Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bele-trele-healing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bele-trele-healing. Pokaż wszystkie posty

sobota, marca 07, 2020

3732. Słuchy do góry, już zawsze!

Gdybym miała czas i  pewną dozę cierpliwości — nie mam — przejrzałabym ostatnie dwieście przeczytanych książek i znalazłabym tę, z której wyjęłam fakt istnienia Wodnikowego Wzgórza. Nie zrobię tego, zbyt leniwa jestem, choć ciekawość mnie ciut żre. Pamiętam tylko, że natychmiast po zaistnieniu wspomnianego faktu, zaznaczyłam książkę do upolowania i po kilku miesiącach „upolowała się”. To było prawie półtora roku temu.

Miesiąc, a może dwa temu Smoku wspomniał o Wodnikowym Wzgórzu, co natychmiast przesunęło książkę na szczyt stosiku książek do przeczytania — w końcu z panem Bukowskim też poznał mnie Smoku i dobra jest ta znajomość. Kilka książek wepchnęło się bez kolejki i dopiero tydzień temu sięgnęłam po tę wspaniałą opowieść. W ten sposób — wydana w oryginale w roku 1972, po polsku w 2016 roku — Frysie na wzgórzach! — książka ta dołączyła do moich najważniejszych książek roku 2020. Na miłość fryską, leczy i podnosi mnie z magiczną łatwością!

     — […] Śmieszne, że ty jesteś przerażony na myśl o pozostaniu, a ja na myśl o wyjściu stąd. Tu lisy, tam łasice, w środku Piątek, koniec z nudą trosk!

*

     — Pozwolisz, że dam ci radę… — zaczął Czubak.
     — Jeżeli zostaniemy tu choć chwilę dłużej, to nie uda mi się jej posłuchać — odparł Leszczynek
.

*

Jakaś malutka część mojej istoty zniosła mnie w bok.

*

To, co dziś dowiedzione, było
niegdyś tylko przypuszczeniem
.

// William Blake

*

     — Bardzo są mili i dobrzy, ale powiem ci, co mnie w nich uderzyło. Oni są wszyscy straszliwie smutni. Nie wiem dlaczego, skoro są tacy wielcy i silni i mają taką piękną królikarnię. Ale przywodzą mi na pamięć drzewa w listopadzie.

*

Prawda o królikarni uderzyła w nich jak grom. Zespolili się mocniej, polegając na swoich możliwościach i doceniając je odpowiednio. Wiedzieli teraz, że życie ich zależy jedynie od tych możliwości, i nie zamierzali marnować niczego z tego wspólnego dobra.

*

Cały czas jednak, jak kropla wody, która wzbiera powoli, aż staje się tak ciężka, że spada z gałązki, myśl o tym, czego chcą, stawała się coraz wyraźniejsza i jednoznaczna.

*

Nie uświadamiamy sobie światła dziennego jako czegoś, co usuwa mrok. Światło dzienne, nawet wtedy, gdy słońca nie zasłaniają chmury, wydaje nam się po prostu naturalnym stanem ziemi i powietrza. […] Potrzebujemy wody, choć nie zaraz wodospadu. Kiedy się trafi, to bywa czymś nadzwyczajnym, przepiękną ozdobą. Potrzebujemy światła dziennego i w tym rozumieniu jest ono czymś użytkowym, ale nie potrzeba nam poświaty księżycowej. Kiedy się pojawia, nie służy żadnym potrzebom. Dokonuje przemian.

*

Nie lubię prostych linii, robią je ludzie.

*

     — Przeżyliśmy wiele niebezpieczeństw — odezwał się. — Każda nowość wydaje się nam groźna.

*

[…] wszystko kryła jeszcze przyszłość, której nikt nie mógł przewidzieć.

*

     — Ach, Leszczynku, byłem tak zmęczony i zmieszany, że zacząłem wątpić, czy wiesz, dokąd idziemy — rzekł Ostrężnik, podchodząc do niego i omijając po drodze kałużę. — Słyszałem cię we wrzosach, jak powtarzałeś „już niedaleko”, i denerwowało mnie to.

*

Można ukryć ogień, ale co robić z dymem?
// Joel Chandler Harris

Richard Adams, Wodnikowe Wzgórze, ilustr. Aldo Galli,
przeł. Krystyna Szerer, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

Po raz pierwszy Leszczynek zdał sobie sprawę z tego, jak wiele stracili, wyruszając w drogę. Nory i tunele starej królikarni stają się z czasem gładkie, zaciszne i wygodne. Nie ma w nich odłamków drzewa ani szorstkich narożników. Wszystko przepojone jest wonią królików — wielkiej, niezniszczalnej fali królikostwa, która niesie każdego pojedynczego królika pewnie i bezpiecznie. Najcięższa praca została wykonana przez niezliczone prababki i ich towarzyszy. Wszystkie usterki naprawiono, wszystko, czego używają, wypróbowano. Deszcz spływa bez trudu i nawet zimowe wiatry nie przenikają do głębiej położonych nor. Żaden z towarzyszy Leszczynka nie parał się nigdy prawdziwym kopaniem.

(tamże)

czwartek, marca 05, 2020

3730. 65/366

nie szukaj rozwiązania — ono już tu jest.
zatrzymaj się — to jedyny sposób, by pójść głębiej.
tak się rodzi zachwyt chwilą — u mnie.

65/366

* * *

Kończę. Powolutku, nigdzie się nie śpiesząc. Leczy mnie ta opowieść. Zapada we mnie i karmi.

Nagle błysnęła mu odpowiedź. Te cienie nie były władne ani go odesłać, ani skrzywdzić bez jego zgody.

*

Próbujesz jeść trawę, której nie ma. Czemu nie pozwolisz jej wyrosnąć?

*

Widzicie czubek wielkiego głazu sterczący z ziemi. Jak daleko do jego środka? Trzeba go rozłupać. Wtedy będziecie wiedzieć.

Richard Adams, Wodnikowe Wzgórze,
przeł. Krystyna Szerer, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

* * *

[36. heksagram] W obliczu niesprzyjających okoliczności nie wolno biernie poddawać się siłom z zewnątrz ani się przed nimi wewnętrznie uginać. Można tego uniknąć, jeżeli jest się pełnym wewnętrznego światła, a na zewnątrz ustępliwym i elastycznym. Przy takiej postawie można przezwyciężyć największą niedolę.

I-Cing. Księga przemian, przeł. (na j. niemiecki) Richard Wilhelm,
przeł. Wojciech Jóźwiak, Małgorzata Barankiewicz, Krzysztof Ostas,
Latawiec, Warszawa 1998.

środa, września 18, 2019

3461. Skończony (V)

Kończona przed pechem, jeszcze na króciutkim urlopiku. Od lat na nadmorskie odpoczywanie zawsze zamawiamy jeden dzień padania od rana do wieczora. W tym roku nie tylko padało, ale i duło. Z kawusią w fotelu w tym czasie kończyłam przedostatni tom Ziemiomorza. Nie śpieszyłam się, a mimo to skończył się szybciej, niż myślałam.

Ciekawe, że przed pechem i po pechu te same cytaty chcę tu mieć pod ręką — ktoś we mnie nie połamał się wcale.

     — To mnie przerasta — rzekł.
     Stary człowiek przyglądał mu się chwilę w milczeniu.
     — Świat jest olbrzymi i niezwykły, Haro. Lecz nie większy i nie dziwniejszy niż nasze umysły. Pomyśl o tym czasem
.

*

     — To jest Mech — oznajmił Krogulec — czarownica. Posiada wiele zdolności; największą z nich jest dobro.

*

Na początku, no wiesz, u zarania dziejów, wszyscy byliśmy tacy sami, wszyscy ludzie i zwierzęta, i robiliśmy to samo. A potem nauczyliśmy się umierać i tym samym odradzać. Czasem jako ta sama istota, czasem inna. Nie ma to znaczenia, bo tak czy inaczej znów się umiera i odradza. Wcześniej czy później każdy z nas jest wszystkim.

*

Nazywam to wiedzą, w istocie jednak chodzi o tajemnicę. Czym różnimy się od zwierząt? Mową? Wszystkie zwierzęta potrafią się porozumiewać. Mówią do siebie: „chodź”, „uważaj” i znacznie więcej. Nie potrafią jednak opowiadać historii ani kłamać, a my owszem.

*

     — Coś się dzieje — oznajmiła Tenar. — Wielka zmiana dotyka świata. Może nie pozostanie nam nic, co znamy.

*

Nieświadom owego ukrytego oblicza swego daru, póki go nie stracił, zastanawiał się teraz, rozmyślał nad jego naturą. Uznał w końcu, że przypomina to wiedzę, dokąd się zmierza, znajomość kierunku, w którym leży dom. Trudno to wyodrębnić czy opisać, to po prostu więź, na której wspiera się wszystko inne. Bez niej czuł tylko rozpacz.

*

Tej nocy wszyscy w Ziemiomorzu nie mogą spać, pomyślał Ged. Uśmiechnął się lekko na tę myśl. Zawsze bowiem lubił ową chwilę ciszy, pełną lęku, tuż przedtem, nim nadciągnie zmiana.

*

Musiała podążać drogą, której nie pojmuje. Może ich drogi się zbiegały, przynajmniej na jakiś czas. Pomysł ten dodał mu odwagi.

*

Musiała jednak trzymać się tego, czemu ufała. Nawet jeśli zaufanie okazałoby się zaledwie nadzieją.

*

Jakże mężczyźni boją się kobiet, myślała, spacerując wśród kwitnących róż. Nie jednej kobiety, lecz wielu, rozmawiających ze sobą, pracujących wspólnie, mówiących w swoim imieniu. Wówczas mężczyźni dostrzegają spiski, zmowy, sidła, pułapki.
     I oczywiście mają rację. Kobiety zwykle stoją po stronie następnego, nie obecnego pokolenia. Tworzą ogniwa, które mężczyźni postrzegają jako łańcuchy, więzi traktowane przez nich jak kajdany
.

*

Będziesz wiedziała, co zrobić… kim jesteś… gdy nadejdzie czas.

Ursula K. Le Guin, Inny wiatr, tom 5. cyklu Ziemiomorze,
przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

     — Niewielu z nas wie, kim jesteśmy — wtrącił Mistrz Odźwierny. – Dostrzegamy tylko fragment całości.

*

Olcha milczał, pogrążony w myślach.
     — W sprawach absolutnych nie istnieją pojęcia mniejszy-większy — ciągnął Krogulec. — Prawdziwie kochający mówi zawsze „wszystko albo nic”. I tak jest w istocie. Moja miłość nigdy nie umrze, mawia. Powołuje się na wieczność. I słusznie. Jak mogłaby umrzeć miłość, skoro jest samym życiem? Co właściwie wiemy o wieczności oprócz przebłysku, który dostrzegamy, gdy w naszym życiu zjawia się owa więź
?

*

     — Czy oni wiedzą, kim jesteś, panie?
     — Nie — odparł były Arcymag, spoglądając na niego z ukosa. — I tak
.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 19, 2019

3418. Wielokrotne niebo (składniki)

kupiłam to zdjęcie na pniu.

fot. Kaan.

Przepłynąłeś prawie tysiąc mil i przeszedłeś pieszo piętnaście, pod górę. Ja zaś muszę podlać fasolę i sałatę, bo żona i córka zostawiły ogród mej pieczy. Odpocznij więc. Porozmawiamy w chłodzie wieczoru albo poranka. Dopiero tu odkryłem, że w życiu rzadko niezbędny jest pośpiech.

Ursula K. Le Guin, Inny wiatr, tom 5. cyklu Ziemiomorze,
przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 04, 2019

3331. Skończony (IV)

4. tom skończony w niedzielę nad ranem, ale siły, żeby zająknąć się o tym, dostarczono dopiero dziś. Było nudno, czyli tak samo jak z pierwszymi trzema tomami — w pewnym momencie nie można już było odłożyć na bok. Było fantastycznie — delektowałam się wieloma scenami, akapitami, a czasem nawet frazami. Le Guin jest wielka!

[…] zastanowiła się przez chwilę, jakie to uczucie nigdy nie lękać się drugiego człowieka — jak trudna musi być dla byłego maga nauka strachu.

*

     — Mówiłaś jednak, że nie można brać, nie dając. Czyżby kobiety różniły się w tym względzie od mężczyzn?
     — A w czym się nie różnią, złotko?
     — Nie wiem — przyznała Tenar. — Mam wrażenie, że sami tworzymy większość podziałów, a potem skarżymy się na nie
.

*

Wiedział, że kiedy nie da się czegoś naprawić, należy się z tym pogodzić, być ponad to.

*

      — Teraz brak mu cierpliwości — odparła. — Najsurowszy jest wobec samego siebie. Obawiam się, że nic nie możemy dla niego zrobić. Musimy pozwolić mu pójść własną drogą i odnaleźć siebie na końcu własnej smyczy, jak powiadają na Goncie…

*

Sądził, że poznał już cierpienie, nie wiedząc, że przez całe życie będzie się go uczył na nowo — i niczego nie zapomni.

*

     — […] Słucha mnie, ale tylko dlatego, że sama tego chce.
     — To jedyne usprawiedliwienie dla posłuszeństwa — zauważył Ged
.

*

Lecz moja dusza nie potrafiła wytrzymać w takiej klatce: coś za coś, ząb za ząb, życie za życie… Bo przecież istnieje jeszcze wolność wykraczająca poza pojęcia zapłaty, zemsty czy odkupienia, poza wszystkie układy sił. Prawdziwa wolność.

*

Nic nie idzie na marne. Nic nigdy nie idzie na marne. Sam mnie tego nauczyłeś.

*

Życie puściło mnie w tan. Znam wszystkie kroki, ale nie wiem, kim jest tancerka.

*

     — Możliwe.
     Krzemień odpowiadał jej tak przez dwadzieścia lat, odmawiając żonie prawa do zadawania pytań dzięki temu, że nigdy nie mówił wprost tak czy nie, zachowywał wolność, u której podstaw leżała jej niewiedza. Co za marny, ograniczony rodzaj wolności, pomyślała Tenar
.

*

Dotarli do skraju świata i przez jakiś czas szli wzdłuż niego […].

Ursula K. Le Guin, Tehanu, tom 4. cyklu Ziemiomorze, przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

     — Jeśli twoja moc wspiera się jedynie na słabości innych, żyjesz w strachu — oznajmił sentencjonalnie Ged.
     — Owszem. Ale kobiety zdają się lękać własnej siły, obawiać samych siebie.
     — A czy kiedykolwiek uczono je, by w siebie wierzyły? — spytał Ged.
     I w tym momencie w drzwiach ponownie zjawiła się objuczona drewnem Therru. Ged i Tenar spojrzeli po sobie.
     — Nie — odparła. — Nigdy nie uczono nas ufności we własne siły. Ani w ogóle żadnego zaufania. — Patrzyła, jak dziewczynka układa szczapki w skrzynce. — Gdybyż tylko moc oznaczała zaufanie — dodała. — Podoba mi się dźwięk tego słowa. Gdyby nie te wszystkie hierarchie, układy, szczeble władzy; królowie i mistrzowie, magowie i wielmoże… Wszystko to wydaje się tak nieistotne. Prawdziwa moc, prawdziwa wolność nie wiązałaby się z przemocą, ale z zaufaniem
.

(tamże)

piątek, czerwca 21, 2019

(3291+8+23). Skończony (III)

3. tom skończony. Było podobnie jak z pierwszymi dwoma — do pewnego momentu możesz odłożyć i zająć się inną lekturą, ale jest w każdym tomie taka scena i takie zdanie, że umarł w butach… nie możesz już przestać, dopóki nie skończysz, nie zamkniesz historii.

W tej części, mając doświadczenie dwóch pierwszych, już na początku wyglądasz nowej postaci, którą chcesz poznać, bo już za chwilę będziesz jej kibicować i dobrze życzył przez całą opowieść. Z tego powodu zajrzałam już na początek czwartego tomu… zapowiada się. Choć zanim dam się wciągnąć, mam w planie skończyć dwie inne książki.

Czemu szukam czegoś, czego nie pojmuję, z człowiekiem, którego nawet nie znam?
     Nie potrafił odpowiedzieć na te pytania
.

*

Teraz jednak nastąpiło zachwianie Równowagi, a tego może dokonać tylko jedno stworzenie.
     — Człowiek? — podsunął z wahaniem Arren.
     — My, ludzie.
     — Jak?
     — Poprzez niepohamowane pragnienie życia.
     — Życia? Czyż źle jest chcieć żyć?
     — Nie. Lecz kiedy pożądamy władzy nad życiem — nieskończonych bogactw, absolutnego bezpieczeństwa, nieśmiertelności — wówczas pragnienie przeradza się w chciwość. A jeśli z chciwością połączy się wiedza, powstaje zło, które narusza Równowagę świata, wyrządzając ogromne szkody
.

*

     — Zrozum, Arrenie, żaden czyn nie jest aktem samym w sobie, jak sądzą naiwni młodzieńcy. Kiedy podnosisz kamień i rzucasz nim, trafiając lub chybiając celu, nie jest to koniec całej historii. Gdy podnosisz kamień, ziemia staje się lżejsza, a twoja dłoń cięższa. Kiedy nim ciskasz, gwiazdy reagują w swym biegu. W miejscu upadku odmienia się wszechświat. Na równowagę całości składają się pojedyncze zdarzenia. […] Musimy zachować równowagę. Ponieważ mamy rozum, nie wolno nam ulegać ignorancji. Dokonując wyboru, powinniśmy pamiętać o ciążącej na nas odpowiedzialności.

*

     — […] to przekracza wszelkie granice.
     — Owszem. Tam, dokąd zmierzamy, nie doprowadzi nas zdrowy rozsądek. Pójdziesz ze mną czy nie
?

*

Wiedział wreszcie, jak to jest być ściganym, a nie myśliwym; ofiarą, a nie przywódcą pościgu. Oznaczało to wolność i swobodę. Ostro skręcił w prawo i schylony śmignął przez wysoki most.

*

Śmierć i życie to jest to samo, są jak dwie strony mojej ręki, grzbiet i wnętrze dłoni. A jednocześnie wnętrze dłoni i jej grzbiet nie są przecież takie same; nie da się ich ani rozdzielić, ani połączyć.

*

     — Czy czarnoksiężnicy przykładają wielką wagę do snów?
     Krogulec łowił ryby. Czujnie obserwował linkę. Po długiej chwili rzekł:
     — Czemu pytasz?
     — Zastanawiałem się, czy sny kiedykolwiek mówią prawdę.
     — Oczywiście
.

*

Zamykam uszy przed radą zrodzoną z rozpaczy. Jestem głuchy i ślepy.

*

     — Pierwsza i ostatnia lekcja, jakiej uczymy się na Roke, brzmi: czyń to, co konieczne. I nic poza tym!
     – Zatem wszystkie lekcje pomiędzy nimi muszą dotyczyć tego, co uznaje się za konieczne
.

*

Jedynie za daleka podróż może okazać się właściwa.

*

Ogarnęła go groza, jednakże zaciętość w jego sercu była tak wielka, że nie pozwolił lękowi kierować swymi czynami; więcej, nie uświadamiał sobie nawet własnego przerażenia. Miał jedynie wrażenie, jakby coś gdzieś w głębi niego rozpaczało niczym zwierzę zamknięte w klatce i skute łańcuchami.

*

Cóż złego uczyniły im te drzewa? Czy muszą karać trawę za własne winy? Ludzie to plemię nieokrzesanych dzikusów, gotowych podpalić ziemię tylko dlatego, że nie zgadzają się z innymi ludźmi.

Ursula K. Le Guin, Najdalszy brzeg, tom 3. cyklu Ziemiomorze, przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Nic nie jest nieśmiertelne. Jednakże tylko nam jest dana wiedza o tym, że musimy umrzeć. To wielki dar: dar świadomości. Mamy bowiem jedynie to, o czym wiemy, że musimy to utracić, to, co sami zgadzamy się utracić. Świadomość, która jest naszym przekleństwem, skarbem i oznaką człowieczeństwa, nie trwa wiecznie. Zmienia się, znika niczym fala na morzu.

*

Kiedy smoki szukają czegoś, zawsze to znajdują.

*

     — […] Brak mi sił.
     — Masz ich wystarczająco wiele
. […] To, co raz pokochasz, będziesz kochał nadal. Dokończysz to, co zaczniesz. Tyś jest spełnieniem nadziei. Można na tobie polegać. […] Odrzucając śmierć, odrzuca się także życie.

*

[…] to bowiem, co ulega nieustannym zmianom, tym samym pozostaje niezmienne.

(tamże)

środa, czerwca 19, 2019

3319. Dzień samobójcy

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
(poszukała najodpowiedniejszych słów
na stan, w którym się znalazła
)
Dziś jest dzień samobójcy.

Na kilka ładnych godzin opuściła mnie wszelka nadzieja. Po raz pierwszy w tak dojmujący sposób. Nie dotarłabym tu, gdybym przed chwilą nie przeczytała tych słów: nie tylko w snach, dochodząc do siebie.

Po długiej chwili mag dodał:
     — Nie tylko we snach stawiamy czoło temu, co dopiero nadejdzie albo co już dawno zostało zapomniane, oraz wspominamy coś, co wydaje się błahostką jedynie dlatego, że nie potrafimy dostrzec jego znaczenia
.

*

Nie ma czegoś takiego jak bezpieczeństwo. Nie ma też końca. Aby usłyszeć słowo, potrzebna jest cisza; dopiero w ciemności widać gwiazdy.

*

     — […] Nic nie wystarczy.
     — Może — odparł Ged. — Pamiętaj jednak, że choć ty wybrałeś rozpacz, my jeszcze nie zrezygnowaliśmy
.

