Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Ostatnia przeczytana na gigancie książka. Przypomniało mi się, że na wirtualnym stoliczku leżała od lat. Wpasowała się w czytanie o stracie i to czytanie w ramach giganta zakończyła. Jest szczególna, bo to dwugłos: osoby odchodzącej i osoby „osierocanej” systematycznie, każdego dnia po kawałeczku.
[…] poszliśmy na krótki spacer w pobliskim parku i Marilyn powiedziała:
— Mam pomysł na książkę, którą powinniśmy razem napisać. Chcę udokumentować czekające nas trudne dni i miesiące. Może opis naszych kłopotów pomoże innym małżeństwom, które znajdą się w podobnej sytuacji: gdy mąż lub żona zapadnie na śmiertelną chorobę. […] Stworzymy tę książkę! Będziemy pisać rozdziały na przemian. Będzie to nasza wspólna książka, różna od innych, napisana przez dwoje ludzi, a nie jedną osobę, refleksje małżeństwa, które żyje ze sobą od sześćdziesięciu pięciu lat! Mamy to szczęście, że możemy iść razem na spotkanie ze śmiercią.
🖇
Kiedy cieszymy się cudownymi wspomnieniami, Marilyn ściska moją rękę i mówi:
— Irv, niczego nie żałuję.
Zgadzam się z całego serca. […] Marilyn i ja nie czujemy żalu — żyliśmy odważnie, w pełni. Staraliśmy się nie marnować okazji, by poznać coś nowego, i teraz zostało nam niewiele czasu.
🖇
Jestem zdumiony kruchością swojego życia.
🖇
W końcu doszłam do wniosku, że człowiek żyje nie tylko dla siebie, lecz również dla innych. Chociaż może się to wydawać oczywiste, dopiero teraz rozumiem w pełni tę prawdę.
🖇
Martwię się swoim stanem, ale przypominam sobie liczne powody, które sprawiają, że ciągle powinnam być zadowolona. Mogę mówić, czytać, odpowiadać na mejle.
🖇
Pisarka Gail Sheehy wzruszyła mnie do łez, gdy napisała: „Będę się za Ciebie modlić i wyobrażać sobie, że Bóg trzyma Cię w dłoni. Jesteś taka maleńka, że na pewno się zmieścisz”. […]
Jest również piękny wiersz Krzątanina w Mieszkaniu Emily Dickinson: Uprzątać Serce — upychać
Miłość w komórkę bezpieczną —
Będzie potrzebna dopiero,
Kiedy się zacznie Wieczność. […]
Henry James przekształcił słowa świętego Pawła o miłości w inteligentną formułę:
W ludzkim życiu ważne są trzy rzeczy. Pierwsza to dobroć. Druga to dobroć. Trzecia to dobroć.
Mam nadzieję przestrzegać tego przykazania nawet mimo cierpień wywołanych moją obecną chorobą.
🖇
— Tak, tak, rozumiem — powiedziała. — Świetnie rozumiem, co pan czuje. Doświadczam dokładnie tego samego. Moje łzy to święto[…]. Wie pan, o czym myślę? Że powinniśmy błogosławić życie i cieszyć się rzeczywistością teraz, gdy ciągle jest rzeczywista.
Jej słowa mną wstrząsnęły. Długo siedzieliśmy w milczeniu, dobrze się rozumiejąc.
🖇
Czuję ogromną otuchę, gdy rozumiem, że nawet jeśli popełnimy błąd (jako ludzie), możemy wszystko naprawić autentycznością i dobrocią.
🖇
Przywileje to nic złego.
🖇
Nie ma jednej wskazówki dla każdego: wszyscy musimy odkryć, co jest dla nas ważne. Po drodze napotykamy znaki, podpowiedzi.
🖇
[…] istnieje pozytywna korelacja między lękiem przed śmiercią a poczuciem nieprzeżytego życia. „Innymi słowy, im więcej pozostało nieprzeżytego życia, tym większy jest lęk przed śmiercią”.
🖇
Jakie to dziwne, że prawdopodobnie to ja umrę pierwsza, choć najczęściej pierwszy umiera mąż. Nawet język angielski ujawnia spodziewaną różnicę między płciami. Wyraz widower („wdowiec”) pochodzi od wyrazu widow („wdowa”). Kiedy w języku angielskim istnieją odrębne określenia dla mężczyzny i kobiety odgrywających tę samą rolę, źródłosłów jest najczęściej rodzaju męskiego: hero/heroine („bohater”/„bohaterka”) albo poet/poetess („poeta”/„poetka”). W tym przypadku źródłosłów świadczy, że kobieta prawdopodobnie przeżyje małżonka.
🖇
[…] moja śmierć to nie tylko moja sprawa. Dzielę ją z ludźmi, którzy mnie kochają […]
🖇
Najbardziej przeraża mnie perspektywa życia bez Marilyn. Tak, wiem, z badań, również moich własnych, wynika, że żałoba kończy się po upływie dwunastu miesięcy — przeżywamy kolejne pory roku, urodziny i rocznice śmierci, święta, a później ból łagodnieje. Po dwóch latach większość z nas znowu włącza się do normalnego życia.
🖇
Mój dawny mentor mówił: „Irv, masz tylko jedno życie. Ciesz się każdą chwilą zdumiewającego zjawiska zwanego «świadomością» i niczego nie żałuj!”. Jego mądra uwaga zmniejszyła mój strach przed demencją.
🖇
Wytrzymanie wszechogarniającej samotności to przytłaczające zadanie. Znowu znajduję pociechę w słowach Jerry’ego Franka: „Siedzę w fotelu i patrzę na toczące się życie. Nie jest tak źle, Irv”.
🖇
[…]
pyta, jak się czuję. Zwykle, by oszczędzić mu zmartwień, mówię: „W porządku” albo „Znośnie”.
🖇
Nazajutrz budzę się o piątej rano i doznaję olśnienia. „Nie rozumiesz, że śmierć to nie przyszłość? — pytam samego siebie. — Marilyn umiera w tej chwili”.
[…] Umiera teraz – to nie przyszłe wydarzenie, tylko teraźniejszość.
🖇
Seneka, Epiktet i Marek Aureliusz. Próbowali zrozumieć wszechświat, w którym życie jednostki to krótkotrwały błysk światła między dwiema wiecznościami mroku, pierwszą przed narodzinami i drugą po śmierci. Uważali, że należy prowadzić dobre, racjonalne życie, chcieli, by człowiek nie obawiał się śmierci, lecz zaakceptował jej nieunikniony charakter w porządku wszechświata.
🖇
[…] siadam przy komputerze i piszę te słowa – jakbym mógł powstrzymać upływ czasu. Czy pomysł napisania tej książki nie służy właśnie temu celowi? Opisuję teraźniejszość, by przenieść ją w przyszłość, zamrozić czas. To złudzenie. Ale daje ulgę.
🖇
[…] tak, zmuszała mnie, jak was wszystkich, bym wydobywała z siebie najlepsze cechy.
Miałam ogromne szczęście, że moja matka była tak głęboko zaangażowana w feminizm!
[…]
Specjalizuję się w położnictwie i pomagam w narodzinach, a jednak jestem tutaj, by pomóc jej odejść. Wydaje się to właściwe. — Eve Yalom, córka
❦
Marilyn kochała piękno —
nie w prosty, hedonistyczny sposób,
ale raczej jako afirmację życia, symbol ludzkiej dobroci.
W pewnym sensie
walczyła o dobro,
w które wierzyła. […]
Zachęcała nas wszystkich,
żebyśmy popierali jej ideały,
dostrzegali dobro
w innych kulturach i religiach,
w ludziach,
w sobie.
Będzie mi głęboko brakowało światła, które niosła,
ale nie spodziewam się, że ono przygaśnie,
raczej nabierze siły,
wypełniając nocne niebo,
przypominając jasne gwiazdy
w ciągle rozszerzającym się wszechświecie. Każdy z was niesie teraz to światło. — Reid Yalom, syn
❦
Kiedy przeczytamy inteligentną, dobrze napisaną książkę,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy zwrócimy się do Boga w rodzaju żeńskim,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy my, kobiety, usiądziemy przy stole i powiemy, co myślimy,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy mimo szacunku dla historii odważymy się kwestionować patriarchat,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy zakwitną morele,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy żeberka zostaną objedzone do kości,
będziemy ją pamiętać.
Kiedy ktoś poprawi nasz błąd językowy,
będziemy ją pamiętać. […]
Kiedy będziemy zdezorientowane, smutne, wesołe albo radosne,
będziemy ją pamiętać.
Będzie żyła, dopóki żyjemy, bo jest teraz częścią nas.
będziemy ją pamiętać. (Odczytane przez Eve Yalom i jej córki Lily i Alanę, powtarzane przez wszystkich obecnych)
🖇
[l]a façon ou manière correcte de faire les choses /pl. właściwy sposób postępowania/
🖇
[…] śmierć, wolność, samotność i sens życia. Moje książki są wykorzystywane na zajęciach ze studentami na całym świecie, bo są jasne i racjonalne. A jednak ja sam doświadczam w tej chwili irracjonalnych impulsów!
🖇
[…]
moja tęsknota się nie zmniejszyła. Stale sobie przypominam, że rana będzie się goić powoli[…].
🖇
Moja ukochana Marilyn! […] Postąpiłaś bardzo mądrze, że zaprosiłaś mnie do wspólnego pisania Sprawy śmierci i życia… nie, nie, źle to sformułowałem, nie zaprosiłaś — nalegałaś, bym odłożył rozpoczętą pracę i zamiast tego pisał z Tobą ten pamiętnik. Będę Ci na zawsze wdzięczny za Twoje nalegania — ten projekt utrzymał mnie przy życiu przez sto dwadzieścia pięć dni od Twojej śmierci. […] Ból się zmniejszył i znowu czuję w sercu ciepłe pulsowanie miłości. […] zawsze powtarzałaś, że mnie kochasz i że dostrzegasz we mnie ogromny potencjał. Czy mógłbym Ci kiedykolwiek wystarczająco podziękować? Kiedy piszę te zdania, po moich policzkach spływają łzy.
Ostatnie cztery miesiące bez Ciebie to najtrudniejszy okres mojego życia.
[…] po raz pierwszy od Twojego odejścia, myślę, że mogę Ci powiedzieć: „Nie martw się o mnie: zaczynam znowu żyć”. Cały czas mi towarzyszysz.
Marilyn Yalom, Irvin D. Yalom, Sprawa śmierci i życia,
przeł. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)
Powiem ci coś o swoim obecnym życiu.
🖇
Posłuchaj mnie, proszę. Przeżyję twoją śmierć. […] Nie zaprzeczam, że będę tęsknić za tobą do ostatniej chwili życia… ale będę dalej żył. Nie boję się śmierci… nie tak jak dawniej.
🖇
Uważam, że smutek łagodnieje. Może chaos i rozpacz się kończą?
[…]
Kiedy spoglądam na to zdjęcie [Marilyn] i przypominam sobie spędzone wspólnie szczęśliwe chwile, nagle wracam do rzeczywistości. Nie wątpię, że czeka mnie jeszcze wiele cierpień.
🖇
Uczę się, że coś może być wartościowe, interesujące i ważne, nawet jeśli doświadczam tego sam, jeśli nie mogę się tym podzielić z Marilyn.
(tamże)
# (polis):
Później wiadomości telewizyjne i modlitwa Marilyn, by mogła obserwować za życia impeachment Trumpa.
Czekałam na tę książkę w wersji elektronicznej na długo przed gigantem. Czekałam, nie mając pojęcia, że będę ją czytać w ramach empatyzowania z najukochańszym Człowiekiem i Jego Mamą, ale dokładnie tak się stało.
To nie jest książka tylko o stracie i jej konsekwencjach. To przede wszystkim książka o miłości i dlatego warta jest przeczytania. Nie miałam wątpliwości, że wybieranie fragmentów będzie trwało i będzie bolało. Dokładnie tak się stało.
To jedna z dwóch ostatnich książek, jakie przeczytałam na gigancie, ale wyboru wyimków dokonywałam już po powrocie, mierząc się nie tylko z trudnością, jaką było samo wybieranie, ale również z trzymającą mnie długo wszachu niepewnością, jak te wyimki poukładać. Stanęło między innymi na dodatkowej przestrzeni pomiędzy grupami fragmentów, by móc wziąć oddech. Gdy tylko podjęłam tę decyzję, wyimki, które muszę tu mieć, ułożyły się same.
To potrzeba, nie wybór. Ta książka jest potrzebą, nie wyborem.
🖇
Niniejsza książka jest pewnego rodzaju pamiętnikiem i […] jest mapą tego, co się mówi, oraz przemilczeń.
🖇
Gdy piszę, czas jest wciąż podziurawiony. Często myślę o tym, jak wiele nie wiem o przeszłości i jak pusta stała się przyszłość, odkąd zmarł Paul. Wiele pozostawało niewidzialne dla mnie wtedy i pozostaje niewidzialne teraz. Wiele leży poza sferą mojego zrozumienia.
🖇
Ta książka będzie pierwszą, której Paul nie przeczyta przed publikacją. […]
Gdy piszę, słyszę w głowie jego głos. To zdanie jest rozwlekłe, mówił, a wtedy ja przepisywałam je w bardziej zwięzłej formie. Brzmi zbyt ezoterycznie; tu żargon medyczny. Nie wiem, co to znaczy, mówił. Sparafrazuj.
Nie potrzebujesz tu przymiotnika, mówiłam. Użyłeś tego samego słowa dwie strony wcześniej, znajdź inne. Skróć tę dygresję. Jest za długa. Czasem zauważałam frazę, która z jakiegoś powodu wydawała mi się nieprecyzyjna, i wyjaśniałam dlaczego. Zawsze ją zmieniał.
Nie pamiętam ani jednego przypadku, żeby jedno odrzuciło radę drugiego.
🖇
Pisanie to działanie. Zdanie po zdaniu, ustęp po ustępie próbowałam coś z niego przenieść na papier, coś z tego, kim dla mnie był [Paul]. […] Wszyscy umieramy, ale ja miałam go w swoim życiu, a ponieważ go miałam, nie jestem tą, którą byłam, gdy go poznałam, lecz kimś innym — lepszym, cieplejszym, twardszym, mądrzejszym. Kiedyś mówiłam mu: Jesteś sercem mojego serca. Był i cały czas jest.
🖇
Czasem ważne jest, by przemówić, a czasem mądrzej jest ugryźć się w język. Nie zawsze też łatwo ustalić, która opcja jest właściwa. Ta książka jest owocem jednego i drugiego.
Wiem także, że ORAZ związku dwojga ludzi nie jest usprawiedliwieniem dla ingerencji, dla wścibstwa lub wpychania się do wnętrza drugiej osoby i domagania się wyznań. Każdy człowiek musi mieć swobodę wyboru, kiedy i co powiedzieć. Nawet najbardziej intymne relacje wymagają szacunku dla czułych, drażliwych i tajemnych geografii człowieczego ja.
🖇
Dwie wersje czasu: czas jako linia pojedynczego ludzkiego życia, które kończy się śmiercią, i czas jako koło, które się obraca i mieści w sobie cykle narodzin i śmierci.
🖇
Godziny przeskakują do przodu, za to minuty częstokroć ciągną się powoli. Chcę zakorzenić swe ciało w kalendarzach i zegarach, tych niezawodnych, acz ostatecznie fikcyjnych systemach odliczania upływającego czasu, ale gubię się w ich regularnym rytmie.
🖇
[…]
żyjemy w owym „Potem”, miejscu, gdzie logika czasu i przestrzeni jest zaburzona.
🖇
Martwię się, że moje myśli rozproszą się na więcej kawałków, niż będę w stanie pozbierać. Tym się teraz zajmuję — zbieraniem kawałków siebie.
🖇
Zwyczaje, nawyki, rytuały wywodzą sens z powtórzeń, a powtórzenia te mogą służyć za zbroję chroniącą przed niepokojem.
🖇
Istoty ludzkie nie są jedynymi, które tęsknią za zmarłymi i ich szukają. […]
Gdzie jesteś?
Mogę poszukiwać utraconego partnera, pisząc o nim w tej książce, rzecz dla gęsi niemożliwa, aczkolwiek gęś i ja jesteśmy istotami społecznymi przywiązanymi do swego towarzysza i żadna z nas nie jest w stanie zlokalizować tego, którego utraciła, a tym bardziej przywrócić mu życia.
🖇
Chociaż istoty ludzkie są w zasadzie zbiorem poszczególnych części, nie są one autonomiczne, ale w fundamentalny sposób ze sobą powiązane. Modele medyczne słyną z tego, że słabo odzwierciedlają to współuzależnienie, opierając się na odpowiedzialności lekarzy specjalistów za każdą z oddzielnych części. […] Specjalizacja ma swoje cudowne plusy, lecz także znamienne martwe punkty.
🖇
Jak powiedziałam Paulowi, guz to nie drzewo. Nie można określić, kiedy wyrósł, i pomimo długiej tradycji łączącej raka z emocjami i ze stratą oraz wielu najnowszych prac naukowych, które podejmują to samo pytanie, rezultaty badań nie są jednoznaczne i wśród naukowców nie osiągnięto w tej kwestii konsensusu. Panuje natomiast zgoda co do tego, że stresory różnego rodzaju wpływają na układ odpornościowy. […] Warto pamiętać naukową mantrę: „korelacja to nie przyczyna”.
🖇
W trakcie terapii Paula cały czas myślałam o tym amerykańskim generale, który podczas wojny wietnamskiej stwierdził: „Musieliśmy zniszczyć tę wioskę, żeby ją ocalić”.
🖇
Niestety w dużym stopniu propaganda świetlanej przyszłości medycyny personalizowanej i jej zdolności przewidywania terapii dla „ciebie” służy temu, by sprzedać prymitywne, fałszywe przekonanie o tym, że decydującym czynnikiem w rozwoju choroby jest „gen”. Regularnie pojawiają się głosy o wpływie „środowiska”, wciąż jednak powszechne jest przekonanie, że chorobę można przewidzieć na podstawie genomu danej osoby.
🖇
Cudowności i potworności przeplatają się w życiu wielu z nas.
🖇
Co mam zrobić? — zwracał się do mnie z przelotnym uśmiechem na twarzy — pogrozić Bogu pięściami?
🖇
Fantazja indywidualnej sprawczości jest potężna — idea, że każde z nas kontroluje w dużym stopniu to, co się nam przytrafia.
🖇
Istnieje znacząca różnica między nadzieją a optymizmem. Skłonność optymisty do przyjmowania z radością każdej dobrej nowiny i przewidywania szczęśliwego zakończenia jest zrozumiała, ale wywołuje huśtawkę emocjonalną, nie do wytrzymania przynajmniej dla tych, którzy kochają pacjenta. Nadzieja natomiast jest do życia niezbędna.
🖇
Nadzieja jest tym, czego potrzebujemy, dopóki sprawa nie stanie się beznadziejna, a wtedy ważne jest, by stawić czoło prawdzie.
🖇
Gdyby terapie poskutkowały […]. Choroba stałaby się bolesnym wspomnieniem, naszym wspólnym, z domieszką wdzięczności za innowacyjne rozwiązania medyczne, nic jednak nie poszło zgodnie z planem.
🖇
30 kwietnia
Mój kochany umarł dziś o 6.58. […] „On was słyszy. Możecie do niego mówić”. Ujęłam w dłonie jego twarz. Powiedziałam: „Boże, zaznaliśmy tyle radości, co? Tyle radości”. To mi przyszło do głowy. Radość. Wydawała się tak ważna.
🖇
Mądrość po fakcie to nie prognoza.
🖇
Lata temu napisałam w jednym z esejów: „Tylko odsłonięte ja może poczuć radość”. To także prawda w odniesieniu do miłości i żałoby.
🖇
Zagłębiłam się w badania dotyczące żałoby. Gdy coś mnie nurtuje, czytam. Obsesyjnie czytam o tym, co mnie nurtuje. Nie rozwiązuje to problemu. Ale pozwala się zdystansować. Chłodzi oparzenie. Lepsze to niż butelka szkockiej.
🖇
Chęć samotnego zwinięcia się w pozycji embrionalnej w zaciemnionym pokoju i pozostania tam nieruchomo ma w teraźniejszości powab, jaki w przeszłości odczuwałam tylko wtedy, gdy cierpiałam na ciężką grypę, przeziębienie lub migrenowy ból głowy. Gdy wabi mnie inercja, myślę sobie — nie odpowiadaj. To zew otchłani.
🖇
Lęk […] jest jak spojrzenie w otchłań. — Søren Kierkegaard (1813–1855)
🖇
Gdy samotnie przemierzam ten dom, naśladuję rytmy z czasów przed śmiercią Paula w przestrzeniach istniejących po jego śmierci. Ten dom jest prawdziwym domem, lecz także konstrukcją pamięci.
🖇
Czas mija. Najwyraźniej mija beze mnie. Chcę w nim być? Czy raczej ten czasowy paraliż jest czymś, czego potrzebuję?
🖇
Róże kwitną teraz bez niego. […] Ten dom jest domem naszych krótkich rozmów i tych długich, domem naszych dysput i miłosnych wyznań, domem naszych cierpień spowodowanych wydarzeniami, nad którymi nie mieliśmy kontroli i którym nie byliśmy w stanie zapobiec. […] To dom długiego nieustannego dialogu na temat rzeczy drobnych i wielkich, dialogu, który teraz umilkł.
🖇
Często czujemy to, czego nie wiemy i czego nie możemy wyrazić. Duchy przeszłości nawiedzają postawę, gesty, spojrzenie i słowa, które potem mieszają się z postawą, gestami, spojrzeniem i słowami drugiej osoby i wspólnie tworzą coś więcej, zmienną zmieszaną atmosferę, produkt nie jednego lub drugiego, lecz obojga.
🖇
Jestem w nawiedzonym domu zamieszkanym przez powstałego z Paula i mnie ducha, przez „my”, które już nie istnieje, w każdym razie nie w teraźniejszości, przeniknęło jednak wszystkie pokoje. To obejmująca się, dotykająca, uprawiająca seks, śmiejąca się, pocieszająca, kłócąca się, spokojnie mówiąca podwójna postać z przeszłości z własnymi żartami i odniesieniami znanymi tylko „nam”.
🖇
Żyjemy w kulturze, w której wszystko się kwantyfikuje, nawet niedające się zmierzyć właściwości. Określamy liczebnie inteligencję, depresję, wszelkiego rodzaju stany psychiczne, abstrakcje, których nie jesteśmy nawet w stanie zdefiniować. Dzięki temu czujemy, że opanowaliśmy coś, co jest fundamentalnie niejednoznaczne. Tego, jak bardzo kochałam Paula i jak bardzo on kochał mnie, nie da się wyrazić liczbą.
🖇
„Kocham Cię” i „Myślę, że wiesz, że Ty kochasz mnie”. Cała reszta była zbędną dekoracją — wstążkami, kokardami, frędzlami — do przyozdobienia dwóch prostych prawd, które były jedną prawdą między nami.
🖇
Zakochanie się jest czymś niemal tak zwyczajnym jak narodziny i śmierć. […] odpowiedź na pytanie, dlaczego miłość w ogóle się rodzi i dlaczego, gdy już się pojawia, jedne pary trwają ze sobą, inne natomiast rozstają się w złości, goryczy lub znudzeniu, nie jest prosta. W naszej kulturze, jeśli chodzi o „związki”, skupiamy się głównie na tym, jak je naprawiać. Te dobre nie wymagają działań ani interwencji, często więc znikają z pola widzenia.
🖇
W twarzy Paula znajdowałam siebie lepszą, niż jestem, ale nie lepszą, niż chcę być.
🖇
Teraz częściej niż przed śmiercią Paula zauważam na ulicy pary. Widzę, jak spacerują razem, kołysząc splecionymi dłońmi, pary wszelkiego rodzaju, młode i stare, homo- i heteroseksualne, i wspominam siebie i Paula. […] Humor zrozumiały tylko dla dwojga to jedna z przyjemności życia w związku. […] Przypatruję się teraz bacznie człowieczym parom w podeszłym wieku, a gdy zauważam wzajemne przejawy czułości, uśmiecham się, a potem im zazdroszczę.
🖇
Czy możliwe jest zatrzymanie drobinek szczęścia […] gdy spowija mnie smutek? Trzeba, zdaje się, próbować.
🖇
[…] tak jak we wszystkich opowieściach przez luki przeskakuje się za pomocą „i” lub „a później”.
🖇
Gdy strata jest dojmująca, takiż jest strach, usztywniający, lodowaty strach przed przyszłością, która oznacza mnie bez ciebie.
🖇
[…]
poprzysięgłam sobie, że się poprawię, nawet jeśli to ulepszanie nie idzie mi najlepiej. Myślę, że zastępuję niezbędną przemianę bardzo surową krytyką samej siebie, ale wrażenie pozostaje.
🖇
Dawno, dawno temu. Kiedy by to było?
Przed twoją śmiercią.
🖇
Przyszłość jest ostatecznie odkładaną w nieskończoność fikcją. Gdy nastaje coś, co kiedyś było przyszłością, nie jest to już przyszłość.
🖇
Jestem przyzwyczajona do tego, że rozpacz spada na mnie z zaskoczenia, zwykle jednak potrafię dokładnie wytłumaczyć, dlaczego dany widok lub dźwięk wyskakuje i mnie kąsa.
🖇
Są w życiu chwile, gdy zabawa i radość są niemożliwe. Zdumiewa mnie jednak fakt, że nawet w okresach intensywnego smutku i niepokoju śmiech jest nie tylko możliwy, ale i konieczny.
🖇
Od początku wyczuwałam, że w Paulu kryje się Bartleby. Nigdy nie był dla mnie w pełni przystępny. Jestem pewna, że zabrał do grobu jakieś tajemnice. Podejrzewam, że tak jest w przypadku każdego człowieka.
🖇
Maj, czerwiec, lipiec — minęły. Mija sierpień. Z porami roku zmienia się światło. Gdy otwieram oczy, jest ciemno. […] Poniedziałek, wtorek, środa. Postanawiam nie wybiegać dalej niż trzy dni do przodu — więcej niż trzy dni napawa mnie trwogą. […]
Jednakowość mnie podtrzymuje, chociaż życie nie jest takie samo. Ja nie jestem taka sama. Moja świadomość jest jednocześnie wyostrzona i przyćmiona.
🖇
Ostatnio wyobrażam sobie niezliczone rzesze osamotnionych po stracie bliskich ludzi, którzy wracają do domu, gdzie nikt nie czeka. Problem z żałobą polega na tym, że ten NIKT ma IMIĘ.
🖇
Są chwile, kiedy TERAZ przysłania żałobę: ciepłe słońce na mojej twarzy, czerwień pomidorów na targu warzywnym
[…].
Są też chwile, gdy w tym odtwarzaniu zwyczajnego życia tuż pod powierzchnią słyszę swój zduszony krzyk.
🖇
Powtórzenie i wspomnienie to ten sam ruch, lecz skierowany w przeciwne strony. To, co się wspomina — już było, powtarza się zatem do tyłu. Zaś właściwe powtórzenie to wspomnienie zwrócone ku przyszłości. — Søren Kierkegaard
🖇
Niedawno odkryłam, że 1 maja 2024 roku, dzień po śmierci Paula, „The Guardian” opublikował cytaty z wywiadów, których Paul udzielił w minionych latach. Znalazłam taki: „Miłość należy sobie wyobrażać jako pewnego rodzaju drzewo lub roślinę… niektóre części uschną i może trzeba będzie uciąć gałąź, by podtrzymać ogólny rozwój całego organizmu. Jeśli koniecznie chcesz, żeby miłość była dokładnie taka jak kiedyś, pewnego dnia obumrze na twoich oczach. Ażeby się utrzymała, musi być organiczna”.
🖇
Czym jest własne ja, jeśli pozbawi się go innych?
🖇
Po cierpieniu zwykle zostają blizny. Ci najbardziej odporni też mają blizny, te jednak mniej wpływają na ich powszednią egzystencję.
🖇
Paul zmarł wiosną. Czy to możliwe? Dwie pory roku temu?
🖇
Przeszłość pisania staje się teraźniejszością czytania, nawet jeśli pisarza i czytelnika dzielą stulecia.
🖇
Jedyną prawdą, której możemy być pewni, jest zmiana. Cokolwiek dzieje się teraz — cudownego bądź strasznego — nie pozostanie takie samo, lecz stanie się czymś innym.
Siri Hustvedt, Księga duchów,
przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.
(wyróżnienie własne)
Krąg czasu. Wiedziałam, że przyjdzie śmierć, najpierw do niego lub do mnie, ten surowy fakt budzi jednak we mnie bunt — czuję to w mięśniach, tkankach, kościach, krwi, tętnie, oddechu. Jestem reakcjonistką. Chcę powrotu tego, co było.
🖇
[…] odpowiedziałam po norwesku, w moim języku ojczystym: Det skulle bare mangle. […] Dosłownie znaczy: Tego miałoby brakować. Tłumaczenie: Ależ oczywiście. To się rozumie samo przez się.
🖇
Prawda jest taka, że idee tak naprawdę nie należą do nikogo. Nie mają właścicieli; krążą z jednej głowy do drugiej, gdy się czyta, rozmawia, a czasem po prostu wdycha powietrze na dworze.
🖇
Ratunek. Łzy. Opowiedz jeszcze raz.
🖇
Oczywiście stalibyśmy się innymi ludźmi, gdybyśmy się nie poznali, nie zupełnie innymi, ale innymi, pchnięci w tym czy innym kierunku przez drugą osobę, a także szersze okoliczności. 🖇
#A (feminium):
Zmagania jednostki, jak bardzo się różniąceod neoliberalnej fantazji o jednostce, która tworzy samą siebie (jednostka z tej fantazji jest zawsze mężczyzną). Nie rodzimy samych siebie.
🖇
„Tak mi teraz przykro…” […]. Będzie musiało minąć wiele lat, bym mogła trzeźwo spojrzeć na swój problem przypisywania sobie czyjejś winy. Teraz dużo lepiej rozpoznaję w swoim życiu te momenty, kiedy w niczym nie zawiniłam. Nasza kultura skłania kobiety do tego, by przepraszały. Przepraszająca kobieta zna swoje miejsce, poddaje się autorytetowi mężczyzny i nikomu nie zagraża.
🖇
Perspektywa czasu uwolniła mnie od niejasnego poczucia winy, które mnie ogarnęło, gdy miałam dwanaście lat, uczucia, że w jakiś sposób jestem odpowiedzialna za to, jak się mnie traktuje.
🖇
Eros dla [Audre]Lorde to żeńska siła, „zdolność do radości”, która gdy jest dzielona z innymi, staje się „mostem”. Lorde utrzymuje: „Mężczyźni często nadają fałszywe nazwy erotyce i wykorzystują ją przeciwko kobietom”. Mylona jest z pornografią i by osłabić jej moc, służy jako broń: NIE DLA DZIWKI. W pojemnej definicji erotyki przedstawionej przez Lorde mieści się ona: „czy to w tańcu, składaniu regału na książki, pisaniu wiersza czy rozmyślaniu o jakiejś idei”.
#B (polis):
Mitterrand. 1981. Tańczyli na paryskich ulicach niedaleko mieszkania mojego przyjaciela w Marais. Tańczyli znowu w zeszłym miesiącu, w lipcu 2024, gdy lewica zjednoczyła się, by pokonać skrajnie prawicową partię węży pod wodzą Marine Le Pen. Ja odtańczyłam radosny taniec za Obamę tutaj, na Brooklynie, w roku 2008, podskakiwałam w bibliotece i obsypywałam pocałunkami Paula. Sophie odtańczyła taniec zwycięstwa na kampusie Sarah Lawrence College z setkami studentów, pedagogów i pracowników uczelni. Chciałabym zatańczyć w listopadzie. Wciąż mam nadzieję.
🖇
Z odczytu Paula w Queens College w maju 1985 roku:
„Posłuchajcie naszego geniusza [Ronald Reagan] mieszkającego w Białym Domu, który głosi, że żołnierze niemieckiego SS byli w takim samym stopniu ofiarami nazizmu jak miliony zgładzonych w obozach śmierci — a potem spróbujcie przekonać samych siebie, że to nieprawda, że coś poszło mocno nie tak”.
🖇
Wszyscy wiedzieliśmy, że coś się może wydarzyć. Od lat mówiło się o tej groźbie, teraz jednak, gdy doszło do tragedii, jest dużo straszniejsza, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Ostatni atak obcych sił na amerykańskiej ziemi rozegrał się w 1812 roku. Dla tego, co wydarzyło się dzisiaj [Nowy Jork, 11.09.2001], nie ma precedensu, a konsekwencje bez wątpienia będą straszne. Więcej przemocy, więcej śmierci, więcej bólu dla wszystkich.
I tak w końcu rozpoczyna się XXI wiek.
🖇
Paul nie chciał wypowiadać jego nazwiska. Mówił o nim: Numer Czterdziesty Piąty. Polityka jako patologia.
🖇
[Spencer Ostrander] odnotował jedną nieoczekiwaną i osobliwą rzecz: nogawki garnituru Numeru Czterdziestego Piątego u dołu były wystrzępione, bo za długie spodnie wsuwały się pod obcasy butów, co znaczyło, że ów rzekomy miliarder nie stąpał po podłodze, lecz po nogawkach spodni. Trudno było pojąć znaczenie tego przedziwnego zjawiska, ów cudacznie ufryzowany osobnik bez wątpienia bowiem spędzał mnóstwo czasu na farbowaniu, układaniu i przejmowaniu się wyglądem włosów, najwyraźniej jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na długość spodni.
🖇
Wygląda na to, że co do koronawirusa i milionów istnień, które zmiótł na całym świecie, zapanowała zbiorowa amnezja. Niewielu chce pamiętać, ale pandemia z pewnością przyczynia się do lęków, paranoi i furii, które wykorzystuje reakcyjna prawica w trwającej teraz w Stanach Zjednoczonych kampanii prezydenckiej, a także w autorytarnych, skrajnie prawicowych ruchach w innych częściach świata.
