Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kinowaSamotnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kinowaSamotnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, stycznia 15, 2017

2195. Elementarne elementy

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Znajdował się u mnie w tej samej nieznośnej przegródce co Słowacki i Mickiewicz. Różniło go od nich tylko to, że jeszcze żył. Jego nazwisko oznaczało dla mnie skręć, omiń, nie tykaj. Gdy zmarł, przez kilka dni towarzyszyło mi przemożne uczucie zdziwienia, przecież żył przez całe moje życie. Tyle o reżyserze.

*

No! Na takiego Lindę warto było czekać całe swoje życie, nawet jeśli świadomości czekania się nie miało. Umierającą sztukę aktorską obejrzeć, zachwycić się nią, pozwolić jej dotknąć się do samych trzewi. Tyle o aktorze.

*

Od siedmiu lat nie grano takiego czasu. Jabłoń, sprawna (!), sama w Przytulisku od wczoraj. Myła zęby, słyszała Heniutkę, zeskakującą z kanapy. Myła ręce, słyszała Sadownika, zamykającego balkon. Słyszała, choć wiedziała, że nie ma ich w domu. Czterdzieści osiem godzin wagarów. Tyle o widzce.

*

Jeśli uważasz, że kraj w ruinie, koniecznie. Jeśli ogarniasz termin per analogiam, i masz ochotę zobaczyć historię wiecznie żywą: lekcję po zmianach pani Zalewskiej, świat według Przyłębskiej i Ziobry, koniecznie. Jeśli chcesz zobaczyć ludzką bezmyślność przebraną za władzę, koniecznie. Jeśli chcesz zobaczyć miłość w nieromantycznej odsłonie, koniecznie. Tyle o filmie.

W sztuce i miłości można dać
tylko to, co się ma
.

*

Człowiek to zobaczy, co sobie uświadomi.
Powidoki, 2016.

Trzeba malować w zgodzie z samym sobą.
Jeśli was nie przekonałem,
zajmijcie się czymś innym
.

(tamże)

czwartek, marca 17, 2016

1722. Człowiekiem być, nie świętym

 wpis przeniesiony 20.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pokolenia X, Y, Z, itd. Nie o tym było to, co przeczytałam. Zadumałam się. Zdecydowanie bliżej mi do pokolenia AIDS niż do jp2, bo samemu polskiemu świętemu, według mnie, zdecydowanie bliżej do ludobójcy w białych rękawiczkach niż świętości.

Do wczoraj nie miałam pojęcia o osobie Larry’ego Kramera. Do wczoraj nie miałam pojęcia o sztuce i scenariuszu filmowym, które napisał. Był Świadkiem heteronormatywnej megaobojętności. Jest Aktywistą społecznym. Film Odruch serca (oryg. Normal Heart) — jak dobrze, że go nie przegapiłam.

Bały się mnie [inne dzieci]. Nadal przerażam ludzi. […]
Ja też przerażam ludzi.
Naucz się to wykorzystywać. Nie wszyscy muszą cię kochać i popierać.

Odruch serca, 2014.

Jestem jednak zwierzem książkowym i po obejrzeniu filmu myślę też Gardell (I), Gardell (II), Gardell (III). Świat potrzebuje ludzkich ludzi, nie ideologii.

niedziela, stycznia 31, 2016

(1644+5). Film wyjęty z książki, a potem dwa filmy

 wpis przeniesiony 19.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O istnieniu i pracy Pawła Łozińskiego dowiedziałam się przy okazji czytania Polityki nowotworowej. Zapragnęło mi się obejrzeć jego film Chemia (2009). Gdzie znaleźć film dokumentalny z 2009 roku? Trwało.

Znalazłam. Wczoraj. Bez reklam. Odkryłam dla siebie Ninatekę. Odkryłam też dwa fantastyczne męskie filmy.