*

Dostrzegał życie w każdym źdźble poruszanej wiatrem trawy, w każdym cieniu i odłamku skały. Tak właśnie czuje się podróżnik stojący po raz ostatni w ukochanym miejscu, świadom, że wyrusza w drogę, z której nie ma powrotu.

*

     — Nie wiesz nic więcej?
     — Nic. Ale się dowiem
.

Ursula K. Le Guin, Najdalszy brzeg, tom 3. cyklu Ziemiomorze, przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.

niedziela, czerwca 02, 2019

(3291+8). Skończona

Warto żyć! Również po to, by czytać Le Guin. Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu Ziemiomorza, do pewnego momentu można drugą część cyklu odłożyć, zająć się czymś innym, nawet poczytać coś innego, ale przychodzi moment, że nie można się oderwać, dopóki nie dobiegnie się do końca historii.

     — Skąd mam wiedzieć, że jesteś tym, kim się wydajesz? — spytała wreszcie.
     — Nie wiesz. Ja też nie wiem, kim się tobie wydaję
.

*

Dotyk był jedynym przewodnikiem. Idący nie widział drogi, lecz trzymał ją w dłoniach.

*

Tylko czarownik mógłby otworzyć te drzwi. Czarownik

*

[…] nie sama woda mnie ocaliła, lecz moc rąk, które ją podały.

*

Siedziała zasłuchana. Nie powiedział ani słowa więcej. Milczeli, lecz to milczenie było inne niż cisza, jaka panowała w komnacie przed jej przyjściem. Teraz wypełniały ją ich oddechy, szum płynącej w żyłach krwi, skwierczenie świecy w cynowej latarni… Mikroskopijne, żywe dźwięki.
     — Jak to się stało, że znasz moje imię
?

*

Nikt samotny nie zdoła się długo opierać Siłom Ciemności. Są potężne.

*

     — […] Umiesz czytać?
     — Nie. Czytanie to jeden z czarnych kunsztów.
     Kiwnął głową.
     — Ale użyteczny — stwierdził
.

*

Ogarnęło ją dziwnie słodkie uczucie, rozkosz wolno i całkowicie wypełniająca umysł, aż w końcu się przelała […]. Rozejrzała się dookoła z wszechogarniającym zachwytem.

*

     — Wierzysz w to?
     — Zawsze wierzyłam.
     — Czy wierzysz w to teraz
?
     […]
     Musisz dokonać wyboru — powiedział miękko.

*

     — Mógłbym przywołać królika — mruknął, grzebiąc w ognisku krzywą gałęzią jałowca. — Wszędzie wokół nas króliki wychodzą teraz ze swoich jam. Wieczór to ich pora. Gdybym zawołał któregoś jego imieniem, przyjdzie. Ale czy potrafiłabyś zabić, obedrzeć ze skóry i ugotować królika, którego przywołałaś w ten sposób? Mnie wydaje się to nadużyciem zaufania.

*

Normalne życie okazało się czymś o wiele wspanialszym i bardziej zdumiewającym, niż mogła sobie wyobrazić.

Ursula K. Le Guin, Grobowce Atuanu, tom 2. cyklu Ziemiomorze, przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

A ona przyglądała mu się, wiedząc, że nigdy nie zdołałaby wypowiedzieć tego, co miała w sercu — tutaj, gdy siedziała obok niego w blasku ogniska, o zmierzchu wśród gór.

*

Zaczynała dopiero poznawać ciężar swobody. Wolność to wielkie brzemię, niezwykłe i trudne do zrozumienia dla ducha. Nie jest łatwa. Nie jest darem otrzymanym, lecz dokonanym wyborem. I ten wybór wcale nie jest prosty. Droga wiedzie w górę, do światła, lecz zmęczony podróżnik może nigdy nie dotrzeć do jej końca.

*

     — Odwiedzisz mnie kiedyś?
     — Gdy tylko będę mógł
.

(tamże)

wtorek, maja 28, 2019

3291. Jeszcze jedno dziewictwo precz!

Najpierw.
Przeczytałam poniższe słowa i wiedziałam, że czas na utratę fantasy-dziewictwa wybił wielkim bim-bam. Ten we mnie, co algebrę wyższą uwielbia — choć nie spotykamy się od dekad — zawył z rozkoszy i zakochał się w tym cytacie:

Dwa plus jeden daje trzy. Dwaj bracia zawodzą, trzeci wypełnia misję. Akcja powoduje reakcję. Los, Szczęście i Konieczność są tak samo nieubłagane w Śródziemiu jak w Kolonosie albo Dakocie Południowej. Opowieść fantastyczna zaczyna się tutaj, a kończy tam (lub z powrotem tutaj), gdzie doprowadziły ją subtelne i nieuniknione powinności sztuki narracji. W głębi, na skale macierzystej, rzeczy są takie, jakie muszą. To tylko wszędzie powyżej tego podłoża nic nie musi być takie, jakie jest.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Potem.
Z Połówką Duetu rozmawiałam, a gdy usłyszałam: będzie ci się podobać, nie miałam już żadnych wątpliwości. W środę wieczorem rzuciłam cztery inne książki, które czytam. Zachwyciłam się, widząc, kto zajął się tłumaczeniem tej, a zaraz potem byłam wsiąknięta w czytanie, by w niedzielę wieczorem „być po” i mieć szybciutko upolowany cały cykl (bo wyszedł w jednym zbiorze).

Fantasy.
To dla mnie… książki głęboko filozoficzne — podzieliłam się wrażeniem z Sadownikiem. Obśmiał się, ale mnie nie wyśmiał. Pozostałam z — robiącymi coś w środku — pytaniami: jakie jest moje prawdziwe imię? jakie jest prawdziwe imię Sadownika? oraz odpowiedzialnością, by każdego dnia być otwartą na odpowiedzi.

Ged stał przez chwilę bez ruchu, jak ktoś, kto dowiedział się wielkich nowin i musi rozszerzyć swą duszę, aby je przyjąć.

*

Albowiem magia zawiera się w tym właśnie, w prawdziwym nazywaniu rzeczy. […] Wielu magów o wielkiej mocy — powiedział wtedy mistrz — spędziło całe życie na odkrywaniu imienia jednej tylko rzeczy — jednego tylko zgubionego albo ukrytego imienia.

*

     — Aby słowo mogło być wymówione — odpowiedział powoli Ged — potrzebne jest milczenie. Przedtem i potem.

*

Człowiek o czarnoksięskich zdolnościach wcześnie się uczy, że w gruncie rzeczy niewiele z jego spotkań ma przypadkowy charakter, niezależnie od tego, czy prowadzą do dobrego, czy do złego.

*

[…] wierzył, że człowiek mądry to taki, który nigdy nie stroni od innych żywych stworzeń, niezależnie od tego, czy posiadają mowę, czy też nie; i później długo starał się nauczyć tego, czego można się nauczyć w milczeniu z oczu zwierząt, z lotu ptaków, z wielkich powolnych poruszeń drzew.

*

A prawda jest taka, że im bardziej rośnie prawdziwa moc człowieka, im bardziej poszerza się jego wiedza, tym bardziej zwęża się droga, którą może on kroczyć; aż wreszcie niczego już nie wybiera, lecz czyni tylko i wyłącznie to, co musi czynić

*

Jeśli będziesz szedł przed siebie, jeśli nie przerwiesz ucieczki — dokądkolwiek uciekniesz, wszędzie napotkasz niebezpieczeństwo i zło, ono bowiem cię popycha, ono wybiera dla ciebie drogę. To ty musisz wybierać. To ty musisz poszukać tego, co ciebie szuka. Musisz ścigać to, co ciebie ściga.

*

[…] szukaj swego źródła i tego, co leży przed źródłem. Tam spoczywa twoja nadzieja na odzyskanie siły.

*

Nareszcie, po tym długim, gorzkim, zmarnowanym okresie, wiedział raz jeszcze, kim jest i gdzie się znajduje.

*

Wszystko tutaj było na swoim miejscu, spokojne i pewne; toteż Ged, rozglądając się po oświetlonej ogniem komnacie, powiedział:
     — Oto jak powinno się żyć — i westchnął.
     — Cóż, to tylko jeden z dobrych sposobów – powiedział Vetch. — Są i inne
.

*

[…] nazywając cień swej śmierci swoim własnym imieniem, uczynił siebie całością: człowiekiem; kimś, kto znając swoje całe, prawdziwe ja, nie może zostać wykorzystany ani zawładnięty przez żadną inną moc poza samym sobą, i kto przeżywa dzięki temu swoje życie w imię życia, a nigdy w służbie zniszczenia, cierpienia, nienawiści lub ciemności. .

*

Przynosisz wieści czy sam jesteś wieścią?

*

Czekaj. Dojrzałość to cierpliwość. Biegłość to cierpliwość dziesięciokrotna.

*

Aby słyszeć, należy milczeć.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu, tom 1. cyklu Ziemiomorze, przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.

3290. Opierzony zachwyt

co mnie dzisiaj poruszy, zadziwi, zachwyci?
zaciekawione ciszą poranka pytanie. przyszło do mnie. przyszło z samego rana. czekałam. byłam ciekawa, co to będzie. i proszę!

takie cudo! gapię się i widzę zachwycającą precyzję ruchu, który dzieje się na moich oczach w tej nieruchomej fotografii. widzę Maga, Skrzydlatego Nauczyciela skupienia, determinacji i bycia tu i teraz, Pan Szpak:


fot. Saxifraga, fragment.

*

     — Kiedy zacznie się moja nauka, panie?
     — Już się zaczęła – odpowiedział Ogion
.
     […]
     — Ale ja się jeszcze niczego nie nauczyłem!
     — Bo nie zdałeś sobie jeszcze sprawy, czego uczę — odparł mag
[…].

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.

piątek, maja 24, 2019

3287. Chwile ciszy w sercu (II)

skulona. schowana przed światem. uzdrawiającym pytaniem:
     — czego poszukujesz?
leczyłam się. świeżutka kreska Kaan pomogła rozpocząć proces wracania do siebie z miejsca, w którym jest się zlekceważonym, niezauważonym, olanym, a przynajmniej tak się czuje, dopóki nie wróci się do siebie.

Kaan.

Ged ujrzał schowane w fałdach płaszcza skulone, śpiące zwierzątko, które wpełzło tam w poszukiwaniu ciepła.

*

Stał w środku świata.

*

Dalej więc, zabierz się do pracy. Wykonuj ją jak należy. To wszystko, co możesz zrobić.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.

czwartek, maja 23, 2019

3286. Chwile ciszy w sercu

poranny korytarz.
cichy, pusty. bez studentów.
i takie nieme cudo.

fragm. ikebany. pozostałości 
po Nocy Muzeów.

