Pan Ciasteczko:
(wczoraj zgarnął Drzewko po rehabilitacji)
Jabłoń:
Wyautowałam się dziś.
Sadownik:
Wiedziałem, że to zrobisz!
Jabłoń:
(zdziwiona to mało!)
Skąd?
Sadownik:
Ja nie o tobie, tylko
o tym motocykliście przed nami.
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Pan Ciasteczko:
(wczoraj zgarnął Drzewko po rehabilitacji)
Jabłoń:
Wyautowałam się dziś.
Sadownik:
Wiedziałem, że to zrobisz!
Jabłoń:
(zdziwiona to mało!)
Skąd?
Sadownik:
Ja nie o tobie, tylko
o tym motocykliście przed nami.
wpis przeniesiony 6.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Polecona przez Wiedźmę. W tej książce termin krytyk wewnętrzny nie pojawia się ani razu, ale autorzy fantastycznie wprowadzają dwa gatunki owej figury. Jest „ktoś”, kto mówi ci, jak beznadziejny jesteś. Jest „ktoś”, kto obiecuje, że możesz być, taki jak chcesz, jeśli zrobisz to, śmo i owo, tylko szybko, dokładnie i najlepiej na wczoraj. Strasznie fajnie jest spotkać tych „ktosiów” w wersji osobistej, powiedzieć im: widzę cię.
Z jednym w tej książce fundamentalnie się nie zgadzam. Twoich snów nie pisze i nie rysuje krytyk wewnętrzny dowolnego gatunku. Moi wewnętrzni jungiści mówią jednym głosem: Twoje sny to potencjał! Bezcenny!
Jeśli nikt tak dobrze nie skopie cię jak tym sam, ta książka jest dla ciebie. Od czegoś warto zacząć. Szczególnie w sprawach beznadziejnych.
[…] zaprzeczanie trudnościom zwiększa te trudności i powoduje nowe.
*
Myśli to tylko myśli. Nie jesteś już ograniczony do bycia tak dobrym jak twoja ostatnia myśl.
*
Spójrz na ten świat. To myśli powodują, że zabijamy się nawzajem.
*
W czasie warsztatów pytam: „Kto z was jest świadomy siły grawitacji?”. Pewnego dnia aż ośmiu uczestników podniosło ręce. Zaskoczony tą niezwykle wysoką liczbą, zapytałem ich, jak stali się świadomi siły, której większość ludzi nie zauważa. Okazało się, że cała ósemka przyjechała na warsztaty motocyklami!
*
Nie zapominaj nigdy, że magia nie tkwi w książkach, mnie ani w innych ludziach, lecz jest zawsze i na zawsze w tobie.
*
To „kim jesteś”, zależy od tego, kiedy o to pytasz.
Stanley H. Block, Carolyn Bryant Block, Powrót do zmysłów,
przeł. Marcin Fabjański, Czarna Owca, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

Jabłoń:
(uwielbia gapić się na szczęśliwego Sadownika,
więc się gapi na Niego całą sobą)
Sadownik:
(godzinkę wcześniej odebrał Motonga z serwisu;
właśnie podciąga sobie spodnie ciągnąc w górę za kołnierz)
Jak zadzwoni mamusia, powiedz, że jestem na motocyklu.
Jabłoń:
Jak zadzwoni mamusia, mam jej powiedzieć,
że jesteś na motocyklu… Serio?
Sadownik:
Serio! Weź to na klatę!
Jabłoń:
Ja mam wziąć to na klatę?
Sadownik:
Oczywiście! Syn jest idealny!
Miewa głupie pomysły, ale po to ma
mądrą żonę, by wybiła mu to z głowy!
Jabłoń:
(mądra, ale głupia, również bardzo dumna
i nic nie będzie Sadownikowi wybijać)
Sadownik:
(pojechał na rekonesans)
Jabłoń:
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten,
któremu za pierwszym razem się udało.
Sadownik:
(po chwili)
Ale mi się udało, za pierwszym razem zdałem egzamin
na prawo jazdy kategorii A i B.
Jabłoń:
Ale nie od razu umiałeś jeździć.
(po chwili dodaje)
Z drugiej strony, z byle kim nie mieszkam,
czego nie mogę powiedzieć o tobie.
