Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
dla mózgu — żywa zieloność. dla ciała — na śniadanie posmak kraju, w którym w tym życiu nigdy nie będę. dla duszy — my, jak najbardziej obecni w naszym wspólnym życiu, które w tygodniu rozłazi się na dwa, co gnają tak bardzo różnymi torami.
151/365
Jabłoń:
(zaraz po porannej kawie czworakuje swoją codzienną rehabilitacyjną porcję)
Sadownik:
(wpada do ula) A ty co?
Jabłoń: Przygotowuję się. Naprawdę chcę do lasu.
Sadownik: Ty jesteś całkiem w lesie! Już dawno powinnaś być gotowa do wyjścia.
dziś, dokładnie tydzień i dwadzieścia osiem lat później — tak samo jak wtedy były: sobota i nasze kwiaty.
dziś, zapach konwalii przez całą drogę do ula, a po przekroczeniu jego progu zapach naszego miejsca. zapach, którego już jutro rano nie będę w stanie wyczuć, więc wciągam go nosem, uszami i każdym porem skóry, delektując się powrotem do domu.
143/365
[asystencja: Sadownik], fragment.
na pewno też pamiętasz
jak reszta miasta spała
a my po raz pierwszy siedzieliśmy rozbudzeni
jeszcze się nie dotknęliśmy
lecz już podróżowaliśmy
po sobie słowami […]
tamtej nocy niczego nie piliśmy
ale byłam odurzona
wróciłam do domu i pomyślałam jesteśmy bratnimi duszami
•
pierwszego dnia miłości
owinąłeś mnie słowem wyjątkowa
•
miłość nie wygląda jak człowiek
miłość to nasze działania
miłość to dawanie wszystkiego co możemy
nawet jeśli chodzi tylko o większy kawałek ciasta
miłość to zrozumienie
że mamy moc ranienia się nawzajem
lecz zrobimy wszystko co w naszej mocy
żeby tego uniknąć […]
miłość to umiejętność wybrania właściwej osoby
•
nawet jeśli to błąd. możemy tylko mieć rację tak bardzo się razem myląc.
•
byłabym niemądra nie zadawszy sobie pytania
czy za dwadzieścia lat
ten człowiek nadal będzie
kimś z kim będę się śmiała
Rupi Kaur, Słońce i jej kwiaty. The Sun and Her Flowers, przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.
Sadownik:
(cztery dni temu odkrył drzewną tajemnicę, o czym poinformował przez telefon) Ty wariatko!
Jabłoń:
(rechotała)
Sadownik:
(chwilę potem małomiasteczkowo Drzewku pojechał, bo listonosz każdego dnia uzupełnia skrzynkę ula) I co o mnie pomyśli listonosz?
Jabłoń:
(bez grama empatii) A to już nie mój problem…
Jabłoń:
(dzisiaj dziewiąty raz była na poczcie, by wysłać dziesiąty list)
• •
Ale od czasu do czasu występuje to niesamowite zjawisko: nagle, zwykle w chwili, gdy najmniej się tego spodziewamy, gdy opuszczamy gardę, za sprawą łaskawej wielkoduszności losu, kiedy jesteśmy z kimś, kogo znamy od kilku sekund albo od kilku dni (czasem może to być nawet kilka lat), woal zsuwa się z dyskretnym szelestem […] Otwieramy szeroko oczy. Rozumiemy, kim jest ta osoba, tak jak ona rozumie, kim jesteśmy, i oczarowuje nas.
•
Splatając z sobą dwie egzystencje, miłość kumuluje nagromadzoną mądrość, odrębne historie, zasoby, dziedzictwa, różne sposoby korzystania z życia, przyjaźnie, kraje. Pomnaża kontakty, możliwości. Otwiera w naszej tożsamości drzwi, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Kładzie nam u stóp możliwość nowego życia.
•
To samo upodobanie do zmysłowej intymności, to samo poszukiwanie ukrytej obfitości tam, gdzie powierzchowne spojrzenie widzi jedynie monotonię, to samo pragnienie zgłębienia nieskończoności, to samo zaufanie do niewidzialnych i tajemniczych procesów, które wymagają tylko, byśmy wierzyli w ich istnienie, byśmy im pozwolili zaistnieć, byśmy dali się nieść.
•
Dla mnie więzi tkane przez lata — nieważne, miłości czy przyjaźni — wzbogacane indywidualnym geniuszem każdego, jego hojnością, jego niespodziewanymi zasobami, więzi, które ściśle splatają z sobą dwa istnienia, są tym, co nadaje sens życiu, jedynym możliwym zwycięstwem nad śmiercią.
Mona Chollet, Wymyślić miłość na nowo. Jak patriarchat sabotuje relacje między mężczyznami a kobietami,
przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022. (wyróżnienie własne)
Kilka dni temu, na chwilę przed zachłyśnięciem się wirusem, zrobiłam Sadownikowi karczemną awanturę. Po
wszystkim, po ochłonięciu, z zawstydzeniem i niemałym zdziwieniem odkryłam, że wykrzyczany przeze mnie koniec świata był tak naprawdę kompletnie… o nic! Ale też, jak pogrzebałam w sobie, o wszystko! Bowiem komunikat, który w wyjątkowo zawiły, wielowątkowy i drobiazgowy sposób próbowałam wcześniej wykrzyczeć, po przetłumaczeniu z języka emocji na ciąg znaków zwanych literami, można było zamknąć w dwóch krótkich słowach: przytul mnie, co w moim przypadku jest lekiem na zło, niemoc i każdą beznadzieję.
