Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktualniam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.
Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapuka do naszych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach ujmując bardzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wybiła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możliwe. A potem skończył się nasz świat.
I pojawiły się dwa opisane powyżej powody. Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…
Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych samych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć diametralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, zatrzymało, zadumało i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.
Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które pomogły przeżyć — ponad czterdzieści, które również wyjątkowo cenię, więc uśmiechałam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książkę bez wahania. Jeśli będzie próbował uwieść się podtytuł, nie daj się zwieść, wchodzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.
Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy.
I już nigdy nie będzie „normalnie”.
🖇
Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I zadowoleni w tej łatwiźnie. […] I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.
🖇
Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.
🖇
Zaczynam czytać prozę o żałobie. […] Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.
🖇
Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej.
Nie mają pojęcia.
🖇
Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.
🖇
Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […] Każde milczenie i każda samotność są inne.
🖇
Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym,
że odcina od ludzi wokół.
🖇
Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było niewyobrażalne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.
🖇
Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.
🖇
Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.
🖇
Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.
🖇
[…] obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy,
jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.
🖇
Ci, co zostają […] przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.
🖇
W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zdawało się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jedną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może nawet cofnie się do s p r z e d?
🖇
Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz więcej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.
🖇
Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?
🖇
Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nierozwiązywalnymi problemami usuwa się w cień.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, miesiąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wichura, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze urodziny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierwsza interwencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tęsknota za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; taniec przy muzyce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierwsza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierwsza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux-pas, którego żałuję; pierwsze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od początku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze rozmrożenie lodówki, pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierwsza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze olśnienie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze […]… Kiedyś przestanę liczyć.
🖇
Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć.
— Chimamanda Ngozi Adichie
🖇
Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żadne z tych słów nie jest wpisana strata.
🖇
Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.
🖇
Strata zwiększa naszą wrażliwość.
🖇
Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.
🖇
Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.
🖇
Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.
🖇
Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towarzyskich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znudzeniem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Intensywność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są etapie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkliwości, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przyjaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tylko wycinek mnogości stanów.
🖇
Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.
🖇
Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do niczego”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”.
Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni komputerowych. Never again.
Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.
🖇
Strata wkopuje nas w nas.
🖇
Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.
🖇
Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.
🖇
Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne zainteresowania. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.
🖇
Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!
🖇
W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już-już się zdawało, że jest lepiej.
🖇
Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni.
— Ferdinand Cheval (1836–1924)
🖇
Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.
🖇
Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.
🖇
Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.
🖇
Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?
🖇
Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.
🖇
Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […] dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.
🖇
Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.
🖇
Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie
z piosenką Brela Ne me quitte pas.
Jacques Brel, Ne me quitte pas.
🖇
Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczucie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszystko trwa bez zmiany.
— Roland Barthes (1915–1980)
🖇
Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie października i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wysokości zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu odkryło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.
🖇
[…] zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w stosunku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.
🖇
[…] naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który podarował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lotnisku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.
🖇
W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „naprawdę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.
🖇
Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson powiedziała: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, dopóki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.
🖇
[…] pierwszy rok jest najgorszy. Potem
zdarzają się tylko fale smutku.
🖇
Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.
🖇
Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przywiązując się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że odmeldowanie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.
🖇
Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.
🖇
W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdziwiłabym się, gdyby w drzwiach stanął M.
„Z zakupami?” — chce wiedzieć.
„Albo i bez”.
Agnieszka Taborska, Bez skóry.
Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)

To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.
🖇
[…] zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.
🖇
To się podobno da przeżyć.
🖇
Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.
(tamże)
Papież
Pewien papież w Watykanie
Często miewał własne zdanie.
W kwestii wojny
Ów dostojnik
Zwłaszcza pieprzył niesłychanie.
— Marcin Giżycki (1951–2022)
🖇
Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w poszczególnych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz