Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą _RUCHOME. Pokaż wszystkie posty

niedziela, sierpnia 09, 2026

6179. Panna cotta (CCIII)

Pierwszą w swoim życiu kurą przez wu rzuciłam w wieku trzydziestu lat, gdy ze świe­żutko zdobytym prawem jazdy na polskich drogach zapoznawałam się w prak­ty­ce z głęboką tradycją kultury polskich kierowców.

Siarczyste klnięcie opuściło blachą obity świat i przysiadło w kątku ula na stałe, gdy partia małych ludzi wielkimi krokami, włochatymi łapami w niebiałych ręka­wicz­kach i gębami pełnymi pa­trio­tyzmu demolowała trud trzydziestu lat doganiania Europy.

To by było na tyle w kategorii: martyrologia lingwistyczna.

Tymczasem tu i teraz. Od kilku dni nie mogłam ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości, że po włosku można z łatwością, poza kilkoma kul­tu­ral­ny­mi formami, wykrzyczeć, używając wulgaryzmu, zachwyt i wniebowzięcie: co za szczęście! Bo, umówmy się, to żadna sztuka stekiem wul­ga­ry­zmów donieść świa­tu: co za pech!

Jak to ogarnąć, pomieścić w sobie, przyjąć bez protestów do wiadomości? Szukałam istnienia tego zjawiska w ojczystym języku, by upalować wyjętą z podręcznika wie­dzę, by zakorzenić i nie zawracać więcej rzeki kijem świętego oburzenia wysokiego rejestru językowego.

Patrz, pani! Patrz, pan! Mam! Z Sadownikiem podzieliłam się odkryciem, upew­nia­jąc się, że źródło mego odkrycia bije żywiej w męskawym świecie. Okazało się, że tak, fakt, zgadza się wszystko. Nie jesteśmy już tylko Chrystusem Europy, źródłem biblijnych cnót, które krzewić mamy zamiar na zgniłym Zachodzie. My mamy w so­bie ździebko człowieka bez podwójnych powiek, Chińczyka, co zawojować chce świat.

Nim karta stół i joker koszulką do dołu, dość śmiało po­zwo­lę sobie docenić naturę poczynionego odkrycia. Z jednej strony jesteśmy oszczędni, nie sza­stamy słowami. Z drugiej zaś, by nie być oskarżonym o mylenie największego szczę­ścia i od­wiecz­ne­go pecha (skojarzenie z polityką wyjątkowo trafione) na jedno i dru­gie używamy tej samej frazy: o, kurwa! Jedynie intonacja pozwala nam rozróżnić, czy należy wy­krzy­ku­ją­cemu te słowa człowiekowi współczuć czy gratulować. A po­nie­waż jako na­ród chwalić to my jeszcze nie umiemy za bardzo, zawsze możemy z troską głupiutko powoydyłłować odro­bin­kę: nieładnie, oj, nieładnie tak mówić!

Nie, nie zdziwiłam się wcale, gdy ta piosenka — dopadła mnie kilka tygodni temu i uba­wi­ła setnie — w której wulgaryzm goni wulgaryzm, wyraziła chęć zaistnienia tu jako ilustracja, pocztówka dźwiękowa z wcale niedalekich peryferiów dobrze uło­żo­ne­go języka. Che culo!

Tiziano Sciusco, Posso fare un disastro.

     non ce la faccio più
     ti spedisco in Timbuctù

samo piękno, czyli
czasownik zaimkowy, czasownik inchoatywny i…
w wolnym tłumaczeniu: idź do diabła / w cholerę!

środa, czerwca 24, 2026

6152. 175/365

zdziwieniu nie by­ło końca, gdy uświadomiłam sobie, którzy kon­kret­ni ludzie nie pojawili się nawet na chwilę w mych myślach w dniu moich urodzin i przez następujące po nich kolejne dwa tygodnie.

dopiero to zdziwienie przypomniało mi o istnieniu tych osób. kiedyś ważni/wyczekiwani, wypadli na dobre z mojego życia, w którym dziś z oka­zji biało­kru­czych imienin Roberta.

175/365

Roberta Flack, Something Your Heart 
Has Been Telling Me
.

sobota, maja 30, 2026

6134. 150/365  // Panna cotta (CXCVIII)

che oggi sia* mera­viglioso. che tu ti senta* felice. che ci in­con­triamo* profondamente almeno per un attimo.**

150/365

__________
   *   sprawdziłam, dlaczego tam jest congiuntivo i za­chwy­ci­łam się, i owijam dziś w tę strukturę każdą myśl.
  **  oby dzisiejszy dzień był cudowny. obyś czuł_ się szczę­śliw_. obyśmy spotkali się na głębszym poziomie choćby na chwilę.

Wizja wyraża przyszłość, której ktoś głęboko pragnie, wy­ra­ża ją tak jasno i nieodparcie, że przywołuje energię, zgodę, so­li­darność, wolę polityczną, kreatywność, zasoby — co­kol­wiek jest niezbędne do tego, by mogła się ziścić.
  — Donella Meadows

[w:] bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

*

AI i.e. Global Thievery: Benny Rivers, Step by Step in Time.

there’s a quiet grace in another sunrise
[…]
every mile shapes the heart and soul
I believe as days unfold there’s a
kind of strength in growing old

piątek, maja 29, 2026

6133. Odczarowanie

Pradolina Wisły — gapię się na piękne zdjęcie od dziesięciu dni. Szybko do­tarło do mnie, że pierwsze wrażenie, jakie ono na mnie robi, odkrywa prze­de mną fałsz mojego praprzekonania. Zajęło mi jednak trochę czasu, nim na słowa byłam w stanie zamienić owo odkrycie. Brzmi ono tak.