Trzeba obejrzeć oba. Ta sama podróż. Ci sami ludzie. Ale… dwa różne montaże. W obu filmach… miłość — niełatwa, prawdziwa i bardzo po męsku czuła. Najpierw Ojciec i syn Pawła Łozińskiego (tu), syna. Potem Ojciec i syn w podróży Marcela Łozińskiego (tu), ojca. Samej sobie robię smaka, choć już widziałam oba. Dwa razy każdy.

Ojciec i syn, 2013, zwiastun.

*

Paweł Łoziński w drodze z Ojcem i synem.

piątek, października 02, 2015

1487. No, nie!

 wpis przeniesiony 16.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tradycyjnie już chyba. Polazłam na premierę filmu. Chemia. Noooo. Dawno się tak nie wkurwiłam w kinie. To fantastyczny film dla mężczyzn, którzy nie lubią kobiet — dzięki temu obrazowi znienawidzą je do końca.

To film o ekstremalnym egoizmie obleczonym w kobiece ciało. Egoizmie, który bardzo sprawnie można usprawiedliwić chorobą.

…jesteś dorosły, kurwa!
to nie znaczy, że wszechmogący…

*

…jak wygląda martwa natura z życiem w środku?

*

kobieta bez piersi jest
[on:] …jak żaba bez roweru
[ona:] …jak kościół bez diabła…

*

— Nie boisz się?
— Nie.
— Zazdroszczę ludziom bez wyobraźni.

*

— Nie bój się. Kochaj!
— Kochasz?
—Kocham.

Chemia, 2015.

środa, lipca 01, 2015

(1263+108+1). Kotku, co masz w środku?

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Cześć, Strachu na Wróble — powiedział dziś do mnie kolega.

*

Moja Nauczycielka powiedziała dziś:
     — Strach na Wróble? Wspaniała postać ze snu!

*

Strach na Wróble. Jakieś skojarzenia? Usiadłam i w ramach jednego posiadu obaliłam film, który planowałam obejrzeć od wielu, wielu miesięcy. Mam w sobie i Dorotkę, i Stracha na Wróble, i Blaszanego Drwala, i Lwa.

Ten film — mógłby być moim dziadkiem lub co najmniej ojcem — dziś był dla mnie opowieścią o uczeniu się siebie, o zdobywaniu siebie, o odkrywaniu siebie. Nieustająco. I wciąż od nowa.

Fragment klatki z filmu Czarnoksiężnik z krainy Oz, 1939.

sobota, września 06, 2014

1125. Powrót widzki

 wpis przeniesiony 11.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wyrwałam się wczoraj na samotnię kinową. Ze zgrozą stwierdziłam bowiem, że zaniedbałam ten dobry nawyk — wybierania samemu, „iścia” samemu, bycia samemu. Wypatrzyłam cykl Oczami kobiet. Uznałam go za świeży, by po godzinie wyjść z wielkiego błędu, bo on ma miejsce w stolicy od wielu, wielu lat. Poszłam na film Hotel (2013). Wróciłam poruszona niebywale, mówić z wrażenia nie mogłam.

Podobno jakiś krytyk-idiota napisał, że to pogodna powiastka o wychodzeniu z traumy. Gratulowałam panu idiocie, że załapał z filmu jedynie kilka absurdalnych scen, których moc polegała na tym, że obnażały stereotypowe myślenie, a przy okazji dawały widzom chwile oddechu między jedną a drugą trudną sceną. W zasadzie o czym jest ten film? A to zależy od tego, jak się na niego spojrzy. Dawno nie widziałam filmu, który może być odebrany na tak wielu płaszczyznach.

Wersja I: patriarchat po polsku. Tak, tak, niech kobiety obejrzą ten film jako przestrogę, że jak się wszystko ma, jest się spełnioną kobietą prywatnie i zawodowo, to musi los zesłać karę. No i zesłał! Polska kobieto, skoro już poszłaś do kina, to zastanów się nad sobą.

