui perfino i brutti momenti sono dei bei brutti momenti.
[Jest tylko jeden najlepszy przyjaciel,
i to z nim mijają najlepsze chwile.
I z nim nawet złe czasy są przepięknymi brzydkimi chwilami.]

*

Gli ho fatto vedere il mio albero preferito,
i miei posti segreti nel bosco, quelli che non si fanno vedere a nessuno,
tranne che al proprio miglior amico,
e anche le radure con l’erba alta,
e le pozzanghere in cui si riflette il sole.
[Pokazałem mu moje ulubione drzewo,
moje sekretne miejsca w lesie, które nie pokazuje się nikomu,
poza naprawdę najlepszym przyjacielem,
a także polany z wysoką trawą
i kałuże, w których odbija się słońce.]

*

D’autunno ci piace tantissimo guardare insieme le foglie che cadono.
[Jesienią ogromnie lubimy razem patrzeć na spadające liście.]

*

E quando è inverno,
passiamo ore a contemplare i primi fiocchi di neve
che scendono dolcemente a terra.
[A kiedy jest zima,
godzinami kontemplujemy pierwsze płatki śniegu,
które delikatnie opadają na ziemię.]

*

E poi è arrivata primavera, e anche Momo.
[A potem przybyła wiosna, a także Momo.]

*

Con Momo è stato lo stesso,
ci ho messo un po’ di tempo per riuscire a parlargli.
[Z Momo było tak samo,
potrzebowałem trochę czasu, by móc się do niego odezwać.]

*

Subito dopo ci ha fatto vedere
un sacco di altri posti segreti del bosco che non conoscevamo,
altre radure con l’erba alta e altre piccole pozzanghere
in cui si riflette il sole, e anche le nuvole.
[Zaraz potem pokazał nam
mnóstwo sekretnych leśnych miejsc, których nie znaliśmy,
inne polany z wysokimi trawami i małe kałuże
w których odbija się słońce, a także chmury.]

Siamo anche andati a buttare dei sassi nell‘acqua per farli rimbalzare.
[Poszliśmy nawet nad wodę puszczać kaczki kamykami.]

*

E abbiamo guardato scorrere il fiume.
[I patrzyliśmy, jak płynie rzeka.]

*

E stamani, con i primi raggi di sole,
è arrivato Günter...
[Dziś rano, z pierwszymi promieniami słońca
przybył Günter…]

*

Ci ho messo un po’ di tempo per riuscire a parlargli.
[Potrzebowałem trochę czasu, by móc się do niego odezwać.]

*

Olivier Tallec, Il mio miglior migliore amico,
przeł. z j. francuskiego Tommaso Gurrieri,
Edizioni Clichy, Firenze 2023.

piątek, października 27, 2023

5236. ☆☆☆☆☆    ☆☆☆

Cenię algebrę abstrakcyjną. Bardzo cenię, ale życie przerosło moją jej znajomość. Wyobrażony prezydent, megaloman lingwistyczny wziął się za algebrę polityczną.

Ludzie są niesamowi! Mają niebywały refleks i ogromne poczucie humoru. Nie po­zo­stawili suchej nitki na mężczyźnie bez kręgosłupa, który ma suwerena za idiotę. Zasłyszane jest pierwsze z poniższych. Zawidziane drugie.

Nie wymyśliłabym. Doceniam. Pięk­ne i błyskotliwe! Chapeau bas!

Zadanie:
Jakie działanie należy wykonać, by nierówność:

248 < 194

była prawdziwa?

Odp.: dudawanie

*

Morawiecki (194):   1 + 9 + 4  = 14
Tusk (248):   2 + 4 + 8  = 14

Autorzy obu tych piękności 
nie do ustalenia z imienia i nazwiska.

5235. Kochając podyplomka (II)

Pracę pisemną z filozofii miał napisać. Wysprzątał ul, zrobił porządek w pracowych papierach, ceeremach, mejlach i, gdy już nic nie stało na drodze, usiadł i napisał, i… z zaledwie tygodniowym opóźnieniem oddał pracę.

Gdy otrzymał ocenę, przysłał mi do przeczytania referat oceniony na pięć, robiąc zastrzeżenie, bym nie oczekiwała przecinków, tylko po prostu przeczytała.

Pan Jednorożec pisze ze swadą, humorem i w punkt. Nie stawia przecinków, nie prze­szkadzają mu zawieszki w tekście, ma w nosie odstępy przy śródtytułach i inter­li­nię. Ja bym mu piątki nie postawiła, ale wziąć sobie to, co mnie uśmiechnęło, po­trafiłam. Poprawiłam przecinki i mam. I wciąż mnie uśmiechają poniższe wyimki.

Relatywista ma świadomość, że dla każdej strony nego­cja­cji to, co leży na stole, może być czymś zupełnie innym.

*

Podsumowanie, które niczego nie kończy
     […]  Filozofia nauki — szczerze polecam.

Sprzedający marzenia,
Jednorożec

5234. 300/365

nigdy nie by­łam dla siebie dobrą matką, przede wszystkim by­łam zbyt krytyczna.

     — to nie jest stan świadomości, to inny po­ziom świa­do­mo­ści, jesteś babcią — powiedział, a ja, delektując się do­świad­cze­niem ostatniego tygodnia, uśmiechnęłam się i wzruszyłam, bo.

jestem dla siebie dokładnie taką babcią, jakiej pragnęłam i ja­kiej potrzebowałam od zawsze.

300/365

wtorek, października 24, 2023

5233. Złota Siekiera 2023 — Nominacja (#2)

W ogóle nie byłoby sprawy, wpisu i nominacji. Umawiając się na czynności prawne, dopytałam i, o 1+6 schodach, bo to wy­so­ki parter, wiedziałam. Mamy obcykane, jak sobie radzić z przy­sto­sowaniem* lokali użytkowych. Zero urazy, naprawdę. Ale!

W ogóle nie byłoby sprawy, gdyby nawigacja nie pomyliła bu­dyn­ków. By zadzwonić do notariusza, z którym byliśmy umó­wie­ni, trzeba mieć numer do kancelarii. Grzebnęłam w tele­fo­nie, odszukałam właściwą stronę internetową i nim zloka­li­zo­wa­łam numer, mym oczom ukazała się treść opisu, a w nim po­gru­bio­ną czcionką…

Przystosowani parterem notariusze nie zdobędą w tym roku Złotej Siekiery — jeśli nic się nie wydarzy, założę się, że wygra empatia — ale odnotować należy, że prawnicza precyzja zna­cze­nia słów w zde­rze­niu z rzeczy­wi­sto­ścią może cha­rak­te­ry­zować się bez­sil­no­ścią.

________
  *  gdyby mój wózek był o jeden centymetr szerszy, nasze do­świadczenie radzenia sobie z przeszkodami na nic by się nie zdało; nie pokonalibyśmy drzwi dzielących dwie prze­strze­nie: tę z jed­nym schodkiem i tę z sześcioma schodami.

*

Szacun pozostaje. Nie mam pojęcia, jak można mieć tę książkę w głowie…

Kancelaria […] usytuowana jest na parterze i jest przy­sto­so­wa­na do potrzeb osób niepełnosprawnych oraz rodzin z dziećmi. [dostęp: 24.10.2023]

(wyróżnienie oryginalne)


Złota Siekiera 2023

sobota, października 21, 2023

5232. 294/365

każde słowo niesie energię, żadne nigdy nie znika. wybierz jed­no*, wypowiedz i poczuj jak wibruje w tobie, wejdź w kon­takt z jego ener­gią. idź w dzień, zauważając ten rodzaj energii w lu­dziach, gestach, zdarzeniach, chmurach, wietrze, wspo­mnie­niach i ru­chu psiego lub ko­ciego ogona.

294/365

__________
  *  dzisiaj nad ranem wybrałam: miłość.

piątek, października 20, 2023

5231. 292–293/365

dzięki Akuszerowi odkryłam najważniejsze dla mnie na ten moment: nie kop kokona!

w kryzysie rozwoju psychicznego naj­uko­chań­sze­go człowieka i tak jest — i jemu, i tobie — ciemno, samotnie i źle.
     czekam na motyla.

292–293/365

[…]  opadanie kwiatów śliwy nie oznacza końca drzewa.

Thích Nhất Hạnh, Śmierci nie ma, lęku nie ma,
przeł. Sebastian Musielak, REBIS, Poznań 2023.

wtorek, października 17, 2023

5230. O mocy wewnętrznej…


fot. Saxifraga, fragment.

Rozzłoszczony, w wymiarze absolutnym,
zamykam
oczy i spoglądam głęboko.
Gdy
trzysta lat przeminie,
gdzie
będziesz ty, a gdzie ja?

Thích Nhất Hạnh
(1926–2022)

5229. Kochając podyplomka…

Jednorożec:
(w niedzielę z podyplomówki takie piękne cacko przywiózł;
pokazał, gdy wracali z lokalu wyborczego
)


Efekt końcowy pracy grupowej dziewięciu osób.

Jabłoń:
(zachwyca się precyzją i dbałością o detale,
używając fachowych słów ze swojego świata
)
Piękny ten komiks!

Jednorożec:
(udaje oburzenie)
To nie komiks! To storyboard!

*

Jednorożec:
(wracając, już pod domem cyk)


fot. Jednorożec, fragment.

Jabłoń:
(musi tu mieć tą żywą piękność)

poniedziałek, października 16, 2023

5228. —


fot. Hawwa, fragment.

[…]  smutek po stracie nigdy
nie należy tylko do jednej osoby […].

Jakub Małecki, Święto ognia,
Wydawnictwo SQN, Kraków 2023.

[…]  tutti abbiamo una stella che ci protegge,
anche quando il cielo è nuvoloso e non la vediamo.
 //  Susanna Tamaro
 […wszyscy mamy gwiazdę, która nas chroni,
      nawet wtedy gdy niebo jest pochmurne i jej nie widzimy.]

Nie płakałbyś, gdybyś wiedział, że wpatrując się głęboko w deszcz, ciągle będziesz w nim widział chmurę.

Thích Nhất Hạnh, Śmierci nie ma, lęku nie ma,
przeł. Sebastian Musielak, REBIS, Poznań 2023.

*

Sylkus, Evening Nostalgia.
White Raven’s Liked List

5227. Z oazy (CXCV)

Nie­dzielne odliczanie literek, pięć. Czynione z jedno­dnio­wym poślizgiem, ponieważ wybierane frag­men­ty nie chcia­ły się ułożyć. Grymasiły, kręciły nosem i jęczały, że tak to źle, niedobrze i do bani. Musiałam poczekać, by za­ak­cep­to­wa­ły mój wybór.

Dwa tygodnie temu, usłyszawszy o filmie nakręconym na podstawie tej książki, po­myślałam, że chętnie bym go obej­rza­ła. Ale, ale! Jeśli film jest na podstawie książ­ki, to lubię najpierw przeczytać literki.

Przeczytałam. Zachwyciłam się sposobem malowania po­staci i… Podobnie jak w przy­pad­ku filmu i książki Johnny nie mam już potrzeby oglądania filmu. Tego, co dla mnie najważniejsze w tej książce, nie da się sfilmować, bo to jest między słowami i wierszami.

Każdy z poniższych fragmentów może zupełnie spokojnie stanowić osobną historię. Żaden nie jest spoilerem opo­wie­ści, więc wciąż można mieć radość z pójścia do kina lub przeczytania książki osobiście. Mnie już ani jedno ani dru­gie nie dotyczy. Szko­da, ale, ale! Jest za to wciąż przede mną sporo powieści Autora.

Chlap-chlap-chlap, skaczę po kałużach, a ludzie mijają mnie, panie i pa­no­wie, i myślą sobie: o proszę, co to za miła dziewczyna skacze po ka­łu­żach, a ja uśmiecham się do nich, i oni do mnie też, mimo że przecież tak w ogóle to mam dwadzieścia lat i siedzę w domu, na wózku, a ich widzę przez szybę, ale to nie szkodzi, bo skakać po kałużach można wszędzie, nawet w domu, na wózku, i jak się ma dwadzieścia lat, to przecież każdy wie.

*

[…]  urodziłam się z porożem mózgowym. Specjalnie mówię źle, tata to wy­myślił – „porażenie” to jest bardzo brzydkie słowo, okropne, takie słowo na zawsze, a poroże to przecież coś pięknego.

*

Obie się siłujemy ze swoim ciałem i próbujemy je zmusić do czegoś, czego ono wcale nie chce, ale nie wiem, może to po prostu o to chodzi w życiu.

*

Zamykałem oczy albo patrzyłem w okno, za którym widać tylko kolejne okna. Od dziecka lubiłem się zastanawiać, co dzieje się po drugiej stronie, w mieszkaniach, które mijałem, chodząc ulicami.

*

[…]  jest pan Spodszóstki i jego pies, który próbuje bawić się z kałużą w ten sposób, że się w niej położył i leży.

*

Iść z panią Józefiną to jest zupełnie coś innego niż z tatą albo Łucją, bo pani Józefina idzie tak, jakby wszystko, co mija po drodze, należało do niej. Nig­dy nie widziałam nikogo, kto byłby tak zadowolony, że jest sobą i że w ogóle jest.

*

Szykowałam się parę tygodni, żeby jej to powiedzieć, i zastanawiałam się, jak bardzo się ucieszy i mnie pochwali, i jak będzie zachwycona, ale ona nagle się przestała ruszać i przełknęła ślinę, a jak się człowiek przestaje ruszać i przełyka ślinę, to wiadomo, co jest.
     Źle.

*

[…]  chciałam coś zniszczyć, zbić, rzucić jakimś kubkiem albo talerzem, albo cukierniczką, ale nawet tego nie mogłam i to było najgorsze. […]  mówi w sumie samymi wydmuszkami: jak to po co, Królewno… jak to po co… przecież ty… przecież ja… ja tobie wszystko… gwiazdkę z nie­ba… i tak dalej, bez niczego w środku.

*

Tuż za krawędzią łóżka rozpościerała się przestrzeń nie do wypełnienia. Zsu­nęłam w nią nogi i próbowałam przetrwać, ale czas opierał mi się, szar­żu­jąc w kierunku przeciwnym niż zwykle. Między siód­mą a siódmą dzie­sięć minęło kilka lat.

*

To musi być dopiero coś. Myślisz sobie: pójdę w lewo i idziesz w lewo, albo myślisz: pójdę tam i idziesz tam, albo myślisz: pobiegnę trochę i biegniesz.

*

No, takie wyjście do sklepu to musi być coś – idziesz sobie dokładnie tam, gdzie chcesz, możesz nawet w ostatniej chwili zmienić zdanie i wejść do ja­kie­goś innego sklepu, niż chciałaś na początku, i możesz być w tym sklepie tak długo, jak ci się podoba, i ani razu nie uderzasz wnic głową ani łokciem, a potem możesz usiąść sobie na przykład w parku na ławce i odwrócić twarz do słońca, i sobie być.

*

[…]  mniej ma dla mnie słów, kończą mu się szybko i nie stara się znaleźć nowych, a zamiast nich znajduje wzdychanie.

*

Nastka lubiła siebie i lubiła innych, a każda nowość i zmiana budziły w niej entuzjazm, za co wszyscy gremialnie ją podziwiali, ja też, ale po jakimś cza­sie się zorientowałam, że podziw wcale nie wyklucza złości. Byłam zła, że przez tyle lat można udawać, że się nie widzi świata takim, jaki jest.

*

[…]  widoki na to były nieszczególne. Kiedy ktoś zakochiwał się we mnie, ja z reguły miałam go gdzieś, bo zakochana byłam akurat w kimś innym, kto niestety miał mnie gdzieś, bo kochał inną, która… i tak dalej. Wystarczyłoby te uczucia zmienić o jedno w lewo albo w prawo i nagle wszyscy byliby za­ko­cha­ni we właściwych osobach, z wzajemnością, ale najwyraźniej ko­muś, kto to wszystko wymyślał, wcale na tym nie zależało. Nie rozumiałam, jak można być takim idiotą, żeby zrobić świat, w którym E=mc2 działa zawsze i bez zarzutu, ale w czymś tak prostym i oczywistym jak miłość połowa rze­czy musi się wiecznie nie zgadzać.

*

Powiedziałam mu, że różnica pomiędzy tancerką bardzo dobrą a wybitną ma grubość kartki papieru. Że w tej wąskiej przestrzeni mieszczą się tysiące godzin, wolne wieczory, weekendy, wszystkie pasje, wszyscy znajomi i cała reszta życia, którego nie wolno ci mieć. Że z zewnątrz tego nie widać – dla człowieka siedzącego na widowni tancerka bardzo dobra i wybitna wyglądają tak samo.

*

Za każdym razem, kiedy wspólnie zdmuchujemy świeczki, mówię jej, by pomyślała życzenie, i za każdym razem zastanawiam się później, co to było.

*

     – Powiesz mi?
     – Ale co takiego?
     – Jakie wymyśliłaś życzenie.
     […]
     – Zażyczyłam sobie, żeby kiedyś pobiec przez miasto.
     Powtarza po mnie, jakby podkradała mi z talerza, żeby się przekonać, co też mi tak smakuje:
     – Pobiec. Przez miasto.
     – No. To by było świetne.

*

No więc jednego dnia, jak siedzimy u mnie, to przysuwam się do biurka i włą­czam komputer, i zaczynam dżojstikiem pisać na ekranie, tak żeby widziała: „Mam do pani prośbę”.
     Zajmuje mi to jakieś siedem minut. […]  staje za mną, i czyta.
     – Jaką prośbę, młoda?
     […]  czeka, aż jej odpowiem, no więc piszę dalej:
     „Bym chciała, żeby pani…”
     Dokładam kolejne słowa i nie jest to za bardzo łatwe, bo z takimi sło­wa­mi to trzeba naprawdę uważać, a ona patrzy mi przez ramię i już się nie ru­sza, a kiedy wreszcie, chyba po dziesięciu minutach, docieram do końca zda­nia, zmęczona i ze spoconymi pachami, to ona się trochę prostuje.
     – Kochanie, jesteś pewna? No wiesz, oczywiście, że mogę, ale czy to… Jesteś pewna?

*

Nic się właściwie nie zmieniło, ale na takie rzeczy trzeba uważać najbardziej.

*

Wierciłem się między słowami, mówiłem o wielu światach, coś o pamięci, o życiu człowieka w innym człowieku, same potworne banały, ale może potworne banały były tym, czego właśnie wtedy oboje potrzebowaliśmy.

*

Patrzyłem na widniejące na kartce słowa, które były tam, ile razy na nie spoglądałem. W końcu zacząłem zapychać ciszę miękkimi, łagodnymi za­pew­nie­nia­mi: damy radę, to jeszcze nic takiego, są sposoby, mój znajomy kiedyś, w ogóle się nie martw, wszystko będzie…
     […] 
     – Milordzie, nie musisz.
     […]  w końcu spytałem szeptem:
     – To co możemy zrobić?

*

[…]  oddycham głęboko i chce mi się płakać.
     […]  Kiedyś można było mnie opisać wieloma słowami: byłem wesoły, ambitny, wstydliwy i wysportowany, trochę nieprzewidywalny, raczej niski, zwykle ogolony, często zadowolony i raczej niezbyt bogaty, a teraz jestem po prostu bardziej albo mniej zmęczony.
     […]  Kiedy jestem tutaj, bardzo chcę być z powrotem, czujny i blisko, a kiedy już jestem tam, myślę tylko o tym, by choć na chwilę znaleźć się znowu tutaj.

*

Wiele wysiłku wkładam w to, żeby jej odruchowo nie pocieszać, żeby nie mówić, że ją rozumiem, bo jej nie rozumiem, i być może po raz pierwszy od dawna naprawdę tylko jej słucham.

*

[…]  wsuwa ręce w kieszenie i cały zdyszany idzie powoli w stronę tego, co w jego życiu ma się dopiero stać.

*

[…]  i tylko tak słucha:
     stukanie obcasów
     szum na ulicy
     pikający automat.
     Słucha i słucha, i wstaje powoli, tak, żeby nie przerywać tym dźwiękom, i robi jeden krok, a potem drugi, i idzie przed siebie.

*

A teraz […]  wszystko dzieje się dalej.

Jakub Małecki, Święto ognia,
Wydawnictwo SQN, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego wydania,
bo ta z 2023 roku zabija wyobraźnię.

Ćwiczymy intensywnie przez co najmniej półtorej go­dziny dziennie, bo jakbyśmy nie ćwiczyli albo ćwiczyli mniej, to stałoby się to, co się ogólnie przez lekarzy na­zy­wa Zdecydowanieodradzałbympaństwu.

*

[…]  kiedy jej mówił, że ją rozumie i że to bardzo trudna sytuacja, odpo­wia­da­ła, że przecież wie, że trudna, i nie trzeba jej dodatkowo dobijać. Tata nie rozumiał, że w ta­kiej chwili nie ma żadnej dobrej rady i trzeba sto­so­wać tylko dwie metody, to znaczy metodę Uhmm albo metodę Nochodźkochanie, a ona nie ro­zu­mia­ła, jak on może tego nie rozumieć.

