Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #myMS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #myMS. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lipca 19, 2026

6168. 200/365

otrzy­małam ciało, skończony czas, trochę szczęśliwych zbiegów okolicz­ności, kilka okazji, szanse na znaczące relacje, również dziś*.

świadomość tego wszystkiego z uśmiechem i dumą rozsiadła się w fotelu po powrocie do ula, wręczając mi nakolanniki. więc bio­rę z wdzięcznością od­dech i z całego serca dziękuję** za cia­ło, czas, zbie­gi oko­licz­no­ści, okazje, szanse i miłość, która nie­ustan­nie prze­ni­ka wszystko.

200/365

_________
   *   bardzo na ten świętujący weekend czekałam.
  **  szorując na czworakach.

 [suplement 20.07.2026]

Każda rozpacz jest inna, jak góra, którą trze­ba nieść niby garb. Szczęście rozpływa się, wyrównując poziom jed­no­rod­nej ka­łu­ży samozadowolenia.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

piątek, lipca 17, 2026

6165. 198/365

ze­skrobać z siebie blichtr czasów, w których przyszło mi żyć. nie chcę już naprawiać, po­ga­niać, zdążyć*. chcę po­znać i zro­zu­mieć oso­bę, którą pod nim odnajduję na koniec każdego trud­ne­go dnia.

198/365

_________
  *  zdążyć nie wiadomo na co i po co, choć czasy, w których żyję, miałyby gros argumentów i cisnęłyby bez umiaru.

środa, lipca 15, 2026

6164. 196/365

     — prze­trwaj… — szepnął, widząc moją niemoc. — wytrwaj, trzymając się jak naj­bli­żej i jak najmocniej najzieleńszej części sie­bie — dodał.
     a ja cyk, by dobrze zapamiętać mądrość jego zie­lo­no­ści.

196/365

Ostatecznie najważniejsza
we wszystkim jest przygoda.

Gertrude Stein, Autobiografia Alice B. Toklas, przeł. Mira Michałowska, Marginesy, Warszawa 2021.

poniedziałek, czerwca 29, 2026

5157. 180/365

uzna­nie czegoś za bezdyskusyjnie należne, za oczywistość czy pewnik, za­bi­ja. ukręca łebek poczuciu szczęścia, że to i tamto przytrafiło mi się, zostało zwyczajnie podarowane przez los właśnie dziś*. uka­tru­pio­ne po­czu­cie szczę­ścia nie stanie się źródłem wdzięcz­ności, a tylko dzięki niej życie w każdej chwili ma szan­sę stać się cudem.

180/365

_________
   *   choć kolejny dzień żyję niczym pies na łańcuchu, przy wiatraku, to kawa, lektury i rysik są dla mnie nie­powta­rzal­ną okazją, by cieszyć się przywilejami: życia, smakowania i czytania.

[…]  gdy próbuję zrozumieć, jak działa życie — i dlaczego nie­któ­rzy ludzie lepiej radzą sobie z przeciwnościami losu niż in­ni — wracam do czegoś, co ma związek z mówieniem „tak” ży­ciu, czyli z miłością do życia, nie­za­leż­nie od tego, jak bardzo jest ono niedoskonałe, oraz miłością do siebie samej, nie­za­leż­nie od tego, jak się ją odnajduje. Nie na zasadzie „ja ponad wszystko”, co jest przeciwieństwem życia i miłości, ale z de­ter­mi­nacją łososia, by płynąć w górę strumienia bez względu na to, jak rwący jest nurt, ponieważ to twój stru­mień

Zdarzają się momenty, kiedy wszystko idzie tak źle, że ledwo żyjesz, i chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że lepiej ledwo żyć na własnych warunkach, niż wieść rozdęte półżycie na cudzych.
     Takie dążenie oznacza niewszystko albo nic”, tylkowszystko ORAZ nic”. Jak każda opowieść o wyprawie i poszukiwaniu.

Tak naprawdę szans jest więcej niż dwie — znacznie więcej. Po pięćdziesięciu latach wiem już, że znajdowanie/tracenie, zapominanie/pamiętanie, odchodzenie/powracanie nigdy się nie kończy. Całe życie sprowadza się do kolejnej szansy i do­pó­ki żyjemy, aż do samego końca zawsze istnieje jakaś kolejna szansa.

Jeanette Winterson, Po co ci szczęście, jeśli możesz
być normalna
?, przeł. Kaja Gucio, Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

niedziela, czerwca 28, 2026

6155. 179/365

jak rozmawiać z tęsknotą? namolnie gada do mnie pauzami, niemocą, chwy­ta za gardło, patrzy niewidzącymi oczami, nie­obecność i bezruch uparcie wpycha mi w dłonie.

jako jedyna w ulu nie narzeka na wściekły upał za oknem.

179/365

niedziela, czerwca 21, 2026

6151. 172/365  // Panna cotta (CC)

dziś — dla wielu ludzi pierwszy dzień lata — dla mnie zaś sam jego środek. dziś to również pierwszy dzień z pierwszego ma­ra­tonu tem­pe­ra­tu­ro­we­go w tym roku. mam bardzo ambitny plan na ten upalny czas: nie dać się — uwzględniając nie­prze­jed­na­ne ograniczenia, robić swoje, by wygrać, czyli przetrwać z jak najmniejszymi stratami na sprawności mojego cia­ła.

172/365

[…]  lato przypomina nam, że nawet gdy stoimy twarzą do słońca, rzucamy cień. Natura wie, że nie moglibyśmy mieć dobrych dni, gdyby nie zdarzały się też te złe, a życie to ide­al­ne połączenie jednych i drugich. Rośliny, tak jak i ludzie, po­trzebują światła, cienia i wody.

[…]  lato to stan czystego istnienia, a nie aktyw­no­ści, zwłaszcza w te dni, kiedy choroba wygrywa.

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)


Calendario Geniale,
[dostęp: 21.06.2026], źródło.

Lato nie jest / jedynie porą roku,
jest stanem ducha
utkanym ze światła / i wolności.

piątek, czerwca 12, 2026

6146. Chwile nie do zapomnienia…

Jabłoń:
(dwa dni temu obdarowana przez Häwwę,
dziś wbiła się w bawełnianą piękność
)

Jabłoń:
(gdy tylko Sadownik wrócił
do ula, wypina pierś
)
Całuj księżniczkę!

Sadownik:
(uśmiechnięty od ucha do uch
nie traci rezonu
)
„Skakaj”, żaba!

Jabłoń:
(podjęła wyzwanie, by
przywitać się na stojąco
)
Co jest? Pierwszy raz w życiu
widzisz żabę z balkonikiem?

piątek, czerwca 05, 2026

6139. 156/365

spodobała mi się perspek­tywa, by uznać swoje zmagania za przywilej. nie dość przypominania sobie, że każda chwila to okazja*, by coś wybrać, by zade­cy­do­wać, by uko­chać. mieć wy­bór — choćby w najpodlejszej sytuacji — to jest zawsze bez­cen­ny przywilej.

156/365

__________
   *   tak jak okazje i tu, i tam.

[…]  uważałam udział w naszych zmaganiach za przywilej. Zewsząd otaczały nas ściany, ale inni już je wcześniej nad­kru­szyli.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

poniedziałek, czerwca 01, 2026

6136. 152/365

ro­zum na siłę musiał mnie dziś wypchnąć z ula. dusza była bardzo zadowolona. ciało też, choć pojękiwało ciut mocniej niż zwykle.

152/365

niedziela, maja 17, 2026

6113. 137/365  // na gigancie, dzień 22.

bywało: nie ro­bię tego, bo mnie męczy okrutnie.
jest: robię to, chociaż mnie męczy okrutnie.
robię, bo wciąż mogę, a ta potencjalność mnie zachwyca.

137/365

I don’t know what God is.
I don’t know what death is.

But I believe they have between them
     some fervent and necessary arrangement
.

[…]

Instructions for living a life:
Pay attention.
Be astonished.
Tell about it
.

'

Mary Oliver (1935–2019), Sometimes.

sobota, maja 16, 2026

(6110+2). 136/365  // na gigancie, dzień 21.

za­pytałam o marzenie*, które dotyczy na­sze­go duetu — od­po­wiedź ścisnęła mi bo­leś­nie serce, ale po jakimś czasie dotarło do mnie, że.

potrzebuję przyjmować do wiadomości ograniczenia wy­ni­ka­ją­ce z mojej choroby, by uwzględniać ich istnienie podczas kre­śle­nia planów; by organizować odpowiednio otaczającą mnie przestrzeń, by nie stała się więzieniem; by móc nie prze­pra­szać za to, że potrzebuję pomocy, ale także.

potrzebuję nie przyjmować do wiadomości ograniczeń wy­ni­ka­ją­cych z mojej choroby, by w miarę możliwości przekraczać gra­ni­ce, które ona wyznacza mi i nam jako parze.

136/365

__________
  *  nie zapytałam o marzenie, którego spełnienie jest możli­we, więc sama sobie byłam winna, że „wyszedł poza linię”, by — gdy zderzyły mi się kulki w głowie — być wdzięczną, że to zrobił.

wtorek, maja 12, 2026

6103. 132/365  // na gigancie, dzień 17.

szczypta dyscypliny, bo dwie to byłoby już zdecydowanie za dużo. do­prawiam nią wol­ność dzień po dniu. i smak tej ostat­niej wy­ostrza mi apetyt na jeszcze więcej fi­zycz­nej auto­no­mii.

132/365

poniedziałek, maja 11, 2026

6102. 131/365  // na gigancie, dzień 16.

złapał mnie kry­zys; sprawdził, czy jestem godnym spa­ring­part­ne­rem i „nauczał”:
     — odróżniaj rzeczy, których dopiero od­ha­cze­nie jako zro­bio­ne sprawia ci przy­jem­ność, od rzeczy, których samo ro­bie­nie spra­wia ci frajdę, przy­jem­ność, satysfakcję. liczą się te drugie*.

131/365

_________
  *  oraz umiejętność odkrycia cienia dru­gich w tych pierw­szych; pomaga w tym nie­nachalna samodyscyplina.

niedziela, maja 10, 2026

6101. 130/365  // na gigancie, dzień 15.

jest do­tyk*, za którym tęsknimy, którego pragniemy — w jego naturę wpisany jest nasz wybór nie tylko czasu, formy, ale prze­de wszystkim osoby**.

jest dotyk, który nazywam technicznym*** — medyczny, fizjo­te­ra­peutyczny, po­mo­co­wo-asystencki — w tym przy­pad­ku nie ma mowy o wyborze osoby, mu­szę godzić się na to, co jest. ten dotyk, pomyślałam wskutek przytoczonych poniżej słów, bywa nie­wer­bal­ną rozmową o życzliwości wobec kru­cho­ści ludzkiego ciała — gdy tak się dzieje, czu­ję wdzięczność.

130/365

_________
    *     trzyma mnie poniższy cytat i nie chce puścić, więc upusz­czę go tu z nadzieją, że nie będzie już za mną łaził.
   **    nie musi być ludzka. od śmierci He­niut­ki wykorzystuję każ­dą okazję na kon­takt z przyjaźnie nastawionymi do ludz­kie­go świata psami.
  ***   na gigancie od poniedziałku do piątku każdego dnia do­ty­kają mnie minimum czte­ry osoby. w sobotę tylko jedna. mo­im ogrom­nym przywilejem jest to, że w nie­dzie­le nie dotyka mnie nikt. a za dwa ty­god­nie bez jednego dnia będę uprzy­wi­le­jo­wa­na nieprzyzwoicie…

Jeśli nikt cię nie dotyka, rozmowa to naj­bliż­szy kon­takt, jaki możesz nawiązać z in­nym człowiekiem.

Olivia Laing, Miasto zwane samotnością. O Nowym Jorku
i artystach osobnych
, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.

wtorek, maja 05, 2026

6094. 125/365  // na gigancie, dzień 10.

„opa­dał” mnie dziś deszcz, „opadał” pięknie. nie pamiętam, kiedy robił mi to ostatni raz. dosychałam na kawie, marząc.

125/365

Miłość to ćwiczenie w patrzeniu wybiórczym […].
   — Esther Perel

sobota, maja 02, 2026

6091. 122/365  // na gigancie, dzień 7.

prze­pis
     na tęsknotę.
¼ turnusu za mną.
¾ turnusu przede mną.

122/365

Nie interesuje mnie, jak ludzie się poruszają, ale co nimi porusza.
   — Pina Bausch (1940–2009)

piątek, maja 01, 2026

6090. 121/365  // na gigancie, dzień 6.

naj­głośniej krzyczy; wciąż się domaga uwagi, uznania, zro­zu­mie­nia; bywa zadowolone, rozczarowane; zawsze czegoś chce; robi dym; nie umie się zatrzymać; potrafi zachwycić lub roz­sier­dzić; robi sceny, histeryzuje i wietrzy katastrofy — moje ja.

postawić się ca­łe­mu spektrum tego szaleństwa potrafi tylko moje ciało — robi to bezwględnie, nie negocjuje, bo o czym miałoby gadać z moim ja?

a moja esencja na to wszystko: po prostu  j e s t*.

121/365

_________
  *  i gdy jestem z nią w kontakcie; gdy wiem, że to jestem właśnie ja, wszystko nabiera wła­ści­wych kształtów i wagi.

[…]  w naszych ciałach tkwi siła i co najważniejsze, rodzi się ona nie pomimo ich oczywistych słabości, ale dzięki nim.

Olivia Laing, Republika ciał. Eseje o wyzwoleniu,
przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

czwartek, kwietnia 30, 2026

6088. 120/365  // na gigancie, dzień 5.

     — drzewko, mam py­tanie…
     — tak?
     — jak wyglądałby twój dzień, gdybyś miała pewność, że ni­cze­go w swoim życiu nie zawaliłaś?

120/365

środa, kwietnia 29, 2026

6085. 119/365  // na gigancie, dzień 4.

     — a mo­że nie doceniam* mojego aktualnego stanu?
     — skąd to pytanie?
     — bo z perspektywy czasu żałuję, że nie cieszyłam się tak, jak trzeba było cieszyć się swoim zdrowym, młodym życiem.

119/365

_________
   *  wyczłapuję z cienia dnia, którego nie było. wyczłapuję powolutku.

Stromae, Mauvaise journée.

[suplement 14.06.2026]
Wiosną roku 2023 belgijski piosenkarz Stromae odwołał tra­sę koncertową po tym, jak drugi raz przeszedł kryzys wy­pa­lenia, będący skutkiem problemów zdrowotnych i dłu­go­trwa­łej depresji, z której zresztą artysta nie robił tajemnicy — sta­no­wi ona temat wielu jego utworów, na przykład Mauvaise journée („Zły dzień”) lub L’Enfer („Piekło”).

[…]  obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich przejawów wrażliwości i słabości, od lat są używane na pra­wi­cy, by piętnować aktywistki i aktywistów walczących z sek­si­zmem czy rasizmem: „mazgajskie pokolenie”, „obra­żo­ne pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „przewrażliwienie”, „wy­de­li­ka­ce­nie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…

[…]  sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym jesteśmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się szacunku, uwagi czy godnego trakto­wa­nia za kaprys przewrażliwionego pokolenia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.

niedziela, kwietnia 26, 2026

6082. 116/365  // na gigancie, dzień 1.

ten sam po­kój. w ten sam sposób rozłożone rzeczy. nic nie uła­twi­ło­by mi bardziej dostrzeżenia, jak bardzo zmieniłam się w ciągu ostatniego roku.

116/365

Wolność nie oznacza pozbycia się ciężarów z przeszłości. Oznacza podążanie w przyszłość, za marzeniem.

Olivia Laing, Republika ciał. Eseje o wyzwoleniu,
przeł. Dominika Cieśla-Szymańska,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

sobota, kwietnia 25, 2026

6081. 115/365

z samego rana nadzieje wbi­ły pazury w rozpoczynające się ju­tro cztery ty­go­dnie. pragnienie zmiany perspektywy i chęć wy­robienia no­wych nawyków wskoczyły bezgłośnie do walizki. posapując nie bez wysiłku, powtarzają: już czas.

115/365

środa, kwietnia 22, 2026

6078. 112/365

zamykasz oczy i dyskutujesz, per­trak­tu­jesz, bok­su­jesz się z rze­czywistością, próbując ją zmienić, nagiąć, unieważnić, a ona po­zo­staje na te wszystkie rewelacje cał­kiem głu­cha. w tym sa­mym czasie los z rozmachem plecie warkocze z wy­da­rzeń, pra­gnień i trud­no­ści, kombinując, by było jak naj­pięk­niej*.

i masz: nie ma tego złego, co by na dobro i piękno nie wyszło.

112/365

_________
  *  tymczasem Sadownikowi trafiło się spotkanie takiej pięknej nieludzkiej osoby.


fot. Sadownik, fragment.

wtorek, kwietnia 21, 2026

6077. 111/365

no­sić swoje ciało niczym ulubioną spraną bluzę z kapturem. wyczuwać wewnętrzne szwy kroju własnego życia. dać się pro­wa­dzić ciekawości, która ciągnie za rękaw.

111/365

sobota, kwietnia 18, 2026

6072. 108/365

     — mniejszą ły­żeczką mnie jedz — powiedziało mi życie, od­ma­wiając jednocześnie jakiejkolwiek formy dyskusji.

to nie jest dobra rada, luźno sformułowane zalecenie czy wstęp do ne­go­cja­cji. to rekomendacja o najwyższym prio­ry­tecie, któ­rej nie wolno mi odrzucić.

108/365

Na początku autentycznej podróży duchowej musimy się trzy­mać znacznie bliżej rzeczywistości, koncentrować bez­po­śred­nio na tym, co znajduje się tuż przed nami, i dbać o to, aby wy­brana przez nas ścieżka była połączona z naszą naj­głęb­szą miłością.
   — Jack Kornfield

[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

piątek, kwietnia 17, 2026

6071. 107/365  // Panna cotta (CXCV)

chciałoby się powiedzieć z dumą: ujeżdżałam zwierzę, ale praw­da jest taka, że to ono poniewierało moim ciałem.

są rzeczy ważne i cała reszta, w której — po tak długiej prze­jażdż­ce — znalazło się wszystko to, co jeszcze chwilę temu wy­da­wało się superważne. czas na ra­dy­kal­ne kroki, czy­li pomału, powo­lut­ku, ale z żelazną konsekwencją, start.

107/365

[…]  długie pędy rosną w powietrzu i szukają podłoża, któ­rego mogłyby się chwycić. Nowe pędy wisterii wyrastają w pust­kę, zanurzają się prosto w nią i szukają czegoś, czego mogłyby się chwycić, maleńkie jasnozielone dłonie chwytają się tego, co jest w zasięgu, ściany, ogrodzenia, rynny, choćby nawet pozostawionego kija od miotły. Wisteria chwyta się tego, czego chwycić się może, owija się wokół i rośnie w górę. Dąży w górę, w kierunku światła, podpierając się na tym, co jest w zasięgu.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

*

Mary J. Blige & Andrea Bocelli, Bridge Over Troubled Waters.

se hai paura
se piangerai

[…]
io correrò
e le asciugherò

[suplement 18.04.2026]
Nasza forma zmienia się i to codziennie!
Tak jak fale nieustannie zmieniają swoją formę,
a mimo to ocean pozostaje ten sam!
Za każdym razem jest inna fala,
ale ta sama woda.

   — Willigis Jäger

[W.J.] Do podjęcia nowego kroku potrzeba odwagi, ponieważ nie można z góry przewidzieć wyniku. Mistyka pomaga spoj­rzeć na labirynt naszego życia jako na proces dojrzewania.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

sobota, kwietnia 11, 2026

6069. Co ma piernik do wiatraka…

Skąd się bierze taki wpis jak ten? Ano bierze swój początek całkowicie poza mną i bie­gnie przed siebie, całkowicie na ślepo, ku sobie tylko znanemu celowi.

Przy­cho­dzi dzień, gdy nie chcesz, by książ­ki dla ciebie najcenniejsze (ze względu na swo­ją treść) po twojej śmierci skończyły na śmietniku. Postanawiasz Im znaleźć no­we domy, ale nim. Sięgasz po jedną z Nich, by się z Nią pożegnać i już wiesz, że nim. Chcesz jeszcze trochę u sie­bie mieć, ale ponieważ czytało ci się tę książkę zu­peł­nie inaczej niż kiedyś, robisz klik, klik i nim. Czekasz, bo to antykwariat realizuje twoje zamówienie.

Wspomniana książka zostaje, a na czytelniczy stoliczek po kilku dniach wjeżdża no­wa stara książka. I przychodzi sobotni ranek. I czworakowanie odhaczone. I kawa znieczula rehabilitacyjny aspekt przekładania kolejnych papierowych kartek. I ibuk, by odpocząć, gdy ręce mają dość. I powrót do papieru. I trafiasz na fragmenty, które nie chcą czekać na skończenie lektury, które nie godzą się na współistnienie z in­ny­mi wyimkami. Chcą być osobne i już. I co robisz? I nie walczysz. Dajesz tym frag­men­tom to, czego chcą.

Miałam wziąć się za demontaż wiatraka, a wcinam pierniczki.

Kryzysy życiowe są okresami wzrostu.
Informują, że nasza droga biegnie w innym kierunku.

W życiu nie da się znaleźć ostatecznego bezpieczeństwa. Na tej drodze po­zo­stajemy wędrowcami i poszukiwaczami. Kiedy ponosimy fiasko, prze­ko­nu­je­my się, że owa droga w danym momencie nie jest tym, co dla nas dobre. Chcielibyśmy uniknąć tego, co bolesne. Często jednak niepowodzenie i cier­pie­nie przynoszą coś nowego, jakąś zmianę w życiu. Trudno jest dostrzec tę uzdrawiającą siłę, doświadczając cierpienia, które chce się od siebie od­su­nąć. Niełatwo zaakceptować, że nieszczęśliwe zrządzenie losu prowadzi ku rozwojowi.

Niepowodzenie należy do podstawowych doświadczeń bycia czło­wie­kiem. Nigdy nie jest końcem. Oznacza zmartwychwstanie do nowego etapu życia.

Ból i niepowodzenia są częścią procesu stawania się coraz pełniej czło­wie­kiem. Z tego właśnie powodu cierpienie odgrywa w tradycji mistycznej tak ważną rolę. Mistrz Eckhart mówi:

Najszybszym zwierzęciem, które za­wie­zie was ku doskonałości, jest cierpienie.

     Nie chodzi tu o gloryfikowanie cier­pienia, jak miało to miejsce w tradycji chrześcijańskiej. Cierpienie sprawia jednak, że szybciej otwieramy się na następny życiowy krok. Nie ma czło­wie­ka, który nie przechodziłby przez kryzys egzystencjalny. Jest to czas, kiedy można przeprowadzić w życiu fundamentalną reorientację i coś w nim zmienić.

Nikt nie lubi niepowodzeń. Wskazują one jednak na to, że nasze życie powinno obrać inny kierunek. Tak naprawdę to prze­mie­nia­ją­ca siła naszej prawdziwej istoty doprowadza nas do jakiejś gra­nicy i ukazuje nowy początek.

W spokoju, który zostaje nam niejako narzucony w okresach kryzysu, po­ja­wia się to, czego nie można było znaleźć w niepokoju poszukiwań. Zauwa­ża­my, że nie musimy tyle szukać, żeby dojść do tego, czym jesteśmy. Nie mo­żemy nic zyskać, jeśli czegoś nie stracimy. Tracimy tylko to, co nam do­tąd w życiu przeszkadzało.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli
, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

piątek, kwietnia 10, 2026

6067. W warzywniaku (XVIII)

Mawiają, wciągając w autorstwo Einsteina, choć nie ma na to dowodu:

Szaleństwem jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.

Oj tam, oj tam! Są całe grupy zawodowe, faszerowane modną prawdą swych czasów, które bez mrugnięcia okiem ze znawstwem podkreślają:

Głupotą jest robić wciąż to samo
i oczekiwać różnych rezultatów.

Tymczasem. Nie ja, czyli inna pacjentka Pati, bardzo błyskotliwa kobieta, dawno temu przytomnie stwierdziła w punkt, że w ramach rehabilitacji neurologicznej wciąż robimy to samo i oczekujemy innego rezultatu. To prawda. Mozolnie, uparcie, z nadzieją robimy to samo, nie poganiając do­świad­czo­nego trudnościami układu nerwowego. Polerujemy białą kropkę w znaku yin yang.

Te momenty, gdy od lat robiąc to samo ćwiczenie, nagle czuję, że przez uła­mek sekundy kontroluję to, co robię i… robię! I zachwyt! I wspaniały dzień! I wszystko, co najlepsze! I listki nadziei lśnią nawet w beznadziejnie po­chmur­ny dzień.

🍆

Jesteśmy jak iskrzące się skarbce
nieskończonej tajemnicy.

   — Winfried Nonhoff

[w:] Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg.
To, co nas łączy, i to, co nas dzieli
, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

piątek, marca 13, 2026

6039. 72/365

l’imu. do dziś tylko czy­tałam wiele, wiele razy o smaku tego trunku. ustaliliśmy* z Coni The Wind, że nie mogę odejść, nim nie wypijemy ra­zem zawartości tej bu­telki.

72/365

__________
  *  chwilę wcześniej dzwoniłam do Sadownika, by do­wie­dzieć się, w której szafce stoją moje ulubione małoduńskie kieliszki.

Ivonne Dekarski, Love Is Not a Line.

czwartek, marca 12, 2026

6038. 71/365

ból obrał mnie z ochoty do życia. wy­dłu­bał ze mnie ja­ki­kol­wiek odruch zain­te­re­so­wa­nia się czym­kol­wiek. zrobił mi to bardzo sku­tecz­nie.

71/365

[suplement 13.03.2026]
Odpadnięcie od ściany to jeszcze nie runięcie w przepaść.

Każdy kolejny etap życia otwierał nowe możliwości i zarazem pokazywał granice, które należało zaakceptować. I tak jest do dzisiaj.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

niedziela, marca 08, 2026

6037. 67/365

gdy sens da­je dyla, zamiast gonić drania, sprawdzam, jaka jest odpowiedź na pierwsze pytanie kontrolne: czy jestem w stanie oddychać? potem na drugie: czy jestem bezpieczna fizycznie?

cała reszta i wszystko inne nie interesuje mnie wcale, nie jest mi po­trzebne nic więcej, niż dwa tak, by przetrwać.

67/365

wtorek, marca 03, 2026

6032. 62/365

wró­ciły, każdego dnia wracają na dłużej, jasne popołudnia. zniknął, dwa miesiące razem z chodnikami trzymał mnie w areszcie do­mo­wym, śnieg.

zainaugorowałam dziś swoją osobistą wiosnę samotnie pitą ka­wą na mieście.

62/365

Pod koniec zimy, gdy wracają popołudnia.
[…]
Niedoskonałość jest naszym rajem.
I zobaczcie: przy całej tej goryczy
I kipiącej w nas niedoskonałości
Zachwyt tkwi w kalekich słowach i upartych tonach
.

Wallace Stevens, Żółte popołudnie, przeł. Jacek Gutorow,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
(wyróżnienie własne)

sobota, lutego 28, 2026

6028. W wigilię nie byle których urodzin…

Jabłoń:
(w ostatnim możliwym dniu szaleje językowo)
Młodzieńcze, proszę…

Sadownik:
(nim wyjmie Drzewko spod prysznica, droczy się)
Czego, stara babo?

🌱

czwartek, lutego 26, 2026

6026. 57/365

słyszysz‽ zoooostaw tę myśl! i tam­tą też puść!

57/365

Zwroty „Zostaw go!” i „Zostaw ją!” stały się na wiele różnych sposobów zasadą życiową, jaką kieruje się mama Messner. Zdanie jest a to wyrazem tolerancji, a to obojętności, a cza­sem mądrej rezygnacji.

Reinhold Messner, Pod wiatr. O czerpaniu siły
z przeciwności losu
, przeł. Piotr Wawrowski,
Wydawnictwo Helion, Gliwice 2026.

6025. W warzywniaku (XVII)

Jabłoń:
(podczas wczorajszej rehabki potrzebowała
kilku dobrych sekund, by w końcu odkryć to,
co dla Sadownika i Pati jest  o c z y w i s t o ś c i ą
od długiego czasu, że jest Drzewko… histeryczką
)

Jabłoń:
(podczas dzisiejszej rehabki,
po przemyśleniu swojej natury
)
Przez te wszystkie lata,
gdy ze mną pracujesz,
pół aureoli Ci wyrosło.

Pati:
Tylko pół?

Pati & Jabłoń:
(dobrą chwilę rechotały)

🍆

poniedziałek, lutego 23, 2026

6022. 54/365

na koń­cu bólu pękło coś we mnie. skromny plan z rozmachem zaczęłam realizować. wymaga ode mnie dyscypliny, uważności, by nie ustawać w dostrzeganiu prawdziwych cudów w tym, co jeszcze jest.

54/365

[…]  kiedy
Dla siebie samego nawet
W duszy ledwo istnieję,
Wszechświat nabiera innego znaczenia

Przyjdzie niejasne pragnienie,
Aby nigdy nic więcej nie było
W Życiu i we Wszechświecie
Oprócz tej ciemnej chwili,
Którą teraz jest moje życie.
 
Chwili uchodzącej
Do rzeki, która wciąż
Zapomina o swoim istnieniu,
Tajemnej przestrzeni
Między pustkowiami,
Której znaczeniem jest brak znaczenia,
Będącej dla wszystkiego niczym.
I tak mija czas.
Niefizycznie.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

[suplement 24.02.2026]
A ta radość tak subtelna jest
[…] 
Istnieje po prostu wszędzie
Lecz widać ją ledwo gdzie.
 
Są drogi i ta wielka Droga
[…] 
Wiedzie, skąd nikt wyruszać nie będzie
Tam, dokąd nikt się nie wybiera.

(tamże)

poniedziałek, lutego 16, 2026

6016. W warzywniaku (XVI)

Sadownik:
(pół godziny po tym,
jak „choinka” opuściła ul
)
Czujesz ten zapach?

Pati:
Zmiany?

Sadownik:
Strachu!

Jabłoń:
(udaje, że nie rozumie,
o co chodzi
)

🍆

6015. W warzywniaku (XV)

alternatywny tytuł wpisu:
6015. wynosimy choinkę (III)

Dziś ostat­ni — tak jak pierwszy: niepełny — dzień z „choinką”. Na 943 dni zamieniła nasz duży pokój w coś na kształt strychu. Złożony stół utknął pod ścianą. Krzesła w większości wyniosły się do piwnicy. Wszystko, co niezbędne do rehabilitacji zo­sta­ło upchnięte po kątach. „Choinka”, a na niej ja. Od rana do rana, dzień po dniu, to­wa­rzysko, gospo­dar­sko, życiowo wciąż na choince.

Było wiadomo, że do starej wer­sji łóżka nie wrócę już nigdy. Zapadła więc decyzja.

Cywilnego łóżka nie zmieniliśmy. Nastąpiła wymiana jednego materaca w sypialni na stelaże i dwa niezależnie wyginane na pilota twarde materace. Pierwsze próby wyrywania się na szerokie wody lepszego stanu fizycznego zakończyły się prze­pro­wadz­ką na czas nocny. Potem kilka sinusoid, nieoczekiwanych pików, punktów z ze­ro­wą war­tością drugiej pochodnej i mamy to! „Choinka” wyszła. Poszła. Wyniósł ją, czyli łóżko rehabilitacyjne, pan z wypożyczalni.

🍆

Zmienimy też łóżko. […]  Marzę o stelażu na pilota. Nie trzeba podkładać poduszek do czytania, można podnieść zmęczone nogi.
     – Trochę to szpitalne – powątpiewa Piotr.
     – Luksusowe. – Znalazłam w necie materac zamiast na­sze­go siennika.
     Chudość ma tę wadę, że spanie na boku obija kości.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

niedziela, lutego 08, 2026

6006. 39/365

naj­piękniejsze w życiu jest to, że jak za nim idziesz*, nic ci nie grozi. gdy za nim po­dą­żasz, doceniasz to, co ci proponuje, do czego cię zaprasza. z łatwością czujesz się nie­by­wa­le ob­da­ro­wa­ną osobą, choć od wczo­raj nie zmieniło się nic.

39/365

________
  *  czasem oznacza to rezygnację, pod­da­nie się; czasem za­trzymanie się na chwilę w sobie lub z filiżanką ulubionej herbaty w dłoni. zawsze wymaga otwartości, cie­ka­wości i nieśpiechu; życie wyczuwa każ­dą próbę manipulacji czy choć­by chwi­lową chęć kontroli sytuacji.
     pierwsze z trzech zdań dopadło mnie podczas porannego weekendowego czwo­rakowania.

Daj się poprowadzić, zobacz, gdzie zajdziecie.

To Ty decydujesz. Dobrze się zastanów.

Fundacja „Duch Leona”, Zrozumieć psa,
Dobra Wola 2025.

[suplement pikselowy: 11.02.2026]

sobota, lutego 07, 2026

6004. O starej miłości… (III)

Jabłoń:
(z powodu choroby nie obsługuje już guzików
czy sznurówek; radzi się Sadownika co do sposobu
zainstalowania elastycznej wersji tych ostatnich
)
Ty to jesteś jednak mądry facet.

Sadownik:
(uśmiecha się znacząco jako ofiara małżeństwa)
Popełniłem w życiu tylko jeden błąd.

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

(też by się śmiał)
Biały Kruk:
(duch Jego poczucia humoru nigdy
nie opuszcza mieszkańców ula
)

*

środa, stycznia 28, 2026

5997. 28/365

trzeba opatrzeć rany po straconych piórach. zadbać* o po­chew­ki pióro­we. słuchać, jak po­wolutku kształtują się nowe lotki.

28/365

_______
  *  oznacza również konieczność spania w godzinach, które układ nerwowy lubi najbardziej.
  ‡  bo skrzydła są w życiu piekielnie ważne.

Między siedemnastą a osiemnastą wersją doznałem ol­śnie­nia. Koń powinien mieć skrzydła.
     Pamiętam wszystko. Pa­miętam miejsce. […]  Pamiętam nawet, z której strony pa­da­ło światło, gdy to zrozumiałem.

Marcin Wicha, Proste rzeczy,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

piątek, stycznia 23, 2026

5991. Szukając pozytywów…

Jakiś czas temu rozsierdziło mnie państwo polskie. Na pierwszą komisję orze­ka­ją­cą stopień mojej nie­peł­no­spraw­no­ści siedem lat temu udałam się sama na własnych no­gach. Na drugą, po trzech latach, potrzebowałam pomocy Sadownika i wózka. Na trzecią, po kolejnych trzech latach, bez pomocy Sadownika nie wydostałabym się z domu. I co? I znów będę miała prawo parkowania na niebieskiej kopercie tylko przez trzy lata. A potem wstanę z wózka i przebiegnę maraton?