Wersja II: kobieta w patriarchalnym społeczeństwie. Dopasowała się. Kobieta sukcesu umysł w męską kratkę uformowała — wszystko zaplanowane i pod kontrolą. Gdy więc życie wymyka się planom i kontroli, można tylko spaść na dno, na którym będzie trzeba poszukać siebie.

Wersja III: europejska. Rozmarzyłam się nad tym, jakim musielibyśmy być społeczeństwem, by taki film mógł powstać w Polsce. Pięć głównych bohaterów, pięć niezamkniętych historii, pięć pragnień, z którymi czas się pożegnać lub przystąpić do realizacji. Film dotyka wielu tabu... traum różnego rodzaju, dania sobie czasu, pragnień seksualnych kobiet dojrzałych czy męskiego niewyrabiania się w męskim świecie. Dla mnie — być może dlatego, że kinowo raczkuję — to niebywały majstersztyk, choć wyjątkowo ciężki. Zachwyciła i została w mym sercu Jill Ung w roli Marie, której niestety bardzo mało w zwiastunie, gdy jest najpiękniejsza i wyjątkowo zmysłowa (1:03). Nieefektywne jest moje rozmarzenie, ale jest i radość, że choć takich filmów nie robi się w Polsce, to przynajmniej można je, póki co, oglądać.

Jill Ung (źródło)

zdarzasz się dwa razy i więcej,
na każdego coś czeka
...

środa, czerwca 04, 2014

1054. Kinowa samotnia w duecie (inauguracja)

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie umiem oglądać filmów. Często zasypiam. Potrafię zapytać w ostatniej scenie na widok głównego bohatera: a to kto? Kinematografia nie ma ze mną łatwego kontaktu. No chyba, że sama wybiorę film. Niech dotyka jakiegoś problemu społecznego, niech dotyka pasji, człowieczeństwa, wówczas wsiąkam. Oglądam na wstrzymanym oddechu, serce w trakcie trwania projekcji rośnie mi i rośnie.

Może w tym tygodniu pójdę na samotny seans? Pomyślało mi się wczoraj. Rzuciłam okiem w repertuar ulubionego kina. I nie było zmiłuj. Może będę siedzieć po nocy nad pracą, ale ten film muuuuszę w duecie obejrzeć. Niczym sześciolatek nie rozumiałam słowa jutro czy pojutrze. Dziś! Zamówiłam bilety. Odczekałam na Sadownika. Jak nigdy, zaordynowałam niespodziankę, buciki i kurteczkę wkładać nakazałam. Pary z ust nie puściłam. Za rękę we właściwym kierunku poprowadziłam. Pooooszli!

Sadownik:
(domyślił się, że kino)

Jabłoń:
Tak, ciągnę Cię na romansidło! Nic się nie zmieniło,
jedyne co mnie w życiu interesuje to miłość.

Sadownik:
(warunki szybszego wyjścia z kina negocjował,
bo doskonale zna preferencje kinowe Drzewka
)

(za pół godziny ruszył seans)

Jabłoń:
(przeryczała cały film, najpierw ze wzruszenia,
że udało się Sadownikowi zrobić niespodziankę,
a potem z zachwytu
)

To był wspaniały wieczór.

Co nas kręci?

klatka z filmu Co nas kręci (ang. Why we ride)
reż. Bryan H. Carroll, 2013.

Podróż tworzą postoje, nie jej cel.
*
Każdy motocykl ma duszę. On żyje.
*
Moje najlepsze wspomnienia dzieją się teraz.

niedziela, maja 25, 2014

(1041+3). Vivian, niech On tylko wróci!

 wpis przeniesiony 10.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jakbym wyczuła, że Student w piątek będzie tak towarzysko zagoniony, że swej żonie w przypływie nieustającej miłości, zamiast zadzwonić, wyśle wieczorem esemesa z jednym zaledwie słowem „dobranoc”. Ale pamiętał!

Ja też nie próżnowałam. Dobrze się bawiłam. Poszłam na kinową samotnię. Wyszłam z filmu, a gdy Sadownik odmeldowywał się, że już w Krakówku, poinformowałam go, że jest film, na który koniecznie musimy iść razem. O fotografii. O kobiecie.

*

Zrozumiałam w zeszłym tygodniu, że pytanie: „A Ty, czego chcesz?” jest pytaniem, które gdy z należytą atencją potraktowane, jest nie tylko głębokie i śmiertelnie poważne, ale również wyjątkowo intymne. Zadając je dotykamy czegoś kruchego, co właśnie próbuje się przebić do świata i światła. Trzeba być bardzo ostrożnym.

„Chcę tego i tego, ale na tym nie da się zarobić…” jest odpowiedzią, którą słyszę nad podziw często, zbyt często. Tak, rozumiem. Nie da się zarobić dziś. Być może nigdy nie da się na tym zarobić. Ale wciąż jestem bardzo ciekawa, dlaczego jako dorosły człowiek nie możesz robić rzeczy, na których nie będziesz zarabiać. Życie nie składa się tylko z zarabiania, oszczędzania i wydawania pieniędzy. Życie to dużo, dużo więcej.

*

Film. O fotografii. O kobiecie. O pasji. O odpowiedzi na pytanie, którego nie musiała sobie zadawać zbyt często. W każdym razie o innej odpowiedzi.

Zdjęcia Vivian Maier oglądaliśmy na wystawie razem z Sadownikiem tydzień temu. Warto. Ale film warto jeszcze bardziej. Niech no tylko Student wróci.

*

(Vivian Maier, autoportret, źródło)

środa, lipca 31, 2013

811. Zaskakujący efekt

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W krew weszło. Kompromisów nie wymaga. Oddech daje. Przemyślenia, zachwyt rodzi. To wszystko choć nie minął jeszcze pierwszy rok uprawiania samotni kinowej... sprawdziłam.

W poniedziałek, gdy Sunix była ledwo żywa po obozie, bez wyrzutów sumienia zostawiłam Henię w domu i pomknęłam do kina. Psychiatrzy... muszę to zobaczyć. Thriller... niech będzie. Panaceum... poszłam.

Intelektualnie chwilami ociężała trochę nie rozumiałam końcówki obrazu... nie mogłam się zdecydować... rozczarowana?... do domu wróciłam.

Gdy intelekt raczył mnie dogonić, dotarło do mnie, że tłumacz tytułu wpuścił mnie w maliny. Prawie dobę panaceum w filmie... szukałam.

Rzeczywisty — bez zapędów tłumacza — tytuł filmu to Efekty uboczne.
Dopiero wtedy mi się zgodziło. Puenta doskonała — zaskakujący efekt uboczny. Pomysłem zachwyciłam się.

*

Życie to niebywały efekt:
     a) uboczny,
     b) specjalny.

Przyszło mi do łba.
Ot, taki krótki test na opty/pesy-mistów,
rodem z niewymagających czasopism.

*

W zwiastunach, ostatnimi czasy, najbardziej zaskakuje mnie to, że opowiadają zupełnie inne historie niż te przedstawiane w filmach. Ciekawe.

wtorek, lipca 23, 2013

805. Anarchistka w kinie

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Afternoonka wieczorową porą odnotowała. Przy porannej kawie odnotowałam, że Afternoonka odnotowała. Afternoonki zachwyt jest dla mnie ważnym zachwytem. Sprawdziłam. Grają, ale późno... Ostatni wieczór z Sadownikiem zanim wyjedzie na szesnaście dni. Minął dzień. Sadownik wyjechał. Grają, ale wciąż późno... Kudłatej wieczorny spacer przesunąłby się i skrócił drastycznie. Minął dzień. I jeszcze jeden. Poszłam.

Tak pięknych zdjęć w filmie chyba jeszcze nie widziałam. Tak niesamowitej muzyki dawno nie słyszałam. A historia? Straszna. Egoizm matki. Poświęcenie córki. Zaszczucie społeczne. Ten film budzi we mnie anarchistkę w kategorii rodzina. Ciocia — Ona mnie zachwyciła!

Parafrazując Ciocię, która powiedziała:
myślisz, że nie mam życia, bo nie wyszłam za mąż?
mogłabym zadać pytanie:
myślisz, że nie mam życia, bo nie mam dzieci?
ale nie zadam, bo znam odpowiedź.

poniedziałek, lipca 01, 2013

(780+2). I wszystko wiadomo

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziewictwa Sadowniczego przy okazji oglądania filmu w kinie szukałam.
Wróciłam do domu nie wiedząc, w którym miejscu je zgubił.

*

Stojąc metr ode mnie widzisz inną tęczę niż ja.
Każdy z nas widzi swoją, własną tęczę.

z filmu Koniec czasu. Wszystko zaczyna się teraz.
reżyseria: Peter Mettler

*

Jabłoń:
Gdzieś ty to dziewictwo stracił?

Sadownik:
Po raz pierwszy w życiu zasnąłem w kinie...

niedziela, czerwca 30, 2013

780. Męskie dziewictwo w kinie

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(dzwoni do...)

Sadownik:
Słucham.

Jabłoń:
W zasadzie to ja nie dzwonię do Ciebie,
tylko do fotografa w Tobie.
Myślę, że warto by poszedł do kina na film.
Grają go już tylko dziś i jutro. Ty pójdziesz dziś, ja jutro.

(po seansie, po pracy, po obiedzie)

Jabłoń:
Jakbyś miał opisać ten film jednym słowem,
to jakie ono by było?

Sadownik:
Jednym słowem się nie da.

Jabłoń:
No to dwoma...

Sadownik:
Straciłem dziewictwo.

Jabłoń:
(chichocze)
To ja też jutro stracę?

Sadownik:
Tego nie wiem, ale chichoczesz, jakbyś miała ochotę...

Jabłoń:
(stara się nie umrzeć z ciekawości i mamrocze pod nosem)
Byle do jutra, byle jutra...

piątek, czerwca 28, 2013

(776+1). Bezdzietność... i kobiety

 wpis przeniesiony 7.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie płakałam na filmie. Mogłam być dumna, że nie żyję w państwie wyznaniowym, że w moim kraju kobiety są podmiotowo traktowane, mogą nie tylko jeździć na rowerach, mogą wszystko — po ulicach same chodzić, w kapeluszach i bez...

Nie płakałam. Mogłam być dumna, ale nie byłam. Pomijając fakt, że prawo naturalne czy boskie w polskich dyskusjach społecznych argumentem jest najwyższym, odkryłam smutny mechanizm potwierdzony empirią.

Obrzezanie kobiet, choć wymyślone przez mężczyzn, ma stałe orędowniczki w... kobietach. Postacie kobiet-nauczycielek w filmie należą do tego samego klubu wspierających przedmiotowość kobiet. Moglibyśmy z pogardą stwierdzić, że takie rzeczy dzieją się tylko w niecywilizowanych krajach, nie u nas.

Przebiegłam swe dorosłe życie pamięciowym truchcikiem i okazało się, że moja bezdzietność tylko kobietom przeszkadza. Mężczyźni mówili zwykle coś w stylu „rób, co chcesz, to twoje życie” lub stwierdzali otwarcie, że takiej kobiety jak ja za żadne skarby by nie chcieli. Nie było dramatu, ja za nich też grosika bym nie dała. Obrzucały mnie błotem tylko... kobiety. Smutne, prawda? Pomyślałam o kobietach, które na tym blogu dały czadu, by należeć do tej niechlubnej grupy kobiet. Na myśl przyszły mi tylko słowa Dziewczynki z filmu:

Dogoń mnie!
Jeśli dasz radę.

*

Film. Pogodny. Pozostałam z marzeniem, by mężczyźni z łatwością odnaleźli drogę do chłopca-bohatera filmu, którego wewnątrz siebie mają; by kobiety odkryły w sobie Wadjdę — dziewczynkę, która nie tylko marzyła. Tylko takich Ludzi wart jest ten świat...

kadr z filmu Dziewczynka w trampkach
scenariusz/reżyseria: Haifaa Al-Mansour

piątek, października 19, 2012

575. Kronikarsko

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Wróciłam do przerwanego eksperymentu. Dziś 8/12. Wybrałam. Bestie z południowych krain. Pierwszy raz przed pójściem do kina poszukałam zwiastuna. Obejrzałam go. Przeczytałam mini-opisy. I?

I byłam na innym filmie niż wszystkie przeczytane opisy sugerowały, na głębszym, szerszym, innym niż zwiastun. Ten film jest przestrzenną opowieścią o życiu, śmierci, sensie, racji, definiowaniu świata, etycznych aspektach definiowania życia innym, naturze życia, wierze, oddechu... I?

I równie dobrze ktoś po obejrzeniu tego filmu może powiedzieć, że ten film jest jeszcze o czymś innym. Jednego jestem pewna, że jest to film usiany drobiazgami, za którymi ukryte są wielkie sprawy... Niech Was nie zmyli ta śliczna dziewczynka! To historia naszpikowana dylematami... przed którymi nie chcemy stawać.

...powiedzieli, że przyszli tutaj dla naszego dobra.
Mocna kwestia. Dzięki temu po raz pierwszy usłyszałam to zdanie tak dobitnie, że zobaczyłam jak wiele było w mym życiu sytuacji, gdy moje dobro często lądowało jako argument, ostatni, bo więcej już nie było. Z perspektywy czasu, w większości przypadków nie o moje rzeczywiste dobro chodziło...

...Wszyscy tracą to, z czego powstali.
Mocna kwestia w kontekście rodziców. Mocne w kontekście dojrzewania jako istota ludzka, która ku jakiejś pełni zmierza.

...I'm a little piece in the
big, big Universe
...

...You're a little piece in the
big, big Universe
...

wtorek, września 18, 2012

552. Siódemka

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Wczoraj Brr kończył 27 lat. Zaczęłam pisać do niego tymi słowami: Gdy byłam w Twoim wieku, ważne rzeczy miałam już za sobą. Gdy byłam w Twoim wieku, wszystko co najważniejsze było przede mną. A gdy skończyłam pisać — z przekonaniem, że wszystko co najważniejsze, wciąż przede mną — poszłam do kina na film, który pyta, nie udziela odpowiedzi, za to żąda, by znaleźć w sobie ruch, uczucie zapomniane, głęboko ukryte.

*

Jutro na warsztat, do niedzieli. Samotnię mogłam więc uruchomić tylko wczoraj. Część 7/12. Początek drugiej połowy. Przestaje to być eksperyment. To raczej rytuał niezbędny do życia. Okno na świat. Przestrzeń do spotkania siebie. Czas, gdy pozwalam wrażeniu wsiąkać we mnie. Luksus prawdziwy. Zagubione w poszukiwaniu sensu piętnaście złotych polskich. Jak ja mogłam żyć bez kina?

Wczoraj. Mała studyjna salka i... Czas, który pozostał. Samotność człowieka w tłumie. Trudna miłość do znaczących ludzi z dzieciństwa. Wewnętrzne dziecko. Ważne wspomnienia. Dylemat w centralnej części ekranu, gdy widz do fotela przykuty na dobre. Jedno z rozwiązań pokazane, by sprawdzić się istot ludzki w nas mógł, czy w swojej racji i słuszności zabetonowany, a może otwarty na spotkanie drugiego człowieka... w sobie, na tę oczywistą nieoczywistość. To nie dramat, to konfrontacja.