* Jabłoń:
(wczoraj wieczorem tak zmęczona, że nie może zasnąć) Situl* mnie…
(szybko, szybko, nim zbierze się Drzewku na deficytowe awanturowanie się)
Sadownik:
(ledwo żywy, usypiający w drodze do poduszki) To terror!
w swoim i Twoim imieniu, Biały Kruku, poszliśmy do kina. ostatni konkurs, który śledziłeś, czy podobałby Ci się ten film*? mnie zachwycił.
47/366
__________
* pierwsze jego minuty moglibyśmy oglądać klatka po klatce, rozpoznałbyś każdego pianistę; ja wypatrzyłam tylko młodziutką Marthę Argerich.
nadzieje i obietnice rokrocznie zaklęte w białych dzwoneczkach.
Ale którędy eros dostaje się do środka? Kiedy zaczyna się pragnienie? Bardzo trudno zauważyć ten moment, a potem jest już za późno. Kiedy się zakochujesz, zawsze jest już za późno […].
*
Pragnienie to chwila, z której nie ma wyjścia.
*
W rzeczywistości początek jest jedyną chwilą, której jako nieświadomy cel skrzydlatego Erosa nie możesz kontrolować. Wszystko, co moment ten z sobą niesie, zarówno to, co dobre, jak i to, co złe, co gorzkie i co słodkie, przychodzi nieproszone i nieprzewidziane – jako dar bogów, jak mówią poeci. Od tej chwili cała historia w dużej mierze zależy od ciebie, ale nie jej początek.
Anne Carson [w:] Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
* * *
Simple Red, Say You Love Me.
being one of those grains of sand
I get blown […]
what I make of it,
I don't know,
what's the meaning of it,
I don't know
[…]
say you love me all around the world stay and hug me all around the world
najpierw on, ona nie wie kiedy, otworzył dzióbki pokrywek ich kubków z kawą, stojących między przednimi fotelami samochodu. potem ona, gdy on nie widział, obróciła oba kubki tak, by bez dodatkowych ruchów można było wziąć swój i pić kawę w trakcie jazdy.
dziś, w drodze, w dniu mojego równożycia taki drobny, ale bezcenny prezent podarowała nam miłość.
gdybyśmy byli sami ze sobą szczerzy, wiele naszych relacji skończyłoby się, nim na dobre się zaczęły, by dowlec nas do miejsc wielu zranień.
ponieważ byliśmy i jesteśmy szczerzy wobec siebie nawzajem, nasza relacja ma się dobrze i trwa.
wyliczyłam jakiś czas temu i dziś sobie przypomniałam, że pojutrze będzie dzień mojego równożycia — będę świętować, że dokładnie pół swojego życia dzielę z Sadownikiem.
107/365
Liczyła, ile już minęło od jakiegoś wydarzenia – od ukończenia szkoły, studiów, ważnej roli, wyjazdu na stypendium. Wynik ją zaskakiwał, zawsze pozytywnie, jakby była rośliną, która właśnie wypuściła kolejny obiecujący listek, gdy nikt się tego nie spodziewał.
Maria Karpińska, Ucichło,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2022. (wyróżnienie własne)
Jabłoń:
(w zeszły weekend, wiedząc, że grozi jej kino akcji, palone samochody i sporo mordobicia, próbuje uniknąć tego, czego nie da rady obejrzeć na pewno) Proszę, tylko nie bierz mnie do kina na horror.
Sadownik: Jak myślisz, Wieloryb to co to dla mnie było?
(przeczesał repertuar i odwołał wyjście)
*
Ostatni weekend lutego to ostatni moment, by wypełnić plan na ten miesiąc. Wymyśliłam kinoterapię, to jazda! Wczoraj, zgodnie z umową, Sadownik wybrał film. Chciałam mieć pełnowymiarową siurpryzę, nie zapytałam jaki. Poszliśmy.
Demograficznie (I). Do końca chciałam mieć niespodziankę, więc nie rzuciłam okiem na szyldzik przy wejściu do sali kinowej nr 15. Nie było jednak siły, bym nie przyglądała się ludziom! Pod piętnastką stało zdecydowanie zbyt dużo kobiet, by było to mordobicie lub strzelanka, o czym nie omieszkałam poinformować kolegi-małżonka, co Sadownik skwitował serdecznym śmiechem, który, jak się okazało później, był tylko i wyłącznie przedskoczkiem wrażeń, które mi zgotował życiowy partner.
Neoliberalnie. Projekcja seansu ciut się opóźniła. Tłum gęstniał. Gdy w końcu otworzono drzwi, sala w ciągu kilku minut była PEŁNA, mimo że za kilka dni film zejdzie z afisza. Drzewko skomentowało demografię: Kotku, luka płacowa w Polsce wynosi ok. 20% na niekorzyść kobiet; skąd 80% widzów tego seansu (kobiety) miało na bilet, pepsi i popcorn? Sadownik wiedział — panie oszczędzały cały rok!