🖇
Nadszedł i minął także dzień wyborów. Siedemdziesiąt siedem milionów wyborców z własnej woli zagłosowało na człowieka, którego uznano winnym trzydziestu czterech zarzutów karnych i skazano za przestępstwo seksualne, człowieka, który podburzał do zamieszek i nigdy nie przyznał, że przegrał wybory w 2020 roku. Za czym głosowali? Niektórzy wierzą, że jest niewinny, a wszystkie zarzuty są bezpodstawne. Inni wierzą, że jest wysłannikiem Boga. Gdy w lipcu zwrócił się do grupy chrześcijan: „Pójdźcie i zagłosujcie. Tylko ten jeden raz. Nie będziecie musieli więcej tego robić. Jeszcze cztery lata i wiecie co? Będzie załatwione, będzie w porządku, nie będziecie już musieli głosować”, co miał na myśli? Słowa są ważne. Język kształtuje, ale interpretacja nie jest czymś stałym.
🖇
Dekret prezydencki numer 14168 „w obronie kobiet przed ekstremizmem ideologii gender przywracający w rządzie federalnym biologiczną prawdę”.
„Kobieta to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza dużą komórkę rozrodczą”.
„Mężczyzna to osoba należąca w chwili poczęcia do płci, która wytwarza małą komórkę rozrodczą”.
Ponieważ zygota — jak się nazywa komórkę diploidalną w chwili poczęcia — nie ma płci, a gonady embrionu w początkowej fazie są „obojętne”, rozróżnialne dopiero między szóstym a dziewiątym tygodniem ciąży, powyższe definicje to biologiczne brednie. Chłopcy wytwarzają „małą komórkę”, spermę, w okresie dojrzewania, a niektórzy mężczyźni nigdy jej nie wytwarzają, co by znaczyło, że do pewnego wieku albo do śmierci takie osoby nie są ani mężczyznami, ani kobietami, ani nikim innym. […] Co więcej, każda binarna definicja płci gmatwa się, jeśli ktoś naprawdę szuka prawdy biologicznej.
🖇
Przeraża mnie to wszystko, co umożliwiło nadchodzącą prezydenturę: apatia, urojenia, cynizm, wściekłość, wiara i zrzucanie odpowiedzialności na innych. Słyszę, jak Paul pomstuje na wynik wyborów. Jak to możliwe, że Numer Czterdziesty Piąty zaraz się stanie Numerem Czterdziestym Siódmym?
🖇
Nienawiść do intelektualistów, uniwersytetów, naukowców i ekspertów w tej chwili rozgorzała na nowo, wypalając równiny, na których się wychowałam. Błędem jest uważać, że tego typu odczucia należą wyłącznie do wyborców Trumpa w ich czerwonych czapeczkach. Populizm przyciągnął zarówno tych z prawa, jak i z lewa. Nawet elity uczestniczą w tym antyelityzmie — na przykład wykształceni dziennikarze wrogo nastawieni do książek z odniesieniami do myślicieli, o których nigdy nie słyszeli.
🖇
Wydaje się, że potrzeba szufladkowania ludzi według kategorii i traktowania ich jako coś statycznego nigdy nie umiera. Płeć, rasa i status klasowy to znajome i często okrutne społeczne szufladki, ale w sztuce też dochodzi do szufladkowania, z tych samych zresztą powodów. Niejednoznaczność, niuanse i złożoność postrzega się jako zagrożenie dla konwencji i porządku.
🖇
Po dojściu do władzy fundamentalistyczni przywódcy religijni, faszystowskie, totalitarne i autorytarne rządy wszelkiej maści wprowadzają prawa dyskryminujące mniejszości seksualne i promujące politykę reprodukcyjną. Chcą zawłaszczyć kategorie i zamienić je w naturalne, niezmienne prawdy. Tak się działo we wszystkich faszystowskich rządach w Europie. Partia Fidesz Viktora Orbána na Węgrzech i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, ta druga już odsunięta od władzy, to ostatnie przykłady tej samej strategii.
🖇
I tak się toczy ta żałosna saga nie- lub przynależności: w gimnazjum, przy długim stole w jadalni, na dworze królewskim, na konferencji akademickiej i w potwornym procesie wykluczania „innych” przez zwolenników MAGA.
🖇
Zgraja neokonfederatów z 6 stycznia to „patrioci”, którzy zdaniem obecnego prezydenta wykazali się „odwagą, wiarą i miłością”.
W krótkiej mowie wygłoszonej podczas uroczystości ku pamięci Paula zacytowałam ojca: „Gdy w Ameryce zawita faszyzm, nazwą go amerykanizmem”. Dodałam: „Zawitał. I tak go nazywają”.
🖇
Spektakl okrucieństwa trwa w najlepsze, symbolicznie i w rzeczywistości.
🖇
Czytam artykuły i mamroczę pod nosem: Czy wy nie widzicie, co się dzieje? Jak możecie pisać te powściągliwe artykuły, jak gdyby wywracanie do góry nogami systemu, ignorowanie konstytucyjnego trójpodziału władzy, głodzenie, krzywdzenie i zabijanie istot ludzkich uzależnionych od pomocy zagranicznej było czymś normalnym? Dlaczego nazywacie „konserwatystami” reakcyjną koalicję neonazistów, białych chrześcijańskich nacjonalistów, autokratów, miliarderów i zastraszonych służalczych hipokrytów, którzy wchodzą w skład nowego reżimu? Nie czujecie, że ten polityczny eufemizm zalatuje oszustwem i kolaboracją? Szaleńcy, którzy sieją spustoszenie w instytucjach demokratycznych i niszczą relacje z naszymi sojusznikami, niczego nie konserwują. […]
Góra to dół. Dwa plus dwa równa się pięć.
🖇
Język unicestwiania, masowych deportacji – wróg wewnętrzny, szkodniki, zatruwanie krwi narodu, złe geny, feminazistki, ideologia „woke”, Lügenpresse (łże-prasa), wrogowie publiczni – staje się coraz bardziej akceptowalny, aż przestaje szokować lub ukrywa się jego brutalność pod płaszczykiem zabawnej przesady lub ironii.
🖇
[…]
oto jestem tu, w połowie marca 2025 roku, światem trzęsą nieokiełznane demony, które sami uwolniliśmy, „my, naród”, a ty nie dożyłeś tej chwili […].
🖇
Pieśń o wytrwałości i cierpliwości, o długiej drodze już przebytej i tej, która dopiero przed nami. Nie jest to pieśń zagrzewająca do boju.
Pete Seeger, We Shall Overcome.
Zrobiłam zdjęcie transparentu przede mną ze sprawnie narysowaną karykaturą Trumpa i tą niedorzeczną fryzurą. Hasło: „WE SHALL OVERCOMB” (ZACZESZEMY). Niezbyt śmieszne. Hitlera też wyśmiewali, nazywając go bufonem, który wkrótce zniknie ze sceny politycznej. A potem przestali się śmiać.
🖇
Doskonale zdaję sobie sprawę, że ja, kobieta, która załkała, gdy w radiu leciał hymn ruchu obrony praw obywatelskich, We Shall Overcome, nie żyje pod okupacją tak jak moja matka. Nie biorę udziału w walkach w czasie wojny jak mój ojciec. Nie grozi mi natychmiastowa utrata pracy. Jestem samozatrudniona. Jestem biała i nigdy nie poczułam na własnej skórze rasistowskich upokorzeń. Nie jestem imigrantką. Nie wyślą mnie do obozu ani nie deportują. Nie jestem trans. Moja tożsamość nie została wymazana oficjalnym rządowym dekretem, nie odbieram talonów na jedzenie, nie korzystam z Medicaid, ubezpieczenia zdrowotnego, którego wycofanie zrujnuje moje życie i / lub życie moich dzieci. Z nieba nie spadają bomby. Mój dom stoi. Restauracje i sklepy w okolicy są otwarte. Na giełdzie nie doszło do wielkiego krachu. Najadam się do syta. Czuję się dobrze.
Chcecie wiedzieć, jak to się stało, że doszło do potworności czasów nazistowskich? Duża część osób, które były bezpieczne, nie przejmowała się tymi, którzy bezpieczni nie byli, a propaganda pod hasłem „my kontra oni” umacniała ich obojętność wobec ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości.
Dopadły mnie dwa powody, by sięgnąć po tę książkę. Pierwszy był praktyczny, uaktualniam stan biblioteki straty, by mieć w razie czego do zaoferowania tylko dobre w ramach wdowiej wyprawki. Drugi związany był z piekłem przez które przechodzą Sadownik i Jego Mama.
Gdy książka ta miała premierę, strata nawet nie miała w planie grozić nam, że zapuka do naszych drzwi. Flirtowała ze mną pierwsza część tytułu, w dwóch słowach ujmując bardzo w punkt naturę życia ze świeżą stratą. Okładka zaś zrobiła swoje, wybiła mi z głowy czytanie tej książki, odpychając mnie od niej tak daleko jak to możliwe. A potem skończył się nasz świat.
I pojawiły się dwa opisane powyżej powody . Nie dyskutowałam z nimi, nie broniłam się. Klik, klik i…
Uderzyło mnie i zatrzymało, że w podobnym czasie z panem profesorem Giżyckim po tych samych korytarzach chodziliśmy. Oboje przestaliśmy z podobnych, choć diametralnie różnych, jeśli chodzi o konsekwencje, powodów. Uderzyło, zatrzymało, zadumało i zostawiło mnie z tym, czym teraz jest moje życie.
Dużo piękna jest w tej książce. Jest też na końcu wśród książek — które pomogły przeżyć — ponad czterdzieści tytułów, które również wyjątkowo cenię, więc uśmiechałam się co chwilę. Jeśli zatrzyma cię pierwsza część tytułu, sięgnij po tę książkę bez wahania. Jeśli będzie próbował uwieść cię podtytuł, nie daj się zwieść, wchodzisz w tę lekturę na własną odpowiedzialność.
Wszystko może się zmienić w ułamku sekundy. I już nigdy nie będzie „normalnie”.
🖇
Byliśmy z Marcinem naiwni/nudni/monogamiczni/staroświeccy. I zadowoleni w tej łatwiźnie. […] I znowu Canetti miał rację, pisząc, że wierność jest niebezpieczna, bo kończymy ze zmarłym.
🖇
Bez skóry to nasza z Marcinem ostatnia wspólna książka. Bez niego by jej nie było, bez jego nieobecności by jej nie było. Dzięki niej jeszcze przez jakiś czas jesteśmy razem.
🖇
Zaczynam czytać prozę o żałobie. […] Książki trochę ze sobą dialogują, a po trosze są od siebie całkiem inne. Wszystkie stają wobec bezsilności oddania tego, co się stało. Co się dzieje.
🖇
Ludzie radzą. Chcą jak najlepiej. Nie mają pojęcia.
🖇
Cent jours de grâce, „sto dni łaski”, kiedy wszyscy wokół pamiętają o naszej stracie. Po tych stu dniach jest podobno najgorzej: trzeba żyć „normalnie”, być jak wszyscy, którzy mają własne tragedie.
🖇
Zdolność milczenia jest papierkiem lakmusowym miłości. […]Każde milczenie i każda samotność są inne.
🖇
Ból po stracie to ma wspólnego z zauroczeniem miłosnym, że odcina od ludzi wokół.
🖇
Z odejściem Marcina zniknęło poczucie bezwarunkowej miłości i zaufania do kogoś, na kogo można liczyć w każdej sytuacji. Jasne, to było niewyobrażalne szczęście mieć taką pewność bardzo długo.
🖇
Inne pojmowanie czasu to też objaw braku skóry.
🖇
Przez większość życia się z czasem ścigamy, w chwilach najtrudniejszych siedzi nam na karku, przemieniony w ołów.
🖇
Przychylny mi chór radzi i wróży na wiele głosów. Niektórzy rozumieją, że ambitnym zadaniem jest, by przeżyć. Jeść, oddychać, spać.
🖇
[…] obserwowałam ludzi. Obok siedziała starsza para. Tydzień wcześniej skojarzyliby mi się z rodzicami. Teraz patrzyłam na nich z zazdrością, że są starzy i razem. Wstydziłam się tej zazdrości; wielu żałobników tak ma.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy, jak jeszcze niedawno było po raz ostatni.
🖇
Ci, co zostają […] przepracowują w pamięci ostatnie chwile razem.
🖇
W bezskórnym stanie zachowujemy się nieprzewidywalnie. Z roztargnienia bądź z chęci zaczarowania rzeczywistości. Jeśli zrobimy coś, co dawniej zdawało się irracjonalne, albo – za radą Topora – zaprzemy się mocno jedną nogą i spróbujemy hamować, może czas zacznie biec wolniej? Może nawet cofnie się do s p r z e d?
🖇
Strata bliskich łączy się z ekspansją przedmiotów. Należące do nich kiedyś rzeczy, książki, papiery ogromnieją, zyskują na ważności, zajmują coraz więcej miejsca na półkach i w myślach. Przejmują aktywne role. Wymagają decyzji.
🖇
Z rzeczami jednak straszny kłopot. Które zachować? Które oddać i komu? Jak opanować złość, że właściciela nie ma, a one są?
🖇
Jedynym plusem żałoby jest to, że reszta świata ze swoimi nierozwiązywalnymi problemami usuwa się w cień.
🖇
Wszystko jest teraz po raz pierwszy bez Marcina: pierwszy tydzień, miesiąc, rok, pierwsze święta i sylwester; pierwsza podróż pociągiem; choroba, kino, teatr, zima i wiosna, letnie festiwale, pierwsza burza, śnieżyca, wichura, mróz i upał; pierwszy koniec roku akademickiego; pierwsze urodziny i grzybobranie; zachód słońca podziwiany z…; spacer do… i z…; pierwsza interwencja hydraulika; pierwsze problemy z zaśnięciem; pierwsza tęsknota za…; pierwsze zgubienie kluczy i zapodzianie telefonu; taniec przy muzyce na żywo, toast szampanem i spacer z trzema psami naraz; pierwsza uczta ostrygowa; pierwszy obiad u…; pierwsza myśl, że to się da przeżyć; pierwsza rozmowa z nieznajomym; pierwsza drzemka po południu i wizyta w banku; pierwsze spóźnienie się na zajęcia; faux-pas, którego żałuję; pierwsze usmażenie pstrąga z głową; pierwsze siedzenie w bibliotece; pierwsza dobra wiadomość ze świata; pierwsza książka przeczytana od początku do końca; koncert, list przysłany pocztą i upadek na ulicy; pierwsze obcięcie włosów i spotkanie z tym czy z tamtą; pierwsze nieprzewidziane odwiedziny sąsiadów i uczucie wdzięczności wobec przyjaciół; pierwsze przeczesanie książek na półkach; pierwsze odpowietrzenie kaloryferów; pierwszy ból zęba, katar sienny i zawód wspólną znajomą; pierwsze rozmrożenie lodówki,
pranie w pralce i umycie samochodu; pierwsza wizyta u ramiarza i zakupy w supermarkecie; pierwsze spotkanie u mnie; pierwsza rozmowa o…; pierwsze wakacje; pierwsze pakowanie walizki przed podróżą; pierwsza kolacja z…; pierwsze pisanie nowej książki; pierwsze zatrucie i pierwszy problem z elektryką; pierwszy początek sezonu warkotu kosiarek do trawy; pierwsza kłótnia podsłuchana na ulicy; pierwsze olśnienie widokiem; wielkie porządki, zobaczony nieżywy ptak; pierwszy list do wydawcy; pierwsza dwója dana studentowi; pierwszy lot przez Atlantyk i czerwcowy powrót na mansardę; pierwsze[…]… Kiedyś przestanę liczyć.
🖇
Byłam już kiedyś w żałobie, lecz dopiero teraz dosięgłam dna rozpaczy. Dopiero teraz, dotykając jej porowatych brzegów, widzę, że nie wiem, jak przez nią przebrnąć. — Chimamanda Ngozi Adichie
🖇
Coraz bardziej brakuje mi polskiego odpowiednika angielskiego słowa grief: rozpacz, smutek, żal, opłakiwanie? Rozpacz za bardzo ogólna, można ją czuć z powodu kondycji świata. Smutek też mało konkretny. Żal można mieć do kogoś. Opłakiwanie przywołuje religijne głównie konotacje. W żadne z tych słów nie jest wpisana strata.
🖇
Nigdy nie bałam się śmierci. Tylko samotności.
🖇
Strata zwiększa naszą wrażliwość.
🖇
Tyle otwartych drzwi przemieniło się w ślepe zaułki.
🖇
Pamięć czasem wymazuje, a niekiedy tylko spłaszcza, upraszcza i zmienia.
🖇
Trudno — cierpiąc z powodu straty — liczyć czas, który biegnie wolniej, ciężej, szarzej.
🖇
Obserwuję pary. W metrze, autobusie, sklepach, na ulicy, w parkach, kinie, teatrze, restauracjach, kawiarniach, poczekalniach lekarskich, na towarzyskich spotkaniach. Patrzą na siebie z ciekawością, pożądaniem, znudzeniem, nienawiścią, roztargnieniem, niekiedy ze źle udawaną uwagą. Intensywność ich wzroku nie ma nic wspólnego ze spojrzeniami innych ludzi. Tyle że one jeszcze tego nie wiedzą. Staram się zgadywać, na jakim są etapie: onieśmielenia, nadziei, fascynacji, zaciekawienia sobą, zdziwienia, że takie spotkanie jest możliwe, erotycznego szaleństwa, ukojenia żądzy, tkliwości, zazdrości, znużenia, rutyny, znudzenia, złości, agresji, zdrady, przyjaźni, współpracy na określonych wspólnie warunkach… Oczywiście to tylko wycinek mnogości stanów.
🖇
Świat na opak współgra z tym, co poznałam na wylot: już-już jest prawie dobrze, ale zaraz będzie gorzej i znowu całkiem źle. Ruchome piaski.
🖇
Nie rozumiem, kto dał ci prawo jazdy!”; „Jesteś ślepy?”; „Super niedziela!”; „Kobiety nie powinny prowadzić”; „Mężczyźni za kierownicą są do niczego”; „Rozwodzę się”; „Przesiadam się na autobus”; „Mam dość, wysiadam”.
Ja nie mam dość i — co gorsza — przysłuchuję się tym utarczkom z pewną satysfakcją. Mnie już nie dotyczą. Nie zirytowałam się na nikogo przez sześć miesięcy! Samotność ma pewne plusy. Koniec krwawych kłótni komputerowych. Never again.
Wedle Ewy Lipskiej samotność — jak cholesterol — jest dobra i zła. Bez tej dobrej nie wyobraża sobie życia.
🖇
Strata wkopuje nas w nas.
🖇
Pozory — jak wiadomo — mylą. Po każdym przebudzeniu czekam na M. i z niedowierzaniem przyjmuję jego brak. Jest mi smutno.
🖇
Liczę czas tak, jak liczy się wiek dzieci i starców: precyzyjnie, co do tygodnia czy miesiąca.
🖇
Z Marcinem gadaliśmy bez końca. Mieliśmy tak zwane wspólne zainteresowania. Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podobny rozmówca. Ciekawe, czy on ma Tam więcej szczęścia.
🖇
Jak silne jest marzenie o cofnięciu czasu, dzięki czemu załatwilibyśmy zaniechane sprawy między tą a Tamtą Stroną!
🖇
W relacjach o stracie często pojawia się słowo „fale”. Bo w tym szczególnym czasie zalewają nas fale intensywnego smutku, kiedy już-już się zdawało, że jest lepiej.
🖇
Zmarli nie są nieobecni, stają się tylko niewidzialni. — Ferdinand Cheval (1836–1924)
🖇
Gdy się już trochę okrzepnie po stracie, czas dalej dzieli się na przed i po. Jak dla pokolenia moich rodziców życie jest sprzed wojny i po niej. Po śmierci kogoś bliskiego świat zaczyna się na nowo, jak po narodzinach.
🖇
Louise Bourgeois wielokrotnie powtarza tę samą myśl: chcąc żyć, trzeba pogrzebać przeszłość.
🖇
Im prędzej biegniemy, tym głębiej wchodzimy w rozpacz.
🖇
Dlaczego ludzie mieliby się zmieniać po śmierci?
🖇
Jak łatwo ulec temu, co się zadomowiło w naszych głowach.
🖇
Zrobiłam pół kroku w dobrym kierunku: nie obraża mnie radość ludzi. Czasem nawet uśmiecham się do nich. […] dla osoby rażonej stratą świat zmienił się nie do poznania, podczas gdy dla innych nie stało się nic. Taka złość towarzyszy na początku wszystkim żałobnikom.
🖇
Strata kogoś bliskiego znaczy mierzenie się z przeszłością. Przepracowuję w głowie chwile, które za bardzo przeciągałam lub bez sensu skracałam.
🖇
Wszystko brzmi teraz inaczej. Łącznie z piosenką Brela Ne me quitte pas.
Żałoba w swym postępującym trudzie zaciera powoli ból. Nie mogłem i nie mogę w to uwierzyć. Gdyż dla mnie Czas eliminuje tylko bezpośrednie uczucie utraty (nie płaczę), to wszystko. Jeśli jednak chodzi o całą resztę, wszystko trwa bez zmiany. — Roland Barthes (1915–1980)
🖇
Tak czy inaczej — nie jestem w tym oryginalna — na przełomie października i listopada myślę o tym, co zaniedbałam, kiedy nie stanęłam na wysokości zadania, czego nie powiedziałam, kiedy jeszcze był czas. Wielu odkryło przede mną tę główną prawdę życia: lepiej się śpieszyć.
🖇
[…] zgoda w stu procentach [z Canettim], że „samotność istnieje tylko w stosunku do żywych, ale nie w stosunku do zmarłych. Oni zawsze są żywi”.
🖇
[…] naziemny pracownik pyta: „Kim jest szczęśliwy mężczyzna, który podarował pani te kwiaty?” (bo dźwigam bukiet; na amerykańskim lotnisku pytanie nie do wyobrażenia). „Dostałam od kobiety” – rozczarowuję go.
🖇
W przełomowych momentach ludzie podejmują nagłe decyzje i radykalnie zmieniają życie. Zamiast szukać ucieczki w wykonywanej od dawna pracy, idą czasem na skróty. Przestawiają się na robienie tego, co dla nich „naprawdę istotne”. Zniknięcie ważnej osoby powoduje, że dostrzega się inne ważności.
🖇
Po śmierci męża, piosenkarza i poety Lou Reeda, Laurie Anderson powiedziała: „Śmierć służy uwolnieniu miłości”. „Nie wiesz, jak kochać, dopóki twój ukochany nagle nie zniknie”, twierdzi Don DeLillo. Jeszcze nie rozumiem.
🖇
[…] pierwszy rok jest najgorszy. Potem zdarzają się tylko fale smutku.
🖇
Wkrótce będę daleko przed Marcinem. Dowiem się może, jak skończy się wojna w Ukrainie, jak szybko będzie galopować kryzys klimatyczny, jak się rozpanoszą autorytarne rządy. Trochę mu zazdroszczę, że tego nie zobaczy. Choć zawsze byliśmy nieco z dala od „spraw”. Teraz on nie musi szukać usprawiedliwienia, dlaczego traci wiarę w ludzkość. No i nie zobaczy siebie jako starca. Wizje nieprzeżytych etapów życia rozbudzają wyobraźnię.
🖇
Myślałam […], że bierzemy ślub, by kontynuować rozmowę. Nie przywiązując się tym samym do konwencji rodzinnych. Teraz wierzę, że odmeldowanie się jednego z rozmówców nie powinno jej przerwać.
🖇
Staram się „zrozumieć życie”, pomna tezy Kierkegaarda, że tylko wstecz zrozumieć się da; jedyny problem, że wpierw trzeba je przeżyć. Niedługo miną trzy lata, ból zastąpiły smutek i żal.
🖇
W trzecim roku magicznego myślenia zwierzam się Oli K., że nie zdziwiłabym się, gdyby w drzwiach stanął M.
„Z zakupami?” — chce wiedzieć.
„Albo i bez”.
Agnieszka Taborska, Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2026. (wyróżnienie własne)
To nie koniec żałoby, ale przystanek, przerywnik, pauza, antrakt, chwila na odsapnięcie, otarcie potu z czoła. Co nie znaczy, że rozpacz nie wróci ze wzmożoną siłą.
🖇
[…]
zajmowanie się polityką jest luksusem: trzeba umieć wzbić się ponad własną tragedię.
🖇
To się podobno da przeżyć.
🖇
Ale żałoba otwiera i na nowe doznania.
(tamże)
Papież
Pewien papież w Watykanie
Często miewał własne zdanie.
W kwestii wojny
Ów dostojnik
Zwłaszcza pieprzył niesłychanie. — Marcin Giżycki (1951–2022)
🖇
Wspomnienie covidu wyparte w nieświadomości zbiorowej, ale w poszczególnych życiach stale obecne. W Londynie długi mur poświęcony 240 803 Brytyjczykom, którzy w akcie zgonu mają covid jako przyczynę śmierci. Oczywiście było ich znacznie, znacznie więcej. W nieskończoność ciągną się serduszka z imionami bliskich zabranych przez zarazę.
Zajęła mi dwie kawy. Wycisnęła gros łez. Fusy wrażeń opadały kilka dni. Ta drobinka książkowa to duży kaliber. Każde zdanie waży. Każdy ukłon jest znaczący.
Niestety, bezduszność, niezrozumienie, bezmyślność i strach przebrane za głupotę prezentowane z całą swoją mocą bez ograniczeń wobec terminalnie chorych czy ludzi w żałobie jest dokładnie taka sama tam, na Dalekim Wschodzie, jak tu, w środku Europy. Przekształcenie tej głupoty na akapity — bez zbędnych słów, trafiając precyzyjnie w punkt — da się zamknąć w dwóch słowach: chapeau bas!
A reszta? Reszta jest miłością. Miłością, która… trwa.
Sięgam po powieści, będąc tego w pełni świadoma. Wybieram nie te banalne, oparte na powszechnym wyobrażeniu o świecie, lecz takie, które z uważnością opowiadają o niepowtarzalnych losach jednostki.
•
Dobra powieść nie składa się wyłącznie z tego, co napisano wprost. Jej prawdziwa siła tkwi również w tym, co zostało przemilczane.
•
Relacja między ludźmi nie kończy się wraz ze śmiercią jednej z osób. Trwa dalej i nieustannie się zmienia. To właśnie ta piękna rozłąka nas łączy. To ciągle zmieniająca się relacja jest prawdziwą miłością.
Yumi Toyozaki
•
Za cel [Nao-Cola Yamazaki]
stawia sobie „pisanie o rzeczach, o których nikt inny nie napisze, słowami, które zrozumie każdy czytelnik”.
🖇🖇
Ruch jest fascynujący. Kiedy skupiam się na ruchu, znika gdzieś wrażenie istnienia rzeczy. […] Czterdziestokilkuletni mężczyzna zeskakujący ze stopni musi wyglądać dziwnie. Być może to za sprawą ciepłej, kwietniowej pogody, aż rwę się do ruchu. Ostatnio przestało mnie obchodzić zdanie innych. Co złego w tym, że dorosły facet sobie podskakuje?
🖇
Nie twierdzę, że wybraliśmy najlepszą z możliwych dróg. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy żałuję, odpowiedziałbym: tak, noszę w sercu żal. Ale w tej samej chwili miałbym ochotę sam sobie zaprzeczyć. Bo nawet jeśli nie była to najlepsza z dróg, to czy ktoś naprawdę wie, jaka byłaby ta najlepsza? Czy w ogóle istniała? A jeśli istniała, to czy to coś złego, że wybraliśmy własną, inną niż droga większości?
🖇
Żona nie wybrała dla siebie złego losu na loterii. To nie była kwestia jej decyzji. Musiała przejść drogę, która została jej wyznaczona. I nie miała możliwości, by ją zmienić.
🖇
W małżeństwie nie chodzi o wyłączność na drugą osobę, ale o zaufanie do jej otoczenia.
🖇
Nawet jeśli robimy coś, co następne pokolenia uznają za zbędne, i zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy przez to trochę staroświeccy, nie czujemy się przez to ubożsi. Po prostu żyjemy swoim życiem, na swoich zasadach.
🖇
Postawienie diagnozy nie sprawiło, że żona przestała być sobą. Nie zacząłem patrzeć na nią wyłącznie przez pryzmat jej choroby ani traktować jak jedną z wielu osób skazanych na ten sam los. Może to dlatego, że lekarz nie używał wyliczeń procentowych. Wielu ludzi […] szybko przechodzi do statystyk. „X procent chorych dożywa Y lat”. Świat jest pełen takich liczb. Dla lekarzy czy naukowców tego typu wyliczenia mają niewątpliwie znaczenie. Ale co z pacjentami, którzy żyją swoim jedynym, niepowtarzalnym życiem? Zgadywanie, jak na loterii, ile czasu im zostało, jest absurdalne.
🖇
— O, widzę, że się myjecie. Super! — rzuca z szerokim uśmiechem, zupełnie jakby rozmawiała z pięciolatką.
Czy żonie nie przeszkadza, że ktoś dwadzieścia lat młodszy traktuje ją jak dziecko? Do tego nie jest prawdą, że „się myjemy”. Myje się sama, ja tylko asystuję. […]
Czy, chorując, oddalamy się od naszego rzeczywistego wieku? Pacjentów traktuje się jak dzieci, chociaż wyglądem zaczynają przypominać staruszków. Ale może jeszcze większym absurdem jest przywiązywanie wagi do daty urodzenia i dziwienie się, „jak rzadko zdarza się zachorowanie na tę chorobę już po czterdziestce”? Powracające pytania w rodzaju „Dlaczego tak młodo?” albo „Nie palił, więc czemu?” próbują nadać chorobom sens i wpasować je w narrację o przyczynie i stosownej konsekwencji. Według samego chorego i jego rodziny tego typu rozważania nie prowadzą do niczego, co dawałoby nadzieję. Trzeba odnaleźć swoją własną, nową historię.
Zapomnieć o wieku. O przyczynach i konsekwencjach również.
🖇
— Przy stacji zakwitły też wiśnie. Cała aleja wzdłuż głównej ulicy jest w kwiatach. W przyszłym roku pójdziemy pooglądać je razem.
— Mhm.
Na jej twarzy błąka się niepewny uśmiech. […] Do tej pory mój sposób na zachowanie pogody ducha stanowiło patrzenie z nadzieją w przyszłość. Nie wiem jeszcze, jak w obecnej sytuacji pielęgnować w sobie tę pogodę ducha, skoro nie mogę już mówić o tym, co przed nami.
🖇
Ludzie są ciekawi śmierci. Chcą wiedzieć, kiedy przyjdzie. Czują pewną przyjemność, współczując tym, którzy już stoją u jej progu.
🖇
Wierzą [większość współczesnych Japończyków], że każdy powinien przeżyć co najmniej tyle, ile wynosi obecna średnia długość życia. W końcu tak jest sprawiedliwie. Tymczasem przecież niektórzy tracą to prawo — dla nich odliczanie zaczyna się wcześniej. Wtedy szuka się przyczyn, dlaczego akurat ta osoba zaczęła umierać szybciej. Bo grzeszyła? Nie chodziła na badania? Źle się odżywiała? Paliła papierosy? Słowa „rokowanie” używa się wyłącznie wobec tych, u których odliczanie już się rozpoczęło. Jakby ludzie chcieli w ten sposób postawić jakąś niewidzialną granicę. Jakby tylko ci, którym lekarz przedstawił rokowania, mierzyli się ze śmiercią. A cała reszta wciąż miała przed sobą życie.
🖇
„Zachorowała na raka — to pewnie kara za coś” albo przeciwnie: „Nie zrobiła nic złego, a mimo to spotkało ją nieszczęście”.
🖇
Na początku wierzyłem, że opowieści o budzącej się do życia przyrodzie sprawią jej odrobinę radości. Teraz boję się, że mogą brzmieć jak przechwałki — jakbym chciał powiedzieć, że ja wciąż mogę to wszystko przeżywać, a ona już nie. Nie chcę, by poczuła, że życie toczy się dalej nawet bez niej, dlatego trzymam język za zębami.
🖇
— […] Nie oczekuję od nikogo zrozumienia ani niczego takiego. Po prostu chcę się spotkać. Czy naprawdę osoba chora powinna zamykać się w czterech ścianach? Przecież to absurd… Nawet jeśli nie jestem w pełni sił, to wciąż chcę być częścią społeczeństwa. Chorzy to też ludzie.
Mówi powoli, cicho, z przerwami, ale w jej głosie wybrzmiewa stanowczość.
— Rozumiem.
🖇
— A czy coś cię boli?
Tym razem to ja zapytałem.
— Nie mogę powiedzieć, że nie boli. Ale ból nie oznacza wcale, że jestem nieszczęśliwa. […]
Odpowiada powoli, ważąc każde słowo.
— Rozumiem.
Rozwiązuję krawat i chowam go do teczki.
— Wiesz… życie to droga. Staram się nie porównywać jej ani z cudzymi ścieżkami, ani nawet z tą, którą sama kiedyś szłam. Nie wybiegam myślami w przyszłość, lecz skupiam się na tym, co mam tu i teraz przed sobą. Dzięki temu łatwiej mi przyjąć, że ból jest częścią mojego świata. I nawet mimo bólu są chwile, gdy czuję się szczęśliwa.
🖇
— Przepraszam za kłopot.
— Ależ robię to z własnej woli.
🖇
Nie zgadzam się z traktowaniem śmierci jako punktu kulminacyjnego. To nie ona jest najważniejsza. Nie przychodzę do szpitala, by czekać na jej nadejście, lecz po to, aby być z żoną tu i teraz, razem. Chciałbym móc to wykrzyczeć zarówno lekarzowi, jak i każdemu z osobna.
Moment przekroczenia mety w maratonie może być wyjątkowy, ale to nie znaczy, że dla zawodnika liczą się tylko osoby stojące na finiszu. Równie ważni są ci, którzy towarzyszyli mu podczas treningów, wspierali na starcie i kibicowali w trakcie biegu. Każda chwila ma swoją wartość. Życie ludzkie zmierza ku nieuchronnej mecie, nie oznacza to jednak, że tylko ona się liczy.
🖇
Dlaczego tak bardzo zależy jej na przekazaniu tego słowa – „dziękuję”? Czy rzeczywiście czuje głęboką wdzięczność? A może po prostu chce pozostać sobą — kimś, kto potrafi podziękować, kimś, kto do samego końca zachowuje człowieczeństwo?
🖇
Czytałem kiedyś, że nawet jeśli pacjent przestaje oddychać, to do samego końca wszystko słyszy.
— Kocham cię — szepczę.
🖇
Odchodzi — przechodzi mi przez myśl. Staje się kimś innym. Oddala się.
🖇
„Nie robiła badań kontrolnych, więc to musiało się tak skończyć”. Albo: „Robiła badania, a i tak zachorowała”.
Byle tylko znaleźć jakąś zależność. A kiedy wreszcie uda się połączyć kropki, na twarzach rozmówców pojawia się satysfakcja.
🖇
[…] kiedy ktoś zaczyna traktować naszą historię jak przestrogę i sugeruje, że wystarczyłoby się zbadać, aby zapobiec tragedii — mam ochotę stanowczo zaprotestować.
— Czy nie dało się tego wykryć wcześniej?
— Nie można było operować?
— Lekarze mówili, ile jej zostało?
Gdy słyszę takie pytania, odbieram je jako próbę narzucenia mi swojej wersji wydarzeń.
Tylko że historia żony była inna. A mimo to teraz, po jej śmierci, otoczenie zaczyna postrzegać jej odejście przez pryzmat jakichś stereotypowych ogólników. Te obce narracje przeciekają mi przez palce niczym lepka, gęsta maź. […]
Nie chcę ani mówić, ani słuchać takich rzeczy.
🖇
Określenie godziny zgonu to medyczna formalność — coś, co należy do świata lekarzy. Dla reszty z nas nie musi mieć aż takiego znaczenia.
🖇
[…] robienie wszystkiego, co w naszej mocy, by żyć jak najdłużej, to słuszna postawa. Ale niezależnie od tego, co robimy, śmierć jest nieunikniona. Każdy kiedyś umrze. […]
Chciałbym wierzyć, że nawet po jej [śmierci] nadejściu czeka coś więcej.
🖇
Uświadomiłem sobie, że nie ma znaczenia, co pomyślą inni. Nie musimy być typowym małżeństwem […].
🖇
Dobrze rozumiem, że przyzwyczajenia potrafią być silniejsze niż logika. Rytuały, które zakorzeniają się w codzienności, mogą towarzyszyć nam aż do końca życia. Pozwalają myśleć: „Tak, dzisiaj znów jestem sobą. Żyję po swojemu”.
🖇
— Wiecie… chyba coś do mnie dotarło. Nawet jeśli nie ma nic ważniejszego niż rodzina, to może nie chodzi o to, by spędzać z nią każdą chwilę? Przez całe życie wspiera nas tyle osób, a przecież nie ze wszystkimi łączą nas bliskie relacje…
Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen, Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026. (wyróżnienie własne)
Każda relacja — głęboka czy przelotna, z bliska czy z daleka, ma swoją wartość. Liczy się to, że istnieje.
Odchodząc, zostawia za sobą jasny ślad.
🖇
— Dziękuję — wyduszam z siebie najbezpieczniejsze słowo, na jakie mnie stać.
🖇
Każdy rozumie słowo „rodzina” trochę inaczej.
🖇
Wierzę, że możemy żyć szczęśliwie i nie wybiegać myślami w przyszłość. Może jeszcze nie wiemy jak, ale jestem przekonany, że znajdziemy sposób.
Wyjęłam tę książkę z tej. Jeszcze w ulu klik, klik i dowiedziałam się, że nie ma ibuka. Klik, klik i zakupiłam papier za grosze (przesyłka była [sic!] 1½ razy droższa od ceny książki). Przyszła na chwilę przed wyjazdem na gigant, więc razem ze mną ruszyła z ula.
Sześć osób, sześć historii osobistych, sześć filozofii życiowych, sześć podejść do skończoności ciała, w którym przyszło tymczasowo pomieszkiwać. Umieszczenie tych historii obok siebie powoduje, że każda z nich staje się wyraźniejsza, mocniejsza, kreślona bez najmniejszego zawahania zdecydowaną kreską.
Piszę o śmierci. Nie o umieraniu ludzi, których kochałam, ale pisarzy i artystów wyjątkowo wrażliwych lub dostrojonych do śmierci, którzy borykali się z nią w swojej twórczości, listach, romansach, snach. Wybrałam osoby szaleńczo ekspresyjne lub obdarzone intelektualnym żarem, takie, które konfrontację ze śmiertelnością potrafią wyrazić słowami – w jednym przypadku obrazami – w sposób, w jaki większość z nas nie chce lub nie potrafi tego zrobić.
🖇
Aby ujrzeć świat, zawsze otwierałam książkę.
🖇
W tych śmierciach są przebłyski dzielności, piękna, rozdzierająco bezcelowego cierpienia, szaleńczej autodestrukcji, naprawdę okropnego zachowania, twórczych wybuchów, wielkiego oddania, przenikliwej samowiedzy i wspaniałej ułudy. Są rzeczy, jakich nigdy bym się nie domyśliła ani przewidziała.
🖇
Mówię jej, że mój ojciec umarł. Tłumaczę, co to znaczy.
Słyszę własny głos:
— Czasami, kiedy ludzie się starzeją, ich ciała przestają działać.
— Czasami?
— Cóż, zawsze — odpowiadam po chwili.
Brutalne słowa skierowane do dwulatki; nawet nie brzmią prawdziwie.
🖇
Podczas pracy nad tą książką odkryłam, że choć prawie wszyscy fantazjują na temat „ostatniej rozmowy”, mało kto ja przeprowadza. Ta fantazja o domknięciu, ostatnim porozumieniu przynoszącym oczyszczenie rzadko się urzeczywistnia, ponieważ dawna kłująca rezerwa lub gniew wciąż są obecne. […]
Najczęściej pozostajemy z tym szaleńczym niedokończeniem, co może częściowo tłumaczy naszą nadzieję na ostatnią rozmowę, jak gdyby rzeczy się kończyły, a nie były po prostu ucinane.
🖇
Kiedy odchodzą ludzie, których kochamy, jesteśmy tak pogrążeni w poczuciu straty i w miłości, że nie możemy dostrzec śmierci, a co dopiero patrzeć jej prosto w oczy.
🖇
Gdyby ktokolwiek na ziemi mógł postanowić, że nie umrze, byłaby to Susan Sontag. Tak jest nieugięta i wściekła, z taką mocą nie zgadza się na akceptację pospolitych wyroków losu czy zdarzeń, które wszyscy inni przyjmują z pokorą. Nie chce być popychadłem, nie zamierza przesadnie ulegać idei, że wszyscy muszą coś robić, czegoś doświadczyć albo przez coś przejść, ponieważ jest i zawsze była osobą, która wznosi się ponad przeciętnością.
🖇
Myślę, że dobrze mieć kontakt i z życiem, i ze śmiercią. Wielu ludzi żyje, broniąc się przed poczuciem, że życie jest melodramatem. A chyba dobrze jest nie zacierać tego konfliktu. — Susan Sontag
🖇
Słońce zachodziło, gdy nagle zapragnęła napisać wstęp do albumu fotografii Petera Hujara Portraits of Life and Death, na co zgodziła się już dawno, ale zwlekała. Wśród portretów znanych nowojorczyków znalazło się przepiękne zdjęcie samej Sontag w grubym szarym swetrze, leżącej w[na] łóżku, ze wzrokiem skierowanym ku górze.
fot. Peter Hujar, 1975.
[dostęp 9.05.2026], źródło.
🖇
Moje ciało przemawia donośniej i prościej, niż potrafiłabym to zrobić sama. — Susan Sontag
🖇
Jeśli nawet rozumiesz, że jesteś śmiertelny, możesz pozwolić sobie na myślenie: jeszcze nie teraz. Absolutyzm śmierci możesz odpierać przekonaniem, że zostało ci jeszcze dwa, dziesięć, trzydzieści lat, albo wiarą, że nie umrzesz na tę konkretną chorobę. W końcu można mieć czterdzieści pięć lat i czuć się jak dwudziestolatka, nie mieć związku ze swym wiekiem biologicznym, nie odczuwać go fizycznie; można umierać i nie czuć, że się umiera, jeszcze nie.
🖇
Może kontynuowanie życia było jej sposobem umierania. — David Rieff
🖇
Na samym końcu krzywej dzwonowej jest ta jedna jedyna osoba, której udaje się przeżyć mimo najgorszych prognoz, wyjątek. Susan zawsze była tym wyjątkiem. Tym samym nikłość szans jedynie potwierdzała rolę, jaką sobie wyznaczyła, rolę kobiety, która przetrwa. Później doktor Nimer powiedział Davidowi:
— Ona nie była gotowa na śmierć. Jeśli idzie o poszukiwanie leczenia, to od pierwszej chwili, gdy ją ujrzałem, zrozumiałem,
że woli umrzeć, próbując.
🖇
Nie zgłębiamy już sztuki umierania, regularnej dyscypliny i higieny w dawnych kulturach, ale wszystkie spokojne oczy zawierają tę wiedzę. — Susan Sontag
🖇
[…] niewypowiedziane ma znaczenie. Gromadzi się i ma znaczenie.
🖇
Życie w moim wieku nie jest łatwe, ale wiosna jest piękna, podobnie jak miłość. — Zygmunt Freud
🖇
W esejach przyznaje, że człowiek może zarazem akceptować śmierć i nie akceptować jej. Innymi słowy, istnieje różnica między tym, co wiemy, a tym, co czujemy.
🖇
Fakt, że lekarze traktowali go jak zwykłego pacjenta, okłamując go i ukrywając prawdę, budził jego gniew. Nie chciał, by go chroniono czy pocieszano.
🖇
Chociaż Freud poważnie traktował swoje problemy zdrowotne, nigdy nie porzucił całkowicie nałogu. […]
„Nie przestrzegam twojego zakazu palenia. Czy uważasz, że długie życie w udręce to taka wspaniała perspektywa?”.
🖇
[…] tylko wzruszył ramionami.
To wzruszenie ramion jest gestem doskonałym. Na Freudowe umiłowanie cygar nie było racjonalnego wytłumaczenia: istniało poza słowami.
🖇
Dla Freuda palenie oznaczało wybór, narzucenie woli mało obiecującym okolicznościom. Palenie było po części buntem, oporem, wyrazem siebie. „Rozdrażniony faktem, że uczucie dyskomfortu nie zniknie, znowu więcej grzeszę”, pisał. Nic nie mógł poradzić na pogarszające się zdrowie, ale mógł palić.
Mógł utwierdzać swoją władzę nad długimi godzinami popołudnia. […] pisał: „Nie trzeba dowodzić, że organizm chce umrzeć tylko na własny sposób”.
Niezależnie od tego, czy faktycznie tak ma się sprawa z „organizmem”, z pewnością tak właśnie miała się z Freudem.
🖇
Dlaczego smutne. Na tym polega życie. Właśnie
wieczna nietrwałość życia czyni je tak pięknym.
🖇
1 września Freud czyta w gazecie o napaści Niemców na Polskę […]. Pewnego razu słuchają radia i lektor mówi o wojnie jako o „ostatniej wojnie”. Schur pyta pacjenta, czy jego zdaniem to faktycznie jest ostatnia wojna.
— To jest m o j a ostatnia wojna — odpowiada Freud.
Oto na wpół wygasty wulkan […], będący rzecz jasna wulkanem w połowie czynnym. Wulkan pozostaje
wulkanem.
🖇
W wierszu o Freudzie W. H. Auden ujmuje te skłonność nieco inaczej: „Po prostu pamiętał jak starzec i byt uczciwy jak dziecko; tylko tego dokonał”.
🖇
Pracował w czterech niewielkich, wypełnionych książkami pokojach na tyłach domu na piętrze, gdzie dawniej mieszkała służba. W jednym pokoju odpisywał na listy, w innym Updike pisał wiersze i opowiadania; jeszcze inny, gdzie stał tylko fotel, służył do czytania. W czwartym
Updike korzystał z komputera.