Wściekłam się i postanowiłam nie popuścić temu zidio­cia­łe­mu państwu, które mar­nu­je nie tylko mój czas: jeśli należy mi się jakaś pomoc, to mam ją, kura przez wu, dostać! Dziś przyszła decyzja o prze­li­cze­niu mojej kulawości na punkty. Z dumą od­no­towałam ele­men­ty wyliczenia: 7, 10 i 23.

Ustalić potrzebę wsparcia wyrażoną w war­to­ściach punktowych w ska­li 0–4 punkty:
   […]
   7) Przekazywanie informacji innym oso­bom: 0,000 pkt
   […]
   10) Koncentrowanie się na czynności: 0,000 pkt
   […]
   23) Kontrolowanie własnych zachowań i emocji: 0,000 pkt

Przeglądając ponownie ocenę, zdziwiłam się, widząc:

   6) Klasyfikacja docierających bodź­ców: 1,600 pkt

*

Jabłoń:
(po chwili skomentowała punkt 6. oceny)
Kochanie, to nie ubytek, lecz miara
przystosowania się do życia w małżeństwie!

Sadownik:
Bardzo śmieszne, bardzo…

*

Oddziwiłam się kilka godzin później. Nie chodziło o słuch! Mam zmienione czucie w palcach; gdy nie patrzę na to, czego dotykam, nie wiem, co to jest. Wyjmowanie wła­ści­wej rzeczy z teodory wymaga ode mnie skorzystania rów­nież z oczu.

niedziela, stycznia 18, 2026

5990. Zimowe wytchnienie


fot. Sadownik, fragmenty.

Wtedy… najpierwszy skromny urlopik wytchnieniowy Sadownika. Roz­mo­wy tele­fo­nicz­ne ograniczone były do jednej na dzień.

Dziś… kończył się pierwszy wytchnieniowy weekend Sadownika. Rozmów tele­fo­nicznych, zgodnie z umową, brak. Za to jeden esemes na dzień, kon­trol­ny, że wszystko OK i dobranoc.

Wtedy i do dziś… to samo piękne miejsce. I dobry czas: i tam, i w ulu. W ży­ciu Sadownika tam i w życiu Drzewka w ulu, nim wrócą do wspól­nego czasu.


fot. Sadownik, fragmenty.

niedziela, grudnia 14, 2025

piątek, grudnia 12, 2025

5965. 345–346/365  // Panna cotta (CLXXIX)

la vita è un’occasione per ascoltare la musica bella. per leggere le poesie. per aprire* finalmente il cuore.**

345–346/365

__________
   *  IITI
 **  życie to okazja, by posłuchać pięknej muzyki. by czy­tać wiersze. by otworzyć w końcu serce.

*

Richard Galliano, Chat Pître, New York Tango Trio,
Richard Galliano (akordeon), Sebastien Giniaux (gitara),
Diego Imbert (kontrabas).

Mogłam być sobą – ale bez zdziwienia,
a to by oznaczało,
że kimś całkiem innym.
/
Potevo essere me stessa – ma senza stupore,
e ciò vorrebbe dire
qualcuno di totalmente diverso.

Wisława Szymborska, przeł z j. polskiego Pietro Marchesani [w:] Posłuchaj, jak mi prędko bije twoje serce / Ascolta come mi batte forte il tuo cuore,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2025.

     – Dlaczego? Czy tak ciężko jest ro­zu­mieć, że nie mogę temu podołać? Jestem na to za słaby?
     – Jesteś na to za silny. Jesteś siłą. Jesteś wysiłkiem. Każda twoja manifestacja to wysiłek. Wysiłek i rozumienie wza­jem­nie wykluczają się. Rozumienie nie ma abso­lut­nie nic wspól­ne­go z najdrobniejszym wysiłkiem. Rozumienie przychodzi samo tam, gdzie nie ma wysiłku, gdzie wysiłek skończył się.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

poniedziałek, grudnia 08, 2025

5961. 342/365

wszystko, co mam. wszystko,
co ma jakąkolwiek wartość.
to  t e r a z*.

342/365

__________
  *  wczorajsze teraz zatrzymane w pikselu; obiecane, by powtarzać, dopóki będzie to możliwe.

Nie ma przypadków, przynajmniej w psychicznej warstwie świata.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

[11.12.2025]
     – Jed­nym chociaż słowem, jak można by określić to-co-jest?
     – Niewysłowione. Nie da się żadnym słowem tego określić. Każde słowo nie­uchron­nie jest literaturą.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

czwartek, listopada 27, 2025

5955. 331/365

nie ma czegoś takiego jak „porażka”. czasem wybierasz drogę, którą podążasz. częściej, du­żo częściej, to droga wybiera ciebie.

331/365

Na deser coś nowego. Takie powinny być desery – nieznane.

[…]  wszystko jest możliwe, ale
sądzę, że wszystko najlepsze.

Manuela Gretkowska, Przeprawa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

poniedziałek, listopada 17, 2025

5947. 321/365

wszyscy* potrzebujemy być zo­baczeni.
wszyscy* potrzebujemy być przyjęci.
bez wyjątku*.

321/365

__________
  *  również nasze łzy i poczucie beznadziei.

     – Czy mogę pani pokazać jej zdjęcie? – zapytał zmieszany.

Kristy Robinett, Tęczowy most. Opowieści czworonożnych
przyjaciół z Nieba
, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Illuminatio, Białystok 2025.

piątek, listopada 07, 2025

5935. 311/365

nie, nie mogł_ś zapobiec. nie, nie mogł_ś zro­bić więcej, lepiej, szyb­ciej, inaczej. je­dy­na wo­da, na którą możesz się przy­go­to­wać, nad któ­rą możesz zapanować, to ka­łu­że.

311/365

Cierpienie ma głęboki sens. Cierpienie ma taki sens jak rzeka, co nagle przecina ci w poprzek drogę. Nie ma mostu, nie ma brodu, nie ma promu, nie ma materiału ni narzędzi do zbu­do­wa­nia tratwy. Ty masz dostać się na drugi brzeg, żeby iść da­lej. Masz to zrobić, wszak rzeka przecięła ci dro­gę, zatem two­ja dro­ga nie kończy się na tym brze­gu, tu nie jest meta, bo wte­dy się nie mówiłoby, że rzeka przecięła ci drogę. Więc two­ja dro­ga prowadzi przez rzekę i dalej, już po tam­tej stro­nie. Nie możesz zrobić nic innego, jak rzekę przebyć.
     — Czy nie ma sposobu na ominięcie rzeki, to znaczy na unik­nię­cie bezpośredniego kontaktu z wodą? Czy nie mogę iść w bok, w lewo czy w prawo, aż do napotkania mostu lub prze­woź­ni­ka z łodzią?
     — Rzeka przecięła ci drogę. Jeżeli ta rzeka jest na twojej drodze, to znaczy, że ta rzeka jest twoją dro­gą. Przebycie tej rzeki należy do twojej drogi. Jeżeli wykonasz obrót o dzie­więć­dzie­siąt stopni i pójdziesz w bok, w lewo czy w prawo, to znaczy, że z drogi zbaczasz. Jeżeli obrócisz się na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i ruszysz, to znaczy, że z drogi za­wra­casz. Jeżeli usiądziesz na brzegu, na tym brzegu i za­czniesz liczyć sekundy, to znaczy, że twoja dro­ga urywa się. Ta droga to droga do życia. Więc albo idziesz do życia, albo nie. Jeżeli tak, musisz rzekę prze­być. Musisz cierpienie przecierpieć. Tyl­ko tak je prze­kro­czysz i zostawisz na zawsze za sobą.
     […]
     — Więc mam wejść do wody, nie umiejąc pływać?
     — Czy możesz nauczyć się pływać bez wody?
     — Ale przecież mogę się utopić!
     — Utopić się możesz stojąc na brzegu i nie skacząc do wo­dy. I zaiste, wtedy topisz się, wtedy toniesz.
     — Kiedy?
     — Kiedy stoisz na brzegu i nie skaczesz do wody.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.
(wyróżnienie własne)

środa, października 15, 2025

5913. 288/365

drobiazgi. za­uważać, robić, doceniać. każdego dnia — mimo wszystko, szcze­gól­nie w tych trudnych chwilach, gdy nadzieja spakowała już wa­liz­ki — amen.

288/365

[…]  ból jest akuszerką nowego, pomaga narodzić się temu, co zupełnie inne.

Ból czyni człowieka podatnym na niedostępne, co daje mu oparcie i schronienie.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.

[suplement 17.10.2025]
Choroba wycieńcza, gdy wszystko boli, człowiek myśli o śmier­ci jak o wytchnieniu. Pojawia się pragnienie śmierci, pragnienie końca cierpienia, za wszelką cenę. Życie boli, czy ktokolwiek wie o tym lepiej niż człowiek chory? Coraz więcej dróg zamkniętych. Oprócz tej jednej.