Tak jak nie była to wina dzieci, tak też nie była to wi­na miejsca, że czter­na­ście lat mojego życia w — jak mawiał Biały Kruk — Pierdzielewie miało tak wiele odcieni koszmaru.

A potem, gdy już słowa zostały nanizane na kolejne wiersze akapitu; gdy zdję­cie wybrało sobie cytat, chwytając łapczywie składające się na je­go sens słowa; wiedziałam, że to drugie zdję­cie również chcę tu mieć… i ten głos, i to brzmienie akordeonu też, i te wło­skie słowa. Zachłanna jestem… i łomolę.


fot. Häwwä, fragment.

Pozbyć się z nagromadzonych obra­zów i dyskursów tego wszystkiego, co bierzemy za niepodważalne prawdy, ujawnić arbitralny i przygodny cha­rakter owych wyobrażeń, które nie­zauważenie nas pętają, by zastąpić je innymi, które po­zwo­lą nam w pełni zaistnieć i otoczą nas akceptacją – oto cza­row­nictwo, któremu z rozkoszą będę się poświęcać po kres moich dni.

Mona Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet,
przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.


fot. Häwwä, fragment.

[suplement-cytat 31.05.2026]
Dzieciństwo cechuje niezwykła przenikliwość i olbrzymia wyobraźnia, za którymi przez resztę życia możemy już tylko tęsknić, lecz wiąże się też z po­datnością na zranienie, kruchością i dojmującą bezsilnością. […]
     Nie ulega wątpliwości, że upływający czas wystawia nas również na nie­szczęścia i zawody, dając nam wiele powodów do żalu. Jeśli jednak ma­my wystarczająco dużo szczęścia, […]  upływ czasu pozwala nam również zyskać większy dystans, a wraz z nim poszerza się margines naszej wol­no­ści, zyskujemy swobodę manewru w naszej własnej egzystencji. Przy­cho­dzi mi na myśl wszystko to, co we mnie samej się uspokoiło, osiągnęło rów­no­wagę, wszystko to, co udało mi się oswoić, ale także wszystko to, cze­go udało mi się wyzbyć, z coraz mniejszymi skrupułami i wahaniem, dzięki czemu wreszcie zyskałam swobodę działania, zajmowania się tym, co dla mnie najważniejsze, a co daje mi szczęście. Każde zdarzenie, każde spotkanie nawiązuje do wcześniejszych zdarzeń i spotkań, pogłębiając ich sens. Przyjaźnie, miłości, myśli zyskują na rozpiętości, rozwijają się, wy­sub­tel­nia­ją, wzbogacają.

(tamże)

*

Biagio Antonacci, Sognami,
Massimo Tagliata (akordeon).

czwartek, maja 28, 2026

6129. 148/365  // Panna cotta (CXCVII)

używając języka polskiego by­wam nie do wytrzymania nie tyl­ko dla innych. w języku angielskim jestem bardzo rzeczowa. gdy mówię po włosku świat wokół mnie jest arcyfanta­stycz­nym miej­scem, w którym dostrzegam tylko możliwości.

148/365

se parlassi solo la lingua polacca, sarei la persona più arrab­bia­ta al mondo. se non avessi guardato il professor Snyder parlare polacco, non avrei amato accenti. se non avessi cominciato a stu­diare l’italiano, non avrei occasioni di ap­pas­sio­nar­mi ai congiuntivi.

czy to źle że
moje usta noszą w sobie dwa światy.
     akcent

Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty.
The Sun and Her Flowers
, przeł. Anna Gralak,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

nienawiść
jest łatwa i banalna
lecz miłość
wymaga siły
którą każdy ma
ale nie każdemu
chce się jej używać

*

Biagio Antonacci, You & Me.

abbracciami controvento
[…]
dimentica cosa sei
cosa sei / senza te io
io non so stare al mondo

[…]
stare con te
mi ha insegnato a sorvolare

środa, maja 06, 2026

6095. 126/365  // na gigancie, dzień 11.

pstryk, ma­giczna sztuczka. dopuścić do siebie świa­do­mość nie­pew­no­ści tego, co przyniesie jutro i abra-ka-da-bra!

znikają pretensje, żądania, życzenia, frustracje — pozostaje tyl­ko wdzięczność za dziś.

126/365

Gdy kochamy, zawsze jesteśmy narażeni na utratę — krytykę, od­rzu­ce­nie, separację czy wreszcie śmierć — niezależnie od te­go, jak bardzo się staramy przed nią bronić. Wprowadzenie w związek niepewności często polega po prostu na pozbyciu się złudzenia o pewności.

Esther Perel, Inteligencja erotyczna. Jak utrzymać
bliskość w relacji
, przeł. Magdalena Zielińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.

Starship, Nothing’s Gonna Stop Us Now.

środa, kwietnia 29, 2026

6085. 119/365  // na gigancie, dzień 4.

     — a mo­że nie doceniam* mojego aktualnego stanu?
     — skąd to pytanie?
     — bo z perspektywy czasu żałuję, że nie cieszyłam się tak, jak trzeba było cieszyć się swoim zdrowym, młodym życiem.

119/365

_________
   *  wyczłapuję z cienia dnia, którego nie było. wyczłapuję powolutku.

Stromae, Mauvaise journée.

[suplement 14.06.2026]
Wiosną roku 2023 belgijski piosenkarz Stromae odwołał tra­sę koncertową po tym, jak drugi raz przeszedł kryzys wy­pa­lenia, będący skutkiem problemów zdrowotnych i dłu­go­trwa­łej depresji, z której zresztą artysta nie robił tajemnicy — sta­no­wi ona temat wielu jego utworów, na przykład Mauvaise journée („Zły dzień”) lub L’Enfer („Piekło”).

[…]  obraźliwe zwroty, wibrujące nienawiścią do wszelkich przejawów wrażliwości i słabości, od lat są używane na pra­wi­cy, by piętnować aktywistki i aktywistów walczących z sek­si­zmem czy rasizmem: „mazgajskie pokolenie”, „obra­żo­ne pokolenie”, „beksy”, „dzidzie”, „przewrażliwienie”, „wy­de­li­ka­ce­nie”, „moda na robienie z siebie ofiary”…

[…]  sformułowanie „płatek śniegu” bardzo trafnie wyraża to, czym jesteśmy. A prawicowa ideologia, która uznaje każdy głos domagający się szacunku, uwagi czy godnego trakto­wa­nia za kaprys przewrażliwionego pokolenia, idealnie wpisuje się w polityczny projekt uciskania społeczeństwa, pogłębiania nierówności społecznych i podkopywania instytucji państwa opiekuńczego.

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam
przeszkadza w życiu
, przeł. Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2026.

piątek, kwietnia 17, 2026

6071. 107/365  // Panna cotta (CXCV)

chciałoby się powiedzieć z dumą: ujeżdżałam zwierzę, ale praw­da jest taka, że to ono poniewierało moim ciałem.

są rzeczy ważne i cała reszta, w której — po tak długiej prze­jażdż­ce — znalazło się wszystko to, co jeszcze chwilę temu wy­da­wało się superważne. czas na ra­dy­kal­ne kroki, czy­li pomału, powo­lut­ku, ale z żelazną konsekwencją, start.

107/365

[…]  długie pędy rosną w powietrzu i szukają podłoża, któ­rego mogłyby się chwycić. Nowe pędy wisterii wyrastają w pust­kę, zanurzają się prosto w nią i szukają czegoś, czego mogłyby się chwycić, maleńkie jasnozielone dłonie chwytają się tego, co jest w zasięgu, ściany, ogrodzenia, rynny, choćby nawet pozostawionego kija od miotły. Wisteria chwyta się tego, czego chwycić się może, owija się wokół i rośnie w górę. Dąży w górę, w kierunku światła, podpierając się na tym, co jest w zasięgu.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

*

Mary J. Blige & Andrea Bocelli, Bridge Over Troubled Waters.

se hai paura
se piangerai

[…]
io correrò
e le asciugherò

[suplement 18.04.2026]
Nasza forma zmienia się i to codziennie!
Tak jak fale nieustannie zmieniają swoją formę,
a mimo to ocean pozostaje ten sam!
Za każdym razem jest inna fala,
ale ta sama woda.

   — Willigis Jäger

[W.J.] Do podjęcia nowego kroku potrzeba odwagi, ponieważ nie można z góry przewidzieć wyniku. Mistyka pomaga spoj­rzeć na labirynt naszego życia jako na proces dojrzewania.

Anselm Grün, Willigis Jäger, Tajemnica po tamtej stronie dróg. To, co nas łączy, i to, co nas dzieli, przeł. Ewa Anna Piasta,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2015.

poniedziałek, kwietnia 06, 2026

6066. Z oazy (CDXXXVI)

Ciut czerstwa nowość. Przeleżała chwilkę na stosiku czytelniczym. Gdy ją kończyłam czytać, uświadomiła mi, że przegapiłam jedną polską publikację Noblistki, robiąc so­bie zaległości, na których nadrabianie już się cieszę.

To dwupak książkowy, czyli kolejny raz w przypadku tej Autorki w Polsce (taki kli­mat?) dwie książki zamknięte w jednym iesbeenie. Publikacja drugiej dzieli od pierw­szej w ory­ginale szesnaście lat. Dobrze mieć to z tyłu głowy podczas czytania. Tak naprawdę to znów nie książka lecz podróż, w której co rusz jakieś zdanie czy akapit rąbnie pięścią w stół i odzywają się życiowe nożyce scenami z naszego oso­bi­ste­go życia, których o ta­ką ży­wot­ność nawet byśmy nie podejrzewali, nie mówiąc o łatwości, z jaką wy­pły­nę­ły na wierzch.

Czy­tając książki Annie Ernaux, często rozpoznajemy coś z siebie sa­mych: jakieś czasy, zwyczaje, codzienne słowa i gesty, myśli lub obra­zy, które nam kiedyś przemknęły, uczucia, a może na­mięt­no­ści. Krótko mówiąc, trafiamy do własnej pamięci, którą ba­da­my, przeszukujemy i ponownie przyswajamy.

Marguerite Cornier

🖇 🖇

Paru moim mężczyznom wyznałam: […]. Pragnęłam to mówić tylko tym, dla których traciłam głowę. Potem zawsze zapadała cisza. Widziałam, że popełniam błąd, że nie są w stanie tego do siebie dopuścić.

🖇

Ta myśl, jak wszystkie, które nam umykają, przyszła za późno. Dziś w ni­czym mi już nie pomoże, jej ówczesny brak świadczy tylko o potędze grozy bez słów, jaką była dla mnie tamta niedziela.

🖇

Z tamtego roku zostały mi dwa zdjęcia. Pierwsze z komunii. […]  Sylwetka w muślinowej sukience, z paskiem zawiązanym luźno jak wstążki czepka, zdaje się zamazana, rozmyta. Jakby pod tym habitem małej zakonnicy nie było ciała, bo nie potrafię go sobie wyobrazić, a tym bardziej poczuć tak, jak je czuję dzisiaj. Dziwna jest świadomość, że to przecież to samo ciało.

🖇

Dziwne daty, książeczka zdaje się tak ponadczasowa, że równie dobrze mo­gła­by powstać kilka wieków wcześniej. Powracające słowa: tajemnica, gra­du­ał, werset zawsze były dla mnie niejasne (nie pamiętam zresztą, żebym próbowała je zrozumieć). Czuję głębokie zdziwienie, wręcz niepokój, kart­ku­jąc modlitewnik, napisany – mam wrażenie – w jakimś ezoterycznym ję­zy­ku. Rozpoznaję wszystkie słowa i mogłabym, nie patrząc w tekst, odmówić dalszy ciąg Agnus Dei czy innej krótkiej modlitwy, ale nie umiem rozpoznać siebie w dziewczynce, która w każdą niedzielę i święto pilnie, a może i z za­pa­łem powtarza słowa mszy, przekonana, że zaniechanie tego ozna­cza grzech.

🖇

Wyrażenie „żelazna kurtyna” przeniosło mnie do szkolnej klasy, gdy na­uczy­ciel­ka zaleciła nam odmówienie dziesiątki różańca za uwięzionych tam chrześcijan, a ja wyobrażałam sobie wielki metalowy mur, na który rzucają się mężczyźni i kobiety.

🖇

Opisując po raz pierwszy, zgodnie z jedną tylko zasadą – precyzji – ulice, o których nigdy nie myślałam, po prostu chodziłam nimi w dzie­ciństwie, przelewam w słowa tamtejszą hierarchię społeczną.

🖇

Dla mnie zaś ważne jest znalezienie słów pozwalających mi myśleć o sobie i otaczającym mnie świecie. Wypowiedzenie tego, co było wte­dy dla mnie normalne, a co niedopuszczalne, wręcz nie do pomyślenia. Jed­nak kobieta, którą jestem w 1995 roku, nie zdoła znów stać się dziew­czy­ną z 1952, która znała tylko swoje miasteczko, rodzinę i katolicką szkołę, dziew­czy­ną, której słownik był tak ubogi. Przed którą rozpościerał się bez­miar czasu do prze­ży­cia. Prawdziwa pamięć o sobie nie istnieje.
     Znajduję jeden tylko pewny sposób dotarcia do mojej ówczesnej rze­czy­wi­sto­ści — muszę odnaleźć prawa i rytuały, wierzenia i wartości okre­śla­ją­ce środowisko, w którym funkcjonowałam — szkołę, rodzinę, mój region – i kierujące moim życiem, niepozwalające mi dostrzec tkwiących w nim sprzecz­ności.

🖇

Dalej zaczyna się to, co niepewne, reszta Francji i świata, która gdzieś tam — do słów dochodzi gest wskazujący horyzont — scala się w identycznej obo­jętności i niepojętości życia daleko stąd. […]  Powszechne przekonanie, że nie można się nigdzie wybrać bez specjalnej wiedzy, i głęboki podziw dla tych, którzy nie boją się ruszyć z domu.

🖇

Skończyłam odrabiać lekcje, wokół unosi się słodycz. Pogrążam się w sma­ko­waniu przyszłości. […] Voyage à Cuba, przeczuwając wszystkie nie­wia­do­me mojego przyszłego życia.


Jean Sablon, Voyage à Cuba, 1951.

🖇

Poprawna mowa wymaga wysiłku, szukania innego słowa zamiast tego, które samo przychodzi na myśl, cichszego, ostrożniejszego tonu, jakby trzy­ma­ło się w dłoniach jakiś kruchy przedmiot.

🖇

W 1952 roku piszę „dobrym francuskim”, ale zapewne mówię „ciepnąć” za­miast „rzucić” i „otokać” za­miast „umyć”, tak jak moi rodzice, bo uży­wa­my świata w taki sam sposób. I to on określa, jak siadamy, śmiejemy się, chwy­ta­my rzeczy, dyktuje słowa mówiące, jak postępować z ciałem i przed­mio­tami.
     Wszystko, co pozwala
     nie marnować jedzenia, jak najwięcej skorzystać […]
     zachować czystość, nie marnując za dużo wody […]
     wyrażać pogardę bez słów: wzruszyć ramionami, odwrócić się i ener­gicznie klepnąć się w tyłek.

🖇

Zdania w tajemniczy sposób jednoczące ciało z przyszłością i resztą świata: pomyśl życzenie, masz rzęsę na policzku, uszy mnie pieką, ktoś mnie obgaduje, i naturalnie: w sercu mnie kłuje, deszcz się szykuje.

🖇

Dzieci uważa się za złe z natury, więc ich karanie i dyscyplinowanie to obo­wią­zek dobrych rodziców. Od „klapsa” po „lanie” — wszystkie chwyty do­zwo­lo­ne. Nie było to oznaką bezduszności czy brutalności, o ile poza tym starano się potomstwo rozpieszczać i nie przesadzano z karami.

🖇

Chorobę zawsze wiązano jakoś z winą,
z brakiem czujności jednostki wobec losu.

🖇

Każdy każdego pilnował. Życie innych trzeba znać – żeby o nim gadać – a własne ukrywać, jak się tylko da – żeby o nas nie gadali. Trudna stra­te­gia: bliźnich „ciągnąć za język”, lecz samemu „trzymać język za zębami”, „brudy prać we własnym domu”. Do ulubionych rozrywek należało „pójść między ludzi” […]. Obserwowano zachowania, rozbierano je aż do naj­drob­niej­szych ukrytych sprężynek, składano do kupy znaki, któ­rych suma i interpretacja tworzyły historię innych ludzi. […]
     W rozmowach porządkowało się fakty oraz ludzkie działania i zacho­wa­nia wedle kategorii dobra i zła, tego, co dozwolone czy wskazane, i tego, co niedopuszczalne.

🖇

Niewiele było słów wyrażających uczucia. Dałam się nabrać oznaczało roz­cza­ro­wa­nie, rozsierdziło mnie to wystarczało za każde niezadowolenie. Żal mi ogromnie to zarówno przykrość, że się zostawiło trochę ciasta na ta­le­rzu, jak i smutek po utracie narzeczonego. I oszaleć od tego można.

🖇

Objawienie zasad panujących w moim dwunastoletnim życiu nie­po­strze­że­nie spada na mnie nieuchwytnym ciężarem, czuję się uwięziona niczym we śnie. Słowa, które znajduję, są nieprzejrzyste, są niczym głazy – nie do ru­sze­nia. Pozbawione wyraźnego obrazu. Pozbawione znaczenia, nawet tego, które daje słownik.

🖇

Religia była sposobem mojego istnienia. Nie znałam różnicy między wiarą a przymusem wiary.

🖇

Modlitwa jest istotą życia, indywidualnym i powszechnym panaceum. Trze­ba się modlić, by stać się lepszym człowiekiem, by odeprzeć pokusy, zaliczyć arytmetykę, uzdrowić chorych i nawrócić grzeszników. […]  Prak­ty­ki religijne, spowiedź, komunia zdają się cieszyć większym szacunkiem niż wiedza: „Można mieć ze wszystkiego najlepsze stopnie i nie być miłą Bogu”.

🖇

Czytanie jest czynnością podejrzaną, a to z powodu istnienia „złych ksią­żek”, które — zważywszy, jaki lęk wzbudzają, ile słyszy się przed nimi ostrze­żeń oraz że trzeba je uwzględniać w rachunku sumienia przed spo­wie­dzią – wydają się groźne i liczniejsze od tych dobrych.

🖇

Żyjemy w świecie prawdy i doskonałości, w świecie światła. Jest też inny świat, ten, w którym nie chodzi się na mszę, nie modli, świat błędu, którego nazwę wymawia się z rzadka, ostro, jak bluźnierstwo: szkoła świecka (sło­wo „świecki” nie miało dla mnie określonego znaczenia, było mglistym sy­no­nimem „złego”).

🖇

Proust pisze, że nasza pamięć jest poza nami – w oddechu deszczowej po­go­dy, w zapachu pierwszego blasku jesieni… W zjawiskach natury, które wciąż powracając, pozwalają wierzyć w trwałość ludzkiej istoty. Mnie – a może dotyczy to wszystkich moich rówieśników – która we wspo­mnie­niach znajduję letnie szlagiery, modny pasek, rzeczy skazane na zniknięcie, pamięć nie przynosi żadnego dowodu trwałości czy tożsamości. Przeciwnie, dzięki niej czuję i potwierdzam moją fragmentaryczność i przemijalność).

🖇

Zobaczyłam coś, czego nie wolno mi było zobaczyć. Wiedziałam to, czego w społecznej niewinności katolickiej szkoły nie powinnam była wiedzieć, co po cichu spychało mnie do obozu tych, którzy przez przemoc, alkoholizm czy zaburzenia psychiczne stawali się pożywką dla historii kończonych sło­wa­mi: „Żałość bierze, jak się na to patrzy”.

🖇

Czy realistyczne jest to, co możliwe?

🖇

We wstydzie jest coś takiego: poczucie, że teraz wszystko może ci się przy­da­rzyć, że nigdy nie będzie końca, że wstyd potrzebuje jeszcze więcej wstydu.

🖇

[…]  jak stwierdzić, że jakiegoś faktu następującego po innym nie przeżywamy w cieniu tego pierwszego, że kolejność rzeczy nie ma znaczenia?

🖇

Nie warto mnożyć przykładów. Wstyd jest tylko powtarzaniem i gro­ma­dzeniem.
     […]  Wstyd stał się moim sposobem na życie. W gruncie rzeczy nawet go nie dostrzegałam, płynął w moich żyłach.

🖇

Wiedziałam, że istnieje inny świat, ogromny, pełen słońca, w którym w sy­pial­niach są umywalki, z kranów płynie ciepła woda, a dziewczęta roz­ma­wia­ją z ojcami jak w powieściach. Nas w nim nie było. I nie było na co na­rzekać.

🖇

Lato 1996 roku zbliża się ku końcowi. Kiedy zaczęłam myśleć o tym tekście, na targowisko w centrum Sarajewa spadł pocisk moździerzowy – zabił kilkadziesiąt osób, ranił setki. W gazetach niektórzy pisali: „Ogarnia nas wstyd”. Dla nich wstyd był ideą, czymś, co jednego dnia można odczuć, a na­stępnego porzucić, zastosować do jednej sytuacji (Bośnia), a do innej nie (Rwanda). Wszyscy już zapomnieli o krwi na sarajewskim targowisku.

Annie Ernaux, Wstyd [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Pamięć jest w tym przypadku silniejsza od rzeczywistości. Bo dla mnie tak naprawdę istnieje tylko miasto z mojej pamięci, ta szczególna przestrzeń, w której uczyłam się świata i życia. Miejsce, które zapełniłam pra­gnie­nia­mi, marzeniami i upokorzeniami.

🖇

Pamięć miejsc, jaką w sobie nosimy, jest niczym palimpsest, pokreślony rę­ko­pis, w którym jedną warstwę pisma przykrywają kolejne, nie za­cie­ra­jąc jednak do końca tych starszych, pozwalając im czasem wyjść na wierzch.

🖇

[…]  czytanie. Nie przypominam sobie, żeby w mojej szkole kiedykolwiek do niego zachęcano. W tamtych czasach edukacja katolicka widziała w książ­kach, a tym bardziej w czasopismach, potencjalne zagrożenie, źródło wszel­kich moralnych aberracji. Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książ­kach, które dostawałyśmy w dniu rozdania świadectw, to że były cie­ka­we – wła­ściwie nie nadawały się do czytania, przyjemność lektury bezwzględnie wykluczano.

🖇

Zdawałam też sobie sprawę z tego, że szkoła reprodukuje nierówności spo­łeczne i że to wielka niesprawiedliwość.

🖇

[…]  książki bardzo wcześnie stały się terytorium mojej wyobraźni, bramą do nieznanych mi historii i światów. Później znalazłam w nich też instrukcje obsługi życia, instrukcje, którym ufałam znacznie bardziej niż na­ka­zom szko­ły czy rodziców. Uważałam, że rzeczywistości i prawdy szukać trzeba w książkach, w literaturze.

🖇

[…]  moim pragnieniem jest pisanie dosłownie w języku każdego. Można powiedzieć, że to wybór polityczny, bo jest to pewien sposób niszczenia hierarchii, sprawiania, że słowa i czyny ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, mają tę samą wagę.

🖇

Pisać życie, a nie moje życie. Ktoś może zapytać – a jaka to różnica? Otóż nie traktuję tego, co mi się przydarzyło, co mi się przydarza, jako czegoś wyjątkowego, a przy tym wstydliwego czy niewypowiadalnego, lecz jako przedmiot obserwacji, który należy zrozumieć, by wydobyć na światło dzien­ne ogólniejszą prawdę. […]  A jednak są to teksty o czymś uni­wer­sal­nym, ponieważ chodzi w nich o społeczne pozycje i trajektorie, o wstyd.

🖇

Pewnie uważasz mnie za pomyloną — nabrałam otuchy właśnie wtedy, kie­dy moi bliscy i ja sama tyle mamy trosk! No cóż, prawdziwy strach naj­le­piej przywraca równowagę i przegania te chandry bez przyczyny, które w sobie nosimy. […]  A teraz […]  widzę życie w innym świetle. Byłam idiot­ką, szlochając z powodu jakiegoś typka, który nie jest tego wart.
     […]
     Dzisiaj zgadzam się z Tobą: życie jest warte przeżycia.

🖇

🖇

[…]  „się zobaczy”, jak to mówią. Nie masz pojęcia, jaka będę nieszczęśliwa, jeśli tego nie zrobię!

🖇

[…]  nie mógłby nauczyć mnie pisać, nie mógłby mnie poprawiać, to zbyt osobiste, to kwestia „bycia”, autentycznego wewnętrznego doświadczenia.

🖇

[…]  to nie­samowite, jak dzięki sztuce zapomina się
o czasie i miejscu.

🖇


Marzec 1963, w moim pokoju
„W swoim pokoju u rodziców zawiesiłam zdanie Claudela, starannie prze­pi­sa­ne na dużym arkuszu papieru o brzegach przypalonych zapalniczką, jak cyrograf: »Tak, wierzę, że nie przyszedłem na świat na próżno i że było we mnie coś, bez czego świat nie mógł się obejść«” (Bliscy).

🖇

Czy zdobędę się na odwagę, żeby zacząć od nowa? Tak,
oczywiście. Jaka wola życia!

🖇

Znowu pragnę znaleźć tymczasowe rozwiązanie, wolę jeden świat od dru­gie­go, ale skąd mam wiedzieć, dlaczego tak jest?
     Miłość, ten wiecznie otwarty nawias.

🖇 🖇

[…]  w ruchu pisania, gdy pamięć „negocjuje” z tekstem. To właśnie podczas tych negocjacji pamięci z pisaniem jedne wspomnienia się wybiera, a inne odrzuca.

🖇

Moja pamięć nie jest szafą, którą sobie otwieram i zamykam, kiedy tylko chcę. W ogóle pamięć tak nie działa.

🖇

[…]  mój projekt nie polegał na wyczerpaniu zasobów pamięci, lecz na po­ka­za­niu, jak świat zmienił się w ciągu sześćdziesięciu lat. To właśnie ten ruch przemian nadawał pisaniu wewnętrzny rytm, zgodnie z którym nie­któ­re wspomnienia zostały przeze mnie odrzucone, spadły w otchłań nie­za­pisanego. No i tak to wygląda, rządzi tekst. Bardziej niż pamięć.

🖇

Nie wierzę, że da się zrozumieć własne życie poza światem, w którym się żyło. Miałam świadomość, jak ogromne zaszły w tym świecie zmiany – to przywilej ludzi mojego pokolenia – zwłaszcza jeśli chodzi o pozycję kobiet. Społeczeństwo w ciągu ostatnich czterdziestu lat zmieniło się bardziej niż przez całe stulecie, musiałam więc dać temu świadectwo, pisząc książkę.

🖇

Ale gdy przypominam sobie moje ambicje, moje pragnienie pisania, które mnie przepełniało jako dwudziestolatkę – do dziś nie wiem, czy było ono czymś dobrym, czy złym – widzę, że udało mi się zrobić to, na co miałam ochotę. I to jest chyba najważniejsze.

Annie Ernaux, Powrót do Yvetot [w:] Powroty, przeł. Anastazja Dwulit,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
(wyróżnienie własne)

Przerażam sama siebie, to jakiś tajemniczy impe­ra­tyw, jakieś fatum. Cholera!

🖇

Elementem pisarskiego powołania jest wiara, że mamy do powiedzenia rzeczy, których nikt inny nie powiedział.

(tamże)

czwartek, kwietnia 02, 2026

6062. Panna cotta (CXCIII)

Jabłoń:
(wczoraj w drodze do lekarza odpaliła
świeżutko skonstruowaną kwietniową plejlistą, gdzie
na pierwszym miejscu staroć, więc lobbuje za zachwytem
)
Ta piosenka to piękne ćwiczenie na
congiuntivo* imperfetto i condizionale presente.

(fakt, jest od tych form fantastycznie gęsta)

Sadownik:
(przewracałby oczami, gdyby nie prowadził samochodu,
więc całe zniesmaczenie umieścił w tonie głosu
)
Nie śmiałbym nawet podejrzewać,
że wymiar artystyczny
ma jakiekolwiek znaczenie…

Jabłoń:
(od paru dni zachwyca się
tą piosenką inaczej niż wtedy
)

*

in ogni senso hanno creduto,
cercato e voluto che fosse così

pod każdym względem wierzyli,
szukali i chcieli, żeby tak było

Eros Ramazzotti, Se bastasse una canzone.
[tu drugi już raz]

__________
  *  najwyższy czas na znacznik _RUCHOME congiuntivo!

piątek, marca 20, 2026

6048. 79/365

     — trzymaj swoją siłę przy sobie — po­wie­dział wczoraj.

całe życie stanęło mi przed oczami. po raz pierwszy zro­zu­mia­ne* od a do zet — nie trzy­ma mnie już za gardło przeszłość, nie przeraża mnie śmiertelnie przyszłość, mo­gę iść dalej.

79/365

__________
  *  w szczególności dotyczy to każdej kłót­ni, awantury, wy­mia­ny zdań, gwał­tow­nych zwrotów akcji na łonie życia ro­dzin­ne­go, trzaśnięć drzwiami, zwrotów przez rufę czy przez sztag, rela­cyj­nych zawirowań, wi­chur i prze­mil­czeń.

Ziemia zrobiona jest z nieba.
[…]
Tu nikomu nigdy zgubić się nie da,
Wszystko to jest droga i prawda.

Fernando Pessoa, 46 wierszy ortonimicznych,
przeł. Michał Lipszyc, Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

*

AI i.e. Global Thievery: Owen James, When I Stand.

I don’t talk just to fill the air
I don’t move just to prove I care

[…]
when it gets heavy, when it gets loud
when everybody's running out
I don’t run
I don’t bend

when I stand I don't fall

[…]
you’re safe

czwartek, marca 19, 2026

6047. 78/365

mój uko­chany chłopak ruszył dziś w pierw­szą z dwóch po­dró­ży, które najczęściej chce się odwlec na jak najpóźniej. jeszcze wczo­raj tylko wiedział, że są zegary, dziś usłyszał tykanie jed­ne­go z nich — niech tyka jak naj­dłu­żej.

odbyłam już te podróże, ale moje do­świad­cze­nie nie ma żad­nego znaczenia — wiem, że mogę tylko być w razie czego na wy­ciąg­nię­cie ręki.

78/365

[suplement 20.03.2026]

Roberta Flack, You Are Everything.

niedziela, marca 15, 2026

6041. Czekariat (CXXXVI)

Puzzle wrażeń wskoczyły na swoje miejsce w ułamku sekundy, gdy do ucha wpadł mi czwarty z nich. Pierwszym była atmosfera sfoto­gra­fo­wa­ne­go miejsca i krzesło, które przykuło moją uwagę na dłużej swoim, zapewne dość powszednim, do­świad­cze­niem bycia pustym czy opuszczonym. Drugim puz­zlem było odkrycie, podczas czy­szcze­nia w telefonie kalendarza, cytatu (poniżej), któ­re­go źró­dła, no­tu­jąc kiedyś tam, nie zapisałam; którego nijak ustalić teraz nie da­łam rady. Trze­cim zaś para­fra­za wy­ję­tych z cze­luści przeszłości słów: żeby docenić życie, żeby chcieć je żyć, trzeba uśmie­chać. Może żeby rysować, à propos wspomnianego krzesła, też trzeba uśmie­chać. Ostat­nim puzzlem, swoistą wisienką na torcie, był głos, o którego istnieniu jeszcze chwilę te­mu nie miałam po­ję­cia. Dwa z tych puz­zli, pierwszy i czwarty, do ręki włożyła mi Kaan, uśmie­cha­jąc mnie bardzo.

Bezzębny szaman z Indonezji: Jak robisz taka poważna mina, to wystraszasz dobra energia. Żeby medytować, trzeba uśmie­chać. Uśmiechaj twarzą, uśmiechaj umysłem, a dobra energia usunie zła energia.

(wyróżnienie własne)


Kaan.

*

Mzux Maen & Yasmin Levy, Hayii.

piątek, marca 13, 2026

6039. 72/365

l’imu. do dziś tylko czy­tałam wiele, wiele razy o smaku tego trunku. ustaliliśmy* z Coni The Wind, że nie mogę odejść, nim nie wypijemy ra­zem zawartości tej bu­telki.

72/365

__________
  *  chwilę wcześniej dzwoniłam do Sadownika, by do­wie­dzieć się, w której szafce stoją moje ulubione małoduńskie kieliszki.

Ivonne Dekarski, Love Is Not a Line.

piątek, lutego 20, 2026

6019. Panna cotta (CLXXXIX)

Od dłuższego czasu umiem oglądać siatkówkę. Chwilę temu Häwwä zwróciła moją uwagę na Illię Malinina, a Sadownik poszedł za ciosem i nauczył mnie czerpać ra­dość z oglądania jazdy figurowej na lodzie.

Jestem ignorantką, dośc dumną. Nie odróżniam aksla od lutza. Nie mam pojęcia czym są ritbergery, flipy, tulupy czy salchofy, ale lubię brzmienie tych nazw. Inte­re­su­je mnie wyłącznie synchronizacja ruchu z muzyką. Niech do mnie dotrze, niech do mnie przemówi, niech mnie porwie.

No i trafiła się wczoraj muzyka, którą muszę mieć pod ręką. Można przy okazji po­ćwi­czyć tryb przypuszczający po włosku z moim ukochanym congiuntivo, gra­ją­cym po cichutku pierwsze skrzypce w warstwie słownej, bo reszta, wiadomo, o miłości.

Jackie Evancho, Se.

se tu fossi nei miei occhi per un giorno
vedresti la bellezza che piena d’allegria
io trovo dentro gli occhi tuoi
[…]
se tu fossi nel mio cuore per un giorno
potresti avere un’idea
di cio che sento io
[…]
se tu fossi nella mia anima un giorno
sapresti cosa sono in me
[…]
solamente...
amore...

środa, lutego 11, 2026

6010. Czekariat (CXXX)


fot. Pati, fragment.

the only true wisdom is in knowing
you know nothing
[…]
embrace the storm
you are something, but not nothing
past is not a chain, but a thread
pull it and it may lead you home
begin where the light no longer reaches
where no path has yet been made

   —  Ilia Malinin

Ilia Malinin, Winter Olimpics 2026.

*

Asaf Avidan, The Ball.

Alan Mayer, The Smell of the Sea (theme).

Sergiu-Dan Mureșan, Code Duello.

wtorek, stycznia 06, 2026

5986. O starej miłości…

Jabłoń:
Mam propozycję.
(i zapadła znacząca cisza, bo
Drzewko zastanawia się, jak
elegancko ubrać ją w słowa
)

Sadownik:
(gdy cisza nie ustępuje, z uśmiechem)
Więcej szczegółów? Bo wiesz, czasy,
gdy mówiłem od razu: „tak, kochanie, wchodzę w to”,
już minęły.

Sadownik i Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

Tinashé Fazakerley, Good Times.

środa, grudnia 31, 2025

5980. Lecząc alergię dźwiękiem

Można być ciepłym w bli­skich relacjach, a zarazem ra­dy­kal­nym sa­motni­kiem z alergią na rodzinne święta, związki małżeńskie i inne społeczne formy bliskości.
   — Jarosław Czechowicz

[w:] Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.

*

Good Vibes Tribe 11:11, I’m Not What Happened to Me.

each step I take, I shift, I rise
the past dissolves before my eyes

*

[suplement 1.1.2026]


fot. Saxifraga, fragment.
 

Zwijam zeszły rok w węzeł starych nagłówków
— ta róża nie zakwitnie.

Adrienne Rich, Fenomenologia gniewu. 21 wierszy politycznych,
przeł. Jakub Głuszak, Magdalena Kleszczewska, Magdalena Kunz,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

sobota, grudnia 20, 2025

5972. Ścinki z czasu z połową paczki ciasteczek

alternatywny tytuł wpisu:
5972. Panna cotta (CLXXXII)

 
 
 
 
[częściowa asystencja: Sadownik]

Energia jest nie tylko wewnątrz nas. Znajduje się również w miejscach, w których żyjemy i spotykamy się z ludźmi. Każdy z nas jest inny, tak jak inna jest energia każdej prze­strze­ni. Podczas podróży wchłaniamy energię nowych miejsc w sposób, który może być transformujący. Podró­żo­wanie napełnia nas nowymi zasobami energetycznymi i roz­bu­dza w nas poczucie, że jesteśmy połączeni z szerszym światem. Ta ener­gia i te więzi pozostają z nami i uwznioślają nas nawet po powrocie do domu.

Laura Lynne Jackson, Znaki. Jak odczytywać
sygnały, które wysyła wszechświat
,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2022.
(wyróżnienie własne)

Wspólne ćwi­cze­nia z pla­stycz­no­ści neu­ro­nów: od­kry­wa­nie […], po­zna­wa­nie, sma­ko­wa­nie świata.

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Antonello Venditti, Che fantastica storia è la vita.

E quando penso che sia finita
È proprio allora che comincia la salita
Che fantastica storia è la vita

wtorek, grudnia 16, 2025

5969. 350/365   // Łódeczka dla Białego Kruka

trzy lata to dla ludzi niedotknętych stratą tylko czas. dla mnie osiem liter, któ­re od­mie­rzyły do dziś to, co niemierzalne. skryć się mogę tyl­ko w muzyce.

350/365


fot. Häwwä, fragment.

*

Astor Piazzolla, Chiquilín de Bachín, New York Tango Trio,
Richard Galliano (akordeon), Sebastien Giniaux (gitara),
Diego Imbert (kontrabas).


Autor(ka) nie do ustalenia.

Vinciane Despret pisała, że śmierć to początek relacji. W ża­ło­bie uczy­my się żyć ze zmarłymi w nowy sposób. Robimy im miejsce w naszej codzienności. Gotujemy jak oni, słuchamy ich muzyki, czytamy ich książki […]. Częściej myślimy: „A co on by zrobił? Jak ona by się zachowała?”. Więcej uwagi po­świę­camy snom, w których się pojawiają.

Ich zniknięcie jest tym bardziej nierealne, że 
obok mnie życie jest tak bardzo tu i teraz.

Chciałabym, żeby […].
     Chciałabym spróbować […].
     Chciałabym zapytać, czy […].
     Chciałabym jeszcze raz posłuchać historii o tym, jak […].
     Chciałabym poprosić […]
     Chciałabym jeszcze raz usłyszeć, jak mówi do mnie […].

Kolekcjonuję wspomnienia po nich. Rozmawiam z książ­ka­mi, które czytali, szukam zapisków na marginesach.

Kiedy umiera kruk, inne kruki zlatują się, żeby krzyczeć nad jego ciałem. Być może go opłakują. Ale również ostrzegają siebie nawzajem, że w tym miejscu stało się coś złego. […]
     Gdy czuwanie się skończy, kruki zaczynają omijać miejsce śmierci. Zmieniają swoje przyzwyczajenia i ścieżki. Śmierć jest dla nich przestrogą, wpływa na ich życie.

Katarzyna Boni, Którędy do wyjścia?,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025.