niedziela, grudnia 29, 2013

(928+1). Aneks

Sadownik:
(bez nawyku zaglądania, ale po przeczytaniu wpisu)
Jeżu, piszesz o mnie jak o świętym...

Jabłoń:
(udaje, że doskonale wie, że życie z nią
nie należy do najłatwiejszych
)
A nie jesteś?

Sadownik:
Święty Antoni?

Jabłoń:
Raczej święty Tadeusz Juda...
od spraw beznadziejnych.

Sadownik:
Święty Antoni! Ten od rzeczy zagubionych!

Jabłoń:
No, teraz wszystko się zgadza...
miałeś mieć na imię Antoni, raz!
i… mnie znalazłeś, dwa!
Przeznaczenie?

*

A w trakcie tej rozmowy znaleźliśmy Mistrza, który zaczyna psami...
tylko widownia nie dopisała, śmieje się w dość dziwnych, jak dla mnie, miejscach.

[...] robię mnóstwo zdjęć psom…
       ponieważ lubię psy…
       ponieważ nie mają nic przeciwko robieniu im zdjęć…
       i dlatego, że nie proszą o odbitki.

Elliott Erwitt

sobota, grudnia 28, 2013

(926+2). Książka z obrazkami dla dużej dziewczynki

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

co można podarować człowiekowi, który wszystko ma? kreatura twierdzi wręcz, że ma za dużo rzeczy i zastanawia się, jak przestać obrastać. a na pytanie, czy chciałaby coś dostać pod choinkę, wsuwa swą dłoń w tę ukochaną i odpowiada, że wszystko, co do szczęścia potrzebne, już ma.

komuś takiemu trudno podarować cokolwiek. nawet nie próbowałabym stanąć na wysokości tak zdefiniowanego zadania. ale nie On. nie Sadownik. On uwielbia zadania specjalne, wręcz beznadziejne. podarował książkę z obrazkami. po dziesiątym oglądaniu okazało się, że w jednym numerze isbn zaklęto dwie książeczki z obrazkami. wróć! dwa albumy z fotografiami. albumy dopracowane w najmniejszych detalach. w formacie podróżnej, amerykańskiej Biblii. opowiadają o setkach psich serc, co pieczę nad gatunkiem ludzkim sprawują. może właśnie dzięki kudłatym sercom ten świat dostaje wciąż i od nowa szansę na lepszy finał. tę książkę, ten album, to dzieło otwieram w dowolnym miejscu i całym sercem czytam. o dowolnej porze dzięki tym fotografiom docieram do źródeł miłości, piękna i sensu nieustannego zachwytu światem.

pierwsza strona poziomego albumu:

okładka pionowego albumu:

Elliott Erwitt, Dog Dogs,
Phaidon Press Limited, London 2010.

wybrałabym inne zdjęcia, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi to...
choć... boski (2:07) kudłaty Cartier-Bresson!

piątek, grudnia 27, 2013

(926+1). Świąteczne odkrycie

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

od człowieka do człowieka niewidoczny sznureczek, niteczka, łańcuszek, drucik. łączy od pierwszego spotkania. z czego zrobiona? czy napięta? czy długa? czy w ludzkich rękach oba końce? czy? ciągniesz? trzymasz? a może nerwowo rozwijasz z kołowrotka, by nie mieć z tym wszystkim nic wspólnego? gdzie usiąść, jak być, by nie mieć zasznurowanych ust, by nie mieć skrępowanej duszy? puszczasz swój koniec, by móc odejść? nie, nie puszczasz, ale chcesz się ciut odsunąć, by wziąć oddech, by pozostać sobą, by nie zaprzepaścić szansy?

*

święta. relikt mego dzieciństwa, a od kilku lat klanowa rzeczywistość, ku której rokrocznie mknę już bez strachu. w tym roku, w tym magicznym czasie niewidoczne połączenia, co łączą nawet podzielonych, studiowałam, urzeczona ich naturą. zachwyciły mnie jak nigdy dotąd. poczułam je bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, gdy siadam obok tej osoby, ale naprzeciwko innej, blisko jednej, zdecydowanie dalej od drugiej, tę obejmę, tamtą tylko uściskam, tę pocałowałam trzy razy, a tamtą tylko raz, tej podałam rękę, a tamtej rzuciłam się w ramiona. nieskończona różnorodność połączeń. z tą tak, z tamtą inaczej, z nimi siak i owak.

narzekają na dystans, międzyludzki chłód, spalone mosty, a ja z zupełnie zepsutym wzrokiem nie widzę dystansu, widzę przeróżne, niepowtarzalne odmiany bliskości... może ciut nie takiej, jakiej pragniesz na ten moment, ale prawdziwej... nie usiądę bliżej... nie odważysz się przysunąć... chylę czoła, podziwiam to, co między nami, podziwiam takim, jakim to jest. w przewrotny sposób, właśnie takiej niteczki, sznureczka na ten moment potrzebujemy. poczułam wdzięczność do tych, z którymi nie chcę przy stole wigilijnym siedzieć, że nie naciskają na właściwy porządek tego świata, którym ja nie jestem już zainteresowana wcale.

*

a wieczorem. gdy drzwi naszego pokoju zamknęliśmy, oddzielając nasz świat od reszty światów, poczułam się jeszcze bardziej niż zwykle zaszczycona i uprzywilejowana tym, że z Sadownikiem łączy mnie żywa, prawdziwa, mieniąca się i pulsująca nić, którą odkrywam każdego dnia na nowo, która co dnia inaczej definiuje nasz związek, która z każdego dnia niezmiennie robi święto na świętami.

*

a następnego dnia. intensywnie myślałam o sznureczkach, niteczkach, łańcuszkach i drucikach, którymi połączona jestem z bliskimi memu sercu Ludźmi, co przy innych wigilijnych stołach siedzieli, poczułam się jeszcze bardziej zaszczycona i uprzywilejowana tym, że chcą ze mną mnożyć bogactwo współdzielonych sznureczków, niteczek... chylę czoła przed Nimi... przez wzgląd na to, co nas łączy, choć pojawiają się tu czasem jako bohaterzy, nie wymienię ich ani w porządku chronologicznym, ani alfabetycznym, ani żadnym innym, bo to porządek serca, ważniejszy od każdego innego porządku.

926. Świąteczny czas

Jechaliśmy...


*
Jabłoń:
(w pierwszy dzień Świąt z rana)
Kuhanie, esemeska w nocy dostałeś...

Sadownik:
(zagląda w komórę)
Nie jednego, pięć!

Jabłoń:
Piąty od kochanki?
(po chwili)
Czekaj, przecież nie wysyłałam ci żadnego esemesa...
*

...wracaliśmy.

poniedziałek, grudnia 23, 2013

925. Ćwiczenie z logiki w świątecznej atmosferze podane

Na kanwie zasłyszanych wczoraj życzeń, które jedna Altówka dwóm innym Altówkom składała, należy w ostatnim dniu pracy odnotować, co następuje.

*

Życzenia przez optymistę, liczącego się z realiami życia, składane:

Spokojnych lub rodzinnych Świąt życzę.

*

Życzenia przez pesymistę składane:

Spokojnych albo rodzinnych Świąt, jak kto woli, życzę.

*

Na których spełnienie liczymy?

niedziela, grudnia 22, 2013

924. Talizman

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dotknęła mnie do żywego,
powiedziała:
— To może być dla Ciebie trudne.

Dotknęła mnie do żywego
swoją prawdą, pięknem, szczerością.

Dotknęła mnie do żywego,
do łez wzruszenia i wdzięczności.

Nawet jeśli tylko dla tej chwili
należało mieć sześć stóp i trzy cale,
to warto było!

malowała Filigranka

Jestem w drodze ku. Nie ma już od. A do dopiero majaczy za zakrętem. Otrzymana wczoraj przecudna Żyrafka, mająca kontakt z Pełnią, stała się moim talizmanem na trudnej, ale dla mnie jedynej, Drodze, na której chcę być całą Sobą, całym Sercem, całym Życiem. Filigranko! Dziękuję! To nie było trudne. To było zachwycające.

*

Filigranka uświadomiła mi jeszcze jedno. Nie jest ważne, czy jesteś ważny. Ważne jest to, czy jesteś z n a c z ą c y, choćby przez chwilę, dla kogoś. I nie jest ważne, że nie masz o tym najmniejszego pojęcia, że właśnie tak się stało. Dowiesz się lub nie. Największe znaczenie ma to, że jesteś! Nie byle jak, lecz prawdziwie, tu i teraz, bez ściemy.

sobota, grudnia 21, 2013

923. Porywacz kobiecych serc

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

On. Z łatwością za serce chwyta każdą kobietę. Nawet ja na to lecę. Z przyjemnością ogromną. Świeżym, prawdziwym, pełnym mocy uśmiechem porywa. W całym moim życiu tylko On jeden kilka lat temu pokazał mi linię, po której przekroczeniu marzy się już tylko i wyłącznie o dziecku bez względu na konsekwencje. Bezwzględnie ma On Dar. Cztery tygodnie temu poprosiłam Go osobiście o czerwony samochód. Dostałam.
     Auto dwuosobowe. Dla mnie i dla Heni. Z zapachem w pakiecie. I nie ma wątpliwości, gdzie wciąż siedzi Sukulec, prawda?
     A Sadownik? Sadownik na Motongu jedzie przed nami.

On. Z łatwością za serce chwyta każdą kobietę. Jak mu się to utrzyma przez kolejnych naście lat, to będzie łamał serca jak mało kto.

Monek, lat 3,5.

Kończąc przygotowania do Świąt, przygotowując się do zamykania roku, poprosiłam o odcedzenie fotograficznej reprodukcji dzieła, które wciąż przypomina mi o niebywałej delikatności, z jaką traktowali się nawzajem Monek i Henia, Henia i Monek bawiąc się razem przepięknie, przecudnie, wspaniale. A może Monek wie, że do mego serca trafić najłatwiej przez sierść?

922. I już, czyli po zimie

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z samego rana, gdy szykowałam się na spotkanie najkrótszego dnia roku, „Gościni” w radiu wypowiedziała cudne słowa. Po raz pierwszy w życiu moja wewnętrzna Purystka językowa, co nienawidzi, gdy ludzie dwóch języków w jednym zdaniu używają, zamilkła urzeczona:

*

Dziś. Dla mnie
skończyła się zima.
Od jutra każdy dzień
będzie ciut dłuższy.
To oznacza, że
idzie wiosna...

piątek, grudnia 20, 2013

921. Bez śmierci na karku

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Jeszcze nigdy w życiu nie bolały mnie tak oczy...
Napadł ją Pan Strach. Z przyjemnością nie do opisania wyciągnąłby argument o chorobie śmiertelnej, schorzeniu postępującym, czyniącym nieodwracalne szkody, z którymi żyć się nie da i byłoby tak:
     — O jeżu, co to będzie?
     — No?
     — Stracę wzrok...
     — I?
     — Stracę pracę...
     — I?
     — Utknę w mieszkaniu na dobre...
     — I?
     — Będę utrapieniem dla Sadownika...
     — I?
     — Oszaleję...
     — I?
     — Będę wyć z nieszczęścia...
     — I?
     — Umrę ze zgryzoty...
     — A co potem?
     — Jakie potem? Umarłam.
     — Super. Jakieś życzenia dotyczącego pogrzebu?
     — ... — z wrażenia zaniemówiła
.

Dopiero ze śmiercią na karku poszłaby do lekarza, by dowiedzieć się, że owszem, umrze, ale jeszcze nie teraz; że choroba tak, może nawet schorzenie całkiem poważne, ale umrzeć na to nijak nie można.

*

     — Jeszcze nigdy w życiu nie bolały mnie tak oczy...
     Napadł ją Pan Strach. Z przyjemnością nie do opisania wyciągnąłby argument o chorobie śmiertelnej, schorzeniu postępującym, czyniącym nieodwracalne szkody, z którymi żyć się nie da, ale było tak:
     — Jestem 18. dzień po spawaniu oka, tak?
     — Tak.
     — Chyba zaczyna dziać się coś niedobrego, tak?
     — Tak!
     — Nie będę czekać, wyobrażać sobie, fantazjować.
     — Nie?
     — Umówię się na wizytę i z ulubioną panią Doktor od oczu zobaczymy, co jest.
     — Nie!
     — Tak.
     — ... — z wrażenia zaniemówił.

Bez śmierci na karku po raz pierwszy w życiu poszła do lekarza. Pani Doktor kropelki na siedem dni dała, pięć razy dziennie „oka” zakraplać kazała. Prezent Sadownikowi na święta zrobiła — Jabłoń w okularach przez cały tydzień ma być. Sadownik w zachwycie Chwasta Społecznego poinformował, że już ostrzy obiektyw. No żeż! Powolutku, z niemałym oporem, ale rozwija się Drzewuchno. I dumne ciut wczoraj z siebie było, że bez śmierci na karku do Pani Doktor truchcikiem się udało z własnej woli i z wiarą, że wszystko będzie dobrze. Droga ku próchnu na szczęście daleka. Będzie Drzewko żyć, śnić i rozkwitać! A co!

wtorek, grudnia 17, 2013

920. On dobry i smakowity

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

...od dobrego jadła nie boli żołądek,
od dobrego trunku nie boli głowa,
z dobrą kobietą nie boli życie...

... przeczytał mi wczoraj Sadownik... wskutek tego, również od wczoraj powtarzam nie tylko w myślach:

z dobrym mężczyzną życie smakuje wyjątkowo!

*

Piekiełko przedświateczne trwa... ale koniec już widać.

czwartek, grudnia 12, 2013

919. Nie czekajmy na raka

ucieszmy się sami sobą już teraz!
nie czekajmy na raka
zachwyćmy się sobą nawzajem już dziś!

Dżoano, dziękuję Ci bardzo za wywęszenie tego filmiku, idzie do działu S.O.S.:

...tej chwili za chwilę już nie będzie...

918. Deaktywacja klątwy

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     

Klątwa. Magiczna, rodzicielska formuła, po wypowiedzeniu której, moje podstawowe poczucie sprawiedliwości i godności dostawało agonalnych drgawek. Brzmiało zawsze tak samo i doprowadzało mnie do wyrośniętej ponad „mały” wiek szewskiej furii.

Jesteś starsza, mądrzejsza, ustąp!

Na bycie starszą nie miałam żadnego wpływu. Bycie mądrzejszą — wątpliwe, bo niby jak to zmierzyć — nie było w tych okolicznościach wartością, lecz wielką kulą u nogi. W zadziwieniu pozostaję, że tak sprawnie, chętnie i często używane zaklęcie nie dało rady zabić we mnie ciekawości i wiary w rozwój, że nie doprowadziło mnie do konkluzji, że bycie nieodpowiedzialnym debilem z w pełni wykształconą wyuczoną bezradnością opłaci mi się w życiu bardziej.

Jesteś starsza, mądrzejsza, ustąp!

Dopiero dziś zrozumiałam mądrość kryjącą się w tych słowach. W szampańskim humorze od rana byłam. Źle to sformułowałam. To był niebywały stan. Wypełniał mnie bezgraniczny spokój i wiara w sens życia nie tylko mojego. Czułam siebie a jednocześnie dość precyzyjnie widziałam bliźniego wraz z jego i swoją niedoskonałością, mając w sobie na nią przeogromna zgodę. Niedoskonałość zachwycająca, bo niezbędna, by się rozwijać. I stało się.

Sytuacyja. Ten studentka — by parytet rodzaju ludzkiego zachować — otdaje zadanie srobione na odwal z tszema sporymi buendami. Roskosznym tempym wzrokiem na mnie patszy, do doprego serca odwołać się prubóje niewerbalnie...

*

Zwykle byłoby tak:
     — Ten studentka popełniła trzy błędy
x, y, z, tu, tu i tu. Widzi?
     — Tak.
     — Umie poprawić?
     — Ych, uch, mmmmmmmmm...
     — To dziękuję, nie ma punktu.
     — Dlaczego? Starałam się.
     — Nie musi się ten studentka starać. Wystarczy, że uwzględni to, o czym było na wykładzie, co ćwiczyliśmy na zajęciach. — I co? I szlak trafia spokój i sens w życie niejedno, bo po co pracować z ludziami, którym się nie chce programowo od rana do wieczora?

*

Dziś było tak:
     — Czy ten studentka wie, jakie są tu błędy?
     Óśmiech pszepraszajonco-błagajonco-gupi.
     — Błędy są trzy — wymieniam i pokazuję jak krowie na rowie.
     — No tak — wzdycha ten studentka, udając że wie, o co chodzi.
     — Umie poprawić?
     — Ych, uch, mmmmmmmmm...
     — Niech robi:
a, b, c, kliknie tu, kliknie tam, zmieni, ustawi, zatwierdzi. Tak to ma być zrobione. — Na koniec pónkt postawiłam. W końcu na trujkę nie trzeba być mistszem świata. Korona ze łba mi nie spadła. Wykonawszy kawał dobrej roboty — nie zabiłam, po raz n-ty temu studentce wykładając kawę na ławę — poszłam dalej, zachowując wewnętrzny spokój i wiarę w sens żyć wielu. Nie będzie ten studentka umiał tego urzyć, ale chociaż na wuasne oczy przez chwilę widziau piękno, którego nie rozómie, nie pojmie, cenić nie będzie, trudno. Ale widziau. Kropla drąży mózgową skałę, wierzę głęboko.

*

Jesteś starsza, mądrzejsza, ustąp!

Tylko pozornie wygląda to jak ustąpienie, poddanie się, rezygnacja. Jest w tym mądrość nie zawracania kijem Wisły. Stało się, jeśli jesteś mądrzejszy, to taki bądź, zobacz więcej, zobacz szerzej, nie trać nadziei i pamiętaj, co chcesz osiągnąć, co zachować, w imię czego bić się chcesz. Z biegiem czasu coraz częściej będziemy i starsi, i mądrzejsi, dobrze jest umieć się z tym obchodzić.

poniedziałek, grudnia 09, 2013

917. Tracił dziewictwo na fejsie

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
Po raz pierwszy w życiu zrobiłem TO!

Jabłoń:
Co?

Sadownik:
Zajrzyj na fejsa.

Jabłoń:
(zaryła w ryjownik)
Dzięki!

Sadownik:
(zrobił TO, czyli udostępnił informację o bazarku dla NORDa)

Jabłoń:
(choć zrobiła TO wcześniej, pozostaje w zachwycie,
że tylu dobrych ludzi licytuje, by wygrać szansę
na zdrowie dla Mistrza, który w psiej potrzebie
)

*

Jeśli masz psa, zajrzyj na Bazarek,
wielu mądrych psiarzy oferuje piękne rzeczy i psie usługi.

Jeśli będziesz miał psa, zajrzyj na Bazarek,
wielu mądrych psiarzy z całej Polski poznasz bez wychodzenia z domu.

Licytujemy do 23 grudnia.

(fot. Wiktoria Morawiec)

916. Ku pamięci, ku przestrodze

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Klasyka gatunku:
     — Mocne strony?
     — A, B, C, D... — wymienia.
     — Słabe strony?
     — Z, Y, X... — podaje po zastanowieniu się.

*

Nigdy wcześniej w życiu nie otrzymałam tak pięknej, precyzyjnej odpowiedzi:
     [...]
     — Słabe strony?
     — To przesadzone mocne strony — usłyszałam.

*

Nie tylko piękna odpowiedź, ale również wyjątkowo prawdziwa po zgeneralizowaniu, bo przykłady można mnożyć:
pracowity, super, ale pracoholik?
     otwarty, fajnie, ale naiwny?
     opiekuńczy, tak, ale nadopiekuńczy?
     zainteresowany vs wścibski?
     i te pe, i te de.

sobota, grudnia 07, 2013

(913+2). Synchroniczność

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na kawie wczoraj czytałam u Jagielskiego kilka zdań o Steve’ie Biko.

Nie minęły trzy godziny, gdy Sadownik przez telefon ordynuje Drzewku. Przy komputerze usiądź. Przeglądarkę otwórz. Wpisz adres. El i fał e en a te i o en kropka pe el. I co widzisz?

Zobaczyłam. Kalendarz szybciutko wzrokiem przebiegłam, by kolizje wykluczyć... staż jeden, drugi, superwizje, Mindell w Warszawie, WorldWork... bingo!

Jedziemy! 12 maja 2014 na koncert Petera Gabriela do Łodzi! Trzeci nasz koncert Petera. Klamka zapadła. Wczoraj przed północą kupiliśmy bilety. Założę się, że Biko usłyszymy na żywo też po raz trzeci... A póki co, kotły, smyki i dęciaki... no, nie umiem się powstrzymać.

Peter Gabriel, Biko.

You can blow out a candle
But you can't blow out a fire
Once the flames begin to catch
The wind will blow it higher

piątek, grudnia 06, 2013

(905+9). Jeszcze całkiem ciepłe słowa zimową porą

Śnieżyca:
(zagrała pierwsze skrzypce, spowolniła Warszawę tak,
że aż mogła unieważnić plany i Sadownika, i Jabłoni
)

Sadownik i Jabłoń:
(zostali obdarowani wolnym wieczorem)

Śnieżyca:
(nie zatrzymała połączeń telefonicznych)

(pisu, pisu, dryń, dryń, a w efekcie)
Gepardzica, Smoku, Sadownik i Jabłoń:
(przy jednym stole siedzieli)

Jabłoń:
(zagadała się z gośćmi okrutnie przyjemnie,
zapomniała o jabłkach w piekarniku,
a gdy sobie o nich przypomniała, okazało się,
że jabłka kształtu już nie miały siły utrzymać
)
Za późno je wyjęłam...
(dodaje ze skruchą)
...powinny wyglądać jak jabłka.

Smoku:
Jesteśmy ludźmi z wyobraźnią.

Jabłoń:
(pozostała w zachwycie, że od teraz już na zawsze
ma cudne alibi na swoje kuchenne wyczyny
)
Ja gotuję tylko dla ludzi z wyobraźnią!

913. Zatrzymana śmiercią Nelsona Mandeli

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z samego rana dowiedziałam się, że odszedł Nelson Mandela. Uznałam, że to czas najwyższy, by ze stosiku książek, co wciąż przede mną, wyjąć tę, co całkiem na spodzie od jakiegoś czasu leży. Kupiłam ją pod wpływem impulsu. Autor tak pięknie o niej opowiadał w radiu. Miał głos wrażliwego, doświadczone człowieka. Człowieka, którego sposób patrzenia na świat aż chce się spotkać na kartach książki. Wielowymiarowość tekstu — Mandela, piłka nożna, czarownice — bardzo chciałam się dowiedzieć, jakim cudem dało się to wszystko połączyć w jedną opowieść. Szczególnie te czarownice i Mandela. Mandela i czarownice.

Książka na samym dnie przeleżała dobrą chwilę, bo z drugiej strony uprzedzenia dziwnej natury trzymały mnie od niej z daleka. Okładka zniechęcała, sugerując nieczuły, historycznie obiektywny tekst. Po co ja kupiłam tę książkę? Kaprys to chyba był. Nazwisko Autora. Twarde. Wycofane. Niewróżące otwartości czy myśli wartych dostrzeżenia. Po co ja kupiłam tę książkę? Kaprys to był na pewno.

Mandela. Tak. Z myślą o nim sięgnęłam po tę książkę i poszłam na moją „niedzielną” kawę podawaną w dniu nazywanym przez innych ludzi piątkiem. Jasny gwint! Wsiąkłam. Coś mnie tknęło, gdy o dalekopisach zaczęłam czytać. Czyżby ta „choroba” łapała wielu ludzi? Dalekopisy... dalekopisy... kulki w głowie zderzyły się i zaczęłam się śmiać. Rany boskie, nie z tego świata jestem. Nie przywiązuję żadnej wagi do nazwisk, koligacji, kto z kim, a co mnie to obchodzi, człowiek jest ważny. Przecież to Mąż Autorki, której książkę połknęłam w try miga. Noooo, teraz mi się wszystko zgodziło. Lekkość z jaką pisze; ciepło, które między literki upycha. Jaka twardość? Jakie wycofanie? — Pomyślałam. To musi być Mąż Autorki.

Czytam. Wolno, wolniej, najwolniej jak umiem, by na długo starczyło. Ta książka to żaden kaprys. Jej czytanie to niebywały przywilej. Obyśmy nigdy nie wątpili, a jeśli już to rozwojowo i jak najkrócej.

     — Wszystko, co zechcesz — powtórzyła, żegnając się bezwiednie znakiem krzyża na odgłos nowego grzmotu. — Jeśli chcesz, mogę zdobyć dla ciebie wszystko. Każdą kobietę, każdą nagrodę, każde marzenie.
     — Zapytałem, ile to kosztuje
.
     [...]
     — Ale ile musiałbym za to wszystko zapłacić?
     — Teraz zapłaciłbyś jak wszyscy. Pół tysiąca randów za wizytę. Ale kiedy zdobędziesz już to, o co prosisz, wrócisz do mnie i sam mi powiesz, ile to było dla ciebie warte.

*

Freedie Maake nigdy nie wątpił, że pojawił się na świecie, ponieważ Stwórca miał wobec niego jakiś szczególny zamiar. Umyślił dla niego zadanie do wykonania, coś, czego nikt inny nie mógłby zrobić.
     Freddie zresztą wierzył, że żaden człowiek nie rodzi się bez celu, dla każdego Pan Bóg przeznacza jakąś rolę do odegrania, coś wyjątkowego. Stwórca przecież nie trudziłby się zapełnianiem świata ludźmi bez planu, porządku i potrzeby.
     Problem w tym, tłumaczył Freedie, że stwarzając tak wiele ludzkich istot i w ogóle będąc tak zajętym sprawami świata, Pan Bóg zaczął zapominać, co komu przeznaczył. Aż w końcu uznał, że jedynym sposobem, aby temu zaradzić, będzie obdarowanie ludzi nie tylko życiem i wolną wolą, lecz także jakimś znakiem, pieczęcią, które sami muszą odkryć i zrozumieć, by spełnić swoje przeznaczenie.
     Ci, którym się to udaje, nie tylko znajdują powód do życia, ale do końca swoich dni cieszą się jego pełnią. Tym którym się nie udało, choć się starali, samo poszukiwanie nierzadko daje radość i spełnienie.
     Są też jednak i tacy, którzy nawet nie próbują szukać, niczego nie chcą odkrywać ani poznawać. Tych Freddiemu było zwyczajnie żal. Nie odnajdując w sobie wyjątkowych zdolności, w które zostali wyposażeni, tak naprawdę wcale nie żyją, lecz przemijają, przechodzą przez życie bez śladu.
     Najgorzej jednak według Freddiego mają ci, którzy odkrywają Boży zamiar i odnajdują powierzone im talenty, ale świadomie się ich wyrzekają lub je zaniedbują. Ci zasługują jedynie na pogardę, a nawet potępienie.

Wojciech Jagielski, Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

*

Mandela. Tak. Josh Groban. Tak. Szłam do niego ścieżką wydeptaną przez album Barbry Streisand Duets. Szybko dotarłam do piosenki Weeping. Uwielbiam ją za niebywałą energię, rytm, mądrość i złote nitki psychologii procesu, którymi połączone są frazy opowieści. Świat potrzebuje takich opowieści. Świat potrzebuje Nas.

Josh Groban & Vusi Mahlasela, Weeping.

czwartek, grudnia 05, 2013

912. GODny poranek

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(z samego rana w zachwycie,
że nic nie boli, nawet nie ćmi
)
Jak ten stan utrzyma się do wieczora,
to jestem bogiem.

Sadownik:
(na kanapce z Sukiem i czasopismem)
Co najwyżej boginią.
(pauza)
Bóg jest jeden...

Jabłoń:
(przypomina sobie, że w Sadowniku
tlą się jeszcze resztki chrześcijaństwa
)
Niech będzie.

Sadownik:
...i czyta gazetę.

(910+1). Suplement do wczoraj

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wieczorkiem. Sadownik zarządził. Zamknij oczy. Przykleić się Drzewku kazał do swoich pleców i przez całe Przytulisko powolutku przeprowadził, powtarzając co chwilę. Nie otwieraj oczu. A gdy doszli, gdzie dojść mieli, powiedział. Już! Oczom Jabłoni ukazało się piękno zaklęte w... śnieg!

Jabłoń:
(w zachwycie)
Kiedy to się stało?

Sadownik:
Jak byłem w sklepie.

(po chwili)
Heniutka i Sadownik:
(poszli na ostatni spacer,
Jabłoń patrzyła na nich przez okno
i stało się... szczęście
zwykłe, ale bezgraniczne
)

*

A dziś znów czekamy na śnieg. Ten wczorajszy zemdlał.

środa, grudnia 04, 2013

910. Z życia boksera

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kur mnie opiał! Szczęście palcem wskazującym mnie dotknęło! Cud mnie na łopatki powalił! Choć wciąż czuję się jak bokser po walce z obitą głową, to pierwszy raz od soboty naszła mnie myśl niebywale fantastyczna: co chciałabym jutro zrobić? W świecie „byle dożyć do wieczora” to ogromna zmiana jakościowa. Zdrowieję!

*

Łomolę, podśpiewując it's wonderful… nie przejmuję się, że reszta tekstu jest dla mnie tylko melodią… zostawiam tu ślad, by nie zgubić… historia tego człowieka też mnie urzeka...

Paolo Conte, It's Wonderful // Via con me.

wtorek, grudnia 03, 2013

(908+1). Po bitwie

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń nie była dębem... kolorem skóry na twarzy w pewnym momencie zabiegu przypominała Panu Doktorowi korę brzozy... dam radę, tylko zdejmę sweterek... bez sweterka usiedziała jeszcze tylko troszkę i nie dała rady, za gorąco, za słabo...

Ciśnienie było. 90/65. Gdy Pan Doktor tętna szukał, zażartowała: nie ma? A Pan Doktor na to łapiąc w kilku miejscach przegubu: no, nie ma. Za chwilę znalazł, więc twarde liczby uzasadniały drzewne istnienie.

Zaspawał Pan Doktor tyle, ile dał radę. Za sześć tygodni do kontroli. Może starczy. Wolałabym, by obyło się bez poprawek. Ból oka — dziwny, subtelny, nieprzyjemny i nieciekawy. Goi się przyrząd do patrzenia na świat, a ja ze sobą jak z jajkiem obchodzić się muszę.

*

Staruszko w tramwaju!
     Dziękuję za komplement, że taka młodziutka jestem. To miłe, choć nie do końca prawdziwe. Bardzo Cię proszę, Staruszko, w tramwaju niektórzy młodziutcy ludzie muszą usiąść, bo choć młodziutcy, to jednak ciut zepsuci. Muszą na siebie uważać, nie mogą się schylać, muszą ograniczyć okazje, by tramwaj szarpał ich ciałem. No więc, Droga Staruszko, gdy siedzisz w tramwaju naprzeciwko młodziutkiego człowieka, zobacz w nim ludzkie istnienie, a nie tylko młodość, na którą musisz pomstować, że tak źle wychowana.
     Dziś naprzeciwko Ciebie siedziałam ja, opiekun zaspawanego oka, nie czujący się najlepiej i nie mający siły, by z Tobą dyskutować.

niedziela, grudnia 01, 2013

(870+38). Przerwa techniczna

 wpis przeniesiony 9.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie na kawę. Nie na siusiu.
Jutro dzień spawacza.
Z samego rana spawamy siatkówkę oka.

Uprzejmie proszę starych Bywalców tego bloga,
również Tych, co śladu po sobie nie zostawiają,
o trzymanie kciuków.

Nosi Drzewko z lewa na prawo...
niby rozumie, że to tylko zabieg,
ale skrzypi i boi się ciut (eufemizm)...

...wróci tu, tak szybko jak się da.