Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME. Pokaż wszystkie posty

wtorek, września 22, 2026

6230. 265/365  // na gigancie, dzień 10.

alternatywny tytuł wpisu:
6230. Panna cotta (CCVII)

una canzone. l’ho pescata alla ra­dio qualche giorno fa. è con la canzone che la mia anima sta guarendo.

265/365

[pl] piosenka. wyłowiłam ją z radia kilka dni temu. to przy tej piosence zdrowieje moja dusza.

🍅
Ci, których straciliśmy w znaczeniu fi­zycz­nym, nadal są z na­mi w znaczeniu ener­ge­tycz­nym. Możemy zabrać ukochane oso­by w naszą podróż przez życie.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Vasco Rossi, Se ti potessi dire.

se ti potessi dire
quante volte ho pianto per capire
[…]
se potessi raccontarti per davvero
le abitudini di cui non vado fiero
le malinconie, le nostalgie perfino dei rimpianti
          per le cose che se avessi adesso ancora qui davanti
le rifarei esattamente così sì
stessi errori stesse passioni
e le stesse, stesse, stesse delusioni
, sì
vivere per amare / vivere per sognare
vivere per rischiare / e vivere per diventare
vivere per adesso / vivere lo stesso
vivere per errore / e vivere con passione
vivere solamente / vivere continuamente
vivere senza ricordo / e senza rimpianto
[…]
se ti potessi dire

niedziela, sierpnia 09, 2026

6179. Panna cotta (CCIII)

Pierwszą w swoim życiu kurą przez wu rzuciłam w wieku trzydziestu lat, gdy ze świe­żutko zdobytym prawem jazdy na polskich drogach zapoznawałam się w prak­ty­ce z głęboką tradycją kultury polskich kierowców.

Siarczyste klnięcie opuściło blachą obity świat i przysiadło w kątku ula na stałe, gdy partia małych ludzi wielkimi krokami, włochatymi łapami w niebiałych ręka­wicz­kach i gębami pełnymi pa­trio­tyzmu demolowała trud trzydziestu lat doganiania Europy.

To by było na tyle w kategorii: martyrologia lingwistyczna.

•

Tymczasem tu i teraz. Od kilku dni nie mogłam ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości, że po włosku można z łatwością, poza kilkoma kul­tu­ral­ny­mi formami, wykrzyczeć, używając wulgaryzmu, zachwyt i wniebowzięcie: co za szczęście! Bo, umówmy się, to żadna sztuka stekiem wul­ga­ry­zmów donieść świa­tu: co za pech!

Jak to ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości? Szukałam istnienia tego zjawiska w ojczystym języku, by upalować wyjętą z podręcznika wie­dzę, by zakorzenić i nie zawracać więcej rzeki kijem świętego oburzenia wysokiego rejestru językowego.

Patrz, pani! Patrz, pan! Mam! Z Sadownikiem podzieliłam się odkryciem, upew­nia­jąc się, że źródło mego odkrycia bije żywiej w męskawym świecie. Okazało się, że tak, fakt, zgadza się wszystko. Nie jesteśmy już tylko Chrystusem Europy, źródłem biblijnych cnót, które krzewić mamy zamiar na zgniłym Zachodzie. My mamy w so­bie ździebko człowieka bez podwójnych powiek, Chińczyka, co zawojować chce świat.

Nim karta stół i joker koszulką do dołu, dość śmiało po­zwo­lę sobie docenić naturę poczynionego odkrycia. Z jednej strony jesteśmy oszczędni, nie sza­stamy słowami. Z drugiej zaś, by nie być oskarżonym o mylenie największego szczę­ścia i od­wiecz­ne­go pecha (skojarzenie z polityką wyjątkowo trafione) na jedno i dru­gie używamy tej samej frazy: o, kurwa! Jedynie intonacja pozwala nam rozróżnić, czy należy wy­krzy­ku­ją­cemu te słowa człowiekowi współczuć czy gratulować. A po­nie­waż jako na­ród chwalić to my jeszcze nie umiemy za bardzo, zawsze możemy z troską głupiutko powoydyłłować odro­bin­kę: nieładnie, oj, nieładnie tak mówić!

Nie, nie zdziwiłam się wcale, gdy ta piosenka — dopadła mnie kilka tygodni temu i uba­wi­ła setnie — w której wulgaryzm goni wulgaryzm, wyraziła chęć zaistnienia tu jako ilustracja, pocztówka dźwiękowa z wcale niedalekich peryferiów dobrze uło­żo­ne­go języka. Che culo!

Tiziano Sciusco, Posso fare un disastro.

     non ce la faccio più
     ti spedisco in Timbuctù

samo piękno, czyli
czasownik zaimkowy, czasownik inchoatywny i…
w wolnym tłumaczeniu: idź do diabła / w cholerę!

środa, czerwca 24, 2026

6152. 175/365

zdziwieniu nie by­ło końca, gdy uświadomiłam sobie, którzy kon­kret­ni ludzie nie pojawili się nawet na chwilę w mych myślach w dniu moich urodzin i przez następujące po nich kolejne dwa tygodnie.

dopiero to zdziwienie przypomniało mi o istnieniu tych osób. kiedyś ważni/wyczekiwani, wypadli na dobre z mojego życia, w którym dziś z oka­zji biało­kru­czych imienin Roberta.

175/365

Roberta Flack, Something Your Heart 
Has Been Telling Me
.

sobota, maja 30, 2026

6134. 150/365  // Panna cotta (CXCVIII)

che oggi sia* mera­viglioso. che tu ti senta* felice. che ci in­con­triamo* profondamente almeno per un attimo.**

150/365

__________
   *   sprawdziłam, dlaczego tam jest congiuntivo i za­chwy­ci­łam się, i owijam dziś w tę strukturę każdą myśl.
  **  oby dzisiejszy dzień był cudowny. obyś czuł_ się szczę­śliw_. obyśmy spotkali się na głębszym poziomie choćby na chwilę.

Wizja wyraża przyszłość, której ktoś głęboko pragnie, wy­ra­ża ją tak jasno i nieodparcie, że przywołuje energię, zgodę, so­li­darność, wolę polityczną, kreatywność, zasoby — co­kol­wiek jest niezbędne do tego, by mogła się ziścić.
  — Donella Meadows

[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

*

AI i.e. Global Thievery: Benny Rivers, Step by Step in Time.

there’s a quiet grace in another sunrise
[…]
every mile shapes the heart and soul
I believe as days unfold there’s a
kind of strength in growing old

piątek, maja 29, 2026

6133. Odczarowanie

Pradolina Wisły — gapię się na piękne zdjęcie od dziesięciu dni. Szybko do­tarło do mnie, że pierwsze wrażenie, jakie ono na mnie robi, odkrywa prze­de mną fałsz mojego praprzekonania. Zajęło mi jednak trochę czasu, nim na słowa byłam w stanie zamienić owo odkrycie. Brzmi ono tak.

Tak jak nie była to wina dzieci, tak też nie była to wi­na miejsca, że czter­na­ście lat mojego życia w — jak mawiał Biały Kruk — Pierdzielewie miało tak wiele odcieni koszmaru.

A potem, gdy już słowa zostały nanizane na kolejne wiersze akapitu; gdy zdję­cie wybrało sobie cytat, chwytając łapczywie składające się na je­go sens słowa; wiedziałam, że to drugie zdję­cie również chcę tu mieć… i ten głos, i to brzmienie akordeonu też, i te wło­skie słowa. Zachłanna jestem… i łomolę.


fot. Häwwä, fragment.

Pozbyć się z nagromadzonych obra­zów i dyskursów tego wszystkiego, co bierzemy za niepodważalne prawdy, ujawnić arbitralny i przygodny cha­rakter owych wyobrażeń, które nie­zauważenie nas pętają, by zastąpić je innymi, które po­zwo­lą nam w pełni zaistnieć i otoczą nas akceptacją – oto cza­row­nictwo, któremu z rozkoszą będę się poświęcać po kres moich dni.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.


fot. Häwwä, fragment.

[suplement-cytat 31.05.2026]
Dzieciństwo cechuje niezwykła przenikliwość i olbrzymia wyobraźnia, za którymi przez resztę życia możemy już tylko tęsknić, lecz wiąże się też z po­datnością na zranienie, kruchością i dojmującą bezsilnością. […]
     Nie ulega wątpliwości, że upływający czas wystawia nas również na nie­szczęścia i zawody, dając nam wiele powodów do żalu. Jeśli jednak ma­my wystarczająco dużo szczęścia, […]  upływ czasu pozwala nam również zyskać większy dystans, a wraz z nim poszerza się margines naszej wol­no­ści, zyskujemy swobodę manewru w naszej własnej egzystencji. Przy­cho­dzi mi na myśl wszystko to, co we mnie samej się uspokoiło, osiągnęło rów­no­wagę, wszystko to, co udało mi się oswoić, ale także wszystko to, cze­go udało mi się wyzbyć, z coraz mniejszymi skrupułami i wahaniem, dzięki czemu wreszcie zyskałam swobodę działania, zajmowania się tym, co dla mnie najważniejsze, a co daje mi szczęście. Każde zdarzenie, każde spotkanie nawiązuje do wcześniejszych zdarzeń i spotkań, pogłębiając ich sens. Przyjaźnie, miłości, myśli zyskują na rozpiętości, rozwijają się, wy­sub­tel­nia­ją, wzbogacają.

(tamże)

*

Biagio Antonacci, Sognami,
Massimo Tagliata (akordeon).

czwartek, maja 28, 2026

6129. 148/365  // Panna cotta (CXCVII)

używając języka polskiego by­wam nie do wytrzymania nie tyl­ko dla innych. w języku angielskim jestem bardzo rzeczowa. gdy mówię po włosku świat wokół mnie jest arcyfanta­stycz­nym miej­scem, w którym dostrzegam tylko możliwości.

148/365

se parlassi solo la lingua polacca, sarei la persona più arrab­bia­ta al mondo. se non avessi guardato il professor Snyder parlare polacco, non avrei amato accenti. se non avessi cominciato a stu­diare l’italiano, non avrei occasioni di ap­pas­sio­nar­mi ai congiuntivi.

czy to źle że
moje usta noszą w sobie dwa światy.
     akcent

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

nienawiść
jest łatwa i banalna
lecz miłość
wymaga siły
którą każdy ma
ale nie każdemu
chce się jej używać

*

Biagio Antonacci, You & Me.

abbracciami controvento
[…]
dimentica cosa sei
cosa sei / senza te io
io non so stare al mondo

[…]
stare con te
mi ha insegnato a sorvolare

środa, maja 06, 2026

6095. 126/365  // na gigancie, dzień 11.

pstryk, ma­giczna sztuczka. dopuścić do siebie świa­do­mość nie­pew­no­ści tego, co przyniesie jutro i abra-ka-da-bra!

znikają pretensje, żądania, życzenia, frustracje — pozostaje tyl­ko wdzięczność za dziś.

126/365

Gdy kochamy, zawsze jesteśmy narażeni na utratę — krytykę, od­rzu­ce­nie, separację czy wreszcie śmierć — niezależnie od te­go, jak bardzo się staramy przed nią bronić. Wprowadzenie w związek niepewności często polega po prostu na pozbyciu się złudzenia o pewności.

Esther Perel, Inteligencja erotyczna. Jak utrzymać
bliskość w relacji
, przeł. Magdalena Zielińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

Starship, Nothing’s Gonna Stop Us Now.

środa, kwietnia 29, 2026

6085. 119/365  // na gigancie, dzień 4.

     — a mo­że nie doceniam* mojego aktualnego stanu?
     — skąd to pytanie?
     — bo z perspektywy czasu żałuję, że nie cieszyłam się tak, jak trzeba było cieszyć się swoim zdrowym, młodym życiem.

119/365

_________
   *  wyczłapuję z cienia dnia, którego nie było. wyczłapuję powolutku.

Stromae, Mauvaise journée.

[suplement 14.06.2026]
Wiosną roku 2023 belgijski piosenkarz Stromae odwołał tra­sę koncertową po tym, jak drugi raz przeszedł kryzys wy­pa­lenia, będący skutkiem problemów zdrowotnych i dłu­go­trwa­łej depresji, z której zresztą artysta nie robił tajemnicy — sta­no­wi ona temat wielu jego utworów, na przykład Mauvaise journée („Zły dzień”) lub L’Enfer („Piekło”).

•

[…]  obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich przejawów wrażliwości i słabości, od lat są używane na pra­wi­cy, by piętnować aktywistki i aktywistów walczących z sek­si­zmem czy rasizmem: „mazgajskie pokolenie”, „obra­żo­ne pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „przewrażliwienie”, „wy­de­li­ka­ce­nie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…

•

[…]  sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym jesteśmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się szacunku, uwagi czy godnego trakto­wa­nia za kaprys przewrażliwionego pokolenia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.

piątek, kwietnia 17, 2026

6071. 107/365  // Panna cotta (CXCV)

chciałoby się powiedzieć z dumą: ujeżdżałam zwierzę, ale praw­da jest taka, że to ono poniewierało moim ciałem.

są rzeczy ważne i cała reszta, w której — po tak długiej prze­jażdż­ce — znalazło się wszystko to, co jeszcze chwilę temu wy­da­wało się superważne. czas na ra­dy­kal­ne kroki, czy­li pomału, powo­lut­ku, ale z żelazną konsekwencją, start.

107/365

[…]  długie pędy rosną w powietrzu i szukają podłoża, któ­rego mogłyby się chwycić. Nowe pędy wisterii wyrastają w pust­kę, zanurzają się prosto w nią i szukają czegoś, czego mogłyby się chwycić, maleńkie jasnozielone dłonie chwytają się tego, co jest w zasięgu, ściany, ogrodzenia, rynny, choćby nawet pozostawionego kija od miotły. Wisteria chwyta się tego, czego chwycić się może, owija się wokół i rośnie w górę. Dąży w górę, w kierunku światła, podpierając się na tym, co jest w zasięgu.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

*

Mary J. Blige & Andrea Bocelli, Bridge Over Troubled Waters.

se hai paura
se piangerai

[…]
io correrò
e le asciugherò

[suplement 18.04.2026]
Nasza forma zmienia się i to codziennie!
Tak jak fale nieustannie zmieniają swoją formę,
a mimo to ocean pozostaje ten sam!
Za każdym razem jest inna fala,
ale ta sama woda.

   — Willigis Jäger

•

[W.J.] Do podjęcia nowego kroku potrzeba odwagi, ponieważ nie można z góry przewidzieć wyniku. Mistyka pomaga spoj­rzeć na labirynt naszego życia jako na proces dojrzewania.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


▴ Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)

czwartek, kwietnia 02, 2026

6062. Panna cotta (CXCIII)

Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą, gdzie
na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem
)
Ta piosenka to piękne ćwiczenie na
congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.

(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)

Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu,
więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu
)
Nie śmiałbym nawet podejrzewać,
że wymiar artystyczny
ma jakiekolwiek znaczenie…

Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się
tą piosenką inaczej niż wtedy
)

*

in ogni senso hanno creduto,
cercato e voluto che fosse così

pod każdym względem wierzyli,
szukali i chcieli, żeby tak było

Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.
[tu drugi już raz]

__________
  *  najwyższy czas na znacznik _RUCHOME congiuntivo!

piątek, marca 20, 2026

6048. 79/365

     — trzymaj swoją siłę przy sobie — po­wie­dział wczoraj.

całe życie stanęło mi przed oczami. po raz pierwszy zro­zu­mia­ne* od a do zet — nie trzy­ma mnie już za gardło przeszłość, nie przeraża mnie śmiertelnie przyszłość, mo­gę iść dalej.

79/365

__________
  *  w szczególności dotyczy to każdej kłót­ni, awantury, wy­mia­ny zdań, gwał­tow­nych zwrotów akcji na łonie życia ro­dzin­ne­go, trzaśnięć drzwiami, zwrotów przez rufę czy przez sztag, rela­cyj­nych zawirowań, wi­chur i prze­mil­czeń.

Ziemia zrobiona jest z nieba.
[…]
Tu nikomu nigdy zgubić się nie da,
Wszystko to jest droga i prawda.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

*

AI i.e. Global Thievery: Owen James, When I Stand.

I don’t talk just to fill the air
I don’t move just to prove I care

[…]
when it gets heavy, when it gets loud
when everybody's running out
I don’t run
I don’t bend

when I stand I don't fall

[…]
you’re safe

czwartek, marca 19, 2026

6047. 78/365

mój uko­chany chłopak ruszył dziś w pierw­szą z dwóch po­dró­ży, które najczęściej chce się odwlec na jak najpóźniej. jeszcze wczo­raj tylko wiedział, że są zegary, dziś usłyszał tykanie jed­ne­go z nich — niech tyka jak naj­dłu­żej.

odbyłam już te podróże, ale moje do­świad­cze­nie nie ma żad­nego znaczenia — wiem, że mogę tylko być w razie czego na wy­ciąg­nię­cie ręki.

78/365

[suplement 20.03.2026]

Roberta Flack, You Are Everything.

niedziela, marca 15, 2026

6041. Czekariat (CXXXVI)

Puzzle wrażeń wskoczyły na swoje miejsce w ułamku sekundy, gdy do ucha wpadł mi czwarty z nich. Pierwszym była atmosfera sfoto­gra­fo­wa­ne­go miejsca i krzesło, które przykuło moją uwagę na dłużej swoim, zapewne dość powszednim, do­świad­cze­niem bycia pustym czy opuszczonym. Drugim puz­zlem było odkrycie, podczas czy­szcze­nia w telefonie kalendarza, cytatu (poniżej), któ­re­go źró­dła, no­tu­jąc kiedyś tam, nie zapisałam; którego nijak ustalić teraz nie da­łam rady. Trze­cim zaś para­fra­za wy­ję­tych z cze­luści przeszłości słów: żeby docenić życie, żeby chcieć je żyć, trzeba uśmie­chać. Może żeby rysować, à propos wspomnianego krzesła, też trzeba uśmie­chać. Ostat­nim puzzlem, swoistą wisienką na torcie, był głos, o którego istnieniu jeszcze chwilę te­mu nie miałam po­ję­cia. Dwa z tych puz­zli, pierwszy i czwarty, do ręki włożyła mi Kaan, uśmie­cha­jąc mnie bardzo.

Bezzębny szaman z Indonezji: Jak robisz taka poważna mina, to wystraszasz dobra energia. Żeby medytować, trzeba uśmie­chać. Uśmiechaj twarzą, uśmiechaj umysłem, a dobra energia usunie zła energia.

(wyróżnienie własne)


Kaan.

*

Mzux Maen & Yasmin Levy, Hayii.

piątek, marca 13, 2026

6039. 72/365

l’imu. do dziś tylko czy­tałam wiele, wiele razy o smaku tego trunku. ustaliliśmy* z Coni The Wind, że nie mogę odejść, nim nie wypijemy ra­zem zawartości tej bu­telki.

72/365

__________
  *  chwilę wcześniej dzwoniłam do Sadownika, by do­wie­dzieć się, w której szafce stoją moje ulubione małoduńskie kieliszki.

Ivonne Dekarski, Love Is Not a Line.

piątek, lutego 20, 2026

6019. Panna cotta (CLXXXIX)

Od dłuższego czasu umiem oglądać siatkówkę. Chwilę temu Häwwä zwróciła moją uwagę na Illię Malinina, a Sadownik poszedł za ciosem i nauczył mnie czerpać ra­dość z oglądania jazdy figurowej na lodzie.

Jestem ignorantką, dośc dumną. Nie odróżniam aksla od lutza. Nie mam pojęcia czym są ritbergery, flipy, tulupy czy salchofy, ale lubię brzmienie tych nazw. Inte­re­su­je mnie wyłącznie synchronizacja ruchu z muzyką. Niech do mnie dotrze, niech do mnie przemówi, niech mnie porwie.

No i trafiła się wczoraj muzyka, którą muszę mieć pod ręką. Można przy okazji po­ćwi­czyć tryb przypuszczający po włosku z moim ukochanym congiuntivo, gra­ją­cym po cichutku pierwsze skrzypce w warstwie słownej, bo reszta, wiadomo, o miłości.

Jackie Evancho, Se.

se tu fossi nei miei occhi per un giorno
vedresti la bellezza che piena d’allegria
io trovo dentro gli occhi tuoi
[…]
se tu fossi nel mio cuore per un giorno
potresti avere un’idea
di cio che sento io
[…]
se tu fossi nella mia anima un giorno
sapresti cosa sono in me
[…]
solamente...
amore...

środa, lutego 11, 2026

6010. Czekariat (CXXX)


fot. Pati, fragment.

the only true wisdom is in knowing
you know nothing
[…]
embrace the storm
you are something, but not nothing
past is not a chain, but a thread
pull it and it may lead you home
begin where the light no longer reaches
where no path has yet been made

   —  Ilia Malinin

Ilia Malinin, Winter Olimpics 2026.

*

Asaf Avidan, The Ball.

Alan Mayer, The Smell of the Sea (theme).

Sergiu-Dan Mureșan, Code Duello.

wtorek, stycznia 06, 2026

5986. O starej miłości…

Jabłoń:
Mam propozycję.
(i zapadła znacząca cisza, bo
Drzewko zastanawia się, jak
elegancko ubrać ją w słowa
)

Sadownik:
(gdy cisza nie ustępuje, z uśmiechem)
Więcej szczegółów? Bo wiesz, czasy,
gdy mówiłem od razu: „tak, kochanie, wchodzę w to”,
już minęły.

Sadownik i Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

Tinashé Fazakerley, Good Times.

środa, grudnia 31, 2025

5980. Lecząc alergię dźwiękiem

Można być ciepłym w bli­skich relacjach, a zarazem ra­dy­kal­nym sa­motni­kiem z alergią na rodzinne święta, związki małżeńskie i inne społeczne formy bliskości.
   — Jarosław Czechowicz

[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.

*

Good Vibes Tribe 11:11, I’m Not What Happened to Me.

each step I take, I shift, I rise
the past dissolves before my eyes

*

[suplement 1.1.2026]


fot. Saxifraga, fragment.
 

Zwijam zeszły rok w węzeł starych nagłówków
— ta róża nie zakwitnie.

Adrienne Rich, Fenomenologia gniewu. 21 wierszy politycznych,
przeł. Jakub Głuszak, Magdalena Kleszczewska, Magdalena Kunz,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

sobota, grudnia 20, 2025

5972. Ścinki z czasu z połową paczki ciasteczek

alternatywny tytuł wpisu:
5972. Panna cotta (CLXXXII)

 
 
 
 
[częściowa asystencja: Sadownik]

Energia jest nie tylko wewnątrz nas. Znajduje się również w miejscach, w których żyjemy i spotykamy się z ludźmi. Każdy z nas jest inny, tak jak inna jest energia każdej prze­strze­ni. Podczas podróży wchłaniamy energię nowych miejsc w sposób, który może być transformujący. Podró­żo­wanie napełnia nas nowymi zasobami energetycznymi i roz­bu­dza w nas poczucie, że jesteśmy połączeni z szerszym światem. Ta ener­gia i te więzi pozostają z nami i uwznioślają nas nawet po powrocie do domu.

Laura Lynne Jackson, Znaki. Jak odczytywać
sygnały, które wysyła wszechświat
,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2022.
(wyróżnienie własne)

Wspólne ćwi­cze­nia z pla­stycz­no­ści neu­ro­nów: od­kry­wa­nie […], po­zna­wa­nie, sma­ko­wa­nie świata.

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Antonello Venditti, Che fantastica storia è la vita.

E quando penso che sia finita
È proprio allora che comincia la salita
Che fantastica storia è la vita