Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Pięć lat później przypomniała mi się pierwsza słuchana ze zrozumieniem piosenka po włosku. Przypomniał mi się mój zachwyt każdym zwierzęciem i onomatopejami, ale przypomniała się również niemoc Sadownika, bo ile razy pod rząd można słuchać tej samej piosenki, zwłaszcza gdy się jej samemu nie wybrało?
Wszystko przez to, że drugi tydzień zachwycają mnie… izolacje Luciano. Puenta tego ruchu… rewelacyjna! Niemoc Sadownika przemieniona w decyzję, odrodzona moc.
Poddałam się. Nie odczepią się ode mnie, ani oryginał, ani Rosso, jeśli ich tu nie zostawię. A gdy po raz nie-wiem-który odtwarzam poniższe, uznałam z zachwytem, że nie doceniałam tekstu (sic!) tej piosenki. Przepięknie tłumaczy i ilustruje to, czego w języku polskim 1:1 nie ma. Perełka, po prostu gramatyczna perełka!
Luciano Rosso, El Pollito Pío, 10 years later!
*
Pulcino Pio, Il Pulcino Pio
in radio c’è un pulcino […] c’è una gallina […] c’è anche un gallo […] c’è un tacchino […] c’è un piccione […] c’è anche un gatto […] c’è anche un cane […] c’è una capra […] c’è un agnello […] c’è una mucca […] c’è anche un toro
e il toro muu e la mucca moo
l'agnello bee e la capra meee
e il cane baubau e il gatto miao
e il piccione tru e il tacchino glu glu glu
e il gallo corococo e la gallina coo
e il pulcino pio, e il pulcino pio […]
in radio c’è un trattore
Pierwszą w swoim życiu kurą przez wu rzuciłam w wieku trzydziestu lat, gdy ze świeżutko zdobytym prawem jazdy na polskich drogach zapoznawałam się w praktyce z głęboką tradycją kultury polskich kierowców.
Siarczyste klnięcie opuściło blachą obity świat i przysiadło w kątku ula na stałe, gdy partia małych ludzi wielkimi krokami, włochatymi łapami w niebiałych rękawiczkach i gębami pełnymi patriotyzmu demolowała trud trzydziestu lat doganiania Europy.
To by było na tyle w kategorii: martyrologia lingwistyczna.
•
Tymczasem tu i teraz. Od kilku dni nie mogłam ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości, że po włosku można z łatwością, poza kilkoma kulturalnymi formami, wykrzyczeć, używając wulgaryzmu, zachwyt i wniebowzięcie: co za szczęście! Bo, umówmy się, to żadna sztuka stekiem wulgaryzmów donieść światu: co za pech!
Jak to ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości? Szukałam istnienia tego zjawiska w ojczystym języku, by upalować wyjętą z podręcznika wiedzę, by zakorzenić i nie zawracać więcej rzeki kijem świętego oburzenia wysokiego rejestru językowego.
Patrz, pani! Patrz, pan! Mam! Z Sadownikiem podzieliłam się odkryciem, upewniając się, że źródło mego odkrycia bije żywiej w męskawym świecie. Okazało się, że tak, fakt, zgadza się wszystko. Nie jesteśmy już tylko Chrystusem Europy, źródłem biblijnych cnót, które krzewić mamy zamiar na zgniłym Zachodzie. My mamy w sobie ździebko człowieka bez podwójnych powiek, Chińczyka, co zawojować chce świat.
Nim karta stół i joker koszulką do dołu, dość śmiało pozwolę sobie docenić naturę poczynionego odkrycia. Z jednej strony jesteśmy oszczędni, nie szastamy słowami. Z drugiej zaś, by nie być oskarżonym o mylenie największego szczęścia i odwiecznego pecha (skojarzenie z polityką wyjątkowo trafione) na jedno i drugie używamy tej samej frazy: o, kurwa! Jedynie intonacja pozwala nam rozróżnić, czy należy wykrzykującemu te słowa człowiekowi współczuć czy gratulować. A ponieważ jako naród chwalić to my jeszcze nie umiemy za bardzo, zawsze możemy z troską głupiutko powoydyłłować odrobinkę: nieładnie, oj, nieładnie tak mówić!
Nie, nie zdziwiłam się wcale, gdy ta piosenka — dopadła mnie kilka tygodni temu i ubawiła setnie — w której wulgaryzm goni wulgaryzm, wyraziła chęć zaistnienia tu jako ilustracja, pocztówka dźwiękowa z wcale niedalekich peryferiów dobrze ułożonego języka. Che culo!
Tiziano Sciusco, Posso fare un disastro.
non ce la faccio più ti spedisco in Timbuctù samo piękno, czyli czasownik zaimkowy, czasownik inchoatywny i… w wolnym tłumaczeniu: idź do diabła / w cholerę!
Pradolina Wisły — gapię się na piękne zdjęcie od dziesięciu dni. Szybko dotarło do mnie, że pierwsze wrażenie, jakie ono na mnie robi, odkrywa przede mną fałsz mojego praprzekonania. Zajęło mi jednak trochę czasu, nim na słowa byłam w stanie zamienić owo odkrycie. Brzmi ono tak.
Tak jak nie była to wina dzieci, tak też nie była to wina miejsca, że czternaście lat mojego życia w — jak mawiał Biały Kruk — Pierdzielewie miało tak wiele odcieni koszmaru.
A potem, gdy już słowa zostały nanizane na kolejne wiersze akapitu; gdy zdjęcie wybrało sobie cytat, chwytając łapczywie składające się na jego sens słowa; wiedziałam, że to drugie zdjęcie również chcę tu mieć… i ten głos, i to brzmienie akordeonu też, i te włoskie słowa. Zachłanna jestem… i łomolę.
fot. Häwwä, fragment.
Pozbyć się z nagromadzonych obrazów i dyskursów tego wszystkiego, co bierzemy za niepodważalne prawdy, ujawnić arbitralny i przygodny charakter owych wyobrażeń, które niezauważenie nas pętają, by zastąpić je innymi, które pozwolą nam w pełni zaistnieć i otoczą nas akceptacją – oto czarownictwo, któremu z rozkoszą będę się poświęcać po kres moich dni.
Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak,
Wydawnictwo Karakter,
Kraków 2019.
fot. Häwwä, fragment.
[suplement-cytat 31.05.2026]
Dzieciństwo cechuje niezwykła przenikliwość i olbrzymia wyobraźnia, za którymi przez resztę życia możemy już tylko tęsknić, lecz wiąże się też z podatnością na zranienie, kruchością i dojmującą bezsilnością.
[…]
Nie ulega wątpliwości, że upływający czas wystawia nas również na nieszczęścia i zawody, dając nam wiele powodów do żalu. Jeśli jednak mamy wystarczająco dużo szczęścia, […] upływ czasu pozwala nam również zyskać większy dystans, a wraz z nim poszerza się margines naszej wolności, zyskujemy swobodę manewru w naszej własnej egzystencji. Przychodzi mi na myśl wszystko to, co we mnie samej się uspokoiło, osiągnęło równowagę, wszystko to, co udało mi się oswoić, ale także wszystko to, czego udało mi się wyzbyć, z coraz mniejszymi skrupułami i wahaniem, dzięki czemu wreszcie zyskałam swobodę działania, zajmowania się tym, co dla mnie najważniejsze, a co daje mi szczęście. Każde zdarzenie, każde spotkanie nawiązuje do wcześniejszych zdarzeń i spotkań, pogłębiając ich sens. Przyjaźnie, miłości, myśli zyskują na rozpiętości, rozwijają się, wysubtelniają, wzbogacają.
używając języka polskiego
bywam nie do wytrzymania nie tylko dla innych. w języku angielskim jestem bardzo rzeczowa. gdy mówię po włosku świat wokół mnie jest arcyfantastycznym miejscem, w którym dostrzegam tylko możliwości.
148/365
se parlassi solo la lingua polacca, sarei la persona più arrabbiata al mondo. se non avessi guardato il professor Snyder parlare polacco, non avrei amato accenti. se non avessi cominciato
a studiare l’italiano, non avrei occasioni di appassionarmi ai congiuntivi.
czy to źle że
moje usta noszą w sobie dwa światy. akcent
Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty. The Sun and Her Flowers, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
nienawiść
jest łatwa i banalna
lecz miłość
wymaga siły
którą każdy ma
ale nie każdemu
chce się jej używać
*
Biagio Antonacci, You & Me.
abbracciami controvento
[…] dimentica cosa sei cosa sei / senza te io io non so stare al mondo […] stare con te
mi ha insegnato a sorvolare
Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą,
gdzie na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem) Ta piosenka to piękne ćwiczenie na congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.
(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)
Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu, więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu) Nie śmiałbym nawet podejrzewać, że wymiar artystyczny ma jakiekolwiek znaczenie…
Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się tą piosenką
inaczej niż wtedy)
*
in ogni senso hanno creduto, cercato e voluto che fosse così pod każdym względem wierzyli, szukali i chcieli, żeby tak było
Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone. [tu drugi już raz]
Od dłuższego czasu umiem oglądać siatkówkę. Chwilę temu Häwwä zwróciła moją uwagę na Illię Malinina, a Sadownik poszedł za ciosem i nauczył mnie czerpać radość z oglądania jazdy figurowej na lodzie.
Jestem ignorantką, dośc dumną. Nie odróżniam aksla od lutza. Nie mam pojęcia czym są ritbergery, flipy, tulupy czy salchofy, ale lubię brzmienie tych nazw. Interesuje mnie wyłącznie synchronizacja ruchu z muzyką. Niech do mnie dotrze, niech do mnie przemówi, niech mnie porwie.
No i trafiła się wczoraj muzyka, którą muszę mieć pod ręką. Można przy okazji poćwiczyć tryb przypuszczający po włosku z moim ukochanym congiuntivo, grającym po cichutku pierwsze skrzypce w warstwie słownej, bo reszta, wiadomo, o miłości.
Jackie Evancho, Se.
se tu fossi nei miei occhi per un giorno vedresti la bellezza che piena d’allegria
io trovo dentro gli occhi tuoi […] se tu fossi nel mio cuore per un giorno potresti avere un’idea
di cio che sento io […] se tu fossi nella mia anima un giorno sapresti cosa sono in me […]
solamente...
amore...
Energia jest nie tylko wewnątrz nas. Znajduje się również w miejscach, w których żyjemy i spotykamy się z ludźmi. Każdy z nas jest inny, tak jak inna jest energia każdej przestrzeni. Podczas podróży wchłaniamy energię nowych miejsc w sposób, który może być transformujący. Podróżowanie napełnia nas nowymi zasobami energetycznymi i rozbudza w nas poczucie, że jesteśmy połączeni z szerszym światem. Ta energia i te więzi pozostają z nami i uwznioślają nas nawet po powrocie do domu.
Laura Lynne Jackson, Znaki. Jak odczytywać
sygnały, które wysyła wszechświat,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2022.
(wyróżnienie własne)
Wspólne ćwiczenia z plastyczności neuronów: odkrywanie […], poznawanie, smakowanie świata.
Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)
*
Antonello Venditti, Che fantastica storia è la vita.
E quando penso che sia finita
È proprio allora che comincia la salita
Che fantastica storia è la vita
Czy istnieje inny sposób, żeby się uratować? Jeśli nie poprzez tworzenie własnych rzeczywistości? — Clarice Lispector (1920–1977) Nadszedł czas, by w pełni zaakceptować tajemnicze życie tych,
którzy pewnego dnia umrą.
•
Życie rozkazuje mi: „Ruszaj się!”.
Ana Claudia Quintana Arantes, Śmierć warta przeżycia, przeł. Barbara Bardadyn,
Wydawnictwo Feeria, Łódź 2025.
*
Paolo Fresu, Hope, Richard Galliano (akordeon),
Jan Lundgren (fortepian), Paolo Fresu (trąbka).
Cotygodniowe odliczanie literek, trzy. Należała się na stosiku czytelniczym. Naczekała się. Wdrapała się na sam szczyt wirtualnej górki do przeczytania, gdy Hannah zapytała: czytałaś?
Przeczytałam. Tylko jedna historia opróżniła mi woreczki łzowe. To rewelacyjny wynik w porównianiu z czwartą częścią cyklu, ale żadne osiągnięcie w porównaniu z pierwszymi trzema „tomami”.
Ludzie, którzy postanawiają wrócić do przeszłości, choć znają skomplikowane zasady i są świadomi ryzyka, muszą mieć ważny powód.
☕
– No więc kto pani zdaniem mógł odnaleźć szczęście? Dziewczyna, która nie miała szansy się z panią zobaczyć, czy ta, która miała?
– Dziewczyna, która nie miała szansy się ze mną zobaczyć, czy ta, która miała…?
Hirai wydmuchała dym, jak gdyby chciała powiedzieć: „Reszty domyśli się pani sama”. […]
Kiedy Tsumugi się nad tym zastanowiła, stwierdziła, że różnica była ogromna.
☕
Wypowiedzenie słów „Podobasz mi się” powinno być proste, ale wygląda na to, że serca wszystkich ludzi otacza potężny mur. Nie jest to bariera fizyczna, lecz emocjonalna. Kiedy wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi, hamujemy się, bo nie wiemy, co jest po drugiej stronie muru.
My, ludzie, mamy z natury tendencję do strachu przed nieznanym i z tego powodu wielu z nas się waha. […] Gdyby ludzie mogli zobaczyć, co kryje się w twierdzach innych osób, i zrozumieć ich emocje, może zburzyliby swoje mury. Mury te są zbudowane przede wszystkim z lęku przed odrzuceniem, a zawód miłosny sprawia, że stają się jeszcze wyższe.
☕
Oczywiście podróżowanie w czasie musiało być ryzykowne. W pewnym sensie było to logiczne. W końcu cuda się zdarzają, ale wiąże się z nimi ryzyko.
– Zrozumiałem.
☕
Na tym świecie zdarzają się niezliczone sytuacje, w których logiczne rozumowanie nie zawsze prowadzi do dobrej odpowiedzi.
☕
Ludzie ciągle zmieniają nastawienie. Niezależnie od tego, jak silne jest nasze postanowienie, czasem najbłahsze wydarzenie może wywołać wątpliwości. A kiedy wątpliwości ujrzą światło dzienne, mogą być trudne do stłumienia, nawet jeśli mocno się staramy. To tak, jakby nagle pojawiła się inna wersja nas, prezentująca przeciwne poglądy niż jeszcze kilka sekund wcześniej.
☕
Istnieją dwie odmiany żalu: żałujemy swoich czynów i straconych szans.
Kiedy żałujemy, że coś zrobiliśmy, wynika to albo z tego, że nie możemy tego cofnąć, albo z fatalnych skutków, kiedy na przykład zranimy kogoś nietaktowną uwagą albo kiedy czujemy się okropnie, wyznawszy komuś miłość.
Kiedy natomiast żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy, ma to związek z niewypowiedzianymi słowami albo z niewyznaną miłością.
☕
W życiu często zdarza nam się, że czegoś żałujemy, ale nie da się tego cofnąć. W większości chodzi o coś, co robimy w chwili złości. Rozwiązanie konfliktów […] niekiedy wymaga dużo czasu. Niezależnie od tego, jak bardzo żałujemy swoich słów lub zachowań, zadane przez nas emocjonalne rany nie zagoją się, jeśli uczucia zranionej osoby się nie zmienią.
☕
[…]
czternastego lutego, czyli w walentynki. W Japonii w tym dniu kobiety wyrażają swoje uczucia wobec mężczyzn, dając im czekoladki. Mężczyźni z kolei odwdzięczają się kobietom miesiąc później, w Biały Dzień.
Początki tradycji walentynek sięgają trzeciego wieku w starożytnym Rzymie. Cesarz zabronił wówczas swoim żołnierzom się żenić, ponieważ uważał, że prędzej zdecydują się na dezercję, niż zostawią swoje ukochane. Dobroduszny kapłan Walenty współczuł im i dlatego udzielał ślubów w tajemnicy. Kiedy cesarz się o tym dowiedział, był wściekły. Ostrzegał Walentego, ale kapłan w dalszym ciągu stawał w obronie miłości. Nieposłuszeństwo kosztowało go życie. Z czasem ludzie postanowili upamiętnić odwagę Walentego i nazwali dzień jego egzekucji „dniem Świętego Walentego”.
Ponadto w dawnym kalendarzu księżycowym czternastego lutego wypadał początek wiosny, pory roku, w czasie której ptaki dobierają się w pary.
☕
Każdemu zdarzają się chwile, w których nie jest się w stanie powiedzieć: „Kocham cię”. Ale co by było, gdyby naprawdę dało się czytać innym ludziom w myślach?
☕
– …Yu.
– Co?
– Yu, czyli „delikatna”.
– Yu?
Riuji odpowiedział niemal natychmiast.
– Myślałem o tym imieniu od samego początku.
☕
Czas płynął nie tylko w teraźniejszości, lecz również w przeszłości, zmierzając ku przyszłości.
Toshikazu Kawaguchi, Zanim zapomnimy o życzliwości,
przeł. Joanna Dżdża,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2025.
Nareszcie te uczucia…
☕
Niech pani będzie szczera. I proszę pamiętać, że prawdopodobieństwo można zwiększyć. Im więcej razy próbujemy, tym większe mamy szanse. Im więcej się wahamy, tym więcej tracimy. Rozumie pani?
☕
– To, czego doświadczyłam… to nie był sen, prawda?
– Nie wierzy pani, że to się wydarzyło?
– Nie, chcę wierzyć, że to była prawda.
– W takim razie nawet gdyby to, co pani zobaczyła, było snem, to i tak stanowiłoby to część pani życia, prawda?
☕
W życiu są tylko dwie drogi: zrobić coś albo tego nie zrobić. Ludzie muszą wybrać jedną z nich.
☕
Co mogę powiedzieć, żeby ukoić twoje życzliwe serce?
(tamże)
*
Funiculì funiculà*,
Luigi Denza (kompozytor),
Giuseppe Turco (tekst),
Andrea Bocelli (tenor).
__________
* neapolitańska pieśń napisana w 1880 roku z okazji inauguracji kolei linowo-terenowej, prowadzącej na szczyt Wezuwiusza (źródło).
Leczę się dwudziestoma ośmioma sekundami kreskówki, które wczoraj mnie odnalazły, by oszczędzić mojej duszy zgrzytania zębami. Jestem retro, wiem. Bo urodziłam się stara, bo blogi wyszły z mody lata świetlne temu, ale że w cenie nie są już uczciwość i przyzwoitość, to czyni moją osobę retro-retro. Mi serve un abbraccio!
Sei troppo arrabbiato! Ti serve un abbraccio! [z:] Wyfrunięci, 2023.
po wyborach prezydenckich… siamo troppo, troppo arrabiati! [jesteśmy wku***eni!]
[żałoba]
staje się łatwiejsza do opanowania dzięki zielonym pędom nowego życia rosnącym wokół niej. Zmarli zawsze są obok nas. Gdy o nich myślimy, z czasem ból słabnie, a nasze zainteresowania, przyjaźnie i poczucie sensu się rozwijają, częściowo nadal dzięki ich wsparciu.
*
[…] poza workiem tkanek, słabości i nadziei, z których się składamy, coś po nas przecież zostaje.
[…] doświadczamy miłości, transcendencji, zachwytu, wdzięczności oraz jedności z innymi i choć to niczego nie dowodzi, sprawia, że wcale nie jest głupio wierzyć, że istnieje coś poza nami.
*
[…]
wszyscy jesteśmy tylko liśćmi na tym samym drzewie, które najpierw się rozwijają, potem opadają i gniją, jednak pozostają częścią trwałej niewysłowionej całości.
Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
[…] niestrudzenie ćwiczyłem na fortepianie Arię z Wariacji Goldbergowskich. Bardzo trudne przedsięwzięcie dla kogoś, kto nigdy nie miał lekcji gry na fortepianie. Przy instrumencie czułem się jak dziecko, które po raz pierwszy uczy się pisać. Nauka pisania ma w sobie coś z modlitwy. Minęły ponad dwa lata, zanim udało mi się zagrać całą arię z pamięci. Od tamtej pory powtarzam ją jak modlitwę.
Byung-Chul Han, Nie(do)rzeczy, przeł. Marcin J. Leszczyński,
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2023. (wyróżnienie własne)
J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria + wybór wariacji, Samuele Telari (akordeon). White Raven’s Liked List ♥
Jeśli myślisz, że Sanremo to festiwal typu eurowizja czy wyłącznie blichtr i dno, to ten wpis jest okazją byś zmienił_ zdanie.
Spłakała mnie ta piosenka do gruntu i kości. Wciąż mi to robi. Napisana o relacji z mamą chorującą na alzheimera, wyśpiewana w hołdzie miłości. Zgadzam się z wieloma komentarzami umieszczonymi na jutiubie, choć najbardziej lubię ten, który przytoczyłam poniżej: klejnot, nie piosenka!
Odcedziłam dwa najgęstsze cytaty ze skończonej opowieści z alzheimerem w tle
i pozostało mi już tylko zrobić: hopla!
W końcu przypomniał sobie wszystko. Chciał jej podziękować, zanim o wszystkim zapomniała. […]
Byłem wtedy taki szczęśliwy, więc jak to się stało, że wszystko zapomniałem?
*
– Wiesz, tak sobie zawsze myślę…
– Co takiego?
– Fajerwerki są takie smutne. Zapomina się je, jak tylko się skończą. Jaki miały kolor czy kształt.
– Może masz rację… Ale nawet jeśli zapomnisz ich kolor i kształt, to zostaną z tobą jako wspomnienie tego, z kim je widziałeś i jak się wtedy czułeś.
Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)
*
Simone Cristicchi, Quando sarai piccola, Sanremo 2025.
ci sono cose che non puoi cancellare
ci sono abbracci che non devi sprecare
ci sono sguardi pieni di silenzio
che non sai descrivere con le parole
c'è quella rabbia di vederti cambiare
e la fatica di doverlo accettare
ci sono pagine di vita,
pezzi di memoria che non so dimenticare
*
Simone, cosa hai scritto? Non è una canzone,
è una gemma.
Valerio Barbaro
[Simone, coś ty napisał? / To nie jest piosenka, / to jest klejnot.]
przyszła do mnie wczoraj, przypadkiem, po cichutku sącząc się z głośnika. zastrzygłam uszami, rozpoznając i właściciela głosu, i całe frazy tekstu. łomoliłam, łomolę i połomolę jeszcze trochę, bo niesie mnie ta piosenka, pięknie niesie i zwraca życiu.
vivere o sopravvivere
senza perdersi d'animo mai […]
vivere e sorridere dei guai così come non hai fatto mai
e poi pensare che domani sarà sempre meglio
Raz, film. Dwa, kilka dni konfekcjonowania wrażeń i łomolenia muzyką wyjętą z tego obrazu. Trzy, lingwistyczny zachwyt
monologiem. Cztery, pięć, muzyka, monolog, muzyka, monolog, muzyka. I decyzja, by ten kawałek tu mieć, skoro wzrusza mnie za każdym razem do łez szósty dzień. Klik, klik i nowa porcja zachwytu, bo oderwać się od obrazka nie mogę. I nowa dostawa łez ze wzruszenia i wdzięczność za niemającą końca zdolność zachwycania się.
Ziarenko mojej przygody z językiem włoskim zasiała sanremowa piosenka z udziałem tłumacza języka migowego
Mauro Iandolo, a w zasadzie rozmowa z nim, którą bez żadnej znajomości włoskiego obejrzałam kilkadziesiąt razy, zachwycając się energią języka, melodią i możliwościami ekspresji, jakie daje mężczyznom, pozawerbalnym przepięknym gadulstwem. Pomyślałam, że chcę doświadczyć tej magicznej formy kontaktu z energią, która tak pięknie zachwyca się światem.
Karmi mnie ta piosenka, karmią mnie te piksele, szczególnie od tego momentu (2:29).
Daniele Silvestri, A bocca chiusa.
perché ce credo o forse per decenza
che partecipazione certo è libertà
ma è pure resistenza […]
io non mi fermo, scusa
canto pure a bocca chiusa
guarda quanta gente c’è
che sa rispondere dopo di me a bocca chiusa
upajam się tym, co zrobiły ze mną czarno-białe zdjęcia, upajam się piąty dzień szczodrością i intensywnością przeżywanych chwil.
upajam się piosenką dobry miesiąc ze sporym hakiem, łomoląc nią w każdej wolnej chwili. dziś odkryłam, że towarzyszą jej przepiękne czarno-białe zdjęcia i dwie pary okularów, bellissimo!
173/366
Tiziano Ferro, La differenza tra me e te.
la differenza tra me e te […]
uno sorride di com’è, l’altro piange cosa non è
e penso sia bellissimo
Przyznałam się wczoraj Lektorce, że tryb łączący — występujący w języku włoskim, nieistniejący w języku polskim — uwielbiam bezgranicznie, choć jednocześnie jestem świadoma, że dla statystycznego studenta tryb ten to gramatyczna zmora. Dla mnie to nie gramatyka czy upierdliwość egzaminacyjna, lecz filozofia życia społecznego najwyższych lotów. I dostała mi się nutka, o której istnieniu nic nie wiedziałam.
Nie miałam specjalnie z kim
mnożyć radości płynącej z wysłuchania ze zrozumieniem piosenki, poświęconej trybowi łączącemu, która przypomina Włochom o tym cudzie gramatycznym. Jestem wyjątkowo podatnym gruntem dla tej sanremowej akcji niesienia kaganka oświaty. Nasiąkam i melodią, i tekstem, i obrazkiem. Pomnożyłam radość, zapętlając słuchanie tego utworu. Dzisiaj od rana wciąż mnożę… do upadłego.
Lorenzo Baglioni, Il congiuntivo.
e adesso ripassiamo un po’ di verbi al congiuntivo [a teraz powtórzmy troszkę formy czasowników w trybie łączącym]
che io sia (presente)
che io fossi (imperfetto)
che io sia stato (passato)
che fossi stato (trapassato)
che io abbia (presente)
che io avessi (imperfetto)
che abbia avuto (passato)
che avessi avuto (trapassato)
che io... sarei
il congiuntivo /
come ti dicevo
si usa in questo tipo di costrutto sintattico
*
Ogni secondo in italia vengono sbagliati 79 congiuntivi. Lorenzo Baglioni [Co sekunda we Włoszech / mylonych jest 79 form łączących czasownika.]
nigdy nie wiesz, co jest za drzwiami, dopóki ich nie wyważysz.
Seal Team, odpowiednio S1E5 i S1E6.
[suplement: 3.04.2024] od drugiego odcinka Seal Team miałam podejrzenie, że znam ten sposób trzymania rysika do nut. wczoraj sprawdziłam. bingo! Einaudi! to ten utwór.
choć nie miała przy sobie nic, posiadała wszystko, czego mogłabym potrzebować do szczęścia.
przyszła* i przysiadła cichutko na krawędzi łóżka, obdarowując mnie swoją obecnością. chwila.
22/366
________
* momencik po skończonej pierwszej rehabce.
🍆
*
Vincenzo Bellini, Casta Diva [z:] Norma,
Jana Jonášová (sopran).