

7 230 m
*
W drodze na wycieczkę, dzięki znalezisku Bliźniczej Liczby, wyliśmy… wersję, którą pokochałam…
Sesame Street, El patito.
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?


7 230 m
*
W drodze na wycieczkę, dzięki znalezisku Bliźniczej Liczby, wyliśmy… wersję, którą pokochałam…
Sesame Street, El patito.
wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Nie napatoczyłabym się na ten kawałek. To po prostu nie mój świat. Tym bardziej jestem wdzięczna Po30stce za tę piosenkę, za jej tekst. Do poniedziałku łomoliliśmy tą piosenką razem z Sadownikiem, od wczoraj łomolę sama. Nie mogę przestać. Przyszedł więc najwyższy czas, by dorzucić ją do blogowego działu S.O.S.
Ta piosenka wraz z obrazkiem szturcha w bok moje pasje, marzenia, sens życia i pyta jak się mają. Fajnie jest czuć ich głęboki oddech, słyszeć ich żywy rytm. Dziękuję Po30stko. :)
Grubson, Na szczycie.
wpis przeniesiony 5.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
— Poczułem się urażony. — Powiedział i poszedł do pracy.
Zamykane rano drzwi szczęśliwie oddzieliły go od jej złych snów i strachu.
Bo w niebie nie tylko śpiew, ale czasem cisza i pauz całe hordy szalejące...
Wieczorne wytchnienie. Taniec z cudownie opowiedzianą bają przykładam na smutek. Pomaga. Jutro będzie lepiej, to pewne.
Pilobolus, Shadow Dance.
wpis przeniesiony 3.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Nowy rok zaczęłam wczoraj. Nowe twarze młodych ludzi. Na nich świeże, nieśmiało kiełkujące marzenia. Cudownie będzie patrzeć jak Ci ludzie i ich marzenia będą rosnąć i stawać się. Zalążki tego, kim mogą się stać. Napawałam się nimi, gdy myśleli, że na nich nie patrzę. Jestem w fantastycznym momencie swego życia. Tak jak Oni. Mam ogromny przywilej towarzyszenia ludziom, gdy rosną wewnętrznie.
*
Prywatna inauguracja roku akademickiego była nietypowa. Poszliśmy z Sadownikiem na warsztat Festiwal POP-Kreacji, który prowadziła Gepardzica. Było cudnie. Gepardzica jest Mistrzynią robienia nastroju do pracy. Praca była zaskakująca, a sam warsztat dla nas trwał długo po tym, gdy formalnie się skończył. Zamiast zapakować się w autobus i być szybciutko w Przytulisku, wbić się w stare tory, kupiliśmy kawę na wynos, przeszliśmy cały Nowy Świat, Przedmieścia Krakowskie, Plac Zamkowy, Rynek Starego Miasta ciesząc się jak dzieci. Postanowiliśmy robić tak częściej. A gdy tylko wróciliśmy zapragnęłam jeszcze raz złapać nastrój początku, poczuć go w sobie. Odpaliłam kompa i poleciałam:
Lionel Hun, Hope.
Dziś oglądałam to już kilkanaście razy. Do listy ratunkowej zaraz dodam, by było zawsze pod ręką. Mam szczęście, że wokół mnie cudowni, inspirujący Ludzie. Wdzięczność i zachwyt wypełnia mnie dziś całą. Padam z nadmiaru wrażeń.
wpis przeniesiony 3.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Rysujesz? Malujesz? Śpiewasz? Tańczysz?
Robisz coś choć odrobinkę szalonego?
Robisz coś tylko dla siebie?
Dlaczego nie?
BO:
a) nie umiesz?
b) robić powinno się w życiu tylko to, co przynosi wymierne efekty w postaci pieniędzy, awansu społecznego lub zawodowego?
c) inni mówią, że to głupie?
Zastanawiałam się dzisiaj nad zniewoloną kondycją białego człowieka żyjącego w XXI wieku w kraju na „P” i wyszło mi, że...
JEŚLI NIE, BO:
a) wówczas pytam skąd wiesz, że nie umiesz, skoro tego nie robisz? lub dlaczego tego nie robisz, by się nauczyć?
b) wówczas pytam, jeśli daje ci to radość z istnienia, to jest to bardzo, bardzo wymierny efekt mający z pewnością wpływ na PKB.
c) to Mapety ci powiedzą, dlaczego wybór tej opcji nie był najmądrzejszy:
— the question is what is a „mahna, mahna(m)”? (2:17)
— the question is who cares? [kogo to interesuje?]
A... Mapety mylić się nie mogą! A... Spotkać się ze sobą to Wielka Rzecz!
Jestem za tym, by nauczyć się robić wybrane, te niby pozornie nikomu do niczego niepotrzebne i głupie rzeczy. I mieć z tego ogromną przyjemność! Bo jeśli nie w tym życiu, to kiedy?
Muppet Show, Mahna, Mahna.
wpis przeniesiony 3.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Jesteś kociarzem? marzycielem? bajecznym zachwyt-mistrzem? wielbicielem kreskówek? Nie możesz tego ominąć.
Angélique Kidjo, Lon Lon (Ravel's Bolero) / Gergedan.
Dodaję to do działu S.O.S., by mieć zawsze pod ręką, na wszelki wypadek, gdy ktoś we mnie zwątpi we mnie, gdy ktoś w Tobie zwątpi w Ciebie, gdy nasze marzenia zwątpią w siebie...
wpis przeniesiony 3.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Włóczyłam się wczoraj po blogowych przestrzeniach, w których mam zwyczaj bywać raz na tydzień lub dwa, by zaaplikować sobie skoncentrowaną dawkę kilku wpisów na raz. Jest taki blog, zwykle skromny, jeśli chodzi o liczbę słów, lecz bogaty w treść, znaczenie, pauzy, eksperymenty myślowe, spostrzeżenia i wszystko to, co między słowami przeczytane może być na milion różnych sposobów.
Zajrzałam tam z oczami mentalnie obłożonymi plastrami awokado. I znalazłam perełkę, którą nuciłam przez cały wieczór, którą nucę od rana i którą z pewnością będę jeszcze nucić jakiś czas.
Alanis Morissette, That I Would Be Good.
Ambre, dziękuję! To nie jest jeszcze jedna ładna piosenka, czy kawałek co za serce chwyta zbyt. To piękne zdjęcia, dojrzała mądrość i mądra dojrzałość, słowa zgrabnie ułożone oraz obłędny zachwyt lingwisty, że piosenką tą można fantastycznie zilustrować tryby warunkowe.
wpis przeniesiony 2.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Every cloud has a silver lining mawiają Brytole.
My mówimy, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło lub
utrzymując styl meteorologiczny: po każdej burzy wychodzi słońce.
Nie mogło być inaczej z chorowaniem.
Dziś.
Wieczór.
Na podwórku –5°C.
Henrietta szczęśliwa po spacerze.
Jabłoń przymarźnięta z lekka.
Sadownik spionizowany.
I... napój...
...Bogów!
Podarowany przez Ommeczkę.
***
No, nie może utknąć w komentarzach. Trafia do działu S.O.S. ten cudowny przepis:
Napój Bogów Zdrowiejących
Korzeń imbiru na długość kciuka
wrzucić do garnka z dwoma litrami wody,
zagotować,
pobulgotać 20 minut,
dorzucić cytrynę całą, wyszorowaną i pokawałkowaną,
wyłączyć ogień,
niech się parzy.
Psa wyprowadzić lub lekturze miłej się oddać.
Pić z wielką łyżką miodu, na ciepło
i błogosławić ten cudny Świat psów lub książek,
i westchnąć Ommmmm śānti śānti śānti
na część Ommeczki, która przepis nam podarowała.
wpis przeniesiony 2.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Bóg pisany od tyłu to „pies”▲.
Bones, 4 sezon,
4 odcinek, od 40min:30sek.
***
Nic więc dziwnego, że kawałek podarowany nam Wszystkim przez Campanulkę jest nie tylko psi, ale jest nadzwyczajnie boski! Tak boski, że nie może utknąć w komentarzach --- musi być niczym koło ratunkowe dla Duszy, zawsze pod ręką, uzdrawiające nawet alergików --- stąd w bocznej szpalcie nowy, świeżo utworzony dział S.O.S.
Will Young, Come On.
___________
▲ ang. god==dog (przykład zmory tłumaczy).
wpis przeniesiony 2.03.2019.
(oryginał bez twardych spacji)
Jak byłoby miło mieć metr pięćdziesiąt, kręcone włosy i sokoli wzrok. Bóg, może głuchy nie dosłyszał, może ślepy nie doczytał zamówienia, a może miał swój chytry plan. Wszystko przekręcił i podarował urodzinowy prezent. Nie ma w nim metra pięćdziesięciu, nie ma kręconych włosów, a gdy wieczorem zdejmę okulary, przed oczami mam niekończący się test Rorschacha. Bóg miłosierny, bo łapnął w końcu, że podarował coś, czego być może sam sobie by życzył, gdyby miał stać się człowiekiem. Z pewnym opóźnieniem podarowałbył lekarstwo — Sadownika, co nie znosi kręconych włosów, kocha z metra ciętą kobietę i lubi mówić: „plama się do Ciebie uśmiecha”, gdy rankiem okulary dosypiają w swej prywatności na parapecie.
Marzenia, by nie wystawać ponad tłum, by być zwykłym, nierzucającym się w oczy człowiekiem, grzeczną dziewczynką, niesprawiającą kłopotu córką, spełniającą oczekiwania społeczne obywatelką — Boga ominęła nawet myśl, by choć zalążki spełnień tego podarować. Dopadła mnie dzisiaj Akuszerka, całkiem bez znieczulenia: jak mi jest być bezdzietną w świecie?
***
Jak jest, gdy ludzie traktują moją bezdzietność jako problem i odsuwają się ode mnie?
Jak to jest, gdy kiedyś najbliżsi ludzie, wśród których się wychowałam, robią ze mnie problematycznego człowieka?
Jak to jest, gdy milczą, gdy dają dobre rady, gdy modlą się, by Bóg zechciał mnie naprawić?
***
Jestem bezsilna... Bezsilna tak bardzo, że aż bezbronna. Wtedy płaczę...
Płaczę... i wracają do mnie słowa Treyi, których ci wszyscy — co się odsunęli, wiedzą lepiej, milczą, dają dobre rady, chcą bym się zmieniła i modlą się bez końca — nie słyszą:
Chcę, żebyś mnie pytał, a nie mówił.
K. Wilber, Śmiertelni nieśmiertelni,
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2007.
Płaczę... i znajduję na nowo słowa Ewy Woydyłły:
Dzięki łzom ocalamy to, co w nas najlepsze.
E. Woydyłło, Sekrety kobiet,
Wydawnctwo Literackie, Kraków 2005.
Płaczę... i czasem nie chcę już płacić tak wysokiej ceny za bycie sobą, co dla mnie łączy się nierozerwalnie z byciem reprezentantem mniejszości społecznej.
Płakałam i dziś, by na końcu bezsilności znaleźć siłę... siłę wręcz morderczą, by stać za tym, co wybrałam w życiu: za wolnością, której potrzebuję jak powietrza, za pragnieniem spełniania marzeń, za drogą, którą chcę podążać. Płaczę, by ocalić to, co we mnie najlepsze, co potrzebuje bezdzietną pozostać. Płaczę... i muszę przyznać, że płacz się chyba całkiem dobrze Bogu udał, bo po deszczu przyjść musi słońce...
***
...I przyszło, bo Frendka na swoim profilu umieściła:
Ad for Clothing Brand Saga, Dare.
I pomyślałam... właśnie o to chodzi! O to chodzi!