Sadownik:
(wychodzi z łazienki i recytuje)
Ja nigdy nie chrapię,
ja śnię o motocyklach.
Jabłoń:
(rechocze, bo wie sporo o Sadowniczym i Kudłatym chrapaniu)
Sadownik:
(że niby jak chrapie, to chrapie bardzo cichutko)
Wyobrażasz sobie, na jakich motocyklach ona [Kudłata] jeździ?
Stado:
(wczoraj w samochodzie na majówkę)
Sadownik:
(gdy mijali odpoczywający na stacji benzynowej motocykl)
Widzisz, gdybyś była sprawna,
jechałybyście samochodem, a ja na Motongu.
Jabłoń:
(pamięta swoją nędzę ruchową)
Kotku, proszę, przecież nie jest już tak źle.
Sadownik:
Nie jest, ale ja jak dobry trener chcę więcej.
*
Stado:
(już u Orzeszka i Białego Kruka)
Jabłoń & Sadownik:
(wręczają cytrynę, która prosto z krzaczka jechała)
To dla Was od Gepardzicy i Smoku.
Orzeszek & Biały Kruk:
Ale my ich nie znamy.
Jabłoń:
(uśmiecha się)
Ale Oni znają Was.
Orzeszek:
Z tej złej strony?
Jabłoń:
Myślę, że z tej dobrej.
Jabłoń:
(w zachwycie)
…noooo, to 16 września zawieziesz TRZY WIEDŹMY NA SZAMANA…
Sadownik:
(z niebywałą powagą)
Jak ja upakuję tę trójkę na motocyklu?
I to razem z walizkami!
Heniutka:
(dwadzieścia minut później)
wpis przeniesiony 11.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Miarą tęsknoty są (a) wyostrzona spostrzegawczość, dzięki której z łatwością wyławiam z tła brodatych, przystojnych facetów, (b) motocykle, których jakoś wokół mnie więcej, pomimo podłej pogody. Mało? Mało! Włączam rano radio i co? Brodaty, mądrze gadający Motocyklista!
Grzegorz Chlasta: Przychodzi syn i mówi:
— Tata! Chcę mieć motor.
I co pan radzi tacie?
Lech Potyński: Zacisnąć zęby i kupić. Ja w takiej sytuacji się znalazłem wiele lat temu, natomiast to nie był syn, tylko córka [...].

(fot. Autor nie do ustalenia)
*
Uwielbiam tęsknić! Do Sadownika. Do Pana Ciasteczko.
Normalnie, kochliwa baba ze mnie...
wpis przeniesiony 10.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Do wczoraj dość dzielnie broniłam się przed natrętnym marketingiem telefonii niestacjonarnej. Latami o możliwości wymiany telefonu informował mnie Sadownik, bo ja nie miałam pojęcia, że warto mieć nowszą wersję ulubionego telefonu. Latami wybierał mi model spełniający moje najśmielsze życzenia: zwykły telefon bez wodotrysków, bez zamrażacza połączeń i uczuć, bez modułu „daj się zaskoczyć” nowym technologiom — zwykły telefon do dzwonienia i esemesowania. Przy ostatniej wymianie Małżonek-Przyjaciel-Współspacz poinformował mnie, że mam bardzo wygórowane wymagania i że właśnie stoję przed historyczną chwilą, kupuję ostatni telefon, który spełnia moje życzenia i w razie czego — w przeciwieństwie do smartfonów — da również radę przeżyć kąpiel w świeżo zaparzonej herbacie (naprawdę dał radę, ale o tym przekonałam się kilka miesięcy po jego zakupie). No cóż, pomyślałam wtedy, kupuję telefon, o który będę musiała bardzo, bardzo dbać, by starczył na bardzo, bardzo długo.
Wczoraj udało mi się swoim telefonicznym gruchotem uchwycić psią stopę, a gdy zobaczyłam jakość foci, przypomniało mi się, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Wczoraj skończyła się era przedpotopowych telefonów! Tak, chcę nowy śliczny model do dzwonienia, esemesowania i... robienia nagłych, o dużo lepszej jakości foci. Po raz kolejny wszystko przez Heniutkę.
Do listy rzeczy ważnych, potrzebnych, ale nienagłych dopisałam telefon, zaraz po kasku, który na liście zajmuje pierwsze miejsce od piętnastu miesięcy.

Jabłoń:
(żebrze zmianę Sadowniczych planów na piątek)
Obiecałabym Ci, że będę grzeczna,
ale przecież wiesz, że to mi w ogóle nie wychodzi.
Sadownik:
Powiem ci jak porządny coach,
nie obiecuj, po prostu zrób to.
(mija jakiś czas)
Jabłoń:
(pamięta, że Student ma jakieś lekcje do odrobienia)
Będę wieczorem bardzo grzecznym modelem.
To dam radę, obiecuję. Kupujesz?
Sadownik:
A mam wyjście?
Jabłoń:
(szczerzy się i wdzięczy,
bo czy ma inne wyjście?)
*
(wieczór i ciemno już)
Sadownik:
(rozstawia sprzęty)
Czy mogę mieć głupie pytanie?
Gdzie jest statyw?
Jabłoń:
O, cholera! Zostawiłam w Ośrodku.
Sadownik:
(w wersji Anioł nie Człowiek)
No to jadę. Daj klucze.
(cdn.)
*
Ile dziś wieczorem trzeba osób, by odrobić lekcje? Cztery? Nie.
Pięć. Sadownik. Jabłoń. Modelina. Student. Bez motocyklisty ani rusz.
wpis przeniesiony 10.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Nie umiem oglądać filmów. Często zasypiam. Potrafię zapytać w ostatniej scenie na widok głównego bohatera: a to kto? Kinematografia nie ma ze mną łatwego kontaktu. No chyba, że sama wybiorę film. Niech dotyka jakiegoś problemu społecznego, niech dotyka pasji, człowieczeństwa, wówczas wsiąkam. Oglądam na wstrzymanym oddechu, serce w trakcie trwania projekcji rośnie mi i rośnie.
Może w tym tygodniu pójdę na samotny seans? Pomyślało mi się wczoraj. Rzuciłam okiem w repertuar ulubionego kina. I nie było zmiłuj. Może będę siedzieć po nocy nad pracą, ale ten film muuuuszę w duecie obejrzeć. Niczym sześciolatek nie rozumiałam słowa jutro czy pojutrze. Dziś! Zamówiłam bilety. Odczekałam na Sadownika. Jak nigdy, zaordynowałam niespodziankę, buciki i kurteczkę wkładać nakazałam. Pary z ust nie puściłam. Za rękę we właściwym kierunku poprowadziłam. Pooooszli!
Sadownik:
(domyślił się, że kino)
Jabłoń:
Tak, ciągnę Cię na romansidło! Nic się nie zmieniło,
jedyne co mnie w życiu interesuje to miłość.
Sadownik:
(warunki szybszego wyjścia z kina negocjował,
bo doskonale zna preferencje kinowe Drzewka)
(za pół godziny ruszył seans)
Jabłoń:
(przeryczała cały film, najpierw ze wzruszenia,
że udało się Sadownikowi zrobić niespodziankę,
a potem z zachwytu)
To był wspaniały wieczór.
klatka z filmu Co nas kręci (ang. Why we ride)
reż. Bryan H. Carroll, 2013.
Podróż tworzą postoje, nie jej cel.
*
Każdy motocykl ma duszę. On żyje.
*
Moje najlepsze wspomnienia dzieją się teraz.
wpis przeniesiony 9.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
On. Z łatwością za serce chwyta każdą kobietę. Nawet ja na to lecę. Z przyjemnością ogromną. Świeżym, prawdziwym, pełnym mocy uśmiechem porywa. W całym moim życiu tylko On jeden kilka lat temu pokazał mi linię, po której przekroczeniu marzy się już tylko i wyłącznie o dziecku bez względu na konsekwencje. Bezwzględnie ma On Dar. Cztery tygodnie temu poprosiłam Go osobiście o czerwony samochód. Dostałam.
Auto dwuosobowe. Dla mnie i dla Heni. Z zapachem w pakiecie. I nie ma wątpliwości, gdzie wciąż siedzi Sukulec, prawda?
A Sadownik? Sadownik na Motongu jedzie przed nami.
On. Z łatwością za serce chwyta każdą kobietę. Jak mu się to utrzyma przez kolejnych naście lat, to będzie łamał serca jak mało kto.

Monek, lat 3,5.
Kończąc przygotowania do Świąt, przygotowując się do zamykania roku, poprosiłam o odcedzenie fotograficznej reprodukcji dzieła, które wciąż przypomina mi o niebywałej delikatności, z jaką traktowali się nawzajem Monek i Henia, Henia i Monek bawiąc się razem przepięknie, przecudnie, wspaniale. A może Monek wie, że do mego serca trafić najłatwiej przez sierść?
wpis przeniesiony 8.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Typ A. Ona. 40–, 40+. Stanu bardzo wolnego. Pragnąca miłości. Deklaruje, że gotowa jest oddać wszystko, by w końcu spotkać tę właściwą, drugą połówkę pomarańczy. Ale... Lista. On ma być taki, siaki i owaki. Wykształcenie musi mieć, najlepiej takie, siakie lub owakie. Mieszkanie też mieć powinien, najlepiej takie, siakie lub owakie. No i pozycję zawodową. Przecież Ona nie będzie mogła pokazać się z Nim w żadnym ze swoich miejsc, jeśli On nie będzie miał właściwego stanowiska, właściwego portfolio i odpowiedniej historii osobistej. Lista jest długa i bardzo konkretna. Nie podlega renegocjacjom. Z listą w mentalnej garści usycha sobie Ona z braku miłości. Nie ma sensu jej mówić, że kręci się obok niej taki jeden. Kręci się od lat. Gotowy, by pomóc. Gotowy, by być. Wielu punktów z listy nie spełnia, wielu programowo nie zamierza spełniać, ale za to gotowy jest na wiele szaleństw w jej towarzystwie. Ona listy z ręki nie wypuści, usycha i utyskuje na świat i życie, co podłe jest nad wyraz. Nie mam prawa głosu, bo ja mam TAAAAAAKIEGO Mężczyznę, co jest i taki, i siaki, i owaki. Ona nigdy nie uwierzy, że gdy połączyliśmy swoje losy, nie mieliśmy nic poza sobą i wspólnymi marzeniami. Ani On, ani ja nie byliśmy tacy, siacy lub owacy.
Typ B. Ona. 40–. 40+. Mężatka. Mówi, że miało być inaczej, a tu, proszę, mąż nudny powoli się robi. Ona by chciała, by On bardziej męski i zdecydowany był, by Ona nie musiała tych wszystkich decyzji podejmować sama. Może by jakieś hobby miał, co? Męskie hobby byłoby super, nie? Ale... Niech to będzie hobby bezpieczne, w końcu głową rodziny jest. I czyste to hobby musi być, żeby brudów do domu nie znosił. I żeby był, tak jak do tej pory, osiągalny dla rodziny, pod telefonem, na wyciągnięcie ręki, zawsze. Tak, Ona chce, by On się rozwijał, miał swoje życie i tylko swój czas, ale pod warunkiem, że Ona mu tę nową rzeczywistość zdefiniuje, bo wiadomo, bezpieczna i czysta powinna być. Ona mi mówi z lekkim wyrzutem, że ja to nigdy jej nie zrozumiem, bo ja mam TAAAAAAKIEGO Mężczyznę. Wiadomo, ślepej kurze trafiło się ziarno. Tylko Ona, ta w typie B, zadaje mi do znudzenia to samo pytanie:
— Nie boisz się go puszczać na motor?
* * *
Sadownik, Henia & Jabłoń:
(wyjeżdżają na długi weekend
w lekkim, jak na ten dzień, korku)
Sadownik:
Widziałaś? Taki jak mój!
Jabłoń:
Tylko światła tylne widziałam. Daj mi znać wcześniej,
jak będzie jechał jakiś motor, dobrze? Chętnie sobie popatrzę.
Sadownik:
(z lekkim wyrzutem)
Mówi się motocykl.
* * *
— Nie boisz się go puszczać na motor?
— Nie mówi się motor, ale motocykl.
Dwa tygodnie temu, Sadownik zrobił mi niespodziankę i, wracając z południa, zajechał na psie seminarium. Wracaliśmy do domu na dwa pojazdy. My z Henią sukowozem. On na Motongu. Jechał przodem. Podziwiałam piękno tej Pary — Sadownik i Motong, Motong i Sadownik. Myślałam o tym, że mam TAAAAAAKIEGO Mężczyznę. Myślałam o tym, że wszystko to by mnie ominęło, gdybym miała listę, gdybym uparła się, by zawsze było bezpiecznie, czysto i na porę. A przecież na znaczki przyjdzie jeszcze czas.
*
— Nie boisz się go puszczać na motor?
— Nie mówi się motor, ale motocykl.
Ja go nie puszczam, bo nie jest dzieckiem. Jest Mężczyzną. Nie, nie boję się, gdy jeździ motocyklem. Samochód ma przyrośnięty do dłoni. Prawo jazdy kategorii B miał, zanim stał się pełnoletni. Chwilami, samochód staje się dla niego ciut niebezpieczną, zbyt oczywistą oczywistością. Motong wymaga od Sadownika bardziej niż Ona typu A czy typu B. Uwaga. Teraz. Skupienie. Teraz. Chwila po chwili. Tutaj. Margines na błędy prawie żaden. Z katarem nie jeździ się motocyklem...
* * *
Podróżowanie samochodem letnią porą z Motocyklistą jest Świętem samym w sobie. Mogliśmy z Sadownikiem porozmawiać, pomarzyć na głos, powspominać. To był fantastyczny długi weekend na Dzikim Zachodzie z TAAAAAAKIM Mężczyzną.
Sadownik:
(dzwoni)
Wracam!
Jabłoń:
Jak to? Dopiero dziesiąta?
Źle się bawisz?
Sadownik:
Nie. Ale skoro za kilka dni mamy rocznicę ślubu,
to trzeba się nacieszyć jeszcze dziesiątką
zanim się skończy.
Jabłoń:
No to dawaj!
wpis przeniesiony 7.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Byłam na Hogwarcie, gdy Sadownik czytał mi zacytowany poniżej w całości post z motorowego forum. Z powagą. Czym wzbudzał salwy śmiechu. Poprosiłam, by przysłał mi mailem tę prostą instrukcję uszczęśliwiania różnych gatunków człowieka. Nie wiem, jak uszczęśliwić kobietę, ale wiem, że mnie bardzo uszczęśliwiło zostanie żoną motocyklisty. A teraz uszczęśliwia mnie życie z przeszczęśliwym motocyklistą.
Dziś, gdy wracam do tej wdzięcznej listy, dochodzę do wniosku, że niebywały człowiek ją spisał. W polskiej świadomości społecznej bowiem istnieją terminy „psychiatra” od żółtych papierów i „psycholog” od dys- wszelkiej maści. Mało ludzi operuje słowem „psychoterapeuta”, a jeszcze mniej umie powiedzieć, czym się różni psycholog od psychoterapeuty. A tu, proszę, nie dosyć, że zasób słów spory, to jeszcze 3 w 1, w domyśle, jak mniemam, w jednym mężczyźnie. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego na tej liście nie ma motocyklisty...
Ciekawa jestem opowieści i wrażeń, jakie Sadownik przywiezie ze sobą z pierwszego w swoim życiu zlotu entefałek.
_____________________________
JAK USZCZĘŚLIWIĆ KOBIETĘ
A. Należy tylko być:
1. przyjacielem,
2. partnerem,
3. kochankiem,
4. bratem,
5. ojcem,
6. nauczycielem,
7. wychowawcą,
8. spowiednikiem,
9. powiernikiem,
10. kucharzem,
11. mechanikiem,
12. monterem,
13. elektrykiem,
14. szoferem,
15. tragarzem,
16. sprzątaczką,
17. stewardem,
18. hydraulikiem,
19. stolarzem,
20. modelem,
21. architektem wnętrz,
22. seksuologiem,
23. psychologiem,
24. psychiatrą,
25. psychoterapeutą.
B. Ważne też są inne cechy. Należy być:
1. sympatycznym,
2. wysportowanym, ale
3. inteligentnym, ale
4. silnym,
5. kulturalnym, ale
6. twardym, ale
7. łagodnym,
8. czułym, ale
9. zdecydowanym, ale
10. romantycznym, ale
11. męskim,
12. dowcipnym i
13. wesołym, ale
14. poważnym i
15. dystyngowanym,
16. odważnym, ale
17. misiem, ale
18. energicznym,
19. zapobiegawczym,
20. kreatywnym,
21. pomysłowym,
22. zdolnym, ale
23. skromnym i
24. wyrozumiałym,
25. eleganckim, ale
26. stanowczym,
27. ciepłym, ale
28. zimnym, ale
29. namiętnym,
30. tolerancyjnym, ale
31. zasadniczym i
32. honorowym i
33. szlachetnym, ale
34. praktycznym i
35. pragmatycznym,
36. praworządnym, ale
37. gotowym zrobić dla niej wszystko [np. skok na bank], czyli
38. zdesperowanym [z miłości], ale
39. opanowanym,
40. szarmanckim, ale
41. stałym i
42. wiernym,
43. uważnym, ale
44. rozmarzonym, ale
45. ambitnym,
46. godnym zaufania i
47. szacunku,
48. gotowym do poświęceń i, przede wszystkim,
49. wypłacalnym.