*

Ale nie wolno ci zmieniać ani jednej rzeczy, ani jednego kamyka, ani jednego ziarnka piasku, dopóki nie będziesz wiedział, jakie dobro i zło wywoła ten czyn. […] Zapalić świecę znaczy rzucić cień… — Spojrzał znów na kamyk. — A poza tym, skała jest niezłą rzeczą, wiesz? — rzekł mniej uroczystym tonem. — Gdyby wyspy Ziemiomorza były całe z diamentu, wiedlibyśmy na nich ciężki żywot. Ciesz się złudzeniami, chłopcze, i pozwól, aby skały były skałami.

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu,
przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i s-ka, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

niedziela, czerwca 11, 2017

2405. Słońce w nas

 wpis przeniesiony 31.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj Joe przypomniał bajkę Ezopa o Północnym Wietrze i Słońcu. „Szła” ona mniej więcej tak. Północny Wiatr i Słońce wdały się w spór, kto jest silniejszy. Drogą szedł wędrowiec w płaszczu. Północny Wiatr i Słońce postanowiły, że zwycięzcą zostanie ten, kto sprawi, że wędrowiec zdejmie płaszcz. Pierwszy ruszył Północny Wiatr. Im silniej wiał, tym szczelniej wędrowiec okrywał się płaszczem. Północny Wiatr się poddał. Słońce zaś bez wysiłku ogrzało wędrowca tak bardzo, że ten zdjął płaszcz.

Poruszyła mnie ta bajka. Znalazła mnie w ten sposób nowa „strategia” postępowania z krytykiem wewnętrznym. Miłością go!

(ryc. Milo Winter)

niedziela, grudnia 11, 2016

(2109+33+3). Po ciemnej stronie charakteru

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Siedemdziesiąt procent tekstu zajęło mi prawie cztery tygodnie. Tyle, nie licząc jednego epizodu, zajęło rozkręcenie i wciągnięcie mnie w fabułę. Może trzeba było uporu lub głupiego przekonania, że jak się zaczęło czytać, to trzeba skończyć. Dysponowałam wyłącznie oślim uporem i wiarą, że musi coś być za zakrętem.

Pozostałe trzydzieści procent opowieści zajęło już tylko dwa nocne posiady i jedno popołudnie. Ostrzę zęby na kolejny tom.

     — Powiedziałem, że cię pieprzę — odparł chłodno Roland — ale jeśli nie jesteś tego w stanie zrozumieć, Blaine, to powiem jaśniej. Nie. Odpowiedź brzmi „nie”.

*

[…] tak właśnie postąpiłby rewolwerowiec — szedłby naprzód, dopóki ktoś by go nie powstrzymał, a potem jeszcze kawałek, jeśli tylko starczyłoby mu sił.

*

     — Dlaczego mówisz, że musimy? Czy to ka? Jake, musisz zrozumieć, że jeszcze za mało wiesz o ka… o takich sprawach ludzie uczą się przez całe życie.

*

Każdy członek ka-tet jest jak fragment łamigłówki. Sam w sobie każdy kawałek jest zagadką, lecz połączone tworzą obraz… lub jego część. Czasem bardzo wiele ka-tet tworzy cały obraz. Nie powinniście się dziwić, jeśli odkryjecie, że wasze drogi życia często przecinały się, o czym wcześniej nie mieliście pojęcia.

*

Jeśli jednak będziesz zbyt długo rozważał drobne racje, Jake… te najczęściej spotykane… możesz stracić z oczu wielkie, które znajdują się dalej.

*

     — Nie wyrzeźbiłeś klucz, ale nie dlatego, że boisz się skończyć tę pracę. Obawiasz się, że może nie potrafiłbyś tego zrobić. Boisz się zejść między te kamienie, ale wcale nie z powodu tego, co mógłbyś tam znaleźć. Obawiasz się tego, czego możesz tam nie znaleźć. Ty nie boisz się wielkiego świata Eddie, lecz tego małego, który kryje się w tobie.

*

     — Właśnie sobie pomyślałem, jak głupi potrafią być niektórzy ludzie. Umieścisz ich w pokoju, który ma sześcioro drzwi, a oni i tak będą wpadać na ściany. A w dodatku będą narzekać.
     — Jeśli lękasz się tego, co znajduje się po drugiej stronie drzwi, może obijanie się o ściany wydaje się lepsze — zauważyła Susannah.

*

Czuł się jak igła kompasu. Igła nic nie wie o biegunie magnetycznym, ale zawsze wskazuje odpowiedni kierunek, czy jej się to podoba, czy nie.

*

     — A gdybym ci powiedział, że wcale nie chcę być rewolwerowcem, Rolandzie, stary druhu?
     — Odpowiedziałbym ci, że to, czego ty chcesz, nie ma żadnego znaczenia
.
     […] Kiedy rozmowa zaczynała krążyć wokół tego, co mogłoby, powinno lub musiało być, Roland prawie zawsze przestawał się nią interesować.

*

     — Czymkolwiek był, to kawał stukniętego drania — zauważył Eddie.
     Roland uśmiechnął się.
     — Gdybyś przeżył dwa lub trzy tysiące lat, też byłbyś stuknięty.

*

Najbardziej lubił patrzeć na drewno, zanim jeszcze zaczął je formować. Czasem widział samochód lub ciężarówkę. Czasami psa lub kota. […] Rzecz polegała na tym, by dostrzec, co można zrobić z kawałka drewna, nie niszcząc go. Nigdy nie dało się wydobyć wszystkiego, ale czasem dość dużo.

*

Nie skupiajcie spojrzenia na niczym, niech wasze oczy same to znajdą. A teraz… patrzcie!