Joanna Mizielińska, Księga umarłych,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.

sobota, września 20, 2025

5895. 261–263/365

dwa dni te­mu zadziwił, dzwoniąc, bo miał nie dzwonić.

zadzwo­nił, by się odmeldować, nim kolejnego dnia planowo zacznie dziczeć. na swoim urlopie wytchnienionym ma tylko je­den obowiązek: codziennie wieczorem przysłać kropkę — wczoraj przysłał również piksele.

261–263/365


fot. Sadownik, fragment.
 

5894. Wracając do życia  // Panna cotta (CLXX)

Gdy przed moim wypoczynkiem zaznaczałam na swoje potrzeby poniższe słowa Katarzyny Boni, nie miałam pojęcia, że po powrocie do ula rozpoznam utratę na­dziei, obserwując wszechogarniającą mnie niechęć do jakiegokolwiek działania.

Zastygłam. Miałam w podręcznym pudełku wyłącznie czarne kredki, by kreślić na­są­czone przerażeniem szki­ce bliższej lub dalszej przyszłości. Tęskniłam do chwil, gdy rozpiera mnie entuzjazm, gdy czegoś chcę, coś planuję, o czymś jeszcze w moim życiu marzę. Nie wierzyłam, że te chwile mogą wrócić.

[…]  działanie – jedyną rozpoznawalną cechę nadziei […].

Katarzyna Boni, Którędy do wyjścia?,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.

Gdy wczoraj skończyłam, prawie przeczytane na sadowniczym urlopie, włoskie li­ter­ki, po­czu­łam, że wraca do mnie powolutku, nieśmiale moje własne życie. Jeszcze nic mu nie obiecałam, ale już wiem, że cza­sem jestem małym smokiem, czasem ma­lut­kim chłopczykiem, a czasem Mahmudem.

«[…]  e quan­do c’era un’onda grande e avevo paura, […]  mi rac­con­ta­va quel­la storia del cucciolo di drago».
     «Quale storia?» fa Samir.
     «Quella del ragazzino che giocava con dei cavalli di plastica» dice Bill. «Lui voleva fare una scuderia per i cavalli. Prende un cavallo per metterlo nel recinto e... il cavallo è un piccolo drago che gli sputa addosso una lingua di fuoco. Il ragazzino, terrorizzato, lancia il draghetto per terra. E non rac­con­ta a nessuno quello che gli è successo. Ma non gioca più alla scuderia. Anzi, smette completamente di giocare. I genitori, preoccupatissimi, lo por­ta­no da un esperto. Avete presente quegli esperti con gli occhialini e la pipa che sanno leggere nella mente dei bambini?»
     «Un bambinologo!» esclamo.
     «Più o meno» risponde Bill. «Sapete cosa ha detto il bambinologo, non appena il ragazzino è entrato nel suo studio ed è finalmente riuscito a rac­con­tar­gli la sua storia?»
     «No. Mica c’ero io...» dico. Ma quando lo capirà Bill che non posso in­do­vi­na­re quello che è successo se non ero lì?
     «Bene, anzi male. Lo saprete alla prossima... mareggiata! Quando Mah­mud non sarà più arrabbiato con me» fa Bill, guardandomi fisso come se anche questa volta mi vedesse dentro qualcosa che io non vedo.
     Che storia stupida ci ha raccontato il maestro. Una storia di cui non sap­pia­mo neanche il finale.
     […] 
     […]  Abbiamo sprecato l’occasione della nostra vita. Stavamo cavalcando l’onda che av­reb­be fatto di noi dei campioni, dei veri campioni. E magari av­reb­be cambiato per sempre il nostro destino e invece...
     «Invece, sapete cosa ha detto il bambinologo al ragazzino?» È la prima volta che Bill apre bocca da quando ci ha tirati fuori dall’acqua.
     «Quale ragazzino?» chiede Samir con un filo di voce. […]
     «Quello che al posto di un cavallo aveva preso in mano un cucciolo di dra­go e il drago gli ha sputato addosso il fuoco e il ragazzino si è spa­ven­ta­to, gettando il draghetto per terra... Lo volete sapere il finale?»
     «Allora questa storia ha un finale» dico, e anche la mia voce esce debole come se il mare me l’avesse rubata tutta.
     «Ogni storia ha un finale» risponde Bill brusco. «Be’, sentite com’è an­da­ta. Quando il bambinologo ha ascoltato il racconto del ragazzino, si è bat­tu­to una mano sulla fronte, e ha detto: “Allora sei tu la causa di tutto! Qual­che tempo fa è venuto nel mio studio un cucciolo di drago chiedendomi se po­te­vo curarlo, perché non gli usciva più il fuoco dalla bocca... Non ca­pi­vo pro­prio cosa poteva essergli successo”.»
     «E cosa gli era successo?» domanda Samir tossendo e cercando di met­ter­si seduto.
     Bill continua: «Il bambinologo ha esclamato: “E adesso ho capito! Quel draghetto mi ha raccontato che un giorno stava dormendo tranquillo vicino a dei cavalli di plastica e all’improvviso è comparso un mostro enor­me, lo ha preso in mano, ha urlato e l’ha gettato con violenza per terra... Il cuc­cio­lo di drago ha avuto così tanta paura che da quel momento non gli è più uscita una lingua di fuoco dalla bocca”».
     Mi viene da ridere […].
     — […] a kiedy była wielka fala i bałem się, […] opowiadał mi historię smo­cze­go dzie­ciaka.
     — Jaką historię? — pyta Samir.
     — Tę o chłopczyku, który bawił się plastikowymi konikami — mówi Bill. — Chciał zro­bić stadninę dla koni. Bierze konika, by umieścić go na padoku a… konik jest małym smo­kiem, który zieje na niego jęzorami ognia. Chłopczyk, przestraszony, rzuca smocze dziecię na ziemię. I nie opowiada nikomu o tym, co mu się przytrafiło. Nie bawi się już w stadninę. W rzeczywistości przestaje bawić się w ogóle. Rodzice, bardzo się mar­twiąc, prowadzą go do specjalisty. Kojarzycie tych specjalistów w okularach z fajką, którzy po­tra­fią czytać w umysłach dzieci?
     — Dzieciolog! — krzyczę.
     — Mniej więcej — odpowiada Bill. — Wiecie, co powiedział dzieciolog, jak tylko chłop­czyk wszedł do jego gabinetu i w końcu dał radę opowiedzieć mu swoją historię?
     — Nie. Mnie tam nie było… — mówię. Kiedy Bill zrozumie, że nie mogę odgadnąć, co się stało, skoro mnie tam nie było?
     — Dobrze, w zasadzie źle. Dowiecie się przy następnej… fali przypływu! Kiedy Mah­mud nie będzie już na mnie wściekły — mówi Bill, patrząc na mnie uważnie, jakby rów­nież tym razem zobaczył we mnie coś, czego ja nie widzę.
     Co za głupia historia, ta, którą opowiedział nam nauczyciel. Historia, której końca na­wet nie znamy.
     […]
     […] Zmarnowaliśmy szansę naszego życia. Ujeżdżaliśmy falę, która zrobiłaby z nas mistrzów, prawdziwych mistrzów. I może zmieniłaby na zawsze nasze przeznaczenie, a zamiast tego…
     — Zamiast tego, wiecie, co powiedział dzieciolog chłopczykowi? — Bill po raz pierwszy otworzył usta, odkąd wyciągnął nas z wody.
     — Któremu chłopczykowi? — pyta Samir słabym głosem. […]
     — Temu, który zamiast konika wziął do ręki smoczego szczeniaka, a ten opluł go ogniem, chłopczyk przestraszył się i rzucił małego smoka na ziemię… Chcecie poznać zakończenie?
     — Więc ta historia ma zakończenie — mówię, również mój głos jest cieniutki, jakby morze okradło mnie ze wszystkiego.
     — Każda historia ma zakończenie — Bill odpowiada oschle. — Cóż, posłuchajcie, co się stało. Kiedy dzieciolog wysłuchał opowieści chłopczyka, uderzył się dłonią w czo­ło i po­wie­dział: „A więc to ty jesteś przyczyną wszystkiego! Jakiś czas temu przyszedł domojego gabinetu malutki smok, pytając mnie, czy mogę mu pomóc, ponieważ nie był już w stanie ziać ogniem… Naprawdę nie rozumiałem, co mogło mu się przydarzyć.”
     — I co mu się stało? — pyta Samir, kaszląc i próbując usiąść.
     Bill kontynuował:
     — Dzieciolog wykrzyknął: „I teraz rozumiem! Ten malutki smok opowiedział mi, że pewnego dnia spał spokojnie blisko plastikowych koników i nagle pojawił się ogromny potwór, wziął go do ręki, wrzasnął i rzucił go gwałtownie na ziemię… Smoczy szczeniak przestraszył się tak bardzo, że od tego momentu nie był w stanie ziać jęzorami ognia z paszczy”.
     Zachciało mi się śmiać […].

Nicoletta Bortolotti, I bambini di Gaza. Sulle onde
della libertà
, Mondadori Libri, Milano 2024.
(wyróżnienie własne)

sobota, września 13, 2025

5889. Na finale małego wspólnego czasu

Pan Ciasteczko:
(pod koniec sierpnia męskie zawodowe pitu-pitu
z klientem o tym, kto przed, kto po urlopie;
że przed, że jak zwykle, dopiero we wrześniu
)

Klient:
Ale urlop czy wypoczynek?

Pan Ciasteczko:
(zaciekawiony)
A jaka jest różnica?

Klient:
Na urlop jedzie się z rodziną,
a na wypoczynek samemu.

Jabłoń:
(kupiła to rozróżnienie na pniu, gdy tylko
Pan Ciasteczko się nim z nią podzielił
)

*

Sadownik & Jabłoń:
(przed wyjazdem, rechocząc, ustalili, że Jabłoń
jedzie na wypoczynek, a Sadownik na urlop,
choć w tę samą walizkę się pakują,
bo Drzewko potrzebuje fizycznej pomocy
każdego dnia nie raz
)

Jabłoń:
(wczoraj, gdy wracali z corocznej uczty)
Chyba wypoczęłam,
zaczynam tęsknić za rehabką

🍆

Sadownik:
A ja zaczynam cieszyć się na swój wypoczynek…

Jabłoń
(szczęśliwa, że wytchnieniówka Sadownika
jest możliwa i zbliża się wielkimi krokami
)

*

Paula Cole, Lovelight.

niedziela, sierpnia 31, 2025

5877. 243/365

po­trze­buję* jednocześnie elastycznej dys­cy­pli­nyzdys­cy­pli­no­wa­nej ela­stycz­ności, potrzebuję do końca życia.

elastyczność w granicy do nieskończoności to folgowanie sobie. dyscyplina w granicy do nieskończoności to niewolnictwo.

243/365

_____________
     *   przyszło do mnie rano, gdy czwo­ra­ko­wa­łam**. przy­szło w efekcie drobnej zmiany w rozkładzie dnia. nie było wczo­raj wieczornego czworakowania, bo***.
  ***  jesteśmy dostatecznie starzy, by chcieć kończyć dzień, gdy tylko się da, we wła­snym łóżku, ale są w nas jeszcze ak­tyw­ne opa­ry młodości, bo wy­szli­śmy wczo­raj, ale wró­ci­li­śmy już dziś. i co z te­go, że do świtu było jeszcze kilka go­dzin. faktem jest, że nie pamiętam, kiedy zro­bi­li­śmy to ostat­ni raz, czyli jest dobrze.

czwartek, sierpnia 28, 2025

5874. 240/365

ile ra­zy się poddałam. ile razy od nowa ruszałem w drogę. by być dziś tą osobą, którą jestem jeszcze przez chwilę.

240/365

Miłość to troska. A także przeczucie żalu, który pojawi się, gdy kochana istota zniknie.
     Dbamy o to, co kochamy.
     Kochamy to, z czym mamy relację.
     A ja nie umiem odróżnić grabu od wiązu.

Katarzyna Boni, Którędy do wyjścia?,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.

niedziela, sierpnia 24, 2025

5869. Bez jaj!

Sadownik:
(wczoraj przy porannej kawie parsknął,
a potem przeczytał Drzewku dowcip
)

     — Przynieśliśmy pani męża z ba­ru. Jest tak na­wa­lo­ny, że za każdym razem jak sta­wia­liśmy go na nogi, to upadał…
     — No bez jaj! A gdzie jego wózek?

Jabłoń:
(nie pamięta, kiedy tak głośno
i tak długo się śmiała
)

Sadownik & Jabłoń:
(gdy już oboje przestali się śmiać, dłuższą chwilę
rozmawiali o tym, że nie ubawiłby ich ten dowcip aż tak,
gdyby nie ich osobiste doświadczenie życia z ferrari
)

Choroba jest jak poród, jak siła, która zabiera czło­wieka nie wiadomo gdzie. Gdzieś.

Aleksandra Zbroja, Muszę ci coś powiedzieć,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.

piątek, sierpnia 22, 2025

5868. 234/365

co mnie zawsze ratowało? wróć!
co mnie ratuje dziś?

234/365

[…]  jednym z ostatnich zajęć, jakie znalazł, zanim skończył się komunizm, to posada ogrodnika i nadzorującego terapię zajęciową na zamkniętym oddziale psychiatrycznym daleko za miastem. Zajmował się ogrodem razem z pacjentami – chorymi psychicznie, alkoholikami, narkomanami. Sadzili pomidory, kapustę, paprykę, kwiaty. Wydaje mi się, że był szczęśliwy. Ogrody zawsze go ratowały.

Georgi Gospodinow, Ogrodnik i śmierć, przeł. Magdalena Pytlak,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.

czwartek, sierpnia 14, 2025

5863. Jest moc…

Uśmiech. Statystycznie zdecydowanie częściej uśmiechają się osoby zawodowo „za­leż­ne”, np. kel­ner­ki, pracownicy niższych szczebli, recepcjoniści. Czasem to ich je­dy­ne na­rzę­dzie przetrwania lub pacyfikowania rzeczywistości kon­stru­owanej w biegu, zwy­kle nieprzytomnie, przez oso­by w da­nej sytuacji bardziej uprzywilejowane.

Uśmiech. Odkryłam, że uśmiech w sytuacjach społecznych nie musi być tylko wy­ra­zem spo­łecz­ne­go nie­uprzy­wi­le­jo­wa­nia. Może być wyrazem wewnętrznej mocy i du­cho­wej rangi. Uśmiechając się, wysyłam nieznajomej mi osobie niewerbalny sygnał: widzę cię, życzę ci dziś wszystkiego najlepszego.

Uśmiech. Więc? Możesz uśmiechnąć się, by coś ugrać, ale możesz też uśmiechnąć się, by zła­pać kon­takt z tym, co w to­bie najlepsze, nie oczekując niczego w zamian, bo naj­lep­sze już masz. Fizycznie obie opcje często wyglądają tak samo, ale w od­czu­ciu to dwie zupełnie inne bajki. W tym drugim przypadku dzieje się czysta magia.

Uśmiech. Że bełkot? Hmmm. Mam! Naprawdę myślisz, że Dalajlama podlizuje się światu?

piątek, sierpnia 08, 2025

5856. 220/365

wczoraj pierwszy raz w życiu usłyszałam w porę niemy krzyk własnego ciała. poszłam za jego kategorycznym: nie! pew­nie po­wie­dzą, że nie­ele­gan­cko, ale sprawnie ominęłam kulturę nie wy­pa­da, na­le­ży, jak możesz!?

220/365

Kiedy jednak ze spalonej ziemi wyrasta nowy pęd, trzeba mu zaufać i póki nie pojawią się nowe anomalie, trzymać na wo­dzy wyobrażenia przyprawiające o rozpacz. Nie ma in­ne­go sposobu, by w obliczu granicznych doświadczeń pozostać nie­ugiętym i zachować równowagę codziennego życia.

Kenzaburō Ōe, Zapiski z Hiroszimy,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2024.

niedziela, sierpnia 03, 2025

(5845+4). 215/365

tro­pem kogoś, kto tu był dwa dni temu, poszłam zaciekawiona. przeczytałam, uśmiechnęłam się i uznałam, że ten cytat (tam, wtedy) wyprzedził znacząco czas. bezwzględnie należy do dnia dzisiejszego, więc wraca.

215/365

Widać jej zmarszczki, ale owszem, wydaje się szczęśliwa.
     Wydaje się szczęśliwa z powodu bycia kobietą.

Markus Zusak, Posłaniec, przeł. Anna Studniarek,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2009.

piątek, lipca 25, 2025

5844. 206/365

mo­je ciało nigdy nie przymyka oka na in­cy­den­ty, nie jest wy­ro­zu­miałe na prze­kra­cza­nie jego granic. zwaliło mnie z nóg w po­nie­dzia­łek pożarami i przygwoździło do łóżka na dwie doby, a po­tem, bym zapamiętała na dłu­żej jego protest, bym uwzględ­ni­ła w przy­szło­ści — może, nareszcie — jego ka­te­go­rycz­ną niezgodę i niepodlegający żad­nym negocjacjom bunt, przez ko­lej­ne dwie doby od­da­wa­ło mi mo­je do­bre życie wa­run­ko­wo, bez po­śpie­chu, ka­wa­łek po kawa­łecz­ku, bez pewności, że odda całe.

jestem, w końcu, zostałam sobie zwrócona, czy zmądrzałam?

206/365

[…]  po latach zrozumiałam, że jeśli się jest z obrzeży, tak­że tych mentalnych, to siłą rzeczy jest się ska­za­nym na nie­zro­zu­mie­nie. […]  To często oznacza też ucieczkę, opu­szcze­nie miejsca, w którym się wychowało. Na szczęście od­po­wied­nio wcześnie zrozumiałam, że muszę wyjechać. W mo­im ro­dzin­nym mieście byłabym bardzo samotna. Szukałam wolności w byciu tym, kim chcę, w zadawaniu pytań. Wie­dzia­łam, że muszę trzymać się od niego z dala.

Filip Springer, Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.

poniedziałek, lipca 21, 2025

5841. W drodze do siebie

Obita współczuciem, litością i cudzymi łzami wydłubałam z przedostatniej lektury najgęstsze gęste. Wydłubałam, by wrócić do pionu po chwilach, gdy nie widziano mnie wcale, przy­glą­da­jąc się wyłącznie mojemu „kalectwu”. Wydłubałam, by otrze­pać się z tru­dów doświadczania społecznego wymiaru chorowania na przewlekłe, postępujące, nieuleczalne.

Im bardziej dochodzę do siebie, tym odważniej pojawia się retoryczne pytanie: kto realnie tam i wtedy był kaleką?

Opadamy… coraz szybciej… coraz niżej… z prędkością 200 km/h. Spadamy swobodnie w kierunku ziemi, a ja uśmiecham się szerzej niż kiedykolwiek wcześniej.
     Jeżeli tak nie wygląda wolność, to nie wiem, co nią jest. Na tej wysokości demencja nie istnieje.
     Tu mój mózg jest wolny od choroby. Lecę, nieograniczana niczym, co przywiązuje mnie do ziemi.
     […]
     Gdybym słuchała tego, co mówią inni, nigdy nie skoczyłabym ze spa­do­chro­nem. Nie zrobiłabym połowy wszystkich tych rzeczy, które w opinii większości ludzi nie są odpowiednie dla osób z demencją.
     Teraz, stojąc już na twardym gruncie, ale z krwią wciąż buzującą w ży­łach, planuję od razu kolejną przygodę. Dlaczego miałabym kie­dy­kol­wiek tego zaniechać?

[…]  stawiam na ryzyko; jeśli mam umrzeć,
to umrę szczęśliwa.

Życie jest ryzykowne już od pierwszego dnia na świecie, ale nie pozwolę de­men­cji mnie definiować, a moja rodzina już się nauczyła, że jeśli spróbują mi zabronić czegoś, co robiłam przed demencją, to wtedy choroba wygra.

Zawsze mówię o znaczeniu niepoddawania się – bo wielu z chęcią podda się za nas – i że pozytywne podejście jest konieczne, by skoncentrować się na jesz­cze posiadanych umiejętnościach, aktywnościach po­zo­sta­ją­cych w za­się­gu ręki czy na znajdowaniu innych rozwiązań […].

Wspomnienia nas definiują, a zarazem pozwalają osobom, które nie znają nas od lat, zrozumieć nasze potrzeby i działania. Nie możemy stracić naszej przeszłości z oczu, bo na niej budujemy swoją przyszłą postać.

[…]  osoby z demencją często muszą się dostosowywać, ukrywać uczucia, aby nikogo nie dotknąć, lecz jeśli nie będziemy w stanie rozmawiać o trudnych sytuacjach i scenariuszach, pozostaniemy bezradni.

Pewna znajoma kiedyś mi powiedziała:
     „Dużo czasu zajmuje nam zrozumienie, że inni nie pojmują tego, czym jest nasza demencja, kim jesteśmy i co czujemy. Zaczynamy traktować ich ulgowo. Często musimy uwzględniać ich brak zrozumienia czy em­pa­tii, a dzieje się to kosztem naszych własnych uczuć. Stajemy przed koniecznością zanegowania tego, co się dzieje – jeśli chodzi o uczu­cia – w naszych głowach jedynie z powodu niezrozumienia jakichś ludzi. Jednak czujemy się z tym źle, bo nie możemy być sobą. To przedziwne po­łą­cze­nie. Staramy się być mili dla innych, brać poprawkę na ich brak wni­kli­wo­ści i zrozumienia dla demencji, jednak oznacza to zarazem negację wła­snych uczuć”.

Każda osoba ma swoją indywidualną metodę stawiania czoła ży­ciu i chorobie, jednak gdy nasze otoczenie zaczyna nas ograniczać, zmie­nia się nasze podejście. Zapytałam znajomych, jak ich rodziny za­re­a­go­wały na diagnozę:
     „Osobiście spotkałam się z bardzo negatywną reakcją […]. Sama na po­cząt­ku przyjmowałam całą tę negatywność i choć starałam się przekonać ludzi, że «będzie ze mną dobrze», w głowie zadawałam sobie pytanie: «Czy będzie dobrze?»”.

Wielu z nas zgadza się z twierdzeniem, że podejście specjalistów ma naj­więk­szy wpływ na to, jak zareagujemy na diagnozę. To jedna z głównych nauk, którą wyciągnęłam z ostatnich sześciu lat: moje podejście ma moc sprawczą, ale jest zależne od mojego otoczenia. […]  Czy nie mogła po­wie­dzieć: „Tak, to dołująca choroba, lecz ta nowa etykieta ciebie nie de­fi­niu­je, jesteś tą samą osobą, która weszła do gabinetu pięć minut te­mu – jeszcze tyle przed tobą”. Opuściłabym jej gabinet w zupełnie in­nym nastroju.

[…]  żadna pojedyncza metoda radzenia sobie nie jest tą jedyną słuszną. Sposoby stawiania czoła przeciwnościom są tak różnorodne jak my wszy­scy – niezależnie od tego, czy cierpimy na otępienie.

Być może spełnienie naszych życzeń nie jest zależne od niczego poza tym, jak sami rozumiemy znaczenie tych słów. Każdego dnia mierzę się z naj­róż­niej­szy­mi trudnościami, ale być może wcale nie są one większe od tych, które muszą pokonywać moi sąsiedzi. Nigdy nie wiemy, jaką walkę we­wnętrzną toczy drugi człowiek. Musiałam zatem zadać sobie pytanie, czy to, czego sobie zażyczyłam, faktycznie było mi potrzebne, czy też może moje marzenie już się spełniło.

Demencja z całą pewnością nauczyła mnie, że warto, byśmy wszyscy zaczęli dostrzegać to, co dzieje się w chwili obecnej.

[…]  wszyscy potrzebujemy deszczowych dni, by odżyć, nabrać sił i po­now­nie rozkwitnąć. Jednak kontrola nad tym, kiedy się pojawią i jak długo potrwa­ją, jest jedynie złudzeniem, o czym natura bezustannie nam przy­pomina.

Bywają momenty, gdy nie potrzebujesz nic poza dru­gim czło­wie­kiem, który sprawi, że nie będziesz się czuć samotnie. Porozumienie bez słów, uśmiech, rozumiejące spojrzenie – to niby drobiazgi, a znaczą tak wiele.

Gdy kogoś kochasz i wiesz, że możesz mu pomóc, masz naturalny odruch, by to zrobić. Tak naprawdę jednak najlepszy wyraz miłości, jaki mo­żesz mu dać, to wesprzeć jego poczucie samostanowienia, po pro­stu pozwalając mu być.

Rzeczywistość czy sen? Nadal nie jestem pewna…

Wendy Mitchell, Anna Wharton, Co chciałabym, żeby
ludzie wiedzieli o demencji
, przeł. Barbara Łukomska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

fot. Fabio De Paola, fragment,  
[dostęp 16.07.2025], źródło.  

Wendy Mitchell
(1956–2024)

Nieustannie zmieniamy się i dostosowujemy, jak każdy człowiek w obliczu wyzwania.

Lepiej zachować dystans – przyszłość jeszcze nie nadeszła i być może jest jeszcze daleko, daleko przede mną. Czy kto­kol­wiek z nas może mieć pewność, co przyniesie kolejny dzień?

Oczywiście, bezsprzecznie jestem inna niż przed diagnozą. Lecz ilu z nas może stwierdzić, że przez całe życie było tą sa­mą osobą? Demencja różni się tym, że blizny mają wymiar bardziej fizyczny, trwały, nieodwracalny – ale nie nie­moż­li­wy do przezwyciężenia.
     Wszystko zależy od punktu widzenia.

Odkąd mierzę się z chorobą, bywają dni, gdy moimi jedynymi towarzyszami są pory roku i to one przypominają mi o tym, że moje drobne, stopniowe zwycięstwa nad demencją są rów­nie ważne jak mały żołądź, który spada z drzewa, by na­stęp­nie mógł wyrosnąć z niego dąb.

Drzewa bez liści wcale nie muszą być brzydkie, jeżeli dasz sobie czas na dostrzeżenie piękna ich konarów.

(tamże)

Prawdziwą sztuką nie jest zapominać,
lecz puszczać wolno.
Gdy zaś nic już ci nie zostanie,
możesz być bogaty w utratę.

Rebecca Solnit