🖇
[…]
w wieku siedemdziesięciu pięciu lat
[…] — powiedział. — Słuchasz łomotu swego serca, słyszysz szmer w płucach. To dobry sposób na nawiązanie kontaktu z etapem życia, na jakim właśnie się znajdujesz.
Nawiązanie kontaktu z aktualnym etapem życia nie powinno przysparzać trudności — wystarczy przejrzeć się w lustrze — ale ta ulotna wiedza umyka i człowiek cofa się do poprzednich
etapów życia.
🖇
„Czy to jest koniec? Na wpół zdrowy wiszę tu i czekam, żeby się dowiedzieć”. Słowa tego wiersza, napisane jasnym ołówkiem na różowym papierze, są tak pochylone, że dosłownie zwisają. Na podstawie przedstawionych mu jasno faktów medycznych oczywiście wiedział, że umiera, ale być może tę wiedzę należało wdeptać w ziemię.
🖇
Koncepcja linearnego życia jest czymś, co Updike stale odkrywa, wpada na nią, zdumiewa się; nie przychodzi do niego naturalnie. Pracowicie ją demontuje,
otwiera, wysadza.
🖇
Wydaje się, że w ostatnich wierszach dąży do akceptaçji, do otwarcia się na chłodny wszechświat, dąży do łaski. „Niech Bóg nas chroni przed końcem, chociaż miliardy dotarły do kresu. / Świat otulają dawne śmierci, / paciorki ego rozjarzone apetytem”.
🖇
Ostatnia rozmowa jest może uczuciem, że pozostało coś jeszcze do powiedzenia.
🖇
— Co będzie, jeśli się pomylę? — spytała Martha, drżąc na całym ciele.
— Pomyłki nie istnieją — oświadczyła pielęgniarka.
🖇
Kiedy czekali na karetkę, która miała ich zawieżć do małego hospicjum w Danvers, oddalonego o kwadrans jazdy samochodem, Updike spytał Marthę:
— Jesteś gotowa na skok?
Martha nie chciała odpowiedzieć, czy jest gotowa na skok, czy nie. Zamiast tego zapytała:
— A ty?
— Tak! — odpowiedział.
— Ja też — rzekła Martha. — Podobnie jak Bóg.
Potwierdzenie Updike zabrzmiało tak donośnie, że Martha
się zdziwiła.
🖇
[…]
mam na myśli lęk. Boję się tylko wtedy, gdy ogarnia mnie szaleńczy niepokój, kiedy moje codzienne problemy urastają do rozmiarów potworów i osuwam się przed nimi na ziemię, gdy nie wiem, co robić i dokąd się zwrócić. — Dylan Thomas
🖇
Ponieważ ani na chwilę nie przestawał byé poetą, rozbił obóz i zamieszkał w metaforze człowieka chorego.
🖇
Mam w sobie śmierć.
🖇
[…]
świadomość kresu przeobraża się w coś niemal pięknego. Jeśli boisz się czegoś lub coś cię pochłania wystarczająco długo, zaczynasz darzyć to uczuciem podobnym do miłości. Większość zdrowych ludzi nie jest w stanie pojąć tej sztuczki umysłowej.
🖇
Dobrze wiedział, co to znaczy cierpieć na tak silną depresję, że umieranie nie wydawało się czymś szalonym, odległym, nie z tej ziemi. Miał intymny stosunek do śmierci, w każdym razie do idei śmierci.
🖇
Dzieci chronią swoich rodziców: oto zabawny aspekt dzieciństwa, o którym potem zapominamy.
Zapominamy o strasznej wiedzy dzieciństwa.
Panuje przekonanie, że dzieci nie należy straszyć, ale Sendak uważał, że dzieci już są przestraszone i dlatego pragną ujrzeć własne lęki przedstawione w fascynujący sposób.
🖇
Fantazja o przemyceniu siebie w sztukę wiąże się też może
z faktem, że był gejem w cżasach, gdy homoseksualizmu powszechnie nie akceptowano. Sendak ukrywał swoją orientację seksualną przed rodzicami. Znacznie dłużej, niż wydawało się konieczne, zatajał ją przed czytelnikami i recenzentami. Publicznie przyznał się dopiero w wieku osiemdziesięciu lat w wywiadzie dla „New York Timesa", za namową swego bliskiego przyjaciela, dramaturga Tony’ego Kushnera. Dziennikarz spytał Sendaka, czy jest coś, czego jeszcze nigdy nie powiedział w wywiadzie, na co ten odpart: „Cóż, tego, ze jestem gejem”. Pod koniec życia Sendaka młody dziennikarz spytał go, kiedy przestał się potępiać za bycie gejem, na co rysownik odpowiedział, że nigdy. Poczucie czegoś wstydliwego, sekretnego lub społecznie nieakceptowanego towarzyszyło mu w życiu artystycznym zawsze, nawet po publicznym przyznaniu się, nawet jeszcze po osiemdziesiątce.
🖇
Na początku lat sześćdziesiątych Maurice namalował akwarelami portret męzczyzny, który miał zostać jego partnerem na pięćdziesiąt lat, doktora Eugene’a Glynna. Sendak zatytułował obraz Krajobraz z Gene’em.
Maurice Sendak, Krajobraz z Gene’em, 1964, [dostęp 11.05.2026], źródło.
Przez znaczną część trwającego kilkadziesiąt lat związku Gene jeździł do pracy w mieście i przyjeżdżał na weekendy, tak więc miesżkali razem, ale nie każdego dnia tygodnia.
🖇
Lynn była tak wspaniałą towarzyszką życia dla Maurice’a po części dlatego, że nie próbowała go ocalić, uszczęśliwić, nie brała też sobie do serca tego, że czuł się nieszczęśliwy.
Szanowała jego nastroje; pomagała mu z nimi zyć. Pomagała mu w życiu, nie próbując go zmieniać, nie wierzyła, że zmiana jest możliwa, nie hołubiła w głębi serca nadziei na zmianę.
Taka dogłębna akceptacja nie byłaby możliwa w przypadku kochanki, nie jest możliwa dla większości osób. Lynn pojęła jednak, że Maurice pracował w obrębie tych wahań, a praca była tym, co się dla niego liczyło.
🖇
Muza nie wpada z wizytą, dlatego trzeba się zaczajać z nadzieją, że coś cię złapie. — Maurice Sendak
🖇
W wywiadzie telewizyjnym udzielonym przez Sendaka zblizającego się do osiemdziesiątki Bill Moyers pyta:
— Czy masz obsesję na punkcie śmierci?
MAURICE SENDAK: Trochę. To taka dziwna sprawa.
BILL MOYERS: W jakim sensie?
MAURICE SENDAK: Śmierć to cała przygoda.
🖇
— Lubisz je? — Pyta Colbert, mając na myśli dzieci.
— Lubię, kiedy jest ich jak najmniej.
🖇
Po śmierci Eugene’a Maurice go narysował, jak to czynił po śmierci członków rodziny. Właśnie tę chwilę pragnął uchwy-cić, złapać, zrozumieć, zobaczyć. To, od czego wielu ludzi — może większość — odwraca wzrok, on chciał uwieczniać.
Sendaka pochłaniało pożegnanie, ucieczka, strata. […]
to też impuls artysty, każący przeobrazić coś strasznego w sztukę; wziąć coś, co budzi twoje przerażenie albo łamie ci serce, i przemienić w coś innego. W czasie potrzebnym na narysowanie tego, co masz przed sobą, nie jesteś bezradnym lub pogrążonym w żalu postronnym obserwatorem. Wykonujesz swoją robotę.
🖇
To chyba jest klucz: patrzysz na coś, co zawsze budziło twoje przerażenie, i odkrywasz, że jest piękne.
🖇
Lynn odnosiła wrażenie, że Maurice nie był dzielny wobec drobnych rzeczy, ale wobec rzeczy wielkich owszem. Całymi latami zmagał się ze straszliwym bólem pleców, ale nie skarżył się, chociaż Tony nazwał go „mistrzem narzekania”. Raz miał pojechać do miasta i udzielić wywiadu kobiecie, która przybyła aż ze Szwecji, ale poprosił ją, by przyjechała do niego, bo doskwierał mu wrośnięty paznokieć. Dopiero kiedy przyjechała furgonetka i mąż kobiety wytoczył ją na wózku inwalidzkim,
Maurice przypomniał sobie, że była sparaliżowana. Inwalidce, która przyleciała ze Szwecji, kazał przyjechać do Connecticut.
Sendak poczuł się okropnie, wylewnie ją przeprosił, na co kobieta rzekła:
— Cóż, przypuszczam, że wrośnięty paznokieć sprawiałby mi ból, gdybym tylko miała czucie w nogach.
🖇
W swoich pracach wykorzystywał obraz lecącego chłopca i nasycał go pięknem. Lot staje się powolnym, spokojnym, wdzięcznym szybowaniem. Scenę spowija atmosfera nadprzyrodzonej tajemnicy, ale nie budzi lęku. Pomysłowi wypadania lub wylatywania z życia towarzyszy ciche podniecenie.
🖇
Przekonywał ją, że nietoperz był dla niego prawdziwy. Jak daleko mogła z nim pójść, pytał, do jakiego stopnia mogła zobaczyć to, co widział? Maurice był przyzwyczajony do przesuwania granic wyobraźni. Zwykł gdzieś widzieć — ze wspaniałymi, fizycznymi szczegółami — rzeczy, których tam nie było.
🖇
Wir wiosta. Powierzchnia wody faluje, po czym się uspokaja.
🖇
[James] Salter zakreśla terytorium. O pewnych sprawach nie trzeba pisać. O pewnych sprawach nie trzeba mówić. Pewnych spraw nie trzeba ujmować w słowa.
🖇
Jeśli uważnie się przyjrzeć, nawet w najgorszych śmierciach można dostrzec potężną eksplozję życia.
🖇
Słowa przeobrażają, oswajają. Perspektywa ulega zmianie. Świat nieco się zmienia
[…].
🖇
Jeśli musisz coś zostawić, możesz to zrobić. Znajdziesz sposób,
albo go spreparujesz.
🖇 🖇
Oto, czego nauczyły mnie śmierci opisane w tej książce:
Pracujesz. Nie pracujesz. Opierasz się. Nie opierasz. W pełni panujesz nad sytuacją. Kapitulujesz. Wypierasz. Akceptujesz.
Modlisz się. Nie modlisz. Czytasz. Pracujesz. Faszerujesz się środkami przeciwbólowymi. Nie przyjmujesz środków przeciwbólowych. Pomstujesz na śmierć. Biegniesz ku niej na oślep.
Na koniec każda śmierć jest taka sama. Ludzie umierają.
Świat ich uwalnia.
🖇
Bez lęku nie byłabym tym, kim jestem.
🖇
Może potrafisz przebrnąć przez grozę, ponieważ musisz przez nią przebrnąć. Z jakiegoś powodu podświadomie myślałam o śmierci jako o czymś, na co przyzwalasz, jakby było to partnerstwo, porozumienie, które zawierasz albo w które się wciskasz, ale to błąd.
W tej konkretnej chwili nie masz wyjścia. Odnajduje cię łaska. Dopada cię akceptacja.
🖇
Kiedy walka się kończy, miejsce zmagań zajmuje ukojenie.
🖇
Część twórczości tych ludzi, część ich sztuki była samym życiem. W ogniu trawiącym wszystko na koniec jest coś wspaniałego. Piękno zastawiło na mnie pułapkę.
Katie Roiphe, Godzina zmierzchu. Jak odchodzili
wielcy pisarze, przeł. Paweł Lipszyc, Wielka Litera, Warszawa 2017.