Stephen King, Ziemie jałowe. Mroczna Wieża III,
przeł. Zbigniew A. Królicki,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, grudnia 05, 2016

(2109+33).

dlaczego nie?

*

     — Trzeba iść dalej — mruknął ochrypłym głosem. — To jedyny sposób.

Stephen King, Ziemie jałowe. Mroczna Wieża III,
przeł. Zbigniew A. Królicki,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014.

czwartek, listopada 03, 2016

(2096+12+1). Naprawdę!

 wpis przeniesiony 25.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Cholerka! Naprawdę? Nie wierzę! Ja nie mogę! Dasz wiarę? A jednak!

Pierwszy tom był dobry. Ale drugi jest — jak dla mnie — miliony razy lepszy. Zwykły, ale i niebywały zachwyt od pierwszego po ostatni rozdział. Dziś trudno mi uwierzyć, że omijałam fikcję wielkim łukiem.

Przedziwna pępowina łączy nasz świat ze światem rewolwerowca.

*

Roland był na swój szorstki sposób romantykiem… a także realistą w wystarczającym stopniu, by wiedzieć, że czasem miłość naprawdę pokonuje wszystkie bariery.

*

     — Idź albo zostań. Przestań mnie obrażać.

*

     Nie da się niczego schować w samolocie.
     I nie da się niczego wyrzucić.
     Oczywiście nie można też uciec z niektórych więzień, obrabować niektórych banków, wykręcić się z niektórych oskarżeń. Mimo to ludzie robią to.

*

     — Chciałabym myśleć, że masz bardziej umiarkowane poglądy.
     — Powiedziałbym, że to, co chcielibyśmy myśleć o sobie, rzadko pokrywa się z tym, jacy naprawdę jesteśmy, ale owszem… uważam, że mam bardziej umiarkowane poglądy. Dlatego przyjmij moje przeprosiny, Eddie.
     — Pod jednym warunkiem.
     — Jakim? — znów się uśmiechnęła. […]
     — Daj temu uczciwą szansę. Oto mój warunek.

*

     — Nie.
Gapił się na nią, nie potrafiąc znaleźć właściwej odpowiedzi. Pomyślał, że dotychczas nie zdawał sobie sprawy, jak nieograniczone możliwości mogą kryć się za jednym zwyczajnym przeczeniem.

*

     Odszedł.
     Miał dokąd pójść.

*

     — I co? Co o tym myślisz?
     — Myślę, że jesteś tutaj.
     Eddie przystanął i podparł się pod boki.
     — To wszystko? Tylko tyle?
     — Tylko tyle wiem — odparł rewolwerowiec.

*

Potem znów musiał zwymiotować, i może dobrze, bo cokolwiek można sądzić o wymiotowaniu, ma ono przynajmniej jedną zaletę: dopóki to robisz, nie myślisz o niczym innym.

*

Umierasz. Zbliżasz się do rozwiązania swojej własnej tajemnicy — jedynej, jaka naprawdę ma znaczenie dla każdego mężczyzny i każdej kobiety.

Stephen King, Powołanie trójki. Mroczna Wieża II,
przeł. Zbigniew A. Królicki,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

(2096+12). Niech dba o siebie

 wpis przeniesiony 25.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Od soboty jestem pod wrażeniem słów.

to,
     co ma się wydarzyć,
ma się wydarzyć.

Przedwczoraj spotkało mnie to samo innymi słowami. I uśmiechnęło mnie. A dziś? Co ma być, będzie. Ka zadba o siebie.

Wiem tylko, że przeszłość to przeszłość, a co będzie, to będzie. To drugie jest ka i samo troszczy się o siebie.

Stephen King, Powołanie trójki. Mroczna Wieża II,
przeł. Zbigniew A. Królicki,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2015.

poniedziałek, października 24, 2016

2096. Jesienna potrzeba?

 wpis przeniesiony 25.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

I kto by pomyślał? Ja nie. Reportaż nie wchodzi — już, póki co, a może tylko przez chwilę? Może pogoda, temperatura, coraz krótsze dni? Opanowała mnie potrzeba fikcji, powieści, historii zmyślonych. Innymi słowy, jestem teraz pies na sens w sen beletrystki zaklęty. Zachłannie, ale bardzo wolno teraz czytam. Ewidentnie jestem na końcu jednego ze swoich światów.

Czekał, uspokajał umysł, gromadził cierpliwość. Cierpliwość nie przychodziła mu łatwo.

*

To nie otworzy żadnych drzwi, rewolwerowcze. Najwyżej zamknie je raz na zawsze.
     […] Musisz zacząć tam, gdzie kończy się świat.

*

[…] spadał… spadał w górę.

*

 — Nie rozumiem tego!
 — Ja też — przyznał rewolwerowiec. — Ale coś się dzieje.

*

Więc idź. Są światy inne niż ten.

*

Niektórzy żywią się miłością, która nawet w tych smutnych złych czasach pojawia się w pradawnych miejscach

*

Roland potrząsnął powoli głową. Zdał sobie sprawę, że tkwi w tym jakaś nauka, nie jasna i pogodna, lecz coś, co było odwieczne, kalekie i okryte rdzą.

*

Ciekawiło go, kiedy po raz pierwszy upadnie. Nie chciał upaść, mimo że nikt na niego nie patrzył. To była kwestia dumy. Rewolwerowiec wiedział dobrze, co to takiego duma — ta niewidzialna kość, która usztywnia kark.

*

— Długich dni i przyjemnych nocy, cudzoziemcze.
— Ty miej ich dwa razy tyle.

Stephen King, Roland. Mroczna Wieża I,
przeł. Andrzej Szulc,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)