Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Pierwszą w swoim życiu kurą przez wu rzuciłam w wieku trzydziestu lat, gdy ze świeżutko zdobytym prawem jazdy na polskich drogach zapoznawałam się w praktyce z głęboką tradycją kultury polskich kierowców.
Siarczyste klnięcie opuściło blachą obity świat i przysiadło w kątku ula na stałe, gdy partia małych ludzi wielkimi krokami, włochatymi łapami w niebiałych rękawiczkach i gębami pełnymi patriotyzmu demolowała trud trzydziestu lat doganiania Europy.
To by było na tyle w kategorii: martyrologia lingwistyczna.
•
Tymczasem tu i teraz. Od kilku dni nie mogłam ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości, że po włosku można z łatwością, poza kilkoma kulturalnymi formami, wykrzyczeć, używając wulgaryzmu, zachwyt i wniebowzięcie: co za szczęście! Bo, umówmy się, to żadna sztuka stekiem wulgaryzmów donieść światu: co za pech!
Jak to ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości? Szukałam istnienia tego zjawiska w ojczystym języku, by upalować wyjętą z podręcznika wiedzę, by zakorzenić i nie zawracać więcej rzeki kijem świętego oburzenia wysokiego rejestru językowego.
Patrz, pani! Patrz, pan! Mam! Z Sadownikiem podzieliłam się odkryciem, upewniając się, że źródło mego odkrycia bije żywiej w męskawym świecie. Okazało się, że tak, fakt, zgadza się wszystko. Nie jesteśmy już tylko Chrystusem Europy, źródłem biblijnych cnót, które krzewić mamy zamiar na zgniłym Zachodzie. My mamy w sobie ździebko człowieka bez podwójnych powiek, Chińczyka, co zawojować chce świat.
Nim karta stół i joker koszulką do dołu, dość śmiało pozwolę sobie docenić naturę poczynionego odkrycia. Z jednej strony jesteśmy oszczędni, nie szastamy słowami. Z drugiej zaś, by nie być oskarżonym o mylenie największego szczęścia i odwiecznego pecha (skojarzenie z polityką wyjątkowo trafione) na jedno i drugie używamy tej samej frazy: o, kurwa! Jedynie intonacja pozwala nam rozróżnić, czy należy wykrzykującemu te słowa człowiekowi współczuć czy gratulować. A ponieważ jako naród chwalić to my jeszcze nie umiemy za bardzo, zawsze możemy z troską głupiutko powoydyłłować odrobinkę: nieładnie, oj, nieładnie tak mówić!
Nie, nie zdziwiłam się wcale, gdy ta piosenka — dopadła mnie kilka tygodni temu i ubawiła setnie — w której wulgaryzm goni wulgaryzm, wyraziła chęć zaistnienia tu jako ilustracja, pocztówka dźwiękowa z wcale niedalekich peryferiów dobrze ułożonego języka. Che culo!
Tiziano Sciusco, Posso fare un disastro.
non ce la faccio più ti spedisco in Timbuctù samo piękno, czyli czasownik zaimkowy, czasownik inchoatywny i… w wolnym tłumaczeniu: idź do diabła / w cholerę!
zdziwieniu nie było końca, gdy uświadomiłam sobie, którzy konkretni ludzie nie pojawili się nawet na chwilę w mych myślach w dniu moich urodzin i przez następujące po nich kolejne dwa tygodnie.
dopiero to zdziwienie przypomniało mi o istnieniu tych osób. kiedyś ważni/wyczekiwani, wypadli na dobre z mojego życia, w którym dziś z okazji białokruczych imienin Roberta.
175/365
Roberta Flack,
Something Your Heart Has Been Telling Me.
che oggi sia* meraviglioso. che tu ti senta* felice. che ci incontriamo* profondamente almeno per un attimo.**
150/365
__________
* sprawdziłam, dlaczego tam jest congiuntivo i zachwyciłam się, i owijam dziś w tę strukturę każdą myśl.
** oby dzisiejszy dzień był cudowny. obyś czuł_ się szczęśliw_. obyśmy spotkali się na głębszym poziomie choćby na chwilę.
Wizja wyraża przyszłość, której ktoś głęboko pragnie, wyraża ją tak jasno i nieodparcie, że przywołuje energię, zgodę, solidarność, wolę polityczną, kreatywność, zasoby — cokolwiek jest niezbędne do tego, by mogła się ziścić. — Donella Meadows
[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.
*
AI i.e. Global Thievery: Benny Rivers, Step by Step in Time.
there’s a quiet grace in another sunrise
[…] every mile shapes the heart and soul
I believe as days unfold
there’s a kind of strength in growing old
Pradolina Wisły — gapię się na piękne zdjęcie od dziesięciu dni. Szybko dotarło do mnie, że pierwsze wrażenie, jakie ono na mnie robi, odkrywa przede mną fałsz mojego praprzekonania. Zajęło mi jednak trochę czasu, nim na słowa byłam w stanie zamienić owo odkrycie. Brzmi ono tak.
Tak jak nie była to wina dzieci, tak też nie była to wina miejsca, że czternaście lat mojego życia w — jak mawiał Biały Kruk — Pierdzielewie miało tak wiele odcieni koszmaru.
A potem, gdy już słowa zostały nanizane na kolejne wiersze akapitu; gdy zdjęcie wybrało sobie cytat, chwytając łapczywie składające się na jego sens słowa; wiedziałam, że to drugie zdjęcie również chcę tu mieć… i ten głos, i to brzmienie akordeonu też, i te włoskie słowa. Zachłanna jestem… i łomolę.
fot. Häwwä, fragment.
Pozbyć się z nagromadzonych obrazów i dyskursów tego wszystkiego, co bierzemy za niepodważalne prawdy, ujawnić arbitralny i przygodny charakter owych wyobrażeń, które niezauważenie nas pętają, by zastąpić je innymi, które pozwolą nam w pełni zaistnieć i otoczą nas akceptacją – oto czarownictwo, któremu z rozkoszą będę się poświęcać po kres moich dni.
Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak,
Wydawnictwo Karakter,
Kraków 2019.
fot. Häwwä, fragment.
[suplement-cytat 31.05.2026]
Dzieciństwo cechuje niezwykła przenikliwość i olbrzymia wyobraźnia, za którymi przez resztę życia możemy już tylko tęsknić, lecz wiąże się też z podatnością na zranienie, kruchością i dojmującą bezsilnością.
[…]
Nie ulega wątpliwości, że upływający czas wystawia nas również na nieszczęścia i zawody, dając nam wiele powodów do żalu. Jeśli jednak mamy wystarczająco dużo szczęścia, […] upływ czasu pozwala nam również zyskać większy dystans, a wraz z nim poszerza się margines naszej wolności, zyskujemy swobodę manewru w naszej własnej egzystencji. Przychodzi mi na myśl wszystko to, co we mnie samej się uspokoiło, osiągnęło równowagę, wszystko to, co udało mi się oswoić, ale także wszystko to, czego udało mi się wyzbyć, z coraz mniejszymi skrupułami i wahaniem, dzięki czemu wreszcie zyskałam swobodę działania, zajmowania się tym, co dla mnie najważniejsze, a co daje mi szczęście. Każde zdarzenie, każde spotkanie nawiązuje do wcześniejszych zdarzeń i spotkań, pogłębiając ich sens. Przyjaźnie, miłości, myśli zyskują na rozpiętości, rozwijają się, wysubtelniają, wzbogacają.
używając języka polskiego
bywam nie do wytrzymania nie tylko dla innych. w języku angielskim jestem bardzo rzeczowa. gdy mówię po włosku świat wokół mnie jest arcyfantastycznym miejscem, w którym dostrzegam tylko możliwości.
148/365
se parlassi solo la lingua polacca, sarei la persona più arrabbiata al mondo. se non avessi guardato il professor Snyder parlare polacco, non avrei amato accenti. se non avessi cominciato
a studiare l’italiano, non avrei occasioni di appassionarmi ai congiuntivi.
czy to źle że
moje usta noszą w sobie dwa światy. akcent
Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty. The Sun and Her Flowers, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
nienawiść
jest łatwa i banalna
lecz miłość
wymaga siły
którą każdy ma
ale nie każdemu
chce się jej używać
*
Biagio Antonacci, You & Me.
abbracciami controvento
[…] dimentica cosa sei cosa sei / senza te io io non so stare al mondo […] stare con te
mi ha insegnato a sorvolare
pstryk, magiczna sztuczka. dopuścić do siebie świadomość niepewności tego, co przyniesie jutro i abra-ka-da-bra!
znikają pretensje, żądania, życzenia, frustracje — pozostaje tylko wdzięczność za dziś.
126/365
Gdy kochamy, zawsze jesteśmy narażeni na utratę — krytykę, odrzucenie, separację czy wreszcie śmierć — niezależnie od tego, jak bardzo się staramy przed nią bronić. Wprowadzenie w związek niepewności często polega po prostu na pozbyciu się złudzenia o pewności.
Esther Perel, Inteligencja erotyczna. Jak utrzymać bliskość w relacji,
przeł. Magdalena Zielińska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.
— a może nie doceniam* mojego aktualnego stanu?
— skąd to pytanie?
— bo z perspektywy czasu żałuję, że nie cieszyłam się tak, jak trzeba było cieszyć się swoim zdrowym, młodym życiem.
119/365
_________
* wyczłapuję z cienia dnia, którego nie było. wyczłapuję powolutku.
Stromae, Mauvaise journée.
[suplement 14.06.2026]
Wiosną roku 2023 belgijski piosenkarz Stromae odwołał trasę koncertową po tym, jak drugi raz przeszedł kryzys wypalenia, będący skutkiem problemów zdrowotnych i długotrwałej depresji, z której zresztą artysta nie robił tajemnicy — stanowi ona temat wielu jego utworów, na przykład Mauvaise journée („Zły dzień”) lub L’Enfer („Piekło”).
•
[…]
obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich przejawów wrażliwości i słabości, od lat są używane na prawicy, by piętnować aktywistki i aktywistów walczących z seksizmem czy rasizmem: „mazgajskie pokolenie”, „obrażone pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „przewrażliwienie”, „wydelikacenie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…
•
[…]
sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym jesteśmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się szacunku, uwagi czy godnego traktowania za kaprys przewrażliwionego pokolenia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.
Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam przeszkadza w życiu,
przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter,
Kraków 2026.
chciałoby się powiedzieć z dumą: ujeżdżałam zwierzę, ale prawda jest taka, że to ono poniewierało moim ciałem.
są rzeczy ważne i cała reszta, w której — po tak długiej przejażdżce — znalazło się wszystko to, co jeszcze chwilę temu wydawało się superważne. czas na radykalne kroki, czyli pomału, powolutku, ale z żelazną konsekwencją, start.
107/365
[…] długie pędy rosną w powietrzu i szukają podłoża, którego mogłyby się chwycić. Nowe pędy wisterii wyrastają w pustkę, zanurzają się prosto w nią i szukają czegoś, czego mogłyby się chwycić, maleńkie jasnozielone dłonie chwytają się tego, co jest w zasięgu, ściany, ogrodzenia, rynny, choćby nawet pozostawionego kija od miotły. Wisteria chwyta się tego, czego chwycić się może, owija się wokół i rośnie w górę. Dąży w górę, w kierunku światła, podpierając się na tym, co jest w zasięgu.
Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.
*
Mary J. Blige & Andrea Bocelli, Bridge Over Troubled Waters.
se hai paura
se piangerai
[…]
io correrò
e le asciugherò
[suplement 18.04.2026]
Nasza forma zmienia się i to codziennie!
Tak jak fale nieustannie zmieniają swoją formę,
a mimo to ocean pozostaje ten sam!
Za każdym razem jest inna fala,
ale ta sama woda.
— Willigis Jäger
•
[W.J.]
Do podjęcia nowego kroku potrzeba odwagi, ponieważ nie można z góry przewidzieć wyniku. Mistyka pomaga spojrzeć na labirynt naszego życia jako na proces dojrzewania.
Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.
Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc sobie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.
To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki klimat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierwszej w oryginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego osobistego życia, których o taką żywotność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wypłynęły na wierzch.
Czytając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie samych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obrazy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może namiętności. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą badamy, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.
Marguerite Cornier
🖇 🖇
Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.
🖇
Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w niczym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.
🖇
Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]
Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.
🖇
Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mogłaby powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, graduał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kartkując modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym języku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z zapałem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego oznacza grzech.
🖇
Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy nauczycielka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.
🖇
Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzieciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.
🖇
Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wtedy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jednak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziewczyną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziewczyną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bezmiar czasu do przeżycia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rzeczywistości — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości określające środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzeczności.
🖇
Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obojętności i niepojętości życia daleko stąd.
[…] Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.
🖇
Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w smakowaniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie niewiadome mojego przyszłego życia.
Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.
🖇
Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzymało się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.
🖇
W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” zamiast „rzucić” i „otokać” zamiast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo używamy świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwytamy rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przedmiotami.
Wszystko, co pozwala
nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
zachować czystość, nie marnując za dużo wody […] wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i energicznie klepnąć się w tyłek.
🖇
Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.
🖇
Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obowiązek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty dozwolone. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.
🖇
Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą, z brakiem czujności jednostki wobec losu.
🖇
Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna strategia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do najdrobniejszych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, których suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zachowania wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.
🖇
Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało rozczarowanie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na talerzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.
🖇
Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu niepostrzeżenie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ruszenia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.
🖇
Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.
🖇
Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trzeba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […] Praktyki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.
🖇
Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych książek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrzeżeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spowiedzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.
🖇
Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (słowo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym synonimem „złego”).
🖇
Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej pogody, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspomnieniach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).
🖇
Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych słowami: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.
🖇
Czy realistyczne jest to, co możliwe?
🖇
We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przydarzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.
🖇
[…] jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?
🖇
Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gromadzeniem. […] Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.
🖇
Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sypialniach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta rozmawiają z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co narzekać.
🖇
Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a następnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.
Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pragnieniami, marzeniami i upokorzeniami.
🖇
Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rękopis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie zacierając jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.
🖇
[…]
czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książkach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszelkich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książkach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były ciekawe – właściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.
🖇
Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności społeczne i że to wielka niesprawiedliwość.
🖇
[…]
książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż nakazom szkoły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.
🖇
[…]
moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.
🖇
Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzienne ogólniejszą prawdę. […] A jednak są to teksty o czymś uniwersalnym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.
🖇
Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kiedy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach najlepiej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […] A teraz […] widzę życie w innym świetle. Byłam idiotką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart. […]
Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.
🖇
🖇
[…]
„się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!
🖇
[…]
nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.
🖇
[…]
to niesamowite, jak dzięki sztuce zapomina się o czasie i miejscu.
🖇
▴ Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie przepisane na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).
🖇
Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak, oczywiście. Jaka wola życia!
🖇
Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od drugiego, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest? Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.
🖇 🖇
[…] w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.
🖇
Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.
🖇
[…]
mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na pokazaniu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym niektóre wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań niezapisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.
🖇
Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.
🖇
Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.
Annie Ernaux,
Powrót do Yvetot [w:]
Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)
Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy imperatyw, jakieś fatum. Cholera!
🖇
Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.
Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą,
gdzie na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem) Ta piosenka to piękne ćwiczenie na congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.
(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)
Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu, więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu) Nie śmiałbym nawet podejrzewać, że wymiar artystyczny ma jakiekolwiek znaczenie…
Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się tą piosenką
inaczej niż wtedy)
*
in ogni senso hanno creduto, cercato e voluto che fosse così pod każdym względem wierzyli, szukali i chcieli, żeby tak było
Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone. [tu drugi już raz]
— trzymaj swoją siłę przy sobie — powiedział wczoraj.
całe życie stanęło mi przed oczami. po raz pierwszy zrozumiane* od a do zet — nie trzyma mnie już za gardło przeszłość, nie przeraża mnie śmiertelnie przyszłość, mogę iść dalej.
79/365
__________
* w szczególności dotyczy to
każdej kłótni, awantury, wymiany zdań, gwałtownych zwrotów akcji na łonie życia rodzinnego, trzaśnięć drzwiami, zwrotów przez rufę czy przez sztag, relacyjnych zawirowań, wichur i przemilczeń.
Ziemia zrobiona jest z nieba.
[…]
Tu nikomu nigdy zgubić się nie da,
Wszystko to jest droga i prawda.
Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
*
AI i.e. Global Thievery: Owen James, When I Stand.
I don’t talk just to fill the air
I don’t move just to prove I care
[…]
when it gets heavy,
when it gets loud
when everybody's running out
I don’t run
I don’t bend
when I stand I don't fall
[…] you’re safe
mój ukochany chłopak ruszył dziś w pierwszą z dwóch podróży, które najczęściej chce się odwlec na jak najpóźniej. jeszcze wczoraj tylko wiedział, że są zegary, dziś usłyszał tykanie jednego z nich — niech tyka jak najdłużej.
odbyłam już te podróże, ale moje doświadczenie nie ma żadnego znaczenia — wiem, że mogę tylko być w razie czego na wyciągnięcie ręki.
Puzzle wrażeń wskoczyły na swoje miejsce w ułamku sekundy, gdy do ucha wpadł mi czwarty z nich. Pierwszym była atmosfera sfotografowanego miejsca i krzesło, które przykuło moją uwagę na dłużej swoim, zapewne dość powszednim, doświadczeniem bycia pustym czy opuszczonym. Drugim puzzlem było odkrycie, podczas czyszczenia w telefonie kalendarza, cytatu (poniżej), którego źródła, notując kiedyś tam, nie zapisałam; którego nijak ustalić teraz nie dałam rady. Trzecim zaś parafraza wyjętych z czeluści przeszłości słów: żeby docenić życie, żeby chcieć je żyć, trzeba uśmiechać. Może żeby rysować, à propos wspomnianego krzesła, też trzeba uśmiechać. Ostatnim puzzlem, swoistą wisienką na torcie, był głos, o którego istnieniu jeszcze chwilę temu nie miałam pojęcia. Dwa z tych puzzli, pierwszy i czwarty, do ręki włożyła mi Kaan, uśmiechając mnie bardzo.
Bezzębny szaman z Indonezji: Jak robisz taka poważna mina, to wystraszasz dobra energia. Żeby medytować, trzeba uśmiechać. Uśmiechaj twarzą, uśmiechaj umysłem, a dobra energia usunie zła energia.
l’imu. do dziś tylko czytałam wiele, wiele razy o smaku tego trunku. ustaliliśmy* z Coni The Wind, że nie mogę odejść, nim nie
wypijemy razem zawartości tej butelki.
72/365
__________
* chwilę wcześniej dzwoniłam do Sadownika, by dowiedzieć się, w której szafce stoją moje ulubione małoduńskie kieliszki.
Od dłuższego czasu umiem oglądać siatkówkę. Chwilę temu Häwwä zwróciła moją uwagę na Illię Malinina, a Sadownik poszedł za ciosem i nauczył mnie czerpać radość z oglądania jazdy figurowej na lodzie.
Jestem ignorantką, dośc dumną. Nie odróżniam aksla od lutza. Nie mam pojęcia czym są ritbergery, flipy, tulupy czy salchofy, ale lubię brzmienie tych nazw. Interesuje mnie wyłącznie synchronizacja ruchu z muzyką. Niech do mnie dotrze, niech do mnie przemówi, niech mnie porwie.
No i trafiła się wczoraj muzyka, którą muszę mieć pod ręką. Można przy okazji poćwiczyć tryb przypuszczający po włosku z moim ukochanym congiuntivo, grającym po cichutku pierwsze skrzypce w warstwie słownej, bo reszta, wiadomo, o miłości.
Jackie Evancho, Se.
se tu fossi nei miei occhi per un giorno vedresti la bellezza che piena d’allegria
io trovo dentro gli occhi tuoi […] se tu fossi nel mio cuore per un giorno potresti avere un’idea
di cio che sento io […] se tu fossi nella mia anima un giorno sapresti cosa sono in me […]
solamente...
amore...
the only true wisdom is in knowing
you know nothing
[…]
embrace the storm
you are something, but not nothing
past is not a chain, but a thread
pull it and it may lead you home
begin where the light no longer reaches
where no path has yet been made
— Ilia Malinin
Można być ciepłym w bliskich relacjach, a zarazem radykalnym samotnikiem z alergią na rodzinne święta, związki małżeńskie i inne społeczne formy bliskości. — Jarosław Czechowicz
[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka o poszukiwaniu,
Wielka Litera, Warszawa 2024.
*
Good Vibes Tribe 11:11, I’m Not What Happened to Me.
each step I take, I shift, I rise
the past dissolves before my eyes
*
[suplement 1.1.2026]
fot. Saxifraga, fragment.
Zwijam zeszły rok w węzeł starych nagłówków
— ta róża nie zakwitnie.
Adrienne Rich, Fenomenologia gniewu. 21 wierszy politycznych,
przeł. Jakub Głuszak, Magdalena Kleszczewska, Magdalena Kunz,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.
Energia jest nie tylko wewnątrz nas. Znajduje się również w miejscach, w których żyjemy i spotykamy się z ludźmi. Każdy z nas jest inny, tak jak inna jest energia każdej przestrzeni. Podczas podróży wchłaniamy energię nowych miejsc w sposób, który może być transformujący. Podróżowanie napełnia nas nowymi zasobami energetycznymi i rozbudza w nas poczucie, że jesteśmy połączeni z szerszym światem. Ta energia i te więzi pozostają z nami i uwznioślają nas nawet po powrocie do domu.
Laura Lynne Jackson, Znaki. Jak odczytywać
sygnały, które wysyła wszechświat,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2022.
(wyróżnienie własne)
Wspólne ćwiczenia z plastyczności neuronów: odkrywanie […], poznawanie, smakowanie świata.
Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)
*
Antonello Venditti, Che fantastica storia è la vita.
E quando penso che sia finita
È proprio allora che comincia la salita
Che fantastica storia è la vita
trzy lata to dla ludzi niedotknętych stratą tylko czas. dla mnie osiem liter, które odmierzyły do dziś to, co niemierzalne. skryć się mogę tylko w muzyce.
350/365
fot. Häwwä, fragment.
*
Astor Piazzolla, Chiquilín de Bachín,
New York Tango Trio, Richard Galliano (akordeon), Sebastien Giniaux (gitara), Diego Imbert (kontrabas).
Autor(ka) nie do ustalenia.
Vinciane Despret pisała, że śmierć to początek relacji. W żałobie uczymy się żyć ze zmarłymi w nowy sposób. Robimy im miejsce w naszej codzienności. Gotujemy jak oni, słuchamy ich muzyki, czytamy ich książki […]. Częściej myślimy: „A co on by zrobił? Jak ona by się zachowała?”. Więcej uwagi poświęcamy snom, w których się pojawiają.
•
Ich zniknięcie jest tym bardziej nierealne, że obok mnie życie jest tak bardzo tu i teraz.
•
Chciałabym, żeby […].
Chciałabym spróbować […].
Chciałabym zapytać, czy […].
Chciałabym jeszcze raz posłuchać historii o tym, jak […].
Chciałabym poprosić […]
Chciałabym jeszcze raz usłyszeć, jak mówi do mnie […].
•
Kolekcjonuję wspomnienia po nich. Rozmawiam z książkami, które czytali, szukam zapisków na marginesach.
•
Kiedy umiera kruk, inne kruki zlatują się, żeby krzyczeć nad jego ciałem. Być może go opłakują. Ale również ostrzegają siebie nawzajem, że w tym miejscu stało się coś złego. […]
Gdy czuwanie się skończy, kruki zaczynają omijać miejsce śmierci. Zmieniają swoje przyzwyczajenia i ścieżki. Śmierć jest dla nich przestrogą, wpływa na ich życie.
Katarzyna Boni, Którędy do wyjścia?,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.