Demograficznie (II). Statystyka: nasza dwójka okrutnie zawyżyła średnią wieku widzów. Doświadczenie: w filmie jest scena, w trakcie której i ja, i Sadownik ryczeliśmy ze śmiechu (nigdy nie śmiejemy się cicho) — wyłącznie my (!) ryczeliśmy! Żeby śmiać się z tej sceny trzeba mieć nie tylko poczucie humoru i dystans do siebie, lecz przede wszystkim przynajmniej kilkudziesięcioletni staż związkowy i niejedną w tej relacji wymianę zdań za sobą.
Kultura stołu. Na bieżąco scenę picia szampana Sadownik skomentował: ale piją z kieliszków dla biedoty. Ryknęłam śmiechem. Tylko my wiedzieliśmy dlaczego. Nie z powodu romantycznej sceny, lecz z powodu Sadowniczego refleksu komentowania filmowej rzeczywistości.
Ach, te relacje! Po seansie nie ruszaliśmy się z miejsc nie dlatego, że czekaliśmy na wyświetlenie nazwisk montażystów, ale dlatego, że liczyliśmy, ilu mężczyzn było na sali podczas projekcji. Poza Sadownikiem było ich szesnastu — wszyscy w towarzystwie pań. Sposób, w jaki poruszały się te męskie ciała, nie pozostawiał złudzeń — one zostały przyciągnięte na ten seans. Sadownik był jedynym mężczyzną, który wybrał ten film. Ja byłam jedyną kobietą, która, gdyby do niej należał wybór, nigdy by tego filmu nie wybrała. Bawiliśmy się świetnie. Widzisz — skomentował Sadownik — po to się chodzi do kina, by się rozerwać! Ale był też drzewny akcencik: długo o tym filmie rozmawialiśmy, bo dla mnie miał on mimo wszystko kilka warstw, których obśmianie nie powoduje ich zniknięcia czy unieważnienia.
*
Jabłoń:
(po seansie, przy wyjściu z sali) Gdzie jest moja strefa komfortu?
Sadownik: To taka moja mała zemsta za Wieloryba.
Magic Mike. Ostatni taniec, reż.
Steven Soderbergh, 2023.
Jabłoń:
(skutki „uboczne” rehabilitacji na własnej skórze uwielbia odczuwać i zarządziła kinoterapię: zero kompromisów —
raz w miesiącu Jabłoń wybiera film,
raz, w tym samym miesiącu, wybiera Sadownik i idą razem bez dyskusji o tym, że gusta kinematograficzne mają różne)
Sadownik:
(w niedzielę tuż po seansie)
Wiedziałem, że to nie będzie film przyrodniczy,
komedia czy kino akcji, ale tym razem
pojechałaś ostro!
*
Sadownik:
(wczoraj, gdy wracali po zabiegu do ula) Powiedz mi, dlaczego chciałaś obejrzeć ten film?
Jabłoń:
(wymieniła pięć istotnych społecznie powodów, dla których zdecydowanie
warto było ten film zobaczyć,
poza tym, co w poniższym minizwiastunie, znalezionym dziś)
Są zdjęcia, które robimy tylko w pamięci. To jest zdjęcie, które razem z Sadownikiem od lat na tym nośniku mieliśmy — Sadownik swoje, ja swoje. Za każdym razem mijając to miejsce na trasie, obiecywaliśmy sobie, że następnym razem zatrzymamy się, by cyk. Obiecaliśmy to kilkanaście razy, za każdym razem sprawdzając, czy nadal jest ten kadr, o który nam chodziło. Wczoraj, w drodze do ula Sadownik zatrzymał się na poboczu, włączył awaryjki i poszło: cyk On, cyk ja.
Dziś coś mnie tknęło — scena ta sama, moment ten sam, ale my jako ludzie zupełni różni — ciekawa byłam, jak Sadownik przyciąłby zrobione przez siebie zdjęcie. Zszokował mnie kwadratem! Uzasadnił, bo bardzo oszczędnie z tego formatu korzysta.
fot. Sadownik.
*
Są zdjęcia, które potrzebują dojrzeć. Dziś na tarasie* w ulu przywitało mnie zdjęcie, które przed wyjazdem było całkiem zielone.
__________ * całe 0,46 m2 ze stoliczkiem, które miało przyjemność wyprawić kiedyś imprezę z winem, marzeniami i zamyśleniem na trzy dorosłe osoby.
Jabłoń: Kłamstwo powtórzone tysiąc razy… No, wiesz.
_______________
* MaBeNa — MAszyna BEzpieczeństwa NArracyjnego — Grand Prix Innowacji AD 2018. Wynalazek pomaga tworzyć pozytywny wizerunek przemian w Polsce. Off Zyberto-Nic tłumaczył manual do tego urządzenia ciemnemu narodowi prawie półtora roku temu, to się Jabłoń naumiała, na potrzeby rodzinne zakupiła i używa.