*

Scena z niebieską piłką... Najważniejsze w tym filmie jest pomiędzy klatkami... Zatęskniłam za Babcią, jakiej nigdy nie miałam, choć głęboko wierzę, że właśnie dziś taka mogłaby być.

wtorek, września 04, 2012

546. Witaj wśród Nosicieli!

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Eksperyment. Część 6/12. W moim przypadku nie jest sztuką iść na dramat. Sztuką jest iść samemu na thriller. Poszłam. To był thriller tylko formalnie, choć gotowa byłam się bać pełnometrażowo. Na moje szczęście to był thriller... — Najsamotniejsza z planet — thriller psychologiczny, jeśli w ogóle taka kategoria istnieje.

*

Czy można sfilmować milczenie, co między kobietą a mężczyzną zrodzić się potrafi? Można.

*

Doszłam do jednego wniosku po tym filmie.

Jesteśmy nosicielami historii. One nas
kształtują, rzeźbią, odciskają na nas swoje piętno.

Szczęśliwi ci, którzy mogą je opowiedzieć.
Szczęśliwi ci, co usłyszeć je potrafią.

*

Kwestie podejrzanie cudnie tłumaczone. Zgodnie z regułami gry, np.: „I take my bitch to the beach” przetłumaczono na „mój mocz ma moc”. Wydało się na koniec filmu... Stanisław Barańczak. Można było zgadnąć.

*

Ognisko. Ona uczy Gruzina piosenki po angielsku. Ona śpiewa, pozostawiając mu do wykonania refren: miau, miau. A piosenka tradycyjna, dziecięca, Señor Don Gato, o rozkosznym wstępie do kolejnych kocich narodzin, bo jak wiadomo kot ma „żyć” dziewięć sztuk.

*

wtorek, sierpnia 28, 2012

539. Jabłoń i Akacje

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Gdy wczoraj w ciągu dnia Heniutka zasłużenie odpoczywała po seminarium, wykorzystałam ostatnią okazję w tym tygodniu i poleciałam na cotygodniową część mojego eksperymentu. To już 5/12. Padło na Akacje.

Skąpe dialogi. Mało rekwizytów. Długie sceny. Tylko gesty. Spojrzenia. Niewerbalne ludzkie pogaduchy. Opowiadana bez słów przeszłość. Widok niewidocznych, ale wyczuwalnych blizn po głębokich ranach niefizycznych. Męski film. Męskie milczenie. Rubén w ostatniej, długiej scenie chwyta widza za serce. Wyciąga z niego pamięć o momencie, gdy oglądający film sam stał na krawędzi świata ponownego „bycia z kimś”. Z widza... byłam jedynym na tym seansie.

Gdy miesiąc temu zaskoczyłam w temacie kinematografia, obejrzałam w końcu i do końca film Kobieta i mężczyzna. Pomyślałam wtedy, że takiego kina już nie ma — kina długich scen, wymownego, długiego milczenia, tysięcy klatek, które zachwycają niby nic nieznaczącymi chwilami... No więc, jest! Akacje. Subtelniejszy. Jeszcze bardziej oszczędny w słowa. Męsko piękny.

środa, sierpnia 22, 2012

(532+2). du not lajk

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

jeden człowiek drugiemu mijając mnie powiedział:

...to jest wypadkowa lajków, szerów i komentarzy...

dlaczego mam nieodparte wrażenie od miesięcy, że wraz z biegiem lat odklejam się od tej nierzeczywistej rzeczywistości czy już może rzeczywistej nierzeczywistości... od ilu lajków nasze życie ma sens? od ilu szerów istniejemy? ile komentarzy pozwala nam uwierzyć, że mamy coś do powiedzenia? Skąd ta uporczywa myśl, że żyję na krawędzi upadającego Rzymu XXI. wieku?

*

Mały eksperyment zakończony. Trzy dni deprywacji „czytania”. Żadnej książki w autobusie. Żadnej w tramwaju. Żadnej w kolejce. Nie czytałam nic przez 48 godzin. Nic. Tylko gapienie się na życie. Przerosło mnie.

