niedziela, października 04, 2026

6245. Z oazy (CDLXXVII)

Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktu­al­niam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.

Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapu­ka do na­szych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach uj­mu­jąc bar­dzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wy­bi­ła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możli­we. A potem skończył się nasz świat.

I pojawiły się dwa opisane powyżej powody. Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…

Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych sa­mych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć dia­me­tralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, za­trzy­ma­ło, za­du­ma­ło i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.

Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które po­mo­gły prze­żyć — ponad czterdzieści, które również wyjątkowo cenię, więc uśmiechałam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książkę bez wa­ha­nia. Jeśli będzie próbował uwieść się podtytuł, nie daj się zwieść, wchodzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.

Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy.
I już nigdy nie będzie „normalnie”.

🖇

Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I za­do­wo­le­ni w tej łatwiźnie. […]  I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.

🖇

Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.

🖇

Zaczynam czytać prozę o żałobie. […]  Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.

🖇

Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej.
Nie mają pojęcia.

🖇

Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.

🖇

Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […]  Każde milczenie i każda samotność są inne.

🖇

Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym,
że odcina od ludzi wokół.

🖇

Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było nie­wy­ob­ra­żal­ne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.

🖇

Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.

🖇

Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.

🖇

Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.

🖇

[…]  obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.

🖇

Wszystko jest teraz po raz pierwszy,
jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.

🖇

Ci, co zostają […]  przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.

🖇

W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zda­wa­ło się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jed­ną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może na­wet cofnie się do  s p r z e d?

🖇

Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz wię­cej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.

🖇

Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?

🖇

Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nie­ro­zwią­zy­wal­ny­mi problemami usuwa się w cień.

🖇

Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, mie­siąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wi­chu­ra, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze uro­dzi­ny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierw­sza inter­wencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tę­skno­ta za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; ta­niec przy mu­zy­ce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierw­sza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierw­sza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux­-pas, którego żałuję; pierw­sze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od po­cząt­ku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze roz­mro­że­nie lodówki, pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierw­sza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze ol­śnie­nie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze […]… Kiedyś przestanę liczyć.

🖇

Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć.
   — Chimamanda Ngozi Adichie

🖇

Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żad­ne z tych słów nie jest wpisana strata.

🖇

Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.

🖇

Strata zwiększa naszą wrażliwość.

🖇

Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.

🖇

Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.

🖇

Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.

🖇

Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towa­rzy­skich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znu­dze­niem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Inten­syw­ność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są eta­pie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkli­wo­ści, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przy­jaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tyl­ko wycinek mnogości stanów.

🖇

Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już­-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.

🖇

Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do ni­cze­go”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”. Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni kom­pu­te­rowych. Never again.
     Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.

🖇

Strata wkopuje nas w nas.

🖇

Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.

🖇

Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.

🖇

Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne za­in­te­re­so­wa­nia. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.

🖇

Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!

🖇

W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już­-już się zdawało, że jest lepiej.

🖇

Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni.
   — Ferdinand Cheval (1836–1924)

🖇

Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.

🖇

Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.

🖇

Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.

🖇

Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?

🖇

Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.

🖇

Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […]  dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.

🖇

Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.

🖇

Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie
z piosenką Brela Ne me quitte pas.


Jacques Brel, Ne me quitte pas.

🖇

Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczu­cie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszyst­ko trwa bez zmiany.
   — Roland Barthes (1915–1980)

🖇

Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie paź­dzier­ni­ka i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wy­so­ko­ści zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu od­kry­ło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.

🖇

[…]  zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w sto­sun­ku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.

🖇

[…]  naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który po­darował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lot­ni­sku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.

🖇

W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „na­praw­dę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.

🖇

Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson po­wie­dzia­ła: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, do­pó­ki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.

🖇

[…]  pierwszy rok jest najgorszy. Potem
zdarzają się tylko fale smutku.

🖇

Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.

🖇

Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przy­wią­zu­jąc się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że od­mel­do­wa­nie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.

🖇

Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.

🖇

W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdzi­wi­ła­bym się, gdyby w drzwiach stanął M.
     „Z zakupami?” — chce wiedzieć.
     „Albo i bez”.

Agnieszka Taborska, Bez skóry.
Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie
,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.

🖇

[…]  zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.

🖇

To się podobno da przeżyć.

🖇

Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.

(tamże)

Papież
     Pewien papież w Watykanie
     Często miewał własne zdanie.
     W kwestii wojny
     Ów dostojnik
     Zwłaszcza pieprzył niesłychanie.

— Marcin Giżycki (1951–2022)

🖇

Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w po­szcze­gól­nych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz