Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przez Rzekę i okolice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przez Rzekę i okolice. Pokaż wszystkie posty

piątek, września 04, 2026

6205. Z oazy (CDLXXI)

Zajęła mi dwie kawy. Wycisnęła gros łez. Fusy wrażeń opadały kilka dni. Ta dro­bin­ka książkowa to duży kaliber. Każde zdanie waży. Każdy ukłon jest znaczący.

Niestety, bezduszność, niezrozumienie, bezmyślność i strach przebrane za głupotę prezentowane z całą swoją mocą bez ograniczeń wobec terminalnie chorych czy lu­dzi w żałobie jest dokładnie taka sama tam, na Dalekim Wschodzie, jak tu, w środku Europy. Przekształcenie tej głupoty na akapity — bez zbędnych słów, trafiając pre­cy­zyj­nie w punkt — da się zamknąć w dwóch słowach: chapeau bas!

A reszta? Reszta jest miłością. Miłością, która… trwa.

Sięgam po powieści, będąc tego w pełni świadoma. Wybieram nie te banalne, oparte na powszechnym wyobrażeniu o świecie, lecz takie, które z uważnością opowiadają o niepowtarzalnych losach jednostki.

Dobra powieść nie składa się wyłącznie z tego, co napisano wprost. Jej prawdziwa siła tkwi również w tym, co zostało przemilczane.

Relacja między ludźmi nie kończy się wraz ze śmiercią jednej z osób. Trwa dalej i nieustannie się zmienia. To właśnie ta piękna rozłąka nas łączy. To ciągle zmieniająca się relacja jest prawdziwą miłością.

Yumi Toyozaki


Za cel [Nao-Cola Yamazaki] stawia sobie „pisanie o rzeczach, o których nikt inny nie napisze, słowami, które zrozumie każdy czytelnik”.

🖇🖇

Ruch jest fascynujący. Kiedy skupiam się na ruchu, znika gdzieś wrażenie istnienia rzeczy. […]  Czterdziestokilkuletni mężczyzna zeskakujący ze stop­ni musi wyglądać dziwnie. Być może to za sprawą ciepłej, kwietniowej po­gody, aż rwę się do ruchu. Ostatnio przestało mnie obchodzić zdanie in­nych. Co złego w tym, że dorosły facet sobie podskakuje?

🖇

Nie twierdzę, że wybraliśmy najlepszą z możliwych dróg. Gdyby ktoś za­py­tał mnie, czy żałuję, odpowiedziałbym: tak, noszę w sercu żal. Ale w tej sa­mej chwili miałbym ochotę sam sobie zaprzeczyć. Bo nawet jeśli nie była to najlepsza z dróg, to czy ktoś naprawdę wie, jaka byłaby ta najlepsza? Czy w ogóle istniała? A jeśli istniała, to czy to coś złego, że wybraliśmy własną, inną niż droga większości?

🖇

Żona nie wybrała dla siebie złego losu na loterii. To nie była kwestia jej decyzji. Musiała przejść drogę, która została jej wyznaczona. I nie miała możliwości, by ją zmienić.

🖇

W małżeństwie nie chodzi o wyłączność na drugą osobę,
ale o zaufanie do jej otoczenia.

🖇

Nawet jeśli robimy coś, co następne pokolenia uznają za zbędne, i zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy przez to trochę staroświeccy, nie czujemy się przez to ubożsi. Po prostu żyjemy swoim życiem, na swoich zasadach.

🖇

Postawienie diagnozy nie sprawiło, że żona przestała być sobą. Nie za­czą­łem patrzeć na nią wyłącznie przez pryzmat jej choroby ani traktować jak jedną z wielu osób skazanych na ten sam los. Może to dlatego, że lekarz nie używał wyliczeń procentowych. Wielu ludzi […]  szybko przechodzi do sta­ty­styk. „X procent chorych dożywa Y lat”. Świat jest pełen takich liczb. Dla lekarzy czy naukowców tego typu wyliczenia mają niewątpliwie zna­cze­nie. Ale co z pacjentami, którzy żyją swoim jedynym, niepowtarzalnym życiem? Zgadywanie, jak na loterii, ile czasu im zostało, jest absurdalne.

🖇

     — O, widzę, że się myjecie. Super! — rzuca z szerokim uśmiechem, zu­peł­nie jakby rozmawiała z pięciolatką.
     Czy żonie nie przeszkadza, że ktoś dwadzieścia lat młodszy traktuje ją jak dziecko? Do tego nie jest prawdą, że „się myjemy”. Myje się sama, ja tylko asystuję.
     […] 
     Czy, chorując, oddalamy się od naszego rzeczywistego wieku? Pacjentów traktuje się jak dzieci, chociaż wyglądem zaczynają przypominać sta­rusz­ków. Ale może jeszcze większym absurdem jest przywiązywanie wagi do daty urodzenia i dziwienie się, „jak rzadko zdarza się zachorowanie na tę chorobę już po czterdziestce”? Powracające pytania w rodzaju „Dlaczego tak młodo?” albo „Nie palił, więc czemu?” próbują nadać chorobom sens i wpasować je w narrację o przyczynie i stosownej konsekwencji. Według samego chorego i jego rodziny tego typu rozważania nie prowadzą do ni­cze­go, co dawałoby nadzieję.
     Trzeba odnaleźć swoją własną, nową historię.
     Zapomnieć o wieku. O przyczynach i konsekwencjach również.

🖇

     — Przy stacji zakwitły też wiśnie. Cała aleja wzdłuż głównej ulicy jest w kwiatach. W przyszłym roku pójdziemy pooglądać je razem.
     — Mhm.
     Na jej twarzy błąka się niepewny uśmiech.
     […]  Do tej pory mój sposób na zachowanie pogody ducha stanowiło pa­trzenie z nadzieją w przyszłość. Nie wiem jeszcze, jak w obecnej sytuacji pielęgnować w sobie tę pogodę ducha, skoro nie mogę już mówić o tym, co przed nami.

🖇

Ludzie są ciekawi śmierci. Chcą wiedzieć, kiedy przyjdzie. Czują pewną przy­jemność, współczując tym, którzy już stoją u jej progu.

🖇

Wierzą [większość współczesnych Japończyków], że każdy powinien przeżyć co najmniej tyle, ile wynosi obecna średnia długość życia. W końcu tak jest sprawiedliwie. Tymczasem przecież niektórzy tracą to prawo — dla nich od­li­czanie zaczyna się wcześniej. Wtedy szuka się przyczyn, dlaczego akurat ta osoba zaczęła umierać szybciej. Bo grzeszyła? Nie chodziła na badania? Źle się odżywiała? Paliła papierosy? Słowa „rokowanie” używa się wy­łącz­nie wobec tych, u których odliczanie już się rozpoczęło. Jakby ludzie chcieli w ten sposób postawić jakąś niewidzialną granicę. Jakby tylko ci, którym lekarz przedstawił rokowania, mierzyli się ze śmiercią. A cała reszta wciąż miała przed sobą życie.

🖇

„Zachorowała na raka — to pewnie kara za coś” albo przeciwnie: „Nie zro­biła nic złego, a mimo to spotkało ją nieszczęście”.

🖇

Na początku wierzyłem, że opowieści o budzącej się do życia przyrodzie spra­wią jej odrobinę radości. Teraz boję się, że mogą brzmieć jak prze­chwał­ki — jakbym chciał powiedzieć, że ja wciąż mogę to wszystko prze­ży­wać, a ona już nie. Nie chcę, by poczuła, że życie toczy się dalej nawet bez niej, dlatego trzymam język za zębami.

🖇

     — […]  Nie oczekuję od nikogo zrozumienia ani niczego takiego. Po prostu chcę się spotkać. Czy naprawdę osoba chora powinna zamykać się w czte­rech ścianach? Przecież to absurd… Nawet jeśli nie jestem w pełni sił, to wciąż chcę być częścią społeczeństwa. Chorzy to też ludzie.
     Mówi powoli, cicho, z przerwami, ale w jej głosie wybrzmiewa sta­now­czość.
     — Rozumiem.

🖇

     — A czy coś cię boli?
     Tym razem to ja zapytałem.
     — Nie mogę powiedzieć, że nie boli. Ale ból nie oznacza wcale, że jestem nieszczęśliwa. […]
     Odpowiada powoli, ważąc każde słowo.
     — Rozumiem.
     Rozwiązuję krawat i chowam go do teczki.
     — Wiesz… życie to droga. Staram się nie porównywać jej ani z cudzymi ścieżkami, ani nawet z tą, którą sama kiedyś szłam. Nie wybiegam myślami w przyszłość, lecz skupiam się na tym, co mam tu i teraz przed sobą. Dzięki temu łatwiej mi przyjąć, że ból jest częścią mojego świata. I nawet mimo bólu są chwile, gdy czuję się szczęśliwa.

🖇

     — Przepraszam za kłopot.
     — Ależ robię to z własnej woli.

🖇

Nie zgadzam się z traktowaniem śmierci jako punktu kulminacyjnego. To nie ona jest najważniejsza. Nie przychodzę do szpitala, by czekać na jej na­dej­ście, lecz po to, aby być z żoną tu i teraz, razem. Chciałbym móc to wy­krzy­czeć zarówno lekarzowi, jak i każdemu z osobna.
     Moment przekroczenia mety w maratonie może być wyjątkowy, ale to nie znaczy, że dla zawodnika liczą się tylko osoby stojące na finiszu. Równie ważni są ci, którzy towarzyszyli mu podczas treningów, wspierali na star­cie i kibicowali w trakcie biegu. Każda chwila ma swoją wartość. Życie ludz­kie zmierza ku nieuchronnej mecie, nie oznacza to jednak, że tylko ona się liczy.

🖇

Dlaczego tak bardzo zależy jej na przekazaniu tego słowa – „dziękuję”? Czy rzeczywiście czuje głęboką wdzięczność? A może po prostu chce pozostać so­bą — kimś, kto potrafi podziękować, kimś, kto do samego końca za­cho­wu­je człowieczeństwo?

🖇

Czytałem kiedyś, że nawet jeśli pacjent przestaje oddychać, to do samego końca wszystko słyszy.
     — Kocham cię — szepczę.

🖇

Odchodzi — przechodzi mi przez myśl. Staje się kimś innym. Oddala się.

🖇

„Nie robiła badań kontrolnych, więc to musiało się tak skończyć”. Albo: „Robiła badania, a i tak zachorowała”.
     Byle tylko znaleźć jakąś zależność. A kiedy wreszcie uda się połączyć kropki, na twarzach rozmówców pojawia się satysfakcja.

🖇

[…]  kiedy ktoś zaczyna traktować naszą historię jak przestrogę i sugeruje, że wystarczyłoby się zbadać, aby zapobiec tragedii — mam ochotę sta­now­czo zaprotestować.
     — Czy nie dało się tego wykryć wcześniej?
     — Nie można było operować?
     — Lekarze mówili, ile jej zostało?
     Gdy słyszę takie pytania, odbieram je jako próbę narzucenia mi swojej wersji wydarzeń.
     Tylko że historia żony była inna. A mimo to teraz, po jej śmierci, oto­cze­nie zaczyna postrzegać jej odejście przez pryzmat jakichś ste­reo­ty­po­wych ogólników. Te obce narracje przeciekają mi przez palce niczym lepka, gęsta maź.
     […]
     Nie chcę ani mówić, ani słuchać takich rzeczy.

🖇

Określenie godziny zgonu to medyczna formalność — coś, co należy do świa­ta lekarzy. Dla reszty z nas nie musi mieć aż takiego znaczenia.

🖇

[…]  robienie wszystkiego, co w naszej mocy, by żyć jak najdłużej, to słuszna postawa. Ale niezależnie od tego, co robimy, śmierć jest nieunikniona. Każ­dy kiedyś umrze. […]  Chciałbym wierzyć, że nawet po jej [śmierci] na­dej­ściu czeka coś więcej.

🖇

Uświadomiłem sobie, że nie ma znaczenia, co pomyślą inni. Nie musimy być typowym małżeństwem […].

🖇

Dobrze rozumiem, że przyzwyczajenia potrafią być silniejsze niż logika. Rytu­ały, które zakorzeniają się w codzienności, mogą towarzyszyć nam aż do końca życia. Pozwalają myśleć: „Tak, dzisiaj znów jestem sobą. Żyję po swojemu”.

🖇

     — Wiecie… chyba coś do mnie dotarło. Nawet jeśli nie ma nic waż­niej­sze­go niż rodzina, to może nie chodzi o to, by spędzać z nią każdą chwilę? Przez całe życie wspiera nas tyle osób, a przecież nie ze wszystkimi łączą nas bliskie relacje…

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Każda relacja — głęboka czy przelotna, z bliska czy z daleka, ma swoją wartość. Liczy się to, że istnieje.
     Odchodząc, zostawia za sobą jasny ślad.

🖇

     — Dziękuję — wyduszam z siebie najbezpieczniejsze słowo, na jakie mnie stać.

🖇

Każdy rozumie słowo „rodzina” trochę inaczej.

🖇

Wierzę, że możemy żyć szczęśliwie i nie wybiegać my­śla­mi w przyszłość. Może jeszcze nie wiemy jak, ale je­stem przekonany, że znajdziemy sposób.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 31, 2026

6197. 243/365

w tym samym kierunku idzie­my, nawet jeśli wcale się nie ru­sza­my. różnymi drogami, z róż­nymi rekwizytami, z ładunkiem różnych doświadczeń życiowych, na różnych etapach się znaj­du­jąc. mówią: szczęście, mówią: pech, a to tylko różne: drogi, rekwizyty, etapy, do­świad­czenia — kierunek identyczny.

243/365

drzewo życia wdzięcznie udziela schronienia

droga nie jest powrotem który znasz

czy łudzę się na próżno że jestem potrzebny tej chwili

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.

piątek, sierpnia 21, 2026

6189. Z oazy (CDLXVIII)

Debiut. Trzynaście opowiadań. Wydanych po raz pierwszy w roku, w którym Autor­ka kończyła 80 lat. Robi wrażenie — dwa słowa, jedna fraza, która jest odnie­sie­niem do dwóch różnych dopełnień.

Czytając tę książkę, przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, w której pierwsze skrzypce grały gust i estetyka. Gdy byłam małą dziewczynką, robiło się sekrety (wi­docz­ki). I tym właśnie są te opowiadania: literackimi sekretami, be­le­try­stycz­ny­mi widoczkami. Są przepiękne. Uwielbiam ostatnie.

Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wy­strze­lił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i roz­palił tam swoim żarem blask współczucia.
     […]  Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na po­czątku nie było to oczywiste.

🖇

     — Kogo zatem poznałaś?
     Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans.

🖇

Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością.

🖇

Podobno kiedy człowiek się starzeje, jego mechanizmy obronne zaczynają słabnąć. Dawne barykady, za którymi kiedyś mogła się schronić, z hu­mo­rem, elegancją, a nawet — oczywiście tylko czasami – z pewną od­wa­gą, cóż, wszystkie rozpadają się z upływem lat.

🖇

Tego właśnie potrzebowała. Strupa na wszystkich ranach. Ale i tak nie pamiętała, w jaki sposób się skaleczyła.

🖇

Kotka usiadła u moich stóp. Obie obserwowałyśmy świat. Oczywiście wiem, że nie widzimy tego samego. Ona pod każdym względem patrzy w inny spo­sób. Ja odczuwam wilgoć, czuję jej zapach i słyszę krople deszczu zu­peł­nie odmiennie od niej. Ale towarzyszy mi i obserwuje z podobnym za­do­wo­le­niem. To naprawdę niesamowite, że dany jest mi taki widok, wiem, że mam szczęście.

🖇

Naprawdę się zastanawiam, czy ona rozumie, co to samotność, choć ponoć koty interesuje wyłącznie własna wygoda.

🖇

Nie mam teraz na własność niczego, może oprócz swojego ciała i umysłu, choć te po tylu dekadach użytkowania są jakie są. […] 
     Kotka i ja uczymy się teraz, czym jest proces utraty. Starość często jest kojarzona z gromadzeniem rzeczy, z chorobą, z niewygodami, ze zmarszcz­ka­mi, ale tak naprawdę to proces utraty — praw, szacunku, pożądania, te­go wszystkiego, co kiedyś do ciebie należało i co cię cieszyło, zupełnie bez refleksji.

🖇

Fotel był duży, wiklinowy, wyściełany miękkimi kremowymi poduszkami, Linda mogła więc podwinąć na nim swoje długie nogi, jakby składała pa­ra­sol do wygodniejszych rozmiarów.

🖇

     —Dlaczego wolisz budzić strach, a nie miłość? – zapytał ją Malik.
     — Do miłości nie można zmusić.

🖇

Są rzeczy zbyt bolesne, by o nich wiedzieć,
rzeczy, których nie da się pojąć od razu.

🖇

     — […]  Dlaczego tu przyjechałaś?
     A ona spojrzała na niego i dostrzegła, że ani tego nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć.
     — Ponieważ zmieniłeś moje życie.

🖇

Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że zrozumienie
to jedyne prawdziwe szczęście?

🖇

Nauczyliśmy się wyjątkowo sprawnie obsługiwać wszelkie wirtualne na­rzę­dzia komunikacji. Spotkania towarzyskie lub zawodowe organizuje się za pomocą najróżniejszych aplikacji, coraz łatwiejszych w użyciu, które, poukładane w kafelki na naszych ekranach, stają się też coraz mądrzejsze. Niemniej można się poczuć trochę jak głodne dziecko, które patrzy na pa­te­ry ze wspaniałym jedzeniem w sklepowej witrynie. Jak ktoś kiedyś po­wie­dział, sposób przekazywania informacji jest równie istotny co informacja, i niezależnie od tego, jak jest piękny, nie możemy dotknąć, pocałować, po­wą­chać ani posmakować pikseli.

🖇

[…]  często porusza się kwestię tego, czy lepiej mieszkać z rodziną, czy bez niej. Nie wszystkie relacje rodzinne są harmonijne i – szczerze mówiąc – rzadko dochodzi się w ogóle do sedna tematu. A tym sednem jest pytanie, czy uścisk stale obecnego dziecka jest równie satysfakcjonujący jak uścisk przelotnego kochanka. Rząd klasyfikuje je jako identyczne, jeśli chodzi o war­tość kontaktu skórnego, ale wśród siedemdziesięciolatków popularna jest opinia, że to niesprawiedliwe uproszczenie.

🖇

     – Wszyscy miewamy takie sny – oznajmiła Dolores. – Projekcje i fan­ta­zje. Pełne tego, o czym nie chcemy myśleć i czego nie chcemy mieć.
     Czy wspominałam, że Dolores ma dopiero sześćdziesiąt pięć lat, więc nigdy nie doświadczyła spotkania z fantazmem, i że skoro ma peł­ną ro­dzi­nę, prawdopodobnie nigdy nie dowie się, czym on jest? Przestałam dys­ku­to­wać. Nigdy nie kłóć się z freudystami – oni myślą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania.

🖇

[…]  w tamtym czasie wciąż przeżywałam niedawno zakończony związek, który przebiegał według znanego już schematu: skok na głęboką wodę, zero ograniczeń, a potem szalony pęd z powrotem na płyciznę.

🖇

Lacrimae rerum
/łac. nawet rzeczy płaczą/

🖇

W naszym społeczeństwie istnieją dwa sposoby radzenia sobie z palącą ża­ło­bą. Albo odmawiasz poświęcenia samego siebie i ostentacyjnie zaj­mu­jesz się intensywną radością odnajdywaną we wszystkim — myślisz po­zy­tyw­nie, żyjesz dalej, zgarniasz tylko dobre uczucia, przeszłość zostawiasz za so­bą — albo wybierasz odwrotną drogę. W drugim wypadku żyjesz z nie­usta­ją­cą, codzienną świadomością niemożliwej, niewyobrażalnej, nie­znoś­nej straty. Ponieważ jestem zdrowym na umyśle i wypłacalnym człowiekiem świata Zachodu, w momencie kryzysu wybrałam pierwszą możliwość, ale tamtego dnia, kiedy czas na godzinę zmienił bieg, stanęłam twarzą w twarz z tą drugą prawdą mojego życia.

🖇

     — Jesteś złudzeniem?
     — Wszyscy jesteśmy złudzeniem […].

🖇

[…]  wróciłam do pokoju i kółko zaczęło migać.
     — Jak się miewasz, Martho?
     — Spierdalaj, Arthurze – odparłam w ramach eksperymentu.
     — Przykro mi, Martho, ale nie zrozumiałem – odparł robot me­cha­nicz­nym, beznamiętnym tonem. Wyszłam na balkon posiedzieć.
     — To tylko maszyna – przypomniał mi wcześniej Mark. – Ale będzie się uczyć. Jak smartfon. I tak jak wszystko w dzisiejszych czasach. W instrukcji napisali, że ma adaptującą się osobowość.
     Musiałam pomyśleć.

🖇

„Lubię, kiedy się o mnie troszczą” — dodał potem, a ona rozumiała, co ta­kie­go uwielbiał: szacunek i pokłady uprzejmości, którymi cieszył się dawniej. Przypominało mu to czasy wina i róż, czasy, kiedy był na górze, na szczycie kariery, na samym szczycie drabinki sukcesu. Inspirował, kontrolował, nad­zorował, aż do… aż do krachu.

🖇

„Ale ja wciąż żyję […]. Mogę…”. Ale nie dokończyła tej myśli. Nie była dość szybka, nigdy nie była dość szybka, by prześcignąć tych, którzy na siłę na­pra­wiali świat.

🖇

Świat wokół nagle się ułożył. Odwróciła twarz do okna, próbując dostrzec, czy jest tam odbicie kobiety, którą nagle się stała. […]  Oto kim jestem, po­myślała.

🖇

Miłość to skomplikowane uczucie. Próbowałam sobie przypomnieć, co po­wie­dział Dylan Thomas, który rozumiał więcej niż większość ludzi. Kobieta w łóżku z mężczyzną to matka, siostra, córka, kochanka — wszystkie w jed­nej osobie? Tak to szło?

🖇

Wierzyłam, że został mi przypisany konkretny los i że muszę zrozumieć, co on oznacza. […]  zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem bycia samą. Było to bogate „złoże” do wydobycia, a zarazem główna oś mojego cha­rak­te­ru, ponieważ z natury jestem samotniczką.

🖇

     — Jak tam jest? — pytano, a ja nie potrafiłam znaleźć słów […]  Samot­ność człowiek nosi w sobie i nie da się od niej uciec.

🖇

Była jak mały ptaszek i wyzwoliła we mnie wszystkie uczucia, które pie­lę­gnu­ją w sobie dzieci, gdy wszędzie noszą ze sobą lalkę lub pluszowego mi­sia. Bo czymże innym jest ta opiekuńcza postawa, jeśli nie determinacją, by czuć się dużym i potężnym, kimś, komu bycie większym i silniejszym po­zwa­la troszczyć się o słabsze stworzenia? […]  Uspokajając ją, czułam spo­kój także w sobie. Zaczęła być częścią mnie.

🖇

Przekaże dalej miłość […]. Bo miłość to ruch w górę, nie w dół. I tak powinno być.

🖇

Zaczynałam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy w życiu nie by­łam sama. Żeby być samotnym, musisz czuć, że potrzebujesz ko­goś, kogo przy tobie nie ma. Potrzeba, poczucie przynależności, o to chodzi. Trzeba przyznać, że jest się zależnym od kogoś innego. Musisz po­trze­bo­wać tej drugiej osoby jak własnego życia. […]  było to dla mnie coś nowego. Kła­dąc się spać tam­tej pierwszej nocy, pomyślałam, że kiedy Miriam wróci, mu­szę jej o tym po­wiedzieć.

🖇

Kocham ją bardziej, niż jest tego świadoma, może nawet bardziej, niż ja sama jestem.

🖇

[…]  bez wahania powiedziałam: „Tak”. Najzwyczajniej w świecie. Tak. Żad­nych pytań. Tylkotak”. Prosto z serca.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Nalała sobie filiżankę i wzięła croissanta. Poczuła się oddzielona od prze­szło­ści i zaskakująco wolna. Jakby stała na krawędzi czasu. […]  czuła również coraz więk­szą ulgę. […]  Ten spokój znalazł się w zasięgu ręki. […]  Jakie to dziwne. Spokój przyniosło jej nie to, co mia­ła, ale to, cze­go się pozbyła.

🖇

W powietrzu unosił się powiew wieczności — szturch­nię­cie od noumenu, spoza pozostałości fenomenu — wie­działam, że muszę tam dotrzeć.

(tamże)

[a jednak muszę tu mieć też poniższe, czyli suplement 22.08.2026]
Jak pokazują powyższe historie, czas automatycznie pozbawia starzejące się kobiety wielu luksusów i niezbędnych rzeczy, które dawała im młodość. To, w jaki sposób doświadcza się tej ekspozycji, tego rozbierania, demon­ta­żu tożsamości społecznej, zależy od wielu czynników: zdrowia, zamożności, miejsca zamieszkania, wykształcenia, genetyki, relacji rodzinnych i po pro­stu cho­ler­ne­go szczęścia lub jego braku. Czasami człowiek traci również ro­zum, a to już zmienia wszystko.
     Z rozumem czy bez, w późnym okresie życia trafiamy do innego świata […].

[…]  starość to inny kraj, w którym wszyscy jesteśmy nomadami i w którym możemy postanowić, że nosimy ze sobą jak najmniej. Pokazuje również, że starość nie jest dla mięczaków i że istotne jest towarzystwo. Piszę tę książ­kę jako jedna z tych starszych kobiet, badając ślady stóp, pragnąc, podobnie jak Fern, bohaterka Nomadland, podkreślić, że są inne kobiety podróżujące obok mnie, nawet jeśli niekoniecznie ze mną. Oczywiście są także starsi męż­czyźni, również ogołoceni z rzeczy, ale ta książka nie jest dla nich ani o nich, chyba że stanowią tło dla życia kobiet.

[…]  skąd wzięły się te bohaterki. […]  O niektórych kobietach czytałam, nie­które spotkałam, o niektórych słyszałam, niektóre były moimi są­siad­ka­mi, inne krewnymi, niektóre powstały z historii zasłyszanych od pacjentów, przełożonych lub przyjaciół.

Wszyscy mamy w życiu narratorów, ludzi, którzy opowiadają o nas aneg­do­ty, formułują diagnozy na nasz temat, ludzi, którzy plotkują. W wy­pad­ku osób starszych to często członkowie rodziny lub pracownicy socjalni, le­ka­rze lub kierownicy domów opieki, ale są także szczęśliwcy, którzy mogą sami opowiadać własne historie. Czasem trudno znaleźć słuchaczy, jakich pragnęlibyśmy mieć, ale możemy opowiedzieć historię i zapisać to, co jest w nas ważne, co wcześniej się nie liczyło.

W naszych społeczeństwach najmniejsze szanse na opo­wie­dze­nie swoich historii mają najmniej uprzywilejowani: uchodź­cy, osoby szukające azylu, ludzie bardzo młodzi, bardzo starzy, nie­peł­no­sprawni, biedni, bezsilni.

[…]  nikt nie pyta, czego pragniesz ty. Aby sobie z tym poradzić, mo­żesz stworzyć swój subiektywny świat, działający na twoich warunkach, pozbawiony starych przeszkód, takich jak wstyd lub strach, nawet jeśli ten świat będzie zbudowany tylko ze wspomnień lub z marzeń.

Wszyscy potrzebujemy w życiu bezpieczeństwa, ale ono ma dwa znaczenia. Bywa jednocześnie spokojem i uwięzieniem.

Istnieją mniej radykalne sposoby przygotowania się do śmierci, pozbycia się tego, czego już nie chcemy lub nie potrzebujemy, nie wszyscy czują też potrzebę ogołacania się. Czarownice mogą postanowić, że wyjdą z lasu, a zmiana nastąpi i tak. Przymusowe pozbywanie się rzeczy to do­świad­cze­nie bolesne, a to dobrowolne wymaga zarówno odwagi, jak i determinacji.

Tylko wtedy, gdyby starsze kobiety rzeczywiście były zde­sek­su­ali­zo­wa­ny­mi, nijakimi, beznamiętnymi, bezmózgimi, potulnymi i przepraszającymi istotami, jakimi chciałoby je widzieć społeczeństwo, historie te można by uznać zarówno za nieprawdziwe, jak i za transgresyjne. I jak proste było­by to wówczas dla społeczeństwa.

Wszyscy starzy ludzie mają określoną tożsamość, ukształtowaną przez rodzinę oraz społeczeństwo, i może się zdarzyć, że trzymanie się jej to najlepsza droga, ale odrzucenie oczekiwań innych ludzi może z kolei okazać się wyzwalające.

Ludzie, nawet — a może przede wszystkim — ci życzliwi, bywają na tyle mili, by zapytać starszą kobietę o jej zdrowie, ogród, ewentualnie dzieci, jeśli je ma. Niewielu pyta o jej życie intelektualne, aktywność zawodową, zainteresowania kulturalne, ambicje.

Pytanie nie brzmi jednak: „Czy czują się samotne?”, tylko: „Czy potrafią to przetrwać, czy wiedzą, jak sobie z tym poradzić, czy są przekonane, że tymcza­so­wa samotność jest niezbędnym składnikiem udanego życia zmysłowego?”.

[…]  te narracje opowiadają o kobietach, które przetrwały nieodwracalną stratę, nienaprawialne katastrofy. Wszystkie okazują się odważne, mają zasady i w moich oczach budzą podziw. […]
     Słyszałam o pewnej starszej kobiecie, którą wnuczka zapytała: „Babciu, jaki był najszczęśliwszy okres w twoim życiu?”. „Nie wiem — odpowiedziała kobieta. — Może jeszcze go nie przeżyłam”.

(tamże)

piątek, sierpnia 07, 2026

6176. Z oazy (CDLXIV)

Zdjęcie na okładce tej książki przyciągnęło moją uwagę pod koniec drugiej fali upa­łów. Pod­czyt­nik narobił smaku. Były więc ślady dźwiękowe po szybko przesuwanych po kla­wia­turze palcach prawej dłoni, a potem dłuższa, wymowna cisza, towarzy­szą­ca po­ły­kanemu pierwszemu rozdziałowi. Z niewyobrażalną ulgą wróciłam po ger­tru­dzim pisaniu na łono pięknej literatury.

Przy okazji, w absolutnym „gratisie” wyjaśniło się, że tamten latający pająk to nie komar, tylko koziułka warzywna.

[…]  co dzieje się, gdy człowiek pisze o rzeczach zdarzających się… No wła­śnie nie, nie w podróży, to tylko taka literacka figura – w życiu po prostu. Ale też tego, co dzieje się, bądź nie dzieje, gdy o nich nie pisze. Tego, co wy­da­rza się między światem a pisaniem o nim. Albo odwrotnie — między pisaniem a światem.

🖇

[…]  stanąłem w miejscu. To była jedna z tych myśli, które pojawiają się go­to­we, kompletne, oczywiste. Nie trzeba się nad nimi zastanawiać, do­cho­dzić do nich, rozważać. Nic dziwnego, że nie zawsze są mądre.
     Jeśli w życiu chodzi o to, żeby było dobrze, można by je spędzić właśnie tak — wystawiając twarz do słońca, a potem przemywając ją źródlaną wo­dą. I jeszcze raz. I tak bez końca. Nic więcej nie trzeba.
     Uznałem, że nie mogę tego odkładać na później, że muszę to zapisać.

🖇

[…]  kucnąć na skraju drogi i ocalić myśl lub wrażenie zbyt cenne, by pozwolić im przepaść?

🖇

Tak to jest, kiedy nie zapisuje się na bieżąco rzeczy zdarzających się w po­dróży — i nie tylko w podróży. Wiele z nich przepada.

🖇

Patrzyłem — i jeszcze nie wiedziałem, że właśnie wtedy go pokochałem.
     No i zostaliśmy kolegami.

🖇

     — Ej, poczekaj, przecież chciałeś o czymś porozmawiać. Tak mówiłeś.
     — Nie, wiesz, to nic takiego — odpowiedział, pochylając lekko głowę i próbując się uśmiechnąć.
     Pojechał sobie. Pomyślałem, że może później, że może potrzebuje czasu i odpowiedniej chwili. Zostałem tam kilka dni, a może dużo więcej — nie pamiętam. Widywaliśmy się prawie codziennie, ale on nie wracał do tej „jednej rzeczy”. Ja też nie wracałem.

🖇

Tak, dobrze jest zapisywać na bieżąco 
rzeczy zdarzające się w podróży.

🖇

Kiedy znów coś powiedziałem, ślepiec mi przerwał.
     — Nie jesteś Rosjaninem. Mówisz po rosyjsku jak Litwin.
     — Jestem Polakiem.
     — Polakiem? — zdziwił się, ale zaraz potem uśmiechnął się, tym razem na pewno. — Wy w Polsce macie takiego świetnego pisarza. Myśliwski.
     […]  Zdążyłem go już trochę polubić. Odezwałem się więc.
     — Znam dwóch Czeczenów. Uciekli do Polski po drugiej wojnie. Przy­jaźni­my się. Opowiadali mi, co tam się działo. — To było coś w rodzaju testu. Nie chciałem jednak, by był za trudny, dlatego dodałem: — Więc wiem, że oni są specyficzni.
     […] 
     Albert uśmiechnął się, jakby z rozmarzeniem, i powiedział:
     — Wiem, jacy oni są. Pamiętam, jak wyszli na nas z lasu. Bardzo dobrze pamiętam, bo to była ostatnia rzecz, jaką widziałem. […]  Nasi mnie zna­le­źli. Przeżyłem. Ale wiesz, to nie była słuszna wojna. To wolni lu­dzie. Dla­cze­go nie mogliśmy im pozwolić, by żyli tak, jak chcą?

Jego list do Putina z 2012 roku wciąż wisi gdzieś w necie.

     […] 
     Ponieważ w wyżej wymienionym okresie Pańskich rządów w Rosji na­stą­piło pogorszenie prawnej ochrony członków rodzin poległych żołnierzy i inwalidów wojennych, a także likwidatorów Czarnobyla i kombatantów, weteranów, a nawet nie­peł­no­spraw­nych dzieci…
     […] 

     Tak Albert zaczął swoje pismo. Skończył je prośbą o wyznaczenie dnia, w którym będzie mógł osobiście zwrócić prezydentowi Putinowi tytuł Bo­ha­tera Rosji i medal Złotej Gwiazdy przyznane mu w listopadzie 1996 roku.

🖇

[…]  nawet ludzie wykształceni, którzy cenią sobie ambitną i oba­la­ją­cą wszelkie porządki prozę, tak naprawdę lubią też opowieści sentymentalne. I proste.

🖇

[…]  espresso w chicagowskim Starbucksie, w tej obrzydliwie bogatej Ame­ry­ce, jest co najmniej o jedną czwartą — jeśli nie jedną trzecią – tańsze niż w Warszawie. Byłem oburzony.
     Nie jeżdżę już do Ameryki. Nie kupuję tam kawy. Ale jeśli zdarza mi się w War­sza­wie, że jedyne normalne albo najbliższe espresso mogę kupić tyl­ko w Starbucksie, wchodzę tam, a zapytany o imię, kłamię. Mówię: „Michał”.
     Oni nie wiedzą, że zostali oszukani. Mam jednak satysfakcję, że jakoś ich ukarałem. Że przepłaciłem za kawę anonimowo. Czyli tak, jakbym to nie ja za nią przepłacił.

🖇

Tak, dobrze jest zapisywać… Nie, nie tak, to już było, ze trzy razy co naj­mniej. Dobrze jest chyba po prostu pisać. Byle nie za szybko, byle nie za dużo, tak jak wtedy, gdy komuś przychodzi to z nadmierną łatwością — choć wiem, że są od tej reguły zaskakujące wyjątki. Dobrze nawet zaczynać książ­ki i ich nie kończyć. Nikt wprawdzie ich nie przeczyta, więc to jednak grzech, ale zostają po nich jakieś strzępy, okruchy, wśród któ­rych póź­niej można znaleźć coś, co nabiera sensu w zupełnie innym kontekście.

🖇

Czerpałem jednak osobliwą przyjemność z dokumentowania tych prze­lot­nych chwil przykrego niekiedy zdziwienia, gdy rzeczy, myśli oraz słowa nie chcą do siebie przystawać i zamiast ułożyć się w konfigurację nadającą się na element rzeczywistości, gryzą się, podkopują wzajemnie i rozsuwają, ujawniając przepastne czasem rozpadliny w powierzchni świata.

🖇

Porządek zdarzeń znów dogania porządek pisania.

🖇

[…]  zacząłem przewracać zapisane kartki, żeby dotrzeć do tych jeszcze czystych. Czasem przecież tak bywa — widok pustej kartki sprawia, że ze śpiących gdzieś w głowie słów układa się zdanie.

Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podróży,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
(wyróżnienie własne)

Czasem wydaje się dziwne, że świadkowie tak niewiele uwagi poświęcają sprawcom zbrodni. W zasadzie nie opisują ich twarzy, nie odnotowują stopni wojskowych, nie próbują ustalić nazwisk, a jeśli nawet, robią to dziw­nie rzadko. Pewnie nie było to łatwe ani bezpieczne, ale można podejrzewać, że jest też inna przyczyna. Nazwi­ska sprawców były mniej ważne. Nie zasługiwały na to, by je wymieniać. I tak nie starczało czasu i sił, by opo­wia­dać o ofiarach.

🖇

W roku czterdziestym, jeszcze w czterdziestym pierw­szym getto żyło tak, jakby ten koszmar miał się lada chwila skończyć. Nic dziwnego. Trudno przecież było sobie wyobrazić, że tak będzie już zawsze. Jeszcze trud­niej — że będzie dużo gorzej.
     […] 
     Wydaje mi się, że rozumiem ich dziś dużo lepiej niż przed trzema miesiącami. Wciąż jednak dziwię się, że wtedy, w czterdziestym drugim roku, a zwłaszcza w jego drugiej połowie, po lipcu, zachowali resztki nadziei. Nie na to, że sami przeżyją — na to, że świat będzie jeszcze kiedykolwiek taki jak dawniej.

🖇

Każdy człowiek nosi w sobie odzwierciedle­nie nie­ba. Patrzymy na nie cały dzień i pół nocy, ale pa­mię­ta­my je jedynie z jego wyglądu w pew­nych momentach.
   — Abraham Lewin (1893–1943)

🖇

[…]  nie ma tu chyba miejsca, by się nad tym głębiej za­sta­nawiać — czy idea zapisywania nazwisk za­mor­do­wa­nych powinna być bliższa tym, którzy wierzą w Boga, czy raczej tym, którzy muszą się bez niego obywać. Wy­da­je się, że tym drugim, bo jeśli Bóg istnieje, zna z pew­no­ścią te nazwiska i pamięta twarze, co daje gwa­ran­cję, że one nigdy nie przepadną. Choć pewnie można się na to zapatrywać inaczej.

🖇

[…]  już wiesz, że nie ma usprawiedliwień. Że trzeba pisać. Jeszcze nie wiadomo co, jeszcze nie wiadomo jak, ale trzeba.

(tamże)

piątek, maja 15, 2026

6107. Z oazy (CDXLVI)

Wyjęłam tę książkę z tej. Jeszcze w ulu klik, klik i dowiedziałam się, że nie ma ibuka. Klik, klik i zakupiłam papier za grosze (przesyłka była [sic!] 1½ razy droższa od ce­ny książki). Przyszła na chwilę przed wyjazdem na gigant, więc razem ze mną ru­szy­ła z ula.

Sześć osób, sześć historii osobistych, sześć filozofii życiowych, sześć podejść do skoń­czo­no­ści ciała, w którym przyszło tymczasowo po­mieszkiwać. Umieszczenie tych hi­sto­rii obok siebie powoduje, że każda z nich sta­je się wy­raź­niej­sza, moc­niej­sza, kre­ślo­na bez najmniejszego zawahania zdecydowaną kreską.

Piszę o śmierci. Nie o umie­raniu ludzi, których kochałam, ale pisarzy i ar­ty­stów wyjątkowo wrażliwych lub dostrojonych do śmierci, którzy bo­ry­ka­li się z nią w swojej twórczości, listach, romansach, snach. Wybrałam osoby szaleńczo ekspresyjne lub obdarzone intelektualnym żarem, takie, które kon­frontację ze śmiertelnością potrafią wyrazić słowami – w jednym przy­pad­ku obrazami – w sposób, w jaki większość z nas nie chce lub nie potrafi tego zrobić.

🖇

Aby ujrzeć świat, zawsze otwierałam książkę.

🖇

W tych śmierciach są przebłyski dzielności, piękna, rozdzierająco bez­ce­lo­we­go cierpienia, szaleńczej autodestrukcji, naprawdę okropnego za­cho­wa­nia, twórczych wybuchów, wielkiego oddania, przenikliwej samo­wie­dzy i wspaniałej ułudy. Są rzeczy, jakich nigdy bym się nie domyśliła ani prze­widziała.

🖇

Mówię jej, że mój ojciec umarł. Tłumaczę, co to znaczy.

Słyszę własny głos:
     — Czasami, kiedy ludzie się starzeją, ich ciała przestają działać.
     — Czasami?
     — Cóż, zawsze — odpowiadam po chwili.

Brutalne słowa skierowane do dwulatki; nawet nie brzmią prawdziwie.

🖇

Podczas pracy nad tą książką odkryłam, że choć prawie wszyscy fantazjują na temat „ostatniej rozmowy”, mało kto ja przeprowadza. Ta fantazja o dom­knię­ciu, ostatnim porozumieniu przynoszącym oczyszczenie rzadko się urzeczywistnia, ponieważ dawna kłująca rezerwa lub gniew wciąż są obecne.
     […] 
     Najczęściej pozostajemy z tym szaleńczym niedokończeniem, co może częściowo tłumaczy naszą nadzieję na ostatnią rozmowę, jak gdyby rzeczy się kończyły, a nie były po prostu ucinane.

🖇

Kiedy odchodzą ludzie, których kochamy, jesteśmy tak pogrążeni w po­czu­ciu straty i w miłości, że nie możemy dostrzec śmierci, a co dopiero patrzeć jej prosto w oczy.

🖇

Gdyby ktokolwiek na ziemi mógł postanowić, że nie umrze, byłaby to Susan Sontag. Tak jest nieugięta i wściekła, z taką mocą nie zgadza się na akcep­ta­cję pospolitych wyroków losu czy zdarzeń, które wszyscy inni przyjmują z pokorą. Nie chce być popychadłem, nie zamierza przesadnie ulegać idei, że wszyscy muszą coś robić, czegoś doświadczyć albo przez coś przejść, po­nie­waż jest i zawsze była osobą, która wznosi się ponad przeciętnością.

🖇

Myślę, że dobrze mieć kontakt i z życiem, i ze śmiercią. Wielu lu­dzi ży­je, bro­niąc się przed poczuciem, że życie jest melodramatem. A chyba dobrze jest nie zacierać tego konfliktu.
   — Susan Sontag

🖇

Słońce zachodziło, gdy nagle zapragnęła napisać wstęp do albumu foto­gra­fii Petera Hujara Portraits of Life and Death, na co zgodziła się już dawno, ale zwlekała. Wśród portretów znanych nowojorczyków znalazło się prze­pięk­ne zdjęcie samej Sontag w grubym szarym swetrze, leżącej w [na] łóż­ku, ze wzrokiem skierowanym ku górze.


fot. Peter Hujar, 1975.
[dostęp 9.05.2026], źródło.

🖇

Moje ciało przemawia donośniej i prościej,
niż potrafiłabym to zrobić sama.

   — Susan Sontag

🖇

Jeśli nawet rozumiesz, że jesteś śmiertelny, możesz pozwolić sobie na my­śle­nie: jeszcze nie teraz. Absolutyzm śmierci możesz odpierać prze­ko­na­niem, że zostało ci jeszcze dwa, dziesięć, trzydzieści lat, albo wiarą, że nie umrzesz na tę konkretną chorobę. W końcu można mieć czterdzieści pięć lat i czuć się jak dwudziestolatka, nie mieć związku ze swym wiekiem biologicznym, nie odczuwać go fizycznie; można umierać i nie czuć, że się umiera, jeszcze nie.

🖇

Może kontynuowanie życia było jej sposobem umierania.
   — David Rieff

🖇

Na samym końcu krzywej dzwonowej jest ta jedna jedyna osoba, której uda­je się przeżyć mimo najgorszych prognoz, wyjątek. Susan zawsze była tym wyjątkiem. Tym samym nikłość szans jedynie potwierdzała rolę, jaką sobie wyznaczyła, rolę kobiety, która przetrwa. Później doktor Nimer po­wie­dział Davidowi:
     — Ona nie była gotowa na śmierć. Jeśli idzie o poszukiwanie leczenia, to od pierwszej chwili, gdy ją ujrzałem, zrozumiałem, że woli umrzeć, próbując.

🖇

Nie zgłębiamy już sztuki umierania, regularnej dyscypliny i higieny w dawnych kulturach, ale wszystkie spokojne oczy zawierają tę wiedzę.
   — Susan Sontag

🖇

[…]  niewypowiedziane ma znaczenie.
Gromadzi się i ma znaczenie.

🖇

Życie w moim wieku nie jest łatwe, ale wiosna jest piękna, podobnie jak miłość.
   — Zygmunt Freud

🖇

W esejach przyznaje, że człowiek może zarazem akceptować śmierć i nie akceptować jej. Innymi słowy, istnieje różnica między tym, co wiemy, a tym, co czujemy.

🖇

Fakt, że lekarze traktowali go jak zwykłego pacjenta, okłamując go i ukrywa­jąc prawdę, budził jego gniew. Nie chciał, by go chroniono czy pocieszano.

🖇

Chociaż Freud poważnie traktował swoje problemy zdrowotne, nigdy nie porzucił całkowicie nałogu. […]  „Nie przestrzegam twojego zakazu pa­le­nia. Czy uważasz, że długie życie w udręce to taka wspaniała per­spek­tywa?”.

🖇

[…]  tylko wzruszył ramionami.
     To wzruszenie ramion jest gestem doskonałym. Na Freudowe umi­ło­wa­nie cygar nie było racjonalnego wytłumaczenia: istniało poza słowami.

🖇

Dla Freuda palenie oznaczało wybór, narzucenie woli mało obiecującym okolicznościom. Palenie było po części buntem, oporem, wyrazem siebie. „Rozdrażniony faktem, że uczucie dyskomfortu nie zniknie, znowu więcej grzeszę”, pisał. Nic nie mógł poradzić na pogarszające się zdrowie, ale mógł palić. Mógł utwierdzać swoją władzę nad długimi godzinami popołudnia. […]  pisał: „Nie trzeba dowodzić, że organizm chce umrzeć tylko na własny sposób”.
     Niezależnie od tego, czy faktycznie tak ma się sprawa z „organizmem”, z pewnością tak właśnie miała się z Freudem.

🖇

Dlaczego smutne. Na tym polega życie. Właśnie
wieczna nietrwałość życia czyni je tak pięknym.

🖇

1 września Freud czyta w gazecie o napaści Niemców na Polskę […]. Pew­nego razu słuchają radia i lektor mówi o wojnie jako o „ostatniej woj­nie”. Schur pyta pacjenta, czy jego zdaniem to faktycznie jest ostatnia wojna.
     — To jest  m o j a  ostatnia wojna — odpowiada Freud.
     Oto na wpół wygasty wulkan […], będący rzecz jasna wul­ka­nem w po­ło­wie czynnym. Wulkan pozostaje wulkanem.

🖇

W wierszu o Freudzie W. H. Auden ujmuje te skłonność nieco inaczej: „Po prostu pamiętał jak starzec i byt uczciwy jak dziecko; tylko tego dokonał”.

🖇

Pracował w czterech niewielkich, wypełnionych książkami pokojach na ty­łach domu na piętrze, gdzie dawniej mieszkała służba. W jednym pokoju od­pi­sy­wał na listy, w innym Updike pisał wiersze i opowiadania; jeszcze inny, gdzie stał tylko fotel, służył do czytania. W czwartym Updike ko­rzy­stał z kom­pu­tera.

🖇

[…]  w wieku siedemdziesięciu pięciu lat […]  — powiedział. — Słuchasz ło­mo­tu swego serca, słyszysz szmer w płucach. To dobry sposób na na­wią­za­nie kontaktu z etapem życia, na jakim właśnie się znajdujesz.
     Nawiązanie kontaktu z aktualnym etapem życia nie powinno przy­spa­rzać trudności — wystarczy przejrzeć się w lustrze — ale ta ulotna wiedza umyka i człowiek cofa się do poprzednich etapów życia.

🖇

„Czy to jest koniec? Na wpół zdrowy wiszę tu i czekam, żeby się dowiedzieć”. Słowa tego wiersza, napisane jasnym ołówkiem na różowym papierze, są tak pochylone, że dosłownie zwisają. Na podstawie przedstawionych mu jasno faktów medycznych oczywiście wiedział, że umiera, ale być może tę wiedzę należało wdeptać w ziemię.

🖇

Koncepcja linearnego życia jest czymś, co Updike stale odkrywa, wpada na nią, zdumiewa się; nie przychodzi do niego naturalnie. Pracowicie ją demontuje, otwiera, wysadza.

🖇

Wydaje się, że w ostatnich wierszach dąży do akceptaçji, do otwarcia się na chłodny wszechświat, dąży do łaski. „Niech Bóg nas chroni przed końcem, chociaż miliardy dotarły do kresu. / Świat otulają dawne śmierci, / pa­cior­ki ego rozjarzone apetytem”.

🖇

Ostatnia rozmowa jest może uczuciem, że 
pozostało coś jeszcze do powiedzenia.

🖇

     — Co będzie, jeśli się pomylę? — spytała Martha, drżąc na całym ciele.
     — Pomyłki nie istnieją — oświadczyła pielęgniarka.

🖇

Kiedy czekali na karetkę, która miała ich zawieżć do małego hospicjum w Danvers, oddalonego o kwadrans jazdy samochodem, Updike spytał Marthę:
     — Jesteś gotowa na skok?
     Martha nie chciała odpowiedzieć, czy jest gotowa na skok, czy nie. Za­miast tego zapytała:
     — A ty?
     — Tak! — odpowiedział.
     — Ja też — rzekła Martha. — Podobnie jak Bóg.
     Potwierdzenie Updike zabrzmiało tak donośnie, że Martha się zdziwiła.

🖇

[…]  mam na myśli lęk. Boję się tylko wtedy, gdy ogarnia mnie sza­leń­czy niepokój, kiedy moje codzienne problemy urastają do rozmiarów potworów i osuwam się przed nimi na ziemię, gdy nie wiem, co robić i dokąd się zwrócić.
   — Dylan Thomas

🖇

Ponieważ ani na chwilę nie przestawał byé poetą, rozbił obóz i zamieszkał w metaforze człowieka chorego.

🖇

Mam w sobie śmierć.

🖇

[…]  świadomość kresu przeobraża się w coś niemal pięknego. Jeśli boisz się czegoś lub coś cię pochłania wystarczająco długo, zaczynasz darzyć to uczu­ciem podobnym do miłości. Większość zdrowych ludzi nie jest w stanie po­jąć tej sztuczki umysłowej.

🖇

Dobrze wiedział, co to znaczy cierpieć na tak silną depresję, że umieranie nie wydawało się czymś szalonym, odległym, nie z tej ziemi. Miał intymny stosunek do śmierci, w każdym razie do idei śmierci.

🖇

Dzieci chronią swoich rodziców: oto zabawny aspekt dzieciństwa, o którym potem zapominamy. Zapominamy o strasznej wiedzy dzieciństwa.
     Panuje przekonanie, że dzieci nie należy straszyć, ale Sendak uważał, że dzieci już są przestraszone i dlatego pragną ujrzeć własne lęki przed­sta­wio­ne w fascynujący sposób.

🖇

Fantazja o przemyceniu siebie w sztukę wiąże się też może z faktem, że był gejem w cżasach, gdy homoseksualizmu powszechnie nie akceptowano. Sendak ukrywał swoją orientację seksualną przed rodzicami. Znacz­nie dłu­żej, niż wydawało się konieczne, zatajał ją przed czytelnikami i re­cen­zen­ta­mi. Publicznie przyznał się dopiero w wieku osiemdziesięciu lat w wy­wia­dzie dla „New York Timesa", za namową swego bliskiego przy­ja­cie­la, dra­ma­tur­ga Tony’ego Kushnera. Dziennikarz spytał Sendaka, czy jest coś, cze­go jeszcze nigdy nie powiedział w wywiadzie, na co ten odpart: „Cóż, tego, ze jestem gejem”. Pod koniec życia Sendaka młody dziennikarz spytał go, kiedy przestał się potępiać za bycie gejem, na co rysownik odpowiedział, że nigdy. Poczucie czegoś wstydliwego, sekretnego lub społecznie nie­ak­cep­to­wa­ne­go towarzyszyło mu w życiu artystycznym zawsze, nawet po pub­licz­nym przyznaniu się, nawet jeszcze po osiemdziesiątce.

🖇

Na początku lat sześćdziesiątych Maurice namalował akwarelami portret męzczyzny, który miał zostać jego partnerem na pięćdziesiąt lat, doktora Eugene’a Glynna. Sendak zatytułował obraz Krajobraz z Gene’em.


Maurice Sendak, Krajobraz z Gene’em, 1964,
[dostęp 11.05.2026], źródło.

Przez znaczną część trwającego kilkadziesiąt lat związku Gene jeździł do pracy w mieście i przyjeżdżał na weekendy, tak więc miesżkali razem, ale nie każdego dnia tygodnia.

🖇

Lynn była tak wspaniałą towarzyszką życia dla Maurice’a po części dla­te­go, że nie próbowała go ocalić, uszczęśliwić, nie brała też sobie do serca te­go, że czuł się nieszczęśliwy. Szanowała jego nastroje; pomagała mu z nimi zyć. Pomagała mu w życiu, nie próbując go zmieniać, nie wierzyła, że zmia­na jest możliwa, nie hołubiła w głębi serca nadziei na zmianę. Taka do­głęb­na akceptacja nie byłaby możliwa w przypadku kochanki, nie jest możliwa dla większości osób. Lynn pojęła jednak, że Maurice pracował w obrębie tych wahań, a praca była tym, co się dla niego liczyło.

🖇

Muza nie wpada z wizytą, dlatego trzeba się
zaczajać z nadzieją, że coś cię złapie.

   — Maurice Sendak

🖇

W wywiadzie telewizyjnym udzielonym przez Sendaka zblizającego się do osiemdziesiątki Bill Moyers pyta:
     — Czy masz obsesję na punkcie śmierci?
     MAURICE SENDAK: Trochę. To taka dziwna sprawa.
     BILL MOYERS: W jakim sensie?
     MAURICE SENDAK: Śmierć to cała przygoda.

🖇

     — Lubisz je? — Pyta Colbert, mając na myśli dzieci.
     — Lubię, kiedy jest ich jak najmniej.

🖇

Po śmierci Eugene’a Maurice go narysował, jak to czynił po śmierci człon­ków rodziny. Właśnie tę chwilę pragnął uchwy-cić, złapać, zrozumieć, zobaczyć. To, od czego wielu ludzi — może większość — odwraca wzrok, on chciał uwieczniać. Sendaka pochłaniało pożegnanie, ucieczka, strata. […]  to też impuls artysty, każący przeobrazić coś strasznego w sztukę; wziąć coś, co budzi twoje przerażenie albo łamie ci serce, i przemienić w coś innego. W czasie potrzebnym na narysowanie tego, co masz przed sobą, nie jesteś bezradnym lub pogrążonym w żalu postronnym obserwatorem. Wykonujesz swoją robotę.

🖇

To chyba jest klucz: patrzysz na coś, co zawsze budziło twoje przerażenie, i odkrywasz, że jest piękne.

🖇

Lynn odnosiła wrażenie, że Maurice nie był dzielny wobec drobnych rzeczy, ale wobec rzeczy wielkich owszem. Całymi latami zmagał się ze stra­szli­wym bólem pleców, ale nie skarżył się, chociaż Tony nazwał go „mistrzem narzekania”. Raz miał pojechać do miasta i udzielić wywiadu kobiecie, któ­ra przybyła aż ze Szwecji, ale poprosił ją, by przyjechała do niego, bo do­skwie­rał mu wrośnięty paznokieć. Dopiero kiedy przyjechała furgonetka i mąż kobiety wytoczył ją na wózku inwalidzkim, Maurice przy­pomniał so­bie, że była sparaliżowana. Inwalidce, która przyleciała ze Szwecji, kazał przyjechać do Connecticut. Sendak poczuł się okropnie, wylewnie ją prze­pro­sił, na co kobieta rzekła:
     — Cóż, przypuszczam, że wrośnięty paznokieć sprawiałby mi ból, gdy­bym tylko miała czucie w nogach.

🖇

W swoich pracach wykorzystywał obraz lecącego chłopca i nasycał go pięknem. Lot staje się powolnym, spokojnym, wdzięcznym szybowaniem. Scenę spowija atmosfera nadprzyrodzonej tajemnicy, ale nie budzi lęku. Pomysłowi wypadania lub wylatywania z życia towarzyszy ciche pod­niecenie.

🖇

Przekonywał ją, że nietoperz był dla niego prawdziwy. Jak daleko mogła z nim pójść, pytał, do jakiego stopnia mogła zobaczyć to, co widział? Maurice był przyzwyczajony do przesuwania granic wyobraźni. Zwykł gdzieś wi­dzieć — ze wspaniałymi, fizycznymi szczegółami — rzeczy, których tam nie było.

🖇

Wir wiosta. Powierzchnia wody faluje, po czym się uspokaja.

🖇

[James] Salter zakreśla terytorium. O pewnych sprawach nie trzeba pisać. O pewnych sprawach nie trzeba mówić. Pewnych spraw nie trzeba uj­mo­wać w słowa.

🖇

Jeśli uważnie się przyjrzeć, nawet w najgorszych śmierciach można do­strzec potężną eksplozję życia.

🖇

Słowa przeobrażają, oswajają. Perspektywa ulega zmianie.
Świat nieco się zmienia […].

🖇

Jeśli musisz coś zostawić, możesz to zrobić.
Znajdziesz sposób, albo go spreparujesz.

🖇 🖇

Oto, czego nauczyły mnie śmierci opisane w tej książce: Pracujesz. Nie pracujesz. Opierasz się. Nie opierasz. W pełni panujesz nad sytuacją. Kapitulujesz. Wypierasz. Akceptujesz. Modlisz się. Nie modlisz. Czytasz. Pracujesz. Faszerujesz się środkami przeciwbólowymi. Nie przyjmujesz środków przeciwbólowych. Pomstujesz na śmierć. Biegniesz ku niej na oślep.
     Na koniec każda śmierć jest taka sama. Ludzie umierają. Świat ich uwalnia.

🖇

Bez lęku nie byłabym tym, kim jestem.

🖇

Może potrafisz przebrnąć przez grozę, ponieważ musisz przez nią prze­brnąć. Z jakiegoś powodu podświadomie myślałam o śmierci jako o czymś, na co przyzwalasz, jakby było to partnerstwo, porozumienie, które za­wie­rasz albo w które się wciskasz, ale to błąd.
     W tej konkretnej chwili nie masz wyjścia. Odnajduje cię łaska. Do­pa­da cię akceptacja.

🖇

Kiedy walka się kończy, miejsce zmagań zajmuje ukojenie.

🖇

Część twórczości tych ludzi, część ich sztuki była samym życiem. W ogniu trawiącym wszystko na koniec jest coś wspaniałego. Piękno zastawiło na mnie pułapkę.

Katie Roiphe, Godzina zmierzchu. Jak odchodzili wielcy pisarze,
przeł. Paweł Lipszyc, Wielka Litera, Warszawa 2017.

piątek, maja 08, 2026

6098. Z oazy (CDXLIII)

To jest i będzie najdłuższy na tym blogu wpis. Najdłużej też był klecony, bo obco­wa­nie z tą książką po jej przeczytaniu było prawdziwym świętowaniem, nieśpiesznym przy­glądaniem się, jak cytaty same układają się w patchwork, który potrzebuję mieć pod ręką.

Po tamtej książce Autorki — gdy wpadłam w zachwyt nad sposobem, w jaki bu­du­je swo­ją opo­wieść — wiedziałam, że muszę natychmiast sięgnąć po tę książkę. Czytając ją, obejrzałam setki obrazów, setki zdjęć, kilka filmów, przeczytałam kilkanaście arty­kułów — karmiłam oczy i duszę, opa­trzyłam kilka starych ran.

Rozpoznałam osobne chwile w swoim życiu, których potrzebuję, by czuć, że żyję. Ta książka uczy odwagi, by zawalczyć o to, co dla nas ważne, co w nas żywe, co jest na­szą istotą, czego wielu może nie chcieć nawet zauważyć. To nie ma żadnego zna­cze­nia, ta niechęć nie ma mocy, by nas „zniknąć”.

Jeśli masz poczucie osamotnienia,
ta książka jest dla ciebie.

🖇 🖇

Samotnym można być wszędzie, lecz samotność wynikająca z miesz­ka­nia w mieście, w otoczeniu milionów ludzi, ma szczególny charakter. […] sama fizyczna bliskość nie wystarczy, by rozproszyć poczucie izolacji. Moż­na — jest to właściwie całkiem łatwe — czuć się wewnętrznie mar­twym i opu­stoszałym, żyjąc tuż obok innych.

🖇

[…]  samotność bywa uznawana za zaburzenie i chorobę. Niektórzy twier­dzą stanowczo, że niczemu nie służy […]. Takie stwierdzenia nieprzy­pad­ko­wo wiążą się z przekonaniem, że cel naszego życia to dobieranie się w pary lub że szczęście może albo powinno być czymś trwałym. Nie każdemu jed­nak jest to dane. Niewykluczone, że się mylę, ale uważam, że doświadczenie stanowiące tak istotną część naszego wspólnego życia nie może być cał­ko­wi­cie pozbawione sensu, jakiegoś rodzaju bogactwa i wartości.

🖇

[…]  samotność może prowadzić nas ku inaczej niedostępnemu doświadczaniu rzeczywistości.

🖇

[samotność]  dotyka sedna tego, co dla nas cenne i ważne. W mie­ście zwanym samotnością powstaje wiele wspa­nia­łych rzeczy – zrodzonych z sa­motności, a zarazem nadających jej sens.

🖇

Chciałam zrozumieć, co to znaczy być samotnym, jak to działa w życiu in­nych, i spróbować nakreślić skomplikowane relacje między samotnością a sztuką.

🖇

Jak to jest czuć się samotnym? To jak być głodnym – być głodnym, podczas gdy wszyscy wokół ciebie szykują się na ucztę. […]  To boli, tak jak bolesne mogą być uczucia, a poza tym powoduje skutki fizyczne, niewidoczne dla oczu zmiany dokonujące się w zamkniętych przestrzeniach ciała.

🖇

Co takiego jest w Hopperze? Raz na jakiś czas pojawia się artysta, który wy­raża pewne doświadczenie, niekoniecznie świadomie czy celowo, ale z ta­ką przenikliwością i intensywnością, że związek wydaje się nie­za­prze­czal­ny. Samemu Hopperowi nigdy nie podobała się myśl, że jego obrazy można interpretować w określony sposób czy też że samotność to jego specjalność, jego główny temat.

🖇

Z pewnością nie wszyscy ludzie pozbawieni towarzystwa innych są sa­mot­ni, a zarazem można dotkliwie odczuwać samotność, nawet gdy jest się w związku albo z grupą przyjaciół. […]
     To uczucie rodzi się z braku bądź niedostatku bliskości, a skala jego odczuwania rozciąga się od dyskomfortu aż po chroniczne, nieznośne cierpienie.

🖇

[…]  charakterystyczne dla samotności jest przemożne pragnienie, by to do­znanie się skończyło, a tego nie da się osiągnąć samą siłą woli czy częst­szym wychodzeniem z domu, można to zrobić, jedynie nawiązując bliskie relacje. To o wiele łatwiejsze w teorii niż w praktyce, zwłaszcza w przypadku ludzi, których samotność jest wynikiem straty, wygnania czy uprzedzeń, więc nie tylko tęsknią oni za towarzystwem innych, ale też mają powód, by się tych innych obawiać albo im nie ufać.

🖇

Choć wydaje się, że całkowicie odcina ona [samotność] człowieka od innych, że jest prywatnym brzemieniem, którego nikt inny nie może odczuć czy po­dzie­lać, w rzeczywistości to stan społeczny, doświadczany przez wielu.

🖇

Właśnie to jest tak przerażające w samotności: instynktowne poczucie, że działa ona dosłownie odpychająco, co udaremnia kontakt właśnie wtedy, kiedy go najbardziej potrzeba. A jednak to, co udaje się uchwycić Hop­pe­ro­wi, jest nie tylko przerażające, ale też piękne. Jego obrazy nie są sen­ty­men­tal­ne, ale przebija z nich wyjątkowa uważność. […]  Tak jakby samotność była czymś, czemu warto się przyglądać. A nawet więcej: jakby samo przy­glądanie się było antidotum, sposobem na to, by zdjąć z siebie jej dziwne, oddalające od innych zaklęcie.

🖇

W pewnych sytuacjach bycie poza, odstawanie
może sprawiać satysfakcję, wręcz przyjemność.

🖇

Ciche umowy co do rozumienia języka
potocznego są niebywale skomplikowane.

Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)

🖇

[…]  ta parada zmieniających się nazw to chleb powszedni w życiu emi­gran­ta i od samego początku podważa kojącą myśl, że słowo i przedmiot są ze sobą bezpiecznie powiązane. „Jestem znikąd” – jak powiedział kiedyś War­hol, mając na myśli biedę albo Europę, albo mit autokreacji, a być mo­że także językową rozpadlinę, z której się wyłonił.

🖇

Samotność odmienności, samotność nieatrakcyjności, samotność wyklu­cze­nia z magicznych kręgów znajomości i akceptacji – grup spo­łecz­nych i za­wo­dowych, czułych objęć.

🖇

Odmienność oznacza ryzyko zranienia, a dopasowanie chroni przed przy­krym i upokarzającym odrzuceniem i zlekceważeniem.

🖇

Jeśli nie każdy jest piękny,
to nikt nie jest piękny.

Andy Warhol
(1928–1987)

🖇

[…]  wszystkie te zaprzeczenia i przemyślne kształtowanie swojego wi­ze­run­ku mówiły jedno: nie próbuj mnie zrozumieć, nie badaj mnie, nie ana­li­zuj. Nie zbliżaj się do mnie zanadto, bo nie jestem pewien, co tam znajdziesz, nie chcę o tym myśleć. Nie jestem pewien, czy lubię samego siebie. Nie lubię miejsca, skąd pochodzę. Przyjmij artefakt taki, jaki jest.

🖇

Nie da się myśleć bez języka, a język to ze swojej natury gra publiczna pod względem zarówno nabywania, jak i przekazywania.
     Ale choć język jest wspólny, jest również niebezpieczny i może izolować. Nie wszyscy gracze są równi. […] 
     Koncepcja, że język jest grą, w którą część zawodników gra lepiej niż in­ni, ma związek z wciąż dyskutowaną relacją między samotnością a mo­wą. Problemy z mówieniem, blokady w komunikacji, nie­po­ro­zu­mie­nia, nie­do­sły­sze­nia, epizody niemoty, jąkania się i zacinania, zapominanie słów, a na­wet niezdolność rozumienia żartów – te wszystkie rzeczy przyczyniają się do samotności, przypominając nam o tym, jak niepewne i niedoskonałe są środki, którymi przekazujemy innym, co się dzieje w naszym wnętrzu.

🖇

[…]  język wcale nie jest prostym sposobem na nawiązanie kontaktu. Jeśli zdefiniować samotność jako pragnienie bliskości, to w tym pragnieniu za­wie­ra się potrzeba wyrażania siebie i bycia słyszanym, dzielenia się my­śla­mi, doświadczeniami i uczuciami. Bliskość jest niemożliwa, jeżeli uczestnicy nie chcą się otworzyć. Ale niełatwo ustalić odpowiedni stopień tej otwartości.

🖇

I zawsze, yy, boję się czuć się szczęśliwy, bo wtedy… to nigdy nie trwa.

🖇

[…]  pop-art wzbudził tak ogromną wrogość, spowodował takie za­ła­my­wa­nie rąk wśród artystów, właścicieli galerii i krytyków po części dlatego, że na pierwszy rzut oka wyglądał jak błąd kategorii, nieznośne przekroczenie niepodważalnej, wydawałoby się, granicy między kulturą niską a wysoką, dobrym a złym smakiem.

🖇

Jeśli cała twórczość Warhola […]  stanowi sprzeciw wobec z góry zało­żo­nych kryteriów oceny, […]  to zarazem jej celem jest wydobycie na światło dzienne tego, co odbiegające od normy i porzucone, tych wymiarów kul­tu­ry, które stały się niewidzialne albo dlatego, że kryją się w cieniu, albo dla­tego, że zostały nadmiernie oswojone i przestały być zauważane – i na­da­nie temu pozycji i znaczenia.

🖇

[…]  błędne koło samotności powstaje nie w izolacji, ale raczej jako rezultat wzajemnej zależności między jednostką i społeczeństwem, do którego ta jed­nostka należy, a sytuacja jeszcze się pogarsza, jeśli dana osoba jest su­ro­wym krytykiem panujących w owym społeczeństwie nierówności.

🖇

[Warhol] wiedział dokładnie, jaka jest cena słów i co mogą zdziałać: uruchomić, ale też zatrzymać maszynę otwartego serca.

🖇

Inni znają nas dzięki naszej twarzy, to ona zdradza zamiary i nastrój.

🖇

Dzięki maskom można uniknąć obserwacji i oceny, a zatem ryzyka, że zo­sta­nie się odrzuconym, jednak traci się także szansę na akceptację, uko­je­nie, jakie daje miłość.

🖇

Zdjęcia z Rimbaudem często są mylnie uważane za autoportrety, ale w rze­czy­wistości Wojnarowicz stał za obiektywem, a rolę człowieka w masce od­gry­wali różni jego przyjaciele i kochankowie. […]  Postać Rimbauda po­słu­ży­ła jako rodzaj zastępcy czy przedstawiciela artysty i została wstawiona w miejsca ważne dla niego, te, w których kiedyś był albo które wciąż wy­wie­ra­ły na niego wpływ.

🖇

Strach zatruwa wszystko.

🖇

[…]  był zasadniczo samotnikiem. Chociaż znał wiele osób, wolał relacje je­den na jeden. Każdy znał nieco innego Davida.

🖇

Czasem można zmienić przestrzeń psychiczną, swój emocjonalny krajobraz, robiąc coś w świecie realnym. Myślę, że w jakiś sposób sztuka jest czymś takim […].

🖇

Podczas wędrówki po pirsach David rzadko spotykał tego samego czło­wie­ka więcej niż raz, chociaż zdarzało się, że kogoś szukał, na wpół zakochany w czyjejś wyobrażonej osobowości, w mitycznej postaci, którą sobie stwo­rzył na podstawie akcentu czy jednego słowa.

🖇

Fotografowanie to akt zawłaszczenia – coś staje się widoczne, a jednocześnie zastyga w miejscu i czasie.

🖇

Czasem chce się być tylko mięsem – mam na myśli poddanie się ciału, jego pragnieniom, jego potrzebie kontaktu, ale to nie znaczy, że chcesz od razu stać się krwistym stekiem albo siekanym kotletem.

🖇

Nic nie może zastąpić dotyku ani miłości, ale czytanie o tym, jak ktoś wy­trwa­le odkrywa i dopuszcza do siebie swoje pragnienia, okazało się tak bar­dzo poruszające, że czasem dosłownie trzęsłam się podczas lektury.

🖇

Wszyscy możemy wpływać na siebie nawzajem, otwierając się na tyle, żeby inni mogli się poczuć mniej samotni.

🖇

W naszej miłości ujrzałem mężczyzn, którzy zachęcają się nawzajem do zło­że­nia broni. […]  W naszej miłości ujrzałem ruchome warstwy ka­mien­nych budynków, ujrzałem rękę zgarniającą śnieg z parapetu więziennego okna. […]  Ujrzałem, jak on uwalnia mnie od milczenia mojego wnętrza.

🖇

Peter [Hujar] tam był. Peter odszedł. Jak David miał pojąć to przejście czy metamorfozę, niewyobrażalną zmianę?


fot. David Wojnarowicz, fragment,
[dostęp 2.05.2026], źródło.

[…]  wiosną 1988 roku chorobę stwierdzono również u Davida. W jednej chwi­li poczuł się ogromnie samotny. Miłość — napisał tego dnia – miłość nie wystarczy, by być blisko, żeby „złączyć czyjeś ciało ze społeczeństwem, plemieniem, kochankiem, bezpieczeństwem. Jesteś zdany sam na siebie, tak brutalnie, jak to możliwe”. […]  Jego przyjaciele chorowali i umierali, a on był pogrążony w głębokim smutku, nagle postawiony twarzą w twarz z własną cielesnością. Wciąż na nowo malował sznurki wiążące ze sobą różne istoty. Bliskość, więź, miłość — te coraz bardziej zagrożone możliwości.

🖇

Najbardziej wścieka mnie tak naprawdę to, że kiedy powiedziano mi, że zaraziłem się wirusem, szybko zdałem sobie sprawę, że za­ra­ziłem się też chorym społeczeństwem.

🖇

David stale walczył z wyparciem, czy chodziło o prawicowych kazno­dzie­jów, którzy nie mogli znieść, że ktoś mówi o seksie, czy o hedonistów, którzy nie chcieli dopuścić do swojej świadomości ryzyka śmierci.

🖇

Chciał znaleźć sposób na to, by każda strata stała się konkretna, żeby śmierć się liczyła.

🖇

[…]  11 października [1992], ACT UP zorganizowało Ashes Action, marsz na Waszyngton, który był rodzajem politycznego pogrzebu na ogromną skalę. […]  Ludzie byli wyczerpani i pełni rozpaczy. Setki osób spotkały się na scho­dach Kapitolu o trzynastej. Protestujący przynieśli ze sobą pro­chy swoich ukochanych. Potem pomaszerowali do Białego Domu, gdzie urzędował George Bush. Kiedy tam doszli, zaczęli wysypywać popiół na trawnik, odwracali do góry dnem urny i plastikowe torby i wysypywali zawartość przez druciany płot. Były tam też prochy Davida Wojnarowicza, rozsypane przez jego kochanka Toma.

🖇

Zmiana prywatnegopubliczne ma potężne konsekwencje dla z góry założonego świata.

🖇

Był we mnie taki głęboki smutek i nic zupełnie nie mogłem na niego po­ra­dzić. Byłoby lepiej, gdybym mógł.

🖇

„Ale” i „chociaż”: sposób na to, by skleić ze sobą sprzeczne myśli.

🖇

[…]  fizjologiczny opis samotności nie uwzględnia roli, jaką odgrywa samo społeczeństwo, nadzorujące i podtrzymujące wykluczenie poprzez od­rzu­ca­nie tych niesprawnych albo dziwnych. To jest druga siła napędowa sa­mo­tno­ści, powód, dla którego część ludzi — często zupełnie bez­bron­nych i spra­gnio­nych kontaktu — wciąż stoi w progu, a bywa całkowicie usuwana poza nawias.

🖇

Jako artysta [Henry Darger] był zupełnym samoukiem. Chociaż miał wy­raź­ny talent do kompozycji i od wczesnego dzieciństwa uwielbiał ko­lo­ro­wać, hamowało go przekonanie, że nie potrafi rysować.

🖇

Jedną z najsmutniejszych i najbardziej znamiennych rzeczy w całej spu­ściź­nie Dargera jest deklaracja dziecięcej niepodległości, którą napisał dla Krain Nierealnego. Zgodnie z nią dzieci mają prawo między innymi: „bawić się, być szczęśliwe, marzyć, móc normalnie spać w nocnej porze, i prawo do nauki, żebyśmy mieli równe szanse rozwijania tego, co jest w na­szych sercach i umysłach”.
     Ile spośród tego było mu dane w jego życiu? Najbardziej poruszyło mnie „prawo do nauki”. Podkreślało to, w jak brutalny, bezmyślny sposób go traktowano.

🖇

Nic nie wskazuje lepiej czyichś priorytetów niż to, w jaki sposób ten ktoś wydaje pieniądze, zwłaszcza jeśli nie ma ich za dużo.

🖇

[…]  bardzo rzadko się zdarza, żeby
jakiś czyn miał tylko jeden motyw.

🖇

[…]  w przypadku każdego zachowania uznawanego za dziwaczne czy eks­cen­tryczne warto zapytać, czy w tej etykietce nie chodzi raczej o prze­kra­cza­nie granicy klasy społecznej, a nie normy psychicznej.

🖇

Czasem jedyne, czego nam potrzeba, to pozwolenie sobie na uczucia. Nie­kie­dy najwięcej bólu sprawia właśnie próba stawienia im oporu albo wstyd, który rośnie wokół nich jak kolczasty krzak.

🖇

[…]  spojrzenie, nirami, które czyni niewidzialne widzialnym […].

🖇


The Nomi Song, reż. Andrew Horn, 2004.

🖇

Wydawało mi się straszną niesprawiedliwością, że ktoś, kto przeciwstawił się samotności, kto swoją odmienność przetworzył w radosną sztukę, umarł tak bardzo osamotniony, choć w świecie, w którym żył, wkrótce miało się to stać powszechnym doświadczeniem.

🖇

Poszedłem do niego i jakby się zawahałem, a on położył mi rękę na piersi i powiedział: »W porządku, nie martw się«. Łzy napłynęły mi do oczu i to był chyba ostatni raz, kiedy go widziałem.
   — Page Wood

🖇

Z czasem słowo „piętno” zaczęto odnosić do każdej oznaki niepożądanej od­mienności — to znaczy niepożądanej przez ogół społeczeństwa. Takim pięt­nem może być coś widocznego albo niewidocznego, ale jeśli zostanie to do­strze­żo­ne, dyskredytuje taką osobę w oczach innych i sprawia, że uznaje się ją nie tylko za inną, ale też za gorszą, że „ulega w naszym umyśle swo­i­stej re­duk­cji, stając się kimś naznaczonym i niepełnowartościowym.
     […] Gdy już działa ten szczególnie zgubny rodzaj myślenia magicznego, pojawia się skłonność do przekonania, że takie piętno to nie przy­pa­dek, nie sprawa losowa, tylko raczej coś zasłużonego czy za­wi­nio­ne­go, kon­se­kwen­cja moralnego upadku osoby naznaczonej.

🖇

Strach jest zaraźliwy, zmienia uśpione uprzedzenia
w coś bardziej niebezpiecznego.

🖇

Klaus Nomi był pierwszą sławną osobą, która zmarła na AIDS, ale w ciągu kilku kolejnych lat choroba rozprzestrzeniła się niczym pożar lasu wśród społeczności, do której należał: zżytego ze sobą środowiska z centrum Nowego Jorku, złożonego z artystów, kompozytorów, pisarzy, aktorów, muzyków.

🖇

Kultura cyfrowa znalazła się w fazie cyberprzyspieszenia, pędziła tak szyb­ko, że trudno było nadążyć. W jednej chwili coś było czystą fantastyką, czymś kompletnie niedorzecznym, za moment stawało się zwyczajnym za­cho­waniem, częścią codzienności.

🖇

[…]  ekran pozwalał ludziom na używanie gróźb i języka, którego większość z nich — jak przypuszczam — nigdy nie tolerowałaby w prawdziwym życiu.

🖇

Cud laptopów i smartfonów polega na tym, że oddzielają one kontakt od fi­zycz­ności, dzięki czemu ludzie mogą pozostać w swoich prywatnych bań­kach, chociaż teoretycznie są w miejscu publicznym, i wchodzić w inter­ak­cje z innymi, chociaż teoretycznie są sami. […]
     Wszyscy to znają. Wszyscy wiedzą, jak to wygląda. Nie potrafię zliczyć, ile przeczytałam tekstów o tym, jacy stajemy się wyalienowani, uwiązani do naszych urządzeń, nieufni wobec prawdziwego kontaktu, o tym, że czeka nas kryzys bliskości, ponieważ nasza zdolność do bycia z innymi słabnie i za­nika.

🖇

Prywatność, skupienie, bliskość – to wszystko zostało stracone, zanikło na skutek naszej obsesji na punkcie świata na ekranie.

🖇

[…]  przebywanie w wirtualnych przestrzeniach może być lekiem na osa­mot­nie­nie, na poczucie, że jest się pomijanym albo niedostrzeganym, a za­ra­zem nie wymaga subtelnych umiejętności społecznych niezbędnych przy interakcjach w realu.

🖇

A tymczasem co? Tymczasem formy życia na planecie, na której mie­szka­my, znikają z godziny na godzinę. Tymczasem wszystko staje się coraz bar­dziej jednorodne, mniej tolerancyjne wobec odmienności. Tymczasem na­sto­lat­ki odbierają sobie życie […]. Miejsce, do którego doszliśmy, okazało się wcale nie takie atrakcyjne, wygodne, nie takie super.

🖇

Jak to jest z cudzym cierpieniem? Łatwiej udawać, że nie istnieje. Łatwiej odmówić wysiłku empatii […].

🖇

To był mój sposób na to, żeby pozszywać się z powrotem.
   — Zoe Leonard


Zoe Leonard, Strange Fruit, fragment instalacji,
[dostęp: 9.05.2026], źródło.

[Strange Fruit (for David) Wojnarowicz] to instalacja ukończona w 1997 ro­ku i należąca obecnie do stałej kolekcji Philadelphia Museum of Art. Zro­bio­na jest z około trzystu pomarańczy, bananów, grejpfrutów, cytryn i awo­ka­do, które zostały zjedzone, a ich rozdarte skórki — ususzone, po czym zszyte nićmi w różnych kolorach, ozdobione suwakami, guzikami, sztucznymi ścię­gna­mi, naklejkami, plastikiem, drutem i tkaniną.

🖇

Sztuka, która naprawia, sztuka, która pragnie kontaktu albo która znajduje sposób, by ten kontakt umożliwić.

🖇

Dzieło Strange Fruit powstało w czasie tych lat samotności, jeśli nie jako odpowiedź, to jako konsekwencja masowych ofiar okresu epidemii AIDS i wyczerpania próbami wywarcia wpływu na politykę.

🖇

Bez słów, bardzo cicho owoce poprzez swoją małość, swoją osobliwość wyrażają cierpienie z powodu rozpadu, znikania, tęsknoty za czymś kochanym, co odeszło i więcej nie wróci.

🖇

Co zostaje, kiedy esencja ulatuje? Łupina i skórka, rzeczy, które chcesz wy­rzu­cić, ale nie wiadomo, dlaczego nie potrafisz.

🖇

Nie mogę zmienić niczego w przeszłości ani sprowadzić z powrotem nikogo z ukochanych zmarłych, ale mogę przeżywać swoją miłość i stratę w równomierny, ciągły sposób, mogę pamiętać.
   — Zoe Leonard

🖇

Proces gentryfikacji dotyczy miast, ale dotyczy także uczuć […]. Wśród blichtru późnego kapitalizmu karmi się nas przekonaniem, że wszystkie trudne emocje – przygnębienie, lęk, samotność, wściekłość – to po prostu skutki zachwiania równowagi chemicznej, problem do rozwiązania, a nie reakcja na systemową niesprawiedliwość albo na atrybuty cielesności, na fakt — jak ujął to w pamiętnych słowach David Wojnarowicz — że odsia­du­je­my wyrok w pożyczonym ciele, z całą rozpaczą i frustracją, jakie to za sobą pociąga.

🖇

[…]  samotność, tęsknota nie oznaczają, że poniosło się porażkę, tylko świadczą o tym, że się żyje.

🖇

Samotność jest sprawą prywatną, ale też polityczną. Samotność jest zbio­ro­wa, to jest miasto. Jeśli chodzi o to, jak w nim mieszkać, nie ma reguł ani powodów do wstydu, trzeba tylko pamiętać, że dążenie do in­dy­wi­du­al­ne­go szczęścia nie zwalnia nas z obowiązków wobec siebie na­wza­jem. Tkwimy w tym razem, w tym nagromadzeniu blizn, tym świecie przed­miotów, tym fizycznym i tymczasowym niebie, które tak często przy­po­mina piekło. Ważna jest w tym dobroć, ważna jest solidarność.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)

Dzieło to człowiek. Nic nie bierze się znikąd.
   — Edward Hopper (1882–1967)

🖇

Czy chodziło o to, że szufladka okazała się za ciasna wraz z jej niedorzecznymi oczekiwaniami względem tego, jakie mają być kobiety, czy o to, że ja do niej nie pasowałam?

🖇

Są lepsze sposoby patrzenia na ciała.

(tamże)