C. Jednocześnie musi mężczyzna uważać na to, aby:
a) nie był zazdrosny, a jednak zainteresowany,
b) dobrze rozumiał się ze swoją rodziną, nie poświęcał jej jednak więcej czasu niż danej kobiecie,
c) pozostawił kobiecie swobodę, ale okazywał troskę i zainteresowanie, gdzie była i co robiła
d) ubierał się w garnitur, ale był gotów przenosić ją na rękach przez błoto po kolana i wchodzić do domu przez balkon, gdy ona zapomni kluczy lub gonić, dogonić i pobić złodzieja, który wyrwał jej torebkę, w której przecież miała tak niezbędne do życia lusterko i szminkę.
D. Ważne jest aby nie zapominać jej:
1. urodzin,
2. imienin,
3. daty ślubu,
4. daty pierwszego pocałunku,
5. okresu,
6. wizyty u stomatologa,
7. rocznic,
8. urodzin jej najlepszej przyjaciółki i ulubionej cioci.
Niestety, nawet najbardziej doskonałe wykonanie powyższych zaleceń nie gwarantuje pełnego sukcesu. Kobieta mogłaby się bowiem czuć zmęczona obecnością w jej życiu idealnego mężczyzny oraz poczuć się zdominowaną przez niego i uciec z pierwszym lepszym menelem z gitarą, którego napotka.
_____________________________
A teraz druga strona medalu. Uszczęśliwić mężczyznę jest zadaniem daleko trudniejszym, ponieważ mężczyzna potrzebuje:
1. seksu i
2. jedzenia.
Większość kobiet jest oczywiście tak wygórowanymi męskimi potrzebami mocno przeciążona. Zaspokojenie tych potrzeb przerasta siły naszych pań.
Wniosek:
Harmonijne współżycie można łatwo osiągnąć, pod warunkiem, że mężczyźni wreszcie zrozumieją, iż muszą nieco ograniczyć swoje zapędy i pohamować swoją roszczeniową postawę!
Autor postu: SławekK, forum NTV/NT Deauville
*
Zdzwoniliśmy się dzisiaj z Sadownikiem. Ja, pierwszy dzień w tym roku w Wawie, gdy nic nade mną nie wisi do zrobienia. On, w drugim dniu pierwszego w swoim życiu zlotu „jego” motorów.
Jabłoń:
I jak? I jak? Robisz zdjęcia?
Sadownik:
Jest super.
Zdjęć jeszcze nie robiłem.
Jabłoń:
Oj, a ja chciałabym choć klimat tej imprezy
na zdjęciach zobaczyć.
Sadownik:
Poczekaj. Rozłączę się, strzelę fotkę telefonem,
wyślę ci i zaraz zadzwonię.
Jabłoń:
(po chwili dostała zdjątko ze skromną częścią motongów)

the only true vehicle
the only true man
wpis przeniesiony 7.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Osiem lat temu, gdy wyjeżdżałam na samotne pięć tygodni, pozostający w domu Sadownik odgrażał się, że tęsknić nie zamierza... pożyczy telewizor, kupi skrzynkę piwa i zaprosi kolegów.
*
Pojutrze Henia w charakterze osoby towarzyszącej jedzie ze mną na warsztat. Pozostający w domu Sadownik cieszy się na absolutną abstrakcję — pierwsze pięć dni od prawie trzech lat, gdy nie pójdzie na żaden spacer z żadnym Sierściem.
Jabłoń:
(relacjonuje przez telefon
radość Sadownika na jego nadchodzącą samotnię)
Tata Jabłoni:
Uważaj, jak wrócisz do domu w niedzielę,
zastaniesz w nim Motonga.
Jabłoń:
Bo?(po chwili dodaje)
Myślisz, że będzie bał się spać sam w pustym domu?
Tata Jabłoni:
Ano!
wpis przeniesiony 7.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Między urodzinami Sadownika a urodzinami Jabłoni jest kilkadziesiąt dni, gdy różnica wieku między Dwunożnymi wynosi tylko dwa lata. W dniu urodzin Jabłoni, na dłuższą chwilę, różnica ta wzrasta do trzech lat. Ale wczoraj było inaczej…
Dwunożne:
(wrócone do domu przed północą)
Sadownik:
Wiesz kochanie, co?
Różnica wieku między nami teraz to…
nie trzy lata… to dekada!
(zaczyna się śmiać)
Jabłoń:
I znowu jestem szczęściarą. Po czterdziestce,
a młodego motocyklistę mam!
(kuguary zawsze spadają na cztery łapy!)
wpis przeniesiony 7.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jeżeli chcesz poczuć więcej szczęścia i spokoju, zacznij od prowadzenia samochodu, myśląc o jadących przed Tobą kierowcom i ustępując im drogi.
R. Maurer, Filozofia kaizen,
Helion, Gliwice, 2007.
*
Obśmiałam się, gdy czytałam te słowa. Mamy bowiem z Sadownikiem ulubioną samochodową grę. Polega ona na tym by, gdy jest to możliwe, ustąpić kierowcy, który jedzie za nami — zjechać, by łatwiej było mu nas wyprzedzić. Gdy obdarowany naszym gestem kierowca podziękuje mrygając awaryjkami, zdobywamy 1 punkt. Jeśli samochód, który nas minął jest samochodem na warszawskich blachach… i mrygnął… zdobywamy 5 punktów. Jeśli samochód, który nas wyprzedził jest samochodem marki BMW… i mrygnął… uzyskujemy 10 punktów. Jeśli jest to BMW na warszawskich blachach… i mrygnęło… zdobywamy 20 punktów. Jeśli jest to czarne BMW na warszawskich blachach… i mrygnęło… łączna pula naszej wygranej wzrasta o 50 punktów. Piękna gra. Zawsze wygrywamy!
*
W środę ruszyliśmy w pierwszą w naszym życiu podróż innego typu. Dziewczynki wsiadły do samochodu i pojechały na wieś. Sadownik na motongu przemierzał tę samą drogę dwie godziny później. Wróciliśmy w tym samym, seksistowskim układzie w czwartek. Dziś przy śniadanku rozmawialiśmy o naszych wygranych.
Jabłoń:
Wiesz, zdobyłam za jednym razem 100 punktów.
Sadownik:
???
Jabłoń:
(z dumą, że wie troszkę o etykiecie motocyklistów)
Ustąpiłam kierowcy na motorze. Mrygnął…
i „powiedział” dziękuję używając motocyklowej etykiety.
Sadownik:
A ile punktów dostaje motocyklista,
który ustąpi czarnemu BMW na warszawskich blachach,
którego kierowca podziękuje mryganiem?
Jabłoń:
Żartujesz?
Sadownik:
No! Tak właśnie było!
Jabłoń:
To tysiąc!
wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Przychodzi taki moment w delegacyjnym życiu, że połączenia telefoniczne zamiast poskramiać tęsknotę, już tylko ją wzmacniają. Przyszedł wczoraj wieczorem...
Żona Motocyklisty:
Wracaj już, śnieg schodzi,
będzie można jeździć Motongiem.
Sadownik:
Wiesz, to jest argument, żeby do ciebie wrócić.
(słyszeli swoje uśmiechy na twarzach)
wpis przeniesiony 4.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Sadownik:
(z rana uchyla drzwi od łazienki,
wkłada głowę i zagląda do środka)
Kocham Cię, wiesz?
Jabłoń:
No ba! W końcu nie jestem byle kim,
jestem dziewczyną motocyklisty!
Motocykliści mają zawsze wypasione dziewczyny, no nie?
Sadownik:
No ba!
*
Z rana traktowałam to jako żart. W ciągu dnia miałam okazję zaobserwować, że inaczej chodzę, inaczej się czuję. Moje ciało melduje światu: Dziewczyna Motocyklisty idzie! No ba! „Sie" wie!