*

Dobiłam się dzisiaj filmową częścią 4/12. Zapomniałam, że dramat rosyjski to dramat do potęgi dwunastej. Tak też było. Kilka razy zamknęłam oczy, zatkałam uszy. Wyszłam z kina, jakbym obuchem dostała po głowie. Czym jest Portret o zmierzchu? Metaforą o skomplikowanie przecinających się wielu płaszczyznach? opowieścią o obumarłym zalążku męskiej delikatności? historią kobiecej samotności w obliczu przemocy? smutną opowieścią o stawaniu na własnych nogach? o świadomym spotkaniu kata? o beznadziei pragnącej zrozumienia? Jedno jest pewne, niech nie zmyli Was zwiastun.

piątek, sierpnia 17, 2012

530. Do kina czy na film?

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Eksperyment na ludziu: część 3/12. Coś, czego nigdy nie robiłam, co zrobiłam na próbę, powoli przepoczwarza się łagodnie w nowy, rozwijający nawyk.

Chodziłam do tej pory do kina ze względu na ludzi, z którymi szłam. Dla nich. Po to, by z nimi zatopić się w tej samej formie ruchomego koloru i dźwięku. Tak, czy inaczej, dla nich. Teraz chodzę dla filmu. Zabieram siebie i oglądamy zupełnie inne światy zupełnie innymi oczyma. Wybieram film. Też jakoś zupełnie inaczej. Nie konsultuję, bo przecież wybieram tylko dla siebie. I to chodzenie też jakieś zupełnie inne. Niby ten sam łańcuch aktywności: idę, kupuję bilet, siadam, oglądam, wracam. Jednak gdy się to robi samotnie, to proceder ten przemienia się w... rytuał, święto... święty czas.

Tym razem wybrałam dokument, bo bardzo lubię tę formę... jest taka bardziej rzeczywista. Mistrz tańca powraca. Aż trudno uwierzyć, że można mieć aż tyle i nie być tego świadomym, nie cieszyć się, nie rozwijać, przepuścić, rozmienić na drobne wszystko, co się ma, bo patrzy się ślepo tylko w jeden punkt.

Film, a raczej wrażenie, które po sobie pozostawia, jest dobrym pretekstem, by upewnić się, czy nie gapimy się ślepo w jeden punkt. Jest dobrym momentem, by docenić to kim się jest właśnie w tej chwili. To dobry moment, by poczuć wdzięczność, że właśnie dziś, właśnie teraz, mogę siedzieć przy biurku, słuchać ulubionej muzyki, czuć psie ciepło na stopach... i pisać... i cieszyć się, że tylko 48 godzin zostało. Wielu ludziom zawdzięczam to, że ja, że tu, że właśnie teraz...

niedziela, sierpnia 12, 2012

526. Moja samotnia

 wpis przeniesiony 3.03.2019. 
 (oryginał bez twardych spacji) 

Eksperyment na ludziu: część 2/12. Tym razem padło na Hasta la vista! Zakochałam się w kinie, które mam prawie pod nosem. Nie ma reklam. Pięć minut przed seansem jako pierwsza widzka kupiłam bilet i pani w okienku zapewniła mnie, że i tak będą grać. Szczęka opadła mi do ziemi. Jutro pędzę wykupić kartę wielbiciela.

Chyba dziwnie oglądam filmy. Oczywiście, trochę jest o tym, o czym w filmowym podczytniku, czy zwiastunie — bohaterzy ci sami i sceneria też. Jednak najbardziej dotykają mnie i w pamięci pozostają inne sceny, gesty, chwile, wątki, słowa. To film o pragnieniach, z których seks jest takim, nooo, najbardziej tycim, tycim. I te pragnienia są ukryte w ułamkach gestów, spojrzeń... cudnie zagranych. A Claude? Jej spokój? Do zarażenia się! I jak się uśmiecha!