*

[…]  na drugi dzień było największe wyzwanie, czyli ma­te­ma­tyka, bo chodzi o to, że niektórzy ludzie z po­ro­żem mają coś takiego, że sobie nie umieją wyobrazić na przy­kład, jak wygląda sześcian albo stożek. Lekarze mó­wi­li, że ja raczej umiem, bo mi się dostało tylko w ruchy, nie w myślenie, co jest dużym szczęściem, ale w sumie nikt nie wiedział na pewno, tylko tak bardziej na Raczej i na Chyba.

*

Nie chodzę, nie jestem samodzielna ani nie mówię wy­raź­nie, za to potrafię inne rzeczy, na przykład po­tra­fię świetnie patrzeć, a patrzenie nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać, ale to wiedzą tylko ci, którzy patrzą bardzo długo i bardzo uważnie, a na to trzeba mieć czas.
     Najpierw trzeba zapomnieć o sobie, ale tak dokładnie: kim się jest i jak się ma na imię, i tak dalej, więc już to jest dosyć trudne, a potem trzeba to wytrzymać długo, to zapomnienie, i ważne też, żeby się nie rzucać na to, co się widzi. Trzeba podchodzić powoli, skradać się, czasami od­czekać długo i być ostrożnym, bo wtedy dopiero widać.

(tamże)

niedziela, października 15, 2023

5226. Z oazy (CXCIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, cztery. Dodatek do październikowego przydziału wło­skich literek. Książka, a w zasadzie książeczka, która robi wrażenie notatnika, w któ­rym zatrzymano chwile, przebłyski świadomości, drobiny mądrości. Czasem jestem kotem, czasem żółwiem…

Są w tej książce ilustracje, których fragmenty zachwycają. Są też takie, że pomimo braku odpowiedniego wykształcenia, mam pewność, że coś jest z nimi nie tak. To jednak nie przeszkadzało mi, by cieszyć się całością opowieści.

“I wonder what lies beyond the horizon?” Said the cat.

“The unknown.” Replied the tortoise.

*

“I would like to see the unknown.” Said the cat.

“I would like to stay at home.” Said the tortoise.

*

*

“I heard the most wonderful things
happen during adventures”
Said the cat.
“If only we were brave enough to
take the first step.”

*

*

*

*

*

“That happens sometimes...”
replied the cat.

“...but if we wait long enough
for it to lift, a bright new
world will be revealed.”

*

*

“That tree is far too fall for me,”
said the tortoise,
“can I climb on your back?”

“Of course,” replied the cat, “sometimes
apples are out of reach, until we ask for help.”

*

*

“[…]  you sound very uncertain.”
Said the tortoise.

“I am,” replied the cat, “but with
on uncertain future.. comes
infinite possibilities.”

*

*

“I don’t like asking for help,” said the tortoise, “I’m not usually brave enough.”

“But sometimes, asking for help is the bravest thing you can do.” Replied the cat.

*

“Do you think following the horizon will make us happy?” Asked the tortoise.
     “I do.” Replied the cat.
     “Why?” Asked the tortoise.
     “Because those who follow their own horizons, are usually the ones who find happiness.” Said the cat.

*

*

“And to think you said you weren’t brave.” Said the cat.

I’m braver than I thought.” Replied the tortoise.

*

“Oh dear, look at that crocked tree,” said the cat, “it is a shame to see things broken.”

“Even the mightiest trees can be broken by the wind”, replied the tortoise, “but being broken doesn’t mean it’s the end.”

*

“Do you think it was a good idea to seek the horizon?” Asked the cat. “Perhaps I should have stayed at home, too.”

“I think it was an excellent idea!” Replied the tortoise. “In order for anything good t happen... an idea must become an action.”

*

“But you never know what
you can achieve until you
try.” Said the cat.

*

*

*

*

“There... that wasn’t difficult, was it?” Said the cat.
     “Things rarely are as bad as they seem.” Replied the tortoise.

Christopher Stokes, Beyond the Horizon. With the cat & the tortoise,
Independently published, Walsall 2021.
(wyróżnienie własne)